Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

Marzyłabym o tym, aby wprowadzić do regulaminu propozycję Cobolda o dwóch tygodniach na początku każdego roku na zgłaszanie opowiadań z ubiegłego, tych, o których po roku myślimy inaczej.

Dla ścisłości – postulowałem taki tryb dla opowiadań przegapionych (nienominowanych) wcześniej, nie dla tych, odnośnie do których ktoś zmienił opinię.

Las Eróticas aventuras de Don Quijote – Raphael Nussbaum (1976)

 

Tak z ciekawości, Stn, ile punktów od Ciebie za “prawie idealną formę” i “doskonały warsztat”?

To gwoli wyjaśnienia: określenie „anachroniczny” odnosiło się do nieprzystawalności czasowej obu uczestników aktu inwaginacji, w każdym z wymienionych, jak i w tym niewymienionym przez Ciebie, tego drugiego słowa opowiadaniowym znaczeniu.

No i zdążyłem przed wynikami.

Ja się właściwie zgadzam z Marasem. Z dwoma zasadniczymi wyjątkami. 

Nie jest źle pisać o tak wielu rzeczach, żeby czytelnik mógł sobie sam wybrać. Można tak pisać. Choć nie wiem, czy etycznie – ale weird pozwala na więcej.

A i fajerwerków literackich nie zabrakło. Bo żeby móc tak pisać, trzeba umieć bardzo dużo.

Dlatego, tłumiąc męską dumę (bo przecież to wcale nie tak), chylę głowę przed warsztatem i rozmachem skojarzeń, życząc wygranej w konkursie.

Chwalić, już chwaliłem.

A teraz przyszła mi do głowy jeszcze jedna refleksja – to chyba opowiadanie, w którym najbardziej zbliżyłeś się do Małeckiego: przez prowincjonalno-rodzinny setting, pokazanie bohatera od dziecka do mężczyzny, motyw rodowej klątwy, nawet tę Bozię. Ale poprowadziłeś całość wokół bardzo już dla siebie specyficznego rozumienia fantastyki – subtelnej metafizyki, realizmu magicznego, nieoczywistych dylematów i skojarzeń, fatum rozumianego na weirdowy sposób. To pokazuje pewną dojrzałość, pozwalającą chłonąć wpływy, bez utraty wykształconej już indywidualności. A potwierdzają to kolejne Twoje teksty, w których poszedłeś już w innych kierunkach.

Mag od dawna zapowiada, że wznowi całą trylogię.

 

EDIT: A tak w ogóle, to King ze Straubem mogliby za to Bradbury’emu wiązać rzemyki u sandałów.

Kolejną zagadkę publikuje Asylum w porozumieniu z Ninedin ;)

Asylum, chyba nikt nie chce Ci pomóc, sprawdź szybciej ;)

Tuż po północy. Szurające kroki. Sprzedawca piorunochronów maszerował opustoszałą ulicą, kołysząc w potężnej dłoni niemal pustą skórzaną torbę. Jego twarz miała spokojny, zadowolony wyraz. Skręcił za róg i przystanął.

Białe ćmy, miękkie niczym bibułki, obijały się o szybę pustego sklepu, zaglądając do środka.

Zaś na wystawie, niczym wielka trumna ze szkła koloru gwiazd, na dwóch kozłach spoczywała bryła lodu z Kompanii Śniegów Alaski, przycięta do rozmiarów klejnotu z pierścieni olbrzymów.

Zaś zamknięta wewnątrz lodu tkwiła najpiękniejsza kobieta świata.

Dzięki za kolejne komentarze.

 

Tarnino – bardzo cenne uwagi, tym bardziej, że ja czuły jestem na niezamierzone rymy i aliteracje (i wciąż nieczuły na przecinki). Na razie nie do wykorzystania, bo deadline na poprawki minął, ale później na pewno się pochylę. Wpuklania będę się trzymał, bo jak się morze może wżynać (raczej niż wrzynać), to czemu nie np. inwaginować. Zdania sztywne czy prostsze zamierzone, podobnie jak te heheszki.

