- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Jak wyruchałem diabła

Jak wyruchałem diabła

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

thargone, Użytkownicy, Irka_Luz, Finkla

Oceny

Jak wyruchałem diabła

Stał i patrzył na umierającego Alana. Włożył dłonie w kieszenie i zacisnął pięści. Przeklinał służbę zdrowia, lekarzy, sprzedających mu medyczny bełkot i współczujące pielęgniarki, ale najbardziej nienawidził własnej bezradności. Młody miał dopiero sześć lat, całe życie przed nim.

– Co tak stoisz z łapami w kieszeniach? – Iza spojrzała na niego ze złością. – W szpitalu też musisz zgrywać cwaniaka? Przed kim?!

Chciał się odgryźć, wykrzyczeć jej, co o tym myśli, ale ostatecznie nawet na nią nie spojrzał.

– Muszę zapalić. – Wyciągnął ręce z kieszeni i ruszył do drzwi.

– Tak, zrób to. Uciekaj! – Dziewczyna zerwała się z krzesła. – Zawsze miałeś nas w dupie!

Damian prawie wybiegł ze szpitala. Iza miała rację, uciekał. Nie potrafił poradzić sobie z sytuacją. To nie na jego głowę. Najpierw bagatelizował problem, machał ręką, kazał jej nie panikować. Jednak po każdej kolejnej wizycie w szpitalu jego pewność siebie malała. Później pojawił się niepokój, aż w końcu strach. I poczucie winy. To była kara dla niego. Za to, jak postępował w życiu. Nie był ani kochającym mężem, ani dobrym ojcem. Przyłożył nie raz i nie dwa zarówno Izie, jak i Alankowi. Zawsze był porywczy. Bił się kiedyś po meczach, po balangach w knajpach, więc i w domu ręka czasem mu poleciała. Nie był damskim bokserem, na pewno nie patolem, ale życie potrafiło go docisnąć.

A teraz młody leżał i cierpiał zamiast niego. Płakał i chciał do domu, a on stał, kurwa, jak słup soli i tylko patrzył.

Zaciągnął się mocno papierosem. Zorientował się, że jakiś gość mu się przygląda.

– Zapali pan? – zapytał z grzeczności, matka tak go uczyła.

– A dziękuję, chętnie. – Stary ściągnął z głowy staromodny beret i sięgnął po papierosa.

Stali tak i rozmawiali przez chwilę, w sumie o niczym. O pogodzie, o korkach i zapchanym parkingu przed szpitalem. Gdy Damian chciał już iść, mężczyzna złapał go za ramię.

– Wierzy pan w Boga? – zapytał.

– O co panu chodzi? – Chłopak spojrzał podejrzliwie.

Staruszek nachylił się i szepnął mu coś do ucha. Damian odchylił się gwałtownie i wyrwał rękę.

– Spadaj, wariacie!

 

***

 

Wszedł do sali, po cichu włożył pomarańcze do szafki i postawił Danonki na półce. Spojrzał na śpiącego syna.

– Wróciłeś? – powiedziała Iza, tym swoim wzbudzającym poczucie winy, tonem. – Zapomniałeś czegoś?

– Nie – odpowiedział cicho. – Przyniosłem ci rzeczy na zmianę i jogurty dla mistrza.

Usiadł na krześle obok żony. Zawsze jak tu przebywał, od razu opadał z sił. Składał powoli reklamówkę, żeby zająć czymś ręce. Siedzieli tak w ciszy, przyglądając się chłopcu.

Iza położyła głowę na jego ramieniu, nieśmiało szukając dłoni. Złapał ją szybko za rękę i przytulił. Błądził wzrokiem po monitorach, notując bezwiednie tętno i saturację. Patrzył, jak ich syn spokojnie śpi po kolejnej dawce leków przeciwbólowych.

– Proszę cię, zrób coś.– Ścisnęła go za ramię, aż zabolało. – Błagam, zrób coś.

Pocałował ją w czoło i odwrócił głowę w drugą stronę, by nic nie zauważyła.

– Spróbuję, obiecuję ci, że spróbuję.

 

*

 

Rozejrzał się dokładnie po kolejnym korytarzu, chodził po szpitalu od godziny. Za każdym zakrętem mówił sobie, że nieźle go pogięło, ale szukał dalej. W końcu znalazł staruszka niedaleko miejsca, gdzie palili razem fajki, choć był pewny, że wcześniej tam sprawdzał.

– I mam tak po prostu uwierzyć? – wypalił od razu.

Dopiero teraz przyjrzał się uważniej człowiekowi przed sobą. Facet nie był aż taki stary. Miał może z pięćdziesiąt lat, lekko łysiejący, o inteligentnym wyrazie twarzy, ale niewiele ponadto. Owszem, wyglądał trochę jak z PRL-u. Ten beret, bokobrody i spodnie na kant. Pewnie pod marynarką nosił jeszcze szelki. Jednak poza tym, zwyczajny gość. Żadnych rogów na głowie, kędzierzawej, czarnej czupryny, ogona, czy ogni piekielnych.

– Sprawdzasz, czy mam rogi? – Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie.

Damian wzruszył ramionami.

– Staram się dopasować do epoki. – Diabeł wskazał rękoma swoją sylwetkę. – Wideł też nie mam.

– Ok. Niech pan mówi, o co panu chodzi. – Chłopak wyciągnął papierosy i odpalił jednego, tym razem nie poczęstował rozmówcy.

– Mówiłem, mogę wyleczyć twojego syna – powiedział spokojnie jegomość. – Będzie zdrowy, choćby jutro, ale wszystko ma swoją cenę.

Milczenie, żadnej odpowiedzi.

– Nie wierzysz. – Mężczyzna pokiwał głową z politowaniem. – Jak wielu przed tobą.

– Człowieku, mów do rzeczy. – Damian z każdą minutą bardziej się irytował. – Ja chyba marnuję czas, taką gadką do niczego nie dojdziemy. Mogę wyleczyć twojego syna.

Przy ostatnim zdaniu chłopak wyciągnął dłonie do przodu, parodiując telewizyjnych uzdrowicieli.

– Dobrze, podwiń rękaw. Ten, pod którym masz opatrunek.

– Mógł pan zauważyć w toalecie albo gdzieś indziej – padła szybka odpowiedź, choć Damian był pewien, że kurtki nigdzie nie ściągał.

– Po prostu pokaż mi tę cholerną rękę.

– Nie, no, nie wierzę w to, co robię.

Powoli podwinął rękaw i odkleił nasiąknięty krwią opatrunek. Rana nie wyglądała najlepiej, zdał sobie sprawę, że bez szycia się nie obędzie, wczoraj zbagatelizował skaleczenie. Jednak zanim zdążył pomyśleć cokolwiek więcej, starszy człowiek złapał go za nadgarstek i rana od razu zniknęła. Nic nie poczuł, spojrzał na zakrwawiony opatrunek i zdrowe przedramię.

Wcale nie było tak, jak pokazują w filmach, że tysiące myśli przelatuje przez głowę, że uciekasz, albo zaprzeczasz z przejęciem. Stał i patrzył na cholerną, zdrową rękę.

– O, kurwa.

 

*

 

– Naprawdę jesteś diabłem – bardziej stwierdził, niż zapytał.

– Bystrzak z ciebie – odpowiedział powoli Szatan, nie przerywając jedzenia.

A dokładnie między jedną łyżką zupy a drugą. Siedzieli w niewielkim szpitalnym barze. Damian pił sok pomarańczowy, a jego rozmówca, jak gdyby nigdy nic, jadł pomidorówkę.

– Ja jestem średnio wierzący – tłumaczył chłopak. – Matka za młodego na siłę ciągnęła mnie do kościoła.

– I co w związku z tym?

– Nie wiem, nie powinienem czuć strachu? Bać się, czy coś?

– Większość się boi. – Diabeł spojrzał z zaciekawieniem. – Ale to nie jest wymóg.

Zapadła krępująca cisza, przynajmniej dla jednego z nich.

– I co teraz? Będziesz chciał w zamian moją duszę?

– Tak. – Szatan mlasnął ostentacyjnie. – Tylko na razie jest dla mnie bezwartościowa.

– Więc nie wystarczy?

– Zastanów się. Co mi z takiej wymiany, jeden do jednego? Poza tym, czy duszyczka twojego kochanego synka nie ma dla ciebie większej wartości, niż twoja?

– Oczywiście, że ma! – Chłopak gwałtownie przysunął się do stolika. – Moja jest nic niewarta.

– Właśnie. Dla mnie też! Na razie. Jednak możemy nad tym popracować.

– Co masz na myśli? Co mogę ci zaoferować, oprócz własnej duszy? – Ściszył głos. – Służbę, pieniądze?

– Ha! Do czego mi pieniądze? – Szatan szczerze się rozśmiał. – Nie masz ich zbyt wiele. I nie o taką pracę mi chodziło.

Chłopak przyglądał się łagodnej i pogodnej twarzy rozmówcy. Facjacie typowego dobrego wujka, który poklepie po ramieniu, wesprze życzliwym słowem i doda otuchy.

– Chcesz gorszej duszy.

– No, i jesteśmy w domu.

 

***

 

– I co? – Damian przyglądał się prostemu patykowi, który przypominał pałeczkę do sushi. – Mam tym kogoś dotknąć? Wskazać? Bo chyba nie przebić.

– Nie, nic z tych rzeczy. – Diabeł machnął ręką, jakby chciał zbagatelizować sprawę. – Różdżka zadziała, gdy o tym pomyślisz.

– To po co mi ona?

– Jest czymś na kształt ogniwa pośredniego. Najważniejsza jest ludzka wola, bez niej różdżka nie ma żadnej mocy. Jest jak broń, musisz nacisnąć na spust, żeby wystrzeliła.

Zapadła cisza, Damian wrócił myślami do syna i żony. Miał szanse zrobić dla nich coś dobrego. Coś naprawić. Cena nie miała znaczenia.

– Dlaczego chcesz, żebym pozbawił kogoś życia? Akurat pięć osób. To ma być jakiś rytuał?

– Nie, chłopcze. Ja cię do niczego nie zmuszam. Podałem tylko cenę. Ty zdecydujesz, czy popełnić najcięższy z grzechów. Zabieram złych ludzi, żadnych przeciętniaków, czy cholernych męczenników.

– Czyli mam wybór?

– Oczywiście, że masz, całe życie to wybór. Ja wiem, że wy, ludzie, często mówicie, że coś musicie, ale tym razem nic nie musisz.

– Pięć i nikogo więcej. – Upewniał się.

– Pięć, choć będziesz musiał uwierzyć mi na słowo – Szatan uśmiechnął się złośliwie. – I pamiętaj, żadnych wizyt w hospicjach czy na oddziałach paliatywnych. Nie zaliczę ci takich.

– Mówiłeś, że liczy się sztuka.

– Dla mnie, ale nie dla ciebie! – Mężczyzna szybko podszedł do chłopaka. – Jeszcze sobie pomyślisz, że robisz dobry uczynek. Nic z tych rzeczy. Zabijesz ludzi, którzy mają pełne prawo żyć i zapewne chcą.

Nic nie odpowiedział. Od początku wiedział, że się zgodzi.

 

***

 

Byli na meczu. Typowe ligowe spotkanie, kiedyś ważne, teraz mało istotne. To tutaj postanowił wskazać piątą osobę. Początkowo chciał wybrać tych, z którymi nie było mu po drodze, ale ostatecznie zrezygnował. Nie był może bohaterem, ale nie był też tchórzem. Wskazywał więc przypadkowe osoby, nie chciał nic o nich wiedzieć.

– Dlaczego na meczu? Ostatni będzie ktoś, kogo znasz? – Diabeł próbował przekrzyczeć tłum, spojrzał na klubowy szalik pod kurtką. – I po co nam to?

– Nie, zupełnie nie. – Chłopak nachylił się rozmówcy do ucha. – Kiedyś byłem kibicem, a wierny kibic zawsze ma szalik. Wisła to był mój klub. Czuję się tu raźniej.

– Rozumiem.

– Gówno rozumiesz.

– Co powiedziałeś?

– Nic. Tamten! – Dyskretnie wskazał różdżką mężczyznę trzy rzędy z przodu. – Padnie po ostatnim gwizdku.

– Dobrze. A teraz oddaj mi…

Damian szybkim ruchem wyciągnął Diabłu szalik spod kurtki.

– Kurwa! – ryknął ktoś za nimi. – To pizda Arki!!!

W okamgnieniu Szatan zniknął pod ramionami kilkunastu kibiców.

 

***

 

Siedział na ławce w parku i z daleka przyglądał się Alankowi. Chłopiec bawił się z innymi dziećmi. Widział go pierwszy raz od pół roku. Bardzo mu go brakowało, a jeszcze bardziej chciał smyka przytulić, wiedział jednak, że nie może. On by go zaraz znalazł. Siedział więc w ciszy i cieszył się chwilą. Nie miał pojęcia, kiedy znowu będzie miał możliwość zbliżyć się do młodego.

– Ale mnie wyruchałeś.

Nie musiał się odwracać, wszędzie rozpoznałby ten głos.

– Dzień dobry.

– Rzeczywiście, dobry – odpowiedział Diabeł. – Poproszę o różdżkę.

– Mówiłeś, że to tylko symbol. – Chłopak niechętnie oddał futerał.

– Mówiłem, mówiłem. – Szatan przysiadł się na ławce. – Teoretycznie.

Popatrzyli na siebie, ale nie dało się wyczuć między nimi wrogości.

– Jak na to wpadłeś?

– Umiem odejmować i dodawać. Skoro różdżka mogła odebrać życie…

– Bystry jesteś, to też mówiłem. – Mężczyzna potarł czoło nerwowym ruchem. – Tyle że rachunek mi się nie zgadza. Trzydzieści siedem uratowanych bądź wyleczonych dusz. Za wziętych marnych pięć. Z których i tak tylko trzy poszły ze mną!

– Chciałem zdziałać trochę więcej. – Damian wyraźnie się rozluźnił i rozsiadł wygodniej. – Niepotrzebnie tu przyszedłem.

– To prawda. Po kilku miesiącach zdałem sobie sprawę, że kiedyś pękniesz i się zjawisz. Trzeba było tylko cierpliwie czekać, ale słono mnie to kosztowało.

– Wygląda na szczęśliwego. – Chłopak spojrzał z uśmiechem na syna.

– Pewnie jest. – Diabeł zmrużył oczy. – Skąd wiedziałeś, jak się ukrywać? Że nie należy z nikim rozmawiać, pokazywać się, a zwłaszcza tym uratowanym? Przecież człowiek lubi przekazywać dobre nowiny, dzielić się dobrem. Lekarz z ulgą informuje rodzinę pacjenta, gdy uda się go uratować. Nauczycielka chwali ucznia przed rodzicami, gdy na to zasłuży. Ratownik pociesza rannego, a znalazca zaginionej rzeczy, sam ją oddaje. Skąd wiedziałeś, że należy pozostać w cieniu, by nikt nie wskazał cię palcem?

– Daj spokój. Nie uwierzę, że byłem pierwszy. – Chłopak wyciągnął ręce i splótł na karku.

– To prawda, nie byłeś. Trafiło się kilku przez tobą.

– Dużo osób udało im się uratować?

– Niech pomyślę… W czasach rewolucji francuskiej był taki jeden cwaniak. Ocalił siedemdziesiąt dwie dusze. Zawsze działał w tłumie, nikt nie był w stanie go wskazać. Zresztą w wielu przypadkach nawet nie wiedziano, że coś zrobił. Aż w końcu ktoś zauważył u niego różdżkę.

– To najlepszy wynik?

– Nie. W szóstym wieku pewien pasterz ocalił czterysta trzydzieści trzy osoby. Zajęło mu to prawie dwadzieścia lat. Miał w sobie dużo cierpliwości.

– Fiu, fiu! – Chłopak gwizdnął z podziwem. – Jak to zrobił?

– Poruszał się pod postacią owcy, a właściwie baranka. – Diabeł znacząco spojrzał na rozmówcę. – Wyobrażasz sobie? O, ironio! Gdyby nie jeden miłośnik owiec, który próbował posiąść go w zagrodzie, pewnie do śmierci tak by ratował.

– To tak było można? – Damian pokręcił głową. – Na to nigdy bym nie wpadł.

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Obaj siedzieli w ciszy, przyglądając się różowemu niebu. Lato było ciepłe i pogodne tego roku.

– I co teraz będzie? Zabierzesz mnie? Mogę najpierw wyznać swoje grzechy jakiemuś księdzu? – Chłopak spojrzał wyczekująco. – Prosić o rozgrzeszenie?

– Nie – głos Diabła był stanowczy. – Nic ci to nie da. To tak nie działa.

– To znaczy?

– Nie pójdziesz do nieba tylko dlatego, że wyznasz swe grzechy. Nawet jeśli rzeczywiście poczujesz skruchę i żal.

– Ale tak właśnie mówi Kościół.

– Owszem. To jednak tylko formułka.

– Co? Spowiedź?

– Tak. – Szatan wstał, zrobił dwa kroki, ale zaraz odwrócił się w stronę chłopaka. – Widzisz, księża spowiadają z różnych powodów. Jedni przez nakaz Kościoła, inni rzeczywiście wierzą, że dzięki temu człowiek pójdzie do nieba, a jeszcze inni, bo tak trzeba. Cóż bowiem innego mają powiedzieć umierającemu? Pójdziesz się smażyć w piekle? Twoja dusza skończy w męczarniach? Nie im o tym decydować… Co zaś się tyczy was, grzeszników, to z wyznaniem też bywa różnie.

– Może i tak, ale myślę, że robią to szczerze.

– Tak, i ja w to wierzę. – Mężczyzna okrążył ławkę i stanął tuż za Damianem.

Chłopak poczuł się nieswojo. W pierwszej chwili chciał zareagować, ale się powstrzymał.

– I nimi kierują różne pobudki, ba, nie każdy żałuje za grzechy. Jedni do śmierci uważają, że nic nie zrobili i przepraszają ze względu na bliskich. Inni zwyczajnie ze strachu. Choć pewnie większość spowiada się szczerze. Śmierć u większości wzbudza pokorę. To jednak nic nie znaczy.

– Dlaczego? Czy uczciwie nie żałują?

– Dobrym człowiekiem należy być całe życie. Nie wystarczy godzina, miesiąc, czy nawet pół roku.

Damian skrzyżował ręce na piersiach.

– To ma być wykład moralizatorski? Nie pomyliły ci się strony konfliktu?

– Sam zapytałeś.

Diabeł powoli wrócił na ławkę.

– Jesteś z siebie zadowolony? – Chłopak zacisnął dłoń. – No powiedz to wreszcie. Wielu jest takich jak ja, co? Dzięki nam będziesz panował wiecznie.

– Nie, nie będę. Moje dni są już policzone.

– Nie wierzę. Gołym okiem widać, że na świecie jest coraz więcej zła.

– Skąd takie wnioski? – Szatan wydawał się autentycznie zdziwiony. – Jest dokładnie odwrotnie.

– Gadanie. Te wszystkie wojny i przemoc, samolubne skupianie się na sobie. Grzechy główne mają się na ziemi dobrze.

– Wojny były zawsze, paradoksalnie to właśnie dawniej konflikty toczyły się w wielu zakątkach świata, a tysiąclecia wstecz każdy dzień był walką o życie. A teraz? Codziennie mnóstwo osób ryzykuje, by ratować garstkę innych. Wiesz, ilu ludzi wyrusza właśnie by pomóc komuś w górach, na morzu czy w dżungli? Jak wielu z nich może przy tym zginąć? A mimo to podejmują wyzwanie. Nie zastanawiają się, czy to dobry człowiek, czy zły? Czy zasługuje na to, by żyć, czy nie? Nawet go nie znają. Wyruszają, bo chcą ocalić ludzkie życie, bez względu na zagrożenie własnego. – Diabeł podniósł się z ławki. – Wiesz, ile osób szuka właśnie zaginionego niedaleko dziecka? Setki. Jednego! A wkrótce, może za rok, a może za sto, szukać będą tysiące. Jeszcze później – miliony. Aż w końcu jednego będą szukać wszyscy, bo jeden będzie wart tyle, co wszyscy, a wszyscy tyle, co jeden.

Szatan odwrócił się, splótł dłonie za plecami i patrzył, jak zachodzące słońce chowa się za horyzontem.

– To niemożliwe – powiedział Damian.

– Nie, to nieuniknione.

 

 

Koniec

Komentarze

Wcisnął dłonie w kieszenie i zacisnął pięści. Przeklinał służbę zdrowia, lekarzy, wciskających mu medyczny bełkot

Powtórzenie.

 

Zawsze jak tu przebywał, od razu opadał z sił.

To brzmi trochę niezgrabnie.

 

– Bystrzak z ciebie – odpowiedział powoli Szatan.

A dokładnie między jedną łyżką zupy a drugą.

Coś tu się posypało. To pogrubione zdanie nie wynika z wcześniejszego kontekstu. Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi… Podam przykład, może będzie bardziej zrozumiały:

 

Anonim napisał opowiadanie.

Outta przeczytał opowiadanie.

A dokładnie między przygotowywaniem obiadu a ścieleniem łóżek dzieci.

 

– I co? – Damian przyglądał się prostemu patykowi, który przypominał taki od sushi. – Mam tym kogoś dotknąć? Wskazać? Bo chyba nie przebić.

Przypominał pałeczkę do sushi?

 

– Chciałem zdziałać trochę więcej. – Damian wyraźnie się rozluźnił i rozsiadł wygodniej. – Niepotrzebnie tu przechodziłem.

Przyszedłem?

 

Co zaś się tyczy ciebie, grzeszników, to z wyznaniem też bywa różnie.

Was, grzeszników? Ciebie oraz innych grzeszników?

 

Bardzo ciekawa opowieść. Skojarzyła mi się trochę z “Z pamiętnika Lucyfera”, ale nie pod kątem fabuły, ale pod kątem tego, jakiego Szatana wykreowałeś. Istotę potężną, ale świadomą tego, że i tak przegra, jednak cały czas próbuje, stara się oddalić widmo końca i jest przez to nieszczęśliwe. Puenta ciekawa, optymistyczna jeśli chodzi o prognozy co do kondycji moralnej ludzkości. Ale kłóci się z moim realizmem ;)

Ogólne wrażenie bardzo dobre, podobało mi się :)

 

Pozdrawiam

Q

Dzięki za przeczytanie i łapankę, Outta.

Ale kłóci się z moim realizmem ;)

Damiana też. :)

Cześć!

Dało by radę coś z tytułem zrobić, z chęcią przeczytam i podzielę się opinia, ale tytuł jakoś tak mnie niezbyt zachęca. Może by to jakoś ciekawiej – i równie celnie przy okazji – ująć.

Pozdrawiam!

Krar85, jesteś już wystarczająco długo na portalu i pewnie masz świadomość, że to raczej nie jest zboczone porno. I spójrz na to tak – wysłałeś opowiadanie to miesięcznika i redaktor prosi Cię, żebyś zmienił dosyć istotną rzecz, jaką jest tytuł, nawet do opowiadania nie zaglądając.

Zmienisz?

Pozdrawiam.

 

A mnie tytuł bardzo zachęca do lektury:-) wpadne w tym tygodniu:-)

Wcisnął dłonie w kieszenie i zacisnął pięści.

Nie jest to rażące powtórzenie (poprzednia wersja była dużo gorsza) ale można je zupełnie usunąć bez szkody dla wymowy zdania.

"Włożył dłonie w kieszenie i zacisnął pięści."

"Włożył" jest emocjonalnie słabsze, niż "wcisnął", ale samo "zacisnął pięści" ma wystarczająco silny ładunek, nie trzeba go już podbijać.

 

Iza położyła głowę…

Tutaj zbędny enter przed "Iza". Wystarczy zwykły akapit, niepotrzebna dodatkowa linijka odstępu.

 

Chłopak wyciągnął papierosy i odpalił jednego, tym razem nie poczęstował rozmówcy.

Kilkukrotnie nazywasz Damiana "chłopakiem". Oczywiście są sytuacje, gdy każdego mężczyznę, nawet wiekowego, można określić mianem chłopaka, ale tutaj, niezależnie od wieku Damiana, mowa jest i mężu i ojcu, który "chłopięce" lata (stadionowe bójki, knajpiane mordobicia) ma za sobą. Dlatego "chłopak" tu nie gra. Zwłaszcza, że to słowo nie jest dokładnym synonimem "mężczyzny" czy "faceta" , niesie trochę inne znaczenia i skojarzenia.

– Mógł pan zauważyć w toalecie albo gdzieś indziej – padła szybka odpowiedź.

Choć Damian był pewien, że kurtki nigdzie nie ściągał.

Ja bym to połączył w jedno zdanie:

"Mógł pan zauważyć w toalecie albo gdzieś indziej – padła szybka odpowiedź, choć Damian był pewien, że kurtki nigdzie nie ściągał."

Wcale nie było tak, jak pokazują w filmach, że tysiące myśli przelatuje przez głowę, że uciekasz, albo zaprzeczasz z przejęciem.

Wydaje mi się, że tak odrobinę zgrabniej.

 

A dokładnie między jedną łyżką zupy a drugą.

To zdanie niepotrzebne.

 

– Nie, nic z tych rzeczy. – Diabeł machnął ręką, bagatelizując sprawę.

No nie wiem w sumie. Przecież niczego nie zbagatelizował. Może lepiej:

" – Nie, nic z tych rzeczy. – Diabeł machnął ręką, jakby chciał zbagatelizować sprawę."

 

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi.

Tu też niepotrzebna linijka odstępu.

 

– I co teraz będzie.

Znak zapytania, zamiast kropki, będzie lepszy.

 

No i jeszcze tytuł :-)

W obecnej formie pasuje raczej do wesołej, uliczno – chuligańskiej wersji klasycznej ludowej opowiastki w stylu ”Jak Antek Socha czarta wycyckał", niż do stonowanego, słodko-gorzkiego tekstu, który właśnie przeczytałem. Zmień, bo bardziej zniechęca do lektury, niż nakłania.

Mam też drobne zastrzeżenia co do kompozycji. Ostatnia rozmowa Damiana i Diabła jest za długa, skracałbym. Tam istotne są dwie rzeczy – wyjaśnienie czego dokonał Damian, oraz konkluzja dotycząca ilości zła na świecie. Natomiast wykład na temat spowiedzi bym sobie darował. W zupełności wystarczyłoby, gdyby pytanie Damiana o spowiedź zostało skwitowane krótkim "Trzeba być dobrym całe życie, nie ostatnie pół roku" czy coś w ten deseń. Rozpatrywanie, że jedni księża spowiadają bo to, inni bo tamto, a grzesznicy się boją, albo wierzą, albo nie wierzą nic do tekstu nie wnosi, tylko przedłuża.

Okej, na razie tyle, z ogólną opinią wpadnę niedługo. Teraz muszę dodać komentarz, bo klepię z komórki i zaraz mi się na pewno strona odświeży. A wszystko, co napisałem, pójdzie się, jak to ładnie określiłeś, ruchać :-)

 

Dziękuję za obszerny komentarz i poświęcony czas, Thargone. Większość uwag poprawiona i tu chyba nie ma potrzeby coś więcej wyjaśniać.

 

Tytuł.

Tytuł miał być kontrowersyjny i jak widać jest. Nie będę go zmieniać. Pamiętaj, że to aż i tylko literatura. Sposób wyrażania w danym utworze. Nie jesteś u mnie na obiedzie i nie mówię tak do Ciebie przy stole. Nie musi Ci się podobać, może Cię zniechęcać, to ludzkie, ale staraj się akceptować.

To jedno, a drugie, hm, przeczytaj jeszcze raz tytuł. Taki właśnie jest Damian. Prędzej powie do kumpli w pubie “rucham sąsiadkę” niż “mam romans z sąsiadką”, czy “sypiam z sąsiadką”.

 

mowa jest i mężu i ojcu, który "chłopięce" lata (stadionowe bójki, knajpiane mordobicia) ma za sobą.

Jest właśnie odwrotnie. Przecież Iza zwraca mu uwagę, że znowu zachowuje się jak cwaniak i ma ich w dupie, a sam Damian przyznaje, że przyłożył żonie i synowi pomiędzy meczami i balangami, czyli całkiem niedawno. Widzę go jako dwudziestoparolatka, choć wiek, jak sam zauważyłeś, nie ma znaczenia. A odpowiadając na Twój argument – bycie ojcem i mężem nie znaczy jednoznacznie, że jesteś mężczyzną. Bo wydaje się, że pojęcie mężczyzny mamy podobne.

Fragment o spowiedzi i grzesznikach jest ważny. Damian próbuje tu “wybadać”, czy miałby szansę na rozgrzeszenie, i Diabeł to wie, ale nie odpowiada wprost, pozwalając mu zachować twarz. Tak to widzę, mam nadzieję, że widać to w tekście.

Pozdrawiam i dziękuję.

 

 

Wracam, jak obiecałem :-)

Nie musi Ci się podobać, może Cię zniechęcać, to ludzkie, ale staraj się akceptować.

Jasne. Napisałem "zmień", bo to krócej, niż "uważam, że powinieneś zmienić", ale masz rację – może mi się nie podobać, lecz to Twój cyrk, Twoje małpy i Twój tekst, więc Twoja decyzja, jak się będzie nazywał. No i źle się wyraziłem; nie powinienem pisać, że zniechęca (bo to subiektywna, czytelnicza sprawa) tylko pozostać przy tym, iż myślę, że nie pasuje do treści. Bo niezależnie od tego, jak wyraziłby się Damian (oraz tego, co powiedział Diabeł – "Ale mnie wyruchałeś" czy jakoś tak) to tytuł pasuje do charakteru tekstu jak szalik Lecha do szyi Wrocławianina. Albo inaczej – to trochę tak, jakbyś napisał "Zbrodnię i karę" i zatytułował ją "Jak zajebać staruchę".

"Chłopak" – okej, rozumiem, przyjmuję. Po prostu odniosłem wrażenie, że Damian wydoroślał i przestał być "chłopakiem" jeszcze zanim spotkał Diabła, może jeszcze nie wtedy, gdy pojawiło się dzieko, ale z pewnością już, gdy zachorowało. 

Cóż, to, że słowo "chłopak" nijak nie pasuje mi do opisu Damiana, to… No właśnie, mi nie pasuje. Inni nie muszą mieć tego problemu.

No dobra, do rzeczy.

Motyw kontraktu z diabłem był oczywiście wałkowany na więcej sposobów, niż Jenna Jameson w ciągu całej swojej kariery. I Ty w dużej mierze powielasz ograne patenty. Choć są powiewy świeżości i to się chwali. O ile przedstawienie Szatana jako postaci z krwi i kości, kogoś, kogo może i nie da się lubić ale z pewnością można zrozumieć, nie jest jeszcze specjalnie nowatorskie, to już zakończenie, gdy stawiasz Diabła przed koniecznością beznadziejnej walki o przedłużenie istnienia nieuchronnie zanikającego zła, jest bardzo ciekawe. Można się oczywiście z tym zgadzać, lub nie – bo czy da się w miarę obiektywnie stwierdzić, że dzisiejszy świat jest mniej skażony złem, niż wczorajszy? Zważywszy skalę, populację? Kulturową, mieszającą się różnorodność? Polemizowałbym, ale to nie temat na krótki komentarz :-)

Ważne jest to, że tekst, który zaczyna się sztampowo, niespodziewanie zmierza w kierunku ciekawych przemyśleń i wniosków. To dobrze, nawet jeśli wciąż uważam końcową scenę za przegadaną, oraz nie kupuję postaci Damiana – facet, który ledwie odrósł (co sam podkreślasz) od gówniażerskich, kibolowo – knajpianych akcji nagle, bez żadnej walki, bez wątpliwości, bez błądzenia, znalazł w sobie tak nieprawdopodobne pokłady szlachetności, bohaterstwa i gotowości do poświęcenia? Trzeba było chociaż pokazać, że niezwykle trudno mu to przyszło, że musiał ze sobą walczyć bardziej, niż Vader w "Powrocie Jedi"… O czym to ja… Aha. Opowiadanie nie zachwyca, ale jest napisane porządnie, sprawnie, odrobinę zaskakuje i skłania do kilku pseudofilozoficznych przemyśleń. A to oznacza, że czas przeznaczony na lekturę absolutnie nie był stracony.

No i jeszcze jedno, tak z innej beczki:

Po cholerę ten Anonim? Nigdy nie zrozumiem chęci do anonimowienia….

Pozdrawiam!

 

niż Jenna Jameson w ciągu całej swojej kariery.

Ej, thargone, a Ty dalej z tymi ślizgaczami? XDXD

Trzeba mieć jakieś hobby :-)

Thargone, doceniam tak obszerny komentarz. Na końcu wrócę jeszcze do tego, i do tytułu. ;)

 

znalazł w sobie tak nieprawdopodobne pokłady szlachetności, bohaterstwa i gotowości do poświęcenia?

Chciałoby się zapytać, czy naprawdę uważasz zabicie pięciu osób za szlachetność i bohaterskość? Ale nie zapytam. I czy rzeczywiście szlachetny jest ktoś, kto myśli:

Zapadła cisza, Damian wrócił myślami do syna i żony. Miał szanse zrobić dla nich coś dobrego. Coś naprawić. Cena nie miała znaczenia.

Czy zabicie kogoś jest czymś dobrym? Powiem Ci, że mam zupełnie inne wyobrażenie dobra i zła. Kwestia czy popełnić taki czyn, czy nie, traumy, konsekwencji własnych i osób, których to dotyczy, to już zupełnie inna sprawa.

 

Po cholerę ten Anonim? Nigdy nie zrozumiem chęci do anonimowienia….

A to, myślę, nie powinno zostawiać wątpliwości.

 

Dlaczego publikować/ nie publikować anonimowo?

 

Przede wszystkim, to konfrontacja z własnym ego. Bo rozpatrujemy tu użytkowników z kilkuletnim stażem, dorobkiem, piórkami, może lożowaniem, a nie świeżego, którego anonimowość nie ma znaczenia. Widzisz zdarzają się szybkie kliki bez słowa komentarza, a bardzo często opowiadanie znanych wpada do biblioteki w ciągu 24/48h, na co na ogół trzeba sobie zapracować, ale… To przyjemnie łechta ego. :)

Druga sprawa jest mniej przyjemna, może się okazać, że opowiadanie nie zachwyca, przechodzi bez echa. Czy wpływa to na poczucie własnej wartości Autora/Autorki. Oczywiście, że tak. :)

 

Wracając teraz do tytułu, dobrze “grzebiesz”, że nie pasuje. Ma właśnie zniechęcać, dokładam w ten sposób jeszcze jedną “utrudniającą” cegiełkę. Jeśli nie publikowałeś anonimowo, Thargone, nie wiesz więc, jaką mam teraz dużą satysfakcję, gdy mimo anonimowości i tego “nieszczęsnego” tytułu, czytam powyższe komentarze. Tego nie zastąpi żadna popularność. :) I dlatego tak doceniam Wasz poświęcony czas. Bo jeśli opowiadanie wpadnie do biblioteki i anonimowość zniknie, zapewne pojawią się inni. To oczywiście bardzo mnie ucieszy, ale już nie tak mocno, jak teraz.

 

Mi również się podobało, przeczytałem do końca i nie żałuję. Co prawda nie powaliło mnie na kolana, w końcu motyw człowieka spotykającego szatana nie jest zaskakujący, ale to tylko subiektywne odczucie, niekoniecznie moje klimaty. Opowiadanie jest mimo wszystko napisane bardzo dobrze i to trzeba przyznać.

Co do tytułu – racja, jest kontrowersyjny, ale chyba dzięki temu zajrzy tutaj więcej osób, prawda? Widzę już prawie 50 wejść. Nie mam z tym problemu, czasem warto rzucić przynętą.

Co do anonima, chyba również się zgodzę, czasem warto podejść do tekstu obiektywnie, bez wcześniejszych uprzedzeń czy nadziei. Nie ma też, jak to trafnie ująłeś – ‘klików bez komentarza’.

Jest tutaj jakaś filozofia, opowiadanie troszeczkę przegadane, jednak ogólnie na plus.

Pozdrawiam i powodzenia na dalszej pisarskiej drodze ;)

Przeczytane :) Tytuł mi się ogromnie nie spodobał, ale widzę, że to zamierzony zabieg – i pewnie w jakiś sposób skuteczny. Brzydkie to słowo paskudnie! XD

Jakkolwiek charakteryzujesz głównego bohatera na blokersa, który trochę wyrósł, a trochę nie, ze swoich przywar – w tekście nie przejawiają się już takie prymitywności jak w tytule, więc oszukista z ciebie autorze! Osobiście nazywanie go chłopakiem mi się podobało, bo dodawało mu trochę… nie wiem, jak to określić, dla mnie wyrozumiałości dla niego. Całość tekstu napisana sprawnie, nawet trochę nostalgicznie, sam diabeł i sam klimat, który stworzyłeś był po prostu dobry. Trochę gagowa sytuacja na tym meczu, psuje nastrój – ale w sumie nie byłam nigdy na meczu na żywo, to może faktycznie gagowość to jednak rzeczywistość.

Jestem trochę zawiedziona, że nie został Damian antybohaterem do końca i że pojawiła się próba zrównoważenia, że jakoś tych ludzi leczył. I, że nota bene, tym swoim leczeniem to jednak powinien samemu sobie wbić samobója, bo przecież zabawił się w boga, nie tylko poprzez zabijanie, ale również poprzez dawanie, czegoś co nie leży w jego mocy. A grzech pychy, jednak to pierwszorzędna sprawa. Brakowało mi triumfu diabła. Jak to mówią dobrymi uczynkami piekło wybrukowane. Uwielbiam ludzkich Szatanów, ale pod powłoką człowieka jednak kryje się ta omnipotencja zła.

Przewrotne, że podchodzisz końcówką tak optymistycznie do świata, powiew świeżości. I zastanawiam się na ile to twoje przekonania, na ile pewnego rodzaju opozycja literacka do obecnych czasów. Opowiadanie mi się podobało mimo, bardzo poprawnie napisane, prosto i bez ozdobników, ale one by tu nie pasowały, więc na plus. Tematyka mi się podobała, może temat wyświechtany, ale co na tym świecie jeszcze nie zostało wyświechtane. Za dużo nas jest, by ciągle coś nowego wymyślać. A tu podałeś to całkiem zgrabnie i może nie nowatorsko, ale porządnie :) Tylko tytuł, brrr! (Ale coś mi sie wydaje, ze każde narzekanie na niego to mała satysfakcja autora :D)

Dziękuję za poczytanie i dobre słowo, Danielu.

 

Tak, Alessio, obraz chłopaka rzeczywiście może taki być. I czy Damian oby na pewno nie jest antybohaterem? Myślę, że nie każdy zobaczy w nim bohatera. Satysfakcja Autora? Zakładasz więc, że napisał to mężczyzna. :)

Cześć!

Przeczytałem opko (to znaczy herezję w tym przypadku ;-) ) i mam nieco mieszane uczucia. Kwestie, które mi nie podeszły to tytuł i wizja diabła.

Krar85, jesteś już wystarczająco długo na portalu i pewnie masz świadomość, że to raczej nie jest zboczone porno. I spójrz na to tak – wysłałeś opowiadanie to miesięcznika i redaktor prosi Cię, żebyś zmienił dosyć istotną rzecz, jaką jest tytuł, nawet do opowiadania nie zaglądając.

Zmienisz?

Nigdy nie wiadomo, Cyckoduch wyglądał niewinnie. A na poważnie, widząc taki kontrowersyjny tytuł zawsze mam problem, bo z jednej strony coś się we mnie zapala: to będzie coś świetnego, z pazurem, odkrywczego, co zostanie w głowie na dłużej. Ale po chwili gaśnie, bo jakieś tam doświadczenie życiowe podpowiada: ot, pewnie jeden z wielu, wyróżniający się jedynie tytułem.

Po lekturze zastanawiam się, dlaczego ten tytuł jest tu taki ważny. I póki co nie widzę powodu, poza formą marketingu. Dlatego też czuję się trochę oszukany, bo liczyłem na więcej. Nie piszę, że tekst jest zły, czy coś, tylko że jak na taki tytuł liczyłem na więcej. I dlatego nie napiszę, co mi się w tekście podobało ;-)

Kolejna sprawa to diabeł. Ani on straszny, ani bystry, taki dziadek z dzielni, co to i na fajkę można z nim iść, i na browara może, i kredyt na ciebie weźmie czasem. I jeszcze ta końcówka, w której szatan jakby udowadnia człowiekowi, że na świecie jest coraz lepiej… Kłuci się to z moją wizja diabła. Nie kupuję tego.

Podsumowując, mam mieszane uczucia, czasu na przeczytanie nie żałuję, bo pewne rzeczy mi się spodobały, ale liczyłem na więcej.

Pozdrawiam!

 

Czepnąłeś się tytułu. Tytuł nie jest taki ważny, ale nie widzę powodu, żeby go zmieniać. Kontrowersyjny, owszem, być może. Marketingowy? Niespecjalnie, czego jesteś najlepszym przykładem. Lepiej marketingowo tekst wypadłby opublikowany pod moim “znanym” nickiem i dopasowanym to forumowych trendów – tytułem.

Co zaś się tyczy opinii – wszystkim nie dogodzę. ;)

Dziękuję, że wpadłeś, choć nie musiałeś.

Lepiej marketingowo tekst wypadłby opublikowany pod moim “znanym” nickiem i dopasowanym to forumowych trendów – tytułem.

E, tam, panie/pani, ruchacie głupoty ;)

Jasne, że tytuł ma zwracać uwagę. I to robi. Mam trochę podobnie jak krar – widzę dobry/ciekawy/kontrowersyjny tytuł, to się nastawiam na coś co najmniej dobrego. I tak, to jest zagranie marketingowe. Choć zgodzę się, że gdybym taki tytuł zobaczył poprzedzony nickiem, powiedzmy, drakainy, to bym się nawet chwili nie zastanawiał czy warto, tylko brał za czytanie :) Ale ukrywasz się pod maską anonima i to sam tytuł zadziałał w tym przypadku jak lep, pomimo braku znajomości tożsamości autora. Nie wiem więc, czy jesteś, powiedzmy, tomaszg czy RogererRedeye, ale tytuł zrobił Ci hype. I ja nie mam nic przeciwko temu. Przeciwko tytułowi też.

Jeszcze na koniec tylko zapytam: a jakież to trendy, drogi anonimie, znalazłeś na forum, a które tyczą się sposobu tytułowania opowiadań? Serio pytam, bo chyba nie ogarniam :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Hej Anonimie, niestety jako nie Anonimka – więc i tak przyjęłam płeć. Ale powiem szczerze, że byłabym zdziwiona, jeżeli faktycznie byłbyś kobietą! Proza raczej męska w moim odczuciu. Więc jeżeli się mylę to kurczę, winszuję – bo dla mnie pochwycenie męskiego “oka” w prozie to zupełna abstrakcja :) No ale nie płeć, a treść się liczy :) I Damian stanowczo antybohaterem jest, ale nie do końca. Uwielbiam dualizm postaci, ale tutaj za mało wewnętrznych rozterek i kontrast do ratowania wielu żyć jest nie dobitnie nakreślony. W moim odczuciu w teście pociągu i dźwigni, kogo więcej się przejedzie, jeżeli nie ruszy się wajchą – niemoralnym jest pociągnąć za nią :) Tutaj jest zaskakujący ten dylemat, ale ciut za krótki. Ogólnie, jakbyś kiedyś zastanowił się nad lekkim rozwinięciem tekstu to super by było bardziej docisnąć do jego rozterek przy zabijaniu i nawet ratowaniu. Haha, albo jakby było coś więcej w tym stylu napisane przez ciebie, to jakoś dać potajemnego cynka – z chęcią przeczytam!

Jasne, że tytuł ma zwracać uwagę.

Ten tytuł oczywiście ma. Ale czy zawsze ma zwracać uwagę? To już Twój własny pogląd, Outta. :)

Trendy każdy może widzieć inne, więc moje na nic Ci się nie przydadzą. Chyba wystarczy już gadek o tytule. :)

Alessia:

Proza raczej męska w moim odczuciu.

Odbieram jako komplement i puszczam zalotnie oczko. ;)

jakbyś kiedyś zastanowił się nad lekkim rozwinięciem tekstu to super by było bardziej docisnąć do jego rozterek przy zabijaniu i nawet ratowaniu.

Nie, raczej nie. Ostatnio staram się dawać ludziom utwory do interpretacji i nie narzucać własnych przemyśleń i światopoglądu, ale chyba średnio mi się to udaje.

 

W moim odczuciu w teście pociągu i dźwigni, kogo więcej się przejedzie, jeżeli nie ruszy się wajchą – niemoralnym jest pociągnąć za nią :)

Alessia, to podejście jest chyba tożsame z odpowiedzią, jaka jest uważana za prawidłową, bo nie możemy bawić się w Boga i decydować, kto ma umrzeć a kto nie. Ale ja jestem zwolennikiem minimalizowania strat i w tym klasycznym teście pociągnąłbym ;)

 

Hej,

 

śmieszny tytuł, choć nieco rozjeżdżający się w fabułą, w moim przekonaniu.

 

Całkiem fajna wariacja na temat paktu z diabłem. Końcówka nieco mnie rozczarowała, życzyłbym sobie więcej akcji, mniej gadania. Optymizm też mnie jakoś nie zaraził, choć wymowa mi się ogólnie podoba, bo mało jest pozytywnych historii tutaj, nieco światła wszystkim nam się przyda.

 

Trochę śmieszkujące komentarze, ale przy takim tytule skojarzenia nie powinny Cię dziwić:

Przyłożył nie raz i nie dwa zarówno Izie, jak i Alankowi.

Analkowi przyłożył? W tyłek, jak rozumiem?

 

Bił się kiedyś po meczach, po balandze w knajpie, więc i w domu ręka czasem mu poleciała.

Po “balangach”, tak jak po meczach, czy po jednej balandze tylko mu się to zdarzyło?

Miał latającą rękę? :P

 

Nie był damskim bokserem, na pewno nie patolem, ale życie potrafiło go docisnąć.

Był, był. Czym go tak to życie docisnęło?

 

Lato było ciepłe i pogodne tego roku.

“Prosto do nieba czwórkami szli…”

 

Pozdrawiam!

 

A cóż to za awatar, Key? To prawdziwy Ty? :)

 

Że z Alanka może się nabijać? Pewnie tak, choć kuzyn tak mówi i nie mam takich skojarzeń. Znaczy Twojego analek.

Po balangach, zgadza się. :)

Był, był. Czym go tak to życie docisnęło?

Otóż to, był. :) Czyli zamysł się udał.

Z ostatnim to się już, zimą, czepiasz. ;)

Ukłony.

A cóż to za awatar, Key? To prawdziwy Ty? :)

Któż może dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, że coś jest prawdziwe? :P

Polecam stronkę.

Fajna stronka, ale tamci ludzie jakoś wyglądają, więc uważam, że na awatarze jesteś Ty, BK :P Oczywiście żartuję, sorki, ale NMSPANC :D

No i masz rację. Choćbyś odświeżał tę stronkę cały dzień (a zdarzało mi się siedzieć na niej trochę), to podobnej mordki do mojej nie uświadczysz ;)

Spooky ta stronka ;-)

O dyskusja trwa :-)

 

Widzisz zdarzają się szybkie kliki bez słowa komentarza…

Okej, tu masz rację, to ma sens, takie sprawdzenie jak tekst poradzi sobie bez wpływu znanego nicka, taki krok w górę hiperboli obiektywności oceny… Czuję nieuzasadnioną niechęć do anonimowego publikowania, ale nawet nosiłem się niegdyś z zamiarem przeprowadzenia pojedynku, nie takiego ogłoszonego i otrąbionego wszem i wobec w odpowiednim wątku, ale z cichacza. Wiedzą o nim tylko pojedynkujący się, w mniej więcej tym samym czasie publikują teksty jako anonimy i wygrywa ten, którego tekst w określonym czasie zdobędzie lepsze oceny, albo dalej zajdzie…

Chciałoby się zapytać, czy naprawdę uważasz zabicie pięciu osób za szlachetność i bohaterskość?

Zabijanie nigdy nie jest dobre. "Szlachetność i bohaterskość" miała wybrzmieć nieco przekoloryzowanie i ironicznie, ale wiadomo jak to jest ze słowem pisanym :-) Nie zmienia to faktu, iż uważam, że zwykły koleś z osiedla, którego głównym hobby są mecze i bójki, który robi sporo złego, ale bardziej przez porywczość niż bycie skończonym bydlakiem, najprawdopodobniej stuknąłby pięć osób, uratował syna, po czym wrócił do rodziny, zostawiając sprawę pięciu ofiar swojemu, nie tak znów wrażliwemu, sumieniu i nie myślał zbytnio o tym, że za X lat czeka go najprawdopodobniej piekło. Ja bym tak zrobił.

Natomiast Damian świadomie skazuje się na życie w ukryciu, na zerwanie jakichkolwiek kontaktów z rodziną i uratowanym synem, po to, by uzdrawiać i ratować obcych ludzi. To jest poświęcenie, i to z gatunku tych bohaterskich, czyli takich, o których nikt się nie dowie, nikt pomnika nie postawi, ba, raczej grubym słowem na wspomnienie rzuci. 

Tego mi w tekście brakuje, jakiegoś głębszego wejścia w głowę Damiana, które rzucałoby trochę światła i odrobinę choć motywowałoby niezwykłą decyzję, którą podjął "chłopak", jakim Damiana przedstawiasz. To oczywiście bardzo subiektywna opinia, ale uważam, że tekstowi przydałoby się więcej psychologii, bo teraz średnio kupuję postać Damiana.

No chyba, że on rodzinę i tak miał gdzieś, swoje życie też, dziecko ocalił, bo tak w sumie należało, mama go tak wychowała, a ratowaniem ludzi zajął się tylko dlatego, by spróbować wymigać się od piekła.

Ale to raczej wydumana interpretacja, bez podparcia w tekście :-)

 

Nie zmienia to faktu, iż uważam, że zwykły koleś z osiedla, (…)

Natomiast Damian świadomie skazuje się na życie w ukryciu, na zerwanie jakichkolwiek kontaktów z rodziną i uratowanym synem, po to, by uzdrawiać i ratować obcych ludzi. To jest poświęcenie, i to z gatunku tych bohaterskich, czyli takich, o których nikt się nie dowie, nikt pomnika nie postawi, ba, raczej grubym słowem na wspomnienie rzuci. 

Ja nie mam tej pewności, to znaczy Twojego profilu “kolesia i kibica Damiana”. Kiedyś Korwin Mikke powiedział, że w przypadku agresji Rosji na Polskę, jak na Ukrainę, czy kogokolwiek innego, to właśnie kibole sięgną po broń, a nie studenci uniwersytetów. To było przy okazji jakiś bójek i spraw około stadionowych. I przyznaję, że widzę w tym trochę, a może nawet więcej niż trochę, racji. Zastanawia mnie, co zrobiłby taki właśnie koleś w przypadku zagrożenia rodziny, społeczności itd. Stąd poniekąd pomysł na opowiadanie i takiego bohatera.

Tego mi w tekście brakuje, jakiegoś głębszego wejścia w głowę Damiana, które rzucałoby trochę światła i odrobinę choć motywowałoby niezwykłą decyzję, którą podjął "chłopak", jakim Damiana przedstawiasz. To oczywiście bardzo subiektywna opinia, ale uważam, że tekstowi przydałoby się więcej psychologii, bo teraz średnio kupuję postać Damiana.

Rozumiem, i powiem Ci, w sekrecie. ;), że lubię poruszać stronę psychologiczną, chociaż nie wspominam dobrze takich zabiegów, a raczej późniejszych komentarzy. A co zaś się tyczy Damiana. Nie mam pewności, czy nie przeceniasz Damiana i jemu podobnych. Klub myślicieli to jest tutaj, na forum. Na stadionowych widowniach raczej nie. Tam się działa. Myślę, że Damian wcale tak dużo by nie myślał. :) Że myślenie skończyłoby się na poziomie, jak przetrwać i zrealizować plan (naprawić coś, co się spierdoliło).

W zasadzie, chyba cel osiągnięty. Rozgorzała dyskusja, czy nie o to w tym wszystkim chodzi?

 

Hmm, psychologicznie dla mnie mało prawdziwy początek. Bardziej wyobrażenie faceta, który nie radzi sobie z przemocą (swoją własną). Wyjaśnienie dotyczące porywczości jest raczej zabawne, a facetowi, który leje się po knajpach i na stadionach niekoniecznie "leci ręka" w innych sytuacjach, w tym domowych. Tak więc, nie przekonuje mnie stan wyjściowy.

Jednakże, przyjmując go za dobrą monetę i zawieszając niewiarę, przechodzę do ciągu zmian, czyli drogi bohatera. I, niestety, znowu mam kłopot. Nie rozumiem tej przemiany. Nie doszłoby do niej nawet w tej sytuacji, a przynajmniej w sposób, który opisałeś. Wiem, że w powszechnej, obiegowej opinii trudne, traumatyczne zdarzenia mają potencjał zmiany zachowania jednostki w niej uczestniczącej, jednak nie jest to ani łatwe, ani częste. Bardziej typową ścieżką jest inna.

Druga część opka wydaje mi się lepsza (w znaczeniu pisania): scena na stadionie (jest niedokończona) i rozmowa z diabłem (za dużo infodumpów, poszedłeś na skróty). Byłabym ostrożniejsza w atrybucjach dialogowych.

 

,PRL-u. Ten beret, bokobrody i spodnie na kant. Pewnie pod marynarką nosił jeszcze szelki.

Dlaczego bokobrody, beret i spodnie na kant i szelki kojarzą się bohaterowi z PRLem, przez kabarety? Zainteresowana Twoją konstatacją, Anonimie, przekartkowałam trochę stron z męską stylizacją w okresie PRLu – zmieniała się, nie powiem, ciekawa – lecz nie zauważyłam prawidłowości (czterech cech), o których wspominasz. Może nie potrafiłam jej odszukać.

 

Dla mnie tytuł jest efekciarski, a nie polemiczny czy kontrowersyjny. Wydaje się mało literacki, przez umieszczenie wulgaryzmu w pytaniu (chodzi o formę) oraz gdyby odnieść go do samego tekstu. Moje odczucia związane z tytułem były następujące. Najpierw – zdziwił mnie i zniesmaczył, potem pomyślałam sobie, może prowokacja: "Ciekawe, czy literacka"? Przeczytałam kilka pierwszych zdań i dalej już skanowałam, a na koniec rozczarowana wyszłam. Nie chciało mi się nawet pozostawiać komentarza, bo po co (tytuł+Anonim).

W trakcie kolejnych dni, gdy w ogólnym zestawieniu komentarzy rejestrowałam kolejnych czytelników pod Twoim opowiadaniem, postanowiłam wejść ponownie, aby przeczytać komentarze, bowiem są dla mnie równie ważne, a czasami nawet ważniejsze niż samo opowiadanie, gdyż dotyczą odbioru tekstu. Interesują mnie opinie innych osób. Przeczytałam najpierw je, po czym dałam szansę opowiadaniu, tj. zapoznałam się z nim ponownie.

Odczucia mam te same, z tym że ich efekt już zostawiam. 

Prosta historia; pomysł miał potencjał; bohater dla mnie niewiarygodny; warsztat wymaga jeszcze trochę popisania, bo historia chropowata; tytuł niszczy lekkie pozytywne wrażenie, które mogłoby pozostać, lecz stawia na piedestale kwestię przechytrzenia diabła, a to mnie w tej opowieści najmniej zainteresowało.

 

,W zasadzie, chyba cel osiągnięty. Rozgorzała dyskusja, czy nie o to w tym wszystkim chodzi?

Hmm, jeśli o taką dyskusję Ci chodziło.

To nieprawda, nastawiłaś się negatywnie do tytułu i anonima, a później szukałaś elementów, które przyjemnie Cię w tym utwierdzą. Z jednym masz rację, rzeczywiście nie warto było pisać komentarza. Niewiele dla mnie wnosi.

Tytuł nie jest dobry – ale jak ktoś musi się podpierać kontrowersją, to jego wola. Po odpowiedzi dla Asylum widzę, że nie warto silić się na komentarz – zostawiam ślad, bo dyżur.

Cześć Anonimie, 

jestem po lekturze i nie dziwię się, że Damian wyruchał diabła. Wydaje mi się, że sam się o to prosił. Diabeł wydaje mi się niezdeterminowany, niepewny siebie i nie uczy się na błędach. Jeśli taki jest diabeł, to nie dziwię się, że na świecie jest tyle dobra:-)

Widać, że to bardziej diabeł potrzebuje Damiana niż odwrotnie. Niby coś tam mu tłumaczy o hospicjum (a w tej scenie to nawet mu podpowiada co powinien robić), ale to i tak Damian wysuwa się na pierwszy plan i z różdżką i z szalikiem. Diabeł sam przyznaje, że Damian nie był pierwszą osobą, która ratowała ludzi, więc z zadziwiającą łatwością dał się podejść. Odnoszę wrażenie, że trochę za mało tego diabła w diable:-) Co potwierdza przemowa na końcu tekstu. Jakby od początku zdawał sobie sprawę, że poniesie porażkę i pogodził się z tym. 

Natomiast Damian to bardzo fajna postać. Nie jest krystalicznie czysta, ma wady, więc diabeł uznał, że nada się do tej roli idealnie. 

pozdrawiam

 

 

Silvo, jeśli Autor/ka komentarza będzie chciał urazić Autora/kę, to zawsze mu się uda. I nieważne czy bardzo, czy tylko odrobinkę. Ważne, że świadomie chce to zrobić. Osoby postronne nie muszą nawet tego zauważyć, bo to ich bezpośrednio nie dotyczy, tzw. “whatever”, ale obie zainteresowane strony zawsze wiedzą. I wtedy rzeczywiście, lepiej nie pisać komentarza. Nie przyniesie to nic dobrego żadnej ze stron.

 

Olciatko, jest coś w tym, co piszesz, że to chyba Diabeł potrzebował bardziej Damiana. Cieszę się, że Damian Ci się spodobał. Co do tego, że Diabeł dał się podejść, pozwolę sobie nie zgodzić się. Ty znasz wszystkie zwyczaje? A teraz wyobraź sobie, że “żyjesz” tysiące lat. Czy interesował by Cię każdy najmniejszy szczegół życia “plebsu”? Czy nie można by Cię podejść, przy drobiazgach? Czy dzieci nie potrafią robić w balona rodziców? A mieszkają pod jednym dachem. :)

A i jeszcze jedno, jak widać Diabeł nie podąża dosłownie za epoką, ten staromodny strój miał w pewien sposób tłumaczyć, że drobiazgi gdzieś mu umykają.

Podziękowania za komentarz.

Czy Anonim to D…..? Bo tak mi po tym komentarzu do Asylum się skojarzyło…

nastawiłaś się negatywnie do tytułu i anonima

Nie. Sam tytuł nie przyciągał, bo… nie będę już wyjaśniała dlaczego (jeśli jednak będziesz ciekawy Anonimie, napisz na priv). Mimo to sięgnęłam i nie znalazłam tego, co jednak bardzo chciałam znaleźć. Nie mogłam mieć "przechyłu", żaden bias, bo: raz że nie znam – możesz w to wierzyć bądź nie; dwa, że chyba nikomu aż tak za skórę nie zalazłam na NF. A może jednak, gdyż pewność w takiej kwestii byłaby chyba niemądra?

 

Za drugim razem wstawiłam komentarz, cóż, ekonomia energetyczna, poświęciłam trochę czasu, myśli i kalorii oraz sądziłam, że przyda się Anonimowi większa próbka, gdyż napisał w komentarzu o weryfikowaniu określonej hipotezy, a ja lubię brać udział w badaniach. ;-)

Pisałam z odczuć czytelnika, więc jak się nie przyda – trudno. 

pzd, a

Nigdzie się nie ogłaszam, nie zapraszam i nie zmuszam do czytania. Przyszłaś, wcisnęłaś parę “pfff” między wierszami, i teraz mówisz – co, ja? Choć często w komentarzach powołujesz się na psychologię. Gdybyś zostawiła tylko

Anonimie, napisz na priv

Tak, to byłoby coś.

 

Mr.matrasie, pytasz Anonima? A nie lepiej u źródła?

Było więcej niż “pfff”.  ;-)

Znaczy znam Ciebie z forum. Hmm. A czy ja “jojczę”, że stracony czas? Nie, więc bez czepialstwa. ;-) Co do psyche – przykro mi – lecz, gdy uderza mnie po oczach, czy mam pomijać milczeniem jak obecne niedofinansowanie psychiatrii i pomocy psychologicznej plus zamykać oczy, uszy? A, na bardziej poważnie – cierpię, widząc, czytając uproszczenia, gdyż wokół jest ich zbyt wiele. Kilka osób odsądziło mnie już “od czci i wiary”  na NF – piszę żartobliwie, żeby nie było, ponieważ nie mam placetu na wiedzę,  najczęściej wątpię, lecz w niektórych sprawach mogę mieć intuicję (tak to nazwijmy).

Nie jestem Mr.matras.

Niekonsekwentnie używasz określeń “diabeł” i “mężczyzna” – narracja jest prowadzona z perspektywy Damiana, zatem kusiciel powinien być nazywany zgodnie z jego punktem widzenia. Pierwsze “diabeł” pojawia się, gdy Damian jeszcze w to nie wierzy. Potem jest scena z wyleczeniem rany i to jest właściwy moment na nazwanie rzeczy po imieniu (wtedy w nowej scenie pojawia się “Szatan” – i to jest dobre). W końcowej scenie znów wraca “mężczyzna”, co nie ma uzasadnienia i wygląda na niezgrabne poszukiwanie synonimu.

Po niezłym początku narracja miota się między średniej/słabej jakości dowcipem (”Wisła” kontra “Arka” / opowieść o owcy i zoofilu) a przyciężkim moralizatorstwem z mało odkrywczymi obocznościami o sakramencie pojednania. Do tego podwójna funkcja różdżki, moim zdaniem, wyciągnięta z magicznego kapelusza – żeby wystrzelić z takiej strzelby, trzeba ją w pierwszym akcie zawiesić w widocznym miejscu na ścianie.

No i najważniejsze – nie przekonuje mnie arytmetyka morderstw i uleczeń – nie widzę tu żadnego “wyruchania”.

O kurczę, mr.matras laugh

Cześć, Anonimie.

Niezbyt przyjemna atmosfera jest pod tym tekstem, twoje odpowiedzi nie zachęcają do komentowania, szczególnie jeśli piszesz, że kogoś komentarz niewiele dla ciebie wnosi. Nie bądź burakiem ;P

Z tego względu raczej nie pisałabym komentarza, ale tekst jest fajny, bardzo mi się spodobał. Oczywiście niezbyt oryginalny, ale wykonanie dodaje mu smaku, jest bardzo naturalnie, dobrze oddajesz rzeczywistość. No i lubię takich diabołów. 

 

Ratownik pociesza rannego, a znalazca zaginionej rzeczy, sam ją oddaje.

Hm, chyba zbędny przecinek? Może się nie znam, ale dlaczego on tam jest?

 

 

Podoba mi się spojrzenie Szatana na to, że świat wcale nie jest coraz gorszy. Nie myślałam o tym w ten sposób, ale coś w tym jest.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu!

Ok. Sorry, mr.maras.

 

Konsekwentnie, Coboldzie. Damian nie jest specjalnie wierzący, niespecjalnie boi się też Diabła. Dlatego mężczyzna pojawia się w takim samym kontekście, jak użyłbyś słowa „dzieciak” na końcu opowiadania o chłopaku, którego z jakiegoś powodu chciałbyś zdeprecjonować, niekoniecznie czysto negatywnie. Choć zdaję sobie sprawę, że „dzieciak” ma znacznie silniejszą i bardziej rozpoznawalną wymowę, niż tutaj mężczyzna. To wydawał się najlepszy, kontynuacyjny synonim.

Jeśli chodzi o kibiców, pseudokibiców, to nie miał być dowcip. Damian nie jest być może pseudokibicem najgorszym, ale jak wynika z tekstu bywał nim. A co oni potrafią robić nie ma nic z dowcipu. Drugi, owszem, nadęcie i powaga tekstu musi być czasem rozładowana, aby nie pękła, choć nie wszystkim dowcip musi się podobać, rozumiem.

Podwójna funkcja różdżki nie jest wyciągnięta z kapelusza. Każdy kij ma zawsze dwa końce, dwa bieguny, północ – południe, ogień – woda, czarne – białe, śmierć – życie. Może skrajności nie muszą od razu wpaść do głowy, ale podanie tego na tacy spaliło by tekst. Czytelnik, który wszystko wie jest czytelnikiem znudzonym, a finalnie – niezadowolonym. Nie chce czytać tego, co wie, tylko to, co nie wie.

I najważniejsze, masz zupełną rację, arytmetyka nie powinna mieć tu miejsca, życia i śmierci nie można rozpatrywać w liczbach, ale nie znaczy, że każdy ma taki światopogląd. Być może Damian i Diabeł nie. Cieszę się, że to zauważyłeś. Dziękuję za lekturę.

 

LanaVallen, dzięki za odwiedziny, komentarz i zauważone plusy. :)

Nie przypominam sobie, by w moich wypowiedziach pojawiały się epitety, ale każdy ma prawo wypowiadać się, jak chce. I ja także nie muszę wszystkiego przyjmować bezkrytycznie.

 

Sorry for late reply.

Wiesz, konsekwencja w Twojej głowie nie równa się konsekwencji w odbiorze czytelnika. Słowo “mężczyzna” jest tutaj mało czytelne, w momencie kiedy masz młodego mężczyznę, nazywanego “chłopakiem” i starego mężczyznę nazywanego “mężczyzną”, którzy spotykają się po latach – i gdy siedzą obok siebie nazywasz ich “oboma mężczyznami”. Nawet jeżeli chciałeś w tej przeplatance określeń zawrzeć dodatkowy sens, to pamiętaj, że najważniejsza jest jasność narracji. Dodatki działają wtedy, gdy czytelnik nie potyka się na bazie.

A podawaniu różdżki na tacy mówię zdecydowane nie – cała sztuka ze strzelbą Czechowa polega na tym, że do ostatniego aktu odbiorca jest przekonany, że jest ona tylko ozdobą na ścianie. Ale na końcu okazuje się, że wszystko było na widoku.

 

i gdy siedzą obok siebie nazywasz ich “oboma mężczyznami”.

OK. Teraz rozumiem, Coboldzie, Anonim nie zauważył, że raz posłużył się “mężczyznami”, choć nigdzie osobno Damiana mężczyzną nie nazwał. Poprawione. I tak jak Anonim pisał, wie, że mężczyzna nie jest tak czytelny, jak przytoczony “dzieciak”.

Ale czy strzelba Czechowa musi wstępować zawsze? Akurat w tym opowiadaniu element zaskoczenia nie jest chyba najważniejszy.

Ale czy strzelba Czechowa musi wstępować zawsze? Akurat w tym opowiadaniu element zaskoczenia nie jest przecież najważniejszy.

Mnie też się trochę ta druga funkcja różdżki wydała się nieco z czapy, ale Twoje tłumaczenie, Anonimie, z Twojego poprzedniego komentarza może mnie nie do końca przekonało, ale urzekło swoją logiką :)

I mas całkowitą rację, co do tego, że nie zaskoczenie jest najważniejsze w Twoim opowiadaniu, ale finalna konkluzja, na którą już wcześniej zwróciłem uwagę.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Tytuł nie pasuje mi do tekstu. Nie chodzi o to, że jest wulgarny. Po prostu nie potrafię traktować poważnie diabła, którego ktoś zrobił w konia, wycyckał, oszukał, albo właśnie wyruchał. To motyw powielany tyle razy, że mam w głowie durnego czorta, który uważa, że jest sprytny, a tymczasem daje się podejść jak dzieciak. I za cholerę nie mogę się tego obrazu pozbyć, mimo że końcowe spotkanie bohatera z diabłem pokazuje mi coś zupełnie innego. Nie potrafię potraktować jego słów serio, nie wiem, czy piszesz na poważnie, czy sobie jaja robisz. A szkoda, bo diabeł mówi ciekawe rzeczy.

Interesująco skonfrontowałeś Damiana z sytuacją, w której danie komuś po pysku nie rozwiązuje problemu. Nagle pojawiają się wyrzuty sumienia i nagle dociera do niego, że nie jest takim macho, za jakiego pewnie się miał. Mam wrażenie, że wyruchał diabła bardziej dla siebie, dla podbudowania własnego ego, niż z jakiś humanitarnych względów.

Dla mnie twist (który jest już niestety zapowiedziany w tytule) zepsuł całe opowiadanie.

– Umiem odejmować i dodawać. Skoro różdżka mogła odebrać życie…

Nie rozumiem logiki świata przedstawionego, a raczej braku logiki, jej zastosowanie w jakimkolwiek podobnym kontekście prowadzi do niezbyt praktycznych konsekwencji. 

Skoro ten pistolet zabija, może też uzdrawiać. Skoro ta trucizna powoduje niewydolność wątroby, musi regenerować organy wewnętrzne. Skoro ten zwój kuli ognia spali cel na wiór, wyleczy tę sierotkę z ospy.

Pomijając, że twist wziął się zupełnie znikąd, mam wrażenie po to, żeby spełnić deklarację zawartą w tytule (a co do “zaskoczenia”, czytelnik nie musi wiedzieć wszystkiego, ale dobrze jeśli wie cokolwiek, a jeśli wie trochę, a trochę nie, to w ogóle najlepiej).

Pozdrawiam

Ok, Irko, rozumiem, o co Ci chodzi z tytułem. Anonim tak o tym nie myślał, znaczy o negatywnym skojarzeniu ze słabym Diabłem.

Mam wrażenie, że wyruchał diabła bardziej dla siebie, dla podbudowania własnego ego, niż z jakiś humanitarnych względów.

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że to zauważyłaś. Anonim zaczynał wątpić, że potrafi przekazać to, co zamierzał.

Leniwy, różdżka nie miała być rzeczą, tylko symbolem. Diabeł porównał ją do pistoletu, bo miało to dla niego lepszą perspektywę. Nie mógł powiedzieć, że można z nią siłą woli zabijać, jak i leczyć. W komentarzu z biegunowością chodziło o dobro i zło. Gdyby Diabeł mógł czynić zło bezkarnie, świat byłby jednym wielkim piekłem, a nie jest. Wraz z możliwością czynienia zła, człowiek, bo cały czas on decyduje i liczy się jego wola, ma także możliwość czynienia dobra. Damian na to “wpadł”.

Dzięki za poczytanie.

 

 

Przeczytałam bez przykrości, ale i bez entuzjazmu. Wiele już było historii o tym jak cwany chłop zrobił diabła, że się tak wyrażę, w bambuko i pewnie dlatego współczesna opowieść o diable polującym na dusze do mnie nie przemawia, nie umiem w nią uwierzyć, zwłaszcza że autor usiłuje przemycić w niej także pewne moralizatorskie treści.

Nie podoba mi się tytuł, głównie dlatego, że jest napisany w pierwszej osobie, a to mi się kłóci z całym opowiadaniem – historię Damiana opowiada wszak narrator.

 

i po­sta­wił Da­non­ki na półce. ―> …i po­sta­wił da­non­ki na półce.

Nazwy produktów piszemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

Mam trochę jak Thargone – IMO, tekst zaczyna się dość sztampowo, ciężko chorym dzieckiem i paktem z diabłem, ale końcówka robi się ciekawsza, bo nietypowa. Rozważania diabła, jak to świat schodzi z psów, wydają mi się oryginalne. Może nawet w pewien sposób pocieszające.

Do tytułu nic nie mam.

Nowa Fantastyka