Profil użytkownika

“Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion”. Nie ma sensu się na mnie gniewać. W końcu wygrywa ten wilk, którego karmisz.

 

Redaguję w:

Fantazmaty 

Wydawnictwo SQN

Wydawnictwo Otwarte

przyjmuję zlecenia

 

“Openminder” https://www.wsqn.pl/ksiazki/openminder-tom-1-koty 

“Dzieci Burzy” https://wydawnictwo-alegoria.pl/produkt/dzieci-burzy 

blog książkowy + lista publikacji (panel po prawej): http://dzikaksiazka.blogspot.com 

profil autorski: https://www.facebook.com/coolstorynaz 

IG: @cool_story_naz

filmik o nowej książce na YT: https://www.youtube.com/watch?v=JL42MalAbao 

 

 

Rozmowa z Ceterari o debiutowaniu – Silmaris nr 13.

Wywiad o tworzeniu – https://www.sajfaj.pl/wywiad-magdalena-swierczek-grybos-autorka-m-in-dzieci-burzy-i-openminder 

 

Olej zasady. Olej autorytety. Wyrzuć warsztat. Nigdy nie słuchaj miernych twórców. Nigdy nie wierz w nagrody.


komentarze: 4634, w dziale opowiadań: 2531, opowiadania: 870

Ostatnie sto komentarzy

Alleluja, jestem.

Po kolei:

Zanais, z tymi długimi zdaniami jest/było tak, że raczej ich nie lubiłam, ale czytając hurtem weird przed przystąpieniem do pisania, mój mózg przestawił się na taką “mowę filozoficzną”, czyli po prostu dłuuugi bełkot, nad którym trzeba zapanować na tyle, by bełkot zmienił się w mowę ;) To było moje pierwsze zderzenie z weirdem; teraz, do innej antologii weridowej, piszę tekst na nowy sposób.

Regulatorzy, ja też w to wierzę <3

Perrux, jeśli uważasz Larwy za “ambitny weird”, to bardzo się cieszę, bo to było moje pierwsze opowiadanie, więc liczę, że dalej tylko lepiej.

Katio, to jest właśnie zabieg, który ostatnio bardzo polubiłam. Czyli zmieniam się na chwilę w bohaterkę, nadając jej wachlarz cech, z którego część jest moich, ale demonizowanych, odwróconych, puszczonych samopas, gdzie moje Ja znika całkowicie na rzecz nowej kreacji, ale pozostaje grunt autentyczności – jak się okazuje, pasuje to do weird. Cieszę się, że się wczułaś, chociaż niekoniecznie, że czułaś robaki… ;)

Wilku, poruszyłeś temat męża bohaterki, a to mi przypomniało, że to opowiadanie inspirowane było prawdziwym zaginięciem i prawdziwym małżeńskim kryzysem. W końcu uważam, że powinno się pisać o tym, co się zna.

SaraWinter, fantastycznie, że odniosłaś wrażenie, że w tekście jest bardzo dużo mnie. Ostatnio bawię się tym zabiegiem i odkrywam, jak można, w pozytywnym sensie, grać z czytelnikiem. Bardzo mi się podoba twoje porównanie bohaterów do atramentu.

Gekikara, to mnie fascynuje: jesteś kolejną osobą, która pod kolejnym moim tekstem przywołuje Dicka, a ja, przepraszam wszystkich, nie przeczytałam nigdy nic spod jego ręki. Co do tego manuskryptu, to byli w ruderze razem i Filip znalazł manuskrypt (ze złotą okładką), sam pergamin znalazł już później, wewnątrz. Z Bogiem racja, a z odpowiedzialną pracą… Cóż, znałam kiedyś dokładnie kogoś takiego. Niektórzy ludzie dość długo potrafią sprawiać pozory, póki paranoja nie weźmie góry.

Cet <3

Bello, te rozjechane koty (ewentualnie topione kocięta) to chyba jakaś moja trauma, bo to nie pierwszy i nie ostatni tekst z tym motywem… Dzięki za budującą opinię :)

Edwardzie, fajnie, że ty wywołałeś ten utwór również :) Zawsze otwiera we mnie coś takiego, że mam ochotę chłonąć piękno ;) Super, że opanowały cię larwy (super w sensie pisarskim), chociaż wiadomo, że sam motyw jest lekko odstręczający, więc zawsze czuję się nieco rozdarta, gdy czytelnik jest kupiony, a jednocześnie “zakażony”…

Asylum, mi się podoba twoja czytelnicza świadomość – mam czasem problem z tym, że czytelnicy utożsamiają mnie z bohaterami, najróżniejszymi, a ja po prostu bez żadnego wstydu bawię się swoimi i cudzymi cechami, bawię się wspomnieniami, robiąc supły na ich flakach i rozciągając po namalowanym krajobrazie… Dobra, zbyt wierdowo. W każdym razie cieszę się, że odgrodziłaś tu autora od bohatera. Lubię to bardzo w pisaniu – traktowanie wszystkiego, siebie, innych, doświadczeń jako materiału, z którym można zrobić wszystko. Ostatnio w jednym tekście zabawiłam się też samym portalem, mam nadzieję, że kiedyś wyjdzie… Dziękuję za chęć do nominacji :) Nie zniechęcaj się “przepadaniem” opowiadań, na które głosujesz – moja ulubiona opowieść z czasu bycia w Loży jest o tym, że wygrzebałam pod koniec miesiąca jakieś opowiadanie z trzema czy czterema takami, zignorowane przez innych, a potem dostało srebro.

I tak coś przeczytam!

 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hej hej, dziękuję za lekturę, kliki i komentarze, popsuł mi się łapek i czekam na nowego notebooka, więc za dwa dni będę odpisywać i czytać twój tekst, Zanais:) Nienawidzę pisać komentarzy na tel. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Oj, lk, wiedziałam, że filozofia uczyni z ciebie “potwora”, a więc starca w ciele młodzieniaszka ;) Dziękuję za poświęcenie chwili na komentarz, który sam w sobie jest jak doskonale skonstruowany esej filozoficzny. 

 

Asylum, czekałam cierpliwie całe miesiące, aż będzie mi wolno wrzucić tutaj Larwy :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Marasie, ;)

 

Fisz, redaktor jest IMO najlepszym przyjacielem tekstu i pośrednikiem pomiędzy autorem a czytelnikiem. Spotkałam się z traktowaniem go jako zła wcielonego, dopustu bożego, boga lub przyjaciela, ale ta ostatni relacja nie jest łatwa do osiągnięcia i właściwie nie jest do końca pożądana, bo kiedy ją się osiągnie, można przestać być wystarczającą żyletą dla tekstów danej osoby. Ale to offtop.

 

Blackburn! Kopę lat!

 

Jasna Strono, ależ są dobre i średnie teksty (tych ostatnich na pęczki), tylko IMO dobrych jest mało i coraz mniej przez wskazane tendencje. Np. masa konkursów, w których jurorują portalowi koledzy przyzwyczajeni do stylów i danych systemów ocen, pewnie i pomoże się rozwinąć przez różnorodną tematykę, ale czy pomoże przebić szklany sufit, a przebicie go jest chyba motywem łączącym największą liczbę zgromadzonych tu piszących? Przez to pytanie też zresztą część piszących śle najlepsze teksty tam, gdzie można dostać gwóźdź i wydrapać rysę na suficie (co też przekłada się na liczbę dobrych tekstów tutaj). Dlatego masz rację z tym, że kiedy na jakiś czas srebra zanikły, zrobił się zator.

Loża mogłaby dzierżyć w swojej dłoni szlifierkę, ale nie wiem, czy to możliwe, gdy jak każdy użytkownik nasiąka pewnymi schematami + wsparcie z góry jest z doskoku, co nie dziwi i nie jest z mojej strony wypominaniem czegokolwiek. Jednak dawanie sobie nawzajem gratyfikacji w tym samym systemie, realiach i przyzwyczajeniach, dla mnie zapędza trochę w kozi róg.

Nie mnie oceniać, czy góra winna podejmować jakieś decyzje na temat charakteru tego miejsca. Na pewno to miejsce należy w tej chwili do was i waszych decyzji ;) Jeżeli tylko się bawicie, sprawa jest inna; ale patrząc na zorganizowanie antologii, na dyskusję, na wypowiedź np. Marasa – u podstaw tego miejsca chyba nie leży zabawa.