 

Psychofishu – rozgryzłeś mój podstęp ;)

 

Fun – dzięki. Trzeba w końcu doczytać tę Dioramę. A przy okazji – kiedy brałem hasło, planowałem napisać coś o podróżach w czasie. Ale jakoś mi zeszło…

W moim przekonaniu wprowadzenie systemu ciągłych nominacji jest nie do udźwignięcia organizacyjnego. Przesunięcie terminu nominacji też nie rozwiązuje problemu – miesiąc nadal ma ok 30 dni i opowiadania z początku nowowyznaczonego periodu zawsze będą miały więcej czasu, niż te z  jego końca. Inna sprawa, że doświadczenie wskazuje, iż czas intensywnego życia opowiadania (licznych komentarzy, nominacji do biblioteki, nominacji) mieści się zwykle w dniach a nie tygodniach. Po tym czasie opowiadanie ginie, przysypane kolejnymi.

Sam jednak pamiętam kilka świetnych opowiadań, które utonęły, niezauważone przez nominujących – najbardziej jaskrawym przykładem i osobistym wyrzutem sumienia pozostaje dla mnie “Rdza” Innatan. Jednym z rozwiązań zmniejszających takie ryzyko, a proponowanych już przy okazji poprzednich konkursów jest zaapelowanie do ich organizatorów o nieustalanie konkursowego deadline’u w ostatniej dekadzie miesiąca. Może czas to przyjąć jako regułę.

Innym pomysłem, który mi przychodzi do głowy, jest ustalenie na początku roku 1-2 tygodniowego okienka, kiedy można zgłaszać dodatkowo do piórka przeoczone opowiadania z całego poprzedniego roku, przy czym osobiście byłbym za ustanowieniem dla takiej “dogrywki” wyższego limitu głosów, niż w przypadku normalnych miesięcznych głosowań.

I jeszcze jedno – jedynym bezdyskusyjnym efektem wzmożonej aktywności nominacyjnej jest większe obciążenie pracą Loży; nie ma przecież podstaw do tego, żeby liczba nominowanych opowiadań przekładała się na  liczbę, jakość i prestiż przyznawanych piórek. Rozumiem ten problem, podobne wypiętrzenie miało miejsce w ubiegłym roku w listopadzie i przyczyniło się do licznych rezygnacji z biernego udziału w kolejnych wyborach. Ale nikt nie obiecywał, że gra będzie miętka.

Że się podoba, to wiadomo.

A pochwalę szczególnie za konstrukcję – bardzo udanie się te światy zazębiają, a potem rozsprzęgają. Z jednej strony wygląda to naturalnie, płynnie, z drugiej, kiedy się przyjrzeć budowie kolejnych scen (a analizuję, żeby podpatrzeć technikę) widać matematyczną precyzję. Świetny ten fragment “zdejmuje/zakłada nos”, wraz z podsumowaniem.

No i w ogóle widać kontrolę emocji – jest ryzyko pójścia na całość, ekshibicjonistyczno-narcystycznego stripteasu twórcy, ale nie dajesz się ponieść, moim zdaniem jest tego elementu “siebie” w sam raz.

Cudze opowieści jak ziarno: teraz zasiane, popołudniu dadzą plon, który on zbierze, tworząc własne historie.

Tak, tak to działa. I tak się rozsiewa.

Może nie tyle do książki, co do pierwowzoru bohatera. Bo to nawet te same rejony. I do tego nawiązania do kuru.

Prawdę mówiąc, pisząc ten tekst w równej mierze miałem w głowie postaci Malinowskiego, Fiedlera, Gajduska i jednego z niedawnych premierów.

Szyszkowy – pochwała z Twoich ust to dla mnie zaszczyt!

Arya – miło mi, że sprawiłem Ci przyjemność.

Fanthomas – ledwo Cię poznałem, a już Cię lubię!

Mersejk – to ja dziękuję! I zapewniam Cię, że to prosta historia.

Fladrif – o widzisz: Diuna. Ten motyw chyba podświadomy.

Dogsdumpling – bo “Ludzie na drzewie” już celowi. A to “he, he” kilka razy dopisywałem i kreśliłem – miało stanowić dysonans, objaw regresu narratora. I dalej nie jestem pewien, czy to działa.

No, Bright, dawno Cię nie było – dobrze, że znowu jesteś.

EDIT: Bardzo dobrze, spójnie wykreowany klimat: mroczny, tłusty i zaropiały. Tło – do końca niejednoznaczne, ale jednak sprawiające wrażenie konsekwentnej kreacji. I chyba największe wrażenie zrobił język narracji – niebanalny, unikający wytartej frazeologii, momentami pokręcona konstrukcja zdań, jak na weird przystało.

Zasugerowałem się własnymi doświadczeniami i tym, co wiem o Tobie, stąd początkowo traktowałem narratora jako lekarza, który uzyskuje wsparcie w swojej pracy od nowych posiłków. Sprawdziłem, to kwestia subiektywna, tekst bezpośrednio nie sugeruje takiej opcji.

Wykorzystanie hasła raczej naciągane, ale to problem dla jurorów w aspekcie konkursu, nie umniejszający wartości literackiej.

Za to tytuł świetny.

 

Mytrix – skoro się potknąłeś, to słusznie. Zmieniam. Dzięki!

 

Daliście mi do myślenia z tym tytułem. Z jednej strony to “niefortunne” skojarzenie ma ograniczony zasięg (osobowy, ale przede wszystkim czasowy), w przeciwieństwie do zakładanego skojarzenia z Marquezem. Z drugiej strony – jakże to, żeby drabbel smucił, czy choćby drażnił?

Innymi słowy: ogłaszam konkurs na tytuł zastępczy!

mam dość koronawirusa i związanych z nim tekstów

Ja też stoję na stanowisku, że to nie jest temat do zabawy. Ale ten obrazek wydał mi się ciepły, łagodny i… optymistyczny. A przy tym bardziej o ludziach niż o czasach i chorobie. Tylko dlatego zdecydowałem się nim podzielić.

Pozdrawiam, do zobaczenia w lepszych okolicznościach :)

Dziękuję Loży i Dyżurnym.

Gratuluję Współwyróżnionym!

Dzięki, Bright. Jak słusznie zauważyłeś, koniec opowieści o bohaterze nie jest jeszcze końcem tego opowiadania.

 

Pozwolisz, że skorzystam z luksusu braku przymusu

 

Nie tęsknisz jeszcze za tym obowiązkiem? ;)

Jest nieśmiertelność, jest sztuka, jest porządny warsztat – czego cobold mógłby chcieć więcej?

Pomyślmy…

Ilustracja trochę spłaszcza interpretację, czyni bohatera kimś konkretnym, daje zbyt dosłowne wyjaśnienie – wcześniej myślałem o nim <SPOILER!> jako o dziele sztuki w ogóle, bez podziału na kategorie <KONIEC SPOJLERA> i ta myśl była naprawdę przejmująca, każąca się zastanowić nad własną radosną twórczością. Z drugiej strony widzę, że to wyjaśnienie było wielu czytelnikom niezbędne. 

Tytuł – raczej odstraszał, kiedy tylko się pojawił, złamałem szyfr i pomyślałem “e, tani chwyt” ;)

Schody w dół na dach – niby pasuje do konwencji w ogóle, ale to element dodatkowy, obok głównego wątku, ekstra udziwnienie. Czepiam się dlatego, że w tym jednym momencie zatrzymałem się i cofnąłem w trakcie lektury, żeby sprawdzić, czy czegoś nie przeoczyłem/autor nie pomylił. Taki paradoks – wkręciłem się gładko w, niełatwą przecież, główną oś narracji, a potknąłem na tym szczególe.

Ale to michałki. Za pomysł, odwagę, głębię i 90% wykonania idę nominować.

Wilku – przez dłuższą chwilę byłem gotów się założyć, że nigdy nie napisałem tekstu o bombie atomowej. A jednak…

Ech, ta starość!

Thargone – a panowie młodsi ciągle o jednym… ;)

 

Drakaina – dzięki za wyjaśnienia, teraz lepiej rozumiem Twoje stanowisko. Chociaż z tą zapadalnością w pamięć, to wiele zależy od targetu (patrz wyżej).

 

MrMaras – to bardzo uczciwy komentarz i bardzo mi potrzebny. Opowiadanie ze względów osobistych powstało w rekordowym, jak dla mnie, czasie. I Ty to widzisz. Gdyby nikt tego nie zauważył, pisanie na 90% możliwości mogłoby mi wejść w krew. A tak – dostałem ostrzegawczego kuksańca. Dzięki, brachu!

Irka_Luz – dzięki za powtórny komentarz, choć ten o cudeńku był moim zdaniem też wystarczająco merytoryczny. ;)

 

 

Drakaina – 

nie różni się specjalnie od innych, które prezentuje nam autor

Nick autora to trochę za mało

od tego konkretnego autora chciałabym

A gdyby to było opowiadanie anonimowe?

 

 

Tfurca – dzięki za komentarz! 

czy to opowiadanie wystarczająco dziwaczne, jak na warunki tego konkursu?

Oto jest pytanie! Ale, adaptując brzytwę Finkli, czy po streszczeniu do jednego zdania brzmi dziwnie?

Świetny ten koncept wykorzystania “obcej” ręki do nieświadomej twórczości artystycznej – to bardzo nośne, tak w wymiarze neurobiologii, jak i w ujęciu metaforycznym. Posunę się nawet do stwierdzenia, że mając taki mocny motyw, można sobie pozwolić na oprawienie go w standardowe dekoracje, po to, żeby tym bardziej błyszczał na ich tle.

Bo reszta historii rzeczywiście dość przewidywalna, ale też podana w bardzo poprawny sposób na poziomie linii fabularnej, ogólnej konstrukcji, ale też poszczególnych zdań – w sumie co najmniej udane ćwiczenie stylistyczne. Czepiałbym się rozłożenia akcentów – ten fragment gdy bohater zyskuje uznanie w świecie artystycznym zasługuje na osobną scenę, a nie streszczenie w jednym akapicie.

Nie wykorzystałaś potencjału zagadki tajemniczego wizerunku, to można było rozegrać lepiej, właśnie w klimatach weirdowych, nawet zostawiając ją otwartą.

Przedostatnie zdanie wykreśliłbym, nie pasuje klimatem do całości opowiadania.

Dziś jest dzień, w którym świętujemy wielką unię Królestwa Zwierząt, Królestwa Roślin i Królestwa Grzybów

A bakterie i protisty, to co? ;)

Czepiam się, ale jakoś mi to zdanie tak szkolnie wygląda, nie pasują mi te, umowne przecież, kategorie do boskiej perspektywy. To, że bogowie samozwańczy, nie ma większego znaczenia, bo na tym etapie czytelnik tego jeszcze nie wie, więc odczuwa dysonans.

Nawiązania bardzo zacne – na kosmografii nordyckiej się nie znam, ale odnajduję tu ślady np. “Pana Światła” (w koncepcie pseudoboskich post-ludzi), ale i “Cieplarni” (tak w idei drzewa-świata jak i w botanicznych neologizmach).

Jest epicko, co szczególnie zasługuje na uznanie, biorąc pod uwagę rozmiary i gęstość, jest i tragicznie, co mnie powinno wzruszać. Ale jednak wzrusza umiarkowanie, pewnie dlatego, że nieczuły jestem na cyfrową psychodelię. Bo chociaż wiem, że ma ona swoją tradycję, uzasadnienie i zwolenników, to ja jednak łaknę prawdziwej krwi, łez i potu. Kupuję światy cyfrowe jako uzupełnienie (nawet równoprawne) historii in vivo, ale nie jako samodzielną, zamkniętą kreację.

Ale to ja. Bo pewny jestem, że co najmniej jeden z jurorów będzie bardzo zadowolony ;)

Powodzenia!

A na końcu każdej części trójkątna płetwa niepokoju przecina spokojną toń.

[notuję w zeszycie: w przyszłym roku tez głosować na Thargone (wyrobiony gust, świetne komentarze) do Loży].

Dziękuję, Edwardzie!

 

Deirdriu, kłaniam się szarmancko. To o czym mógłbym napisać, żebyś była zadowolona nie tylko ze stylu?

Wicked, dzięki za profesjonalny komentarz! Jestem nieodmiennie pod wrażeniem Twoich umiejętności i chętnie bym jeszcze kiedyś poddał swój tekst Twojej redakcji. Większość uwag przyjąłem i zrealizowałem, zostawiłem ten pierwszy przecinek, bo taka intonacja nadaje jednak zdaniu pewnego klimatu oraz to “na miejscu” bo, pomimo powtórzenia “na”, lepiej mi brzmi w całości.

 

mam też wrażenie, że można było wycisnąć z tego więcej

O, na pewno ;) Dlatego wciąż jeszcze piszę.

 

Żongler -

Jongleur des Universes (Queen – Innuendo) by Jean Grandville …

 

Dzieki, Sonato!

nie wiem, co było w tym weirdowego

Weirdowość nie jest w konkursie niezbędna. Cytując regulamin: “Tekst biorący udział w konkursie musi należeć do gatunku szeroko rozumianej fantastyki, z preferencją podgatunku weird, koncepcji absurdalnych, groteskowych, satyrycznych oraz abstrakcyjnych”.

 

Tylko ciekawi mnie, po co ona poluje na facetów, by zamienić ich w żachwy

To ja się pytam, pytam się ;)

 

 

Jak to nie było niepokojące, to ja zgłaszam protest gdzie trzeba.

Dzięki, Sy! Bądź pod telefonem w trzeciej dekadzie kwietnia ;)

Dzięki, Kasjopejatales!

Nie to nie Twoja wina, ani nie wina tekstu. To zawsze jest wina autora.

Fajnie, że doceniłaś ten zabieg z narastającą fragmentaryzacją i spłyceniem tekstu. Od dawna walczę z pokusą przyspieszania na finale, ale tutaj postanowiłem właśnie wykorzystać tę słabość ;)

Dzięki, Kam, i Tobie – za miłe a szczere słowa!

Powtórzę jeszcze raz: najbardziej bawiłem się tutaj interpretacją hasła – to było kluczowe, stąd fabuła miała znaczenie drugorzędne, a nawet powinna być standardowa, żeby puzzelki w głowie Czytelnika gładko powskakiwały na swoje miejsca. Jeżeli mimo to uważacie, że opowiadanie broni się literacko poza ramami konkursu, to bardzo się cieszę. Bo tak powinno być, choć nie zawsze to łatwo pogodzić.

 

 

Dzięki, NaNa.

 

a tak by wynikało z kontekstu.

Wynikało by, gdybym napisał np. “równie naturalne jak”. Ale nie napisałem.

Mitr – dzięki! Nosacze wpadły przypadkowo, kiedy zacząłem się zastanawiać, co żyje w tej sundajskiej dżungli ;) W ogóle miejsce akcji wybrałem na chybił-trafił, a to bardzo inspirująca okolica – kuru, homo floresiensis i Tambora.

Łosiot – jeśli udało się uzyskać efekt niepokoju powoli niszczącego idyllę, to jest właśnie to, o co mi chodziło :)

Altti – dzięki za dobre słowo. Ja też pewnie zrobiłbym trochę inaczej, gdyby nie wymogi konkursu i hasła. Skojarzenie z Frazerem – niezasłużenie nobilitujące.

Wilku – to intuicyjne skojarzenie z tekstami antropologicznymi wynika pewnie z samych okoliczności – narracja Europejczyka pośród Obcych. A że mój bohater to jednak profan i z lekka pogardliwie zdystansowany, to i jego przekaz różni się od oficjalnych tekstów kultury. “Węża i tęczy” nie oglądałem, ale Pullman by mi tutaj pasował.

Gratuluję srebrnych piórek – bardzo ich brakowało!

I cieszę się z sukcesu Belli!

 

P.S. Zerknijcie na zakładkę “Piórka” – jak się sympatycznie kolorowo zrobiło :)

Yamir – nie ma powodu, żebym czuł się obrażony. W swoich komentarzach napisałeś więcej o sobie, o swoim guście, niż o moim opowiadaniu. Mają natomiast rację Ninedin i Asylum – warto próbować dokładniej analizować i nazywać odczucia w stosunku do tekstów innych autorów, to pomaga wypracować własną drogę.

Wybranietz – i tu nieuchronnie zbliżamy się do kontrowersyjnego pytania: “Czym myślą faceci?”. 

A co do księżyca – zauważ, że nie chodzi o każą pełnię, tylko o taką siną. Zaczynam się zastanawiać, czy “sina” nie znaczy “bezkrwista”. 

 

Yamir – Ale wiesz, że nie mam wpływu na gusta i komentarze Czytelników? Chciałbym Cię natomiast prosić o wskazanie tych perełek, utkniętych w Poczekalni – zobaczę, może da się coś zrobić ;)

P.S. “Śmierć w Wenecji”, wbrew obiegowej opinii, nie jest o facecie w łódce. O facecie w łódce jest “Stary człowiek i morze”. Chociaż nie… on też nie jest o tym.

I czy ta nagła poprawa angielskiego wynikała z postępującej degeneracji tego faceta?

Nie miałem takiego zamysłu. Zdanie, o którym piszesz to pojedyncza, stereotypowa fraza “Wszystko będzie dobrze”, którą Devi mogła mieć po prostu dobrze przećwiczoną. W dalszej części odzywa się po angielsku tylko raz, używając słowa “rozum” na określenie mózgu, co świadczy, że jednak nie jest wybitną lingwistką.

 

najpierw ktoś go obserwował z chatki, potem on obserwował następnego kochanka – to już wygląda na trzech z rzędu

ale nie wiemy, czy ten pierwszy też był przybyszem z zewnątrz – że mogło być inaczej sugeruje otwierający cytat.

 

Nie ma ciśnienia, ale jest trochę przykro.

Jak prędzej czy później przy większości Twoich tekstów.

to ja już może zmilknę.

CM – podziękował (a refleksją się ucieszył).

 

Peter Barton – dzięki! Co do przewidywalności, zgodzę się i nie zgodzę. Twist miał się tutaj bowiem zawierać nie w samej fabule, tylko w sposobie interpretacji hasła.

 

Rosebelle – nie znałaś żachw? A jestem więcej niż pewien, że czytałaś dzieła przytoczonej przeze mnie w cytatach trójki autorów ;)

 

Wybranietz – dziegieć spoko, dobry na łupież. Jeśli chodzi o dopływ nowych gości, to myślę, że święto, żeby było świętem, nie może się jednak zbyt często przydarzać. Co do reakcji ciśnieniowych – żachwy to duża gromada, można sobie wybrać, co kto lubi. Fragmentu komentarza z angielskim nie zrozumiałem ;(

Tak mi wpadło w oko:

Cudzoziemiec zasikał szczęki ze złości

i w pierwszym zdaniu:

wszedł w jego własność

Zaiste, chory tekst.

Wątek erotyczny odważny, zważywszy że czytelnicy mają zwyczaj odnosić go do osobistych fantazji autora ;) Dobre otwarcie głównego wątku przez scenę spowiedzi – wprowadza element egzystencjalnego niepokoju, dobre też domknięcie tej klamry. Świetny motyw gytii – brudne to i tłuste. No i wreszcie obrazki – tworzą udany duet z fragmentami wypracowań: jedne i drugie freaky, ale w odmiennych rejestrach.

Tego elementu chorej dziwaczności zabrakło mi w postaci profesora – rozumiem, że jego sceny miały wprowadzić element komicznego oddechu, ale jest dla mnie zbyt standardowo odklejony i nieudaczny, a brakuje w nim właśnie tego pierwiastka niepokoju.

Czepiałbym się rozłożenia sił w limicie – scenę otwarcia można byłoby skrócić o dobrą jedną trzecią i poobcinać nieco kolejne, żeby wygospodarować znaki na końcówkę. Od narodzin Obcego akcja przyspiesza w sposób chaotyczny, co jednak nie sprawia wrażenia celowego zagęszczenia fabuły tylko walki z limitem. Osobiście najmocniej potknąłem się w momencie wprowadzenia Jerzego (who the fuck is Jerzy?) – spróbowałbym wpleść postać męża w pierwsze katedralne rozważania.

Darcon:

Gdy zaczynałem czytać, pomyślałem sobie, że nic nie napiszę, jeśli mi się nie spodoba.

O, nie, nie, Darcy. Tak się nie bawimy. Czytasz? Budzi refleksje? Komentujesz!

Trza mieć jaja ;)

 

Za to nie podobało mi się, że wpadłeś do biblioteki bodajże bez jednego komentarza

Też do dzisiaj nie wiem, jak interpretować ten happening.

 

Takie rzeczy Ci po głowie chodzą

Autor tylko daje tekst, skojarzenia są już po stronie czytelnika. Ale masz rację – ostatecznie

przewiduję mam nadzieję na boom demograficzny.

 

Oidrin:

Byłeś tam też?

nie, ale to podejrzenie to jeden z najpiękniejszych komplementów literackich, jakie otrzymałem :)

Pierwsze "na" nie jest zbędne? ;>

Przeczytałem to zdanie pewnie ze 20 razy przed publikacją i kolejne 10 po tym jak wskazałeś mi błąd palcem i nadal nie widziałem tego nadprogramowego “na”.

Zaprawdę żachwieję.

Dzięki!

Witaj, Mytrixie!

 

Tu chochlik jakiś

czemu?

 

Podejrzewam, że przemyciłeś całkiem słuszną porcję własnych życiowych doświadczeń

czemu?! ;)

 

Killman – dzięki za dobre słowo. Wiesz, gdyby wszystko było jednoznaczne, nie byłoby to ani trochę weird. Dekonstrukcja kolonializmu, powiadasz? Myślałem raczej o satyrze na kryzys wieku średniego, ale lubię, kiedy Czytelnicy odkrywają nowe możliwości interpretacji gotowego już tekstu ;)

 

Fizyk111 – jak śpiewał Myslowitz: „Nie bez bólu i nie w domu, nie chcę szybko i nie chcę młodo, nie szczęśliwie i wśród bliskich, chciałbym umrzeć z miłości”.

 

Sara Winter – dzięki!

 

Paradust – myślę, że możesz mieć rację. Nie byłby to odosobniony przypadek w tych okolicach: https://pl.wikipedia.org/wiki/Fore

Dzięki za komentarze i kliki.

 

Chroscisko – tak, to mokry sen starszego pana (chociaż nie, stanowczo protestuję przeciw nazywaniu mężczyzny 20 lat po ślubie starszym). Ale taki, po którym nie można już wrócić do poprzednigo życia. Dzięki też za fachowe uwagi, będę o Tobie pamiętał, na wypadek riserczu z tych rejonów. Wiem, że Wyspy Sundajskie brzmią oficjalnie, ale też pojawiają się u mnie wyłącznie w wyimku z dzieła europejskiego antropologa kultury. Co do języka, prawdę mówiąc, wymyśliłem sobie tę wioskę jako położoną w rejonach, gdzie mówi się w Manggarai, ale że nie udało mi się znaleźć wystarczająco bogatego słownika tego języka, to uznałem, że tajemnicze plemię błękitnowłosych żachwojadów może mówić swoim własnym narzeczem. Ten wymyślony język jest hybrydą malajskiego i sundajskiego, a sam „lalak” to przerobiony „lalaki” – wg mojego google tłumacza oznaczający w sundajskim człowieka. Jeśli chodzi o znaczenie frazy „gede lalak kecil”, pozwól, że odpowiem na priv, bo nie chciałbym aż tak spoilerować.

 

Irka_Luz – najważniejsze, że się podobało ;)

 

Maskrol – kiedy wybierałem hasło, wcale nie byłem pewny, że coś napiszę. Ale narzekania użytkowników piszących, że podebrałem im fajną frazę, spowodowały że się zmobilizowałem ;) Co do niejasnego początku – chodzi o to, ze bohater jest tam służbowo, ale zaczyna się zachowywać, jakby był na darmowych wczasach. Faktycznie ten fragment może być nieco niejasny, ale wynika to z faktu, że chciałem, aby bohater na początku budował skomplikowane zdania, a w miarę rozwoju historii redukował swoje wypowiedzi, tak intelektualnie, jak i emocjonalnie (vide Algernon).

 

Ninedin – fajnie, że wychwyciłaś te nawiązania do europejskich podróżników. Sam inspirowałem się informacjami o rozbieżnościach między oficjalnymi publikacjami Malinowskiego, a jego prywatnymi notatkami. No i trochę Fiedlerem. Super, że się nabrałaś, co do imprezowego menu – taki właśnie miałem niecny plan ;)

 

Gravel – dzięki! Motyw rzeczywiście mało oryginalny, ale co zrobić, kiedy taki mi się skojarzył z „anachroniczną inwaginacją” ;) Przyznam, że weird to niekoniecznie moje rewiry (choć nie odważyłbym się tak kategorycznie określić jego granic i założeń), ale będę się bronił, że wśród dozwolonych w regulaminie gatunków jest też alegoria ;)

 

Asylum – zgadzam się! Żachwy są super!

 

Bellatrix – mi też ta historia coś przypomina. Nawet kojarzą mi się konkretne nazwiska osób publicznych ;)

W każdym konkursie jest tak, że ktoś musi zacząć jako pierwszy.

Dzięki, NWM!

Jednym z większych wyzwań przy tym opowiadaniu było dla mnie takie poprowadzenie sylwetek głównych bohaterów, by byli oni zrozumiali i atrakcyjni zarówno dla czytelnika, który zna poprzednie części, jak i dla tego, który sięgnął jedynie po ten tekst. To zawsze jest jakiś kompromis między infodumpowym autocytowaniem a spłyceniem postaci i dlatego z pokorą znoszę uwagi krytyczne, ale też tym bardziej cieszą słowa takie, jak Twoje. Tym razem wymyśliłem sobie zaskoczenie w postaci Sancheza – ewoluującego, tak w całym cyklu, jaki i w przyspieszonym tempie w tym opowiadaniu, od sługi do demiurga. Jeśli zadziałało – cieszę się bardzo.

A pochwałę dla ilustracji przekażę Autorce. Mam nadzieję, że niebawem wszyscy będziemy mogli podziwiać kolejne jej prace.

Nowa Fantastyka