- Hydepark: Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

:)

Komentarze

obserwuj

xD Pewnie gdybym zamienił markę, byłoby “woziła paczkę cameli”, ale akurat w czasie opowiadania cameli nie było/nie były popularne.

Jak nie będzie jednoznacznej odpowiedzi, to zrobię, jak mówisz, chociaż przyznam, że embassy filtery brzmi nieco dziwnie, ale chyba tak się odmienia ;)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Myślałem, że Tarnina ma odpowiedź, a tu mem xD

Zanaisie, napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę embassy filter. Tak jak napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę marlboro.

 

Dodam jeszcze – nie palcie, niepalący umierają zdrowsi!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zanaisie, napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę embassy filter. Tak jak napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę marlboro.

Pochwalę się, że też tak myślałem (tak naprawdę to strzelałem, ale prawidłowo :P ).

Dzięki, Reg :)

Bardzo proszę, Zanaisie, ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ajzan, śniło mi się, że pytałaś w tym wątku, czy imię “Zgredek” z HP należy pisać małą, czy wielką literą. Tłumaczyłem Ci, że to przecież imię, więc wielką, ale nie byłaś przekonana, sięgnąłem więc po swojego “Pottera” i zacząłem szukać przykładów, ale jak na złość trafiały mi się tylko takie, gdzie “Zgredek” był na początku zdania.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Bolly, toż to koszmar! xD Ale bardzo realistyczny, niestety, świat, jak tylko może, to jest złośliwy. Na jawie byłoby dokładnie tak, znajdowałbyś tylko takie zdania. xD

 

 

ZAGADKA DNIA:

 

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały jej nieprzyjemnie w uszach, do pary z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, uwierały jak cierń.

 

 

Czy wszystko ok, czy coś niedomaga? :> 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dziękować, dziękować, czekam, czekam, może ktoś coś jeszcze... :>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

DHBW, a może: 

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały nieprzyjemnie w uszach, do wtóru z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, zdawały się dźgać/ kłuć jak cierń.

Nie zdziwię się, jeśli odrzucisz tę propozycję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ha, dzięki, reg! No właśnie ktoś mi zwrócił uwagę na to “do pary”, że tak się nie mówi... Tutaj  jeszcze usprawiedliwionko do Finkli ;) – “słowa” i “oskarżenia”, chociaż mnogie, to jednak są jakby dwiema “rzeczami”, dwoma czynnikami, dlatego byłam skłonna się przy tej “parze” upierać. Natomiast słowo, którego mi brakowało, to właśnie wtóru! Tak czułam, że coś takiego musi istnieć, ale zapomniałam, jak to było. <ómiera> sad xD

 

Natomiast druga uwaga niestety nie przejdzie, bo mam już za dużo ogólnie w całej książce “zdawało/wydawało/sprawiał wrażenie” i właśnie cieszę się, że udało mi się użyć samego czasownika. ;D

 

Dzięki wielkie! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

mam już za dużo ogólnie w całej książce “zdawało/wydawało/sprawiał wrażenie” i właśnie cieszę się, że udało mi się użyć samego czasownika. ;D

To pisz zdecydowanie, a nie ciągle przypuszczasz. cool

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

I ja się dołączę ze swoją opinią, DHBW ;-)

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały jej nieprzyjemnie w uszach, do pary z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, uwierały jak cierń.

Kwestie niepotrzebne zaznaczyłam podkreśleniem. Sugesie reg są bardzo dobre. Może lekko zbastuj z ilości znaków, rozumiana przez przysłówki?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

surprise! Toż to by wyszło sprawozdanie z przeglądu silnika, a nie literatura. ;D Dzięki, ale jednak zostanę przy obecnej wersji, może nie widać tego bez kontekstu, ale wszystko tutaj buduje atmosferę. ;)

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Chcę napisać, że dziewczyna zamknęła drzwi, po czym zasunęła w nich zasuwę, ale liczba “za” nieładnie wygląda.

Czy takie coś jest prawidłowe?

Trzasnęła drzwiami, po czym przesunęła zasuwę.

A może wystarczy:

Wbiegła do pokoju i zamknęła drzwi na zasuwę.

Może jakieś inne pomysły? ;)

Zanaisie, oto mój pomysł: Trzasnęła drzwiami, po czy zamknęła je na zasuwę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I pasuje :) Dzięki, Reg!

Bardzo proszę, Zanaisie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

    Toż to by wyszło sprawozdanie z przeglądu silnika, a nie literatura

Eeeeech.

    Na sprzedaż: buciki dziecięce. Nieużywane.

    Ernest Hemingway

Naprawdę nic Ci się nie stanie, jak się trochę odpurpurowisz.

Wersję Asylum ciupinkę bym poprawiła:

    Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, ale było za późno. Słowa XYZ brzęczały jej w uszach, do wtóru poprzednim oskarżeniom.

Albo może być: w chórze z poprzednimi oskarżeniami (będzie fonetycznie uwierało i zrobi wrażenie nieprzyjemności – czasem można tak zrobić, byle świadomie). Brzęczenie z definicji jest nieprzyjemne, więc nie musisz tego powtarzać. Jeszcze trochę mieszanych metafor i zacznę coś destylować.

 

Zanais, zdecydowanie lepszą z Twoich opcji będzie druga ("przesunęła zasuwę"?). Chyba, że chcesz to pokazać jakoś bardziej obrazowo, skoro bohaterka biega, to moment powinien się do tego nadawać:

    Wpadła do pokoju. Trzasnęły drzwi, potem zgrzytnęła zasuwa.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

W opisie mocno zurbanizowanego terenu użyłam terminu “budynki komunalne”. Czy można tak nazwać drapacze chmur zajmowane przez mieszkania  i/lub apartamenty oraz lokale usługowe, bez wskazywania, za czyje pieniądze je postawiono?

Za SJP PWN: komunalny «podlegający samorządowi miejskiemu»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm, budynki komunalne za nic mi się nie kojarzą z drapaczami chmur, apartamentami czy lokalami usługowymi. ;) Dlaczego nie po prostu: (nowoczesne) zabudowania...?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Może biurowce?

 

Lożanka bezprenumeratowa

Jak mają wyglądać te budynki? Zabudowa komunalna nie kojarzy się specjalnie... nowocześnie (gdybyś kiedyś była w Gdańsku, rozejrzyj się za tabliczkami “nieruchomości gdańskie” – nie wiszą na biurowcach, oj, nie). Choć oczywiście, mogłaby nowoczesna być. Ale do rzeczy – “komunalny” odnosi się do właściciela (którym jest communitas, czyli wspólnota, czyli miasto). Więc wskazuje nie tyle, za czyje pieniądze powstały, ile do kogo należą teraz.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A ja ujmę się za “komunalnymi”, czyli będę za pomysłem Ajzan. :-) Budynki komunalne mogą być wieżowcami, piętrowcami, falowcami. Co więcej taka jest tendencja, czyli mieszkania w prefabrykacie tanieją. Zależy od wyobrażonej przyszłości. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mogą wyglądać jakkolwiek, ale Ajzan chciała, żeby nie było wiadomo, kto je zbudował.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pytała się, czy może użyć tego określenia. ;-) Dla mnie może, co więcej mieści się w dopuszczalnej tendencji. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

bez wskazywania, za czyje pieniądze je postawiono?

Ekhm.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O tym braku wskazywania wspomniałam, bo sprawdziłam w Wikipedii, że formalnie mieszkania komunalne to te budowane za pieniądze z budżetu gminy, głównie lokale socjalne i interwencyjne. Ja chciałam użyć podobnego określenia do budynków w jednym tylko akapicie, bo mi pasowało, a inaczej powstałyby powtórzenia.

Mam opory przed wklejeniem tego akapitu do oceny tutaj, bo znając moje szczęście, temat rozejdzie się w co najmniej trzech różnych kierunkach . O świecie powiem więc tylko tyle, że to miasto w przyszłości z pewnych powodów jest otoczone murem i żeby pomieścić rosnącą populację, zdecydowana większość zabudowań miejskich to megawieżowce, których piętra zajmowane są zarówno przez mieszkania i apartamenty jak i lokale usługowe i instytucje i to takie, które w normalnych warunkach miałyby cały gmach wyłącznie dla siebie.

Pytanie, Ajzan, kto rządził/rządzi, jak była polityka pomocowa w tym zakresie? Była, bo rozumiem, że pozostałości. Jeśli używasz w znaczeniu substandardowe, lepiej byłoby dookreślić. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Szczerze, to za bardzo w politykę tego świata się nie wgłębiałam. Zastanowię się jeszcze, jak mogę ten fragment przerobić.

Bardzo wszystkim dziękuję.

Pytanie ogólne do korekty i redakcji dotyczące powtórzeń wyrazowych:

 

Oryginały były niewidzialne, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Tak więc książkę niejako drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek. Dowiedziawszy się, że istnieją antykwariaty z papierowymi książkami, odszukałem jeden. Rozczarowałem się, pozycji naukowych prawie nie było. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

 

Czy to jest bardzo źle? Jak to poprawić? Jaka gęstość byłozy i powtórzeń (książki) jest dopuszczalna?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Oryginały były niewidzialne, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Tak więc książkę niejako drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek. Dowiedziawszy się, że istnieją antykwariaty z papierowymi książkami, odszukałem jeden. Rozczarowałem się, pozycji naukowych prawie nie było. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

 

Nie mogłem ujrzeć oryginałów, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Egzemplarze drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Wielkie osiągnięcie, ale tęskniłem za dotykiem papieru w dłoni. Dowiedziałem się, że istnieją antykwariaty, gdzie wciąż mógłbym nabyć staroświeckie, fizyczne wydania. Odszukałem jeden. Niestety, prawie nie mieli naukowych pozycji. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

Trochę zaszalałem, żeby nie było żadnego było i książki ;) Normalnie w takim fragmencie na dwa były czy dwie książki nie zwróciłbym uwagi.

OK, dzięki :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przepraszam, że się wtrącam, ale pozostała jedna niezgodność. <> Na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. <> Coś (obraz, tekst itp. jest na dysku – zgoda. Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

Poza tym niezły pokaz, Zanaisie, praktycznego zastosowania starej recepty: napisz to samo, ale inaczej.

Racja, Adamie. I dzięki :)

Nie ma za co :-) .

Mieszkania komunalne są budowane i częściowo finansowane (czynsz) przez państwo. I zasadniczo są budowane dla ludzi, których nie stać na inną formę wynajmu. Ergo zasadniczo nie buduje się ich za bardzo duże pieniądze, czyli nie są luksusowe. Nawet w bogatych krajach. Choć np. we Francji bywają to domki jednorodzinne, tyle że oczywiście technologia jest dość tania.

A zasadniczo problem z użyciem tego określenia nie polega na tym, jakie jest słownikowe znaczenie, ale na tym, z czym to się kojarzy. Kojarzy się z mieszkaniami/zabudową dla biedoty.

http://altronapoleone.home.blog

To ja jeszcze wtrącę, że “ujrzeć” nie leży w tonie. heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Poza tym niezły pokaz, Zanaisie, praktycznego zastosowania starej recepty: napisz to samo, ale inaczej.

Raczej pokaz nieudolności literackiej. Walka z powtórzeniami nie oznacza całkowitego wyeliminowania danego słowa. Poza tym skupienie się na jednym aspekcie powoduje zaniedbanie innych. Należy też mieć na uwadze, co jest najważniejsze w przekazie.

Egzemplarze drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował.

Zanais, zamieniłeś zupełnie niepotrzebnie “książkę” na egzemplarz i teraz podmiot nijak się nie zgadza. Eliminując powtórzenia, popełniłeś gorszy błąd.

Wielkie osiągnięcie, ale tęskniłem za dotykiem papieru w dłoni.

Dotyk  w dłoniach? Bez sensu. Stworzyłeś koszmarka. Poza tym całkowicie zmieniłeś znaczenie. “Żal mi książek” nie oznacza tego samego, co “tęsknię za dotykiem papieru”.

 Dowiedziałem się, że istnieją antykwariaty, gdzie wciąż mógłbym nabyć staroświeckie, fizyczne wydania. Odszukałem jeden. Niestety, prawie nie mieli naukowych pozycji.

“Nie mieli” nie pasuje ani do “antykwariatu”, ani do “antykwariatów”.

Brak Ci, Zanaisie, umiejętności, żeby Stanisława Lema poprawiać.

Jedyne, co można by tu zrobić to zmiana: “Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek” na “To naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek.

 

Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

To zależy. W tym przypadku mowa “o półprzewodnikowych pamięciach”, czyli mowa o urządzeniu. Traktowałbym to jako sytuację analogiczną  do zapisania czegoś na pendrive.

 

PS. Spotkałem się też z taką wersją pierwszego zdania: “Oryginały – krystomatryce – były niewidzialne, mieściły się za emaliowanymi bladym błękitem stalowymi płytami.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Spotkałem się też z taką wersją pierwszego zdania: “Oryginały – krystomatryce – były niewidzialne, mieściły się za emaliowanymi bladym błękitem stalowymi płytami.

To jest oryginalne Lemowskie z “Powrotu z gwiazd”. Pozwoliłem sobie przerobić pierwsze zdanie na współczesne (techniczne) słowa, bo “krystalmatryce” popsułyby od razu ćwiczenie.

Jakkolwiek przyznam, że “krystalmatryce” są adekwatnym określeniem pamięci półprzewodnikowych wszelkich technologii.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

To jest oryginalne Lemowskie z “Powrotu z gwiazd”. Pozwoliłem sobie przerobić pierwsze zdanie na współczesne (techniczne) słowa, bo “krystalmatryce” popsułyby od razu ćwiczenie.

Ach, to wiele wyjaśnia, bo przyznam, że zupełnie mi ten początek nie pasował, ale stwierdziłem, że być może funkcjonowało wydanie z taką wersją.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Bzdura, mieszkania komunalne nie są zabudową dla biedoty. Poza tym ciekawe ćwiczenie warsztatowe, uczące pokory osoby aspirujące do pisania.

Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

» To zależy. W tym przypadku mowa “o półprzewodnikowych pamięciach”, czyli mowa o urządzeniu. Traktowałbym to jako sytuację analogiczną  do zapisania czegoś na pendrive. « 

 

Zbyt obszerne musiałyby być cytaty z normatywnych słowników PWN-u, więc tylko podsumowanie: można coś wpisać do pamięci, przenieść do pamięci, ale owo coś rejestruje się i przechowuje w pamięci.

Oczywiście dotyczy to urządzeń informatycznych.

 

A co do nieudolności literackiej – każdy ma prawo do własnego zdania. Częściowo zgadzam się z Twoim, ale gdy wziąć pod uwagę, że ten “nieudolny” zabieg najpierw ratuje fragment tekstu, potem może być punktem wyjścia do nadania temu fragmentowi lepszej formy, radykalne potępienie takiego “koła ratunkowego” uważam za bezpodstawne.

Ajzan, z mieszkaniami komunalnymi nie wiem, czy trzeba głęboko przemyśleć politykę. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Bardziej wyobrazić sobie, jakie i dla kogo były przeznaczone te mieszkania komunalne. Mieszkanie komunalne to po prostu mieszkania, lokum mieszkalne należące do zasobów gminy albo pewnej społeczności zamieszkującej określony teren, gdybyśmy rozszerzyli definicję. Kryteria przyznawania takich mieszkań teoretycznie mogą być różne, czyli nie musi to być wyłącznie dochód i trudna sytuacja rodzinna.

 

Radku, w przytoczonym przez Ciebie fragmencie powtarzające się „było” i „książki” mnie nie poraziło, choć po szkole forumowej zauważam takie rzeczy, więc pewnie dla siebie kasowałabym do dwóch powtórzeń trzymając się jak bardziej oryginału. Zatrzymało mnie natomiast pierwsze zdanie i brak „w”, np. „w pamięci/ach półprzewodnków”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jest różnica między mieszkaniami już istniejącymi, które albo były kiedyś wybudowane przez miasto, albo zostały przez nie przejęte i z prawa własności są komunalne i obecnie udostępniane zazwyczaj (chyba że zajdą jakieś przekręty) osobom, których nie stać na inną formę wynajmu, a budową nowych mieszkań komunalnych, zazwyczaj socjalnych, czyli od razu z przeznaczeniem dla potrzebujących.

Podkreślę jeszcze raz: w tekście literackim mniej liczy się definicja słownikowa czy w tym przypadku sytuacja prawna, bardziej skojarzenia, które niekoniecznie muszą się z tym pokrywać. “Dostałem mieszkanie komunalne” w obecnym  świecie zazwyczaj oznacza niski status finansowy mówiącego i tak będzie się kojarzyć przynajmniej części czytelników, co może być z punktu widzenia tekstu niepożądane.

To w ogóle jest problem z używaniem terminów “specjalistycznych”. Jak kiedyś napisałam w tekście dziejącym się w XVIII wieku “komornik” o chłopie (prawidłowo, bo komornik to był chłop bez chaty, który pomieszkiwał u innego chłopa “na komorze” i zazwyczaj zatrudniał się jako parobek itd.), to ktoś zapytał, co ma komornik (w dzisiejszym znaczeniu) do rzeczy. Czasem wystarczy minimalnie dopowiedzieć, żeby kontekst stał się jasny.

Niemniej w przypadku tekstu Ajzan byłabym przeciwna używaniu określenia “komunalne” w stosunku do ogólnej zabudowy, bo to nie synonim bloków.

http://altronapoleone.home.blog

Tutaj, pełna zgoda, Drakaino – komunalne nie jest synonimem bloków, w ogóle określonego typu zabudowy , gdyż może zależeć, tym bardziej, że kontekst pozostaje dla nas nieznany.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A zdawało mi się, że to nieźle znany wyraz, przecież nawet mój imiennik w Placówce “począł najmować komorników do robót około swej ziemi”.

Naprawdę uważasz, że znajomość “Placówki” jest powszechna? XD

http://altronapoleone.home.blog

Ja znam, znam... znaczy znałam, ale nie pamiętam. ;-) Prusa jest ci ona?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Prusa. I jeżeli mam być całkiem uczciwy, to sam ją tylko przejrzałem (bo – nieprawdaż – Ślimak!), ale słyszałem, że dawniej często bywała lekturą szkolną. Poza tym nie pamiętam, czy i w Chłopach nie przewijali się przypadkiem jacyś komornicy, a to już na pewno wszyscy mieli jako lekturę.

Wszędzie w dziewiętnastowiecznej literaturze na wsi przewijają się komornicy ;)

http://altronapoleone.home.blog

@drakaina:

Naprawdę uważasz, że znajomość “Placówki” jest powszechna?

Tak, przynajmniej miałem to obowiązkowe. Nie polecam.

 

@Asylum:

Stały związek frazeologiczny “w pamięci”, choć “na dysku” jest jasny, choć niekoniecznie w przypadku krystalmatryc, bo “na pendrive”.

Przedstawiając fragment, bardziej mi chodziło o zasadę czy wyraz ma prawo się powtarzać (z wyjątkami) w sąsiednich zdaniach, żeby nie było błędu stylistycznego (byłoza z książkozą).

Znalazłem: http://www.netlinguist.pl/blog/klasyfikacja-bledow-2/

, ale tam jest “Powtarzanie wyrazów w obrębie zdania” (jednego), co wydaje mi się nadmiernie ulgowe.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Radku, ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  niestety nie wiem, ale może ktoś to wie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  niestety nie wiem, ale może ktoś to wie.

 

Ja wiem, ja wieeem! Wybierz mnie! XD

Z moich “przedportalowych” przygód z lekturą nie jestem w stanie przypomnieć sobie  ani jednego momentu,  gdy poczułem, że obecność “być” albo “się” w jakiś znaczący sposób odbiera mi radość czytania. Jeśli chodzi o powtórzenia ogólnie, owszem, mogło zdarzyć się, że nieco zakłuło w oczy, ale w zupełnie wyjątkowych sytuacjach.

Owszem, obecnie je dostrzegam, ale mam wrażenie, że przez to wszystko “awansowałem” na upierdliwego safandułę, miast oddawać się prostej przyjemności płynącej z lektury.

Podskórnie czuję, że odpowiedź na Twe pytanie brzmi: to zależy od czytelnika.

I w większości wypadków oznacza to “całkiem sporo”. 

O wiele więcej w odbiorze tekstu ma do powiedzenia klimat, ogólny ton i sens wypowiedzi, to jak poszczególne elementy utworu ze sobą harmonizują i tworzą (lub nie) spójną i rozumną całość.  

Jeśli jej nie tworzą – brak powtórzeń, czy unikanie “sieklozy’ i “byłozy”, nie uratuje tekstu.

Jeśli tworzą – rzadko kiedy nagromadzenie dysharmonijnych detali jest w stanie zburzyć dobre wrażenie, które tworzy całość.

Takich fragmentów “do poprawy”, wziętych z literatury pięknej, tej uznanej przez redakcyjne (i nie tylko) autorytety, można by tu wstawić na pęczki. Tylko po co? 

Zaczęłoby to przypominać bajkową kłótnię warzyw, które i tak skończyły w zupie. 

ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  

 

@teamSilver

 

Jakkolwiek zaczęłam mechanicznie niemalże tępić siękozy i byłozy w tym, co piszę, to jednak uważam, że jeśli zdania i akapity są płynne (”mają flow” ;)) i czytelnik nie potyka się na innych elementach, to łyknie powtórzenie czy którąś z powyższych przypadłości, a nawet zaimkozę. Ergo warto starać się to eliminować, ale nie na siłę i nie tak, żeby w zamian tworzyć nienaturalnie brzmiące albo przegadane potworki, bo to się może bardziej rzucić w oczy.

http://altronapoleone.home.blog

jeśli zdania i akapity są płynne (”mają flow” ;)) i czytelnik nie potyka się na innych elementach, to łyknie powtórzenie czy którąś z powyższych przypadłości, a nawet zaimkozę

Tak. Mimo wszystko jednak – ćwiczenie jest ćwiczeniem. To, że bokser skacze na skakance, nie znaczy, że będzie skakankę zabierał na ring.

Ponadto: I don’t feel like it.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dlatego napisałam, że wyćwiczyłam już w sobie odruchową walkę z zaimkozą, siękozą i byłozą ;) Przydaje się zwłaszcza jak się pisze na ostatnią chwilę.

http://altronapoleone.home.blog

Carissima, Ty jesteś jak wędrowny bohater wuxia :P

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ja wiem, ja wieeem! Wybierz mnie! XD

Jesteś wybrańcem! laugh

Z moich “przedportalowych” przygód z lekturą nie jestem w stanie przypomnieć sobie  ani jednego momentu,  gdy poczułem, że obecność “być” albo “się” w jakiś znaczący sposób odbiera mi radość czytania.

Ogólnie chciałbym odejść jak dalece się da od “jeśli czyta się dobrze, to jest dobre”, bo wtedy rzeczywiście wszystko sprowadza się do ortografii i gustów czytelnika. Raczej ciekawi mnie, dlaczego czyta się dobrze bądź źle.

Takich fragmentów “do poprawy”, wziętych z literatury pięknej, tej uznanej przez redakcyjne (i nie tylko) autorytety, można by tu wstawić na pęczki.

Dla mnie (jako czytelnika) przedstawiony fragment nie czyta się dobrze. Wywracam się nie na powtórzeniach, ale na bezorzeczeniowym ostatnim zdaniu. Nie wiem jak i dlaczego korekta to puściła.

Tylko po co? 

Żeby się uczyć, w jaki sposób można pisać, a jak nie.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Żeby się uczyć, w jaki sposób można pisać, a jak nie.

To się nazywa ćwiczenie.

Raczej ciekawi mnie, dlaczego czyta się dobrze bądź źle.

To się nazywa podejście naukowe.

 

A tak w ogóle, to I don’t feel like it.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dobry,

 

mam zagadkę ^^

 

Jak inaczej określić magazyn i magazyniera, aby pozbyć się takiego współczesnego brzmienia? Spichlerz to tylko zboża, a chodzi mi bardziej o przestrzeń na różne różności.

 

Jakieś sugestie? No chyba, że wbrew pozorom magazyn nie jest aż tak współczesnym słowem. 

A może skład. W składzie można przechować wszystko.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Według WSJP magazyn pochodzi z arabskiego, więc może nie jest aż tak współczesny, chociaż faktycznie skład bardziej staropolski. Albo sklep, ale on już zmienił znaczenie. Albo piwnica?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Magazyn mód był na pewno w XIX wieku zapożyczony z francuskiego (a tam może z arabskiego, tego nie wiem), więc nie jest wcale nowoczesny. Magazynier to już inna sprawa.

 

Skład jest natomiast okej, funkcjonował u nas także na określenie sklepu (”skład towarów różnych”)

http://altronapoleone.home.blog

Ok, jaki więc będzie odpowiednik magazyniera dla składu?

A nie może być “pracownik” na zmianę z magazynierem? Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

Babska logika rządzi!

Szafarz?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

No cóż, w składzie towarów różnych pracowali subiekci XD

 

W sumie trochę trudno bez kontekstu

http://altronapoleone.home.blog

No, w jakich czasach dokładnie to ma działać?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pierwsze, co mi przyszło na myśl to “skład” w miejsce magazynu.

 

I dla mnie jesteś – wybrańcem – silver. :-) Myślę podobnie. Podobnie jak Drakaina i Tarnina. Dla mnie, Radku, zależy od tego, w jakim kontekście znalazłby się przytoczony fragment, jak igrałby z całością. Jednak moje zdanie znasz, nie jestem purystką językową i nad wyraz cenię flow, problemy, punkty widzenia, które, jeśli są dobrze opisane – działają. Dla mnie – dzisiejszy status – nie da rady tego skwantyfikować.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A co do nieudolności literackiej – każdy ma prawo do własnego zdania. Częściowo zgadzam się z Twoim, ale gdy wziąć pod uwagę, że ten “nieudolny” zabieg najpierw ratuje fragment tekstu, potem może być punktem wyjścia do nadania temu fragmentowi lepszej formy, radykalne potępienie takiego “koła ratunkowego” uważam za bezpodstawne.

AdamKB, tylko że ten zabieg  nie ratuje, a pogarsza tekst. Stąd mój sprzeciw.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Mamy (podobno) demokrację, czyli również prawo do własnego zdania, więc zamiast jałowych sporów zadam Tobie, osvaldzie, żartobliwe pytanie: co lepsze, siedemnaście “był-ów”, “jest-ów”, “on-ów” i tak dalej w siedmiu kolejnych linijkach czy może nieco mniej udane “napisanie tego inaczej”, radykalnie redukujące natłok powtórzeń?

Adamie

Dzięki za próbę wyjaśnienia, chociaż myślałem, że wszystko jest jasne. Otóż pod moim fragmentem dałem takie słowa:

Trochę zaszalałem, żeby nie było żadnego było i książki ;)

Czyli wiadomo, że chodziło mi tylko o zlikwidowanie powtórzeń, bo O TO chodziło Radkowi. Nie ma co wchodzić w dyskusję ;)

Mamy (podobno) demokrację, czyli również prawo do własnego zdania, więc zamiast jałowych sporów zadam Tobie, osvaldzie, żartobliwe pytanie: co lepsze, siedemnaście “był-ów”, “jest-ów”, “on-ów” i tak dalej w siedmiu kolejnych linijkach czy może nieco mniej udane “napisanie tego inaczej”, radykalnie redukujące natłok powtórzeń?

AdamKB, w przykładzie nie było siedemnastu “byłów” itp. W tej konkretnej sytuacji fragment poprawny został poprawiony na niepoprawny. Pytasz mnie co gorsze, to powiem Ci, że jedno zbędne powtórzenie jest lepsze niż mieszanie podmiotów.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Hmm, pytanie było żartobliwe, stąd przesadne siedemnaście powtórzeń w siedmiu linijkach...

 

Mieszanie i gubienie podmiotów to odrębna kwestia. Skądinąd według mnie gorsza od seryjnych powtórzeń, o których było powyżej. Krótko pisząc, potrafi tak zamącić, że potrzeba wracać o kilka linijek, o cały akapit albo i dalej, żeby “zdeszyfrować”, co kto mówi, o czym nagle mowa. Zgroza. Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

Mieszanie i gubienie podmiotów to odrębna kwestia. Skądinąd według mnie gorsza od seryjnych powtórzeń, o których było powyżej. Krótko pisząc, potrafi tak zamącić, że potrzeba wracać o kilka linijek, o cały akapit albo i dalej, żeby “zdeszyfrować”, co kto mówi, o czym nagle mowa. Zgroza. Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

Zgadzam się.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

… jeśli ktoś nie pamięta, o czym pisał przed chwilą...

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina była uprzejma napisać:  … jeśli ktoś nie pamięta, o czym pisał przed chwilą...

Znam gorsze przypadki.

Pisze sobie człowiek spokojnie i płynnie, dokładnie wie, co napisze jako trzecie zdanie, a tu dzwoni osoba, od której telefonu nie można nie odebrać. Osoba na domiar złego gadatliwa i praktycznie ignorująca sugestie zawarte w informacjach (niekoniecznie prawdziwych w danej chwili), że jestem głodny jak diabli, że ze środkowych partii ciała docierają mocne sygnały o konieczności udania się, tam, gdzie nawet królowie piechotą chadzają, i co tam jeszcze da się wymyślić prawdopodobnego. Skutek jest taki, że po odłożeniu z obrzydzeniem cudownego wynalazku do komunikacji międzyludzkiej nagle nabiera się przekonania, że te trzy zaplanowane zdania już zostały napisane i wali się, bez sprawdzenia, czy to prawda, owo zdanie czwarte. No i żegnajcie stare podmioty, witaj spadły z sufitu...

Samemu też można sobie nabruździć. “No nie, nie będę ponownie włączał komputera, ten pomysł jest tak dobry i tak ważny dla tekstu, że nie da się go zapomnieć”. Tjaaa, nie da się... Co gorsza. pamięta się jego góra połowę, i znów łatwo się zaplątać w akcji, postaciach, podmiotach.

To te najważniejsze i chyba najczęstsze. Czynnik zewnętrzny i wiara w niezawodność pamięci, chwilowej i ulotnej. Z dodatkiem lenistwa, bo pięć słów nabazgranych na karteluszku może ratować sprawę.

 

Ojoj, Adamie, nawet ja bywałam w takich sytuacjach (jedyny ładny omlet, który usmażyłam w życiu, wystygł, na moich oczach! bo akurat wtedy musiała zadzwonić ___. Która nigdy nie dzwoniła. Nigdy. Tylko ten jeden raz. A ja byłam głooodnaaaa...) Prawdę mówisz, że pięć słów na karteluszku może przesądzić o życiu i śmierci. Ale... skończony tekst warto jednak, już na spokojnie, po wyłączeniu komórki, uśpieniu chloroformem wszystkich członków rodziny i zabarykadowaniu drzwi, przejrzeć pod kątem nielogiczności, niegramatyczności i innych ości. Żeby czytelnik nie musiał rwać włosów z głowy. Bo chyba jednak spotykamy się w naszym pisaniu z Drugim, no, nie? (Asylum nie porwała mojej jaźni przy pisaniu tego zdania.)

A przy okazji, żebyście nie zwątpili, że to ja, EOT.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O, wspomniałaś mnie! :-) Spotykamy się, zawsze się spotykamy w pisaniu, Tarnino! To jest dla mnie chyba największą tajemnicą na świecie. Bo jak to jest, że czytam jakieś kreski, rozumiem je, chcę je bardzo, bardzo pojąć. Wydaje mi się, że już wiem, po czym pudło i kolejna próba. Społeczność, Drugi jest dla mnie cholernie fascynujący, tak jak legendy o dzikim zachodzie, ziemi niczyjej (ona akurat należała do kogoś). Matko, tak, spotykamy się z Drugim przy pisaniu i czytaniu! ^^

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To jest dla mnie chyba największą tajemnicą na świecie.

Ano, jest. Nie tylko dla Ciebie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

:-))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bez cytowania słów Tarniny o kontrolnym czytaniu ukończonego dzieła (lub dzieuŁa) odpowiadam przytaknięciem. Zgoda całkowita. Jest tylko przy tym autocenzorskim czytaniu jeden problem, taki nie do usunięcia. Przecinek a kysz! lub chodź, skarbie, i siadaj tutaj, lytrufka i tak dalej są poza dyskusją ze samym sobą, ale gorzej z podszeptami, że przecież dla każdego powinno być jasne i oczywiste, o co tu chodzi, bo to wynika z tego i / lub tamtego też, o czym napisane jest pięć stron wcześniej. I jest problem, przypominać o przepowiedniach, czy wierzyć w fenomenalną pamięć i sprawność kojarzenia przez czytelnika, czy jednak skrobnąć jednozdaniową “przypominajkę”. Może trochę śmiesznie, kpiarsko brzmi, co  i jak piszę o autokorekcie i autocenzurze, ale to faktycznie bywa kłopotliwe. Ja, autor, wiem, czytelnik może się nie skapnąć. Na wszelki wypadek przypomnę – zawsze ktoś zarzuci, że traktuję czytelnika jak sklerotycznego głąba... Istoriczeskij wapros: szto i kak dziełat’?

Mysie Pysie! Ponieważ otrzymuję od Was tony listów, w których piszecie, jak bardzo tęsknicie, przybywam z następną zagadką. :)

 

Czy czyimś zdaniem coś jest tutaj nie tak?

 

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

 

 

Pozdrawiam wszystkich Fanów! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry.

Ok.

Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok.

Nooo... ok.

Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn.

Co? Dobra, małe rany to ranki, skrystalizowała woalka... heh, no ja bym to zdanie przerobił i uprościł.

Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd.

Dziewczyny robią sobie różne maseczki, również zielone, ale jakbym powiedział którejś, że wygląda jak topielec, to dostałbym z liścia. Wg mnie trochę przesadzone.

Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

Ok.

 

XYZ napadło stado wściekłych kurczaków, że ma pełno ranek? ;) 

 

XYZ napadło stado wściekłych kurczaków, że ma pełno ranek? ;)

Żeby tylko! Jeszcze gorzej. ;D

 

Dziękuję ślicznie, czekam, czy ktoś jeszcze się wypowie. devil

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

W zasadzie mam jak Zan, tylko topielicowa maść mi nie przeszkadza.

Babska logika rządzi!

na ich miejscu

Chyba lepiej stylistycznie: w ich miejsce.

skrystalizowała woalka cienkich blizn.

Ani proces bliznowacenia nie kojarzy się zbyt blisko z krystalizacją, ani siatka blizn z woalką.

Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd.

Woalce?

» (...) lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. « 

Nie chcę być źle zrozumianym i odpowiednio potraktowanym, ale... Ale zapytam wprost: wiesz, czym jest woalka? Dalsze pytania to już drobne szczegóły. Czy woalka może skrystalizować, i to bez zaimka zwrotnego? Czy blizny mogą istnieć poza ciałem?

Kurde, znowu nie rozumiem. Przecież to jest metafora, wiadomo, że blizny nie skrystalizowały z dala od ciała crying crying Woalka to siateczka, którą się nosi na twarzy, a że tych blizn jest dużo, to mnie skojarzyło się z woalką. No, ale że wszyscy tutaj marudzą, to chyba jednak zmienię. <PŁACZE> I z krystalizacją też mi się kojarzy, no kurde, czy ja jestem jakaś dziwna? Pewnie tak crying xD

 

Ślimaku, a teraz podmioty będą lepiej, jak zamienię kolejność? I czy wystarczy, jak zamienię na siateczkę?! Czy nadal coś nie halo?

 

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz w ich miejsce skrystalizowała siateczka cienkich blizn. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

 

Dziękuję wszystkim za beszty heart

I za pomoc, ten teges sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz w ich miejsce skrystalizowała siateczka cienkich blizn.

skrystalizowała się – jak dla mnie.

Co ogólnie zmieniłaś ?:P

Woalka → siateczka + kolejność zdań w środku. cheeky

 

Kurde, tak jakoś dobrze mi brzmi to nie-zwrotne skrystalizowanie... Skoro musi być zwrotne, to chyba jednak zastąpię innym słowem crying

 

lecz w ich miejsce pojawiła się siateczka cienkich blizn crying

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Woalka to siateczka, którą się nosi na twarzy

Polemizowałabym z tą definicją, ponieważ woalka zasadniczo służyła do zasłaniania twarzy i nie nosiło się jej wprost na twarzy, ale doczepioną do nakrycia głowy. W sumie jak wyguglałam, bo chciałam jakieś sensowne zdjęcie wrzucić, to teraz jest to ewidentnie jakieś idiotyczne niewiadomoco, ale nadal znajduje się raczej przed twarzą i jest do czegoś doczepione. Imho zatem metafora mocno nietrafiona. Bezpośrednio na twarzy masz maskę na przykład

http://altronapoleone.home.blog

No dobra, dobra, już zrozumiałam. <burczy pod nosem> <płacze> crying

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie wiem, czy Cię to pocieszy, Ziemniaczku, ale u nagrodzonego przecież Zajdlem Konrada T. Lewandowskiego, zwanego też Przewodasem, była “woalka finezyjnie rżnięta w chryzoprazie”, więc wiesz, fatalne użycie woalki ma w polskiej fantastyce tradycję XD 

http://altronapoleone.home.blog

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

Mi pasuje, tzn. widzę, że przenośnia bez wątpliwości. Może wina wcześniejszej ekspozycji na Lewandowskiego vel Przewodasa.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dzięki, drakaino, zaprawdę pociesza mnie, że mogłam dołożyć do tej fatalnej tradycji cegiełkę laugh xD

 

Miło mi, Radku, że nie jestem w swoich odczuciach osamotniona. wink Ale i tak zmienię, skoro, kurde, taki bunt się wszczął... ;D

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

    jakbym powiedział którejś, że wygląda jak topielec, to dostałbym z liścia

XD

    Ani proces bliznowacenia nie kojarzy się zbyt blisko z krystalizacją, ani siatka blizn z woalką.

    wiesz, czym jest woalka? Dalsze pytania to już drobne szczegóły. Czy woalka może skrystalizować, i to bez zaimka zwrotnego? Czy blizny mogą istnieć poza ciałem?

XD No, dobra, widzę, że muszę wprost. Ślimak słusznie prawi. Po pierwsze, woalka to nie siateczka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Woal Nie nosi się jej na twarzy, tylko zawiesza przed, żeby tę twarz zasłonić – ona nie przylega. Nie kojarzy się za ciężką chorobę z krystalizacją, bo kryształy są z zasady twarde i kruche (tak, siatki krystaliczne to uporządkowane układy atomów, ale żeby o tym wiedzieć, musisz mieć jakieś pojęcie o chemii fizycznej – zresztą to nie są dosłowne siatki).

Nie miej pretensji do ludzi, że się gubią, skoro jest bałagan.

    była “woalka finezyjnie rżnięta w chryzoprazie”,

... kill it with fire. Nakarmić tym smoka. Niech wypuści drugą stroną, i wtedy to spalić, matko Boska, co to ma być???

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina zapytała:  co to ma być???

Ja, AdamKB, odpowiadam: bardzo drobny fragment wyśmienitej literatury fantastycznej. A ponieważ fantastyka wręcz wymusza oderwania od rzeczywistości, to od sensownego posługiwania się językiem także.

Jak widać, są tacy, którzy tak uważają.

:-)  Już wiesz, co to miało być?  :-)

Jest to fragment prozy nagrodzonego dawno temu zajdlem autora, który w jednym ze swoich haiku (tak, taki tomik też wydał) napisał również wiekopomną frazę “Mlaskało piekło”. 

http://altronapoleone.home.blog

@Tarnina:

Woalka nie musi być wykonana z woalu (splot włosowo-wątkowy). Na cień czasami mówimy  jak na przedmiot.

Jeśli ktoś układa palce w zmyślny sposób i plama cienia przypomina zwierzątko, to mówimy “zajączek”, a nie “cień rąk przypominający cień zwierzęcia o nazwie zając, młody osobnik”. A woalka rzuca na twarz cień, dlatego do mnie to porównanie (właściwie przenośnia) przemówiło. Tylko ja dziwny jestem i się nie znam.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

A ponieważ fantastyka wręcz wymusza oderwania od rzeczywistości, to od sensownego posługiwania się językiem także.

… you soul-thieving son-of-a... gun. NIE! Nie, nie, nie i NIE! Mówią Ci to trzy (a w sumie to cztery) lata i dyplom licencjata filozofii. Nie!

Jest to fragment prozy nagrodzonego dawno temu zajdlem autora, który w jednym ze swoich haiku (tak, taki tomik też wydał) napisał również wiekopomną frazę “Mlaskało piekło”. 

That’s it. Popełniam harakiri.

Jeśli ktoś układa palce w zmyślny sposób i plama cienia przypomina zwierzątko, to mówimy “zajączek”, a nie “cień rąk przypominający cień zwierzęcia o nazwie zając, młody osobnik”. A woalka rzuca na twarz cień, dlatego do mnie to porównanie (właściwie przenośnia) przemówiło.

WTF. Nie. Nie mówimy na cień jak na przedmiot. Gdzieś Ty coś takiego widział? Mówimy “cień przedmiotu”. Twój przykład jest zupełnie nieadekwatny – zajączek w teatrze cieni ma pewien kontekst, jest intencjonalnym przedstawieniem zajączka.  Możemy o nim mówić “zajączek”, bo w świecie przedstawionym przez cienie to jest “zajączek”. Tak samo, jeśli narysujesz zajączka, możesz mówić “zajączek, którego narysowałem”, zamiast “rysunek zajączka, który zrobiłem”. A cień woalki nie jest przedstawieniem niczego.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dziękuję, Radku, dziękuję crying <płacze ze wzruszenia> Ja też tak uważam, no, ale, zjedli mnie tu wszyscy, to wolę nie ryzykować. crying xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Szanowna i wysoko przeze mnie ceniona Tarnino, to była ironia.

Trzy (stracone) lata i licencjat z filozofii nie wywierają na mnie żadnego wrażenia, za co serdecznie  przepraszam. 

<><><>

Też szanowna DHBW – nikt Ciebie tu nie zjada. Nawet przeciwnie, jak uważam, bo nie pomaga się uniknąć potknięć językowych komuś, komu życzy się źle.

Tarnina, drakaina,

 

przepraszam za późną odpowiedź – old w nicku zobowiązuje i mam problemy z pamięcią, pytanie wrzuciłam, później o nim zapomniałam (to już chyba równia pochyła xD). Szafarz i subiekt brzmią mi dobrze. Czas akcji jest zmienny, więc powinno to być określenie, które z powodzeniem mogłoby funkcjonować obecnie, jak i kilkaset lat wstecz. 

 

Dzięki za pomoc!

Adamie, toż ja to z przymrużeniem oka. ;)

 

Szafarz, subiekt – co za słowa! Co za szpan! xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Szafarz, subiekt – co za słowa! Co za szpan! xD

 

Z dużym prawdopodobieństwem mogą to być najmądrzej brzmiące słowa w moim tekście xD

Drogi i szanowny Adamie, nawzajem. Ale serio, nie żartuj w ten sposób, bo mnie trzącha, jak widać.

Z dużym prawdopodobieństwem mogą to być najmądrzej brzmiące słowa w moim tekście xD

Nie pytam...

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ważne, żeby cały tekst brzmiał mądrze. wink

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie denerwuj mnie. Wystarczą faceci, którzy nie potrafią zanieść talerza do zlewu i inni faceci, którzy się dziwią, że nie czytam im w myślach.

#marudzenie

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Eeee... Ok...? ^^’ (To na pewno miało być tutaj? xD)

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Sporo żeście już porozprawiali o fragmencie DHBWu. Bardzo jest to ciekawe i odważne, gdy wstawiasz drobiazgi. :-) Swoją drogą, szkoda że wyzwania klapnęły, tam można było próbować w mikroskali. :-)

Kiedy przeczytałam ten krótki fragmencik wpadłam w konfuzję. Z jednej strony straszne, z drugiej dwa pierwsze zdania mnie rozśmieszyły. Potem zastanawiałam się – dlaczego, bo jakoś tak intuicyjnie pojmowałam, że powinnam była się przejąć. Chyba chodzi mi o nagromadzenie epitetów, bo one wbrew pozorom nie budują – może tylko dla mnie – sytuacji. Wolałabym, abyś napisała to bardziej surowo/oszczędniej. Z woalką, niestety, sądzę podobnie jak większość. Zawsze jest przymocowana do nakrycia głowy i co najwyżej może rzucać cień/wzór na twarz, choć też byłoby to trudne, ponieważ funkcją woalki jest ukrycie twarzy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum ;) Ogólnie kontekst jest taki, że biedactwo leży w śpiączce, bardzo poturbowane, więc mam nadzieję, że nikt się nie będzie uśmiechał. ;)

Nie wiem natomiast, co masz na myśli przez “nagromadzenie epitetów”, bo jest tam “ciepłe” czoło i “wstrząsający” widok. Dwa epitety na dwa zdania to chyba jeszcze nie nagromadzenie. ^^’

Tak, tak, już rozumiem z tą woalką, no. ;)

 

Dzięki za dołożenie cegiełki <3 I cieszę się, że są i tacy, dla których to ciekawe, bo... Szykujcie się na więcej, hue hue hue! devil xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne budynki tylko gdzieniegdzie przepuszczały promienie słońca, a ludzie tłoczyli się względem siebie tak samo ciasno jak owe budynki. 

 

To zdanie jest koszmarne, ale kompletnie nie mam pomysłu, jak je przekształcić. “Budynki” nie powinny się powtarzać, ale zamiana “budynków” na “budowle” też mi nie pasuje, brzmią zbyt podobnie. No i to “tak samo ciasno jak...” – dramat. Ktoś, coś?

 

To są myśli ptaka, który leci obok wieżowców i obserwuje tłumy ludzi z góry – chciałam tu podkreślić uczucie przytłoczenia i niechęci do zatłoczonego miejsca. Z góry dzięki!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Holly, podrzucam propozycję:

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne wieżowce, między którymi tłoczyły się masy ludzi,  tylko gdzieniegdzie dopuszczały promienie słońca.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne wieżowce, między którymi tłoczyły się masy ludzi,  tylko gdzieniegdzie dopuszczały promienie słońca.

O, no i to jest konkret: dziękuję bardzo!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Holly, jakże się cieszę, ze mogłam się przydać! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, czy ja mogę prosić o pomoc?

Rozkminiamy na becie zdanie:

Nie dane jej było rozpamiętywać stratę zbyt długo. 

I niby rozpamiętywać “kogo, co”, rozpamiętywanie “kogo,czego”, ale jest też przeczenie... Jak według Was, to powinno być zapisane? “Stratę” czy “straty”? Bo już się pogubiłam, a słowniki nie pomogły...

Hej, czy ja mogę prosić o pomoc?

A pewnie, czemu nie :)

 

Jak dla mnie powinno być “straty”. Natomiast zacytowane zdanie w ogóle mi się nie podoba. Winowajcą jest “rozpamiętywać”, które brzmi i wygląda tu dość pokracznie, kwadratowo. Na Twoim miejscu pomyślałbym wraz z betmistrzami nad jakimś substytutem. 

 

EDIT: Wybacz, że sam nie podrzucam przykładu, ale nic mi na szybko do głowy nie przychodzi.

Jolko, proponuję:

Nie dane jej było myśleć o stracie zbyt długo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można pomyśleć też o sformułowaniu “nosić żałobę”, o ile, rzecz jasna, żałoba może być uznana w przypadku Twojego tekstu za synonim straty.

O, dziękuję! To ja idę zmieniać zdanie! :)

Jak dla mnie powinno być “straty”.

Tak.

Winowajcą jest “rozpamiętywać”, które brzmi i wygląda tu dość pokracznie, kwadratowo.

Nie, dlaczego? Zależy, w jakim kontekście.

To ja idę zmieniać zdanie! :)

Czasem trzeba zmienić zdanie XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

To ja idę zmieniać zdanie! :)

Czasem trzeba zmienić zdanie XD

:D :D :D Tak! Zwłaszcza, jak się napisało 20 tys. znaków, a potem doczytało, że ma być 15 tys.... :D 

Muszę zmienić zdanie o zmienianiu zdań, bo będę musiała je po prostu wywalać (zgrzytanie zębów).

Czasami wywalenie ulepsza tekst heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino,

w pierwotnym zdaniu błędu oczywiście żadnego nie ma (poza wałkowaną już odmianą “straty”), natomiast to “rozpamiętywać” brzmieniowo wydało mi się przyciężkie. Raz, że słowo długie w stosunku do reszty, a dwa to “ywać” jakoś mię tak wzięło i uwarło. Coś ładniejszego tam chciałem, no. 

Naturalnie, ale to też zależy od kontekstu. Jeśliby to była historia Zenobii, bywalczyni miejscowej budki z piwem, i jej utraconej flaszki, “rozpamiętywać” tworzyłoby wrażenie bathos. A w historii tragicznej śmierci ukochanego byłoby zupełnie na miejscu. W tekście, w którym żadne inne słowo nie ma ponad sześciu liter, albo w takim, w którym co drugi wyraz należałoby wygwiazdkować, “rozpamiętywać” byłoby kwiatkiem do starej baranicy, a w tekście lemowsko czy sienkiewiczowsko potoczystym nikt by go nawet nie zauważył. Słowa w tekście mają pasować do siebie nawzajem – nie ma (albo jest bardzo niewiele) zasad uniwersalnych.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej. Piszę tutaj, bo na betalistę to jednak za krótkie. Dalej przygotowuję na luty mój wattpadowy projekt i zastanawiam się, czy poniższy tekst nadaje się na opis książki, zwłaszcza ostatnia część:

 

“Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

 

Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia, kiedy jej życie zawisło na włosku. Po brutalnym ataku z jakiegoś powodu trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa. Mieszkając odtąd pośród pięknych i krzepkich bogów, nadal nie pragnęła niczego innego, jak tylko spokoju. Niestety, Norny splotły dalsze jej dalsze losy z Lokim. Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu, zupełnym przeciwieństwem Sigyn, a mimo to z czasem powstała między nimi silna więź. 

Czy łączące ich uczucie przetrwa nadchodzące próby? W końcu Norny przesądzają o losie wszystkich i chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?”

Hejo,

 

dalsze jej dalsze losy z Lokim.

wink

 

Usunęłabym “z jakiegoś powodu”, brzmi jak luka w budowaniu historii, której nie miałaś jak zapełnić (nawet jeśli to element mitu).

 

wszystkich i chyba wszyscy

Powtórzenie.

 

chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?

Hm... Trochę to wyklucza tych, którzy mitologii nordyckiej nie znają. Ja np. nie znam, coś tam tylko kojarzę z Kłamcy Ćwieka, więc... ^^’

 

To tak na szybko, bo w pracy jestem. ;)

 

EDIT: To pierwsze zdanie mi się nie podoba, bo nie wynika z niego, że ta postać jest “postacią z tej mitologii” – a raczej trzeba się tego domyślać i sobie to dopowiadać:

Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

I dlaczego “retelling”? O ile to nie jest jakiś wattpadowy slang, to czemu nie coś w stylu “mit opowiedziany na nowo”?

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Cześć, Ajzan!

    “Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

Ten tytuł wyrzuciłabym w ogóle, chyba, że Wattpad go wymaga – jeśli wymaga, to lepiej go napisać od nowa. Nie jest poprawny, i to niestety w takim stopniu, że przeróbki poskutkują wielką kołomyją elementarną.

("Retelling", DHBW, to slang, ale nie wattpadowy, tylko, zdaje się, wydawniczy – też wolałabym "mit opowiedziany na nowo". Żeby nie było, że nigdy się z Tobą nie zgadzam :P)

    Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia, kiedy jej życie zawisło na włosku.

Powtórzenia: żyła-życie; zawisło-włosku.

    Po brutalnym ataku z jakiegoś powodu trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa.

"Z jakiegoś powodu" zdecydowanie brzmi jak wykręt – wyrzuć.

    Mieszkając odtąd pośród pięknych i krzepkich bogów, nadal nie pragnęła niczego innego, jak tylko spokoju.

Hmmm....

    Niestety, Norny splotły dalsze jej dalsze losy z Lokim.

Może tak: Niestety, Norny splotły jej dalszy los z losem Lokiego. Tak, jak napisałaś, są pomieszane kategorie ontyczne (jakby losy były tym samym typem bytu, co osoba – Loki).

    Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu, zupełnym przeciwieństwem Sigyn, a mimo to z czasem powstała między nimi silna więź.

Troszkę harlequinowe w tonie, ale w sumie poprawne.

    Czy łączące ich uczucie przetrwa nadchodzące próby?

Zdecydowanie harlequinowe.

    W końcu Norny przesądzają o losie wszystkich i chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?

Hmmm, nie dałabym głowy za to "przesądzają". "Decydują" może? I dlaczego wszyscy mamy wiedzieć, jak to się skończyło? Skoro w Polsce mitologia nordycka jest mało popularna (w krajach anglosaskich bardziej, ale w Polsce mało)?

Jako tekścik na okładkę (czy jej wirtualny odpowiednik) całość specjalnie się nie wyróżnia, ani na plus, ani na minus.

I – odwagi heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dziękuję wam. Tekścik już poprawiłam:

 

Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia brutalnego ataku. W niejasnych okolicznościach trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa. Jakby tego było mało, potężne Norny splotły jej dalszy los z losem Lokiego.

Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu. Niewielu miało o nim dobre zdanie, Sigyn jednak z czasem odkrywa, że za pomówieniami kryje się ktoś dużo bardziej jej bliski.

Opowieść stara jak świat, tylko jakie będzie jej zakończenie?

Czy dwulicowy szachraj poprowadzi niewinną dziewczynę ku zgubie?

A może to delikatna półbogini odnajdzie w sobie siłę, by uratować ich oboje?

 

“W niejasnych” zostawiam, bo odkrycie szczegółów okoliczności trafienia Sigyn do Asgardu jest ważnym elementem fabuły w pierwszych rozdziałach.

Ostatnie pytania też mogą mieć wydźwięk harlequinowy, zważywszy, że to opis wattpadowego romansu. Poza tym podkreślają kolejny istotny wątek.

 

Pomęczę Cię jeszcze :)

aż do dnia brutalnego ataku

Mmmm, no, nie wiem.

za pomówieniami kryje się ktoś dużo bardziej jej bliski

“Bliski” stopniuje się regularnie, ale, co ważniejsze, “x kryje się za pomówieniami” oznacza, że x kogoś pomawia, nie, że jest pomawiany.

“W niejasnych” zostawiam, bo odkrycie szczegółów okoliczności trafienia Sigyn do Asgardu jest ważnym elementem fabuły w pierwszych rozdziałach

To brzmi o niebo lepiej od “z jakiegoś powodu”.

Ostatnie pytania też mogą mieć wydźwięk harlequinowy, zważywszy, że to opis wattpadowego romansu. Poza tym podkreślają kolejny istotny wątek.

Skoro tak, to w porządku. heart

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

W pierwszym przypadku co jest właściwie nie tak?

Ten brutalny atak jest trochę zapewniający, a trochę niedopowiedziany. Sama nie wiem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

W najbliższym repertuarze przewidziano niesamowity koncert w tonacji B-ból, zagra dla Państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz, a za bęben posłuży pewna sfatygowana ropusza morda.

Hej!

W takiej narracji, Państwo wielką czy małą? Szklane Oczka jako przezwisko w cudzysłowie, czy bez?

Czy to kwestia mówiona, czy pisana, np. na afiszu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To narracja pierwszoosobowa.

Wycofując się pod ścianę z kolekcją, zlustrowałem pomieszczenie. Brak okien, brak innych wyjść. Z pewnością sala ta posiadała doskonałą akustykę. W najbliższym repertuarze przewidziano niesamowity koncert w tonacji B-ból, zagra dla Państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz, a za bęben posłuży pewna sfatygowana ropusza morda.

 

Skoro to wypowiedź, to: ...zagra dla państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak jest poprawnie, bo już powolutku głupieję?

w jednej ręce trzymał odzyskaną monstrancję, drugą wciąż grzebał w porzuconej torbie, a z jego ust płynął potok słów zdecydowanie nieprzystających do sługi bożego.

Czy może: nieprzystających słudze bożemu.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko: ...nieprzystojących słudze bożemu.

 

edycja: Komuś przystoi coś robić lub nie. Nieprzystający to niepasujący do czegoś

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Reg, tak mi się wydawało, że pochrzaniłam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Matko, reg, jakie Ty masz wyczucie języka. Niezwykłe!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Skoro to wypowiedź, to: ...zagra dla państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz...

Hm, to nie wypowiedź, tylko przemyślenia, ale dam z małej. Dzięki!

O, a po edytce wiem, co konkretnie nie pasowało :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zanaisie, formy grzecznościowe (pani, pan, państwo) piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wolałem się upewnić, czy tylko listownie, no i kwestia pseudonimu :) W każdym razie już wszystko jasne. Dzięki!

Oraz w niektórych pismach oficjalnych i urzędowych, ale to inna parafia i o wiele rzadziej.

Załóżmy, że komuś w gardle utknęła fujarka... I nie wchodźmy w szczegóły...

Kwestie dialogowe takie nieszczęśnika chciałbym przerwać dźwiękami z fujarki i zastanawiam się, jak to zrobić.

Na razie mam:

– Poddaję się! Pod...<triliii> się!

 

Jak sądzicie? Ktoś się spotkał z podobnym problemem?

A czy taki ktoś, znaczy ten fujara z fujarką w gardle, przede wszystkim nie zakrztusiłby się i nawet poświergolić by nie mógł?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga Reg. Tekst z Lowinem nie takie rzeczy widział, więc uznajmy, że ów osobnik jakoś poradzi sobie z malutką fujarką w gardle ;P

Hmm, trochę ten nawias trójkątny dziwnie wygląda... Może kursywa?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pod...trillii się!

Kładę kaf...wiuuu...elki!

 

Też nieźle.

Zastanawiam się, czy jednak nie przebudować sceny. Natomiast zagadnienie ciekawe i dlatego spytałem.

@regulatorzy:

A czy taki ktoś, znaczy ten fujara z fujarką w gardle, przede wszystkim nie zakrztusiłby się i nawet poświergolić by nie mógł?

W zatyczkach długopisów BIC jest otwór pozwalający oddychać, nawet jak utknie w gardle.

Fujarka też ma otwór, ale bez zatkania jakichś innych otworów nie zrobi tirli-tirli raczej.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ale zrobi “fiuuuuu”, jak zwykle, kiedy przepuszczamy powietrze przez wąską rurkę zakończoną dziurką. Chyba...?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Istotnie, Radku. Aż zajrzałam do zatyczki mojego długopisu, bo mam identyczny! Na szczęście nie będę musiała przez zatyczkę świstać ani fiutać, bo nie wsadzam jej sobie do otworu gębowego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W zatyczkach długopisów BIC jest otwór pozwalający oddychać, nawet jak utknie w gardle.

Rany, zaraz się uduszę... surpriselaugh

Pecunia non olet

Nadaje się do awaryjnej tracheotomii.

You’re welcome :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nadaje się do awaryjnej tracheotomii.

You’re welcome :)

laugh

Pecunia non olet

I ja teżwink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

My wszyscy. laugh

Pecunia non olet

Pytanie językoznawcze:

Gwarowo (mazowieckie i Podlasie bliższe, czyli Siedlce) na poranną (i wieczorną) obsługę zwierząt gospodarskich mówi się obrządek od obrządzić. Jak to będzie po polsku?

Oporządek? Obsługa?

 

Wprawdzie PJN:

2. «codzienne prace gospodarskie związane z hodowlą zwierząt»

, ale Wiki:

utrwalony specyficzny sposób sprawowania liturgii, charakterystyczny dla danego regionu

 

Ktokolwiek słyszał, bądź wie?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie wiem konkretnie, Radku, ale na śląsku mówimy, że się “gowiedź odbywo” czyli “oporządza zwierzynę”  i ja bym to nawał “oporządzaniem” a nie “obrządzaniem”.

Known some call is air am

Faktycznie, Radku, w necie jest ten obrządek przy hasłach krzyżówkowych. Ja się nigdy tu, w Zagłębiu, ani na sąsiednim Śląsku z takim określeniem nie spotkałam, a moi Dziadkowie, mieszkający przy samej granicznej Brynicy, mieli gospodarstwo na wsi.

 

Spójrz tu, takie cosik teraz znalazłam, może coś Ci się przyda:

Słownictwo gwarowe w hodowli zwierząt 

https://wz.izoo.krakow.pl/files/WZ_2008_3_art08.pdf

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Słyszałam, Radku, często takie słowo w czasowniku – “oporządzić”, najczęściej chodziło o zwierzęta gospodarskie (nakarmienie, wydojenie) oraz w kontekście ryb “oporządzić ryby”. Region Kociewia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Oporządzić brzmi dobrze, ale czy da się z tego zrobić rzeczownik przez analogię (obrządzić → obrządek): oporządzić → oporządek? Czy tak może być?

“Zrób obrządek” w tłumaczeniu na język polski powinno brzmieć “oporządź”, bo raczej nie “zrób oporządek”.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Raczej “oporządź” :)

Known some call is air am

Skąd wiesz? XD Jasne, zawsze rozkaz. ^^

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Obrządek jest jak najbardziej uprawniony i zrozumiały. Nie szukałabym na siłę i nie tworzyła żadnych zamienników rzeczonego obrządku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Obawiam się, że słowo obrządek jest niezrozumiałe poza Mazowszem. Mimo że kwitnie w słownikach, to raczej stanowi przykład przenikania gwary mazowieckiej (i warszawskiej) do słowników szybciej, niż do języka. Na przykład, gdybym się w opowiadaniu natknął na “gowiedź odbywo”, to wylecę z tekstu.

Stąd pytam :-)

 

Może powinienem był inaczej sformułować zagadnienie:

 

Matka krzyknęła do syna:

– A obrządek zrób, zanim do szkoły pójdziesz.

 

Co kazała matka zrobić synowi?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie jestem z Mazowsza, a obrządek na wsi był dla mnie zawsze czymś nader oczywistym.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No widzisz, Reg, ja nie jestem z Mazowsza i pierwszy raz słyszę :) A na wsi dl mnie czymś oczywistym było odbywanie zwierząt z rana, choć to przez to, że jestem że Śląska i na śląskim gospodarstwie pierwsze 10 lat życia się wychowywałem.

Known some call is air am

Outto, całe życie mieszkałam w Łodzi, ze wsią miałam niewiele wspólnego, więc pozwolę sobie wysnuć przypuszczenie, że prawdopodobnie czytaliśmy różne książki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Potwierdzam też mi znane określenie.

Ale ponoć część Śląskiego, to najdalej na południe wysunięta dzielnica Warszawy.

Hej,

nie wiem, czy tutaj też można zadawać pytania dotyczące fragmentów z książek już napisanych? Jeśli nie, to wskażcie mi proszę odpowiedni wątek.

 

Póki co, zaryzykuję:

czytam teraz świetną książkę Kornelii Dobkiewiczowej i jest tam takie zdanie:

Mimo tego, że w języku polskim ogólnie obowiązuje podwójne przeczenie, w tym przypadku prawidłowe jest Na nic zdały się prośby Ragnara z tego, co wiem.

Czy ktoś wie może, czy mamy tutaj do czynienia z błędem, czy może jeszcze kilkadziesiąt lat temu (książka została wydana w 1979 roku) była to poprawna forma?

Z góry dziękuję!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Moim zdaniem to błąd. 

Pecunia non olet

Też mi się tak wydaje.

Babska logika rządzi!

Holly, a ja nie wiem, ponieważ język polski to nie matematyka. ;-) Przejrzałam przed chwilą przykłady z Korpusu Języka Polskiego. Sporo tego jest. Moim zdaniem obie formy są ok.

Identyczna fraza, lecz pojawia się również w innych zastosowaniach  np.

,Na nic nie miał wpływu, wszystko otrzymał – chciał tego wszechświat, a wszechświat...

,... jestem bliska łez, nerwowo pociągam nosem, właściwie rozkleiłam się zupełnie. Na nic już nie zważając, wpadam do pokoju jak bomba.

,... z jaką rozkoszą jadłem chleb z cukrem czy śmietaną, bo na nic więcej nie było nas stać.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie opierałabym się na Korpusie – tu są przykłady użycia w tekstach danych słów/fraz, ale nie jest to jednoznaczne z tym, że to prawidłowe formy ;) 

Też jestem za: “na nic zdały się”.

I proszę nie mazać po książkach!!! 

Przynoszę radość :)

W tym konkretnym przykładzie – redaktorsko – pewnie byłabym bliżej Was, ponieważ lepiej brzmi bez “nie”. Jednak reguła i że prawidłowe, tutaj – już nie wiem. ;-)

Anet, mażę po swoich książkach, niestety. ;-(  W ebookach robię to namiętnie. Gdy kupuję książkę z drugiego obiegu i natrafiam na zapiski, czytam je z ciekawością. Cieszę się, że książka została przeczytana i mogę poznać myśli, które pojawiły się podczas czytania.Wyjątkiem są książki z biblioteki i te, które zamierzam puścić w obieg.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Holly, jak mniemam czytasz "Kruk Odyna", tak? Bardzo lubiłem swego czasu czytać panią Kornelię. Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia" :) 

Known some call is air am

Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia"

Pamiętam ich!

Pecunia non olet

Ja bym się jak najbardziej opierał na korpusie, oczywiście nie bezkrytycznie.

Trochę podobny przypadek: równoznaczne opodal i nieopodal. Plus dopiero naście lat temu wyrzucono ze słowników oboczność “nie opodal”.

Zgadzam się z Asylum (język polski to nie matematyka, nie bądźmy tacy skorzy do stosowania alternatywy wyłączającej). Moim zdaniem zarówno z “nie”, jak i bez fraza jest prawidłowa. Z “nie” to połączenie regularne, bez – utarte. Nawiasem – na moje ucho w wersji krótszej pobrzmiewa echo czasów dużo bardziej zamierzchłych niż lata 70. minionego wieku. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie widzę winy w tej frazie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej,

 

dziękuję wszystkim za zaangażowanie :)

 

Asylum,

Identyczna fraza, lecz pojawia się również w innych zastosowaniach  np.

,Na nic nie miał wpływu, wszystko otrzymał – chciał tego wszechświat, a wszechświat...

,... jestem bliska łez, nerwowo pociągam nosem, właściwie rozkleiłam się zupełnie. Na nic już nie zważając, wpadam do pokoju jak bomba.

Nie, nie o taki przykład mi chodzi. Jak już wspomniałam, w języku polskim obowiązuje podwójne przeczenie, wyróżniając się na tle innych języków.

Nic nie mam. (2 przeczenia)

Ich habe nichts. (1 przeczenie)

I have nothing. (1 przeczenie)

 

Więc przytoczone przez Ciebie przykłady są jak najbardziej normalne.

 

Przypadek, o jaki pytam, jest na tyle osobliwy, że mimo tego, że w wyrażeniu są dwa przeczenia, wydaje mi się ono błędne.

 

Moim zdaniem to błąd. 

Też mi się tak wydaje.

No właśnie.

 

 

Anet,

I proszę nie mazać po książkach!!! 

Boli mnie serce na samą myśl, że oskarżasz mnie o takie barbarzyństwo... Zrobiłam zdjęcie telefonem i w tymże telefonie zedytowałam zdjęcie, podkreślając zdanie. Nigdy bym nie pomazała książki, mam opory przed użyciem w niej nawet ołówka.

 

 

Outta Sewer,

Holly, jak mniemam czytasz "Kruk Odyna", tak?

Taak :)

 

Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia" :) 

Jest w kolejce :)

 

 

jeroh,

Trochę podobny przypadek: równoznaczne opodal i nieopodal. Plus dopiero naście lat temu wyrzucono ze słowników oboczność “nie opodal”.

O, super, że o tym wspomniałeś, bo też się nad tym zastanawiałam.

 

Moim zdaniem zarówno z “nie”, jak i bez fraza jest prawidłowa. Z “nie” to połączenie regularne, bez – utarte.

Hm, może być i tak.

 

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Pozdrawiam, HollyHell91. :)

Pecunia non olet

HollyHell91, jak widzisz, są tu tacy barbarzyńcy (patrzę na Ciebie, Asylum) ;)))

Przynoszę radość :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O, tak, Anet, ze mnie czystej krwi barbarian.^^ Lubię też jeść palcami.xd Kiedyś tylko znaczyłam książki kolorowymi nalepkami (takie małe, wąskie), a potem zorientowałam się, że zapominam o co mi chodziło, więc zaczęłam kreślić kilka słów na marginesach w trudnych książkach, które miały zostać ze mną już na zawsze. Teraz kreślenie jest łatwiejsze – są ebooki, lecz i tak niekiedy wolę (czasem – muszę) je mieć w papierze. :-)

 

Holly, tak – podwójne przeczenie, rozumiem, lecz w podanym przez Ciebie przykładzie też występuje podwójne przeczenie:

"Na nic nie zdały się".

W innych zastosowaniach, podanych przeze mnie:

Na nic nie miał wpływu

Na nic nie zważając

Na nic więcej nie było

Może to kwestia sformułowania "na nic"? Nie wiem, lecz nie podchodziłabym z tak aptekarską dokładnością do reguł językowych, ale naturalnie to ja. ;-) Wygląda na to, że w słowach z dwóch minusów nie powstaje plus. :-) Gdybym przeczytałam w tekście penie nie zwróciłabym na to uwagi, lecz gdy przeczytałam Twoje zapytanie – zastanowiłam się i logiczniejsze zdało mi się bez "nie", lecz pomna na mój brak nosa w takich sprawach zaczęłam wertować Korpus i net. Dużo mi z tego nie przyszło, przyzwyczajam się. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum:

 

Kiedyś tylko znaczyłam książki kolorowymi nalepkami (takie małe, wąskie),

A, pamiętacie Dziewczyny, dawniej były takie superaśne zakładki do książek. Tematyczne. :) Z okienkami, niby slajdy. Znalazłam przykład w necie:

Pecunia non olet

Pamiętam, miałam :)

Przynoszę radość :)

Pamiętasz, Anet?  To super. :) Były z różnymi motywami i kolorowymi dodatkami. ;)  Lubiłam je. :)

Pecunia non olet

Jakieś kwiatuszki zasuszone w środku miałam.

Przynoszę radość :)

Rewelacja. :)

Przyznam, że dawniej sporo było takich, jak one właśnie, “niby dodatków”, niedużych przedmiotów, które przy okazji uczyły oraz uprzyjemniały czytanie. :)

Pecunia non olet

Słyszałem, że Anglosasi są mniej przewrażliwieni na punkcie powtórzeń niż my, ale jakoś nigdzie nie mogę znaleźć artykułów na ten temat. Czy faktycznie w tekście literackim nie razi użyte kilka razy “be” albo “like” w jednym zdaniu? Pytam, bo czytałem ostatnio pewne opowiadanie, w którym natłok tych słówek zaczął mi przeszkadzać.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Fajne te zakładki, wyglądają jak ze starej rolki filmowej. :-) 

 

@Bolly, z pewnością , lecz nie wiem nic na temat częstotliwości konkretnych słów. Bardziej na czuja stawiałabym, że nie chodzi o  “be” ani “like”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

W angielskim chyba nie ma podmiotu domyślnego. Czyli muszą bez przerwy walić he albo she. No to i reszta powtórzeń nie gryzie angielskich ocząt. Tak sądzę.

Babska logika rządzi!

Fajne te zakładki, wyglądają jak ze starej rolki filmowej. :-) 

Asylum, zawsze też tak o nich myślałam. ;)

Pecunia non olet

W angielskim chyba nie ma podmiotu domyślnego. Czyli muszą bez przerwy walić he albo she.

To po pierwsze (zob. tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Pro-drop_language ). Ale poza tym – angielski jest językiem mocno analitycznym, ma dużo auxiliary verbs (właśnie “do”, “have”, “can”, “be”, “shall”) bez których wielu zdań nie da się skonstruować. Ot, spójrz:

 

Zatańczymy? → Shall we dance?

On by tego nie zrobił. → He would have never done this.

Nie przejdziesz! → You shall not pass!

 

Po polsku wszystko to robią morfemy gramatyczne. A po angielsku ich nie ma.

 

Poza tym – u nich jest jednak trochę inny zwyczaj językowy. Spójrz chociażby na porady dotyczące “said” – gdybyś w polskim tekście co drugą linijkę dialogu dodawał “powiedział”, to by się rzucało w oczy jako powtórzenie. A w angielskim “said” jest przezroczyste, nikt na nie nie zwraca uwagi, i właśnie usilne jego unikanie zdaje się dziwaczne: https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/SaidBookism

 

A wszystko to pokazuje, że świat jest bardzo różnorodny.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, i mnie się – ale tylko wydaje – fajnie, ze napisałaś, że said jest mocarne i naturalne. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jak nazywa się kurzy obornik? Wydaje mi się, że istnieje na niego jakaś specyficzna nazwa, ale nie potrafię sobie przypomnieć.

Ptasi guano

Lożanka bezprenumeratowa

Guano nie pochodzi z języków romańskich? Obawiam się, że zostanę za nie zlinczowana w realiach średniowiecznego epic fantasy :P

Wiki mówi, że guano to odchody ptaków morskich i nietoperzy.

Lożanka bezprenumeratowa

Pomiot ptasi, obornik drobiowy, odchody drobiu? 

Pecunia non olet

Pomiot ptasi, brzmi wielowymiarowo;)

Lożanka bezprenumeratowa

Pomiot ptasi, brzmi wielowymiarowo;)

Racja. W dodatku przy jednoczesnym spożywaniu noworocznej sałatki brzmi... niepewnie. :))

Pecunia non olet

pomiot brzmi dobrze :D

pomiot brzmi dobrze :D

Zależy. :) Mojej sałatce – niekoniecznie. :))

 

Ale na poważnie, jeszcze sobie, Ośmiornico, dopasuj do fabuły i do zdań. Przyznam szczerze, mieszkałam długo u Dziadów, którzy mieli kury, ale nie spotkałam się z nazwą. Jako historyk – także. :)

Pecunia non olet

Kołacze mi się po głowie coś na kształt kurzajnika, ale nie wiem, czy nie było to słowotwórstwo mojej mamy, bo nie mogę niczego podobnego znaleźć.

Znajoma ma kury i ogródek, więc rabatki nawozi kurzętnikiem. Tak jak ci, którzy mają krowy, nawożą pola obornikiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurzętnik – Spod Kurzętnika 11 lipca 1410 zawróciły wojska Jagiełły, by uniknąć bitwy podczas przeprawy przez Drwęcę podczas marszu na Malbork. Po bitwie grunwaldzkiej Kurzętnik znalazł się pod zarządem rycerza Jana Kretkowskiego, ale na mocy postanowień I pokoju toruńskiego znalazł się nadal w granicach państwa zakonu krzyżackiego. Straty podczas wojny głodowej w 1414 roku wyliczono na 8000 guldenów.

 

To rozwiązanie budzi we mnie wątpliwości.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Radku, a Oborniki Śląskie nie budzą Twoich wątpliwości?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurzak i kurzeniec udało mi się jeszcze znaleźć, ale nie wiem, czy takie słowa faktycznie egzystują, czy to raczej nazwy potoczne.

W sumie też, ale mniejsze. Słowo obornik umiem znaleźć w słowniku we wskazanym znaczeniu.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Jest cała masa potocyzmów i słów/ wyrażeń regionalnych, których próżno szukać w słownikach. A taka np. Moszna – chciałbyś być jej mieszkańcem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Guano to słowo hiszpańskie, ale pochodzi z języka quechua, ergo w realiach średniowiecznych odpada.

 

nie wiem, czy takie słowa faktycznie egzystują, czy to raczej nazwy potoczne.

Nazwy potoczne jak najbardziej funkcjonują w języku i nie ma problemu z ich używaniem, o ile rejestr wypowiedzi na to pozwala.

http://altronapoleone.home.blog

U, hu, hu! Widzę, że jak mnie nie ma, to wątek stoi! No, na całe szczęście...

 

 

devildevildevildevil

 

Pytanka do miłych Współ-Użyszkodników:

 

1. Co myślicie o tej metaforze:

Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

?

 

Dwa: Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

 

Trzy: Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

 

Cztery: Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

 

Jak zwykle będę wdzięczna za pomoc. <loffa>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Już dawno o nic nie pytałaś, Ziemniaczko (jeżeli wolno mi tak familiarnie) – bardzo miło Cię tutaj widzieć!

1: ciekawa metafora. Nigdy mi podobna analogia nie przyszła do głowy, ale w trochę szerszym kontekście... gdyby te szczyty były takie szczupłe, strome, wieżowate, a nad nimi rozpięty łuk chmur... to mogłoby mi się nawet spodobać. W każdym razie lepsze niż “jakby kto wielki grzebień wbił na wprost w dolinę”, a tej frazy kiedyś użyłem.

2: mieć serce na dłoni.

3: “Potrzebowałem pomocy, i to natychmiast. Moją pierwszą myślą był Zbysio oferma” – uznaniowe, chyba trochę niezręczne. Napisałbym raczej “Zbysio oferma przyszedł mi na myśl jako pierwszy”, ale nie odrzucam bardzo stanowczo.

4: zwykle “nie przestając się uśmiechać”, ale i ten wariant nie wydaje się rażący.

  1. Może lepiej „rozciągające cię”? Prędzej porównałabym most do gór niż odwrotnie. Kierując się jedynie wyczuciem, a nie wiedzą teoretyczną w tym zakresie, wydaje mi się, że jeśli chcesz podkreślić  ogrom gór, powinnaś porównać je do czegoś, co jest od nich większe, a nie mniejsze.
  2. Nie wiem, czy to anglicyzm, z podobnych kojarzy mi się tylko “mieć serce na dłoni”.
  3. i 4. Nie wiem ;)

Ad 1. Nie. Przęsła mostów to elementy, obustronnie podparte filarami lub filarami i przyczółkami mostowymi. Ewentualnie podwieszone na konstrukcjach linowych. Rozpinające się na horyzoncie szczyty gór mogą od biedy kojarzyć się z filarami mostu, ale przęseł to tam nie widać, bo ich być nie może.

Ad 2. Nie wiem, czy to anglicyzm i nie wiem, co ma oznaczać negacja, czyli serce w niewłaściwym miejscu. Chyba że piszesz o zaburzonym / nieprawidłowym rozmieszczeniu narządów wewnętrznych.

Ad 3. Nie. Ktoś może nam przychodzić na myśl / kojarzyć się jako pierwszy. Ewentualnie o kimś możemy pomyśleć / kogoś skojarzyć jako pierwszego / w pierwszej kolejności.

Ad 4. To sztucznawo brzmi. Nadal / wciąż uśmiechając się. Mówiąc, uśmiechał się nadal. Albo rewersja, nadal się uśmiechał, mówiąc, że... 

Dorzucam swoje do puli myśli  (wcześniejszych komentów nie czytałam, lecz zaraz to zrobię)

,Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

Szczyty nie mogą się rozpinać na kształt mostu. Most jest połączeniem, a szczyty osobne.

,Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

Dla mnie nie jest anglicyzmem, a uczciwy/dobroduszny nijak serca nie oddaje.

,Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

Huh, brakuje kontekstu?

,Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

Może i tak, lecz kontekst i co wcześniej. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

DHBW,

1. Co myślicie o tej metaforze:

Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

?

Takich kolorowych metafor osobiście unikam jak ognia, więc się nie wypowiem.

Dwa: Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

Ten zwrot pojawił się w polskiej wersji ,,Chłopaków”, więc IMO jest OK.

Trzy: Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

Mmm... Nie? Nie sądzę, żeby osoba mogła być ,,myślą”, nawet w przenośni.

Cztery: Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

Ja bym zrobił ,,nie tracąc”...

 

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Tak co do tego serca:

https://duckduckgo.com/?q=%22mie%C4%87+serce+na+w%C5%82a%C5%9Bciwym+miejscu%22&t=ffab&ia=web pięć wyników, wszystkie z tej dekady i źródeł nieodznaczających się językową starannością – podejrzewam bezmyślność tłumaczy

https://duckduckgo.com/?t=ffab&q=%22heart+in+the+right+place%22 cała masa wyników, część dotyczy książki i piosenki pod tym tytułem

 

Ponadto: angielski idiom znaczy dokładnie “mieć dobre intencje”, a nie “być uczciwym”:

https://idioms.thefreedictionary.com/heart+is+in+the+right+place

https://www.dictionary.com/browse/heart-in-the-right-place--have-one-s

https://www.merriam-webster.com/dictionary/heart%20is%20in%20the%20right%20place

 

“Serce na dłoni” to raczej uczciwość, otwartość, brak złej woli.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Moi drodzy! Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! Natomiast muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o przyznawanie mi racji, to jeszcze dużo pracy przed Wami.

 

Hue, hue, żarcikuję laugh

 

Ale, no, serio. sad

 

Hue, hue. laugh

 

Khę, khę.

 

jakby kto wielki grzebień wbił na wprost w dolinę

Ómarłam xD Ślimaku, Ty?! xD

 

Ośmiornico, czy nie sądzisz, że trochę trudno porównać góry do czegoś większego? xD

Adamie, Asylum, mnie jednak niektóre mosty przywodzą na myśl góry. Np.:

https://cdn.galleries.smcloud.net/t/galleries/gf-3xW5-YYhA-6YkD_kobieta-spadla-z-jednego-z-przesel-mostu-swietego-rocha-664x442-nocrop.JPG

Albo:

 

Ale, kurde, właściwie w moim fantasy nie było takich mostów jak te na obrazku... Nie tak epoka jeszcze... ^^’

 

No dobra, no, zmienię tę metaforę, chociaż byłam z niej taka dumna. crying  “Nie gubiąc uśmiechu” też przeformułuję, zrobię “nadal szeroko uśmiechnięta”. Ale wiedzcie, że jest mi przykro. sad xD

 

 “Byłaś moją pierwszą myślą” brzmi dla mnie 100% naturalniej niż “Przyszłaś mi na myśl jako pierwsza”. Albo: “Byłaś pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl”. To drugie już lepiej, ale i tak strasznie długie... Nie sądzicie? ^^’

 

No dobra, już pomijając dokładne znaczenie tego idiomu, chyba się zgodzę, że to angielskawe. :(

Dziękuję za sugestię z sercem na dłoni, ale to niestety nie o to chodzi. :/ Chciałam właśnie powiedzieć, że ktoś generalnie jest uczciwy, szczery, ma dobre intencje... Nie zrobi czegoś złego... Ale na taką większą skalę niż pogawędki z sąsiadami (bardziej na skalę ratowania świata itp. xD). Kurde. Może macie jeszcze jakieś pomysły? xD

 

Dodaję szerszy kontekst (wycinek z mojej książki, ale się wstydzę blushblush xD):

 

– Muszę cię również prosić, abyś opuściła mój dom – dodała elfka, odwracając wzrok.

Tariro tylko się uśmiechnęła. Ciani zareagowała mniej więcej tak, jak przewidywała, a tym samym utwierdziła ją w przekonaniu, że decyzja o zaproszeniu jej do drużyny była słuszna.

Elfka miała serce na właściwym miejscu.

Zignorowała żądanie i wyjaśniła, w jaki sposób Kamantery weszło w posiadanie demonów. (...)

 

Nom. :( Bez tego zdania też nawet by grało, ale jednak... Chyba lepiej, żeby coś tam było. :(

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

DHBW jestem pewna, że umiałabyś coś wymyślić ;)

Ja wcale nie jestem tego pewna crying xD Myślę i myślę, ale skrobią to tak trudno...

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Chciałam właśnie powiedzieć, że ktoś generalnie jest uczciwy, szczery, ma dobre intencje... Nie zrobi czegoś złego... Ale na taką większą skalę niż pogawędki z sąsiadami (bardziej na skalę ratowania świata itp. xD). Kurde. Może macie jeszcze jakieś pomysły? xD

 

Dusza-człowiek?

 

A mosty od razu kojarzę z naszym Modrzejewskim. :)

Pecunia non olet

DHBW pomyśl, kim jest narrator, w jaki sposób myśli. Może porównywać ogrom gór do przytłaczającej go rozpaczy, do kłów Fenrira mogącego pożreć księżyc, do statku obcych wyłaniającego się zza horyzontu, by rozwalić ziemię. Ale może też być na przykład inżynierem i tworzy porównania do tego, co jest mu bliskie, wtedy most jest jak najbardziej ok.

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To mówiąc postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Mam pytanie dialogowe. Czy wyrażenie “to mówiąc” można uznać za odgłos paszczowy, i zapisać małą literą i bez kropki wcześniej, czy jednak zostawić tak jak jest?

JolkaK, wydaje mi się, że tak jak jest teraz, jest właśnie poprawnie. Ewentualnie mogłoby być tak:

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

Ale IMO brzmi gorzej.

Tak czy inaczej, potrzebny jest przecinek po “mówiąc” :P

 

Bruce, dziękuję, ale nie crying xD Niestety, nie pasuje, no...

Ośmiornica, niestety nie ma w tym fragmencie takich intensywnych emocji. To tylko króciutki opis krajobrazu. Ech, no trudno, coś innego wymyślę. xD

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

JolkaK spotkałam się z zasadą, że czasownik mowy powinien się znajdować w dopisku dialogowym na pierwszym miejscu. Czyli idąc za nią, można by zaproponować tak:

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

albo

Postawił przed krasnoludem kufel piwa, mówiąc:

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj.

 

DHBW współczuję. Tez nieraz zdarza mi się, że jeden opis stopuje mnie z pisaniem i nie mogę go ugryźć. Staram się wtedy napisać cokolwiek i lecę dalej. Zazwyczaj kiedy wracam do niego później, jest łatwiej.

 

Jolko, proponuję:

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Super! Dzięki wielkie za wszystkie sugestie! :) Rozjaśniło mi się nieco! 

Rozumiem. :)

Pecunia non olet

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Tak właśnie ma być.

Myślę i myślę, ale skrobią to tak trudno...

Może sosiku? ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To mówiąc[+,] postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Ja tu widzę jeszcze dwie opcje, jeśli chcesz ocalić lekką archaizację:

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To rzekłszy, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – Z tymi słowy postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

Bo ogólnie w tym oryginalnym zdaniu razi imiesłów przysłówkowy współczesny bardziej niż cokolwiek innego. To jest zdradziecki typ i należy się go wystrzegać.

 

http://altronapoleone.home.blog

W zasadzie akurat kufel można stawiać, mówiąc jednocześnie, ale obie drakainowe opcje i tak są lepsze.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

Czy przecinek przed niż?

Inne defekty tego zdania? (oprócz tego, że trochę razi “jak”)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Jest ogólnie trochę dziwne. Co właściwie chcesz przekazać?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi w inny sposób, jak tylko na cudaka siedzącego na peronie. ??? Za dużo “na”. 

Może po prostu: Przyglądano mi się, jak cudakowi, siedzącemu na peronie. ??

Pecunia non olet

Jak łatwo zauważyć, ćwiczę lapidarność. Rozpisane dłużej i łopatą:

Siedzę na peronie przebrany za cudaka. Ludzie się gapią, ale nikt nie rozpoznał i nie nawiązał kontaktu.

 

W zdaniu:

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

wyczuwam dziwność, ale pytam o zło i jego ewentualne nazwanie. Jest całkiem niezrozumiałe?

 

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ahaaa... 

Po pierwsze wydaje mi się, że powtórzenia, po drugie – składnia zdania. :)

Pecunia non olet

Oj, przećwiczyłeś tę lapidarność. Rozkompresuj.

    Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

Jak nazwać to zło – nie jestem pewna. "Zwrócić uwagę" raczej się nie łączy z "jak", patrz tu: https://wsjp.pl/haslo/podglad/38545/ktos-zwrocil-uwage-na-kogoscos

Nie znalazłam też ani jednego podobnego przykładu tutaj: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/collocations.jsp  ("zwrócić uwagę", ustawienia domyślne), co by wskazywało na niewystępowanie takiego połączenia.

 

Wygląda na to, że nie zwraca się uwagi (w sensie zauważania) w jakiś sposób, choć w zasadzie byłoby to nawet logiczne. Ale nie wiem, jaki synonim by tu pasował, bo "zainteresować się" też kuleje, i "zauważyć" takoż. Może trzeba zdanie w ogóle przeformułować, na przykład tak (szyk wynika stąd, że chciałam zaakcentować "mnie"):

    Nikt nie dostrzegł mnie za maską cudaka siedzącego na peronie.

Albo:

    Byłem dla nich tylko cudakiem siedzącym na peronie.

ETA: Jeszcze tu: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/index_adv.jsp ("nie zwrócił uwagi", ustawienia domyślne). Tak samo brak wyniku.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wszyscy patrzyli na mnie wyłącznie jak na cudaka...?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Bardzo dziękuję za pomoc ze zdaniem. Ćwiczenie z lapidarności uważam za nieudane w takim razie.

Wygląda na to, że nie zwraca się uwagi (w sensie zauważania) w jakiś sposób, choć w zasadzie byłoby to nawet logiczne.

No właśnie :-(

 

Oba te zdania:

Nikt nie dostrzegł mnie za maską cudaka siedzącego na peronie.

Byłem dla nich tylko cudakiem siedzącym na peronie.

Przesuwają znaczenie na “prawdziwy ja pod maską oraz nikt więcej niż” z akcji: “czekam, aż mnie ktoś rozpozna”.

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Hmm, ale jeśli czeka, aż go ktoś rozpozna, to z jakiegoś powodu. Bez kontekstu trochę trudno powiedzieć, na co tu kładziesz akcent.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć.

Czy poniższy akapit nie jest zbyt przekombinowany?:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku okazało się silniejsze.”

Jak dla mnie może być, choć ja bym to zapisał tak:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku okazało się silniejsze.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Dziękuję. ^^

Ja bym jeszcze usunął tę "krainę snów". Trochę razi, jeśli mam być szczery...

A co próbowało?

http://altronapoleone.home.blog

A co próbowało?

Zmęczenie.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

To podwójne “okazało się silniejsze” też zwraca uwagę niekoniecznie korzystnie.

Zgadzam się ze Ślimakiem. Dla mnie tylko:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku zwyciężyło.

A reszta OK, łącznie z “krainą snów”.

 

Rozumiem, że skojarzenie z żoną Lokiego jest przypadkowe i to tylko takie imię?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Imho ta rozciągnięta animizacja czy nawet personifikacja zmęczenia jest niedobra, zwłaszcza że w kółko w króciutkim akapicie zmieniasz podmioty. Na początku jest Sigyn, potem zmęczenie (ale ono nie jest działającą postacią, więc je pomijamy jako “agensa”, choć gramatycznie jest podmiotem), a w tym samym zdaniu na końcu znowu podmiotem jest Sigyn (bo: “zasnęła”). Potem znowu zmęczenie z podmiotem domyślnym, a na sam koniec poczucie obowiązku.

Za dużo grzybków w tym barszczyku.

http://altronapoleone.home.blog

– No, wszystkiego to nie wiem – Przyznała pojednawczo – ale idę z wami.

Czy to jest dobrze zapisane? Nie ma odgłosu paszczowego, ale didaskalia są wtrąceniem... hm, dawać tam kropkę po wiem?

Jolko, żeby przyznać komuś rację/ zgodzić się z nim, trzeba to powiedzieć, wiec powinno być:

– No, wszystkiego to nie wiem – przyznała pojednawczo – ale idę z wami.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

A tu listę czasowników dla didaskaliów dialogowych.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję ślicznie!

Przejrzałam tą listę czasowników i zdumiałam się. No bo miały być odgłosy paszczowe z małej litery, a tu są też takie, jak: zdenerwował się, zmartwił się... I znowu mam mętlik w głowie...

I znowu mam mętlik w głowie...

Niepotrzebnie. „Zdenerwował się” to krócej napisane powiedział zdenerwowany, a „zmartwił się” –  rzekł zmartwiony.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można również korzystać z metody uproszczonej: nie myśleć, korzystać z listy :-)

Bo “domyślił się” nijak do paszczy nie dokleję.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ano, do paszczy nie, ale już w zapisie myślenia i owszem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy:

zwróć uwagę, że pomyślał jest zapisem myślenia, a domyślił się – głosu. Przynajmniej tak wynika ze wskazanej przez Ciebie listy.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nigdy nie potrafiłem intuicyjnie wyczuć tej reguły ortograficznej, ale widzę to tak:

WARIANT 1

– Czyli chce mnie panienka poprosić o przysługę? – domyślił się Euzebiusz.

WARIANT 2

– Przykro mi, ale jestem zajęty przy przemycie literatury co najmniej do czwartku. – Domyślił się, że Salomea zamierza poprosić go o przysługę. Taki szczwany był ten Euzebiusz.

Może Fantazmaty kiedyś to wyjaśnią.

Choć użyłabym tego zapisu w przypadku, kiedy na kogoś właśnie spłynęło olśnienie:

 

Dłuższą chwilę intensywnie zastanawiał nad tym, co właśnie usłyszał.

– Ach! – domyślił się wreszcie – teraz rozumiem!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

    Przejrzałam tą listę czasowników i zdumiałam się. No bo miały być odgłosy paszczowe z małej litery, a tu są też takie, jak: zdenerwował się, zmartwił się... I znowu mam mętlik w głowie...

To proste, byle tego nie traktować mechanicznie. Przykład Ślimaka pożyczę, bo dobry:

    – Czyli chce mnie panienka poprosić o przysługę? – domyślił się Euzebiusz.

Tutaj Euzebiusz domyśla się czegoś i od razu ten domysł werbalizuje. Domyślanie (głową) i wygłaszanie domysłu (paszczą) są jedną czynnością. Trudno je rozgraniczyć i nie ma takiej potrzeby.

    – Przykro mi, ale jestem zajęty przy przemycie literatury co najmniej do czwartku. – Domyślił się, że Salomea zamierza poprosić go o przysługę. Taki szczwany był ten Euzebiusz.

Tutaj zaś Euzebiusz się domyśla, ale domysł zachowuje w cichości serca swego. Nie wypaszczowuje go. Mógłby to zrobić później – grunt, że powzięcie domysłu (za pomocą szarych komórek) i wyartykułowanie go mową (poprzez przetłaczanie powietrza przez paszczę) to osobne czynności.

 

Na fantazmatowej liście verborum dicendi są takie, które zawsze będą oznaczały czynności paszczowe: jęknął, mruknął, roześmiał się; i takie, które niekoniecznie: ucieszył się, stwierdził, zniecierpliwił się. Są i takie, które mają wiele znaczeń: zaciął się (przy goleniu; w uporze; w mowie – czyli się zająknął). Problem należy do dziedziny semantyki, nie tylko syntaksy. Żeby to zilustrować, dorzucę parę przykładów od siebie:

 

– To kwestia semantyki, nie syntaksy – popisała się znajomością trudnych słów.

– I raz dokoła. – Popisała się jazdą na jednokołowym rowerku.

– Żartujesz? – roześmiał się.

– I on mu wtedy, rozumiesz, wasza Świątobliwość się nie martwi, on wziął mój plecak! – Roześmiał się głośno z własnego, jakże ogranego, żartu.

– Nnie... nie ma mowy. – Zaciął się w uporze.

– Nnie... nie ma mowy – zaciął się.

 

Zasadnicza reguła jest taka – verbum dicendi piszemy małą literą. Verbum z dicendi niezwiązandi piszemy dużą. Bo v.d. jest jakby orzeczeniem zdania, a wypowiedź jego dopełnieniem (zwracam uwagę, że to jest tylko mój domysł, ale może Ci ułatwić zapamiętanie reguły). Nie chodzi o to, którą częścią ciała bohater wykonuje daną czynność (bo mógłby się na przykład porozumiewać w języku polegającym, pardon my French, na kontrolowanym puszczaniu wiatrów – nie, to nie ja wymyśliłam – i wtedy dotyczące go verba dicendi będą, ekhm, inne).

Pomogłam?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Genialna sprawa! Będę tu odsyłać na naukę Nowicjuszy i... siebie! smiley

Pecunia non olet

Znakomite wyjaśnienie, chyba najbardziej klarowne, jakie dotychczas spotkałem, a podane przez Ciebie przykłady też nader eleganckie!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Tarnina:

Podziwiam i gratuluję!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Pomogłaś. Tylko, że teraz muszę koniecznie przejrzeć całe opko pod tym kątem, żeby ta nowa wiedza się nie zmarnowała... :D Dziękuję! Pozdrawiandi.

Czy można nazwać tę część zapalniczki, którą się naciska żeby uzyskać ogień spustem? A jeśli nie, to jak?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

kółko trące?

Nie pasuje mi, ale obawiam się, że lepiej nie będzie :-(

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Pozdrawiandi.

heart

Czy można nazwać tę część zapalniczki, którą się naciska żeby uzyskać ogień spustem? A jeśli nie, to jak?

Zwykle mówi się “kółko”. Ale spust będzie zrozumiały.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Witam i o zdrowie wszystkich pytam! ♥

 

Udawajcie, że przez ostatnie dwa lata byłam tutaj turbo aktywna i powiedzcie mi, moi drodzy Fantastyczni i drogie Fantastyczne: jak to jest z zapisami skrótów w beletrystyce? Poprawiam komuś opowiadanie i mam zagwozdkę. 

 

Dajmy na to, że postać sobie krzyczy, mianowicie:

– Frandzolić, frandzooolić PZPN! PeZetPE EEEN!

 

Zostawić PZPN? Trochę mnie to mierzi, to jakby wiecie, zostawić “godzinę 6.30”. No nie. Ale jak inaczej?

 

Dziękuję i pozdrawiam,

 

sy.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Zostawiłabym: – Frandzolić, franzooolić PZPN!

Ale: – Nie chcę mieć nic wspólnego z PZPN-em!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, reg. ♥

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo prosze, Sy. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mili państwo, mam pytanie językowo-historyczne. Kiedy przestało się używać określenia “subiekt”? Jeszcze  w XIX wieku? W latach 20.? Po wojnie?

Chciałem go użyć w opku osadzonym w latach 50., ale coś mi mówi, że to będzie przesada.

Z góry dzięki :)

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Fmsduvalu, mam wrażenie, że subiekt wyszedł z mody, a tym samym także z użycia, chyba po II wojnie, kiedy to pojawili się sprzedawcy i ekspedienci. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Heloł, heloł! Zagwozdka dla Państwa!

 

Czy coś tutaj jest nie tak?

 

Na chwiejnych nogach, wyciągając przed siebie ręce jak ślepiec, dotarł do stołu i opadł na niego łokciami.

 

Proszę o opinie. Pozdrawiam. laugh

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Na chwiejnych nogach, wyciągając przed siebie ręce jak ślepiec, dotarł do stołu i opadł na niego łokciami.

Dla mnie ok, prócz ostatniego członu – “opadł na niego łokciami”.

Kurde. No dobra.

 

Dzięki. xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

A dla mnie spoko, lepiej z ostatnim członem, bo wtedy jest przynajmniej jakaś scena. A tak to dotarł do stołu i co? :> 

Oparł się na nim łokciami? Pochylił się nad nim?

Naprawdę dokładna pozycja faceta jest taka ważna?

Babska logika rządzi!

Akurat dość ważna, bo coś pokazuje. ^^ Już dałam “oparł się na nim łokciami”.

 

Dzięki! heart

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jeżeli jedna z bohaterek opowiadania pełni funkcję pierwszego oficera na statku i określam ją słowem pierwsza, to powinienem napisać z małej czy z dużej litery?

 

Przykład:

– No, czas już na nas – rzekł stary, odwracając się. – Wracamy do pracy, pierwsza.

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Nie widzę powodu, żeby to pisać dużą literą. Ostatecznie do kapitana zwracasz się małą.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Za SJP PWN: pierwszy oficer «oficer pełniący najważniejszą funkcję na statku po kapitanie»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Do dyspozycji masz również drugie określenie dla pierwszego oficera: starszy oficer. Fakt, że może mylić się z określeniem wieku danej osoby, ale w czytelnym kontekście też można użyć.

Dzięki!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Tekst w konwencji bajkowej.

Jeżeli chcę opisać śpiew wiatru, szepty górskiego źródełka itd. to jak należy to zapisać?

W takiej formie:

 

“Oj, głupi, głupi…” – szumiał strumyk, wijąc się między pagórkami.

 

Czy może po prostu:

 

– Oj, głupi, głupi… – szumiał strumyk, wijąc się między pagórkami.

 

W tej scenie przyroda komentuje zachowanie człowieka, który nie zdaje sobie z tego sprawy. 

Ja bym dał opcję nr 2. Pierwsza wygląda trochę jak zapis myśli (i nie wiem, czy jest poprawna – cudzysłów + pauza? Można tak?).

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Opcja druga lepsza (pierwsza jest błędna), ale ja zrobiłabym to nieco subtelniej:

Oj, głupi, głupi, szumiał strumyk, wijąc się między pagórkami.

Jak zapis myśli: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#zapis_mysli  Inna rzecz, że za coś takiego zebrałam swego czasu cięgi, nie wiem, czemu, bo próbowałam właśnie tekst wystylizować na baśniowo-bibijnie. Ale może i prawda, że ta stylizacja nie wyszła.

Tak czy siak, pierwsza opcja nie jest poprawna.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć!

 

Jak mam w tekście przysięgę małżeńską:

– Ja XXX biorę ciebie YYY za żonę i ślubuję ci: miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, panie Boże wszechmogący, w trójcy jedyny i wszyscy święci.

Jak prawidłowo zapisać pogrubione (co z małych. co z dużych liter)? Bo w necie szukałem i różnie to wygląda.

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

,,Panie” i ,,Trójcy” na bank z wielkiej – pierwsze jako wyraz szczególnego szacunku, drugie jako w pewnym sensie nazwa własna.

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

To też nazwa własna. 

Ja (imię pana młodego/panny młodej) biorę ciebie (imię panny młodej/pana młodego) za żonę (męża) i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.

“W Trójcy Jedyny” piszemy dużą literą z powodów teologicznych. “Wszechmogący” też bym pod to podciągnęła.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dzięki, nad tą trójca jeszcze pomyślę, bo to mi trochę dziwnie wygląda, ale chyba tak to powinno być zapisane.

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

To jest nazwa własna – tak, jak, opisując jakąś szczególną wieżę, piszesz dużą literą “Wieża” bo to jest ta specjalna, szczególna wieża, ważna w Twoim świecie, i wszyscy wiedzą, że chodzi Ci o tę właśnie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Rozmyślania o zapisie trójcy wynikają z fabuły opowiadania. Ale napiszę z dużej (najwyżej mnie poprawisz, jak by Ci się zdarzyło przeczytać).

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

A TARDIS dostanę?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A po co Ci TARDIS, masz wyobraźnie, to przecież o wiele lepsze ;-)

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Drodzy moi, jak odmienić tę cholerę “city break”?

Lożanka bezprenumeratowa

To rzeczownik dwuczłonowy o elementach znaczeniowo nierównorzędnych (i odwróconym szyku), więc wyraz podrzędny (“city”) nie podlega odmianie: city break, nie ma city breaku, zawdzięczam tę przygodę city breakowi, planuję city break, zmęczyłem się city breakiem, odpoczywam po city breaku, o, city breaku!

Poza tym “wypad do miasta” brzmi ładniej i odmienia się łatwiej (chociaż przyznaję, że mogą być subtelne różnice znaczeniowe).

Dzięki Ślimaku. No właśnie chodzi o oferty biur, a tu wypad nie zagra.

Lożanka bezprenumeratowa

A po co Ci TARDIS, masz wyobraźnie, to przecież o wiele lepsze ;-)

Chyba już nie mam.

Drodzy moi, jak odmienić tę cholerę “city break”?

Nie odmieniać. Wypalić żelazem i siarką.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ostatnio znalazłem pikap. Może za niedługo będzie “sitybrejk”, analogicznie do dżojstika (kijka zabawowego).

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Potrzebuję przetłumaczyć słowo “Flapper” na polski, ale zachowując odcień znaczeniowy z tamtych czasów.  U nas przyjęło się “Chłopczyca” z francuskiego “Garçonne”, co się odnosi głównie do fryzury.

Po angielsku (amerykańsku) słowo to oznacza pewną nieporządność i luz. Wywodzi się z dźwięku wydawanego przez niedopięte kalosze (wtedy kalosze się nakładało na buty).  Ktoś ma jakiś pomysł?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Podlotek, nowoczesna panna/panienka, maskulinistka? :)

Pecunia non olet

A może zadziora, laska, luziara, wariatka?

Lożanka bezprenumeratowa

Dobre, Ambush; idąc dalej tym tropem...

pomylona, świruska, obłąkana, furiatka, szalona, postrzelona, pyskata, idiotka, imbecylka, psychiczna, paranoiczka, niezrównoważona, kretynka, ksantypa, szczekaczka, maniaczka, narwana, fiksatka, stuknięta, debilka, psycholka, opętana, nienormalna...

laugh

Pecunia non olet

Sufrażystka chyba trochę za daleko odbiega. Kobieta wyzwolona?

Babska logika rządzi!

Sufrażystka polityczna. Nie wiem, czy flapper w ogóle ma sensowny odpowiednik...

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardzo Wam dziękuję, coś z tego wymyślę. Jednak przychylam się do opinii Tarniny, będzie trzeba jeździć naokoło.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie wiem, co jest nie w porządku z “chłopczycą”, wydaje mi się najbliższym odpowiednikiem semantycznym i nigdy nie kojarzyłem jej wyłącznie z fryzurą.

Używano słówka “karampuk”, ale to chyba bardziej lata siedemdziesiąte, poza tym nie jestem pewien, na ile powszechnie.

Ostatecznie można omówieniem “taka Zuta Młodziakówna”, Gombrowicz pisał o tym samym zjawisku, tylko trzeba liczyć na to, że odbiorca zna Ferdydurke.

Dla mnie chłopczyca nie ma tego cienia “nieporządności”, które zawiera słowo “flapper”. Słowa karampuk nie znam (choć słyszałem):

Karampuk to królik. Ale królik niezwykły! Urodził się w cylindrze – co w przypadku królików nie jest niczym dziwnym. Cylinder należał do znanego na całym świecie magika Miguela Campinello de la Vare Zapassasa, który akurat występował z rekwizytem na scenie.

Nie chciałbym podejrzewać czytelnika o znajomość Ferdydurke.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie chciałbym podejrzewać czytelnika o znajomość Ferdydurke.

Niestety, jest to lektura szkolna, a przynajmniej była.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ferdydurke nie było moją lekturą obowiązkową (przed wiekami), ale jedynie uzupełniającą (zaliczało pójście do teatru i napisanie o bitwie na gesty, bo palec nie mina). Teraz nie jest.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

… jestem stara... crying

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

U mnie ta lektura była obowiązkowa z racji profilu humanistycznego (jestem rocznik 1970). :) 

A może po prostu określenie: “niegrzeczna (panienka)”? Albo jej synonim: ordynarna, bezceremonialna, nieprzyzwoita, zuchwała, nieokrzesana, trywialna, zbereźna, rynsztokowa, bez ogłady, tupeciarska/tupeciara, nieoględna, butna, harda, zhardziała, frywolna, sprośna, czupurna, niepokorna, rozpanoszona, rozwydrzona, rozpuszczona jak dziadowski bicz, tupeciara, wyszczekana, szelmowska, zgrywna, gorsząca, zepsuta, pełna tupetu, awanturnicza, protekcjonalna, rozrabiaka, zarozumiała, nadęta, nachalna, zdegenerowana... (???) laugh

Pecunia non olet

No, to aż taka stara nie jestem XD heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

laughheart

Pecunia non olet

Radku, cóż, dla mnie flapperka jest chłopczycą lub kobietą wyzwoloną. Nie szukałabym innego słowa. Zelda Fitzgeralt i "Wielki Gatsby", Chanelka, chłopięca sylwetka, lufki i charleston. Czy było za tym coś więcej – tak. Automobile, trochę niewinnego poszerzenia sfery seksu, tańca i dostępu do uniwersytetów. W Polsce z wielu kobiet zrobiono ikony i stare, poczciwe cioteczki, np. z Orzeszkowej, Konopnickiej, Nałkowskiej i ciekawe, co zrobi się w obecnym roku z Szymborskiej.

Pisz jak chcesz, niech intuicja i doświadczenie Cię prowadzi! xd

Zamieszczę wiersz poetki, którą lubię (nie podejmuję się tłumaczenia, nie znalazłam i nie ośmielę się, no way , Dorothy Parker. Była krytyczna wobec flapperek i tak zareagowała:

 

The Flapper

The Playful flapper here we see, 

The fairest of the fair. 

She's not what Grandma used to be, -- 

You might say, au contraire. 

Her girlish ways may make a stir,

Her manners cause a scene, 

But there is no more harm in her 

Than in a submarine.

 

She nightly knocks for many a goal

The usual dancing men. 

Her speed is great, but her control 

Is something else again. 

All spotlights focus on her pranks. 

All tongues her prowess herald. 

For which she well may render thanks 

To God and Scott Fitzgerald. 

 

Her golden rule is plain enough - 

Just get them young and treat them

Rough.

 

Nie jestem admiratorką tych strof, jak pewnie się domyślasz. XD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie jestem admiratorką tych strof, jak pewnie się domyślasz. XD

Nie domyśliłem się, ale wiersz oddaje nastrój epoki IMHO.

Współcześnie (w dobie okrętów podwodnych przenoszących międzykontynentalne pociski balistyczne), to się śmiesznie czyta:

But there is no more harm in her 

Than in a submarine.

Dla mnie wniosek pozostaje – opisać naokoło, ale szukałem bon-motu.  Wielkie dzięki!

 

@bruce:

U mnie ta lektura była obowiązkowa z racji profilu humanistycznego

Miałem mat-fiz, więc j. polski – podstawowy. Oczywiście, jeśli czegoś nie uczyli ani nie było obowiązkowe, to wcale nie znaczy, że nie będzie na klasówce. Szkoła wyrabiała odruch czujności :-)

btw: jestem jeszcze starszy!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Miałem mat-fiz, więc j. polski – podstawowy. Oczywiście, jeśli czegoś nie uczyli ani nie było obowiązkowe, to wcale nie znaczy, że nie będzie na klasówce. Szkoła wyrabiała odruch czujności :-)

btw: jestem jeszcze starszy!

heartsmiley

Pecunia non olet

Cześć. Jestem nowy na portalu Nowa Fantastyka i piszę swoje pierwsze opowiadanie. Chciałem zapytać czy szort albo opowiadanie może mieć dwa wątki. Jeden to przygody bohatera w polskim mieście, drugi fragment dotyczy  narady w jednym z państw zachodnich. Spotkałem się w internecie z informacją że opowiadanie najczęściej jest jednowątkowe. Z góry dziękuję za pomoc.

audaces fortuna iuvat

Może mieć, ale wątki muszą się jakoś ze sobą wiązać. Z drugiej strony, opowiadanie tym się różni od powieści, że jest w miarę krótkie – możesz nie mieć miejsca na dwa wątki. To też należy uwzględnić.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Feniksie103, jeśli oba wątki zgrabnie się łaczą i są istotne dla Twojej historii to, rzecz jasna, możesz napisać opowiadanie dwuwątkowe. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za pomoc. Wątki łączą się i są istotne. Mam też pomysł aby naradę zamienić na rozmowę telefoniczną bohatera. Takie wyjście awaryjne. Muszę to jeszcze przemyśleć. smiley

audaces fortuna iuvat

Nie ma sprawy. Myślenie ma przyszłość heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

“szło by ci lepiej” czy “szłoby ci lepiej”?

 

Partykuła “by” z formami osobowymi czasowników zawsze łącznie.

Dzięki!

Dorzucę jeszcze formy rozdzielne:

Pisownia-rozdzielna-czastek-bym-bys-by-bysmy-byscie

 

Dodam na boku, że szłoby słabo brzmi w sensie, ponieważ jest w sensie trwania i prosiłoby nie o czynność dokończoną np, poszłoby, bądź w trybie przypuszczającym (nie pewności) “by szło lepiej”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, może być na przykład: pisanie szłoby ci lepiej, gdybyś się tak nie denerwowała. Wtedy jest niedokonane.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

W lokalnym folklorze osady z mojego tekstu istnieje postać czarownicy zwana Wiedźmą z Wilczej Doliny.  Czy będzie OK, jeśli w tekście będę nazywała ją skrótowo po prostu Wiedźmą (z dużej litery)?

IMO, tak. Zbyszko z Bogdańca może być Zbyszkiem. A że pierwszy człon nazwy nie jest imieniem – bywa i tak...

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo, Właśnie dlatego zapytałam, bo “wiedźma” nie jest imieniem, co najwyżej przydomkiem.

Ot, taka drobna zagwozdka:

 

...odłączyła się od stada i zapuściła [się] do lasu...

 

Czy to drugie “się” w nawiasie kwadratowym można wyciąć?

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Można. Czemu od stadu?

Babska logika rządzi!

Może stado identyfikowało się jako niebinarne? ;) I popieram Finklę a propos wycięcia. 

Known some call is air am

Czemu od stadu?

Literówka. Śpiący byłem.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Pytanie o feminatyw w klimacie Starożytnego Rzymu.

robotnik – robotnica

niewolnik – niewolnica

wyzwoleniec – ???

Ktoś ma jakiś pomysł ocierający się o poprawność językową z niewielką tylko dozą dziwności?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Wyzwolenica

Klaudia Aktewyzwolenica i od 55 kochanka cesarza Nerona. Jej miejsce zajęła Poppea Sabina.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyznam, że nie mam wielkiego przekonania co do tej formy. Nie istnieją słowa “jenica”, “szalenica”, “odmienica”, “wykolejenica”, “poturczenica” itp. Inna rzecz, że raczej nie da się znaleźć czegokolwiek lepszego. A jeszcze inna, że wyzwalanie kobiet było w starożytnym Rzymie rzadkim zjawiskiem, bo i tak pozostawały potem pod kuratelą mężczyzny. Już chyba najprędzej wówczas, gdy ktoś się uparł na małżeństwo z miłości z niewolnicą, a jej właściciel chciał mu pójść na rękę.

EDYCJA: albo wspólnie wyzwalano parę małżeńską, i to pewnie było najczęstsze... Jeżeli czyta to któryś z naszych specjalistów od historii antycznej, to chętnie poznam jego zdanie, aby nie musieć zgadywać.

Sienkiewicz pisze “wyzwolenica”, ale spytaj ninedin.

Nie istnieją słowa “jenica”, “szalenica”, “odmienica”, “wykolejenica”, “poturczenica”

Nie, ale nie wszystkie formy stosują się do wszystkich słów. Wiesz, problem ławeczki, którą obszedłeś dookoła, i teraz jest przez Ciebie... obejsznięta?

Już chyba najprędzej wówczas, gdy ktoś się uparł na małżeństwo z miłości z niewolnicą, a jej właściciel chciał mu pójść na rękę.

A nie prościej byłoby ją wykupić, wyzwolić i potem się ożenić?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wiesz, problem ławeczki, którą obszedłeś dookoła

To po prostu czasownik nieprzechodni, a tutaj nie widzę powodu do wielkiego zadowolenia z feminatywum, jeżeli nie da się go zastosować przez analogię do wszystkich rzeczowników osobowych o danej końcówce.

A nie prościej byłoby ją wykupić, wyzwolić i potem się ożenić?

Pewnie tak. Kombinowałem pod kątem sytuacji, w której będzie miała opiekuna prawnego innego niż osoba wyzwalająca. Swoją drogą ciekaw jestem, jak wyglądało wyzwalanie kobiet (lub nieletnich) w testamencie – czy testator był zobowiązany wskazać przyszłego opiekuna? I czy potrzebna była wówczas kontrasygnata wskazanego?

Swoją drogą ciekaw jestem, jak wyglądało wyzwalanie kobiet (lub nieletnich) w testamencie – czy testator był zobowiązany wskazać przyszłego opiekuna?

Zgodnie z moją wiedzą, to kobieta w Starożytnym Rzymie wskazywała swojego opiekuna prawnego, jeśli musiała.

...kobiety miały obowiązek prawny nominowania krewnego płci męskiej do roli reprezentanta ich interesów (Tutela mulierum perpetua). Jedynymi wyjątkami od tej reguły były kobiety, które urodziły trójkę dzieci (od mniej więcej 17 roku p.n.e.), kobiety wyzwolone z czwórką dzieci oraz westalki.

Źródło:

https://www.worldhistory.org/trans/pl/2-659/rola-kobiet-w-starozytnym-rzymie/

 

Zgaduję, że wskazany tej roboty wziąć nie musiał, chyba że musiał (mąż, spadkobierca męża).

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

tutaj nie widzę powodu do wielkiego zadowolenia z feminatywum, jeżeli nie da się go zastosować przez analogię do wszystkich rzeczowników osobowych o danej końcówce.

Czemu zaraz wszystkich?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Powiedzmy, że przynajmniej znacznej większości. Wydaje mi się, że nowo wprowadzane wzorce derywacji powinny być możliwie regularne, aby zachować postulat użyteczności języka. Oczywiście to nie jakaś obiektywna prawda, tylko moje zdanie, nawet nie bardzo przemyślane.

Wydaje mi się, że nowo wprowadzane wzorce derywacji powinny być możliwie regularne, aby zachować postulat użyteczności języka.

Hmm. Nie zgłębiałam tego, ale język rozwija się historycznie – wzorce wychodzą i wchodzą do użytku stopniowo. Poza tym nie rozumiem, jak kilka równorzędnych wzorców miałoby czynić język nieużytecznym. Ta praca: https://czasopisma.uni.lodz.pl/linguistica/article/view/20445/20022 wymienia pięć wzorców tworzenia feminatywów i akurat tego, który omawiamy, w niej nie ma. Za to bardzo mi się podoba trzeźwe podsumowanie:

Znacznie trudniejszym zadaniem jest uświadomienie, zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom nazw żeńskich, przeceniania przez nich roli języka w walce o równouprawnienie oraz przekonanie ich, że o wartości kobiety, jej pracy, wykształcenia i umiejętności nie powinno decydować nazewnictwo, które wobec niej zastosujemy.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jak nazwać takie coś, ale wykonane przez człowieka.

X obnażył kły i syknął/fuknął/prychnął?

“Syknął” chyba najbliżej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tylko tam nie ma tego ssss z niemal zaciśniętymi zębami, tylko szeroko otwarta paszcza. Chyba nie ma odpowiedniego słowa w polskim na takie coś, ale jak sprawdzałem koty fuczą (czy fukają?), tylko “fukać” raczej znaczy ochrzaniać kogoś i pewnie będzie niezrozumiałe.

Ale “prychnął” jeszcze gorsze... “Warknął” się nie nadaje... nie wiem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Poza tym nie rozumiem, jak kilka równorzędnych wzorców miałoby czynić język nieużytecznym.

Może trochę zmąciłem argumentację. Mam na myśli, że jeżeli wprowadzi się sztucznie kilka nowych wzorców feminizacji dla tej samej męskiej końcówki, to prawie żaden użytkownik języka nie będzie umiał lub chciał tego przyswoić. Gdyby przykładowo nazwy osobowe na -acz nie miały utartej formy żeńskiej, to byłoby bardzo niewygodnie zapamiętywać nagle, że tłumacz – tłumaczka, ale palacz – palaczyni, a w ogóle to tułacz – tułówka.

Za to bardzo mi się podoba trzeźwe podsumowanie

Mnie też! Kiedyś czytałem, że w języku arabskim feminatywa są w pełni naturalne i tworzy się je jedną regularną metodą dla niemal wszystkich rzeczowników osobowych, a na równouprawnienie jakoś im nie pomaga...

Tylko tam nie ma tego ssss z niemal zaciśniętymi zębami, tylko szeroko otwarta paszcza.

Dla mnie to jest prychnięcie, ale że typowo denotuje pogardę, to z uściśleniem “prychnął złowieszczo”. To może jednak bardzo zależeć od indywidualnego wyczucia językowego.

Mam na myśli, że jeżeli wprowadzi się sztucznie kilka nowych wzorców feminizacji dla tej samej męskiej końcówki, to prawie żaden użytkownik języka nie będzie umiał lub chciał tego przyswoić.

Oczywiście! Ale jeśli one już istnieją, to inna rozmowa ;)

Kiedyś czytałem, że w języku arabskim feminatywa są w pełni naturalne i tworzy się je jedną regularną metodą dla niemal wszystkich rzeczowników osobowych, a na równouprawnienie jakoś im nie pomaga...

W farsi nie ma w ogóle rodzajów, a Iran jakoś nie przoduje w równouprawnieniu.

Dla mnie to jest prychnięcie, ale że typowo denotuje pogardę, to z uściśleniem “prychnął złowieszczo”.

Hmmm... może.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Zanais:

O prychaniu: słownik PWN dopuszcza stosowanie na ludziach i urządzeniach mechanicznych, a przynajmniej nie zabrania. Bym używał.

Wyszczerzył zęby – też jest OK (IMHO), bo kły nie bardzo. Jeśli ktoś akurat nie jest wampirem, to nie bardzo się kły rzucają w oczy.

EDIT: ten koci wyraz komunikacji ze zdjęcia nazywa się po ang. “hissing” i w założeniu symuluje syk węża. Służy odstraszaniu przeciwnika i oznacza lęk, nie agresję. Chyba należy przetłumaczyć jako “syknął”, choć znaczeniowo powinno być “wystraszył się”.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Po namyśle trochę się wycofam: istnieją przecież odbierane zupełnie naturalnie pary ulubieniec – ulubienica, oblubieniec – oblubienica, siostrzeniec – siostrzenica... Czyli przytoczone przeze mnie wcześniej przykłady to raczej wyraz ogólnej tendencji do niewykształcania feminatywów pejoratywnych niż jakiś problem z tym konkretnym wzorcem. Zresztą i rzeczownik szalenica jest parę razy poświadczony w źródłach, obecny w Słowniku warszawskim.

W farsi nie ma w ogóle rodzajów, a Iran jakoś nie przoduje w równouprawnieniu.

Rozmawiałem niedawno z uchodźcą stamtąd, który kategorycznie twierdził, że ten stosunek do kobiet to nie jest ich właściwa historycznie kultura, tylko katastrofalny efekt wpływów arabskich, ale nie wiem, co o tym sądzą iraniści.

Umysł mi się przegrzał. Bardzo proszę o pomoc z tymi zdaniami:

 

1. Jego ręce były kośćmi przyobleczonymi gnijącą skórą, która odłaziła całymi płatami, chyba tylko magicznie utrzymywywana przed oderwaniem. 

 

2. Wszystko zbudowane z błyszczącej, błękitnej substancji, trochę jak lodowe landrynki. 

 

Coś mi nie pasuje. W pierwszym chodzi o skórę bohatera, która jest jego, ale taka gnijąca, nie wiem, czy ten opis to obrazuje i czy jest poprawnie. 

W drugim ta wstawka z landrynkami – czy to dobry zapis? Czy lepiej iść w „przypominającej lodowe landrynki”? 

Nie jestem pewna, czy kości mogą być przyobleczone – przyobleka się raczej ubranie, a nie coś, co ma się na stałe. I jeśli skóra odłazi całymi płatami, to chyba już nie pokrywa kości?

IMO, lepiej brzmi z przypominającą.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo. Dam przypominającą. :) 

 

Z przyoblekaniem to widziałam, że ma też znaczenie „pokryć”, no ale właśnie coś mi tam nie brzmi... Bohater ma skórę na rękach taką gnijącą i ona by odpadła, gdyby nie używał magii. Pokryta średnio mi się komponuje, ale nie wiem, czym to zastąpić. Po wprowadzeniu z 50 poprawek, słabo myślę. XD

     uchodźcą stamtąd, który kategorycznie twierdził, że ten stosunek do kobiet to nie jest ich właściwa historycznie kultura, tylko katastrofalny efekt wpływów arabskich

Nie twierdzę, że nie – wydaje mi się to wręcz prawdopodobne, ale nie znam się na tym i moje wydawanie nie może być przesłanką do żadnych wniosków.

    Jego ręce były kośćmi przyobleczonymi gnijącą skórą, która odłaziła całymi płatami, chyba tylko magicznie utrzymywywana przed oderwaniem.

Sweet Lord. Przyobleczonymi w skórę. Magicznie chroniona przed oderwaniem. Całość można znacznie uprościć:

    Jego ręce były kośćmi, na których chyba tylko magia utrzymywała ostatnie płaty gnijącej skóry.

Albo nawet bardziej, ale potrzebowałabym do tego kontekstu. Drugiego:

    Wszystko zbudowane z błyszczącej, błękitnej substancji, trochę jak lodowe landrynki.

w ogóle nie podejmuję się poprawiać bez kontekstu, poza tym, że jest aliteracja i zbędny przecinek.

Co do przyoblekania: https://wsjp.pl/haslo/podglad/7077/przyoblekac to pierwotnym wydaje mi się znaczenie ubraniowe, więc może ostrożnie z tym.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, dziękuję ❤

Sama widzisz, że przestałam myśleć. XD Przyoblekanie porzuciłam. 

Może:

Na kościstej ręce tylko magia utrzymywała płaty gnijącej skóry.

 

Nad drugim jeszcze pomyślę. :) 

Nieźle yes

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jego serce ścisnęły strach i wzruszenie, gdy zdał sobie sprawę, że trzyma w dłoniach to, co ma/miał najcenniejszego.

 

Ma czy miał? Wydaje mi się, że to pierwsze, ale pewności nie mam.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

IMO ma.

Babska logika rządzi!

To przecież zależy, czy odnosimy się do obecnego stanu posiadania bohatera, czy do jakiegoś wcześniejszego (wynikającego z kontekstu). Efektownego wyczynu w tym zakresie dokonał Zanais w piórkowym Spleciu: względnie klasyczna historia o oswobodzonej księżniczce...

Wkrótce okazało się, że księżniczka jest brzemienna → zapłodnił ją dzielny wybawiciel;

Wkrótce okazało się, że księżniczka była brzemienna → została zapłodniona w niewoli.

Ślimaku, ale tutaj “trzyma” jest w czasie teraźniejszym. Czy można teraz trzymać coś, co miało się kiedyś?

Babska logika rządzi!

Nie widzę przeszkód, może to na przykład dawno utracony znaczek z początków kolekcji, która kiedyś była mu oczkiem w głowie i jedyną treścią życia, ale od tego czasu zebrał dziesiątki cenniejszych, a potem założył szczęśliwą rodzinę i przestał się zajmować filatelistyką... W każdym razie nie znam argumentów językowych przeciwko takiemu rozwiązaniu, ale oczywiście mogę czegoś nie wiedzieć, może ktoś mnie oświeci.

Hmmm. Mnie chodzi o to, że jeśli trzymasz teraz i miałeś kiedyś, to znaczy, że masz nadal. Nieważne – miałeś cały czas, znalazłeś, odzyskałeś...

Tak, językowo może być “miałem”, ale logicznie mi się to nie klei. Co innego z ciążą – tu różne opcje są możliwe.

Babska logika rządzi!

Jeżeli to był najcenniejszy element dobytku bohatera w jakimś interesującym nas wcześniejszym momencie, ale w punkcie opowiadania historii ma on już cenniejsze rzeczy lub zmienił sąd o jego wartości, zdanie Zdał sobie sprawę, że trzyma w dłoniach to, co ma najcenniejszego byłoby fałszywe, natomiast w wersji z miał moim zdaniem prawdziwe. Przykład z mitologii klasycznej wyglądałby mniej więcej tak:

Zdał sobie sprawę, że trzyma w dłoniach to, co miał najcenniejszego. Świetnie zdobiony pierścień złożony w ofierze morzu powrócił w brzuchu podanej na obiad ryby. W dodatku król złamał ząb.

Tym bardziej napisałbym miał, gdyby bohater trzymał w dłoniach coś, co już do niego nie należy (może obecny właściciel proponuje mu podarek – może jest właśnie w trakcie obrabowywania skarbca?).

Cały kłopot wynika zresztą z tego, że w zdaniu podrzędnym dopełnieniowym przesuwa się następstwo czasów (i przecież taka konwencja służy właśnie temu, aby można było łatwo zaznaczyć jednoczesność lub niejednoczesność zdarzeń podanych w dopełnieniu). Historia jest opowiadana w czasie przeszłym i gdyby nie owo “że”, napisalibyśmy naturalnie “miał” jak Tetmajer:

Henryk powoli przytomniał – – – na rękach

miał swoją dawną, kochaną, straconą,

piękną Irenkę o tych samych wdziękach,

które mu duszę czyniły szaloną

Aaaa, w tym sensie może być, masz rację.

Babska logika rządzi!

Pytanie z kategorii o formę: czy w dramacie antycznym, po ostatnim (piątym) epeisodionie musi nastąpić po nim stasimon, czy można przejść od razu do exodosa?

W zasadzie to stasimon powinen wystąpić zawsze po epeisodionie, ale w tym konkretnym wypadku nie mogę znaleźć konkretnego stwierdzenia, że nie można przed exodusem go pominąć (jako, że i tak zawiera w sobie zejściu chóru ze sceny).

Potrenuj interpunkcję, składnię i fleksję, rozwiązanie znajdzie się samo. No ale to musiała by chyba być gramatyka grecka. Zresztą nie wiem. Może ktoś znajdzie lepsze rozwiązanie problemu. laugh

audaces fortuna iuvat

Co ma interpunkcja, składnia i fleksja do budowy dramatu antycznego?

Też byłbym ciekaw, jaki tu związek. A może to miała być subtelna sugestia, że pytanie pasowałoby lepiej do wątku z pomocą merytoryczną?

Co do postawionego problemu: o ile rozumiem się na dramacie antycznym, exodos to z definicji ustęp po ostatnim stasimonie aż do końca tekstu. Czyli proponowany przez Ciebie utwór byłby zapewne interpretowany jako zawierający cztery pary epeisodion-stasimon i długi exodos (nie ma żadnego wymogu formalnego, aby tych par było koniecznie pięć). Czasem zresztą można się spierać, czy dany fragment jest “prawdziwym” stasimonem, czy tylko wstawką chóralną w partii dramatycznej.

Wreszcie: stabilność całego systemu nie jest stuprocentowa, zwłaszcza w odniesieniu do co bardziej archaicznych utworów Ajschylosa (Persowie i Siedmiu przeciw Tebom nie mają prologu, a dopasowanie struktury dramatu antycznego do lirycznych Błagalnic jest w ogóle trochę naciągane).

Tyle od amatora, który trochę pamięta ze szkoły i trochę doczytał. Dla pewności możemy jeszcze poczekać na kogoś, kto zajmuje się twórczością starożytną profesjonalnie...

Zerknijcie no proszę na to zdanie:

[Syn] zacisnął powieki, by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka [ojca], który odkąd pamiętał, był dla niego wszystkim.

 

Czy jest dostatecznie jasne, kto pamiętał? Widziałem taką konstrukcję w paru tekstach, ale ilekroć to czytam, coś mi zgrzyta.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Dla mnie czytelne!

Bo “który” jawnie odnosi się do “człowieka”. Nie zgrzyta mi, ale może jestem dziwny.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

W porządku. Podmiotem jest ciągle syn.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dla mnie czytelne!

Bo “który” jawnie odnosi się do “człowieka”. Nie zgrzyta mi, ale może jestem dziwny.

A nie wychodzi, że to ojciec pamiętał, że był dla syna wszystkim?

 

BTW, fajna sygnaturka, Tarnino.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

    A nie wychodzi, że to ojciec pamiętał, że był dla syna wszystkim?

Nie. Rozłóżmy zdanie:

[Syn] zacisnął powieki, by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka [ojca], który odkąd pamiętał, był dla niego wszystkim.

(Tak w ogóle – brakuje przecinka, więc go dodaję)

 

nadrzędne: [Syn] zacisnął powieki

podrzędne: by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka, który, odkąd pamiętał, był dla niego wszystkim.

 

Podrzędne też jest złożone:

nadrzędne podrzędnego: by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka

podrzędne podrzędnego: który, odkąd pamiętał, był dla niego wszystkim

 

Gdybyśmy to traktowali jako abstrakcyjne symbole, można by się pomylić. Ale tu wchodzi semantyka – syn jest podmiotem dla wszystkich orzeczeń poza "był".

 

Jeśli chcesz to jeszcze rozjaśnić, to można przestawić szyk:

    [Syn] zacisnął powieki, by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka, który był dla niego wszystkim, odkąd pamiętał.

Albo przestawić imię syna (jeśli otoczenie na to pozwala):

    Zacisnął powieki, by nie uronić łzy wzruszenia nad kruchością człowieka, który, odkąd [Syn] pamiętał, był dla niego wszystkim.

Albo to i to. Ale tak, jak jest, jest jasne.

BTW, dzięki :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dziękuję za wnikliwą analizę.

 

(Tak w ogóle – brakuje przecinka, więc go dodaję)

To ciekawe, bo w zdecydowanej większości przypadków użycia takiej konstrukcji zdaniowej, z którymi się zetknąłem, przecinka pomiędzy “który” a “odkąd” nie było. Wydaje mi się, że gdzieś czytałem o tym, że spójników nie powinno się wydzielać z obu stron przecinkami.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Spójników nie, ale “odkąd pamiętał” to wtrącenie. Da się przestawić chociażby.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zasadniczo imiesłowowy równoważnik zdania, zwłaszcza rozwinięty, a także zdanie podrzędne, powinniśmy ujmować w przecinki (...), ale jeśli prowadziłoby to do wydzielenia przecinkami spójnika, rezygnujemy z przecinka, który miałby stanąć po nim

 

Źródło: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nadmiar-przecinkow;8801.html

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

ale jeśli prowadziłoby to do wydzielenia przecinkami spójnika, rezygnujemy z przecinka, który miałby stanąć po nim (dlatego o jeden przecinek za dużo jest w zdaniu 2). Gdyby jednak zaimek miał być wydzielony przecinkami w taki sposób, nic nie szkodzi. 

 

Który to jest zaimek, nie spójnik. 

 

W podanym przez PWN przykładzie masz “co” oprzecinkowane z obu stron: 

 

3. Wiedzą, co, aby wygrać, trzeba robić.

It's ok not to.

Który to jest zaimek, nie spójnik.

Faktycznie, my bad.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Ja tam nie wiem, ale dla mnie, Bolly, zależy od kontekstu. ;-) O ile – jak rozumiem – on jest synem, to człowiek niekoniecznie jest tożsamy z ojcem, czemu nie napiszesz wprost – “ojca”?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bo “ojca” mam w poprzednim zdaniu i chcę uniknąć powtórzenia.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

A, to chyba trzeba byłoby całość kilku zdań przemyśleć, albo powtórzyć. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Statek wpływa ,,do przystani” czy ,,na przystań”?

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Jak dla m nie wpływa do portu, do zatoki, ale przybija do przystani.

A wypływa na morze;)

Lożanka bezprenumeratowa

Cóż, zdanie w tej chwili brzmi:

Po kontroli wpuścili ich do przystani.

Możliwe, że nie ma sensu :), ale nie chcę używać słowa ,,port”, bo ono kojarzy mi się z takim większym kompleksem, a tu chodzi o podkreślenie, że jest toto małe i prowizoryczne. 

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Może być, albo przepuścili – jeśli drogę zagradzały łodzie, łańcuch (jak w Konstantynopolu).

Lożanka bezprenumeratowa

Nieładnie to brzmi. 

 

Może:

Po kontroli pozwolili im zacumować. 

Po kontroli pozwolili im przycumować do pomostu.

Po kontroli pozwolili im przybić do pomostu. 

Ewentualnie:

Po kontroli pozwolili im skorzystać z przystani.

Albo: wpłynąć do przystani.

 

O ile przystań nie była jakoś zagrodzona, raczej nie mogli ich do niej wpuścić. No i to zdanie sugeruje, że kontrola odbyła się przed wpłynięciem do przystani (o to chodziło?).

It's ok not to.

o to chodziło?

Tak.

dogs, to ostatnie zdanie najbardziej pasuje do tego, co sobie wyobrażam, tak mi się wydaje, także chyba postawię na nie. Ambush ,,przepuszczanie” w sumie też mogłoby być, ale jakoś nie zgrywa mi się fonetycznie.

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

  1. Kapelusz się wkłada, ale czy można zakładać?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Super, dziękuję. Czyli chustkę na szyję się zakłada (fular jak krawat), ale na głowę wkłada (bandana jak kapelusz)?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

No, na to wychodzi, ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Taka drobnostka:

 

Wspólnie z moimi przyjaciółmi elfami...

 

Czy między “przyjaciółmi” a “elfami” powinien być myślnik lub dywiz?

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

A dlaczego?

Niepotrzebne te kreski.

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Bez szerszego kontekstu trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Myślnik jest znakiem interpunkcyjnym, możesz go użyć na przykład do wydzielenia długiego wtrącenia:

Wspólnie z moimi przyjaciółmi – elfami z Gór Sinych, specjalizującymi się w kowalstwie i napadach na powozy – postanowiłem odbić kniaziównę.

Dywiz jest znakiem ortograficznym, sygnalizuje równorzędność członów, która byłaby tutaj bardzo dziwna. Skoro równorzędność, to mówisz na jednym wdechu “moi przyjaciele” i “moje elfy”, a mówiąc “moje elfy”, nie brzmisz jak przyjaciel, tylko jak zaborca mówiący “moje Polaczki” (albo jak Święty Mikołaj). W każdym razie można coś zdziałać odpowiednim kontekstem:

Wszyscy moi znajomi czarnoksiężnicy traktowali podległych im elfów jako niewolników, swoich jednak postanowiłem uważać za przyjaciół. Wspólnie z moimi przyjaciółmi-elfami doprowadzałem kolegów po fachu do szału dowcipami praktycznymi.

Jeżeli nie zachodzą podobne okoliczności, nie polecałbym żadnego ze znaków:

Wspólnie z moimi przyjaciółmi elfami założyłem wegański klub łuczniczy.

Popieram Ślimaka – bez żadnych kresek, kropek czy kółek :)

 

Schlałem się na umór i przetańczyłem całą noc. Wspólnie z moimi przyjaciółmi elfami...

 

;)

Known some call is air am

To tak jak myślałem. Dzięki.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Triumwirat składa się z trzech triumwirów (np. Pompejusz, Cezar i Krassus), a forma żeńska to triumwira?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Radku, nie dowierzałabym słownikowi, którego przykłądem się posiłkujesz i sugeruję zajrzenie do encyklopedia.pwn.  Obawiam się też, że na próżno szukasz żeńskiej formy  tego dziwnego słowa.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie ma to jak miłe pytanie o feminatywum. Sufiks -a nie tworzy w polszczyźnie formy żeńskiej (ze sporadycznym wyjątkiem “markizy”, i proszę nie zaczynać z “ministrą”).

Regularną formą byłaby “triumwirka”, tylko że mnie się uparcie kojarzy z samicą wirka trójjelitowego (wypławka), więc może to nieszczęśliwy wyraz. Co gorsza, one są obojnakami.

W wielu kontekstach nie raziłby “triumwir” jako forma dwupłciowa (uzyskałem audiencję u triumwir Heleny w takiej a takiej sprawie) – wydaje mi się, że te nazwy łacińskie często bardziej denotują funkcję niż rodzaj, Hedwig rex.

Zupełnie dobrym wyborem byłaby “triumwirago” (https://en.wikipedia.org/wiki/Virago), niestety większości odbiorców może brakować wiedzy o łacinie, aby rozpoznać to jako rodzaj żeński.

Nie jest cięższa od dorosłego dzika

Czy

Nie jest cięższa niż dorosły dzik.

Obydwa warianty w pełni poprawne. Istnieje pewna tendencja do rezerwowania “niż” dla sytuacji, gdy po obu stronach jest ta sama część mowy (“bardziej boli zły sąsiad niż rany”, “zły sąsiad boli bardziej od ran”), ale to nie są żadne twarde wytyczne.

Super. Dzięki, Ślimaku!

     forma żeńska to triumwira?

No, nie bardzo, bo "vir" to mężczyzna.

Noga jestem z historii, ale wątpię, żeby kiedyś gdzieś formalnie rządziły trzy kobiety (a gdyby, to nazywałoby się to "sabat" XD). Kobieta to po łacinie "mulier" (por. hiszpańską "mujer") albo "femina". Ale tresfeminat brzmi jak środek chwastobójczy, a tremulierat jak lek na bóle owulacyjne, i od żadnego z nich nie podejmowałabym się tworzyć dalszych form. Może lepiej napisz "współwładczyni" i nie kombinuj?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

hejka, mogę prosić o poradę?

 

w zdaniu, a dokładniej jego fragmencie:

ścinam je na krótko, bo zaczęły mi się lekko przerzedzać

czy “się” może być przed czasownikiem?

bo dla mnie brzmi okropnie jeśli  napiszę:

ścinam je na krótko, bo zaczęły się mi lekko przerzedzać

a już najgorzej 

ścinam je na krótko, bo zaczęły mi lekko przerzedzać się.

i drugi przykład:

...zdałam sobie sprawę, że musiało jej się przytafić coś złego.

czy 

… zdałam sobie sprawę, że musiało przytrafić się jej coś złego.

czy

… zdałam sobie sprawę, że musiało przytrafić jej się coś złego.

Dzięki za podpowiedź.

Zostałbym przy pierwszej wersji, gdy chodzi o ścinanie włosów. Co do drugiego pytania, napisałbym: ...zdałam sobie sprawę, że musiało jej przytrafić się coś złego.

I nie jest to żaden rusycyzm, jak gotowi twierdzić nadgorliwi strażnicy czystości języka, tylko regularna, słownikowa forma umiejscawiania zaimka zwrotnego. Że jest on ruchomy, to też prawda, i można nim, a czasem trzeba, pożonglować, aby wypowiedź lepiej brzmiała.

Dot. triumwiratu:

Dziękuję za uwagi. Tresfeminat mi się podoba, ale nie użyję przez subtelność.

Przypadek fabularny jest taki, że rządzi dwóch mężczyzn i kobieta, czyli wybieram, że będzie dwóch triumwirów oraz współwładczyni. Chociaż triumwirago wydaje się bardzo nęcące. Oryginalnie pasował mi tytuł (fonetycznie): najdostojniejsza triumwira, ale w takim razie, skoro vir oznacza mężczyznę, byłoby źle.

 

Inne pytanie z łaciny i greki: mamy triathlon. Czy quadrathlon (quadrathlonista, quadrathlonistka) jest dobrze?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

    ścinam je na krótko, bo zaczęły mi się lekko przerzedzać

To jest najzupełniej prawidłowa fraza. Wersja 2 jest okropna, a wersja 3 brzmi jak Yoda. Obie są o wiele mniej naturalne od pierwszej.

    ...zdałam sobie sprawę, że musiało jej się przytafić coś złego.

Zdałam sobie sprawę, że przytrafiło jej się coś złego. Albo (zależnie od kontekstu): zdałam sobie sprawę, że coś złego jej się przytrafiło.

    I nie jest to żaden rusycyzm, jak gotowi twierdzić nadgorliwi strażnicy czystości języka, tylko regularna, słownikowa forma umiejscawiania zaimka zwrotnego.

Przeczytaj to na głos. Ruski akcent sam się robi :P Słowniki muszą ten zaimek gdzieś wcisnąć, na początek nie mogą, bo kolejność alfabetyczna, to dają na koniec.

    Że jest on ruchomy, to też prawda, i można nim, a czasem trzeba, pożonglować, aby wypowiedź lepiej brzmiała.

A to, to tak.

    Tresfeminat mi się podoba, ale nie użyję przez subtelność.

XD

    czyli wybieram, że będzie dwóch triumwirów oraz współwładczyni. Chociaż triumwirago wydaje się bardzo nęcące

Może być oficjalnie triumwirago i mniej oficjalnie – współwładczyni (bo dla dwóch kolegów ona jest współwładczynią, a oni są jej współwładcami).

    Inne pytanie z łaciny i greki: mamy triathlon. Czy quadrathlon (quadrathlonista, quadrathlonistka) jest dobrze?

Nie widzę przeszkód, ale spolszczyłabym pisownię.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dzięki. bałam się żonglować, ale skoro wolno... :-)

Triathlon vs. triatlon:

Zarówno wiki, jak i pwn podają wersję z H jako zupełnie OK. Też się dziwię.

musiało jej się przytafić coś złego.

znaczy nieco co innego (jest słabsze) niż:

przytrafiło jej się coś złego.

Pierwsze jest mocnym przypuszczeniem (mocniejszym niż najprawdopodobniej), a drugie stwierdzeniem faktu (np. patrzymy na zwłoki). Z całym szacunkiem do nienawiści wobec “must have been”.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

    Zarówno wiki, jak i pwn podają wersję z H jako zupełnie OK. Też się dziwię.

Powiedziałam tylko, że ja spolszczyłabym pisownię. Nie powiedziałam, że Ty musisz.

    Pierwsze jest mocnym przypuszczeniem (mocniejszym niż najprawdopodobniej), a drugie stwierdzeniem faktu (np. patrzymy na zwłoki).

Takie rzeczy załatwiamy kontekstem. Jeśli w scenie dziewczyna stoi i patrzy na zwłoki, to – też wnioskuje z zastanych faktów (na podłodze leży trup, ergo – przydarzyło się coś złego); jeśli wyciąga wnioski z mniej jednoznacznych przesłanek, to oczywiście może się mylić i sama powinna o tym wiedzieć. Faktem jest tylko leżenie trupa na miejscu do tego nieprzeznaczonym. O przyczynach tego faktu możemy jedynie wnioskować, że Cię tak puszczę Kantem.

    Z całym szacunkiem do nienawiści wobec “must have been”.

Kocham "must have been" miłością prawdziwą i nieodwzajemnioną, ale ono nie jest polską konstrukcją. I tyle.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina:   Przeczytaj to na głos. Ruski akcent sam się robi :

>>>   A to już od osobniczych umiejętności zależy...  

Przypomina mi się baaardzo stare słuchowisko (łódzka rozgłośnia). Rzecz dzieje się w teatrze. Pośród kwestii jednej z postaci (męskich) znajduje się fraza:  z mych ócz przeczystych za łzą łza płynie... No i znajdź mi kogoś z grona dzisiejszych celebrytów aktorskich, który to wypowie tak, aby dobrze były słyszalne te kłopotliwe głoski “ł”...

Na szczęście w moim tekście zwłok nie ma, wszystko pozostaje więc w sferze przypuszczeń.

“się” również znalazło się na swoim miejscu. Dzięki.

No i znajdź mi kogoś z grona dzisiejszych celebrytów aktorskich, który to wypowie tak, aby dobrze były słyszalne te kłopotliwe głoski “ł”...

Nie dam rady, ale czego to dowodzi? Niewyszkolenia aktorskiego i tyle. Nie jestem specem od prozodii, ale ucho mego umysłu odróżnia prozodię standardowo polską od kresowej.

Na szczęście w moim tekście zwłok nie ma, wszystko pozostaje więc w sferze przypuszczeń.

I jeśli to widać, to jest dobrze heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina napisała:  Nie dam rady, ale czego to dowodzi? Niewyszkolenia aktorskiego i tyle. Nie jestem specem od prozodii, ale ucho mego umysłu odróżnia prozodię standardowo polską od kresowej.

Ja też nie, znaczy nie jestem specem, ale pochodzę w prostej męskiej linii od przywileńskich kresowiaków. Dla mnie helikopter jest Helikopterem, nie cheli i tak dalej, jako jakiem, nie japkiem, jak w słownikach i tak dalej. {Dziwne, że jedno to “japko”, ale dwa to już jednak wyraźnie “jabłka / jabłuszka... Czyżby jednak można było?} Na deser – proste pytanie. A kto dopuszczał aktorów, niedoszkolonych prozodycznie, do wykonywania zawodu? I, przy okazji, pytanie drugie: kto rozdaje dyplomy dziennikarzom, wyraźnie niedouczonym, bo plączącym się w składni, w znaczeniach słów? Bo na pewno nie ja...

@AdamKB:

Hm, mnie w podstawówce uczyli, że w języku polskim “ł” przedniojęzykowe zanikło i zostało zastąpione ściśnionym u (btw: białoruski ma obie formy, rozróżnialne w piśmie). Zaś poprawnie mówi się właśnie japko i jabłko (fonetycznie) to zwyczajnie błąd, podobnie ogród/ogrót (obowiązkowa utrata dźwięczności na końcu wyrazu, która nie występuje w angielskim i w znacznie mniejszym stopniu w rosyjskim).

A helikopter nie mówi się wcale, bo to anglicyzm, mamy śmigłowiec :-)

Poważniej – na początku (w podstawówce druga klasa) wmawiano mi, że da się odróżnić “h” od “ch” na krtani (nigdy mi się nie udało, nikomu się nie udało, ale może taki region), ale potem (szósta klasa) twierdzono, że rozróżnienie fonetyczne h i ch w języku polskim zanikło. Więcej z formalną nauką polskiej fonetyki nie miałem do czynienia.

pytanie drugie: kto rozdaje dyplomy dziennikarzom, wyraźnie niedouczonym, bo plączącym się w składni, w znaczeniach słów?

Jeśli to nie  jest pytanie retoryczne, możemy się wymienić nazwiskami i adresami :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

    Bo na pewno nie ja...

A myślisz, że ja? Mnie też szlag trafia, jak to słyszę...

    Więcej z formalną nauką polskiej fonetyki nie miałem do czynienia.

A myślisz, że mnie ktoś próbował czegoś uczyć? Świat ma nas gdzieś i nikt nam nie pomoże.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– > Radek. Wiem, że języki ewoluują. Tak musi być, ponieważ zmienia się otaczająca nas rzeczywistość danego “tu i teraz”. Nowe zjawisko społeczne lub technologiczne trzeba nazwać, tworząc nowy termin, zapożyczając z innego języka, w którym pojawił się wcześniej niż w naszym, poszerzając zakres znaczeń istniejącego i używanego terminu. W tej materii praktycznie nie czepiam się nikogo i niczego, jedynie wykpiwam manierę anglicystyczną, swoistą uległość wobec dominującego języka.

Ale spór, jeśli to faktycznie sporem można zwać, dotyczy fonetyki. Tu mam dwie odpowiedzi, łączące się na wyższym poziomie w jedną. Po pierwsze jesteśmy, my tutaj i teraz, nadal tym samym gatunkiem z tymi samymi genami, więc co było i jest możliwe u jednej z grup “plemiennych”, że tak nazwę Kresowiaków z dawniejszych lat, nadal jest możliwe u wszystkich rodzących się Polkami i Polakami. Po drugie nastąpiły takie przemiany społeczne, że zanikła elita, od zawsze będąca wzorem do naśladowania dla warstw niższych. Per saldo, gdy brak dobrych wzorów i przykładów, górę biorą zwykłe lenistwo pod rękę z lokalizmami. Starzy Łodzianie nie wymawiali “ą” na końcu wyrazu. Dla nich to było “om”. Rękom, nogom... To co, nauczycielka, która wyniosła z domu tę przypadłość, będzie to krytykowała czy uzasadniała? I tak z pozostałymi H, Ch, Ą, Ę...

Influencerzy i dziennikarze, politycy też, dokładają swoje, prą w kierunku ku “pidgin polish”. To jeszcze szerszy temat, jeszcze gorsze zjawisko, ale od dyskusji na ten temat zwyczajnie się wymiguję, bo istnieją paragrafy, pod które łatwo podpaść, gdy irytacja poniesie.

– > Tarnina. No to trzeba sobie samym pomagać...

Jakie ciekawe rozważania! :-)  Opowiadam się za wersją adamową, jeśli pozwolicie. 

Dodałabym, słówko o hiszpańskiej inkwizycji w stosunku do tekstów, bo przecież dajemy prawo głosu Autorowi zapisanych treści literze/obrazku/głosie, ich specyfice, indywidualności, naleciałości, zmieszaniu. Gdzie postawić granicę, kto ma o tym zdecydować, jakie ma argumenty, jaka szkoda, jakie zyski. 

Istotniejszą, coraz częściej, zdaje mi się nauka rozmawiania. Sprowadziłabym ją do obsługi samochodu. Prowadzisz, jedziesz, uważasz na drogę i okolice. Ostatnio zewsząd atakuje mnie “jajanie”,  bowiem każdy musi zaistnieć, jakby nie można po prostu powiedzieć/napisać co myślę, czuję, odnieść się. Rzecz przybiera różne formy, np. wprost – pytanie, ja odpowiadam, a inny że ma lepiej, gorzej, whatever i tokowanie o sobie; niewprost – padają argumenty, a ja bidna dusza podążam za nimi, mierzę się tez z unikami, próbuję to wszystko ogarnąć. W zasadzie w drugiej sytuacji nie mam szans. Rozmowa jest wymianą myśli, poglądów, kwestie , które poruszamy mogą nie być skodyfikowane, a jeśli są – można im się przyjrzeć pod warunkiem, że są ku temu powody. Czasem są, a czasem ich nie ma. Moje przekonania i pewność nie wypełniają przesłanki powodu, nawet wiedza, którą nabyłam tego nie czyni.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No to trzeba sobie samym pomagać...

Trzeba sobie jakoś radzić, powiedział baca, zawiązując but dżdżownicą...

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, komentarz idealny. Dżdżownica, jeśli dorodna, daje się nieco wyciągnąć, co czyni ją w miarę odpowiednio długą i cienką, by but zawiązać. Pozostaje kwestia wytrzymałości materiału, co przekłada się na skuteczność zastępczych środków zaradczych...

Temat na doktorat: wytrzymałość pierścienic na rozciąganie :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jeśli gdzieś istniała wtyczka do wyłączenia świata, równie dobrze może/mogła znajdować się za tymi drzwiami.

 

Która wersja w tym zdaniu jest poprawna? I ew. dlaczego? :)

W zwykłej narracji trzecioosobowej prowadzonej w czasie przeszłym “mogła”. Jeżeli to kwestia wypowiadana przez bohatera, wybierasz wariant w zależności od tego, czy możliwość jest jego zdaniem aktualna.

Zauważ, że to jest zasadniczo różne od Twojego “wkrótce okazało się, że księżniczka była/jest brzemienna”, bo tam mieliśmy specjalny przypadek następstwa czasów w zdaniu podrzędnym dopełnieniowym.

Dzięki, Ślimaku!

Jeśli gdzieś istniała wtyczka do wyłączenia świata, równie dobrze może/mogła znajdować się za tymi drzwiami.

Jeśli gdzieś istniała wtyczka do wyłączenia świata, równie dobrze mogła się znajdować za tymi drzwiami.

Zawsze. Dixi :)

Zważcie, że mamy okres warunkowy, ale przypuszczeniem jest całość. Gdyby bohater pomyślał “gdzieś tam istniała wtyczka” (swoją drogą – hę? od kiedy wtyczka coś wyłącza?), to w domyśle byłoby, że już nie istnieje i czasy w zdaniu się sypią (skoro już nie istnieje, to nie może się teraz nigdzie znajdować).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Niekoniecznie. Wyobrażam sobie taką sytuację – bohaterowie odnajdują zaginiony skarbiec Umajjadów i toczą następujący dialog:

– Al-Zahrawi pisze, że w owym czasie istniała wtyczka (?) do wyłączenia świata.

– Jeśli gdzieś istniała taka wtyczka, równie dobrze może znajdować się za tymi drzwiami.

Istnienie wtyczki w przeszłości jest przesłanką okresu warunkowego i służy do wnioskowania o możliwości jej aktualnego istnienia. Ja tutaj nie dostrzegam błędu logicznego.

Hmm. Jeśli coś istniało, to może istnieć nadal – ale wcale nie musi. Jeśli nie istniało, to niekoniecznie tymczasem zaistniało, ale przecież mogło. Może gdyby napisać:

– Jeśli kiedykolwiek istniała taka wtyczka, równie dobrze może znajdować się za tymi drzwiami.

to załatwiłby to kontekst. Choć też nie jestem pewna.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zgadzam się w każdym razie, że “może” wymaga odpowiednio dobranego kontekstu, zdanie rozpatrywane w oderwaniu powinno przyjąć postać z “mogła”.

Otóż to.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A czy (bardziej realistycznie) “włącznik do wyłączania światła” jest powtórzeniem wyrazowym? Jak tego uniknąć, bo światło włączamy przecież włącznikiem (rzadko wtyczką)?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przycisk, prztyczek, guzik?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Przycisk, prztyczek, guzik?

Niby tak, ale to jest uciekanie od problemu, bo przycisk tylko przełącza włącznik, wykonuje inną funkcję. Tzn. jest częścią włącznika, która oddziałuje z palcem operatora, ale nie z obwodem elektrycznym.

Chyba to jest rozwiązanie, mimo wszystko. Czasami trzeba uciekać.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

A może “wyłącznik światła”?

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

To by było: “Zamiast wyciągać wtyczkę, światło wyłączam wyłącznikiem światła”?

Głosuję na “przyciskiem”, mimo że mniej ściśle.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

A, nie zauważyłem kontekstu. Wydaje mi się, że światło można również zgasić.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Można, można. I “przycisk” dobry. Tylko oryginalne pytanie dotyczyło wyłącznika świata, nie światła XD Boże, zatrzymaj świat – ja wysiadam. (I tak jadę na gapę.)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

W jaki sposób zapisywać fragmenty korespondencji? Tak samo jak myśli, czy inaczej?

Np.:

„Nasi orkowie słabo biegają, może by zatrudnić kilku Uruk-Hai od Sarumana, choćby do roznoszenia korespondencji”, napisał Czarnoksiężnik z Angmaru do Saurona w notatce służbowej i pomyślał: „Gdyby majar się w życiu trochę uczłowieczał zamiast zwampirzać i uwilkołaczać, dałoby się porozumieć przekazem myśli”, westchnął.

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Zależy. Jeśli są krótkie, można tak. Jeśli dłuższe, lepiej z tego zrobić osobny akapit. Niektórzy chyba robią takie krótkie kursywą, ale nie każdemu czytelnikowi to odpowiada. (A Czarnoksiężnik nie był majarem :P)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardzo dziękuję, będę robił dodatkowo kursywą, bo fajniej. Zobaczę, czy mnie za to redakcja nie zabije młotkiem.

A Czarnoksiężnik nie był majarem :P

Był człowiekiem.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Zobaczę, czy mnie za to redakcja nie zabije młotkiem.

Był człowiekiem.

No, właśnie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

1. dwunasto–, może trzynastoletni chłopiec

2. dwunasto-, może trzynastoletni chłopiec

3. dwunasto, może trzynastoletni chłopiec

 

Wydaje mi się, że poprawna jest wersja nr 2., ale pewności nie mam. Halp.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

4. dwunasto– może trzynastoletni chłopiec

Nie wiem dlaczego dywiz zamienia się w półpauzę. Zamiast półpauzy powinien być dywiz ale bez przecinka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wersji bez przecinka nigdzie nie widziałem. Zresztą tam wyraźnie jest pauza oddechowa.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Skoro czegoś nie widziałeś, to jeszcze nie znaczy, że tego nie ma. Ale cóż, skoro wiesz lepiej, przyjmij, że mnie tu nie było.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie widziałeś, bo to powszechny błąd. Pauza oddechowa? Zapomnij o takich “dobrych” wskazówkach...

Skoro czegoś nie widziałeś, to jeszcze nie znaczy, że tego nie ma. Ale cóż, skoro wiesz lepiej, przyjmij, że mnie tu nie było.

Ja nie twierdzę, że nie ma. Ale przekopałem się przez dziesiątki stron na books.google, wklepując tę frazę z różnymi wartościami wiekowymi, i jedyne znalezione przeze mnie warianty to te trzy, które wypisałem w poprzednim poście, przy czym zdecydowanie dominował ten drugi. Ja sam w jakimś swoim starszym tekście zastosowałem wariant trzeci.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Ciekawe, zaskoczyliście mnie tutaj odrobinę. W wyrażeniu “dwunastoletni, może trzynastoletni chłopiec” przecinek na pewno musi się pojawić, na mocy zwykłej reguły o stawianiu go między przymiotnikami równorzędnymi połączonymi bez spójnika (może nie jest spójnikiem, lecz jakiegoś rodzaju partykułą).

Jeżeli mówicie, że fraza “dwunasto-, może trzynastoletni chłopiec” powinna być bez przecinka, to widocznie istniałaby inna zasada, że łącznik (w roli skracającej dwukrotny przymiotnik złożony) kasuje przecinek. Sam takiej reguły nie znałem i nie umiem teraz znaleźć: wydawałoby mi się nieco dziwne, aby znak ortograficzny redukował interpunkcyjny, ale może właśnie nauczę się czegoś nowego.

Też chętnie poznałbym taką regułę i poszerzył swoje horyzonty.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Sam takiej reguły nie znałem i nie umiem teraz znaleźć

Ja tak samo. Ma ktoś jakieś źródła? (BTW, “pauza oddechowa” nie ma nic wspólnego z przecinkami – przecinki stawia się ze względu na budowę zdania, nie na fonetykę.)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ślimaku, wczoraj opuściłam portal przed Twoim postem, a dzisiaj, kiedy tu przyszłam, okazuje się, że rzecz już została wyjaśniona. W_baskerville – wielkie dzięki. heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W_baskerville, śli(ma)cznie dziękuję za wyszukanie ciekawego materiału! Chętnie potwierdzam, że tutaj też bym tego przecinka nie postawił, bo “a” występuje w funkcji łącznej – daje się zastąpić przez “i” – mamy jakieś liczne gadżety, może wszystkie są terabajtowe, może tylko niektóre z nich. Natomiast wciąż sądzę, że “giga-, nawet terabajtowych”, “giga-, może terabajtowych” itp. (zauważ różnicę – w znalezionym przez Ciebie przykładzie jest spójnik, tutaj tylko partykuła, tak jak pisałem poprzednio). Oczywiście mogę się mylić, ale trzeba by znaleźć regułę usprawiedliwiającą pominięcie przecinka lub przynajmniej analogiczny przykład z partykułą (szukałem bez powodzenia).

 

Skądinąd interpunkcja tego dyktanda jest prawdopodobnie błędna co najmniej w jednym miejscu:

żałując, że zamiast uprawiać(-,) trekking, snowboarding, spinning, carving(-,) albo nawet zwykły jogging, mozoli się nad quasi-sportowym tekstem.

Pierwszy ze wskazanych przecinków dałby się uzasadnić tylko jako otwarcie wtrącenia, ale po wycięciu tego rzekomego wtrącenia dostalibyśmy “zamiast uprawiać, mozoli się nad quasi-sportowym tekstem”, a to już skrajnie naciągane (co uprawiać? quasi-sport? rolę??). Drugiego da się bronić, że niby wprowadza dopowiedzenie, ale tak naprawdę to jest po prostu ostatni człon wyliczenia – aby wolno było go interpretować jako dopowiedzenie, musiałaby istnieć zasadnicza różnica pomiędzy joggingiem a pozostałymi wymienionymi czynnościami.

 

Regulatorzy, spodziewałem się, że zdążyłaś wczoraj opuścić portal, odpisałem przecież dość późno. Jak widzisz, kwestia nie wydaje mi się w pełni wyjaśniona, ale oczywiście nie czuj się koniecznie zobowiązana do dalszego udziału w dyskusji. Przy Twoim wyczuciu językowym już samo to, że dany wariant zapisu nie wydaje Ci się rażący, jest bardzo cenną wskazówką!

Ślimaku, nie do końca rozumiem Twoje wątpliwości, więc nie podejmę się ich rozwiania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to szukamy kogoś, kto te ślimacze – i moje przy okazji – wątpliwości rozumie.

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Nie podając w wątpliwość słuszności prawienia reg, chciałabym jednakowoż zauważyć, że źródło budzi we mnie sceptycyzm.

W tekście dyktanda mamy bowiem co najmniej jeden błąd interpunkcyjny (zauważony już przez Ślimaka) co nasuwałoby podejrzenia, że został on niestarannie przepisany.

W poradzie o dywizach, myślnikach i półpauzach, która nas tu interesuje, nie ma wyjaśnienia kwestii przecinka. Ja piszę to zawsze z przecinkiem, bo nie przyszłoby mi do głowy, żeby dodatkowo odróżniać formę skróconą od pełnej:

    dwunastoletni, może trzynastoletni chłopiec

    dwunasto-, może trzynastoletni chłopiec

PWN ( https://sjp.pwn.pl/zasady/190-53-2-W-wyrazeniach-w-ktorych-wystepuje-dwukrotnie-przymiotnik-zlozony-rozniacy-sie-tylko-pierwszym-czlonem;629547.html ) zaleca pisownię bez przecinka, ale we wszystkich przykładach występuje tutaj spójnik ("i"), który eliminuje przecinek. A my chcemy wiedzieć, co zrobić, kiedy spójnika nie ma, więc to nie to.

    zauważ różnicę – w znalezionym przez Ciebie przykładzie jest spójnik, tutaj tylko partykuła, tak jak pisałem poprzednio

O, właśnie. Zatem – kwestia pozostaje otwarta.

    No to szukamy kogoś, kto te ślimacze – i moje przy okazji – wątpliwości rozumie.

Ja rozumiem, ale je podzielam. Nie potrafię ich rozwiać.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Też jestem za przecinkiem.

Przynoszę radość :)

Na nasze potrzeby pewnie obie wersje są dopuszczalne.

Osobiście logiczniejszą wydaje mi się wersja bez przecinka, ponieważ mamy do czynienia z przedrostkiem i niepewnością (może), przecinek wprowadzałby tutaj pewność jak dla mnie. :-)

Uwielbiam takie rozkminki. :D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

przecinek wprowadzałby tutaj pewność jak dla mnie. :-)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A co ma do tego subiektywne poczucie pewności lub niepewności?

"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.

Hej

Która wersja poprawna?

– Bla, bla. – Głos jej się łamał.

– Bla, bla – głos jej się łamał.

Bo widzę tak i tak. 

 

Czy nazwę przedmiotu np. miecz o nazwie „Honor”, mogę zapisywać w cudzysłowie, ale też kursywą, byle było konsekwentnie, czy któraś opcja jest bardziej stosowana?

 

Czy słowo “dyspensa” mogę zastosować jako zwolnienie z zajęć? Np. Dostali dyspensę na resztę dnia (uczniowie).

 

 

Asylum, rzecz w tym, że według powszechnie (jak mniemam) znanych i przyjętych zasad interpunkcji należy pisać: “pod sosrębem wisiało jedenaście, może dwanaście osób”, “poszukiwany nosił ciemny, może granatowy kapelusz damski” i tym podobne. Zastanawiamy się raczej, czy fakt skrócenia pierwszego z pary przymiotników złożonych łącznikiem mógłby tutaj cokolwiek zmieniać (ja uważam, że nie).

Ma ktoś jakieś źródła? (BTW, “pauza oddechowa” nie ma nic wspólnego z przecinkami – przecinki stawia się ze względu na budowę zdania, nie na fonetykę.)

A co ma do tego subiektywne poczucie pewności lub niepewności?

Co ciekawe – musiałem już kiedyś o tym wspominać – historyczna interpunkcja polska była intonacyjno-składniowa i nieuregulowana, sztywną interpunkcję składniową z bardzo ograniczonym aspektem intonacyjnym wprowadzono dopiero w latach międzywojennych.

Przypuszczam, że ktoś z dużą wiedzą i znakomitym wyczuciem mógłby próbować, zwłaszcza w poezji czy prozie poetyckiej, własnej interpunkcji eksperymentalnej opartej na przykład o kategorie pewności i niepewności... Ja bym się raczej nie podjął.

 

Zanaisie

1) Na pierwsze pytanie odpowiada Ci Juliusz Słowacki:

“Myślałam...” – Głos jej o jedną oktawę

Zniżył się i pękł, jak pęknięcie struny.

Opcja z kropką i wielką literą na pewno jest bezpieczniejsza.

2) Kiedy rzeczywiście piszesz frazę w rodzaju miecz o nazwie “Honor”, częściej widuje się cudzysłów, ale kursywa też powinna być w porządku (byle konsekwentnie, tak jak mówisz). Kiedy jednak potem używasz w narracji samej nazwy (Honor poprowadził rękę Zuzi do półkolistej zastawy), to już traktujemy jak imię, bez wyróżnienia cudzysłowem ani kursywą.

3) Takie adaptacje zapożyczeń łacińskich były najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem przedwojennej gwary uczniowskiej, więc formalnie w porządku, pytanie tylko, czy chcesz wywołać takie skojarzenie u oczytanego odbiorcy.

Dzięki, Ślimaku!

  1. Widzę w korpusie różne wersje, więc wolę dopytać, ale też przeczuwałem, że opcja z kropką słuszniejsza.
  2. Nie bardzo rozumiem, o co chodzi w narracji? Chodzi o coś takiego?

Ciął Honorem i odrąbał mu rogi.

 

Czyli „Honor” lub Honor używamy tylko, gdy podkreślamy nazwę miecza? Np.

 

Wyciągnął ostrze z pochwy i uniósł do słońca.

– Oto „Honor”. Mam go po dziadku.

 

  1. Nie, nie chcę, brakowało mi określenia, że uczniowie dostali zwolnienie z zajęć jako nagrodę za coś tam. Dyspensa wydawała się odpowiednia, ale trochę trąci religią.

 

2) Wydaje mi się, że dobrze rozumiesz, w każdym razie podobnie do mnie.

3) Mnie też na to brakuje pojedynczego słowa dobrze podkreślającego charakter nagrody, może ktoś inny da radę coś podpowiedzieć?

Dyspensa jest OK.

Za SJP PWN: dyspensa 1. «uchylenie przez papieża lub biskupa obowiązującego przepisu prawa kościelnego» 2. «zwolnienie od jakiegoś obowiązku»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Reg

 Właśnie dlatego użyłem “dyspensa”, bo widziałem tę definicję, jednak wolałem się upewnić, bo o dyspensie słyszę tylko na jedzenie mięsa w piątki i tym podobne ;)

Zanaisie, możesz się czuć „upewniony”. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiesz, tylko z nagrodą to to nie ma nic wspólnego... https://wsjp.pl/haslo/podglad/62843/dyspensa Dyspensa to zwolnienie z obowiązku, głównie w kontekście prawa kanonicznego. Nie jest nagrodą za nic – prosisz o dyspensę i ją dostajesz, albo nie.

3) Takie adaptacje zapożyczeń łacińskich były najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem przedwojennej gwary uczniowskiej, więc formalnie w porządku, pytanie tylko, czy chcesz wywołać takie skojarzenie u oczytanego odbiorcy.

Mnie się to też kojarzy z uczniowskim wyśmiewaniem “dorosłych” słów.

Czy nazwę przedmiotu np. miecz o nazwie „Honor”, mogę zapisywać w cudzysłowie, ale też kursywą, byle było konsekwentnie, czy któraś opcja jest bardziej stosowana?

Nie widziałam, żeby imiona mieczy zapisywano inaczej niż ludzkie. A jeśli widziałam, to nie pamiętam.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino

Dyspensa od zajęć jako nagroda. O to mi chodziło. Zwolnienie z obowiązku jest w moim odczucie jednak nagrodą, szczególnie dla uczniów.

 

Zwolnienie z obowiązku jest w moim odczucie jednak nagrodą, szczególnie dla uczniów.

Też mam takie odczucie na wspomnienie szkoły, szczególnie podstawówki.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dyspensa od zajęć jako nagroda. O to mi chodziło. Zwolnienie z obowiązku jest w moim odczucie jednak nagrodą, szczególnie dla uczniów.

Jasne, może nią być, ale nie musi. Nagroda jest za coś.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jak byście zapisali takie imię i nazwisko? Borys Wolkow czy Boris Volkov? Znaczy, domyślam się, że główna odpowiedź to “konsekwentnie w jeden sposób przez cały tekst” ale może jakaś forma jest uważana za właściwszą?

Borys Wolkow, albo i nawet Wołkow. Tu jest Polska i piszemy po polsku. Zawsze mnie wkurza przy wpisywaniu w bazę ZUS angielska transkrypcja ukraińskich nazwisk.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Przede wszystkim konsekwentnie.

Kiedyś mnie też to wkurzało, ale od tego czasu zrozumiałam, że oni w paszportach mają dane wpisane cyrylicą i angielską transkrypcją, więc ten Borys jest przekonany, że “łacińskimi literkami” to on się nazywa Volkov i koniec. Urząd gminy przy nadawaniu PESEL kieruje się chyba danymi w paszporcie, więc Volkov idzie w świat, ląduje w ZUS-ie, na karcie pobytu, w mObywatelu i każdym innym dokumencie.

Babska logika rządzi!

Paszportowe transkrypcje to jest w ogóle złoto, ale owszem, zgodnie z moją wiedzą na ich podstawie osoba zza granicy wyrabia wszystkie dokumenty (moim faworytem jest imię ULADZISLAU).

W każdym razie – dziękuję serdecznie!

heart

Paszportowe transkrypcje to jest w ogóle złoto, ale owszem, zgodnie z moją wiedzą na ich podstawie osoba zza granicy wyrabia wszystkie dokumenty (moim faworytem jest imię ULADZISLAU).

Widywałam równie, ekhm, “piękne” wynalazki... choć tego akurat nie. Ale wszystko przed nami...

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Właściwie w tym przypadku to chyba nie jest angielska transkrypcja, bo to cyrylickie ,,B” odpowiada raczej ,,V” niż ,,W” (literka ,,W” pojawiła się dość późno i polski to chyba jedyny język słowiański, który jej używa). Co nie zmienia faktu, że większość cyrylickich nazw tradycyjnie transkrybuje się zgodnie z polską ortografią. Taki na przykład ,,Władimir Władimirowicz” razi dużo mniej niż ,,Vladimir Vladimirovych”, chociaż najbliższy oryginałowi byłby chyba ,,Vladimir Vladimirovič”, ale tak nikt nie napisze.

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Zaczynam wierzyć, że RJP ma rację ‘upraszczając’ nasz język, bo “języka polska trudna jest bardzo, a nawet strasznie”. :(

Właściwie w tym przypadku to chyba nie jest angielska transkrypcja, bo to cyrylickie ,,B” odpowiada raczej ,,V” niż ,,W” (literka ,,W” pojawiła się dość późno i polski to chyba jedyny język słowiański, który jej używa).

Nie wiem, wiem tyle, że wpisuję nazwiska typu “Shchepansky” i cierpię przy tym. Ale zdaje się, że to zapis fonetyczny po angielsku, tj. ktoś usłyszał i zapisał ze słuchu. Po angielsku.

Zaczynam wierzyć, że RJP ma rację ‘upraszczając’ nasz język, bo “języka polska trudna jest bardzo, a nawet strasznie”. :(

… a to źle, że trudna?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie byłoby źle, gdyby była tylko trudna, ale jest “trudna bardzo, a nawet strasznie”. Łatwiej się można nauczyć komputerowych. :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka