- Hydepark: Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań

:)

Komentarze

obserwuj

Wystarczy: Za­mie­rzał zła­pać jak naj­wię­cej ryb – tyle, że żaden stół w As­gar­dzie nie po­mie­ścił­by ich wszyst­kich.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję. ^^ Za radą Reg zrezygnowałam ze słowa – mniej znaków. ;-)

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witajcie, dobre duszyczki!

Waszej fachowej pomocy potrzebuję.

Mam takie zdanie:

 Czułam, jak ktoś trzyma moją dłoń.

 

Narrator opowiada w czasie przeszłym, więc zastanawiam się, czy dobrze zapisałam powyższe zdanie jeśli o czasowniki chodzi. I czy w ogóle to jest poprawne zdanie. :O 

Miałam jeszcze opcje: Czułam, jak ktoś ściska

                                              Czułam, że ktoś ściska...

Im dłużej się nad każdym zdaniem rozwodzę, tym większe wątpliwości. :(

Finkla napisała, że według niej wszystkie przykłady są w porządku.

Babska logika rządzi!

Tarnina uzupełniła: jak i że nie są w zasadzie synonimami. “Jak” odnosi się bardziej do sposobu, a “że” do samego procesu (”Jacek powiedział, że mielił mąkę.” vs. “Jacek powiedział, jak mielił mąkę.”) – ale tutaj to można pominąć. Czasy są w porządku – już to tłumaczyłam komu innemu, ale powtórzę.

W języku polskim nie obowiązuje consecutio temporum jak w angielskim, z którego nagminnie się je teraz kopiuje (to błąd!). Czas zdania podrzędnego nie zależy od czasu zdania nadrzędnego, a tylko od czasu czynności względem czasu narracji:

Trzasnęły drzwi. Poczułam, jak włosy stają mi dęba. (zd. podrzędne w zd. podrzędnie złożonym)

Trzasnęły drzwi. Włosy stanęły mi dęba. (zd. samodzielne)

 

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, Finklo!

Dziękuję, Tarnino! Zwłaszcza, że już gdzieś tłumaczyłaś. 

Teraz już wiem i rozumiem! :D

Czy te dwa zdania znaczą to samo? Czy “w” robi jakąś różnicę?

 

1) Zaszło to nieco ponad rok później.

2) Zaszło to w nieco ponad rok później.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Hmm. Na moją intuicję, lekka różnica jest. “W rok” dotyczy procesu, “rok później” – punktu w czasie. Można się w rok postarzeć o trzy lata. Bomba wybucha rok później. Oczywiście, nie każde wydarzenie jest procesem albo punktem. Taki na przykład przelot komety w pobliżu Słońca można kwalifikować różnie w zależności od kontekstu i jednostki miary.

Babska logika rządzi!

Zdanie pierwsze jest prawidłowe. Drugie jakoś mnie gniecie – napisałabym raczej: W rok później zdarzyło się (co się zdarzyło).  Funkcjonuje coś takiego, ale tylko w tej konkretnej wersji. Wnioskowania w języku potrafią być zawodne.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Głowa może być przepełniona wyłącznie myślami/emocjami, czy także dźwiękami, np. czyimś płaczem/krzykiem?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dźwiękami wypełniałbym raczej uszy. Ewentualnie głowa może pękać od hałasu. “Głowa wypełniona krzykiem” z pewnością wylądowałaby w mojej łapance jako wątpliwa metafora.

Tak, w mojej też.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Po namyśle – częściowo zależy to od kontekstu. Jeżeli piszesz o momencie usłyszenia dźwięku, może być kiepsko. Ale jeśli chodzi o wspomnienie dźwięku, można by to jakoś obronić. Niemniej i tak są lepsze frazy.

Moglibyśmy... mógłbyś go sobie zostawić.

 

Czy “mógłbyś” powinno być małą, jak wyżej, czy wielką literą? Gdyby to po wielokropku było tylko dokończeniem zdania, nie miałbym wątpliwości, ale co w sytuacji, gdy postać się poprawia?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Małą, bo to oczywista kontynuacja tego, co przed wielokropkiem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ale mówiący tak jakby zaczyna wypowiedź od nowa.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Tak jakby tak. Ale konwencja jest taka, że małą. Czasami nie da się takich rzeczy wywnioskować. Język nie zawsze jest logiczny.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja bym się nie czepiała żadnej wersji. Ta z większą literą IMO sugeruje dużą zmianę w wypowiedzi. “Skoro nie ma nauczyciela od matematyki, to moglibyśmy pójść na piwo… Mógłby pan profesor wygłosić uczniom pogadankę o szkodliwości alkoholu”.

Babska logika rządzi!

Czy można powiedzieć, że coś zostało zgubione, jeśli:

a)widziało się, jak to przepada,

b)wiadomo, gdzie to jest, ale trzeba się natrudzić, by odzyskać?

 

W tytule opka konkursowego użyłam słowa “stracił”, ale według mnie nie brzmi to tak dobrze, jak “zgubił”. Chętnie bym zmieniła, ale nie wiem, czy wtedy pasowałoby do sytuacji z historii.

Przejrzałem na szybko słowniki w internecie i w jednym napisano, że “zgubić” wiąże się z tym, że nie wiemy, gdzie to coś zgubione się znajduje. Dwa inne słowniki nie wymieniają takiego warunku.

Niemniej – w mojej opinii – “zgubić” posiada właśnie takie znaczenie.

Może wymyśl tytuł, odnosząc się do treści pod innym kątem? Pod jakim to nie zaproponuję, bo nie znam treści. ;)

Z drugiej strony zastanawiam się, czy jakikolwiek czytelnik będzie to aż tak rozkminiał. xD

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hmm. No, faktycznie, to zgubienie trochę nie gra... Też zalecałabym zmianę podejścia. (A czytelnik mógłby rozkminiać – są i tacy.)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zastanawiają mnie dwa słowa: “nic” i “niczego”

– niczego nie widziałem – nic nie widziałem

– niczego nie wiem – nic nie wiem

– niczego tam nie było – nic tam nie było

Obie formy poprawne i można stosować zamiennie? Czy tylko jedna? Czy jedna jest uznawana za ładniejszą językowo od drugiej? Jak to z tym jest?

Kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale nie doszłam do żadnych wniosków :^)

A ło.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

IMO, obie formy poprawne. Zasadniczo bardziej podoba mi się “niczego”, ale... Anegdotka z czasów szkolnych:

Matematyk i kolega z klasy.

– Czego nie rozumiesz?

– Niczego!

– Nie dziwota, Nietzsche pisał trudne rzeczy...

Babska logika rządzi!

“Niczego” jest po prostu dopełniaczem od “nic” – w zasadzie w Twoich przykładach powinien być dopełniacz, ale ponieważ języki indoeuropejskie powoli tracą fleksję, “nic” spotyka się w takim kontekście w codziennych rozmowach, więc w dialogu może grać. Wyjątkiem jest “nic nie wiem”, które ma trochę inny wydźwięk od “niczego nie wiem”:

 

– Ja nic nie wiem! – jęknął. Agent 0700 z westchnieniem sięgnął po łom.

 

– Ja niczego nie wiem – powiedział, nie odrywając wzroku od sortowanych papierów. – Musi się pani zwrócić do działu zaopatrzenia.

 

Wiem (:D) drobiazg, ale takie drobiazgi mają znaczenie.

 

ETA: A, Speedy Gonzales :D Finklo, Nietzschego nikt nie rozumie, bo to wariat był :P

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

(Kotka) Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem pod stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu, pochłoniętemu rozmową z towarzyszem.

 

1, Czy można jakoś usunąć z tego zdania powtórzenie, czy w sumie nie jest ono takie rażące?

  1.  Czy  w ogóle zdanie jest przeładowane i należałoby je podzielić?

1. Nie razi.

2.Tak.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

  1. Specjalnie rażące nie jest, choć pierwsze “pod” możesz wyciąć – obejdzie się bez niego.
  2. Zależy od kontekstu. Jest dość długie. Jakie są zdania sąsiednie?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dłuższy fragment po poprawkach wygląda tak:

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty. Z właściwą ich gatunkowi gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha. Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

Uwagę zmierzających na ucztę gości zwrócił krzyk i następujący tuż po nim plusk. Ponieważ przerażona kotka uciekła w pobliskie chaszcze, ujrzeli tylko mężczyznę w błotnistej kałuży.

A nie można po prostu: “(...) przed zmiażdżeniem przez potężnego Asa (...)”? Ewentualnie “rozdeptaniem”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dziękuję, Bolly. ^^

Ajzan, nie kombinuj, pisz prosto. To moje zdanie. Cięłabym wszystko.

Przerobiony fragment:

Pod stopami mężczyzn podążały bezpańskie koty. Z gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha. Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem potężnego Asa tylko po to, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Strasznie rozwleczone, Ajzan.

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty.

Koty podążały pod stopami? Kręciły się pod stopami, tak (to idiom), ale podążanie zupełnie mi tu nie pasuje.

Z właściwą ich gatunkowi gracją unikały przeszkód, tylko jedna kotka miała wyjątkowego pecha.

To jest purpurowe. Nie mogłabyś tego bardziej pokazać? Niech kotek faktycznie uskoczy, prychnie, syknie i wypręży grzbiet. Czy coś.

Ledwie uskoczyła przed zmiażdżeniem stopą potężnego Asa po to tylko, aby wpaść prosto pod nogi drugiemu.

W kontekście – może być.

Uwagę zmierzających na ucztę gości zwrócił krzyk i następujący tuż po nim plusk.

Nienaturalne i zbyt reportażowe. Pokaż to. Niech np. przerwie rozmowę jakimś dwóm gościom.

Ponieważ przerażona kotka uciekła w pobliskie chaszcze, ujrzeli tylko mężczyznę w błotnistej kałuży.

Jak wyżej – to reportaż.

 

Czyli to zdanie dobrze, tylko reszta źle :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, Tarnino. Przerobiłam całość i teraz jest chyba lepiej.

Przerabiając wszystko pod czyjeś dyktando, daleko nie zajdziesz. Pisz tak, jak lubisz, a nie tak, jak Ci każe Smerf Ważniak.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Tylko, że na ogół zgadzam się z sugestiami bet, bo nie mam jeszcze takiego skilla  ani pomysłów, by samej wyłapać i poprawić niektóre rzeczy, Czasem jednak się nie zgadzam albo  mam uwagi, jak tutaj:

 

Tuż pod stopami idących żwawo mężczyzn podążały w tym samym kierunku bezpańskie koty.

Koty podążały pod stopami? Kręciły się pod stopami, tak (to idiom), ale podążanie zupełnie mi tu nie pasuje.

 

To poprawiłam za sugestią, chociaż “podążanie": ma również według mnie  sens w jeszcze szerszym kontekście.  Cała scena ogólnie dotyczy kotów podążających za Asami do miejsca, gdzie będzie dużo jedzenia.

Smerf Ważniak nie każe, tylko sugeruje. Każdy odpowiada za swój tekst i jeśli pójdzie w przepaść, to za swoja sprawą. Mógł nie słuchać.

Tylko, że na ogół zgadzam się z sugestiami bet, bo nie mam jeszcze takiego skilla  ani pomysłów, by samej wyłapać i poprawić niektóre rzeczy

Odwagi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zmierzam do tego, że niektórzy, na podobieństwo Ważniaka właśnie, nie wiadomo dlaczego roszczą sobie prawo do przemawiania z pozycji autorytetu i czepiają się wszystkiego, byle się czepiać. Dopóki nie popełniasz rażących błędów językowych ani logicznych, masz prawo pisać po swojemu, zdając się po prostu na własne gusta i intuicję. A że komuś coś brzmi jak reportaż, gdzieś tam dopatrzył się purpury albo anglicyzmów, to jego problem.

 

Odwagi.

To.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Misiaczku słodziuchny, gdzie ja powiedziałam, że jestem autorytetem? Nie każda moja wypowiedź jest przyganą – czasami po prostu zwracam uwagę, że coś wydało mi sie artystycznie nieodpowiednie. Sztuka to gra, symbol i święto (wyguglaj) – jest zatem czynnością uprawiana społecznie, nie sobie, a muzom.

A mądrość to między innymi sztuka niesłuchania głupich rad. Uważasz moje rady za głupie? Olej je mocnym strumieniem. Ja się tym nie zmartwię, bo moja rola kończy się na ich wypowiedzeniu.

A tak w ogóle, to... Wielki Cthulhu. Ciągle wierzysz w nieomylność i doskonałość policjantów, księży i pani w szkole? Mnie jedna wmawiała, że szkarłupnie są grupą wymarłą. Po to masz własny rozum, żeby sam sobą kierować i wybierać, kogo chcesz słuchać, OK? Nie żyję za Ciebie i nie piszę za Ciebie. Po prostu usiłuję w czymś pomóc bliźnim.

Dixi.

 

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Królewno najsłodsza, ja to po prostu czuję, kiedy czytam twoje posty. Nie tylko treść się liczy, ale i ton, w jakim zostały napisane. Często sprawiasz wrażenie, że piszesz o faktach, podczas gdy są to tylko i wyłącznie twoje opinie – ot, dla Ciebie jakiś fragment brzmi jak reportaż, dla mnie nie. To jest strasznie toksyczne.

 

Sztuka to gra, symbol i święto (wyguglaj) – jest zatem czynnością uprawiana społecznie, nie sobie, a muzom.

I tu się znacząco różnimy. Bo w moim odczuciu pisanie – podobnie jak rysowanie, malowanie czy inne formy sztuki –  ma przede wszystkim sprawiać przyjemność twórcy i pozwalać mu na ekspresję siebie. Nie każdy ma ambicje zostać WIELKIM AHRTYSTĄ i jeśli coś jest wystarczająco dobre, żeby nie sprawiać bólu przy obcowaniu z tym, to po co się spinać? Why so serious?

 

A tak w ogóle, to... Wielki Cthulhu. Ciągle wierzysz w nieomylność i doskonałość policjantów, księży i pani w szkole?

Nie. Dodam, że nie wierzę też w nieomylność filozofów.

 

Po to masz własny rozum, żeby sam sobą kierować i wybierać, kogo chcesz słuchać, OK? Nie żyję za Ciebie i nie piszę za Ciebie. Po prostu usiłuję w czymś pomóc bliźnim.

Są osoby mniej i bardziej uległe i podatne na sugestię. Samoocena gra tutaj dużą rolę.

 

Pixi, Dixi i Pan Jinks.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

    Często sprawiasz wrażenie, że piszesz o faktach, podczas gdy są to tylko i wyłącznie twoje opinie

Rozdzielmy te dwie rzeczy, bo bez tego daleko nie zajdziemy. Czasami owszem, piszę o faktach, czasami o opiniach. Swoich, bo czyich? Ale co jest faktem, a co opinią? Kubek po kakao, który teraz przede mną stoi, jawi mi się biały, kubkokształtny i opatrzony reklamowym napisem. Czy to są fakty? Niekoniecznie. Ale nic innego nie mam. Cała dziedzina filozofii (epistemologia) zajmuje się próbami ustalenia, czym są fakty i skąd je brać od ładnych kilkuset lat – jeszcze tego nie ustaliła.

Opinia to ocena (zauważ, że Ajzan właśnie o ocenę prosiła, ale rozmawiamy teraz o ogółach). Czy jest coś takiego, jak ocena obiektywna? Nie chcę Cię teraz odsyłać do Chestertona i nie wiadomo, kogo jeszcze – krótko. Myślę, że jest. Istnieją pewne normy, na podstawie których się  ocenia. Skąd je znamy? Wątpię, żeby były wrodzone, w każdym razie nie w całości). Ale przeczytałam w życiu parę książek, myślę, że przynajmniej niektóre były dobre, i jakieś poglądy co do norm sobie wyrobiłam. Może błędne – w jakimś stopniu na pewno. Ale w jakimś stopniu chyba nie. Trudno mi o tym wyrokować w tej chwili – mam na warsztacie przekład Orwella (nie wrzucę na stronę przed styczniem), w którym jest o tym konkretniej, więc tę dyskusję może odłóżmy.

    To jest strasznie toksyczne.

Nie, słoneczko. Toksyczna jest bierna agresja. Toksyczne jest to, co Amerykanie nazywają "silent treatment". Toksyczne może być to, że nauczyciel pyta uczennicę z atopowym zapaleniem skóry, czy wsadziła ręce pod kosiarkę (true story), a na pewno jest powiedzenie komuś, kto Cię prosi, żebyś go nie kopał w krzesło, że nie jest Twoim bliźnim (also true story). Ja mówię, co myślę i nie zmuszam nikogo, żeby się ze mną zgadzał. Mogę podyskutować. Jeśli go nie przekonam, trudno. Rozejdziemy się w pokoju. Gdybym chciała przykopać Tobie albo komukolwiek innemu, nie tak byłabym się do tego zabrała.

Zabawne, swoją drogą, że kiedy akurat chwalę, nikt nie krzyczy, że źle chwalę i robię chwalonemu krzywdę (to jest możliwe, czasami się martwię, że niechcący to robię). Nie jesteście kapkę stronniczy?

Jedźmy dalej.

    Nie każdy ma ambicje zostać WIELKIM AHRTYSTĄ i jeśli coś jest wystarczająco dobre, żeby nie sprawiać bólu przy obcowaniu z tym, to po co się spinać?

... na pewno jesteś tym samym facetem, który parę miesięcy temu napisał:

 Zdarza się, że na poprawianiu jednego akapitu spędzam długie miesiące, więc dla mnie to nie nowość.

Daj dowód, bo zaczynam się bać, że podmienili Cię obcy.

    I tu się znacząco różnimy. Bo w moim odczuciu pisanie – podobnie jak rysowanie, malowanie czy inne formy sztuki –  ma przede wszystkim sprawiać przyjemność twórcy i pozwalać mu na ekspresję siebie.

W porządku. Jest taki pogląd, zdaje się, całkiem powszechny. Ale wyznawanie go odbiera cały sens temu, co tu robimy. Bo jeśli nie ma znaczenia, czy tańczysz, czy podrygujesz, to po co o tym dyskutować? Kogo to obchodzi? I po co się uczyć lepiej tańczyć? Może tylko po to, żeby sobie nie zrobić krzywdy, ale czy możesz sobie zrobić fizyczną krzywdę, pisząc? Chyba tylko wtedy, kiedy się garbisz.

Ponadto – jeżeli pisanie jest wyłącznie Twoją autoekspresją (tj. emocjonalną – pisanie o czymś, co uważasz za ważną prawdę i chcesz to przekazać innym to już nie tylko autoekspresja), nikt nie ma powodu tego czytać. Jak to powiedział Feliks Kres, każdy ma swoją duszę i jej granie.

Oczywiście, możesz się tu podeprzeć Aylą Nereo:

    I do not show this skin for you

    I show myself to know myself

    I show it for the Earth from which I came

    my prayer is for you to do the same

ale to nie zmieni tego, co powiedziałam. Nikogo nie obchodzi Twój goły tyłek :P

    Dodam, że nie wierzę też w nieomylność filozofów.

Prawidłowo.

    Są osoby mniej i bardziej uległe i podatne na sugestię. Samoocena gra tutaj dużą rolę.

Wiesz, ja osobiście doskonale wiem, że jestem do kitu – ale przed własną egzystencją jako istoty rozumnej uciekam tylko czasami. Co jest mniejszym złem – że ktoś dostanie złą radę (jedną z wielu – przyjrzyj się komentarzom pod tekstami, zwykle opinie da się podzielić na jakieś trzy-cztery grupy, i rzadko się zdarza, żeby żadna nie była ani trochę pochlebna) – czy że ktoś zawoła na puszczy i nie dostanie szczerej opinii? Albo w ogóle żadnej? Bo nikt nie będzie miał nic miłego do powiedzenia? Z opinii innych o Twoich tekstach możesz się dowiedzieć, po pierwsze i najważniejsze, jak inni odczytują Twoje teksty. Co z nich rozumieją, albo nie. Czy docierasz do ludzi.

Ale skoro to ma być autoekspresja, nie komunikacja, to nie interesuje Cię, czy ktoś to będzie w ogóle czytał, a tym bardziej, czy zrozumie. Prawda?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Aleście się rozwinęli:)

Ciekawa dyskusja, o autorytetach, sztuce, ważniactwie, opiniach, rozrywce i swoim stylu oraz filozofii.

Zacznę od ważniactwa, gdyż zdaje się najbardziej ocenne. Czyjeś mocne zdanie, opinia są okazją, szansą do skonfrontowania się z nią, do polemiki, do zadawania pytań. Pewnie, że może to być trudne, ale kiedy zmusza autora do myślenia to chyba dobrze? W końcu uczymy się, a zdanie innych możemy odrzucić bądź przyjąć częściowo. Nie ma wymogu, konieczności akceptacji uwag, co więcej pod opowiadaniami są różne komentarze, nie ma „urawniłowki”.

Autorytety – cenię je. Dlaczego? Bo przeczytali więcej, wiedzą więcej w konkretnej dziedzinie i zachęcają do myślenia, kształtowania własnego stylu, w sumie do określenia się.

Sztuka to symbol, znak, coś co chcesz powiedzieć (znaczy Autor). Rozrywkowy cel nie ma tu nic do rzeczy, tj. też się wpisuje w konwencję.

Autorzy są delikatnymi stworzeniami (sądzę po sobie, żeby nie było), jednakże potrzebują zarówno głaskania jak i stymulacji, zderzenia z odbiorem innych. I nie ma znaczenia, że książki o które potykasz się w przykładowym Empiku są słabe, jest ich mrowie i nie możesz znaleźć nic ciekawego i sądzisz – może i ja spróbuję, przecież jestem lepszy. Może tak, lecz oblekanie w słowa swoich myśli, przerabianie je na opowieści – moim zdaniem – nie są genetyczne, lecz biorą się z kombinowania, rozważania, myślenia, nawet jeśli jest to rozrywka.

Wreszcie filozofia. Dla mnie to obszar cholernie warty uwagi, ponieważ jest królową rozważania i uczy krytycznego myślenia, porządnego. Matko jedyna, wszystko już było. Czasem jest hermetyczna, ta filozofia i potrzebni są przewodnicy, sam nie dasz rady. Przynajmniej ja tak miałam i mam.

pzd srd:),

a

PS. A teraz najpierw do opka Lupusa, a potem zajrzę do jakiegoś Twojego – Bolly. Podaj, jeśli ma być konkretne.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ostatnie posty nie mają wiele wspólnego z tematem wątku i byłoby wskazane, żeby to się zmieniło.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No dobrze, Berylu. Skasować swój?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jeśli temat wróci na właściwe tory, to powyższych postów nie ma potrzeby usuwać. Pozwoliłem sobie jednak usunąć te dwa, które zostały opublikowane później i odnosiły się do dyskusji, której tutaj być nie powinno.

A teraz czekamy na kogoś, kto potrzebuje pomocy językowej ;)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

*nieśmiało* To może znów ja?

 

“Sequel” do omawianego wcześniej fragmentu:

 

Z pobliskiego zaułka zamieszaniu przyglądał się rudy kocur. Ze swej kryjówki widział również doskonale salę biesiadną.

 

Czy to. że oba zdania zaczynają się praktycznie podobnie, ujdzie?

Tak.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Ja też nie widzę problemu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ujść, ujdzie, ale jeśli można napisać to lepiej, to czemu nie próbować? Problemem tutaj nie jest początek zdań, tylko zbędny zaimek dzierżawczy i niefortunny przysłówek. Redagowałbym.

 

“Ukryty w pobliskim zaułku rudy kocur przyglądał się zamieszaniu. Miał doskonały widok na salę biesiadną”.

Azjanko, mnie by to jednak się nie spodobało.  Kombinację tych zdań da się napisać lepiej. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

To ja chyba jestem jakiś dziwny, bo dla mnie oryginał brzmi najzupełniej w porządku.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dla mnie też.

 

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dziękuję za sugestię, Szlagier. Poprawiłam.

Ajzan, proszę bardzo. Fajnie, że się przydało.

Ot, drobiażdżek taki... Mamy dzień styczniowy, kiedy słońce zachodzi około czwartej po południu. Bohater myśli sobie, że zdąży do domu przed nocą, mając na myśli, że właśnie przed czwartą, zanim zrobi się ciemno. Nocą nazywamy okres od zachodu do wschodu słońca, jednak mówienie, że po czwartej to już noc, trochę mi zgrzyta. Zastanawiam się, czy nie powinienem spróbować jakoś tego obejść.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

“Przed zmrokiem” chyba załatwia sprawę.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Zanim zrobi się ciemno, zanim zapadną ciemności, przed zachodem słońca.

A nawet wydaje mi się, że w tym przypadku dobrze byłoby zaznaczyć, że szybko robi się ciemno, bo to nie jest takie oczywiste. I wtedy napisać np. to, co sam podałeś: “przed czwartą, zanim zrobi się ciemno”.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Prócz zmroku, jest jeszcze wieczór?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mam dokładnie takie zdanie: „Do zmierzchu jeszcze jakieś dwie godziny – kalkulował, popędzając konia. – Jeśli się pospieszę, zdążę do domu przed nocą”.

 

Czyli zamiast “przed nocą” lepiej byłoby dać “przed zmrokiem”?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Nie bardzo, bo wychodzi powtórzenie. Może nie takie dosłowne, ale znaczeniowe. Ja bym w ogóle wywaliła dwa ostatnie słowa i liczyła, że odbiorca się domyśli, przed czym należy zdążyć.

Babska logika rządzi!

Ściśle biorąc, zmierzch następuje przed nocą. Więc w wersji wyjściowej znaczenia się nie powtarzają.

EDIT: NIe, sorry. Zasugerowałem się nocą astronomiczną, która nie jest tym samym co noc “pospolita”. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Po co kombinować.

“Do zmierzchu jeszcze jakieś dwie godziny – kalkulował, popędzając konia. – Jeśli się pospieszę, zdążę do domu, zanim się ściemni”.

I cyk.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo, ale wtedy masz dwa “się” w jednym zdaniu.

Mnie akurat to 2x “się” bardzo nie przeszkadza, więc chyba skorzystam z sugestii El Lobo.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ku jego irytacji, krajobraz wcale się nie zmieniał – wszędzie tylko wysokie pnie drzew oraz sięgający do kolan śnieg. Przy każdym kroku wbijał weń trzewik włóczni jakby to było ciało wroga. Loki nienawidził śniegu, zimna jak również bycia zagubionym i głodnym.

 

 

Czy i w tym przypadku powtórzenie nie będzie rażące? Nie mogę znaleźć synonimu dla śniegu, które by pasowały do okoliczności.

IMO, może być. A może lód zamiast drugiego śniegu? Albo w ogóle zima?

Babska logika rządzi!

Dla mnie – nie, Ajzan, acz ciutkę innego bym wycięła, np. tylko, przede wszystkim, włóczni (nie rozumiem), największego, w sumie, jak również. Jednak ja przesadzam i nie umiem się od tego uwolnić, Ajzan, więc weź to, proszę,  pod uwagę. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobra, poucinałam trochę. :-)

Lód mi nie pasuje, Finklo, bo śnieg to jednak trochę inna forma a o takim typowym lodzie nie ma w tekście mowy. Zastanowię się jeszcze nad zimą.

Co innego powtórzenia, które wynikają z nieuwagi piszącego, a co innego takie, które są nie do uniknięcia bądź służą, jako środek stylistyczny, wzmocnieniu przekazu. Dwa przykłady na to ostatnie:

Do Brzustowa szedł dziad. Ciągnął za sobą pokraczny, dziadowski wózek. Piszczały koła, podskakiwały tobołki, klekotały luźne kłoniczki. Kark dziada naznaczony był siną pręgą od postronka. Za dziadem szła mgła. Trzymała się jakiś metr za wózkiem, jakby bała się przegonić starego. Stary miał na sobie obszerne, znoszone odzienie. Jak każdy dziad – ubrany był za ciepło.

Była wiosna. Jedna z takich, co to zapadają się w pola gwałtownie, żeby potem uciekać ze strachem, zostawiając po sobie grudę i przymarznięte oziminy.

Dziad zatrzymał się. Mgła przegoniła. Popatrzyły na dziada przydrożne drapaki. Dziad przetarł pot z czoła, odpowiedział wierzbom miłosnym spojrzeniem i ruszył dalej (Jan Jakub Kolski, “Jańcio Wodnik”).

Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej, niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy – proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią. Lubię mieć ją przy sobie – na samą myśl o rozstaniu serce mi pęka z żalu (Jerome K. Jerome, “Trzech panów w łódce (nie licząc psa)”).

 

Twój podwójny “śnieg”, Ajzan, nie razi mnie tak samo, jak nie rażą mnie “dziad”, “stary” i “praca” w powyższych fragmentach. Co więcej, uważam, że fajny efekt dałoby wprowadzenie tutaj jeszcze jednego powtórzenia poprzez rozbicie ostatniego zdania na dwa, brzmiące mniej więcej tak: “Loki nienawidził śniegu. Nienawidził zimna, bycia zagubionym i głodnym”. Ale jeśli chcesz koniecznie uniknąć tego powtórzenia, które już masz, pierwszy “śnieg” można bez problemu zastąpić np. “białym puchem”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Co innego powtórzenia, które wynikają z nieuwagi piszącego, a co innego takie, które są nie do uniknięcia bądź służą, jako środek stylistyczny, wzmocnieniu przekazu

Owszem. Dwa śniegi mogą być, Ajzan – podkreślają, jak bardzo Loki nie lubi tej formy opadu atmosferycznego.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja też uważam, że w tym zdaniu dwa śniegi nie tylko nie przeszkadzają, ale właśnie grają bardzo ładnie.

Choć myślę sobie też, że można by nieco zachachmęcić i zrobić np. coś takiego, żeby podkreślić niechęć do śniegu, a jednocześnie rozwiać wszelkie wątpliwości, czy powtórzenie było zamierzone.

 

Ku jego irytacji, krajobraz wcale się nie zmieniał – wszędzie tylko wysokie pnie drzew oraz sięgający do kolan śnieg. Loki nienawidził śniegu, przy każdym kroku wbijał weń trzewik włóczni jakby to było ciało wroga. Równie mocno nie znosił bycia zagubionym i głodnym.

 

(Aha, tylko czy trzewik włóczni można wbić we wroga? )

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

O, dobre, dobre. Tylko daj jeszcze przecinek przed “jakby” i będzie yes

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję za porady. ^^ Skoro to nie przeszkadza, to na razie zostanę przy moim zapisie. Dodałam też brakujący przecinek. ;-)

Jeśli zaś chodzi o trzewik, to szukając schematu z nazwami części włóczni, trafiłam na coś takiego.  Nawet jeśli typowe włócznie wikingów nie miały zaostrzonego drugiego końca, to Loki zawsze mógł sobie swoją zmodyfikować. :-)

Okej, bo ja znalazłem coś o trzewikach, które właśnie nie były ostre, a stanowiły jedynie takie okucie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nawet tępy przedmiot można wbić w czyjeś ciało, jeśli zrobi się to z dużą siłą. Nie pytajcie, skąd to wiem.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Wydaje mi się, że znienawidzonego wroga można zabić nawet łyżeczką do herbaty, jeśli nadarzy się sposobność.

Nadarzy.

 

*spogląda na swoją kolekcję łyżeczek*

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dzięki. Nie mam autokorekty w telefonie.

znienawidzonego wroga można zabić nawet łyżeczką do herbaty

Było.

Nie mam autokorekty w telefonie.

Ekhm. To ma być wymówka?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Teraz pytanie z trochę innej kategorii...

Czy znacie może synonim słowa bajka, który będzie oznaczał zarówno prostą, krótką historyjkę jak i  wymysł?

Bajeczka. “Nie opowiadaj mi tu bajeczek!”

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Myślałam o czym nie powiązanym blisko ze słowem “bajka”, ale to przy nim chyba zostanę. Dziękuję.

Może pomogłoby, gdybyś wkleiła całą scenę/dialog, w którym to poszukiwane przez Ciebie słowo miałoby się pojawić.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

To słowo potrzebne mi jest do tytułu opka, roboczo “Świąteczna bajka”.

Historia/historyjka/opowiastka/mit/legenda/fikcja/bujda/bajęda/dykteryjka/gadka/gawęda.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Znowu ja! Wpis po gwiazdkę

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Hej. Mam pytanie. Będę wdzięczny za pomoc w zagwozdce.

 

Jak bohater który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

Puszka w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie.

 

Czy w tych zdaniach powinien znaleźć się przecinek przed “który/której”? Ja stwierdziłem, że nie. Kieruję się tutaj orzeczeniami. W pierwszym przypadku widzę jedno zdanie. W drugim widzę dwa zdania i wstawiam przecinek pomiędzy nimi. Czy może przecinek przed “który/która/które” to jest żelazna zasada i nie ma co dyskutować tutaj?

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Ogólnej zasady nie przytoczę, bo nie znam, ale wg mnie w obu zdaniach powinien być przecinek.

 

Edit:

wydaje mi się, że przecinka przed “który” nie będzie tylko w przypadkach typu: “o którym”, “na którym” itp., kiedy to przecinek dajemy przed całą konstrukcją.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dwa razy tak.

Jak bohater[+,] który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

Puszka[+,] w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie.

W pierwszym przypadku to nie tyle zdanie złożone, co wtrącenie. W drugim już masz dwa orzeczenia.

Acz zasada pewnie nie jest żelazna i jak się dobrze poszpera, to znajdzie się jakieś wyjątki. Ale powyższe przykłady do nich nie należą.

Babska logika rządzi!

Dziękuję. Idę poprawiać

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Mersayake, to drugie to zdanie złożone (z podrzędnym przydawkowym), pierwsze – nie tyle wtrącenie, ile rozbudowana przydawka, wprowadzana przez zaimek względny.

Jak bohater który przecina odpowiedni kabelek sekundę przed totalną rozpierduchą.

= “Jak bohater przecinający...”

Puszka w której leżałem, nie zasugerowała problemów w bazie

Tu możesz opuścić wtrącone zdanie podrzędne “Puszka nie zasugerowała” i zostaje Ci całe zdanie, choć bez dopowiedzenia, o jaką konkretnie puszkę chodzi.  Ale gdyby kontekst na to pozwalał, mógłbyś napisać “Moja puszka” czy coś w tym rodzaju.

 

Ale przed zaimkami względnymi zawsze dajemy przecinki, z tym że El Lobo ma rację: na który, o który, z którym, przez którego i wszelkie warianty z przyimkami – zawsze przed tym przyimkiem.

http://altronapoleone.home.blog

Hej drakaino, i w sumie też El Lobo Muymalo, dziękuję za szersze objaśnienie. Z pewnością się przyda. Z puszką wydaje mi się, że potrzebuję dopowiedzieć o tym leżeniu, więc wstawiłem po prostu przecinek.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Z tym opuszczaniem miałam na myśli tylko gramatyczny sens – zdanie pozostaje sensownym zdaniem, jeśli wyrzucisz zdanie podrzędne :)

http://altronapoleone.home.blog

  1. Co to właściwie znaczy, że płaszcz jest “podbity” futrem? Definicje, które znajduję, są dość niejasne. Należy przez to rozumieć, że ma futrzaną podszewkę? A kiedy tylko brzegi płaszcza mają futrzane obramowanie, to mówimy, że jest on “obszyty” futrem?
  1. Jak nazwalibyście kaptur, który jest wyraźnie za duży, zbyt pojemny i zakrywa znaczną część twarzy? Pomyślałem o kapturze “przepastnym”, ale nie brzmi to to dla mnie zbyt szczęśliwie. Jakieś pomysły?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

1. podbity czyli materiał płaszcza naszyty na futro (futro od spodu, tkanina czy też inna niż ta od futra skóra, czy cokolwiek innego, od góry), które pierwotnie noszono samo, jak kożuch

 

2. obszerny?

