Profil użytkownika

Jestem zbyt leniwy, żeby napisać książkę. Ale chciałbym.


komentarze: 142, w dziale opowiadań: 114, opowiadania: 35

Ostatnie sto komentarzy

@Jim

Warszawa potrafi być bardzo homofobiczna

Ale Warszawa, a warszawskie życie nocne to dwie różne rzeczy.

 

zresztą zaostrzenie tych postaw jest widoczne ogólnie wszędzie i będzie postępować nadal

Co? Pisząc wszędzie, masz na myśli Polskę? Bo ja patrzę na zachód i widzę odwrotne zjawisko.

Miałem podobnie jak Gekikara, to znaczy na początku nie byłem przekonany, ale potem nastąpił jakiś moment przełamania i popłynąłem z tekstem.

 

Trochę zgodzę się z Finklą, że poza relacjami postaci (oraz sądami na temat polskiej rzeczywistości podanymi nieco topornie), nie ma tu aż tyle, ale mnie to nie przeszkadzało, bo to co jest, poprowadziłeś naprawdę sprawnie.

 

Zapytam jednak po jakich warszawskich klubach się poruszasz. Bo takie monologi o tęczowych flagach można usłyszeć w wielu, naprawdę wielu lokalizacjach w kraju i o różnej porze, ale warszawskie kluby nocą to byłby mój ostatni typ. Może dlatego mam wrażenie, że perspektywa autora leży gdzieś poza i jest przez to w jakiś sposób sztuczna. Z drugiej strony Warszawa jest duża, więc niewykluczone, że to kwestia mojego środowiska.

 

Musiał ją objąć i ścisnąć ze wszystkich sił, żeby powstrzymać zadawanie ciosów.

Coś jest nie tak z tym zadawaniem ciosów, brzydko.

 

Pozdrawiam

Dla mnie twist (który jest już niestety zapowiedziany w tytule) zepsuł całe opowiadanie.

– Umiem odejmować i dodawać. Skoro różdżka mogła odebrać życie…

Nie rozumiem logiki świata przedstawionego, a raczej braku logiki, jej zastosowanie w jakimkolwiek podobnym kontekście prowadzi do niezbyt praktycznych konsekwencji. 

Skoro ten pistolet zabija, może też uzdrawiać. Skoro ta trucizna powoduje niewydolność wątroby, musi regenerować organy wewnętrzne. Skoro ten zwój kuli ognia spali cel na wiór, wyleczy tę sierotkę z ospy.

Pomijając, że twist wziął się zupełnie znikąd, mam wrażenie po to, żeby spełnić deklarację zawartą w tytule (a co do “zaskoczenia”, czytelnik nie musi wiedzieć wszystkiego, ale dobrze jeśli wie cokolwiek, a jeśli wie trochę, a trochę nie, to w ogóle najlepiej).

Pozdrawiam

Nie wiem, czy najlepsze opowiadanie konkursu (nie czytałem wszystkich), ale na pewno najsłodsze :)

W tym roku skończyłem całe jedno opowiadanie i nie dlatego, że nie miałem czasu. Myślenie o pisaniu jest dla mnie czynnością bardzo przyjemną, ale kiedy przychodzi co do czego, przenoszenie tych myśli na papier/komputerowy monitor męczy mnie potwornie.

Naz i Wiktorze, proszę mi wytłumaczyć, jak można skończyć książkę w tydzień lub wyrzucić z siebie tak zastraszającą liczbę opowiadań w przeciągu kilku(nastu) miesięcy podczas studiów doktorskich.

@Asylum

Tu mamy tylko i aż pewną historię z możliwej bliskiej przyszłości (a co jeśli…), a że na czasie – nic złego, dobrze. Dlaczego mam czytać o wyimaginowanych dylematach, problemach opisanych estetycznie, subtelnie, wymyślnie. Człowiek jest szkieletem obleczonym mięśniami z pompą ssąco-tłoczącą, workiem pełnym mnóstwa koegzystujących ze sobą organizmów (symbiontów) i dysponuje  świadomością. Dlaczego sztuka ma być wykwintnym obiadem w eleganckiej restauracji? Dlaczego ma pozostać sennym pięknym marzeniem. Bo inaczej jest be, jeśli porusza życiowe sprawy? Przypominam, są też koszmary i sprawy istotne wynikające z warunków w, których żyjemy.

Problem w tym, że ja osobiście nie widzę tu ani subtelności ani mięsa. Niech opowiadanie porusza życiowe sprawy, ale jeśli robi to w sposób wtórny i literacko nieciekawy to nie będę go uznawał za wybitne, a przeciętne lub dobre. Mam wrażenie, że trochę już się kręcę w kółko w tej dyskusji, przypomnę Ci, że mój punkt startowy to: “uważam, że to opowiadanie jest dobre, ale nie piórkowe”.

Właśnie, dla mnie, to opko jest właśnie teoretycznymi rozważaniami filozoficzno-prawnymi. Dyskusją. Nie o fikcyjnym alkoholizmie, biednych dzieciach skazanych na przemoc w rodzinie i wymyślnych chorobach. One są gdzieś tam, a większość jako taka ma z nimi mały kontakt. Dla mnie literatura jest również rodzajem filozofowania, zresztą sama filozofia powstała z powodu dążenia ludzi do ujęcia w jakiś sposób fenomenu świata i człowieka, samego siebie.

No to pytam się po raz wtóry, co z tego filozofowania i dyskusji wynika. Ja widzę tylko banały, ale chętnie usłyszę przykład. Nie rozumiem też, czemu opowiadanie filozoficzne musi być nudno napisane.

 

@Silva

 

Na tej podstawie można stwierdzić, że właściwie spora część literatury może iść do kosza. Wszystko się już wydarzyło, o wszystkim wszystko zostało powiedziane, po co pisać – wystarczy poszukać, a się znajdzie.

No i masz tu całkowitą rację. Większość literatury (zwłaszcza gatunkowej) mogłaby iść do kosza i kultura nie ucierpiałaby na tym znacząco. 

Ale jeśli tekst ma jakieś wyższe aspiracje to tak też będę go oceniał (pod względem oryginalności/trafności myśli weń przekazanych).

Jeżeli moje odczucia uznajesz za jakąś kategorię ideologiczną – no to trudno. Moja opinia pozostaje taka, że jest to kawałek poruszającego, dobrze napisanego tekstu.

A to wybacz. Miałem wrażenie, że zmieniłaś opinię o tekście, kiedy przeczytałaś komentarz, w którym autor nie wypowiedział się w sposób całkowicie zgodny z Twoim światopoglądem.

@Asylum

Dla mnie, formę nadajemy świadomie, a styl jest czymś innym, choć te zbiory niewątpliwie mają część wspólną, nie są rozłączne.

Możliwe, że to nieporozumienie na poziomie semantyki. Pisząc “forma” mam na myśli stylistykę + konstrukcję utworu. O macku rozmawialiśmy a propos drugiego politycznego tekstu.

W tekście musi o coś chodzić, autorowi musi o coś chodzić, z czymś się bierze za bary, inaczej to ulotna fraszka, krotochwila. Czasem nie chodzi o treść, lecz o nią ubraną inaczej, co zmienia nam perspektywę.

Zgoda ;p

Wyrównujesz jak walec świeżo położony asfalt. ;-) W zasadzie całe nasze gadanie, idee, historia są tylko przypisem albo do Platona, albo do Arystotelesa. ^^ Jednak wszystko dzieje się w określonej sytuacji, kontekście historycznym i mamy żywych ludzi, ich reakcje. Chro ten tekst zaplanował i to widać. Najlepsze opowiadania na forum nie są dla mnie najlepszymi na świecie i nie tym się kieruję, podobnie jak nie tylko swoim gustem. Co doceniam – napisałam.

I tu też się zgadzam, ale nie do końca. Oczywiście, teksty forumowe oceniam inną miarą, w pierwszym komentarzu wspominałem zresztą, że nie uważam powyższego opowiadanie za złe. Ale w tym samym kontekście nie uważam go za wybitne (piórkowe), zwłaszcza pod względem czysto literackim. 

Nie, nie zgodzę się z tym, chyba że sam fakt napisania tego opka wskazywał na zajęcie jakiejś pozycji, ale moim zdaniem to nie wystarczy, bo… zresztą dawaj przykłady. Ja tego nie zauważyłam, ale może jestem stronnicza.

Zacytuję siebie i Irkę jeśli pozwolisz:

“Nie odbieram opowiadania jako manifest polityczny, ale jako literaturę zaangażowaną już tak. Głównie przez kontekst jego powstania (opisany w przedmowie) oraz dlatego, że w moim odczuciu świat przedstawiony w utworze, to taki zrealizowany, dość tendencyjny argument równi pochyłej (wyrok trybunału odebrał część praw aborcyjnych > trybunał pozbawi obywateli wszystkich praw aborcyjnych albo i gorzej (gdzie oczywiście to co dzieje się teraz w Polsce to absurd goniący za absurdem, ale jedno z drugiego empirycznie nie wynika)). A ten argument jest polityczny, bo jedna ze stron politycznego konfliktu się nim posługuje.”

 

“Do jakich przemyśleń? Jakie pytania? Czy Ci się to podoba, czy nie, zająłeś określone stanowisko, opowiedziałeś się po jednej ze stron. I jest to wyraźnie widoczne w komentarzach. Być może, gdyby opko ukazało się w innym czasie, mógłbyś twierdzić co innego, ale w momencie, gdy na ulicach protestują kobiety, a Ty zaostrzasz i tak ostre prawo jeszcze bardziej, odbiór jest jednoznaczny. Wszedłeś w sam środek tomatiny i liczysz na to, że pozostaniesz czysty. Tak się nie da. Literatura to nie filozofia, pokazujesz tragedię ludzi, dajesz im imiona, życiorysy, czytelnicy mogą się z nimi identyfikować, współodczuwać ich emocje, przeżywać ich tragedię i nie możesz w tej sytuacji mówić, że to tylko teoretyczne rozważania filozoficzno-prawne.”

Była tam jak żywa, cholernie dobry wybór jej odczytów przez przyjaciół. Wiesz, że latem  została oskarżono o rasizm i zdjęto w na uniwerku w Marylandzie upamiętniającą ją tablicę.

Pisarka antyrasistowska oskarżona o rasizm, ciekawy mamy świat ostatnio :(

 

@Silva

Dla mnie ten tekst spisuje się dobrze jako przestroga przed ingerencją prawa w najbardziej prywatne kwestie życia obywateli (ale o tym chyba już wspominałam); ukazuje też, że poruszony problem nie dotyczy tylko kobiet, a również mężczyzn – niby oczywiste, ale mało jest takiej perspektywy, a może co niektórych bardziej przyciągnie. Ja tu widzę też refleksję o tym, z jaką łatwością kilka zapisów może zniszczyć czyjeś życie.

Może za dużo obracam się w środowiskach lewicujących, ale ja te przestrogi i obserwacje słyszę co drugi dzień w rozmowach “przy stole”. Od literatury mam nadzieję dostać coś, czego słucham trochę rzadziej.

By oddać uczciwość, można stwierdzić, że wystarczyłoby przeczytać prawdziwe historie jak te z Salwadoru i dojść do tych samych wniosków.

Pełna zgoda, w dodatku czytałabyś o tragediach, które rzeczywiście się wydarzyły, a nie o takich, które mają (dość nikłą) szansę się zdarzyć.

Chyba nie wiem, co masz na myśli pisząc o sposobie, w jaki temat aborcji jest ujęty w debacie publicznej. To znaczy, piszesz, że autor jest mało oryginalny – ale chyba potrzebuję tu dokładniejszego uściślenia.

Wszystko co jest zawarte w tym opowiadaniu słyszałem podczas protestów. Nie widzę w nim oryginalnej myśli.

I teraz mam dysonans – bo może niektóre z pozostałych elementów to też tylko sposób na balansowanie po linie, zamiast budowania wizji świata przyszłości…

Dlatego warto na pierwszym miejscu oceniać teksty pod kątem literackim, a potem ideologicznym.

No tak, i z tego co pamiętam w opowiadaniu mowa głównie o kaszalotach, ale na Grenlandii polowano na różne rodzaje wielorybów, także fiszbinowce.

pozdrawiam serdecznie i sorry za długi post.

Nie no Asylum, nie ma za co przepraszać, ale jeśli pozwolisz, odniosę się głównie do tych fragmentów posta, które najbardziej domagają się odpowiedzi.

Prawdę powiedziawszy niewiele spotkałam na forum opowiadań (co nie znaczy, że na zewnątrz one są), w których autor z pełną świadomością wykorzystuje formę, zapis i nie stanowi on – nazwijmy go – „wypadkiem przy pracy”. 

Dla mnie forma jest czymś więcej niż foremką do ciasta: małą, dużą, mniej lub bardziej fantazyjną czy wymyślną. W zdecydowany sposób winna wpływać na smak potrawy i drażnić nasze kubki, dostarczając innego, głębszego zestawu wrażeń, zachęcać do kontaktu, coś wrzucać.

Jeśli w pełni zgodzić się z Twoją definicją, to rzeczywiście niewiele można znaleźć takich opowiadań na forum (choć chyba jakieś są). Z drugiej strony forma nie musi być narzędziem zastosowanym całkowicie świadomie, by tekst był ciekawy pod względem stylistycznym (może być czymś w rodzaju wizytówki autora vide chociażby Bernhard). Takich tekstów jest na forum więcej, ale powyższego do nich nie zaliczam (a zaliczam na przykład “Poniemieckie piękno…” mackazolnowskiego, skoro już o nim rozmawialiśmy).

Przy czym, nie mówimy tu o „sztuce dla sztuki”, bo ona z kolei sama dla siebie również ma dla mnie niezbyt wiele sensu. Sztuka od dawien dawna służy człowiekowi za rodzaj narzędzia odzwierciedlającego ludzki świat. Tę funkcję pełni wchodząc z relację z potencjalnym odbiorcą, niejako rozmawiając z nim.

Nie wiem dokładnie co rozumiemy pod terminem “sztuka dla sztuki”. “Ulisses” to sztuka dla sztuki?

Hmm, w pierwszym przypadku chciałabym Ci powiedzieć, że podstawą myśli cywilizacji zachodnio-chrześcijańskiej ciągle jeszcze jest uszlachetnianie człowieka przez cierpienie.

W drugim, że na ustalaniu wpływu większego lub znikomego opiera się zachodnie prawodawstwo (vide czynniki łagodzące, niepoczytalność, niewinność dopóki mi nie udowodnią, kwestia odpowiedzialności zbiorowej), ale sprawa nie jest tak prosta i oczywista jak napisałeś z uwagi na społeczne oczekiwania i kontekst, poziom trudności przy określaniu winy/niewiny oraz przyglądając się zdarzeniom historycznym.

Ja nie upieram się, że te konkretnie konkluzje z powyższej lektury muszą płynąć, ale płynąć mogą. Zacytuję może ponownie Silvę: “pisarz to ktoś, kto musi charakteryzować się trafnym wyciąganiem wniosków z rzeczywistości, celnym przewidywaniem zachowań, mieć też w sobie pewną empatię, rozumieć konsekwencje pewnych zdarzeń. Tutaj to jest.”

Osobiście nie widzę tych wyjątkowo celnych obserwacji ani głębi, na którą powołuje się duża część komentujących i mam po prostu nadzieję (piszę to bez ironii), że ktoś mi je wskaże. Bo na moje oko nie ma tu niczego, co nie zostałoby powiedziane już dawno i bardziej dobitnie (zarówno jeśli chodzi o tematy dystopijne, jak i obecny polityczny spór).

Dla mnie nie ma niczego złego w zabieraniu głosu, opowiadaniem, które dotyka toczące się aktualnie spory. Sprawa jest. Chro przedstawił określoną sytuację i nie opowiada się po żadnej ze stron. Zwróć uwagę na to, jak silnie tekst jest wyprany z wszystkich możliwych ocen i ewaluacji zdarzeń. Jako opowiadanie z tezą odbieramy je my, czytelnicy, opowiadając się po którejś ze stron bądź na kontinuum: tak… niemożliwe… nie, zwracając uwagę na realizm określonych rozwiązań.

Sama przesłanka tekstu, jest częściowym opowiedzeniem się za jedną ze stron, a przynajmniej za sposobem argumentacji jednej ze stron. Nie potrzeba też żeby autor wystawiał jakieś bezpośrednie oceny ani zajmował określone stanowisko, bo odbiorca wyciąga wnioski sam, na podstawie tego, co w utworze przeczytał (w utworze nad którym autor ma kompletną kontrolę).

Ale zboczyliśmy trochę. Dla mnie to, że opowiadanie może być interpretowane jako stronnicze jest najmniej ważnym zarzutem pod jego adresem.

Nie bardzo wiem, co masz na myśli używając słowa „oryginalny”, bo jeśli przerobienie na sensację, thriller, zagadkę detektywistyczną, romans gejowski (zakładając że w przyszłości i mężczyżni będą rodzić), grecką tragedię to raczej nie, dla mnie byłby to właśnie prymitywny zabieg, zresztą spotykałam się już z nim na forum i gdzie indziej.

Możliwe, że już o tym pisałem na forum, ale jeśli chodzi o prozę zaangażowaną społecznie, bardzo szanuję opowiadania Flannery O’Connor. Zwłaszcza “Sztucznego Murzyna” i “Pelargonię” (która jest chyba dostępna za darmo w internecie). Bardzo zachęcam Cię do zapoznania się z tym drugim (albo nawet lepiej pierwszym jeśli masz możliwość), bo wtedy nie musiałbym wyjaśniać tego, co rozumiem pod terminem oryginalności (ale pokrótce niesztampowość i gęstość świata przedstawionego, obu tych rzeczy tutaj mi brakuje). 

Dla mnie oryginalność i w tym przypadku moc polega na jak największej prostocie i wypreparowaniu treści ze słów osądzających którąkolwiek z postaci, pokazanie dylematu.

Takie postępowanie miałoby zasadność, gdyby w tekście zawarte były jakieś trudne, prawie niezrozumiałe dla odbiorcy treści, ale jak już wspominałem, ja tu tak złożonych obserwacji nie widzę. “Rok 1984” i “Nowy Wspaniały Świat”, żeby pozostać w kręgu dystopijnym, potrafią przekazywać głębokie prawdy o działaniu społeczeństwa, bez sprowadzania fabuły do roli cienia/szkieletu.

Eksperymenty formalne? Ciekawi mnie, co sądzisz o „Drachu”, albo nie, dajmy coś innego, krótkie opowiadanie „Królik” Adrian Markowski z "13 opowiadań o króliku".

“Dracha” akurat nie lubię, bo ogólnie średnio trawię Twardocha, ale opowiadaniem mnie zaciekawiłaś, na pewno się zapoznam.

Pozdrawiam

@Asylum Tamta “agitka” jest już na forum nieobecna, ale jeśli kojarzysz pewnego użytkownika z zamiłowaniem do drabbelków i instrumentów strunowych, to pewnie wiesz, że zdarza mu się popełniać teksty naprawdę ciekawe pod względem formalnym. Tamten utwór do jego czołówki, w moim odczuciu, również nie należał, ale wspominam przez analogię.

 

@Chrościsko Nie odbieram opowiadania jako manifest polityczny, ale jako literaturę zaangażowaną już tak. Głównie przez kontekst jego powstania (opisany w przedmowie) oraz dlatego, że w moim odczuciu świat przedstawiony w utworze, to taki zrealizowany, dość tendencyjny argument równi pochyłej (wyrok trybunału odebrał część praw aborcyjnych > trybunał pozbawi obywateli wszystkich praw aborcyjnych albo i gorzej (gdzie oczywiście to co dzieje się teraz w Polsce to absurd goniący za absurdem, ale jedno z drugiego empirycznie nie wynika)). A ten argument jest polityczny, bo jedna ze stron politycznego konfliktu się nim posługuje.

 

@Silva

Padły argumenty, że inny tekst został skrytykowany, a ten dostaje nominacje.

To akurat nie argumenty, tylko obserwacje.

Powiem (napiszę) tak: pisarz to ktoś, kto musi charakteryzować się trafnym wyciąganiem wniosków z rzeczywistości, celnym przewidywaniem zachowań, mieć też w sobie pewną empatię, rozumieć konsekwencje pewnych zdarzeń. Tutaj to jest.

W Twojej ocenie jest, w mojej nie ma dostatecznie. Jakie płyną z tego tekstu wnioski na temat rzeczywistości, oprócz tautologii rodzaju “cierpienie jest złe”, “karanie ludzi za czyny, na które nie mieli wpływu, lub mieli tak znikomy, że prawie żaden, jest złe”? Jakie prognozy, oprócz “jak jedno prawo zabrali, to inne może też”? Jak pisałem w oryginalnym komentarzu, ogromnej głębi ani wyjątkowej precyzji w tym konkretnym tekście nie widzę.

Jaki inaczej miałoby to wyglądać, żeby nie być “agitką”?

Mogłoby nie powstawać jako bezpośrednia konsekwencja obecnych zdarzeń, ujmować tematy, które porusza w sposób oryginalny (a nie ten przewijający się w debacie publicznej) i być ciekawe formalnie, to tak na początek. Wewnętrzna spójność świata przedstawionego też in plus.

A tamten tekścik, o którym wspomniano – no niestety, charakteryzował się płytkością przemyśleń i bardzo naiwną interpretacją otaczającego świata.

I dla mnie przemyślenia oraz interpretacje płynące z powyższego opowiadania są podobnie niegłębokie. Z tą różnicą, że “tamten tekścik” był po prostu trochę ciekawszy pod względem stylistycznym (ale nie wiem, może na forum pisarskim już nie należy rozmawiać o tym, jak coś jest napisane).

Odczucia podobne do BasementKey i Drakainy.

 

Była agitka w jedną stronę, została zakrzyczana i usunięta, jest agitka w drugą stronę, dostaje nominacje do piórka? Pomijając, że ta pierwsza przynajmniej siliła się na oryginalny język (bo świat przedstawiony jest dla mnie w obu tekstach podobnie nieprawdopodobny (albo prawdopodobny, zależy jak na to spojrzeć)).

Ludzie czytają literaturę współczesną dlatego, że jest skonstruowana ciekawie pod względem formalnym, ten tekst jest napisany nudno-poprawnie, i dlatego, że pokazuje prawdziwe zjawiska z niespotykanej perspektywy; rzuca światło na coś, co przed odbiorcą do tej pory było ukryte. Ja tu żadnej nowej myśli nie dostrzegam. Dla mnie to jest taki trochę tekst pod publikę, to znaczy wierzę, że wyrażasz w nim swoje przekonania i bardzo możliwe, że miałeś autentyczną potrzebę ten tekst z siebie wyrzucić, ale równocześnie historia skonstruowana jest w ten sposób, by odbiorca musiał Ci w całości przyklasnąć i to przyklasnąć z otuchą.

Literacko tak jak pisałem, nudno-poprawnie, przejrzyście na wylot, tylko że czasem pojawia się wrażenie kiczu, jak z tym brzuszkiem i Heliosem chowającym się za chmurką. Fabularnie też najprościej jak można, bo czytelnik zna w zasadzie całą historię, gdy kończy czytać przedmowę. Popieram zarzut Drakainy co do tego, że zachowania bohaterów są niespójne z logiką świata przedstawionego, popieram zarzut BasemenKey o wymuszeniu emocjonalnym. I to chyba by było tyle.

Może doprecyzuję na koniec, że nie uważam tego tekstu za zły, raczej przeciętnie dobry, no i polityczny, prawdopodobnie w gorszym znaczeniu tego słowa. Nie uważam go na pewno za czołówkę forum (ani za lepszy niż inne Twoje nieopierzone teksty).

 Pozdrawiam

Dzięki za ciepłe słowa black_cape. Sam jestem ciekawy jak to ostatecznie wygląda na papierze/czytniku, ale jak mówisz, że spoko, to pewnie spoko. Zrobił mi dzień Twój komentarz.

Pozdrowionka

Ten dialog prowadzisz trochę nad moją głową Tarnino, ale przyznam, że zaciekawiłaś mnie. Nie mam mocno ugruntowanych poglądów na temat moralności, ale zawsze wydawało mi się, że “obiektywna moralność” jako koncepcja nie ma racji bytu (poniekąd zgadzam/łem się z O’Connorem). Mówię o “obiektywnej moralności” w tym znaczeniu, w którym używają tego terminu amerykańscy apologeci (to jest jednego, narzuconego z góry wszystkim ludziom, niezmiennego niezależnie od czasu i miejsca kodeksu moralnego).

Bardzo uproszczony argument na to, że moralność nie jest obiektywna, którym sam sobie racjonalizuję moje stanowisko (fajnie jakbyś go zgładziła z powierzchni Ziemi, mógłbym odświeżyć poglądy ;p):

  1. Moralność to zbiór norm mówiących o tym, co dobre i co złe, według których postępuje określone społeczeństwo.
  2. Obiektywna moralność to zbiór norm mówiących o tym, co dobre i co złe, według których postępuje cała ludzkość.
  3. W niektórych krajach muzułmańskich, karanie homoseksualizmu śmiercią uważane jest za czyn dobry.
  4. W krajach zachodnich, karanie homoseksualizmu śmiercią uważane jest za czyn zły.
  5. Nie wszyscy kierują się tymi samymi normami oceniając karanie homoseksualizmu śmiercią.
  6. Obiektywna moralność nie może istnieć.

Przeczytałem Twój tekst dwa razy, ale dalej nie jestem pewien jakie jest Twoje stanowisko (to nie przytyk, po prostu nie jestem dostatecznie wyedukowany w tym temacie, a może w ogóle żadnego stanowiska nie zajmowałaś, a odnosiłaś się tylko do sposobu w jaki O’Connor się wypowiada).

Łukaszu, nie wiem gdzie wyczytałeś, że wydaję nad Twoim opowiadaniem jakiekolwiek sądy ostateczne. Sama dyskusja na temat tego, co w moim komentarzu jest “tylko moją opinią”, a co nie trochę mija się z celem, bo to forum pisarskie, w którego tkankę wpisana jest subiektywna ocena opublikowanych nań tekstów (chociaż akurat co do oryginalności fabuły kłóciłbym się jeszcze długo – fabuła to nie ton utworu). W każdym razie, przerzucanie się argumentami pod tytułem “to tylko twoja opinia” nie doprowadzi nas raczej do żadnych konstruktywnych wniosków.

Czytaj te trzy komentarze, które Ci zostawiłem, jako impresję jednego z wielu odbiorców, na temat powyższego tekstu. Dodaj je sobie do innych subiektywnych komentarzy, pomnóż i podziel, zastanów się samemu czy jest tu coś wartego uwagi. Może pozwoli to Tobie spojrzeć z nowej perspektywy na opowiadanie, może nie.

Pozdrawiam 

Nie stara się, po prostu jest.

Stara się, bo dowcipy zwykle mają jakiś twist albo inteligentną puentę, a w powyższym opowiadaniu dowcipem jest to, że ktoś wrzasnął, a drugi się przewrócił.

A czy śmiesznym? To zależy czy kogoś śmieszy. 

Dlatego właśnie napisałem, że mnie osobiście nie śmieszy.

Nie rozumiem. Co to znaczy, że styl jest wystarczający? Czym jest mój głos i w jaki sposób pulpowość tekstu go zasłania? I co to znaczy, że ten tekst mógłby napisać ktokolwiek inny?

To znaczy, że w warstwie językowej/koncepcyjnej nie znalazłem nic, dzięki czemu zapamiętałbym ten tekst na dłużej – ot, da się przeczytać. Nic co wyróżniałoby go pod tymi względami spośród setek innych, podobnych mu produktów kultury i nic co pokazałoby mi wyjątkowość Twojego warsztatu.

Dosłownie, mógłby go napisać ktokolwiek inny i w wersji ostatecznej wyglądałby bardzo podobnie.

nie ma świeżej fabuły, ciekawej koncepcji ani oryginalnych postaci

Uważam, że jest. 

Obawiam się, że tym razem to nie jest kwestia opinii. Trop przyzywania demonów/potworów jest starszy niż cała literatura grozy, a jego realizacja tutaj – schematyczna. Bo zakładam, że piszesz o fabule.

Może trochę rozwinę – dla mnie tekst nie musi być specjalnie oryginalny, żeby być dobry – wystarczy świetny warsztat albo to, że coś ciekawego mówi (zabiera głos w jakimś dialogu, a propos Twojego pytania). Ale jeśli tych dwóch elementów nie ma, to niesztampowość może tekst ratować.

Nie majaczy, wziąłem sobie z Lovecraftowych motywów zajebiście wielkiego, dziwnego potwora, badacza, lata 20ste XX wieku i ubrałem te motywy w pulpową szatę, żeby opowiedzieć zabawną i ciepłą historię o rodzinnych więzach.

I szczerze mówiąc ten akcent rodzinny, co do którego większość komentujących miała jakieś uwagi, dla mnie był całkiem miły.

Co jest w Lovecrafcie najlepsze? I kto o tym decyduje?

W komentarzu z moją opinią ja decyduję. I podpowiem, że w mojej ocenie, nie są to “zajebiście wielkie, dziwne potwory”, ich badacze ani nawet lata 20ste XXgo wieku (chociaż te elementy na pewno pomagają nawiązać do konwencji jego opowiadań).

Co do miniaturki, jest fajna, ale spodziewałem się po niej, że na konkurs powstanie coś mocniej zahaczającego o eldritch horror.

Pozdrawiam

Przyznam, że ciężko mi było przebrnąć. Co trzecie – czwarte zdanie stara się tutaj być dowcipem albo slapstickowym gagiem, w moim odczuciu zwykle dość nieśmiesznym. Dialogi są teatralne i zwyczajnie średnio napisane (zwłaszcza, że sposób wysławiania się jednej z pierwszoplanowych postaci miał być chyba jej rysem charakterologicznym – przydałoby się to zrobić lepiej).

Styl, którym się posługujesz jest wystarczający, ale nie widzę Twojego głosu (chyba, że bardzo starałeś się go nie pokazać, zgaduję po to, żeby było “pulpowo”). Napisałeś to tak, jak mógłby to napisać ktokolwiek inny.

Zmierzając do sedna, nie rozumiem czemu właściwie tekst powstał w tej formie. Językowo jest średnio na jeża, nie ma świeżej fabuły, ciekawej koncepcji, narracji ani oryginalnych postaci, nie zabiera głosu w żadnym dialogu, a Lovecraft gdzieś tam majaczy w tle, ale tego co w nim jest najlepsze, też tutaj nie ma. Jeśli opowiadanie miało być takie w założeniach, to moim zdaniem dobrze by było te założenia zmienić.

 Zwykle się nie odzywam, jeżeli tekst mnie w jakiś sposób nie ujął, ale widziałem Twoje komentarze, pod innymi opowiadaniami zgłoszonymi w konkursie (często się z Twoimi argumentami zgadzałem, czasem nie zgadzałem z ich tonem) i byłem ciekawy co sam wrzuciłeś, a biorąc pod uwagę Twoją miniaturkę, oczekiwania były wysokie.

Pozdrawiam

Bohater pochodzi z Wielkiej Brytanii, nazywa się Harry, i takiż sobie słów użył – powtórzę, dwa razy.

Nie musisz powtarzać – to że dla Ciebie “takie nawiązania to raczej fajny dodatek”, wynika z treści opowiadania, inaczej byś ich przecież nie użył :) Czy aż tak mi przeszkadzają, nie wiem, na pewno przeszkadzają na tyle, by wymienić je w krótkim komentarzu podsumowującym moją opinię o tekście.

Przeczytałem szybko. Fajne. Nie podszedł pierwszy fragment i wpis kochanki na chacie internetowym (oba mocno infodumpowe). No i nie orientuję się jaki odsetek śledczych jest zagorzałymi fanami Harrego Pottera, ale trochę te rictus sempry i avada kedavry wybijały z klimatu (przynajmniej mnie). Zastanawiam się, czy żółte rękawice to nawiązanie do jakiejś gry wideo? Bibliotekowałbym. 

Z Lyncha polecam Inland Empire. Mój ulubiony film i jego najlepszy (imo). Mikro plusik za polskie akcenty. Niezrozumiały i otwarty na interpretacje.

Niestety, obydwie. I to jest smutne. Obejrzyj rynsztok na FP.

Wydaje mi się, że widziałem. Jeśli chodzi o komentarze pod tytułem “już nigdy NFa nie kupię” to nie mam z nimi problemu, nie ważne, z której strony nadchodzą (bo do decyzji o kupnie każdy, jako konsument ma prawo). Nie są dla mnie równoważne z tym co zrobiła na przykład przytoczona przez Ciebie Karolina Fedyk.

 

Z resztą się zgadzam.

Bzdura :-) Dodaję uśmieszek, żebyś nie czuł się obrażony, ale to jest bzdura i myślę, że gdy się zastanowisz i ewentualnie przejrzysz co wypisuje druga strona, zrozumiesz dlaczego tak powiedziałem ;-) Takiego festiwalu chamstwa, obelg i pogróżek (czyli swoisty przymus zmuszający do podporządkowania się) dawno nie widziałem, a szczególnie wulgarni są, niestety, liczni krytycy stanowiska redakcji (choć lewej stronie agresji też nie brakuje).

Kultura wypowiedzi to jedno, szantaż z groźbą odcięcia wszelkich źródeł dochodu czasopisma to drugie i w tym konflikcie tylko jedna strona używała tej strategii.

I nie, nie wszyscy są tacy, niektórzy swoje niezadowolenie komunikują po ludzku, niezależnie od poglądów.

Nigdzie nie pisałem, że wszyscy.

Natomiast to, co piszesz w dalszej części, trąci mi niechęcią i spiskową teorią dziejów. Część środowiska ‘tęczowego’ rozumie, że gest przeprosin i propozycja numeru queerowego mają na celu pokazanie dobrej woli i zwyczajnie przyzwoite zachowanie.

Faktem jest, że redakcja we współpracy ze wskazanymi jej, odpowiednimi ludźmi napisze numer specjalny. Faktem jest, że była mowa o dalszym zacieśnianiu więzi między redakcją, a tymi ludźmi (edit: to akurat nie jest faktem, bo czwarty akapit można odczytywać różnie, my bad). Gdzie widzisz teorię spiskową?

W mojej ocenie Redakcja powinna była przeprosić jeśli czyjeś uczucia zostały urażone, jak piszesz, “z czystej przyzwoitości”. Nie powinna mieć za to absolutnie miejsca sytuacja, gdzie osoby, które prawdopodobnie w znakomitej większości tekstu nie czytały, wydają nań, a tym samym na wydawnictwo, wyrok w zagranicznych mediach społecznościowych.

Co do numeru queerowego jestem optymistycznie neutralny, będę się cieszył, jeśli wyjdzie dobrze.

A część komentarzy, czy to na fp czy w mediach, to sami mogliście podziwiać vide Ziemkiewicz lub Piekara

Gadające głowy zawsze będą gadały i jedna retoryka będzie zwalczała drugą. Problem pojawia się, kiedy gadająca głowa wybiera jakiś cel, najczęściej bezpodstawnie albo z bardzo chwiejnymi podstawami, w który tłum ma uderzać (przy użyciu wszelkich możliwych środków).

Bo faktem jest, że jeżeli tępy mściciel, pedałobójca i lesbomorderca (nie, czej, pornografia z dwiema panienkami jest fajna, skreślamy to ostatnie)

Typowy czytelnik NF oczywiście :-)

weźmie taki tekst do ręki, to może kompletnie nie zwrócić uwagi na negatywny obraz Leditów, ba, on wręcz może uznać, że jest on normalny i pożądany, tęsknotę za taką strukturą poczuć… I ruszyć na miasta, zwyzywać lub pobić jakieś “wynaturzenie”.

       Więc niezależnie od negatywnej oceny hałasu tęczowej strony sporu ja np. uważam, że tekst Komudy ma groźny potencjał, wcale nie pastiszowy.

A ja czytając Lolitę mogę poczuć tęsknotę za jeszcze innymi kwestiami. Albo czytając Obfite piersi, pełne biodra jeszcze za innymi. Lolita ewidentnie ma groźny niepastiszowy potencjał. Nie wiem czy powinniśmy z tego powodu robić nagonkę medialną na Muzę, która Nabokova wydaje. Możliwe.

 Ale, podkreślam, imo hałas jest niewspółmierny i polega na uwypukleniu tylko jednego aspektu tekstu.

Zgadzam się, ale dla mnie hałas może być nawet większy, byleby nie kończył się publicznym linczem.

Żeby było jasne: ja tez obawiam się, że krzykactwem pod osłoną tolerancji można doprowadzić do selektywnego cenzurowania treści w przestrzeni publicznej. To się już trochę dzieje. Ale w tym konkretnym wypadku, tego opowiadania, nawet jeśli podniesiony przez przedstawicieli LGBT alarm i idący za nim rejwach były przesadzone – trzeba być przyzwoitym.

Trzeba być przyzwoitym, tyle że w każdym przypadku coś się znajdzie i trzeba będzie być przyzwoitym i ręce będziemy mieli związane zawsze, aż w końcu zwiążą nam je naprawdę przedstawiciele tej czy innej politycznej degrengolady. Nie ma zgody ode mnie na rozwiązywanie problemu dyskryminacji przez samosądy dzikich tłumów na facebooku.

W tym przypadku sposób działania strony “lewej” oraz przyzwolenie nań, wydaje mi się o wiele groźniejszy niż ten strony “prawej”, dlatego nie będę między nimi stawiał znaku równości.

A auta jeżdżące po miastach i krzyczące o tym, że geje gwałcą dzieci, są całkiem rzeczywiste.

Antifa napadająca na owe auta również. W obu przypadkach, jeśli łamane jest prawo, każda ze stron powinna dochodzić sprawiedliwości na drodze sądowej. Jeśli nie – na drodze protestu obywatelskiego. Nie na drodze obdzwaniania wszelkich pracodawców strony przeciwnej i informowaniu ich o myślozbrodni, której się owa strona dopuściła. 

najgorsze jest to, że reakcje części czytelników ze światopoglądem “w prawo” na przeprosiny redakcji praktycznie legitymizują całkowicie krytykę ze strony środowiska LGBT.

Nie, kompletnie jej nie legitymizują. Obrzydliwe wypowiedzi pojawiały się po obu stronach, ale tylko jedna strona zachowuje się jak mafia, która zabiera pracę, dorobek i dobre imię jednostkom, które w pełni się jej nie podporządkują. I nie liczy się czy te jednostki rzeczywiście popełniły zbrodnię przeciwko jedynemu słusznemu światopoglądowi, czy nie, bo w internecie wszystko można wycinać, przecinać, obracać i interpretować tak długo, aż czyjeś słowa stracą swoje pierwotne znaczenie, a nabiorą nowego i groźnego wydźwięku, któremu należy się przeciwstawić, najlepiej odbierając odpowiedniej osobie wszystko, co ma.

homofobia jest niedopuszczalna i dla NF wśród tamtejszych autorów to może być zwyczajnie śmierć cywilna

Problem w tym, że w dzisiejszych czasach homofobem jest ten, kogo w mediach społecznościowych nazwie się homofobem. Homofobem jest Komuda, bo jego tekst (który moim zdaniem wielkim dziełem sztuki nie jest) da się w ten sposób zinterpretować, jeśli włoży się odpowiednie soczewki, i homofobem jest również redaktor Rzymowski, bo ośmielił się tekst dopuścić do druku.

I nie ważne jak bardzo dysydent będzie się kajał i przyznawał do swojej winy, nie będzie przebaczenia, bo ta strona w przebaczenie nie wierzy. Przebaczenie będzie wtedy kiedy odpowiednie struktury zostaną zajęte przez odpowiednich ludzi, którzy będą pisali to co należy (a jak któryś napisze coś nie tak to też się go wyrzuci).

 

Najlepszym co może z tej sytuacji wyniknąć, to obywatelski sprzeciw większości wobec takiego sposobu rozwiązywania “problemów” w przestrzeni publicznej. Najgorsze co może się stać to eskalacja tego zjawiska. Piszę to jako osoba, która uważa, że powinniśmy zrobić wszystko, by mniejszościom żyło się w naszym kraju jak najlepiej (a kompletna degeneracja stosunków społecznych na dłuższą metę w tym nie pomoże). Zgadzam się z postem Tenszy.

Na łamach „Nowej Fantastyki” już i tak regularnie ukazują się takie teksty, jednak najwyraźniej nadszedł moment, żeby zaakcentować to jeszcze mocniej i przeciwstawić się falom hejtu i ignorancji.

Nowa Fantastyka ma teraz przeciwstawiać się falom hejtu i ignorancji uderzającym w jedną ze stron na froncie wojny kulturowej czy być źródłem rozrywki dla czytelników?

I czy w ogóle, zapytuje Rzymowski, teraz jest tak, że bohater będący przedstawicielem mniejszości nie może mieć negatywnych cech?

Odpowiadamy: może. Ale…

To może, czy nie może?

 

Chętnie przeczytam teksty zawarte w numerze poświęconym LGBT i zrobię to z przyjemnością, jeśli będą dobre. Jeśli będą napisane przez odpowiednią osobę z odpowiednimi poglądami, ale słabe, i ta tendencja spadkowa będzie się utrzymywała, to stracę chęci żeby zapoznawać się w NFie z czymkolwiek. 

Odbiłem się trochę od opka. Cieszę się, że miałeś coś do przekazania, ale w mojej ocenie nie jest to myśl na tyle głęboka, by pisać o niej całe opowiadanie, zwłaszcza w formie “wykładu objawionego”. Gdybyś ją podał jakoś nie wprost to po pierwsze tekst byłby ciekawszy, po drugie mniej fake deepowy.

Klimat “świętej prawdy” jest potęgowany przez groteskowe opisy świata przedstawionego – barman ma wielkie łapska, goście są napuchnięci i rechoczą jak topielce i w ogóle jest słabo, i w zasadzie jest tylko jeden sprawiedliwy w całym tym brudzie – najsmutniejszy człowiek świata oraz niewiasta, ostatnia która go słucha i rozumie, tak jak i odbiorca ma rozumieć i przytakiwać z żalem. Z lekka kabaretowy koloryt.

Widziałem, że odpowiedziałeś reg ironicznym obrazkiem z Jokera ;d Może gdyby tej autoironii było trochę więcej w tekście to i czytałoby się lepiej.

Język moim zdaniem spoko, ale zdarza się przerost formy nad treścią. Mówi się na to chyba purpura (?), jeśli źle pamiętam, to niech stali bywalcy (Tarnina/Drakaina) mnie poprawią. Mam na myśli na przykład to:

 – Najsmutniejszy człowiek świata chyba nie powinien uszczęśliwiać przypadkowych osób? – Strząsnęła argument z czubka papierosa na ladę dyskusji.

– To dosyć okrutne – czoło kobiety objęła drabinka zmarszczek, po której wspinała się wzgarda – cieszyć się z cudzego nieszczęścia.

Pierwsza metafora jest zupełnie niepotrzebna (nic nie mówi i kłóciłbym się nawet, że brzydka), druga w skomplikowany sposób mówi coś, co można by ująć jednym słowem.

Tyle ode mnie, trochę krytyczny komentarz powstał, ale jakiś jeden musiał ;)

PS Pisząc “gorszego”, nie miałem na myśli, że tekst jest zły. Moim zdaniem spokojnie zasługuje na miejsce w bibliotece. Po prostu porównywałem go do tekstów z których Cię znam (Koanu i Wrót), przy których wiele opowiadań wygląda blado.

 

edit: Zgadzam się z Finklą.

Hej Psychofishu, bardzo ładnie czytasz i podpisuję się pod tym co widziałeś obiema ręcyma. Niestety, tak to jest z tymi zdankami, że jedne się napiszą fajniej inne mniej fajnie ;) Bardzo ci dziękuję za odwiedziny.

 

Cześć Żonglerze, miałem przeczucie, że to opowiadanie Ci się spodoba, choć trochę się przestraszyłem bo trzy miecze to niepomyślna wróżba xd Nie podejrzewałem też, że opko będzie pod jakimiś względami kontrowersyjne (?). Napisałaś o stopniowym wygasaniu Hadleya, zmianie percepcji i bardzo się z tego cieszę, bo dużo o tym myślałem podczas pisania.

Nóż jest rekwizytem na teatralnej scenie. Susan nim jest, Hudley również (”sam był sobie nożem”). Sceneria przesuwa się za nimi jak czarno-białe slajdy na projektorze, równie dobrze mogą być puste, bo nie mają większego znaczenia.

W punkt :D

Czy na koniec pojawia się nadzieja? Może rzeczywiście da się to tak nazwać. Dzięki wielkie za komentarz i organizację świetnego konkursu.

 

Cześć Wiktorze, miło Cię widzieć. Rzeczywiście, pierwsza forma opowiadania to było coś nieprzyjemnego zarówno do czytania jak i poprawiania. Cieszą mnie miłe słówka, mam nadzieję, że byki wyłowię i ja. Pozdrowionka, dzięki wielkie za podzielenie się jurkowymi wrażeniami no i za cały konkurs.

Podobne wrażenia jak Finkla i wilk. Risercz trochę przygniótł opowiadanie, a Amaterasu pojawia się głównie dlatego, że taki był wymóg konkursu. Podoba mi się Twój poetycki język i łatwość w budowaniu metafor. Czasem się coś gorszego napisze, tak to jest.

Kurcze, a ja przyznam, że odbiłem się nieco od fragmentu, który udostępniło wydawnictwo. Mam wrażenie, że ten pierwszy rozdział jest taki bardzo “z przymrużeniem oka”, “nie na serio” i mocno uwikłany w popkulturę, a dialogi w nim zawarte – trochę na siłę elokwentne. Może nie powinienem, ale chyba podświadomie porównuję go z tym, co znam z Twoich opowiadań.

To oczywiście urywek, i tak pewnie zdecyduję się na lekturę, ale jestem ciekawy czy ten trend utrzymuje się przez całą długość książki. 

Pytanie do jurorów, czy można otrzymać jakoś punktację tekstu (celem samodoskonalenia)?

edit: nvm, nie zauważyłem komentarzy powyżej

Haha, przesłanie rzeczywiście istotne, dobrze, że je dostrzegłeś japkiewiczu ;) Scenka ze sprzedawcą prawie dosłownie z życia autora (bądź grona jego przyjaciół) wzięta. Zdarza mi się być czasem lekko poetycko-patetycznym, z czym walczę, ale czego nie chcę też wyplenić do końca. Dzięki za odwiedziny, fajnie, że się podobało.

 

Hejka Anet ;)

 

Cześć Edwardzie, fajnie, że udało mi się uprzyjemnić trochę dzień. Tytuł jak tytuł, moim zdaniem nie jest zły ;p Fajnie, że wpadłeś.

 

Dzięki za przeczytanie Wiktorze.

Bardzo wzniosły tekst, taki trochę większy niż życie. Lubię oniryczny świat, który udało Ci się zbudować na twardym, namacalnym, historycznym gruncie, opresyjny ton oraz ciężki klimat opka.

Mam wrażenie, że niektóre motywy przewijały się nieco zbyt często i pod koniec trochę męczyły, zamiast pogłębiać jego tajemniczość (zwłaszcza fiołki i byki). Może rzeczywiście tekst jest ciutkę zbyt długi, jak na to co się w nim dzieje. Gdyby było w nim więcej (fabularnej) przestrzeni, to te potęgujące dziwność i niepokój akcenty mogłyby swobodniej oddychać.

Interesująca lektura ;)

Hmm ciekawy eksperyment. Na początku skojarzyło mi się z Mrocznym Kryształem (bo high fantasy i dziwne stworki), ale potem przyleciała miotłówka, namieszała i rzeczywiście nadała opku trochę weirdowy ton ;) 

Fajnie się czytało, widać ogromną wyobraźnię pociechy jak i tatusia. Są zwroty akcji, są wątki, które nikną, a potem się odnajdują. Mam wrażenie, że w pewnym momencie następuje lekki przerost treści nad formą i dzieje się tak dużo i tak dziwnie, że odbiorca nie ma czasu na oddech (np. podczas rozmowy z kwiatem). Możliwe, że gdyby tekst był dłuższy, czytałoby się go jeszcze przyjemniej.

Bardzo miła lektura ;)

Hmm sorki chyba ta autoterapia trochę tu namieszała, można to tak nazwać, ale precyzyjniej, chodziło mi o motyw pisania/twórczości jako przerabiania własnych traum/samorealizacji. Np. w ostatnim akapicie:

Poruszył palcami, przymknął powieki i skupiony, zaczął sobie wyobrażać, że pisze, pisze o sobie, pisze sobą i pisze siebie. Pisał tak innego Krzysztofa Matkowskiego, Krzysztofa, na którego przejdzie to całe nieszczęście, ta gula w gardle, ta niemoc, odrętwienie, bezruch, przeciekanie, uciekanie, wyciekanie. Niech ten drugi odbywa karę, a tymczasem pierwszy będzie sobie żył – cierpiał i się cieszył, kochał i nienawidził, zbierał i tracił – poza opowieścią.

Jasne, osadzone to na osi fabularnej, ale jak spojrzeć z boku to całkiem uniwersalnie wybrzmiewa ;)

@dogs ale ja dalej nie widzę niepoprawności składni pierwszego zdania ;d

Ten chłopiec nie ma żółtych lizaków ani soku pomarańczowego, tamten z kolei ma dwa lizaki. Dla mnie dalej brzmi ok (w zdaniu nie było łącznika “a”). Ale mogę się mylić. 

Może przenieśmy dyskusję na PW, bo mi zaraz rozłożysz całe opko na czynniki pierwsze i nie będzie czego czytać :^)

 

Hmm podobał mi się Twój tekst fleurdelacour, jest prawdziwy, smutny i mam wrażenie taki lekko wyciszony (co dziwne bo jest groteska i upiory, ale dla mnie dominuje żal). Na myśl przyszedł mi “Zdrój” Klickiej.

W przemijaniu kobiet ukryty jest jakiś tragizm, którego brakuje u mężczyzn. Takie kurczowe trzymanie się domu popadającego w ruinę, jak w opku. Relacje rodzinne ładnie podjęte, wymiana z wnukiem/synem o przekazanie renty świetna.

Mogę przyczepić się do tego, że już było. Może, że konstrukcja jest trochę rozbita, czyta się raczej szereg scenek, nie całe opowiadanie, nieważne.

Podobało mi się fleur i trochę smutno od tego zrobiło. Jeszcze nie mogę, ale oczywiście bym kliknął ;(

@dogsdumpling nie ma problemu i dziękuję, za Twoje. Co do potknięć, to nie wiem jaką literaturę czytasz, ale zdarza się, że książki są napisane skomplikowanym językiem/składnią ;p

To zdanie jest wtedy źle skonstruowane, bo tak użyte “z kolei” wskazuje na liczbę.

Czemu? Ten chłopiec nie ma lizaków, tamten z kolei ma dwa. Nie widzę problemu.

Miło mi Cię widzieć @Olciatka, fajnie, że opko dało radę się spodobać, a nawet zaskoczyć ;p

 

@Asylum w takim razie na pewno się zapoznam.

 

@dogsdumpling 

Trudno przedrzeć się przez to zdanie, poszczególne części nie łączą się ze sobą gładko; trzy określenia rękojeści sprawiają wrażenie nadmiaru; mam też wątpliwości czy powłoka może “wzmacniać” uchwyt, to trzymający może go wzmocnić, a powłoka mu tylko w tym “pomaga”, poszukałabym innego określenia.

Hmm mi tam te trzy określenia dobrze leżą i nie sprawiają wrażenia nadmiaru (albo inaczej, sprawiają, ale mi się podoba), więc pokieruję się swoim gustem. Ale co do powłoki to w sumie się zgadzam ;d

na poziomie przyczynowo-skutkowym ten fragment zgrzyta – źle użyte słowo “zwłaszcza”; gdyby to było jeszcze osobne zdanie to ok, bo wiadomo, o co chodzi, ale to jest część dłuższego zdania i sprawia, że czytelnik się potyka.

Czytelnik ma się potknąć, bo ma uważać. Chciałem, żeby zdanie brzmiało eratycznie, jakby ktoś podszedł do ciebie na ulicy i zaczął opowiadać wszystko naraz.

Tu np. wychodzi, że pory roku są bezwględnie gorsze od noży ze stali nierdzewnej; i dlaczego “z kolei” w odniesieniu do liczby krawędzi łóżka? wcześniej mówisz o cechach krawędzi, nie o ich liczbie, to określenie nie ma tu sensu. Przecinek po prześcieradła.

No wychodzi bo tak jest napisane i tak ma wychodzić ;d “Z kolei” nie jest odniesieniem do liczby krawędzi tylko do faktu ich posiadania bądź nie.

 

Dzięki za przecinki, ale dalej nie widzę, żebym ocierał się o bełkot ;)

 

Cześć @dogsdumpling, miło cię widzieć. Hmm jeśli chodzi o przecinki to nie tak, że nie poprawiałem najlepiej jak umiem, po prostu przed każdym moim tekstem dodaję ten disclaimer, bo zwykle nie ważne jak długo nad nimi siedzę i tak wszystkiego nie jestem w stanie wyłowić.

Nie wiem za bardzo co masz na myśli pisząc, że nie panuję nad tekstem i że pisałem bez autoedycji. Akurat nad tymi fragmentami, z którymi masz problem spędziłem najwięcej czasu ;d

Pomogłoby mi, gdybyś dała jakieś przykłady tych zdań, gdzie treść płynie bez kontroli i ociera się o bełkot. Mam wrażenie, że nawet w tych długich zdaniach zawierałem tyle informacji ile było potrzebne. Ale no ja jestem autorem, więc ten. Jeśli mi coś podasz będę mógł się odnieść.

Żony jest w tekście tyle, ile potrzeba, pisałem już ;d

Cieszę się, że jesteś zadowolona z lektury i dzięki serdeczne za klika :)

 

Hej @fleurdelacour, bardzo się cieszę, że tekst się spodobał. I oczywiście dziękuję za klika!

 

@Asylum dzięki za piękną rekomendację ;D Jeśli jest reprezentatywna względem powieści, to z przyjemnością się zapoznam. Pozdrówka :^)

 

Dzięki za przeczytanie i obrazek @Żongler. Trzy miecze, hmm. 

Cześć Asylum!

Kremowa barwa przewija się w kontekście pokoju o kremowych framugach, jedynego miejsca w mieszkaniu, gdzie Hadley się nie zapuszcza. Co do końcówki, nie chciałem, żeby wszystko było ładnie wyjaśnione. W pokoju o kremowych framugach zdecydowanie ktoś jest, zwłaszcza, że wydobywa się z niego tyle chłodu.

Hmm nie wiem czy akurat konstrukcja tekstu i brzmienie opowieści uległyby zmianie, nawet jeśli miałbym więcej czasu – tekst był rozplanowany dawno temu, po prostu pisałem go na parę dni przed terminem. Dobrze, że nie czytałaś wtedy, co ninedin, bo językowo mniej się wówczas bronił.

Ooo ale ja lubię moje długie zdanka ;)

 „Do” niechaj przeskoczy o jeden wyraz do przodu.

Dzięki, poprawione. Ale długich zdanek proszę mi nie ruszać ;p

Coś za dużo, chyba „przecież” usunęłabym.

I miałabyś rację ;)

Popchnął, chodzi mi o wyrażenie „uderzył otwartą dłonią”. Spróbuj uderzyć w coś otwartą dłonią,  jednak również zważ, że mam fanaberie słowne.

Otwartą dłoń zostawiam. To po prostu ładne sformułowanie na “klepnięcie”.

Też pozdrawiam Asylum i dzięki serdeczne za klika :)

mr.marasie uwielbiam wieś, więc opko ma od razu u mnie plus dziesięć punktów albo więcej zależnie od tego w jakiej skali byś liczył. Pamiętam, że czytałem Clas Myrddyn i nie podobała mi się stylizacja na epikę rycerską, ale tutaj język jest zupełnie inny, dzieją się rzeczy dziwne, a w opisach nie ma w ogóle patetycznego nadęcia, są takie jakie powinny być, super.

Podoba mi się, że nie skupiłeś się tylko na horrorze i opko dotyka zagadnień wiejskiej rzeczywistości (np. rozdarcie między altruizmem i lojalnością rodzinie, a ucieczką w świat i częściowym przynajmniej odcięciem się od korzeni), jest w nim treść.

Z narzekań może dwa, pierwsze – mam wrażenie, że język momentami zawodzi, np. sformułowanie “umazane czarną mazią” przewija się w tekście wielokrotnie i jest tak nieatrakcyjne, że nawet jeśli zastosowane celowo, muszę uznać za wadę (choć podejrzewam, że raczej chodziło o limit).

Drugie, to nawet nie wada, po prostu opko jest bardzo obfite i momentami wydawało mi się, że za dużo w nim wątków jak na rozmiar przestrzeni, jaką wypełnia. Myślę, że gdyby nie powstało w ścisłych konkursowych ramach to byłoby jeszcze lepsze. A tak jest troszkę wrażenie, że gnamy na łeb na szyję przez świat przedstawiony (swoją drogą bardzo ciekawy), bez chwili na zastanowienie.

Ogólnie podobało mi się bardzo, zwłaszcza ze względu na klimat. Kilkałbym :)

Cześć Kuba, miło Cię tu gościć ;)

Ok wierzę na słowo chociaż nie widzę.

Bo dobrze się ukrywa ;p

Hmm nie chcę podawać gotowej interpretacji opka, lubię jak tekst pozostaje wieloznaczny, ale Twój trop jest bardzo dobry, bo te noże rzeczywiście mają w sobie coś z narkotyku, prawie jakby skonstruowano je tak, by protagonista i inni bohaterowie nie mogli się w żaden sposób od nich uwolnić.

Myślę jednak że tutaj mógł mieć już własną “produkcję” lub dorobić się tylu pieniędzy by uniezależnić się od sprzedawania narkotyków i zająć czymś innym.

To możliwe, chociaż niby nie potrzebuje, a na koniec znowu idzie do jakiegoś sklepu…

Fajnie, że tekst ci podszedł, pozdrawiam Cię serdecznie

Hmm pierwsze co mi przychodzi do głowy z literatury to “Stowarzyszenie Umarłych Poetów” i Freudowska sublimacja. Ogólnie w psychologii temat twórczości jako mechanizmu obronnego się dużo przewija, pewnie dlatego można mieć wrażenie, że gdzieś się o tym słyszało, ale nie wiadomo skąd.

A co do Jokera, to gorąco polecam, naprawdę niezły film i całkiem aktualny :)

Fajne, podobało mi się, że tak zacznę po Anetowemu. Przyjemnie się czyta (chociaż fabularnie oczywiście przyjemnie nie jest). Gładkie pióro i fajny pomysł na opko, z internetowych memów przyszedł mi na myśl Undertale i DDLC. Ładnie, bez potknięć punkt ciężkości przechodzi z pana klauna na pana pisarza.

Z rzeczy, które nie podobały się “aż tak”, dla mnie początek, scena za sceną mocno przywodzi na myśl Jokera, jest kobieta z którą by chciał, a nie mógł, taniec w okolicach łazienki i ludzie śmiejący się w autobusie, tylko że klaun gruby (jak w tym wywiadzie z Joaquinem Phoenixem) i może trochę mniej samotny (?).

Oprócz tego, masz bardzo charakterystyczny głos, dla mnie trochę dużo dramatu (ale mój gust też ma swoją specyfikę).

No może jeszcze to, że pisarstwo = autoterapia, autor = sadysta to trochę ograne tropy?

Sorki, że czepiam się takich popierdółek, ale skoro chce mi się pisać o Twoim tekście, to znaczy, że jest raczej dobry. Klikałbym bez problemu do biblio, ale nie mam jeszcze takich przywilejów.

Cześć Peter, miło że wpadłeś :)

 

Hej Irko, rzeczywiście tekst miał eskalować w miarę czytania (przynajmniej w warstwie charakterologicznej), więc masz chyba rację co do końcówki. Krótkie zdania potrafią być trochę agresywne/pozbawione emocji i taki nastrój chciałem tam wprowadzić. 

Hmm Susan to muza, którą Hadley pobawił się i porzucił, podoba mi się ta interpretacja, melancholijna trochę :) Obiecuję, że żona gdzieś też tam jest, tylko może nie na wierzchu.

A co do samego Hadleya, to nie jest raczej wzorem do naśladowania, ani nawet osobą o mocnym zapleczu moralnym, ale czy można go aż nazwać psychopatą, to już pozostawiam w gestii czytelnika.

Bardzo mi miło, że wpadłaś, dzięki za klika do biblioteki!

Dziękuję ninedin, zdecydowanie za późno wziąłem się za pisanie i w efekcie musiałem wrzucić tekst po jednym i pół draftu. W końcówce jest dużo niedopowiedzeń więc może być gubiąca, ale fajnie że mimo to ci podeszło.

 

edit: nic już więcej dzisiaj nie dam rady zrobić, oddaję tekst w ręce czytelników

Na razie chyba najlepszy tekst w konkursie. Może zakończenie trochę zawiodło, ale styl i dziwność utrzymują odpowiedni poziom. Pozdrawiam, dałbym klika, ale no nie mogę.

To bardzo dobre, to co napisałeś i mówię tu bardziej o stylu niż o całokształcie opowiadania.

Przyznaję, jestem trochę wstrząśnięty tym, jak bardzo twój język jest giętki, obrazowy i równocześnie stonowany, i jak dobrze się to czyta. Nie widzę siebie w wieku siedemnastu lat piszącego tak dojrzałe teksty i jasne można mieć talent, ale trzeba być też bardzo, bardzo pracowitym, żeby coś podobnego osiągnąć. Także gratuluję Tobie pracowitości autorze. 

Żeby nie było tak słodko, mam wrażenie, że nie poprawiłeś wszystkiego dokładnie i zostało parę baboli, niezręczności itd. rozrzuconych na przestrzeni tekstu, plus fabularnie i koncepcyjnie jakoś nie do końca mi podeszło (co nie znaczy, że innym nie podejdzie).  

Z drugiej strony fabułami raczej się nie przejmuj (tutaj się często psioczy na fabuły).

Jestem ciekawy ile i co czytasz. I ile piszesz. Naprawdę dobry tekst. Klika do biblioteki niestety nie dam, bo nie mogę.

edit: tytuł też świetny

Dzięki za ciepłe słowa Asylum i jasne, że będę pisał ;) Brzmisz całkiem normalnie.

 

No i Tarnina z zawsze gotowa z gifem wielopoziomowo odnoszącym się do tematu dyskusji ;)

Jasne, odnosiłem się bardziej do naszej współczesnej wrażliwości. Topos artysty rzemieślnika, zamkniętego w wiecznym kręgu doskonalenia własnej techniki (do tego stopnia, że staje się ona z dziełem tożsama) jest mi bliski (bo cała sztuka i filozofia Chin w zasadzie opiera się na naśladownictwie i nieskończonym powrocie do tego, co dawniej), ale w dzisiejszym świecie nikt chyba nie ma na to czasu ani chęci.

Dziękuję ślicznie za poprawki reg, jak zawsze mi wstyd. Przepraszam, że od razu ich nie wprowadziłem, postaram się dokonać renowacji w terminie jak najbliższym.

 

Nie ma problemu thargonie i tak jesteś całkiem szybki (w Retrowizjach chyba jeszcze czekam na jednego jurora), a zresztą późniejsze komentarze są jak dwadzieścia złotych znalezione w kieszeni starego płaszcza czyli całkiem miłe ;)

No jestem niestety przewidywalny do bólu ;( Ale cieszę się niezmiernie, że styl ci się spodobał bo to mnie chyba w literaturze najbardziej interesuje (tzn. emocje dawane stylem).

Też pozdrawiam! 

Przepraszam wszystkich za długą nieobecność, kończę pisać pracę magisterską i w końcu znalazłem krótką, bo krótką chwilę oddechu (no i od razu podziękuję Sarze za wsparcie moralne w kwestiach życiowych).

 

Dzięki Magdaland (akurat u larw muchówki bardzo łatwo zlokalizować odwłok – ma kształt ściętego walca, jest szerszy i mniej ruchliwy niż to, co po drugiej stronie), Draconis, Świadowider, Ospały Leniwiec, El Lobo Muymalo i Ocha za miłe komentarze, które poprawiały mi nastrój podczas średnio przyjemnych chwil na uczelni, mimo że nie miałem czasu odpisać. Oczywiście dzięki piękne Tarnino za zwyczajowe rozczłonkowanie mojego tekstu, poprawki zostaną wprowadzone niebawem.

 

@black_cape, dzięki za grubaśnego Totoro. Też wolę styl Aliażu i Połowu, swobodniej się w nim czuję bo jest mój własny. Ten tekst to taka próba na moim języku, czy coś z niej wyniosłem, czas pokaże. Dzięki za przybycie, czekam na kolejne piórka w twoim wydaniu ;)

 

@funthesystem Nie mam publikacji, ale jeśli dobrze pójdzie, planuję popełnić dłuższą formę. Co do tego, że czegoś zabrakło, to wydaje mi się, że w ogóle jestem pisarzem dosyć słabym koncepcyjnie. Moje pomysły na poziomie fabularnym zwykle lekko ocierają się o sztampę, o to co już było i nie bardzo zaskakują.

Inna sprawa, że krótka forma mojej kreatywności nie sprzyja, chyba dlatego że coś tam próbuję powiedzieć i nie chcę, żeby echo zaginęło na płaszczyznach zmian perspektyw i ostrych akcentów. Bardzo możliwe, że popełniam błąd i skupienie się na historii jest konieczne. To taka zagadka dla mnie, myślę. Z drugiej strony, kto wie czy w ogóle jestem w stanie napisać tekst z efektem och i wow i naprawdę oryginalny.

 

@MrBrightside Dzięki za odwiedziny, pod względem tempa i wyrazistości opowiadanie jest mniej więcej tam, gdzie chciałem więc chyba mamy podobny gust. Zgadzam się, że fantasy jest niekluczowe, ale jakieś tam tematy ułatwia. Ogólnie ostatnio ciągnie mnie do realizmu bo w banalny sposób jest dla mnie prawdziwy i elegancki swoją powściągliwością, fantastyka natomiast – jakaś niepotrzebna. Trochę to smutne.

 

@CountPrimagen Dzięki za odwiedziny, moje opowiadania w ogóle są mało charakterystyczne. Chyba dotknąłem większości twoich uwag w odpowiedzi do funa.

 

@Naz Kurczę, jeśli tekst był miły, to coś mi nie wyszło. Nie rozumiem zarzutu o nijakość bohaterów. Na pewno są zwykli, ale zwykłość to chyba nie nijakość. Artur ma swoje cechy charakterystyczne – nieporadność emocjonalną, zgorzknienie, instynktowne chwytanie się życia (a przynajmniej delirium tremens), trudność w podejmowaniu kontaktów międzyludzkich, samotność. Inni mają inne. Trochę ufam odbiorcy, że między literami powyższe przeczyta. Możliwe również, że nie rozumiemy się na poziomie semantycznym i dla Ciebie te cechy to właśnie nijakość ;) (chociaż myślę, że nijacy bohaterowie też czasem na jakiś tekst zasługują – od życia nie mają raczej za bardzo na co liczyć).

Mityczność nie była akurat powodem, tylko, dosyć odwrotnie, pretekstem (do mówienia o tym, co mi ślina na język przyniesie). Trafnie zauważasz natomiast, że Artur nie ma różnych atrybutów, typu siła oraz inteligencja, a na pewno brakuje mu zręczności i charyzmy, które dla takiego strzelca, łotrzyka albo elfa bywają przecież kluczowe. Ogólnie ten mój Artur to taka odwrotność Legolasa i różnego rodzaju Bondów, plus chcąc nie chcąc trzeba przyznać, że nieoczytany, rogacz i przegryw do kwadratu.

Miecz to metafora, więc szarży na mniej lub bardziej pancerne pojazdy wojskowe w warstwie fabularnej nie przewidywałem, ale nigdy nie wiadomo czego tam dziadyga nie wymyśli.

 

@thargone Dzięki za odwiedziny, cieszy mnie że styl przypadł do gustu, bo właśnie nad nim w tekście pracowałem. Co do pomysłów to ogólnie miewam mało oryginalne ;) Wyglądam rozwinięcia komentarza, ale w żadnym wypadku nie poganiam, puszczam życie przez palce i czekam aż rura się odetka.

Gratuluję wszystkim zwycięzcom, wyróżnionym i uczestnikom. Jestem mocno zalatany z powodu nieszczęsnego magistra, ale postaram się nadrobić resztę tekstów oraz komentarze pod własnym (w terminie możliwie szybkim).

Oczywiście największe gratulacje dla jury, super pomysł i fajna niespodzianka na koniec. Miło było wziąć udział.

Z tymi wstawkami ostrożnie, bo tempo opka jest bardzo dobre. Nie no, zapowiadanie o czym traktuje tekst to najgorszy pomysł ever ;D

Chodziło mi o to, że ja miałem tak: przeczytałem opis i myślę sobie, kurcze, zapomniała o idei konkursu. Czytam czytam pierwsze trzy wrota, dobrze napisane, no ale to miało być nietypowe ujęcie, a jest bardzo typowe, trochę słabo. Zaraz zaraz, syreny statku, pociągi, coś jest nie tak. I nagle, black_cape, pojawiasz się za moimi plecami jak protagonista japońskiej bajki (nothing personal, kid) i sru – strażnicy zabierający kosztowności to metafora odrzucanych rakiet wspomagających, sru – bogini jest AI zamkniętym w satelicie, bum – podróż odbywa się przez nasz układ słoneczny, a druga bogini siedzi na ziemi i steruje całą operacją. Wszystko podane bardzo elegancko. 

Mam wrażenie, że gdyby opisu nie było w ogóle, to owszem, okulary by mi spadły, ale nie aż tak daleko ;)

A Triguna polecam, podobnie do opka jest wielowarstwowy fabularnie (choć również tonalnie) i podobnie trzyma w niepewności (z tym, że na początku mamy dużo absurdalnego humoru, nie dla wszystkich do przełknięcia).

Dzięki za odwiedziny CMie, to prawda, trochę walczyłem ;) Tyle muszę tekstów nadrobić, a mam pół miesiąca na dokończenie magistra, tak to bym cię odwiedził już dawno ;(

 

Dziękuję za uznanie NoWhereManie, Yantri i None, wasze komentarze poprawiły mi dzień.

 

No Fizyku, chyba już nie jestem taki młody bo chęci do walenia w mordę powoli się wyczerpują ;D 

 

Staruchu, no niby Jobsem być nie chcę, ale trochę boli, gdy pomyślę sobie, że mnóstwo młodszych osób spełnia się w życiu, tworzy i odnosi sukcesy, a ja tak sobie wegetuję kończąc studia. Ale wiadomo, dupa w troki i trzeba robić ;) 

Camelot został zagarnięty po rewolucjach i ruchach redystrybucyjnych, tarcza kosztowała tysiąc złotych, dalej mówiła Ginewra. 

Miło mi, że przyjemnie się czytało, dzięki za odwiedziny ;) Nie chciałem przygnębiać

Hm no nie wiem, czułem się jakbym czytał Lolitę, tylko że główną zaletą Lolity jest genialny język. Twój jest dobry. Ponadto zupełnie nie przekonuje mnie Marysia, jest jakaś płaska i nieudolnie nakreślona. Interakcja bohaterów też przedstawiona dość niepokojąco.

Jestem ciekawy co powie reszta.

Miło zawitać pod Twoim tekstem black_cape. Znów podoba mi się trochę mniej niż wszystkim i znów pewnie nie mam racji ;)

Trochę jak mr.marasa, zastanawiają mnie zawiłości fabularne związane z Inanną, ale nie wnikam, dałem się ponieść atmosferze (a ta, co tu dużo mówić – jest bardzo dobra). 

 Zwrot akcji, ucieczka od oczekiwań odbiorcy – miodzio (skojarzyło mi się z Trigunem, swoją drogą genialnym), choć nie jestem pewien, czy zrobiłaby aż tak wielkie wrażenie, gdyby nie podpucha w opisie ;) Z drugiej strony opowiadanie nie samym twistem stoi, więc nieważne.

Mam ambiwalentne podejście do Twojego warsztatu. Lubię, bo słownictwo szerokie i potrafisz być bardzo dramatyczna bez popadania w banały tudzież “historie większe niż życie”. Nie lubię bo jednak czuję w Twoich opowiadaniach jakąś doniosłość, która mnie średnio urządza (pisałem to samo marasowi i nie przejmuj się tym bo to moje skrzywienie). Plus struktura zdań jest momentami bardzo prosta (używasz dużo złożeń “epitet – rzeczownik”, czasem opierają się na tym całe akapity, przez co w odbiór może wkraść się rutyna). 

Pomijając powyższe, opowiadanie podobało mi się, bardziej nawet niż Koany. Nie wbiło mnie w ziemię jak cobolda, ale jesteś moją faworytką w konkursie. Lubię Twoje splecenia technologii z mistyką i czekam na więcej ;)

Powodzenia

Dzięki Monique M za odwiedziny. No żałuję, że nie zrobiłem tej angielszczyzny, może kiedyś, w bardziej sprzyjających okolicznościach coś podobnego trzepnę. Pozdrawiam i również życzę powodzenia ;)

 

Cześć dogsdumpling, końcówka to mój ulubiony element opowiadania. Co do tytułu miał być na początku “zmęczony”, ale nie chciałem zbytniej łopatologii. Czytałem twój tekst (trochę po łebkach bo w autobusie), pamiętam że dobrze operujesz emocjami. Jak będę miał trochę czasu, zjawię się u Ciebie ;)

 

Dzięki Łosiocie! I za to że Cię w ogóle wzięło żeby przeczytać drugi raz i za poprawkę. Chodziło o rękojeść ;)

Marasie, nie “zawsze coś” tylko dobre masz pióro i tyle, zresztą przed założeniem konta, czytałem parę Twoich tekstów i wchodziły gładko. Wszystkich, każdym opkiem nie zadowolisz, tak to jest. Inna sprawa, że ja jakimś guru literackim nie jestem ;) 

 

Dzięki za odwiedziny Strafer, cieszę się, że jakoś mogłem poprawić Ci dzień ;)

 

Fizyku co do pytania “o czym to było”, wydaje mi się, że najlepiej, jeśli odbiorca sam sobie na nie odpowie. Ale naprowadzę Cię, że ja podczas pisania myślałem o potencjałach (tych wykorzystanych i nie). Mam takie uczucie, że za mną ciągle zamykają się jakieś drzwi. Na przykład mistrzem szachowym już nie zostanę. W ogóle moje życie wydaje mi się jakoś średnio produktywne – 24 lata na karku, a zrobiłem naprawdę mało i mam wrażenie, że czas depcze mi po piętach. Może to trochę efekt globalizacji i ery internetu, gdzie wszyscy robią więcej i są lepsi niż naprawdę są, ale jest też chyba w tym ziarno szczerości. Więc jakiś strach przed przemijaniem i pogoń sam nie wiem za czym.

Boję się, że moja praca albo dzieło albo cokolwiek co zrobię jakoś mnie pochłonie, stanie się tą jedną rzeczą, która mam i która przejmie kontrolę. Że później będę tylko dogorywał w zawieszeniu i bezsensie życia codziennego właśnie a la Artur. Że będę chciał, ale nie będę mógł.

To zakończenie jest moim takim marzeniem ściętej głowy, że nieważne jak późno, zawsze jest czas, na działanie, ruch przed siebie, w różnej przestrzeni, może być twórczej, ale i ogólnie.

W każdym razie jestem ciekawy Twoich przemyśleń i chętnie Cię odwiedzę pod Twoim tekstem ;)

 

Ninedin, dzięki za stempla.

 

Anet, no tak, zapomniałem o tej zasadzie ;)

 

MPJ 78 No patrz, a Ginewrze mówił, że nic o żadnej Czarodziejce nie wie ;)

 

Saro, dzięki za komentarz, fajnie, że miło się czytało. Ale wynika z niego trochę, że tylko literatura fantastyczna może czegoś uczyć i coś odkrywać ;D

Mr.marasie, tekst jest napisany dobrze, przeczytałem go bez przykrości, ale nie podoba mi się (z powodów subiektywnych, poniżej).

 Narzuciłeś sobie konwencję takiego lekko nadętego high fantasy albo rycerskiego eposu, jak zauważył none (a la scena śmierci Rolanda) i nad nią panujesz, ale mnie te klimaty średnio porywają. Nie trafiłeś też na czytelnika wyjątkowo zaangażowanego – nie znam większości postaci i nazw własnych, które przywoływałeś i jasne, świadczą one o rozległej wiedzy autora, ale nie wiem do końca po co tam są. Gdybym znał wszystkie odniesienia, tekst pewnie by zyskał, ale czy aż tyle? Wydaje mi się, że nie, zwłaszcza, że czasem stosujesz je jako zamienniki budowy świata przedstawionego (tekst mniejszy rozmachem, słabiej stojący różnymi “Olgierdami”, a mocniej opisem pewnie wiele by pod Twoim piórem zyskał).

Jest problem ze strukturą – jedna trzecia opowiadania to ekspozycja, która nie buduje zupełnie napięcia. Rozumiem, Merlin i Artur to postaci legendarne i dla nich taka wojna to normalny dzień w pracy, ale dla czytelnika nie. A jest to podane dosyć info dumpowo niestety. Merlin mówi: Ten i ten ze sobą walczą, ci i ci się obudzili, Graala zgubiłem, btw jutro idziesz na bitwę. A Artur odpowiada: Aha, no dobra.

Później coś się dzieje, ale znowu w klimatach bardzo podniosłych i wplątanych w nomenklaturę. Problem też w tym, że do końca nie byłem pewien na jakim poziomie metafory funkcjonuje tekst, nie wiem czy wszyscy ci bohaterowie są jedynie alegoriami tego, co się wówczas w Europie działo, czy w zamyśle autora istnieją “naprawdę”. Oczywiście autor nie musi na takie pytania odpowiadać, a czasem nawet lepiej, żeby tego nie robił, ale tutaj, w moim odczuciu, owa alegoryczność wpływa na emocjonalny dystans między odbiorcą, a losem postaci przedstawionych.

Nie rozumiem za to zarzutu o to, że “Merlin nic nie zrobił” i “jego śmierć była bez znaczenia”. Czekał chłop ponad tysiąc lat na przyjaciela, potem oddał za niego życie, dla mnie dosyć to ładne.

No i tyle. Wszystko powyższe to tylko moje luźne przemyślenia, także nie wiem ile wagi bym do nich przywiązywał.

Dziękuję wam Ester_, rybaku, Asylum za ciepłe słowa i kliki, dzięki Ci też aryo za celne uwagi, które wprowadziłem.

 

Coboldzie, fajnie, że udało się Ciebie kupić, dzięki serdecznie za klika i nominację.

 

Mr.marasie, rzeczywiście uśmierciłem i chyba się tym naraziłem Anet. Dzięki za pochwały i klika. Zgodzę się z tobą, że opowiadanie byłoby ciekawsze (lepsze?), gdyby działo się w realiach brytyjskich i przyznaję, że długo nad tą kwestią myślałem, ale w końcu górę wziął pragmatyzm. Chciałem, żeby wyszło możliwie szczerze, a pisałem na hejnał, miałem z pół tygodnia i podejrzewam, że nawet jakbym te pięć dni siedział nad źródłami, to nie wyszłoby to do końca wiarygodnie. 

 

Dzięki Anet za poprawki i klika, chyba muszę częściej uśmiercać Merlina, skoro skłania Cię to do zostawiania tak długich komentarzy ;) Nie robisz się stara, też czasem czuję ;(

 

Dziękuję reg za klika i poprawki! Strasznie mi wstyd, że takie babole siedziały tam ukryte

 

Finklo, dzięki za klika, tak myślałem, że będzie dla Ciebie za mało fantastyki. Ogólnie jakoś, wszystkie moje testy mijają Cię bez zaczepienia ;)

 

Zawsze jest opcja, że Twój tekst będzie wybitny ;)

 

Achilles – Kolun

Adonis – Łosiot

Afrodyta – Thom Ash

Agamemnon

Agni – Tomasz R. Czarny

Amaterasu – wybranietz

Apollo

Artemida – Darrien,  janpowsinoga

Artur – Fizyk111, leniwy2

Aryman – Owca_z_Makowca, Jigidigi

Atena – chalbarczyk

Baal – Król Gniew

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda – Michau

Cuchulain – Thargone 

Demeter – Zielonka

Eneasz – Żongler

Freya -amade1324

Gilgamesz – Piotr Skowronek

Ginewra – Morgoth

Hades – Wilk-Zimowy (gdyby komuś zależało, niech pyta, najlepiej na priv by nie umknęło między komentarzami, bo nie do końca jestem pewien, czy tekst zostanie sfinalizowany)

Hanuman – Nevaz

Hekate – SaraWinter

Helena

Hera

Herakles – Realuc

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna – black_cape

Izanagi i Izanami

Izyda

Jazon – arya

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna – kam_mod

Lancelot – MPJ 78

Lawinia

Loki – Blacktom

Medea – Finkla

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay – Tymoteusz123

Odyn

Odyseusz – Arnubis,  janpowsinoga

Orestes – syf. 

Ozyrys – Rossa

Pan – [Asylum – usunęła opowiadanie, więc jeśli się nie rozmyśli, jest wolny], Lady Catbeth

Pandawowie

Perceval [Parsifal] – Madej90

Persefona – Staruch, Artemisia

Posejdon – sylwiel

Quetzalcoatl – WilkBetonowy, CM

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus – Natan

Set – Naz

Siwa – Fosken

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor – BearClaw

Thot – MaSkrol

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra-Zielonka

Zeus – Borowik

Zygfryd

Ojej, ale się nazbierało.

 

Mr. marasie, dziękuję za najbardziej obszerny i rzeczowy komentarz w całej mojej, krótkiej bo krótkiej, forumowej karierze(a konkurencja była bo i reg i tarnina komentowały ;)).

Zgadzam się, że historia i postaci są dosyć przewidywalne i sztampowe, czułem to bardzo silnie kiedy zaczynałem pisać. Niby wiedziałem, że “Ameryki nie odkryję”, ale miałem wybór między nie napisaniem tego tekstu, albo napisaniem w takiej formie jak jest(nie było czasu na myślenie przez wyścig o państwa + zajob na uczelni).

Usprawiedliwię się też trochę – zwykle moje teksty nie są aż tak odtwórcze. Wydaje mi się, że konkursowe ramy trochę temperują moją kreatywność(nie chodzi o jakieś konkretne zasady, bardziej o samą świadomość tego, że tekst nie jest do końca “wolny”, nie może popłynąć “tam gdzie chce”).

(chociaż miałem lekkie wrażenie, że opierasz się głównie na haśle "wielorybnictwo" z Wikipedii)

Może trochę zbyt lekkie ;) Dużo wziąłem z wikipedii, część tego co pamiętałem, z Moby Dicka.

Co do zdań poszatkowanych przecinkami, to taki mam trochę styl. Ale z drugiej strony tekst nie odleżał i jak teraz patrzę, to inaczej bym niektóre rzeczy podzielił. Dzięki, że zwróciłeś na to moją uwagę.

Fajnie, że poczułeś trochę klimatu Peterhead, ale szczerze mówiąc po obejrzeniu widokówek i zdjęć moje wrażenia są mocno średnie. Przyjmuję ciepłe słowa względem warsztatu.

 Z ciekawością przeczytam Twoje kolejne teksty.

A ja z chęcią wrzucę nowe, ale może później niż prędzej. Znalazłem opowiadania Cerlega i leczę teraz depresję ;(

Z uwagami się zgadzam, zwłaszcza infodumpowymi. Ogólnie z dialogami mam jeszcze lekkie problemy. Do kilku się odniosę:

Chociaż wolałbym o tym zapomnieć, wiem, że gdyby nie ten samotny zryw mięśni, ruch ścięgien. – wolałbym określenie pojedynczy zryw.

Też bym wolał, ale jest powtórzenie zdanie wyżej, a że nie chciało mi się go przemodelować to poszedłem na łatwiznę.

A właściwie dlaczego nazwa statku nie ujęta w cudzysłów?

Bo chyba nie trzeba, a jak nie trzeba, to wolę nie używać. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nazwy-okretow;1981.html

Muszę poczytać więcej konkurencyjnych tekstów, bo Twój widziałem wyżej. Ale jak na pierwszy raz nie możesz narzekać ;)

Zobacz tekst Wiktora Orłowskiego, jest bardzo poczytny. Teraz, jak emocje opadły, trochę mi żal, bo dosyć ostro zareagowałem na jego tematykę, ale jako opowiadanie do konkursu wypada bardzo dobre.

To nie mój pierwszy raz, w retrowizjach też byłem ;)

 

@Cephiednomiko Dzięki za odwiedziny. Dla mnie też, ich przyjaźń miała być głównym punktem opowiadania, w ogóle mężczyźni potrafią się całkiem nieźle przyjaźnić ;) W przyszłości chętnie do Ciebie zajrzę!

 

@kam_mod Dziękuję za jurorski komentarz i podciągnięcie mnie troszeczkę w górę w ogólnym rozrachunku, bo Finkla na pewno widziała mnie na szarym końcu ;D

Tak, te zdania zauważył też mr.maras, zwykle lepiej nad nimi panuję(no ale moja interpunkcja do czołówki nie należy). Boję się też, że trochę mnie przeceniasz jeśli chodzi o sposób narracji, teoretycznie był to jakiś tam świadomy wybór, ale z drugiej strony bardziej też mój styl i pośpiech(bo zwykle staram się o większą płynność).

Dziękuję za słowa uznania co do kompozycji i postaci, bardzo satysfakcjonujące słyszeć takie komplementy od jurorki ;)

 Z przyjemnością wziąłem udział w konkursie!

@Asylum Dzięki za pierwszą linię obrony ;D

 

@Finklo No bo Diament to statek z Peterhead właśnie i też pływał na Grenlandię, a rozbił się tam z powodu kry. No i Don to postać z mitologii walijskiej. Piosenka też istnieje naprawdę tylko dodałem te zwrotki o Johnie ;) Nie wiem czy uznałabyś to Finklo za dostateczne osadzenie w realiach, ale w sumie już i tak nie ważne bo po konkursie.

 

@mr.maras Dzięki mr.marasie, jak tak to spoko. Myślałem, że po prostu o mnie zapomniałeś!

Element fantastyczny też niby jest, ale tylko w opowieści marynarza. Zdaje mi się, że oni nie słyną z prawdomówności. ;-)

Chciałem coś odpisać, ale co racja, to racja ;D

 

Dzięki Finklo, z przyjemnością wziąłem udział w konkursie.

Hm Finklo szamanizm, tam gdzie był silnie zakorzeniony, zwykle nigdy się nie kończy, po prostu, jak wszystko inne, staje się coraz bardziej komercyjny.

W Chinach niektórzy ludzie dalej chodzą to kapłanów taoistycznych/szamanów, żeby rzucić na kogoś klątwę, poronną, na przykład.

Oczywiście skala zjawiska się stopniowo zmniejsza, ale to tak jak u nas wróżki, nigdy się ich do końca nie pozbędziesz.

 

PS Polecam koreański thriller “The Wailing” z ważną rolą szamana właśnie. 

https://www.youtube.com/watch?v=VUWAgbXSJ4Y 

To ja się jeszcze wtrącę. Szamani(najczęściej szamanki) w Korei dalej są, a przynajmniej w latach osiemdziesiątych były, kiedy mój profesor, pojechał do Seulu.

Także wszystko się zgadza jeśli chodzi o ich obecność w opowiadaniu.

Dzięki wilku za próby. Pierwszy komentarz, który wyraża moje obawy, że tekst może znużyć zanim się rozpędzi. Wydaje mi się, że to przez stosunkowo powolny początek, pierwsza scena miała być takim mocnym akcentem, który popchnie odbiorcę, ale możliwe, że się przeliczyłem. Potem zresztą idę w to morze, a nie wszystkim opowieści marynistyczne podchodzą(mi nigdy nie podchodziły, aż sam się dziwiłem jak pisałem).

 

Planowałem, miałem nawet kilka rozdziałów książki, ale usunąłem je ze złości, bo nie były na poziomie ;D Ale jakieś opowiadanie na pewno w przyszłości, w tych klimatach wrzucę

Aha, do piórka są nominowani wszyscy oprócz mnie i CMa(ninedin kwalifikuje się na maj), więc chętnie przyjmę jakieś przychylne głosy ludu ;D

To chyba kwestia morderczego tempa oceniania, narzuconego przez Finklę. Finklo nie bij

Rzeczywiście wyniki pioruńsko szybko. Gratulacje dla zwycięzców i współwyróżnionych, zwłaszcza black_cape, która swoim opowiadaniem promuje moją ukochaną myśl filozoficzną wschodu. Nie miałem racji, jednak mnogość wątków, obfitość nawiązań wyszła opowiadaniu na dobre ;)

Jestem zdumiony i cieszę się niezmiernie, że udało mi się wyprzedzić tekst Nevaza. Świetny klimat i charakterystyczne postacie.

Gratulacje też dla Wiktora, to chyba najbardziej poczytny tekst konkursu.

U Drakainy, ninedin, CMa jeszcze nie byłem, ale nadrobię jak najszybciej. Jeszcze raz gratki.

No i oczywiście dzięki wielkie jurkom za szybkie czytanie i bibliotekowanie.

 

PS Przyznam, że głównym motywatorem do konkursu, były stempelki thargona, fajnie zobaczyć obrazek nawiązujący do własnej twórczości, z jakiegoś powodu uczucie satysfakcji jest kilka razy większe, niż wskazywałby na to zdrowy rozsądek ;)

Opcja b lepsza. Niby oczekiwanie na wyniki trochę mniej emocjonujące, ale z drugiej strony nie każdy jurek to lożanin, więc nawet jeśli opowiadanie nie jest nominowane do piórka, zawsze jakiś tam element niepewności pozostaje.

Dzięki thargonie za piękny obrazek, nie mogłem się doczekać kapitana muminka ;D

Wilku-zimowy, opowiadanie traktuje o konkretnym wydarzeniu, więc siłą rzeczy w dyskusji pod nim głównie ono się przewija ;) Gdyby tekst poruszał temat głodu w Afryce, to rozmowa na pewno wyglądałaby inaczej. Z drugiej strony, zamachy na Sri Lance to nie tylko pojedyncza tragedia, bo wpisują się także w szerszy kontekst konfliktu na linii: kapitalistyczna, konsumpcjonistyczna cywilizacja zachodu kontra konserwatywny islam, który jest jednym z wielkich problemów naszych czasów. 

Co do fragmentów, które Ciebie zniesmaczyły, myślę, że snajper, który “wygląda jak model” jest raczej narracyjną niekonsekwencją autorki(no bo rzeczywiście, nie jestem pewien, czy dziecko będzie myślało w takich kategoriach), niż symptomem sam nie wiem czego. Podobnie z tą ręką na końcu, jest tam, żeby dopełnić tragizmu sytuacji, a nie ze względu na jakieś inne motywy.

Ale nie jestem pewien co masz na myśli, kiedy piszesz “jedno z drugim sumuje się w paskudny i niesmaczny kontekst”.

 

Harlan Ellison napisał kiedyś, że pisze, żeby szokować ludzi. Nie twierdzę, że Wiktor Orłowski pisze z tego samego powodu, ale z jakiegoś na pewno to robi, bo by nie pisał. Każdy z nas tutaj pisze. Dokłada coś do rogu obfitości. Czy nie o to chodzi w literaturze? Jedna osoba zinterpretuje tekst jako skandaliczny i rażący, druga zwyczajnie będzie się dobrze bawiła, czytając; dla trzeciej może nawet będzie to pełna metafor odskocznia od strasznych wydarzeń codzienności – historia o walecznym chłopcu, który wygrywa.

Zgadzam się z powyższym. Po to jest forum, żeby dyskutować ;)

Staruchu, trochę widzę tutaj takie starcze ględzenie ;) Ale prawda, wszystkie te trzy teksty mogłyby zawalczyć o piórko i szkoda, że nie wszystkie były brane pod uwagę. Z drugiej strony mówimy tu o gustach i guścikach, mi się bardzo podobało “Uciec z Makau”, no a niestety zostało przegłosowane na nie. Na pocieszenie powiem, co do tekstów Drakainy i Wiktora Orłowskiego, że moim zdaniem i “Powrót Gilberta Legranda” i “#PRAYFORNORTON” były lepszymi opowiadaniami obu autorek. Co nie znaczy, że wymienione przez Ciebie nie mogły powalczyć.

Zgadzam się z przedmówcami, że duży wpływ na otrzymanie piórka ma termin zgłoszenia opowiadania i widoczność dla Loży. Teoretycznie można by zastanowić się nad liczbą głosów wymaganych od użytkowników, by opko się kwalifikowało, obniżyć do czterech albo trzech, ale to rozwiązanie bardzo drastyczne. Myślę, że najlepsze co możesz teraz zrobić, to pójść do wątku z referendum i zagłosować na większą liczbę członków Loży, co poprawi ich możliwości przesiewowe ;)  

 

edit: Oprócz tego, nie znam wszystkich obowiązków Loży, na pewno jest ich bardzo dużo, ale fajnie by było, gdyby każdy wybierał to jakieś jedno opowiadanie(według własnego sumienia), bo w tym miesiącu, do ostatniego tygodnia nominacji nie miało nic, i nagle Finkla sama musi wyrabiać 600% efektywności ;D

Wiktorze, będę Ciebie obszernie cytował, bo nie chcę, żebyś była wyrwana z kontekstu.

Kontakt ze słowem pisanym zawsze był dla mnie polemiką z rzeczywistością i próbą poradzenia sobie z nią, dlatego takie aspekty pojawiają się (mniej lub bardziej udanie) w moich tekstach. Nie sądzę też, by istniały granice czasowe, po której rzeczy bolesne przestają być bolesne i można o nich pisać, malować i kręcić filmy. Nie uważam też, by samo dotykanie takich zdarzeń było naganne – chyba żebym zrobiła sobie z nich zwyczajnie jaja. Co nie nastąpiło i mam nadzieję, że mój tekst nie został tak odebrany.

Zgadzam się z Tobą, nie istnieją granice czasowe, po przekroczeniu których rzeczy bolesne przestają być bolesne. Powiem więcej, czarny humor ma i powinien mieć swoje miejsce w dialogu społecznym, bo zwykle jest właśnie “polemiką z rzeczywistością i próbą poradzenia sobie z nią”. 

Mój problem jest taki, że nie widzę tej próby w Twoim tekście. Tematem opowiadania nie są zamachy na Sri Lance, one oczywiście tam egzystują, toczy się wokół nich akcja, ale same w sobie stanowią element tła. Główną osią utworu jest starcie, pojedynek, potyczka między dzieckiem geniuszem i głównym złym. Starcie bardzo zręcznie opisane, wciągające, emocjonujące. Taki mecz w szachy, tylko ciekawszy, gdzie każdy gracz ma kilka żyć.

Dla mnie to, że z zapartym tchem obserwuję poczynania mini-geniusza, zastanawiam się nad tym, co będzie w następnym akapicie, czego on tam mądrego nie wymyśli, natomiast prawdziwą, pełną tragedię mijam mimochodem, tak z boku, jest jakąś niewysłowioną klęską tego tekstu, jeśli miał on być próbą zmierzenia się z rzeczywistością. Jako opowiadanie fantasy, jest dobry.

“Zakończenie miało być zręczne, ale dla mnie trąci banałem, zupełnie nie dotyka tej pustki, jakiegoś wszechogarniającego przerażenia i bezsilności, którą odczuwa współczesny człowiek co miesiąc, dwa, gdy dochodzi do kolejnego zamachu.” – Uważam, że stan, który przedstawiłeś, może charakteryzować jedną wybraną osobę (być może Ciebie), ale nie jest uniwersalny dla absolutnie każdego człowieka. Odczucia i przemyślenia innego człowieka na temat aktów terroru mogą być inne. Ja przedstawiłam własne.

Pełna zgoda, odczucia różnych ludzi, na temat każdego zjawiska, mogą być różne.

Jednak mam wrażenie, że w ostatnim fragmencie nie zawarłaś ani swoich odczuć, ani przemyśleń i to dla mnie jego główny problem. Jest wyłapanie terrorystów, jest zakończenie wątku potyczki ze złym, chłopiec ma ostatni raz okazję pochwalić się przed ministrem swoją wrodzoną błyskotliwością. Mamy przypomnienie o konwencji odrodzeń, przypomnienie o motywie gry i niefortunną metaforę choroby. Elegancka klamra spotkania no i ostatnie zdanie, które znowu nie jest odczuciem na temat zamachu tylko ponownym odwołaniem do rozgrywki prowadzonej przez chłopca.

 Rozpływa się w powietrzu między jednym mrugnięciem a drugim, a Javier zmuszony jest przyznać jej rację, bo z Chorobami do szachownicy nie siada się dla zwycięstwa.

Po prostu chodzi o to, żeby przegrać jak najmniej.

To nie są twoje przemyślenia na temat zamachu sprzed dwóch tygodni i nie mogą nimi być. To jest chwyt na koniec w opowiadaniu fantasy.

“A czym innym opowiadanie fantasy napisane niedługo po tragedii, z doklejonym tematem, bo dobry do konkursu.” – Moim zdaniem fakt tworzenia czegokolwiek na konkurs, dla pieniędzy lub na zlecenie nie wyklucza wartości, jakie może nieść ze sobą taki utwór. Użytkownicy NF piszą ogromne liczby tekstów na różne konkursy. Nie uważam, by wszystkie były przez to wyrachowane, obliczone na zysk, płytkie i nieciekawe, przeciwnie – wiele z nich to poruszające historie i cieszę się, że powstały. W związku z tym jest mi przykro, jeżeli odebrałeś moje opowiadanie jako bezrefleksyjną sensację.

Przepraszam, źle to ująłem. Nie chodziło mi o to, że opowiadanie jest bezrefleksyjne, bo było napisane na konkurs, nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Zgadzam się, że nie ma znaczenia, po co tworzone jest dane dzieło kultury, tylko wartości, które ze sobą niesie(o ile w założeniach jakieś ma nieść).

Z drugiej strony, autora obowiązuje klauzula celowości. W tekście, do pewnego stopnia, wszystko “po coś” jest. Moim zdaniem, decyzja o osadzeniu akcji opowiadania na Sri Lance tej celowości w sobie nie ma, oprócz tego, że tekst wpisuje się dzięki temu w wymogi konkursu. Dla mnie to niewystarczający powód, żeby popełnić opowiadanie fantasy o genialnym chłopcu szachiście, z dosłowną masakrą, sprzed dwóch tygodni, w tle.

 

Wilku czym innym jest czarny humor, literatura opiniotwórcza, filozoficzna, a czym innym opowiadanie fantasy napisane niedługo po tragedii, z doklejonym tematem, bo dobry do konkursu.

Wiem Wiktorze, że nie robiłaś tego rozmyślnie, jednak według mnie, nie jest to korzystna optyka.

 

Myślę, że dystans też gra tu dużą rolę. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby takie opowiadanie powstało w tamtym kręgu kulturowym.

Nowa Fantastyka