- Hydepark: Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Przy tworzeniu historii często bywa tak, że by opowiedzieć coś przekonująco, musimy poszerzać swoją wiedzę. Niejednokrotnie jednak okazuje się, że nie ma gdzie szukać – bo wikipedia nie wystarcza, a nie chcemy ufać anonimowym ludziom z anonimowego forum. Tak się jednak składa, że jest nas tutaj niemało i każdy zna się na czym innym, dlaczego więc nie możemy pomagać sobie wzajemnie?

Jeżeli macie problem z jakimś zagadnieniem – napiszcie tutaj. Może znajdzie się jakiś mechanik/lekarz/geograf/historyk/prawnik/elektryk/fizyk/etc. A może ktoś z nas po prostu – mimo odmiennego wykształcenia i zainteresowań – ma jakieś doświadczenia, które okażą się przydatne?

By jednak zachować ten temat w porządku, chciałbym, by wszelkie dłuższe dyskusje dotyczące określonego zagadnienia albo przenosiły się na drogę prywatną, albo (moim zdaniem lepiej!) byście założyli osobny temat poświęcony danemu zagadnieniu. I tak, jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania czarnych dziur i wyjdziecie poza ramy formuły pytanie-odpowiedź, dyskusja się rozwinie – pędźcie założyć osobny temat :)

Komentarze

obserwuj

Jeśli chodzi o moje pytanie, to już nieaktualne. Joseheim rozwiała wszelkie moje wątpliwości. ;)

Patrzta, jaki przydatny temat...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Patrztamy i podziwiamy! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cet, jeszcze mi się przypomniało – larwy much wyżerające zgniłą tkankę.

http://www.centrumleczeniaran.pl/larwoterapia/ 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uch, nie. Z larw chyba jednak zrezygnuję. Z powodów estetycznych, nie chcę o nich pisać!! :D Ale mam całkiem zacną listę lekarstw, bardzo dziękuję :)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A po co chcecie dłubać w zszytych ranach ciętych?

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Potrzebuję studenta, albo wykładowcę z jakiejkolwiek uczelni wyższej. Chodzi mi o aktualny system studiowania, a konkretniej zaliczania. Wiem, że są jakieś systemy elektroniczne na uczelniach, ale nie wiem, jak działają i czy nadal funkcjonują np. papierowe indeksy, karty zaliczeń itp. I może kilka innych pytań w zależności od otrzymanych odpowiedzi. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Chętnie pomogę, śniąca, choć na mojej uczelni nadal są papierowe indeksy zamiast elektronicznych, a to raczej wyjątek, a nie standard. Jeśli Cię to urządza, to pytaj. ;)

Ja też mogę pomóc. U mnie wszystko elektronicznie, ale indeksy nadal mamy (tak zadecydowali studenci).

Dzięki Wam bardzo, dobre dusze. Pytania poszły na PW. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na Uw trochę zależy od wydziału, ale na większości już nie ma indeksów i wpisy do nich nie mają żadnej wartości oprócz sentymentalnej. W razie czego ja też służę.

Dzikowy... bo mi fabularnie potrzebne ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Też mogę pomóc. Na UJ na moim wydziale od 2011/2012 roku całkowicie zrezygnowano z indeksów, na papierze jedynie dzienniczek praktyk :)

Dzięki bardzo, Kam_mod i MrBrightside już rozwiali moje wątpliwości :) Tekst już ma więc sześć tysięcy znaków i rozpędza się dalej :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Witam – mam mocno apokaliptyczne pytanie. Gdyby nastąpiła ogólnoświatowa katastrofa – np. upadek meteorytu czy wybuch supewulkanu pojawił by się w atmosferze pył, na naszej planecie zrobiło by się szaro.  Jednak kiedyś pewnie ten pył zaczął by opadać – jak długo by to trwało i gdzie najszybciej można by zobaczyć słońce – przy równiku czy na biegunach,  a może na wybrzeżach oceanów?

Przy takiej katastrofie i uniesieniu się pyłu jest spore prawdopodobieństwo, że przez brak dostępu światła słonecznego wszystko by trafił szlag z powodu epoki lodowcowej. ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Na logikę, to najszybciej na Mount Evereście :)

A może Kilimandżaro? ;-)

Babska logika rządzi!

Ziemia jest szersza w pasie niż wyższa, więc jeśli chodzi o samo działanie grawitacji, to działa ona z większą siłą na równiku. Co do oceanów, to jak pył wpadnie do wody, to już jej nic go z niej nie wywieje, co innego na lądzie. Jednak co z epoką lodowcową? Ogólnie to stawiałbym na działanie wiatru, które trudno przewidzieć... ;)

Kiedyś szukałem informacji na temat wulkanicznej zimy (wykorzystałem je w jednym z opowiadań), ale ograniczałem się do źródeł umiarkowanie naukowych. Najwięcej teorii dotyczy wybuchu wulkanu Toba – tam bym proponował zajrzeć, choć pamiętać należy, że wiele późniejszych odkryć nie potwierdza drastycznych zmian klimatycznych i teorie te nie są uznawane przez ogół badaczy. Poza tym – nie ma przeszkód, by opisać naprawdę wielką katastrofę, choć chyba lepsze już te wulkany, niż meteoryt, bo uderzenie tego drugiego –  jeśli już tak wielki, że doprowadza do zimy – ma pewnie dużo bardziej skomplikowane i destruktywne skutki.

Natomiast co najpierw by się odsłoniło? Ciekawe pytanie, ale na takie tematy to pewnie pisze się w USA doktoraty. Kiedyś szukałem odpowiedzi na niby proste pytanie: w którą stronę wieje wiatr na planecie o osi obrotu w płaszczyźnie orbity (przy założeniu, że atmosfera przypomina, w jakimś stopniu, ziemską). Na ten temat są ciężkie prace naukowe, ale wniosek z nich taki, że zależy to od iluś tam parametrów i symulacje przyjmują to i to i w ogóle trudno cokolwiek zakładać, bo łatwo przeoczyć z pozoru nieistotny czynnik. Tak to już jest z tym światem. W mojej interpretacji: wszystko da się obronić :D

Faktycznie w przypadku frakcji lekkich, zdolnych do długotrwałego unoszenia się w atmosferze, główne znaczenie pewnie będą miały wiatry oraz opady atmosferyczne. Tyle, że tak poważna katastrofa, nawet jeżeli nie zdoła doprowadzić do epoki lodowcowej, to i tak spowoduje duże zmiany w klimacie planety, a więc rozkładach temperatur, prądów morskich, ciśnień, itd. Tu faktycznie można obronić nie jeden doktorat, a wiele i to o wzajemnie sprzecznych tezach ;-)

Mam pomysł, góra Ararat ma już pewne tradycje w wyłanianiu się z odmętów globalnej katastrofy... ;-P

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dzięki za odpowiedzi – były zdecydowanie pomocne. W sumie o Aracie sam powinien pomyśleć. Jednak teolog-gapa ze mnie ;-)

Ciekawam, czy ktoś w naszym zacnym gronie abla po hiszpańsku i niestraszny mu artykuł o pewnym zamku?

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja trochę ablam, jeśli będę mógł jakoś pomóc, daj znać.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A dam, wkrótce na priva. Dzieki :)

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Czy jedzenie ludzkiego, surowego mięsa nie spowoduje jakiejś choroby i da energię? Jak szybko można się przyzwyczaić do takiego pożywienia?

Czy człowiek z odciętymi, dajmy na to, rękami, opatrzony jedynie prowizorycznie, jeszcze trochę pożyje?

Czy bohater zawsze musi być rozbudowany, czy też można lecieć z akcją, a o jego cechach wspominać co jakiś czas, ale bez rozgadywania się; ma być wartko, ale chcę uniknąć zarzutu, że bohater istnieje tylko po to, żeby pokazywać świat i fabułę.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ludzkie mięso nie różni się specjalnie od tkanki zwierzęcej. Czyli jeśli osobnik, którego się spożywa, nie był chory, to nic kanibalowi nie grozi. I energii wystarczy – kanibale mieli się ongiś dobrze, a i niedawno też jedzenie ludzkiego mięsa zapewniało przeżywalność (katastrofa w Andach). Można jednak zarazić się np. kuru, jedząc mózg.

Przeżywalność zależy od właściwie dwóch rzeczy: zatamowania krwawienia i przeżycia przez poszkodowanego szoku posttraumatycznego. Przeżyje, jeśli zbyt dużo krwi nie straci i utrata rąk nie spowodowała śmiertelnego wstrząsu. A potem – zakażenia, brak możności odżywiania,  depresja itd. Ale da się – są tacy.

A trzeci punkt – to wszystko zależy. Czasem nawet pretekstowy bohater nie przeszkadza, jeśli reszta fabuły jest wciągająca.

To tyle moim zdaniem.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

  1. Mięso jak mięso, da energię jak wołowina, czy jakikolwiek inny “gatunek”. Ale ryzyko zachorowania na choroby jest takie samo jak przy jedzeniu mięsa zwierząt, na przykład na włośnicę czy tasiemczycę.
  2. Zależy co rozumiesz przez prowizorycznie. Jeśli zatamujesz krwawienie i nie dopuścisz do wystąpienia wstrząsu, a także zadbasz o higienę na tyle, by nie doszło do zakażenia powiedzmy tężcem, to trochę pożyje, czemu nie. Przy czym wykrwawienie to dużo szybsza śmierć niż zakażenie.
  3. Twoje opowiadanie, rób jak uważasz. :D Osobiście, sam tak często robię, bo uważam, że akcja jest ciekawsza niż milion stron wstępu, wspomnień, przemyśleń i innych tego typu głupotek. Uważam, że trzeba zainteresować czytelnika bohaterem, żeby był ciekawy jego przeszłości, motywacji i całej reszty, a nie na dzień dobry wpychać tonę informacji pod szyldem “PATRZ, TO JEST WAŻNE, ZWRÓĆ NA TO UWAGĘ”

Uu, czyżby ktoś miał obgryzać sobie paluszki jak żaba w grudniowym felietonie Wattsa? :D

  1. Zjedzenie mózgu może spowodować chorobę kuru, “śmiejąca się śmierć”, powodowaną przez priony, które możemy pamiętać z ostatniego opowiadania CountPrimagena. Reszta – czyli mięśnie –  będzie mniej więcej tak samo pożywna jak tatar. Zagrożeniem mogłyby być ewentualnie jakieś bakterie albo pasożyty, ale zazwyczaj u ludzi ich tam nie ma. A jak szybko można się przyzwyczaić? No cóż, ludzkie mięso nie dostarczy wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Brzuszek by bolał, brak błonnika to i jakieś zatwardzenia by się przytrafiały. 
  2. Co znaczy “opatrzony jedynie prowizorycznie”? Kończyny nie są niezbędne do życia. Dlatego można bez nich żyć, o ile nie dojdzie do nadmiernej utraty krwi albo zakażenia. Więc jak zatamujesz krwotok i zabezpieczysz ranę, to bohater jeszcze może pociągnąć. Ale w prowizorycznych warunkach na pewno w końcu dojdzie do zakażenia, skoro w szpitalach też dochodzi. 
  3. Rozbudowany jak Arnold Schwarzenegger? Przydałoby się, dużo jedzenia mieliby inni bohaterowie. Tak na poważnie: zależy jak długie opowiadanie. Im dłuższe, tym więcej uwagi trzeba mu poświęcić – takie jest moje zdanie. Zazwyczaj to czynnik ludzki nas najbardziej interesuje. Nie musisz go rozbudowywać; jest przecież mnóstwo tajemniczych postaci w literaturze. Ważne, żeby nie był nijaki. Poza tym o cechach nie musisz wspominać, wystarczy, że będą wynikały z jego zachowania i słów. Czyli np. nie piszesz, że bohater jest niecierpliwy, tylko opisujesz jak kręci się po przystanku, zerka na zegarek i przeklina pod nosem, czekając na spóźniony autobus. A jeśli w opowiadaniu niepotrzebna jest sytuacja, w której objawia się niecierpliwość bohatera – cecha ta przestaje mieć znaczenia i bez sensu byłoby o niej w ogóle wspominać. 

Dzięki! Opowiadanie gotowe (60 k) i mam ambicję, żeby obejść się bez bety, więc teraz czeka mnóstwo szlifu. Jakby mnie coś jeszcze nurtowało/martwiło, to będę się zgłaszać ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

W ramach wzmacniania nóżki „S” w opowiadaniu mam kilka pytań. Na pewno znajdzie się tu ktoś, dla kogo są to oczywiste oczywistości ;-)

Jak dokładnie wygląda Słońce z Księżyca? Prawdopodobnie świetlisty krążek, na tle czarnego nieba, podobny wielkością do tego widzianego z Ziemi. Ale biały czy żółtawy, o ostrych czy rozmytych granicach, da się na niego patrzeć czy razi?

Jak zmienia się wygląd Ziemi widzianej z Księżyca, w ciągu księżycowej, niespełna miesięcznej doby? Wyobrażam sobie, że przechodzi podobne fazy jak Księżyc widziany z Ziemi, choć tkwi w jednym miejscu na firmamencie (obracając się przy tym). Czy w momencie, gdy Ziemia jest w położeniu między Słońcem a Księżycem (oczywiście nie w jednej linii, tylko wtedy gdy Księżyc jest w nowiu), to Ziemia dla księżycowego obserwatora osiąga swój nów – jest ciemną plamą przesłaniającą gwiazdy, czy jednak zawsze widać jej rąbek (lub jakąś poświatę, związaną z obecnością atmosfery)?

Jak wygląda zjawisko znane na Ziemi jako zaćmienie słońca, widziane przez obserwatora na Księżycu? Teoretycznie powinien on widzieć cień Księżyca przesuwający się po tarczy Ziemi (ciemniejszy w środku – odpowiadający obszarowi całkowitego zaćmienia, rozmyty na zewnątrz). Jaka jest trajektoria ruchu tego cienia, jego wielkość , ile trwa przejście przez tarczę Ziemi?

 

Dla ułatwienia przyjmijmy, że obserwator siedzi na jasnej stronie księżyca, gdzieś w okolicy równikowej.

Tu możesz znaleźć odpowiedzi na kilka Twoich pytań: http://www.bibalex.org/eclipse2006/MoonEclipse.htm

 

Ziemia widziana z Księżyca ma fazy ‘na odwrót’, gdy Księżyc widziany z Ziemi jest w nowiu, to Ziemia widziana z Księżyca jest w pełni. Idealnego ‘nowiu Ziemi’ imho nie zobaczysz – porównaj sobie kątowe rozmiary Słońca i Ziemi – Ziemia widziana z Księżyca jest dużo większa, niż Księżyc widziany z Ziemi.

Jako ciekawostka – z okołobiegunowych obszarów Księżyca można zobaczyć wschód Ziemi (mimo rotacji synchronicznej) ze względu na librację.

O dzięki!

Dotychczas poznałem Cię, Bella, jako ekspertkę od Japonii, ale widzę, że astronomiczne pseudo w pełni uzasadnione ;-)

Masz rację, pokręciłem, chodziło mi o to jak może wyglądać Ziemia widziana przez obserwatora tkwiącego na środku (Zatoka Centralna) Księżyca w pełni. Intuicyjnie czuję, że to nie będzie pełny nów Ziemi.

Imho, Ziemia będzie czarnym cieniem (zauważ, że będzie musiała znajdować się blisko Słońca) z lekko podświetloną otoczką atmosfery – ale na ile to będzie dostrzegalne w pobliżu Słońca to Ci nie powiem :) Za to polecam programy Stellarium i Celestia do wplatania elementów sci jeśli chodzi o astronomię :) [sama też się właśnie bawię z własnym opowiadaniem, acz w zupełnie innym settingu ;)]

Drodzy, kto zna się na medycynie (chyba starczy trochę) i cyborgach i chciałby rzucić okiem na kilka króciutkich fragmentów i powiedzieć mi, czy bardzo się wygłupiłam pisząc je? ;) 

Medycznie się polecam.

Mam pytanie natury chyba anatomicznej. Jeśli ktoś zaciska bardzo mocno szczęki i napina mięśnie, aż do bólu, to co może boleć? Żuchwa to kość i chyba nie boli? Można napisać mięśnie żuchwy, czy to wybitnie niewłaściwie? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sprawdziłem. Pierwsze bolą zęby.

A mnie chodzi o mięśnie, gdzieś te tam na tyle, w okolicach żuchwy. Jak czasem zaciskałam mocno paszczę, żeby się nie odzywać (zwłaszcza by nie powiedzieć szefowi, co właściwie myślę o jego pomysłach), to potem miałam tam obolałe. Co to jest? Bo na rysunkach w googlach nie umiem sobie dobrze wypatrzeć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No właśnie nie chcę... Te nazwy są koszmarne (z literackiego punktu widzenia, zwłaszcza fantasy). Chyba muszę ten fragment zmienić i porzucić ból czegokolwiek...

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Myślę, że określenie "mięśnie żuchwy" jest w literaturze beletrystycznej całkiem uzasadnione.

Dzięki, Coboldzie, podnosisz mnie na duchu :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A nie może być po prostu “ból szczęki”?

Helo!

Potrzebuję opinii kogoś, kto pracował/mieszkał w USA. Jak to jest z tym piciem w pracy?

Piszę opowiadanko, gdzie kilka scen obija się o międzynarodową korporację z siedzią w Stanach. W ramach “riserczu” obejrzałem parę odcinków seriali o korpoludkach i mam wrażenie, że oni tam ciągle coś piją. W pracy, na lunchu, po pracy. W biurach stoją barki z alkoholem. O co kaman? Nikt się do nich nie czepia? Jakiś szef, czy co? Czy tam po prostu jest to dopuszczalne w jakiś granicach?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Pytałam o to męża, który mieszkał w Stanach prawie 20 lat, bo też mnie to uderzyło. I on odrzekł, że rzeczywiście w filmach tak jest, ale to dziwne, bo raczej mają tam dość restrykcyjne przepisy dotyczące np. jazdy pod wpływem alkoholu i się do nich stosują. Ale o picie w pracy nie pytałam.

Jeśli chcesz – mogę wieczorem dopytać o szczegóły (może jest różnie w różnych stanach). Tylko on już jakieś 15 lat mieszka w Polsce, więc nie wiem, czy się orientuje, jak to wygląda współcześnie. 

Podpytaj, pls. :)

To taki drobny szczegół, ale może wywalić wiarygodność całej sceny. Zwłaszcza, że nie chodzi mi o jakiś prezesów. Oczywiście rozumiem, że kierownictwo korpo może rządzić się własnymi zasadami (co wolno wojewodzie...), ale tę alkoholową “serialową” rozwiązłość zauważyłem na niższych szczeblach.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O kurczę, Ocho, prawie 20 lat w Stanach? A zdradzisz, czy on się tam wychowywał może? Bo widzisz, możliwe, że kiedyś bym z jego doświadczenia chciał skorzystać, jeśli będzie chętny do pomocy :)

Zalth, napiszę Ci wieczorem na priva. Jakbym się nie odezwała do 22, to proszę, przypomnij się. :)

 

Berylu, wyjechał, jak miał 12 lat. Czy coś koło tego. Zapytać zawsze mogę. 

Załóżmy, że jesteśmy wewnątrz gry komputerowej i chcemy opisać strukturę naszego świata. Będziemy mówić o algorytmach, o czym jeszcze?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

O teksturach, o fizyce świata i postaci, o animacjach?

A jeśli chcielibyśmy rozłożyć tekstury, postacie i animacje na “atomy”? :P Co w grze będzie zamiast atomów, co zamiast praw natury? 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Łoo, to już pytanie do programisty. :p

Pewnie jakieś kody.

No cóż, ten temat właśnie temu ma służyć, by pomagali ludzie w danej dziedzinie kompetentni, a spodziewam się, że jakichś programistów to my tutaj mamy :) Trzeba poczekać, aż się objawią.

 

Ale jeśli chodzi o prawa natury, to gry mają od tego silniki, takie jak ten:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Unreal_Engine

Ooo, to już coś ciekawego. Dzięki.

Temat nadal otwarty.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Łoo, to już pytanie do programisty. :p

Ktoś wołał? :) Nie wiem jak głęboko chcesz wejść w ten bitowo-krzemowy świat, Naz, więc zacznę od góry, od poziomu, który Ciebie interesuje. A potem przerwij lekturę, gdy zacznie się niepotrzebne bajanie :)

Poziom, o który pytasz, to poziom właśnie silników wspomnianych przez Bryla. To "pojazd" gry, w pewnym sensie jej mały, zamknięty świat. To od silnika zależy, jak zapisywane są "save'y", jak zachowuje się fizyka, do czego można doprowadzić postacie. Przykładem niech będzie Frostbite, silnik stworzony na początku do strzelanin FPS: wspierał fizykę, przerywniki filmowe, zachowanie modeli postaci/pojazdu po trafieniu czy eksplozji, algorytmy liczenia realistycznych torów lotu pocisków itd. Jednak jeśli nie miał jakiejś funkcji, to trzeba było albo z niej zrezygnować, albo dopisać, albo dokleić z innych stworzonych i niezależnie funkcjonujących bibliotek. Gdy wspomniany Frostbite miał zostać zastosowany do gier RPG studia Bioware (Dragon Age Inkwizycja oraz Mass Effect Andromeda), to programiści część nowych funkcji musieli dopisać (jak rozwój postaci gracza, inwentarz, drzewko decyzyjne), bo ten go nie posiadał. Do tego gdzie mogli, korzystali z dodatkowych narzędzi (np. generatora map). Wyłączali też funkcje, które nie są potrzebne w RPG, takie jak kalkulowanie realistycznego toru lotu pocisku wystrzelonego z karabinu. Tunningowali więc dany im pojazd, by spełniał postawione wymagania.

Tutaj też pojawia się zarządzanie grafiką, a ta obecnie jest oparta o tzw. shadery. Niestety średnio mogę pomóc, bo nie siedzę w grafice komputerowej. Ale z tego co wiem, to podprogramy wykonujące funkcje jak każde inne, tylko wyliczają dla każdego piksela wartość koloru i innych fajerwerkowych efektów. Shadery to takie małe płytki, z których wytwarza się mozaika obrazu, który potem widzisz w grze. Piksel to też pojęcie z tego świata i trzeba do niego skalować wszystkie obliczone shadery, by je poprawnie wyświetlać na ekranie komputera.

Jednak sam silnik to samochód, który działa w określonym "Wszechświecie" – i dla naszych komputerów to system operacyjny. Z jego perspektywy silnik nie różni się niczym od kalkulatora – poza "drobnymi" różnicami: żre więcej mocy obliczeniowej procesora (czyli jego operacje wymagają dłuższego czasu na ukończenie), potrzebuje więcej pamięci do zapisu danych, chce dostępu do dodatkowych funkcji (np. wyjścia sieciowego, karty graficznej) i takie tam duperele. System operacyjny (OS) to absolutny pan i władca maszyny, bo to on zawiaduje pamięcią, dostępem do procesora i dzieli zasoby według potrzeb. Stąd, jak masz słaby komputer, wszystko ci zwalnia – bo OS dba, byś nie zawiesiła działań komputera, odpalając pasjansa. W tle przeprowadza wiele zadań – wciśnij Ctrl+Alt+Del, wybierz Managera Zadań i zobacz ile programów chodzi. I OS musi dbać, by się wzajemnie nie zablokowały w dostępie do zasobów (co jest możliwe i nawet bardzo proste). Jest wiele technik programistycznych wspierających "programowanie równoległe", ale nie chcę w nie tutaj wchodzić.

Czy można stworzyć silnik, który też będzie systemem operacyjnym? Można – dzieje się tak w prostych urządzeniach, gdzie nie ma sensu implementować skomplikowanego programu zawiadywania zasobami maszyny. Przychodzą mi do głowy takie gierki kupowane na Stadionie Dziesięciolecia, jak swego czasu Tetris. Działał tam właściwie jeden program i tyle, bo więcej nie trzeba było.

Ale powróćmy do bardziej skomplikowanych maszyn. System operacyjny to gnuśny władca, bo on sam nie kala się zleconymi wyliczeniami czy działaniami. Wręcz przeciwnie, zleca je innym programom. I to te programy dopiero dotykają bezpośrednio sprzętu, na którym działa software. Owe biblioteki są często zwane "sterownikami", bo sterują bezpośrednio sprzętem komputera, takim jak karta graficzna, karta sieciowa itp.

Czemu taka separacja? Bo programiści to leniwe bestie i nienawidzą pisać takiego samego kodu dwa razy. Stąd separuje się kod "wyższy" od "niższego", by ten pierwszy dało się przenieść na inną maszynę. Jak jednak uzyskać, że ten kod dogada się z innym "niższym" programem? Ano przez standaryzację tzw. API – tak jak w Polsce każda wtyczka wygląda tak samo, tak sterowniki do Windowsa powinny odsłaniać te same funkcje, dzięki którym OS dokonuje obliczeń, które potem służą do poprawnego wyświetlenia toczącego się modelu postaci. I tak jak wtyczka brytyjska nie pasuje do polskiego gniazdka, tak inny OS nie będzie w stanie użyć bibliotek przystosowanych do Windowsa.

Czy jest coś niżej od sterowników? Tak, warstwa hardware'u, czyli sam sprzęt. Na nim też czasem działają proste programy, ale nie wchodźmy w tę dziką i nieokiełznaną menażerię zer i jedynek biegających po silikonowych sawannach. Dość powiedzieć, że sterowniki uzyskują pożądane efekty, rozkazując im działać w określony sposób. Tutaj też zdarzają się błędy – przez błąd jednostki zmiennoprzecinkowej w procesorze Pentium pojawiała się niedokładność w dokonywanych obliczeniach, która propagowała się w górę – np. do programów matematycznych czy Excela ;)

Tyle w wielkim uproszczeniu ;) Niechaj lepszy programista poprawi mnie, jakbym gdzieś się mylił ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pamięć w komputerze i tak jest dwuwymiarowa, niezależnie od rodzaju gry. ;) Jeśli zaś chcemy mówić o perspektywie aktora w grze, to juz od samej gry zależy. Jeśli są chętni lub konkretne pytania, to mogę odpowiedzieć, bawiłem się w kilku silnikach i otarłem się o profesjonalną pracę (niestety studio padło finansowo). Ale jak mówię, to rozległa dziedzina.

NWM, świetnie napisane uproszczenie ;)

 

Gdyby ktoś potrzebował, mogę służyć pomocą:

– psychopatologia, teorie psychoanalityczne, teorie poznawcze, psychoterapia, niepełnosprawność, psychologia transpersonalna.

– Bliski Wschód z krajami arabskojęzycznymi, islam, ale też nieco Iran, Indie.

– mogę pomóc w researchu na temat zjawisk paranormalnych wszelkich, ale z większym naciskiem na porwania przez UFO, zjawisko channelingu etc. Dodatkowo, techniki wróżbiarskie, zwłaszcza Tarot, ale też ogólnie okultyzm powstały z końcem XIX w.

 

Jak ktoś będzie czegoś potrzebował, zapraszam na PW :)

Dziękuję wam po stokroć, pomogliście mi sklecić finał książki. Jeszcze będę to komuś musiała podstawić pod nos, ale to już jak wyszlifuję. Podrzucę któremuś z was fragment opisujący system, jak już będzie ładny ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Lekarza! Siostro, basen! Tzn. chciałabym prosić kogoś do krótkiej konsultacji kilku zdań dotyczących zmanipulowania pewnych funkcji mózgu / pracy jego poszczególnych części.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ktoś mnie wołał?

Odświeżam temat, przy okazji szukając pomocy chemika, który oceni mój szalony pomysł, w którym występują takie związki jak fluorowodór, siarkowodór oraz politetrafluoroetylen :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Chyba Bellatrix skończyła chemię. 

A jeśli to coś bardziej biochemicznego, to pisz, może będę w stanie pomóc albo wiedział gdzie szukać :D

Ja też w sumie potrzebuję pomocy. 

Szukam kogoś, kto orientuje się w wyrabianiu dokumentów. Sytuacja wygląda mniej więcej tak: pojawia się ktoś znikąd. Albo ktoś po prostu chce stworzyć od nowa drugą tożsamość. Jaki “papier” musi najpierw wyrobić? Dowód osobisty? W Polsce, rzecz jasna. I od razu też: na ile sprawdzają się fałszywe dokumenty? Co grozi osobie, która żadnego dokumentu nie posiada? 

Chyba nic nie może grozić, bo taka osoba (teoretycznie) nie może istnieć. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wiem, że jak się zgubi dowód osobisty, trzeba zgłosić na policji, oni wydają jakieś poświadczenie, z którym idzie się do urzędu i składa wniosek o nowy (trzeba mieć zdjęcie). Natomiast nie wiem, w jaki sposób podane dane są weryfikowane, jeśli zgłasza się ktoś zupełnie obcy. Po PESELu? 

No właśnie jak ktoś nie ma nawet aktu urodzenia (czy jak to tam się nazywa), chrztu, komunii itd.? Nie potraktują jak cudzoziemca? 

Niby można stracić wszystkie dokumenty (pożar jakiś czy coś w tym stylu), ale dzisiaj takie informacje są w wielu miejscach, nawet cząstkowe: księgi parafialne, urzędy, szkoły, przychodnie, więc zawsze gdzieś jakaś informacja musi się ostać.

Chyba żeby ktoś miał amnezję? Wtedy nie musi pamiętać niczego: jak ma na imię, gdzie chodził do szkoły itp. I to jest trudno zweryfikować. ITAKA ma na swojej stronie osoby NN, których nie udało się zidentyfikować. Może w tę stronę?

Poświadczenie od policji nie jest potrzebne żeby wyrobić nowy dowód. Wystarczy paszport i wypełniony na miejscu formularz. Przerabiałem to. Niby powinno się zgłaszać na policję w przypadku kradzieży dowodu, ale istnieje spora szansa, że dyżurny tyle razy będzie się upewniał czy na pewno ukradli czy może jednak zgubiłeś, że w końcu dla świętego spokoju powiesz, że zgubiłeś. Policja w Polsce jest bardzo pomocna.

na emeryturze

Na sto procent pewna nie jestem, to się upierać nie będę ;)

 

Ale jak się nie ma ani paszportu ani nic? 

Funthesystem, o taki przypadek, jak opisałes, chyba byłoby bardzo trudno. Już przy urodzeniu człowiek zostaje wpisany do paru rejestrów. Potem każdy ruch też tego wymaga. Rodzice musieliby z rozmysłem ukrywać dziecko, żeby taka sytuacja zaistniała. Czyli taki Pan Nikt musiałby zaczynać od urzędu rejestrującego urodziny, bo tam przyznają pesel. Finkla dobrze radzi – kradzież tożsamości bezdomnego to chyba jedyna możliwość.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Sam fakt ukrywania dziecka powoduje duże problemy.

Finkla dobrze radzi – kradzież tożsamości bezdomnego to chyba jedyna możliwość. – Dla zwykłego człowieka zdecydowanie tak. W bazę Pesel praktycznie da się zaingerować bez robienia szumu.

 

Każda z 11 cyfr w numerze PESEL ma swoje znaczenie. Można je podzielić następująco:

 

RRMMDDPPPPK

RR – to 2 ostanie cyfry roku urodzenia,

MM – to miesiąc urodzenia (zapoznaj się z sekcją  "Dlaczego osoby urodzone po 1999 roku mają inne oznaczenie miesiąca urodzenia", która znajduje się poniżej),

DD – to dzień urodzenia,

PPPP – to liczba porządkowa oznaczająca płeć. U kobiety ostatnia cyfra tej liczby jest parzysta (0, 2, 4, 6, 8), a u mężczyzny – nieparzysta (1, 3, 5, 7, 9),

K – to cyfra kontrolna.

Przykład: PESEL 810203PPP6K należy do kobiety, która urodziła się 3 lutego 1981 roku, a PESEL 761115PPP3K – do mężczyzny, który urodził się 15 listopada 1976 roku.

 

Z racji najmniejszej liczy śladów w systemie, pozostaje jeszcze opcja użycia pesel zmarłego noworodka. Gdzieś czytałem, że specjalistyczne służby tak robią, ale to też ryzyko.

 

Edit: Chodzą plotki, że polskie służby zakupiły (albo dostały) od amerykanów algorytmy śledzące wyszukiwania po słowach kluczowych typu “bomba”, “narkotyki” itp. Więc wpisując w google: “jak kupić fałszywy dowód/tożsamość” już można znaleźć się na celowniku. :)

 

 

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jeśli osoba miałaby “śniadą cere” to w Niemczech może dostać dowód na dowolnie wybrane przez siebie nazwisko i samemu określić swoją datę urodzin. Stąd mamy 40-letnich nastolatków. Unia Europejska zabroniła badać wieku “dziecka” po cechach biologicznych (zęby, kości), jeśli się ono nie zgodzi.

Czyli może taka osoba dostałaby papiery w Niemczech i przyjechała do Polski?

LOL. JPRDL... Natan, zrobiłeś mi dzień! :D

Zapomniałem o tym. UE, ta która reguluje krzywiznę banana...

Fun, osadź go w Niemczech. Dostanie dowód, mieszkanie, kieszonkowe, komórkę i ubezpieczenie. Po problemie. :D

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tak, a w Polsce zapewne podobna procedura zaszłaby, gdyby zgłosił się ktoś z Czeczeni. Cyganie, z tego co wiem, też nie zawsze mają dokumenty. Ale blondyna tu nie upchniesz :P

 

Natomiast też w podobnym klimacie, ale amerykańskim: 

https://www.washingtonpost.com/news/post-nation/wp/2015/03/12/how-a-teenagers-viral-campaign-to-prove-her-citizenship-is-inspiring-a-new-texas-bill/

19-latka nie mogła udowodnić, że jest Amerykanką, bo rodzice ograniczali jej kontakt ze światem (poród domowy, edukacja domowa) – nie miała żadnych dokumentów, nie mogła podróżować, zrobić prawa jazdy itp.

Jak przyzwać psa piekielnego?

Tak, serio pytam o jakieś odnośniki do literatury fachowej...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@NoWhereMan

Jeżeli problem jest jeszcze aktualny, to mogę spróbować pomóc, chociaż co prawda bardziej siedzę w nieorganice niż w polimerach.

@Ceterari

Sztuka Goecji? Były tam różne stwory, chociaż raczej jakieś wyższe demony niż psy, ale może coś znajdziesz.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Goecję już mam przerobioną, za wysokie progi na psa :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Okej, ale potrzebujesz dosłownie instrukcji z jakiegoś dzieła okultystycznego, czy tylko inspiracji do tego, jak miałby wyglądać rytuał?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jest taka starożytna inkantacja: “Hokus-pokus, czary-mary, cip-cip piekielne ogary”.

Przyzwanie potwora VI

Przywoływanie (Przyzywanie) [patrz opis przyzwania potwora I]

Poziom: Brd 6, Cza/Zak 6, Kap 6

Komponenty: W, S, K/KO

Czas rzucania: 1 runda

Zasięg: Bliski (7,5 m + 1,5 m/2 poziomy)

Efekt: Jedna przyzwana istota

Czas działania: 1 runda/poziom (P)

Rzut obronny: Brak

Odporność na czary: Nie

Czar ten działa jak przyzwanie potwora I, ale przyzywasz jedna istotę z listy dla 6. poziomu, 1k3 istoty

tego samego rodzaju z listy dla 5. poziomu lub 1k4+1 istot tego samego rodzaju z którejś z list dla niższych poziomów.

Uwaga: Zamiast Piekielnego Ogara może pojawić się Niebiański Żubr.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A tak serio, Cet, co rozumiesz przez fachową literaturę? Nawet taka “Magick in theory and practice” Aleistera Crowley’a to bełkot nie uwzględniający nic równie konkretnego.

Dokladnej instrukcji chyba nie ma. Możliwe zresztą, że już wybrnęłam z problemu. Choć niekoniecznie przez “cip-cip piekielne ogary” :D

Niebiański Żubr brzmi jak nazwa piwa :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cyganie, z tego co wiem, też nie zawsze mają dokumenty. Ale blondyna tu nie upchniesz :P

Trochę czasu minęło, ale dodam coś od siebie ;)

 

Upchniesz Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym), o blond włosach, bo:

  1. Wszyscy jesteśmy jedną wielką mieszanką genetyczną. Każdy z nas może mieć gen blondu, ale nie ulegnie ekspresji, jeśli nie spotka się z kolejnym genem recesywnym.
  2. Była kiedyś afera, że od Romów zabrano dziewczynkę o blond włosach. Myślano, że została porwana. Zrobiono badania genetyczna – dziewczynka bez wątpienia miała geny swoich romskich, czarnowłosych rodziców. Nie pamiętam czy to się wydarzyło w Polsce, czy innym kraju europejskim.
  3. Dalej pociągnę temat różnorodności genetycznej – na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce spotkasz ludzi o jasnych włosach. Są całe społeczności jasnowłosych Berberów w Północnej Afryce, z niebieskimi oczyma. W Egipcie, kraju bardzo różnorodnym napotkasz etnicznych Egipcjan o mongoloidalnych rysach. Od straożytności w region śródziemnomorski wędrowało dużo najemników – w Egipcie, koło Fajum, odkryto miasteczko należące właśnie do Celtów. Zresztą, w egipskiej kulturze istnieją podania na temat rudych. Ba, sama widziałam rudego Egipcjanina. A o ludziach z jasnymi oczyma nie wspomnę. Morał jest taki, że takie rzeczy nie są wcale takie oczywiste jak się nam wydaje.

Dzięki wszystkim za chęć pomocy. Stosowną otrzymałem :)

Natomiast teraz mam kolejne pytanie. Otóż szukam pomocy z dziedziny... antropologii. Przy czym chodzi mi o podstawowe pytanie jak ta nauka definiuje pojęcie człowieka (”człowiek to...”).

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Upchniesz Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym), o blond włosach, bo

Gdyby ktokolwiek wsadził do opowiadania Roma o blond włosach, to musiałby całą akcję okręcić wokół tego faktu – potrzeba dużo przekonywania, a i tak czytelnicy nie zawsze akceptują mało prawdopodobne, choć możliwe życiowo sytuacje.

Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym)

Jeżeli trzeba ludziom wmawiać... to znaczy: jeśli trzeba ludzi przekonywać, że dane określenie jest pejoratywne, to raczej nie jest ono pejoratywne. Tak samo jak ze słowem Murzyn.

Nie jest, oczywiście, że nie jest. A najlepsze jest to, że sami Cyganie dziwią się, dlaczego usiłuje się ich na siłę nazywać Romami. Oni oba te określenia rozróżniają i to w sposób zasadniczy. Przy czym Rom jest pojęciem węższym niż Cygan, choć oczywiście w tej chwili Cyganów nie będących Romami jest garstka. Jak powiedział Edward Dębicki: “Ja jestem Cygan. Mój dziad był Cygan. Nie jestem żaden Rom!” Choć po prawdzie, trzeba przyznać, że są środowiska cygańskie – i to podobno, te wykształcone – które starają się promować określenie Rom i rugować określenie Cygan.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

NoWhereManie, nie jestem co prawda specjalistą, ale nie jestem pewien, czy antropologia w ogóle definiuje człowieka. Ona ma milion definicji na kulturę, społeczeństwo czy cywilizację, ale mam wrażenie, że fakt, że “człowiek to człowiek” jest aksjomatem, który nigdy definicji nie wymagał. W końcu nie ma “ksenoantropologów”, którzy musieliby odróżnić kulturę ludzi od kulturę jakichś innych istot. I chyba, o dziwo, nie przyszło im do głowy, żeby za ludzi nie uważać takiego bon sauvage’a ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

O właśnie coś takiego mi chodziło, Diriadzie :) Bo z humanistycznych nauk to jestem zielony i potrzebuję podstawowych informacji. I zastanawiało mnie, czy ktoś nie spróbował zdefiniować pojęcia “człowieka” :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM, tak, próbowano. Jest taki dział – antropologia filozoficzna, który zajmuje się definiowaniem człowieka i jego miejsca w świecie. Sama mało o tym wiem, ale TUTAJ znajdziesz odnośniki do wszystkiego, czego będziesz potrzebować do dalszych poszukiwań. W skrócie – nie ma jednej właściwej definicji człowieka, różni filozofowie inaczej rozwijali to pojęcie, ale takie próby podejmowano już od Platona.

Dzięki, Kam_mod! Myślę, ze na początek wystarczy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dużo czytania przed tobą, powodzenia :)

Czy to przypadkiem nie Platon zdefiniował człowieka jako “dwunogie stworzenie bez piór”? A na to ktoś wyciągnął oskubanego koguta i krzyknął: “Oto człowiek Platona!”. ;-)

Babska logika rządzi!

Faktycznie, trochę się zagalopowałem, bo ja zawsze miałem do czynienia z antropologią kultury. Trochę w takim razie zależy, co rozumiesz pod pojęciem antropologii. Sprawdziłem w jednym podręczniku i tam jako dział antropologii traktują nawet archeologię. 

Natomiast Wiki dzieli antropologię na dwa działy:

– antropologię fizyczną zajmującą się zmiennością biologiczną i fizjologiczną człowieka;

– antropologię kulturową (antropologia społeczna) zajmującą się człowiekiem w społeczności (zbliżony do socjologii).

I tą antropologią fizyczną bym się zainteresował w kwestii definicji. Bo, szczerze powiedziawszy, to w przypadku wspomnianej antropologii filozoficznej odpowiedniejsza mi się wydaje ta druga nazwa, “filozofia człowieka” – bo z opisu wynika, że znacznie bardziej łączy się z filozofią, a z “resztą” antropologii w sposób raczej nikły. Tym niemniej – jest to nauka i jest o człowieku, więc etymologicznie jak najbardziej “antropologia” ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Dzięki, też się temu przyjrzę, choć coś czuję, że definicja biologiczna “człowieka” jest obecnie raczej aksjomatyczna: dwie nogi, dwie ręce, głowa, tułów, te sprawy ;) Ale jeszcze poszukam.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

ktoś wyciągnął oskubanego koguta i krzyknął: “Oto człowiek Platona!”

Tym kimś był ponoć Diogenes ;)

czytelnicy nie zawsze akceptują mało prawdopodobne, choć możliwe życiowo sytuacje.

Jak ja się zgadzam! Przepraszam wszystkich, że nie na temat, ale zawsze gdzieś chciałem poubolewać na ten fakt. W dodatku nie ma chyba bardziej nieufnych czytelników, niż nasza “fantastyczna” brać.

Dawno już doszedłem do wniosku, że gdybym, dajmy na to, opowiedział w jednym z tekstów historię swojego dziadka, usłyszałbym pewnie, że to się kupy nie trzyma, być nie mogło, świat takich rzeczy nie widział i ani krztyny w tym sensu. W ogóle dobry bohater to superbohater, a nie człowiek i żadne jego błędy w grę nie wchodzą.

Więc cóż, trzeba pisać te sensowne, prawdopodobne i logiczne historie wyssane z palca...;)

No, już mnie nie ma.

Załóżmy, że mamy wędrowców podróżujących przez skute lodem krainy.  Przyrządzili kolację na ogniu. Czy spalenie mięsa i kości w ognisku będzie dobrym rozwiązaniem, żeby w nocy drapieżniki nie wyczuły zapachu resztek i nie złożyły wizyty wędrującym?

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nie wiem, czy kości się dopalą w ognisku. 

Przecież od razu wyczują tak nienaturalny w tym krajobrazie zapach jak palone resztki jedzenia. Lepiej byłoby chyba zostawić im tymi resztkami fałszywy trop.

Czyli najlepiej byłoby zjeść na surowo ;)

A nie lepiej zagrzebać w śniegu?

Drapieżniki chyba nie będą czekać do nocy, najprawdopodobniej ściągnie je wcześniej woń mięsa przyrządzanego na ogniu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyjmę: dobre opisy walki dwóch bohaterów przy użyciu pięści.

Jestem w trakcie sporej bójki i odkryłam, jak bardzo brak mi słownictwa. Mogą być zarówno książki (tylko wtedy proszę o podpowiedź, jak opis znaleźć) jak i opowiadania.

Na początku “Króla” Twardocha jest walka bokserska. Swoją drogą świetna książka. 

No i w “Podziemnym kręgu” trochę się biją. 

Dzięki, fun! Jakaś pomroczność na mnie spadła, a przecież Fight Club taki znany.

No i w “Podziemnym kręgu” trochę się biją.

Trochę :D

Dziękuję za odpowiedzi. Doszedłem do wniosku, że najprościej będzie po prostu przemilczeć fakt występowania dużych drapieżników na tym terenie, albo wymyślić jakiś rytuał, który je odpędza. 

Co do walki wręcz to polecam podręcznik do krav magi Davida Kahna.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wicked, w Kanadzie na przykład działa zasada, że jedzenie trzeba zawiesić na drzewie w jakiejś odległości od obozu (na kempingach to chyba musi być co najmniej 80 metrów), żeby nie przyciągnąć niedźwiedzi (i innych chętnych). Co do pieczenia, to nie jestem pewien – chyba może być w pobliżu obozu (póki jest gwar i ogień, zwierzęta nie powinny podchodzić), byle nie zostawić tam resztek. Ale przezorny zawsze ubezpieczony, można upiec dalej i potem przenieść grubą, rozżarzoną gałąź ze sobą, żeby łatwiej było rozpalić na niej ogień ogrzewający w obozie.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Dzięki, Diriad!

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Co do walki wręcz to polecam podręcznik do krav magi Davida Kahna.

O, nie pomyślałam o tym, dzięki!

To teraz ja się zgłoszę po pomoc. Co może się zepsuć w domu tak, żeby a) dom NIE wyleciał w powietrze b) była konieczna wyprowadzka przynajmniej na kilka dni i najlepiej drogi remont? Jakaś pęknięta rura?

Idealnie by było, jakby były jakieś małe sygnały ostrzegawcze, które się objawiają przy gotowaniu/pieczeniu :D

A mnie można pytać o Holandię – język, kultura, holendersko brzmiące nazwiska :D – i jogę. Filozofię jogi. Może trochę o Indie.

Inwazja karaluchów z koniecznością dezynsekcji! :D

Ooo, zło, ale dobre zło! Jeszcze pomyślę, czy chcę to robić mojej bohaterce :D

Z bardzo przyziemnych rzeczy: sprawy elektryczne (bezpieczniki, zerwane kable przez wiatry) oraz – jeśli to dom jednorodzinny bez wodociągów – pompa. Przy czym ta druga to nic wielkiego nie musi się stać, wystarczy mróz i już trzeba się wyprowadzać aż do dnia, gdy będzie trochę cieplej i znów będzie przepływ przez rury ;) I o ile nie pękły, oczywiście :)

Z mniej przyjemnych – wykrycie większego przecieku gazu, co może zaowocować ewakuacją i kilkudniowym pobytem u rodziny.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To jest blok, więc pompa odpada – a co może się konkretnie stać z bezpiecznikami, żeby aż trzeba się było wyprowadzić?

Podrzucenie krwawiącego trupa na wykładzinę w przedpokoju. Policja nie wpuszcza nikogo na miejsce zbrodni. Niestety, bezobjawowe...

Może być pęknięta rura gdzieś w ścianie – trzeba skuwać kafelki, wody nie ma, więc lepiej się wyprowadzić po dobroci.

Barejowskie – sąsiedzi w bloku robią remont, skutkiem czego pojawia się dodatkowe, nieregularne okienko w sypialni.

Jeśli ma się objawiać przy gotowaniu, to aż się prosi jakaś nieszczelność gazu.

W sumie, gdyby niedomagająca lodówka się zepsuła podczas weekendowej nieobecności właścicieli... Woda ze stopionego lodu plus soki z popsutego mięska elegancko wgryzają się w parkiet. Ale może panele będą bardziej wrażliwe na wodę?

Pęknięcie wężyka doprowadzającego wodę do pralki podczas nieobecności też daje ładne skutki.

Babska logika rządzi!

Zdechłe zwierzę gdzieś w mieszkaniu. Smród niesamowity – trzeba się wyprowadzić, a poszukiwania delikwenta mogą trwać dłuuuugo. A on “wzion i umar” na przykład za ciężką szafą. Jak zdechnie między piętrami w jakichś rurach, to drogi remont pewny. I są sygnały ostrzegawcze – najpierw zwierzak piszczy, potem śmierdzi ;).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Z najbardziej prozaicznych – poprzedni właściciel mieszkania zamontował własną instalację elektryczną, wynajęty pan “majster” źle podłączył i teraz co pewien czas wywala bezpieczniki na klatce ;) Koledzy w pracy mieli przypadek, że objęło to także całą klatkę, bo sąsiad “złota rączka” zechciał coś pomajstrować w kuchni i wcześniej bez niczyjej zgody “poprawił” coś w instalacji na klatce. Generalnie ludzka głupota z elektryką nie zna granic i może się skończyć źle dla całego piętra ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

O, dziękuję! Gazu się trochę boję, bo nie chcę, żeby blok wyleciał w powietrze, ale popsuta lodówka+mięso i woda/śmierdzący mysi trupek w rurze  to są świetne tropy :-)

Ludzie mawiają, że z glazurnikiem/murarzem się nie zadziera, bo pęknięte  jajko w ścianie zamuruje. A to straszny smród, długotrwały i trudno znaleźć, gdzie to jajo.  Ale do tego potrzebny remont i niezadowolony murarz albo glazurnik. ;)

Sąsiadowi na górze cieknie pralka. Gdy sąsiad pierze woda dostaje się do instalacji i robi zwarcie w mieszkaniu piętro niżej wywalając korki. Wyprowadzka konieczna w celu wymiany instalacji podtynkowej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Albo mole się sąsiadowi-brudasowi zalęgły i przeniosły do kuchni bohaterów.

Mole? Karaluchy prędzej by pogoniły z domu. W mole to kulkami na mole się rzuca ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

W żywieniowe? Żona Cię w kwadrans spakuje, jak zobaczy białe larwy pełzające w jedzeniu, po ścianach, suficie i meblach. :D

Borze Tucholski nie widziałem takiego paskudztwa. A karaluchy, w wynajętym na polu namiotowym domku campingowym, z sufitu mi kiedyś spadały w nocy na głowę. Trauma. Gorsze były tylko wielkie czarne ślimaki bez domków w parku w Oldenburgu (na stopie). Oblazły mnie jak jacyś mali kosmici, powłaziły do śpiwora. Obudziły w środku nocy wilgotnym dotykiem na twarzy. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hej, potrzebuję jakiegoś sensownego źródła na temat garderoby przedwojennych chłopów. Chodzi mi o ciuchy zimowe. I coś o przedwojennych smolarzach.

Ktoś, coś?

Trudny temat i chyba sporo zależy od regionu. Szukałam trochę pod hasłami “codzienny strój ludowy”, ludowy strój roboczy, itd.  – znalazłam zdjęcie robotników przedwojennych tu: http://mzl.zgora.pl/2017/02/27/sensacyjne-odkrycie-przedwojennej-fotografii/ i opis stroju radzionkowskiego (ale tylko kobiety): http://www.radzionkow.pl/kultura/36-nasze-miasto/osobliwosci-i-ciekawostki/255-radzionkowski-stroj-ludowy – nie do końca o to chodzi, ale wrzucam, bo może coś z tego się przyda :-)

Możesz też poszukać przedwojennych zdjęć? Może być trudno znaleźć konkretny szczegółowy opis.

Dzięki, ale potrzebuję chłopów. Już nawet region nie ma dla mnie tak wielkiego znaczenia. W Chłopach Reymonta z opisów wynika, że wszyscy mężczyźni chodzili w kożuchach ściągniętych pasem. O butach pisał “trepy”.

Jakoś mi się nie chce wierzyć, że biedota biegała w kożuchach i wełnianych spodniach. 

Nic, czytam dalej, może coś więcej wyłapię.

Ale dzięki :)

A w czym miała biegać? Jak zabijali owieczkę w celu zeżarcia, to przecież skóry nie wyrzucali...

Babska logika rządzi!

Wygląda na to, że jednak kożuchy były używane pospolicie.

Materiałem na odzież było płótno i sukno utkane w zimie przez gospodynie, na domowych krosnach. Ubrania „kościelne” szył krawiec, a pozostała garderobę, szyła ręcznie sama gospodyni. Przy ubiorze, kierowano się zasadą „ubranie ma być mocne, tanie, ciepłe i wygodne”. Dzieci do 5 lat bez względu na płeć chodziły w długich do kostek sukienkach. Pranie odbywało się obok rowu z wodą, przy pomocy „pralnika” (kawałka deski z rączką). Do zamaczania bielizny i pościeli przed praniem, używano zmiękczonej popiołem drzewnym wody. Za odzienie wierzchnie służyły kożuchy z baranich skór. W lecie wszyscy (dzieci i dorośli) chodzili boso. Obuwie zakładali jedynie przed wejściem do kościoła, zdejmowali po wyjściu z niego i boso z obuwiem zawieszonym na ramieniu, wracali do domu. Za obuwie zimowe służyły wojłoki, „chodaki” (podobne do góralskich kierpców) i trepy. Obuwiem świątecznym były buty i trzewiki. Małe dzieci w zimie miały zwykłe „obuwie dyżurne’, którego używały gdy zachodziła „pilna potrzeba” chwilowego opuszczenia izby. 

EDIT: na życzenie Diriada – źródło

http://www.stankiewicze.com/index.php?kat=8&sub=36 

Sporo ciekawych informacji.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Bardzo dziękuję :D Czyli jednak kożuchy. Super. Dzięki :)

Staruchu, dodaj może źródło – raz, że może być przydatne, a dwa, że nieładnie tak wrzucać dłuższe cytaty bez podania.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Nie wiem czy ktoś dostatecznie ogarnia produkcję serialu/filmu. Otóż chciałbym się dowiedzieć, jak nazywa się stanowisko osoby zajmującej się dobrymi relacjami z aktorami, ustawianiem terminu planów zdjęciowych itp. (Coś jak główny bohater filmu “Ave Cezar”.)

Po głowie kołacze mi się termin “producent wykonawczy”, ale nie jestem przekonany, czy na pewno jest od tego.

Za wikipedią: Producent wykonawczy – osoba, która z ramienia wytwórni filmowej bądź muzycznej ma generalny nadzór nad powstawaniem dzieła, ale zasadniczo nie uczestniczy w procesie jego realizacji. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Doktora, potrzebuję doktora!

Czy jest to w ogóle możliwe, by przeciąć tętnicę szyjną w sytuacji, gdy atakujący dysponuje dużą siłą, jest w ataku szału i ostatnie trzy tygodnie spędził w zamknięciu, czyli ma długie paznokcie?

(Boże, jak to głupio brzmi jak się powie na głos.)

Dzięki – niniejszym mój bohater awansował na kierownika produkcji :D

O, dzięki! Czyli zmiana planów.

Halo! Czy jest tu jakiś spec od survivalu? Ale takiego extreme.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Od survivalu oglądanego w telewizji. Ale rzuć pytanie, może coś razem tu wymyślimy!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki za chęci, ale już dwóch ekspertów nad tym pracuje.

I przepraszam, że pytania publiczne nie zadam, ale za dobry pomysł. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nie ma sprawy :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ktoś wie jak ma się częstotliwość wibracji krzyształu (kwarcu) do jego rozmiarów? Rozmiary w elektronice znam, potrzebuję czegoś w skali makro – powiedzmy słupy o wysokości metra. Czy dałoby się przyfasolić w niego z pięści i coś usłyszeć (buczenie/pisk)?

Próbuję coś wyszukać, ale przeglądarka zwraca głównie tylko smieci o leczniczych właściwościach tychże wibracji i inne ezoteryczne pierdoły. :/

Ja też mam pytanie – czy jest na sali jakiś lekarz? ;) Jak długo mniej więcej będzie się goić rana postrzałowa? (Postrzał w ramię, kula przeszła na wylot).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam pod ręką książkę do medyny sądowej, ale piszą w niej tylko o postrzałach będących przyczyną zgonu. XD

Potrzebuję rząd wielkości – będzie boleć przez 4 tygodnie czy raczej przez 4 miesiące? :]

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Otworzyłem książkę do chirurgii i bardzo błyskotliwie mi powiedziano, że  po rekonstrukcji miejsca, gdzie zadano obrażenia, następuje okres rekonwalescencji. :p

To pewnie zależy od miejsca postrzału.

Jose, miałam kiedyś drobny wypadek na rowerze. Nic poważnego, żadnych ran ani złamań, tylko oberwałam metalowym drągiem po udach. Z powodu opuchlizny kuśtykałam... bo ja wiem? Z półtora miesiąca. Ale nie leczyłam tego jakoś specjalnie. Pytanie naprowadzające: panowie medycy, czy regeneracja włókien mięśniowych po stłuczeniu trwa tyle samo, co po przerwaniu?

Babska logika rządzi!

Stłuczenie goi się szybciej niż przerwanie ciągłości. Znalazłem informację, że złamanie kości dorosłej, prawidłowo odżywiającej się osoby goi się 4-5 miesięcy, natomiast u dzieci trochę krócej – 2-3 miesiące. Jeśli by przyjąć, że kości goją się w naszym organizmie najwolniej, to przerwanie ciągłości innych tkanek, np. mięśni w nodze powinno się goić trochę szybciej.

Tylko znowu przy postrzale są obrażenia odległe od kanału przejścia pocisku, obrażenia wynikające z działających sił, a nie samego przejścia pocisku przez tkanki... Trudno mi podać jakiś konkretny przedział czasu, ale z pewnością to kwestia miesięcy, nie tygodni.

@Joseheim – a zależy ci żeby to trwało długo czy krótko? Bo jak długo, to może dorzuć do tego  jeszcze uszkodzenie nerwu. ;)

Dzięki!

AQQ, nie zależy mi szczególnie, po prostu nie chciałabym jakiejś szczególnej głupoty napisać, tudzież po fabularnych dwóch tygodniach zapomnieć, że kogoś coś powinno boleć ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Witajcie,

poszukuję kopalni wiedzy na temat załogowych lotów kosmicznych. Miejsca w którym dowiem się o opóźnieniacj w łączności Ziemią i takich tam sztucznych grawitacjach itd. Ktos ma jakieś linki?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jose, kogo postrzeliłas? Beryla? ^_^

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Mytrixie – jeśli nie straszny ci język Szekspira, to polecam Atomic Rocket. Znajdziesz dużo informacji o kosmosie i technologii do jego podboju, tej rzeczywistej i tej z hard s-f ;) Na polskim podwórku są ciekawe materiały na kanale Astrofazy. W mniejszym stopniu korzystam z space.com (nierzadko lądują tam newsy o tytułach rodem z naukowej wersji Pudelka) oraz physics forum do analizowania zagadnień z astrofizyki. Inne strony i źródła raczej dorywczo.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jose,

znalazłem artykuł w czasopiśmie pod wiele mówiącym tytułem Rozhledy v chirurgii https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17626461

Czas gojenia ran postrzałowych mieści się w zakresie 3-330 dni (średnio 66 dni). Czyli, jakbyś nie napisała, będzie dobrze ;)

 

Cobold, wielkie dzięki!!!

 

Ale Jezu, 3 dni? :D Chyba u Wolverine’a.

 

Jakby co zaświadczam, że żaden Beryl nie został uszkodzony podczas mojej pisaniany ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To thank or not to thank, this is a question! But srlsy, NoWhereMan – ThanksMan! Looks promising! – o! Widzisz? Moja mówić po Szekspirowej mowie! :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To się cieszę :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@stn Przy uderzeniu usłyszałbyś głuchę łupnięcie, ewentualnie odgłos pękania (ale to przy naprawdę mocnym uderzeniu, nieosiągalnym dla ludzkiej siły). Na pewno bardzo trudno byłoby uzyskać ciagły, harmoniczny dźwięk jak przy uderzeniu w stalowy słup. Z prostego powofu – krystaliczne materiały ceramincze są sztywniejsze i bardziej kruche od stali, przez co przy uderzeniu raczej pękną niż wygną się i wpadną w drgania. Porównaj sobie uderzenie w płytkę podłogową z terakoty (która co prawda jest polikryształem w odróżnienuu od monokrystalicznego kwarcu, ale pewne cechy są zbliżone) ze stalową płytą. Jeżeli podczas reasearchu natknąłbyś się na fonony akustyczne – niech nie zwiedzie cię nazwa, to nie fala dźwiękowa, tylko fala drgań sieci krystalicznej, która odpowiada za przewodzenie ciepła.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Hmm, spotrzeżenie celne, ale jednak uchylam się przed nim. Kwarc w postaci monokryształu jest piezoelektrykiem (nie mam pojęcia o jego właściwościach w innych formach) i dzięki temu reaguje na przyłożone mu siły (”naprężenia”) mechaniczne. I działa to w drugą stronę, zatem przykładając źródło napięcia do jego powierzchni kryształ ten “zmienia” swój kształt, wibruje, co wykorzystywane jest powszechnie w elektronice. Zatem, czy przyrząd (jak mikrofon) byłby w stanie takie uderzenia w jaskini (jak tej – tutaj jednak budulcem jest gips) “usłyszeć”?

Chodzi o to, że nie mam pojęcia jak (i czy w ogóle) zjawisko w skali mikro – elektroniki – da się przenieść w świat makro.

 

Post pod postem świadomy, chcę zadać drugie i równoległe pytanie – teraz medyczne.

Jak – w mądry i naukowy sposób – nazywa się stan “warzywa”, czyli pełny paraliż mięśniowy ale przy zachowanej pełnej sprawności umysłu (niemożnośc komunikacji przy pełnej świadomości otaczającego świata)?

No dzwonią mi w głowie skojarzenia, ale przypomnieć sobie nie mogę. :<

Zespół zamknięcia (locked-in syndrome).

Choć akurat słowo “warzywo” jest (abstrahując od kwestii etycznych) potocznym i nieprofesjonalnym określeniem stanu wegetatywnego.

O to, to, dzięki! Wiem, że słowo użyłem bardzo kontrowersyjne, ale nie miałem pojęcia jak to inaczej nazwać (umknął mi właśnie ten “stan wegetatywny”). :)

Hmmm... Myślę, że nie do końca chodzi o stan wegetatywny, jeśli człowiek zachowuje pełną sprawność umysłu:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stan_wegetatywny

Też mi się najpierw ta odpowiedź nasunęła, ale wolałam sprawdzić ;)

 

Ja bym używała sformułowania “sparaliżowany” i już ;)

 

Ale, Iluzjo, odpowiedź na pytanie Stn’a zawarłem w pierwszej linijce swojego posta.

Ale, coboldzie, ja wiem, tylko stn napisał potem “(umknął mi właśnie ten “stan wegetatywny”)” i do tego się odnosiłam, nie do Twojej odpowiedzi :)

Spoko loko ;)

@stn

“The inverse piezoelectric effect is used in the production of ultrasonic sound waves”

Cyt. za angielską wikipedię, może się przyda.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

To ja z pytaniem w realiach space opera

Mam w opowiadaniu statek kosmiczny (coś jak w Startrek lub The Expanse) Rzeczypospolitej Polskiej, dajmy na to "Jastrząb". Jakiego skrótu użyć?

ORP Jastrząb; SKRP Jastrząb; SRP Jastrząb; czy coś z goła innego?

ORP – Okręt Rzeczypospolitej Polskiej; SKRP – Statek Kosmiczny RP; SRP – Statek RP

Osobiście chyba Okręt zapożyczając z marynarki wojennej, ale może jest jakies lepsze słowo, które mi umknęło, a?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

KRP – kosmolot? IMO, każdy skrót będzie dobry. ORP kojarzy się jednoznacznie. Pozostałe dobrze, żebyś w którymś miejscu wyjaśnił.

Babska logika rządzi!

Można też np. nawiązać do niezrealizowanych projektów samolotów.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

W Star Trek używają USS na statki federacji – United Space Ship (blisko swojskiego United States Ship).

Ja bym zostawiał ORP. Dobrze brzmi i nie ma się czego czepić.

Okręt to okręt. Z definicji uzbrojona jednostka, a kosmos traktowany jest jak wody międzynarodowe, więc, można to podciągnać.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ok, dzięki wam :-) Czyli ORP zostanie, tylko nad nazwą statku jeszcze myślę :D ORP Lem. ORP Tuwim. ORP Żubr :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

ORP Lech Kaczyński – będzie na czasie.

 

Edit: I biźniacza jednostka: ORP Jarosław Kaczyński.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Znowu zapytam, czy jest na sali lekarz? Mam baaardzo świąteczne pytanie – Jak się czuje ktoś, kogo właśnie uratowano przed utonięciem? ; p Nie namachał się za bardzo, bo stracił przytomność od uderzenia, został wyciągnięty prawie natychmiast, RKO pomogła w odzyskaniu oddechu. Nie ma szans na pogotowie ani żadne szpitale, rzecz jasna. Mogę sobie wyobrazić, że taki ktoś jest roztrzęsiony i wyczerpany, potrzebuje spokoju itp. (no i łeb go boli), ale chciałabym, żeby to wypadło wiarygodnie. Jak długo taki ktoś powinien odpoczywać? Po jakim czasie będzie w stanie dokądkolwiek pójść? (Czy też raczej zostać przez kogoś odwiezionym na koniu?)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wszystko zależy od tego, czy doszło do zatrzymania krążenia, jak długo ono trwało, jak wyglądała resuscytacja, jaka była temperatura wody i od organizmu samego poszkodowanego.  Z reguły kaszle i odczuwa ból przy oddychaniu. Jeżeli wszystko trwało krótko, bez zatrzymania krążenia, nie ma powodu, żeby nie mógł wstać i pójść dalej, choć, gdy opadnie adrenalina może poczuć gwałtowne osłabienie.

Dzięki, zbawco!!! :)))

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja też proszę o pomoc w kwestii medycyny. Czy jest możliwe, żeby przeciętą piłą tarczową, jak na obrazku, rękę, bardzo doświadczony chirurg złożył w siermiężnych warunkach domowych, mając podstawowe narzędzia (jak dr Wilczur ze “Znachora”)? Powiedzmy, że miałby dwie przypadkowe osoby do asystowania. Nie koniecznie chodzi o przywrócenie pełnej sprawności ruchowej, jeśli w ogóle to możliwe, ale chociaż czucia w palcach (chyba, że odwrotnie jest łatwiej).

Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że w warunkach polowych to raczej niemożliwe. Piła tarczowa raczej pozostawia poszarpane rany. Nerw promieniowy ma 3 milimetry grubości (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10374990) pozostałe w dłoni pewnie są jeszcze mniejsze, więc bez specjalistycznego sprzętu to zadanie może być awykonalne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Tak jak narysowałeś to może cudownie udałoby się tylko przerwać nerw pośrodkowy i promieniowy, a łokciowy ocalić, tutaj już kwestia milimetrów jak daleko piła weszła. Nerwy w dłoni nie są takie małe jakby się wydawało, ale też się obkurczają przy przecięciu, więc może być potrzebny przeszczep nerwu. Ale ogólnie odzyskanie sprawności zależałoby też w dużej mierze od tego jak szybko po przecięciu, by się ten chirurg do tego dorwał. Bo już same ścięgna zginaczy palców po przecięciu zaczęłyby się kurczyć i wędrować w górę ku przyczepom na nadkłykciu przyśrodkowym kości ramiennej. Także już po kilku godzinach trzeba by ich było szukać gdzieś w przedramieniu (rozpłatać kończynę do łokcia), znaleźć rzezimieszków, przewlec przez troczek zginaczy i zespolić. Do tego jakieś śruby w kości śródręcza, szycie mięśni. No trochę tego jest, jednak określenie ,,podstawowy sprzęt’’ tu nie wystarczy, bo nie wiem co masz przez to na myśli. Szycie nerwów i naczyń w dłoni to już mikrochirurgia i tutaj technologia, sprzęt, zakres uszkodzeń i przede wszystkim czas reakcji ma jeszcze większe znaczenie niż to, że chirurg jest gorszy czy lepszy.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

WickedG:  Dzięki. Może trochę wprowadziłem w błąd, nie sprecyzowałem jakie wyposażenie miałem na myśli, ale jednak na pewno nie warunki polowe.

SHADZIOWATY: Operacja miałaby się odbyć około pół godziny po wypadku. A żeby trochę sprecyzować, miałem na myśli różne “klasyczne” instrumenty, mechaniczne, bez elektroniki: skalpele, szczypce, klemy, haki, pensety, podważki, imadła itp. i do tego szkła, soczewki w różnych konfiguracjach, a nawet przedwojenny mikroskop stereoskopowy.

Pacjent jest umiarkowanie pijany, wie co się dzieje. Co ze znieczuleniem w takim przypadku? Potrzebna jest narkoza? Można to zrobić eterem?

Generalnie chodzi mi o to, czy nie jest to w ogóle absurd, żeby dało się to zrobić w takich warunkach, mimo, że lekarz jest niewykluczone, że jednym z najwybitniejszych na świecie, a scena ma właśnie efektownie pokazać jego umiejętności – więc wymagane są proste warunki.

Pacjent jest umiarkowanie pijany, wie co się dzieje. Co ze znieczuleniem w takim przypadku? Potrzebna jest narkoza? Można to zrobić eterem?

Połączenie eteru dietylowego i alkoholu etylowego jest dość niebezpieczne. Po pierwsze, mają podobny profil działania (są pozytywnymi modulatorami allosterycznymi GABA-A: https://en.wikipedia.org/wiki/GABA_receptor_agonist#PAMs) Po drugie, eter dietylowy hamuje metabolizm alkoholu: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3296835. Co prawda eter sam w sobie ma niskie ryzyko wystąpienia depresji oddechowej przy znieczuleniu (http://www.sciencedirect.com/topics/neuroscience/diethyl-ether), ale kombinacja z alkoholem prawdopodobnie zwiększyłaby szanse na jej wystąpienie. 

Użycie opiatów np. morfiny to jeszcze gorszy pomysł.

Myślałem o ketaminie, która sama w sobie jako anestetyk raczej nie powoduje problemów z oddychaniem: https://en.wikipedia.org/wiki/Ketamine#Anesthesia ale, w połączeniu z alkoholem jednak już tak: https://drugabuse.com/library/concurrent-alcohol-and-ketamine-abuse/ 

Z tego, co wyszukałem, najbezpieczniejszy wydaje się podtlenek azotu (gaz rozweselający). Ma słaby wpływ na obniżenie zdolności oddechowych:

 https://www.dentalacademyofce.com/courses/1465/pdf/nitrousoxidediscvrynow.pdf  “It has minimal effects on either the respiratory or the cardiovascular system in normal healthy patients, which adds to its safety. As any sedative medication will have some degree of respiratory depressive properties, nitrous oxide’s degree is only minimally so, mostly due to its lack of potency. Further, all anesthetic medications have some degree of myocardial depressant activity, but again, nitrous oxide’s degree is only minimally so.”

Stosuje się go z midazolamem (benzodiazepina, ma w przybliżeniu podobny profil działania do alkoholu [też jest depresantem]) https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8857655 “This investigation demonstrated that coadministration of N2O/O to midazolam-exposed animals did not result in hypercarbia, an early indicator of respiratory depression.”

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

WOW O.o

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź.

Proszę :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

W uniwersum, które tworzę,  istnieją osoby posiadające w sobie moc magiczną, ale nie mogące się nią posługiwać, jak zwykli magowie. Powszechnie nazywani są oni po prostu niezdolnymi. Ponadto w tym świecie moc magiczna zależna jest od stanu emocjonalnego osoby ją posiadającej – np. zwykły mag, jak się mocno wścieknie, to z pomocą telekinezy wyrzuci szafę przez okno,  zaś osoba niezdolna do kontroli nad tą mocą i niemogąca jej zamanifestować na zewnątrz, odczuwa silnie reakcje organizmu (np. wymioty, migrenę lub nagłe obniżenie temperatury).

Mój problem polega na tym, że szukam obraźliwego określenia na takie osoby, coś na kształt słowa “szlama” w uniwersum Harry’ego Pottera. I tu pytanie: czy ktoś zna jakieś przypadki medyczne IRL zbliżone do czegoś takiego (w sensie niemożność wyrzucenia czegoś z siebie, powodująca problemy zdrowotne)? Pierwsze, co mi przychodzi do głowy to obstrukcja i nazywanie niezdolnych magów zapartymi, ale chciałabym jednak coś innego.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Afazja?

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dzięki. Może się przydać.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Witam forumowiczów NF. Jestem tutaj nowy. Mogę jednak pomóc w kwestii finansów, rachunkowości i biznesu ogólnie (wiedza o strukturach i zarządzaniu w firmach). Poruszam się na co dzień w tych środowiskach. Hobbystycznie traktuję modelarstwo, elektronikę i wędkarstwo. Sporo wiem na te tematy.

Jack

To ja jeszcze do Ajzan.

Aleksytymia?

Niezdolność do rozpoznawania emocji i przypisywanie związanych z nimi reakcji organizmu do innych zjawisk... Ciekawe, coboldzie, tylko w moim przypadku niezdolni magowie rozpoznają swoje emocje, a efekty magii to dodatek do zwykłych reakcji.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Sieknij “amagię” lub “demagię”, słowotwórstwo zawsze na czasie :P.

Myślałam też o tym.  jak nazwać  “naukowo” tą przypadłość. wink Amagia może być, a jeśli chodzi o moje pierwsze pytanie, to jednak zostanę przy “zapartych”. Jest odpowiednio pejoratywne i budzi skojarzenia z konkretną, daleką od pięknej, dolegliwością.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Mam kolejne pytanie: Czy ktoś wie, jak poruszałaby się osoba (w obuwiu i bez), której amputowano wszystkie palce u stóp?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Chyba w miarę normalnie (przynajmniej w obuwiu). Tak przynajmniej wynika z relacji himalaistów:

Poszedł Pan na Everest bez palców u nóg?

Paradoksalnie, po amputacji palców łatwiej jest pójść na Everest, niż wybrać się w skałki, gdyż najwygodniejsze są dla mnie teraz sztywne buty na twardej podeszwie – doskonałe w Himalajach, lecz bezużyteczne na ściankach wspinaczkowych. Po amputacji byłem jeszcze w wielu miejscach – na Kohe Skhawr, w Andach, w Mongolii.

Z TEGO wywiadu Janusza Kulisia.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Obstruktanci (:D), hermetyczni, Introwertycy, Intromagiczni, Zduszeni, Zaduszeni (od ‘dusić w sobie’), Pasywni, Wegetanci, Bierni, Uśpieni, Nosiciele...

 

Ja wiem, na wózku inwalidzkim! (tak naprawdę to nie wiem ;( )

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

 Kapitan uśmiechnął się pod nosem, rozbijając jajko na gorącą patelnię.

czy

 Kapitan uśmiechnął się pod nosem rozbijając jajko na gorącą patelnię.

Znaczy się, czy w tym wypadku muszę rozdzielić czasowniki przecinkiem.

Mogę go opuścić, nie?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pierwsza wersja.

W ogóle jakieś dziwne to zdanie :(

A nie wbijając jajko na gorącą patelnię”?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Śniąca, AQQ dzięki.

Anet, z kontekstem nie jest dziwne :)

Ooo O! To “wbijając” to dobre słowo jest, dzięki Staruchu.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

I “wbijając” i “rozbijając” brzmi dziwnie i nie sądzę, że kontekst aż tak dużo zmienia. Inna sprawa, że inaczej mogłoby nie brzmieć Mytriksowo i dlatego betowaniu mówię stanowcze – raczej nie :P

Zgadzam się z Anet, że zdanie trochę dziwne (dla mnie to zrozumiały niby, ale skrót myślowy  – najpierw trzeba jajko rozbić, a dopiero potem się wlewa zawartość na patelnię ;p).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Moim zdaniem jajka się właśnie wbija do czegoś albo na coś (na patelnię na przykład).

Zresztą, podeprę się autorytetem ;) – “możemy wbić jajka do miski” za Rafałem Kosikiem

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Mytrix, jesteś przegłosowany :P

Z poprzedniego zdania(akapitu) wynikia, że przywilejem nielicznych jest możliwość usmażenia sobie jajka (przygotowania świerzego jedzenia). Stąd ten uśmiech pod nosem podczas wbijania jajka na gorącą patelnię. :-) Oj no ja tylko o przecinek pytałem :D całe życie mówię że jajka się rozbija na patelnię a teraz mi będziecie wmawiać, że całe życie sam nie wiem co robiłem!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ugotuj na twardo. :P

Mytrixie, a że całe życie mówisz prozą, to już wiesz :P?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Oj tam, oj tam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Czy jest tu ktoś znający gwarę kurpiowską? Potrzebuję zweryfikować ze dwa czy trzy zdania. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Radziłbym “atakować” uniwerki... Miewają w bibliotekach opracowania o gwarach, narzeczach itd. Czasem pomagają, jak się trafi na życzliwą osobę.

Chyba tak zrobię. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Męcz na fb człowieka pod imieniem Psioter Ôt Sziatków. Współpracował z projektem Arboretum, który to zespół ma w repertuarze również teksty kurpiowskie.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dzięki, już sobie poradziłam. Poszłam za radą Adama.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak, pisząc w narracji 1os, wtrącić informację dla czytelnika, o której nie wie/nie wiedział (zależnie od czasu narracji terźniejszej/przeszłej) bohater?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Można napisać coś w stylu: “wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak tragicznie skończy się ta przygoda”. Ale nie cierpię takiego zabiegu. Zgrzyta mi i zdradza ciąg dalszy.

Babska logika rządzi!

A co jeżeli nie tylko wtedy nie wiedział, ale wcale się nie dowiedział? Włożenie oddzielnego fragmentu w narracji trzecioosobowej to chyba parszywy pomysł ale jedyny?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Czyli masz coś, o czym główny bohater nie wie i nigdy się nie dowie (na przykład wzór alkoholu etylowego), ale koniecznie musisz sprzedać tę informację czytelnikowi? Czy na pewno jest potrzebna, skoro główny się bez niej obywa? A może podsunąć mu to w postaci przypadkowo trafnych rozważań: “Jajogłowi powiedzieliby, że to jakieś ce o o ha o albo inne ce dwa ha pięć o ha. Ja rozkoszowałem się smakiem wina z piwnic barona”?

Jeśli chodzi o myśli i uczucia innych postaci, narrator zawsze może sobie pozgadywać: “patrzyła na mnie, jakby chciała zaciągnąć do łóżka i tam wykorzystywać aż do świtu. Ale może zastanawiała się, gdzie schowała sztylet, który mogłaby wbić mi w oko”.

Babska logika rządzi!

Dzięki, coś tam sobie wykoncypuję :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To teraz ja. Potrzebuję pomocy aby kogoś sponiewierać medycznie w odpowiedni sposób.

Facet (38l., zdrowy, bez nałogów) ma wypadek samochodowy. Doznaje obrażeń, które wymagają wprowadzenia go w stan śpiączki farmakologicznej, ALE! nie mogą to być obrażenia głowy.

Obrażenia muszą być takie, że pacjent po pierwszej interwencji medycznej (np. operacji) sam z tego wyjdzie. Później nie ma opieki, tylko co jakiś czas automat podaje mu leki (i środki odżyczwcze) w celu potrzymania śpiączki. Facet nie może pod żadnym pozorem zostać wybudzony przez 5 tygodni (mniej więcej).

Nie wiem czy to wykonalne, ale przyjmę wszelkie sugestie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Naciągane, ale może pogruchotany kręgosłup, który do zrośnięcia się po operacji wymaga absolutnego braku ruchu i napinania mięśni?

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Ale w tej śpiączce ma być bezpośrednio po wypadku, czy z opóźnieniem (bo nie wiem, co znaczy: "po pierwszej interwencji sam z tego wyjdzie")?

Od wypadku. Tzn. Najpierw jest nieprzytomny z obrażeń, a potem z przyczyn bezpieczeństwa nie może się ocknąć przez te kilka Tyg. (Sprawy S-F :))

Edit. Ma to wygladać tak:

Wypadek → nieprzytomny → operacja/interwencja medyczna → śpiączka farmakologiczna → zostawiają go samego z automatem → wybudzenie, bo leki się skończyły → poharatany, ale w z pewna trudnością na chodzie.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wszystko zalezy od inteligencji tego automatu.

A nie mogło być tak, że ktoś niechcący podpiął go do automatu albo źle nastawił czas? No, taka przyszłość: po operacji człowieka się podłącza do maszyny utrzymującej go w śpiączce na jakiś czas (i zostawia), a tu coś się zepsuło.

Nie. Fabuła już jest, potrzebuje konkretnego obrażenia.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jeśli potrzebujesz 5 tygodni, to da się zrobić, ale raczej nikt nie zakłada takiego czasu z góry. Śpiączka farmakologiczna wymaga zabezpieczenia dróg oddechowych (intubacja, przy czasie dłuższym niż 2 tygodnie – tracheostomia), a to z kolei wiąże się z ryzykiem zapalenia płuc. Czyli można przyjąć scenariusz kolejnych powikłań, wydłużających czas tej śpiączki, a do tego potrzebujesz dość inteligentnego automatu, monitorującego stan pacjenta i podejmującego na bieżąco decyzje co do dalszych losów chorego. Jeśli głowa ma być nietknięta, proponuję uraz klatki piersiowej, konieczność czasowej wentylacji mechanicznej, powikłania infekcyjne, tracheostomia, przedłużona sedacja i wentylacja.

Uraz klatki pasuje. Popracuję jeszcze nad fazami i automatem, ale tak będzie O.K. Dzięki. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jeśli będziesz potrzebował szczegółów zapraszam na priv.

coboldzie tylko nie rób Zalthowi trepanacji czaszki tam, w tej privatności :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Trepanowanie nie leży w obszarze moich osobistych zainteresowań.

Po problemach natury medycznej, ja zmienię na lingwistyczne. Zamarzył mi się tytuł jednego opowiadania po łacinie i potrzebuję kogoś, kto przetłumaczy dla mnie jedną frazę. Google Translate przy niej niestety wysiada :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Też wysiada :( Co kolejny to albo nie daje odpowiedzi, albo jakąś cudaczną, co i tak wymaga weryfikacji :(

Generalnie szukana przeze mnie fraza to “człowiek nadświetlny”. Nawiązuje do “człowieka myślącego” – “homo sapiens”. Stąd będzie “homo X”, tylko co, holender, jest pod tym X-em :P Póki co kandydaci to “superluminus” i “superluxus” – i za Chiny Ludowe nie wiem, czy jakikolwiek jest prawidłowy. Stąd przydałby się ktoś znający łacinę do weryfikacji.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Niezależnie od gramatyki łacińskiej odradzam “superluxus” bo z superluksusem się kojarzy :P

Tak, biorę to pod uwagę. Mam w zanadrzu tytuł rezerwowy ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mój słownik podaje tak:

luxus – rzecz. m, bujny wzrost; rozpusta, zbytek

luxuriosus – wybujały, bujny, wyuzdany, rozrzutny

 

Co do światła:

lucidus – jasny, świecący; wyraźny

luculentus – jasny, świecący; wspaniały, dzielny, pokaźny

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

ZUPEŁNIE PRZYPADKOWO mam pod ręką słownik do łaciny. ;) Rzecze on, że choć “światło” to faktycznie lux bądź lumen (rzeczownik), to jako słowo “świetlny” podaje słowo “solaris”.

Dalej, w anatomii na przykład nerw nadłopadkowy to “nervus suprascapularis”, więc w Twoim przykładzie, NWM, zaproponowałbym “homo suprasolaris/supersolaris”. Słownik definiuje oba przedrostki jako niezależne przyimki i tak “super” to “nad, ponad”, zaś “supra” – “w górze, ponad”. Chyba musisz sam któreś wybrać, bo raczej wchodzimy już w słowotwórstwo.

obstawiałbym “ultralucidus”.

Hmm, dużo opcji, ale przynajmniej “superluxus” został wyeliminowany ;) Dzięki za wskazówki, coś z nich wykuję :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zgadzam się z wersja Cobolda. Prędkość światła to “celeritas lucis” lub “velocitas lucis” https://la.wikipedia.org/wiki/Celeritas_lucis. Zaś ultra pasuje jako przedrostek “Nad” – patrz spolonizowana wersja ultrafioletu czyli nadfiolet.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Mój słownik podaje solaris jako słoneczny.

 

Edit. Ultralucidus brzmi dobrze :)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Mój też, ale w tłumaczeniu pol-łac podaje jako świetlny.

Nie kłamię! ;D

Nawet mi to do głowy nie przyszło XD

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Wygląda na to, że będzie “Homo ultralucidus”. Dzięki wszystkim za pomoc :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To tak, czy owak neologizm. Ale brzmi chyba najlepiej i ciekawie się kojarzy (z homo ludens i z Lucyferem). Chociaż, moim zdaniem, "człowiek nadświetlny" jest jeszcze lepszy.

Szczerze mówiąc, też bardziej mi się podoba polska wersja.

No proszę. Pomyślę jeszcze :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dołączam do zwolenników polskiej wersji :D

Ano, łacińska wersja śmierdzi mi trochu formaliną i zalatuje przesadnym kombinatorstwem.

Zresztą ta łacina pachnie angielskim neologizmem :D Dołączam do zwolenników wersji polskiej.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ło matko! Dobrze, wezmę to pod uwagę, tylko nie zamieniajcie tematu w głosowanie nad tytułem mego opowiadania :) Choć ślicznie za nie dziękuję ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Oj nie, żadne “ultralucidus” – hah; w łacinie tak się nie konstruuje tych rzeczy – poza anatomią, ale tam owo “nad”,  odnosi się do przestrzeni np. nadobojczykowy, jest nad – obojczykiem; w tym przypadku nie chodzi o to, że coś jest nad światłem, tylko, że jest tego więcej; candidior nive – bielszy od śniegu;

 

ablativus comparationis: homo celerior luce (człowiek szybszy od światła)– a nie o to chodzi; o ile mi wiadomo, nie ma nazwy dla prędkości nadświetlnej – nazwę tę stworzono, kiedy łacina była używana już tylko w kościele; więc możesz opatentować “ultralucidus” ; D bardziej poprawnie by było: “homo ultralucidum”, bo ultra– idzie z Akuzativem, a homo jest rodzaju męskiego ; D

 

Z wyrazami,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Piszę własnie opowiadanie, którego akcję postanowiłam osadzić w stworzonym przez siebie świecie. Problem w tym, że zaplanowana fabuła jest tak prosta, że fantastyki tam nie ma wcale. Zatem żeby nie mieszać w głowie potencjalnym czytelnikom, postanowiłam nie pisać prawie wcale o jego realiach, poza wzmiankami sugerującymi, że akcja równie dobrze może mieć miejsce w wiktoriańskiej Anglii (na której mój świat wzoruję).

Czy to dobra strategia? Pisząc, zauważyłam, że jednak zaczyna mi uwierać  i mam wielką ochotę podać nazwy fikcyjnych chorób, miejsc i krajów.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

A w jaki sposób można opisać świat (w opowiadaniu), nie używając nazw?

We wspomnianym opowiadaniu nie piszę, jak nazywa się kraj/region/ wioska, gdzie toczy się akcja, bo uznałam, że to niepotrzebne dla historii na ten moment. Wątpliwości zaczęłam mieć, gdy doszłam do fragmentu, w którym mowa o powrocie ojca jednego z głównych bohaterów z zagranicy, co raczej trudno opisać bez konkretnych nazw.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Na pewno wolę konkretną nazwę niż samo miasto albo X.

Nawet jeśli takie nazwy są fikcyjne i sugerują umiejscowienie akcji w alternatywnej rzeczywistości, chociaż ona sama, gdyby pozmieniać pewne drobne szczegóły, mogłaby równie dobrze mieć miejsce w prawdziwym świecie?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Zdecydowanie tak. Łatwiej się wtedy zorientować w sytuacji. To samo z bohaterami – jeśli nie mają imion albo są zbyt podobne, mylą mi się.

Dziękuję za radę, Anet. To mi ułatwi sprawę.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Jakby co, popieram Anet. Unikanie nazw może zrobić więcej złego niż ich podanie. A jeśli opowiadanie nie jest stricte fantastyczne, to czytelnik raczej nie będzie na siłę próbował umiejscowić fabuły w konkretnym miejscu, po prostu skupi się na wydarzeniach.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Racja.  Po prostu spróbuję tak napisać to opowiadanie, aby nie czytało się go jak kolejnej części cyklu, gdzie znajomość poprzednich jest wymagana do zrozumienia działania świata.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Bardzo dobrze. Ale jeśli to jest kolejna część, to podaj w przedmowie linki do poprzednich ;)

Nie, to będzie osobna historia, ale osadzona w świecie, o którym już wcześniej piałam.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

A jeśli nie zależy Ci przesadnie na połączeniu uniwersum z pozostałymi tekstami (a skoro rozważasz pominięcie nazw, to chyba nie), to może warto jednak przeczytać jakąś książkę o wiktoriańskiej Anglii, poprawić jakieś szczegóły, które się nie zgadzają, i umieścić akcję w prawdziwym świecie? Wg mnie to zawsze dla tekstu wartość dodana, jeśli nie dzieje się w wymyślonym świecie “bo tak”.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Czytając ostatnio przygody najsławniejszego Inkwizytora w polskiej fantastyce zacząłem się zastanawiać, czy w czasach przed XIX wiekiem do nieznajomych zwracało się na “wy”. Np. “Dobrze prawicie” zamiast “Dobrze prawisz”.

Osobiście kojarzy mi się to z rusyfikacją, gdzie przez drugą osobę liczby mnogiej wyrażamy szacunek do rozmówcy (w Polsce współcześnie wystarczy użyć “pan” ale nie wiem jak to było, gdy prawdziwi panowie ziemscy chodzili po tym świecie).

Czy ktoś ma alternatywę dla średniowiecznych/renesansowych dialogów bez formy “wy”?

Trylogia i te wszystkie waszecie, waćpanny itp.?

Babska logika rządzi!

No dobra, ja znowu medycznie... Czy ktoś wie, kiedy mniej więcej opracowano obecnie stosowane zasady RKO? Robi się to 30:2 od ilu lat? Dziesięciu? Trzydziestu? Stu?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

a co do rytmu uciśnięć i wdechów, tu masz historyczną tabelkę:

Jestem głupia, szukałam tylko po polsku ; / Dzięki!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Niedługo po znalezieniu tego tematu, wiedziała, że będę z niego często korzystać. :-)

 

EDIT: Zmieniłam treść pytania.

Jak nazwać  właściwie funkcję nastoletniego chłopaka, który został wyznaczony na osobistego służącego równego mu wiekiem syna hrabiego. a jego lista obowiązków obejmuje pomaganie w nawet najbardziej prozaicznych czynnościach (z powodu ogólnej kondycji panicza) oraz dbanie o wszelkie potrzeby? Nazywam tego chłopaka lokajem, jednak zdaję sobie sprawę, że jego funkcja bliższa jest pokojowemu, lecz i tutaj nie do końca pasuje.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Może pokojowiec albo chłopiec do wszystkiego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest jeszcze paź. Służyli na dworach, zamkach – ogólnie przy arystokracji, no i przy rycerzach ;)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Paź brzmi trochę staroświecko do realiów, które do pewnego stopnia naśladuję w kreowanym świecie.

Pokojowiec z kolei to synonim pokojowego, nad którym się waham, bo z tego co czytałam, taki ktoś służy raczej ponowi domu, a jego dziecku.

Chłopiec do wszystkiego zaś brzmi zbyt ogólnie i pasuje raczej do  posługacza.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

A koniecznie musisz nazywać go ze względu na funkcję? Może po prostu chłopak albo po imieniu. No chyba że sytuacja u ciebie tego wymaga... Służący? Asystent, prawa ręka, podwładny?

Zawsze możesz wymyślić własny tytuł: Zaufany Towarzysz, Młody Opiekun Panicza, Duchowy Bliźniak...

Babska logika rządzi!

Zawsze możesz stworzyć nazwę dla funkcji albo, jeśli to sytuacja jednostkowa, przezwisko/ przydomek. Np. “Wołali na niego Podręczny, bo zawsze miał być pod ręką ” albo “Wołali na niego “Dousług”, bo był na każde zawołanie” Itd., itp.

 

Edit. Widzę, że mnie Finkla ubiegła ;-)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Podręczny odpada z powodu  wiadomo-którego-serialu-i-książki, ale rzeczywiście, chyba pójdę w tym kierunku i wymyślę jakąś nazwę własną. :-). A potrzebuję jej, by używać naprzemiennie z nazwiskiem bohatera, by nie było powtórzeń w narracji.

Dziękuję ślicznie za wszystkie rady.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Przyboczny?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O, to  jest dobre dobre, Zaith. Jak dokończę opowiadanie, to powstawiam w miejsce pomocnika.

Dziękuję.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Potrzebuję wiedzieć jaką długość ma pępowina* używana do spacerów kosmicznych.

*Kabel łączący statek z astronautą podczas ubezpieczanego EVA, przez który podawany jest tlen.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie znam się na tym, ale w “Marsjaninie”, którego dopiero co czytałam, skafandry miały własne zapasy tlenu, oni wychodzili podpięci na jakichś linkach.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To wiem, pierwszy raz jakiś tam rosjanin wyszedł z tlenem w plecaku.  I wiem że można na linkach, ale ciekawym techniki z pępowiną, jaką miała/miewa/ma długość :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mam dziwne wrażenie, że obecnie odpowiedź brzmi “ile potrzeba”. Dzisiaj kable pępowiny można wszak wymieniać, nie są wbudowane na stałe. Instynkt inżynierski każe mi więc założyć, że mają jakieś trzy standardowe długości (krótka, średnia, długa).

Natomiast co do wartości historycznych, to w tym dokumencie stoi, że ten Edwarda White’a z Gemini IV miał dwadzieścia pięć stóp.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Możliwe też, że można je łączyć, bo mają standardowe końcówki?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Słuszne założenie, Jose.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ok, dzięki :) Ograniczę się do powietrza w plecaku i ograniczonej linki i takie tam :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Angielska wiki określa ten przewód jako "umbilical cable".

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

A ja mogę Wam najwyżej zaśpiewać coś po góralsku (zajodłować znaczy się), bom jest uwertoz-skrzypek od siódmego roku życia i góral zupełnie od niedawna. O życiu przeciętnego Polaka w Anglii też bym mógł pewnie coś zagwizdać, ale nie chcę, bo gwiżdżę na to. I na obczyznę też. ;)

maciekzolnowski@wp.pl  

maciekzolnowski

Świetne pytanie, które zrodziło się przy udziale dogsdumpling w becie mojego tekstu:

Jak się ma przebywanie w stanie nieważkości, do możliwości zajścia w ciążę?

Bo wplyw stanu nieważkości na rozwój ciąży (dziecka) zakładam, że byłby mocno negatywny.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Z tego co wiem, to nie jest za łatwe. Wbrew pozorom grawitacja pomaga nam w bardzo wielu rzeczach, że o niebezpieczeństwach, takich jak radiacja, nie wspomnę ;) Tutaj jest jeden artykuł i drugi na ten temat.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podejrzewam, że badań nikt na ten temat nie prowadził. XD Ale macica kurczy się, pomagając nasieniu dotrzeć do komórki jajowej, zaś w samych jajowodach, gdzie do zapłodnienia zachodzi, jest chyba nawet (wybacz mi histologio, jeśli głoszę herezję, ale nie chce mi się sprawdzać ;D) specjalny typ nabłonka, który także ułatwia plemnikom dotarcie do jaja. Także tego, natura nie na samej grawitacji tutaj polega. Analogicznie w nieważkości da się połykać, bo w przełyku mamy ruchy robaczkowe popychające treść tylko w jedną stronę.

Czyli nie jesteśmy na straconej pozycji pomimo stanu nieważkości :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jeszcze tego w nieważkości nie próbowałem.

 

Na biologii.

– Jasiu nie pleć głupot, oczywiście, że wszyscy jesteśmy Ziemianami.

– Ja nie, pse pani, rodzice spłodzili mnie w kosmosie. – Powiedział Jasio, po czym podłubał sobie macką w nosie.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Pytanie było o możliwość zajścia w ciążę, a nie o jej donoszenie i urodzenie zdrowego dziecka. Tutaj już wątpię. :p

Tak, tak o możliwość zajścia chodziło :) Dzięki chłopaki :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

MrBrightside Analogicznie w nieważkości da się połykać, bo w przełyku mamy ruchy robaczkowe popychające treść tylko w jedną stronę. – jak połknie, to w ciążę nie zajdzie devil Sorki, ale nie mogłam się powstrzymać!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bueheheh :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Wie ktoś, ile goją się oparzenia dłoni drugiego stopnia i jak się je leczy? Czy stosuje się jakieś specjalne maści, typ opatrunku itp. ?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Niestety “ciąg dalszy dostępny po zalogowaniu dla osób związanych zawodowo z ochroną zdrowia”. W zakładce dla pacjentów są ogólne informacje, ech, jeszcze pogrzebię. Dzięki!

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

A mi bez zalogowania pokazuje wszystko. :o

Może spróbuj na innej przeglądarce? Albo sprecyzuj o jaki rodzaj oparzenia chodzi, to Ci sprawdzę.

Poparzenie dłoni w wyniku kontaktu z gorącą blachą, topiącym się plastikiem. Ogólnie chodzi mi o to, czy później takie oparzenie czymś się smaruje, czy tylko zmienia opatrunki. I ile coś takiego się mniej więcej goi.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Wysłałem cytaty w pw.

To zależy od rodzaju oparzenia i stanu naskórka. Jeśli pojawiają się pęcherze, to nie smaruje się aż do ich pęknięcia i usunięcia starego naskórka. Początkowo tylko zmienia się opatrunki, by zapobiec infekcji. Później, jak pamiętam, smaruje się czymś z antybiotykiem i czymś wspomagającym regenerację skóry.

Gojenie? Chyba ponad miesiąc do pojawienia się nowego, bardzo delikatnego naskórka. Ale to tylko w warunkach absolutnego bezruchu i stałej pielęgnacji. Przy poruszaniu ręką może to trwać sporo dłużej, nowy naskórek może pękać i się łuszczyć. Do tego, jeśli to oparzenie plastikiem, jego drobinki mogą wtopić się w skórę, co wymagać może interwencji chirurgicznej bądź dłuższego leczenia, bo skóra z wtopionym plastikiem musi “zejść”.

To tyle co pamiętam po swoim oparzeniu.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Staruchu, Jasnostrony,

dzięki ogromne. Właśnie o to mi chodziło :D

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Staruchu, jeszcze jedno pytanie, jak te maści pachną?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Syn miał poparzona rękę i dostał maść, która była biała i nie pachniała. Trzeba było trzymać w lodówce.

Hmm... Miałam nadzieję, że jakoś pachną ;-) Dam wątły zapach albo ledwo wyczuwalny :P

Dzięki AQQ.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

O znalazłem starą maść :). Zowie się Nitrofurazon, jest żółtawa i prawie nie pachnie. Ale ja węch mam do bani, to może jakiś zapach ma?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Czyli “ledwo wyczuwalny zapach” może być :D Dzięki!

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Do medyków i ludzi dziedziną zainteresowanych – czytałem kiedyś, że gilotynowanie nie jest do końca takim “szybkim” procesem. I głowa jeszcze przez jakiś czas może coś “czuć” (bardzo uogólniając), to znaczy – że i sam denat może przez pewną chwilę być tego  procesu jeszcze świadomy.

Jakie jest Wasze spojrzenie na to?

Pochodne od pytania i zarazem drugie: Jak długo mózg wytrzyma bez dopływu krwi, w tym i powietrza (oraz innych potrzebnych mu składników)?

Mózg jest bardzo wrażliwy na niedotlenienie, neurony zaczynają obumierać już po 3-4 minutach od ustania krążenia (dlatego tak ważna jest szybka reanimacja), natomiast świadomość straci się wcześniej niż ten krótki czas. Po dekapitacji mózg funkcjonuje jeszcze w fizjologiczny sposób może z pół minuty, w optymistycznej wersji zakładającej wyrzut katecholamin przed egzekucją, skutkujący skurczeniem naczyń i że np po odcięciu ułożono głowę do dołem do góry, by łożysko naczyniowe nie opróżniło się zbyt szybko. Ale podejrzewam, że nikt tego nie badał, więc można co najwyżej szacować. ;D

Z oczywistych powodów moralnych brak dokładnych naukowych opracowań na ten temat. Znany jest “eksperyment” skazanego na ścięcie Antoine Lavoisiera, który aby to sprawdzić miał po ścięciu mrugać tak długo jak potrafił – świadkowie ponoć naliczyli od 15 do nawet 30 sekund, ale nie jest to uznawane jako realny dowód. Ba, po ścięciu królowej Mary Stuart jej usta miały ponoć ruszać się jeszcze przez 15 minut!

Z bardziej naukowych faktów: około 7 – 10 sekund bez tlenu powoduje utratę świadomości. Nieodwracalne uszkodzenia komórek mózgu i śmierć nastaje po kilku minutach (coś koło 5). Ale dotyczy to sytuacji braku tlenu jako takiego, nie dekapitacji. W przypadku ścięcia głowy śmierć ponoć następuje po około minucie, zaś utrata przytomności już po 2-3 sekundach, na skutek gwałtownej utraty krwi.

O, dziękuję zacni panowie. Zatem najlepiej denata związać, odwrócić do góry nogami, podać środki zwężające żyły i potem szybko ciąć? Kontekstem pytania jest wzmianka (którą przeczytałem) o pewnym rusku, który ma być wolontariuszem pierwszego przeszczepu głowy – jak ma się to im udać? :D

Pomocne mogłoby być też znaczne obniżenie temperatury ciała (zwłaszcza głowy oczywiście). Jakiś czas temu bodajże włoski chirurg ogłosił, że udał się skuteczny przeszczep głowy wykonany na małpie, można więc trochę pogrzebać w tym temacie i zobaczyć jakich metod użyli, żeby utrzymać głowę przy życiu (aczkolwiek o ile dobrze pamiętam, to prawdziwość źródła była nieco wątpliwa).

Jest na pokładzie żeglarz? (jacht, te sprawy)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Strzelaj.

 

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Jak wyszlifuję tekst, tak że będzie się przez niego płynąć bez zgrzytów, potrzebuję kogoś, kto łyknie 25-30k tekstu i przyjrzy się, czy nie napisałam jakiejś głupoty o żeglowaniu. Naczytałam się i naoglądałam tyle, że powinnam spuchnąć, ale to nie to samo co doświadczenie ;< 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Count też się chętnie przysłuży. Co prawda wakacyjnie, ale morza i oceany przemierzał ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

<3 Gdzieś w okolicach czwartku się odezwę ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Podaję CI maila w PW.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Czy będzie się ze sobą kłóciło, jeśli postać, która w wyniku urazu straciła zdolność mowy, będzie umiała gwizdać?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Raczej nie. Utrata mowy może nastąpić np. wskutek urazu strun głosowych albo mózgu, a do gwizdania niezbędne są tylko usta, język i jama ustna. Czyli – da się!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Też tak myślałam, ale  wolałam się upewnić. :) Dzięki.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Potrzebuję sławnego speca komputerowego z chorobą psychiczną. Historyczny albo z popkultury (nawet filmem nie pogardzę).

A jeśli nikt taki się nie znajdzie, to czy są jakieś zawodowe choroby psychiczne informatyków/ programistów/ hackerów? I wolałabym, żeby to nie był syndrom Tourette’a. ;-)

Babska logika rządzi!

Turing – depresja wywołana “kuracją”.

Historycznie (XIX wiek) to Ada Lovelace – na jej cześć nazwano jeden z pierwszych języków programowania ADA. Cierpiała na chorobę dwubiegunową.

 

Generalnie to problem z nimi, bo... poza depresją (często pewnie ukrywaną) wiele o takich ludziach nie słychać. Ba – każdy, któremu los (lub rząd) kłody pod nogi rzucał, to cieszył się dość dużą odpornością psychiczną (dla przykładu taki Jacek Karpiński).

Stres, problemy z motywacją, jeszcze więcej stresu. Z chorób obstawialbym więc głównie depresję i schizofrenię.

Hmmm. A czy ta depresja Turinga to już choroba psychiczna? Każdemu by się trochę osobowość zmieniła pod wpływem kuracji hormonalnej...

Ada mi słabo leży – jednak wolę faceta.

Babska logika rządzi!

A jeśli nikt taki się nie znajdzie, to czy są jakieś zawodowe choroby psychiczne informatyków/ programistów/ hackerów? I wolałabym, żeby to nie był syndrom Tourette’a. ;-)

Pewne badania (i mnóstwo anegdot :)) wskazują na związek między umiejętnościami matematyczno-komputerowymi i autyzmem/zespołem Aspergera. Źródło:

http://docs.autismresearchcentre.com/papers/2001_BCetal_AQ.pdf

Ciekawostka: Ten Simon Baron-Cohen jest kuzynem tego komika od Borata. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Trochę pogrzebałam z ciekawości w internecie i znalazłam hakera z Aspergerem ;-)

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Adrian_Lamo

 

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

A może zaburzenie osobowości? Niektóre wydają predysponować do wybierania zawodu informatyka. Na przykład takie albo takie albo takie. :p

OK, dzięki wszystkim. :-) Na coś się z tego zdecyduję. Adrian Lamo wygląda nieźle, ale to świeżutka sprawa, trochę głupio żerować na jeszcze ciepłym trupie. Samo słowo “anankastyczy” brzmi fantastycznie... Zastanowię się.

Babska logika rządzi!

Jest jeszcze John Nash – cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Był o nim film Piękny Umysł. Tylko, że on był matematykiem a nie informatykiem...

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Patrzaj, “Piękny umysł” nawet widziałam. Ale ja go kojarzę głównie z ekonomią – chyba w tej działce dostał Nobla.

Babska logika rządzi!

Z popkultury to modelowy przykład to Elliot Alderson z serialu “Mr. Robot” – haker-altruista z depresją kliniczną i fobią społeczną.  Jego choroba psychiczna jest silnie wyeksponowanym motywem w całym dziele (które przy okazji gorąco polecam).

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O, też dobry przykład. Ale już napisałam o osobowości anankastycznej. Zobaczę, czy będzie mi się chciało zmieniać. Hmmm. Pasuje chyba lepiej...

Babska logika rządzi!

Potrzebuję poczytać czegoś o życiu codziennym w Polsce międzywojennej (najlepiej ze szczególnym uwzględnieniem ściany zachodniej), ew. i/lub w czasie II Wojny. Czy ktoś może mi coś polecić? Bo wujek Google nie za bardzo mi pomógł.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kryminały Krajewskiego – opowiadają o Wrocławiu, ale są trochę makabryczne. Nawet nie trochę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A jakiś Dołęga-Mostowicz? “Doktór Murek”, Dyzma, nawet może coś z “Profesora Wilczura”?

Od razu zastrzegam – nie czytałem, ale autor tworzył w epoce, to chyba się znał.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Dzięki, spróbuję się dokształcić ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeżeli chodzi o Mostowicza to w Dyźmie nieźle przedstawia życie "elyty", problem w tym, że jednocześnie ją wyśmiewa, więc wiele rzeczy jest tam przerysowane. Innych jego książek niestety nie czytałem.

Jest jeszcze odrobina życia nizin społecznych.

Babska logika rządzi!

To prawda i co więcej, Mostowicz obie te rzeczywistości znał z własnego doświadczenia, więc jego opisy pewnie są wiarygodne i z pierwszej ręki.

Dzięki ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pytanie ratunkowe ;-)

 

Czy jeśli ofiara wypadku po wyciągnięciu z auta nie oddycha, to najpierw zakłada się kołnierz i zaczyna się zwykłą, “ręczną” resuscytację a potem defibrylacja? Czy od razu defibrylacja?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Ręczna resuscytacja. Jeśli masz AED to po trzech seriach oceniasz rytm i jeśli jest to rytm do defibrylacji (bo nie wszystkie się defibryluje, m.in. popularnej w filmach asystolii nie ;D), to strzelasz. Ogólnie nie możesz trzasnąć defibrylacji bez oceny rytmu, bo defibrylowanie rytmu, który tego nie wymaga, to błąd w sztuce.

Rozumiem, że ratownicy medyczni posiadają odpowiedni sprzęt w karetce, żeby to stwierdzić?

Aha i jak się mówi w takich sytuacjach?

“Odsuńcie się, bo strzelam”?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Mają.

“Odsuńcie się, oceniam rytm” i jak jest odpowiedni to od biedy “strzelam”. ;)

Dzięki wielkie :D

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Jose, szczegółowo pokazane życie międzywojennej Warszawy masz w “Królu” Twardocha. Przy okazji można się dokształcić z gwary warszawskiej i żydowskiej. 

Dzięki! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ponieważ o psychologach szkolnych wiem tyle, ile dało mi doświadczenie własne (z pozycji dziecka, któremu psychologowie nie pomogli) zapytuję – jak to wygląda od kuchni? Konkretnie mam na myśli sytuację, w której bachor wyraźnie i z żelazną konsekwencją usiłuje zwrócić na siebie uwagę, broi, a psycholog... no, właśnie? Są jakieś konkretne wytyczne? Chciałabym, żeby psycholog prędzej czy później zadzwoniła po rodziców, ale prędzej – czy później?

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Tarnino, opisz trochę bardziej sytuację – bo jak broi w szkole, no to wiadomo, że pedagog czy wychowawca od razu zadzwonią do rodzica. Jeśli sytuacja jest w domu, to raczej ich to mało obchodzi jak w szkole jest ok. Często jest tak, że np. w szkole nie wierzą, że dzieciak ma problem i w domu źle się zachowuje, a w dzienniku dobre oceny i zachowanie. Zdarzało mi się tak w pracy. 

Zachowania trudne mogą mieć różne przyczyny. Od identyfikacji przyczyn zależy działanie. Raczej mniej od podejścia, w którym pracuje psycholog, bo psycholog w szkole ma niewiele przestrzeni... W każdym razie nie na terapię; raczej skupia się na dzieciach z orzeczeniem wedle wytycznych dyrekcji (a i tak często brakuje na nich czasu, bo etaty są takie, że na jedno dziecko z orzeczeniem dostaje się godzinę miesięcznie, a dzieci bez orzeczenia – godzinę na semestr).

Także przyczynami zachowań trudnych (w tym też ”brojenia”) mogą być zaburzenia integracji sensorycznej (przebodźcowanie/niedostymulowanie), zmęczenie, przejaw choroby psychicznej w tym depresji nastoletniej (wg najnowszej pozycji “Depresja nastolatków” dr Kołakowskiego i in.), kryzys psychiczny pod wpływem silnego stresora (żałoba, rozwód, przeprowadzka i in. czynniki indywidualne) i wiele, wiele innych. Jeśli chodzi o potrzebę atencji, uwagowość, jak w przyjętym wyżej przykładzie, to kwestia systemowa, rodziny, a może nauczycieli, klasy.

I ja mam takie przekonanie, że jeśli znajdzie się ten cudowny czas, rozciągliwość godzin i nieprzeładowanie etatu pracą, to psycholog powinien być pierwszym kontaktem dla uczniów – może nie diagnostą, ale identyfikującym trudność i odsyłającym dalej do specjalisty mogącego przeprowadzić terapię bądź pogłębioną diagnozę. Psycholog szkolny powinien być też mediatorem uczeń-inni uczniowie, uczeń-nauczyciel, nierzadko też uczeń-rodzic.

Dzwonienie do rodziców, tj kontakt z nimi, to nie jest kwestia psychologa – bo ja rozumiem to “dzwonienie do rodziców” z przykładu jako “ochrzan / dajmy mu szlaban / nakablujmy”. Psycholog może zaprosić na rozmowę, żeby zebrać informacje, zidentyfikować trudności ucznia, aby mu pomóc.

Psycholog jest zobowiązany etyką zawodową do zachowania poufności terapii. Notatek i szczegółowych danych nikomu się nie udostępnia, czemu wielce i niezmiennie dziwią się panie z kontroli ministerialnej. Poza etykę wystają jedynie dwie sytuacje (wg wytycznych, o które pytasz): duże ryzyko uszczerbku na zdrowiu bądź zagrożenie życia, zapowiedź czynu karalnego (np. wejdę do szkoły i uszkodzę iksińskiego od fizyki).

Poza tym, szkoły nie zawsze mają psychologów. Odsyła się wtedy do innych instytucji, jeżeli rodzic nie chce mieć wizyt prywatnych (albo nie wie, że może). Można wysłać do poradni psychologiczno – pedagogicznej, a tam dziecko może zostać poddane diagnozie psychologiczno – pedagogicznej, jeżeli szkoła wraz z rodzicem uzna to za konieczne. Mogą też na tym polu wspomagać powiatowe, gminne czy miejskie ośrodki pomocy rodzinie, znam przypadek ośrodka pomocy społecznej, który w ramach projektu oferował wsparcie psychologów. 

A co do kontaktu z rodzicami – w znanych mi miejscach jest cały czas przepływ informacji między szkołą, a rodzicami. Są zeszyty przepływu informacji oraz elektroniczne dzienniki. Rodzic może być cały czas na czasie z tym, co się dzieje z dzieckiem. I powiem szczerze, trudno mi sobie wyobrazić sytuację, żeby szkoła nie sygnalizowała od razu, że pojawia się jakiś problem. To ich obowiązek, a pracownicy instytucji nie będą czekać z informowaniem, bo w końcu to rodzic  jest osobą decydującą. Nie twierdzę, że nie ma niekompetentnych szkół, ale gdyby coś takiego się zadziało, mieliby na głowie problemy i skargi. 

    Tarnino, opisz trochę bardziej sytuację – bo jak broi w szkole, no to wiadomo, że pedagog czy wychowawca od razu zadzwonią do rodzica.

Spoilers :) Przyczyna jest właśnie fantastyczna, ale kto dziecku uwierzy? Protagonistką ma być psycholog/pedagog (jeszcze nie wiem), która odkrywa, o co chodzi.

    I powiem szczerze, trudno mi sobie wyobrazić sytuację, żeby szkoła nie sygnalizowała od razu, że pojawia się jakiś problem.

Przepraszam za sarkazm, ale... taaaa... Może moje wyobrażenie o tej instytucji jest przestarzałe (pora zacząć farbować włosy?), albo po prostu kiepsko trafiłam. Eh. Moje gimnazjum przypominało raczej Eksperymentalną Szkołę Koedukacyjną (mam nadzieję, że żaden z moich ówczesnych nauczycieli nie trafi do parlamentu).

    Dzwonienie do rodziców, tj kontakt z nimi, to nie jest kwestia psychologa – bo ja rozumiem to “dzwonienie do rodziców” z przykładu jako “ochrzan / dajmy mu szlaban / nakablujmy”. Psycholog może zaprosić na rozmowę, żeby zebrać informacje, zidentyfikować trudności ucznia, aby mu pomóc.

Właśnie coś takiego miałam na myśli, ale na razie pomysł jest na etapie mgławicy pierwotnej – wiem, co z nieletnim jest nie tak, ale nie wiem, jak bohaterka miałaby to rozpracować. Muszę to jeszcze trochę ukisić.

 

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Nie chciałem Was męczyć, bo ostatnio nieszczególnie się udzielam, ale już zgłupiałem, zafiksowałem się i potrzebuję drugiej opinii na temat fragmentu powieści o długości ok. jednej strony. Czy taktyka obrony, o której mówią bohaterowie ma sens? Czy powinno być zupełnie odwrotnie niż planują itd. Wrzucam link do gugieldocsa, żeby niepotrzebnie nie spojlerować.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Może mieć sens, może nie mieć sensu. Pytanie o poziom technologiczny (widzę coś o racach, karabinach, wozach i łodziach – możliwy okres akcji jest więc szeroki), dostępne środki, czy to wojna hybrydowa, z asymetrycznym przeciwnikiem czy z symetryczną armią. W zależności od dobranych parametrów widzę możliwość takiej obrony albo i nie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To postapo. Jedna strona ma dużo broni palnej z jednostek wojskowych, ale doświadczenia niet. Druga ma biblioteki. :)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Okej. Od strony geograficznej nie znam miejsca, ale wygląda okej. Mam za to kilka innych wątpliwości.

Po pierwsze – wcześniejsze wypuszczenie ludzi w las. Jeśli zależy im na zaskoczeniu atakujących, jest to bezsensu. Prędzej można by wysłać w tym kontekście zwiad albo, jeśli mają gdzieś element zaskoczenia, mobilne grupki do nękania przeciwnika, by go spowolnić (pułapki na drodze, atak na zapasy itd).

Kolejne – muszą zadbać o komunikację, jeśli grupa na śluzie zostanie cicho wyeliminowana i/lub nie uda się jej wysadzić (zrozumiałem, że chcą to zrobić). Tu nie można polegać, na tym, że ktoś wystrzeli albo “na pewno się uda”. To samo dotyczy wszystkich obrońców, bo co, jak najeźdźcy zaatakują w nocy i cicho podejdą do linii obrony. Komunikacja i zwiad to klucz w nadchodzącej bitwie.

I na koniec, jeśli to postapo świata zaawansowanego technologicznie – pamiętaj, że uzbrojony wóz to groźna broń. Nie wiem, czy to wozy z końmi czy samochody, ale taczanki i technicale to niezłe pojazdy w wojnie improwizowanej. Polegałbym na nich jako szybkim wsparciu ogniowym.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Uuuu, Dzikowy, czy to przypadkiem druga część Czarownicy, albo coś z tego samego uniwersum? <3

“Przypadkiem” jest właściwym określeniem, bo to miał być spin off, ale się rozrósł. :)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Nie wiem, czy kwestia człowieka nadświetlnego jest jeszcze aktualna, ale po przeczytaniu dyskusji przyszedł mi do głowy łaciński neologizm. (Skądinąd postaram się dopytać znajomych, którzy zajmują się tzw. łaciną żywą, czyli m.in. tworzeniem nowych słów na nowoczesne terminy, założę się, że jest plus minus oficjalne słowo na “nadświetlny”).

 

Zgodnie z nie tylko poprawnością, ale i estetyką łaciny byłoby raczej nie “homo celerior luce”, ale “homo luce celerior”. Ale ponieważ łacina nie przepada za takimi zbitkami -ce ce-, to w poezji, a może i w kreatywnym słowotwórstwie, zlałoby się to w “lucelerior”, co można by zastosować jako neologizm, zwłaszcza w futurystycznym albo ogólnofantastycznym settingu.

 

bardziej poprawnie by było: “homo ultralucidum”, bo ultra– idzie z Akuzativem, a homo jest rodzaju męskiego ; D

Accusativus i rodzaj rzeczownika nie maja tu nic do rzeczy, bo tworzysz przymiotnik, czyli jeśli już to właśnie, jak sugerowano ultralucidus, -a, -um (homo ultralucidus), ale ultra właściwie znaczy więcej, a nie nad, a lucidus – jasny, czyli wychodzi więcej niż jasny, co nigdy nie będzie miało związku z prędkością rozchodzenia się światła.

 

Rozważałabym raczej luminalis → superluminalis (w nowoczesnej łacinie takie słowotwórstwo mogłoby przejść, jak sądzę), ponieważ ten przymiotnik odnosi się do natury światła i znaczy w przybliżeniu “świetlny”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki za komentarz :) Generalnie w kwestii opowiadania zdecydowałem się na polski tytuł, jako że grupa czytelników (tu na forum jak i poza nim) wskazała, że bardziej im odpowiada niż łacina. Ale jak ci znajomy od łaciny znajdą termin, to chętnie poznam, może się przydać do innego tekstu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sama bym głosowała za polskim, mimo sympatii do łaciny, bo brzmi  lepiej :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ktoś miał do czynienia z osobami w śpiączce lub stanie wegetatywnym? Mam kilka drobnych pytań.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Czy na pokładzie jest może czynny archeolog terenowiec, najlepiej pradziejowiec albo wczesnośredniowiecznik?  Ewentualnie nieczynny, ale z doświadczeniem, choćby i z praktyk studenckich na stanowiskach pradziejowych, średniowiecznych (niemiejskich) lub wielokulturowych w Polsce, raczej badawczych niż ratunkowych...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może napisz priva do Ceterari, jeśli nikt się nie zgłosi albo ona sama tu wcześniej nie zajrzy ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jestem aktywnie na forum od niedawna (miesiąc), ale  – gdyby ktoś potrzebował konsultacji z zakresu języków klasycznych (antyczna greka, łacina, biblijny hebrajski), ewentualnie mitologii/ literatury/ realiów grecko-rzymskich, to tym się zajmuję zawodowo i chętnie, jakby co, pomogę.

Jak bardziej fachowo, z perspektywy kodeksu drogowego, napisać o sytuacji, kiedy osoba prowadząca pojazd nie patrzy na drogę/ ze swojego miejsca nie ma widoku na jezdnię?

Potrzebne do zdania: “Wielu świadków zgłosiło podejrzenie złamania kilku zasad ruchu drogowego, z [...] na czele.”

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

ninedin

 

Jak już mamy eksperta od biblijnego hebrajskiego, to w zasadzie mogę mieć pytanie. Jak po hebrajsku (tylko w zapisie fonetycznym/alfabetem łacińskim) powinno brzmieć Drzewo Wiedzy (Drzewo Poznania)? Z tego co znalazłem: pełne wyrażenie Drzewo poznania dobra i zła brzmi Etz ha-daʿat tov wa-raʿ. Zwrot tov wa-raʿ oznacza “dobro i zło”, więc  samo Drzewo Wiedzy to Etz ha-daʿat? I jeśli tak, to jest to w pełni poprawny zapis, czy trzeba to jakoś inaczej przedstawić?

Spokojnie może tak być, możliwych transkrypcji jest kilka, a ta jest OK.

Ajzan – niezupełnie rozumiem Twoje pytanie. Nie bardzo też sobie wyobrażam jazdę bez widoku na jezdnię, poza tym obszarem, który zasłania maska samochodu. Niepatrzenie na drogę może być przyczyną wypadku, ale wątpię, żeby był w kodeksie na to szczegółowy punkt. Dział II, rozdział 1 ma takie zasady ogólne:

Art. 3.

1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

(...)

Art. 4.

Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.

 

Możesz niepatrzenie na drogę podciągnąć pod Art. 3, jak sądzę (ale nie jestem prawnikiem, tylko kierowcą z długim stażem i kilometrażem ;). Pytanie tylko, ilu świadków znajdujących się poza samochodem, zauważy, że kierowca nie patrzył na jezdnię? Zwłaszcza że jazda wymaga przecież rozglądania się: w lusterka, czasem na bok na samochody usiłujące się włączyć do ruchu, pieszych itd. Wydaje mi się to dość słabym punktem zahaczenia, zwłaszcza jako naruszenie “na czele”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, chodziło mi o sytuację, kiedy ulicami miasta jechała kareta konna bez stangreta na koźle i  z pozasłanianymi oknami.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Hmm. Zakładam, że mnie nie trollujesz ;) ale w czasach karet konnych nie było raczej kodeksów drogowych, co najwyżej jakieś zwyczajowe prawa, jak się zachowywać, mające na względzie głównie to, że im ważniejsza kareta, tym bardziej ma pierwszeństwo :/

A jeśli nie było stangreta, to jakaś mroczna siła powoziła? (przepraszam za rym)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ajzan, skomplikowane zdania wymyślasz ;)

...z tym, że nie było stangreta, a pasażerowie nie widzieli drogi na czele?

Tyle, że wychodzi, jakby to droga była na czele i w ogóle brzmi dziwacznie. Dać przecinek? No, źle to wygląda.

Może rozbić na dwa zdania albo jakoś przeformułować.

Wielu świadków zgłosiło podejrzenie złamania kilku zasad ruchu drogowego, w tym/głównie/przede wszystkim to i tamto.

Mam wrażenie, że zasady ruchu drogowego są tu kompletnie zbędne, wystarczy, że ludzie zauważyli brak powożącego...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przyznaję, że pytanie zadałam trochę z pośpiechu, bo nie wiedziałam, co wstawić do zdania.

Dziękuję wszystkim za uwagi. Zdanie poprawiłam według rady Anet.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Czyli jestem współodpowiedzialna ;)

Czy niezbyt wyedukowani zwyczajni zjadacze chleba z jakiegoś średniowiecza/renesansu wiedzieli, jak wygląda pieczęć królewska? Albo czy w ogóle mieli pojęcie, że coś takiego istnieje lub co oznacza?

Na mój rozum nie, bo dokumenty wagi państwowej raczej nie trafiały do rąk takich prostaczków, ale wolę się upewnić.

In a perfect world man like me would not exist. But this is not a perfect world.

Mam pytanie do kogoś zakresu chemii i/lub fizyki nuklearnej. Dotyczy zachowań atomów w wyniku nagłej zmiany protonów w jądrze. Zależy mi, by znaleźć taki pierwiastek, który w wyniku takiej akcji zachowa się w pewien określony (lub zbliżony do niego) sposób. Jest ktoś, to potrafiłby pomóc?

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kordylianie, po pierwsze, co rozumiesz przez “niezbyt wyedukowani”? Takich, którzy cokolwiek nauki liznęli, czy też całkowitych analfabetów, na dodatek z nizin społecznych? Zasadniczo wbrew pozorom np. chłopi doskonale wiedzieli, jaka jest hierarchia, bo instytucja petycji istniała i panowało przekonanie, że dziedzic może być zły, ale król jest dobry, tylko nie wie, że dziedzic jest zły, więc nie reaguje. A że warunki pracy w dobrach królewskich przeciętnie były lepsze niż w ziemiańskich czy kościelnych, to tylko potęgowało to przekonanie. (OK, moja wiedza dotyczy oczywiście głównie XVIII i XIX w., ale w mentalności akurat chłopskiej niewiele się zmieniło od czasów wcześniejszych do przełomu tych dwóch stuleci.) Po drugie – co rozumiesz przez wiedzieli jak wygląda? Szczegółów pewnie nie znali i sfałszowanej by nie rozróżnili ;) ale jak wygląda oficjalny dokument mogli mieć pojęcie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

NoWhereManie, a co konkretnie potrzebujesz wiedzieć?

Co rozumiesz przez “nagłą zmianę protonów”? Jeżeli chodziło ci o zmianę liczby protonów w jądrze, to jest kilka procesów, które posiadają taki efekt.

Przede wszystkim rozpady promieniotwórczy – alfa i beta. W rozpadzie alfa od “startowego” jądra odłącza się jądro helu i liczna protonów w jądrze jest zmniejszana o 2. Rozpad beta ma dwa główne typy – beta minus (w którym emitowany jest elektron i antyneutrino elektronowe, a neutron ulega przemianie w proton, toteż ich liczba zwiększa się o 1) i beta plus (proton zmienia się w neutron, emitowane pozyton i neutrino elektronowe). Rozpady alfa i beta plus są częścią cyklu węglowo-azotowo-tlenowego zachodzącego w gwiazdach.

Może też zachodzić emisja protonu lub emisja dwuprotonowa, ale to dość rzadkie procesy. Emisja protonowa zachodzi dla lutetu-151 i tulu-147, a dwuprotonowa np. dla żelaza-45.

Są też procesy szybkiego wychwytu protonu, które prowadzą do powstawania pierwiastków cięższych od żelaza. Proces rp wymaga bardzo wysokich temperatury i gęstości protonów w środowisku. W procesie pn dodatkowo biorą udział wolne neutrony, a proces vp opiera się na wychwytywaniu protonów przez antyneutrina elektronowe.

Tyle z mojej wiedzy i z researchu z anglo– i polskojęzycznej Wikipedii, jakbyś potrzebował czegoś więcej, to uderzaj na pw.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Uderzę na priva, bo proces, który wybrałem, jest dosyć osobliwy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

 Ludziska drogie! Mam milijon pytań odnośnie postrzału w płuco, może ktoś dałby radę odpowiedzieć chociaż na kilka.

Ogólnie sytuacja jest taka, że gość dostaje kulkę w plecy (prawa strona), z przyłożenia albo z minimalnej odległości (kilka cm). I właściwie już tutaj nie wiem, czy pocisk z pistoletu przeleci na wylot.

Dalej, odnośnie samej rany. Czy jeżeli opatrunek zastawkowy zostanie założony bardzo szybko (w ciągu minuty czy dwóch), zdąży zrobić się jakaś znacząca odma? I czy przez tak zatkaną dziurę dalej ucieka krew? Aha, i co z krwią z ust? Obrócić gościa na bok w czasie opatrywania, żeby się nie udusił?

Domyślam się też, że pocisk nie pozostawi żeber nietkniętych, przynajmniej dwa będą uszkodzone z tyłu i z przodu. Trzeba operacyjnie grzebać w ciele w poszukiwaniu odłamków?

No i potem, objawy w ciągu kilku pierwszych dni. Pewnie ból przy oddychaniu, ale oprócz tego ma być jakiś kaszel, odpluwanie czegoś, duszność?

Ogólnie zakładamy, że kula wyrządziła najmniejsze z możliwych szkód. Na miejscu jest, co prawda, lekarz, ale nie mam warunków szpitalnych, a gość musi mi przeżyć.

Obawiam się, że taki postrzał to raczej zgon na miejscu. :p

A jakby gdzieś niżej? Nie zabiję głównego bohatera w połowie książki :p Chyba że go nożem dziabnąć, na pewno wtedy obrażenia byłyby mniejsze. Chociaż ten strzał tak ładnie tam pasuje... :<

Strzał z bliska, a tym bardziej z przyłożenia, niesie tak dużą energię, że w tkankach tworzy się tunel. Żebra raczej nie są na tyle wytrzymałe, żeby zatrzymać pocisk, więc przeszedłby on na wylot. Tym samym odma byłaby najmniejszym zmartwieniem takiego delikwenta – wykrwawiłby się do wewnątrz i na zewnątrz. Podręcznik do medycyny sądowej porównuje postrzał z bliska do uszkodzenia dużego naczynia, a to bardzo szybka śmierć.

Stąd nóż wydaje się dużo sensowniejszą opcją. :)

Ok, w sumie też podejrzewałam, że z takiej odległości w środku mu się zrobi niezły syf. A to mi z kolei nie bardzo potrzebne.

Dzięki wielkie, Brightside :)

Szanowni, piszę opowiadanie na konkurs i mam pytanie odnośnie do techniki filmowej. Może ktoś ma do czynienia z analogową fotografią w praktyce.

Sytuacja: Polska, rok 1920, film 35 mm, czas trwania: 10 minut (nie wiem, w ilu klatkach zwykle wtedy kręcono), małe studio filmowe – wykształcony technik i dwie, trzy osoby do pomocy.

Ile mogło trwać i czy było w ogóle możliwe w przedstawionych warunkach skopiowanie i retuszowanie takiego filmu? Chodzi nie tylko o retusz estetyczny (usunięcie artefaktów), ale zmianę wymowy filmu (kilka przerobionych elementów).

Ponieważ nikt mądrzejszy nie kwapi się do odpowiedzi, a ja pochodzę po części z rodziny fotografów zawodowców i amatorów, więc sporo czasu w dzieciństwie spędziłam w analogowej ciemni (nie przed wojną, jednakowoż...), mogę powiedzieć tyle: nie bardzo wyobrażam sobie w czasach, o których piszesz, retusz na taśmie filmowej, który tak dalece ingerowałby w to, co na niej nagrano. Szerokość filmu niby pozwala coś tam dłubać przy obrazie, ale jeśli to mają być modyfikacje niezauważalne dla oglądającego, to musiałbyś chyba jednak dokręcić i domontować jakieś wstawki. Bo dość dowolnie możesz manipulować kolejnością scen przez klejenie taśmy, ale sam obraz – nie widzę technicznych możliwości. Mam wrażenie, że gdzieś czytałam o eksperymentach z rysowaniem na taśmie, pisaniem na niej itp., ale to chyba wszystko. Ponoć Eisenstein pokolorował na czerwono którąś ze scen w Iwanie Groźnym (pewnie zabójstwa syna albo śmierci Iwana), ale kopia, którą oglądałam, najwyraźniej tego nie uwzględniała, albo to tylko legenda.

 

Wszystko więc zależy od tego, jaka ma być u ciebie ta ingerencja i modyfikacja.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję. Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że rzeczywiście wszystko, o co mi chodzi, da się zrobić montażem. A jeśli chodzi o manipulację przy taśmie, to mistrzem artystycznej animacji był Julian “Antonisz” Antoniszczak, ale to lata ‘60-‘80 i autorska technika “non camera” daleka od realizmu.

Chodziło mi oczywiście o przedwojenne eksperymenty – po wojnie to inna bajka :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rozumiem. Właśnie na początku, optymistycznie zasugerowałem się tym, co wyczyniano po wojnie :P

Szanowni, potrzebuję wiedzy na temat prostego w obsłudze, ale funkcjonalnego sprzętu pt. kamera (jak najmniejsza) reagująca na ruch i mająca możliwość podglądu obrazu w czasie rzeczywistym na smartfonie – możliwie na dużą odległość. Zakres cenowy dość dowolny, ale preferowany do średniej półki – w sensie, czy za rozsądne pieniądze da się kupić coś, co naprawdę nieźle działa, zwłaszcza po ciemku. Choć tak naprawdę kluczowa jest odległość. Mogą być linki do konkretnych modeli ze specyfikacją techniczną – w tekście i tak nie będzie product placementu, ale potrzebuję wiedzieć, jak to wygląda i jak działa ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

zerknij może tu:

http://www.komputerswiat.pl/poradniki/sprzet/kamery-internetowe/2015/07/kamera-ip-w-sieci.aspx

O, dzięki. Znalazłam też jakieś dość fajne gadżety reklamowane na forach o dzieciach i wygląda na to, że mogę się nie przejmować – wybór jest duży i możliwości techniczne też wystarczające :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pytanie do medyków i majsterkowiczów:

 

Jeżeli chcę sobie wbić gwóźdź w głowę tak, żeby nie umrzeć, to jak powinnam celować? 

Lepiej użyć młotka czy pistoletu (na gwoździe)?

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Unikałbym środka głowy (płaszczyzna strzałkowa) i potylicy, bo zatoki żylne, krwotok i zgon, a także wbijania tego gwoździa zbyt głęboko, bo uszkodzenie koła tętniczego, krwotok i zgon. Ogólnie to nawet i pręt możesz do głowy wbić (albo nawet na wylot) i taki poszkodowany delikwent może się nawet na nic nie uskarżać i nic go nie będzie boleć, bo mózg nie boli. Unikałbym wbijania w płaty czołowe, bo to może zmienić osobowość. :p

Wiem, że pręty się da, ale pręta sobie nikt sam nie wbije ;)

 

He had an uneventful recovery and was discharged home.

Wyobrażam sobie tych zawiedzionych lekarzy ;)

 

Bardzo dziękuję ;)

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Pytanie może być głupie, ostrzegam.

 

Jeśli mamy jakiegoś rodzaju system komputerowy, złożony z połączonych ze sobą jednostek (każdy z każdym), to zakładam, że łączna moc obliczeniowa tego systemu – albo jego szybkość, albo jeszcze coś innego – jest lepsza, niż suma parametrów pojedynczych komputerów, prawda? Pytanie brzmi: o ile? Jak to obliczyć?

Precz z sygnaturkami.

To, czego szukasz, nazywa się rozproszonymi systemami komputerowymi. Problem z takim systemem polega na tym, jaka jest prędkość łącza.

Weźmy nawet pojedynczy komputer.  Procek jest niczym bez dostępu do RAMu – możesz mieć sporo megaherców, ale bez odpowiedniego taktowania tych drugich nie będziesz mógł go wykorzystać do końca. Podobnie bez szybkiego dostępu do pamięci stałej.

W systemach rozproszonych dochodzi do tego prędkość komunikacji – aktywność na łączach, możliwości medium, ilość przystanków po drodze itd. Wielkie korpo mocno pracują, by i tę barierę usunąć: światłowody i inne technologie. Do tego dochodzą wirtualizacje, QoS itd.

Na pytanie o ile – zależy od łącza, od programów zarządzających, architektury etc. To się nie skaluje liniowo, a wolne łącze może zarąbać każdy zysk z posiadania wielu procków. Może być 100% lub 200% przy wymyślnych technologiach komunikacji, zarządzania etc.

Czy da się to obliczyć? No u mnie w pracy robimy testy wydajnościowe na komponentach i całych systemach – odpalamy benchmarki i patrzymy na wyniki. Nie ma do tego ładnego wzorku. Za dużo czynników.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Plus: czy wszystkie połączone komputery idą na jedno zadanie, czy może oddają tylko część mocy obliczeniowej.

Wszystkie “idą na jedno zadanie”, tzn. tworzą coś w rodzaju sieci neuronowej.  Domyślam się, że to się nie skaluje liniowo – ale w takim razie, jak? Kwadratowo? Wykładniczo? Rozkminiam generalnie taki system w dalekiej przyszłości, więc prędkość łącza raczej nie stanowi żadnego ograniczenia.

Precz z sygnaturkami.

Tak naprawdę co założysz, to będziesz miał. Jeśli mowa o dalekiej przyszłości, to możemy mówić o kwantronice projektowanej specjalnie do takich systemów – im więcej ich masz, tym lepiej mogą działać jako grupa. Wzrost wykładniczy.

Może także być to system oparty na “domowej robocie”, czyli komponentach nie projektowanych do tego celu – tu możemy mówić o wzroście bliższym liniowemu, ale tu dużo zależy od optymalizacji software’u, łączy i zwykłych sterowników.

I równie wielki spadek, jak pojawi się zakłócanie na linii, ktoś wrzuci nieoptymalny kod albo dojdzie do innej tragedii ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Niebieski Kosmita

 

Masz tu naprawdę pole do popisu.

Nie jest prawdą, że limitem jest tylko szybkość łącza – istnieją techniki projektowania takich systemów, aby i to ograniczenie niejako obejść. Tak jak wspomniał Nowhere Man, parametrów skalowania jest wiele:

– sprzęt

– ilość węzłów w systemie i ich “pojemność” obliczeniowa

– software

– sposób komunikacji

 

Systemy samouczące się, komputery kwantowe (bo już istnieją – obczaj hasło D-wave quantum cpu w googlarce), algorytmy heurystyczne, sieci neuronowe (niejako siłą rzeczy związane z samouczeniem się).

 

Natomiast na łącze zwróciłbym uwagę w następujących aspektach:

– limity fizyczne (prędkość i “pojemność” związana ze światłem;  kwantwe splątanie – co wykorzystywała Ursula K. Le Guin w swoich książkach – obchodzi ten problem, ale żre niemożliwie duzo energii; zasilanie właśnie; granice miniaturyzacji wyznaczane właśnie przez moment, w którym fizyka klasyczna dociera do granic kwantowej – dzisiejsze kwarcowe procesory i RAM już wymagają uważnego projektowania, bo poniżej pewnej granicy elektrony robią zaskakujące rzeczy)

– rodzaj zasady działania sprzętu (obliczenia kwantowe służą do rozwiązywania pewnych klas problemów lepiej niż np. kwarc; teoretycznie i poparte pewnymi badaniami praktycznymi mogą istnieć komputery “biologiczne” lub “chemiczne” – por. badania nad stworzeniem bramek logicznych przy pomocy fulerenów)

– ekonomia lub przyczyny stosowania nieekonomicznego rozwiązania (por. dzisiejsze komputery kwantowe – wymagają dużo energii i technik związanych z chłodzeniem, by umożliwić działanie kwantowych procesorów; ale po co się to robi – nie tylko dla nauki, ale także dlatego, że dają szanse na szyfrowanie, rozwiązywanie w krótkim czasie problemów/zagadnień które systemom dyskretnym zajęłyby dekady lub wieki, co z kolei może się przełożyć na zyski ekonomiczne lub umiejętność np. pozyskiwania zasobów w sposób zapewniający przetrwanie/dobrobyt nawet na poziomie gatunku etc.)

 

Generalnie, nie ma bata: moc obliczeniowa i możliwość upchnięcia jej w skończonej “obudowie”; ale por. “Solaris” Lema (myślący ocean)  plus na jakiej zasadzie fizycznej działa taki sprzęt determinują ci możliwe fantastyczne zastosowaia (pod warunkiem, że istniejące dziś problemy są rozwiązane – ale to jest właśnie science w science-fiction).

 

Hasło “system rozproszony” to faktycznie to, czego szukasz. Koncept sieci neuronowej, znany od lat, wcale nie wymaga potwornie szybkich maszyn (por ludzki mózg  częstotliwości fal mózgowych wahają się między pojedynczymi Hertzami a kilkudziesięcioma, za to mamy tych neuronów w bilionach! por. Fault Tolerant Control, systemy z głosowaniem, które same korygują lub głosują wynik w przypadku niezgodności: NASA np. potraja swoje systemy i każdy realizuje to samo zadanie za pomocą trzech różnych dostępnych technologii bo prawdopodobieństwo ich jednoczesnego fuck-upu jest niesamowicie niskie przy okreslonych parametrach niezawodnościowych, a w razie rozbieżności system wyboru rozwiązania przez głosowanie wyniku zapewnia wynik – taki np.  “Raport mniejszości” dobrze to przedstawiał)

 

Nieoptymalny lub posiadający błędy kod lub sprzęt potrafią sprawić, że system działa/oblicza w zaskakujący sposób.

 

Dorzuć do takiego systemu możliwości:

– samorekonfiguracji

– autoadaptacji własnego kodu źródłowego

 

i zrozumiesz dlaczego Asimov proponował Trzy Prawa Robotyki, a Musk i Hawking (świeć  Czarna Dziuro nad jego duszą) ostrzegają, że spodziewają się faktycznej SI w czasie ponizej dekady i niekoniecznie to będzie dla ludzi dobre; zrozumiesz dlaczego eksperyment próbujący zbudować sztuczną sieć neuronową na podstawie mózgu ssaka (szczur) jest kontrowersyjny etycznie etc. etc.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nad kilkoma z tych rzeczy już myślałem, ale większość stanowi nowe i cene informacje. Dziękować :) mam w planach opko o tego rodzaju systemie i na pewno nie będzie dla ludzi dobry ;P

Precz z sygnaturkami.

Potrzebuję ornitologa albo kogoś od ptaków. Jaka jest średnia prędkość SOWY? Dowolnej sowy, jest mi wszystko jedno...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ale w locie, czy w chodzie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, a po co mi sowa w chodzie? Już też udało mi się znaleźć na jakiejś zagranicznej, że uszatka maksymalnie wyciąga 42 km/h, ale już sowa śnieżna 80 km/h (dzięki wybranietz!), a to oznacza, że obie i tak są sporo szybsze od średniej prędkości jeźdźca na długim dystansie ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari, nie wiem, do czego mogłaby Ci się przydać idąca sowa, tak jak nie mam pojęcia, do czego Ci sowa lecąca. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Jaka jest prędkość lotu jaskółki bez obciążenia?

– Jakiej jaskółki? Afrykańskiej czy europejskiej?”

;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari spodziewa się dostać list z Hogwartu i wylicza czas przylotu kuriera, żeby przypadkiem nie wyjść wtedy z domu ;P.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Re: chodzące sowy. Jechałam kiedyś nocą przez francuską prowincję (takie totalne zaczterylitery) i kilkakrotnie po drodze lazła sowa, autentycznie. Ergo, nie jest to zjawisko niespotykane. Niestety zwiewały (cichym lotem na odmianę), zanim zdążałam wyciągnąć aparat.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Historycznie. Czy w II RP żołnierze salutowali prezydentowi? 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Na logikę powinni jako głowie państwa.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Też tak sądzę. Dzięki, Drakaino.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur:

W części IV projektu deklaracji konstytucyjnej, uchwalonej przez rząd 3 maja

1919 r., naczelnik Rzeczypospolitej był najwyższą władzą wykonawczą, pierwszym

wśród obywateli, przyjmował przedstawicieli obcych rządów, za zgodą Sejmu wypowiadał

i zawierał pokój oraz przymierza, mianował dowódców i wyższych urzędników, podpisywał

ustawy uchwalone przez parlament, nie ponosił odpowiedzialności politycznej

i konstytucyjnej. Był też wodzem naczelnym sił zbrojnych Rzeczypospolitej.

oraz o konstytucji kwietniowej z 1935r.:

Konsekwencją uznania, że prezydent skupiał jednolitą i niepodzielną władzę w państwie,

było zaakceptowanie jego prawa do ingerencji w materialne funkcje państwa.

Obejmowała m.in. zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi wyrażające się sprawowaniem

tego zwierzchnictwa.

Źródło: “Najwyższe władze wojskowe w systemie ustrojowym II Rzeczypospolitej” – P.K. Marszałek.

 

Czyli – skoro prezydent, a wcześniej naczelnik, byli zwierzchnikami sił zbrojnych, to salut się należał.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Cudnie, Staruchu. Dziękuję

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Hm. Kolejny problem mam. Wyniknął z całkiem durnej sytuacji, ale teraz potrzebuję podszkolić się w mitologii rosyjskiej i różnych Chernobogach itd.... ktoś poleci jakieś pozycje książkowe?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Taka kompilacja to “Księga Tura” – Białczyński bodajże. Obejmuje wierzenia słowiańskie, nie tylko polskie.

Mozna poszukać w sieci – https://www.slawoslaw.pl/  http://zalmoxis-mitologiaiantropologia.blogspot.com/ (ten autor wydawał jakiś czas temu uznawaną za dość kontrowersyjną merytorycznie reinterpretację mitologii pra-słowian)

Opracowania etnograficzne, od Brucknera z 1918 po pozycje wydawane w ostatnich dwóch dekadach (Barbara i Adam Podgórscy, Encyklopedia demonów, Wrocław 2000; Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań 2006; Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 2006; Artur Kowalik, Kosmologia dawnych Słowian, Kraków 2005; Andrzej Szyjewski, Religia Słowian, Kraków 2003),

 

 

Wszystko będzie ci się kręcić, trzeba wyszukiwać w elementach porównawczych które cechy danego mitologicznego stwora na jakim tereni były wiodace... Dużo, dużo szarej strefy w wiedzy entograficznej.

 

Najlepiej podskocz do najbliższego muzeum etnograficznego i namów jakiegoś/-ąś kustosz na pogawędkę ;-) Od razu dowiesz się o zwyczajach etc.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No właśnie próbuje znaleźć coś konkretniejszego o wschodniosłowiańskich wierzeniach...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cet, to są te same wierzenia. Czernobóg, Biełobóg... Trzeba tylko sprawdzać zasięg wyznania danego boga lub idola i ew. różnice w niuansach mitologii (np. żar-ptak, żmij etc.) To jest działka etnografii realizowanej w warunkach potężnych braków źródeł pisemnych. Jak chcesz coś na szybko – to etnograf.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z wierzeniami Słowian to w ogóle jest ten problem, że im więcej się dowiadujemy, tym częściej zyskujemy przez to więcej pytań niż odpowiedzi...

Andrzej Szyjewski, Religia Słowian, Kraków 2003

to jest fajne, bo Szyjewski nie zgaduje, tylko próbuje rekonstruować mity na podstawie folkloru chrześcijańskiego – w myśl zasady, że liczy się idea, że ktoś zsyła błyskawice a czy po niebie lata św Eliasz czy Perun to już mniej istotne.

 

Co do Księgi Tura to byłabym ostrożna – też kiedyś czegoś szukałam i to zapamiętam bardziej jako fantastykę niż naukę – pojawia się dużo rzeczy, które można znaleźć tylko tam.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Pytanie do medyków i może historyków.

Taka sytuacja: starożytność, nastoletni chłopak ranny niegroźnie (może być w policzek?), ale mocno krwawi i jest nieprzytomny (może udawać, może zemdlał ze strachu i emocji już po walce). Najpierw znajduje się przy nim osoba nawykła do rozkazywania, nieźle wyedukowana, ale nie medycznie. Spanikowana. Potem zjawia się ktoś, nazwijmy go oficerem, kto od dziecka intensywnie szkoli się we wszystkim, co wojskowe, także w udzielaniu pierwszej pomocy rannym dowódcom.

Jakie będą działania tych dwóch osób?

Czy jeśli pierwsza przyciśnie materiał do rany, żeby zatamować krwawienie, będzie dobrze? Oczywiście, pośle kogoś po medyka, ale zanim przybiegnie...

Co z tym oficerem? Ma przy sobie coś, co w starożytności mogło uchodzić za apteczkę. Co to może być i co z tym zrobi? Wytrze twarz z krwi? Każe przynieść wodę? Założy jakiś opatrunek? Zdejmie zbroję (z lekka sfatygowaną), żeby sprawdzić pozostałe obrażenia czy nie będzie ruszał nieprzytomnego, podejrzewając uszkodzenia kręgosłupa? Przetnie przytrzymujące zbroję rzemienie i zdejmie, co się da, jak foremkę z babki, bez szarpania nieprzytomnego?

Babska logika rządzi!

Jaki to świat?

Bo jeśli grecki, to Hipokrates zostawił bardzo porządne opracowania na temat postępowania w urazach.

https://www.loebclassics.com/view/LCL149/1928/volume.xml 

Generalnie lekarze wojskowi byli przez większość historii medycyny najbliżsi sensownym i racjonalnym działaniom, odcinając się od całej magiczno-religijnej otoczki i mieli przy tym bardzo szczegółowe obserwacje, co zawdzięczali ogromowi i różnorodności oglądanych przez siebie urazów. Sam Hipokrates np. zauważył, że grzebanie w ranie okolicy skroniowej powoduje paraliż po stronie przeciwnej. Jeśli natomiast chodzi o laików, myślę, że zawsze zachowywali się podobnie – musiałabyś Finklo obejrzeć dowolny film wojenny. Tutaj chyba nie ma reguł, zostaje licentia poetica.

 

Dzięki. :-)

Świat fantastyczny. :-) Ale możemy przyjąć, że cenią sobie informacje (to w końcu mój świat ;-) ) i mają dostęp do takich samych danych, jak Hipokrates. OK, poczytam o ranach głowy.

A co z szukaniem innych obrażeń? Będzie to robić czy skoncentruje się na widocznej ranie?

Babska logika rządzi!

Doświadczony wojskowy prawdopodobnie rozpozna ranę “mocno krwawiącą, ale niegroźną” – chyba, ze to teoretyk, który nigdy nie weryfikował nabytej wiedzy poza koszarami.

To niezupełnie teoretyk, ale jest noc i ta pierwsza osoba trzyma chłopakowi przy twarzy kawałek płaszcza. No i chłopak jest z jakiegoś powodu nieprzytomny.

 

Edytka: Coboldzie, smutek. Podany link pokazuje mi spis treści, ale żadnych konkretów, dopóki się nie zaloguję. :-(

Babska logika rządzi!

Jeśli to Twój świat, to przecież mogą wszystko. Mają swoje książki, szkoły i autorytety, jak i swoją religię i etykę, czy wreszcie swoją broń, zbroję i sposoby walki. Skoro zeszli z drzew i nie wyginęli, mają tez chyba odrobinę rozsądku i jeśli widoczny uraz nie tłumaczy stanu chłopaka, to szukają innych.

Zasadniczo Hipokrates nie jest potrzebny – jeśli w przeszłości w tym świecie były wojny, to byli też jacyś wojskowi medycy i byli dowódcy, którzy umieli liczyć przeżywalność (tzn. czy im ci medycy marnują ludzi, czy nie) i z czasem taki hipkratesopodobny lekarz się musi trafić.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

No dobra, ale co zrobi ten oficer, który niegdyś czytał coś podobnego do Hipokratesa? Bo ja nie mam pojęcia. Znaczy, mam współczesne – uciskać ranę, wezwać pogotowie, sprawdzić, czy ten nieprzytomny oddycha i ma puls.

 

Edytka: OK, to się otworzyło. I na szczęście w języku language, bo już się zdążyłam przestraszyć tego “.de”. ;-)

Babska logika rządzi!

“Naciśnij i krzycz ‘medyk’” uczymy nawet gżdaczy, więc chyba każdy przeszkolony żołnierz powinien to wiedzieć.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Pytanie z rzędu technicznych. Czy sterowce wydają jakieś charakterystyczne dźwięki w czasie: postoju, przygotowania do lotu, wzbijania się, lotu, lądowania? Jakieś szumy, brzęki, stukoty? Będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi, co bohaterowie mogą słyszeć, kiedy po raz pierwszy stykają się z taką maszyną, gotową do lotu, a następnie lecąc nią.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hindenburga zbudowano przede wszystkim z myślą o wygodzie pasażerów, a nie o biciu rekordów prędkości. Jego najszybszy przelot nad północnym Atlantykiem w roku 1936 – podczas którego na wysokości 200 metrów rozwinął prędkość 130 kilometrów na godzinę – trwał prawie 43 godziny. Żegluga w powietrzu przebiegała na ogół bardzo płynnie. Przed jedną z podróży z Lakehurst pewna dama była tak zmęczona, że po wejściu na pokład poszła do kabiny się przespać. Później wezwała stewarda i zażądała, by powiedział, kiedy wreszcie wystartują. Zdumiony steward wyjaśnił, że są w powietrzu już od przeszło dwóch godzin. „Nie wierzę” – burknęła kobieta. Przekonała się dopiero wtedy, gdy z okien salonu zobaczyła wybrzeże Nowej Anglii jakieś 200 metrów niżej.

Oczywiście, sterowce miały silniki, czyli musiały warczeć. Ale przy ich ogromie – pewnie ten warkot był ledwie słyszalny. A obsługa naziemna? Coś się pompowało, testowało, sprawdzało. Czyli mniej więcej jak na normalnym lotnisku. Tylko ryku startujących (i lądujących) silników – brak.

 

EDIT: A jedyne (chyba) co czytałem o sterowcach, to – Rudyard Kipling, “NOCNA POCZTA – HISTORIA Z ROKU 2000”, <Droga do Science Fiction tom 1>

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

No proszę, Kipling. Może nawet się zapoznam z tym tekstem (szczęśliwie domena publiczna –  tato na pewno ma antologię, ale diabli wiedzą, gdzie...), bo trochę mi pasuje do klimatu. Wystarczy mi, że na ziemi przed startem był szum, bo chwilowo zmieniłam koncepcję podróży w opowiadaniu, więc sterowiec ma minimalnie mniejsze znaczenie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tu masz przykład współczesnego (znacznie mniejszego) sterowca: https://www.youtube.com/watch?v=EEzB2mW55Qc – na początku muzyczka, ale od 3:30 możesz usłyszeć jakie są dźwięki. Pewnie różni się to od tego, co powinno być w Twoim uniwersum, ale jakieś przybliżenie uzyskasz. W środku nawet przy otwartych oknach można rozmawiać. W każdym razie w czymś takim jak na filmie (a więc jednak wersja współczesna) w trakcie lotu jakiś specjalnych hałasów nie ma.

Zwróć uwagę na 5:45 – jeśli w opowiadaniu pojawi Ci się jakiś mniejszy sterowiec, to pewnie może być podatny na takie przechyły. Tu tego jeszcze aż tak nie wie widać, ale zdarza się, że przy lądowaniu lub starcie może uzyskać nawet 40 stopni przechyłu, także zapinanie pasów przy lądowaniu i starcie konieczne).

Opowiadanie jest spoza mojego głównego uniwersum, więc może w nim być absolutnie cokolwiek, nie wiążą mnie żadne reguły, które sobie wymyśliłam dla szerszego świata :)

Bardzo dziękuję, posłucham sterowców, jak za ok. godzinę dotrę do domu, gdzie mam sensowne głośniki. A podróży chyba nie będę opisywać w szczegółach, choć kto wie.

Skądinąd, pieśni sterowców zamiast pieśni wielorybów...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zaraz tam pieśni... Co najwyżej można sobie ucho przewiać jeśli się będzie wychylać głowę :) 

Ale właśnie sobie uświadomiłam, że mój sterowiec będzie leciał nad miejscem, gdzie jest dużo wielorybów ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobra, jeszcze jedno pytanie: jak długo sterowiec może lecieć bez międzylądowania? To będzie steampunkowy sterowiec, więc nie musi być bardzo realistycznie, ale nie chcę też całkowicie odlecieć... (pun not intended)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak piszesz opowiadanie o sterowcu, to polecam do łapania natchnienia Empire of Clouds

Dzięki :) Sterowiec gra w nim tylko epizodyczną rolę, niemniej nie chciałabym na wstępie rzucić babola...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Okej, ja mam pytanie – jeśli w tekście pojawia się stwierdzenie typu: “(łucznik) siedział i kleił strzały”, to co macie przed oczami?

Faceta doklejającego opierzenie (albo grot) do tego patyka, który stanowi główną część strzały.

Babska logika rządzi!

Finkla zapewne ma rację, ale dla mnie to określenie jest dziwne ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Widzę faceta naprawiającego połamane strzały. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A połamane strzały się naprawia? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie mam pojęcia, ale taki widok stanął mi przed oczami. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja tak jak Finkla – facet, który dokleja lotki do patyka. Naprawiający to bym pomyślała, gdyby on te strzały “sklejał” a nie “kleił” :)

A połamane strzały się naprawia? ;-)

Jestem sobie w stanie wyobrazić świat, w którym metale są tak cenne, że na nowo osadza się pozbierane groty. Klejenie trzonu niekoniecznie, bo taka strzała chyba byłaby mało celna...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jestem pewna, że mało kto na jakimkolwiek świecie mógł sobie pozwolić na trwonienie strzał. To oczywiste, że łucznicy próbowali je odzyskać i z pewnością wykorzystywali części ponownie, jeśli mogli.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Duża liczba grotów znajdowanych np. w starożytnych obleganych miastach, świadczy o tym, że różnie bywało. Ludy koczownicze pewnie zbierały, bo nie wydobywały metali, tylko musiały je kupować, ale ci, którzy mieli dostęp do rud, zapewne nie tracili czasu na zbieranie... Konkretny przykład pamiętam z Olintu, gdzie znaleziono sporo grotów macedońskich, a więc należących do zwycięzców.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki wam. Miałam na myśli to, co powiedziała Finkla, a potem dokładniej Bellatrix. Gość siedzi i klei lotki do drzewca strzały. Czyli jak przypuszczałam, punkt siedzenia zależy... ;) Czytający mógłby się przyczepić.

 

No i pewnie, że strzały się “recyklingowało”, w takiej strzale jest wbrew pozorom całkiem sporo części, które można ponownie użyć (no chyba że spłonęła doszczętnie czy coś w ten deseń).

O ile dobrze kojarzę, lotki zazwyczaj osadzało się w naciętym odpowiednio drzewcu, a potem wiązało mocną nicią. Niemniej, jeżeli ktoś używa kleju przy wytwarzaniu lub naprawianiu strzał, to byłoby dziwne, gdyby nie w związku z piórami. Czyli widzę to, co większość.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Może być klej, może być nić. A jeszcze lepiej – i to, i to.

I podobno nie ma trzonu ani patyka, tylko – promień. 

Do recyklingu nadają się raczej tylko groty, bo promienie się łamią, a lotki – niszczeją.

 

Do poczytania – http://www.arcus-lucznictwo.pl/index.php?id=48 .

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Staruchu, lotki można spokojnie odzyskać przy większości połamanych strzał. Jest jeszcze nić, nasadka, no i oczywiście groty, niekiedy i sam promień jest do użytku, chociaż krótszy. Mówię z doświadczenia, niestety w życiu połamałam sporo strzał, a wbrew pozorom, wcale tanie nie są :/

Bo w golemy nie strzela się strzałami.

W wilki się strzela… takie papierowe, przypięte do tarczy.

Ktoś może wie, czy przy dużych bliznach czuć dotyk?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Nie, bo zniszczone są zakończenia nerwowe. Blizna to nie odtworzona skóra, tylko prowizorka organizmu z tkanki łącznej.

Dzięki!

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

To chyba bardziej skomplikowana sprawa, bo blizna blizną, ale pod nią jest już normalna tkanka, a nacisk na bliznę może naciskać właśnie powodować ucisk tego “pod spodem”.

Jeśli dotykasz delikatnie, nie wywołując nacisku, to raczej tego nie czuć. Natomiast tak jak wilk napisał – nacisk może powodować czucie po spodem.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Plus jeszcze tkanka sąsiadująca z blizną na jej obrzeżach, zwłaszcza jeśli blizna często jest poruszana (np. obijający się plecak itp.).

Blizna jest stara i chodziło mi raczej o delikatny dotyk:

 

– Wiem – powiedziała cicho i powiodła palcem po jego zniekształconej skórze.

Żadnego obijania :P

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Fantomowe czucie?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dotyk i nacisk to dwa różne rodzaje czucia, ale to, co je łączy, to że mają swoje receptory w skórze. Jeśli delikwent ma rozległą bliznę, czyli skóra jest zniszczona, to w tym miejscu nie poczuje ani dotyku, ani nacisku. Co do zdrowej skóry otaczającej bliznę – racja, wrażliwość jak najbardziej pozostaje. Ale tkanki leżące pod skórą posiadają tylko receptory czucia bólu z paroma wyjątkami, lecz z całą pewnością receptorów dotyku nie ma wszędzie.

A fantomowe czucie nie wiąże się z bólem?

Wystarczy mi, że bohater nie czuje delikatnego dotyku. Dalej mam kawałek o tym, że sobie to wyobraża :-)

 

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

MrBrightside – mając dwucentymetrową bliznę w miejscu narażonym na częsty nacisk, miałem przez kilka lat problem z tym, co opisałem powyżej, mało przyjemne odczucie, potem przywykłem. Być może jak sugeruje Bemik, było to fantomowe, może to, co pod blizną, może kwestia tego, co bezpośrednio sąsiadowało po bokach (choć subiektywnie czułem raczej własnie jakby tuż  pod). Nie mam pojęcia jak wygląda aspekt “techniczny”...

Nie zaliczyłbym dwucentymetrowej blizny do “dużych blizn”, a o takie pytała dogs.

Ja mam starą, dziesięcioletnią bliznę przez całą długość lewego kciuka (notabene po nożu) i do zeszłego roku nie miałam zupełnie czucia w tym palcu. Obecnie coś tam czuję, ale zależy w którą część blizny się szturchnę. Nie mam pojęcia czy zakończenia nerwowe się regenerują, czy po prostu nie wszystkie były na tyle uszkodzone, żeby zupełnie się poddać. Niekiedy mam też tak, jakby biegały mi po kciuku mrówki.

Mam bardzo głupie, anatomiczne pytanie. Śmiejcie się, ile chcecie ;)

Człowiek w dole pleców, tuż nad tyłkiem, ma po obu stronach kręgosłupa takie małe dołeczki. Czy jest na to jakaś specjalistyczna nazwa?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dołeczki Wenus? ;) To chyba miejsce przyczepu mięśnia szerokiego grzbietu (nie jestem pewien polskiej nazwy – latissimus dorsi w każdym razie) do kości miednicy, chyba grzebienia biodrowego. Widać to u ludzi szczupłych. Ale czy samo w sobie ma swoją anatomiczną nazwę, to szczerze mówiąc, nie spotkałem się.

Joseheim – wychodzi na to, że jak dasz anatomiczną nazwę, nikt nie zrozumie, o co chodzi ;)

O widzisz, nawet nie wiedziałam, że potocznie to są dołeczki Wenus (lub Apolla, jak sprawdziłam). Dobre i tyle. Wielkie dzięki ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam bar­dzo głu­pie, ana­to­micz­ne py­ta­nie. Śmiej­cie się, ile chce­cie ;)

Czło­wiek w dole ple­ców, tuż nad tył­kiem, ma po obu stro­nach krę­go­słu­pa takie małe do­łecz­ki. Czy jest na to jakaś spe­cja­li­stycz­na nazwa?

Dołeczki Wenus  lub dołeczki Apolla (u mężczyzn).

Nie kojarzę żadnej specjalistycznej nazwy. Jeśli chcesz aby brzmiało poważniej zawsze możesz napisać:  “charakterystyczne punktowe wklęsłości nad pośladkami.”

Pozdrawiam!

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Medycznie, z łaciny to po prostu BOCZNE WCIĘCIA LĘDŹWIOWE, a tworzone są przez krótkie więzadło łączące staw krzyżowo-biodrowy ze skórą.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

“W namiętnym uniesieniu załapał ją za prawy dołeczek Wenus, czyli boczne wcięcie lędźwiowe tworzone przez krótkie więzadło łączące staw krzyżowo-biodrowy ze skórą.” – :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth XD

 

Dzięki, panowie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dobra, potrzebuję się upewnić – jak ktoś nieprzytomny wpadnie do wody, to czy a raczej w jakim tempie jego płuca zaczną się wypełniać wodą? W sensie że nie topi się jako tako, bo się nie miota i nie łyka wody sam w panice.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pytanie o tetrodotoksynę, bo znalazłam takie coś: 

Zatruty jest przez większość czasu przytomny, ale nie może się ruszać ani mówić, wkrótce zaś także oddychać.  Nie przechodzi też przez barierę krew-mózg, co sprawia, że ofiara zostaje sparaliżowana, ale jest całkowicie przytomna.

A teraz pytanie: czy ofiara czuje np. dotyk albo zapachy?

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik,

tetradotoksyna może powodować parestezję (uczucie mrowienia) w ustach i na języku, a także w kończynach. Jeżeli chodzi o zmysł wzorku, to ofiara zatrucia może widzieć rozmazany obraz: (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4626696/ punkt 4.1). Tutaj znalazłem informację o tym, że małe dawki TTX (tetradotoksyna) powoduje drętwienie okolic ust i palców (drętwienie może rozprzestrzeniać się też na całe ciało), a utrata zmysłów (nie dopreczyowano jakich) następuje w ciągu minut lub godzin od spożycia trucizny. Kanały sodowe wrażliwe na TTX występują także w neuronach czuciowych, lecz oprócz tego są też kanały niewrażliwe na TTX.

Jeżeli chodzi o dotyk, to ofiara najprawdopodobniej nie będzie go czuła. TTX jest badana jako potencjalny środek do znieczuleń, choćby w tym artykule opisano, że po aplikacji TTX następuje blokada sensoryczna ( potraktowane nią szczury miały opóźnioną reakcję na temperaturę w teście gorącej płytki). Więcej o TTX jako o środku terapeutycznym blokującym odczuwanie bólu można znaleźć tutaj.

Jeżeli chodzi o węch, to w tym przypadku nie mam pewności. Niby w nerwach węchowych występują kanały sodowe wrażliwe na TTX, ale rolę w przekazywaniu sygnału do mózgu odgrywają tam też kanały wapniowe... Potencjał czynnościowy węchowych neuronów receptorowych u szczurów może być zablokowany przez TTX, w innych badaniach przekazywania sygnałów w zmyśle węchu TTX tez był używany jako bloker kanałów sodowych. Problem z tym, że w takich badaniach tetradotoksyna jest podawana w bardziej bezpośredni sposób niż w typowym zatruciu, i nie wiem, czy toksyna objęłaby swym działaniem ten obszar organizmu. 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Super, dzięki. Będę więc musiała trochę zmienić tekst. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka