- Opowiadanie: Utrapienica - Czas Oczyszczenia

Czas Oczyszczenia

Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Czas Oczyszczenia

Wielki Duch stąpał ostrożnie po ziemi, jakby bał się, że może ją zranić. Biały piasek pod jego bosymi stopami był przyjemnie ciepły. Błękitne, czyste niebo otaczało spokojem. Kiedy w nie spoglądał, kręciło mu się w głowie.

Wokół panowała pustka. Nie było niczego ani nikogo. Pustkowie zalane piaskiem, rozciągające się po horyzont. Przemierzał je już długi czas, choć wiedział, że nie dojdzie do końca. Pustkowie było nieskończone.

Wkradał się do tego świata jak złodziej. Za każdym razem bał się, że kogoś tam zastanie. Lecz obawy były niesłuszne. Nikt tam nie zaglądał. Uważał, że to nawet lepiej. To jedyne miejsce, gdzie mógł zostać sam. Jednak czasami…

– Czuję pustkę – powiedział na głos, nie bojąc się o to, że ktoś go usłyszy. Tu mógł mówić swobodnie, a jedynymi świadkami jego monologów był błękit nieba i biel piasku. – Czy dlatego właśnie ukrywam się na pustkowiu? Powiedz, Praojcze. Dałeś mi wielki dar, a ja od dłuższego czasu nie potrafię zrobić z niego pożytku. – Przystanął, opierając ręce na biodrach.

Odkąd Praojciec opuścił ich wymiar, zostawiając go pod opieką wybranych, Wielki Duch nie nawiązywał z nim kontaktu. To i tak nie miało sensu, gdyż nikt nie potrafił tego zrobić. Praojciec przepadł, nie dając żadnych znaków. Nie odpowiadał na wezwania, prośby… Co niektórzy próbowali go szukać, ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Jak szukanie igły w stogu siania. Wymiarów, światów istniało od groma i więcej. Mógł być w każdym i żadnym. Wielki Duch nie poddawał się panice, w przeciwieństwie do większości jego braci i sióstr. Po prostu robił to, co zostało mu powierzone.

Jednak od jakiegoś czasu pustka, którą właściwie czuł od zawsze, stawała się coraz większa. Myślał, że to minie, gdy zajmie się czymś ważnym. Mylił się. Uciekał przed każdym, nie mogąc znieść, że inni są spełnieni, a on nie. Ogarniała go beznadzieja i złość.

– Nie odpowiesz mi? – zapytał, kierując głowę w stronę słońca, które paliło coraz bardziej. – Tak rzadko rozmawiamy. Myślałem, że uczynisz mi tę łaskę i chociaż do mnie przemówisz… – kontynuował, przymrużając oczy.

– Szukasz odpowiedzi tam, gdzie nie trzeba. – Usłyszał nagle głos.

Jednak nie należał on do Praojca. Wielki Duch obrócił się.

– Nieznajoma – powiedział i nie wiedząc dlaczego, uśmiechnął się na jej widok.

Ta spojrzała na niego, przewracając oczami.

– A więc to tu się ukrywasz? – zapytała, omiatając wzrokiem pustkowie. – Niewiele się tu dzieje.

– Dla mnie wystarczająco – odparł Wielki Duch. – Nikt tutaj nie zagląda. Co cię tu przygnało?

– Nie przybyłam z własnej woli. Przysłano mnie po ciebie. Mamy problem.

Westchnął.

– Kolejny. Odkąd Praojciec nas opuścił, problemów coraz więcej. Co znowu?

– Matka Ziemia jest wściekła. Lada chwila może wybuchnąć, niszcząc wszystko i wszystkich – wyjaśniła Nieznajoma.

– Też mi nowina.

– Tym razem to nie żarty. Ogłosiliśmy alarm. Musimy coś zrobić, inaczej…

– Co zrobić? – przerwał jej. – Co my właściwie mamy zrobić? Czy to nasza wina? Jeśli Matka Ziemia dokona autodestrukcji, to potem i tak się odrodzi.

– Ludzie się nie odrodzą – powiedziała ze złością.

– Od kiedy ci na nich zależy? Ciągle powtarzasz, że masz ich dość i z nimi skończyłaś. Następnie wracasz na Ziemię i włóczysz się po niej, zagadując tych irytujących cię ludzi.

