- Hydepark: Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

:)

Komentarze

obserwuj

Tak myślałam. Poprawiłam.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Do pokoju, będącego tłem portretu, wpadał przez uchylone okno słoneczny blask.

Ajzan, wydaje mi się, że tłem portretu może być ściana, ale chyba nie pokój.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałam tu na myśli pokój, który został namalowany na portrecie, a nie ten, gdzie wisiał ten obraz.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Ano widzisz.!Tak to bywa ze zdaniami wyrwanymi z kontekstu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chcę w opowiadaniu zawrzeć nieco dłuższą wypowiedź pobocznej postaci po angielsku, i wypowiedź jednego z bohaterów, który na bieżąco będzie tłumaczyć (nieudolnie) to (pozostałym zgromadzonym) na j. polski.

Tu się rodzi pytanie o to, jak to zapisać.

np: (tekst zmyślony)

– Red butterfly flew in through the window...

– Czerwone masło – tłumaczył Stefan – mucha co wleciala przez okno...

– ...and sat on the table.

– ...i zasmuciła ją tabletka.

itd. czy jakiś inny karkołomny zapis?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

IMO – tak jest w porządku. Zrozumiale, wiadomo, gdzie Stefan tłumaczy i widać, że słabo mu idzie.

BTW – bieżąco. To od biegania.

Babska logika rządzi!

Też uważam, że w porządku. Zapisujesz jak zwykły polski dialog i tyle.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

To i ja skorzystam z dobrodziejstw tematu.

 

Robactwo, które łazi po ścianach    

czy    

robactwo, które łazi na ścianach ?

Dla mnie po ścianach.

Na ścianie to może coś wisieć.

Tak sądzę ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Zgadzam się z Anet.

Ok, dzięki za pomoc :)

Robactwo wlazło na ścianę i teraz łazi po ścianach. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Łazi po ścianach tak jak i łazi po podłodze.

"na" jest (chyba) bardziej punktowe, statyczne. Wisi na ścianie/Leży na podłodze.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jako ciekawostka, wczoraj śmiałem się jak żona powiedziała: "Przepołowić na pół." I pyta: "Z czego się śmiejesz ;>" "No z tego co powiedziałaś.", "ale powiedziałam przeciąć na pół" – o jak sprytnie podmieniła slowo (nieświadomie :D)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Skojarzyło mi się z tą szkolną anegdotką o historyku, który powiedział, że zaborcy podzielili Polskę na trzy nierówne połowy ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zostawiam kropkę obserwacyjną.

Objął rękoma blaszane pudełko. Cukierki w środku zaszeleściły.

 

Chciałabym zastąpić pogrubione słowo jakimś innym, by lepiej opisać dźwięk, który mogą wydać przesuwane w metalowym pojemniku słodycze. Jakieś sugestie? 

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Twarde cukierki będą trochę chrobotać/ turkotać/ grzechotać, ale i tak dominujący pewnie będzie szelest papierków, w które są zawinięte.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba że to landrynki.

Na pewno cukierki się z szeleszczeniem nie kojarzą. W sumie z opcji podanych przez Reg najbardziej mi pasuje grzechotanie. Nie mam pomysłów.

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję. Te konkretne cukierki są w papierkach, ale grzechotanie brzmi najlepiej. 

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Wielce mi miło, żre mogłam się przydać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Akurat grzechotanie nie przyszło mi do głowy. Za to ciągle mi po niej chodziły brzęczenie i dzwonienie.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Ajzan, w podobnych przypadkach może przydać się ten słownik: https://www.synonimy.pl/

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Bardzo proszę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Również korzystam z tego słownika ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Funthesystem! Będę pytał o interpunkcję. I to już niebawem... 

Pamięta ktoś jak się zapisuje przymiotnik dotyczący dalej wymienianych rzeczowników, które mają różne rodzaje? Liczba pojedyncza do pierwszego rzeczownika, czy liczba mnoga?

Przykład: inna rama, opona, siodełko vs. inne rama, opona, siodełko?

Ja bym poszła w wersję drugą.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja bym nie tylko poszła jak Joseheim, ale i tak napisała.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A dlaczego? To jakoś dziwnie wygląda. Nieintuicyjnie, powiedziałabym. Może z dwukropkiem jakoś by pasowało, ale gdybym w tekście znalazła taką wersję, na pewno by mi się nie spodobało.

Znam tylko pięć liter ;)

Druga wersja ♡

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Druga wersja, ale odwróciłabym kolejność:

inne rama, opona, siodełko => inne siodełko, rama, opona

 

Oooo, tak zdecydowanie lepiej.

Znam tylko pięć liter ;)

Hm. Mój przykład z tekstu brzmi “z innej/innych marchii, epoki czy rodu” i zależy mi na pozostawieniu marchii na początku. Najwyżej przerobię całe zdanie, jeśli to nie brzmi. :/

Nie wiem, w jakim stopniu przekłada to się na dopełnienia, ale przy podmiocie towarzyszącym orzeczenie może występować w liczbie pojedynczej w rodzaju podmiotu głównego:

http://lukaszrokicki.pl/2013/03/10/formy-gramatyczne-orzeczenia-w-zdaniach-z-podmiotem-szeregowym-i-zbiorowym/ pkt. 3.2

Co więcej, napisanie “z innych marchii, epoki czy rodu”, może sugerować występowanie “marchii” w liczbie mnogiej – a przecież istotne jest, czy coś przybyło/pochodzi/cokolwiek z jednej marchii czy z wielu. Ja skłaniałbym się ku pierwszej wersji.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Oczywiście wszystko zależy od kontekstu. Czemu nie podałeś od razu zdania, nad którym się zastanawiasz? ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No dobra... “Za każdym razem przybierała oblicze bohatera z innej marchii, epoki lub rodu”.

Mnie to zdanie pasuje.

Znam tylko pięć liter ;)

MrBrightside, brzmi dobrze, normalnie. Nie ma co teoretyzować i kombinować, żadnej zasady językowej Twoje zdanie nie łamie. Zgadzam się z Anet zarówno co do wcześniejszego przypadku, jak i do tego.

 

PS. A szukającym w podobnych wyrażeniach jakiejś (zbyt) prostej logiki poleciłbym przeczytanie na stronach PWN kilku porad odnośnie podmiotu szeregowego, do którego nawiązał Wicked G. Warto :)

 

EDIT: Poszukałem i znalazłem coś takiego:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Uzgadniamy-liczbe;17776.html

Więc może pod pewnym względem nie jest aż tak dobrze ;) Liczba pojedyncza OK, ale:

“Za każdym razem przybierała oblicze bohatera z innej marchii, epoki lub innego rodu”.

Alternatywnie mógłbyś zamienić ród na familię czy linię (rodową).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Miałam kiedyś podobny przypadek w opowiadaniu i wytknięto mi błąd, o ile pamiętam– słusznie. Więc Jeroh chyba dobrze radzi.

A zaten zostawię jak jest. Dzięki wszystkim za komentarze!

O, ciekawy temat. Ale trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo nawet w książkach widziałem różne wersje.

Horrendum potworów.

 

Ktoś wie, czy powyższe określenie jest poprawne?

Za SJP PWN: horrendum «coś, co budzi strach, odrazę lub oburzenie»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No tak, sprawdzałem w słowniku, ale to nie słowo horrendum sprawiło problem. Na początku byłem w 100% pewny, że coś jest nie tak z połączeniem tych dwóch wyrazów. Teraz sam już nie wiem. Zgłupiałem od zbyt długiego zastanawiania się :/

Nie wiem w jakim kontekście użyłeś tych dwóch słów, więc trudno mi powiedzie czy ich użycie jest prawidłowe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie to nie ja użyłem. A kontekstu nie ma. Chodzi o tytuł: “Horrendum potworów: Bitwa o Ostatnią Nadzieję”.

No cóż, skoro ktoś nadał dziełu taki tytuł, to niech dzieło taki ma.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ok, dziękuję :) Musiałem się upewnić, bo by mnie męczyło po nocach.

Dla mnie horrendum potworów brzmi jak coś, czego to potwory się boją ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam nadzieję, że poniższe pytanie tutaj pasuje.

Otóż wpadłam na pomysł, aby głównego bohatera mojego najnowszego opowiadania opisywać, jak to ująć, stopniowo. W tym sensie, że w pierwszy akapitach opisać go jako tylko istotę, potem jako dziecko, następnie podać płeć a na końcu imię (nad tym ostatnim jeszcze się waham). Oczywiście, każde takie przejście miałoby uzasadnienie w narracji.

Czy to dobry pomysł?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Nie wiem. Jak fajnie opiszesz, to dobry, jak niefajnie, to zły ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Zgadam się z Anet. A od siebie dodam, że musisz bardzo uważać, żeby nie zamęczyć czytelnika opisami postaci. Ja osobiście wolę, jak takie rzeczy wychodzą przy okazji, np. w didaskaliach, a nie podane łopatologicznie.

Właśnie coś takiego próbuję osiągnąć.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Na pewno Ci się uda :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki.^^

 

To się zobaczy. Dzisiaj wycięłam z tekstu pisanego na konkurs  początkowy fragment, który podkreśliłby co prawa motyw przewodni, lecz z drugiej strony byłby infodumpem pełnym elementów nie mających większego związku z główną fabułą.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Otwierać (w zdziwieniu) szeroko oczy.

Coś mi tu nie pasuje, poprawne jest to zdanie?

Tak się mówi.

Swoją drogą nie przypominam sobie, żebym usłyszała, że ktoś otwiera oczy wąsko ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Wąsko to nie, ale podobno można mieć oczy szeroko zamknięte. ;-)

Babska logika rządzi!

W potocznym języku na legalu, a w ultrapoprawnym to nie wiem.

Do tego możesz dorzucić rozszerzone ze zdziwienia/lęku/strachu źrenice.

__

 

Albo napisz "Ze zdziwienia zrobiła oczy jak pięć złotych."

"W zdziwieniu robi oczy jak pięć złotych" (w teraźniejszym)

"Robić oczy jak pięć złotych" bezokolicznik (jak tam wolisz)

:D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

W ostateczności można też zrobić oczy jak pies z bajki o krzesiwie.

A tego nie znam! Wstyd mi!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzieciom poczytaj, to poznasz :P

Znam tylko pięć liter ;)

Jak w tekście zapisać dźwięk gwizdania? 

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Czy nie wystarczy napisać, że ktoś/ coś gwiżdże?

Inny jest dźwięk gwiżdżącego czajnika, inny kosa, inaczej gwiżdże człowiek, inaczej wiatr, całkiem inaczej gwiżdże się na coś...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie znoszę w tekstach przeznaczonych generalnie dla dorosłego czytelnika używania tego typu sformułowań. Fiu, bzzy-bzzy, łup itd – to dobre i wręcz wskazane w książkach dla dzieci.  

Rada Regulatorzy najlepsza z najlepszych!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tylko, że u mnie zapis dźwiękowy gwizdania ma znaczenie fabularne, dlatego pytam, jak zapisać taki dźwięk.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Obawiam się, Ajzan, że to chyba raczej niemożliwe. Dźwięki zapisujemy nutami, więc słowami chyba wiele nie zdziałasz. Może wystarczy słuch i wyobraźnia, jak np. w Lokomotywie, gdzie słowa: Nagle gwizd, nagle świst, para buch… pozwalają usłyszeć gwizd i świst, pozwalają też  zobaczyć buchającą parę.

Mamy jeszcze Ptasie radio – wiersz pięknie recytowała Irena Kwiatkowska https://www.youtube.com/watch?v=A9epL5zIVP4, a Julian Tuwim zapisał tak: http://wierszykidladzieci.pl/tuwim/ptasie-radio.php

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to standardowy zapis, IMO, wygląda “fiu, fiu”. Względnie coś bardziej komiksowego – jeśli kule przelatują obok głowy, to już raczej “Ziuuuu(t)”. Zawsze możesz wymyślić coś własnego, byle Czytelnik odgadł, o co chodzi.

Babska logika rządzi!

Jak zapisać "baj baj" w takim kawałku dialogu?

 

– Sama pani rozumie, baj baj stołeczku, posadko.

 

z przecinkiem, z myślnikiem, ze spacją?

 

baj, baj

baj-baj

baj baj

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

W tekście piosenki Maryli Rodowicz jest: Baj, baj, baj, baj! – odpływam/ Z biletem w jedną stronę.

http://teksty.org/maryla-rodowicz,baj-baj,tekst-piosenki

 

Natomiast w tekście Elektrycznych Gitar: Żegnaj żegnaj baj baj żegnaj żegnaj baj baj

http://teksty.org/elektryczne-gitary,zegnaj-baj-baj,tekst-piosenki

 

Ja napisałabym z przecinkiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za odpowiedzi ;-)

Dałem wersję z przecinkiem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

W swoim tekście umieszczam datę pewnego wydarzenie i zastanawiam się jak to napisać. Nie wiem czy przecinki powinny się znajdować pomiędzy dniem, miesiącem, a rokiem.

Oto przykład: 

Wszystko się zaczęło pierwszego dnia, miesiąca Siewu, roku sto czterdziestego, pierwszej ery, gdy...

Pomożecie? smiley

Wiem, że nic nie wiem.

Jak na mój gust:

“Wszystko się zaczęło pierwszego dnia[-,] miesiąca Siewu, roku sto czterdziestego[-,] pierwszej ery, gdy...”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim dobrze radzi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za pomocne dłonie wink

Wiem, że nic nie wiem.

Chcę nadać opowiadaniu tytuł “Dwa białe kamyczki”. Może tak być, czy pomiędzy ‘Dwa’ a ‘białe’ powinien być przecinek?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Zdecydowanie nie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bez przecinka, bo głupoty wyjdą :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki. Mi też z przecinkiem jakoś nie wyglądało, ale wolałam się upewnić.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Pytanie – jak poprawnie zapisać nazwę butów typu Nike Air Max? Chodzi raczej o sam typ buta, niekoniecznie musi być marki Nike. Spotkałem się z naprawdę przeróżnymi wersjami? airmaxy? airmaksy? Air Maxy? AirMaxy? A może ermaksy?

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

 Nazwa pospolita, więc od małej (nie Air Maxy ani AirMaxy). Słowniki coraz bardziej nie lubią litery x przy końcówkach gramatycznych (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/polszczenie-x-a;9821.html), czyli lepiej nie airmaxy. Zostają airmaksy i ermaksy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jak napiszesz ermaksy, nikt nie zrozumie, o co chodzi.

Znam tylko pięć liter ;)

Zgadzam się z Anet.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Okej, w takim razie wybór pada na airmaksy. Dzięki za pomoc :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O ile sposób zapisu pseudonimów z nazwiskiem znalazłem, tak nie wiem jak potraktować ten przypadek...

W toku narracji bohaterka:

 

Nazywała go świńskim ryjem, ze względu na charakterystyczną fizjonomię. (cudzysłów/ raczej?)

 

Ale skoro operuje zwrotem jak ksywką:

 

– I co, świński ryju, co mi teraz zrobisz? – spytała, dysząc. (tak o... co teraz?)

 

Najgorsze jest to, że narratorowi spodobało się, co ta zadziorna pinda wygaduje, dlatego napisał:

 

Kiedy świński ryj mocował się z jej spodniami, dostrzegła nagłą zmianę...

 

Czy nie powinienem wrzucić Świńskiego Ryja na wielkie litery, jak to ogarnąć, czy nie ogarniać, czy co?

HEEEELP! :/

Jak już pisałem, dałbym wielkimi literami. Świński Ryj funkcjonuje tutaj jako pseudonim. King stosuje często taki zabieg. Co innego, gdyby bohaterka w tym dialogu zwracała się rzeczywiście do świńskiego ryja, a nie do mężczyzny, jak wynika z pozostałych przykładów. 

Co do tego cudzysłowu w pierwszym przykładzie, wydaje mi się, że oba chwyty dozwolone. Ale raczej bym nie dał. 

IMO, to zależy. Jeżeli to trwałe przezwisko, wtedy dużymi literami. Jeżeli jednorazowe:

– Coś ty najlepszego zrobił, niewydarzony debilu? Złamałeś mi paznokieć.

– Ten niewydarzony debil uratował ci tyłek. Trupom paznokcie nie odrastają, wiesz?

to bez żadnych dekoracji.

Babska logika rządzi!

A no właśnie, Finklo. Tylko pasują mi wielkie litery, bo myślę sobie, że bohaterka nazywała go... Czuję, że nadała mu ksywkę, tylko chciałbym, żeby wszyscy czytelnicy tak to zrozumieli...

No to dużymi. Powinni zrozumieć.

Babska logika rządzi!

Zatem... Dziękuję Wam bardzo. ;)

Jest syntaktyka, jest semantyka, są inne mądre słowa. A jak się nazywa naukowo część nauki o mowie, zajmująca się przecinkologią? I nie chodzi mi tu o ortografię, a część zajmującą się nadaniem sensu wypowiedzi, w tym z użyciem przecinków.

Zawile to chyba przedstawiłem, ale może ktoś wyłapie o co mi chodzi?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Rozumiem, że zwyczajna interpunkcja nie spełnia warunków?

Babska logika rządzi!

Nie, nie. Chodziło mi o raczej o gałąź nauki o języku, zajmującą się nadawaniem sensów wypowiedziom. W tym – przy użyciu przecinków. To się chyba jakoś nazywa, mam nadzieję?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

zajmującą się nadawaniem sensów wypowiedziom

A więc od samej góry – język jako system znaków a jego użycie to semiotyka (F. de Saussure i jego langue et parole)

Niżej – nadawanie sensów i relacje między znaczeniami (pojęcie a znak; słowo w “odosobnieniu” a słowo w zdaniu)  to semantyka (tutaj masz kilka “działów”). Czasami pojęć semiotyka i semantyka używa się zamiennie.

Na tym samym poziomie, co semantyka; relacje w zdaniu i pomiędzy zdaniami to składnia (syntaktyka) i tu podciągnęłabym interpunkcję, gdyż jest tak naprawdę graficzną realizacją zależności składniowych.

Trzecia na tym poziomie jest pragmatyka, ale to już relacja znak – odbiorca/nadawca + kontekst aktu komunikacji.

 

To tak w skrócie ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki :). Myślę, że się nada!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Fajnie :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

– W coś trzeba wierzyć – odparł sentencjonalnie Maks. – Widzisz, jakie gówno dookoła.

– Widzę. – Skinął Kosma. – I dzięki, stary, że otworzyłeś mi oczy i wyrwałeś mnie z tego szamba. Ale zastanawiam się…

Czy w tym przypadku Powinno być: Kosma skinął głową?

Może ktoś rozstrzygnie, bo chciałabym wiedzieć na przyszłość. :)

Interpunkcja jest czasem przytłaczająca...

Czy to zdanie jest ok, czy w miejscu znaku zapytania nie powinien być przecinek?

 

Ilse obróciła gwałtownie głowę i wzdrygnęła się na widok nagiego mężczyzny, wlokącego na barkach duży, drewniany krzyż(?) złożony z grubych, równo ciosanych belek.

IMO, opcjonalnie, ale lepiej bez przecinka.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo.

Ja również dziękuję, Dogs. :)

AQQ, trochę spóźniona jestem, ale moim zdaniem dialog w tej formie jest zapisany źle. “Skinął Kosma” nie jest naturalnym zdaniem. Samodzielnego byś takiego nie postawiła nigdzie w opisie, nie? Powinno być: “Kosma skinął”.

 

A co do zdania Majkubara zgadzam się z Finklą ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Jose, a przy okazji gratuluję i wypatruję z ciekawością. :)

 

Takie słowa jak: wtrącił i przerwał, a też są czynnością gębową chyba?

 

– Rzeczywista i szczegółowa?  – wtrącił pytająco William.

 

– Jacobie, nie o mnie chodzi – przerwała mu.

Tak ;)

 

I dzięki!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, zgadzam się, że “Kosma skinął” brzmi zdecydowanie lepiej. Chodziło jeszcze o to, ży konieczna jest do tego głowa. ;)

W każdym razie dziękuję.

Głowa nie jest konieczna ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeszcze raz dzięki. :)

Szybie pytanie. Półsalto? Pół salto? Pół-salto? Początkowo wybrałem pierwszą opcję, ale Word na mnie krzyczy. Już zwątpiłem czy w ogóle istnieje takie słowo ;D

Chyba nie ma. Salto to pełny obrót, a “półsalto” to raczej półobrót.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Właśnie, półobrót – to jest słowo, którego szukałem ;) Dzięki za szybką odpowiedź, Staruchu.

Ale półsalto... to takie z lądowaniem na głowie, po którym można sobie skręcić kark? Bo salto ma poziomą oś obrotu, a obrót pionową. Vide – Chuck Norris i kopniak z półobrotu.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Zależy, jak startujesz i na czym lądujesz. Można skakać do wody. Albo zaczynać ze stania na rękach. ;-)

Babska logika rządzi!

Miałem na myśli niepełne salto – coś jak ze stania do upadku na głowę/ brzuch. Ale półobrót (chyba nie musi dotyczyc wyłącznie osi pionowej) w moim przypadku pewnie bardziej pasuje, bo scena przedstawia zdecydowanie bezładny i niezamierzony ruch bohatera, który nieszczególnie przypomina salto.

A pytałem bardziej z tego powodu, że edytor podkreślił mi półsalto ;)

“Tysiące naukowców zapragnęło...” czy “Tysiące naukowców zapragnęły...”? 

IMO, tysiące zapragnęły. Ale niewykluczone, że pierwsza wersja też może być.

Babska logika rządzi!

Obie formy poprawne.

Według Nowego słownika poprawnej polszczyzny PWN pod red. Andrzeja Markowskiego (Warszawa 1999) liczebniki główne tysiąc, milion, miliardbilion w większości kontekstów charakteryzuje typowa składnia liczebnikowa, czyli jeśli pełnią one funkcję podmiotu, to orzeczenie występuje w  liczbie pojedynczej, a w czasie przeszłym i trybie warunkowym – w rodzaju nijakim. Jednak gdy liczebnik tego typu występuje w liczbie mnogiej, możliwe jest także użycie orzeczenia w liczbie mnogiej.

 

Ale wg prof. Miodka:

„Liczebnik tysiące pojawia się najczęściej nie w znaczeniu konkretnej liczby, lecz czegoś nieokreślonego, niepoliczalnego, np. tysiące kibiców to ‘bardzo wielu kibiców’. Wówczas lepiej łączyć z nimi orzeczenia w formie liczby pojedynczej, a w czasie przeszłym – w rodzaju nijakim, np. tysiące spraw czeka na mnie, tysiące żołnierzy umierało na polach bitew”.

Dzięki :)

Rodzaj nijaki wydaje mi się bardziej instynktowny w tym przypadku. 

Czy takie paskudne określenie miejsca – miasto, wieś, gmina, w ustach zgryźliwej kobieciny, jak kurwidołek, nie powinno być wielką literą pisane?

 

 – Czyżby łajzy z  kurwidołka były dla ciebie łaskawe w tym tygodniu?

 

Bo później może wystąpi tytuł rozdziału: Łajzy z kurwidołka

_____________________________________________________________

 

Gdzieś już chyba widziałem dyskusję, ale nie pamiętam: westchnęła, to w dialogu mała litera czy duża?

Jeśli kurwidołek nie jest nazwą tej mieściny, to z małej. Acz jak w Twoim przykładzie ktoś ma na myśli jakąś konkretną wieś, to mnie by to lepiej brzmiało z zaimkiem wskazującym. “Z tego kurwidołka”.

 

A co do wzdychania – to zależy czy westchnięciem jest treść  poprzedzająca czy nie. Porównaj:

– Ty to zawsze napytasz sobie biedy – westchnęła ciotka Eulalia.

– No dobrze, czas wziąć się do roboty. – Ciotka Eulalia westchnęła i chwyciła za miotłę.

W drugim przypadku najpierw wypowiada kwestię, a potem wzdycha.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Dzięki, Diriad, rozjaśniło się.

– Na skarpie będziemy tylko pracować. Jedna część, rzeczywiście, jest bardzo stroma, ale zbocze obok nie jest aż tak wybrane. Porobiły się jakby schody.

 

Czy zbocza się wybiera tak jak wybiera się ziemię z fundamentów? Czy może ma być: nie jest aż tak wyeksploatowane? Czy coś  jeszcze innego? 

I would prefer not to.

Nie wiem, ale na pewno wyeksploatowane brzmi dobrze. Inna rzecz, że pracownicy mogą mieć na to inną nazwę, używać mowy potocznej ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Nie znam się na tym, ale dla mnie słowo “wybrane” brzmi tu dziwnie, nieintuicyjnie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wyeksploatowane odnosi się do złóż. Gruntów budowlanych się nie eksploatuje (ewentualnie jeśli jest jednocześnie złożem, np. płytko zalegające piaski). No chyba że chodzi Ci, że schodki powstały w wyniku eksploatowania=użytkowania skarpy. W ogóle przydałoby się więcej informacji, np. jak ta skarpa powstała :) Zbocza na pewno można skarpować (tworzyć odpowiedni kąt nachylenia) i podcinać (np. robią to rzeki).  Wybierać dla mnie też pasuje, dość w geotechnice dość uniwersalne słowo.

Chodzi mi o wyrobisko cegielni – jeden kawałek ściany jest stromy, obok wyszły im schodki. Już się bałam, że to wybieranie mi się przyśniło ;) Dzięki!

I would prefer not to.

Czy te zdania są poprawne pod względem interpunkcji?

 

Jak w każdą niedzielę, po nabożeństwie Ilse pomogła pastorowi uporządkować kościół. Zawsze przy tej okazji prowadzili długie i żarliwe rozmowy, dotyczące fragmentów Pisma czytanych i komentowanych w trakcie liturgii.

Już widzę, że po Pisma chyba przecinek....

Liturgia wielką?

Liturgia z małej, tak jak masz w tekście. Na przecinkach się nie znam, ale ja bym nie dawał, tam gdzie proponujesz.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dla mnie czarna magia, mimo że przeglądam stale te zasady w starej “cegle” pod red. Szymczaka.

Bez przecinka – rozmowy dotyczyły nie fragmentów Pisma jako takich, ale konkretnych fragmentów Pisma czytanych podczas mszy – dlatego bym nie rozdzielała i potraktowała to jako całość.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki Wam bardzo. A to pierwsze zdanie jest ok?

Tak. A ten przecinek po “żarliwe rozmowy” jest fakultatywny.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Moim zdaniem oba przecinki są ok. W drugim zdaniu po przecinku następuje część podrzędna, więc danie jej po przecinku jak najbardziej ma sens, choć nie jest konieczne. Ja bym ten przecinek dała, bo zdanie jest dość długie.

Najlepiej przeczytaj to sobie na głos, z przerwą w tym miejscu albo bez i zdecyduj, jak Ci lepiej brzmi ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Dir i Jose. :)

BDSM.

Jak zapisać to w dialogach, jak odmienić? Be-de-es-e-mu? Bedesemu? BDSMu? BDSM-u?

Zależy od zasobu wiadomości bohatera – jeśli mówi to ktoś pokroju profesora Miodka, to prawdopodobnie nie użyłby tego słowa wcale, jeśli znawca pornografii, to może wymyśliłby własny skrót. Jeśli w dialogach, to może być odpowiednio do bohatera, a w didaskaliach wyjaśnisz, jak doszło do powstania takiej formy. To i tak język własny postaci, więc masz dowolność.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Jeden z mówców chce przedstawić drugiego jako specjalistę od “psychicznego BDSM”. Co więc poradzisz?

– To wysokiej klasy specjalista z dziedziny bondage, discipline, dominance and submision. – wyrecytował profesor Mniód akcentując angielskie słowa na brytyjską modłę. – W skrócie: be – de – es – em.

– Specjalista od perwersji?

– Specjalista od czerpania przyjemności z cierpienia.

 

Ja bym to tak zrobił. Przyznam, że zabiłeś mi ćwieka. Jeśli chodzi o poprawną formę, to sam nie wiem. 

 

Edit

W publikacjach z dziedziny psychologii używa się zamiennie terminu sadomasochizm. Niegdzie nie widziałem odmiany samego “BDSM”.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Z ciekawości: Jakich zaimków używać, kiedy opisuje się osobę wykazującą cechy obu płci?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Hmmm... Jesteśmy tutaj przyzwyczajeni do pisania tak, jak się mówi, ale tak czysto intuicyjnie nawet w dialogu nie napisałabym, że bohater jedzie do zetuesu. Myślę, że to ten sam rodzaj skrótu. 

Znam tylko pięć liter ;)

Ajzan – ja bym się zastanowiła, jak ta osoba się definiuje. To, że ma cechy obu płci, nie znaczy, że w głowie nie ma jednej ;) Ono? Ale trudno się czyta takie opowiadania, w sensie poszłom, zrobiłom.

Znam tylko pięć liter ;)

W moim ostatnim opowiadaniu pisałam z perspektywy dziecka o nieokreślonej płci i o ile dostałam kilka pozytywnych komentarzy pochwalnych dla tej koncepcji, to miałam też uwagi, że kiepsko się czyta takie coś na dłuższą metę. W tym opowiadaniu jednak udało mi się uniknąć sytuacji, kiedy wyszłaby konieczność samoidentyfikacji bohatera. Jeśli jednak zdecyduję się na pisanie z perspektywy potwierdzonej hermafrodyty, to mogę się nieźle poślizgnąć. Jeżeli Tumblr mnie czegoś nauczył (poza tym, że fandomy bywają siedliskiem wszelkiego zła...), to tego, że z między innymi identyfikacją płciową i seksualną nie ma żartów.

Jeśli bohater-obojniak zacząłby mówić o sobie per “to”, wtedy ktoś mógłby to uznać za odczłowieczenie, czemu i jak musiałabym przyznać rację.

Z kolei używanie czasowników z końcówką “-łom” kojarzy mi się z jakąś regionalną gwarą czy dialektem.

Z mówieniem o sobie w liczbie mnogiej mam natomiast ten problem, że nie pasuje do mojego bohatera, który akceptuje obie swoje płcie, ale uważa siebie za jedną osobę z większym wachlarzem możliwości. Poza tym,, taki sposób mówienia jest dla niego/jej zbyt wyniosły.

Pozostaje więc chyba droga “Jestem kobietą i mężczyzną, ale niech ludzie mówią o mnie jak o...”.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Bardzo dobre rozwiązanie. 

Znam tylko pięć liter ;)

Jeszcze przyszło mi do głowy rozwiązanie Jestem kobietą i mężczyzną, ale niech ludzie mówią o mnie, jak im się podoba”.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Też ok, tylko zastanów się, jak będziesz pisała w narracji pierwszoosobowej. Byłam czy byłem? Ja – kobieta, ja – mężczyzna, czy może: ja – [ten] człowiek?

Znam tylko pięć liter ;)

Jest jeszcze jedno rozwiązanie – możesz wybrać narrację trzecioosobową. Wówczas jako narrator, możesz nadać bohaterowi/bohaterce imię obupłciowe i zastosować czas teraźniejszy:

Bob jest, Bob idzie, Bob czyta, Bob zakochuje się... – to by była sprytna ucieczka.

Przy zaimkach, na przykład podczas terapii, stosuje się taką formę, jaka odpowiada danej osobie. Ciekawy temat – w naszej kulturze najczęściej mamy do czynienia z polaryzacją: ciało męskie, ale identyfikuje się jako kobieta, ciało żeńskie, ale identyfikuje siebie jako mężczyzna. Natomiast trudno spotkać osoby, które akceptują całość – jestem i mężczyzną i kobietą. W indiach istnieje np. instytucja trzeciej płci. Hidźra – wikipedia podaje, że używają form żeńskich.

Jeszcze jedno rozwiązanie mi przyszło do głowy – nic nie stoi na przeszkodzie, że pisać raz tak, raz tak – tylko upewnij się, że wszystko jest czytelne: czy wiadomo, kto mówi? Przeczytałbym coś takiego! ; D Wtedy musiałabyś postawić na bardzo świadome używanie zaimków. Musiałyby mieć znaczenie w całości tekstu a zmiana jakoś usprawiedliwiona.

Powodzenia,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Raz tak, raz tak – gdyby był więcej niż jeden bohater, na pewno bym się pogubiła :(

Podejrzewam też, że niezbyt szybko bym się domyśliła, że to mówi jedna osoba :(

Ale zaznaczam, że ja z tych niedomyślnych (bardzo).

Znam tylko pięć liter ;)

Dukaj wymyślił rodzaj “onum” (byłum, zrobiłum...) dla bytów hmmm... elektronicznych, które mogą przyjmować taką postać, na jaką akurat mają ochotę.

Babska logika rządzi!

To chyba jeszcze gorsze niż byłom.

Znam tylko pięć liter ;)

To już wiem, z czym poeksperymentuję w ramach konkursu słuchowiskowego. :-) Teraz tylko muszę znaleźć fabułę oraz system nazewnictwa dla mojego świata. Korci mnie eksperyment z mieszaniem  języków, ale tak, by nie wyszło zbyt kontrastowo.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Eksperymentuj, na pewno nie będzie nudno ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Trudno określić, w jakim stopniu. 

Przecinek powinien tu być czy nie? 

Zastosowanie ma tutaj to (uwaga 2) oraz ta porada. Wygląda na to, że jest pewna dowolność, skoro prof. Bańko nie zgadza się tu z WSO (WSO: “Powiedz gdzie i kiedy”, ale prof. Bańko “Wiemy, kto i kiedy”. Ja bym wolał po słownikowemu, bez przecinka.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Brakuje mi tu szerszego kontekstu (jak wygląda zdanie przed zacytowanym).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Np. “Był pijany, ale trudno określić, w jakim stopniu”. 

Ja bym zostawiła przecinek, ale ogólnie to zdanie mi się nie podoba.

Znam tylko pięć liter ;)

Zdanie przykładowe, bo teraz nie mam pod ręką pierwotnego :(

Ale odpowiedź Diriada trochę wyjaśnia. 

Myślę, że tu trzeba trochę na wyczucie iść. Dla mnie właśnie kluczowym byłoby to, jak wygląda dane zdanie w całym akapicie, bo zależnie od kontekstu ten przecinek może być przydatny/ważny albo nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czy nazwy lokali, np pubów, pisze się z cudzysłowami?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Ja bym pisała z cudzysłowami. Acz można wyróżniać jakoś inaczej – wersalikami na przykład. Chociaż jeśli to sieć, jak  Starbucks, to można się zastanowić...

Babska logika rządzi!

A ja bym pisała bez ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Mówiąc szczerze, bardzo rzadko widziałam zapis z cudzysłowami. Sama też w taki sposób nie zapisuję. 

Ok, dziękuję wszystkim. Pójdę z wersją bez – zawsze to kilka znaków mniej.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Nagle:

– Złodzieje! – krzyczy wujek.

 

Dopuszczalne jest takie rozbicie? “krzyczy nagle wujek” w didaskaliach brzmi po prostu słabo.

IMO źle to wygląda, nienaturalnie. Może raczej coś w tę stronę?

 

Nagle wujek wrzasnął:

– Złodzieje!

 

?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Myślę, że Twoja wersja jest poprawna, ale moja bardziej dynamiczna, “nagła”. Problem wybrać. ;)

Może i dynamiczna, ale podtrzymuję, że nienaturalna. No... tak się nie zapisuje dialogów i tyle. Każdy redaktor zacząłby Ci przy tym grzebać ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

IMO wersja Stna jest rzeczywiście bardzo dynamiczna, a przy tym oryginalna i dzięki temu, pardon my French, oczoj**na. Podobałoby mi się, byle nie używać takiej formy zbyt często, a tylko w wyjątkowych okolicznościach.

A żeby było bezpieczniej w kwestii poprawności, a przy tym dynamicznie, to moja propozycja jest taka:

– Złodzieje! – wrzasnął wujek.

Po prostu. Nawet bez “nagle”, bo w sumie chyba trudno wrzasnąć nie nagle. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Szukałem właśnie czegoś takiego, przy okazji przełamującego dłuższe zdanie we wcześniejszym akapicie. Krótkie i szybkie.

Zostałem jednak przy:

Nagle słychać krzyk wujka:

– Złodzieje!

WUJEK (nagle):

– Złodzieje!

 

Ktoś coś mówił o didaskaliach, to pokusiłem się o taki zapis :)

Precz z sygnaturkami.

Podbijam!

Jak napisać, że ktoś padł na kolana, a następnie usiadł tak, że tyłkiem uderzył o swoje pięty. Usiadł na piętach? Jakoś mi to nie brzmi. Albo wydziwiam.  :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Oficjalnie to się chyba nazywa “siad klęczny”, ale w literaturze raczej funkcjonuje “usiąść na piętach”.

Babska logika rządzi!

Ewentualnie możesz to faktycznie bardziej opisowo zrobić: bohater przyklęknął na oba kolana, po czym usiadł na piętach. Albo co. Jeśli to ma znaczenie, by czytelnik wiedział, jak on siedział ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki za pomoc. Czy ma znaczenie, hmmm, pomyślałem, że to doda dramatyzmu. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jakbyście zapisali coś takiego:

 

– Dzień dobry, panie Tanaka – powiedziała dziewczyna.

– Ohayou gozaimasu, Tanaka-san – usłyszał mężczyzna na drugim końcu globu.

 

Pierwszą kwestię wypowiada dziewczyna, druga jest tym, co słyszy mężczyzna z ust dziewczyny.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Właśnie tak, jak Ty to zapisałaś ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja też ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Tak też mi się zdawało, ale wolałam się upewnić. Dzięki, dziewczyny :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Kwestia jest ciekawa. Zaproponowany sposób nie wygląda źle, ale aż kusi, żeby pokombinować z formą. Może dwie kolumny, może kursywa albo tłumaczenie w nawiasie kwadratowym, inna czcionka... Zależy, na ile pozwala edytor/ format, jak długo ciągnie się ten dwujęzyczny dialog, co chcesz czytelnikowi pokazać...

Babska logika rządzi!

O, nie! 

Te dwa zdania wystarczą, żebym zrozumiała, że tekst jest tłumaczony na bieżąco każdemu, wszystko jedno w jaki sposób. Jeśli to się będzie ciągnęło za długo, znudzę się i zmęczę, będę te fragmenty omijać i ostatecznie uznam, że w sumie tekst jest nudny.

 

Znam tylko pięć liter ;)

Raczej nie planowałam ciągnąć tej konwersacji – rozmowa biznesowa po japońsku nieco przekracza moje umiejętności językowe ;-) I podobnie jak Anet wydaje mi się, że raczej nie byłaby na dłuższą metę ciekawa dla czytelnika. Chciałam pokazać sposób komunikacji. Treść nie jest szczególnie istotna. Choć w sumie mogłabym wrzucić trochę znaczków:

 

– Dzień dobry, panie Tanaka.

– Ohayou gozaimasu, Tanaka-san – usłyszał mężczyzna na drugim końcu globu, a jego twarz rozjaśnił uśmiech.

– Witaj, Lena, jak się miewasz? – odpowiedział ciepły, męski głos.

[お早うございます、レナちゃん。お元気ですか。] wyświetliło się dziewczynie na ekranie. Przełączyła skrypt i krzaczki zamieniły się w zgrabne litery: „Ohayou gozaimasu, Lena-chan. O-genki desu-ka?”

Skrzywiła się w duchu, widząc zdrobnienie, i odwzajemniła uśmiech.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Drugą kwestię hiraganą w nawiasie klamrowym.

A tak serio to napisałbym jak Ty :)

EDIT:

Widzę, że częściowo uprzedziłem fakty ;) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dodałam nawias ;-) Dzięki.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

A mnie się bardzo nie podoba zestawienie zdań “usłyszał mężczyzna na drugim końcu globu, a jego twarz rozjaśnił uśmiech” oraz “odpowiedział ciepły, męski głos”.

Pisząc o mężczyźnie, zmieniasz na niego podmiot, więc drugie zdanie jest pozbawione sensu. Powinno być coś w stylu: odpowiedział ciepłym głosem. I generalnie to nie głos odpowiedział, tylko ktoś, kto tego głosu używa (abstrahując od istnienia zdania pierwszego).

 

(I jeszcze jedno – przed domknięciem nawiasu masz zbędną spację).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rzecz w tym, że dziewczyna nie słyszy rzeczywistego głosu pana Tanaki, a ten wygenerowany przez komunikator. Pomyślę, jak to jaśniej napisać :-) Dzięki.

 

Co do spacji – jej tam nie ma... japońska kropka zajmuje tyle samo miejsca, co pozostałe znaki i nawias za nic nie chce mi stanąć tuż za nią :-( Przynajmniej na moim komputerze. W tym całym zdaniu w ogóle nie ma spacji :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

[お早うございます、レナちゃん。お元気ですか。] wyświetliło się dziewczynie na ekranie. Przełączyła skrypt i krzaczki zamieniły się w zgrabne litery: „Ohayou gozaimasu, Lena-chan. O-genki desu-ka?”

Kompletnie mi się to nie podoba. Nie obchodzi mnie, co się wyświetliło na ekranie, interesuje mnie sens. Jeśli nie mam tego przetłumaczone na polski, omijam, nie będę wracać/szukać w tekście, co to znaczy. Jeśli taki dialog będzie się ciągnął zbyt długo, pominę go z poczuciem niezrozumienia. Owszem, jestem wygodna i chcę mieć wszystko podane na tacy, ale ostatecznie czytam dla przyjemności.

Znam tylko pięć liter ;)

Jest przetłumaczone. To zapis i transkrypcja kwestii powyżej “– Witaj, Lena, jak się miewasz?”. Ale jeśli nie jest to jasne, to muszę to przemyśleć :D

 

Jeśli taki dialog będzie się ciągnął zbyt długo,

To co wrzuciłam powyżej to już cały dialog z wstawkami obcojęzycznymi :D Więcej w tekście japońskiego nie ma :-).

 

Owszem, jestem wygodna i chcę mieć wszystko podane na tacy, ale ostatecznie czytam dla przyjemności.

Nawet nie wiesz, jak mnie irytują teksty z obcojęzycznymi wstawkami bez dolnych przypisów z tłumaczeniem (lub bez tłumaczenia wplecionego w tekst). Psują przyjemność z lektury :/

Dzięki za feedback!

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dolne przypisy są ok, ale na papierze. Jeśli czytam w telefonie, też mi nie pomagają ;)

Zauważyłam, że moja “pomoc” sprowadza się do: “nie, nie, nie, zrób to inaczej, ale sama wymyśl, jak” ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Rzadko czytam z telefonu, zdecydowanie wolę czytnik, choć tam też z przypisami raczej średnio ;-) Ale przynajmniej są wbudowane słowniki.

 

Zauważyłam, że moja “pomoc” sprowadza się do: “nie, nie, nie, zrób to inaczej, ale sama wymyśl, jak” ;)

Informacje, co nie gra i dlaczego są bardzo przydatne :-) A już jak to zrobić, żeby  było dobrze, to w końcu zadanie autora :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dobry wieczór.

Czy takie zdanie:

 Klinga rozmazała się, tnąc powietrze

ma sens i jest zrozumiałe?

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jest zrozumiałe, ale najprawdopodobniej będziesz musiał tłumaczyć, czy klinga może się rozmazać ;)

Znam tylko pięć liter ;)

IMO, jest zrozumiałe, ale zawiera nic niewnoszące słowa. Skoro aż się rozmazała, to wiadomo, że nie mówimy o piłowaniu drewna.

Babska logika rządzi!

Dzięki. Celem jest “efekt specjalny”, w mniejszym stopniu wnoszenie treści. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Pomocy, wszystko mi się pomieszało. Numery mieszkań w narracji można napisać cyframi?

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

To zależy. IMO, jeśli opisujesz, co bohater widzi, to spokojnie. Jeśli to coś bliżej myśli “to chamidło spod dziewiątki”, pisałabym słownie. A jeśli limit znaków ciśnie, to dawaj cyframi i się nie przejmuj.

Babska logika rządzi!

A gdzie mieszkał Sherlock Holmes? ;)

Na Baker Street :p U mnie to będzie, że bohater mieszka pod numerem jakimś tam, ale narracja pierwszoosobowa, to prawie jak myśli... Ale i tak wolę cyferki ;) dzięki Finkla

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Jeżeli bohater czyta na głos list to Panuje się w nim z małej czy wielkiej litery? I nie wyróżnia się go dodatkowo kursywą?

I would prefer not to.

Jeśli czyta, to potraktowałabym jak dialog, bez kursywy. Ewentualnie dołożyłabym cudzysłów, bo to słowa piszącego. A z tymi P/panami, to nie wiem. Widzę argumenty i za jednym, i za drugim. No, żadnego nie uznałabym za błąd.

Babska logika rządzi!

Jeśli czyta list, to raczej małą, ale jeśli zrobisz tak, jak sugeruje Finkla (weźmiesz w cudzysłów) to wtedy dużą.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgadzam się – jeśli odczytanie na głos, to małą, jeśli jako cytat, czyli przedstawienie tego, co widzi bohater, to dużą.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję ;)

I would prefer not to.

Może to głupie pytanie, ale sam już nie wiem... Czy “kilkusettonowy” to naprawdę błędny zapis? Pytam, bo wszelkie słowniki komputerowe to podkreślają, ale za prawidłowe uznają “kilkusetkilometrowy”, a nawet “kilkusettysięczny”...

Precz z sygnaturkami.

IMO, prawidłowy. Słownik nie może mieć wszystkich jednostek ani liczb, bo jest ograniczony. Pewnie kilkusetamperowy też podkreśli.

Babska logika rządzi!

Też uważam, że kilkusettonowy jest OK.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zawsze można napisać bardzo ciężki ;)

Znam tylko pięć liter ;)

“Bardzo ciężki” to pojęcie względne, większość osób powiedziałaby tak o kowadle, które waży 20 kilo :P

Precz z sygnaturkami.

Ewentualnie o poniedziałku ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Względność pojęcia “bardzo ciężkie” kończy się w momencie, kiedy to kowadło spada na palec u nogi. Wtedy już chyba każdy się zgodzi. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja w języku polskim należałoby odmieniać włoskie imię męskie Cosimo?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Macie jakiś pomysł jak wyglądałby przymiotnik od skrótowców, np. WHO, ONZ?

Mamy. Słownik też ma :) ONZ-owski, ale oenzetowski też może być. Przy czym z mniej rozpoznawalnymi skrótowcami tego drugiego bym nie ryzykował. Schody się zaczynają, kiedy skrót kończy się “A”, ale to i przy odmianie, nie tylko przy tworzeniu przymiotników.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

ONZ-owy, ONZ-owski? Ale na takie kończące się na samogłoskę nie mam pomysłu.

Babska logika rządzi!

Właśnie wczoraj słyszałem jakąś panią profesor używającą przymiotnika od WHO i się zastanawiałem jak to zapisać, czy można skrótem i kreską. Bo ”wuhaowski”  wygląda trochę egzotycznie. ;)

Bry :)

abstrahując od poprawności, to skrót z kreską jest milion razy bardziej zrozumiały niż ta druga opcja :)

 

Jak opisać, że kobieta ma rysy twarzy wyglądające na “męskie”? Grube, toporne, wyraziste? Mocno zarysowana szczęka itp?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Zawsze możesz po prostu napisać, że miała dość męski typ urody ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No w sumie :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Mam pytanie związane ze sformułowaniem bazującym na słowie “rekwiem” (w rozumieniu “mszy za zmarłych”). Która forma jest poprawna:

 

1) Rekwiem dla kogoś

Kojarzy mi się to z tytułem filmu “Rekwiem dla snu”, ale nie wiem, na ile i ten jest poprawny.

 

2) Rekwiem za kogoś

Zwykło się mówić, że “msza jest za kogoś”.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jak opisać, że kobieta ma rysy twarzy wyglądające na “męskie”?

Ta kwadratowa szczęka brzmi nieźle. A poza tym – zależy, czy ma być “męska”, ale ładna, czy męska i paskudna. Albo rzuć jakieś porównanie, np. “wyglądała jak facet przebrany za sprzątaczkę”.

Która forma jest poprawna:

Ja napisałabym “requiem za kogoś”, ale mogę się mylić. Czemu nie po prostu “msza”?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Czemu nie po prostu “msza”?

Brzmi dramatyczniej do tytułu ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

“Requiem dla snu” to tłumaczenie z “Requiem for a drem” i wydaje mi się, że tutaj jednak jest w nieco innym kontekście.

Napisałabym rekwiem za, bo jak słusznie zauważyłeś msza jest za.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak opisać, że kobieta ma rysy twarzy wyglądające na “męskie”?

Ta kwadratowa szczęka brzmi nieźle. A poza tym – zależy, czy ma być “męska”, ale ładna, czy męska i paskudna. Albo rzuć jakieś porównanie, np. “wyglądała jak facet przebrany za sprzątaczkę”.

Dzięki. Chodziło mi bardziej o ten drugi przypadek. Ostatecznie napisałem: “Miała toporne rysy twarzy, upodabniające ją do starszego mężczyzny.”

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jeżeli w narracji używam skrótu “dvd”, myśląc o odtwarzaczu, to dużymi, małymi?

Odtwarzacz DVD.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

sjp pwn ma tylko DVD

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kojarzy ktoś jakieś w miarę używane słowo na pobliźniony/ pokryty bliznami?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Okaleczony, poharatany, poturbowany, pokiereszowany.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm... chyba jednak zostanę przy pobliźniony, albo całkiem przerobię zdanie, bo mi zależy na tym, żeby było wiadomo, że chodzi o blizny, choć okaleczony nie brzmi źle. Ech, jeszcze pomyślę ;-)

Dzięki!

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bardzo proszę i PSNP. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

PSNP?

Wymyśliłam! Przeorane bliznami :-D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

PSNP – polecam się na przyszłość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tobie Jot cztery siedem?

Jot czterdzieści siedem?

Jot cztery siedem cię odprowadzi.

Jot cztery siedem zadokował w stacji ładującej.

Jot cztery siedem zapalił zieloną diodę, choć wcale jeszcze nie skończył ładować akumulatora.

Mam taki mały problem. Jest sobie dron, nazywa się J47 lub Jot 47, jak to zapisać? Tak jak podałem, czy może z myślnikiem Jot cztery-siedem / Jot czterdzieści-siedem?

A i cyfry też wielkimi literami, czy nie → Jot Cztery Siedem?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Według mnie zasada czytelności stoi jednak przed zasadą pisania liczb słowami i zapisałbym to tak, jak faktycznie się nazywa – zarówno w narracji, jak w dialogu. Jeśli jest na nim napisane “J47”, to “J47”. A rozpisywanie “J” na “Jot” już w ogóle nie ma sensu – przecież nie napisałbyś “John jeździł be em wu”. Ale rozumiem, że przy liczbach trochę kusi.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Napisane ma J47, a nazywa się “Jot” 47, tak nazwał go bohater. Czasem, gdy już wcześniej wynika, że to o tego drona chodzi, zapisuję po prostu coś w stylu “Jot przeleciał nad ich głowami.”

 

edit: Pytanie poboczne, jak zapatrujecie się na słowo widzka. Żeńska forma od słowa widz w słowniku nie istnieje, ale czy stoi coś na przeszkodzie, by jej w tekście użyć?

(...)tańczył i podskakiwał wzbudzając wesołość u jedynej widzki.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jak ma “ksywkę” Jot, to jasne. Ale nadal do rozpisywania nazwy bym jej nie użył.

 

…ale żeby nie mówić tylko od siebie, spojrzałem do Wolańskiego. On pisze:

– W narracji zapis liczbowy otrzymują liczby w nazwach własnych. Przykłady: “czarny mercedes 250 TD”, “perfumy Chanel 5”, “świadkowie katastrofy TWA 800”.

– W dialogach przechodzimy na zapis słowny. W przykładach m.in. “latałem na phantomach F-cztery”.

 

Mimo wszystko ja bym się nie czepiał zapisu cyframi przy takiej nazwie, bo o ile przy jednosłowowej liczbie jakoś to wygląda, to “J-czterdzieści siedem” ani “J-cztery siedem” nie wydaje mi się przesadnie ułatwiać oddawania żywej mowy (a takie jest zadanie tego rozpisywania). Ale jeśli chcesz go użyć, to w takiej formie.

 

Co do kwestii “czterdzieści siedem” czy “cztery siedem” – to Twój wybór, jak ma się zwyczajowo czytać tę nazwę.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Dzięki Diriadzie :-) Tak szybkich wyników wyszukiwania nie podaje nawet google :D

 

Pozmieniam i zobaczę jak to wychodzi.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A jak jest F-174? ;)

EDIT: sorry, nie doczytałem komenterza Diriada, widzę, że już to uwzględnił.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jakbym przeczytała gdzieś “widzka”, to bym nie zrozumiała, o co chodzi. Czyli nie podoba mi się.

Znam tylko pięć liter ;)

Widzka zdecydowanie nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czyli tak będzie lepiej(?):

 

(...)tań­czył i pod­ska­ki­wał wzbu­dza­jąc we­so­łość w jednoosobowej widowni.

 

po podskakiwał przecinek?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mhm, bo dalej masz podrzędne.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przed imiesłowami przysłówkowymi (te na -ąc i -wszy) w zasadzie zawsze masz przecinek. Na wszelki wypadek piszę “w zasadzie”, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie masz, jeśli nie liczyć inwersji, czyli imiesłowowy równoważnik zdania najpierw, a potem reszta zdania złożonego, wtedy oczywiście przecinek po całym i-r-z ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tym razem z innej beczki:

 

Jak zapisalibyście słowo native (native czyli rdzenny mieszkaniec) w takim przypadku:

 

“Z auta wyskoczyło dwóch nativów.”

“Z auta wyskoczyło dwóch nejtiwów.” ← :D to nie wygląda dobrze.

 

Tzn. prawdopodobnie zamienię na “dwóch rdzennych mieszkańców”.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Native’ów albo nativów. Ale to też nie wygląda dobrze ;) W zależności od stylu możesz mieć jeszcze różne określenia od tubylców po lokalsów... Spolszczone nejtiw jeszcze się nie przyjęło i może się nie przyjąć, ale w bardzo potocznym języku kogoś, kto używa dużo angielskich wtrętów, mógłbyś, jak sądzę, tak napisać i każda redakcja powinna dać się przekonać,  że tak ma być. W narracji trochę gorzej, jeśli nie jest bardzo spersonalizowana.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Autochtonów, aborygenów – też może być.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dzięki wam za sugestie :)

Coś wykombinuję.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bążur :)

 

Jak nazywa się czynność wykonywana miechem w celu powiększenia/rozniecenia ognia? Czy jest na to jakieś pojedyncze słowo? Dęcie, dmuchanie? 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jak sądzę, właśnie “dmuchanie” jest słowem, którego poszukujesz. Synonimem może być “tłoczenie powietrza”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Można także dąć miechem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście, że widzka może być. Język się zmienia. EDIT: Widzę, że mój refleks jest niesamowity. ????

Dziękuję Wam. Świetnie się składa, bo właśnie dęcie idealnie mi pasuje. A czy można też dąć W miech?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jasne, że można. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Domyślam się, że wtedy, gdy się do niego przytknie usta i podmucha... :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Można jeszcze podsycać ogień miechem. Dęcie w miech mi się nie podoba, raczej dęcie miechem, IMO.

Babska logika rządzi!

Też tak myślę, że raczej ta druga wersja.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Można dąć w miechy, czyli pompować powietrze do miechów organowych. Taka czynność to kalikowanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki :) zostanie jednak dęcie miechem :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

szopa, według definicji, jest drewniana.

jeżeli mam blaszany budynek szopodobny, to to ma jakąś swoją nazwę, czy to po prostu blaszana szopa?

I would prefer not to.

Może blaszak?

blaszak mi się z garażem kojarzy. 

a to ma być coś na narzędzia bardziej.

I would prefer not to.

“Blaszana szopa” nie brzmi dobrze. Kontener może być blaszany? Nie wiem, jakiś składzik?

Znam tylko pięć liter ;)

Szopa może być też murowana, sprawdzałam to kiedyś :D

 

A w jakich czasach masz to coś blaszanego?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może po prostu: kontener.

W kontenerze jest potencjał opisowy: jak spadnie młotek, to odezwą się wszystkie blachy; jest też rama i żebra, o które można się potknąć; goła żarówka pod sufitem; jest zimno; a jak kontener jest przerdzewiały, to w środku wyje wiatr ;)

panie, skąd kontener na polskiej wsi? xD

chodzi o szopę na narzędzia, tylko z blachy.

falistej ;P

 

czasy to mniej więcej teraz ;)

 

hm, chyba składzik brzmi w miarę sensownie...

 

 

I would prefer not to.

Składzik to tak porządnie brzmi i lekko staroświecko ;) Blaszana szopa na narzędzia moim zdaniem jest ok.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

 

Jak nie kontener, to nie wiem. Blaszak z olx.

Barak?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

barak nie jest dużawy?

 

chyba zostanę przy blaszanej szopie na narzędzia.

I would prefer not to.

Dicit Wikipedia – niekoniecznie.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Też bym była za barakiem.

Babska logika rządzi!

barak na narzędzia? 

– wrzuć tę łopatę do baraku?

eee... może lepiej zrobię drewnianą szopkę...

I would prefer not to.

Graciarnia?

Precz z sygnaturkami.

komórka?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

budka?

I would prefer not to.

Wybranietz, bo się upierasz na blachę, a widzisz, że nie pasuje :P

Zrób normalną szopę i po sprawie ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Wg mnie “blaszana szopa” albo “szopa na narzędzia z blachy falistej”(a co). Niezależnie od tego, czy w świetle słownika języka polskiego mógłby to być “barak”, wolałbym wziąć pod uwagę, jakie wyobrażenie dane określenie wywoła u czytelników. Mi barak kojarzy się z czymś dużawym właśnie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki wszystkim ;)

 

Chyba rzeczywiście łatwiej jednak będzie zrobić drewnianą szopę xD

 

(baraki są zdecydowanie duże :)

I would prefer not to.

Na serwisach sprzedażowych są “szopy blaszane”, więc naród tak mówi. Są również “pomieszczenia gospodarcze blaszane” oraz “domki narzędziowe blaszane”, ale tego chyba nie chcesz ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

naród mówi dużo i nie zawsze mądrze ;)

Zostanę przy drewnianej szopie.

I would prefer not to.

Nie twierdzę, że mówi mądrze :P

A wybór słuszny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Język może nie polski, ale nie chcę się dublować w wątku “merytorycznym” – czy jest tu ktoś, kto uczy mowy Cervantesa? Bo wpadł mi pomysł, i ten pomysł wymaga, żeby bohater zakuwał hiszpański, robiąc w ćwiczeniu błędy znaczące – ale realistyczne. Powinny mu się mianowicie kićkać osobowe formy czasowników, a chciałabym, żeby to nie było takie oczywiste, żeby robił też inne byki dla zmyłki. Czy np. participio passado utworzone regularnie, kiedy powinno być nieregularne, to sensowny błąd początkującego?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nie uczę, ale kiedyś płynnie mówiłam (ostatnio używany częściej włoski wyparł hiszpański, niestety), więc coś tam mogę spróbować pomóc, dopóki/jeśli nie zjawi się ktoś bardziej profesjonalny. kto wie, jakie błędy robią uczący się. Ja się uczyłam chodząc do szkoły w kraju hiszpańskojęzycznym, więc to inna bajka, no i średnio w tej chwili swoje problemy pamiętam, bo to w podstawówce było :D Bardziej pamiętam problemy z wymową południowoamerykańską, której z początku czasem nie rozumiałam.

 

Ale do rzeczy. Participio pasado (jedno s) nieregularne, mówisz... Dla niektórych czasowników może mieć sens. Wyobrażam sobie np., że ktoś powie “escribido” zamiast “escrito”, “volvido” zamiast “vuelto”, “ponido” zamiast “puesto”, ale nie bardzo “abrido” zamiast “abierto”, ale może to dlatego, ze to ostatnie często widzi się na sklepach itp. ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Gracias :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

De nada :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeszcze jedno mi przyszło do głowy już jakiś czas temu, ale zapomniałam napisać: hiszpański ma dwa czasowniki na być – jeden (ser) na bardziej “abstrakcyjne” bycie, a drugi (estar) na “fizyczne”. (Soy una mujer – jestem kobietą, El dibujo es bonito – rysunek jest ładny, ale Estoy en Cracovia – jestem w Krakowie; to drugie też często z imiesłowami, wskazując na stan: Estoy enamorado – jestem zakochany, lub czynność/stan: Estás escribiendo – piszesz [w tej chwili].) Dla nie native’a to spory problem i bardzo łatwo to mylić.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Stygnęły czy stygły (dajmy na to zupy, albo zwłoki)?

Dzięki!

Taka sprawa – jak pisać o zdolnościach manualnych bohatera? Często spotykam formy "miał zręczne ręce/palce", ale trochę mi to nie gra – skoro zręczność to umiejętność sprawnego wykonywania ruchów ręki, to cały bohater jest "zręczny", a nie tylko jego łapska. Samo "zręczny" natomiast może być źle odczytane, bo jest notorycznie mylone ze zwinnością (słowniki traktują te obie funkcje jako synonimy, swoją drogą jestem w szoku).

To też jakoś nie gra. Zwinność to funkcja wyższego rzędu i obejmuje zręczność, gibkość i coś tam, a zręczność, jak sobie z antropomotoryki przypominam, odnosi się do ruchów ręki. Podejrzewam, że słownikowo wygląda to podobnie jak "olej" i "tłuszcz" – dla przeciętnego człowieka to praktycznie to samo. PWN przy definicji "dłoni" też się rypie, do czego w miarę możliwości staram się nie stosować.

Zręczne dłonie, zwinne palce powinno być ok. Albo jeszcze iść krok dalej, np. zwinne palce doświadczonego zegarmistrza, dzięki czemu można ładnie sprzedać informację o bohaterze.

Mnie ogólnie strasznie podobają się takie połączenia: ciekawskie dłonie, niecierpliwe dłonie itd.

Podejrzewam, że słownikowo wygląda to podobnie jak "olej" i "tłuszcz" – dla przeciętnego człowieka to praktycznie to samo.

Tu trzeba odróżnić język techniczny (jakiejś dyscypliny naukowej) od literackiego i potocznego. Ale “olej” to płynny tłuszcz także w codziennym użyciu. Sama miałam kiedyś wielki dylemat, czy mogę napisać w tekście literackim “zorzynek rzeżuchowiec”, i po głębokich rozważaniach stwierdziłam, że nie. Dlaczego? Dlatego, że to jest “tell” (czyli etykietka), i to w dodatku niezrozumiałe dla przeciętnego użytkownika języka.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dobrzy ludzie, brakło mi słowa!

 

Jak określić odpowiedź wypowiadaną bez namysłu, ale bez nacechowywania tego negatywnie, ot taka swobodna odpowiedź wynikająca z niepodchwycenia wątku, np.

– Wiesz co, muszę ci coś powiedzieć... (zamierzając wyznać miłość)

– Ja tobie też. Skończyło nam się mleko.

 

Palnąć?

Babska logika rządzi!

W tym kontekście pasuje jakieś "zaczął" z omówieniem, że zrobił to bez głębszego pomyślunku. "Palnął" byłoby dobre, gdyby powiedział "Kocham cię".

Chyba zdecyduję się na “rzucił”. Dzięki za szybką odpowiedź. ;)

może być jeszcze wszedł w słowo ;)

I would prefer not to.

Chyba nawet "wypalił" bardziej niż "palnął", bo nie zdążył dokończyć ;)

“Rzucił” wydaje mi się najbardziej neutralne, bo “wypalił” czy “palnął” wskazuje trochę na najpierw strzela, potem myśli ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lepiej brzmi “gdakania i meczenia zwierząt” czy “gdakanie i meczenie zwierząt”? Dodam od razu, że nie chcę tych “zwierząt” dodatkowo rozbijać na poszczególne gatunki.

jeśli to ma być mianownik ;), to zdecydowanie to drugie, liczba pojedyncza

 

Btw nie lepsze byłoby beczenie? Bo meczenie wygląda mi wciąż jak literówka od “męczenie”...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To drugie. 

Czemu nie chcesz rozbijać? To może: “odgłosy wydawane przez zwierzęta”? Albo po prostu “gdakanie i meczenie” – czytelnik chyba domyśli się, że to dźwięki pochodzące od zwierząt ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Musiałbym całą konstrukcję zdania zmienić. Z pisaniem to trochę jak z programowaniem – zmienisz jedną rzecz, to zaraz musisz pozmieniać dziesięć innych.

 

Beczą owce, meczą kozy – tak mnie przynajmniej w dzieciństwie uczono – a w zestawie owych zwierząt dominują akurat kozy i kury. :-)

gdakanie kur, meczenie kóz...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Problem zapisu liczb: “471. Cośtam”, czy bezwzględnie “Czterysta Siedemdziesiąte Pierwsze Cośtam”?  Z jednej strony zapis liczbowy się tępi, z drugiej – często można na niego w książkach trafić, więc głupieję, a przyznam, że opcja liczbowa podoba mi się bardziej – nie marnuje znaków i robi nieco mniejszy zamęt. Help!

Bezwzględnie się nie tępi. Jeżeli to jest na przykład 471 Oddział Piechoty i występuje w tekście dwadzieścia razy, śmieszne byłoby upieranie się, że trzeba go pisać słownie. A domaganie się przekładania na wyrazy cyfr ze złożonych kodów – nawet jeśli to kody z dialogów – uważam za bezsensowną upierdliwość. Moje doświadczenie z beletrystyką mówi, że w dialogach też czasem występują cyfry (wystarczy zajrzeć choćby do “Niezwyciężonego” Lema). Należy ich unikać, ale nie nade wszystko.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A konkret? Bo o ile wyobrażam sobie XV (albo i CDLXXI) Kongres Futurologiczny albo 45 Pułk Piechoty Jakiejśtam, o tyle np. 471. wyścig dookoła świata już niekoniecznie ;) Znaczy w nazwach plus minus własnych, tak, w narracji nie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Super, dzięki za pomoc!

 

Edit. 471. Wystawa Wszechświatowa (tudzież Czterysta Siedemdziesiąta Pierwsza, ale zdecydowanie wolę tę pierwszą opcję).

Ups. Tu masz niestety usus EXPO Rok, a nie numerację, a te dziewiętnastowieczne i z początku XX w., których było kilka, numeruje się raczej słownie. Możesz chyba przyjąć zasadę jak z liczbami w tekstach naukowych: do 10 słownie, powyżej liczbami. Ale dałabym bez kropki: 471 Wystawa Wszechświatowa. Częściej daje się w takim przypadku liczby rzymskie, ale tu akurat są dość ekstremalne, jak wskazałam ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No i właśnie tu pojawiał się problem, bo nie chcę odnosić się do jednostek czasu. Skorzystam z Twojej rady, dzięki!

A czemu bez kropki? Zawsze wydawało mi się, że przy liczebnikach porządkowych stawia się kropkę, ale po zastanowieniu rzeczywiście mam wrażenie, że spotykam się raczej z pisownią bez (XV Targi Czegośtam, 63 Wystawa Jakaśtam). 

Znam tylko pięć liter ;)

Bo chyba właśnie w tego typu nazwach to jest część nazwy, a nie po prostu liczebnik porządkowy... Niestety teoria poprawnej polszczyzny to niezupełnie moja bajka, uczę się w praktyce :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z ciekawości pytam ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Wiatr pozrywał strzechy z dachów, połamał gałęzie, powywracał słabe drzewa i rozwalił wątłe konstrukcje.

 

W pogrubionym miejscu powinna być liczba mnoga, czy pojedyncza, jeśli mowa o wielu dachach? 

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Mnoga. IMO.

Babska logika rządzi!

Dzięki, tak podejrzewałam, ale tylko Wikisłownik jasno podał, że istnieje liczba mnoga tego słowa.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Duży liść niespodziewanie uderzył w szybę. 

 

Duży liść niespodziewanie uderzył o szybę. 

 

Które z powyższych zdań jest prawidłowe?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Wydaje mi się, że oba są poprawne, ale bardziej podoba mi się drugie. Chociaż to zależy od sytuacji. Jeśli liście chcą dostać się do domu, to uderzają w szybę. Coraz natarczywiej... ;-)

Babska logika rządzi!

Też sądzę, że to raczej kwestia wizji autora. Przy czym jak dla mnie coś materialnego, np. kamień, uderzyłoby w szybę, ale jeśli piszemy np. o wietrze chłoszczącym okna, to tu bym użyła “o szybę”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

ja mam pytanie odnośnie odmiany słowa “żale”. Jak będzie brzmiało w dopełniaczu?

 

Uwolniła się od żali surowej matki już dawno temu.

 

Uwolniła się od żalów surowej matki już dawno temu.

 

Wikisłownik twierdzi, że obie formy są poprawne, jeśli tak, to która lepiej pasuje do tego zdania? :< 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

A słownik PWN stawia na żalów.

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za błyskawiczną odpowiedź i rozwianie wątpliwości :). Będzie “żalów” w takim razie.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Również dziękuję. ^^ Wybrałam wariant z “w”.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

A ja jeszcze a propos tych liczebnikow porzadkowych pisanych z kropka. Wiem, ze w niemieckim jest taka zasada, po liczebniku porzadkowym pisanym cyframi stawiaja kropke. Nigdy nie slyszalam o takiej zasadzie w jezyku polskim, ale czesto widze taka praktyke, szczegolnie w prasie. Czy to jest nadgorliwosc polskich dziennikarzy czy maja racje stawiajac kropke?

Dziekuje :)

kochani, jak się pisze – “spowity w szatę”, czy “spowity szatą”?  :c

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Spowitym jest się zawsze w coś.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

dzięki serdeczne, drakaino, tak myślałam, ale musiałam się upewnić :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Na pewno? Korpus języka polskiego PWN podaje szereg przykładów spowicia czymś, poczynając od lasu spowitego mgłą.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sumie jak o tym myślę, to rzeczywiście jakieś cytaty mi do łba przychodzą, ale do szaty mi nie bardzo pasuje. Może spowity mgłą, ale spowity w szatę?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak zawsze wszystko zależy od kontekstu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Na dnie … szafy” – jak zastąpić kropeczki określeniem ciotki w sposób analogiczny do “maminej/babcinej/siostrzanej”? Ciotczanej? “Ciotecznej” chyba nie, to się odnosi do pokrewieństwa.

Ciocinej? Tako rzecze sjp pwn.

ciocinej

Rączki całuję, dobre dusze!

Czy mogę użyć słowa “pracownia” jako synonim warsztatu,?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Tak.

Znam tylko pięć liter ;)

Ciężko odpowiedzieć bez znajomości kontekstu. Niby jest to synonim, ale może brzmieć głupio, gdy  pracownią nazwiemy warsztat samochodowy w garażu Janusza.

Np.  warsztat zegarmistrza i pracownia zegarmistrza brzmią już dobrze.

 

Dziękuję, Anet. ^^

Edit: O warsztat zegarmistrzowski mi właśnie chodzi.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Dla mnie nawet lepiej brzmi “pracownia zegarmistrza” niż “warsztat zegarmistrza”, ten drugi w tym przypadku kojarzy mi się raczej z umiejętnościami.

Znam tylko pięć liter ;)

Czy sformułowania: “błyski światła, które rzucała moneta” oraz: “jej wzrok przyciągnęły błyski światła, odbijające się w srebrnej monecie” są poprawne, bo jakoś mi to dziwnie brzmi?

“błyski światła, które rzucała moneta”

wydaje mi się w porządku, choć to zależy też od otoczenia.

“jej wzrok przyciągnęły błyski światła, odbijające się w srebrnej monecie”

to już gorzej. Na moje oko to jest zbyt rozwlekłe, nie daje ładnego obrazu. Może spróbuj to skondensować, a lepiej poszukaj metafory.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnina, dziękuję już mi pomogłaś, ale gdybyś mogła jeszcze troszkę...

 

Jeśli chodzi o pierwszy przypadek to dziewczyna widzi faceta, żonglującego jabłkami i srebrną monetą i podobają jej się błyski światła, które rzuca moneta.

 

W drugim przypadku zmieniłam na: “Założyła płaszcz i już miała odejść, kiedy jej wzrok przyciągnął błysk światła, samotny promień słońca odbił się w srebrnej monecie”. Jest lepiej?

Jeśli chodzi o pierwszy przypadek to dziewczyna widzi faceta, żonglującego jabłkami i srebrną monetą i podobają jej się błyski światła, które rzuca moneta.

Ujdzie. Ale jeśli to ma być taka magiczna chwila, to przydałaby się jakaś metafora, jakiś obraz.

W drugim przypadku zmieniłam na: “Założyła płaszcz i już miała odejść, kiedy jej wzrok przyciągnął błysk światła, samotny promień słońca odbił się w srebrnej monecie”. Jest lepiej?

Trochę lepiej, ale ja albo bym to rozdzieliła (kropka tam, gdzie masz przecinek) albo przerobiła na grupę nominalną: “samotny promień słońca odbity w srebrnej monecie”.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, naprawdę bardzo, bardzo ci dziękuję. Męczyłam się z tymi błyskami praktycznie od początku, a dzięki tobie wygląda to teraz bardzo elegancko.

Miło, że mogłam pomóc.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Pytanko mam, może dziwne.

Chcę utworzyć nowy rzeczownik. Ogół ludzi to ludzkość, a ogół kotów to będzie kotość, czy kociość. Stawiam na kociość, ale pewna nie jestem.

Kociość brzmi jak cecha zwierzątek, nie jak określenie ogółu kociego rodu. Nie wydaje mi się, by można przełożyć kociość na ludzkość.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

IMO – wybierz, co Ci lepiej brzmi. W końcu to neologizm, masz prawo do ekstrawagancji.

Babska logika rządzi!

To co, kotość?

A może kotkość?

Zdaje mi się, że to trochę bliżej ludzkości: ludz-kość – kot-kość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może kotość, aby kość się nie plątała.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A wiesz, podoba mi się. Będzie kotkość. Dzięki za pomoc.:D

Irka_Luz, Twoje neologizmy kojarzą mi się z tytułami: Wasza Kociość, Jego Wielkotość. Ogólnie: fajne skojarzenia. Ale z przełożeniem na ludzkość jako ogół to tak średnio. 

Dodatkowo: https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=31220

 

Podobno koty mają dziewięć żyć (albo siedem – nigdy nie pamiętam), może idź w tym kierunku i spróbuj połączyć nazwę kociej społeczności z tą magiczną cyfrą (lub inną cechą, która charakteryzuje ten gatunek).

Bardzo proszę, Irko_Luz. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To, co piszę nie jest do końca poważne, to raczej satyra. Dodatkowo występuje w niej także ludzkość, a oba gatunki są równorzędne pod względem inteligencji. Dlatego ta kotkość mi tam po prostu pasuje.

Jak inaczej nazwać ‘pędzelek’ na końcu lwiego ogona?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Może chwościk.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chwościk ładny i już go gdzieś widziałam – popieram reg.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Po wklejeniu chwościka do Google’a wyskakują mi miotełkowate ozdóbki oraz choroba grzybowa charakterystyczna dla buraków... może być. :-)

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Chwost – tak dawniej określano ogon, ale też pęk piór użytych jako ozdoba. Chwostem/ kutasem nazywano też różne frędzle i ozdoby w kształcie pędzla, wykonane  z nici, jedwabiu, wełny, sznurka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Noo, chwost to do dzisiaj ogon, po rusku.

Jak nazywa się umieszczany z przodu element kominka, zwykle metalowy, który ma za zadanie zapobiegać wypadaniu węgli – taka jakby miniaturowa barierka?

Ekran. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dawniej też tak na to mówiono?

Dawniej nie wiem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak bardzo dawniej?

Po francusku na pewno, więc obstawiałabym, że w dawnej Polsce też. Pewnie można też użyć słowa parawan.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bolly, wg mnie szklany/metalowy ekran to raczej wymysł naszych czasów, mający poprawić bezpieczeństwo, i nie ma odpowiednika w przeszłości. Współcześnie ekran, w przeszłości nieodległej (np. XIX w.) można zaryzykować i ostatecznie napisać: parawan. Ale to chyba nie będzie zgodne z faktami.

 

Z ciekawości przeszukałem na Wolnych Lekturach Lalkę i Nad Niemnem, gdzie ciągle powtarza się słowo piec, ale nie ma ani słowa o ażurowych barierkach, parawanach itd. W bibliotece cyfrowej dorwałem tez jakąś historię kamienic krakowskich, gdzie też nie ma nic, co sugerowałoby istnienie takich zabezpieczeń. Być może trzeba sięgnąć głębiej do źródeł.

 

 

Algirze, wręcz przeciwnie – np. w XVIII w. ekrany przedkominkowe były niezwykle popularne, w bogatych domach i pałacach bardzo ozdobne. Jasne, nie szklane i nie metalowe, ale to jeszcze nie znaczy, że ich nie było. Tam, gdzie kominki się ostały, znajdziesz ekrany z późniejszych czasów także, stylistyka się zmienia wraz z całym meblarstwem.

 

 

Piec to zupełnie inna sprawa – nie ma wolnego ognia, więc nie ma potrzeby zasłaniania. W kamienicach mieszczańskich rzadko były kominki, bo piec jest poza wszystkim znacznie bardziej wydajny i tak naprawdę w pałacach często bywał luksusem. W dwudziestoleciu międzywojennym zrobiła się moda na kominki i w tym czasie mogą się pojawić jako ozdoba plus jakieś tam grzanie. W kamienicy z dwudziestolecia, dość w czasach zbudowania luksusowej, gdzie mieszkają moi rodzice, były kominki (za komuny zlikwidowano), ale było też centralne ogrzewanie. W kamienicy moich dziadków – dziewiętnastowiecznej, były piece na węgiel, oczywiście. Ergo ekrany były niepotrzebne.

A w kwestii “Nad Niemnem” itp. pamiętam z pamiętników jakiegoś zagranicznego podróżnika (nieco wcześniej, ale takie obyczaje się mało zmieniają), że narzekał na beznadziejne polskie paleniska w dworach...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

drakaina, dzięki! Mnie to zaciekawiło, a ponieważ jest leniwy niedzielny poranek, to  jeszcze sobie pogrzebię w bibliotekach cyfrowych. Dzięki ;)

Du usług :)

 

Skądinąd przypomniało mi się, że metalowe owszem, bywały, choć mam wrażenie, że pamiętam takie jeszcze starsze, z jakiegoś XVI w. Ale w XIX w. też je spotykamy, sprawdziłam właśnie. Te osiemnastowieczne obijane ozdobną tkaniną są po prostu najpowszechniej spotykane w muzeach czy wnętrzach, więc najmocniej mi się kojarzą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Te malowane ekrany, przedstawione na obrazku powyzej, mialy na celu ochrone damskiego makijazu. Kiedy panie siadaly kolo komnka na ploteczki, tapeta na ich twarzach (na bazie wosku i olowiu) zaczynala splywac. Wtedy usluzny sluzacy podchodzil z takim ekranem, stawial go pomiedzy dama a kominkiem i szeptal w ucho ostrzezenie “Pozwole sobie zauwazyc, ze szanowna pani traci twarz”. Nawiasem mowiac, stad sie wlasnie wzielo powiedzenie “tracic twarz”. 

PS. przepraszam z brak polskich znakow, pisze z biurowego komputera ;)

Ekrany są też wcześniejsze, więc ochrona była różnoraka, chroniły jednak też przed iskrami i węgielkami, które lubią wyskakiwać ;)

 

A swoją drogą – skąd wzięłaś tę etymologię? Bo przyznam, że przeszukałam różne etymologiczne strony francuskie (wg tego, co piszesz, obstawiałabym, że takie znaczenie musiałoby się tam narodzić) i one zgodnie twierdzą, że do francuskiego frazeologizm “perdre la face” przyszedł z Chin w połowie XIX wieku...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Taka wersje historii przedstawil nam przewodnik po Malahide Castle w Irlandii, wiec nie moge tego poprzec zrodlem pisanym :)

No to niestety mógł zmyślać... Przewodnicy opowiadają również o czarnoskórej Kleopatrze i innych dziwnych rzeczach, nie są niestety najbardziej wiarygodnym źródłem. Ale ładne, nawet jeśli zmyślone.

 

Angielska wersja etymologii (pierwsza z brzegu), jak francuska:

lose face. Be embarrassed or humiliated, especially publicly. For example, Terry lost face when his assistant was promoted and became his boss. Both this expression and the underlying concept come from Asia; the term itself is a translation of the Chinese tiu lien and has been used in English since the late 1800s.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mój kominek ma być prymitywny, zbudowany z paru grubo ciosanych głazów, zrezygnuję więc z wszelkich ekranów i parawanów. Na potrzeby zdarzenia, które chcę opisać, wystarczy mi leżący z przodu płaski kamień.

Czy bladą twarz można określić mianem woskowej?  Pytam, bo w tym samym akapicie użyłam w następnym zdaniu słowa ‘bladoróżowy’, a nie chcę powtórzeń.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Można, ale ta bladość będzie wyglądała chorobliwie. Jeśli facet spędził ostatnie dwa lata w piwnicy albo jest gruźlikiem, to określaj śmiało, ale jeżeli to ma być bladość szlachetna, musisz jeszcze poszukać.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Myślę, że tak, choć mnie osobiście to określenie kojarzy się z żółtawą, niezdrową cerą.

Zgadzam się z przedmówcami. Woskowa skóra ewidentnie wskazuje na chorobę/wycieńczenie. Kredowość też nie jest neutralna, będzie się kojarzyła np. ze strachem. Może po prostu coś o jasnej skórze?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Woskowa to dla mnie w mniejszym stopniu odcień, a w większym – faktura skóry, niezdrowo naciągniętej, do tego co najwyżej chorobliwie żółtawej. No i na pewno nie jest to synonim bladoróżowego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeśli opisujesz Śnieżkę, to proponowałabym raczej: alabastrową, porcelanową, krew z mlekiem.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję. Wygląda na to, że trafiłam, bo właśnie niezdrową cerę właśnie tak chciałam opisać.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Jak właściwie wygląda krew z mlekiem? ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O skórze cienkiej, bladej i przesuszonej można też powiedzieć, że jest pergaminowa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak właściwie wygląda krew z mlekiem? ; p

Spytaj Sienkiewicza :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jak znajdę specjalistę od seansów spirytystycznych ;>

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wydaje mi się, że krew z mlekiem, to bardzo jasna i świeża cera ze zdrowym rumieńcem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, sprawdziłam w słowniku, niemniej to dla mnie bez sensu. Już prędzej bym rozumiała mleko z krwią ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Określenie krew z mlekiem to frazeologizm, więc nie doszukiwałabym się w nim sensu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odkąd tylko zacząłem pisać, sen z powiek spędza mi pewien problem natury językowej. Rzecz sprowadza się do tego, na ile to, o kim mowa w zdaniu, może spokojnie wynikać z kontekstu, a w którym momencie zaczyna się robić mętlik. Dla lepszego wyjaśnienia, o co mi chodzi, posłużę się dwoma przykładami z własnej twórczości.

 

Bohater A wysłuchał opowieści bohatera B o bohaterskim wyczynie tego ostatniego. Chwilę potem mam następujące zdanie:

 

Prawdziwe były wędrówki z B po lesie i jego bohaterski wyczyn, o którym dopiero co słuchał z wypiekami na twarzy.

 

Czy z powyższego zdania może błędnie wynikać, że to B wysłuchał opowieści o swoim własnym bohaterskim wyczynie, czy też kontekst dostatecznie jasno wskazuje, że słuchający i opowiadający nie są tą samą osobą? Czy mamy tutaj do czynienia z błędem językowym?

 

Druga sytuacja – bohaterka C opatruje zranioną głowę bohatera A.

 

Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła.

 

Czy drugie zdanie może niezamierzenie sugerować, że to uraz syknął z bólu? Chciałbym uniknąć efektu komicznego.

 

Ilekroć w jakimś zdaniu czy dłuższym fragmencie tekstu mam kilka rzeczowników w tym samym rodzaju gramatycznym, zaczynam się obsesyjnie zastanawiać, czy kontekst załatwia sprawę, czy też muszę co chwila doprecyzowywać, o kim/czym mówię. Gdzie, waszym zdaniem, leży granica?

No, IMO, to wygląda, że uraz syczał. A do tego zgrzyta już wcześniej i rodzi się wątpliwość, czy to aby nie uraz przeszukiwał skrzyneczkę. Przeniosłabym tę część gdzieś bliżej bohaterki C.

Ale Jeroh pewnie powiedziałby Ci, że w drugim zdaniu wszystko jest jasne. Wygląda na to, że granica jest płynna i osobista.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie – pierwsza sytuacja w porządku. “O którym” ustawia podmioty w relacji. Natomiast druga mniej: ostatnim podmiotem jest “uraz” i nie ma tu takiego “ustawiacza”.

Granica może i jest trudna do uchwycenia, ale chyba jednak intersubiektywna. Myślę, że jasne byłyby np. takie zdania (wzięte z głowy):

  • Żonglowały cytrynami. Żółciutkie, rozmywały się w powietrzu w smugi.
  • Przed Amelią stała walizka. Miała nalepki z kilkunastu europejskich lotnisk.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

A czy ta sytuacja jest dostatecznie jasna?

 

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

 

“W nim” odnosi się do A, nie do “ogromu zaskoczeń i wzruszeń”.

 

Mam tego, niestety, jeszcze więcej. To poniżej uznano na innym forum za jasne i zrozumiałe, ale zaczynam już tracić co do tego pewność:

 

Primavera kochała złote słońce i jak nikt umiała sprawić, by karmiło ono ziemię swym dobroczynnym ciepłem. Dzięki jej czarom wszystko wokół zieleniło się i kwitło (...).

 

Czary mają być oczywiście Primavery, nie ziemi.

Oba zdania są dla mnie jasne.

 

Znam tylko pięć liter ;)

A co powiesz o tych poprzednich?

Przejrzałem teraz cały akapit, z którego pochodzi przykład ze zranioną głową, i chyba cały jest do poprawy...

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła. Choć strasznie piekło, kiedy przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

 

Można odnieść wrażenie, że to głowa posyłała zmartwione spojrzenia, a zwilżona tkanina przemywała czoło wodą...

W tych zdaniach powyżej było zrozumiałe, ale gdy dałeś cały akapit, to widać, że przez sześć zdań tylko raz używasz podmiotów, a wszędzie potem masz zaimki. Jak dla mnie to za mało. Weź synonimy do imion (dziewczyna, chłopak, cokolwiek) i pododawaj, bo jak dla mnie to w tej chwili zraniona głowa posyła zmartwione spojrzenia urazowi, który syczy z bólu.

Też bym dookreśliła podmiot przed “syknął”, wydaje mi się, że w tym fragmencie to powinno wystarczyć. Fragment ze zranioną głową jest w porządku, dla mnie był jasny. 

I też zwróciłam uwagę na zaimki (dużo ich).

Znam tylko pięć liter ;)

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

OK.

Primavera kochała złote słońce i jak nikt umiała sprawić, by karmiło ono ziemię swym dobroczynnym ciepłem. Dzięki jej czarom wszystko wokół zieleniło się i kwitło (...).

Ujdzie. Pewnie mogłoby być lepsze, ale ujdzie.

Przejrzałem teraz cały akapit, z którego pochodzi przykład ze zranioną głową, i chyba cały jest do poprawy...

No, byłoby dobrze. Niekoniecznie drogą, którą zaleca Minuskuła (choć i tak można zrobić – większość rzeczy da się zrobić na parę sposobów), ale faktycznie, byłoby. Przy okazji – uważaj na purpurę (”Burzliwe uczucia”? WTF?) i anglicyzmy (”naprawdę poważnie”) i nie przeskakuj między punktami widzenia, co robisz w zacytowanym akapicie (to dziewczyna się martwi, to chłopiec się boi – lepiej, żeby dziewczyna się martwiła i widziała lęk chłopca).

I nie daj się zwariować. Zawsze lepiej za mało zaimków, niż za dużo (najwyżej dopiszesz).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

W tych zdaniach powyżej było zrozumiałe, ale gdy dałeś cały akapit, to widać, że przez sześć zdań tylko raz używasz podmiotów, a wszędzie potem masz zaimki.

Ale gdy częściej używam podmiotów, to efekt jest taki “szkolny” – “Asia poszła, dziewczynka zrobiła, Asia wiedziała...”.

 

Przy okazji – uważaj na purpurę (”Burzliwe uczucia”? WTF?)

Zwykły synonim do “gwałtowne”, czyli krótkotrwałe i o dużej intensywności. Nic szczególnie skomplikowanego. Na purpurę staram się uważać i uwierz mi, gdy porównywałem swoją obecną twórczość z próbką tego, co wysmarowałem w szkole średniej, odniosłem wrażenie, że mój aktualny styl jest wręcz prostacki.

 

i nie przeskakuj między punktami widzenia, co robisz w zacytowanym akapicie (to dziewczyna się martwi, to chłopiec się boi – lepiej, żeby dziewczyna się martwiła i widziała lęk chłopca).

Nie przeskakuję, cały czas trzymam się punktu widzenia A. On widzi jej zmartwione spojrzenia i po nich wnioskuje, że jego uraz wygląda poważnie, bo nie oglądał siebie w lusterku.

Bolly, używanie podmiotów nie musi wcale brzmieć “szkolnie” – przecież nie piszesz zdań “Asia zrobiła” tylko trochę bardziej złożone i to takie, gdzie podmiot nie jest na pierwszym miejscu ;) Ale tak czy inaczej w Twoim przypadku wystarczy chyba po prostu przeredagować to zdanie:

Sądząc po zmartwionych spojrzeniach, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przeszukując zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, uraz wyglądał naprawdę poważnie.

Jest zbyt złożone, ma zły szyk i podmiotem jest tu uraz. Popraw tu, dodaj choć raz imię chłopaka i jak na na moje będzie dobrze.

Dzięki za radę, spróbuję coś z tym zrobić.

Ale gdy częściej używam podmiotów, to efekt jest taki “szkolny”

Właśnie o to chodzi, żeby to pomieszać – trochę podmiotów, trochę zaimków.

uwierz mi, gdy porównywałem swoją obecną twórczość z próbką tego, co wysmarowałem w szkole średniej, odniosłem wrażenie, że mój aktualny styl jest wręcz prostacki.

Wierzę. Ja wytwarzałam sentymentalne kopie Star Treka i historyjkę o kowboju :) Ale “burzliwe uczucia” w tym kontekście są jednak purpurowe. To nie jest coś bezwzględnego, purpura zależy od tła.

Nie przeskakuję, cały czas trzymam się punktu widzenia A. On widzi jej zmartwione spojrzenia i po nich wnioskuje, że jego uraz wygląda poważnie, bo nie oglądał siebie w lusterku.

Na pewno taki miałeś zamiar, ale nie zaznaczyłeś tego jasno.

Jest zbyt złożone, ma zły szyk i podmiotem jest tu uraz.

Yup. Minuskuła trafiła w punkt.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Lepiej? Choć wciąż nie daje mi spokoju ta głowa posyłająca spojrzenia...

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać paskudnie. Syknął z bólu, gdy kawałkiem zwilżonej tkaniny dotknęła jego czoła. Choć strasznie piekło, kiedy przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

Lepiej, choć jeszcze nieidealnie – ale nie możesz reszty życia spędzić na poprawianiu jednego akapitu. Tylko tutaj “wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać” powinno być “musi wyglądać”, bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tylko tutaj “wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać” powinno być “musi wyglądać”, bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów.

Nie rozumiem. Dlaczego mam dać nagle czas teraźniejszy?

 

ale nie możesz reszty życia spędzić na poprawianiu jednego akapitu

Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Nie rozumiem. Dlaczego mam dać nagle czas teraźniejszy?

Bo w polszczyźnie nie ma następstwa czasów. Explanation: w łacinie, językach romańskich i angielskim (i może jeszcze w kilku, ale co do tych wiem na pewno) w mowie zależnej występuje tzw. consecutio temporum, to znaczy orzeczenie “cofa się w czasie”. W każdym podręczniku do angielskiego znajdziesz tabelkę z dokładnymi regułami, ale po jakichś stu przeczytanych angielskich książkach i obejrzanych odcinkach seriali robisz to automatycznie i nie pamiętasz explicite. Przykład:

mowa zależna: Paul told Lucy he wasn’t supposed to see her anymore.

dialog: “I’m not supposed to see you anymore” said Paul.

Po polsku orzeczenie w mowie zależnej występuje w takim czasie, w jakim występowałoby, gdyby to był dialog:

mowa zależna:  Paweł powiedział Łucji, że nie może się z nią więcej widywać.

dialog: – Nie mogę się z tobą więcej widywać – powiedział Paweł.

Wszelkie “wywnioskował”, “pomyślał” i inne czasowniki odnoszące się do zdań wprowadzają mowę zależną.

(Nie, nie wiem, ile przeczytałam angielskich książek, wolę je czytać, niż liczyć.)

Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Nie wiem, czy gryźć palce z zazdrości, czy kręcić głową nad Twoim perfekcjonizmem :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Czy “wywnioskował” aby na pewno wprowadza mowę  zależną?

 

Może w takiej formie: Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie wygląda paskudnie brzmi to nieco lepiej, choć i tak dziwacznie.

 

Nie wiem, czy gryźć palce z zazdrości, czy kręcić głową nad Twoim perfekcjonizmem :)

Chyba raczej mi współczuć, bo jest wysoce niepewne, czy pracując w takim tempie zdołam w ogóle ukończyć którąkolwiek z moich powieści.

Formalnie mowa zależna odnosi się do dialogów, ale wnioskowanie ma podobne skutki gramatyczne ;) Aczkolwiek w omawianym przypadku dopuściłabym obie formy czasownika – czas przeszły (musiało) pod warunkiem jednakowoż, że rzecz jest opowiadana z dalszej perspektywy albo też czasownik odnosi się do czegoś w przeszłości. Jeśli to coś, co bohater obserwuje w swoim “czasie teraźniejszym” (przy narracji prowadzonej w przeszłym), to powinien zostać czas teraźniejszy, bo konsekwencje tej obserwacji dopiero będziemy poznawać wraz z bohaterem.

 

Przeszły miałbyś np. w sytuacji takiej:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musiała powstać wiele lat temu.

Ale już coś takiego:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musi ona mieć ze dwadzieścia metrów wysokości.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może w takiej formie: Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami, wywnioskował, że rozcięcie wygląda paskudnie brzmi to nieco lepiej, choć i tak dziwacznie.

Misiom się podoba :)

pod warunkiem jednakowoż, że rzecz jest opowiadana z dalszej perspektywy albo też czasownik odnosi się do czegoś w przeszłości

Tylko właśnie odnosi się do teraźniejszości, bo rozcięcie wygląda teraz.

Przeszły miałbyś np. w sytuacji takiej:

Przyjrzał się wieży i doszedł do wniosku, że musiała powstać wiele lat temu.

Yup. Albo, żeby rozbudować mój przykład:

Paweł powiedział Łucji, że rodzice zabronili mu się z nią spotykać.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Drakaina – widzę, na czym polega rozróżnienie. Ale te sytuacje z wieżą rozumiem tak, że wieża – choć była oglądana przez bohatera w przeszłości – nadal stoi (nawiasem mówiąc, z drugiego przykładu może wynikać, że to bohater miał dwadzieścia metrów wysokości, ale to szczegół). Rana na czole istniała w przeszłości, ale teraz – w chwili, gdy czytelnik zapoznaje się z tekstem – już dawno jej nie ma, bo została opatrzona. Była czymś ulotnym, istniejącym jedynie przejściowo. Dlatego jest to dla mnie jakieś takie nieintuicyjne.

 

W poprzednim rozdziale mam zdanie zaczynające się następująco: Zdążył już domyśleć się, że ma do czynienia z (...), ale tam domyślenie się miało miejsce wcześniej, więc to chyba nie do końca to samo.

 

W ogóle język angielski wydaje mi się pod wieloma względami bardziej logiczny. From the worried glances she kept shooting towards him, rummaging through the box of domestic medications, he deduced his wound must have looked pretty serious. Gdybym pisał po angielsku, rozwiązałbym też swój problem z podmiotami i zaimkami. He – chłopak, she – kobieta, it – głowa, uraz. Ale pisanie w tym języku szłoby mi pewnie jeszcze wolniej niż po polsku. Jak żyć?

 

Tylko właśnie odnosi się do teraźniejszości, bo rozcięcie wygląda teraz.

Do teraźniejszości bohatera, którego cała historia jest opowiedziana w czasie przeszłym. Nie do “naszej” teraźniejszości. Ale pewnie szukam dziury w całym.

Do teraźniejszości bohatera, którego cała historia jest opowiedziana w czasie przeszłym.

Właśnie – do teraźniejszości bohatera. Język ogólnie jest arbitralnym systemem. Logika w swoich początkach wiązała się z gramatyką, ale grecką (szczegółów nie znam, spytaj ninedin).

nawiasem mówiąc, z drugiego przykładu może wynikać, że to bohater miał dwadzieścia metrów wysokości, ale to szczegół

No, nie przesadzajmy :)

Rana na czole istniała w przeszłości, ale teraz – w chwili, gdy czytelnik zapoznaje się z tekstem – już dawno jej nie ma, bo została opatrzona. Była czymś ulotnym, istniejącym jedynie przejściowo

Sensowne, ale nie jest to ta z równorzędnych możliwości, na którą zdecydowały się pokolenia naszych przodków. Cóż. Ulubiona_emotka_Baila?

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wyedytowałam przykład ;)

 

Zdążył już domyśleć się, że ma do czynienia z...

Jeśli sytuacja “miecia do czynienia” trwa nadal, to jak najbardziej czas teraźniejszy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie mam w tej chwili czasu nadgonić kolejnych komentarzy, więc przepraszam, jeśli się powtórzę.

 

C ujęła chłopca za rękę i łagodnie pociągnęła za sobą do wnętrza izby. Kazała mu usiąść na ławie przy stole, a sama zajęła się przygotowywaniem wszystkiego, co było potrzebne, by opatrzyć zranioną głowę. Ze zmartwionych spojrzeń, jakie mu od czasu do czasu posyłała, [imię chłopaka] wywnioskował, że rozcięcie musiało wyglądać paskudnie. Syknął z bólu, gdy kawałek zwilżonej tkaniny dotknął jego czoła. I choć strasznie piekło, kiedy dziewczyna przemywała je zimną wodą, dzielnie wytrzymał ten zabieg. Oczyściwszy dokładnie ranę, posmarowała ją wonną ziołową maścią z maleńkiego słoiczka i ciasno obwiązała mu głowę chustą.

Naprawiłabym w powyższy sposób. Informacja o szukaniu w skrzyneczce przedłuża zdanie, a właściwie jest powtórzeniem treści. Ewentualnie można to dopisać w kolejnym zdaniu (przed syknął), że coś znalazła przetrząsając zawartość skrzyneczki z domowymi medykamentami.

To tylko taka moja opinia.

Jak w piśmie odmieniać słowo “Sarac”, powstałe ze skrótu z j. angielskiego? Jak “sarak”?

Tak bym zrobiła, jeśli w ogóle.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

No dobra, chyba ograniczę się do podmiany “urazu” na “rozcięcie”. To powinno załatwić sprawę. A mowy zależnej będę się starał unikać.

 

Ostatni przykład, dobrze?

 

Widok ten jak jeszcze nic innego w życiu ścisnął chłopca za serce.

– Nie mów tak! Nie wolno ci tak mówić! – zaprotestował gwałtownie malec i rzucił się przybranemu ojcu w ramiona.

 

Czy mogę wyciąć “malca”? Bo strasznie mi się ich namnożyło.

Wszystko zależy od kontekstu, a wskazany fragment jest skromny pod tym względem (nie wiemy dokładnie, jak wygląda cała scena). Jeżeli scena jest skromna (ojciec + syn), a we wcześniejszej części akapitu przyjmujesz punkt widzenia chłopca, to ok: tego malca możesz spokojnie wyciąć.Jeżeli jednak w scenie jest więcej dzieci w różnym wieku, to całość może być niejasna. Ogólnie, sceny rozmowy w grupie są jedne z najcięższych do przedstawienia.

W przypadku takich wątpliwości, warto w myślach uprościć zdanie (wywalić wszystkie ozdobniki, ściąć zdanie do najprostszej postaci: podmiot, orzeczenie, dopełnienie), czyli: Widok ścisnął chłopca za serce. -...– Zaprotestował.  Wg mnie ok (w dialogu), bo dużej partii tekstu może budzić wątpliwości (że niby widok zaprotestował).

 

I nie unikaj mowy zależnej – nie warto wyrzucać dodatkowej strzały z kołczana aspirującego autora ;)

 

@Bolly

 

Nie wycinaj “malca”, bo wyjdzie na to, że zaprotestował widok, jako że to on jest podmiotem poprzedniego zdania.

 

@Bronchospazm

 

Tak, obecna norma każe odmieniać wg polskiej ortografii, jeśli na końcu wyrazu masz c wymawiane jak k albo x (ks)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To w końcu wycinać czy nie wycinać? Jest to układ ojciec + syn. Jest jeszcze matka, która się tej rozmowie przysłuchuje, ale to inny rodzaj gramatyczny.

Ja bym nie wycinała.

W tym układzie musisz zostawić, bo Ci się podmioty mieszają. Po prostu. Możesz zmienić wcześniejsze zdanie, żeby było oczywiste, kto jest podmiotem w didaskalium, ale to jedyne wyjście, żeby opuścić tam podmiot.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję! Czyli:

Mianownik: Sarac

Dopełniacz: Saraka (czy Saraca?)

Jeśli masz za dużo “malców” we wcześniejszych zdaniach, to może tam powycinaj?

 

ETA: bronchospazmie: Saraka.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Broncho – zajrzałam do PWN i innych miejsc i zgłupłam. Bo gdyby było na -ic, to powinno być:

Saric – Sarica – Saricowi – Sarica – Sarikiem – Saricu

Ale dla -ac nie znalazłam normy :D

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A czy ta sytuacja nie jest podobna do tej?

 

Ogrom zaskoczeń i wzruszeń tego dnia przytłoczył małego A. Najrozmaitsze burzliwe uczucia rodziły się w nim i gasły, gdy słuchał jak zaklęty opowieści (...).

W sumie jest, ale chyba jednak zinterpretowałabym to zgodnie z intencją autora. Jeden rabin powie tak, inny powie nie...

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Okej, dziękuję wszystkim za pomoc.

Jak zapisać w opowiadaniu dialogi bohaterów piszących ze sobą na czacie? Czy tak:

[Nick]: Hej! 

i wyśrodkowane, czy jakoś inaczej?

Może być tak, może być inaczej... Ja w swoich zazwyczaj piszę jednego wyrównanego do prawej, a drugiego do lewej (tak od kilku lat pokazują Facebook i telefony). Można jakoś inaczej zaznaczyć nicki – boldować, w nawiasy trójkątne... Jak napiszesz, powinno być dobrze, byle czytelnik widział, że to czat i orientował się, co kto mówi.

Babska logika rządzi!

Dzięki za odpowiedź.

Pisząc, człowiek ma wrażenie, że odkrywa język polski na nowo.

 

Jeśli ktoś mówi, że jest w drodze od trzech dni, to który to dzień jego podróży? Trzeci czy czwarty?

 

Czy “kolumna wozów” może turkotać i podskakiwać na wybojach, czy tylko każdy z wozów z osobna?

Trzeci:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powiedziałbym, że “wozy turkotały i podskakiwały na wybojach” brzmi naturalniej niż “kolumna wozów turkotała i podskakiwała na wybojach”.

Zdecydowanie wozy, nie kolumna turkotały. Kolumna mogła się posuwać, ale turkotały wozy

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Spasiba.

Który zapis bardziej Wam się podoba? To ma być ostatnie zdanie rozdziału.

 

  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, i niestety nie mylił się.
  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, i niestety – nie mylił się.
  1. Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy – i niestety, nie mylił się.

Drugi.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Drugi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mnie się żaden nie podoba...

Dla mnie to “niestety” jest wtrąceniem, a nie “i niestety”.

 

Dałabym albo tak:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy i, niestety, nie mylił się.

 

Albo podobnie do wersji drugiej, tylko bez “i”:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, niestety – nie mylił się.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja przy czytaniu przed “i” robię w tym miejscu pauzę. Może się mylę, ale wydaje mi się, że zdanie podrzędne należy odgraniczyć przecinkami. Poza tym – gdybym postawił przecinek po i, jak chcesz, zmieniłoby się trochę znaczenie zdania, które sugerowałoby wtedy, że bohater, oprócz tego, że czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, czuł także, że się nie mylił.

Ja przy czytaniu przed “i” robię w tym miejscu pauzę.

Ja odwrotnie ;-) Ale interpunkcja to nie jest “nauka ścisła”, dużo zależy właśnie od intencji autora.

 

Może się mylę, ale wydaje mi się, że zdanie podrzędne należy odgraniczyć przecinkami.

I twoja wersja i moja wydziela zdanie podrzędne przecinkami.

 

które sugerowałoby wtedy, że bohater, oprócz tego, że czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, czuł także, że się nie mylił.

No nie, pomiędzy czuciem i nie myleniem się nie masz relacji nadrzędno-podrzędnej tylko współrzędną.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nooo, na upartego można powiedzieć, że mylenie dotyczy czucia.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nooo, nie. Forma czasownika nie ta.

Ale tak jak pisałam wyżej dużo zależy tu od intencji autora i tego, co chce podkreślić.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Niom.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

1. Czy opisując nordyckich bogów w prozie można użyć nazwy Azów, czy lepiej pozostać przy popularniejszych Asach? 2. Jaki jest najlepszy polski odpowiednik dla terminu "trickster" (Loki, Renard, Puk etc.)?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

  1. Mnie by to zbiło z tropu.
  2. O ile wiem, nie ma żadnego. Ale może któraś z ekspertek będzie wiedziała.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

#1 Tak właśnie myślałam. Do tego Asgard nie ma odpowiednika z "Z". Pomyślałam, że Azowie mogą być ciekawą odmianą w ujęciu tematu. Poza tym Asowie kojarzą mi się z kartami i asami np. sportowymi.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Czasem się mówi oszust, ale w literaturze pięknej to słabe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przechera, żartowniś?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wydaje mi się, że Jadowska miała po prostu trickstera.

Babska logika rządzi!

Huncwot rzecz jasna! 

Wikipedia proponuje szachraja, przecherę. Ja dorzucę do tego szelmę. Ale po prawdzie najczytelniejszy będzie chyba oryginał.

Oszust jest używany w tekstach okołonaukowych, w sensie figura czy archetyp, ale co zrobić z literature? Te wszystkie proponowane nie wskazują tak jasno na typo postaci mitologicznej...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba oryginał będzie najlepszy, masz rację Drakaino.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję wszystkim. :-)

Waham się teraz między szachrajem a przecherą, bo zdanie “Ten stojący przed nią wrak mężczyzny,[...], nadal był tym samym tricksterem, za którego wyszła dawno, dawno temu.” jakoś mi nie leży.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Głosuję na Szelmę, bo tak nazywa się pies mojego brata. Zresztą to ja wymyślałem imię :D Ale tak poza tym – oryginalny trickster chyba najlepiej pasuje, nie mamy dobrze ugruntowanego w języku tłumaczenia, więc wszystkie próby będą brzmiały nieco na siłę. Ale jeśli uprzesz się przy wersji polskiej, to moim zdaniem najlepiej pasuje szachraj – i znaczeniowo, i jeśli chodzi o samo brzmienie słowa, nieco zbliżone do oryginału (znaczy nie zbliżone zbliżone, bardziej zbliżone klimatem, nie wiem, nie znam się, nie umiem opisać xD) 

Szelma też dobra. :-)

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

W Twoim zdaniu najlepiej mi brzmi przechera.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mi też.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Co do Asów i Azów – w mitologii są Asowie, odłamy religijne to Asatru i Wanatru, O Azatru nie słyszałem. Także tego.

Azowie to może być pisownia z jakiegoś starego opracowania mitologii

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Toteż dla rozwiania wątpliwości warto zwrócić uwagę właśnie na nazwy ścieżek pogańskich (Asatru w przypadku Asów.

Czy termin “trickster” nie został przypadkiem wprowadzony przez współczesnych badaczy mitów? Więc jeśli bohaterami opowiadania/powieści są bogowie nordyccy, chyba nie powinni używać go w stosunku do Lokiego. Sugerowałbym coś szerszego znaczeniowo, na przykład “żartownisia”, “psotnika” albo “wesołka”. To nie do końca to samo, ale będzie dobrze kontrastowało z tym “wrakiem mężczyzny”.

Całego akapitu z tym zdaniem nie wkleję, bo jest dość długi,więc napiszę tylko tyle, że w kontekście opisywanej sceny bardziej pasowały mi określenia kogoś bardziej przebiegłego i złośliwego niż lubiącego płatać figle.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Jeżeli opowiadanie jest mocno zakotwiczone w popkulturze (więcej: bawi się nią i przetwarza), to trickster jest ok. W innych przypadkach niekoniecznie. Amerykańskich bogowie i Wilcza zamieć – takmieczowo-karczemnej fantasy – nie.  

Mnie osobiście to słowo zupełnie nie pasuje i spróbowałbym je zastąpić. Żeby jednak zachować  odpowiedni kontekst, można pokusić się o jakiś zlepek, jak w starej piosence: Zawodowi macherzy od losu. Albo zupełnie iść w mnogość synonimów zlepionych w różnych wariantach: wiarołomny kochanek, urodzony blagier, obłudny brat w nieszczęściu i szalbierz ludzkich pragnień, czy jakoś tak ;)   

 

można pokusić się o jakiś zlepek, jak w starej piosence: Zawodowi macherzy od losu.

Niezłe, niezłe.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Algir ma sporo racji. 

Też się zgadzam. Dla mnie w ogóle trickster używany w języku Polskim brzmi jak jakiś neologizm podobny do takich słów jak randomowy, selfie lub mój osobisty “faworyt”: hejt.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Oj, tak. W języku naukowym jeszcze ujdzie, ale w literackim? Be.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Blagier mi się podoba, choć zważywszy etymologię to “żartowniś”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy słowa takie jak: niezidentyfikowany (odgłos), zawibrowała (ziemia) pasują do opowiadania fantasy, którego akcja dzieje się w średniowieczu? A jeśli nie, to czym je zastąpić?

Moim zdaniem pasują, czemu niby nie?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Średnio, trochę mają techniczny posmak. Ale ziemia mogła po polsku zadrżeć (wibrowanie jest łacińskie, więc ujdzie, ale drżenie bardziej swojskie), a jeśli amplituda była większa – zatrząść się. Niezidentyfikowany (łaciński źródłosłów) to tyle, co nierozpoznany/nierozpoznawalny – może obcy, dziwny? Albo omów to jakoś?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Właśnie zadrżeć wydaje mi się najlepsze, ale użyłam go w poprzednim zdaniu. Chyba będę musiała po prostu jakoś te zdania połączyć. Jeśli chodzi o niezidentyfikowany dźwięk, to jego najważniejszą cechą jest to, że nie wiadomo, skąd się wydobywa i co go wydaje – więc niezidentyfikowany pasowałby idealnie pod względem znaczenia, a obcydziwny już niekoniecznie. Może właśnie spróbuję to omówić.

Mnie by ten niezidentyfikowany nie przeszkadzał, o ile tekst byłby napisany współczesną polszczyzną. Jeżeli masz stylizację na starodupny język naszych przodków, to odpada.

Czy w języku Polskim występują jakieś inne formy imienia Sigyn?  Przy zapisie często mieszają mi się Y z I.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Szybkie pytanie. Chcę utworzyć zdanie w którym zawieram informację, że ktoś ma sto pięćdziesiąt lat. Zdanie ma się zaczynać tak:

Ze stupięćdziesięcioma/stopięćdziesięcioma/sto pięćdziesięcioma latami na karku...

Która z tych trzech form jest prawidłowa? Stawiam na pierwszą, ale nie jestem pewien.

Chyba żadna. Jeśli już, to stoma pięćdziesięcioma, ale to nie brzmi ładnie, więc odpuściłabym sobie liczebnik w takiej formie.

Czy w języku Polskim występują jakieś inne formy imienia Sigyn?

Zdaje mi się, że można by napisać “Signy”, ale to w ogóle nie jest imię używane w polszczyźnie.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Szybkie pytanie. Chcę utworzyć zdanie w którym zawieram informację, że ktoś ma sto pięćdziesiąt lat. Zdanie ma się zaczynać tak:

Ze stupięćdziesięcioma/stopięćdziesięcioma/sto pięćdziesięcioma latami na karku...

Może: “Mając sto pięćdziesiąt lat na karku...”? Nie wiem, jaki ma być dalszy ciąg zdania, ale przypuszczam, że w takiej formie da się je uzupełnić tak, jak chcesz, czyli pewnie jakąś informacją na temat tej wiekowej postaci (...czuł(a) się jakoś tam/...nie pamiętał(a) wielu rzeczy/itp.).

Nowa Fantastyka