- Hydepark: Wzajemna pomoc różna przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc różna przy pisaniu opowiadań

Istnieje już temat dla pomocy merytorycznej i researchu oraz pomocy językowej, ale co, kiedy są pytania i wątpliwości niepasujące do żadnego z tych dwóch tematów? Właśnie im dedykuję ten wątek.

Macie jakieś pomysły, co do których nie jesteście pewni i wolicie wiedzieć, czy warto się za nie brać, jeszcze przed pisaniem? – to przykład jednego z takich pytań.

Komentarze

obserwuj

A może neologizm: mechamistrz?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

A czym są te mechanizmy zegarowe, bo rozumiem, że nie zegarami ;)

http://altronapoleone.home.blog

Nie wiem, czy podobne pytanie gdzieś nie padło, ale... jak zastąpić słowo “agent”, by nie raziło w realiach, hm, quasi-nowożytnych? Taki ktoś do zadań specjalnych na wrogim terenie. Ten “agent” sam mi się nasuwa i nijak nie umiem go sensownie ominąć ;/ A szpieg nie oddaje mi do końca sensu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Agent” pochodzi z łacińskiego agere, “działać”, i mnie na przykład w tym kontekście specjalnie nie razi. Ale faktycznie może się komuś skojarzyć z Jamesem Bondem... Może spróbuj dać jakieś omówienie? Albo po prostu “człowiek Xa w Hawanie”?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Człowiek do zadań specjalnych. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Specjalny wysłannik

http://altronapoleone.home.blog

Emisariusz czasem mogłoby pasować.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hm... emisariusz jest zbyt polityczny, agenta jednak chcę uniknąć, omówienia chyba szczególnego dawać nie będę, bo z kontekstu samo wynika, kim są bohaterowie... pewnie stanie na takim właśnie “specjalnym wysłanniku”. Dzięki Wam ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

SJP PWN emisariusz «tajny wysłannik polityczny»

 

Ale zgoda, brzmi to staroświecko i/lub bardzo formalnie, więc będzie się rzucało w oczy, a rozumiem, że tego chcesz uniknąć.

http://altronapoleone.home.blog

Moi wysłannicy nie są polityczni, bo tu nie chodzi o infiltrowanie wrogich państw ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Z czego wynika, że miałaś nosa z tym agentem, bo on się ewidentnie głównie tak kojarzy ;)

http://altronapoleone.home.blog

Ostatnio zastanawiam się, w jaki sposób pisać teksty, żeby były bardziej skomplikowane.

Zwiększyć liczbę wątków? Zostawić więcej niedopowiedzeń? Rozbudowywać bohaterów?

Będę wdzięczna za rady.

 

Kombinacja tych trzech ;)

http://altronapoleone.home.blog

Trzecia wydaje mi się najlepsza na początek.

Zbyt dużo wątków może doprowadzić do poplątania i niemożności dobrego rozwinięcia każdego z nich. Niepowodzenia zaś są o tyle kłopotliwe, ze celowe pominięcie pewnych szczegółów może zostać odebrane jako zwykła niedoróbka.

W ostatnim tekście próbowałam pokazać bohatera złego, a jednocześnie samotnego i  w pewnym sensie tragicznego. Wiem, wiem, pewnie stereotyp. Jednak bohater po raz kolejny wyszedł chyba zbyt prosty.

ANDO, trudno się nauczyć tego, o czym piszesz. Oczywiście trzeba próbować, ale wydaje mi się, że najlepszą drogą jest czytanie jak największej liczby książek (np. sprawdzonych klasyków) i zastanawianie się: Dlaczego ta książka mi się podoba?  Dlaczego tak lubię tego bohatera? Co sprawiło, że fabuła mnie wciągnęła? Czasem warto coś spróbować rozłożyć na czynniki pierwsze ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zgadzam się, trudno się nauczyć takiej rzeczy. Dobry pomysł z tą analizą powieści. Do tej pory skupiałam się na poradnikach. Przeczytałam sporo, ale kiedy wciąga fabuła, człowiek się nie zastanawia, jak to zostało zrobione.

Poradniki to ZUO.

http://altronapoleone.home.blog

W ostatnim tekście próbowałam pokazać bohatera złego, a jednocześnie samotnego i  w pewnym sensie tragicznego. Wiem, wiem, pewnie stereotyp. Jednak bohater po raz kolejny wyszedł chyba zbyt prosty.

Może powinnaś zrezygnować z określania bohaterów jako dobrych lub złych, bo, o ile nie piszesz jakiejś baśni czy bajki, to prawdziwe życie ma zwyczaj toczyć się poza dobrem i złem :-)Znalezione obrazy dla zapytania nietzsche

Gdyby to opowiadanie, o którym, jak mniemam, piszesz (Kotołak?) było w większym jeszcze stopniu baśniowe, to uproszczenie postaci byłoby łatwiej strawne. Ale możesz też szukać rozwiązań gdzie indziej. Napisałam Ci tam, że gdyby bohater ratował ojca Meli, a nie samą Melę, może byłoby nieco mniej oczywiste – także wybór dla bohatera, bo dziecko to zawsze stosunkowo łatwa decyzja. A skoro wybór trudniejszy, to i postać automatycznie robi się bardziej skomplikowana. Dojście przez bohatera do tego, że ojciec jest dziewczynce niezbędnie potrzebny, byłoby równie wzruszające, a mniej przewidywalne. Co więcej, gdyby np. pozwolił niedźwiedziołakowi go pożreć, bo nie chciał się angażować, a potem zobaczył rozpacz Meli, to dopiero dramat.

http://altronapoleone.home.blog

drakaina, dziękuję za obrazowe wyjaśnienie, zrozumiałam i postaram się zastosować te wskazówki w kolejnym tekście. Na zmiany w opowiadaniu o kotołaku już chyba za późno.

Pisałam o ostatnim opowiadaniu i o wcześniejszym (”Ile człowieka w sowie?”).

A tak poza tym, to Jose ma świętą rację – czytanie i zastanawianie się, co mi się podoba w tym, co czytam (albo co się nie podoba) to najlepsza metoda. I w sumie trochę już idziesz tą ścieżką, komentując opowiadania, bo wtedy musisz się zastanowić, dlaczego coś Cię ujęło, a coś innego pozostawiło obojętną czy też wręcz zdenerwowało. Czasem analiza cudzych błędów lub tego, co się nie podoba, nawet więcej daje, bo zazwyczaj poświęcamy jej nieco więcej uwagi.

http://altronapoleone.home.blog

Czy pisanie opowiadania w stylu Ognia i Krwi Martina – czyli ala notka historyczna o życiu jakiejś osoby ma tu sens? 

Chciałem opisać tak życie jednej z postaci z mojego świata fantasy. Byłoby pisane z perspektywy trzech osób, które miały z nią najbliższą styczność. Opisałbym jej życie i drogę do szaleństwa – nie byłoby nudne, bo mam na nią ciekawe pomysły.

Mógłbym też napisać je normalnie, ale chciałem się zapytać, czy takie coś miałoby sens, bo mam już jedną trzecią napisane.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Nie wiem, co rozumiesz przez “notkę historyczną”, bo dla mnie to się kojarzy z “hasłem w encyklopedii”, a potem opisujesz coś zupełnie innego ;)

 

Całkowicie teoretycznie uważam, że narracja, w której osoby znające bohatera dają obraz jego samego i jego życia, jest znacznie ciekawsza niż zwykła linearna opowieść – ale niewątpliwie technicznie i fabularnie trudniejsza. Nie możesz dać w czymś takim tylko suchej relacji, bo to raczej będzie nudne, nawet jeśli życiorys ciekawy. I raczej nie relacja po relacji – zdynamizuj to, przeplataj punkty widzenia, daj czytelnikowi się zastanawiać nad motywacjami bohatera, nie podpowiadaj od razu rozwiązań. Imho takie coś ma szanse.

http://altronapoleone.home.blog

Wiem, że może źle to nazwałem, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć.

Relacja wydarzeń będzie, ale chciałbym ukazać własne emocje i odczucia tych trzech postaci, które opisują jego życie.

Ogólnie postacią będzie młody cesarza, który na skutek poparzenia (niemal umiera) doznaje traumy i za wszelką cenę chce być nieśmiertelnym.

I będą tu trzy relacje: zwykłego kronikarza, który mieszkał w pałacu i opisywał życie tej dynastii; kapłana, czarnoksiężnika, nekromanty, który uczy cesarza różnych sztuk i pomaga mu w jego brutalnych rytuałach, i on sam prowadzi notatki z postępów i rosnącego szaleństwa (do którego sam go wpycha); oraz relacja siostry-żony owego cesarza, która opowiada o jego życiu prywatnym (ten wątek kazirodczy nie jest bardzo erotyczno/romantyczny jak Jamie czy Cersei albo jak Cezar i Lukrecja, sam cesarz wierzy, że siostry dadzą mu potomków, którzy są obiecani w proroctwie – on sam nie darzy ich żadnym uczuciem, no może oprócz jednej, którą tylko lubi).

Oczywiście nie chcę, by cesarz był zbyt edgy emo, no ale trochę mrocznie musi być. 

W każdym razie te 3 wątki będą przeplatane – w zależności, na jakim etapie życia będę. No i każda perspektywa musi być wyjątkowa, oryginalna.

Opowiadanie na razie nie ma jakiegoś super morału czy przesłania, chcę jedynie poćwiczyć i pokazać świat i postacie. No i może ciekawą fabułę.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Sama napisałam kiedyś fragment jednego z moich opek w podobnym stylu, czyli czegoś w rodzaju rozdziału z książki popularno-historycznej (gdzie 1 rozdział = jedna biografia).

Sam pomysł z całą pewnością ciekawy, ale jak napisała drakaina, trudny, bo trzeba zaciekawić czytelnika stosując nietypową dla gatunku formę.

W takim razie trzymam kciuki.

 

Ale przyznam, że na Cezarze i Lukrecji przez moment się zawiesiłam, zanim wymyśliłam, że chodzi Ci o Borgiów :P (a nie Tarkwiniusza, Lukrecję itd., bo samo Cezar jednakowoż odnosi raczej do Rzymu...)

 

Rozważyłabym też poczytanie dużo fantasy poza Martinem jako różnych inspiracji, bo nie na Martinie świat fantastyczny się kończy...

http://altronapoleone.home.blog

Oprócz Martina czytam Le Guin, Tolkiena, Rogera Zelaznego, Sullivana, Roberta Jordana, Sandersona, Sapkowskiego i spróbuję kiedyś wrócić do Grzędowicza.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Uff ;)

http://altronapoleone.home.blog

DanielKurowski1, przy okazji pisania opowiadaniawymyśliłeś sobie fajne ćwiczenie warsztatowe. Ze szkicu historii wynika, że wybrana forma będzie najodpowiedniejsza (daje duże pole do popisu, bohaterowie widzą subiektywnie, mogą np. okłamywać czytelnika). Spróbuj namierzyć w swojej historii punkty kulminacyjne i przedstaw je z różnych punktów widzenia; zróżnicuj bohaterów, daj im jakieś pasje/namiętności; spróbuj oszukać czytelnika ;) Baw się dobrze przy pisaniu ;)

 

Polecam Rashōmon Kurosawy – to film-matka takiej narracji ;)

Dzięki, postaram się obejrzeć. 

Każda narracja ma mieć osobistą perspektywę – kronikarz pisze obiektywne doznania – jego stanowisko jest takie, że cesarza jest chorym, szalonym zwyrodnialcem. Kapłan zaś twierdzi, ze cesarz jest niezwykle mądry, obdarzony darem i potęgą, siostra-żona zaś opowiada, że jej brat jest zagubiony i pokrzywdzony, ale mimo wszystko chce dobrze dla rodziny.

Czytelnik sam zdecyduje która wersja jest bardziej wiarygodna.

Chciałem jeszcze we wstępie opowiadania pokrótce wyjaśnić dlaczego ta dynastia zasiada na tronie i jak to się stało, że ktoś uważany za szaleńca został cesarzem.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Algir – dzięki za przypomnienie. Cały czas usiłowałam dojść do tego “pacjenta X”, więc w sumie nie pisałam nic o tradycji takiej opowieści, i to chyba jest to, czego moja pamięć szukała – w każdym razie w powszechnym odbiorze. Bo gdzieś tam w literaturze wczesno modernistycznej się plączą jakieś próby, ale to zbyt niszowe ;)

http://altronapoleone.home.blog

Pierwsze były chyba dziewiętnastowieczne powieści epistolarne, ale pewności nie mam (znając życie, było coś wcześniej). W klimatach wiktoriańskich cudnie utrzymuje się nowoczesna powieść E.Catton: Wszystko co lśni. Doskonała zabawa formą.

 

Ogólnie, lubię filmowe narracje (z całym ich bagażem uproszczeń i kreacji bohaterów), dlatego przy zabawie w pisanie często polecam dobre filmy. Dziś oglądałem w kinie Faworytę – znakomite aktorstwo, przeciętny scenariusz, ale całość fajnie pokazuje, jak można prostymi środkami zbudować kapitalną opowieść. 

Powieści epistolarne są wcześniejsze (najsłynniejsza osiemnastowieczna to “Niebezpieczne związki”), ale to nie dokładnie to samo, bo nie bardzo chodzi tam o naświetlanie jednej historii z kilku punktów widzenia, choć w tych co lepszych konstrukcyjnie niewątpliwie coś takiego się rodzi. W “Rashomonie” jednak głównym celem jest pokazanie tego, że każda opowieść jest inna, a prawda leży daleko ;)

http://altronapoleone.home.blog

Jest taka powieść, która dzieli czytających na entuzjastów i przeciwników, a wpisuje się idealnie, Danielu, w Twój sposób myślenia o napisaniu opowiadania. Chodzi mi o Kwartet aleksandryjski, Durella. Każdy z czterech tomów wnosi inny punkt widzenia. Autor próbował dowieść, że nie istnieje obiektywna rzeczywistość.

Jest taka piękna myśl Stendhala, że “powieść jest jak lustro, które przechadza się po gościńcu”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czy rozpoczęcie opowiadania od krótkiego (na 3 akapity) wprowadzenia w formie prologu z perspektywy bezosobowego narratora wszechwiedzącego,  wyjaśniającego panujące w historii realia, to dobry pomysł, czy jednak lepiej wpleść te informacje w samą fabułę?  Głównym bohaterem mojego opowiadania i najważniejszym POVem jest osoba, która sama z siebie nie mogłaby wiedzieć tych rzeczy. Dopiero później w fabule pojawia się ktoś, z którego perspektywy można podać taki infodump.

Ja bym wolała dostać te informacje naturalnie – czyli wplecione w fabułę. I tak raczej nie zapamiętam  wszystkich informacji z trzech pierwszych akapitów, ale to, że był infodump, tak ;)

Przynoszę radość

Hmm. Nie mogłaby znać realiów swojego świata? Dlaczego? Jeśli chcesz swojego bohatera przerzucić ze znanego mu środowiska w jakieś zupełnie inne, to chyba nawet lepiej będzie, żeby się z początku potykał, robił głupoty i zadawał pytania, na które miejscowi będą kiwać głowami z politowaniem. Czyli moja rada brzmi – wpleć.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tym bohaterem jest dziecko, które raczej nie zna historii świata.

Zły pomysł, wpleć infodump jak najnaturalniej. Prologi przedstawiające historię czy mitologię są często uważane wręcz za obciachowe

http://altronapoleone.home.blog

OK. Coś wymyślę.

Krótko rzecz ujmując: Chcę napisać opowiadanie i myślałam, czy by nie spróbować sił z narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym (”Idzie, idzie i dojść nie może.”). Mogę liczyć na jakieś wskazówki?

Nie rób tego xD Ale tak na poważniej – trzecioosobowa narracja w czasie teraźniejszym to jeden z najmniej tolerowanych przeze mnie rodzajów narracji. W czasie teraźniejszym działa już lepiej narracja pierwszoosobowa, za którą generalnie nie przepadam. Ba, nawet drugoosobowa czasem zadziała, jeśli odpowiednio wykorzystana. Ale trzecioosobowej w takiej formie bardzo nie trawię. Gdybym zobaczył takie opowiadanie, to gdybym nie musiał, to raczej bym go nie czytał. 

Bez obaw. Zamieram wykorzystać taka narrację w fanfiku, którego tutaj raczej nie opublikuję. Ja też preferuję trzecioosobową w czasie przeszłym, ale chciałam poeksperymentować.

E tam, dla mnie może być.

Przynoszę radość

Też nie lubię czasu teraźniejszego. Używam go jedynie wymiennie z przeszłym, kiedy chcę bardzo mocno podkreślić różnicę punktów widzenia – nie tylko, że zmienia się osoba, której oczami patrzymy, ale też w pewnym sensie waga i doraźność wydarzeń. (I, Arnubisie, o ile pamiętam, podobał Ci się mój ostatni z tym eksperyment :))

http://altronapoleone.home.blog

A ja uwielbiam czytać w tej narracji. Nadaje tekstowi dynamiki i sprawia, że czuję się jakbym była bliżej narratora. 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ajzan, wybór formy narracji to jedna z najważniejszych decyzji podjętych przed rozpoczęciem pisania tekstu – oczywiście, tylko dla autorów, którzy się nad tym zastanawiają (duża grupa działa na zasadzie: siadam i piszę). Trzeba ją (narrację) traktować jak narzędzie: wybierzesz nieodpowiednią – wyjdzie paździerz; trafisz – zyskasz uznanie tłumów.

Ogólnie, w trakcie czytania sprawy warsztatowe schodzą na drugi plan – jeżeli czytacz płynie przez tekst, to znaczy, że narracja współgra z historią. Polecam Teda Chianga – ten autor w swoich opowiadaniach stosuje różne formy narracji i zwykle trafia, czyli odpowiednio dobiera formę do treści.  Gdy słyszę, że ktoś nienawidzi narracji drugoosobowej, to polecam Historię mojego życia T. Chianga – opowiadanie wybitne. Gdy ktoś mówi, że w dłuższej formie użycie czasu teraźniejszego powoduje u czytelnika drgawki, odsyłam do Wolf Hall H.Mantell – Bookera wszechczasów. 

Podsumowując: tylko od Ciebie zależy, jaką narracje wybierzesz. Trafisz – będzie dobrze; spudłujesz – będziesz miała cenną lekcję (dodatkowo: lekcję, którą trzeba przerobić osobiście; opieranie się na opiniach innych ludzi niewiele wniesie do Twojego warsztatu; po prostu: trzeba spróbować).

Żeby było łatwiej:  zastanów się, jaka będzie Twoja historia. Czy będzie skondensowana na dwóch-trzech scenach, bardzo dynamicznych, dziejących się w krótkim okresie czasu? Czy zrezygnujesz z oddechu i dygresji na rzecz szybszej akcji? Czy pasuje Ci szybsze tempo opowieści? Czy chcesz maksymalnie zbliżyć czytacza do bohaterów, chcesz, żeby przeżywali historię tu i teraz?  Wtedy narracja w czasie teraźniejszym powinna być ok. 

Warto to rozważyć przed rozpoczęciem pisania. Przerabianie narracji w napisanym tekście to mordercze zajęcie, ale też cenna lekcja ;) Jeżeli w tekście ma być dużo opisów, światotworzenia, retrospekcji, rozkmin wewnętrznych bohaterów, to być może narracja w czasie teraźniejszym nie jest odpowiednia.

Z drugiej strony możesz podejść do tego w ten sposób: światły krytyk mówi: Ajzan, nie dasz rady napisać tego tekstu w narracji w czasie teraźniejszym. Ajzan: Ja nie dam rady? To potrzymaj mi piwo i patrz!

Bardzo dziękuję, Algirze, za cenne rady. Opowiadanie nie będzie długie – trzy części max – a fabularnie nie rozwleczone w czasie. Nie chcę porywać się z motyką na słońce. Jak myślę nad poszczególnymi scenami, to jakoś łatwiej mi przychodzi opisywanie ich w czasie teraźniejszym.

Zobaczę, co z tego wyjdzie, ale piwa nie dam do potrzymania, bo nie piję. ;-)

Tak się zastanawiam, czy nie rozpoczynać każdego (dość długiego) rozdziału od cytatu z fikcyjnej książki, tak jak to było w sadze o Wiedźminie.  W ten sposób mogłabym rozbudować świat opowieści, bez konieczności wpychania na siłę pewnych szczegółów do samej fabuły. Czy to dobry pomysł?

Zależy od książki i cytatu :D W każdym razie – nie jest to zły pomysł. O ile rozdziały nie będą bardzo krótkie, tak że co chwilę będziemy mieli cytat, albo cytaty nie będą bardzo długie, to wszystko powinno być ok. Tylko cytaty i sama książka faktycznie powinny być istotne i jakoś się do tych rozdziałów odnosić (tylko bez spoilerów :D). 

Właśnie dlatego przymierzam się do dłuższych rozdziałów, aby cytaty nie zajmowały procentowo tak dużo miejsca. I cytaty w jakiś sposób będą rzecz jasna powiązane. Jeden z nich mam zamiar poświęcić zagadnieniu, czemu piszę o Krasnoludach z dużej litery (bo w tym świecie Krasnolud to taka sama rasa człowieka jak Murzyn czy Azjata).

Jest to dość często stosowany zabieg.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo lubię, gdy na początku rozdziałów pojawiają się fragmenty fikcyjnych książek, ale nie ukrywam, że zdarza mi się je przewijać przy czytaniu ;) Zwykle dzieje się tak w sytuacjach, gdy te fragmenty stanowią proste infodumpy, są przydługie, ciężko napisane i przeintelektualizowane, przez co odrywają mnie od głównego tekstu. To chyba największe skały o które może rozbić się nasz okręt.

Z drugiej strony, jeżeli nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała. Wiem, powtarzam do do znudzenia ;) Ale taka jest prawda: oczywiście, nie ma sensu próbować wyważać otwartych drzwi, ale wiele rzeczy trzeba jednak przepracować samodzielnie.

W sytuacji idealnej (dla mnie) takie fragmenty powinny być krótkie, zwięźle napisane (drabble?), zawierać puentę lub ciekawy twist, mogą stanowić element gry z czytelnikiem (na zasadzie: masz podpowiedzi – kombinuj) lub stanowić odrębną historię osadzoną w opisywanym świecie.

Chciałbym też, żeby we właściwym tekście znalazły się nawiązania do tych fragmentów/tytułów, żeby bohaterowie rozmawiali o tych książkach, żeby coś z tego zabiegu po prostu wynikało. No, to tyle :D  

Bardzo zdecydowanie, jeśli chcesz coś takiego stosować, to musi być intrygujące. Nie infodump. Jeśli chcesz tam przekazać informacje, to zrób to tak, żeby czytelnikowi już w trakcie pisania głównego tekstu szczęka opadała na zasadzie “aha, więc to o to chodziło w tym wstępie!” Infodum, dowolnie podany, zniechęca.

http://altronapoleone.home.blog

Prośbę mam i pytanko. :)

Prośba: Czy ktoś mógłby mi przetłumaczyć na francuski zdanie “Mamusiu, ten pan był goły”. (Drakaino jesteś tu może?)

Pytanko: jak powiedziałby “na miłość boską!” starożytny Grek?

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dziękuję wszystkim za porady. Właśnie zabrałam się za pisanie pierwszego takiego wstępnego cytatu i również potrzebuję drobnej pomocy językowej.  Jak w łacinie naukowej powinno brzmieć określenie “człowiek czerwony” (w sensie Krasnolud)?

Irko, mówisz – masz: Maman, cet homme était nu

 

A o Greka to do ninedin – ale ona tu rzadko bywa, więc pewnie sama się nie zgłosi, ale jutro dopytam, jeśli nie zapomnę

 

Ajzan – nie rozumiem, “człowiek czerwony w sensie krasnolud” ;) Jeśli “naukowo” czyli jak w systematyce biologicznej, to Homo ruber, ale za nic nie wiem, co to ma wspólnego z krasnoludami, bo krasnolud to jakoś inaczej

http://altronapoleone.home.blog

Może człowieczek: Homunculus ruber? Chyba, że Twoje krasnale są biologicznie uwarunkowane na komunizm ;)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tak, gdyby chodziło o to, że mały czerwony człowieczek, to propozycja Tarniny jest bardzo fajna.

http://altronapoleone.home.blog

Ale jeśli ma być podgatunkiem człowieka, to jednak musi być Homo.

W sumie zależy, jak bardzo naukowe to ma być ;)

http://altronapoleone.home.blog

Ale podgatunek człowieka raczej nie byłby rozmiarów ogrodowych. Zresztą, podgatunki mają nazwy trójczłonowe: Homo sapiens podgatunkus ;) Wszystko zależy od tego, czy to ma być taki krasnal:

 

czy taki:

 

czy może taki:

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Fakt, mój błąd, z rozpędu napisałem o podgatunku człowieka, a przecież chodziło mi o gatunek :D No i wiesz, Homo floresiensis miał około metra wzrostu. 

Geneza “moich” Krasnoludów wygląda tak, że pradawni ludzie przenieśli się do górskich jaskiń, gdzie założyli swe osady. Drogą ewolucji przystosowali się do ekstremalnych warunków, cze efektem jest bujne owłosienie głowy, w tym pełnoprawne brody u kobiet, krępa budowa ciała (przeciętny wzrost waha się między 1,20 a 1,50 m.), a na skutek skrajnych temperatur skóra przybrała czerwonawy (krasny) odcień, czy to od mrozu, czy pracy w kuźniach.

Tak to z grubsza wygląda. Pozostaje mi tylko połączyć to jakoś z angielskim “dwarf”. I chyba dobrze by było, gdyby Krasnoludy nie zaliczały się do sapiens. Wydaje mi się, że wtedy logiczniej by miała się kwestia średniej długości życia w granicach 150. lat.

Jak nie będą się zaliczały do sapiens, to nie wykształcą żadnej cywilizacji. No i nie wiem, jak z tym owłosieniem, bo na to ich drogi z kromaniończykiem, a i neandertalczykiem, a i wcześniejszymi hominidami musiałyby się rozejść bardzo dawno – na tyle, żeby owłosienie twarzy nie wiązało się z męsko-kobiecą gospodarką hormonalną,  a co za tym idzie, kwestią rozrodczości, ale było cechą przystosowawczą. Od pracy w kuźni skóra będzie czerwona osobniczo, nie gatunkowo, natomiast w kwestii przystosowania do mrozu, to trzeba by zerknąć na Eskimosów. Owszem, górskie ludy w Ameryce południowej i w Tybecie mają specyficzny odcień skóry, ale o ile dobrze pamiętam (Wiktoria jest pewnie bardziej na bieżąco) jest to raczej znak niedostosowania z powodu krótkiego (jak na ewolucję) życia w takich warunkach.

http://altronapoleone.home.blog

Czyli pytanie brzmi – jak bardzo pradawni? Z tego, co wiem (nie jestem ekspertem), włosy na większej części ludzia zrobiły się delikatne, cienkie i słabo izolujące dość dawno temu, w skali ewolucyjnej.

Jak nie będą się zaliczały do sapiens, to nie wykształcą żadnej cywilizacji.

Good un.

Nazwy gatunkowe powtarzają się (jest Cannabis sativa i Allium sativa, i cała masa innych “sativa”, bo to znaczy po prostu “siewny” i odnosi się chyba po prostu do roślin uprawnych) – możesz sobie wymyślić nazwę rodzajową i dokleić do niej “sapiens” (”rozumny”).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ale sativa czy inne officinalis, trifolia i takie tam, to chyba właśnie podgatunki, a pierwszy człon to gatunek? Nie wiem, biologiem nie jestem.

http://altronapoleone.home.blog

Nie, to nie podgatunki, tylko nazwy gatunkowe. Na przykładzie Cannabis sativa: Cannabis to nazwa rodzaju, Cannabis sativa to nazwa gatunku. Jeśli chcesz konkretny podgatunek podać, to wtedy masz np. Cannabis sativa subsp. indica ewentualnie samo Cannabis sativa indica

Tak, właśnie.

A, jeszcze z tą ewolucją – “na skutek skrajnych temperatur skóra przybrała czerwonawy odcień” zalatuje Lamarckiem. W świecie fantasy nie jest to problem, o ile tylko pasuje do całości, ale w naszym świecie to tak nie działa. Mutacje są mniej więcej losowe i dobór odsiewa te, które w konkretnym środowisku szkodzą, nie wybiera te najlepsze.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Na upartego, jeśli skały były czerwone, to może na zasadzie mimikry...

Babska logika rządzi!

To nie zmienia ogólnego mechanizmu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Arnubisie, dziękuję :) Wprawdzie lata temu byłam na wakacjach z koleżanką, która wkuwała systematykę, ale najwyraźniej nic się przez osmozę nie załapało ;)

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, dziękuję bardzo. Przetłumaczyłam przez ponsa, ale tak, jak myślałam, tłumaczenie internetowe jest psu na budę.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Powinnam wcześniej wspomnieć, że ze wszystkich wymienionych cech Krasnoludów nie jest efektem ewolucji.tylko efektem działania skrajnych temperatur., który najbardziej rzucał się w oczy. W bardziej umiarkowanych warunkach ich skóra jest jasna.

Przy Krasnoludach jako rasie ludzkiej zostanę, ale w tekście stopień pokrewieństwa pozostawię niejasny. Przekonały mnie do tego Twoje komentarze. Drakaino. Nie był to z resztą nigdy tak istotny wątek, Po prostu chciałam ugryźć ten motyw od trochę innej strony, bez udziału wyolbrzymionego systemu magicznego lub mitologii odpowiedzialnej za każdy element świata, łącznie z początkiem wszystkiego.

Irka – google translator daje nie najgorzej radę angielski-francuski. Wiem, bo czasem jak nie mogę czegoś napisać w wordzie z akcentami i resztą diakrytyki, to robię w ten sposób i korekt nie jest potem dużo.

http://altronapoleone.home.blog

Ja kopiuję z Free Dictionary (translatory są złe).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mnie się nie chce słowo po słowie kopiować, jak piszę np. długiego maila.  Do większości ludzi piszę bez diakrytyki, ale czasem nie wypada...

http://altronapoleone.home.blog

W jaki sposób można ciekawie po pokazać steampunk w klimatach XIX-wiecznej wsi angielskiej? Jedyne pomysły, jakie mi przychodzą do głowy to bardziej zaawansowane maszyny rolnicze na większych polach, lotnisko dla sterowców. konie mechaniczne dosłownie i coś na podstawie prac Różalskiego.

Hmm. A co jeszcze byś chciała? Może jakieś fajniejsze sprzęty domowe i gospodarskie? I nowe sposoby spędzania czasu, zwolnionego dzięki tym sprzętom? Spróbuj myśleć na bardziej “babską” skalę – co by się przydało w domu i zagrodzie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Młyn napędzany silnikiem parowym, podobnie młóckarnie i tak dalej. Jak masz steampunk bardziej fantastyczno-magiczny z robotami na parę i tak dalej, to możesz zrobić nawet mechatroniczne strachy na wróble :D Tak naprawdę to poprzeglądaj sobie różne maszyny rolnicze i masz gotowce :D 

Otóż to. Ale artykuły gospodarstwa domowego też mogą być – wyobraź sobie steampunkową maszynkę do lodów. Lepsze oświetlenie. Maszyny do szycia. Pralki. Froterki. Mechanicznego pająka, który myje okna. A stare dewotki mogą narzekać, jaka ta dzisiejsza młodzież leniwa, jak niczego sama nie potrafi zrobić, jak jej głupoty do głów przychodzą, bo nie ma to, jak ciężka praca na kształtowanie charakteru.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Oprócz słabej pomysłowości ww kwestii maszyn, to powstrzymuje mnie jeszcze kwestia,że przeciętny chłop raczej nie miałby dostępu do większości tych cudownych wynalazków, co najwyżej paru mocno zużytych maszyn rolniczych. Chociaż w sumie, to byłoby ciekawe: pokazać różnice w zamożności mieszkańców wsi (od chłopów po lokalnego arystokratę) na podstawie dostępu do nowoczesnych technologii.

@Ajzan, a może pomyśleć inaczej, czyli zacząć nie od steampunku, lecz węzła dramatycznego, czegoś co ciekawi, ludzkiego i wtedy dopiero wymyślać steam?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Asylum,  pomysł na fabułę (już zaczętą) już mam, potrzebuję jeszcze tylko czegoś ciekawego do rozbudowy świata.

Ha, to wspaniale, a co postaci używają na codzień, co im pomaga, przeszkadza, zagradza.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ajzan, kiedyś oglądałem na Discovery  program o angielskiej wsi w czasach II WŚ – sytuacja idealnie pasująca do Twojej historii: nocne zaciemnianie okien (żeby uniknąć nalotów), wprowadzenie norm produkcyjnych i związane z tym wymagań jakościowo-ilościowe produkcji rolnej, napływ pracowników sezonowych (mieszkających w pokojach wynajmowanych w domach prywatnych) oraz szybki rozwój techniki, polegający na ciągłym konstruowaniu i dostarczaniu na wieś coraz nowszych maszyn rolniczych: młockarnie, dojarnie mleka, traktory, żniwiarki, kosiarki, pastuchy elektryczne, opryskiwacze, sadzarki, siewniki do zboża, nowoczesne systemy nawadniania, maszyny do melioracji, maszyny do budowy dróg dojazdowych itd. Do tego rozbudowany system kontroli: cały zespół ludzi odpowiedzialnych za zwiększanie produkcji rolnej, systemu dystrybucji, przechowywania i konserwowania żywności. Słowem: wojna jest motorem rozwoju ;)

I kontrolerzy, chodzący od gospodarstwa do gospodarstwa i sprawdzający, czy nowe metody produkcji (tysiące stron przepisów/poradników/ulotek) są wprowadzane w życie. Temat-rzeka.  

Klimaty wojenne nie bardzo mnie ciągną, ale dziękuję za info, Algirze. Lista maszyn może być pomocna.

Maszyny rolnicze. Zwłaszcza że projekty istniały.

http://altronapoleone.home.blog

przeciętny chłop raczej nie miałby dostępu do większości tych cudownych wynalazków, co najwyżej paru mocno zużytych maszyn rolniczych

Ha, niekoniecznie. To ma być Old Merry England, twierdza niepokonana od czasów Wilhelma Zdobywcy, nie nasz postaw czerwonego sukna, który może sobie złupić, jak mu się podoba, byle chmyz z armijką umiejącą tylko gwałcić kury i kraść kobiety. Ale serio – brak wojen w międzyczasie wzmacnia konserwatyzm, ale i zamiłowanie do spokoju i wygody, a także bardzo dodatnio wpływa na majętność przeciętnego mieszkańca, Henia VIII i jego parcelizację pomijając.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Rzeczywiście, chyba przesadziłam, Tarnino, ale nadal wydaje mi się, że w przeciętnym, niezamożnym gospodarstwie, poza maszynami rolniczymi, nowinek technicznych raczej nie będzie wiele, jeśli nie z powodu majętności rodziny, to wspomnianych już tradycyjnych wartości i przyzwyczajeń. I mean, po co komu maszyna do mycia okien, jak ścierka, wiadro i woda w studni? Takie coś, to może sobie hrabia mieć.

Chyba że zrobisz  z tego przedmiot powszechnego użytku, nie wiem, jak mikser albo coś. Coś, co wszyscy mają, a kto nie ma, to nie dlatego, że to dobro luksusowe, tylko nie chce albo nie potrzebuje.

Przynoszę radość

Hrabia ma służbę – jego nie obchodzi sprzęt AGD, chyba, że można się nim popisać, czyli faktycznie maszyna do mycia okien raczej dla niego. Ale na przykład pompa? Wyobraź sobie (to nie jest mój przykład, ja go tylko przytaczam), że codziennie musisz biegać do źródła po wodę. Kto będzie Twojemu chłopu suszył głowę o wodociąg – pan feudalny, czy Ty?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

To o maszynce do okien pisałam w dużym uproszczeniu, z perspektywy starszego mieszkańca wsi. To oczywiste, że służba odpowiedzialna byłaby za obsługę.

Pamiętam też z lektury o służbie w angielskich domach na przełomie wieków, że nowinki techniczne, takie jak odkurzacze lub pralki, znacząco wpłynęły na zmniejszenie zapotrzebowania na pomoc domową.

O, oczywiście. Właśnie o to chodzi. Gdyby nie wodociąg, musiałybyśmy biegać do źródła – to zajmuje czas. Pranie – teraz wrzucasz do pralki i zajmujesz się redakcją opowiadania, a kiedyś trzeba było się cały dzień męczyć. I tak dalej, i tym podobne. Mała zmiana w technice może pociągać bardzo duże skutki społeczne. Dużo zależy właśnie od kosztu tych nowinek – jeśli będzie na nie stać tylko hrabiego, będą kwestią mody, ale jeżeli każdy będzie mógł to sobie kupić... Ale chyba nie chcesz iść w fantastykę socjologiczną. Tak czy siak – jeżeli chcesz tylko dekoracji, to one mogą sobie być ekstrawaganckie, w granicach rozsądku.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ajzan, pamiętaj tylko, że wieś angielska, nawet w XIX w. to nie jest wieś polska (pouwłaszczeniowa). Tam jest zupełnie inna struktura własności ziemi, to wszystko inaczej funkcjonuje. Nie jestem ekspertem od Anglii, ale radziłabym coś doczytać o tym, jak tam funkcjonowały indywidualne gospodarstwa i kto decydował o takich sprawach jak zakup maszyn – bo mam wrażenie, że ziemia była dzierżawiona od landlords, wykonawcami robót rolnych byli jeszcze niższego stopnia robotnicy rolni, więc to równie dobrze landlord mógł decydować, jak będzie pracował jego farmer, a ten z kolei zmuszać robotników rolnych do wykonywania poleceń z góry

http://altronapoleone.home.blog

Też coś na ten temat kojarzę, drakaino.

Chodzi o to, że być może nie trzeba się przejmować finansami samego gospodarstwa – landlord kupi maszyny i każe farmerom ich używać.

http://altronapoleone.home.blog

akurat pracuję nad opkiem, które pierwotnie było na Mitologie, ale pomysł mi się rozrósł i odpuściłam.

Na warsztacie mam zarówno Lokiego jak i Sygin oraz rozterki, jak przedstawić ich małżeństwo jako funkcjonalne, nie robiąc przy tym z męża ciepłej kluchy. Z Sygin mam trochę łatwiej, bo w materiałach źródłowych niewiele o niej jest i pełni funkcję raczej trzecioplanową (była nawet w Marvelu, ale chyba zaginęła gdzieś po drodze), więc jest sporo pustych stron do zapisania.  Problem mam z Lokim, bo nie mogę raczej zrobić z niego Gomeza Addamsa, ale nie chcę też Jokera. Jednym z moich ulubionych pomysłów jest niemożność mówienia Sigyn kłamstw (z pewną sugestią, ze to może być sprawka Odyna), ale czy to nie będzie wbrew powszechnie przyjętemu charakterowi boga-oszusta?

Moim zdaniem to właśnie fajne podejście, jeśli bóg kłamstwa nie może skłamać żonie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Loki w mitologii nordyckiej nie jest postacią całkiem jednoznaczną, jego obraz różni się z podania na podanie, więc czemu nie.

 

Co do samego pomysłu, sporo zależy od tonu, w jaki chcesz uderzyć. Ale brzmi nieźle. Ewentualną alternatywą jest Loki, który nie chce okłamywać swojej żony (bo obiecał, bo ją kocha, cokolwiek). Daje to szansę na eksplorację wątku zmagania się z własną naturą. Ale jak mówię – zależy od docelowego tonu.

Mam za sobą trochę książek o mitologii nordyckiej. O ile pamiętam, to Gaiman w swojej wersji zaznaczył, że podania są rozbieżne, czego dowodzi właśnie Loki. Mimo to jednak istnieją pewne ogólne założenia, bardziej przychylne  wizji Lokiego jako czarnego charakteru.

Problem z pozytywnym przedstawieniem małżeństwa Lokiego i Sygin tkwi również w tym, że Loki nie był wierny – przecież bardziej znane są jego potworne dzieci ze związków z olbrzymką i koniem niż ślubni synowie. Oczywiście można to załagodzić zgodą na otwarty związek i podkreśleniem, że zwyczaje podejście do pewnych spraw przez Asów jest inne niż u ludzi, ale i tak niektórzy mogą dopatrzyć się w tym usprawiedliwiania patologii i syndromu sztokholmskiego u Sygin.

Moim zdaniem to właśnie fajne podejście, jeśli bóg kłamstwa nie może skłamać żonie ;)

No, takie rozkosznie ironiczne.

zaznaczył, że podania są rozbieżne

No, właśnie. Nie ma czegoś takiego, jak spójna mitologia – każdy mit ma gazylion wersji, zwykle ze sobą niezgodnych. Nawet Tolkien nie dał rady, a on był jednym człowiekiem. Interpretuj śmiało.

i tak niektórzy mogą dopatrzyć się w tym usprawiedliwiania patologii i syndromu sztokholmskiego u Sygin.

Na pewno niektórzy się dopatrzą, niezależnie od tego, czego tam nie umieścisz. Spokojnie. A nawiasem – baby Wikingów (Celtów też) były całkiem niezależne. Miały np. prawo do rozwodu. Może pogrzeb na Sacred Texts?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Z tego, co zauważyłam, zwykle w zespolonej mitologii Nordyckiej stawia się na powolne psucie stosunków między Asami i Wanami a Lokim, gdzie ten trzeci jest takim trochę outsiderem.

Niewiernością bym się nie przejmowała. Jest przereklamowana jako koncept kulturowy ;) Herosi i bogowie tak mają z natury i w zasadzie masz tylko jedną wściekle zazdrosną żonę w mitologii, Herę, a ona ma swoje powody poza po prostu niewiernością męża. Z kolei Frigga bardziej broni ogólnej idei małżeństwa niż wścieka się na Odyna.

http://altronapoleone.home.blog

Ja właśnie ‘mojej’ Sygin dałam silnie poczucie obowiązku małżeńskiego (bezsprzeczna wierność, miłość i dbanie o domowe ognisko), które jednak nie kolidują z naturą Lokiego, bo jak sama  twierdzi, wiedziała, kogo bierze za męża.

Przy Sigyn próbuję się też zmierzyć z ideą przymusowego małżeństwa, które nie jest przedstawione jako złe jako idea a z samej bogini (?) nie robić męczennicy.

ideą przymusowego małżeństwa, które nie jest przedstawione jako złe jako idea

Nie jestem specem, ale do Wikingów nie bardzo mi to pasuje. W ogóle ludy z okolic chłodniejszych miały bardziej wyemancypowane kobiety, tak mi się zdaje.

W każdym razie w cywilizacji łacińskiej konieczna jest zgoda obojga zainteresowanych (pomijamy osiąganie tej zgody szantażem, bo to się dzieje za kulisami), między innymi właśnie dlatego, że kobieta nie jest przedmiotem, który się kupuje, ale osobą i stroną w umowie małżeńskiej.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki za info, Tarnino.  Przyda się, kiedy dotrę do wspomnień początków małżeństwa, bo na razie jest w niej tylko Odyn mówiący Sygin, że zostanie żoną Lokiego.

EDIT: Literówka.

Z ciekawości zajrzałam na Tumblr jak wygląda sytuacja Sigyn. Nie jest tak źle, choć głównie występuje jako OCka do shipowania z filmowym Lokim. Co ciekawe, w komiksach Marvela też występowała, ale rzadko a obecnie to chyba nie jest spotykana.

Trzeci post z rzędu, ale co tam...

Jeśli główny bohater opowieści fantasy (takiej kierowanej do dzieci i młodzieży) na wczesnym etapie stracił stracił  wzrok albo słuch na skutek wypadku a pod koniec w nagrodę za wszystkie trudy, jakie musiał przejść aby ocalić świat, ten wzrok lub słuch zostanie mu przywrócony, to co będzie lepsze: magiczne uleczenie czy magiczny przedmiot wspomagający?

Ale dla bohatera czy dla fabuły? Uleczenie jest bardziej widowiskowe, ale przedmiot wspomagający chyba mniej stresujący dla użytkownika niż nagła lawina dźwięków/obrazów.

Babska logika rządzi!

Dla bohatera.

Ja myślałam raczej pod tym kątem, jak bardzo rozwiązanie tego problemu będzie zbliżone do rzeczywistości, jak by to ująć. Pod tym kątem magiczny przedmiot, mający podobne właściwości do, na przykład, aparatu słuchowego wydaje mi się lepszym rozwiązaniem.

Jeden rabin powie tak, a inny powie nie.

Ale serio, niekoniecznie. Przedmiot można zgubić albo popsuć. Poza tym – nie jesteś mamusią swoich bohaterów. Im nie ma być dobrze, mają grać w fabule. Przedmiot jest lepszy właśnie z Twojego punktu widzenia, bo więcej można z nim nakręcić (a jeśli ktoś go gwizdnie? A może trzeba do niego wkładać co rano paciorek z orichalku/krew dziewicy? A jak się rozreguluje i zacznie pokazywać równoległy wszechświat? Albo po prostu zalewać użytkownika wrażeniami, których normalnie by nie miał?)

I dlaczego zależy Ci na “zbliżeniu do rzeczywistości”? (Pytanie niezłośliwe – możesz mieć po temu sensowne powody). Prawda jest dziwniejsza od fikcji, bo fikcja musi się trzymać kupy.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Gdybym była matką moich postaci, to odebrano by mi prawa rodzicielskie i wsadzono do paki za wieloletnie znęcanie. O realiżmie piszę, gdyż z watkiem niepełnosprawności bohatera chciałam dać morał, że pewnych przypadków nie da się całkowicie wyleczyć (lub takie metody są nieosiągalne), ale istnieją sposoby, dzięki którym osoby niepełnosprawne mogą prowadzić normalne życie, takie jak aparaty słuchowe, język migowy lub psy przewodniki.

Aa, to trzeba było tak od razu. W takim przypadku nie mam zastrzeżeń do przedmiotu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dlatego wspomniałam wcześniej, że to byłaby historia nastawiona na młodego czytelnika. :-) Welcome to Night Vale? Dotarłam do setnego odcinka. :-)

Nie wiem, ale milusie, nie? :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Milusie. :-)

Czy Vonsire ujdzie jako nazwisko rodowe dla angielskiej arystokracji? Chciałam stworzyć coś nawiązującego zarówno do Wanów jak i Asów (Aesir).

Dziwnie brzmi, i jak dla mnie sztucznie (pierwsze skojarzenie: francuskie sire i niemieckie von). Może sięgnij do historii i spróbuj zbudować temu rodowi jakichś wikińskich przodków? To może Ci poddać pomysł na nazwisko (albo nie).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki. :-)

Ja już pominę miłosiernie, że to brzmi jak “won, sire” czyli coś, co lud francuski w sumie powiedział do Karola X w roku 1830. Jeśli koniecznie coś podobnego na wygląd, to jakieś Wanshire czy Wannshire, aczkolwiek to brzmi głównie jak nazwa geograficzna. Ale od niej może być tytuł.

http://altronapoleone.home.blog

Pomyślę jeszcze nad tym. Na razie będę po prostu używać zamiennika.

Nietypowe pytanie. Czy scena, w której bogini wyglądająca jak młoda, piękna kobieta składa namiętny pocałunek na ustach czternastoletniego chłopca, może zostać uznana za gorszącą? Kontekst jest taki, że chłopak dopiero co uratował świat, a owa bogini przekazuje mu w ten sposób w nagrodę cząstkę swojej mocy.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Niestety, ale może. Czy ta bogini musi koniecznie całować w usta, aby przekazać swoją moc? Może lepiej w czoło?

Wszystko będzie uznane za gorszące przez niektórych odbiorców. Ale jeśli pytasz, jak zrobić, żeby to nie wyglądało seksualnie, tylko magicznie – skup się na przekazywaniu mocy, a nie na tych innych konotacjach. Możesz też dodać jakieś fantastyczne efekty, ale raczej z tych świetlnych i metafizycznych. Nie pamiętam w tej chwili, czy coś takiego czytałam, więc przykładów Ci nie podrzucę.

ETA, bo Ajzan skierowała moją myśl na inne tory: pocałunek w usta jest raczej wyrazem miłości, choć niekoniecznie romantycznej/seksualnej. Czy przekazywanie mocy ma być związane z jakimś przejściem chłopaka pod opiekę bogini?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Bogini jest uosobieniem wiosny, płodności i miłości, a do tego postacią trochę moralnie niejednoznaczną, więc scena byłaby jednak lekko podszyta erotyzmem. Chciałem się w niej skupić głównie na przeżyciach wewnętrznych chłopaka, który podczas tego pocałunku miałby poczuć w sobie niezwykłą siłę i radość.

Początkowo bohater miał mieć 16-18 lat, ale tak wyszło, że rozwaliłem sobie chronologię i im będzie starszy, tym bardziej historia zacznie rozchodzić się w szwach. Mogę mu ostatecznie dać lat piętnaście, żeby jego wiek odpowiadał wiekowi zgody, jaki przewiduje nasze współczesne prawodawstwo, ale nie wiem, czy to cokolwiek zmieni.

Uwaga Ajzan podsunęła mi pomysł, że równie dobrze sprawdziłby się pocałunek może nie w czoło, ale w policzek.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Tarmino, problem w tym, że obecnie pocałunek w usta kojarzy się głównie z podszyciem romantycznym, zwłaszcza taki między kobietą a mężczyzną.

W tym przypadku jednak wszystko zależy od kontekstu: jeśli podobne zachowanie bogini nie odbiega znacząco od norm świata to może ujść, tylko niech sama scena nie zostanie opisana jak fantazje nastoletniego chłopca, który dokleja siebie w Paincie do zdjęć modelek.

Nawiasem, mówiąc, przypomina mi to trochę sytuację z Wielkimi Wróżkami z  gier The Legend of Zelda.

O pocałunku w policzek też najpierw pomyślałam, ale  ten z kolei kojarzy się z ciociami, próbującymi wyściskać dawno niewidziane brzdące, a z opisu wynika, że Twoja bogini to raczej nie taki typ. ;-)

No, obecnie tak. I, jeśli to ma być w normach miejscowych, to trzeba je pokazać wcześniej, żeby nie było wątpliwości.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Właśnie, kontekst jest ważny, żeby kontrowersyjna scena odniosła sukces. Ilu to autorów inspirujących się Wiedźminem albo Pieśnią Lodu i Ognia ogranicza swoją pomysłowość do tylko brutalnych, szokujących scen, ani myśląc o większym tle, dzięki któremu w powyższych sagach to działa?

 

Z mojej strony:  Czy jeśli skandynawscy bogowie, konkretnie Loki i Sygin, ukrywający się na dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji, będą znani wśród miejscowych pod swoimi prawdziwymi imionami, to nie będzie to najwyższy ujemny poziom konspiracji? Przeczucie podpowiada mi, że taki farmer John raczej nie będzie kojarzył obcego Panteonu, jednak wolę się upewnić, bo z pewnych powodów nie mogę im wymyślić fałszywych imion, których używaliby na stałe.

Farmer John raczej nie będzie, gorzej z paniczem Colinem, który właśnie wrócił z Oxfordu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ups... Ale w sumie, tutaj można podciągnąć pod ekscentryczne zagraniczne zwyczaje. Przecież w krajach latynoskich Jesus to normalne imię, więc w takiej Szwecji też mogą istnieć tacy, co nadają dzieciom imiona po dawnych bogach. A że mąż i żona, którzy przybyli z dalekiego kraju, nazywają się tak samo, jak małżeństwo z mitu... Może uznali, że będzie zabawnie, jeśli się pobiorą, jak taki Adam z Evą?

A nie można im tych imion troszkę przerobić, opierając się na brzmieniu lub źródłosłowie? Pan Wednesday w “Amerykańskich bogach” nikogo nie dziwił, a ujawnienie jego tożsamości było fajnym chwytem samo w sobie.

Podobne rozwiązanie wykorzystałam już w tym tekście u rodziny, która w pewnym sensie ma nawiązywać do skandynawskich bogów (ci sami, o których nazwisko pytałam wcześniej).

W tym przypadku mam problem, bo wymyśliłam sobie, że Sygin, będąc przeciwieństwem męża, absolutnie nie potrafi kłamać, a w wiosce na ludzie będą chcieli ją zapytać, jak ma na imię.

Zawsze można pobawić się zapisem fonetycznym (jeśli przyjmiemy wymowę w którymś ze skandynawskich języków za obowiązującą). Loki to na angielskiej wsi byłby wtedy raczej “Lockee”.

Myślę, że spokojnie mogą się obnosić ze swoimi prawdziwymi imionami. Jeżeli nie będą dokonywać żadnych nadludzkich czynów na oczach sąsiadów, to kto uwierzy, że są bogami? Panicz Colin może co najwyżej poczuć dumę, że zna pochodzenie ich imion.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Zawsze można pobawić się zapisem fonetycznym (jeśli przyjmiemy wymowę w którymś ze skandynawskich języków za obowiązującą). Loki to na angielskiej wsi byłby wtedy raczej “Lockee”.

Hmm, I don’t think so. Już lepsze rozwiązanie z Amerykańskich bogów. W Skandynawii jest w użyciu kilka mitologicznych (nordyckich) imion: Thor, Thorbjoern, Siv (zob. tutaj).

Myślę, że dla farmera Johna to się da podciągnąć pod “zagraniczniaki, meh”, ale panicz Colin może być zafascynowany i próbować się dowiedzieć czegoś więcej o nowych sąsiadach, co niekoniecznie jest im na rękę – w razie czego będzie wątek poboczny.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W  tym opku głównym wątkiem będzie(jeszcze do tego nie dotarłam) właśnie konflikt bogów z lokalną arystokracją, więc mogę wykorzystać taki wątek.

W nawiązaniu do poprzedniego pytania, to chyba znalazłam dość poważny błąd logiczny, który może zepsuć całą koncepcję:

Dość istotnym elementem jest to, że tutejszy Loki nie ma pojęcia o Ragnaroku oraz swojej w nim roli i raczej nie ma zamiaru wytaczać pozostałym bogom wojny. Tylko, że jeśli mitologia nordycka jest w tym świecie znana, to powinna razem z historią o końcu świata. Czy dobrym rozwiązaniem jest zatem, aby w tej i tak historii alternatywnej wymazać koncepcję Ragnaroku z kanonu mitów skandynawskich, jak to zrobiono z ideą zombie w świecie the Walking Dead?

Chyba nie – Ragnarok, o ile wiem, wiąże się z aksjologicznym tłem mitów skandynawskich (teoria odwagi). Zawsze pozostaje amnezja albo walka z losem (a co mnie obchodzą jakieś durne przepowiednie? ja nie chcę, i tyle). Ale specem nie jestem.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Oryginalnych Edd nie czytałam, jedynie zbiory mitów (oraz jedną powieść) i tam Ragnarok zawsze był czymś, co miało dopiero nadejść i/lub tylko tylko Odyn wiedział, co się wtedy będzie działo. Może w takim razie sprowadzić Zmierzch Bogów do  tylko idei nieokreślonej wielkiej bitwy w nieokreślonej przyszłości, której przebiegu, rozmiarów i skutków tylko Wszechojciec ma świadomość a w żadnym źródle świata ludzi nie ma też o tym słowa?

O, czemu nie?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

W opracowaniach, które czytałam, nie licząc Ragnaroku w czasie przyszłym, to uwięzienie Lokiego było ostatnią historią, więc taki układ nawet mi odpowiada.

Czy ktoś wie, czy kiedyś (+– lata 70) krochmalenie firanek było na porządku dziennym?

Dream big.

W latach siedemdziesiątych były już firanki takie, jakie znamy dzisiaj. Prało się je bez krochmalenia.

Było też wiele mieszkań, których okna zdobiły fabryczne firanki bawełniane lub ręcznie dziergane koronkowe firanki siatkowe, wymagające ostrożnego prania, krochmalenia i ramowania – schły rozpięte na specjalnej ramie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, super :-) Przyda mi się ta informacja. Dzięki :D

Dream big.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niech mi ktoś pomoże, bo chyba popełniam nieświadomy plagiat – czy w jakimś znanym utworze fantasy bohater sprawdzał, czy w zbiorniku wodnym nie ma potworów, wrzucając tam w kilkuminutowych odstępach trzy kamyki? Nie wiem już, czy to mój pomysł, czy skądś go zapożyczyłem.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Ja nic takiego nie kojarzę, a jeśli nawet, to jeśli tylko o tą jedną scenę chodzi, to nikt raczej się nie rzuci z oskarżeniami o plagiat.

Ja też nie – najbliższe, co mi przychodzi do głowy, to hobbici rzucający kamyki w Morii. Ponadto: nihil novi sub sole. Nil desperandum! :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zapis myśli jest cierniem w moim oku. :) :) :)

Z powodów takich a nie innych, zdecydowałem zapisywać myśli bohaterów kursywą i nie od pauzy (czy jak tam się fachowo nazywa ta kreska stawiana przed dialogiem :p). I teraz jak zapisać taką myśl, która jest pytaniem?

 

Do kogo się modlisz? – pomyślał.

 

Czy tak jest ok?

 

A gdyby w didaskaliach nie było opisu czynności gębowej, tylko niezależne zdanie?

 

Do kogo się moglisz? – Pytanie aż cisnęło się na usta.

Wydaje mi się, że właśnie tak. Analogicznie do dialogów, tylko nie dajesz półpauzy przed “wypowiedzią”, no i zapisujesz ją w cudzysłowie lub kursywą.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki!

Do kogo się modlisz, pomyślał.

 

Można też z przecinkiem, chyba wiadomo że to pytanie :D Dobrse byś trzymał się przez cały utwór jednego systemu zapisu.

Jak chcesz jednak mieć pytajnik to tak:

Do kogo się modlisz? – pomyślał.

Wersja z przecinkiem i pytajnikiem brzydka i nie wiem czy po0rawna xD

Do kogo się modlisz?, pomyślał.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dla mnie brzydka jest z pytajnikiem i przecinkiem :P

Jestem za tą wersją:

Do kogo się modlisz? – pomyślał.

Przynoszę radość

Przy zapisie myśli trzeba pamiętać o trzech sprawach: zapis myśli powinien być zgodny z gramatyką,  prowadzony konsekwentnie (czyli należy trzymać się jednego wybranego stylu) i musi różnić się od zapisu dialogów.

Zapis ze średnikami, kursywą, myślnikami jest ok, ale osobiście niezbyt za nim przepadam i zwykle nie stosuję. Wolę mowę pozorną zależną, ale mam też świadomość ograniczeń tego zapisu (tylko zdania oznajmiające, problem z zapisem myśli zakończonych ?!...). Wg mnie zdanie Do kogo się modlisz?, pomyślał jest błędne ze względu na zbieg znaków. 

Mowa pozornie zależna dystansuje do bohatera, no i nie pasuje do zapisu myśli skierowanych do innej osoby, jak w tym przypadku. W mowie pozornie zależnej naprawdę dobrze można opisać myśli czy uczucia punktu widzenia:

 

X [= punkt widzenia zadający pytanie] rozpoczął modlitwę. Ale do kogo się modlił? Nie wiedział.

 

Aczkolwiek w omawianym przypadku coś można by kombinować, aczkolwiek zgubimy bezpośredni zwrot:

 

Y [= inny bohater] rozpoczął modlitwę.Do kogo się modlił? X nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

 

http://altronapoleone.home.blog

Wg mnie zdanie Do kogo się modlisz?, pomyślał jest błędne ze względu na zbieg znaków.

Wg specjalisty z Poradni PWN (nie daję linki, bo nie chce mi się szukać tej porady) nie jest błędne. Chociaż specjalista takiego zapisu nie poleca.

Słowniki uczą, że ani po pytajniku, ani po wykrzykniku nie stawia się przecinka, ale to jest specyficzny przypadek.

Z powyższą konwencją zapisu myśli można się spotkać w niejednej książce. 

 

PS. Nie zachęcam do tego rozwiązania, po prostu piszę, jak jest :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Słowniki uczą, że ani po pytajniku, ani po wykrzykniku nie stawia się przecinka, ale to jest specyficzny przypadek.

Nie stawia się, bo te znaki kończą zdanie – a tu zdanie jest przytoczone w środku innego.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Aaa, no, tak. Prawda.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jeśli w tekście zamieszczam sporą ilość retrospekcji/flashbacków, to lepiej wstawiać je chronologicznie (by razem tworzyły coś na wzór w miarę spójnego opowiadania), czy niechronologicznie, zależnie od sytuacji w teraźniejszości?

Że tak udzielę pomocnej odpowiedzi – zależy :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu nie wiem, jak to będzie wyglądało w retrospekcjach powiązanych ze sobą postaciami. Gdyby to były osobne flashbacki, to problemu by nie było.

Trudno odpowiedzieć na takie pytanie, nie mając wglądu w tekst.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

To zależy też od tego, jak i po co je wstawiasz. Jeśli są niezależne od akcji, po to, żeby coś dopowiedzieć, to lepiej chronologicznie. Ale jeśli wywołuje je coś, co robią lub mówią postacie – to tak, żeby miało sens w obrębie opowiadania.

http://altronapoleone.home.blog

Wydarzenia w moim opowiadaniu są naprzemiennie widziane oczami dwóch postaci: A i B. Dokładnie zaznaczam w każdej scenie, z czyjego punktu widzenia jest pokazana (kontekst, opisy, myśli i odczucia tego bohatera). Sceny, między którymi upłynęło trochę czasu, oddzielam je gwiazdką. Ale co zrobić w sytuacji, gdy wydarzenia dzieją się po sobie, bez przerwy?

Przykładowo: Bohater A wsiada do auta, jedzie, widzi osobę przebiegającą przez jezdnię. W tym momencie zaczynamy patrzeć na zdarzenie oczami bohatera B, który ocenia reakcję kierowcy. Narracja cały czas jest prowadzona w 3 osobie.

Czy przy takiej zmianie punktu widzenia oddziela się oba fragmenty gwiazdkami, zostawia przerwę, a może nie dzieli się tekstu? Zależy mi na tym, żeby czytelnik się nie pogubił.

 

Jak dla mnie przerwy wystarczą. W większości swoich książek sir Terry Pratchett nie dzielił tekstu na rozdziały, tylko ‘enterami’ rozdzielał fragmenty, czasami w środku większej akcji. 

Innego rodzaju podziały, np. gwiazdki, wizualnie sugerują coś w stylu “Ok, to nie koniec rozdziału, ale tu możesz przerwać, czytelniku”. A przynajmniej ja mam takie wrażenie.

Ando, dla mnie kombinujesz filmowo. W tekście to chyba sprawdza się umiarkowanie. Jeśli S.Martin pisał rozdziały z POV jednej postaci to, nie wywalałabym otwartych drzwi i nie mieszała tak wprost (choć sama mam do tego pociąg). Możesz zabarwiać narrację myślami i odczuciami innych postaci, jednak pod warunkiem, że będą charakterystyczne, znaczy różnić się. Dwa ok, trzy – trudno, cztery – megatrudno.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie mam zbytniego doświadczenia w takich zabiegach, ale myślę sobie, że gwiazdki czy odstęp to za dużo, w końcu to jest to samo “ujęcie”. Zrobiłbym tylko nowy akapit. ALE: zaznaczyłbym dobitnie, że następuje zmiana perspektywy, np. coś w stylu “... a w tym czasie, kiedy A naciskał na hamulec, przebiegający mu przed maską B, widząc zbliżający się samochód i wykrzywioną strachem twarz A,  pomyślał ‘o kurza twarz’”. Coś w tym stylu.

Nagła zmiana POV niby nie jest zalecana w większości przypadków, niby nie robi tak Martin, ale robił tak chociażby King czy Bułhakow. :)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A może osobne akapity, tylko na przemian zwykłą czcionką i kursywą? Przy czym kursywę przydzieliłbym tej postaci, której punkt widzenia zajmuje mniej miejsca.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Ando, to zależy od Ciebie. Jak sobie ustalisz, tak będzie. Równie dobrze możesz pytać, czy na obiad zrobić pomidorową czy ogórkową.

Ja bym dała przerwę, ale to nic nie znaczy. Jeden Martin napisze tak, drugi inaczej. To nie na gwiazdki lecą czytelnicy bestsellerów.

Babska logika rządzi!

A dlaczego musisz mieszać w jednym rozdziale?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Może po to, żeby osiągnąć efekt kontrastu, zestawiając ze sobą w jednej scenie dwie całkowicie odmienne perspektywy?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Możesz to zrobić przez dialog lub zachowanie i komentarze narratora?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Komentarze narratora wskazują, z jakiej perspektywy jest dana scena. Muszę pomieszać dwie perspektywy z takich powodów, jak napisał Bolly. Poza tym, potrzebne mi są odczucia postaci A. Za to postać B ma kolegę, którego nie zna A. W części scen będzie tylko postać B i ten kolega.

Zobaczymy, co wyjdzie z tego eksperymentu. Na razie oddzieliłam fragmenty gwiazdkami, ale dla mnie taki znak sugeruje upływ czasu. Rozważam też opcję, żeby zastąpić wszystko narratorem wszechwiedzącym.

Próbuj:) Narrator wszechwiedzący może pomóc, lecz dystansuje czytelnika. W sumie – wstawiaj teksty, to powiem, czy na mnie działa:) i co działa.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ANDO, wg mnie przed podjęciem decyzji powinnaś się przyjrzeć kompozycji całego tekstu.

Narracja prowadzona naprzemiennie pozwala pokazywać te same wydarzenia z różnych punktów widzenia. I to jest fajne, bo pozwala również na rożne kombinacje. Nie odpuszczaj! ;)

Możesz zastosować prosty zabieg: scena w czasie rzeczywistym odbywa się z punktu widzenia A, natomiast w kolejnej scenie B ją tylko wspomina (i opisuje swoje reakcje, wnioski).

Możesz też wykorzystać inny sposób. Jeżeli problematyczna scena to finał, spróbuj skracać POV, np: pierwsze POV A i B – po 10k (ekspozycja), następne – po 5k (zawiązanie głównego wątku), następne po 2k (rozwinięcie) i finał opisany po jednym zdaniu dla każdego punktu widzenia. Nie wiem, czy jest to czytelne: miałem na myśli odwróconą piramidę (gdzie rozdziały/POV skracają się aż do finału). O ile dobrze pamiętam, taki trik został zastosowany w powieści Wszystko co lśni Cotton.    

Wsadzę kij w mrowisko: nauczyłem się przy okazji wysyłania gdzieś tekstów, żeby zawsze dawać gwiazdki. Bo wolna linijka przy składzie lubi się zgubić (choćby na łączeniu stron) i potem się dzieją dziwne rzeczy w druku czy e-publikacji.

Trochę publikuję na Wattpadzie i tamtejszy edytor też czasem gubi zbędne przerwy.

Jeżeli bohater przedstawia się imieniem Jaś, ale w pewnym momencie zaczyna przedstawiać się imieniem Adaś, to jak powinien nazywać go narrator? Jaś, Adaś, Jaś vel Adaś czy Jaś/Adaś? Bohater rozmawia z osobą która znała go poprzednio pod imieniem Jaś.

Ależ to zależy. Czy Jaś/Adaś jest narratorem, czy może narrator jest trzecioosobowy, a jeśli jest, to czy jest wszystkowiedzący, a jeśli nie, to ile wie... :p

Trzecioosobowy wszystkowiedzący. Opowiada świat czytelnikowi.

A czy Jaś zaczyna przedstawiać się jako Adaś, czy myśleć o sobie jako o Adasiu? Bo to może być w tym przypadku dość istotne. 

Jaś jest przekonany, że jest Adasiem, o swojej jasiowej przeszłości zupełnie zapominając.

W takiej sytuacji używałbym Adasia. Przynajmniej do momentu, w którym by sobie przypomniał, że naprawdę jest Jasiem. 

Dziękuję. Ma to swoją logikę i efekt. Raczej tak zrobię, o ile nikt nie zaproponuje lepszego rozwiązania.

Arnubis rozsądnie rzecze. Jeśli narrator jest trzecioosobowy i wszystkowiedzący, moim zdaniem powinien używać prawdziwych personaliów bohatera. Albo zasygnalizowałbym przełączenie z Jasia na Adasia jakoś zauważalnie. Pytasz o zagadnienie całkiem złożone, nie o wstawienie przecinka, toteż najlepsza odpowiedź jaka mi się nasuwa, to mimo wszystko: to zależy. ;D

Też zgadzam się z Arnubisem. Ale przy okazji można w takiej sytuacji się tym pobawić, zwłaszcza jeśli tematyka tekstu pozwala na trochę śmieszkowania. Można by napisać na przykład – jak sam podałeś – “Jaś vel. Adaś”, albo ”Adaś, który jeszcze tydzień temu był Jasiem”, albo “Adaś, ku irytacji którego wszyscy chcą z jakiegoś powodu nazywać Jasiem” itp. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Broncho:DDD, a dla mnie za bardzo kombinujesz. Narrator niech idzie swoją, neutralną drogą, a bohater przedstawia się tak,  jak chce, wyjdzie kontrast i efekt osiągniesz.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Było coś podobnego w jednej książce... właściwie tej, którą teraz czytam, ale nie chcę używać imion bohaterów, ponieważ to spojler. Tam na przykład Jaś, podszywa się pod Adasia. Wtedy narrator mówi o Adasiu, bohater myśli o sobie jako o Adasiu, Jaś pojawia się tylko i wyłącznie podczas głębszych refleksji o przeszłości. Lub gdy ktoś rozpozna, że bohater to Jaś a nie Adaś. Generalnie sprawdza się, można spokojnie się zorientować i szybko przyzwyczaić.

Był tylko trochę chaos, kiedy Adaś rozmawiał z Jasiem i właściwie narrator raz nazywać Jasia Adasiem, a Adasia Jasiem. Ale to ma wyjaśnienie w fabule, więc nie wnikajmy.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Szanowni, dziękuję. Asylum – o neutralność narratora jest właśnie to pytanie, on ma być neutralny również wobec czytelnika i nie sugerować mu prawdy. Teraz dochodzę do wniosku, że może klócić się to trochę z idea narratora wszystowiedzącego.

Ej, nie rozumiem Broncho:( Jak wszechwiedzący to kłócić się nie może, za to postaci do woli:) Jeśli zaczniesz zabarwiać wszechwiedzącego punktem wiedzenia postaci to traci on swoją moc neutralności wszechwiedzy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na Imladrisie będę miała warsztaty o narracji i narratorach :)

http://altronapoleone.home.blog

A czy będą jakieś materiały w sieci z tych warsztatów?

 

 

Mogę to przemyśleć – konkretnie wrzucić tu na publicystykę :)

http://altronapoleone.home.blog

Dobry pomysł :) Z własnego doświadczenia wiem, że narracja sprawia sporo problemów przy pisaniu.

Ja też ciem.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie chcę offtopić (najwyżej usunę komentarz), ale nie wiem, gdzie zapytać, a tu chyba najbardziej pasuje...

Powiedzmy – mam opowiadanie. Jest skończone, od deski do deski, historia się kończy i zaczyna. Ale wiem, że będzie jeszcze kilka historii w tym świecie i jeden element (nie bohaterowie, ewentualnie zostaną przywołani w rozmowie lub we wspomnieniach) połączy kilka historii. W jednym opowiadaniu będzie nacisk na emocje, w innym na element naukowy itd. (o ile mi się uda przedstawić to tak, jak zamierzam). Czy mogę legalnie wrzucić to opowiadanie jako opowiadanie, a nie fragment? 

IMO, jeśli historia jest zakończona, to spokojnie możesz.

 W “Trylogii” bohaterowie się powtarzają, ale “Potop” to nie fragment. Za to jego pierwszy tom – już tak.

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za ekspresową odpowiedź! :)

Ależ oczywiście. Opowiadanie w sensie zamknięte to przede wszystkim fabuła, która może funkcjonować jako coś odrębnego, niewymagającego koniecznie znajomości innych kawałków z uniwersum.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję Wam, dobre kobiety! :)

Jeśli piszę o świecie, ogólnie rzecz ujmując wikingów lub też osadzonym w czymś pomiędzy starożytnością a wczesnym średniowieczem, to to jakich jednostek mierniczych by używano w tamtych czasach?

Naturalnych. Łokcie, stopy, palce itd

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Już chciałam używać angielskich (łokcie, stopy, jardy...).

To też były miary naturalne – cal to długość ziarna jęczmienia, np.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Chyba takiego jęczmienia spod oka trolla. Cal ma dwa i pół centymetra.

Cal to jedna dwunasta stopy, jeśli dobrze pamiętam.

Babska logika rządzi!

Jeszcze sążnie są fajne i łatwo wyliczyć, bo to tyle, ile sięga chłop jak rozłoży ramiona na boki.

Edit: ale nie wiem, czy to nie jest trochę nowszy wynalazek.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Chyba takiego jęczmienia spod oka trolla. Cal ma dwa i pół centymetra.

Mój błąd – trzech ziaren jęczmienia. Chociaż ten troll to nie jest zły trop...

Kiedyś, na potrzeby jednego z moich  światów, zrobiłam sobie taką rozpiskę.

Ale ona jest oparta na miarach metrycznych. Jak ktoś się zacznie bliżej przyglądać, może zauważyć.

A sążeń to też miara naturalna – jeśli coś można wymyślić bez względu na poziom technologiczny, to niekoniecznie musimy się trzymać chronologii naszego świata.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Czy lepiej jest tytułować rozdziały, czy wystarczy je tylko numerować? Jakie są wasze preferencje w tej kwestii?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że tytułowanie jest podstępne. Dla jednego rozdziału możesz mieć idealny tytuł a dla drugiego nie będziesz w stanie wymyślić nic ciekawego.

Tytułowanie rozdziałów to prawie jak spojlerowanie rozdziałów. Nie jestem fanem.

Jak dla mnie nie ma reguły. Zależy od książki, jej charakteru, odbiorcy, gatunku, stylu...

http://altronapoleone.home.blog

A wolicie lody malinowe, czy cytrynowe? :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

O smakach lodów można przecież rozmawiać, tak samo jak o tego rodzaju preferencjach. Powiem tylko, że mam dokładnie to, o czym pisze Ajzan.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

W powieści lekko stylizowanej na prozę dziewiętnastowieczną daję tytuły rozdziałów (chyba że mi się inwencja skończy, to wywalę, ale na razie dzielnie daję). W powieści młodzieżowej napisanej z ninedin dałyśmy tytuły i w drugim tomie też dajemy, bo to połowa funu. Ale już w innych nie daję, bo mi nie pasują...

http://altronapoleone.home.blog

O smakach lodów można przecież rozmawiać, tak samo jak o tego rodzaju preferencjach.

Pewnie, że można – ale nie ma Jedynie Słusznego, Uniwersalnego Smaku Lodów, Który Uwielbiają Wszyscy Zawsze i Wszędzie, Hail! Prawda? Tak samo nie ma jedynie słusznego, uniwersalnego etc. podejścia do bardzo wielu problemów literackich, włącznie z tym, który tu podniosłeś. Czasami będzie lepiej zrobić tytuły, czasami właśnie nie. Czasami tytuły przeszkadzają. Czasami tworzą klimat. W Labiryncie śmierci Dicka tytuły pojawiają się tylko w spisie rozdziałów, i nie mają za dużo wspólnego z treścią książki, chyba, że

SPOILER! WIELKI SPOILER! uznamy, że odnoszą się do innych iteracji wirtualnej rzeczywistości, w której bohaterowie przebywają. PO SPOILERZE.

Jak pasują, to pasują. I tyle.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie wiem, z czym masz jak Ajzan: ze spojlerami czy z wymyślaniem?

 

Tytuły nie muszą być spojlerami, nawet jeśli byś je stylizował na takie staroświeckie, gdzie niby w tytule jest streszczenie rozdziału. Możesz w nich równie dobrze dawać redherringi, foreshadowingi, grę z czytelnikiem... Niekoniecznie kawę na ławę, co się wydarzy. Ja np. lubiłabym zaskoczenie w rodzaju “Rozdział dziesiąty, w którym bohaterowie spotykają przybysza z kosmosu” (albo w formie prostej “Przybysz z kosmosu”) i okazuje się, że znajdują meteoryt.

Słusznie prawi zaś Tarnina, że w twórczości wszelakiej nie ma obowiązujących ogólnie zasad. Owszem, bywały np. poetyki normatywne, które ustalały pewne formalne ramy, ale jednak dobry autor nawet tam był w stanie wnieść coś świeżego i oryginalnego.

 

A z wymyślaniem – jak część będzie nieidealna, świat się nie zawali ;)

http://altronapoleone.home.blog

Gdyby przybysz z kosmosu okazał się meteorem, byłabym rozczarowana. Bardziej podobałoby mi się, gdyby mieli znaleźć meteor – i przy okazji spotkaliby kogoś ;)

Przynoszę radość

Nie wiem, z czym masz jak Ajzan: ze spojlerami czy z wymyślaniem?

O spoilerowaniu rozdziałów przez tytuły pisał przecież Bravincjusz.

 

Ja widzę taką niewątpliwą zaletę tytułów, że łatwiej po nich znaleźć fragment, do którego chcielibyśmy wrócić, zwłaszcza jeśli dzieło jest obszerne.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Oki, sorry za pomyłkę, pamiętałam argument, a nie kto go pisał :P

http://altronapoleone.home.blog

Mój przykład nie był chyba całkiem odpowiedni – spróbujmy inaczej. Graficzniej.

To jest sztuka:

 

I to jest sztuka:

 

I to też, podobno, jest sztuka:

 

Ale to już nie:

 

Rozumiesz? Można, oczywiście, robić sobie takie oto żarty, ale tylko żartem.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Eee... A co ten “przykład” ma wspólnego z czymkolwiek, poza tym, że jest manifestacją twojej niechęci do dadaizmu i surrealizmu?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Dla mnie tytuły porządkują treść, zwłaszcza jeśli jest prowadzona w sposób nielinearny, a poza tym mogą dodawać  uroku opowieści, acz czasami są zbędne.

Przykłady sztuki, w zasadzie to już kanon, bo 1912 i 1962.

 

 

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zbyt abstrakcyjnie? OK, miałam na myśli to, że kiedy elementy do siebie nie pasują, to może być żart (Lenin z kiszonym ogórkiem), ale nie coś na serio.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Problem z dadaizmem jest taki, że każdy pomysł sprawdza się tylko raz. “To nie jest fajka” nie zadziała dla dziesiątków innych przedmiotów wystawionych w galerii, a domalowywanie wąsów kolejnym portretom też już nic nie wnosi. (Skądinąd kwadrat Malewicza też się do tej kategorii zalicza – każdy kolejny: zielony, pomarańczowy albo w kropki to tylko powtórzenia.) Collage Tarniny był dokładnie tym – powieleniem pewnego gestu (zestawienia nieprzystających do siebie elementów), które nie jest już ani nowatorskie, ani obrazoburcze, ani nawet zabawne. I dlatego nie jest już sztuką, bo sztuką była pierwsza taka zabawa. Co nie znaczy, że nie da się wymyślić interesujących i intrygujących kolaży, ale nie przez zestawienie banalnych elementów.

http://altronapoleone.home.blog

Zaraz zaczniesz cytować Cassirera :) a mój kolaż miał być przykładem sklejenia niepasujących do siebie elementów. Tyle. Ulubiona_emotka_Baila.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie zacznę, wyrosłam już z tego :D

http://altronapoleone.home.blog

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Drakaina, poruszyłaś ciekawy temat, który dla mnie sprowadza się do pytania: czy oryginał jest zawsze tą wersją najlepszą?

To chyba dość ważne pytanie dla fantastów, gdzie w pierwszej kolejności oczekuje się ODP*, a mniej zwraca się uwagę na wykonanie.

 

* ODP – opowiadanie dobrego pomysłu   

Dla mnie:

Styl>Forma>Bohaterowie>Fabuła>Pomysł

Ale może to ja jestem jakaś dziwna.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Dla mnie zdecydowanie pomysł>fabuła>forma>styl. Wolę czytać coś świeżego i oryginalnego napisane szorstko niż pięćsetny raz to samo, tylko przybranego dla odmiany w suknie cygańskiej księżniczki.

www.facebook.com/mika.modrzynska

A ja albo nastrój, albo pomysł, a najlepiej oba naraz. Źle napisane = słabe, niezależnie od treści, bo się za bardzo irytuję, żeby docenić cokolwiek.

Przynoszę radość

Kam, tośmy się dogadały! Ja tam lubię różne fatałaszki, modelka może być ta sama ;) Nie przepadam  za opowiadaniami, w których podstawą jest jakiś koncept przedstawiający rzeczywistość. Mnie to nie bardzo interesuje, ja chcę na pierwszym planie poruszającej relacji między postaciami. Ale to akurat faktycznie kwestia gustu.

O, nastrój – też ważny. A skoro źle napisane=słabe, to dobrze napisane=dobre. Niby proste, ale ma sens; zatem cytując klasyka – piszmy tak, żeby było dobrze ;)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Algirze, co rozumiesz przez “oryginał”? Bo np. w krytyce tekstu za kanoniczną wersję uważa się (w 99% przypadków) ostatnią wersję sporządzoną przez autora. Czyli nie “oryginalną”. Czy też mowa o oryginalnych dziełach, które ktoś łączy w kolaż (w literaturze nazywało się to kiedyś centon)?

 

A jeśli chodzi o moje preferencje, to nie potrafię wyznaczyć takiej hierarchii jak Kam czy Minuskuła. Bo są teksty, które kocham za nastrój, i takie, które kocham za fabułę. Albo za bohaterów. Albo za styl. Każdy z tych elementów może mnie urzec tak, że pozostałym wybaczę drobne niedoskonałości ;)

http://altronapoleone.home.blog

Luudzie, czy moja głupawka naprawdę jest impulsem do dyskusji, z której zaraz wyskoczy Cassirer i będzie szczerzył zęby? :)

(I zgadzam się z drakainą w kwestii preferencji.)

ETA: Przy okazji – widział ktoś II tom wykładów Twardowskiego wydany przez Znane Wydawnictwo? Porządnie to jest zrobione? Bo nie siedzę na forsie :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja chcę sprostować, że dobrze napisane wcale nie równa się dobre ;)

Przynoszę radość

Herezje! Ale serio – coś tu się logicznie zatentegowało. To co jest dobre? Jakie proponujesz kryterium?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dobra fabuła też nie musi oznaczać, że dobre....

http://altronapoleone.home.blog

Dla mnie kryterium jest jedno: musi mi się podobać. Reszta nie ma znaczenia.

Przynoszę radość

Fajne kryterium :)

http://altronapoleone.home.blog

Nie jest to kryterium obiektywne... ale serio, Anet, w ten sposób nie ma mowy o żadnej krytyce, tylko “Fajne”/”Niefajne”. Nie tędy droga.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Yyyy...

Chyba nie rozumiem, o czym rozmawiamy.

Zawsze możesz powiedzieć, dlaczego “niefajne”  – i masz krytykę.

 

Edit:

I umówmy się, nie jestem mistrzem merytorycznych komentarzy.

Przynoszę radość

Wątek zdryfował, a jest ciekawy, więc szkoda, żeby go wycięto – może temat krytyki można gdzieś przenieść?

Drakaina, miałem na myśli coś zupełnie innego, związanego z samym pomysłem. Na przykładzie: czy Milczenie owiec jest szczytowym osiągnięciem gatunku filmowego, opartego na pojedynku policjanta z psychopatą, czy może jednak Siedem jest lepsze? Chodzi mi o takie przetworzenie klasycznego pomysłu, żeby stał się lepszy od oryginału. Wg mnie nie można mówić: Tfu, tfu, zaklepane. W ten sposób wszystkie opowiadania o podróży na księżyc należy uznawać za gorsze od oryginału J.Verne.

 

 

Odnośnie fajne/niefajne i podoba mi się/nie podoba – to też jest opinia, równie ważna jak elaboraty na trzy strony. Pokutuje przeświadczenie, że takie opinie nic nie dają autorowi, który spodziewa się, że każdy czytelnik będzie rozbierał tekst na części składowe i analizował. To oczekiwanie wynika z przebywania na forach literackich, gdzie normalną sprawą jest dialog autor – czytelnik, a komentarze jednozdaniowe są źle odbierane. Publikacja tekstu na forum to zaproszenie do rozmowy, do  argumentacji i wskazówek pozwalających poprawić własne umiejętności. I to jest super!

Natomiast w przypadku komentarzy jednozdaniowych, w żadnym wypadku, nie można oceniać kompetencji czytelniczych ich autora. Nie każdy ma ochotę na długie komentarze i trzeba to uszanować – zwłaszcza, że jest to dobre przygotowanie do Autor universe. Faza 2, czyli publikacji w wydawnictwie.

 

A to już zupełnie inna bajka, bo wraz z publikacją papierową kończy się czas beztroskiej forumowej zabawy, trzeba zacisnąć zęby i zbierać baty bez możliwości odpowiedzi ;)

W praktyce wygląda to tak: trochę recenzji, opinii z LC, pw na FB i koniec. Przyzwyczajenia wyniesione z forum (wbijanie w dyskusję z czytaczami) bardzo rzadko dobrze się kończą – zwykle prowadzą do sytuacji, gdy autor jak lew broni własnych tez, narażając się na negatywne opinie (bo tekst powinien się sam obronić). Dlatego warto przyjąć taktykę: pokiwać głową, wyciągnąć wnioski, w żądnym wypadku nie angażować się w publiczne dyskusje o własnym tekście, ostrożnie rozmawiać na pw.    

Ja tu muszę stwierdzić, że przypomniały mi się teksty Kresa dla początkujących pisarzy, w których ów pisarz stwierdził, że pomysł nie jest przesadnie ważny, ale liczy się przede wszystkim wykonanie. i ja się z nim zgadzam. Jak jest dobrze napisane, to i może być 60-ty raz o drużynie na szlaku szukającej smoka. Jeśli jednak ktoś wymyśli mega odkrywczy nowy rodzaj magii, albo przenoszenia się statków kosmicznych w przestrzeni, ale nie okrasi  tego fajną fabułą, która “się czyta” i nie wplecie w nią odpowiednio tego pomysłu, to cały pomysł na niewiele się zda.

Pokutuje przeświadczenie, że takie opinie nic nie dają autorowi, który spodziewa się, że każdy czytelnik będzie rozbierał tekst na części składowe i analizował.

Nie, dlaczego miałby? “Takie opinie nic nie dają autorowi” odnosi się do forów właśnie.

wraz z publikacją papierową kończy się czas beztroskiej forumowej zabawy, trzeba zacisnąć zęby i zbierać baty bez możliwości odpowiedzi ;)

Odkryłeś Amerykę! Ale serio – fora służą do zbierania opinii i dyskutowania z nimi. Dyskutowanie nie polega na “Ja mam rację! Ja, ja i tylko ja!” (Właśnie wczoraj miałam do czynienia z takim gościem, myślałam, że go uduszę. Oczywiście, nie miał racji, ale gdyby to był konkurs na dobitne przedstawienie swojego widzimisię, wygrałby w cuglach. Koniec dygresji). Dyskutowanie polega na dochodzeniu do prawdy – są więc potrzebne jakieś kryteria. De gustibus non est disputandum. I tyle.

zwykle prowadzą do sytuacji, gdy autor jak lew broni własnych tez, narażając się na negatywne opinie

I to jest właśnie autor, który nie wyniósł z forów właściwej lekcji. Winien był się nauczyć, jak napisać dobry tekst, posiłkując się opiniami innych o swoich dziełach. Nie, jak się wydzierać.

(bo tekst powinien się sam obronić).

Otóż to.

Dlatego warto przyjąć taktykę: pokiwać głową, wyciągnąć wnioski, w żądnym wypadku nie angażować się w publiczne dyskusje o własnym tekście, ostrożnie rozmawiać na pw.   

Jasne, że tak – bo, powtarzam, do dyskusji służy forum. Kiedyś służyły do niej także kawiarnie, ale takie mamy czasy.

 

No. Dixi. To moja opinia i ja ją w pełni podzielam.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Przepraszam, że się wetnę.

Czy jeśli w niezbyt długim opowiadaniu (ok. 15 stron) jest tylko jedna przerwa na drugiej stronie a potem już tekst ciągnie się do samego końca, to będzie to dobrze wyglądać? Ten pierwszy, krótszy fragment nie jest prologiem – po prostu w międzyczasie miały miejsce wydarzenia, które niczego by nie wniosły, poza przysłowiowym laniem wody.

Absolutnie nie powinno to mieć znaczenia.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A masz na myśli coś takiego:

 

Działy się rzeczy.

 

Po dwóch godzinach działy się inne rzeczy.

 

Czy może coś takiego:

 

Działy się rzeczy. Minęły dwie godziny. Potem zaczęły się dziać inne rzeczy.

 

Tj. chcesz dać światło, czy streścić ten międzyczas jednym zdaniem? To i to może działać, zależy od okoliczności.

 

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

We wcześniejszych wersjach opowiadanie miało znacznie więcej przerw, ale z nich zrezygnowałam, bo w sumie poszczególne części dało się jeszcze posklejać sensownie. W przypadku opisanym wyżej, połączenie wiązałoby się z dopisaniem paru sensownych akapitów, które w sumie niewiele by wnosły i tylko wyczerpałyby limit znaków.

Cześć, mam małe pytanie. Wziąłem ostatnio na warsztat stary tekst (2013 rok), który był publikowany na portalu, a teraz jest skrzętnie ukryty wśród kopii roboczych. Zacząłem przy nim dłubać i jestem coraz bardziej zadowolony z wyników. Z drugiej strony, żeby nie popaść w narcyzm, wolałbym usłyszeć opinie innych osób. Czy mogę taki tekst – po gruntownych zmianach – opublikować jako nowe opowiadanie czy lepiej edytować i uwidocznić kopię roboczą żeby nie robić bałaganu? Szorcik przeszedł raczej bez większego echa, a czuję do niego pewien sentyment.

Mnie wszystko jedno.

Przynoszę radość

Anet :D

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

No co?

Przynoszę radość

Rozbawila mnie bezpośredniosc tej odpowiedzi ;) dołączę do klubu – moim zdaniem możesz wrzucić to Fladrifie, jak Ci się podoba.

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Jak dla mnie, skoro jest tak stary i po ostrych przeróbkach, to możesz publikować drugi raz.

Ale jak chcesz “uwidocznić kopię roboczą”, skoro kopia robocza to z definicji coś, co nie jest uwidocznione?

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

A jak się uwidocznia? Klika się “publikuj” ;)

Przynoszę radość

No dobra, ale skoro tak, to jaki to bałagan, skoro tak czy tak widoczny dla ogółu jest jeden tekst? Bałagan może dotyczyć co najwyżej tego co widzi w swoim profilu sam Autor, ale w takim razie pytanie powinien zadać sam sobie, a nie nam ;)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Chyba że ktoś o świetnej pamięci (czyli Reg) sobie ten tekst przypomni i się rozczaruje. Takie jest ryzyko wstawienia jako nowego.

Przynoszę radość

Bailout zastanawiałem się czy publikowanie tekstu sprzed lat nie będzie w jakiś sposób źle widziane, zawsze wolę dopytać niż strzelić jakąś gafę. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi :)

Życie to ryzyko, a o śmierci to już w ogóle nie wspomnę, Anet ¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

W razie czego powiedz, że tak Ci doradziliśmy ;)

Przynoszę radość

Planuję opowiadanie, w którym istotną częścią jest to, że jeden bohater opowiada innym pewną historię, przy okazji tworząc iluzje ilustrujące opowieść. Główna narracja prowadzona jest z perspektywy słuchaczy.

Czy w takim wypadku mówioną historię zatrzymać w wypowiedziach opowiadającego, czy lepiej zastosować przeskoki w narracji (jak np. w “Niekończącej się opowieści”)?

Szczerze to skłaniam się w stronę pierwszego wariantu, ale trochę obawiam się, jak to może wyjść. Czytałam kiedyś zbiorek legend warszawskich, gdzie kilka z nich zostało opowiedzianych w dialogu, i według mnie były to najsłabsze teksty.

A jak długa miałaby być ta opowieść bohatera?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Całość zamierzam utrzymać w ryzach portalowych, czyli do 80 tys. znaków maximum.

A jaką część tej całości miałaby stanowić sama opowieść?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Sporą. Na pewno większą niż połowę całości.

Rozsądna wydaje mi się zatem opcja z przeskokami w narracji.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Pomocy.

Jak nazywa się taki wystający kawałek skały, której postać się chwyta, gdy spada w przepaść albo ze skarpy? Na co drugim filmie tak robią. Wiem, że to mało realistyczne, ale potrzebuję wiedzieć.

Półka skalna? Występ skalny?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Klif? Skacze się z klifów...

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wystający kawałek skały? ;) Nie sądzę, by tu były potrzebne fachowe terminy. Występ też jest ok.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Występ.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki!

Prośba o pomoc w dwóch problemach.

  1. Już po publikacji zmieniłam blisko połowę opowiadania, wprowadziłam nowe sceny i wątki. Gdzie oprócz przedmowy mogę zaznaczyć zmiany? Zgaduję, że raczej nie publikuję opowiadania na nowo?
  1. Piszę tekst, pod którym chciałabym wstawić rysunek stwora, który jest bohaterem opowieści. Chodzi mi o pokazanie, jak wygląda dany gatunek bestii. Jak to zrobić, żeby nie naruszyć praw autorskich do obrazka? Wolałabym rysunek niż sam link.

Jak nazywa się taki wystający kawałek skały, której postać się chwyta, gdy spada w przepaść albo ze skarpy?

Występ, nawis, półka.

Ando, po prostu zaznacz w przedmowie, kto jest autorem, i wklej tam odnośnik do strony.

Dodam, że w dobrym tonie byłoby skontaktować się z autorem grafiki i zapytać go o zgodę na wykorzystanie jego pracy w charakterze ilustracji do tekstu.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Byłoby. Ale jesteś pewna, że potrzebujesz ilustracji?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mogę opisać stwora, ale chciałam, żeby było bardziej obrazowo. Chodzi o wywernę.

At, leniuszku :) Pisarze – do piór! Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym (mogę uczynić wyjątek dla szyfrogramów i map, a i to nie wszystkich), to nie jest dobrze.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Hmmm, coś w tym jest Tarnino. Język powinien być plastyczny i obrazowy, niedawno nawet pisałam o tym w komentarzu. Czyli ilustracja ewentualnie do wzmocnienia odbioru tekstu. Taka wisienka na torcie.

Jeśli jednak chciałabym wstawić rysunek lub zdjęcie, pojawia się problem praw autorskich. Nie jestem pewna, Żonglerko, czy link w przedmowie załatwia sprawę. Bolly, też nie wiem, czy to wystarczy. Nie znam na tym. Jeśli skontaktowałabym się z autorem, czy wystarczy zdanie w mailu “OK, możesz wkleić mój rysunek”, czy potrzebny jest dokument typu oświadczenie?

Widziałam opowiadania z ilustracjami w tym portalu, ale chyba tylko rysowane samodzielnie przez autorów.

 

Pytaj Beryla. Beryl wie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym (mogę uczynić wyjątek dla szyfrogramów i map, a i to nie wszystkich), to nie jest dobrze.

Jeśli Twój tekst potrzebuje ilustracji, żeby być zrozumiałym, to jest to komiks :P 

Zdjęcie/rysunek jest utworem tak samo, jak opowiadanie. Wyobraź sobie teraz, że ktoś chce wzmocnić odbiór swojego obrazu zamieszczając obok niego Twoje opowiadanie. Robi to, a poniżej, jak radziła Żongler, zaznacza, że jesteś jego autorką i podaje link do miejsca, w którym go opublikowałaś. Brzmi w porządku? :)

Jeśli prawa majątkowe do utworu trwają, to nie możesz sobie ot tak wykorzystywać cudzych grafik/obrazów/rysunków (jeśli nie mieści to się w dozwolonym użytku osobistym lub tzw. prawie cytatu – a ilustrowanie publikowanych na tej stronie opowiadań na pewno się w nich nie mieści), musisz mieć zgodę autora. Wystarczy, że autor wyrazi ją w mailu, byle nie było wątpliwości co do tego, na co się dokładnie godzi.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Berylu, dziękuję za dokładne wyjaśnienie.

Możesz ewentualnie skorzystać z rysunków na licencji creative commons.

Jeśli opublikowałam kilka opowiadań z tej samej serii, to lepiej podać nazwę cyklu w tytule, czy nie? Same tytuły tych tekstów nie są nadawane według określonego schematu. Pytam, bo widziałam już na portalu, że niektórzy robią tak albo tak.

To jest pytanie bez odpowiedzi, carissima, patrz parę postów wyżej. Zależy, co Tobie i tej konkretnej serii odpowiada.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Wpis dla gwiazdki, sorki za spam

Pytanie takie, a raczej sondaż czy też prośba o choćby maleńką burzę mózgów. Redaktorka postawiła problem i powstała zagwozdka. Wyobraźcie sobie, że w dzisiejszej Polsce organizujecie (w powieści) “ferie dla czarodziejów” (no, niezupełnie, ale szczegóły tu mało istotne). I ogłoszenie ma dotrzeć do tych “czarodziejów”, ale zarazem rodzice mają ich puścić na takie kolonie. W dodatku w zimie.

 

Pytania są dwa:

– czy w ogóle się tym przejmować (podobne książki zazwyczaj się niespecjalnie przejmują)?

– jeśli odpowiedź na powyższe brzmi “tak”, jak to obejść?

 

http://altronapoleone.home.blog

Nie rozumiem problemu. Dzieci wyjeżdżają na ferie, rodzice się na to zgadzają, to normalne.

Przynoszę radość

Też nie rozumiem problemu :(

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Okej, rzeczywiście mało oczywiste wyszło :D To nie ja wymyśliłam ten problem, ale redaktorka, więc sama go nie do końca ogarniam.

 

Rodzice są zasadniczo niemagiczni, w większości nie wiedzą w ogóle o fantastycznych sprawach tego świata. A ferie nie są zorganizowane za zgodą kuratorium itd., co ponoć jest wymogiem w Polsce (nie wiem, nie mam dzieci, ale tego plus minus dotyczy problem), tylko prywatnie – czy rodzice puszczą dziecko na taki obóz, który może się komuś wydać szemrany, czy będą bardzo sprawdzać organizatorów itd. Redaktorka uważa, że jeśli będzie tak, że dziecko znajduje dziwne ogłoszenie i chce tam jechać, to rodzice się nie zgodzą, a przynajmniej będą mieć wąty.

http://altronapoleone.home.blog

Są organizowane ferie "czarodziejow", tak samo jak np. obozy RPG, więc z przykrywką nie będzie problemu. Jedyne waty mogą mieć na przykład rodzice mocno religijni, którzy widzą problem w Harrym Potterze :P

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

A czy organizator nie może w jakiś sposób zrobić tak, żeby pozornie wyglądało wszystko legalnie?

No takie rzeczy działają. Nawet tak jakby przy tym pracowałem :P W trakcie magisterki dorabiałem (teraz już mocno okazyjnie) w firmie, która zajmuje się organizacją takich imprez. Przede wszystkim minilarpowe imprezy urodzinowe (około 2-3 godzin, jest fabuła, NPCe, dzieciaki czasem się przebierają, zazwyczaj nie), różna tematyka (i generic czarodzieje bywają, i HP kiedyś chyba też), do tego zielone szkoły, kolonie zimowe (teraz chyba na półkolonie się przerzucili) i opus magnum, czyli obozy letnie, gdzie poza zwykłymi sprawami obozowymi jak granie w mafie czy chodzenie nad jezioro dzieciaki przygotowują sobie postacie, robią broń i stroje (część, większość przywożą), budują w lesie lokacje, a na koniec jest 2 dniowy larp. Przy czym na obozy jeździłem tylko jako NPC na larpy. 

Organizowaliśmy też imprezy dla mocno religijnych szkół, które magii nie uznają. Przechodzą np. tematy pirackie albo, o dziwo, słowiańskie. 

Tak więc, podsumowując – no takie rzeczy działają i ludzie na to dzieci wysyłają. Ba, mamy w pracy dzieciaki co potrafią i przez 5 lat wracać na obóz (jeden nawet zdążył zostać wyrośniętym nastolatkiem i pracuje teraz u nas XD). Tylko wiadomo – to jest normalnie działająca firma, sprawdzisz ją na luzie w internecie, na rynku też już parę ładnych lat siedzi, więc pod tym względem jest przejrzyste wszystko. 

 

 

OK, dzięki, może coś z tego wykombinujemy – czyli pewnie wyglądający na legalny larpo-obóz. Dzieciaki się nie znają, więc klimaty urodzinowe odpadają.

 

Btw co to są półkolonie? Bo ten obóz to w zimie akurat

http://altronapoleone.home.blog

Półkolonie polegają na tym, że dzieciaki mają zajęcia w ciągu dnia, ale po południu wracają do domu. Z reguły organizowane gdzieś w szkołach (niekoniecznie przez szkoły, ale w szkołach :D), od rana do jakiejś 16, w międzyczasie też dzieciaki mają zapewniony obiad. Ot, wygodna opcja dla rodziców którzy urlopu nie mają i muszą coś zrobić z dzieciakami w ferie. Trwają zazwyczaj tydzień. 

A, to odpada, bo to musi być wyjazdowe :) Ale dzięki!

http://altronapoleone.home.blog

No to robisz zwykłe kolonie i problem z głowy. Kolonie obozowo-larpowe zimą też firma organizowała (chociaż ja nie jeździłem), przerzucili się na półkolonie bo chyba większe zainteresowanie dziś nimi jest. 

A może coś udającego obóz harcerski albo sportowy?

Babska logika rządzi!

Są też po prostu kolonie czarodziejow, np. tu: https://sc.quatronum.pl/

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

No zdecydowanie, dzisiaj nie ma potrzeby ukrywać się udając obóz harcerski czy sportowy, czarodziejskie czy inne fantastyczne obozy spokojnie działają i mają się dobrze. 

Pytanie z gatunku dziwnych:

Czy ktoś z Was kojarzy czy i w jakiej książce/opowiadaniu był tekst w stylu: “Gdyby ktoś udał się do <miejsce> w nocy, to zobaczyłyby  <coś>. Ale w nocy do <miejsce> nie udawał się nikt”.

To chyba było u Sapkowskiego, może w opowiadaniu o romansie Geralta ze znajomą Jaskra (nie pamiętam tytułu)? Poszukiwania przez google nie przyniosły rezultatu. Ktoś, coś?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Z ciekawości guglnęłam i wyrzuciło mi na dwóch pierwszych miejscach “Syzyfowe prace” oraz “Old Surehanda”, oczywiście z jakimś tam procentem słów występujących w cytacie :D

 

A przy okazji dziękuję za podpowiedzi kolonijne, chyba uda się sklecić z tego coś, co zadowoli redaktorkę.

http://altronapoleone.home.blog

Tylko że poza przypadkowym wystąpieniem kilku takich samych słów, te cytaty nie mają z tym nic wspólnego. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Kojarzy mi się z Pratchettem, ale zupełnie luźno. Nie pamiętam konkretnego tytułu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No, toż właśnie miałam na myśli

http://altronapoleone.home.blog

To jest z “Wieży Jaskółki” Sapkowskiego:

Gdyby tego dnia po zmroku ktoś podkradł się do chaty z zapadniętą strzechą, gdyby zajrzał przez szparę w okiennicy, zobaczyłby w skąpo oświetlonym wnętrzu białobrodego starca, w skupieniu słuchającego opowieści popielatowłosej dziewczyny siedzącej na kłodzie przy kominie. Spostrzegłby, że dziewczyna mówi wolno, jak gdyby z trudem znajdowała słowa, że nerwowo pociera zeszpecony paskudną blizną policzek(...) Chata z zapadniętą i omszałą strzechą była dobrze ukryta wśród mgieł, na moczarach, na które nikt nie odważał się zapuszczać.

Zapada w pamięć, bo kończył podobnym opisem każdy rozdział, w którym Ciri była właśnie w tym miejscu.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To jest z “Wierzy Jaskółki” Sapkowskiego:

MaSkrolu! Bój się bogów!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jezu... to się nie stało. To nie ja! To klawiatura! Naprawdę... musicie mi uwierzyć! Siostra weszła do pokoju i edytowała komentarz! Pies mi przebiegł po klawiaturze! Ja nie chciałem. To przypadek, to z pośpiechu. Dlaczego tak na mnie patrzycie???

Nie... przestańcie! To był wypadek! W y p a d e k! Zostawcie mnie. Nie chcę. Nigdzie z wami nie pójdę! Po co wam te kajdanki? Reg, dlaczego trzymasz pistolet!?

Ludzie, przestańcie...

Proszę...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No proszę, wystarczy bogami postraszyć i jaka fajna reakcja. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spokojnie, za pierwsze przestępstwo nie rozstrzeliwujemy. Jak się zapatrujesz na pięć lat ciężkich robót?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Jak ciężkich...?

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ciężkich jak wieża.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To może ja poproszę ten strzał...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zbudujesz wieżę gołymi rękami i wszystko będzie przebaczone.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Domyślam się, że wieża własnych pragnień, marzeń i aspiracji nie jest wliczana?

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie. Chcemy zobaczyć krew, pot i łzy.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A może być bez tej krwi? Mam hemofobię...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Trudno. Krew musi być.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja tam wieżę, że to było przez przypadek. xD

 

A serio – dziękuję, MaSkrol, o to mi właśnie chodziło.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie... przestańcie! To był wypadek! W y p a d e k! Zostawcie mnie. Nie chcę. Nigdzie z wami nie pójdę! Po co wam te kajdanki? Reg, dlaczego trzymasz pistolet!?

Padłam :D

To chyba najlepsze miejsce, żeby zaczerpnąć rady mędrców.

Problem mam mianowicie taki:

Znalazłem mały challenge, aby napisać tekst na zadany temat (na razie nie ujawnię jaki) o objętości 1700 znaków. Miałem fajny pomysł, ale wyszło 4300. Zacząłem ciąć i dźgać, w efekcie uzyskałem 3028. Jak sobie tak pisałem, ciąłem i dźgałem, to naszła mnie myśl, że temat wpasował by się w temat jednego z konkursów.

Mam w związku z tym, takie pytanie:

Jeśli wstawię opowiadanie na 3000 znaków do poczekalni (tak, żeby dowiedzieć się co o tym sądzi społeczność), to czy mogę na konkurs wysłać opowiadanie na ten sam temat, ale o objętości 10k?

Czy to będzie to samo, czy nie to samo opowiadanie?

Lożanie, organizatorzy konkursów i stare portalowe wygi, bardzo proszę o opinię.

Jak na razie troszkę się pogubiłam. Ile jest tych tekstów i gdzie je chcesz wstawiać/wysyłać?

Na moje oko wygląda to tak

1) 1,7k – na jakiś nieujawniony challenge

2) 3k – do poczekalni

3) 10k – na konkurs “wysłać”

 

Zakładam, że z 1 zrezygnowałeś, 2 masz, a 3 to potencjalny tekst na nasz portalowy konkurs, a nie coś zewnętrznego (w przeciwieństwie do 1)? Oba na portal, z tym że jeden tekst “próbny”, a jak styknie, to rozwijasz to w dłuższy na konkurs?

 

W moim odczuciu to nie jest ok, bo konkurs to konkurs i nie wypuszcza się najpierw tekstu-sondy, który można następnie całkowicie pozmieniać, rozciągając, jeśli pomysł się nie spodoba. I tak masz czas na zmiany od publikacji do dedlajnu konkursu.

Widzę więc dwie możliwości:

1) Wklejasz od razu do konkursu całość, zmieniasz coś do dedlajnu

2) Wrzucasz tę próbkę na betę i dyskutujesz, ale powinieneś uczciwie zaznaczyć długość docelową (i napisać w przedmowie), żeby betujący wiedzieli, co zamierzasz z tym tekstem dalej robić

http://altronapoleone.home.blog

Mnie się wydaje, że można tak zrobić – zakazu nie ma. Ale. Ludzie, także jurki, mogą przeczytać wersję demo i później już nie odczuwać pełnej satysfakcji z rozszerzonej. Ja bym tak miała – jeśli już znam twisty i zakończenie, to co za radocha z czytania czegoś, co od znanej wersji różni się dolaną wodą?

Ryzyko może równoważyć potencjalne korzyści z sondy.

Babska logika rządzi!

No, zakazu nie ma, ale mi się wydaje, że – poza wspomianym ryzykiem – jest to mało eleganckie, po prostu.

http://altronapoleone.home.blog

Ja bym raczej odpuściła sobie którąś wersję.

Przynoszę radość

Zastanawiam się na tytułem do najnowszego opka. Waham się między “Zabawy z ogniem i mieczem” a “Mała bitwa pod wzgórzem”.

Obecnie żadne inne nie przychodzą mi do głowy. Pierwszy zawiera mało subtelne nawiązanie, drugi zaś wydaje mi się równie pomysłowy, ale nie wiem. Który tytuł jest według was lepszy, nie znając treści tekstu?

Oba średnie, szczerze mówiąc :/

Przynoszę radość

Dziękuję koleżankom po piórze za dobre rady. smiley

Drakaino, jak człowiek sobie przeczyta swoje myśli spisane przez kogoś innego, to od razu je lepiej rozumie. Chyba powinienem wreszcie napisać coś poza konkursem.

Finklo, rozwodnione opowiadanie faktycznie może nie smakować.  Z drugiej strony, wpada w takie gęste opko Tarnina i wytyka; to niejasne, a dlaczego czytelnik musi się domyślać, o co tu chodzi. wink

Anet, dobrze to podsumowałaś i tak właśnie zrobię.

 

Wiecie, napisze człowiek jakieś opowiadanie i od razu czuje się jak na haju; góry by przenosił, piramidy budował, a tu trzeba ziarnko do ziarnka.enlightened

Ajzan – nie znając treści, o wiele lepiej brzmi dla mnie “Zabawy z ogniem i mieczem”. W ogóle to jeśli tylko ten tytuł pasuje do treści, to jest bardzo dobry.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dla mnie Ajzan, ani jedno, ani drugie. Wolałabym już pojedyncze słowo z tytułów: Ogniem; Mieczem; Wzgórze.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Moim zdaniem “Mała bitwa pod wzgórzem” pasuje do klasycznego fantasy. Dobre na prostą historię. “Zabawy z ogniem i mieczem” trudno powiedzieć. Owszem, jest bardziej zagadkowe, jeśli tekst zawiera przewrotną opowieść, pasowałby ten tytuł. Chyba, że “Zabawy z ogniem i mieczem” sugeruje cięcie mieczem i ogień pochodni, w takim wypadku nie widzę tego dobrze.

Tak czy inaczej żadnego z nich raczej nie zapamiętam :/

Przynoszę radość

Dziękuję za odpowiedzi. Na chwilę obecną zostanę przy “Zabawach...”. Może uda mi się wymyślić jeszcze coś innego.

Z drugiej strony, wpada w takie gęste opko Tarnina i wytyka; to niejasne, a dlaczego czytelnik musi się domyślać, o co tu chodzi.

:P Jak ta zupa jest treściwa, to nie muszę niczego wytykać. Wytykam, jeśli jest gotowana na gwoździu.

napisze człowiek jakieś opowiadanie i od razu czuje się jak na haju; góry by przenosił, piramidy budował, a tu trzeba ziarnko do ziarnka

Otóż to.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Korci mnie, aby do mojej wersji świata nordyckich bogów wprowadzić elementy dziewiętnastowieczne (moja ulubiona epoka) i steampunka. Wyglądałoby to mniej, więcej jak w komiksie Lore Olympus, gdzie świat bogów jest bardzo współczesny, ale świat ludzi wciąż jest starożytny.

Czy to dobry pomysł, czy lepiej zostawić go do projektów wizualnych?

Oczywiście, czemu by nie? Steampunk w literaturze żyje i ma się dobrze, a szczegółowe opisy wynagradzają brak obrazków.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Też mi się wydaje, że fajny pomysł. Wszystko zależy od wykonania. Jak zwykle ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dobry! Na pewno przeczytam, od jakiegoś czasu ciągnie mnie do steampunka, trzeba zaznajomić się z tym gatunkiem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jako dziewiętnastowiecznik i czasami steampunkowiec chętnie zajrzę mocno krytycznym okiem :P

http://altronapoleone.home.blog

Ja też nie widzę problemu i chętnie zajrzę, w miarę możności.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję za tak pozytywny odzew. :-)

Mam akurat na warsztacie opko, gdzie mogę to przetestować. Myślałam wymieszać obie kultury, aby nie odchodzić za daleko, ale to z kolei tworzy sytuację, gdzie obok cylindrów (kapeluszy), sal biesiadnych, przypominających gmachy opery i mundurów wojskowych są miecze, topory, włócznie, tarcze, rogi i rydwany w aktywnym użyciu. Nie chcę dawać Asom broni palnej.

Typowy steampunk z kolei wolę zostawić krasnoludom (Kojarzy ktoś ruiny Dwemerów w TESV: Skyrim?).

A nie może być tak, że broń palna istnieje, ale Asowie odrzucają ją z powodów ideologicznych? Bo to broń dla tchórzy, którzy boją się podejść dla wroga i cieniasów, którzy nie potrafią napiąć łuku, a nie dla prawdziwych wojowników?

Nie żebym miała coś przeciwko steampunkowi, to może wyjść ciekawe połączenie. Ale proch to już wtedy dawno znano.

Babska logika rządzi!

Niezła ta myśl Finkli. Co prawda na wojnie liczy się skuteczność, ale. Z drugiej strony, każda technologia jakoś oddziałuje na inne – jeśli, powiedzmy, masz artylerię, to druga strona musi zbudować odporne na nią fortyfikacje – albo zginie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Kojarzy ktoś ruiny Dwemerów w TESV: Skyrim?

Kojarzę, nawet nieźle pamiętam. Ten motyw z Dwemerami przewija się we wcześniejszych częściach również. Czy Oblivion, czy Morrowind. To element świata przedstawionego w The Elder Scrolls.

 

Jeśli chciałabyś zachować odrębności pomiędzy nurtami, steampunkt możesz osadzić w tle, np. wioska wikingów w takim klimacie, Asgard i świat starych bogów zostawić jakim jest. Steampunkowi wikingowie mogą wyprawić się (parostatkiem!) na XIX – wieczną Anglię , a będąc na miejscu zapolować na dinozaury.

Zawsze przepaść w sile rażenia można czymś uzupełnić, jakoś ją wyrównać, sposobów może być całkiem sporo: od bardzo utrudnionego dostępu do prochu, trudności w wytwarzaniu lub dopiero “raczkowaniu” z nową technologią po podkręcenie broni zacofanej strony, opancerzone, zmechanizowane rydwany, szybkostrzelne kusze, wszystko co przyjdzie do głowy. Albo nawet jakaś “boska siła”, którą skonstruował cwany kapłan i wciska kit ludziom, trzymając się władzy. Można wszystko, aby tylko umieć to sprzedać.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Albo nawet jakaś “boska siła”, którą skonstruował cwany kapłan i wciska kit ludziom, trzymając się władzy.

Hem, hem. Beam Piper, “Gunpowder God”.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Bardziej skojarzyłem z Machiną z opowiadania Żongler. Bardzo podobał mi się ten motyw.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jak byście opisali takie zjawisko? Chodzi mi głównie o te skośne promienie, rozchodzące się dookoła.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

W sztuce się to nazywa gloria...

http://altronapoleone.home.blog

Na stoku wzgórza płonęło słońce, rozcapierzając eteryczne palce promieni.

XD A serio – to zależy, po co Ci dokładnie to słońce.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mam akurat na warsztacie opko, gdzie mogę to przetestować. Myślałam wymieszać obie kultury, aby nie odchodzić za daleko, ale to z kolei tworzy sytuację, gdzie obok cylindrów (kapeluszy), sal biesiadnych, przypominających gmachy opery i mundurów wojskowych są miecze, topory, włócznie, tarcze, rogi i rydwany w aktywnym użyciu. Nie chcę dawać Asom broni palnej.

W “Diunie” był taki fajny pomysł z osobistymi tarczami siłowymi, które czyniły broń palną i miotającą bezużyteczną. Przeciwnika można było zranić tylko bronią białą, na krótki dystans. Czy takie tarcze siłowe mieściłyby się jeszcze, jako wynalazek, w konwencji steampunku?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Dla klimatu :) Ale też frapuje mnie, czy jest jakiś sposób, by opisać to zjawisko tak, żeby czytelnik je zobaczył oczyma wyobraźni.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo – można napisać coś o oślepiających promieniach wschodzącego/zachodzącego słońca przedzierających się przez korony drzew, odbijających się w wodzie  i dodać opis otoczenia.

Czy takie tarcze siłowe mieściłyby się jeszcze, jako wynalazek, w konwencji steampunku?

Hmm, no, trudno by je było zbudować w ramach steampunkowej technologii...

Ale też frapuje mnie, czy jest jakiś sposób, by opisać to zjawisko tak, żeby czytelnik je zobaczył oczyma wyobraźni.

Na pewno jest, i to niejeden. Ale, wilczusiu drogi, nie będę za Ciebie robiła Twojej roboty. Sam rusz pupeńkę XD To Ty wiesz, jaki jest kontekst i przez czyją percepcję filtrujesz zjawiska – dając Ci gotowe zdanie, grałabym na loterii, czego nie lubię.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pablo – dzięki, naprowadziłeś mnie, coś z tego wykorzystam

 

Śliweczko xD – spoko, z tym, że nie szukam gotowca do wklejenia do tekstu, a jakichś wskazówek, bo kompletnie nie mam (miałem) pomysłu, jak to ugryźć. Stąd pytanie “jak opisalibyście”, a nie “jak mam opisać”. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A co widzi Twój bohater? Laserowe miecze wysyłane przez morderczą gwiazdę we wszystkich kierunkach czy promieniującą miłością gwieździstą źrenicę boga słońca?

Babska logika rządzi!

Otóż to – możliwości jest tyle, że bez przynajmniej wstępnego odsiania nie możemy Ci niczego sensownie doradzić.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ok, więc tak: bohater znajduje się w miejscu, które jeszcze do niedawna uważał za zwyczajne, a od jakiegoś czasu spotyka się tam z totalnie odjechanymi zjawiskami i właśnie udaje się, by zobaczyć kolejne.

Wewnątrz siebie czuje z jednej strony nadzieję na odmianę życia, z drugiej strony kiełkujące poczucie winy.

Na tę chwilę wymyśliłem coś takiego, nie odnosząc się uczuć postaci:

 

“Promienie słońca wiszącego tuż nad wierzchołkiem [pagórka] przedzierały się przez szczeliny poszarpanej grani i padały na skaliste zbocza.”

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hmm. Trochę Ci wyszło Sol Invictus, a nie kantowska wzniosłość.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zdanie poprawne, ale nijak nie oddaje obrazka. Zwykły zachód/wschód słońca w górach.

Babska logika rządzi!

W sensie, że budzi skojarzenia neopogańskie? ;)

 

Edit: Finkla – no właśnie. :) Ale trudno, najwyżej zostanie tak, najważniejsze, że poprawne.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Coś mi świta, że ktoś już tutaj zadawał podobne pytanie, ale mogę się mylić. Bohater coś sobie pomyślał, ale zaraz potem okazuje się, że nieopatrznie powiedział to na głos. Jak powinno się zatem zapisać te pomyślane-wypowiedziane słowa? Ujęte w cudzysłów, jak myśli, czy od myślnika, jak kwestię dialogową?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Jak powiedział, to normalnie, jak dialog. Chyba że ma być efekt zaskoczenia – wtedy możesz coś kombinować. Najlepiej pokaż kontekst :)

http://altronapoleone.home.blog

Ciekawe pytanie, nigdy jeszcze czegoś takiego nie pisałem, ale przychodzi mi do głowy taki myk:

 

“Jestem Batmanem”, pomyślał Felek.

– Jestem Batmanem.

I ewentualnie dodać wyjaśnienie “Felek uświadomił sobie, że nie tylko pomyślał, ale i powiedział to na głos.”

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dobre!

Moja propozycja na motywach:

 

“Jestem Batmanem”, pomyślał Felek.

– Jestem Batmanem.

Dopiero kiedy usłyszał te słowa, uświadomił sobie, że wypowiedział je na głos.

 

http://altronapoleone.home.blog

O właśnie, jeszcze lepiej.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Misiom podoba drakainowe.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Miał być właśnie efekt zaskoczenia, ale ostatecznie postanowiłem z niego zrezygnować i rozwiązać to inaczej, obchodząc problem. Tak czy siak, dzięki za rady. ;-)

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Się jeszcze wtrącę: w takich sytuacjach z pomocą przychodzi mowa pozornie zależna, tak bardzo nielubiana przez autorów i silnie tępiona przez redaktorów. MPZ cudnie sprawdza się wszędzie, szczególnie w dialogach, nie wiem czemu nikt z niej nie korzysta (na kilkadziesiąt przeczytanych opek z tego forum, nigdzie nie widziałem zastosowania mowy pozornie zależnej w dialogach. Zawsze powtarza się model szczekaczkowy: dialog – dialog lub dialog – didaskalia – dialog. Czyli nuda).  Na szybko ten dialog mógłby wyglądać tak:

Nagle zrozumiał, że wystarczy tylko ruszyć dupę, żeby zostać Batmanem, Aquamenem lub Człowiekiem-dynią.

– Będę Batmanem! – zadecydował.

lub tak:

– Jestem Batmanem!

Nie mogła uwierzyć, że powiedziała to głośno. Wcześniej tylko o tym nieśmiało myślała.

lub tak:

Pomyślał o wszystkich superbohaterach, którzy odeszli w cień, bo nie potrafili się dostosować do nowych czasów.

– Jestem Batmanem! – powiedział z dumą. – I przetrwam!

lub tak:

Jestem Batmanem! Ta myśl przyniosła jej ulgę. Dlatego odważyła się powtórzyć ją głośno. Mężczyzna zmarszczył brwi.

– Co powiedziałaś? – zapytał.

I można się tak bawić w nieskończoność. Modyfikowanie dialogów z użyciem MPZ to znakomite ćwiczenie warsztatowe (spróbujcie w napisanych tekstach podmienić wypowiedzi paszczękowe na MPZ – super zabawa!), polecam z całego serducha! ;)

 

 

 

 

  

Dobre spostrzeżenie, Algirze. Nie zgodzę się jednak, że MPZ cudnie sprawdzi się wszędzie. Taka forma zabija (albo przynajmniej spowalnia) dynamikę rozmowy i trzeba jej używać ostrożnie.

Ale dobrze, że napisałeś i przypomniałeś, że coś takiego istnieje. W następnych tekstach będę szukać dla niej zastosowania :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Algir – tylko że w ten sposób nic nie wskazuje na to, że bohater wypowiedział to na głos niechcący.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Algirze, fajne pomysły, ale żaden z nich nie jest MPZ (którą uwielbiam). MPZ byłaby wtedy, gdyby było tak:

 

Pomyślał o wszystkich superbohaterach, którzy odeszli w cień, bo nie potrafili się dostosować do nowych czasów. Ach, gdybyż on był Batmanem! / Czemu on nie jest Batmanem? / Ale super byłoby zostać Batmanem! / Jakże bardzo chciałby zostać Batmanem! [itd]

 

W Twoim trzecim przykładzie jest nadal mowa niezależna, tylko jest to myśl bez didaskalium:

 

[“]Jestem Batmanem![”] [– pomyślała.] Ta myśl przyniosła jej ulgę. Dlatego odważyła się powtórzyć ją głośno. Mężczyzna zmarszczył brwi.

 

W MPZ narracja “wchłania” wypowiedź, przekładając ją na trzecią osobę, ale zachowując emocjonalny ton. Nie chodzi o zapis czy interpunkcję, ale o dość trudną formę.

http://altronapoleone.home.blog

Hmm, zaskoczyłaś mnie. Poważnie. Zwłaszcza w pierwszym przykładzie. Ale nie zamierzam się spierać, to tylko pojedyncze zdania z dialogami. 

Poetyka była jedynym przedmiotem na polonistyce, który mi się do czegokolwiek w życiu przydaje :D

 

Tu znalazłam na jakiejś stronie poradnikowej fajny cytat z Nałkowskiej, gdzie przeplata się mowa zależna z MPZ:

 

Pomyślała, że już matki nigdy nie zobaczy, że ją tamci ludzie po cichu zamęczą. Znowu poczuła w sercu ten okropny zimny strach. Powoli zaczęła sobie wyobrażać, co z nią będzie, jak zostanie sama na świecie. Co zrobi, jak matka naprawdę umrze? Uczuła, że płynął jej łzy po twarzy, i myślała dalej, co zrobi. Naprzód poleci do Jasi Gołąbskiej i jej pierwszej o wszystkim opowie. Mój Boże, jak też ta Jasia teraz wygląda, jak stara kobieta, w takiej biedzie, mąż ją zostawił i poszedł nie wiadomo gdzie. Kosza i tłumoka nie było gdzie postawić, tak tam mieszkają, ani kawałeczka wolnej podłogi. Zaniepokoiła się, że rzeczy zostawiła obok ich mieszkania, bez żadnego zamknięcia, przecież mogą teraz wszystko rozkraść. Gdzie się podział Franek, wcale go tam nie widziała, a słyszała, że mieszkają razem. Zaciekawiło ją, co powie Franek, jak się dowie, że  ona teraz jest w mieście, czy się ucieszy…

http://altronapoleone.home.blog

Pacz pani, to ja też to lubię, a nie wiedziałam, że się tak nazywa :) Mówię prozą!

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

To podrzucę jeszcze dwa fragmenty mpz. Bardzo dynamizuje tekst, sprawia że staje się ciekawszy, bardziej zróżnicowany.

Obie książki klasyczne, nie podam tytułów, zgadnijcie sami:), lecz każda w „swoim rodzaju” klasyczna i bardzo znana.

"Emma nie odpowiedziała. Dyszała ciężko i przewracała błędnymi oczami, a wieśniaczka przerażona jej twarzą cofała sie instynktownie, myśląc, że tamta zwariowała. Nagle Emma uderzyła sie w czoło, wydała okrzyk, bo wspomnienie Rudolfa jak jasne światło w ciemną noc zabłysło w jej duszy. Był taki dobry, taki delikatny, taki szlachetny! Zresztą, gdyby sie wahał z wyświadczeniem jej tej przysługi, potrafi go skłonić jednym spojrzeniem, które przypomni mu ich dawną miłość."

Początkowo to zwyczajna relacja narratora zewnętrznego – do momentu, w którym Emma przypomina sobie o Rudolfie.

I drugi fragment. W normalną narrację wplecione są przemyślenia Filipa, który chce się zemścić na Natalii (tej ryżej).

"Filip Bratek spał, z uszami pełnymi muzyki organowej, a obudził się dopiero w chwili, gdy ktoś, przechodząc ponad jego nogami, trącił go lekko w goleń. (…) Otworzył oczy i ujrzał przed sobą półki bagażowe. Puste! Pociąg stał na stacji Inowrocław, tablica z nazwą miasta właziła prosto w okno przedziału. (…) Pociąg drgnął i ruszył. I właśnie w tej samej chwili Filipowi udało się skojarzyć w rozespanej głowie dwa fakty: to, że bagaże ryżej zniknęły i to, że trzy sylwetki, z czego jedna z pomarańczową głową, ukazały się w dali, w odległości dwóch peronów i torowisk, tuż przed budynkiem stacyjnym. To one, u licha! Podła, podła ryża! Jednak mu zwiała! O! To niemal zniewaga! Gniew buchnął mu do głowy jak gorąca para. Pociąg nabierał już rozpędu. Filip porwał swój plecak, rzucił się do wyjścia. Wyskoczył w biegu, padając na rdzawe, ostre kamyki wyścielające torowisko. (…) Dopiero kiedy dopadł przejścia podziemnego na peronie, obejrzał się na znikający w dali pociąg i zdał sobie sprawę, że zostawił w nim swoją radość i dumę – "Ruch Muzyczny" z własnym artykułem o organach Ladegasta. Przeklęta ryża!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pierwsze to Madame Bovary, ale drugie – nie mam pojęcia :(

http://altronapoleone.home.blog

:DDD.

Druga – też jeszcze półtora roku temu nie wiedziałabym, lecz dziurę w w brzuchu mi wiercono, więc połknęłam tę młodzieżową serię. Są w niej słabsze i lepsze książki, ale broni się. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przyznam się, że sprawdziłam – któryś z tomów Jeżycjady.  Nigdy mnie nie wciągnęło. 

A, no tak. Kiedyś spróbowałam chyba pierwszego tomu, nie podeszło.

http://altronapoleone.home.blog

Tak :D, to „Nutria i nerwus”.

Mnie w końcu kupiła ta saga rodzinna, chociaż z dydaktyzmem polemizowałabym, zwłaszcza w ostatnich książkach. Wtedy, niejako, drogi Musierowicz i rzeczywistości zaczęły się rozchodzić.

Zainteresował mnie fenomen popularności, obozy „za i przeciw” oraz różne ciekawostki np. jej relacja ze Zbigniewem Raszewskim, ktory był wielbicielem „Jeżycjady”, zresztą to on nadal nazwę temu cyklowi i czasami poprawiał niektóre konspekty książek Musierowicz (zaczął chyba od „Opium w rosole”). Zresztą, dzięki jemu naciskowi mamy tłumaczenie Szekspira przez Barańczaka. Zabawne też są ich spory dotyczące Mozarta, bo odnośnie Bacha – oboje byli w nim zakochani.

Wrócę jednak do pisarstwa. Raszewskiego, pomiędzy różnymi innymi sprawami, ujęła Musierowicz przez pewną niepoprawność w dialogach, zaskakujące „nadszczerością”. Dwa przykłady:

1/ Julia Żakówna do swojego ojca, inż. Żaka.

„– Jak Skłodowska odkryła radar, to też się wszyscy cieszyli.

– Boże! Radar! – jęknął Żaczek. – czegoś ty się uczyła w szkole?

– Niczego – odparła Julia z prostotą. – Uważałam, że jestem na to za ładna...”

2/ Profesor Dmuchawiec w szkole.

„– To jak z tą nauką? Nie chce ci się po prostu, co?

– Danka spojrzała na niego z niedowierzaniem i po namyśle przytaknęła:

– Nie chce mi się...”

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A co w tym niepoprawnego? Jest rozkosznie komiczne i buduje postać bohaterki – zwróć uwagę, że i Danka, i Julia tworzą kontrastowe tło dla grzecznej, posłusznej i niestawiającej na swoim Cesi. Z technicznego punktu widzenia – rzecz warta naśladowania.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Zresztą, dzięki jemu naciskowi mamy tłumaczenie Szekspira przez Barańczaka

Cóż, jestem hardkorową zwolenniczką Słomczyńskiego... Do Barańczaka jako tłumacza w ogóle przestałam mieć zaufanie po “Requiem” Achmatowej, a potem krytyczne spojrzenie na jego romantyków angielskich całkowicie mnie zniechęciło. Wg kolegi, który zna się na XVII wieku, także jego metafizycy (których akurat w tym przekładzie lubiłam) są przereklamowani. Jako adaptator humorystycznej poezji się sprawdza, jako poeta – też.

http://altronapoleone.home.blog

Tarnino :), „niepoprawne” – domniemuję, że zostało użyte w znaczeniu poprawności w książkach dla młodzieży, czyli wyłamaniu się z obowiązujących schematów. Jeżycjada królowała w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Sądzę, że gdy „Opium w rosole” wziął do ręki Raszewski, na zabicie czasu w szpitalu, Genowefa Lompke szturmem podbiła jego serce, moje zresztą też.

Drakaino :), nie znam się na przekładach. Można powiedzieć, że powtarzam jak papuga po innych. Sama nie miałam przyjemności czytania tych samych strof Szekspira w różnych przekładach. Barańczaka lubię i jego przekład jest lekki i przyjemny, lecz bardziej zachowuje ducha niż linijki, Słomczyński ponoć najbliższy oryginału, lecz mniej poetyczny. Są też zwolennicy innych tłumaczeń. 

Kiedyś, gdy sama szukałam Otella, najbliższy był mi Paszkowski i Ulrich, chodziło o konkretne strofy. Paszkowski to klasyka, wykonany ponoć „po bożemu”, zachowuje oryginalne brzmienie i melodię tekstu, lecz archaiczny, no i są te linijki z Hamleta o rannym łosiu.

Barańczak nawet chyba kiedyś przepraszał za „zrozumiałość swojego Szekspira”. Jego „Ocalone w tłumaczeniu” po raz pierwszy sprawiło, że zaczęłam mega doceniać pracę tłumaczy. Ty jesteś z przekładami za pan brat, więc więcej wiesz. Chyba szekspirolodzy bardziej cenią przekład Słomczyńskiego, ale dla mnie, zwłaszcza w komediach, Barańczak jest lżejszy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Niewątpliwie Barańczak był znacznie lepszym teoretykiem przekładu niż praktykiem :D

http://altronapoleone.home.blog

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

niepoprawne” – domniemuję, że zostało użyte w znaczeniu poprawności w książkach dla młodzieży, czyli wyłamaniu się z obowiązujących schematów.

Ile można pisać to samo? Ile można to samo czytać?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Przez długi czas (chyba) było to możliwe?:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Młodzież ciągle jest nowa i nie czyta tego samego, tylko to, co przeczytała poprzednia młodzież XD

Ale serio – nie wydaje mi się, żeby kserowanie schematów było interesujące w pisaniu lub czytaniu, nawet dla odbiorcy, który nie wie, że ma do czynienia ze schematem. Wystarczy, że autor pisze nie od siebie – to się czuje.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Pewnie, że nie, rację bezwzględną przyznaję! XD ale... może tak było, nie że schemat (choć to był rodzaj schematu), lecz promowanie pewnych postaw?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ, carissima, każdy autor promuje jakieś postawy.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja o przeszłości, ty teraźniejszości. Nie tak dawno – pralka Frania, a potem poszło i zmiana goni zmianę. Nie mam dowodów, lecz czuję przez skórę, że kiedyś był pewien kanon pisania książek dla młodzieży.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, jak wygląda kwestia praw autorskich – chcę wykorzystać w opowiadaniu fragmenty z kilku piosenek. Nie wiem jeszcze, czy w oryginale czy tłumaczeniu własnym. Podchodzi to pod prawo do cytatu czy potrzebne jakieś zgody?

Formanie nie wiem, ale na logikę po prostu zaznaczyłabym, czyj to cytat i już.

Przynoszę radość

Ja też, ale pytaj beryla. Beryl wie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

To ja się podepnę, bo mam podobne pytanie.

Co w sytuacji, kiedy postać w tekście mówi, używając cytatu bądź parafrazy fragmentu piosenki? Są to słowa, które z jednej strony każdy mógłby wypowiedzieć sam z siebie, alr z drugiej strony, jeśli ktoś zna piosenkę, od razu się zorientuje, że to nawiązanie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja bym nie popadała w przesadę.

Przynoszę radość

Można, jedno i drugie. Często występuje. Jeśli chodzi o cytat – jeśli rzucasz teksty piosenek np. przed rozdziałami, to podajesz normalnie tytuł i zespół. Jeśli to np. bohater cytuje czy śpiewa, to nie (chociaż spoko np. w narracji/didaskaliach dodać czyja to piosenka, zwłaszcza jeśli mniej znana, na zasadzie “zaśpiewał razem z XXX” albo co tam ci pasuje. Albo można zawsze, jak Aleksandra Janusz, wymyślić swój zespół i swoje piosenki i je cytować. 

Nawiązywać można – tradycja. Co do dosłownego cytatu – tu już ostrożniej.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dziękuję za odpowiedzi. 

A z tym wymyśleniem swojego zespołu to też ciekawa opcja.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przy czym tam (”Dom Wschodzącego Słońca”) ten fikcyjny zespół miał większe znaczenie, bo jeden z bohaterów był jego wokalistą. I tekściarzem chyba też. 

Szukając informacji na temat Thora, trafiłam na dwie krainy w Asgardzie, które miał zamieszkiwać – Thrudheim i Thrudvang. Według angielskiej Wikipedii (wiem, słabe źródło...), to dwie różne krainy, z czego ta druga pojawia się w większej ilości źródeł.

Teraz pytanie – którą nazwę powinnam wybrać? Thrudheim lepiej, według mnie, brzmi, ale Thrudvang bardziej pasuje do moich wyobrażeń o tej krainie (zawiera w sobie słowo oznaczające ‘pole’).

Thurdheim brzmi spójniej z ogółem nazewnictwa w nordyckiej mitologii (Alfheim, Nilfheim itd.). Jeśli ci się bardziej podoba, to śmiało w to leć, mało kto będzie sprawdzał znaczenie nazwy krainy. 

Też mi się tak wydaje, ale mam tak, że nawet, kiedy chcę namieszać w realiach na własne potrzeby, to jednocześnie chcę zachować jak najwięcej ogólnie przyjętych elementów z mitologii. Mam przez to pewne opory przed wprowadzeniem zbyt dużych zmian, bo wyjdzie Marvel.

Ajzan, jeszcze weszłam. Łamałabym schematy, ale nie tylko o to chodzi. Kiedy przeczytałam o tych dwóch możliwościach, byłabym za Thrundvang, ale jak wiesz niewiele się znam na mitologii nordyckiej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A nie może mieszkać w pobliżu granicy między obydwiema? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie chcę za bardzo komplikować, Finklo. Poza tym, obie nazwy są do siebie jednak zbyt podobne i czytelnikowi mogłyby się mieszać.

Możesz z Thrudvang uczynić kawałek Thrudheimu, np. główną siedzibę Thora.

http://altronapoleone.home.blog

O! To brzmi jak bardzo dobry pomysł!

Tylko, że siedziba Thora, według źródeł, to Bilskirnir.

Oj, no to drugą siedzibę. Skoro to pole, to może być domek letni ;) Albo ulubiona łąka, na której lubi oglądać nie wiem, co – gwiazdy? Nie piszesz dzieła naukowego, możesz trochę popuścić wodze fantazji...

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki. ^^

Na razie zostanę przy Thrudheimie. Z Thrudvangiem nie wiem, co zrobię. Domek letni to niezła opcja,  tym bardziej, że z większości bogów, których imiona są znane, uczyniłam arystokrację Asgardu.

Czy CAPS jednoznacznie kojarzy się z krzykiem i tylko w takim celu jest używany w dialogach? Bo mam taką oto scenę, w której skorzystałem z niego nieco inaczej:

 

– Dzień dobry! – przemówiła, wyobrażając sobie, że wszczyna rozmowę z grubym oberżystą. – Przybywam z daleka. Czy mógłby mi pan powiedzieć z łaski swojej, jak nazywa się ten kraj?

Nie doceniła, niestety, siły swojego głosu, który, choć bynajmniej nie podniesiony, rozległ się po wioskowym placu jak grom:

– DZIEŃ DOBRY! PRZYBYWAM Z DALEKA. CZY MÓGŁBY MI PAN POWIEDZIEĆ Z ŁASKI SWOJEJ, JAK NAZYWA SIĘ TEN KRAJ?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Pratchett używał wielkich liter dla podkreślenia głębokiego głosu Śmierci. Używa się ich też czasem do zapisu głosu płynącego z systemów nagłośnień (nie krzyczanych, ale siłą rzeczy donośnych). Aby robić to w sposób jednolity i jasny dla czytelnika.

Używa się ich też czasem do zapisu esemesów, ale już chyba rzadko, a także innych powiadomień, zapisu informacji na tabliczkach itp. Czasem też po prostu dla EMFAZY – wymiennie z kursywą czy oddzielaniem/łączeniem-słów-myślnikami, czy też pisaniem Każdego Słowa Wielką Literą.

http://altronapoleone.home.blog

Sporadycznie spotykałem się również z takim zapisem gdy bohater chce coś mówić WYRAŹNIE, na przykład w rozmowie z obcokrajowcem, który nie za bardzo rozumie, co mówi druga osoba

J a  s i ę  s p o t k a ł e m  z  t a k i m  z a p i s e m. Ale to raczej do podkreślenia  j e d n e g o  słowa.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czy tytuły jarla i lady gryzą się ze sobą w języku polskim, np. w zestawieniu jarl Thor i lady Sif? 

W swoich opowiadaniach próbuję obecnie mieszać mity skandynawskie z elementami dziewiętnastowiecznymi (bez wskazania na konkretny okres), czego efektem jest uczynienie z bardziej znaczących bogów arystokracji. Z opracowań kojarzę mówienie o boginiach jako paniach,  ale to z kolei mieszałoby się z codziennymi zwrotami typu “Proszę pani!”.

Dla mnie się gryzą :(

Przynoszę radość

Może w takim razie tytuł earla?

Myślałam o tym, Flardifie, bo jarl i earl brzmią podobnie, ale ten drugi w naszym języku funkcjonuje raczej jako hrabia, przez co łatwo pomylić go z angielskim “count”.

Earl stał się rzeczywiście tytułem równoważnym hrabiemu, ale w średniowiecznej Anglii był bliższy tytułowi duke. Możesz więc spokojnie zrobić z nich np. książąt i baronów, bo to są średniowieczne tytuły, które przetrwały i baronie bywają starsze od wyższych tytułów. W Twoim świecie mogło nie być etapu czy też grupy społecznej comesów i margrabiów, od których plus minus powstali comte/count i hrabia.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję, drakaino, za wyjaśnienie. Pokombinuję, ale wolałabym pozostać przy jarlu – to z tytułem dla małżonki miałam problem. W mojej wersji Asgardu chciałam zastosować uproszczony podział, podobny do tego, którego utworzenie przypisuje się Hajmdalowi – niewolników, ludzi wolnych oraz jarlów, czyli władców.

To może na przyszły raz podawaj bardziej dokładne warunki brzegowe (o żonie było, ale już o zachowaniu trójwarstwowej struktury nie) ;) W takim razie tym bardziej nie widzę problemu w zastąpieniu fatalnego w polszczyźnie jarla absolutnie dowolnym, włącznie z wymyślonym, tytułem. Bo zakładam, że nie masz tu żadnych realiów Skandynawii, a tym bardziej Anglii XIX wieku? Czyli tytuły, jakie wyewoluowały z określeń funkcji w różnych językach, mogą się iść bujać, a powstać dowolne inne. Oczywiście polszczyzna pozwala stworzyć np. jarlinię (mianownik: jarlini) albo jarlinę/jarlenę (mianownik: jarlina/jarlena) od jarla. Gdyby był jarel, to mogłaby być jarelna.

http://altronapoleone.home.blog

To chyba pójdę z earlem. Najwyżej wyjaśnię w przedmowie decyzję. :-)

Moim skromnym zdaniem earl jest najgorszym możliwym wyborem, bo ani od niego nie utworzysz dobrej formy żeńskiej, ani nie jest skandynawski, a na dodatek narzuca wymowę angielską cool No i występuje jedynie w angielskim systemie tytułów.

http://altronapoleone.home.blog

Czy w tekstach skierowanych do młodszego czytelnika rzeczywiście powinno się unikać jak ognia pokazywania konsumpcji alkoholu? Co w sytuacji, gdy nie jest powiedziane wprost, że to alkohol? Chciałem napisać scenę, w której (pełnoletnia) bohaterka wypija wino, opisane jako nieznany jej “napój o ostrym zapachu i słodkim, owocowym smaku”, upija się nim i przez to wpada w tarapaty. Zacząłem mieć jednak wątpliwości, czy to wypada.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Zależy. Sama myślałam, czy jednej z moich bohaterek nie wpędzić w nałóg tytoniowy w ramach radzenia sobie ze stresem, po tym jak inne lekarstwo prawie ją zabiło.

Myślę, że jeśli nie próbujesz pokazać konsumpcji alkoholu w specjalnie pozytywnym świetle, do tego pije je osoba pełnoletnia, to to ujdzie.

EDIT: Tak właściwie, to do jak młodego czytelnika kierowany jest tekst? To może być istotne, ale nie popadałabym w paranoję w stylu dubbingów anime od 4Kids.

Dajcie spokój. Nie ma nic gorszego niż tego typu cenzura. Co to znaczy, że nie wypada? Nastolatki na całym świecie nadużywają alkoholu etc. W jordańskim serialu, “Djinn” (masakrycznie słaby, swoją drogą) na platformie Netflix, twórcy nie mieli problemu pokazać młodzież pijącą alkohol, palącą mocniejsze rzeczy od papierosów i do tego uprawiającą seks przedmałżeński. W życiu nastolatka dochodzi do eksperymentów, a silenie się na chowanie tego jest trochę słabe w tych czasach. 

Wybaczcie, że się obruszyłam trochę, ale totalnie nie rozumiem Waszych dylematów. Bohaterka upiła się winem, po prostu. Mogła nie wiedzieć, że to wino, bo koledzy zrobili jej psikusa. I tyle. Nastolatki też palą. Nie ma co tutaj ukrywać, ani robić dopiski, że coś jest “be”, a już moralizować... nie. 

 

Ps. Mam wrażenie, że nie wyraziłam się jasno, ale to dlatego, że z lekka się zaskoczyłam pytaniem ;)

Jeśli mnie pamięć nie myli, to już Lucy Maud Montgomery upiła Anię Shirley i Dianę Barry. Chyba domowym winem porzeczkowym. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bolly, jeżeli piszesz na konkurs “Cała Polska czyta dzieciom” Astrid Lidgren to,  tak – wymagania. W przeciwnym razie – nie. Choćby dzisiaj było doniesienie o dziecku nafaszerowanym “narkotykami”. W cudzysłowie, gdyż nie wiem, co, jak kto, itd.

Gdybym abstrahowała od konkursów, zgodziłabym się z Deidriu i reg, czyli brak cenzury, lecz pamiętać o Ani (silny pierwowzór) oraz zbudować wiarygodnego dzieciaka i sytuację.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Deirdriu +1

Opisujcie rzeczywistość bez cenzury, pisarze nie powinni się ograniczać

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jeśli ważnym elementem fabuły jest obszerny artykuł prasowy, to lepiej:

  1. zamieścić całą treść,
  1. streścić w narracji, ryzykując infodump,
  1. zacytować tylko istotne fragmenty i opatrzyć je komentarzami w narracji opowiadania?

Prawdziwy artykuł prasowy czy fikcyjny?

 

Jeśli fikcyjny, napisz go tak, by przestał być obszerny.

 

Jeśli prawdziwy, możesz zamieścić go w skróconej wersji. 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Artykuł jest fikcyjny i ma zajmować calą pierwszą stronę, bo dotyczy znaczącego skandalu.

I nie możesz go napisać krótkiego, bo...?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Gdybym abstrahowała od konkursów, zgodziłabym się z Deidriu i reg, czyli brak cenzury, lecz pamiętać o Ani (silny pierwowzór) oraz zbudować wiarygodnego dzieciaka i sytuację.

Upijająca się bohaterka jest pełnoletnia – tzn. w tekście jest tylko wspomniane, że była “dużą dziewczyną, dość dużą, aby wyjść za mąż” – a upija się, bo pochodzi ze świata, w którym alkoholu nie ma, i dlatego nie zna jego działania. Taka trochę Pocahontas próbująca po raz pierwszy “wody ognistej”.

 

Jeśli ważnym elementem fabuły jest obszerny artykuł prasowy, to lepiej:

zamieścić całą treść,

To.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Ajzan, just in case – nawet dziś artykuły, nawet o największych skandalach, raczej nie zajmują całej strony gazety, zwłaszcza pierwszej strony. Nawet gdyby wybuchła III wojna, to główne kolumny gazet byłyby raczej podzielone na kilka artykułów plus ilustracje. To tak w kwestii ogólnych realiów prasowych – długi artykuł jest nieatrakcyjny. (Trust me, kilka lat pracowałam w dużej ogólnopolskiej gazecie).  W XIX wieku w ogóle długie artykuły były rzadkością, co może się nam wydawać dziwne, ale można to sobie sprawdzić w dziesiątkach repozytoriów cyfrowych. Na przełomie XIX/XX istniały periodyki, w których ilustracja i króciutki lead zajmowały całą pierwszą stronę, ale nie były to gazety codzienne.

Długie artykuły masz w periodykach analitycznych, nie w prasie codziennej, i nie są one przeznaczone dla szerokiej publiczności.

 

A co do umieszczania artykułu w tekście. Nie możesz np. cytować kawałków i kazać bohaterom o tym rozmawiać? Wszystkie trzy propozycje wydają mi się sztywne narracyjnie. Jeżeli każdy najdrobniejszy element samego artykułu, np. to, jak jest napisany, jest kluczowy dla opowiadania, i będzie rozkminiany dalej, to w ostateczności można ten artykuł zacytować w całości, najlepiej jako osobny rozdział, ewentualnie z małym wprowadzeniem lub komentarzem na końcu.

 

Re: alkohol. W czasach Lucy Maud Montgomery nie było jeszcze powszechnego poczucia, że dzieci, zwłaszcza te większe, nie powinny absolutnie pić alkoholu, więc ta scena miała nieco inny wydźwięk niż ma teraz.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki, drakaino. Będę musiała poszukać w sieci skanów.

W scenie, gdzie artykuł prasowy jest tak istotny, mam tylko jedną bohaterkę, która podczas samotnej lektury analizuje i uzupełnia sobie luki w posiadanych informacjach. Powiedzmy, że była świadkiem pewnych zdarzeń związanych ze skandalem.

Jeśli zaś chodzi o picie alkoholu przez młodzież we współczesnych młodzieżówkach, to wydaje mi się, że nawet jeśli powieść nie ma celów jawnie dydaktycznych, to i tak podobne zachowania mają pewnie negatywny wydźwięk.

Nastolatka pije pierwszy raz alkohol? Po pijanemu robi coś głupiego, lub spotyka ją coś okropnego, czego odczuwa konsekwencje.

Nastoletni, bogaty ćpun? Podkreślić jego kiepską sytuację rodzinną i toksyczność środowiska, w którym się obraca.

Palące dziecko w XIX w.? Dokładny opis panującej wokół biedy i że musi harować z ojcem jak wół, aby wyżywić rodzinę.

No to niech czyta i w myślach komentuje to, co czyta. Wtedy nie musisz przytaczać całości, a tylko istotne dla bohaterki fragmenty.

http://altronapoleone.home.blog

Mam niezbyt istotną, ale zagwozdkę, może pomożecie – z jakim kolorem kojarzy się Wam długo planowana zemsta i żal? Pierwsze skojarzenie kolorystyczne, operujemy na całym spektrum barw.

zimny błękit nadgryzany od dołu trójkątnymi pasmami fioletu (odcień ciemny i zimny)

Żółć.

a jeśli zemsta zakłada zabicie kogoś, to również czerwień w odcieniu rodanków żelaza :p

Zemsta – czerwona, żal – ciemnoniebieski, a naraz – coś czarno-czerwono-fioletowe :P

No właśnie moim pierwszym skojarzeniem była zgniła żółć, zapytani podzielili się na dwa obozy: żółtawy i taki-właśnie-niebiesko-czerwonawo-purpurowy. Jestem w kropce. :D

Żółć to piękne słowo.

Takie polskie.

a mścić się będzie facet czy kobieta?

Facet, ale nie sam, a pomaga mu niezupełnie człowiek.

jak facet, to się będzie mścił raczej jednokolorowo. Paletą barw mściłaby się kobieta ;)

Fioletowy – połączenie afektowej czerwieni i smutnego błękitu.

Żółć to raczej gorycz, żal... A większość żółtych odcieni to raczej sympatyczne kolorki, ciepłe, z dobrymi skojarzeniami: słońce, lato, piasek na plaży, światło, wiedza, mały ogień, kaczuszki...

Babska logika rządzi!

Czarny lub ciemnoszary.

Dlatego, że sa długo hodowane (zemsta planowana długo). “Na świeżo” zemsta byłaby biała (jak rozgrzane do białości żelazo), a żal właśnie żółty, jak... jak... żółć. ;)

 

Edit: przy czym żal rozumiem bardziej jako żal do kogoś, czyli złość. A nie żal jako smutek. Jako smutek byłby dla mnie też ciemnoniebieski.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję Wam za opinie! <3 

Zemsta – zależy, taka ogólna wściekła krwista czerwień, długo i skrupulatnie planowana – ciemny fiolet. Żal – jakaś taka podgniła zieleń. Zemsta + żal, jeśli zemsta wynika z żalu czy coś podobnego (zaczynam się gubić przez te kolory) – żółć.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Fiolet. Ciemny.

http://altronapoleone.home.blog

Przepraszam, że się wetnę. Jak określiłby zapach piwa ktoś, kto wącha je po raz pierwszy i nie zna chmielu, drożdży, jęczmienia ani pszenicy? Moja bohaterka ocenia ten zapach jako “ostry”, ale przydałoby mi się jeszcze coś bardziej specyficznego.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Może być też kwaśny?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak naprawdę to zależy od tego, jakie to piwo. Pszeniczne czy w ogóle jasne będą miały kwaśny, ale już ciemne mogą faktycznie być “ostre”.

https://fantazmaty.pl

Fermentacji? Zepsutych owoców? Chociaż to raczej przy winie...

Babska logika rządzi!

jak dla mnie to słodko-palony.

Wielu osobom (w tym mnie) piwo pachnie nieprzyjemnie i przywodzi na myśl to, co otrzymujemy z drugiego końca po wypiciu (pratchettowskie “piwo wypożyczane na godziny”).

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Co powiecie na zapach “ostry i pełen goryczy”?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

“Pełen goryczy” zwykle ma zabarwienie emocjonalne – to może być to, o co Ci chodzi, ale nie musi.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mam flashback i powiązaną z nim scenę w teraźniejszości na początku opowiadania. Lepiej dać flashback w całości, czy przeplatać fragmenty z rzeczywistością? Chodzi o sytuację, gdzie bohater wykazuje symptomy stresu pourazowego, związane ze zdarzeniem ze wspomnienia.

Ja bym przeplatał – flashback w momencie, gdy jakiś bodziec przypomni bohaterowi to traumatyczne zdarzenie.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Mi też podoba się bardziej przeplatanie scen ze wspomnienia z rzeczywistością, ale wydaje mi się, że taki myk lepiej sprawdza się w komiksach.

To jest pytanie bez ogólnej odpowiedzi, niestety. Zależy od konkretnego tekstu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Mi też podoba się bardziej przeplatanie scen ze wspomnienia z rzeczywistością, ale wydaje mi się, że taki myk lepiej sprawdza się w komiksach.

Spróbuj, a zobaczysz, czy sprawdzi się również w twoim tekście.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Ajzan,  spróbuj zrobić dwie rzeczy: wstępnie określ ilość planowanych znaków (np. 40k) i  zaplanuj kompozycję swojego tekstu. W najprostszej postaci rozbij tekst na trzy części:  ekspozycję->rozwinięcie->finał. Potem na cztery: ekspozycja->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał. Na pięć: ekspozycja->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał->wyciszenie po finale. Na sześć: ekspozycja->zawiązanie akcji->rozwinięcie->punkt kulminacyjny->finał->wyciszenie po finale. A potem to już możesz się bawić, dodając np. dwa następujące po sobie punkty kulminacyjne lub zakończyć wszystko finałem (gdzie np. umieścisz supertwist fabularny) bez wyciszenia. Gdy już będziesz miała swoją kompozycję i ilość znaków, wykonaj proste dzielenie, pamiętając, że każdy etap powinien mieć zbliżoną ilość k (z wyjątkiem rozwinięcia, które może być dłuższe i wyciszenia, które może być krótsze (lub może go nie być wcale – w zależności od wybranej kompozycji)). Jeżeli jeszcze Cię nie znudziłem i to czytasz, to pozostaje tylko jedna rzecz: określić ilość znaków we flashbacku. Jeżeli będzie krótszy niż pojedyncze elementy składowe Twojej kompozycji – spokojnie możesz go wrzucić na początku jako prolog, jeżeli jednak potrzebujesz na to więcej znaków, to wskazane jest prowadzenie akcji dwutorowo – inaczej padnie kompozycja tekstu (wyjdzie np. długaśny wstęp (prolog+ekspozycja) i gwałtowny koniec – jest to zmora wszystkich pisarczyków).           

 

 

Na chwilę obecną mam ponad 23 tys. znaków i celuję do maksymalnego dopuszczalny limit portalu, czyli 80 tys., więc na razie nie jest źle. Tak, jak sugerujesz, Algirze, historię mam mniej, więcej podzieloną na etapy, które staram się dobić do danej części limitu (w sensie to i to musi się zdarzyć przed przekroczeniem np. 40 tys. zzs). Flashback spróbuję wpleść w fabułę.

Chodzi o powieść, ale nie znalazłam lepszego miejsca na ten wątek.

 

Potrzebuję porady, jak napisać konspekt powieści. Czy na początku umieszcza się gatunek i opis grupy docelowej, inne informacje? Czy trzeba opisać fabułę w punktach?

Ja nie pomogę, ale podbiję temat. Zastanawiam się nad zmianą tytułu mojej serii opowiadań na podstawie mitologii skandynawskiej z "Między pieśniami" na "Asymetria". Które brzmi lepiej jako nazwa dla cyklu?

ANDO – uderz do kogoś, kto tu ostatnio powieść wydawał. Naz, Minuskuła (jeszcze chyba negocjuje, ale konspekt ma XD), Drakaina, Ninedin, ocha... na bank zapomniałem o masie osób xD 

 

Ajzan – “Między pieśniami” chyba brzmi mi lepiej, ale pewnie dlatego, że się przyzwyczaiłem trochę. 

@ANDO: myśmy z Drakainą, proponując wydawnictwu,  miały, o ile pamiętam, krótki opis – założenia, grupa docelowa, tematyka, charakter (że fantastyka :) ), możliwości rozwoju serii – a potem jeden rozdział tekstu. 

EDIT: Ale fakt, że już z tym wydawnictwem pracowałyśmy wcześniej, jako tłumaczki i/lub konsultantki.

Ja nie pomogę, ale podbiję temat. Zastanawiam się nad zmianą tytułu mojej serii opowiadań na podstawie mitologii skandynawskiej z "Między pieśniami" na "Asymetria". Które brzmi lepiej jako nazwa dla cyklu?

Osobiście wolę oryginalny tytuł. Ta “Asymetria” kojarzy mi się zbyt matematycznie.

 

PS. Ajzan, przeraża mnie ta zmora z twojego awatara. :P

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Zaczęłam zastanawiać się nad zmianą nazwy cyklu, bo “Między pieśniami” nie brzmi dla mnie zbyt oryginalnie – to po prostu “między wierszami”. gdzie drugie słowo zamieniłam na bardziej odpowiednie do klimatu pieśni.

Zastanawiam się nad “Asymetrią”, gdyż:

– “As” jest ukryty w tym słowie,

– wpadłam na pomysł skupienia się w opowiadaniach na motywie asymetrii, czyli w tym przypadku szeroko pojętych nierówności i zestawieniu przeciwieństw.

 

A ta “zmora” z mojego awatara, to bohaterka jednego z moich tekstów w bibliotece i jest bardzo sympatyczną dziewczynką.

Ajzan, to kolejne z tych pytań, na które nie ma ogólnej odpowiedzi. Niestety, ale musisz się zebrać i zrobić skok wiary.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

A ta “zmora” z mojego awatara, to bohaterka jednego z moich tekstów w bibliotece i jest bardzo sympatyczną dziewczynką.

Ale mnie przeraża ilekroć ją widzę. :P

 

Zastanawiam się nad “Asymetrią”, gdyż:

– “As” jest ukryty w tym słowie,

– wpadłam na pomysł skupienia się w opowiadaniach na motywie asymetrii, czyli w tym przypadku szeroko pojętych nierówności i zestawieniu przeciwieństw.

Jak tam chcesz, to w końcu twoje dzieło. Mówię tylko, jak się ten alternatywny tytuł skojarzył mnie, który o mitologii nordyckiej wie tyle, co z jednego opracowania mitu o Thorze Stefana Majchrowskiego i gry Jotun: Valhalla Edition. Dopóki sobie tego nie wyguglałem, nie miałem np. pojęcia, że “Asowie” to są ci “główni” skandynawscy bogowie. Ale jeśli kierujesz swoje opowiadania do fanboyów nordyckiej mitologii albo po prostu ludzi, którzy mają o niej jakiekolwiek pojęcie, to oni ten tytuł rozgryzą i pewnie im się spodoba. Być może po prostu nie jestem twoim targetem i w tym wypadku moje zdanie nie powinno mieć dla Ciebie znaczenia.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

“Między pieśniami” jest dobre między innymi właśnie dlatego, że kojarzy się z “między wierszami”

http://altronapoleone.home.blog

Ajzan:), “Między pieśniami” jest ok! # Drakaina

Asymetria – nie, jest przenaukowione i inne skojarzenia budzi IMHO.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dokładnie – asymetria budzi skojarzenia z SF, a nie fantasy. 

Dziękuję wszystkim. ^^ Zatem zostaję przy "Między pieśniami", ale z motywu asymetrii nie zrezygnuję.

Zawsze możesz nadać ten tytuł jednemu z opowiadań z cyklu.

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Być może tak zrobię, Bolly. ;-)

 

Tak się zastanawiam, czy tworzenie postaci fantastycznych, których naturalny kolor włosów jest nienaturalny dla człowieka (np. ciemnoniebieski) ma sens w literaturze, czy lepiej takie cuda zostawić mandze i anime?

Jeśli w świecie przedstawionym istnieje magia czy coś, to jak najbardziej :) To Twój świat i to Ty decydujesz, jakie w nim są “nadprzyrodzone prawa”. 

Ano, wszystko zależy od kreacji twojego świata. Ciemnoniebieskie czy ciemnozielone włosy często pojawiają się w fantasy w przypadku jakichś syren czy driad i nie ma z tym większego problemu. Co innego jeśli chcesz budować świat quasiśredniowieczny, gdzie magia jest gdzieś w tle, ale nie na porządku dziennym – wtedy taka kreacja może (ale nie musi) zaburzać imersję. 

Ano, wszystko zależy od kreacji twojego świata.

Otóż to. W ogóle, Ajzan, nie bierz tego jako odmowy pomocy, ale musisz się nauczyć stać na własnych nogach. Zadajesz wiele pytań o sprawy bardzo drobne i bardzo zależne od całości Twojego opowiadania (czy nawet cyklu – możesz przecież mieć plan na cały cykl, ja od miesięcy planuję Staszka i zaplanować nie mogę), o sprawy, w których sama będziesz musiała podjąć decyzję, bo nie stosują się do nich żadne reguły i stosować się nie mogą. Właśnie dlatego, że są to sprawy tak detaliczne. Głęboki wdech i odwagi.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Rozumiem, Tarnino. Sama zauważyłam, że chyba przesadzam. Po prostu mam tak, że w pewnych kwestiach, jeśli sama nie jestem co do nich pewna, wolę zapytać. Spróbuję jednak to ograniczyć.

Wiesz co, ja mam odwrotnie (wolę się nie pchać z pytaniami, choćbym miała zrobić głupotę, którą potem oczywiście robię), ale to są uwarunkowania środowiskowe. Wszyscy mamy swoje hople.

heart

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nowa Fantastyka