- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - Igrzyska rozpaczy

Igrzyska rozpaczy

Nie jest to ani sequel, ani prequel, ani też broń Boże remake pierwszych Igrzysk (zgodnie z sugestią – oto link do tamtego opowiadania). Nowy bohater, nowa fabuła, chociaż gra pozostała (w większości) taka sama. Starałem się zachować zalety IW i wyeliminować ich wady, możecie ocenić, czy mi się udało.

Betowacze udzielili mi pomocy w ilościach hurtowych, a ich zasługi mógłbym opiewać długo. Zasługi główne – BK podrzucił rozliczne pomysły, jak opowiadanie uczynić mniej sztampowym; Sonata pomogła zamienić płeć bohatera na bohaterkę; a Bail dokonał analizy tekstu pod kątem psychologicznym, dzięki czemu jestem lepiej przygotowany na druzgocącą krytykę XD

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Igrzyska rozpaczy

Kiedy do meczu pozostały trzy godziny, Patricia poczuła, że zaczyna trzeźwieć. Wyraźnie niezadowolony z tego faktu żołądek próbował wypchnąć resztki wina drogą, którą wpadły, a głowa pulsowała bólem.

Dziewczyna chwiejnie podniosła się z łóżka. Nacisk na czaszkę gwałtownie się zwiększył. Jęknęła cicho:

– Proszę, nie.

Walczyła jeszcze przez chwilę, ale szybko zrozumiała, że to bezcelowe, i ruszyła pędem do łazienki. Potknęła się jednak o pustą butelkę i runęła na podłogę, po czym zwymiotowała.

Mecz. Mecz. Cholera. Niedobrze.

– Cicho tam – wymamrotała. Pusty pokój odpowiedział milczeniem.

Sprzątanie to rzecz drugorzędna, najpierw musiała doprowadzić się do stanu używalności. Nie mogła przecież przegrać ćwierćfinału mistrzostw przez dwie butelki wina, które łasiły się do niej poprzedniego dnia…

 

*

 

Była cała w skowronkach, kiedy pół roku wcześniej dostała taką wiadomość od Scotta:

„Hejka, masz jutro wolne popołudnie?”

– Odpisz: Jasne, że mam. Bez kropki. Uśmieszek – poleciła szybko aplikacji. Już od dawna nie dostała podobnej propozycji od chłopaka… ekschłopaka, poprawiła się, czując ukłucie żalu. Czy miała prawo liczyć na cokolwiek?

„To super, zapraszamy cię na darmowe jedzonko! :)”

Te słowa analizowała dłużej. Domyślała się, co oznaczała końcówka „my”, ale odepchnęła na chwilę czarne myśli.

– Odpisz: A co zrobisz… Anuluj. Jeszcze raz. A co będzie pysznego?

„Zrobię guacamole i galaretkę, a Frances upiecze kurczaka ;)”

Frances. W głębi ducha wiedziała, że to będzie Frances, a i tak zabolało.

– Odpisz: Brzmi super. Wykrzyknik. I serduszko – poleciła.

Zrezygnowała ze wszystkich zajęć zaplanowanych na resztę tamtego dnia i wyszła pobiegać. Przemierzała ulice miasta tak długo, aż bolały ją wszystkie mięśnie, ale cel został osiągnięty: była zbyt zmęczona, by myśleć o Scotcie i Frances.

Następnego dnia założyła krótką sukienkę, potem uznała, że to zbyt pretensjonalne i zmieniła ją na T-shirt oraz dżinsy. Opryskała się drogimi perfumami, które dostała kiedyś w prezencie świątecznym i zalegały od tamtego czasu na półce. Pomalowała usta karmazynową szminką, zamieniła też okulary na szkła kontaktowe. Pod wpływem impulsu zabrała ze sobą paczkę skrętów z wysokim stężeniem THC.

Drzwi otworzyła oczywiście Frances.

– Cześć – rzuciła. – Clark, dodaj nową sygnaturę do osób zaufanych.

Sygnatura dodana: Patricia Reed – oznajmił domowy komputer.

– Och, to miło, że jednak mi ufasz – burknęła Patricia.

– Oczywiście, nie wygłupiaj się. Wchodź, Scott już nakłada guacamole.

Przez pewien czas jedli i rozmawiali o drobnych sprawach – pracy, studiach i innych pozbawionych znaczenia głupstwach. Wzrok młodszej z sióstr nieustannie kierował się w stronę umięśnionego torsu Scotta, opinanego przez ciasną koszulkę.

Przestań! Nie myśl o tym, skup się, skup się…

– …i właśnie wtedy oświadczyłem się Frances – głos chłopaka trafił do umysłu Patricii.

Widelec z porcją kurczaka zawisł nad talerzem.

– Gratuluję – powiedziały usta, ręka odłożyła widelec, ale umysł nie brał udziału w tych czynnościach. Dryfował gdzieś po galaktyce, oddalając się od Ziemi coraz szybciej i szybciej.

– Pewnie już rozumiesz, że w zaproszeniu była ukryta intencja. – Frances złapała Scotta za rękę i uśmiechnęła się. – Chcielibyśmy, żebyś została naszą świadkową.

Patricia zamrugała.

– Muszę… muszę się zastanowić… zaraz wracam – wymamrotała, wstała od stołu i wyszła na balkon, pozostawiając parę w lekkim szoku.

Drżącymi rękami wyciągnęła papierosa i potarła nim o draskę na paczce. Tytoń zaczął się żarzyć.

Oświadczył. Intencja. Świadkową.

Oparła się o barierkę i wdychała dym tak długo, aż dodatek konopi zaczął działać. Z wolna odzyskiwała panowanie nad dłońmi, kiedy na balkonie pojawiła się Frances.

– Ej, wszystko w porządku?

– Nie.

Siostra westchnęła, zamknęła za sobą drzwi – próbując pewnie przekonać Patricię, że Scott ich nie usłyszy – i stanęła obok.

– O co chodzi?

– Chodzi, kurwa, o to – powiedziała spokojnie Patricia – że gdybyś powiedziała mi to sama, bez Scotta w pobliżu, już miałabyś wydrapane gałki oczne, a sąsiedzi zaalarmowaliby policję przez twoje krzyki.

Frances zastanawiała się chwilę.

– Sądziłam, że przestałaś… myśleć o Scotcie.

– Naprawdę się prosisz o ból. Naprawdę.

Papieros dopalał się.

– Osobiście zrzuciłam sobie na głowę ten kamień – szepnęła Patricia. – Myślałam, że Scott coś do mnie czuje… Kiedy zapytał, czy może znam Reed, która dotarła aż do półfinału mistrzostw Mental Wars, wystarczyło powiedzieć, że nie znam.

– Scott zostanie moim mężem, ale nie dlatego, że ci go ukradłam – odezwała się nagle Frances. – Nie był przymuszany. Sam wybrał, i nic…

– Nie wejdę z powrotem do mieszkania.

Starsza z sióstr zaniemówiła, a tymczasem młodsza kontynuowała:

– Nie dam rady. Jeśli jeszcze raz spojrzę mu w oczy, pęknie mi serce.

– Zaczynasz mnie przerażać – powiedziała cicho Frances.

– Od zawsze mówił, że lubi Mental Wars. Jeśli taka dziwka jak ty mogła wejść do półfinału, to zdobycie mistrzostwa nie może być trudne.

– Zielsko rzuciło ci się na mózg?

– Pierwsze piętro. Krzaki. Przeżyję.

Wypowiedziawszy te słowa, Patricia błyskawicznie wspięła się na barierkę balkonu i zeskoczyła na dół, zanim jej siostra zdążyła zareagować.

 

*

 

Po zażyciu detoksykantów i pigułek wzmacniających Patricia wyszła z hotelu, gdzie była zakwaterowana na czas turnieju.

Szła powoli, pozwalając, by pozostałości kaca rozpłynęły się w świetle chłodnego dnia. Oddychała głęboko i spokojnie, usiłując myśleć o czymś przyjemnym. Wsłuchiwała się w chrzęst śniegu pod butami, odgłosy przejeżdżających samochodów i przelatujących dronów pocztowych.

Kiedy po kacu pozostało już tylko wspomnienie, zaczęła podświadomie wypatrywać celów.

Śnieżka, którą można zdeptać albo wepchnąć pod koła samochodu. Młode drzewko, rosnące w szczelinie między chodnikiem a budynkiem, które można złamać. Łuszcząca się farba na ściance z blachy falistej, którą można zdrapać. Nadawało się wszystko, co można by zniszczyć, wyładowując cząstkę frustracji do świata.

Krążyła po mieście przez pewien czas, czyniąc drobne szkody tu i ówdzie, za każdym razem upewniając się, że nikt jej nie widzi. Przeklęła swoją lekkomyślność, kiedy przypomniała sobie o meczu i spojrzała na zegarek.

– Cholera, zostało pół godziny… Scott, znajdź mi najkrótszą drogę na mecz.

Podążaj za czerwonymi znacznikami – odezwał się głos Asystenta z telefonu, zaś na soczewkach Patricii wyświetliły się strzałki, pokazujące, w którą stronę powinna iść. Oczywiście, że dała Asystentowi na imię Scott. Jakież inne mogłaby wybrać?

Nawigacja opracowała najlepszą trasę omijającą. Mimo to dziewczyna dotarła na miejsce o dwie minuty później, niż przewidywała. Okazała identyfikator przerażającemu strażnikowi, który składał się niemal wyłącznie z mięśni i została wpuszczona do budynku, a potem odnalazła odpowiedni pokój, podświetlony znakiem GRACZ A.

Pozostało bardzo mało czasu. Patricia usiadła w fotelu, założyła hełm do zespolenia neuronowego i sprawdziła rangę przeciwnika: był to ktoś z niższej dywizji, co nakazywało wzmóc czujność. Następnie spróbowała uspokoić oddech i przenieść się w stan autohipnozy. Niestety, z przygotowań wyrwał ją głos komputera.

– Ćwierćfinał mistrzostw Stanów Zjednoczonych w Mental Wars. Pojedynek: dywizja platynowa, gracz A, kontra dywizja złota, gracz B. Zespolenie neuronowe za trzy… dwa… jeden.

 

*

 

Obudziła się z paskudnym bólem głowy. Z wysiłkiem uniosła rękę i chwyciła telefon, by sprawdzić, która godzina, ale długo nie mogła uwierzyć w to, co widzi.

Sobotni wieczór u Sary i Franka pamiętała słabo; wspomnienia praktycznie urywały się po skoku z balkonu, co samo w sobie nie było nadzwyczaj dziwne, skoro paliła „wzmocnione” fajki. Telefon twierdził jednak, że jest wtorkowe popołudnie.

Prawie trzy dni spała…?

Przeszukała pamięć telefonu. Jakieś filmiki, mnóstwo wiadomości, których sobie nie przypominała…

Masz cztery nieodebrane połączenia od Frances Reed i jedno od Scotta Phillipsa.

– Wymyśliłam sobie, cholera – wychrypiała. – Mistrzostwo w Mental Wars. Bez jaj.

Musiała się dowiedzieć, co zaszło. Odtworzyła pierwszy filmik.

– No więc jestem na testach – usłyszała siebie – i wyszły ciekawe wyniki. Mów pan.

– Tłumaczyłem pani, że testy robione pod wpływem substancji psychoaktywnych są niemiarodajne. – Drugi głos był syntetyczny, ale słowa pochodziły chyba od człowieka. – Zalecałbym powrót do mnie, kiedy THC zniknie z pani organizmu.

– Mów pan o re-zul-ta-tach, nie o pier-do-le-tach.

– Dobrze. Jak pani chce. Tak, to prawda, wynik testu predyspozycji ogólnych do turnieju Mental Wars ma pani najwyższy w historii badań. Odporność fizyczna również z najwyższym wynikiem. Zdobywanie informacji i dedukcja plasują panią na drugim miejscu w rankingu. Odporność psychiczna jest nieco niżej, ale wciąż bardzo wysoko…

– Taaak, jest jedna osoba, na którą zdecydowanie nie jestem odporna. Popracuję jeszcze nad tym. Mistrzostwa są kiedy?

– Za sześć miesięcy.

– Kupa czasu na treningi, nie? Dobra, koniec i bomba, i tak dalej.

Oszołomiona Patricia sprawdziła swój stan konta.

Poniedziałek, przelew przychodzący: tysiąc dwieście dolarów, od: MENTAL WARS LTD., tytuł: „Wygrana w meczu niskiej rangi”.

Całkowite wydatki w ciągu ostatnich trzech dni: osiemset trzynaście dolarów.

Zaczęły pojawiać się przebłyski wspomnień. Testy… mnóstwo wypalonych jointów… mecz… rajd po wszystkich klubach w mieście…

– Wymyśliłam sobie mistrzostwo w Mental Wars – powtórzyła.

 

*

 

– Zespolenie aktywne.

Awatary zawodników stanęły naprzeciw siebie na wirtualnej arenie, na razie bezosobowe, dopóki nie odgadną nawzajem swoich tożsamości. Patricia musiała być szybka: ćwierćfinaliści wiedzieli o sobie już całkiem sporo, więc pierwsze sekundy meczu miały decydujące znaczenie.

Kupowanie tarczy wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem, dlatego wzięła tylko ogólną sondę pamięciową i wystrzeliła w stronę rywala. Zanim otrzymała wyniki, awatar przeciwnika rzucił:

<My, faceci, zawsze będziemy mieli przewagę!>

Wyglądało na to, że przeciwnik próbuje ją podpuścić. Patricia nie zastanawiała się długo.

To mężczyzna.

– Piętnaście dla A za płeć.

Pierwsze punkty dla niej, dobry początek. Awatar po drugiej stronie areny zyskał męską sylwetkę. Wśród ośmiorga ćwierćfinalistów było pięciu facetów, w tym trzech z dywizji złotej, więc zbiór możliwości znacząco się skurczył.

Przyszły wyniki sondowania – trzy wspomnienia drugiego gracza, pochodzące z ostatniej doby.

 

Brzęczenie komunikatora i myśl: „Nie odbieram, nie od niej”.

 

Muzyka klasyczna z głośników. Relaks, ale jakby… wymuszony.

 

Drzwi otwierają się, a za nimi… Pustka… Czy to wiatr?

 

Ostatnia scena była wyjątkowo rozmyta, co wskazywało na wspomnienie snu, a i pierwszy obrazek nie dawał wielu wskazówek. Jeśli ktoś dotarł do ćwierćfinału, musiał być dobry w maskowaniu wspomnień.

Najbardziej obiecujące wydawało się wspomnienie numer dwa. Muzykę klasyczną ubóstwiał Antonio Trejo, ale poczucie wymuszenia wskazywało, że to nie on, a raczej ktoś próbujący się podszyć. Pozostawało dwóch.

Ma na imię Victor.

– Zero dla A za imię, pozostała jedna próba. Czterdzieści dla B za imię.

Teraz oboje wiedzieli już wszystko. Zabawę czas zacząć.

Ma na imię Simon, lat trzydzieści trzy…

– Trzydzieści dla A za imię, osiemdziesiąt pięć za dokładny wiek. Piętnaście dla B za płeć, osiemdziesiąt pięć za dokładny wiek.

Jest z Kanady, heteroseksualny, ma dziewczynę Sandrę, chwilowo bezrobotny…

Komputer dalej podawał zdobyte punkty, a awatary zyskiwały kolejne cechy. Patricia kupiła przyspieszacz, substancję zwiększającą wydajność pracy mózgu. Następnie zebrała wszystko, co jeszcze wiedziała o rywalu i posklejała w dwie wiadomości.

Osierocony w dzieciństwie, wychowywał się u wujka, który był alkoholikiem.

Nastąpiła dłuższa przerwa – głosowanie publiczności decydowało o punktacji rzeczy niewymienionych w regulaminie. W międzyczasie Patricia użyła na Simonie bólu żołądka, żeby go rozproszyć: w rękach awatara zmaterializował się łuk, z którego strzeliła w brzuch przeciwnika.

– Sto sześćdziesiąt siedem dla A za informację dodatkową, pozostały dwie próby. Sto trzydzieści dziewięć dla B za informację dodatkową, pozostały dwie próby.

Po drugim meczu na mistrzostwach został wyrzucony z pracy, bo jego przeciwniczka odgadła, że Simon nienawidzi swojego szefa.

– Sto osiemdziesiąt dwa dla A za informację dodatkową, pozostała jedna próba.

Miała już prawie pół tysiąca punktów, na razie wystarczy. Przeciwnik wyciągnął strzałę ze swojego brzucha i chyba zastanawiał się, czy nie odpowiedzieć tym samym. Na wszelki wypadek Patricia kupiła pancerz na brzuch, po czym zabrała się do tworzenia silnej halucynacji.

Nie zdążyła jednak zrobić wiele, gdy Simon zaatakował.

 

Widzi Scotta stojącego przed plutonem egzekucyjnym. Ma zawiązane oczy, jest przestraszony. Słychać jakieś słowa w obcym języku, żołnierze podnoszą broń. Scott coś mówi, ale jego głos jest tak słaby, że nie można odróżnić słów. Kolejne słowa w obcym języku… kule trafiają w ciało Scotta…

 

Na tym wizja się kończyła. Patricia poczuła chłód w sercu, ale nie pozwoliła sobie na jęk; zdołała też pozostać w prawie zupełnym bezruchu.

– Dwadzieścia pięć dla B za przyspieszone tętno i dwadzieścia pięć za ruch dłonią.

Halucynacje, które musiały kosztować przynajmniej dwieście punktów, dały w zamian jej rywalowi tylko pięćdziesiąt. Doskonale.

Scott był tak wyraźnie widoczny w umyśle Patricii, że nie zdołałaby go przed nikim ukryć. Rozegrała już jednak tak wiele meczów, i tyle razy widziała torturowanie Scotta na najróżniejsze sposoby, że w dużym stopniu uodporniła się na podobne wizje.

<W ogóle mnie to nie rusza, gościu> – przesłała.

Simon musiał mimowolnie zakląć pod nosem, bo komputer oznajmił:

– Czterdzieści pięć dla A za rozpoznawalne słowo.

Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym wróciła do pracy.

 

*

 

– Powiedz mi: dlaczego? – zapytał ojciec Patricii.

– Co „dlaczego”?

– Dlaczego ty też chcesz robić ludziom straszne rzeczy? Potrzebujesz pieniędzy?

Do mistrzostw pozostawały dwa miesiące, ale mecze rozgrywała codziennie, żeby nabrać jak najwięcej doświadczenia. Postanowiła, że zrobi sobie dzień przerwy i wpadnie na niedzielę do rodziców, po raz pierwszy od dawna. Mama obiecała przygotować jej ulubioną wołowinę…

A teraz znalazła się w krzyżowym ogniu pytań.

– Mental Wars jest dobrym źródłem zarobków – odrzekła ostrożnie Patricia.

– Frances mówiła, że się z nimi pokłóciłaś – powiedziała matka. Miała zatroskane spojrzenie. – Co się dzieje?

„Pokłóciłaś”. Ciekawe określenie.

– To nic wielkiego.

– Wiesz, że za niecały rok biorą ślub?

– Tak – wycedziła. – Wiem.

– Zdenerwowałaś się – zauważył ojciec. – Czyli to chyba jednak coś dużego. Scott ci się podoba, prawda?

Patricia milczała. Rodzice spojrzeli po sobie.

– Zawody miłosne są trudne, ale musisz się pogodzić z tym, co zaszło. Jesteś przecież dorosłą… – zaczął ojciec.

– Nie mów tak – weszła mu w słowo matka. Następne słowa skierowała już do córki. – Odreagowujesz w Mental Wars swoją… swoje złe emocje?

– Nie podoba mi się, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. W ogóle, ani trochę mi się nie podoba.

Matka skapitulowała i poprosiła komputer domowy, żeby odtworzył jakiś film. Ojciec przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował.

 

*

 

Halucynacja dla Simona:

Brzęczenie komunikatora. Nie chce odbierać, bo rozmowa wyryje w jego umyśle wspomnienie, które wykorzysta przeciwnik. Ale czuje, że musi.

– Simi, słyszysz mnie? Jestem w samolocie…

Łkanie.

– P-pilot właśnie powiedział, że paliwo wycieka… Jesteśmy nad oceanem… Simi, kocham cię…

Jego serce zamiera.

– Sani, Jezu Chryste, co ty mówisz?

– Wszyscy płaczą, boję się! P-powiedz, że też mnie kochasz, proszę!

Wszechogarniająca rozpacz. Świat wali się w gruzy w ciągu kilku sekund. Próbuje powiedzieć „Oczywiście, że cię kocham!”, ale nie może wydobyć z siebie słowa.

– Simi? Jesteś…

Słychać krzyk, a potem połączenie urywa się.

Patricia była zadowolona z tego, co stworzyła w stosunkowo krótkim czasie. Rozpoczęcie od prawdziwego wspomnienia wzmacniało realizm, w dodatku dziewczyna Simona rzeczywiście leciała wczoraj samolotem.

<Odpuść, a oszczędzisz sobie cierpień> – zaproponowała Simonowi. W odpowiedzi awatar tamtego wyciągnął pistolet i strzelił w szczękę Patricii. Strzaskane dziąsło bolało okropnie, ale krótko, więc po chwili pozbierała się i cisnęła wizją. Dorzuciła jeszcze pieczenie w klatce piersiowej, przypominające zawał serca: awatar posłał kulę ognia w stronę mostka przeciwnika. Nie minęło pół minuty, kiedy pokój rozjarzył się zielonym światłem, a komputer oznajmił:

– Gracz B zakończył mecz. Gracz A awansuje do półfinału mistrzostw.

– Proste – mruknęła Patricia do siebie. – Jeszcze tylko muszę posprzątać rzygowiny i fajrant na dzisiaj.

 

*

 

REKLAMA

Sponsorem głównym rozgrywek Mental Wars jest firma Fitzer, producent leku Euphorol. Czujesz się zagubiony? Twoje życie straciło sens? Masz myśli samobójcze? Wypróbuj Euphorol, a sam przekonasz się, że masz po co żyć!

Siedemdziesiąt siedem procent respondentów potwierdza, że Euphorol poprawia jakość ich snu, zmniejsza częstość pojawiania się myśli samobójczych i nie uzależnia. Jeśli zamówisz trzy paczki leku razem z kodem promocyjnym MENTALWARS, otrzymasz piętnaście procent zniżki! Nie czekaj!

 

*

 

Przed meczem finałowym Patricia oparła się pokusie wyjścia do sklepu po wino. Chciała cały dzień planować strategię, ale udało się połowicznie.

Masz nowe powiadomienie z serwisu MyConduit – oznajmił Asystent, kiedy głowiła się nad możliwościami ofensywy.

– Dawaj.

Znaleziono nowy kanał, który pasuje do twoich preferencji: BurntWithPassion.

– Zobaczmy, pięć minut przerwy nie zaszkodzi…

A potem przez trzy godziny wchłaniała filmiki, które składały się głównie z podpalania różnych rzeczy: stosów zapałek, starych stodół, stogów siana, a wszystko to obficie podlane substancjami koloryzującymi płomienie. Dodatkowa ścieżka, dołączana do filmików, transmitowała zapach.

Przerwała ten maraton nie dlatego, że się opamiętała. Przerwała, bo nie mogła już znieść ciśnienia w pęcherzu. Kiedy zaś wyszła z toalety, zorientowała się, ile czasu zdążyła już dzisiaj zmarnować i zaklęła.

– Scott, miałeś mnie szturchać, jeśli siedzę w Internecie dłużej niż godzinę!

Uruchomiono odpowiedni alarm.

Zaklęła ponownie. Przecież rano wyciszyłam wszystkie alarmy, żeby mnie nie rozpraszały… Usiadła przy biurku i sprawdziła, co osiągnęła do tej pory.

Strategia: rozgrzebana. Pomysły: liczne, ale nie dość dobre. Co gorsza, przeciwniczka była agresywna i doświadczona.

Mecz finałowy różnił się od innych, bo finaliści mieli już pełną wiedzę o sobie nawzajem i nie było sensu bawić się w zgadywanki. Dlatego od początku starcia obowiązywały zasady deathmatch. Każdy z graczy, zamiast standardowych stu punktów na start, dostawał ich trzy tysiące.

Rupi Pandey, jutrzejsza rywalka Patricii, nie miała w zasadzie żadnych bliskich; sześć lat temu zerwała kontakty z rodziną w Indiach i zamieszkała na stałe w Chicago. Wykładała psychologię i wiedziała, gdzie uderzać, by bolało najmocniej.

Patricia była pod wrażeniem jej zagrywki z półfinału. Rupi zdołała zahipnotyzować przeciwnika i wmówić mu, że jest już po meczu i może zdjąć hełm, co automatycznie spowodowało przegraną biedaka. Taka taktyka bardzo rzadko odnosiła skutek, bo komputer nie pozwalał na tworzenie wizji imitujących jego własne komunikaty, ale mimo to kobieta zdołała oszukać drugiego półfinalistę.

Nie będzie łatwo. Musiała znaleźć słaby punkt…

Pomysł przyszedł nieoczekiwanie. Czy to ma prawo się udać?

 

*

 

– Jesteście niesamowici, jesteście wspaniali! Wytrzymacie z nami jeszcze godzinę?

Sala oszalała z radości, ale Patricia czuła już okrutne zmęczenie. Wcale nie była pewna, czy wytrzyma.

– Jedziemy dalej! Tego kawałka nie znacie, bo jest z nowej płyty. Wyjdzie dopiero w lipcu, ale powinien się wam spodobać!

Muzyka zmieniła ton, sala przycichła. Wokalista zaczął śpiewać:

Nigdy nie zapomnisz, nie próbuj, uwierz mi… Nie zapomnisz tego dnia, gdy spotkałaś mnie…

– Co to ma być? – odezwał się chłopak, stojący kilka rzędów dalej.

Niektórzy mówili, że Time Travel Maniacs „skończyli się” już na poprzedniej płycie. Ale Patricii podobały się wszystkie ich utwory… aż do teraz. Piosenka była powolna i melancholijna, zupełnie różna od energetycznych melodii, które tak uwielbiała.

Coś w samym tekście też napawało ją niepokojem.

Pamięci nie oszukasz, wielu próbowało już… więc nie przerywaj tego, nie odchodź…

Poczuła, że musi wyjść. Była wyczerpana i spocona po dwóch godzinach bujania się w rytm muzyki, a oni puścili coś takiego. Miała dość. Przecisnęła się przez tłum, usiłując nie słuchać wokalisty.

– Bez sensu – mruknęła. – Kompletnie bez sensu.

Gdy znalazła się na zewnątrz, owionęło ją świeże, zimne powietrze. Pierwsze płatki śniegu padały na chodnik. Mistrzostwa miały się rozpocząć następnego dnia, a ona chciała po prostu się odprężyć, potańczyć, posłuchać dobrej muzyki.

Czuła, że napięcie nieco opadło, ale jeszcze niewystarczająco. Hmm, wino? Może dwa?

 

*

 

Nie spodziewała się wiwatujących tłumów. Miejsca zakwaterowania zawodników oraz odbywania się rozgrywki były utrzymywane w tajemnicy.

A jednak, kiedy wychodziła na mecz finałowy, ktoś ją zaczepił.

– Pani to Patricia Reed?

Facet jakby wyrósł wprost ze ściany. Musiał stosować aktywny kamuflaż, bo kilka sekund wcześniej chodnik był pusty.

– A o co chodzi?

– Świetnie, jestem z serwisu Daily Fodder, chciałem zadać kilka pytań…

Bez słowa minęła dziennikarza i ruszyła przed siebie, byle się oddalić. Ten nie dawał jednak za wygraną i szybko dogonił Patricię.

– Czy Frances Reed, półfinalistka sprzed dwóch lat, to pani krewna?

– Nie wyrażam zgody na wywiad.

– Czy jej narzeczony, Scott Phillips, to ten sam Scott, którego widzieliśmy w pani wspomnieniach?

– Odczep się, gościu – warknęła.

– Czy ze Scottem wszystko w porządku? Od dłuższego czasu nie pokazuje się publicznie…

Patricia zatrzymała się i wzięła głęboki oddech. Odwróciła się do dziennikarza, który patrzył na nią wyczekująco.

– Zobaczymy, kto biega szybciej – powiedziała.

A potem puściła się sprintem przez ulicę. Zakręt, przejście podziemne, ciasna alejka… Kluczyła i przedzierała się przez zaułki, aż uznała, że zgubiła natręta.

Biegła dalej, zadowolona z siebie. Lata treningów nie poszły na marne.

– Przed kim pani ucieka, pani Reed?

Głos z niebios przeraził dziewczynę tak bardzo, że prawie się potknęła. Spojrzała w górę.

Dron. Cholerny dron. Najchętniej złapałaby maszynkę i roztrzaskała o ziemię, ale ta przezornie utrzymywała wysokość kilku metrów nad ziemią.

– To jest nękanie! – krzyknęła.

– To jest dziennikarskie prawo do informacji, proszę pani… Czy ucieka pani przed niewygodnymi faktami, o które pytam?

Patricia chwyciła jedną z puszek po piwie, których w uliczce walało się całkiem sporo, i rzuciła nią w drona. Niestety, chybiła.

– Uznaję to za odpowiedź twierdzącą. Dziękuję za wywiad.

Dziewczyna pożegnała odlatującego szpiega kilkoma bluzgami. Kobieta przechodząca nieopodal z wózkiem dziecięcym przyspieszyła kroku.

 

*

 

– Finał mistrzostw Stanów Zjednoczonych w Mental Wars. Mecz odbędzie się na zasadach DEATHMATCH – to słowo komputer wypowiedział wyjątkowo złowieszczym tonem. – Pojedynek: gracz A, dywizja platynowa, Rupi Pandey, kontra gracz B, dywizja platynowa, Patricia Reed. Zespolenie neuronowe za trzy… dwa… jeden. Zespolenie aktywne.

Obie natychmiast wzięły przyspieszacz. Patricia wybrała atak wychłodzeniem: tempo spadania temperatury ustawiła na minimum, by przeciwniczka jak najpóźniej zorientowała się, co się dzieje. Kupiła też wykrywacz błędów w wizjach, bardzo drogi i rzadko stosowany sprzęt. Następnie sprawdziła, co robi Rupi.

Kobieta bombardowała ją punktowymi sondami mentalnymi. Dziwaczne.

Przyszła kolej na przygotowanie pocisku emocjonalnego. Tęsknota za czymś, czego nigdy nie miała…

<Wiem, dlaczego nie reagujesz na cierpienie Scotta.> – powiedział awatar Rupi.

Do tego poczucie pustki…

<Tak naprawdę wcale go nie kochasz.>

Dodaj zazdrość, kiedy patrzy na zakochanych… wiadomości tekstowe? Co to za strategia?

<Próbujesz mnie zagadać na śmierć?> – zapytała, chcąc zbić przeciwniczkę z tropu.

<Wykreowałaś sobie idealizację Scotta.>

Mimo woli poczuła ukłucie niepokoju.

<I zakochałaś się w tej idealizacji.>

Strach rozlewał się stopniowo po całym ciele. Nie, to nieprawda! Nie…

Wtedy Rupi uderzyła wizją.

 

Prawdziwe wspomnienie: nienadzwyczajnej urody chłopak, lekki zez, niedomyte włosy.

– Dlaczego się tak gapisz na mnie? Mam pryszcza, czy jak?

Wyidealizowane wspomnienie: przystojny bóg, błękitne i roześmiane oczy, skóra wręcz promienieje.

– Dlaczego patrzysz na mnie w taki sposób?

 

– Nie – jęknęła Patricia.

 

Prawdziwe wspomnienie: siedzą w autobusie, na przeciwległych fotelach. Scott patrzy w okno.

– Kupić jakieś wino na dzisiaj? – pyta chłopaka.

On odwraca się na chwilę i mówi:

– Wiesz, jakoś nie mam ochoty. Może jutro.

Wyidealizowane wspomnienie: siedzą w autobusie obok siebie. Trzymają się za ręce.

– Kupisz jakieś wino na dzisiaj? – pyta chłopak.

Patrzą sobie w oczy.

– Wiesz, może jutro. Jestem strasznie zmęczona, naprawdę.

 

– Nie! Tak nie było!!!

Krzyczała, ale sama już nie wierzyła własnym słowom. Czuła, jak traci zmysły, kiedy wszystko, co przeżyła ze Scottem, okazywało się fałszem. Sięgnęła drżącymi rękoma do hełmu, żeby go ściągnąć, bo nie mogła dłużej znieść…

Zaraz…

Wykrywacz mrugał na czerwono. Rywalka gdzieś popełniła błąd.

Wspomnienie powróciło do Patricii ze wszystkimi szczegółami. Niewypaczone, niezmienione. Słowa się zgadzały, było jednak coś jeszcze: chłopak uśmiechał się. Nieszczerze, teraz to rozumiała, ale przynajmniej stwarzał pozory, że ją lubi. Wersja Scotta, którą stworzyła Rupi, nie robiła nawet tego.

Wizja zaczęła się rozpadać. Panika i rozpacz ustępowały miejsca poczuciu triumfu.

<To prawda. Zakochałam się w obrazie Scotta> – przesłała. Postępujące wychłodzenie sprawiało, że awatar przeciwniczki zaczynał drżeć z zimna.

<Przynajmniej potrafię kochać. A ty?>

Rzuciła wcześniej przygotowanym pociskiem emocjonalnym, a potem – wbrew wszelkim schematom i taktykom deathmatchu – wypuściła sondę.

Efekty przeszły jej najśmielsze oczekiwania: pocisk sprawił, że z otchłani pamięci wypłynęło wspomnienie, którego nie udało się wydostać poprzednim rywalom Rupi. Kobieta pogrzebała je w swoim umyśle tak głęboko, jak tylko mogła, a tym samym – zupełnie wyparła ze świadomości.

 

Najgorsze były mrówki.

Mówił, że ją ubóstwia. Że inni tego nie zrozumieją, będą przeciwni, ale ich miłość przetrwa wszystko. Uwierzyła, bo miała trzynaście lat.

Cholerne mrówki właziły wszędzie, a ona nic nie mogła zrobić…

Obiecywał, że kiedyś uciekną razem. Do miasta, do lepszego świata, a zresztą ucieczka dokądkolwiek z tej zasranej wioski byłaby wybawieniem. I kiedy pewnego dnia powiedział „to dzisiaj”, nie odmówiła. Poszłaby za nim na koniec świata.

Mrówki gryzły. Chciała rzucać się, krzyczeć, ale nie miała żadnej kontroli.

Szli kilka godzin przez las, a kiedy się ściemniło, zarządził postój. Rozpalił ognisko, zaproponował wino… Przyjęła napój, ufała chłopakowi bezgranicznie. Skąd mogła wiedzieć, czego tam dosypał?

Po udzie Rupi przebiegło coś znacznie większego niż mrówka. Obrzydzenie i panika odbierały jej rozum.

Narkotyk, który był rozpuszczony w winie, nie sprawił, że dziewczyna straciła przytomność. Wręcz wyostrzył zmysły, ale odebrał władzę w mięśniach. Była świadoma cały czas, kiedy ją gwałcił i kaleczył, a potem zostawił w lesie, leżącą twarzą do ziemi, zaraz przy mrowisku.

Spędziła tam trzy noce i trzy dni, bardzo powoli odzyskując zdolność poruszania się. Psy policyjne odnalazły Rupi na skraju wycieńczenia, pogryzioną tysiące razy przez mrówki i inne owady, odwodnioną i niezdolną wypowiedzieć choć słowa. W rany wdały się infekcje, gorączka paliła całe ciało, zaś po umyśle dziewczyny kołatała się jedna, jedyna myśl:

Nigdy więcej nie oddam swojego serca nikomu.

 

To było to. Strzał w dziesiątkę. Wygrana na loterii. Żyła złota.

Kiedy dziewczyna oglądała wyniki sondowania, jej przeciwniczka prowadziła ofensywę pocisków bólowych. Patricia kontrowała jednak ataki pancerzami i eliksirami, a co się przedarło – znosiła z zaciśniętymi zębami, bo czuła, że ma szansę wygrać. Zresztą częstotliwość uderzeń stopniowo malała wraz z obniżaniem się temperatury, którą odczuwała jej rywalka.

<Znalazłam coś ciekawego, spójrz> – posłała czatem, a potem po prostu odtworzyła kobiecie wspomnienie.

 

*

 

Kiedy Patricia opuszczała pokój, komputer wciąż powtarzał:

– MECZ FINAŁOWY ZAKOŃCZYŁ SIĘ. PATRICIA REED ZOSTAŁA NOWĄ MISTRZYNIĄ ROZGRYWEK MENTAL WARS. GRATULUJEMY! MECZ FINAŁOWY…

To nie była sztuczka ani halucynacja. Niezupełnie wierzyła w to, co właśnie się stało, ale wygrała.

Naprawdę wygrała…!

A jednak napięcie wcale nie zniknęło. Wręcz przeciwnie: serce biło coraz szybciej i coraz głośniej, zaczęła się też intensywnie pocić.

Oszołomiona, wyszła na podwórze. Ujrzała rozwrzeszczany tłum, który na jej widok kompletnie oszalał. Kilku ochroniarzy z ledwością powstrzymywało hołotę przed porwaniem świeżo upieczonej mistrzyni.

– Ludzie – wydusiła Patricia, kiedy owacje odrobinę przycichły – co tu robicie? Jak znaleźliście…

– Poznaje pani?

Z przodu stał ten pieprzony dziennikarz, trzymający swojego drona. Dziewczyna natychmiast zrozumiała.

– Śledziłeś mnie? Dobra! Chcesz odpowiedzi na swoje pytania, złamasie? Masz sprzęt do transmisji? Sparujemy tę zabawkę z moim telefonem, a potem zadzwonimy do kogoś.

Facet uśmiechnął się.

– Włączę tryb skupienia, żeby nie peszyć tego „kogoś” obecnością publiki, dobrze? Oczywiście o ile odbierze, w co wątpię…

– Rób co chcesz.

Maszyna wzleciała w powietrze i rozpięła niewielki ekran na fasadzie jednego z budynków, a Patricia utworzyła połączenie i drżącymi rękami wybrała numer telefonu Scotta.

Nie słuchała padających z tłumu sprośnych komentarzy. W ogóle przestała zwracać uwagę na wszystko, co działo się wokół.

Patrzyła tylko na ekran. Ale odebrała Frances.

–­ To ty? Gdzie jest Scott?

– Bałam się nadejścia tego dnia. – Twarz siostry wyrażała smutek i ból. – Bardzo się bałam… ale nadszedł.

– O czym ty mówisz, do cholery?!

– Przed miesiącem zapłakana przyszłaś do mnie. Miałaś ofertę. Zgodziłam się. Może nie powinnam była, ale się zgodziłam, bo jesteś moją siostrą.

Nie była w stanie wydusić słowa.

– Ciężarówka przejechała Scotta czterdzieści dni temu. Ja najpierw zadzwoniłam do ciebie. Byłaś bliska załamania, ale znalazłaś w darknecie klinikę memorialną. Utrzymałam w tajemnicy śmierć Scotta, tak jak chciałaś. Wiedziała o tym tylko garstka osób, a ty zmieniłaś sobie wspomnienia w klinice. Oni ukryli prawdę głębiej, niż ktokolwiek zdołałby się dokopać, głębiej, niż zrobiła to twoja rywalka. Dzięki temu wygrałaś i masz chociaż zabezpieczoną przyszłość, tak jak chciałaś. Gratuluję ci. Z całego serca ci gratuluję.

– Nie – szepnęła Patricia.

– Ale uprzedzali też, że tak głębokiej zmiany można dokonać tylko raz, bo zaczną się pojawiać efekty uboczne. Ja musiałam żyć z prawdziwymi wspomnieniami. I ty też kiedyś musisz się dowiedzieć, lepiej od siostry niż… – Frances odwróciła na chwilę wzrok, a potem przerażona spytała: – Pat, jesteśmy na żywo…?

Pociemniało jej przed oczami. Wyciągnęła rękę przed siebie, próbując się czegoś złapać, potem upadła i nic już więcej nie pamiętała.

 

*

 

Miesiąc później

 

Pomiędzy pustymi butelkami wypatrzyła jedną niedopitą. Odkorkowała. Wypiła duszkiem. Rzuciła na podłogę.

Denerwowała się. Dostawa nie przychodziła.

Drobna awaria. Zaraz będę. Przepraszam za kłopot – odezwał się głos kuriera z telefonu.

– Hłopot – wymamrotała. – To jez sprawa żyyycia i śmierci, a nie hłopot.

Zdyskwalifikowali ją za zmianę wspomnień, więc zamiast nowego domu zaśmiecała swoje stare mieszkanie. Szkło walało się wszędzie, resztki jedzenia – głównie pizzy – leżały na podłodze wokół stołu, łóżka, a nawet w łazience. Plamy na ścianach znaczyły miejsca, w które Patricia uderzyła butelkami zawierającymi różne trunki. Stale zaciągnięte żaluzje i prawie nigdy nieotwierane okna dopełniały obrazu upadku.

Sama Patricia też przeszła ogromną przemianę. Przestała się czesać, a ostatnio nawet myć. Miała przekrwione oczy, pod którymi widać było coraz większe worki. Od tygodnia nie zmieniała ubrania, a jej jedynym zajęciem – oprócz odbierania dostaw prowiantu – było upijanie się i oglądanie bezsensownych seriali.

Mogła być mistrzynią i mieć, oprócz domu, dożywotnią pensję. Ale została zdyskwalifikowana, i zabrano jej wszystkie te pieniądze, które zarobiła po wizycie w klinice. Zostało około tysiąca dolarów oszczędności, a rodzice nie chcieli już sponsorować córki-alkoholiczki.

Dlatego zestaw zakupów stopniowo się upraszczał, a obecnie wchodziło weń głównie zwykłe wino z supermarketu i mrożonki.

Zadzwonił dzwonek. Dziewczyna powoli podniosła się i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

– Dawaj – warknęła, kiedy je otworzyła i zobaczyła kuriera.

– Niby to nie moja sprawa – odezwał się tamten, podając Patricii opasłą torbę z zakupami – ale chyba za dużo pani pije…

– A teraz spieprzaj.

I zatrzasnęła drzwi.

Koniec

Komentarze

Dobre opowiadanie.

Przeczytałem szybko i z zainteresowaniem. Umiejętnie poruszałeś się po stworzonym świecie przyszłości i dobrze wplotłeś Mental Wars w historię, która jednak skupiała się moim zdaniem na czym innym. W sensie dalej jest jej dużo (mental wars), ale miałem wrażenie, że jest też trochę z boku.

Podobało mi się, że zdecydowałeś się na nową opowieść i że nie odcinasz kuponów z tego co działo się w poprzedniej :). Masz nową postać, nowe ułożenie w tym świecie, inne motywacje, co pozwala dodać kolejną cegiełkę do stworzonego świata.

Bohaterka jest w porządku, całkiem solidnie napisana, ale jednak trochę mi coś w niej przeszkadzało. Może kwestia tej miłości w którą niestety nie do końca mogłem uwierzyć.

Zakończenie też mi niestety nie siadło. Może po prostu jest zbyt życiowe :) Może jednak brakowało mi jakiegoś literackiego dopełnienia. Ale to już może czepialstwo z mojej strony :)

Niemniej jednak to kawał solidnej lektury i zdecydowanie biblioteczny tekst. Z planszy mnie jednak niestety nie zmiotło.

Pozdrawiam!

 

PS Rekomendowałbym też wrzucenie linka do poprzedniego opowiadania, bo w sumie jest to przecież ten sam świat.

Witam, cześć i czołem :)

 

Dobre opowiadanie.

Dzięki :) To najważniejsze.

 

Umiejętnie poruszałeś się po stworzonym świecie przyszłości i dobrze wplotłeś Mental Wars w historię, która jednak skupiała się moim zdaniem na czym innym. – ale uważasz, że to dobrze? Bo nie jestem pewien…

Zakończenie też mi niestety nie siadło. Może po prostu jest zbyt życiowe :) Może jednak brakowało mi jakiegoś literackiego dopełnienia. Ale to już może czepialstwo z mojej strony :)

Czepialstwo to coś, co praktykujemy tutaj wszyscy :)))

 

Z planszy mnie jednak niestety nie zmiotło.

Czy wynika z tego, że oczekiwałeś, że Cię zmiecie? To zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do moich opowiadań…

 

Również pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

 Co mogę powiedzieć? Jak zawsze masz autentycznych bohaterów, jak zawsze świetnie manipulujesz emocjami czytelnika, a opowiadanie jak zwykle natychmiast się połyka. Nie będę rozgadywał się o dynamice akcji, motywacji bohaterów i całej uplecionej historii, bo robiłeś to sprawnie i często wodziłeś czytelnika za nos. Dużo zaskakiwałeś i to kolejna, naprawdę rewelacyjna rozrywka, aż szkoda taką wrzucać na portal, a nie słać na nabór. Nawet się nie zatrzymałem podczas czytania, nie zazgrzytało mi nic (a niestety ostatnio bardzo często się to zdarza), tylko… no czytałem poprzednie Igrzyska i co tutaj zmieniło się względem tych poprzednich? Gdyby wziąć pod uwagę cały szkielet, od podstaw i patrząc na najprostszy schemat, to zmieniło się niewiele.

 To wciąż rewelacyjne opowiadanie, ale czekałem na nieco więcej jak kilka innych rozgałęzień na identycznym pniu. Bohater znów chciał mieć wysoki wynik z jakiegoś osobistego powodu i znów na koniec miał zniszczone życie, a po drodze odciął się od bliskich i to ma sens logiczny, wiem, co chciałeś przekazać, ale wciąż czekałem na jakieś większe złamanie schematu. Może historię kogoś, kto wciąż przegrywa w niszowych rozgrywkach? Może jakiegoś specjalisty od sprzętu w MENTAL WARS, który nieumyślnie wplątuje się w walkę między mentalnymi gigantami lub po prostu obserwuje ludzi na ich drodze ku zagładzie.

 To wciąż wspaniałe opowiadanie, ale chyba moje oczekiwania trochę rozminęły się z twoją wizją, za co, oczywiście, nie mogę Cię obwiniać. Zakończenie może mnie trochę nie przekonało, może wydawało się nieco zbyt nagłe, może za bardzo naiwne biorąc po uwagę niektórych bohaterów, sam nie wiem, co sprawiło, że nie coś mi nie pasuje. Chyba nic poza oczekiwaniami.

Nominuję do piórka, bo to wciąż niesamowity tekst, którego bardziej wyglądałbym w druku, a nie na portalu. Gdybym nie widział pierwszego, na pewno w ogóle bym nie narzekał. :P

Pozdrawiam i czymaj się :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Kiedy do meczu pozostały trzy godziny, Patricia poczuła, że zaczyna trzeźwieć. Wyraźnie niezadowolony z tego faktu żołądek próbował wypchnąć resztki wina drogą, którą wpadły, a głowa pulsowała bólem.

King kiedyś napisał, żeby z ostrożnością czynić z pospolitych rzeczy podmiot, bo niby czemu mielibyśmy poświęcać uwagę jakiemuś żołądkowi? Czepiam się, bo to otwierające zdanie i powinno nieść jakąś zapowiedź tego, co czeka czytelnika, tymczasem to zdanie o żołądku odebrałem jako nieco infantylne (a pamiętam, że poprzednie igrzyska bynajmniej infantylne nie były). Można to łatwo “upoważnić”, np tak “Trzy godziny przed startem meczu, Patricia poczuła, że trzeźwieje, gdy jej żołądek próbował wypchnąć z siebie resztki wczorajszego wina”.

Ponadto uważam, że pierwszy fragment ma spory potencjał do przycinania. Mamy całkiem fajny, zacytowany powyżej fragment, później obszerny opis nudności i wymiotowania i informację o ćwierćfinale. Jak dla mnie zbyt wiele znaków na tak niewiele informacji.

 

Gratuluję – powiedziały usta, ręka odłożyła widelec, ale umysł nie brał udziału w tych czynnościach. Dryfował gdzieś po galaktyce, oddalając się od Ziemi coraz szybciej i szybciej.

Pierwsze zdanie didaskaliów rewelacyjne. Nad drugim zastanowiłbym się, czy jest potrzebne, czy to nie za dużo.

 

Drżącymi rękami wyciągnęła papierosa i potarła [nim?] o draskę na paczce.

– Mów pan o re-zul-ta-tach, nie o pier-do-le-tach.

<3

 

– Przed kim pani ucieka, pani Reed?

(…)

– Uznaję to za odpowiedź twierdzącą. Dziękuję za wywiad.

Ale pytanie było otwarte…

 

Podobało mi się. Po dość wyboistym wstępie, płynnie przechodzisz do wartkiej, satysfakcjonującej akcji. Jako rozrywkowy tekst, myślę, że ta część igrzysk trzyma poziom poprzedniczki, a może nawet go nieco podbija. Spodobała mi się główna bohaterka. Odebrałem ją jako wycofaną, kryjącą swoją delikatność pod płaszczykiem wulgarności. Reszta postaci niezbyt się wyróżniała, może, paradoksalnie, oprócz rodziców Patricii. Nie wyobrażam sobie natomiast jak to opowiadanie mogło wyglądać z męskim głównym bohaterem – męski zawód miłosny wygląda jednak inaczej niż kobiecy, nawet jeśli ta konkretna kobieta kreuje się na, powiedzmy, chłopczycę.

Zakończenie jest proste, pozornie rozczarowujące, ale gdy zastanowić się nad nim dłużej, to ten gorzki wydźwięk nabiera mocy. Bohaterka przedobrzyła i tyle. Swoją drogą upiorną wersję dziennikarstwa wykreowałeś, ugh. :P

Klikam. Kiedy trzecia część? ;D

Jestem fanem igrzysk, to naprawdę bardzo dobre, kolejne już opowiadanie. Tutaj emocje nie są ukryte jak w tekstach kultury, z którymi codziennie obcujemy, tutaj emocje walą Cię z pięści w brzuch i starasz się nie poruszyć, żeby nie stracić punktów w pojedynku. Igrzyska śmierci są dla słabych!

Martwe liście i brudna ziemia

Super, że powstał drugi odcinek “Igrzysk” :) Czytało się “jednym tchem”. Po lekturze, są rzeczy, które podobały mi się bardzo, ale są też takie, które trochę psuły mi odbiór. To, co mi się podobało najbardziej, to opisy pojedynków, motywacja bohaterki i ta siostrzana relacja. Również mocna scena z wścibskim dziennikarzem. Odbiór niestety popsuła mi końcówka, te wyjaśnienia “kawa na ławę” i “ups, to leci na żywo?” – sztampowe i trochę pójście na łatwiznę. Plus niewiarygodne z emocjonalnego punktu widzenia – takiej “bomby” się nie spuszcza ot tak przez telefon, Francis raczej zależało na siostrze. Trochę też mi przeszkadzała papierowość Scotta – o ile obie dziewczyny miały osobowość, to Scott był na tyle statystą, że w scenie finałowej walki nie miałam pojęcia, czy wspomnienia Patricii były prawdziwe czy zafałszowane. A chciałabym wiedzieć, czemu Patricia nie potrafiła się pogodzić z tym, że wybrał jej siostrę, co aż tak ją urzekło w Scotcie. I miałam też wrażenie, że walka finałowa przebiegła trochę za szybko. Ale rozumiem, że chciałeś rzucić punkt ciężkości trochę gdzie indziej.

Za to ostatnia scena dobra. Taka życiowa z przesłaniem. “Nie warto poświęcać wszystkiego dla faceta” ;)

Ogólne wrażenie na +. Klikam :)

Trudno skomentować to opowiadanie, nie odnosząc się do o przednich Igrzysk… więc nie będę się powstrzymywać. 

Na wstępie wspomnę, że tekst mi się podobał, zdecydowanie biblioteczny, napisany sprawnie, historia wręcz czyta się sama. 

Jednak wydaje mi się, że tym razem poszedłeś trochę na łatwiznę. W poprzednim opowiadaniu było więcej detali świata, więcej cyberpunka, więcej obrazów (jak scena z matką) które zostają w pamięci. Tutaj wydawało mi się, że mamy igrzyska te same, ale świat już inny, bardziej współczesny a nie futurystyczny, do tego pozbawiony choćby nalotu cyberpunkowego brudu. 

Bohaterka jest w zasadzie niewykreowana. Wiemy coś o jej motywacjach, ale nie poznajemy jej tak, jak wcześniej mieliśmy okazję poznać (bohatera, którego imienia nie pamietam, bo zawsze mam z tym problem). Ogólnie to żadna wada, ale w tekście, który stoi na pomyśle walki na wspomnienia, osobowości i traumy, bohatera warto znać. 

Same igrzyska wydają mi się w poprzednim tekście ukazane w bardziej zawiły sposób, może to już wspomnienia mnie zawodzą, ale w meczach było więcej opisu taktyki, więcej zwrotów akcji. 

Trochę nieprawdopodobne wydaje mi się ukrycie wspomnienia gwałtu – na mniejszą skalę, ok, ale tu mówimy o mistrzyni. Prędzej zrobiłaby z tego tarczę, jak Patricia ze Scotta. 

Na koniec liczyłem na twist, że jednak okaże się, że to iluzja a pojedynek nadal trwa – nie doczekałem się, więc pomarudzę, choć nie jest to wada sama w sobie. 

Powtórze też jeszcze raz: to dobry, dobrze napisany i wymyślony tekst, ale moim zdaniem poprzednikowi nie dorównuje. 

Czy wynika z tego, że oczekiwałeś, że Cię zmiecie? To zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do moich opowiadań…

Tak oczekiwałem, że mnie zmiecie :) Poprzednim opowiadaniem postawiłeś wysoko poprzeczkę więc i oczekiwania były adekwatne. Nawet napisałbym że pewnie wpłynęło to na odbiór lektury. Może gdybym nie czytał poprzedniego opowiadania oceniłbym je jeszcze wyżej?

 

Umiejętnie poruszałeś się po stworzonym świecie przyszłości i dobrze wplotłeś Mental Wars w historię, która jednak skupiała się moim zdaniem na czym innym. – ale uważasz, że to dobrze? Bo nie jestem pewien…

Mhm to zależy. Mi się podobało bo znałem poprzednie. Jak dla mnie to było jak seria opowiadań w zbiorze o świecie z Mental Wars (na razie są dwa ale może powstanie więcej :)). Czyli poprzednim opowiadaniem postawiłeś mnie do pionu, a to daje inny obraz, inny punkt widzenia. Możemy sobie obejrzeć ten świat z innej strony, zobaczyć jak wpływa na ludzi. Więc na plus. Nie wiem jak odebrałbym je gdybym nie czytał poprzedniego ale myślę, że też pozytywnie.

Pozdrawiam

Cześć.

Przybyłem z racji dyżuru, nie czytałem poprzednich igrzysk. Nie żałuję, że się tutaj zjawiłem. Ale po kolei.

Największy plus za pomysł i manewrowanie emocjami. Pojedynki opierające się na wydobywaniu wspomnień i rozbieraniu przeciwnika z najbardziej skrytych słabości i sekretów? Okropne to, ale pomysł jakże zacny. Bohaterka ma swoje motywacje od początku do końca, wszystko z czegoś wynika, tak jak w dobrym tekście być powinno. Niespełnioną miłość rzuciłeś do naprawdę ciekawego (acz przerażającego) świata, to się udało z całą pewnością. 

Co nie siadło? Tutaj w zasadzie w większości mógłbym podpisać się pod komentarzem Bellatrix. Najbardziej jednak dotknęły mnie dwie kwestie:

– zakończenie, mimo że zdaje sobie sprawę, że pasuje do tej historii i jest odpowiednią klamrą. Mimo to jest takie… zbyt zwyczajne, jak na tekst o takiej jakości. Ostatnia scena w większości skupia się na syfie w mieszkaniu i ogólnie beznadziejnej sytuacji bohaterki. To jednak można by zawrzeć w kilku zdaniach, a jest nieco rozciągnięte, a potem jest koniec. Mówiąc wprost: zabrakło mi wisienki na torcie.

– Ostatni telefon, czyli rozmowa z siostrą, podczas której odkrywasz karty. Trochę to takie nagłe, z czapy, bez konkretniejszych wcześniejszych przesłanek. A zagranie typu: ,,jesteśmy na żywo”? zaleciało lekką tandetą rodem z filmu średniej klasy.

MIMO uwag, tekst uważam za bardzo dobry, niezwykle ciekawy i dobrze napisany. 

Pozdrawiam! ;)

Na wstępie uprzedzam lojalnie, że nie umiem ocenić tego opowiadania w oderwaniu od poprzedniego w uniwersum.

To świetny tekst, ma w sobie “to coś”, zresztą moim zdaniem podobnie jak poprzedni. Warsztatowo za to napisany jest lepiej, zgrabniej. Choć idea Mental Wars była mi już znana, dalej mnie szokuje i przytłacza. Tutaj również pokazujesz ludzi, którzy zdecydowali się na uczestnictwo, aby coś odreagować, aby poradzić sobie z traumami czy złymi wspomnieniami. I choć w przypadku głównej bohaterki jest to, można powiedzieć, “tylko” zawód miłosny, dobrze żonglujesz jej rozpaczą i smutkiem. Fajnie wyszło przeplatanie wydarzeń z meczy z retrospekcjami.

Mam jedynie wrażenie, że zakończenie powinno trzasnąć mocniej. Że gdybyśmy zamiast wyłożonej “kawa na ławę” sceny pijącej Patricii przeczytali na przykład tylko komunikat o tym, że została zdyskwalifikowana, całość pozostawiałaby mocniejszy ślad w czytelniku. Nie znaczy to, że obecna forma końcówki jest zła, oczywiście. :D

Zostaw ten żyrandol.

Cześć.

 

Na wstępie chciałbym zakomunikować o POMYŁCE – w poprzedniej wersji opowiadania głównym bohaterem był mężczyzna – wspomniałem, że Sonata pomogła mi w zamianie płci, ale zapomniałem dokonać tej zamiany we “fragmencie reprezentatywnym”, który pojawił się na głównej… Przepraszam za niedopatrzenie.

 

@MaSkrol

Co mogę powiedzieć? – wszystko :)

 

naprawdę rewelacyjna rozrywka, aż szkoda taką wrzucać na portal, a nie słać na nabór.

– ale akurat tego mógłbyś nie mówić :V Bo sugeruje to, że portal jest przeznaczony dla tekstów średnich i kiepskich, a ja tak nie uważam.

 

To wciąż wspaniałe opowiadanie, ale chyba moje oczekiwania trochę rozminęły się z twoją wizją, za co, oczywiście, nie mogę Cię obwiniać.

– to chyba dobrze, że czytelnicy mają jakieś “oczekiwania” w stosunku do moich opowiadań, bo sugeruje, że uważają moją pisaninę za dobrą… ale jednak mi się ten pomysł nie podoba. Lepiej byłoby, gdyby podchodzili do tekstu bez oczekiwań, wtedy nie mogliby się rozczarować :)

 

Nominuję do piórka, bo to wciąż niesamowity tekst, którego bardziej wyglądałbym w druku, a nie na portalu.

Wyjaśnijmy sobie coś od razu – nie mam parcia na piórko i zdecydowanie nie chcę, żeby mój tekst był nominowany “na siłę”, z poczucia obowiązku, koleżeństwa czy czego tam jeszcze. Oczywiście jeśli chcesz nominować, to nie mogę cię powstrzymać, ale poważnie się nad tym zastanów.

 

@MrBrightside

King kiedyś napisał, żeby z ostrożnością czynić z pospolitych rzeczy podmiot, bo niby czemu mielibyśmy poświęcać uwagę jakiemuś żołądkowi?

A czemu nie mielibyśmy? :O On jest jakiś gorszy?

 

“nim” i pytanie otwarte naprawię.

 

Zakończenie jest proste, pozornie rozczarowujące, ale gdy zastanowić się nad nim dłużej, to ten gorzki wydźwięk nabiera mocy. Bohaterka przedobrzyła i tyle.

A jednak sukces (chociaż jeden czytelnik tak uważa!). Miło mi :)

 

Kiedy trzecia część? ;D

Wtedy, kiedy powstanie nowa wersja portalu ;)

 

@BK – powiedzieliśmy już wszystko na becie, jeszcze raz wielkie dzięki! Twoje pomysły miały ogromną wagę.

 

@Bellatrix

Po lekturze, są rzeczy, które podobały mi się bardzo, ale są też takie, które trochę psuły mi odbiór.

Yin i yang, kosmiczna równowaga zachowana.

 

sztampowe i trochę pójście na łatwiznę.

:( na swoją obronę mogę powiedzieć, że pierwotne zakończenie było chyba jeszcze bardziej sztampowe i betowacze stwierdzili, że nowe jest lepsze…

 

Za to ostatnia scena dobra. Taka życiowa z przesłaniem.

:) no i pasuje.

 

@Gekikara

Trudno skomentować to opowiadanie, nie odnosząc się do o przednich Igrzysk… więc nie będę się powstrzymywać.

To chyba główny problem z opowiadaniem – te ciągłe porównania. Faktycznie, nie sposób tego uniknąć…

 

Komentujesz dość ogólnikowo, więc trudno mi się do tego odnieść – poszedłem na łatwiznę, mniej obrazów, bohaterka niewykreowana. Odpowiem też ogólnikowo – starałem się, żeby było dobrze, a wyszło jak wyszło…

 

Na koniec liczyłem na twist, że jednak okaże się, że to iluzja a pojedynek nadal trwa – nie doczekałem się

Czyli liczyłeś na to, że opowiadanie pójdzie w stronę, w którą chcesz, ale nie poszło, i to niedobrze? Trochę egoistycznie :P

 

Dzięki wszystkim za kliknięcia i wszelkie opinie. Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

W czasie, kiedy pisałem mój komentarz, pojawiły się dwa następne… ludzie, zwolnijcie trochę :O

 

@Realuc

Przybyłem z racji dyżuru, nie czytałem poprzednich igrzysk. Nie żałuję, że się tutaj zjawiłem.

Dobrze, że dodałeś drugie zdanie, bo po pierwszym trochę się bałem.

 

Bohaterka ma swoje motywacje od początku do końca, wszystko z czegoś wynika, tak jak w dobrym tekście być powinno.

Opinie opiniami, ale to naprawdę ciekawe, że drugie Igrzyska – tak jak i pierwsze – generują aż tak skrajne opinie. Ty mówisz, że bohaterka jest dobrze napisana, a Gekikara coś zupełnie przeciwnego. W sumie podoba mi się istnienie tych skrajności :)

 

zakończenie, mimo że zdaje sobie sprawę, że pasuje do tej historii i jest odpowiednią klamrą. Mimo to jest takie… zbyt zwyczajne, jak na tekst o takiej jakości.

Starałem się, żeby zakończenie było “życiowe” – a życie to nie bajka i rzadko plany idą tak, jak się chce. Dlatego może jest “zwyczajne”.

 

A zagranie typu: ,,jesteśmy na żywo”? zaleciało lekką tandetą rodem z filmu średniej klasy.

Ałć. To niedobrze. Jakieś sugestie, jak to zagranie “odtandecić”?

 

@Verus

To chyba najpozytywniejszy komentarz z dotychczasowych. Aż mi się zrobiło cieplej <3

 

Warsztatowo za to napisany jest lepiej, zgrabniej. – Ponownie w tym miejscu kłaniam się betowaczom. Kłaniam się niziutko.

 

Mam jedynie wrażenie, że zakończenie powinno trzasnąć mocniej. Że gdybyśmy zamiast wyłożonej “kawa na ławę” sceny pijącej Patricii przeczytali na przykład tylko komunikat o tym, że została zdyskwalifikowana, całość pozostawiałaby mocniejszy ślad w czytelniku.

Ja mam przeciwne wrażenie, ale opinia każdego jest wartościowa.

 

Pozdrawiam raz jeszcze wszystkich!

Precz z sygnaturkami.

To chyba główny problem z opowiadaniem – te ciągłe porównania. Faktycznie, nie sposób tego uniknąć…

To tylko i wyłącznie oznacza, że napisałeś świetne i zapadające w pamięć opowiadanie. 

 

Komentujesz dość ogólnikowo, więc trudno mi się do tego odnieść – poszedłem na łatwiznę, mniej obrazów, bohaterka niewykreowana. Odpowiem też ogólnikowo – starałem się, żeby było dobrze, a wyszło jak wyszło…

Bo wiesz, trudno mi tu wskazać, czego konkretnie w tym opowiadaniu zabrakło – bo nic nie zabrakło. 

To dobry tekst. Są emocje. Jest twist. Fabuła wciąga. Pomysł na Igrzyska interesujący. 

…tylko wszystko to widzieliśmy za pierwszym razem i – moim zdaniem – w lepszej odsłonie. I tutaj próbowałem wskazać, co w poprzednim opowiadaniu wyszło lepiej. Sytuacja bohatera była o wiele gorsza, widział swiat inaczej, miał lepszą motywację niż walka o względy faceta – przez co wyszło bardziej cyberpunkowo. 

Igrzyska widzieliśmy wtedy po raz pierwszy. Dostaliśmy siłą rzeczy więcej wyjaśnień czym są i to było szalenie interesujące. Teraz już je znaliśmy, więc siłą rzeczy tego nie było. 

 

Czyli liczyłeś na to, że opowiadanie pójdzie w stronę, w którą chcesz, ale nie poszło, i to niedobrze? Trochę egoistycznie :P

 

 Ej, napisałem, że to nie wada, tylko pomarudzę. :P

Na pewno ciekawie. Świat tej gry nadal mi się podoba i odstręcza zarazem. Pewnie jak wiele programów telewizyjnych. Opisy walk wciągają.

Bohaterki żywe. Zgodzę się, że facet trochę niemrawy (czy on w ogóle cokolwiek mówi?), ale w jego stanie pewnie nie należy oczekiwać cudów…

Faktycznie, jak się zastanowić, to końcówka jest nagła i mało delikatna. No, siostrunia mogłaby się przynajmniej upewnić, że rozmówczyni siedzi. Ale w końcu sama się tego twistu nie spodziewałam, więc nie będę (zbyt długo) narzekać.

Ogólnie całkiem mi się podobało, klikałabym, gdyby jeszcze było na co.

Babska logika rządzi!

Przybywam z ogólną opinią, piszę całkiem nowy komentarz, choć pewnie niektóre rzeczy powtórzą się z bety :) 

Tekst znam bardzo dobrze, bo czytałam go chyba z sześć razy :P Ale za każdym razem czytało się dobrze i łatwo, nie miałam poczucia, że mnie męczy, był wciągający, napisany sprawnym językiem. Dopiero teraz mi przyszło do głowy, że na początku poszczególnych fragmentów trochę niejasne są przeskoki z tego, co działo się wcześniej do tego, co dzieje się w teraźniejszości, bo nie zaznaczasz ich jakoś wyraźnie, np. zmianą sposobu narracji, ale myślę, że to nie jest duży problem, bo spokojnie można się w tym połapać.

Bohaterka wyszła jako chłopczyca, ale według mnie dzięki temu jej charakter jest bardziej oryginalny. Jej motywacje, by brać udział w MW uważam za odpowiednio dobrane, nie miała przecież nic do stracenia. A jej miłość do Scotta, jak każda miłość, nie jest za mądra, ale który zakochany przejmuje się rozsądkiem :) Poza tym z tą idealizacją ukochanego wgryzłeś się w nieco mroczniejsze aspekty jej uczuć i tym samym wybrzmiało to wszystko bardziej życiowo i prawdziwie. 

Końcówka mi się podoba, bo jest życiowa, nie jak z bajki i pokazuje, że w jednej chwili można stracić wszystko. Myślę też, że zarówno końcówka, jak i całe opowiadanie, to bardzo dojrzała literatura (no, może poza tymi fireballami :D). 

Podobała mi się ta odsłona Igrzysk. Najbardziej wciągnął mnie opis pojedynku, choć i historia bohaterki była interesująca. Nie przekonał mnie natomiast motyw z dziennikarzem i ostatnia rozmowa sióstr. W tym momencie nie do końca jasna była dla mnie reakcja bohaterki.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Serce roście, patrząc na te komentarze!

 

@Geki

Sytuacja bohatera była o wiele gorsza, widział swiat inaczej, miał lepszą motywację niż walka o względy faceta – przez co wyszło bardziej cyberpunkowo.

Czyli główna pretensja jest w fakcie, że dałem “cyberpunk” jako tag? Bo ja po prostu nie miałem pomysłu na lepszy XD a jakiś chyba trzeba dać

 

@Finkla

Zgodzę się, że facet trochę niemrawy (czy on w ogóle cokolwiek mówi?)

Tak. Raz XD

plus kilka smsów. W procesie twórczym to się trochę zmieniało, szczerze nie zauważyłem, że aż tak go okroiłem.

 

Faktycznie, jak się zastanowić, to końcówka jest nagła i mało delikatna.

Hm, zasadniczo o to mi chodziło. To źle?

 

Ale w końcu sama się tego twistu nie spodziewałam, więc nie będę (zbyt długo) narzekać.

No i pięknie :D

 

@Sonatan

Dopiero teraz mi przyszło do głowy, że na początku poszczególnych fragmentów trochę niejasne są przeskoki z tego, co działo się wcześniej do tego, co dzieje się w teraźniejszości, bo nie zaznaczasz ich jakoś wyraźnie

Robię to, co sprawdziło się wcześniej (najpierw w Transmisji, potem w pierwszych Igrzyskach) – narracja po prostu naprzemiennie opowiada o przeszłości i teraźniejszości, przy czym przeszłość stopniowo dogania teraźniejszość. Ten trik podpatrzyłem w ogóle od Asimova w powieści Nemezis.

 

Myślę też, że zarówno końcówka, jak i całe opowiadanie, to bardzo dojrzała literatura (no, może poza tymi fireballami :D).

A z kolei fireballe to była realizacja sugestii… no, nie pamiętam już czyjej, ale ktoś w każdym razie narzekał, że w pierwotnej wersji MW publiczność widzi za mało i nie byłoby się czym ekscytować. A że jestem dziecinny, to osobna kwestia.

 

Dziękowałem za betowanie już niezliczoną ilość razy, podziękuję raz jeszcze! :)

 

@Alicella

Cóż, dobrze, że ogólnie się podobało.

 

Pozdrawiam szyskich.

Precz z sygnaturkami.

Czyli główna pretensja jest w fakcie, że dałem “cyberpunk” jako tag? Bo ja po prostu nie miałem pomysłu na lepszy XD a jakiś chyba trzeba dać

 

Niebieski, chyba lepiej już nie uda mi się wyrazić tego, co chciałem przekazać, niż to zrobiłem w poprzednim komentarzu. 

 Zarzut nie dotyczy tagu, nawet ich nie sprawdzam przy czytaniu opowiadań. Po prostu klimat jakim obudowałeś poprzedni tekst – kręcący się wokół tego samego pomysłu – bardziej mi pasował. Pamiętam, że i wtedy marudziłem, że zamiast zwykłego papierosa, mogłeś dać jakieś e-coś (:P), bo po prostu przy takim pomyśle aż się prosi, żeby poszarżować w kreacji świata. 

 

– ale akurat tego mógłbyś nie mówić :V Bo sugeruje to, że portal jest przeznaczony dla tekstów średnich i kiepskich, a ja tak nie uważam.

Rozumiem, w takim razie cofam moje słowa, ja niby też tak nie uważam, ale wspomnienie o wydaniu papierowym uważam raczej za komplement. Może źle to ująłem w słowa.

to chyba dobrze, że czytelnicy mają jakieś “oczekiwania” w stosunku do moich opowiadań, bo sugeruje, że uważają moją pisaninę za dobrą… ale jednak mi się ten pomysł nie podoba. Lepiej byłoby, gdyby podchodzili do tekstu bez oczekiwań, wtedy nie mogliby się rozczarować :)

Prawda :)

Najważniejsze, że podoba się Tobie i miałeś radochę podczas pisania :D

Wyjaśnijmy sobie coś od razu – nie mam parcia na piórko i zdecydowanie nie chcę, żeby mój tekst był nominowany “na siłę”, z poczucia obowiązku, koleżeństwa czy czego tam jeszcze. Oczywiście jeśli chcesz nominować, to nie mogę cię powstrzymać, ale poważnie się nad tym zastanów.

Ale chyba nie do końca zrozumiałeś. Pisałem o tym, że to świetny tekst, a przeszkodziły mi tylko oczekiwania z poprzedniego, do niczego innego nie mogę się przyczepić i wielu elementów Ci tutaj zazdroszczę. Na siłę byłoby nienominowanie tego, bo wtedy oceniłby bardziej subiektywnie niż obiektywnie. Zresztą to wciąż opowiadanie piórkowe i tyle, spełnia wszystkie moje kryteria, choć głos znaczy niewiele :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Faktycznie, jak się zastanowić, to końcówka jest nagła i mało delikatna.

Hm, zasadniczo o to mi chodziło. To źle?

No, dla końcówki to nie jest źle, ale dla siostry potraktowanej w ten sposób tak źle, że aż zawieszenie niewiary trzeszczy.

Babska logika rządzi!

@Verus

To chyba najpozytywniejszy komentarz z dotychczasowych. Aż mi się zrobiło cieplej <3

Naprawdę? :D

Mam jedynie wrażenie, że zakończenie powinno trzasnąć mocniej. Że gdybyśmy zamiast wyłożonej “kawa na ławę” sceny pijącej Patricii przeczytali na przykład tylko komunikat o tym, że została zdyskwalifikowana, całość pozostawiałaby mocniejszy ślad w czytelniku.

Ja mam przeciwne wrażenie, ale opinia każdego jest wartościowa.

Luzik, w końcu to Ty tu jesteś autorem. :D

Zostaw ten żyrandol.

"na ekran. Ale odebrała Frances."

– podwójna spacja przed “ale” (komentarz wycina, w tekście jest).

 

"córki alkoholiczki"

– tu by się przydał myślnik, bo to cecha córki, a nie matki.

 

Opowiadanie jest dobre i ma część cech “Igrzysk wstydu”, w tym przede wszystkim płynność i to, że nie odczuwa się długości. Niestety, weszła i pewna wada – choć opisujesz w sumie nawet głębsze kwestie, nie wykorzystujesz w pełni motywu, po który sięgnąłeś.

Z drugiej strony trzeba tez uczciwie powiedzieć, że gdyby to wykorzystać, to by to było jednak zupełnie inne opowiadanie – więc jeśli miała być konwencja lekka jak w filmach akcji (to nie jest zarzut, takie konwencje są równie mocno potrzebne), to jest ok. Niektóre elementy zostały jednak aż za bardzo uproszczone i mam do tego lekko mieszane odczucia.

Do zastanowienia – czy ten tekst na pewno jest niezależną całością względem części pierwszej. Wydaje mi się, że tak, ale jednak ja ją czytałem. W sumie to chyba dylemat każde sidequela. Ale jak mówię, na 90% jest ok, raczej ta lektura poprzednich igrzysk robiłaby tu za pogłębienie znajomości świata niż cokolwiek innego.

Ogólnie pierwsza część podobała mi się trochę bardziej.

Ach, no i jeszcze na plus – nie wiem na ile to tylko trzymanie konwencji, a na ile celowe wskazywanie “jaki to świat”, niemniej sceny finałowe mogą sugerować, ze podnoszenie emocji przez organizatorów dzieją się też poza arenami.

 

BTW, weź się kiedyś za napisanie książki. Wiele osób sztucznie pompuje objętości teksów, nieraz niecelowo, nieraz z przekonania, że powinno być dłuższe. A Ty bardzo dobrze realizujesz tekst tak, żeby objętość wychodziła naturalnie, w sposób uzasadniony zawartością, a na dokładkę w sposób sprzyjający sprawnemu, szybkiemu czytaniu.

 

Edit:

Ach, no i jakbyś pominął wątek konsekwencji finału dla siostry bohaterki.

 

Dobry tekst.

Na plusy, bardzo duże: kreacja świata, pomysł na igrzyska (czytałabym więcej, poprzedni tekst z serii też mi się zresztą podobał), spójna fabuła. Niespecjalnie wierzyłam w bohaterkę, ta historia wielkiej miłości wydawała mi się na tyle oczywista, że aż książkowa i mało prawdopodobna, ale sprawę załatwiłeś twistem ze wspomnieniami. Zgadzam się natomiast z przedmówcami, że ostatni rozdzialik niepotrzebny i że nieco osłabia on efekt przez swoją dosłowność.

 

Tak jak świetnie czytało się Igrzyska śmierci, tak lektura Igrzysk rozpaczy okazała się równie satysfakcjonująca.

Sugestywnie opisałeś kolejne etapy rozgrywki, w której uczestniczy Patricia, dodałeś epizody z jej życia, co, moim zdaniem, uwiarygodniło postać, a na koniec zaskoczyłeś finałem i obrazem staczania się bohaterki-alkoholiczki.

 

a zresz­tą uciecz­ka gdzie­kol­wiek z tej za­sra­nej wio­ski… → …a zresz­tą uciecz­ka dokądkolwiek z tej za­sra­nej wio­ski

 

Od ty­go­dnia nie zmie­nia­ła ubrań… → Od ty­go­dnia nie zmie­nia­ła ubrania

 

Dla­te­go skład za­ku­pów stop­nio­wo się uprasz­czał… → Wydaje mi się, że skład kupowanych produktów jest stały.

Proponuję: Dla­te­go zestaw za­ku­pów stop­nio­wo się uprasz­czał

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sześć!

 

@Wilku

spacja i myślnik – zrobione (wiem, że można po prostu wyszukać podwójne spacje, ale po finalnych poprawkach o tym zapomniałem – jak Ty to zauważyłeś?)

 

choć opisujesz w sumie nawet głębsze kwestie, nie wykorzystujesz w pełni motywu, po który sięgnąłeś.

Pewnie, że opowiadanie “nie wyczerpuje tematu”, ale nie jestem pewien czy wiem, o jakim motywie mówisz.

 

Do zastanowienia – czy ten tekst na pewno jest niezależną całością względem części pierwszej. Wydaje mi się, że tak, ale jednak ja ją czytałem.

Zrobiłem co mogłem, żeby tak było. Taki na przykład Realuc nie czytał pierwszych igrzysk i nie żałuje, że się zjawił, czyli chyba jest w porządku :)

 

BTW, weź się kiedyś za napisanie książki.

Być może już się kiedyś wziąłem :P i być może nawet ją skończyłem

nadal uważam, że historia w tej książce ma potencjał, ale zdecydowanie trzeba ją napisać od nowa wykorzystując wiedzę i doświadczenie, które nabyłem na portalu. Tylko że to tytaniczna praca i po prostu mi się nie chce.

 

Ach, no i jakbyś pominął wątek konsekwencji finału dla siostry bohaterki.

Faktycznie :O hm, chyba wyszedłem z założenia, że siostry nie złamały prawa, tylko regulamin turnieju, dlatego negatywne konsekwencje poniosła jedynie ta, która brała w nim udział.

 

@ninedin

Niespecjalnie wierzyłam w bohaterkę, ta historia wielkiej miłości wydawała mi się na tyle oczywista, że aż książkowa i mało prawdopodobna, ale sprawę załatwiłeś twistem ze wspomnieniami.

Małymi zwycięstwami do przodu!

 

Zgadzam się natomiast z przedmówcami, że ostatni rozdzialik niepotrzebny i że nieco osłabia on efekt przez swoją dosłowność.

 To ja powtórzę coś, co mówiłem na becie: ostatni rozdzialik nie ma być efektowny. To ma być powrót z wyżyn do twardej rzeczywistości, gdzie wszystko idzie inaczej, niż sobie wymarzyliśmy. Rzeczywistość skrzeczy, życie jest brutalne, plany biorą w łeb.

 

@regulatorzy

a na koniec zaskoczyłeś finałem i obrazem staczania się bohaterki-alkoholiczki.

Jak widać, niektórym jednak się podobało :) Dzięki, reg! Poprawki wdrażam.

Precz z sygnaturkami.

Poprawki wdrażam.

Wdrażaj, Niebieski_kosmito. Mam nadzieję, że do jutra zdążysz, bo jutro mam zamiar udać się do nominowalni. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Re: ostatni rozdzialik.

 

Ale moim zdaniem, jeśli taki miałeś zamiar, to IMHO jak dla mnie nie do końca wyszło, bo ta rzeczywistość skrzeczy nieco zbyt oczywiście; pewnie jako czytelniczka wolałabym dostać to samo krócej, bardziej może zasugerowane niż powiedziane. Ale rozumiem intencje i może podkreślę, że to marudzenie prywatne, w sensie – nie krytyka rozwiązania obiektywna, od strony literackiej, tylko czysto subiektywna, osobista czytelniczki. 

Zaskoczyłeś mnie, Niebieski_kosmito. Myślałem, będę musiał marudzić, a tu proszę. Wcale nie trzeba (no może troszeczkę).

Bardzo dobry początek, od razu wciąga, nawet jak gdzieniegdzie pojawiają się nieco chropowate zdania, to ignoruje się je, bo umiejętnie wzbudzasz ciekawość.

Rozwinięcie też bardzo dobre. Złapałeś tego czytelnika i dalej trzymasz go mocno, serwując dynamiczną akcję, bez przestojów, a mimochodem pozwalasz poznać lepiej bohaterów, ich relacje, pragnienia, problemy.

Dobrze rotujesz też chronologią. Nie pogubiłem się ani razu, a ciekawość została podsycona.

 

Pomarudzę trochę na końcówkę, bo tu pojawiły się dwa najsłabsze momenty.

Pierwszy to scena, gdy pokazujesz wspomnienia gwałtu. Rozumiem, że potrzebowałeś czegoś mocnego, ale w tym momencie poczułem się jakbym dostał obuchem w głowę. To nie było potrzebne. To napięcie bardzo ładnie zbudowałeś do tego momentu i potrzebowałeś już tylko małej kropeczki nad „i”, a nie kowalskiego młota. Niestety zabrakło odrobiny wyczucia/subtelności.

Drugi moment to już samo zakończenie. Bardzo dobrze opowieść skonstruowałeś, bo jako czytelnik do końca nie wiedziałem, czy zwycięstwo głównej bohaterki jest prawdziwe, czy tylko złudzeniem. Czy pojedynek w ogóle się skończył? I po tym bardzo misternie wypracowanym zabiegu, zaserwowałeś  nagle zgon Scotta i powrót w alkoholizm… wydało mi się to drobinę niesatysfakcjonujące. Po tak wymyślnym daniu liczyłem na lepszy deser.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że całość jest bardzo dobra. Porwało, nie nudziło, czytałem z przyjemnością i miejscami kiwałem głową z uznaniem.

 

Technicznie opowiadanie miejscami odrobinę kuleje, ale to wszystko można łatwo naprawić na etapie redakcji.

 

Moja ocena: 5.25/6

 

ps. Poprzednich Igrzysk nie czytałem. Tytuł bardzo kojarzy się z Igrzyskami Śmierci (The Hunger Games).

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Pewnie, że opowiadanie “nie wyczerpuje tematu”, ale nie jestem pewien czy wiem, o jakim motywie mówisz.

Tragedia głównej bohaterki i grzebanie w pamięci i… siostra na końcu.

Faktycznie :O hm, chyba wyszedłem z założenia, że siostry nie złamały prawa, tylko regulamin turnieju, dlatego negatywne konsekwencje poniosła jedynie ta, która brała w nim udział.

A tu nie o regulamin chodzi (prowokujący do nadużyć), ani o prawo (wizja świata sugeruje, że sa tam inne normy), a o to, co się musiało dziać z jej psychiką. A przecież obie części “Igrzysk” opierają się na tym, jak ten świat i jego rozrywki odbijają się na emocjach i na życiu zwykłych ludzi.

spacja (…) jak Ty to zauważyłeś?

No ja niestety jestem w gronie tych osób, którym się to rzuca w oczy, podobnie jak np. zwężanie czcionek w losowych miejscach stosowane przez niektóre wydawnictwa, gdy im się teksty kończą nie w tym miejscu strony, w którym zaplanowano ich koniec. Temat zresztą pokrewny z tym, czy używać justowania tekstu – estetyczniejszego, ale jeśli nie użyje się dzielenia wyrazów, w badaniach eyetrackingowych bez względu na deklarację czytelników wychodzi wolniejsze tempo czytania (zresztą przy dzieleniu też różnie, zależy od metody dzielenia, ale to już kwestie UX).

 

Powitać!

 

@ninedin

pewnie jako czytelniczka wolałabym dostać to samo krócej, bardziej może zasugerowane niż powiedziane. Ale rozumiem intencje i może podkreślę, że to marudzenie prywatne, w sensie – nie krytyka rozwiązania obiektywna, od strony literackiej, tylko czysto subiektywna, osobista czytelniczki.

Wszelka krytyka mile widziana, a szczególnie kulturalna i konstruktywna, tak jak Twoja.

 

@Chro

Zaskoczyłeś mnie, Niebieski_kosmito. Myślałem, będę musiał marudzić, a tu proszę. Wcale nie trzeba (no może troszeczkę).

Troszkę marudzenia nie zaszkodzi, ale podoba mi się to krytyczne nastawienie “myślałem, że będę musiał marudzić”. Masz takie myśli przed lekturą każdego opowiadania, czy coś konkretnie w tym przypadku Cię do nich skłoniło? ;)

 

Dobrze rotujesz też chronologią. Nie pogubiłem się ani razu, a ciekawość została podsycona.

A więc Sonata niepotrzebnie się obawiała, że przeskoki mogą być niejasne.

 

ale w tym momencie poczułem się jakbym dostał obuchem w głowę. To nie było potrzebne.

Obuch w głowę nie był potrzebny? Wolałbyś ostrzem?

A tak na poważnie, to po raz kolejny ujawnia się skrajność opinii, bo padały też takie, że to bardzo dobra scena. Każdy ma prawo do własnej opinii.

 

Po tak wymyślnym daniu liczyłem na lepszy deser.

Porównanie do dania i deseru mi nie pasuje. Ja patrzę na to tak: po pięknym śnie rzeczywistość skrzeczy…

 

Poprzednich Igrzysk nie czytałem. Tytuł bardzo kojarzy się z Igrzyskami Śmierci (The Hunger Games).

Wiem, oglądałem IŚ i chyba podświadomie nawiązałem do tego tytułu.

 

@Wilku

A tu nie o regulamin chodzi (prowokujący do nadużyć), ani o prawo (wizja świata sugeruje, że sa tam inne normy), a o to, co się musiało dziać z jej psychiką.

You’ve got a point. Ale nie mam już siły wymyślać nowych rzeczy w tym opowiadaniu, ono, że tak powiem, wyczerpało mnie psychicznie…

Precz z sygnaturkami.

Masz takie myśli przed lekturą każdego opowiadania, czy coś konkretnie w tym przypadku Cię do nich skłoniło? ;)

Nie, tylko przy niektórych. ;)

Ciebie po prostu wcześniej nie miałem okazji czytać, więc byłeś niczym ten nowy uczeń, co na opinię dopiero musi sobie zapracować. ;)

 

Po tak wymyślnym daniu liczyłem na lepszy deser.

Porównanie do dania i deseru mi nie pasuje. Ja patrzę na to tak: po pięknym śnie rzeczywistość skrzeczy…

Hmm. No i niech sobie skrzeczy, ale forma tego skrzeczenia mogłaby być lepsza. Czegoś mi tam zabrakło, by całość wybrzmiała jak należy. Zapewne niuansów.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Cześć!

Nawet nie wiem, od czego zacząć. Najchętniej to podziękowałbym za kawałek dobrej opowieści i się w tym momencie pożegnał. ;-)

Dobra, komentarz będzie chaotyczny, bo mam zamiar skakać od elementu do elementu. Musisz przeboleć. ;)

Fajnie udało Ci się utrzymać tempo na przestrzeni całego tekstu. Te ponad 30k znaków leci szybko, nie zatrzymujesz się ani na chwilę, a jednocześnie raczej nie gubiłem się w opowieści, więc też trudno napisać, żebyś poleciał na rympał.

To tempo pasuje tu o tyle dobrze, że opowiadasz o MENTAL WARS – dziedzinie, która jednak potrzebuje dynamiki. Tutaj wolne tempo raczej by to opowiadanie skrzywdziło. Jedyne, czego może mi tu trochę brakło to jeden czy dwa momenty krótkiego zatrzymania. Historia rozwija się szybko, nie ma miejsca na jakieś obszerniejsze wyjaśnienia czy rozwinięcie niektórych wątków.

Generalnie (to uwaga trochę na marginesie) miałem taki poczucie, że ten Twój pomysł potrzebowałby powieści, żeby tak w pełni wybrzmieć. Żeby wszystkie wątki dostały tyle miejsca, ile potrzeba. Żeby dokładnie wyłożyć założenia MENTAL WARS, żeby pokazać cały jego potencjał poprzez ekspozycję paru bardziej złożonych pojedynków. Żeby w końcu stworzyć sobie odpowiednio dużo miejsca na zbudowanie bohaterów. MENTAL WARS to jeden z takich pomysłów, który daje Ci ogromne pole do popisu pod tym względem. Można tworzyć złożone osobowości, szukać pod nie odpowiednich taktyk, czynić każdy pojedynek innym i tak dalej…

Oczywiście ja nie piszę tutaj, że pójście w opowiadania to błąd. Tak samo nie piszę, że masz z miejsca rzucać pisanie opowiadań i brać się za powieść. ;) Raczej doceniam ten pomysł, który tutaj przedstawiasz. Jego potencjał. Możliwości, które przed Tobą otwiera.

Wiesz, zróbmy może tak. Zanim się zaplątam w tych swoich “mądrościach” na temat tego opowiadania, to od razu zaznaczę tę najważniejszą część komentarza. Opowiadanie mi się podobało. Co prawda, niektóre elementy to nie moja bajka (kreacja bohaterów i trochę usilnie budowana warstwa emocjonalna – o tym jeszcze będzie), ale sam pomysł na te pojedynki, swoboda, jaką z jaką kreujesz zarówno tę rzeczywistość pojedynkową jak i wszystko wokół – to robi naprawdę pozytywne wrażenie. Nominację już masz, więc ja po odpowiednich wątkach już się plątał nie będę (nie zrobi to już Ci w tym momencie żadnej różnicy). Zasygnalizuję natomiast, że gdyby było to jeszcze potrzebne, to na pewno o takiej nominacji bym myślał. To jeden z lepszych tekstów, jakie tu czytałem w tym roku.

No, to skoro ocenę końcową już Ci wyłożyłem, to wrócę sobie teraz do tych rozważań na temat tego opowiadania. Dobra wiadomość jest taka, że na upartego lekturę mojej opinii możesz w tym punkcie skończyć. :-)

Pisałem wcześniej o szybkim tempie. To przy wszystkich swoich zaletach ma tę jedną wadę, że momentami ma się wrażenie, jakbyś poszedł trochę na skróty. Choć może nie, napiszę to inaczej: jakbyś za bardzo poszedł w skrajności. Przede wszystkim mam tu na myśli konstrukcję głównej bohaterki, jej zachowanie, cechy, rzeczywistość. Dużo jest tutaj takiej próby solidnego łupnięcia, mniej subtelnej budowy, która paradoksalnie do tych pojedynków nawet by trochę pasowała. Przede wszystkim jest tu też trochę schematyczności w budowie tej postaci, co wygląda blado na tle samego pomysłu na te mentalne wojny.

Ja generalnie rozumiem chęć pójścia w takim kierunku. Bo on w jakimś stopniu nawet pasuje do tego pomysłu. Jest tym jakaś próba mocnego osadzenia tego wszystkiego w rzeczywistości. Jednocześnie, jakoś to trochę samo opowiadanie spłyca. A już pisząc wprost i bez kombinacji: bohaterka nie trzyma poziomu samego konceptu jak i całego opowiadania. Trochę zbyt na siłę, trochę zbyt mocno oparte na schematach, trochę za mało miejsca, by tę postać i jej historię nieco pogłębić.

Niezależnie jednak od tego, jak sama postać (czy w ogóle te wątki między bohaterami) trochę podeszła mi mniej z wyżej wymienionych względów, tak jednak trzeba Ci oddać, że na przestrzeni tych 30k z hakiem udało Ci się ogarnąć i kawałek historii i pokazać trochę pojedynków i przekonać mnie, że są to pojedynki w jakiś sposób złożone. Fajnie też potrafisz oddać atmosferę tych walk, choć i tu pewnie przydałoby się trochę więcej miejsca, bo czuć, że właściwie każdy z tych pojedynków jest czymś w rodzaju osobnej, złożonej historii (zależnej od konstrukcji bohaterów, od taktyki i tak dalej) i że potrafiłbyś tu pokazać i opowiedzieć jeszcze więcej.

Nie miałem okazji czytać pierwszej części, więc nie wiem do końca, jak by wyglądał odbiór tego tekstu, gdybym tę pierwszą część znał, natomiast tutaj muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze udało Ci się stworzyć osobną historię, która ładnie funkcjonuje jako samodzielna opowieść. Nie miałem poczucia, żebym jakoś szczególnie dużo tracił z tej historii, nie znając poprzedniej. Mam natomiast takie wrażenie, że w owej pierwszej części mogło być więcej omówienia samych założeń MENTAL WARS, bo tutaj niejako wpadam w te pojedynki i chociaż rozumiem, po co się odbywają (a i samą atmosferę, jak pisałem, oddajesz bardzo dobrze) to pewnie chciałoby się i dowiedzieć coś więcej o samych MENTAL WARS nie z perspektywy pojedynkowiczów, ale jako całości.

Będę powoli przechodził do podsumowania (tak, to już w końcu ten moment ;)). Napisałeś dobre, ciekawe opowiadanie. Narzuciłeś mu dość żwawe tempo (właśnie tylko dość, nie gnasz bezmyślnie, więc dla czytelnika to tempo powinno być przyjemne) i zdołałeś je utrzymać na przestrzeni całego tekstu. Ładnie, na tyle, na ile było to możliwe, zaprezentowałeś MENTAL WARS i to zarówno jako ciekawy literacko koncept, jak i dyscyplinę, w którą fajnie można się czytelniczo wciągnąć. Bohaterka ma kawałek swojej historii, ma też jakąś konstrukcję charakterologiczną, ale jednak wydaje się ona zbudowana i prezentowana nazbyt usilnie.

Opowiadanie, chociaż jego wydźwięk jest raczej ponury, czyta się mimo wszystko zaskakująco lekko. Momentami pojawia się trochę schematyczności (pisałem o tym przy okazji bohaterki i jej losów), momentami pojawia się ta usilność przy budowaniu warstwy emocjonalnej. Ale na końcu ma się wrażenie kawałka naprawdę solidnej, przyjemnej lektury w dodatku z bardzo ciekawym konceptem, na którym dużo jeszcze można w przyszłości zbudować.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć :)

Bardzo mi się podobało. Opowiadanie przeczytałam szybko i chociaż siadała do czytania z nastawieniem ,,zobaczę tylko o czym to jest i dokończę czytać później” to przeczytałam na raz i dopiero po przeczytaniu zorientowałam się, że opowiadanie ma te 33k

W porównaniu z poprzednią częścią (tak, znowu te porównania XD ale mimo to moim zdaniem opowiadanie jest świetne też w oddzieleniu od poprzedniej części) mam wrażenie, że dużo płynniej się czyta same opisy pojedynków. Zwłaszcza spodobało mi się opisywanie tych awatarów, wszystko można sobie łatwo wyobrazić :)

A co do zakończenia, moje pierwsze odczucie było takie, że mi się nie podoba. Ale po chwili sobie uświadomiłam, że to dlatego, że podświadomie spodziewałam się szczęśliwego zakończenia, a to tak nagle uderzyło i zaskoczyło. Także chyba osiągnąłeś cel :)

 

O Jezu.

 

@CM

Jestem pewien na 99% że to najdłuższy komentarz, jaki kiedykolwiek dostałem. Więc nawet zanim go przeczytam, już chcę powiedzieć – dzięki, że chciało Ci się tyle gadać XD

 

Musisz przeboleć. ;) – no dobra, skoro muszę, to niechaj zaczną się boleści.

 

Jedyne, czego może mi tu trochę brakło to jeden czy dwa momenty krótkiego zatrzymania.

Czy takim momentem zatrzymania nie jest np. obiad u rodziców Patricii?

 

Generalnie (to uwaga trochę na marginesie) miałem taki poczucie, że ten Twój pomysł potrzebowałby powieści, żeby tak w pełni wybrzmieć.

Wstrzymaj konie, kowboju… Droga daleka, a my dopiero na jej początku…

 

MENTAL WARS to jeden z takich pomysłów (…)

Skąd ten ciągły Caps Lock :O nie musisz krzyczeć, słyszę, że Mental Wars ;)

 

Zanim się zaplątam w tych swoich “mądrościach” na temat tego opowiadania

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że już się zaplątałeś…

 

Opowiadanie mi się podobało.

Najchętniej to bym podziękował, że się podobało, i się pożegnał :D

To jeden z lepszych tekstów, jakie tu czytałem w tym roku.

To już trochę więcej niż deklaracja, że się podobało. Wypada mi podziękować tym serdeczniej.

 

Dobra wiadomość jest taka, że na upartego lekturę mojej opinii możesz w tym punkcie skończyć. :-)

Bro. To po co pisałeś drugą połowę? Żebym nie czytał? Nie rozumiem :O

 

Trochę zbyt na siłę, trochę zbyt mocno oparte na schematach, trochę za mało miejsca, by tę postać i jej historię nieco pogłębić.

Nie będę się usprawiedliwiał, pozwolę sobie tylko wyrazić opinię, że przed pomocą betowaczy było jeszcze gorzej.

 

Po pierwsze udało Ci się stworzyć osobną historię, która ładnie funkcjonuje jako samodzielna opowieść.

No i o to chodziło, bo – jak już napisałem – to nie jest “sequel” pierwszych Igrzysk, tylko po prostu nowa historia. Która w dużej mierze powstała dlatego, że

a) pierwsze Igrzyska się podobały i widziałem, że koncept chwycił, ale

b) pojawiło się sporo zarzutów – drobniejszych i mniej drobnych, i na te zarzuty spróbowałem odpowiedzieć, pisząc drugie Igrzyska.

 

Mam natomiast takie wrażenie, że w owej pierwszej części mogło być więcej omówienia samych założeń MENTAL WARS

Nie… chyba nie, raczej tak nie było. Ale możesz przeczytać i tamto opowiadanie, żeby sprawdzić ;)

 

Ale na końcu ma się wrażenie kawałka naprawdę solidnej, przyjemnej lektury w dodatku z bardzo ciekawym konceptem, na którym dużo jeszcze można w przyszłości zbudować.

Podziękował raz jeszcze.

 

@Oluta

chociaż siadała do czytania z nastawieniem ,,zobaczę tylko o czym to jest i dokończę czytać później” to przeczytałam na raz

To są właśnie takie komentarze, które ego autora lubi najbardziej XD

 

Zwłaszcza spodobało mi się opisywanie tych awatarów, wszystko można sobie łatwo wyobrazić :)

Tak jak chciała publiczność :)

 

Ale po chwili sobie uświadomiłam, że to dlatego, że podświadomie spodziewałam się szczęśliwego zakończenia, a to tak nagle uderzyło i zaskoczyło. Także chyba osiągnąłeś cel :)

Owszem, na to wygląda, że osiągnąłem…

 

Pozdróweczka.

 

 

Precz z sygnaturkami.

Czy takim momentem zatrzymania nie jest np. obiad u rodziców Patricii?

Średnio. Zwróć uwagę, jak ta scena jest napisana. Dość szybkie, raczej zdawkowe wymiany zdań (ja wiem, że to dobrze oddaje atmosferę rozmowy, ale jednak wciąż trzyma określone tempo), sporo krótkich zdań. Właściwie tylko jeden w miarę solidny akapit narracyjny. Ja nie twierdzę, że ta scena jest zła, bo ona dokładnie spełnia swoje założenia. Ale tempo jest jednak takie samo. :)

Skąd ten ciągły Caps Lock :O nie musisz krzyczeć, słyszę, że Mental Wars ;)

Sam żeś tak napisał. Ja to skopiowałem z Twojego opowiadania. ;)

O, stąd:

– MECZ FINAŁOWY ZAKOŃCZYŁ SIĘ. PATRICIA REED ZOSTAŁA NOWĄ MISTRZYNIĄ ROZGRYWEK MENTAL WARS. GRATULUJEMY! MECZ FINAŁOWY…

Bro. To po co pisałeś drugą połowę? Żebym nie czytał? Nie rozumiem :O

Bo widzisz, czasem jest tak, że widząc dobry tekst, szukam jeszcze jakichś rezerw. Nie po to, żeby sobie pomarudzić, ani po to, żeby mi się statystyka zalet do czepów zgadzała. Zwyczajnie szukam z perspektywy czytelnika rezerw w tekście, żeby autor czy autorka mieli jakiś szerszy materiał poglądowy na ten tekst. Problem polega na tym, że jak przechodzę do szukania tych rezerw bezpośrednio, bez takich wstawek jak ta, którą wskazałeś, to każdy widzi w tym nie rezerwy, ale wady opowiadania. I ma poczucie, że tak naprawdę to tekst wcale mi się nie podobał, a początkowe dobre słowa były tylko po to, żeby krytyka nie bolała. Dlatego, nauczony doświadczeniem, wrzucam takie wstawki. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć!

 

Przyjemne i zakręcone opowiadanie. Z początku czytałem z dużą rezerwą, bo wszystko wskazywało na pochwałę spontanicznej, początkującej alkoholiczki, ale szczerze się w tej kwestii zawiodłem. Bo bardzo zręcznie to wymyśliłeś i przedstawiłeś. Tekst już od początku wciąga i nie zachęca do przerywania. Po przeczytaniu pierwszych dziesięciu procent byłem już mocno wkręcony i czytałem dla czystej przyjemności.

Pomysł na świat, niezły. Takie dwadzieścia lat do przodu. Pomysł na zawody również niezły, z potencjałem (choć mam nadzieję, że tego nie dożyję, ale nigdy nie wiadomo), przy czym jak na mistrzostwa kraju to bardzo czysto grali i łatwo padali (do finału trafiły dwie kobiety, każda z ukrytą, nieprzepracowaną traumą, która je przytłaczała jak się okazało) Imho w mental wars odnosiliby raczej sukces ludzie nieco bardziej dojrzali, świadomi swoich możliwości i ograniczeń, i wolni od traum (albo ich nie mający, albo mający je przepracowane).

Bohaterka nieszablonowa, z bagażem nienawiści i supermocą. Pokazałeś ją bardzo umiejętnie, niewiele o niej wiem, ale mam wrażenie, że doskonale wiem co czuje, więc chyba wyszło. Razi trochę sama postawa bohaterki oraz jej cecha specjalna: super moc po THC. Jak rozumiem to ten sport wymaga myślenia, szybkości, rozwiązywania problemów na bieżącą, a THC chyba na to nie pomaga zbytnio… Bardziej amfetamina, albo kokaina, choć tylko w małych dawkach i przez krótki czas. Bohaterka nie jest też “typem” osoby odpornej psychicznie, bo ewidentnie ma tendencję do uciekania od problemów – skok, thc, alkohol (chociaż skok to akurat wgrane wspomnienie), a nie stawiania im czoło i przezwyciężania. 

Bardzo dobrze wyszło Ci tu odkrywanie kart. Pomysłowo wprowadzasz czytelnika w świat bohaterki i ciekawie prowadzisz do finału. Udało się zarządzanie emocjami, byłem szczerze ciekaw, co się stało po meczu… I tu się trochę zawiodłem, bo zakończenie jest nieco nagłe: Scott nie żyje, to maiła być forma pomocy. Jest twist, jest to niespodziewane, ok, ale jest to też nieco zbyt szybkie i urwane imho. Traci wszystko i pije. Życiowe, ale prosiłby się o jakieś wyciszenie, skomentowanie. Ale to tylko takie marudzenie, poza finałem jest bardzo dobrze.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Te Igrzyska podobają mi się bardziej niż poprzednie. Potłumaczyłeś to, co poprzednio wydawało mi się niejasne, i w ogóle to opko wydaje mi się jakoś bardziej spójne.

Jednak nadal mam wrażenie, że Igrzyska lepiej się czyta,niż by się je oglądało, ale to może wynikać z tego, że ja w ogóle bardziej czytająca jestem niż oglądająca. Pojawiły się natomiast inne pytania: Co stoi na przeszkodzie, by zawodnicy – skoro już znają nazwiska przeciwników – po staremu pogrzebali trochę w ich życiorysach?

Mam też wrażenie, że trochę przeceniasz ludzką wytrzymałość psychiczną, bo w gruncie rzeczy człowiek jest bardziej kruchy niż to się wydaje. Kolejne wrażenie, które mi się podczas lektury pojawiło to pewna wtórność, powtarzalność motywów z poprzedniego tekstu. W obu przypadkach nieuczciwe zagrywki, w obu przypadkach konflikt z rodziną, podobieństw by się pewnie znalazło więcej. No i na koniec motyw, który powoduje u mnie podniesienie ciśnienia: kwestie pamięci, na dodatek powiązane z traumą. Na ten temat pisałam już kiedyś pod opkiem Chrościska, i nie chcę po raz kolejny wywoływać tematu. To jest jednak coś, co działa na mnie jak czerwona płachta na byka.

Możliwe, że Igrzyska do dobry temat na książkę. Miałbyś miejsce, żeby zaprezentowanie kilku postaci, kilku postaw wobec gry, przyczyn, dla których ludzie znaleźli się w rozgrywkach. No i na pokazanie samego świata, bo teraz zwyczajnie dorzucam do naszego świata nowy element, i może dlatego mi to nie funkcjonuje zbyt dobrze.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka