- Hydepark: Wzajemna pomoc różna przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc różna przy pisaniu opowiadań

Istnieje już temat dla pomocy merytorycznej i researchu oraz pomocy językowej, ale co, kiedy są pytania i wątpliwości niepasujące do żadnego z tych dwóch tematów? Właśnie im dedykuję ten wątek.

Macie jakieś pomysły, co do których nie jesteście pewni i wolicie wiedzieć, czy warto się za nie brać, jeszcze przed pisaniem? – to przykład jednego z takich pytań.

Komentarze

obserwuj

Że tak udzielę pomocnej odpowiedzi – zależy :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu nie wiem, jak to będzie wyglądało w retrospekcjach powiązanych ze sobą postaciami. Gdyby to były osobne flashbacki, to problemu by nie było.

Trudno odpowiedzieć na takie pytanie, nie mając wglądu w tekst.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

To zależy też od tego, jak i po co je wstawiasz. Jeśli są niezależne od akcji, po to, żeby coś dopowiedzieć, to lepiej chronologicznie. Ale jeśli wywołuje je coś, co robią lub mówią postacie – to tak, żeby miało sens w obrębie opowiadania.

http://altronapoleone.home.blog

Wydarzenia w moim opowiadaniu są naprzemiennie widziane oczami dwóch postaci: A i B. Dokładnie zaznaczam w każdej scenie, z czyjego punktu widzenia jest pokazana (kontekst, opisy, myśli i odczucia tego bohatera). Sceny, między którymi upłynęło trochę czasu, oddzielam je gwiazdką. Ale co zrobić w sytuacji, gdy wydarzenia dzieją się po sobie, bez przerwy?

Przykładowo: Bohater A wsiada do auta, jedzie, widzi osobę przebiegającą przez jezdnię. W tym momencie zaczynamy patrzeć na zdarzenie oczami bohatera B, który ocenia reakcję kierowcy. Narracja cały czas jest prowadzona w 3 osobie.

Czy przy takiej zmianie punktu widzenia oddziela się oba fragmenty gwiazdkami, zostawia przerwę, a może nie dzieli się tekstu? Zależy mi na tym, żeby czytelnik się nie pogubił.

 

Jak dla mnie przerwy wystarczą. W większości swoich książek sir Terry Pratchett nie dzielił tekstu na rozdziały, tylko ‘enterami’ rozdzielał fragmenty, czasami w środku większej akcji. 

Innego rodzaju podziały, np. gwiazdki, wizualnie sugerują coś w stylu “Ok, to nie koniec rozdziału, ale tu możesz przerwać, czytelniku”. A przynajmniej ja mam takie wrażenie.

Ando, dla mnie kombinujesz filmowo. W tekście to chyba sprawdza się umiarkowanie. Jeśli S.Martin pisał rozdziały z POV jednej postaci to, nie wywalałabym otwartych drzwi i nie mieszała tak wprost (choć sama mam do tego pociąg). Możesz zabarwiać narrację myślami i odczuciami innych postaci, jednak pod warunkiem, że będą charakterystyczne, znaczy różnić się. Dwa ok, trzy – trudno, cztery – megatrudno.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie mam zbytniego doświadczenia w takich zabiegach, ale myślę sobie, że gwiazdki czy odstęp to za dużo, w końcu to jest to samo “ujęcie”. Zrobiłbym tylko nowy akapit. ALE: zaznaczyłbym dobitnie, że następuje zmiana perspektywy, np. coś w stylu “... a w tym czasie, kiedy A naciskał na hamulec, przebiegający mu przed maską B, widząc zbliżający się samochód i wykrzywioną strachem twarz A,  pomyślał ‘o kurza twarz’”. Coś w tym stylu.

Nagła zmiana POV niby nie jest zalecana w większości przypadków, niby nie robi tak Martin, ale robił tak chociażby King czy Bułhakow. :)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A może osobne akapity, tylko na przemian zwykłą czcionką i kursywą? Przy czym kursywę przydzieliłbym tej postaci, której punkt widzenia zajmuje mniej miejsca.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

A dlaczego musisz mieszać w jednym rozdziale?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Może po to, żeby osiągnąć efekt kontrastu, zestawiając ze sobą w jednej scenie dwie całkowicie odmienne perspektywy?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Możesz to zrobić przez dialog lub zachowanie i komentarze narratora?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Komentarze narratora wskazują, z jakiej perspektywy jest dana scena. Muszę pomieszać dwie perspektywy z takich powodów, jak napisał Bolly. Poza tym, potrzebne mi są odczucia postaci A. Za to postać B ma kolegę, którego nie zna A. W części scen będzie tylko postać B i ten kolega.

Zobaczymy, co wyjdzie z tego eksperymentu. Na razie oddzieliłam fragmenty gwiazdkami, ale dla mnie taki znak sugeruje upływ czasu. Rozważam też opcję, żeby zastąpić wszystko narratorem wszechwiedzącym.

Próbuj:) Narrator wszechwiedzący może pomóc, lecz dystansuje czytelnika. W sumie – wstawiaj teksty, to powiem, czy na mnie działa:) i co działa.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ANDO, wg mnie przed podjęciem decyzji powinnaś się przyjrzeć kompozycji całego tekstu.

Narracja prowadzona naprzemiennie pozwala pokazywać te same wydarzenia z różnych punktów widzenia. I to jest fajne, bo pozwala również na rożne kombinacje. Nie odpuszczaj! ;)

Możesz zastosować prosty zabieg: scena w czasie rzeczywistym odbywa się z punktu widzenia A, natomiast w kolejnej scenie B ją tylko wspomina (i opisuje swoje reakcje, wnioski).

Możesz też wykorzystać inny sposób. Jeżeli problematyczna scena to finał, spróbuj skracać POV, np: pierwsze POV A i B – po 10k (ekspozycja), następne – po 5k (zawiązanie głównego wątku), następne po 2k (rozwinięcie) i finał opisany po jednym zdaniu dla każdego punktu widzenia. Nie wiem, czy jest to czytelne: miałem na myśli odwróconą piramidę (gdzie rozdziały/POV skracają się aż do finału). O ile dobrze pamiętam, taki trik został zastosowany w powieści Wszystko co lśni Cotton.    

Wsadzę kij w mrowisko: nauczyłem się przy okazji wysyłania gdzieś tekstów, żeby zawsze dawać gwiazdki. Bo wolna linijka przy składzie lubi się zgubić (choćby na łączeniu stron) i potem się dzieją dziwne rzeczy w druku czy e-publikacji.

Trochę publikuję na Wattpadzie i tamtejszy edytor też czasem gubi zbędne przerwy.

Jeżeli bohater przedstawia się imieniem Jaś, ale w pewnym momencie zaczyna przedstawiać się imieniem Adaś, to jak powinien nazywać go narrator? Jaś, Adaś, Jaś vel Adaś czy Jaś/Adaś? Bohater rozmawia z osobą która znała go poprzednio pod imieniem Jaś.

Ależ to zależy. Czy Jaś/Adaś jest narratorem, czy może narrator jest trzecioosobowy, a jeśli jest, to czy jest wszystkowiedzący, a jeśli nie, to ile wie... :p

Trzecioosobowy wszystkowiedzący. Opowiada świat czytelnikowi.

A czy Jaś zaczyna przedstawiać się jako Adaś, czy myśleć o sobie jako o Adasiu? Bo to może być w tym przypadku dość istotne. 

Jaś jest przekonany, że jest Adasiem, o swojej jasiowej przeszłości zupełnie zapominając.

W takiej sytuacji używałbym Adasia. Przynajmniej do momentu, w którym by sobie przypomniał, że naprawdę jest Jasiem. 

Dziękuję. Ma to swoją logikę i efekt. Raczej tak zrobię, o ile nikt nie zaproponuje lepszego rozwiązania.

Arnubis rozsądnie rzecze. Jeśli narrator jest trzecioosobowy i wszystkowiedzący, moim zdaniem powinien używać prawdziwych personaliów bohatera. Albo zasygnalizowałbym przełączenie z Jasia na Adasia jakoś zauważalnie. Pytasz o zagadnienie całkiem złożone, nie o wstawienie przecinka, toteż najlepsza odpowiedź jaka mi się nasuwa, to mimo wszystko: to zależy. ;D

Też zgadzam się z Arnubisem. Ale przy okazji można w takiej sytuacji się tym pobawić, zwłaszcza jeśli tematyka tekstu pozwala na trochę śmieszkowania. Można by napisać na przykład – jak sam podałeś – “Jaś vel. Adaś”, albo ”Adaś, który jeszcze tydzień temu był Jasiem”, albo “Adaś, ku irytacji którego wszyscy chcą z jakiegoś powodu nazywać Jasiem” itp. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Broncho:DDD, a dla mnie za bardzo kombinujesz. Narrator niech idzie swoją, neutralną drogą, a bohater przedstawia się tak,  jak chce, wyjdzie kontrast i efekt osiągniesz.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Było coś podobnego w jednej książce... właściwie tej, którą teraz czytam, ale nie chcę używać imion bohaterów, ponieważ to spojler. Tam na przykład Jaś, podszywa się pod Adasia. Wtedy narrator mówi o Adasiu, bohater myśli o sobie jako o Adasiu, Jaś pojawia się tylko i wyłącznie podczas głębszych refleksji o przeszłości. Lub gdy ktoś rozpozna, że bohater to Jaś a nie Adaś. Generalnie sprawdza się, można spokojnie się zorientować i szybko przyzwyczaić.

Był tylko trochę chaos, kiedy Adaś rozmawiał z Jasiem i właściwie narrator raz nazywać Jasia Adasiem, a Adasia Jasiem. Ale to ma wyjaśnienie w fabule, więc nie wnikajmy.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Szanowni, dziękuję. Asylum – o neutralność narratora jest właśnie to pytanie, on ma być neutralny również wobec czytelnika i nie sugerować mu prawdy. Teraz dochodzę do wniosku, że może klócić się to trochę z idea narratora wszystowiedzącego.

Ej, nie rozumiem Broncho:( Jak wszechwiedzący to kłócić się nie może, za to postaci do woli:) Jeśli zaczniesz zabarwiać wszechwiedzącego punktem wiedzenia postaci to traci on swoją moc neutralności wszechwiedzy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na Imladrisie będę miała warsztaty o narracji i narratorach :)

http://altronapoleone.home.blog

A czy będą jakieś materiały w sieci z tych warsztatów?

 

 

Mogę to przemyśleć – konkretnie wrzucić tu na publicystykę :)

http://altronapoleone.home.blog

Dobry pomysł :) Z własnego doświadczenia wiem, że narracja sprawia sporo problemów przy pisaniu.

Ja też ciem.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie chcę offtopić (najwyżej usunę komentarz), ale nie wiem, gdzie zapytać, a tu chyba najbardziej pasuje...

Powiedzmy – mam opowiadanie. Jest skończone, od deski do deski, historia się kończy i zaczyna. Ale wiem, że będzie jeszcze kilka historii w tym świecie i jeden element (nie bohaterowie, ewentualnie zostaną przywołani w rozmowie lub we wspomnieniach) połączy kilka historii. W jednym opowiadaniu będzie nacisk na emocje, w innym na element naukowy itd. (o ile mi się uda przedstawić to tak, jak zamierzam). Czy mogę legalnie wrzucić to opowiadanie jako opowiadanie, a nie fragment? 

IMO, jeśli historia jest zakończona, to spokojnie możesz.

 W “Trylogii” bohaterowie się powtarzają, ale “Potop” to nie fragment. Za to jego pierwszy tom – już tak.

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za ekspresową odpowiedź! :)

Ależ oczywiście. Opowiadanie w sensie zamknięte to przede wszystkim fabuła, która może funkcjonować jako coś odrębnego, niewymagającego koniecznie znajomości innych kawałków z uniwersum.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję Wam, dobre kobiety! :)

Jeśli piszę o świecie, ogólnie rzecz ujmując wikingów lub też osadzonym w czymś pomiędzy starożytnością a wczesnym średniowieczem, to to jakich jednostek mierniczych by używano w tamtych czasach?

Naturalnych. Łokcie, stopy, palce itd

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Już chciałam używać angielskich (łokcie, stopy, jardy...).

To też były miary naturalne – cal to długość ziarna jęczmienia, np.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Chyba takiego jęczmienia spod oka trolla. Cal ma dwa i pół centymetra.

Cal to jedna dwunasta stopy, jeśli dobrze pamiętam.

Babska logika rządzi!

Jeszcze sążnie są fajne i łatwo wyliczyć, bo to tyle, ile sięga chłop jak rozłoży ramiona na boki.

Edit: ale nie wiem, czy to nie jest trochę nowszy wynalazek.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Chyba takiego jęczmienia spod oka trolla. Cal ma dwa i pół centymetra.

Mój błąd – trzech ziaren jęczmienia. Chociaż ten troll to nie jest zły trop...

Kiedyś, na potrzeby jednego z moich  światów, zrobiłam sobie taką rozpiskę.

Ale ona jest oparta na miarach metrycznych. Jak ktoś się zacznie bliżej przyglądać, może zauważyć.

A sążeń to też miara naturalna – jeśli coś można wymyślić bez względu na poziom technologiczny, to niekoniecznie musimy się trzymać chronologii naszego świata.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Czy lepiej jest tytułować rozdziały, czy wystarczy je tylko numerować? Jakie są wasze preferencje w tej kwestii?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że tytułowanie jest podstępne. Dla jednego rozdziału możesz mieć idealny tytuł a dla drugiego nie będziesz w stanie wymyślić nic ciekawego.

Tytułowanie rozdziałów to prawie jak spojlerowanie rozdziałów. Nie jestem fanem.

Love begins with an image. Lust with a sensation.

Jak dla mnie nie ma reguły. Zależy od książki, jej charakteru, odbiorcy, gatunku, stylu...

http://altronapoleone.home.blog

A wolicie lody malinowe, czy cytrynowe? :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

O smakach lodów można przecież rozmawiać, tak samo jak o tego rodzaju preferencjach. Powiem tylko, że mam dokładnie to, o czym pisze Ajzan.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

W powieści lekko stylizowanej na prozę dziewiętnastowieczną daję tytuły rozdziałów (chyba że mi się inwencja skończy, to wywalę, ale na razie dzielnie daję). W powieści młodzieżowej napisanej z ninedin dałyśmy tytuły i w drugim tomie też dajemy, bo to połowa funu. Ale już w innych nie daję, bo mi nie pasują...

http://altronapoleone.home.blog

O smakach lodów można przecież rozmawiać, tak samo jak o tego rodzaju preferencjach.

Pewnie, że można – ale nie ma Jedynie Słusznego, Uniwersalnego Smaku Lodów, Który Uwielbiają Wszyscy Zawsze i Wszędzie, Hail! Prawda? Tak samo nie ma jedynie słusznego, uniwersalnego etc. podejścia do bardzo wielu problemów literackich, włącznie z tym, który tu podniosłeś. Czasami będzie lepiej zrobić tytuły, czasami właśnie nie. Czasami tytuły przeszkadzają. Czasami tworzą klimat. W Labiryncie śmierci Dicka tytuły pojawiają się tylko w spisie rozdziałów, i nie mają za dużo wspólnego z treścią książki, chyba, że

SPOILER! WIELKI SPOILER! uznamy, że odnoszą się do innych iteracji wirtualnej rzeczywistości, w której bohaterowie przebywają. PO SPOILERZE.

Jak pasują, to pasują. I tyle.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie wiem, z czym masz jak Ajzan: ze spojlerami czy z wymyślaniem?

 

Tytuły nie muszą być spojlerami, nawet jeśli byś je stylizował na takie staroświeckie, gdzie niby w tytule jest streszczenie rozdziału. Możesz w nich równie dobrze dawać redherringi, foreshadowingi, grę z czytelnikiem... Niekoniecznie kawę na ławę, co się wydarzy. Ja np. lubiłabym zaskoczenie w rodzaju “Rozdział dziesiąty, w którym bohaterowie spotykają przybysza z kosmosu” (albo w formie prostej “Przybysz z kosmosu”) i okazuje się, że znajdują meteoryt.

Słusznie prawi zaś Tarnina, że w twórczości wszelakiej nie ma obowiązujących ogólnie zasad. Owszem, bywały np. poetyki normatywne, które ustalały pewne formalne ramy, ale jednak dobry autor nawet tam był w stanie wnieść coś świeżego i oryginalnego.

 

A z wymyślaniem – jak część będzie nieidealna, świat się nie zawali ;)

http://altronapoleone.home.blog

Gdyby przybysz z kosmosu okazał się meteorem, byłabym rozczarowana. Bardziej podobałoby mi się, gdyby mieli znaleźć meteor – i przy okazji spotkaliby kogoś ;)

Przynoszę radość :)

Nie wiem, z czym masz jak Ajzan: ze spojlerami czy z wymyślaniem?

O spoilerowaniu rozdziałów przez tytuły pisał przecież Bravincjusz.

 

Ja widzę taką niewątpliwą zaletę tytułów, że łatwiej po nich znaleźć fragment, do którego chcielibyśmy wrócić, zwłaszcza jeśli dzieło jest obszerne.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Oki, sorry za pomyłkę, pamiętałam argument, a nie kto go pisał :P

http://altronapoleone.home.blog

Mój przykład nie był chyba całkiem odpowiedni – spróbujmy inaczej. Graficzniej.

To jest sztuka:

 

I to jest sztuka:

 

I to też, podobno, jest sztuka:

 

Ale to już nie:

 

Rozumiesz? Można, oczywiście, robić sobie takie oto żarty, ale tylko żartem.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Eee... A co ten “przykład” ma wspólnego z czymkolwiek, poza tym, że jest manifestacją twojej niechęci do dadaizmu i surrealizmu?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dla mnie tytuły porządkują treść, zwłaszcza jeśli jest prowadzona w sposób nielinearny, a poza tym mogą dodawać  uroku opowieści, acz czasami są zbędne.

Przykłady sztuki, w zasadzie to już kanon, bo 1912 i 1962.

 

 

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zbyt abstrakcyjnie? OK, miałam na myśli to, że kiedy elementy do siebie nie pasują, to może być żart (Lenin z kiszonym ogórkiem), ale nie coś na serio.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Problem z dadaizmem jest taki, że każdy pomysł sprawdza się tylko raz. “To nie jest fajka” nie zadziała dla dziesiątków innych przedmiotów wystawionych w galerii, a domalowywanie wąsów kolejnym portretom też już nic nie wnosi. (Skądinąd kwadrat Malewicza też się do tej kategorii zalicza – każdy kolejny: zielony, pomarańczowy albo w kropki to tylko powtórzenia.) Collage Tarniny był dokładnie tym – powieleniem pewnego gestu (zestawienia nieprzystających do siebie elementów), które nie jest już ani nowatorskie, ani obrazoburcze, ani nawet zabawne. I dlatego nie jest już sztuką, bo sztuką była pierwsza taka zabawa. Co nie znaczy, że nie da się wymyślić interesujących i intrygujących kolaży, ale nie przez zestawienie banalnych elementów.

http://altronapoleone.home.blog

Zaraz zaczniesz cytować Cassirera :) a mój kolaż miał być przykładem sklejenia niepasujących do siebie elementów. Tyle. Ulubiona_emotka_Baila.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie zacznę, wyrosłam już z tego :D

http://altronapoleone.home.blog

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Drakaina, poruszyłaś ciekawy temat, który dla mnie sprowadza się do pytania: czy oryginał jest zawsze tą wersją najlepszą?

To chyba dość ważne pytanie dla fantastów, gdzie w pierwszej kolejności oczekuje się ODP*, a mniej zwraca się uwagę na wykonanie.

 

* ODP – opowiadanie dobrego pomysłu   

Dla mnie:

Styl>Forma>Bohaterowie>Fabuła>Pomysł

Ale może to ja jestem jakaś dziwna.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Dla mnie zdecydowanie pomysł>fabuła>forma>styl. Wolę czytać coś świeżego i oryginalnego napisane szorstko niż pięćsetny raz to samo, tylko przybranego dla odmiany w suknie cygańskiej księżniczki.

www.facebook.com/mika.modrzynska

A ja albo nastrój, albo pomysł, a najlepiej oba naraz. Źle napisane = słabe, niezależnie od treści, bo się za bardzo irytuję, żeby docenić cokolwiek.

Przynoszę radość :)

Kam, tośmy się dogadały! Ja tam lubię różne fatałaszki, modelka może być ta sama ;) Nie przepadam  za opowiadaniami, w których podstawą jest jakiś koncept przedstawiający rzeczywistość. Mnie to nie bardzo interesuje, ja chcę na pierwszym planie poruszającej relacji między postaciami. Ale to akurat faktycznie kwestia gustu.

O, nastrój – też ważny. A skoro źle napisane=słabe, to dobrze napisane=dobre. Niby proste, ale ma sens; zatem cytując klasyka – piszmy tak, żeby było dobrze ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Algirze, co rozumiesz przez “oryginał”? Bo np. w krytyce tekstu za kanoniczną wersję uważa się (w 99% przypadków) ostatnią wersję sporządzoną przez autora. Czyli nie “oryginalną”. Czy też mowa o oryginalnych dziełach, które ktoś łączy w kolaż (w literaturze nazywało się to kiedyś centon)?

 

A jeśli chodzi o moje preferencje, to nie potrafię wyznaczyć takiej hierarchii jak Kam czy Minuskuła. Bo są teksty, które kocham za nastrój, i takie, które kocham za fabułę. Albo za bohaterów. Albo za styl. Każdy z tych elementów może mnie urzec tak, że pozostałym wybaczę drobne niedoskonałości ;)

http://altronapoleone.home.blog

Luudzie, czy moja głupawka naprawdę jest impulsem do dyskusji, z której zaraz wyskoczy Cassirer i będzie szczerzył zęby? :)

(I zgadzam się z drakainą w kwestii preferencji.)

ETA: Przy okazji – widział ktoś II tom wykładów Twardowskiego wydany przez Znane Wydawnictwo? Porządnie to jest zrobione? Bo nie siedzę na forsie :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja chcę sprostować, że dobrze napisane wcale nie równa się dobre ;)

Przynoszę radość :)

Herezje! Ale serio – coś tu się logicznie zatentegowało. To co jest dobre? Jakie proponujesz kryterium?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dobra fabuła też nie musi oznaczać, że dobre....

http://altronapoleone.home.blog

Dla mnie kryterium jest jedno: musi mi się podobać. Reszta nie ma znaczenia.

Przynoszę radość :)

Fajne kryterium :)

http://altronapoleone.home.blog

Nie jest to kryterium obiektywne... ale serio, Anet, w ten sposób nie ma mowy o żadnej krytyce, tylko “Fajne”/”Niefajne”. Nie tędy droga.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Yyyy...

Chyba nie rozumiem, o czym rozmawiamy.

Zawsze możesz powiedzieć, dlaczego “niefajne”  – i masz krytykę.

 

Edit:

I umówmy się, nie jestem mistrzem merytorycznych komentarzy.

Przynoszę radość :)

Wątek zdryfował, a jest ciekawy, więc szkoda, żeby go wycięto – może temat krytyki można gdzieś przenieść?

Drakaina, miałem na myśli coś zupełnie innego, związanego z samym pomysłem. Na przykładzie: czy Milczenie owiec jest szczytowym osiągnięciem gatunku filmowego, opartego na pojedynku policjanta z psychopatą, czy może jednak Siedem jest lepsze? Chodzi mi o takie przetworzenie klasycznego pomysłu, żeby stał się lepszy od oryginału. Wg mnie nie można mówić: Tfu, tfu, zaklepane. W ten sposób wszystkie opowiadania o podróży na księżyc należy uznawać za gorsze od oryginału J.Verne.

 

 

Odnośnie fajne/niefajne i podoba mi się/nie podoba – to też jest opinia, równie ważna jak elaboraty na trzy strony. Pokutuje przeświadczenie, że takie opinie nic nie dają autorowi, który spodziewa się, że każdy czytelnik będzie rozbierał tekst na części składowe i analizował. To oczekiwanie wynika z przebywania na forach literackich, gdzie normalną sprawą jest dialog autor – czytelnik, a komentarze jednozdaniowe są źle odbierane. Publikacja tekstu na forum to zaproszenie do rozmowy, do  argumentacji i wskazówek pozwalających poprawić własne umiejętności. I to jest super!

Natomiast w przypadku komentarzy jednozdaniowych, w żadnym wypadku, nie można oceniać kompetencji czytelniczych ich autora. Nie każdy ma ochotę na długie komentarze i trzeba to uszanować – zwłaszcza, że jest to dobre przygotowanie do Autor universe. Faza 2, czyli publikacji w wydawnictwie.

 

A to już zupełnie inna bajka, bo wraz z publikacją papierową kończy się czas beztroskiej forumowej zabawy, trzeba zacisnąć zęby i zbierać baty bez możliwości odpowiedzi ;)

W praktyce wygląda to tak: trochę recenzji, opinii z LC, pw na FB i koniec. Przyzwyczajenia wyniesione z forum (wbijanie w dyskusję z czytaczami) bardzo rzadko dobrze się kończą – zwykle prowadzą do sytuacji, gdy autor jak lew broni własnych tez, narażając się na negatywne opinie (bo tekst powinien się sam obronić). Dlatego warto przyjąć taktykę: pokiwać głową, wyciągnąć wnioski, w żądnym wypadku nie angażować się w publiczne dyskusje o własnym tekście, ostrożnie rozmawiać na pw.    

Ja tu muszę stwierdzić, że przypomniały mi się teksty Kresa dla początkujących pisarzy, w których ów pisarz stwierdził, że pomysł nie jest przesadnie ważny, ale liczy się przede wszystkim wykonanie. i ja się z nim zgadzam. Jak jest dobrze napisane, to i może być 60-ty raz o drużynie na szlaku szukającej smoka. Jeśli jednak ktoś wymyśli mega odkrywczy nowy rodzaj magii, albo przenoszenia się statków kosmicznych w przestrzeni, ale nie okrasi  tego fajną fabułą, która “się czyta” i nie wplecie w nią odpowiednio tego pomysłu, to cały pomysł na niewiele się zda.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Pokutuje przeświadczenie, że takie opinie nic nie dają autorowi, który spodziewa się, że każdy czytelnik będzie rozbierał tekst na części składowe i analizował.

Nie, dlaczego miałby? “Takie opinie nic nie dają autorowi” odnosi się do forów właśnie.

wraz z publikacją papierową kończy się czas beztroskiej forumowej zabawy, trzeba zacisnąć zęby i zbierać baty bez możliwości odpowiedzi ;)

Odkryłeś Amerykę! Ale serio – fora służą do zbierania opinii i dyskutowania z nimi. Dyskutowanie nie polega na “Ja mam rację! Ja, ja i tylko ja!” (Właśnie wczoraj miałam do czynienia z takim gościem, myślałam, że go uduszę. Oczywiście, nie miał racji, ale gdyby to był konkurs na dobitne przedstawienie swojego widzimisię, wygrałby w cuglach. Koniec dygresji). Dyskutowanie polega na dochodzeniu do prawdy – są więc potrzebne jakieś kryteria. De gustibus non est disputandum. I tyle.

zwykle prowadzą do sytuacji, gdy autor jak lew broni własnych tez, narażając się na negatywne opinie

I to jest właśnie autor, który nie wyniósł z forów właściwej lekcji. Winien był się nauczyć, jak napisać dobry tekst, posiłkując się opiniami innych o swoich dziełach. Nie, jak się wydzierać.

(bo tekst powinien się sam obronić).

Otóż to.

Dlatego warto przyjąć taktykę: pokiwać głową, wyciągnąć wnioski, w żądnym wypadku nie angażować się w publiczne dyskusje o własnym tekście, ostrożnie rozmawiać na pw.   

Jasne, że tak – bo, powtarzam, do dyskusji służy forum. Kiedyś służyły do niej także kawiarnie, ale takie mamy czasy.

 

No. Dixi. To moja opinia i ja ją w pełni podzielam.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przepraszam, że się wetnę.

Czy jeśli w niezbyt długim opowiadaniu (ok. 15 stron) jest tylko jedna przerwa na drugiej stronie a potem już tekst ciągnie się do samego końca, to będzie to dobrze wyglądać? Ten pierwszy, krótszy fragment nie jest prologiem – po prostu w międzyczasie miały miejsce wydarzenia, które niczego by nie wniosły, poza przysłowiowym laniem wody.

Absolutnie nie powinno to mieć znaczenia.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A masz na myśli coś takiego:

 

Działy się rzeczy.

 

Po dwóch godzinach działy się inne rzeczy.

 

Czy może coś takiego:

 

Działy się rzeczy. Minęły dwie godziny. Potem zaczęły się dziać inne rzeczy.

 

Tj. chcesz dać światło, czy streścić ten międzyczas jednym zdaniem? To i to może działać, zależy od okoliczności.

 

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

We wcześniejszych wersjach opowiadanie miało znacznie więcej przerw, ale z nich zrezygnowałam, bo w sumie poszczególne części dało się jeszcze posklejać sensownie. W przypadku opisanym wyżej, połączenie wiązałoby się z dopisaniem paru sensownych akapitów, które w sumie niewiele by wnosły i tylko wyczerpałyby limit znaków.

Cześć, mam małe pytanie. Wziąłem ostatnio na warsztat stary tekst (2013 rok), który był publikowany na portalu, a teraz jest skrzętnie ukryty wśród kopii roboczych. Zacząłem przy nim dłubać i jestem coraz bardziej zadowolony z wyników. Z drugiej strony, żeby nie popaść w narcyzm, wolałbym usłyszeć opinie innych osób. Czy mogę taki tekst – po gruntownych zmianach – opublikować jako nowe opowiadanie czy lepiej edytować i uwidocznić kopię roboczą żeby nie robić bałaganu? Szorcik przeszedł raczej bez większego echa, a czuję do niego pewien sentyment.

Mnie wszystko jedno.

Przynoszę radość :)

Anet :D

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

No co?

Przynoszę radość :)

Rozbawila mnie bezpośredniosc tej odpowiedzi ;) dołączę do klubu – moim zdaniem możesz wrzucić to Fladrifie, jak Ci się podoba.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Jak dla mnie, skoro jest tak stary i po ostrych przeróbkach, to możesz publikować drugi raz.

Ale jak chcesz “uwidocznić kopię roboczą”, skoro kopia robocza to z definicji coś, co nie jest uwidocznione?

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

A jak się uwidocznia? Klika się “publikuj” ;)

Przynoszę radość :)

No dobra, ale skoro tak, to jaki to bałagan, skoro tak czy tak widoczny dla ogółu jest jeden tekst? Bałagan może dotyczyć co najwyżej tego co widzi w swoim profilu sam Autor, ale w takim razie pytanie powinien zadać sam sobie, a nie nam ;)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Chyba że ktoś o świetnej pamięci (czyli Reg) sobie ten tekst przypomni i się rozczaruje. Takie jest ryzyko wstawienia jako nowego.

Przynoszę radość :)

Bailout zastanawiałem się czy publikowanie tekstu sprzed lat nie będzie w jakiś sposób źle widziane, zawsze wolę dopytać niż strzelić jakąś gafę. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi :)

Życie to ryzyko, a o śmierci to już w ogóle nie wspomnę, Anet ¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

W razie czego powiedz, że tak Ci doradziliśmy ;)

Przynoszę radość :)

Planuję opowiadanie, w którym istotną częścią jest to, że jeden bohater opowiada innym pewną historię, przy okazji tworząc iluzje ilustrujące opowieść. Główna narracja prowadzona jest z perspektywy słuchaczy.

Czy w takim wypadku mówioną historię zatrzymać w wypowiedziach opowiadającego, czy lepiej zastosować przeskoki w narracji (jak np. w “Niekończącej się opowieści”)?

Szczerze to skłaniam się w stronę pierwszego wariantu, ale trochę obawiam się, jak to może wyjść. Czytałam kiedyś zbiorek legend warszawskich, gdzie kilka z nich zostało opowiedzianych w dialogu, i według mnie były to najsłabsze teksty.

A jak długa miałaby być ta opowieść bohatera?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Całość zamierzam utrzymać w ryzach portalowych, czyli do 80 tys. znaków maximum.

A jaką część tej całości miałaby stanowić sama opowieść?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Sporą. Na pewno większą niż połowę całości.

Rozsądna wydaje mi się zatem opcja z przeskokami w narracji.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Pomocy.

Jak nazywa się taki wystający kawałek skały, której postać się chwyta, gdy spada w przepaść albo ze skarpy? Na co drugim filmie tak robią. Wiem, że to mało realistyczne, ale potrzebuję wiedzieć.

Półka skalna? Występ skalny?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Klif? Skacze się z klifów...

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wystający kawałek skały? ;) Nie sądzę, by tu były potrzebne fachowe terminy. Występ też jest ok.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Występ.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dzięki!

Prośba o pomoc w dwóch problemach.

  1. Już po publikacji zmieniłam blisko połowę opowiadania, wprowadziłam nowe sceny i wątki. Gdzie oprócz przedmowy mogę zaznaczyć zmiany? Zgaduję, że raczej nie publikuję opowiadania na nowo?
  1. Piszę tekst, pod którym chciałabym wstawić rysunek stwora, który jest bohaterem opowieści. Chodzi mi o pokazanie, jak wygląda dany gatunek bestii. Jak to zrobić, żeby nie naruszyć praw autorskich do obrazka? Wolałabym rysunek niż sam link.

Jak nazywa się taki wystający kawałek skały, której postać się chwyta, gdy spada w przepaść albo ze skarpy?

Występ, nawis, półka.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ando, po prostu zaznacz w przedmowie, kto jest autorem, i wklej tam odnośnik do strony.

Dodam, że w dobrym tonie byłoby skontaktować się z autorem grafiki i zapytać go o zgodę na wykorzystanie jego pracy w charakterze ilustracji do tekstu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Byłoby. Ale jesteś pewna, że potrzebujesz ilustracji?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mogę opisać stwora, ale chciałam, żeby było bardziej obrazowo. Chodzi o wywernę.

At, leniuszku :) Pisarze – do piór! Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym (mogę uczynić wyjątek dla szyfrogramów i map, a i to nie wszystkich), to nie jest dobrze.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hmmm, coś w tym jest Tarnino. Język powinien być plastyczny i obrazowy, niedawno nawet pisałam o tym w komentarzu. Czyli ilustracja ewentualnie do wzmocnienia odbioru tekstu. Taka wisienka na torcie.

Jeśli jednak chciałabym wstawić rysunek lub zdjęcie, pojawia się problem praw autorskich. Nie jestem pewna, Żonglerko, czy link w przedmowie załatwia sprawę. Bolly, też nie wiem, czy to wystarczy. Nie znam na tym. Jeśli skontaktowałabym się z autorem, czy wystarczy zdanie w mailu “OK, możesz wkleić mój rysunek”, czy potrzebny jest dokument typu oświadczenie?

Widziałam opowiadania z ilustracjami w tym portalu, ale chyba tylko rysowane samodzielnie przez autorów.

 

Pytaj Beryla. Beryl wie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym (mogę uczynić wyjątek dla szyfrogramów i map, a i to nie wszystkich), to nie jest dobrze.

Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym, to jest to komiks :P 

Zdjęcie/rysunek jest utworem tak samo, jak opowiadanie. Wyobraź sobie teraz, że ktoś chce wzmocnić odbiór swojego obrazu zamieszczając obok niego Twoje opowiadanie. Robi to, a poniżej, jak radziła Żongler, zaznacza, że jesteś jego autorką i podaje link do miejsca, w którym go opublikowałaś. Brzmi w porządku? :)

Jeśli prawa majątkowe do utworu trwają, to nie możesz sobie ot tak wykorzystywać cudzych grafik/obrazów/rysunków (jeśli nie mieści to się w dozwolonym użytku osobistym lub tzw. prawie cytatu – a ilustrowanie publikowanych na tej stronie opowiadań na pewno się w nich nie mieści), musisz mieć zgodę autora. Wystarczy, że autor wyrazi ją w mailu, byle nie było wątpliwości co do tego, na co się dokładnie godzi.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Berylu, dziękuję za dokładne wyjaśnienie.

Możesz ewentualnie skorzystać z rysunków na licencji creative commons.

Love begins with an image. Lust with a sensation.

Jeśli opublikowałam kilka opowiadań z tej samej serii, to lepiej podać nazwę cyklu w tytule, czy nie? Same tytuły tych tekstów nie są nadawane według określonego schematu. Pytam, bo widziałam już na portalu, że niektórzy robią tak albo tak.

To jest pytanie bez odpowiedzi, carissima, patrz parę postów wyżej. Zależy, co Tobie i tej konkretnej serii odpowiada.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Wpis dla gwiazdki, sorki za spam

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Pytanie takie, a raczej sondaż czy też prośba o choćby maleńką burzę mózgów. Redaktorka postawiła problem i powstała zagwozdka. Wyobraźcie sobie, że w dzisiejszej Polsce organizujecie (w powieści) “ferie dla czarodziejów” (no, niezupełnie, ale szczegóły tu mało istotne). I ogłoszenie ma dotrzeć do tych “czarodziejów”, ale zarazem rodzice mają ich puścić na takie kolonie. W dodatku w zimie.

 

Pytania są dwa:

– czy w ogóle się tym przejmować (podobne książki zazwyczaj się niespecjalnie przejmują)?

– jeśli odpowiedź na powyższe brzmi “tak”, jak to obejść?

 

http://altronapoleone.home.blog

Nie rozumiem problemu. Dzieci wyjeżdżają na ferie, rodzice się na to zgadzają, to normalne.

Przynoszę radość :)

Też nie rozumiem problemu :(

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Okej, rzeczywiście mało oczywiste wyszło :D To nie ja wymyśliłam ten problem, ale redaktorka, więc sama go nie do końca ogarniam.

 

Rodzice są zasadniczo niemagiczni, w większości nie wiedzą w ogóle o fantastycznych sprawach tego świata. A ferie nie są zorganizowane za zgodą kuratorium itd., co ponoć jest wymogiem w Polsce (nie wiem, nie mam dzieci, ale tego plus minus dotyczy problem), tylko prywatnie – czy rodzice puszczą dziecko na taki obóz, który może się komuś wydać szemrany, czy będą bardzo sprawdzać organizatorów itd. Redaktorka uważa, że jeśli będzie tak, że dziecko znajduje dziwne ogłoszenie i chce tam jechać, to rodzice się nie zgodzą, a przynajmniej będą mieć wąty.

http://altronapoleone.home.blog

Są organizowane ferie "czarodziejow", tak samo jak np. obozy RPG, więc z przykrywką nie będzie problemu. Jedyne waty mogą mieć na przykład rodzice mocno religijni, którzy widzą problem w Harrym Potterze :P

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

A czy organizator nie może w jakiś sposób zrobić tak, żeby pozornie wyglądało wszystko legalnie?

No takie rzeczy działają. Nawet tak jakby przy tym pracowałem :P W trakcie magisterki dorabiałem (teraz już mocno okazyjnie) w firmie, która zajmuje się organizacją takich imprez. Przede wszystkim minilarpowe imprezy urodzinowe (około 2-3 godzin, jest fabuła, NPCe, dzieciaki czasem się przebierają, zazwyczaj nie), różna tematyka (i generic czarodzieje bywają, i HP kiedyś chyba też), do tego zielone szkoły, kolonie zimowe (teraz chyba na półkolonie się przerzucili) i opus magnum, czyli obozy letnie, gdzie poza zwykłymi sprawami obozowymi jak granie w mafie czy chodzenie nad jezioro dzieciaki przygotowują sobie postacie, robią broń i stroje (część, większość przywożą), budują w lesie lokacje, a na koniec jest 2 dniowy larp. Przy czym na obozy jeździłem tylko jako NPC na larpy. 

Organizowaliśmy też imprezy dla mocno religijnych szkół, które magii nie uznają. Przechodzą np. tematy pirackie albo, o dziwo, słowiańskie. 

Tak więc, podsumowując – no takie rzeczy działają i ludzie na to dzieci wysyłają. Ba, mamy w pracy dzieciaki co potrafią i przez 5 lat wracać na obóz (jeden nawet zdążył zostać wyrośniętym nastolatkiem i pracuje teraz u nas XD). Tylko wiadomo – to jest normalnie działająca firma, sprawdzisz ją na luzie w internecie, na rynku też już parę ładnych lat siedzi, więc pod tym względem jest przejrzyste wszystko. 

 

 

OK, dzięki, może coś z tego wykombinujemy – czyli pewnie wyglądający na legalny larpo-obóz. Dzieciaki się nie znają, więc klimaty urodzinowe odpadają.

 

Btw co to są półkolonie? Bo ten obóz to w zimie akurat

http://altronapoleone.home.blog

Półkolonie polegają na tym, że dzieciaki mają zajęcia w ciągu dnia, ale po południu wracają do domu. Z reguły organizowane gdzieś w szkołach (niekoniecznie przez szkoły, ale w szkołach :D), od rana do jakiejś 16, w międzyczasie też dzieciaki mają zapewniony obiad. Ot, wygodna opcja dla rodziców którzy urlopu nie mają i muszą coś zrobić z dzieciakami w ferie. Trwają zazwyczaj tydzień. 

A, to odpada, bo to musi być wyjazdowe :) Ale dzięki!

http://altronapoleone.home.blog

No to robisz zwykłe kolonie i problem z głowy. Kolonie obozowo-larpowe zimą też firma organizowała (chociaż ja nie jeździłem), przerzucili się na półkolonie bo chyba większe zainteresowanie dziś nimi jest. 

A może coś udającego obóz harcerski albo sportowy?

Babska logika rządzi!

Są też po prostu kolonie czarodziejow, np. tu: https://sc.quatronum.pl/

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

No zdecydowanie, dzisiaj nie ma potrzeby ukrywać się udając obóz harcerski czy sportowy, czarodziejskie czy inne fantastyczne obozy spokojnie działają i mają się dobrze. 

Pytanie z gatunku dziwnych:

Czy ktoś z Was kojarzy czy i w jakiej książce/opowiadaniu był tekst w stylu: “Gdyby ktoś udał się do <miejsce> w nocy, to zobaczyłyby  <coś>. Ale w nocy do <miejsce> nie udawał się nikt”.

To chyba było u Sapkowskiego, może w opowiadaniu o romansie Geralta ze znajomą Jaskra (nie pamiętam tytułu)? Poszukiwania przez google nie przyniosły rezultatu. Ktoś, coś?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Z ciekawości guglnęłam i wyrzuciło mi na dwóch pierwszych miejscach “Syzyfowe prace” oraz “Old Surehanda”, oczywiście z jakimś tam procentem słów występujących w cytacie :D

 

A przy okazji dziękuję za podpowiedzi kolonijne, chyba uda się sklecić z tego coś, co zadowoli redaktorkę.

http://altronapoleone.home.blog

Tylko że poza przypadkowym wystąpieniem kilku takich samych słów, te cytaty nie mają z tym nic wspólnego. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Kojarzy mi się z Pratchettem, ale zupełnie luźno. Nie pamiętam konkretnego tytułu.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No, toż właśnie miałam na myśli

http://altronapoleone.home.blog

To jest z “Wieży Jaskółki” Sapkowskiego:

Gdyby tego dnia po zmroku ktoś podkradł się do chaty z zapadniętą strzechą, gdyby zajrzał przez szparę w okiennicy, zobaczyłby w skąpo oświetlonym wnętrzu białobrodego starca, w skupieniu słuchającego opowieści popielatowłosej dziewczyny siedzącej na kłodzie przy kominie. Spostrzegłby, że dziewczyna mówi wolno, jak gdyby z trudem znajdowała słowa, że nerwowo pociera zeszpecony paskudną blizną policzek(...) Chata z zapadniętą i omszałą strzechą była dobrze ukryta wśród mgieł, na moczarach, na które nikt nie odważał się zapuszczać.

Zapada w pamięć, bo kończył podobnym opisem każdy rozdział, w którym Ciri była właśnie w tym miejscu.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To jest z “Wierzy Jaskółki” Sapkowskiego:

MaSkrolu! Bój się bogów!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jezu... to się nie stało. To nie ja! To klawiatura! Naprawdę... musicie mi uwierzyć! Siostra weszła do pokoju i edytowała komentarz! Pies mi przebiegł po klawiaturze! Ja nie chciałem. To przypadek, to z pośpiechu. Dlaczego tak na mnie patrzycie???

Nie... przestańcie! To był wypadek! W y p a d e k! Zostawcie mnie. Nie chcę. Nigdzie z wami nie pójdę! Po co wam te kajdanki? Reg, dlaczego trzymasz pistolet!?

Ludzie, przestańcie...

Proszę...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No proszę, wystarczy bogami postraszyć i jaka fajna reakcja. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spokojnie, za pierwsze przestępstwo nie rozstrzeliwujemy. Jak się zapatrujesz na pięć lat ciężkich robót?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Jak ciężkich...?

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ciężkich jak wieża.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To może ja poproszę ten strzał...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zbudujesz wieżę gołymi rękami i wszystko będzie przebaczone.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Domyślam się, że wieża własnych pragnień, marzeń i aspiracji nie jest wliczana?

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie. Chcemy zobaczyć krew, pot i łzy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A może być bez tej krwi? Mam hemofobię...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Trudno. Krew musi być.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja tam wieżę, że to było przez przypadek. xD

 

A serio – dziękuję, MaSkrol, o to mi właśnie chodziło.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie... przestańcie! To był wypadek! W y p a d e k! Zostawcie mnie. Nie chcę. Nigdzie z wami nie pójdę! Po co wam te kajdanki? Reg, dlaczego trzymasz pistolet!?

Padłam :D

To chyba najlepsze miejsce, żeby zaczerpnąć rady mędrców.

Problem mam mianowicie taki:

Znalazłem mały challenge, aby napisać tekst na zadany temat (na razie nie ujawnię jaki) o objętości 1700 znaków. Miałem fajny pomysł, ale wyszło 4300. Zacząłem ciąć i dźgać, w efekcie uzyskałem 3028. Jak sobie tak pisałem, ciąłem i dźgałem, to naszła mnie myśl, że temat wpasował by się w temat jednego z konkursów.

Mam w związku z tym, takie pytanie:

Jeśli wstawię opowiadanie na 3000 znaków do poczekalni (tak, żeby dowiedzieć się co o tym sądzi społeczność), to czy mogę na konkurs wysłać opowiadanie na ten sam temat, ale o objętości 10k?

Czy to będzie to samo, czy nie to samo opowiadanie?

Lożanie, organizatorzy konkursów i stare portalowe wygi, bardzo proszę o opinię.

Jak na razie troszkę się pogubiłam. Ile jest tych tekstów i gdzie je chcesz wstawiać/wysyłać?

Na moje oko wygląda to tak

1) 1,7k – na jakiś nieujawniony challenge

2) 3k – do poczekalni

3) 10k – na konkurs “wysłać”

 

Zakładam, że z 1 zrezygnowałeś, 2 masz, a 3 to potencjalny tekst na nasz portalowy konkurs, a nie coś zewnętrznego (w przeciwieństwie do 1)? Oba na portal, z tym że jeden tekst “próbny”, a jak styknie, to rozwijasz to w dłuższy na konkurs?

 

W moim odczuciu to nie jest ok, bo konkurs to konkurs i nie wypuszcza się najpierw tekstu-sondy, który można następnie całkowicie pozmieniać, rozciągając, jeśli pomysł się nie spodoba. I tak masz czas na zmiany od publikacji do dedlajnu konkursu.

Widzę więc dwie możliwości:

1) Wklejasz od razu do konkursu całość, zmieniasz coś do dedlajnu

2) Wrzucasz tę próbkę na betę i dyskutujesz, ale powinieneś uczciwie zaznaczyć długość docelową (i napisać w przedmowie), żeby betujący wiedzieli, co zamierzasz z tym tekstem dalej robić

http://altronapoleone.home.blog

Mnie się wydaje, że można tak zrobić – zakazu nie ma. Ale. Ludzie, także jurki, mogą przeczytać wersję demo i później już nie odczuwać pełnej satysfakcji z rozszerzonej. Ja bym tak miała – jeśli już znam twisty i zakończenie, to co za radocha z czytania czegoś, co od znanej wersji różni się dolaną wodą?

Ryzyko może równoważyć potencjalne korzyści z sondy.

Babska logika rządzi!

No, zakazu nie ma, ale mi się wydaje, że – poza wspomianym ryzykiem – jest to mało eleganckie, po prostu.

http://altronapoleone.home.blog

Ja bym raczej odpuściła sobie którąś wersję.

Przynoszę radość :)

Zastanawiam się na tytułem do najnowszego opka. Waham się między “Zabawy z ogniem i mieczem” a “Mała bitwa pod wzgórzem”.

Obecnie żadne inne nie przychodzą mi do głowy. Pierwszy zawiera mało subtelne nawiązanie, drugi zaś wydaje mi się równie pomysłowy, ale nie wiem. Który tytuł jest według was lepszy, nie znając treści tekstu?

Oba średnie, szczerze mówiąc :/

Przynoszę radość :)

Dziękuję koleżankom po piórze za dobre rady. smiley

Drakaino, jak człowiek sobie przeczyta swoje myśli spisane przez kogoś innego, to od razu je lepiej rozumie. Chyba powinienem wreszcie napisać coś poza konkursem.

Finklo, rozwodnione opowiadanie faktycznie może nie smakować.  Z drugiej strony, wpada w takie gęste opko Tarnina i wytyka; to niejasne, a dlaczego czytelnik musi się domyślać, o co tu chodzi. wink

Anet, dobrze to podsumowałaś i tak właśnie zrobię.

 

Wiecie, napisze człowiek jakieś opowiadanie i od razu czuje się jak na haju; góry by przenosił, piramidy budował, a tu trzeba ziarnko do ziarnka.enlightened

Ajzan – nie znając treści, o wiele lepiej brzmi dla mnie “Zabawy z ogniem i mieczem”. W ogóle to jeśli tylko ten tytuł pasuje do treści, to jest bardzo dobry.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dla mnie Ajzan, ani jedno, ani drugie. Wolałabym już pojedyncze słowo z tytułów: Ogniem; Mieczem; Wzgórze.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Moim zdaniem “Mała bitwa pod wzgórzem” pasuje do klasycznego fantasy. Dobre na prostą historię. “Zabawy z ogniem i mieczem” trudno powiedzieć. Owszem, jest bardziej zagadkowe, jeśli tekst zawiera przewrotną opowieść, pasowałby ten tytuł. Chyba, że “Zabawy z ogniem i mieczem” sugeruje cięcie mieczem i ogień pochodni, w takim wypadku nie widzę tego dobrze.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Tak czy inaczej żadnego z nich raczej nie zapamiętam :/

Przynoszę radość :)

Dziękuję za odpowiedzi. Na chwilę obecną zostanę przy “Zabawach...”. Może uda mi się wymyślić jeszcze coś innego.

Z drugiej strony, wpada w takie gęste opko Tarnina i wytyka; to niejasne, a dlaczego czytelnik musi się domyślać, o co tu chodzi.

:P Jak ta zupa jest treściwa, to nie muszę niczego wytykać. Wytykam, jeśli jest gotowana na gwoździu.

napisze człowiek jakieś opowiadanie i od razu czuje się jak na haju; góry by przenosił, piramidy budował, a tu trzeba ziarnko do ziarnka

Otóż to.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Korci mnie, aby do mojej wersji świata nordyckich bogów wprowadzić elementy dziewiętnastowieczne (moja ulubiona epoka) i steampunka. Wyglądałoby to mniej, więcej jak w komiksie Lore Olympus, gdzie świat bogów jest bardzo współczesny, ale świat ludzi wciąż jest starożytny.

Czy to dobry pomysł, czy lepiej zostawić go do projektów wizualnych?

Oczywiście, czemu by nie? Steampunk w literaturze żyje i ma się dobrze, a szczegółowe opisy wynagradzają brak obrazków.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Też mi się wydaje, że fajny pomysł. Wszystko zależy od wykonania. Jak zwykle ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dobry! Na pewno przeczytam, od jakiegoś czasu ciągnie mnie do steampunka, trzeba zaznajomić się z tym gatunkiem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jako dziewiętnastowiecznik i czasami steampunkowiec chętnie zajrzę mocno krytycznym okiem :P

http://altronapoleone.home.blog

Ja też nie widzę problemu i chętnie zajrzę, w miarę możności.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję za tak pozytywny odzew. :-)

Mam akurat na warsztacie opko, gdzie mogę to przetestować. Myślałam wymieszać obie kultury, aby nie odchodzić za daleko, ale to z kolei tworzy sytuację, gdzie obok cylindrów (kapeluszy), sal biesiadnych, przypominających gmachy opery i mundurów wojskowych są miecze, topory, włócznie, tarcze, rogi i rydwany w aktywnym użyciu. Nie chcę dawać Asom broni palnej.

Typowy steampunk z kolei wolę zostawić krasnoludom (Kojarzy ktoś ruiny Dwemerów w TESV: Skyrim?).

A nie może być tak, że broń palna istnieje, ale Asowie odrzucają ją z powodów ideologicznych? Bo to broń dla tchórzy, którzy boją się podejść dla wroga i cieniasów, którzy nie potrafią napiąć łuku, a nie dla prawdziwych wojowników?

Nie żebym miała coś przeciwko steampunkowi, to może wyjść ciekawe połączenie. Ale proch to już wtedy dawno znano.

Babska logika rządzi!

Niezła ta myśl Finkli. Co prawda na wojnie liczy się skuteczność, ale. Z drugiej strony, każda technologia jakoś oddziałuje na inne – jeśli, powiedzmy, masz artylerię, to druga strona musi zbudować odporne na nią fortyfikacje – albo zginie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Kojarzy ktoś ruiny Dwemerów w TESV: Skyrim?

Kojarzę, nawet nieźle pamiętam. Ten motyw z Dwemerami przewija się we wcześniejszych częściach również. Czy Oblivion, czy Morrowind. To element świata przedstawionego w The Elder Scrolls.

 

Jeśli chciałabyś zachować odrębności pomiędzy nurtami, steampunkt możesz osadzić w tle, np. wioska wikingów w takim klimacie, Asgard i świat starych bogów zostawić jakim jest. Steampunkowi wikingowie mogą wyprawić się (parostatkiem!) na XIX – wieczną Anglię , a będąc na miejscu zapolować na dinozaury.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Zawsze przepaść w sile rażenia można czymś uzupełnić, jakoś ją wyrównać, sposobów może być całkiem sporo: od bardzo utrudnionego dostępu do prochu, trudności w wytwarzaniu lub dopiero “raczkowaniu” z nową technologią po podkręcenie broni zacofanej strony, opancerzone, zmechanizowane rydwany, szybkostrzelne kusze, wszystko co przyjdzie do głowy. Albo nawet jakaś “boska siła”, którą skonstruował cwany kapłan i wciska kit ludziom, trzymając się władzy. Można wszystko, aby tylko umieć to sprzedać.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Albo nawet jakaś “boska siła”, którą skonstruował cwany kapłan i wciska kit ludziom, trzymając się władzy.

Hem, hem. Beam Piper, “Gunpowder God”.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Bardziej skojarzyłem z Machiną z opowiadania Żongler. Bardzo podobał mi się ten motyw.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jak byście opisali takie zjawisko? Chodzi mi głównie o te skośne promienie, rozchodzące się dookoła.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

W sztuce się to nazywa gloria...

http://altronapoleone.home.blog

Na stoku wzgórza płonęło słońce, rozcapierzając eteryczne palce promieni.

XD A serio – to zależy, po co Ci dokładnie to słońce.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mam akurat na warsztacie opko, gdzie mogę to przetestować. Myślałam wymieszać obie kultury, aby nie odchodzić za daleko, ale to z kolei tworzy sytuację, gdzie obok cylindrów (kapeluszy), sal biesiadnych, przypominających gmachy opery i mundurów wojskowych są miecze, topory, włócznie, tarcze, rogi i rydwany w aktywnym użyciu. Nie chcę dawać Asom broni palnej.

W “Diunie” był taki fajny pomysł z osobistymi tarczami siłowymi, które czyniły broń palną i miotającą bezużyteczną. Przeciwnika można było zranić tylko bronią białą, na krótki dystans. Czy takie tarcze siłowe mieściłyby się jeszcze, jako wynalazek, w konwencji steampunku?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dla klimatu :) Ale też frapuje mnie, czy jest jakiś sposób, by opisać to zjawisko tak, żeby czytelnik je zobaczył oczyma wyobraźni.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo – można napisać coś o oślepiających promieniach wschodzącego/zachodzącego słońca przedzierających się przez korony drzew, odbijających się w wodzie  i dodać opis otoczenia.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Czy takie tarcze siłowe mieściłyby się jeszcze, jako wynalazek, w konwencji steampunku?

Hmm, no, trudno by je było zbudować w ramach steampunkowej technologii...

Ale też frapuje mnie, czy jest jakiś sposób, by opisać to zjawisko tak, żeby czytelnik je zobaczył oczyma wyobraźni.

Na pewno jest, i to niejeden. Ale, wilczusiu drogi, nie będę za Ciebie robiła Twojej roboty. Sam rusz pupeńkę XD To Ty wiesz, jaki jest kontekst i przez czyją percepcję filtrujesz zjawiska – dając Ci gotowe zdanie, grałabym na loterii, czego nie lubię.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Pablo – dzięki, naprowadziłeś mnie, coś z tego wykorzystam

 

Śliweczko xD – spoko, z tym, że nie szukam gotowca do wklejenia do tekstu, a jakichś wskazówek, bo kompletnie nie mam (miałem) pomysłu, jak to ugryźć. Stąd pytanie “jak opisalibyście”, a nie “jak mam opisać”. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A co widzi Twój bohater? Laserowe miecze wysyłane przez morderczą gwiazdę we wszystkich kierunkach czy promieniującą miłością gwieździstą źrenicę boga słońca?

Babska logika rządzi!

Otóż to – możliwości jest tyle, że bez przynajmniej wstępnego odsiania nie możemy Ci niczego sensownie doradzić.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ok, więc tak: bohater znajduje się w miejscu, które jeszcze do niedawna uważał za zwyczajne, a od jakiegoś czasu spotyka się tam z totalnie odjechanymi zjawiskami i właśnie udaje się, by zobaczyć kolejne.

Wewnątrz siebie czuje z jednej strony nadzieję na odmianę życia, z drugiej strony kiełkujące poczucie winy.

Na tę chwilę wymyśliłem coś takiego, nie odnosząc się uczuć postaci:

 

“Promienie słońca wiszącego tuż nad wierzchołkiem [pagórka] przedzierały się przez szczeliny poszarpanej grani i padały na skaliste zbocza.”

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hmm. Trochę Ci wyszło Sol Invictus, a nie kantowska wzniosłość.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zdanie poprawne, ale nijak nie oddaje obrazka. Zwykły zachód/wschód słońca w górach.

Babska logika rządzi!

W sensie, że budzi skojarzenia neopogańskie? ;)

 

Edit: Finkla – no właśnie. :) Ale trudno, najwyżej zostanie tak, najważniejsze, że poprawne.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Coś mi świta, że ktoś już tutaj zadawał podobne pytanie, ale mogę się mylić. Bohater coś sobie pomyślał, ale zaraz potem okazuje się, że nieopatrznie powiedział to na głos. Jak powinno się zatem zapisać te pomyślane-wypowiedziane słowa? Ujęte w cudzysłów, jak myśli, czy od myślnika, jak kwestię dialogową?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Jak powiedział, to normalnie, jak dialog. Chyba że ma być efekt zaskoczenia – wtedy możesz coś kombinować. Najlepiej pokaż kontekst :)

http://altronapoleone.home.blog

Ciekawe pytanie, nigdy jeszcze czegoś takiego nie pisałem, ale przychodzi mi do głowy taki myk:

 

“Jestem Batmanem”, pomyślał Felek.

– Jestem Batmanem.

I ewentualnie dodać wyjaśnienie “Felek uświadomił sobie, że nie tylko pomyślał, ale i powiedział to na głos.”

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dobre!

Moja propozycja na motywach:

 

“Jestem Batmanem”, pomyślał Felek.

– Jestem Batmanem.

Dopiero kiedy usłyszał te słowa, uświadomił sobie, że wypowiedział je na głos.

 

http://altronapoleone.home.blog

O właśnie, jeszcze lepiej.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Misiom podoba drakainowe.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Miał być właśnie efekt zaskoczenia, ale ostatecznie postanowiłem z niego zrezygnować i rozwiązać to inaczej, obchodząc problem. Tak czy siak, dzięki za rady. ;-)

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Się jeszcze wtrącę: w takich sytuacjach z pomocą przychodzi mowa pozornie zależna, tak bardzo nielubiana przez autorów i silnie tępiona przez redaktorów. MPZ cudnie sprawdza się wszędzie, szczególnie w dialogach, nie wiem czemu nikt z niej nie korzysta (na kilkadziesiąt przeczytanych opek z tego forum, nigdzie nie widziałem zastosowania mowy pozornie zależnej w dialogach. Zawsze powtarza się model szczekaczkowy: dialog – dialog lub dialog – didaskalia – dialog. Czyli nuda).  Na szybko ten dialog mógłby wyglądać tak:

Nagle zrozumiał, że wystarczy tylko ruszyć dupę, żeby zostać Batmanem, Aquamenem lub Człowiekiem-dynią.

– Będę Batmanem! – zadecydował.

lub tak:

– Jestem Batmanem!

Nie mogła uwierzyć, że powiedziała to głośno. Wcześniej tylko o tym nieśmiało myślała.

lub tak:

Pomyślał o wszystkich superbohaterach, którzy odeszli w cień, bo nie potrafili się dostosować do nowych czasów.

– Jestem Batmanem! – powiedział z dumą. – I przetrwam!

lub tak:

Jestem Batmanem! Ta myśl przyniosła jej ulgę. Dlatego odważyła się powtórzyć ją głośno. Mężczyzna zmarszczył brwi.

– Co powiedziałaś? – zapytał.

I można się tak bawić w nieskończoność. Modyfikowanie dialogów z użyciem MPZ to znakomite ćwiczenie warsztatowe (spróbujcie w napisanych tekstach podmienić wypowiedzi paszczękowe na MPZ – super zabawa!), polecam z całego serducha! ;)

 

 

 

 

  

Dobre spostrzeżenie, Algirze. Nie zgodzę się jednak, że MPZ cudnie sprawdzi się wszędzie. Taka forma zabija (albo przynajmniej spowalnia) dynamikę rozmowy i trzeba jej używać ostrożnie.

Ale dobrze, że napisałeś i przypomniałeś, że coś takiego istnieje. W następnych tekstach będę szukać dla niej zastosowania :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Algir – tylko że w ten sposób nic nie wskazuje na to, że bohater wypowiedział to na głos niechcący.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Algirze, fajne pomysły, ale żaden z nich nie jest MPZ (którą uwielbiam). MPZ byłaby wtedy, gdyby było tak:

 

Pomyślał o wszystkich superbohaterach, którzy odeszli w cień, bo nie potrafili się dostosować do nowych czasów. Ach, gdybyż on był Batmanem! / Czemu on nie jest Batmanem? / Ale super byłoby zostać Batmanem! / Jakże bardzo chciałby zostać Batmanem! [itd]

 

W Twoim trzecim przykładzie jest nadal mowa niezależna, tylko jest to myśl bez didaskalium:

 

[“]Jestem Batmanem![”] [– pomyślała.] Ta myśl przyniosła jej ulgę. Dlatego odważyła się powtórzyć ją głośno. Mężczyzna zmarszczył brwi.

 

W MPZ narracja “wchłania” wypowiedź, przekładając ją na trzecią osobę, ale zachowując emocjonalny ton. Nie chodzi o zapis czy interpunkcję, ale o dość trudną formę.

http://altronapoleone.home.blog

Hmm, zaskoczyłaś mnie. Poważnie. Zwłaszcza w pierwszym przykładzie. Ale nie zamierzam się spierać, to tylko pojedyncze zdania z dialogami. 

Poetyka była jedynym przedmiotem na polonistyce, który mi się do czegokolwiek w życiu przydaje :D

 

Tu znalazłam na jakiejś stronie poradnikowej fajny cytat z Nałkowskiej, gdzie przeplata się mowa zależna z MPZ:

 

Pomyślała, że już matki nigdy nie zobaczy, że ją tamci ludzie po cichu zamęczą. Znowu poczuła w sercu ten okropny zimny strach. Powoli zaczęła sobie wyobrażać, co z nią będzie, jak zostanie sama na świecie. Co zrobi, jak matka naprawdę umrze? Uczuła, że płynął jej łzy po twarzy, i myślała dalej, co zrobi. Naprzód poleci do Jasi Gołąbskiej i jej pierwszej o wszystkim opowie. Mój Boże, jak też ta Jasia teraz wygląda, jak stara kobieta, w takiej biedzie, mąż ją zostawił i poszedł nie wiadomo gdzie. Kosza i tłumoka nie było gdzie postawić, tak tam mieszkają, ani kawałeczka wolnej podłogi. Zaniepokoiła się, że rzeczy zostawiła obok ich mieszkania, bez żadnego zamknięcia, przecież mogą teraz wszystko rozkraść. Gdzie się podział Franek, wcale go tam nie widziała, a słyszała, że mieszkają razem. Zaciekawiło ją, co powie Franek, jak się dowie, że  ona teraz jest w mieście, czy się ucieszy…

http://altronapoleone.home.blog

Pacz pani, to ja też to lubię, a nie wiedziałam, że się tak nazywa :) Mówię prozą!

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

To podrzucę jeszcze dwa fragmenty mpz. Bardzo dynamizuje tekst, sprawia że staje się ciekawszy, bardziej zróżnicowany.

Obie książki klasyczne, nie podam tytułów, zgadnijcie sami:), lecz każda w „swoim rodzaju” klasyczna i bardzo znana.

"Emma nie odpowiedziała. Dyszała ciężko i przewracała błędnymi oczami, a wieśniaczka przerażona jej twarzą cofała sie instynktownie, myśląc, że tamta zwariowała. Nagle Emma uderzyła sie w czoło, wydała okrzyk, bo wspomnienie Rudolfa jak jasne światło w ciemną noc zabłysło w jej duszy. Był taki dobry, taki delikatny, taki szlachetny! Zresztą, gdyby sie wahał z wyświadczeniem jej tej przysługi, potrafi go skłonić jednym spojrzeniem, które przypomni mu ich dawną miłość."

Początkowo to zwyczajna relacja narratora zewnętrznego – do momentu, w którym Emma przypomina sobie o Rudolfie.

I drugi fragment. W normalną narrację wplecione są przemyślenia Filipa, który chce się zemścić na Natalii (tej ryżej).

"Filip Bratek spał, z uszami pełnymi muzyki organowej, a obudził się dopiero w chwili, gdy ktoś, przechodząc ponad jego nogami, trącił go lekko w goleń. (…) Otworzył oczy i ujrzał przed sobą półki bagażowe. Puste! Pociąg stał na stacji Inowrocław, tablica z nazwą miasta właziła prosto w okno przedziału. (…) Pociąg drgnął i ruszył. I właśnie w tej samej chwili Filipowi udało się skojarzyć w rozespanej głowie dwa fakty: to, że bagaże ryżej zniknęły i to, że trzy sylwetki, z czego jedna z pomarańczową głową, ukazały się w dali, w odległości dwóch peronów i torowisk, tuż przed budynkiem stacyjnym. To one, u licha! Podła, podła ryża! Jednak mu zwiała! O! To niemal zniewaga! Gniew buchnął mu do głowy jak gorąca para. Pociąg nabierał już rozpędu. Filip porwał swój plecak, rzucił się do wyjścia. Wyskoczył w biegu, padając na rdzawe, ostre kamyki wyścielające torowisko. (…) Dopiero kiedy dopadł przejścia podziemnego na peronie, obejrzał się na znikający w dali pociąg i zdał sobie sprawę, że zostawił w nim swoją radość i dumę – "Ruch Muzyczny" z własnym artykułem o organach Ladegasta. Przeklęta ryża!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pierwsze to Madame Bovary, ale drugie – nie mam pojęcia :(

http://altronapoleone.home.blog

:DDD.

Druga – też jeszcze półtora roku temu nie wiedziałabym, lecz dziurę w w brzuchu mi wiercono, więc połknęłam tę młodzieżową serię. Są w niej słabsze i lepsze książki, ale broni się. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przyznam się, że sprawdziłam – któryś z tomów Jeżycjady.  Nigdy mnie nie wciągnęło. 

A, no tak. Kiedyś spróbowałam chyba pierwszego tomu, nie podeszło.

http://altronapoleone.home.blog

Tak :D, to „Nutria i nerwus”.

Mnie w końcu kupiła ta saga rodzinna, chociaż z dydaktyzmem polemizowałabym, zwłaszcza w ostatnich książkach. Wtedy, niejako, drogi Musierowicz i rzeczywistości zaczęły się rozchodzić.

Zainteresował mnie fenomen popularności, obozy „za i przeciw” oraz różne ciekawostki np. jej relacja ze Zbigniewem Raszewskim, ktory był wielbicielem „Jeżycjady”, zresztą to on nadal nazwę temu cyklowi i czasami poprawiał niektóre konspekty książek Musierowicz (zaczął chyba od „Opium w rosole”). Zresztą, dzięki jemu naciskowi mamy tłumaczenie Szekspira przez Barańczaka. Zabawne też są ich spory dotyczące Mozarta, bo odnośnie Bacha – oboje byli w nim zakochani.

Wrócę jednak do pisarstwa. Raszewskiego, pomiędzy różnymi innymi sprawami, ujęła Musierowicz przez pewną niepoprawność w dialogach, zaskakujące „nadszczerością”. Dwa przykłady:

1/ Julia Żakówna do swojego ojca, inż. Żaka.

„– Jak Skłodowska odkryła radar, to też się wszyscy cieszyli.

– Boże! Radar! – jęknął Żaczek. – czegoś ty się uczyła w szkole?

– Niczego – odparła Julia z prostotą. – Uważałam, że jestem na to za ładna...”

2/ Profesor Dmuchawiec w szkole.

„– To jak z tą nauką? Nie chce ci się po prostu, co?

– Danka spojrzała na niego z niedowierzaniem i po namyśle przytaknęła:

– Nie chce mi się...”

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A co w tym niepoprawnego? Jest rozkosznie komiczne i buduje postać bohaterki – zwróć uwagę, że i Danka, i Julia tworzą kontrastowe tło dla grzecznej, posłusznej i niestawiającej na swoim Cesi. Z technicznego punktu widzenia – rzecz warta naśladowania.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zresztą, dzięki jemu naciskowi mamy tłumaczenie Szekspira przez Barańczaka

Cóż, jestem hardkorową zwolenniczką Słomczyńskiego... Do Barańczaka jako tłumacza w ogóle przestałam mieć zaufanie po “Requiem” Achmatowej, a potem krytyczne spojrzenie na jego romantyków angielskich całkowicie mnie zniechęciło. Wg kolegi, który zna się na XVII wieku, także jego metafizycy (których akurat w tym przekładzie lubiłam) są przereklamowani. Jako adaptator humorystycznej poezji się sprawdza, jako poeta – też.

http://altronapoleone.home.blog

Tarnino :), „niepoprawne” – domniemuję, że zostało użyte w znaczeniu poprawności w książkach dla młodzieży, czyli wyłamaniu się z obowiązujących schematów. Jeżycjada królowała w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Sądzę, że gdy „Opium w rosole” wziął do ręki Raszewski, na zabicie czasu w szpitalu, Genowefa Lompke szturmem podbiła jego serce, moje zresztą też.

Drakaino :), nie znam się na przekładach. Można powiedzieć, że powtarzam jak papuga po innych. Sama nie miałam przyjemności czytania tych samych strof Szekspira w różnych przekładach. Barańczaka lubię i jego przekład jest lekki i przyjemny, lecz bardziej zachowuje ducha niż linijki, Słomczyński ponoć najbliższy oryginału, lecz mniej poetyczny. Są też zwolennicy innych tłumaczeń. 

Kiedyś, gdy sama szukałam Otella, najbliższy był mi Paszkowski i Ulrich, chodziło o konkretne strofy. Paszkowski to klasyka, wykonany ponoć „po bożemu”, zachowuje oryginalne brzmienie i melodię tekstu, lecz archaiczny, no i są te linijki z Hamleta o rannym łosiu.

Barańczak nawet chyba kiedyś przepraszał za „zrozumiałość swojego Szekspira”. Jego „Ocalone w tłumaczeniu” po raz pierwszy sprawiło, że zaczęłam mega doceniać pracę tłumaczy. Ty jesteś z przekładami za pan brat, więc więcej wiesz. Chyba szekspirolodzy bardziej cenią przekład Słomczyńskiego, ale dla mnie, zwłaszcza w komediach, Barańczak jest lżejszy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Niewątpliwie Barańczak był znacznie lepszym teoretykiem przekładu niż praktykiem :D

http://altronapoleone.home.blog

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

niepoprawne” – domniemuję, że zostało użyte w znaczeniu poprawności w książkach dla młodzieży, czyli wyłamaniu się z obowiązujących schematów.

Ile można pisać to samo? Ile można to samo czytać?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Przez długi czas (chyba) było to możliwe?:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Młodzież ciągle jest nowa i nie czyta tego samego, tylko to, co przeczytała poprzednia młodzież XD

Ale serio – nie wydaje mi się, żeby kserowanie schematów było interesujące w pisaniu lub czytaniu, nawet dla odbiorcy, który nie wie, że ma do czynienia ze schematem. Wystarczy, że autor pisze nie od siebie – to się czuje.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Pewnie, że nie, rację bezwzględną przyznaję! XD ale... może tak było, nie że schemat (choć to był rodzaj schematu), lecz promowanie pewnych postaw?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ, carissima, każdy autor promuje jakieś postawy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja o przeszłości, ty teraźniejszości. Nie tak dawno – pralka Frania, a potem poszło i zmiana goni zmianę. Nie mam dowodów, lecz czuję przez skórę, że kiedyś był pewien kanon pisania książek dla młodzieży.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, jak wygląda kwestia praw autorskich – chcę wykorzystać w opowiadaniu fragmenty z kilku piosenek. Nie wiem jeszcze, czy w oryginale czy tłumaczeniu własnym. Podchodzi to pod prawo do cytatu czy potrzebne jakieś zgody?

Formanie nie wiem, ale na logikę po prostu zaznaczyłabym, czyj to cytat i już.

Przynoszę radość :)

Ja też, ale pytaj beryla. Beryl wie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

To ja się podepnę, bo mam podobne pytanie.

Co w sytuacji, kiedy postać w tekście mówi, używając cytatu bądź parafrazy fragmentu piosenki? Są to słowa, które z jednej strony każdy mógłby wypowiedzieć sam z siebie, alr z drugiej strony, jeśli ktoś zna piosenkę, od razu się zorientuje, że to nawiązanie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja bym nie popadała w przesadę.

Przynoszę radość :)

Można, jedno i drugie. Często występuje. Jeśli chodzi o cytat – jeśli rzucasz teksty piosenek np. przed rozdziałami, to podajesz normalnie tytuł i zespół. Jeśli to np. bohater cytuje czy śpiewa, to nie (chociaż spoko np. w narracji/didaskaliach dodać czyja to piosenka, zwłaszcza jeśli mniej znana, na zasadzie “zaśpiewał razem z XXX” albo co tam ci pasuje. Albo można zawsze, jak Aleksandra Janusz, wymyślić swój zespół i swoje piosenki i je cytować. 

Nawiązywać można – tradycja. Co do dosłownego cytatu – tu już ostrożniej.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję za odpowiedzi. 

A z tym wymyśleniem swojego zespołu to też ciekawa opcja.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przy czym tam (”Dom Wschodzącego Słońca”) ten fikcyjny zespół miał większe znaczenie, bo jeden z bohaterów był jego wokalistą. I tekściarzem chyba też. 

Szukając informacji na temat Thora, trafiłam na dwie krainy w Asgardzie, które miał zamieszkiwać – Thrudheim i Thrudvang. Według angielskiej Wikipedii (wiem, słabe źródło...), to dwie różne krainy, z czego ta druga pojawia się w większej ilości źródeł.

Teraz pytanie – którą nazwę powinnam wybrać? Thrudheim lepiej, według mnie, brzmi, ale Thrudvang bardziej pasuje do moich wyobrażeń o tej krainie (zawiera w sobie słowo oznaczające ‘pole’).

Thurdheim brzmi spójniej z ogółem nazewnictwa w nordyckiej mitologii (Alfheim, Nilfheim itd.). Jeśli ci się bardziej podoba, to śmiało w to leć, mało kto będzie sprawdzał znaczenie nazwy krainy. 

Też mi się tak wydaje, ale mam tak, że nawet, kiedy chcę namieszać w realiach na własne potrzeby, to jednocześnie chcę zachować jak najwięcej ogólnie przyjętych elementów z mitologii. Mam przez to pewne opory przed wprowadzeniem zbyt dużych zmian, bo wyjdzie Marvel.

Ajzan, jeszcze weszłam. Łamałabym schematy, ale nie tylko o to chodzi. Kiedy przeczytałam o tych dwóch możliwościach, byłabym za Thrundvang, ale jak wiesz niewiele się znam na mitologii nordyckiej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A nie może mieszkać w pobliżu granicy między obydwiema? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie chcę za bardzo komplikować, Finklo. Poza tym, obie nazwy są do siebie jednak zbyt podobne i czytelnikowi mogłyby się mieszać.

Możesz z Thrudvang uczynić kawałek Thrudheimu, np. główną siedzibę Thora.

http://altronapoleone.home.blog

O! To brzmi jak bardzo dobry pomysł!

Tylko, że siedziba Thora, według źródeł, to Bilskirnir.

Oj, no to drugą siedzibę. Skoro to pole, to może być domek letni ;) Albo ulubiona łąka, na której lubi oglądać nie wiem, co – gwiazdy? Nie piszesz dzieła naukowego, możesz trochę popuścić wodze fantazji...

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki. ^^

Na razie zostanę przy Thrudheimie. Z Thrudvangiem nie wiem, co zrobię. Domek letni to niezła opcja,  tym bardziej, że z większości bogów, których imiona są znane, uczyniłam arystokrację Asgardu.

Czy CAPS jednoznacznie kojarzy się z krzykiem i tylko w takim celu jest używany w dialogach? Bo mam taką oto scenę, w której skorzystałem z niego nieco inaczej:

 

– Dzień dobry! – przemówiła, wyobrażając sobie, że wszczyna rozmowę z grubym oberżystą. – Przybywam z daleka. Czy mógłby mi pan powiedzieć z łaski swojej, jak nazywa się ten kraj?

Nie doceniła, niestety, siły swojego głosu, który, choć bynajmniej nie podniesiony, rozległ się po wioskowym placu jak grom:

– DZIEŃ DOBRY! PRZYBYWAM Z DALEKA. CZY MÓGŁBY MI PAN POWIEDZIEĆ Z ŁASKI SWOJEJ, JAK NAZYWA SIĘ TEN KRAJ?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Pratchett używał wielkich liter dla podkreślenia głębokiego głosu Śmierci. Używa się ich też czasem do zapisu głosu płynącego z systemów nagłośnień (nie krzyczanych, ale siłą rzeczy donośnych). Aby robić to w sposób jednolity i jasny dla czytelnika.

Używa się ich też czasem do zapisu esemesów, ale już chyba rzadko, a także innych powiadomień, zapisu informacji na tabliczkach itp. Czasem też po prostu dla EMFAZY – wymiennie z kursywą czy oddzielaniem/łączeniem-słów-myślnikami, czy też pisaniem Każdego Słowa Wielką Literą.

http://altronapoleone.home.blog

Sporadycznie spotykałem się również z takim zapisem gdy bohater chce coś mówić WYRAŹNIE, na przykład w rozmowie z obcokrajowcem, który nie za bardzo rozumie, co mówi druga osoba

J a  s i ę  s p o t k a ł e m  z  t a k i m  z a p i s e m. Ale to raczej do podkreślenia  j e d n e g o  słowa.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czy tytuły jarla i lady gryzą się ze sobą w języku polskim, np. w zestawieniu jarl Thor i lady Sif? 

W swoich opowiadaniach próbuję obecnie mieszać mity skandynawskie z elementami dziewiętnastowiecznymi (bez wskazania na konkretny okres), czego efektem jest uczynienie z bardziej znaczących bogów arystokracji. Z opracowań kojarzę mówienie o boginiach jako paniach,  ale to z kolei mieszałoby się z codziennymi zwrotami typu “Proszę pani!”.

Dla mnie się gryzą :(

Przynoszę radość :)

Może w takim razie tytuł earla?

Myślałam o tym, Flardifie, bo jarl i earl brzmią podobnie, ale ten drugi w naszym języku funkcjonuje raczej jako hrabia, przez co łatwo pomylić go z angielskim “count”.

Earl stał się rzeczywiście tytułem równoważnym hrabiemu, ale w średniowiecznej Anglii był bliższy tytułowi duke. Możesz więc spokojnie zrobić z nich np. książąt i baronów, bo to są średniowieczne tytuły, które przetrwały i baronie bywają starsze od wyższych tytułów. W Twoim świecie mogło nie być etapu czy też grupy społecznej comesów i margrabiów, od których plus minus powstali comte/count i hrabia.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję, drakaino, za wyjaśnienie. Pokombinuję, ale wolałabym pozostać przy jarlu – to z tytułem dla małżonki miałam problem. W mojej wersji Asgardu chciałam zastosować uproszczony podział, podobny do tego, którego utworzenie przypisuje się Hajmdalowi – niewolników, ludzi wolnych oraz jarlów, czyli władców.

To może na przyszły raz podawaj bardziej dokładne warunki brzegowe (o żonie było, ale już o zachowaniu trójwarstwowej struktury nie) ;) W takim razie tym bardziej nie widzę problemu w zastąpieniu fatalnego w polszczyźnie jarla absolutnie dowolnym, włącznie z wymyślonym, tytułem. Bo zakładam, że nie masz tu żadnych realiów Skandynawii, a tym bardziej Anglii XIX wieku? Czyli tytuły, jakie wyewoluowały z określeń funkcji w różnych językach, mogą się iść bujać, a powstać dowolne inne. Oczywiście polszczyzna pozwala stworzyć np. jarlinię (mianownik: jarlini) albo jarlinę/jarlenę (mianownik: jarlina/jarlena) od jarla. Gdyby był jarel, to mogłaby być jarelna.

http://altronapoleone.home.blog

To chyba pójdę z earlem. Najwyżej wyjaśnię w przedmowie decyzję. :-)

Moim skromnym zdaniem earl jest najgorszym możliwym wyborem, bo ani od niego nie utworzysz dobrej formy żeńskiej, ani nie jest skandynawski, a na dodatek narzuca wymowę angielską cool No i występuje jedynie w angielskim systemie tytułów.

http://altronapoleone.home.blog

Czy w tekstach skierowanych do młodszego czytelnika rzeczywiście powinno się unikać jak ognia pokazywania konsumpcji alkoholu? Co w sytuacji, gdy nie jest powiedziane wprost, że to alkohol? Chciałem napisać scenę, w której (pełnoletnia) bohaterka wypija wino, opisane jako nieznany jej “napój o ostrym zapachu i słodkim, owocowym smaku”, upija się nim i przez to wpada w tarapaty. Zacząłem mieć jednak wątpliwości, czy to wypada.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Zależy. Sama myślałam, czy jednej z moich bohaterek nie wpędzić w nałóg tytoniowy w ramach radzenia sobie ze stresem, po tym jak inne lekarstwo prawie ją zabiło.

Myślę, że jeśli nie próbujesz pokazać konsumpcji alkoholu w specjalnie pozytywnym świetle, do tego pije je osoba pełnoletnia, to to ujdzie.

EDIT: Tak właściwie, to do jak młodego czytelnika kierowany jest tekst? To może być istotne, ale nie popadałabym w paranoję w stylu dubbingów anime od 4Kids.

Dajcie spokój. Nie ma nic gorszego niż tego typu cenzura. Co to znaczy, że nie wypada? Nastolatki na całym świecie nadużywają alkoholu etc. W jordańskim serialu, “Djinn” (masakrycznie słaby, swoją drogą) na platformie Netflix, twórcy nie mieli problemu pokazać młodzież pijącą alkohol, palącą mocniejsze rzeczy od papierosów i do tego uprawiającą seks przedmałżeński. W życiu nastolatka dochodzi do eksperymentów, a silenie się na chowanie tego jest trochę słabe w tych czasach. 

Wybaczcie, że się obruszyłam trochę, ale totalnie nie rozumiem Waszych dylematów. Bohaterka upiła się winem, po prostu. Mogła nie wiedzieć, że to wino, bo koledzy zrobili jej psikusa. I tyle. Nastolatki też palą. Nie ma co tutaj ukrywać, ani robić dopiski, że coś jest “be”, a już moralizować... nie. 

 

Ps. Mam wrażenie, że nie wyraziłam się jasno, ale to dlatego, że z lekka się zaskoczyłam pytaniem ;)

Jeśli mnie pamięć nie myli, to już Lucy Maud Montgomery upiła Anię Shirley i Dianę Barry. Chyba domowym winem porzeczkowym. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bolly, jeżeli piszesz na konkurs “Cała Polska czyta dzieciom” Astrid Lidgren to,  tak – wymagania. W przeciwnym razie – nie. Choćby dzisiaj było doniesienie o dziecku nafaszerowanym “narkotykami”. W cudzysłowie, gdyż nie wiem, co, jak kto, itd.

Gdybym abstrahowała od konkursów, zgodziłabym się z Deidriu i reg, czyli brak cenzury, lecz pamiętać o Ani (silny pierwowzór) oraz zbudować wiarygodnego dzieciaka i sytuację.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Deirdriu +1

Opisujcie rzeczywistość bez cenzury, pisarze nie powinni się ograniczać

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jeśli ważnym elementem fabuły jest obszerny artykuł prasowy, to lepiej:

  1. zamieścić całą treść,
  1. streścić w narracji, ryzykując infodump,
  1. zacytować tylko istotne fragmenty i opatrzyć je komentarzami w narracji opowiadania?

Prawdziwy artykuł prasowy czy fikcyjny?

 

Jeśli fikcyjny, napisz go tak, by przestał być obszerny.

 

Jeśli prawdziwy, możesz zamieścić go w skróconej wersji. 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Artykuł jest fikcyjny i ma zajmować calą pierwszą stronę, bo dotyczy znaczącego skandalu.

I nie możesz go napisać krótkiego, bo...?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Gdybym abstrahowała od konkursów, zgodziłabym się z Deidriu i reg, czyli brak cenzury, lecz pamiętać o Ani (silny pierwowzór) oraz zbudować wiarygodnego dzieciaka i sytuację.

Upijająca się bohaterka jest pełnoletnia – tzn. w tekście jest tylko wspomniane, że była “dużą dziewczyną, dość dużą, aby wyjść za mąż” – a upija się, bo pochodzi ze świata, w którym alkoholu nie ma, i dlatego nie zna jego działania. Taka trochę Pocahontas próbująca po raz pierwszy “wody ognistej”.

 

Jeśli ważnym elementem fabuły jest obszerny artykuł prasowy, to lepiej:

zamieścić całą treść,

To.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ajzan, just in case – nawet dziś artykuły, nawet o największych skandalach, raczej nie zajmują całej strony gazety, zwłaszcza pierwszej strony. Nawet gdyby wybuchła III wojna, to główne kolumny gazet byłyby raczej podzielone na kilka artykułów plus ilustracje. To tak w kwestii ogólnych realiów prasowych – długi artykuł jest nieatrakcyjny. (Trust me, kilka lat pracowałam w dużej ogólnopolskiej gazecie).  W XIX wieku w ogóle długie artykuły były rzadkością, co może się nam wydawać dziwne, ale można to sobie sprawdzić w dziesiątkach repozytoriów cyfrowych. Na przełomie XIX/XX istniały periodyki, w których ilustracja i króciutki lead zajmowały całą pierwszą stronę, ale nie były to gazety codzienne.

Długie artykuły masz w periodykach analitycznych, nie w prasie codziennej, i nie są one przeznaczone dla szerokiej publiczności.

 

A co do umieszczania artykułu w tekście. Nie możesz np. cytować kawałków i kazać bohaterom o tym rozmawiać? Wszystkie trzy propozycje wydają mi się sztywne narracyjnie. Jeżeli każdy najdrobniejszy element samego artykułu, np. to, jak jest napisany, jest kluczowy dla opowiadania, i będzie rozkminiany dalej, to w ostateczności można ten artykuł zacytować w całości, najlepiej jako osobny rozdział, ewentualnie z małym wprowadzeniem lub komentarzem na końcu.

 

Re: alkohol. W czasach Lucy Maud Montgomery nie było jeszcze powszechnego poczucia, że dzieci, zwłaszcza te większe, nie powinny absolutnie pić alkoholu, więc ta scena miała nieco inny wydźwięk niż ma teraz.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki, drakaino. Będę musiała poszukać w sieci skanów.

W scenie, gdzie artykuł prasowy jest tak istotny, mam tylko jedną bohaterkę, która podczas samotnej lektury analizuje i uzupełnia sobie luki w posiadanych informacjach. Powiedzmy, że była świadkiem pewnych zdarzeń związanych ze skandalem.

Jeśli zaś chodzi o picie alkoholu przez młodzież we współczesnych młodzieżówkach, to wydaje mi się, że nawet jeśli powieść nie ma celów jawnie dydaktycznych, to i tak podobne zachowania mają pewnie negatywny wydźwięk.

Nastolatka pije pierwszy raz alkohol? Po pijanemu robi coś głupiego, lub spotyka ją coś okropnego, czego odczuwa konsekwencje.

Nastoletni, bogaty ćpun? Podkreślić jego kiepską sytuację rodzinną i toksyczność środowiska, w którym się obraca.

Palące dziecko w XIX w.? Dokładny opis panującej wokół biedy i że musi harować z ojcem jak wół, aby wyżywić rodzinę.

No to niech czyta i w myślach komentuje to, co czyta. Wtedy nie musisz przytaczać całości, a tylko istotne dla bohaterki fragmenty.

http://altronapoleone.home.blog

Mam niezbyt istotną, ale zagwozdkę, może pomożecie – z jakim kolorem kojarzy się Wam długo planowana zemsta i żal? Pierwsze skojarzenie kolorystyczne, operujemy na całym spektrum barw.

zimny błękit nadgryzany od dołu trójkątnymi pasmami fioletu (odcień ciemny i zimny)

Żółć.

a jeśli zemsta zakłada zabicie kogoś, to również czerwień w odcieniu rodanków żelaza :p

Zemsta – czerwona, żal – ciemnoniebieski, a naraz – coś czarno-czerwono-fioletowe :P

No właśnie moim pierwszym skojarzeniem była zgniła żółć, zapytani podzielili się na dwa obozy: żółtawy i taki-właśnie-niebiesko-czerwonawo-purpurowy. Jestem w kropce. :D

Żółć to piękne słowo.

Takie polskie.

a mścić się będzie facet czy kobieta?

Facet, ale nie sam, a pomaga mu niezupełnie człowiek.

jak facet, to się będzie mścił raczej jednokolorowo. Paletą barw mściłaby się kobieta ;)

Fioletowy – połączenie afektowej czerwieni i smutnego błękitu.

Żółć to raczej gorycz, żal... A większość żółtych odcieni to raczej sympatyczne kolorki, ciepłe, z dobrymi skojarzeniami: słońce, lato, piasek na plaży, światło, wiedza, mały ogień, kaczuszki...

Babska logika rządzi!

Czarny lub ciemnoszary.

Dlatego, że sa długo hodowane (zemsta planowana długo). “Na świeżo” zemsta byłaby biała (jak rozgrzane do białości żelazo), a żal właśnie żółty, jak... jak... żółć. ;)

 

Edit: przy czym żal rozumiem bardziej jako żal do kogoś, czyli złość. A nie żal jako smutek. Jako smutek byłby dla mnie też ciemnoniebieski.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję Wam za opinie! <3 

Zemsta – zależy, taka ogólna wściekła krwista czerwień, długo i skrupulatnie planowana – ciemny fiolet. Żal – jakaś taka podgniła zieleń. Zemsta + żal, jeśli zemsta wynika z żalu czy coś podobnego (zaczynam się gubić przez te kolory) – żółć.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Fiolet. Ciemny.

http://altronapoleone.home.blog

Przepraszam, że się wetnę. Jak określiłby zapach piwa ktoś, kto wącha je po raz pierwszy i nie zna chmielu, drożdży, jęczmienia ani pszenicy? Moja bohaterka ocenia ten zapach jako “ostry”, ale przydałoby mi się jeszcze coś bardziej specyficznego.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Może być też kwaśny?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak naprawdę to zależy od tego, jakie to piwo. Pszeniczne czy w ogóle jasne będą miały kwaśny, ale już ciemne mogą faktycznie być “ostre”.

https://fantazmaty.pl

Fermentacji? Zepsutych owoców? Chociaż to raczej przy winie...

Babska logika rządzi!

jak dla mnie to słodko-palony.

Wielu osobom (w tym mnie) piwo pachnie nieprzyjemnie i przywodzi na myśl to, co otrzymujemy z drugiego końca po wypiciu (pratchettowskie “piwo wypożyczane na godziny”).

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Co powiecie na zapach “ostry i pełen goryczy”?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

“Pełen goryczy” zwykle ma zabarwienie emocjonalne – to może być to, o co Ci chodzi, ale nie musi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mam flashback i powiązaną z nim scenę w teraźniejszości na początku opowiadania. Lepiej dać flashback w całości, czy przeplatać fragmenty z rzeczywistością? Chodzi o sytuację, gdzie bohater wykazuje symptomy stresu pourazowego, związane ze zdarzeniem ze wspomnienia.

Ja bym przeplatał – flashback w momencie, gdy jakiś bodziec przypomni bohaterowi to traumatyczne zdarzenie.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Mi też podoba się bardziej przeplatanie scen ze wspomnienia z rzeczywistością, ale wydaje mi się, że taki myk lepiej sprawdza się w komiksach.

To jest pytanie bez ogólnej odpowiedzi, niestety. Zależy od konkretnego tekstu.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mi też podoba się bardziej przeplatanie scen ze wspomnienia z rzeczywistością, ale wydaje mi się, że taki myk lepiej sprawdza się w komiksach.

Spróbuj, a zobaczysz, czy sprawdzi się również w twoim tekście.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Ajzan,  spróbuj zrobić dwie rzeczy: wstępnie określ ilość planowanych znaków (np. 40k) i  zaplanuj kompozycję swojego tekstu. W najprostszej postaci rozbij tekst na trzy części:  ekspozycję->rozwinięcie->finał. Potem na cztery: ekspozycja->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał. Na pięć: ekspozycja->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał->wyciszenie po finale. Na sześć: ekspozycja->zawiązanie akcji->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał->wyciszenie po finale. A potem to już możesz się bawić, dodając np. dwa następujące po sobie punkty kulminacyjne lub zakończyć wszystko finałem (gdzie np. umieścisz supertwist fabularny) bez wyciszenia. Gdy już będziesz miała swoją kompozycję i ilość znaków, wykonaj proste dzielenie, pamiętając, że każdy etap powinien mieć zbliżoną ilość k (z wyjątkiem rozwinięcia, które może być dłuższe i wyciszenia, które może być krótsze (lub może go nie być wcale – w zależności od wybranej kompozycji)). Jeżeli jeszcze Cię nie znudziłem i to czytasz, to pozostaje tylko jedna rzecz: określić ilość znaków we flashbacku. Jeżeli będzie krótszy niż pojedyncze elementy składowe Twojej kompozycji – spokojnie możesz go wrzucić na początku jako prolog, jeżeli jednak potrzebujesz na to więcej znaków, to wskazane jest prowadzenie akcji dwutorowo – inaczej padnie kompozycja tekstu (wyjdzie np. długaśny wstęp (prolog+ekspozycja) i gwałtowny koniec – jest to zmora wszystkich pisarczyków).           

 

 

Na chwilę obecną mam ponad 23 tys. znaków i celuję do maksymalnego dopuszczalny limit portalu, czyli 80 tys., więc na razie nie jest źle. Tak, jak sugerujesz, Algirze, historię mam mniej, więcej podzieloną na etapy, które staram się dobić do danej części limitu (w sensie to i to musi się zdarzyć przed przekroczeniem np. 40 tys. zzs). Flashback spróbuję wpleść w fabułę.

Chodzi o powieść, ale nie znalazłam lepszego miejsca na ten wątek.

 

Potrzebuję porady, jak napisać konspekt powieści. Czy na początku umieszcza się gatunek i opis grupy docelowej, inne informacje? Czy trzeba opisać fabułę w punktach?

Ja nie pomogę, ale podbiję temat. Zastanawiam się nad zmianą tytułu mojej serii opowiadań na podstawie mitologii skandynawskiej z "Między pieśniami" na "Asymetria". Które brzmi lepiej jako nazwa dla cyklu?

ANDO – uderz do kogoś, kto tu ostatnio powieść wydawał. Naz, Minuskuła (jeszcze chyba negocjuje, ale konspekt ma XD), Drakaina, Ninedin, ocha... na bank zapomniałem o masie osób xD 

 

Ajzan – “Między pieśniami” chyba brzmi mi lepiej, ale pewnie dlatego, że się przyzwyczaiłem trochę. 

@ANDO: myśmy z Drakainą, proponując wydawnictwu,  miały, o ile pamiętam, krótki opis – założenia, grupa docelowa, tematyka, charakter (że fantastyka :) ), możliwości rozwoju serii – a potem jeden rozdział tekstu. 

EDIT: Ale fakt, że już z tym wydawnictwem pracowałyśmy wcześniej, jako tłumaczki i/lub konsultantki.

Ja nie pomogę, ale podbiję temat. Zastanawiam się nad zmianą tytułu mojej serii opowiadań na podstawie mitologii skandynawskiej z "Między pieśniami" na "Asymetria". Które brzmi lepiej jako nazwa dla cyklu?

Osobiście wolę oryginalny tytuł. Ta “Asymetria” kojarzy mi się zbyt matematycznie.

 

PS. Ajzan, przeraża mnie ta zmora z twojego awatara. :P

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Zaczęłam zastanawiać się nad zmianą nazwy cyklu, bo “Między pieśniami” nie brzmi dla mnie zbyt oryginalnie – to po prostu “między wierszami”. gdzie drugie słowo zamieniłam na bardziej odpowiednie do klimatu pieśni.

Zastanawiam się nad “Asymetrią”, gdyż:

– “As” jest ukryty w tym słowie,

– wpadłam na pomysł skupienia się w opowiadaniach na motywie asymetrii, czyli w tym przypadku szeroko pojętych nierówności i zestawieniu przeciwieństw.

 

A ta “zmora” z mojego awatara, to bohaterka jednego z moich tekstów w bibliotece i jest bardzo sympatyczną dziewczynką.

Ajzan, to kolejne z tych pytań, na które nie ma ogólnej odpowiedzi. Niestety, ale musisz się zebrać i zrobić skok wiary.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A ta “zmora” z mojego awatara, to bohaterka jednego z moich tekstów w bibliotece i jest bardzo sympatyczną dziewczynką.

Ale mnie przeraża ilekroć ją widzę. :P

 

Zastanawiam się nad “Asymetrią”, gdyż:

– “As” jest ukryty w tym słowie,

– wpadłam na pomysł skupienia się w opowiadaniach na motywie asymetrii, czyli w tym przypadku szeroko pojętych nierówności i zestawieniu przeciwieństw.

Jak tam chcesz, to w końcu twoje dzieło. Mówię tylko, jak się ten alternatywny tytuł skojarzył mnie, który o mitologii nordyckiej wie tyle, co z jednego opracowania mitu o Thorze Stefana Majchrowskiego i gry Jotun: Valhalla Edition. Dopóki sobie tego nie wyguglałem, nie miałem np. pojęcia, że “Asowie” to są ci “główni” skandynawscy bogowie. Ale jeśli kierujesz swoje opowiadania do fanboyów nordyckiej mitologii albo po prostu ludzi, którzy mają o niej jakiekolwiek pojęcie, to oni ten tytuł rozgryzą i pewnie im się spodoba. Być może po prostu nie jestem twoim targetem i w tym wypadku moje zdanie nie powinno mieć dla Ciebie znaczenia.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

“Między pieśniami” jest dobre między innymi właśnie dlatego, że kojarzy się z “między wierszami”

http://altronapoleone.home.blog

Ajzan:), “Między pieśniami” jest ok! # Drakaina

Asymetria – nie, jest przenaukowione i inne skojarzenia budzi IMHO.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dokładnie – asymetria budzi skojarzenia z SF, a nie fantasy. 

Dziękuję wszystkim. ^^ Zatem zostaję przy "Między pieśniami", ale z motywu asymetrii nie zrezygnuję.

Zawsze możesz nadać ten tytuł jednemu z opowiadań z cyklu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Być może tak zrobię, Bolly. ;-)

 

Tak się zastanawiam, czy tworzenie postaci fantastycznych, których naturalny kolor włosów jest nienaturalny dla człowieka (np. ciemnoniebieski) ma sens w literaturze, czy lepiej takie cuda zostawić mandze i anime?

Jeśli w świecie przedstawionym istnieje magia czy coś, to jak najbardziej :) To Twój świat i to Ty decydujesz, jakie w nim są “nadprzyrodzone prawa”. 

Ano, wszystko zależy od kreacji twojego świata. Ciemnoniebieskie czy ciemnozielone włosy często pojawiają się w fantasy w przypadku jakichś syren czy driad i nie ma z tym większego problemu. Co innego jeśli chcesz budować świat quasiśredniowieczny, gdzie magia jest gdzieś w tle, ale nie na porządku dziennym – wtedy taka kreacja może (ale nie musi) zaburzać imersję. 

Ano, wszystko zależy od kreacji twojego świata.

Otóż to. W ogóle, Ajzan, nie bierz tego jako odmowy pomocy, ale musisz się nauczyć stać na własnych nogach. Zadajesz wiele pytań o sprawy bardzo drobne i bardzo zależne od całości Twojego opowiadania (czy nawet cyklu – możesz przecież mieć plan na cały cykl, ja od miesięcy planuję Staszka i zaplanować nie mogę), o sprawy, w których sama będziesz musiała podjąć decyzję, bo nie stosują się do nich żadne reguły i stosować się nie mogą. Właśnie dlatego, że są to sprawy tak detaliczne. Głęboki wdech i odwagi.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Rozumiem, Tarnino. Sama zauważyłam, że chyba przesadzam. Po prostu mam tak, że w pewnych kwestiach, jeśli sama nie jestem co do nich pewna, wolę zapytać. Spróbuję jednak to ograniczyć.

Wiesz co, ja mam odwrotnie (wolę się nie pchać z pytaniami, choćbym miała zrobić głupotę, którą potem oczywiście robię), ale to są uwarunkowania środowiskowe. Wszyscy mamy swoje hople.

heart

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mam takie pytanie, czy w tekście mogę umieszczać normalnie nazwy różnych firm, np. Apple, Starbucks, Lacoste itd.? Takich nazw znajduje się wiele w moim opowiadaniu i ta wielość jest dla niego dość istotna, więc wolałabym jednak pisać normalnie, bo obejścia (np. laptop z nadgryzionym jabłkiem) mi coś nie brzmią dobrze...

Możesz. Tylko pamiętaj, że jeśli napiszesz, że np. firma Banana handluje ludźmi, to już cię mogą za to pozwać. ;)

https://fantazmaty.pl

Ok, dzięki.

W literaturze amerykańskiej to jest norma. Do tego stopnia są tam konkretne nazwy (ubrań, sklepów, napojów, ciastek, okularów, just name it), że tłumacząc mamy dwa problemy: 1) część marek jest w Polsce kompletnie nieznana i ich nazwa nic czytelnikowi nie powie; 2) w polskim odbiorze to wygląda jak product placement... Ale z drugiej strony bez wahania dałyśmy z ninedin jednemu z bohaterów młodzieżówki ajfona, bo chodziło po części o wyróżnik.

 

Ajzan – oczywiście możesz pytać o każdy szczegół opowiadania, zastanów się jednak, czy jeśli wszystko będzie skonsultowane z innymi i przez nich podpowiedziane, to jeszcze będzie naprawdę twój świat. Tarnina powiedziała słusznie: miej odwagę pisać to, co dyktuje ci wyobraźnia. A ja dodam: jeśli coś wydaje ci się kontrowersyjne, daj czytelnikowi znać,  że w twoim świecie ma prawo bytu. W świecie fantasy wszystko jest możliwe, pod warunkiem, że autor panuje nad całością. Możesz napisać świat, w którym wszyscy mają niebieskie i różowe włosy, a brąz jest nienaturalny, i nikt nie będzie kręcił nosem, o ile to będzie konsekwentne i każda bohaterka o kasztanowych włosach będzie dziwowiskiem ;) Jedynym wrogiem wyobraźni jest niekonsekwencja, którą wyłapie czytelnik. Jeśli pewnym tonem opowiesz mu dowolnie nieprawdopodobną historię, on to kupi. Ale musisz wierzyć w tę historię i umieć ją opowiedzieć tak, żeby była wiarygodna. Dopóki nie piszesz o świecie rzeczywistym w konkretnym momencie historycznym, nawet realia epoki cię nie obowiązują w stopniu ścisłym.

http://altronapoleone.home.blog

Hear, hear.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, drakaino. ^^

 

Co do produktów, to w “Outsiderze” Kinga miałam wrażenie, że jest mnóstwo lokowania produktów.

Lokowanie produktu jest wtedy, kiedy firmy za to płacą. Strzelam, że u Kinga to raczej kwestia wiarygodnej kreacji świata. 

I w całej amerykańskiej literaturze też (to, o czym mówiłam, to młodzieżówki), tylko ponieważ w polskiej tego aż tak bardzo nie ma, to nadmiar w przekładach robi niefajne wrażenie, zwłaszcza że czasem “zwykły dzieciak” ma rzeczy, które u nas robią za luksusowe i wtedy to już w ogóle jest odjazd

http://altronapoleone.home.blog

Ale w polskim tekście też nie pisalibyśmy, że bohaterka kupiła w sklepie ciasteczka Sante, mrożonkę Hortex, mleko Łaciate, kawę Inkę, czekoladę Wedla, sok Tymbark, przecier pomidorowy Pudliszki i worek soli z Bochni. Nie?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A np. Rick Riordan dokładnie tak robi, w oryginale: oni idą do Walmarta kupić Oreo i Mountain Dew, nosząc Nike’i i Lewisy, a nie do supermarketu po ciastka i oranżadę, w dżinsach i butach sportowych.  I ponieważ masz rację, że po polsku / w polskiej tradycji pisania tak się nie robi, to przy przekładach trzeba czasem sporo zmienić.  

W sumie dobrze, że się tak nie robi w polskiej tradycji, bo wtedy te nazwy będą bardziej rzucały się w oczy w moim tekście, a o to mi właśnie chodzi :)

Jeśli dobrze pamiętam, problem z różnymi kodami kulturowymi był taki, że gdzieś w oryginale zwykły niezamożny dzieciak nosił RayBany. U nas to wywołuje zupełnie inne skojarzenia. Zazwyczaj razem z redakcją podejmujemy decyzję o wywaleniu nazw produktów.

http://altronapoleone.home.blog

Z nazwami produktów jest ciekawie – u nas pieluszki jednorazowego użytku to pampersy, choć tak naprawdę to tylko nazwa firmy, która pierwsza weszła na polski rynek.

Z drugiej strony – jak mi się zdaje, działa to też w drugą stronę. Czyli dla hamburgera chusteczki higeniczne to po prostu kleenexy.

 

A już uwielbiam wygibasy w stylu “cola dietetyczna” :P.

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Podobnie rower, inka i elektroluks, ale przejście nazwy towarowej do języka jako zwykłej to jedno, a pchanie nic nikomu niemówiących nazw handlowych zamiast opisów, to coś zupełnie innego.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie przesadzaj Tarnino. Jasne, takim nagromadzeniu to wygląda komicznie, ale kiedy piszesz o tym, że bohater pali tylko konkretną markę papierosów albo samochód jakim jeździ, to nie ma żadnego problemu z podaniem nazwy. I taki zabieg można stosować w różnym celu. Bohater może jeździć oldschoolową Syrenką, pozer może “pic tylko Ballantine’sa”, oddając realia epoki możemy opisywać samochody i inne marki, żeby lepiej oddać klimat. Jak każdy inny zabieg, stosowny świadomie i z umiarem, może przynosić bardzo fajne efekty.

Jasne: świadomie i z umiarem.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nawet zwyczajna marka samochodu może być istotna, bo np. bohater rozpoznaje konkretny samochód należący do innej osoby. Podobnie jak można zapamiętać, że ktoś tam miał na sobie np. podkoszulek z charakterystycznym logo czy aparat konkretnej marki. Niemniej Amerykanie rzeczywiście mają tendencję do podawania konkretnych nazw, podczas gdy w Polsce jednak normą będzie powiedzenie, że zjadł batonik, a nie konkretny batonik ;) Choć w “Mysiej wieży” miałyśmy studenta o ksywie “Mars”, bo miał akurat taki batonik w kieszeni.

http://altronapoleone.home.blog

Taka sprawa, proszę państwa. Powiedzcie napiszcie mi, proszę, co widzicie oczami wyobraźni, gdy w tekście czytacie:

 

...bla bla czarne oczy bla bla...

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czarne oczy

Przynoszę radość :)

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Anet – bardzo śmieszne... *

 

Bolly – dzięki za dokładne zobrazowanie

 

* Ale to może moja wina, bo zadałam zbyt ogólne pytanie. Nie chciałam jednak żadnymi podpowiedziami niczego sugerować. 

 

Gry mówimy/piszemy “szare/zielone/niebieskie oczy”, to każdy wie, że chodzi o kolor tęczówki, nie całego oka i nie trzeba tego doprecyzowywać. A jak napisałam “czarne oczy” to właśnie wyobrażenie było jak na powyższym obrazku. A tu też tylko tęczówki moja postać ma czarne... 

Doprecyzowywać czy nie? 

 

 

PS. Jestem pewna, że już kiedyś tego określenia użyłam i w tamtym tekście nikt nie zwrócił na to uwagi. W każdym razie zawiesiłam się i nie wiem, co myśleć.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie ma potrzeby. Czarne oczy to czarne oczy (tęczówki) i tyle. Doprecyzowanie byłoby potrzebne, gdybyś miała na myśli coś innego.

Przynoszę radość :)

Dzięki, Anet, za rozwianie wątpliwości. Zostanę jednak przy moich czarnych oczach, bez kombinowania. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ja widzę oczy o bardzo ciemnych tęczówkach (podobno całkiem czarne nie istnieją). Na tyle ciemnych, że nie widać różnicy między źrenicą a tęczówką. BTW, osoby z takimi oczami właśnie dlatego uchodzą za atrakcyjne.

Babska logika rządzi!

W moim świecie istnieją, ale to świat fantastyczny ;) 

 

Kiedyś, jak byłam dzieciakiem (no dobra, nastolatką), do mojego miasta przybyła prawdziwa karawana nomadów, z namiotami i wielbłądami. Nie pamiętam, z którego z arabskich krajów przyjechali. Zawsze wydawało mi się, że takie ciemne oczy są piękne i fascynujące. Jednak, gdy je zobaczyłam w twarzach tamtych mężczyzn na żywo, to się wystraszyłam. 

Już od dawna tak nie reaguję, ale tamtego wrażenia zapomnieć nie umiem.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Z tymi ufokami oczywiście żartowałem, “czarne oczy” rozumiem tak, jak Finkla i Anet. Zawsze możesz je opisać dokładniej, uzasadniając wrażenie, jakie wywierają.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Tak też właśnie zrobiłam. Przy pierwszej wzmiance, przy kolejnej już nie powtarzam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czarne oczy we mnie budzą skojarzenie po prostu z osobą o bardzo ciemnobrązowych oczach.

 

cast_magicians_s4_margo

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Szczerze mówiąc, gdybym trafiła na fragment, zwłaszcza na początku, w którym autor opisuje, jak wyglądają czarne oczy, uznałabym, że ma mnie za idiotę i zniechęciłabym się  do czytania.

Przynoszę radość :)

Czy to dobrze, jeśli w środku do tej pory prowadzonego dynamicznie opowiadania dojdzie do spowolnienia akcji w celu wyjaśnienia, co się właściwie dzieje? Dotarłam do takiego momentu w moim tekście i wolałabym uniknąć niepotrzebnych dłużyzn.

Nie. Nie mogłabyś tego jakoś wcisnąć wcześniej? Może być po kawałeczku, troszkę tu, troszkę tam, żeby w kulminacyjnym momencie wszystko powskakiwało na miejsca i czytelnik zrobił “aha!”

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Pamiętam z grafomanii taki opis bitwy,  w którym bohater zaczął podziwiać przyrodę (przypominam: w środku bitwy!).  Więc nie. 

Przynoszę radość :)

Dziękuję. Coś pokombinuję.

A ja uważam inaczej – zależy, jak się to zrealizuje. Nie miałbym nic przeciwko, gdybym po otwierającej tekst scenie akcji dostał spokojne wyjaśnienie, co się dzieje, choć powtórzę – zależy, jak by to zostało zrealizowane.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Dzięki, Bolly.

Ale masz na myśli tzw. cold open? Bo wtedy tak, można, ale nie znienacka, a znienacko właśnie zrozumiałam.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hmm, Ajzan, moje zdanie – w trakcie akcji, absolutnie nie ma czasu na wąchanie fiołków, chyba że będziesz dawała jakieś flash backi, czyli skończysz porządnie jedną scenę, druga, wrócisz. Musi być na to uzasadnienie. Chęć wyjaśnienia nie wydaje mi się wystarczająca.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Retardacja może być dobra, ale wyjaśnianie, o co chodzi, nie jest najlepszą formą retardacji.

http://altronapoleone.home.blog

Może wyjaśnię, jak to w moim tekście wygląda. To nie jest przerywnik w samym środku sceny bitwy. Po kilku scenach “akcji” następuje moment, kiedy bohaterowie mogą złapać oddech i dowiedzieć się czegoś więcej o sytuacji, w której się znaleźli, aby móc znaleźć rozwiązanie. Nie zamierzam przy tym przesadzać z dłużyznami.

W takim razie nie widzę, w czym problem. Przecież to norma.

http://altronapoleone.home.blog

I dlatego, drogie dzieci, trzeba pytać o to, co się chce wiedzieć, a nie o coś obok. W najlepszej wierze doradziłybyśmy Ci z Anet źle, bo źle zrozumiałyśmy pytanie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja w ogóle nie bardzo widzę sens takich akurat pytań – przecież na to, żeby wiedzieć, że również tak się konstruuje akcję, wystarczy poczytać trochę książek.

Nie chcę Cię, Ajzan, zniechęcać do korzystania z wątków pomocowych, ale już jakiś czas temu na którymś innym ktoś zwracał uwagę, że dopytujesz o takie szczegóły, które naprawdę zależą od Ciebie jako autorki, od Twojej wizji tego, co piszesz. Jeśli za bardzo będziesz konsultować każdy szczegół, ta wizja przestanie być Twoja – nie w sensie “autorstwa”, ale indywidualizmu. Zatracisz coś własnego, co chcesz powiedzieć czy stworzyć od siebie, w radach ludzi o różnym guście, różnych stylach.

Pozwól, że zrobię mały osobisty offtop – ale że to wątek z pomocą “różną”, nie będzie on całkiem kłócił się z tematyką wątku:

Prawdę mówiąc, z wszystkiego, co tu opublikowałaś, do dziś najbardziej cenię “Melodyjkę”, dałam jej byłam nawet 2 punkty w głosowaniu legendowym. Sprawdziłam, że dziękujesz za betę Marasowi – ale beta to bardziej “intymna” pomoc, na dodatek na etapie gotowego tekstu. Bardzo żałuję, że nie poszłaś dalej w świat z “Melodyjki”, z przyjemnością przeczytałabym coś z tamtego uniwersum. Może tam mniej krępowały Cię wyobrażenia o tym, jakie coś “powinno być” (Asgard, realia oparte na czymś itd.), bo stworzyłaś własny, niepokojący, ciekawy świat – i nie wahałaś się puścić wodzy fantazji. Może to samo powinnaś zrobić tutaj. Oparcie się na sagach nordyckich jest u Ciebie równie umowne jak w uniwersum Marvela – i to nie jest zarzut. To Twój autorski Asgard, więc daj mu więcej oddechu, więcej od siebie. Nie bój się szaleństwa, nie bój się pisać po swojemu. Odchodzisz w kreacjach bohaterów wystarczająco daleko od tego, co znamy z klasyki nordycko-germańskiej (wcale nie tak ubogiej!), przez stulecia ludzie też tak robili, więc nie bój się pisać – w sensie technicznym – tego wszystkiego też tak, jak Ci wyobraźnia oraz wyczucie dyktuje.

http://altronapoleone.home.blog

już jakiś czas temu na którymś innym ktoś zwracał uwagę, że dopytujesz o takie szczegóły, które naprawdę zależą od Ciebie jako autorki

To byłam ja i spieszę z dopowiedzeniem: tylko Ty, Ajzan, wiesz, co chcesz powiedzieć. Tylko Ty i nikt inny. I tylko Ty wiesz, jak chcesz to powiedzieć (pomijając sytuacje, kiedy nie wiesz, ale chcesz to sobie wyklarować w pierwszym, drugim, dziesiątym szkicu) – bo “jak” jest w literaturze integralną częścią “co”. My możemy podrzucić sugestię, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie, i Ty będziesz z niej rozliczana.

Był to kubeł strasznie dorosłej zimnej wody od Tarniny.

Prawdę mówiąc, z wszystkiego, co tu opublikowałaś, do dziś najbardziej cenię “Melodyjkę”,

Zachęcona, kolejkuję.

 

ETA: Skoro dziś muzykujemy, coś na wzmocnienie: Odwagi.

Dasz radę.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Drakaino, Tatnino, dziękuję. Będę bawić się moim Asgardem. ;-)

Jeśli chodzi o “Melodyjkę”, to myślę jeszcze do niej jeszcze wrócić.

Ajzan,  nie słuchaj tego. Forum jest od zadawania pytań. Jak masz ochotę – pytaj,  jak masz wątpliwości – pytaj, jak masz problem – pytaj. Ja tak robię. Zawsze warto pytać.

 Trzeba robić ruch na forum, żeby coś się działo, żeby było życie ;)

 

Odnośnie Twojego pytania: przy pisaniu opowiadań unikaj ścian tekstu, ze swojego słownika wyrzuć: flashback, info dump, backstory, masz +-40k znaków, żeby opowiedzieć jakąś historię, wykorzystaj to dobrze :)

 

 

 

 

 

 

 

Może masz i rację, Algirze! Najważniejsze jest, aby opowiedzieć pewną historię. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Algirze, nikt tu nie mówi, że nie należy zadawać pytań!

http://altronapoleone.home.blog

Jak to mawiała moja prababcia, jak nie będziesz pytał, to nie będziesz wiedział. Ale warto też przeczytać, co powiedzieli dyskutanci przed Tobą, a nie rzucać grepsy bez zastanowienia, prawda?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nieprawda. Jeden wbity gwóźdź jest lepszy od dziobania szpileczkami.

Jasne, jak budujesz płot. Ale niekoniecznie wtedy, kiedy szyjesz kieckę.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie bardzo wiem w jakim innym wątku mógłbym o to zapytać, wiec pytam tutaj.

Jeśli opublikuję na portalu opowiadanie, powiedzmy na 20k znaków, a za jakis czas na jego podstawie napiszę coś większego, powiedzmy 200-300k, to czy mogę taką mini-powieść słać do wydawnictw albo na konkurs, jako nigdzie nie publikowaną?

Pewnie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dick robił coś takiego po dwa razy z jednym tekstem, więc nie widzę przeszkód.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Bohater cytuje w myślach (ujętych w cudzysłów) słowa innej postaci. Czy mogę te słowa po prostu dać kursywą, czy muszę uciec się do cudzysłowu francuskiego?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Za namową Reg chciałbym poradzić się Was w pewnej kwestii.

 

Z racji zmiany pracy mam więcej czasu, i licho chciało, że zacząłem odświeżać mitologię anańską [moją autorską]. Oryginalna mitologia ma ponad dwadzieścia lat i uznałem, że naprawdę warto to w końcu odświeżyć i nadać temu ostateczny kształt. Jest to dla mnie ważne także o tyle, że często kiedy coś piszę, muszę szukać w notatkach lub krótkich tekstach potrzebnych szczegółów, a tak miałbym stały, kompletny punkt odniesienia, co mogłoby też pomóc przy pisaniu normalnej prozy. Na tę chwilę rozpisałem dwa pierwsze mity [bardziej plan niż ostateczna wersja] co zajęło mi ok 10 stron. 

 

Całość dzieli się na zwoje. Pierwszy z nich to Zwój Początku. Zawiera w sobie mit powstania świata, opis pochodzenia poszczególnych plemion anańskich, epos o walce z barbarzyńcami oraz opis wędrówek ludów, które zakończyły erę mitów i legend i zapoczątkowały tamtejszą starożytność. 

Drugi zwój dotyczy kolorów, czyli żywiołów, i ich oddziaływania na siebie nawzajem.

Trzeci dotyczy prawa, czwarty metod prowadzenia wojny. Piąty rytuałów pogrzebowych a szósty, napisany o wiele później, jest jakby zwieńczeniem i ma służyć petryfikacji zwyczajów.

Całość chciałbym opatrzyć przypisami stylizowanymi na te do Biblii czy Koranu, dodatkowo każdy rozdział miałby wstęp o warunkach powstania tekstu itd. Będzie też słowniczek. Chciałbym opatrzyć całość niemałą ilością obrazków stylizowanych na etniczne.

 

Co o tym myślicie? 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Oryginalna mitologia ma ponad dwadzieścia lat

Mam rozumieć, że zacząłeś tworzyć własną mitologię, mając osiem czy dziewięć lat? Ja w tym wieku wolałem budować z klocków LEGO, ale co kto lubi. Tak czy owak, szczerze wątpię, żeby to było coś ciekawego czy odkrywczego. Na świecie jest tyle fascynujących mitologii, że nie widzę sensu w wymyślaniu nowych. Jeśli miałbym do wyboru mitologię, dla przykładu, celtycką, inkaską czy ajnoską, lub twoją, to wybór jest dla mnie oczywisty – zmulić mnie mogą obydwie, ale czytając tę pierwszą, przynajmniej wzbogacę swoją wiedzę z zakresu religioznawstwa i antropologii.

Osobiście nie cierpię, gdy autorzy fantasy zaczynają od budowania świata, tworzenia mitologii i opisywania całych epok fikcyjnej historii tylko po to, żeby napisać opowieść o Jasiu z Koziej Wólki. Czy ja dzisiaj pamiętam tych wszystkich Valarów, drzewa genealogiczne elfów, poczet królów Rohanu i Gondoru? Nie. Pamiętam za to doskonale kurdupla, który szedł zniszczyć magiczny pierścień. I ta historia o kurduplu doskonale obeszłaby się bez tych wszystkich rozpychających trzeci tom dodatków oraz bagażu w postaci nudnego jak psia dupa Silmarilliona. Bo ona angażuje i działa na poziomie emocji.

Moja rada? Wyrzuć swoją mitologię do śmieci i zacznij pisać ciekawe, wciągające historie, a jeśli czujesz, że naprawdę wymyśliłeś coś ciekawego i oryginalnego, wplataj to umiejętnie w swoje opowieści. Masz pomysł na niezwykły anański rytuał pogrzebowy? Niech bohater będzie świadkiem tego rytuału i niech okaże się on (rytuał, nie bohater, ma się rozumieć) istotny dla fabuły. Bo jeśli po raz nie wiadomo który miałbym czytać wtórne bajędy o bogach, legendarnych herosach, królewskich dynastiach oraz bitwach i wojnach, z których nic nie wynika, musiałbyś mi chyba zapłacić.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Wybacz, Arhizie, ale ja tego nie przeczytam.

Przynoszę radość :)

Nie widzę potrzeby tworzenia nowego Silmarillionu (Tolkien też tego nie robił i nie zamierzał, kompilacja została sklecona przez jego syna z luźnych papierków po ojcu, który wiecznie zmieniał zdanie). To, co proponujesz, można ewentualnie wydać po monumentalnym sukcesie serii bestsellerów :)

Jeżeli Tobie osobiście obrazki i przypisy są potrzebne – zrób. Ułóż w kartotece i oglądaj, kiedy zechcesz. Ale dopóki masz o czym pisać, wietrzenie własnych notatek jest samobójcze – znuży Ciebie i czytelnika, poza tym zakopiesz się w nieistotnych szczegółach, które mógłbyś zmienić, gdybyś ich nie ujawnił.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Bolly, pozwoliłem sobie na niewielkie rozpisanie się, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.

 

Tak, cały czas korzystam z uniwersum, które zacząłem tworzyć mając te 7, 8 lat, całość rozwija się do dziś. Podobnie jest z językiem, choć teraz jego wykorzystanie zmierza coraz bardziej w stronę graficzno-muzyczną. Poruszasz natomiast bardzo ważną kwestię, którą ja wiążę z przebodźcowaniem dzisiejszego odbiorcy. Nie dość, że na świecie jest sporo mitologii, to w dodatku mamy też znane i popularne światy  fantastyczne z Tolkienem na czele. Jak sam mam tak, że spotykając się z jakąś mitologią w książce, filmie czy grze, nie bardzo mam ochotę się z nią zaznajamiać, zwłaszcza, jeżeli wydaje mi się odtwórcza [czytaj: kolejny tolkienopodobne fantasy]. Z drugiej jednak strony to, czego ja szukam w mitologiach, to unikalność matryc kulturowych i to jest też moja motywacja, która przyświeca mi przez te wszystkie lata. ;) 

Wszystkich Valarów akurat pamiętam, ale mniejsza. ;) Moim zdaniem podstawą jest proza i ona jest moim działaniem docelowym. Niestety wskutek różnych perypetii nie pisałem nic przez dwa lata, ale w najbliższym czasie zamierzam to zmienić. Zresztą wystarczy zobaczyć moją stronkę, biedną i opuszczoną [z tego co pamiętam, w ostatnich postach udawałem, że umiem rysować]. Dlatego też pisałem o motywacji pod kątem stworzenia ściągi... ale jednocześnie nie chcę, by to ściągą pozostało. No i nie widzi mi się robienie samych rysunków bez opisów. Ale wracając do kurdupla, ja raczej z tych, co wolą tę psią dupę, co nie znaczy, że nie chcę docelowo skupiać się na emocjach i historii bohaterów.

Obawiam się, że Twoja rada jest u mnie nie do zastosowania. Udało mi się popełnić chyba cztery teksty, które nie były osadzone w moim uniwersum. Nie są to jednak teksty, które mają dla mnie większą wartość. A o pogrzebie było nieco tutaj:  https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/19813

Dziękuję Ci za Twoją wypowiedź. Składnia do refleksji i z pewnością jeszcze będę nad nią myślał :) 

 

 

 

Anet, widocznie nie jest to sprawa, która byłaby dla Ciebie ważna/ciekawa. :) 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Tarnina, myślę, że masz sporo racji. Bardzo ciekawa uwaga o “wietrzeniu notatek”. Ja jednak mam potrzebę wierności tym “nieistotnym” szczegółom. Inaczej całość wydaje mi się niespójna. Chociaż jak teraz Was czytam, coraz bardziej wydaje mi się, że to obrazki są w tym przypadku istotne, a nie tekst. Bo sam tekst będzie ciekawszy w postaci prozy. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Arhizie, lubię różne światy, to jest dla mnie ciekawe, ale pokazywane przy okazji opowiadania jakiejś historii. Samego opisu, co, dlaczego, skąd się wzięło – nawet nie zapamiętam.

Przynoszę radość :)

Anet, to mnie tylko utwierdza w przekonaniu, aż opis można zrobić sobie na boku by służył pomocą, a skupić się na publikacji samych tekstów, konkretnych historii ;) 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

którą ja wiążę z przebodźcowaniem dzisiejszego odbiorcy.

W jakimś stopniu na pewno. Może nie stuprocentowo, ale w jakimś stopniu.

Ja jednak mam potrzebę wierności tym “nieistotnym” szczegółom. Inaczej całość wydaje mi się niespójna.

Zgadzam się, wyraziłam myśl niejasno. Chodziło mi nie o to, żeby nie mieć skrystalizowanej wizji świata, ale raczej o to, że czasami “w praniu” wychodzi, że jakiś szczegół po prostu nie pasuje, chociaż na sucho wyglądał dobrze. Nie ma co wpuszczać widza za kulisy, jeszcze wpadnie do budki suflera :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Tarnina, myślę, że z tą krystalizacją to kwestia złotego środka. W moim przypadku idzie to raczej w stronę petryfikacji, ale nie na tyle, by nie móc np. zrobić spin-offa świata fantasy w wersji science fiction, jak tutaj: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/19391 ;)

I też mi się wydaje, że samo przebodźcowanie nie jest może stuprocentowym “winowajcą”, ale uważam, że odgrywa dziś znaczącą rolę. 

A do budki lepiej niech nie wpada ;) 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

ARHIZ, sam pomysł jest dobry, ale tak jak już było pisane, po to, aby się nie pogubić podczas pisania książki/opowiadania. Sama kiedyś tworzyłam swoją mitologię, to zawsze świetna skarbnica pomysłów na opowiadania. Poza tym zawsze łatwiej przemycać jakieś informacje o świecie, który się dobrze zna.

Oluta, dzięki za opinię ;) 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Hej, hej, poszukuję źródeł o tym, jak wyglądała praca w gazecie typu dziennik szukający sensacji w latach 1890-1900. Ktoś ma może jakie tropy lub poleca źródła? Każdy trop mile widziany i z góry dzięki za pomoc!smiley

Oidrin, a gdzie konkretnie i o jakie sensacje chodzi? W tym okresie bardzo różne czynniki wpływają na to, jak media wyglądają w różnych krajach, jak pracują itd. Niby istnieją już tabloidy, ale nie na dzisiejszą miarę. Sensacje typu dwugłowe cielę możesz wtedy znaleźć nawet w poważnych gazetach, podobnie jak informacje o zabójstwach itd. Wiele gazet wciąż działa na zasadzie przedruków z innych. No i – praca kogo? W bardzo ogólnym zarysie praca różnych osób zaangażowanych w prace dziennikarsko-redakcyjne nie różniła się zasadniczo od tego, jak wygląda teraz, pominąwszy możliwości techniczne. Zawód dziennikarza dopiero jednakowoż się wtedy kształtuje, w Ameryce masz tzw. new journalism, który właśnie się zaczyna, ale to raczej dotyczy tego, jak pisać, a nie jak się pracuje, choć oczywiście to jakoś tam się łączy.

http://altronapoleone.home.blog

Hej, Drakaino! Dzięki za szybką odpowiedź – chodziło mi o zachodnie wybrzeże stanów – San Francisco, Oregon i redakcję zajmującą się typowym yellow journalism czyli przodków dzisiejszych taboloidów poniekądwink. Chciałam się skupić na reporterach i redaktorze naczelnym, ale jakiś ogólny ogląd też pomógłby w kontekstach – chcę, żeby to miało ręce i nogi.

To niestety bardzo nie moje rejony XIX w., choć jakiś czas temu czytałam sporo amerykańskich gazet z tego czasu i tego obszaru, ale szukając informacji na dość specyficzny temat... Paradoksalnie myślę, sądząc m.in. po tej lekturze, że westernowy dziennikarz nie jest postacią bardzo odległą od rzeczywistości. Dużo zależy od tego, jaki ton będzie miało Twoje opowiadanie; jakby co, to uderzaj do mnie z betą – zasadniczo nie betuję, bo nie mam w tej chwili czasu i możliwości, ale taki szybki rzut oka, czy nie ma jakiegoś dużego anachronicznego babola wykonać mogę ;)

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję!smiley Z tego, co do tej pory czytałam miałam w sumie podobne wrażenia, ale chyba wolę zaufać komuś, kto ma lepsze oko do baboli z tej dziedziny. Odezwę się zatem po jakieś wskazówki, jak skończę, co pewnie też nie będzie prędko. Niby ta redakcja to wątek poboczny, ale zależy mi, żeby nie raził anachronizmami.

Halo!

 

Słuchajcie, mamy taki oto nieszczęśliwy wypadek: młoda kobieta przewraca się i uderza w stojącą obok niej szafę. Z szafy spada młotek i... BUM. Kobieta umiera na miejscu od trafienia w głowę. Dostajemy jeszcze wielką plamę krwi na podłodze.

 

Uważacie, że zdarzenie brzmi w miarę wiarygodnie czy takie uderzenie byłoby zdecydowanie za słabe, żeby rozbić głowę (i to tak by było dużo krwi)?

 

A może macie inny pomysł na przypadkową śmierć bohaterki? Akcja dzieje się w mieszkaniu. Musi być młotek i dużo krwi. :):)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Jak dla mnie brzmi to całkowicie niewiarygodnie, bo o ile pamiętam z kursu antropologii fizycznej (Wiktoria by się tu przydała), czaszka jest mocna i wcale nie tak łatwo ją rozbić. Ergo kobieta musiałaby chyba mieć cholernego pecha, żeby ją trafiło śmiertelnie w którąś z cieńszych kości, które w dodatku w normalnej sytuacji nie są eksponowane (skroń, potylica). No i chyba musiałby być to duży młotek. Plus skąd ma być ta duża ilość krwi?

http://altronapoleone.home.blog

Czy do tego zdarzenia naprawdę doszło w opowiadaniu, czy to tylko założenie policji/ detektywa,  a przyczyna jest zupełnie inna?

Jak dla mnie brzmi to całkowicie niewiarygodnie, bo o ile pamiętam z kursu antropologii fizycznej (Wiktoria by się tu przydała), czaszka jest mocna i wcale nie tak łatwo ją rozbić.

No właśnie czułem, że trochę mnie poniosło. Może jednak zmienię młotek na siekierę (tylko kto to słyszał, żeby trzymać siekierę na szafie?). Ech, dużo roboty z tym uśmiercaniem ludzi...

Czy do tego zdarzenia naprawdę doszło w opowiadaniu, czy to tylko założenie policji/ detektywa,  a przyczyna jest zupełnie inna?

Zdarzenie to fakt autentyczny. ;))

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Zdarzenie to fakt autentyczny. ;))

Może jednak zmienię młotek na siekierę (tylko kto to słyszał, żeby trzymać siekierę na szafie?). Ech, dużo roboty z tym uśmiercaniem ludzi...

Nie jest to zbyt wiarygodne. Ani siekier, ani młotków na szafie się nie trzyma, bo to niewygodne i niebezpieczne. Znasz może ten kawałek Chestertona, gdzie facet został zabity małym młotkiem zrzuconym z dużej wieży? Może lepiej poszukać w tych stronach?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Można je uwiarygodnić – dziecko (może być gościa) upiera się, żeby się pobawić młotkiem, tata chowa w pierwsze lepsze niedostępne miejsce...

Babska logika rządzi!

To by raczej położył na szafie, a  nie w środku.

Przynoszę radość :)

Chyba w szafie?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Skąd! Wysoko, żeby dziecko nie zobaczyło i nie ściągnęło.

Przynoszę radość :)

Pamiętam, że ja na przykład próbowałam się wspinać po regałach. Ulubiona_emotka_Baila.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dobra, pozbądźmy się młotka, nie będzie problemu ;))))

Przynoszę radość :)

Ale wracając do pytania, bo my tu śmichu-chichu, a trup sam się nie uśmierci:

A może macie inny pomysł na przypadkową śmierć bohaterki? Akcja dzieje się w mieszkaniu. Musi być młotek i dużo krwi. :):)

Młotki same z siebie nie zabijają, ale może gdyby spadła ze schodów, niosąc młotek?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hej, nie wiem, czy takie pytanie się pojawiło, bo nie śledziłam wątku, ale może ktoś natknął się gdzieś na struktury różne w czasach średniowiecznych w zamkach. Chodzi mi o władzę, np. kto był w kolejności za królem, jak mu różne osoby pomagały lub nie, itp.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Średniowiecze to nie monolit, ale ok. 1000 lat bardzo zróżnicowanych realiów – i chronologicznie, i geograficznie, więc przydałoby się więcej informacji. Organizacja systemu władzy będzie nieco różna w różnych miejscach i okresach, choć jeśli piszesz fantasy (nie wiem), to pewnie weźmiesz to, co Ci spasuje.  Ogólnie moją ulubioną lekturą na temat dość szeroko pojętego średniowiecza (w tym życia codziennego) był Le Goff “Kultura średniowiecznej Europy”, jest też Geremka “Kultura Polski średniowiecznej” – obie się dobrze czyta i powinno tam być o takich sprawach (nie pamiętam szczegółów, bo dawno te lektury były). Szukałabym też  w serii “życie codzienne w...” – jest na pewno tom o czasach Karola Wielkiego.

http://altronapoleone.home.blog

Hej, mam pytanie z gatunku trudnych, ale kto wie, może mi się poszczęści. XD

Czy mamy na portalu kogoś, kto odbył podstawowy trening militarny lub interesuje się tematem? Gdyby ów trening miał miejsce w otoczeniu raczej leśnym, a nie poligonowym, byłby to dodatkowy plus. Szukam informacji na temat codziennej rutyny ćwiczeń, dyżurów, wart i czego tam jeszcze. Z kimś dobrym w survival na łonie natury też chętnie bym pogadała. Moja wiedza jest mocno specyficzna i powiązana z konkretnym obszarem świata, więc przydałoby mi się spojrzenie z zewnątrz.

Z góry dzięki za wszelkie sugestie! wink

Jak nazwalibyście sposób poruszania się kraba? Betuję właśnie jedno opowiadanie, w którym krab się czołga i nie jestem przekonany, czy to właściwe określenie, ale nie mam pojęcia, czym można byłoby je zastąpić. Przyszło mi na myśl pełzanie, ale to się raczej kojarzy z wężami.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Kroczy?

Po przeczytaniu spalić monitor.

W zasadzie mówi się o żukach, że pełzają, a żuczy sposób poruszania się przypomina ten krabi. Ale chyba jednak bardziej kroczy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A nie może po prostu chodzić? Przecież nie kładzie się na brzuchu, tylko normalnie rusza nóżkami w pozycji wyprostowanej (jak na kraba).

Babska logika rządzi!

Myślę, że Finkla ma rację. Nie ma co niepotrzebnie kombinować.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Czy mi się wydaje, czy ten krabokop odczepił sobie rączkę?

Babska logika rządzi!

To była siódma, dodatkowa rączka... A nie. Dziewiąta.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A pająki mają szczękoczułki i nogogłaszczki na dodatek do ośmiu nóg.

 

Chciałam wkleić pająka, ale wiem o co najmniej dwóch arachnofob(k)ach na tym forum. Ja lubię pająki.

http://altronapoleone.home.blog

Pająk offtopu zasnuł nam wątek :) (Też lubię pająki ^^)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A jad nie szkodzi jedzącemu? ;-)

Babska logika rządzi!

Doustnie  to nie to samo, co domięśniowo. Zresztą wiele pająków wstrzykuje soki trawienne (ich zdobycz ma chitynowe pancerzyki, nie zapominaj), które pewnie zniszczą jad (złożone białko).

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Z tego, co kojarzę, to standardowa mieszanka zawiera coś paraliżującego i coś rozpuszczającego. A potem się wypija koktajl z chitynowej szklaneczki...

Paskudztwo.

Babska logika rządzi!

Nie ma standardowej mieszanki, każdemu wedle potrzeb. Paraliżujące jest właśnie raczej białko, a one są delikatne – enzymy trawienne je rozłożą.

Paskudztwo.

Ssakocentrystka XD A co powiesz o takim zwierzątku?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ssakocentrystka XD A co powiesz o takim zwierzątku?

Od razu ssakocentrystka... Nie mam nic do motylków, ptaszków, dinozaurów, rybek, mięczaków... Ale używanie trucizny na co dzień nie wzbudza mojego entuzjazmu. A osiem nóg jest nienaturalne.

O zwierzątku powiem, że ma mocną głowę. :-)

Babska logika rządzi!

A osiem nóg jest nienaturalne.

A sześć jest naturalne? XD Żeby nie przesadzać z offtopem: książki różne (literatura faktu, ale i beletrystyka, w langłydżu) – mogą się przydać. Jest sporo o różnych miejscach na świecie, ale też coś o łucznictwie i o logice.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Odejdę od pająków, jeśli można ;)

 

Potrzebuję nie tyle rady, ile badania opinii publicznej. Realia – koniec XVIII w., Polska, młoda dziewczyna “z dobrego domu” zachodzi w nieplanowaną ciążę. Nie chodzi o skandal, że za młoda, raczej o to, że w swojej epoce nie może jeszcze uchodzić za starą pannę, a nawet się do tego zbliżać. Gdybym się trzymała realiów, powinnam ją zrobić max szesnastolatką, ale to dziś chyba wywołałoby zupełnie niewłaściwe skojarzenia i odczucia czytelnika... Ergo pytanie, czy krakowskim targiem osiemnastolatka będzie ok dla współczesnego czytelnika? Dwudziestolatka w tamtych czasach będzie już powoli zamartwiać się wizją staropanieństwa, a moja bohaterka tego nie może mieć.

http://altronapoleone.home.blog

Ja bym łyknęła i szesnastkę. W końcu chyba nawet teraz po 16 to już prokurator nie ściga.

Babska logika rządzi!

Ja też.

Przynoszę radość :)

Moja (osobista) opinia publiczna mówi, że szesnastka nie zdziwiłabym mnie, natomiast  osiemnastka już lekko tak i pomyślałabym sobie,  że autorka próbowała dostosować do obecnych realiów.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie ściga, ja bym też łyknęła, ale znam sporo osób, które uważają, że seks z szesnastolatką to nadal pedofilia. A mi bardzo zależy na tym, żeby tu żadnych takich skojarzeń nie było. Poczekam jeszcze na ewentualne opinie, może stanie jeszcze bardziej krakowskim targiem na siedemnastolatce, a może po prostu nie podam wieku, niech sobie każdy wyobraża, co chce XD

 

PS. Asylum – ciekawa uwaga, dziękuję

http://altronapoleone.home.blog

Myślę, że bardziej niż wiek, okoliczności zajścia w ciążę mogą zaważyć na odbiorze czytelnika. Bo jeśli dasz dużo starszego faceta i 16-tkę (albo np. uwodziciela)  to odebrałabym to inaczej niż gdybyś dała mu tyle samo, co dziewczyna albo kilka lat więcej. Sam fakt zajścia w ciążę szesnastoletniej dziewczyny nie kojarzy mi się z pedofilią (chyba że dasz jakieś konkretne okoliczności, które będą na coś takiego wskazywać).

Dream big.

Chłopak jest niewiele starszy, a okoliczności magiczne ;)

http://altronapoleone.home.blog

#TeamDogs

Known some call is air am

Dla mnie to i piętnastka dałaby radę, ale jak chcesz łagodnie, to szesnastka. Osiemnaście to już ciąża nie dziwi.

Ja wiem, czy w tych czasach 16 latka w ciąży budziłaby jakieś negatywne odczucia u czytelnika? Raczej nie...

Sonato, ale mi chodzi o kompromis z współczesnym czytelnikiem. Czepialskim czytelnikiem ;)

http://altronapoleone.home.blog

Jeśli w czasach, które opisujesz, nastolatki wychodziły za mąż i miały dzieci, to pisz prawdę i nie nakładaj sobie autocenzury w imię jakichś durnych “kompromisów”. Nie idź tą drogą, którą kroczy m. in. Netflix.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Bolly, ale to nie chodzi tylko o cancel culture (choć przyznam, że mnie ona dość przeraża) i drogę Netflixa. Nie chciałabym, żeby mój potencjalny czytelnik zafiksował się na tym, czego nie ma w “przygodzie” bohaterki ;) W niej jest cholernie dużo nie w porządku, ale akurat nie to. Myślę, że ostatecznie najlepiej będzie, jeśli po prostu nie napiszę, ile miała lat – nie planuję rozmowy, w której rozmowa o wieku byłaby konieczna – będzie, że była bardzo młoda (za młoda zresztą też nie może być, bo musi myśleć już dość dorośle), niech sobie ludzie myślą, co chcą.

Już i tak w tej powieści mam wątek, który ci sami czytelnicy, jeśli nie znają obyczajowości epoki, mogą wziąć za homoromans, którego nie ma, i uznać, że to queerbaiting XD

http://altronapoleone.home.blog

A ciąża dziewczyny stanowi główny motyw powieści, czy to raczej wątek poboczny? Według mnie, jeśli to tekst dla starszego czytelnika, który powinien rozumieć, że w dawnych czasach dziewczyny rodziły młodo, to i szesnastolatka ujdzie.

 

Edyta: Powyższy komentarz pisałam jeszcze, kiedy pojawił się komentarz Drakainy.

Nie, nie stanowi, nie jest nawet pobocznym wątkiem sensu stricto, choć jest ważna dla fabuły :)

 

Ale dziękuję wam wszystkim za feedback, bo w sumie pomogło mi to podjąć pewne decyzje.

http://altronapoleone.home.blog

Zawsze możesz wyjaśnić potencjalnie kontrowersyjne rzeczy w przedmowie.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Planuję raczej ewentualne posłowie z tłem historycznym (przedmowa byłaby spojlerem), więc jeśli gdziekolwiek będzie mowa o wieku bohaterki, to mogę istotnie w takim posłowiu również o tym napisać. Ale coraz bardziej skłaniam się do niepodawania wieku i zachowania go dla siebie i swoich obliczeń chronologii dość zawiłej fabuły :)

http://altronapoleone.home.blog

Cześć wszystkim,

 

czy możecie polecić jakiś wiarygodny licznik słów? Niestety na Libre Office i Open Office mam dwa różne wyniki, a jak liczę ręcznie to wychodzi mi jeszcze zupełnie co innego :(

 

Niby zgadza mi się z licznikiem internetowym (https://ile.liter.pl/slow.html), ale już sam nie jestem pewien czemu ufać...

Niektóre edytory zliczają myślniki, inne nie. Może stąd różnica. A najpewniejszy jest własny palec. :-)

Babska logika rządzi!

Liczniki słów mogą opuszczać krótkie słowa albo nie. Znam taki, który zlicza znaki i dzieli przez sześć.

Palec przynajmniej liczy po Twojemu.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No, zwłaszcza jak masz tekst na 60.000 znaków ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wtedy metoda “policz znaki i podziel przez sześć” nie jest taka zła :P

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mam taką sytuację:

W mojej wersji mitologii nordyckiej ślepy bóg Hod urodził się martwy, ale ożył po około godzinie. Ponieważ nic podobnego wcześniej nie miało miejsca w Asgardzie, większość uznała to za zły omen a samego Hoda za przeklętego. Z tego powodu od maleńkości spotyka się z ostracyzmem i niewielu jest dla niego miłych, w przeciwieństwie do uwielbianego przez wszystkich Baldera, jego brata-bliźniaka.

Po jednym, wyjątkowo parszywym dniu Hod, który w przeliczeniu na wiek ludzki ma wtedy 10-12 lat, zwierza się jednej z tych miłych dla niego osób z myślenia o tym, że powinien pozostać martwy. Poza tym nie miał nigdy myśli samobójczych.

W odpowiedzi ta osoba stwierdza, że skoro chłopiec był martwy, ale ożył, to znaczy, iż zapewne ma jakąś rolę do odegrania, być może to coś dobrego. Hod, choć nieco sceptyczny, dziękuje za takie wyjaśnienie. Tu muszę wspomnieć, że w mojej wersji nikt, z pewnymi wyjątkami, nie wie, jak dokładnie będzie przebiegał Ragnarok i co będzie katalizatorem (śmierć Baldera z ręki Hoda). Hod i ta osoba też nie mają pojęcia.

    I tu moje pytanie: Czy odpowiedź tego typu, nie patrząc na kontekst i foreshadowing, jest odpowiednia? Czy powiedzenie przygnębionemu dziecku, doprowadzonemu do zwątpienia w sens swej egzystencji, że takowy z pewnością istnieje, to dobra reakcja osoby dorosłej? Mam co do tego wątpliwości i nie chciałabym zasugerować czegoś potencjalnie szkodliwego.

Przepraszam, że tak długo wyszło, ale chciałam jak najlepiej nakreślić sytuację.

Ajzan, ludzie nie zawsze robią to, co jest dobre, nie zawsze wiedzą, co zrobić powinni (Ciebie taka sytuacja nie zbiłaby z tropu?)  i nigdy nie wiedzą, co ostatecznie z tego wyniknie. Jeśli ktoś miał dobre intencje, a ostateczny wynik będzie mało przyjemny, to może być nawet niezły wątek tragiczny.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję, Tarnino. ^^

Jak napisałam, ta scena ma związek z tragicznym wątkiem, czyli śmiercią Baldera z rąk brata. Znaczenie tej rozmowy wróci. Do tego czasu długa droga, ale mam plany. ;-)

Pytanie zadałam z myślą o tych, którzy mogą nie znać mitologii nordyckiej, a przez to nie wyłapać foreshadowingu.  Tacy mogliby zobaczyć nieodpowiednią reakcję na trudną sytuację.

Jak zauważyłaś, zawsze mogę się wybronić zaznaczeniem,  że osoba pocieszająca nie wie, jak powinna zareagować.

przez to nie wyłapać foreshadowingu

Foreshadowing nie jest po to, żeby go od razu wyłapać, tylko po to, żeby, kiedy już się zdarzy to, co się ma zdarzyć, czytelnik zrobił: Aha!

Jak zauważyłaś, zawsze mogę się wybronić zaznaczeniem,  że osoba pocieszająca nie wie, jak powinna zareagować.

Na przykład.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dziękuję wszystkim za rady i wyjaśnienie, nie pomyślałbym, że to może być tak skomplikowany temat :)

Takie tam pytanie:

 

Czy wnuczka twojego wujka może mówić do ciebie ciociu? 

Tak. Miałam podobną sytuację w rodzinie. Przez jakiś czas dzieci kuzyna tak do mnie mówiły. Ale w końcu zbuntowałam się i wytłumaczyłam, że to mnie postarza i mają mówić po imieniu.

Babska logika rządzi!

Oooo matko, ciężko się odnaleźć w tym drzewku :o Dzięki!

Przez jakiś czas dzieci kuzyna tak do mnie mówiły.

Aaa, zapomniałam, że wnuczka wujka to po prostu córka kuzyna. Teraz łatwiej :)

Tu jest jeszcze gif. Pamiętaj, że probant – to Ty.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Tam akurat była zamieszana stryjna, ale to na jedno wychodzi.

Babska logika rządzi!

Czy powiedzenie przygnębionemu dziecku, doprowadzonemu do zwątpienia w sens swej egzystencji, że takowy z pewnością istnieje, to dobra reakcja osoby dorosłej?

Imho patrzysz na to za bardzo z współczesnego punktu widzenia. Nie rozważaj, co powiedziałby dzisiejszy psycholog, ale jak mogą myśleć Twoi bohaterowie. O ile wiem, nie piszesz Avengersów, gdzie Thor czy Loki mogliby pójść do psychiatry. Jeśli każesz nordyckim bogom rozważać, czy aby nie uszkodzą delikatnej psychiki dziecka, to po diabła Ci tam nordyccy bogowie?

http://altronapoleone.home.blog

Re: wnuczka twojego wujka mówiąca do ciebie “ciociu”

Do mnie mówią :) Konkretniej, wnuki mojego wujka mówią do mnie “ciociu Kacho” (nie pytajcie, jak z Oli zrobiła się Kacha). 

Może rzeczywiście za bardzo się tym przejęłam, drakaino, ale czasem wolę dmuchać na zimne. Założyłam, że potencjalny czytelnik i tak może zinterpretować tę sytuację ze współczesnego punktu widzenia, jeśli wyda mu się do pewnego stopnia bliska. Nie wszyscy muszą znać mitologię nordycką i jej realia. 

Nie rozważaj, co powiedziałby dzisiejszy psycholog, ale jak mogą myśleć Twoi bohaterowie.

O, to, to.

potencjalny czytelnik i tak może zinterpretować tę sytuację ze współczesnego punktu widzenia

Może. Ale na to nic nie poradzisz.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Narracja trzecioosobowa. Postapo. Bohater, którego jedynym celem jest przetrwanie, więc podróżuje przed siebie. Ostatecznie dotrze do pewnego miejsca (ok. 1/3 opowieści), ale w międzyczasie wspomina co zrobił, wyjaśnia przez to swój “background” (retrospekcje idące chronologiczne, więc bez chaosu). Dzięki temu czytelnik może zobaczyć, jak bohater odnosi się do własnych wspomnień po pewnym czasie, zobaczyć, jak na nie reaguje na chłodno. 

Jak jest z waszego punktu widzenia: czy to dobry sposób, czy lepiej po prostu umieścić akcję na początku (tj. gdy świat się wali)? Czy w ten sposób można zżyć się z bohaterem i zrozumieć go? Im więcej odpowiedzi tym lepiej!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Wydaje mi się, że pierwszy sposób jest lepszy.

Retrospekcje są super!

Wcześniej pisałam z komórki, więc teraz rozwinę myśl:

Nie warto odsłaniać wszystkich kart na samym początku. Nie wiem, jak przebiega podróż bohatera i jakie są proporcje między częścią o jego wędrówce a relacją z katastrofy.  ale jeśli ta druga jest dość długa, to lepiej dawkować ją we fragmentach. zamiast dawać wszystko na początku. Inaczej może to wpłynąć na odbiór późniejszej podróży.

O, dzięki za odpowiedzi (zgadzam się, yantri, retrospekcje są super!). Dzięki Ajzan o rozwinięcie myśli. Tak, ta druga jest oczywiście dłuższa i nie chciałam od razu “odsłaniać wszystkich kart”. Póki co pozostanę więc przy swoim pomyśle, ale z chęcią przeczytam inne opinie, jeśli jeszcze ktoś zechce się podzielić ;)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Każda z tych opcji jest OK. Zależy co chcesz osiągnąć.

Retrospekcje są fajne i pozwalają pokazać bohatera takiego, jakim chcesz, żeby był w oczach czytelnika. Dobre rozwiązanie, jeśli odbiorca ma mieć kontakt z dojrzałą już postacią, taką z bagażem doświadczeń. W takim wypadku retrospekcja pozwala pokazać, jakim był kiedyś i jak na niego wpłynęły pewne wydarzenia, które odkrywasz powoli. Pozwala to zrozumieć postać i jej motywacje, przy jednoczesnym oswajaniu się z już wykreowaną w pełni postacią.

Z kolei wrzucanie bohatera gdzieś na początku jego drogi pozwala bardziej się zżyć z postacią, ale jego ewolucja może gdzieś budzić sprzeciw po drodze, może się nie podobać. W przypadku pierwszym jest łatwiej, bo pewne rzeczy już się stały, Ty tylko pokazujesz co i w jaki sposób. W drugim przypadku bohatera dopiero rozwijasz, nadajesz mu motywacje i pokazujesz jak się dopiero zmienia.

Ja to widzę mniej więcej tak:

Opcja jeden – znasz wynik meczu przed jego obejrzeniem. Ale oglądasz, bo chcesz wiedzieć jak doszło do tego wyniku – mniej jest tutaj emocji, a więcej analizowania i kalkulowania, wyłapywania sukcesów i straconych szans.

Opcja dwa – oglądasz mecz na żywo i nie wiesz jaki będzie wynik. Mnóstwo emocji, ale głowa nie pozwala na chłodno wyłapywać niuansów, które w efekcie doprowadzą do danego wyniku.

 

W sumie nie wiem, czy napisałem to zrozumiale, czy mi wyszedł bełkot jakiś :) Daj znać, czy ogarniasz moje poplątane widzimisię ;)

Known some call is air am

O matulo, dzięki Outta! Tak, to jest wyjaśnienie idealne na mój sposób myślenia. Rozjaśniłeś mi w głowie, bo zawsze mam problem, czy dobrze robię z chronologią. Jakiś pierwszy instynkt zawsze jest, ale potem popadam w wątpliwości.

 

Z kolei wrzucanie bohatera gdzieś na początku jego drogi pozwala bardziej się zżyć z postacią, ale jego ewolucja może gdzieś budzić sprzeciw po drodze, może się nie podobać.

Czasem zdarza mi się to jako czytelnikowi, szczególnie w young adult. Masz rację, tak właśnie jest. Najlepiej pokazuje to nawiązanie do meczu. Często czytam książki drugi raz, aby właśnie wyłapać te niuanse na chłodno i mnie samej nie przeszkadza znajomość zakończenia.

Zostawię więc znajomość wyniku, ale zaraz potem rozegra się drugi mecz.

Jeszcze raz dzięki :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Czyli jednak nie taki zupełny bełkot mi wyszedł :)

Known some call is air am

Retrospekcje! Zdecydowanie retrospekcje!

http://altronapoleone.home.blog

Czyli intuicja dobrze mi mówiła. Teraz tylko muszę to dobrze ograć ;)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Nasunęło mi się kolejne pytanie. Pewnie wyda się oczywiste, ale nie zaszkodzi się upewnić: jeśli akcja dzieje się w Stanach i bohater jest Amerykaninem (narracja trzecioosobowa, ale z jego perspektywy), to należy używać mil, czy jednak można kilometrów (skoro tekst skierowany jest do Polaków)?

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Myślę, że zdecydowanie powinien posługiwać się ichniejszym systemem metrycznym. Chyba że ma jakieś istotne powody, żeby tego nie robić :)

Też tak sądzę, ale nie zwracałam na to nigdy uwagi i nie wiem, czy jednak tłumacze nie zmieniają miar na potrzeby lepszego zrozumienia. Ale chyba faktycznie wszędzie są mile.

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Dla jasności “system metryczny” to system “nasz”, kontynentalny, oparty na metrze i obecnie jednostkach SI. W USA funkcjonuje “tradycyjny” system miar (i wag), ale  zasadniczo zgadzam się z przedmówcą: dla USA w narracji z punktu widzenia używałabym całego inwentarza ich systemu. Choć oczywiście nie wszyscy nadal posługują się galonami czy funtami itd., więc to do sprawdzenia, gdyby było potrzebne.

Niemniej z drugiej strony w tłumaczeniach, które robię dla dobrego wydawnictwa, redakcja przyjęła zasadę, że w narracji jest system metryczny, a w dialogach mile ;)

A ja miewam problem odwrotny: w tekstach dziejących się w dziewiętnastowiecznej Francji używam miar metrycznych i czekam, kiedy ktoś mi powie, że nie powinnam. Zdarza się.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki, drakaino, tak myślałam. Trochę dziwna jest dla mnie ta zasada redakcji, ja bym się pogubiła ;)  

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Jeszcze w kwestii retrospekcji.

Jeśli mam w opowiadaniu króciutki flashback z mikroskopijnym dialogiem, to warto oddzielić go jakoś od reszty tekstu (enterem, kursywą), czy lepiej poeksperymentować z wpleceniem we właściwą treść?

Ja zawsze jakoś wydzielam i tak też lubię czytać. Lubię płynne czytanie, a jak coś jest pomieszane, zlane, to się ta płynność potrafi gubić, bo potykam się z pytaniem “co jest grane?”

Pewnie też wiele zależy od danej retrospekcji... 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

W moim przypadku flashback zaczyna się na początku rozdziału, zajmuje kilka niedługich akapitów + wymiana dosłownie dwóch zdań między bohaterami, potem dopiero powrót do teraźniejszości. Jak na razie to jedyny taki przypadek w opku, dlatego nie chcę rozdzielać retrospekcji dodatkową przerwą albo kursywą,  by nie mnożyć niepotrzebnie, jak by to ująć, ozdobników. Na razie ograniczam się jedynie do podkreślania niektórych onomatopei.

Napisz ciągiem, przeczytaj po kilku dniach łącznie z dalszą częścią. Rozdziel, po chwili znów zobacz. Powinnaś sama zobaczyć, co będzie lepiej w tym przypadku pasowało. Wydzielenie czy złączenie to ze dwa kliki, więc roboty z tym nie będziesz miała. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

króciutki flashback z mikroskopijnym dialogiem (...) zajmuje kilka niedługich akapitów + wymiana dosłownie dwóch zdań między bohaterami

Jeśli kilka akapitów, to nie mikroskopijny.

 

Ja lubię pojedyncze flashbacki wplecione w narrację niepostrzeżenie (trochę z tym szalałam w piórkowym “Gilbercie Legrandzie” i, jak widać, nie zaszkodziło mu to, bo na dodatek zajął pierwsze miejsce w konkursie), ale chyba jestem wyjątkiem. Zazwyczaj redaktorzy sugerują, żeby je jakoś wyróżniać, aczkolwiek wolę wyróżnić narracją niż typograficznie. Niemniej tak naprawdę wszystko zależy od tekstu, kontekstu i znaczenia flashbacku.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję wam. :-) Coś z tym pokombinuję.

Przez mikroskopijny dialog miałam na myśli coś takiego:

“Która godzina?”

“Dochodzi czwarta po południu.”

Mój flashback to pojedyncza scenka, mająca na celu podkreślić znaczenie pewnego przedmiotu. Nie chcę jej w żaden sposób wyróżniać.

Okej, dla mnie “mikroskopijny flashback” to takie coś, kiedy bohater w jednym zdaniu przypomina sobie coś z przeszłości, np.: “przed oczami przemknęły mu wspomnienia sprzed pół wieku: stoi na peronie i macha ręką w kierunku odjeżdżającego pociągu”.

http://altronapoleone.home.blog

Nowa Fantastyka