Profil użytkownika

“Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion”. Nie ma sensu się na mnie gniewać. W końcu wygrywa ten wilk, którego karmisz.

 

http://coolstorynaz.pl – moja strona, książki, redakcja, zdjęcia, polecanki, porady

 

Redaguję w:

Fantazmaty 

Wydawnictwo SQN

Wydawnictwo Otwarte

Fantastyczne pióra

przyjmuję zlecenia

 

“Trupokupcy” https://www.wsqn.pl/ksiazki/sqn-originals-trupokupcy/ 

“Openminder” https://www.wsqn.pl/ksiazki/openminder-tom-1-koty 

“Dzieci Burzy” https://wydawnictwo-alegoria.pl/produkt/dzieci-burzy 

blog książkowy + lista publikacji (panel po prawej): http://dzikaksiazka.blogspot.com 

profil autorski: https://www.facebook.com/coolstorynaz 

IG: @cool_story_naz 

 

 

Rozmowa z Ceterari o debiutowaniu – Silmaris nr 13.

Wywiad o tworzeniu – https://www.sajfaj.pl/wywiad-magdalena-swierczek-grybos-autorka-m-in-dzieci-burzy-i-openminder 

 

Olej zasady. Olej autorytety. Wyrzuć warsztat. Nigdy nie słuchaj miernych twórców. Nigdy nie wierz w nagrody.


komentarze: 4797, w dziale opowiadań: 2604, opowiadania: 906

Ostatnie sto komentarzy

Różnie to faktycznie interpretujemy, bo ja w Zachwycie widziałam zawsze samą subtelność. Ano, a ja nie oczekuję od literatury rozrywki, tylko łamania życia ;D A już zwłaszcza od weirdu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Rozumiem was. Też lubię Kinga, ale on miesza różne style, nie jest taki typowo weirdowy. I mnie tu nie chodzi o strach, tylko o egzystencjalny strach, o rozpad tożsamości.

Pewnie 10 lat na filozofii mnie spaczyło ;< Najbardziej w życiu przeraził mnie tekst “Egzystencjalizm jest humanizmem”, moje życie legło wtedy w gruzach i po dziś dzień takie pozostało. Bo on mi uzmysłowił, jakie są granice mojej wolności, i w jaki sposób pewien rodzaj niewoli jest nieprzekraczalny.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

OK, przykład ciężkiej egzystencjalnej trwogi i w mojej opinii rasowego weirdu ;) Zwłaszcza że ten tekst sam opisuje właśnie taki tekst – ot, incepcja.

 

(…) Ówczesna obecność tego głodu w zasadzie jest domniemaniem, wnioskiem z faktu, że uczułem, jak ta proza wypełnia we mnie pewne miejsce – więc ten głód musiał istnieć wcześniej, ale nie zdawałem sobie z niego sprawy. Dopiero te słowa, ciemne i zimne, pełne trwogi i dystansu, mogły odbić się echem pośród ukrytej dotychczas pustki. Słowa, przywołujące doznania dusznych godzin przysennego paraliżu, stanu skrajnego zmęczenia, ciążącego jak kamień u szyi nad niezgłębioną przepaścią, niemogącego przechylić ciała i jaźni w stronę ostatecznego, wyzwalającego upadku, lecz nakazującego wpatrywać się wnikliwie w ciemność bezedni. Tymczasem lektura natychmiast ujawniła formacyjną lub transformacyjną moc, niczym ekstatyczna wyprawa na drugą stronę lustra, gdzie rzeczywistość staje się jedynie odbiciem odbicia, iluzją będącą przekształceniem innych iluzji, grą cienia, która zyskuje wymowne kształty poprzez nawarstwianie się, nakładanie innych cieni, rzucanych przez różne przedmioty, rzeczy, sprawy. Kiedy tamtego wieczoru wyszedłem z czytelni, wyrwany z transu stanowczością zmęczonego bibliotekarza, świat wydał mi się inny – być może nie tyle „wydał się”, ile po prostu zacząłem oglądać go w inny sposób, innymi oczyma. Nawet ten bibliotekarz… Jego krępa, karłowata sylwetka, znużone spojrzenie zza wielkich, grubych okularów, znoszone, niemodne ubranie, łysina nieudolnie zakrywana zaczesanymi na bok rzadkimi włosami – wszystko to składało się na przedziwną harmonię groteski. Bibliotekarz przestał być jedynie zabawnym, starszym mężczyzną, dotkniętym jakże dobrze znanymi mi przypadłościami starokawalerstwa. Przez swoją dziwaczność w mig urósł do rangi figury, którą groteskowa architektura świata z rozmysłem wplotła pomiędzy ostre snopy światła wysoko wiszących lamp o blaszanych kloszach, pomiędzy niewygodne, twarde, odrapane krzesła i olbrzymie stoły, tak wysokie, że na siedząco ledwie sięgało się barkami ponad blat. Wrzucony w labirynty zmęczenia, poddany hipnotycznej monotonii jazdy wzdłuż pasaży pokrętnych słów, doświadczałem ich niczym snu – pozornie realistycznego, jednakże dyskretnie wiodącego w regiony niezgłębionej dziwności, dziwaczności wręcz, tak jak czynią to jedynie sny. Także droga do domu, wiodąca przez zmierzch w niedoświetlone, peryferyjne obszary miasta, gdzie jedynie lekkie kontury i wyrzynające się z mroku faktury powierzchni dają świadectwo istnienia jakiejś scenografii i pozwalają domniemywać toczącego się w niej życia, została naznaczona tą samą magią, tą samą dziwacznością: w ślamazarnym, usypiającym rytmie jazdy autobusu rozbłyskujące od czasu do czasu szyldy nocnych sklepów, migające latarnie, odbijające się w powlekającej chodniki i asfalt wilgoci, kiełkowały w upiorne znaki i symbole, wyrodniały do postaci bezsensownych ideogramów nieudolnie kamuflujących pustkę i bełkot. Tak pamiętam ten dziwny, samotny powrót do domu ostatnim autobusem. Podróżowałem linią nocną, bez wątpienia. Ale jak to się stało, że, wyszedłszy z biblioteki, trafiłem na nocną linię? A może mój stan tamtego wieczoru, stan, w którym czas upływa w sposób niekontrolowany, wodząc nas na manowce dostępnych wrażeń, sprawił, że oddałem się dryfowi po bezmiarze wieczornego miasta, pustoszejącego z każdym pasmem podnoszącej się mgły, z każdą barwą ubywającą z palety kolorów więdnącego dnia? Już wiem, już przypuszczam: poddany mocy niedawno przeczytanych słów poszukiwałem jakiegoś fizycznego fetyszu, który wzbudziłby we mnie to samo poczucie, ten sam stan, niejako odtworzył go na krótką chwilę, przywołał, wyciągnął z zakamarków świeżych wspomnień, bym przekonał się, że jego kształt rzeczywiście był tak kuszący, tak niezwykły. Kierowałem się w mgliste, potężne i bezludne krajobrazy, poszukiwałem przytłaczającej, opuszczonej monumentalności starych konstrukcji – migawki wspomnień ukazują obrazy potężnego mostu spajającego starą i nową część miasta; obrazy chodnika wiodącego pod tym mostem, pod jednym z jego olbrzymich pylonów, obrazy żółtych kul światła puchnących wokół latarni, obrazy skrytego w wieczornej mgle, wiszącego dziesiątki metrów nade mną przęsła, obrośniętego kilometrami rur i kabli. Być może pamiętam moje desperackie próby wniknięcia w tę scenografię, desperackie próby otwierania zatrzaśniętych na głucho drzwi prowadzących do labiryntu zaplecza technicznego tej gigantycznej konstrukcji – labiryntu opuszczonego, wijącego się tajemnicą przez mgłę niczym tamte zdania, tamte słowa, przewiercające się przeze mnie, wwiercające w moje istnienie coraz głębiej z każdą przywołującą je myślą. Jednakże wejścia były zamknięte na głucho, a mnie chłód wielkich, szarych kamieni tworzących podporę mostu zapewne w końcu znużył, zmęczył… być może przywiódł do jakiejś formy przytomności, w której zdecydowałem się poszukać drogi do domu – od tamtej chwili pustego, zimnego niczym grobowiec.

