- Opowiadanie: PsychoFish - Tajemnicza przygoda dziwnych stworzeń

Tajemnicza przygoda dziwnych stworzeń

Bardziej bajka niż weird, ale obiecałem córce, że napiszemy razem, a córka mówi, że dziwne.

#kwarantannazdzieckiem

 

Mam nadzieję, że nie będzie bolało :-)

 

Ałtorstfo: Zosia i Michał Rybińscy.

 

Hasło konkursowe: agatowy flet

 

Tak, jest flecik ów rekwizytem tylko, tak, jest kilka postaci zamiast pojedynczego protagonisty w krótkim opowiadaniu – tak to zostało poustalane ze współautorką i już. ;-)

 

P.S. Duże podziękowania dla Deirdriu i kam_mod za szybką betę - macz apresziejted

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Tajemnicza przygoda dziwnych stworzeń

Miotłówki uwijały się w oddali, kreśląc na rozgwieżdżonym niebie kurs dla Skorupy. Manfred stał za sterem swojego Bąbelka, który, razem z innym drobiazgiem unoszącym się wokół latającego miasta, ustawiał się właśnie wokół smug ciągnących się za podniebnym grodem. Nagle rozległ się tupot nóżek i zaraz maluchy przykleiły mu się do ogona.

– Tatku! Opowiedz nam bajeczkę!

– Tę o wiecznej ucieczce przed słońcem!

– Nie! Tę o tym, jak ziemia zmieniła się w morze ognia!

– Nie! O ucieczce!

Manfred pyknął fajką, trzymaną niedbale w zębach, co od razu uciszyło przychówek. Rzucił okiem na palenisko i uniósł pytająco brew. Wiedział, że jego ukochana jest tuż za niesforną dzieciarnią. Odpowiedział mu perlisty śmiech.

– Nie mogłam ich zatrzymać. Ciągle proszą o twoje historie. Cóż, jakoś moje sylficzne klechdy nie są w stanie ich uśpić… Będę pilnowała ognia, utrzymamy wysokość. Ja też chętnie posłucham twojej opowieści, kochanie…

Manfred uśmiechnął się pod wąsem i skinął głową. Dzieci zapiszczały z radości i rozsiadły się pod sterem, a ojciec odezwał się w te słowa:

– Urwiszony moje lube, dziś nie opowiem wam ani o wiecznej ucieczce przed słońcem, ani o morzu ognia. Dziś opowiem wam… – zerknął ukradkiem na panią Richthofen, cud jego życia – …o trudach miłości wśród chmur. A wszystko zaczęło się od stada burzowych wilków, które wylądowało na wyspie Kos i ścigającego je Czarnego Księżnika…

 

*

 

– Nie! – warknął przywódca watahy, burzowy wilk o porwanych uszach, naznaczonym szramą siwym pysku i pokrytym bielmem oku. Agatowy flet kołysał się na wietrze między jego łapami, migocząc raz po raz w świetle księżyca. 

Wilki przycupnęły na gałęziach drzew nieopodal chmurołazu, kierowanego przez Czarnego Księżnika. Warczały, ostrzegawczo obnażając zęby i rozpościerając skrzydła. Księżnik, najczarniejszy z czarnych, czarny tak bardzo, iż jego skóra zdawała się pochłaniać światło, zacisnął mocniej szpony na drążkach sterowych pojazdu. Przekładnie maszyny terkotały cicho, czekając na przyzwalające drgnięcie jeźdźca.

– To nierozsądne – odezwał się czarny przybysz, gdy wilcze powarkiwania nieco ucichły. – Muszę mieć ten flet. Ja to wiem i wy to wiecie. Naprawdę, wolałbym, byście się do mnie przyłączyli… Moglibyśmy razem władać całym nocnym niebem!

– Nie – powtórzył wilk. – Agatowy flet jest zbyt potężnym… narzędziem, by mógł pozostać w łapach kogoś takiego jak ty. 

Czarny Księżnik westchnął i szponem czarniejszym od najczarniejszych snów niedbale przestawił jeden z wichajstrów maszyny. Chmurołaz zawibrował i wystrzelił z siebie kulę mazi wprost w jednego z burzowych wilków. Trafione zwierzę zaskomlało krótko i runęło na ziemię. Sierść i skrzydła oblepiała smolista substancja, unieruchamiająca drapieżnika. Przewodnik stada zawył, reszta watahy dołączyła, zlatując na ziemię i zasłaniając pobratymca. Wilki pochyliły łby, groźnie błyskając kłami i dobywając z siebie głuchy warkot. W oddali zagrzmiała burza, przyzwana wyciem stada. Czarny Księżnik wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu i ze smutkiem – bo bardzo lubił wilki – wychylił drążek do oporu, popychając chmurołaza do ataku.

 

*

 

– Tatku! A czemu wilki nie uciekły? – wyrwała się Najstarsza.

– No właśnie, czemu? – zawtórował jej Młodszy.

– A pamiętacie, co o nich mówią? Jak lojalne są wobec siebie?

 

Jam jest burzowy wilk

“Semper fi” 

mam we krwi!

 

*

 

– Nie!

Niewidzialna Czarodziejka kurczowo trzymała się kopytkami dosiadanej miotłówki. Jej krzyk przeciął niebo w ostatniej chwili: odnóża chmurołaza już miały przebić dzikie serce Barnaby Jednookiego, przywódcy watahy i wyrwać flet spomiędzy jego łap. Czarny Księżnik drgnął, rozejrzał się pospiesznie, a potem obrócił maszynę. Chmurołaz posłusznie wodził zbrojnymi szczypcami wokół siebie, szukając przeciwnika..

Niewidzialna nie zwlekała. Skierowała miotłówkę w dół i runęła wprost na maszynę i jej jeźdźca. Na chwilę odrzuciła kaptur płaszcza-niewidziadła, ściągnęła z głowy kapelusz i, wykorzystując dezorientację Księżnika, wsadziła go hultajowi na łeb, zasłaniając oczy. Chmurołaz zaczął wywijać na oślep odnóżami, tnąc grafitowy ślad zostawiony w powietrzu przez miotłówkę. Czarodziejka narzuciła kaptur, znów stając się w pełni niewidoczna i zeskoczyła na ziemię.

– Uwolnij wilki! – szepnęła towarzyszce, która, nie zwlekając, zaczęła zaciekle gumkować maź więżącą drapieżniki. Czarodziejka, ukryta przed wzrokiem pod magicznym płaszczem, pogalopowała w kierunku maszyny i, niemal zawracając w miejscu, rąbnęła z całej siły tylnymi kopytkami w metalowy korpus. Chmurołaz wyleciał w powietrze, koziołkując szaleńczo.

– Ooooooo! – jęknął głośno Czarny Księżnik, gdy machina spadała między drzewa. Nad miejscem upadku wzbiły się w powietrze przestraszone lewidła, na przemian skarżąc się i grożąc intruzowi.

Czarodziejka odwróciła się do stada. Wiedziała, że czują jej zapach doskonale, mimo, że niczego nie widzą. 

– Uciekajcie stąd. Ja się nim zajmę.

– Skąd wiedziałaś? – Barnaba skłonił głowę z szacunkiem.

– Tylko wy potraficie jedną pieśnią przyzwać sztormowe chmury wysokie aż do gwiazd. Burza gna na takiej wichurze, że zaraz rozpęta się tu piekło. Szybko, precz mi, zanim znów złapie wasz ślad!

Barnaba szczeknął krótko i wilki natychmiast zerwały się na cztery łapy. Wataha pobiegła ku brzegowi podniebnej wyspy. Nocni łowcy, jeden po drugim, zeskakiwali z klifu, rozpościerając skrzydła i szybując na wzmagającym się z każdą chwilą wietrze.

Niewidzialna Czarodziejka wskoczyła na miotłówkę i razem pomknęły między drzewami w kierunku miejsca, gdzie upadł chmurołaz Czarnego Księżnika.

 

Miotłówka i Niewidzialna Czarodziejka w płaszczu-niewidziadle

 

*

 

– Tatku, a co jedzą burzowe wilki? – zapytał Młodszy, przytulając mocno pluszowego obłoczka. Dokładnie takiego, jakiego wataha oderwałaby od stada białych chmur. I dokładnie takiego, którego nagłe zniknięcie mogłoby sprawić, że spokojne obłoki przemienią się w groźne, miotające piorunami cumulonimbusy, uderzające z całą mocą wszędzie tam, gdzie usłyszą wilcze wycie.

– No, polują na…

– Trawę. Polują na trawę, bo są wegetarianami – dokończyła szybko pani Richthofen, rysując gniewne znaki w powietrzu.

– T-tak, trawę, no oczywiście, że trawę! Wracając do Niewidzialnej Czarodziejki…

 

*

 

Miotłówka gna

 

– Nie. – Czarny Księżnik pochylił się, mrużąc ślepia i smagając ogonem ziemię. W szponach miął brązowy kapelusz. – Nie przestanę. Agatowy flet może naprawić ten świat, mój świat! Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną wie jak go użyć, by tego dokonać. 

– Ile razy jeszcze będziemy odbywali tę rozmowę? – Niewidzialna Czarodziejka, wciąż ukryta pod płaszczem-niewidziadłem, podkradała się ostrożnie do stwora. Silny wiatr porywał jej głos i utrudniał przeciwnikowi odgadnięcie, gdzie jest ukryta. Z drugiej strony miotłówka śmigała między pniami drzew okalających miejsce katastrofy, zmuszając Czarnego Księżnika do nerwowego rozglądania się dookoła. – Myślę, że ten świat ma dość zmian na jakiś czas. Wasi, tfu, bogowie wyryćkali wszystko, co się dało tutaj wyryćkać, namieszali wśród gwiazd i odeszli. – Nie przestając mówić, Niewidzialna Czarodziejka sięgnęła do boku po wierne lasso i pod osłoną krzewów szarpanych porywistym wiatrem szykowała się do rzutu. – Jesteś sierotą i wygnańcem na własnym niebie! – Musiała podnieść głos, by przekrzyczeć wzmagającą się z każdą chwilą zawieruchę. Błyskało. Grzmoty dudniły coraz bliżej. Nadciągająca burza zakryła księżyc, pociemniało gwałtownie. Czarny Księżnik tylko na to czekał. Skoczył ku wrakowi chmurołaza, chcąc wyrwać się niezauważenie z potrzasku, gdy znienacka oświetlił go błysk pioruna. Rzucone wprawnym kopytkiem lasso pofrunęło na podmuchu wiatru i opadło na zbiega. Czarodziejka szarpnęła liną, zaciskając pętlę i zrzucając przeciwnika na ziemię.

– Teraz! – krzyknęła do miotłówki – Teraz mamy szansę! Wygumkuj go! Niech to szaleństwo w końcu się skończy!

Miotłówka pomknęła w kierunku Księżnika. Zawisła nad schwytanym stworem i wbiła w niego wzrok. Patrzyła tak dłuższą chwilę. Głuche stuknięcia kopytek anonsowały zbliżającą się czarodziejkę, a zwijana lina nikła w powietrzu pod płaszczem-niewidziadłem.

– Nie. Nie chcę – burknęła w końcu miotłówka. – Znajdźmy schronienie albo szybko stąd uciekajmy. Ta burza musi bardzo nienawidzić watahy Barnaby i zaraz nas rozszarpie.

– Zawsze to samo – sarkała czarodziejka, krępując mocniej Czarnego Księżnika. – Masz dla tego złola za miękkie serce. Mówię ci, te jego próby zawrócenia czasu źle się skończą. Udźwigniesz nas oboje?

Przyjaźń z kopytkową wiedźmą czasami oznaczała cięższe chwile. Miotłówka bez słowa ustawiła się do startu, pozwalając dosiąść się czarodziejce i jej więźniowi. Ruszyła w milczeniu, kreśląc kurs między silniejszymi porywami wiatru. Grzmiało raz za razem, błyskawice przecinały niebo coraz to bliżej.

Czarny Księżnik parsknął, przerywając milczenie.

– Zrozum, bogowie zostawili po sobie wiedzę. Nie na darmo jestem Księżnikiem: potrafię odczytać ich tajemnice, potrafię użyć ich wiedzy! – Przekrzykiwał wiatr, wyraźnie poirytowany.

– Srali muchy, będzie wiosna! Od lat nie mogę wrócić do domu, a ty dalej wierzysz, że coś zmienisz i ścigasz bez przerwy wilki! Wilki! Wilki, które są mądrzejsze od was wszystkich i nie pozwolą, by kolejny przekonany o własnej jedwabistości nawiedzeniec popsuł wszystko jeszcze bardziej! – wrzasnęła czarodziejka. Była zła na Czarnego Księżnika za jego upór i determinację, zła na przyjaciółkę-miotłówkę za jej oczywisty afekt do drania, zła na zacinający deszcz i oślepiające pioruny, zła na szarpiący ich wicher i zła na tych pokichanych bogów, przez których niespodziewanie znalazła się na tutejszym nocnym niebie.

Czarny Księżnik najpierw skulił się w sobie, jakby rażony czarodziejskim kopytkiem, a potem wrzasnął wściekle:

– Idiotko! Chcę to wszystko naprawić, bo cię kocham!

Miotłówka drgnęła zaskoczona, pogubiła się w kreślonym kursie. Porwał ich potężny szkwał. Wirowali w powietrzu nad latająca wyspą Kos, gdy Niewidzialna Czarodziejka spadła, krzycząc rozpaczliwie.

 

Pochwycenie Czarnego Księżnika

 

*

 

Najstarsza aż zatchnęła się, a Młodszy mocniej przytulił obłoczek. Pani Richthofen jakby skurczyła się w sobie. Manfred spojrzał na żonę niespokojnie, ale uciekała przed jego wzrokiem.

– Tatku, ale czemu ona spadła? Przecież latała na tej miotłówce nie raz i nie dwa razy? – zapytał przytomnie Młodszy.

Manfred spojrzał z dumą na syna. Zimna krew, analityczne spojrzenie… Mógłby być dobrym Księżnikiem w przyszłości. Wspaniałe dzieci wyrysowała im żona.

– Spadła, bo trudniej trzymać się miotłówki kopytkami niż szponami. A jeszcze gdy gna jak szalona… No, potem ci to wyjaśnię dokładniej. Słuchajcie dalej.

 

*

 

– Nie. Nie kocham go. – Szarpnęła się ponownie, ale więżące ją kolczaste liany trzymały mocno. – Szczerze, to ja myślę, że to jego uczucie to jest na jeden raz, jeśli wiesz co chcę powiedzieć – dodała, uważnie przyglądając się wielkiemu jak drzewo kielichowi kwiatu nieopodal. Na płatkach lśniło kilka rzędów szpilkowatych zębów, sprawiających wrażenie ostrych jak języki straganiarek ze Skorupy. Nie była pewna, czy ciecz skapująca z kwiatu to jeszcze pozostałości ulewy czy już ślina. Płaszcz-niewidziadeł był w strzępach, nie mogła użyć kopytek. Była w kropce.

Plącze drgnęło lekko, zdawałoby się: westchnęło. Po chwili w powietrzu rozległ się ciepły głos:

– Dlaczego nie chcesz go pokochać?

– Bo jest brzydki i okropny, no zrozum mnie! Dlaczego tak o to dopytujesz? Wypuść mnie! Natychmiast!

Zębaty kwiat wyszczerzył się w chutliwym uśmieszku, a kielich zwrócił się w stronę czarodziejki. Plącze znów drgnęło-westchnęło.

– Posłuchaj, bo to bardzo ważne. Będę musiała spytać cię jeszcze raz, ale zanim to się stanie, opowiem ci pewną historię. Mnie też spotkał zły los. Jestem przemieniona. Wcześniej byłam piękną nimfą, która pokochała samego wielobarwnego boga, tego od muzyki życia. Z nieznanych mi powodów on także wybrał mnie na swoją ukochaną. Och, jakaż byłam szczęśliwa! Ale inny bóg, Asklepios, także zakochał się we mnie.

– Asklepios? Ten szaleniec, który przetwarzał wszystko, co tylko mógł, w latające stworzenia?

– Tenże sam. Chłopaki nie mogli się dogadać, a przecież mogłam obydwóm dać wiele szczęścia, tylko oni nie chcieli jakoś tak razem… I stało się tak, że zazdrosny Asklepios zaciągnął mnie do swojej świątyni, tutaj, na wyspie Kos. Wtedy jeszcze nie pływała ona po niebie, ale po szmaragdowym morzu. Kiedy mój wielobarwny bóg przybył mi na ratunek, wywiązała się walka, którą wygrał Asklepios. Nie mógł jednak tak do końca zabić innego boga, więc w swojej przeklętej kadzi uwięził całą moc mego ukochanego w niewielkim, acz znaczącym instrumencie.

– Agatowy flet…

Plącze zadrżało smutno, bardzo smutno. Po chwili podjęło opowieść:

– Mnie zaś przemienił w plącze odrzuconej miłości, zostawiając mi całą pamięć i niewiele kontroli nad ciałem. Od tej pory chwytam wszystkich, którzy nie odwzajemniają uczucia. Mam bardzo długie pnącza i co one robią z tymi, których schwytam, to nawet nie jestem pewna. Wiem tylko, że muszę zapytać trzy razy, że porastam ruiny świątyni Asklepiosa, a tamten zębaty łobuz wyrósł z jego nasienia.

Wyszczerzony kwiat uśmiechnął się jeszcze bardziej. Niewidzialna Czarodziejka była teraz pewna, że się ślinił.

– Ale ja odwzajemniłam miłość. Tylko nie tutaj – burknęła, zezując na żarłoczny kielich.

– Jak to?

– Zanim oddech odchodzących bogów wyrwał mnie z mojej farmy, miałam ukochanego. Zacny kuc herbu Gruszka, planowaliśmy wspólną przyszłość. Odkąd tu jestem, próbuję wrócić do domu, zostałam nawet wiedźmą latającą na miotłówce, ja, farmerka… Ech.

– Niewiarygodne! Zaprzyjaźniłaś się z miotłówką? Dlaczego jeszcze nie narysowała ci drogi do domu?

– Mój dom nie jest na waszym niebie… To zupełnie inny świat.

– To nieważne! Miotłówki mogą narysować kurs wszędzie, rozumiesz, wszędzie. Tak zostały stworzone przez bogów, zanim odeszli. Wystarczy, że mają odpowiednio dużo wkładu i znają wzór. Hmmm…

– Co: hmmm?

– Jeśli naprawdę odwzajemniłaś miłość, moje pnącza musiałyby cię wypuścić. Czy potrafisz wezwać swoją przyjaciółkę?

 

Zębaty kwiat, w dwóch ujęciach

 

*

 

– Tatku, a kto to jest ten wielobarwny bóg? – zapytała Najstarsza.

– Agat. Jego kamienne szczątki znajdujemy do dziś na tych fragmentach lądów, które wędrują po niebie. Asklepios naprawdę dołożył wszelkich starań, by konkurent nie mógł łatwo się odrodzić – odparł Manfred.

– Tatku… a czy to prawda, że każda miotłówka kiedyś wyrysuje się do końca i zniknie? – zapytał Młodszy, z niepokojem oglądając się na mamę.

– Kochanie, ja tu zawsze jestem – odparła pani Richthofen. – I nie zamierzam się wyrysować do końca. My, miotłówki, zostałyśmy stworzone do wożenia wiedźm nawigacyjnych i kreślenia kursów tak długo, jak jesteśmy potrzebne; choćby i do końca czasu.

 

*

 

– Nie. – Miotłówka cała drżała, od szpiczastego czubka aż po gumkę. – Nie wierzę ci. Wszyscy bogowie odeszli, zostawiając nas na pastwę losu.

Czarny Księżnik spojrzał w rozgwieżdżone niebo, mnąc przekleństwo w zębach. Odetchnął, przymknął ślepia na chwilę i kontynuował:

– Nie wszyscy. Ciotka wielobarwnego boga została tutaj. Spoczywa gdzieś, w uśpieniu czekając na dogodny moment, by odnaleźć esencję siostrzeńca. Mam w swojej księżnicy miliony glifów, które to potwierdzają. Mogłaby to wszystko odwrócić…

– I co, nie byłoby mnie i moich sióstr? Podniebnych wysp, Skorupy miasta bogów, w której teraz żyją miliony? Tego chcesz? A może chodzi ci po głowie coś bardziej samolubnego, co? A czytałeś ty w tej swojej księżnicy, że nie ma takiej siły, która może kogoś zmusić do miłości, hę?

Księżnik nie odpowiedział. Lecieli nad Kos, zygzakami, nisko, wypatrując Niewidzialnej Czarodziejki. Zawarli tymczasowy rozejm, by odnaleźć najcenniejszą dla obojga osobę. Rozzłoszczona burza odpłynęła już znad wyspy, wciąż szukając znienawidzonej watahy. W pewnej chwili Czarny zastrzygł uchem, potem drugim, trzecim, czwartym… 

– Na gwiazdę Dzienną… Coś tam słyszę…

Miotłówka skreśliła natychmiast nowy kurs i poleciała we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, po krótkiej chwili oboje usłyszeli ochrypłe wołanie. Pognali w jego kierunku i ujrzeli skrępowaną pnączami czarodziejkę. Podarty płaszcz-niewidziadeł nie chronił już krągłych boczków przed ciekawskim wzrokiem. Dziwaczny, kolczasty bluszcz wypełniał prawie w całości polanę. Nieopodal ogromny, drapieżny kwiat rozwierał i zamykał zębaty kielich; po płatkach ściekała mu ślina.

– Nie lądujcie! – wychrypiała na ich widok Czarodziejka. – To plącze odrzuconej miłości!

Jak na zawołanie kolczaste liany wystrzeliły w powietrze, próbując pochwycić Czarnego Księżnika. Miotłówka odbiła gwałtownie w górę, unikając pułapki i zawisła w bezpiecznej odległości nad przyjaciółką.

– Jesteś cała? – krzyknęła z góry.

– Na razie tak… – Czarodziejka zaniosła się kaszlem. W powietrzu rozległo się westchnienie, plącze zadrżało i rozległ się łagodny, kojący głos:

– Ona wciąż może się uwolnić, ale muszę mieć pewność, że naprawdę odwzajemniła miłość.

Serce Czarnego Księżnika zabiło mocniej. Miotłówka zesztywniała.

– Muszę zajrzeć do jej świata, a jeśli jest prawdą to, co mówi, zwrócić ją. Miotłówko, czy znasz kurs do domu swojej przyjaciółki?

Czarny Księżnik poczuł, jak kręci mu się w głowie; noc zdała się ciemniejsza od jego skóry, a w paszczy poczuł popiół. Miotłówka tkwiła dłuższą chwilę w bezruchu, jakby przetrawiając możliwe kursy zdarzeń. W końcu zrobiła nerwowe kółko nad polaną, szkicując pospiesznie między gwiazdami skomplikowane wzory.

– Niekompletny – odparła głucho. – Na podstawie jej opowieści zdołałam odkryć tylko tyle. 

Księżnik przetarł oczy, odetchnął głęboko, ni to z ulgą, ni ze smutkiem. Zaczął przyglądać się wzorom skreślonym przez miotłówkę i poczuł suchość w gardle. Wśród całej wiedzy pozostawionej przez bogów znajdowały się również glify opisujące ścieżki, jakie budowali między światami. Był niemalże pewien, że widział już taką, której część nakreśliła na niebie miotłówka. Im bardziej się przyglądał, tym bardziej czuł gorycz w na języku.

– Co się stanie, jeżeli nie zajrzysz do jej świata, plącze? – zapytał.

Zębaty kwiat wyszczerzył się okrutnie, kłapiąc znacząco w kierunku uwięzionej. Czarodziejka drgnęła, usiłując bezskutecznie wyrwać kopytka z oplatających je pnączy. Krew popłynęła z rozciętej kolcami skóry. Czarny Księżnik odruchowo zacisnął szpony tak mocno, że miotłówka aż pisnęła z bólu. Od razu rozluźnił palce i pogładził uspokajająco skaleczoną oprawkę. Walczył ze sobą jeszcze, ważył to, czego chciał, przeciw temu, co chciała najważniejsza dla niego istota. W końcu zdecydował.

– Musimy polecieć do mojej księżnicy. – Słowa wyciskał z siebie z trudnością, każde twarde, gorzkie i bolesne jak dziecięce rozczarowanie. – Wrócimy tu… z resztą kursu. 

 

Później mówiono, że tej nocy nad Kos zabłysło światło tak jasne i zimne jak wtedy, gdy odchodzili bogowie. Że ku niebu najpierw sięgnęły macki plącza, a potem uniosła się niewielka postać. I że właśnie wtedy na niebie pojawił się po raz pierwszy gwiazdozbiór Trzech Jabłek, a od tamtej pory wszelki słuch o Niewidzialnej Czarodziejce zaginął.

 

Magiczne drzwi z powrotem, narysowane dla Niewidzialnej Czarodziejki przez miotłówkę według wskazówek Czarnego Księżnika

 

*

 

– Nie i jeszcze raz nie – warknął Barnaba Jednooki na widok Czarnego Księżnika, wkraczającego do leża burzowych wilków. Czas przyprószył siwizną już niemal cały pysk starego basiora.

– Zapomnij o flecie, zapomnij o wszystkim, czego chcesz. A ty co, pokumałaś się na starość z niegrzecznym chłopcem? – rzucił w kierunku miotłówki, która sunęła powoli za intruzem. Wataha przerwała swoje zajęcia, w napięciu obserwując przybyłych.

– Barnabo – odezwała się miotłówka – bądź tak miły i przez chwilę zamknij paszczę. Upłynęło już wiele lat i nastąpiły pewne zmiany. Przyszliśmy zaprosić was na nasze wesele. Całą watahę. Nie chcemy niczego, prawda?

Czarny Księżnik wpatrywał się jak zahipnotyzowany w instrument między łapami wilka. Barnaba ostentacyjnie przeciągnął językiem po flecie, od ustnika aż po stopkę.

– PRAWDA, KOCHANIE? – powtórzyła z naciskiem miotłówka, trącając narzeczonego.

– Co? Prawda, prawda… – ocknął się Księżnik. – Nic, zero, żadnych fletów. Tylko ten, eee, ślub. Jesteście mile widziani, o ile nie zjecie żadnych gości.

Wilki rozwarły paszcze i wywaliły jęzory, dysząc w niemym uśmiechu.

 

 

”Boska” ciotka Agata

 

Dzieci zasypiały pod sterem. Manfred buchnął z fajki, szponem czarniejszym od najczarniejszych snów zablokował ster i rozpoczął wieczorny pacierz:

 

Miotłówko niebna, stróżko moja…

 

Maluchy odpowiedziały niezbornym, półsennym mamrotaniem:

 

Gdy jesteś obok, to się nie bojam

Przed świtem chroń i wiedź ku nocy,

Miłuj i bądź mi ku pomocy

Strzeż od kłów wilka burzowego

I nie wymazuj mnie z nieba naszego…

 

Cała naprzód. – dokończyła pani Richthofen. Zrobiła kilka zawijasów w powietrzu, kreśląc główką serca i gwiazdy nad dziećmi. Manfred posłał jej niemego całusa. Odkąd Barnaba Jednooki zagrał im w ślubnym prezencie na flecie boga, wiedzieli, że mogą się razem nawet zestarzeć i roztyć. 

Najstarsza przekręciła się na bok i nie otwierając ślipków, sennym głosem zapytała:

– Tatku, a co się stało z plączem nieod… dzajemnej miłości?

Manfred pochylił się i cicho odparł, głaszcząc córkę:

– Powiadają, że krótko potem pojawiła się boska ciotka Agata i odzyskała flet od burzowych wilków. Przytknęła instrument do ust i, grając z nadzwyczajną wprawą, zdjęła zaklęcie z nieszczęsnej nimfy. Plącze nieodwzajemnionej miłości na powrót stało się piękną kobietą. Powiadają też, że potem ujęły się za ręce i razem ruszyły do Skorupy, żeby kogoś pokochać.

 

Pamiątkowy szkic ze ślubu, wykonany przez inną miotłówkę

 

 

 

Ciąg dalszy być może nastąpi…

 

Koniec

Komentarze

Super duet autorski stworzył piękną opowieść heart Przekaż też brawa ilustratorce.

 

Jak ja Cię dawno nie czytałam! Nie wiem, ile w tej historii jest Twojej wyobraźni, a ile Twojej córy, ale nie wnikam w to. Świat baśniowy, kolorowy, plastyczny. Świat pokręcony niesamowicie, ale czytałam z czystą przyjemnością. Od razu minęła mi depresja (w którą wpadłam chwilę wcześniej po czytaniu wpisów w SB) i świat zrobił się przyjemniejszy. Najwyraźniej tego mi było trzeba wink

 

Zaraz wrzucę linka moim bratanicom, niech się mają trochę dodatkowej radochy :) 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ależ rozkoszna baja! :3

Razem z córą stworzyłeś uroczą historię osadzoną w bogatym, rozbudowanym świecie. Jestę oczarowana. Rysunki są śliczne.

 

– Srali muchy, będzie wiosna! Od lat nie mogę wrócić do domu, a ty dalej wierzysz, że coś zmienisz i ścigasz bez przerwy wilki! Wilki! Wilki, które są mądrzejsze od was wszystkich i nie pozwolą, by kolejny przekonany o własnej jedwabistości nawiedzeniec popsuł wszystko jeszcze bardziej! – wrzasnęła czarodziejka.

Śmiechnięte na głos XD

 

Zgłaszam do biblio! Powodzenia w konkursie :3

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Szanowne Panie!

 

Dziękuję serdecznie i Młoda Dama tez zachwycona.

Oryginalny skrypt być może pojawi się tu trochę później, ale mogę zdaradzić, że za oś fabularną odpowiada Młoda Dama ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W takim razie rośnie ci w domu utalentowana bestia :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

No prze-ż krew z krwi!

(Puchnie z dumy)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak? :D 

 

(foto znalezione w sieci)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardziej…

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tylko nie pęknij, bo kto nam będzie fajne teksty pisał. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Porównałbym to opowiadanie do artystycznie wykonanego, pięknego, sztucznego kwiatu. Całość składa się z ażurowych liści i przepięknych, różanych kwiatów, tworzących razem cudowną przeplatającą się gęstwinę, której przelotny wzrok nie jest w stanie odróżnić od naturalnej roślinności. A wszystko to zrobione na jednym, prostym druciku.

Tyle mam do powiedzenia.

Sympatyczna bajka. Kolorowa i zwariowana. Piękne obrazki. :-)

Fabuła fabułą, ale widać, że tatuś pisał. Niektóre żarciki całkiem dorosłe.

Babska logika rządzi!

Zakręcone, bajkowe opowiadanie. Bardzo ciekawe nazwy i oczywiście rysunki. Obrazowo przedstawiłeś fantastyczny świat, skutecznie i bez trudu poprowadziłeś czytelnika przez fabułę. Dialogi bardzo naturalne. Przeczytałam z przyjemnością. Rysunki mają swój urok.

Gratulować wyobraźni. 

 

śniąca – postaram się nie. Ale jakby co, ławka rezerwowa rośnie i tylko musi nie stracić fantazji w systemie edukacji ;-) Dasz znać co powiedzieli bratankowie?

 

fizyk111 – i to drucik o małej oporności jest, pszę pana ;-) Dziękuję, dzieck bardzo lubi takie sztuczne kwiatki z drucika i ozdóbek robić, komć zostanie odczytany i na pewno zrozumiany ;-)

 

finkla – za najlepsze bajki dla dzieci uważam te, gdzie coś mruga do tych dorosłych, którzy te bajki trawią razem z dziećmi ;-) Dzięki, że wpadłaś, cieszę się, że nie bolało ;-)

 

SaraWinter – dziękuję, o rysunkach na pewno przekażę! Ja wiem, to takie czitowanie łirdu, wziąć typa, co coś tam umie napisać i zmiksować z eklektyczną wyobraźnią małego dziecka, ale w tych dzikich i niezwykłych czasach potrzebne są dzikie i niezwykłe sposoby, by wszyscy nadal cieszyli się względnym zdrowiem psychicznym ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jak tylko uda mi się z nich coś wycisnąć. Bo czytać lubią, ale z komentowaniem bywa różnie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ojej, jakie cudne ilustracje!

Powiem wprost, bardzo cieszę się, że byłam jedną z pierwszych czytelniczek tego opowiadania, bo jest po prostu wyśmienite. Od samego początku zaangażowałam się w wydarzenia, a wyobraźnia autorów sięgała wysoko i daleko. Jest zachowana konwencja bajki – świat przedstawiony prezentuje się z upływem akcji, po prostu jesteśmy wrzuceni w zupełnie inną rzeczywistość; postacie są bardziej archetypami niż pełnokrwistymi “ludźmi”, co jest na wielki w plus w tym tekście. Akcja jest szybka, a cała oprawa intrygująca. Jeden z najlepszych tekstów jakie czytałam od początku roku. 

Opowiadanie już przedyskutowaliśmy, ale streszczając betę: szalenie przyjemna historia, zakręcona i cudownie pozbawiona granic. Pod koniec się wzruszyłam. Świetnie napisane.

 

Proszę przekazać małoletniej artystce, że obrazy są fantastyczne.

Ten ostatni, narysowany przez wieloletniego artystę, też ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Łooo dzięki!

Biblioteka – radość!

 

Przekażę Młodej Damie komplementy, będzie szczęśliwa :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo podoba mi się i sama fabuła i “nazwotwórstwo”, i oczywiście ilustracje. Prześliczna, cudownie zakręcona bajka, nie-bajka. Od początku do końca przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Serdecznie gratuluję i Córce i Tacie :)

Muchos gracias!

 

Bardzo się cieszę, że prosty drucik raduje.

 

A tak serio: krytykować też można, Młoda Dama sama jeszcze nie odczyta, filtr rodzicielski jest ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajna bajka, przyjemnie się czytało. Widać świeżość młodego umysłu i szlif wprawnej ręki dorosłego. Ciekawe światotwórstwo, wydawało mi się, że ktoś miał dużo frajdy podczas tworzenia tego tekstu. :)

Gratulacje dla zgranego duetu :)

Ładnie Ci to wyszło, Świrybie.

 

Z początku byłem nieco sceptyczny, bo przedstawiłeś dużo nowych słów i postaci, których cechy dopiero z czasem się rozjaśniły.

Także scena z Czarnym Księżnikiem, który uśmierca wilki (bo kończy się tak, jakby je uśmiercił), wywołała u mnie dość krewką reakcję.

Co? To ma być bajka dla dzieci? Co z Ciebie za ojciec, Świrybie, co na oczach dzieci morduje bajkowe stwory… Po chwili jednak się opamiętałem… ej, zaraz, a czy ty, hipokryto, nie robisz tego samego? A kto, co drugą bajkę kończy globalnym armagedonem, gdzie w nuklearnej wojnie giną wszystkie pluszaki? No kto?

Tak więc po przemyśleniu sprawy złego słowa nie powiem, ani nie napiszę.

Tym bardziej że wilki wcale nie umarły, a bajka okazała się nad wyraz piękna, i z morałem, i naprawdę świetnie napisana.

Ładna. Na takich bajkach całkiem fajni ludzie mogą z Twoich pociech wyrosnąć.

 

@Edward Pitowski – muchos gracias. Dziedziczka tronu tonie w pochwałach ;-) Owszem, to jest frajda – społeczna izolacja z dziećmi w domu od wielu tygodni, gdy trzeba jeszcze w miarę normalnie pracować sprawia, że imam się różnych sposbów, byśmy oboje nie oszaleli. ;-) Cieszę się, że uprzyjemnilismy dzień.

 

@Chrościsko – To nie tylko mi ;-) Dzieck zarysował linię fabularną z rozmachem godnym “Grafomanii” ;-) Dziekujemy serdecznie!

 

Pluszaki ginące w wojnie nuklearnej – ha, muszę użyć!

 

Cieszę się, że znajdujesz bajkę nie tylko rozrywkowo ładną, ale i przesłanie ci pasuje. Mam nadzieję, że nie pomyliłeś się co do wyrastania tychże narybków na fajne rybole. ;-) Czas pokaże.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Księżnik, najczarniejszy z czarnych

Hahahahahaa

Super :D

Agatowy flet kołysał się na wietrze między jego łapami, migocząc raz po raz w świetle księżyca. 

Tu autor za mocno trajharduje, taki jest mój odbiór.

Moglibyśmy razem władać nad całym nocnym niebem!

Tu kalka z angieskiego: rule over. Po polsku: władać niebem.

Sierść i skrzydła oblepiała ciemna, smolista substancja,

Tu podręcznikowy przykład zbędnego przymiotnika. “smolisty” zawiera w sobie “ciemny”.

Wilki, które są mądrzejsze od was wszystkich i nie pozwolą, by kolejny przekonany o własnej jedwabistości nawiedzeniec popsuł wszystko jeszcze bardziej!

Ładne zdanie

Była w kropce.

Też szalenie pasujące zdanie w klimacie tej historii

Plącze drgnęło lekko

Plącze ładne :)

Zębaty kwiat wyszczerzył się w chutliwym uśmieszku

Fajne :D

miałam ukochanego i przyszłość z nim.

Had a future with him… Kalka. Po polsku to nie gra.

mam z tobą przyszłość? nie-e

Asklepios

Czy wybór tego imienia ma jakieś znaczenie? Bo nawiązanie nie jest dla mnie jasne.

noc zadała się ciemniejsza od

Literówka

 

– PRAWDA, KOCHANIE? – powtórzyła z naciskiem miotłówka, trącając narzeczonego.

WUT

that came out of nowhere

Przytknęła instrument do ust i, grając z nadzwyczajną wprawą, zdjęła zaklęcie z nieszczęsnej nimfy. Plącze nieodwzajemnionej miłości na powrót stało się piękną kobietę.

Literówka, a także przy końcu tekstu pojawia się nowy wątek.

Powiadają też, że potem ujęły się za ręce i razem ruszyły do Skorupy, żeby kogoś pokochać.

Agata i odczarowane plącze?

Skorupa to nadal jest jakiś kosmicznie niejasny termin, a już jesteśmy u kresu tekstu

***

Nie wiem, jak oceniać ten tekst. Jeśli jako wspólnie spędzony czas z córką – to naprawdę pięknie, masz mój miecz i łuk i topór, a także pełen podziw, niezrównana rzecz, żeby tak stymulować rozwój potomka.

 

Jeśli mam to oceniać jako opowiadanie, to jest to radosny bałagan, w którym mamy garść ładnych zdań, a poza tym galimatias.

Opowiadanie cierpi na rozdwojenie jaźni. To nie jest tekst dla dzieci, bo nic z niego nie zrozumieją, wprowadzasz złożone światotwórstwo i żonglujesz milionem nazw i wątków.

Nie jest to też tekst dla dorosłych – bo jest infantylny i brakuje mu rzetelnej konstrukcji.

Literacko jest to zatem ciekawostka, pedagogicznie jest to majstersztyk i fenomen – jeśli chodzi o ocenę wypadkową, to mój procesor się zawiesił, sorry.

Łoo, dzięki że wpadłeś. 

 

To nie jest tekst dla dzieci, bo nic z niego nie zrozumieją, wprowadzasz złożone światotwórstwo i żonglujesz milionem nazw i wątków

A widzisz, nie. Grupa testowa 5-6 łyka jak świeże bułeczki. Inny poziom koncentracji, oczekiwania na zmienne bodźce… Rozmawialiśmy o tym. Dzieci dopytują, dopowiadają własne historie do tych nazw, wyobraźnia pracuje. Być może również dlatego tę gwałtowność wygenerowanych bytów postrzegasz jako radosny bałagan.

 

Kalki, litrówki – serdecznie dziękuję, już prostuję.

 

Przy końcu tekstu zamykany jest wątek plącza i pojawia się otwarcie na drugi tom. W oryginale miało pojawić się CDN, ale na razie CD jeszcze nie N, a nie ma co obiecywać za dużo ;-)

 

Skorupa jest w pojedynczym zdaniu lekko wyjaśniona, ale fakt, niedookreślenia wynikają ze szkicowania tła.

 

Asklepios – owszem, wparował, razem z plączem, gdyż córka jest pod silnym wpływem “Mojej pierwszej mitologii”. A ponieważ był bogiem medycyny, został złym manipulatorem żywych organizmów.

 

 

 brakuje mu rzetelnej konstrukcji.

Czy możesz rozwinąć?

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

brakuje mu rzetelnej konstrukcji.

Czy możesz rozwinąć?

 

Mówiąc okrutnie i wprost: to nawet nie jest opowiadanie. To jest kolaż wyobrażeń.

Myślę, że nikt tego wcześniej nie powiedział, bo czytelnicy są zachwyceni/onieśmieleni kooperacją międzypokoleniową.

Mając to na względzie, i doceniając walor stymulowania dziecięcej wyobraźni, daję werdykt: to jest wielki bałagan. Wątki zawiązane na starcie (co z czarodziejką?) nie znajdują odpowiedzi. Przy końcu rodzą się raptem jakieś nowe wątki, ledwie wcześniej zajawione.

 

A widzisz, nie. Grupa testowa 5-6 łyka jak świeże bułeczki. Inny poziom koncentracji, oczekiwania na zmienne bodźce… Rozmawialiśmy o tym. Dzieci dopytują, dopowiadają własne historie do tych nazw, wyobraźnia pracuje. Być może również stąd postrzegasz jako radosny bałagan.

Wierzę w to, jeśli stymuluje, to super, nie mam pytań. Dzieci są super, dzieci są przyszłością, dzieci są radością, jeśli im się podoba, to żadnych innych uzasadnień nie trzeba.

Wisielcze, nie do końca rozumiem, a chcę zrozumieć.

W sensie – tak, to jest kolaż wyobrażeń, który wciskałem w jakieś ramy. Zgoda.

 

Jak to: co z czarodziejką? Wątek czarodziejki jest przecież rozwiązany.

 

Które jeszcze wątki nie znajdują odpowiedzi? Pytam poważnie, bo wydawało mi się, że zarówno wątek czarodziejki, jak i trójkąta Czarny Księżnik-czarodziejka-miotłówka zostały wyraźnie pozamykane. 

Tak, wątek ciotki Agata i plącza jest świadomie zostawiony otwarty.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Postać, którą na początku wprowadzasz, jako głównego bohatera, wraca przez portal do jakiegoś wieśniaka(który spada z nieba w połowie bajki), a antagonista zostaje kochankiem miotły tejże bohaterki, gdyż miotła okazuje się być kluczowsza niż miotlany jeździec.

Wnioski: dla dzieci to za dużo zwrotów akcji, żeby przytomnie śledzić.

Dla dorosłych: zależy dla kogo, ja uważam, że to próba zawarcia dorosłej treści w infantylnej formie, podżyrowana sentymentem, “bo dzieci”.

Moja osobista wrażliwość mówi: nie jest to Mały Książę, nie kupuję.

Moja wrażliwość społeczna mówi: jeśli się dzieciakom podoba, to super.

Zdecydowanie to nie jest Mały Książę, pełna zgoda. :-) 

 

Teraz bardziej rozumiem i zgadzam się w jednym – starałem się oprzeć całość na klamrze historii trójkąta, z którego została para (i to po upływie czasu). Nie wiem, czemu uznałeś czarodziejkę za główną bohaterkę (występuje w parze z miotłówką lub w tercecie z miotłówką i księżnikiem, dostaje tylko odrębną scenę z plączem, podobnie jak ksieznik i miotłówka otrzymują scenę tylko dla siebie). Ale owszem, nie użycie jednej głównej postaci to bardzo ryzykowne w tak krótkiej formie, bo jesteśmy przyzwyczajeni do pojedynczego protagonisty (co częściowo potwierdza twój odbiór czarodziejki). Stąd dodatkowe objęcie klamrą opowieści na dobranoc, która okazuje się być historią "na faktach autentycznych". Wieśniak nie miał spadać z nieba, choć to cudowny koncept, by zdyszane kuce leciały z chmur – transfer był raczej upload niz download, ale najwyraźniej nie zaznaczyłem tego wystarczająco jasno. 

 

Ciekawostka jest taka, że ta "dorosła treść", trójkąt i odrzucona miłość oraz uczucie miotłówki, która w końcu doczekała się spełnienia swojego marzenia, nie powstały w mojej głowie – ja je tylko opracowałem do czytelnej, mam nadzieję, formy. Ilość zwrotów akcji też została przycięta – wyobraźnia dziecka miotała bohaterów w tę i wewte dość ostro.

 

Chyba rzeczywiście podrzucę w którymś momencie making of. Może być ciekawy materiał do dyskusji o spostrzegawczości dzieci i przetwarzaniu przez nie własnych przeżyć i poznanych historii, z nałożonym zjawiskiem współczesnych, mocno przebodźcowanych treści wideo.

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Widziałem orła cień. ;-)

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Świrybie, widzę, to co mówisz, doceniam eksperyment, jest naprawdę chwalebny, ale tym bardziej, z szacunku dla Twojej pracy, staram się unikać próżnego chwalstwa.

Ja miałem pewien problem, żeby nadążyć za akcją, jakby czytało to dziecko, to by się, jak sądzę, pogubiło kompletnie.

Nie wiem, czemu uznałeś czarodziejkę za główną bohaterkę

No jest to intuicyjne, a twist pod tytułem: antagonista jest głównym bohaterem, haha! Jest naprawdę super, tylko czy w tekście dla dzieci? Dzieci uczą się dopiero śledzić jakiekolwiek fabuły, nie potrzebują, żeby subwersją oczekiwań pokonywać ich zblazowanie, jak dorośli.

Ciekawostka jest taka, że ta "dorosła treść", trójkąt i odrzucona miłość oraz uczucie miotłówki, która w końcu doczekała się spełnienia swojego marzenia, nie powstały w mojej głowie – ja je tylko opracowałem do czytelnej, mam nadzieję, formy. Ilość zwrotów akcji też została przycięta – wyobraźnia dziecka miotała bohaterów w tę i wewte dość ostro.

nadal nie jest to czytelne

trójkąty to średni materiał na bajki dla dzieci, które dopiero próbują zrozumieć “co robi mama z tatą”

transkrypcja opowieści “na żywca” spłodzonej w wyobraźni dziecka to na pewno fajny eksperyment, ale nie narzędzie do pisania fabuł. Miałem w tym roku sporo kontaktu z szkrabami w tym wieku podczas zajęć angielskiego, a że jestem ciekawski i często wolałem dzieci podglądać niż nimi dyrygować, zaobserwowałem, że: A) DZIECKO W WIEKU LAT 6 IMPROWIZUJĄC SZALONĄ FABUŁĘ W POŁOWIE HISTORII NIE PAMIĘTA JUŻ, CO MIAŁO NA MYŚLI, KIEDY ZACZYNAŁO B) DZIECI WZAJEMNIE TAKICH OPOWIEŚCI NIE SŁUCHAJĄ, WYŁĄCZAJĄ SIĘ, ŁAPIĄC EWENTUALNIE JAKIEŚ POJEDYNCZE MOTYWY Z OPOWIEŚCI KOLEGI/KOLEŻANKI, KTÓRE PRZYDADZĄ SIĘ DO ZABAWY

 

Wnioski, pytania, refleksje: czy ten tekst ma być dla dzieci? czy dla dorosłych? czy to radosny eksperyment i nie wiesz? (nie deprecjonuję tego ostatniego, sam takich dziwnych wprawek trochę napisałem, żeby zobaczyć, dokąd doprowadzą).

Wniosek numer dwa: żeby opracować dziecięce fantazję w czytelną fabułę, trzeba użyć znacznie, znacznie gęstszego filtra. Selekcja toposów jest istotna (trójkąty w bajce da dzieci?) i fundamenty konstrukcji muszą być nienaruszalne: we wszystkich bajkach jest główny bohater, którego oczami dziecko może oglądać świat przedstawiony z uczuciami którego może się utożsamiać. Żonglowanie punktami widzenia i zaprzeczanie kanonom prowadzenia historii to nie na ten wiek.

Możesz mi na to odpowiedzieć: ale dziecko to samo wymyśliło. Dobrze, ale jak powiedziałem, dzieci nawzajem nie słuchają swoich historii, więc nie należy bezpośrednio kopiować struktur, które w ten sposób powstają.

jesteśmy przyzwyczajeni do pojedynczego protagonisty (co częściowo potwierdza twój odbiór czarodziejki)

Tak, pierwsze co robi dziecko, jak zaczyna się opowieść, to szuka punktu widzenia, żeby się z nim utożsamić – tak wynika z konwencjonalnej mądrości o storytellingu. Dorośli zresztą robią tak samo, ale prozie dla dorosłych podważanie tego oczekiwania to już zabawa formą, czyli może wypaść korzystnie.

Wieśniak nie miał spadać z nieba, choć to cudowny koncept, by zdyszane kuce leciały z chmur – transfer był raczej upload niz download, ale najwyraźniej nie zaznaczyłem tego wystarczająco jasno. 

Zrozumiałem, że upload. “Spadł z nieba” w sensie “pojawił się nieoczekiwanie w połowie historii”. Bajki potrzebują prostszej historii. 1 Punkt wyjścia, konflikt czy problem, który z którym odbiorca potrafi się utożsamić 2 Przygody bohatera, którego oczami odbiorca śledzi historię 3 problemy na drodze do celu (4 ewentualny zwrot akcji, lecz wcale niekoniecznie, dzieci potrafią się jeszcze dobrze bawić przy totalnie przewidywalnych fabułach, bo wciąż się uczą rzeczy, które dla nas są oczywiste) 5 rezolucja.

Żonglowane punktami widzenia, zmiana protagonisty, ujawnianie ukrytych motywacji: to wszystko super, w prozie dla dorosłych. Stąd moja uwaga, ze tekst ma rozdwojenie jaźni, bo język jak dla dziecka, podwozie jak dla dorosłego.

Wisielcze, ależ ja się bardzo cieszę na ostrą krytykę, zwłaszcza, jeśli jest merytoryczna i można przy tej okazji wymienić się doświadczeniami, argumentami i stanowiskami!

 

Idąc od końca, ale zahaczając o twój punkt 3 i 2

Na pewno masz, z racji pracy, którą wykonywałeś, większy przekrój dzieci, z którymi się kontaktowałeś. Ja jestem, siłą rzeczy, ograniczony do garstki rodzinnej i znajomych i są to dzieci karmione treściami dobieranymi przez dorosłych lub naśladujące dorosłych; ważną rolę pełnią audiobooki, których czas trwania zdecydowanie przekracza magiczne 20 minut koncentracji i, co zarówno krzepiące jak i zaskakujące, dzieci te doskonale orientują się i zapamiętują różnorakie elementy a potem odtwarzają te struktury w zabawie lub tworzonych opowieściach (to zresztą jest taki wiek, 4-6, 4-7, gdy rozwój słuchu w szerokim sensie pędzi jak szalony). W związku z tym obserwacje mam nieco inne, choć częściowo zbieżne: zależnie od długości tej szalonej fabuły, faktycznie, w którymś momencie może nastąpić wyłączenie się lub “zapomnienie”, ale poziom wzajemnej uważności i zdolności do śledzenia całego ciągu opowieści jest dla mnie osobiście zaskakująco wysoki. Nie wiem, czy to cecha tych konkretnych egzemplarzy wychowywanych na nieco specyficznych treściach i warunkach oraz z kontrolowanym czasem ekranowym czy raczej środowiska, w którym często muszą zadbać o zabawę samodzielnie (a tworzą przy tym, dość spodziewanie, historie wzorowane na znanych sobie bajkach lub filmach/serialach, w których, uwaga, pojawia się nader często ujawnienie ukrytych motywacji i co najmniej dwa punkty widzenia, patrz dalej). Natomiast o ile zgodzę się, że młodsze dziecko w połowie historii potrafi nie pamiętać co miało na myśli na początku , to 6, prawie 7-latki, które mam pod ręką wykazują zaskakująco rzadko tę właściwość w porównaniu z ich zabawam jeszcze sprzed roku.

 

W efekcie okazało się, że te dzieciaki, znów zaskakująco, ogarniają całą fabułę, śledzą zwroty akcji i podążają dość naturalnie za trójką bohaterów (o tym za chwilę). Nie twierdzę, że jest to grupa reprezentatywna, a mnie osobiście zdumiała możliwość przeprocesowania przez te małe łepetynki dość zakręconej historii (mówimy tu np. o dzieciach zasysających “tradycyjne” Gwiezdne Wojny w wieku 5-6 lat po raz pierwszy, które ze śmiercią stykały się, przez różne koleje losu, już np. jako 4-5 latki i bardzo intrygująco sobie z tym zdarzeniem radziły).

 

Trójkąt w bajce dla dzieci jako topos – tu możemy porozmawiać, ale krótka wersja z “making of” jest taka:

Po jakimś czasie czarnoksiężnik ożenił się z miotłą i przestał pożądać Agatowego fletu.

i zgoda, ten konkretny egzemplarz wychowuje się w niestandardowym, od jakiegoś czasu patchworkowym środowisku, z którym oswajał się i o którym początkowo bardzo wiele rozmawiał, aby poukładać sobie w małej główce świat nieco inny niż u większości kolegów i koleżanek. Ten topos, w pewnym stopniu zrozumiały dla niej, może być rzeczywiście nieodpowiedni dla “normalniejszej” reszty, nawet jeśli jest oswojony obrazkiem rodziny słuchającej wieczornej historii.

 

I tu dochodzimy do założenia:

Tak, to miał być eksperyment. Zamiarem było stworzenie bajki dla dzieci, która przy okazji nie zanudzi (a być może rozbawi) dorosłych i mrugnie do staruszków oczkiem parę razy. Grupa testowa, porównując z tym co piszesz, odbiega jednak od standardowej – to zarówno dobrze, jak i niedobrze. Dobrze, bo się nie gubi w meandrach całkiem “poważniejszej” struktury, źle, bo usypia moją czujność ;-)

 

Wstępną, szaloną wizję, w której niebagatelną rolę odgrywała pewna kucysiowa bohaterka incognito (stąd ten wieśniak ex machina), antagonista i miotła mieliliśmy kilkukrotnie, bo prostsze bajki pisałem dla małej już wcześniej i zasady, które podajesz, są uniwersalne dla wszelkich opowieści – kwestia jak są zastosowane, z jakim stopniem skomplikowania etc (wszystko wymieniłeś). Upór młodocianej autorki na utrzymanie trójki bohaterów, którzy po drodze się rozstaja, a w końcówce antagonista staje się pozytywną postacią pięknie wpisywał się w jej przekonanie, że każdy może się zmienić lub naprawić swoje błędy – ha, znów przeklęte kucysie, gdzie wielki złol w pewnym momencie przechodzi na dobrą stronę mocy, nie tracąc jednak swej chaotycznej natury i przywar; jest niedoskonały jak każdy z bohaterów tej serii. Znałem i rozumiałem ryzyko, próbowałem w świadomy sposób te odchyłki od ‘standardowej prostszej’ konstrukcji obsłużyć lub jak najlepiej przypudrować. Oczywiście martwi mnie, że znajdujesz to nieczytelnym (bo to znaczy, że gdzieś jednak nie doszlifowałem tak jak mogłem, a wiem, że umiem), ale nie odbieram tego negatywnie. Interesują mnie powody, które szczegółowo wyłuszczyłeś.

 

Być może moje własne wychowanie z książkami i ta lekka niestandardowość egzemplarzy testowych powoduje, że nie wierzę, iż należy bajki dla 6-7 latków nadmiernie upraszczać. Dzieciaki w tym wieku, jako obserwatorzy świata, owszem uczą się jeszcze nieraz rzeczy podstawowych, ale poziom kompleksowości historii, rzeczywistych lub fikcyjnych, które potrafią ogarnąć – może nielicho zaskoczyć.

 

Reasumując, myślę, że rozumiem twoje zastrzeżenia, bo sam przeszedłem część z nich próbując przetłumaczyć niektóre koncepcje współautorki na bardziej “ludzki” format. Cieszę się, że krytykujesz i wskazujesz, co twoim zdaniem i dlaczego nie gra. Dzięki temu wiem, że nie zgadzam się w dużej części z 

 

Żonglowane punktami widzenia, zmiana protagonisty, ujawnianie ukrytych motywacji: to wszystko super, w prozie dla dorosłych.

ale przyjmuję, że mogę mieć zakłócony materiał badawczy ;-) I, co zaskakujące, o ile pojedynczy protagonista jest standardem i sam zazwyczaj (choć nie zawsze) pilnuję tej zasady, to tercet bohaterów z jakąś tam dynamiką relacji (oraz wieśniakiem z pudełka) i dygresjami okazał się dość naturalny do prześledzenia dla małych odbiorców. Miałem opad szczęki i stwierdziłem: co mi tam, rzućmy tym w dorosłych ;-)

 

Osobiście uważam, że zdolność do bardzo łatwej absorpcji tych przeskoków wiążę z dynamizmem bodźców, jaki odbierają w bajkach oglądanych – ale o tym już kiedyś rozmawialiśmy na Discordzie.

 

Chciałem tylko jeszcze wspomnieć, że zawsze cieszy mnie dobre trzepanko i porządna dyskusja. Młoda Dama uwielbia pochwały, a przede wszystkim okazane zainteresowanie, ale cieszę się, że potrafiłeś rozdzielić opinie o samym tekście od opinii eksperymencie rodzicielsko-dziecięcym. Dlatego wspomniałem wcześniej, że możemy śmiało krytykować, bo jeśli kiedyś tu trafi, to wierzę, że będzie na tyle duża, by te dyskusje pojąć. A do tej pory – tata czuwa :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki za to wyjaśnienie, zobrazowało mi wiele kwestii, nad którymi się zastanawiałem.

Nasze doświadczenia z dziećmi różnią się na tej samej zasadzie, co doświadczenia z kobietami, bo ja miałem dużo różnych, przelotnie, a Ty na odwrót – jedną, którą możesz poznawać i odkrywać codziennie. Bez najmniejszych wątpliwości przyznaję prymat Twojemu modelowi poznawczemu, bo moja znajomość dziecięcej psychiki jest co najwyżej anegdotyczna.

Musisz Cię rozpierać duma, że masz takiego potomka. Bogactwo wyobraźni i umiejętność, jak mówiłeś, śledzenia i generowania skomplikowanych historii w tak młodym wieku zwiastuje, że piastujesz pod skrzydłami zupełnie wyjątkową osobę.

Moje uwagi miały charakter w głównej mierze generyczny, podane są z perspektywy: jaka powinna być bajka dla dzieci. Ale to Twoja bajka, Twój i córki proces, piękne dzieło miłości, wyobraźni i czasu spędzonego w najlepszy możliwy sposób. Jeśli będę kiedyś ojcem, to chciałbym realizować się w tej roli tak, jak nam to pokazałeś.

Literacka parabola jako sposób na przetrawienie paczłorkowej sytuacji rodzinnej to już w ogóle wzruszający i poważny temat, ale nie chcę w niego wchodzić tutaj, na forum publicznym.

Nasze doświadczenia z dziećmi różnią się na tej samej zasadzie, co doświadczenia z kobietami, bo ja miałem dużo różnych, przelotnie, a Ty na odwrót – jedną, którą możesz poznawać i odkrywać codziennie.

Czej, czej…

Albo dobra, nie, nie pytam tutaj :-D

 

Ja tylko dodam, że bajki “wychowawcze”, pomagające przetrawić sytuacje z życia wzięte – zwłaszcza te nieprzyjemne – okazują się łatwiejszym medium do wytłumaczenia np. różnych zagrożeń niż rozmowa. Była taka jedna o przechodzeniu przez jezdnię poza zasięgiem wzroku dorosłego, kiedy to małą dziewczynkę, która oczywiście przechodziła na zielonym świetle, lecz bez dorosłego w okolicy, nagle połknęła, zupełnie niechcąco, pędząca na czerwonym świetle widmowa laweta, która odwozi auta z wypadków na Wielki Parking… :-D

 

Dziękuję za zrozumienie i solidną recenzję.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

– Cześć stary, dotarłeś z czytaniem już tu?

– No, tak. Ale na razie czytam tylko kwietniowe, bo może coś do nominacji lub Biblio.

– A jak ci się mój podoba?

– Kapitalny, ale wiesz, żury zarzuci ci, że wykorzystujesz niewolniczą prace dzieci i bierzesz ich pod włos, że z małą i w ogóle.

– No tak, to jest problem z nieczułymi młodymi ludźmi w dzisiejszych czasach, kiedyś to by pudło było gwarantowane, albo przynajmniej wyróżnienie jak w banku. Nikt już dzisiaj tak bezczelnie nie wykorzystuje dzieci, bo to ponoć klisza i w złym guście. Świat schodzi na psy.

– Coś w tym jest…

– To co, może nominacja?

– Pfft. Ty się lepiej zajmij tym nieczułym żurem. Dość kwaśny może być.

– To już w toku… Jest paczkomat i dowód wdzięczności, jakieś numery kont bankowych, giełda ofert trwa… Ludzie będą wierzyć, że to walory literackie się liczą tak czy siak.

– Fakt, mocny poziom, nikt się nie pokapuje, że to przy zielonym stoliku. Dobra, lecę dalej, może uda mi się doczytać coś jeszcze.

– Czym się!

– No, nara!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To z wikileak czy rozmowa była dziurawo kontrolowana? wink

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

OMG, Psycho rozmawia z Fishem!

Babska logika rządzi!

Psycho rozmawia z Fishem!

THIS^^. @śniąca

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

 

 

 

ŻRÓDŁO

 

 

 

 

ŹRÓDŁO

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kurczaki, ale to była przyjemna, barwna historia! Jeszcze upiększona takimi ilustracjami :)

Bajka pokręcona jak lody nad morzem i równie słodka. Super dla odmiany przeczytać coś takiego: od mniejszych dzieci, dla dużych dzieci :D Pomysły na dziwaczne stworzenia, nazewnictwo, opisy, żarty, wszystko fajnie wyważone, no podobało mi się ;)

Dziękuję, Arya, za wizytę i radość :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Młoda damo. :-)

Podobała mi się Twoja opowieść o Miotłówce, Najczarniejszym Księżniku i Niewidzialnej Czarodziejce! :-) Polubiłam również Burzową Watahę i jej przywódcę Barnabę, który chronił agatowego fletu, bo chyba go chronił przed Księżnikiem i udało mu się. 

Piszesz, że taki flet jest potężną bronią, więc może z jego pomocą i melodii na nim wygrywanych światy rosną jak na drożdżach. Stają się wielobarwne, pomalowane jedwabistymi kredkami. 

Podziękowanie za rysunki. Pięknie rysujesz. Najbardziej spodobał mi się Zębaty kwiat i Miotłówka z Niewidzialną Czarodziejką w płaszczu niewidziadle.

 

Miałam kiedyś, Młoda Damo, kilka pudełek takich wspaniałych kredek. Oh, same rysowały piękne drogi w nieznane i przyjazne światy. Pomagała mi w tym gumka-myszka. Nazywałam ją Zlizek, ponieważ kiedy czasami gumkowałam, bo coś mi się nie podobało, wysuwałam koniuszek języka, gdy energicznie wycierałam jakiś kurs czy krzywą kreskę postawioną zbyt pośpiesznie. Zlizka mam do dzisiaj w sekretnej biurkowej szufladce, jest jak nowy i się nie wymazuje. 

 

Hmm, tak sobie rozmyślam, co tam dalej z ciotką Agatą i Plączem, czy dotarły już do Skorupy, co było po drodze, ale ciekawią mnie też dalsze przygody Burzowej Watahy. smiley

 

Do współautora i pomocnika – Pióra. 

Prośba o większą staranność w zapisywaniu myśli Młodej Autorki, w kilku miejscach zastosowano nadmierne skróty, zaś w innych niepotrzebnie wygładzono po dorosłemu i rozwleczono do niemożliwej poprawności. Słowa Młodej Autorki są świeże, zabawne i weirdowe, a historia opowiedziana nadzwyczaj ciekawa. Każdy bohater ma coś do zyskania i coś do stracenia, swoje jasne i ciemne strony, a przecież tak jest. Uprasza się Pióro o dotrzymywanie kroku wyobraźni i fantazji Młodej Autorki.

 

pzd srd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ale…

Słowa i nazwy są od Pióra :-( ech, tak to jest, cały fejm dla bobo…

 

Dej tu te skróty i rozwleczenia, się ewentualnie poprawi. ;-)

 

Bardzo dziękuję za recenzję i komentarz, odczytam na pewno :-) heart

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo sympatyczny bajek.

Opierasz tego bajka na takich elementach, którymi najmocniej można w tej konwencji zapunktować. Przynajmniej u dorosłych. A zatem kreatywność, pomysłowość zarówno przy tworzeniu świata jak i bohaterów.

Jeżeli bajek ma czegoś dostarczyć starszym czytelnikom, to kolorowej podróży w dziwne (czy osobliwe), ale w taki charakterystycznie bajkowy sposób miejsce. I to jest właśnie w taki sposób napisane. Stymuluje wyobraźnię. Plus za ilustracje. Fajnie wpisują się w ogólny obraz barwnego, lekko pojechanego świata.

Szczerze, to ja myślę, że to jego uczucie to jest na jeden raz, jeśli wiesz co chcę powiedzieć

Oskarżyłbym “to” o nepotyzm. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dziękuję, CMie, za wycieczkę na nocne niebo razem z milusińskimi!

Czy poczułeś się zastymulowany? W sensie wyobrażeniowo, żeby nie było…

Czy przeczytałbyś własnej pociesze?

 

Sąd oddala oskarżenia (kwestia dialogowa wskazała na potoczystość języka i rytm wybijany przez to), ale poucza oskarżone "to", że taki numer poza kwestią dialogową rzadko przechodzi nie ukarany poprawką lub, co gorsza, REDAKCJĄ. Sąd wyraża również głęboką wdzięczność dla rewolucyjnej czujności obywatela CM. Niech żyją literki!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No tak, a u mnie znowu zero konkretów o własnych odczuciach w komentarzu…

Ech.. nie wiem, co ja mam ostatnio z tymi opiniami…

Czy poczułeś się zastymulowany? W sensie wyobrażeniowo, żeby nie było…

No ba! Wiesz, ja to generalnie lubię, jak ktoś czasem wrzuci na portal bajkę, bo one z jednej strony oferują bogaty pod względem kreatywnym świat, z drugiej, nie wymagają od czytelnika nic poza uruchomieniem wyobraźni. Więc kiedy w piątek wieczorem masz ochotę się zwyczajnie na moment oderwać od rzeczywistości to taki bajek jest jak znalazł. Zwłaszcza, że w bajkach generalnie zawarta jest taka krztyna pozytywnej naiwności, której świat rzeczywisty rzadko dostarcza, więc raz na jakiś czas fajnie sobie do takiego świata zawitać. Nawet jeśli to świat nieco weirdowy. ;)

A że CM generalnie lubi “podróżować” w wyobraźni, więc jeśli tylko trafia się okazja, jakoś szczególnie mocno prowokować mnie do tego nie trzeba. Słowem, tak, czułem się zastymulowany.

W sensie wyobrażeniowym oczywiście… ;-)

 

Czy przeczytałbyś własnej pociesze?

Gdybym takową posiadał to na pewno.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dziękuję bardzo. ;-) Bardzo się cieszę, że dla odmiany udało się popełnić coś rozrywkowego z pozytywnym, niechby i naiwnym, szczęśliwym zakończeniem :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@Asylum

 

Młoda Dama: 

 

O! To jest fajne! Bardzo dziękuję Pani, że Pani tak ładnie ocenia. heart Dlaczego schowała Pani gumkę do szufladki?

 

@CM

 

Młoda Dama:

 

Dziękuję Panu! 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Młoda damo :-)

To była duża przyjemność przeczytać Twoją opowieść. 

Ze Zlizkiem wędruję od dawna, zawsze jest przy mnie. Pytasz, dlaczego jest w szufladce? Szufladka jest wygodna, mieści się w chińskiej sekreterze wybranej wspólnie, spośród wielu innych, z moją najulubieńszą przyjaciółką. 

Jednak, pytałaś czemu tam właśnie leżakuje?

Widzisz, kiedy nadałam Zlizkowi imię, on ożył. Stał się moim towarzyszem, a kiedy zmalał o połowę, przestraszyłam się, i chociaż zapewniał mnie, że mogę dalej zmazywać krzywe kreski, bałam się, że zniknie.

Przeprowadziłam z nim wtedy wielce poważną rozmowę. Pokłóciliśmy się nie na żarty. Poszło o to, że postanowiłam kupić nowe gumki-myszki, a on się na to nie zgadzał. Ja przestałam rysować, on obrażony tkwił w piórniku. W końcu dał się przekonać, ale ciągle jeszcze o tym rozmawiamy. Przeżyliśmy razem już wiele przygód, jednak cały czas próbujemy się dogadać.

Wiemy jedno, że musimy i chcemy być razem, ale uzgadniamy szczegóły, ciągle jeszcze. Musisz wiedzieć, że i Zlizek jest bardzo wymagającą osobą, czasami kompletnie go nie rozumiem, a on pewnie mnie.

Chcesz zobaczyć, gdzie mieszka i jak wygląda?

Mieszkanie Zlizka, pierwsza szuflada. No dobrze, trochę zełgałam, bo on zawsze leży na wprost mnie w otwartej przestrzeni, tej bez szuflady  i jest okropnie gadatliwy.

 

 

 

A teraz, sam Zlizek, czerwonego koloru ma do połowy.

 

serdeczności przesyłam i Tobie, i Twojemu współpracownikowi Piórze. :-)

a

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, pozwolisz, że podpiszę się pod Twoją odpowiedzią? Jest taka fajna, że aż żal się tu pchać z czymś swoim. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Z takimi bajkami to dopiero musi być kolorowe dzieciństwo! Urzekło, a jakże. Przypomina mi trochę twórczość Miyazakiego i odjechane bajki mojej babci na dobranoc. Stylizacja w punkt. No, i oklaski dla młodej zdolnej pani ilustratorki smiley

Też bym powiedziała, że to raczej bajka niż weird, ale za to bajka całkiem przyjemna. :D Może to weird w bajkowym świecie…?

A tak z technicznych rzeczy, to zdanie mi trochę zgrzytnęło:

Manfred stał za sterem swojego Bąbelka, który, razem z innym drobiazgiem unoszącym się wokół latającego miasta, ustawiał się właśnie wokół smug ciągnących się za podniebnym grodem.

Tak poza tym, fajnie napisane. Dobra, przyjazna lektura. Polubiłam latające wilki.

Zostaw ten żyrandol.

Proszę Pani,

 

Historia o gumce Zlizku bardzo mi się podobała. Trudno mi jednak uwierzyć, że on żyje. Czy może Pani wysłać jakiś filmik ze Zlizkiem?

 

(Szach mat, Asylum. Z tym egzemplarzem to się zawsze tak kończy, za często ją wkręcam ;-) )

 

Druga Pani: dziękuję!

Trzecia Pani: no to damy Pani kiedyś więcej historii o latających wilkach!

 


 

Dziękuję, drogie panie i cieszę się, że bajka dostarczyła radość.

 

Nie, to nie weird, choć podobno mieści się w nieokreśloności new weird.

Co ci zgrzytało, Verus?

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hmm, tak, Młoda Damo, i ja wierzę-nie wierzę, że on żyje. smiley

Człowiekiem nie jest, ale z nim rozmawiam i zapewniam Ciebie, że nie jestem szalona. wink Są pewne koncepty, idee, które są takie silne, że się urzeczywistniają. Czasami szybciej, czasami później. Filmiku nie wyślę, a Ty powiesz – zawyrokujesz, że to fake. Sprawa rozgrywa się w wyobraźni i odczuwaniu. Są przedmioty bardzo Ci bliskie i czasami z nimi  gadasz, bo łatwiej niż z innymi. Czasami porządkuje to rzeczywistość, niekiedy nie, nigdy nie ma pewności, ale posuwa mnie do przodu, czymkolwiek ten przód byłby.

Dziwnie piszę dzisiaj, Młoda Damo, ale naprawdę trudno to wyjaśnić. Czasami rzeczy ożywają i z nimi potrafisz gadać. Tak, jakby ściągały skądeś swoją duszę i możliwość mówienia. Jestem wielką admiratorką sztuki, oglądania, wąchania, odczuwania, dotykania. 

Opowiem Ci pewną historię o tym dotykaniu. Kiedyś, dawno temu byłam w Paryżu, francuskiej stolicy. Mieszkałam tam z przyjaciółmi i codziennie chodziliśmy do Luwru. Takie dziwactwo. Kolega dotykał obrazów i rzeźb, co było i jest nielegalne. On powtarzał, że musi poczuć, a my cierpieliśmy, bo alarm włączał się co chwilę i zazwyczaj kończyło się na wypraszaniu nas z muzeum. Zastanawiające było i ciągle jeszcze dla mnie jest to, że się nie poddawał. Widzisz, on tak jak Ty sprawdzał, czy to prawdziwe i czym jest heart , czy go nie wpuszczają w maliny?

Rozmawiam ze swoją myszką, Zlizkiem i jak sądzę, dobrze mi z tym.

A teraz kilka słów na zupełnie poważnie. Rysowanie, muzyka, pisanie – zapisywanie swoich myśli, złości, radości było kiedyś moją pasją oraz dawało mi radość, a potem odeszłam od tego i dopiero  kilka lat temu wróciłam, odkopałam. Niezwykłe doświadczenie, Młoda Damo. Nie wiem, czy jest uniwersalne? Myślę, że tak, acz pewności nie mam.

Kurcze, w wielu kwestiach nie będziesz miała pewności. Tak jest i tak jest lepiej. Wątpliwości są dobre. 

 

Edytka

PS. Pióro Ci wyjaśni, gdybyś cokolwiek z mojej odpowiedzi nie zrozumiała:-), gdyby pewne kwestie były niejasne, a jeśli nie będziesz zadowolona – pytaj, a odpowiem jak na spowiedzi, znaczy to, co myślę, czuję, sądzę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Co ci zgrzytało, Verus?

Dokładniej ta część zdania: “który, razem z innym drobiazgiem unoszącym się wokół latającego miasta, ustawiał” wydała mi się dość niezgrabna. Ciężko mi tak naprawdę podać powód, bo zdanie jest napisane poprawnie. Po prostu brzmi średnio. Oczywiście to tylko moje zdanie. :D

 

EDIT: I czekam na więcej historii o wilkach. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Hmm ciekawy eksperyment. Na początku skojarzyło mi się z Mrocznym Kryształem (bo high fantasy i dziwne stworki), ale potem przyleciała miotłówka, namieszała i rzeczywiście nadała opku trochę weirdowy ton ;) 

Fajnie się czytało, widać ogromną wyobraźnię pociechy jak i tatusia. Są zwroty akcji, są wątki, które nikną, a potem się odnajdują. Mam wrażenie, że w pewnym momencie następuje lekki przerost treści nad formą i dzieje się tak dużo i tak dziwnie, że odbiorca nie ma czasu na oddech (np. podczas rozmowy z kwiatem). Możliwe, że gdyby tekst był dłuższy, czytałoby się go jeszcze przyjemniej.

Bardzo miła lektura ;)

Można bezkrytycznie zachwycać się tym pomysłem, można dokonywać szczegółowej analizy, jak Wisielec, na pewno jest to tekst, na który można spojrzeć wielowymiarowo.

Dla mnie ten utwór należy do zbioru jednoelementowego i jako eksperyment twórczo-wychowawczy musi w swojej własnej kategorii zwyciężyć.

Zdecydowanie na plus język i zarysowanie działających na wyobraźnię obrazów. Nie będę testował tekstu na swoim 9– i 11-latku, bo nie ma tu bitew i szczelania, a mój trójkąt jak na razie nie ma jednego boku, więc mogłoby mi zabraknąć doświadczenia w odpowiedziach na ewentualne pytania ;D .

Jest trochę chaosu, więc trochę rozumiem Wisielca, a wyjaśnię to na przykładzie miotłówek. Na początku mamy “Miotłówki uwijały się w oddali, kreśląc na rozgwieżdżonym niebie kurs dla Skorupy.” Odniosłem wtedy wrażenie, że jest to coś drobnego, występującego w obfitości i niezbyt istotnego (okej, kreśliły kurs, to zgrzyt w mojej wizji, ale na tym etapie mało wiem o świecie i zostawiam to do wyjaśnienia). Jakiś czas później następuje “Skierowała miotłówkę w dół”. Na tym etapie stwierdzam – no dobra, to jest chyba coś w rodzaju środka transportu. A po kilku chwilach mamy: “– Uwolnij wilki! – szepnęła towarzyszce”, i tu jest już ostra konfuzja, bo tu jest odczuwalna nienaturalność w tym przeskoku od dziwacznego wehikułu do kumpeli. Wiem, że nie taki był zamiar, ale takie odniosłem wrażenie, którego by nie było, gdyby miotłówki były nieco inaczej prezentowane w dwóch wcześniejszych wspomnianych scenach.

Trochę za dużo też tu jak dla mnie niezamkniętych wątków, ale rozumiem, że jest ewentualność kontynuacji. Generalnie jako takie wrzucenie w fajny świat szalonych legend, eksperymentalnie wykreowany z pomocą pacholęcia, jest to naprawdę świetna sprawa. Dzięki barwności wizji i słowotwórstwu, miałem skojarzenia z “Xanth” i wrażenie obcowania z pierwszorzędną baśnią. Fabuła jest nieco rwana i tu totalnego zachwytu nie ma, ale, biorąc pod uwagę warunki powstania dzieła, jest bardzo w porządku.

Podsumowując, nie jestem w stanie tego utworu tak naprawdę miarodajnie z niczym porównać. Brawa za pomysł i cierpliwe doprowadzenie projektu do końca, co wcale nie musiało być łatwe. Fajnie było zanurzyć się na chwilę w tym świecie i po prostu przez chwilę go chłonąć :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dzięki, Asylum! Odczytam i wrócę, jak po odczytaniu będzie ;-)

 

leniwy2 – dziękuję za wizytę i cieszę się. O tę nieskrępowaną radość płynięcia z falą w sumie tutaj chodzi. ;-)

 

Bailout, ryjku – jeszcze ci do epickich komentarzy Cienia trochę brakuje, CM goni, ale doceniam ogrom czasu i literek!

Wszelkie niedoróbki ekspozycyjne są moje i tylko moje, pewnie mógłbym podkręcić (zostało jeszcze troszkę znaczków w zapasie), ale takie akcje to po konkursie. Dziękuję za przykład – odbiór bajki, z tego co widzę, jest właśnie albo podobny do twojego/wisielcowego, albo w stronę “ale baja, jedziemy!” (przed puszczeniem tekstu na portal były dwie wesołe opinie i jedna krytyczna i w komentarzach podział właściwie idzie po tej samej linii). Jeżeli chodzi o niezamknięte wątki: które, prócz Agaty i plącza, dyndają ci drażniąco?

Fajnie było zanurzyć się na chwilę w tym świecie i po prostu przez chwilę go chłonąć :)

Porównaniem do Xanth i powyższym zdaniem się wzruszłem. Właśnie! Xanth! To trzeba zacząć Młodej Damie czytać! Wzrusz – serioznie. Bo o to w tym dziecięcym świecie wyobraźni chodzi, o tę nieskrępowaną radochę. Idę ronić łzę. Dziecku przeczytam też. I Xanth i fragment komcia.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jeżeli chodzi o niezamknięte wątki: które, prócz Agaty i plącza, dyndają ci drażniąco?

Ty, no nie wiem, może i tylko te. W sumie jeszcze ta wróżka też zniknęła jak kamień w wodę. Rozumiem, że wątek jest uważany za zamknięty, ale on został zamknięty tak – “jebs”, jak to mówi Sara i o. Z drugiej strony to Ty jesteś znaffcą tego dzieła bardziejszym niźli ja, to co ja tu będę się wymądrzął, co jest zamkte, a co nie. Howgh.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

@Asylum:

 

Proszę pani, ja też gadam z moim misiem.

Byłam w takim muzeum, gdzie wolno dotykać różnych rzeczy. Byłam tam z kuzynką i kuzynem i drugą kuzynką. (Muzeum Historii Naturalnej, Basel – tam wolno dotykać!)

Pani ma ładnego smoka na obrazku i jest bardzo miła i dobrze, że nie wysłała Pani filmiku.

 

@Bailout, @leniwy2

Panie z zębami i panie z wąsikiem! Bardzo mi miło, że tak panowie mówicie!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Młoda damo. :-)

Smok jest prawdziwy, znaczy kamienny z dziedzińca pewnego polskiego zamku w ruinie. Brrr, były tam na wieży paskudne chmary gryzących muszek, a schody kręte i strome na jednego człowieka. Na wąskiej galerii  nawet nie przystanęłam, aby rozejrzeć się dobrze, a co dopiero zdjęcia zrobić, tylko uciekałam z wysokości. Za to na dole był pręgierz (straszny), i na uboczu śliczne dwa, nie za duże smoki. W jednym się zakochałam – to on jest w moim awatarze. Siedziałam na ławce, słuchałam muzyki, bo puszczali poważną i kontemplowałam smoki, aż jeden skradł mi serce. A zielono było, tak zupełnie niemożliwie (lato), i bluszcz pojedynczy (chyba z trzech roślin) zarastał całe ściany. Były tam jeszcze podziemia, puste, pełne pająków i wilgoci. Mało interesujące.

Jak można było dotykać – to fajnie, ja tam zaraziłam się tym dotykaniem, bo jest fajne, pomaga wyczuć fakturę i różne rzeczy stają się inne.

Też gadałam ze swoim misiem. Może za dużo gadam? wink

A filmik, kiedyś wyślę, albo coś w tym rodzaju. xd “Na ambit” mnie wzięłaś. :DDD

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Och proszę Pani :-)

Miło, że się Pani zastanowi nad zrobieniem filmiku, ale dlaczego Pani tyle gada z nieżywymi rzeczami i zakochała się w kamiennym smoku, zamiast w żywym człowieku? I przez literki Pani też dużo gada i gada jak Herman w "Kocich historiach" :-):-) – niech pani ich kiedyś posłucha.

Ja też zdradzę mój sekret, ale nie chcę, żeby inni wiedzieli, to kiedyś na osobności.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zatem na osobnościwink, nie warto paplać, zwłaszcza o ważnych sprawach.

Z żywymi też gadam – godzinami, czasami i kocham, ale niekiedy potrzeba samotności i wtedy, te nieżywe, z pozoru martwe zaczynają snuć przedziwnie piękne opowieści. Oprzeć im się nie mogę. Myślisz, że powinnam przestać ich słuchać?

Ha, Hermana nie znam, zajrzę, cóż on gada i jak. Dzięki za polecankęheart 

A dlaczego w kamiennych?  też może na osobności. Filmik będzie, najpewniej w lipcu smiley

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

(Asylum: Mloda Dama słuchała “Kocich Historii” czytanych przez Jarosława Boberka, jakby co ;-) Klasa! Dla dzieci, rzecz jasna.)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

"jest kilka postaci zamiast pojedynczego protagonisty w krótkim opowiadaniu"

– ale to zakazane czy jak? Bo nie rozumiem dlaczego piszesz o tym, jakby to było coś złego?

 

"– No, polują na…

– Trawę."

LOL.

 

Ok, tekst bardzo w stylu trochę kreskówki dla dzieci, a trochę dziecięcych historii wymyślanych w sposób improwizowany przez dziecko opowiadające innym dzieciom. Ktoś powyżej wspomniał, że język jak u dziecka, a konstrukcja jak u dorosłego. Ciekawe, bo mam dokładnie odwrotny odbiór. Konstrukcja ewidentnie jak z fabuły dla dzieci (przerywniki rodziny, w której ktoś opowiada historię, która na końcu okazuje się się przeszłością tej rodziny, to coś, co często pojawia się w kreskówkach i w niektórych starszych filmach familijnych; aż mi się przypomina taki miniserial, w którym w podziemnym domu, takim trochę “hobbitowym”, w każdym odcinku na tej zasadzie były snute opowieści). Sposób prowadzenia fabuły jest już bardzo w tym stylu. Za to od strony słownictwa już ewidentnie pisanie dorosłego. Podobnie jak wstawki o relacjach dorosłych – to też już niedziecięce.

Tylko pogubiłem się w niektórych momentach o kim w danej chwili mowa (gdzie czarodziejka, gdzie miotła, czy nimfa to jedna z tych dwóch czy jeszcze trzecia).

 

Aaa, nominacja?

 

(Poszperał)

To ja bardzo wszystkim paniom dziękuję! Nie złapałem jakoś, że Deirdriu na dyżurze "waży" więcej.

 

Lożo, która tu wchodzisz – porzuć wszelki rozum ;-)

 

Oś fabularna jest dziecięca. Tata szlifował i łatał jak mógł, ale współautorka była bardzo przywiązana do wszystkich zwrotów akcji. Zabieg opowieści na dobranoc jest od taty, duża część settingu i słownictwo też, niektóre żarciki również ;-) Odpicuję making of kiedyś i wrzucę. 

 

Ciekawostki: mit o plączu, nieodwzajemniona miłość i ślub miotłówki z Czarnym Księznikiem są od współautorki.

 

Trawa u wilka – wymyśliło dziecko, ale tak o tobie pomyślałem ;-) Dzięki za wizytę! Przykro mi, że się pogubiłeś, ale picowanko po konkursie.

 

Wielość bohaterów – cóż, sam posługuję się schematami, to wolałem przynajmniej jedno z tych oczekiwań uprzedzić :-)

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo ładna bajka – niebajka. Trochę się w niej gubiłam, przyznaję, ale w sumie lektura przyjemna, chwilami zabawna, chwilami nieco straszna – takie sympatyczne czytadełko. Ilustracje dodają uroku, mimo że ja jestem osobą wyjątkowo nieczułą na uroki dziecięctwa, a dzieci zasadniczo panicznie się boję…

Piórkowy tekst to moim zdaniem nie jest, weirdowy zresztą też nie, ale to już nie mój problem – ale zdecydowanie biblioteczny i wart przeczytania.

http://altronapoleone.home.blog

yes

Dzięki za czas i komentarz!

 

P.S. nie, to nie weird. Jeśli już to obrzeża new weird.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To moje drugie podejście do Twojego/Waszego opka. Przyznam, że za pierwszym razem odpadłam, za dużo nowych nazw, z pierwszego akapitu kompletnie nic nie rozumiałam. Z lekkim westchnieniem zabrałam się do ponownej lektury i im dalej w opko, tym bardziej mi się podobało :) W którymś momencie olałam logikę i takie tam i po prostu dałam się porwać opowieści i mordka mi się rozjaśniła. Na pewno dałeś mi porządną dawkę wytchnienia od codzienności ;)

Ciekawa jestem jak wyglądała ta wspólna twórczość. Jaka była ta garść motywów, które podrzuciłeś córce? Widać tu mocno dziecięcą wyobraźnię, ale widać i rękę tatusia. Choćby przy okazji wilków jedzących trawę. Uśmiechnęło mi się i od razu pomyślałam o Wilku ;) Pomysł wilków odżywiających się trawą może i jest Zosi, ale sposób, w jaki go pokazałeś jest dorosły i niewątpliwie puszczasz do nas w tym momencie oczko. Podobnych elementów jest w tym opku sporo. Niewinne dziecięce pomysły, przedstawione w sposób, który u dorosłych wywołuje zgoła inne reakcje ;)

Jest to niewątpliwie wyjątkowo odjechane, myślę, że dzieciaki słuchają z rozdziawionymi gębulami i pewnie piekielnie im się podoba. Z dorosłego punktu widzenia, w którymś momencie zajarzyłam co jest co, więc mogłam śledzić fabułę bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym ;) Jak dla mnie większość wątków jest pozymykana, coś tam może i zostało, ale nie na tyle, żeby było się czego czepiać. Generalnie miło spędziłam czas przy Waszym opku :)

Pytanie tylko, czy ten tekst należy do grona najlepszych na portalu i tu już mam wątpliwości. Jest świetny, żeby się wyluzować i gdyby dało się tu tworzyć własne grupy ulubionych tekstów, na pewno wylądowałby w przegródce: na chandrę. Mogłabym do niego wracać i uśmiechać się przy każdym czytaniu. Obawiam się bowiem, że nie zostanie mi w makówce na długo.

Nie było też efektu Wow!, nie było dreszczyku, zachłyśnięcia się fabułą, czy tematem, albo niezwykłym do niego podejściem. To opko daje radość podczas czytania, ale nie ma w nim tego czegoś, co zostałoby z czytelnikiem na dłużej. Pozazdrościłam Ci dziecięcej umiejętności akceptowania dziwności. Ona jest inna niż u dorosłych. Widać to choćby w tym początku, na którym chyba nie tylko ja się potknęłam. Natomiast, jeśli chodzi o sam tekst, nie ma tu: O, kurde, ja bym też tak chciała! Będę na NIE.

 

Ale dla Zosi za wkład i obrazki:

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

No cóż, PsychoFishu, to było męczące doświadczenie. Czytałam z trudem i co rusz podglądałam, jak jeszcze daleko do końca. Nie nadążałam za wydarzeniami, postaci myliły mi się i tak po prawdzie to nie wiem o czym jest ta historia. Dostrzegłam tu tylko jeden wielki miszmasz wszystkiego ze wszystkim i pewnie za chwilę całkiem zapomnę o czym czytałam.

Wiem, że to bajka, w której tworzeniu współuczestniczyła Twoja córka, ale ja nie mam żadnego pojęcia ani o dzieciach, ani o ich wyobraźni, ani o tym, co potrafią wymyślać i co je zajmuje, dlatego nie podejmę się jakiejkolwiek oceny Tajemniczej przygody dziwnych stworzeń. Chyba zbyt dawno byłam dzieckiem. :(

 

Chmu­ro­łaz po­słusz­nie wo­dził zbroj­ny­mi szczyp­ca­mi wokół sie­bie, szu­ka­jąc prze­ciw­ni­ka.. ―> Jedna kropka wystarczy.

 

Czar­ny Księż­nik spoj­rzał w roz­gwież­dżo­ne niebo, mnąc prze­kleń­stwo w zę­bach. ―> Przekleństw nie gniecie się.

Proponuję: Czar­ny Księż­nik spoj­rzał w roz­gwież­dżo­ne niebo, zmełł prze­kleń­stwo w zę­bach.

 

we wska­za­nym kie­run­ku. Rze­czy­wi­ście, po krót­kiej chwi­li oboje usły­sze­li ochry­płe wo­ła­nie. Po­gna­li w jego kie­run­ku… ―> Czy to celowe powtórzenie?

Może w drugim zdaniu: Pognali ku niemu.

 

tym bar­dziej czuł go­rycz w na ję­zy­ku. ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Cała na­przód. – do­koń­czy­ła pani Rich­tho­fen. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba zbyt dawno byłam dzieckiem

Reg heart laugh

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dziękuję, Bailoucie, równie serdecznie. heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

PsychoFish, stworzyliście niezwykle barwny świat! Niestety, muszę przyznać, że w pewnym momencie zaczęłam się trochę gubić… chodzi mi konkretnie o rozmowę Czarodziejki z kwiatem. Trochę za dużo wątków i postaci, jak dla mnie:-) pozdrawiam

Proszę nie pokazywać tego komentarza Pociechom.

Jak zapewne się domyślasz, Psychofishu, jestem na NIE. Srogi lożanin, malkontent i maraśna maruda ocenia teksty pod kątem ich wartości literackiej, wykonania itd., a nie ich wartości wychowawczych, jakości eksperymentów rodzicielskich czy ładunku emocjonalnego, jaki wywołuje u czytelnika świadomość autorstwa dzieła, czyli duetu tata-córka.

Podziwiam wyobraźnię, pomysłowość, światotwórstwo, słowotwórstwo, talenty plastyczne latorośli i rodziciela, zawoalowane żarty dorosłego ghostwritera (w stylu tych ukrytych w „Shreku”) skierowane do dojrzałych odbiorców (jedwabisty itp.) oraz ukryte przesłanie bajki (do tego jeszcze wrócę).

Na gruncie czysto literackim jest dobrze, widać, że tata sumiennie przelewał nieokiełznaną wyobraźnię dziecka i starał się nadać jej zarys fabuły oraz zapanować nad tym twórczym chaosem. Widać jednak również pewne ingerencje dorosłego w małobajkowe, dalekie tło historyczne wydarzeń (bogowie, którzy odeszli do innego „wymiaru”, bogowie (ludzie?), którzy zepsuli świat itd. to, moim zdaniem, wyraźnie tropy prowadząc do taty – miłośnika fantastyki).

Podobnie jest z morałem. Dzieci w tym wieku nie kombinują za bardzo z opowieściami z morałami, morały to domena dorosłych, więc zakładam, że morał to również wkład taty. Zwłaszcza że morał jest nieco pokrętny i z gatunku tych dojrzałych i gorzkich. Mamy wszak w finale faceta, który niejako wybiera z braku laku tę drugą, z którą co prawda z czasem odnajduje szczęście, ale jednak ta pierwsza i jedyna odeszła do innego, zupełnie ignorując jego zaloty i afekty. Smutna to puenta i nie rozjaśnia jej rodzinne szczęście Księżnika u boku Miotłówki ani odczarowanie krzewu/Agaty (to też całkiem niedziecięca postać, już sama nazwa wskazuje na autora tej idei). Czy Psychofish przemycił w tekście jakieś swoje doświadczenia i zawody miłosne nie wnika, ale nie bardzo też wierzę w kilkuletniego autora takich wątków.

Za całą resztę zapewne odpowiada wyobraźnia dziecka, której tata umiejętnie dopomógł zakwitnąć w tym opowiadaniu. Wspierając sprawnym piórem, mocnym warsztatem, własnym nieokiełznanym dowcipem itd.

Bajka jest naprawdę urocza, zakręcona, nieco szalona, ale w tym szaleństwie konsekwentna i pleciona na konkretnej, solidnej osnowie fabularnej. Nie jest to na pewno weird, bo bajki rządzą się swoimi prawami, które nic z weirdem nie mają wspólnego. Nie jest to absurd, bo trudno doszukiwać się absurdu w bajce, na dodatek pisanej przy współpracy z dzieckiem. O przynależności bajek do fantastyki nie będę się wypowiadał, bo to grunt grząski i niepewny.

Ps. Tak prywatnie, to wielki szacun dla taty, który wymyśla własne bajki dla swoich pociech i jeszcze potrafi wysłuchać ich opowieści. Ja snułem na dobranoc historie, w których moja trójka (Anastazja, Filip i Hubert) jako agenci Agencji Ratowania Ludzkości zmagali się z szajką Niewidzialnego Złodzieja, Czarnego Mechanika i Kapitana Czaszki.

 

Zacząłem wyszukiwać zgrzytów, ale poprzestałem na jednym i dałem sobie spokój. Po pierwsze niewiele ich jest. Poza tym to bajka, po co się pastwić nad bajką?

Manfred stał za sterem swojego Bąbelka, który, razem z innym drobiazgiem unoszącym się wokół latającego miasta, ustawiał się właśnie wokół smug ciągnących się za podniebnym grodem.

– jakieś takie zgrzytające nagromadzenie: unoszącym, latającego, ciągnących

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przede wszystkim cieszę się, że teksty Psychofisza znów pojawiają się na portalu! 

A co do tego konkretnego tekstu… Cóż, będzie krótko, czas goni, a Przedpiścy, na szczęście, powiedzieli już właściwie wszystko, co i mnie przychodziło do głowy w trakcie i wkrótce po lekturze. 

Zatem – jest to niebywale potężny, niezmiernie kolorowy fajerwerk wyobraźni Małej i Dużej Rybki, przy czym ta duża zrobiła co w jej mocy, by ów pstrokaty, światotwórczy chaos w miarę możliwości zakuć w karby choć trochę logicznej i zrozumiałej dla nierybiego czytelnika historii i dorzucić jej odrobinę "dorosłej" głębii. Tyle, że to tak, jakby próbować zamknąć początkową fazę wybuchu jądrowego w supersilnym polu elektromagnetycznym i nadać mu kształt balonowego pieska. Może i na chwilę się da, ale w końcu i tak wszystko rozpuknie się w oślepiającej eksplozji radosnego chaosu. Bo tak, podczas lektury bawiłem się znakomicie, ale gdy dotarłem do słowa KONIEC było raczej: Hola, hola, no fajnie, ale co ja właściwie przeczytałem? O czym? Co tam się właściwie wydarzyło? Jaki to wszystko miało sens? Okej… no to jedziemy jeszcze raz."

To pomysłowy światotwórczo i koncepcyjnie szalony (zarówno na poziomie fabuły, jak i postaci) tekst, do tego odpowiednio wygładzony pisarsko sprawną płetwą Dużej Ryby. Jest niezwykle uroczy i skrzy się brokatem niewinnej, nieskrępowanej kreatywności, jak kupa jednorożca pasącego się na Drodze Mlecznej. Ale nie piórkowy. Za dużo zamieszania, za dużo mocno obciążających moją wyobraźnię informacji i obrazów, zbyt szybko, zbyt nagle. Może gdyby tekst był dłuższy, mniej… bo ja wiem… skoncentrowany, tempo spokojniejsze, mógłbym należycie docenić niebywałą złożoność i oryginalność wizji dwóch rybek. A i literacko byłoby zapewne lepiej. Teraz jest (tylko :-)) bardzo dobrze. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeżu, goście, a ja się nie garnąłem z poczęstunkiem…

 

 

To tak:

 

Dziękuję jeszcze raz paniom za nominację. To było super miłe i mimo, że osobiście uważam, że tekst wymaga więcej miłości i czasu do piórkowego levela, to nominacja mnie cieszy, bo więcej osób zagląda.

 

Drakaino: To ma być tekst odprężający i cieszę się, że taką funkcję spełnił. Rozumiem i mam nadzieję, że nie bolało ;-)

 

Irko na Luzie: Bądź na co chcesz, bo odprężenie i “na chandrę” – o, to jest super przegródka heart. Cieszę się, że udało mi się zachować psychikę dorosłego we względnej całości ;-) O olanie logiki i podążanie za tym zakręconym pomysłem także trochę chodziło, więc jest super.

 

”Making of” – po wynikach konkursu. Muszę trochę odpicować. Będziecie mogli sami obejrzeć.

 

Obrazek cudny, na pewno pokażę Młodej Damie!

 

Regulatorzy: Ale ja ciebie i tak uwielbiam, wiesz? ;-D heart Przykro mi, że było męcząco – zawsze mi trochę smutno (i umiera jedna modliszka u Baila, albo króliczek nawet, bo jego pytona to p…li czy króliczek jest biały czy szary) kiedy męczy Cię mój tekst, ale nie poradzę, jest jak jest. Serdeczne podziękowania za przeczytanie, łapankę, naniosę poprawki po wynikach konkursu!

 

Olciatko: dziękuję, że zajrzałaś! Ogromnie się cieszę, że światotwórstwo przypadło do gustu, wybacz, że fabularnie zawiedliśmy na manowce (tam już czyhają nasi najczarniejsi z czarnych z ostrymi narzędziami i propozycją nie do odrzucenia, w której istotną rolę pełnią twoje kosztowności i życie…)

 

mr.maras: Komentarze są filtrowane. To opowiadanie to także nauka dla małej, że w konkursach czasem trudno wygrać, tata-psychopata czuwa. Dziękuję za rozbudowany komć! Możesz sobie być srogi, maraśny i marudny, ale ja i tak wiem, że istnieje życie na Marasie!

Tak są wątki dorosłe poplecione w fabułę od-dziecięcą. Zdumiało mnie odczytanie przesłania (”wybrał z braku laku tę drugą” → “puenty nie rozjaśnia rodzinne szczęście”), gdyż to “rozjaśnienie” – owszem, doprawione goryczą, ale najlepsze potrawy nie moga być przyprawiane tylko cukrem! – miało “robić robotę”, ale ewidentnie albo gdzieś nie doszlifowałem, albo taka fala nastrojona w odbiorniku, każdą razą: ciekawa interpretacja.

 

Odpicuję making of i poczekam z podrzuceniem, aż się końkurs skończy. Będzie wtedy widać jak się toto stworzyło i dlaczego.

 

Własne bajki pełnią rolę wychowawczą, rozwijającą relację i stymulująca – nie wyobrażam sobie nas (mnie i córki) bez nich. Cieszę się, że nie jestem ginącym gatunkiem: Kapitan Czaszka, Czarny Mechanik i Niewidzialny Złodziej to muszą być nieliche złole! heart

 

Dzięki za niezręczność, to po wynikach konkursu.

 

Mała ilośc zgrzytów to dzięki oczyszczeniu tekstu przez kam  i Deridriu.

 

 

Thargone:

Tyle, że to tak, jakby próbować zamknąć początkową fazę wybuchu jądrowego w supersilnym polu elektromagnetycznym i nadać mu kształt balonowego pieska

heartheartlaughlaugh

 

Kupą jednorożca mnie zabiłeś, albowiem kupa jednorożcapryczki jednorożcalaugh

 

Ogromnie dziękuję za czas i komentarz. Koncentracja – owszem, od pewnego czasu jestem fanem, ale jeśli upchnąłem zbyt mocno, a widać/czuć to szczególnie w konkretnych miejscach, będę wdzięczny za podpowiedzi.

Najważniejsze: dobrze się bawiłeś, mam nadzieję, że zabawa to była niebolesna. Piórko? Trudno ;-) Zabawa!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No cóż, muszę się z Tobą zgodzić, PsychoFishu, opowiadanie jest jakie jest i pewnie mój odbiór też był taki jaki był. Jednakowoż dziękuje za wielkoduszność i wyrozumiałość, choć, jak by na to nie patrzeć, króliczków żal… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No ale pyton Baila musi coś jeść. A z Modliszkami rozprawia się on sam, skutecznie ;-)

 

Zobaczysz, będzie taki tekst mój, przy którym się nie zmęczysz.

Chyba. ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No ale pyton Baila musi coś jeść.

Ale dlaczego Bail ma pytona??? Przecież to nie jest zwierzątko domowe!

 

Zobaczysz, będzie taki tekst mój, przy którym się nie zmęczysz.

Chciałabym, ale z racji mojego podeszłego wieku, radziłabym abyś się pośpieszył… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dlaczemu Bailout ma pytona, to trzeba pytać Bailout. Ale fakt jest taki, że ma. Pyton je. 

 

Tam pospieszył, pospieszył… Jesteś, regulatorzy, wiecznie żywa. I mauzoleum ci zbudujo!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I co, i mam leżeć w tym mauzoleum na postumencie, za szybką, jak motyl jaki w gablotce? I pewnie będą przychodzić i czytać mi na głos, bo sama to wtedy już nie dam rady? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gorzej. Będą oczekiwać zaproponowania poprawek. ;-)

Babska logika rządzi!

Obawiam się, że mój stan sprawi, że oczekiwanie stanie się daremne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ ty będziesz w doskonale zakonserwowanym stanie. Będziesz wyrocznią! ;-) 

Legenda będzie głosić, że przy arcydziele uśmiechniesz się delikatnie, kącikiem ust ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A kiedy kąciki ust będą mi opadać, wszyscy powiedzą, że nie dzieło jest poślednie, ale że to chyba paraliż twarzy. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy ukontentowana opowiadaniem, odległa przyszłość, koloryzowane ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobrze, że koloryzowane, bo naturalne barwy mogłyby stać się przyczyną utraty wzroku obserwujących. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg ;-))))). heart

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho ;D heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po skończeniu tekstów konkursowych wróciłam tutaj i z ciekawości przebiegłam się po komentarzach. Częściowo zgodzę się z wisielcem, że istnieje pewna niekonsekwencja tego, kto powinien być odbiorcą tego tekstu. Z jednej strony jest kreowany jako bajka, wprowadzając bohaterów zwierzęcych, wątki przygodowe i ogólnie pozytywny wydźwięk. Z drugiej – sama jej forma i konstrukcja, mnogość wątków sprawiają, że jest to tekst trudny, moim zdaniem za trudny dla czytelnika dziecięcego. Wprawdzie istnieją bajki-dla-dzieci-i-dorosłych, w których narracja toczy się de facto na dwóch poziomach: ogólnie prostego przedstawienia wydarzeń, które zrozumie dziecko i ich głębokiej interpretacji, która dotrze do dorosłego. Mam wrażenie, że w przypadku „Tajemniczej przygody” takie rozgraniczenie dwóch płaszczyzn byłoby trudne.

Gdybym miała tekst oceniać pod względem kryteriów konkursowych – agatowy flet jest tu doklejony tak trochę na doczepkę, aby był. Nie jest istotne tworzywo, z którego został wykonany (agat). Funkcja w mniejszym stopniu – ogółem chodziło o instrument muzyczny. Gdyby był to jaspisowy klarnet, też by wszystko grało i buczało. Ale i jesteś świadomy tego faktu, więc potraktujmy go z przymrużeniem oka.

Co mi się bardzo podobało – bijąca z tekstu pasja i frajda z zabawy słowem. Wyraźnie wplątaliście tutaj wątki, które Was interesują (np. psowate ;)), tworząc zwariowaną, pokręconą, dziwną, ale ciepłą historię. Z przedmowy zresztą wnoszę, że jako dorosły autor jesteś świadomy technicznych mankamentów utworu, ale się na nie zgadzasz, by pokazać tę właśnie frajdę.

A teraz suń się, rozmawiam z prawdziwie utalentowanymi:

Zosiu! Gratuluję Ci przebogatej wyobraźni i chęci wykorzystywania jej na drodze literackiej. Pielęgnuj ją, a w przyszłości będziemy czytać Twoje w pełni samodzielne, kompletne teksty lepsze niż Twój tata by napisał. Mam nadzieję, że koszulka Ci posłuży i będziesz w niej dalej pisać i szkicować takie ładne rysunki J, a książka spodoba Ci się, kiedy w przyszłości po nią sięgniesz. Mam jedynie drobną uwagę korektorską – nie ma potrzeby ujmować słowa „boska” w podpisie „Boska ciocia Agata” w ironiczny cudzysłów. Ciotki Agaty są boskie i już, po prostu! J

Gratuluję Wam tego tekstu i dobrej zabawy nad nim.

Nowa Fantastyka