- Opowiadanie: Cerleg - Co zrobisz, nic nie zrobisz

Co zrobisz, nic nie zrobisz

Jak ktoś pamięta takie opowiadanie “Wilczysko”, to w nim jest taki akapit:

“Piwnica była tużpowojenna, bunkrowa, z ciężkimi bunkrowymi drzwiami w połowie korytarza, a zakrętów miała więcej niż grand prix na żużlu. Mieszkało w niej pewne grochowskie plemię, ale to już opowieść na inną okazję”.

No to to.

 

EDIT: Wilczysko dla leniuszków: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/18932

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy IV, Użytkownicy II

Oceny

Co zrobisz, nic nie zrobisz

Tłumaczył nam powoli.

– Jest taka piwnica na Grochowie, gdzieś między Dwernickiego, a Kobielską, ale nie powiem wam gdzie dokładnie, choć wiem, bo byłem na dole nieraz. Nie jest tam trudno trafić, jeśli znasz adres, choć jeśli go nie znasz, to szukaj myszy na polu. A adres poznasz tylko pod warunkiem, że oni będą mieli pewność, że nie wygadasz. I mówię tu pewność, nie przekonanie, mówię – pewność gęstszą niż jądro ziemi. Skąd oni biorą taką pewność, nie wiem, ale się nie mylą nigdy, dlatego nikt nie wie, gdzie jest ta piwnica. A ja wiem.

Nie wierzyłem ani jednemu słowu. Bo skoro to taka tajna piwnica, to czemu nam o niej mówił? Skoro słyszeli o niej tylko ci, którzy nie wygadają, to dlaczego on o niej słyszał? Za dużo było w tym taniego, praskiego gawędziarstwa, za mało konkretów. Ale inne tropy nam się skończyły, więc słuchaliśmy.

– Drzwi do klatki normalne, z domofonem. Możesz otworzyć kluczem, albo poczekać, aż ktoś będzie wchodził, albo wychodził. Tylko nie tarabań się od razu za nim, bo jeszcze dostaniesz w ryj, i słusznie, tylko poczekaj, doskocz w ostatniej chwili, zanim trzasną. W środku jedna żarówka, albo może nawet i to nie, lufciki tak zapaskudzone, że nic światła do środka nie wpada. Jeśli żarówka jest, to zobaczysz ściany w połowie pomazane sprayami, a w połowie obdarte z tynku do cegły. Z piętra zawsze – zawsze! – słychać będzie awanturę, balet rodzinny, czasem z nożem i tłuczonym szkłem, a czasem na bordopurpurowo. Na szczęście zejście do piwnicy jest od razu, po lewej stronie. Zamknięte na klucz, chyba, że akurat trafisz, że otwarte.

Gdyby jeszcze było to jakieś nowe, ale o grochowskiej piwnicy zamkniętej na klucz, o której nikt nic wie, słyszeliśmy już co najmniej siedem razy, teraz między Dwernickiego, a Kobielską, a wcześniej w pobliżu placu Szembeka, na tyłach Grochowskiej, rzut kamieniem od Orła, i tak dalej. Teraz w historii pojawią się schody. Bardzo możliwe, że kręte.

– I dobra, drzwi otwarte, powiedzmy, że trafiłeś. Zapalasz światło, schodzisz po schodach, jeden zakręt, drugi, wąsko, nikogo. Trzeci zakręt, czwarty, korytarz w prawo, omijasz. Piąty, szósty zakręt, korytarz w prawo, omijasz. Wiem, bo byłem tam. A jeśli nie byłem, to znam dobrze kogoś, kto był. Ale byłem.

Aha.

– Gdy już przestaniesz liczyć stopnie i zakręty, przestaniesz myśleć o tym, że już chyba masz bliżej do Chin niż z powrotem na Grochów, światło zgaśnie. Ciemno jak w nocy pod Radomiem. Boisz się? Nie ma czego. Dźwięki? Żadne, tylko twoje sapanie. Tylko, zaczynasz się zastanawiać, dlaczego wciąż je słychać, gdy wstrzymujesz oddech?

– I światło się zapala… – Przerwałem opowieść, bo znałem dalszy ciąg.

– I światło się zapala, żółte takie, brzydkie, a przed tobą długi korytarz. Ale nie pusty, o nie. Stoją tam, podpierając ściany, niektórzy sami, niektórzy w grupkach, szepczą. Może i który spojrzy na ciebie, ale bez ciekawości, bo co w tobie ciekawego? Z kosą cię nie pożenią, przynajmniej na razie. Przynajmniej taką masz nadzieję.

– A na końcu korytarza drzwi? – W tej historii nie wydarzy się już nic ciekawego, pomyśleliśmy z Kuchym.

– A na końcu korytarza drzwi, ale co za drzwiami, to wam nie powiem, bo raz, że nie wasz zafajdany interes, dwa, że za takie mielenie ozorem już niejeden kichnął po zmroku, a trzy, że to już by się należała kolejna stówka.

Mogliśmy wysłuchać za „kolejną stówkę” historii, którą już znaliśmy – zresztą w ostatnich tygodniach właściwie nic innego nie robiliśmy. Ale ostatni autobus odjeżdżał za pięć minut, więc trochę szkoda nam było czasu. Nawet bardziej niż pieniędzy.

– Dobra, pogadane – powiedział Kuchy, gdy kończyłem robić notatki. – Zostawmy drzwi i co za nimi, powiedz nam jeszcze tylko, skąd Złe Chłopaki biorą swoje towary.

Z twarzą dziadka zaczęło dziać się coś dziwnego. Najpierw straciła swój fioletowy odcień na rzecz kremowej bieli, zrobiła się popielata, by na końcu wrócić do pierwotnego stanu. A wszystko w mniej niż dwie sekundy.

– Złe Chłopaki, proszę panów prezesów… – Zebrał się w końcu na puentę, odciągając ramiona do tyłu, a łokcie odkręcając tak, że zobaczyliśmy pocięte wnętrza jego dłoni. – Złe Chłopaki nie rozmawiają o takich sprawach z młodymi panami prezesami.

Ten jego ruch, to ściągnięcie łopatek, te dłonie – zorientowałem się za późno.

– Złe Chłopaki, proszę panów, nie lubią wścibstwa.

Kuchy zrozumiał, co się dzieje o ułamek sekundy przede mną, ale o ułamek sekundy za późno. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza po nóż, ale nie miało to już sensu. Może gdyby odskoczył? Dziadek wbił mu pazury w krocze i gardło i tak trzymając, podniósł go kilka centymetrów nad ziemię szepcząc: – Oj, nie lubią, nie lubią, nie lubią, nie…

– O żesz… – wycharchał Kuchy w zasadzie na koniec.

Potem pytali mnie na bazie, co dokładnie zrobiłem w tym momencie. Opowiadałem, że zacząłem od kroku w tył, po którym od razu potknąłem się o ławkę, na szczęście nie uderzyłem w nic głową i nie straciłem przytomności, więc przeturlałem się na jezdnię, zerwałem z kolan i po prostu uciekłem, nie patrząc za siebie. To nie była historia, która przynosiła mi chlubę, ale była prawdziwa, a opowiadałem ją tylko tym, przed którymi nie należy kłamać. Najczęściej jednak nie wspominałem nawet im, że jeszcze przed tym pierwszym krokiem w tył, ale już po usłyszeniu krwawego mlaśnięcia, gdy dziadek zaczynał rozpruwanie Kuchego, szczerząc kły, zsikałem się ze strachu w spodnie.

A Kuchego, dobry chłop, szkoda. Co zrobisz, nic nie zrobisz.

 

 

Koniec

Komentarze

Zaciekawiłeś mnie, Cerlegu, i miałam wielka nadzieję, że w końcu dowiem się, co z tą piwnicą, ale cóż… nadzieja pozostała płonna.

Wykonane pozostawia sporo do życzenia

 

ale nie po­wiem Wam gdzie do­kład­nie… ―> …ale nie po­wiem wam gdzie do­kład­nie

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

lu­fic­ki tak za­pa­sku­dzo­ne… ―> Literówka.

 

– I świa­tło się za­pa­la… – Prze­rwa­łem opo­wieść, bo zna­łem dal­szy ciąg. ―> – I świa­tło się za­pa­la… – prze­rwa­łem opo­wieść, bo zna­łem dal­szy ciąg.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

a przed Tobą długi ko­ry­tarz. ―> …a przed tobą długi ko­ry­tarz.

 

– A na końcu ko­ry­ta­rza drzwi? – W tej hi­sto­rii nie wy­da­rzy się już nic cie­ka­we­go, po­my­śle­li­śmy z Ku­chym. ―> Np.: A na końcu ko­ry­ta­rza drzwi? W tej hi­sto­rii nie wy­da­rzy się już nic cie­ka­we­go – po­my­śle­li­śmy z Ku­chym.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: Zapis myśli bohaterów

 

ale co za drzwia­mi, to Wam nie po­wiem… ―> …ale co za drzwia­mi, to wam nie po­wiem

 

O żesz… – wy­char­chał Kuchy w za­sa­dzie na ko­niec. ―> Ożeż… – wy­char­czał Kuchy w za­sa­dzie na ko­niec.

 

więc prze­tur­la­łem suę na jezd­nię… ―> Literówka.

 

edycja

A potem przeczytałam przedmowę. Wilczysko pamiętam, cytowany fragment zatarł się w pamięci, ale jeśli to miała być opowieść o szczególnym piwnicznym grochowskim plemieniu, to czuję wielki niedosyt.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg ulubiona, dziękuję za poprawki, moja epistolograficzna tendencja do pisania zaimków wielką literą jest chyba nie do wyleczenia.

A co do reszty – pisanie jako sztuka zarządzania oczekiwaniami, znam to jak zły szeląg.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bardzo proszę, Cerlegu.

Czy mogę mieć nadzieję, na częstszą lekturę Twoich opowiadań?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaciąłem się, bardzo bym chciał się odciąć, ale nic nie idzie. Jest jeden tekst do Fantazmatów przyjęty, ale poprawki to droga przez mękę (głównie dla redaktorek, bo ja jestem niechluj i buc).

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Zaciąłem się, bardzo bym chciał się odciąć, ale nic nie idzie.

To przykre, ale co zrobisz, nic nie zrobisz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To jest z głębokiej szuflady, ale już chciałem tu sobie z Wami pokomentować ;) i posłuchać, że to wygląda jak fragment, że to nie jest opowiadanie i gdzie tu fantastyka. Stęskniłem się :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Może inni przyczepią się do braku fantastyki, ale ja ją dostrzegłam. Nie upierałabym się też, że to fragment. Jednakowoż, z racji że tekst liczy niespełna pięć i pół tysiąca znaków, zmieniłabym oznaczenie na SZORT.

No i poczekam, aż się odblokujesz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiastka zaciekawiła mnie, owszem, ale też wydaje mi się pozbawiona kontekstu. Nie znam “Wilczyska” i niestety z treści tego szorta niewiele można wywnioskować. Jest “ktoś”, kto mieszka w jakiejś specjalnej piwnicy, ale choć klimat jest jak się patrzy, to trochę brakuje mi wyjaśnień, choćby szczątkowych, o kim mowa i dlaczego.

 

„gdzieś między Dwernickiego[-,] a Kobielską”

 

„Możesz otworzyć kluczem[-,] albo poczekać, aż ktoś będzie wchodził[-,] albo wychodził.”

 

„lufciki tak zapaskudzone, że nic światła do środka nie wpada.” – „nic światła”? To niegramatyczne.

 

„Na szczęście zejście do piwnicy jest od razu[-,] po lewej stronie.”

 

„Zamknięte na klucz, chyba[-,] że akurat trafisz, że otwarte.”

 

„teraz między Dwernickiego[-,] a Kobielską”

 

„Żadne, tylko twoje sapanie. Tylko[-,] zaczynasz się zastanawiać, dlaczego wciąż je słychać, gdy wstrzymujesz oddech?”

 

„Kuchy zrozumiał, co się dzieje o ułamek sekundy przede mną, ale o ułamek sekundy za późno. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza po nóż, ale nie miało to już sensu.”

 

„Dziadek wbił mu pazury w krocze i gardło[+,] i tak trzymając[-,] podniósł go kilka centymetrów nad ziemię…”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fajne, ale w porównaniu do reszty Twojej portalowej twórczości – średnie.

Dla mnie trochę wyrwane z kontekstu, pewnie dlatego, że nie czytałam Wilczyska. Fantastyka wyskakuje mi nagle, gdy dziadek pokazuje pazury i niespodziewanie. I domyślam się, że to też efekt braku znajomości wspomnianego tekstu. Czytało się nieźle, ale niedosyt mam.

Dałbyś przynajmniej link do tego Wilczyska, bo leniwa jestem i szukać mi się nie chce ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Szkoda, Cerlegu, że nie piszesz, znaczy – nie wstawiasz tutaj. Opowiadanie przychodzi Ci – wydaje mi się – tak naturalnie jak oddychanie.

Końcówka pośpieszna.

Całość podobała mi się, więc poskarżę do biblio. Interpunkcja też ok, na moje niewprawne oko.

W jednym miejscu to oko mi się się zawiesiło:

,I mówię tu pewność, nie przekonanie, mówię – pewność gęstszą niż jądro ziemi.

Pokombinowałabym z zapisem.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć Cerleg,

Zaciekawił mnie sposób prowadzenia narracji, na zasadzie pogrywania z czytelnikiem. Niby dokładnie wyjaśniasz, jak trafić do tej piwnicy, ale ja cały czas się zastanawiałam, czy bym ją odnalazła:-) Bardzo fajnie to wyszło. Straszliwie podobają mi się tego typu oczywistości:

Nie jest tam trudno trafić, jeśli znasz adres

Zamknięte na klucz, chyba, że akurat trafisz, że otwarte.

a sporo ich w tekście i one tworzą klimat. 

Rzeczywiście odczuwam pewien niedosyt w zakończeniu, ale wydaje mi się, że taki efekt chciałeś osiągnąć. Czyli więcej gadania o tej piwnicy, a oni mieli nigdy do niej nie trafić, tak? 

W każdym razie jestem zadowolona z lektury i polecam do biblioteki, no chyba, że nie polecam:-)

Hej,

 

Sympatyczne. Podobał mi się sposób opowiadania, ten monologizowany dialog (dialogizowany monolog?). Wyszło to fajnie i świeżo, a także zabawnie.

Nie znam poprzedniego tekstu, ale ten, pomimo kilku niejasności, broni się sam w sobie.

W wolnej chwili zerknę na inne Twoje teksty, no i czekam na coś nowego ;)

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Hmmm. Najpierw snujesz opowieść. Snujesz dosyć długo. Potem, nieco z czapy, wyskakuje fantastyka, a snuta opowieść pozostaje bez zakończenia.

– O żesz…

I czemu to niepoprawione?

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka