- Hydepark: Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Przy tworzeniu historii często bywa tak, że by opowiedzieć coś przekonująco, musimy poszerzać swoją wiedzę. Niejednokrotnie jednak okazuje się, że nie ma gdzie szukać – bo wikipedia nie wystarcza, a nie chcemy ufać anonimowym ludziom z anonimowego forum. Tak się jednak składa, że jest nas tutaj niemało i każdy zna się na czym innym, dlaczego więc nie możemy pomagać sobie wzajemnie?

Jeżeli macie problem z jakimś zagadnieniem – napiszcie tutaj. Może znajdzie się jakiś mechanik/lekarz/geograf/historyk/prawnik/elektryk/fizyk/etc. A może ktoś z nas po prostu – mimo odmiennego wykształcenia i zainteresowań – ma jakieś doświadczenia, które okażą się przydatne?

By jednak zachować ten temat w porządku, chciałbym, by wszelkie dłuższe dyskusje dotyczące określonego zagadnienia albo przenosiły się na drogę prywatną, albo (moim zdaniem lepiej!) byście założyli osobny temat poświęcony danemu zagadnieniu. I tak, jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania czarnych dziur i wyjdziecie poza ramy formuły pytanie-odpowiedź, dyskusja się rozwinie – pędźcie założyć osobny temat :)

Komentarze

obserwuj

To nie kwestia matematyki, a psychologii.

Ale mnie interesuje akurat czysto matematyczny aspekt całej sprawy.

 

Nie logiczne, ale empirycznie stwierdzone ;)

Ale jak się nad tym zastanowić, to logiczne też.

 

Jeżeli np. grasz z kimś, kto zawsze wybiera kamień – strategia jest trywialna (zawsze nożyce).

Jeśli się chce przegrać, to owszem. ;)

 

Wracając do meritum – co z tą moją sceną? Bo to ma być taki hint, że postać jest jasnowidzem. Scena jest krótka i mogę ją wyciąć bez większej szkody dla całości, ale jeszcze się waham.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Prawdopodobieństwo wyrzucenia np. dwudziesty raz z rzędu orła czy reszki nie zależy od tego, co wyrzuciliśmy poprzednio – zgoda, to logiczne, ale równocześnie przecież wyrzucenie takiej serii jest bardzo, bardzo mało prawdopodobne – jak 2 do potęgi 20 bodajże.

Teortycznie logiczne, ale moneta nie “pamięta” poprzednich rzutów. Co do prawdopodobieństwa – każdy rzut ma szansę ½ na konkretny wynik. Więc kiedy rzucisz więc wyrzucenie 20 resztek z rzędu faktycznie jest mało prawdopodobne (1/2^20) ale w momencie, kiedy pierwszy raz wyrzucisz reszkę,  zostało ci tylko 19 rzutów, więc prawdopodobieństwo wzrasta (1/2^19). Kiedy 19 razy z rzędu wyrzucisz reszkę, dwudziesty rzut znowu ma szansę 1/2^1 czyli po prostu 1/2). 

Stąd złudzenie – graczowi wydaje się, że im dłużej trwa seria, tym mniejsza szansa, że kolejny rzut będzie taki sam, gdy w rzeczywistości szansa zostaje taka sama dla każdego kolejnego rzutu.

 

Co do gry w k-p-n – ciągłe wygrywanie może być jakąś wskazówką, ale nie wiem, czy nie lepiej wybrać czegoś faktycznie losowego, jak rzuty kostką, gra w karty itd.

Ale mnie interesuje akurat czysto matematyczny aspekt całej sprawy.

… ale pytałeś o złudzenie. W ogóle weszliśmy tu w teorię gier, która siedzi między matematyką, a psychologią. I nie, nie ma nic “nielogicznego” w monecie, która pamięta, jak została wyrzucona poprzednio, po prostu nie ma takich monet. O ile wiemy.

w rzeczywistości szansa zostaje taka sama dla każdego kolejnego rzutu

O, to, to. Wśród erpegowców istnieje taka (całkiem magiczna) praktyka “wyrzucania jedynek”: bierzesz paczkę nowych kości ze sklepu i rzucasz wszystkimi. Odkładasz te, na których wypadły jedynki, resztę rzucasz znowu. I tak dalej, i tak dalej, aż zostanie ta jedna kość, na której jedynka nie wypadła. Tę chowasz starannie do woreczka i wyjmujesz na sesji, kiedy bardzo potrzebujesz wyrzucić jedynkę. To właśnie złudzenie gracza w praktyce. Człowiek źle sobie radzi z prawdziwą losowością, chce, żeby świat był przewidywalny.

Jeśli się chce przegrać, to owszem. ;)

Ech. Właśnie o to mi chodziło. Uprośćmy zagadnienie. Wyobraź sobie, że grasz z komputerem. Komputer za każdym razem pokazuje to samo. Jak możesz wygrać?

Żywy i rozumny gracz natomiast komplikuje sprawę, bo może grać według swojego widzimisię.

Bo to ma być taki hint, że postać jest jasnowidzem.

Może uda Ci się znaleźć “Watchmaker from the Filigree Street”, gdzie jeden z głównych bohaterów jest jasnowidzem – zerknij sobie, jak to jest tam zrobione. Pan Mori “pamięta” przyszłość, ale tylko pod warunkiem, że ona jest zdeterminowana (zdarzenia losowe i ludzkie niezdecydowanie wprowadzają element niepewności). I tak: w pokera wygrywa zawsze. W tryktraka – zwykle. W kości – równie często, jak wszyscy. Im bardziej gra polega na umiejętnościach, tym lepszy w niej jest. Jeżeli wszystkie możliwe ruchy są równie prawdopodobne, Mori nie potrafi wybrać właściwego. Podobnie rozwiązał to Philip Dick w “Tytańskich graczach” i chyba jeszcze gdzieś.

Przewidywanie wyniku k-p-n mnie osobiście nasunęłoby na myśl raczej telepatę, niż jasnowidza – mamy tu wybór bardzo prosty i zupełnie dowolny, nie do przewidzenia na podstawie czegokolwiek innego, niż myśli wybierającego (chyba, że się go dobrze zna).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

po prostu nie ma takich monet. O ile wiemy.

Ale założę się, że są programy, bo algorytm takiej monety czy kostki powinien być tak banalny, że nawet ja bym go była kiedyś napisała, w tych zamierzchłych czasach, kiedy chodziłam na zajęcia z zaawansowanej informatyki dla humanistów :D

http://altronapoleone.home.blog

Taki program, to i ja mogłabym napisać, z jedną ręką za plecami :D Ale w tzw. realu takich monet nie ma.

To, że coś nie istnieje, nie czyni tego nielogicznym. Dowodem jednorożce, błędni rycerze i wierność małżeńska Bertranda Russella :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Okej, to, co napisaliście, zwłaszcza ta uwaga Tarniny o telepatii vs. jasnowidzeniu, przekonało mnie do wycięcia tej sceny.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Ale mnie interesuje akurat czysto matematyczny aspekt całej sprawy.

Matematycznie jeśli np. ktoś rzuca kostką i ciągle uzyskuje ten sam wynik, to dla obserwatora tworzy się pewien dylemat:

– Jeśli to czysty przypadek, to długoterminowo i tak rozkład liczb powinien się wyrównać.

– Ale istnieje też możliwość, że istnieje obciążenie kostki i wtedy sprawa wygląda inaczej.

 

Albo cała scena rozgrywa się w wirtualnej rzeczywistości i kostka niczego nie losuje, jeju. Obciążenie jest zjawiskiem fizycznym. “Podpiekanie” kostek jest procesem fizycznym (ogrzewa się kostkę leżącą tak, jak ma wypaść, żeby się nadtopiła i zrobiła cięższa u spodu – to bardzo brzydko i nie będę świeciła oczami, jeśli zrobicie tak w Vegas). Jeśli kostka jest oszukana w jakikolwiek sposób, to rozkład prawdopodobieństwa nie będzie równy, ale jak się wykrzywi – to już sprawa konkretnego przypadku.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No o tym mówię. To jak z totolotkiem. W którymś państwie europejskim była kiedyś afera z podejrzeniem innej wagi niektórych kul. Kule wymieniono, ale co ciekawe nie ujawniono, czy przy okazji sprawdzano ich wagę. A bywa jeszcze weselej.

po prostu nie ma takich monet. O ile wiemy.

Ale założę się, że są programy, bo algorytm takiej monety czy kostki powinien być tak banalny, że nawet ja bym go była kiedyś napisała, w tych zamierzchłych czasach, kiedy chodziłam na zajęcia z zaawansowanej informatyki dla humanistów :D

Z ciekawostek – w World of Warcraft w pewnym momencie wprowadzili faktycznie działający paradoks gracza – jeśli misja wymaga od ciebie zdobycie jakichś przedmiotów wypadających z konkretnego przeciwnika z małym prawdopodobieństwem, to za każdego zabitego przeciwnika, który ci tego przedmiotu nie wyrzucił prawdopodobieństwo znalezienia przedmiotu następnym razem minimalnie rośnie. 

Współczesne religie mają powszechnie rozpoznawane symbole – krzyż, półksiężyc, gwiazdę Dawida. Orientuje się ktoś, czy dawne, politeistyczne religie miały coś zbliżonego? Dla kultu poszczególnych bogów lub całego panteonu?

A czy owe atrybuty były wykorzystywane w zdobnictwie? Mówiąc wprost – czy wchodząc do takiej dawnej świątyni (zrujnowanej) można by łatwo odgadnąć, jakiemu bogu oddawano w niej cześć po symbolach? (Nie chodzi mi o rzeźby czy malowidła przedstawiające dane bóstwo, ale właśnie symbole w rodzaju krzyża, swastyki, oka Horusa czy innych rąk boga).

Spytaj Ninedin, to jej specjalność.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Od tego to akurat ja też jestem specjalistką z racji ukończenia archeologii ze specjalizacją klasyczną ;) O atrybutach napisałam nawet doktorat...

 

I tak, oczywiście, że bóstwa i herosi mieli rozpoznawalne atrybuty, tyle że w sztuce starożytnej nie aż tak często były one ukazywane w oderwaniu od postaci. Ale nie jest to niemożliwe, wszystko zależy od bóstwa i od miejsca oraz okresu, z którego pochodzi świątynia (starożytność to kilka tysięcy lat, a nie wszędzie było jak w Egipcie czy Mezopotamii, że pewne formy trwały niezmienione albo bardzo mało zmienione). W każdej z kultur starożytnych masz też okres anikoniczny, kiedy nie ma przedstawień antropomorfizowanych, ale wtedy z kolei słabo znamy imiona bóstw. Choć np. wiadomo, że Apollo i Dionizos mieli “wizerunki” w postaci słupów czy kamieni. To było znane jeszcze w hellenizmie, ale chyba też nie o to Ci chodzi. Niemniej część atrybutów czy symboli może być oderwana i rozpoznawalna. Bardziej w Egipcie niż gdziekolwiek indziej ze śródziemnomorskiej starożytności. Krzyże i swastyki to symbole solarne, bardzo ogólne, tak nawiasem mówiąc.

 

Daj mi konkret, None, to będzie łatwiej stwierdzić, czy to możliwe.

http://altronapoleone.home.blog

Konkret jest w tym przypadku elastyczny – chodzi o dawno opuszczoną świątynię fikcyjnego bóstwa w realiach luźno stylizowanych na przedmuzułmański Bliski Wschód.

Wiesz, tylko, że starożytni raczej nie myśleli o swoich religiach jako o konkretnych systemach funkcjonujących obok innych systemów. Bogowie, to bogowie, są i już. A jak kto ich nazywa, to mniej ważne. Zauważ na przykład, że Grecy przypisywali bogom egipskim imiona swoich własnych, co czasami wygląda pociesznie – ale dla nich takie nie było.

Na przedmuzułmańskim Bliskim Wschodzie spodziewałabym się bóstw lunarnych, więc księżyce, półksiężyce, srebro i perły. Ludy semickie, o ile wiem (sprawdź!) raczej unikały tworzenia przedstawień, ale nie wiem, czy wszystkie i do jakiego stopnia.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie, ludy semickie en masse nie miały problemów z obrazami, to ewidentnie kwestia religii na jakimś etapie (semickiego monoteizmu? na religioznawstwie się nie znam), a nie etnosu. Większość ludów Mezopotamii od Akadyjczyków poczynając, to ludy semickie i masz pełną gamę wizerunków bóstw. Nawet Arabowie (Nabatejczycy) mieli panteon, który po okresie anikonicznym (betele) zaczęli pod wpływem Greków i Rzymian przedstawiać antropomorficznie. Co więcej, w Doura Europos jest starożytna synagoga z przedstawieniami antropomorficznymi. A muzułmanie na wczesnym etapie mają bardzo dużo obrazów. Btw w chrześcijaństwie, zarówno wschodnim jak i zachodnim, też były epizody ikonoklazmów.

 

Co do interpretatio graeaca czyli Herodota i jego hellenizowania bóstw egipskich – systemy politeistyczne mają to do siebie, że zazwyczaj włączają cudze bóstwa do swojego panteonu albo, jak właśnie Herodot, usiłują je utożsamiać ze swoimi na zasadzie podobieństw. Dla Herodota to było po “specjalnościach” bóstw głównie, ale potem synkretyzm grecki i rzymski z Bliskim Wschodem i Egiptem osiąga niewiarygodne rozmiary, włącznie z tworzeniem nowych bóstw, jak Sarapis. A do dziś w Indiach funkcjonują ekumeniczne kapliczki, gdzie obok bóstw hinduskich masz symbole i postacie chrześcijańskie, muzułmańskie i judaistyczne, Jezus zaś uważany jest przez część hinduistów za kolejną inkarnację Kriszny.

 

Wracając jednak do kwestii None’a – jeśli wymyślasz własny system religijny luźno oparty na bliskowschodnim (czym konkretnie, bo masz tam ludy semickie w przewadze i trochę indoeuropejskich, jak Mitannijczycy i Hetyci), to możesz sobie do tego systemu wymyślić własny, dość dowolny system przedstawieniowy. Mogę Ci go w razie czego pobetować od strony tego, czy jako system ikonograficzny trzyma się kupy ;)

http://altronapoleone.home.blog

Hmm, wyraźnie mi się zgeneralizowało coś partykularnego :) bo faktycznie, całkiem o tej Mezopotamii zapomniałam.

systemy politeistyczne mają to do siebie, że zazwyczaj włączają cudze bóstwa do swojego panteonu albo, jak właśnie Herodot, usiłują je utożsamiać ze swoimi na zasadzie podobieństw

No, właśnie – nie stawiają się w opozycji do barbarzyńców zza morza, bo nie uważają, żeby ich bóstwa były ontologicznie różne (takimi subtelnościami lud prosty się nie zajmuje).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

jeśli wymyślasz własny system religijny luźno oparty na bliskowschodnim (czym konkretnie, bo masz tam ludy semickie w przewadze i trochę indoeuropejskich, jak Mitannijczycy i Hetyci), to możesz sobie do tego systemu wymyślić własny, dość dowolny system przedstawieniowy.

Świetnie. Po prawdzie nie jest to bardzo ważny element tekstu, ale miło wiedzieć, że trudno będzie się na nim wyłożyć.

Mogę Ci go w razie czego pobetować od strony tego, czy jako system ikonograficzny trzyma się kupy ;)

Tekst jest na razie na etapie, za przeproszeniem, poczęcia, ale z przyjemnością skorzystam z propozycji, jeśli dojdzie do badań prenatalnych.

Realia fantasy. Bohaterowi zaklinowało się ramię między skałami. Czym – posiadanym standardowo w podróży – można by je natłuścić, by je wydostać? Przepraszam, jeśli to będzie śmieszne, ale czy miód wchodzi w grę?

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Miód nie jest tłusty, tylko lepki. Sam cukier. Może jakąś łojówką? Albo niech zostawią głupka, bo po co pchał łapsko, gdzie nie trzeba? (Patrz tutaj.)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Minuskuło, ale kim jest bohater z zawodu i co ze sobą wiezie?

Miód raczej nie.

Prędzej smalec, łój, olej do lamp, masło.

Chroscisko, znasz tego pana i ten tekst – bohaterowie na Trakcie raczej nie mają nic wyszukanego, o ile mają cokolwiek. Tarnino – obawiam się, że to niemożliwe, bo to główny bohater :P

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Acha. To sprawę wyjaśnia. Jakieś jedzenie tłuste. Zdaje się, że wilki tam jakieś mordował, to niech wytopi z nich smalec ;) Albo słoninę niech niesie ze sobą lub skwarki.

Oj, tam, główny :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Smalec/wędzona słonina?

No właśnie moja pierwsza myśl to też był jakiś tłuszcz zwierzęcy, ale jako że są to ludzie, którzy podróżują od punktu do punktu i nie mają że sobą praktycznie nic, szukałam czegoś innego, względnie dostępnego w lesie lub łatwo przechowalnego. Ale jak nie będzie wyjścia, to się na to zdecyduję.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Z runa leśnego to mogą być jakieś obślizgłe grzyby, typu maślaki, albo śluz ze ślimaka. Jednak skoro utknął, to nie może biegać po lesie i szukać runa, więc raczej słonina jakaś, którą mógł mieć przy sobie. 

Stwórz takie potężne ślimory, co pełznąc, zostawiają za sobą autostradę śluzu, który jest również afrodyzjakiem. Pielgrzymi zbierają go namiętnie, traktując jako walutę ;)

On sam siebie nie ratuje, więc można coś zbierać ;) dzięki za pomysły, chroscisko. Zastanawiałam się tylko jeszcze, czy jest może jakiś gesty płyn, który mógłby mieć podobne właściwości? Wtedy potrzebowałbym tylko buklaka.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Gęsty płyn w bukłaku? Przecież takiego bukłaka nie dałoby się potem umyć. Musiałoby to być coś drogocennego.

Co do śluzu... może być też śluz ryby lub żaby.

Nie przypominam sobie niczego realnego w naszym świecie, ale to fantasy, więc możesz wymyślić jakieś zwierzę lub roślinę, która taki płyn będzie dawać. Jakiś tłusty ekwiwalent żywicy albo soku. Albo wypluwkę ptaka z wielkim wolem.

Masz rację z tym buklakiem, nie pomyślałam o tym. Dobra, pójdzie jakaś żywica czy inna roslinopochodna maź. Dzięki za pomoc :)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Pamiętaj tylko, że “żywica” to raczej klej niż lubrykant. 

Mnie tam się ślimaki podobają :) A żywica to zdecydowanie klej, nie tędy droga. Nawet sok większości roślin zielnych nie jest śliski, a raczej właśnie lepki.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Może dawno nie mył włosów? Moja pani od rosyjskiego miała zawsze takie tłuste, że zastanawialiśmy się, czy codziennie serwuje rodzinie frytki na obiad. Tak, wiem, to głupie. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

AQQ, jeśli to głupie, to jestesmy w tym razem, bo też o tym pomyślałam :D Ślimaki fajne, ale raczej nie wymyślam w tekście nowych stworków i musiałyby się gdzieś indziej jeszcze pojawić, żeby to uzasadnić fabularnie. Więc tak sobie myślę, że może jakieś olejki – ratują go dziewczyny, więc w sumie mogły mieć jeszcze jakiś zapas ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

I już wiemy, co piszesz :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

 

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Kurczę, odrzucają mnie te ślimaki, a to zdjęcie to już w ogóle. Ale dzięki za zaangażowanie i pomoc, chroscisko ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Śluz ślimaczy jest ok:) a z kosmetykami pewnie bym nie przesadzała:) Minuskuło, a myślałaś o zwyczajnym pocie? Tak jak z pierścionkiem. A może mydło? 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Minuskuło – jeśli realia fantasy, to mogą mieć świece łojowe. Łój to tłuszcz, więc roztopiony zadziała. Świece łojowe były tanie i ogólnodostępne, a nawet po prostu łatwo wykonalne w domu. Jeśli są bogatsi, to mogą mieć oliwę do lampek. Aczkolwiek w ogóle średnio sobie to wyobrażam, znaczy to natłuszczanie, żeby wyciągnąć łapę ;)

http://altronapoleone.home.blog

No, w The Dig łapę ucięli. Ale po pierwsze – po jakie licho on tam tę łapę pchał?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W 127 godzinach też pozbył się ręki. Jest mi zasadniczo wszystko jedno, czy utknie mu ręką, noga, czy spadnie do dołka. Warunki są takie, że nie może być to pułapka, tylko naturalna przeszkoda w górskim lesie, musi być unieruchomiony, nie ranny i można mu łatwo pomoc bez uzycia konkretnych przedmiotów, bo bohaterowie praktycznie nic ze sobą nie mają (np. lin, sznurow). Utkniecie ramienia zdawało się optymalne ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

No, to naturalniej by było, gdyby się zaklinował w wąskim przejściu, jak sądzę. Bohater powinien robić to, co robi, z jakichś powodów, a pchanie ręki w pierwszą lepszą dziurę rzadko kiedy bywa zasadne :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No. I w sumie do uwolnienia też niczego nie potrzebuje. Wystarczy, że brzuch wciągnie ;)))))

Przynoszę radość

Albo schudnie :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

[Offtopic]

Chrtościsko, jak odetniesz część linku zaczynającą się od ?utm_source, to link będzie dalej działać, a zmieści się w jednej linijce ;)

 

Ewentualnie można zmienić “utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=DSA_Artykul” na “utm_source=fantastyka_pl&utm_medium=fantasci&utm_campaign=pomoc_merytoryczna”, a potem masowo klikać ;-)

[/Offtopic]

 

ok :)

Ktoś się zna na biżuterii z XVII wieku. Potrzebuję czegoś małego, jakiś pierścionek, bransoletka, coś w tym guście. A jednocześnie musi to być coś, co mogła dostać niezbyt zamożna kobieta. Dodam jeszcze, że opko rozgrywa się w północno-zachodnich Niemczech.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

A ta kobieta z jakich sfer? No i protestantka czy katoliczka? W XVII w. w Niemczech będzie to miało kluczowe znaczenie dla tego, co taka osoba będzie nosić...

http://altronapoleone.home.blog

Protestantka, więc to musi być coś skromnego.  Jeśli chodzi o pochodzenie, to w okolicach Hanoweru istniało wolne kilka wiosek wolnych osadników ( po niemiecku to się nazywa grossen freien, polskiego terminu nie znam), byli rolnikami, ale mieli sporo przywilejów i zwolnień podatkowych. Myślałam o córce jakiegoś sołtysa, kogoś stojącego nieco wyżej w tej społeczności. A, i trwa wojna trzydziestoletnia, więc podarunek może być zdobyczny.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irka, wrzuć sobie w googla “Skarb bydgoski”. To odnalezione w naszej farze w zeszłym roku monety i biżuteria ukryte najprawdopodobniej w czasie Potopu Szwedzkiego przed wejściem Szwedów do Bydgoszczy, więc czasowo idealnie. Wyskoczy Ci sporo zdjęć, może tam znajdziesz coś co Ci się przyda.

Poszukuję: jakiejś obszerniejszej literatury albo źródła wiedzy o Prusach Wschodnich w XIX wieku. Szczególnie interesuje mnie okres powstania styczniowego i ewentualnych stosunków między stronami, ale też życie codzienne i to, jak mazurzy i Prusacy żyli między sobą.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Mam wrażenie, że nie ma o tym bardzo dużej literatury, zwłaszcza niespecjalistycznej (ja mam np. artykuł o pieśniach ludowych, ale to raczej mało przydatne) bo Warmia i Mazury są dla wielu polskich historyków kłopotliwe ze względu na bardzo mocne propruskie sentymenty. Poszukam, czy jest coś sensownego i przystępnego, choć powstaniem styczniowym się nie zajmuję.

 

Edit z szybkiego gugla. Masz linki do dwóch artykułów, ale oba są jeszcze z czasów PRL, kiedy bardzo mocno podkreślano patriotyzm pod zaborami, a całość PW traktowano niekiedy jak Ziemie Odzyskane, jako zawsze polskie – teraz patrzy się na to bardziej rewizjonistycznie, oczywiście ostatnio poza oficjalną “polityką historyczną”. Ale pewne ogólniki o realiach powinny być na oko w miarę ok, a szczegółowe historie też prawdziwe – jeśli coś jest tendencyjne, to wymowa ideowa artykułów, a to Ci niepotrzebne.

 

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1984-t-n3/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1984-t-n3-s251-263/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1984-t-n3-s251-263.pdf

 

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1960-t-n1/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1960-t-n1-s3-45/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1960-t-n1-s3-45.pdf

 

I jeszcze coś takiego, późniejsze, ale z dość no name czasopisma (nie żeby to poprzednie było z najwyższej naukowej półki...) i chyba też w podobnym nastroju:

 

http://mazowsze.hist.pl/28/Zeszyty_Naukowe_Ostroleckiego_Towarzystwa_Naukowego/637/1994/23299/

 

http://altronapoleone.home.blog

O rety, Drakaino! Brak mi słów. Dziękuję, dziękuję, dziękuję heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Pablo, dziękuję. W ostateczności wybiorę coś stamtąd. Nie wiem tylko, czy mi się to będzie regionalnie zgadzać.

 

Drakaino, a masz jakieś pomysły w kwestii mojej biżuterii.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irko, zerknęłam na ten “skarb bydgoski” (niestety nie udało mi się znaleźć szczegółowych zdjęć) i wydaje mi się zbyt ozdobny na Twoje potrzeby. Podejrzewam, że wśród protestantów to jeśli ma być coś na szyję, to pewnie krzyżyk – może być dość ozdobny, choć np. z tańszego metalu. Teraz dopiero mi przyszło do głowy, że mogłabyś poszukać portretów z tej epoki. Mieszczańskie w Niemczech na pewno będą – niezbyt bogate mieszczaństwo to powinien być podobny status majątkowy jak zamożni chłopi, o jakich piszesz.

http://altronapoleone.home.blog

Teraz dopiero mi przyszło do głowy, że mogłabyś poszukać portretów z tej epoki.

A widzisz, o tym nie pomyślałam. Zaraz sobie pogrzebię. :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Czy w opowiadaniu o pseudośredniowiecznych realiach mogę napisać, że ktoś miał włosy barwy mlecznej czekolady?

Zależy. Jak bardzo “pseudo”? (Mleczna czekolada wymaga mleka w proszku, więc jest technologicznie dość zaawansowana, tak w ogóle.)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ziarno kakaowca, podstawowy surowiec do wyrobu czekolady, przywiózł do Europy, o ile mnie pamięć nie myli, Krzysztof Kolumb i nie było to w średniowieczu, a później.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To średniowiecze typowe dla większości fantasy. A jak nie mleczna czekolada, to do czego jeszcze mogę porównać?

A nie mogą być jasnobrązowe?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świeżo zaorana ziemia. Suche jesienne liście. Kora dębu/ sosny, sosnowe szyszki. Bardziej wzniośle/ z “wyższych sfer” – ciemne bursztyny. 

Jasnobrązowe zbyt ogólne, musi być ten określony odcień. Kora jakiegoś drzewa lepiej, ale nie jestem pewna, czy dębu lub sosny ma barwę mlecznej czekolady.

A kasztany lub laskowe orzechy? A tak w ogóle to może nie iść w kolor lecz zapach, strukturę,  połysk, fryzurę. Niech wyrazi się w tym osobowość postaci.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Kora jakiegoś drzewa lepiej, ale nie jestem pewna, czy dębu lub sosny ma barwę mlecznej czekolady.

Sonato, powinnaś wziąć tabliczkę mlecznej czekolady i pójść do dąbrowy, i do boru sosnowego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Laskowe orzechy hmm, brzmi ciekawie. 

Regulatorzy, to by dziwnie wyglądało. Przychodzi dziewczę do lasu i przykłada czekoladę do drzew :o

Jeszcze Sonato może być porównanie do sierści jakiegoś zwierzęcia.

wiki Lista_kolorów

polszczyzna nazwy-kolorow

art. Skąd pochodza polskie nazwy kolorów ps2010_2_17.pdf

 

Edit: Tarnino, już umiem:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, na pewno się przyda.

Czy kobieta o wzroście 190 cm znacząco wyróżniałaby się w tłumie na angielskiej prowincji XIX w.? Jaki był wtedy przeciętny wzrost ludzi w tamtych czasach?

Tak.

Taka kobieta wyróżniałaby się nawet dzisiaj, bo 97. centyl wysokości ciała dla kobiet współczesnych to 176cm (KLIK). Oznacza to, że 97% populacji kobiet jest niższa niż te 176cm.

Obecnie kolejne pokolenia ludzi mają tendencje do bycia coraz wyższymi, co wiąże się w wyeliminowaniem w krajach rozwiniętych problemu niedożywienia, chorób zakaźnych i leczeniem chorób przewlekłych. Wszystkie te stany blokują wzrastanie dziecka. Nie wiem, o ile niższa była średnia wysokość ciała w XIX wieku, ale w związku z powyższym śmiało możesz zakładać, że tak wysoka kobieta wyróżniałaby się z tłumu, gdyż mało prawdopodobnym byłoby, żeby osiągnęła wzrost 190cm, nawet przy sprzyjającym potencjale genetycznym.

Moja bohaterka, jakby to ująć, nie jest pochodzenia ziemskiego, ale uszłaby w tłumie, gdyby nie wzrost właśnie.

Dziękuję. Coś mi tak się kojarzyło, że ludzie kiedyś byli mniejsi (w oparciu o meble w muzeum), ale wolałam się upewnić.

    Regulatorzy, to by dziwnie wyglądało. Przychodzi dziewczę do lasu i przykłada czekoladę do drzew :o

Oj, tam, musisz po prostu ominąć porę psów wyprowadzania i nikt Cię nie będzie niepokoił. A las + czekolada = ^^

    Edit: Tarnino, już umiem:D

Brawo, Asylum! XD

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mam taką zagwozdkę... wyobraźmy sobie, że mamy kogoś, kto oficjalnie nie istnieje. A potrzebuję, żeby zaistniał. Kiedyś sfałszowanie papierów nie było problemem, ale co teraz, kiedy są te wszystkie połączone ze sobą systemy informatyczne? Co byłoby łatwiejsze: załatwienie komuś papierów zagranicznych i na ich podstawie próba uzyskania karty stałego pobytu i obywatelstwa, czy próba wprowadzenia tego kogoś od razu do polskiego systemu? Potrzebuję, by ten ktoś mógł oficjalnie wziąć ślub w polskim urzędzie, więc musi znaleźć się w “systemie”...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W jednej z książek, które czytałam, bohater ukradł papiery bezdomnemu, żeby stworzyć sobie nową tożsamość.

Babska logika rządzi!

No tak, pomysł jest, dzięki... ale mnie zależałoby na zachowaniu oryginalnego imienia i nazwiska bohatera.

Znaczy ja się domyślam, że żadne z Was niekoniecznie ma do czynienia z fałszowaniem danych, ale znacie się czasem na na tyle dziwnych zagadnieniach, że uznałam, że co mi szkodzi zapytać ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

załatwienie komuś papierów zagranicznych i na ich podstawie próba uzyskania karty stałego pobytu

Kilku moich znajomych załatwiało sobie kartę stałego pobytu – ogromna ilość papierologii, bardzo dużo czasu, przekładanie terminów, wymaganie kolejnych dokumentów – to raczej nie jest prostsza droga. A na pewno nie szybka.

Dream big.

To chyba na podstawie zagranicznych papierów będzie łatwiej. Nikt się nie będzie dziwił, że człowiek nie ma świadectwa ukończenia żadnej szkoły, nigdy PIT-u nie rozliczał, składek na ZUS nie płacił, u lekarza nie był, PUP ani MOPS go nie znają, mandatu nigdy nie zapłacił, dzielnicowy o nim nie słyszał...

Babska logika rządzi!

Wątpię, nikt się nie będzie dziwił brakowi tych dokumentów, ale bez odpowiedniej dokumentacji nie przydzielą ci karty stałego pobytu. Jako cudzoziemiec musisz udowodnić, że ubieganie o kartę pobytu jest zasadne. Zależnie od okoliczności musisz np. udowodnić, że przebywasz w Polsce nieprzerwanie ileś tam czasu.

Dream big.

No, nie wiem, czy ZUS ze skarbówką się nie zdziwią, że człowiek bierze ślub, a w ich systemach ani śladu. PESEL trzeba mieć w każdym urzędzie.

Jeśli dobrze kojarzę, na certyfikat rezydencji trzeba 180 dni w kraju albo dowód, że się na dobre zagnieździło – żona, dzieci chodzące tu do szkoły itp.

Babska logika rządzi!

Nie wiem jak jest z certyfikatem rezydencji, ale uzyskanie karty stałego pobytu to nie jest łatwa i szybka sprawa (tam wymogi czasowe są duże wyższe, gdzie nie możesz na dłużej z kraju wyjechać i w dodatku te wyjazdy ci się sumują).

Tutaj zgaduję, ale myślę, że zhakowanie systemu i wprowadzenie fałszywych danych będzie dużo szybszym i skuteczniejszym sposobem na zaistnienie takiej osoby niż składanie wniosku o kartę (gdzie nie masz tak naprawdę gwarancji, że zostanie on rozpatrzony pozytywnie)

 

 

Dream big.

Ale trzeba zhakować kilka systemów, żeby któraś instytucja nie zaczęła gościa ścigać...

Nie wiem, czy da się podstawić jakiegoś słupa, który poświadczy, że “to dziecko mojej siostry, która uciekła do Afryki z jakimś lekarzem”… I nie wiem, czy to by coś pomogło...

Babska logika rządzi!

Na słowo honoru raczej by nie pomogło ;-)

Dream big.

A może się podać za repatrianta z najgłębszej Syberii?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ech, widzę, że nie będzie łatwo ;(

 

Powiedzmy, że stać go na hakiera, ale to wydaje się karkołomną drogą jednak, prędzej chyba w łapówki trzeba będzie pójść...

 

Syberia raczej nie wchodzi w grę ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Łapówki też prędzej czy później wyjdą na jaw.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Chyba będę musiała zrezygnować z opcji ślubu...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No ale czemu Twój bohater nie może po prostu podrobić dowodu i aktu urodzenia? Z tego, co doczytuję, to rejestr prowadzony w formie elektronicznej jest dopiero od 2015 roku i dane papierowe są systematycznie przenoszone. Niech uzyska jakoś fałszywy wpis, a potem może to migrować do bazy danych. Na pewno da się to jakoś ograć

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

A widzisz. Nie chciałabym się jakoś mocno zagłębiać w szczegóły procedury, ale nie chcę też załatwiać tego notatką typu “kupiłem sobie papiery”, tylko żeby jakoś tak to wiarygodnie wypadło.

Dzięki ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mógłby stracić pamięć i pamiętać tylko swoje imię i nazwisko ;)

 

Przynoszę radość

To niczego nie rozwiązuje, jeśliby tylko stracił pamięć, to jednak gdzieś by w papierach istniał, zwłaszcza jeśli imię i nazwisko wskazują na narodowość. A nie mam pojęcia jaka jest procedura załatwiania tożsamości od nowa (myślę, że śledztwo by było długie, czy ktoś nie zgłosił zaginięcia, czy nie jest poszukiwany, czy nie jest przestępcą itp.), a nie mam aż tyle czasu ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wybacz, Joseheim, że wetnę Ci się w wątek z innym pytaniem, ale akurat pamiętam, kiedy jestem na forum smiley

 

Ktoś się może orientuje, czy w 20-leciu międzywojennym ciężko się było dostać na studia? Każdy mógł iść, o ile zdał egzaminy wstępne (było coś takiego?) czy też raczej studia były zarezerwowane dla elit? Płatna przyjemność, czy bezpłatna? Z góry dzięki za pomoc angel

Co prawda nie jestem historykiem, ale kilka lat wykładałam dydaktykę z historią nauczania (brrr) i wiem tyle:

1. To zależy, o jakim okresie Dwudziestolecia mowa: 1918-32 czy 1932-39. W 1932 miała miejsce reforma systemu edukacji, która dotyczyła głównie szkół podstawowych i średnich, ale przełożyła się na także na studia, np. na zasady dostawania się na nie. 

 

2. Do 1932 do studiowania uprawniała matura po tzw. gimnazjum wyższym – mogło ono być klasyczne, humanistyczne albo matematyczno-przyrodnicze. Nie było już egzaminu wstępnego na studia.

 

3. Po 1932 do studiowania uprawniała matura po dwuletnim liceum (wcześniej było czteroletnie gimnazjum, wcześniej podstawówka).

 

4. Uczelnie miały ogromną autonomię do 1932 (większość rozwiązań była wewnętrzna, nieregulowana przez państwo) i ciągle bardzo dużą po 1932. Oznacza to, że wiele rzeczy funkcjonowało różnie na różnych uczelniach, np. egzaminy, system studiów.

 

5. Był ogromny rozrzut w dostępie do edukacji między poszczególnymi obszarami kraju (najlepszy na zachodzie, najsłabszy na wschodzie). Dużo lepszy dostęp do szkół (czyli szanse na studia) był w miastach niż na wsi; na wsiach wschodniej Polski często nie dało się nawet zrealizować obowiązku szkolnego (7 lat podstawówki).

 

6. Uniwersytetów było raptem chyba 5, wszystkich uczelni, w tym prywatnych, ledwie nieco ponad 30, więc konkurencja o miejsca na studiach – duża.

 

7. Około 60% studentów stanowiły osoby pochodzące z mieszczaństwa i inteligencji, w pozostałych 40 były głownie dzieci zamożniejszych chłopów i drobnych przedsiębiorców. Około 30% studentów stanowiły kobiety (i to było sporo, jak na ówczesną Europę).  [tu sięgnęłam do notatek, nie pamiętałam tych liczb :D ]

 

8. Studia były płatne, ale można się było starać o odroczenie płatności i spłacać po uzyskaniu pracy (coś jak dziś kredyt studencki).

 

9. W 1937 roku przyjęto zasadę numerus clausus, ograniczającą ilość żydowskich studentów na studiach. W teorii jej ideą było wyrównywanie szans, głównie młodzieży wiejskiej, która regularnie przegrywała walkę o miejsca na studiach z lepiej przygotowaną młodzieżą miejską. W praktyce, no cóż...

 

Mam nadzieję, że pomogłam :)

Ninedin, bardzo, bardzo heart Co do okresu, to chodziło mi właśnie o tę pierwszą część lata 1918-32 :)

A wiesz może jeszcze, jak to bywało z kierunkami? Taki dość spory wybór, czy podstawowe dziedziny?

@arya, jeśli masz jakiś rzeczywisty pierwowzór bohatera, albo znasz podobną postać, albo masz ulubionego przedwojennego absolwenta uniwersytetu, może sprawdź jak u nich to wyglądało? Wtedy mocno urealnisz ten fragment fabuły i unikniesz pułapki pkt. 4.

Kierunków było na pewno mniej, ale bez przesady, że tylko prawo i medycyna ;) Najlepiej sprawdzić, czy były takie, jakie Ci są potrzebne.

http://altronapoleone.home.blog

Próbowałam, ale póki co się nie dokopałam do tego :) Interesuje mnie toksykologia jako odrębny kierunek. Ale znalazłam też dziś jakaś prace doktorską o rozwoju toksykologii w Polsce w XX wieku, to może coś odkryję:)

Szczerze wątpię, żeby coś tak specjalistycznego było wówczas odrębnym kierunkiem – chyba nawet teraz jest albo specjalizacją na innych, albo studiami podyplomowymi? Toksykologiem w dwudziestoleciu miał zapewne szanse zostać chemik, farmaceuta, lekarz...

http://altronapoleone.home.blog

Teraz istnieją osobne studia, na wydziale chemii. Po lekarskim można robić specjalizację z "toksykologii klinicznej". Jednak czytając wspomnianą pracę widzę, że było tak jak piszesz – na wydziale lekarskim lub farmacji, ew. przy medycynie sądowej.

Pytanie do medyków: 

Bohater głoduje przez kilka miesięcy, w tym czasie je bardzo niewiele i pokarm podłej jakości.

Pewnego dnia zjada dużą ilość półsurowego mięsa. Po jakim czasie od spożycia pojawi się ból brzucha i wymioty, a po jakim czasie nastąpi zgon (zakładając skręt kiszek)?

Medykiem nie jestem, ale sądzę, że jeśli głodował wiele miesięcy, to nagłe spożycie czegokolwiek w większych ilościach wywoła natychmiastowe problemy z żołądkiem. A jeśli zwymiotuje większość/prawie wszystko po przyjęciu, to poza tym chyba niewiele mu się stanie (poza ogólnym osłabieniem) – mięso nie dotrze do jelit.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To może inaczej zapytam. W ile i w jaki sposób musi ten pierwszy posiłek zjeść, by jednak do skrętu jelit doszło i umarł? Jak długo będzie trwał ból brzucha nim umrze (im szybciej, tym lepiej).

Ale dlaczego miałby wystąpić “skręt kiszek”?

Powodem zgonu w podobnych sytuacjach jest raczej refeeding syndrome (zespół ponownego odżywienia), ale on rozwija się w przeciągu kilku dni. Na ostro należy się spodziewać raczej wymiotów.

Dzięki, coboldzie. Czyli “skręt kiszek” w takim przypadku nie wystąpi? A przypadku wymiotów, czy  może dojść do późniejszego zgonu, czy też tak jak pisała Jose, człek raczej wydobrzeje? Jakby to mogło wyglądać na ostro (objawy i czas ich pojawienia się)?

Wymioty praktycznie natychmiastowe. I teraz wiele zależy od stanu nawodnienia – jeżeli bohater nie przyjmował również płynów, może dojść do ostrych zaburzeń wodno-elektrolitowych – osłabienia, zaburzeń przytomności, kurczów mięśni, wreszcie zaburzeń rytmu serca. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zgonu w tym momencie (choć najmniej spektakularną) jest jednak zachłyśnięcie wymiotami u osoby osłabionej/leżącej.

Możesz też poczęstować bohatera mięskiem przytrutym jadem kiełbasianym /źle zakonserwowane/. Przy sporej dawce zejdzie w dobę albo szybciej, z postępującym paraliżem.

Jak pisze cobold, najprawdopodobniejsza przyczyna zgonu w takiej sytuacji to zachłyśniecie wymiotami. Jeżeli to ci nie odpowiada, to ogólne osłabienie organizmu plus surowe mięso zjedzone w ograniczonych ilościach (szczególnie nie całkiem świeże) może skutkować ostrymi biegunkami – co, jak również wspomniał cobold, w połączeni z ogólnym odwodnieniem może skończyć się zgonem. 

“Skręt kiszek” to potoczna nazwa na niedrożność jelit. Fizycznie skręcone jelito występuje rzadko i zwykle w związku z przepukliną. Inne potencjalne przyczyny to nowotwór, kamienie kałowe/żółciowe sporych rozmiarów lub ciało obce w jelicie. Każdy z tych stanów jest śmiertelnie niebezpieczny, ale żaden nie jest raczej związany z głodówką.

A jeżeli już chcesz kogoś utrupić w dziczy, to zawsze zamiast mięska możesz mu zaserwować trujące grzyby lub jagody.

Dzięki wszystkim. Chodziło mi konkretnie o śmierć na skutek zachłannego jedzenia u przegłodzonego człowieka, z tego, co piszecie, to jednak nie jest ona nagła. OK. Coś wymyślę.

Jak wygłodniały łapczywie rzuca się na jedzenie, to najprościej i najszybciej go uśmiercić zakrztuszeniem. Udusi się w parę minut.

Czy ktoś orientuje się w tematyce kolejnictwa / pracy maszynisty?

Główne problemy na dziś:

  1. Jakie typy lokomotywy są używane na długich trasach? Elektryczne czy spalinowe? Czy raczej te nowsze, z konsolą podobną do komputera czy te starsze? W sieci jest dużo materiałów, ale o kompletnie różnych modelach lokomotyw.
  2. W jaki sposób maszynista może zabrać kogoś do środka takiej lokomotywy (np. jakieś specjalne pozwolenie)? Podobno na kolei bardzo sprawdzają, żeby nie dostał się nikt postronny, a na potrzeby opowiadania muszę umieścić w kabinie taką osobę.

Odpowiedź od zorientowanego w temacie mojego męża:

1)  typ lokomotywy (elektryczna/spalinowa) nie zależy od długości trasy, tylko od tego, czy jest zelektryfikowana. W Polsce większość tras jest, aczkolwiek są odcinki (np. trasa na Hel), gdzie nie ma trakcji i jedzie spalinowa. Lokomotywy jeżdżą różne, EP07, EP09 (to typy bardziej klasyczne), pendolino (nowoczesne, gdzie jest tylko konsola i nie ma odrębnej ‘lokomotywy’), taurusy – wszystko w zależności, co ma na stanie dana spółka kolejowa. W zasadzie, możesz użyć dowolnego typu lokomotywy i powinno się to dać uzasadnić.

2) Trzeba mieć znajomego maszynistę, który się nie boi. Najprościej umiejscowić akcję kilka/kilkanaście lat temu, wtedy nie było to problemem.

Mąż z kolegą jeździł  :P

Ja z wujkiem jeżdziłam :D

 

 

Potrzebuję nazewnictwa odzieży, którą nosili na sobie ziemianie (a właściwie ziemianki) w drugiej połowie XIX wieku w Polsce, dość szczegółowego, bo będzie dużo rozbierania – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

I w sumie jakby ktoś coś wiedział o weselach z połowy XIX wieku to też bym przygarnęła z uśmiechem :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzięki, Bellatrix!

A czy możliwe jest, żeby maszynista zaczął zmianę na bocznicy przy dworcu, zabrał stamtąd pociąg i tam wpuścił znajomego do lokomotywy?

Możliwe, o ile nie będzie w pobliżu SOKistów ;)

Kam – na ten temat książek jest od groma (no dobra, po polsku to może nie aż tak od groma, ale sporo), ale problem w tym, że w XIX wieku kobiecy ubiór klas średnio-wyższych dość dynamicznie się zmienia, więc dla kolejnych dekad drugiej połowy XIX w. masz bardzo zróżnicowane suknie. Strój męski był bardziej zachowawczy.

Podaj więc dokładniej daty i status osób zaangażowanych w scenę, którą piszesz, to albo będę w stanie pomóc (ale np. belle epoque to nie moja specjalność), albo podać literaturę. Jest np. niedawno wydana książka polskiej autorki pt. Historia bielizny, ale bardzo nierówna, jeśli chodzi o prezentację poszczególnych epok.

Z weselami nie wiem – może w czymś, co się nazywa chyba “W salonie i kuchni” (albo na odwrót) coś będzie?

http://altronapoleone.home.blog

Czy  w dużym jeziorze mogą występować silne prądy?

Hydrologiem nie jestem, ale chyba nie. Prądy morskie to zjawiska w skali makro, wymagające do powstania albo stałego wiatru, albo sporego gradientu temperatur/zasolenia. W jeziorze to raczej nie do osiągnięcia. 

Można się zastanowić, jeżeli mamy do czynienia z jeziorem przepływowym, wtedy do dyspozycji jest jakiś prąd. Albo np. jeżeli w okolicy są gorące źródła, z których woda będzie się mieszać z zimniejszą wodą jeziorną. 

No ale co jeśli do jeziora wpada i z niego wypływa rzeka? W dodatku w czasie ulewnych deszczy na większym obszarze?

Czy jezioro może stać się sztucznym zbiornikiem a akcja przenieść się w pobliże zapory?

Azjen, potrzebuję więcej informacji. Jaka jest wielkość zbiornika i co masz na myśli przez “silne prądy”. 

 

Edyta:

W jeziorach też są prądy, ale ich  “wielkość” jest rzeczą względną.

Najsilniejszych możesz spodziewać się w tych jeziorach, które są przepływowe. Na wszelkich zwężeniach nurt będzie naturalnie przyspieszał.

 

Pozostałe czynniki, które mogą generować prądy to:

– wiatr (prądy głównie na powierzchni), im silniejszy wiatr i większa powierzchnia, tym mogą być mocniejsze.

– różnica zasolenia/temperatury wody (jak masz słone jezioro i deszcz, albo słodkie jezioro i połączenie z morzem, to będą się tworzyć prądy).

 – pływy – tylko w jeziorach połączonych z morzem. Na przesmyku jezioro/morze te pływy mogą być silne i zmieniać kierunek dobowo/półdobowo.

 

Generalnie silne prady to głównie w morzach, ale lokalnie mogą się trafić i w jeziorach, choć w  odpowiednio mniejszej skali.

Dziękuję wszystkim za informacje. ^^

Tak mi wpadło do głowy, a może będzie pasowało do czegoś, co mam w rozpisaniu – czy głazy narzutowe mogą przetrwać tysiąclecia zmian klimatu? Tak, żeby lud, który przywędruje tysiące lat po przejściu lodowca, mógł je wykorzystywać jako miejsca mocy itp?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Znowu pytanie do Chrościska ;).

Ale... Zmiany klimatu – zależy z czego ten głaz i zależy jakie zmiany. Twarda skała plus zmiany niekatastroficzne – raczej tak.

Przejścia lodowca – raczej nie. Głazy narzutowe to są właśnie kamyki, które przeniósł lodowiec. Szanse, że pozostaną w tych samych miejscach, są minimalne. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Geologiem nie jestem, ale w Polsce lodowiec poszedł se precz jakieś 10k lat temu, od tego czasu głazy leżą i mają się dobrze.

Wszystko zależy od wielkości głazu, od czynników klimatycznych – im silniejszy wpływ wiatru, wody, słońca, mrozu, tym szybciej skała będzie erodować. Zapewne liczą się też minerały, z których zbudowana jest sama skała (reakcje chemiczne etc).

Generalnie jednak mamy w północnej Polsce pamiątki ze Skandynawii zdaje się w postaci głazów narzutowych przytaszczonych przez lodowce podczas ostatniego glacjału (a to już ładne paręnaście tysięcy lat, odkąd się zakończyło).

Mogę dopytać o szczegóły, jeśli chcesz – mam pod ręką trzech geologów.

Merci, pomysł jest na razie w stanie mgławicy pierwotnej :) (ale fajny kamulec! To naprawdę ładny głaz XD)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, dobrze Ci przedpiścy podpowiadają. Mogą przetrwać kilka tysięcy lat i raczej nic im nie będzie. Może wiatr je czasem oszlifuje nieco albo popękają od mrozu, ale w większości się uchowają. Zwykle te głazy to są skały odporne na wietrzenie, więc “żyją” długo. 

Muchas gracias. Myślałam o klimacie stepowiejącym, a nawet pustynniejącym między lodowcem, a szamanami, co mogłoby potrwać, ale to pierwsze szkice.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Na przedpolu lodowca zwykle mocno wieje, a wtedy w piaskowcach tworzą się takie piękne formy jak tu: https://hasajacezajace.com/gory-stolowe-10-najpiekniejszych-szlakow/

 

W przypadku Gór Stołowych to często są to grzypobodobne kształty. Gdzie kapelusz jest z twardszego piaskowca, a cienka nóżka z bardziej “miękkiego” mułowca.

W przypadku granitowych głazów, które lodowiec zostawił, to są one jeszcze twardsze, więc niewiele się zmienią. 

Ło, matko, jakie ładne. Zupełnie nie to, o czym myślałam, aż się prosi o jakieś elfy i partyzantkę heart

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mam ogromną, mięsożerną rybę (nie rekina). W tekście zasugerowane jest, że przez wieki żyła w odizolowanym zbiorniku wodnym, żywiąc się znacznie mniejszymi stworzeniami, które połykała jak tabletki, bez gryzienia. Czy w związku z tym po tak długim czasie powinna zachować ostre zęby, czy też mogły się jej przytępić?

Brzmi całkiem podobnie do rekina wielorybiego, zerknij sobie na niego. Raczej nie ma to ostrych zębów, bo z takim rodzajem pożywienia lepiej radzi sobie wielka, pozbawiona nich paszcza, która zasysa wszystko do środka. TUTAJ masz reprodukcję szczęki rekina wielorybiego. 

Rekiny mi właśnie nie pasują (a szkoda, bo chciałam zasugerować, że to megalodon), bo tym odizolowanym zbiornikiem jest górskie jezioro. A i zęby są potrzebne dla fabuły.

Ale ja nie mówię, że masz brać rekina wielorybiego, tylko się na nim wzorować, bo to co opisujesz, to dokładnie takie warunki do jakich ewoluował rekin wielorybi. W związku z tym można spokojnie założyć, że zajdzie konwergencja (ewolucja zbieżna, różne grupy organizmów w podobnym środowisku  niezależnie od siebie ewoluują w podobnym kierunku). Tak więc przez analogię możesz założyć, że twoje rybsko raczej będzie traciło zęby na korzyść wielkiej, pustej paszczy. Ale zależnie od tego, jak długo będzie żył w danym środowisku, ewolucja może jeszcze zachodzić i zęby, chociaż powoli się uwsteczniające, może zachować. Możesz w tym celu spojrzeć na inne rekiny odżywiające się planktonem jak wielorybi – wydaje mi się, że największe zęby zachował rekin wielkogębowy

W sumie uwstecznienie mi pasuje, bo rybsko zdołało ugryźć jedną z postaci, ale skończyło się to tylko na ranach a nie utracie kończyny.

Przy czym zostaje jeszcze kwestia jak wielkie jest to rybsko i w ogóle. W sensie, jeśli ma tryb życia podobny do rekina wielorybiego i żywi się głównie łykając plankton, to i nie bardzo będzie miała instynkt myśliwski i nie będzie taka chętna do gryzienia czegoś, co jest o tyle większe od jej normalnego pokarmu. Powinna być raczej łagodna i nieszkodliwa (plus niepłochliwa, bo raczej nie ma wrogów naturalnych w tym jeziorze), a capnąć może co najwyżej przez przypadek xD No ale jak mówiłem, jeśli izolacja nie trwa aż tak długo, żeby ryba zupełnie się w takiego rekina wielorybiego przekształciła, to będzie na jakimś stadium pośrednim między nim, a zwykłą rybą drapieżną, trochę zębów może jeszcze mieć i czasem coś tam capnąć jak ją wkurzy. 

Ktoś tu się zna na koniach i jeździe konnej? Bo potrzebuję odpowiedzi na trzy pytania.

 

1) Czy jeśli koń nagle i niespodziewanie stanie dęba, to jest w stanie zrzucić  jeźdźca z siodła? Czy strzemiona powinny temu zapobiec?

 

2) Czy jeśli jeździec straci przytomność, to spadnie z (w tym przypadku idącego stępa lub kłusującego) konia czy dzięki strzemionom utrzyma się jeszcze jakiś czas w siodle?

 

3) W jaki sposób należałoby wieźć na koniu worek ziarna, jednocześnie go dosiadając (konia, nie worka)? Jakoś przed sobą, przytrzymując nogami/łokciami, bo chyba nie za sobą?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

1. Parę razy w życiu na koniu siedziałam i jestem pewna, że gdyby nagle stanął dęba, to w najlepszym razie wylądowałabym na glebie. W najgorszym, noga by mi w strzemionie utkwiła i wlokłabym się się po ziemi za koniem. Ale, jak wspomniałam, wielkiego doświadczenia nie mam. Doświadczony jeździec ma szansę się utrzymać, nawet uwzględniając element zaskoczenia.

2. Przy stępie może i się utrzyma. To zależy, co się z nim stanie w momencie utraty przytomności. Jeśli poleci w bok, prawdopodobnie spadnie, jeśli w przód, może będzie miał fuksa. Przy kłusie podskakujesz na grzbiecie konia, nieprzytomny pewnie się w kórymś momencie zsunie.

Generalnie strzemię nie gwarantuje utrzymania się na koniu.

3. Bagaż, chyba najlepiej przez grzbiet. Tak żeby równomiernie rozłożyć ciężar, ale jak dokładnie – pojęcia nie mam.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Nie jeżdżę konno, ale czytałam wieeele książek o konnych podróżach i o tym, że bohaterowie niekiedy spali w siodłach, więc myślę, że ktoś, kto straci przytomność, utrzyma się w siodle nawet dość długo, jeśli Ci na tym zależy. Jeśli chcesz, żeby spadł, to zawsze można go popchnąć, wypchnąć, cokolwiek. Worek ziarna można podzielić na dwa worki, związać liną i powiesić po obu stronach konia. Natomiast jeśli dobrze pamiętam, nigdy nie czytałam o tym, żeby koń zrzucił jeźdźca, stając dęba. Może wierzgnąć i w ten sposób zrzucić. Nie jestem pewna, czy samo nagłe stanięcie mogłoby spowodować zrzucenie kogoś z siodła, ale to tylko takie moje domysły.

Strzemiona są skonstruowane tak, by stanowić oparcie, ale by w razie nagłego zdarzenia (np. właśnie gdyby koń stanął dęba) stopy się łatwo z nich wyśliznęły. Upadek z konia jest bezpieczniejszy niż bycie wleczonym za nogę przez przestraszone zwierzę w galopie. Jeśli jeździec jest rozluźniony i nie spodziewa się niczego albo nie jest super doświadczony, zleci, gdy koń stanie dęba. Super doświadczony też może dać się zaskoczyć. Pytanie, czego potrzebujesz w tekście? Bohater najpewniej zleci, ale jeśli napiszesz, że w odpowiednim momencie się spiął i zareagował właściwie, może się utrzymać i nie będzie to nieprawdopodobne.

W stępie może tak od razu nie zleci, jeśli upadnie fortunnie na wprost, na szyję konia, ale coś tego nie widzę. Sądzę, że zemdlony człowiek osunie się na bok. A w kłusie zleci na 100%. Strzemiona to tylko oparcie dla stóp, dosiad zależy od tego, jak używasz łydek i ud. Ktoś, kto traci świadomość, nie będzie ściskał boków konia nogami i strzemiona w niczym mu tu nie pomogą.

Wygodniej by chyba było worek przytroczyć tak, by był za jeźdźcem. Pytanie, jak duży ten worek? Mały pakunek może dałoby radę wieźć przed sobą, w okolicach kłębu (choć to raczej niebezpieczne dla kręgosłupa konia), ale większy zdecydowanie za, przymocowany (jakoś) do tylnego łęku siodła. Łatwiej by pewnie było wieźć spory worek bez siodła, ale wtedy nie byłoby go do czego przywiązać.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Powracam po przerwie dłuższej niż bym chciał (spowodowanej przeprowadzką zagranicę, rozpoczęciem doktoratu i związanymi z tym perypetiami) i, bez owijania w bawełnę, potrzebuję pomocy.

Planuję opowiadanie i jak bardzo bym się nie starał, wychodzi mi że bohaterem musi być dowódca wojskowy. A ja o wojskowości, czy dowodzeniu nie mam najbledszego pojęcia. Polecilibyście jakiekolwiek źródła internetowe, co bym mógł się dokształcić i nie zrobić z siebie idioty?

Będę dozgodnie wdzięczny :)

Potrzebuję dwóch scen, w których jeździec spada z konia:

1) Wiejski chłopak – o którym dowiadujemy się wprawdzie, że “znakomicie jeździł konno” – wiezie zimą przez las worek ziarna. Gubi się w lesie, w pewnym momencie na drogę wyskakują wygłodniałe wilki, koń staje dęba, zrzuca chłopaka i jego ziarno, a ten, wykorzystując to, że wilki zajęły się koniem, łapie worek i ucieka. Worek nie musi być duży, bo zima jest sroga i panuje niedostatek.

2) Bohater, syn rycerza, jedzie długo przez tęgą śnieżycę. Koń i jego pan w końcu opadają z sił, chłopak traci przytomność i zsuwa się z konia.

 

Planuję opowiadanie i jak bardzo bym się nie starał, wychodzi mi że bohaterem musi być dowódca wojskowy. A ja o wojskowości, czy dowodzeniu nie mam najbledszego pojęcia. Polecilibyście jakiekolwiek źródła internetowe, co bym mógł się dokształcić i nie zrobić z siebie idioty?

A jaki okres historyczny? Osobiście odradzałbym opieranie osi fabuły na czymś, na czym się nie znasz. Pamiętam z Weryfikatorium takiego chłopaka, który koniecznie chciał pisać o wojnach, żołnierzach i wielkich imperiach, no i czytać się tego nie dało, bo wychodziła mu niezamierzona parodia.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Nie wiem, jakie to czasy, ale skoro masz rycerza, to pewnie wczesne. W takim wypadku chłopak jechałby pewnie bez siodła, na oklep. Wtedy worek mógł mieć przed sobą. Jak koń stanie dęba zleci jak przejrzała gruszka. Zastanawiam się tylko skąd wiejski chłopak miał konia i gdzie nauczył się jeździć.

Druga sytuacja całkiem prawdopodobna. Tylko czemu u licha jechał, a nie zatrzymał się gdzieś na popas.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Bolly

A jaki okres historyczny?

Sorry za brak uściślenia. Współczesność.

Osobiście odradzałbym opieranie osi fabuły na czymś, na czym się nie znasz. Pamiętam z Weryfikatorium takiego chłopaka, który koniecznie chciał pisać o wojnach, żołnierzach i wielkich imperiach, no i czytać się tego nie dało, bo wychodziła mu niezamierzona parodia.

Zdaję sobie z tego sprawę. Niemniej opowiadanie ma być przede wszystkim ćwiczeniem, a jeśli będę dalej pisał, to na pewno w końcu przyjdzie czas, gdy będę musiał napisać o czymś, na czym się nie znam. Tak więc fajnie będzie jeśli teraz wyjdzie mi to wszystko przekonująco, jak nie – trudno, jeszcze się uczę :).

Zastanawiam się tylko skąd wiejski chłopak miał konia i gdzie nauczył się jeździć.

Syn osoby pełniącej we wsi dość istotną funkcję, a więc zamożnej jak na ichnie warunki. Nie był to oczywiście jego własny koń, tylko należący do jego ojca. Nie chcę się jeszcze bardziej zagłębiać w szczegóły, bo zrobiłbym spoiler moim beta-czytelnikom. W każdym razie chłopak będzie miał problemy z powodu utraty konia.

 

Druga sytuacja całkiem prawdopodobna. Tylko czemu u licha jechał, a nie zatrzymał się gdzieś na popas.

No cóż, może być wiele powodów. Ktoś lub coś cię ściga, jedziesz przez totalną głuszę (wszędzie tylko lasy i łąki), nie masz pojęcia, którędy do jakiejś ludzkiej siedziby...

 

Zdaję sobie z tego sprawę. Niemniej opowiadanie ma być przede wszystkim ćwiczeniem, a jeśli będę dalej pisał, to na pewno w końcu przyjdzie czas, gdy będę musiał napisać o czymś, na czym się nie znam. Tak więc fajnie będzie jeśli teraz wyjdzie mi to wszystko przekonująco, jak nie – trudno, jeszcze się uczę :).

Ale co innego szczegóły, o które zawsze można dopytać kogoś bardziej obeznanego w temacie, a co innego główna oś fabularna.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

  1. Jeśli to znacząca rodzina to chłopak pewnie jednak ma siodło. Ale jeśli worek ma spaść z nim, to lepiej, by jechał bez siodła, bo w przeciwnym razie pewnie chłopak by spadł, a koń uciekł z ziarnem. 
  2. Faktycznie lepiej dobrze umotywuj, dlaczego bohater jedzie przez zawieję zamiast się zatrzymać, bo rozsądek nakazuje poszukać schronienia, nawet jeśli miałyby nim być trzy drzewa rozłożyste na dole, które osłaniałyby od wiatru. Ale to nie problem, przyczyn, dla których jechał do oporu, może być sto.

Tak sobie myślę, że jeśli zima jest ostra/jedziesz w zamieci, to nie zachowujesz wzorowej postawy jeździeckiej. Raczej się garbisz, kulisz, drętwiejesz, trudniej jest trzymać się mocno nogami boków konia. Tym łatwiej chłopakowi nr 1 zlecieć kiedy koń stanie dęba i tym bardziej zrozumiałe, że bohater nr 2 opada z sił (zwłaszcza jeśli był wcześniej zmęczony/głodny/ranny).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ale co innego szczegóły, o które zawsze można dopytać kogoś bardziej obeznanego w temacie, a co innego główna oś fabularna.

Prawda, niemniej samo opowiadanie ma być science fantasy osadzonym w totalnie wymyślonym świecie, a bohaterowie mają się zmierzyć z czymś fantastycznym, więc potrzebuję tylko ogólnych informacji, by mieć jako taki punkt odniesienia. Chodzi mi o coś w rodzaju mobilizacji w nagłej sytuacji kryzysowej kalibru, dajmy na to, groźby przerwana tamy i zalania pobliskiego miasteczka.

Faktycznie lepiej dobrze umotywuj, dlaczego bohater jedzie przez zawieję zamiast się zatrzymać, bo rozsądek nakazuje poszukać schronienia, nawet jeśli miałyby nim być trzy drzewa rozłożyste na dole, które osłaniałyby od wiatru. Ale to nie problem, przyczyn, dla których jechał do oporu, może być sto.

Sama scena jest mocno osadzone w fabule, właściwie to od tego momentu nabiera ona rozpędu. Chodziło mi tylko o techniczny szczegół – czy bohaterowie udzielający jeźdźcowi pomocy będą go nieprzytomnego ściągać z konia, czy podnosić z ziemi. Upadek z konia brzmi bardziej dramatycznie, ale wolałem się upewnić, czy nie jest skrajnie nieprawdopodobny.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Pytanie do znających grekę:

Jak będzie w narzeczu Homera Sp. z o.o.? Od biedy spółka akcyjna też może być.

Babska logika rządzi!

Wal na priv do ninedin

http://altronapoleone.home.blog

Spółka akcyjna: Ανώνυμη Εταιρεία [wym. Anonimi Etierija]

Spółka z o.o.: Εταιρεία Περιορισμένης Ευθύνης [Etierija Periorismenis Efthinis; th się wymawia jak w ang, thief]

A nie anonime hetajreja oraz hetajreja periorismenes euthynes, skoro ma być narzecze Homera czyli chyba jednak stara greka?

http://altronapoleone.home.blog

Ale po starogrecku one i tak nie mają sensu, choć oczywiście podajesz poprawną ich wymowę :) (nie mają sensu = oznaczałyby co innego, bo znaczenia słów się zmieniły. Odpowiednio byłoby to “Bractwo  pozbawione imienia” oraz “Bractwo osądu otoczonego płotem”...)

XD No bo w ogóle te terminy w starożytności trochę dziwnie, ale odniosłam wrażenie, że chodzi o starą grekę, bo dla nowej da się pewnie sprawdzić w wikipedii ;)

http://altronapoleone.home.blog

Bractwo osądu otoczonego płotem

heart

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki bardzo, Ninedin. Chodziło mi o współczesną grekę, tylko chciałam uniknąć powtórzenia. A czy są powszechnie używane skróty, tak jak nasze Sp. z o.o. albo angielskie Ltd.?

Bractwo osądu otoczonego płotem rządzi. Czemuż zrezygnowali z tak pięknej nazwy?! ;-)

Babska logika rządzi!

Potrzebuję tytuły dieselpunkowych powieści, najlepiej, żeby to było coś w miarę współcześnie napisanego. No i dieselpunk, nie steampunk. :)

Coś mi się kojarzy, że rok czy parę lat temu wyszło coś takiego w dalekowschodnich klimatach. Może ktoś pamięta tytuł?

Ale cokolwiek. Proszę!

Szukaj tu (pod Examples/Literature).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki, Tarnino! Może coś z tej listy uda mi się znaleźć.

Kurczę, mało tego tak w ogóle. Wydawało mi się, że motyw dość popularny, a z powieściami jakoś kiepsko. Lepiej już chyba sprawa wygląda z filmami i komiksami.

A to w klimatach dalekowschodnich, o czym pisałam wcześniej, to zdaje się cykl “Wojna lotosowa”.

Czy jest tu ktoś obeznany w tematyce walki bronią białą? Czy blok i parada to to samo?

Z regulaminu technicznego Międzynarodowej Federacji Szermierczej (FIE):

“Parada jest działaniem obronnym wykonanym bronią w celu uniemożliwienia zakończenia działania

ofensywnego.”

Tak więc zasadniczo – każdy blok jest paradą. Co prawda sjp definiuje zasłonę jako:

“odparcie ciosu lub uderzenie w odpowiedzi na cios przeciwnika”

Ale uderzenie w odpowiedzi na cios przeciwnika to już bardziej riposta niż parada. 

A jeśli chodzi o sam blok jako taki, to i tak bardziej szermierczym zwrotem będzie zasłona. 

Inne definicje które znalazłem dzielą działania obronne na:

“a) zasłona – odparcie położeniem lub ruchem własnej broni (klingą ,koszem lub razem koszem i klingą) żelaza przeciwnika

b) obrona odległością

c) unik – w bok ,w dół “

Międzywojenna “Encyklopedia Powszechna” Wydawnictwa Gutenberg w haśle o szermierce pisze  zamiennie “zasłony czyli parady“.

Podsumowując: generalnie blok i parada i zasłona to w sumie to samo, ale jeśli chcesz brzmieć profesjonalniej, to idź raczej w paradę lub zasłonę. 

Dziękuję Arnubisie za wyczerpującą odpowiedź. Na szczęście nie muszę brzmieć profesjonalnie.

Ale żeby nie było – ekspertem wcale nie jestem i moja wypowiedź jest wynikiem googlowania xD To znaczy, generalnie potwierdziłem to, co wiedziałem, ale chciałem znaleźć przykłady żeby cię nie oszukać. Chociaż za szermierkę w praktyce chciałbym się kiedyś zabrać, jak będę miał czas i pieniądze (chociaż bardziej w wersji historycznej niż współczesnej). 

None, z grubsza to samo, chociaż musielibyśmy rozróżnić szermierkę sportową od tej niesportowej i w dodatku jeszcze, kto wie, czy nie wziąć pod uwagę: rapier, szabla, floret. “Twardy blok” to ostrze w ostrze, twarde parowanie przy szablach, zaś parady to pozycje jednocześnie obronne (defensywne) jak i wyprowadzenie ataku. 

Kiedyś ściągnęłam pewną książkę, to “Szermierka na szable” podług systemu włoskiego dla nauczycieli szermierki wydane we Lwowie. Opisane są w niej różne parady i pchnięcia, też w językach. 

Szermierki na Szable 

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, masz jakieś źródła, które paradą nazywają wyprowadzenie ataku? Z czystej ciekawości pytam, nie złośliwości. Bo książka, którą wrzuciłaś (bardzo fajna!) twierdzi: “Paradą nazywamy podstawienie szabli pod cios przeciwnika w celu jego odparcia (odbicia)” czyli w zasadzie pokrywa się z tym, co definiuje regulamin FIE. 

Nie mam, parada nie jest atakiem, pojmuję ją tak jak Ty to opisałeś. Trochę osłuchałam się, kuzynka była florecistką.

Może słowo “atak” jest niezręczne. W każdym razie sama sensu stricte “parada” to – o dziwo – osłanianie siebie, czyli głowy, barków, w każdym razie raczej górnej połowy ciała, z tym że ta obrona wiąże się zawsze, bądź najczęściej (będę ostrożna)  z  odbiciem/wyprowadzeniem pchnięcia (ataku) przez wykorzystanie, np. siły zręcznego uniku, odejścia. Mam wrażenie, że chodzi o to, aby umiejętnie zagospodarować energię pchnięcia przeciwnika.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Generalnie bloki aktywne, w których uderza się w broń przeciwnika i zbija ją na bok są skuteczniejsze niż bloki statyczne, w których tylko zasłaniamy się przed atakiem przeciwnika swoją bronią. Blok statyczny to czysta defensywa, do tego bardziej ryzykowna, bo jest ryzyko że przeciwnik ją przełamie, z kolei przy aktywnych blokach/paradach/jak zwał, jeśli wykonasz je w odpowiednim tempie, masz okazję przejść od razu do ofensywy (czyli wykonać ripostę). Przy floretach, szpadach, generalnie współczesnej szermierce dochodzi jeszcze kwestia tego, że stosuje się praktycznie wyłącznie pchnięcia, a w ich przypadku tylko blok aktywny albo unik ma sens, blok statyczny służy raczej do obrony przed cięciami, więc wykorzystywany może być bardziej przy szermierce szablami (klasycznymi, nie współczesnymi) czy walce na różne odmiany mieczy. 

Tak, lecz z każdego bloku możesz wyprowadzić ofensywę, zależy to od umiejętności Twoich i przeciwnika.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tak jak zauważyła Asylum – w szermierce sportowej to wygląda trochę inaczej niż w historycznej :-)

Czy parada to blok... W sportowej WYDAJE MI SIĘ (mogę się mylić), ze nie. Mam tylko podstawy, ale samej przeciwszóstej, przeciwósmej czy czwartej nikt paradą na treningach nie nazywał (ale tez nikt nie mówił, że to nie jest tym).

Ok, dla uściślenia – babram się w cudzym tekście, quasi-średniowieczne fantasylandy, broń to bliżej nieokreślony miecz, bohater ćwiczy “bloki i parady”, zastanawiałem się, czy można ściąć słowo.

Czy znacie się może na samozapłonach samochodów, a precyzyjniej – ciężarówek? Usterki w układzie elektrycznym – koło świec?, nieszczelności w paliwowym? Jakiś przykład? 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Samochody za zasady tego nie robią – zobacz tutaj. Ale czasem robią.

Zasadniczo ogień wymaga: tlenu, paliwa, ciepła. Jeśli jednego zabraknie, ogień gaśnie. Więc szukaj w tym kierunku.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Czy ktoś mi może powiedzieć, jak nazywa się ta część motoru:

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Czy chodzi Ci o zbiornik paliwa?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eee, nie wiem, chodzi mi o ten boczek, na który można nalepić fajną naklejkę. To jest zbiornik paliwa?

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Owszem ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki. :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Potocznie bak.

No, już się ze mnie nie nabijajcie. Nigdy nie jeździłam motorem. ;D

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ludzie, pierwszy raz natknęłam się w opowiadaniu na śpiewającą bohaterkę i zgłupiałam, bo nie wiem, jak należy zapisać śpiew. Napisany kursywą wygląda jak zapis myśli, więc chyba nie tędy droga. A jeśli nie tędy,to którędy?

Oto ten cytat. Pochodzi z tekstu Beztalencie, WeironinKinga:

 

…na­uczy­ciel­ka mu­zy­ki wska­za­ła Annę pal­cem i ka­za­ła za­śpie­wać: „Pie­cho­tą do lata”. Dziew­czy­na nie­chęt­nie pod­nio­sła się z krze­sła i wy­krztu­si­ła:

 - Znów przyj­dzie maj – jej głos za­drżał. – A z majem bzy. I cze­kać mam na lep­sze dni…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli to dłuższy kawałek, to może napisać go jak to zwykle się robi z wierszami i tekstami piosenek? Ale jeśli to tylko taki kawałeczek, to chyba może zostać jak jest. O kursywie to nie wiem., ale też chyba może być.

Nie, to tylko tez wers.

Skłaniałabym się do zapisania tego tak, jak zapisuje się dialog, ale pewności nie mam i nie chce wprowadzić Autora w błąd.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ekspertem nie jestem, ale dla mnie jest w porządku. Stosowanie kursywy nie jest chyba obarczone takimi zasadami, jak choćby zapis dialogów.

Będę myśleć i szukać, może gdzieś znajdę coś. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Piosenka to dźwięk, więc niepotrzebna kursywa (gdy rezerwujemy ja dla dla myśli, jeśli też tam się pojawiają), gdy łamana z didaskaliami – trudna do czytania, a poza tym łatwo ją obejść, tzn. inaczej   przedstawić. Autorka musi znaleźć zrozumiały i konsekwentny sposób zapisu – o co chodzi, jeśli są dłuższe śpiewane fragmenty. Liczy się całość i konsekwencja.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

I mnie się wydaj logiczne, żeby zapisać to jak dialog, bo przecież melodii i tak nie słychać. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja opisując śpiew też użyłam połączenia zapis dialogowy+kursywa, ale raczej intuicyjnie, bo nie kojarzę żadnej zasady.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Dziękuję wszystkim, dziś już i tak nic nie wymyślę. Idę spać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja bym zapisała jak dialog.

Przynoszę radość

Ja też bym zapisała bez kursywy, nie widzę powodu, dla którego kursywa miałaby występować – chyba że tekst piosenki byłby w obcym języku. A tu nie jest.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dla mnie argumentem za kursywą albo jakimś innym wyróżnieniem byłoby to, że śpiewając piosenkę cytujemy cudze słowa, więc nie jest to wypowiedź sensu stricto.

A na dodatek raczej nie zapisywałabym jako dialog, tylko jak wiersz, w dodatkowym wcięciem i w ogóle wyróżniony typograficznie.

 

…nauczycielka muzyki wskazała Annę palcem i kazała zaśpiewać: „Piechotą do lata”. Dziewczyna niechętnie podniosła się z krzesła i wykrztusiła:

                     Znów przyjdzie maj...

Jej głos zadrżał.

                     ...a z majem bzy.

                    I czekać mam na lepsze dni…

http://altronapoleone.home.blog

Raz jeszcze dziękuję wszystkim niosącym pomoc.

Drakaino, Twoja propozycja bardzo do mnie przemówiła. Jest jasna, wyśpiewana i nadzwyczaj czytelna. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rumienię się :)

http://altronapoleone.home.blog

Ładnie się rumienisz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy ktoś wie, czy górna część takiego mikrofonu (ta do której się mówi) i dolna (ta, za którą się trzyma) mają jakieś specjalne nazwy? I czy w ogóle taki rodzaj mikrofonu ma osobną nazwę? (nie chodzi o to, że jest bezprzewodowy)

Jak pracowałam w radiu to nie miały specjalnych nazw, co najwyżej się określało kolorami i markami :D Ale odróżniało się właściwie tylko kierunkowe, bo były do zadań specjalnych. Ale to było dość dawno, więc nie wiem, czy coś się nie zmieniło.

http://altronapoleone.home.blog

A jak napiszę tak, to ludzie domyślą się, że o te części chodzi chodzi?: wpatrywała się w plastikowy mikrofon(...). Fioletowa rączka nosiła liczne ślady użytkowania, a w różowej siatce ziały dziury.

 

A ta siatka nie nazywa się sitkiem mikrofonu?

Babska logika rządzi!

Finklo, rzeczywiście, dzięki! Ale po poszukiwaniach w goglu okazuje się, że siatka również. Sitko jednak chyba lepiej pasuje

Nazywa się to grillem, ale to dość specjalistyczne słownictwo i może zabrzmieć dziwnie. Siatka/kratka chyba wystarczy. Raczej nie kojarzę, by używano słowa “rączka”. To jest po prostu mikrofon (ang. body). Jeśli ma on kosztować więcej niż 50 zł to nie będzie też plastikowy (jak miałyby wyglądać ślady użytkowania na plastiku?). Rozumiem, że nie chodzi o mikrofon reporterski tylko taki do tani do karaoke – przy reporterskim nazwałabym go kostką i miałby też gąbkę (owiewkę). Estradowy wygląda jeszcze inaczej, a taki porządny do nagrań w studio ma jeszcze filtr.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Myślę, że określenie na górną część “sitko” będzie zrozumiałe dla wszystkich, także dla tych nie znających specjalistycznego słownictwa

Minuskuło, Pablo – dziękuję za odpowiedzi. Mikrofon, który próbuję opisać jest z plastiku, bo zabawkowy.

Fakt, sitko się mówiło, ale zdążyłam zapomnieć :D

http://altronapoleone.home.blog

Sitko też ma sens. I jak zabawkowy, to plastik jak najbardziej uzasadniony ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Ile centymetrów ma “głęboka rana”? Jak głęboka musi być, żeby okazać się śmiertelna?

 

:)

Źle zadane pytanie – powinno być dokąd sięga. U sumoki ma więcej do przebicia niż u kulturysty.  Na szyi i na brzuchu głębokość będzie inna.

Jak głęboka musi być, żeby okazać się śmiertelna?

Ja nie doktor, ale na chłopski rozum to śmiertelność zależy od tego, co ci rana uszkodzi, nie od głębokości. Jak tętnica pójdzie, to raz dwa się wykrwawi. Jak nie dotknie niczego ważnego – to będzie żył, nawet jeśli kula/włócznia przebije cię na wylot.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jeden tors ludzki męski raniony z boku, proszę.

Podaj jeszcze budowę tego kogoś i będziemy wołać doktorów Cobolda lub MrB.

Chcesz go zabić, prawie zabić czy tylko poturbować?

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Abdominal_trauma

 

Tu masz fajną ściągawkę, do zabicia dźgałabym w wątrobę. A w ogóle to pisz do funa/Coboda/MrBrightside’a, doktorów u nas dostatek.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzięki, Kam :) Wiecie, że to znaczy potrzebę natychmiastowego pójścia razem na piwo?

 

Znalazłam jeszcze, że: “grade III injuries – greater than 3 cm in depth”

Rekomenduję wątrobę (pęknięcie żołądka lub śledziony też nie będzie doświadczeniem miłym), a dla pewności najlepiej przedziabać pień brzuszny aorty, chociaż do niej trzeba byłoby się dogrzebać.

Wiecie, że to znaczy potrzebę natychmiastowego pójścia razem na piwo?

 

Te, cwaniaczku, jak myślisz, że ci się damy skusić piwem, żebyś nas potem obie dźgała po wątrobach...

 

Okej, gdzie i kiedy? 

www.facebook.com/mika.modrzynska

O, dołączył Patolog Wiktor vel Patologia Wiktoria!

@Żongler, kto będzie mówił o tej śmiertelnej ranie? Narrator, bohater-laik czy bohater-profesjonalista, np. lekarz medycyny sądowej? Jeżeli laik, to może wystarczy laickie określenie i nikt nie przyczepi się do merytoryki?

Wiem, że taka odpowiedź jest mało satysfakcjonująca, ale powiem to: zależy. Niepozornie wygladająca rana, dobry stan pacjenta może szybko dramatycznie się pogorszyć, urazy w medycynie to niestety nie jest nauka ścisła. Dobrym opisem obronisz “śmiertelność” każdej rany, jeśli np. ustami lekarza wspomnisz o jakimś dodatkowym czynniku.

Kiedy ja wchodzę w tematy na których się nie znam, próbuję albo bardzo ogólnie o nich pisać, albo zaczynam żmudny research, ale prędzej to pierwsze;)

EDIT: I bardzo, bardzo przestrzegam przed używaniem terminologii anatomicznej bez konsultacji chociażby z wikipedią, szczególnie jeżeli wkładasz ją do buzi lekarzowi lub narratorowi; brać pod uwagę też trzeba zmianę terminologii w czasie.

Wilk, jak Cię rypsnę... :>

Doktor Wiktor :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Wiktorio, jak mnie rypsniesz..? ;> 

Nie ryzykujcie, narażacie życie! No bo powiedzcie – istota z problemami z tożsamością płciową, lubi trupy, teraz wykazuje się agresją w stosunku do Wilka...

To chyba mówi samo za siebie ;P?

(hmmm, jakby co, to zaraz wykasuję, aby tylko nie przeczytał/a)

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Tak będziesz, wilku, wyglądał, jak się narazisz Wiktorii:

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Wiktorio, odłóż ten pastuch elektryczny!!!

Zaraz was wszystkich dźgnę za karę. Mnie niewinnej chodziło tylko o to, jak głęboko można wbić komuś nóż w bok, żeby go nie zabić. Bo zabić to logicznie, odrobinę głębiej od tej niezabijalnej głębokości ;)

jak głęboko można wbić komuś nóż w bok, żeby go nie zabić

To zależy. Jesteś pisarką, wbij na ile chcesz i uzasadnij, że nie zabiłaś.

Szukaj tu i tu.

 

ETA: Wiem, jak skręcić facetowi nogę – ale zbyt ogólnie. Zasadnicza koncepcja jest taka, że łazi gość po ruinach, nie patrząc pod nogi i pakuje się w dziurę. Potrzebuję:

żeby jego towarzyszka musiała biec po pomoc (tj. żeby sam nie dał rady się powlec)

ale nie musi strasznie boleć (facet będzie tymczasem filozofował)

no, i potem trzeba go będzie jakoś odtaszczyć przez chaszcze (;D) – czy można wykorzystać płaszcze?

Post sponsorowany przez tarninową głupawkę oraz mocne postanowienie, że coś wreszcie napisze, dammit.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, medykiem nie jetem ale miałam skręconą kostkę, a do tego złamaną kość śródstopia. Kuśtykałam przez trzy dni zanim trafiłam do lekarza, a ostatecznie do gipsu.

Jeśli facet ma być unieruchomiony na jakiś czas, żeby mógł sobie pofilozofować, to myślę, że przydałby mu się jakiś poważniejszy uraz. :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Co do rany kłutej klatki piersiowej – proponuję prawą stronę (co sugerowałoby leworęcznego sprawcę), dobrze powyżej przepony. O ile ostrze nie sięgnie okolic kręgosłupa (gdzie przebiega aorta), to możliwe jest przeżycie. Powstanie odma, ale można żyć z jednym płucem. Dobrze byłoby ostrze usunąć (żeby uniknąć odmy prężnej) i ucisnąć miejsce krwawienia. Ostrze płaskie (raczej nóż niż włócznia), prowadzone w poziomie, ślizgające się po górnej krawędzi żebra (bo naczynia biegną pod żebrem).

 

Jeśli chodzi o skręcenie – są takie z którymi można chodzić i takie (z zerwaniem więzadeł), które to uniemożliwiają (zwłaszcza po trudnym terenie). Moim zdaniem masz tu zupełną dowolność i nie trzeba się wdawać w szczegóły traumatologiczne.

Merci – i tak chciałam jeszcze ten teren utrudnić (no, bo jak tak można, żeby ruiny stały pośrodku płaskiego?)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Kontynuując wątek medyczny, proszę o pomoc lekarzy, tudzież inne osoby obeznane w temacie :)

 

Szukam choroby/urazu/zaburzenia spełniającego poniższe kryteria:

1. Nie jest wykluczona u osób starszych.

3. Kiedy chory leży w szpitalu, może wystąpić nagłe pogorszenie kończące się śmiercią.

4. Dla osoby “z ulicy”, objawy pogorszenia są albo niezauważalne, albo wydają się być niegroźne (będzie okej, jeśli tak jest tylko wtedy, gdy osoba chora śpi).

5. W przypadku wystąpienia ww. pogorszenia konieczna jest szybka pomoc personelu medycznego.

6. W przypadku szybkiej pomocy, pacjent ma duże szanse przeżyć.

7. Osoba chora nie jest pod ciągłą obserwacją (choć to wydaje mi się mało realne zważywszy na powyższe kryteria).

8.Bonus ;) mniej ważne kryterium – ta choroba/uraz/zaburzenie nie należy do dziedziny neurologii lub psychiatrii.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

to proste – zapalenie płuc

Dzięki, Cobold.

Poczytałem i wymyśliłem to sobie tak:

  1. pacjent leży w szpitalu z zapaleniem płuc
  2. następuje ostra niewydolność oddechowa
  3. pacjent traci przytomność w wyniku niedotlenienia (to akurat pasuje mi do fabuły ;))
  4. żeby mu pomóc konieczna jest szybka intubacja i wentylacja mechaniczna

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A to ja myślałem inaczej. Zasugerowałem się tym, że bohater to osoba starsza, a całość ma być mało spektakularna.

  1. Pacjent trafia do szpitala z jakiegoś ostrego, ale nie zagrażającego życiu powodu – dajmy na to uraz.
  2. Pacjent grzecznie leży w łóżku, mało się odzywa, mało je, głównie śpi
  3. Okazuje się, że rozwija zapalenie płuc (u starszych właśnie tak przebiega – bez duszności, bez gorączki, bez kaszlu, a z pogorszeniem kontaktu i upośledzeniem funkcjonowania)
  4. Nikt się nie domyśla (ortopedzi raczej nie osłuchują płuc) i stan chorego stopniowo się pogarsza
  5. żeby temu zapobiec, trzeba się domyślić, że tak może wyglądać zapalenie płuc, włączyć antybiotyk, zadbać o nawodnienie chorego

To mało spektakularne, ale bardzo typowe. Jeżeli chcesz omówić jakiś inny scenariusz, zależy Ci na intubacji, albo innym elemencie – zapraszam na priv.

Czy można umieścić w opowiadaniu imię i nazwisko znanej osoby, która jeszcze żyje? Epizodycznie, coś w stylu “na stole leżała książka Andrzeja Sapkowskiego, bohater wziął ją i spalił”.

To pytanie do prawnika. Z mojej strony mogę powiedzieć – ostrożnie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ok, czyli lepiej nie. Mam w takim razie jeszcze jedno pytanie, czy można umieścić nazwę znanego ogólnoświatowo konkursu, wydarzenia, np. Światowe Dni Młodzieży, Euro 2016?

Na przytoczonej zasadzie – można. Jeśli akcja dzieje się w realnym świecie, to bohaterowie jak najbardziej mają prawo znać zwłaszcza istniejące dzieła sztuki i ich autorów – to się stosuje dość często, tak jak pojawiające się w literaturze nawiązania do prawdziwej muzyki i wykonawców. Ale faktycznie – ostrożniej trzeba podchodzić do ostrzejszego traktowania – jeśli bohater lubi albo nie lubi książki Sapkowskiego to ok, ale jeśli narrator powie że Sapkowski i jego twórczość jest gówno warta, to już może być nieco za daleko. No i wiadomo, że w ogóle ryzykownie się robi przy czynieniu realnych osób bohaterami.

 

Zależy nie tylko jak znana, ale i z czego. Bo np. w przypadku tzw. “Chytrej baby z Radomia” (z której wszyscy śmieją, a przecież zwyczajnie jak dawali, to wzięła, a sądząc po ubraniu to raczej zasobna nie była) można mówić o sławie, a jednocześnie gdyby ktoś się wziął za procesowanie o wykorzystywanie jej wizerunku, to podejrzewam mogłyby się sypnąć kary – zwłaszcza na podmioty komercyjne, które na wyświetlaniu memów zarabiały (odsłony stron z reklamami).

Osobna sprawa, że w przypadku “książki Iksińskiego” gdyby istniało zastrzeżenie prawne, to pojawiłby się problem z... recenzjami. A jednocześnie ma takowy jakieś życie prywatne, więc sprawa się chyba komplikuje, gdy wchodzimy w coś więcej niż “spalił jego książkę”...?

Jednak w przykładzie z książką mówisz nie o samej postaci, a o publicznie dostępnej pracy tej osoby. Księgarnie mają na półkach, biblioteki mają na półkach, na Allegro i OLX można legalnie sprzedawać używane egzemplarze bez opisowej formy przedstawienia autora...

 

Berylu? Pomożesz?

 

Dawno, dawno temu było coś takiego, jak powieść z kluczem, w której znane osoby portretowano pod zmienionymi nazwiskami i wszelkie podobieństwo było “przypadkowe”. Ale Twój problem, Sonato, pachnie mi raczej kwestiami product placement, a to uważam za nienajlepszy pomysł. Tak czy siak, czekamy na Beryla.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

E, w przypadku książek Sapka i tak już każdy zdążył sobie opinię wyrobić, więc product placement nie wyjdzie ;)

Dziękuję za odpowiedzi. Nie chodzi o książkę Sapkowskiego, to był tylko przykład, żeby nie spojlerować swojego opowiadania. Chodzi mi o to, że w opowiadaniu pojawia się znana osoba, powiedzmy, że na zdjęciu i coś na nim robi, ale nie jest to konkretne istniejące zdjęcie. Bohater opowiadania ma jakąś epizodyczną negatywną myśl o owej fotografii.

A do czego Ci potrzebna ta osoba? Bo jeśli to ma być Archetypowy Celebryta, to zmyśl jakiegoś – problem z głowy.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No to gdyby w tym kontekście zakazać, to wiele felietonów musiałoby zniknąć ;-)

Osobna kwestia, czy negatywna myśl nie naruszy dóbr osobistych.

Albo opisz “prezydent niewielkiego kraju na jakimś tam kontynencie”, “aktualny król list przebojów”, “jurorka jednego z głupszych teleturniejów”...

Babska logika rządzi!

To musi być ta konkretna osoba. Dałam taki jej opis, że każdy by się domyślił, że o nią chodzi, ale na becie pojawiła się sugestia, żeby dać prawdziwe nazwisko.

Less is more. Jeśli łatwo się domyślić, może nie trzeba nazwiska.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Chyba, że opis sam w sobie stanowi wartość literacką, bo bywa i tak ;-)

Nie, wtedy też nie trzeba.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie ma żadnego powodu, by nie napisać w opowiadaniu wprost o znanej osobie. Opowiadanie nie różni się tu niczym od literatury publicystycznej nie mówiąc o komentarzu na forum w internecie, gdzie przecież nikt nie będzie zastanawiał się, czy może napisać coś o pracy kogoś publicznie rozpoznawalnego. Bohaterowie historii mogą natknąć się na książki Sapkowskiego, komentarz meczowy Szpakowskiego, muzykę Zalewskiego, albo wiec wyborczy Kaczyńskiego. Bohaterowie mogą mieć swoje zdanie o każdym z nich i ich pracy (choćby negatywne). Nie ma tutaj naprawdę żadnego powodu do obaw. Jeśli ktoś znany pojawi się na nieistniejącym w rzeczywistości zdjęciu, to o ile na tym zdjęciu nie będzie niczego, co można uznać za obraźliwe (i czegoś, co jest niezgodne z jego wizerunkiem), też nie będzie to problem. Jeśli piszesz o celebrycie, który robi sobie setki zdjęć z fanami, to np. jeden z bohaterów Twojej powieści może mieć z nim zdjęcie. Nie naruszysz w ten sposób niczyich dóbr osobistych.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

“Nie ma żadnego powodu, by nie napisać w opowiadaniu wprost o znanej osobie.” – zawsze? W sensie wspomniany przeze mnie przykład “Chytrej Baby” też by podpadł, gdyby ktoś znalazł jej nazwisko (analogicznie do niezakrycia jej twarzy na memach)? Bo to jest właśnie chyba granica między osobą znaną “bo uczyniono ją znaną”, a osobą publiczną. Chociaż w sumie to, co wspomniałeś o zgodności wizerunku rozwiązuje tu sprawę.

W prawie autorskim jest coś takiego, jak osoba “powszechnie znana”, które wizerunek można publikować, mówiąc skrótowo, jeśli pozostaje w związku z prowadzoną przez nią działalnością. Pani znana jako chytra baba to ofiara internautów i nie chciała stać się rozpoznawalna, jest osobą prywatną. Przy czym wizerunek to nie imię i nazwisko. Jeśli imię i nazwisko udostępnione są publicznie za zgodą ich posiadacza, to nie ma problemu z ich dalszą publikacją np. w opowiadaniu.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Czyli wątpliwości rozwiane. Dziękuję!

Mam podobny dylemat: w opowiadaniu chciałbym wykorzystać znane postaci, ale...

Poza stroną prawną warto się zastanowić, czy dorabianie mordy żyjącej osobie jest zgodne z naszą moralnością. Czy chcielibyśmy tak zostać potraktowani? Jasne, literatura polega na przetwarzaniu rzeczywistości, należy oddzielić osobę żyjącą od postaci literackiej, tylko nie każdy czytelnik to potrafi. Wg mnie należy uważać, żeby nie zrobić komuś krzywdy. Oczywiście, siła oddziaływania opowiadania na forum jest malutka, ale w przypadku znanych autorów i ich powieści to oddziaływanie jest przepotężne. Do dziś przecież za sprawą Dumasa trwa czarna legenda kardynała Richelieu, chociaż historycy mają na jego temat inną opinię.

Z drugiej strony nie można zaprzestać pisać/czytać powieści historyczne, autorzy mają prawo przetwarzać rzeczywistość do swoich potrzeb, tym różni się beletrystyka od podręczników historii. Mój stary, który przeczytał chyba wszystkie znane powieści historyczne, często powtarza: ładne to, ale niezgodne z prawdą. Ja odpowiadam: a musi być zgodne? Przecież to fikcja. Stary kontruje: jasne, tylko potem te głupoty ludzie powtarzają, zamiast zajrzeć do źródeł. I tak jest zawsze po każdej przeczytanej książce historycznej, zwłaszcza tych nowszych.   

Gdzie jest więc granica przetworzenia postaci realnej? Dlaczego łatwiej łykamy fikcyjne historyjki o nieżyjących już bohaterach? Czy jest to nam niezbędne w opowieści, czy jednak chcemy się trochę powozić na znanym nazwisku? Tak mnie to trochę zastanawia.     

 

Znaleziony przez Beryla, przepisany przeze mnie cytat. Jacek Piekara, “Jak ja was [...] nienawidzę”, zbiór Niech żyje Polska Hurra! II tom, Fabryka Słów, Lublin 2006, strony 389-390.

Ostrzeżenie: cytat zawiera słowa niecenzuralne.

 

“– Jak ja was, kurwy, nienawidzę i jak ja wami, kurwy, gardzę. Jak ja się za was, kurwy, wstydzę, gdy za granicę czasem zajrzę – śpiewałem razem z Pawłem Kukizem.

Występ przerwał mi taksówkarz. Otworzyłem oczy i zdjąłem z uszu słuchawki.

– Ale głos to pan masz akurat do baletu – powiedział nawet bez złośliwości.

Westchnąłem teatralnie. Głośno i przejmująco.

– Wie pan, nie matura, lecz chęć szczera...

– Ech, panie... Co pan mylisz, że ja co? Gomułkę przeżyłem, Gierka przeżyłem, Jaruzela przeżyłem, to i tego chuja przeżyję.

– A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści... – zaśpiewałem pełnym głosem, gdyż widziałem, że spotkałem swojaka.

– Chuja tam będą wisieć – burknął zgorzkniałym tonem. – Sprzedały Polskę, różowe hieny... Michniki i Kuronie w dupę pierdolone...

– Na pohybel im! – zawołałem, bo trzeźwy nie byłem, zresztą gdybym był trzeźwy, zawołałbym to samo.

Przypomniały mi się wersy, które sam wymyśliłem: Urządzimy sobie piknik pod tym drzewem, gdzie zawisł Michnik. I drugą: Teraz łezkę małą uroń, na tym dębie wisi Kuroń. Ech, marzenia, marzenia... Pełne słodkiej naiwności i dziecięcej łatwowierności w dobro świata, które każe nagradzać ludzi dobrych, a karać ludzi podłych. Zresztą dla Michnika powieszenie byłoby zbyt małą karą za zło, które wyrządził. Trzeba by zaprosić naszych braci mudżahedinów, aby przygotowali specjalnie dla niego “afgański abażur”.”

 

Wnioski wyciągajcie sami ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Algirze – good point. Jeden i drugi. Ale też co innego powieść historyczna, a co innego – fantastyczna. W fantastycznej nazwiska nie są potrzebne, myślę, nigdy. Może, jeśli bohater z naszego świata dopiero ma trafić do fantastycznego... Ale nomina sunt odiosa.

Tylko, że Sonata nie o to pytała – jej bohater może mieć swoje opinie tak samo, jak pierwszy lepszy gostek na ulicy może mieć swoje.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Hmm, Joseheim, bardzo ilustrujący ten wyimek. Nie znałam Jacka Piekary.

Weszłam też na chwilę na jego blog. Smutno:(

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, oczywiście to przypadek skrajny. Ale osoby publiczne są cóż, publiczne. Nie ma żadnych przeszkód, żeby bohater książki czy opowiadania słuchał najnowszego przeboju Zenka Martyniuka, oglądał w kolorowym magazynie czy internecie zdjęcia dziewczyny Eda Sheerana albo wypowiadał się na jakimś forum niepochlebnie o tym czy innym polityku. Zwykłe życiowe sytuacje dotyczące milionów ludzi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, wiem, Joseheim. Smutno mi, bo jest ich tak wielu. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Albo opisz “prezydent niewielkiego kraju na jakimś tam kontynencie”, “aktualny król list przebojów”, “jurorka jednego z głupszych teleturniejów”...

 

Nienawidzę z całego serce tego typu opisów w książkach. Jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że akcja powieści dzieje się w Toruniu AD 2019, to miej ty pisarzu jaja i pisz, że się dzieje w Toruniu AD 2019, a nie się bawisz w zagadki i rebusy, które nie bawią nikogo, kto skończył trzy lata.

 

(I mam tu na myśli sytuację, gdzie autor w wyraźny sposób nawiązuje do kogoś żywego, a nie potrzebuje rekwizytu na jedno zdanie.)

www.facebook.com/mika.modrzynska

A ja mam na myśli coś takiego, co będzie ponadczasowe. Głupich teleturniejów nie zabraknie, więc i za pół wieku da się do kogoś dopasować.

Babska logika rządzi!

Ale z drugiej strony trzeba pokazywać, a nie rzucać grepsy... zadowól tu wszystkich.

 

ETA: O, właśnie – za pół wieku nikt nie będzie pamiętał nazwiska jakiejś dzisiejszej gwiazdki. A opis zostanie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W moim opowiadaniu akurat nie potrzebuję tej ponadczasowości, za pół wieku raczej nikt go nie będzie czytał, ale ogólnie to jest ok, jeśli nie chodzi o konkretną osobę.

Za pół wieku żadne z opowiadań na tej stronie nie będzie czytane i samego forum też zapewne nie będzie.

Teleturnieje, jeśli przetrwają, będą wyglądać zupełnie inaczej.

 

Nie ma ponadczasowej literatury. Wszystko się starzeje (i musi!) – bo opisuje rzeczywistość w pewnym momencie. Nie da się napisać dobrej historii, która nie będzie się działa nigdzie albo w nieokreślonym czasie.

 

A przyjmując sytuację, gdzie autor ma na myśli konkretną osobę, tylko wybiera zabawę w kalambury – czytelnik za 50 lat nie miałby pojęcia, o kogo chodzi tak czy inaczej.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wszystko się starzeje (i musi!) – bo opisuje rzeczywistość w pewnym momencie rzeczywistości. Nie da się napisać dobrej historii, która nie będzie się działa nigdzie albo w nieokreślonym czasie.

Zgadzam się w stu procentach, ale mimo wszystko – literatura to nie Pudelek.

 

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Za pół wieku żadne z opowiadań na tej stronie nie będzie czytane i samego forum też zapewne nie będzie.

To będą smutne czasy!

Po inwazji Reptilian będziemy mieli inne zmartwienia :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Albo Trisolarian.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zgadzam się w stu procentach, ale mimo wszystko – literatura to nie Pudelek.

Jasne!

 

Myślę, że widzę to inaczej niż wy bo wiem dokładnie, o co chodzi Sonacie – betuję jej opowiadanie i ja właśnie zasugerowałam rozważenie zmiany “dziewczyna znana z tego i tego oraz tego i tego” na nazwisko – i nie dotyczy to wylewania pomyj, a... rety, Sonato, może wrzuciłabyś po prostu fragment? Byłoby im dużo łatwiej wyrazić zdanie, jakby wiedzieli, na jaki temat je wyrażają. Zwłaszcza że imo to żaden spojler, bo wyjaśniasz sytuację bohaterki w pierwszych akapitach.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nie no, dobra – użyję prawdziwego nazwiska w opowiadaniu, wolałabym jednak nie spojlerować, bo nie wiadomo, czy jakoś jeszcze nie przebuduję tego początku i czy nazwisko nie będzie istotne dla efektu zaskoczenia. Już i tak za dużo powiedziałaś, pewnie się nieco domyślają :D

Myślę, że widzę to inaczej niż wy bo wiem dokładnie, o co chodzi Sonacie – betuję jej opowiadanie i ja właśnie zasugerowałam rozważenie zmiany

I trzeba było tak od razu :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Berylu, a czy istnieją jakiekolwiek przepisy prawne dotyczące wizerunku osób nieżyjących (raczej dość dawno)? Pytam z trzech powodów: 1) z racji wykształcenia/zawodu mam zawsze problem z tym, że im dalej wstecz, tym bardziej ludzie zapominają, że zmarli kilka tysięcy lat temu to też ludzie (np. mało kto ma problem z muzealnymi selfies z mumiami, ba, z wystawianiem tak dawno zmarłych w muzeach!); 2) niedawno na konwencie była bardzo ciekawa dyskusja o tym, jak traktować postacie historyczne/autentyczne (o różnym poziomie bycia znanym i rozpoznawalnym) w literaturze; 3) sama mam dużo historycznych postaci w tym, co piszę; zawsze staram się trzymać biograficznych realiów i charakteru danej osoby, choć czasem za mało wiem*.

 

* W nieopublikowanym jeszcze tekście zmieniłam całkowicie koncepcję jednej postaci, kiedy dowiedziałam się, że o tym panu całkiem dużo wiadomo. W założeniu miał być pobocznym czarnym charakterem, bo znałam go tylko z kontekstu jednej sprawy sądowej, gdzie był wzmiankowany jako wysoki urzędnik. Coś jednak kazało mi poszukać, czy coś więcej o nim nie ma i przekonałam się, że był bardzo porządnym człowiekiem. Stwierdziłam, że pakowanie go w rolę złola byłoby wobec niego nieuczciwe i przypisałam mu całkowicie inną rolę, co skądinąd dało ciekawy dodatkowy wątek i wpłynęło na fabułę.

http://altronapoleone.home.blog

Berylu, podłączę się pod powyższe pytanie nieco je rozszerzając – kto ma prawa autorskie do dzieł audiowizualnych (czasem więc i twarzy, głosów) wygenerowanych przez sieć neuronową lub inny rodzaj skryptów automatycznych?

Zakładam tutaj użycie metody nienadzorowanej, w której “dzieje się samo”, niezależnie od twórcy/użytkownika (ogromnie to uproszając, ale opisy matematyczne nie są tutaj nikomu w zrozumieniu pytania potrzebne).

//edit: link pomocniczy wyjaśniający zagadnienie.

Berylu, a czy istnieją jakiekolwiek przepisy prawne dotyczące wizerunku osób nieżyjących

Pytasz o wizerunek, ale z pytania wynika raczej, że chodzi Ci o cześć/dobre imię zmarłego. Wizerunek w myśl prawa cywilnego to utrwalona podobizna (wygląd) człowieka.

Dobra osobiste przysługują tylko osobom żywym i w związku z tym w doktrynie wykształciła się konstrukcja dobra osobistego nie wyrażonego wprost w kc, nazywanego prawem do kultu pamięci osoby zmarłej. Takie dobro osobiste przysługuje najbliższym zmarłego. W związku z tym na pewno nie będzie miało odniesienia do osób żyjących kilka(naście) pokoleń temu. Co ciekawe, wyjątkiem od tej generalnej zasady są autorskie prawa osobiste – trwają one, pomimo tego, że podmiot praw nie żyje. Ustawa chroni więc więź twórcy z utworem, pomimo, że twórca nie istnieje, a więc ta więź siłą rzeczy również.

Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że specjalnej ochrony ze strony polskiego państwa doczekał się jedynie Fryderyk Chopin, dzięki specjalnej ustawie, w myśl której jego nazwisko i wizerunek są chronione na takich zasadach, jak dobra osobiste.

Jeśli chodzi o wystawy mumii – mamy w kodeksie karnym (art. 262) przestępstwo polegające na znieważeniu zwłok, prochów ludzkich lub miejsca spoczynku. Nie wiem jednak jak na gruncie polskiego prawa spojrzałby na to sąd, biorąc pod uwagę okoliczności, które jednak nie są standardowe ;)

 

kto ma prawa autorskie do dzieł audiowizualnych (czasem więc i twarzy, głosów) wygenerowanych przez sieć neuronową lub inny rodzaj skryptów automatycznych?

Nikt. Przedmiotem prawa autorskiego jest utwór, abyśmy mogli mówić o utworze konieczny jest “przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze”. Autorem musi więc być człowiek. Jeśli dzieło powstaje bez spełnienia przesłanek działalności twórczej i indywidualnego charakteru, to nie podlega on ochronie prawa autorskiego. Jeśli człowiek nie miał żadnej kontroli nad tym, co zostało stworzone, to po prostu nie ma mowy o utworze.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Bardzo dziękuję!

http://altronapoleone.home.blog

Ustawa chroni więc więź twórcy z utworem, pomimo, że twórca nie istnieje

Komentarz ontologiczny: z tym nieistnieniem, to nie taka prosta sprawa (niekoniecznie potrzeba tutaj duszy nieśmiertelnej, wystarczy przyjąć eternalistyczną koncepcję czasu).

A tak nawiasem – prawo, moralność i przyzwoitość to różne rzeczy (pogląd przeciwny nazywamy pozytywizmem prawnym lub – w Chinach – poglądami szkoły prawniczej. Takie poglądy są jednak obce cywilizacji łacińskiej, a w chińskiej też nie bardzo pasują).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki, myślę, że rozumiem. I tak jestem ciekawy przyszłości, w której twórca algorytmu (ew. jakieś korpo) poczuje się “odpowiedzialnym” za prawa majątkowe wynikłe z twórczości jego dzieła. ;)

Autorem musi więc być człowiek

 

IMHO przy dobrych prawnikach sprawa tego typu mogłaby być naprawdę ciekawa, bo jeszcze trzeba by udowodnić, że faktycznie proces “dział się sobie”, a algorytm nie bł w jakiś sposób ukierowany.

Nie :) Trzeba by udowodnić, że algorytm był kierowany.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No własnie o tym mówię. A kierowanie mogło nastąpić na poziomie budowy algorytmu pod kątem konkretnego działania, które miało tylko wyglądac na “samo się”. 

Nie, Ty stawiasz sytuację w taki sposób, jakby istniało domniemanie bycia przez dzieło utworem. A takiego domniemania nie ma. To rzekomy autor musiałby udowadniać swój “wysiłek twórczy”, a nie jemu należałoby udowodnić, że go nie było. Nie mówiąc o tym, że generalnie uznaje się, że całkowita losowość rezultatu i własna twórcza działalność się wykluczają. Algorytm musiałby być narzędziem porównywalnym do pędzla albo klawiatury :)

Tak czy inaczej na temat tego, co należy rozumieć jako utwór pisano całe książki albo wielkie rozdziały książek :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Obawiam się, że i tak pójdzie w stronę tego, co sugeruje wilku.

Całkiem niedawno w Google otrzymali patenty w dziedzinie uczenia maszynowego (poddziedzina sztucznej inteligencji). Problemem jest fakt, że opatentowany został pomysł, pewna idea, a nie (jak to się powinno robić) konkretne rozwiązanie (algorytm lub nawet mechanizm). Słownictwo we wniosku było wręcz upokarzające dla czytającego (teksty w stylu patentu na “działanie polegające na podaniu (czemuś) danych w postaci liczbowej i uzyskania wyników pochodzących z przeprowadzonych obliczen)”.  Co najlepsze, wspomniane rozwiązania nawet nie zostały w Google wymyślone (na uczelniach). W dziedzinie SI te mechanizmy przyrównać można do patentu na nóżkę do krzesła (bez sprecyzowania jakiego krzesła ;).

Oczywiście wszystko w imię obrony mniejszych i biedniejszych entuzjastów przed trollami patentowymi. ;)

Jeśli coś zacznie generować zyski, to Google sięgnie po to łapą i powodzenia w walce w sądzie. Ech.

A to ciekawe, bo w zasadzie są na rynku narzędzia/aplikacje, w których SI generuje muzykę i, o ile pamiętam, jeśli chcesz ją wykorzystać komercyjnie musisz kupić licencję na konkretny utwór (albo i nie utwór, z tego co beryl pisze :D). 

Wcale mnie nie dziwi, że twórcy SI żądają zapłaty za wykorzystanie tych utworów ;)

W którą stronę to pójdzie pewnie niebawem zobaczymy – to będzie gorący temat.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Apple próbowało opatentować połączenia stolarskie (do łączenia obudów czy czegoś). A parę lat temu był facet, któremu małpa gwizdnęła aparat i narobiła selfików, a on je potem próbował sprzedać i wyszedł spór o prawo autorskie (w końcu nie on te zdjęcia robił).

Tak, że ten.

A, i Berylu – człowiekiem, czy osobą (fizyczną)?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A, i Berylu – człowiekiem, czy osobą (fizyczną)?

A jaka – Twoim zdaniem – jest różnica pomiędzy tymi pojęciami?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

 

Z punktu widzenia filozofii osobą jest agent moralny (definicja kontrowersyjna, ale moim zdaniem zwraca uwagę na to, co trzeba). Czyli kosmita też. Ulubiona_emotka_Baila.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ale “osoba fizyczna” to pojęcie z języka prawnego, nie filozoficznego.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Prawda. Chciałam ściśle i wyszła głupota.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Berylu, problem w tym, że jeżeli ktoś np. przy pracy graficznej tworzonej komputerowo użyje filtra z funkcją losową, to przeciez nadal jest autorem. A z drugiej strony ktoś może stworzyć algorytm oficjalnie losowy, a realnie mający wprogramowane naśladowanie czegoś (niektóre spamiarki SEO tak działają i element losowy wcale nie powoduje, ze nagle wszystko jest ok).

 

Tak, to są te dylematy, rozziew staje się coraz większy, wilku:) 

Dzisiaj z radością przeczytałam, że kwestia uregulowań GAFA chyba stanie się (chyba) kolejnym priorytetem Unii.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ktoś np. przy pracy graficznej tworzonej komputerowo użyje filtra z funkcją losową

Skoro użył, i to była jego decyzja, to nie widzę problemu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No właśnie, Tarnino, może być tak że niekoniecznie. Grafik, firma, która go zatrudnia, dostawcy, a i jeszcze tzw. “czarna skrzynka” – nie rozumiemy mechanizmu uczenia się SI.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dopóki to jest mechanizm właśnie, możemy dzieło uznać za aleatoryczne (zob. tutaj “Creative Machines”)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tak dopóki mechanizm przewidywany, poznany:)

Fajne, dzięki!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czyli dzieło starożytnych kosmitów, które jest mechanizmem, nie jest mechanizmem, dopóki tego nie wiemy? Oj, oj :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, problem jest. Bo czym innym jest wylosować coś zupełnie od zera, a czym innym filtr modyfikujący już wykonaną pracę lub jej fragment. A jeszcze czym innym proces udający losowanie od zera, a realnie budujący z gotowych klocków.

Ale mówiłeś o filtrze właśnie – z filtrem problemu nie widzę. Co do losowania – losuje się z jakiejś zadanej puli.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tak tylko wtrącę:

Istnieją tylko funkcje pseudolosowe, nie istnieje rozwiązanie generujące w pełni “losowy” zbiór liczb (stąd używa się również określenia “ziarno” w kontekście tego początkowego stanu maszyny losującej). Zatem nie jest możliwym wylosowania czegoś całkowicie losowego. Samo losowanie określone tez jest zawsze pewnym algorytmem, którego kroki/etapy da się powtórzyć.

Za filtr uznać można również bloczek matematyczny pełniący pewną funkcję (jak filtry w cyfrowym przetwarzaniu sygnałów), przez którą mnożymy dane wejściowe. Mając zbiór określonych funkcji można wygenerować dowolny wynik nawet z jednolitego wektora składającego się z samych jedynek. Realizowany jest splot dwóch funkcji.

Zatem – w kontekście pracy z użyciem narzędzi komputerowych (obliczeniowych) – nie powstanie “nic z niczego i w pełni losowego”.

Obliczeniowych – tak, a co jeśli myślimy o trenowaniu StarAlpha?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wszystko trzeba sprowadzić do wektora (lub macierzy) liczb – słowo, muzykę czy dźwięk. Uczenie maszynowe polega na obliczeniach, które wykonać można tylko przy użyciu liczb. To, że późniejsze wektory (wynik) są zmieniane na ruchy na mapie – to wszystko zależy od transformaty. Neurony w sieci sztucznej inteligencji pełnią rolę tych właśnie filtrów, mających w sobie zapisane pewne proste funkcje matematyczne. Sygnał przez nie przechodzi, zostaje przemnozony przez ciało funkcji i leci dalej – nie ma tu żadnej wielkiej filozofii. Ot, mnożenie do potegi potegi potęgi... ;)

Rola człowieka jest w myslic co, przez co pomnożyć i co z tym potem zrobić.

Oki doki, sprawa jasna:)

Szybkość obliczeń podług wzorów i ograniczenia, a co jeśli partnerem jest AI, ciągle mnie to nurtuje. 

W zasadzie to tylko takie gdybanie, acz zachowania prymitywnego nie przewidziano – vide pierwsza Tay, którą po 24h usunięto z sieci. Jednak zgoda, to ludzie, którzy nie przewidzieli, etyka/moralność/a może bardziej wyobraźnia ludzka.

Tak rozumiem, pewnie nie w pełni, bo wtem nie robię, ograniczenia. Blokady to:

1/ Optymalizacja i statystyka

* optymalizacja, a więc i szachy i GO, wpisują się, choć skuteczność wzbudza szacunek.

* rozpoznawanie obrazów to kwestia statystyczna, zgoda.

* algorytmy Amazona i FB, też statystyka.

* całe Big Date i produkcja filmów, muzyki to algorytmizowanie zebranych z dużej próby preferencji i ich analiza. Cały czas pozostajemy w obrębie optymalizacji obecnej klasy doznań, nie ma nic nowego.

2/Ograniczenia numeryczne/obliczeniowe

* nierozstrzygalne.

To takie, dla których istnieje dowód, że klasyczny komputer nie potrafi rozwiązać. Przykład: "Problem równości programów". Nie da się napisać programu P, który mając na wejściu program p1 i program p2, porówna te programy i odpowie tak, gdy działają tak samo.

* częściowo rozstrzygalne

To takie, które w pewnym podzbiorze problemu, komputer potrafi rozwiązać. Przykład: "Problem stopu": Nie da się napisać programu, który mając na wejściu program p1 i słowo wejściowe 'w', odpowie, tak – gdy p1 na słowie się zatrzyma, nie – gdy p1 na słowie się nie zatrzyma.

Częściowa rozstrzygalność bo – gdy p1 na w się zatrzyma to P odpowie 'tak', natomiast P nigdy nie będzie w stanie odpowiedzieć 'nie' jeśli p1 na 'w' nigdy się nie zatrzyma (czyli p1 na 'w' się zapętli)

* trudne

Złożoność obliczeniowa jest wykładnicza np. problem komiwojażera

Oznacza, to, że wraz z rozmiarem wejścia – czas wykonania rośnie bardzo szybko w górę, czyli dla małych danych współczesne komputery mogą sobie poradzić, natomiast szybko pojawia się limit, którego nie przełamią. Te kwantowe (?) cokolwiek o nich nie myśleć, nie wiem, za daleko jestem, na razie to nic, a w każdym razie, nie za wiele.

* łatwe

Złożoność obliczeniowa jest wielomianowa. Np. wyszukanie liczby w nie posortowanym ciągu: 2,7,1,3,9 ... wymaga tylko przejrzenia takiej listy raz (złożoność liniowa [wprost proporcjonalna do rozmiaru wejścia] – o tyle o ile dłuższa lista o tyle więcej porównań trzeba zrobić stąd jest to sprawnie i szybko realizowane)

Większość tego co współczesne komputery potrafią zrobić. Ad 1 i ad 2 – są na to matematyczne dowody

Nie wiadomo czy zachowanie ludzkiego mózgu jest algorytmizowalne, a jeśli tak, to jakiej klasy to problem. A zatem czy jest to w ogóle możliwe (co najmniej klasa 3), a jeśli możliwe to czy technologicznie wykonalne. A mowa tu o sprawności intelektualnej, są jeszcze emocje, rozum, kwestia woli i świadomości.

3/ Ograniczenia technologiczne

W IT i w świecie są znane dwie istotne klasy problemów: 

* Opóźnienie

 Jak najszybciej przejechać z Krakowa do Warszawy (W IT jak najszybciej posortować tekst)?

Takie problemy są trudniejsze, bo szybko wyczerpiemy coraz to droższe środki transportu kończąc na współczesnym myśliwcu i kropka. Bardzo drogo i uderzamy szybko w  technologiczny limit. Czyli z każdym dodatkowym km/h przyspieszenia mamy do czynienia z nieliniowym wzrostem kosztów – raczej co najmniej kwadratowy. Oznacza, to, że to problem skalowalny pionowo – by  było coś szybciej wymaga to szybszej maszyny (w IT: procesor, szybszy dysk, więcej pamięci itd, w świecie: szybszy samolot). 

  Ostatecznie nie da się przekroczyć prędkości światła i sieciowy ping na dystansie 10 000 km trwa 67 milisekund http://royal.pingdom.com/2007/06/01/theoretical-vs-real-world-speed-limit-of-ping/

* przepustowość

 Jak najwięcej przewieźć z Krakowa do Warszawy w jednostce czasu (W IT jak najwięcej wyszukiwań wykonać na sekundę)?

 Takie problemy są łatwiejsze, bo można dostawiać kolejne linie kolejowe a nimi puszczać pociągi towarowe. Czyli relatywnie liniowy (wprost proporcjonalny) wzrost kosztów wraz ze wzrostem przewożonego ładunku. Oznacza to, że to problem skalowalny poziomo (tj.  dostawanie maszyn pozwala na zwiększenie ilości transakcji wykonanych np. na sekundę w IT, a w świecie, to dobudowanie kolejnych pasów jezdni czy torów kolejowych)

Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że tak jak na drogach najszybsze cywilne samochody osiągają może 250-300 km/h, bo powyżej tego jest ekstremalnie drogo (kwadratowy wzrost oporu powietrza, pewnie kwadratowe wydłużanie drogi hamowania co prowadzi do nieliniowego wzrostu kosztów itd.), tak procesory są w stagnacji od co najmniej dekady. Kolejne generacje mają coraz mniejszy przyrost prędkości. To co się poprawia to ich sprawność energetyczna i ilość rdzeni (czyli jakby ilość linii kolejowych a nie prędkość przemieszczania się). Stąd poradzą sobie lepiej z większą przepustowością, ale już niekoniecznie istotnie zmniejszą opóźnienie.

Dlatego ostrożnie z ekstrapolacją technologicznego postępu. Fizyczne ograniczenia mogą równie dobrze spowodować, że żeby symulować pracę mózgu potrzeba byłoby całą planetę zabudować komputerami. 

Postęp się dzieje ale nie demonizuję postępu, jego prędkości, bo są też ograniczenia ludzkie jak np. ludzkie błędy, czy tempo wdrożenia nowego. Z jednej strony Amazon i Google dostawia ciągle serwery do swoich centrów danych – to jest bardzo medialne. Z drugiej strony – w  tej rzekomo bezlitośnie efektywnej i szybko zmieniającej się domenie przeglądarki internetowe na świecie używają  przez 20 lat JavaScriptu, który jako język programowania jest kuriozalnym bublem. W tym samym świecie zmiany w protokołach sieciowych trwają długie lata a świat korporacyjny spokojnie działa też na Windows XP (16 lat – https://www.theguardian.com/technology/2017/jun/14/wannacry-attacks-prompt-microsoft-to-release-updates-for-older-windows-versions). Ilu inżynierów zna się na silniku AI Go, a ile na szachowym Deep Blue? Ile ludzi pracuje nad AI w porównaniu do wszystkich w IT? 

Podsumowując, rozumiem zastrzeżenia, ale i tak się obawiam :DDD Jednak chyba bardziej człowieka, niż AI, bo na jego obraz i podobieństwo – współczesne jest budowana. Nadzieję pokładam w nieprzykładnych wizjonerach, idealistach, ostrożnie korzystających z sieci i... ludzkich:)

 

Edit: Ale żeś mnie sprowokował, nie piszę, lecz się uczę;) Znikam i przestaję dyskutować, bo linijki nie napiszę dzisiaj.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Moje trzy grosze:

 

    Istnieją tylko funkcje pseudolosowe, nie istnieje rozwiązanie generujące w pełni “losowy” zbiór liczb

Otóż to. Co prawda robiono próby z rozpadem beta jako generatorem liczb losowych, ale nie wim, co z tego wyszło.

    Zatem nie jest możliwym wylosowania czegoś całkowicie losowego.

Ale – jak już powiedziałam – ta niemożliwość leży w samej naturze losowania. Nie w technice.

    Zatem – w kontekście pracy z użyciem narzędzi komputerowych (obliczeniowych) – nie powstanie “nic z niczego i w pełni losowego”.

Właśnie.

    to wszystko zależy od transformaty

Patrz też: interpretacja.

    Rola człowieka jest w myslic co, przez co pomnożyć i co z tym potem zrobić.

Ładny bon-mot.

    1/ Optymalizacja i statystyka

Wszystkie Twoje przykłady, Asylum, to algorytmy. Czasem bardzo złożone, ale algorytmy, które same nie wyrosły. Ktoś siadł (albo się położył, niektórym tak się lepiej myśli) i je wymyślił.

    To takie, dla których istnieje dowód, że klasyczny komputer nie potrafi rozwiązać.

Dokładniej – takie, dla których istnieje dowód, że nie dadzą się rozwiązać algorytmem, czyli mechanicznie.

    Nie wiadomo czy zachowanie ludzkiego mózgu jest algorytmizowalne, a jeśli tak, to jakiej klasy to problem.

Nie wiadomo. Ale ja skłaniałabym się ku odpowiedzi "nie". Na niej zrobiłam dyplom, a jeśli się mylę – i tak się nie dowiem :) (Hegel zrobił habilitację na czymś, o czym już wtedy wiedziano, że jest bzdurą)

    Dlatego ostrożnie z ekstrapolacją technologicznego postępu.

A tu masz pełną rację. Zwłaszcza, że zawsze mogą powstać zupełnie nowe wynalazki i przewrócić wszystko do góry nogami (albo i nie). Takie rzeczy po prostu nie są przewidywalne.

Oj, Asylum, a Ty jak zwykle o wszystkim. heart

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Eh, popłynęłam Tarnino heart Zagłębiłam się, skoncentrowałam i ogary poszły w las. Zapomniałam o czasie i wszystkim innym, w ty własnym opowiadaniu, które pewnie już nie powstanie do północy czasu za mało.

I ja skłaniałabym się do odpowiedzi – NIE na algorytmizowanie odnośnie ludzkiego umysłu, chociaż Hegla bym nie demonizowała przy tej okazji. Ostatnio kocham polską prof. Jacyno i jej słucham. Cholernie ożywcze.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O kutangens, Tarnina się ze mną zgadza.

Wrócę do wątku po weekendzie, trza jechać. Myśli pozbieram i odpisze, bo temat gleboki. ;)

chociaż Hegla bym nie demonizowała przy tej okazji

Ej, tyle w nim demona, co trucizny w zapałce :) (A, że ludzi pokąsał, cóż.)

O kutangens, Tarnina się ze mną zgadza.

Mam nadzieję, że nie wychodzę na co dzień na taką, co się nie zgadza, żeby się nie zgadzać?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pomóżcie, pomóżcie, dobrzy ludzie! Źli ludzie – też pomóżcie!

Idziemy do lasu i spotykamy tam coś dziwnego, dajmy na to, gadającego lisa ze skrzydłami, który obsługuje koparko-ładowarkę. Nagrywamy film, na którym lis opowiada nam o swoim życiu i pracy na budowie.

 

I teraz pojawia się pytanie: jak możemy udowodnić, że nagranie jest prawdziwe? Czy we współczesnym świecie są w ogóle na to jakieś sposoby?

Albo od innej strony: czy istnieją sposoby weryfikacji autentyczności takiego nagrania? Że np. nie wprowadzono żadnych modyfikacji za pomocą programów graficznych itp.? 

 

Myślałem, że może pomogłoby, gdyby nagrać film na staromodnej kasecie z taśmą, bo wydaje mi się, że taką trudniej spreparować, ale nie wiem, czy mam rację.

Jeśli technologia nie pomoże, to może przychodzą wam do głowy jakieś sposoby “pozatechnologiczne”, a odwołujące się do zwykłej przemyślności, o których nie pomyślałem?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jest oprogramowanie/algorytm, czy coś w tym stylu, które pozwala odróżnić deep fake’i od oryginalnych, niemodyfikowanych nagrań.

Myślałem, że może pomogłoby, gdyby nagrać film na staromodnej kasecie z taśmą, bo wydaje mi się, że taką trudniej spreparować,

Ale przebrać równie łatwo ;)

http://altronapoleone.home.blog

Bravincujsz, te sieci nazywają się fachowo GAN (generative adversarial networks) i tak się właśnie “uczą” – jedna jej część próbuje oszukać druga i tak w kółko ;)

Zawsze zamiast zwykłego filmu możesz zrobić live streama, tam masz trochę większą wiarygodność :D

El Lobo, teraz jeszcze można odróżnić, jednak niedaleki wydaje mi się czas, w którym stanie się to niemożliwe, chociaż prace w tym zakresie również trwają. krótki artykuł.

prawdziwe-klamstwaQ

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję serdecznie za pomoc. Doczytam się w temacie, choć przyznam, że informacja, że deep fake’i w ogóle da się jakoś odróżnić, to dla mnie już 95% potrzebnej wiedzy. :)

Drakaino – ale masz na myśli przebranie tego lisa w skrzydła itd.? :D

Arnubis – niegłupi pomysł, tylko nie bardzo mi pasuje do fabuły. Ale pomyślę.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

No tak :D

http://altronapoleone.home.blog

To istotna kwestia. Będę musiał jakoś tak to wymyślić, żeby przebieranki nie wchodziły w grę. :D

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jak napisali rpzedmówcy, oprogramowanie do weryfikacji deepfake’ów istnieje (można tez na stopklatkach zauważyć drobne anomalie), ale w przypadku lisów trzeba by się znać na anatomii lisów.  W dodatku w takim przypadku zapewne ogół powie swoje (no powiedz, ze Ty byś na miejscu ogółu nie powiedział swojego? :D ) i miałby rację, bo twórcy oprogramowania do tworzenia deepfake’ów cały czas pracują.

 

No, tyż prowda. Znaczy w tekście nie ma być lis, tylko totalnie odjechany stwór, a lis był dla przykładu. ;) Ale to tym gorzej ze znajomością anatomii takowego.

Także tak, no muszę nad tym pomyśleć... Ale w sumie piszę fantastykę, to może po prostu w moim świecie wymyślono taki superancki program do wykrywania deep fake’ów ze stuprocentową skutecznością? :D

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

I każdy zwykły kowalski wiedziałby, że to nie do podważenia? :>

Chyba łatwiej byłoby osadzić tekst 100 lat temu.

No, niekoniecznie łatwiej ;)

Kowalski może nie, ale zależy mi głównie na przekonaniu grona specjalistów, więc może? Ale może wymyślę jeszcze coś innego.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Małe pytanko. Orientuje się, czy wśród amerykańskich protestantów funkcjonują jakieś formy grzecznościowe/powitania w stosunku do pastorów? Tak, wiem że tam kościołów różnych są dziesiątki i mogą się różnić, ale szczegóły mnie w tym przypadku nie interesują, wystarczy generic pastor. Coś na zasadzie “szczęść Boże” czy “pochwalony”. 

Podejrzewam, że w powszechnym użyciu niezależnie od wyznania jest zwykłe “reverend” (po polsku: wielebny). Może ci najbardziej odleciani mają coś osobnego :D

 

A na powitanie raczej po prostu “good morning”. W literaturze nie spotkałam się z bardziej wydumanymi formami.

http://altronapoleone.home.blog

Arnubisie, nie kombinowałabym, jeśli wspólnota nie nazbyt zamknięta, bo jeśli tak, wtedy – niestety  – masz rację. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki :D Tak też sądziłem. Odgrzebuję stary tekst, żeby go poprawić i dokończyć i uderzyło mnie, że mój bohater mówi tam “pochwalony” do pastora :D Chciałem z miejsca wywalić, ale wolałem się upewnić. 

“Pochwalony” to w ogóle chyba tylko polska specjalność. A z kolei w krajach niemieckojęzycznych nadal często używane jest na co dzień “Grussgott” (nie chce mi się umlauta wklejać), które całkowicie oderwało się od kontekstu religijnego.

http://altronapoleone.home.blog

Kiedyś, ekhm, prostowałam gościa, który w tekście dziejącym się w USA miał imieniny bohaterki...

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Z książek Astrid Lindgren kojarzę, że w Szwecji dzieci zwykły zwracać się do zaprzyjaźnionych dorosłych per “wujku” lub “ciociu”. Czy tak jest naprawdę? A jeśli tak, to czy nie będzie zbytnim naciągnięciem, jeśli zastosuję coś podobnego w opowiadaniu osadzonym w mitologii skandynawskiej?

Ja w dzieciństwie też do wielu przyjaciół rodziców mówiłam “wujku” i “ciociu”, więc nie jest to najwyraźniej zwyczaj wyłącznie skandynawski ;)

http://altronapoleone.home.blog

Ja też tak miałam. Po prostu książki Astrid kojarzę jako źródĺo o tym zwyczaju w tamtych rejonach.

Ostatnio też gdzieś o tym czytałam, że w Szwecji dzieci zwracają się do dorosłych w ten sposób (był to komentarz na Youtube wprawdzie, ale potwierdza to, o czym piszesz ;p).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja też o tym słyszałam ;)

Przynoszę radość

A nie po imieniu? Bo tak robiła Ronja, nawet kiedy zwracała się do rodziców. Lindgren czytałem jeszcze Lottę i oczywiście “Dzieci z Bullerbyn”, ale to było dawno i niewiele pamiętam.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Tylko Ronja blisko do fantasy a Bullerbyn to raczej okruchy życia w prawdziwym świecie i to właśnie stamtąd pamiętam zwracanie się jak do wujostwa.

Znalazłem takie coś (w języku angielskim):

https://www.quora.com/Is-it-common-in-your-country-or-culture-to-address-non-relatives-as-aunt-uncle-grandmother-grandfather-etc-and-in-what-situations

Sweden here:

 

Farbror (father's brother) is used about non-related middle-aged/elderly men, and tant (literally "aunt", but it is not often used in that sense) for women over a certain (never to be explicitly specified) age. I think I have seen also farfar (grandpa) for very old men, but I am not sure I have ever heard it used in real life.

 

Now, these used to be used as a matter of address. They are no more. Instead they are only used indirectly (I guess you could call it), when talking about someone, and I believe even that is getting more rare. I believe Swedish-speakers dropped them from their vocabulary of addresses at about the same time as we stopped using titles in general, opting instead for the familiar pronouns du and ni, respectively, which would have been roughly late 1960's, plus or minus a decade, if memory serves me.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie do mojego tekstu, ale zgłupiałam już doszczętnie. Chemicy! Bracia po probówce!

List pisany sokiem cytrynowym. W czasach, joder, Rekonkwisty. (To dawno było.) Niunia zostawia go na słońcu i tekst się wywołuje. Mało tego, potem się okazuje, że ktoś już to odczytał, wywołując ciepłem – i se zniknęło. A w międzyczasie kserował. Takim, wiecie, cosiem, który prześwietla papier.

Ile napojów wysokoprocentowych mam wypić, żeby o tym zapomnieć? Czy to jednak jest możliwe, a mój móżdżek uległ już całkowitemu rozmiękczeniu?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tym razem pytanie na serio, choć może być mętnawe – pomysł nie jest jeszcze w stu procentach wyklarowany (ale się nie poddaję, dammit!)

Szalony naukowiec. Faustowski geniusz. Ale do łamania praw przyrody chcę go doprowadzić za pomocą uczelnianej biurokracji i głupich studentów – wykładowcy, docenci i nauczyciele akademiccy! Jeśli macie jakieś soczyste przykłady jednego lub drugiego, podrzućcie. Pretty please? With a cherry on top?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ale przykłady łamania praw przyrody?

Mogę podać przykłady załamujących studentów:

  1. Dziewczyna przy tablicy rozwiązuje zadania. Miała dodać 3000X i 4000X. Wynik wyszedł jej w milionach (7 milionów, nie 12)... A ja z tymi ludźmi musiałam wykorzystywać pochodne...
  2. Kolokwium, wzór na elastyczność, a w nim między innymi delta X/delta Y. Student skrócił sobie trójkąciki, skoro były w liczniku i mianowniku.
  3. Podczas kolokwium:

Słaby student: Co to jest per capita?

Ja odmówiłam odpowiedzi.

Bystry student do mnie: Ale mogę mieć jedno ostrzeżenie, prawda?

Ja: Tak.

BS, do kolegi: Na twarz!

Nie zrozumiał, nie wykorzystał...

Babska logika rządzi!

Jeśli chodzi o przykłady głupich studentów, to ten filmik robi furorę wśród moich znajomych. Nie umiem podlinkować z telefonu. :c https://m.demotywatory.pl/4960101#comments

Ale to jest na serio????

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Historia z zajęć, które prowadziła moja mama, laboratorium chemiczne. Student siedzi i nic nie robi. Mama podchodzi i pyta, czy czegoś nie zrozumiał. Student odpowiada, że nie może nic policzyć, bo zapomniał wziąć kalkulator. Mama na to, że przecież to są proste rachunki, więc może w słupkach. “W czym?” – pyta student.

 

Z mojego podwórka to np. studenci bezbłędnie nazywający poszczególne naczynia greckie na obrazku z książki, ale nierozpoznający tych samych kształtów, jeśli pokazałam im pojedyncze obrazki. Albo niebędący w stanie skojarzyć dwóch równoległych porządków:

– Kiedy następuje zasadnicza zmiana w stylistyce rzeźby greckiej?

– Nie wiem.

– A pamięta pan/i, z jakim wydarzeniem się wiąże?

– Z wojnami perskimi.

– No właśnie, następuje ona po wojnach perskich. Kiedy mniej więcej były wojny perskie?

– Na początku V wieku p.n.e.

– No to kiedy następuje ta zmiana?

– Nie wiem.

 

Oraz mój hit, jeszcze egzaminy wstępne, siedzę w komisji z polskiego jako przedstawicielka samorządu. Kandydatka losuje pytanie o “Przedwiośnie” i zaczyna pleść jakieś nieziemskie bzdury. W końcu pytam, w okolicy jakiego wydarzenia zaczyna się “Przedwiośnie”, żeby jakoś umiejscowić to w czasie.

– Odzyskania przez Polskę niepodległości.

[Chodziło mi o rewolucję 1905, ale okej, to też tam jest, a różnica niewielka]

– No więc kiedy to mniej więcej się dzieje?

– W XIX wieku.

[Ups.]

– A pamięta pani konkretną datę tego odzyskania niepodległości?

– 1939.

[Ups. Ups.]

– Niezupełnie. Z jaką wojną...

Tu kandydatka traci cierpliwość, wali pięścią w stół i oskarżycielskim tonem zwraca się do komisji:

– To jest egzamin z polskiego, a nie z historii!

http://altronapoleone.home.blog

 

To ja jeszcze poproszę o biurokrację, jeśli można. (Liczyłam na piechotę logarytmy, więc dowartościowałaś mnie, drakaino :D)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zaszczytna praca w komisji rekrutacyjnej daje duże pole do popisu. U nas pani z dziekanatu co roku brała L4 z tej okazji, więc cała papierkowa robota spadała na asystentów. Jeśli na przykład trzech takich asystentów po wspólnej imprezie struje się salmonellą, a te tysiące listów z zawiadomieniami i decyzjami ktoś musi wydrukować, podstemplować, podpisać, wpakować do kopert... Chociaż nie wiem, teraz to może jest elektronicznie?

Babska logika rządzi!

A coś bardziej z kategorii “granty/finansowanie/sprawozdawczość”?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pytaj Dr Akainy. Ona jest na bieżąco. ;-)

Babska logika rządzi!

A od której strony chcesz absurdu? Aplikujących o granty czy też administracji? Bo ja głównie mogę o tej ostatniej. Choć o ekspertach i recenzentach też mam sporo do powiedzenia :/

http://altronapoleone.home.blog

Aplikujących. Moja zasadnicza koncepcja jest taka, że facet w pewnej chwili wykrzykuje: mam dość tych @#$%^& studentów i @#$%^&*!! komitetów! Złamię prawa przyrody! I zobaczą jeszcze, zobaczą, muahahahahahahahahahahahahaha!

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Coś w tym jest. W tym tygodniu pierwszy raz prowadziłem zajęcia dla studentów i już trafiłem na studentkę nie odróżniającą żółtego od czerwonego. 

O grantach/wnioskach/delegacjach też bym miał coś do powiedzenia, ale nie mogę :/ 

U mnie na chemii jeden wykładowca opowiadał anegdotkę o studencie, który zdał analityczną na piątkę, a był daltonistą. Tak, że ten. Ulubiona_emotka_Baila.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Podstawowa sprawa w kwestii aplikacji grantowych: spędzasz kilka dni na wypełnianiu skomplikowanych tabelek z różnymi wyliczeniami. Nawet nie trudnymi, ale skomplikowanymi i upierdliwymi. Masz tabelki w różnych układach (podział kasy na lata, wykonawców, zadania i kto wie, co jeszcze) i w końcu tańczysz z radości, bo wszystkie sumy się zgadzają. Odsyłasz to do administracji uczelnianej, po czym dostajesz zimny prysznic: w tej tabelce nie ma być tych kosztów, tylko inne, koszty pośrednie w wysokości 30% liczy się nie poprzez policzenie, ile to jest 30%, ale poprzez działanie 3xbezpośrednie/7 (nigdzie to nie jest napisane, nadal węszę tu podstęp), nie podałeś kursu euro wg NBP, dlaczego zaokrąglasz sumy, nie możesz kupić tak taniego laptopa, bo dział zamówień się nie zgodzi, nie możesz profesorowi zapłacić tak mało (mimo że prawie nic w projekcie nie robi), a poza tym jedna pani uważa, że umowy powinny być cywilnoprawne z ochroną praw autorskich, bo inaczej ludzie nie podpiszą, a druga, że nie należy pisać o tej ochronie, bo to generuje problemy formalne i trzeba to załatwić inaczej.

 

Wniosek: całą tę tabelkozę powinny pisać panie z administracji, bo wszyscy by na tym lepiej wyszli i mieli mniej pracy.

http://altronapoleone.home.blog

Komisja Wydziałowa ds. Oceny Jakości Kształcenia (nie mylić z Zespołem do spraw Wdrażania Jakości Kształcenia!) i jej trzy-czterogodzinne posiedzenia też są niezłe (uczestniczę, niestety).

Naukowa Autorska Komisja Wydziałowa ds. Oceny Jakości Kształcenia Akademickiego.

Grunt to tradycja. Ciekawe! 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Tell me more...

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Czy mogę w opowiadaniu nazwać bohaterkę “Ciri” (nie wiem, czy to imię wymyślił Sapkowski, czy istniało już wcześniej, gogl nie pomaga, ale nie o to chodzi) w takim kontekście, że jakaś osoba się nie przedstawiła, ale jest podobna do Ciri z Wiedźmina, więc główny bohater przez całe opowiadanie mówi tak na nią?

A czy pod koniec tekstu prawdziwe imię zostaje ujawnione? Albo może posiada inne, indywidualne cechy, które czynią z niej oryginalną postać?

Teoretycznie w takim kontekście, przynajmniej według mnie, nie ma nic złego, ale trochę by było szkoda, że czytelnik po lekturze będzie pamiętał bohaterkę tylko jako klona postaci z gier i książek.

Chodzi mi o to, że nie lubię umieszczać zwykłych imion w opowiadaniach. W tym, co teraz piszę, akcja się dzieje w świecie realnym, to i imię bohaterki nie może być fantastyczne, ale wpadłam na pomysł z tą Ciri.

To może jakieś rzadkie, niestandardowe imię, zaczerpnięte z innej kultury. Np. rodzice w momencie narodzin dziewczyny przechodzili okres fascynacji innymi krajami albo fikcyjną serią fantasy?

Po prostu Ciri budzi konkretniejsze skojarzenia niż taka Lara. W gimnazjum przeczytałam w jednym pisemku historyjkę właśnie o dziewczynie, którą wszyscy nazywali Larą, bo wyglądała jak Angelina Jolie, grająca główną bohaterkę w filmowym “Tomb Raiderze”.

Hm. No to z Ciri faktycznie lepiej nie.

We “Wrześniu” Pacyńskiego, jeśli dobrze pamiętam, jeden z bohaterów miał ksywę Wiedźmin, inny Frodo. I problemów z tym nie było, tylko wyraźnie trzeba zaznaczyć skąd się to imię wzięło. Inna sprawa, że nie wiem co masz do normalnych imion :D 

W jednej książce Mroza bohater otrzymał ksywkę Zordon (pozdro dla kumatych), z tym, że było podane też jego prawdziwe imię i nazwisko. Było też wyjaśnienie, w jaki sposób ktoś tę ksywkę z nim skojarzył, ale bez podania prawdziwego źródła jej pochodzenia.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję za odpowiedzi! Ja tak mam, że zwykłe imiona w opowiadaniach brzmią mi jakoś tak banalnie i dziecinnie :3 Najgorzej polskie, ale też taka np. Rachel... Błee :)

Mam podobnie, Sonato. Nie byłbym w stanie napisać opowiadania o Tomaszach i Krzysztofach. Brr.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Na potrzeby redagowanego tekstu – czy orientuje się ktoś, czy rzeczywiście da się człowieka powiesić na jego własnym jelicie? To znaczy, czy jelito jest dość wytrzymałe, by utrzymać ciężar ciała?

Sonato, proste rozwiązanie, które pozbywa wątpliwości, a pozostawia skojarzenia: zamiast Ciri możesz napisać Siri. To nordyckie skrócenie imienia Sigrid.

 

None,  nie znam się na wytrzymałości jelit, ale ponieważ nikt się chwilowo nie zgłasza, to żeby wątek nie zginął, spróbuję go pociągnąć w formie spekulacji – to chyba po części zależy od masy ciała człowieka? Dziecko pewnie tak, ale dwumetrowego potężnego chłopa?  No i pewnie jeśli by kilka razy owinąć wokół szyi, to pewność większa. Obstawiam, że jelita muszą być dość wytrzymałe, bo są bardzo obciążonym i ruchliwym organem, no i od zawsze produkowało się z nich przedmioty, które miały z założenia być wytrzymałe, jak prezerwatywy czy struny instrumentów. Niemniej to wszystko nie obciążenia miary dyndającego człowieka...

http://altronapoleone.home.blog

Nie zdziwiłbym się, gdyby na zachodzie Ciri czytano przez “s” ;-) W każdym razie u Wikingów to imię istniało na długo przed stworzeniem iPhonów ;-)

None, podobnie jak Drakaina, nie wiem, lecz przypomniał mi się pewien dramatyczny fragment z „Marzenia Celta” Llosy. Dotyczył on rozważań na temat bata. Pewien monsieur Chico (Belg z pochodzenia) zauważył, że bat wykonany ze skóry hipopotama jest trwalszy i rani boleśniej niż baty z jelit bydlęcych czy zwierzyny płowej. 

Co prawda, nie za wiele to mówi o wytrzymałości samych jelit,  ale pokazuje różne ich zastosowanie. Przy czym w tej książce Llosa sięgnął po prawdziwą fikcję, losy Casementa w Kongo.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, ale gdzie skóra, a gdzie jelita?

http://altronapoleone.home.blog

Jelita są z tkanki mięśniowej gładkiej, szukaj w tę stronę, None. Ja rzeczy medycznych nie sprawdzam, bo zawsze można trafić na traumatyzujące fotki w stylu opryszczka narządów rodnych (proszę, wymażcie mi to z pamięci). Co do bolesności, najbardziej boli lanie rękawiczką ze skóry rekina, bo ma łuski plakoidalne, tj. zębate. Z ręką na sercu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Drakaino, do tej pory mnie szokuje takie zastosowanie i niejako poszłam za ciosem w domysłach, tzn. jeśli możliwe są powieszenia na paskach (skórzane), a tutaj przeczytałam, że zastępczym materiałem były jelita, to wytrzymałość musiały mieć.  Chociaż podejrzewam, że musiałyby być odpowiednio spreparowane.

Ło matko, o czym ja tu piszę w tym świątecznym czasie:(

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To znowu ja i mój wpis po gwiazdkę. Przepraszam!

Dzięki wszystkim. Inne moje źródła stwierdziły, że samo jelito może i wytrzyma, ale miejsca przyrostu do ciała (tzn. odbyt) raczej nie.

A ja myślałem, że Ty te jelita chcesz okręcić na szyi i delikwenta na drzewie powiesić tak bardziej tradycyjnie. :(

Ja to bym wolał ich całkiem nie ruszać, ale kogoś fantazja poniosła. :P Nie, wyciągnięte z brzucha, a delikwent podwieszony pod sufitem “jak kandelabr”. Tak czy inaczej sprawa zamknięta, dzięki wszystkim.

a delikwent podwieszony pod sufitem “jak kandelabr”.

Raczej jak żyrandol, bo kandelabr to świecznik stojący. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja też myślałam, że to o wyrwanych z brzucha jelitach :D

http://altronapoleone.home.blog

Nie wiem jaki ciężar jest w stanie utrzymać jelito, ale należy pamiętać, że po śmierci to właśnie od jelit rozpoczyna się rozkład gnilny, gdyż mechanizmy homeostazy zanikają, przez co biota bakteryjna przestaje być kontrolowana i zaczyna się mnożyć na potęgę. Jelito rozdęte gazami gnilnymi i  naruszone zmianami strukturalnymi będzie mniej wytrzymałe, niż jelito żyjącego człowieka. Tempo postępowania tych zmian zależy od temperatury: w zimnie będą postępować wolno, w upale – bardzo szybko.

Raczej jak żyrandol, bo kandelabr to świecznik stojący. ;)

Nie zwróciłem na to uwagi, ale oczywiście masz rację, muszę zwrócić autorowi uwagę.

Nie wiem jaki ciężar jest w stanie utrzymać jelito, ale należy pamiętać, że po śmierci to właśnie od jelit rozpoczyna się rozkład gnilny

To akurat nie problem, bo facet w trakcie wieszania jeszcze wierzga nogami. 

Milusio ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czasy grubo przed wynalezieniem stetoskopu. Osłuchiwanie bezpośrednie. Żeby “posłuchać” płuc znachor musiałby przytknąć ucho do klatki piersiowej chorego czy raczej do jego pleców?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Tu i tu.

 

Tak patrzę na załączone obrazki, patrzę i nie wiem, po czym poznać, że to lekarze są... ;-)

Babska logika rządzi!

Są też takie ujęcia:

Znalezione obrazy dla zapytania: direct auscultation"

Strasznie chytrą minę ma ten pan dochtór. (Jak to, po czym, Finklo? Po dyplomach! XD)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Cudowne te obrazki :)

http://altronapoleone.home.blog

Te górne zwykle opatrzane podpisem: “Lekarze nigdy nie zapomną Laennecowi jego wynalazku”.

Pytanie do osób znających się na dawnym umundurowaniu:

Czy dziewiętnastowieczne mundury wojskowe (obojętne, jakiego kraju) zapewniały jakąś dodatkową ochronę, czy nie różniły się wiele od zwykłego ubrania?

Dobra, powstrzymam się od uwagi, że XIX wiek to sto lat (albo i 124, jeśli liczyć “długi wiek”) i nie ma czegoś takiego jak “dziewiętnastowieczny mundur” ;) Zasadniczo odpowiedź brzmi: nie różniły się wiele od zwykłego ubrania. Czasem nawet były od niego gorsze. Oczywiście galowe oficerskie były z najlepszych materiałów, ale polowe zwykle z dość przeciętnej jakości sukna. To trochę zależy od czasu i kraju, a także formacji, ale ogólnie tak.

Niemniej – zależy co chcesz osiągnąć.

Np. wysokie czy szerokie nakrycia głowy (bermyce, czaka, czapki ułańskie, hełmy, a nawet bikorny itd.) miały za zadanie chronić głowę przed ciosami szablą. Kirasjerzy mieli metalowe napierśniki. “Ozdoby” (szamerunki) mundurów huzarskich wbrew pozorom też spełniały funkcje ochronne, bo taki haft z metalową nicią trochę  amortyzował zwłaszcza cięcia szablą, ale i miał szanse zatrzymać albo spowolnić kulę. Niemniej np. przed kulą armatnią nie chroniła nawet kirasjerska zbroja. Z kolei plecak, który żołnierz miał na plecach na polu walki, trochę chronił. I tak dalej, zależy czego szukasz.

Podaj szczegóły, czego potrzebujesz, będzie łatwiej.

http://altronapoleone.home.blog

Jak napisałam w temacie do pomocy różnej, obecnie eksperymentuję z dodaniem elementów dziewiętnastowiecznych do świata bogów skandynawskich.  Do opowiadania napisałam takie zdanie:

– W Midgardzie doszło do zdarzenia, które dla dobra Asgardu powinienem zbadać osobiście – mówił Hajmdal, jednocześnie nakładając na mundur lekki pancerz.

Chciałam wiedzieć, czy połączenie mundur + pancerz nie będzie przesadą. 

Pamiętam, że pisałaś o elementach XIX/steampunk, ale to mało, żeby wiedzieć, o co Ci chodziło z tymi mundurami :P

 

No więc tak: pancerz to zasadniczo zbroja, taka chroniąca większość ciała. Nie wiem natomiast, co Twój bohater zakłada... (skądinąd “jednocześnie” jest zbędne, bo używasz imiesłowu współczesnego, który to właśnie sugeruje). Kirasjerzy dziewiętnastowieczni nosili już w zasadzie głównie kirysy w formie napierśnika, ewentualnie też z pełną ochroną pleców (np. skórzaną), ale nie nóg czy rąk, jak różne wcześniejsze formacje. I oczywiście nosiło się to na mundur określonej formacji i pułku.

A zatem – nie będzie przesadą, jeśli to odpowiedni mundur ;)

 

Masz tu pruskiego kirasjera z ok. 1870. To już późny krój munduru, ale masz napierśnik jak malowanie. Śmiem jednakowoż twierdzić, że te z początku wieku wyglądały sensowniej ;)

 

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję, Drakaino. ^^

U mnie jest wymieszanie epok, więc pancerz będzie wyglądał trochę inaczej. Chciałam tylko się upewnić, czy połączenie z mundurem jest możliwe, bo nie byłam pewna.

Ajzan, nie chodzi o to, czy jest możliwe, bo możliwe jest w literaturze wszystko. Chodzi o to, czy to ma sens. Mundur to nie jest kostium balowy, mundur – od kiedy w XVIII wieku pojawił się w nowoczesnej formie (a i wcześniej niekiedy) – jest regulaminowy i przynależy do konkretnej jednostki wojskowej i nie nosi go nikt poza osobami do tego uprawnionymi. Także inne elementy: broń, uzbrojenie, przypisane są do konkretnych formacji itd., a w ich ramach mundur polowy, galowy itepe – zależy od sytuacji. Tego się nie zakłada ot tak, wg widzimisię. Jeśli chcesz, żeby te Twoje realia miały sens, to nikt, nawet Heimdal, nie będzie ot tak po prostu zakładał kirysu na dowolny mundur, dla większego bezpieczeństwa. To nie sytuacja, kiedy cywilom rozdaje się kamizelki kuloodporne itd.

http://altronapoleone.home.blog

Mam pytanie czy jeśli zaczyna się (dopiero zaczyna a nie już trwa jakiś czas) to można rozpoznać twarz zmarłej osoby?  Proszę (jeśli to możliwe) udzielić mi informacji  tak/nie/ zależy od... w wiadomości prywatnej.

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Kuba – ale co się zaczyna?

Po drugie – proponowałbym jednak pisanie odpowiedzi tutaj, niech inni też skorzystają. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Chodzi zapewne o proces gnilny. Kiedyś o tym czytałem, chyba gdzieś zapisałem link... o tutaj!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czy i jakie leki (nie zabiegi) stosowano w dzięwiętnastym wieku, jeśli pacjent żył praktycznie w ciągłym strachu, a do tego miewał tak ostre napady paniki, że na moment tracił kontakt z rzeczywistością?

Obawiam się, że takie same jak w przypadku wszelkich innych problemów natury psychicznej, spektrum było nieduże, głównie opiaty w rodzaju laudanum/morfiny. Oczywiście wiele zależy od tego kiedy konkretnie w XIX wieku, bo akurat w medycynie jest kolosalna różnica między 1810 a 1890, a i dekadami pośrodku... Oraz, akurat psychiatria wyglądała bardzo, bardzo różnie w zależności od kraju.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję, drakaino.

Akurat potrzebuję tego do świata stylizowanego na XIX wiek, więc konkretów nie potrzebuję. Spróbuję przemycić do tekstu laudanum. ;-)

Ajzan, akurat w XIX wieku, konkrety mogą być ważne, tj. miejsce, czas i płeć. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Strzelam, że miejsce i czas to Asgard, pewnie coś koło V-X wieku :P 

Tak, Arnubisie. ^^ Czas w Misgardzie koło tego, ale sam Asgard stylizuję na erę wiktoriańską, więc nalewka podobna do laudanum, w użyciu przez młdą kobietę, powinna ujść.

“na erę wiktoriańską”... Wrrrr. Co przez to rozumiesz? Wiktoria panowała od 1837 do 1901, to jest kilka epok, jeśli chodzi o politykę, modę, obyczaje, osiągnięcia naukowe i techniczne. W popularnym odbiorze “wiktorianizm” utożsamia się jednakowoż z trzema ostatnimi dekadami XIX wieku, kiedy masz już całkiem sporo możliwości, więc jeśli to masz na myśli, a zwłaszcza końcówkę wieku, to pewnie można znaleźć coś ciekawszego. Niestety akurat na belle epoque znam się stosunkowo słabo.

http://altronapoleone.home.blog

Szukam dobrej duszyczki, która zgłębiła się w temat kart, wykraczając poza granie ze znajomymi dla rozrywki. Potrzebuję nieco informacji o żargonie graczy i może kilku informacji o typowych zagrywkach – gra właściwie nie ma znaczenia. 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja grałem kiedyś w mtg, tam jest fajny żargon. :) A jeśli chodzi o klasyczne gry, to w brydżu np. masz “wist”, “impas”, ”odzywka”, “gra bez atu” itd.

MaSkrol, a obejrzyj sobie “Wielkiego Szu”. Dobry film i przy okazji jakieś odpowiedzi na Twoje pytanie się tam znajdą. Znajdziesz nie tylko odzywki, ale też zachowania graczy i ich motywacje.

Dzięki, Corrinnie, mtg niestety mnie nie urządza, choć gra ciekawa (i droga niestety). Sprawdzę te, co wymieniłeś :)

Edit. Dziękuję, pablo026! Postaram się obejrzeć, akurat motywacje i zachowania niekoniecznie mi się przydadzą do tekstu, który piszę, ale na pewno kiedyś wykorzystam je do czegoś innego :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

W tysiącu na kartę, której na pewno nie da się przebić i daje pewne punkty graczowi, mówi się “sztych”.

Na bezwartościowe karty, których można się pozbyć bez straty punktów lub z minimalną stratą, mówi się “blotki”.

“Meldunek” to fakt zameldowania posiadania na ręku króla i damy jednego koloru i zagrania jedną z nich w swojej turze, przy ogłoszeniu, że ma się też drugą kartę, zazwyczaj przez określenie wysokości meldunku (każdy kolor ma inną wartość). Ponadto zameldowany kolor staje się “tryumfem”, czyli bije wszystkie karty innego koloru, gdy nie ma się na ręku kart tego koloru, gdyż obowiązkiem jest rzucać karty do koloru.

“Musik” to kilka losowych, zakrytych kart, które osoba, która wylicytowała najwyższy kontrakt punktowy, zabiera dla siebie. Ponadto każdy z graczy cyklicznie “jest na musiku”, czyli musi ugrać minimalny kontrakt, jeśli żaden z innych graczy nie zdecyduje się podbić kontraktu.

Gracze zgłaszający kontrakt, ale i pozostali, po rundzie podliczają punkty i mówią, ile ich “ugrali”.

“Ściskać karty” oznacza  celowo lub niecelowo nie rzucać kart do koloru, celem wytworzenia sztycha i zgarnięcia kolejki dla siebie.

Mój dziadek mawiał o mojej babci, że “gra jak Cajmer”, gdy “nie patrzyła jak karty lecą” i odrzucała potencjalne sztychy. ;D

 

Ach, zagrałbym w tysiąca. XD

Z tego co pamiętam, to Bellatrix szastała mistrzostwa w brydżu, więc pewnie może ci pomóc (sam w brydża nieco grywałem, ale w zasadzie bardziej udawałem, bo kumpel potrzebował pary na zawody xD). 

Cudności scena gry w karty jest w “Tangu” Mrożka, ale to pewnie nie te klimaty XD

http://altronapoleone.home.blog

“(Trzymaj karty) przy orderach” – nie pokazuj kart innym.

“Napadaj” – wychodź/wistuj.

“Nie obsrywać” – tak mówił mój dziadek, kiedy ktoś zapomniał dorzucić wpisowe do puli.

W brydżu cała licytacja i bogata otoczka.

W pokerze “grać/sit tight” – grać bardzo asekuracyjnie. “Fisze” – nowi gracze, których łatwo oskubać z kasy. Ale nie jestem pewna, czy dobrze to zapamiętałam.

Babska logika rządzi!

Przykładowy dialog brydżystów:

– Masz kartę: trzy blotki, czwarty walet, singiel, piąty pusty mariaż bez numerków. Z prawej trefl. Spasowałeś, z lewej kier a twój kontra. Otwierający rio, co robisz?

– Uciekam w dwa trefle z prędkością światła, może nie walną.

– Lewy dwa karo, prawy trzy buły po wahełku i obleciało. Napoczynasz.

– W trefla pewnie się nawijam, to może środkowy pik, na partnera?

– Po piku wyjeżdża taki stolik (...)

Finkla: dobrze zapamiętałaś, to od ‘fish’, w sensie, że rybka do złowienia przez zawodowego “wędkarza” ;)

Jejku dziękuję za taki odzew <3

Obawiam się, że nie ze wszystkiego zdołam skorzystać (to znaczy nie w tym opowiadaniu, ale na pewno przekopiuję wasze komentarze i zostawię na potem).

MrBrightside, o właśnie takie zwroty mi chodziło, może zdołam coś wykorzystać, ale robię to teraz bardzo intuicyjnie i na czuja.

Arnubisie, dzięki za przysłowanie Belli.

Drakaino, dziś wypożyczyłem “Tango”, bo będziemy je niedługo omawiać, to nie mógł być przypadek ;)

Finkolo, dziękuję, już chyba nawet mam jedno określenie, które wykorzystam.

Bellatrix, wow. To mnie przerasta. Oglądałem właśnie filmik o podstawach brydża, żeby mieć pewność, że dobrze użyję ewentualnych zwrotów, ale to jest kosmos. Na szczęście takiego stopnia zaawansowania nie muszę osiągać. Później przysiądę do Twojego przykładu i spróbuję rozłożyć go na części pierwsze.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrol: W razie brydżowych wątpliwości, możesz do mnie pisać, przejrzę, przetłumaczę, podpowiem ;)

Dodam jeszcze, że piki, trefle, karo i kier to nazwy, które najprędzej padną w kasynie, na zawodach, na partyjce jakichś “wyższych sfer”, zaś proste ludzie rzadko nazywają tak kolory, natomiast funkcjonują nazwy: czerwień, dzwonek, żołądź, wino. ;)

W razie brydżowych wątpliwości, możesz do mnie pisać, przejrzę, przetłumaczę, podpowiem ;)

Kiedyś bardzo chętnie napiszę, zapewne jeszcze uderzy mnie pomysł, w którym mógłbym to wykorzystać. Teraz... to jest troszkę coś innego. Dziękuję ;)

Dodam jeszcze, że piki, trefle, karo i kier to nazwy, które najprędzej padną w kasynie, na zawodach, na partyjce jakichś “wyższych sfer”, zaś proste ludzie rzadko nazywają tak kolory, natomiast funkcjonują nazwy: czerwień, dzwonek, żołądź, wino. ;)

Wiem, MrBrightside, wiem, ale więcej nie mogę powiedzieć, żeby niczego nie zdradzić, dzięki ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MrBrightside, nie byłabym taka szybka – mnie dziadkowie, którzy z wyższych sfer raczej nie byli, uczyli gier i pasjansów, i nauczyli mnie właśnie, że to kara, trefle, piki i kiery, a dopiero później, pewnie już jako nastolatka, dowiedziałam się, że niektórzy mówią czerwa, wina itp. ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeszcze są wierszyki, powiedzonka... Gra w piki daje wyniki. Kto gra w karo, wygra zaro/za rok. Karta nie świnia, po stole nie chodzi (gdy ktoś chce cofnąć ruch). Karty nie kalendarz (gdy ktoś chce przejrzeć stosik). Ślepy w karty nie gra (gdy ktoś czegoś nie zauważy).

Babska logika rządzi!

Znałam jedną osobę, która używała tych “win i dzwonków” i była z podobnych “sfer”, jak moja rodzina. U mnie, w bardzo karcianej (tysiącowo-belotkowo-kierkowo-brydżowej) od pokoleń mieszczańskiej rodzinie funkcjonowały kara, kiery itd. Choć prababcia, która ponoć w karty grała wyłącznie po niemiecku, być może używała jeszcze innych określeń :D

http://altronapoleone.home.blog

Herc, grin, krojc – czwartego nie pamiętam. laugh

Taka sytuacja:

Młoda kobieta wspierana jest finansowo i materialnie przez tajemniczą osobę, która z pewnych powodów nie może się jej ujawnić. Kontakt między nimi zapewnia pośrednik, który w swoim imieniu dostarcza kobiecie pocztą paczki i wiadomości od dobroczyńcy. Pełni też rolę łącznika w komunikacji między nimi. Haczyk tkwi w tym, że ten pośrednik sam niewiele wie o tym dobroczyńcy, przez co nie może zaspokoić ciekawości kobiety.

Pytanie, jakim konkretnie typem urzędnika musiałby być ten pośrednik, aby pełnić takie usługi? Prawnikiem, a może kimś innym?

Może to jakiś rodzaj konsjerża?

To w tych Twoich okołodziewiętnastowiecznych realiach? Dozorca (konsjerż) jest o tyle niedobry, że jest na miejscu, więc dziewczyna może usiłować podpatrzyć dobroczyńcę. Obstawiałabym jakiegoś posłańca: pocztowego, kolejowego lub po prostu dobrze opłacanego ulicznika.

http://altronapoleone.home.blog

Konsjerż mniej jako dozorca, a jako wyspecjalizowany człowiek do zadań specjalnych. Ale to się  faktycznie chyba upowszechniło w tej formie później.

Może jakiś notariusz?

Babska logika rządzi!

Notariusz i każdy prawnik będzie raczej coś wiedział o dobroczyńcy. Chyba że ten pozostawił dyspozycje co do jakichś działań – i finanse na ich realizację – anonimowo.

http://altronapoleone.home.blog

Nie wzięłam pod uwagę wariantu, że może dziewczyna mogłaby podpatrzeć spotkanie tych dwoje, głównie dlatego, że siedziba pośrednika znajduje się w dużym mieście, a ona żyje poza granicami, na wsi, wykluczając częste wyjazdy.

Zaś pośrednik mógłby znać podstawowe informacje o swym kliencie, ale zobowiązał się ich nie wyjawiać. Poza tym dobroczyńca, by zachować swoją tożsamość w kompletnej tajemnicy, używałby fałszywych danych osobowych.

Klapaucjuszu, jako żywo nie spotkałam się z innym znaczeniem słowa konsjerż niż dozorca czy odźwierny :O Aż musiałam wyguglać, że we współczesnym plus minus korpojęzyku to ktoś, kto ma też inne zadania XD Oczywiście taki tradycyjny francuski konsjerż czy konsjerżka to coś więcej niż portier czy dozorca współcześnie w Polsce, mam nawet książkę o dziewiętnastowiecznych konsjerżach...

http://altronapoleone.home.blog

Potrzebuję konsultacji biologicznej:

Rośliny w szklarni były niewolnikami. Każda zamknięta w boksie z dwiema rurkami. Jedna prowadziła z powierzchni Marsa, druga do urządzenia rozprowadzającego. (...) Rośliny wykonywały nieustannie morderczą pracę. Zmutowano je w ten sposób, by proces fotosyntezy był nienaturalnie przyspieszony. Przerabiały dwutlenek węgla, którego na Marsie było pod dostatkiem, na tlen. 

Czy to jest w ogóle możliwe/prawdopodobne, czy popełniłam jakiś kardynalny błąd?

Myślę, że trochę na wyrost jest porównanie do niewolnictwa. Rośliny bardzo lubią wysokie stężenie dwutlenku węgla, rosną wtedy bardziej okazalsze. Pamiętam z liceum, że optimum to stężenie nawet o kilka procent wyższe, niż to, co mamy obecnie. Na dowód – dwutlenku było w atmosferze więcej w tych erach bliżej dinozaurów, np. to symulacja wyglądu przodków dzisiejszych skrzypów. :p

Myślę, że zamiast roślin wykorzystałbym do tego zadania sinice – dużo łatwiej zoptymalizować i zautomatyzować hodowlę, do tego można uzyskać wysoką gęstość hodowli przez co znacznie rośnie wydajność. Poza tym jestem w stanie wyobrazić sobie zaprojektowane modyfikacje, które zwiększą wydajność fotosyntezy. Ale nie nazwałbym tego “przyspieszeniem” fotosyntezy, raczej właśnie zwiększeniem wydajności. Jasne, tlen powstawałby szybciej, ale to nie dlatego, że fotosynteza zachodziłaby “szybciej”. 

Dziękuję za odpowiedzi. A coś innego niż sinice, co by było równie wydajne? Bo pojawiły się już w jednym z konkursowych opek.

O, dlatego nie powinno się czytać konkursowych opowiadań przed skończeniem swojego. Powinnaś pisać sama, a nie pod cudze teksty :P A sinice prawdopodobnie odegrają kluczową rolę w podboju kosmosu, nie tylko jako źródło tlenu, ale też ważny element diety (łatwa hodowla i bardzo dużo białka i witamin). Generalnie jednak, jeśli nie chcesz sinic, to wtedy wykorzystałbym jakieś jednokomórkowe glony, może zielenice albo okrzemki?  

Kocham okrzemki, są takie ślicznościowe ^^ Sonato, nie przejmuj się, że jakiś element ktoś inny już wykorzystał – bardzo trudno znaleźć coś, na co nikt przed Tobą nie wpadł.

W kwestii szybkości reakcji – jest coś takiego, i to można zmieniać, manipulując warunkami, ale raczej w probówce – w przypadku reakcji zachodzących w żywych organizmach za łatwo jest ten organizm zabić, choć był podobno taki świr, który kazał swojej żonie odliczać do stu, jak miała gorączkę, i na tej podstawie mierzył szybkość zachodzenia procesów w mózgu zależnie od temperatury.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Niepokoi mnie ta rurka z powierzchni Marsa – czy to nie spowoduje zbytniego mieszania się powietrza w laboratorium z marsjańskim? Ja bym tam zamontowała od groma filtrów. I nie indywidualne rurki, tylko zbiorcze, dla całej szklarni, a potem rozprowadzane po boksach.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za sugestie! Tak to jest, jak mój humanistyczny umysł porywa się na hard sf :c

Nie ma czegoś takiego, jak humanistyczny czy ścisły. Chodzi o to, żeby się naprawdę wmyśleć w problem, poza “ale to by było fajne”.

Przykład problemu czysto humanistycznego (Finklo, będziesz ze mnie dumna, bo odłożyłam to dzieło) w książce, którą ostatnio przeglądałam w księgarni: bohaterka jest córką ubogiej wdowy, której nie stać na kuskus (to się rozgrywa w średniowiecznej Arabii). Ale jej ulubionym zajęciem jest galopowanie konno po wydmach. I tak, ma własnego konia.

Co tu jest nie tak?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Bez przesady z tymi powodami do dumy. IMO, każdy normalny człowiek by odłożył. Pewnie jeszcze konia karmi owsem, bo przecież na wydmach nie ma trawy.

Babska logika rządzi!

Nie doczytałam tak daleko, szczerze mówiąc. Ale zadanie było dla Sonaty, nie podpowiadamy.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Córka arabskiej ubogiej wdowy w średniowieczu galopuje samotnie po wydmach... Hmmm. Tak w ogóle to kiedy nastąpiło wielkie spustynnienie Półwyspu Arabskiego? I w jakim średniowieczu dzieje się to dzieło? Bo jeszcze Rzymianie mówili Arabia Felix na dzisiejszy Jemen i tam było dużo deszczów, sporo zieleni oraz pola uprawne. Oraz bogactwo z okazji handlu przyprawami, no i kuskus był raczej pokarmem ubogich. Czego nie rozumiem?

http://altronapoleone.home.blog

Jeśli dobrze pamiętam, to była raczej Arabia Petrea, ale to nie jest sedno sprawy. Uboga wdowa. Nie stać jej nawet na kuskus. A konia ma?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Petraea była dopiero bogata... Skądinąd bardzo szkoda, że kultura nabatejska nie rozprzestrzeniła się na cały świat arabski, ale to osobna sprawa.

Kwestię koń vs. kuskus oczywiście dostrzegłam, ale to ponoć miało być zadanie dla Sonaty ;)

http://altronapoleone.home.blog

Nawet w bogatych krajach bywają ubogie wdowy (czyżbyśmy brnęły w offtop? XD)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ale chyba nawet w bogatych krajach nie ma biednych wdów, których nie stać na tanią żywność, a stać na towary luksusowe? (No chyba że to ten przypadek, co to dziecka nie nakarmi, ale papierosy kupi).

http://altronapoleone.home.blog

Ech. Właśnie o to mi chodziło...

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A czy w tamtych stronach nie ma jakichś dzikich koni, które można by udomowić? Bo może ten koń nie był “kupny”. Albo rodzina była z początku całkiem zamożna, ale z jakichś przyczyn zubożała, a konik został, bo woleli głodować, niż rozstać się z przyjacielem i/lub symbolem dawnego statusu. Ale ja się nie znam, tak tylko próbuję, jak to ładnie ujęła Tarnina, “wmyśleć się” w problem.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Kupny, niekupny, a jeść coś musi, nie? I podkuć go warto. A w mieście trudno trzymać, a nie zarobi na siebie w wąskich uliczkach, gdzie nie ma ziemi ornej...

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, chodziło mi o tyle, że po prostu od dawna nie miałam biologii i innych takich, więc porywanie się na hard sf jest dla mnie naprawdę hard! A z tym koniem to też odpowiedziałabym, że  to jest dziwne, że kobiety nie stać na kuskus, a na konia tak

Carissima, po pierwsze – zdrowy rozsądek. Po drugie – wymagania fabuły. I dopiero po trzecie – szczegółowe realia.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tak właśnie robię :)

Udomowienie konia to też koszt, a utrzymanie opisała Tarnina ;)

http://altronapoleone.home.blog

A w mieście trudno trzymać, a nie zarobi na siebie w wąskich uliczkach, gdzie nie ma ziemi ornej...

Nic nie pisałaś o tym, aby akcja tej historii rozgrywała się w mieście.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Zapomniałam blush

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jeśli człowiek jest przerażony i/lub zdumiony, to jak zachowują się źrenice oczu? Kurczą się, czy rozszerzają?

Strach, mniej zdumienie, rozszerzy źrenice, a także pociągnie za sobą szereg innych reakcji, widocznych w mniejszym lub większym nasileniu.

Dziękuję. ^^ Nie byłam pewna, więc wolałam zapytać.

Jest tu jakiś mediewista? Bo mam parę dość szczegółowych pytań o rycerzy.

 

1. Czy szlachetnie urodzony kandydat na rycerza koniecznie musiał służyć najpierw jako giermek, zanim otrzymał rycerski pas i ostrogi?

2. Kto decydował o tym, u kogo chłopak będzie służył jako giermek? Jego ojciec?

3. Czy aby zostać pasowanym na rycerza, giermek musiał dowieść swojego męstwa w boju? A co jeśli nie miał takiej okazji, bo np. długi czas panował pokój? Jak inaczej mógłby się wykazać, by zostać pasowanym?

4. Czy było możliwe, by giermek nie został pasowany na rycerza, a nawet został odesłany przez pana, któremu służył, bo np. był wyjątkową ofiarą losu, nie potrafił utrzymać się w siodle, mieczem młócił jak cepem?

5. Czy rycerz mający pełnoletniego syna – pasowanego na rycerza lub nie – zwyczajowo wyruszał na wojnę razem z nim, czy obowiązywała jakaś zasada typu: jeden majątek ziemski-jeden rycerz (z pocztem)? Czy rycerz mógł rozkazać synowi zostać na czas wojny w domu, żeby ten np. opiekował się matką, albo dlatego, że bał się o jedynego dziedzica?

 

Realia z grubsza anglosaskie, ale mocno umowne, bajkowe.

 

Przy okazji, byłbym wdzięczny, gdyby ktoś polecił mi jakąś fajną monografię na temat życia codziennego i obyczajowości w średniowieczu. Mam jedną taką cegłę o średniowieczu i renesansie, ale skoncentrowaną głównie na polityce. ;_;

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

O szczegóły rycerskie zahacz w razie czego na privie Światowidera, on chyba zna się na takich klimatach.

 

A jeśli chodzi o życie codzienne i obyczajowość – to kiedy konkretnie? Różnice kulturowe między takim VIII wiekiem a XIII, nie mówiąc już o XV, są kolosalne... Średniowiecze jest tą epoką, na której znam się zdecydowanie najmniej, ale na studiach kolosalne wrażenie zrobiły na mnie “Kultura średniowiecznej Europy” Le Goffa i “Kobieta w czasach katedr” Pernoud, plus oczywiście “Jesień średniowiecza” Huizingi, ale to wszystko raczej Europa kontynentalna, skądinąd znacznie ciekawsza od Anglii – może taka Burgundia schyłku średniowiecza bardziej się nada do bajkowych klimatów niż tłuczona wszędzie do znudzenia Anglia? A jeśli już koniecznie na brytyjsko, to między Wilhelmem Zdobywcą (nie mówiąc już o przed nim) a powiedzmy Henrykiem V też masz mnóstwo zmian obyczajowych i kulturowych.

http://altronapoleone.home.blog

“Życie codzienne w średniowiecznym mieście”, “Życie codzienne w średniowiecznym zamku” i chyba w tej serii są jeszcze inne. Wszytko aktualnie do kupienia.

Moje klimaty to bardziej nowożytność, ale spróbuję przynajmniej częściowo odpowiedzieć:

Ad. 3. Mógł namówić (sprowokować?) swego pana, by wyzwał jakiegoś innego rycerza na pojedynek. Wtedy giermek mógł się jednocześnie pojedynkować z giermkiem przeciwnika (podobna scena jest w "Krzyżakach"). A jeśli Twoje uniwersum będzie silnie podzielone feudalnie, to nie trzeba dużej wojny, by znaleźć okazję do bitki. W XV w. w Brandenburgii doszło np. do "wojny o krowę".

Ad. 4. Na pewno istniało zjawisko "wiecznych" giermków, ale chodziło raczej o kwestie ekonomiczne, a nie umiejętności. Po prostu nie każdy mógł sobie pozwolić na zakup rynsztunku.

Co do reszty się nie wypowiadam, bo, jak pisałem, średniowiecze nie leży w centrum mych zainteresowań. Wspomnę jeszcze tylko, że istnienie jakiegoś rycerskiego kodeksu honorowego niekoniecznie oznaczało jego praktyczną realizację. W Polsce etos rycerski wprowadzał Bolesław Rogatka, który z honorowej walki raczej nie słynął :)

Z tej serii jest jeszcze książka o życiu na wsi.

A jeśli chodzi o życie codzienne i obyczajowość – to kiedy konkretnie? Różnice kulturowe między takim VIII wiekiem a XIII, nie mówiąc już o XV, są kolosalne...

Bez znaczenia. Chętnie poczytam i o wczesnym, i dojrzałym średniowieczu.

 

może taka Burgundia schyłku średniowiecza bardziej się nada do bajkowych klimatów niż tłuczona wszędzie do znudzenia Anglia?

Może i tak, ale to, o co pytam, jest mi potrzebne do utworu inspirowanego baśnią angielską, więc anglosaskie realia wydały mi się najwłaściwsze.

 

“Życie codzienne w średniowiecznym mieście”, “Życie codzienne w średniowiecznym zamku” i chyba w tej serii są jeszcze inne. Wszytko aktualnie do kupienia.

Autor to Francis Gies?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Sorry, ja zawsze narzekam na angielską dominację w popkulturze, jakby reszta świata nie istniała ;)

http://altronapoleone.home.blog

Czy tramwaje mogą kursować między wielkim miastem a sąsiednią, małą wioską? Mam taką sytuację w swoim świecie i nie wiem, czy zastosować takie rozwiązanie, czy nie udziwniać i po prostu puścić tory kolejowe.

Wydaje mi się to nieekonomiczne, tramwaje wymagają konkretnej infrastruktury (tory, słupy, przewody), raczej puściłabym autobus, a najchętniej pks.

Przynoszę radość

W Łodzi mamy kilka linii tramwajowych kursujących do miasteczek w okolicy. Ale to jednak miasteczka. Przy wioskach bardziej prawdopodobny wydaje się busik. Chyba że za wioską jest miasteczko...

Babska logika rządzi!

Chodzi mi o tramwaje starego typu, konne lub parowe w świecie fantastycznym stylizowanym na XIX w.

Sama raz widziałam z okna pociągu, kursujący na terenach wiejskich, dlatego pytam.

Jeśli Ci to pasuje, to wytłumacz to jakoś sensownie, ale faktycznie jeśli miasto jest bardzo duże, a wioska mała, to nie brzmi to dobrze. Chyba że to tradycja albo w wiosce jest coś, do czego chce się jeździć w celach okołoturystycznych i stary tramwaj nadaje klimat? Uzdrowisko, coś warte zwiedzania, dwór, ruiny zamku itp.?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Na Śląsku takie są. Ale dlaczego tramwaje, a nie po prostu kolej? I – joseheim słusznie prawi – żeby ludzie chcieli regularnie dokądś jeździć, tam musi być coś wartego jeżdżenia.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Swego czasu można było jechać tramwajem z Łodzi, przez Zgierz, do Ozorkowa i owszem, były przystanki przy wsiach (Lućmierz, Słowik), czy na skraju lasu.

 

edycja

Sugeruję jeszcze wykorzystanie kolei wąskotorowej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tramwaj jest raczej środkiem komunikacji miejskiej. Owszem, np. w Paryżu funkcjonuje wyłącznie na przedmieściach i to tych uboższych, na dość krótkich trasach, niemniej to wszystko w ramach aglomeracji miejskiej. Za miastem będziesz raczej miała kolej podmiejską. Tramwaj z jakichś powodów musi być nieopłacalny na dużo dłuższych trasach.

http://altronapoleone.home.blog

Jeździłam kiedyś tramwajem do Pabianic (i to była raczej długa trasa). Ale w Łodzi jest tak, że kilka metrów za tabliczką “koniec Łodzi” stoi kolejna, obwieszczająca początek następnego miasta. Bardzo ściśnięta metropolia.

Babska logika rządzi!

Tramwajem jeździło się też do Aleksandrowa i Konstantynowa...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale tam już nic mnie nie ciągnęło. :-)

Babska logika rządzi!

Na Śląsku takie są. Ale dlaczego tramwaje

Na Śląsku jest aglomeracja. Ludzie spoza Śląska często mówią, że jadąc między miastami nie do końca orientują się kiedy przekraczają granice między nimi (oczywiście jeszcze zależy między którymi).

 

 

Jestem ciekawa, co takiego Finklę ciągnęło do Pabianic :o A tramwaj 41 Łódź-Pabianice to legenda,  powstaje o nim mnóstwo memów i stron na fejsie, ale teraz już nie jeździ, bo remont. 

Legendy to krążą o śląskim autobusie linii nr 6. Materiał na obyczajówkę, a w przypadku kursów nocnych na postapo. Wycieczką przez wszystko! :D

Jestem ciekawa, co takiego Finklę ciągnęło do Pabianic :o

Grób prababci. Ale jak pokolenie dziadków zaczęło się wykruszać, to na pierwszolistopadowe wycieczki do Pabianic brakło nam czasu. Jeszcze jakieś pytania?

Babska logika rządzi!

Finklo, nie denerwuj się, po prostu Pabianice mają nieco złą sławę i dlatego tak się zastanawiałam tylko :)

Ja się nie denerwuję.

Jaką złą sławę? Zaniedbana prababcia zaczęła straszyć? ;-)

Babska logika rządzi!

Też są różne memy i żarty o Pabianicach, ale i tak najczęściej ich autorami są Pabianiczanie :) No i podobno to "sypialnia Łodzi", tak kiedyś chyba powiedziała M. Gessler, jak tam była z rewolucją :)

Nigdy nie klikałam opowiadań z wątku bibliotecznego do Biblioteki. Czy ktoś może mi powiedzieć, jaka jest procedura/uzus/dobre obyczaje? Ewentualnie skierować do odpowiedniego wątku z informacjami, jeżeli taki jest? Wiem już, że trzeba sprawdzić, czy komentarz spełnia wymagania bycia rzeczowym, a potem? Zalogować się na konto? 

Czy tramwaje mogą kursować między wielkim miastem a sąsiednią, małą wioską? Mam taką sytuację w swoim świecie i nie wiem, czy zastosować takie rozwiązanie, czy nie udziwniać i po prostu puścić tory kolejowe.

 

Azjan, skorzystaj z wyszukiwarki i zrób trochę riserczu. Odpowiedz sobie na następujące pytania:

Po co w ogóle buduje się tramwaje lub kolej? (Podpowiedź: optymalizacja przewozu osób i towarów, sprawdź gdzie i po co powstał pierwszy tramwaj, źródłosłów słowa tram; czy mała wioska w większości pracuje w dużym mieście lub ma coś, co wymaga kilka razy w ciągu dnia komunikacji? – patrz pytania Joseheim)

Jak już budują: to kiedy i dlaczego np. wąskotorową lub zębatą, a kiedy normalną? Czym różni się tramwaj od kolei?

 

Słowem: najpierw pomyśl i przemyśl zależności między ośrodkami ludzkimi, ekonomiczne i społeczne konsekwencje takiego transportu, potem pogłęb wiedzę korzystając z Internetu. Myślę, że wtedy na twoje pytanie będziesz już w stanie sama sobie odpowiedzieć. :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ninedin -> Beryl :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ninedin, wbijaj na któryś wątek lożowski.

Babska logika rządzi!

Zbroja w Anglii i Irlandii w czasach elżbietańskich (dokładniej około roku 1600). Była używana, czy już raczej nie?

Filipie, może bardziej precyzyjnie? Bo metalowe elementy uzbrojenia, mające na celu ochronę korpusu, to nosili jeszcze kirasjerzy w XIX wieku...

http://altronapoleone.home.blog

Natknąłem się w Internecie na dowody używania zbroi w celach ochronnych na danym terenie jakoś tak do 1560 roku. W dwóch anglojęzycznych opracowaniach opisujących przełom XVI i XVII wieku natknąłem się na stwierdzenia, że uzbrojenie ochronne wychodziło z użytku. Zastanawiam się, na ile wyszło. Jak było z uzbrojeniem piechoty (półzbroja, kirys, na głowach jakieś moriony?), zbroje nosili tylko pikinierzy, czy muszkieterzy też? Może jednak była to już domena ciężkiej jazdy wywodzącej się z rycerstwa? Najchętniej przygarnąłbym jakąś ikonografię batalistyczną z epoki. Bo na zbroje natrafiałem tylko w portretach, a to jeszcze nie dowodzi, że była używana bojowo. Albo może jakieś spisy arsenałów?

Spóźnone podziękowania za pomoc. ^^ Jednak zrezygnowałam z tramwaju na rzec kolejki wąskotorowej.

Jak było z uzbrojeniem piechoty (półzbroja, kirys, na głowach jakieś moriony?), zbroje nosili tylko pikinierzy, czy muszkieterzy też? Może jednak była to już domena ciężkiej jazdy wywodzącej się z rycerstwa? Najchętniej przygarnąłbym jakąś ikonografię batalistyczną z epoki. Bo na zbroje natrafiałem tylko w portretach, a to jeszcze nie dowodzi, że była używana bojowo. Albo może jakieś spisy arsenałów?

Z ikonografią może nie być łatwo, bo za wiele wtedy Anglicy na lądzie nie wojowali. Znalazłem trochę obrazków z oblężenia Kinsale:

Lord Mountjoy w zbroi

Trochę mały rozmiar ryciny, ale widać zbroje u kawalerii

Irlandzkie znaczki upamiętniające bitwę :)

Po za tym trochę rycin i informacji jest tutaj.

 

Zbroje rzeczywiście wychodziły z użycia, ale to nie znaczy, że ich nie używano ;) Muszkieterzy pancerza nie używali, pikinierzy do poł. XVII w. nosili półpancerze i moriony, są one jednak stopniowo wypierane przez kaftany i kapelusze.

Jeśli chodzi o kawalerię, zbroje (kirysy) mieli, zgodnie z nazwą, kirasjerzy . W przypadku rajtarów i arkebuzerów opancerzenie w wymienionej przez Ciebie epoce było raczej rzadkie, gdyż jazda ta walczyła tylko ogniowo, poprzez karakol. Dopiero baty, jakie dostanie Gustaw Adolf od naszego hetmana Koniecpolskiego skłonią go do użycia tych formacji w bezpośredniej szarży, przez co i zbroje (w formie półpancerzy i hełmów) na jakiś czas wrócą do łask. Stało się tak także w Anglii, gdzie w czasie wojny domowej przełamujące szarże miały duże znaczenie, stąd i używano pancerzy (choćby “Żelaznobocy” Cromwella).

Ogólnie jednak opancerzenia i uzbrojenie, szczególnie w oddziałach najemniczych, w dużej mierze zależały od stanu magazynów, woli dowódcy oddziału (u najemników także podpisanej przez niego umowy z pracodawcą) i osobistej zamożności czy gustu danego żołnierza.

Dzięki wielkie za rozbudowaną odpowiedź. I za tego Mountjoy'a. ;)

Polecam się :)

O, i jeszcze bitwa o Kinsale. Czytasz w moich myślach. :D

Poszukiwana dobra dusza, która cośkolwiek orientuje się w kulturze i historii Tajlandii, była w Tajlandii etc.

Nowa Fantastyka