- Hydepark: Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

:)

Komentarze

obserwuj

Kontekst. Kontekst zmienia wszystko. Ale masz tu też niezgodność znaczenia nadawcy ze znaczeniem odbiorcy.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Jak określić jednym słowem coś, co lewituje?

 

lewitant, lewitowiec? 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Jeśli to kobieta, to może być lewitywa :D A tak serio, to nie wiem.

Known some call is air am

lewitant jest poprawne językowo, ale raczej o osobie

http://altronapoleone.home.blog

Q, dobrze, że nie lewatywa  :P

 

Dzięki Drakaino, tak zastosuję :] 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Tzn. takie słowo chyba nie istnieje, ale jest poprawne w sensie tego, jak zostało utworzone, zgodne ze słowotwórstwem ;)

http://altronapoleone.home.blog

Przeciwieństwo do nasycenia kolorów – “wyszarzenie” mi jakoś szeleści. 

Zdanie:

 

Mgła rozmywała kontury kształtów i <coś tam> kolory. Gałęzie i pnie skarlałych, rachitycznych drzew tonęły w białym całunie wiszącym tuż nad ziemią. 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

A może:

Mgła zacierała kontury kształtów i rozmywała kolory.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Finklo i Reg ;] 

Jedno i drugi pasuje. Coś tam sobie z tego ustrugam :D

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Mgła zacierała kontury kształtów i rozmywała kolory.

Popieram.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

W sieci funkcjonuje coś takiego, że przykładowo narysuję, co zechcesz w zamian za donations. Czy lepiej taką sumę przekazaną przez sieć za jakieś zdjęcie, czy rysunek nazwać dotacją, napiwkiem czy darowizną? Napiwek chyba jest tylko za usługę, darowizna za darmo, a dotacja kojarzy mi się z czymś mocno urzędniczym.

Może brakuje mi jakiegoś słow. Ktoś, coś? ;)

Skoro ktoś daje pieniądze za jakąś rzecz, to opłata, zapłata.

Rzecz za rzecz to barter.

Przynoszę radość :)

Myślałem, że jest na to jakaś specjalna nazwa, ale jak nie ma, to będzie opłata ;)

Dzięki!

Donations to niezupełnie to samo co opłata, bo to są zazwyczaj nieokreślone jako konkretna suma dobrowolne wpłaty. Czy “dobrowolna wpłata” Ci pasuje, tak nawiasem mówiąc?

http://altronapoleone.home.blog

Zmieniłem na datki. Dobrowolna wpłata brzmi zbyt oficjalnie ;)

O, datki są świetne

http://altronapoleone.home.blog

“Ponad wszelkie wyobrażenie” i “ponad wszelkie wyobrażenia” – czy obie formy są poprawne?

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

Mnie jakoś bardziej pasuje wyobrażenie w l. poj., ale niech ktoś się jeszcze wypowie. ;D

 

A ja mam taki problem – w ramach mojej walki z zaimkozą.

 

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała od niej płaszcz i wprowadziła do salonu, po czym zniknęła, by powiadomić gospodynię. 

 

KUSI MNIE, ach, jak mnie kusi, żeby dodać :

 

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała od niej płaszcz i wprowadziłado salonu, po czym zniknęła, by powiadomić gospodynię.

 

To powinno być, czy nie powinno? frown

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Wydaje mi się, że dobrze byłoby dodać ten zaimek, bo bez niego wychodzi, że płaszcz wprowadziła, a nie właścicielkę płaszcza.

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

#teambolly

Hm, opinie się podzielone. xD A może:

 

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała płaszcz i wprowadziła  do salonu, po czym zniknęła, by powiadomić gospodynię.

 

?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Wzięła płaszcz. Poza tym dobrze. Bez “ją” też by było nieźle, ale tak jest lepiej.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

No nie, sorry, ale to by już była przesada. xD Nie można tworzyć zdań bezsensownych/mylących czy wręcz niegramatycznych tylko dlatego, że niektórych rażą zaimki.

 

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała płaszcz i wprowadziła do salonu, po czym zniknęła, by powiadomić gospodynię.

Tak wprowadzałaby do salonu płaszcz. :P

 

A co do odbierać, to na SJP jest znaczenie:

6. «ująć ręką to, co ktoś daje, lub wziąć od kogoś coś, żeby mu ulżyć»

IMO pasuje, a gdyby “wzięła” płaszcz, to nawet nie wiadomo byłoby, czyj to płaszcz. :> To mógłby być płaszcz służącej albo inny, randomowy płaszcz.

Zrobiłam research i nie znalazłam nic, co świadczyłoby przeciwko “odebrać”, ale chętnie się dokształcę. I mean it. yes

 

Dziękuję wszystkim za pomoc, w każdym razie. ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Wiadomo przecież, że Tarnina jest mądrzejsza niż jakikolwiek słownik. ;-)

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

DHBW, nie mówię, że “odebrała” nie pasuje. Trochę za mocno skróciłam wypowiedź, bo się spieszyłam. Miałam na myśli nie:

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała płaszcz i wprowadziła do salonu

tylko:

Służąca, jak zwykle uprzejma, odebrała od niej płaszcz i wprowadziła do salonu

Przepraszam, jeśli wyszło niejasno. Całe szczęście, że w przeciwieństwie do co poniektórych, czytasz uważnie i myślisz przy tym.

heart

ETA: A, i wersja z “wzięła”:

Służąca, jak zwykle uprzejma, wzięła od niej płaszcz i wprowadziła do salonu

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Okej, ulżyło mi, że nie jesteś aż tak radykalną anty-zaimkowiczką. xD

 

Dzięki za pomoc! wink

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Ludzie, no, trochę logiki może.

 

ETA: parvulum occidit invidia.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Heloł, to znowu ja sad Ziemniak sad xD Czy to zdanie jest poprawne/brzmi dobrze?

 

Wędrówka w górę schodów i zerknięcie na fortecę urosły teraz do niemożliwych wyczynów.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie. Rozważ poziomy abstrakcji.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Rozważ poziomy abstrakcji.

Co to znaczy? :(

 

Aha, już rozumiem.  xD A może: “do poziomu niemożliwych wyczynów"? :>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Brzmi dziwnie. Te czynności są osobne i każda z nich jest niemożliwym wyczynem w oczach bohatera, czy powiązane (zerknięcie na fortecę po wędrówce po schodach)?

It's ok not to.

dogsdumpling, to akurat wynika z kontekstu. I to, i to, bo musi wspiąć się po schodach, żeby móc spojrzeć na fortecę.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Ja bym to rozbiła na dwa zdania. Coś w stylu:

Spojrzał na schody/ setki stopni wiodących w górę. Spojrzenie na fortecę urosło teraz do niemożliwych wyczynów.

 

Edytka.

Albo pokombinowała jeszcze jakoś inaczej, bo teraz spojrzenie się powtarza.

It's ok not to.

A może: “do poziomu niemożliwych wyczynów"?

Dobry kierunek, ale jeszcze nie do końca.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Hm... Dzięki za sugestię, ale akurat rozbić nie wypada, to musi być razem. ;)

 

Wędrówka w górę schodów i zerknięcie na fortecę urosły teraz w jego mniemaniu do poziomu niemożliwych wyczynów.

Do statusu? Do kategoriicrying

 

A jak nie, to może macie pomysł na synonim bez “się” (zdawały mu się teraz/jawiły mu się teraz). :(

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Urosnąć mogły do poziomu, nie bój żaby. Słowa coś znaczą. Nie można urosnąć do kategorii.

Ad meritum. Teraz jest dobrze.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Wspaniale, dziękuję <3

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

O, albo jeszcze lepiej: do rangi?

 

Wędrówka w górę schodów i zerknięcie na fortecę urosły w jego mniemaniu do rangi niemożliwych wyczynów.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Lepiej. O ile pasuje do ogólnego tonu.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

yes heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

<ómiera> Indeed.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Szanowni Państwo,

 

czy to jest anglicyzm?

 

Jeżeli szukała rysunków i miniatur, to znalazła jedynie iluminowane inicjały. 

 

A jeśli tak, to czy przejdzie czy nie przejdzie? sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie wiem, czy to anglicyzm, ale nie podoba mi się :/

Przynoszę radość :)

Nawet bez kontekstu się nie podoba? :( xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

No :(

Jakoś mi się nie podoba sama konstrukcja “jeśli szukała x, to znalazła y”.

Przynoszę radość :)

sad xD

No to zmienię, no. sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jeżeli szukała rysunków i miniatur, to znalazła jedynie iluminowane inicjały. 

Po pierwsze primo, to brakuje kontekstu, zdań poprzedzających i następnych.

Po drugie primo sam spójnik jeżeli wprowadza warunkowość, na przykład jeżeli to się stało za zezwoleniem dowódcy, należałoby pytać go o zgodność z planami kampanii.

Po trzecie primo, zestawienie jeżeli... to... funkcjonuje jako spójnik, łączący zdania w zdaniu złożonym.

Cuzamen do kupy rzecz biorąc, cytowane zdanie samo w sobie jest do kitu, bo słabo informuje czytelnika, o co chodzi ze szukaniem i znalezieniem jedynie inicjałów. Ale można je szybko poprawić: » Jeżeli szukała rysunków i miniatur, spotkało ją rozczarowanie, znalazła bowiem tylko iluminowane inicjały. « 

Owszem, brakuje kontekstu. Kontekst jest taki, że dorosła kobieta nie wierzy, że dziecko umie czytać, wyjmuje mu księgę z rąk i przerzuca kilka kart – podejrzewając, że ogląda obrazki.

 

Natomiast mamy tutaj warunkowość (więc nie wiem, po co ta uwaga?), a na dodatek jeżeli... to... łączy zdania w zdaniu złożonym (więc nie wiem, po co ta kolejna uwaga). wink

 

Tak jak napisałam powyżej, zdanie przeformułuję – nie do końca zgodnie z sugestią, natomiast za sugestię bardzo dziękuję. ^^

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

No mnie i, kurczę, ubiegł.

Natomiast mamy tutaj warunkowość (więc nie wiem, po co ta uwaga?), a na dodatek jeżeli... to... łączy zdania w zdaniu złożonym (więc nie wiem, po co ta kolejna uwaga). wink

Tak, mamy warunkowość, ale taką... angielską. Po angielsku tak się buduje zdania, owszem. U nas nie. Ja bym przeformułowała tak:

Może szukała rysunków i miniatur, ale znalazła jedynie iluminowane inicjały. 

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

A bez spójnika na początku?

Szukała rysunków i miniatur, ale znalazła jedynie iluminowane inicjały. 

Babska logika rządzi!

Natomiast mamy tutaj warunkowość (więc nie wiem, po co ta uwaga?), a na dodatek jeżeli... to... łączy zdania w zdaniu złożonym (więc nie wiem, po co ta kolejna uwaga). 

<> Aby wszystko zostało powiedziane.  :-)  Do wyboru, do koloru.  :-)

Jeżeli udało mi się podsuną pomysł na rozwiązanie problemu, to bardzo mi miło, że pomogłem.

No kurde, pasowała mi jego wymowa, ale stylistycznie rzeczywiście nie bardzo...

 

Dzięki wszystkim za pomoc, zmienię, no zmienię... <burczy ziemniaczanie pod nosem>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

To ja, Ziemniak. sad Mam nadzieję, że nie ma tutaj jakiegoś limitu na pytania. blush Kiedy już poczujecie, że jeszcze trochę i pogonicie mnie widłami – uprzedźcie, dobrzy ludzie, uprzedźcie.

 

Zatoka wcinała się w ląd na kształt sierpa

 

Dobrze? A jak nie, to może:

 

Zatoka wcinała się w ląd na podobieństwo sierpa

 

cool

 

<ładnie prosi, łasi się i uśmiecha>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Teoretycznie uszłoby (choć może się trudno parsować), ale metafora jest mieszana. Sierp wcina się w zboże trochę inaczej, niż zarys zatoki w ląd. Do czego jest Ci ta metafora potrzebna?

Nie jestem też stuprocentowo pewna, czy to geologicznie możliwe.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Hm... ale nie chodzi mi o to, że została taka mierzeja między wodami zatoki a morzem, tylko że linia brzegowa tej zatoki była podobna do zarysu sierpa...? xD

 

I co to znaczy parsować?! crying

 

dokonywać analizy składniowej ciągu znaków w celu ustalenia jej struktury

jego* zapewne

No ok. “Czytać się”, jak rozumiem. xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

A nie może po prostu zatoka w kształcie sierpa wcinać się w ląd?

Babska logika rządzi!

Przyjrzyj się mapom wybrzeży Norwegii i zachodnich brzegów Adriatyku. Znajdziesz potwierdzenie, że sierpokształtna zatoka może i tak dalej. Wszystko zależy od ukształtowania terenu, rozwidlające się pasmo górskie, pradolina rzeki z czasów, kiedy poziom oceanów był niższy od obecnego, a jakimi meandrami potrafią rzeki płynąć, też widać na mapach.

W sumie ogromna liczba zatok ma kształt sierpopodobny ;)

http://altronapoleone.home.blog

OK, jeśli geologicznie to jest wiarygodne, to nie ma sprawy – na geologii się właściwie nie znam, więc sama pytam.

 

Ad meritum.

 

Tak, parsowanie to analiza ciągu znaków dla ustalenia jego struktury, ale ta struktura niesie informację. Weź na przykład zdanie:

W stanie Kansas siedem osób zabiło tornado.

Ono źle się parsuje – dlaczego? Bo przeciętny użytkownik polszczyzny, widząc konstrukcję:

[ileś osób] zabiło [coś]

automatycznie wyinterpretuje, że [coś] zostało zabite przez [ileś osób]. Do takiej interpretacji jest przyzwyczajony. A tutaj zastosowano drugą możliwość interpretacyjną, która jest mniej oczywista – czytelnik się potyka. Czasami właśnie o to chodzi (chcesz zwrócić uwagę, albo wywołać efekt koanu zen), ale zwykle nie.

 

Teraz kwestia metafor. Kilka przypadkowych metafor z Internetu:

otoczyła [dziecko] murem swego ciała (to z pamięci, ale na pewno czytałam w Internetach)

"Rodzice traktowali Matyldę jak strupa. Strup to takie coś, z czym musisz żyć, aż będzie można go zdrapać i wyrzucić." Roald Dahl, przekład mój

"Na myśli poezja zawsze się potyka." Khalil Gibran, j.w.

"Język jest zbiorem pożółkłych metafor." Jan Michał Rozwadowski

"idź wyprostowany wśród tych co na kolanach

wśród odwróconych plecami i obalonych w proch" Zbigniew Herbert

"Jak co sobie ubrda w głowie,

To i klinem nie wybije." Aleksander Fredro

"a w oczach labirynt" Małgorzata Musierowicz

 

Co te metafory robią? Ilustrują. Rysują Ci w głowie obraz, rozumiesz? Mówią słowami to, czego nie można powiedzieć słowami. Ale nie możesz po prostu rzucić słów na kupkę i wymagać, że zrobią robotę za Ciebie (metafora!). Słowa mają zawsze jakieś odniesienie (może z wyjątkiem wulgaryzmów, które służą głównie do wyrażenia stanu emocjonalnego). To odniesienie wybiera ze świata pewne rzeczy. I tak:

 

otoczyła [dziecko] murem swego ciała: czym jest mur? Do czego służy? Do obrony czegoś cennego, co jest w środku. Masz tutaj obraz kobiety, która tuli do siebie dziecko, i od razu wiesz, dlaczego. Metafora nadaje scenie sens.

 

Twoja metafora odnosi się do sierpa i tego jak się go używa. A sierpa używa się tak:

https://www.youtube.com/watch?v=2yIhyStxbH4

Nie wbija się go w nic (a taki obraz próbujesz zbudować), tylko się tnie (jak nożem). I teraz czytelnik widzi "Zatoka wcinała się w ląd na podobieństwo sierpa" i zastanawia się, o co chodzi. Metafora jest niespójna, bo odnosi się od obrazu czegoś innego, niż Ty chcesz, żeby się odnosiła.

Zasadniczo.

Chyba mętnie to tłumaczenie wyszło...

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

O ja ziemniaczę, normalnie cały panel ekspercki się tutaj zebrał. ^^ Aż mi głupio. <aż jej głupio>

 

Dziękuję wszystkim. heart

 

A nie może po prostu zatoka w kształcie sierpa wcinać się w ląd

Noo, to już nie brzmi tak fajnie. xD

 

AdamKB, drakaina – tak jak wspomniałam, to nie o fiordy mi chodziło, po prostu o ładnie wykrojoną zatokę. ^^’

 

OK, jeśli geologicznie to jest wiarygodne, to nie ma sprawy

J.w. ^^’ Co tylko świadczy o tym, że jednak to nie jest dobrze sformułowane. xD

 

Twoja metafora odnosi się do sierpa i tego jak się go używa. A sierpa używa się tak (...)

No stąd właśnie było “na kształt sierpa” i w mojej wyobraźni to działało (rok temu, przynajmniej xD) – ale teraz coś mi nie grało i dlatego zasugerowałam “podobieństwo”.

 

No okej, widzę, że trzeba nad tym zdaniem popracować. Wbiję przy okazji devil update.

 

A tłumaczenie nie wyszło mętnie, kumam wszystko jak żaba.

 

Raz jeszcze dzięki wielkie <3

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie ma problema. Zacznij od tego, co ta metafora ma pokazywać, i szafa zagra.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

A nie może być » łukowato wygięte estuarium « zamiast sierpa? Łukowatość upodobnia do sierpa. No i nie musi być to akurat estuarium, ale zwyczajna » lejkowata zatoka śmiałym łukiem wrzynała się w ląd «.

Estuarium nie jest wygięte... O.O

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

» lejkowata zatoka śmiałym łukiem wrzynała się w ląd «

Eee... to się chyba ze sobą kłóci. ^^’

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Eee... to się chyba ze sobą kłóci. ^^’

Powiedziała uprzejmie :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Pomyślawszy, wymyśliłam tak:

 

Zatoka wcinała się w ląd na kształt półksiężyca.

 

...? laugh xD

 

I przy okazji devil kwestia, która męczy mnie i dręczy od lat!

 

Trunek momentalnie uderzył im do głowy.

 

czy też:

 

Trunek momentalnie uderzył im do głów.

 

??? Myślę, że to uniwersalne pytanie, ważne dla wielu Użyszkodników. angel

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Pierwsze, po swojemu skróciłabym, drugie też – ściagnęłabym:

>> „zatoka  wcinała się w ląd półksiężycem”.  l po tym trzeba byłby coś dodać, a nie przejść do akcji.

>> „trunek uderzył im do głowy”. Po co „momentalnie”? Zaraz za tym, fajnie żeby napisać co się stało...

 

Edytka: Była, bo ciągle operuję domowo na małych, za..., urządzeniach. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

:-)  Pierwsze widzę tak długie roztrząsania prostej kwestii.

Jeśli się kłóci, to niemal symbolicznie. Są specjalne wygięte w łuk lejki do na przykład benzyny i oleju dieslowskiego?

Amur, Chatanga i Ob maja ujścia typu estuaryjnego i nie są one proste jak strzelił.

A czy dwóm co najmniej osobom może trunek uderzyć do jednej głowy?  :-)

    Zatoka wcinała się w ląd na kształt półksiężyca.

Nope. Wcinała się na kształt x = wcinała się tak samo, jak x by to robił. ^^

    Trunek momentalnie uderzył im do głowy.

    czy też:

    Trunek momentalnie uderzył im do głów.

A to jest nieintuicyjne. Do głowy. Czemu tak? Temu tak. To jest idiom. One nie są logiczne :)

    Pierwsze widzę tak długie roztrząsania prostej kwestii.

Welcome to the herd :D

    Jeśli się kłóci, to niemal symbolicznie. Są specjalne wygięte w łuk lejki do na przykład benzyny i oleju dieslowskiego?

Nie o to chodzi. Wrzucasz trzy różne obrazy: lejek, łuk i wrzynanie. One do siebie nie pasują.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Nieintiucyjne. Cała polszcyzna, cała ona.

A nie powinna przeważać logika?

Trzy różne obrazy z jednakową cechą centralnego – w sensie znaczenia – obiektu.

Miałem przyjemność należeć do pierwszej grupy, stopniowo rozbudowującej się do rozmiarów stada użytkowniczek i użytkowników. Za ponowne zaproszenie jednakże dziękuję :-) . Przy okazji wyjaśniam, że cechuje mnie zauważalna skłonność do indywidualizmu, toteż zapewne jeszcze nie raz i nie dwa przedstawię zdanie tak zwane odrębne.

Co, mam nadzieję, nie wpłynie ujemnie na tony ewentualnych przyszłych dyskusji.

 

A nie powinna przeważać logika?

Logika jest początkiem, nie kresem mądrości :)

Trzy różne obrazy z jednakową cechą centralnego – w sensie znaczenia – obiektu.

No, właśnie nie jednakową:

lejkowata zatoka śmiałym łukiem wrzynała się w ląd

Lejek:

Łuk:

Wrzynanie:

nie wpłynie ujemnie na tony ewentualnych przyszłych dyskusji

Co to za dyskusja bez różnicy zdań?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Asylum, momentalnie, bo to nastoletni chłopcy. ;)

Kontekst:

Wcześniej pili wino jedynie rozcieńczone, toteż trunek momentalnie uderzył im do głowy. 

 

zatoka  wcinała się w ląd półksiężycem

Ale to nie ma rytmu wtedy. :( 

 

AdamieKB, hm, dzięki za sugestię, ale muszę się zgodzić z Tarniną. ^^’ Co do tej zatoki. I co do głowy chyba też, właśnie tak mi się wydawało, że to idiom i musi być w ten sposób...

 

Natomiast “wymienili” to spojrzenia, a nie spojrzenie, prawda? (Jednokrotne “skrzyżowanie” spojrzeń.)

 

Tarnino,

Nope. Wcinała się na kształt x = wcinała się tak samo, jak x by to robił. ^^

Ale właśnie różnica jest taka między tą wersją a poprzednią, że sierp coś “robi”, coś charakterystycznego, a półksiężyc zasadniczo nie “robi” nic. Więc kształt kojarzy mi się tutaj z kształtem. :>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

smiley  Piszta, jak chceta...  smiley

Mam nadzieję, że p. Owsiak nie wyskoczy z prawami autorskimi.

Kto zna “Kontrolex”, pochichocze razem ze mną.

Ale to nie ma rytmu wtedy. :( 

To też.

Natomiast “wymienili” to spojrzenia, a nie spojrzenie, prawda?

Prawda.

Ale właśnie różnica jest taka między tą wersją a poprzednią, że sierp coś “robi”, coś charakterystycznego, a półksiężyc zasadniczo nie “robi” nic. Więc kształt kojarzy mi się tutaj z kształtem. :>

Zasadniczo nie robi, ale jak by robił, gdyby robił?

Mogła się ewentualnie wcinać półksiężycem, ale to mi się też nie podoba...

 

Mam nadzieję, że p. Owsiak nie wyskoczy z prawami autorskimi.

A sio! :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Księżyc może wychynąć zza horyzontu.

Babska logika rządzi!

Ale to wygląda bardziej tak:

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

crying Ach, te zatoki! Same kłopoty z nimi. Ale nie no, zostawiam tak:

 

Zatoka wcinała się w ląd na kształt półksiężyca.

 

Bo to jest jasne, obrazowe i całkiem moim zdaniem adekwatne. Wręcz przekonał mnie ten gif od Tarniny. xD

 

Dziękuję wszystkim <3 Mam nadzieję, że ktoś inny tutaj o coś zapyta, bo już mi głupio, hehe.

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nikt, naprawdę nikt?! surprise

No trudno, w takim razie pociągnę ten wątek sama. <wzdycha ciężko, przewraca oczami, altruistycznie zakasuje rękawy>

 

Dwa pytanka: angel

  1. Nie bójta się – czy to jest wiejska gwara, czy jakiś rusycyzm...? Ktoś coś kojarzy, skąd to-to? I czy można powiedzieć: “Nie bójta niczego", bez się
  2. Czy poprawne jest coś takiego jak “rozbawione parsknięcie”? Które może się np. rozlegać, dobiegać skądś itp.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

I czy można powiedzieć: “Nie bójta niczego", bez się

Nie. Frazę spotyka się zwykle w stylizacji “na wsiowo”, ale skąd pochodzi? Nie wiem.

Czy poprawne jest coś takiego jak “rozbawione parsknięcie”?

Nie. Parsknięcie nie ma uczuć. Może być parsknięcie pełne rozbawienia.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Daaawno temu spędzałem jedne i drugie wakacje na wsi. Nie tak bardzo odległej od Łodzi, dodam dla uściciślenia, bo może chodzić o regionalizm. Idźta, weżta, płaćta, płaczta – co druga osoba liczby mnogiej w trybie rozkazującym, to końcówka -ta.

Parsknięcie to tylko odgłos, który sam w sobie nie ma stanów emocjonalnych, bo nie jest istotą żywą. Ale może być emocjonalnie nacechowany – zależnie, czy ktoś tam parsknie dla okazania gniewu, rozbawienia, obojętności i te de, i te pe. Więc raczej parskniecie, w którym słychać było tony rozbawienia, albo krócej, zależnie od inwencji, intencji i niekonsekwencji.

:-) Tak se myśle. 

Okiii, dziękuję Wam bardzo <3

 

EDIT: A parsknięcie rozbawienia? :>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Może być.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Altruistycznie angel zapytam jeszcze:

 

Byłoby ciężko – odpowiedział mu Gatrenavi. – Mój brat był tutaj cztery lata i mówił mi, że było kilka prób, ale nikomu się nie udało. Najbliżej był taki jeden, co to kiedyś (...)

 

Czy to również jest byłoza? Jeżeli mamy dialog, którego uczestnikami są nastoletni chłopcy, językiem akurat przejmujący się najmniej? xD

 

EDIT: Dzięki, Tarnina!

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

<ómiera>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

 

XD Dobra, jokes aside. Tak, to jest byłoza. Możesz się pozbyć części byłów (i zaimków):

 

– Ciężka sprawa – odpowiedział Gatrenavi. – Brat był tutaj cztery lata i mówił, że próbowali, ale nikomu się nie udało. Najbliżej był taki jeden, co to kiedyś

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Kurczę no! To już człowiek nie może pobyłozować, bo od razu ktoś w tym dostrzeże byłozę! WNOSZĘ  OFICJALNY, ZIEMNIACZANY PROTEST! angry

 

cryingcryingcryingcrying

 

Ale dzięki, no. Za podpowiedzi i w ogóle. <burczy pod ziemniaczanym nochalem>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Coś mi się obiło o uszy, że formy idźta, róbta itp. to pozostałość po liczbie podwójnej – chyba któraś z osób miała takie końcówki. Może wy? Ale nawet paznokcia na to nie postawię.

Babska logika rządzi!

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Może wy?

Ja na pewno nie.

 

Ważne, że nikomu nie kojarzy się z (tfu!) ruskim. ;D Dzięki! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

“Coś mi się obiło o uszy (...)”.

:-)  Zabolało? Mam nadzieję, że nie za mocno, jeśli tak.  :-)

Może i tak. Relikty językowe, jeśli można tak nazwać, dłużej żyły w środowiskach mających niewielki styk z zachodzącymi zmianami.

No nie, jak ja nie pociągnę, to już nikt. cool

 

Niech Wam będzie: jak piszemy w powieści nazwy: knajp/restauracji/karczm, teatrów, galerii? A także nazwy sztuk/wystaw? I co, jeśli są obok siebie?

 

Np. wystawa X w galerii Y.

 

Kursywa/cudzysłów...?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie, po co? Normalnie się pisze. Może być w cudzysłowie, ale kursywa to przesada. Tytuł wystawy dałabym w cudzysłów, np:

Państwowa Galeria Sztuki zaprasza na wystawę Wojciecha Zaniewskiego pt. "Pejzaże/ Landscapes".

(https://kultura.trojmiasto.pl/Pejzaze-Landscapes-imp521898.html)

Albo:

Wystawa młodej sztuki z Ukrainy "Stan Wyjątkowy"

(https://kultura.trojmiasto.pl/Wystawa-mlodej-sztuki-z-Ukrainy-Stan-Wyjatkowy-imp522303.html)

Albo:

Już po raz trzynasty odbył się wernisaż otwierający wystawę "Najlepsze Dyplomy ASP 2021", czyli pokaz najlepszych prac dyplomowych absolwentów uczelni plastycznych z całego kraju. Prace, które prezentowane są w Zbrojowni Sztuki w Gdańsku, stworzone zostały przez absolwentów kierunków i specjalizacji: fotografia, grafika artystyczna, instalacje, malarstwo, intermedia, performance, rysunek, rzeźba, ceramika, szkło artystyczne, tkanina artystyczna. Ekspozycję można oglądać do 28 sierpnia 2022, w godz. 11-18. Wstęp wolny.

(https://kultura.trojmiasto.pl/Najlepsze-dyplomy-ASP-2021-do-obejrzenia-w-Zbrojowni-Sztuki-n169156.html)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Czyli jak w książce jest knajpa Pod Zgniłym Rybim Łbem Okonia, to tak po prostu?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

No. Można w cudzysłowie, chociaż przy knajpach raczej niekoniecznie. Tak czy siak – weź, wymów to po pijaku...

Babska logika rządzi!

<ómiera> Pocieszę, że to był tylko przykład. Oki, czyli gołe i wesołe, bez niczego! Good. Dzięki. :D

 

Nie wiem, co Wy byście beze mnie tutaj zrobili. blush

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Tak czy siak – weź, wymów to po pijaku...

Może założyciel był tak pijany, że mu to nie robiło różnicy? XD

Nie wiem, co Wy byście beze mnie tutaj zrobili. blush

Knulibyśmy plany opanowania świata?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Knulibyśmy plany opanowania świata?

Być może, na pewno bylibyście znudzeni i bezrobotni! heart

 

EDIT: I smutni. Bylibyście smutni.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Witajcie, wierni fani! smiley kiss

 

Zagadka na dziś – czy można tak powiedzieć:

 

Wymieniliśmy się strzępkami wiedzy.

 

A jeśli nie, to czym wiedzy? Bo zależy mi na słowie “wiedza”, to nie mogą być np. strzępki informacji.

 

Proszę o pomoc. :(

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

IMO, jest w porządku.

Babska logika rządzi!

Nooooo... ostatecznie. Tylko pamiętaj, że strzępki w pierwszej kolejności kojarzą się z czymś małym, nie z grzybami.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

IMO, jest w porządku.

Nooooo... ostatecznie.

Uuu. cool Dzięki. :D

 

kojarzą się z czymś małym, nie z grzybami

Yyy... Pamiętam. ^^’

 

NIECH KTOŚ O COŚ ZAPYTA, NIE WIERZĘ, ŻE WSZYSTKO WIECIE <płacze> <w przerwie między pociągnięciami nosa szykuje kolejne pytania>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Jeśli nie wierzysz, że wszystko wiemy, to po co pytasz? ;-p

Babska logika rządzi!

Bo wierzę w kolektyw :( I że w kupie siła :( xD

 

A to było nie tyle do odpowiadających, co do niepytających! Bezczelni. sad

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jak będziemy coś pisać, to będziemy pytać...

#depresjaGangstera

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Ja tam się wymieniam okruchami wiedzy, ale strzępki też ujdą.

OMG, Ślimaku! enlightenedkiss

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Okruchy, zdecydowanie okruchy, dać Ślimakowi cokolwiek ślimaki jedzą ;) (Niektóre to chyba co popadnie)

http://altronapoleone.home.blog

U mnie jadły fasolkę, jak ją uprawiałam, ale nasz Ślimak powiedział, że nie lubi :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Ziemniaków na szczęście nie smiley Sałaty, dajcie mu sałaty!

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Podobno sałata szkodzi ślimakom.

Babska logika rządzi!

Truskawki.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Truskawek nie oddam XD

http://altronapoleone.home.blog

Należy się. < podsuwa Ślimakowi truskawkę >

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Truskawki, owszem, bardzo chętnie, osobliwie ze śmietaną i cukrem, czułki lizać. Okruchy wiedzy także, ma się rozumieć. Aż się czuję odrobinę nieswojo, że wyrażacie taką masową potrzebę dokarmiania Ślimaka.

Żeby to było jasne – normalnie stoję po stronie mych braci i sióstr z pierwszego ogniwa łańcucha pokarmowego. Tym razem jednak Ślimak zasłużył wyjątkowo, w stopniu proszącym się o ochy i achy, stąd poświęcenie truskawki – jedynie z małymi wyrzutami sumienia. devil

 

angel

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

OŁ-EM-DŻI, wiem, że tęskniliście! Skoro już się tutaj zebraliśmy, może powiecie mi, co sądzicie o tym zdaniu (dodaję też drugie dla zarysowania kontekstu):

 

Ze swojego miejsca miał dobry widok na odległy kąt izby, który z pewnych względów interesował go szczególnie, poniekąd z wzajemnością. Siedzący tam mężczyzna obserwował go uważnie przez cały dzień (...)

 

Proszę o opinie.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Ze swojego miejsca miał dobry widok na odległy kąt izby, który z pewnych względów interesował go szczególnie, poniekąd z wzajemnością. Siedzący tam mężczyzna obserwował go uważnie przez cały dzień (...)

<><><>

Ze swojego miejsca miał dobry widok na odległy kąt izby, który z pewnych względów interesował go szczególnie. Poniekąd z wzajemnością. Siedzący tam mężczyzna obserwował go uważnie przez cały dzień (...)

Ze swojego miejsca miał dobry widok na odległy kąt izby, który z pewnych względów interesował go szczególnie. Poniekąd z wzajemnością, gdyż/ albowiem/ ponieważ/ jako że (itp.) siedzący tam mężczyzna obserwował go uważnie przez cały dzień (...)

Włączenia “poniekąd z wzajemnością” do pierwszego zdania unikałbym, bo całość, czyli oba zdania, opisują relację przyczynowo-skutkową, a taką podaje się z reguły w jednym zdaniu lub w rozbiciu na więcej zdań, jeśli chce się uniknąć tasiemca (przenośnego, nie pasożyta  :-)  ).

Hm, dzięki, ale przede wszystkim chodzi mi tutaj o ten “kąt”. Czy to razi, że “kąt” interesował go szczególnie – i to z wzajemnością?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dla mnie w porządku – personifikacja kąta to nietuzinkowe postawienie sprawy.

Babska logika rządzi!

Mnie ani trochę nie razi. W najczęściej spotykanych pomieszczeniach na planie kwadratu i prostokąta ściany s(po)tykają się w rogach / wierzchołkach tegoż pomieszczenia pod kątem, więc jak nie patrzeć, kąty są, bo być muszą, i to w obu znaczeniach. Zawsze możesz pospolity “kąt” zamienić na ociupinę szlachetniejszy róg izby.

Co do wzajemności, to widzę ją jako wtrącenie, bo można się bez tych słów obejść, nie tracąc przewodniej treści. Facet gapi się na faceta, który się na niego gapi, i to cała treść obu tych zdań. Dlatego proponuję, aby stanowiło odrębne zdanie, pomost między skutkiem a przyczyną.

 

Adamie. I znowu, nie do końca o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że “kąt” może wydać się komuś dziwną metaforą tych mężczyzn. <ómiera> Ale dzięki, zastanowię się, jak te zdania podzielić.

 

Dziękuję, Finklo, to dla mnie bardzo cenny głos heart

 

A jakby ktoś jeszcze chciał się wypowiedzieć, to zapraszam. ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

???   Gdzie i w czym widzisz metaforę? Siedzi gościu i wwierca spojrzenie w inny kąt izby, bo tam siedzi facet, który to samo robi z wzajemnością. Od biedy metaforą może być ta “poniekąd wzajemność”, ale dajmy sobie spokój z analizami tak głębokimi, że trzeba by było pogłębić odwiert na półwyspie Kola...

Metafora jest to przeniesienie nazwy jednej rzeczy na inną: z rodzaju na gatunek, z gatunku na rodzaj, z jednego gatunku na inny, lub też przeniesienie nazwy z jakiejś rzeczy na inną na zasadzie analogii.

Arystoteles, Poetyka, 1457 b. Język jest pełen metafor. A kąt, który się czymś interesuje (to oznacza “wzajemność”) jest niewątpliwie spersonifikowany, czyli potraktowany jako osoba. Którą nie jest.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

DHBW, dla mnie, po adamowej korekcie konkretny passus brzmi ok. :-)

Odbywałam niecodzienną „powtarzankę” przed pierwszą pandemiczną maturą i co nieco z tej taśmy mi się nagrało. Cóż, trochę się tego nasłuchałam, gdy abiturientka, dzisiaj szczęśliwa studentka, wspomagała się deklamacją na głos. Nie zawsze rozumiałam, dlaczego ona musi tak robić. Wyjściowo ma silną preferencję słuchu, dźwięków. Kompensowała innymi zmysłami, lecz w napięciu, stresie sięgała po to, co było najsilniejsze, pierwotne, najbardziej jej.

 

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, bo recytowała wtedy tak (było z przykładami, pominę je, aby nie przedłużać):

Składniowe środki stylistyczne: apostrofa, antyteza, anakolut, elipsa, inwersja paralelizm składniowy (podobieństwo), pytanie retoryczne, anafora, epifora, przerzutnia, wykrzyknienie. Cześć z nich, głównie środki poetyckie.

Słowotwórcze środki stylistyczne: zgrubienie, zdrobnienie, neologizmy, prozaizmy/kolokwializmy, archaizmy.

Fonetyczne środki stylistyczne: aliteracja, onomatopeja, instrumentacja głosowa, kalambur.

Leksykalne środki stylistyczne: epitet, porównanie, oksymoron, eufemizm, peryfraza, hiperbola, alegoria, symbol, metafora (= przenośnia i nie mylić z analogią wg Arystotelesa, która jest porównaniem, czyli – pamiętaj o zbiorach, tj. każde porównanie jest metaforą, lecz odwrotnie tak być już nie musi), animizacja, personifikacja (i reifikacja! – słuchasz mnie? W tym momencie padał najczęśniej komentarz, aby skłonić mnie do ponownego włączenia „in”), mentonimia, synekdocha. 

 

Początkowo wtrącałam się, mędrkowałam, jak mam to w zwyczaju: „A gdzie inne, figury retoryczne, ścieżki...). Z miesiąc zajęła nam przepychanka. Odpuściłyśmy. Obie, a może to byłam ja. Zaczęła analizować słuchany przez siebie rap. Dziwne, co nie? Taki słuchowiec. Przez swój odbiór rozbierała teksty na części, te wszystkie podmioty liryczne. Byłam pod ogromnym wrażeniem, to było takie świeże, inne, po prostu super. Poza tym, pilnie musiałam słuchać deklamacji. Modliłam się o przyspieszenie czasu, pierwszy raz w życiu, bo ciągle mnie testowała, czy aby słucham uważnie, jeśli zadeklarowałam, że będę to robiła. :DDD

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witam wiernych fanów! <3

 

Asylum – z jednej strony fajnie dla niej, z drugiej – niezbyt fajnie dla Ciebie. xD Ja nie jestem słuchowcem i nie byłabym w stanie za czymś takim nadążyć.

Co smutne, nie rozumiem połowy wymienionych słów. laugh xD

P.S. Dlaczego nie poszła na muzyczną? xD

PP.S. Może powinnaś była popchnąć ją w innym kierunku i mielibyśmy Matę II. cool

 

A teraz, tradycyjnie, pytanko. laugh Czy można “słyszeć pracującą żuchwę”?

 

Zapadła pełna napięcia cisza, w której słychać było jedynie odległe ryki świętujących i pracującą żuchwę [Jana Kowalskiego].

 

cool

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie można. Wiem, że Ciebie rozczarowuję, ale nie. Chociaż jest wyjątek w postaci trzaskania uszkodzonego lub w patologicznym stanie będącego stawu – będzie trzeszczał podczas trzaskania dziobem lub szamania. Tyle tylko, że ból taki temu towarzyszy, że jedynie masochiści trzeciego stopnia będą gadać lub jeść.

Pociecha: można i często bez trudu dają się słyszeć odgłosy, towarzyszące / powstające podczas pracy żuchwy.

<płacze> No cóż, dziękuję. heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie ma za co, bo jak dotąd rachunek opiewałby na zaledwie siedemdziesiąt trzy grosze plus VAT plus koszta manipulacyjne i materiałowe (zużycie klawiatury itp.), razem niecała złotówka. Śmiechu warte, nie płaczu.   smiley

Mam w opowiadaniu nazwę Gloucester Street. Był tam teatr Theatre Royal. Nie mogłem znaleźć tłumaczenia, więc to chyba nazwa własna. Rozumiem, że skoro mam Gloucester Street, to też nie powinienem używać zwrotu “stał tam teatr Royal”, tylko “stał tam Theatre Royal”?

Że to nazwa własna, to jasne, ale czy można ją “bezkarnie” tłumaczyć na nasze, pytanie do biegłych w wyspiarskim. Ja nie tłumaczyłbym.

I don’t see why not. Ale i przetłumaczyć można. Your call.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Dzięki :)

Ja, żeby nie było, nie znam się. Ale Theatre Royal brzmi mi jakoś lepiej. “Teatr Royal” brzmi, jakby stał pod Warszawą. ^^’ Albo jeszcze lepiej – w Radomiu.

 

A przede wszystkim: dziękuję. Dziękuję, że o coś zapytałeś, Zanaisie. To dla mnie naprawdę ważne. heartblush

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

A przede wszystkim: dziękuję. Dziękuję, że o coś zapytałeś, Zanaisie. To dla mnie naprawdę ważne. 

Poproszę o wyjaśnienie, bo nie wiem, o co chodzi xD

Jeśli spojrzysz na historię tego wątku, zobaczysz, że coraz bardziej wychodziłam na jakiegoś ziemniaka, który jako jedyny na tym Forum ma problemy językowe. crying Już nie wiedziałam, jak zaczynać kolejne posty! Cieszę się, że ktoś przerwał moją, khę, khę, dobrą passę. xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

DHBW, kto pyta, nie błądzi. :-)

Babska logika rządzi!

DHBW, ja tutaj też sporo pytam, bo, uwierz mi, trudzę się nad każdym zdaniem. Moje pytania są wcześniej i niektóre bardzo głupie. A potem i tak na becie wychodzą kwiatki ;)

No tak, ale ostatnio byłam tutaj gatunkiem dominującym, aż głupio. :( xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie przejmuj się tym. Wcale to źle o Tobie nie świadczy, takie zabieganie o wyjaśnianie wątpliwości. Kto ich nie ma? A potem, jak napisał Zanais, kwiatki...

blush

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jak mawiała prababunia, jak nie będziesz pytał, to nie będziesz wiedział. Forum jest po to, żeby się dowiadywać.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Korzystając z tego, że tak mnie tutaj klepiecie po plecach blush <ómiera>, oto zagadki na dziś:

 

Tu i tam garnęły się do muru mniejsze i większe budynki; te najdłuższe rżeniem oznajmiały, że mieszczą w sobie stajnie.

Może być czy nie może?

 

Początkowo zamierzała pofrunąć wzdłuż grubego muru, opasującego miasta niczym sznur białych pereł, szybko jednak uznała, że to zbyt długi dystans.

Chodzi o sowę, która widzi mur z dużej wysokości. Może być czy nie?

 

Kilka wielkich kół zatoczonych wysoko w powietrzu pozwoliło jej stwierdzić, że rzeka dzieli miasto na dwie wyraźnie różne części. Pałac, choć osadzony nad samym brzegiem, niewątpliwie stanowił serce jego zachodniej części, na które nakładał się monstrualny szkielet. Od wzgórza odchodziło promieniście pięć głównych arterii (...)

Co myślicie o tej anatomii?

 

Do wschodniej części miasta, gdzie drogi biegły już bardziej prostopadle, prowadziła od południa kolejna brama, a od zachodu liczne mosty.

Czy tutaj brakuje relacji, czy wiadomo, że prostopadle do siebie?

 

Minąwszy mury miasta i rozliczne budynki, które przycupnęły poza ich obrębem, zdała się na przewodnictwo szerokiego, kamiennego traktu.

Hę?

 

XYZ obejrzała się przez ramię, ale poświęciła jej tyle uwagi, ile poświęca się wyciągniętej ręce żebraka, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła do rozmowy z czarodziejami.

Czy w tym zdaniu wszystko jest w porządku?

 

Na lewo od wejścia stała toaletka z lustrem i krzesłem, tuż obok rozdziawiał się wielki kufer obwieszony kolorowymi tkaninami.

?

 

I jeszcze fragment opisu witrażu:

Na samym środku dwie kobiety w bladoróżowych sukniach wirowały w tańcu, trzymając się za ręce i stąpając boso po trawie; ich smukłe sylwetki zdawały się lekkie i wiotkie, a choć tkwiły nieruchomo, nikt nie potrafiłby odmówić im gracji.

Hę?

 

 

SAMI CHCIELIŚCIE blush  A tak naprawdę to pewnie nie, ale i tak dostaliście.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Rżące budynki mi się podobają. Oczywiście nie do szalenie poważnego tekstu typu list z kondolencjami wysyłany do szefa, ale do lekkiej humoreski – super.

Perły. A czy sowa zna to pojęcie? Jeśli to przemorfowana czarodziejka, to ujdzie, jeśli prawdziwy ptak – nie bardzo. No i kolor. Czy mury są białe? Bo może lepiej by się nadał sznur bursztynów albo korali?

Anatomia. Nałożenie szkieletu dziwnie brzmi. Nie jest jasne, że pałac i wzgórze to synonimy. Jeśli pałac stoi na wzgórzu, to czy może być nad samym brzegiem rzeki? Bo wzgórze nie sugeruje ani skarpy, ani turni. Arterie w połączeniu z sercem bardzo fajnie. Tylko znowu kwestia, jak dobrze sowa zna anatomię.

Drogi. Wyobraziłam sobie miasto z ulicami jak w obozie rzymskich legionistów, ale lekko się potknęłam, więc chyba można dodać to “do siebie”.

Przewodnictwa traktu nie jestem pewna. Znaczy, coś mi w nim cicho zgrzyta, ale nie wiem co.

Ręka żebraka – OK.

Kufer – rozdziawienie w porządku, ale nie wiem, jak wygląda obwieszenie.

Witraż – trochę dziwne, że najpierw wirowały, a potem tkwiły nieruchomo. Zmęczyły się czy jak? ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję bardzo <3 Poczekam jeszcze trochę z gruntownymi odpowiedziami, może ktoś coś napisze jeszcze. :>

 

Perły. A czy sowa zna to pojęcie? Jeśli to przemorfowana czarodziejka, to ujdzie, jeśli prawdziwy ptak – nie bardzo. No i kolor. Czy mury są białe?

Tak, to przemorfowana czarodziejka, a mury są białe. ^^

 

Nie jest jasne, że pałac i wzgórze to synonimy.

Tak, to synonimy. Skarpa rzeczywiście lepsza, ale czy skarpa nie jest wzgórzem...? <główkuje>

 

Kufer – rozdziawienie w porządku, ale nie wiem, jak wygląda obwieszenie.

<ómiera> Ale dlaczego nie wiesz, jak wygląda obwieszenie? <ómiera> Stoi kufer, otwarty, wieko odchylone. Ciuchy wiszą na każdej krawędzi, pewnie też trochę na wieku. To jaki jest ten kufer, jak nie obwieszony? <płacze>

 

Ech, z tym witrażem to może i racja. Ale się czepiacie. :( xD

 

Dziękuję prześlicznie heart

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Tu i tam garnęły się do muru mniejsze i większe budynki; te najdłuższe rżeniem oznajmiały, że mieszczą w sobie stajnie.

Może być czy nie może?  ---> raczej nie. Garnięcie się opisuje proces / zjawisko skupiania się ludzi (ogólnie istot żywych) wokół kogoś / czegoś. » Dzieci garnęły się do nowej pani od polskiego, bo umiała przystępnie wytłumaczyć, do czego służą przydawki. « Budynki jako takie nie rżą, nie mają czym  :-) .Dobiegające z najdłuższych budynków rżenie wskazywało, że mieszczą się w nich stajnie.

<>

Początkowo zamierzała pofrunąć wzdłuż grubego muru, opasującego miasta niczym sznur białych pereł, szybko jednak uznała, że to zbyt długi dystans.

Chodzi o sowę, która widzi mur z dużej wysokości. Może być czy nie?  ---> Nawet z kosmosu oglądany mur obronny, masywny i gruby, nie zmieni swej liniowej struktury na sznur białych pereł, czyli kule. Mogą wyróżniać się baszty przybramne, wieżyczki strażnicze i co tam jeszcze w mur wmontujesz, ale nic z tego bogactwa nie będzie kulą, więc porównanie do pereł  nietrafione. Aż dystans? A nie można zwyczajniej: droga? No, chyba że sowa kończyła co najmniej technikum...  :-)

<>

Kilka [...] na które nakładał się monstrualny szkielet. Od wzgórza odchodziło promieniście pięć głównych arterii (...)

Co myślicie o tej anatomii?  ---> Paryż i jeszcze kilka bardzo dużych wiosek.  :-)  Ale szkielet odpuść sobie w obecnej postaci, bo się nie nakłada na nic. Szkieletem układu ulic było pięć alej, promieniście rozchodzących się od placu przed pałacem. Na przykład.

<>

Do wschodniej części miasta, gdzie drogi biegły już bardziej prostopadle, prowadziła od południa kolejna brama, a od zachodu liczne mosty.

Czy tutaj brakuje relacji, czy wiadomo, że prostopadle do siebie?  ---> Dodasz “do siebie” – dobrze. Nie dodasz – też dobrze. W każdym przypadku znajdzie się ktoś chętny pomarudzić.

<>

Minąwszy mury miasta i rozliczne budynki, które przycupnęły poza ich obrębem, zdała się na przewodnictwo szerokiego, kamiennego traktu.

Hę?  ---> No właśnie: hę? Kontekstu mi brakuje, żeby coś rozsądnego napisać. Ale spróbuję. » Minąwszy [...] obrębem, poszybowała / poleciała / pofrunęła nad nad szerokim, kamiennym traktem, który wiódł prawie dokładnie w kierunku jej celu. « Uważam, że wybór traktu trzeba uzasadnić.

<>

XYZ [...] wróciła do rozmowy z czarodziejami.

Czy w tym zdaniu wszystko jest w porządku?  ---> Jak dla mnie, tak.

<>

Na lewo od wejścia stała toaletka z lustrem i krzesłem, tuż obok rozdziawiał się wielki kufer obwieszony kolorowymi tkaninami.

? ---> Toaletka niech sobie stoi, gdzie chce, ale rozdziawiony kufer budzi zastanowienie. Jeżeli fragment tekstu, skąd pochodzi cytat, ma charakter komediowy, to jeszcze by taka antropomorfizacja kufra uszła, ale generalnie posłużyłbym się jakimś typowym określeniem w rodzaju szeroko otwarty, z odrzuconym na bok wiekiem i te de.

<>

Na samym środku dwie kobiety w bladoróżowych sukniach wirowały w tańcu, trzymając się za ręce i stąpając boso po trawie; ich smukłe sylwetki zdawały się lekkie i wiotkie, a choć tkwiły nieruchomo, nikt nie potrafiłby odmówić im gracji.

Hę?  ---> moim (średnio) skromnym zdaniem jest OK. Gracja to powab, wdzięk, lekkość i niewiele ma tu do rzeczy, czy mówimy o osobie żywej, czy na przykład malunku.

<>

No to teraz już będzie jakieś złoty siedemnaście.  smiley

Ale dlaczego nie wiesz, jak wygląda obwieszenie?

Bom nigdy egzekucji nie oglądała. I nieciekawam.

IMO, kufer jest za mały i za niski, żeby te tkaniny mogły z niego zwisać. Chyba że to chusteczki, w ostateczności apaszki. Ja bym napisała, że kufer jest zarzucony tkaninami albo dołożyła odrębne zdanie, że przewieszone przez brzegi i odchylone wieko.

Widzę, że jesteśmy mało zgodni z Adamem. Jakby co, wierzyłabym bardziej Adamowi niż sobie.

Babska logika rządzi!

Takie rozkminianie zdań jest bardzo fajne i ciekawe, DHBW. :-)  W każdym razie ja je lubię. Będzie na szybko, bo wielkie późno się zrobiło.

 

Tu i tam garnęły się do muru mniejsze i większe budynki; te najdłuższe rżeniem oznajmiały, że mieszczą w sobie stajnie.

Rżenie zaciekawiło, garnięcie – dziwaczne i niezrozumiałe. Brakuje mi kontekstu, ale „garnąć się” do muru – dla mnie – budynki nijak nie mogą, nawet gdyby je ożywić. 

 

Początkowo zamierzała pofrunąć wzdłuż grubego muru, opasującego miasta niczym sznur białych pereł, szybko jednak uznała, że to zbyt długi dystans.

Po kiego grzyba Ci te perły? Jak wygląda ten mur, z czego jest zbudowany? Nawet z wysokości mur raczej nie przypomina pereł? Jednak pewnie o coś Ci chodziło, trudno mi dociec o co.

 

Kilka wielkich kół zatoczonych wysoko w powietrzu pozwoliło jej stwierdzić, że rzeka dzieli miasto na dwie wyraźnie różne części. Pałac, choć osadzony nad samym brzegiem, niewątpliwie stanowił serce jego zachodniej części, na które nakładał się monstrualny szkielet. Od wzgórza odchodziło promieniście pięć głównych arterii (...)

Przekombinowane. To, co opisujesz niespecjalnie przypomina szkielet – domniemuję, że ludzki? A może szkieletu użyłaś w znaczeniu siatki miasta, mapy połączeń. 

 

Do wschodniej części miasta, gdzie drogi biegły już bardziej prostopadle, prowadziła od południa kolejna brama, a od zachodu liczne mosty.

Toć napisałaś, że drogi biegną prostopadle, w domyśle – do siebie. Właśnie, pytanie do czego prostopadle, do siebie, muru, wschodniej części miasta, rzeki. Jaki był układ ulic. Prostopadłość sugeruje zaplanowany proces o co w miastach rozwijających się naturalnie jest trudno. Chyba pisałabym jak najprościej, aby czytelnik mógł bez trudu zwizualizować sobie miasto. Hmm, zastanawiam się, czy te detale są ważne, mają znaczenie?

 

Minąwszy mury miasta i rozliczne budynki, które przycupnęły poza ich obrębem, zdała się na przewodnictwo szerokiego, kamiennego traktu.

Eee, lekko przesadzasz. xd Usunęłabym: rozliczne, przewodnictwo kamiennego szlaku. Czy to przewodnictwo naprawdę jest istotne?

 

XYZ obejrzała się przez ramię, ale poświęciła jej tyle uwagi, ile poświęca się wyciągniętej ręce żebraka, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła do rozmowy z czarodziejami.

Nie bardzo wiadomo, kim jest „jej”, lecz z kontekstu być może to wynika, lecz całość lekko przegadana: z tym żebrakiem i wróceniem jak gdyby nic.

 

Na lewo od wejścia stała toaletka z lustrem i krzesłem, tuż obok rozdziawiał się wielki kufer obwieszony kolorowymi tkaninami.

Rozdziawiał? Chodziło o otwarty? Co znaczy „obwieszony tkaninami” – chodzi o to, że wylewały się.  z otwartego kufra. Też byłoby dziwne, ale daję radę sobie wyobrazić: kufer i wiele tkanin, materiałów przerzuconych przez rant kufra i wieka. Rodzaj pokazu.

 

Na samym środku dwie kobiety w bladoróżowych sukniach wirowały w tańcu, trzymając się za ręce i stąpając boso po trawie; ich smukłe sylwetki zdawały się lekkie i wiotkie, a choć tkwiły nieruchomo, nikt nie potrafiłby odmówić im gracji.

Hmm. Kiedy mamy już wirowanie i trzymanie się za ręce, po cóż nam stąpanie boso po trawie? Jesli trawa i boso są ważne  podaj tę informację przy bladoróżowych sukniach, przed wirowaniem. Postaw się na miejscu oglądacza obrazu i opisz, co mam jako czytelnik ujrzeć. 

Z tą nieruchomością mnie zastrzeliłaś. Jak to one były nieruchome i gdzie tkwiły? Tak, wiem że opisujesz witraż, więc kobiety były w nim uwięzione jak mucha w bursztynie, niemniej popatrz: piszesz po średniku, czyli osobne zdanie/kwestia, a tymczasem nieruchomość odnosi się do wirowania, podobnie gracja, a przeciwstawiasz przez „a” do lekkich i wiotkich sylwetek?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

<evil laugh>

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

A jest z czego? Z praktycznej ilustracji powszechnego zjawiska, że pomimo istnienia jednakich podstaw teoretycznych oceny oraz interpretacje noszą cechy indywidualności?

DHBW wie :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Adamie, Asylum – bardzo dziękuję za dołożenie cegiełek. <3

 

A może szkieletu użyłaś w znaczeniu siatki miasta, mapy połączeń. 

Dokładnie! Ale już widzę, że kręcicie wszyscy nochalami, BRZYDALE, więc to przeformułuję...

 

Toć napisałaś, że drogi biegną prostopadle, w domyśle – do siebie. Właśnie, pytanie do czego prostopadle, do siebie, muru, wschodniej części miasta, rzeki. Jaki był układ ulic.

Eee to teraz już nie rozumiem – dobrze czy źle? No bo miały biec prostopadle do siebie. Czyli jest dobrze? <kwiczy>

 

Prostopadłość sugeruje zaplanowany proces o co w miastach rozwijających się naturalnie jest trudno.

Dokładnie! Właśnie o to mi chodziło, dziękuję bardzo! :3 Owszem, to jest stosunkowo młode miasto, dobrze rozplanowane.

 

daję radę sobie wyobrazić: kufer i wiele tkanin, materiałów przerzuconych przez rant kufra i wieka. Rodzaj pokazu.

Nie, tego naprawdę nie rozumiem. W sensie, nie rozumiem Waszych problemów z wyobrażeniem sobie tego, bo Ty też napisałaś: “daję radę”, OMG. Naprawdę nie wieszacie nigdy niczego na oparciu krzesła? Albo na oparciu kanapy? Czy naprawdę jest coś wprost KOSMICZNEGO w tym, że ktoś przewiesił kilka sukni właśnie przez rant, albo przez odchylone wieko? Przymierzył i rzucił gdzie bądź, ale nie na podłogę? Czy taka rzecz nigdy nie miała miejsca w historii świata i jest nie do uwierzenia, aby było inaczej? surprise

Pomysł Finkli – zarzucony – bardzo ciekawy i chyba to zmienię, ale nie dlatego, że w tę zmianę wierzę, po prostu z jakichś niemożliwych przyczyn ludzie nie potrafią sobie wyobrazić kufra obwieszonego tkaninami... o.O Serio, siedzę i nie dowierzam...

 

Rashguardy i Kimona Surf & Jitsu – WTF GG? – Ground Game Academy – Zostań lepszym fighterem!

 

 

Dobra, nad opisem witrażu również popracuję, mnie też trochę zgrzytało, noo <kręci nochalem>. 

 

Natomiast tutaj:

XYZ obejrzała się przez ramię, ale poświęciła jej tyle uwagi, ile poświęca się wyciągniętej ręce żebraka, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła do rozmowy z czarodziejami.

bardzo się cieszę, bo dostałam sygnał, że “jak gdyby nigdy nic” powinno zostać wydzielone przecinkami. Ale moim zdaniem to absolutnie nie brzmi, niemożliwie spowalnia i sprawia, że się na tym fragmencie utyka i brnie. Tak więc, mwahahah devil, dziękuję za potwierdzenie mojego sposobu myślenia – nikomu ten brak przecinków nie przeszkadzał. ;)

(A ręka żebraka jest uzasadniona kontekstowo. ^^)

 

 

Adamie,

Uważam, że wybór traktu trzeba uzasadnić.

Akurat tutaj kontekst jest trochę inny, tym się nie martw. ;)

 

JESZCZE MYŚLĘ NAD TYM PRZEWODNICTWEM :( Ale mnie się podoba, kurde... Ale Wam nie... <ómiera> Ale mnie tak... NIE FIĘ crying

 

Rżenie koni zostawię heart, jako przykład metonimii heart heart, ale co do garnięcia się, skoro marudzicie – to może “lgnęły”...?

 

Raz jeszcze wielkie dzięki. heart

 

P.S. Ja też nie wiem, skąd ten evil laugh! Widocznie Tarnina to po prostu ZUA kobieta. <chichocze> devil

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

to może “lgnęły”...?

Nie. Mogą przylegać, bo jako przylegające je wybudowano, ale same lgnąć nie mogą, bo są martwe. I statyczne, jak to budynki.

<>

Tarnina nie może być ZUĄ. Może być w złym humorze, ale nie fundamentalnie ZUĄ. ZUE kobiety nie dają dobrych rad.

Jestem ZUA, podła i zgryźliwa. A opowiadanie nie służy do tego, żeby w nie pchać przykłady.

<ZUO!>

 

ETA: A tak w ogóle, to z tą metonimią nie jestem taka pewna. Rżenie nie jest częścią stajni. Ani nawet koni.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Bo to jest metonimia miejsca:

 

WIKI: metonimia miejsca, np. „Pałac Prezydencki ogłosił…” zamiast „Prezydent RP ogłosił…”,

 

<loffa się>

 

I co to znaczy ETA? o.O

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

:-)  Lekko się uparłszy, można rżenie, jako jeden z odgłosów stajni w naturalny sposób przynależny, za składnik tejże uznawać.  :-)

Tyle tylko, że nie na poważnie. W komedyjce jakowejś.

Czy opinia publiczna może się uspokoić? Napisałem „Opinia publiczna się uspokoiła” i coś mi tu podświadomie nie pasuje, a wolałbym wiedzieć świadomie, gdzie jest błąd.

No i niech Ziemniak się nie martwi, że sam pyta ;)

Hm... Wydaje mi się, że można powiedzieć, że “to uspokoiło opinię publiczną”. Ale w drugą stronę, rzeczywiście, jakoś nie bardzo. Choć trudno uzasadnić dlaczego. xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Zanaisie, SJP PWN definiuje: opinia publiczna «opinia społeczeństwa lub jego części na jakiś temat»

Nie wydaje mi się, aby jakakolwiek opinia mogła się uspokoić, albowiem wcześniej nie mogła się wzburzyć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właśnie widziałem definicję sjp, a potem sprawdzałem w korpusie i tam w cytatach z książek opinia publiczna się burzy, nudzi i tym podobne, więc pomyślałem, że może się i uspokoić :P Muszę teraz pokombinować.

Zanaisie, w Korpus znajdziemy różne cytaty, także z tekstów książek, czasopism, druków ulotnych i akcydensowych (np. reklam, instrukcji obsługi, regulaminów, ulotek wyborczych), stron internetowych oraz tekstów mówionych, ale nie dam głowy, że wszystkie sformułowania są użyte prawidłowo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie ma co dawać głowy, bo na pewno nie są. Nawet taki laik jak ja to widzi ;)

DHBW

Do wschodniej części miasta, gdzie drogi biegły już bardziej prostopadle, prowadziła od południa kolejna brama, a od zachodu liczne mosty. 

Z mojego odbioru słabo. Zobacz: mamy wschodnią część miasta, w której drogi biegną już prostopadle, po czym dorzucasz bramę i mosty. Rzeka dzieli miasto na część wschodnią i zachodnią. Gdyby próbować rozebrać: w części wschodniej wszystkie drogi kierowały się prostopadle do rzeki (do siebie raczej równolegle, choć zależy od rzeki i aż się prosi o info, co było w tej zachodniej części); do wschodniej części miasta prowadziła od strony lądu brama (jedna? małe to miasteczko), zaś od strony rzeki liczne mosty łączące ją z zachodnią. Zdanie koślawe, ale bardziej się skupiam na zrozumieniu obrazu, przestrzeni. Zastanawia mnie jeszcze jedno, jeśli podkreślasz zachód miasta, wschód musiałby być inny. 

Nie, tego naprawdę nie rozumiem. W sensie, nie rozumiem Waszych problemów z wyobrażeniem sobie tego, bo Ty też napisałaś: “daję radę”, OMG. Naprawdę nie wieszacie nigdy niczego na oparciu krzesła? Albo na oparciu kanapy? Czy naprawdę jest coś wprost KOSMICZNEGO w tym, że ktoś przewiesił kilka sukni właśnie przez rant, albo przez odchylone wieko? Przymierzył i rzucił gdzie bądź, ale nie na podłogę? 

Wieszamy i rzucamy, przynajmniej ja. xd Użyłaś dwóch czasowników, które mylą: rozdziawiony kufer i  obwieszony. Obwiesić jeśli dawniejsze kojarzy się z powieszeniem kogoś, współczesne znaczenia idą w stronę obwieszania się ozdobami lub powieszenia czegoś na czym – kufer nie jest do tego najlepszy.;-) 

 

Przewodnictwo i mnie się podoba, pod warunkiem, że ma uzasadnienie, dla mnie byłby to np. brak wzroku.

 

Lgnęły też mi się gryzie, zakłada wolę, intencję tych budynków. Mniej kontrowersyjne jest przytulić. Czy to miasto jest żywe? jeśli tako – ok, jeśli nie – nie.

 

Zanais

Dla mnie też “opinia publiczna nie może się uspokoić”, ponieważ opinia publiczna jest całością (hejt, pochwały, walki itd itp). Zakładasz, że cała była przeciwko, czyli lecimy w propagandę i urawniłowkę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Opinia publiczna nie jest osobą. Nie może się uspokoić, ponieważ nie ma stanów psychicznych. W ogóle obserwuję ostatnio dziwny pęd do ożywiania i antropomorfizowania wszystkiego, oraz do pomieszania poziomów abstrakcji (”ceny truskawek staniały” – no, ludzie, staniały truskawki, ceny spadły! nie chodziliście do polskiej szkoły? nie wiecie, jak się pisze “Żoliborz”?)

Użyłaś dwóch czasowników, które mylą: rozdziawiony kufer i  obwieszony

Mylą – kiedy są użyte razem, bo rozdziawiając kufer – ożywiasz go. A obwieszanie czegoś żywego odbywa się raczej na szubienicy, ewentualnie suchej gałęzi.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Mylą – kiedy są użyte razem, bo rozdziawiając kufer – ożywiasz go. A obwieszanie czegoś żywego odbywa się raczej na szubienicy, ewentualnie suchej gałęzi.

Ale żywe rzeczy też mogą być obwieszone crying Baby łażą obwieszone jak choinki crying Dobra, trudno, będę nad tym myśleć, ale wiedzcie, że jestem W GŁĘBOKIM SZOKU.

 

 

Asylum, tak, wschód miasta jest inny od zachodu, i opisany chwilę wcześniej. wink 

Tutaj akurat, khę, khę, ośmielę się nie zgodzić:

Gdyby próbować rozebrać: w części wschodniej wszystkie drogi kierowały się prostopadle do rzeki (do siebie raczej równolegle, choć zależy od rzeki i aż się prosi o info, co było w tej zachodniej części);

 

Bo informacja jest o tym, że drogi biegły prostopadle, jest to wydzielone przecinkami, natomiast mosty i brama to już informacje dodatkowe, poza prostopadłością:

Do wschodniej części miasta, gdzie drogi biegły już bardziej prostopadle, prowadziła od południa kolejna brama, a od zachodu liczne mosty.

Przykład: 

 

Tak więc moje pytanie zasadniczo brzmiało: “czy muszę dodawać prostopadle do siebie, czy też nie”.

W sumie wolałabym tę prostopadłość zostawić, bo właśnei chciałam podkreślić dobre rozplanowanie tego miasta. :(

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dzień dobry, witam wszystkich moich Fanów! smiley Oto porcja łamigłówek na dziś. smiley

 

 

Rumieniec na twarzy XYZ nabrał satysfakcjonującej głębi.

?

 

 

Kontekst: potężną i raczej “zasadniczą” czarodziejkę bardzo irytują rozchichotane koleżanki-czarodziejki, którym brak dyscypliny:

 

Wstrzymała oddech i znów przymknęła oczy, szukając ratunku w ciemności. Cierpliwość nie była jej mocną stroną. Gdyby tylko nie potrzebowali każdego czarodzieja… Ta myśl zaczynała już przypominać jakiś rytuał, odprawiany tak często, że stawał się irytujący. Przecież nie mogła wszystkich wymordować, choćby na to zasługiwali.

 

Co myślicie o tym akapicie?

 

 

 

A tutaj chodzi o witraże, przez które prześwieca słońce.

 

A potem zerknęła w dół i spostrzegła, że snopy światła przepuszczone przez szkło rzucają na posadzkę setki barwnych plam, stanowiących lustrzane odbicie witraży.

 

POMOCNICZO, po przeczytaniu zdania – ponieważ trochę brakuje kontekstu – chodzi o coś takiego:

ttps://zpe.gov.pl/a/witraz---obraz-swiatlem-malowany/DSJcIaZp7

https://www.demilked.com/nasir-al-mulk-pink-mosque-stained-glass-shiraz-iran/

 

Dobry opis czy nie?

 

Proszę o pomoc.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Tak więc moje pytanie zasadniczo brzmiało: “czy muszę dodawać prostopadle do siebie, czy też nie”.

W sumie wolałabym tę prostopadłość zostawić, bo właśnie chciałam podkreślić dobre rozplanowanie tego miasta.

Prostopadłe w ścisłym sensie mogą być tylko dwa odcinki (dróg), w tym przypadku napisałbym pewnie gdzie sieć dróg była już bliższa prostopadłej, ale nie wiem, czy to satysfakcjonujące rozwiązanie. Satysfakcjonujące, właśnie...

Rumieniec na twarzy XYZ nabrał satysfakcjonującej głębi.

Tylko jeżeli zamiarem podmiotu perspektywy narracyjnej było zawstydzenie / upokorzenie XYZ, głębia rumieńca mogłaby być dlań satysfakcjonująca. A i wtedy... głębia? Nie intensywność raczej?

Wstrzymała oddech i znów przymknęła oczy, szukając ratunku w ciemności. Cierpliwość nie była jej mocną stroną. Gdyby tylko nie potrzebowali każdego czarodzieja… Ta myśl zaczynała już przypominać jakiś rytuał, odprawiany tak często, że stawał się irytujący. Przecież nie mogła wszystkich wymordować, choćby na to zasługiwali.

Szukanie ratunku w ciemności wydało mi się odrobinę sztampowe, a potem niespójność logiczna. Powinno być: gdyby tylko nie potrzebowali choć jednego – przecież nie mogła wszystkich wymordować; gdyby tylko nie potrzebowali każdego – przecież nie mogła części z nich wymordować.

A potem zerknęła w dół i spostrzegła, że snopy światła przepuszczone przez szkło rzucają na posadzkę setki barwnych plam, stanowiących lustrzane odbicie witraży.

“Tworząc” zamiast “stanowiących” (każda z osobna nie stanowi przecież odbicia wszystkich witraży) i chyba będzie nieźle.

DHBW napisała: A potem zerknęła w dół i spostrzegła, że snopy światła przepuszczone przez szkło rzucają na posadzkę setki barwnych plam, stanowiących lustrzane odbicie witraży.

Po pierwsze primo – witraże są w liczbie mnogiej, więc nie przez szkło, lecz przez szkła. Wszak nawet pojedynczy witraż jest złożony z co najmniej, absolutnie minimalistycznie, dwóch szkieł.

Po drugie primo – jakie lustrzane odbicie? Setki plam, kolorowych, to tak, ale posadzka jest ekranem, na który witraże rzutują obrazy, jak projektor na ekran kinowy, a nie lustrem. Fakt, że część świateł może się od bardzo czystej i bardzo jasnej posadzki odbić i paść na przeciwległą do witraży ścianę, ale to też nie da efektu lustrzanego odbicia. Czyli takiego, gdzie zamieniają się strony, prawa i lewa. Co możesz sprawdzić w dowolnym lustrze.

Pierwotnie wyobraziłem sobie sytuację, w której obserwator stoi pomiędzy ścianą z witrażami a ich odbiciem na posadzce, ale oczywiście masz rację, w ten sposób otrzymalibyśmy zwyczajne odwrócenie do góry nogami, a nie odbicie lustrzane. Co innego, gdyby witraże były domyślnie skierowane na zewnątrz – wówczas odbicie w środku dawałoby efekt jak w lustrze (ale patrząc z wnętrza na same witraże, też widzielibyśmy odbicie lustrzane). Poza tym sceny na wszelkich witrażach bez napisów mało się zmieniają treściowo w odbiciu lustrzanym, co najwyżej król Dawid okaże się leworęczny albo coś w tym rodzaju.

Co do szkła, moim zdaniem rozumiane jako materiał może być w liczbie pojedynczej.

Ślimaku, dziękuję bardzo! Coraz bardziej mnie dobijacie z tą prostopadłością. <ómiera> Będę myśleć.

 

Tylko jeżeli zamiarem podmiotu perspektywy narracyjnej było zawstydzenie / upokorzenie XYZ, głębia rumieńca mogłaby być dlań satysfakcjonująca. A i wtedy... głębia? Nie intensywność raczej?

Owszem, dokładnie taki był zamiar, eee, podmiotu perspektywy narracyjnej. <ómiera> A głębia – nooo bo kolor jest głęboki? A rumieniec to kolor na policzkach? :( xD

 

Natomiast tutaj, eee...

potem niespójność logiczna. Powinno być: gdyby tylko nie potrzebowali choć jednego – przecież nie mogła wszystkich wymordować; gdyby tylko nie potrzebowali każdego – przecież nie mogła części z nich wymordować.

Nie widzę żadnej niespójności. Potrzebowali KAŻDEGO czarodzieja – co nie oznacza “każdego z konkretnej grupy”, a raczej: każdy czarodziej był na wagę złota. A wymordować miała ochotę wszystkich. Owszem, w tym drugim jest hiperbola, celowa, stylistyczna przesada, ale na pewno nie “niespójność logiczna”. ^^’

Właściwie “każdy” nawet nie łączy się logicznie z “wszystkich” – to są dwie odrębne kwestie.

1. Potrzebowali każdego czarodzieja.

  1. Wszyscy zasługiwali na wymordowanie – ale nie mogła wszystkich wymordować. (To zdanie nawet nie musi odnosić się wyłącznie do czarodziejów, może nawet do “wszystkich-wszystkich”, jakby się człowiek uparł.)

Adamie, “szkło” jest tutaj w użyciu, hm, niepoliczalnym. Jak Ci się rozbije szklanka, to masz dużo szkieł, ale mówisz: “muszę pozbierać szkło z podłogi”, prawda?

Natomiast co do lustrzanego odbicia, zapodałam zdjęcia:

https://www.demilked.com/nasir-al-mulk-pink-mosque-stained-glass-shiraz-iran/

“Czyli takiego, gdzie zamieniają się strony, prawa i lewa.” – Kiedy właśnie, eee, w odbiciu lustrzanym nie zamieniają się strony...? Jak spojrzysz w lustro, lewą rękę masz w lustrze po lewej, prawą po prawej...? Wyobrażam sobie, że przed lustrem staje taki witraż – i jak dla mnie w lustrze byłoby to, co na posadzce... (Pomijając pewne zniekształcenia na posadzce, ale chodzi bardziej o zasadę niż dokładność).

Idę się jeszcze spytać chłopaka, może mnie wyprowadzi z błędu, bo już sama nie wiem. xD

Dzięki, w każdym razie! heart

 

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Moim zdaniem pozycja obserwatora nie ma tu nic do rzeczy, chodzi o zasadę... Gdyby naprzeciw tego witraża stało lutro, i nawet gdyby leżało, moim zdaniem pojawiłby się w nim obraz taki jak na tym dywanie...

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jeszcze raz...

Gdyby tylko nie potrzebowali każdego czarodzieja… Ta myśl zaczynała już przypominać jakiś rytuał, odprawiany tak często, że stawał się irytujący. Przecież nie mogła wszystkich wymordować, choćby na to zasługiwali.

Wydaje mi się, że pomiędzy tymi zdaniami można dostrzec związek logiczny – bohaterka stwierdza, że myśl “gdybyśmy tylko nie potrzebowali każdego czarodzieja” jest irytująca: gdyby nawet nie było prawdą, że każdy czarodziej jest potrzebny (rozumuje ona), nie mogłabym wszystkich zabić. Dopóki jednak jest prawdą, że każdy czarodziej jest potrzebny (powinna dalej rozumować), nie mogę zabić ani jednego. Czyli myśl jest w sumie słuszna – zanik potrzeby poprawi moją sytuację, jeżeli zamierzam wyżyć się na czarodziejach. Myśl stanie się irytująca przez swoją nieadekwatność dopiero wtedy, gdy stwierdzę, że i tak nie mogę zabić ani jednego czarodzieja (nie zaś: wszystkich).

 

W kwestii witrażu, chwileczkę... Przypuśćmy, że na witrażu u góry mam napisane: pv. Schemat...

pv

....

__

....

b^

 

Napis pojawiający się na posadzce jest zasadniczo różny od tego, który przeczytalibyśmy na witrażu od środka – jest odbiciem lustrzanym. Jest zgodny z tym (jest rzutowaniem tego), co przeczytalibyśmy na witrażu od zewnątrz budynku (tam widzielibyśmy: vq). Zbyt pospiesznie zatem przyznałem rację Adamowi.

Stań przed lustrem tak, żebyś widziała swoje ręce. Podnieś prawą. Utożsamij się z własnym odbiciem. Którą rękę podniosło odbicie? Lewą? I o to chodzi z lustrzanością.

<>

Na tym dywanie, na wprost środkowego witraża, widnieje fantazja graficzna, nie związana z witrażem. Po obu bokach – tak, obraz rzucany przez takie same witraże.

Weźmy dla przykładu witraż, na którym (jak go widzimy z wnętrza kościoła) św. Piotr prawą ręką odcina żołdakowi lewe ucho. Teraz stańmy pod witrażem, plecami do ściany, i przyjrzyjmy się światłu padającemu na posadzkę. Zobaczymy obraz, na którym św. Piotr lewą ręką odcina żołdakowi prawe ucho, czyli cechujący się symetrią lustrzaną w stosunku do poprzedniego. Jest to bowiem rzutowanie witrażu w postaci, którą zobaczylibyśmy na zewnątrz kościoła.

Co do szkła, moim zdaniem rozumiane jako materiał może być w liczbie pojedynczej.

Tak, może być. Co do obrazu lustrzanego, on jest faktycznie prosty (https://zpe.gov.pl/a/podsumowanie-wiadomosci-z-optyki/D1OhqKseq ) ale wygląda to mniej więcej tak:

Wydaje się odwrócony, bo tak jakby stoisz naprzeciwko swojego lustrzanego sobowtóra (to jest ważne w chemii).

Gdyby naprzeciw tego witraża stało lutro, i nawet gdyby leżało, moim zdaniem pojawiłby się w nim obraz taki jak na tym dywanie...

Tak, bo wzór witraży jest symetryczny. Ale... czytaj dalej.

To jedna sprawa. Ale panowie pominęli jeszcze jedną sprawę optyczną i jedną semantyczną.

 

Optyczna: obraz w lustrze jest ostry. Plamy światła na podłodze (albo np. na poszyciu lasu) – nie. Dlaczego? Bo podłoga nie jest lustrem. Rozprasza światło.

 

Semantyczna: “lustro” i “lustrzane odbicie” niosą określone skojarzenia/konotacje, które tutaj pasują jak jeż do nosa.

 

Dixi.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tak, bo wzór witraży jest symetryczny.

No właśnie nie! <płacze> To nie ma nic wspólnego z symetrią, gdyby nie było symetryczne, byłoby przecież tak samo, i z plamami, i z lustrem:

 

 

Ogólnie jestem przekonana, że gdyby położyć lustro tam, gdzie są te światełka na dywanach – to  odbicie lustrzane wyglądałoby właśnie tak, jak te światełka na dywanach. Ba, pozycja obserwatora (jakieś wewnątrz/zewnątrz) również  nie ma tutaj nic do rzeczy. Wyobraźmy sobie, że mamy na dywanie to lustro i ktoś chodzi dookoła – czy obraz w lustrze będzie momentami lustrzanym odbiciem, a momentami nie, bo ludek chodzi sobie dookoła, patrzy z różnych perspektyw? Nie sądzę. Lustrzane odbicie pozostanie lustrzanym odbiciem. Tam co prawda nie ma lustra – ale plamy światła padają NA ZASADZIE lustrzanego odbicia i to, gdzie jest obserwator, w żaden sposób tego nie zmienia.

 

Natomiast fakt faktem, obraz nie jest ostry, plamy są rozmazane i tak jak mówi Adam, w pewnym sensie jest to “fantazja graficzna”. I teraz się waham: czy “na zasadzie” rozwiązałoby problem? Na zasadzie lustrzanego odbicia? Czy powinnam w ogóle wykasować te słowa po przecinku i wygonić lustro precz? Z jednej strony chciałam tę lustrzaność podkreślić, a z drugiej – może nie warto ryzykować, że czytający się zatrzyma i zacznie myśleć?

<płacze>

 

Ślimaku, co do tej “myśli”, to wybacz, ale przeanalizowałam to na wszystkie strony i ten “każdy” nie kłóci mi się ze wszystkimi. Może to jest kwestia szerszego kontekstu, który ja mam, a Ty nie.

Natomiast w tym zdaniu chodziło mi o coś innego – mianowicie podobno nie powinnam tutaj używać słowa “rytuał”, bo to nie jest rytuał.

 

Ta myśl zaczynała już przypominać jakiś rytuał, odprawiany tak często, że stawał się irytujący.

 

Co o tym myślicie? Cieszy mnie fakt, że do tej pory nikt nie zwrócił na to uwagi, hehe. devil A ja zwracam uwagę na użycie słowa “przypominać” – a więc to jest skojarzenie, a nie próba porównania 1:1.

 

I jeszcze co do rumieńca:

rumieniec

1. «różowe zabarwienie policzków»

Zabarwienie, czyli barwa... To jak z tą głębią? <płacze>

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Może zamiast “lustrzane odbicie” napisz “odwrócone kopie”, a czytelnik, jeśli lubi takie zabawy, niech już sobie drobiazgowo analizuje, dlaczego odwrócone i w jaki dokładnie sposób.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A wzór jest symetryczny: https://pl.wikipedia.org/wiki/Symetria_figury

Po co to?

Więc może “rozmyte kopie”?

Nawiązując do tego artykułu z Wiki: mogą być też “odwzorowania”. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Z dalszych dyskusji o lustrzanych odbiciach, rzutowaniach obrazów na cokolwiek, symetriach, wycofuję się, bo prosty problem został wspólnymi wysiłkami skomplikowany ponad wszelkie spodziewania.

DHBW napisała:  Ta myśl zaczynała już przypominać jakiś rytuał, odprawiany tak często, że stawał się irytujący.

Rytuał, czyli obrzęd. Coś wykonywanego czynnie, materialnego Na przykład ofiara składana Huitzilopustliemu. Myśl, chociaż ma podłoże materialne, niczego w otoczeniu osoby myślącej fizycznie nie zmienia. Jeżeli dobrze odczytuję powody nazwania nieznanej myśli rytuałem, nazwałbym takie powtarzalne w treści myśli perseweracjami. Ten termin może z różnych względów nie pasować do danego tekstu, ale mamy do dyspozycji powtórzenia, nagminne i uparte, bezrefleksyjne także. Błędne koło, zapętlenie, utarte koleiny... I chyba jeszcze trochę...

Edycja.     Ktoś kiedyś “wypisał receptę” na takie i podobne problemy. » Napisz to samo, ale innymi słowami. « Nie zawsze da się napisać to samo, ale najczęściej wystarcza napisać coś bardzo podobnego.

A za “irytujący rytuał” kopnie Tarnina ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ja wiem, że wzór jest symetryczny, OMG, po prostu symetria nie ma w tym przypadku nic do rzeczy! Odbicie to odbicie. <płacze>

 A rytuał, widzę, się nie spodobał, tyle że wcześniej nikt nie zwrócił na to uwagi, hehehehe. sad xD

Co do kopii, to słowo do tego settingu nie pasuje, chyba że jako rodzaj broni. ;)

 

No cóż, wgłębię się w te opinie i część na pewno uwzględnię, chociaż nie będzie to łatwe. broken heart xD 

Dziękuję! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Jeszcze przychodzą mi do głowy “podobizny”, które nie muszą być dokładnie takie same jak oryginały i dałoby się je, przynajmniej na zasadzie metafory, podciągnąć pod te “podłogowe” rzuty. A “odwrócone” pasuje choćby dlatego, że odpowiednio zlokalizowany obserwator widzi na posadzce witraże odwzorowane do góry nogami. W tej sytuacji czytelnik nie musi rozwiązywać zadań z planimetrii i optyki geometrycznej, żeby się upewnić co do sensowności zdania (heh).

Kończę, bo widzę, że masz dosyć, i nie dziwię się ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Napisz to samo, ale innymi słowami. « Nie zawsze da się napisać to samo, ale najczęściej wystarcza napisać coś bardzo podobnego.

yes

A za “irytujący rytuał” kopnie Tarnina ;)

<evil laugh>

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

He, he, wzrok Was nie myli – tak, to ja. laugh

 

Czy może być?

 

W dole rozpościerało się olbrzymie miasto, od północy wcinające się pomiędzy ciemnozielone wzgórza, na wschodzie wpadające do rozległej zatoki, z pozostałych stron otoczone polami i lasami.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Ja bym czegoś takiego nie dał. Trudno mi poprawić zdanie wyrwane z kontekstu – to tylko opis, ale opis nadal może być opisany przez kogoś, a ten ktoś może mieć odpowiednią sobie perspektywę. Dzieciak z dżungli inaczej opisze taką metropolię niż bogacz ze stolicy.

Na pewno dałbym “a” po ostatnim przecinku.

Inne sugestie już ingerują w Twój styl. Osobiście rozbiłbym to na mniejsze zdania i zapewne skrócił, bo czy to jakaś ważna informacja, z której strony miasto ma to lub tamto?

Nie wiem, czy “otoczone” pasuje – niech ktoś mądrzejszy odpowie – bo zabrałaś północ i wschód, więc zostaje tylko południe i zachód, a otoczone kojarzy mi się z pełnym otoczeniem czegoś.

Ot, do przemyślenia.

Dzięki! Nad “a” też się zastanawiałam i po Twoim komentarzu jednak dodam. I w tym przypadku strony świata są dość istotne, bo chcę, żeby czytelnik dobrze sobie to miasto wyobraził. ^^

 

Poczekam jeszcze na jakąś opinię, może ktoś coś napisze, hehehe. devil

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

X spojrzała w dół. (Nazwa miasta) rozpościerało się w dole jak ogromna narośl, wyrosła pomiędzy lasami i szachownicą pól. Ciągnęła się i ciągnęła aż na północ, gdzie obejmowały je ramiona ciemnozielonych wzgórz, na wschodzie zaś wpadała do rozległej zatoki. Nawet z tej odległości X dostrzegała porty i cienkie jak igły maszty zacumowanych statków.

 

To takie na szybko i surowe, ale opis też można trochę “podrasować” ;) Ważne kto opisuje.

IMO, może być.

Babska logika rządzi!

Nie podoba mi się frazeologicznie miasto wpadające do zatoki – może przy dużym podobieństwie do rzeki, gdyby ogółem było podługowate i tylko jednym węższym krańcem sięgało ku morzu, ale potrzebowałabyś do tego zupełnie wyjątkowych warunków urbanizacyjnych.

Zanaisie, naprawdę pięknie! Ale szachownicę pól i lasów mam już gdzie indziej, z kolei o statkach piszę, owszem, ale trochę dalej. ^^

 

Finkla, dzięki! :>

 

Ślimaku – dokładnie o to chodziło, ktoś zwrócił mi uwagę, że miasto wpadające do zatoki brzmi dziwnie. Rzeczywiście nie jest to typowe, a miasto nie wygląda jak rzeka, ale z drugiej strony... Nie zaalarmowało ani Finkli, ani Zanaisa. :> Ale z trzeciej strony... Zaalarmowało Ciebie.

 

No więc, odwieczne pytanie: co teraz? xD Zakładam, że nie każdy czytelnik jest tak wyczulony jak Ślimak... I komu tu dogadzać, sobie czy językowym wrażliwcom? sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Swoją drogą, ja tego w języku nie rozumiem. Dlaczego wszystko musi być takie sztywne? crying Jeżeli jest silna analogia, to frazeologizmy powinno dać się “dostosowywać”. crying To miasto też się ciągnie i ciągnie, nie jest wąskie, ale jednak jest duże, i nagle urywa się na morzu, tak jak rzeka, zwłaszcza przy patrzeniu z wysoka, no...

 

Czy nie? :(

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dla mnie język nie jest aż tak sztywny, więc wiele rzeczy uchodzi. Wszystko można, co nie można, byle wolno i z ostrożna.

Babska logika rządzi!

Ślimakowi oczywiście wierzę, natomiast coś wpadające do morza czy rzeki widziałem już wielokrotnie. Nie twierdzę, że jest to poprawne, ale widziałem ;) I teraz co zrobić. Ktoś to przepuścił, ale mógł nie mieć wiedzy Ślimaka :)

Tylko jak odróżnić, co można, mimo że nie można, a czego już tak naprawdę nie można?! crying xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie jest to imperatyw, nie zaliczałbym do “wiedzy”, tylko raczej jakichś upodobań językowych. Do mnie ta metafora miasta wpadającego do morza (bo to jest metafora) akurat nie trafia, nasuwa mi się dosłowny odczyt: duże osuwisko klifowe, Trzęsacz razy dziesięć tysięcy. W żadnym razie nie mogę przecież wykluczyć skrajnego przypadku, że ktoś powie “ha, to genialne, pierwszy raz w życiu naprawdę ujrzałem, jak bardzo miasta przypominają rzeki” i z racji tego jednego zwrotu uzna tekst za literaturę światowej klasy.

Jakby miasto było na wzniesieniu i kolejne budynki wybrzeża wybudowano coraz niżej i niżej, aż po nabrzeże portowe, uznałbym, że “wpadało” pasuje do opisu. Ale to ja, ja mam dziwny gust.

uzna tekst za literaturę światowej klasy

Tak będzie! blushblushblushblushblush xD

 

No cóż, skoro nawet Ślimak wymięka (he, he, jak to mięczak, he, he wink), to zostawię – bo w opiniach jest 2:1, a jeśli się dodatkowo weźmie poprawkę na to ślimacze wyczulenie i fakt, że innego pomysłu nie mam... wink

 

Dzięki Wszystkim! heart

 

EDIT: Zanaisie, co prawda wzniesienia nie ma, ale rzeka też nie wpada do morza z żadnego wzniesienia, tylko już od dawna płynie po płaskim. ;) No, ale, wystarczy kombinowania – zwyciężyło lenistwo umysłowe i hurra-optymizm! ;D

(A tak serio to nie, po prostu mi się podoba i nic na to nie poradzę. crying)

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

    Swoją drogą, ja tego w języku nie rozumiem. Dlaczego wszystko musi być takie sztywne? crying Jeżeli jest silna analogia, to frazeologizmy powinno dać się “dostosowywać”.

Skę w ymt, eż oanialgi ine am.

Aluzja pomnięta? Język musi być zrozumiały. Musi się odnosić do świata, do czegoś intersubiektywnego (a nawet obiektywnego). A żeby był zrozumiały, nie może być tworzony na bieżąco i zanikać, musi być stały. Wcale nie jest sztywny! Nie ma twórczości bez ograniczeń, bo gdyby nie było ograniczeń, nie musiałabyś myśleć.

    To miasto też się ciągnie i ciągnie, nie jest wąskie, ale jednak jest duże, i nagle urywa się na morzu, tak jak rzeka, zwłaszcza przy patrzeniu z wysoka, no...

Rzeka (Indus chyba):

 

Miasto (Warszawa):

    Jakby miasto było na wzniesieniu i kolejne budynki wybrzeża wybudowano coraz niżej i niżej, aż po nabrzeże portowe, uznałbym, że “wpadało” pasuje do opisu.

Ewentualnie lawina mogłaby spływać, chociaż to też nie pasuje do miasta (osuwisko Ślimaka samo się nasuwa). Ale miasto nie.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tak, to dlaczego to wyrażenie nie zwróciło uwagi ani Finkli, ani Zanaisa? Widocznie jest zrozumiałe! cryingcryingcryingcrying

 

Poza tym te zdjęcia są manipulacyjne <oskarża>, w mojej analogii ewidentnie chodzi o ujście, potencjalnie nawet deltę!

 

Rezerwat Beka – Skarby Przyrodnicze Delty Rzeki Redy

 

Delta Nilu – Zdjęcia i ilustracje – iStock

Dolina Nilu – Wikipedia, wolna encyklopedia

 

Wytykam Cię pędem! <wytyka>

 

EDIT: I co dokładnie masz przez to na myśli:

A żeby był zrozumiały, nie może być tworzony na bieżąco i zanikać, musi być stały.

Co jak co, ale np. w XV w. polski brzmiał inaczej, czyż nie? Nawet na początku zeszłego wieku brzmiał inaczej, a jakoś się na przestrzeni tych stuleci między nami, Polakami, dogadujemy...

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie zwróciło mojej uwagi, bo dla mnie logiczne, że miasto nie wpada do morza, tylko się tam kończy. “Osuwa” też by mi pasowało. Tak jak “wzgórza obejmujące miasto ramionami”. Ale to nie znaczy, że komuś innemu to nie przeszkodzi, więc jeśli możesz wybrać bezpieczniejszą opcję – weź ją.

Ja bym Twój opis zrozumiał. 

No właśnie ta opcja mi się po prostu podoba crying Gdyby to było niezrozumiałe, to ok – ale jeżeli po prostu nie trafia w gusta osób super-wyczulonych językowo (których jest naprawdę niewiele – ja się uważam za osobę “wyczuloną”, bez “super”, a gdzie mi do Tarniny i Ślimaka xD), to zostawiam. devil

 

Raz jeszcze dziękuję Wszystkim heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

    Widocznie jest zrozumiałe!

Ech. Nikt nie mówi, że nie jest zrozumiałe. Problem polega na tym, że miasto porównujesz do rzeki. W jakim aspekcie? Skoro wpada do zatoki, to płynie, łączy się z morzem, czy coś tam.

    w mojej analogii ewidentnie chodzi o ujście, potencjalnie nawet deltę!

Ujście i delta też nie płyną i nie wpadają. Wpada rzeka.

    Wytykam Cię pędem! <wytyka>

Ale to jest problem wyłącznie Twój i okrutnego RECENZENTA, który już sobie ostrzy kły. Mnie byłoby miło, gdybyś zwiększyła sumę dobrego pisania na świecie, ale bić się o to nie będę. Nie mam siły.

    Co jak co, ale np. w XV w. polski brzmiał inaczej, czyż nie? Nawet na początku zeszłego wieku brzmiał inaczej, a jakoś się na przestrzeni tych stuleci między nami, Polakami, dogadujemy...

I kto tu jest tendencyjny... piszesz dla swoich współczesnych, a nie dla ludzi z piętnastego wieku (sprawdzić, czy nie ma TARDIS, i ewentualnie gwizdnąć).

    “wzgórza obejmujące miasto ramionami”

Ale to porównanie ma sens, choć jest z lekka wyświechtane. Wzgórza otaczają miasto tak, jak ramiona – oczywiście, coś tym sugerujesz.

    No właśnie ta opcja mi się po prostu podoba crying

I takie są skutki, kiedy przyjmujemy relatywizm aksjologiczny.

 

#powodyDlaKtorychWszystkoMnieWkurza

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tarnina ma rację. Fakt, że część czytelników zrozumiałaby, o co chodzi, nie usprawiedliwia stosowania “wpadało”, kiedy już wiesz, że jest błędne. Przecież nikt nie robi błędów specjalnie, ale nie ma żadnego powodu, dla którego nie możesz teraz zmienić opisu na inny. 

Hmm, DHBW, a może nie warto nie koncentrować na pojedynczych zdaniach i je cyzelować. Zrozumiałe mogą być w kontekście i określonej  zajmującej narracji. xd 

Wasze rozkimnki są debeściarskie, mili! :))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powtórzę trochę za Asylum, też lubię czytać te Wasze rozkminy, nawet jak nie pytam i nie odpowiadam z braku wiedzy (albo już wszyscy odpowiedzieli), to zaglądam co jakiś czas i zawsze się czegoś nowego dowiem. :) Zresztą ten temat to dla mnie ogromny sentyment. :) No poprawnie powinno być oczywiście: mam dla tego tematu wielki sentyment, ale skróty myślowe często u mnie lecą pierwsze.

Ale kiedy ja nie uważam tego za błąd! To jest metafora, która nie wszystkim podchodzi. crying

 

Asylum, Ananke, cóż, cieszę się, że moje rozterki, moje rozdarcie wewnętrzne, mają kibiców, może nawet fanów. sad xD

 

I macie tu jeszcze, o, cytat dnia!

 

W następnych dniach prasę nawodniły zgoła fantastyczne, a właściwie bzdurne wieści o rozmaitych “dwójcach” i “trójcach” milczenia przesłanych Ziemi przez Kosmos (...)

Stanisław Lem, Głos Pana, s. 59

 

Już widzę, co by było w tym wątku, gdybym napisała, że prasę coś nawodniło cheekycheekycheekycheeky Lemowi też pewnie ktoś na to zwrócił uwagę, ale tak czuł – i zostawił. angel

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

”Nawodniły” mógłbym zrozumieć, że dały potencjalne tematy dla pozbawionej ich prasy. Poza tym Lem pisał to pięćdziesiąt cztery lata temu, więc wolałbym nowszy przykład :P

Nikt Ci nie każe zmieniać – to Twoje opowiadanie, ale skoro wiesz, że można lepiej, czemu nie napisać lepiej? Dla mnie to:

 

 

Przecież mówię sto razy, że mnie się podoba! crying Zadowolił mnie fakt, że nie zwróciliście na to z Finklą uwagi, czyli czyta się gładko (chyba że ktoś jest super-wyczulony).

A tak ogólnie to na wszystko zawsze można powiedzieć, że można lepiej. O. Koniec tego tematu, proszę! crying

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nawodnić ---> zapewnić dostępność wody, jej stały dopływ, nasycić wodą. Prasę nawodniły ---> “wody”, czyli bzdur znalazło się w serwisach wiadomościowych tyle, że w ich zalewie gubiły się informacje istotne.

Lem pisał tak dawno temu, że większość czytelników rozumiała, co On pisze i dlaczego tak. Zreformujmy oświatę jeszcze raz, a trzeba będzie tłumaczyć, jak rozumieć frazę “senny jak listopadowa mucha”. Albo nawet wyszukiwać i podsuwać pod nosy angielskojęzyczne odpowiedniki, bo w użyciu pozostanie “Polish pigdin English”.

Czego czytelne pierwsze objawy nieźle widać.

Asylum, Ananke, cóż, cieszę się, że moje rozterki, moje rozdarcie wewnętrzne, mają kibiców, może nawet fanów. sad xD

 

Ale ja piszę o całym wątku, a nie konkretnie o Twoich wpisach. :) I nie jestem fanem rozterek, ale odpowiedzi użytkowników, którzy pomagają w pisaniu, sama też dzięki temu się uczę. ;)

 

Adamie, ja wiem, co to znaczy, zwracam uwagę, że brzmi dziwnie – ale już jest wydrukowane, czyli dobrze. ;)

 

Ananke, żartuję przecież, no. wink Ale jak to – to ten wątek to nie jest to samo co moje wpisy? Bo takie odnoszę wrażenie crying xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

– Dobrze się czujesz? – zapytał wyraźnie zaniepokojony nieznajomy.

– Chyba… – mruknęła Sigyn. – Potrzebuję chwili.

– Och, jasne. – Skrępowany odwrócił wzrok.

Następne kilka minut spędzili w ciszy. Ona siedziała na pniaku, a on chodził w tę i z powrotem. Sigyn zdołała wmówić sobie, że to wyobraźnia płata jej figle. Vargr mógł mieć niebieskie oczy, ale nie takie same, jakkolwiek niezwykłe by one nie były.

 

Mam wrażenie, że w ostatnim akapicie jest za dużo zaimków i nie wiem, czy mogę tak zostawić.

Następne kilka minut spędzili w ciszy. Ona siedziała na pniaku, a on chodził w tę i z powrotem. Sigyn zdołała wmówić sobie, że to wyobraźnia płata jej figle. Vargr mógł mieć niebieskie oczy, ale nie takie same, jakkolwiek niezwykłe by one nie były.

---> spędzili w ciszy. Nie lepiej było by?: Przez następnych kilka minut nie odzywali się.

---> w tę i z powrotem. Mało obrazowe określenie. Jeżeli w tę, bardziej pasuje we w tę, niż z powrotem. Jeżeli z powrotem, to lepiej tam i z powrotem.

---> Vargr? Nie do wymówienia dla 97, 5% czytajacych... Vragr – już tak.

---> niebieskie oczy, ale nie takie same, jakkolwiek niezwykłe by one nie były. Niezrozumiałe. Jeżeli gdzieś niedaleko w nieujawnionym tutaj tekście znajduje się wyjaśnienie, do czyich oczu niebieskości Sigyn porównuje oczy Vargra, to OK, ale jeśli nie, to trzeba to podać czytelnikowi tutaj.

---> liczbę zaimków można zredukować, jeżeli nieznajomy z pierwszego wiersza jest Vargrem z przedostatniego. Nie wiem, niczego nie proponuję.

Pozdrawiam, Adam

Moim zdaniem “spędzili w ciszy” brzmi dobrze. I moim zdaniem nie ma za dużo zaimków, jest całkiem naturalnie, ale ja cierpię na zaimkozę, więc... :P

Za to bardzo nie podoba mi się wyrażenie “w tę i z powrotem”. Jak dla mnie: albo wte i wewte, albo tam i z powrotem.

A ostatnie zdanie, owszem, bez kontekstu niezrozumiałe.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Spędzili w ciszy nie razi mnie w tym zdaniu, a wyjęte z kontekstu brzmi bardzo dobrze, odrobinę osobliwie, nawet tak jakby rocznicowo...

Dla mnie fatalne jest to “skrępowany”,  bo sugeruje, że ktoś go związał ;)

 

Co do ciszy – wolałabym “w milczeniu”.

http://altronapoleone.home.blog

“Skrępowany” miałby sugerować, że ktoś go związał? o.O Dziwne, mnie to nawet w głowie nie postało. ;) Za to dałabym po tym skrępowanym przecinek.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Z przecinkiem będzie minimalnie bardziej zrozumiałe, ale dwuznaczność pozostanie. Plus nie jestem pewna, jak to naprawdę jest z tymi przecinkami w takiej sytuacji. Trochę mi to pachnie angielską interpunkcją i w ogóle angielską konstrukcją

http://altronapoleone.home.blog

No, jest znaczenie “skrępowania” zbliżone do zawstydzenia, zażenowania. Nie widzę z tym problemu. Nie wiadomo, co faceta wprawiło w taki stan, ale może to wynika z szerszego kontekstu.

Babska logika rządzi!

Jest, dlatego nie mówię, że to błędne, tylko niejednoznaczne. Nawet jeśli jest kontekst, to jak dla mnie nie brzmi to dobrze. W ogóle, jak też pisałam, mam wątpliwości co do stylistycznej poprawności tej konstrukcji, ona mi pobrzmiewa anglicyzmem składniowym.

http://altronapoleone.home.blog

“Skrępowany” miałby sugerować, że ktoś go związał? o.O Dziwne, mnie to nawet w głowie nie postało. ;)

Niewinna dzieweczka ^^

W ogóle, jak też pisałam, mam wątpliwości co do stylistycznej poprawności tej konstrukcji, ona mi pobrzmiewa anglicyzmem składniowym.

Hmm. A gdyby zamienić “skrępowany” na synonim:

Zakłopotany, odwrócił wzrok.

To chyba może być. Chociaż można by też dać przymiotnik na koniec zdania. Ale “potrzebuję chwili” wygląda na żywcem przetłumaczone. Nie jest naturalne. “Mógł mieć niebieskie oczy” też jest angielskawe. Ostatnie zdanie trudno poprawić bez kontekstu.

Moja wersja:

– Dobrze się czujesz? – zapytał nieznajomy z wyraźnym niepokojem.

– Chyba… – mruknęła Sigyn. – Daj mi chwilkę.

– Och, jasne. – Odwrócił wzrok, zakłopotany.

Następne kilka minut upłynęło w ciszy. Ona siedziała na pniaku, on chodził w tę i z powrotem. Sigyn zdołała sobie wmówić, że to wyobraźnia płata jej figle. Vargr może i miał niebieskie oczy, ale nie takie same, jakkolwiek niezwykłe by nie były.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Bardzo wszystkim dziękuję za uwagi. Poprawię ten fragment.

Ech, coś za dużo ostatnio obcuję z językiem angielskim. Nawet myśleć po angielsku mi się zdarza.

 

AdamKB: Vargr to trudne do wymówienia słowo? W starych tekstach tak czasem nazywano wilki. Istnieje jeszcze zapis “warg”, ale zrezygnowałam z niego, bo może kojarzyć się z ustami.

Nie wiem jak w językach skandynawskich, ale w części słowiańskich r i l to półsamogłoski/spółgłoski płynne, które w tych językach wymawia się nieco inaczej. Dlatego masz vlk – wilk po czesku, czy Krk – nazwa chorwackiej wyspy. To nie są wyrazy zerosylabowe, funkcję samogłosek pełnią tam l i r. Podejrzewam, że w językach skandynawskich mogły zachodzić podobne zjawiska fonetyczne, stąd takie zbitki.

Niemniej dla czytelnika polskiego, jeśli chcesz mieć tekst “lekki na Wattpada”, Vargr jest trudny do wymówienia. Podobnie jak dla każdego czytelnika niepolskiego wyrazy w rodzaju “łódź” czy “żółć”, które dla nas są łatwizną. Możesz napisać varg przez v i masz po problemie. W przekładzie Tolkiena pióra Skibniewskiej skądinąd są chyba wargowie.

http://altronapoleone.home.blog

Varg też jest dobry. 

W przekładzie Tolkiena pióra Skibniewskiej skądinąd są chyba wargowie.

Nawet na pewno.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Zmieniłam na vargi.

Ja to teoretycznie piszę dla tej samej grupy docelowej, która jeszcze kilka lat temu myliła potterowskie wiły z willami.

 

Edit: Poprawiłam. Co do ostatniego zdania, to dla lepszego kontekstu wkleję dłuższy fragment. Wydzielony w środku akapit to flashback.

 

Dopiero teraz Sigyn znalazła siłę i wolę, żeby przyjrzeć się nieznajomemu.

Wpierw z nad palców ujrzała mocno zużyte odzienie. Brudna, niebieska tunika z łatami oraz brązowy płaszcz  osłaniały wyjątkowo szczupłe ciało. Złociste, opadające na ramiona pukle okalały ładną, niemal kobiecą twarz. Kąciki wąskich ust unosiły się w uśmiechu.

A oczy... Te oczy...

 

Sigyn straciła czucie w kończynach. Widziała  też coraz gorzej. Rozmazany varg obrócił  ku niej łeb i podszedł bliżej, znów nabierając kształtów. Na dziewczynę padło spojrzenie bladoniebieskich ślepi o wyraźnie wąskich źrenicach.

 

...Dokładnie te same oczy patrzyły teraz na Sigyn spod złocistej grzywki.

Zamrugała parę razy, ale nic nie uległo zmianie.

– Dobrze się czujesz? – zapytał nieznajomy z wyraźnym niepokojem.

– Chyba… – mruknęła Sigyn. – Daj mi chwilę.

– Och, jasne. – Odwrócił wzrok zawstydzony.

Następne kilka minut upłynęło w ciszy. Ona siedziała na pniaku, on chodził tam i z powrotem. Sigyn zdołała sobie wmówić, że to wyobraźnia płata jej figle. Varg mógł mieć niebieskie oczy, ale nie takie same, jakkolwiek niezwykłe by one nie były.

No, dobra, to w takim razie:

 

Dopiero teraz Sigyn znalazła siłę i wolę, żeby przyjrzeć się nieznajomemu.

Najpierw znad palców zobaczyła mocno zużyte odzienie. Brudna, połatana niebieska tunika i brązowy płaszcz  osłaniały wyjątkowo szczupłe ciało. [tu mam problem, bo “osłaniały” trochę nie w tę stronę mnie prowadzi] Złociste, opadające na ramiona pukle okalały ładną, niemal kobiecą twarz. Kąciki wąskich ust unosiły się w uśmiechu.

A oczy... Te oczy...

 

Sigyn straciła czucie w kończynach. Widziała  też coraz gorzej. Rozmazany varg obrócił  ku niej łeb i podszedł bliżej, znów nabierając kształtów. [hmm.] Na dziewczynę padło spojrzenie bladoniebieskich ślepi o wąskich źrenicach. [jeśli ona to widzi, to jest wyraźne]

 

...Dokładnie te same oczy patrzyły teraz na Sigyn spod złocistej grzywki.

Zamrugała parę razy, ale nic się nie zmieniło.

– Dobrze się czujesz? – zapytał nieznajomy z wyraźnym niepokojem.

– Chyba… – mruknęła Sigyn. – Daj mi chwilę.

– Och, jasne. – Odwrócił wzrok zawstydzony.

Następne kilka minut upłynęło w ciszy. Ona siedziała na pniaku, on chodził tam i z powrotem. Sigyn zdołała sobie wmówić, że to wyobraźnia płata jej figle. Ostatecznie varg mógł mieć niebieskie oczy, ale przecież nie takie same. Nie takie, jak człowiek.

 

Oczywiście, nieznajomy jest wilkołakiem, a Sigyn w to nie wierzy (albo nie chce wierzyć). Troszkę może myśli życzeniowo, ale jeśli Tobie to odpowiada, to w porządku.

 

Also:

Ja to teoretycznie piszę dla tej samej grupy docelowej, która jeszcze kilka lat temu myliła potterowskie wiły z willami.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Z tymi wiłam i willami, to wydaje mi się, że często taka pomyłka mogła wychodzić z powodu autokorekty Worda.

Mimo wszystko...

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Ale nadal nie tak złe, jak coś co czasem widziałam w fandomie anime “Black Butler”. Akcja ma miejsce w wiktoriańskiej Anglii, główny bohater jest młodym arystokratą, a niektórzy fani z uporem nazywają go z japońska “Bocchan” zamiast “paniczu”, także w angielskich tekstach!  Podejrzewam efekt słabych fanowskich napisów do anime.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Jak to rzekł klasyk:

(Translator's note: keikaku means plan) Just according to keikaku. Light Yagami anime human hair color black hair snapshot screenshot mouth phenomenon darkness mangaka

Dopisanie tej notki zajmuje więcej czasu niż napisanie “plan”...

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Papierosy marki Camel – tu piszemy wielką literą.

Stefan zapalił camela – małą.

A jak w takim zdaniu:

Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę embassy filter.

Embassy Filter czy embassy filter? 

Kurczę, nie wiem. A może idź w jedną lub drugą stronę, żeby ujednoznacznić? “Paczkę ulubionych embassy filterów” lub “paczkę z logiem Embassy Filter”?

Babska logika rządzi!

xD Pewnie gdybym zamienił markę, byłoby “woziła paczkę cameli”, ale akurat w czasie opowiadania cameli nie było/nie były popularne.

Jak nie będzie jednoznacznej odpowiedzi, to zrobię, jak mówisz, chociaż przyznam, że embassy filtery brzmi nieco dziwnie, ale chyba tak się odmienia ;)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Myślałem, że Tarnina ma odpowiedź, a tu mem xD

Zanaisie, napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę embassy filter. Tak jak napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę marlboro.

 

Dodam jeszcze – nie palcie, niepalący umierają zdrowsi!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Zanaisie, napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę embassy filter. Tak jak napisałabym: Pół roku temu rzuciła palenie, jednak wciąż woziła paczkę marlboro.

Pochwalę się, że też tak myślałem (tak naprawdę to strzelałem, ale prawidłowo :P ).

Dzięki, Reg :)

Bardzo proszę, Zanaisie, ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ajzan, śniło mi się, że pytałaś w tym wątku, czy imię “Zgredek” z HP należy pisać małą, czy wielką literą. Tłumaczyłem Ci, że to przecież imię, więc wielką, ale nie byłaś przekonana, sięgnąłem więc po swojego “Pottera” i zacząłem szukać przykładów, ale jak na złość trafiały mi się tylko takie, gdzie “Zgredek” był na początku zdania.

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

Bolly, toż to koszmar! xD Ale bardzo realistyczny, niestety, świat, jak tylko może, to jest złośliwy. Na jawie byłoby dokładnie tak, znajdowałbyś tylko takie zdania. xD

 

 

ZAGADKA DNIA:

 

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały jej nieprzyjemnie w uszach, do pary z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, uwierały jak cierń.

 

 

Czy wszystko ok, czy coś niedomaga? :> 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dlaczego do pary, skoro jednych i drugich było wiele?

I nie jestem pewna, czy cierń w ciemności uwiera bardziej, ale to już czepialstwo.

Babska logika rządzi!

Dziękować, dziękować, czekam, czekam, może ktoś coś jeszcze... :>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

DHBW, a może: 

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały nieprzyjemnie w uszach, do wtóru z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, zdawały się dźgać/ kłuć jak cierń.

Nie zdziwię się, jeśli odrzucisz tę propozycję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ha, dzięki, reg! No właśnie ktoś mi zwrócił uwagę na to “do pary”, że tak się nie mówi... Tutaj  jeszcze usprawiedliwionko do Finkli ;) – “słowa” i “oskarżenia”, chociaż mnogie, to jednak są jakby dwiema “rzeczami”, dwoma czynnikami, dlatego byłam skłonna się przy tej “parze” upierać. Natomiast słowo, którego mi brakowało, to właśnie wtóru! Tak czułam, że coś takiego musi istnieć, ale zapomniałam, jak to było. <ómiera> sad xD

 

Natomiast druga uwaga niestety nie przejdzie, bo mam już za dużo ogólnie w całej książce “zdawało/wydawało/sprawiał wrażenie” i właśnie cieszę się, że udało mi się użyć samego czasownika. ;D

 

Dzięki wielkie! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

mam już za dużo ogólnie w całej książce “zdawało/wydawało/sprawiał wrażenie” i właśnie cieszę się, że udało mi się użyć samego czasownika. ;D

To pisz zdecydowanie, a nie ciągle przypuszczasz. cool

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

I ja się dołączę ze swoją opinią, DHBW ;-)

Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, było już jednak za późno. Słowa XYZ brzęczały jej nieprzyjemnie w uszach, do pary z wcześniejszymi oskarżeniami, które teraz, w ciszy i ciemności, uwierały jak cierń.

Kwestie niepotrzebne zaznaczyłam podkreśleniem. Sugesie reg są bardzo dobre. Może lekko zbastuj z ilości znaków, rozumiana przez przysłówki?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

surprise! Toż to by wyszło sprawozdanie z przeglądu silnika, a nie literatura. ;D Dzięki, ale jednak zostanę przy obecnej wersji, może nie widać tego bez kontekstu, ale wszystko tutaj buduje atmosferę. ;)

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Chcę napisać, że dziewczyna zamknęła drzwi, po czym zasunęła w nich zasuwę, ale liczba “za” nieładnie wygląda.

Czy takie coś jest prawidłowe?

Trzasnęła drzwiami, po czym przesunęła zasuwę.

A może wystarczy:

Wbiegła do pokoju i zamknęła drzwi na zasuwę.

Może jakieś inne pomysły? ;)

Zanaisie, oto mój pomysł: Trzasnęła drzwiami, po czy zamknęła je na zasuwę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I pasuje :) Dzięki, Reg!

Bardzo proszę, Zanaisie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

    Toż to by wyszło sprawozdanie z przeglądu silnika, a nie literatura

Eeeeech.

    Na sprzedaż: buciki dziecięce. Nieużywane.

    Ernest Hemingway

Naprawdę nic Ci się nie stanie, jak się trochę odpurpurowisz.

Wersję Asylum ciupinkę bym poprawiła:

    Westchnęła ostentacyjnie i naciągnęła kołdrę na głowę, ale było za późno. Słowa XYZ brzęczały jej w uszach, do wtóru poprzednim oskarżeniom.

Albo może być: w chórze z poprzednimi oskarżeniami (będzie fonetycznie uwierało i zrobi wrażenie nieprzyjemności – czasem można tak zrobić, byle świadomie). Brzęczenie z definicji jest nieprzyjemne, więc nie musisz tego powtarzać. Jeszcze trochę mieszanych metafor i zacznę coś destylować.

 

Zanais, zdecydowanie lepszą z Twoich opcji będzie druga ("przesunęła zasuwę"?). Chyba, że chcesz to pokazać jakoś bardziej obrazowo, skoro bohaterka biega, to moment powinien się do tego nadawać:

    Wpadła do pokoju. Trzasnęły drzwi, potem zgrzytnęła zasuwa.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

W opisie mocno zurbanizowanego terenu użyłam terminu “budynki komunalne”. Czy można tak nazwać drapacze chmur zajmowane przez mieszkania  i/lub apartamenty oraz lokale usługowe, bez wskazywania, za czyje pieniądze je postawiono?

Za SJP PWN: komunalny «podlegający samorządowi miejskiemu»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm, budynki komunalne za nic mi się nie kojarzą z drapaczami chmur, apartamentami czy lokalami usługowymi. ;) Dlaczego nie po prostu: (nowoczesne) zabudowania...?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Może biurowce?

 

Jak mają wyglądać te budynki? Zabudowa komunalna nie kojarzy się specjalnie... nowocześnie (gdybyś kiedyś była w Gdańsku, rozejrzyj się za tabliczkami “nieruchomości gdańskie” – nie wiszą na biurowcach, oj, nie). Choć oczywiście, mogłaby nowoczesna być. Ale do rzeczy – “komunalny” odnosi się do właściciela (którym jest communitas, czyli wspólnota, czyli miasto). Więc wskazuje nie tyle, za czyje pieniądze powstały, ile do kogo należą teraz.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

A ja ujmę się za “komunalnymi”, czyli będę za pomysłem Ajzan. :-) Budynki komunalne mogą być wieżowcami, piętrowcami, falowcami. Co więcej taka jest tendencja, czyli mieszkania w prefabrykacie tanieją. Zależy od wyobrażonej przyszłości. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mogą wyglądać jakkolwiek, ale Ajzan chciała, żeby nie było wiadomo, kto je zbudował.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Pytała się, czy może użyć tego określenia. ;-) Dla mnie może, co więcej mieści się w dopuszczalnej tendencji. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

bez wskazywania, za czyje pieniądze je postawiono?

Ekhm.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

O tym braku wskazywania wspomniałam, bo sprawdziłam w Wikipedii, że formalnie mieszkania komunalne to te budowane za pieniądze z budżetu gminy, głównie lokale socjalne i interwencyjne. Ja chciałam użyć podobnego określenia do budynków w jednym tylko akapicie, bo mi pasowało, a inaczej powstałyby powtórzenia.

Mam opory przed wklejeniem tego akapitu do oceny tutaj, bo znając moje szczęście, temat rozejdzie się w co najmniej trzech różnych kierunkach . O świecie powiem więc tylko tyle, że to miasto w przyszłości z pewnych powodów jest otoczone murem i żeby pomieścić rosnącą populację, zdecydowana większość zabudowań miejskich to megawieżowce, których piętra zajmowane są zarówno przez mieszkania i apartamenty jak i lokale usługowe i instytucje i to takie, które w normalnych warunkach miałyby cały gmach wyłącznie dla siebie.

Pytanie, Ajzan, kto rządził/rządzi, jak była polityka pomocowa w tym zakresie? Była, bo rozumiem, że pozostałości. Jeśli używasz w znaczeniu substandardowe, lepiej byłoby dookreślić. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Szczerze, to za bardzo w politykę tego świata się nie wgłębiałam. Zastanowię się jeszcze, jak mogę ten fragment przerobić.

Bardzo wszystkim dziękuję.

Pytanie ogólne do korekty i redakcji dotyczące powtórzeń wyrazowych:

 

Oryginały były niewidzialne, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Tak więc książkę niejako drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek. Dowiedziawszy się, że istnieją antykwariaty z papierowymi książkami, odszukałem jeden. Rozczarowałem się, pozycji naukowych prawie nie było. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

 

Czy to jest bardzo źle? Jak to poprawić? Jaka gęstość byłozy i powtórzeń (książki) jest dopuszczalna?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Oryginały były niewidzialne, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Tak więc książkę niejako drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek. Dowiedziawszy się, że istnieją antykwariaty z papierowymi książkami, odszukałem jeden. Rozczarowałem się, pozycji naukowych prawie nie było. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

 

Nie mogłem ujrzeć oryginałów, mieściły się na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. Egzemplarze drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował. Sprawa nakładów, ich wysokości, wyczerpywania przestała istnieć. Wielkie osiągnięcie, ale tęskniłem za dotykiem papieru w dłoni. Dowiedziałem się, że istnieją antykwariaty, gdzie wciąż mógłbym nabyć staroświeckie, fizyczne wydania. Odszukałem jeden. Niestety, prawie nie mieli naukowych pozycji. Literatura rozrywkowa, trochę dziecięcej, nieco roczników starych pism.

Trochę zaszalałem, żeby nie było żadnego było i książki ;) Normalnie w takim fragmencie na dwa były czy dwie książki nie zwróciłbym uwagi.

OK, dzięki :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przepraszam, że się wtrącam, ale pozostała jedna niezgodność. <> Na twardych dyskach albo półprzewodnikowych pamięciach. <> Coś (obraz, tekst itp. jest na dysku – zgoda. Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

Poza tym niezły pokaz, Zanaisie, praktycznego zastosowania starej recepty: napisz to samo, ale inaczej.

Racja, Adamie. I dzięki :)

Nie ma za co :-) .

Mieszkania komunalne są budowane i częściowo finansowane (czynsz) przez państwo. I zasadniczo są budowane dla ludzi, których nie stać na inną formę wynajmu. Ergo zasadniczo nie buduje się ich za bardzo duże pieniądze, czyli nie są luksusowe. Nawet w bogatych krajach. Choć np. we Francji bywają to domki jednorodzinne, tyle że oczywiście technologia jest dość tania.

A zasadniczo problem z użyciem tego określenia nie polega na tym, jakie jest słownikowe znaczenie, ale na tym, z czym to się kojarzy. Kojarzy się z mieszkaniami/zabudową dla biedoty.

http://altronapoleone.home.blog

To ja jeszcze wtrącę, że “ujrzeć” nie leży w tonie. heart

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Poza tym niezły pokaz, Zanaisie, praktycznego zastosowania starej recepty: napisz to samo, ale inaczej.

Raczej pokaz nieudolności literackiej. Walka z powtórzeniami nie oznacza całkowitego wyeliminowania danego słowa. Poza tym skupienie się na jednym aspekcie powoduje zaniedbanie innych. Należy też mieć na uwadze, co jest najważniejsze w przekazie.

Egzemplarze drukowało się za każdym razem, kiedy ktoś jej potrzebował.

Zanais, zamieniłeś zupełnie niepotrzebnie “książkę” na egzemplarz i teraz podmiot nijak się nie zgadza. Eliminując powtórzenia, popełniłeś gorszy błąd.

Wielkie osiągnięcie, ale tęskniłem za dotykiem papieru w dłoni.

Dotyk  w dłoniach? Bez sensu. Stworzyłeś koszmarka. Poza tym całkowicie zmieniłeś znaczenie. “Żal mi książek” nie oznacza tego samego, co “tęsknię za dotykiem papieru”.

 Dowiedziałem się, że istnieją antykwariaty, gdzie wciąż mógłbym nabyć staroświeckie, fizyczne wydania. Odszukałem jeden. Niestety, prawie nie mieli naukowych pozycji.

“Nie mieli” nie pasuje ani do “antykwariatu”, ani do “antykwariatów”.

Brak Ci, Zanaisie, umiejętności, żeby Stanisława Lema poprawiać.

Jedyne, co można by tu zrobić to zmiana: “Było to naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek” na “To naprawdę wielkie osiągnięcie, a jednak żal mi było książek.

 

Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

To zależy. W tym przypadku mowa “o półprzewodnikowych pamięciach”, czyli mowa o urządzeniu. Traktowałbym to jako sytuację analogiczną  do zapisania czegoś na pendrive.

 

PS. Spotkałem się też z taką wersją pierwszego zdania: “Oryginały – krystomatryce – były niewidzialne, mieściły się za emaliowanymi bladym błękitem stalowymi płytami.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Spotkałem się też z taką wersją pierwszego zdania: “Oryginały – krystomatryce – były niewidzialne, mieściły się za emaliowanymi bladym błękitem stalowymi płytami.

To jest oryginalne Lemowskie z “Powrotu z gwiazd”. Pozwoliłem sobie przerobić pierwsze zdanie na współczesne (techniczne) słowa, bo “krystalmatryce” popsułyby od razu ćwiczenie.

Jakkolwiek przyznam, że “krystalmatryce” są adekwatnym określeniem pamięci półprzewodnikowych wszelkich technologii.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

To jest oryginalne Lemowskie z “Powrotu z gwiazd”. Pozwoliłem sobie przerobić pierwsze zdanie na współczesne (techniczne) słowa, bo “krystalmatryce” popsułyby od razu ćwiczenie.

Ach, to wiele wyjaśnia, bo przyznam, że zupełnie mi ten początek nie pasował, ale stwierdziłem, że być może funkcjonowało wydanie z taką wersją.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Bzdura, mieszkania komunalne nie są zabudową dla biedoty. Poza tym ciekawe ćwiczenie warsztatowe, uczące pokory osoby aspirujące do pisania.

Ale czy może być na pamięci? Utarta wiekami łączliwość wskazuje, że w pamięci.

» To zależy. W tym przypadku mowa “o półprzewodnikowych pamięciach”, czyli mowa o urządzeniu. Traktowałbym to jako sytuację analogiczną  do zapisania czegoś na pendrive. « 

 

Zbyt obszerne musiałyby być cytaty z normatywnych słowników PWN-u, więc tylko podsumowanie: można coś wpisać do pamięci, przenieść do pamięci, ale owo coś rejestruje się i przechowuje w pamięci.

Oczywiście dotyczy to urządzeń informatycznych.

 

A co do nieudolności literackiej – każdy ma prawo do własnego zdania. Częściowo zgadzam się z Twoim, ale gdy wziąć pod uwagę, że ten “nieudolny” zabieg najpierw ratuje fragment tekstu, potem może być punktem wyjścia do nadania temu fragmentowi lepszej formy, radykalne potępienie takiego “koła ratunkowego” uważam za bezpodstawne.

Ajzan, z mieszkaniami komunalnymi nie wiem, czy trzeba głęboko przemyśleć politykę. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Bardziej wyobrazić sobie, jakie i dla kogo były przeznaczone te mieszkania komunalne. Mieszkanie komunalne to po prostu mieszkania, lokum mieszkalne należące do zasobów gminy albo pewnej społeczności zamieszkującej określony teren, gdybyśmy rozszerzyli definicję. Kryteria przyznawania takich mieszkań teoretycznie mogą być różne, czyli nie musi to być wyłącznie dochód i trudna sytuacja rodzinna.

 

Radku, w przytoczonym przez Ciebie fragmencie powtarzające się „było” i „książki” mnie nie poraziło, choć po szkole forumowej zauważam takie rzeczy, więc pewnie dla siebie kasowałabym do dwóch powtórzeń trzymając się jak bardziej oryginału. Zatrzymało mnie natomiast pierwsze zdanie i brak „w”, np. „w pamięci/ach półprzewodnków”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jest różnica między mieszkaniami już istniejącymi, które albo były kiedyś wybudowane przez miasto, albo zostały przez nie przejęte i z prawa własności są komunalne i obecnie udostępniane zazwyczaj (chyba że zajdą jakieś przekręty) osobom, których nie stać na inną formę wynajmu, a budową nowych mieszkań komunalnych, zazwyczaj socjalnych, czyli od razu z przeznaczeniem dla potrzebujących.

Podkreślę jeszcze raz: w tekście literackim mniej liczy się definicja słownikowa czy w tym przypadku sytuacja prawna, bardziej skojarzenia, które niekoniecznie muszą się z tym pokrywać. “Dostałem mieszkanie komunalne” w obecnym  świecie zazwyczaj oznacza niski status finansowy mówiącego i tak będzie się kojarzyć przynajmniej części czytelników, co może być z punktu widzenia tekstu niepożądane.

To w ogóle jest problem z używaniem terminów “specjalistycznych”. Jak kiedyś napisałam w tekście dziejącym się w XVIII wieku “komornik” o chłopie (prawidłowo, bo komornik to był chłop bez chaty, który pomieszkiwał u innego chłopa “na komorze” i zazwyczaj zatrudniał się jako parobek itd.), to ktoś zapytał, co ma komornik (w dzisiejszym znaczeniu) do rzeczy. Czasem wystarczy minimalnie dopowiedzieć, żeby kontekst stał się jasny.

Niemniej w przypadku tekstu Ajzan byłabym przeciwna używaniu określenia “komunalne” w stosunku do ogólnej zabudowy, bo to nie synonim bloków.

http://altronapoleone.home.blog

Tutaj, pełna zgoda, Drakaino – komunalne nie jest synonimem bloków, w ogóle określonego typu zabudowy , gdyż może zależeć, tym bardziej, że kontekst pozostaje dla nas nieznany.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A zdawało mi się, że to nieźle znany wyraz, przecież nawet mój imiennik w Placówce “począł najmować komorników do robót około swej ziemi”.

Naprawdę uważasz, że znajomość “Placówki” jest powszechna? XD

http://altronapoleone.home.blog

Ja znam, znam... znaczy znałam, ale nie pamiętam. ;-) Prusa jest ci ona?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Prusa. I jeżeli mam być całkiem uczciwy, to sam ją tylko przejrzałem (bo – nieprawdaż – Ślimak!), ale słyszałem, że dawniej często bywała lekturą szkolną. Poza tym nie pamiętam, czy i w Chłopach nie przewijali się przypadkiem jacyś komornicy, a to już na pewno wszyscy mieli jako lekturę.

Wszędzie w dziewiętnastowiecznej literaturze na wsi przewijają się komornicy ;)

http://altronapoleone.home.blog

@drakaina:

Naprawdę uważasz, że znajomość “Placówki” jest powszechna?

Tak, przynajmniej miałem to obowiązkowe. Nie polecam.

 

@Asylum:

Stały związek frazeologiczny “w pamięci”, choć “na dysku” jest jasny, choć niekoniecznie w przypadku krystalmatryc, bo “na pendrive”.

Przedstawiając fragment, bardziej mi chodziło o zasadę czy wyraz ma prawo się powtarzać (z wyjątkami) w sąsiednich zdaniach, żeby nie było błędu stylistycznego (byłoza z książkozą).

Znalazłem: http://www.netlinguist.pl/blog/klasyfikacja-bledow-2/

, ale tam jest “Powtarzanie wyrazów w obrębie zdania” (jednego), co wydaje mi się nadmiernie ulgowe.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Radku, ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  niestety nie wiem, ale może ktoś to wie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  niestety nie wiem, ale może ktoś to wie.

 

Ja wiem, ja wieeem! Wybierz mnie! XD

Z moich “przedportalowych” przygód z lekturą nie jestem w stanie przypomnieć sobie  ani jednego momentu,  gdy poczułem, że obecność “być” albo “się” w jakiś znaczący sposób odbiera mi radość czytania. Jeśli chodzi o powtórzenia ogólnie, owszem, mogło zdarzyć się, że nieco zakłuło w oczy, ale w zupełnie wyjątkowych sytuacjach.

Owszem, obecnie je dostrzegam, ale mam wrażenie, że przez to wszystko “awansowałem” na upierdliwego safandułę, miast oddawać się prostej przyjemności płynącej z lektury.

Podskórnie czuję, że odpowiedź na Twe pytanie brzmi: to zależy od czytelnika.

I w większości wypadków oznacza to “całkiem sporo”. 

O wiele więcej w odbiorze tekstu ma do powiedzenia klimat, ogólny ton i sens wypowiedzi, to jak poszczególne elementy utworu ze sobą harmonizują i tworzą (lub nie) spójną i rozumną całość.  

Jeśli jej nie tworzą – brak powtórzeń, czy unikanie “sieklozy’ i “byłozy”, nie uratuje tekstu.

Jeśli tworzą – rzadko kiedy nagromadzenie dysharmonijnych detali jest w stanie zburzyć dobre wrażenie, które tworzy całość.

Takich fragmentów “do poprawy”, wziętych z literatury pięknej, tej uznanej przez redakcyjne (i nie tylko) autorytety, można by tu wstawić na pęczki. Tylko po co? 

Zaczęłoby to przypominać bajkową kłótnię warzyw, które i tak skończyły w zupie. 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

ile „było” może być we fragmencie, żeby nie zostało odebranej jako „byłoza”  

 

@teamSilver

 

Jakkolwiek zaczęłam mechanicznie niemalże tępić siękozy i byłozy w tym, co piszę, to jednak uważam, że jeśli zdania i akapity są płynne (”mają flow” ;)) i czytelnik nie potyka się na innych elementach, to łyknie powtórzenie czy którąś z powyższych przypadłości, a nawet zaimkozę. Ergo warto starać się to eliminować, ale nie na siłę i nie tak, żeby w zamian tworzyć nienaturalnie brzmiące albo przegadane potworki, bo to się może bardziej rzucić w oczy.

http://altronapoleone.home.blog

jeśli zdania i akapity są płynne (”mają flow” ;)) i czytelnik nie potyka się na innych elementach, to łyknie powtórzenie czy którąś z powyższych przypadłości, a nawet zaimkozę

Tak. Mimo wszystko jednak – ćwiczenie jest ćwiczeniem. To, że bokser skacze na skakance, nie znaczy, że będzie skakankę zabierał na ring.

Ponadto: I don’t feel like it.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Dlatego napisałam, że wyćwiczyłam już w sobie odruchową walkę z zaimkozą, siękozą i byłozą ;) Przydaje się zwłaszcza jak się pisze na ostatnią chwilę.

http://altronapoleone.home.blog

Carissima, Ty jesteś jak wędrowny bohater wuxia :P

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Ja wiem, ja wieeem! Wybierz mnie! XD

Jesteś wybrańcem! laugh

Z moich “przedportalowych” przygód z lekturą nie jestem w stanie przypomnieć sobie  ani jednego momentu,  gdy poczułem, że obecność “być” albo “się” w jakiś znaczący sposób odbiera mi radość czytania.

Ogólnie chciałbym odejść jak dalece się da od “jeśli czyta się dobrze, to jest dobre”, bo wtedy rzeczywiście wszystko sprowadza się do ortografii i gustów czytelnika. Raczej ciekawi mnie, dlaczego czyta się dobrze bądź źle.

Takich fragmentów “do poprawy”, wziętych z literatury pięknej, tej uznanej przez redakcyjne (i nie tylko) autorytety, można by tu wstawić na pęczki.

Dla mnie (jako czytelnika) przedstawiony fragment nie czyta się dobrze. Wywracam się nie na powtórzeniach, ale na bezorzeczeniowym ostatnim zdaniu. Nie wiem jak i dlaczego korekta to puściła.

Tylko po co? 

Żeby się uczyć, w jaki sposób można pisać, a jak nie.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Żeby się uczyć, w jaki sposób można pisać, a jak nie.

To się nazywa ćwiczenie.

Raczej ciekawi mnie, dlaczego czyta się dobrze bądź źle.

To się nazywa podejście naukowe.

 

A tak w ogóle, to I don’t feel like it.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Dobry,

 

mam zagadkę ^^

 

Jak inaczej określić magazyn i magazyniera, aby pozbyć się takiego współczesnego brzmienia? Spichlerz to tylko zboża, a chodzi mi bardziej o przestrzeń na różne różności.

 

Jakieś sugestie? No chyba, że wbrew pozorom magazyn nie jest aż tak współczesnym słowem. 

A może skład. W składzie można przechować wszystko.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Według WSJP magazyn pochodzi z arabskiego, więc może nie jest aż tak współczesny, chociaż faktycznie skład bardziej staropolski. Albo sklep, ale on już zmienił znaczenie. Albo piwnica?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Magazyn mód był na pewno w XIX wieku zapożyczony z francuskiego (a tam może z arabskiego, tego nie wiem), więc nie jest wcale nowoczesny. Magazynier to już inna sprawa.

 

Skład jest natomiast okej, funkcjonował u nas także na określenie sklepu (”skład towarów różnych”)

http://altronapoleone.home.blog

Ok, jaki więc będzie odpowiednik magazyniera dla składu?

A nie może być “pracownik” na zmianę z magazynierem? Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

Babska logika rządzi!

Szafarz?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

No cóż, w składzie towarów różnych pracowali subiekci XD

 

W sumie trochę trudno bez kontekstu

http://altronapoleone.home.blog

No, w jakich czasach dokładnie to ma działać?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Pierwsze, co mi przyszło na myśl to “skład” w miejsce magazynu.

 

I dla mnie jesteś – wybrańcem – silver. :-) Myślę podobnie. Podobnie jak Drakaina i Tarnina. Dla mnie, Radku, zależy od tego, w jakim kontekście znalazłby się przytoczony fragment, jak igrałby z całością. Jednak moje zdanie znasz, nie jestem purystką językową i nad wyraz cenię flow, problemy, punkty widzenia, które, jeśli są dobrze opisane – działają. Dla mnie – dzisiejszy status – nie da rady tego skwantyfikować.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A co do nieudolności literackiej – każdy ma prawo do własnego zdania. Częściowo zgadzam się z Twoim, ale gdy wziąć pod uwagę, że ten “nieudolny” zabieg najpierw ratuje fragment tekstu, potem może być punktem wyjścia do nadania temu fragmentowi lepszej formy, radykalne potępienie takiego “koła ratunkowego” uważam za bezpodstawne.

AdamKB, tylko że ten zabieg  nie ratuje, a pogarsza tekst. Stąd mój sprzeciw.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Mamy (podobno) demokrację, czyli również prawo do własnego zdania, więc zamiast jałowych sporów zadam Tobie, osvaldzie, żartobliwe pytanie: co lepsze, siedemnaście “był-ów”, “jest-ów”, “on-ów” i tak dalej w siedmiu kolejnych linijkach czy może nieco mniej udane “napisanie tego inaczej”, radykalnie redukujące natłok powtórzeń?

Adamie

Dzięki za próbę wyjaśnienia, chociaż myślałem, że wszystko jest jasne. Otóż pod moim fragmentem dałem takie słowa:

Trochę zaszalałem, żeby nie było żadnego było i książki ;)

Czyli wiadomo, że chodziło mi tylko o zlikwidowanie powtórzeń, bo O TO chodziło Radkowi. Nie ma co wchodzić w dyskusję ;)

Mamy (podobno) demokrację, czyli również prawo do własnego zdania, więc zamiast jałowych sporów zadam Tobie, osvaldzie, żartobliwe pytanie: co lepsze, siedemnaście “był-ów”, “jest-ów”, “on-ów” i tak dalej w siedmiu kolejnych linijkach czy może nieco mniej udane “napisanie tego inaczej”, radykalnie redukujące natłok powtórzeń?

AdamKB, w przykładzie nie było siedemnastu “byłów” itp. W tej konkretnej sytuacji fragment poprawny został poprawiony na niepoprawny. Pytasz mnie co gorsze, to powiem Ci, że jedno zbędne powtórzenie jest lepsze niż mieszanie podmiotów.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Hmm, pytanie było żartobliwe, stąd przesadne siedemnaście powtórzeń w siedmiu linijkach...

 

Mieszanie i gubienie podmiotów to odrębna kwestia. Skądinąd według mnie gorsza od seryjnych powtórzeń, o których było powyżej. Krótko pisząc, potrafi tak zamącić, że potrzeba wracać o kilka linijek, o cały akapit albo i dalej, żeby “zdeszyfrować”, co kto mówi, o czym nagle mowa. Zgroza. Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

Mieszanie i gubienie podmiotów to odrębna kwestia. Skądinąd według mnie gorsza od seryjnych powtórzeń, o których było powyżej. Krótko pisząc, potrafi tak zamącić, że potrzeba wracać o kilka linijek, o cały akapit albo i dalej, żeby “zdeszyfrować”, co kto mówi, o czym nagle mowa. Zgroza. Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

Zgadzam się.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

Tym większa, że takie numery można “strzelić” doprawdy nieświadomie.

… jeśli ktoś nie pamięta, o czym pisał przed chwilą...

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tarnina była uprzejma napisać:  … jeśli ktoś nie pamięta, o czym pisał przed chwilą...

Znam gorsze przypadki.

Pisze sobie człowiek spokojnie i płynnie, dokładnie wie, co napisze jako trzecie zdanie, a tu dzwoni osoba, od której telefonu nie można nie odebrać. Osoba na domiar złego gadatliwa i praktycznie ignorująca sugestie zawarte w informacjach (niekoniecznie prawdziwych w danej chwili), że jestem głodny jak diabli, że ze środkowych partii ciała docierają mocne sygnały o konieczności udania się, tam, gdzie nawet królowie piechotą chadzają, i co tam jeszcze da się wymyślić prawdopodobnego. Skutek jest taki, że po odłożeniu z obrzydzeniem cudownego wynalazku do komunikacji międzyludzkiej nagle nabiera się przekonania, że te trzy zaplanowane zdania już zostały napisane i wali się, bez sprawdzenia, czy to prawda, owo zdanie czwarte. No i żegnajcie stare podmioty, witaj spadły z sufitu...

Samemu też można sobie nabruździć. “No nie, nie będę ponownie włączał komputera, ten pomysł jest tak dobry i tak ważny dla tekstu, że nie da się go zapomnieć”. Tjaaa, nie da się... Co gorsza. pamięta się jego góra połowę, i znów łatwo się zaplątać w akcji, postaciach, podmiotach.

To te najważniejsze i chyba najczęstsze. Czynnik zewnętrzny i wiara w niezawodność pamięci, chwilowej i ulotnej. Z dodatkiem lenistwa, bo pięć słów nabazgranych na karteluszku może ratować sprawę.

 

Ojoj, Adamie, nawet ja bywałam w takich sytuacjach (jedyny ładny omlet, który usmażyłam w życiu, wystygł, na moich oczach! bo akurat wtedy musiała zadzwonić ___. Która nigdy nie dzwoniła. Nigdy. Tylko ten jeden raz. A ja byłam głooodnaaaa...) Prawdę mówisz, że pięć słów na karteluszku może przesądzić o życiu i śmierci. Ale... skończony tekst warto jednak, już na spokojnie, po wyłączeniu komórki, uśpieniu chloroformem wszystkich członków rodziny i zabarykadowaniu drzwi, przejrzeć pod kątem nielogiczności, niegramatyczności i innych ości. Żeby czytelnik nie musiał rwać włosów z głowy. Bo chyba jednak spotykamy się w naszym pisaniu z Drugim, no, nie? (Asylum nie porwała mojej jaźni przy pisaniu tego zdania.)

A przy okazji, żebyście nie zwątpili, że to ja, EOT.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

O, wspomniałaś mnie! :-) Spotykamy się, zawsze się spotykamy w pisaniu, Tarnino! To jest dla mnie chyba największą tajemnicą na świecie. Bo jak to jest, że czytam jakieś kreski, rozumiem je, chcę je bardzo, bardzo pojąć. Wydaje mi się, że już wiem, po czym pudło i kolejna próba. Społeczność, Drugi jest dla mnie cholernie fascynujący, tak jak legendy o dzikim zachodzie, ziemi niczyjej (ona akurat należała do kogoś). Matko, tak, spotykamy się z Drugim przy pisaniu i czytaniu! ^^

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To jest dla mnie chyba największą tajemnicą na świecie.

Ano, jest. Nie tylko dla Ciebie.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

:-))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bez cytowania słów Tarniny o kontrolnym czytaniu ukończonego dzieła (lub dzieuŁa) odpowiadam przytaknięciem. Zgoda całkowita. Jest tylko przy tym autocenzorskim czytaniu jeden problem, taki nie do usunięcia. Przecinek a kysz! lub chodź, skarbie, i siadaj tutaj, lytrufka i tak dalej są poza dyskusją ze samym sobą, ale gorzej z podszeptami, że przecież dla każdego powinno być jasne i oczywiste, o co tu chodzi, bo to wynika z tego i / lub tamtego też, o czym napisane jest pięć stron wcześniej. I jest problem, przypominać o przepowiedniach, czy wierzyć w fenomenalną pamięć i sprawność kojarzenia przez czytelnika, czy jednak skrobnąć jednozdaniową “przypominajkę”. Może trochę śmiesznie, kpiarsko brzmi, co  i jak piszę o autokorekcie i autocenzurze, ale to faktycznie bywa kłopotliwe. Ja, autor, wiem, czytelnik może się nie skapnąć. Na wszelki wypadek przypomnę – zawsze ktoś zarzuci, że traktuję czytelnika jak sklerotycznego głąba... Istoriczeskij wapros: szto i kak dziełat’?

Mysie Pysie! Ponieważ otrzymuję od Was tony listów, w których piszecie, jak bardzo tęsknicie, przybywam z następną zagadką. :)

 

Czy czyimś zdaniem coś jest tutaj nie tak?

 

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

 

 

Pozdrawiam wszystkich Fanów! heart

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry.

Ok.

Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok.

Nooo... ok.

Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn.

Co? Dobra, małe rany to ranki, skrystalizowała woalka... heh, no ja bym to zdanie przerobił i uprościł.

Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd.

Dziewczyny robią sobie różne maseczki, również zielone, ale jakbym powiedział którejś, że wygląda jak topielec, to dostałbym z liścia. Wg mnie trochę przesadzone.

Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

Ok.

 

XYZ napadło stado wściekłych kurczaków, że ma pełno ranek? ;) 

 

XYZ napadło stado wściekłych kurczaków, że ma pełno ranek? ;)

Żeby tylko! Jeszcze gorzej. ;D

 

Dziękuję ślicznie, czekam, czy ktoś jeszcze się wypowie. devil

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

W zasadzie mam jak Zan, tylko topielicowa maść mi nie przeszkadza.

Babska logika rządzi!

na ich miejscu

Chyba lepiej stylistycznie: w ich miejsce.

skrystalizowała woalka cienkich blizn.

Ani proces bliznowacenia nie kojarzy się zbyt blisko z krystalizacją, ani siatka blizn z woalką.

Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd.

Woalce?

» (...) lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. « 

Nie chcę być źle zrozumianym i odpowiednio potraktowanym, ale... Ale zapytam wprost: wiesz, czym jest woalka? Dalsze pytania to już drobne szczegóły. Czy woalka może skrystalizować, i to bez zaimka zwrotnego? Czy blizny mogą istnieć poza ciałem?

Kurde, znowu nie rozumiem. Przecież to jest metafora, wiadomo, że blizny nie skrystalizowały z dala od ciała crying crying Woalka to siateczka, którą się nosi na twarzy, a że tych blizn jest dużo, to mnie skojarzyło się z woalką. No, ale że wszyscy tutaj marudzą, to chyba jednak zmienię. <PŁACZE> I z krystalizacją też mi się kojarzy, no kurde, czy ja jestem jakaś dziwna? Pewnie tak crying xD

 

Ślimaku, a teraz podmioty będą lepiej, jak zamienię kolejność? I czy wystarczy, jak zamienię na siateczkę?! Czy nadal coś nie halo?

 

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz w ich miejsce skrystalizowała siateczka cienkich blizn. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

 

Dziękuję wszystkim za beszty heart

I za pomoc, ten teges sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz w ich miejsce skrystalizowała siateczka cienkich blizn.

skrystalizowała się – jak dla mnie.

Co ogólnie zmieniłaś ?:P

Woalka → siateczka + kolejność zdań w środku. cheeky

 

Kurde, tak jakoś dobrze mi brzmi to nie-zwrotne skrystalizowanie... Skoro musi być zwrotne, to chyba jednak zastąpię innym słowem crying

 

lecz w ich miejsce pojawiła się siateczka cienkich blizn crying

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Woalka to siateczka, którą się nosi na twarzy

Polemizowałabym z tą definicją, ponieważ woalka zasadniczo służyła do zasłaniania twarzy i nie nosiło się jej wprost na twarzy, ale doczepioną do nakrycia głowy. W sumie jak wyguglałam, bo chciałam jakieś sensowne zdjęcie wrzucić, to teraz jest to ewidentnie jakieś idiotyczne niewiadomoco, ale nadal znajduje się raczej przed twarzą i jest do czegoś doczepione. Imho zatem metafora mocno nietrafiona. Bezpośrednio na twarzy masz maskę na przykład

http://altronapoleone.home.blog

No dobra, dobra, już zrozumiałam. <burczy pod nosem> <płacze> crying

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie wiem, czy Cię to pocieszy, Ziemniaczku, ale u nagrodzonego przecież Zajdlem Konrada T. Lewandowskiego, zwanego też Przewodasem, była “woalka finezyjnie rżnięta w chryzoprazie”, więc wiesz, fatalne użycie woalki ma w polskiej fantastyce tradycję XD 

http://altronapoleone.home.blog

Podeszła do łóżka i przyłożyła dłoń do ciepłego czoła siostry. Twarz XYZ przedstawiała wstrząsający widok. Niezliczone ranki już dawno zdążyły się zasklepić, lecz na ich miejscu skrystalizowała woalka cienkich blizn. Tłusta maść o zgniłozielonym odcieniu nadawała jej topielczy wygląd. Złamany nos i porozcinane wargi pozostawały lekko opuchnięte.

Mi pasuje, tzn. widzę, że przenośnia bez wątpliwości. Może wina wcześniejszej ekspozycji na Lewandowskiego vel Przewodasa.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dzięki, drakaino, zaprawdę pociesza mnie, że mogłam dołożyć do tej fatalnej tradycji cegiełkę laugh xD

 

Miło mi, Radku, że nie jestem w swoich odczuciach osamotniona. wink Ale i tak zmienię, skoro, kurde, taki bunt się wszczął... ;D

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

    jakbym powiedział którejś, że wygląda jak topielec, to dostałbym z liścia

XD

    Ani proces bliznowacenia nie kojarzy się zbyt blisko z krystalizacją, ani siatka blizn z woalką.

    wiesz, czym jest woalka? Dalsze pytania to już drobne szczegóły. Czy woalka może skrystalizować, i to bez zaimka zwrotnego? Czy blizny mogą istnieć poza ciałem?

XD No, dobra, widzę, że muszę wprost. Ślimak słusznie prawi. Po pierwsze, woalka to nie siateczka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Woal Nie nosi się jej na twarzy, tylko zawiesza przed, żeby tę twarz zasłonić – ona nie przylega. Nie kojarzy się za ciężką chorobę z krystalizacją, bo kryształy są z zasady twarde i kruche (tak, siatki krystaliczne to uporządkowane układy atomów, ale żeby o tym wiedzieć, musisz mieć jakieś pojęcie o chemii fizycznej – zresztą to nie są dosłowne siatki).

Nie miej pretensji do ludzi, że się gubią, skoro jest bałagan.

    była “woalka finezyjnie rżnięta w chryzoprazie”,

... kill it with fire. Nakarmić tym smoka. Niech wypuści drugą stroną, i wtedy to spalić, matko Boska, co to ma być???

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tarnina zapytała:  co to ma być???

Ja, AdamKB, odpowiadam: bardzo drobny fragment wyśmienitej literatury fantastycznej. A ponieważ fantastyka wręcz wymusza oderwania od rzeczywistości, to od sensownego posługiwania się językiem także.

Jak widać, są tacy, którzy tak uważają.

:-)  Już wiesz, co to miało być?  :-)

Jest to fragment prozy nagrodzonego dawno temu zajdlem autora, który w jednym ze swoich haiku (tak, taki tomik też wydał) napisał również wiekopomną frazę “Mlaskało piekło”. 

http://altronapoleone.home.blog

@Tarnina:

Woalka nie musi być wykonana z woalu (splot włosowo-wątkowy). Na cień czasami mówimy  jak na przedmiot.

Jeśli ktoś układa palce w zmyślny sposób i plama cienia przypomina zwierzątko, to mówimy “zajączek”, a nie “cień rąk przypominający cień zwierzęcia o nazwie zając, młody osobnik”. A woalka rzuca na twarz cień, dlatego do mnie to porównanie (właściwie przenośnia) przemówiło. Tylko ja dziwny jestem i się nie znam.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

A ponieważ fantastyka wręcz wymusza oderwania od rzeczywistości, to od sensownego posługiwania się językiem także.

… you soul-thieving son-of-a... gun. NIE! Nie, nie, nie i NIE! Mówią Ci to trzy (a w sumie to cztery) lata i dyplom licencjata filozofii. Nie!

Jest to fragment prozy nagrodzonego dawno temu zajdlem autora, który w jednym ze swoich haiku (tak, taki tomik też wydał) napisał również wiekopomną frazę “Mlaskało piekło”. 

That’s it. Popełniam harakiri.

Jeśli ktoś układa palce w zmyślny sposób i plama cienia przypomina zwierzątko, to mówimy “zajączek”, a nie “cień rąk przypominający cień zwierzęcia o nazwie zając, młody osobnik”. A woalka rzuca na twarz cień, dlatego do mnie to porównanie (właściwie przenośnia) przemówiło.

WTF. Nie. Nie mówimy na cień jak na przedmiot. Gdzieś Ty coś takiego widział? Mówimy “cień przedmiotu”. Twój przykład jest zupełnie nieadekwatny – zajączek w teatrze cieni ma pewien kontekst, jest intencjonalnym przedstawieniem zajączka.  Możemy o nim mówić “zajączek”, bo w świecie przedstawionym przez cienie to jest “zajączek”. Tak samo, jeśli narysujesz zajączka, możesz mówić “zajączek, którego narysowałem”, zamiast “rysunek zajączka, który zrobiłem”. A cień woalki nie jest przedstawieniem niczego.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Dziękuję, Radku, dziękuję crying <płacze ze wzruszenia> Ja też tak uważam, no, ale, zjedli mnie tu wszyscy, to wolę nie ryzykować. crying xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Szanowna i wysoko przeze mnie ceniona Tarnino, to była ironia.

Trzy (stracone) lata i licencjat z filozofii nie wywierają na mnie żadnego wrażenia, za co serdecznie  przepraszam. 

<><><>

Też szanowna DHBW – nikt Ciebie tu nie zjada. Nawet przeciwnie, jak uważam, bo nie pomaga się uniknąć potknięć językowych komuś, komu życzy się źle.

Tarnina, drakaina,

 

przepraszam za późną odpowiedź – old w nicku zobowiązuje i mam problemy z pamięcią, pytanie wrzuciłam, później o nim zapomniałam (to już chyba równia pochyła xD). Szafarz i subiekt brzmią mi dobrze. Czas akcji jest zmienny, więc powinno to być określenie, które z powodzeniem mogłoby funkcjonować obecnie, jak i kilkaset lat wstecz. 

 

Dzięki za pomoc!

Adamie, toż ja to z przymrużeniem oka. ;)

 

Szafarz, subiekt – co za słowa! Co za szpan! xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Szafarz, subiekt – co za słowa! Co za szpan! xD

 

Z dużym prawdopodobieństwem mogą to być najmądrzej brzmiące słowa w moim tekście xD

Drogi i szanowny Adamie, nawzajem. Ale serio, nie żartuj w ten sposób, bo mnie trzącha, jak widać.

Z dużym prawdopodobieństwem mogą to być najmądrzej brzmiące słowa w moim tekście xD

Nie pytam...

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Ważne, żeby cały tekst brzmiał mądrze. wink

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nie denerwuj mnie. Wystarczą faceci, którzy nie potrafią zanieść talerza do zlewu i inni faceci, którzy się dziwią, że nie czytam im w myślach.

#marudzenie

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Eeee... Ok...? ^^’ (To na pewno miało być tutaj? xD)

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Sporo żeście już porozprawiali o fragmencie DHBWu. Bardzo jest to ciekawe i odważne, gdy wstawiasz drobiazgi. :-) Swoją drogą, szkoda że wyzwania klapnęły, tam można było próbować w mikroskali. :-)

Kiedy przeczytałam ten krótki fragmencik wpadłam w konfuzję. Z jednej strony straszne, z drugiej dwa pierwsze zdania mnie rozśmieszyły. Potem zastanawiałam się – dlaczego, bo jakoś tak intuicyjnie pojmowałam, że powinnam była się przejąć. Chyba chodzi mi o nagromadzenie epitetów, bo one wbrew pozorom nie budują – może tylko dla mnie – sytuacji. Wolałabym, abyś napisała to bardziej surowo/oszczędniej. Z woalką, niestety, sądzę podobnie jak większość. Zawsze jest przymocowana do nakrycia głowy i co najwyżej może rzucać cień/wzór na twarz, choć też byłoby to trudne, ponieważ funkcją woalki jest ukrycie twarzy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum ;) Ogólnie kontekst jest taki, że biedactwo leży w śpiączce, bardzo poturbowane, więc mam nadzieję, że nikt się nie będzie uśmiechał. ;)

Nie wiem natomiast, co masz na myśli przez “nagromadzenie epitetów”, bo jest tam “ciepłe” czoło i “wstrząsający” widok. Dwa epitety na dwa zdania to chyba jeszcze nie nagromadzenie. ^^’

Tak, tak, już rozumiem z tą woalką, no. ;)

 

Dzięki za dołożenie cegiełki <3 I cieszę się, że są i tacy, dla których to ciekawe, bo... Szykujcie się na więcej, hue hue hue! devil xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne budynki tylko gdzieniegdzie przepuszczały promienie słońca, a ludzie tłoczyli się względem siebie tak samo ciasno jak owe budynki. 

 

To zdanie jest koszmarne, ale kompletnie nie mam pomysłu, jak je przekształcić. “Budynki” nie powinny się powtarzać, ale zamiana “budynków” na “budowle” też mi nie pasuje, brzmią zbyt podobnie. No i to “tak samo ciasno jak...” – dramat. Ktoś, coś?

 

To są myśli ptaka, który leci obok wieżowców i obserwuje tłumy ludzi z góry – chciałam tu podkreślić uczucie przytłoczenia i niechęci do zatłoczonego miejsca. Z góry dzięki!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Holly, podrzucam propozycję:

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne wieżowce, między którymi tłoczyły się masy ludzi,  tylko gdzieniegdzie dopuszczały promienie słońca.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I znów pojawił się przed jego oczami niechciany widok: ogromne wieżowce, między którymi tłoczyły się masy ludzi,  tylko gdzieniegdzie dopuszczały promienie słońca.

O, no i to jest konkret: dziękuję bardzo!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Holly, jakże się cieszę, ze mogłam się przydać! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, czy ja mogę prosić o pomoc?

Rozkminiamy na becie zdanie:

Nie dane jej było rozpamiętywać stratę zbyt długo. 

I niby rozpamiętywać “kogo, co”, rozpamiętywanie “kogo,czego”, ale jest też przeczenie... Jak według Was, to powinno być zapisane? “Stratę” czy “straty”? Bo już się pogubiłam, a słowniki nie pomogły...

Hej, czy ja mogę prosić o pomoc?

A pewnie, czemu nie :)

 

Jak dla mnie powinno być “straty”. Natomiast zacytowane zdanie w ogóle mi się nie podoba. Winowajcą jest “rozpamiętywać”, które brzmi i wygląda tu dość pokracznie, kwadratowo. Na Twoim miejscu pomyślałbym wraz z betmistrzami nad jakimś substytutem. 

 

EDIT: Wybacz, że sam nie podrzucam przykładu, ale nic mi na szybko do głowy nie przychodzi.

Jolko, proponuję:

Nie dane jej było myśleć o stracie zbyt długo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można pomyśleć też o sformułowaniu “nosić żałobę”, o ile, rzecz jasna, żałoba może być uznana w przypadku Twojego tekstu za synonim straty.

O, dziękuję! To ja idę zmieniać zdanie! :)

Jak dla mnie powinno być “straty”.

Tak.

Winowajcą jest “rozpamiętywać”, które brzmi i wygląda tu dość pokracznie, kwadratowo.

Nie, dlaczego? Zależy, w jakim kontekście.

To ja idę zmieniać zdanie! :)

Czasem trzeba zmienić zdanie XD

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

To ja idę zmieniać zdanie! :)

Czasem trzeba zmienić zdanie XD

:D :D :D Tak! Zwłaszcza, jak się napisało 20 tys. znaków, a potem doczytało, że ma być 15 tys.... :D 

Muszę zmienić zdanie o zmienianiu zdań, bo będę musiała je po prostu wywalać (zgrzytanie zębów).

Czasami wywalenie ulepsza tekst heart

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tarnino,

w pierwotnym zdaniu błędu oczywiście żadnego nie ma (poza wałkowaną już odmianą “straty”), natomiast to “rozpamiętywać” brzmieniowo wydało mi się przyciężkie. Raz, że słowo długie w stosunku do reszty, a dwa to “ywać” jakoś mię tak wzięło i uwarło. Coś ładniejszego tam chciałem, no. 

Naturalnie, ale to też zależy od kontekstu. Jeśliby to była historia Zenobii, bywalczyni miejscowej budki z piwem, i jej utraconej flaszki, “rozpamiętywać” tworzyłoby wrażenie bathos. A w historii tragicznej śmierci ukochanego byłoby zupełnie na miejscu. W tekście, w którym żadne inne słowo nie ma ponad sześciu liter, albo w takim, w którym co drugi wyraz należałoby wygwiazdkować, “rozpamiętywać” byłoby kwiatkiem do starej baranicy, a w tekście lemowsko czy sienkiewiczowsko potoczystym nikt by go nawet nie zauważył. Słowa w tekście mają pasować do siebie nawzajem – nie ma (albo jest bardzo niewiele) zasad uniwersalnych.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Hej. Piszę tutaj, bo na betalistę to jednak za krótkie. Dalej przygotowuję na luty mój wattpadowy projekt i zastanawiam się, czy poniższy tekst nadaje się na opis książki, zwłaszcza ostatnia część:

 

“Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

 

Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia, kiedy jej życie zawisło na włosku. Po brutalnym ataku z jakiegoś powodu trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa. Mieszkając odtąd pośród pięknych i krzepkich bogów, nadal nie pragnęła niczego innego, jak tylko spokoju. Niestety, Norny splotły dalsze jej dalsze losy z Lokim. Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu, zupełnym przeciwieństwem Sigyn, a mimo to z czasem powstała między nimi silna więź. 

Czy łączące ich uczucie przetrwa nadchodzące próby? W końcu Norny przesądzają o losie wszystkich i chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?”

Hejo,

 

dalsze jej dalsze losy z Lokim.

wink

 

Usunęłabym “z jakiegoś powodu”, brzmi jak luka w budowaniu historii, której nie miałaś jak zapełnić (nawet jeśli to element mitu).

 

wszystkich i chyba wszyscy

Powtórzenie.

 

chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?

Hm... Trochę to wyklucza tych, którzy mitologii nordyckiej nie znają. Ja np. nie znam, coś tam tylko kojarzę z Kłamcy Ćwieka, więc... ^^’

 

To tak na szybko, bo w pracy jestem. ;)

 

EDIT: To pierwsze zdanie mi się nie podoba, bo nie wynika z niego, że ta postać jest “postacią z tej mitologii” – a raczej trzeba się tego domyślać i sobie to dopowiadać:

Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

I dlaczego “retelling”? O ile to nie jest jakiś wattpadowy slang, to czemu nie coś w stylu “mit opowiedziany na nowo”?

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Cześć, Ajzan!

    “Retelling mitologii nordyckiej o jednej z najbardziej tajemniczych postaci.

Ten tytuł wyrzuciłabym w ogóle, chyba, że Wattpad go wymaga – jeśli wymaga, to lepiej go napisać od nowa. Nie jest poprawny, i to niestety w takim stopniu, że przeróbki poskutkują wielką kołomyją elementarną.

("Retelling", DHBW, to slang, ale nie wattpadowy, tylko, zdaje się, wydawniczy – też wolałabym "mit opowiedziany na nowo". Żeby nie było, że nigdy się z Tobą nie zgadzam :P)

    Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia, kiedy jej życie zawisło na włosku.

Powtórzenia: żyła-życie; zawisło-włosku.

    Po brutalnym ataku z jakiegoś powodu trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa.

"Z jakiegoś powodu" zdecydowanie brzmi jak wykręt – wyrzuć.

    Mieszkając odtąd pośród pięknych i krzepkich bogów, nadal nie pragnęła niczego innego, jak tylko spokoju.

Hmmm....

    Niestety, Norny splotły dalsze jej dalsze losy z Lokim.

Może tak: Niestety, Norny splotły jej dalszy los z losem Lokiego. Tak, jak napisałaś, są pomieszane kategorie ontyczne (jakby losy były tym samym typem bytu, co osoba – Loki).

    Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu, zupełnym przeciwieństwem Sigyn, a mimo to z czasem powstała między nimi silna więź.

Troszkę harlequinowe w tonie, ale w sumie poprawne.

    Czy łączące ich uczucie przetrwa nadchodzące próby?

Zdecydowanie harlequinowe.

    W końcu Norny przesądzają o losie wszystkich i chyba wszyscy wiemy, jak to się skończyło… A może nie?

Hmmm, nie dałabym głowy za to "przesądzają". "Decydują" może? I dlaczego wszyscy mamy wiedzieć, jak to się skończyło? Skoro w Polsce mitologia nordycka jest mało popularna (w krajach anglosaskich bardziej, ale w Polsce mało)?

Jako tekścik na okładkę (czy jej wirtualny odpowiednik) całość specjalnie się nie wyróżnia, ani na plus, ani na minus.

I – odwagi heart

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Dziękuję wam. Tekścik już poprawiłam:

 

Półbogini Sigyn żyła samotnie w świecie ludzi aż do dnia brutalnego ataku. W niejasnych okolicznościach trafiła do Asgardu, dotkliwie okaleczona, ale żywa. Jakby tego było mało, potężne Norny splotły jej dalszy los z losem Lokiego.

Niesławny półbóg-półolbrzym był ucieleśnieniem chaosu. Niewielu miało o nim dobre zdanie, Sigyn jednak z czasem odkrywa, że za pomówieniami kryje się ktoś dużo bardziej jej bliski.

Opowieść stara jak świat, tylko jakie będzie jej zakończenie?

Czy dwulicowy szachraj poprowadzi niewinną dziewczynę ku zgubie?

A może to delikatna półbogini odnajdzie w sobie siłę, by uratować ich oboje?

 

“W niejasnych” zostawiam, bo odkrycie szczegółów okoliczności trafienia Sigyn do Asgardu jest ważnym elementem fabuły w pierwszych rozdziałach.

Ostatnie pytania też mogą mieć wydźwięk harlequinowy, zważywszy, że to opis wattpadowego romansu. Poza tym podkreślają kolejny istotny wątek.

 

Pomęczę Cię jeszcze :)

aż do dnia brutalnego ataku

Mmmm, no, nie wiem.

za pomówieniami kryje się ktoś dużo bardziej jej bliski

“Bliski” stopniuje się regularnie, ale, co ważniejsze, “x kryje się za pomówieniami” oznacza, że x kogoś pomawia, nie, że jest pomawiany.

“W niejasnych” zostawiam, bo odkrycie szczegółów okoliczności trafienia Sigyn do Asgardu jest ważnym elementem fabuły w pierwszych rozdziałach

To brzmi o niebo lepiej od “z jakiegoś powodu”.

Ostatnie pytania też mogą mieć wydźwięk harlequinowy, zważywszy, że to opis wattpadowego romansu. Poza tym podkreślają kolejny istotny wątek.

Skoro tak, to w porządku. heart

 

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

W pierwszym przypadku co jest właściwie nie tak?

Ten brutalny atak jest trochę zapewniający, a trochę niedopowiedziany. Sama nie wiem.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

W najbliższym repertuarze przewidziano niesamowity koncert w tonacji B-ból, zagra dla Państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz, a za bęben posłuży pewna sfatygowana ropusza morda.

Hej!

W takiej narracji, Państwo wielką czy małą? Szklane Oczka jako przezwisko w cudzysłowie, czy bez?

Czy to kwestia mówiona, czy pisana, np. na afiszu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To narracja pierwszoosobowa.

Wycofując się pod ścianę z kolekcją, zlustrowałem pomieszczenie. Brak okien, brak innych wyjść. Z pewnością sala ta posiadała doskonałą akustykę. W najbliższym repertuarze przewidziano niesamowity koncert w tonacji B-ból, zagra dla Państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz, a za bęben posłuży pewna sfatygowana ropusza morda.

 

Skoro to wypowiedź, to: ...zagra dla państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak jest poprawnie, bo już powolutku głupieję?

w jednej ręce trzymał odzyskaną monstrancję, drugą wciąż grzebał w porzuconej torbie, a z jego ust płynął potok słów zdecydowanie nieprzystających do sługi bożego.

Czy może: nieprzystających słudze bożemu.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko: ...nieprzystojących słudze bożemu.

 

edycja: Komuś przystoi coś robić lub nie. Nieprzystający to niepasujący do czegoś

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Reg, tak mi się wydawało, że pochrzaniłam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Matko, reg, jakie Ty masz wyczucie języka. Niezwykłe!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Skoro to wypowiedź, to: ...zagra dla państwa wirtuoz perkusji, maestro Szklane Oczka Armadeusz...

Hm, to nie wypowiedź, tylko przemyślenia, ale dam z małej. Dzięki!

O, a po edytce wiem, co konkretnie nie pasowało :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zanaisie, formy grzecznościowe (pani, pan, państwo) piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wolałem się upewnić, czy tylko listownie, no i kwestia pseudonimu :) W każdym razie już wszystko jasne. Dzięki!

Oraz w niektórych pismach oficjalnych i urzędowych, ale to inna parafia i o wiele rzadziej.

Załóżmy, że komuś w gardle utknęła fujarka... I nie wchodźmy w szczegóły...

Kwestie dialogowe takie nieszczęśnika chciałbym przerwać dźwiękami z fujarki i zastanawiam się, jak to zrobić.

Na razie mam:

– Poddaję się! Pod...<triliii> się!

 

Jak sądzicie? Ktoś się spotkał z podobnym problemem?

A czy taki ktoś, znaczy ten fujara z fujarką w gardle, przede wszystkim nie zakrztusiłby się i nawet poświergolić by nie mógł?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga Reg. Tekst z Lowinem nie takie rzeczy widział, więc uznajmy, że ów osobnik jakoś poradzi sobie z malutką fujarką w gardle ;P

Hmm, trochę ten nawias trójkątny dziwnie wygląda... Może kursywa?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Pod...trillii się!

Kładę kaf...wiuuu...elki!

 

Też nieźle.

Zastanawiam się, czy jednak nie przebudować sceny. Natomiast zagadnienie ciekawe i dlatego spytałem.

@regulatorzy:

A czy taki ktoś, znaczy ten fujara z fujarką w gardle, przede wszystkim nie zakrztusiłby się i nawet poświergolić by nie mógł?

W zatyczkach długopisów BIC jest otwór pozwalający oddychać, nawet jak utknie w gardle.

Fujarka też ma otwór, ale bez zatkania jakichś innych otworów nie zrobi tirli-tirli raczej.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ale zrobi “fiuuuuu”, jak zwykle, kiedy przepuszczamy powietrze przez wąską rurkę zakończoną dziurką. Chyba...?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Istotnie, Radku. Aż zajrzałam do zatyczki mojego długopisu, bo mam identyczny! Na szczęście nie będę musiała przez zatyczkę świstać ani fiutać, bo nie wsadzam jej sobie do otworu gębowego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W zatyczkach długopisów BIC jest otwór pozwalający oddychać, nawet jak utknie w gardle.

Rany, zaraz się uduszę... surpriselaugh

Pecunia non olet

Nadaje się do awaryjnej tracheotomii.

You’re welcome :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Nadaje się do awaryjnej tracheotomii.

You’re welcome :)

laugh

Pecunia non olet

I ja teżwink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

My wszyscy. laugh

Pecunia non olet

Pytanie językoznawcze:

Gwarowo (mazowieckie i Podlasie bliższe, czyli Siedlce) na poranną (i wieczorną) obsługę zwierząt gospodarskich mówi się obrządek od obrządzić. Jak to będzie po polsku?

Oporządek? Obsługa?

 

Wprawdzie PJN:

2. «codzienne prace gospodarskie związane z hodowlą zwierząt»

, ale Wiki:

utrwalony specyficzny sposób sprawowania liturgii, charakterystyczny dla danego regionu

 

Ktokolwiek słyszał, bądź wie?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie wiem konkretnie, Radku, ale na śląsku mówimy, że się “gowiedź odbywo” czyli “oporządza zwierzynę”  i ja bym to nawał “oporządzaniem” a nie “obrządzaniem”.

Known some call is air am

Faktycznie, Radku, w necie jest ten obrządek przy hasłach krzyżówkowych. Ja się nigdy tu, w Zagłębiu, ani na sąsiednim Śląsku z takim określeniem nie spotkałam, a moi Dziadkowie, mieszkający przy samej granicznej Brynicy, mieli gospodarstwo na wsi.

 

Spójrz tu, takie cosik teraz znalazłam, może coś Ci się przyda:

Słownictwo gwarowe w hodowli zwierząt 

https://wz.izoo.krakow.pl/files/WZ_2008_3_art08.pdf

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Słyszałam, Radku, często takie słowo w czasowniku – “oporządzić”, najczęściej chodziło o zwierzęta gospodarskie (nakarmienie, wydojenie) oraz w kontekście ryb “oporządzić ryby”. Region Kociewia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Oporządzić brzmi dobrze, ale czy da się z tego zrobić rzeczownik przez analogię (obrządzić → obrządek): oporządzić → oporządek? Czy tak może być?

“Zrób obrządek” w tłumaczeniu na język polski powinno brzmieć “oporządź”, bo raczej nie “zrób oporządek”.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Raczej “oporządź” :)

Known some call is air am

Skąd wiesz? XD Jasne, zawsze rozkaz. ^^

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Obrządek jest jak najbardziej uprawniony i zrozumiały. Nie szukałabym na siłę i nie tworzyła żadnych zamienników rzeczonego obrządku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Obawiam się, że słowo obrządek jest niezrozumiałe poza Mazowszem. Mimo że kwitnie w słownikach, to raczej stanowi przykład przenikania gwary mazowieckiej (i warszawskiej) do słowników szybciej, niż do języka. Na przykład, gdybym się w opowiadaniu natknął na “gowiedź odbywo”, to wylecę z tekstu.

Stąd pytam :-)

 

Może powinienem był inaczej sformułować zagadnienie:

 

Matka krzyknęła do syna:

– A obrządek zrób, zanim do szkoły pójdziesz.

 

Co kazała matka zrobić synowi?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie jestem z Mazowsza, a obrządek na wsi był dla mnie zawsze czymś nader oczywistym.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No widzisz, Reg, ja nie jestem z Mazowsza i pierwszy raz słyszę :) A na wsi dl mnie czymś oczywistym było odbywanie zwierząt z rana, choć to przez to, że jestem że Śląska i na śląskim gospodarstwie pierwsze 10 lat życia się wychowywałem.

Known some call is air am

Outto, całe życie mieszkałam w Łodzi, ze wsią miałam niewiele wspólnego, więc pozwolę sobie wysnuć przypuszczenie, że prawdopodobnie czytaliśmy różne książki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Potwierdzam też mi znane określenie.

Ale ponoć część Śląskiego, to najdalej na południe wysunięta dzielnica Warszawy.

Hej,

nie wiem, czy tutaj też można zadawać pytania dotyczące fragmentów z książek już napisanych? Jeśli nie, to wskażcie mi proszę odpowiedni wątek.

 

Póki co, zaryzykuję:

czytam teraz świetną książkę Kornelii Dobkiewiczowej i jest tam takie zdanie:

Mimo tego, że w języku polskim ogólnie obowiązuje podwójne przeczenie, w tym przypadku prawidłowe jest Na nic zdały się prośby Ragnara z tego, co wiem.

Czy ktoś wie może, czy mamy tutaj do czynienia z błędem, czy może jeszcze kilkadziesiąt lat temu (książka została wydana w 1979 roku) była to poprawna forma?

Z góry dziękuję!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Moim zdaniem to błąd. 

Pecunia non olet

Też mi się tak wydaje.

Babska logika rządzi!

Holly, a ja nie wiem, ponieważ język polski to nie matematyka. ;-) Przejrzałam przed chwilą przykłady z Korpusu Języka Polskiego. Sporo tego jest. Moim zdaniem obie formy są ok.

Identyczna fraza, lecz pojawia się również w innych zastosowaniach  np.

,Na nic nie miał wpływu, wszystko otrzymał – chciał tego wszechświat, a wszechświat...

,... jestem bliska łez, nerwowo pociągam nosem, właściwie rozkleiłam się zupełnie. Na nic już nie zważając, wpadam do pokoju jak bomba.

,... z jaką rozkoszą jadłem chleb z cukrem czy śmietaną, bo na nic więcej nie było nas stać.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie opierałabym się na Korpusie – tu są przykłady użycia w tekstach danych słów/fraz, ale nie jest to jednoznaczne z tym, że to prawidłowe formy ;) 

Też jestem za: “na nic zdały się”.

I proszę nie mazać po książkach!!! 

Przynoszę radość :)

W tym konkretnym przykładzie – redaktorsko – pewnie byłabym bliżej Was, ponieważ lepiej brzmi bez “nie”. Jednak reguła i że prawidłowe, tutaj – już nie wiem. ;-)

Anet, mażę po swoich książkach, niestety. ;-(  W ebookach robię to namiętnie. Gdy kupuję książkę z drugiego obiegu i natrafiam na zapiski, czytam je z ciekawością. Cieszę się, że książka została przeczytana i mogę poznać myśli, które pojawiły się podczas czytania.Wyjątkiem są książki z biblioteki i te, które zamierzam puścić w obieg.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Holly, jak mniemam czytasz "Kruk Odyna", tak? Bardzo lubiłem swego czasu czytać panią Kornelię. Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia" :) 

Known some call is air am

Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia"

Pamiętam ich!

Pecunia non olet

Ja bym się jak najbardziej opierał na korpusie, oczywiście nie bezkrytycznie.

Trochę podobny przypadek: równoznaczne opodal i nieopodal. Plus dopiero naście lat temu wyrzucono ze słowników oboczność “nie opodal”.

Zgadzam się z Asylum (język polski to nie matematyka, nie bądźmy tacy skorzy do stosowania alternatywy wyłączającej). Moim zdaniem zarówno z “nie”, jak i bez fraza jest prawidłowa. Z “nie” to połączenie regularne, bez – utarte. Nawiasem – na moje ucho w wersji krótszej pobrzmiewa echo czasów dużo bardziej zamierzchłych niż lata 70. minionego wieku. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie widzę winy w tej frazie.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Hej,

 

dziękuję wszystkim za zaangażowanie :)

 

Asylum,

Identyczna fraza, lecz pojawia się również w innych zastosowaniach  np.

,Na nic nie miał wpływu, wszystko otrzymał – chciał tego wszechświat, a wszechświat...

,... jestem bliska łez, nerwowo pociągam nosem, właściwie rozkleiłam się zupełnie. Na nic już nie zważając, wpadam do pokoju jak bomba.

Nie, nie o taki przykład mi chodzi. Jak już wspomniałam, w języku polskim obowiązuje podwójne przeczenie, wyróżniając się na tle innych języków.

Nic nie mam. (2 przeczenia)

Ich habe nichts. (1 przeczenie)

I have nothing. (1 przeczenie)

 

Więc przytoczone przez Ciebie przykłady są jak najbardziej normalne.

 

Przypadek, o jaki pytam, jest na tyle osobliwy, że mimo tego, że w wyrażeniu są dwa przeczenia, wydaje mi się ono błędne.

 

Moim zdaniem to błąd. 

Też mi się tak wydaje.

No właśnie.

 

 

Anet,

I proszę nie mazać po książkach!!! 

Boli mnie serce na samą myśl, że oskarżasz mnie o takie barbarzyństwo... Zrobiłam zdjęcie telefonem i w tymże telefonie zedytowałam zdjęcie, podkreślając zdanie. Nigdy bym nie pomazała książki, mam opory przed użyciem w niej nawet ołówka.

 

 

Outta Sewer,

Holly, jak mniemam czytasz "Kruk Odyna", tak?

Taak :)

 

Polecam "Rycerzy kamiennego niedźwiedzia" :) 

Jest w kolejce :)

 

 

jeroh,

Trochę podobny przypadek: równoznaczne opodal i nieopodal. Plus dopiero naście lat temu wyrzucono ze słowników oboczność “nie opodal”.

O, super, że o tym wspomniałeś, bo też się nad tym zastanawiałam.

 

Moim zdaniem zarówno z “nie”, jak i bez fraza jest prawidłowa. Z “nie” to połączenie regularne, bez – utarte.

Hm, może być i tak.

 

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Pozdrawiam, HollyHell91. :)

Pecunia non olet

HollyHell91, jak widzisz, są tu tacy barbarzyńcy (patrzę na Ciebie, Asylum) ;)))

Przynoszę radość :)

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

O, tak, Anet, ze mnie czystej krwi barbarian.^^ Lubię też jeść palcami.xd Kiedyś tylko znaczyłam książki kolorowymi nalepkami (takie małe, wąskie), a potem zorientowałam się, że zapominam o co mi chodziło, więc zaczęłam kreślić kilka słów na marginesach w trudnych książkach, które miały zostać ze mną już na zawsze. Teraz kreślenie jest łatwiejsze – są ebooki, lecz i tak niekiedy wolę (czasem – muszę) je mieć w papierze. :-)

 

Holly, tak – podwójne przeczenie, rozumiem, lecz w podanym przez Ciebie przykładzie też występuje podwójne przeczenie:

"Na nic nie zdały się".

W innych zastosowaniach, podanych przeze mnie:

Na nic nie miał wpływu

Na nic nie zważając

Na nic więcej nie było

Może to kwestia sformułowania "na nic"? Nie wiem, lecz nie podchodziłabym z tak aptekarską dokładnością do reguł językowych, ale naturalnie to ja. ;-) Wygląda na to, że w słowach z dwóch minusów nie powstaje plus. :-) Gdybym przeczytałam w tekście penie nie zwróciłabym na to uwagi, lecz gdy przeczytałam Twoje zapytanie – zastanowiłam się i logiczniejsze zdało mi się bez "nie", lecz pomna na mój brak nosa w takich sprawach zaczęłam wertować Korpus i net. Dużo mi z tego nie przyszło, przyzwyczajam się. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum:

 

Kiedyś tylko znaczyłam książki kolorowymi nalepkami (takie małe, wąskie),

A, pamiętacie Dziewczyny, dawniej były takie superaśne zakładki do książek. Tematyczne. :) Z okienkami, niby slajdy. Znalazłam przykład w necie:

Pecunia non olet

Pamiętam, miałam :)

Przynoszę radość :)

Pamiętasz, Anet?  To super. :) Były z różnymi motywami i kolorowymi dodatkami. ;)  Lubiłam je. :)

Pecunia non olet

Jakieś kwiatuszki zasuszone w środku miałam.

Przynoszę radość :)

Rewelacja. :)

Przyznam, że dawniej sporo było takich, jak one właśnie, “niby dodatków”, niedużych przedmiotów, które przy okazji uczyły oraz uprzyjemniały czytanie. :)

Pecunia non olet

Słyszałem, że Anglosasi są mniej przewrażliwieni na punkcie powtórzeń niż my, ale jakoś nigdzie nie mogę znaleźć artykułów na ten temat. Czy faktycznie w tekście literackim nie razi użyte kilka razy “be” albo “like” w jednym zdaniu? Pytam, bo czytałem ostatnio pewne opowiadanie, w którym natłok tych słówek zaczął mi przeszkadzać.

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

Fajne te zakładki, wyglądają jak ze starej rolki filmowej. :-) 

 

@Bolly, z pewnością , lecz nie wiem nic na temat częstotliwości konkretnych słów. Bardziej na czuja stawiałabym, że nie chodzi o  “be” ani “like”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

W angielskim chyba nie ma podmiotu domyślnego. Czyli muszą bez przerwy walić he albo she. No to i reszta powtórzeń nie gryzie angielskich ocząt. Tak sądzę.

Babska logika rządzi!

Fajne te zakładki, wyglądają jak ze starej rolki filmowej. :-) 

Asylum, zawsze też tak o nich myślałam. ;)

Pecunia non olet

W angielskim chyba nie ma podmiotu domyślnego. Czyli muszą bez przerwy walić he albo she.

To po pierwsze (zob. tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Pro-drop_language ). Ale poza tym – angielski jest językiem mocno analitycznym, ma dużo auxiliary verbs (właśnie “do”, “have”, “can”, “be”, “shall”) bez których wielu zdań nie da się skonstruować. Ot, spójrz:

 

Zatańczymy? → Shall we dance?

On by tego nie zrobił. → He would have never done this.

Nie przejdziesz! → You shall not pass!

 

Po polsku wszystko to robią morfemy gramatyczne. A po angielsku ich nie ma.

 

Poza tym – u nich jest jednak trochę inny zwyczaj językowy. Spójrz chociażby na porady dotyczące “said” – gdybyś w polskim tekście co drugą linijkę dialogu dodawał “powiedział”, to by się rzucało w oczy jako powtórzenie. A w angielskim “said” jest przezroczyste, nikt na nie nie zwraca uwagi, i właśnie usilne jego unikanie zdaje się dziwaczne: https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/SaidBookism

 

A wszystko to pokazuje, że świat jest bardzo różnorodny.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Tarnino, i mnie się – ale tylko wydaje – fajnie, ze napisałaś, że said jest mocarne i naturalne. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jak nazywa się kurzy obornik? Wydaje mi się, że istnieje na niego jakaś specyficzna nazwa, ale nie potrafię sobie przypomnieć.

Ptasi guano

Guano nie pochodzi z języków romańskich? Obawiam się, że zostanę za nie zlinczowana w realiach średniowiecznego epic fantasy :P

Wiki mówi, że guano to odchody ptaków morskich i nietoperzy.

Pomiot ptasi, obornik drobiowy, odchody drobiu? 

Pecunia non olet

Pomiot ptasi, brzmi wielowymiarowo;)

Pomiot ptasi, brzmi wielowymiarowo;)

Racja. W dodatku przy jednoczesnym spożywaniu noworocznej sałatki brzmi... niepewnie. :))

Pecunia non olet

pomiot brzmi dobrze :D

pomiot brzmi dobrze :D

Zależy. :) Mojej sałatce – niekoniecznie. :))

 

Ale na poważnie, jeszcze sobie, Ośmiornico, dopasuj do fabuły i do zdań. Przyznam szczerze, mieszkałam długo u Dziadów, którzy mieli kury, ale nie spotkałam się z nazwą. Jako historyk – także. :)

Pecunia non olet

Kołacze mi się po głowie coś na kształt kurzajnika, ale nie wiem, czy nie było to słowotwórstwo mojej mamy, bo nie mogę niczego podobnego znaleźć.

Znajoma ma kury i ogródek, więc rabatki nawozi kurzętnikiem. Tak jak ci, którzy mają krowy, nawożą pola obornikiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurzętnik – Spod Kurzętnika 11 lipca 1410 zawróciły wojska Jagiełły, by uniknąć bitwy podczas przeprawy przez Drwęcę podczas marszu na Malbork. Po bitwie grunwaldzkiej Kurzętnik znalazł się pod zarządem rycerza Jana Kretkowskiego, ale na mocy postanowień I pokoju toruńskiego znalazł się nadal w granicach państwa zakonu krzyżackiego. Straty podczas wojny głodowej w 1414 roku wyliczono na 8000 guldenów.

 

To rozwiązanie budzi we mnie wątpliwości.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Radku, a Oborniki Śląskie nie budzą Twoich wątpliwości?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurzak i kurzeniec udało mi się jeszcze znaleźć, ale nie wiem, czy takie słowa faktycznie egzystują, czy to raczej nazwy potoczne.

W sumie też, ale mniejsze. Słowo obornik umiem znaleźć w słowniku we wskazanym znaczeniu.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Jest cała masa potocyzmów i słów/ wyrażeń regionalnych, których próżno szukać w słownikach. A taka np. Moszna – chciałbyś być jej mieszkańcem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Guano to słowo hiszpańskie, ale pochodzi z języka quechua, ergo w realiach średniowiecznych odpada.

 

nie wiem, czy takie słowa faktycznie egzystują, czy to raczej nazwy potoczne.

Nazwy potoczne jak najbardziej funkcjonują w języku i nie ma problemu z ich używaniem, o ile rejestr wypowiedzi na to pozwala.

http://altronapoleone.home.blog

U, hu, hu! Widzę, że jak mnie nie ma, to wątek stoi! No, na całe szczęście...

 

 

devildevildevildevil

 

Pytanka do miłych Współ-Użyszkodników:

 

1. Co myślicie o tej metaforze:

Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

?

 

Dwa: Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

 

Trzy: Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

 

Cztery: Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

 

Jak zwykle będę wdzięczna za pomoc. <loffa>

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Już dawno o nic nie pytałaś, Ziemniaczko (jeżeli wolno mi tak familiarnie) – bardzo miło Cię tutaj widzieć!

1: ciekawa metafora. Nigdy mi podobna analogia nie przyszła do głowy, ale w trochę szerszym kontekście... gdyby te szczyty były takie szczupłe, strome, wieżowate, a nad nimi rozpięty łuk chmur... to mogłoby mi się nawet spodobać. W każdym razie lepsze niż “jakby kto wielki grzebień wbił na wprost w dolinę”, a tej frazy kiedyś użyłem.

2: mieć serce na dłoni.

3: “Potrzebowałem pomocy, i to natychmiast. Moją pierwszą myślą był Zbysio oferma” – uznaniowe, chyba trochę niezręczne. Napisałbym raczej “Zbysio oferma przyszedł mi na myśl jako pierwszy”, ale nie odrzucam bardzo stanowczo.

4: zwykle “nie przestając się uśmiechać”, ale i ten wariant nie wydaje się rażący.

  1. Może lepiej „rozciągające cię”? Prędzej porównałabym most do gór niż odwrotnie. Kierując się jedynie wyczuciem, a nie wiedzą teoretyczną w tym zakresie, wydaje mi się, że jeśli chcesz podkreślić  ogrom gór, powinnaś porównać je do czegoś, co jest od nich większe, a nie mniejsze.
  2. Nie wiem, czy to anglicyzm, z podobnych kojarzy mi się tylko “mieć serce na dłoni”.
  3. i 4. Nie wiem ;)

Ad 1. Nie. Przęsła mostów to elementy, obustronnie podparte filarami lub filarami i przyczółkami mostowymi. Ewentualnie podwieszone na konstrukcjach linowych. Rozpinające się na horyzoncie szczyty gór mogą od biedy kojarzyć się z filarami mostu, ale przęseł to tam nie widać, bo ich być nie może.

Ad 2. Nie wiem, czy to anglicyzm i nie wiem, co ma oznaczać negacja, czyli serce w niewłaściwym miejscu. Chyba że piszesz o zaburzonym / nieprawidłowym rozmieszczeniu narządów wewnętrznych.

Ad 3. Nie. Ktoś może nam przychodzić na myśl / kojarzyć się jako pierwszy. Ewentualnie o kimś możemy pomyśleć / kogoś skojarzyć jako pierwszego / w pierwszej kolejności.

Ad 4. To sztucznawo brzmi. Nadal / wciąż uśmiechając się. Mówiąc, uśmiechał się nadal. Albo rewersja, nadal się uśmiechał, mówiąc, że... 

Dorzucam swoje do puli myśli  (wcześniejszych komentów nie czytałam, lecz zaraz to zrobię)

,Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

Szczyty nie mogą się rozpinać na kształt mostu. Most jest połączeniem, a szczyty osobne.

,Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

Dla mnie nie jest anglicyzmem, a uczciwy/dobroduszny nijak serca nie oddaje.

,Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

Huh, brakuje kontekstu?

,Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

Może i tak, lecz kontekst i co wcześniej. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

DHBW,

1. Co myślicie o tej metaforze:

Spoglądał przed siebie, na widoczne w oddali szczyty gór, rozpinające się na horyzoncie niczym przęsła ogromnego mostu.

?

Takich kolorowych metafor osobiście unikam jak ognia, więc się nie wypowiem.

Dwa: Czy mieć serce na właściwym miejscu – to anglicyzm? A jeśli tak, to czy znacie jakiś zgrabny polski zamiennik, który nie waliłby młotem po łbie, jak np.: “być uczciwym/dobrodusznym?

Ten zwrot pojawił się w polskiej wersji ,,Chłopaków”, więc IMO jest OK.

Trzy: Czy można powiedzieć, że ktoś był naszą pierwszą myślą?

Mmm... Nie? Nie sądzę, żeby osoba mogła być ,,myślą”, nawet w przenośni.

Cztery: Czy można coś powiedzieć, “nie gubiąc uśmiechu”?

Ja bym zrobił ,,nie tracąc”...

 

"If you come as a viper/ We'll become Garuda birds and fly over you/ If you come as an angry tiger/ We'll become lions with a blue mane"

Tak co do tego serca:

https://duckduckgo.com/?q=%22mie%C4%87+serce+na+w%C5%82a%C5%9Bciwym+miejscu%22&t=ffab&ia=web pięć wyników, wszystkie z tej dekady i źródeł nieodznaczających się językową starannością – podejrzewam bezmyślność tłumaczy

https://duckduckgo.com/?t=ffab&q=%22heart+in+the+right+place%22 cała masa wyników, część dotyczy książki i piosenki pod tym tytułem

 

Ponadto: angielski idiom znaczy dokładnie “mieć dobre intencje”, a nie “być uczciwym”:

https://idioms.thefreedictionary.com/heart+is+in+the+right+place

https://www.dictionary.com/browse/heart-in-the-right-place--have-one-s

https://www.merriam-webster.com/dictionary/heart%20is%20in%20the%20right%20place

 

“Serce na dłoni” to raczej uczciwość, otwartość, brak złej woli.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Moi drodzy! Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! Natomiast muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o przyznawanie mi racji, to jeszcze dużo pracy przed Wami.

 

Hue, hue, żarcikuję laugh

 

Ale, no, serio. sad

 

Hue, hue. laugh

 

Khę, khę.

 

jakby kto wielki grzebień wbił na wprost w dolinę

Ómarłam xD Ślimaku, Ty?! xD

 

Ośmiornico, czy nie sądzisz, że trochę trudno porównać góry do czegoś większego? xD

Adamie, Asylum, mnie jednak niektóre mosty przywodzą na myśl góry. Np.:

https://cdn.galleries.smcloud.net/t/galleries/gf-3xW5-YYhA-6YkD_kobieta-spadla-z-jednego-z-przesel-mostu-swietego-rocha-664x442-nocrop.JPG

Albo:

 

Ale, kurde, właściwie w moim fantasy nie było takich mostów jak te na obrazku... Nie tak epoka jeszcze... ^^’

 

No dobra, no, zmienię tę metaforę, chociaż byłam z niej taka dumna. crying  “Nie gubiąc uśmiechu” też przeformułuję, zrobię “nadal szeroko uśmiechnięta”. Ale wiedzcie, że jest mi przykro. sad xD

 

 “Byłaś moją pierwszą myślą” brzmi dla mnie 100% naturalniej niż “Przyszłaś mi na myśl jako pierwsza”. Albo: “Byłaś pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl”. To drugie już lepiej, ale i tak strasznie długie... Nie sądzicie? ^^’

 

No dobra, już pomijając dokładne znaczenie tego idiomu, chyba się zgodzę, że to angielskawe. :(

Dziękuję za sugestię z sercem na dłoni, ale to niestety nie o to chodzi. :/ Chciałam właśnie powiedzieć, że ktoś generalnie jest uczciwy, szczery, ma dobre intencje... Nie zrobi czegoś złego... Ale na taką większą skalę niż pogawędki z sąsiadami (bardziej na skalę ratowania świata itp. xD). Kurde. Może macie jeszcze jakieś pomysły? xD

 

Dodaję szerszy kontekst (wycinek z mojej książki, ale się wstydzę blushblush xD):

 

– Muszę cię również prosić, abyś opuściła mój dom – dodała elfka, odwracając wzrok.

Tariro tylko się uśmiechnęła. Ciani zareagowała mniej więcej tak, jak przewidywała, a tym samym utwierdziła ją w przekonaniu, że decyzja o zaproszeniu jej do drużyny była słuszna.

Elfka miała serce na właściwym miejscu.

Zignorowała żądanie i wyjaśniła, w jaki sposób Kamantery weszło w posiadanie demonów. (...)

 

Nom. :( Bez tego zdania też nawet by grało, ale jednak... Chyba lepiej, żeby coś tam było. :(

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

DHBW jestem pewna, że umiałabyś coś wymyślić ;)

Ja wcale nie jestem tego pewna crying xD Myślę i myślę, ale skrobią to tak trudno...

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Chciałam właśnie powiedzieć, że ktoś generalnie jest uczciwy, szczery, ma dobre intencje... Nie zrobi czegoś złego... Ale na taką większą skalę niż pogawędki z sąsiadami (bardziej na skalę ratowania świata itp. xD). Kurde. Może macie jeszcze jakieś pomysły? xD

 

Dusza-człowiek?

 

A mosty od razu kojarzę z naszym Modrzejewskim. :)

Pecunia non olet

DHBW pomyśl, kim jest narrator, w jaki sposób myśli. Może porównywać ogrom gór do przytłaczającej go rozpaczy, do kłów Fenrira mogącego pożreć księżyc, do statku obcych wyłaniającego się zza horyzontu, by rozwalić ziemię. Ale może też być na przykład inżynierem i tworzy porównania do tego, co jest mu bliskie, wtedy most jest jak najbardziej ok.

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To mówiąc postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Mam pytanie dialogowe. Czy wyrażenie “to mówiąc” można uznać za odgłos paszczowy, i zapisać małą literą i bez kropki wcześniej, czy jednak zostawić tak jak jest?

JolkaK, wydaje mi się, że tak jak jest teraz, jest właśnie poprawnie. Ewentualnie mogłoby być tak:

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

Ale IMO brzmi gorzej.

Tak czy inaczej, potrzebny jest przecinek po “mówiąc” :P

 

Bruce, dziękuję, ale nie crying xD Niestety, nie pasuje, no...

Ośmiornica, niestety nie ma w tym fragmencie takich intensywnych emocji. To tylko króciutki opis krajobrazu. Ech, no trudno, coś innego wymyślę. xD

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

JolkaK spotkałam się z zasadą, że czasownik mowy powinien się znajdować w dopisku dialogowym na pierwszym miejscu. Czyli idąc za nią, można by zaproponować tak:

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

albo

Postawił przed krasnoludem kufel piwa, mówiąc:

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj.

 

DHBW współczuję. Tez nieraz zdarza mi się, że jeden opis stopuje mnie z pisaniem i nie mogę go ugryźć. Staram się wtedy napisać cokolwiek i lecę dalej. Zazwyczaj kiedy wracam do niego później, jest łatwiej.

 

Jolko, proponuję:

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Super! Dzięki wielkie za wszystkie sugestie! :) Rozjaśniło mi się nieco! 

Rozumiem. :)

Pecunia non olet

Trza było gorzały tyle nie pić. A tak to jeszcześ mi winien za dzisiaj – mówiąc to, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Tak właśnie ma być.

Myślę i myślę, ale skrobią to tak trudno...

Może sosiku? ^^

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To mówiąc[+,] postawił przed krasnoludem kufel piwa.

Ja tu widzę jeszcze dwie opcje, jeśli chcesz ocalić lekką archaizację:

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – To rzekłszy, postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

– Trza było gorzały tyle nie pić. A tak, to jeszcześ mi winien za dzisiaj. – Z tymi słowy postawił przed krasnoludem kufel piwa.

 

Bo ogólnie w tym oryginalnym zdaniu razi imiesłów przysłówkowy współczesny bardziej niż cokolwiek innego. To jest zdradziecki typ i należy się go wystrzegać.

 

http://altronapoleone.home.blog

W zasadzie akurat kufel można stawiać, mówiąc jednocześnie, ale obie drakainowe opcje i tak są lepsze.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

 Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

Czy przecinek przed niż?

Inne defekty tego zdania? (oprócz tego, że trochę razi “jak”)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Jest ogólnie trochę dziwne. Co właściwie chcesz przekazać?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi w inny sposób, jak tylko na cudaka siedzącego na peronie. ??? Za dużo “na”. 

Może po prostu: Przyglądano mi się, jak cudakowi, siedzącemu na peronie. ??

Pecunia non olet

Jak łatwo zauważyć, ćwiczę lapidarność. Rozpisane dłużej i łopatą:

Siedzę na peronie przebrany za cudaka. Ludzie się gapią, ale nikt nie rozpoznał i nie nawiązał kontaktu.

 

W zdaniu:

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

wyczuwam dziwność, ale pytam o zło i jego ewentualne nazwanie. Jest całkiem niezrozumiałe?

 

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ahaaa... 

Po pierwsze wydaje mi się, że powtórzenia, po drugie – składnia zdania. :)

Pecunia non olet

Oj, przećwiczyłeś tę lapidarność. Rozkompresuj.

    Nikt nie zwrócił na mnie uwagi inaczej niż jak na cudaka siedzącego na peronie.

Jak nazwać to zło – nie jestem pewna. "Zwrócić uwagę" raczej się nie łączy z "jak", patrz tu: https://wsjp.pl/haslo/podglad/38545/ktos-zwrocil-uwage-na-kogoscos

Nie znalazłam też ani jednego podobnego przykładu tutaj: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/collocations.jsp  ("zwrócić uwagę", ustawienia domyślne), co by wskazywało na niewystępowanie takiego połączenia.

 

Wygląda na to, że nie zwraca się uwagi (w sensie zauważania) w jakiś sposób, choć w zasadzie byłoby to nawet logiczne. Ale nie wiem, jaki synonim by tu pasował, bo "zainteresować się" też kuleje, i "zauważyć" takoż. Może trzeba zdanie w ogóle przeformułować, na przykład tak (szyk wynika stąd, że chciałam zaakcentować "mnie"):

    Nikt nie dostrzegł mnie za maską cudaka siedzącego na peronie.

Albo:

    Byłem dla nich tylko cudakiem siedzącym na peronie.

ETA: Jeszcze tu: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/index_adv.jsp ("nie zwrócił uwagi", ustawienia domyślne). Tak samo brak wyniku.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Wszyscy patrzyli na mnie wyłącznie jak na cudaka...?

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Bardzo dziękuję za pomoc ze zdaniem. Ćwiczenie z lapidarności uważam za nieudane w takim razie.

Wygląda na to, że nie zwraca się uwagi (w sensie zauważania) w jakiś sposób, choć w zasadzie byłoby to nawet logiczne.

No właśnie :-(

 

Oba te zdania:

Nikt nie dostrzegł mnie za maską cudaka siedzącego na peronie.

Byłem dla nich tylko cudakiem siedzącym na peronie.

Przesuwają znaczenie na “prawdziwy ja pod maską oraz nikt więcej niż” z akcji: “czekam, aż mnie ktoś rozpozna”.

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Hmm, ale jeśli czeka, aż go ktoś rozpozna, to z jakiegoś powodu. Bez kontekstu trochę trudno powiedzieć, na co tu kładziesz akcent.

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

Cześć.

Czy poniższy akapit nie jest zbyt przekombinowany?:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku okazało się silniejsze.”

Jak dla mnie może być, choć ja bym to zapisał tak:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku okazało się silniejsze.

"Pingwiny żywią się ziarnami słonecznika, wiatraczkami i starymi kośćmi, ale nie wolno im dawać jarzyn surowych ani gotowanych". Kamila, 6 l.

Dziękuję. ^^

Ja bym jeszcze usunął tę "krainę snów". Trochę razi, jeśli mam być szczery...

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

A co próbowało?

http://altronapoleone.home.blog

A co próbowało?

Zmęczenie.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich" – Friedrich Nietzsche

To podwójne “okazało się silniejsze” też zwraca uwagę niekoniecznie korzystnie.

Zgadzam się ze Ślimakiem. Dla mnie tylko:

Sigyn nie zamierzała spać, jedynie trochę poleżeć. Miała przecież jeszcze tak dużo do zrobienia. Zmęczenie jednak okazało się silniejsze, bo i tak zasnęła. Tuż po przebudzeniu także próbowało ściągnąć ją z powrotem do krainy snów, ale tym razem poczucie obowiązku zwyciężyło.

A reszta OK, łącznie z “krainą snów”.

 

Rozumiem, że skojarzenie z żoną Lokiego jest przypadkowe i to tylko takie imię?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Imho ta rozciągnięta animizacja czy nawet personifikacja zmęczenia jest niedobra, zwłaszcza że w kółko w króciutkim akapicie zmieniasz podmioty. Na początku jest Sigyn, potem zmęczenie (ale ono nie jest działającą postacią, więc je pomijamy jako “agensa”, choć gramatycznie jest podmiotem), a w tym samym zdaniu na końcu znowu podmiotem jest Sigyn (bo: “zasnęła”). Potem znowu zmęczenie z podmiotem domyślnym, a na sam koniec poczucie obowiązku.

Za dużo grzybków w tym barszczyku.

http://altronapoleone.home.blog

Nowa Fantastyka