- Hydepark: Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

:)

Komentarze

obserwuj

PSNP?

Wymyśliłam! Przeorane bliznami :-D

Dream big.

PSNP – polecam się na przyszłość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tobie Jot cztery siedem?

Jot czterdzieści siedem?

Jot cztery siedem cię odprowadzi.

Jot cztery siedem zadokował w stacji ładującej.

Jot cztery siedem zapalił zieloną diodę, choć wcale jeszcze nie skończył ładować akumulatora.

Mam taki mały problem. Jest sobie dron, nazywa się J47 lub Jot 47, jak to zapisać? Tak jak podałem, czy może z myślnikiem Jot cztery-siedem / Jot czterdzieści-siedem?

A i cyfry też wielkimi literami, czy nie → Jot Cztery Siedem?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Według mnie zasada czytelności stoi jednak przed zasadą pisania liczb słowami i zapisałbym to tak, jak faktycznie się nazywa – zarówno w narracji, jak w dialogu. Jeśli jest na nim napisane “J47”, to “J47”. A rozpisywanie “J” na “Jot” już w ogóle nie ma sensu – przecież nie napisałbyś “John jeździł be em wu”. Ale rozumiem, że przy liczbach trochę kusi.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Napisane ma J47, a nazywa się “Jot” 47, tak nazwał go bohater. Czasem, gdy już wcześniej wynika, że to o tego drona chodzi, zapisuję po prostu coś w stylu “Jot przeleciał nad ich głowami.”

 

edit: Pytanie poboczne, jak zapatrujecie się na słowo widzka. Żeńska forma od słowa widz w słowniku nie istnieje, ale czy stoi coś na przeszkodzie, by jej w tekście użyć?

(...)tańczył i podskakiwał wzbudzając wesołość u jedynej widzki.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jak ma “ksywkę” Jot, to jasne. Ale nadal do rozpisywania nazwy bym jej nie użył.

 

…ale żeby nie mówić tylko od siebie, spojrzałem do Wolańskiego. On pisze:

– W narracji zapis liczbowy otrzymują liczby w nazwach własnych. Przykłady: “czarny mercedes 250 TD”, “perfumy Chanel 5”, “świadkowie katastrofy TWA 800”.

– W dialogach przechodzimy na zapis słowny. W przykładach m.in. “latałem na phantomach F-cztery”.

 

Mimo wszystko ja bym się nie czepiał zapisu cyframi przy takiej nazwie, bo o ile przy jednosłowowej liczbie jakoś to wygląda, to “J-czterdzieści siedem” ani “J-cztery siedem” nie wydaje mi się przesadnie ułatwiać oddawania żywej mowy (a takie jest zadanie tego rozpisywania). Ale jeśli chcesz go użyć, to w takiej formie.

 

Co do kwestii “czterdzieści siedem” czy “cztery siedem” – to Twój wybór, jak ma się zwyczajowo czytać tę nazwę.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Dzięki Diriadzie :-) Tak szybkich wyników wyszukiwania nie podaje nawet google :D

 

Pozmieniam i zobaczę jak to wychodzi.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A jak jest F-174? ;)

EDIT: sorry, nie doczytałem komenterza Diriada, widzę, że już to uwzględnił.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jakbym przeczytała gdzieś “widzka”, to bym nie zrozumiała, o co chodzi. Czyli nie podoba mi się.

Przynoszę radość :)

Widzka zdecydowanie nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czyli tak będzie lepiej(?):

 

(...)tań­czył i pod­ska­ki­wał wzbu­dza­jąc we­so­łość w jednoosobowej widowni.

 

po podskakiwał przecinek?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mhm, bo dalej masz podrzędne.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przed imiesłowami przysłówkowymi (te na -ąc i -wszy) w zasadzie zawsze masz przecinek. Na wszelki wypadek piszę “w zasadzie”, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie masz, jeśli nie liczyć inwersji, czyli imiesłowowy równoważnik zdania najpierw, a potem reszta zdania złożonego, wtedy oczywiście przecinek po całym i-r-z ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tym razem z innej beczki:

 

Jak zapisalibyście słowo native (native czyli rdzenny mieszkaniec) w takim przypadku:

 

“Z auta wyskoczyło dwóch nativów.”

“Z auta wyskoczyło dwóch nejtiwów.” ← :D to nie wygląda dobrze.

 

Tzn. prawdopodobnie zamienię na “dwóch rdzennych mieszkańców”.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Native’ów albo nativów. Ale to też nie wygląda dobrze ;) W zależności od stylu możesz mieć jeszcze różne określenia od tubylców po lokalsów... Spolszczone nejtiw jeszcze się nie przyjęło i może się nie przyjąć, ale w bardzo potocznym języku kogoś, kto używa dużo angielskich wtrętów, mógłbyś, jak sądzę, tak napisać i każda redakcja powinna dać się przekonać,  że tak ma być. W narracji trochę gorzej, jeśli nie jest bardzo spersonalizowana.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Autochtonów, aborygenów – też może być.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dzięki wam za sugestie :)

Coś wykombinuję.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bążur :)

 

Jak nazywa się czynność wykonywana miechem w celu powiększenia/rozniecenia ognia? Czy jest na to jakieś pojedyncze słowo? Dęcie, dmuchanie? 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jak sądzę, właśnie “dmuchanie” jest słowem, którego poszukujesz. Synonimem może być “tłoczenie powietrza”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Można także dąć miechem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście, że widzka może być. Język się zmienia. EDIT: Widzę, że mój refleks jest niesamowity. ????

Dziękuję Wam. Świetnie się składa, bo właśnie dęcie idealnie mi pasuje. A czy można też dąć W miech?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jasne, że można. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Domyślam się, że wtedy, gdy się do niego przytknie usta i podmucha... :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Można jeszcze podsycać ogień miechem. Dęcie w miech mi się nie podoba, raczej dęcie miechem, IMO.

Babska logika rządzi!

Też tak myślę, że raczej ta druga wersja.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Można dąć w miechy, czyli pompować powietrze do miechów organowych. Taka czynność to kalikowanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki :) zostanie jednak dęcie miechem :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

szopa, według definicji, jest drewniana.

jeżeli mam blaszany budynek szopodobny, to to ma jakąś swoją nazwę, czy to po prostu blaszana szopa?

I would prefer not to.

Może blaszak?

blaszak mi się z garażem kojarzy. 

a to ma być coś na narzędzia bardziej.

I would prefer not to.

“Blaszana szopa” nie brzmi dobrze. Kontener może być blaszany? Nie wiem, jakiś składzik?

Przynoszę radość :)

Szopa może być też murowana, sprawdzałam to kiedyś :D

 

A w jakich czasach masz to coś blaszanego?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może po prostu: kontener.

W kontenerze jest potencjał opisowy: jak spadnie młotek, to odezwą się wszystkie blachy; jest też rama i żebra, o które można się potknąć; goła żarówka pod sufitem; jest zimno; a jak kontener jest przerdzewiały, to w środku wyje wiatr ;)

panie, skąd kontener na polskiej wsi? xD

chodzi o szopę na narzędzia, tylko z blachy.

falistej ;P

 

czasy to mniej więcej teraz ;)

 

hm, chyba składzik brzmi w miarę sensownie...

 

 

I would prefer not to.

Składzik to tak porządnie brzmi i lekko staroświecko ;) Blaszana szopa na narzędzia moim zdaniem jest ok.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

 

Jak nie kontener, to nie wiem. Blaszak z olx.

Barak?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

barak nie jest dużawy?

 

chyba zostanę przy blaszanej szopie na narzędzia.

I would prefer not to.

Dicit Wikipedia – niekoniecznie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Też bym była za barakiem.

Babska logika rządzi!

barak na narzędzia? 

– wrzuć tę łopatę do baraku?

eee... może lepiej zrobię drewnianą szopkę...

I would prefer not to.

Graciarnia?

Precz z sygnaturkami.

komórka?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

budka?

I would prefer not to.

Wybranietz, bo się upierasz na blachę, a widzisz, że nie pasuje :P

Zrób normalną szopę i po sprawie ;)

Przynoszę radość :)

Wg mnie “blaszana szopa” albo “szopa na narzędzia z blachy falistej”(a co). Niezależnie od tego, czy w świetle słownika języka polskiego mógłby to być “barak”, wolałbym wziąć pod uwagę, jakie wyobrażenie dane określenie wywoła u czytelników. Mi barak kojarzy się z czymś dużawym właśnie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki wszystkim ;)

 

Chyba rzeczywiście łatwiej jednak będzie zrobić drewnianą szopę xD

 

(baraki są zdecydowanie duże :)

I would prefer not to.

Na serwisach sprzedażowych są “szopy blaszane”, więc naród tak mówi. Są również “pomieszczenia gospodarcze blaszane” oraz “domki narzędziowe blaszane”, ale tego chyba nie chcesz ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

naród mówi dużo i nie zawsze mądrze ;)

Zostanę przy drewnianej szopie.

I would prefer not to.

Nie twierdzę, że mówi mądrze :P

A wybór słuszny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Język może nie polski, ale nie chcę się dublować w wątku “merytorycznym” – czy jest tu ktoś, kto uczy mowy Cervantesa? Bo wpadł mi pomysł, i ten pomysł wymaga, żeby bohater zakuwał hiszpański, robiąc w ćwiczeniu błędy znaczące – ale realistyczne. Powinny mu się mianowicie kićkać osobowe formy czasowników, a chciałabym, żeby to nie było takie oczywiste, żeby robił też inne byki dla zmyłki. Czy np. participio passado utworzone regularnie, kiedy powinno być nieregularne, to sensowny błąd początkującego?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie uczę, ale kiedyś płynnie mówiłam (ostatnio używany częściej włoski wyparł hiszpański, niestety), więc coś tam mogę spróbować pomóc, dopóki/jeśli nie zjawi się ktoś bardziej profesjonalny. kto wie, jakie błędy robią uczący się. Ja się uczyłam chodząc do szkoły w kraju hiszpańskojęzycznym, więc to inna bajka, no i średnio w tej chwili swoje problemy pamiętam, bo to w podstawówce było :D Bardziej pamiętam problemy z wymową południowoamerykańską, której z początku czasem nie rozumiałam.

 

Ale do rzeczy. Participio pasado (jedno s) nieregularne, mówisz... Dla niektórych czasowników może mieć sens. Wyobrażam sobie np., że ktoś powie “escribido” zamiast “escrito”, “volvido” zamiast “vuelto”, “ponido” zamiast “puesto”, ale nie bardzo “abrido” zamiast “abierto”, ale może to dlatego, ze to ostatnie często widzi się na sklepach itp. ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Gracias :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

De nada :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeszcze jedno mi przyszło do głowy już jakiś czas temu, ale zapomniałam napisać: hiszpański ma dwa czasowniki na być – jeden (ser) na bardziej “abstrakcyjne” bycie, a drugi (estar) na “fizyczne”. (Soy una mujer – jestem kobietą, El dibujo es bonito – rysunek jest ładny, ale Estoy en Cracovia – jestem w Krakowie; to drugie też często z imiesłowami, wskazując na stan: Estoy enamorado – jestem zakochany, lub czynność/stan: Estás escribiendo – piszesz [w tej chwili].) Dla nie native’a to spory problem i bardzo łatwo to mylić.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Stygnęły czy stygły (dajmy na to zupy, albo zwłoki)?

Dzięki!

Taka sprawa – jak pisać o zdolnościach manualnych bohatera? Często spotykam formy "miał zręczne ręce/palce", ale trochę mi to nie gra – skoro zręczność to umiejętność sprawnego wykonywania ruchów ręki, to cały bohater jest "zręczny", a nie tylko jego łapska. Samo "zręczny" natomiast może być źle odczytane, bo jest notorycznie mylone ze zwinnością (słowniki traktują te obie funkcje jako synonimy, swoją drogą jestem w szoku).

Spotykałam formę “zwinne palce” (albo paluszki). Ale zawsze możesz to pokazać – niech naprawia jakiś drobiazg, na przykład.

Swoją drogą PWN nie do końca się z Tobą zgadza: https://sjp.pwn.pl/sjp/zwinny;2547753.html, https://sjp.pwn.pl/sjp/zreczny;2547283.html.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

To też jakoś nie gra. Zwinność to funkcja wyższego rzędu i obejmuje zręczność, gibkość i coś tam, a zręczność, jak sobie z antropomotoryki przypominam, odnosi się do ruchów ręki. Podejrzewam, że słownikowo wygląda to podobnie jak "olej" i "tłuszcz" – dla przeciętnego człowieka to praktycznie to samo. PWN przy definicji "dłoni" też się rypie, do czego w miarę możliwości staram się nie stosować.

Zręczne dłonie, zwinne palce powinno być ok. Albo jeszcze iść krok dalej, np. zwinne palce doświadczonego zegarmistrza, dzięki czemu można ładnie sprzedać informację o bohaterze.

Mnie ogólnie strasznie podobają się takie połączenia: ciekawskie dłonie, niecierpliwe dłonie itd.

Podejrzewam, że słownikowo wygląda to podobnie jak "olej" i "tłuszcz" – dla przeciętnego człowieka to praktycznie to samo.

Tu trzeba odróżnić język techniczny (jakiejś dyscypliny naukowej) od literackiego i potocznego. Ale “olej” to płynny tłuszcz także w codziennym użyciu. Sama miałam kiedyś wielki dylemat, czy mogę napisać w tekście literackim “zorzynek rzeżuchowiec”, i po głębokich rozważaniach stwierdziłam, że nie. Dlaczego? Dlatego, że to jest “tell” (czyli etykietka), i to w dodatku niezrozumiałe dla przeciętnego użytkownika języka.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dobrzy ludzie, brakło mi słowa!

 

Jak określić odpowiedź wypowiadaną bez namysłu, ale bez nacechowywania tego negatywnie, ot taka swobodna odpowiedź wynikająca z niepodchwycenia wątku, np.

– Wiesz co, muszę ci coś powiedzieć... (zamierzając wyznać miłość)

– Ja tobie też. Skończyło nam się mleko.

 

Palnąć?

Babska logika rządzi!

W tym kontekście pasuje jakieś "zaczął" z omówieniem, że zrobił to bez głębszego pomyślunku. "Palnął" byłoby dobre, gdyby powiedział "Kocham cię".

Chyba zdecyduję się na “rzucił”. Dzięki za szybką odpowiedź. ;)

może być jeszcze wszedł w słowo ;)

I would prefer not to.

Chyba nawet "wypalił" bardziej niż "palnął", bo nie zdążył dokończyć ;)

“Rzucił” wydaje mi się najbardziej neutralne, bo “wypalił” czy “palnął” wskazuje trochę na najpierw strzela, potem myśli ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lepiej brzmi “gdakania i meczenia zwierząt” czy “gdakanie i meczenie zwierząt”? Dodam od razu, że nie chcę tych “zwierząt” dodatkowo rozbijać na poszczególne gatunki.

Nie lubię opowiadań.

jeśli to ma być mianownik ;), to zdecydowanie to drugie, liczba pojedyncza

 

Btw nie lepsze byłoby beczenie? Bo meczenie wygląda mi wciąż jak literówka od “męczenie”...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To drugie. 

Czemu nie chcesz rozbijać? To może: “odgłosy wydawane przez zwierzęta”? Albo po prostu “gdakanie i meczenie” – czytelnik chyba domyśli się, że to dźwięki pochodzące od zwierząt ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Musiałbym całą konstrukcję zdania zmienić. Z pisaniem to trochę jak z programowaniem – zmienisz jedną rzecz, to zaraz musisz pozmieniać dziesięć innych.

 

Beczą owce, meczą kozy – tak mnie przynajmniej w dzieciństwie uczono – a w zestawie owych zwierząt dominują akurat kozy i kury. :-)

Nie lubię opowiadań.

gdakanie kur, meczenie kóz...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Problem zapisu liczb: “471. Cośtam”, czy bezwzględnie “Czterysta Siedemdziesiąte Pierwsze Cośtam”?  Z jednej strony zapis liczbowy się tępi, z drugiej – często można na niego w książkach trafić, więc głupieję, a przyznam, że opcja liczbowa podoba mi się bardziej – nie marnuje znaków i robi nieco mniejszy zamęt. Help!

Bezwzględnie się nie tępi. Jeżeli to jest na przykład 471 Oddział Piechoty i występuje w tekście dwadzieścia razy, śmieszne byłoby upieranie się, że trzeba go pisać słownie. A domaganie się przekładania na wyrazy cyfr ze złożonych kodów – nawet jeśli to kody z dialogów – uważam za bezsensowną upierdliwość. Moje doświadczenie z beletrystyką mówi, że w dialogach też czasem występują cyfry (wystarczy zajrzeć choćby do “Niezwyciężonego” Lema). Należy ich unikać, ale nie nade wszystko.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A konkret? Bo o ile wyobrażam sobie XV (albo i CDLXXI) Kongres Futurologiczny albo 45 Pułk Piechoty Jakiejśtam, o tyle np. 471. wyścig dookoła świata już niekoniecznie ;) Znaczy w nazwach plus minus własnych, tak, w narracji nie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Super, dzięki za pomoc!

 

Edit. 471. Wystawa Wszechświatowa (tudzież Czterysta Siedemdziesiąta Pierwsza, ale zdecydowanie wolę tę pierwszą opcję).

Ups. Tu masz niestety usus EXPO Rok, a nie numerację, a te dziewiętnastowieczne i z początku XX w., których było kilka, numeruje się raczej słownie. Możesz chyba przyjąć zasadę jak z liczbami w tekstach naukowych: do 10 słownie, powyżej liczbami. Ale dałabym bez kropki: 471 Wystawa Wszechświatowa. Częściej daje się w takim przypadku liczby rzymskie, ale tu akurat są dość ekstremalne, jak wskazałam ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No i właśnie tu pojawiał się problem, bo nie chcę odnosić się do jednostek czasu. Skorzystam z Twojej rady, dzięki!

A czemu bez kropki? Zawsze wydawało mi się, że przy liczebnikach porządkowych stawia się kropkę, ale po zastanowieniu rzeczywiście mam wrażenie, że spotykam się raczej z pisownią bez (XV Targi Czegośtam, 63 Wystawa Jakaśtam). 

Przynoszę radość :)

Bo chyba właśnie w tego typu nazwach to jest część nazwy, a nie po prostu liczebnik porządkowy... Niestety teoria poprawnej polszczyzny to niezupełnie moja bajka, uczę się w praktyce :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z ciekawości pytam ;)

Przynoszę radość :)

Wiatr pozrywał strzechy z dachów, połamał gałęzie, powywracał słabe drzewa i rozwalił wątłe konstrukcje.

 

W pogrubionym miejscu powinna być liczba mnoga, czy pojedyncza, jeśli mowa o wielu dachach? 

Mnoga. IMO.

Babska logika rządzi!

Dzięki, tak podejrzewałam, ale tylko Wikisłownik jasno podał, że istnieje liczba mnoga tego słowa.

Duży liść niespodziewanie uderzył w szybę. 

 

Duży liść niespodziewanie uderzył o szybę. 

 

Które z powyższych zdań jest prawidłowe?

Wydaje mi się, że oba są poprawne, ale bardziej podoba mi się drugie. Chociaż to zależy od sytuacji. Jeśli liście chcą dostać się do domu, to uderzają w szybę. Coraz natarczywiej... ;-)

Babska logika rządzi!

Też sądzę, że to raczej kwestia wizji autora. Przy czym jak dla mnie coś materialnego, np. kamień, uderzyłoby w szybę, ale jeśli piszemy np. o wietrze chłoszczącym okna, to tu bym użyła “o szybę”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

ja mam pytanie odnośnie odmiany słowa “żale”. Jak będzie brzmiało w dopełniaczu?

 

Uwolniła się od żali surowej matki już dawno temu.

 

Uwolniła się od żalów surowej matki już dawno temu.

 

Wikisłownik twierdzi, że obie formy są poprawne, jeśli tak, to która lepiej pasuje do tego zdania? :< 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

A słownik PWN stawia na żalów.

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za błyskawiczną odpowiedź i rozwianie wątpliwości :). Będzie “żalów” w takim razie.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Również dziękuję. ^^ Wybrałam wariant z “w”.

A ja jeszcze a propos tych liczebnikow porzadkowych pisanych z kropka. Wiem, ze w niemieckim jest taka zasada, po liczebniku porzadkowym pisanym cyframi stawiaja kropke. Nigdy nie slyszalam o takiej zasadzie w jezyku polskim, ale czesto widze taka praktyke, szczegolnie w prasie. Czy to jest nadgorliwosc polskich dziennikarzy czy maja racje stawiajac kropke?

Dziekuje :)

kochani, jak się pisze – “spowity w szatę”, czy “spowity szatą”?  :c

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Spowitym jest się zawsze w coś.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

dzięki serdeczne, drakaino, tak myślałam, ale musiałam się upewnić :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Na pewno? Korpus języka polskiego PWN podaje szereg przykładów spowicia czymś, poczynając od lasu spowitego mgłą.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sumie jak o tym myślę, to rzeczywiście jakieś cytaty mi do łba przychodzą, ale do szaty mi nie bardzo pasuje. Może spowity mgłą, ale spowity w szatę?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak zawsze wszystko zależy od kontekstu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Na dnie … szafy” – jak zastąpić kropeczki określeniem ciotki w sposób analogiczny do “maminej/babcinej/siostrzanej”? Ciotczanej? “Ciotecznej” chyba nie, to się odnosi do pokrewieństwa.

Ciocinej? Tako rzecze sjp pwn.

ciocinej

Rączki całuję, dobre dusze!

Czy mogę użyć słowa “pracownia” jako synonim warsztatu,?

Tak.

Przynoszę radość :)

Ciężko odpowiedzieć bez znajomości kontekstu. Niby jest to synonim, ale może brzmieć głupio, gdy  pracownią nazwiemy warsztat samochodowy w garażu Janusza.

Np.  warsztat zegarmistrza i pracownia zegarmistrza brzmią już dobrze.

 

Dziękuję, Anet. ^^

Edit: O warsztat zegarmistrzowski mi właśnie chodzi.

Dla mnie nawet lepiej brzmi “pracownia zegarmistrza” niż “warsztat zegarmistrza”, ten drugi w tym przypadku kojarzy mi się raczej z umiejętnościami.

Przynoszę radość :)

Czy sformułowania: “błyski światła, które rzucała moneta” oraz: “jej wzrok przyciągnęły błyski światła, odbijające się w srebrnej monecie” są poprawne, bo jakoś mi to dziwnie brzmi?

“błyski światła, które rzucała moneta”

wydaje mi się w porządku, choć to zależy też od otoczenia.

“jej wzrok przyciągnęły błyski światła, odbijające się w srebrnej monecie”

to już gorzej. Na moje oko to jest zbyt rozwlekłe, nie daje ładnego obrazu. Może spróbuj to skondensować, a lepiej poszukaj metafory.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnina, dziękuję już mi pomogłaś, ale gdybyś mogła jeszcze troszkę...

 

Jeśli chodzi o pierwszy przypadek to dziewczyna widzi faceta, żonglującego jabłkami i srebrną monetą i podobają jej się błyski światła, które rzuca moneta.

 

W drugim przypadku zmieniłam na: “Założyła płaszcz i już miała odejść, kiedy jej wzrok przyciągnął błysk światła, samotny promień słońca odbił się w srebrnej monecie”. Jest lepiej?

Jeśli chodzi o pierwszy przypadek to dziewczyna widzi faceta, żonglującego jabłkami i srebrną monetą i podobają jej się błyski światła, które rzuca moneta.

Ujdzie. Ale jeśli to ma być taka magiczna chwila, to przydałaby się jakaś metafora, jakiś obraz.

W drugim przypadku zmieniłam na: “Założyła płaszcz i już miała odejść, kiedy jej wzrok przyciągnął błysk światła, samotny promień słońca odbił się w srebrnej monecie”. Jest lepiej?

Trochę lepiej, ale ja albo bym to rozdzieliła (kropka tam, gdzie masz przecinek) albo przerobiła na grupę nominalną: “samotny promień słońca odbity w srebrnej monecie”.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, naprawdę bardzo, bardzo ci dziękuję. Męczyłam się z tymi błyskami praktycznie od początku, a dzięki tobie wygląda to teraz bardzo elegancko.

Miło, że mogłam pomóc.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pytanko mam, może dziwne.

Chcę utworzyć nowy rzeczownik. Ogół ludzi to ludzkość, a ogół kotów to będzie kotość, czy kociość. Stawiam na kociość, ale pewna nie jestem.

Kociość brzmi jak cecha zwierzątek, nie jak określenie ogółu kociego rodu. Nie wydaje mi się, by można przełożyć kociość na ludzkość.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

IMO – wybierz, co Ci lepiej brzmi. W końcu to neologizm, masz prawo do ekstrawagancji.

Babska logika rządzi!

A może kotkość?

Zdaje mi się, że to trochę bliżej ludzkości: ludz-kość – kot-kość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może kotość, aby kość się nie plątała.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A wiesz, podoba mi się. Będzie kotkość. Dzięki za pomoc.:D

Irka_Luz, Twoje neologizmy kojarzą mi się z tytułami: Wasza Kociość, Jego Wielkotość. Ogólnie: fajne skojarzenia. Ale z przełożeniem na ludzkość jako ogół to tak średnio. 

Dodatkowo: https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=31220

 

Podobno koty mają dziewięć żyć (albo siedem – nigdy nie pamiętam), może idź w tym kierunku i spróbuj połączyć nazwę kociej społeczności z tą magiczną cyfrą (lub inną cechą, która charakteryzuje ten gatunek).

Bardzo proszę, Irko_Luz. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To, co piszę nie jest do końca poważne, to raczej satyra. Dodatkowo występuje w niej także ludzkość, a oba gatunki są równorzędne pod względem inteligencji. Dlatego ta kotkość mi tam po prostu pasuje.

Jak inaczej nazwać ‘pędzelek’ na końcu lwiego ogona?

Może chwościk.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chwościk ładny i już go gdzieś widziałam – popieram reg.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Po wklejeniu chwościka do Google’a wyskakują mi miotełkowate ozdóbki oraz choroba grzybowa charakterystyczna dla buraków... może być. :-)

Chwost – tak dawniej określano ogon, ale też pęk piór użytych jako ozdoba. Chwostem/ kutasem nazywano też różne frędzle i ozdoby w kształcie pędzla, wykonane  z nici, jedwabiu, wełny, sznurka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Noo, chwost to do dzisiaj ogon, po rusku.

Jak nazywa się umieszczany z przodu element kominka, zwykle metalowy, który ma za zadanie zapobiegać wypadaniu węgli – taka jakby miniaturowa barierka?

Nie lubię opowiadań.

Ekran. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dawniej też tak na to mówiono?

Nie lubię opowiadań.

Dawniej nie wiem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak bardzo dawniej?

Po francusku na pewno, więc obstawiałabym, że w dawnej Polsce też. Pewnie można też użyć słowa parawan.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bolly, wg mnie szklany/metalowy ekran to raczej wymysł naszych czasów, mający poprawić bezpieczeństwo, i nie ma odpowiednika w przeszłości. Współcześnie ekran, w przeszłości nieodległej (np. XIX w.) można zaryzykować i ostatecznie napisać: parawan. Ale to chyba nie będzie zgodne z faktami.

 

Z ciekawości przeszukałem na Wolnych Lekturach Lalkę i Nad Niemnem, gdzie ciągle powtarza się słowo piec, ale nie ma ani słowa o ażurowych barierkach, parawanach itd. W bibliotece cyfrowej dorwałem tez jakąś historię kamienic krakowskich, gdzie też nie ma nic, co sugerowałoby istnienie takich zabezpieczeń. Być może trzeba sięgnąć głębiej do źródeł.

 

 

Algirze, wręcz przeciwnie – np. w XVIII w. ekrany przedkominkowe były niezwykle popularne, w bogatych domach i pałacach bardzo ozdobne. Jasne, nie szklane i nie metalowe, ale to jeszcze nie znaczy, że ich nie było. Tam, gdzie kominki się ostały, znajdziesz ekrany z późniejszych czasów także, stylistyka się zmienia wraz z całym meblarstwem.

 

 

Piec to zupełnie inna sprawa – nie ma wolnego ognia, więc nie ma potrzeby zasłaniania. W kamienicach mieszczańskich rzadko były kominki, bo piec jest poza wszystkim znacznie bardziej wydajny i tak naprawdę w pałacach często bywał luksusem. W dwudziestoleciu międzywojennym zrobiła się moda na kominki i w tym czasie mogą się pojawić jako ozdoba plus jakieś tam grzanie. W kamienicy z dwudziestolecia, dość w czasach zbudowania luksusowej, gdzie mieszkają moi rodzice, były kominki (za komuny zlikwidowano), ale było też centralne ogrzewanie. W kamienicy moich dziadków – dziewiętnastowiecznej, były piece na węgiel, oczywiście. Ergo ekrany były niepotrzebne.

A w kwestii “Nad Niemnem” itp. pamiętam z pamiętników jakiegoś zagranicznego podróżnika (nieco wcześniej, ale takie obyczaje się mało zmieniają), że narzekał na beznadziejne polskie paleniska w dworach...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

drakaina, dzięki! Mnie to zaciekawiło, a ponieważ jest leniwy niedzielny poranek, to  jeszcze sobie pogrzebię w bibliotekach cyfrowych. Dzięki ;)

Du usług :)

 

Skądinąd przypomniało mi się, że metalowe owszem, bywały, choć mam wrażenie, że pamiętam takie jeszcze starsze, z jakiegoś XVI w. Ale w XIX w. też je spotykamy, sprawdziłam właśnie. Te osiemnastowieczne obijane ozdobną tkaniną są po prostu najpowszechniej spotykane w muzeach czy wnętrzach, więc najmocniej mi się kojarzą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Te malowane ekrany, przedstawione na obrazku powyzej, mialy na celu ochrone damskiego makijazu. Kiedy panie siadaly kolo komnka na ploteczki, tapeta na ich twarzach (na bazie wosku i olowiu) zaczynala splywac. Wtedy usluzny sluzacy podchodzil z takim ekranem, stawial go pomiedzy dama a kominkiem i szeptal w ucho ostrzezenie “Pozwole sobie zauwazyc, ze szanowna pani traci twarz”. Nawiasem mowiac, stad sie wlasnie wzielo powiedzenie “tracic twarz”. 

PS. przepraszam z brak polskich znakow, pisze z biurowego komputera ;)

Ekrany są też wcześniejsze, więc ochrona była różnoraka, chroniły jednak też przed iskrami i węgielkami, które lubią wyskakiwać ;)

 

A swoją drogą – skąd wzięłaś tę etymologię? Bo przyznam, że przeszukałam różne etymologiczne strony francuskie (wg tego, co piszesz, obstawiałabym, że takie znaczenie musiałoby się tam narodzić) i one zgodnie twierdzą, że do francuskiego frazeologizm “perdre la face” przyszedł z Chin w połowie XIX wieku...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Taka wersje historii przedstawil nam przewodnik po Malahide Castle w Irlandii, wiec nie moge tego poprzec zrodlem pisanym :)

No to niestety mógł zmyślać... Przewodnicy opowiadają również o czarnoskórej Kleopatrze i innych dziwnych rzeczach, nie są niestety najbardziej wiarygodnym źródłem. Ale ładne, nawet jeśli zmyślone.

 

Angielska wersja etymologii (pierwsza z brzegu), jak francuska:

lose face. Be embarrassed or humiliated, especially publicly. For example, Terry lost face when his assistant was promoted and became his boss. Both this expression and the underlying concept come from Asia; the term itself is a translation of the Chinese tiu lien and has been used in English since the late 1800s.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mój kominek ma być prymitywny, zbudowany z paru grubo ciosanych głazów, zrezygnuję więc z wszelkich ekranów i parawanów. Na potrzeby zdarzenia, które chcę opisać, wystarczy mi leżący z przodu płaski kamień.

Nie lubię opowiadań.

Czy bladą twarz można określić mianem woskowej?  Pytam, bo w tym samym akapicie użyłam w następnym zdaniu słowa ‘bladoróżowy’, a nie chcę powtórzeń.

Można, ale ta bladość będzie wyglądała chorobliwie. Jeśli facet spędził ostatnie dwa lata w piwnicy albo jest gruźlikiem, to określaj śmiało, ale jeżeli to ma być bladość szlachetna, musisz jeszcze poszukać.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Myślę, że tak, choć mnie osobiście to określenie kojarzy się z żółtawą, niezdrową cerą.

Nie lubię opowiadań.

Zgadzam się z przedmówcami. Woskowa skóra ewidentnie wskazuje na chorobę/wycieńczenie. Kredowość też nie jest neutralna, będzie się kojarzyła np. ze strachem. Może po prostu coś o jasnej skórze?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Woskowa to dla mnie w mniejszym stopniu odcień, a w większym – faktura skóry, niezdrowo naciągniętej, do tego co najwyżej chorobliwie żółtawej. No i na pewno nie jest to synonim bladoróżowego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeśli opisujesz Śnieżkę, to proponowałabym raczej: alabastrową, porcelanową, krew z mlekiem.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję. Wygląda na to, że trafiłam, bo właśnie niezdrową cerę właśnie tak chciałam opisać.

Jak właściwie wygląda krew z mlekiem? ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O skórze cienkiej, bladej i przesuszonej można też powiedzieć, że jest pergaminowa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak właściwie wygląda krew z mlekiem? ; p

Spytaj Sienkiewicza :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jak znajdę specjalistę od seansów spirytystycznych ;>

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wydaje mi się, że krew z mlekiem, to bardzo jasna i świeża cera ze zdrowym rumieńcem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, sprawdziłam w słowniku, niemniej to dla mnie bez sensu. Już prędzej bym rozumiała mleko z krwią ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Określenie krew z mlekiem to frazeologizm, więc nie doszukiwałabym się w nim sensu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odkąd tylko zacząłem pisać, sen z powiek spędza mi pewien problem natury językowej. Rzecz sprowadza się do tego, na ile to, o kim mowa w zdaniu, może spokojnie wynikać z kontekstu, a w którym momencie zaczyna się robić mętlik. Dla lepszego wyjaśnienia, o co mi chodzi, posłużę się dwoma przykładami z własnej twórczości.

 

Bohater A wysłuchał opowieści bohatera B o bohaterskim wyczynie tego ostatniego. Chwilę potem mam następujące zdanie:

 

Prawdziwe były wędrówki z B po lesie i jego bohaterski wyczyn, o którym dopiero co słuchał z wypiekami na twarzy.

 

Czy z powyższego zdania może błędnie wynikać, że to B wysłuchał opowieści o swoim własnym bohaterskim wyczynie, czy też kontekst dostatecznie jasno wskazuje, że słuchający i opowiadający nie są tą samą osobą? Czy mamy tutaj do czynienia z błędem językowym?

 

Druga sytuacja – bohaterka C opatruje zranioną głowę bohatera A.

 

Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła.

 

Czy drugie zdanie może niezamierzenie sugerować, że to uraz syknął z bólu? Chciałbym uniknąć efektu komicznego.

 

Ilekroć w jakimś zdaniu czy dłuższym fragmencie tekstu mam kilka rzeczowników w tym samym rodzaju gramatycznym, zaczynam się obsesyjnie zastanawiać, czy kontekst załatwia sprawę, czy też muszę co chwila doprecyzowywać, o kim/czym mówię. Gdzie, waszym zdaniem, leży granica?

Nie lubię opowiadań.

No, IMO, to wygląda, że uraz syczał. A do tego zgrzyta już wcześniej i rodzi się wątpliwość, czy to aby nie uraz przeszukiwał skrzyneczkę. Przeniosłabym tę część gdzieś bliżej bohaterki C.

Ale Jeroh pewnie powiedziałby Ci, że w drugim zdaniu wszystko jest jasne. Wygląda na to, że granica jest płynna i osobista.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie – pierwsza sytuacja w porządku. “O którym” ustawia podmioty w relacji. Natomiast druga mniej: ostatnim podmiotem jest “uraz” i nie ma tu takiego “ustawiacza”.

Granica może i jest trudna do uchwycenia, ale chyba jednak intersubiektywna. Myślę, że jasne byłyby np. takie zdania (wzięte z głowy):

  • Żonglowały cytrynami. Żółciutkie, rozmywały się w powietrzu w smugi.
  • Przed Amelią stała walizka. Miała nalepki z kilkunastu europejskich lotnisk.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A czy ta sytuacja jest dostatecznie jasna?

 

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

 

“W nim” odnosi się do A, nie do “ogromu zaskoczeń i wzruszeń”.

 

Mam tego, niestety, jeszcze więcej. To poniżej uznano na innym forum za jasne i zrozumiałe, ale zaczynam już tracić co do tego pewność:

 

Primavera kochała złote słońce i jak nikt umiała sprawić, by karmiło ono ziemię swym dobroczynnym ciepłem. Dzięki jej czarom wszystko wokół zieleniło się i kwitło (...).

 

Czary mają być oczywiście Primavery, nie ziemi.

Nie lubię opowiadań.

Oba zdania są dla mnie jasne.

 

Przynoszę radość :)

A co powiesz o tych poprzednich?

Nie lubię opowiadań.

Przejrzałem teraz cały akapit, z którego pochodzi przykład ze zranioną głową, i chyba cały jest do poprawy...

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła. Choć strasznie piekło, kiedy przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

 

Można odnieść wrażenie, że to głowa posyłała zmartwione spojrzenia, a zwilżona tkanina przemywała czoło wodą...

Nie lubię opowiadań.

W tych zdaniach powyżej było zrozumiałe, ale gdy dałeś cały akapit, to widać, że przez sześć zdań tylko raz używasz podmiotów, a wszędzie potem masz zaimki. Jak dla mnie to za mało. Weź synonimy do imion (dziewczyna, chłopak, cokolwiek) i pododawaj, bo jak dla mnie to w tej chwili zraniona głowa posyła zmartwione spojrzenia urazowi, który syczy z bólu.

Też bym dookreśliła podmiot przed “syknął”, wydaje mi się, że w tym fragmencie to powinno wystarczyć. Fragment ze zranioną głową jest w porządku, dla mnie był jasny. 

I też zwróciłam uwagę na zaimki (dużo ich).

Przynoszę radość :)

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

OK.

Primavera kochała złote słońce i jak nikt umiała sprawić, by karmiło ono ziemię swym dobroczynnym ciepłem. Dzięki jej czarom wszystko wokół zieleniło się i kwitło (...).

Ujdzie. Pewnie mogłoby być lepsze, ale ujdzie.

Przejrzałem teraz cały akapit, z którego pochodzi przykład ze zranioną głową, i chyba cały jest do poprawy...

No, byłoby dobrze. Niekoniecznie drogą, którą zaleca Minuskuła (choć i tak można zrobić – większość rzeczy da się zrobić na parę sposobów), ale faktycznie, byłoby. Przy okazji – uważaj na purpurę (”Burzliwe uczucia”? WTF?) i anglicyzmy (”naprawdę poważnie”) i nie przeskakuj między punktami widzenia, co robisz w zacytowanym akapicie (to dziewczyna się martwi, to chłopiec się boi – lepiej, żeby dziewczyna się martwiła i widziała lęk chłopca).

I nie daj się zwariować. Zawsze lepiej za mało zaimków, niż za dużo (najwyżej dopiszesz).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W tych zdaniach powyżej było zrozumiałe, ale gdy dałeś cały akapit, to widać, że przez sześć zdań tylko raz używasz podmiotów, a wszędzie potem masz zaimki.

Ale gdy częściej używam podmiotów, to efekt jest taki “szkolny” – “Asia poszła, dziewczynka zrobiła, Asia wiedziała...”.

 

Przy okazji – uważaj na purpurę (”Burzliwe uczucia”? WTF?)

Zwykły synonim do “gwałtowne”, czyli krótkotrwałe i o dużej intensywności. Nic szczególnie skomplikowanego. Na purpurę staram się uważać i uwierz mi, gdy porównywałem swoją obecną twórczość z próbką tego, co wysmarowałem w szkole średniej, odniosłem wrażenie, że mój aktualny styl jest wręcz prostacki.

 

i nie przeskakuj między punktami widzenia, co robisz w zacytowanym akapicie (to dziewczyna się martwi, to chłopiec się boi – lepiej, żeby dziewczyna się martwiła i widziała lęk chłopca).

Nie przeskakuję, cały czas trzymam się punktu widzenia A. On widzi jej zmartwione spojrzenia i po nich wnioskuje, że jego uraz wygląda poważnie, bo nie oglądał siebie w lusterku.

Nie lubię opowiadań.

Bolly, używanie podmiotów nie musi wcale brzmieć “szkolnie” – przecież nie piszesz zdań “Asia zrobiła” tylko trochę bardziej złożone i to takie, gdzie podmiot nie jest na pierwszym miejscu ;) Ale tak czy inaczej w Twoim przypadku wystarczy chyba po prostu przeredagować to zdanie:

Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie.

Jest zbyt złożone, ma zły szyk i podmiotem jest tu uraz. Popraw tu, dodaj choć raz imię chłopaka i jak na na moje będzie dobrze.

Dzięki za radę, spróbuję coś z tym zrobić.

Nie lubię opowiadań.

Ale gdy częściej używam podmiotów, to efekt jest taki “szkolny”

Właśnie o to chodzi, żeby to pomieszać – trochę podmiotów, trochę zaimków.

uwierz mi, gdy porównywałem swoją obecną twórczość z próbką tego, co wysmarowałem w szkole średniej, odniosłem wrażenie, że mój aktualny styl jest wręcz prostacki.

Wierzę. Ja wytwarzałam sentymentalne kopie Star Treka i historyjkę o kowboju :) Ale “burzliwe uczucia” w tym kontekście są jednak purpurowe. To nie jest coś bezwzględnego, purpura zależy od tła.

Nie przeskakuję, cały czas trzymam się punktu widzenia A. On widzi jej zmartwione spojrzenia i po nich wnioskuje, że jego uraz wygląda poważnie, bo nie oglądał siebie w lusterku.

Na pewno taki miałeś zamiar, ale nie zaznaczyłeś tego jasno.

Jest zbyt złożone, ma zły szyk i podmiotem jest tu uraz.

Yup. Minuskuła trafiła w punkt.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Lepiej? Choć wciąż nie daje mi spokoju ta głowa posyłająca spojrzenia...

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać paskudnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła. Choć strasznie piekło, kiedy przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

Nie lubię opowiadań.

Lepiej, choć jeszcze nieidealnie – ale nie możesz reszty życia spędzić na poprawianiu jednego akapitu. Tylko tutaj “wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać” powinno być “musi wyglądać”, bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tylko tutaj “wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać” powinno być “musi wyglądać”, bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów.

Nie rozumiem. Dlaczego mam dać nagle czas teraźniejszy?

 

ale nie możesz reszty życia spędzić na poprawianiu jednego akapitu

Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Nie lubię opowiadań.

Nie rozumiem. Dlaczego mam dać nagle czas teraźniejszy?

Bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów. Explanation: w łacinie, językach romańskich i angielskim (i może jeszcze w kilku, ale co do tych wiem na pewno) w mowie zależnej występuje tzw. consecutio temporum, to znaczy orzeczenie “cofa się w czasie”. W każdym podręczniku do angielskiego znajdziesz tabelkę z dokładnymi regułami, ale po jakichś stu przeczytanych angielskich książkach i obejrzanych odcinkach seriali robisz to automatycznie i nie pamiętasz explicite. Przykład:

mowa zależna: Paul told Lucy he wasn’t supposed to see her anymore.

dialog: “I’m not supposed to see you anymore” said Paul.

Po polsku orzeczenie w mowie zależnej występuje w takim czasie, w jakim występowałoby, gdyby to był dialog:

mowa zależna:  Paweł powiedział Łucji, że nie może się z nią więcej widywać.

dialog: – Nie mogę się z tobą więcej widywać – powiedział Paweł.

Wszelkie “wywnioskował”, “pomyślał” i inne czasowniki odnoszące się do zdań wprowadzają mowę zależną.

(Nie, nie wiem, ile przeczytałam angielskich książek, wolę je czytać, niż liczyć.)

Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Nie wiem, czy gryźć palce z zazdrości, czy kręcić głową nad Twoim perfekcjonizmem :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Czy “wywnioskował” aby na pewno wprowadza mowę  zależną?

 

Może w takiej formie: Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie wygląda paskudnie brzmi to nieco lepiej, choć i tak dziwacznie.

 

Nie wiem, czy gryźć palce z zazdrości, czy kręcić głową nad Twoim perfekcjonizmem :)

Chyba raczej mi współczuć, bo jest wysoce niepewne, czy pracując w takim tempie zdołam w ogóle ukończyć którąkolwiek z moich powieści.

Nie lubię opowiadań.

Formalnie mowa zależna odnosi się do dialogów, ale wnioskowanie ma podobne skutki gramatyczne ;) Aczkolwiek w omawianym przypadku dopuściłabym obie formy czasownika – czas przeszły (musiało) pod warunkiem jednakowoż, że rzecz jest opowiadana z dalszej perspektywy albo też czasownik odnosi się do czegoś w przeszłości. Jeśli to coś, co bohater obserwuje w swoim “czasie teraźniejszym” (przy narracji prowadzonej w przeszłym), to powinien zostać czas teraźniejszy, bo konsekwencje tej obserwacji dopiero będziemy poznawać wraz z bohaterem.

 

Przeszły miałbyś np. w sytuacji takiej:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musiała powstać wiele lat temu.

Ale już coś takiego:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musi ona mieć ze dwadzieścia metrów wysokości.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może w takiej formie: Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie wygląda paskudnie brzmi to nieco lepiej, choć i tak dziwacznie.

Misiom się podoba :)

pod warunkiem jednakowoż, że rzecz jest opowiadana z dalszej perspektywy albo też czasownik odnosi się do czegoś w przeszłości

Tylko właśnie odnosi się do teraźniejszości, bo rozcięcie wygląda teraz.

Przeszły miałbyś np. w sytuacji takiej:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musiała powstać wiele lat temu.

Yup. Albo, żeby rozbudować mój przykład:

Paweł powiedział Łucji, że rodzice zabronili mu się z nią spotykać.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Drakaina – widzę, na czym polega rozróżnienie. Ale te sytuacje z wieżą rozumiem tak, że wieża – choć była oglądana przez bohatera w przeszłości – nadal stoi (nawiasem mówiąc, z drugiego przykładu może wynikać, że to bohater miał dwadzieścia metrów wysokości, ale to szczegół). Rana na czole istniała w przeszłości, ale teraz – w chwili, gdy czytelnik zapoznaje się z tekstem – już dawno jej nie ma, bo została opatrzona. Była czymś ulotnym, istniejącym jedynie przejściowo. Dlatego jest to dla mnie jakieś takie nieintuicyjne.

 

W poprzednim rozdziale mam zdanie zaczynające się następująco: Zdążył już domyśleć się, że ma do czynienia z (...), ale tam domyślenie się miało miejsce wcześniej, więc to chyba nie do końca to samo.

 

W ogóle język angielski wydaje mi się pod wieloma względami bardziej logiczny. From the worried glances she kept shooting towards him, rummaging through the box of domestic medications, he deduced his wound must have looked pretty serious. Gdybym pisał po angielsku, rozwiązałbym też swój problem z podmiotami i zaimkami. He – chłopak, she – kobieta, it – głowa, uraz. Ale pisanie w tym języku szłoby mi pewnie jeszcze wolniej niż po polsku. Jak żyć?

 

Tylko właśnie odnosi się do teraźniejszości, bo rozcięcie wygląda teraz.

Do teraźniejszości bohatera, którego cała historia jest opowiedziana w czasie przeszłym. Nie do “naszej” teraźniejszości. Ale pewnie szukam dziury w całym.

Nie lubię opowiadań.

Do teraźniejszości bohatera, którego cała historia jest opowiedziana w czasie przeszłym.

Właśnie – do teraźniejszości bohatera. Język ogólnie jest arbitralnym systemem. Logika w swoich początkach wiązała się z gramatyką, ale grecką (szczegółów nie znam, spytaj ninedin).

nawiasem mówiąc, z drugiego przykładu może wynikać, że to bohater miał dwadzieścia metrów wysokości, ale to szczegół

No, nie przesadzajmy :)

Rana na czole istniała w przeszłości, ale teraz – w chwili, gdy czytelnik zapoznaje się z tekstem – już dawno jej nie ma, bo została opatrzona. Była czymś ulotnym, istniejącym jedynie przejściowo

Sensowne, ale nie jest to ta z równorzędnych możliwości, na którą zdecydowały się pokolenia naszych przodków. Cóż. Ulubiona_emotka_Baila?

 

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Wyedytowałam przykład ;)

 

Zdążył już domyśleć się, że ma do czynienia z...

Jeśli sytuacja “miecia do czynienia” trwa nadal, to jak najbardziej czas teraźniejszy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie mam w tej chwili czasu nadgonić kolejnych komentarzy, więc przepraszam, jeśli się powtórzę.

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, [imię chłopaka] wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać paskudnie. Syknął z bólu, gdy kawałek zwilżonej tkaniny dotknął jego czoła. I choć strasznie piekło, kiedy dziewczyna przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

Naprawiłabym w powyższy sposób. Informacja o szukaniu w skrzyneczce przedłuża zdanie, a właściwie jest powtórzeniem treści. Ewentualnie można to dopisać w kolejnym zdaniu (przed syknął), że coś znalazła przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami.

To tylko taka moja opinia.

Jak w piśmie odmieniać słowo “Sarac”, powstałe ze skrótu z j. angielskiego? Jak “sarak”?

Tak bym zrobiła, jeśli w ogóle.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No dobra, chyba ograniczę się do podmiany “urazu” na “rozcięcie”. To powinno załatwić sprawę. A mowy zależnej będę się starał unikać.

 

Ostatni przykład, dobrze?

 

Widok ten jak jeszcze nic innego w życiu ścisnął chłopca za serce.

– Nie mów tak! Nie wolno ci tak mówić! – zaprotestował gwałtownie malec i rzucił się przybranemu ojcu w ramiona.

 

Czy mogę wyciąć “malca”? Bo strasznie mi się ich namnożyło.

Nie lubię opowiadań.

Wszystko zależy od kontekstu, a wskazany fragment jest skromny pod tym względem (nie wiemy dokładnie, jak wygląda cała scena). Jeżeli scena jest skromna (ojciec + syn), a we wcześniejszej części akapitu przyjmujesz punkt widzenia chłopca, to ok: tego malca możesz spokojnie wyciąć.Jeżeli jednak w scenie jest więcej dzieci w różnym wieku, to całość może być niejasna. Ogólnie, sceny rozmowy w grupie są jedne z najcięższych do przedstawienia.

W przypadku takich wątpliwości, warto w myślach uprościć zdanie (wywalić wszystkie ozdobniki, ściąć zdanie do najprostszej postaci: podmiot, orzeczenie, dopełnienie), czyli: Widok ścisnął chłopca za serce. -...– Zaprotestował.  Wg mnie ok (w dialogu), bo dużej partii tekstu może budzić wątpliwości (że niby widok zaprotestował).

 

I nie unikaj mowy zależnej – nie warto wyrzucać dodatkowej strzały z kołczana aspirującego autora ;)

 

@Bolly

 

Nie wycinaj “malca”, bo wyjdzie na to, że zaprotestował widok, jako że to on jest podmiotem poprzedniego zdania.

 

@Bronchospazm

 

Tak, obecna norma każe odmieniać wg polskiej ortografii, jeśli na końcu wyrazu masz c wymawiane jak k albo x (ks)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To w końcu wycinać czy nie wycinać? Jest to układ ojciec + syn. Jest jeszcze matka, która się tej rozmowie przysłuchuje, ale to inny rodzaj gramatyczny.

Nie lubię opowiadań.

Ja bym nie wycinała.

W tym układzie musisz zostawić, bo Ci się podmioty mieszają. Po prostu. Możesz zmienić wcześniejsze zdanie, żeby było oczywiste, kto jest podmiotem w didaskalium, ale to jedyne wyjście, żeby opuścić tam podmiot.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję! Czyli:

Mianownik: Sarac

Dopełniacz: Saraka (czy Saraca?)

Jeśli masz za dużo “malców” we wcześniejszych zdaniach, to może tam powycinaj?

 

ETA: bronchospazmie: Saraka.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Broncho – zajrzałam do PWN i innych miejsc i zgłupłam. Bo gdyby było na -ic, to powinno być:

Saric – Sarica – Saricowi – Sarica – Sarikiem – Saricu

Ale dla -ac nie znalazłam normy :D

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A czy ta sytuacja nie jest podobna do tej?

 

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

Nie lubię opowiadań.

W sumie jest, ale chyba jednak zinterpretowałabym to zgodnie z intencją autora. Jeden rabin powie tak, inny powie nie...

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Okej, dziękuję wszystkim za pomoc.

Nie lubię opowiadań.

Jak zapisać w opowiadaniu dialogi bohaterów piszących ze sobą na czacie? Czy tak:

[Nick]: Hej! 

i wyśrodkowane, czy jakoś inaczej?

Może być tak, może być inaczej... Ja w swoich zazwyczaj piszę jednego wyrównanego do prawej, a drugiego do lewej (tak od kilku lat pokazują Facebook i telefony). Można jakoś inaczej zaznaczyć nicki – boldować, w nawiasy trójkątne... Jak napiszesz, powinno być dobrze, byle czytelnik widział, że to czat i orientował się, co kto mówi.

Babska logika rządzi!

Dzięki za odpowiedź.

Pisząc, człowiek ma wrażenie, że odkrywa język polski na nowo.

 

Jeśli ktoś mówi, że jest w drodze od trzech dni, to który to dzień jego podróży? Trzeci czy czwarty?

 

Czy “kolumna wozów” może turkotać i podskakiwać na wybojach, czy tylko każdy z wozów z osobna?

Nie lubię opowiadań.

Trzeci:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powiedziałbym, że “wozy turkotały i podskakiwały na wybojach” brzmi naturalniej niż “kolumna wozów turkotała i podskakiwała na wybojach”.

Zdecydowanie wozy, nie kolumna turkotały. Kolumna mogła się posuwać, ale turkotały wozy

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Spasiba.

Nie lubię opowiadań.

Który zapis bardziej Wam się podoba? To ma być ostatnie zdanie rozdziału.

 

  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, i niestety nie mylił się.
  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, i niestety – nie mylił się.
  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy – i niestety, nie mylił się.

Nie lubię opowiadań.

Drugi.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Drugi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mnie się żaden nie podoba...

Dla mnie to “niestety” jest wtrąceniem, a nie “i niestety”.

 

Dałabym albo tak:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy i, niestety, nie mylił się.

 

Albo podobnie do wersji drugiej, tylko bez “i”:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, niestety – nie mylił się.

Dream big.

Ja przy czytaniu przed “i” robię w tym miejscu pauzę. Może się mylę, ale wydaje mi się, że zdanie podrzędne należy odgraniczyć przecinkami. Poza tym – gdybym postawił przecinek po i, jak chcesz, zmieniłoby się trochę znaczenie zdania, które sugerowałoby wtedy, że bohater, oprócz tego, że czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, czuł także, że się nie mylił.

Nie lubię opowiadań.

Ja przy czytaniu przed “i” robię w tym miejscu pauzę.

Ja odwrotnie ;-) Ale interpunkcja to nie jest “nauka ścisła”, dużo zależy właśnie od intencji autora.

 

Może się mylę, ale wydaje mi się, że zdanie podrzędne należy odgraniczyć przecinkami.

I twoja wersja i moja wydziela zdanie podrzędne przecinkami.

 

które sugerowałoby wtedy, że bohater, oprócz tego, że czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, czuł także, że się nie mylił.

No nie, pomiędzy czuciem i nie myleniem się nie masz relacji nadrzędno-podrzędnej tylko współrzędną.

Dream big.

Nooo, na upartego można powiedzieć, że mylenie dotyczy czucia.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nooo, nie. Forma czasownika nie ta.

Ale tak jak pisałam wyżej dużo zależy tu od intencji autora i tego, co chce podkreślić.

Dream big.

Niom.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

1. Czy opisując nordyckich bogów w prozie można użyć nazwy Azów, czy lepiej pozostać przy popularniejszych Asach? 2. Jaki jest najlepszy polski odpowiednik dla terminu "trickster" (Loki, Renard, Puk etc.)?

  1. Mnie by to zbiło z tropu.
  2. O ile wiem, nie ma żadnego. Ale może któraś z ekspertek będzie wiedziała.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

#1 Tak właśnie myślałam. Do tego Asgard nie ma odpowiednika z "Z". Pomyślałam, że Azowie mogą być ciekawą odmianą w ujęciu tematu. Poza tym Asowie kojarzą mi się z kartami i asami np. sportowymi.

Czasem się mówi oszust, ale w literaturze pięknej to słabe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przechera, żartowniś?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wydaje mi się, że Jadowska miała po prostu trickstera.

Babska logika rządzi!

Huncwot rzecz jasna! 

Wikipedia proponuje szachraja, przecherę. Ja dorzucę do tego szelmę. Ale po prawdzie najczytelniejszy będzie chyba oryginał.

Oszust jest używany w tekstach okołonaukowych, w sensie figura czy archetyp, ale co zrobić z literature? Te wszystkie proponowane nie wskazują tak jasno na typo postaci mitologicznej...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba oryginał będzie najlepszy, masz rację Drakaino.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję wszystkim. :-)

Waham się teraz między szachrajem a przecherą, bo zdanie “Ten stojący przed nią wrak mężczyzny,[...], nadal był tym samym tricksterem, za którego wyszła dawno, dawno temu.” jakoś mi nie leży.

Głosuję na Szelmę, bo tak nazywa się pies mojego brata. Zresztą to ja wymyślałem imię :D Ale tak poza tym – oryginalny trickster chyba najlepiej pasuje, nie mamy dobrze ugruntowanego w języku tłumaczenia, więc wszystkie próby będą brzmiały nieco na siłę. Ale jeśli uprzesz się przy wersji polskiej, to moim zdaniem najlepiej pasuje szachraj – i znaczeniowo, i jeśli chodzi o samo brzmienie słowa, nieco zbliżone do oryginału (znaczy nie zbliżone zbliżone, bardziej zbliżone klimatem, nie wiem, nie znam się, nie umiem opisać xD) 

Szelma też dobra. :-)

W Twoim zdaniu najlepiej mi brzmi przechera.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mi też.

Co do Asów i Azów – w mitologii są Asowie, odłamy religijne to Asatru i Wanatru, O Azatru nie słyszałem. Także tego.

Azowie to może być pisownia z jakiegoś starego opracowania mitologii

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Toteż dla rozwiania wątpliwości warto zwrócić uwagę właśnie na nazwy ścieżek pogańskich (Asatru w przypadku Asów.

Czy termin “trickster” nie został przypadkiem wprowadzony przez współczesnych badaczy mitów? Więc jeśli bohaterami opowiadania/powieści są bogowie nordyccy, chyba nie powinni używać go w stosunku do Lokiego. Sugerowałbym coś szerszego znaczeniowo, na przykład “żartownisia”, “psotnika” albo “wesołka”. To nie do końca to samo, ale będzie dobrze kontrastowało z tym “wrakiem mężczyzny”.

Nie lubię opowiadań.

Całego akapitu z tym zdaniem nie wkleję, bo jest dość długi,więc napiszę tylko tyle, że w kontekście opisywanej sceny bardziej pasowały mi określenia kogoś bardziej przebiegłego i złośliwego niż lubiącego płatać figle.

Jeżeli opowiadanie jest mocno zakotwiczone w popkulturze (więcej: bawi się nią i przetwarza), to trickster jest ok. W innych przypadkach niekoniecznie. Amerykańskich bogowie i Wilcza zamieć – takmieczowo-karczemnej fantasy – nie.  

Mnie osobiście to słowo zupełnie nie pasuje i spróbowałbym je zastąpić. Żeby jednak zachować  odpowiedni kontekst, można pokusić się o jakiś zlepek, jak w starej piosence: Zawodowi macherzy od losu. Albo zupełnie iść w mnogość synonimów zlepionych w różnych wariantach: wiarołomny kochanek, urodzony blagier, obłudny brat w nieszczęściu i szalbierz ludzkich pragnień, czy jakoś tak ;)   

 

można pokusić się o jakiś zlepek, jak w starej piosence: Zawodowi macherzy od losu.

Niezłe, niezłe.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Też się zgadzam. Dla mnie w ogóle trickster używany w języku Polskim brzmi jak jakiś neologizm podobny do takich słów jak randomowy, selfie lub mój osobisty “faworyt”: hejt.

Oj, tak. W języku naukowym jeszcze ujdzie, ale w literackim? Be.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Blagier mi się podoba, choć zważywszy etymologię to “żartowniś”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy słowa takie jak: niezidentyfikowany (odgłos), zawibrowała (ziemia) pasują do opowiadania fantasy, którego akcja dzieje się w średniowieczu? A jeśli nie, to czym je zastąpić?

Moim zdaniem pasują, czemu niby nie?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Średnio, trochę mają techniczny posmak. Ale ziemia mogła po polsku zadrżeć (wibrowanie jest łacińskie, więc ujdzie, ale drżenie bardziej swojskie), a jeśli amplituda była większa – zatrząść się. Niezidentyfikowany (łaciński źródłosłów) to tyle, co nierozpoznany/nierozpoznawalny – może obcy, dziwny? Albo omów to jakoś?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Właśnie zadrżeć wydaje mi się najlepsze, ale użyłam go w poprzednim zdaniu. Chyba będę musiała po prostu jakoś te zdania połączyć. Jeśli chodzi o niezidentyfikowany dźwięk, to jego najważniejszą cechą jest to, że nie wiadomo, skąd się wydobywa i co go wydaje – więc niezidentyfikowany pasowałby idealnie pod względem znaczenia, a obcydziwny już niekoniecznie. Może właśnie spróbuję to omówić.

Mnie by ten niezidentyfikowany nie przeszkadzał, o ile tekst byłby napisany współczesną polszczyzną. Jeżeli masz stylizację na starodupny język naszych przodków, to odpada.

Nie lubię opowiadań.

Czy w języku Polskim występują jakieś inne formy imienia Sigyn?  Przy zapisie często mieszają mi się Y z I.

Szybkie pytanie. Chcę utworzyć zdanie w którym zawieram informację, że ktoś ma sto pięćdziesiąt lat. Zdanie ma się zaczynać tak:

Ze stupięćdziesięcioma/stopięćdziesięcioma/sto pięćdziesięcioma latami na karku...

Która z tych trzech form jest prawidłowa? Stawiam na pierwszą, ale nie jestem pewien.

Chyba żadna. Jeśli już, to stoma pięćdziesięcioma, ale to nie brzmi ładnie, więc odpuściłabym sobie liczebnik w takiej formie.

Czy w języku Polskim występują jakieś inne formy imienia Sigyn?

Zdaje mi się, że można by napisać “Signy”, ale to w ogóle nie jest imię używane w polszczyźnie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Szybkie pytanie. Chcę utworzyć zdanie w którym zawieram informację, że ktoś ma sto pięćdziesiąt lat. Zdanie ma się zaczynać tak:

Ze stupięćdziesięcioma/stopięćdziesięcioma/sto pięćdziesięcioma latami na karku...

Może: “Mając sto pięćdziesiąt lat na karku...”? Nie wiem, jaki ma być dalszy ciąg zdania, ale przypuszczam, że w takiej formie da się je uzupełnić tak, jak chcesz, czyli pewnie jakąś informacją na temat tej wiekowej postaci (...czuł(a) się jakoś tam/...nie pamiętał(a) wielu rzeczy/itp.).

Nie lubię opowiadań.

Żadnego nie znała osobiście, nie mówiąc już o nawiązywaniu z nimi przyjaźni.

Czy zaznaczony zaimek jest potrzebny, czy mogę go wyciąć?

Nie lubię opowiadań.

Na oko – wycięłabym. Ale może kontekst go tam trzyma?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W tym samym zdaniu mam już wcześniej “z nimi”. Całość – bo to nie jest całe zdanie – brzmi tak:

Rzadko je widywała, a jeszcze rzadziej wchodziła z nimi w rozmowy, żadnego nie znała osobiście, nie mówiąc już o nawiązywaniu przyjaźni.

Nie lubię opowiadań.

A, to w takim razie wytnij, jak najbardziej.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki.

 

Jeszcze jedno: mamy w języku polskim słowo, które znaczy tyle, co “znajdujący się w chmurach/pośród chmur”? Bo “chmurny” to chyba trochę co innego.

Nie lubię opowiadań.

Marzyciel.

Bujający w obłokach/ chmurach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

FIZYCZNIE znajdujący się w chmurach. Tak jak samolot, a nie Dyzio Marzyciel.

Nie lubię opowiadań.

Podniebny, powietrzny, atmosferyczny, podchmurny.

“Podchmurny” mi się podoba, ale chodzi mi raczej o coś, co znajduje się ponad chmurami, a nie pod nimi. Próbuję przetłumaczyć na polski “Cloudlands” i jak dotąd tłumaczyłem tę nazwę jako “Chmurne Królestwo”, ale chyba będę musiał zdecydować się na coś opisowego.

Nie lubię opowiadań.

"Obłoczny" brzmi poetycko i wzniośle. Ale mi go edytor podkreśla. Może być pod– albo nadobłoczny.

Babska logika rządzi!

Wniebowzięty ;D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Może być w takim razie nachmurny/śródchmurny. Takie słowa nie istnieją, ale myślę, że można ich użyć w nazwie własnej.

A jakby to rozbić i zrobić Królestwo Ponad Chmurami? Brzmi dość prosto, a jednocześnie poetycko. Bezpośrednio Cloudlands mi się w głowie po polsku układa w Chmuroziemie :)

Albo Ziemiochmurze!

Aero.

Taka morfa :D

Obłoczny jest w porządku, autokorekta podkreśla wszystko to, czego nie ma w słowniku, a nie to, co jest niepoprawne. Ale Królestwo Ponad Chmurami też byłoby dobre – zależy, jaki efekt chcesz osiągnąć.

SPOILER: W najnowszym odcinku Trader of Stories (który jeszcze nie wyszedł i nie wiecie, co w nim będzie) pojawiają się Dzieci Cienia, po angielsku Shadowchildren. Tak po prostu działa język – w angielskim zbitki są o wiele częściej dopuszczalne i naturalne.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jeszcze pogłówkuję.

Nie lubię opowiadań.

Zapisywanie przyszłości:

 

Będę się cieszyć. // Będę się cieszył.

Będę sprzątać. // Będę sprzątał.

 

Czy użycie czasownika w formie przeszłej do zapisania przyszłości jest poprawne?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tak, dlaczego nie miałoby być?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jak się zaczyna pisać, to wiele rzeczy, które wcześniej były oczywiste, nagle przestaje takie być. Dobrze to znam.

Nie lubię opowiadań.

Bo ja wiem, nie wiem, tak pytam. Wiem, że wszyscy tak mówią i piszą, byłem ciekaw, czy tak właściwie to jest to całkowicie poprawne :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Arbitrariness of the sign.

PWN tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/czas-przyszly;16341.html i tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Bedzie-zrywac-czy-bedzie-zrywala;5040.html mówi, że taki jest uzus (bo jest), ale tak jako ciekawostkę dodam, że nie wszystkie języki w ogóle mają czas przyszły. Albo przeszły. Albo w ogóle zaznaczają czas.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję Tarnino :-)

Nie jest prawdą, co o Tobie mówią XD

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Funny.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

I fear you.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dźwięk musiał osiągnąć apogeum, nim ucichnie na dobre.

Czy użyty tu czas przyszły (ucichnie) to błąd, jeśli całe opowiadanie jest napisane w czasie przeszłym?

Napisałabym: Dźwięk musiał osiągnąć apogeum, nim ucichł na dobre.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nawet jeśli jeszcze nie ucichł?

Zgadzam się z reg. Nie jestem pewna, czy to błąd, ale brzmi bardzo dziwnie.

 

ETA: Ale jeśli piszesz w czasie przeszłym, to już ucichł, bo opisujesz to z perspektywy przyszłości.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A coś takiego? Dźwięk musiał osiągnąć apogeum, zanim miał ucichnąć na dobre.

Lepiej.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dźwięk musiał osiągnąć apogeum, by (następnie) ucichnąć na dobre.

 

Może coś takiego? Choć nie bez znaczenia jest to, czy mówimy o związku przyczynowo-skutkowym czy tylko o następstwie czasowym.

Nie lubię opowiadań.

Jeszcze lepiej. “By” może oznaczać następstwo czasowe, to powinno być wyjaśnione przez kontekst.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Chodzi o następstwo czasowe. Chyba jednak usunę to zdanie, bo takie niezgrabne i za dużo z nim problemów, a w sumie nie jest aż tak potrzebne. Dziękuję wszystkim za sugestie.

A czym zastąpić słowo “torebka”? Chodzi mi o zwykłą, damską torebkę (nie koperta, nie plecak,  nie worek)? 

Przynoszę radość :)

To zależy o jaki model torebki chodzi, niektóre są spolszczone, inne nie. Można byłoby spróbować też przez samą markę, jeśli charakterystyczna.

https://www.felice.pl/Rodzaje-torebek-damskich-cinfo-pol-112.html

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki za link, Asylum, nic mi nie pasuje. Obawiam się, że jeśli napiszę “tote” albo “hobo”, będzie niezrozumiale, a “bransoletka” jednak kojarzy się jednoznacznie. Marka nie ma znaczenia, to zwykła torebka na ramię, w której się muszą zmieścić podstawowe drobiazgi.  Może komuś coś wpadnie do głowy.

Przynoszę radość :)

Pamiętam, że na torebkę noszoną na ramieniu, mówiło się konduktorka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak średnio mi się podoba, ale dzięki, Reg :)

Przynoszę radość :)

No tak, czułam, że o taką chodzi:(. Jeszcze jeden pomysł wpadł mi do głowy, niektóre z moich znajomych swoje torby, zwłaszcza jeśli są do nich przywiązane, nazywają po swojemu – jakiś nick. Eh, też nie, bo będzie niezrozumiałe:(

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Taki drobiazg, nie?

Przynoszę radość :)

Listonoszka?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Może. Dzięki, Tarnino :)

Przynoszę radość :)

Ja też kojarzę listonoszkę :-) O konduktorce nie słyszałam ;-)

Dream big.

Konduktorka jest, miałam i pasjami używałam, przed erą plecaków:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Reg, ja Ci wierzę na słowo. Po prostu nie znałam tego określenia ;-)

Dream big.

DD, były z takiej twardej skóry, sztywne, ale kultowe:), ba wąskim pasku, wygodne w noszeniu – wtedy i stosunkowo pojemne. Teraz już takich nie noszę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja natomiast wiem, że listonosze noszą ciężkie torby, ale nie słyszałam o damskiej torebce listonoszce. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Najlepsza byłaby nazwa w ogóle niekojarząca się z zawodem ;)

Przynoszę radość :)

Hm, zrozumiałe, zaesemusuję. Jedna to nazywa swoją torbę “buła”, innych nie pamiętam. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wszystkie moje kopertowe torebki nazywałam Franciszka. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaglądam do buły.

Zarzucam sobie na ramię Franciszkę.

Sięgam po listonoszkę.

Grzebię w konduktorce.

 

;)))))))))))))))

 

Przynoszę radość :)

Ja używam kolorów do identyfikacji torebek: czerwona, turkusowa, granatowa, czarna, itd... :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Anet, Franciszka-kopertówka pod pachę! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Torebka to torebka.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Biorę Franciszkę pod pachę – też dobre! ;)

Przynoszę radość :)

“Przeszła przez próg do przestronnego, choć zagraconego pomieszczenia” – czy jedno nie wyklucza drugiego?

Dzięki. ^^

Słuchajcie, jest takie zdanie:

 

"Oczami wyobraźni ujrzał jej mieszkańców, którzy udzielają mu pomocy."

 

Nie potrafię wyjaśnić, co z nim jest nie tak, ale gryzie mnie. Zrobiłabym “którzy udzielą” albo “jak udzielają”, ale nie potrafię uzasadnić, dlaczego. Czy z tym zdaniem jest wszystko okej?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dwa zaimki powodują, że zdanie nie jest płynne. Co do formy czasownika – zależy, czy udzielą, udzielali, czy udzielili :P Jeśli w tej chwili, to napisałabym: “oczami wyobraźni ujrzał mieszkańców udzielających mu pomocy”

Brzydkie jest, i niejasne – nie wiadomo, czy mieszkańcy zawsze udzielają (habitualnie), czy tylko teraz. I ten zaimek “jej” – może jednak lepiej dać “osady”/”twierdzy”/gdzie oni tam mieszkają?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Kontekst: mieszkańcy chaty, których bohater jeszcze nie poznał. Ma nadzieję, że udzielą mu pomocy, jak dotrze do chaty.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jeżeli wiadomo, że chaty, to możesz nawet opuścić zaimek i będzie dobrze.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A czasownik? Czas przyszły czy zostaje, jak jest?

www.facebook.com/mika.modrzynska

A nie może być: “Oczami wyobraźni ujrzał, jak (jej) mieszkańcy udzielają mu pomocy”?

Babska logika rządzi!

Chyba najlepsze, Finko. Kam, dla mnie zdanie poprawne, ale szkolene. Razi: którzy, zaimki (przynajmniej jeden do skasowania) oraz lekko – oczyma wyobraźni, chociaż oczyma bym odpuściła.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję wam wszystkim ślicznie za pomoc! heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Tak, finklowe dobre.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pomóżcie, bo łeb mi pęka i czasy mi się mieszają.

 

  1.  Próbowała nie dać po sobie poznać, jak bardzo martwi ją to, że ilekroć jej ukochany syn ściągał/ściąga koszulę, z łatwością mogła/może policzyć sterczące mu pod skórą żebra.
  1.  Uchodźcy licznie zdążali na południe, do słonecznych nadmorskich królestw, gdzie klimat był/jest łagodny, a na wzgórzach pyszniły/pysznią się winnice i gaje oliwne. Trafiali się i tacy, co zamierzali udać się przez morze jeszcze dalej, do egzotycznych pogańskich krajów, gdzie rosły/rosną drzewa o koronach w kształcie pióropuszy, rodzące słodkie owoce i ogromne, pokryte długim włosem orzechy, z których po rozłupaniu wypływało/wypływa białe mleko.

Nie lubię opowiadań.

Ja bym dała wszystko w przeszłym.

A mnie w pierwszym pasuje teraźniejszy. Martwi ją (teraz) to, co jej ukochany robi (teraz). Tak myślę.

Przynoszę radość :)

A ja bym wszystko dała w teraźniejszym.

Babska logika rządzi!

0_o

Nie lubię opowiadań.

Zależnie jakiego czasu ogólnie używasz w tekście. Aby konsekwentnie. W 2 lepiej pasuje teraźniejszy (bo jeżeli klimat gdzieś był łagodny, to już raczej nie jest itd.), w 1 w sumie chyba też. Przy czym zdanie:

ilekroć jej ukochany syn ściąga koszulę, z łatwością może policzyć sterczące mu pod skórą żebra.

Sugeruje, że to syn może. Więc w tym combo wypadku ściąga/mogła wydaje się uzasadnione.

To się czasy jeszcze bardziej pomieszały :o

Bolly, to i ja się dołożę jeszcze;)

#teamAnet; w pierwszym wyboldowane – zdecydowanie teraźniejszy, ponieważ ją to martwi, wciąż. Natomiast w drugim przeszły, gdyż z obu fragmentów wynika iż narrację prowadzisz w przeszłym.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Teraz mam w głowie jeszcze większy mętlik...

 

W pierwszym przypadku faktycznie pasowałby mi czas teraźniejszy, choć – jak zauważył None – musiałbym zdanie przerobić, żeby było wiadomo, kto może.

 

W drugim przypadku początkowo w obu zdaniach też dałem teraźniejszy, ale zacząłem się zastanawiać nad przeszłym.

Nie lubię opowiadań.

“X siedział na gałęzi dębu, jakby to była ława przed jego własnym domem, gdyby takowy posiadał. “

 

Czy to zdanie ujdzie, czy powinnam rozbić je na dwa – jedno siedzeniu na gałęzi, drugie o braku własnego domu?

Dla mnie brzmi w porządku, choć ostatni człon, czyli “gdyby takowy posiadał”, oddzieliłbym od reszty zdania myślnikiem.

Nie lubię opowiadań.

Myślnik – dobry pomysł. Dzięki. ^^

Mnie to zdanie pasuje (i przecinek też).

Przynoszę radość :)

Przecinek jest okej, ale myślnik jest fajny, bo pozwala wyróżnić i zaakcentować końcową część zdania.

Nie lubię opowiadań.

Na czworakach się stoi, znajduje, czy tylko można chodzić?

IMO, stać też można. A przedtem się opada. Albo podnosi, zależy, co było wcześniej.

Babska logika rządzi!

Znajdowanie na czworakach może dotyczyć tylko koralików, które, skubane, wpadają między deski podłogi, małe, wredne...

Poza tym na czworakach można się czołgać. “Znajdować się” jest w tym kontekście śmiesznie zadęte.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Hmmm. Wydaje mi się, że czołgać to się można tylko na brzuchu. Ale nie będę o to kopii kruszyć.

Babska logika rządzi!

Na pewno czytałam o czołganiu się na kolanach... tylko gdzie?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Crawling on all fours?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Possibly.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję. Chodzi mi o opis sytuacji, kiedy człowiek jest na czworaka(ch) i rzyga. Nie mogę napisać “wymiotował na czworaka(ch)”, bo narrator odkrywa tę czynność fizjologiczną dopiero później, tj, najpierw widzi go na czworaka(ch), potem, że wymiotuje.

Ewentualnie można ominąć problem i napisać coś w stylu: “Xxx wszedł do szopy i zobaczył Yyy na czworakach”.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

“Mówił o wiekszym dobru” czy “Mówił o większym dobrze”?

O kim? O czym?

O dobru. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Chyba, że on akurat dobrze mówił o swoim koledze, który był większy :) Ale zasadniczo, niektóre formy, choć poprawne, są brzydkie i dobrze jest jakoś tak się wygiąć w paragraf, żeby ich uniknąć.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zamierzał złapać jak najwięcej ryb – tyle, że żaden jeden stół w Asgardzie nie pomieściłby ich wszystkich.

 

Czy tak może być, czy powinnam w miejscu słowa “jeden” użyć “pojedynczy”?  Czy może powinnam zrezygnować z tego jednego słowa?

IMO, to nie jest błędem, ale wygląda dziwnie. Lepiej byłoby bez tego słowa. Albo “ani jeden stół”.

Babska logika rządzi!

Wystarczy: Za­mie­rzał zła­pać jak naj­wię­cej ryb – tyle, że żaden stół w As­gar­dzie nie po­mie­ścił­by ich wszyst­kich.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję. ^^ Za radą Reg zrezygnowałam ze słowa – mniej znaków. ;-)

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witajcie, dobre duszyczki!

Waszej fachowej pomocy potrzebuję.

Mam takie zdanie:

 Czułam, jak ktoś trzyma moją dłoń.

 

Narrator opowiada w czasie przeszłym, więc zastanawiam się, czy dobrze zapisałam powyższe zdanie jeśli o czasowniki chodzi. I czy w ogóle to jest poprawne zdanie. :O 

Miałam jeszcze opcje: Czułam, jak ktoś ściska

                                              Czułam, że ktoś ściska...

Im dłużej się nad każdym zdaniem rozwodzę, tym większe wątpliwości. :(

Finkla napisała, że według niej wszystkie przykłady są w porządku.

Babska logika rządzi!

Tarnina uzupełniła: jak i że nie są w zasadzie synonimami. “Jak” odnosi się bardziej do sposobu, a “że” do samego procesu (”Jacek powiedział, że mielił mąkę.” vs. “Jacek powiedział, jak mielił mąkę.”) – ale tutaj to można pominąć. Czasy są w porządku – już to tłumaczyłam komu innemu, ale powtórzę.

W języku polskim nie obowiązuje consecutio temporum jak w angielskim, z którego nagminnie się je teraz kopiuje (to błąd!). Czas zdania podrzędnego nie zależy od czasu zdania nadrzędnego, a tylko od czasu czynności względem czasu narracji:

Trzasnęły drzwi. Poczułam, jak włosy stają mi dęba. (zd. podrzędne w zd. podrzędnie złożonym)

Trzasnęły drzwi. Włosy stanęły mi dęba. (zd. samodzielne)

 

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję, Finklo!

Dziękuję, Tarnino! Zwłaszcza, że już gdzieś tłumaczyłaś. 

Teraz już wiem i rozumiem! :D

Czy te dwa zdania znaczą to samo? Czy “w” robi jakąś różnicę?

 

1) Zaszło to nieco ponad rok później.

2) Zaszło to w nieco ponad rok później.

Nie lubię opowiadań.

Hmm. Na moją intuicję, lekka różnica jest. “W rok” dotyczy procesu, “rok później” – punktu w czasie. Można się w rok postarzeć o trzy lata. Bomba wybucha rok później. Oczywiście, nie każde wydarzenie jest procesem albo punktem. Taki na przykład przelot komety w pobliżu Słońca można kwalifikować różnie w zależności od kontekstu i jednostki miary.

Babska logika rządzi!

Zdanie pierwsze jest prawidłowe. Drugie jakoś mnie gniecie – napisałabym raczej: W rok później zdarzyło się (co się zdarzyło).  Funkcjonuje coś takiego, ale tylko w tej konkretnej wersji. Wnioskowania w języku potrafią być zawodne.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Głowa może być przepełniona wyłącznie myślami/emocjami, czy także dźwiękami, np. czyimś płaczem/krzykiem?

Nie lubię opowiadań.

Dźwiękami wypełniałbym raczej uszy. Ewentualnie głowa może pękać od hałasu. “Głowa wypełniona krzykiem” z pewnością wylądowałaby w mojej łapance jako wątpliwa metafora.

Tak, w mojej też.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Po namyśle – częściowo zależy to od kontekstu. Jeżeli piszesz o momencie usłyszenia dźwięku, może być kiepsko. Ale jeśli chodzi o wspomnienie dźwięku, można by to jakoś obronić. Niemniej i tak są lepsze frazy.

Moglibyśmy... mógłbyś go sobie zostawić.

 

Czy “mógłbyś” powinno być małą, jak wyżej, czy wielką literą? Gdyby to po wielokropku było tylko dokończeniem zdania, nie miałbym wątpliwości, ale co w sytuacji, gdy postać się poprawia?

Nie lubię opowiadań.

Małą, bo to oczywista kontynuacja tego, co przed wielokropkiem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ale mówiący tak jakby zaczyna wypowiedź od nowa.

Nie lubię opowiadań.

Tak jakby tak. Ale konwencja jest taka, że małą. Czasami nie da się takich rzeczy wywnioskować. Język nie zawsze jest logiczny.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja bym się nie czepiała żadnej wersji. Ta z większą literą IMO sugeruje dużą zmianę w wypowiedzi. “Skoro nie ma nauczyciela od matematyki, to moglibyśmy pójść na piwo… Mógłby pan profesor wygłosić uczniom pogadankę o szkodliwości alkoholu”.

Babska logika rządzi!

Czy można powiedzieć, że coś zostało zgubione, jeśli:

a)widziało się, jak to przepada,

b)wiadomo, gdzie to jest, ale trzeba się natrudzić, by odzyskać?

 

W tytule opka konkursowego użyłam słowa “stracił”, ale według mnie nie brzmi to tak dobrze, jak “zgubił”. Chętnie bym zmieniła, ale nie wiem, czy wtedy pasowałoby do sytuacji z historii.

Przejrzałem na szybko słowniki w internecie i w jednym napisano, że “zgubić” wiąże się z tym, że nie wiemy, gdzie to coś zgubione się znajduje. Dwa inne słowniki nie wymieniają takiego warunku.

Niemniej – w mojej opinii – “zgubić” posiada właśnie takie znaczenie.

Może wymyśl tytuł, odnosząc się do treści pod innym kątem? Pod jakim to nie zaproponuję, bo nie znam treści. ;)

Z drugiej strony zastanawiam się, czy jakikolwiek czytelnik będzie to aż tak rozkminiał. xD

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hmm. No, faktycznie, to zgubienie trochę nie gra... Też zalecałabym zmianę podejścia. (A czytelnik mógłby rozkminiać – są i tacy.)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zastanawiają mnie dwa słowa: “nic” i “niczego”

– niczego nie widziałem – nic nie widziałem

– niczego nie wiem – nic nie wiem

– niczego tam nie było – nic tam nie było

Obie formy poprawne i można stosować zamiennie? Czy tylko jedna? Czy jedna jest uznawana za ładniejszą językowo od drugiej? Jak to z tym jest?

Kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale nie doszłam do żadnych wniosków :^)

A ło.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

IMO, obie formy poprawne. Zasadniczo bardziej podoba mi się “niczego”, ale... Anegdotka z czasów szkolnych:

Matematyk i kolega z klasy.

– Czego nie rozumiesz?

– Niczego!

– Nie dziwota, Nietzsche pisał trudne rzeczy...

Babska logika rządzi!

“Niczego” jest po prostu dopełniaczem od “nic” – w zasadzie w Twoich przykładach powinien być dopełniacz, ale ponieważ języki indoeuropejskie powoli tracą fleksję, “nic” spotyka się w takim kontekście w codziennych rozmowach, więc w dialogu może grać. Wyjątkiem jest “nic nie wiem”, które ma trochę inny wydźwięk od “niczego nie wiem”:

 

– Ja nic nie wiem! – jęknął. Agent 0700 z westchnieniem sięgnął po łom.

 

– Ja niczego nie wiem – powiedział, nie odrywając wzroku od sortowanych papierów. – Musi się pani zwrócić do działu zaopatrzenia.

 

Wiem (:D) drobiazg, ale takie drobiazgi mają znaczenie.

 

ETA: A, Speedy Gonzales :D Finklo, Nietzschego nikt nie rozumie, bo to wariat był :P

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie lubię opowiadań.

(Kotka) Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem pod stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu, pochłoniętemu rozmową z towarzyszem.

 

1, Czy można jakoś usunąć z tego zdania powtórzenie, czy w sumie nie jest ono takie rażące?

  1.  Czy  w ogóle zdanie jest przeładowane i należałoby je podzielić?

1. Nie razi.

2.Tak.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

  1. Specjalnie rażące nie jest, choć pierwsze “pod” możesz wyciąć – obejdzie się bez niego.
  2. Zależy od kontekstu. Jest dość długie. Jakie są zdania sąsiednie?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dłuższy fragment po poprawkach wygląda tak:

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty. Z właściwą ich gatunkowi gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha. Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

Uwagę zmierzających na ucztę gości zwrócił krzyk i następujący tuż po nim plusk. Ponieważ przerażona kotka uciekła w pobliskie chaszcze, ujrzeli tylko mężczyznę w błotnistej kałuży.

A nie można po prostu: “(...) przed zmiażdżeniem przez potężnego Asa (...)”? Ewentualnie “rozdeptaniem”.

Nie lubię opowiadań.

Dziękuję, Bolly. ^^

Ajzan, nie kombinuj, pisz prosto. To moje zdanie. Cięłabym wszystko.

Przerobiony fragment:

Pod stopami mężczyzn podążały bezpańskie koty. Z gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha. Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem potężnego Asa tylko po to, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Strasznie rozwleczone, Ajzan.

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty.

Koty podążały pod stopami? Kręciły się pod stopami, tak (to idiom), ale podążanie zupełnie mi tu nie pasuje.

Z właściwą ich gatunkowi gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha.

To jest purpurowe. Nie mogłabyś tego bardziej pokazać? Niech kotek faktycznie uskoczy, prychnie, syknie i wypręży grzbiet. Czy coś.

Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

W kontekście – może być.

Uwagę zmierzających na ucztę gości zwrócił krzyk i następujący tuż po nim plusk.

Nienaturalne i zbyt reportażowe. Pokaż to. Niech np. przerwie rozmowę jakimś dwóm gościom.

Ponieważ przerażona kotka uciekła w pobliskie chaszcze, ujrzeli tylko mężczyznę w błotnistej kałuży.

Jak wyżej – to reportaż.

 

Czyli to zdanie dobrze, tylko reszta źle :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie lubię opowiadań.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję, Tarnino. Przerobiłam całość i teraz jest chyba lepiej.

Przerabiając wszystko pod czyjeś dyktando, daleko nie zajdziesz. Pisz tak, jak lubisz, a nie tak, jak Ci każe Smerf Ważniak.

Nie lubię opowiadań.

Tylko, że na ogół zgadzam się z sugestiami bet, bo nie mam jeszcze takiego skilla  ani pomysłów, by samej wyłapać i poprawić niektóre rzeczy, Czasem jednak się nie zgadzam albo  mam uwagi, jak tutaj:

 

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty.

Koty podążały pod stopami? Kręciły się pod stopami, tak (to idiom), ale podążanie zupełnie mi tu nie pasuje.

 

To poprawiłam za sugestią, chociaż “podążanie": ma również według mnie  sens w jeszcze szerszym kontekście.  Cała scena ogólnie dotyczy kotów podążających za Asami do miejsca, gdzie będzie dużo jedzenia.

Smerf Ważniak nie każe, tylko sugeruje. Każdy odpowiada za swój tekst i jeśli pójdzie w przepaść, to za swoja sprawą. Mógł nie słuchać.

Tylko, że na ogół zgadzam się z sugestiami bet, bo nie mam jeszcze takiego skilla  ani pomysłów, by samej wyłapać i poprawić niektóre rzeczy

Odwagi.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zmierzam do tego, że niektórzy, na podobieństwo Ważniaka właśnie, nie wiadomo dlaczego roszczą sobie prawo do przemawiania z pozycji autorytetu i czepiają się wszystkiego, byle się czepiać. Dopóki nie popełniasz rażących błędów językowych ani logicznych, masz prawo pisać po swojemu, zdając się po prostu na własne gusta i intuicję. A że komuś coś brzmi jak reportaż, gdzieś tam dopatrzył się purpury albo anglicyzmów, to jego problem.

 

Odwagi.

To.

Nie lubię opowiadań.

Misiaczku słodziuchny, gdzie ja powiedziałam, że jestem autorytetem? Nie każda moja wypowiedź jest przyganą – czasami po prostu zwracam uwagę, że coś wydało mi sie artystycznie nieodpowiednie. Sztuka to gra, symbol i święto (wyguglaj) – jest zatem czynnością uprawiana społecznie, nie sobie, a muzom.

A mądrość to między innymi sztuka niesłuchania głupich rad. Uważasz moje rady za głupie? Olej je mocnym strumieniem. Ja się tym nie zmartwię, bo moja rola kończy się na ich wypowiedzeniu.

A tak w ogóle, to... Wielki Cthulhu. Ciągle wierzysz w nieomylność i doskonałość policjantów, księży i pani w szkole? Mnie jedna wmawiała, że szkarłupnie są grupą wymarłą. Po to masz własny rozum, żeby sam sobą kierować i wybierać, kogo chcesz słuchać, OK? Nie żyję za Ciebie i nie piszę za Ciebie. Po prostu usiłuję w czymś pomóc bliźnim.

Dixi.

 

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Królewno najsłodsza, ja to po prostu czuję, kiedy czytam twoje posty. Nie tylko treść się liczy, ale i ton, w jakim zostały napisane. Często sprawiasz wrażenie, że piszesz o faktach, podczas gdy są to tylko i wyłącznie twoje opinie – ot, dla Ciebie jakiś fragment brzmi jak reportaż, dla mnie nie. To jest strasznie toksyczne.

 

Sztuka to gra, symbol i święto (wyguglaj) – jest zatem czynnością uprawiana społecznie, nie sobie, a muzom.

I tu się znacząco różnimy. Bo w moim odczuciu pisanie – podobnie jak rysowanie, malowanie czy inne formy sztuki –  ma przede wszystkim sprawiać przyjemność twórcy i pozwalać mu na ekspresję siebie. Nie każdy ma ambicje zostać WIELKIM AHRTYSTĄ i jeśli coś jest wystarczająco dobre, żeby nie sprawiać bólu przy obcowaniu z tym, to po co się spinać? Why so serious?

 

A tak w ogóle, to... Wielki Cthulhu. Ciągle wierzysz w nieomylność i doskonałość policjantów, księży i pani w szkole?

Nie. Dodam, że nie wierzę też w nieomylność filozofów.

 

Po to masz własny rozum, żeby sam sobą kierować i wybierać, kogo chcesz słuchać, OK? Nie żyję za Ciebie i nie piszę za Ciebie. Po prostu usiłuję w czymś pomóc bliźnim.

Są osoby mniej i bardziej uległe i podatne na sugestię. Samoocena gra tutaj dużą rolę.

 

Pixi, Dixi i Pan Jinks.

Nie lubię opowiadań.

    Często sprawiasz wrażenie, że piszesz o faktach, podczas gdy są to tylko i wyłącznie twoje opinie

Rozdzielmy te dwie rzeczy, bo bez tego daleko nie zajdziemy. Czasami owszem, piszę o faktach, czasami o opiniach. Swoich, bo czyich? Ale co jest faktem, a co opinią? Kubek po kakao, który teraz przede mną stoi, jawi mi się biały, kubkokształtny i opatrzony reklamowym napisem. Czy to są fakty? Niekoniecznie. Ale nic innego nie mam. Cała dziedzina filozofii (epistemologia) zajmuje się próbami ustalenia, czym są fakty i skąd je brać od ładnych kilkuset lat – jeszcze tego nie ustaliła.

Opinia to ocena (zauważ, że Ajzan właśnie o ocenę prosiła, ale rozmawiamy teraz o ogółach). Czy jest coś takiego, jak ocena obiektywna? Nie chcę Cię teraz odsyłać do Chestertona i nie wiadomo, kogo jeszcze – krótko. Myślę, że jest. Istnieją pewne normy, na podstawie których się  ocenia. Skąd je znamy? Wątpię, żeby były wrodzone, w każdym razie nie w całości). Ale przeczytałam w życiu parę książek, myślę, że przynajmniej niektóre były dobre, i jakieś poglądy co do norm sobie wyrobiłam. Może błędne – w jakimś stopniu na pewno. Ale w jakimś stopniu chyba nie. Trudno mi o tym wyrokować w tej chwili – mam na warsztacie przekład Orwella (nie wrzucę na stronę przed styczniem), w którym jest o tym konkretniej, więc tę dyskusję może odłóżmy.

    To jest strasznie toksyczne.

Nie, słoneczko. Toksyczna jest bierna agresja. Toksyczne jest to, co Amerykanie nazywają "silent treatment". Toksyczne może być to, że nauczyciel pyta uczennicę z atopowym zapaleniem skóry, czy wsadziła ręce pod kosiarkę (true story), a na pewno jest powiedzenie komuś, kto Cię prosi, żebyś go nie kopał w krzesło, że nie jest Twoim bliźnim (also true story). Ja mówię, co myślę i nie zmuszam nikogo, żeby się ze mną zgadzał. Mogę podyskutować. Jeśli go nie przekonam, trudno. Rozejdziemy się w pokoju. Gdybym chciała przykopać Tobie albo komukolwiek innemu, nie tak byłabym się do tego zabrała.

Zabawne, swoją drogą, że kiedy akurat chwalę, nikt nie krzyczy, że źle chwalę i robię chwalonemu krzywdę (to jest możliwe, czasami się martwię, że niechcący to robię). Nie jesteście kapkę stronniczy?

Jedźmy dalej.

    Nie każdy ma ambicje zostać WIELKIM AHRTYSTĄ i jeśli coś jest wystarczająco dobre, żeby nie sprawiać bólu przy obcowaniu z tym, to po co się spinać?

... na pewno jesteś tym samym facetem, który parę miesięcy temu napisał:

 Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Daj dowód, bo zaczynam się bać, że podmienili Cię obcy.

    I tu się znacząco różnimy. Bo w moim odczuciu pisanie – podobnie jak rysowanie, malowanie czy inne formy sztuki –  ma przede wszystkim sprawiać przyjemność twórcy i pozwalać mu na ekspresję siebie.

W porządku. Jest taki pogląd, zdaje się, całkiem powszechny. Ale wyznawanie go odbiera cały sens temu, co tu robimy. Bo jeśli nie ma znaczenia, czy tańczysz, czy podrygujesz, to po co o tym dyskutować? Kogo to obchodzi? I po co się uczyć lepiej tańczyć? Może tylko po to, żeby sobie nie zrobić krzywdy, ale czy możesz sobie zrobić fizyczną krzywdę, pisząc? Chyba tylko wtedy, kiedy się garbisz.

Ponadto – jeżeli pisanie jest wyłącznie Twoją autoekspresją (tj. emocjonalną – pisanie o czymś, co uważasz za ważną prawdę i chcesz to przekazać innym to już nie tylko autoekspresja), nikt nie ma powodu tego czytać. Jak to powiedział Feliks Kres, każdy ma swoją duszę i jej granie.

Oczywiście, możesz się tu podeprzeć Aylą Nereo:

    I do not show this skin for you

    I show myself to know myself

    I show it for the Earth from which I came

    my prayer is for you to do the same

ale to nie zmieni tego, co powiedziałam. Nikogo nie obchodzi Twój goły tyłek :P

    Dodam, że nie wierzę też w nieomylność filozofów.

Prawidłowo.

    Są osoby mniej i bardziej uległe i podatne na sugestię. Samoocena gra tutaj dużą rolę.

Wiesz, ja osobiście doskonale wiem, że jestem do kitu – ale przed własną egzystencją jako istoty rozumnej uciekam tylko czasami. Co jest mniejszym złem – że ktoś dostanie złą radę (jedną z wielu – przyjrzyj się komentarzom pod tekstami, zwykle opinie da się podzielić na jakieś trzy-cztery grupy, i rzadko się zdarza, żeby żadna nie była ani trochę pochlebna) – czy że ktoś zawoła na puszczy i nie dostanie szczerej opinii? Albo w ogóle żadnej? Bo nikt nie będzie miał nic miłego do powiedzenia? Z opinii innych o Twoich tekstach możesz się dowiedzieć, po pierwsze i najważniejsze, jak inni odczytują Twoje teksty. Co z nich rozumieją, albo nie. Czy docierasz do ludzi.

Ale skoro to ma być autoekspresja, nie komunikacja, to nie interesuje Cię, czy ktoś to będzie w ogóle czytał, a tym bardziej, czy zrozumie. Prawda?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Aleście się rozwinęli:)

Ciekawa dyskusja, o autorytetach, sztuce, ważniactwie, opiniach, rozrywce i swoim stylu oraz filozofii.

Zacznę od ważniactwa, gdyż zdaje się najbardziej ocenne. Czyjeś mocne zdanie, opinia są okazją, szansą do skonfrontowania się z nią, do polemiki, do zadawania pytań. Pewnie, że może to być trudne, ale kiedy zmusza autora do myślenia to chyba dobrze? W końcu uczymy się, a zdanie innych możemy odrzucić bądź przyjąć częściowo. Nie ma wymogu, konieczności akceptacji uwag, co więcej pod opowiadaniami są różne komentarze, nie ma „urawniłowki”.

Autorytety – cenię je. Dlaczego? Bo przeczytali więcej, wiedzą więcej w konkretnej dziedzinie i zachęcają do myślenia, kształtowania własnego stylu, w sumie do określenia się.

Sztuka to symbol, znak, coś co chcesz powiedzieć (znaczy Autor). Rozrywkowy cel nie ma tu nic do rzeczy, tj. też się wpisuje w konwencję.

Autorzy są delikatnymi stworzeniami (sądzę po sobie, żeby nie było), jednakże potrzebują zarówno głaskania jak i stymulacji, zderzenia z odbiorem innych. I nie ma znaczenia, że książki o które potykasz się w przykładowym Empiku są słabe, jest ich mrowie i nie możesz znaleźć nic ciekawego i sądzisz – może i ja spróbuję, przecież jestem lepszy. Może tak, lecz oblekanie w słowa swoich myśli, przerabianie je na opowieści – moim zdaniem – nie są genetyczne, lecz biorą się z kombinowania, rozważania, myślenia, nawet jeśli jest to rozrywka.

Wreszcie filozofia. Dla mnie to obszar cholernie warty uwagi, ponieważ jest królową rozważania i uczy krytycznego myślenia, porządnego. Matko jedyna, wszystko już było. Czasem jest hermetyczna, ta filozofia i potrzebni są przewodnicy, sam nie dasz rady. Przynajmniej ja tak miałam i mam.

pzd srd:),

a

PS. A teraz najpierw do opka Lupusa, a potem zajrzę do jakiegoś Twojego – Bolly. Podaj, jeśli ma być konkretne.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ostatnie posty nie mają wiele wspólnego z tematem wątku i byłoby wskazane, żeby to się zmieniło.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No dobrze, Berylu. Skasować swój?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jeśli temat wróci na właściwe tory, to powyższych postów nie ma potrzeby usuwać. Pozwoliłem sobie jednak usunąć te dwa, które zostały opublikowane później i odnosiły się do dyskusji, której tutaj być nie powinno.

A teraz czekamy na kogoś, kto potrzebuje pomocy językowej ;)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

*nieśmiało* To może znów ja?

 

“Sequel” do omawianego wcześniej fragmentu:

 

Z pobliskiego zaułka zamieszaniu przyglądał się rudy kocur. Ze swej kryjówki widział również doskonale salę biesiadną.

 

Czy to. że oba zdania zaczynają się praktycznie podobnie, ujdzie?

Tak.

Przynoszę radość :)

Ja też nie widzę problemu.

Nie lubię opowiadań.

Ujść, ujdzie, ale jeśli można napisać to lepiej, to czemu nie próbować? Problemem tutaj nie jest początek zdań, tylko zbędny zaimek dzierżawczy i niefortunny przysłówek. Redagowałbym.

 

“Ukryty w pobliskim zaułku rudy kocur przyglądał się zamieszaniu. Miał doskonały widok na salę biesiadną”.

Azjanko, mnie by to jednak się nie spodobało.  Kombinację tych zdań da się napisać lepiej. 

To ja chyba jestem jakiś dziwny, bo dla mnie oryginał brzmi najzupełniej w porządku.

Nie lubię opowiadań.

Dla mnie też.

 

Przynoszę radość :)

Dziękuję za sugestię, Szlagier. Poprawiłam.

Ajzan, proszę bardzo. Fajnie, że się przydało.

Ot, drobiażdżek taki... Mamy dzień styczniowy, kiedy słońce zachodzi około czwartej po południu. Bohater myśli sobie, że zdąży do domu przed nocą, mając na myśli, że właśnie przed czwartą, zanim zrobi się ciemno. Nocą nazywamy okres od zachodu do wschodu słońca, jednak mówienie, że po czwartej to już noc, trochę mi zgrzyta. Zastanawiam się, czy nie powinienem spróbować jakoś tego obejść.

Nie lubię opowiadań.

“Przed zmrokiem” chyba załatwia sprawę.

Zanim zrobi się ciemno, zanim zapadną ciemności, przed zachodem słońca.

A nawet wydaje mi się, że w tym przypadku dobrze byłoby zaznaczyć, że szybko robi się ciemno, bo to nie jest takie oczywiste. I wtedy napisać np. to, co sam podałeś: “przed czwartą, zanim zrobi się ciemno”.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Prócz zmroku, jest jeszcze wieczór?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mam dokładnie takie zdanie: „Do zmierzchu jeszcze jakieś dwie godziny – kalkulował, popędzając konia. – Jeśli się pospieszę, zdążę do domu przed nocą”.

 

Czyli zamiast “przed nocą” lepiej byłoby dać “przed zmrokiem”?

Nie lubię opowiadań.

Nie bardzo, bo wychodzi powtórzenie. Może nie takie dosłowne, ale znaczeniowe. Ja bym w ogóle wywaliła dwa ostatnie słowa i liczyła, że odbiorca się domyśli, przed czym należy zdążyć.

Babska logika rządzi!

Ściśle biorąc, zmierzch następuje przed nocą. Więc w wersji wyjściowej znaczenia się nie powtarzają.

EDIT: NIe, sorry. Zasugerowałem się nocą astronomiczną, która nie jest tym samym co noc “pospolita”. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Po co kombinować.

“Do zmierzchu jeszcze jakieś dwie godziny – kalkulował, popędzając konia. – Jeśli się pospieszę, zdążę do domu, zanim się ściemni”.

I cyk.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo, ale wtedy masz dwa “się” w jednym zdaniu.

Mnie akurat to 2x “się” bardzo nie przeszkadza, więc chyba skorzystam z sugestii El Lobo.

Nie lubię opowiadań.

Ku jego irytacji, krajobraz wcale się nie zmieniał – wszędzie tylko wysokie pnie drzew oraz sięgający do kolan śnieg. Przy każdym kroku wbijał weń trzewik włóczni jakby to było ciało wroga. Loki nienawidził śniegu, zimna jak również bycia zagubionym i głodnym.

 

 

Czy i w tym przypadku powtórzenie nie będzie rażące? Nie mogę znaleźć synonimu dla śniegu, które by pasowały do okoliczności.

IMO, może być. A może lód zamiast drugiego śniegu? Albo w ogóle zima?

Babska logika rządzi!

Dla mnie – nie, Ajzan, acz ciutkę innego bym wycięła, np. tylko, przede wszystkim, włóczni (nie rozumiem), największego, w sumie, jak również. Jednak ja przesadzam i nie umiem się od tego uwolnić, Ajzan, więc weź to, proszę,  pod uwagę. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobra, poucinałam trochę. :-)

Lód mi nie pasuje, Finklo, bo śnieg to jednak trochę inna forma a o takim typowym lodzie nie ma w tekście mowy. Zastanowię się jeszcze nad zimą.

Co innego powtórzenia, które wynikają z nieuwagi piszącego, a co innego takie, które są nie do uniknięcia bądź służą, jako środek stylistyczny, wzmocnieniu przekazu. Dwa przykłady na to ostatnie:

Do Brzustowa szedł dziad. Ciągnął za sobą pokraczny, dziadowski wózek. Piszczały koła, podskakiwały tobołki, klekotały luźne kłoniczki. Kark dziada naznaczony był siną pręgą od postronka. Za dziadem szła mgła. Trzymała się jakiś metr za wózkiem, jakby bała się przegonić starego. Stary miał na sobie obszerne, znoszone odzienie. Jak każdy dziad – ubrany był za ciepło.

Była wiosna. Jedna z takich, co to zapadają się w pola gwałtownie, żeby potem uciekać ze strachem, zostawiając po sobie grudę i przymarznięte oziminy.

Dziad zatrzymał się. Mgła przegoniła. Popatrzyły na dziada przydrożne drapaki. Dziad przetarł pot z czoła, odpowiedział wierzbom miłosnym spojrzeniem i ruszył dalej (Jan Jakub Kolski, “Jańcio Wodnik”).

Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej, niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy – proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią. Lubię mieć ją przy sobie – na samą myśl o rozstaniu serce mi pęka z żalu (Jerome K. Jerome, “Trzech panów w łódce (nie licząc psa)”).

 

Twój podwójny “śnieg”, Ajzan, nie razi mnie tak samo, jak nie rażą mnie “dziad”, “stary” i “praca” w powyższych fragmentach. Co więcej, uważam, że fajny efekt dałoby wprowadzenie tutaj jeszcze jednego powtórzenia poprzez rozbicie ostatniego zdania na dwa, brzmiące mniej więcej tak: “Loki nienawidził śniegu. Nienawidził zimna, bycia zagubionym i głodnym”. Ale jeśli chcesz koniecznie uniknąć tego powtórzenia, które już masz, pierwszy “śnieg” można bez problemu zastąpić np. “białym puchem”.

Nie lubię opowiadań.

Co innego powtórzenia, które wynikają z nieuwagi piszącego, a co innego takie, które są nie do uniknięcia bądź służą, jako środek stylistyczny, wzmocnieniu przekazu

Owszem. Dwa śniegi mogą być, Ajzan – podkreślają, jak bardzo Loki nie lubi tej formy opadu atmosferycznego.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja też uważam, że w tym zdaniu dwa śniegi nie tylko nie przeszkadzają, ale właśnie grają bardzo ładnie.

Choć myślę sobie też, że można by nieco zachachmęcić i zrobić np. coś takiego, żeby podkreślić niechęć do śniegu, a jednocześnie rozwiać wszelkie wątpliwości, czy powtórzenie było zamierzone.

 

Ku jego irytacji, krajobraz wcale się nie zmieniał – wszędzie tylko wysokie pnie drzew oraz sięgający do kolan śnieg. Loki nienawidził śniegu, przy każdym kroku wbijał weń trzewik włóczni jakby to było ciało wroga. Równie mocno nie znosił bycia zagubionym i głodnym.

 

(Aha, tylko czy trzewik włóczni można wbić we wroga? )

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

O, dobre, dobre. Tylko daj jeszcze przecinek przed “jakby” i będzie yes

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję za porady. ^^ Skoro to nie przeszkadza, to na razie zostanę przy moim zapisie. Dodałam też brakujący przecinek. ;-)

Jeśli zaś chodzi o trzewik, to szukając schematu z nazwami części włóczni, trafiłam na coś takiego.  Nawet jeśli typowe włócznie wikingów nie miały zaostrzonego drugiego końca, to Loki zawsze mógł sobie swoją zmodyfikować. :-)

Okej, bo ja znalazłem coś o trzewikach, które właśnie nie były ostre, a stanowiły jedynie takie okucie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nawet tępy przedmiot można wbić w czyjeś ciało, jeśli zrobi się to z dużą siłą. Nie pytajcie, skąd to wiem.

Nie lubię opowiadań.

Wydaje mi się, że znienawidzonego wroga można zabić nawet łyżeczką do herbaty, jeśli nadarzy się sposobność.

Nadarzy.

 

*spogląda na swoją kolekcję łyżeczek*

Nie lubię opowiadań.

Dzięki. Nie mam autokorekty w telefonie.

znienawidzonego wroga można zabić nawet łyżeczką do herbaty

Było.

Nie mam autokorekty w telefonie.

Ekhm. To ma być wymówka?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Teraz pytanie z trochę innej kategorii...

Czy znacie może synonim słowa bajka, który będzie oznaczał zarówno prostą, krótką historyjkę jak i  wymysł?

Bajeczka. “Nie opowiadaj mi tu bajeczek!”

Nie lubię opowiadań.

Myślałam o czym nie powiązanym blisko ze słowem “bajka”, ale to przy nim chyba zostanę. Dziękuję.

Może pomogłoby, gdybyś wkleiła całą scenę/dialog, w którym to poszukiwane przez Ciebie słowo miałoby się pojawić.

Nie lubię opowiadań.

To słowo potrzebne mi jest do tytułu opka, roboczo “Świąteczna bajka”.

Historia/historyjka/opowiastka/mit/legenda/fikcja/bujda/bajęda/dykteryjka/gadka/gawęda.

Znowu ja! Wpis po gwiazdkę

Hej. Mam pytanie. Będę wdzięczny za pomoc w zagwozdce.

 

Jak bohater który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

Puszka w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie.

 

Czy w tych zdaniach powinien znaleźć się przecinek przed “który/której”? Ja stwierdziłem, że nie. Kieruję się tutaj orzeczeniami. W pierwszym przypadku widzę jedno zdanie. W drugim widzę dwa zdania i wstawiam przecinek pomiędzy nimi. Czy może przecinek przed “który/która/które” to jest żelazna zasada i nie ma co dyskutować tutaj?

Ogólnej zasady nie przytoczę, bo nie znam, ale wg mnie w obu zdaniach powinien być przecinek.

 

Edit:

wydaje mi się, że przecinka przed “który” nie będzie tylko w przypadkach typu: “o którym”, “na którym” itp., kiedy to przecinek dajemy przed całą konstrukcją.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dwa razy tak.

Jak bohater[+,] który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

Puszka[+,] w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie.

W pierwszym przypadku to nie tyle zdanie złożone, co wtrącenie. W drugim już masz dwa orzeczenia.

Acz zasada pewnie nie jest żelazna i jak się dobrze poszpera, to znajdzie się jakieś wyjątki. Ale powyższe przykłady do nich nie należą.

Babska logika rządzi!

Dziękuję. Idę poprawiać

Mersayake, to drugie to zdanie złożone (z podrzędnym przydawkowym), pierwsze – nie tyle wtrącenie, ile rozbudowana przydawka, wprowadzana przez zaimek względny.

Jak bohater który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

= “Jak bohater przecinający...”

Puszka w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie

Tu możesz opuścić wtrącone zdanie podrzędne “Puszka nie zasugerowała” i zostaje Ci całe zdanie, choć bez dopowiedzenia, o jaką konkretnie puszkę chodzi.  Ale gdyby kontekst na to pozwalał, mógłbyś napisać “Moja puszka” czy coś w tym rodzaju.

 

Ale przed zaimkami względnymi zawsze dajemy przecinki, z tym że El Lobo ma rację: na który, o który, z którym, przez którego i wszelkie warianty z przyimkami – zawsze przed tym przyimkiem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hej drakaino, i w sumie też El Lobo Muymalo, dziękuję za szersze objaśnienie. Z pewnością się przyda. Z puszką wydaje mi się, że potrzebuję dopowiedzieć o tym leżeniu, więc wstawiłem po prostu przecinek.

Z tym opuszczaniem miałam na myśli tylko gramatyczny sens – zdanie pozostaje sensownym zdaniem, jeśli wyrzucisz zdanie podrzędne :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

  1. Co to właściwie znaczy, że płaszcz jest “podbity” futrem? Definicje, które znajduję, są dość niejasne. Należy przez to rozumieć, że ma futrzaną podszewkę? A kiedy tylko brzegi płaszcza mają futrzane obramowanie, to mówimy, że jest on “obszyty” futrem?
  1. Jak nazwalibyście kaptur, który jest wyraźnie za duży, zbyt pojemny i zakrywa znaczną część twarzy? Pomyślałem o kapturze “przepastnym”, ale nie brzmi to to dla mnie zbyt szczęśliwie. Jakieś pomysły?

Nie lubię opowiadań.

1. podbity czyli materiał płaszcza naszyty na futro (futro od spodu, tkanina czy też inna niż ta od futra skóra, czy cokolwiek innego, od góry), które pierwotnie noszono samo, jak kożuch

 

2. obszerny?

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Głęboki.

Głęboki, albo po prostu za duży.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja jestem za “przepastny”.

 

Napisałbym coś w stylu: “kaptur tak przepastny, że zakrywał twarz aż do ust”. W ten deseń.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Albo kaptur tak łapczywy, że pożarł pół głowy i kawałek nosa.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

The horror. The horror!

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pewien użytkownik wypisał mi zdania, w których znajdują się błędy:

 

“Idź, pomóż chłopakom damy sobie radę.”

 

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

 

“Jestem wampirem i nic tego niezmienni, pragnę nieśmiertelności bardziej niż krwi, te czasy są idealne.”

 

“Pożywiałam się życiem robactwa.”

 

“Jej obcisłe, oliwkowe bojówki, były przetarte na kolanach.”

 

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

 

Nie wiem, co jest nie tak w tych zdaniach. Możliwe, że ślepnę, proszę więc o nakierowanie mnie na właściwą drogę:)

Chyba najłatwiej byłoby zapytać osobę, która te zdania wypisała ;-).

 

“Idź, pomóż chłopakom damy sobie radę.” → Idź, pomóż chłopakom, damy sobie radę.

 

“Jestem wampirem i nic tego niezmienni, pragnę nieśmiertelności bardziej niż krwi, te czasy są idealne.” → Jestem wampirem i nic tego nie zmieni...

 

“Jej obcisłe, oliwkowe bojówki, były przetarte na kolanach.” → Jej obcisłe, oliwkowe bojówki były przetarte na kolanach.

 

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

– tu nie widzę błędu.

 

“Pożywiałam się życiem robactwa.” – również nie widzę błędu, ale za bardzo nie rozumiem zdania; może chodziło o to, że nie jest zbyt czytelne?

Dream big.

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

– tu nie widzę błędu.

Błędów też nie widzę, ale nie są to najbardziej zgrabne zdania, jakie w życiu czytałam, może o to chodziło. Pierwsze jest bardzo wielokrotnie złożone, w taki dość monotonny sposób. Rozbiłabym na dwa zdania, np. tak: Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny. Odbijał się w nich jego własny smutek i strach.

 

Drugie – mam wrażenie, że porównanie “niczym dzwon” jest tu niepoprawne. Serce jak dzwon = zdrowe serce, a tu chodzi chyba o to, że mocno biło z nerwów czy strachu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pisałem użytkownikowi, że są to zdania toporne, robocze. Dziękuję za pomoc, już myślałem, że uwsteczniłem się gramatycznie i nie widzę oczywistych błędów. Zawsze można na Ciebie liczyć, nawet o 23:36 smiley

Drugie – mam wrażenie, że porównanie “niczym dzwon” jest tu niepoprawne. Serce jak dzwon = zdrowe serce, a tu chodzi chyba o to, że mocno biło z nerwów czy strachu.

Ja akurat pomyślałam o tym, że biło głośno... Ale rzeczywiście “serce jak dzwon” używa się w kontekście zdrowia.

Dream big.

dogsdumpling 

Pewnie, że było by najłatwiej zapytać, ale nie opowiada:D

 

”Idź, pomóż chłopakom, damy sobie radę.” 

Nie będę się upierał, ale czy przecinek przed “damy” jest konieczny?

 

Dzięki za wychwycenie.

Masz dwa różne podmioty i orzeczenia – [ty] pomóż, [my] damy – jest konieczny.

Dream big.

Peregrinie, o 23.36 to dla mnie pełnia dnia! Natomiast nie licz na mnie np. o 8.36 ;) Ale miło, że mogłam coś rozjaśnić.

 

Przecinek przed “damy” jest konieczny, bo rozdzielasz bezspójnikowo kolejne zdania współrzędne w zdaniu złożonym. (To jakby skrót od: “Idź i pomóż chłopakom, my sobie damy radę”). Rozważałabym nawet zastąpienie tego drugiego przecinka średnikiem, choć nie jestem entuzjastką średników w polszczyźnie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A ja bym postawił kropkę i zrobił z tego dwa zdania.

Nie lubię opowiadań.

Też można, jak najbardziej. Ale nie wszyscy lubią bardzo krótkie zdania :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy pisząc o czasach około wczesnośriedniowiecznych mogę użyć słowa “eksplozja” czy to jednak zbyt współczesne słowo?

Ale to jest faktycznie o czasach wczesnośredniowiecznych, czy fantasy stylizowane na taki okres?

 

W pierwszym przypadku osobiście* wolałbym unikać takiego słowa, w tym drugim... zależy od całości ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Fabula dotyczy mitologii skandynawskiej, gdzie istnieje powiązanie z naszym światem w tamtych czasach. Mi też nie pasuje eksplozja, ale nie chcę ciągle pisać o wybuchach.

To jest złożony problem. Słowo eksplozja pochodzi z łaciny, więc teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go używać w staropolszczyźnie, a więc i stylizacji. W zaawansowanej stylizacji można by pisać np. eksplozya, zgodnie ze starą ortografią.

A tak na marginesie, co w tych wczesnośredniowiecznych czasach ma wybuchać i to na tak wielką skalę, że potrzebujesz synonimów?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajerwerki – w tym przypadku wynalazek karłów.

To zawsze zależy od kontekstu, ale... Wg mnie trzeba pisać nowocześnie, nie bać się stosować środków stylistycznych, zapożyczeń, porównań itd. – to są po po prostu kolejne strzały w kołczanie autora, które trzeba wyciągać i używać. Jasne, będzie to głupie/dziwne, gdy przeczytamy: Daj, ać ja pobruszam, bo eksploduje!, ale to oczywiście przejaskrawiony przykład; przy leciutkiej stylizacji ta eksplozja powinna być ok, zwłaszcza w narracji (w dialogach mniej).

Na ekstremalną stylizację się nie rzucam. Po prostu wolę unikać zbyt współczesnych określeń.

Czyli krasnoludy wynalazły proch wcześniej niż Chińczycy?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W tej wersji tak.

Ale może chińskie krasnoludy? ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Krasnolud alchemik eksperymentujący z siarką i saletrą? Będę czytała ^^

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W narracji mogłaby taka eksplozja przejść, w dialogach nie bardzo. No i jeszcze kwestia całokształtu stosowanego języka, czy nie będzie zbyt mocno od niego odstawać. Warstwa językowa powinna być spójna, a to jaką konwencję przyjmiesz, to już twoja sprawa. 

Jeszcze można to słowo wprowadzić. Gdyby na przykład odkrywca prochu powiedział do syna: “Wow, ale huknęło! A widziałeś ten błysk? Czaaad. Jak grom z jasnego nieba. Nazwę to... nazwę... Eksplozją!”.

Babska logika rządzi!

I zawsze możesz ją po prostu opisać – naprawdę nie wszystko musi być nazwane (zwłaszcza,  jeśli chcesz pokazać samo powstanie wynalazku).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję wszystkim za rady. ^^ Tarmino, nie chcę Cię zmartwić, ale twórca fajerwerków w opku jest jedynie wspomniany.

Ale możesz opisać metody wytwarzania saletry XD (nie lubię humoru toaletowego, ale czy Ty zdołałabyś się powstrzymać?)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Parę drobiażdżków...

 

  1. Wydaje się to bardzo przyjemne móc/nie musieć... – czy przed móc/nie musieć należy postawić przecinek?
  2. Po krótkim namyśle jej wybór padł na... – czy to poprawne pod względem gramatycznym? Bo mam wątpliwości. Jeśli tak, to czy po “namyśle” powinien stać przecinek?
  3. Brama miała pozostać otwarta tak długo, jak długo potrwa jego nieobecność. – czy można wykreślić drugie “długo” bez szkody dla całości zdania?

Nie lubię opowiadań.

1. Podaj całe zdanie, choć obstawiam, że lepszy byłby dwukropek albo półpauza

2. Przecinka nie powinno być absolutnie. Gramatycznie poprawne, aczkolwiek coś mi tu nie gra

3. Nie można, to jest akurat figura stylistyczna i powtórzenie nie jest błędem

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

  1. Wydaje się to bardzo przyjemne móc robić, co się żywnie podoba.
  2. A nie wynika z tego, że to wybór się namyślał?

Nie lubię opowiadań.

1. Dałabym dwukropek lub półpauzę.

2. Nie, bo podmiotem jest wybór. Jak zmienisz szyk: “Jej wybór padł, po krótkim namyśle, na...”. Ale można też np. “Po krótkim namyśle zdecydowała się na...”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Po krótkim namyśle jej wybór padł na

Zdecydowanie to wybór się tu namyśla. Raczej właśnie “Po krótkim namyśle zdecydowała się na...”.

No właśnie nie jestem pewna, bo “wybór padł” jest stałym związkiem frazeologicznym, synonimem do “dokonać wyboru”. Nie chodzi o to, że nawet krótki namysł był dla wyboru tak wyczerpujący, że następnie padł ze zmęczenia. Jak dla mnie to taka sytuacja, kiedy ta zasada nie działa, bo użycie utartego frazeologizmu ją znosi lub osłabia. Niemniej przeformułowanie będzie lepsze, bo nikt się na takim zdaniu nie zawiesi.

Tu logicznym podmiotem jest nadal “właścicielka” wyboru, osoba wybierająca – ona.

W zdaniu “po krótkim namyśle wybór został dokonany” nie będziesz miał wątpliwości, kto dokonywał wyboru. Wybór “padł” – bo osoba wybierająca go “rzuciła”. Tak to rozumiem i dlatego nie mam problemu z podmiotem, aczkolwiek preferuję inne rozwiązania, bo to nie brzmi najlepiej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A ja nie mam problemu z tym zdaniem, rozumiem, o co chodzi, jest naturalne i prawdopodobnie czytając je nie zatrzymałabym się, żeby rozważać, czy jest poprawne.

Przynoszę radość :)

Tak to rozumiem i dlatego nie mam problemu z podmiotem, aczkolwiek preferuję inne rozwiązania, bo to nie brzmi najlepiej.

Popieram.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

#teamAnet&Tarnina

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czy “mistrzowski kunszt” to masło maślane?

Tak trochę, chociaż już chyba coś takiego widziałam. Jeżeli masz na myśli, że facet jest mistrzem nad mistrzami i nieledwie Hefajstosem pożenionym z Lugiem Długie Ramię, to przejdzie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mistrzowski kunszt brzmi faktycznie jak masło maślane :) poza tym użyte w tekście brzmi wg mnie bardzo niefajnie. Z ciekawości zajrzałem na stronę słownika języka polskiego PWN, a tam:

Kunszt «umiejętność wykonywania czegoś lub posługiwania się czymś, doprowadzona do perfekcji», więc to wybitne masło maślane :)

A może: “niedościgniony kunszt”?

Nie lubię opowiadań.

Dzięki. ^^ Chciałam zapytać dla pewności. Ostatecznie zostawiłam sam “kunszt”.

Nowa Fantastyka