– Próbuję ich uświadomić.

– Marnie ci idzie, skoro mamy to, co mamy.

Nieznajoma spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem, którego bał się każdy. Wielki Duch spojrzał w bok, ratując się przed nim.

– Ja, w przeciwieństwie do ciebie, coś robię. Nie chowam się po pustkowiach.

– Za to chowasz się po lasach.

Nieznajoma wypięła dumnie pierś, rzuciła mu jeszcze raz ostre spojrzenie. Odeszła i zniknęła.

„Ona mnie kiedyś wykończy” – pomyślał. Lubił ją, lecz nie wiedział czemu, gdyż prawie każda ich rozmowa kończyła się kłótnią. Czasami zazdrościł jej profesji, ponieważ z nich wszystkich spędzała na Ziemi najwięcej czasu i mogła objawiać się ludziom. Wielki Duch z kolei rzadko opuszczał ich siedzibę. Pracował z ludzkimi duszami, przemawiając do nich w snach lub myślach. Wysyłał im także różne znaki, ale rzadko kiedy się objawiał.

Westchnął. Nadszedł czas, by wrócić do obowiązków. Pożegnał wzrokiem swoje pustkowie i odszedł. W Sercu, które było pałacem, siedzibą bogów, zastał niemalże wszystkich.

„Nie lubię tłoku” – przeszło mu przez myśl.

– Wielki Duch! – krzyknął Obrońca na jego widok. – Wreszcie się pojawiłeś.

– Miałem coś do zrobienia.

– Nie wątpię. – Złapał go za ramię i odprowadził na bok. – Sprawa jest poważna. Zostało nam niewiele czasu. Praojciec zniknął, a Matka nie chce z nami rozmawiać. Jeżeli dojdzie do katastrofy…

– No, co wtedy? – zapytał Wielki Duch. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy tak się martwią. – Odrodzi się ponownie. Życie znów się pojawi i wszystko zacznie się od początku.

– Co się z tobą dzieje? – Obrońca popatrzył na niego niezadowolony. – To przecież nasza Ziemia! Praojciec powierzył ją nam.

– Praojciec odszedł ponad tysiąc lat temu. Myślisz, że tu wróci? A nawet jeśli, do tego czasu wszystko się odrodzi. Nie nasza to wina, że człowiek jest idiotą.

– I ty dbasz o ludzką duchowość? – Obrońca pokręcił głową. – Dobrze, jeżeli ci na tym nie zależy… – westchnął i zaczął się oddalać.

– Zaczekaj! – zawołał Wielki Duch. – Wybacz. Ostatnio dzieje się ze mną coś niedobrego. W każdym razie… Co zamierzamy zrobić?

– Wszyscy zejdą na Ziemię. Nie pozostaje nam nic innego. Przyroda robi, co może, ale Matka jest nieugięta, a ludzie jeszcze gorsi. Wykorzystują swoją technologię, żeby manipulować Pogodą. Ta broni się, jak może, ale nie ma już sił. Zbyt długo to trwa. Wiesz, że Matka Ziemia nie pozwoli, aby krzywdzono jej dzieci… To błędne koło – wyjaśnił Obrońca ze smutkiem.

– Praojcze, gdzie jesteś?

– Każdy zadaje sobie to pytanie… Musimy działać. Połączyliśmy się w pary.

Wielki Duch rzucił mu zaciekawione spojrzenie.

– Tylko nie mów, że…

– Tak. Jesteś z Nieznajomą. – Obrońca poklepał go po ramieniu. – Powodzenia!

– Wspaniale… – mruknął Wielki Duch.

 

***

 

Zauważył ją, siedzącą przy drzewie. Twarz przysłoniła kapturem, a w rękach trzymała kij.

– Nawet ja bym się ciebie wystraszył, gdybym spotkał cię w lesie.

Nieznajoma odsłoniła twarz.

– Tak lepiej – dodał Wielki Duch, przysiadając się. – Zostaliśmy parą.

– Idealne połączenie – prychnęła.

– Jesteś dla nas zbyt okrutna.

– Dla nas? – zapytała z niedowierzaniem.

„Niech to” – pomyślał.

– To znaczy, chodziło mi o to, że nasza współpraca może okazać się niezwykle owocna – wyjaśnił w pośpiechu.

– Nie chciałam z tobą współpracować, ale czego się nie robi dla świata?

– No właśnie. Musimy ustalić, co zrobimy, a czego nie.

Zapadła cisza. Oboje zastanawiali się, co powiedzieć. Nie potrafili rozmawiać ze sobą o tak poważnych sprawach. Czas wolny spędzali z innymi bogami albo w samotności. Siedzieli tak dłuższą chwilę.

Wiał lekki wietrzyk, a ptaki wesoło ćwierkały. Nagle zza drzew wyłoniła się sarenka. Nieznajoma uśmiechnęła się na jej widok i przywołała do siebie.

– Moja piękna – powiedziała, głaszcząc zwierzę delikatnymi ruchami.

Widok ten uspokajał Wielkiego Ducha. Często podglądał swoją towarzyszkę, kiedy spacerowała po lesie. Nigdy nikomu się do tego nie przyznawał. Nie miał pojęcia, czy nawet ona zdawała sobie z tego sprawę. To był pierwszy raz, kiedy byli ze sobą tak blisko. Zawsze dzielił ich mur zgryźliwości i zazdrości…

– Czuję pustkę – powiedział niespodziewanie.

Nieznajoma spojrzała mu w oczy, tym razem łagodne i ze zrozumieniem. Wielki Duch również się w nią wpatrywał, wszak pierwszy raz obdarzyła go takim spojrzeniem. Zakłopotana, spuściła wzrok, wyraźnie niezadowolona z zaistniałej sytuacji.

– To niedobrze – rzekła smutnym głosem. – Jaki przykład dajemy ludziom?

– Ty też ją czujesz?

– Czuję wiele rzeczy – odparła, a po policzku spłynęła jej jedna łza, która błysnęła w promieniach słońca przebijającego się przez gałęzie drzew.

– Czasami zastanawiam się, czy nie przejąłem jej od ludzi. Cały czas siedzę w ich umysłach, czuję wszystko. Jest w nich jedna wielka pustka… – kontynuował, udając, że nie zauważył łzy swojej towarzyszki. Był tak zszokowany tym widokiem, że nie wiedział, co powinien zrobić.

– Może jednak ludzie przejęli to od nas? Wszak stworzyliśmy ich na swoje podobieństwo… – Nieznajoma wstała. – Wszyscy jesteśmy tacy sami.

– Nie wiem – odparł.

– Co to za bóg, który nie wie? – zapytała, uśmiechając się.

Widok jej uśmiechniętej twarzy wywołał w nim coś czego, dawno nie czuł. Wstał, lecz bał się podejść bliżej.

– Wiem jedno. Zostawmy to, co było.

– Co masz na myśli?

– Żeby powstało coś nowego, stare musi zostać zniszczone – wyjaśnił Wielki Duch, a serce biło mu jak oszalałe. Na twarzy Nieznajomej wystąpił rumieniec.

– Tak więc co powinniśmy zrobić? – zapytała.

– Nic – odparł. – Pozwólmy temu odejść.

Zbliżył się do niej na kilka kroków, lecz ta odwróciła się. Wielki Duch zbladł.

– Coś jest nie tak… – powiedziała, łapiąc się za głowę.

– Co takiego?

– Zobaczyłam coś – oznajmiła po chwili ciszy, a z jej oczu popłynęły łzy. – Ludzie odpalili bombę atomową.

Wielki Duch poczuł ich strach i beznadzieję.

– Pozwólmy temu odejść – powiedział, roniąc łzę.

– Niech odrodzi się nowe – dodała Nieznajoma, uśmiechając się blado.

„Czas oczyszczenia” – pomyślał, kiedy oboje przyglądali się destrukcji ich świata.

 

***

 

Wybudzili go tak nagle. Podniósł powieki, a komora otworzyła się. Wstał, pocierając twarz ręką.

– W najlepszym momencie – mruknął pod nosem.

– Dobra robota. Symulacja wyszła pomyślnie. Gratulacje, Panie… Wielki Duchu – Wysoka blondynka spojrzała w papiery. – W nagrodę dostaje pan dwa tygodnie urlopu, a potem wracamy do badań – dodała i odeszła szybkim krokiem, z nosem w dokumentach.

– Nie mogliście poczekać, aż się skończy? Chciałem przyjrzeć się, jak wyglądałby świat po ataku atomowym… Niech to – westchnął.

– To nie nasza wina – powiedział mężczyzna w słuchawkach siedzący za biurkiem, na którym było pełno komputerów i rożnego rodzaju sprzętów. – Nieznajoma jako pierwsza opuściła symulację, nie był sensu zostawiać cię tam samego.

– Opuściła symulację? – zapytał z niedowierzaniem. – Ale jak to? Tak sama z siebie? To tak można?

– Można, ale niewielu wie, jak to zrobić – odparł mężczyzna, stukając w klawisze.

– To było jedyne miejsce, gdzie mogłem ją zobaczyć… – powiedział, choć nie zamierzał mówić tego na głos.

– Zrezygnowała z udziału w symulacjach – oznajmił inny mężczyzna, który pojawił się z kubkiem kawy. – Odeszła.

– Odeszła? Jak to? Tak nagle? A co z projektem, badaniami? – dopytywał Wielki Duch, wstając. – Nawet nie wiem, gdzie jej szukać… Regulamin zabrania wyjawiania własnych danych.

Każdy, kto brał udział w symulacji, zobowiązywał się do przestrzegania pewnych reguł. Nie można było wyjawić nikomu swojej prawdziwej tożsamości, dlatego przyjmowano pseudonimy. Uczestnicy nie nawiązywali ze sobą kontaktu, poza samą symulacją. Każdy z nich miał własny zespół ludzi, zajmujących się tylko nim. Wszystko działo się pod ścisłą kontrolą i zasłoną tajemnicy.

– Ja ją znam – oznajmił ten, który popijał kawę. – Jest koleżanką mojej dziewczyny.

U Wielkiego Ducha pojawił się błysk w oku.

– Kim jest?

– Nie mogę powiedzieć. Regulamin. – Puścił oko. – Ale nie rób sobie nadziei. Nieznajoma taka jest. Pojawia się i znika. No, chociaż tutaj była dość długo.

– To znaczy, że już po ptakach?

– Odeszła na dobre. Już tu nie wróci. Może spotkacie się gdzieś indziej, kto tam wie. Jak to się mówi, świat jest mały – powiedział i wziął łyk kawy.

– Świat jest mały… – powtórzył z żalem w głosie Wielki Duch.

Koniec

Komentarze

Smutne, ale ładne. Wątek miłosny całkiem zgrabnie poprowadzony – w sumie kto z nas nie szuka wypełnienia pustki w drugiej osobie ;)

Zakończenie od razu skojarzyło mi się z assassyńskim Animusem, być może to przypadkowe nawiązanie. Ale Eivor w avatarze do czegoś mnie zobowiązuje ;)

Pozdrawiam!

 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

nati-13-98, dziękuję za odwiedziny! :)

Kto by się spodziewał, że aromantyczna Ja napisze opowiadanie z wątkiem miłosnym. :P Pustkę można wypełnić wszystkim, ale pytanie, na jak długo? ;) Co do skojarzenia z “Assassynem” (czy jak to się pisze :D) – przypadek. Nie miałam z nim styczności (chociaż wiem, co to jest :P).

Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam!

Napisane pięknie. Świetnie się to czyta, informacje o świecie są zgrabnie wplecione w dialogi albo opisy. Tylko cały czas czekałam na jakiś zwrot akcji, jakiś wybuch. Nie wiem, ale to może mi coś umknęło albo czegoś nie zrozumiałam i mam wrażenie, że nie ma tu żadnego przesłania, morału, chociaż jakiejś myśli podsumowującej wydarzenia. A cały czas podczas czytania miałam wrażenie, że na takie coś się zbiera, że to ma być coś, co czytelnikowi otworzy oczy. Dlatego po przeczytaniu czuję pewien niedosyt, zabrakło mi czegoś na końcu. Niemniej jednak czytało się świetnie.

Zielony Groszku, dziękuję za odwiedziny! :)

Przesłanie jest, tylko nie w końcowym fragmencie. Mogę podpowiedzieć, że powinnaś poszukać go w drugim fragmencie, chociaż już w pierwszym zostało to zaznaczone. Jednak rozumiem Twój niedosyt, ponieważ na samym początku opowiadanie miało zakończyć się wcześniej. Końcówka wpadła mi do głowy później, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się jej pozbyć, a wtedy opowiadanie dalej będzie miało ręce i nogi, tylko wtedy wyjdzie fabuła o samych bogach. Mimo to zachowałam główną myśl, która przyświecała mi przy tworzeniu tego utworu. Nie będę mówić, o co chodzi dokładnie, bo może będziesz miała ochotę jeszcze raz pochylić się nad tym tekstem, wykorzystując moje wskazówki. :) Ale może być tak, że to po prostu moja wina, bo nie wyjaśniłam wszystkiego, jak trzeba albo za bardzo pokombinowałam. Jednak muszę zaznaczyć, że przesłanie jest. :D I to dosyć ważne (przynajmniej moim zdaniem), ale trzeba go szukać, jak to się mówi, między wierszami. :)

Napisane pięknie. Świetnie się to czyta, informacje o świecie są zgrabnie wplecione w dialogi albo opisy.

Bardzo dziękuję Ci za te miłe słowa! Naprawdę wiele dla mnie znaczą, bo nie zawsze udawało mi się pisać w ten sposób (może nawet nigdy mi się to nie udało :P). Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego opowiadania. :) A Twoje słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie muszę się wstydzić jego wykonania. Dziękuję!

Pozdrawiam serdecznie!

Bardzo ładnie i obrazowo napisane. Już od pierwszych słów można się zanurzyć w tym pustkowiu, które kreujesz. Samo opowiadanie jest otwarte na interpretację, chociaż faktycznie trudno wyłuskać tu jeden konkretny morał, tak jakby dwie pierwsze części miały zupełnie inną myśl przewodnią niż trzecia.

Fladrif, dziękuję za odwiedziny! :)

Samo opowiadanie jest otwarte na interpretację, chociaż faktycznie trudno wyłuskać tu jeden konkretny morał, tak jakby dwie pierwsze części miały zupełnie inną myśl przewodnią niż trzecia.

Jest dokładnie tak, jak napisałeś. :) Jak wspomniałam we wcześniejszym komentarzu, opowiadanie pierwotnie miało zakończyć się na drugiej części. Jednak później wpadł mi do głowy pomysł na trzecią. Tak więc można je czytać w dwojaki sposób. Może trochę pokombinowałam, ale ostatnia część jest dla mnie ważna, więc postanowiłam ją zostawić. Jednakże równie dobrze mogę ją wyrzucić, a opowiadanie dalej będzie mieć sens. Taki też był mój zamysł, aby pozostawić wolne pole do interpretacji. Czy mi wyszło? Trudno ocenić. :P Chociaż ostatnia część różni się od dwóch pierwszych, to jednak coś je łączy. :)

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

Cześć, Utrapienico,

faktycznie ładnie napisane, ale niestety nie do końca pojmuję, o co chodziło :( IMO, tekst byłby dużo lepszy bez nadużywanego zabiegu “to wszystko symulacja”. Choć oklepany, czasem się sprawdza, ale powinien mocno wybrzmieć. Tutaj tylko mi to zepsuło całe wrażenie, bo, jak wspomniałam, napisane bardzo ładnie. Lecz nagle sposób wypowiadania się bohaterów staje się dziwny. Skoro oboje wiedzą, że to symulacja, czemu tak ze sobą rozmawiają? Trochę przywodzi to na myśl jakiegoś larpa przyszłości czy właśnie animusa z Assassin’s Creed, że postacie muszą zachowywać się w określony sposób. Dobrze byłoby to wytłumaczyć, choć rozumiem, czemu nie zagłębiałaś się w szczegóły.

Sam tekst należał raczej do przyjemnych, ale podobałby mi się bardziej z innym zakończeniem. Przyznaję jednak, że zaciekawiła mnie postać Nieznajomej ;)

 

 

Wielki Duch obrócił się.

Lepiej nie stawiać “się” na końcu, szczególnie jeśli później już nic nie ma.

 

 

Widok jej uśmiechniętej twarzy wywołał w nim coś[+,] czego,[-,] dawno nie czuł.

 

– To nie nasza wina – powiedział mężczyzna w słuchawkach[+,] siedzący za biurkiem, na którym było pełno komputerów i rożnego rodzaju sprzętów.

Literówka.

