- Opowiadanie: Asylum - Pali się, moja panno

Pali się, moja panno

Limit, zaiste zabójczy.

 

21.03. 2021 Dedykacja:

"Każdy przecież początek 

to tylko ciąg dalszy, 

a księga zdarzeń 

zawsze otwarta w połowie."

W. Szymborska, Miłość od pierwszego wejrzenia

 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pali się, moja panno

To był mój świat, jedyny od dziesięciu lat. Świat, który miałam na wyłączność. Błogosławiłam progresję, wytężoną pracę programistów, chociaż pomimo usilnych starań nie zdołałam poznać ich imion. Ofiarowali mi wieżowiec ze szklanymi szybami, przez które oglądałam świat. Szyby stawały się coraz bardziej przejrzyste, czyściciele pracowali niezmordowanie, a mnie cieszyły efekty ich pracy. Byłam tam, byłam na bieżąco, nie odstawałam i wreszcie mogłam wyjść z klatki lęku. Mogłam wychowywać dzieci według najnowszych podręczników, kochać się z mężem, podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek, mogłam chodzić i podróżować. Mogłam.

Obudziłam się pierwsza. Znałam każdy milimetr tego domu, jego zapachy, niespodziewane nocne trzaski, byłam nim. W pokoju panował siwy mrok i trudno mi się oddychało. Pomyślałam, że to nowy, jakże podstępny atak. Serce wariowało, lecz nie zwracałam nań uwagi, zwykły bullshit, a nie zawał, trzeba skupić się na spokojnym odtlenianiu. Przy czwartym przedłużonym wydechu zaczęłam kaszleć. To koniec – pomyślałam. 

Po wielokroć wyobrażałam sobie moment swojej śmierci, lecz nie tak miało być. A gdzie rozgrzeszenie win moim bliskim, a gdzie nakreślenie krzyży na czołach dzieci? A gdzie jasność, która porywa poza lęk, ból i strach. Przecież nie tak miało być. 

I wtedy usłyszałam dźwięk trzeszczącego w posadach domu. Docierał do mnie z zewnątrz. Ten swąd. 

Usiadłam i chyba krzyknęłam:

– Rolf! – Szarpałam go chyba, nie pamiętam. Miał ciężki, dobry sen ten mój Rolf. 

Krzyknął:

– Pali się!

– Czekaj! – wrzasnęłam, kiedy otwierał drzwi. Zawahał się, lecz wrócił i okrył się kołdrą obleczoną w moją ulubioną pościel z wieżą Babel.

Otworzył drzwi naszej sypialni. Mój dom płonął, jakbym patrzyła na ogień buzujący w kominku. Cofnęłam się, nie było szyby, za gorąco.

 

Rolf zniknął. Usłyszałam piski Miji i Maksa. Weszłam w ogień. Nieprzyjemna jasność i skwierczenie czyjejś skóry. Lęk mnie opuścił. Rolf przyciskając do piersi Miję ciągnął za sobą Maksa, który wyrywał się do konsoli gier. Przepłynęłam obok nich jak obłok i z nocnego stoliczka wzięłam joystick, oddając Maksowi. Później pobiegliśmy do wyjścia. Zamykałam pochód.

 

Drzwi stały otworem. Oni wyszli, a ja odetchnęłam z ulgą, widząc ich w objęciach strażaków. Nie, jeden wyrwał się z zaklętego kręgu – chyba do mnie – stojącej w drzwiach.

Nie mogłam przestąpić progu. Wyciągnął dłoń. Uśmiechnęłam się. To było takie łatwe. Zobaczyłam wszystko: cały świat, sąsiadów zgromadzonych koło strażackich wozów i karetek, nasz mały przydomowy ogródek pielęgnowany przez Rolfa, wycie syren. Czy nie mogliby przestać, jeśli są już na miejscu. Po co ten alarm?

No, dobrze, spróbuję. Oderwałam stopę od mahoniowego progu położonego przez fachowców sprowadzonych przez sieć i zatrzymałam się. Gdzie jest mój telefon!?

Odwróciłam się i pobiegłam na piętro po komórkę. 

Nic nie czułam, nawet wtedy, kiedy zobaczyłam płonącą sypialnię, płonące łóżko, szafki, a na jednej z nich fajczącą się komórkę. 

Znałam tysiące ich imion. Teraz płonął mój dom. Czy zostanie z niego tylko wystygły popiół? Nie miałam żalu, że mnie zostawili.

Zawsze coś się zostawia.  

 

***

Jestem małą śliwą, w moim cieniu często gości spacerówka z małym dzieckiem. Nie wiem, jakie ono ma imię, a powinnam to wiedzieć.  Wózek zostawia kobieta albo mężczyzna. Przeraża mnie, gdy on puszcza dym. Wtedy stulam liście. 

Lubię słońce, chociaż pali.

Koniec

Komentarze

Dziwne, ale ciekawe, nad zakończeniem musiałam się dłużej zastanowić. Wciąż nie wiem, czy do końca rozumiem, ale może tak powinno być? ;)

– Rolf. Szarpałam go chyba, nie pamiętam. Miał ciężki, dobry sen ten mój Rolf. 

Tutaj narracja się szczepiła z dialogiem (po pierwszym zdaniu dałabym enter albo myślnik).

 

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Bardzo nastrojowy, klimatyczny i smutny szort. Szkoda tylko, że nie utrzymałaś tej tajemnicy do końca. Coś zdradziło, jak to się zakończy i co się stało z matką, bohaterką, narratorką. 

Chyba też nie widzę tu tego kamienia, choć jakieś podejrzenia mam.

Bardzo ładne zakończenie. 

 

Powodzenia w konkursie!

Nie zrozumiałam :-( Na początku myślałam, że kobieta umarła i w jakiś sposób pozostaje w szklanym domu, może jej tożsamość utrwalona dzięki technologii – to by mogło tłumaczyć dlaczego jest ograniczona do konkretnego miejsca i dlaczego nie może przekroczyć szkła. Tyle że rodzina jej nie słyszy, więc pomyślałam, że mogłaby być też duchem/ duszą zmarłej, która odtwarza moment śmierci w pożarze. Ale tu znowu, nie wiem, jak ma się do tego zakończenie.

Nie zrozumiałam też tej wstawki o tym, że mogła podróżować, bo z reszty informacji wynika, że jednak nie może opuścić domu.

Jestem w kropce :-(

 

I wtedy usłyszałam dźwięk trzeszczącego w posadach domu. Docierał z zewnątrz. Ten swąd. – Środkowe zdanie – jest tak skonstruowane, że nie wiadomo, czy odnosi się do pierwszego, czy trzeciego.

 

Usiadłam i chyba krzyknęłam:

– Rolf. Szarpałam go chyba, nie pamiętam. Miał ciężki, dobry sen ten mój Rolf. 

Usiadłam i chyba krzyknęłam:

– Rolf! – Szarpałam go chyba…

 

– Czekaj – wrzasnęłam, kiedy otwierał drzwi. → wykrzyknik po czekaj, skoro wrzasnęła.

 

Warsztatowo ładnie :-)

Dream big.

Opowiadanie jest na pewno bardzo dobrze i ładnie napisane, ale… może jestem niewrażliwym ignorantem albo nieukiem, ale pierwszy czytanie nie pozwoliło mi ogarnąć co się dzieje w tekście. Nie zrozumiałem ;(

Napewno przeczytam jeszcze kilka razy, bo nie chcę dać za wygraną.

Mimo wszystko gratuluję wrażliwości, bo tekst na pewno jest emocjonalny, jednak muszę bardziej dokopać tę głębię – właśnie sobie zdałem sprawę, że w ogóle nie znam reguły z tą/tę :(

Pozdrawiam i wrócę jeszcze raz!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Tę z biernikiem (kogo?co?), tą z narzędnikiem (z kim? z czym?) → tę głębię :-) a raczej dokopać się do tej głębi :-P

Dream big.

Bardzo dziękuję, już sobie zapisałem :)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

nati-13-98, dziękuję za przeczytanie! :-)

Już prawione, sczepiło się, masz rację . :-) 

Wciąż nie wiem, czy do końca rozumiem, ale może tak powinno być? ;)

Raczej nie powinno. ;-) Chociaż czasem sama już nie wiem. xd Generalnie ma być klarownie i czysto. 

Cieszę się, że zaciekawiło. :-)

 

SaraWinter, tak, niestety smutny.

Z tajemnicą trudno mi sobie poradzić. Cięłam z 3.9k, bo choć u siebie miałam 2.9 to przestawiło mi się na “bez spacji” i ciągle jeszcze nie wiem, kiedy staje się już oczywista. ;-)

Próbowałam odwołać się do wzoru. Dobrze, że są podejrzenia. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Kamienia w ogóle tu nie widzę, ale muszę przyznać, że podobał mi się tekst. Język narracji ładny, niektóre zdania chwytają za serce. Chyba nie do końca wszystko zrozumiałam, ale nawet i z lukami w interpretacji obok tego tekstu nie mogę przejść obojętnie. Bohaterka z jakiegoś powodu nie mogła wyjść z płonącego mieszkania, a jej rodzina wyszła – to musiało być naprawdę straszne dla obu stron, a jednak emocje są tu opisane w delikatny, nienachalny sposób, co uważam za plus. Jest też tu chyba poruszenie tematu bardzo częstej w dzisiejszych czasach choroby – nerwicy lękowej – wtedy, kiedy bohaterka nie może oddychać i próbuje się uspokoić, a także wzmianka o “klatce lęku” na to moim zdaniem wskazuje. To też uważam za plus, trzeba mówić o takich rzeczach, a mam wrażenie, że choroby psychiczne nadal uważane są za coś wstydliwego i dlatego nie mówi się o nich zbyt dużo.

Nie wiem co przeczytałem, ale mam niejasne wrażenie, że było to dobre ;p

Przyjemnie się czytało, ponieważ jest bardzo ładnie napisane, ale to wszystko, co mogę powiedzieć. Po słowie ‘koniec’ wyparowują z pamięci i bohaterowie, i fabuła. I nie wiem, o czym to jest. O smutku? Bo smutek wydaje się być tu dominujący.

Pozdrawiam!

To był mój świat, jedyny od dziesięciu lat. Świat, który miałam na wyłączność. Błogosławiłam progresję, wytężoną pracę programistów, chociaż pomimo usilnych starań nie zdołałam poznać ich imion. Ofiarowali mi wieżowiec ze szklanymi szybami, przez które oglądałam świat. (powtórzenia, słownik synonimów się kłania)

 

Szyby stawały się coraz bardziej przejrzyste (szyby z założenia są przejrzyste) , czyściciele pracowali niezmordowanie, a mnie cieszyły efekty ich pracy. Byłam tam, byłam na bieżąco, nie odstawałam i wreszcie mogłam wyjść z klatki lęku. Mogłam wychowywać dzieci według najnowszych podręczników, kochać się z mężem, podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek, mogłam chodzić i podróżować. Mogłam. (jw. powtórzenia tylko że tu zaimków osobowych)

 

Obudziłam się pierwsza. Znałam każdy milimetr tego domu, jego zapachy, niespodziewane nocne trzaski, byłam nim. W pokoju panował siwy mrok i trudno mi się oddychało. Pomyślałam, że to nowy, jakże podstępny atak. Serce wariowało, lecz nie zwracałam nań uwagi, zwykły bullshit, a nie zawał, trzeba skupić się na spokojnym odtlenianiu (dotlenianiu? nie znam się na zawałach, może o czymś nie wiem?). Przy czwartym przedłużonym wydechu zaczęłam kaszleć. To koniec – pomyślałam. – Narracja pierwszoosobowa ma to do siebie, że trzeba uważać na czasowniki dokonane. W nadmiarze psują estetykę tekstu. Jak tu. 

 

No, dobrze, spróbuję. Oderwałam stopę od mahoniowego progu położonego przez fachowców sprowadzonych przez sieć i zatrzymałam się. Gdzie jest mój telefon!? – OK, szczegóły są ważne. Dodają soli do tekstu, robią klimat, ale w tym wypadku niepotrzebnie przedłużają narrację.

 

Przeczytałem, chyba zrozumiałem. Może mam serce z kamienia, albo zgryźliwość u mnie już mocno, ale emocjonalnie to raczej mnie to nie ruszyło.

Pozdro. :) 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję za przeczytanie i komentarze. Wszystkim razem i z osobna! :-)

Tym razem nic nie będę wyjaśniała , bo jak tu wyjaśnić kamień filozoficzno-alchemiczny. ;-)

 

DD

Warsztatowo ładnie :-)

Dzięki, to dla mnie ważne, aby nie było całego wora baboli. heart 

Jestem w kropce :-(

A nad jasnością, muszę jeszcze sporo popracować. :-)

 

DanieluKurowski1

Opowiadanie jest na pewno bardzo dobrze i ładnie napisane, ale… może jestem niewrażliwym ignorantem albo nieukiem, ale pierwszy czytanie nie pozwoliło mi ogarnąć co się dzieje w tekście. Nie zrozumiałem ;(

Z pierwszego się cieszę :-); z drugiego niekoniecznie. Spieszę Ciebie zapewnić, że z pewnością w drugim przypadku za wszelkie wady odpowiada pisząca te słowa. ;-)

 

Sonato

podobał mi się tekst. Język narracji ładny, niektóre zdania chwytają za serce. Chyba nie do końca wszystko zrozumiałam, ale nawet i z lukami w interpretacji obok tego tekstu nie mogę przejść obojętnie

Miło mi że się podobał! :-) Aż tak tak mocno nie chciałam, aby chwytał za serce, kamienie go nie mają, co inne – tak. Serce proszę niech zostanie i bije w Twojej piersi. heart

 

Leniwy2

Nie wiem co przeczytałem, ale mam niejasne wrażenie, że było to dobre ;p

Dzięki, że wpadłeś. Radam z wrażenia, choć czasem mogą mylić. :-) Musiałam w końcu coś napisać.

¯\_(ツ)_/¯

 

chalbarczyk

Przyjemnie się czytało

Dziękuję. :-)

Po słowie ‘koniec’ wyparowują z pamięci i bohaterowie

No, niestety, pióro nie takie, aby zostawały. ;-)

 

Zalth

Przeczytałem, chyba zrozumiałem.

Uff, super! :-)

Może mam serce z kamienia, albo zgryźliwość u mnie już mocno, ale emocjonalnie to raczej mnie to nie ruszyło.

W zamierzeniu raczej nie miało ruszać, więc… dobrze. :-)

 

Powtórzenia – tak są. Z tych, przez Ciebie podkreślonych wszystkie  są celowe. Jednak przyjrzę się im za dwa dni, czy rzeczywiście mają rację bytu, czy nie. Coś chciałam jeszcze dodatkowo “wpisać”, ale mogłam przesadzić. 

Też, pozd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

(powtórzenia, słownik synonimów się kłania)

Często lepiej zostawić w tekście naturalne powtórzenie, niż szukać na siłę synonimu (abstrahując od tekstu Asylum). Jak czytam książkę, gdzie Bob ze spożywczego raz jest “młodzieńcem”, raz “mężczyzną”, a raz “pracownikiem”, myślę sobie “oto pisarz niedojrzały, który nie wie jeszcze co mu wolno, a co nie”.

 

Często lepiej zostawić w tekście naturalne powtórzenie, niż szukać na siłę synonimu

Pewnie, sam stosuję. Ale pod koniec akapitu ten sam wyraz już nie wygląda tak dobrze.

 

Jak czytam książkę, gdzie Bob ze spożywczego podczas rozmowy raz jest “młodzieńcem”, raz “mężczyzną”, a raz “pracownikiem”… 

A to już nie problem synonimów czy powtórzeń tylko słabo napisanej książki. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

To jeden z tych przypadków, gdy tekst mi się podoba, choć nie do końca wiem, o co chodzi :D

Piszesz przyjemnie i dobrze, wykorzystujesz nie tylko zmysł wzroku czy słuchu czytelników, ale też węch czy dotyk. A fragment z atakiem (paniki?) naprawdę bardzo dobry.

Kłaniam się i pozdrawiam :)

Zalth, leniwy2. :-)

Fajna wymiana zdań. Odkładając na bok moje opko, ponieważ nie wiem, czy mi się udało zrobić coś, co chciałam, tzn. uzyskać określony rezultat. :p

W pełni się z Wami zgadzam odnośnie zamienników na postaci, natomiast odnośnie powtórzeń nie mam jasnego zdania. To znaczy, pewnie że generalnie nie powinno ich być w tekście, podobnie jak aliteracji, czy wskazanych przez Zaltha zakończeń czasowników w funkcji orzeczenia, ale nie mam pojęcia, czy należy traktować to jako sztywną regułę/y?

Uczę się, eksperymentuję. Wydaje mi się czasami dopuszczalne, zwłaszcza w narracji pierwszoosobowej, myślach postaci, dialogach. W tym tekście akurat „napracowałam” się w kilku wybranych miejscach niejako w drugą stronę, czyli aby „brzmiało”, niezależnie od tego, jak będzie wyglądało, lecz – niewątpliwie – mogłam przesadzić, Zalth. Tego, niestety, nie potrafię ocenić. 

Jest jeszcze jedno powtórzenie na sam koniec, jego najmniej byłam pewna (wlatywało i wylatywało podczas poprawek).

 

PanDomingo :-)

Witam na rozstaju dróg przy wielkim głazie. ;-)

tekst mi się podoba, choć nie do końca wiem, o co chodzi :D

Masz ci los, już widzę tego marudę CMa, kiedy zajrzy i znowu będzie narzekał na zzipowanie. :D tym razem jednak będę miała dostateczną wymówkę – limit i bezwzględność Wilka. :p Milo mi, że się podobało.

Staram się wykorzystywać różne zmysły, gdyż sama lubię to w czytanych przez siebie książkach.

Też ślę ukłony i pozdrowienia. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmm, gdyby nie opis relacji z mężem (nowe sztuczki) pomyślałabym, że chodzi o sztuczną inteligencję. Obawiam się jednak, że dołączam do tych, którzy nie zrozumieli. Ale napisane ładnie :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witaj.

Tekst wzruszający, osobisty, przejmujący boleścią i bezgraniczną miłością zarazem. 

Bardzo mi się podobał, jest dla mnie niesamowicie gorzki.

Zakończenie wywołało potok stłumionych przy czytaniu łez. 

Wielkie brawa!

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

 Niestety nic nie zrozumiałem z tego tekstu, droga Asylum, przeczytałem też komentarze z nadzieją, że mnie naprowadzą, ale nadal nic nie rozumiem. Chyba jednak jestem misiem o zbyt małym rozumku. Moje odczucia są chyba najbliższe tych dogsdumplingIrki_Luz (też myślałem o sztucznej inteligencji, ściślej osobowości domu – dlatego nie może go opuścić, bo w istocie nim jest).

Przyznaj się, napisałaś to w zemście, że musisz betować zupełnie niezrozumiałe teksty takich jednych ;-)

Nie mam niestety też wrażenia, jak inni, że “przeczytałem coś dobrego” – bo nie wiem co przeczytałem. Warstwa słowna, nawet jeśli zgrabna, nie wyraża dla mnie żadnej treści (jedynie wspomniany klimat smutku) – to za mało, żeby coś mi się spodobało. Używając mojego “betowego” porównania do katedry – Twój tekst nie jest budynkiem, a stertą, dość ładnych, kształtnych, wygładzonych ale w zupełnym nieładzie rozrzuconych cegieł, wykończeń i zdobień. Ale nawet jeśli są tu jakieś korytarze wśród tych stert, jeśli nawet jakiś portyk, jakiś ganek gdzieś zaprasza, to nie za bardzo wiadomo gdzie i po co.

Wybacz, jeśli zbyt brutalnie – ale po prostu jako całokształt – nie spodobało mi się :(

Zwal to lepiej na moją głupotę i zmęczenie po całym tygodniu harówy. Po prostu nie kumam tego tekstu ni w ząb.

entropia nigdy nie maleje

Powiem Wam, że ja ten tekst (nie wiem, czy dobrze; jeśli się mylę, to przepraszam) odczytuję bardzo symbolicznie. Poświecenie, spokój, zakłócony wprawdzie tragicznym kataklizmem, ale pojawiający się wraz z myślą, że rodzina jest już bezpieczna, a potem– mimowolny powrót w innej postaci, z odwiecznym nienawidzeniem/urazem dla dymu. 

Pecunia non olet

Bruce. :-)

Nie ma sensu płakać, kamień żyje i ma się dobrze, urodzi dorodne śliwki. :-) Co więcej lepiej mu będzie tam, gdzie jest. Z kamieniami filozoficznymi/alchemicznymi tak bywa, myśli się o nich jak o Ziemi Obiecanej, a nie dość, że i wynaleźć nie sposób, to jeszcze rezultaty odwrotne on zamierzonych.

Przyznam Ci się, z dzielna jesteś z tym czytaniem naszych tekstów! :-)

 

Jim. :-)

Masz jak w banku zaproszenie na betę, gdy popełnię dłuższy tekst na światy. ;-) Widzisz, nie wierzyłeś że jestem niezrozumiała? To teraz masz, sernik na zimno. :D Wstawiłabym go, ale stąd nie zdołam. 

Mnie nie warto słuchać. 

Na poważnie, jesteś najbliższy kamienia.  

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Miałem przez chwilę w głowie myśl o reinkarnacji – ale nie zgadza mi się coś w tej ostatniej scenie “Nie wiem, jakie ono ma imię, a powinnam to wiedzieć.” – to tak, jakby utraciła część wspomnień, a to byli jej bliscy, ale kto właściwie? Śliwa rośnie wiele lat – więc co? Dzieci? Wnuki? Może rzeczywiście wszystko to tylko w warstwie symbolicznej, w końcu śliwa to między innymi symbol “regeneracji, wytrzymałości i zwycięstwa życia w zmienności czasu” – ale jednak czegoś mi tu brakuje. Nie potrafię znaleźć klucza.

entropia nigdy nie maleje

Asylum

 

kamień żyje i ma się dobrze, urodzi dorodne śliwki. :-) Co więcej lepiej mu będzie tam, gdzie jest.

 

Jeszcze się bardziej rozryczałam… :))

 

To raczej Wy jesteście dzielni, pisząc takie teksty! :)

 

Jeszcze edytuję. :) Ujrzenie tytułu zaraz na samym początku mimowolnie przywiodło mi na myśl genialny film “Ja gorę!” z Jerzym Turkiem z 1967 roku. 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Psiekrewie, dwa razy mi zniknął komentarz, więc tym razem będzie krótko.

 

Irko, odpowiedziałam Ci w myślach i dopiero teraz zauważyłam. Niestety i stety, bo dobrze że sprawdziłam. ;-)

Jeśli napisane ładnie, to więcej niż wystarczające! Intuicja Ciebie nie zawiodła, dobry kierunek.

 

Jim, jak śliwa mała, to chyba i wiek jej nie leciwy, ale jeśli wzić pod uwagę karłowate, hmm, warte pomyślenia. ;-) Do podmiany, znaków na szczęście mam jeszcze dość. Nie kombinuj, bo ze mnie prosty osobnik płci żeńskiej. xd

 

Bruce, nie. Nie płacz, choć czasami dobry. Dbam o swoich bohatyrów, taka głupotka, lecz dbam o nich. Zaopatrzam w swetry, gdy mróz i próbuję im zrekompensować los, bieg zdarzeń. Dziwactwo.

To kwestia przekładania myśli na słowo pisane. Nie jest łatwo, niektórzy mają do tego niebywały talent, ale zdecydowanie każdemu przyda się sprawność w tym zakresie. :-)

Nie znam filmu, o którym napisałaś, ale spróbuję go odnaleźć i obejrzeć. Dam znać, jeśli się stanie!

Fraza z tytułu jest już – chyba – oswojona publicznie i wolna w obiegu, bo pochodzi wyjściowo z bardzo starego filmu Formana, dzisiaj ciut kontrowersyjnego, z czym chyba bym ciut popolemizowala. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

bruce

Mi się bardzo podobały w ogóle “Opowieści niezwykłe” – których częścią był ten film.

A z niego samego pamiętam (choć nie wiem czy nie przekręcam na starość lubieżnie):

 

– Ty tu, panie Pogorzelski, dziewki obłapiasz, a ja gore!

 

Więcej Asylum spoilerował nie będę, bo jeśli rzeczywiście nie widziała biudlka, to MUSI nadrobić :)

 

entropia nigdy nie maleje

Asylum

Rzadko zdarza się tak dbająca o bohaterów Autorka. :) 

Pozdrawiam. :)

 

Jimie, kojarzę, a jakże, cały cykl był znakomity, zaś sam Pogorzelsiu – prześmieszny. :D

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Pamiętasz Asylum, jak napisałem Ci, że Twoje komentarze i wypowiedzi to uporządkowany chaos? Tutaj mam z kolei wrażenie, że to chaotyczny porządek, bo tak naprawdę tęga rozkminę mam nad tym tekstem, który jest właśnie taki, jak napisał Jim. Ale spróbuję zinterpretować, a co tam :)

Szklany wieżowiec, progresja – tutaj przychodzi mi namyśl świadoma AI. Ale co z tym jej domem, mężem, dziećmi, ogródkiem?

Dobra moja interpretacja jest taka – ona jest przykuta do łóżka, a ten szklany wieżowiec to VR w którym w końcu może robić to wszystko, czego nie może w normalnym życiu od 10 lat. Ona chyba krzyczy, chyba szarpie męża, wszystko co pamięta jest “chyba”. Ten dom w którym mieszka jej mąż z dziećmi to ich dom, a ona ma poprzez zaawansowaną technologię wgląd w ich życie, choć sama nie rusza się z łóżka i nie ma z nią normalnego kontaktu. Kiedy wybucha pożar obserwuje oczami kamer to co się dzieje, może nawet w jakiś sposób alarmuje męża, nie wiem, odpaleniem budzika albo czegoś innego. Jej ciało umiera, pali się już może nawet, skwierczy skóra, a ona odprowadza wirtualnie swoją rodzinę do drzwi. Nie może przekroczyć progu, bo jej ciało umiera w płomieniach.

Ten “mahoniowy próg położony przez fachowców sprowadzonych przez sieć” mnie zastanawia w sumie, bo to taka nieistotna informacja, ale czy aby na pewno? Może jest inaczej, może tam nie ma jej ciała? Jest tylko świadomość, zaimplementowana jako zarządca smartdomu? A ona nie ma męża i dzieci, tylko tak traktuje domowników, jakby byli jej rodziną? Kurde, dalej nie wiem, ale idąc tym tropem – rodzina nie zauważa jej, albo nie martwi się o nią, bo to tylko AI – może ona potrafi generować hologram, jak ta panienka z “Blade Runnera 2049”? Nie może wyjść poza dom, a strażak ją widzi, myśli, że to żywa istota. Jakiś podprogram nie pozwala jej myslec, że jest tylko AI i kiedy ma opuścić dom, odpala komendę, która ma ją od tego powstrzymać, poprzez silny imperatyw zrobienia czegoś jeszcze, zanim spróbuje wyjść (stąd ten powrót po komórkę)? Kolejna rzecz to fakt, że mahoń jest bardzo słabo palny, może tutaj kryje sie podpowiedź? Mahoniowy próg to jakiś blackbox, który uchroni rdzeń AI od zniszczenia, kiedy dom się spali? Ale co z tym zakończeniem i małą śliwą?

Dobra, poddaję się, bo mi mózg zaraz eksploduje :) Mogę sobie to interpretować na kilka sposobów, a te interpretacje będa się mieszać, wykluczać, łączyć i przenikać, jednak nie wiem co tak naprawdę miałaś na myśli. Ale całośc napisana – jak to u Ciebie – ładnie i płynnie.

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

 

Known some call is air am

Cześć, Asylum!

Jak to u Ciebie jest gęsto i bardzo klimatycznie. Prowadzisz czytelnika przez burzę z piorunami niszczącą świat bohaterki, by w zakończeniu dać szczyptę filozofii zen, ale przejście jest bardzo płynne. Opowieść daje satysfakcję w dużej mierze tym, że prowokuje do myślenia, zastanowienia się nad obrazami i sytuacją narratorki. Całość bardzo na plus.

Pozdrawiam

Jak dla mnie, to bardzo trudny i zarazem ambitny tekst. Kto zechce przeleci przez niego, wczuwając się w sytuację. Ktoś inny zamyśli się i chwilę zastanowi nad tym co tam się naprawdę wydarzyło. W skrócie, opisałbym go jako uniwersalny i dopracowany fragment historii, którą albo można rozwinąć i drążyć dalej albo i nie. Wybór należy do czytelnika. 

Cześć!

Świetny klimat, bardzo intrygujący i mocno symboliczny. Ten wieżowiec, progresja a następnie szalejący pożar. Bardzo dużo obrazów, dużo emocji i szczypta ekstrawagancji. Niepokojące.

Z kwestii fabularnej niewiele zrozumiałem, nie rozumiem kim jest bohaterka ani dlaczego jej interakcje ze światem wyglądają tak, a nie inaczej. Widzę tu pewne symptomy autyzmu, agorafobii i perfekcjonizmu. Silna fiksacja na przedmioty i na bezpieczeństwo, które jest tu utożsamiane z domem. Wieżowiec, programiści, joystik, powrót po telefon… Końcówka wskazuje na coś innego (chyba…). Nastąpiła wędrówka dusz (albo pomieszanie gatunków) i bohaterka “awansowała” na śliwę, bojącą się pożaru i wypominająca sobie, że nie zna imienia dziecka… Brzmi dalekowschodnio.

Intrygujące… Pomyślę, i jeszcze pewnie wpadnę.

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Intuicja Ciebie nie zawiodła, dobry kierunek.

Hmm, czyli trzeba nie traktować dosłownie. To daj jej imię, na przykład: Alexa ;)

 

Edytka, a że chyba zajarzyłam, to kliczek :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Mi nadal do AI ta śliwa nie pasuje. Może za głupi jestem. Śliwa jest też cybernetyczna lub hologramiczna? To co pisał Outta Sewer w pierwszej fazie swego komentarza też mi zagościło w głowie – myślałem o osobie, albo przykutej do łóżka (jak u Outty), albo o świadomości JUŻ ZMARŁEJ osoby, przeniesionej do jakiegoś urządzenia (dlatego “Byłam tam, byłam na bieżąco (…) Mogłam (…) Obudziłam się pierwsza.” – to na mnie sprawiało wrażenie, że może chodzi o pewnego rodzaju wirtualne zaświaty, w których ona czeka na resztę rodziny, no ale potem ta wizja upadła).

Nadal tekstu nie rozumiem. A jak czegoś nie rozumiem i nie potrafię złożyć w logiczną całość – czuję dyskomfort.

 

entropia nigdy nie maleje

Cześć. I ja rownież dołączam do grona osob lekko skołowanych, mimo komentarzy. Napisane zacnie, poruszająco, jednak ciut zagadkowo ;)

Q, chaotyczny porządek jest w punkt. Ależ jesteś czuciowy! Postanowiłam dać porządny i jasno napisany tekst, a tajemniczy kamień przewrotnie ukryć w innym miejscu. <3 

Rozkminka się udała, acz są jeszcze w niej luki, ale jak już napisałam – zero wyjaśnień i tłumaczenia, w końcu jest kamieniem filozoficzno-alchemicznym, niech takim pozostanie. Już na zawsze. ;-)

Za „ładnie i płynnie” kłaniam się do stóp, ponieważ dopiero przy tym tekście  usłyszałam, więc rozmieniam się na drobne talarki, aby się tym pocieszyć lub nacieszyć. :D

 

Oidrin, dziękuję. :-)

Tak, chyba jest w tym moim pisaniu ziarnko piasku zen, a przynajmniej chcę, aby było, gdyż po trosze tak postrzegam różne rzeczy i sprawy.

 

solarpox, dziękuję. :-)

,trudny i zarazem ambitny tekst. 

Próbowałam w nim zaszyć kilka idei. Było bardzo trudno z uwagi na limit i owych kilka myśli.

,opisałbym go jako uniwersalny i dopracowany fragment historii, którą albo można rozwinąć i drążyć dalej albo i nie. Wybór należy do czytelnika.

Masz rację, etap, przystanek. :-)

Jeszcze raz dzięki za komentarz.

 

kra85 :-)

Dziękuję za wizytę i komentarz.

,Świetny klimat, bardzo intrygujący i mocno symboliczny. Ten wieżowiec, progresja a następnie szalejący pożar. Bardzo dużo obrazów, dużo emocji i szczypta ekstrawagancji. Niepokojące.

Trochę „napchalam” tu symboliki, ubierając ją w konkret i miało być niepokojące, bo takim jest. Byłam ciekawa skojarzeń. Perfekcyjnie wychwyciłeś symptomy/objawy.

 

Irko, tylko nie Alexa! wiesz, ona nie jest zbytnio wyrafinowana, a i służy innym bogom. :p :-)

 

Jimie, nie przezywaj się. Jak sam wiesz, kobiety są płoche, nieracjonalne, skutek nie wynika z przyczyny. Cóż, logiku, nie symbolisto, nie ma odwołań i cytatów, są do idei. W końcu to kamień filozoficzny, czyż nie?

Co do determinizmu, czy zidentyfikowane przez nas przyczyny prowadzą do określonych rezultatów (mówimy o wnioskowaniu post, a nie do przodu)? Związek – „jedno z drugiego wynika” wydaje mi się okropnie przereklamowany, choć użyteczny i orientacyjny, nie mogę temu zaprzeczyć. xd

 

Silvan, dzięki za wpadnięcie. Za zacnie – całusa przesyłam, a że zagadkowo… oj dużo jeszcze się muszę naumieć. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trojmiasto <3

:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Asylum:

 

kobiety są płoche, nieracjonalne, skutek nie wynika z przyczyny

Takie metafizyczne trochę jesteśmy. ;) Stety-niestety. :)

Pecunia non olet

W tym urok.

Gdyby kobiety były jak faceci, to spotykalibyśmy się po lekcjach za garażami nie na randkowanie i nieśmiałe skradanie pocałunków ale na solidne bójki :P

Jak my z Jimem (przykładowo).

:D

Cześć!

Masz ci los, już widzę tego marudę CMa, kiedy zajrzy i znowu będzie narzekał na zzipowanie. :D

Do głowy by mi nie przyszło, żeby Ci czegokolwiek odmawiać. :P

tym razem jednak będę miała dostateczną wymówkę – limit i bezwzględność Wilka. :p

Dlatego na wszelki wypadek zaatakuję z innej strony. ;-)

 

Droga Asylum!

Ja naprawdę walczyłem! Niestety przy lekturze czułem się trochę tak, jak ten osioł, któremu ktoś ciągle macha przed nosem marchewką. Już się wydaje, że ją mam, że jeszcze tylko krok, może dwa… I tak aż do końca podróży. ;-)

Nie będę ukrywał, że wolę Twoje dłuższe teksty. Wtedy, nawet, jeśli mam problemy ze zrozumieniem jakiegoś motywu, to jednak jest tam pewna przestrzeń dla mojej wyobraźni. Mogę sobie poszukać własnych skojarzeń, mogę się nawet czymś zainspirować. I na końcu, nawet jeśli nie wszystko zrozumiem (a niechbym i nie zrozumiał nic), zawsze coś sobie z tych Twoich tekstów wynoszę. Albo jakieś obrazy, albo refleksje, albo zalążki własnych pomysłów.

Lubię ten Twój styl pisania, jest w nim taka fajna bezpośredniość, może nawet “Asylumowość”, która (niezależnie od tego, że czasem coś może być niezrozumiałe) wydaje się być bardzo charakterystyczna, a często wręcz pełna określonego charakteru (często na przykład pisałem przy Twoich bajkach o tej zadziorności, którą potrafisz wprowadzić u bohaterów). Natomiast, jak to ja, żeby się cieszyć lekturą, muszę mieć choć jakiś punkt zaczepienia. Tu, jak pisałem, cały czas sądziłem, że jestem blisko. Że zaraz to złapię. Ale za każdym razem podrzucałaś nowy “trop”, który nie cholery nie pasował do moich wcześniejszych domysłów.

Wyszedł Ci trochę taki zzipowany tekst-labirynt. :D

Słowem.

Przybyłem.

Przeczytałem.

Ale jednak nie zrozumiałem.

Następnym razem będzie lepiej. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć Asylum :)

Po przeczytaniu miałem pewną zagwozdkę – czy wziąć ten tekst taki, jak go przyjąłem, czy silić się na interpretację, która może nie być zupełnie Twoim zamysłem.

Padło na to pierwsze, bo to drugie nie wiem, jak daleko by mnie zaprowadziło, a zbytnich nadinterpretacji nie lubię.

Kurczę, to naprawdę dobry tekst, czuć przygnębienie i strach, zdania bardzo działają na zmysły, łatwo było się zagłębić i w nim zatracić, sceny widać w szczegółach. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. 

Ale nie zrozumiałem za bardzo, bo szukałem kamienia, który nie nadchodził. Najpierw szklany biurowiec, potem dom z ogrodem i na koniec scena ze śliwą, której nie potrafię do końca przyporządkować. 

Nie mniej jednak, za efekt i odczuwane emocje dam klika do biblio. ;)

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

@CM

Do głowy by mi nie przyszło, żeby Ci czegokolwiek odmawiać. :P

I całe szczęście. :P

Dlatego na wszelki wypadek zaatakuję z innej strony. ;-)

Zobaczymy. ;-)

 

Drogi CMie,

dziękuję za list.

Wielce zobowiązanam za przeczytanie zamieszczonego opowiadania oraz pozostawienie komentarza, jednak minęłabym się z prawdą, gdybym napisała, że na to nie liczyłam. 

Rozśmieszyła mnie wzmianka o ośle. Przecież, jeśli osioł dostaje marchewkę, dlaczego ma na nią patrzeć zamiast po prostu schrupać?  Raczej nie koncentruje się na osobie podającej marchewkę.

Jednak, aby zadość uczynić Twojemu życzeniu, zmieniłam w opku dwa słowa. Pierwsze dla uniknięcia nieporozumień i wieloznaczności, drugie, ponieważ przydarzyła się aliteracja i gdy kiedyś – co mam nadzieję się zdarzy! – dotrze do tego tekstu Tarnina, zaoszczędzę jej chociaż trochę czasu na kopiowanie.

Pisanie nie jest dla mnie mnożeniem, całkowaniem, dodawaniem; opowieścią dla dzieci z morałem; zagadką do rozwiązania. W związku z tym nie ma w nim maturalnego klucza, nie ma jedynie słusznego wyniku. Specjalnie dla Ciebie, dla Was, ubrałam tekst w zrozumiałe szatki i bardzo silnie zantropomorfizowałam. 

Kamień filozoficzno-alchemiczny pozostał dotąd nieodkryty, choć liczne próby podejmowano od – chyba – zawsze. Czy takim pozostanie? Sądzę, że tak. Ponieważ jest rodzajem ideału i tęsknoty za jego osiągnięciem, a potem "żyli długo i szczęśliwie". Naturalnie niejakie zamieszanie odnośnie natury kamienia wprowadzają czasy, w którym przyszło żyć kolejnym wynalazcom. Odciskają one piętno na charakterze poszukiwanego kamienia.

Powrócę jeszcze na chwilę do zrozumienia. Czym ono właściwie jest? Czy rozumiem kosmos, wszechświat? Czy rozumiem człowieka? Czy rozumiem siebie? Moja odpowiedź brzmi – chciałabym. 

 

Chyba zaczynam nie lubić swojej asylumowatości, natomiast zadziorność i bezpośredniość rzeczywiście są mi bliskie. 

Czy następnym razem będzie lepiej, na to niestety nie daję gwarancji, natomiast cieszę się, że ten tekst był tak krótki i nie zdołał Ciebie zmęczyć. Choć oznaki zmęczenia materiału niestety już się pojawiły. Trochę martwię się, co będzie dalej, ale jeśli mi się uda, powstanie tekst na konkurs zorganizowany przez Ciebie i dostarczę Ci kolejnej zagwozdki albo i nie. 

 

Jeszcze raz dziękując za przeczytanie i szczery komentarz, którego mi potrzeba, chociaż z nim polemizuję, pozdrawiam serdecznie.

asylum

PS. Wstawiłam dedykację do przedmowy. ;-)

 

Cześć, Sagittcie. :-)

Pierwsza metoda zdecydowanie lepsza, przynajmniej IMHO. Dziękuję za kilka, ale bardziej za komentarz i odbiór.

Widzisz ten kamień jest cholernie zwodniczy i to czym jest? ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmmm. Ja też nie zrozumiałam.

Różne hipotezy, dlaczego bohaterka nie może wyjść z domu – jest duchem, SI, dziwnym wampirem… Ale żadne z nich nie ma w standardzie opcji reinkarnacji. I to jeszcze w roślinę… Myślałam, że zwierzęta są popularniejsze.

No i kamienia nie widzę, a powinien być.

Może więc bohaterka jest posiadaczką kamienia, co daje jej nieśmiertelność. Ciało tego nie wytrzymuje, więc po dezintegracji ciała świadomość przeskakuje na różne obiekty?

Babska logika rządzi!

Ciekawa interpretacja Finklo, w ogóle na coś takiego nie wpadłem… a tak jak teraz to zapodałaś, to by mogło mieć sens. No ale dlaczego strażak ją widział? Znów nie pasuje kawałek układanki.

 

O – już wiem – Asylum to napisała celowo niejasno i żebyśmy zgadywali. Ale mam całkiem nową hipotezę: osoba, która mówi, narrator… to nie jedna osoba, nie jeden byt, a trzy różne byty. Nie ma żadnej reinkarnacji, tylko niepostrzeżona zmiana narratora – i każdy z tych narratorów opowiada inną, choć mającą części wspólne (w klimacie, w smutku) opowieść – o porzuceniu, odtrąceniu, niezrozumieniu.

Najpierw sztuczna inteligencja jakiegoś wieżowca. Nie może porozumieć się z programistami.

Potem sparaliżowana żona, która jedynie w sposób wirtualny uczestniczy w życiu rodziny.

A potem myśląca śliwa. Nie może skomunikować się z ludźmi.

 

Hmmm… To chyba by miało najwięcej sensu. Po prostu założenie, że to była jedna i ta sama osoba / byt było błędne. Zgadłem?

 

entropia nigdy nie maleje

Strażak ją widział, bo tamto ciało jeszcze się nie rozpadło. A nie może wyjść, bo kamień ją trzyma.

A może to kamień węgielny?

Babska logika rządzi!

Albo milowy. To by wyjaśniało, że mogła podróżować ;-)

Gorzej, jak młyński. To by znaczyło, że próbując to zrozumieć, walczymy z wiatrakami ;-)

entropia nigdy nie maleje

O – już wiem – Asylum to napisała celowo niejasno i żebyśmy zgadywali. Ale mam całkiem nową hipotezę: osoba, która mówi, narrator… to nie jedna osoba, nie jeden byt, a trzy różne byty. Nie ma żadnej reinkarnacji, tylko niepostrzeżona zmiana narratora – i każdy z tych narratorów opowiada inną, choć mającą części wspólne (w klimacie, w smutku) opowieść – o porzuceniu, odtrąceniu, niezrozumieniu.

Najpierw sztuczna inteligencja jakiegoś wieżowca. Nie może porozumieć się z programistami.

Potem sparaliżowana żona, która jedynie w sposób wirtualny uczestniczy w życiu rodziny.

A potem myśląca śliwa. Nie może skomunikować się z ludźmi.

Też mi to przyszło na myśl. I na myśl mi przyszła tez taka przemiana wsteczna, od bytu wyższego do niższego: AI → Człowiek → Roślina. Jak reinkarnacja po śmierci poprzedniej formy w formę gorszą. Ale to też nie do końca się klei. I cały czas chodzi mi po głowie, czy ta wieża Babel na pościeli miała znaczenie, a słowa “Znałam tysiące ich imion.”, które tak niby od czapy padają, kiedy bohaterka wraca po telefon, nie są wskazówką.

 

A jeśli to kamień, jaki osadza się pod wpływem twardej wody, to mogła łyknąć calgon ;)

Known some call is air am

A może właśnie chodzi o sam proces osadzania się tego kamienia?

Kamień kruszeje, rozpada się – właśnie dlatego go nie możemy znaleźć w tym opowiadaniu, bo już jest właściwie pyłem – w postaci krzemu dostaje się do procesora, na którym działa AI, jest też w kamieniach nerkowych i z solami mineralnymi jest pobierany z gleby przez śliwę?

Czyli kamienia niby nigdzie nie ma, a tak naprawdę jest wszędzie?

entropia nigdy nie maleje

No, to już jest grubo. Jeszcze tylko kamieni żarennych brakuje (a może nie brakuje?), które mogłyby nasze domysły zemleć na proch.

Known some call is air am

Cześć,

myślę, że może limit znaków tutaj wyszedł, że nie wszytko jest jasne. Bo moje pierwsze skojarzenie było takie – ale o co chodzi? Mam też inną teorię – celowo zostawiłaś czytelnikowi dużą przestrzeń do interpretacji. Myślę, że w tym tekście jest jej jednak zbyt dużo. Po lekturze miałam mnóstwo pytań, większość już zadano w komentarzach. No i gdzie ten kamień?

Plus za klimat i język.

Pozdrawiam

Żywy_Jaszczompie. :-)

Dziękuję za odwiedziny, przeczytanie i komentarz!

może limit znaków tutaj wyszedł, że nie wszytko jest jasne. Moje pierwsze skojarzenie było takie – ale o co chodzi?

W tym przypadku limit nie wszedł w paradę. :-( Rzeczy, które usuwałam w gruncie rzeczy nic nowego  nie wnosiły. Nie jesteś odosobniony w niezrozumieniu, niestety. ;-) A na poważnie, sama nie wiem, dlaczego tak wychodzi, bo wiedz, że to już nie pierwszy raz.

celowo zostawiłaś czytelnikowi dużą przestrzeń do interpretacji. Myślę, że w tym tekście jest jej jednak zbyt dużo

Ciekawa uwaga. Chyba nie chciałam zostawić dużo miejsca do interpretacji, dlatego pisałam konkretnie, natomiast jako kamień chciałam przekazać pewną ideę, no może dwie, ostatecznie trzy, ale silnie powiązane ze sobą.

Plus za klimat i język

Dzięki. :-)

 

Finklo, Jimie i Q. :-)

Aleście się rozdokazywali, łobuzięta (zła odmiana – celowa i piszę to, żebyście nie myśleli, że nie znam odmiany. Muszę przykładać się szalenie, bo jestem n_i_e_z_r_o_z_u_m_i_a_ł_a i niezrozumiana, zatem się staram). xd Gdy koty śpią, myszy harcują. Choć ten kot powinien w nocy łowić, to prawda, ale stara się wyłączać komputer o godzinie pierwszej max, bo potem jest ciężko). 

Konkretni fantaści, psiakostka! Patrzcie, państwo. ^^ Nawet wyobrazić sobie takich nie potrafię. Trudna sprawa, bardzo wymagający deal. ;-)

Jednak i tak moje serce się raduje, że nie doszliście do dziewiątego żywota kota, bądź palindromu, złotej liczby, trójkątnej (w Twoim przypadku Jimie, gdybym miała zgadywać, zdecydowanie obstawiałabym trójkątną). Zdradzę Wam tajemnicę to liczba Googol (1938, siostrzeniec E.Kasnera, dziewięcioletni Milton Sirott na ten termin wpadł. :-)

 

Naprawdę, jesteście nieźli. ^^ Zgadujecie, a człowieczeństwo zwodzi Was na manowce i za nos, ale to dobrze, bo człowieczeństwo jest dobre. Zrobiłam mini podsumowanie:

Nierozumiejących – 9

Rozumiejących – 8

Może nie jest ze mną, aż tak źle? Może… ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To googol jest trójkątny?

Ciekawe, jakiego kształtu jest googolplex…

Babska logika rządzi!

Nie, 10 do setnej, ale wiesz. :DDD

Do czego może prowadzić nieuważność w marketingu – wielkiego bum i eksplozji zysku, choć już z innego powodu. :-) 

Najbardziej mi się podoba, że to 333 bity, straszna liczba, nie wiem dlaczego. Ponoć liczba atomów w znanym nam wszechświecie jest 10 do osiemdziesiątej, ale nie wiem, jak  im to wyszło i co znaczy “znany”.  xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Faktycznie, jak by nie patrzeć – nazwa na wyrost. Podejrzewam, że to ten, o którym wiemy.

Babska logika rządzi!

Chodzi o wszechświat obserwowalny. Atomy się “liczy” bardzo zgrubnie czyli szacuje się ich liczbę. Zakłada się z grubsza jednorodne rozmieszczenie galaktyk (bez uwzględnienia takich rzeczy jak wielka ściana SLOAN, wielka ściana korony Herkulesa-Korony Północnej czy wielka pustka) – następnie przeciętną liczbę gwiazd w galaktyce – tak się otrzymuje przybliżoną liczbę gwiazd w obserwowalnym Wszechświecie (około 10 do 23) a następnie się mnoży to przez przeciętną liczbę atomów na gwiazdę (10 do 57) i z tego wychodzi wzmiankowany wynik. Ale jak bardzo to jest zgrubne niech świadczy fakt, że według różnych innych wyliczeń liczba atomów a obserwowalnym Wszechświecie to od 10 do 78 do 10 do 82 – a więc rozpiętość 4 rzędów wielkości. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że na świecie jest jeden Jim, albo dziesięć tysięcy Jimów (Jinów? ;-) )

entropia nigdy nie maleje

Przydatny, ale… Ale wielkie “ale”.  Ostatnio byłam straszliwie zbombardowana; cóż, po części sama to sobie uczyniłam, czytając różne teksty.

Popełniłam kilka testów na “kamień”, bo limit krótki, więc łatwo było “ogarnąć”. Nie musiałam się tak  skupiać nad “stylistyką”, która ciągle sprawia mi potężny kłopot. Mam teraz więcej czasu, będę próbowała wstrzelić się w lepsze zrozumienie, choć chyba nie będzie moim priorytetem, więc… będziecie narażeni na zagadki albo zwyczajność w szatkach utkanych z konkretu.

 

Edyta: W takim razie już wiemy. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Noooo… to po lekcjach za szkołą, ale z jednym Jimem. :D Btw: wspominalem o tym u Pop Laba. Polecam ten tytul, chocby dla rozdzialu 1, gdzie mówią o skali (liczb, wielkosci, itd.). https://s.matras.pl/files/covers/card/fs/T303142.jpg Jedną z ciekawszych rzeczy jest liczba tak wielka, ze zabrakloby atomow, aby ją napisac.

Wezmę spluwę i… po lekcjach za szkołą… Co to będzie? Masakra!

Balony ekologiczne – rozkładalne będą się wzbijać w powietrze i robić wielkie “puf”, co  Was wystraszy, przerazi, rozśmieszy i pozbawi oręża. :DDD

Jutro przeczytam, bo po linku Gekiego, bo już wiem, że scanning nie jest najlepszą metodą czytania., przynajmniej w moim przypadku. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trójmiasto <3

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Asylum.

 

Przeczytałem raz, trzy dni temu – nie zrozumiałem. Przeczytałem drugi raz, wczoraj – nie zrozumiałem. I przeczytałem dziś – nie zrozumiałem.

Niejasności są wprowadzane od pierwszego zdania. Bo niby czemu akurat od dziesięciu lat? Dobra ma świat, świat stworzy przez programistów, więc chyba wirtualny. Dostała wieżowiec – rozumiem, że w tym świecie – i jest z tego powodu szczęśliwa. Błogosławi progresję – co to w ogóle znaczy? No dobra, piszesz, że wytężoną pracę, ale to jeszcze bardziej rozmywa ową progresję. OK, są jacyś czyściciele, chyba za ich pośrednictwem programiści doprecyzowują świat. Dzięki nim mogła wyjść z lęku i normalnie żyć. Ale to znaczy, że wcześniej nie mogła. A, chyba przed tymi dziesięcioma laty. Powiedzmy, że coś zaczynam kumać, a raczej niezgrabnie cokolwiek wyobrażać, bo przecież musi być jakiś sens, prawda?

W kolejnych akapitach wydaje mi się, że potwierdzasz moje mgliste wyobrażenie, ale nagle poznaję Rolfa i kolejna scena burzy moje domysły. Znów budujesz mglisty obraz, by w pewnym momencie kompletnie odlecieć. Nie wiem, co się wydarzyło w scenie z telefonem, a przede wszystkim, nie wiem dlaczego bohaterka to zrobiła. I znowu, jak głową w mur.

Ostatni fragment jest inny (pozornie). Zmienia się klimat opowieści i bohaterka. No, ale czy na pewno? Przecież dym i dziecko coś jej przypomina. A może ciągle się zmieniała? I będzie się zmieniać w nieskończoność.

Czuję się, jakbyś grała ze mną w ciepło-zimno, ale kamień ciągle trzymała w dłoni, a kiedy już się do niego zbliżam, to Ty mówisz – zimno! I przerzucasz go do drugiej ręki. Sądzę, że robisz to świadomie i masz przy tym ubaw!

Nie wiem, czy mi się to podoba, bo ja się naprawdę namęczyłem.

Świetny tekst.

Niejasny, tajemniczy tekst, w którym na pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi, ale dobry. Bardzo dobry. Podobało mi się. Powodzenia więc ;)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Tytuł mi się spodobał, ale jak teraz o tym myślę, to nie pasuje mi do smutnej i refleksyjnej treści. Całościowo opowiadanie rzeczywiście ma coś w sobie, pewną głębie i czuję, że chcesz mi coś przekazać, ale jednocześnie schowałaś to na tyle głęboko, że obraz jest niezrozumiały i trochę mnie to uwiera. Bo o ile można się pobawić w zgadywanie co autor miał na myśli, albo jak daleko zabierze nas (czytelników) wyobraźnia, to nie wiem czy o to dokładnie chodzi, jeśli chcemy coś przekazać głębokiego. Ale to tylko moje odczucia :). W sumie można to uznać na plus, że na tyle mnie zaintrygowałaś, że chciałabym zrozumieć.

Ej, szanowne koleżanki i koledzy, wyjdę na nieużytego gbura, ale powiem wprost: jak czytam Wasze komentarze (tych, co zrozumieli, lub chcieliby zrozumieć, a także tych co nie zrozumieli, ale w utworze dostrzegają jakieś ponadczasowe wartości), to mam wrażenie, że robicie krzywdę Asylum.

Nie bawmy się w towarzystwo wzajemnej adoracji, nie silmy się na – tekst jest niezrozumiały, źle napisany, ale mimo to piękny – albo W sumie można to uznać na plus, że na tyle mnie zaintrygowałaś, że chciałabym zrozumieć – trzeba postawić sprawę jasno: nie, tekst nie jest piękny. Jest mglisty, tajemniczy, niezrozumiały, może styl w nim jest ładny, ale jako całość jest nie do przyjęcia. Znajduję w nim pozytywne elementy, ale w bibliotece bym go nie widział. Lubię bardzo Asylum, uważam, że świetnie pisze, ale nie będę klaskał i piał zachwytów nad każdym jej tekstem, również tym słabym , bo dziewczyna dostanie potem od nas taki feedback, albo co gorsza takiego potworka gdzieś wydrukują na papierze i będzie jej się wydawało, że to dobry kierunek, skoro na forum tak wychwalają i znalazł się ktoś, kto chce drzewa zmarnować, by to wydrukować.

Nie róbmy jej tego. Zbyt szanuję Asylum, by ściemniać jej, że to dobry tekst. Nie jest dobry. Jest niejasny, nielogiczny, zbyt dużo przerzuca na czytelnika. Owszem, możecie mi zarzucić hipokryzję, bo nieraz pisałem o tym, że dzieło się tworzy dopiero w czytelniczym odbiorze – ale zaczyn musi dać Twórca – ale tego zaczynu jest tu za mało, nikt się nie naje tym, co Asylum upichciła. Fajnie, że o tekście można dyskutować – ale dyskutować jako o niekompletnym, niedorobionym, bardzo dalekim od doskonałości.

Uprzedzam, że jak ktoś z Was mnie polubi i zacznie się tak zachowywać względem mnie – a właściwie lepiej rzec – względem moich tekstów – jak względem Asylum – to się obrażę. Śmiało z krytyką. Asylum nie jest (jak sądzę) nieukształtowaną, kilkuletnią dziewczynką – nawet jak popłacze “oj okrutny świecie, czemuś mnie nie zrozumiał” albo uzna przez chwilę, że rzuca perły przed wieprze (każdy Twórca ma prawo do odrobiny próżności – bez względu na to czy jest Homerem, Lemem czy autorką fanfików na whatpadzie czy jak to tam się zwie to cudactwo) – to i tak będzie to dla niej lepsze, niż pogłaskanie po główce… Proszę, nie róbmy jej tego.

Sorki, troszkę się chyba uniosłem.

entropia nigdy nie maleje

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Nie bawmy się w towarzystwo wzajemnej adoracji, nie silmy się na – tekst jest niezrozumiały, źle napisany, ale mimo to piękny

Moim zdaniem jest zrozumiały i napisany nieźle.

Znajduję w nim pozytywne elementy, ale w bibliotece bym go nie widział.

A to czemu? O wiele gorsze rzeczy już tam lądowały.

nie, tekst nie jest piękny. Jest mglisty, tajemniczy, niezrozumiały, może styl w nim jest ładny, ale jako całość jest nie do przyjęcia.

Styl akurat dla mnie średni-okej, ale zwyżkujący w stosunku do poziomu forum. Czemu tekst ma być nie do przyjęcia? Bo niedopowiedziany, z wielością ścieżek interpretacyjnych?

i będzie jej się wydawało, że to dobry kierunek, skoro na forum tak wychwalają i znalazł się ktoś, kto chce drzewa zmarnować, by to wydrukować.

Tak jak tobie wydaje się, że to niedobry kierunek? Pomijając, że nikt nie pisał nic o druku, ani nawet piórku. Ogólnie, z tym wydawaniem się jest coś na rzeczy, różnym ludziom bardzo różne rzeczy się wydają.

Fajnie, że o tekście można dyskutować – ale dyskutować jako o niekompletnym, niedorobionym, bardzo dalekim od doskonałości.

Kurczę, nie wiedziałem, że tekst musi się ocierać o doskonałość, żeby dostać się na NFie do biblio xD (z niedorobionym się nie zgadzam)

 

Niestety Jimie, ale po raz kolejny traktujesz swoje zdanie jako nadrzędne :( 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

W takim razie Jim, jeśli krytyka Ci nie straszna, to uważam, że zagalopowałeś się. Wyraziłeś wcześniej swoją opinię, do której miałeś prawo. I my pozostali czytelnicy wyraziliśmy swoją. Nie widzę tutaj kółka wzajemnej adoracji, ponieważ dużo jednak było komentarzy (w tym mój), że nie zrozumiałam i nie wiem czy to dobrze. Skoro mnie cytujesz, to odpowiem, że napisałam to co czuję. Nie muszę tutaj przedstawiać dowodów swoich tez. Tak czułam i tak napisałam. Nie uważam, że robię komukolwiek krzywdę wyrażając to w sposób grzeczny, patrz może łagodny. To, że ty nie dostrzegasz/ nie czujesz tego tekstu nie równa się, że na innych nie zrobił jakiegoś (większego, bądź mniejszego) wrażenia.

 

Pop Lab

Dobrze, jestem Ci to winna. ;-) Nie wierzę, że tyle razy "zmusiłam" Cię do wertowania swojego tekstu. 

Będzie tylko o lęku, nie o metaforze z tekstu. Jest takie zaburzenie lękowe zwane agorafobią. Osoby, na nie cierpiące boją się wyjść z domu (objawy podobne do opisanych skrótowo w opku) i przemieszczać, nie mogą doświadczać. Bohaterka zyskała możliwość niejako wyjścia bez "klatki" lęku bez wychodzenia, zapewnił to rozrastający się Internet (sieć, przeglądarki). Mamy 2021 rok (chyba powinnam była ten fakt zaznaczyć, choć nie wiem, czy zmieniłoby coś w odbiorze, bo i tak jesteśmy w procesie, więc jest jedną z możliwych wizji opty):

1995 – prezentacja przeglądarki internetowej Internet Explorer, powstaje eBay, rusza Altavista

1996 – HotBot, premiera CSS, pierwszy komunikator ICQ

1997 – Java Script, Nokia Communicator, rejestracja domeny Google.com

1998 – powstaje spółka Google Technology Inc (teraz Google Inc.), portal Internet Archive

2000 – premiera XHTLM, kanał RSS, indeks Google przekracza 1 mld elementów

Tu w zasadzie rozpoczyna się powoli historia bohaterki.

2004 – Skype, FB, Google przekracza 6 mld. elementów, powstaje Mozilla Firefox

2005 – serwis You Tube

 

Z telefonem zwracasz uwagę na bardzo ważny moment, podobnie jak zrobił to Outta. Ostatnie zdania też dobrze odczytane. 

Za namęczenie – przepraszam i… nie kmiń dłużej. Szkoda czasu. A za świetny – dzięki, może kiedyś coś napiszę i będzie w sam raz. :-)

 

LanaVallen

Dziękuję za odwiedziny. :-)

,Niejasny, tajemniczy tekst, w którym na pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi, ale dobry.

Jak się podobało – to najważniejsze, a nad większym poziomem jasności popracuję, tylko te moje koncepty ciągle się jeżą, zmieniają. Niby nie powinnam się temu dziwić, żyjąc w płynnej rzeczywistości, że poszukiwanie punktów oparcia nie będzie najłatwiejszym zadaniem.

 

Moniko

Uznaję na plus, że zaintrygowałam, a na minus że mordęga i zrozumieć nie sposób. Czy w tym jest jakaś głębia, raczej nie, bardziej konkret i mój stosunek do wykorzystania pewnej idei.

 

Silvanie, kliknęłam dzisiaj w Twój link, a to był j.peg (nie zauważyłam końcówki linku), bo wolałam po "wpadce-niewpadce" z przeskanowanym linkiem od Gekiego, przejrzeć kolejny w niepośpiesznym trybie. 

Pewnie, ze książkę pamiętam i ten rozdział. Bardzo obrazowo Tyson przedstawiał liczby. Nigdy nie zapomnę podróży z hamburgerami dookoła Ziemi, na Księżyc i z powrotem, albo stu milionów słoni w naparstku, albo przestrzeni w atomie wodoru, gdzie bidny, pojedynczy elektron krąży wokół protonu w odległości stu metrów, czyli trzydziestopiętrowego wieżowca. Mają chłopaki dar do obrazowych porównań! xd

 

Edytka: O widzę, żeśta się rozpisali, ale zamieszczę najpierw odpowiedzi do tekstu, a potem przeczytam, coście wydyskutowali. Nie będę uprawiała scaningu, mam nauczkę z Gekim.  ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No właśnie ja nie widzę tego konkretu i dla mnie Twoja myśl jest ukryta :).

leniwy2

Znajduję w nim pozytywne elementy, ale w bibliotece bym go nie widział.

A to czemu? O wiele gorsze rzeczy już tam lądowały.

A to temu, że wiem, że Asylum potrafi lepiej.

 

Tak jak tobie wydaje się, że to niedobry kierunek? Pomijając, że nikt nie pisał nic o druku, ani nawet piórku. Ogólnie, z tym wydawaniem się jest coś na rzeczy, różnym ludziom bardzo różne rzeczy się wydają.

 

 

Nie lubię tego ukrywania się za wszelakimi "wydaje mi się", "moim skromnym zdaniem" i "z mojego punktu widzenia". Serio? Czy piszecie kiedykolwiek coś co nie jest Waszym własnym zdaniem lub nie oddaje Waszego punktu widzenia? Jeśli nawet to robicie, przecież zaznaczacie, że kogoś cytujecie, lub że przytaczacie mniej lub bardziej wiernie cudze słowa / cudze zdanie. Po co więc stosować jeszcze te poduchy i dupokryjki – że akurat to zdanie, które wypowiadam, jest moje, skromne, własne. Skoro ktoś już je wypowiada, to już poszło w eter. Widać kto je powiedział. Widać czyja to opinia. Skromna czy nie.

Wrrrr…

 

LanaVallen

 

Niestety Jimie, ale po raz kolejny traktujesz swoje zdanie jako nadrzędne :( 

 

Gdybym traktował cudze zdanie jako nadrzędne, byłoby to bardziej zastanawiające, nie uważasz? Traktowanie swoich poglądów jako nadrzędnych względem innych poglądów (dopóki ktoś nie przekona do ich zmiany) jest raczej objawem zdrowia psychicznego niż powodem do niepokoju.

 

 

Monique.M

W takim razie Jim, jeśli krytyka Ci nie straszna, to uważam, że zagalopowałeś się

 

Bardzo możliwe, że tak :)

Kto wie, może już nie będę, ale nie obiecuję. Prawdę mówiąc wolę być uznany za niegrzecznego, czy zbytnio zagalopowującego się, niż za zbyt powściągliwego, wyważonego i do rany przyłóż.

 

Nie uważam, że robię komukolwiek krzywdę wyrażając to w sposób grzeczny, patrz może łagodny.

 

Zbytnią grzecznością też można człowiekowi zrobić krzywdę, a nawet zagrzecznioczyć go na śmierć ;-)

 

To, że ty nie dostrzegasz/ nie czujesz tego tekstu nie równa się, że na innych nie zrobił jakiegoś (większego, bądź mniejszego) wrażenia.

Oczywiście. I zresztą – przecież na mnie też zrobił. Ale czy samo zrobienie wrażenia wystarczy? Może ja nie rozumiem idei biblioteki, bo jestem tu za krótko, ale czyż biblioteka nie jest po to by w niej z przyjemnością coś przeczytać? Wielokrotnie czytałem tutaj, że nie lubicie fragmentów, bo się urywają i nie stanowią zamkniętej całości, czemu więc chcecie promować teksty, które zawierają tylko bardzo fragmentaryczny przekaz, które są tak naprawdę tylko szkicami?

 

Asylum, nie wiem czy zrobiłaś to specjalnie czy nie (pewnie to drugie), ale w kalendarzyku, który podałaś, zupełnie kuleje chronologia, choć w sumie nie umiem znaleźć związków z jakimiś korespondującymi fragmentami opowiadania, więc nie za bardzo wiem, czemu kalendarzyk (i akurat taki dobór faktów w nim) ma służyć, wynotowałem tylko kilka nieścisłości czy też zdziwionek mych:

1995 – prezentacja przeglądarki internetowej Internet Explorer, powstaje eBay, rusza Altavista

dlaczego akurat od tego zaczynasz? już pomijając że pisząc o necie można by zacząć od Arpanetu, BBSów, Fidonetu albo chociaż od IRC-a, to jeśli już jesteśmy przy przeglądaniu WWW, IE jest dopiero szóstą w kolejności powstawania z bardziej rozpowszechnionych przeglądarek internetowych. Samo WWW powstało w 1991 i pierwsza przeglądarka do przeglądania WWW nazywała się… WWW. Choć prawdziwie globalny zasięg osiągnęła dopiero trzecia z nich (Mosaic).

Im dalej w tej Twojej liście tym więcej nieścisłości. JavaScript powstał w 1995 a nie 1997, Mozilla Firefox nie powstała w 2004, tylko wtedy zmieniła nazwę (powstała w 2002) itp. 

 

"Tu w zasadzie rozpoczyna się powoli historia bohaterki."

A co w opowiadaniu wskazuje na to, że w tym właśnie momencie tego kalendarzyka zaczyna się historia bohaterki?

 

Pozdrawiam :)

entropia nigdy nie maleje

Dobrze, spróbuję się odnieść. Koncept pod opkiem jest, ale czasem doświadczenie w określony sposób rzeczywistości nie jest tak dojmujące dla jednych osobników jak dla innych. Druga sprawa to kwestia ubrania konceptu w określoną historię. Mnie, akurat przedstawienie tego w taki sposób wydawało się właściwe, ten rodzaj jej przybliżenia. Za niezrozumienie mogę winić – naturalnie Wilka, czyli limit, choć słaba to wymówka, lub swój warsztat – to moim zdaniem bliższe prawdy (zakładamy, że jest ,  nie piszemy jej dużą literą i nie traktujemy jako jedyną, niezmienną oraz polityk, inne takie tez pomijam w tym momencie, gdyż nie tyczą się szorta).

Odniosę się do Jima, a do Was łącznie, wybaczcie mi. :-(

 

Do wszystkich

Jest ok! Bardzo ważne są dla mnie Wasze odczucia, myśli i cokolwiek przyjdzie Wam do głowy. Poruszam się w pisaniu po omacku, tak jak kiedyś odpisałam w komentarzu @reg. Na razie dzielę teksty  czytane na portalu na takie, które mnie poruszają jakąś myślą, niepokoją, no i słowo zawsze potrafi mnie uwieść oraz takie, które są jasne. Szukam balansu pomiędzy wspólnym doświadczaniem i tym, co  indywidualne. Drugie to warsztat – czyli jak. Wchodzi w to zarówno pomysł, sprawność opisu i zapisu. Najbardziej interesuje mnie mnie pierwsze, choć teraz skupiłam się zdecydowanie na tym drugim, a właściwie zapisie.

Dzięki, za stanięcie do dyskutanda! :-)

 

Jim, nie przezywaj się! xd

Teraz kilka kamyków do Twojego ogródka, aby nie było, że się "delikatnie" odciąć nie potrafię. ;-)

*A ile żeś Ty moich tekstów przeczytał, które pozwalają Ci sądzić, że świetnie piszę, no ile, hę?

Zatem, nie wiadomo, co nie? Bo, jedno, komenty się nie wliczają do puli.

*Co do druku i papierku jestem bardzo wstrzemięźliwa, nie dam sobie nic wydrukować. Dzisiaj, gdzieś przeczytałam o jednym takim – mężczyzna, nie pamiętam już kto, choć chyba polskiego pochodzenia, co też tak robił i miał rację. ;-)

*Piać nie musisz. O materdeju, toć kobiety nie są kurami, a faceci kogutami. :DDD

*Z nielogicznością się nie zgodzę, z niezrozumiałością – tak. ;-)

*O, doskonałości nawet nie myślę, a poza tym zgadzam się z poglądem, że tekst ożywa tylko w kontakcie z odbiorcą! Jeśli nie istnieje – chyba licho.

*Próżna chyba nie jestem. :DDD O, to mnie naprawdę rozbawiło. :-)

*Chyba rzeczywiście (angielszczyzna jak w mordę strzelił, sorky za nią, copyrajty Tarninowe) trochę Cię poniosło, ale mnie też często ponosi, więc – czuję. Choć nie wiem, co w Twoim przypadku? Nie mogę tego wiedzieć. Zagadka i tajemnica. ;-)

 

Ha, muszę dopisać, bo i Ty się jeszcze rozpisałeś. Zatem:

Wydaje się oznacza – nie wiem, nie jestem pewna/y, zawieszony. Tak, jest magma, nie ma kierunku, a wątpliwości są/były motorem rozwoju. Ups, kolejny koncept “rozwój” (co przez niego rozumiemy). Post byłby za długi, więc najlepiej zrobię,  gdy pominę.

*Słońce Ty moje, najpierw IMHO, oznacza – '?' i że nie mam pewności, to źle? Greps jak greps. Za słowem "skromność", podobnie jak za"sromotą" nie przepadam. Zdecydowanie źle mi się kojarzą. Natomiast wstyd, boleść, wahanie, zwątpienie grają.

*Niegrzeczny możesz być, to niestraszne. ;-)

*Masz rację, że biblio jest od tego, aby czytać z przyjemnością. Ja w tym momencie dzielę to tak: biblio – porządnie napisane teksty bez zbytnich przewałów z interpunkcją i przesłaniem; najlepsze, piórkowe – są tymi, które mnie uwiodły, czasami pomimo niedoskonałości.

* Chronologia nie kuleje. Inaczej postrzegamy. Ja skupiłam się na uwspólnieniu i skali, a Ty na pomyśle. Nic więcej. Powstanie zrębów, pomysł i działanie są dla mnie odrębnymi sprawami. Sam to wiesz.

– Język JavaScript został opracowany w 1995 roku przez Netscape Corporation oraz Sun Microsystem do użycia go przy tworzeniu stron WWW. Brendan Eich opracował technologię w 10 dni. Pod koniec roku 1996 Netscape Corporation nawiązało współpracę z Ecma International, co miało się przyczynić się do dostarczenia partnerom przeglądarek technologii, którą można wprowadzić opierając się na pracy wykonanej w Netscape. Współpraca zaowocowała wprowadzeniem na rynek w czerwcu 1997 ECMAScript.

– Co do Mozilli pierwsze prace nad testy zaczęły się w 2002 – zgoda, ale nie była wtedy stabilna, jej pierwsze wydanie miało miejsce w listopadzie 2004

*Nie uogólniaj, zapytaj, choć – racja że słowo "powstanie" może być niejasne. 

"Im dalej w tej Twojej liście tym więcej nieścisłości."

Nieścisłości nie ma, co najwyżej niezręczność w sformułowaniu i brak precyzji, ale właśnie po to tu jestem, aby szlifować słowa pojedyncze i w grupach. ;-)

 

Pozdrowienia, uff, zadałeś mi pracy, Jimie, musiałam posprawdzać, czy rzeczywiście czegoś nie “zawaliłam”.  Jest ok, choć, tekst pozostanie niezrozumiałym. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Asylum

 

Za namęczenie – przepraszam i… nie kmiń dłużej. Szkoda czasu. A za świetny – dzięki, może kiedyś coś napiszę i będzie w sam raz. :-)

Nie jesteś mi nic winna i nie musisz przepraszać. Sam, z własnej woli trzy razy – naprawdę – siadałem do Twojego opowiadania i choć nie zrozumiałem, i nie wiem czy w ogóle da się je zrozumieć, to uznałem za świetne właśnie dlatego, że świetnie wpasowuje się w ramy konkursu. A czy jest wielką sztuką? W moim odczuciu nie, ale nie potrafię obiektywnie ocenić.

EDIT. Też nie potrafię odnaleźć wynotowanych przez Ciebie dat i wydarzeń w tekście. Cóż, widocznie tekst nie dla mnie, a jeśli nie gmatwałaś go celowo, to przepraszam za pochopne posądzenie. Ale wtedy świetny zmieniam na dobry.

 

@Jim

 

Nie lubię tego ukrywania się za wszelakimi "wydaje mi się", "moim skromnym zdaniem" i "z mojego punktu widzenia". Serio? Czy piszecie kiedykolwiek coś co nie jest Waszym własnym zdaniem lub nie oddaje Waszego punktu widzenia? Jeśli nawet to robicie, przecież zaznaczacie, że kogoś cytujecie, lub że przytaczacie mniej lub bardziej wiernie cudze słowa / cudze zdanie. Po co więc stosować jeszcze te poduchy i dupokryjki – że akurat to zdanie, które wypowiadam, jest moje, skromne, własne. Skoro ktoś już je wypowiada, to już poszło w eter. Widać kto je powiedział. Widać czyja to opinia. Skromna czy nie.

Wrrrr…

Nie wiem do kogo kierujesz te słowa, ale przypuszczam, że do wszystkich komentujących. Wyszukałem cytowane przez ciebie frazy i wyszło na to, że użyłem tak nielubiane przez Ciebie “wydaje mi się”. Nie znalazłem w komentarzach “moim skromnym zdaniem” oraz “z mojego punktu widzenia”, więc pozwoliłem sobie odpowiedzieć na Twoje, w moim odczuciu, warknięcie. Bo ja się czuję, jakbyś na mnie warczał i kiedy piszę “w moim odczuciu”, to chcę zaznaczyć, że są to moje odczucia, bo nie wiem, co robiłeś oraz z jaką intencją wstukiwałeś te słowa. Tak samo napiszę, że coś mi się wydaje, kiedy nie mam pewności, czy moje wyobrażenie nie jest błędne.

Używam również “moim zdaniem”, kiedy chcę podkreślić, że traktuję wypowiadane przeze mnie zdanie jako moje, a nie jako obiektywne. A jeśli ktoś postanowił dodać jeszcze, że jego zdanie jest skromne, to widocznie miał potrzebę podkreślenia swojej niższości, co jest wytłumaczalne psychologicznie, zwłaszcza kiedy traktuje się osobę, do której owa wypowiedź jest kierowana jako autorytet.

Podobnie jest w przypadku frazy “z mojego punktu widzenia” i cóż ja mogę poradzić na to, że Ty jej nie lubisz? Ja z kolei nie lubię, gdy się na mnie warczy.

A to temu, że wiem, że Asylum potrafi lepiej.

No ale niestety, stało się, maszyna ruszyła. Tekst wszedł do biblio, a Asylum dostała klarowny komunikat, że to najlepsze co do tej pory napisała i że trzeba to wydać na kredowym papierze, w ogromnych nakładach (z zastraszającymi skutkami dla środowiska włącznie). 

Nie lubię tego ukrywania się za wszelakimi "wydaje mi się", "moim skromnym zdaniem" i "z mojego punktu widzenia". Serio? Czy piszecie kiedykolwiek coś co nie jest Waszym własnym zdaniem lub nie oddaje Waszego punktu widzenia? Jeśli nawet to robicie, przecież zaznaczacie, że kogoś cytujecie, lub że przytaczacie mniej lub bardziej wiernie cudze słowa / cudze zdanie. Po co więc stosować jeszcze te poduchy i dupokryjki – że akurat to zdanie, które wypowiadam, jest moje, skromne, własne. Skoro ktoś już je wypowiada, to już poszło w eter. Widać kto je powiedział. Widać czyja to opinia. Skromna czy nie.

Wrrrr…

Tutaj dokonałeś Jimie jakiegoś przewrotu tysiąclecia. Te “wydaje mi się” i “moje zdania” nie są w komentarzu po to, żeby się przed Tobą ukrywać (naprawdę, aż taki straszny nie jesteś), ale żeby Ci uzmysłowić, że tekst może się zwyczajnie ludziom podobać, i że zostawiając pochlebne opinie na jego temat, nie kierują się różnymi oddolnymi pobudkami, a po prostu piszą to, co im się wydaje (i do żadnych machinacji niestety nie dochodzi).

Klarowniej już nie umiem, wybacz. Ale będę pamiętał, że jesteś duży i bardzo dzielny, i w swoich komentarzach wcale nie musisz używać takich zwrotów jak “moim zdaniem” oraz “wydaje mi się”, którymi na forum posługują się, jak wiadomo, tylko nieodpępowione maminsynki.

Klarowniej już nie umiem, wybacz. Ale będę pamiętał, że jesteś duży i bardzo dzielny, i w swoich komentarzach wcale nie musisz używać takich zwrotów jak “moim zdaniem” oraz “wydaje mi się”, którymi na forum posługują się, jak wiadomo, tylko nieodpępowione maminsynki.

 

uśmiechnąłem ;-)

entropia nigdy nie maleje

Dalekośmy zabrnęli, choć i ja się do tego przyczyniłam swoim tekstem i decyzją, że tym razem nic nie będę wyjaśniała, a czytelnik może go odczytać tak, jak sam chce. Bo zaprawdę, jeśli opublikuję, wypuszczam dziecko w świat i dalej musi radzić sobie samo. Z tekstem jest nawet trudniej niż z dziećmi, bo im można doradzać, pomagać, wspierać.

Publikacja na portalu daje taką namiastkę nie utracenia kontaktu z "dzieckiem": tekst można poprawiać, co nieco wytłumaczyć, a nawet coś dopisać.

 

Pop Lab, w moim opku nie ma dat, akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości.

Z kolei w komentarzu do Ciebie przytoczyłam szereg dat z początków rozwoju "sieci", chcąc pokazać i skontrastować tamten stan z obecnym. Czyli, jak wtedy o niej myśleliśmy, o naszych nadziejach oraz w którą stronę to poszło, czy sprawdziły się nasze marzenia. 

 

Jimie, niestety, opko jest już biblio. ¯\_(ツ)_/¯ Zapewniam Cię, że w głowie mi się od tego nie przewróci. ;-) Jedyne co mogę zrobić to, wycofać do kopii roboczej, ale to chyba niepotrzebny gest. Będzie sobie wisiało wśród moich innych, w większości niezrozumiałych tekstów. ;-)

 

Nabiliśmy wspólnie ponad siedemdziesiąt komentarzy. Dużo, i ciekawe wymiany zdań. 

Wstawię jedno ze nagrodzonych zdjęć z kategorii płazy i gady, Vittorio Ricci, 2021. Chyba trzecie miejsce zdobyło.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, bardzo ładne żaby ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Jimie, niestety, opko jest już biblio. ¯\_(ツ)_/¯ Zapewniam Cię, że w głowie mi się od tego nie przewróci. ;-) Jedyne co mogę zrobić to, wycofać do kopii roboczej, ale to chyba niepotrzebny gest. Będzie sobie wisiało wśród moich innych, w większości niezrozumiałych tekstów. ;-)

 

oj tam oj, to o jeżu Odmiencu było prawie całkiem zrozumiałe ;-)

żaby rzeczywiście ładne ;-)

 

Jedyne co mogę zrobić to, wycofać do kopii roboczej

Ani się waż (bo waga zepsuta) ;-)

entropia nigdy nie maleje

Pop Lab, w moim opku nie ma dat, akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości.

Z kolei w komentarzu do Ciebie przytoczyłam szereg dat z początków rozwoju "sieci", chcąc pokazać i skontrastować tamten stan z obecnym. Czyli, jak wtedy o niej myśleliśmy, o naszych nadziejach oraz w którą stronę to poszło, czy sprawdziły się nasze marzenia. 

Taa, przecież piszesz mi w pierwszym zdaniu, że nie będzie o metaforze. Twój komentarz był tak napakowany treścią, że jak już dotarłem do końca, to zapomniałem, co było na początku. )) A i późna pora nie pomagała.

Podobnie jest w przypadku frazy “z mojego punktu widzenia” i cóż ja mogę poradzić na to, że Ty jej nie lubisz? Ja z kolei nie lubię, gdy się na mnie warczy.

 

Postaram się warczeć dużo mniej, ciszej i z bardziej zaciśniętą szczęką ;-)

 

zwłaszcza kiedy traktuje się osobę, do której owa wypowiedź jest kierowana jako autorytet

Gdy rozmawiamy o dziełach – mam wrażenie, że zastanawianie się – kto to napisał – czy autorytet czy nie – zabija dyskusję – bo to, że jestem maluczkim oznacza, że nie mogę skomentować / skrytykować utworu Noblisty? Są utwory uważane za najbardziej wartościowe w skali świata, niezaprzeczalne dziedzictwo kulturowe całej ludzkości – nie mogę mieć o nich własnego zdania, krzyczeć, że są niezrozumiałe czy nudne, nawet jeśli to moje własne niedostatki intelektu czy optyki sprawiają, że taki jest mój odbiór? Mam wrażenie, że takie podejście nas kastruje. Ale może powinienem tu dodać, że to tylko moje skromne zdanie? Tylko po co, skoro wiadomo, że moje i że wcale nie skromne? ;-)

 

entropia nigdy nie maleje

Postaram się warczeć dużo mniej, ciszej i z bardziej zaciśniętą szczęką ;-)

Do tej pory warknąłeś na mnie raz, więc to dużo mniej bardzo mi się podoba. ))

 

Gdy rozmawiamy o dziełach – mam wrażenie, że zastanawianie się – kto to napisał – czy autorytet czy nie – zabija dyskusję – bo to, że jestem maluczkim oznacza, że nie mogę skomentować / skrytykować utworu Noblisty? Są utwory uważane za najbardziej wartościowe w skali świata, niezaprzeczalne dziedzictwo kulturowe całej ludzkości – nie mogę mieć o nich własnego zdania, krzyczeć, że są niezrozumiałe czy nudne, nawet jeśli to moje własne niedostatki intelektu czy optyki sprawiają, że taki jest mój odbiór? Mam wrażenie, że takie podejście nas kastruje. Ale może powinienem tu dodać, że to tylko moje skromne zdanie? Tylko po co, skoro wiadomo, że moje i że wcale nie skromne? ;-)

Jimie, wykrzykuj własne zdanie, byleś na mnie nie warczał. ))

To była uwaga ogólna. Mówiąc moim skromnym zdaniem zwracam uwagę, że jest to zdanie skromne, bo albo boję się reakcji, albo sam widzę swoją zbytnią śmiałość i chcę to w ten sposób załagodzić. Ja nie napisałem, że tak się powinno zwracać do autorytetów, tylko że jest to wytłumaczalne psychologicznie, więc Twoja wcześniejsza reakcja wydała mi się na wyrost. Z tego punktu widzenie zarzuty, które nawet zabawnie przedstawiłeś, są nietrafione.

P.S.

Może posłużę się przykładem. Jeśli widzę krowę, która pasie się dziesięć metrów ode mnie i mówię – to jest krowa; wydaję sąd. Orzekam, że to co widzę jest zgodne z rzeczywistością. A jeśli patrzę w dal i widzę jakiś kształt, który przypomina mi raczej krowę, ale nie jestem pewien, bo być może to byk albo osioł, wtedy powiem – moim zdaniem to krowa.

Podobnie jest na forum. Ja nie umiem pisać opowiadań. Coś tam skrobię, ale nie potrafię ocenić, czy to literatura, czy makulatura. I jeśli piszę komuś coś, co mi się w tekście nie podoba, ale nie jestem pewien, czy moja uwaga pomoże autorowi (raczej tak, ale czy na pewno?), to napiszę – moim zdaniem to i to do zmiany. Rozumiesz Jimie? Oczywiście mało kto, łącznie ze mną, używa wszystkich słów świadomie, bo podczas swobodnej dyskusji nie ma takiej potrzeby i mogą się zdarzyć niepotrzebne wtręty i jeśli będą Cię one tak okropnie razić, to wskaż mi je i jeśli uznam je za niepotrzebne, to usunę.

Pop Lab

Taa, przecież piszesz mi w pierwszym zdaniu, że nie będzie o metaforze. Twój komentarz był tak napakowany treścią, że jak już dotarłem do końca, to zapomniałem, co było na początku. )) A i późna pora nie pomagała.

I ja byłam wczoraj już zmęczona, możemy sobie podać ręce. yes

Po kolei. Myślę, że moim błędem było nie zamieszczenie cytatu z Twojej wypowiedzi, lecz odniesienie się do całego komentarza. Rozmowa przy pomocy pisanych komentarzy niestety nie jest łatwa. ;-) Nietrudno o nieporozumienie. 

 

Teraz tak:

--> Napisałeś w pierwszym komentarzu dotyczącym opka:

"Dobra ma świat, świat stworzy przez programistów, więc chyba wirtualny. Dostała wieżowiec – rozumiem, że w tym świecie – i jest z tego powodu szczęśliwa. Błogosławi progresję – co to w ogóle znaczy? No dobra, piszesz, że wytężoną pracę, ale to jeszcze bardziej rozmywa ową progresję. OK, są jacyś czyściciele, chyba za ich pośrednictwem programiści doprecyzowują świat. Dzięki nim mogła wyjść z lęku i normalnie żyć. Ale to znaczy, że wcześniej nie mogła. A, chyba przed tymi dziesięcioma laty. Powiedzmy, że coś zaczynam kumać, a raczej niezgrabnie cokolwiek wyobrażać, bo przecież musi być jakiś sens, prawda?"

 

--> Odpisałam:

"Będzie tylko o lęku, nie o metaforze z tekstu. Jest takie zaburzenie lękowe zwane agorafobią. Osoby, na nie cierpiące boją się wyjść z domu (objawy podobne do opisanych skrótowo w opku) i przemieszczać, nie mogą doświadczać. Bohaterka zyskała możliwość niejako wyjścia z "klatki" lęku bez fizycznego wychodzenia, zapewnił to rozrastający się Internet (sieć, przeglądarki)…".

 

A więc, już nie na zmęczeniu wyjaśniam samą siebie: 

Bohaterka kimś jest (kim – to ta metafora) i to jej tożsamości nie chciałam ujawnić. Jedynie wyjaśniłam sposób doświadczania przez nią samej siebie i świata, w którym funkcjonuje. Aby opisać, jak czuje się bohaterka, sięgnęłam (posłużyłam się) doświadczeniem lęku przez osoby cierpiące na agorafobię, ponieważ ich przeżycia uznałam za najbliższe tych, których i ona doznaje (naturalnie w swoim świecie).

Coraz ze mną gorzej w tej pandemii, jeśli muszę tłumaczyć swoje komentarze i robić do nich suplementy. Przyjmijmy, że to zmęczenie. heart

 

Jimie, wykrzykuj własne zdanie, byleś na mnie nie warczał. ))

O, to, to. Wykrzykuj swoje zdanie bez warczenia. Muszę sobie zapamiętać. :-)

 

A co do mojego tekstu o kamieniu:

 

pozdrawiam serdecznie heart

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum – obrazek śliczny ;)

 

Pop Lab

Rozumiesz Jimie? Oczywiście mało kto, łącznie ze mną, używa wszystkich słów świadomie, bo podczas swobodnej dyskusji nie ma takiej potrzeby i mogą się zdarzyć niepotrzebne wtręty i jeśli będą Cię one tak okropnie razić, to wskaż mi je i jeśli uznam je za niepotrzebne, to usunę.

Prawdę mówiąc jest w tym moim pokrzykiwaniu i warczeniu sporo hipokryzji. Wstyd się przyznać, że codziennie (nad)używam właśnie tych – niechcianych i nielubianych przeze mnie fraz – bardzo trudno się ich oduczyć, tkwi we mnie jakieś asekuranctwo, jeszcze z czasów dawnych, gdy jakikolwiek pogląd własny należało podeprzeć cytatem z literatury, wynikami badań itp. a na koniec i tak napisać przykładowo, że to tylko opinia. Co innego, jak człowiek coś policzy – to może być pewien (o ile się nie pomylił – ale nawet w błądzeniu trzeba być śmiałym ;-) ), ale jak tu trzeba oderwać się od liczb i składać litery, zdania i sensy – to już gdzieś konkret się gubi. I dlatego też Jim czasem pisze “moim skromnym zdaniem” albo “wydaje mi się” – i nienawidzi Jim Jima za to. I wściekły Jim jest na Jima. A potem projektuje to na tłum nfowiczów, bo jakże tu samego siebie nienawidzić, na samego siebie się wściekać, że znów się Jim zachował jak pipa – trzeba sobie znaleźć obiekt zastępczy – po Gombrowiczowsku – sam się tym upupiam niestety a potem mordę-maskę przyjmuję, wilczą albo i gorylą – powarkuję, żem niby taki groźny. No a wiadomo, że Jim od dawna kłów nie ma i niegroźny (w sumie to nigdy nie miał).

Tak więc czasem Jim tam coś warknie, czasem krzyknie, czasem wrzaśnie – bez przekonania,

broniąc swojego – i tylko swojego, własnego, bardzo osobistego – choć nieskromnego – zdania ;-)

entropia nigdy nie maleje

Bohaterka kimś jest (kim – to ta metafora)

Tyle mi wystarczy, resztę zrozumiałem. ))

I ten lęk jest w tekście zauważalny. Ale potem wyliczasz mi szereg dat i wydarzeń, których nijak nie potrafiłem powiązać z tekstem.

 

Mamy 2021 rok (chyba powinnam była ten fakt zaznaczyć, choć nie wiem, czy zmieniłoby coś w odbiorze, bo i tak jesteśmy w procesie, więc jest jedną z możliwych wizji opty):

1995 – prezentacja przeglądarki internetowej Internet Explorer, powstaje eBay, rusza Altavista

1996 – HotBot, premiera CSS, pierwszy komunikator ICQ

1997 – Java Script, Nokia Communicator, rejestracja domeny Google.com

1998 – powstaje spółka Google Technology Inc (teraz Google Inc.), portal Internet Archive

2000 – premiera XHTLM, kanał RSS, indeks Google przekracza 1 mld elementów

Tu w zasadzie rozpoczyna się powoli historia bohaterki.

2004 – Skype, FB, Google przekracza 6 mld. elementów, powstaje Mozilla Firefox

2005 – serwis You Tube

 

Zauważ ile tu informacji, a ja większości nie znam i nie zapamiętam. No i nie wiem, czy ja mam sobie sam dopowiedzieć ten proces? Piszesz, że tu zaczyna się historia bohaterki, więc ja szukam analogii w tekście i nie znajduję. Dlatego napisałem, że nie znajduję w opowiadaniu w/w dat, co było okropnym skrótem myślowym.

Wybacz, może to moja wina, ale Twoje wyjaśnienia nie ułatwiają mi zrozumienia tekstu. I nawet wolałbym, żeby pozostał niezrozumiałym, bo – jak wcześniej wspomniałem – pasuje mi to do kamienia filozoficznego. Tak, jak Ci napisałem. Czytając wydaje mi się, że coś łapię, ale zaraz mi ucieka. Czułem się jak alchemik, który stosuje kolejną recepturę z wiadomym skutkiem. ))

 

@Jim

 

Nie wiem, Jimie, ile jest w Twojej wypowiedzi prawdziwej samokrytyki, a ile ironii, ale bez wątpienia jest pewien urok. ))

Nie wiem, Jimie, ile jest w Twojej wypowiedzi prawdziwej samokrytyki, a ile ironii, ale bez wątpienia jest pewien urok. ))

 

Dzięki. W sumie czasem sam tego do końca nie wiem. W sumie samokrytyka łączy się z autoironią i co przeważa, trudno odgadnąć :) A co do uroku – to niestety bardzo tracę przy bliższym poznaniu (i przemyślu-nku też ;-) wręcz odzieram ze z-Łódź-ień na mój temat ;-) ) – więc na psa (taki) urok ;-)

entropia nigdy nie maleje

Pop Lab

I ten lęk jest w tekście zauważalny.

Tak, lecz to nie mógł być jakikolwiek lęk, wzięty z wielu możliwych, potencjalnych lęków, lecz ten właśnie konkretny, czyli doświadczenie agorafobii.

Ale potem wyliczasz mi szereg dat i wydarzeń, których nijak nie potrafiłem powiązać z tekstem.

Zgadza się, bo się z tekstem nie łączą. Bohaterka mogła urodzić się w roku millenijnym, przynajmniej wtedy zaczęła mieć na to szansę. 

Wyliczyłam kamienie milowe, a przynajmniej ważne daty związane z rozwojem sieci, biorąc pod uwagę tempo przyrostu i sprawności "narzędzi", poziom ich rozpowszechnienia oraz różne dziedziny. Dlatego zaczęłam od daty z eBay, Explorera, i Alta Vistą (powstałą na Mozaic – pierwszej przeglądarce WWW). Może mogłam cofnąć się od 1993 (jak uważał Jim), czyli Mozaic lub przynajmniej roku 1994 (Yahoo, Netscape Navigator, Opera). Arpanet był wymianą pomiędzy ludźmi.

Chciałam uzasadnić, co wpłynęło na "wyjście bohaterki z domu"; sprawiło, że agorafobia stała mniej dokuczliwa. Dalszych dat już nie podawałam, ponieważ dużych przełomów już nie ma, co najwyżej doskonalenie narzędzi oraz zaspojlerowałabym (odkryła) bohaterkę, czego nie chciałam. 

Zauważ ile tu informacji, a ja większości nie znam i nie zapamiętam.

Strasznie dużo info i nie chciałam, aby je zapamiętywać, rozpoznawać, bardziej popatrzeć na to jak na proces. Myślę strukturami, a przynajmniej jest dla mnie naturalniejsze i bliższe.

Wybacz, może to moja wina, ale Twoje wyjaśnienia nie ułatwiają mi zrozumienia tekstu. I nawet wolałbym, żeby pozostał niezrozumiałym, bo – jak wcześniej wspomniałem – pasuje mi to do kamienia filozoficznego.

O żadnej winie nie ma mowy! :p

Ja też wolę, aby pozostał niezrozumiały w sensie kamienia filozoficznego. Dlatego tym razem tak się upieram i nie chcę tłumaczyć na podstawie, czego powstał, ponieważ – moim zdaniem – nie ma znaczenia dla odebrania tego opka. :-)

 

Jim

Dla mnie też obrazek śliczny. :-) Lubię go. Samokrytyka łączy się dla mnie z autoironią, chociaż wolę drugą, a pierwsza tak so-so. wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Strasznie dużo info i nie chciałam, aby je zapamiętywać, rozpoznawać, bardziej popatrzeć na to jak na proces. Myślę strukturami, a przynajmniej jest dla mnie naturalniejsze i bliższe.

Jak mam popatrzeć na coś jak na proces, nie rozumiejąc i nie wiążąc ze sobą tych informacji? Aby zrozumieć proces muszę rozpoznać te informacje, zaleźć między nimi korelację. I jeszcze dopowiedzieć, bo przecież proces trwa, a opowiadanie toczy się w przyszłości. Dla mnie ani te informacje, ani związki między nimi nie są oczywiste. Nie twierdzę, że ich nie ma, po prostu mnie to przerasta.

Jak mam popatrzeć na coś jak na proces, nie rozumiejąc i nie wiążąc ze sobą tych informacji? Aby zrozumieć proces muszę rozpoznać te informacje, zaleźć między nimi korelację. I jeszcze dopowiedzieć, bo przecież proces trwa, a opowiadanie toczy się w przyszłości. Dla mnie ani te informacje, ani związki między nimi nie są oczywiste. Nie twierdzę, że ich nie ma, po prostu mnie to przerasta.

Rozumiem, ja z kolei, po prostu lubię patrzeć na ciągi liczb, zdarzeń i szukać powiązań, "wzorów", jakichś prawidłowości bądź niezgodności. Odwołałam się – na zmęczeniu – do swojego, najbliższego mi sposobu dojścia, ani on lepszy, ani gorszy. Ot, różnica pomiędzy ludźmi.

W zamyśle, lista dat podana w moim komentarzu miała tylko stanowić dowód możliwości "wyjścia" bohaterki z domu. 

I nie przezywaj się tak jak Jim. ;-) To mój komunikat był niejasny. W pracy jest łatwiej – wiem, że trzeba po kolei, chociaż też się czasami zapędzam. W czasie wolnym bardziej sobie folguję, zwłaszcza, niestety, w literackich próbach. 

 

Pozdrawiam i przesyłam link do Kandinsky'ego :-)

The Creator

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ta minutowa prezentacja abstrakcji geometrycznych kojarzy mi się z Twoim dziełem. Coś widziałem, nawet to było ładne i grała muzyczka. Ale co to było? Nie mam pojęcia.

Nie wiem, jak było z Jimem, ale ja do te pory przezwałem się raz. Postanowiłem w końcu odpowiedzieć na Twój drobiazg, który zauważyłaś w moim opowiadaniu, więc jeśli naplotłem zbyt wiele głupot, to wcześniej przygotowane subkonto czeka w pogotowiu. ))

Daj spokój, ja jestem po prostu chyba “przewrażliwiona”, bardzo czuła, gdy ktoś mówi, że coś go “przerasta”, ponieważ tak nie uważam. :-) Pewnie to kolejny z moich nawyków, nieumiejętność przekucia myśli w pomysł i jeszcze zapisania go w zrozumiałej formie. Wydaje mi się rodzajem daru. W przypadku słowa niedostatek zawsze leży po stronie piszącego, ale frajdę z pisania mam jak na razie wystarczająco dużą, aby przeważała nad niedostatkami, więc będziesz pewnie skazany na kolejne moje wypociny. xd

Dałam tego Kandinskiego, aby pokazać Ci odmienność i różnice, które mogą być potężne w gustach. Kiedyś myślałam, że wszystko jest prostsze i teraz niby myślę podobnie, bo wielka ze mnie admiratorka wyrzucania tego, co niepotrzebne, ale w prostocie też tkwi silny pierwiastek, czegoś czego nie rozumiemy. Na swój użytek nazywam to “tajemnicą”,  “różnorodnością”, “kreatywnością”. Czymś, co czasem zaskakuje jak koany, niby poza rozumem, ale jakby z niego też płynie. Diabli, sam widzisz, jakie to mętne. :P 

O, z przyjemnością przeczytam odpowiedź, a o subkoncie zapomnij! ^^

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witaj, Asylum.

Nie dostrzegłam wcześniej dedykacji. :)

Jest doskonała, a sam tytuł wiersza jako tytuł piosenki (w wykonaniu Kory) bardzo lubię.

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Limit, zaiste zabójczy.

 To był mój świat, jedyny od dziesięciu lat

Rym.

 Błogosławiłam progresję, wytężoną pracę programistów

…?

 chociaż pomimo usilnych starań nie zdołałam poznać ich imion

Wtrąciłabym: chociaż, pomimo usilnych starań, nie zdołałam poznać ich imion.

 Szyby stawały się coraz bardziej przejrzyste, czyściciele pracowali niezmordowanie, a mnie cieszyły efekty ich pracy.

Hmm. Przyszło mi na myśl, że narratorka jest rybką w akwarium. Ale pewnie nie…

 podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek

No, nie wiem.

nowy, jakże podstępny atak

Hmm…

 odtlenianiu

Dobra, teraz to już nie wiem, kim ona jest.

 Po wielokroć wyobrażałam sobie moment swojej śmierci, lecz nie tak miało być.

Hmm.

 rozgrzeszenie win moim bliskim

Raczej odpuszczenie win.

 A gdzie jasność, która porywa poza lęk, ból i strach.

A gdzie pytajnik? Lęk i strach to prawie to samo.

 dźwięk trzeszczącego w posadach domu

Czyli usłyszała trzeszczenie, prawda?

 Docierał do mnie z zewnątrz. Ten swąd.

Rozumiem, że to pożar, ale opisujesz go dość abstrakcyjnie.

 Miał ciężki, dobry sen ten mój Rolf.

Miał ciężki, dobry sen, ten mój Rolf.

 okrył się kołdrą obleczoną w moją ulubioną pościel z wieżą Babel.

Kołdra też należy do pościeli. Chodzi Ci o poszwę, nie?

 Mój dom płonął, jakbym patrzyła na ogień buzujący w kominku.

Hmm.

 Nieprzyjemna jasność

Tylko nieprzyjemna?

 Rolf przyciskając do piersi Miję ciągnął za sobą Maksa, który wyrywał się do konsoli gier.

Rolf, przyciskając do piersi Miję, ciągnął za sobą Maksa, który wyrywał się do konsoli gier. Z tym dzieckiem jest coś nie tak…

 Przepłynęłam obok nich jak obłok

Oniryczne.

 wzięłam joystick, oddając

Jednocześnie? Hmm? Tłumaczyłam to już…

 zaklętego kręgu

To idiom. Nie widzę uzasadnienia dla jego użycia w tym miejscu.

 Wyciągnął dłoń.

Samą?

 ogródek pielęgnowany przez Rolfa

Niby to ma sens, ale troszkę przeskakujesz z tematu na temat.

 Czy nie mogliby przestać, jeśli są już na miejscu.

Pytajnik!

 mahoniowego progu położonego przez fachowców sprowadzonych przez sieć

I to ma znaczenie, bo?

fajczącą się komórkę

I jak to się ma do ogólnego tonu?

 Znałam tysiące ich imion. Teraz płonął mój dom. Czy zostanie z niego tylko wystygły popiół? Nie miałam żalu, że mnie zostawili. Zawsze coś się zostawia.  

Kurczę, znowu ładny morał bez związku z tekstem. Uparliście się, czy co?

 Przeraża mnie, gdy on puszcza dym.

Wózek? Czy palący tatko?

Doobra, nie mam pojęcia, o co chodzi. Związku z alchemią za bardzo nie widzę, jest ogień (oczyszczający?), a jak się uprzeć, to i przemiana z białego w czerwone (a gdzie czarne?), ale kamień? Jest tu na pewno jakaś ontologia, tylko nie mam pojęcia, jaka. Czy to bohaterka jest kamieniem? (Co na to wskazuje?) Chyba nie… Te imiona na pewno są ważne, ale dlaczego?

już widzę tego marudę CMa, kiedy zajrzy i znowu będzie narzekał na zzipowanie. :D

:P

 śliwa to między innymi symbol “regeneracji, wytrzymałości i zwycięstwa życia w zmienności czasu”

Ale w Chinach :)

 Nie znam filmu, o którym napisałaś, ale spróbuję go odnaleźć i obejrzeć. Dam znać, jeśli się stanie!

Jest niezły, ale co ma do tekstu Asylum, daję słowo, nie wiem.

 kobiety są płoche, nieracjonalne, skutek nie wynika z przyczyny

O, wypraszam sobie :P

 Związek – „jedno z drugiego wynika” wydaje mi się okropnie przereklamowany, choć użyteczny i orientacyjny, nie mogę temu zaprzeczyć. xd

Ale na nim trzyma się świat i nie ma co się boczyć :P

 Przecież, jeśli osioł dostaje marchewkę, dlaczego ma na nią patrzeć zamiast po prostu schrupać?

Bo nie sięga. Ulubiona_emotka_Baila.

dotrze do tego tekstu Tarnina, zaoszczędzę jej chociaż trochę czasu na kopiowanie

Mój czas jeszcze jest moją własnością (znaczy, piszę to, siedząc w pracy, ale nic się dzisiaj nie dzieje XD).

 W związku z tym nie ma w nim maturalnego klucza, nie ma jedynie słusznego wyniku.

I bardzo dobrze. Ale – piszemy dla innych, nie tylko dla siebie.

 Specjalnie dla Ciebie, dla Was, ubrałam tekst w zrozumiałe szatki i bardzo silnie zantropomorfizowałam.

Oooj… Asylum, jeśli sądzisz, że to są zrozumiałe szatki, to któraś z nas przyleciała z innej galaktyki XD

 To googol jest trójkątny?

Można to obliczyć z dwumianu Newtona. Jeśli komuś się chce ;)

 Z telefonem zwracasz uwagę na bardzo ważny moment, podobnie jak zrobił to Outta. Ostatnie zdania też dobrze odczytane.

Czyli porzuciła Internet, który był jej protezą prawdziwego życia? Niee, chyba też nie.

Czy piszecie kiedykolwiek coś co nie jest Waszym własnym zdaniem lub nie oddaje Waszego punktu widzenia?

https://www.chesterton.org/introduction-to-job/

 Zbytnią grzecznością też można człowiekowi zrobić krzywdę, a nawet zagrzecznioczyć go na śmierć ;-)

Nimium civiles – viles ;)

Mówiąc moim skromnym zdaniem zwracam uwagę, że jest to zdanie skromne, bo albo boję się reakcji, albo sam widzę swoją zbytnią śmiałość i chcę to w ten sposób załagodzić.

I tu jest pies pogrzebany. Jedni mają charakter taki, drudzy inny – automatycznie sądzimy po sobie, traktujemy innych jak siebie samych i interpretujemy ich zachowania tak, jak byśmy rozumieli własne. Dla kogoś takie krygowanie się jest objawem nieszczerości – a dla Ciebie właśnie nie. Jakby Amerykanin rozmawiał z Japończykiem ;)

 Może posłużę się przykładem. Jeśli widzę krowę, która pasie się dziesięć metrów ode mnie i mówię – to jest krowa; wydaję sąd. Orzekam, że to co widzę jest zgodne z rzeczywistością. A jeśli patrzę w dal i widzę jakiś kształt, który przypomina mi raczej krowę, ale nie jestem pewien, bo być może to byk albo osioł, wtedy powiem – moim zdaniem to krowa.

Wtedy też wydajesz sąd. Tylko ten pierwszy wydajesz z dużą pewnością (a niesłusznie, bo może to robo-krowa, albo dwaj angielscy lotnicy, w przebraniu krowy oczekujący na kolejny plan Michelle?), a drugi z niewielką.

 Aby opisać, jak czuje się bohaterka, sięgnęłam (posłużyłam się) doświadczeniem lęku przez osoby cierpiące na agorafobię, ponieważ ich przeżycia uznałam za najbliższe tych, których i ona doznaje (naturalnie w swoim świecie).

I to jest dobre podejście. Ale nie zmienia to faktu, że asylumowy styl jest po prostu trudny w odbiorze i nie do każdego trafia.

 I dlatego też Jim czasem pisze “moim skromnym zdaniem” albo “wydaje mi się” – i nienawidzi Jim Jima za to. I wściekły Jim jest na Jima. A potem projektuje to na tłum nfowiczów, bo jakże tu samego siebie nienawidzić, na samego siebie się wściekać, że znów się Jim zachował jak pipa

Można, można ;)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Wtedy też wydajesz sąd. Tylko ten pierwszy wydajesz z dużą pewnością (a niesłusznie, bo może to robo-krowa, albo dwaj angielscy lotnicy, w przebraniu krowy oczekujący na kolejny plan Michelle?), a drugi z niewielką.

Ale łagodzę go “moim zdaniem”, ponieważ nie mam pewności, że tak a tak jest.

A, to może ja myśląc krowa, wcale nie wyobrażam sobie krowy, bo czym w istocie jest krowa? Plamistym cielskiem gryzącym trawę? Czy może złożonym organizmem, którego działania nie rozumiemy? A może zbiorem cząsteczek, na które mamy teorię, ale nie wiemy, czy pojawią się tu, czy tam. Czy krowa ma kolory? Czy robi muu? Ja wiem, że wyrażam się nieprecyzyjnie (pracuję nad tym), ale gdzie nas takie myślenie zaprowadzi?

O:o. :-)

Witam, w imieniu origamowego robota. Mam jeszcze smoka. ;-)

 

Podziękowanie za przeczytanie i włożoną pracę! heart

Do poprawy (jutro zrobię): potraktowanie jako wtrącenie; dwa przecinki i dwa pytajniki. Z pytajnikami zawsze mam problem, bo nie zawsze są pytaniem, choć na to wyglądają.

Reszta zostaje, bo celowa (chyba, że nie :D). ;-)

 

Lecimy z wyjaśnieniami:

„To był mój świat, jedyny od dziesięciu lat

Rym.

Tu jeszcze pomyślę, czy zostawić ten rym czy nie?

Błogosławiłam progresję, wytężoną pracę programistów

…?

Ha, no właśnie? 

Szyby stawały się coraz bardziej przejrzyste, czyściciele pracowali niezmordowanie, a mnie cieszyły efekty ich pracy.

Hmm. Przyszło mi na myśl, że narratorka jest rybką w akwarium. Ale pewnie nie…

Dobra intuicja, a jak nie akwarium to… co?

podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek

No, nie wiem.

No właśnie, jak ona mogła to robić?

nowy, jakże podstępny atak

Hmm…

Reakcja przy agorafobii, przyjmijmy, że „zaleczonej”.

 odtlenianiu

Dobra, teraz to już nie wiem, kim ona jest.

Tu, byłoby lepsze słowo, ale za dużo zdradziłabym, więc pozostałam w konwencji agorafobii. Ujdzie.

Po wielokroć wyobrażałam sobie moment swojej śmierci, lecz nie tak miało być.

Hmm.

Tu kolejny kamyczek do ogródka bohaterki. 

rozgrzeszenie win moim bliskim

Raczej odpuszczenie win.

Brawo! Wyłapałaś. Rozgrzeszenie, a nie odpuszczenie! :-)

A gdzie jasność, która porywa poza lęk, ból i strach.

A gdzie pytajnik? Lęk i strach to prawie to samo.

Absolutnie nie, bardzo dużo różnica.

dźwięk trzeszczącego w posadach domu

Czyli usłyszała trzeszczenie, prawda?

Tak.

Docierał do mnie z zewnątrz. Ten swąd.

Rozumiem, że to pożar, ale opisujesz go dość abstrakcyjnie.

Hmm, w konwencji bohaterki. Tak go odbiera.

okrył się kołdrą obleczoną w moją ulubioną pościel z wieżą Babel.

Kołdra też należy do pościeli. Chodzi Ci o poszwę, nie?

Drugie znaczenie w sjp, tj. bielizna dla kołdry, poduszki i co tam kto ma plus nazwa produktowa plus słowo obleczona. ;-)

 Mój dom płonął, jakbym patrzyła na ogień buzujący w kominku.

Hmm.

No właśnie.

 Nieprzyjemna jasność

Tylko nieprzyjemna?

Jw.

Przepłynęłam obok nich jak obłok

Oniryczne.

Albo właśnie konkret. ;-)

wzięłam joystick, oddając

Jednocześnie? Hmm? Tłumaczyłam to już…

Tak, tu miałam kłopot i w pewien sposób wybrnęłam.

 zaklętego kręgu

To idiom. Nie widzę uzasadnienia dla jego użycia w tym miejscu.

Postrzeganie bohaterki, dla niej takim był. ;-)

Wyciągnął dłoń.

Samą?

A co miał w niej mieć? Na poważnie – dalej odbiór bohaterki. 

ogródek pielęgnowany przez Rolfa

Niby to ma sens, ale troszkę przeskakujesz z tematu na temat.

Niekoniecznie. ;-)

mahoniowego progu położonego przez fachowców sprowadzonych przez sieć

I to ma znaczenie, bo?

Już Outta to zauważył, ma. ;-)

fajczącą się komórkę

I jak to się ma do ogólnego tonu?

No właśnie, jak się ma? ;-)

Znałam tysiące ich imion. Teraz płonął mój dom. Czy zostanie z niego tylko wystygły popiół? Nie miałam żalu, że mnie zostawili. Zawsze coś się zostawia.  

Kurczę, znowu ładny morał bez związku z tekstem. Uparliście się, czy co?

Mnie już znasz, taki głupi pomysł przyszedł mi do głowy. Związek jest.

Przeraża mnie, gdy on puszcza dym.

Wózek? Czy palący tatko?

A wózek puszcza? Zauważ, że bohaterka jest bardzo konkretnie przedstawiana. Żadnych porównań, alegorii, purpury.

Do­obra, nie mam po­ję­cia, o co cho­dzi. Związ­ku z al­che­mią za bar­dzo nie widzę

Miała być nie tylko alchemia (zachodnia :xd) ale:

Op. cit. – wilk zimowy:

„… dopuszczalna interpretacja kamienia filozoficznego zarówno w kontekście alchemii, jak i jako jakiegoś artefaktu, który stanowi odpowiednik kamienia filozoficznego (obojętnie czy w kontekście jego możliwości, czy pod względem symbolu doskonałości; można też użyć interpretacji „wzorca wyjaśniającego świat”)…”

Te imio­na na pewno są ważne, ale dla­cze­go?

Są ważne, zresztą powtórzenie z początku, prawie dosłowne.

śliwa to mię­dzy in­ny­mi sym­bol “re­ge­ne­ra­cji, wy­trzy­ma­ło­ści i zwy­cię­stwa życia w zmien­no­ści czasu” Ale w Chi­nach :)

Zen i origami. :-)

Nie znam filmu, o któ­rym na­pi­sa­łaś, ale spró­bu­ję go od­na­leźć i obej­rzeć. Dam znać, jeśli się sta­nie!

Jest nie­zły, ale co ma do tek­stu Asy­lum, daję słowo, nie wiem.

Filmu jeszcze nie widziałam, więc nie wiem na ile jest z nim związany. W pewnym sensie może i tak?

ko­bie­ty są pło­che, nie­ra­cjo­nal­ne, sku­tek nie wy­ni­ka z przy­czy­ny

O, wy­pra­szam sobie :P

Ja też. :P

 Zwią­zek – „jedno z dru­gie­go wy­ni­ka” wy­da­je mi się okrop­nie prze­re­kla­mo­wa­ny, choć uży­tecz­ny i orien­ta­cyj­ny, nie mogę temu za­prze­czyć. xd

Ale na nim trzy­ma się świat i nie ma co się bo­czyć :P

No, nie ma toć nie zaprzeczam. :P

Prze­cież, jeśli osioł do­sta­je mar­chew­kę, dla­cze­go ma na nią pa­trzeć za­miast po pro­stu schru­pać?

Bo nie sięga. Ulu­bio­na­_e­mot­ka­_Ba­ila.

Dowcip znam, ale CMa nikt nie uwiązał z drugim CMem. :-)

do­trze do tego tek­stu Tar­ni­na, za­osz­czę­dzę jej cho­ciaż tro­chę czasu na ko­pio­wa­nie

Mój czas jesz­cze jest moją wła­sno­ścią (zna­czy, piszę to, sie­dząc w pracy, ale nic się dzi­siaj nie dzie­je XD).

Znaczy mogę wstawiać niepoprawione i nieobronione? Nie, nie zrobię Ci tego! :-)

W związ­ku z tym nie ma w nim ma­tu­ral­ne­go klu­cza, nie ma je­dy­nie słusz­ne­go wy­ni­ku.

I bar­dzo do­brze. Ale – pi­sze­my dla in­nych, nie tylko dla sie­bie.

I w tym rzeczy sedno, jak widzisz ciagle szukam. Pewnie precyzyjniej można byłoby to określić – błądzę, ale dwa opowiadania już poprawiłam i się staram, a babcia powiadała, że staranie ma przyszłość. ;-)

 Spe­cjal­nie dla Cie­bie, dla Was, ubra­łam tekst w zro­zu­mia­łe szat­ki i bar­dzo sil­nie zan­tro­po­mor­fi­zo­wa­łam.

Oooj… Asy­lum, jeśli są­dzisz, że to są zro­zu­mia­łe szat­ki, to któ­raś z nas przy­le­cia­ła z innej ga­lak­ty­ki XD

Bohaterka jest konkretna w swoich przeżyciach i zantopomorfizowana; tylko ona sama ukryta, no i idea kamienia.

Z te­le­fo­nem zwra­casz uwagę na bar­dzo ważny mo­ment, po­dob­nie jak zro­bił to Outta. Ostat­nie zda­nia też do­brze od­czy­ta­ne.

Czyli po­rzu­ci­ła In­ter­net, który był jej pro­te­zą praw­dzi­we­go życia? Niee, chyba też nie.

Hmm, niezupełnie tak, ale ogólnie ok.

Zbyt­nią grzecz­no­ścią też można czło­wie­ko­wi zro­bić krzyw­dę, a nawet za­grzecz­nio­czyć go na śmierć ;-)

Ni­mium ci­vi­les – viles ;)

I znowu musiałam poszukać, Ty tak musisz stawiać do pionu? ;-) Zgadzam się, choć nie wiem z czym. xd 

Jakby Ame­ry­ka­nin roz­ma­wiał z Ja­poń­czy­kiem ;)

Tak :-)

Ale nie zmie­nia to faktu, że asy­lu­mo­wy styl jest po pro­stu trud­ny w od­bio­rze i nie do każ­de­go tra­fia..

I tu mam „zong” i brakuje mi warsztatu. ;-)

Można, można ;)

Tak, można! Zdecydowanie.

 

Pozdrawiam serdecznie Tarnino i na koniec – smok, też origamizmiczny (ten wiem, czyj – Satoshi Kamlya).

 

 

Za literówki, nadpisania, wybaczenia oczekuję, nie da rady na tym, co mam lepiej złożyć.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Orgiastyczny smok? ;-)

 

Tarnina

Można, można ;)

Tego już przekręcał nie będę. Choć można ;-)

Artykuł przeczytam, gdy będzie pogoda na angielski ;-) Na razie się dowiedziałem, że wbrew temu co myślałem, “Job” to nie jest tylko “praca” albo nieodłączny sufix, który z różnymi czteroliterowymi prefixami (czy tematami? ehhh… może lepiej było powiedzieć człon, nim jakiś językoznawca przyjdzie?) tworzy nazwy czynności seksualnych – jak dotąd mniemałem – ale także imię własne Hiob. Więc księga Joba to księga Hioba. Ciekawe. No i wydaje mi się, po początkowych dwóch zdaniach, które ledwo ledwo zrozumiałem – że chyba się autor ze mną z grubsza zgadza.

A że “można, można” – to wiem. Choć staram się nie nienawidzić samego siebie non stop, a przynajmniej robić w tym przerwy. Ale z nie-nieawidzeniem innych jednak jest prościej, łatwo jest samego siebie przekonać, że inni są w sumie obojętni. Ale już wyzbycie się zupełnie relacji emocjonalnej do własnego “ja” jest odrobinkę trudniejsze. Więc tak oscyluję pomiędzy skrajnym narcyzmem, a głębokim rozczarowaniem samym sobą, które w sumie są dwiema stronami tego samego, starego, dobrego egocentryzmu ;-)

 

 

kobiety są płoche, nieracjonalne, skutek nie wynika z przyczyny

O, wypraszam sobie :P

Ja też. :P

 

Zrobiło mi dzień. To znaczy noc. Heh

entropia nigdy nie maleje

Ale łagodzę go “moim zdaniem”, ponieważ nie mam pewności, że tak a tak jest.

Tak, właśnie. Bo nie jesteś pewny.

 A, to może ja myśląc krowa, wcale nie wyobrażam sobie krowy, bo czym w istocie jest krowa?

Ej, od epistemologii, to ja tutaj jestem ;D

 Witam, w imieniu origamowego robota. Mam jeszcze smoka. ;-)

… ale… fajoski…!

 Ha, no właśnie?

To taki Niebieski Ekran Tarninowego Mózgu :)

 Dobra intuicja, a jak nie akwarium to… co?

Nie akwarium to może być wszystko, co nie jest akwarium :)

 No właśnie, jak ona mogła to robić?

W zasadzie miałam na myśli sam sposób powiedzenia tego. Mało płynny, nienaturalny.

 Brawo! Wyłapałaś. Rozgrzeszenie, a nie odpuszczenie! :-)

A od kiedy to winy grzeszą, hmm?

 Absolutnie nie, bardzo dużo różnica.

Racja, ale to zależy od kontekstu. A tutaj akurat kontekstu mam niewiele. Ciut się gubię. Duże ciut.

 Tak.

To nie mogłaś napisać "trzeszczenie"?

 Hmm, w konwencji bohaterki. Tak go odbiera.

OK, znaczy się, nie zrozumiałam.

 Drugie znaczenie w sjp, tj. bielizna dla kołdry, poduszki i co tam kto ma plus nazwa produktowa plus słowo obleczona. ;-)

Tak, ale kołdra też jest pościelą. Rozumiem, o co Ci chodzi (w tym zdaniu), po prostu jest mętne.

 Jw.

Aaaa, ja ciągle nic nie rozumiem, wrrr!

 Albo właśnie konkret. ;-)

Kosmitka :P

 Postrzeganie bohaterki, dla niej takim był. ;-)

Mhm. Dalej nie rozumiem, ale miło wiedzieć, że nie rozumiem nieprzypadkowo ;)

 A co miał w niej mieć? Na poważnie – dalej odbiór bohaterki.

Co miał, co miał, ale dłoń jest jednak jakoś przymocowana do reszty, nie?

 Niekoniecznie. ;-)

Frrrruuustraacjaaa! XD

 No właśnie, jak się ma? ;-)

Gdybym wiedziała, tobym nie pytała ;P

 Mnie już znasz, taki głupi pomysł przyszedł mi do głowy. Związek jest.

Idę po szpadel, bo muszę go wykopać :P

 A wózek puszcza? Zauważ, że bohaterka jest bardzo konkretnie przedstawiana. Żadnych porównań, alegorii, purpury.

No, nie powiedziałabym.

 pod względem symbolu doskonałości; można też użyć interpretacji „wzorca wyjaśniającego świat”)…”

To, to ja też zrobiłam.

 Są ważne, zresztą powtórzenie z początku, prawie dosłowne.

I to wskazuje na ważność imion.

 Zen i origami. :-)

… patrz, jaka fajna kusudama :)

 Dowcip znam, ale CMa nikt nie uwiązał z drugim CMem. :-)

Skąd wiesz? XD

 Znaczy mogę wstawiać niepoprawione i nieobronione? Nie, nie zrobię Ci tego! :-)

A spróbuj tylko, to przyjdę i będę Ci śpiewać pod oknami, a tego nie wytrzymasz XD

 Hmm, niezupełnie tak, ale ogólnie ok.

O!

 I znowu musiałam poszukać, Ty tak musisz stawiać do pionu? ;-)

Taki mój urok XD

 Zgadzam się, choć nie wiem z czym. xd

A to źle XD

 Za literówki, nadpisania, wybaczenia oczekuję, nie da rady na tym, co mam lepiej złożyć.

Wykręty, wykręty XD Smok cudny.

 Tego już przekręcał nie będę. Choć można ;-)

Wszystko można, lecz z ostrożna ;)

Więc tak oscyluję pomiędzy skrajnym narcyzmem, a głębokim rozczarowaniem samym sobą, które w sumie są dwiema stronami tego samego, starego, dobrego egocentryzmu ;-)

To wszyscy tak, jesteś wśród swoich ;)

 Zrobiło mi dzień. To znaczy noc. Heh

Pff. :P

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ładnie napisane, nastrojowe opowiadanie, które porusza emocje. Mam wrażenie, że celowo wprowadzasz symbole i niedopowiedzenia, zostawiasz interpretację odbiorcom.

Z alchemią kojarzy mi się zagadka w tekście, skłonienie czytelnika do zastanowienia się, gdzie może być ukryty kamień i kim jest bohaterka.

Moim zdaniem, przedstawiasz problem hikki komori, bohaterka niby żyje normalnie, ale przez swoje lęki jest uwięziona w domu. Później pojawia się pożar: prawdziwy, lecz równie dobrze może to być symbol wyprowadzenia się dzieci z domu i odejścia lub śmierci męża. Bohaterka zostaje sama lub nie może opuścić domu podczas pożaru, bo lęk okazuje się zbyt silny. Obie interpretacje wydają się dość smutne.

Myślę, że symboliczne znaczenie miał powrót bohaterki po telefon. Dlaczego ten przedmiot ma dla niej tak duże znaczenie? A może to tylko pretekst, bo naprawdę chodzi o coś innego?

Czy bohaterka jest kamieniem? Ona być może ma niskie poczucie własnej wartości z powodu lęków. Z drugiej strony, kamień filozoficzny to coś wyjątkowego, ale czy widocznego na pierwszy rzut oka. Zawarłaś w tym opowiadaniu dużo psychologii, przynajmniej tak to odczytałam.

IMO, bardzo dobry, skłaniający do refleksji tekst, którego szybko się nie zapomina.

Chyba najlepiej moje odczucia oddał już CM:

Przybyłem.

Przeczytałem.

Ale jednak nie zrozumiałem.

Ja niestety również nie :c

@Ando

 

Hikikomori, powiadasz? Ciekawe spostrzeżenie, hmm…

Known some call is air am

Droga Asylum, przede wszystkim bardzo ładnie napisane i mimo że nie do końca wszystko zrozumiałam i moim zdaniem tekst można interpretować na wiele sposobów, wyjątkowo wzruszające. Niemalże w każdym zdaniu czuć tu niesamowity smutek, który łączy w sobie rozpacz z pięknem.

Poza tym jak dla mnie w opowiadaniu z każdym akapitem narasta napięcie, by ostatecznie przypieczętować wszystko świetnym zakończeniem.

Przeczytałam z przyjemnością. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w konkursie :)

Ando, dzięki! :-)

Ano, jak powiadają ludzie swój swego łatwo pojmie. ;-)

Masz rację, że zostawiłam do interpretacji, masz rację, że kamień może nie być widoczny na pierwszy rzut oka i wyjątkowy. Mogłaby być to sytuacja psychospołeczna hikikomori, choć w trakcie pisania podłożyłam coś bardziej sf.  Podobnie racja z telefonem. 

Dziękuję za przeczytanie!

 

Katiu, dziękuję za przeczytanie. :-)

Nie trza rozumieć wszystkiego. Cieszę się, że tak napisałaś o zakończeniu! heart

 

Tarnino, rybko nie moja lecz przemierzająca morza i oceany:

Nie akwarium to może być wszystko, co nie jest akwarium :)

A gdyby tak bez uogólnień, lecz konkretnie? ;-)

W zasadzie miałam na myśli sam sposób powiedzenia tego. Mało płynny, nienaturalny.

Hmm, dla niej (bohaterki) płynny i naturalny. ¯\_(ツ)_/¯

A od kiedy to winy grzeszą, hmm?

Hmm, winy, rozgrzeszenie, a odpuszczenie. Różnice. ;-)

To nie mogłaś napisać "trzeszczenie"?

Nie, bo słyszała dźwięki, a nie walący się dom. ;-)

Rozumiem, o co Ci chodzi (w tym zdaniu), po prostu jest mętne.

Jeśli rozumiesz – nie jest mętne. :P Różnica zdań pomiędzy nami, drugie znaczenie w sjp. Kołdry i poduszki oblekamy w świeży komplet pościeli.

Co miał, to miał, ale dłoń jest jednak jakoś przymocowana do reszty, nie?

Jest przymocowana, nawet na stałe, ale co to ma do rzeczy. :D

Kontekst:

(Ona) Nie mogła przestąpić progu. Wyciągnął dłoń (jakiś On z zaklętego kręgu). 

Tyle.

pod względem symbolu doskonałości; można też użyć interpretacji „wzorca wyjaśniającego świat”)…”

Toteż zrobiłam. Może trza myśleć bardziej konkretnie, mniej holistycznie. ;-)

… patrz, jaka fajna kusudama :)

O:o, naprawdę piękny! :-)

Skąd wiesz? XD

Znaczy uwiązane sznurkiem bliźnięta. Jak tak lubieją, cóż na to poradzę. ;-)

 A spróbuj tylko, to przyjdę i będę Ci śpiewać pod oknami, a tego nie wytrzymasz XD

Uuu, chyba bym chciała. Nikt tak jeszcze nie zrobił. :-) 

Taki mój urok XD

I za to heart

 

A dla wszystkich, w ramach ciekawostek, kilka słów o śliwie (Prunus Salicyna, nie mylić z liczi – Prunus Mume).

Śliwa kwitnie w Chinach jako pierwsza, robi to zanim rozwiną się jej liście (przełom stycznia i lutego). Jej kwitnienie jest bardzo ważne z uwagi na chińską tradycję jedności kultury i natury. Jak ktoś napisał wcześniej, jest symbolem wiosny (witalności, regeneracji, wytrzymałości i zwycięstwa w zmienności czasu). 

Chińska śliwa rodzima (juz się rozpowszechniła) jest niewielka. W literaturze często ma zimną skórę i nefrytowe kości, stąd często porównywana jest do cnotliwej dziewczyny. Pięć płatków śliwy to symbol pięciu bogów: długie życie, bogactwo, dobre samopoczucie, cnota, zdrowie.

A już zupełnie na boku, Mei Hua (Kwiat Śliwy) to dawno, dawno temu częste imię pokojówek i służebnych, czyli aluzyja do świadczenia panom rozkoszy seksualnych. I już ponad miarę – yang mei bing --> choroba wierzb i śliw to… nazwa chińska… syfilisu.

I na tym skończę, choć można by jeszcze gadać.

Kwiaty

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Aha, czyli to o gynoidzie seksualnym marki Kwiat Śliwy – teraz już wszystko rozumiem.

Spina się.

Fembot w duchu egalitaryzmu albo dziwnego kaprysu właściciela, pana nazywa mężem:

kochać się z mężem, podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek

 

No ale spoko. I wreszcie wiadomo dlaczego wraca po tę komórkę. Współczesnymi gynoidami zwykle się steruje przez aplikację na telefonie (co ciekawe, by któryś z seryjnie produkowanych fembotów samodzielnie stał trzeba dopłacić – opcje konfiguracji są dość duże, ale jednak zakłada się, że maszyna swą powinność spełniać będzie głównie na leżąco, a przypadku androidów o tym samym zastosowaniu, samodzielnie stoi tylko jeden element ;-) ).

Wreszcie całość zaczyna mieć sens ;-)

 

 

entropia nigdy nie maleje

kochać się z mężem, podsycając ogień naszego związku przez testowanie nowych sztuczek

Definicja, znaczenie męża i żony, naturalnie podług naszej bohaterki, bo jakżeby inaczej. :-) Hi, hi.

Co Ty z tym androidem, toć ersatz, patrz w szerszej perspektywie, przyszłościowej.  xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A gdyby tak bez uogólnień, lecz konkretnie? ;-)

Ale tutaj się nie da konkretniej: uniwersum dyskursu podzieliłyśmy na Akwaria i nie-Akwaria :)

 Hmm, dla niej (bohaterki) płynny i naturalny. ¯\_(ツ)_/¯

Znaczy się, nie ludź. Ale i komputer chyba nie… może sam Internet? Niee…

 Hmm, winy, rozgrzeszenie, a odpuszczenie. Różnice. ;-)

Rozgrzeszyć można kogoś z win.

Odpuścić można komuś winy. Moje zastrzeżenie było czysto gramatyczne.

 Nie, bo słyszała dźwięki, a nie walący się dom. ;-)

Ale trzeszczenie jest dźwiękiem…

 Jeśli rozumiesz – nie jest mętne. :P

Ale rozumiem dopiero po długim i głębokim namyśle :P

 Różnica zdań pomiędzy nami, drugie znaczenie w sjp. Kołdry i poduszki oblekamy w świeży komplet pościeli.

No, dobra. Piłka po Twojej stronie ;)

 Jest przymocowana, nawet na stałe, ale co to ma do rzeczy. :D

Sama się nie wyciągnie :P

 Może trza myśleć bardziej konkretnie, mniej holistycznie. ;-)

Touche heart

 Uuu, chyba bym chciała. Nikt tak jeszcze nie zrobił. :-)

Oooj, chyba byś nie chciała XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ale tutaj się nie da konkretniej: uniwersum dyskursu podzieliłyśmy na Akwaria i nie-Akwaria :)

Hmm, może się nie da tak podzielić. ;-) Fragment wiersza "Szyba", Anny Janko:

"Hoduję cię za szybą

odkąd przystanęłam

niechcący na całe życie

 

Przysięgałam miłość na szybę

nie mogąc wejść do środka"

 

Rozgrzeszyć można kogoś z win.

Odpuścić można komuś winy. Moje zastrzeżenie było czysto gramatyczne.

Hmm, napisałam – "gdzie rozgrzeszenie win moim bliskim".

"Rozgrzeszenie win" jest niedopuszczalnym połączeniem nie z powodów gramatycznych, ale znaczeniowych. Prawidłowe jest tylko "odpuszczenie win", zwłaszcza w świecie cywilizacji zachodniej, bo w innych się na tym nie wyznają i błędy mogą występować.

W języku angielskim istnieje "absolution from something", ale nigdy nie pojawia się w kontekście winy/win. 

Rozgrzeszenie jest ostatnim etapem aktem pokuty i skruchy, na który składa się wyznanie grzechów, gorący żal za ich popełnienie i szczera obietnica poprawy. Jest niejako osądem, który nie zwalnia nas z odpowiedzialności. ("Nie każda wina jest grzechem, a każdy grzech jest winą"). Grzechem jest świadome i dobrowolne działanie, lub jego brak (grzech zaniechania).

Akt rozgrzeszenia znajduje swój wyraz w formule wypowiadanej przez kapłana oczyszczającej penitenta z grzechów i jest skuteczny jedynie wtedy, gdy spełnione są wyżej przeze mnie opisane warunki. 

Tyle. Także rozmyślnie napisałam, miało zwracać uwagę. Po prostu nie można kogoś rozgrzeszyć z winy czy win, więc sformułowania "rozgrzeszenie z win moich bliskich" lub "rozgrzeszenie moich bliskich z win" są błędne. Gramatycznie rzecz rozpatrując konstrukcja "rozgrzeszyć z winy" zawsze musi zawierać dopełnienie wskazujące na konkretny grzech/czyn/postępowanie.

 

Ale trzeszczenie jest dźwiękiem…

Rozumiem, podobnie jak skrzypienie, chlupanie, zgrzytanie, szczekanie. ;-)

 

Oooj, chyba byś nie chciała XD

Niekoniecznie. heart

A co do śpiewania, najlepszy cover. 

Somewhere Over The Rainbow

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziwne. Bardzo. Asylumowe. Wczesnoasylumowe. Coś umyka, ale jednak wydaje się, ze to o jakiejś swego rodzaju wędrówce świadomości? W każdym razie wydaje mi się, ze zrozumiałem, podoba się, choć podobnie jak w przypadku Zaltha, nie mam przy tym jakiegoś ruszenia emocjonalnego. Natomiast bardzo udane jest tu skompresowanie bodźców i opisów. Dokładnie to, o co chodzi w krótkich tekstach – dać dużo przez kompresję, a nie tylko przycinać. Dobre! Choć jeśli kobieta chciała brać telefon, to joystick chyba powinien zostać zamieniony na pad – tak by wynikało z chronologii technologicznej. A może celowo została zmieniona? Bo i tak można interpretować.

Hmm, może się nie da tak podzielić. ;-)

I jak zwykle, ja logiką, a Ty nielogiką XD

"Rozgrzeszenie win" jest niedopuszczalnym połączeniem nie z powodów gramatycznych, ale znaczeniowych.

Racja, pospieszyłam się troszkę.

W języku angielskim istnieje "absolution from something", ale nigdy nie pojawia się w kontekście winy/win.

Oj, chyba jednak występuje. Musiałabym poszperać, a teraz nie zdążę, ale nie jestem pewna. W każdym razie sakrament pokuty nazywa się "absolution".

Jest niejako osądem, który nie zwalnia nas z odpowiedzialności. ("Nie każda wina jest grzechem, a każdy grzech jest winą"). Grzechem jest świadome i dobrowolne działanie, lub jego brak (grzech zaniechania).

Wszystko, co mówisz, jest prawdą tak prawdziwą, jak prawdziwe jest słońce – ale nie mam pojęcia, jak się ma do tematu. A chyba jakoś się ma. Tylko nie wiem, jak…

Gramatycznie rzecz rozpatrując konstrukcja "rozgrzeszyć z winy" zawsze musi zawierać dopełnienie wskazujące na konkretny grzech/czyn/postępowanie.

Ano, powinna.

Także rozmyślnie napisałam, miało zwracać uwagę. Po prostu nie można kogoś rozgrzeszyć z winy czy win, więc sformułowania "rozgrzeszenie z win moich bliskich" lub "rozgrzeszenie moich bliskich z win" są błędne.

Aha. Tylko taki myk, żeby był udany, musi być zrozumiały. A ja go nie rozumiem, no. Frustracja!

Rozumiem, podobnie jak skrzypienie, chlupanie, zgrzytanie, szczekanie. ;-)

I tak samo nie napisałabyś: dźwięk skrzypienia/chlupania/szczekania etc. Prawda?

heart

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, jurorze wilku, za komentarz! :-)

Poruszenia nie miało być, bo się mega starałam, aby być neutralną pod tym względem i to akurat się chyba udało. ;-)

Rozważałam i-pad, albo coś podobnego, lecz musiało być mechaniczne i najbliższe obecnym gadżetom – stąd wyszedł joystick. I tak przecież sprzężony.

Martwi mnie – "asylumowe", ale bardzo dobrze, że dowiaduję się tego i czytam jak odbieracie. Niestety nie mam dobrych wieści, tj. że przestaną być "asylumowe" – tak postrzegam świat, zdarzenia, ludzi. Nie będzie poruszania się w innych klimatach, jednym słowem – zero nowości, póki obecna się Asylum nie straci zainteresowania do…, nie przepotwarzy się. Dalej już nie będę prorokować.

Jeszcze raz dzięki za konkurs i błyskawiczne komentarze! ^^

 

Tarnino

I jak zwykle, ja logiką, a Ty nielogiką XD

Ano, tak jest, dla mnie logika jest czasami irracjonalna, co zdaje się absurdalne, choć pozornie. xd

"Rozgrzeszenie win" jest niedopuszczalnym połączeniem nie z powodów.

Oj, chyba jednak występuje. Musiałabym poszperać, a teraz nie zdążę, ale nie jestem pewna. W każdym razie sakrament pokuty nazywa się "absolution".

Poszperaj, nie znajdziesz, szkoda czasu. ;-)

nie mam pojęcia, jak się ma do tematu. A chyba jakoś się ma. 

Ano ma, ale najbardziej nieoczywiste jest na widoku. 

Aha. Tylko taki myk, żeby był udany, musi być zrozumiały. A ja go nie rozumiem, no. Frustracja!

I moja też! Bardzo silnie – chyba – oddziaływują na mnie książki i cała pop-kultura, z którą się stykam, a kiedy poznam coś, myślę, że wszystkim wiadome. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Niestety nie mam dobrych wieści, tj. że przestaną być "asylumowe"

Wcale nie byłyby dobre. I'm not much, but I'm all I have ;)

 nie przepotwarzy się

 Ano, tak jest, dla mnie logika jest czasami irracjonalna, co zdaje się absurdalne, choć pozornie. xd

Każde narzędzie ma swój zakres stosowalności.

 Poszperaj, nie znajdziesz, szkoda czasu. ;-)

Zobaczymy, zobaczymy ;)

 Bardzo silnie – chyba – oddziaływują na mnie książki i cała pop-kultura, z którą się stykam, a kiedy poznam coś, myślę, że wszystkim wiadome. xd

Wszyscy tak mają, ja też. Trzeba tylko o tym wiedzieć.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Obawiam się, Asylum, że pojęłam, co miałaś nadzieje opowiedzieć. :(

 

Serce wariowało, lecz nie zwracałam nań uwagi… ―> Nań znaczy na niego, a serce jest rodzaju nijakiego, więc: Serce wariowało, lecz nie zwracałam na nie uwagi

 

A gdzie rozgrzeszenie win moim bliskim… ―> To nie winy się rozgrzesza, a kogoś, kto te winy popełnił.

Proponuję: A gdzie odpuszczenie win moim bliskim

 

Zobaczyłam wszystko: cały świat, sąsiadów zgromadzonych koło strażackich wozów i karetek, nasz mały przydomowy ogródek pielęgnowany przez Rolfa, wycie syren. ―> Czy wycie syren też zobaczyła?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

reg! Przykro mi, że Cię zasmuciłam. :-(

Gdy przeczytałam Twój komentarz, wydaje mi się, że również dostrzegłam-zrozumiałam swój motyw, ukrywający się niejako pod tym podkładem, przy pomocy którego konstruowałam tego szorta. Przewija się w różnym stopniu w niektórych innych, zwłaszcza w ostatnio popełnianych. 

Jutro wprowadzę poprawki. Dwie, są w punkt. Błędne "rozgrzeszenie win" zostawię, bo użyłam nieprawidłowego zwrotu w pełni świadomie. Zwracasz uwagę na bardzo ważny aspekt – "to nie winy się rozgrzesza, a kogoś, kto te winy popełnił"!

Bardzo dziękuję Ci za przeczytanie i pozostawienie komentarza.

 

Tarnino, piękne są te motyle!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, tak czasem bywa, Asylum, że to, co ładnie ułożyło się w głowie piszącego, nijak do czytającego nie może dotrzeć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ano, masz rację, reg. ;-) Nijak nie może, za to ta Wiosna jest jak najbardziej namacalna:

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Owszem, pomacać pewnie ją można. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:DDD

Kwiaty sztuczne były.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

I przez nie cała Pani Wiosna wygląda dość sztucznie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widziałam w Łodzi wiosnę, ale nie taką. :-)

Babska logika rządzi!

Hej, Asylum!

 

Godzinkę spędziłem nad Twoim tekstem. Przeczytałem kilka razy, zastanawiałem się nad nim, wypiłem herbatę i zastanawiałem się dalej. Jeśli coś mogę powiedzieć o tym opku, to że na na pewno na długo zostanie mi w głowie. :D

Podoba mi się Twój styl, ale, mimo najszczerszych chęci, nic nie zrozumiałem. :D Bawi mnie to, bo dawno nie miałem takiej zagwozdki nad tak krótkim tekstem. Najpierw myślałem, że to przetransferowana do sieci/komputera świadomość zmarłej kobiety (akurat jakiś czas temu czytałem o tym u Dukaja). Potem, że to może duch tejże nieszczęsnej niewiasty. A potem dotarłem do końca i już nie wiem, co o tym myśleć. :D Jeśli wyjaśnienie jest gdzieś w komentarzach, to proszę o cynk, bo nawet nie próbowałem przez nie przebrnąć. :P 

Za pobudzenie moich szarych komórek w tą leniwą niedzielę daje dużego plusa. :)

 

Pozdrawiam!

Jak ci zostanie w głowie, dobrze, choć z niezrozumieniem – dla mnie –  raczej nie za dobrze. xd 

Nie jesteś odosobniony, lecz w większości, albo nawet w dużej większości, jeśli nie całości. :-)

W pisaniu nie jestem konkretna, próbuję to wyważyć, ale nie potrafię, bo opór stawia moja własna materia. 

Dzięki za komentarz! :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na początku również podejrzewałam, że mamy tu do czynienia ze sztuczną inteligencją. Potem jednak ten mąż i dzieci zbiły mnie z tropu… Bardzo oryginalnie jest to wszystko napisane, czego zresztą się spodziewałam, ale to dobrze – każde zdanie intryguje, na nowo każe przemyśleć interpretację. Chyba jednak, niestety, za wiele nie zrozumiałam. Ostateczne skojarzenie po lekturze mam takie, że chodzi o cykl reinkarnacji (swoista nieśmiertelność – no i byłby tu związek z kamieniem filozoficznym). Ale głowy bym za to nie dała ;)

Ło, matko, znaczy klops. Mielony. ;-) A musisz wiedzieć, że bardzo je lubię. Ba, nawet już ze dwa razy przyrządziłam. Pierwsze były do bani, drugie ciut lepsze, ale 

Si – ok, ale konkretna. Reinkarnacja – bardzo ok, znaczy kierunek okjka, tj. zgodny z moim wyjściową zamysłem.

Może i trochę przesuwam się w kierunku większej zrozumiałości, choć tak jak Ty, swojej  głowy bym za to nie dała.

Dzięki, Silvo, że zajrzałaś, przeczytałaś, zostawiłaś komentarz! :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Reinkarnacja – bardzo ok, znaczy kierunek okjka, tj. zgodny z moim wyjściową zamysłem.

Oho, czyli rzeczywiście coś tam zakumałam. Fajnie! :)

:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka