- Opowiadanie: MaSkrol - Skala odcieni

Skala odcieni

Ogromne podziękowania dla CMa, który pogrzebał żywcem mój tekst, Sagitta, który rozkopał grób i trochę poturbował trupa oraz Kelina, który zapalił znicz wielkości lotniska. Jesteście wielcy.

Miłej lektury :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Skala odcieni

 Drewniane schody skrzypiały pod ciężarem ciała. Tego wieczoru każdy krok wydawał się zbyt trudny. Wątłe ręce opadały na poręcz, palce wytyczały ścieżki w zakurzonym drewnie.

Zmieniła utwór, przewijając o kilka sekund. Nie lubiła ciszy.

Woda była zimna, a mycie w słuchawkach trudniejsze, niż z początku myślała. Drżące mięśnie próbowały ją poganiać, ale dziewczyna nie miała zamiaru słuchać.

Przekręciła klucz, kuląc palce u stóp, jednak mimo wszechogarniającej ochoty jeszcze nie runęła na łóżko. Pomodliła się. Ciche słowa, niepewne, ledwo wybijające się ponad myśli.

Bo może ktoś to słyszy. Chciała, żeby ktoś słuchał, więc mówiła. Najpierw stałą formułkę, później własne myśli, przerywając dopiero, gdy rozbolały ją kolana.

Zmieniła utwór, wybierając w końcu ten najważniejszy. Ten, który dziś ją stąd zabierze. Zatonęła w melodii, pozostawiając swoje życie osobom, które chciały się nim przejmować.

Bo ona przestała.

Skuliła się pod kołdrą, podkurczyła nogi, a do jej uszu dotarły końcowe takty melodii. Szum gałęzi i ciche tchnienie wiatru były ostatnimi naturalnymi dźwiękami, które zdołała usłyszeć…

Choć kolejny utwór nie wydawał się od nich aż tak oddalony, odnajdowała w nim coś pierwotnego. Nie zauważyła, kiedy jej oddech przyspieszył, ciało zaczęło drżeć.

Pokój ginął w ciemności, a jednak pewną częścią siebie wyczuwała każdy jego element.

Schody zaskrzypiały. Ktoś po nich wchodził? Patrzyła na drzwi przez kilka dłużących się chwil. Zwidy?

Ruch na suficie pochłonął całą jej uwagę, sparaliżował kończyny. Wcisnęła głowę głębiej w poduszkę, obserwując jak fragment sklepienia zmienia swój odcień.

Przetarła powieki. Może pękła któraś z rur? Deski namokły, powstała plama.

Przełamała się i poprawiła pościel. Wypuściła gwałtownie powietrze, kiedy plama odpadła od sufitu w postaci linii przypominających dym, które zniknęły, gdy na powrót schowała rękę po kołdrą. Serce tłukło jak oszalałe, a jednak ją zaczęła zżerać ciekawość. Plama nie reagowała na żaden ruch, ignorowała głowę, nogi, a nawet tułów, jednak gdy dziewczyna wysuwała dłoń, dym zaczynał falować, jakby w nieudolnej próbie przybrania kształtu.

Wystawiła rękę. Muzyka stopniowo wzbierała na sile, niczym dudnienie jej serca, zaciekawienie i ekscytacja. Wszystko w jednym, zmieszane, chaotyczne. Wspaniałe.

Czekała. Dym odczepił się od sufitu. Wirował. Z początku szybko, jednak im bliżej był przybrania stałego kształtu, tym bardziej zwalniał. Na suficie pozostało wybrzuszenie. Dziewczyna nieświadomie zacisnęła pięść, a fragment cienia zareagował.

Ostrożnie wyciągnęła telefon spod poduszki i zapaliła latarkę. Nic. Ani jednego śladu. Wyłączyła światło. Zapaliła. Zgasiła. Zapaliła i ponownie zgasiła, a plama znikała, aby po chwili znów się ujawnić. Obawa krępowała mięśnie, a zaciekawianie wymuszało mimowolne ruchy. Schowała telefon, a kiedy jej dłoń trafiła pod poduszkę, jedno z wybrzuszeń pękło w tuman dymu, który po sekundzie przyległ do sklepienia.

Zimne powietrze musnęło skórę dziewczyny. Zmrużyła oczy, doszukując się konkretnego kształtu we wzgórku na suficie, a uśmiech powoli wyrósł na jej twarzy. Muzyka zdawała się napływać zewsząd, była jak natchnienie.

Oderwała dłoń od pościeli. Dym pomknął w jej kierunku, formując się w coś ciałopodobnego. Wysunęła palec, a dym uformował taki sam kształt.

Krew pulsowała, przyprawiając o ból głowy, dudnienie w okolicy czaszki przywodziło na myśl tysiące bębnów. To coś ją wołało, muzyka pchała naprzód. A ona bardzo chciała odpowiedzieć na wezwanie. Chciała…

Znaleźć się gdzieś indziej.

Ich palce się zetknęły. Podskoczyła na łóżku, dusząc krzyk. Ból, pragnienie, prośba oraz rozkaz, wszystkie emocje, każdy gest i myśl były uzależnione od ciała po drugiej stronie. Niech ją stąd zabierze.

Ciemna dłoń ścisnęła jej nadgarstek, a później pociągnęła za sobą. Pościel opadła na łóżko.

Światło nie istniało, przestrzeń wydawała się niepotrzebna.

Rozluźniła mięśnie, dygocząc pod wpływem zgromadzonego wokół pewnego rodzaju energii, jakby trwała pod wodą, tylko nie mogła utonąć.

Rozejrzała się i choć gdzieś w głębi umysłu tkwiło przekonanie, że powinna bać się tego miejsca… nie potrafiła.

Nie widziała osoby, która pomogła jej tu wejść. Spróbowała coś powiedzieć, jednak z ust nie wydostał się żaden dźwięk.

Co to za miejsce?

Plama przemknęła tuż obok niej. Zawirowanie energii odepchnęło dziewczynę i zniknęło.

Nie wiem.

Zdrętwiała. Ten głos wybrzmiał w jej głowie, choć myśl nie należała do niej.

Dlaczego tu jestem?

Plama znów przepłynęła niemal umykając percepcji. Ciarki przemknęły po jej ciele, lecz tym razem to była czysta fascynacja, bardzo chciała go dogonić. Zrozumieć.

Bo chciałaś tu trafić.

Dziewczyna zamrugała. To miejsce…

Jest puste.

Cień się nie pokazał, lecz przez skórę przemknęło delikatne mrowienie, po wychwyceniu ruchu.

Na wszystko przyjdzie czas.

Ekscytacja wywołała skurcz w żołądku.

Wypełnisz je?

Plama rozlała się, zapełniając obszar wokół i pod dziewczyną. Wirowała zakrywając jaśniejsze tło, które do niedawna ledwo dawało się rozróżnić.

Nie. Ty to zrobisz, prędzej czy później.

Czerń zacisnęła się wokół niej. Dziewczyna odruchowo zamknęła oczy, podkuliła kończyny, krzycząc bez żadnego rezultatu. Powietrze zniknęło, a koloryt napierał coraz mocniej. Chciała chwycić swoją szyję, jednak dłonie zwiotczały.

Czerń, chaos, skrzywienie. Stłuczony dzban, otwarte drzwi, zapach kwiatowej ziemi oraz zgrzyt giętego metalu. Ciąg obrazów nie miał sensu, a ona nie potrafiła uformować spójnej myśli.

Nie mogła poprosić, żeby ją wypuścił…

Skrzypienie łóżka. Ból pleców. Przez moment świat wokół wyglądał na zbyt duży, kolorowy, stworzony z przesadnym przepychem, jednak wraz z każdym tyknięciem zegarka stawała się coraz bardziej świadoma. Wyczuwała delikatny, piekielnie przyjemny ciężar pościeli.

Straciła przytomność, zanim zdążyła zerknąć na sufit.

 

*

 

Żadna piosenka nie pasowała. Momentami miała ochotę rozbić telefon o bruk, albo wrzucić słuchawki do kosza. Melancholijne utwory brzmiały sztucznie, a wszystkie sprawdzone playlisty po chwili robiły się denne.

Przecież nie może chodzić w ciszy.

Po kilku minutach słuchania muzyki, na którą nie miała ochoty, trafiła do domu.

Zamknęła oczy, zbierając siły do przekroczenia progu. Zastała tylko ciszę. Głuchą i wszechogarniającą. Tutaj zawsze tak było…?

Może gdzieś wyszli? Może spali?

 

*

 

Schody skrzypiały głośniej, szorstkie dywany bardziej drażniły stopy. Brzęczenie jarzeniówki, woda płynąca w rurach – dom wydawał się do niej mówić, kiedy żywi milczeli. Nie odezwali się słowem przez cały dzień.

Noc pochłonęła już miasto, jednak do jej pokoju wkradło się nieco blasku ulicznej latarni. Dziewczyna padła na łóżko, myśląc o nieznośnie tłukącym sercu, o kończynach, które wydawały się zbyt mocno przyspawane do ciała.

Chciała je na chwilę zdjąć. Oderwać się, nie myśląc o ich ciężarze.

Założyła słuchawki. Palce delikatnie drżały, kiedy włączała urządzenie.

Przejrzała playlisty, później przeskoczyła na ostatnio odtwarzane. Utwór z wczoraj. Ten dziwny, prymitywny i przekraczający wyżyny ambicji.

W zasadzie czemu nie? Całkiem jej podszedł, nawet jeśli miała po nim dziwne sny.

Pierwsze uderzenie w bębny wywołało falę dreszczy, którą później utrzymały i spotęgowały niezrozumiałe, gardłowe dźwięki. Melodia przyspieszała, uderzając w tony wyższe, aby po chwili opaść w sferę dźwięków niskich. Wydawała się nieco inna niż poprzednio. Dziewczyna drżała w jej rytmie, kuliła nogi, wyciągając szyję.

Co rusz otwierała i zamykała oczy. Czy nie zwariowała? Była zlepkiem rozdartych emocji. W końcu zauważyła pewną zmianę. Skrzypienie schodów przebiło się na moment ponad melodię, a plama znów czekała na suficie. 

Zdążyła już zasnąć? Uśmiechnęła się pod nosem, pomimo rwanego oddechu, przyspieszonego pulsu.

Chciała wyjść z klatki.

Uniosła rękę, a dym natychmiast się uformował. Wszystko poza tą dłonią, poza pragnieniem jej dotyku, mieściło się poza granicami percepcji. Miała dość tego mieszkania.

Kolejny kontakt był podobny. Obrazy przelatywały przed oczami jak zlepek tysięcy migawek. Wykręcała kończyny, desperacko próbując dać upust emocjom. Świszczało jej w uszach, choć pokręcona melodia wciąż była całkiem wyraźna.

Głowa opadła na poduszkę, a kończyny zdrętwiały, gdy dłoń zacisnęła się wokół nadgarstka dziewczyny.

Zabierz mnie stąd.

Ktoś po drugiej stronie spełnił jej prośbę. Pościel zsunęła się z ciała, kiedy dłoń pomogła jej przeniknąć sufit.

Nagle poczuła silniejszy napór.

Dziewczyna obróciła się. Wszędzie wisiały płaty nieuformowanej czerni.

Jesteś tu?

Cisza. Dostrzegła ruch dopiero po chwili. Plama nie odpowiedziała, jednak pokazała swoją obecność.

Czym są te zbitki czerni?

Nie płynęła szybko, dryfowała gdzieś dookoła niej.

Nie wiem.

Dziewczyna westchnęła w duchu.

Skąd się wzięły?

Plama chciała przemknąć przez jeden z nich, jednak odbiła się od powierzchni.

Zapełniłaś ten świat. Jak mówiłem. Ciesz się nim.

Zniknął. Odpłynął gdzieś w dal, zanim zdążyła się zorientować. Uśmiechnęła się pod nosem, wciąż widząc przed oczami tę prędkość. Też jej chciała, pragnęła całą sobą.

Musi być jakiś sposób, a skoro potrafiła przywołać plamę tylko o niej myśląc, wyobraziła sobie jak pędzi pomiędzy…

I wypruła jak strzała przed siebie. Bloki czerni oraz szarości rozmyły się, kiedy zostawiała je za sobą. Żyła. Była tutaj. Potężna, wolna, w swoim własnym, nieograniczonym świecie.

Śmiała się w myślach. Szybkość. Nie istniało nic więcej. Wcale nie musiało istnieć, wystarczyło uczucie. Ciemność powinna odrażać, a jednak dziewczyna tylko nurkowała głębiej, koloryt znów się zmienił, przeszedł w jeszcze bardziej matowy, gęstszy na tyle, że zaczęła zwalniać. Energia zawęziła się jak poprzednio, próbowała dusić, lecz ona wyobraziła sobie, jak ją rozdziera.

I rozdzierała.

Rwała ciemność na strzępy, ryjąc korytarze samą siłą woli, mknęła jeszcze szybciej, a nieograniczony potencjał świata pobudzał umysł do coraz śmielszych czynów. Skupiska niby materii odpływały, tworząc wielkie, zbite ściany, a dziewczyna krzyczała. Śmiała się. Żyła jak nigdy dotąd, bo miała władzę.

Nikt nie będzie oceniał tego, co robi. Nikt nie skomentuje wyglądu. Nikt jej nie zignoruje.

Nikt!

Zaciśnięte pięści drżały. Krzyk. Żal. Zazdrość. Wszystko zniknęło, kiedy zrobiła zamach, wyżynając całą pobliską energię. Wokół ziała pustka.

Dziewczyna uleciała w nicość. Ucichły nawet jej najskrytsze pragnienia, spadła obojętna na swój los.

Łóżko zaskrzypiało, oddychała szybciej, jednak się nie dusiła. Plecy bolały od upadku, w głowie pulsowała krew, a jednak euforia nie mogła jej opuścić. Dopóki nie zasnęła, wypatrywała plamy na suficie, z trudem ignorując ból.

 

*

 

Świat ginął w odcieniach szarości. Resztę dnia spędziła czekając na wieczór. Wypatrywała plamy.

Pościel ciążyła, była jak łańcuchy przykute do łóżka. Dziewczyna wyczuwała obecność kurzu oblegającego półki, rozrzuconych ubrań.

Zmieniła piosenkę.

Plama formowała się powoli jak nigdy dotąd. Podkurczyła nogi, wygięła ręce. Rytm pobudzał ją do stanu, nad którym do końca nie mogła zapanować.

Wysunęła drżącą dłoń najwyżej jak mogła, a dym zdawał się z nią igrać. Ociągał się, pozwolił być rozdartą pomiędzy pierwotną przyjemnością i nienawiścią do swojego zachowania.

W końcu ją chwycił, patrzył jak wygina się w spazmach, przygryza język, wykręca dłonie, a później zabrał ją ze sobą.

Nagle poczuła pulsującą, wszechobecną energię. Gigantyczne plamy czerni nabrały wyraźnego kształtu. Niektóre wisiały w przestrzeni, inne wybijały się w górę niczym skupiska zrośniętych blokowisk i wieżowców. Dziewczyna dryfowała wysoko, a jednak zadzierając głowę nie mogła dostrzec końca gigantycznych masywów.

Wcześniejsza atmosfera tego miejsca zaginęła. Serce kołatało w klatce.

Ty to zrobiłeś?

Plama przemknęła przed jej oczami. Wydawała się nieco większa.

Nie. To twój twór.

Dziewczyna przełknęła ślinę, powoli się obracając. Miała ochotę się zapaść, byle tylko nie patrzeć na budynki.

Dlaczego wydaje się taki złowrogi?

Plama przemknęła gdzieś pod jej stopami. Zmieniała kształt. Teraz, pomiędzy chaotycznymi momentami pulsacji, przybierała sylwetkę zbliżoną do człowieka. Pokrzywioną, lecz humanoidalną.

Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.

Dziewczyna odskoczyła na bok, a krzyk ugrzązł jej w gardle, kiedy plama prawie ją stratowała.

Ukształtuj je. Tak. Dzięki tobie są tak gigantyczne, więc teraz nadaj im kształt.

Czuła na ciele ich uwagę. Nieprzenikniona czerń śledziła jej ruchy. Wzrok przenikał skórę, wchodził w tkankę i lustrował. Czerń przywodziła na myśl umysł nieskończony, sferyczny, wymykający się ponad postrzeganie.

Serce zamarło w piersi, nie mogła zmusić się do ruchu, zahipnotyzowana głosem i przerażającym pięknem budynków.

Nie chcę ich zmieniać.

Plama nie zareagowała, trwała obok. To na pewno przewrażliwienie, ale…

Dziewczyna wyczuła puls. Cała energia, w której dryfowali, wypływała z plamy. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważyła? Dłonie jej zwiotczały.

Więc musisz patrzeć na takie, jakie są.

Mięśnie podkurczyły się pod wpływem głosu, który teraz wnikał głębiej, wbijał się w mózg jak pijawka i sunął pomiędzy każdą jego częścią.

Chcę stąd wyjść.

Plama przybrała ludzki kształt, by po chwili znów się rozproszyć. Zaczęła wirować wokół dziewczyny, spływając razem z nią w dół. Mijali czarne kolosy, a mimo że szczyt i tak wcześniej wybiegał daleko poza jej postrzeganie, dziewczyna czuła na barkach coraz większy ciężar. Ogarnęły ją silniejsze drgawki. Blok stał się jeszcze masywniejszy, bardziej onieśmielający. Plama przemówiła.

Ja też chcę wyjść.

Dłoń dziewczyny drgnęła.

Ale nie wiem jak. Musisz sama znaleźć wyjście, jak poprzednio.

Płakała cicho, wewnątrz siebie. Plama wciąż widziała wyprostowaną dziewczynę, jednak to było wyłącznie ciało. Cała reszta: pragnienia, nadzieja, ból i nienawiść uleciały, dołączając do skupisk czerni.

W pewnym momencie plama wtopiła się w tło, zostawiając ją z niczym.

Dźwięki ucichły. Nie poruszało się absolutnie nic, jakby cały świat zastygł.

Połączenia nerwowe obumarły, wola zwiędła. Krzyk. Ból. Bezruch. Nic innego nie istniało. Niech to…

To się nie skończy. Musisz zacząć budować.

Nie chciała mieć z tym światem nic wspólnego. Nigdy więcej.

Ale musiała się wydostać.

Bezmyślnie przekształcała bloki ciemnej niby materii. Najpierw ruchem ręki stworzyła drogę, na której mogła stanąć. Odrywała masy czerni ze skupisk, aby ukształtować chodniki, latarnie, przydrożne budynki wraz z umeblowaniem.

Uśmiechnęła się.

To nie była euforia, ale mały cień satysfakcji pozwolił jej zapomnieć o ogromie tego świata. Chodziła, lepiąc w ciemnej energii to, czego tylko zapragnęła. Powykrzywiane, nie do końca ludzkie posągi, labirynty, tunele. Szubienica. Stworzyła szubienicę. Dlaczego nie? Była przepiękna. Powiesiła na niej coś humanoidalnego.

Czas nie miał znaczenia, budynki w pewnym momencie też je straciły. Zaburzyła ich logikę, konstrukcję i ogólny sens. Zamki warowne powieszone na breloczkach od kluczy, ulepiła drzwi, które tylko się zamykały. Pokoje pełne od zewnątrz, pocięte ściany, z których spływała gęsta czarna ciecz.

Miasto było martwe. Dodała cienie ludzi i zwierząt, przekazując im odrobinę swojej woli, aby mogły żyć. Później część zabiła, bo wyszło ich za dużo, a martwych zmieniła w ubrania dla żywych.

Pojazdom stworzyła kończyny, wewnątrz których umieściła po kilkanaście stawów, aby mogły wygiąć się w kształt zbliżony do koła.

Materia skończyła się długo po tym, jak dziewczyna przestała rozumieć, co tworzy. Wykopała w podłożu dół, skuliła się na samym dnie. Świszczało jej w uszach.

Potwornie świszczało w uszach.

 

*

 

Obudziła się, gdy słońce oświetlało cały pokój. Brakowało jej siły, ale głowa była ułożona odpowiednio. Mogła patrzeć na sufit.

Ciepło ogarniało całe ciało, chyba gorączka. Deski nad łóżkiem miały trzydzieści cztery rysy, a cały sufit jedenaście sęków.

Ktoś wszedł do pokoju. Dwie istoty. Mówiły, że się martwią.

Jedna z belek była wymieniana, ktoś pomylił lakier i nieznacznie odstawała kolorystycznie. Nieco ciemniejsza. Ładna.

Ten większy mówił, że długo się nie odzywała. Zamykała w pokoju. Chcieli porozmawiać.

Żyrandol przywiozła ze starego domu. Dziwnie wyglądał, ale niestarty kurz nieco poprawiał widok. Był szary. Przyjemny.

Zmierzyli temperaturę. Później jedna istota wybiegła z pokoju, kazali coś wypić. Wypiła. Wciąż coś mówili. O pomocy. O lekarzu. Czy się zgadza? Ta mniejsza osoba chyba płakała.

Na suficie było szesnaście pajęczyn. Dwie duże, pięć średnich i dziewięć małych, z których trzy były wciąż zamieszkane. Do jednej wpadła mucha.

Ta mniejsza osoba złapała ją za rękę i zapytała ponownie.

Dziewczyna przechyliła głowę, chcąc policzyć paski na swojej pościeli, ale oni potraktowali to jako skinienie.

 

*

 

Nie mogła dać się pochłonąć. Tak zrozumiała. Wciąż miała gorączkę, leżała w łóżku, ale wcześniej ktoś ją odwiedził. Nie lekarz, ktoś wezwany przez lekarza. Długo mówił. Nawet odpowiadała, bo ta istota była specyficzna, mówiła tak, że chciało się rozmawiać.

Jednak i ona musiała wyjść. Zbliżał się wieczór. Dziewczyna wzięła słuchawki, podłączyła się, a muzyka natychmiast wypełzła z głośniczków. Plama oblała cały sufit. Nie powinna dać się pochłonąć, ale nie zmieniła piosenki. Teraz nie potrafiła wstać z łóżka, a tam…

W zasadzie nie pamiętała dokładnie ostatnich wydarzeń. Nie wychylała dłoni, jednak ręka i tak się ukształtowała, wysunęła, sięgając samego łóżka. Pomogła dziewczynie przejść, a ona nie miała siły zareagować.

Opadła na drogę. Pierwszy punkt, który stworzyła. Zaschło jej w gardle, serce podeszło w górę. Energia przestała się unosić, dziewczyna nie mogła już pływać, latać. Cała czerń była zbita, wciśnięta w budynki i figury. Ciemne bloki sięgały równie ciemnych chmur, latarnie wydzielały coś w rodzaju światła, z tym szczegółem, że była to czerń w delikatniejszym odcieniu, jakby wyblakła.

Dźwięki słyszała normalnie. Czarne okna stukały na wietrze, stworzenia chodziły wzdłuż ulic, nie zwracając na nią uwagi. Dziewczyna odskoczyła od samochodu, który toczył się na kilkukrotnie wygiętych rękach.

Zdrętwiała, kiedy zza rogu wyszła kolejna kreatura. Nie pamiętała ich. Robali pochłaniających zwierzęta, ludzi i samochody, aby później przybrać ich kształt. Gigantycznych kretów, ryjących otwory w niby materii oraz nieforemne sylwetki, które rzucały się na pozostawione resztki, aby poprawiać nimi swoje ciało. Balony o kształcie głów, których balastem były twarze.

Gdzie jesteś?

Plama nie odpowiedziała. Stworzenia przystanęły, nasłuchiwały. Dziewczyna zamarła. Łzy napłynęły jej do oczu, ślina ledwo przepłynęła przez zaciśnięte gardło.

Pomocy.

Nie zdołała się opamiętać, zacisnęła powieki, spodziewając się ataku. Odpowiedziały jej powolne kroki oraz mlaskanie dłoni samochodów, które uderzały w podłoże. Dziewczyna odetchnęła cicho, otwierając oczy.

Odskoczyła, a tylko z jej twarzy dało się wyczytać, że krzyczy, bo gardła nie opuścił żaden dźwięk.

Metr przed nią stał człowiek, który z resztek pozostawionych przez krety wyrzeźbił rączki na swojej głowie. Rączki trzymały jego uszy i machały nimi we wszystkich kierunkach.

Dziewczyna zadrżała, kiedy kolejna rączka wypchnęła oko z czaszki kreatury. Oko obracało się, dokładnie ją oglądając, po czym zostało na powrót wciągnięte do dziury. Człowiek odszedł. A dziewczyna rzuciła się do biegu.

Ona to wszystko stworzyła. Plama ją zmusiła.

Mijała fontanny, które chciały ją pochwycić, obiegała labirynty, wpadała do tuneli.

Gdzie jesteś?!

Odważyła się krzyknąć, gdy w pobliżu nie było żadnej istoty. Plama pozostawała cicho. Podłoże zadrżało i zapadło się, kiedy kret rozorał pod nią ziemię. Wyskoczył, a dwa wielkie zęby przesunęły się po łydce dziewczyny. Krzyknęła głucho, próbowała odskoczyć, ale zabrakło podłoża, z którego mogłaby się wybić.

Zostaw mnie! Zostaw! Przepadnij!

Czuła zęby, wbijające się w skórę, ale nacisk nagle osłabł. Spadła w tunel, a po krecie nawet nie został ślad. Dziewczyna czekała zmordowana, bała się poruszyć. Jednak kret zniknął.

Ona stworzyła ten świat. Wszystko było jej częścią.

Niby materia wypchnęła ją, a dziewczyna przez jakiś czas tworzyła budynek z fragmentów drogi. Poprawiła płot, zmieniła ściany i fundamenty, równocześnie się krzywiąc. Wszystko musiało być idealne. Ulepiła miejsce, od którego uciekła do tego świata. Swój dom.

Drzwi nie wydały żadnego dźwięku, jakby świat znów odizolowano. Nieumyślnie zrzuciła wazę, która bezdźwięcznie pękła na podłodze. Serce kołatało jej w piersi, nogi się uginały. Woń kwiatowej ziemi musnęła nozdrza.

Nigdy nie myślała, że jej dom mógłby być bardziej pusty. Jednak teraz miała wrażenie, że ten nigdy nie został zamieszkany. Weszła na schody, a te, ku jej zaskoczeniu, zaskrzypiały. Bardzo specyficznie, jakby kiedyś już słyszała ten dźwięk, jednak nie potrafiła określić gdzie.

Wniknęła do swojego pokoju przez sufit, nie otwierając drzwi. Plama spała w jej łóżku, a kształt ciemnej sylwetki niczym nie różnił się od dziewczyny.

Czekała, aż plama wysunie dłoń, choć nie potrafiła stwierdzić dlaczego. W końcu opuściła rękę przez sufit, odrzuciła pościel i wciągnęła sylwetkę do siebie. Plama się wybudziła, ale nie próbowała walczyć.

Dziękuję.

Dziewczyna zdrętwiała.

Za co?

Plama, a właściwie ona, odwzorowana w czerni, przekrzywiła głowę.

Za ulepienie tego świata.

Zacisnęła pięści.

Zmusiłaś mnie.

Sylwetka zapulsowała, na moment się rozmywając.

Przecież jesteśmy tą samą osobą.

Dziewczyna cofnęła się o krok, drżała, widząc, jak plama co rusz przyjmuje inną, coraz bardziej wynaturzoną formę. Nie daj się pochłonąć.

To koniec.

Wyobraziła sobie jak plama znika. Całą siłę swojej woli skupiła na jej zniszczeniu, a nie do końca uformowana sylwetka rozmyła się jeszcze bardziej. Ulga rozlała się po ciele dziewczyny, kiedy plama powoli zaczęła znikać…

Jednak znów się utrwaliła. Nienaturalnie długie kończyny, szpony, długie, chude nogi. Doskoczyła do dziewczyny, chwytając za głowę. Zbliżyła twarz, otwierając ogromne usta, połowa jej czaszki się rozwarła, jakby szczęka sięgała karku. Ślina skapywała na włosy, kiedy plama wciskała je między zębiska.

Podłoże zniknęło. Spadały. Dziewczyna kopnęła cień i odepchnęła się, modląc w duchu, by to zadziałało.

Wypadła z wyrwy i zamknęła ją, zanim plama zdążyła się wydostać. Wylądowała na początku drogi. Zburzyła wszystkie najbliższe budynki, a z ich materii powstały kolejne warstwy.

Skoro nie mogła zniszczyć plamy, rozpieprzy cały ten świat.

Słyszała wrzask kreatury w umyśle i poza nim. Pierwszy tak głośny, przenikliwy dźwięk. Przekleństwa w języku, którego nie potrafiła zrozumieć, wizg, błagania. Widziała dziesiątki pękających budynków, które warstwa po warstwie blokowały przejście…

I dostrzegła istotę, może kilka kroków od niej, która nagle zmieniła barwę, a jej kończyny znacznie się wydłużyły. Plama pokonała dzielący je dystans w ułamku sekundy. Wpadła na stworzoną przez dziewczynę ścianę. Jej materia rozproszyła się jak fala rozbita o klif. Kolejna istota natychmiast się przekształciła, a dziewczyna straciła dostęp do reszty. Nie mogła ich zniszczyć.

Nie rozumiesz czym jestem.

Dziewczyna uciekała i niszczyła zamki, które wcześniej zdołała postawić. Bloki topniały, latarnie pękały wpół niczym zapałki.

Pasożytem. Niczym więcej.

Dziewczyna zaklęła. Dyszała, myśli musiały przebijać się ponad dźwięk kołatającego serca.

Na pewno jest jakieś wyjście, szepnęła do siebie w myślach. Skup się. Jeszcze tylko chwilę.

Plama atakowała coraz szybciej. Dziewczyna opierała się o jedną ze ścian, wciąż tworząc kolejne. Obserwowała, mimo że ciało prawie odmówiło posłuszeństwa. Postawiła kolejną ścianę, kiedy spodziewała się ataku, jednak ten nie nadszedł. Samochód przejechał obok nieuformowanej jeszcze plamy, a kiedy tylko ją minął, sam zaczął się przemieniać. Dźwięk giętego metalu przeszył okolicę, kiedy ciało, które plama chciała przejąć przed momentem, stopniało. Dziewczyna zmarszczyła brwi.

W głowie usłyszała potępieńczy śmiech plamy:

Kończy ci się materia.

Miała jedną szansę. Zamiast uciekać, zaatakowała, ściana bloku runęła na plamę, a gdy ta się rozpadła, dziewczyna odskoczyła na ogromną odległość. Intuicyjnie, bo nie pamiętała drogi.

Plama przemieniła się w istotę najbliższą dziewczynie, jak za każdym poprzednim razem…

Pętla natychmiast zacisnęła się wokół jej szyi. Zamieniła się w człowieka, który wczoraj został powieszony. Nienaturalna sylwetka wierzgała, próbowała sięgnąć konstrukcji, ale ledwo musnęła materię. Jakby szubienicę stworzono specjalnie dla niej.

Dziewczyna leżała na ziemi, ściskając szyję. Straciła oddech, a świat ponowie się rozmył.

 

*

 

Minęło kilka tygodni od kiedy obudziła się niemal bez powietrza i z nieznacznym śladem wzdłuż szyi. Gorączka zniknęła, a dziewczyna nawet chodziła do szkoły. Czasem rozmawiała z rodzicami, choć ciągle pytali, czy wszystko w porządku. Cyklicznie jeździła do terapeuty.

Zdarzało jej się przesiadywać po południu przy oknie. Lubiła patrzeć na miasto, pośród kurzu, z bezpiecznego miejsca. Trwała tak rozdarta i nieumyta, a raz na jakiś czas ktoś wszedł do pokoju i przerwał ciszę. Wtedy rozmawiali. Czasem niespiesznie i długo. Czasem w samotności dotykała strupów.

Uśmiechnęła się do własnych myśli.

Zeskoczyła z parapetu, a zimno wnikało przez bose stopy. Dotyk chłodnej pościeli wywołał delikatne drżenie, jednak łóżko dawno nie przyjęło jej z takim wyczekiwaniem. Rozluźniła się, kiedy pierwsze echo melodii wypłynęło od ścian.

Słuchawki zostawiła w plecaku, telefon był wyłączony, a jednak ktoś musiał ją zagrać.

Nie zareagowała, gdy zaskrzypiały schody, a po kilku sekundach na suficie pojawiła się plama.

Czekała w bezruchu. Dym uformował się w szpony, aby po chwili ze śladu na suficie wypadły dwie zbyt długie, nienaturalne ręce. Pochwyciły dziewczynę, która nie próbowała się bronić, jednak tym razem nie zabrały jej do swojego świata. Zawinęły tylko pętlę.

Strąciły krzesło.

 

*

 

Rano matka znalazła ciało i list, a kiedy na moment wybiegła z pokoju, plama pojawiła się po raz ostatni. Zabrała sznur. Zabrała dziewczynę. Zaniosła ją do szubienicy, którą sama dla siebie stworzyła. I pozostawiła bladą, śliczną, ubraną w kontrastującą, białą koszulkę. Zwłoki z czasem sczerniały, rozpadły się i zmieszały z bezładnie rozrzuconą czarną materią.

Koniec

Komentarze

Hej MaSkrolu,

Nieźle Ci to wyszło! Duszno, ciężko i ciekawie. Z pewnością plus za sugestywne opisy popierniczonej, czarnej krainy. 

Nie wiem, czy prawidłowo odczytałem tę historię, ale to głównie moja wina – ze względu na to, co się dzieje w “realu”, mam problem ze skupieniem :(

Poczekam na komentarze innych. 

 

Czy tu widać inspirację Lovecraftem? Moim zdaniem trochę tak, choć niewiele pamiętam z jego twórczości opróćz klimatu i poszczególnych scen.

Bo jest tu“coś” spoza naszego świata, jest nutka szaleństwa, jest strasznie. Spina się. 

 

Plama nie reagowała na każdy (żaden?) ruch, ignorowała głowę, nogi, a nawet tułów, jednak gdy dziewczyna wysuwała dłoń, dym zaczynał falować, jakby w nieudolnej próbie przybrania kształtu.

 

W pewnym momencie plama wtopiła (się?) w tło, zostawiając ją z niczym.

Trochę żałuję, że to przeczytałam…. bo od teraz na bank będę miała problem z sufitem xD Oczywiście, uznaj to za komplement. 

Bałam się podczas lektury. Niepokojąco tu bardzo. Różne rzeczy chodziły mi po głowie. 

Największą zaletą tesktu są według mnie emocje, przedstawienie stanu bohaterki. I klimat. 

Zakończenie, moim zdaniem, mogło być bardziej urwane.

Czytało się dobrze. Szybciutki masz styl. ;)

Kilka zastrzeżeń, nie wiem, czy słusznych, to raczej propozycje.

 

 Drewniane schody skrzypiały pod ciężarem stóp. → A co z resztą ciała? Tylko stopy były ciężkie? ;)

 

 

końcowe podrygi melodii. → Podrygi… hmm… ja bym tu widziała np. takty

 

 

Zamknęła oczy, aby po chwili znów je otworzyć, jednak pomimo słabego światła, na suficie widziała ciemniejszą plamę.

Przetarła powieki. Może pękła któraś z rur? Deski namokły, powstała plama. → to powtórzenie celowe?

 

Światło nie istniało, przestrzeń wydawała się niepotrzebna. → O, a to mi się podoba., chociaż tego nie rozumiem xD ale to weird ;)

 

jakby tkwiła pod wodą, tylko nie mogła utonąć.

Rozejrzała się i choć gdzieś w głębi umysłu tkwiło przekonanie, że powinna bać się tego miejsca… nie potrafiła. → a co to? ;)

 

Skrzyp schodów przebił się na moment ponad melodię, a plama znów była na suficie. 

 

ten “Skrzyp” (polny ;p ) jest taki meh… Może lepiej skrzypienie?

 

A, i fajny tytuł. :)

 

Powodzenia w konkursie! :) 

 

Cześć, miło Was widzieć :)

 

Łosiot (wciąż nie wiem jak poprawnie odmienić twój nick, więc musi być tak, wybacz). Dziękuję za miłe słowa, to opowiadanie po części było niewiadomą, więc tym bardziej się cieszę, że ten ciężki klimat nazbyt nie przytłoczył.

Nie wiem, czy prawidłowo odczytałem tę historię, ale to głównie moja wina – ze względu na to, co się dzieje w “realu”, mam problem ze skupieniem :(

Chyba każdy, niestety, ma teraz problem ze skupieniem. I nie przejmuj się tym, że historia może wydawać się mglista, to już chyba stała część moich opowiadań. Poczekamy na opinie innych razem, bardzo lubię je czytać :P

Czy tu widać inspirację Lovecraftem? Moim zdaniem trochę tak, choć niewiele pamiętam z jego twórczości opróćz klimatu i poszczególnych scen.

Bo jest tu“coś” spoza naszego świata, jest nutka szaleństwa, jest strasznie. Spina się. 

Jakby to powiedzieć… też nie znam się doskonale na Lovecrafcie, starałem się stworzyć podobny klimat, ale też nie trzymałem opowiadania na smyczy, pozwoliłem mu płynąć.

Plama nie reagowała na każdy (żaden?) ruch, ignorowała głowę, nogi, a nawet tułów, jednak gdy dziewczyna wysuwała dłoń, dym zaczynał falować, jakby w nieudolnej próbie przybrania kształtu.

Zdecydowanie, została po korektach, wina nieuważnego czytania przed publikacją… no ale tekst już trochę znałem na pamięć, więc wiadomo jak to wygląda.

Drugi błąd też poprawiłem. Dziękuję jeszcze raz :D

 

Saro,

Trochę żałuję, że to przeczytałam…. bo od teraz na bank będę miała problem z sufitem xD

Przepraszam. A słuchasz czasem muzyki przed snem, gra radio, telewizor lub cokolwiek podobnego? Jeśli nie, to i tak wciąż musisz się obawiać, bo czasem muzyka może wypłynąć ze ścian XD

Bałam się podczas lektury. Niepokojąco tu bardzo. Różne rzeczy chodziły mi po głowie. 

Może to dziwne, ale serce mi rośnie, gdy ktoś pisze, że bał się podczas czytania XD

Największą zaletą tesktu są według mnie emocje, przedstawienie stanu bohaterki. I klimat. 

heart

Zakończenie, moim zdaniem, mogło być bardziej urwane.

Zastanawiałem się nad tym, wciąż nie wiem, które jest lepsze, ale możesz mieć rację. Mniej więcej w momencie, gdy muzyka zaczęła grać… wiesz gdzie, nie będę pisał dalej, żeby nie spojlerować :P

 Drewniane schody skrzypiały pod ciężarem stóp. → A co z resztą ciała? Tylko stopy były ciężkie? ;)

Ehh, masz rację, choć nie chcę Ci jej przyznawać, bo ze stopami brzmi lepiej :(

Poprawiłem.

Podrygi… hmm… ja bym tu widziała np. takty

No niech będzie ;)

to powtórzenie celowe?

Nie, usuwałem pierwsze zdanie przy poprawkach na pewno, tylko musiałem nieumyślnie cofnąć… to edytowanie na portalu bywa dziwne XD

O, a to mi się podoba., chociaż tego nie rozumiem xD ale to weird ;)

To dziecko pisania “na fali”, w tym fragmencie bardzo dałem się wciągnąć XD

a co to? ;)

Ojoj, nie wiem, ostatnia redukcja i poprawka musiała coś popsuć, moja wina. I miałem duży problem, żeby to zmienić i wciąż średnio mi leży xD

ten “Skrzyp” (polny ;p ) jest taki meh… Może lepiej skrzypienie?

Tak.

A, i fajny tytuł. :)

Dziękuję, miałem z nim spory kłopot, nie będę kłamał xD

 

Dziękuję bardzo za komentarz i miłe słowa. :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Po przeczytaniu cisną mi się do głowy trzy słowa, którymi mogę opisać ten tekst: niepokojące, zagmatwane i sensoryczne. Każdy następny fragment tylko potęguje te trzy elementy i robi to świetnie. To jak dziewczyna kreuje świat z nie materii, jak najpierw nieśmiało próbuje stawić krok za krokiem, aby nagle wystrzelić, jak z procy jest niezwykle ciekawe.

Od pierwszych do ostatnich słów nie pozwalasz ochłonąć, nawet w momentach, gdy świat zewnętrzny upomina się o dziewczynę. Natomiast podobały mi się te fragmenty, bo dzięki temu mogłam zaczerpnąć tchu, zanim znowu wciągnąłeś mnie pod wodę, do świata gdzie oddychać nie mogłam.

W którymś momencie ta intensywność zaczęła mnie trochę męczyć, jednak odebrałam to jako cechę świata i opowieści, a nie jak wadę opowieści.

Podsumowując: świetny tekst :)

Ja już się wypowiedziałem na becie, więc tutaj tylko krótkie podsumowanie. ;-)

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć, witam nowy czytelników i stare marudy heart

 

Kasjopejatales,

Dziękuję za te słowa. Cieszę się, że odczuwacie ten świat, tak jak chciałem, aby był odczuwany, jednak i tak z każdym kolejnym komentarzem odkrywam coś nowego. Zaczynam mieć wrażenie, że zaczynam panować nad tym, co piszę, choć to raczej paradoksalne, bo piszę najlepiej, gdy nad tym nie panuję XD

Dobrze, że próbowałaś zaczerpnąć tchu w świecie zewnętrzym, bo osobie myślącej odwrotnie nie wyszło to na dobre :P

W którymś momencie ta intensywność zaczęła mnie trochę męczyć, jednak odebrałam to jako cechę świata i opowieści, a nie jak wadę opowieści.

Mogłem przesadzić, wcale nie przeczę :P

Dziękuję za ten komentarz, chciałbym napisać znacznie więcej, ale chyba wiesz jak trudne jest odpisywanie na pozytywne opnie :P

 

CM,

a już się wypowiedziałem na becie, więc tutaj tylko krótkie podsumowanie. ;-)

Dokładnie tak się czułem podczas betowania. Jeszcze raz dziękuję, znów jestem twoim dłużnikiem i znów twoja pomoc dla mnie, było nieporównywalnie większa od mojej dla Ciebie. Mam nadzieję, że kiedyś naprawdę zdołam się odegrać :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

było nieporównywalnie większa od mojej dla Ciebie

Taaa… Bo ten swój tekst przepisywałem od nowa wyłącznie dla własnej frajdy. XD

Napracowałeś się tam przecież jak szlag, a i tak miałeś trudnej, bo CM się wpakował w kompletnie obcą dla siebie konwencję. ;)

Mam nadzieję, że kiedyś naprawdę zdołam się odegrać :P

Teraz to ja już nie będę taki głupi, żeby pchać się w nieswoje konwencje. Następnym razem nastawiałbym się raczej na standardowego CM-a, gdzie będziesz się musiał obawiać, co kryje się w następnym akapicie. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Taaa… Bo ten swój tekst przepisywałem od nowa wyłącznie dla własnej frajdy. XD

Napracowałeś się tam przecież jak szlag, a i tak miałeś trudnej, bo CM się wpakował w kompletnie obcą dla siebie konwencję. ;)

Hahaha, no wiem, trochę wtedy na Ciebie przysiadłem XD

Ale i tak patrząc na ilość samej pracy, ile razy wrzucałeś komentarze i czytałeś od nowa. Ja po prostu wszedłem z butami, trochę poskakałem i zadowolony sobie poszedłem XD

Teraz to ja już nie będę taki głupi, żeby pchać się w nieswoje konwencje.

Trochę szkoda, bo finalnie tan “Las Mberta” wyszedł bardzo dobrze, przynajmniej w moim odczuciu.

Następnym razem nastawiałbym się raczej na standardowego CM-a, gdzie będziesz się musiał obawiać, co kryje się w następnym akapicie. ;-)

Nie będę kłamał, jeśli powiem, że za takimi tekstami też tęsknię :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Cześć MaSkrol:-)

Ale to dobre było!

Zaintrygowałeś mnie już pierwszym akapitem, a potem wciągnąłeś do swojej opowieści i nie wypuściłeś z niej do samego końca! Jak można stworzyć coś tak interesującego z plamy na suficie?;-)

Ale klimat! Ciężki i gęsty. Świetnie pokazałeś reakcję plamy, dymu, cienia na ruchy dłoni dziewczyny. A także to, jak melodia współgra z emocjami.

Podoba mi się przemiana bohaterki, początkowo zagubiona, słaba, odkrywa w sobie siłę i walczy, sama ze sobą. Odpływa w świat, który sama stworzyła. Kiedy wydaje się, że wróciła do normalności, serwujesz jej szubienicę:-) Ale to dobre!:-)

 

Drobne uwagi:

Zmrużyła oczy, doszukując się konkretnego kształtu we wzgórku na suficie, a uśmiech powoli wyrósł na jej twarzy.

uśmiech wyrósł?

 

Założyła słuchawki. Palce delikatnie jej drżały, kiedy włączała urządzenie.

jej  zbędne (w ogóle wydaje mi się, że trochę tego jej jest w tekście jakby za dużo)

 

Skrzypienie schodów przebił się na moment ponad melodię, a plama znów była na suficie. 

chyba przebiło 

była nie pasuje mi to słowo:-)

 

Rwała ciemność na strzępy, ryjąc korytarze samą siłą woli,

A to mi się bardzo podoba:-)

 

Plama nie zareagowała, trwała obok dziewczyny. To na pewno przewrażliwienie, ale…

Dziewczyna wyczuła puls. Cała energia, w której dryfowali, wypływała z plamy. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważyła? Dłonie jej zwiotczały.

Więc musisz patrzeć na takie, jakie są.

Mięśnie dziewczyny podkurczyły się pod wpływem głosu,

powtórzenie

 

klikam bibliotekę i pozdrawiam;-)

 

 

Cześć, Maskrolu! Duszno tu i ciężko, że aż dobrze sie czyta.wink Motyw plamy świetny, bo można go rozpatrywać na wielu różnych płaszczyznach – choroby psychicznej, dziwnego pasożyta, obsesji… Możliwości jest tyle, że nie będę robić listy na cały komentarz. Opisy niezwykle obrazowe, mocno oddziałujące na zmysły i uczucia, ale bez ckliwości i szantażu emocjonalnego. Kawał dobrego tekstu!

Pozdrawiam.

Cześć, Olciatka ;)

Nigdy nie wiem jak odpisać na takie komentarze, skrzydeł mi dodajecie, ja mam ochotę dziękować za każde miłe słowo po kolei. Dziękuję, bardzo dziękuję, cieszę się, że praca moje nie poszła na marne i nie zmarnowałem też czasu moich betaczytaczy, którzy (a CM w szczególności) pilnowali, abym nie odpłynął za bardzo.

uśmiech wyrósł?

Chyba rzeczywiście dziwne sformułowanie, tylko… nie mam pojęcia na co je poprawić. Póki co zostanie, będę nas tym myślał :/

jej  zbędne (w ogóle wydaje mi się, że trochę tego jej jest w tekście jakby za dużo)

Poprawiłem, obawiam się, że masz rację.

była nie pasuje mi to słowo:-)

I już nie ma.

A to mi się bardzo podoba:-)

:D

powtórzenie

Poprawiłem.

 

Dziękuję i również pozdrawiam :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Cześć, Oidrin, miło Cię widzieć! :D

Dziękuję za te słowa, cieszę się, że podoba Ci się motyw, że zauważyłaś tam wiele płaszczyzn. Bardzo miło czytać takie komentarze.

Pozdrawiam :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

 

Twoje opowiadanie jest lepsze od cmentarzy, bo tu chociaż można zapalić znicz.

Kelin, dzięki jeszcze raz za betowanie… i chyba masz rację. Zawsze chciałem, żeby moje opowiadania były lepsze od cmentarzy :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

"Na suficie było szesnaście pajęczyn. Dwie duże, pięć średnich i dziewięć małych, z których trzy były wciąż zamieszkane."

Uwielbiam ten fragment :D I nie tylko dlatego, ze chodzi mi głowie scena z czymś podobnym :D

 

"Metr przed nią stał człowiek, który z resztek pozostawionych przez krety wyrzeźbił rączki na swojej głowie."

Była taka animacja poklatkowa…

 

Całość bardzo od początku działa na wyobraźnię gdy chodzi o… odcienie. Co jest dość charakterystyczne, bo w czasie czytania nie łączyłem tego z tytułem, ot, zwyczajnie tak to działało. Przy czym pod koniec odcienie zniknęły, pojawiła się w wyobraźni “zwyczajność” kolorów. Wiem, ze to niejasne, ale zwyczajnie czasem różne skojarzenia mi uruchamiają teksty na poziomie ich wizualizacji.

Całkiem nieźle skaczesz z początkowego mrocznego-spokoju do końcowej dynamiki.

I całkiem nieźle wprasowałeś na koniec finał w stylu klasycznego horroru, a przy tym sugestię, że skoro doszła nowa materia, to plama może szukać nowej ofiary.

 

 

Cześć, Wilku, miło Cię widzieć. :)

Uwielbiam ten fragment :D I nie tylko dlatego, ze chodzi mi głowie scena z czymś podobnym :D

Nie bardzo wiem o jaką scenę może chodzić, ale cieszę się :D

Była taka animacja poklatkowa…

Co to za animacja? :o

Całość bardzo od początku działa na wyobraźnię gdy chodzi o… odcienie. Co jest dość charakterystyczne, bo w czasie czytania nie łączyłem tego z tytułem, ot, zwyczajnie tak to działało. Przy czym pod koniec odcienie zniknęły, pojawiła się w wyobraźni “zwyczajność” kolorów.

Bardzo lubię twoje skojarzenia, bo często widzisz coś, czego ja dostrzec nie mogłem (nie chciałem? nie próbowałem? nie zwróciłem uwagi?), zawsze wskazujesz mi kolejny kierunek, w którym mógłbym rozpatrywać tekst i być go bardziej świadomym. Myślę, że wiem, co masz na myśli i to mi się podoba. Nieumyślnie osiągnąłem pewien cel.

Całkiem nieźle skaczesz z początkowego mrocznego-spokoju do końcowej dynamiki.

Jak się tak udało :D

I całkiem nieźle wprasowałeś na koniec finał w stylu klasycznego horroru, a przy tym sugestię, że skoro doszła nowa materia, to plama może szukać nowej ofiary.

:D

Dziękuję za ten komentarz i miłe słowa. Fajnie się czyta pochwały.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Mocne opowiadanie, przesiąknięte emocjami – niezbyt dobrymi – i wciągające (na szczęście nie przez sufit). Fajnie grasz językiem, zagęszczając atmosferę i niczego nie tłumacząc wprost. To historia przedstawiona obrazami w odcieniach szarości. W mojej głowie jedynie za oknem z końca opowiadania było widać jakiekolwiek kolory. Mimo że pisałeś o muzyce dużo, mam wrażenie, że całość brzmi jednak ciszą.

Pokazanie szaleństwa, odchodzenia od zmysłów i wahania bardzo mi się podobało. Tak jak próba ratunku i zakończenie, a nawet ta iskierka nadziei, że będziemy mieć do czynienia z happy endem, choć podejrzewałam sznur od momentu, w którym tak zginęła plama. No i jednak to coś inspirowanego Lovecraftem w ten czy inny sposób. Szczęśliwe zakończenia zdarzają się raczej w innych kręgach.

Wysunę śmiałą opinię, że to Twoje opowiadanie podoba mi się najbardziej ze wszystkich, które miałam okazję czytać. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Cześć Verus, miło Cię widzieć! :D

Bardzo mi się podoba ten komentarz, jakbyś jakimś cudem wiedziała, co chciałem z niego wyczytać.

Mimo że pisałeś o muzyce dużo, mam wrażenie, że całość brzmi jednak ciszą.

To był mój mały cel, który bardzo chciałem spełnić, cieszę się, że to widać.

Tak jak próba ratunku i zakończenie, a nawet ta iskierka nadziei, że będziemy mieć do czynienia z happy endem, choć podejrzewałam sznur od momentu, w którym tak zginęła plama.

Tak też myślałem, że wiele osób się domyśli, ale to akurat było nie do pominięcia. :D

Wysunę śmiałą opinię, że to Twoje opowiadanie podoba mi się najbardziej ze wszystkich, które miałam okazję czytać. ;)

Miło mi to słyszeć, takie komentarze dają mi znać, że wciąż się rozwijam (w co momentami zaczynam wątpić), bardzo dziękuję za tę opinię. :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Tak też myślałem, że wiele osób się domyśli, ale to akurat było nie do pominięcia. :D

Wydaje mi się, że w tym przypadku nawet w tej przewidywalności nie było nic złego. Zmierzanie do nieuchronnego, mrocznego końca. :D

Zostaw ten żyrandol.

Zmierzanie do nieuchronnego, mrocznego końca

Jak po sznurku…

Wydaje mi się, że w tym przypadku nawet w tej przewidywalności nie było nic złego. Zmierzanie do nieuchronnego, mrocznego końca. :D

Od tej strony na to nie patrzyłem :P

Jak po sznurku…

Związany z przeznaczeniem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie że mi się nie podoba opko, raczej stan, w jakim się znalazłam po jego przeczytaniu. Zdołowałeś mnie, przytłoczyłeś i na chwilę odebrałeś kolory mojemu światu, czyli właściwie osiągnąłeś sukces. Tylko, cholera, nie wiem, czy mi się to podoba.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, przepraszam. Naprawdę. Zastanawiałem się, czy przyjdzie osoba, która poczuję ile przykrych emocji tutaj wylałem. Bałem się, że tekst kogoś przytłoczy, choć niby chciałem, żeby tak właśnie było. Sprzeczności… sprzeczności. Dziękuję za przeczytanie.

To jest sukces, z którego jestem po części zadowolony, po części, bo to Cię zdołowałem. Czyli bardzo dobrze opisałem, co chciałem opisać, a z drugiej strony… właśnie.

Przepraszam i bardzo Ci dziękuję, Irko.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Dość długo czytałam bez szczególnego zaangażowania, bo jakoś nie potrafię wczuć się w tak osobiste doznania kogoś, kto ma wielkie problemy z odróżnianiem rzeczywistości od urojeń, jednak z czasem się trochę oswoiłam z problemem, z dziwnym światem, plamą i niby materią, i pojawiło się nawet pewne zaciekawienie.

Jestem pełna podziwu dla Ciebie, MaSkrolu, że tak obrazowo potrafiłeś opisać niezwykle gęsty i przygnębiający klimat czarnej krainy. Miałam nadzieję, że dziewczyna w końcu jakoś sobie ze wszystkim poradzi, ale cóż… Nadzieja okazała się płonna.

 

Plama prze­mknę­ła zaraz obok niej. ―> Plama prze­mknę­ła tuż obok niej.

 

Dziew­czy­na ob­ró­ci­ła się wokół. ―> Co to znaczy, że dziewczyna obróciła się wokół? Wokół czego?

 

Ma­te­ria skoń­czy­ła się na długo po tym… ―> Ma­te­ria skoń­czy­ła się długo po tym

 

Wy­ko­pa­ła w pod­ło­żu dół, sku­li­ła na samym dnie. ―> Co skuliła na dnie dołu?

A może miało być: Wy­ko­pa­ła w pod­ło­żu dół, sku­li­ła się na samym dnie.

 

Ba­lo­ny o kształ­cie twa­rzy, któ­rych ba­la­stem rów­nież były twa­rze. ―> W kształcie samych twarzy, czy może w kształcie głów?

 

la­tar­nie pę­ka­ły w pół ni­czym za­pał­ki. ―> …la­tar­nie pę­ka­ły wpół ni­czym za­pał­ki.

 

Nie­na­tu­ral­na syl­wet­ka wierz­ga­ła no­ga­mi… ―> Masło maślane – wierzga się nogami.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Regulatrzy, dziękuję za przeczytanie!

Traktuję to jako sukces, bo z poprzednich opowiadań, pamiętam, że weird nie należy do twoich ulubionych gatunków literackich.

Jestem pełna podziwu dla Ciebie, MaSkrolu, że tak obrazowo potrafiłeś opisać niezwykle gęsty i przygnębiający klimat czarnej krainy.

Dziękuję, dużo dla mnie znaczą te słowa, cieszę się, że podołałem. :)

Miałam nadzieję, że dziewczyna w końcu jakoś sobie ze wszystkim poradzi, ale cóż… Nadzieja okazała się płonna.

Niestety… tak skończyć się chyba nie mogło, ale i tak jestem zadowolony, to znaczy, że bohaterka nie była dla Ciebie obojętna :D

Dziewczyna obróciła się wokół. ―> Co to znaczy, że dziewczyna obróciła się wokół? Wokół czego?

Racja, poprawiam już.

Wykopała w podłożu dół, skuliła na samym dnie. ―> Co skuliła na dnie dołu?

A może miało być: Wykopała w podłożu dół, skuliła się na samym dnie.

Tak, poprawione.

Balony o kształcie twarzy, których balastem również były twarze. ―> W kształcie samych twarzy, czy może w kształcie głów?

O, tego mi brakowało! :D

Dziękuję za łapankę, wszystkie błędy poprawione! :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Cieszę się, MaSkrolu, że mój komentarzyk sprawił Ci przyjemność, a łapanka przydała się. Potwierdzam też to, co napisałam wcześniej – mój podziw dla stworzonej przez Ciebie czarnej krainy jest niekłamany. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wspaniale :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Świetne. Dawno nie czytałem czegoś równie interesującego.

Precz z sygnaturkami.

Dzięki, to miłe.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrolu, nie przepraszaj i niech nie będzie Ci przykro. Napisałeś naprawdę świetne opko i faktycznie zawarłeś w nim mnóstwo emocji. Fakt, nie są to łatwe emocje i tekst jest mocno przytłaczający, ale to nie zmienia faktu, że to dobry, mocny tekst.

I nie poszedłeś na łatwiznę. Niby jest tu szaleństwo, niby są ludzie, którzy próbują wyciągnąć dziewczynę z tego stanu, co mogłoby wskazywać na chorobę psychiczną. Ale miałam wrażenie, że nie do końca idziesz w tym kierunku. Ten świat jest wykreowany przez samą bohaterkę, sama go uruchamia, dzięki tej tajemniczej muzyce i sama wpada w jakąś niekończącą się pętlę. Pokazujesz, że czasami sami sobie tworzymy potwory, sami sobie robimy krzywdę.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dość specyficzne opowiadanie. Styl jest bardzo chaotyczny, ale domyślam się, że to celowe. Trochę nie podobał mi się fakt, że postanowiłeś tak zdystansować czytelnika od głównej postaci, nie podawać jej imienia, pokazywać rutyny, dokładnych reakcji. Nie nie bardzo rozumiem, po co taki zabieg. Ogólnie, pierwszy rozdział zrobiłbym zupełnie inaczej, ale tu już wkraczamy w strefę gustów.

Duży plus za świat cienia, gdzie akcja robi się naprawdę ciekawa. Podobały mi się opisy dziwacznych stworzeń i budynków stworzonych przez dziewczynę, zainteresowała mnie także “plama”. Moja ulubiona część to ta, gdy dziewczyna leży w delirium, a jej jak zgaduję rodzice próbują jej pomóc. Tajemnicze, smutne i bardzo dobrze napisane.

 

Mam wrażenie, że cały utwór ma jakieś głębsze znaczenie, lecz jeśli tak jest, to mnie niestety jak na razie ono umyka. Jest to jednak bez wątpienia przyjemna opowieść, którą miło się czytało

Irko,

Dziękuję i bardzo się cieszę, że ktoś odczytał dokładnie to, co chciałem pokazać w tekście. :)

 

Abbadonie,

Cześć, dziękuję za komentarz i odwiedziny, szczególnie, że chyba pierwszy raz jesteś pod moim tekstem, prawda?

Styl jest bardzo chaotyczny, ale domyślam się, że to celowe. Trochę nie podobał mi się fakt, że postanowiłeś tak zdystansować czytelnika od głównej postaci, nie podawać jej imienia, pokazywać rutyny, dokładnych reakcji. Nie nie bardzo rozumiem, po co taki zabieg. Ogólnie, pierwszy rozdział zrobiłbym zupełnie inaczej, ale tu już wkraczamy w strefę gustów.

Tak, to strefa gustów, a sam brak dokładnej rutyny i reakcji, brak imienia itp. może nieco pogorszyły niektóre wrażenia, ale miałem swój cel w tym, żeby bohaterka po prostu byłą osobą nie do końca określoną, żeby bardziej mogła przedstawić jakąś grupę.

Duży plus za świat cienia, gdzie akcja robi się naprawdę ciekawa. Podobały mi się opisy dziwacznych stworzeń i budynków stworzonych przez dziewczynę, zainteresowała mnie także “plama”.

Dziękuję, miło, że ci się podoba :D

Moja ulubiona część to ta, gdy dziewczyna leży w delirium, a jej jak zgaduję rodzice próbują jej pomóc. Tajemnicze, smutne i bardzo dobrze napisane.

Też bardzo lubię ten fragment, dziękuję :)

Mam wrażenie, że cały utwór ma jakieś głębsze znaczenie, lecz jeśli tak jest, to mnie niestety jak na razie ono umyka. Jest to jednak bez wątpienia przyjemna opowieść, którą miło się czytało

Bardzo mi miło i tak, jest tam pewne znaczenie, jednak moje teksty mają to do siebie, jednak wcale nie jest konieczne, aby ktoś bardzo próbował wgryźć się w tekst. Nie będę już dziękował, bo już trochę dużo tego w odpowiedzi na twój komentarz, ale bardzo się cieszę, że zajrzałeś i zostawiłeś komentarz. :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Witam jurorkę i dziękuję. :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nowa Fantastyka