Poza tym “i różnego rodzaju sprzętów” nie brzmi dobrze. Samej zdarza mi się tak pisać, ale dopiero u kogoś widać, jak bardzo źle i niedbale to wygląda. Radziłabym to wykreślić albo zmienić na konkretne sprzęty ;)

 

Powodzenia w dalszym pisaniu!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Błękitne, czyste niebo otaczało spokojem.

Niebo otaczało spokojem? W moim odczuciu dziwnie to brzmi.

Wielki Duch stąpał ostrożnie po ziemi, jakby bał się, że może ją zranić. Biały piasek pod jego bosymi stopami był przyjemnie ciepły. Błękitne, czyste niebo otaczało spokojem. Kiedy w nie spoglądał, kręciło mu się w głowie.

Wokół panowała pustka. Nie było niczego ani nikogo. Pustkowie zalane piaskiem, rozciągające się po horyzont. Przemierzał je już długi czas, choć wiedział, że nie dojdzie do końca. Pustkowie było nieskończone.

Wkradał się do tego świata jak złodziej. Za każdym razem bał się, że kogoś tam zastanie. Lecz obawy były niesłuszne. Nikt tam nie zaglądał. Uważał, że to nawet lepiej. To jedyne miejsce, gdzie mógł zostać sam. Jednak czasami…

– Czuję pustkę – powiedział na głos, nie bojąc się o to, że ktoś go usłyszy. Tu mógł mówić swobodnie, a jedynymi świadkami jego monologów był błękit nieba i biel piasku.

Małe zróżnicowanie tych czasowników, a za to duże natężenie “bytozy”. No i to końcowe “był” powinno być “świadkami były błękit i biel”.

Jeśli Matka Ziemia dokona autodestrukcji, to potem i tak się odrodzi.

Ta “autodestrukcja” burzy styl opowieści.

Praojciec powierzył ją nam.

Chyba lepiej: “Praojciec ją nam powierzył”.

 

Muszę przyznać, że opowiadanie wydało mi się dziwne, przez co mam dość ambiwalentne odczucia po jego przeczytaniu. Początek wyraźnie sugeruje, że całość jest przypowieścią, a więc będzie zawierało przesłanie. Dalej zarysowujesz konflikt – chęć porzucenia świata vs. obowiązek uratowania go, do tego dochodzi wątek relacji Ducha z Nieznajomą. Na koniec jednak oba te motywy wyrzucasz do kosza. Problem postępowania wobec świata staje się nieistotny, zważywszy, że to tylko symulacja, z kolei wątek Duch-Nieznajoma kwitujesz stwierdzeniem, że pewnie nigdy się nie spotkają, zanim do czegokolwiek poważnego między nimi doszło. Jednym słowem cała historia zdaje się przelotnym epizodem w jakiejś grze (MMORPG przyszłości?), a to mało satysfakcjonujące dla czytelnika, któremu zapowiedziano przypowieść z głębokim morałem.

Myślę, że takie przebicie ściany powinno mieć większe znaczenie dla wcześniej prowadzonej fabuły, aby nie stwarzać wrażenia, iż dotychczasowa akcja była nieistotna. Świetnie to moim zdaniem zrobił None w szorcie “Trauma identyczna z naturalną”.

Powracając do technikaliów, to prócz rzeczy wymienionych wyżej, trochę zgrzytały mi dialogi, ale to chyba kwestia moich subiektywnych preferencji.

Opowiadanie napisane porządnie, więc czytało się bez potknięć, ale ponieważ to zupełnie nie moje klimaty, historia chwilami nieco nużyła.

 

po­wie­dział i wziął łyk kawy. –> …po­wie­dział i wypił łyk kawy.

Łyków się nie bierze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świat przedstawiony w symulacji jest całkiem ciekawy. Jak dla mnie istnieje pewien fatalistyczny morał łączący obie części – Wielki Duch, który nie mógł pomóc ludziom w symulacji zapełnić pustki, sam ową pustkę posiada w życiu. I chociaż Nieznajoma również cierpi, pewnie nigdy nie odnajdą się w “realu”. Tragedia.

 

Co do stylu mam jedną uwagę, moim zdaniem miejscami zbyt gęsto stawiasz kropki, np.:

Za każdym razem bał się, że kogoś tam zastanie. Lecz obawy były niesłuszne. Nikt tam nie zaglądał.

W moim odczuciu wychodzi trochę sieczka.

 

Pozdrawiam!

 

Nowa Fantastyka