 

(…) Takie właśnie są oblicza mojej obsesji: można by ją nazwać ciemną ekstazą, koszmarnym, pozbawionym Boga mistycyzmem, zdzierającym maskę sensowności na drodze ku doświadczeniu lodowatej trwogi przed transcendentnym karnawałem koszmarów. Niemal czuję, jak pod powierzchnią znanych mi rzeczy i miejsc zrywa się ciemny huragan dziwacznych, złowrogich sił, jak przestrzeń wypełnia skryte wirowanie chaosu i ciemności. Czy istniała dla mnie inna droga niż ta prowadząca do wiedzy, kim jest człowiek, którego słowa wywarły na mnie taki wpływ? Pośród wszystkich jego utworów nie sposób było natknąć się na jakiekolwiek wzmianki, które sugerowałyby informacje odnośnie do jego osoby; w końcu samo nazwisko zaczęło mi się wydawać rodzajem pseudonimu, kamuflażu. Nieprzytomny od szaleństwa sączącego się z jego opowiadań, wierszy i esejów, zapadałem w przerażające sny, a budząc się z nich, w pomieszaniu pulsującej trwogi i tęsknoty za jej źródłem, pożądałem wiedzy na jego temat.

 

Wojciech Gunia, Zachwyt ;) I też tego, co mówi cytat, oczekuję od weirdu, bo głęboka egzystencjalna trwoga to dla mnie właśnie namysł nad rzeczywistością, który przeraża. Że rzeczywistość sama w sobie jest przerażająca, to fakt, ale namysł… ;) To już inna bajka.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Staruchu, cała ta koncepcja samolubnego genu jest lemowska i wywodzi się z “Golema XIV”, uznanego za “ukoronowanie dorobku filozoficznego Lema” :P Natomiast mechaniczne superego to z kolei z “We władzy molocha”. Tam masz np.: “(…) ludzki rozum od maszynowego odróżnia tylko stopień złożoności, a zatem dystynkcja ma charakter ilościowy, nie jakościowy? Może więc „ludzkość” da się aplikować maszynie stopniowo – aż do zatarcia wyrazistych linii podziału? A „maszynowość” znów można – kto wie – przymieszać do ludzkich władz umysłowych w postaci brain chips czy innych jeszcze wersji cyborgizacji organizmu bądź intelektu?”.

Ale oczywiście fakt, że tekst jest również interpretacją ;) To jest artykuł na podstawie wystąpienia na konferencji “Filozofia w twórczości Stanisława Lema” sprzed dwóch lat, pamiętam, że mnie słuchał profesor Jarzębski i nawet coś dyskutowaliśmy <3

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Drakaino, mnie tu brakuje ciężkiej, egzystencjalnej trwogi; OK, pojawia się klaustrofobia, są niezbadane siły, ale wydaje mi się, że bardziej byłaś skupiona na wzorowym reprezentowaniu wydarzeń i bardziej na opisywaniu niż wywoływaniu. A do mnie te opisy nie przemawiają, np. tu: “Usiadłem przy nadpalonym stole, niechętnie mieszając łyżką w misce, jakbym obawiał się, że zobaczę w niej powykrzywiane twarze ofiar”. To tylko przykład; takie zdania niczego nie wzbudzają, w moim odczuciu one reprezentują twój zamysł, ale nie trwogę, którą ja miałabym poczuć. Najbardziej chyba przemawiał do mnie deszcz, ale znów – za bardzo był opisywany, nie miałam pola do interpretacji.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jest i najdziwniejszy z tekstów konkursowych ;) Tak oryginalny, że większość pozostałych kuli się w kącie.

