- Opowiadanie: SaraWinter - Najsmutniejszy człowiek na świecie

Najsmutniejszy człowiek na świecie

Dzię­ku­ję wspa­nia­łej eki­pie be­tu­ją­cej: bel­la­trix, So­na­cie, Ma­sKro­lo­wi i mor­te­ciu­so­wi. <3 <3 <3

 

Sło­wa-klu­cze: cho­in­ka, pre­zen­ty, śnieg, wi­gi­lia, elf, nie­za­po­wie­dzia­ny gość

 

Źró­dło zdję­cia:https://japantoday.com/category/picture-of-the-day/artelligent-christmas

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Najsmutniejszy człowiek na świecie

Do­kład­nie pierw­sze­go li­sto­pa­da, kiedy ze skle­po­wych wy­staw na Rop­pon­gi znik­nę­ły maski yōkai, ko­stiu­my za­chod­nich su­per­bo­ha­te­rów i dynie, pra­cow­ni­ca wy­cią­gnę­ła nas z ma­ga­zyn­ku. W tym roku wy­bra­ła mi kusy strój mi­ko­łaj­ki: czer­wo­ną roz­klo­szo­wa­ną su­kien­kę z bia­łym pusz­kiem oka­la­ją­cym głę­bo­ki de­kolt w łódkę. Na głowę za­ło­ży­ła pu­szy­stą opa­skę do kom­ple­tu.

– Po­staw­my ją w wi­try­nie – zde­cy­do­wa­ła kie­row­nicz­ka, przy­glą­da­jąc się z za­do­wo­le­niem. – Męż­czyź­ni rzad­ko wcho­dzą do skle­pu, trze­ba ich jakoś za­chę­cić.

Z moich ob­ser­wa­cji wy­ni­ka­ło, że męż­czyź­ni czę­ściej niż ko­bie­ty za­glą­da­li do skle­pu z bie­li­zną, ale co ja tam wiem.

Pra­cow­ni­ca po­sta­wi­ła mnie tuż przy szy­bie. Bar­dzo się ucie­szy­łam, bo wresz­cie mo­głam oglą­dać ludzi i śnieg. Nigdy go nie wi­dzia­łam, tylko sły­sza­łam opo­wie­ści in­nych lalek, które zimą stały w wi­try­nie. Ja zwykle lądowałam tam w sezonie letnim. Nie mo­głam się więc do­cze­kać.

 

Minął li­sto­pad, a śnie­gu nadal nie było. Na po­cząt­ku grud­nia na uli­cach po­ja­wi­ły się świą­tecz­ne ozdo­by. Lu­dzie z ca­łe­go mia­sta przy­jeż­dża­li do Rop­pon­gi, by zo­ba­czyć Tokio Tower wy­nu­rza­ją­cą się z przy­droż­nych drzew upstrzo­nych świa­tła­mi. Gęsto przy­stro­jo­ne parki i skwe­ry stały się mo­rza­mi bla­sku. Kiedy moje oczy przy­wy­kły do trwa­ją­cej dzień i noc ja­sno­ści, z nudów za­czę­łam li­czyć lamp­ki.

Dwu­dzie­ste­go dru­gie­go grud­nia as­falt wciąż był tak mokry, że od­bi­ja­ły się w nim bo­żo­na­ro­dze­nio­we świa­teł­ka. Pra­cow­ni­ce miały ręce pełne ro­bo­ty. Nagle wszyst­kim przy­po­mnia­ło się, że nie­dłu­go wi­gi­lia i trze­ba kupić żonom lub ko­chan­kom pre­zen­ty. Nasz sklep dla wielu męż­czyzn oka­zał się ostat­nią deską ra­tun­ku. Nie mo­głam wi­dzieć, co się dzie­je przy pół­kach i wie­sza­kach, ale sły­sza­łam nie­któ­re roz­mo­wy.

– Ta bie­li­zna jest wspa­nia­ła. Sek­sow­na, ale nie wul­gar­na. Żona bę­dzie za­chwy­co­na! – Kie­row­nicz­ka nie­zbyt sub­tel­nie wci­ska­ła panom różne rze­czy.

Nie znam się na lu­dziach, ale pod­słu­chu­jąc roz­mo­wy z klien­ta­mi, mo­głam się o nich sporo do­wie­dzieć. Umia­łam już roz­po­znać skąp­ców, roz­rzut­ni­ków, żo­na­tych, bo­ga­tych i bied­nych, we­so­łych i wsty­dli­wych.

Wie­czo­rem, tuż przed za­mknię­ciem, usły­sza­łam, jak kie­row­nicz­ka kłóci się z klien­tem.

– Lalki z wy­sta­wy nie są na sprze­daż.

– Do­brze za­pła­cę! – Męż­czy­zna nie­mal krzy­czał. Wi­dzia­łam w szy­bie jego nie­wy­raź­ne od­bi­cie. Ze zło­ści wy­ma­chi­wał rę­ka­mi.

– Pro­szę wyjść ze skle­pu, ina­czej wezwę po­li­cję!

Męż­czy­zna w od­po­wie­dzi burk­nął coś pod nosem, za­to­czył się i nie­mal prze­wró­cił, trą­ca­jąc przy oka­zji ma­ne­ki­na w stro­ju wy­uz­da­ne­go elfa. Potem splu­nął kie­row­nicz­ce pod nogi i wy­gra­ża­jąc pię­ścią, wy­szedł na ze­wnątrz. Po chwi­li zo­ba­czy­łam go przed wi­try­ną. Od­dzie­la­ła nas czy­sta gruba szyba. Męż­czy­zna miał szczu­płą twarz, gęsty za­rost po­prze­ty­ka­ny si­wi­zną i po­sza­rza­łą cerę. Ale naj­więk­szą uwagę zwró­ci­łam na jego oczy, które zu­peł­nie nie przy­po­mi­na­ły oczu pi­ja­ka i awan­tur­ni­ka. Były naj­smut­niej­sze, jakie wi­dzia­łam. Jego smu­tek był tak wiel­ki, że nawet ja po­czu­łam ukłu­cie w miej­scu, gdzie po­win­no znaj­do­wać się serce.

Męż­czy­zna wpa­try­wał się we mnie do czasu, aż po­trą­ci­ła go ko­bie­ta z pa­ra­sol­ką. Mia­łam wra­że­nie, że jego twarz na po­wrót stała się twa­rzą pi­ja­ka. Kątem oka wi­dzia­łam, jak od­cho­dzi w kie­run­ku roz­świe­tlo­nej Tokio Tower.

Kiedy zga­sły skle­po­we świa­tła i kie­row­nicz­ka za­mknę­ła drzwi, spadł pierw­szy śnieg. Duże, grube płat­ki po­wo­li wi­ro­wa­ły na wie­trze. Za­le­d­wie w go­dzi­nę śnież­na koł­der­ka przy­kry­ła cały as­falt. Inne lalki miały rację. Ten biały puch to jedna z naj­pięk­niej­szych rze­czy. Mo­gła­bym bez końca pa­trzeć na zi­mo­wy spek­takl, jed­nak nie­za­po­wie­dzia­ny gość za­kłó­cił przed­sta­wie­nie.

Męż­czy­zna w czar­nym płasz­czu stał na wprost i się przy­glą­dał. Usta i nos miał za­kry­te weł­nia­nym ko­mi­nem, czap­kę zsu­nął nie­mal na po­wie­ki. Po­zna­łam go tylko po tych smut­nych oczach.

Naj­smut­niej­szy czło­wiek na świe­cie w jed­nej dłoni trzy­mał ka­mień, a w dru­giej łom. Naj­pierw ci­snął ka­mie­niem w szybę; po­wsta­łe pęk­nię­cia przy­po­mi­na­ły pa­ję­czą sieć. Zawył alarm. Potem męż­czy­zna pod­biegł do okna i ude­rzył łomem. Łup! Łup! Łup! Za trze­cim razem szkło roz­sy­pa­ło się po pod­ło­dze i wbiło w śnież­ną zaspę na chod­ni­ku. Do wnę­trza wpadł zimny wiatr, a z nim śnieg. Nim się obej­rza­łam, zło­dziej wziął mnie pod pachę i po­niósł w nie­zna­ne. Na szczę­ście nie zna­łam stra­chu. Głowę mia­łam zwró­co­ną w stro­nę nieba. De­li­kat­ne płat­ki śnie­gu ob­le­pi­ły moją twarz. Zo­sta­łam po­rwa­na.

 

***

Zna­la­złam się w małym za­nie­dba­nym miesz­ka­niu. Męż­czy­zna tuż za drzwia­mi zdjął buty, otrze­pał mnie ze śnie­gu, a potem po­ło­żył na fu­to­nie. Pa­trzy­łam na brud­ny sufit, od lat nie­ma­lo­wa­ny. Gdzie­nie­gdzie za­le­gał grzyb, farba łusz­czy­ła się od wil­go­ci. W całym miesz­ka­niu pach­nia­ło stę­chli­zną. Sły­sza­łam krzą­ta­ni­nę; wodę z kranu, jakiś dźwięk, któ­re­go nie po­tra­fi­łam roz­po­znać, ale ko­ja­rzył mi się z szo­ro­wa­niem butów szczot­ką z wło­siem. Kie­row­nicz­ka czę­sto czy­ści­ła swoje kla­sycz­ne pan­to­fle; za­wsze mu­sia­ły być lśnią­ce.

Potem usły­sza­łam zbli­ża­ją­ce się kroki. Męż­czy­zna po­ło­żył się obok, zu­peł­nie nagi.

– Moja ko­cha­na Yuki – po­wie­dział, głasz­cząc mnie po po­licz­ku.

Nie wiem, dla­cze­go na­zwał mnie śnie­giem*, ale po­do­ba­ło mi się. Mo­głam być śnie­giem, prze­cież śnieg jest pięk­ny i zimny, zu­peł­nie jak lalka.

Męż­czy­zna obu­dził się rano, a jego oczy nie­mal na­tych­miast na­bra­ły bla­sku. Już nie był naj­smut­niej­szym czło­wie­kiem na świe­cie. Po­sa­dził mnie przy małym ku­chen­nym stole obok okna. Ulica była bar­dzo nisko, a lu­dzie wy­da­li mi się nagle tacy ma­lut­cy. Śnieg padał, na dro­dze po­ru­sza­ło się nie­wie­le sa­mo­cho­dów, jed­nak tłum to­kij­czy­ków nie rzed­nął nawet w śnież­nej za­wiei.

– Zo­stań tu, ko­cha­nie. Idę na za­ku­py, tro­chę mnie nie bę­dzie – po­wie­dział męż­czy­zna po śnia­da­niu. – Zo­ba­czysz, kupię naj­lep­szy tort w mie­ście!

Sze­ro­ki uśmiech nie zni­kał z jego twa­rzy. Zo­sta­łam w miesz­ka­niu sama i cały ten czas po­dzi­wia­łam pa­da­ją­cy śnieg. Kiedy za­szło słoń­ce, świą­tecz­ne lamp­ki roz­świe­tli­ły ulice. Było ich na­praw­dę dużo, dla­te­go od razu za­czę­łam je li­czyć.

Li­czy­łam i li­czy­łam, a męż­czy­zna nie wra­cał. Nagle usły­sza­łam dźwięk tłu­czo­nej por­ce­la­ny. Nie mo­głam się od­wró­cić, pa­trzy­łam więc w szybę jak w lu­stro. Znowu ten dźwięk. Na­czy­nia z su­szar­ki przy zle­wie same spa­da­ły na pod­ło­gę. Trzask! Trzask! Trzask! Zbiły się wszyst­kie ta­le­rze. Potem z ku­chen­nej szaf­ki wy­le­cia­ły kubki, czar­ki i szklan­ki. Cała pod­ło­ga była biała od ce­ra­mi­ki. Wi­dzia­łam otwie­ra­ją­ce się drzwicz­ki, ale nie wi­dzia­łam ręki, która z im­pe­tem zrzu­ca­ła na­czy­nia. Chcia­łam za­py­tać: “Kim je­steś? Dla­cze­go to ro­bisz?”. Ale mo­głam się tylko wpa­try­wać w szybę i cze­kać na wi­no­waj­cę. Ni­ko­go jed­nak nie uj­rza­łam aż do po­wro­tu męż­czy­zny.

Kiedy zo­ba­czy­łam w oknie od­bi­cie jego twa­rzy, zro­zu­mia­łam, że jest prze­ra­żo­ny. Stał z otwar­ty­mi usta­mi, wy­pu­ścił z rąk re­kla­mów­ki, po­sta­wił w kącie ja­kieś drzew­ko i szyb­ko pod­szedł do sto­li­ka, przy któ­rym sie­dzia­łam.

– Yuki-chan, czy to ty zro­bi­łaś? – Po­trzą­sał tak, że głowa bez­wład­nie la­ta­ła mi na wszyst­kie stro­ny.

Po chwi­li pu­ścił, oprzy­tom­niaw­szy. Dla­cze­go są­dził, że mu od­po­wiem?

Sie­dzia­łam tyłem do okna i pierw­szy raz mia­łam w za­się­gu wzro­ku całe miesz­ka­nie. Przy­glą­da­łam się uważ­nie, pod­czas gdy męż­czy­zna sprzą­tał po­tłu­czo­ne na­czy­nia. Miesz­ka­nie było małe, jed­no­po­ko­jo­we. Szcze­gól­ną uwagę przy­kuł oł­ta­rzyk ze zdję­ciem mło­dej ko­bie­ty. Kogoś mi przy­po­mi­na­ła. Prze­nio­słam wzrok na męż­czy­znę. Skoń­czył sprzą­tać i ze spusz­czo­ną głową wy­niósł worki na śmiet­nik. Przez chwi­lę znów byłam sama i wtedy mi się uka­za­ła. Ko­bie­ta z białą jak śnieg twa­rzą, czar­ny­mi wło­sa­mi do ra­mion, ubra­na w białe ki­mo­no, stała na środ­ku po­ko­ju z prze­chy­lo­ną głową.

– Kim je­steś? – Jesz­cze bar­dziej prze­chy­li­ła głowę, jakby zła­ma­ła sobie kark. – Co tu ro­bisz? Dla­cze­go wy­glą­dasz jak ja? – Obej­rza­ła mnie od stóp po czu­bek głowy. Jej wzrok na chwi­lę za­trzy­mał się na wy­so­ko­ści moich pier­si, które oce­ni­ła spoj­rze­niem wy­ra­ża­ją­cym od­ra­zę. – Mój mąż cię kupił?

Nie od­po­wia­da­łam.

– No tak, nie umiesz mówić. – Po­de­szła bli­żej, a ra­czej pod­le­cia­ła. Jej stopy kryły się gdzieś pod dłu­gim ki­mo­nem. – Jesz­cze mi się przy­dasz – szep­nę­ła, po czym, usły­szaw­szy kroki męż­czy­zny, scho­wa­ła się w sza­fie. Zo­sta­wi­ła jed­nak szpa­rę, przez którą nas ob­ser­wo­wa­ła.

– Zo­bacz, Yuki-chan, ku­pi­łem tort, a jutro upie­kę kur­cza­ka, ta­kie­go jak lu­bisz.

Po­sta­wił na stole białe pu­deł­ko, pod­niósł pa­pie­ro­wą po­kryw­kę i pod­su­nął mi kar­ton pod nos. W środ­ku zo­ba­czy­łam pięk­ny tort z tru­skaw­ka­mi i bitą śmie­ta­ną. Męż­czy­zna był z sie­bie bar­dzo dumny. Już w ogóle nie pa­mię­tał, że nie bę­dzie miał na czym zjeść cia­sta. Potem pa­trzy­łam, jak wnosi do po­ko­ju żywą cho­in­kę, wyj­mu­je z szafy pudło z ozdo­ba­mi i wie­sza je na gę­stych ga­łę­ziach. Świą­tecz­ne lamp­ki za­mru­ga­ły we­so­ło. Szyb­ko po­li­czy­łam je wszyst­kie.

Wie­czo­rem znów po­ło­żył się obok. Jego od­dech był równy i spo­koj­ny, zu­peł­nie jak śnieg w bez­wietrz­nym po­wie­trzu. Na­to­miast ja ga­pi­łam się w sufit i roz­my­śla­łam o ko­bie­cie, która stłu­kła wszyst­kie na­czy­nia. Około pół­no­cy, jakby przy­wo­ła­na my­śla­mi, sta­nę­ła nad po­sła­niem i całą noc gła­dzi­ła moje włosy, twarz, po­wie­ki.

– Je­steś sztucz­na, jak mógł mnie tobą za­stą­pić? – wy­ce­dzi­ła przez za­ci­śnię­te zęby.

W końcu złość na­ro­sła w niej tak bar­dzo, że mu­sia­ła zna­leźć uj­ście. Pod­ło­ga skrzy­pia­ła, trzę­sły się książ­ki na pół­kach, pę­ka­ły ża­rów­ki. Męż­czy­zna obu­dził się, kiedy trza­snę­ły świą­tecz­ne lamp­ki. Usiadł gwał­tow­nie i zu­peł­nie przez przy­pa­dek ob­ró­cił mnie na lewy bok, dzię­ki czemu mo­głam wi­dzieć cho­in­kę i sto­ją­ce­go w po­ko­ju ducha. W środ­ku nocy głowa Yuki stała się nie­pro­por­cjo­nal­nie duża, miej­sce oczu za­ję­ły czar­ne pust­ki, gniew wy­krzy­wił jej bladą twarz. Po­wie­trze wi­bro­wa­ło od zło­wiesz­czej ener­gii. Ka­wał­ki szkła prze­la­ty­wa­ły przez Yuki i spa­da­ły na po­sła­nie. Drob­ny odła­mek tra­fił męż­czy­znę w twarz. Cien­ka struż­ka krwi spły­nę­ła po po­licz­ku.

– Yuki-chan, jeśli tu je­steś, pokaż się! – krzy­czał, roz­glą­da­jąc się po ciem­nym po­miesz­cze­niu.

 Yuki stała tuż przed nim, z drwią­cym uśmie­chem na ustach, ale jej nie wi­dział. Pa­trzy­łam, jak duch zmar­łej żony przy­su­wa się do męż­czy­zny, za­cie­śnia dłu­gie palce na jego szyi. Męż­czy­zna tra­cił od­dech, aż padł na ko­la­na.

– Wy­rzu­cę ją! Obie­cu­ję, że ją wy­rzu­cę! – mówił przez za­ci­śnię­te gar­dło.

“Nie!”, chcia­łam krzy­czeć, by go pu­ści­ła, lecz z ust nie wy­do­był się żaden dźwięk. Mimo to Yuki spoj­rza­ła mi w oczy, roz­luź­nia­jąc palce na szyi męża, który na­tych­miast za­chły­snął się po­wie­trzem. Ma­chał rę­ka­mi na oślep, krę­cił się w kółko z na­dzie­ją, że trafi w ducha i go wy­czu­je. Ale ducha już nie było w po­ko­ju. Jej duch był we mnie.

– Jesz­cze nie wy­rzu­cisz lalki. Może się na coś przy­da – po­wie­dzia­łam, lecz głos nie na­le­żał do mnie.

Męż­czy­znę za­mu­ro­wa­ło. Przez chwi­lę pa­trzył prze­ra­żo­ny i trząsł się ze stra­chu, lecz potem z jego oczu po­pły­nę­ły łzy. A ja dzię­ki Yuki pierw­szy raz w życiu coś po­czu­łam. Ja­kieś dziw­ne cie­pło roz­la­ło się w moim wnę­trzu.

 

Na­stęp­ne­go dnia w domu pa­no­wał świą­tecz­ny roz­gar­diasz. Męż­czy­zna wy­biegł rano po nowe lamp­ki na cho­in­kę i ta­le­rze, a kiedy wró­cił, od­two­rzył płytę ze świą­tecz­ny­mi utwo­ra­mi. Pół dnia sprzą­tał, pod­śpie­wu­jąc, a póź­nym po­po­łu­dniem za­czął przy­rzą­dzać ko­la­cję.

– Wszy­scy za­ma­wia­ją kur­cza­ki, ale ja po­sta­no­wi­łem sam upiec – po­wie­dział, kła­dąc bryt­fan­nę na stół. – Pa­mię­tasz, ko­cha­nie, naszą re­stau­ra­cję? Mu­sia­łem ją za­mknąć, kiedy umar­łaś, bo nie da­wa­łem rady, ale teraz myślę, że mogę na nowo ją otwo­rzyć. Zresz­tą koń­czą mi się oszczęd­no­ści. Co ty na to? Pod­nio­sę się, znów za­cznę żyć jak czło­wiek.

Miał jej tyle do po­wie­dze­nia. Na­to­miast Yuki nie mó­wi­ła zbyt dużo, a on uda­wał, że nie do­strze­ga braku en­tu­zja­zmu. Zu­peł­nie jak ja pa­trzy­ła na śnieg i po­zwo­li­ła mi li­czyć lamp­ki.

Wie­czo­rem mąż zjadł wi­gi­lij­ną ko­la­cję, a potem usie­dli­śmy przed te­le­wi­zo­rem. Włą­czył jakąś świą­tecz­ną ko­me­dię. Śmiał się tak gło­śno.

– Muszę odejść do anoyo. – O pół­no­cy Yuki po­now­nie prze­mó­wi­ła, bez ostrze­że­nia.

Męż­czy­zna od­su­nął się, by le­piej mnie wi­dzieć. Jego ciało na­pię­ło się ni­czym stru­na sha­mi­se­nu.

– Mężu, ja cały czas błą­dzę mię­dzy świa­ta­mi. Nie na­le­żę do żad­ne­go. Byłam przy tobie, a kiedy zo­ba­czy­łam, że za­mie­ni­łeś mnie na lalkę, mu­sia­łam się ujaw­nić. Ale nie mogę tu zo­stać na za­wsze. Pora, bym wy­peł­ni­ła swoje gimu.

Męż­czy­zna spo­waż­niał. Wy­łą­czył te­le­wi­zor.

– Czy to dla­te­go, że kur­czak był tro­chę suchy? Mo­głem za­mó­wić! – Pró­bo­wał ob­ró­cić jej słowa w żart, ale zaraz po tym ze zło­ścią ude­rzył pię­ścią w udo.

Yuki przez chwi­lę mil­cza­ła, cze­ka­jąc, aż mąż się uspo­koi.

– Pa­mię­tasz ten dzień, kiedy zgi­nę­łam?

– Nigdy go nie zapomnę … – wy­szep­tał, spuszczając wzrok.

Dała mu chwi­lę ciszy, po czym pod­ję­ła wy­zna­nie.

– Wra­ca­łam na pie­cho­tę od lekarza, nawet za­po­mnia­łam, że po­je­cha­łam ro­we­rem. Wy­bra­łam drogę na skró­ty, przez most. Wiatr wiał bar­dzo mocno. Po­li­cja po­wie­dzia­ła, że mnie zdmuch­nę­ło, ale to nie­praw­da.

– Co chcesz po­wie­dzieć, Yuki-chan? Za­milcz, pro­szę, nic już nie mów! – nie­mal krzyk­nął, a potem wstał i krą­żył po po­ko­ju, za­ci­ska­jąc palce. Jego klat­ka pier­sio­wa uno­si­ła się i opa­da­ła szyb­ko.

– Wiesz, że bardzo pragnęłam mieć dziecko. A oni powiedzieli… Powiedzieli, że nie mogę! Byłam bezpłodna, byłam do niczego.

Pa­trzy­łam i wi­dzia­łam w jego oczach jesz­cze więk­szy smu­tek niż wtedy przed skle­pem. Kiedy za­czął od­dy­chać spo­koj­niej, spu­ścił wzrok i sta­nął w ku­chen­nej wnęce. Ręce mu drża­ły, gdy kroił cia­sto. Na osob­nym ta­le­rzy­ku po­ło­żył kur­czę­ce udko, nalał sake do czar­ki i na tacy za­niósł te dary przed oł­ta­rzyk. Ukło­nił się przed po­do­bi­zną buddy i zdję­ciem zmar­łej żony, kla­snął w dło­nie. Potem ude­rzył w ma­leń­ki gong i za­pa­lił tro­cicz­kę. Stał tam jesz­cze przez chwi­lę, a potem wró­cił na ka­na­pę.

– Nie mu­sia­łaś się za­bi­jać, mo­gli­śmy ad­op­to­wać dziec­ko! – Chciał coś po­wie­dzieć, lecz przez chwi­lę się wahał. – Wy­ba­czam ci, Yuki-chan.

– Dzię­ku­ję, ko­cha­ny.

Po tych sło­wach Yuki opu­ści­ła moje wnę­trze, a wraz z nią od­pły­nę­ło cie­pło. Wi­dzia­łam, jak blask na­dziei bled­nie w oczach męż­czy­zny. Za­go­ścił tam za­le­d­wie na chwi­lę.

Yuki wy­szła przez szybę okien­ną, nawet się nie obej­rzaw­szy. Do anoyo naj­ła­twiej do­stać się przez wodę. W te­le­wi­zji mó­wi­li, że jutro śnieg stop­nie­je. Byłam pewna, że stwo­rzy jej drogę.

 

***

 

Tej nocy nie spa­łam na fu­to­nie. Męż­czy­zna zo­sta­wił mnie w kuch­ni przy oknie. Sie­dzia­łam tam przez kilka ko­lej­nych dni i z pew­ne­go ro­dza­ju za­do­wo­le­niem ob­ser­wo­wa­łam, jak śnieg zmie­nia się w błoto.

Męż­czy­zna coraz mniej się mną in­te­re­so­wał; po­li­czy­łam już wszyst­kie lamp­ki w domu i na ulicy. Za­czę­łam tę­sk­nić za skle­po­wym ży­ciem, za kie­row­nicz­ką i in­ny­mi lal­ka­mi. Wiem, że mój czas w wi­try­nie się koń­czył, ale mia­ła­bym o czym opo­wia­dać w ma­ga­zyn­ku. Ży­wi­łam na­dzie­ję, że ktoś mnie szuka, ale wkrót­ce zro­zu­mia­łam, że nie byłam wię­cej warta niż zbita wi­try­no­wa szyba.

 

Jeśli do­brze po­li­czy­łam dni, to tuż przed Nowym Ro­kiem męż­czy­zna wziął mnie pod pachę i za­niósł na tył bloku, do po­jem­ni­ka na od­pa­dy. Pa­mię­tam, że strasz­nie wtedy wiało. Mój ko­stium słod­kiej mi­ko­łaj­ki ledwo trzy­mał się w szwach. Fu­ter­ko było brud­ne, a pu­szy­sta opa­ska zgu­bi­ła się gdzieś po dro­dze. Wi­gi­lię No­we­go Roku spę­dzi­łam w koszu na śmie­ci. Wy­so­kie bu­dyn­ki za­sła­nia­ły pokaz sztucz­nych ogni. Wi­dzia­łam tylko ko­lo­ro­we roz­bły­ski i łunę na nie­bie. Potem jakiś wy­stra­szo­ny hu­kiem kot wy­sko­czył z po­jem­ni­ka, dra­piąc mi twarz. Kar­ton po świą­tecz­nym tor­cie za­sło­nił niebo. Tyle z no­wo­rocz­ne­go świę­to­wa­nia.

Jakiś czas potem, nie je­stem w sta­nie stwier­dzić czy w dzień, czy nocą, pod blok pod­je­cha­ła śmie­ciar­ka. Pra­cow­nik firmy po­rząd­ko­wej wy­grze­bał mnie, obej­rzał jakby za­in­te­re­so­wa­ny, lecz osta­tecz­nie wrzu­cił na cię­ża­rów­kę. Przez chwi­lę wi­dzia­łam niebo za­sła­ne gra­na­to­wy­mi chmu­ra­mi. A potem znowu spadł śnieg.

 

Roppongi

 

*Yuki to ja­poń­skie imię ozna­cza­ją­ce śnieg.

Koniec

Komentarze

Miś przeczytał. Powodzenia w konkursie.

Biedni oni wszyscy. Smutna historia, ale pozostaje cień nadziei, że po rozmowie z żoną mężczyzna będzie mógł żyć dalej. 

Jaka ładna japońska bajka.

Ludzie i duchy. Ich dramat taki nieskomplikowany, ich uczucia oczywiste i nudne (w każdym razie tyczy się to tych dwojga). Ludzie i duchy dadzą sobie radę.

Tylko lalek żal. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cześć!

 

O, jakie do jest piękne opowiadanie, aż mi trudno sensowny komentarz napisać, ale już się ogarniam. Przede wszystkim opowiedzenie tej historii z perspektywy lalki, to jest nie lada wyzwanie, bo nie ma możliwości swobodnego opisu otoczenia, a Ty to zrobiłaś świetnie. Drugi element, który wyróżnia to opowiadanie to “osobowość” lalki, czyli przyjmowanie wszystkiego ze spokojem. Zgrzytnęła mi ta kwestia tylko na początku, gdy lalka mówi, że się cieszy z powodu wystawienia na wystawę, myślę, że lepsze byłoby nazwanie tego ciekawością. Jednocześnie ogrom emocji ukryty jest pod tą obojętnością i robi niesamowite wrażenie.

Niezbyt mnie przekonała rozmowa, w której Yuki wyjaśnia swoje samobójstwo, to niestety jest jakby nieco skrótowe. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej wyłoby pozostawić tę kwestię jako niedomówienie, bo wyszło mocno schematycznie, jakby za ostro. Myślę, że lepiej sprawdziłby się tu taki trochę “szarpany” dialog.

Ogromną zaletą tego tekstu jest jego uniwersalność, bo akcja dzieje się podczas świąt, ale tak naprawdę opowiadanie porusza inne kwestie. Mamy tu tęsknotę, samotność, złudne nadzieje, chciałoby się powiedzieć samo życie. 

Początek rozegrałaś świetnie. Moment, w którym zorientowałam się, że narracja jest prowadzona z perspektywy laki, był jednocześnie zaskakujący i wciągnął natychmiast. Zakończenie jest bardzo smutne, a przecież to historia lalki, która nie rozpacza nie czuje, przyjmuje wszystko z obojętnością, a jednak są w tym emocje. Zgłaszam do biblioteki i nie tylko :)

Na szczęście nie znałam strachu.

To troszkę sprzeczne, bo skoro nie znała strachu, to chyba nie mogła wiedzieć, że go nie zna. Lepiej byłoby nie pisać tak wprost.

Gdzieniegdzie zalegał grzyb, farba łuszczyła się od wilgoci.

Ten czasownik jakoś mi nie pasuje.

– Proszę wyjść ze sklepu, inaczej wezwę ochronę lub policję.

Ten wybór na końcu trochę osłabia wypowiedź, ja bym dała jedną opcję. 

 “Kim jesteś? Dlaczego to robisz?”[]Ale mogłam się tylko wpatrywać w szybę i czekać na winowajcę.

Trzeba wstawić kropkę albo przecinek i zapisać “ale” małą literą.

Futerko było brudne i śmierdziało, a puszysta opaska zgubiła się gdzieś po drodze.

Wydaje mi się, że lalka jednak nie powinna czuć zapachu.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Hmmm. Sentymentalna historia, niekoniecznie kierowana do mnie. I smutna.

Nie rozumiem kobiety – najpierw popełnia samobójstwo, pozostawiając męża samego, a później ma do niego pretensje, że zorganizował sobie podobną do niej lalkę. To trzeba było go nie zostawiać…

Lalka to ciekawy punkt widzenia. Najrozsądniejszy w tym domu…

Babska logika rządzi!

Bardzo ciekawe uczynić lalkę główną bohaterką, szkoda że nieszczęśliwą. Żona rzeczywiście nie budzi sympatii (zgadzam się z Finklą). Przypomniał mi się napis na murze, jaki był koło mojego liceum: „Śmierć samobójcom”.

Na plus, że opowieść jest bardzo japońska w formie i treści.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć, misiu! :)

 

Hej, Ambush

dzięki za wizytę i komentarz. :)

 

O, jeroh, witam!

Dzięki za fajny i trafny komentarz. ;)

Pozdrawiam! 

 

Cześć, Alicello!

Cieszę się, że tu zajrzałaś.

Pisanie z perspektywy lalki faktycznie nie było łatwe, stąd może też ten zgrzyt. No trudno. 

 

Niezbyt mnie przekonała rozmowa, w której Yuki wyjaśnia swoje samobójstwo, to niestety jest jakby nieco skrótowe. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej wyłoby pozostawić tę kwestię jako niedomówienie, bo wyszło mocno schematycznie, jakby za ostro. Myślę, że lepiej sprawdziłby się tu taki trochę “szarpany” dialog.

 

Była mniej więcej taka wersja tej rozmowy, krótka i szarpana, ale czegoś tam w niej brakowało. Tak naprawdę to można było poprowadzić na wiele sposobów. Ale dziękuję Ci za tę uwagę.

 

Ogromną zaletą tego tekstu jest jego uniwersalność, bo akcja dzieje się podczas świąt, ale tak naprawdę opowiadanie porusza inne kwestie. Mamy tu tęsknotę, samotność, złudne nadzieje, chciałoby się powiedzieć samo życie.

 

Taki był zamysł. :)

 

Początek rozegrałaś świetnie. Moment, w którym zorientowałam się, że narracja jest prowadzona z perspektywy laki, był jednocześnie zaskakujący i wciągnął natychmiast. Zakończenie jest bardzo smutne, a przecież to historia lalki, która nie rozpacza nie czuje, przyjmuje wszystko z obojętnością, a jednak są w tym emocje. Zgłaszam do biblioteki i nie tylko :)

 

Bardzo Ci dziękuję! 

A poprawki już naniosłam.

 

Pozdrawiam! :)

 

Witam Finklę!

 

Nie rozumiem kobiety – najpierw popełnia samobójstwo, pozostawiając męża samego, a później ma do niego pretensje, że zorganizował sobie podobną do niej lalkę. To trzeba było go nie zostawiać…

 

Za babami nie nadążysz. ;) Zwłaszcza za yūrei. One tak trochę mają. ;)

Dzięki za komentarz i klika.

 

Cześć, Radku. :)

 

Na plus, że opowieść jest bardzo japońska w formie i treści.

 

To dla mnie duży komplement, dziękuję! 

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Och, nie czuję emocje. XD

Bardzo fajna przypowieść, podoba mi się perspektywa manekina. Co do samego związku bohaterów to chyba chciałabym jakiegoś twista w tym, ale chyba to już mój problem, że mam mózg nastawiony na azjatyckie częstotliwości. Ale dobra, nie jojczę już, bo to jeden z niewielu tekstów, gdzie praktycznie wszystko mi się spina i ze sobą gra. Duża sztuka zrobić tak w szorcie.

Pozdro, pozdro

Dzięki, oidrinheart

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Coś się zastój zrobił, a szkoda, żeby tak biedna lalka leżała, czekała na komcie i marzła samotnie na wysypisku ;)

Nie ukrywam, że jestem “targetem” ze względu na tag “Japonia”. I muszę powiedzieć, że bardzo zgrabnie tę japońskość oddałaś, nie miałam wrażenia, że domalowujesz Polakom skośne oczy. Jednym słowem: klimat jest. Doceniam smaczki (postać zjawy, mąż kradnący manekina i traktujący go jak żonę, buddyjski ołtarzyk, sposób pożegnania Yuki), wszystko to składa się na bardzo japońską kompozycję, jednocześnie przystępnie podaną, bez zarzucania mnogością obcych słów. Wybrałaś sobie trudną perspektywę narracyjną, pierwszoosobówka w której nie można pozwolić popłynąć emocjom – ale poradziłaś sobie. Choć bohaterką jest “tylko” lalka, przedmiot który nic nie czuje, udało Ci się sprawić, że było mi jej żal. Opowiadanie trochę mi się skojarzyło z “Dziewczynką z zapałkami” w japońskiej wersji, pewnie ze względu na zdawałoby się oczywiste a zarazem bardzo smutne zakończenie. Powodzenia w konkursie!

I klik ode mnie :)

Dziękuję, Bellatrix ❤️

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Ładne.

Manekin trochę naiwny, ale też dosyć rozsądny, co powoduje, że pała się do niego jakąś sympatią. Smutna historia na wielu poziomach. Smutny koniec dla żony, dla męża, a przede wszystkim dla niczego winnemu manekinowi.

Pozostaje wierzyć że na śmietnisku znalazł/a może nowych znajomych (w sumie może nie będzie pierwszym manekinem wyrzuconym na śmieci).

Pozdrawiam i klikam.

Dziękuję, Edwardzie. (◍•ᴗ•◍) Pozdrawiam.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Zostawiam komentarz żebyś wiedziała, że to bardzo ładne, chociaż w sumie już wiesz, że to bardzo ładne, bo napisałem już, że to bardzo ładne na becie, w której uczestniczyłem i dzięki temu mogłem dać wyraz mojemu wrażeniu, że to bardzo ładne (i inni też mogli napisać, że bardzo ładne, ale nie patrzyłem, czy też napisali, że bardzo ładne). Piszę więc: bardzo to ładne, tak, żebyś wiedziała, że bardzo ładne. Zastanawiam się też, czy napisanie, że to bardzo ładne wystarczy, by opowiadanie nominować do Piórka. Czy bardzo ładne opowiadania można nominować do Piórek? Czy Piórka są dla bardzo ładnych opowiadań? Tego chyba dowiemy się dopiero w następnym odcinku.

Dziękuję za komentarz, Mort. Cieszę się, że uważasz, że to opowiadanie jest ładne, bo zamierzałam napisać ładne opowiadanie i fajnie, że jest ładne a nie brzydkie. Mówiłeś już na becie, że jest ładne, ale zawsze to miło, jak ktoś ze dwa razy powie, że coś jest ładne, skoro jest ładne. Mam nadzieję, że ta ładność wystarczy w wątku piórkowym, ale jeśli nie wystarczy, to wtedy może dopisz "bardzo" przed "ładne" i powinno być git. XDDD Dzięki! ❤️

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Bardzo ładnie!

Przeczytałem w ramach odwdzięczania się za lekturę mojego opowiadania konkursowego, ale chyba lepiej daruję sobie pisanie merytorycznego komentarza, bo mam kilka uwag i mógłbym nieco zepsuć świąteczny nastrój, jaki tu panuje ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Możesz napisać na priv, możesz tu (w końcu jesteśmy tu, żeby się uczyć) albo nic nie pisz. ;) W każdym razie miło, że przeczytałeś, chociaż przypuszczam, że nie jesteś targetem. :>

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Masz bardzo kobiece pióro, takie ciepłe i subtelne. Dobrze budujesz nastrój. I nawet jak czasem wchodzisz na nieco grząski grunt, to stąpasz po nim zgrabnie jak baletnica, że nie sposób tej grząskości poczuć.

W ogóle to opowiadanie nastrojem stoi, i bardzo ładnie Ci to wyszło. Język, którym jest napisane, również jest z tym nastrojem spójny. Bardzo satysfakcjonująca lektura.

 

Jakbym miał się czegoś przyczepić to dwóch rzeczy.

Pierwsza to drobnostka:

 

Szczególną uwagę przykuł ołtarzyk butsudan ze zdjęciem młodej kobiety.

Przemycone japońskie słowa troszkę fałszują. Zamiast dodawać japońskiego smaczku, wybijają z rytmu. Tak jak ten butsudan. Gdyby dało się je przemycić bardziej naturalnie, tekst by zyskał.

 

Drugi fałsz, poważniejszy, jest tutaj:

Pamiętasz ten dzień, kiedy zginęłam? Poszłam do lekarza i dowiedziałam się, że jestem bezpłodna.

To zdanie jest jak obuch. Zbyt mocne, zbyt wprost. W tym miejscu tej subtelności, która jest wielką zaletą tego tekstu, niestety zabrakło.

Sama idea/pomysł na to dlaczego żona się zabiła jest dobra, pasuje to całości, natomiast sposób jego podania nie zagrał. Dużo lepiej by wyszło, gdybyś to przemyciła między zdaniami, pozostawiła niedopowiedzenie, zamiast pisać wprost.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo mi się podobało. Zwłaszcza nastrój i język, i ten ciepły styl. To on sprawia, że opowiadanie się wyróżnia.

Zakończenie też dobre, smutne, gorzkie, refleksyjne.  

 

Ocena: 5.25 / 6

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

No to napiszę kilka słów. 

Pomysł sklepowej lalki/manekina, która czuje i myśli, zaraz przypomniał mi teledysk Starship „Nothing's Gonna Stop Us Now”, w którym mamy wykorzystane fragmenty z filmu „Manekin” (”Mannequin” z 1987). Tam też jest zima, jest wystawa sklepowa, porwanie manekina, ale w filmie bohater zakochuje się w sklepowym manekinie z witryny, który ożywa tylko w jego obecności i pomaga mu w dekorowaniu witryn itd. Ale u Ciebie mamy też ducha, rodem z horrorów (może nie japońskich, tylko bardziej tradycyjnego). Ciekawe i zaskakujące zestawienie, nie przeczę.

Mamy zatem ducha i lalkę (właściwie cały świat lalek, wszak one tam ze sobą gadają w magazynie i na wystawie), która myśli, czuje i obserwuje. I jak rozumiem, że to ma być jakaś lalka w sensie nie-manekin (raz tylko wspominasz manekina w stroju elfa, ale poza tym pada przez cały czas określenie lalka. No i kiedy w jednej scenie potrząsają bohaterką, to jej głowa lata na boki, co u manekina jest chyba niespotykane). 

Zatem nie manekin tylko lalka, niezwykle podobna do żony smutnego mężczyzny, być może jednak coś bliższego silikonowym lalkom/manekinom, jakie w Japonii zastępują niektórym otaku lub tzw. „roślinożercom” (nie chodzi tu o dietę) kontakty z żywymi osobami płci przeciwnej. No ale takie lalki kosztują po kilka tysięcy dolarów, więc raczej nikt ich nie używa w charakterze manekinów sklepowych i nie wyrzuca ot, tak na śmietnik… To zresztą niezamierzony zapewne podtekst czy kontekst Twojej historii. 

Jak wiadomo, Japończycy to dziwny naród, jakiś tam procent z nich wybiera silikonowe seks manekiny zamiast żywych kobiet, traktuje je potem jak prawdziwe partnerki, dba o nie, zabiera na spacery, w ekstremalnych sytuacjach bierze za żonę itd. ale pamiętajmy, że są to lalki z sex-shopu, a tradycja takich seksualnych gadżetów sięga w Japonii lat 30. XX wieku, gdy tzw. datch waifu, czyli holenderskie żony sprzedawano marynarzom japońskim dla zaspokajania wiadomych potrzeb. Silikonowe protezy partnerów (czasem powodują odsunięcie na bok żywych partnerów) to nie jedyne dziwactwo Japończyków (wszak np. niektórzy otaku potrafią zaspokajać swoje potrzeby seksualne wirtualnie z postaciami z popkultury itd.) i lepiej się w to nie zagłębiać. Mnie zastanawia, czy oni nie mają żadnego problemu z efektem tzw. doliny niesamowitości.

Problem w tym, że ja zupełnie nie kupiłem Twojej bohaterki. Niby jest tylko lalką, widzi tylko to, co ma przed oczami (plus duchy oczywiście i to mi przypomina pierwsze opowiadanie Chrościsko „Kumari”, gdzie lalki też miały wgląd w świat nadprzyrodzony), ale z jednej strony wrzucasz takie zdania jak: Za­le­d­wie w go­dzi­nę śnież­na koł­der­ka przy­kry­ła cały as­falt. Inne lalki miały rację. Ten biały puch to jedna z naj­pięk­niej­szych rze­czy. – po których ja sobie wyobrażam, że ten śnieg, to jest jakaś nowość czy niewiadoma dla lalki skoro opiera swoją opinię na opowieściach innych lalek, a zarazem ta sama lalka wie co to np. asfalt, łom, ołtarzyk, trociczka, wibrowanie powietrza od złowieszczej energii, kuchenna wnęka, wełniany komin itd. itp. i ogólnie myśli, opisuje, posługuje się terminologią, skojarzeniami, porównaniami i posiada wiedzę, która za nic mi nie pasuje do możliwości poznawczych lalki wyciąganej od czasu do czasu z magazynu na wystawę sklepową. Bo niby skąd ona tak dobrze zna świat we wszystkich jego aspektach opisanych w tekście?

Jasne, zawsze można powiedzieć, że ta lalka była wcześniej tam i siam, zwiedziła kawał świata, a te lalki, które z nią plotkowały w magazynku, to też niezłe obieżyświaty z wieloletnim doświadczeniem poznawczym i wiedzą co to budda, co to anoyo, klatka piersiowa, czarki z porcelany czy bita śmietana… Tyle że tego nie ma w tekście. A i sama wiedza o świecie jest jakaś taka niekonsekwentna. Bo niby z jednej strony wie sporo zachodnich świętach, wigilii itd. a z drugiej widząc przed świętami faceta z choinką, pisze, że przyniósł „jakieś” drzewko.

No jakoś rozjeżdża mi się zupełnie ta postać posługująca się skomplikowanymi opisami i bogatym słownictwem i pojęciami, a zarazem będąca jedynie lalką patrzącą tylko przed siebie, bo nie potrafi odwrócić głowy i się poruszać (ale, co zabawne, używa sformułowania, “usiedliśmy przed telewizorem”). To tak jakby na lalkę spłynęło całe doświadczenie, wiedza, wrażliwość, emocje, zasób słów, zdolności opisowe jakiejś żywej osoby. A ja nie widzę w opowiadaniu podstaw, żeby w to uwierzyć.

W logikę postaci w takim np. „Toy story” mogę uwierzyć (poza tym, że dzieciak nie widzi, że mu się zabawki same przesuwają pod nieobecność), tam zabawki przynajmniej ożywają, ale i tak mają swoje wyraźnie pokazane ograniczenia poznawcze, no i nie są narratorami pisanej opowieści, w której posługują się sformułowaniami nieprzystającymi do ich możliwości poznawania świata.

Można oczywiście odpowiedzieć, że się czepiam, bo to tylko bajka świąteczna. Że skoro są tutaj duchy i myślące manekino-lalki, to nie ma co się doszukiwać sensu. No ale w zasadzie opisujesz realny świat, fabułę opierasz na bardzo konkretnych dramatach i poza duchami ten świat jest realny i logiczny, więc ta wewnętrzna logika świata, nawet jeśli są w nim myślące lalki i duchy, wymaga logicznego podejścia do takich spraw, jak, co może wiedzieć o świecie lalka z wystawy i jakich terminów, skojarzeń, pojęć używać itd. A ona opisuje świat dookoła jak rozgarnięta, dorosła osoba bez żadnych ograniczeń poznawczych.

Nie rozumiem również za bardzo zachowania męża. Ok, to Japończyk, ich ciężko zrozumieć, ale chyba nawet nie o to chodzi, wcale nie widzę w nim Japończyka z moich (na pewno skrzywionych) wyobrażeń. Ale poza tym? Facet jest w rozpaczy po stracie żony, znajduje lalkę niesamowicie podobną do żony, więc ją kradnie. Ok, to Japończyk… Wygląda przy tym, jak żul albo nie wygląda, w zależności od tego, jak mu z oczu patrzy akurat. Dobra, nie wnikam w jego praktyki religijne, ma choinkę, świętuje Boże Narodzenie, ma ołtarzyk buddy, do tego jeszcze dochodzą tradycyjne wierzenia japońskie, ichnie duchy itd. Ok, Japonia to dziwny kraj… Dziwi mnie bardziej jego zachowanie po tym, jak duch żony próbował go udusić, to radosne podśpiewywanie, „świąteczny rozgardiasz” itd. Facet zaczyna wyglądać na psychicznego, a nie na zrozpaczonego. A przy tym (co częste, niestety) nic nadnaturalnego go nie dziwi. Nie dziwi go latająca porcelana, gadająca lalka, duchy itd. Dokładając do tego włam w celu porwania lalki i traktowanie tej lalki jak żony, wychodzi z niego jakiś psychol, a nie osoba, której byłoby mi szczerze żal.

Trochę mało wiarygodne jest również postępowanie samego ducha. Żona popełnia samobójstwo, bo nie może mieć dzieci… (już to jest trochę dziwne, ale ok). I gdybyś chociaż dała czytelnikowi cynk, że chęć posiadania dzieci, to jest jakaś niesamowicie ważna kwestia dla niej albo dla męża (co może jakoś tam miałoby uzasadniać potencjalny wstyd [kulturowy? obyczajowy?] przed partnerem (może otoczeniem?) i samobójstwo, chociaż oczywiście też nie byłoby to normalne zachowanie), to w to samobójstwo łatwiej byłoby mi uwierzyć. A tak mamy w moich oczach jedynie dowalenie dramatyzmem, bo nie dość, że zginęła mu żona i on rozpacza, to jeszcze sama się zabiła, a na dodatek dlatego, że nie mogła mieć dzieci…

Potem ta żona żyje jako niewidzialny duch obok męża. Pewnie go kochała. No ale gdy pojawia się lalka, to żona próbuje ze złości i zazdrości udusić męża (jako duch), a on szybko domyśla się sam z siebie, że chodzi o lalkę i obiecuje, że ją wywali. Po chwili jednak lalka staje się dla żony fajnym gadżetem, w którym może pomieszkać, dając jakąś tam frajdę mężowi i sobie (ale nie wiem po co właściwie wchodzi “w lalkę”, niby tyle gada, że lalka może się jeszcze przydać, ale potem to przydawanie się jest właściwie nieistotne), ale bardzo szybko zmienia zdanie, opowiada jak to było z jej śmiercią, dostaje wybaczenie i odchodzi do japońskich zaświatów. W zasadzie nie mam też pojęcia, dlaczego żona zaczyna gadać do męża (tak, żeby ją słyszał), dopiero gdy wchodzi w lalkę. Od strony technicznej to nie ma sensu, przecież lalki nie gadają i nie posiadają narządu mowy ani ust (jeśli to jednak manekin), więc to duchowi w żaden sposób nie ułatwia [poza tym rozumiem, że gadanie lalek między sobą w magazynku to jakieś inne nadnaturalne gadanie niż gadanie ducha do lalki, czy ducha do męża ustami lalki?]. A skoro żona mogłaby pogadać i bez lalki, to czemu tego nie zrobiła wcześniej?

Zatem niby, jak i dlaczego mam sobie dedukować, że lalka-narratorka jest jakimś katalizatorem wydarzeń i relacji między mężem i żoną, skoro jest w sumie bierna, nieważna i poza tym, że sobie posiedzieli dzień (ona w lalce, a on obok) to potem lalka i tak wylądowała na śmietniku? Po co ta lalka w tym wszystkim? Bo jeśli jako surogat żony, to była nim już w chwili, gdy on ja postanowił ukraść (inna sprawa, jakim cudem lalka jest aż taka podobna do jego żony?) a jeszcze zanim duch się pojawił. Potem mamy zazdrosnego ducha, który gada dopiero jak jest w niemej lalce (bez sensu), ale i tak niewiele gada, lalka gapi się głównie na lampki z duchem czy bez, duch odchodzi i lalka ląduje w śmieciach.

Ok, mogę sobie wyobrazić, że chciałaś mi powiedzieć, że lalka zrobiła swoje i stała się niepotrzebna (ale nie widzę do czego była potrzebna, poza bycie świadkiem tego wszystkiego, ale po co wymyślać do tego lalkę? po co jej cała ta lalkowatość jest w tekście wprowadzona? co wnosi do opowieści fakt, że to lalka opowiada?) albo że lalka była niezbędna do tego, żeby oni przez chwilę przed pogodzeniem i odejściem wyzwolonego ducha w zaświaty, materialnie poczuli jakąś bliskość cielesną zastępczą (ale przecież duch głaszcze lalkę, rzuca porcelaną i dusi męża bez udziału lalki). Chodzi o to, że on sobie patrzy na lalkę jak na żonę, a żona siedzi w środku jako duch i to jest takie fajne? Przy tym on nie wie, że lalka ma swoje własne ja i to trochę trójkąt taki wyszedł, ale żona wie, jednak nie jest już zazdrosna o lalkę i siedzi w lalce obok tej drugiej świadomości lalkowej i to jest to, co chciała poczuć??? [jest jeszcze opcja, że duch nie wie, że lalka czuje i myśli, ale tego nie jestem pewny].

Ja tu w sumie w fundamentach fabularnych nie widzę za bardzo sensu tej historii, poza tym, że mamy sentymentalną/tragiczną opowieść, mamy udziwnienie w postaci lalki-narratorki, której obecność jest tak sobie uzasadniona, mamy ducha, który zawija się w dwa dni i męża, który zobaczył żonę w lalce, potem dostał wciry od zazdrosnej żony ducha, następnie żona duch postanawia wykorzystać lalkę, o którą jest wszak zazdrosna, żeby posiedzieć przez chwilę jako lalka z duchem żony w środku obok męża, który sobie tę lalkę zastępczo przytachał z włamania zamiast żony, bo była niezwykle podobna, potem duch faktycznie wlazł w lalkę i zaczął gadać do męża przy pomocy lalki (jeśli to jednak był manekin, to gadanie manekinem bez ust jest tak samo trudne, jak gadanie bez manekina), ale gada niewiele, potem duch odszedł, bo powiedział co miał powiedzieć i dostał przebaczenie (?), a mąż stracił cały afekt do lalki i wywalił ją do śmieci.

Oczywiście, można odpuścić sobie logikę i sens, nie rozkminiać zbytnio fabuły, skupić się na klimacie i ok. Ale nie bardzo potrafię. Z kilku powodów, ale podam jeden przykładowy. Widziałem w uwagach sugestię, że japońskość naprawdę czuć w tej historii, że została wpleciona naturalnie w tekst itd. Jednak z tego, co zauważyłem, to najbardziej złożony przykład takiego wplecenia mamy w scenie z ołtarzykiem. I ja pytam, gdzie tutaj ta naturalność? Fragment wygląda tak:

– Co chcesz po­wie­dzieć, Yuki-chan? Za­milcz, pro­szę, nic już nie mów! – nie­mal krzyk­nął, a potem wstał i krą­żył po po­ko­ju, za­ci­ska­jąc palce. Jego klat­ka pier­sio­wa uno­si­ła się i opa­da­ła szyb­ko.

Pa­trzy­łam i wi­dzia­łam w jego oczach jesz­cze więk­szy smu­tek niż wtedy przed skle­pem. Kiedy za­czął od­dy­chać spo­koj­niej, spu­ścił wzrok i sta­nął w ku­chen­nej wnęce. Ręce mu drża­ły, gdy kroił cia­sto. Na osob­nym ta­le­rzy­ku po­ło­żył kur­czę­ce udko, nalał sake do czar­ki i na tacy za­niósł te dary przed oł­ta­rzyk. Ukło­nił się przed po­do­bi­zną buddy i zdję­ciem zmar­łej żony, kla­snął w dło­nie. Potem ude­rzył w ma­leń­ki gong i za­pa­lił tro­cicz­kę. Stał tam jesz­cze przez chwi­lę, a potem wró­cił na ka­na­pę.

– Nie mu­sia­łaś się za­bi­jać, mo­gli­śmy ad­op­to­wać dziec­ko! – Chciał coś po­wie­dzieć, lecz przez chwi­lę się wahał. – Wy­ba­czam ci, Yuki-chan.

Widzę tutaj dosyć dramatyczną w zamyśle scenę, w której żona-duch przyznaje się do samobójstwa, a facet (rozumiem, że w celu uspokojenia się) nagle wstaje i… odstawia rytuał, w którym autorka mogła popisać się swoją znajomością „japońskości”, po czym wraca do rozmowy (inna sprawa, że kiepsko mu poszło to uspokajania się, bo po całym rytuale i tak krzyczy) jak gdyby nigdy nic… Jest tak wzburzony, że… się uspokaja, pichci coś w kuchni, robi mały ceremoniał religijny, po czym wraca do rozmowy i drze pałę.

Dla mnie to nie jest naturalne wplecenie akcentu japońskiego. A można delikatniej, na przykład zamiast europejskiej nazwy „listopad”użyć poetyckiej japońskiej nazwy „miesiąc mrozu” lub po prostu jedenasty miesiąc (japońskie niepoetyckie nazwy miesięcy oznaczają po prostu ich kolejność). Ale to tylko taki przykład przenikania delikatnego japońskości do opowieści/narracji i to tylko moje zdanie, z którym możesz się nie zgadzać oczywiście.

W owym wczuciu się w klimat przeszkadzały mi również inne mniejsze i ciut większe nierówności w tekście. Czasem techniczne, czasem kompozycyjne, znaczeniowe itp. Nie będę ich wszystkich wypisywał, podam jedynie kilka przykładów.

 

Gęsto przy­stro­jo­ne parki i skwe­ry stały się mo­rza­mi bla­sku.

 

morzami blasku. Hmm. Nieco imo przesadzone porównanie. 

 

– Do­brze za­pła­cę! – Męż­czy­zna nie­mal krzy­czał. Wi­dzia­łam w szy­bie jego nie­wy­raź­ne od­bi­cie. Ze zło­ści wy­ma­chi­wał rę­ka­mi.

 

niemal krzyczał. Zamiast takich potworków można napisać np. wzburzonym głosem. Po co używać tak jednoznacznego słowa jak krzyczał, żeby je osłabiać dodając niemal? Przysłówki to małe zło, a w didaskaliach to duże zło. Jak się niemal krzyczy? Są lepsze określenia.

 

 trą­ca­jąc przy oka­zji ma­ne­ki­na w stro­ju wy­uz­da­ne­go elfa.

 

– hmm. Jak niby to ma wyglądać? Ok, można zrobić z manekina elfa (np. dodać mu uszy spiczaste, jakieś oczy w “migdałowym” kształcie czy coś) ale to nie jest wtedy strój tylko manekin elf. A na nim strój. Więc jak mam sobie wyobrazić sam wyuzdany strój elfa? Może chodziło o elfa w wyuzdanym stroju?

 

Mężczy­zna w czar­nym płasz­czu stał na wprost i się przy­glą­dał.

 

– fajnie byłoby wyjaśnić czemu się przyglądał. Równie dobrze mógł się przyglądać gwiazdom na niebie.

 

Na szczę­ście nie zna­łam stra­chu. Głowę mia­łam zwró­co­ną w stro­nę nieba. De­li­kat­ne płat­ki śnie­gu ob­le­pi­ły moją twarz. Zo­sta­łam po­rwa­na.

– a dlaczego nie znała strachu? Znała inne uczucia, wrażenia, potrafiła je wszystkie precyzyjnie nazwać, ale nie znała strachu? Nie da rady już zrobić z niej nagle zwykłą lalkę pozbawioną uczucia strachu, kiedy cały czas pokazujesz, że to lalka, która czuje właściwie jak zwykły człowiek, zachwyca się, smuci.

 

Śnieg padał, na dro­dze po­ru­sza­ło się nie­wie­le sa­mo­cho­dów.

– coś mi zgrzyta w sformułowaniu “na drodze poruszało się niewiele samochodów”. Bardziej pasowałoby “po drodze” ale “poruszało po drodze” też nie brzmi dobrze.

 

Stał z otwar­ty­mi usta­mi, wy­pu­ścił z rąk re­kla­mów­ki, po­sta­wił w kącie ja­kieś drzew­ko i szyb­ko pod­szedł do sto­li­ka, przy któ­rym sie­dzia­łam.

 

– po co upychać w jednym zdaniu tyle czynności? To zdanie jest niepoprawne gramatycznie. Albo to rozbić, albo nie przesadzać z tymi czynnościami. W tej chwili jest to napisane w takiej formie, że on jednocześnie stoi, wypuszcza reklamówki, stawia w kącie drzewko i szybko podchodzi do stolika. Dlaczego? Bo zaczynasz od czynności w czasie teraźniejszym stał, potem w tym samym zdaniu dokładasz kolejne czynności, których nie da się wykonać jednocześnie. Dodaj chociaż jakieś potem, później, następnie itd.

 

Szcze­gól­ną uwagę przy­kuł oł­ta­rzyk but­su­dan ze zdję­ciem mło­dej ko­bie­ty. 

 

– czyją uwagę?

 

Męż­czy­zna był z sie­bie bar­dzo dumny. Już w ogóle nie pa­mię­tał, że nie bę­dzie miał na czym zjeść cia­sta.

 

już w ogóle nie pamiętał… Tutaj pasuje bardziej coś w stylu: jakby zapomniał, że…

 

Stał z otwar­ty­mi usta­mi, wy­pu­ścił z rąk re­kla­mów­ki, po­sta­wił w kącie ja­kieś drzew­ko i szyb­ko pod­szedł do sto­li­ka, przy któ­rym sie­dzia­łam.

Potem pa­trzy­łam, jak wnosi do po­ko­ju żywą cho­in­kę, wyj­mu­je z szafy pudło z ozdo­ba­mi i wie­sza je na gę­stych ga­łę­ziach.

 

– o choince już wspominałem, niezwykle kumata lalka nie domyśla się czym jest “jakieś” drzewko przyniesione przed świętami ale wie co to słodka mikołajka? Ale ja nie o tym – skoro mężczyzna wchodzi do pomieszczenia i stawia w kącie drzewko, to dlaczego je potem wnosi do tego pomieszczenia? I tłumaczenie, że lalka nie widziała jak je wynosił w międzyczasie tutaj nie pomoże.

 

Około pół­no­cy, jakby przy­wo­ła­na my­śla­mi, sta­nę­ła nad po­sła­niem i całą noc gła­dzi­ła moje włosy, twarz, po­wie­ki.

– Je­steś sztucz­na, jak mógł mnie tobą za­stą­pić? – wy­ce­dzi­ła przez za­ci­śnię­te zęby.

W końcu złość na­ro­sła w niej tak bar­dzo, że mu­sia­ła zna­leźć uj­ście.

– skoro pojawiła się około północy, to nie gładziła całą noc tylko resztę nocy. A skoro resztę nocy gładziła (ładnych kilka godzin) to gdzie tu widać ten narastający gniew? W głaskaniu wielogodzinnym? Może pod koniec to już jej chociaż ugniatała tą sztuczną fizjonomię…

 

Usiadł gwał­tow­nie i zu­peł­nie przez przy­pa­dek ob­ró­cił mnie na lewy bok, dzię­ki czemu mo­głam wi­dzieć cho­in­kę i sto­ją­ce­go w po­ko­ju ducha. 

– to zupełnie przez przypadek mi zgrzyta, jakby Autorka tłumaczyła się czytelnikowi jakim to zbiegiem okoliczności nieruchoma lalka wszystko widzi.

 

W środ­ku nocy głowa Yuki stała się nie­pro­por­cjo­nal­nie duża, miej­sce oczu za­ję­ły czar­ne pust­ki, gniew wy­krzy­wił jej bladą twarz. 

czarne pustki w liczbie mnogiej… Hmm. Jakoś nie widzę tych pustek. Ok, wyobrażam sobie ducha z horroru jakiegoś z czarnymi otworami zamiast oczu czy coś. Ale można to lepiej ująć. Poza tym to określenie “nieproporcjonalnie” to kolejne słowo, które mi chrzęści w ustach lalki.

 

Pa­trzy­łam, jak duch zmar­łej żony przy­su­wa się do męż­czy­zny, za­cie­śnia dłu­gie palce na jego szyi. Męż­czy­zna tra­cił od­dech, aż padł na ko­la­na.

– coś tu jest nie tak z czasami. Ona zacieśnia, on tracił, aż padł. 

 

Miał jej tyle do po­wie­dze­nia. Na­to­miast Yuki nie mó­wi­ła zbyt dużo, a on uda­wał, że nie do­strze­ga braku en­tu­zja­zmu. Zu­peł­nie jak ja pa­trzy­ła na śnieg i po­zwo­li­ła mi li­czyć lamp­ki.

– to znaczy lalka wie, że to duch patrzy jej nieruchomymi oczami na śnieg, czy jak? No bo duch jest teraz w środku, więc lalka nie widzi jej oczu, tylko niejako udostępnia własne oczy duchowi. Ale nie siedzi przecież w głowie ducha, tylko duch w jej głowie, więc skąd lalka wie, na co patrzy duch jej nieruchomymi oczami?

 

Wie­czo­rem mąż zjadł wi­gi­lij­ną ko­la­cję, a potem usie­dli­śmy przed te­le­wi­zo­rem. 

– no ona raczej nie usiadła, bo się nie ruszała, może mąż ją posadził? Chyba że duch nią poruszał, ale tego nie wspomniałaś. 

 

– Muszę odejść do anoyo. – O pół­no­cy Yuki po­now­nie prze­mó­wi­ła, bez ostrze­że­nia.

– a jak miała ostrzec? Włączyć alarm albo powiedzieć: uwaga będę mówiła? Niespodziewanie? Nagle? Przerwała milczenie?

 

Męż­czy­zna od­su­nął się, by le­piej mnie wi­dzieć. Jego ciało na­pię­ło się ni­czym stru­na sha­mi­se­nu.

– nie stosujesz japońskich porównań, więc nagle jak wyskoczysz z takim jednym shamisenu to nie widzę w tym naturalności, niestety. Ogólnie z tym ciężko, trudno wyważyć. Można przesadzić, albo sprawić, że takie porównanie wyda się urwane z choinki.

 

– Mężu, ja cały czas błą­dzę mię­dzy świa­ta­mi. Nie na­le­żę do żad­ne­go. Byłam przy tobie, a kiedy zo­ba­czy­łam, że za­mie­ni­łeś mnie na lalkę, mu­sia­łam się ujaw­nić. Ale nie mogę tu zo­stać na za­wsze. Pora, bym wy­peł­ni­ła swoje gimu.

 

– taki sobie infodumpik, raczej kawa na ławę, dosyć łopatologicznie, jak krowie na rowie. 

 

Wiem, że mój czas w wi­try­nie się koń­czył, ale mia­ła­bym o czym opo­wia­dać w ma­ga­zyn­ku. Ży­wi­łam na­dzie­ję, że ktoś mnie szuka, ale wkrót­ce zro­zu­mia­łam, że nie byłam wię­cej warta niż zbita wi­try­no­wa szyba.

– pompatyczne to “żywiłam”, poza tym kiepsko to ujęłaś “mój czas w witrynie się kończył”. Wiem, że chodzi o czas świąteczny, kiedy lalki (w tym narratorka) są wystawiane, ale gdy pada zaimek “mój” to logika niejako kuleje, bo akurat jej czas w witrynie się skończył kiedy ją zabrano z wystawy. 

 

Ogólnie są tutaj zdania i fragmenty lepsze i gorsze, na pewno konsekwentnie szlifujesz pióro i od strony językowej te zgrzyty nie są wielkie. Pewne przejścia w opisach, działaniach może nieco zbyt gwałtowne:

Do wnę­trza wpadł zimny wiatr, a z nim śnieg. Nim się obej­rza­łam, zło­dziej wziął mnie pod pachę i po­niósł w nie­zna­ne. Na szczę­ście nie zna­łam stra­chu. Głowę mia­łam zwró­co­ną w stro­nę nieba. De­li­kat­ne płat­ki śnie­gu ob­le­pi­ły moją twarz. Zo­sta­łam po­rwa­na.

Mamy tutaj w jednym akapicie sporo dziania się. Zaczynamy od wiatru i śniegu, potem następuje kradzież, następnie info o strachu, potem gdzie głowę miała zwróconą, potem, że płatki ma na twarzy, a na końcu zupełnie niepotrzebną oczywistość, że została porwana. I to wszystko jest jeden akapit!

Akapity służą do oddzielenia pewnych zdarzeń, myśli itp. Poza tym zdania następujące po sobie (zwłaszcza w akapicie), powinny jakoś wynikać z siebie. A niby jak wynika ze zdania: Na szczęście nie znałam strachu. zdanie: Głowę miałam zwróconą w stronę nieba?

Niektóre porównania jakby przegięte (te morza blasku albo blask nadziei blednie), inne z kolei strasznie oklepane (biała jak śnieg twa­rz; śnieżna kołderka) – ale to zawsze jest trudne do wyczucia dla autora.

Zdarzają się również jakieś małe potknięcia w konstrukcji zdań czy kompozycji. Tekst w sumie niezły, ale (chociaż uważam, że to na portalu nadużywany wytrych) pewnie masz rację i nie jestem targetem. Komentarze innych czytelników (zwłaszcza betujących) są pozytywne (nie wczytywałem się za bardzo), masz biblio, nominację piórkową w kieszeni, Chro z Loży daje wysokie 5.25, czyli prawdopodobnie jak zwykle ja się czepiam i marudzę. 

Powodzenia w w konkursie.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cześć, Chrościsko. :)

 

Na początek dziękuję za miłe słowa, cieszę się bardzo. :) 

 

Przemycone japońskie słowa troszkę fałszują. Zamiast dodawać japońskiego smaczku, wybijają z rytmu. Tak jak ten butsudan. Gdyby dało się je przemycić bardziej naturalnie, tekst by zyskał.

 

Zastanawiałam się, czy w ogóle dawać to słowo, ale ponieważ są jeszcze ołtarzyki kamidana, to postanowiłam, że zostawię. Ale chyba masz rację, że to nie jest potrzebne. Usuwam. :)

 

To zdanie jest jak obuch. Zbyt mocne, zbyt wprost. W tym miejscu tej subtelności, która jest wielką zaletą tego tekstu, niestety zabrakło. 

 

Może jeszcze spróbuję coś z tym zrobić.

Dziękuję za uwagi. :)

 

Ocena: 5.25 / 6

 

Dziękuję! :D

 

 

 

 

O, jednak jesteś z “krótkim” komentarzem, marasie. :D

Twój komentarz jest o jakieś 500 zzs dłuższy od samego opowiadania. ;)

 

No to napiszę kilka słów. 

Pomysł sklepowej lalki/manekina, która czuje i myśli, zaraz przypomniał mi teledysk Starship „Nothing's Gonna Stop Us Now”, w którym mamy wykorzystane fragmenty z filmu „Manekin” (”Mannequin” z 1987). Tam też jest zima, jest wystawa sklepowa, porwanie manekina, ale w filmie bohater zakochuje się w sklepowym manekinie z witryny, który ożywa tylko w jego obecności i pomaga mu w dekorowaniu witryn itd. Ciekawe i zaskakujące zestawienie, nie przeczę.

 

Nie znam ani teledysku, ani filmu. A szkoda, bo jakbym znała, to spróbowałabym cos innego wymyślić, nie lubię takich akcji. :<

 

 Ale u Ciebie mamy też ducha, rodem z horrorów (może nie japońskich, tylko bardziej tradycyjnego).

 

Tradycyjnego w sensie zachodniego? Cóż, oglądałeś “The Ring?” ;)

 

No ale takie lalki kosztują po kilka tysięcy dolarów,

 

Sprawdzałeś? ;)

 

Jasne, zawsze można powiedzieć, że ta lalka była wcześniej tam i siam, zwiedziła kawał świata, a te lalki, które z nią plotkowały w magazynku, to też niezłe obieżyświaty z wieloletnim doświadczeniem poznawczym i wiedzą co to budda, co to anoyo, klatka piersiowa, czarki z porcelany czy bita śmietana… Tyle że tego nie ma w tekście. A i sama wiedza o świecie jest jakaś taka niekonsekwentna. Bo niby z jednej strony wie sporo zachodnich świętach, wigilii itd. a z drugiej widząc przed świętami faceta z choinką, pisze, że przyniósł „jakieś” drzewko.

 

Może przy tym będzie dobrze, jeśli to napiszę: marasie, jesteś naprawdę mało elastycznym czytelnikiem. Musisz mieć wszystko jasno wytłumaczone, podane na tacy, PRZEGADANE? To opowiadanie było w dużej mierze ćwiczeniem pisania w 1-os z perspektywy rzeczy, nie człowieka. Czy byłoby Ci łatwiej, gdyby to był np. robot, któremu wgrano jakąś pulę słów? Dla mnie to było zbyt oczywiste i oklepane rozwiązanie.

 

a z drugiej widząc przed świętami faceta z choinką, pisze, że przyniósł „jakieś” drzewko.

 

A tu masz trochę racji z tym drzewkiem, bo ja to sobie wyobrażałam tak, że ona (choinka) jest jeszcze w cieniu i lalka jej za dobrze nie widzi, dopiero potem nazywa drzewko choinką.

 

A ja nie widzę w opowiadaniu podstaw, żeby w to uwierzyć.

 

Ale z Ciebie niedowiarek. ;P

 

No ale w zasadzie opisujesz realny świat, fabułę opierasz na bardzo konkretnych dramatach i poza duchami ten świat jest realny i logiczny, więc ta wewnętrzna logika świata, nawet jeśli są w nim myślące lalki i duchy, wymaga logicznego podejścia do takich spraw, jak, co może wiedzieć o świecie lalka z wystawy i jakich terminów, skojarzeń, pojęć używać itd. A ona opisuje świat dookoła jak rozgarnięta, dorosła osoba bez żadnych ograniczeń poznawczych.

 

A wiesz co to jest realizm magiczny? :)

 

Ok, to Japończyk, ich ciężko zrozumieć, ale chyba nawet nie o to chodzi, wcale nie widzę w nim Japończyka z moich (na pewno skrzywionych) wyobrażeń.

 

Oj, marasie, nieładnie tak stereotypowo traktować Japończyków.

 

Facet zaczyna wyglądać na psychicznego, a nie na zrozpaczonego. A przy tym (co częste, niestety) nic nadnaturalnego go nie dziwi. Nie dziwi go latająca porcelana, gadająca lalka, duchy itd. Dokładając do tego włam w celu porwania lalki i traktowanie tej lalki jak żony, wychodzi z niego jakiś psychol, a nie osoba, której byłoby mi szczerze żal.

 

 To dobrze, bo tak miało być. :)

 

Zatem niby, jak i dlaczego mam sobie dedukować, że lalka-narratorka jest jakimś katalizatorem wydarzeń i relacji między mężem i żoną, skoro jest w sumie bierna, nieważna i poza tym, że sobie posiedzieli dzień (ona w lalce, a on obok) to potem lalka i tak wylądowała na śmietniku? Po co ta lalka w tym wszystkim?

 

Ale dlaczego Ty chcesz to sobie w ogóle dedukować? Ona jest biernym obserwatorem wydarzeń tylko. Co byś od niej chciał?

 

Oczywiście, można odpuścić sobie logikę i sens, nie rozkminiać zbytnio fabuły, skupić się na klimacie i ok. Ale nie bardzo potrafię. Z kilku powodów, ale podam jeden przykładowy. Widziałem w uwagach sugestię, że japońskość naprawdę czuć w tej historii, że została wpleciona naturalnie w tekst itd. Jednak z tego, co zauważyłem, to najbardziej złożony przykład takiego wplecenia mamy w scenie z ołtarzykiem. I ja pytam, gdzie tutaj ta naturalność?

 

marasie, nie obraź się, bo widzę, że masz wiedzę, ale skoro dla Ciebie to była ta japońskość wpleciona a tekst, to Ty w ogóle nie rozumiesz japońskości. Że o już stereotypach nie wspomnę… :/

 

Dziękuję za uwagi techniczne, jeszcze się im przyjrzę. <3

 

Tekst w sumie niezły, ale (chociaż uważam, że to na portalu nadużywany wytrych) pewnie masz rację i nie jestem targetem. Komentarze innych czytelników (zwłaszcza betujących) są pozytywne (nie wczytywałem się za bardzo), masz biblio, nominację piórkową w kieszeni, Chro z Loży daje wysokie 5.25, czyli prawdopodobnie jak zwykle ja się czepiam i marudzę. ​

 

 

Trochę marudzisz, a trochę nie marudzisz. ;) Wyraziłeś opinię i fajnie. :)

Dzięki za poświęcony czas!

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Marasie, myślę, że w Twoim przypadku “nie jestem targetem” dość dobrze określa Twój stosunek do opowiadania Sary. Sam piszesz, że “to Japończyk, ich ciężko zrozumieć”, “Japończycy to dziwny naród” itd., podczas gdy clue przyjemności płynącej z czytania tego opowiadania, to “wejście” w tę japońską “dziwność”. Dla mnie (interesowałam się kulturą Japonii dość mocno) zachowanie mężczyzny, poczynając od próby kupna manekina, przez porwanie go (skoro nie chcieli sprzedać) i traktowanie jako swoją zmarłą żonę, posiadanie buddyjskiego ołtarzyka i świątecznej choinki jest właśnie bardzo “japońskie” i jak dla mnie, świadczy o tym, że Sara “siedzi” w temacie. Nawet koncepcja narracji z perspektywy manekina zahacza o shinto, gdzie w zasadzie dowolny przedmiot czy zjawisko może mieć swojego ‘ducha’. Upiór żony, którego nazwałeś “zachodnim”, to kwintesencja japońskich horrorów (nie kojarzysz ubranych na biało dziewczynek/kobiet z długimi włosami zakrywającymi twarz, w której zwykle coś jest nie tak?). Imo, duża część Twoich zarzutów bierze się z tego, że nie chcesz/nie potrafisz wejść w konwencję.

No ale takie lalki kosztują po kilka tysięcy dolarów,

 

Sprawdzałeś? ;)

Ja sprawdzałem. Dobrze Maras mówi, kilka tysi jak nic. W Kalifornii produkują. Ale to, proszę Marasa, nie są jakieś zwykłe lalki. To wypaśne seks androidy. ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Cześć, Saro!

 

Nie wiem czy wniosę cokolwiek nowego, bo nie przeczytałem wszystkich komentarzy :P

Na początek to, co chyba najmniej w tym wszystkim ważne: świetny warsztat, przepłynąłem przez opowiadanie bez zgrzytu.

Perspektywa jest rewelacyjna i bardzo dobrze oddana – brak możliwości ruchu, powściągliwe emocje – to świetnie buduje główną bohaterkę.

Ta “japońskość” Świąt fajnie też wybrzmiewa – z jednej strony ołtarzyk z Buddą, z drugiej strony chrześcijańskie zwyczaje – to podbija przygnębiające poczucie, że brak tu miłości i ciepła, które z Bożego Narodzenia powinny płynąć.

Co do szerzej zarysowanej “japońskości”, to trudno mi oceniać – nie jestem znawcą, orientuję się pobieżnie (i możliwe, że stereotypowo). Mężczyzna najmłodszy już nie jest, do tego sam fakt, że się ożenił i prowadził restaurację, świadczy, że potrafił budować relacje międzyludzkie, zatem nie wpisuje się we “współczesny model” Japończyka. Żona prawdopodobnie również. Chcą mieć dziecko, okazuje się, że jest bezpłodna i tak po prostu kończy? Porywcza jak na Japonkę. Oczywiście mogę upraszczać (lub czegoś nie widzieć), bo jest to szort (no prawie :P) – nie ma tu miejsca na zbudowanie wielu wymiarów postaci.

I w tym wszystkim rozmowa miedzy Duchem, a mężczyzną – w tekście który pięknie płynął nieco zakołysało – poczułem tu limit, bo w krótkim fragmencie jest zbyt dużo informacji, chyba niekoniecznie potrzebnych. Spodziewałem się niektórych rzeczy, a na budowanie dosłownej historii chyba nie było miejsca.

A teraz popatrz na proporcje mojego komentarza – one zupełnie nie odzwierciedlają moich odczuć XP historia jest mocno gorzka, przez to ludzka. To zdecydowanie bardzo dobry tekst!

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Miałem być wcześniej, ale zapomniałem – przepraszam.

Jak mówiłem, podoba mi się pomysł narratora jako lalki, która sama w sobie coś niby widzi, ale nie do końca rozumie wydarzenia. Bardzo dobrze to zrealizowałaś najpierw w pewniej nieświadomości pokazanej w opisach. Historia oczywiście smutna, ale ten świat generalnie jest smutny, więc nie trudno się dziwić. Ja lubię smutne.

Bardzo ładne opko, gratki :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Podobało mi się! :-) Pięknie wykreowana sytuacja. Jest japońskie, lecz ciut za dużo słów, niepotrzebnych dookreślników.

Kilka przykładów podrzucam poniżej.

Jesteś już w biblio, zatem skarżypytować nie ma potrzeby. Dla mnie lekko, poniżej piórka.

Naprawdę ładne i chyba, niestety wciąż na czasie. Daj, boże, że dojrzejemy.

 

Drobiazgi:

,Już w ogóle nie pamiętał, że nie będzie miał na czym zjeść ciasta. Potem patrzyłam, jak wnosi do pokoju żywą choinkę, wyjmuje z szafy pudło z ozdobami i wiesza je na gęstych gałęziach.

Podkreślone, moim zdaniem do usunięcia. 

,Natomiast ja gapiłam się w sufit i rozmyślałam o kobiecie, która stłukła wszystkie naczynia.

Jw.

,W środku nocy głowa Yuki stała się nieproporcjonalnie duża, miejsce oczu zajęły czarne pustki, gniew wykrzywił jej bladą twarz. Powietrze (za?)wibrowało od złowieszczej energii. Kawałki szkła przelatywały przez Yuki i spadały na posłanie. Drobny odłamek trafił mężczyznę w twarz.

Podkreślenia drugiego nie rozumiem, tj. domyślam się przesłanki ostatecznej – kim jest, acz skąd się wzięło to szkło, biblioteczkę mieli czy co, okna?

Z "pustkami" pokombinowałabym. 

,Mężu, ja cały czas błądzę między światami

Uważałabym z zaimkami. Podkreślenie jw.;-)

,Yuki wyszła przez szybę okienną, nawet się nie obejrzawszy.

Jw.

 

A co do lalek, kilka tysi i wypaśne jak znalazł. ;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zaintrygowało mnie spacerowanie z tymi wypasionymi lalkami. One same chodzą czy trzeba je nosić?

Babska logika rządzi!

One same chodzą czy trzeba je nosić?

Same chodzą. I nie tylko chodzą.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Jeśli jeszcze powiesz, że sprzątają i gotują, to zaraz napiszę list do Mikołaja! ;-)

Babska logika rządzi!

Kwestia czasu, Finklo ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Dzięki, bellatrix, lepiej to wytłumaczyłaś. <3

 

Chrościsko! :D :D :D

 

Cześć, Krokusie!

 

Ta “japońskość” Świąt fajnie też wybrzmiewa – z jednej strony ołtarzyk z Buddą, z drugiej strony chrześcijańskie zwyczaje – to podbija przygnębiające poczucie, że brak tu miłości i ciepła, które z Bożego Narodzenia powinny płynąć.

 

Cóż, Japończycy traktują Boże Narodzenie jako “święto” komercyjne, mówi się też o nim, że to takie drugie Walentynki. Jest wiele zwyczajów, których tu nie wcisnęłam, jak na przykład wypad do miasta na zdjęcie przy choince. Dla nich to jest taka super randka. ;) Więc jakaś miłość tam jest, tylko innego rodzaju. :)

 

Dziękuję za wizytę i komentarz. :)

Pozdrawiam!

 

MaSkrolek. :>

Dziękuję! heart

 

Cześć, Asylum! :)

 

Podobało mi się! :-) Pięknie wykreowana sytuacja. Jest japońskie, lecz ciut za dużo słów, niepotrzebnych dookreślników.

 

Zaraz się coś wyrzuci, ale raczej już nie za dużo. Dzięki!

 

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Zaraz się coś wyrzuci, ale raczej już nie za dużo.

Tak, rób to bardzo ostrożnie, bo niekiedy zmienia się wymowa.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Myślę, że poprzednicy i poprzedniczki napisali już wszystko, więc wybacz jeśli będę się powtarzał.

Niezwykła historia. Jednocześnie smutna i piękna. Świetnie ukazane prawdziwe problemy XXI wieku. Mężczyzna po utracie żony zamknął się w pętli, odnajdując swą ukochaną w lalce. Kobieta tak bardzo przeżyła brak możliwości posiadania potomstwa, że odebrała sobie życie. Ciężko sobie wyobrazić, jakie relacje ich wiązały wcześniej, choć zapewne nie były one łatwe i perfekcyjne.

Zaintrygował mnie sposób przedstawienie fabuł z perspektywy lalki. To jednak nieco niespotykane i wypadło niezwykle dobrze. Trochę szkoda, że w całym tym niepozytywnym wydźwięku fabuły, lalkę też spotkał niezbyt miły koniec. Mimo wszystko do końca wierzyłem w happy end. 

To chyba tyle ode mnie. Do tej pory, to dla mnie najlepsza praca na konkurs! :D

 

Szatansky07, bardzo Ci dziękuję za czytanie i niezwykle miły komentarz. :)

Pozdrawiam! 

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Hej, Saro :)

Przyznaję, że Japonia to dla mnie kompletna terra incognita. Niewiele wiem o tym kraju i jego kulturze i całkiem możliwe, że to, co wiem to jedynie stereotypy. I po tym zastrzeżeniu zapytam: To oni tam obchodzą Boże Narodzenie? Wydawało mi się, że chrześcian tam akurat niewielu. Pytam, bo przez te świąteczne nawiązania do pewnego momentu kompletnie nie miałam poczucia “japońskości”. Trochę mnie wybijały z rytmu japońskie słowa, kompletnie zaskoczyło zestawienie ołtarzyka z buddą z choinką. Właściwie dopiero wyjaśnienia żony, że odebrała sobie życie z powodu bezpłodności, skojarzyły mi się z mocnym pocuciem obowiązku u Japończyków. Skoro nie mogła dać mężowi dziecka, poczuła się bezwartościowa.

Tak się zastanawiam, czy spotkanie ze zmarłą żoną coś dało mężowi w pozytywnym sensie. Małżonka, wyznawszy swoją “winę” uwolniła się i mogła pójść dalej. A co z nim? Przebaczył jej, wyrzucił lalkę, ale czy doznał ukojenia, czy pogodził się ze stratą? Bo sytuacja była dość dramatyczna, a jego reakcja nie do końca jednoznaczna.

Podobała mi się narracja z perspektywy lalki, wyszła siłą rzeczy minimalistycznie, ale pasuje do opka. W pierwszym momencie miałam wrażenie, że lalka jest absolutną debiutantką jeśli chodzi o witrynę, ale jednocześnie miała całkiem rozległą wiedzę o świecie, trochę IMO wykraczającą poza magazynek. eśli mogę coś zaproponować, dodaj tam na początku, że ona po raz pierwszy stoi w witrynie zimą. Wtedy z jednej strony będzie mogła się zadziwiać śniegiem, a z drugiej jej wiedza o świecie stanie się bardziej zrozumiała.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko, miło Cię tu widzieć. :)

 

To oni tam obchodzą Boże Narodzenie?

 

I tak, i nie. To znaczy dla Japończyków Boże Narodzenie to ściągnięte z Zachodu święto i oni je traktują komercyjnie. Ot, spodobały im się światełka, choinki i prezenty. ;) Mówi się nawet, że Boże Narodzenie to dla Japończyków drugie Walentynki. :)

 

Podobała mi się narracja z perspektywy lalki, wyszła siłą rzeczy minimalistycznie, ale pasuje do opka. 

 

Cieszę się, tak miało być. :)

 

dodaj tam na początku, że ona po raz pierwszy stoi w witrynie zimą.

 

Hmm… Ok, myślę, że mogę tak zrobić i wyjdzie to opku na dobre. Dzięki! :)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Hej, hej

Specyficzne, ale bardzo dobre. Nie zaznajamiałem się zbyt wiele z kulturą Japonii, ale coś tam kojarzę i wiele ciekawostek widzę odzwierciedlonych w Twoim tekście. Na moje amatorskie oko, realizm zachowany. Pomysł z narratorem lalką wyszedł bardzo dobrze i wpasowuje się w japońską kulturę.

Bardziej przeszkadzało mi zachowanie żony, bo miałem wrażenie, że jednocześnie kocha męża, chce go zabić, a przede wszystkim jest zazdrosna o manekina. Tutaj też podłączę się do głosów, że wyjawienie motywów samobójstwa było takie zbyt bezpośrednie. Na szczęście to drobne mankamenty.

Bardzo ładny styl, pasujący do opowiadania. Spokojny, prawie bez emocji, co dobrze oddaje brak człowieczeństwa manekina. No i Boże Narodzenie, które w Japonii przybrało karykaturalną formę.

Cześć, Zanaisie.

Dzięki za opinię. Hmm… Zobaczę, czy coś jeszcze da się zrobić z wyznaniem żony, bo nie Ty pierwszy zwracasz na to uwagę. :)

Pozdrawiam!

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

To oni tam obchodzą Boże Narodzenie? Wydawało mi się, że chrześcian tam akurat niewielu. Pytam, bo przez te świąteczne nawiązania do pewnego momentu kompletnie nie miałam poczucia “japońskości”.

Tak, obchodzą. Ale to Boże Narodzenie ma wymiar popkulturowy, a nie religijny.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Przeczytane.

Dzień dobry. Witam jurorkę. :)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Mam sentyment i słabość do japońskiej kultury i tamtejszych dziwactw, dlatego czas i miejsce akcji zdecydowanie mi siadły. 

Perspektywa manekina, to obserwowanie świata przez szybę wystawową, przywiodło mi na myśl powieść ,,Klara i Słońce” Ishigury. Tym bardziej nie spodziewałem się, że historia ostro skręci w wątki paranormalne, które jednak pasują – bo przecież duchy czy inne Yokaie = Japonia :)

Opowiadanie stoi tym japońskim klimatem oraz goryczą samotnego mężczyzny. Podobało mi się słodko-gorzkie zakończenie. Udany tekst.

Pozdrawiam! 

Hej, adam! :)

Miałam nadzieję, że ktoś skojarzy z “Klarą”. Nie ukrywam, że inspirowałam się tą powieścią i postacią SP.

Bardzo Ci dziękuję za lekturę i miły komentarz.

 

Pozdrawiam! :)

 

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Witaj, Saro! smiley Uprzejmie donoszę, że przeczytałem i przybywam podzielić się opinią. Zatem nie przedłużając, przejdźmy do rzeczy.

 

Fajne.

 

Pozdrówka, miłego wieczoru i wesołych świąt! heart

Anet! Ktoś Ci przyczepił awatar Jasnostronnego! ;-)

Babska logika rządzi!

No ale Finklo, tak w sumie, to potwierdzasz, że fajne, czy nie? Bo tego kluczowego słowa lub jego synonimu mi w Twoich komentarzach brakuje! ;D

No, bo dla mnie ten tekst nie jest fajny – bohaterowie zbyt dziwnie (czytaj: mało rozsądnie) się zachowują, żebym potrafiła ich zrozumieć, utożsamić się, kibicować, przejąć się.

Może to oznaka japońskości, a może po prostu nie moja bajka.

Babska logika rządzi!

Hej, MrB. Wow! Dzięki za elegancki komentarz. Miłego śpiulkolotu. Branocka (人 •͈ᴗ•͈)( ˘ ³˘)♥

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Dobra, powracam z czepialstwem. devil

Fajne jest to opowiadanie, bo zostało całkiem sprawnie napisane i szybko się je czyta. Fajny jest także zwrot akcji z początku, gdy okazuje się, że bohaterem jest manekin – niecodzienny to pomysł, nieczęsto spotykany, stąd uważam, że to dobry haczyk, by złapać uwagę czytelnika.

Myślę, że nie zdecydowałbym się na przemycanie początkowo w dialogu informacji, że ktoś chce nabyć manekina z wystawy – to mocno sugeruje, że takie nabycie w końcu nastąpi i tak też się dzieje, tyle że przez kradzież. Gdybyś tu zdecydowała się na jakikolwiek inny los lalki, wyszłoby dużo ciekawiej, no bo czytelnik spodziewa się, że ktoś tę lalkę zabierze – no i faktycznie ją zabiera (tyle że nielegalnie; btw gdzie konsekwencje kradzieży? Policja śpi?). Dużo znaków dzieli zasugerowanie porwania od aktu porwania i ten fragment mi się dłużył, bo finalnie ta scena zakończyła się zgodnie z przewidywaniami.

Relację mężczyzny i lalki odbieram jako dość powierzchowną. Akcja dzieje się w Japonii, Japonia znana jest ze swych ultrarealistycznych lalek erotycznych i pójście w tę stronę mogłoby dodać tej historii pazura i realizmu. Tymczasem oni sobie siedzą, patrzą się na siebie, jedzą jakieś słodycze. Czy tak zachowywałby się mężczyzna, który uważa, że właśnie odzyskał zmarłą żonę? Takie to wszystko szkolne…

Duch żony też mi się niestety nie spodobał. Najpierw jest cała wściekła, próbuje udusić własnego (rzekomo ukochanego) męża, a potem opowiada swoją historię (a opowiada mężowi, który doskonale zna wiele jej elementów – na moje za dużo ekspozycji w części dialogów) i zmienia się diametralnie w zauroczoną, romantyczną duszę. Wiem też, że jesteśmy na forum fantastycznym, ale warstwa obyczajowa jest tutaj bardzo schematyczna, służy opowiedzeniu innej historii, a nie jest zajmująca także sama w sobie. Szkoda, że i tutaj zachowałaś się tak bezpiecznie.

Z tego, co widziałem w komentarzach, część osób chwaliła za japoński klimat. Ale czy ja wiem? Pojawiają się tu i ówdzie wstawki japońskich słów, które zazwyczaj nic mi nie mówią, a i nie czuję potrzeby guglania ich sensu, bo zazwyczaj to tylko jakiś mebel. Japońskość w tym tekście odbieram jako bardzo “zwesternizowaną” przez te wszystkie elementy zachodniego Bożego Narodzenia. Ja wiem, że to na konkurs, który miał swoje założenia, ale te choinki i światełka pasują mi do Japonii jak pięść do oka. Można to było zmiksować jakoś bardziej, można było wykorzystać w ogóle jakąś zachodnią nację przy rodowodzie bohaterów, którzy po prostu mieszkają w Japonii, bo trochę tak ich odebrałem.

No i na koniec perspektywa lalki – jak wspomniałem, początkowo wydaje się być bardzo interesująca. I w sumie ta konwencja nie zawodzi, bo bohaterka, jako lalka, nie ma dużych wymagań, jest niewzruszona tym, co się z nią dzieje, nawet jeśli finalnie ląduje w śmietniku, przyjmuje to na chłodno. Paradoksalnie też, zrobiłaś atut z czegoś, co bywa bolączką wielu opowiadań tutaj na forum, to jest z głównego bohatera będącego jedynie “plot device”, biernego, miotanego fabułą tu tu, to tam. Za to duży plus.

 

Dzięki, MrB.

Wczoraj nie czułam się na siłach, by się rozpisywać, dziś bardzo proszę. ;)

 

Dobra, powracam z czepialstwem. devil

 

A było tak pięknie. :P

 

Myślę, że nie zdecydowałbym się na przemycanie początkowo w dialogu informacji, że ktoś chce nabyć manekina z wystawy – to mocno sugeruje, że takie nabycie w końcu nastąpi i tak też się dzieje, tyle że przez kradzież. Gdybyś tu zdecydowała się na jakikolwiek inny los lalki, wyszłoby dużo ciekawiej, no bo czytelnik spodziewa się, że ktoś tę lalkę zabierze – no i faktycznie ją zabiera (tyle że nielegalnie; btw gdzie konsekwencje kradzieży? Policja śpi?). 

 

Policja z pewnością nie śpi, ale kto by tam szukał skradzionego manekina, zwłaszcza w okresie okołoświątecznym? Zresztą na koniec jest nawet napisane, że ona ma nadzieję, że ktoś ją skojarzy, że ktoś jej szuka. Ale nie… Ja nawet miałam pomysł na zakończenie z policjantami, ale nie zdecydowałam się na niego, bo by się zrobiło zbyt dramatycznie. :P

A na przemycanie się zdecydowałam, bo tak mi się bardziej podobało i o. ;) To miał być subtelny teksy, nie szokujący.

 

Relację mężczyzny i lalki odbieram jako dość powierzchowną. Akcja dzieje się w Japonii, Japonia znana jest ze swych ultrarealistycznych lalek erotycznych i pójście w tę stronę mogłoby dodać tej historii pazura i realizmu. Tymczasem oni sobie siedzą, patrzą się na siebie, jedzą jakieś słodycze. Czy tak zachowywałby się mężczyzna, który uważa, że właśnie odzyskał zmarłą żonę? Takie to wszystko szkolne…

 

Japonia jest znana z…

Nie myśl, proszę, o tym kraju stereotypowo, a łatwiej Ci będzie go pojąć. Japonia jest też znana z kwitnącej wiśni i ceremonii herbacianych. Tam naprawdę nie każdy jest otaku albo zwyrolem. Jest nawet takie anime o otaku, którzy kryją się przed normalnymi pracownikami z biura ze swoimi zainteresowaniami. Bycie otaku w Japonii jest źle odbierane przez społeczeństwo, dlatego pójście w tym kierunku wcale nie nadałoby tej historii pazura i realizmu, a raczej tej dziwności, której wszyscy po tagu “Japonia” chyba oczekują. Poza tym otaku nie oznacza tylko zainteresowań mangą, anime, dziwactwami. Otaku to każdy kto ma obsesję na punkcie swojego hobby, zwłaszcza na punkcie mangi, anime i gier, ale nie tylko.

 

Duch żony też mi się niestety nie spodobał. Najpierw jest cała wściekła, próbuje udusić własnego (rzekomo ukochanego) męża, a potem opowiada swoją historię (a opowiada mężowi, który doskonale zna wiele jej elementów – na moje za dużo ekspozycji w części dialogów) i zmienia się diametralnie w zauroczoną, romantyczną duszę. Wiem też, że jesteśmy na forum fantastycznym, ale warstwa obyczajowa jest tutaj bardzo schematyczna, służy opowiedzeniu innej historii, a nie jest zajmująca także sama w sobie. Szkoda, że i tutaj zachowałaś się tak bezpiecznie.

 

Nie musiała Ci się ta postać spodobać, jednak po dogłębnym researchu pod postacią filmików i książki “Yurei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej” Zacka Davissona uważam, że całkiem nieźle mi ta postać wyszła.

 

Z tego, co widziałem w komentarzach, część osób chwaliła za japoński klimat. Ale czy ja wiem? Pojawiają się tu i ówdzie wstawki japońskich słów, które zazwyczaj nic mi nie mówią, a i nie czuję potrzeby guglania ich sensu, bo zazwyczaj to tylko jakiś mebel. Japońskość w tym tekście odbieram jako bardzo “zwesternizowaną” przez te wszystkie elementy zachodniego Bożego Narodzenia. Ja wiem, że to na konkurs, który miał swoje założenia, ale te choinki i światełka pasują mi do Japonii jak pięść do oka. Można to było zmiksować jakoś bardziej, można było wykorzystać w ogóle jakąś zachodnią nację przy rodowodzie bohaterów, którzy po prostu mieszkają w Japonii, bo trochę tak ich odebrałem.

 

Szczerze mówiąc, to ja w ogóle większość słów mogłabym sobie darować, a klimat i tak by pozostał. Jednak nie usunęłam ani “gimu”, ani “anoyo”, bo trudno mi znaleźć w naszym języku słowa, które oddadzą znaczenie tych japońskich nazw. I tak już zastąpiłam “yurei” słowem “duch”, chociaż to kompletnie nie jest to samo. Klimat nie ma polegać na słowach i nazwach przedmiotów, a na zachowaniu, reakcjach na pewne sytuacje.

Nawet nie wiesz, jaki miałam problem ze sceną w sklepie, kiedy kierowniczka wyganiała klienta. W Japonii klient to jest nasz pan, tam się robi wszystko, żeby mu się przymilić. A ja miałam okazję na żywo przekonać się o tej różnicy kulturowej, kiedy weszłam do sklepu z telefonami z pewnym Japończykiem, tu u nas, w Poznaniu. Pracownik sklepu był czymś zajęty, ale na pewno nas widział. No to ja grzecznie stoję i czekam, aż pan skończy i nas obsłuży, na co Japończyk robi wielkie oczy i pyta, czemu ekspedient nie podchodzi. W Japonii takie zachowanie jest nie do pomyślenia. Tam się rzuca wszystko i z uśmiechem na ustach obsługuje klienta. Niektóre różnice są ledwo widoczne, nieuchwytne wręcz, a trzeba to jakoś naturalnie rozegrać.

Poza tym miałam na becie bellatrix, która zna się na rzeczy i jej komentarz, że nie dorobiłam Polakom skośnych oczu jest dla mnie największym komplementem. Dalej, wydaje mi się, że czytelnicy, którzy “siedzą” w temacie też wyłapali ten klimat, a nie same słówka. Jednak nie będę tego oczekiwać od kogoś, kto widzi Japonię i Japończyków przez pryzmat stereotypów. 

 

No i na koniec perspektywa lalki – jak wspomniałem, początkowo wydaje się być bardzo interesująca. I w sumie ta konwencja nie zawodzi, bo bohaterka, jako lalka, nie ma dużych wymagań, jest niewzruszona tym, co się z nią dzieje, nawet jeśli finalnie ląduje w śmietniku, przyjmuje to na chłodno. Paradoksalnie też, zrobiłaś atut z czegoś, co bywa bolączką wielu opowiadań tutaj na forum, to jest z głównego bohatera będącego jedynie “plot device”, biernego, miotanego fabułą tu tu, to tam. Za to duży plus.

 

 

Dzięki. :)

Smacznej kawusi. ;)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Jednak nie będę tego oczekiwać od kogoś, kto widzi Japonię i Japończyków przez pryzmat stereotypów.

 

O widzisz, anegdotka ze sklepami jest bardzo ciekawa i to jest ta inna kultura, której chciałbym doświadczyć w tekście firmowanym tagiem, w tym przypadku, “Japonia”. I jak to się ma do niedorabiania skośnych oczu Polakom, skoro sama przyznajesz, że w tamtej scenie Japończycy zachowaliby się inaczej?

 

Nie myśl, proszę, o tym kraju stereotypowo, a łatwiej Ci będzie go pojąć.

Nie wydaje mi się, bym myślał stereotypowo. Nigdzie nie napisałem, byś robiła z bohatera zwyrola czy otaku, a jedynie, by w kreacji bohatera skorzystać z jakiegoś elementu szerzej kojarzonego z Japonią. Interesujesz się Japonią, wzięłaś do bety czytelników interesujących się Japonią, a ja z perspektywy kogoś, kto na Japonii się zna tyle o ile, to mówię, że być może wyszło zbyt hermetycznie, by laik tę Japonię poczuł tak jak powinien.

 

¯\_(ツ)_/¯

No, to następnym razem postaram się bardziej przystępnie, ale to może być trudne, żeby tak bez infodumpów wyszło. :O

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Że tak tylko się wtrącę, w kwestii obsługi klienta: klient w sklepie z opowiadania był wyraźnie pijany, natarczywy i domagał się sprzedania przedmiotu, który nie był przeznaczony na sprzedaż (nie miał ceny, nie dało się go zaksięgować etc.). Zachowanie właścicielki sklepu w takiej sytuacji imo jest adekwatne – wciąż jest grzeczna (mówi do niego ‘proszę opuścić sklep’, ale asertywna i stanowcza – wszak sprzedać manekina nie może i chce, żeby klient opuścił sklep, bo pijany może co najwyżej przynieść straty, jak coś porozwala. W Polsce taka scena pewnie by wyglądała bardziej jak “wynoś się stąd, pijaku, bo wezwę policję” :P

Bello, przecież ona mówi, cytuję “Proszę wyjść ze sklepu, inaczej wezwę policję!”.

Tymczasem Sara mówi tak: “W Japonii klient to jest nasz pan, tam się robi wszystko, żeby mu się przymilić.”

Ja tu tego przymilania za bardzo nie widzę. :P

No właśnie. Mówi “PROSZĘ” i to do faceta, który nie jest klientem, tylko pijanym awanturnikiem. Japończycy owszem, są uprzejmi, ale gdy ma to sens. Facet, który chce tylko kupić manekina i nic innego go nie obchodzi, który łamie zasady grzeczności – jest natarczywy, nie rozumie “nie na sprzedaż”, macha rękoma – również i w Japonii imo zostanie poproszony o opuszczenie sklepu. Zauważ, że nie widzimy jak wyglądał początek tej rozmowy. Gdy wszedł, pewnie właścicielka podeszła i z uśmiechem zaproponowała, że pomoże coś wybrać ;)

MrB, nic nie jest czarno-białe, dlatego ta scena była trudna do napisania. Bo klient nasz pan, ale też bez przesady, nawet w Japonii ;) Bellatrix, ponownie dzięki za wyjaśnienie. ◉‿◉

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

 

Gdy wszedł, pewnie właścicielka podeszła i z uśmiechem zaproponowała, że pomoże coś wybrać ;)

I to wygląda jak clue japońskości, której brak sprawia, że ta scena mogłaby dziać się tak w Tokio, jak i w Inowrocławiu, czy gdziekolwiek. Myślę, że to nie typowo japońskie wypraszać awanturującego się delikwenta z użyciem słowa “proszę”. :>

Myślę, że w niemałym procencie sklepów w Polsce, taki awanturujący się delikwent usłyszałby swojskie “wypier*.*” ;)

W Żabce zapewne tak, ale nie jestem przekonany co do fancy sklepów z damską bielizną. :>

Przede wszystkim, skoro chce Ci się dalej bawić w gdybanie, to może zacznijmy od tego, że mało prawdopodobnym jest, by jakiś Polak chciał kupić manekina z wystawy. :> I myślę, że gdyby ktoś w polskim sklepie z bielizną jednak powiedział, że chce kupić manekina, to nikt by mu nie tłumaczył, że manekin nie jest na sprzedaż, tylko gość od razu zostałby uznany za wariata i tak też potraktowany.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

A to tylko Japończyk mógłby dostrzec w manekinie swoją zmarłą żonę? Kupowanie manekina to z kolei wcale nie wariactwo, jeśli zapyta się o oferowaną kwotę, bo gdyby delikwent oferował jakąś bajońską sumę, to spokojnie można mu sprzedać manekina, odkupić takiego samego, a resztę przytulić dla siebie. I nie widzę krztyny niepoczytalności w takim działaniu ekspedientki, która zapewne kokosów nie zarabia. ;D

Ping-pong, już mi się nie chce dyskutować, bo to tak można w nieskończoność. ;)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

W ogóle zapomniałem Ci pożyczyć wesołych świąt, w końcu to konkurs świąteczny! I będę się czuł urażony, jeśli mnie teraz zignorujesz ;x

Cześć, mort. :>

F2

 

Anime Girl Sticker – Anime Girl Christmas – Discover &amp; Share GIFs

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

dzięki, trud skończony

Bardzo klasyczny japoński horror napisany z ciekawej perspektywy. Narracja z punktu widzenia lalki dystansuje nas od przeżyć ludzkich bohaterów, dzięki czemu całość pozostaje subtelna i stonowana.

Od strony językowej ładnie prezentują się opisy – zwracasz uwagę na szczegóły, opisujesz dużo wrażeń zmysłowych; mamy mocne kontrasty estetyczne, ale wychodzą bardzo naturalnie. Kiedy narracja skupia się na jakimś detalu, to dobrze to wybrzmiewa. Z kolei nie jestem do końca przekonana do dialogu między mężem i duchem żony, tutaj jednak imo zabrakło tej subtelności; wydaje mi się, że ich historia została przedstawiona zbyt skrótowo. Momentami w moim odczuciu wkradał się ludzki punkt widzenia – tak jak pisałam wyżej, przyjęta perspektywa pozwala spojrzeć na wydarzenia z dystansu, ale mniej tu takiego poczucia obcości czy dziwności. Jest za to więcej naturalności, całe to przenikanie się świata ludzi, duchów i lalek wypada bardzo organicznie, więc wszystko zależy od tego, jaki efekt chciałaś uzyskać.

Podsumowując, chętnie dowiedziałabym się więcej o relacji ludzkich bohaterów, gdzieś tam zgrzytnęło mi jakieś niepotrzebne dopowiedzenie (np. zdanie o porwaniu), ale ogólnie czytało się bardzo dobrze. :)

Ja się nie będę rozpisywał, bo tu już tęgie rozkminy wcześniej były, z tego co widzę :)

Podobało mi się. Świat z perspektywy manekina wydał się dość ciekawy i liczyłem na jakiś dramat, coś a la Murakami, a dostałem paranormal activity, czym nieco się zawiodłem. Zabrakło mi też jakiegoś przesłania, albo go nie zauważyłem, bo to fajna historia jest, ale mam wrażenie, że nic się w niej nie czai pod powierzchnią. A czaić się powinno, bo pod powierzchnią jest dużo przestrzeni, którą mogłabyś wypełnić, oprócz rozrywki każąc się zastanowić nad czymś, zatrzymać i pomyśleć.

Ostatecznie jednak uważam tekst za bardzo udany i chętnie kliknąłbym, gdyby było trzeba :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Cześć, black_cape,

nie ukrywam, że czekałam tu na Ciebie. :)

 

Z kolei nie jestem do końca przekonana do dialogu między mężem i duchem żony, tutaj jednak imo zabrakło tej subtelności; wydaje mi się, że ich historia została przedstawiona zbyt skrótowo.

 

O, do tego to ja też nie jestem przekonana. ;) Myślę, że za jakiś czas wrócę do tego tekstu, spojrzę świeżym okiem i spróbuję jeszcze raz rozpisać ten dialog. Może mnie oświeci.

Dzięki za wizytę i komentarz! <3

 

Hej, Outta! :) 

Świat z perspektywy manekina wydał się dość ciekawy i liczyłem na jakiś dramat, coś a la Murakami, a dostałem paranormal activity, czym nieco się zawiodłem.

 

Nie no, paranormal activity? Myślę, że to kwestia sporna. ;)

 

Dzięki za lekturę i opinię. 

Pozdrawiam. :)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Fajne opowiadanie :)

Слава Україні!

SARA, CZEMU NIE ODPOWIADASZ NA KOMENTARZE???

Слава Україні!

Golodh, dzięki, wesołych świąt! :D

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

A co to za krzyczenie na Sarę po nocach, Golodh? :)

Known some call is air am

Nawzajem Saro :)

 

Gdzie krzyczenie Outta, przecież rozmawiamy spokojnie i kulturalnie ;P

Слава Україні!

Caps, trzy pytajniki na końcu i godzina 00:46, well… Podejrzewam procenty :P

Known some call is air am

A skąd! Obiecałem z dwa tygodnie temu Sarze, że skomentuję jej tekst, gdy nie będzie się niczego spodziewała i w środku nocy, i w taki właśnie sposób domagał odpowiedzi; więc w pełni świadomie swoją obietnicę zrealizowałem :P

Слава Україні!

Powiedzmy, że Ci wierzę ;P

Known some call is air am

Tak było :D

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

No, niestety, nie porwało.

Masz pomysł na obyczajową fantastykę, masz egzotyczne dla nas japońskie zwyczaje erotyczne plus bardzo swojską wigilię – to norma w Japonii (tu pytam z ciekawości, bo nie wiem)? Masz pomysł na ducha świąt w postaci żony, która nie zdążyła się wytłumaczyć z samobójstwa, to akurat jest okej, choć powód wydaje mi się trochę naciągany we współczesnym świecie z in vitro i adopcją; musiałby mieć znacznie mocniejsze uzasadnienie w tekście, musiałabyś bohaterom wymyślić powody, dla których samo stwierdzenie bezpłodności jest powodem do samobójstwa.

Opowiedzenie tego wszystkiego z punktu widzenia lalki jest też okej, końcówka jest zdecydowanie najlepsza.

Ale jak dla mnie zupełnie nie wyszła sama opowieść. Brakło w niej pazura stylistycznego, który pokazałby tę perspektywę lalki (aż zaczął mi chodzić konkursik po głowie), za dużo też narrative devices – bohaterka/narratorka wie albo widzi to wszystko, co pasuje do poprowadzenia fabuły i pokazania świata. Nie udało ci się wykreować obcości lalki, jej oglądu świata, tego, że świata nie rozumie i dopiero go poznaje. Owszem, deklarujesz (jej słowami, bo narracja pierwszoosobowa), że ona czegoś nie wie albo nie widziała, ale to jest właśnie narrative device.

Z kolei scenie z duchem brakuje dramatyzmu, a wszystko się rozłazi w nijakim sposobie opowiadania.

Aha, szkoda też ładnego poetyckiego tytułu, bo on nie wybrzmiewa w tekście. Sprawa zostaje dość łatwo załatwiona, a i wcześniejsze zachowanie bohatera nie bardzo do tego tytułu przystaje, więc i on niestety pozostaje deklaratywny :(

Oczywiście tekst jest biblioteczny, to wszystko nie są zarzuty w rodzaju “do niczego”, ale na piórko to tu jest pomysł zdecydowanie za mało dopracowany literacko i fabularnie.

 

Jeśli chodzi o technikalia, to zabiłaś mi lekturę już pierwszym zdaniem, konkretnie jego końcówką: “pracownica wyciągnęła nas z magazynku”. W magazynku to są naboje i się je z niego wyciąga.

 

puszkiem okalającym głęboki dekolt w łódkę. Na głowę założyła puszystą opaskę

Tokio Tower wynurzającą się z przydrożnych drzew

Jeżeli już, to spomiędzy drzew, bo ona nie wyrasta z samych drzew, prawda?

 

Gęsto przystrojone parki i skwery stały się morzami blasku.

Przystrojone czym? Ta konstrukcja domaga się dopełnienia, niestety. Porównanie strasznie oklepane.

 

Nie mogłam widzieć, co się dzieje przy półkach i wieszakach, ale słyszałam niektóre rozmowy.

Infodump. Podobnie jak wcześniej o tym, że ona jest letnia, a inne lalki zimowe. Tego typu informacje lepiej podawać przy okazji, mimochodem, bo tak wprost podane rozbijają nastrój.

 

Nie znam się na ludziach, ale podsłuchując rozmowy z klientami, mogłam się o nich sporo dowiedzieć. Umiałam już rozpoznać skąpców, rozrzutników, żonatych, bogatych i biednych, wesołych i wstydliwych.

Ale w lecie chyba jest tak samo?

 

Nie mogłam się odwrócić, patrzyłam więc w szybę jak w lustro. Znowu ten dźwięk. Naczynia z suszarki przy zlewie same spadały na podłogę. Trzask! Trzask! Trzask! Zbiły się wszystkie talerze. Potem z kuchennej szafki wyleciały kubki, czarki i szklanki. Cała podłoga była biała od ceramiki.

To jest niekonsekwentne. Albo ona wszystko widzi w tej szybie (podłogę też?), albo słyszy dźwięki, widzi tylko wycinek rzeczywistości, ale nie ma podstaw, żeby sobie uzupełnić resztę obrazu, bo za mało widziała.

 

Zamilcz, proszę

Zgrzyta to archaizujące “zamilcz”.

 

Mężczyzna coraz mniej się mną interesował; policzyłam już wszystkie lampki w domu i na ulicy.

Rozumiem, że miał być skrót myślowy, ale wyszło non sequitur ;)

 

Potem jakiś wystraszony hukiem kot wyskoczył z pojemnika, drapiąc mi twarz.

i podrapał mi twarz. Nie drapał jej w tym samym momencie, kiedy wyskoczył z pojemnika

 

I jeszcze do komentarzy:

Masz bardzo kobiece pióro, takie ciepłe i subtelne.

Really, Chrościsko, really? Tak stereotypizować koleżankę po piórze?

http://altronapoleone.home.blog

Nie jestem “targetem” ale zaciekawiło bardzo. Pomogłaś stylem, równym tempem, słowem płynnie się czytało.

Nie do końca mam przekonanie do logiki postępowania Yuki, ale nie muszę. Zresztą, “cherchez la femme”. :-)

Pisz. 

Zajrzę kiedyś jeszcze.

Really, Chrościsko, really? Tak stereotypizować koleżankę po piórze?

Really. Ani to obraźliwe, ani pejoratywne nawet. Oddaje skrótowo moje wrażenia z lektury i w tym kontekście jest dla autorki komplementem. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Stereotypizacja nie musi być ani negatywna, ani nawet pejoratywna. Stereotypizacja bywa – zwłaszcza w oku stereotypizującego – pozytywna. Niemniej pozostaje stereotypizacją.

http://altronapoleone.home.blog

No i niech sobie nią będzie. Taki sposób wypowiedzi wybrałem.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Twój wybór. Różne rzeczy ostatnio wybierasz w wypowiedziach.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, wybacz, że się wtrącam, ale nie rozumiem Twoich zarzutów w stronę Chrościsko. Gdyby mnie uraziły jego słowa, sama bym go o tym poinformowała, ale nie było takiej potrzeby, dla mnie określenie "kobiece, ciepłe i subtelne" to komplement. :) Jeśli chodzi o Twój komentarz, szkoda że nie porwało, no ale trudno. Piszesz o braku pazura, ale to dobrze, wiesz? Ja tę opowieść chciałam przedstawić tak subtelnie, bez pokazówek, trochę bez emocji. Wybacz, że odpowiadam krótko, ale pisze z telefonu, a przez kilka dni nie będę mieć dostępu do komputera. Dziękuję za komentarz.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Masz bardzo kobiece pióro, takie ciepłe i subtelne.

Oj tam, oj tam. Na któryś anonimowy konkurs popełniłem tekst o ciąży i macierzyństwie i też się pojawiały komentarze że takie ciepłe i miłe, że pewnie kobiecego pióra. Ależ się można przejechać na pierwszym wrażeniu. ;D

Saro, pisząc o “pazurze”, miałam na myśli wyrazistość stylu, coś, co jako czytelnik odebrałabym jako świadomy autorski zamysł stworzenia pewnego nastroju, budowanego starannie dobieranymi środkami stylistycznymi. Subtelność to też wyrazistość, tylko z innym znakiem ;) I tego właśnie mi zabrakło.

Edyta: może doprecyzuję w kontekście tego tekstu. Subtelność przy takiej narratorce widziałabym np. jako skrajną impresyjność: pokazanie, że ona poznaje i to bardzo wyrywkowo świat spoza witryny sklepowej, że bardzo powoli do niej docierają emocje, ale i zdarzenia. Skąd ona na przykład wie, że naczynia są porcelanowe? To duże wyzwanie, napisać tekst oczami osoby, która nie zna świata, nie zna większości pojęć. Opisywać dźwięki i obrazy, ale nie słowami z repertuaru rozpoznającego je człowieka. I tak dalej.

 

Natomiast co do Chrościska – napisałam moją uwagę z lekkim przymrużeniem oka, ale to on postanowił to przenieść na tereny poważnej dysputy. Stereotypizacja jest bardzo często nieświadoma, ale należy się jej pułapek wystrzegać, na co anegdotyczny dowód dał właśnie MrB.

http://altronapoleone.home.blog

Wiktor Orlowski ma na przyklad pióro bardzo męskie, co piszę z pełną świadomością jej kobiecości.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

O rany, zapomniałam o ManeTekelFaresie! :O MTF, bardzo Ci dziękuję za opinię. Nie wiem, czy jeszcze tu coś kiedyś opublikuję, ale jakby co, to zapraszam. ;)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Określenia "męskie" i "kobiece" pióro to stereotypizacja. Niezależnie od tego, do kogo się tego używa.

http://altronapoleone.home.blog

Ale co z tego, że “stereotypizacja”? Chrościsko napisał Sarze komplement, Sara zrozumiała jako komplement, nadawca i odbiorca zrozumieli się w pełni, oboje są zadowoleni. Gdzie jest problem?

Nie wiem, czy jeszcze tu coś kiedyś opublikuję, ale jakby co, to zapraszam. ;)

W zasadzie, powinienem Ci życzyć, żebyś nie opublikowała, bo to oznaczało, że wypływasz na szersze wody.

Ale gdyby niezasłużonym przypadkiem to nie był jeszcze odpowiedni czas, to czytelników tu masz.

Ooo, to bardzo miłe, dziękuję. (ㆁωㆁ)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

*:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:*

 

Ładne. Ładne i smutne.

Plastyczne i ciepłe. Jak ręcznie malowane tło do kadru anime. Wypełnione zapachami mokrego asfaltu, smakiem pieczonego w brytfance kurczaka i tą stłumioną puchem ciszą, kiedy płatki śniegu spadają na pustą ulicę.

Klikałbym.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Jak ręcznie malowane tło do kadru anime.

:>:>:>

Dziękuję, Zalth. 

(ノ◕ヮ◕)ノ*.✧

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Ładne :)

Przynoszę radość :)

Hej, Anet! Dzięki! :>

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Bardzo lubię Twoje opowiadanie.

Warsztatowo bardzo dobrze, pozwalało to na to, aby płynąć wraz z historią. Dość trudna, aczkolwiek ciekawa perspektywa lalki. Subtelne wtrącenia nadają klimatu Japonii, a jednocześnie święta są zaadaptowane i przedstawione wedle ich warunków.

Przejrzałem pobieżnie komentarze po przeczytaniu i nie wiem, dlaczego komuś postaci i zachowania nie grają. Trzeba tu wziąć pod uwagę, że strata kogoś bliskiego może wywoływać różne reakcje i są one najczęściej nielogiczne. Równie dobrze można postrzegać głównego bohatera, jako kogoś do granic zakochanego w swojej żonie i był bardzo zmobilizowany, aby przynieść do domu coś, co choćby minimalnie ją przypominało. Yuki z kolei jest po prostu kobietą zazdrosną – sama już nie ma, ale lalka i tak jest zagrożeniem, widzianym właśnie przez filtr zazdrości. 

Hej, Sagitt

miło, że zajrzałeś. Bardzo Ci dziękuję za komentarz. Doskonale zrozumiałeś bohaterów i to, co nimi kieruje. 

Szczęśliwego Nowego Roku! <3

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Tobie również, wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

(Rezerwacja setnego komentarza na wypadek, gdyby były za to jakieś nagrody)

Bardzo solidne opowiadanie z potencjałem mocno ograniczonym przez limit. Wiesz trochę o Japonii i potrafisz zrobić tu z tego użytek. Umiesz budować bohaterów o określonych osobowościach i problemach i to także zdołałaś w tym tekście w dużym stopniu wykorzystać. W efekcie dostajemy krótką, smutną opowieść świąteczną z domieszką obcej kultury (która stanowi wartość dodaną) oraz dobrze dopasowanymi do siebie poszczególnymi “cegiełkami”:

– nienachalna warstwa emocjonalna

– osobowości dobrze dopasowane do konceptu, gatunku i samej historii (tutaj te poszczególne elementy składowe fajnie ze sobą współpracują)

– prosty w teorii pomysł na fabułę, który jednak pozwala w ten sposób oddać trochę światła każdej z zalet opowiadania, a zarazem zamknąć owo opowiadanie w ładny, choć gorzki sposób, bez poczucia nagłego urwania czy zamknięcia na siłę – po linii najmniejszego oporu.

Jednocześnie, jak wspomniałem, z powodu limitu żaden element nie może w pełni wybrzmieć, bo i nie ma na to wystarczająco dużo miejsca. Musisz upchnąć w zasadzie trzy różne osobowości (bo i manekin i pozostała dwójka bohaterów mają jakieś swoje pragnienia, problemy i historię). Musisz upchnąć jakoś fabułę (nie nazbyt złożoną – bo to nie jest ten typ opowiadania, od którego by się tego oczekiwało; to inny rodzaj tekstu stawiający na inne akcenty), musisz też zaprezentować czytelnikowi kawałek obcej kultury (w taki sposób, by mógł się w niej bezproblemowo odnaleźć). No i jednak – bez zagłębiania się w szczegóły – widać momentami, że wszystko to musiało być zrobione niewielkim nakładem znaków. Dla mnie jednak najistotniejsze jest tu coś innego, a mianowicie, że coraz lepiej udaje Ci się wykorzystywać ten potencjał, który tkwi w Twoim pisaniu.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Wilku, wygrałeś xD CM, dziękuję za komentarz. :)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Cóż, Saro, ta opowieść nie zdołała mnie nijak poruszyć. Rozumiem dramat wdowca, usiłuję zrozumieć postępek żony bohatera, choć nie bardzo do mnie trafia jej desperacki krok, natomiast nie potrafię znaleźć w tym wszystkim uzasadnienia dla obecności lalki – czy ta historia nie mogła obyć się bez niej? Czy na pewno lalka była najlepszym narratorem? Nie ukrywam też, że tak jak Marasa, zastanawia mnie rozległa wiedza lalki na temat otaczającego ją świata.

 

su­kien­kę z bia­łym pusz­kiem oka­la­ją­cym głę­bo­ki de­kolt w łódkę. → Obawiam się, że dekolt w łódkę nie był głęboki.

 

nie­dłu­go wi­gi­lia i trze­ba kupić żonom lub ko­chan­kom pre­zen­ty. → …nie­dłu­go Wi­gi­lia i trze­ba kupić żonom lub ko­chan­kom pre­zen­ty.

 

trą­ca­jąc przy oka­zji ma­ne­ki­na w stro­ju… → …trą­ca­jąc przy oka­zji ma­ne­ki­n w stro­ju

 

przy­su­wa się do męż­czy­zny, za­cie­śnia dłu­gie palce na jego szyi. → Raczej: …przy­su­wa się do męż­czy­zny, zaciska dłu­gie palce na jego szyi.

 

– Nigdy go nie za­po­mnę … – wy­szep­tał, spusz­cza­jąc wzrok. → Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Ukło­nił się przed po­do­bi­zną buddy→ Ukło­nił się przed po­do­bi­zną Buddy

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, reg, dzięki za wizytę i komentarz.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Bardzo proszę, Saro.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Choć wszystko napisane ładnymi słowami, to jednak nie poruszyło mnie. Owszem, obecność lalki wydaje mi się, w przeciwieństwie do Reg, uzasadniona – bo na swój sposób może ona symbolizować owo nieobecne dziecko, a przy okazji też wpisuje się w mnogość różnych duchów, z japońskiego folku, ale jednak brak tu dramatyzmu, wstrząsu, jest spowolnienie… jak spadający śnieg.

 

" Yuki stała tuż przed nim"

"nie zapomnę …"

– nadmiarowe spacje.

 

 

Owszem, obecność lalki wydaje mi się, w przeciwieństwie do Reg, uzasadniona…

Ech, Wilku, wiedziałam, że kiedyś ktoś wytknie moją tu obecność, uznając ją za nieuzasadnioną. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak spadający śnieg? No i bardzo dobrze. :) Dzięki za wizytę i komentarz, wilku. A cuksy za setny komentarz już do ciebie lecą. :>

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Ech, Wilku, wiedziałam, że kiedyś ktoś wytknie moją tu obecność, uznając ją za nieuzasadnioną. ;)

Ajjjjj, Reg w końcu zrobiła łapankę w komentarzach i wytknęła błędne sformułowanie :D

Mam jednakowoż nadzieję, Reg, że wiesz, ze miałem na myśli jedynie punkt odniesienia :)

 

A cuksy za setny komentarz już do ciebie lecą. :>

O :)

 

 

 

Na wszelki wypadek rezerwuję dwusetny komentarz

XDDD

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Na razie masz sto dziesiąty ;P

Szybko idzie.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Witam jurorkę. (◔‿◔)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Ponieważ robię obchód Dyżurnego po nominowanych opkach, gdzie mógłbym pomóc, to wypada chyba i tu rozwinąć poprzedni komentarz.

Fajne opowiadanie :) ALE NA PIÓRKO TO ZA MAŁO!!!

Слава Україні!

Skoro tak twierdzisz, to tak musi być. ;)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Nie no, na szczęście mamy 9 znacznie mądrzejszych ode mnie Lożan, którzy na pewno dokonają właściwszej oceny ;)

Слава Україні!

Ładny tekst – i “ładny” to jest słowo, którego używam tu z pełnym przekonaniem. Klimatyczny, nastrojowy, z dobrze pasującym, choć ogromnie smutnym zakończeniem (jakoś mi po tym finale mniej żal bohatera, co pewnie świadczy o tym, że przywiązałam się do narratorki…).

Natomiast na piórko jest tu dla mnie odrobinę za mało. Podejrzewam, że winny jest limit, bo najbardziej zabrakło mi w tym tekście pogłębienia relacji między postaciami – zarówno działania ducha żony, jak i jej wyznanie dotyczące samobójstwa wydają mi się nieco przyspieszone, przydałby im się szerszy oddech.

Hej, hej,

 

podoba mi się wątek lalkowo-manekinowy. Widzę również potencjał w stroju elfki oraz sklepie z bielizną, który IMHO nie został nalezycie wykorzystany ;)

Świątecznie – ciekawa perspektywa samotności podczas Świąt, przedmiotowości, a także wyrzucania “niepotrzebnego”, czegoś co raz było tak cenne, a potem staje się śmieciem :(

Japonia, ledwie liźnięta, ale mi to nie przeszkadza, poczułem ten klimat i nie było to faktycznie, wg mnie, korygowanie oczu Polakom.

 

Zabrakło mi lepszego zbudowania postaci, przede wszystkim narratorki. Lalka jednocześnie czuje (śnieg jest piekny) i nie czuje (nie znam strachu). Jest w niej jakieś jestestwo, jakaś osobowość i nie wiem co to jest i mam takie wrażenie, że zostało to w tekście zepchnięte nieco na dalszy plan. A to jest dla mnie najciekawsze, dużo bardziej ciekawe od smutnych ludzi, ich życia i śmierci.

Z uwagi na powyższe, “Nie” dla piórka.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w lożańskim komentowaniu jest tłumaczenie, dlaczego dobrego opowiadania nie uznaje się za piórkowe. Zacznę więc z drugiej strony – napiszę, jakie to teksty są dla mnie zasługujące na TAK-a. Kryterium jest proste: po przeczytaniu piórkowego opowiadania muszę zazdrościć autorowi, że napisał je jako pierwszy, w związku z czym mnie się to już nigdy nie uda. To kryterium skrajnie subiektywne i niekwantyfikowalne, choć najuczciwsze. W sumie chyba też niesprawiedliwe, ale sprawiedliwość w uczuciach jest niedorzeczna.

No więc, czas przyznać, że ja Tobie “Najsmutniejszego człowieka” nie zazdroszczę, pewnie głównie dlatego, że w kategorii utrzymanych w japońskim klimacie tekstów o myślących lalkach ze sklepowej witryny całą swoją zazdrość wylałem, i to nie tak dawno, w kierunku Kazuo Ishiguro.

Pewnie niewiele Ci z tego komentarza przyjdzie, ale ja naprawdę nie widzę poważnych defektów technicznych czy konstrukcyjnych, na które mógłbym zwrócić Ci uwagę. Umiesz pisać, potrafisz wzruszać, trzymasz poziom, pozostaje tylko czekać na taki pomysł, który opakowany umiejętnościami zabłyśnie prawdziwie.

Czego szczerze życzy ustępujący z Loży -

 

wujek cobold

 

 

Trzymasz w tekście dobry klimat i zgrabnie opakowujesz go w japońskie realia. Defektów technicznych nie znalazłam tak naprawdę żadnych, a czytało się płynnie. Dobrze przedstawiasz rozpaczliwą żałobę – i to z obu stron, żyjącego męża oraz martwej żony. Podoba mi się perspektywa lalki, która sama w sobie niby nie ma uczuć, ale coś się w niej jednak tli. Ta neutralność jej opisów ma w sobie ukłucie smutku. Porządne opowiadanie. :D

Zostaw ten żyrandol.

Hej, Saro.

Na początku chciałbym powiedzieć, że bardzo cenię sobie Twoje pomysły i wrażliwość pisarską. Wspominam o tym, gdyż opowiadanie jest moim zdaniem nieudane, a nie chciałbym bardzo, abyś wzięła to do siebie, choć wiem, że to subiektywnie trudne. Mój komentarz dotyczy tekstu i postaram się go uzasadnić.

Największa wada opowiadania i zarazem największy atut, choć na pierwszy rzut oka oba określenia wydają się wykluczać, to główna bohaterka lalka/Yuki. Świetnie oddałaś ją jako “rzecz”, jej wypowiedzi i sposób myślenia charakteryzują taki typ osobowości. Tylko po co właściwie stosujemy w beletrystyce ten zabieg? Żeby przedstawić prawdziwych konkretnych ludzi w ten metaforyczny sposób. Symbolizujemy tak puste (najczęściej piękne) kobiety, dzieci, które są traktowane przez dorosłych jak rzeczy, czy tyranizowane kobiety, znowu postrzegane przez swych tyranów czy kochanków, jak rzeczy. Można byłoby przywołać jeszcze kilka przykładów, ale te chyba wystarczą. I teraz – na ogół coś tych bohaterów w opowiadaniach spotyka. I znowu, najczęściej są to trudne przejścia, choć nie zawsze, które jakie by one nie były, wywołują w czytelniku emocje. A to dlatego, że coś bezpośrednio dotyka naszych bohaterów, co te emocje wywołuje.

Ty pozbawiłaś tych zdarzeń swoją lalkę, jest w zasadzie obserwatorem, niejako narratorem, czyli kimś obojętnym dla czytelnika. Bo czy ktoś martwi się o narratora czytając jakąkolwiek beletrystykę? Twojej bohaterki nic bezpośrednio nie dotyka, bynajmniej na tyle, żeby wpłynąć na nią emocjonalnie, co tym samym nie wpływa emocjonalnie na nas. Sama niejako pogrążyłaś swoje opowiadanie. Bo jeśli nie martwi/nie interesuje nas los głównego bohatera, to po co w ogóle jest on w opowiadaniu?

Dobrze przestawiłaś mężczyznę, jego zachowanie wypada wiarygodnie, choć warto byłoby zaznaczyć gdzieś w tekście, dlaczego tak łatwo wierzy/akceptuje obecność ducha. Czy to w Japonii powszechna wiara? Chętnie się dowiem. Niestety przeciwstawiasz mu niewiarygodną żonę. Jakie są bowiem fakty. Zmarła jakiś czas temu, ale nadal ma styczność z realnym światem, symbolizuję mi więc osobę, która wie, że niedługo umrze i już się z tym pogodziła (Twoja bohaterka jest już po śmierci, nie ma więc strachu przed nią itp, co wpływa na nasze zachowanie). Czyta taka osoba miałaby nadal o coś pretensje do kochającego męża? Zakładam, że kochała go tak samo, jak on ją. Tak to wynika z tekstu. Zachowanie naszego bohatera wzbudza raczej smutek i współczucie, ta chęć bycia z żoną, poszukiwanie, choćby szalonego, substytutu.

Nie widzę więc uzasadnienia w jej słowach:

– Jesteś sztuczna, jak mógł mnie tobą zastąpić? – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Dlaczego miałaby tak powiedzieć? Czy miała z tego powodu (sztuczności), jakieś kompleksy? Czy mąż w życiu mógł ją tak traktować? Nic takiego z tekstu nie wynika. Domykasz to irracjonalnym finałem, gdzie żona mówi:

– Wiesz, że bardzo pragnęłam mieć dziecko. A oni powiedzieli… Powiedzieli, że nie mogę! Byłam bezpłodna, byłam do niczego.

No, nie, nie, Saro. Nikt nie mówi takich słów kochającej osobie, jeśli wie, jeśli ma świadomość, że to już nic nie zmieni. Dlaczego miałaby jeszcze bardziej ranić męża, pogrążać go w poczuciu winy i bezsilności? Owszem takie słowa można powiedzieć, są wielce prawdopodobne, ale PO NIEUDANEJ próbie samobójstwa. Dają upust emocjom, żalom, są jak przebicie balona. I mają jak najbardziej uzasadnienie. Oczyszczają atmosferę, wyjaśniają, są końcem i jednocześnie początkiem nadziei na lepsze.

Mam nadzieję, że udało mi się przekazać to, co chciałem i uzasadnić w ten sposób moją opinię. Na pocieszenie powiem Ci, że bardzo trudno jest zbudować wiarygodną, traumatyczną sytuację. Samemu rzadko mi się to udaje. Dlatego tak bardzo podobało mi się opowiadanie Irki Ewy komedia, które chciałem Ci polecić, ale sprawdziłem, że czytałaś i sama zauważyłaś naturalność bohaterki i dialogów.

Bowiem to, co cenię najbardziej w beletrystyce to umiejętność zaskakiwania czytelnika przez Autora/Autorkę naturalnymi, zwykłymi zachowaniami, które z zasadny właśnie nie powinny nas zaskakiwać, a jednak to robią. :) To fundamentalna rzecz w pisarstwie. Dlatego tak bardzo nie lubię super bohaterów w książkach i filmach. Ich Super Moce wynikają z nieumiejętności przestawienia zwykłych ludzkich cech w umiejętny sposób. Stąd różnorodność mocy i gadżetów z jednoczesnym bardzo prostolinijnym charakterem. Ale odbiegam od tematu.

Podsumowując, brakuje mi większej wiarygodności bohaterów w tej psychologicznie złożonej, traumatycznej sytuacji. Co, jak już wyżej pisałem, nie jest sztuką łatwą. Być może przekonasz mnie następnym razem, czego Ci życzę. To znaczy niekoniecznie przekonania mnie, ale napisania zachwycającego wszystkich opowiadania.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Hej, ninedin. Dziękuję za komentarz. :)

 

Cześć, BasementKey, Tobie również dziękuję. :)

 

Cześć, cobold. 

 

W sumie chyba też niesprawiedliwe, ale sprawiedliwość w uczuciach jest niedorzeczna.

No więc, czas przyznać, że ja Tobie “Najsmutniejszego człowieka” nie zazdroszczę, pewnie głównie dlatego, że w kategorii utrzymanych w japońskim klimacie tekstów o myślących lalkach ze sklepowej witryny całą swoją zazdrość wylałem, i to nie tak dawno, w kierunku Kazuo Ishiguro.

 

No cóż, masz prawo do takiego oceniania, choć ja uważam, że to może być krzywdzące. Bo ktoś może napisać świetne opowiadanie, trudne narracyjnie, ciekawe stylistycznie (nie mówię tu teraz o swoim, żeby nie było;)), a Ty i tak nie docenisz, bo gdzieś już coś podobnego widziałeś. :> Poza tym popatrzyłam sobie, jak rozdawałeś TAKi i nie zawsze TAKowałeś opowiadania szczególnie oryginalne. 

 

I Tobie, Verus, dziękuję za lekturę i komentarz. :)

 

Hej, Darconie, dawno Cię tu nie widziałam. :)

 

Na początku chciałbym powiedzieć, że bardzo cenię sobie Twoje pomysły i wrażliwość pisarską.

 

O, to miłe, nie wiedziałam. Dziękuję. :)

 

Bo czy ktoś martwi się o narratora czytając jakąkolwiek beletrystykę?

 

Yyyy… nawet jeśli to narracja 1-osobowa? O.o 

 

No, nie, nie, Saro. Nikt nie mówi takich słów kochającej osobie, jeśli wie, jeśli ma świadomość, że to już nic nie zmieni.

 

Darconie, na świecie żyje około 7,8 miliarda ludzi. Ja znam ich tak bardzo niewiele, no kropla w morzu, a i tak zadziwiają. Naprawdę uważasz, że NIKT by tak nie powiedział? Tyle jest złożonych osobowości, kultur itp. itd. Mnie ludzie w zwykłym życiu zadziwiają, a co dopiero w fantastyce. A yurei to dopiero potrafią być mściwe i niedobre. ;)

Dlatego takim argumentem ciężko mnie przekonać.

W każdym razie dziękuję za poświęcony czas i komentarz. :)

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Podoba mi się pomysł na uczynienie lalki narratorem, obserwatorem i katalizatorem. Podoba mi się tytuł, pomysł i klimat. Zawodzi kulminacja (duszonko jakieś takie letnie, bez klapsów, drapanka i śmierci za rogiem) i rozładowanie w rozmowie ducha żony i męża. Sądzę, że w kulminacji zabrakło drapieżności, agresji na poziomie stylu lub języka (która korespondowałaby z emocjami ducha). Końcowa rozmowa małżonków jest taka… szybka, trochę wyprana z emocji. Podoba mi się kontrapunkt – bezsilna niemożność zrobienia niczego poza obserwacją u lalki, bycie bierną. Myślę sobie: szkoda, że ta bierność lalki nie jest rozegrana dalej, zestawiona z biernością mężczyzny wobec własnego staczania się lub biernością ducha żony (wprawdzie może wpływać na świat męża, ale nie może się z nim skomunikować, ma znikomy wpływ na zapobieganie jego upadkowi lub znikomy wpływ miała na własną przypadłość). Być może wtedy lalka, nawiedzona na ten krótki moment rozmowy, pokazałaby jak ważne było te kilka słów? Być może wtedy jej rola byłaby bardziej podkreślona?

Prozaiczny epilog bardzo na propsie.

Umiesz w klimat, piszesz coraz ładniej, coraz konsekwentniej konstrukcyjnie.

 

edit: p.s. Tak, też się zastanawiałem, dlaczego lalka zna tyle różnych pojęć (np. ołtarzyk, filiżanki) – fabularnie pewnie to łatwo rozwiązać kilkoma zdaniami, bez nich można wskazywać na brak konsekwencji. W moim przypadku jednakże klimat pozwolił zawiesić niewiarę i potraktować lalkę umownie, jako symbol jakiegoś katalizatora.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Miałem na myśli, że Twoja narratorka brzmi niejako jak trzecioosobowa bo nic nie może i nic nie czuje.

Naprawdę uważasz, że NIKT by tak nie powiedział? Tyle jest złożonych osobowości, kultur itp. itd.

Chyba się nie zrozumieliśmy, my nie mówimy tu o wszystkich, tylko o jednej, konkretnej, Twojej bohaterce, której nadałaś takie, a nie inne cechy i przejścia w życiu. Budujesz bohatera/bohaterkę i powinien on zachowywać się wiarygodnie do nadanego mu charakteru. Ale ok, w takim razie ja zapytam. Dlaczego powiedziała mu o tym właśnie teraz? Po śmierci, a nie wcześniej?

Pozdrawiam.

 

Cześć, Rybko. :)

 

Zawodzi kulminacja (duszonko jakieś takie letnie, bez klapsów, drapanka i śmierci za rogiem) i rozładowanie w rozmowie ducha żony i męża. Sądzę, że w kulminacji zabrakło drapieżności, agresji na poziomie stylu lub języka (która korespondowałaby z emocjami ducha). Końcowa rozmowa małżonków jest taka… szybka, trochę wyprana z emocji.

 

Ach, bo masz takie typowo europejskie oczekiwania. :P ALbo mi nie wyszło. Teraz to ja już naprawdę sama nie wiem. Mącicie. xD

 

edit: p.s. Tak, też się zastanawiałem, dlaczego lalka zna tyle różnych pojęć (np. ołtarzyk, filiżanki) – fabularnie pewnie to łatwo rozwiązać kilkoma zdaniami, bez nich można wskazywać na brak konsekwencji. W moim przypadku jednakże klimat pozwolił zawiesić niewiarę i potraktować lalkę umownie, jako symbol jakiegoś katalizatora.

 

 

No tak. :)

Dzięki!

 

Darconie,

 

Chyba się nie zrozumieliśmy, my nie mówimy tu o wszystkich, tylko o jednej, konkretnej, Twojej bohaterce, której nadałaś takie, a nie inne cechy i przejścia w życiu. Budujesz bohatera/bohaterkę i powinien on zachowywać się wiarygodnie do nadanego mu charakteru. Ale ok, w takim razie ja zapytam. Dlaczego powiedziała mu o tym właśnie teraz? Po śmierci, a nie wcześniej?

 

może źle Cię zrozumiałam, miałam wczoraj naprawdę kiepski dzień. Ale ona jest wiarygodna w kulturze japońskiej. Dla ludzi z naszej kultury wiele zachowań Japończyków chociażby to zachowania niepojęte, nienormalne i w ogóle jakieś porąbane. Słuchaj, powiem Ci taką ciekawostkę. Jakiś czas temu poznałam pana z Japonii i on, dowiedziawszy się, że dobijam do trzydziestki, bez ogródek stwierdził, że zaraz będę starą panną i nikt mnie nie będzie chciał. No czy wyobrażasz sobie, żeby ktoś mówił kobiecie takie rzeczy w Polsce? ;) Jeśli nawet ktoś tak powie, to zostanie uznany za gbura, ale w Japonii to jest normalna, konkretna uwaga. Trochę okrutna, ale oni tam potrafią. ;) 

Jeśli masz ochotę, odsyłam Cię do takiej fajnej, przyjemnej książki “Okagesama, Japoński przepis na dobre życie” autorstwa Yutaka Yazawy, a konkretnie na stronę 170, gdzie opisane są japońskie rozwody.

Żeby zrozumieć postać żony trzeba trochę rozumieć kulturę japońską, albo po prostu wierz czytelniku, że autor ją zna i nie wciska Ci kitu. ;) Bo to jest opowiadanie, a nie wykład.

A yurei to już jest w ogóle odrębna kategoria stworzeń mściwych, okrutnych, bezlitosnych, niezrozumiałych.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Ach, bo masz takie typowo europejskie oczekiwania. :P ALbo mi nie wyszło. Teraz to ja już naprawdę sama nie wiem. Mącicie. xD

Bo rozmawialiśmy o tym, a chyba warto to zapisać też tu i poszerzyć. 

 

Podążając taką stylizacją, jaką wybrałaś (klimat, wolne tempo, punkt widzenia lalki) moment objawienia się żony nocą – nie jest niesamowity. Dla lalki świat nadprzyrodzony i realny są równoważne, przyjmuje je takimi, jakie są. Kiedy więc zezloszczony duch żony zaczyna dusić męża, lalka może beznamiętnie się temu przyglądać. W tym momencie ograniczasz się jednak jedynie do krótkiej prezentacji, nie pojawia się wyraźny odlalkowy komentarz (w żadną stronę: ani nie jej zaciekawienie, ani się nie zastanawia, czy zostanie uratowana kiedy on umrze, może właśnie "chce uciec stąd, ale nie mogę", może nawet nie widzi całej sceny, tylko cienie na ścianie i słyszy rzężący oddech?). Brakuje prezentacji lub komentarza, bo to lalka jest soczewką, przez którą biernie poznajemy tę historię. Lalka, przez swoją niemotę i bezsilność, jest równa czytelnikowi z tą różnicą, że jest bezbronnym uczestnikiem wydarzeń i może w ich wyniku ucierpieć. Stosunek ludzi i ducha do lalki pozwala nam, czytelnikom, budować sobie wyobrażenie o tym, kim są. Komentarze czy nawet dobór słów lalki, jako podmiotu z punktu widzenia którego prowadzona jest narracja, są kluczowe dla podkreslenia, wybrzmienia lub uwypuklenia niektórych scen.

 

W scenie ataku i rozmowy małżonków tego podkreślenia ładunku scen mi zabrakło. Sądzę, ze mozliwy by byl do uzyskania za pomocą obserwacji prowadzonych przez lalkę i być może zadawanych przez nią pytań , niekoniecznie przez rezygnację z obranego stylu prowadzenia opowieści. 

 

To nie jest złe opowiadanie, jest dobre. Rozważamy czy problem w odbiorze leży w różnicach kulturowych (oczekiwania, znajomość, interpetacja) czy też jest cos w samym tekście, co można by ulepszyć by ów odbiór poprawić. 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No cóż, masz prawo do takiego oceniania, choć ja uważam, że to może być krzywdzące. Bo ktoś może napisać świetne opowiadanie, trudne narracyjnie, ciekawe stylistycznie (nie mówię tu teraz o swoim, żeby nie było;)), a Ty i tak nie docenisz, bo gdzieś już coś podobnego widziałeś. :> Poza tym popatrzyłam sobie, jak rozdawałeś TAKi i nie zawsze TAKowałeś opowiadania szczególnie oryginalne.

Saro, przeczytaj, proszę, jeszcze raz cały mój komentarz. Fragment o “Klarze i słońcu”, który chyba dotknął Cię najmocniej, to tylko część tego (przyznam, że mętnego, ale cóż – zmęczenie materiału) wywodu, i to część raczej żartobliwa, która miała rozładować (jak widać nieudanie) atmosferę piórkowego NIE.

Cały komentarz odnosi się natomiast do tego, że Twoje opowiadanie uważam za poprawne, ale nie piórkowe. I fakt, że przeczytałem “Klarę i słońce” nie ma tu nic do rzeczy. Bo nie o wtórność mi chodzi, ale o to, że “Najsmutniejszy człowiek” nie dość mnie zachwycił, nie dość wzruszył, nie dość zapadł w pamięć. Bo Ci go nie pozazdrościłem. Dlaczego? Mam wrażenie, że to wszystkiego po trochu: na poziomie pomysłu, narracji, kompozycji, psychologii – wszystko jest letnie, ale nie gorące. Ale nie potrafię wskazać palcem: weź tu i popraw. A tego ode mnie, jako od członka Loży, masz prawo Ty i inni autorzy oczekiwać. Dlatego pozostaje mi jedynie trwale z kandydowania do Loży zrezygnować.

Nowa Fantastyka