 

 

http://altronapoleone.home.blog

Głęboki.

Głęboki, albo po prostu za duży.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja jestem za “przepastny”.

 

Napisałbym coś w stylu: “kaptur tak przepastny, że zakrywał twarz aż do ust”. W ten deseń.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Albo kaptur tak łapczywy, że pożarł pół głowy i kawałek nosa.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

The horror. The horror!

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Pewien użytkownik wypisał mi zdania, w których znajdują się błędy:

 

“Idź, pomóż chłopakom damy sobie radę.”

 

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

 

“Jestem wampirem i nic tego niezmienni, pragnę nieśmiertelności bardziej niż krwi, te czasy są idealne.”

 

“Pożywiałam się życiem robactwa.”

 

“Jej obcisłe, oliwkowe bojówki, były przetarte na kolanach.”

 

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

 

Nie wiem, co jest nie tak w tych zdaniach. Możliwe, że ślepnę, proszę więc o nakierowanie mnie na właściwą drogę:)

Chyba najłatwiej byłoby zapytać osobę, która te zdania wypisała ;-).

 

“Idź, pomóż chłopakom damy sobie radę.” → Idź, pomóż chłopakom, damy sobie radę.

 

“Jestem wampirem i nic tego niezmienni, pragnę nieśmiertelności bardziej niż krwi, te czasy są idealne.” → Jestem wampirem i nic tego nie zmieni...

 

“Jej obcisłe, oliwkowe bojówki, były przetarte na kolanach.” → Jej obcisłe, oliwkowe bojówki były przetarte na kolanach.

 

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

– tu nie widzę błędu.

 

“Pożywiałam się życiem robactwa.” – również nie widzę błędu, ale za bardzo nie rozumiem zdania; może chodziło o to, że nie jest zbyt czytelne?

Dream big.

“Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny, w których odbijał się jego własny smutek i strach.”

“Jego ręce trzęsły się, a serce biło niczym dzwon, lecz bolało już trochę mniej.”

– tu nie widzę błędu.

Błędów też nie widzę, ale nie są to najbardziej zgrabne zdania, jakie w życiu czytałam, może o to chodziło. Pierwsze jest bardzo wielokrotnie złożone, w taki dość monotonny sposób. Rozbiłabym na dwa zdania, np. tak: Ostatnim, co zobaczył, nim utonął w ciemności, były oczy Anny. Odbijał się w nich jego własny smutek i strach.

 

Drugie – mam wrażenie, że porównanie “niczym dzwon” jest tu niepoprawne. Serce jak dzwon = zdrowe serce, a tu chodzi chyba o to, że mocno biło z nerwów czy strachu.

http://altronapoleone.home.blog

Pisałem użytkownikowi, że są to zdania toporne, robocze. Dziękuję za pomoc, już myślałem, że uwsteczniłem się gramatycznie i nie widzę oczywistych błędów. Zawsze można na Ciebie liczyć, nawet o 23:36 smiley

Drugie – mam wrażenie, że porównanie “niczym dzwon” jest tu niepoprawne. Serce jak dzwon = zdrowe serce, a tu chodzi chyba o to, że mocno biło z nerwów czy strachu.

Ja akurat pomyślałam o tym, że biło głośno... Ale rzeczywiście “serce jak dzwon” używa się w kontekście zdrowia.

Dream big.

dogsdumpling 

Pewnie, że było by najłatwiej zapytać, ale nie opowiada:D

 

”Idź, pomóż chłopakom, damy sobie radę.” 

Nie będę się upierał, ale czy przecinek przed “damy” jest konieczny?

 

Dzięki za wychwycenie.

Masz dwa różne podmioty i orzeczenia – [ty] pomóż, [my] damy – jest konieczny.

Dream big.

Peregrinie, o 23.36 to dla mnie pełnia dnia! Natomiast nie licz na mnie np. o 8.36 ;) Ale miło, że mogłam coś rozjaśnić.

 

Przecinek przed “damy” jest konieczny, bo rozdzielasz bezspójnikowo kolejne zdania współrzędne w zdaniu złożonym. (To jakby skrót od: “Idź i pomóż chłopakom, my sobie damy radę”). Rozważałabym nawet zastąpienie tego drugiego przecinka średnikiem, choć nie jestem entuzjastką średników w polszczyźnie.

http://altronapoleone.home.blog

A ja bym postawił kropkę i zrobił z tego dwa zdania.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Też można, jak najbardziej. Ale nie wszyscy lubią bardzo krótkie zdania :)

http://altronapoleone.home.blog

Czy pisząc o czasach około wczesnośriedniowiecznych mogę użyć słowa “eksplozja” czy to jednak zbyt współczesne słowo?

Ale to jest faktycznie o czasach wczesnośredniowiecznych, czy fantasy stylizowane na taki okres?

 

W pierwszym przypadku osobiście* wolałbym unikać takiego słowa, w tym drugim... zależy od całości ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Fabula dotyczy mitologii skandynawskiej, gdzie istnieje powiązanie z naszym światem w tamtych czasach. Mi też nie pasuje eksplozja, ale nie chcę ciągle pisać o wybuchach.

To jest złożony problem. Słowo eksplozja pochodzi z łaciny, więc teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go używać w staropolszczyźnie, a więc i stylizacji. W zaawansowanej stylizacji można by pisać np. eksplozya, zgodnie ze starą ortografią.

A tak na marginesie, co w tych wczesnośredniowiecznych czasach ma wybuchać i to na tak wielką skalę, że potrzebujesz synonimów?

http://altronapoleone.home.blog

Fajerwerki – w tym przypadku wynalazek karłów.

To zawsze zależy od kontekstu, ale... Wg mnie trzeba pisać nowocześnie, nie bać się stosować środków stylistycznych, zapożyczeń, porównań itd. – to są po po prostu kolejne strzały w kołczanie autora, które trzeba wyciągać i używać. Jasne, będzie to głupie/dziwne, gdy przeczytamy: Daj, ać ja pobruszam, bo eksploduje!, ale to oczywiście przejaskrawiony przykład; przy leciutkiej stylizacji ta eksplozja powinna być ok, zwłaszcza w narracji (w dialogach mniej).

Na ekstremalną stylizację się nie rzucam. Po prostu wolę unikać zbyt współczesnych określeń.

Czyli krasnoludy wynalazły proch wcześniej niż Chińczycy?

http://altronapoleone.home.blog

W tej wersji tak.

Ale może chińskie krasnoludy? ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Krasnolud alchemik eksperymentujący z siarką i saletrą? Będę czytała ^^

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

W narracji mogłaby taka eksplozja przejść, w dialogach nie bardzo. No i jeszcze kwestia całokształtu stosowanego języka, czy nie będzie zbyt mocno od niego odstawać. Warstwa językowa powinna być spójna, a to jaką konwencję przyjmiesz, to już twoja sprawa. 

Jeszcze można to słowo wprowadzić. Gdyby na przykład odkrywca prochu powiedział do syna: “Wow, ale huknęło! A widziałeś ten błysk? Czaaad. Jak grom z jasnego nieba. Nazwę to... nazwę... Eksplozją!”.

Babska logika rządzi!

I zawsze możesz ją po prostu opisać – naprawdę nie wszystko musi być nazwane (zwłaszcza,  jeśli chcesz pokazać samo powstanie wynalazku).

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję wszystkim za rady. ^^ Tarmino, nie chcę Cię zmartwić, ale twórca fajerwerków w opku jest jedynie wspomniany.

Ale możesz opisać metody wytwarzania saletry XD (nie lubię humoru toaletowego, ale czy Ty zdołałabyś się powstrzymać?)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Parę drobiażdżków...

 

  1. Wydaje się to bardzo przyjemne móc/nie musieć... – czy przed móc/nie musieć należy postawić przecinek?
  2. Po krótkim namyśle jej wybór padł na... – czy to poprawne pod względem gramatycznym? Bo mam wątpliwości. Jeśli tak, to czy po “namyśle” powinien stać przecinek?
  3. Brama miała pozostać otwarta tak długo, jak długo potrwa jego nieobecność. – czy można wykreślić drugie “długo” bez szkody dla całości zdania?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

1. Podaj całe zdanie, choć obstawiam, że lepszy byłby dwukropek albo półpauza

2. Przecinka nie powinno być absolutnie. Gramatycznie poprawne, aczkolwiek coś mi tu nie gra

3. Nie można, to jest akurat figura stylistyczna i powtórzenie nie jest błędem

http://altronapoleone.home.blog

  1. Wydaje się to bardzo przyjemne móc robić, co się żywnie podoba.
  2. A nie wynika z tego, że to wybór się namyślał?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

1. Dałabym dwukropek lub półpauzę.

2. Nie, bo podmiotem jest wybór. Jak zmienisz szyk: “Jej wybór padł, po krótkim namyśle, na...”. Ale można też np. “Po krótkim namyśle zdecydowała się na...”

http://altronapoleone.home.blog

Po krótkim namyśle jej wybór padł na

Zdecydowanie to wybór się tu namyśla. Raczej właśnie “Po krótkim namyśle zdecydowała się na...”.

No właśnie nie jestem pewna, bo “wybór padł” jest stałym związkiem frazeologicznym, synonimem do “dokonać wyboru”. Nie chodzi o to, że nawet krótki namysł był dla wyboru tak wyczerpujący, że następnie padł ze zmęczenia. Jak dla mnie to taka sytuacja, kiedy ta zasada nie działa, bo użycie utartego frazeologizmu ją znosi lub osłabia. Niemniej przeformułowanie będzie lepsze, bo nikt się na takim zdaniu nie zawiesi.

Tu logicznym podmiotem jest nadal “właścicielka” wyboru, osoba wybierająca – ona.

W zdaniu “po krótkim namyśle wybór został dokonany” nie będziesz miał wątpliwości, kto dokonywał wyboru. Wybór “padł” – bo osoba wybierająca go “rzuciła”. Tak to rozumiem i dlatego nie mam problemu z podmiotem, aczkolwiek preferuję inne rozwiązania, bo to nie brzmi najlepiej.

http://altronapoleone.home.blog

A ja nie mam problemu z tym zdaniem, rozumiem, o co chodzi, jest naturalne i prawdopodobnie czytając je nie zatrzymałabym się, żeby rozważać, czy jest poprawne.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Tak to rozumiem i dlatego nie mam problemu z podmiotem, aczkolwiek preferuję inne rozwiązania, bo to nie brzmi najlepiej.

Popieram.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

#teamAnet&Tarnina

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czy “mistrzowski kunszt” to masło maślane?

Tak trochę, chociaż już chyba coś takiego widziałam. Jeżeli masz na myśli, że facet jest mistrzem nad mistrzami i nieledwie Hefajstosem pożenionym z Lugiem Długie Ramię, to przejdzie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mistrzowski kunszt brzmi faktycznie jak masło maślane :) poza tym użyte w tekście brzmi wg mnie bardzo niefajnie. Z ciekawości zajrzałem na stronę słownika języka polskiego PWN, a tam:

Kunszt «umiejętność wykonywania czegoś lub posługiwania się czymś, doprowadzona do perfekcji», więc to wybitne masło maślane :)

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

A może: “niedościgniony kunszt”?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dzięki. ^^ Chciałam zapytać dla pewności. Ostatecznie zostawiłam sam “kunszt”.

Sama na pewno nie byłaby zadowolona, gdyby, zbudziwszy się rano, ujrzała, że do jej komnaty zagląda czyjeś ogromne oko.

 

Mam wątpliwości, czy po “gdyby” powinien być przecinek. Niby nie stawia się przecinka przed imiesłowem, jeżeli stoi przed nim spójnik – a “gdyby” jest spójnikiem, prawda? – jednak “zbudziwszy się rano” wygląda mi na wtrącenie.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Sama na pewno nie byłaby zadowolona, gdyby, zbudziwszy się rano, ujrzała, że do jej komnaty zagląda czyjeś ogromne oko.

Hm... IMHO: zbudziwszy się rano jest wtrąceniem dookreślającym orzeczenie ujrzała. Bez tego wtrącenia wypowiedź ma sens, dlatego w sensie struktury należałoby postawić przecinek, ze względu na wtrącenie. To chyba nazywamy zdaniem przydawkowym. Cóż, zawsze można całą wypowiedzieć ułożyć inaczej.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Po “gdyby” powinien być (jako rzecze przedpiśca), natomiast przed – nie musi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A nie odwrotnie?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

A, faktycznie, pomyliłam dwa użycia “gdyby” – jednak musi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Pytanie podstawowe, ale wyleciało z głowy...

 

Czy nazwy samochodów w opowiadaniach/powieściach piszemy małą, czy wielką literą?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak po polsku można opisać włosy koloru “strawberry blonde”, bez odniesienia do truskawek?

Nie wiem. W sumie nawet jakby było odniesienie do truskawek, też bym sobie nie wyobraziła.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Różowy blond? Różowe złoto? Miedziany blond? Może coś z tym? Różowy/czerwony odcień blondu?

Zajrzyj, Ajzan, który Ci najbardziej pasuje:)

https://rude odcienie

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla mnie to po prostu rudawy, ale pod tym względem niestety patrzę i myślę jak facet, podobno XD

http://altronapoleone.home.blog

A dla mnie nijaki :/

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Jak jest poprawnie: długi na łokieć czy długi na łokcia? Jakoś się skłaniam do pierwszej wersji, analogicznie do długi na metr, a nie na metra; ale ktoś mi mówił, że w archaizacji powinno być “na łokcia”. Internet milczy... albo źle szukałam. 

Długi na łokieć – inaczej bym tego nie napisała.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ewentualnie łokciowy analogicznie do metrowy. (Żart! Żart!!! Nie bijcie mnie).

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Na łokieć, zdecydowanie.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dziękuję! Tylko potwierdziliście moje przypuszczenia! Chociaż ten mędrek nadal się upiera przy swoim :(

W sumie nie jestem pewna, czy to na pewno klasyfikuje się do “pomocy językowej”, ale niech będzie.

Mówi się, że lata, cyfry i tak dalej zapisujemy w literaturze raczej słownie. A co w sytuacji, gdy występuje zdanie po zdaniu kilka dat? Dalej trzymamy się tej zasady czy używa się zapisu liczbowego?

 

Chodzi mi na przykład o zdania w rodzaju:

“W 2020 wybuchło kilka bomb atomowych. W 2040 na Ziemi było tylko jedno osiedle ludzkie. W 2067 nie żył już nikt.”

 

Co sądzicie?

Zostaw ten żyrandol.

Poza książkami historycznymi i podręcznikami takiego zapisu dat raczej się nie stosuje w zwykłej treści. Może tak?:

“W dwutysięcznym dwudziestym wybuchło kilka bomb atomowych. Dwadzieścia lata później na Ziemi było tylko jedno osiedle ludzkie. Po kolejnych dwudziestu siedmiu nie żył już nikt.”

Ja się zawsze buntuję i rok zapisuję cyferkami :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

No, może nie do końca dobry przykład dałam, bo chodzi również o sytuacje, gdy wydarzenia pozornie nie są ze sobą powiązane, więc podawanie, ile lat pomiędzy nimi upłynęło nie bardzo pasuje.

 

I ten zapis cyfrowy właśnie najbardziej by mi leżał, ale nie wiem, czy tak się powinno. :p 

Zostaw ten żyrandol.

Wg edycji tekstów Wolańskiego – w dialogach wszystko powinno być słownie, a w wypowiedziach narratora dopuszczany jest rok i wiek cyframi. 

Gdyby to był cytat z raportu czy artykułu gazetowego, zostawiłabym liczby, bo robią większe wrażenie, są czytelniejsze.

http://altronapoleone.home.blog

“W dwutysięcznym dwudziestym wybuchło kilka bomb atomowych.

“W dwa tysiące dwudziestym wybuchło kilka bomb atomowych.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za uwagę, Reg. ^^

Dzięki wszystkim za rady! :D

Zostaw ten żyrandol.

Witam:

Pytanie mam: lepiej napisać, że coś ostygło, czy wystygło? Konkretnie chodzi o ciepły napój.

 

 

Zależy, jak lepiej brzmi w kontekście. “Ostygnąć” jest minimalnie bardziej eleganckie i książkowe, “wystygnąć” bardziej codzienne. Ja napisałabym “herbata wystygła”, właśnie ze względu na tę codzienność.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dla mnie jest przede wszystkim różnica semantyczna: ostygło, znaczy jest chłodniejsze niż na początku, ale niekoniecznie całkiem zimne. Wystygło – całkiem zimne. Ostygło – np. było bardzo gorące, ale ostygło na tyle, że już da się zjeść/wypić.

Aczkolwiek “całkiem ostygło” = wystygło :D

http://altronapoleone.home.blog

Ok, bardzo Wam dziękuję! :)

W sumie można to i tak interpretować... ale o trupie mówi się, że ostygł. U mnie w sensie “jest chłodniejsze i już nie poparzy” używa się “przestygło”.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przestygło jest dla mnie jeszcze słabsze :D

http://altronapoleone.home.blog

Teraz i Ty możesz pomóc w walce z siękozą! Czy zamiast “wychylił się przez okno” można dać “wychynął przez okno”, czy to nie do końca to samo?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Oba brzmią podobnie, ale to drugie brzmi dość staromodnie.