 

Przemyślany i ponury w swoim absurdzie. Komediowy też, jak najbardziej, wielowymiarowy. Wyjątkowa i dobrze oddana perspektywa, bez sentymentów – gdyby skupić się na rozpaczaniu i dramacie, tekst byłby totalnie niestrawny (absolutnie nie chciałabym cenzury ze względu na “powagę tematu”; pamiętam, jak chyba w Legendzie rozpętała się burda o tekst, którego bohaterem był rak – był świetny! Ale ludzie się oburzali, że jak to tak można personifikować raka i robić z niego kochanka). Jest plastycznie, klasycznie, a jednocześnie nowatorsko, pojawiają się tu nawet wdzięczne wątki erosa/tanatosa. Historia jest tak dobrze obmyślana, że szerszy świat przedstawiony nie jest konieczny. No i jajecznica. Pokażcie mi drugiego/drugą takiego/taką, co oparła bardzo dobre opowiadanie na tak niepozornym i stającym się komicznie upiornym motywie. Brawo ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jest jakiś weird, i to autorski! A jak mamy taki weird, to już połowa sukcesu, jak się okazuje w tym konkursie ;)

Fajne jest to, że to taki klimat klatkowy, wszystko dzieje się na ciasnej klatce, pośród sąsiadów, stylizacja i wykorzystanie miejsca na wysokim poziomie. Trochę zbyt mi tę historię opisywałaś, a za mało dawałaś odczuć. Jest oryginalnie, czuć tu autorską wizję, a bardzo mi tego brakuje w 80% tych tekstów, które często dość nieporadnie próbują coś naśladować. I wszystko się składa w całość. Zakończenie trochę mnie rozczarowało, było nieco sztampowe, chociaż nie przeszkadzało to temu, że zapanowałaś nad kompozycją swojej wizji od początku do końca. Finalnie byłam jako tako ukontentowana – duże plusy ważyły się z garścią mniejszych, ale liczniejszych minusów.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wszystko jest więcej niż poprawne i nie spodziewałam się czego innego. Bohatera odebrałam trochę jako kukiełkowego (Finkla o tym pisała). Gdzieś mi się tu tylko ten Lovecraft rozjechał, jakoś wdziera się tu pewna ckliwość, która mi zgrzyta, zwłaszcza na końcu. Generalnie pomysł skojarzył mi się natychmiast z historiami o bohaterach, którzy są własnymi ojcami/dziadkami, chociaż nie wiem, jak można być swoim wujkiem :D Był taki film “Przeznaczenie” i od razu go miałam przed oczami, czytając.

Tekst odebrałam jako OK, ale nie znalazłam w nim rasowego weirdu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Stwórz ich, a potem stań z boku i obserwuj, co robią. Nie rozkazuj im. Puść ich wolno i spisuj poczynania ;) Odtwarzaj zarejestrowane sceny w głowie z różnych perspektyw, zwłaszcza własnej. Postaw się na ich miejscu, wyłącz się ze swojej rzeczywistości i stań w ich świecie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ruszyć się nie można, żeby nie wleźć na portalowicza drukiem :P Ktoś powinien opatentować to miejsce jako wylęgarnię i czerpać z tego profity. 

Po grudniowej okładce NF mniemam, że wewnątrz jest mój artykuł, jakże świąteczny i wesoły, o tym, że musimy wyginąć. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wyjaśniłam to w pierwszym akapicie opinii. Czyli: zamiast pokazać czytelnikowi ten świat i pozwolić mu zrozumieć, co się w nim znajduje, wykładasz mu to na wstępie, tłuczesz mu po kilka razy młotkiem do głowy: ONE SĄ GŁODNE, CHUDE, JEST BRZYDKO, BEZNADZIEJNIE, rozumiesz, czytelniku?

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

OK, stylizacja na plus, jest duch epoki, jednocześnie jednak brnęłam przez niego, a więc nie poczułam w nim polotu, pewnej ręki.

Dużo mądrości, przemyśleń, a gdy jest akcja, to tylko w formie dziennika. Więc w jakiś sposób jest stłumiona/zafałszowana, tak że nie możemy w nią w pełni wejść. Wydaje mi się, że kompozycja nie jest należycie zadbana i opowiadanie za bardzo idzie ślepo przed siebie, nie bacząc na czytelnika. Czyli mamy próbę tekstu przygodowego, który jednak nie jest przygodowy, tylko składa się z różnych strzępków, trochę tego, trochę tamtego. Za słabo to się wszystko w moim odczuciu łączy, jakby mi podano ciasto, które zdekonstruowano: trochę kremu, trochę czekolady, pudru, jakaś różyczka z cukru, wszystko rozrzucone po talerzu ;)

Ale jest lovecraftowo!

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

I jak tu spokojnie narzekać, jak ludziom miło, że przyjeżdżam jako zwiastunka apokalipsy przychodzę? ;)

Narrację odebrałam jako szarpaną, do tego tekst cierpi na brak świata przedstawionego. W moim odczuciu nieporadnie, schematycznie poprowadzona intryga. Korpo, nie-szatan, eliminacja człowieka – sztampa. Opowiadanie to dla mnie szkic, nad którym trzeba by mocno popracować. Bo myślisz schematami. Musisz się z nich uwolnić ;) Przynajmniej w weirdzie. Albo się nimi bawić, ale na pewno nie brać ich na serio. 

Żeby skutecznie skakać po bohaterach w tak krótkim tekście, trzeba ich zakotwiczyć. A tutaj niestety, mamy tylko kukiełki, które muszą szybciutko zasygnalizować czytelnikowi twoją wizję i nawet nie mają czasu zaistnieć naprawdę. Już nie wspominając o wolnej woli i autentyzmie. Wszystkiego mamy za mało jak na konstrukcję, którą obrałaś. Za mało historii, świata, bohatera w bohaterze. Takie mam wrażenie, że opowiadanie jest za bardzo oderwane od ciebie, nie nosi twoich doświadczeń, przemyśleń.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Opowieść o dziewczynie, która ciągle tylko podkula te nogi/kończyny, i o plamie, które są jednym. ;)

Psychodela, ale kanciasta, raz poetycka, raz nazbyt prosta. Wypowiedzi plamy jakoś mnie nie wciągnęły, były nastolatkowe. Brak przywiązania do bohaterki, bohaterka nie jest żywa: od początku wiadomo, że jest w jakiś sposób zaburzona, również na poziomie kreacyjnym, wiadomo też, że jest w jakiś sposób martwa, choć to się dopełnia na końcu. Nie zostałam zaskoczona, kupiona, wciągnęła mnie jedynie sama dziwność stylu i zachowania.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Podstawowa zasada obowiązująca piszących: show, don’t tell ;) Stąd wzięłam określenia.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ja też dałam 10.

Klimat wszystkiego, co dobre, Blade Runner już był sto razy przytaczany, to dam Psycho-Pass: mroczny, egzystencjalny, jednocześnie bez zaniedbania fabuły. Splotłeś weird z SF tak naturalnie, że trudno byłoby do czegokolwiek się przyczepić. Bawisz się bohaterami, ale nie jak kukiełkami, jesteś obserwatorem ożywionych, całkowicie autentycznych postaci, w które tchnąłeś bez trudu życie i ukryłeś się w cieniu, by spisać ich poczynania. Jak dla mnie jesteś gotowym produktem, nie mam się nad czym rozwodzić. Chciałabym, by cyberpunk mnie szedł tak łatwo. Gdzie twoja książka? ;)

Ale w przecinki to trochę nie umiesz :) Zwłaszcza przy niż i imiesłowach! A może to nie były imiesłowy… Muszę się przyjrzeć, co tam szwankowało. Niż na pewno.

Czy myśmy się spotkali u Belli?

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Miałam początkowo skojarzenie z Herkulesem Poirot. Czyli dałam się wkręcić w tego wesołkowatego bohatera. Opowiadanie przypomniało mi też “Ten, co pośród lodów” z Hardych Baśni. A więc udał ci się nastrój miejscowości na końcu świata pośród dzikich krajobrazów.

Dobra kreacja głównej postaci i nawet że zaskakująca, do momentu pojawienia się serc. Ale nawet jak już wszystko wiadomo, to i tak zakończenie sprawia przyjemność. Oryginalne, choć nie bez wad konstrukcyjnych, językowych, przecinkowych, jak prawie u wszystkich. Perspektywa sprawia jednak, że jakoś się wybijasz od innych. Ode mnie były cztery punkty i nadal coś niecoś pamiętam z fabuły ;) Ale byli mocniejsi od ciebie. Podsumowałabym tak: jest tu ważna składowa, a więc wyobraźnia i konsekwencja pomysłu, ale koniecznie ćwicz warsztat.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Outta, bo wy tu sobie tylko słodzicie, i na kogo wy “wyrośniecie”, tacy pieszczeni za byle co? ;)

 

Krar, horror to podgatunek fantastyki… :P

Luki w fabule i w kompozycji. Poświęcasz bardzo dużo czasu na wprowadzenie, jednocześnie nie przybliżając w żaden sposób ani okoliczności, ani miejsca, ani bohaterów drugoplanowych. Wprowadzenie robi się zafiksowane na show z jednym bohaterem, bez tell. W ten sposób wszyscy naokoło niego stają się niewiarygodni, nieopowiedziani, spełniają tylko konkretne funkcje w tekście, zamiast żyć w nim naprawdę. Monika na przewijać pieluchę, a potem ma się poddać patolowi, później ma jeszcze drażnić bohatera, na końcu rodzić (ach, nie, na końcu, jak to zwykle, kukle przypada sztampowo umrzeć przy porodzie); jest kukłą, nie prawdziwą bohaterką. Tutaj masz potencjał, żeby nawet z niemowlaka zrobić bohatera z krwi i kości, nie mówiąc o patolu – a ty nic. Tylko fiksacja na punkcie show kierowcy ;)

Cała część fantastyczna – potraktowana po łebkach, po macoszemu, w formie wykładniczej: kawa na ławę, przy jednoczesnej szczątkowości. Czyli mamy tak: ubogie show, bo jednowymiarowe, skupione na jednym punkcie, z zaniedbanymi wszystkimi innymi elementami: światem przedstawionym, pozostałymi postaciami, nastrojem i płynnością fabuły – które to show nie ukazuje puenty ani sensu, więc wkładasz na koniec i początek napakowane nieprecyzyjną treścią, nierozwinięte nijak i nie mające wiele wspólnego z akcją tell (wtręty do Mamy), co razem nie tworzy dopracowanej całości, nie zazębia się w moich oczach, a rozpada, jak niepasujące do siebie puzzle. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Bloki tekstu zniechęcają. Jest OK stylizacja, ale niedopracowana językowo i przecinkowo. Dość nienachalnie pojawia się za to samo Providence i HPL, to jest na plus, nie rzucasz mackami z ciemności, jak inni, tylko prowadzisz do biblioteki. Nie czułam niestety niepokojów bohatera, mimo że tak bardzo mi je opisywał. Podoba mi się, że poradziłeś sobie z kompozycją: zacząłeś, rozwinąłeś, skończyłeś z konsekwentnym pomysłem, mimo że kulały różne inne sprawy. Dużo świadomych nawiązań też wynagradza pewne trudy w lekturze. Tak na pięć punktów u mnie ;) (w skali 1-10)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przystąpmy do ataku macką.

IMO kanciaste zdania, nie płynie się z nimi, na szczęście sama historia się broni, ale musi toczyć walkę z językiem. Fajnie, że "moce" mają swoje wyjaśnienie w starożytnych technikach, to sprawia, że opowiadanie się klei, nie jest naciągane (jak wiele innych). Filozofowanie wuja odebrałam jako sztuczne, jak dla mnie nikt by nie powiedział takich sztywnych frazesów o fizyce. Zdania przypominają ową wspomnianą sprzeczną w sobie melodię.

Cała zachęta pod postacią dobrej historii przegrywa jednak wobec odczucia, jakim jest brak zakończenia. Mam takie wrażenie, jakby pomysł cię pokonał, nie ziścił się. A potem jeszcze to "uzupełnienie". Bez niego historia się nijak nie broni. No i Agnes i Orval to statyści. Luki pozostają lukami, według mnie nic tu ich nie wypełnia, zwłaszcza gdy nie chcę poznawać tej rzeczywistej historii, bo mnie nią nie zainteresowałeś swoim opowiadaniem. Wygląda na to, że to opowiadanie-wydmuszka mające prowadzić na jakieś tory poznawcze. Nie kupuję tego. Szkoda, bo chyba najlepiej wśród wcześniejszych opisany demon ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Opowiadanie jest z pewnością odważnie zakręcone, i w swoim głębokim introwertycznym zafiksowaniu niedopracowane. Przy czym nie mylmy “zakręcenia” z weirdem. Do weirdu potrzebujesz stabilnego gruntu dla obłędu, choćby pod postacią solidnych bohaterów, a jednocześnie przynajmniej jakiegoś stopnia nieuchwytności ich udręki. Takie jest moje zdanie. A w twoim tekście wszystko właściwie kawa na ławę, żadnej tajemnicy, bo owej tajemnicy po prostu uciąłeś łeb, skupiłeś się na czym innym. Fabuła z lukami, które już wytknięto, więc nie będę powielać. Monika to statystka bez charakteru, patol prawie bez charakteru, atmosfera i narracja rwane. W ogóle wszyscy to statyści, kukiełki w twoim teatrze. Nie dałeś im życia, pozostali sztywni, niezbyt wiarygodni, nieosadzeni należycie. 

Z plusów, znalazłam tu trochę niewymuszonego, oryginalnego humoru, nutki trafnego absurdu i predyspozycje do umiejętnego dręczenia przynajmniej głównego bohatera. Potrafiłeś też uchwycić pewną ważną zależność: że przez “przypadek” dzieją się rzeczy wyglądające na “fatum”.

Pisz dalej te horrory, za którymś razem nie będzie się do czego przyczepić ;) Na razie IMO słabo, ale z potencjałem. Jakby nie było potencjału, to bym napisała, że poprawnie/średnio i bym się tak nie rozpisywała, ale jak jest potencjał, trzeba być surowszym :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Moje odczucia są takie: zbyt nachalne powielanie informacji o głodzie, chudości, brzydkości, słabości. Czytelnik to już wie, a ty dalej mu to wciskasz. Zamiast show mamy tell udające show, zamiast subtelności i tropów: wielokrotnie powieloną dosłowność.

Jednocześnie cała reszta: świat, fabuła, zarys psychologii bohaterów: zbyt szczątkowe. Perspektywa dziewczynki dużo obiecywała, ale skończyło się na sztampie i krzywdzie zwierzęcia, która była wiadoma i oczekiwana już w momencie, gdy matka wróciła z niczym. Do tego twist z mackami wydał mi się umieszczony w treści na siłę. No i jak to możliwe, że tam nie ma TOTALNIE nic do jedzenia? Chociaż garść śniegu z korzonkami. Nie zostałam ukontentowana.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Plus: nadal pamiętam charakterystyczną atmosferę opowiadania, ale głównie dlatego, że, no właśnie, jest ona bardzo często eksploatowana. To te wszystkie filmy/książki/gry z poszukiwaczem/detektywem popadającym w obłęd ;)

Opowiadanie jest poprawne. Poprawne pod względem konstrukcji (chociaż trochę czasem przegadałeś, ale to już wiesz), historii, prezentacji stylu, nawet zakończenia. Ale wtórne. Zdania ze słuchawki odebrałam jako śmieszne, groteskowe. Czasem miałam wrażenie, że piszesz groteskę, że schematy są tak wiernie odtwarzane, jakby chodziło o ich ośmieszenie.

Te rośliny jaką pełnią funkcję, tylko nawiązania do HPL? Nijak nie pasują mi do ogółu historii, nie są w moim odczuciu osadzone ani przybliżone.

No i trochę mi się wydaje, że wyjaśniasz czytelnikom w komentarzach pewne elementy fabuły, które wyglądają na wybrakowane (zostały w twojej głowie, a nie dałeś wystarczających wskazówek, wyciągając tę historię na papier/pulpit, by je samodzielnie połatać). 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Patrzę na ten komentarz, co żem go sobie skleciła w notatuniu, i wzdycham.

 

Napisałam, że nudny początek, nic do zachęcenia i zakotwiczenia mnie w tekście. Moja uwaga rozjeżdżała się też później, przy blokach opisów. Przegadane, wciąż mnie nieporywające. Generalnie pomysł z potencjałem, skojarzył mi się z “Komórką” Kinga, a to dobre skojarzenie. Ale jak dla mnie bez polotu. No nie słyszałam tej muzyki, nie drażniła mnie, nie niepokoiła, głębokie struny egzystencjalnego lęku nie drgnęły, było tak, jakbym słuchała opowieści sąsiadów przy barze, którzy opowiadają historię jakimś cudem z horroru zamienioną w zwykłą historyjkę na piątkowy wieczór. Brakuje tła, brakuje różnych informacji, bo ten gość obok mnie na stołku mówi głównie o tym, co czuje, tyle że w sposób niepobudzający mojej empatii ani wyobraźni na tyle, by się wsłuchiwać.

Ale podoba mi się ostatnie zdanie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Fajnie, że jest wulkan, ostatnio łaziłam po wulkanach ;)

Ale mamy tu trochę niekonsekwencji, np. malutko świata przedstawionego kontra podawanie tak nieistotnych szczegółów, jak 30 wozów w karawanie.

Zastanawiam się, na jakiej zasadzie stawiałeś przecinki, i czy uważasz, że można je stawiać dowolnie.

Wbił je w szyję nieszczęśnika i rozerwał ją powodując natychmiastową śmierć – podaję to zdanie jako przykład masła maślanego. Samo przez się jest wiadome, że rozerwanie szyi spowoduje bardzo prędką śmierć. Tak więc część zdania z imiesłowem jest zbędna.

Generalnie poza wulkanem (<3) dostrzegłam kliszę na kliszy, brak zaprezentowania stylu, brak zaprezentowania warsztatu i panowania nad pomysłem. Miszmasz z wampirów i dziewic. Przegadanie przy jednoczesnym urywaniu zdań. Czasem nawet brak kropki na końcu zdania.

Ja to bym widziała tak: mniej fantazjowania, więcej siebie i autentyzmu ;) I więcej uwagi dla techniki, warsztatu, poprawności treści. Wstawić kropki na swoje miejsca nie jest trudno! Przecinki trudniej, ale da się.

 

A co do twojego komentarza o lękach, witaj w klubie! :( Ale chyba nie boisz się znaków interpunkcyjnych? ;) Proszę mi je wkładać tam, gdzie ich miejsce!

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Trudno brnąć przez zdania, jest w nich mnóstwo niepoprawnych konstrukcji, jak tu: Powraca do swojego kształtu, gdy ją unoszę, by zrobić następny krok, a kolej na to straszne uczucie nadchodzi dla drugiej stopy. / ilość światła jest dla moich oczu bolesna do przyjęcia

Nie dajesz zobaczyć tego, co opisujesz. Nadużywasz "dziwne", “ciemne/ciemność”, zamiast bogato opisywać. Język się nie klei, tu bajania, tu współczesny, parę razy miesza się czas teraźniejszy z przeszłym. Szczątkowy świat przedstawiony, w fabule miga jakaś nadzieja na pomysł, ale ostatecznie nie został zrealizowany, jedynie zasygnalizowany. Co ciekawe, początkowo miałam nadzieję na coś równie fajnego jak “Wielki marsz” Kinga, ale niestety kanciaste zdania wróżyły, że nie pociągniesz samej wizji. Ale potencjał jest! ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zgadzam się, że się dłużył. A wyobraź sobie jeszcze, jak oglądasz to tak jak ja: na wieczorze horrorów z 100 dzieciaków, które mają stanowczo za mało lat na ten film; może nie o samo wiekowe ograniczenie chodzi, ale dojrzałość emocjonalną do uniesienia tematu ;) Myślałam, że to się nigdy nie skończy. Ale bohaterowie bardzo mi się podobali jako friki. A u ciebie nie widzę zafiksowania bohaterów w ich kulcie/dążeniach, stąd przywołanie filmów.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Laureaci, na razie tylko jedna osoba przysłała mi adres!

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ja mam dla self publisherów i inszych potrzebujących procesu wydawniczego: Twarda Oprawa zapewnia takowy, sama jednak nie wydaje. Czyli można skorzystać z przejścia przez cały proces, a potem np. wydać samemu albo po redakcji i korekcie puścić do wydawców. Chętnie recenzują i pracują z fantastyką. A skąd wiem, bo współpracuję z nimi od niedawna jako redaktorka ;) Brzmi jak reklama, meh (jednak weźcie poprawkę, że redaguję w paru miejscach, w tym wymienionych już dawno na liście, nie sposób tego uniknąć), ale dopiero się zapoznałam z taką opcją, jaką oferują, a współpracowałam z paroma zagubionymi w procesie self publisherami, którym nagrywałam korektorów itp., w tym mowa o autorach z forum. Więc wiem, że takie miejsca przydają się niektórym i warto o tym wspomnieć. Do listy nie dopiszę, ale info daję.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Fabuła się nie klei, motywacje są zbyt szczątkowo zarysowane, a sceny nazbyt od siebie oddalone klimatem. Plus, że nie siliłeś się na stylizację, której nie czujesz, a był to przypadek licznych opowiadań z tego konkursu. Opowiedziałeś historię o nieobecnej uświęconej ikonie i zagubionych mrocznych żyjących. Jest to wdzięczny motyw, ale IMO nie został tutaj wykorzystany, schemat leci za schematem. Tzn. pierwsza scena jeszcze nosiła znamiona tego, że może rozwinie się to w oryginalną historię. Potem nastąpił nieskładny miszmasz. Takie opowieści żyją klimatem, popatrz na dwa horrory: Dziedzictwo. HereditaryMidsommar. W biały dzień. Wewnętrzne porąbanie, zagubienie, egzotyczność bohaterów sprawia, że siedzisz coraz bardziej wciśnięty w fotel, choć sama fabuła pozostawia wiele do życzenia.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Muszę zgodzić się z tym: Przyznam, że ciężko mi było przebrnąć. Co trzecie – czwarte zdanie stara się tutaj być dowcipem albo slapstickowym gagiem, w moim odczuciu zwykle dość nieśmiesznym. Dialogi są teatralne i zwyczajnie średnio napisane, oraz z tym, że nie widzę tu samego autora, tzn. opowieść snuje się dla samej opowieści, którą mógłby i wygenerować program. Ale jak widzę, krytyka nie jest dobrze przyjmowana, a ja nie mam ochoty na przepychanki, które cierpliwie zniósł leniwy.

Nadmiar imiesłowów nie dawał spokojnie czytać. Niektóre akapity zdają się składać z samych imiesłowów współczesnych poprzetykanych ówczesnymi. Są też źle używane i mają problem z przecinkami, np. tu: Stary profesor wypuścił księgę z rąk i wrzeszcząc przeleciał kilka metrów w tył, boleśnie uderzając plecami o ścianę. Mnóstwo niedopracowanych zdań: Kryje on niewątpliwie najgłębsze, ukryte do tej pory, kochali się na tylnym siedzeniu jego ukochanego, zaczął od pracy bramkarza w Klubie Marynarza.

Nie zauważyłam klimatu HPL.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jak dla mnie postaci nie zachowują się wiarygodnie, wyrok sądu też niewiarygodny, opowiadanie przegadane, brak mi show, brak poczucia grozy czy egzystencjalnego lęku/zadumy. Problemy przecinkowe i problemy kompozycyjne. To tylko szkic. W tym wszystkim udało się zakończenie, ale samo zakończenie bez opowiadania niestety się nie broni, a co ciekawe bardzo wielu twórców ma problem właśnie z zakończeniami, a tutaj na odwrót ;) No ale być może mam odczucie, że się udało, tylko dlatego, że właściwie nie spojrzałam początkowo na tytuł. 

 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Bloki tekstu nie zachęcały mnie do lektury, ale przy tym opowiadanie szczęśliwie krótkie i pisane przyjemnym językiem, takim nie na siłę podciąganym pod cokolwiek. Doceniam pewną wyzierającą z niego autentyczność. Generalnie tekst wydaje się szkicem, który nie zmienił się w opowiadanie. Samo tell, jednostajne, lekko nużące, bardzo oszczędne, z jednej strony coś w sobie ma (autentyzm), z drugiej jedynie zalążki panowania nad historią. Finalnie nie wciągnąłeś mnie należycie, a udramatyzowanym finałem nie zadowoliłeś.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Oceniłam ten tekst wysoko ;)

Autentyczny bohater, autentyczna historia, zadbany świat przedstawiony, oczywiste i umiejętne nawiązanie do HPL, własna historia, jest OK. OK, schematyczność też jest, myślenie schematami, o którym pisał None, więc nie jest to opowiadanie, nad którym piałabym z zachwytu, ale jestem z niego zadowolona: zapamiętam je, zapamiętam krajobraz, szafę, bohatera. Jest miejscowa legenda, miejscowy folklor i język, znowu nic nazbyt oryginalnego, ale przynajmniej panujesz nad elementami opowieści. No, może pośpiesznie skończyłeś, ale to jest bardzo uporczywa zmora bardzo wielu piszących.

Podreperuj przecinki, zwłaszcza w zdaniach złożonych i przy imiesłowach.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zarzucam tekstowi brak stylu. Bo masz swój styl, w każdym drzemie coś intymnego, co ożywia teksty. A tutaj dostałam dość płaskie opisy, nie czułam, żebyś ty czuł ten tekst, jakbyś przerysowywał obrazek, na którym nie wiesz, co jest. Spodobało mi się określenie Łukasza "tekst napisany więcej niż poprawnie" – tutaj często dostaje się miłe słowa za teksty napisane więcej niż poprawnie, wszak jesteśmy wspierającymi się znajomymi, jednak więcej niż poprawnie to tak naprawdę niewiele ponad poprawnie. Staram się pokazać wam inną perspektywę. Jak dla mnie za mało wysiłku i uzewnętrznienia w tekście. Domagam się więcej broczenia na tekst krwią! ;) Inaczej przepada w odmętach zapomnianych.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jeżeli coś mi się podobało/uznałam za dobre, to uwzględniam w opinii. A tutaj nie dostałam nic, co by do mnie przemówiło. Bohaterów statystów, wypowiedzi-kalki, krótkie zdania, jak wystrzały: “Klucz przekręca się w zamku. Otwierają się drzwi. Obracam się”. Może mają budować napięcie, ale we mnie tego nie robią, raczej tłumaczą mi oczywistości.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nikt by czegoś takiego nie powiedział w rozmowie: “Duma. Trzyma mnie tam cholerna duma. Dążyłem do tego piętnaście lat. Kryminalni, to jest coś! A trzeba było w spokoju wypisywać mandaty. Rzeczywistość okazała się brutalniejsza niż na filmach. Brutalniejsza od wszystkiego, co można sobie wyobrazić”.

Bohater nie wzbudził we mnie sympatii ani jego kreacja nie wydaje się autentyczna. Gęsty klimat, może nawet zbyt gęsty, aż brakuje elementów bohaterów i świata. Poszarpane, nierozbudowane. Pisałeś o nagłości w komentarzu, ale nagłość nie jest łatwa, i może trzeba popisać i poczytać coś innego, żeby pouzupełniać luki, a nie zamykać się w danych granicach ;) Zapomnę tekst szybko (właściwie, gdy wklejam opinię, już nie pamiętam, bo opinie spisałam w notatniku w trakcie czytania, a było to już dobry czas temu). Wiem, jak brzmi moja opinia, ale chyba nie chodzi o to, żeby ułagadzać na siłę swoich odczuć, jak sądzę. Co wyciąga się z klepania po plecach? Dobre samopoczucie to nie jest jakieś szczególne narzędzie warsztatowe ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Może zacznijmy tak: podoba mi się ogólny koncept.

Ale zwłaszcza na początku, i to jest oczywiście mocno subiektywne, język odebrałam jako koszmarny, bliski grafomanii. Przy pierwszych akapitach zastanawiałam się, czy to żart albo pastisz, no bo pojmowanie udręki stóp, ciche sny węży, generalnie gruby lot. Zdania wydawały mi się komiczne. Potem przeszły w zdania, w moim odczuciu, o niczym, jak to: "Na czarnej, popękanej ziemi leżały strzępy ociężałej nic nierobieniem pary – zdarzało się, że całymi chmurami odrywały się od szorstkiego piasku i snuły się za ciepłym wiatrem, tworząc mroczne kształty w oddali". Nieco szalony i nieskładny język umarł gdzieś po 1/3 i wtedy czytało mi się o wiele lepiej, choć jeszcze sporadycznie zdarzały się osobliwe zdania.

Drętwe dialogi. I dialogi, których było już milion:

“– Czym to jest?

Zadrżał. Jego mętne, znużone oczy widziałem potem w snach. 

– Wszystkim. – Osłonił się ramieniem, jakbym raził go wzrokiem. – Niczym”. 

 

Sam pomysł na plus. Trochę mi przypomina “Cieplarnię”.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Najpierw rzuciły mi się w oczy nienaturalne wypowiedzi na początku. Potem historia jak wiele innych – już trochę nie mogę z tymi gwałconymi dziewczynkami, które nie wiedzą, co się dzieje. Nie widzę tu weirdu, a przynajmniej takiego, jakiego bym oczekiwała. Generalnie: nie podobało mi się.

Opieranie całego opowiadania na szoku czytelnika nie jest zabiegiem weirdowym, w dodatku nie działa, gdy czytelnik jest już znużony szokowaniem go gwałceniem dzieci. Motyw dyń niestety nie przebił się przez mocną wulgarność całej opowieści. Oczywiście, można używać takich motywów, ale nie jako trzonu. Dodatkowo weird może być obrzydliwe i szokujące, ale robi to subtelniej, robi to splotem warstw showtell, a czasem i samym tell. Tutaj było tylko show, i to wmuszone czytelnikowi, jakby ktoś mu wcisnął zapałki między powieki i nakazał: PATRZ!

Podsumowując: zapominam o tym tekście, za to z nostalgią wspominam twoje postapo, jeśli dobrze pamiętam, z Legendy ;) Tam obyczaj o wiele mocniej mi podszedł.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Tutaj mamy w moim odczuciu dużo show, które mnie nie wciągnęło (odgrzewane kotlety), i mało tell. Nie znalazłam charakterystycznego stylu w tym tekście ani głębokiego egzystencjalnego poruszenia bądź choćby solidnej warstwy emocjonalnej. Ja uważam tak: żeby były emocje, autor musi stać się swoim tekstem i swoimi bohaterami, i pozostać z nimi do końca, widzieć ich oczami, być opowiadaną treścią. Tutaj tylko początek przyniósł emocje, ale późniejsza nierówna kompozycja i krótkie, suche zdania nie kryły jak dla mnie dalszego potencjału. Jest historia z lekką nutką horroru, ale to dość odległe od weirdu. Niestety, szybko zapomnę o tym tekście, ale wierzę, że mnie kiedyś zaskoczysz ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Postawiłeś na tell, nie show, przy weird to oczywiście może być usprawiedliwione, jednak przy owym tell nie poczułam twojego stylu, tylko starania, by było weirdowo. Opowiadanie nie jest dobrze skomponowane, tzn. mamy albo bloki tekstu, albo ciągi wypowiedzi praktycznie bez didaskaliów. Nie podobał mi się też język, no bo albo stylizujemy na grozę, na filozofowanie, na sięganie do mroku, albo rzucamy żarciki i słowa typu: zadupie. Albo też, ok, mieszamy konwencje, ale tak, by nie zgrzytały, a więc – panując nad tym.

Napisałeś, że nie potrafisz skopiować stylu HPL, ale tu nie o kopiowanie stylu chodzi, a widać, że zgromadziłeś różne kopie, które nie są "twoją" pisaniną, nie pokazałeś tutaj siebie, a przynajmniej ja nie odczułam autentyczności historii. Ale ćwiczenie czyni mistrza, trzeba próbować dalej ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Urwę głowy niemal wszystkim uczestnikom ZA TOTALNY BRAK WIEDZY NA TEMAT PRZECINKÓW ZWIĄZANYCH Z IMIESŁOWAMI. I ogólnie przecinki to jest wasza zmora! Resztę zmor wkleję w komentarzach w ciągu najbliższych dni! ;) Będę jeźdźcem apokalipsy i zwiastunką burzy. 

A ogólnie nie było łatwo, dziwacy od dziwnych opowieści, wybrać najdziwniejsze i najlepsze teksty ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No jasne, że chcę, lubię koszulki z logo, które coś w życiu znaczy ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytanie, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wtedy go nie było jeszcze ;) Jak już było, to ci od razu wysłałam! :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Muszę do nich napisać w takim razie. Podrzuć mi na priv mail, jeśli chcesz, przyślę ci opowiadanie ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytane ;) Komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Oby w takim razie owocnie się ta historia skończyła, czyli zadowoleniem ;)

Jeżeli ktoś chciałby opowiadanie ze świata Trupokupców, które złożyliśmy z SQN-em w pdfa (tekst również po redakcji pani Ewy Białołęckiej), to piszcie, podeślę. I w związku z tym jeszcze pytanie do ciebie, LepkaOwco, czy przy zakupach w księgarni, przysłali ci to opowiadanie jako dodatek? Takie było założenie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Za kilka dni mija czas na przysłanie opowiadania na Nowoświaty.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wilk dawno mi napisał, jeszcze zanim się odezwałeś w tym temacie, że sprawa zakończona, że limitu należy się trzymać i to lepiej. Rzeczywiście, zajmijmy się tym, co mile, a więc lekturą, bo komuś z ostatnich dodających zrobi się przykro. A to powinno cieszyć, że udało im się zdążyć i dodać :) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

W pierwszej wypowiedzi mówisz, że im więcej, tym lepiej, a w drugiej dopuszczenie większej liczby uważasz za niesprawiedliwe ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Łukaszu, wyżej napisałeś “im więcej uczestników konkursu, tym lepiej”. Teraz: “jest to niesprawiedliwość, bo w ostatniej chwili doszła im konkurencja”. Przyznam, że zaczynam się gubić ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Łukaszu, to ciekawe, że według ciebie jurorzy oraz JeRzy, zezwalając na kilka dodatkowych dni na zgłoszenie opowiadania, złamali regulamin. Pozwolisz, że wszelkie ustalenia pozostaną w kompetencji wskazanych osób.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

A jak przysyłasz tekst do wydawcy, a wydawca mówi: spoko, ale dopisz 100k. To co wtedy? ;d

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie uwierzę, że nie da się go rozwinąć :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wilku, limity są po to, by obowiązywać. Jak bardzo poniżej?

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Teraz to chyba bardziej antologie, roczniki, okolicznościowe wydania wiodą prym.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dajemy dodatkowe 5 dni. Można dodawać do 6 listopada do 23:59.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Wybacz, Finklo, ale też spacerowałam, więc nie zaglądałam chwilkę :< Omówię to z górą!

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ostatnio wysyłałam propozycję do paru wydawców, i praktycznie każdy miał miłą zwrotkę o trzymiesięcznym terminie. To chyba powinno zostać wprowadzone jako obowiązkowa norma. Właściwie sama powinnam normę automatycznej odpowiedzi zastosować w konkursach… Ale jest we mnie jeszcze gdzieś tam głęboko stara szkoła pastwienia się nad autorem: nie masz maila o błędzie? To załóż, że dotarło.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Vargu, długie. Jeśli robisz cały wachlarz zadań, a nie biegniesz na łeb, na szyję linią najmniejszego oporu, to nawet bardzo długie. A tam sporo jest obok fabuły, odkrycie gigantycznej mapy, właściwie kilku map, wybudowanie autostrad, pomoc bohaterom, masa zadań kurierskich od jednego końca mapy do drugiego, znajdźki, czajenie się na wynurzonych, przechodzenie w wymiar alternatywny…

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ooo, ktoś odkopał wątek. Mnie ścięło z nóg Death Stranding. To jest gra dla mojego czarnego fantastyczno-naukowo-weirdowego serduszka. Przepiękna, przemroczna, można przeboleć powtarzalność zadań kurierskich, to dla mnie najmniej istotny element był, zresztą, jako osoba z nerwicą natręctw jechałam z nawet najdrobniejszymi zadaniami bez mrugnięcia, zgarniając wszystkie możliwe gwiazdki. Jak doszłam do finału, to długo siedziałam przed konsolą i nie mogłam się pozbierać <3 Światotwórstwo, bohaterowie i fabuła: poziom master. No i cudowni aktorzy. Jak się wydostanę spod stosu redakcji, naparzam jeszcze raz.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hej, druga tura SQN-owego konkursu z antologią pokonkursową :) Półtora miesiąca na napisanie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Proszę twardym być, nie miętkim, to jest konkurs lovecraftowy! ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nowa Fantastyka