Tyle że antologia jeszcze bardziej wszystko zapętla – dostają się do niej ci, którzy otrzymują pióra, a antologia to już jakaś szpilka na sufit, którą sami sobie zorganizowaliście. Pytanie czy tworząc publikację, która będzie mniej hermetyczna niż portalowa, teksty w niej umieszczone są w stanie sprostać szansie. A tam też redaguję i też mi się zdarzyło usłyszeć: nie rozbuduję, bo na portalu TAKIE SIĘ WŁAŚNIE PODOBAŁO!!! ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Część ludzi mnie nie zna, więc aby zakotwiczyć własną perspektywę, coś muszę napisać.

W mojej opinii, która od lat jest niezmienna, wygląda to tak. 

 

Loża nominuje słabe teksty; uczy się tego od innych w rozpędzającej się tendencji spadkowej. Brakuje większej liczby osób cierpiących na berylozę, ponieważ tutaj umiłowany jest sam system, a dawne meritum – jak najlepszy tekst i przekraczanie siebie – gdzieś umyka. Dlaczego tak się dzieje – bo szala portalu przechyliła się bardziej na miejsce życia, przyjaźni, dyskusji, miejsce, które porządkuje życie, uspokaja, zabawia, reguluje, nagradza w wielkim uścisku przyjaźni. To nie jest zjawisko negatywne, które ktoś powoduje jakąś niekompetencją. To po prostu zjawisko, fajne zresztą z wielu perspektyw.

W konsekwencji użytkownicy nominują jeszcze słabsze teksty niż Loża.

Ludzie wpadają w manieryzm, w rutynę (nasze mózgi bardzo to lubią), a system jest dziurawy jak ser. Dlaczego na przykład siadałam na stołku, odmawiałam, siadałam, odmawiałam – bo nie ma nic gorszego niż zasiedzenie. Zawsze też zapalałam się do rewolty, bo nie ma nic lepszego niż rozpirzenie starego systemu. A portal się zmienia i niedopasowanie systemu IMO co jakiś czas wypłynie, być może z coraz większą regularnością.

Podkreślam, że to jest moja opinia, znana od dawna, i dyskutować nad nią już mi się nie chce. Jestem za stara "w środku, w Czesiu", żeby machać na akurat tej barykadzie. Nie chcę też denerwować nikogo “radykalizmem” w merytorycznej dyskusji.

 

Dam trochę inną perspektywę. Pracuję nierzadko poza portalem z autorami obdarowywanymi nobilitacjami na forum. To są autorzy z potencjałem, ale część z nich nie chce współpracować z redaktorem, nie rozumie, że tekstowi potrzebna jest ciężka praca (jeśli chcieć, by z tekstu i autora wyszło 100%, a tekst stał się jeszcze lepszy, może wybitny) nie rozumie, że nie są geniuszami, nie rozumie, że piszą dla szerokiego grona odbiorców; jest to zawsze dokładnie ta sama postawa, wygląda na to, że wyniesiona z forum, bo mam kontakt z taką masą autorów, że mogę nakreślać pewne schematy. To są osoby, które się zatrzymały, nastąpiło zamrożenie w kokonie, a zbliżenie się z młotkiem powoduje u nich atak paniki. Tutaj jest azyl, na zewnątrz czekają przeraźliwe realia. Często trzeba odłożyć młotek, bo tak się boją, ale czy to wyjdzie im na dobre? Mnie młotek MC, zastosowany parę lat temu, wręcz uratował, chociaż bardzo bolało ;)

Są oczywiście ludzie, z którymi pracuje się świetnie, ale to na przykład osoby publikujące poza portalem, nazwijmy to "dojrzałe" pod względem publikacji. Portal, przy dobrych wiatrach, pomaga dojrzeć, ale dla mnie trwa tendencja spadkowa, choć oczywiście mogę się mylić i mieć zniekształcone postrzeganie, nie mówię, że ze mnie najmędrniejszy mędrek. Prawdopodobnie, jak już pisałam, portal ma już inne priorytety.

 

W związku ze wszystkim powyższym chętnie opowiem się za zmianami i ich radykalizmem, jeżeli mój głos się liczy ;)

 

Niezależnie od beznadziejności z dawna przejrzałego systemu, który był OK, kiedy jeszcze redakcja NF mogła się jakoś w nim udzielić, a teraz to IMO pusta wydmuszka, ludzie na portalu są wspaniali, a ta społeczność to rzadkie zjawisko, więc ekstra, że płomień rewolucji pali się w sercach ;D Według mnie potrzeba całkowicie nowego systemu, ale to osoby w nim aktywne bardziej ode mnie powinny go sobie ustalić. 

Odwagi.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Biczowałam się po mojej absencji, naprawdę próbowałam pisać, ale pomysł był zbyt mglisty, za mało czasu, słowem – napisałabym dno ;<

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nawet mam jakiś pomysł, ale nie wiem, czy dam radę. Aż do dzisiaj byłam koszmarnie obłożona. Ale może chociaż szort :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hm, zostały mi dwa dni. Cudnie :D

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jak oni w ogóle ogłoszą nominacje, ktoś coś wie? 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Pamięć kamieni to majstersztyk <3

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jakby wam się nudziło w kwarantannie, to nagrałam filmik o nowej książce, której premiera miała być w kwietniu, ale wiadomo, jak jest, i nie ja jedna cierpię na <wielkie niewiadome>. Wszystko co mogłabym o niej napisać, powiedziałam, jest też okładka, więc enjoy ;)

 

Gratki dla wszystkich dzielnie publikujących.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Głosowałam na Dzieci dwóch światów, Słowodzicielkę, na pewno na Rdzę, Serce i Deszczowego z Legendy… Na Pamięć lasu… W stanie nieważkości… CoboldoFuna… Tyle pamiętam :p

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

eee… Wielki Yorkshire Terrier? :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nooo i nic mnie tak nie wzrusza jak los wszystkiego, co nie jest człowiekiem. Człowiek nie wzrusza mnie wcale. Dobre! 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Prawdopodobnie po to, żeby nie umrzeć (nie chodzi o chwałę, po prostu przepracowanie i uwolnienie emocji trzyma mnie przy życiu, które inaczej byłoby nie do zniesienia). 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie kupiło mnie do końca przez formę i trochę papierowe dialogi, ale wizja jest dla mnie ok, a najlepsze chyba ostatnie zdanie ;) 

 

Patrząc na Twój awatar, muszę Ci wkleić fotkę, którą dziś zrobiłam :P Nie wiem, czy z telefonu zapanuję nad wielkością… 

 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zdecydowanie dobre i warte rozważenia przy głosowaniu :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

O, jest coś dla mnie: ładna kompozycja, akcja, ciekawy pomysł, katastrofa, trochę psychologii, a nawet filozofii :) Wreszcie widzę zadanie konkursowe wykonane w pełni, bez braków powodowanych limitem.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Niestety uważam, że opowiadanie jest przegadane i nie ma w nim żadnych elementów akcji. Sam pomysł jednak do pochwalenia :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Trochę mi się nie podoba kompozycja (szarpana i nierówna), ale poza tym nie mam się do czego przyczepić ;) Więcej się nie rozpiszę, próbuję zagłosować…

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Próbuję zdążyć z lekturą opowiadań przed dedlajnem, więc się nie rozpiszę. Pomysł i wykonanie są ok, ale sama perspektywa robala zbyt ludzka.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie mój target, ale ładne i umiejętne; niczego innego nie można się było spodziewać ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przeczytałam. Nie zrozumiałam. Ale lektura nie bolała, miała też swój styl :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Było to jedno z oczywistych rozwiązań – pójść w audycję, żeby porzucić konieczność tracenia znaków na narrację. Oczywiste nie znaczy łatwe. Poradziłaś sobie z nim, jak podkreślił Wicked, na intensywnie “swój” sposób.

Jak wiadomo, ja się lubię poumartwiać, ale niektóre “makabryczne” żarty do mnie przemówiły. Faktycznie tajemnica tekstu jest rozwikłana na samym początku, więc w zasadzie nie istnieje. Ale jeżeli celem było to, co podkreślił Mersayake, nie ma się czego czepiać. Poza wspomnianą łopatologią.

Najbardziej przemawia do mnie to, że nikt by podobnego tekstu nie napisał, więc dobrze, że go stworzyłaś ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dałam liczbę mnogą przy nielicznym mieszkańcu, znalazłam podwójne spacje i jest 7990 po przeklejeniu do Worda, więc powinno być ok.

Dzięki za kolejne komentarze i poświęcenie czasu :)

To jak najbardziej zrozumiałe, że tak skondensowana forma wzbudza różne odczucia. Kiedy dawałam Wickedowi tekst na pierwsze czytanie, żeby poznać wrażenia związane z historią, opowiadanie miało jeszcze 9,5k, wykroiłam potem niewiele wnoszące elementy. I to było całkiem niezłe doświadczenie, szukać absolutnego minimum… :P

 

Odnośnie dialogów i narracji, dla ścisłości: linijek narracji jest około 80, a dialogów około 100.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dzięki za lekturę i kliki :)

Heh, wreszcie konkurs, w którym łatwo przeczytam wszystkie pozostałe teksty…

 

herox002 – zasadniczo w wynikach wyszukiwań wyłania się określenie “nieliczny mieszkaniec”, ale przedyskutowałam to na czacie redaktorskim, i należy rzeczywiście to zmienić na liczbę mnogą ;) Właściwie to pamiętam, że pierwotnie była tam liczba mnoga, ale oszczędzanie na znakach mnie potem zgubiło… Dzięki, usiądę wieczorem i coś pozmieniam, żeby nie przekroczyć limitu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Fajnie to. Fabuła nie jest jakaś super oryginalna, ale konsekwentna i dobra kompozycyjnie. Trochę jeszcze brakuje ci wprawy, ale błędy nie są duże :) Przede wszystkim tnij zaimki i zbędniki:

ale w końcu postanowił zdjąć z siebie swoją Maskę.

wyznacznikiem statusu społecznego, bogactwa i pozycji w ogóle.

dorobił się na licznych małych firmach swojego majątku ← tutaj można jeszcze zmienić szyk: dorobił się (czego?) (na czym?)

 

Zazwyczaj kiedy przyjrzeć się zdaniu, okaże się, że jest tam trochę zbędnych słów, których utrata nie ujmuje niczego treści.

Jeszcze sprawa się:

A raczej się domyślał się. ← staraj się nie dawać “się” na koniec zdania, ponieważ wtedy pada na nie akcent, a to nieprawidłowe. Wyjątkiem są zdania dwuwyrazowe. No i kiedy się da, można “wycofać” “się” nawet w środku zdania za orzeczenie. Takie wymogi ma na przykład część wydawnictw – by kiedy to możliwe, się lądowało jako pierwsze: Nie mógł nadziwić się, że…/Nie mógł się nadziwić, że…

 

No i nie pisz Cię, Ciebie, Twoje, jeśli to nie jest list ;) 

 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Gdyby dało się przepuścić użytkownika Wicked G przez jakiś program kondensacyjny, taka właśnie wyszłaby esencja :D Albo przez WinRAR-a, przywołując jego własny przykład ;)

A tak poważnie, Sylwestrze, niełatwe to było zadanie, opowiedzieć sporą historię w tak symbolicznej liczbie znaków. Wszelkie eksperymenty z formą i puentą niezabronione. Chyba nikt nie jest w stanie odbić się od szorcika, nawet jeśli za dużo będzie tu dla kogoś idealizmu i intelektualnej spuścizny po człowieku. Dla mnie nie jest. Udany tekst, złożony z kilku mini-form, które płynnie w siebie przechodzą. I bardzo, bardzo twój.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No dobrze. Tekst jest napisany jak najbardziej prawidłowo, wręcz książkowo poprawnie pod względem kompozycji (a przy tym odrobinę sztampowo, ale to już czepianie się). Fabuła przedstawiona jest w klasyczny sposób osaczonego w nowym, hermetycznym środowisku – jest to motyw dość oklepany, ale przynajmniej dzielnie odtworzony. No i teraz dochodzimy do tego, co ma twój tekst wyróżnić i nadać mu wyjątkowości. Mam to zwierzątko podobne do konia, z rurką i niewiadomymi zdolnościami, nie wiadomo jak panujące nad ludźmi, generalnie nic o nim nie wiadomo, poza tym, że się swoiście nazywa i jest słodkie.

Bohater jest całkiem niezły, klimat jest całkiem niezły, ale cały trzon opowieści, ten na czterech nogach… w moich oczach nie ratuje go dziwność – bo jest dość zwyczajny, a niezwyczajne cechy są pozostawione w “domyśl się!”. Nie ratuje go wzbudzona ciekawość – nie ciekawił mnie od samego początku, trzymał mnie bohater i klimat. Wreszcie nie ratuje go finał i dość teatralny w moim odczuciu twist, a przy tym zignorowanie brakujących elementów opowieści. Dlatego byłam na nie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Opowiadanie wygląda w moich oczach tak: infodump, infodump, infodump, dialog, infodump, trochę akcji, przerwa na dialog, dialogi i akcja się nie splatają, wplatają się infodumpy, bohater ma przerośnięte ego, akcja jest totalnie przegadana, kompozycja nierówna, po jakiejś pół godzinie… ok, wchodzimy na właściwe tory ;) Ale najpierw świat – i pogląd bohatera – jest wtłaczany do głowy, a potem cokolwiek się dzieje.

Oczywiście ma to swój urok, tak jak urok ma wiele spraw i rzeczy, małe kotki, śnieżek na parapecie i okraszone potem oraz krwią wysiłki nas tu wszystkich. Nie czytało się w bólu i znoju przez wspominaną w innych komentarzach potoczystość, chociaż czasem to ona była głównym bohaterem, a świat i bohater znikali we mgle swoistego umiłowania samego pisania. 

Powiem tak: gdyby tak pół roku dłubania przy tekście z żyletą-redaktorem… Ale ujdzie ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Potwierdzam doświadczenia Fenrira. Gdy pierwszy raz pracowałam nad tłumaczeniem, byłam zszokowana. Niepoprawne konstrukcje, niezrozumiałe zdania, przeinaczone fakty, idiomy tłumaczone dosłownie (!). Kompletny chaos i niekonsekwencja, w dodatku z tłumaczem nie było kontaktu.

Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego. Może tylko znają w miarę język, a brakuje im innych zdolności, przede wszystkim uważnego czytania i interpretacji. Może łapią milion zleceń naraz i odwalają na odczep się, bo przecież jest jeszcze kilka etapów po nich, a hajs się zgadza.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ech, motyw jest tak szaleńczo wyeksploatowany, że szaleństwem jest go dalej ciągnąć i to zaczynać tak dramatycznie sztampowo.

Jedynym urozmaiceniem jest to, że bohater ma 12 lat, choć jego charakter i język szybko temu zaprzeczają, szybciej niż przychodzą liczne śmierci.

Szachownica jest ograna, nie wnosi świeżości. Biedny chłopiec kontra Chory Człowiek też nie pomagają.

Język i styl są całkiem spoko, fabuła się klei, ale w moim odczuciu nie dałaś wyeksploatowanemu motywowi niczego nowego. Od Efektu Motyla po Na skraju jutra, od Life is Strange po tysiąc pińcet tytułów, ten nie wybije się dla mnie na powierzchnię morza ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Chrościsko, co ty tu wyprawiałeś na początku? :P Przeczytanie dwóch pierwszych akapitów było torturą, naćkałeś tam tyle niełączących się ze sobą określeń, że w moim odczuciu blisko było temu do grafomanii. Na szczęście potem przestałeś. Również pierwszy dialog jest jakby na siłę, niewprawnie wystylizowany, potem jest znacznie lepiej, jakbyś przestał się skupiać na udziwnieniach, a najważniejsza stała się akcja.

Świat mi się podoba, ale bohaterowie, ich pobudki, myśli i uczucia zupełnie do mnie nie trafiały. I właściwie jaka jest puenta tego tekstu, do czego to wszystko zmierzało? Z jaką myślą czy poczuciem miał mnie pozostawić?

Napisałeś, że tekst jest z pozoru lekki – on w ogóle nie jest w moim odczuciu lekki, pozornie również, ani w kwestii stylu, ani słownym, fabularnym. Nie przemówił do mnie ten “rubaszny humor”. Nie zrozum mnie źle, to była OK lektura (po przebrnięciu przez pierwszą scenę), głównie przez twój pomysł ogólny, ale wydaje mi się, że coś przeszkadzało ci się z tym tekstem do końca dogadać. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dobry tekst, wyważony pod względem akcji, słów dziwnych, emocji i skrojenia bohatera, a przy tym świat przedstawiony nie został zaniedbany ani kiczowato przerysowany. Napięcie sieciowe, tak bym to nazwała, dobrze pokazuje kierunek wirtualnego rozwoju, bez popadania w przesadę. Nie mam wiele do napisania, to i nie będę wymyślać na siłę i usiłować stworzyć rozprawki filozoficznej. Tekst jest wzrocowy, interaktywność na plus ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hej, nadrabiam piórka. Niestety nie podobało mi się. Formatowanie zaniedbane, są za to bloki tekstu i niekonsekwencja narracyjna: stylistyka na długie, przegadane zdania zostaje porzucona, by w krótszych zdaniach opowiadać fabułę zamiast ją pokazywać.

Nie można odmówić tekstowi klimatu, ale poza tym w moim odczuciu można odmówić mu wiele. Główny bohater wydał mi się papierowy, nieożywiony, rozwiązania fabularne do mnie nie przemówiły. Opowiadanie odebrałam jako długi wywód, w którym fabuła i bohater to kreacje drugorzędne, a liczy się strumień świadomości z eksperymentami stylistycznymi. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jest to pomysł i tekst typowy dla tego, co znam spod twojej ręki; zastanawia mnie to techniczne podobieństwo tekstów – możesz mi wskazać taki, który zupełnie nie pasuje do tego? ;) Chciałabym sprawdzić (albo przypomnieć sobie), czy w ogóle piszesz inaczej.

Przytłoczenie światem nie byłoby dobrym określeniem, raczej szczegóły i rozwinięcie pożarł ci pewnie limit. Fajne jest to, na jakie grunty wchodzi umysł podczas lektury. Masz bardzo precyzyjne myślenie, a przy tym bogatą wyobraźnię. I do tego też dopasowane są teksty. Wydaje mi się jednak, że jeszcze nie masz tak szerokiej wspólnej płaszczyzny z czytelnikiem, by go przykuć do lektury wieloma drogami. Ja chyba jestem po części takim targetem, jak Darcon, a przynajmniej potrzebuję związania na wstępie z bohaterem, zwłaszcza w SF – może dlatego, że dużo gram. Twój tekst mnie z sobą nie związał, ale parę razy powywracał mi umysł ;) A to zawsze jest w cenie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Poczytałam komentarze, żeby sprawdzić, czy mi coś umknęło, i zgodziłabym się z opinią drakainy. Bardzo przepraszam, że mój komentarz jest dość lakoniczny, ale próbuję nadrobić czytanie jak najprędzej, większość możliwego czasu poświęcając na wnikliwą lekturę, więc muszę decydować się na komentatorskie minimum.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Opowiadanie wydało mi się odrobinę zbyt hermetyczne, podzielam też opinię Reg na temat tego, że za mało tu androida w opowiadaniu o androidzie. Przeszłaś z bardzo suchego SF w eteryczne opowieści czerpiące z mitów, a mnie się to wszystko nie ułożyło w zgrabną całość. Czytało się bardzo przyjemnie, choć połowy rzeczy mających tworzyć klimat nie rozumiałam – do słownika dotarłam na końcu. Doceniam połączenia, ale trochę zgrzytały ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie przemówiło do mnie; nie wiem czemu, ale nie odczuwałam rysowanych emocji. Może były wplatane zbyt poetycko, zbytnio były opisywane, a mniej pokazywane? Opowiadanie to scena dla jednej kobiety, reszta to statyści. Ta jedna kobieta wydała mi się w pewnym stopniu osobliwą, lawirującą pomiędzy wydarzeniami marysujką. Odniosłam wrażenie, że nawet diabeł, który przecież fabularnie został obdarzony sporą mocą, gra tylko jakieś skrzypce. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie poczułam się porwana, a każdy następny krok był łatwy do przewidzenia. Ogólna otoczka jest zadowalająca; sztampa goni sztampę, ale przy takim temacie jest to w jakiś sposób usprawiedliwione. Najciekawsze były chyba dla mnie rysy psychologiczne. Tylko czemu jeden okazał się tutaj mądry, i to taki młody? No i nie do końca łapię zabieg z profesorem. Dla mnie jest go za mało, żeby nie stanowił zbędnej protezy/udziwnienia, a finał mnie nie przekonał. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No, już myślałam, że to będzie bardzo wtórny pomysł, a tu twist za twistem i szybko się okazało, że nic z tego. Nie jest to mój ulubiony rodzaj pisania czy literatury, ale tekst został skrojony jak dobry, klasyczny kryminał, z wszystkimi niezbędnymi ku temu elementami, i nie sposób tego nie docenić. Początkowo myliły mi się nazwiska, to na G, tamto na G, ale udało się to ujarzmić. Nie wiem, jak z logiką przypadłości głównego bohatera, ale kładłaś nacisk na co innego, więc niespecjalnie widzę sens, żeby się nad tym rozwodzić. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zdecydowanie zasłużone piórko. Jest magia, oryginalność i dziwactwo. Jest dobrze skrojona miniatura i autentycznie zarysowani bohaterowie. Lubię, gdy pomysł nie wyłania się z tekstu w wyraźnym trudzie, wysiłku i przesadnym rozmachu. Polubiłam tego beczkowatego, wstydliwego tancerza, jest skonstruowany tak prosto, jak wymaga tego objętość i cała historia, a przy tym autentycznie i poruszająco. Dobra kompozycja i finał. Książkowy przykład nie wybitnego, ale bardzo dobrego, krótkiego tekstu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Grałam w wiele takich gier, od AC począwszy. Niestety nie znalazłam tu nic odkrywczego, wszystko wydało mi się odtwórcze: dylematy, kreacja świata, nazwa firmy, relacje bohaterów. Ładnie napisane, ładnie pomyślane, takie twoje, chociaż nie odnalazłam takiego błysku, jaki zdarza się w innych – może masz za mało doświadczenia w światach opartych na motywie, który wybrałeś, z racji dinozaurowstwa ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie ma sensu zakładanie nowego wątku, w którym udzielanie się na dłuższą metę mi nie wyjdzie, a chyba tylko ja jestem tu łącznikiem z portalem; w każdym razie, jeśli ktoś jeszcze nie wie, powołana została Polska Fundacja Fantastyki Naukowej. Jestem w Zarządzie Fundacji, wszystko jest w trakcie finalizowania, robiona jest strona i tak dalej, w planach coroczna nagroda, konkurs (dla debiutantów) i antologia. Na razie mile widziane lajki tutaj ;)

Fundatorzy na dniach spotkali się z JeRzym i nie tylko na obradach ;) Jest nawet fotka na fp.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zdecydowanie jest w tym tekście potencjał. Absurd sytuacji jest odpowiednio dozowany, podobnie ładnie wyszły w nim dialogi. Pierwszy akapit i kolejne zachęcają, są plastyczne, swojskie i umiejętnie napisane. Jednakże zabrakło mi należytego wykorzystania tego pomysłu, spuentowania, szarpnięcia za struny emocji, doprowadzenia do końca, który wbiłby mnie w fotel – w końcu tak wyobrażam sobie piórkowe teksty; że przynajmniej któryś element, jeśli już nie całość, wbije mnie w fotel. Jest dziwnie, nawet lekko paranoicznie, a potem… nic. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Użycie egzotycznej lokacji wydało mi się niewykorzystaną protezą, ot, to mógłby być Mozambik, Syberia albo Oborniki Śląskie, wszystko jedno.

Funkcjonariusze wydali mi się zupełnie nieożywionymi postaciami, które czasem zaklęły albo powiedziały “dać dupy”, więc teoretycznie były <autentyczne>.

Nie poczułam emocji przesłuchiwanego.

Tak naprawdę, to zupełnie nie wiem, co poet(k)a miał na myśli ;)

 

Unikaj takich konstrukcji: 

– Zgadza się. – Szukman przytaknął.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Mam wrażenie, że zupełnie ten tekst ci nie wyszedł.

Zgrzytają mi zdania, niektóre jakby usilnie stylizowane na lekko poetyckie, a za chwilę przychodzą zdania proste, z niezbyt wysublimowanymi określeniami prosto z mostu. Poza tym przegadałeś absolutnie wszystko – przegadałeś podróż, przegadałeś świat, nie pokazując go wcale, przegadałeś dialog, a w sumie to monolog. Historia też taka niezbyt sympatyczna, wyrwana nie wiadomo skąd i dokąd, a także bardzo mocno, w moim odczuciu, przerysowana. Zdecydowanie byłam na nie, sorry ;<

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Katio, wysyłać tekstu nie wysyłałaś, ale w Fantazmatach przecież jesteś ;) Nie tylko z tekstem. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Właściwie to wszyscy już wszystko napisali i to jest problem tego, kto przychodzi na końcu.

Moja nadwrażliwość na dźwięki wygląda inaczej, dlatego tutaj byłam ciekawa, jak to wygląda, lubię też japońskie klimaty i generalnie opowieść początkowo do mnie przemówiła. Ale stoi tylko główną bohaterką. Nad wszystkim innym trzeba by popracować. Niejedno opowiadanie napisałam podobnie – na przykład kreując wyrazistego bohatera, który jednak okazywał się marionetką w moich rękach, wypełniającą scenariusz, który sobie wymyśliłam, bez życia i niezależności.

Myślę, że brakuje tu tylko więcej i więcej prób i szlifowania warsztatu, bo potencjał historii – najważniejszy – odnajduję :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Patrzę na ten fragment na przykład: “Do środka wlewał się delikatny refleks podrzucony przez księżyc we wczesnej kwarcie i światło odbijało się od rozrzuconego gdzieniegdzie szafirowego żużlu. Niebieskie plamy tańczyły z bladymi smugami na ściankach namiotu. Umysł Alfy zawieszony w sennym limbo podpowiadał mu o tajemniczej katastrofie, przez którą pękło niebo i wysypało gwiazdami na dywan”. – i tego jest za dużo, tu jest dotknięta granica, po której w moim odczuciu zaczyna się grafomania. Nie chcę cię urazić, bo to słowo jest bardzo mocno nacechowane cała gamą negatywnych rzeczy, dlatego zdaję sobie sprawę, że przy jego użyciu rozlega się syk czytającego i wewnętrzne pomstowanie na tego, kto je napisał. Chodzi mi o to, że tutaj dla mnie jest za dużo poetyckości, a w dodatku mam wrażenie, że kompozycja jest niekonsekwentna, bo w niektórych fragmentach nie ma tej poetyckości wcale, a w innych nie ma nic poza nią.

Z trudem dotarłam do końca i generalnie musiałam się upewnić, że to ty jesteś autorem ;) Ale nie zawsze wszystkie teksty muszą się podobać. Ja lubię twoje konkretne, sajfajowe opowiadania.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No dobra, kupiłeś mnie. Rzuć fantasy o królach Arturach i innych takich i pisz SF :P

Miałam te same zarzuty wobec paru innych opowiadań z tego konkursu: zwierzęta zachowujące się totalnie jak ludzie, bohaterowie-wydmuszki. Na szczęście zwierzęta u ciebie ludźmi nie są i jak ludzie się nie zachowują; zachowują się na tyle prosto i na tyle złożenie, jak powinny, czy też jak zakłada twoja konwencja. Zebrałeś ze sobą scenki, które na szczęście układają się w logiczną i spójną całość. Tło historyczne fajne, stylizacja fajna, bohaterowie znośnie zmanierowani, nawet czasem świat przedstawiony przedstawiany jest jakimś zgrabnym zdaniem. No i w moim odczuciu oryginalne, to dla mnie najważniejsze ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie kupiłam tej historii. Znowu zwierzęta są po prostu ludźmi, mają psychikę ludzi, emocjonalność ludzi, nie ma w nich nic zwierzęcego. Dialogi robione na rozmówców-cwaniaków nie wychodzą zbyt naturalnie. Mitologia miła jak na bajkę na bajkowy konkurs, ale dla mnie niestrawna. Scenki powiązane z sobą bardzo cienkimi nićmi. No i filozoficznego przesłania opowieści również nie kupuję – ani nie pasuje mi do bajki i założeń konkursu, ani do rozważań na poważnie.

Ale doceniam za całokształt: kompozycja, chociaż dla mnie niedopracowana, jest konsekwentna. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie mam się za bardzo nad czym rozwodzić. Wszystko ładne, ale szczątkowe. Drobinki oryginalności trzymają poziom, ale zaburzają go sprawy/potknięcia banalne – kot myślący jak człowiek, przywrócenie do służby świra, zły geniusz i biedna niewiasta, zbuntowany bohater, który się oczywiście rehabilituje w oczach czytelnika. Jakaś szczątkowa scenka z życia, fajna dlatego, że napisana ładnym językiem. Niewiele sajfaja. I tyle. Tematycznie do konkursu – spoko. Do piórka – w moim odczuciu nie.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Właśnie jestem na etapie stylizowania opowieści i próbuję to ograniczyć do minimum, bo to trudna rzecz i niewprawnie użyta – irytująca. Tutaj ma swój urok, ale potrafi też zirytować, zwłaszcza gdy opowiadaniu brakuje oryginalnych smaczków, a tak jest w moim odczuciu. Ale skoro opowiadanie miało konkretny cel i nie było nim podbijanie rynku, to nie ma się co znęcać. Jednak jako że jestem lożanką i mam się przydać aspirującym do piórka, to trochę ponarzekać muszę.

Cała otoczka kaszubskiego “rozeznania” i wykonanie to bardzo dobra robota, ale potrzebna jest solidna opowieść, bohater, świat przedstawiony, by ta solidna robota miała solidne podstawy, na których w pełni się zaprezentuje. Natomiast czytanie enty raz tego samego, nawet w ciekawej kaszubskiej stylizacji, w moim odczuciu nie zapewnia stabilnego podkładu. Wystarczyłoby może na przykład nie być tak dosłowną: diabła nie nazywać ani nie opisywać wprost. Zagrać z czytelnikiem i jego emocjami. Mniej stylizować wypowiedzi, a więcej pozostawiać zagadek. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

To jest fascynujące, jak mam pouzupełniać opinie i nagle budzę się pod koniec miesiąc a z kilkoma pominiętymi ;/

Czytało się szybko i spokojnie. Starałam się skupić na oryginalnych elementach historii, ale mam wrażenie, że to wszystko już było: czytałam dokładnie takie same sceny w gabinetach, w dochodzeniówkach, w domach przy stole, dokładnie te same dylematy. Historia jak jedna z wielu. Ale może być to częściowo “wina” konkursu ;) Na piórko za mało, na konkurs odpowiednie, bo rzecz tyczyła się konkretnej postaci i zbudowanej wokół niej otoczki, a to bądź co bądź wyszło zgrabnie. Lektura lekka, w stylu młodzieżowym. Powiązań z mitologią, ziół i całego tego tła było mi za mało, i niestety nie wciągały mnie kwestie z opętaniem, jakoś wydawały mi się wprowadzane i rozwiązywane po łebkach.

Znam ten ból, jak się jest tuż pod kreską ;) Miałam tak z Umieraniem. Dobrze, że ukazało się gdzie indziej :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

W tym miesiącu byłam bardzo, bardzo na tak przy obu piórach, więc się dołączam do gratulacji :)

 

Hej, Katia jest źle podlinkowana.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przyszłam ze spóźnionym komentarzem.

Już pierwszy akapit mówi o tym, że czułaś to opowiadanie i pisałaś je z polotem. Pierwszy akapit jest obietnicą, która potem zostaje spełniona.

Zrobiłaś to, czego oczekuję od opowiadania. Jest klimat, robaczano-zwierzęcy, jest własny oryginalny świat. Bohater, z którym natychmiast się można zaprzyjaźnić przez sprytny zabieg współczucia i grę słów. Fajnie podkreśliłaś nadwrażliwość na dźwięki, podobnie “za mocne” łączenie z dżdżownicą. Żywy pociąg, do tego uciekający, może zbyt innowacyjny nie jest, ale z kretem za sterami na pewno ;) Utrzymałaś ładny język, rzucający się w oczy zwłaszcza przy snach czy przemyśleniach, wagony zamieniłaś w trzewia, podziemia w tajemnicze trasy. Zakończenie ciut wymyka się z rąk (za mało mam rysu psychologicznego Kore, by przełknąć zryw i nagłe przeniesienie ciężaru z Molicka na Kore), ale nie psuje ogólnego odbioru. Podobało mi się, opowiadało po swojemu o swoim świecie i dziwacznej korelacji ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Mam podobnie jak z tekstem syfa. Wszystko jest w moim odczuciu szczątkowe, scenka niewystarczająca, dylemat jednoliniowy, rozwiązania oczywiste, polecenie nie do końca jasne, cele działań i bohater nie wzbudzili moich emocji. Nie widzę, gdzie jest tutaj owa “solidna SF”, wspomniana przez drakainę. Sam w sobie szorcik może być solidny, ale pod względem naukowym czy fantastycznonaukowym, dla mnie mocno średni. Nie dowiedziałam się niczego o mechanice procesów, logistyce działań, nie znalazłam też żadnych przyszłościowych wizji, przewidywań, przestróg, nadziei, metafor, nawiązań.

Ale czytało się szybko i bez bólu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dołączam do Hrabiego.

Nie znalazłam w tekście czegoś, co sprawiłoby, że byłabym nim poruszona. Znalazłam drobne kawałki świata, czasu, bohatera, nienowych konceptów zebrane razem bez wyraźnej fabuły, emocji czy charakterystycznego stylu.

 

Zabawne jest to, że pamiętam do dziś, jak wstawiłam na portal pierwsze opowiadanie, a ty, syfie, dałeś mi druzgocący, ale i budujący komentarz ;) Zachęciłeś, żeby tu zostać i się uczyć. A teraz ja oceniam twój tekst z plakietką przy nicku. To chyba chichot losu. Czekam na dłuższe historie, które zapamiętam tak samo jak ten komentarz :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dotąd nam było nie po drodze, Tsole, ale to się zmieniło ;) 

Doceniam takie eksperymenty i patchworki, jeśli są dobrze wykonane. A te dobrze wykonane zawsze kojarzą mi się z Carrie Kinga. Tutaj akcję prowadziłeś z łatwością i z równą swobodą zmieniałeś środki wyrazu. Poprzez tak różnorodny zlepek należycie zadbałeś o świat przedstawiony, a do tego występuje tu również bohater, a nawet kilkoro, z którymi można się zaprzyjaźnić (trudne połączenie, znowu – Carrie Kinga). Mnie odpowiada to, co zazgrzytało NWM, bo jeżeli trwają za długo, niespecjalnie obchodzą mnie emocjonalne historie czy ckliwe dzieje dziecięce. A tutaj wszystkiego było tylko po trochu, w dodatku każdy element wynaturzony/odmieniony i pokazany w absolutyzującej perspektywie specyficznie wykreowanego świata.

Jest tu trochę do poprawy pod względem technicznym – zapis dialogów, szyki zdań, niezręczności – ale mimo że zawsze takie rzeczy rzucają mi się w oczy, nie denerwowały mnie przy lekturze. Ciekawe jest też to, że o ile nużą mnie historie o upragnionych niemowlętach, tutaj zrobiłeś bardzo fajny twist, pokazałeś standardową historię w krzywym zwierciadle, nadałeś jej nowe ramy i problemy, o których chętnie czytałam. Jest dobrze ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jakie tam tempo, to było napisane w 2017 :P Leżało potem 7 miesięcy w recenzji w pewnym wydawnictwie… które w końcu zdecydowało się i stwierdziło, że jednak multiwersum to meh, bo go się nie uda sprzedać. Co jest po części zrozumiałe, bo multiwersum nieznanej osoby to nie jest łatwa rzecz do takiej promocji, by choć w części dorównała autorom-starym-wygom, na których skrzydło fantastyczne owego wydawnictwa się opiera. Ale to korpo, a Alegoria nie ;) Bardzo fajne doświadczenie, obserwować pracę tak różnych wydawnictw. Każde działa na odmienne sposoby. A przy tym ja dużo daję od siebie w każdym no i jakoś to idzie ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Napiszę też w tym wątku, bo padają pytania: chciałabym być, ale mam tego dnia rozdanie nagród jesieni poetyckiej, które prowadzę, bo to zorganizowałam ;< Robię galę na sto fajerków, co mnie trochę przeraża, tak czy siak jeszcze nie doszliśmy do bezpiecznego klonowania.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Kurczę, Basiu, przypomniałaś mi, że dla ciebie też należą się WIELKIE podziękowania za bardzo szybką i ratującą kilka sytuacji korektę ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hej, w sprzedaży jest już moja druga pełnoprawna książka, Dzieci Burzy, wydana przez Alegorię. Patronują jej Nowa Fantastyka, Silmaris i granice.pl.

 

Jeżeli ktoś życzyłby sobie egzemplarz z dodatkami (pocztówka, pieczątka i tak dalej), może mnie łapać na Targach w Krakowie w sobotę do godziny 14 lub do mnie napisać ;)

 

 

 

Kilka słów o książce znajdziecie tutaj. W razie pytań i wszystkiego, co z książką związane, służę.

 

Podziękowania dla mojej nieocenionej bety, mistrza riserczu i słowników, czyli Wickeda G.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Cet dobrze prawi.

Pierwszy zaproponowany mi nakład to było 5k. I był to nakład stanowczo na wyrost, patrząc na warunki rynku fantastycznego. Potem cała seria poszła po 1k, czyli pięć książek zamknięto w tym pierwszym nakładzie. I uważam to za dobry ruch.

ANDO, jak dla mnie nowe. Poprawianie starych i nieprzyjętych to tylko z udziałem bet/redaktora, bo sama nie dasz rady odkryć wszystkich niedociągnięć czy miejsc, gdzie można coś zmienić. A jeśli już przysyłasz jeszcze raz to samo, to mocno odmienione i najlepiej do jeszcze niespalonych wydawnictw. Można zapytać, czy spalone przyjmą coś jeszcze raz, ale szczerze – na pęczki tam mają wiadomości, propozycji i książek w planie wydawniczym. Wątpię, że ktoś powie: jasne, przeczytamy ponownie.

Ja bym nie pytała o możliwość przysłania po poprawkach. Odmowa to odmowa. Jeżeli tekst ma mankamenty, które wydawnictwo uzna za takie do przepracowania, to dostajesz uwagi recenzenta i czas do poprawy albo dostajesz od razu redaktora.

Bravincjuszu, na sto procent nie da się wykluczyć istnienia takiej listy, ale myślę, że prędzej trafisz na nią za nękanie wydawcy czy inne dziwne zachowania, a nie za to, że jeszcze nie jesteś gotowy na publikację.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

 

 

Przykładowe dwa zapisy. Legimi powinno liczyć się jako pobranie. 

 

Mytrixie, zawołam ci Fenrira, on ci wyjaśni (jeśli zechce), ile wydawcę kosztuje ebook. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Bella, pisz na wskazany na stronie wydawnictwa adres ze swoją ofertą, doświadczeniem i stawkami. Zerkaj, czy nie pojawiają się oferty na zlecenia na tablicach/grupach. Jeśli będę miała okazję, to cię polecę, ostatnio poleciłam Wickeda, to jest korektorski wymiatacz :D Mytrixie, zerknę po pracy do umowy.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Przepraszam, ale dlaczego sugerujecie, że poloniści to automatycznie pożądani redaktorzy? Co ma polonistyka do redagowania? Prędzej edytorstwo…

Dostaję zlecenia z powodu owoców pracy/zrobienia dobrze próbki/polecenia. Nikt mnie jeszcze nie spytał o wykształcenie xD

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

MaSkrol, odpowiedź dotycząca NF jest na moje oko trudna. Bo na przykład jak dostaniesz ze dwa piórka tutaj, to ci już ten fakt może podpowiedzieć, że jakoś tam nieźle piszesz. Przy czym dobry tekst zawsze tu może zginąć, a poza tym nikt cię nie nauczy swego rodzaju flow, którego imo nie osiągnie się wysiłkiem warsztatowym, tylko raczej pracą z samym sobą. Wiele osób ocenia tutaj za warsztat i poprawną historię, bimbające sobie gdzieś z dala od flow, i takie też rzeczy autorzy nierzadko publikują potem w zinach. Ja nie mówię, że to źle, ale wiele osób chce więcej, si? Każda publikacja jest przydatna, nawet malutka, ale według mnie tylko dlatego, że buduje twoją odwagę (no i rozpoznawalność).

To flow, o którym piszę, można wyjaśnić jako łatwość w kreowaniu. Według mnie baaardzo dużo osób piszących jedynie powiela wzorce i schematy, ponieważ tak funkcjonuje na co dzień (tak “trzeba” żyć w społeczeństwie), a nie kreuje od siebie. Nie wiem czy grałeś w Detroit: Become Human. Malarz prosi androida, żeby stanął z pędzlem przy płótnie. Android kopiuje to, co widzi, malarzowi się to nie podoba i każe mu zamknąć oczy. I pomyśleć o czymś, co nie istnieje, czego nigdy nie widział. I zacząć błądzić ręką po płótnie.

Do NF wysyła się teksty na skrzynkę MC. Można nie wbić się w niczyj gust, a akurat stanąć na wysokości potrzeb Szanownego Redaktora. Czasem jak tekstowi czegoś brakuje, to podpowiada, czym się zająć. Myślę, że flow bardzo pasuje do tego, na co patrzy MC. Historia musi płynąć i robić wow. Jak?

Ja mam przykład z weird, który może tutaj pasuje. Bo nie pisałam do tego roku weird, od dłuższego czasu pisałam SF, science fantasy. Na przykład mieszałam sobie schematy, żeby skonstruować coś nowego (MC to nazwał patchworkiem, jak mi pisał wstępniaka do książki). Ale gdy lk do mnie przyszedł na początku tego roku i rzucił, że kończy się termin przysyłania tekstów do Snów Umarłych, to sobie pomyślałam: a kij tam, nigdy tego nie pisałam, mam tydzień, spróbujmy. Przestałam konstruować, korzystając z przyzwyczajeń, szkół, i zderzania ich ku widowiskowej (albo nieudanej) kolizji, a zaczęłam opowiadać, długimi zdaniami, którym po prostu pozwalałam płynąć i unosić ze sobą mrok ze środka. To była fajna przygoda, a potem okazało się, że w swoim odczuciu napisałam najlepszy tekst w życiu. Bo w pewnym sensie napisałam prawdę, mimo że mnóstwo w tym tekście fikcji. Ale żadna emocja nie została zmyślona. Ani żaden lęk.

 

No więc, kiedy wysyłać do magazynów. Ja bym powiedziała, że wtedy, kiedy stoczysz walkę z samym sobą, i stworzy się z tego opowieść. Nie chodzi mi o pisanie stricte o sobie, choć zawsze warto być autentycznym/obnażyć coś, tylko uwolnienie swojego potencjału ;) Odwagi twórczej i szaleństwa eksperymentów.

 

ANDO, jeżeli nie ma konkretów na stronie wydawnictwa, to ja bym postawiła na krótkie streszczenie lub ciekawy opis. Krótkie streszczenie opowie szybciutko o całej książce, ciekawy opis będzie czymś jak blurb, tylko bardziej rozbudowany (opowieść o książce bez spoilerów); nie każdy umie pisać blurby (entuzjastyczne, chwytliwe), więc jeśli nie potrafi, według mnie lepsze będzie zwykłe streszczenie ze spoilerami.

Myślę, że możemy założyć, że osoba oceniająca nasz tekst zwróci jakąkolwiek uwagę na załapanie się na jakieś podium czy do antologii, o ile nie położyliśmy naszej propozycji pomysłem, wykonaniem czy streszczeniem ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

ANDO – zdecydowanie cały tekst; fragment tylko na wyraźne życzenie wydawnictwa.

Propozycje wydawnicze trafiają do recenzentów, jeśli tylko wydawca jest zainteresowany danym tematem czy gatunkiem. Dlatego tak ważny jest opis/streszczenie oraz pierwsza strona tekstu. Niestety, czasem jest tak, że lektura kończy się właśnie tutaj. Jeśli jest się świadomym tego, co się robi, i dobrze włada się językiem, ma się szansę nie zniechęcić tego, kto przyjmuje bądź ocenia propozycje ;)

Poza samym tekstem nierzadko pomaga nazwisko/pseudo, które łatwo wyguglać i zobaczyć, że jest już w środowisku jakkolwiek znane. Nieważne, czy publikowało się w periodykach naukowych, czy jest się jutuberem pokazującym, jak zrobić wszystkie questy poboczne – jeśli ma się jakieś stabilne grono odbiorców, można okazać się atrakcyjnym.  Nie każde wydawnictwo stać na pompowanie pieniędzy w debiutantów, dlatego ustalone już grono odbiorców i szereg publikacji czy innych osiągnięć mogą być pomocne. Choć nie muszą. Tekst jest najważniejszy, dopiero potem wszystko inne.

Ja uważam, że dobrze wygląda starannie przygotowana propozycja, streszczenie/opis, lista osiągnięć. I żadne elaboraty w mailu. 

Tekst jest najważniejszy, ALE. Dobry tekst się obroni, jednak mnie w ogóle by nie zdziwiło, gdyby ktoś postawiony między wyborem ambitnego tekstu nieznanej osoby a średniego osoby znanej – wybrał ten drugi, bo pozycja się sprzeda. Średni tekst zawsze można trochę podrasować w procesie wydawniczym. A jak podrasuje się nieznanego autora? Wydanie książki to wielki koszt i inwestycja. Trzeba pamiętać, że to jest interes, a autor + książka, pomijając wszystkie ideały, to produkty.

Oczywiście to, co piszę, to nie są prawdy uniwersalne. 

 

MaSkrol, napiszę jutro ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Prowadzę poradnię literacką w pracy i pomyślałam, że na portalu też mogę zorganizować podobne miejsce. Możecie tutaj poruszać wszystkie tematy i swoje wątpliwości związane z wydawaniem, debiutowaniem, redakcją, przygotowaniem tekstu, udziałem w konkursach, obawami związanymi z rynkiem, promocją; co wam przyjdzie do głowy. Postaram się w miarę możliwości pomagać i dzielić wiedzą, podobnie (mam nadzieję) jak inni. 

 

Co jakiś czas pojawiają się podobne wątki – jak debiutować, kiedy zaczynaliście, pomoc w tym i w tamtym, i tak dalej. Dlatego wydaje mi się, że takie miejsce nam się przyda. Często też moi znajomi – w dużej mierze stąd się wywodzący – na konwentach robią takie właśnie prelki: jak debiutować, jak wydawać, jak przygotować tekst, jak nie strzelić sobie w łeb, gdy pojawiają się schody…

Mam mało czasu, nie do wszystkich wątków zaglądam, a wy często do mnie piszecie z najróżniejszymi sprawami, więc możemy sobie tutaj urządzić kącik pogadanek o sprawach ważnych/trudnych dla piszących, z których skorzystają również inni zainteresowani.

 

Dlaczego uważam, że do czegokolwiek wam się przydam ja i takie miejsce? Od czasu, gdy się tu zarejestrowałam i stawiałam pierwsze konkretne kroki w pisaniu prozy, trochę wody w rzece upłynęło. Obecnie w kilku wydawnictwach: wydaję, redaguję, robię korektę, prowadzę social media, zajmuję się promocją, ilustracjami, koordynacją pracy; przeszłam kilkukrotnie proces wydawniczy, zadebiutowałam, zorganizowałam powiększający się stosik konkursów; staram się też pomóc inicjatywie związanej z wręczaniem prestiżowej nagrody za fantastykę naukową. Plus poza powieściami opublikowałam niejeden tekst drukiem, od opowiadań po artykuły naukowe. Kiedyś też tu zaczynałam i ćwiczyłam warsztat, bardzo lubię to miejsce, i nadal chcę je współtworzyć.

 

Tak więc: przedstawiam miejsce, gdzie nie ma głupich pytań i możesz podpytać pracownika wydawnictwa/publikującą drukiem osobę – i każdego, kto będzie chciał się wypowiedzieć, bo ma merytoryczną wiedzę, a nie brakuję tu takich – o co tylko chcesz. A ja sobie wyryję stanowcze postanowienie regularnego reagowania na palącą się tutaj gwiazdkę – o ile w ogóle ktoś ją zapali ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

To nie wszystkich obowiązuje na tej stronie regulamin? ;>

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jestem tylko do 14, bo mam galę wręczenia nagród w konkursie poetyckim. W sensie, ja wręczam nagrody :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Kam, przede wszystkim to ty wytnij przekleństwo ze swojego posta :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Sądzę, że za dużo zasług chciałbyś sobie przypisać :P Ale niech będzie ;) 

 

Już edytuję. 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Asylum, u mnie są kleszcze. Dopuszczasz złe traktowanie kleszczy? :P

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No i, kurczę, mam pomysł :p 

Pamiętam taką bajkę o kotku, który (edycja antyspojlerowa). 

Możesz coś kojarzyć, ale książka jest zupełnie czym innym niż pierwotny zamysł, a raczej szczątki zamysłu. 

Nie wiem, o co chodzi z imaginacjami, po prostu Joanna kiedyś mówiła, że jest dobre porozumienie między redakcjami ;) 

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Dzięki, belhaju, prześladowałby mnie ten nick.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Super, wincy czytania… :P

 

Drakaino, a nagrałaś filmik o swoim opeczku?

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nie ma świętych wydawnictw. Czy korpo, czy mała oficyna, ja w kwestiach problemów swoje widziałam, zresztą dalej widzę, bo współpracuję z wydawcami na różnych polach. Rynek wydawniczy to jest taka łąka upstrzona krowimi plackami. Bez szwanku przejdziesz tylko fartem. Ani to Cienia wina, ani zasługa, co się dzieje u wydawcy, a coś się dzieje u każdego (nic się nie dzieje tylko u takiego, który nic nie wydaje). Fajnie, że sobie nakręca kreatywnie promkę, a wydawca wspiera :) I z tego co wiem (Alegoria również mnie wydaje, za dwa tygodnie) wydawnictwo ma przyjacielskie relacje z NF, więc to jest najlepsze miejsce na taki konkurs i bardzo dobre tej przyjaźni wsparcie oraz danie jej wyrazu :)

Przyjemny konkurs i szkoda, że raczej nie znajdę czasu ;< Ale może mnie coś któregoś dnia napadnie.

Gratuluję bajki, Cieniu, której pierwowzór chyba czytałam?

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

O, ja też będę w CF, w zimowym wydaniu, tylko że jeszcze nie skończyłam tekstu… Ale mam miesiąc do dedlajnu ;D

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Mam wrażenie, że Paulina Rezanowicz też jest “nasza”, ale… nie pamiętam nicku. Starzeję się.

 

Tak w ogóle to uważam, że to opowiadanie z SU jest moim najlepszym w życiu, więc no. Polecam :P Borze, kiedy ja siądę do czytania reszty… Na razie przynoszę tę cegłę do pracy i współpracownicy pytają, czy to w ramach samoobrony, bo książka wygląda, jakby można było nią zabić. Zawsze mam nadzieję, że jak mam na popa, to znajdzie się chwila, żeby chociaż jedno opowiadanie wieczorem przeczytać…

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Chciałabym dodać IX i Phantom Books, tyle że nie widzę u nich nigdzie info, czy w ogóle przyjmują propozycje od debiutantów. Odnośnie Phantomu dowiem się przez fejsa, z IX nikogo nie znam. Chociaż w sumie… chyba wiem, kogo spytać.

Shemmer, jeśli chcesz dodać wydawnictwa do listy, to muszę mieć info, co ich interesuje i co przyjmują.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Poza tagiem napisałeś też o przypięcie konkursu na górze, Wickedzie? ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zastanawiam się, skąd ten trend do miksowania wszystkiego – takie czasy? Duch epoki?

Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, ani też, że mi się podobało. W perspektywie piórka wydaje się to tekstem, który nijak ma się do prób oceniania. Bawisz się i człowiek bawi się, widząc, że ty się bawisz. Ale mnie już trochę nudzi takie podejście do cyberpunku. Gdzie jakaś innowacja? Gdzie niepowielanie schematów, czy to myślowych, gatunkowych, czy po prostu twoich, z twoich wcześniejszych tekstów? ;> Zdajesz się przeciekać przez ten tekst, jakbyś zawarł tu wariacje na temat swojego życia, ale tak naprawdę nie powołał żywych, samodzielnych bohaterów.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nic by ci to nie dało. Coboldzie, usłyszałam kiedyś, że pisarz na dobrą sprawę zawsze pisze o tym samym; i po prostu na tyle już znam twoje pisanie, że nie sposób tego pomylić :P

Może źle się wyraziłam, a może właściwie bardzo dobrze – tu są zlepki twoich różnych fiksacji czytelniczo-pisarskich. Takie to sprawia wrażenie, ale wcale nie mówię, że słuszne.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

No nie podobało mi się.

Wygląda jak zlepek paru wątków czy konwencji, złączony w nienową i dość leniwie opisaną scenkę, okrytą płaszczykiem znanej mi już i lekko stężałej elegancji. Wydało mi się odtwórcze i na żadnym etapie nie zaciekawiło. Język ładny, ale cóż z tego. Coś tam się stało w kostnicy czy też w jej przedsionku albo jakimś trupim czyśćcu, jest jakaś bezpośrednia opowieść i zmiana narracji, pojawia się oczywiście kobita z mlecznymi piersiami, pojawia się hasło konkursowe, no i to tak pływa w zupie wszystko i jakoś mi się nie łączy. Właściwie główne skrzypce gra tutaj stylizacja i język, a fabuła w moim odbiorze jest szczątkowa. Mówisz, że to opowieść szkatułkowa, ale mi się te wszystkie wątki nie zgrały w zjadliwą całość.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Pomysł wydaje mi się nieodkrywczy, wykonanie bez szału, opowiadanie raczej przegadane, statyczne, bohater w moim odczuciu jest wydmuszką mającą usprawiedliwić zgromadzenie danych personifikacji. Mnie jako filozofkę takie zabawy ani ziębią, ani grzeją. Nie znalazłam też żadnej puenty, a opowiadanie jest sceną pozbawioną tła czy zakotwiczenia. W moim odczuciu pojawił się tutaj tylko zalążek pomysłu na samą historię i brak pomysłu na porywające wykonanie. Ale to tylko moje doznania ;)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Zaczęłam czytać i pomyślałam sobie: ło borze, tylko nie wojna, Niemcy, zaduszanie kotów i zapewne splugawianie niewiast.

Ale potem okazało się, że koci dusiciel jest całkiem interesujący i wielowymiarowy, pojawiła się też odpowiednio skrojona wiedźma, no i koty, koty, zatrzęsienie kotów.

Budowa opowiadania pozwoliła na zaskoczenie mnie i zaciekawienie twistami oraz kreacjami głównych bohaterów, a wmieszanie ich w sprawy historyczne, potraktowane uważnym riserczem, zaplusowało w kwestii świata przedstawionego i osadzenia historii. Dla mnie to “tracenie na wiarygodności” było znacznie atrakcyjniejsze, niż gdybyś opowiadała dalej o wojnie bez tak wyraźnych magicznych akcentów. 

Tak jak Cobold zwróciłam uwagę na nieco po macoszemu potraktowany czas narracji, ale nie przeszkadzał mi w pozytywnym odbiorze. Poprzetykanie akcji zwierzęcymi rozmowami i ogólny dysonans zwierzę-człowiek, ułagodzony poprzez przenikanie i wmieszanie w to baśni, dobrze urozmaica akcję. Mogę stwierdzić, że to jest jedyna strawna dla mnie forma czytania o tych wojnach.

Nie zwróciłam jakiejś wielkiej uwagi na język, z tego względu jednak, że zwracam uwagę już głównie na błędy, bo poprawiam tyle tekstów dziennie, że inaczej nie dałoby się zachować zdrowia psychicznego. Skoro nie zwróciłam na niego uwagi to znaczy, że był dobry ;)

Jedyny tekst w tym miesiącu z nominowanych, któremu bez dłuższego wahania dałam TAK. Generalnie jedyny, któremu dałam TAK ;) Stworzył jakieś obrazki w mojej głowie i przemówił do wyobraźni.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Nowa Fantastyka