Nie, nie można.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Za to “wyjrzał przez okno” można :)

http://altronapoleone.home.blog

Chodzi mi o taką sytuację, kiedy ktoś łeb i łapy, w zasadzie całą górną część ciała wystawia na zewnątrz.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

No to napisz, że wychylił się do połowy. Albo zwiesił z parapetu. Albo zrób to bardziej opisowo, jeśli zależy Ci, aby czytelnik wiedział, że ktoś wychylił się aż tak bardzo.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wyjrzał przez okno brzmi najnormalniej, jeżeli masz narratora na zewnątrz, to może być również mignął w oknie, pokazał się w oknie, ale również wychylił ponad parapet/za parapet, pomachał z okna lub otworzył okno i popatrzył na ogród, mógł też zaplątać się w firankę i prawie wypaść, gdy wychylił się z okna, żeby pomachać odjeżdżającej ukochanej itd. Ważne, żeby był ruch, żeby się działo. Kombinuj ;)  

No to napisz, że wychylił się do połowy. Albo zwiesił z parapetu.

Ma być bez “się”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Wystawił przez okno górną połowę swojej osoby? Albo opowiedz nam o tym. Zadaję Ci niniejszym ćwiczenie: spróbuj opowiedzieć o czymś, nie używając ani razu nazwy tego czegoś. To naprawdę przydatna umiejętność.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Moim zdaniem, jeśli napiszesz “wyjrzał przez okno, wychylając się do połowy” albo coś takiego, będzie ok. Choć nie unikasz “się”.

“X wyjrzał przez okno i omal nie wypadł” ;)

http://altronapoleone.home.blog

O, niezłe. Albo możesz wyrzucić “się” gdzieś indziej w tym samym akapicie. Albo zdaniu, jeśli jest długie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Wytknął głowę i ramiona za okno?

Babska logika rządzi!

O, też dobre.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Napisałbym coś, ale wszystko już napisały Przedpiszące :D

Więc dodam tyle – aż tak strasznie przeszkadza jedno “się”, żeby tak kombinować? IMO “wychylił się” brzmi najbardziej naturalnie.

 

Edit: może jeszcze “wystawił łeb i ramiona za okno”, ale to tylko wariacja na temat.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Całkiem smaczna wariacja.

 

Nawiasem mówiąc, portal wyrobił we mnie niezłą sięfobię :/

http://altronapoleone.home.blog

Więc dodam tyle – aż tak strasznie przeszkadza jedno “się”, żeby tak kombinować? IMO “wychylił się” brzmi najbardziej naturalnie.

To byłoby już trzecie “się” w jednym zdaniu, co prawda dość długim, ale i tak uważam, że to przesada. Ostatecznie dałem “wyjrzał”, zmieniłem parę linijek wyżej inne “wyjrzał” na “spojrzał” i w sumie ujdzie.

 

Wystawił przez okno górną połowę swojej osoby? Albo opowiedz nam o tym. Zadaję Ci niniejszym ćwiczenie: spróbuj opowiedzieć o czymś, nie używając ani razu nazwy tego czegoś. To naprawdę przydatna umiejętność.

Mam się rozgadywać, jak chłop przez okno wygląda? W dodatku nie wspominając, że chłop i że przez okno? Eee tam, pani Tarnino...

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Powiem brutalnie. Tak.

 

Teraz, skoro osiągnęłam efekt zaskoczenia, rozwinę: czasami rozgadywanie się jest niewskazane (są autorzy, którzy mają do niego nadmierną skłonność, są i tacy, którzy mają odwrotnie). Czasami jest wskazane. Ale zawsze warto umieć takie rzeczy.

 

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Czy zdanie poniżej jest poprawne?

 

W kwadrans dojechali pod adres, który podał.

IMO, tak. O ile podmiot nie ucieka.

Babska logika rządzi!

Dzięki, ale co to znaczy, że podmiot ucieka?

Waldek stał na ganku i machał im na pożegnanie. W kwadrans dojechali pod adres, który podał.

Waldek stał na ganku i machał im na pożegnanie. Rudy kocur gdzieś się schował. W kwadrans dojechali pod adres, który podał.

W proponowanym zdaniu jest podmiot domyślny – który przyjmuje wartość ostatniego pasującego gramatycznie podmiotu. W drugim przypadku wychodzi, że to kot podał adres, a nie Waldek. Niektórzy mówią w takiej sytuacji, że podmiot uciekł. Nie jestem pewna, czy to oficjalne określenie.

Babska logika rządzi!

Już rozumiem. :)

Zawsze można problem obejść i zamiast “adres, który podał” dać “wskazany adres”. Pozbywamy się w ten sposób również lubiącego się mnożyć zaimka “który”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Bolly – można, ale to może zmienić wydźwięk tego zdania (w zależności od tego, w jakim kontekście się ono pojawia). Niuans, ale jednak. :)

 

Np. w przykładzie Finkli użycie słowa “wskazany” nie mówiłoby nic o tym, że to Waldek podał ten adres.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

podmiot domyślny – który przyjmuje wartość ostatniego pasującego gramatycznie podmiotu

heart

Prawdziwy sojusz nauki (science) z humanistyką.

http://altronapoleone.home.blog

Bolly – można, ale to może zmienić wydźwięk tego zdania (w zależności od tego, w jakim kontekście się ono pojawia). Niuans, ale jednak. :)

 

Np. w przykładzie Finkli użycie słowa “wskazany” nie mówiłoby nic o tym, że to Waldek podał ten adres.

Była mowa o adresie, który ktoś podał, więc z automatu przyjąłem, że w poprzednim zdaniu albo parę zdań wcześniej ten ktoś faktycznie ten adres podaje. Moja uwaga odnosiła się właśnie do tego typu “standardowej” sytuacji – jeśli nie masz w tekście żadnej innej postaci, która wskazuje jakiś inny adres, możesz to zapisać w podany przeze mnie sposób bez obawy, że coś będzie niejasne.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Homo sum et nihil humani a me alienum esse puto. ;-)

Babska logika rządzi!

Bolly – tak, masz rację. Mi z kolei chodziło o zwrócenie uwagi, że te dwa zapisy nie zawsze będą równoznaczne.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

“W drugiej ręce trzymała łubiankę po brzegi wypełnioną borówkami. Kraciastą chustą nakryła koszyk. Na wszelki wypadek przypięła szpilkami rogi tkaniny do brzegów pojemnika. Kiedyś na targu widziała koszyki z pokrywkami. Myślała, czy by jednego takiego nie kupić, ale przekonała siebie, że nie musi mieć następnego, skoro posiada już kilka i dobrze sobie z nimi radziła.”

 

Czy użycie pogrubionych słów w tym akapicie jest poprawne? Edytor tekstu Dokumentów Google zaznacza mi je czerwono i nie wiem, jaka może być przyczyna.

Brak tych słów w jego słowniku? To się zdarza

http://altronapoleone.home.blog

Być może.  Wcześniej zauważyłam, że ten edytor zaznacza słowa, jeśli mają niepoprawną formę w kontekście zdania.

Jak będzie poprawnie?

 

Ujrzała to dopiero w drugim solu

 

czy

 

Ujrzała to dopiero drugiego solu?

 

(chodzi o dni marsjańskie)

Pewnie analogicznie do “w drugim dniu” i “drugiego dnia”.

Czyli napisałabym “w drugim solu” albo “drugiego sola”. Ale zaznaczam, że zgaduję ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

No właśnie, w tym przypadku chyba pozostaje zdać się na wyczucie, bo tego słowa w znaczeniu doby marsjańskiej nawet nie ma słownikach (a przynajmniej tych, które sprawdzałam i które się liczą) :c

Która wersja jest poprawna? Bo już dostaję kręćka...

 

  1. Poczuła pokusę, by samej wziąć, co chce.
  2. Poczuła pokusę, by samej wziąć, czego chce.
  3. Poczuła pokusę, by samej wziąć, co chciała.
  4. Poczuła pokusę, by samej wziąć, czego chciała.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Obstawiam jedynkę.

Babska logika rządzi!

IMO

  1. tak
  2. nie
  3. drugi człon wskazuje na czas zaprzeszły, co w tym kontekście nie gra
  4. nie

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Na ogół tak, ale czy akurat w tym zdaniu “czego” pasuje?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Poczuła pokusę, by samej wziąć to, czego chciała.

drugi człon wskazuje na czas zaprzeszły, co w tym kontekście nie gra

??? W polszczyźnie czas zaprzeszły jest już pieśnią... przeszłości. (Rimshot!) Sama myślałam, że konstrukcje typu “byłabym to zrobiła” są zaprzeszłe, ale podobno nie.

Nie wiem tylko, dlaczego wszystkim się wydaje, że to “co” jest poprawne – wg mnie brzmi niechlujnie. 

Zgadzam się. W dialogu (o ile mówi ktoś niechlujny w mowie) może być, ale nie w narracji, zwłaszcza używającej słów typu “pokusa”.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Poczuła pokusę, by samej wziąć to, czego chciała.

drugi człon wskazuje na czas zaprzeszły, co w tym kontekście nie gra

??? W polszczyźnie czas zaprzeszły jest już pieśnią... przeszłości.

 

Tak. Co nie zmienia faktu. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Poczuła pokusę, by samej wziąć to, czego chciała.

Czy “to” jest koniecznie potrzebne? Mam już jedno w poprzednim zdaniu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Zależy od kontekstu – takie gołe zdanie dziwnie bez niego wyglądało, ale jeśli w kontekście zadziała bez, to go ahead.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

“Będziemy na bieżąco informować naszych Czytelników o kolejnych etapach tego. bez wątpienia jak dotąd największego skandalu”

 

Ma to być cytat z artykułu w gazecie. Czy w takim wypadku słowo ‘czytelnicy’ może być pisane z dużej,  czy podobny zabieg ogranicza się tylko do liczby pojedynczej w drugiej osobie?

IMO, może być. I wtrącenie w przecinki.

Babska logika rządzi!

Absolutnie w porządku – dużą literą piszemy zwroty do adresata. Tutaj adresatem są czytelnicy, więc tak właśnie ma być.

Natomiast “bez wątpienia jak dotad największego”, poza tym, że jest wtrąceniem, troszkę niezręcznie wygląda – ale to może być z braku kontekstu.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję. Nie byłam pewna, czy taki zapis jest poprawny, zwłaszcza w trzeciej osobie liczby mnogiej. A do wtrącenia jest kontekst.

Czy “kobiałka” może być synonimem łubianki? Internetowe słowniki podają, że tak, ale wymieniają również śmietniczkę...

Dzięki. ^^

Czy można użyć słowa “zabraknąć” jako synonimu dla “skończyć się”? Synonimy.net twierdzą, że tak, ale mam wątpliwości. Kontekst jest z grubsza taki, że kiedy beczek z winem zabrakło, bo wszystkie zostały wypite, bohaterowie poszli sobie z imprezy.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Możesz zacytować ten fragment? Łatwiej będzie ocenić.

Nie możesz wypić beczek. Z tego, co piszesz, wnioskuję,  że zabrakło wina, a nie beczek. Tych ostatnich mogłoby zabraknąć do przetrzymywania zbyt dużej ilości wyprodukowanego wina. Od picia pustych beczek przybywa ;)

http://altronapoleone.home.blog

Nie możesz wypić beczek. Z tego, co piszesz, wnioskuję,  że zabrakło wina, a nie beczek. Tych ostatnich mogłoby zabraknąć do przetrzymywania zbyt dużej ilości wyprodukowanego wina. Od picia pustych beczek przybywa ;)

Szukasz dziury w całym. Chyba oczywiste jest, że skończyły się beczki pełne, a przybyło pustych. A beczkę wina jak najbardziej można wypić, tak jak szklankę herbaty.

 

Całe zdanie brzmi tak: Kiedy oznaczonych [dla odróżnienia, że zawierają wino, a nie co innego] beczek zabrakło, a opróżnione utworzyły pod ścianą gospody pokaźnych rozmiarów stos, uznali, że pora im w drogę.

 

Mam już w tym akapicie potężną siękozę, dlatego nie chciałem pisać, że beczki “się skończyły”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Czepiałam się, bo z opisu tak wyglądało ;)

 

A co do tego zdania. Niezbyt mi tu pasuje przeciwstawienie “oznaczonych” – “opróżnionym”, to punkt pierwszy. Stos beczek – też niekoniecznie. Nie możesz po prostu napisać np. czegoś takiego “Kiedy zabrakło wina, a pod ścianą gospody stanęła pokaźna bateria pustych beczek...”? (albo coś zamiast tej baterii, padam na pysk, to i pomysłów mało)

http://altronapoleone.home.blog

Niezbyt mi tu pasuje przeciwstawienie “oznaczonych” – “opróżnionym”, to punkt pierwszy.

Nieoznaczone nie były w ogóle tykane. Ale może powinienem zaznaczyć, że chodzi o pełne oznaczone?

 

Stos beczek – też niekoniecznie.

Początkowo miała tam być “piramida”, ale jakoś źle mi brzmiała w zestawieniu z “gospodą”. Bohaterowie nie są ludźmi, więc ułożenie beczek w ten sposób nie stanowi dla nich problemu.

 

“Kiedy zabrakło wina, a pod ścianą gospody stanęła pokaźna bateria pustych beczek...”? (albo coś zamiast tej baterii, padam na pysk, to i pomysłów mało)

W tym fragmencie z pewnych względów nie nazywam wina “winem”, a inne określenia już wykorzystałem.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Też bym zaczął od “kiedy zabrakło wina”, po co przesadnie kombinować. Ale jeżeli z jakiegoś powodu wino Ci tutaj nie pasuje, rozważ, czy sam pokaźnych rozmiarów stos / pokaźna bateria / długi szereg pustych beczek pod ścianą nie jest wystarczająco wymowny. Znaczy – mógłbyś pominąć informację, że trunek się skończył. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bohaterowie nie są ludźmi, więc ułożenie beczek w ten sposób nie stanowi dla nich problemu.

Problem ze stosem beczek nie jest zależny od tego, kto układa te beczki ;) Bezładna sterta ewentualnie, ale stos  mi tu po prostu nie pasuje słownikowo

stos

1. «wiele rzeczy ułożonych jedna na drugiej»

2. «sterta drewna przeznaczona do spalenia na niej czegoś»

3. «śmierć przez spalenie na stosie»

4. «podpora stropu wyrobiska górniczego»

5. «foremna bryła ułożona z drewna jednego sortymentu i zwykle jednakowej długości, w celu jego składowania i pomiaru»

Teoretycznie nr 1, ale narzuca mi się układanie, a oni raczej ciskali te beczki bezładnie, jeśli już, skoro pili na umór :D Sterta jest mniej “poukładana”.

 

W takim razie może:

 

“Kiedy opróżnili już wszystkie oznakowane [zakładam, że gdzieś to wyjaśniasz] beczki, stojące teraz w szeregu / tworzące teraz pokaźną baterię pod ścianą gospody...”

 

 

http://altronapoleone.home.blog

Też bym zaczął od “kiedy zabrakło wina”, po co przesadnie kombinować. Ale jeżeli z jakiegoś powodu wino Ci tutaj nie pasuje, rozważ, czy sam pokaźnych rozmiarów stos / pokaźna bateria / długi szereg pustych beczek pod ścianą nie jest wystarczająco wymowny. Znaczy – mógłbyś pominąć informację, że trunek się skończył.

Zgubiłbym w ten sposób informację, że powodem zaprzestania picia był fakt, iż trunek się skończył, a nie to, że bohaterowie mieli dość. “Stos/sterta pustych beczek” mówi z kolei o tym, że wypili dużo.

 

[zakładam, że gdzieś to wyjaśniasz]

To dobrze, że zakładasz, że ktoś jeszcze – poza Tobą – myśli. :)

 

EDYTA: Kiedy pełnych beczek zabrakło, a opróżnione utworzyły pod ścianą gospody pokaźnych rozmiarów stertę, uznali, że pora im ruszać. Lepiej? Zamiast “pora im w drogę” dałem “pora im ruszać”, żeby mi się ta “droga” nie gryzła ze “stertą”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

[zakładam, że gdzieś to wyjaśniasz]

Nie podejrzewam Cię o niemyślenie, ale chociażby z własnego doświadczenia wiem, że czasem zapomina się wyjaśnić coś, co wydaje się oczywiste. Nie znam szerszego kontekstu, więc cała ta sprawa z oznakowanymi beczkami wydaje mi się niejasna i nie wiem, po co Ci ona? Czy w innych beczkach jest coś ważnego dla fabuły? Czy ten fakt oznakowania jest ważny dla fabuły? Takie wygibasy zwracają uwagę, a jeśli okazują się nieważne, to czytelnik może być rozczarowany ;)

http://altronapoleone.home.blog

W nieoznakowanych jest piwo, które wydaje się bohaterom paskudne, więc go nie ruszają. A piwo jest tam obok wina dlatego, że 1) realia miały być z grubsza anglosaskie, 2) porządna gospoda, jak sądzę, powinna mieć na stanie kilka rodzajów trunków. Wspomniane realia są jednak na tyle umowne, że zainspirowałaś mnie, drakaino, do uproszczenia tych, jak to pięknie nazwałaś, “wygibasów”. Może samo wino wystarczy.

Przykro mi, jeśli mgliście przedstawiam kontekst, ale nie chcę zdradzać więcej niż to konieczne. W tym celu zmieniłem też pewne szczegóły, które wymagałyby dodatkowych wyjaśnień. Ośmielę się przypomnieć, że zadałem tylko pytanie, czy “zabraknąć” może zostać użyte w zastępstwie “skończyć się”, a wynikła z tego długa i niepotrzebna dyskusja.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Mam jeszcze jeden problem językowy, który gryzie mnie od dłuższego czasu. Czy w tego typu konstrukcji:

(...) miażdżący/niszczący [wszystko], co tylko stanie mu na drodze (...)

słowo “wszystko” jest absolutnie konieczne, czy można je wyciąć? Mój risercz wskazuje, że jednak jest potrzebne, ale to nieźle brzmi i bez niego.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

W zasadzie można, ale to zależy od kontekstu. Nie w każdym będzie dobrze brzmiało.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Można, ale faktycznie brzmi jakoś tak dziwnie...

IMO połączenie tych słów jest tak zakodowane w umysłach czytelników, że pominięcie “wszystko” powoduje zgrzyt, nawet jeśli jest poprawne. Wolałbym je więc zostawić.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Wolałbym z tym “wszystkim” przystopować, bo w dwóch poprzednich akapitach już go użyłem, a i akapit dalej się pojawia.

 

Całe zdanie brzmi tak: Kruchości tego połączenia zawdzięczać musiała to, że wstrętne wąsate zielsko, miażdżące w swych wężowych splotach, co tylko stanie mu na drodze, dotąd nie zdołało przedostać się na jej wyspę.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Jestem w trakcie poprawiania jednego z opek i mam trochę pytań:

 

“Kapitan przybył w minutę. Jego, jak również zmysły innych mieszkańców Asgardu, nie sięgały tak daleko, zatem nie widział i nie słyszał nic podejrzanego na dole.”

Czy zamiast “na dole” mogę użyć “w dole”?

 

“Nawet gdyby Hajmdal chciał urządzić naradę, nie miał na to czasu, gdyż wybuchy w Midgardzie nie cichły.”

Czy zamiast “urządzić” powinnam użyć słowa “zwołać”? W tym przypadku chodzi o szybkie naradzenie się, przy czym wolałabym uniknąć siękozy.

IMO, możesz użyć “w dole”, ale to jakby zawężało znaczenie. Narzuca się wykopany dół, w dole miota się wilk itp. Ewentualnie ktoś stoi na szczycie i patrzy, co się dzieje w dole, w sensie “w dolinie”. Jeśli chodzi o inne piętro, poziom kopalni itp., użyłabym “na dole”.

Lepiej brzmi mi zwołanie narady. Urządzić implikuje kwestie organizacyjne – rozesłanie materiałów, przygotowanie ciasteczek i takie tam.

Babska logika rządzi!

Dziękuję. ^^

W takim razie narada zostaje zwołana na dole. ;-)

Mam kilka pytań:

 

Pierwsze: co lepiej brzmi?

Zaczynam mieć zwidy ze zmęczenia – uznał.

czy

Zaczynam mieć halucynacje ze zmęczenia – uznał.

 

Drugie: 

Dopadł grupy ludzi

czy 

Dopadł do grupy ludzi

 

Trzecie: czy to jest dobrze?

podkręcił głośność muzyki 

 

Czwarte: 

Zauważył, że płomyk był dziwnie ciemny 

czy

Zauważył, że płomyk jest dziwnie ciemny

 

 

(Musiałam liczby słownie, bo jakieś cyrki mi się robiły z cyferkami.

1. Hm, zwidy odbieram np. jako kostuchę widzianą po drugiej stronie ulicy. Trochę wiążę to słowo z czymś takim jak sen na jawie. Halucynacje, wiadomo, są po grzybkach devil a tak na serio wydają się czymś jasno zdefiniowanym i pasują mi do grozy w chorym szpitalu, albo w konwencji SF.

2. Wybrałbym “dopadł do grupy ludzi”. Pierwsze propozycja “dopadł grupy ludzi” brzmi trochę jakby wziął w garść kilka ludzkich grupek.

3. Jest niezłe, lepsze wydaje się podkręcił muzykę, ponieważ ten zwrot wydaje mi się potoczny, więc tak czy inaczej trzeba założyć, że czytelnik skuma sens.

4. Nie wiem czy odnosisz to rozbicie czasowe do “zauważył”, które jest w czasie przeszłym, ale ja byłbym za czasem teraźniejszym, czyli “jest”. Pod warunkiem, że stan płomienia jest trwały w ów przypadku.

 

Tyle ode mnie ;-)

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Dziękuję, Mersayake :)

  • Primo: zwidy i halucynacje to nie to samo.
  • Secundo: ja dałabym raczej "dopadł grupy ludzi" (jeśli im zrobił jakieś kuku, to: dopadł grupę ludzi").
  • Tertio: ja też uważam, że "podkręcił muzykę" jest bardziej naturalne i potoczyste.
  • Querto: kurczę blade, kobieto, consecutio temporum :P Zauważył, że płomyk jest blady. He noticed the flame was weak. Any questions?

    Musiałam liczby słownie, bo jakieś cyrki mi się robiły z cyferkami.

Bot Finkla zhakował stronę XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, Tarnino. Mam problem z tym czasem teraźniejszym, bo zawsze mnie uczono, że całe opowiadanie powinno być w jednym czasie, jak przeszły, to całe w przeszłym, a tu się okazuje, że jednak niekoniecznie.

Primo: zwidy i halucynacje to nie to samo.

Za sjp.pwn:

  1. Zwid – to, co się komuś zwidziało.
  2. Zwidzieć się – ukazać się czyimś oczom, nie istniejąc w rzeczywistości.
  3. Halucynacja – złudne wrażenie polegające na widzeniu, czuciu lub słyszeniu czegoś, co nie istnieje w rzeczywistości.

Jak dla mnie zwid to jak najbardziej halucynacja/omam wzrokowy.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Proszę, Sonato. Uczono Cię dobrze, tylko niedokładnie :)

Bolly, “halucynacje” wydają mi się bardziej technicznym (medycznym) terminem – zwidy mniej ścisłym, a bardziej codziennym. Zwidem może być np. ten dziwny facet, którego widzisz nocą w pokoju, a potem się okazuje, że to firanka, a halucynacja nie ma żadnego oparcia w rzeczywistości. Ale mogę się tu mylić.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Halucynacja (omam) jest rzeczywiście terminem bardziej fachowym, ale dobrze odpowiada znaczeniowo temu bardziej potocznemu “zwidowi” – idąc za słownikiem, obydwa pojęcia oznaczają spostrzeżenia nieistniejących w rzeczywistości przedmiotów/osób/zdarzeń. Spostrzeżenia przedmiotów/osób/zdarzeń rzeczywiście istniejących, ale zniekształconych – jak właśnie ten rzekomy facet, który okazuje się być firanką – to złudzenia (iluzje).

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Oboje macie rację, tak myślę. Halucynacje – medyczne i mogą obejmować całe spektrum zmysłów, zwidy zaś bardziej potoczne, lecz odnoszące się głownie wrażeń wzrokowych, choć to zależy, kto używa i w jakim znaczeniu. Są jeszcze omamy, blisko stojące przy halucynacjach i tu mamy: omamy proste i złożone. Te pierwsze obejmują jeden zmysł, drugie – więcej i te najczęściej są wzrokowo-słuchowe, chociaż nie zawsze.

Odnośnie Twojego pytania, Sonato:

*Pierwsze – nie podoba mi się, niezależnie czy zwidy czy halucynacje. poszłabym w konkret, a nie omawiałabym i wnioskowała.

*Drugie – Tarnina:)

*Trzecie – Tarnina:)

*Czwarte – a po co “że”. Może  – Płomyk był ciemny, ale... jaki płomyk jest ciemny?:) Może przygasać, tlić się, drżeć. Innymi słowy, dlaczego był ciemny?

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A ja bym zwrócił uwagę na takie coś:

owszem, zwidy i halucynacje to wg słownika to samo, ale wydaje mi się, że dla większości czytelników “zwidy” mają znaczenie lżejsze,  kojarzą się podobnie jak “iluzje”. Że nieprawidłowo? Cóż... ;)

A halucynacje to już, oho, grubsza sprawa, chory mózg albo poważne zatrucie, do tego wydają się bardziej realistyczne niż zwidy itd.

Czyli w sumie uważam podobnie jak Tarnina. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Wybiorę chyba jednak zwidy, bo chodziło mi właśnie o to, czy termin halucynacje nie jest zbyt techniczny.

Asylum, dzięki, trafna uwaga z tym ciemnym płomieniem, muszę to poprawić :)

He noticed the flame was weak.

Dammit, powinno być “faint” :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

I tak to jest, jak się nie pisze po polsku :P

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

… tej odpowiedzi się nie spodziewałam.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A, bo ja nie rozumiem, co napisałaś, więc ten... nie miałam na myśli nic obraźliwego, jakby co ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Od wczoraj chodzi mi po głowie jedno pytanie. Myślałam, czy nie założyć osobnego wątku, ale spróbuję najpierw tutaj.

Jak w języku polskim pisać o osobach, które nie identyfikują się ani jako kobieta, ani mężczyzna? W języku angielskim stosuje się formę ‘they/them’.

Jak w języku polskim pisać o osobach, które nie identyfikują się ani jako kobieta, ani mężczyzna? W języku angielskim stosuje się formę ‘they/them’.

Miałem nad tym rozkminę w styczniu, gdy pisałem tekst z narratorem pierwszoosobowym. Bohaterem był “cyberbyt” (upraszczając – SI o co najmniej ludzkiej inteligencji) nie znający konceptu płci w swojej kulturze. Zdecydowałem się na stosowanie liczby mnogiej (”wchodzimy”, “sprawdzamy”), co pasowało do konceptu tekstu, gdzie są interakcje z “cielesnymi”, a ci upierdliwie stosują rodzaj męski liczby pojedynczej ze względu na zapis imienia bohatera. Nie powiem, żonglowanie takim narratorem to trudna sztuka. Nie wiem, na ile mi wyszła. 

Myślałem w trakcie pisanie też nad tym, czy nie użyć dukajowego “rodzaju postludzkiego” (”byłu”, “znalazłu”). Ciekawa forma gramatyczna, wyróżnia się też w tekście. Niestety ma sporą wadę – mocno męczy. Przy czym miałem takie obserwacje i ja, i kilku moich znajomych, którzy przeczytali “Perfekcyjną niedoskonałość”. A i na tym forum są osoby, którym też najwygodniej się tego nie czytało. Jednak jeśli liczba mnoga nie wchodziłaby w grę, a postać jest poboczną – wybrałbym te opcję.

Ostatnim wyborem, nad którym myślałem, to użycie rodzaju nijakiego. Ale w przypadku dorosłych osób ma to często wydźwięk negatywny w naszej kulturze. Stąd odpadł on w przedbiegach.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W języku angielskim stosuje się formę ‘they/them’.

W języku angielskim “he or she” = they. Po prostu. Jak musisz napisać w mailu “him or her” bo nie wiesz o kogo chodzi to też piszesz they. Ta forma nie pojawiła się do zapisu osób o nieidentyfikujących się, to po prostu forma gramatyczna wyrażająca dopuszczalność obu płci. Polakom się to wydaje nienaturalne, bo jakie they, jak chodzi o jedną osobę.

I z tego co wiem, to w języku polskim jeszcze się tego za bardzo nie tłumaczy. Nowy wynalazek. Czekać, obserwować.

www.facebook.com/mika.modrzynska

W moim pierwszym tekście, który zdołał trafić do biblioteki, pisałam z perspektywy bezimiennego dziecka płci nieokreślonej. W tym przypadku stosowałam formę nijaką (’stanęło’, ‘pobiegło’) i tam uszła (choć niektórych męczyła).

Dla mnie ‘they/them’ kojarzy się z liczbą mnogą, a zwracanie się bezosobowo w takiej formie – z urzędami i tym podobnymi (”Pójdziecie teraz do pokoju numer cztery z tym dokumentem”).

z urzędami i tym podobnymi (”Pójdziecie teraz do pokoju numer cztery z tym dokumentem”).

A to z rosyjskiego! L.mn. = Pan/Pani w rosyjskim :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jak w języku polskim pisać o osobach, które nie identyfikują się ani jako kobieta, ani mężczyzna?

Ajzan, dobre pytanie, tylko obecnie trochę ryzykowne. Zmagałem się z tym w 2018, w efekcie napisałem głupi tekst na 100k, parę opowiadań i temat nawet nie został porządnie ugryziony.

Ogólnie, na początku warto określić, o jaką identyfikację chodzi.

Płciową? Ok, dotykamy nieheteronormatywności, interseksualności, aseksualności, trzeciej płci, zaburzeń, defektów – temat bardzo delikatny, strasznie łatwo to spłaszczyć, zaszkodzić ludziom, którzy tylko pragną żyć. Można próbować z określeniami już lekko znanymi: divers, intersex, as, androgen, aven, awers (przytaczam tylko pojęcia, dotyczą różnych spraw, żadnych znaków równości).

Identyfikację społeczną? W przypadku świadomego buntu przeciw skryptom społecznym to zagadnienie wygląda zupełnie inaczej – pomimo pociągu do określonej płci, można świadomie próbować zrezygnować z przyjmowania roli nadanej przez dane społeczeństwo (ona, on buntują się przeciw kodom kulturowym: ona nie chce być matką-polką, on macho koszącym panny jak ułan zboże). Tu chyba nie jest potrzebne żadne nazewnictwo: każdy ma prawo do swojego buntu, niezależnie od płci. Też to próbowałem przepracować kilkoma opowiadaniami.

Identyfikację kulturową? Mamy cały wschód (Hidźra),  Amerykę (Mahu), Europę (albańskie Kanunu, Grecja, Rzym), ogólnie: cały legion złamanych kodów kulturowych na wszystkich kontynentach.

Identyfikację SF, czyli jaką płeć ma SI?

 

Temat bardzo złożony, dlatego naprawdę uważam, że w pierwszej kolejności warto określić jakim brakiem identyfikacji próbujemy się zajmować.  

 

 

Algirze, doskonale zdaję sobie sprawę, że tożsamość płciowa to delikatny temat, dlatego pytam. Od lat działam na Tumblrze, a tam niewiele trzeba, żeby zostać okrzykniętym transfobem. Najgorszy, czy też najlepszy przypadek, jaki zaobserwowałam, to faneczki popularnej, drugoplanowej postaci z pewnej mangi. Postać ta, biologicznie mężczyzna, na samym początku określiła siebie jako kobieta, choć w późniejszych rozdziałach wątek ten nie jest znowu tak podkreślany. Mimo faneczki potrafią pisać posty w obronie jej tożsamości, często wyglądające bardziej jak zapis napadu histerii u trzylatka.

Przepraszam, jeśli brzmię jak zdarta płyta, ale znowu chodzi o Lokiego. Pomyślałam, czy by nie spróbować opisać go jako osoby niejednoznacznej płciowo. Obecnie sporo ludzi kojarzy tego boga ze środowiskiem LGBTQ+, także w masowych mediach. Loki w najnowszych komiksach Marvela często zmienia płeć. W komiksie “Vei” ma jednocześnie cechy męskie i żeńskie. U Riordana zaś jedno z dzieci Lokiego jest genderfluid i zostało przez niego poczęte.

Same mity też mogą na to wskazywać, jak choćby kwestia Sleipnira. W żadnej znanej wersji mitologii nie spotkałam się też z tym, aby Lokiemu nie pasowało odgrywanie roli druhny Thora, któremu z kolei strasznie się nie podobała perspektywa udawania Freji, żeby odzyskać młot. Mignął mi też chyba artykuł doszukujący się ukrytego znaczenia w tym, jak Loki rozśmieszył Skadi.

W mojej wersji na chwilę obecną plan jest taki, że Loki biologicznie jest hermafrodytą, lubi nosić stroje zarówno męskie jak i żeńskie (i je mieszać). To samo w kwestii zachowania. W kwestie preferowanych zaimków nie chcę wchodzić w tekście, ale chyba zostanę przy tym, aby niezależnie od stroju i zachowania, Loki był zawsze nim.

Fajnie, że szukasz, ja strasznie to lubię: kombinowanie, obracanie problemu w głowie, własne spojrzenie. Odnośnie mang i tego wątku: moja córa (12 lat) jest na etapie Hetalii, też musiałem przeczytać, bo zadawała coraz trudniejsze pytania ;)

Przypadek Asgardczyka, z tymi wszystkimi niuansami i całą jego historią (Sleipnir) jest znakomitym punktem startu do takich rozważań. Myślę, że przyjęcie jednej formy (on) można fajnie rozegrać literacko (np. w scenach, gdy Loki jako kobieta to nadal on), można też spróbować pokazać różnice między pan– i omniseksualizmem, jest dużo możliwości. Trzymam kciuki i powodzenia!   

Dzięki, ale raczej nie będę się rozwodziła nad tymi kwestiami w tekstach, bo chcę, żeby to była jedna z wielu części postaci Lokiego, a nie wątek główny całego cyklu.

A według Wikipedii omni– i pan– to to samo, ale rozumiem. Sama do niedawna nie wiedziałam, czym się różni pan– od bi-.

“Wzięła łyk lekarstwa, potem wypiła wody z manierki. Resztki okropnego smaku zmyła z języka sokiem z jedzonych borówek.”

 

Tak może być, czy lepiej, żeby było “ze zjedzonych”?

Byłoby lepiej. A pan– i omni– to to samo, ale w różnych językach.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

IMO “jedzonych”, bo ona je zjadła już po zażyciu lekarstwa. “zjedzonych” wskazywałoby, że zjadła je wcześniej, przed lekarstwem, co nie bangla.

 

Edit – albo lepiej “ze zjadanych borówek”

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ajzan Mi się to nie spina ani tak, ani tak:) To znaczy nie przesądzam która wersja poprawna, ale to nie brzmi w tekście. Bo tak na prawdę to brzmi, jakby na koniec łyknęła soku z jedzonych, może nawet przez kogoś :), borówek, a w drugiej wersji z borówek które były wcześniej zjedzone.

Jakbym to w książce przeczytał, to by mi po tym zgrzyt został :)

Ja bym to zrobił jakoś inaczej. Może: “Wzięła łyk lekarstwa, potem wypiła wody z manierki. Resztki okropnego smaku zmyły z języka słodkie borówki” Albo jakoś tak

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Dziękuję wszystkim. Wprowadziłam wersję zaproponowaną przez El Lobo Muymalo.

Jeszcze jedno małe pytanie: czy zwrotu “osuszyć szklankę” można użyć, gdy mowa o szklance wody, czy takie sformułowanie kojarzy się zbyt mocno ze szklanką piwa?

Ajzan – dla mnie byłoby ok, ale jak się innym kojarzy to Ci nie powiem... Może “opróżnić” jako bezpieczniejsza alternatywa?

 

 

Bohaterka, młoda dziewczyna, mówi o swojej przodkini w linii prostej, która żyła 1000 lat wcześniej. Jak dziewczyna może ją określić? Znalazłem słowa “przodkini”, “antenatka” i “protoplastka”, ale one brzmią bardzo oficjalnie, a istotne jest zawarcie informacji, że bohaterka wciąż żywo wspomina tę osobę.

Czy może nazwać ją “prababcią”, bez konieczności dodawania “pra” za każde z 33 pokoleń? :D

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Może pramatka rodu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“To matka matki matki mojej matki. Mówiliśmy do niej “mamo””. :D

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

czy zwrotu “osuszyć szklankę” można użyć, gdy mowa o szklance wody

Można.

bohaterka wciąż żywo wspomina tę osobę

Znaczy się, pamięć genetyczna? Bo wiesz, pamięcią sięga się najdalej do pradziadków. I nie bardzo chce mi się wierzyć, że niearystokratyczny ród w ogóle zachowałby takie informacje, choć oczywiście dziewczę może być historykiem/córką maniaków genealogii/itp. i samo poczynić badania.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję. Zrobiłem tak, że najpierw bohaterka mówi o niej “pramatka rodu”, a później po prostu “babcia”, że niby określenie pieszczotliwe.

 

Znaczy się, pamięć genetyczna? Bo wiesz, pamięcią sięga się najdalej do pradziadków. I nie bardzo chce mi się wierzyć, że niearystokratyczny ród w ogóle zachowałby takie informacje, choć oczywiście dziewczę może być historykiem/córką maniaków genealogii/itp. i samo poczynić badania.

Może źle się wyraziłem. Chodziło mi o to, że bohaterka dużo wie o tej przodkini i ta wiedza jest motywacją do tego co robi.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

OK, po prostu “wspomina się” kogoś, kogo się znało osobiście.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję za pomoc. ^^

“Przy ręce dziewczyny tuptała tam i z powrotem wiewiórka o ogonie tak puszystym, że dwakroć przewyższał stworzonko.”

 

Czy użycie w jednym zdaniu jako synonimu słowa innego rodzaju jest poprawne?

Według mnie poprawne, ale nie kumam, co ma puszystość ogona do wzrostu.

Babska logika rządzi!

Puszystość dotyczy raczej objętości niż długości.

 

Może tak? → “Przy ręce dziewczyny tuptała tam i z powrotem wiewiórka o puszystym ogonie dwakroć dłuższym niż samo stworzonko.”

 

Ale czemu wytłuściłaś “wiewiórkę” i “stworzonko”?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Nie byłam pewna, Bolly, czy użycie w jednym zdaniu określeń tego samego podmiotu z różnymi formami (w tym przypadku żeńskiej i nijakiej) jest prawidłowe.

O, ktoś pisze opko na konkurs wiewiórczy :D

http://altronapoleone.home.blog

Niestety, to na ten drugi. ;-) Ale jest tam wiewiórka, taki zbieg okoliczności.

Nie byłam pewna, Bolly, czy użycie w jednym zdaniu określeń tego samego podmiotu z różnymi formami (w tym przypadku żeńskiej i nijakiej) jest prawidłowe.

Nie widzę problemu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Jeśli widać, że chodzi o ten sam desygnat, to w porządku.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przepraszam, że tak późno, ale bardzo dziękuję za odpowiedzi.^^

Teraz mam pytanie, czy mogę użyć słowa “wioska” jako zamiennika wsi, czy to jednak dwie różne formy osiedli?

To synonimy, ja używam ich zamiennie. “Wioska” kojarzy się raczej z małą wsią, ale można też mówić – i pisać – o “małej wiosce” czy “wioseczce”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Wioska to mała wieś. Nie widzę problemu.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dzięki. ^^

Czy ktoś mógłby pochylić się nad poniższymi zdaniami i poradzić jak zapisać wtrąconą myśl bohatera w narracji pierwszoosobowej?

 

Chciał zapytać „gdzie jestem” ale żaden dźwięk nie wyszedł z jego krtani. „Czy tak wygląda śmierć?” pomyślał. „Czy zginąłem w tym pożarze?” 

Nie bardzo rozumiem, o co prosisz :D Gdzie tu jest wtrącona myśl? Póki co poprawiłabym interpunkcję (+ jeden pytajnik, +jeden przecinek, + jedna półpauza):

 

Chciał zapytać „gdzie jestem?”, ale żaden dźwięk nie wyszedł z jego krtani. „Czy tak wygląda śmierć?” – pomyślał. „Czy zginąłem w tym pożarze?” 

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki drakaino. Jesteśmy w połowie drogi. :)

Głównie chodziło mi o wyrażenie „gdzie jestem?”.  Traktowałem je jako “myśl”. Ale skoro myślą nie jest, to czy ma być w cudzysłowie? 

I ostatnia myśl. „Czy zginąłem w tym pożarze?” Czy nie trzeba czegoś więcej niż cudzysłów?

To jest przytoczenie tego, o co chciał zapytać, ale nie zdołał – więc jakby cytat. Czyli właśnie tak: w cudzysłowie, ale bez innego wyróżniania.

Co do drugiego: przy takim zapisie myśli nie daje się półpauzy przed dalszym ciągiem. Nie pytaj mnie, dlaczego :D

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki. smiley

Obejdź, kombinuj, Fizyku, nie skupiaj się na zapisie:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jeśli dla niewypowiedzianych słów stosujesz cudzysłów, to może dla myśli daj kursywę, żeby to odróżnić. Za pierwszym razem coś takiego:

O, do diabła – pomyślał.

A potem już bez “pomyślał”. Czytelnik nie jest gópi, skuma.

Babska logika rządzi!

też bym była za tym rozwiązaniem.

http://altronapoleone.home.blog

Co do drugiego: przy takim zapisie myśli nie daje się półpauzy przed dalszym ciągiem. Nie pytaj mnie, dlaczego :D

O, to mnie zaintrygowało. I przekornie zapytam: dlaczego? Jest na to jakaś reguła?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Pewnie jest :P Jak przyjdzie tu ktoś, kto się zna na regułach i gdzie je znajdować, to może da link. Ale jak dla mnie to jeden z tych przypadków, które wymykają się logice. Podobnie jak stawianie kropki zawsze po cudzysłowie, bo jak dla mnie, jeśli cała myśl czy wypowiedź, czy cytat jest w tym cudzysłowie, to kropka powinna być w środku. Ale nie.

http://altronapoleone.home.blog

Widywałem w książkach takie pokropkowe półpauzy przy zapisie myśli, ale rzadko. Opcja Drakainy znacznie częstsza.

Sądzę, że to nie kwestia jakiejś specjalnej wiedzy, ale rozsądku, który powstrzymuje przed mnożeniem bytów ponad miarę.

Zapisywanie myśli nie jest ściśle unormowane.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/monolog-wewnetrzny;10328.html

Tako rzecze specjalista.

 

Było o cytatach i myślach. W gruncie rzeczy myśl wpleciona w narrację też jest rodzajem cytatu. Dlatego można ją wziąć w cudzysłów albo pochylić.  I to IMO wystarczy do tego, żeby wyraźnie wyodrębnić monolog wewnętrzny bohatera (rozumiem, że autorowi może na tym zależeć).

Po co więc mnożyć wyjątkowe zastosowania półpauzy? Przecież normalnie nie stawia się jej po kropce.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu, (imho) nie całkiem intuicyjne jest to, że w zwykłym dialogu jest półpauza po didaskalium, a w zapisie myśli nie.

 

– A, niech to – powiedziałem. – Zapomniałem...

 

“A, niech to” – pomyślałem. “Zapomniałem...”

 

Okej, nie ma też pierwszej półpauzy, co trochę to ratuje, a cudzysłów wyodrębnia dalszą część myśli, więc jakaś tam konsekwencja jest.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki za pouczającą dyskusję,  ale i tak uważam że równania Maxwella są dużo bardziej zrozumiałe. wink

No właśnie, bez dodstkowej kreski narracja w dialogu nie byłaby w żaden sposób wydzielona, co utrudniałoby życie czytelnikowi.

Konsekwencję możemy podważać tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że zapis myśli musi być wzorowany na zapisie dialogu (lub odwrotnie). Dialogi rządzą się specjalnymi prawami. Tymczasem mnie się wydaje dobre, że da się jakąś konwencję zapisu wyprowadzić z ogółnych zasad interpunkcji, bez odwołań do wyjątków.

 

Jako ciekawostkę przypomnę metodę, z którą można się zetknąć zwłaszcza w starociach:

 

Wrócił na rynek, obstawiony żydowskimi kramami o drzwiach i oknach zabryzganych błotem przed miesiącami, a i przedtem nie mytymi od kwartałów.

„Gdzież są twoje szklane domy? – rozmyślał brnąc dalej. – Gdzież są twoje szklane domy?…”

[”Przedwiośnie” oczywiście]

 

Zamieszałem? ;) Zwróćmy jednak uwagę, że przy tym zapisie nie zamyka się cudzysłowu przed kontynuacją.

 

 

Fizyku: szpanerska koszulka :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak, też się zetknęłam z takim zapisem w starych książkach.

 

A koszulkę widziałam kiedyś u pewnego dość znanego uczonego :)

http://altronapoleone.home.blog

“Skakanie po głowach”  – błąd czy kwestia gustu?

 

Dyskusja zaczęła się na SB, ale postanowiłam ją tutaj przenieść, bo w sumie ciekawa jestem waszych opinii. Pracuję sobie nad tekstem, który ma być z założenia POV, ale w związku z tym, że zasadniczo mam 2 główne postaci, czasami mam problem z tym, by trzymać się stricte punktu widzenia tylko jednej z nich. Zastanawiam się nad tym, czy jest to błędem, który absolutnie powinnam z tekstu wyeliminować, czy jest to kwestia gustu czytelniczego? A może po prostu w sytuacji, którą opisałam, powinnam zdecydować się na klasyczną, auktorialną narrację trzecioosobową?

W SB podałam taki przykład z tekstu:

“Długo maszerowali w milczeniu. Maeve głaskała chrapy konia i okazjonalnie schylała się by pozbierać jagody, które natychmiast zjadała w nadziei, że czarodziej w końcu padnie z głodu.

Mag zaś życzył jej w myślach, by się udławiła. 

Nagle coś przykuło uwagę Arnolda. Zatrzymał się i uważnie czemuś przyglądał.”

Wiktor Orłowski napisała, że to błąd, ale zdaniem jeroh – niekoniecznie. 

Co wy o tym sądzicie?

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

IMO nie błąd, a “zakaz” head-hoppingu opiera się raczej na założeniu, że w 9 przypadkach na 10 będzie lepiej, jeśli się go uniknie. W tym fragmencie akurat fajnie wyszedł.

 

Albo można by zrobić delikatną modyfikację:

 

Długo maszerowali w milczeniu. Maeve głaskała chrapy konia i okazjonalnie schylała się by pozbierać jagody, które natychmiast zjadała w nadziei, że czarodziej w końcu padnie z głodu.

Mag zapewne życzył jej w myślach, by się udławiła. 

Nagle coś przykuło uwagę Arnolda. Zatrzymał się i uważnie czemuś przyglądał.

Przekaz +/– ten sam (choć jest delikatna różnica w wydźwięku), a zachowujesz jednolite POV.

 

(dla mnie majstersztykiem head-hoppingu jest pierwsza scena  Mistrza i Małgorzaty :))

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Rosebelle, a mogłabyś założyć nowy wątek? Tutaj temat szybko zniknie, a  imo jest ważny – mnóstwo początkujących autorów ma problem z tym, gdzie leżą granice i jak to zrobić, żeby działało.

www.facebook.com/mika.modrzynska

No jasne, pędzę! :)

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

W przybliżeniu do jakiego wieku można określać w tekście młodą kobietę mianem ‘dziewczyny’?

A o jakim okresie historycznym w przybliżeniu myślisz?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powiedzmy, że chodzi o XIX wiek. Chodzi mi o obecnie betowane opko, Asylum. ;-) W paru miejscach w według mnie za krótkich odstępach zdarza mi się powtórzyć imię bohaterki – młodej kobiety, symbolicznie lat 20+, świeżo upieczonej mężatki, przy czym ten drugi fakt nie jest tak ważny dla fabuły, żeby co jakiś czas przypominać o tym.

Odpuściłabym, jest dziewczyną. Jeśli dziewiętnasty to bliżej 16-17 lat, ale Drakaina musiałaby potwierdzić. Obecnie przyjmowałabym osiemnaście, niezależnie od wszystkiego.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

20+ w XIX wieku to już zdecydowanie nie dziewczyna.

http://altronapoleone.home.blog

O, dzięki, Drakaino:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To luźna kwestia. Bo czytać będzie człowiek dzisiaj, a nie czytelnik z XIX wieku. Prawdopodobnie nie będzie współczesnemu czytelnikowi zgrzytać nazwanie bohaterki dziewczyną. Do rozstrzygnięcia przez autora.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, oczywiście, nawet pisząc o średniowieczu, jeśli chcemy, żeby czytelnik się utożsamiał ze światem, w dzisiejszej prozie raczej nie wydamy trzynastolatki za mąż ani też nie każemy jej zachowywać się jak dorosła kobieta. Niemniej nawet dziś 20+ to już na pograniczu dziewczyna/młoda kobieta – co po części zależy od sytuacji osobistej, pozycji społecznej itd. W tym XIX w. zresztą też, różnie też zresztą w różnych okresach, ale Ajzan ma chyba takie niezbyt określone realia. Byłabym raczej za “młodą kobietą”, bo neutralniejsze.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję. Coś pokombinuję. Przy okazji wyszła kwestia wieku i różnicy między partnerami, ale nad tym sama się pogłowię.

Jak dużej różnicy i w którą stronę? To w XIX wieku akurat nie stanowiło problemu, o ile to mężczyzna był starszy. Niemniej zdarzały się małżeństwa, gdzie pani była nawet sporo starsza od męża (bym nie musiała szukać daleko: Józefina była starsza od Napoleona o sześć lat) – wtedy dość powszechnie w dokumentach zaniżano wiek damy, a zawyżano kawalera :D

http://altronapoleone.home.blog

Myślałam o czymś w stylu Roszpunki (18 l.) I Flynna Ridera (ok. 24 l.) z "Zaplątanych".

To przecież nie jest duża różnica nawet dzisiaj :O Zakładałam, że to ma być różnica rzędu 30 lat, co też akurat wtedy nie byłoby niczym szczególnym i wcale niekoniecznie były to złe i aranżowane małżeństwa...

http://altronapoleone.home.blog

O, czyli mogę podkręcić do, powoiedzmy do symbolicznych 27, ale zaznaczyć pewną niedojrzałość mężczyzny oraz, że nie jest, jak to określają w języku angielskim, predatorem.

Tak się zastanawiam, czy lepiej jest jeśli nazwa broni (lub czegokolwiek innego) jest w takiej samej formie (żeńskiej, męskiej lub nijakiej) co nazwa pospolita przedmiotu, czy może być w innej? Dla przykładu sztylet zwany Szpilką.

A jakie to ma znaczenie?

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Moim zdaniem może być w innej formie. Przykłady, które mi przyszły na szybko do głowy, prosto z Tolkiena:

– miecz/sztylet Froda (nie pamiętam jak to było określane w książce a internety różnie mówią) – Żądło.

– elfickie pierścienie władzy: Narya, Nenya, Vilya. A przynajmniej ich nazwy w polskim rozumieniu wskazują na formę żeńską. :P

 

Jakby jakiś krasnolud nazwał swój tępy topór imieniem minionej miłości... to kto mu tego zabroni?

Anet: Wymyśliłam, że sztylet jednej z moich postaci będzie się nazywał Szpilka, przy czym zaczęłam się zastanawiać, jak to jest w przypadkach, jak ten, który opisałam wyżej.

Również moim zdaniem to nie ma znaczenia. Arya miała krótki miecz zwany Igłą. Frodo, jak wspomniał Sagitt, miał “to” Żądło. Możesz nazwać broń jak chcesz.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie tylko to nie przeszkadza, ale może nawet jeszcze lepiej brzmi.

No, ale też zawsze możesz nazwać miecz “Mieczysław”. :D

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję. ^^ Igłę kojarzę, ale wolałam podpytać.

El Lobo Muymalo – miecz "Mieczysław" haha, świetne :D

Jeszcze jeden drobiazg: ważne miecze miały “imiona”, bo albo miały jakąś ważną genezę, albo się czymś zasłużyły. Nie kojarzę sztyletu z nazwą (choć nie wykluczam istnienia takowego w fantasy...), więc na Twoim miejscu dałabym bohaterowi dobre powody, żeby sztylet miał imię. Mogą być komiczne, byle były.

http://altronapoleone.home.blog

Pytanie kontrolne:

 

czy też uważacie, że czasowniki “przytaknąć” i “potaknąć” znaczą troszkę co innego?

http://altronapoleone.home.blog

Tak.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Tak. Mogę przytaknąć komuś, kto słusznie prawi i z kim się zgadzam, ale jeśli jakiś inny ktoś opowiada głupoty, nie będę mu potakiwać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za potwierdzenie moich intuicji :)

W jednej redakcji zetknęłam się z sugestią, że powinnam się zdecydować na jeden z tych czasowników konsekwentnie w całym tekście, ale jak dla mnie to są dwa różne słowa.

http://altronapoleone.home.blog

A nawet gdyby nie były, to co jest złego w synonimach?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie wiem. To jest sprawa już przeszła, więc nie bardzo pamiętam, jak to redakcja argumentowała, zdołałam ją przekonać do swojego, niemniej dziś przy poprawianiu tekstu, kiedy akurat zamieniłam “przytakiwał” na “potakiwał”, mi się to przypomniało i uznałam, że zapytam :)

http://altronapoleone.home.blog

“Uszyty na miarę garnitur nie krępował okazałych mięśni.”

 

Czy użyte w tym przypadku słowo krępował  pasuje, czy ubiór krępować może tylko ruch?

Według SJP PWN w takim przypadku to ruch, nie mięśnie. Sprawdziłam, bo mi to brzmiało jakoś strasznie dziwnie nie na miejscu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, śniąca. Poprawiłam zdanie.

Moim zdaniem to w ogóle “krępować ruchy” a nie ruch.

http://altronapoleone.home.blog

Tak, Drakaino, użyłam skrótu myślowego, może niezbyt fortunnego, ale chyba Azjan złapała o co chodzi.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

:)

http://altronapoleone.home.blog

Jak poprawnie?

“Księżniczka zabawia się w dyplomatę” 

czy

”Księżniczka zabawia się w dyplomatkę”

 

Mnie intuicyjnie pierwsze wydaje się lepsze, ale po pięciu minutach patrzenia na to zdanie niczego już nie jestem pewna.

Też bym obstawiała pierwsze – dyplomatka to rodzaj teczki.

A nie lepiej neutralnie: bawić się w dyplomację?

Babska logika rządzi!

#teamFinkla

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję Wam, rozwiązałyście mój problem. Wiedziałam, że coś z tym zdaniem jest nie tak. 

Też bym obstawiała pierwsze – dyplomatka to rodzaj teczki.

 

A pilot to nie kierowca samolotu, tylko urządzenie do zmieniania kanałów.

 

Nie ma wytycznych poprawności dotyczących feminatywów w naszym języku, ale większość językoznawców zachęca do ich używania. Ale tu rzeczywiście “dyplomacja” brzmi najlepiej.

 

 

 

Pytanie:

Jak zapisać to poprawnie? Trafiło mi się takie coś w becie i utknęłam. Obstawiałabym dywiz i spacje albo przecinek?

 

Grupkami po trzech-czterech, bo towarzystwo innych zawsze czyni podobne ruchy łatwiejszymi.

www.facebook.com/mika.modrzynska

większość językoznawców zachęca do ich używania

O.O? Sznurek, kam, bo nie uwierzę.

Grupkami po trzech-czterech, bo towarzystwo innych zawsze czyni podobne ruchy łatwiejszymi.

Interpunkcję zostawiłabym, jak jest, tylko skróciła kapkę: Grupkami po trzech-czterech, bo towarzystwo zawsze czyni podobne ruchy łatwiejszymi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Uprzedzę kam: podejrzewam, że mówi ona o tym oświadczeniu Rady Języka Polskiego, które  pozostawia użytkownikom języka dowolność w stosowaniu/ niestosowaniu form żeńskich: http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1861:stanowisko-rjp-w-sprawie-zenskich-form-nazw-zawodow-i-tytulow&catid=98&Itemid=58 (EDIT: oświadczenie to jednocześnie nie tyle zachęca do używania żeńskich, co wskazuje na bezzasadność popularnej krytyki – z punktu widzenia stricte słowotwórczego i fonologicznego – części z nich, jednocześnie z zasadnością innej części uwag krytycznych).

Niom. To kwestia ideologiczna, nie językowa. Nie warto dzielić włosów.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Konstelacja Oriona –  w tym samym fragmencie mam już “rozgwieżdżone niebo”, więc gwiazdy odpadają. Chcę to jakoś ładnie opisać, nie narażając się na pewnego rodzaju śmieszność (coś jak zwisające kutasy u pasa). ;)

Nie chcę umożliwić podświadomości czytającego uciec z pewnej, nakreślonej już atmosfery.

No bo “spojrzał na myśliwego z trzema klejnotami u pasa” brzmi równie słabo jako “(...) z trzema kamieniami szlachetnymi u pasa”.  Brakuje mi jakiegoś fajnego synonimu na gwiazdy.

Słońca? Ciała niebieskie?

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że Słońce jest zarezerwowane (szczególnie w podświadomości ludzi) dla skojarzeń z naszą rodzimą gwiazdą. ;)

Myślałem o czymś bliższemu ubiorowi, skoro już zacząłem o “mysliwym”.

Może pas z trzema ćwiekami...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale, ale, czekaj. Przecież te trzy gwiazdy są po prostu pasem Oriona / pasem myśliwego. Nie wiem, co dokładnie chcesz napisać i jaką masz koncepcję, ale czy nie wystarczy sam pas? Albo błyszczący pas? Bez klejnotów, gwiazd itp. Brakuje mi szerszego kontekstu, żeby coś innego podpowiedzieć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

błyszczący pas... najłatwiejsze jest zawsze najtrudniejszym, żeby na to wpaść.

Dziękuję! :D

Jeroh, dziękuję!!! heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hej, ostatnio miałem taką sporną kwestię, więc może pomożecie rozstrzygnąć wątpliwości. Czy w poniższych zdaniach powinny być przecinki:

 

dociskany przez mięsień, wracał na jawę

Naładowany adrenaliną, rzucił się na drążek do podciągania

rozbujany niczym małpa, wykonał serię ćwiczeń

 

Ja myślałem, że tak. Czy jest tam imiesłów czasownikowy “będąc” w domyśle? A może to się opiera na innej zasadzie? Albo po prostu nie ma przecinka. Albo jest zasada, że takich konkretnych przypadkach nie ma przecinka?

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Dziękuję. Rozumiem teraz, że to po prostu imiesłowy przymiotnikowe. Z podanego linku wynika też, że jest pewnego rodzaju trudność z wyodrębnieniem jednej normy. Jeśli dobrze zrozumiałem ta trudność opiera się na klasyfikacji związanej z przydawką integralną a dopowiadaną.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Generalnie ta zasada z “będąc” w domyśle zazwyczaj pomaga :) 

Dobra, nie do końca ten wątek, ale bardziej tu niż pomoc merytoryczna, bo jedynie słowo wypadło z głowy. Jak się nazywa ten taki pstrykacz zastępujący zapałki jak się się chce zapalić stanowisko na kuchence?

Zapalarka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, jesteś niezastąpiona :D 

Bez przesady, Wilku, ale cieszę się, że pomogłam. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Prośba o pomoc w odmianie imion obcych. Nie jestem pewna, czy tak to powinno wyglądać:

Gale – dopełniacz Gale’a – celownik Gale’owi – narzędnik Gale’m / Gale’em ?

Podobny problem mam z imieniem Lance.

Wg obecnej normy chyba Gale’em, Lance’em...

http://altronapoleone.home.blog

Ano. Jeżeli E nieme – dajesz apostrof, a po nim końcówkę taką, jakby E nie było.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki. :)

Czy ktoś ma jakiś pomysł, jak zapisać odgłos klaśnięcia?

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irko, zależy od przyjętej konwencji.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

“W rękach dzierżył Farbautiego, swoją włócznię, skierowanego trzewikiem w stronę leżącego.”

 

Czy przez wtrącenie wzmianki o włóczni to zdanie nadal jest poprawne?

Wydaje mi się, że powinno tam być “skierowaną”, ale mogę się mylić.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ja też mam co do tego wątpliwości.

Imho to zdanie jest do przebudowy, bo masz konflikt między imieniem w rodzaju męskim, a włócznią w żeńskim i żadne nie będzie dobrze wyglądało.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki, drakaino. Przerobię.

Szukam właściwego słowa.

Mam takie zdanie: "Ojciec cichutko wstaje z synkiem śpiącym w jego ramionach i przysiada się do grupy ludzi o barwnych szatach i plamistej jak jego własna skórze".

Napisałam “ludzi”, ale to nie są ludzie. Nie chciałabym w tym momencie precyzować, kim są. Zawiesiłam się na tym zdaniu i nie potrafię nic wymyślić. Nie pasują mi tutaj “przyjaciele” ani “towarzysze”, “znajomi” też nie – bo nie są tym dla ojca. “Ziomki” byłoby dobre, tylko że zbyt potoczne.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Może: ...do grupy pobratymców w barwnych szatach...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, i jeśli wcześniej zaznaczysz, że ta skóra jest cechą gatunku, to będzie idealnie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

“...grupy osobników o barwnych szatach...”

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dziękuję :) Wybieram “pobratymców”. “Osobnicy” sugerują jednak jakąś obcość, a ja bym chciała jak najbardziej neutralnie. 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

I jest dwa razy “jego” :/

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, Anet, a tego ani ja, ani redakcja nie wyhaczyła... Dzięki :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ale jak zmieniasz na “przysiada się do grupy pobratymców w barwnych szatach” i tu dasz kropkę, to “jego” już się nie powtórzy, o. :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Można byłoby też swobodnie pominąć pierwsze “jego”. “Z synkiem śpiącym w ramionach”, po prostu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Tak, można.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Należy pamiętać, że większość “jego”, “swoich” itp. można pominąć :)

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

“– Nie pamiętasz, co było ostatnim razem, jak poszedłem sam na potwora, bo ty smacznie spałeś? Przez tydzień chodziłeś ciężko obrażony.

Thor istotnie pamiętał tamten zawód. Zanim zdołał odpowiedzieć, do uszu Asów doleciał wrzask. Z całą pewnością nie smoka, raczej jego ofiary.

– Idziemy! – Thor sięgnął po topór oraz pochodnię. Jeśli czyjeś życie było zagrożone, nie miał zamiaru zwlekać.”

 

Czy powtórzenie w tak krótkim odstępie imienia bohatera można uznać za poprawne? Pytam, bo na tym etapie opowieści mam ograniczoną ilość zamienników.

IMO, ujdzie.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo.

Czy w zdaniach tego typu:

Mimo swoich wad(,?) portal Nowa Fantastyka jest wspaniałą stroną.

stawiamy tam przecinek, czy nie?

 

Nie. (Co innego gdybyś miała zdanie złożone).

Dream big.

Nie, po co Ci przecinek?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dzięki, a macie jakieś zasady wyjaśniające to, bo nie mogę nigdzie znaleźć? Przecinek wydawał mi się tam naturalny, bo dopowiedzenie na początku zdania, ale moja promotorka mi poprawiła i teraz Wy.

Dzięki, chyba zdanie z tej porady jest na podobnych zasadach, co moje.

Ogólnie przecinkami oddziela się składowe zdania złożonego, a tu masz jedno zdanie i to, co byś chciała oddzielić, jest tylko bodaj grupą okolicznika czy czymś takim. Angielski dopuszcza oddzielanie takich grup niebędących zdaniami podrzędnymi, i to się przenosi, ale po polsku jest niepoprawne.

Gdyby było tak, to co innego: “Mimo że posiada mnóstwo wad, portal Nowa Fantastyka jest wspaniałą stroną”. Masz dwa orzeczenia, dwa zdania.

http://altronapoleone.home.blog

Więc jakby kalka z angielskiego. Dziękuję za wyjaśnienie, Drakaino.

Mam dwa pytania: czy w klasycznym fantasy tzw. “magii i miecza” można użyć słowa “nieskończoność”, czy to brzmi zbyt współcześnie? I drugie: Czy można użyć słowa “sygnet” w odniesieniu do medalionu z symbolem np. jakiegoś klanu? Że jest to “nasz (klanu) sygnet”, czyli medalion, który noszą tylko członkowie tego klanu.

Dla mnie nieskończoność jest w porządku.

A sygnet to pierścień.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzięki za odpowiedź, Anet. Niby tak, ale np. na logo jakiejś firmy też się mówi sygnet, więc tak mi się skojarzyło :)

 

Nie spotkałam się z tym. Owszem, sygnatura, sygnet kojarzy mi się jednoznacznie.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Czyli jest to chyba specjalistyczne nazewnictwo. Dobra, nie daję tego sygnetu, jakoś inaczej spróbuję rozwiązać.

Po prostu sygnet to coś, co się nosi na palcu, medalion to bardziej wisiorek.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Może to kalka z angielskiego “sigil”, które oznacza mniej więcej “herb”. Np. w Girl Genius Agata nosi medalion (broszę?) z herbem swojej rodziny, i mówi się na to “sigil”. Sygnet to pierścień z herbem.

“Nieskończoność” to to, co nie jest skończone, co nie ma granic. Filozoficzny termin, pojawia się już u jończyków (apeiron), ale prosty chłop raczej nie myśli w tych kategoriach. Nie dlatego, że jest jakiś głupszy, po prostu go to nie obchodzi (nie każdego musi).

 

ETA: co do biżuterii herbowej – może po prostu “znak”? Albo “godło”? Użyjesz metonimicznie i będzie grało.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, Tarnino. Filozoficzny termin jak najbardziej pasuje do bohaterów. Sygnet wzięłam stąd – tu jest przedstawiony jako element logo jakiejś firmy. Z tym znakiem to mam problem, bo mi chodziło o coś innego, znak czy godło jest na medalionie, a ja chciałam nazwać cały medalion, ale już napisałam coś w stylu “medalion naszego klanu”.

Może symbol?

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Symbol lepiej niż znak i godło, bo ma też inne znaczenie, lecz nadal trochę nie pasuje. W każdym razie już sobie poradziłam, ale dzięki za odpowiedź.

Proszę bardzo.

ja chciałam nazwać cały medalion

Czyli – użyć metonimicznie ^^ Medalion naszego klanu – jak dla mnie w porządku. heart

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A emblemat?

Wg mnie najbardziej neutralny będzie znak. Mamy przecież Znak Orła (serial), Znak wilka (wiadomo) itd. Sygnet to łacińskie signum, i nie jest tożsame z medalionem/emblematem – obecny sygnet to pierwotnie pierścień służący do potwierdzania korespondencji, określania przynależności, pozycji, wywoływania efektu: łał! na szaraczkach. Wyczuwam srogie fantasy, więc te konotacje łacińskie mogą być zbyt nowoczesne :D

Można też iść krok dalej, zrobić dwa w jednym: czytałem o pewnym szlachetce, który ze względu na stratę dwóch palców (w tym serdecznego) w czasie zawieruchy kurlandzkiej, nosił pierścień rodowy na rzemyku przewieszonym na szyi.

 

Sonato, sygnet i medalion to są określenia typu biżuterii (medalion ma też inne znaczenia, np. a numizmatyce, rzeźbie i architekturze, a także sztuce kulinarnej, ale one są tu nieistotne), a nie typu przedstawienia. Określ dokładnie, co to za przedmiot i jak się go “używa”, to będzie łatwiej coś wymyślić :)

http://altronapoleone.home.blog

Ech, mam wrażenie, że jak piszę jakieś klasyczne fantasy, to mój mózg wyjeżdża sobie na wakacje. Są dwa klany, członkowie obu noszą medaliony – jeden załóżmy z kotem, drugi z psem. Zdanie brzmi w stylu: Czułam się nieswojo, ale schowany pod bluzką medalion z wizerunkiem kota – medalion naszego klanu – dodawał mi otuchy. Jest to pierwsza informacja o klanie, więc musi się tu znaleźć, a potem dalej się pojawia ktoś z tego drugiego klanu i jest mowa o medalionie z wizerunkiem psa.

Okej, w takim kontekście spokojnie w takim razie możesz dać “symbolem/godłem/emblematem naszego klanu” ;) Mogłaby też być zwierzę totemowe albo logo, ale to nie ta bajka <lol>.

http://altronapoleone.home.blog

No niby tak, ale wtedy zdanie nie niesie informacji, że medalion jest klanu, tylko że to, co na nim, jest klanu. Chociaż w sumie zastanawiam się, czy to takie potrzebne, może po prostu się uparłam :)

Ale w jakim sensie medalion jest klanu?  To jest jeden medalion, jakiś specjalny artefakt, który ona ma przy sobie? Czy też coś, co noszą wszyscy członkowie klanu? Bo z opisu wnioskowałabym, że to drugie.

http://altronapoleone.home.blog

Tak, to drugie. Chodziło mi w tym sensie, że medalion klanu, tak jak np. w HP szata Gryffindoru albo szalik.

A nie może być “klanowy medialion”? Ewentualnie opisany, że z wizerunkiem kota?

Babska logika rządzi!

Finkla dobrze prawi

http://altronapoleone.home.blog

Finklo, dobry pomysł, a taki prosty :) Thx.

Czy skała może być synonimem głazu, czy to jednak dwie różne formy?

Dziękuję.

Dla mnie jest różnica w wielkości i “usytuowaniu”... Tzn. nie każda skała jest głazem. Skała może być kawałkiem góry, a głaz leży osobno, tak na moje wyczucie.

 

A netowe słowniki synonimów często obejmują bardzo dalekie i niedokładne słowa bliskoznaczne, niekoniecznie zawsze wymienne.

http://altronapoleone.home.blog

Zgadzam się z drakainą co do tego głazu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Pytanie brzmiało, czy może?

Oczywiście, że ważny kontekst. I zerknąłem do “nienetowego” – głaz i skała to synonimy. Gniazdem jest “kamień”. 

nie każda skała jest głazem.

… ale każdy głaz jest skałą. Skała to zespół minerałów.

Dobrym substytutem dla “głazu” byłby “kawał skały”, ale nie “skała” sama w sobie.

 

EDIT: Ale kiedy już wiemy, że mamy do czynienia z głazem, to wtedy bez problemu możemy nazywać go “skałą”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Zasadniczo skała to to, z czego głaz jest zrobiony. Ale spotyka się to słowo użyte metonimicznie, i to dość często (także w kontekstach fachowych, zob. na przykład Pieskową Skałę), więc nie czepiałabym się. I zawsze może być też “kamień”.

A netowe słowniki synonimów często obejmują bardzo dalekie i niedokładne słowa bliskoznaczne, niekoniecznie zawsze wymienne.

Tak, lepiej ich używać jako bodźca dla pamięci (jakie to było słowo?) niż źródła wiedzy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Owszem, nie miałbym nic przeciwko nazwaniu głazu “skałą”, ale kiedy już wiadomo z kontekstu, o co konkretnie chodzi.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Język giętki wymaga refleksji i decyzji autora. :-)

Jeszcze mi takie rozróżnienie przyszło: głaz jest “ruszalny” (choć niekoniecznie dla nawet bardzo silnego człowieka), a skała – nie.

http://altronapoleone.home.blog

Wszystko jest ruszalne przy odpowiedniej determinacji i punkcie podparcia :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie bądźmy drobnostkowi ;)

http://altronapoleone.home.blog

Mam pytanie odnośnie do takiego zdania:

„Poprosiły mnie, niezwykle uprzejmie ściśle mówiąc, o dostarczenie wiadomości”.

 

Nie wiem, czy dobrze używam „ściśle mówiąc”, jako zamiennika „właściwie” lub „nawiasem mówiąc”. Ponieważ to średniowiecze, wolałem tego ostatniego uniknąć.

I jak to wygląda w sprawie przecinków? Czy powinno być  „niezwykle uprzejmie, ściśle mówiąc, o...” czy właśnie tak jak napisałem „niezwykle uprzejmie ściśle mówiąc, o...”

 

Drugie pytanie:

„Wytarła rękę o szatę” czy „Wytarła rękę w szatę”? Bardziej pasuje mi to pierwsza wersja, ale czy druga byłaby błędem?

 

Dziękuję

Osobiście nie użyłbym “ściśle mówiąc” – ani “właściwie” – jako synonimu “nawiasem mówiąc”. Co powiesz na: “Poprosiły mnie, w dodatku niezwykle uprzejmie, o dostarczenie wiadomości”? Rozwiązuje się przy okazji twój problem z przecinkami.

 

Co do drugiego pytania, to dla obydwu wersji – “wytarł o” i “wytarł w” – Google podaje podobną liczbę wyników, choć stawiałbym, że druga wersja jest bardziej poprawna.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ja ośmielę się nie zgodzić z Bolly, co do drugiego pytania.

 

Wytrał o – mnie to pasuje w sytuacji kiedy wyciera się, powiedzmy rękę o coś co nie jest do tego przeznaczone. Takie wytarcie doraźne, powierzchowne.

Wytarł w – a tutaj z kolei pasuje wytarcie w ręcznik, szmatkę, ścierkę. Czyli wycieranie czymś co służy do tego celu.

Nie wiem czy dobrze myślę. Musiałby ktoś mądrzejszy się wypowiedzieć :)

Known some call is air am

Zanais, a do czego Ci potrzebny ten wtręt “ściśle mówiąc”? Prawdę powiedziawszy, również przysłówek “niezwykle” wydaje mi się niepotrzebnym ozdobnikiem, bo niewiele przenosi i chyba podmieniłabym “uprzejmość”, chyba że wiadomo co znaczy w tej sytuacji, w tym świecie.

 

Drugie, zgadzam się z Bollym, oba poprawne mi się zdają. Natomiast “szata” zwróciła moją uwagę, nie można konkretniej?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

“Ściśle mówiąc” absolutnie mi nie pasuje do kontekstu. Jeśli chcesz podkreślić tę uprzejmość, to propozycje innych są lepsze. “Ściśle mówiąc” miałoby sens np. w takim kontekście:

“Poprosiły mnie niezwykle uprzejmie, a ściśle mówiąc: niezwykle uprzejmie jak na ich obyczaje, o dostarczenie wiadomości”

http://altronapoleone.home.blog

Szata dlatego, bo to kapłanka, a pytałem tutaj to habit niby nie pasuje. Suknia z kolei dla mnie brzmi dość dziwnie w tym kontekście :)

“Ewakuacją na tym odcinku drogi kierował nieduży oddział żołnierzy. Thor zatrzymał przed nimi kozły.”

 

Czy w zaznaczonym miejscu powinno być "nim”, czy “nimi”?

IMO, jedno i drugie może być – albo zatrzymał przed oddziałem, albo przed żołnierzami.

Babska logika rządzi!

Dziękuję. ^^ Miałam wątpliwości, bo oba mi pasowały.

1)

 

– Nie byłoby mnie tu bez wcześniejszego sprawdzenia, czy zadziała – dało się słyszeć moment pózniej. – Najpierw zrób, potem się chwal, nigdy odwrotnie, powtarzała mamusia...

 

– Kilka godzin roboty, cholernego przeglądania i skubania – dało się usłyszeć niezadowolone mruczenie. – Już tłuste gary były lepsze...

 

Czy ten zapis jest poprawny? 

 

2)

Czy w języku polskim istnieje wyrażenie “to dla większego dobra” czy jest to kalka z angielskiego? <summon Tarnina>

www.facebook.com/mika.modrzynska

 

  1. W zasadzie tak, ale w dialogu takie użycie myślników może być mylące. Zmieniłabym tylko z tego względu.
  2. Istnieje. Brzmi cokolwiek nieszczerze, ale jest.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No wygląda dziwnie, myślałam, że w polskim to “dla dobra ogółu”, a większe dobro to po prostu for the greater good. 

 

Co do numeru jeden to w ogóle jestem zagubiona, bo dla mnie “usłyszeć” to nie jest czynność gębowa i nie rozumiem, na jakiej podstawie tam jest mała litera.

 

Dziękuję ślicznie! Jeśli jeszcze ktoś miałby ochotę potwierdzić/zaprzeczyć to chętnie przytulę większy support!

www.facebook.com/mika.modrzynska

w polskim to “dla dobra ogółu”, a większe dobro to po prostu for the greater good. 

To są dwa różne pojęcia, choć faktycznie często mylone. Poszukaj sobie potwora użyteczności.

dla mnie “usłyszeć” to nie jest czynność gębowa i nie rozumiem, na jakiej podstawie tam jest mała litera.

Nie w tym rzecz. To są wtrącenia, didascalia wepchnięte między wypowiedzi. Ale nie będę tego bronić jak niepodległości.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ale jeśli to traktować jak wtrącenia, to powinny być bez kropki i po myślniku z małej przecież. :c

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ad 1.

Temat “słyszenia w dialogach” co jakiś czas powraca na tym forum. Odnosiłem się do niego wcześniej i mogę to zrobić po raz kolejny :)

Kwestia kontrowersyjna.

Stanowisko doktora Wolańskiego:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

Uzus jest zgodny z tym stanowiskiem, co można sprawdzić w NKJP.

Ludzie od Fantazmatów (głównie Fenrirr, jak rozumiem) namęczyli się i stworzyli wyczerpujący poradnik, który zapewne już widziałaś. Optują za obchodzeniem takiego zapisu.

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#klopotliwe_uslyszal

BTW – zgadzam się z nimi, że wersja 46) jest zupełnie bez sensu.

Podsumowując: trudno uznać przytoczony przez Ciebie zapis za błędny. Tak czy inaczej, sama zawsze możesz skorzystać z rady Fenrirra.

Ad 2.

Jest mniejsze zło, czemu więc miałoby nie być większego dobra? Dobro ogółu to jednak trochę co innego.

EDIT

Aha, może o połączenie z “dla” Ci chodzi? To też imo nie problem. Robimy rzeczy dla idei (dobro się do nich zalicza). A także dla zabawy, dla świętego spokoju itp.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

jerohu, ślicznie dziękuję heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Cieszę się, jeśli choć trochę pomogłem :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ale jeśli to traktować jak wtrącenia, to powinny być bez kropki i po myślniku z małej przecież. :c

Wtrącenia w zdanie narracyjne, tak. Ale to są wtrącenia w wypowiedź czegoś, co wypowiedzią nie jest.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie rozumiem, Tarnino, możesz jeszcze raz, tylko słowami dla ameby?

 

Teraz jeszcze analizuję, bo nie wiem, czy linki jeroha pokrywają się z konstrukcją "dało się usłyszeć" i uzmysłowiłam sobie, że przecież pierwsza z tych cytowanych kwestii to wypowiadany w pustym pomieszczeniu monolog, więc... nikt tego nawet nie słyszał.

 

Aha, może o połączenie z “dla” Ci chodzi? To też imo nie problem. Robimy rzeczy dla idei (dobro się do nich zalicza). A także dla zabawy, dla świętego spokoju itp.

W zasadzie chodzi mi o calość – TO DLA większego dobra. It is for the greater good. Bo to cała wypowiedz osoby.

 

Przyjmuję waszą wersję.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, spróbuję, ale dzisiaj pracuję w warunkach szkodliwych dla zdrowia (apsik!).

Wtrącenie w narracji jest wtedy, kiedy narrator dopowiada (bo mu się przypomniało) w środku zdania. A w dialogu, kiedy wchodzi bohaterom w słowo. Tak myślę.

 

przecież pierwsza z tych cytowanych kwestii to wypowiadany w pustym pomieszczeniu monolog, więc... nikt tego nawet nie słyszał.

A to już nie należy do gramatyki. Ale ten, co gadał, chyba słyszał?

W zasadzie chodzi mi o calość – TO DLA większego dobra. It is for the greater good. Bo to cała wypowiedz osoby.

Jest OK.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Słyszał przynajmniej wszechsłyszący narrator ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Orłowski mówi, że nie jest poprawne, bo to inna sytuacja niż ze słowem usłyszał. Cytuję– “To była inna sytuacja, to w ogóle nie powinien być dialog, bo to było opatrzone bezokolicznikiem. Powinno być zapisane jako element narracji”

 

Nie wiem, mnie już chyba mózg wysiada, albo za cienka jestem, żeby to zrozumieć.

 

Dziękuję wam obojgu, jesteście kochani <3

 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zapis dialogowy to, tak czy inaczej, ozdobiony specjalnymi myślnikami (i pozbawiony dodatkowych wyróżników) zapis relacji bezpośredniej. Takiej jak inne:

“Jesteś hipokrytą” – pomyślał.  Albo: Jesteś hipokrytą, pomyślał (tutaj relacjonowane słowa nie są interpunkcyjnie wyróżnione). Albo: Wszyscy ludzie to głupcy, zdaje się sądzić szef rządu.

Stąd szyk, pozostała interpunkcja, wielkość liter.

Myślniki włączają się, kiedy narrator cytuje rozlegające się słowa.

Tak – najwyraźniej – intuicyjnie przyjmowała dotąd większość autorów/edytorów/redaktorów. Tak chce uzus.

Zamiast ze wskazanej przeze mnie zależności genetycznej wielu woli korzystać z “algorytmu gębowego”. Najwyraźniej tak im łatwiej. Zatem niech go stosują, niech będzie algorytm gębowy. W zdecydowanej większości przypadków to wszystko jedno. Problemem jest niewielka część uzusu, którą trzeba albo uzasadnić jakimś logicznym fikołkiem, albo zaliczyć do wyjątków, albo odrzucić.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mam jakieś zaćmienie z tym nieszczęsnym przecinkiem przed niż:

jakby krwi w ciele nagle zrobiło się więcej(,?) niż pomieszczą żyły i napierała ona od środka

Tam powinien być przecinek czy nie?

Innymi słowy: bez przecinka ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

dlaczego?

Gdyż albowiem :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Reg, ale ja się właśnie zastanawiam, czy to “pomieszczą” można traktować jak czasownik, hmm...

W takim razie powinien być przecinek.

Przecinek nie ma tu racji bytu, bo pierwsza część zdania nie ma sensu bez tej drugiej, którą by przecinek oddzielał. True story.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak dla mnie pierwsza część zdania ma sens.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dobrze, to inaczej: druga część zdania nie ma sensu bez pierwszej ;)

 

To jest odpowiednik “Mniej niż zero”, tylko bardziej skomplikowany.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

joseheim, chyba Cię rozumiem. Dziękuję za wyjaśnienie.

Joseheim, pierwszy raz się spotykam z twoją regułą... Możesz podrzucić jakieś linki, źródła? Jak dotąd słyszałam tylko o zasadzie używanej również przez Sonatę i reg – jest orzeczenie, jest przecinek.

 

Zrobili więcej, niż obiecali.

Wyglądało to zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażali.

Jest później, niż myślałam.

 

Jeśliby zastosować twoją zasadę, to w tych przypadkach też nie powinno się stawiać przecinków?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Oczywiście dopuszczam (choć to straszne) możliwość, że się mylę. Nie upieram się, nie jestem językoznawcą. Po przyjrzeniu się sprawie nie mogę zanegować, że jest w drugiej części orzeczenie ; p Wczoraj byłam mocno zużyta i nic nie poradzę na to, że wizualnie to zdanie dla mnie intuicyjnie lepiej wygląda bez przecinka niż z nim ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja bym zapisała tak: 

jakby krwi w ciele nagle zrobiło się więcej, niż pomieszczą żyły, i napierała ona od środka

I w ogóle nie podoba mi się to zdanie.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

No, to jest brzydkie zdanie.

 

Ale wydaje mi się, że przecinek przed niż jednak się stawia, jeśli oddziela dwa czasowniki – tak przynajmniej zawsze czytałam i mnie tak poprawiano.

www.facebook.com/mika.modrzynska

No, ja tak wszystkim mówię.

 

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Kam, Anet, ja to zrozumiałam tak, że “więcej niż pomieszczą” się ze sobą łączy i dlatego nie ma przecinka. Zresztą word mi podkreśla, jak jest przecinek. Ale dobra, skoro mówicie, że to brzydkie zdanie, to chyba w ogóle je wywalę

 

Czyli sprawa załatwiona ;))))

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

A to i ja się dołączę, chociaż po ptokach. W przerwach dzisiaj googlowałam po rozmaitych słownikach   ten “niż”. zaprawdę dużo kłopotów sprawia. z czasownikami w bezokoliczniku sprawa nieoczywista, nawet chyba preferują bez. Natomiast tu faktycznie mamy podmiot domyślny i orzeczenie, więc chyba powinien być, natomiast drugiego przecinka nie, chyba żeby potraktować jako wtrącenie – i wtedy – Anet.

Jednakże, kiedy pierwszy raz popatrzyłam, miałam podobne odczucie do Joseheim, że najlepiej wygląda bez. Polski język jest składniowy, i mam wrażenie, że chyba to miesza najbardziej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Każdy język jest składniowy. Ulubiona_emotka_Baila.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Z bezokolicznikiem też preferują z, tylko jeden lingwista ze strony PWN podawał argumenty za tym, że można by bez, o ile pamiętam. I przychylam się do wersji Anet, bo mamy tu konstrukcję współrzędną ze  zdaniem podrzędnym w środku. Więc tak, formalnie jest to wypowiedzenie wtrącone.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak, Jerohu, też bym się do tego skłaniała. Pewnie na tego samego jednego natrafiliśmy, bo choć potem długo googlowałam to,  nic więcej nie znalazłam. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja po prostu lubię przecinki ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Przecinki są cudne. Prawie jak Anet :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

...aż wstyd o to pytać, ale podlinkowany przez Reg poradnik pisania dialogów zmusił mnie do refleksji i uświadomienia sobie, że zwyczajnie nie mam pojęcia o jednej kluczowej rzeczy:

 

Czy wstawiając w Google Docs półpauzę jestem skazany na tabelę znaków i/lub Alt-kod, czy istnieje jakiś sprytniejszy sposób? W Tools/Preferences widzę opcję Substitute, ale nie jestem pewien, czy ustawienie na sztywno, że “dywiz ze spacją = półpauza” nie stworzy więcej problemów, niż rozwiąże.

 

Właśnie sobie uświadomiłem, że wszystkie moje teksty zapisane tam używają w dialogach wyłącznie dywizu, więc czeka mnie dosyć upojna korekta. -_– Z tego co pamiętam, Word (z którego korzystałem na starym lapku) dokonywał zmiany automatycznie (tak jak tutejszy edytor postów), a przy przesiadce na pieca i Google Docs zwyczajnie nie zwróciłem uwagi na brak tej podmiany...

 

EDIT: Na chwilę obecną ustawiłem sobie podmianę i chyba działa... :D

W moim ostatnim opowiadaniu bohaterowie zwracają się do siebie często “lisie” i “wielkoludzie”. Czy powinnam zapisywać te słowa z dużej litery, jak normalne przydomki? Dodam, że nikt inny tak do nich nie mówi.

Dziękuję, Tarnino. ^^ Tak często używałam używam tych określeń, kiedy ci bohaterowie zwracają się do siebie, że zaczęłam mieć pewne wątpliwości.

IMO to tak samo, jak zwracać się do kogoś per “dziecko”, “kobieto”, “chłopie” itd. Wielką litery byłoby pisane wtedy, gdyby był to przyjęty przydomek.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

IMO, zależy, jak się to potraktuje. Można jak wyżej, a można uznać, że bohaterem jest Lis albo Wielkolud. Na przykład w dowcipie o Mrówce i Słoniu pisałabym oba dużymi literami.

Babska logika rządzi!

Tak, ale to wtedy, kiedy Lis jest ksywką bohatera (wszyscy tak na niego wołają), a tutaj jest sytuacja a’la Azirafal i Crowley, mówiący do siebie “mój drogi” i “aniele”. “Mój drogi” jest w zasadzie wyrażeniem okazjonalnym (jak “ty”), a aniołem Azirafal po prostu jest, słowo “anioł” nie odnosi się wyłącznie do niego, tj. nie funkcjonuje jako imię.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No właśnie – zależy, czy “Lis” pełni obowiązki imienia. Może, ale nie musi, wszystko w rękach autora.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka