- Opowiadanie: adam_c4 - Księga

Księga

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Księga

Kobieta wysiadła z tramwaju. Potrzebowała chwili, by zorientować się, w którą stronę powinna iść. Ostatni raz była tu przed czterema laty.

Pamięć szybko wskoczyła na właściwe tory. Niewiele się zmieniło. Te same sklepy i szyldy, budynki z odrapaną elewacją, brudne płyty chodnikowe.

Jej syn nigdy nie narzekał na dzielnicę, w której zamieszkał. Nic dziwnego. Miałby przyznać, że kupno kawalerki było błędem? Że powinien był posłuchać matki i w trakcie roku akademickiego wynajmować mieszkanie w centrum, a lato spędzać w domu?

Nie, oczywiście, że nie. Choćby odcięto mu prąd i wodę, a hordy pijaków urządzały dokoła nieustanne libacje, i tak utrzymywałby, że wszystko u niego w porządku. Uparty dzieciak.

Znalazła się między klocami z wielkiej płyty pełnymi ciasnych mieszkań, w których tłoczyli się ludzie tak biedni, że nie stać ich było nawet na marzenia o lepszym życiu. Blok numer siedem. Wyciągnęła z torebki klucze. Dostała je na ,,wszelki wypadek”, który miał nigdy nie nastąpić. Zaczęła płakać, ale to nic. Teraz mogła, jeszcze tak. Ale za chwilę stanie przed drzwiami pustego mieszkania i, Panie dopomóż, weźmie się w garść, bo nie ma innego wyjścia.

Na klatce śmierdziało. Winda, tak jak budynek, pochodziła z innej epoki. Kobieta otwarła ciężkie drzwi, wcisnęła przycisk z piątką. Dźwig poderwał kapsułę. Sunęła do góry, obserwując przez szybkę kolejne, identycznie wyglądające korytarze.

Dwa mieszkania na prawo, dwa na lewo, dwa na wprost.

Stanęła przed właściwymi drzwiami. Wypełnił ją spokój, którego się nie spodziewała. Dzięki ci, Panie.

Kiedy przestąpiła przez próg, poczuła zapach, który nie przystawał do panującego na zewnątrz fetoru. Zapach jej syna.

Kiedy Jaromir opowiadał o tej klitce po raz pierwszy, aż drżał z podniecenia. Tak bardzo chciał przekonać matkę, że kupno mieszkania to dobra, przemyślana decyzja. Wspomniał wtedy, że mowa o ,,przeszło czterdziestu metrach kwadratowych”; skrupulatnie doliczył powierzchnię balkonu, na którym z trudem mieściła się jedna osoba.

Bezpośrednio z korytarza wchodziło się do wąskiej kuchni, wyłożonej szarymi płytkami. Ściany pokrywała tapeta w podobnym kolorze. Lodówka, kuchenka gazowa, szafki z IKEI. Nienaganny porządek na blatach, ani śladu kurzu.

Główne pomieszczenie wcale nie zasługiwało na miano ,,dużego pokoju” – ładnie urządzone, ale niewielkie. Jedną ze ścian zajmowało coś w rodzaju nowoczesnej meblościanki z mnóstwem szafek i wnęk. Stał na niej telewizor. Dziwne, Jaromir nie znosił telewizji. Jeśli ją oglądał, w co trudno było uwierzyć, rozsiadał się na beżowej kanapie. Na ścianach, które w świetle jesiennego dnia wydawały się kremowe, wisiały obrazy przedstawiające martwą naturę.

Mikroskopijna łazienka też wyglądała na wyciągniętą z magazynu wnętrzarskiego. Tu również panował nienaganny porządek.

Kobieta stanęła przed drzwiami sypialni. Długo trzymała dłoń nad klamką, nim w końcu zdobyła się na to, by ją nacisnąć.

Starannie zaścielone, jednoosobowe łóżko, obok szafka z lampką. Biurko, obrotowe krzesło, szafa. Matka odetchnęła z ulgą. Nie czuła się jak intruz, depczący intymność swojego dziecka.

 Teraz, kiedy rozeznała teren, mogła przystąpić do działania. Musiała wszystko uporządkować i sporządzić dwie listy: tego, co pragnęła zachować, oraz tego, co należało wyrzucić albo przekazać dla schroniska. Zabrała ze sobą worki na śmieci; liczyła na to, że niektórych rzeczy pozbędzie się od razu. Najchętniej usunęłaby wszystko, cisnęła całe to mieszkanie i jego zawartość do jakiejś pozbawionej dna dziury, aby przestało zajmować jej uwagę, dało spokój myślom.

Gdyby przed trzema dniami ktoś jej powiedział, że będzie musiała zaplanować i zrealizować to zadanie, pomyślałaby, że gdyby coś takiego faktycznie na nią spadło, zwyczajnie by zwariowała i nie musiała się tym kłopotać.

Postanowiła zacząć od sypialni. Im szybciej tu skończy, tym lepiej.

Sięgnęła ku drzwiom szafy. Uderzył ją zapach świeżego prania, Jaromir używał za dużo proszku. Kurtki i koszule wisiały na drążkach, podkoszulki i spodnie leżały na półkach obok. Na górze upchnięte były reklamówki, pewnie z ciuchami na letni sezon. Na dnie znajdowały się dwa kartonowe pudła. Kobieta z trudem wytargała z szafy jedno z nich.

Zajrzała do środka i natychmiast usiadła na łóżku. Odwróciła wzrok, ale tylko na chwilę; paląca świadomość, że nikt jej nie wyręczy, że jest zdana wyłącznie na siebie, zmuszała do działania.

…dziwki… ostre… cycki… uległe… usta…

Automatycznie, nie zastanawiając się nad tym, zaczęła wyrzucać obsceniczne magazyny na podłogę. Szybko odkryła, że niższe warstwy to kolejne kręgi piekła czy, w oczach niektórych, stopnie wtajemniczenia; w ręce wchodziły jej już nie tylko czasopisma, lokalne i zagraniczne, ale i zdjęcia, przedstawiające perwersyjne, często brutalne, sceny kopulacji.

Kiedy dotarło do niej, że wcale nie musi na to patrzeć, że może wrzucić te świństwa do worków z zamkniętymi oczami, jej uwagę przykuło zdjęcie przepasane wstążką. Kiedy po nie sięgnęła, okazało się, że to cały plik zdjęć. W pierwszej chwili pomyślała, że ma przywidzenia, w drugiej próbowała to sobie wmówić. Potem musiała uwierzyć.

Te fotografie różniły się od pozostałych, odstawały estetyką od komercyjnej pornografii. Na wszystkich występował Jaromir. Sam. Identyczne kadry obejmowały nagiego mężczyznę wyposażonego w rozmaite atrybuty; sztuczną pochwę, trzymaną niby cenne trofeum, długi pejcz, jakieś cholerstwo imitujące penisa, czarną maskę rozsuniętą na szeroko otwartych ustach…

DOŚĆ!

Wrzuciła zdjęcia do kartonu, zacisnęła zęby. Przypuszczała, że w trakcie porządków natknie się na coś, co wywoła w niej zakłopotanie, może nawet konsternację. Nie spodziewała się jednak, że wyobrażenie na temat swojego syna i tego, co sądziła o jego gustach czy wrażliwości, legnie w gruzach. Musiała to wyobrażenie odbudować, właściwie stworzyć je na nowo. A potem się z nim pogodzić.

Przeniosła się na krzesło i włączyła komputer. Tapeta pulpitu przedstawiała rozgwieżdżone niebo. Kobieta przesunęła kursor na ikonę internetowej wyszukiwarki.

Strona startowa zawierała dziesięć odnośników do najczęściej odwiedzanych witryn. Tylko jedna z nich nie miała nic wspólnego z seksem – link do portalu ,,Fantasia”.

,,Fantasia” okazała się miejscem dla miłośników szeroko pojętej fantastyki. Kopalnią informacji o filmach, książkach i grach komputerowych. W gąszczu pstrokatych nagłówków wybijał się jeden z nich – TWÓJ PROFIL. Przenosił na kolejną stronę, u szczytu której widniała grafika szarej koperty.

Skrzynka odbiorcza. Kobieta zbliżyła twarz do ekranu. Były tu setki maili, a raczej wiadomości, które Jaromir wymienił z użytkownikami portalu. Dokładnie rzecz biorąc – jednym użytkownikiem. Zjechała na sam dół strony. Chciała zobaczyć, jak to się zaczęło.

 

OD: BLKwidow Temat: Cześć!

 

Hej! Cholerka, muszę przyznać, że przeczytałam Twoje opowiadanie o księdze jednym tchem! Skąd Ty wziąłeś ten pomysł ;)?

 

Odpowiedź brzmiała:

 

Witaj. To, co napisałem, nie jest doskonałe, ale mogło być gorzej. Skąd wziąłem pomysł? Cóż, słyszałem i widziałem w życiu wiele rzeczy, które stawiają włosy na głowie.

 

Kobieta wycofała się do skrzynki odbiorczej. Kręcąc kółkiem myszki, ślizgała się wzrokiem po tytułach kolejnych wiadomości. Niektóre brzmiały po prostu: ,,Hej” albo ,,Cześć”, inne były bardziej rozbudowane: ,,Wiesz, co przyszło mi do głowy?”, ,,Nie uwierzysz!”, ,,Nowy pomysł na opowiadanie”.

Setki wiadomości. A zważywszy na to, że była to skrzynka odbiorcza, korespondencja musiała być jeszcze bardziej obszerna – w końcu Jaromir też musiał inicjować tematy, a nie jedynie odpowiadać… komu? Jakiejś dziewczynie. ,,Przeczytałam Twoje opowiadanie”. BLKwidow?

Tytuł jednej wiadomości sprawił, że kobieta bez wahania ją otwarła.

 

OD: BLKwidow Temat: Co z naszym spotkaniem?

 

Cześć :) To co z naszym spotkaniem? Wspominałeś, że kiedy skończy Ci się sesja, możemy coś pomyśleć. W przyszłym tygodniu mam sporo wolnego czasu, w zasadzie każdy wieczór wchodzi w grę. Co Ty na to?

 

Odpowiedź udzielona po trzech dniach:

 

Hej. Co z naszym spotkaniem? Nie dojdzie do niego. Przepraszam. Ja po prostu nie potrafię. Chcę, ale nie potrafię. Nie myśl, że wyobrażam sobie nie wiadomo co, ja wiem, że chodzi o to, żeby się spotkać, pogadać, zobaczyć się na żywo, ale nie mogę. To bez sensu, ale boję się, że cię stracę, że to wszystko się skończy i posypie. Pewnie piszę bez sensu, ale nie chcę nawet czytać tego, co napisałem. Bo pewnie to skasuję. Przepraszam, proszę o jedno, nie myśl o mnie źle.

 

Niżej:

 

Rozumiem. To znaczy nie, nie rozumiem. Ale to nie szkodzi. Na tyle, na ile zdążyłam Cię poznać, Twoja odpowiedź smuci mnie, ale nie zaskakuje. W razie czego podaję Ci mój numer: 648821474. Gdybyś chciał, przynajmniej, usłyszeć mój głos, zadzwoń.

 

Na tym temat się urywał. Choć najwidoczniej spotkanie nie doszło do skutku, nie wpłynęło to na intensywność korespondencji.

– Twoje opowiadanie… – szepnęła kobieta, wracając na stronę profilową Jaromira. A raczej użytkownika Faceless01.

Znalazła odnośnik, który przedtem nie rzucił jej się w oczy – OPOWIADANIA.

A więc jej syn publikował swoje teksty na tym portalu. Na przestrzeni kilku lat wrzucił ich sporo, około trzydziestu. Na początku przyjrzała się samym tytułom: ,,Groza z przestworzy”, ,,Pożeracz snów”, ,,Kult czarnego boga”, ,,Droga do szaleństwa”…

Opowiadania wylistowane były chronologicznie. Jedno z najstarszych nosiło tytuł: ,,Księga umarłych” – to ono musiało spodobać się tamtej dziewczynie.

Pierwszy akapit brzmiał:

 

,,Nie zapomnę dnia sprzed wielu laty, w którym wujek po raz pierwszy opowiedział mi o rzeczach, o których nigdy nie powinienem był usłyszeć. Dnia, w którym zdradził mi istnienie pewnej księgi spisanej przez świętego szaleńca z dalekiego kraju…”

 

Kobieta zamknęła okno przeglądarki, przetarła oczy. A potem wybuchła płaczem.

 

***

 

Trumna spoczywała na belkach, które ułożono w poprzek grobu. Mistrz ceremonii milczał, pracownicy zakładu pogrzebowego czekali na jego znak. Kiedy podniósł głowę, mężczyźni w jednakowych uniformach przeciągnęli sznurki przez metalowe oczka i zaczęli opuszczać trumnę na dno dołu. Słońce ginęło za kożuchem chmur, z nieba leciały drobne krople deszczu. Był początek października.

Matka przyłożyła dłoń do ust. Tylko tyle.

Magda nie mogła oderwać oczu od kobiety, którą bez wahania nazwałaby piękną. W jakim mogła być wieku? Gładka cera, żywość ruchów i wyprostowana sylwetka kontrastowały z siwymi, opadającymi za ramiona włosami.

Mistrz ceremonii powiódł wzrokiem po nielicznych żałobnikach i zaczął mówić. Wyraził nadzieję, że zmarły odnajdzie spokój tam, gdzie trafił. Magda przypomniała sobie wiadomość, w której Jaromir podzielił się z nią wyobrażeniem własnego pogrzebu. Do snucia podobnych scenariuszy nakłonił go dzień Wszystkich Świętych. Przed jedenastoma miesiącami zdradził, że kiedy przyjdzie na niego pora, chciałby zostać skremowany.

Nikt nie spełnił jego życzenia. Nic dziwnego, skoro wyraził je tylko Magdzie, która nie mogła o niczym decydować. To, co zostało z Jaromira, spoczęło właśnie na dnie grobu. Mistrz ceremonii zwrócił się ku matce. Uścisnął jej dłoń i złożył kondolencje, które przyjęła z delikatnym uśmiechem. Następnie ukłonił się otyłemu staruszkowi na wózku inwalidzkim; to jego wybrał na reprezentanta reszty zgromadzonych. Ten nawet nie drgnął. Wpatrywał się w ziemię.

Ceremonia dobiegła końca. Matka podeszła do Magdy i położyła jej dłoń na ramieniu.

– Zabierzesz się z Włodkiem, dobrze?

Dziewczyna przytaknęła. Włodek był przystojnym mężczyzną po pięćdziesiątce. Jego dwaj synowie sprawowali pieczę nad niepełnosprawnym staruszkiem; przez cały dzień naprzemiennie pchali jego wózek. Młodzieńcy o poważnych twarzach. Kim byli dla Jaromira? Kuzynami?

Przedwczoraj odebrała telefon od obcej kobiety, która przedstawiła się jako matka Jaromira. Powiedziała, że jej syn miał wypadek. Nie dając Magdzie nawet sekundy na oswojenie się z tą wiadomością, dodała, że chłopak wpadł pod ciężarówkę. Zginął na miejscu.

Oznajmiła, że pogrzeb odbędzie się w jego rodzinnym mieście w czwartek, a szczegóły uroczystości zostaną dopiero ustalone. Wtedy poinformuje o nich w SMSie. Rozmowę zakończyła zdaniem, którym równie dobrze mogła ją rozpocząć:

– Znalazłam twój numer w jego telefonie. Wspominał mi o tobie. Byłaś dla niego bardzo ważna… – zawiesiła głos, połykając słowo. Tym słowem mogło być ,,chociaż”. Byłaś dla niego bardzo ważna, chociaż nigdy się nie spotkaliście. Chociaż nawet nie wiedział, jak wyglądasz.

Magda nie wiedziała, czy bardziej zaskoczyła ją śmierć Jaromira, czy to, że przyznał się matce do posiadania internetowej przyjaciółki. Często podkreślał, że jego świat dzieli się na dwie części: jedną z nich stanowiło to, co utożsamiał z domem i swoją rodziną, drugą zaś – cała reszta. Te światy nie mogły się łączyć, jeden z nich mógłby skalać drugi.

Chłopak nie przepadał za swoją rodziną.

By zdążyć na ceremonię, Magda wyruszyła wcześnie rano. Autobus parł na wschód, pokonując podobne do siebie wioski i miasteczka. W końcu przybyła do tego właściwego. Drogę do zakładu pogrzebowego pokonała pieszo. Tam miało odbyć się ostatnie pożegnanie, matka nie wspominała nic o kościele.

Sala, w której wystawiono trumnę, była ciemna i duszna. Przy katafalku ustawiono dwie białe świece. Żadnych wieńców, tylko wazon ze storczykami.

Matka natychmiast zauważyła jej przybycie. Na powitanie wzięła ją w ramiona.

– Bardzo mi przykro z powodu pani straty – szepnęła dziewczyna, na co kobieta uśmiechnęła się i rzekła:

– Proszę, zwracaj się do mnie po imieniu. Jestem Felicja. Bardzo się cieszę, że przyjechałaś. Naprawdę.

Chyba mówiła szczerze. Tym bardziej, że z jej ust padła zaskakująca propozycja:

– Chciałabym, żebyś towarzyszyła mi w drodze na cmentarz. Dobrze?

Zgodziła się, oczywiście. Kiedy trumnę zaniesiono do karawanu, Felicja ujęła Magdę za dłoń. Poprowadziła ją na parking, do czarnego mercedesa. Samochód wyglądał na drogi, wnętrze pachniało nowością. Kobieta usiadła obok Magdy. Prowadził jakiś milczący facet.

Magda spodziewała się, że Felicja zasypie ją pytaniami. Ale nie, przez całą drogę nie odezwała się ani słowem. Kilkunastominutowa podróż upłynęła w zupełnej ciszy.

Dopiero kiedy zaparkowali nieopodal cmentarnej bramy, zwróciła się ku Magdzie i rzekła:

– Po ceremonii odbędzie się krótka… stypa, co za paskudne słowo. Pojedź z nami. Proszę.

Ponownie się zgodziła.

 

***

 

Magda myślała, że udadzą się do centrum, do jakiejś restauracji albo domu weselnego. Tymczasem samochód ruszył w przeciwną stronę. Włodek też nie odznaczał się gadatliwością; zamiłowanie do drogich samochodów i małomówność były najwidoczniej cechami popularnymi w tej rodzinie. Mężczyzna był chyba bratem Felicji.

Po kilku kilometrach zaczęła się niepokoić. W tylnym lusterku nie widziała samochodów należących do pozostałych uczestników ceremonii. Już miała zapytać kierowcę o cel ich podróży, kiedy nagle dotarli na miejsce.

Minęli bramę z kutego żelaza. Długi podjazd wiódł pod drzwi okazałego budynku. Dwór, najpewniej z końca dziewiętnastego wieku.

Magda stanęła u progu szerokich, kamiennych schodów, biegnących ku drzwiom wejściowym. Cztery kolumny podpierały dwuspadowy daszek, który rozpościerał się nad gankiem.

– Poczekajmy – powiedział Włodek. Splótł ręce pod brzuchem i zapatrzył się na rząd tui, rosnących po drugiej stronie żwirowego podjazdu. Magda podziwiała klomby kwiatów rozsiane po rozległym, idealnie przystrzyżonym trawniku; ogrodnik musiał mieć tu pełne ręce roboty.

Wkrótce nadjechały kolejne luksusowe samochody. Rodzaj spokrewnienia czy spowinowacenia między żałobnikami wciąż pozostawał dla Magdy zagadką. Wszyscy czekali, aż synowie Włodka wyciągną z bagażnika wózek i posadzą na nim staruszka. Był czerwony na twarzy, przypominał potężną, bezwładną kukłę.

Felicja podeszła do Magdy i ujęła ją pod ramię. Ruszyły schodami.

– Jaromir tutaj dorastał? – zapytała dziewczyna.

– Nie. – Kobieta uśmiechnęła się lekko, mrużąc oczy; pytanie musiało przywołać jakieś miłe wspomnienia. – Ale często tu bywał. To dom wuja Edmunda.

Wszyscy zgromadzili się w rozległym holu. Dwie kobiety przyjmowały od gości płaszcze.

Potem ruszyli prosto do jadalni. Było to pomieszczenie z niewiarygodnie długim stołem, przy którym mogło zmieścić się nawet trzydzieści osób. W oczy rzucał się kominek, nad którym górował obraz przedstawiający wuja; był na nim dużo szczuplejszy, w długich czarnych włosach i krótko przystrzyżonej brodzie. No i, co najważniejsze, stał o własnych siłach. Obraz, kominek, długi stół, wiszące na ścianach arrasy i wymyślne żyrandole powinny kłuć w oczy pretensjonalnością, ale nie – to wszystko naprawdę imponowało.

Goście szybko zajęli miejsca. Dziewczyna została posadzona, oczywiście, przy Felicji.

Chwilę potem zjawił się właściciel dworu wraz ze swoimi nieodłącznymi opiekunami. W ślad za nimi weszli służący, niosąc wazy z zupą.

Podano coś, co wyglądało na krem z warzyw. Nikt nic nie mówił, pomieszczenie wypełniał stukot łyżek, opadających na dna talerzy. Magda nawet nie skosztowała zupy; żołądek miała zawiązany na supeł.

– Przepraszam! – powiedziała, wstając. – Czy mogę prosić państwa o uwagę?

Natychmiast zrobiło się cicho.

– Nie wiem, czy wszyscy państwo wiedzą, kim jestem. Poznałam się z Jaromirem przez Internet. Nigdy się nie spotkaliśmy, ale wymieniliśmy ze sobą dużo wiadomości. Poznałam go… – Magda przełknęła ślinę, wzięła kolejny głębokich wdech. – Poznałam go na pewnym portalu, na którym napisał coś… napisał tekst o księdze, której autorem był Abdul Abhazred.

Niektórzy goście wydali pomruk świadczący o dezaprobacie lub zdziwieniu. Wymienili spojrzenia. Felicja siedziała nieruchomo, z zamkniętymi oczami.

– To było opowiadanie fantastyczne. Fikcja. To znaczy, Jaromir tak to przedstawił. Ale ja dobrze wiedziałam, że nie pisał bajek. Wiem, że jego historia… oraz inne historie o podwodnych miastach i pradawnych siłach oparte były na prawdzie.

Zgromadzeni przy stole zaczęli między sobą szeptać.

– Wiem, że musiał inspirować się tym, czego dowiedział się od was! Wiem, że jesteście kultystami.

Już nie szepty, a pojedyncze okrzyki świadczyły o powszechnym wzburzeniu.

– Cisza!

Wszyscy zamilkli. Starzec, podpierając się na blacie, usiadł prosto. Jego dwaj asystenci, niby lustrzane odbicia, też się wyprostowali.

– Czego od nas chcesz? – zapytał.

Magda poczuła ukłucie w klatce piersiowej, świat dokoła zawirował. W końcu zdołała wykrztusić:

– Chciałabym poznać to wszystko, o czym kiedyś tylko słyszałam. Chciałabym dostać tę szansę…

– Prosisz więc – przerwał jej starzec – byśmy przyjęli cię do naszej rodziny?

– Tak!

Rozmówca spojrzał jej prosto w oczy.

– Jesteś gotowa podjąć służbę?

– Jestem.

– Jesteś gotowa służyć z pełnym oddaniem?

– Jestem.

Wuj Edmund wziął kilka głęboki wdechów.

– Przygotujcie jej pokój – rozkazał.

A potem wrócił do swojej zupy. Inni poszli za jego przykładem.

 

***

 

Magda siedziała przed toaletką i rozczesywała włosy. Nie włączyła lampki, chciała oglądać swoje odbicie w blasku świec. Zapach kwietniowego wieczoru napływał do niej przez szeroko otwarte okno, blade promienie księżyca kładły się na łóżku.

Rozległo się pukanie do drzwi.

– Proszę.

Do pokoju weszła Felicja.

– Spodziewałam się ciebie – rzekła Magda, odkładając grzebień.

– Naprawdę?

Podniosła się z fotela. Pozwoliła włosom opaść na odsłonięte piersi. Była zupełnie naga.

– Tak, naprawdę. Przypuszczałam, że mnie odwiedziesz. Nie wiem tylko, po co.

Ani nagość dziewczyn, ani jej prowokacyjne słowa nie zdołały speszyć Felicji.

– Dobrze wiesz, co chcę ci powiedzieć – rzekła kobieta. – Masz jeszcze czas.

– Doprawdy?

– Możesz stąd wyjść choćby teraz. Ubierz się i idź na przystanek, za pół godziny złapiesz autobus. Dam ci pieniądze…

Magda odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się.

– Pojedziesz do miasta i nim ktokolwiek się zorientuje… – ciągnęła Felicja.

– Przestań! – rzuciła ostro dziewczyna. Potem nawinęła kosmyk na palec i zapytała, już łagodnie: – Powiedz mi jedno: czy ty mnie nienawidzisz?

Odpowiedź nie padła od razu.

– Nie.

– Nie potrafię w to uwierzyć.

– Nie musisz.

– Obie dobrze wiemy, jak potraktowałam Jaromira, prawda?

Kobieta zamknęła oczy, głośno przełknęła ślinę.

– Ja nawet lubiłam z nim pisać. Ale był tak cholernie męczący! W kółko to samo! Jaki jestem nieszczęśliwy! A jaki samotny! Jak bardzo mnie skrzywdzono!

Felicja zacisnęła pięści. Drżała.

– No i ta jego chorobliwa nieśmiałość! Jak on w ogóle dał radę studiować, rozmawiać z ludźmi, zwyczajnie żyć? Nie dziwnego, że w końcu…

– Zamknij się! – wrzasnęła Felicja.

Magda pochyliła się ku niej. Niemal stykały się nosami.

– Rób, co do ciebie należy, kapłanko – syknęła.

Kobieta ruszyła w stronę drzwi. Już za progiem odwróciła się i powiedziała:

– Niech Bóg ma cię w swojej opiece.

Magda wykonała piruet i padła na łóżko. Śmiała się tak bardzo, że aż rozbolał ją brzuch.

 

***

 

Z jadalni wyniesiono stół. Przez całe pomieszczenie ciągnęły się teraz dwa rzędy świec. Obsadzone w wysokich złotych lichtarzach rzucały blask na kultystów. Kobiety i mężczyźni, odziani w długie szaty, stali nieruchomo zwróceniu ku sobie twarzami.

Otwarły się drzwi. Naga dziewczyna niespiesznie przekładała nogi. Nie chciała, by jej ruchy zdradzały zdenerwowanie. Postacie, które miała po bokach, nie zwracały na nią uwagi.

Zbliżyła się do łoża. Kiedy na nim usiadła, zauważyła, że to w istocie niski, powleczony prześcieradłem stół.

Pół roku temu zamieszkała w pałacu. Usługiwano jej na każdym kroku, karmiono wymyślnymi potrawami i spełniano każdą zachciankę.

Przez ten czas rzadko myślała o babci. Nie wspominała szpitalnej sali, zapachu środków aseptycznych i bandaży. Zabieganych pielęgniarek, anonimowych pacjentów, zatroskanych rodziców.

– Idź się z nią pożegnaj, Madziu – szepnął ojciec, kierując córkę w stronę drzwi.

Leżała na środkowym łóżku, drobna i krucha. Marszczyła brew i krzywiła usta, jakby miała pod nosem coś nieprzyjemnego. Siedmiolatka nie wiedziała, że to skutek tego całego ,,wylewu”, o którym nieustannie mówili rodzice.

Babcia spała. Wyglądała na wyczerpaną i wkrótce miała umrzeć. Dziewczynce zrobiło się przykro. W końcu babcia zabierała ją na spacery, częstowała jabłkami i orzechami, nakrywała kocem, kiedy oglądała telewizję.

Staruszka podniosła powiekę.

– Nie opowiadałam bajek – wykrztusiła z trudem. – Nie. Opowiadałam. Bajek – powtórzyła znacznie wyraźniej.

O tym, że opowiada bajki, wiedzieli wszyscy – rodzice i wujostwo, sąsiedzi i znajomi, nawet listonosz i dzieci z sąsiedztwa. Śmiali się z niej. Nie tylko za plecami, ale i prosto w twarz. Mówili, że powinna występować w radiu albo w telewizji. Rzecz jasna nikt nie widział jej w podobnej roli. Była zwykłą wiejską babą, bredzącą nieustannie o zwariowanych heretykach, oddających cześć potworom, podwodnych miastach, ludziach z rybimi głowami czy śpiącej ośmiornicy, która była tak paskudna, że każdy, komu się przyśniła, tracił rozum. Babcia ignorowała kpiarzy. Kiwała tylko głową, na znak, że przyjmuje szyderstwa, ale nie ma zamiaru się nimi przejmować, bo wie, że racja leży po jej stronie.

Ostrożnie poprawiła się na poduszce, a potem, z zaskakującą żwawością, wyciągnęła dłoń i złapała wnuczkę za brodę; palec wskazujący i kciuk wpiły się w drobne policzki. Magda próbowała krzyczeć, ale nie dała rady.

– Znajdź księgę – wyszeptała. – Jeśli chcesz zrozumieć, znajdź księgę. Nie zostało ich wiele. Ciągle żyją ci, którzy oddają im cześć. Wielbią śpiących bogów. To droga do wiecznego życia i do wiecznego szczęścia.

 Staruszka puściła ją i opadła na poduszkę. Były to ostatnie słowa, jakie dziewczynka usłyszała z ust, które następnego dnia zamknęły się już na zawsze.

Magda nie chciała myśleć o babci, o Jaromirze, o ostatnich latach swojego życia, które podporządkowała temu, by znaleźć się mniej więcej tu, gdzie właśnie się znalazła.

– Bracia i siostry! – Kobiecy głos przywrócił ją do rzeczywistości. W rogu pomieszczenia, pod wysokim oknem, stała odziana w rytualną szatę Felicja. Światło księżyca padało na stronice księgi złożonej na przenośnym pulpicie. – Gromadzimy się tej szczególnej nocy przed ołtarzem naszego Pana, aby stać się świadkami kolejnego cudu!

W drzwiach pojawił się on. Jak zwykle towarzyszyli mu Piotr i Paweł. Tym razem stali po jego bokach, gotowi w każdej chwili służyć wsparciem. Najwyższy Kapłan, który dla świata zewnętrznego był przedsiębiorcą Edmundem Iwińskim, ruszył przed siebie. Chwiał się i zataczał. Szata opinała się na jego potężnym brzuchu.

– O, wielcy! Spójrzcie na nas, maluczkich! Dagonie i Hasturze, Cthulhu i Nodensie! Usłyszcie nas!

– Usłyszcie nas! – zakrzyknęli chóralnie kultyści.

Najwyższy kapłan z trudem przekładał nogi.

– A zwłaszcza ty! Ty, do którego śmiemy dziś zwracać się wprost! Władco czasu i przestrzeni, największy spośród wielkich! Yog-Sothoth!

– Yog-Sothoth! – zawtórowali zebrani.

– Ojcze naszego umiłowanego, najwyższego kapłana! Yog-Sothoth!

– Yog-Sothoth!

Najpierw Magda pomyślała, że to tylko gra światła i cieni. Potem zrozumiała, że jest inaczej; twarz starca ulegała przemianie i widać to było nawet w słabym blasku świec.

Obwisłe policzki nabiegły czerwienią i wydęły się, jakby nabrał do ust powietrza. Wargi miał jednak rozchylone. Odchylił się gwałtownie, niemal upadł, ale nim jego pomocnicy zdołali zareagować, postąpił szybko trzy kroki do przodu. Z nosa i spomiędzy rozchylonych warg buchnęła krew. Zalała szatę, która zaczęła rozchodzić się w szwach, pękać.

– Wejrzyj na swoje dziecko w tym szczególnym dniu! – krzyknęła kapłanka. – Pobłogosław płodnością łono, które pragnie przyjąć twego potomka! Yog-Sothoth!

– Yog-Sothoth!

Kapłan stracił równowagę, ale podparł się ręką, która stała się nagle długa i smukła. Szata na tułowi falowała, jakby kłębiło się pod nią stado myszy. W końcu pękła, opadła na posadzkę.

Magda zaczęła krzyczeć. Piotr i Paweł już przy niej byli. Delikatnie, acz stanowczo, ujęli jej ramiona. Nawet nie próbowała się szamotać, zastygła w przerażeniu.

Szata zakrywała plątaninę bladych, oślizgłych macek. Wiły się i falowały, roztaczając trudny do zniesienia fetor. Zalane krwią oblicze kapłana przypominało upiorną, nieruchomą maskę. Wydawał z siebie jęki, przywodzące na myśl konające zwierzę.  

– Nie chciałam tego! – zawyła Magda. – Nie chciałam tego! Nie!

Potwór wyciągnął długą, zwieńczoną pazurami łapę i chwycił dziewczynę za kark. Dosięgły ją macki; pomknęły po odsłoniętych udach i podbrzuszu, zacisnęły się na przegubach i kostkach.

Wierni coraz głośniej przyzywali swoje bóstwo. Dziewczyna nie przestawała krzyczeć.

Koniec

Komentarze

Nie jestem zachwycony. 

Zacząłeś tekst bardzo długą ekspozycją, w której opisujesz mieszkanie. Dowiedziałem się o nim wszystkiego, łącznie z metrażem, umeblowaniem i tym, że jest wyposażony w Ikei, a okazało się, że nie miało to zupełnie żadnego znaczenia dla opowieści. 

Nie rozumiem motywacji bohaterów. Magda wchodzi między kultystów i w trakcie obiadku ogłasza, że chciałaby do nich dołączyć. Zebrani się specjalnie nie dziwią, nie niepokoi ich, że ktoś tak po prostu się o nich dowiedział, mówią, że spoko, od teraz możesz być jedną z nas. Magda niby jest chętna, żeby być częścią kultu, a tak naprawdę nie wie, co i jak, bo kiedy gwałcą ją macki, wyraźnie krzyczy, że na to się nie zgadzała.

Potem matka, jej motywacji nie rozumiem kompletnie. Niby jest bogobojna i brzydzi się świerszczykami, a okazuje się, że jest kapłanką Ktulu. Ale taką oszukaną, bo nakłania ofiarę, żeby odjechała autobusem i nie wracała. A w ogóle to wtf, kultyści pozwoliliby odjechac komuś z posiadłości autobusem tak po prostu? Przecież mogłaby pójść na policję. 

No i na koniec kapłan Edek. No nie mogę tego przełknąć, klimat mrocznych kultów i polska rzeczywistość gryzą mi się zupełnie, jakby podawać śledzie z jabłecznikiem, ale to już moja prywatna niechęć, wiem że innym takie połączenie nie przeszkadza. 

Acha i jeszcze konstrukcja tekstu. Najpierw Magda obwieszcza, że chce zostać kultystką, a dopiero potem wyjaśniasz, że miała jakieś podstawy sądzić, gdzie wchodzi. Natomiast przez to, że w pierwszej scenie tego nie widziałem, wydała mi się komiczna. Miałem też momentami problem, żeby zrozumieć, że mam do czynienia z retrospekcją.

Podsumowując, niezrozumiałe zachowanie bohaterów i konstrukcja opowiadania z długą ekspozycją, nieistotnymi detalami sprawiły, że tekst nie przypadł mi do gustu. 

Cześć, Łukaszu! Dziękuję Ci za lekturę i podzielenie się opinią. Rozumiem, że tekst nie przypadł Ci do gustu, trudno. Tak czy inaczej, chętnie odniosę się do Twoich zastrzeżeń:

Zacząłeś tekst bardzo długą ekspozycją, w której opisujesz mieszkanie. Dowiedziałem się o nim wszystkiego, łącznie z metrażem, umeblowaniem i tym, że jest wyposażony w Ikei, a okazało się, że nie miało to zupełnie żadnego znaczenia dla opowieści. 

W tym fragmencie chciałem zaznaczyć kilka rzeczy. Przede wszystkim to, że matka nigdy nie odwiedziła Jaromira, kiedy się tam przeprowadził oraz to, że nie aprobowała decyzji o kupnie mieszkania. Chciałem też stworzyć kontrast między ,,klitką", w której syn próbował się usamodzielnić, a bogatym światem kultystów, który odrzucał.

Nie rozumiem motywacji bohaterów. Magda wchodzi między kultystów i w trakcie obiadku ogłasza, że chciałaby do nich dołączyć. Zebrani się specjalnie nie dziwią, nie niepokoi ich, że ktoś tak po prostu się o nich dowiedział, mówią, że spoko, od teraz możesz być jedną z nas. Magda niby jest chętna, żeby być częścią kultu, a tak naprawdę nie wie, co i jak, bo kiedy gwałcą ją macki, wyraźnie krzyczy, że na to się nie zgadzała.

Magda natknęła się w internecie na opowiadanie Jaromira, w którym wspominał on o księdze. Coś kazało jej sądzić, że chodzić musi o tę samą księgę, o której mówiła też jej babcia. Staruszka, na łożu śmierci, wyznała, że jej ,,bajki" są kluczem do wiecznego życia. Dziewczyna mogła nie traktować jej słów poważnie, ale ta zbieżność pewnie ją zaintrygowała. Dlatego zapytała Jaromira, skąd wziął pomysł na opowiadanie. Chłopak już w pierwszej wiadomości wyznał, że ,,widział w życiu wiele rzeczy, które stawiają włosy na głowie". To musiało przekonać Magdę, że kult przedwiecznych naprawdę istnieje.

Zawarła z chłopakiem internetową przyjaźń. Jak się później okazało – traktowała go instrumentalnie, jako środek do celu. Tak naprawdę zależało jej tylko na poznaniu kultu pradawnych bogów.

Kiedy nieoczekiwanie trafiła do rezydencji, kiedy na własne oczy przekonała się, że rodzina Jaromira to coś w rodzaju elitarnej sekty, postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i do niej dołączyć. To nie tak, że nie zareagowano zdziwieniem – to zdziwienie się pojawiło, ale najwyższy kapłan zgodził się na przyjęcie Magdy do rodziny. Czemu? Najpewniej ocenił, że młoda, oddana dziewczyna z łatwością da się zmanipulować i zechce wydać na świat jego potomstwo. Myślę, że tak też zostało jej to przedstawione – w zamian za liczne gratyfikacje, może nawet za obietnicę nieśmiertelności, miała stać się naczyniem, które będzie nosić dziecko kapłana. Przeraziła się w chwili, w której okazało się, że kapłan nie jest człowiekiem a potomkiem Yog-Sothotha. Miałaby więc wydać na świat potwora, potomka przedwiecznego – o czym najpewniej nikt wcześniej jej nie powiedział.

Potem matka, jej motywacji nie rozumiem kompletnie. Niby jest bogobojna i brzydzi się świerszczykami, a okazuje się, że jest kapłanką Ktulu. Ale taką oszukaną, bo nakłania ofiarę, żeby odjechała autobusem i nie wracała. A w ogóle to wtf, kultyści pozwoliliby odjechac komuś z posiadłości autobusem tak po prostu? Przecież mogłaby pójść na policję. 

Matka jest postacią rozdartą między dwoma światami, tak naprawdę jej motywacje pozostają niejasne – ale o tym za chwilę. 

Jej syn na swój sposób wyrzekł się sekty i samotnie zamieszkał w mieście. Kiedy po jego śmierci matka znajduje w mieszkaniu tony pornografii i dokopuje się do korespondencji z Magdą, zdaje sobie sprawę z tego, że jej dziecko miało w głowie niezły bałagan i wiodło smutne, samotnicze życie. Nie sama pornografia a to, że najwidoczniej jej syn miał na jej punkcie obsesję, musiało ją zdołować. 

Z jednej strony musiała obwiniać się za jego nieszczęście – w końcu to dorastanie w sekcie musiało tak na niego wpłynąć – z drugiej zaś cały czas wyrażała w myślach dezaprobatę względem jego decyzji o wyrwaniu się z toksycznego środowiska. Felicja sama nie jest, nie może być, zrównoważoną osobą; z jednej strony przyzywa w myślach ,,Pana" – pytanie, czy ma na myśli któregoś z przedwiecznych, czy innego reprezentanta siły wyższej? Kiedy życzy Magdzie, by Bóg miał ją w swojej opiece, można przypuszczać, że chodzi jednak o to drugie. No właśnie – jej relacja z Magdą. Czemu sprowadziła ją na pogrzeb? Mogła zwyczajnie chcieć spotkać się z osobą, która, chociaż wirtualnie, zdołała najlepiej poznać jej dziecko. Z drugiej strony – zważywszy na to, że szukano matki dla dziecka kapłana, może po zwabieniu Magdy do rezydencji w grę wchodziło jej uwięzienie, lub przekonanie jej, by została? Trudno powiedzieć. W scenie w jej pokoju Felicja pragnie jednak, mimo wszystko, dać jej szansę na odejście. Wie, że dziewczyna nie ma pojęcia, na co się pisze. Dlatego chce umożliwić jej ucieczkę. Ale czy na pewno? Może rzuca tę propozycję pro forma, wiedząc, że dziewczyna i tak z niej nie skorzysta? Może, zważywszy na to, jak potraktowała Jaromira, po cichu cieszy się z tego, jaki los ją spotka? Dziewczyna przebywała w dworze dobrowolnie, kultyści nie wyrządzili jej krzywdy – stąd raczej nie miałaby po co iść na policję.

No i na koniec kapłan Edek. No nie mogę tego przełknąć, klimat mrocznych kultów i polska rzeczywistość gryzą mi się zupełnie, jakby podawać śledzie z jabłecznikiem, ale to już moja prywatna niechęć, wiem że innym takie połączenie nie przeszkadza.

Wiem, niepopularne połączenie. Sam kiedyś mocno krzywiłem się na podobne mieszanie rzeczywistości, ale jakoś się do niego przekonałem. Poza tym na konkurs mitologiczny wrzuciłem tutaj ,,lovecraftowe” opowiadanie, którego akcja dzieje się w Providence, więc chciałem spróbować czegoś mocno odmiennego :)

Acha i jeszcze konstrukcja tekstu. Najpierw Magda obwieszcza, że chce zostać kultystką, a dopiero potem wyjaśniasz, że miała jakieś podstawy sądzić, gdzie wchodzi. Natomiast przez to, że w pierwszej scenie tego nie widziałem, wydała mi się komiczna. Miałem też momentami problem, żeby zrozumieć, że mam do czynienia z retrospekcją.

To, że wie, gdzie wchodzi, starałem się przedstawić w trakcie sceny przy obiedzie. Magda wspomina, czym Jaromir przykuł jej uwagę i podkreśla, że wierzy w rzeczy, które wypisywał – tym sposobem przyznaje, że słyszała o kulcie i że wierzy w jego prawdziwość.

 

Pozdrawiam! 

Hmmm. Interesujący pomysł. Ale.

Rozkręca się bardzo powoli. Czekałam na fantastykę i czekałam… W końcu młody chłopak może umrzeć i mieć pogrzeb, wcześniej może publikować na portalu podobnym do naszego, jego rodzina może tworzyć sektę… A potem urywasz w najciekawszym momencie. Nawet nie wiedziałam, czy dziewczynę zgwałcili, zjedli czy utopili ku chwale Cthulhu.

Dlaczego telefon do Magdy jest dziesięciocyfrowy?

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo! Dziękuję za wizytę!

Dlaczego telefon do Magdy jest dziesięciocyfrowy?

Heh, faktycznie, jakoś z automatu napisałem 10 cyfr. Aż tak się rzuca w oczy :)?

Rozkręca się bardzo powoli. Czekałam na fantastykę i czekałam… W końcu młody chłopak może umrzeć i mieć pogrzeb, wcześniej może publikować na portalu podobnym do naszego, jego rodzina może tworzyć sektę… A potem urywasz w najciekawszym momencie.

Faktycznie, całe opowiadanie wiedzie tak naprawdę do tej jednej sceny.

Nawet nie wiedziałam, czy dziewczynę zgwałcili, zjedli czy utopili ku chwale Cthulhu.

Chyba powinienem był lepiej podkreślić to, że chodzi o wydanie na świat kolejnego potomka You-Sothoth, który jest też ojcem kapłana.

Pozdrawiam!

Cześć adam,

muszę przyznać, że początek mnie zaciekawił. Odpowiednio budujesz napięcie, można wyczuć, że z synem stało się coś niedobrego. I ten klimat mi się podoba. Czekałam na nawiązanie do pornografii (na którą natknęła się matka) w dalszej części tekstu, ale niestety nie wyjaśniasz jaki to miał związek z synem czy może z Magdą , czy może z sektą. Przynajmniej ja tego nie wyłapałam. Ciekawy pomysł z portalem Fantasia:-) tutaj się uśmiechnęłam. 

Postać Magdy interesująca, chyba inaczej sobie wyobrażała ten rytuał. Muszę zgodzić się z Finklą, że końcówka urwana w najciekawszym momencie. A zapowiadało się naprawdę dobrze:-) 

pozdrawiam

Cześć, Olciatko! Dziękuję za lekturę!

Czekałam na nawiązanie do pornografii (na którą natknęła się matka) w dalszej części tekstu, ale niestety nie wyjaśniasz jaki to miał związek z synem czy może z Magdą , czy może z sektą.

Tym fragmentem chciałem tylko podkreślić, jak bardzo samotnym, pewnie też nieszczęśliwym, człowiekiem był Jaromir – gromadził tony pornografii, a nie potrafił nawiązać bezpośredniego kontaktu z kobietą.

Muszę zgodzić się z Finklą, że końcówka urwana w najciekawszym momencie. A zapowiadało się naprawdę dobrze:-) 

Chyba rzeczywiście mogłem to pociągnąć trochę dalej, dodać choćby jakiś epilog.

Pozdrawiam! 

Cześć, adamie!

Niezbyt dobrze się z tym czuję, ale raczej nie czytam opek z tego konkursu. Zaczynam, ale mało który mnie wciąga na tyle, aby kontynuować. A ponieważ nie przepadam za klimatem grozy, weirdu itp. i nie biorę czynnego udziału, nie zmuszam się. Akurat twój przeczytałam co jest dziwne.

Dziwne dlatego, że właściwie nie jest porywające ani najlepsze z zestawienia. Coś tu jednak dobrze zagrało ;) Nie wiem jednak co. Początek jest na pewno ciekawy, bo nie przywodzi mi na myśl wspomnianych wyżej klimatów. Intryguje co też dalej się zdarzy. Trochę widać, że przy nim siedziałeś dłużej (ale tak jest chyba zawsze), bo jest lepiej napisany no i obfituje w detale (trochę niepotrzebne, ale nie dłużyło się (a pisze to osoba, która nie znosi opisów)).

Zakończenie jak dla mnie mocno na plus. 

Masz przyjemny, nienarzucający się styl. Z chęcią będę wypatrywać twoich kolejnych tekstów, bo ponownie się nie zawiodłam (aleeeee wolę cię w wersji z “Historii pewnej miłości” – wiesz, bardziej mój klimacik ;)). Heh, pewnie powinna przeczytać twoje starsze opka, ale ponieważ zaglądam do każdego nowego tekstu na stronie, nie mam czasu na jeszcze sprawdzania starszych, ale może kiedyś się uda ;)

 

 

Ostatni raz była tu przed czterema laty.

Pamięć szybko wskoczyła na właściwe tory. Niewiele się tutaj zmieniło. Te same sklepy i szyldy, budynki z odrapaną elewacją, brudne płyty chodnikowe.

Wykreśliłabym to słowo, bo wydaje się zbędne skoro później piszesz, co się zmieniło, więc nie wyjdzie na to, że nie zmieniło się to, że pamięć skoczyła jej na właściwe tory. Poza tym to powtórzenie spowalnia tekst.

 

 

– Znalazłam Twój numer w jego telefonie. Wspominał mi o tobie. Byłaś dla niego bardzo ważna…

Rozumiem, że “Twój” jest z dużej litery, bo to sms i ona czuje do niej taki szacunek. Ale w takim razie “tobie” też powinno być z dużej ;)

 

 

– Prosisz więc – przerwał jej starzec – byśmy przyjęli cię do naszej rodziny?

– Tak!

Rozmówca spojrzał jej prosto w oczy.

– Jesteś gotowa podjąć służbę?

– Jestem.

– Jesteś gotowa służyć z pełnym oddaniem?

– Jestem.

Wuj Edmund wziął kilka głęboki wdechów.

– Przygotujcie jej pokój – rozkazał.

Szybko poszło :P Miałeś jeszcze wolny limit, mogłeś przedłużyć tę rozmowę chociaż trochę!

 

 

Co z naszym spotkaniem? Nie dojdzie do niego. Przepraszam. Ja po prostu nie potrafię. Chcę, ale nie potrafię. Nie myśl, że wyobrażam sobie nie wiadomo co, ja wiem, że chodzi o to, żeby się spotkać, pogadać, zobaczyć się na żywo, ale nie mogę. To bez sensu, ale boję się, że cię stracę, że to wszystko się skończy i posypie.

Bardzo prawdziwe. Lubię ten fragment.

 

 

Powodzenia w konkursie!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Cześć, Lano! Bardzo miło, że zajrzałaś. Cieszę się, że znalazłaś w tekście coś, co przykuło Twoją uwagę :)

 chęcią będę wypatrywać twoich kolejnych tekstów, bo ponownie się nie zawiodłam (aleeeee wolę cię w wersji z “Historii pewnej miłości” – wiesz, bardziej mój klimacik ;)) Heh, pewnie powinna przeczytać twoje starsze opka, ale ponieważ zaglądam do każdego nowego tekstu na stronie, nie mam czasu na jeszcze sprawdzania starszych, ale może kiedyś się uda ;)

Serdecznie zapraszam! W najbliższym czasie postaram się zrewanżować :)

Szybko poszło :P Miałeś jeszcze wolny limit, mogłeś przedłużyć tę rozmowę chociaż trochę!

Chyba racja. Rozwinięcie tego fragmentu nie wyszłoby tekstowi na złe.

 

Usterki techniczne, które wyłapałaś, poprawię.

 

Dzięki, pozdrawiam!

Hej, Adam! Masz tu i księgę i kult w domku na uboczu, słowem bardzo smakowity kąsek. Idealnie dopasowany do dzisiejszego, niby strasznego dnia. Chociaż wiadomo, że na ulicy straszniej bywa, ale o czym to ja… Podoba mi się jak prowadzisz intrygę i wszystko może w sposób nieoczywisty, ale prowadzi do satysfakcjonującego finału. Może dobrze byłoby trochę bardziej powiązać ze sobą wątki a może nie? Tak czy inaczej, w tej formie to kupuję, więc będzie klikane.

Pozdrawiam!

Cześć, oidrin! Bardzo dziękuję za wizytę i za polecenie, cieszę się, że znalazłaś w tekście coś, co przypadło Ci do gustu :)

Pozdrawiam! 

Cześć Adamie, ciekawa lektura za mną. Trochę czułam się jak podczas oglądania niezłego serialu ;).

Miałam silne skojarzenia z różnymi dziełami kultury. Końcówka to takie połączenie “Oczu szeroko zamkniętych” i “Dziecka Rosemery” ;). Początek zaś, skojarzył mi się z książką Marcina Wicha, “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”.

Sam bohater, już nieżyjący, jest realistyczny, ogromnie smutny w tej pornograficznej samotności. Najlepszym plot twistem okazała się Magda, która taka skromna i uległa przy matce, a przyjacielska i lojalna w korespondencji z chłopakiem, okazała się być zupełnie inną osobą. Płaci za to słoną, a może raczej śliską cenę.

Chociaż tekst mi się podobał, nie mogę pozostawić bez komentarza, że paru mankamentów. Postaram się to wyjaśnić szczegółowo poniżej.

 

Faktycznie dokładny opis mieszkania nie jest jasny w kontekście całej historii. Rozumiem Twoje argumenty, które opisujesz w komentarzu do Łukasza, ale to ważne, byśmy takie rzeczy mogli odczytać z opowiadania. Być może warto to jakoś podkreślić?

 

Gdyby przed trzema dniami ktoś jej powiedział, że będzie musiała zaplanować i zrealizować to zadanie, odparłaby, że gdyby coś takiego faktycznie na nią spadło, zwyczajnie by zwariowała i nie musiała się tym kłopotać.

Polecam zmienić, brzmi nieskładnie.

 

Odwrócił(a) wzrok

A potem się z nim pogodzić.

Kobita mnie zadzwia swoim opanowaniem i tempem, w jakim jest w stanie pogodzić się z takimi odkryciami na temat latorośli.

 

6648 821 474 – dziesięciocyfrowy numer?

 

Magda nie mogła oderwać oczu od kobiety, którą bez wahania nazwałaby piękną…

Z początku odczytałam, że to matka ma na imię Magda. Warto doprecyzować podmiot.

 

Chłopak nie przepadał za swoimi korzeniami.

W tym momencie wyobraziłam sobie drzewo ;). Może lepiej po prostu za rodziną / familią / swoim pochodzeniem?

 

…przypominał potężną, bezwładną kukłę.

Felicja podeszła do niej i ujęła ją pod ramię.

Uwaga na podmiot domyślny – brzmi, jakby Felka wzięła kukłę pod rękę ;).

 

Ale ja dobrze wiedziałam, że nie pisał bajek.

Dobrze wiedziała, czy może raczej mocno to czuła, wierzyła, że nie pisał bajek? Podobnie jak jej babcia. Dziewczyna wszak nigdy wcześniej nie dostała niezbitych dowodów na istnienie księgi.

 

– Przepraszam! – powiedziała, wstając.

Zaskakujący kuraż, wręcz nierealny. Prędzej myślę, dziewczyna by zagaiła po cichu do Felicji.

Podobnież zachowanie kultystów, którzy ot tak przyjmują ją w szeregi.

 

– Przygotujcie jej pokój – rozkazał.

No, łatwo poszło!

 

– Pojedziesz do miasta i nim ktokolwiek się zorientuje, możesz…

Przydałaby się atrybucja do dialogu.

 

– Rób, co do ciebie należy, kapłanko – syknęła.

Podobnie tutaj, nie byłam pewna, kto syknął na kogo.

 

…stół. Bardzo twardy.

Czy stół może być miękki?

 

Przez ten czas rzadko myślała o babci.

Hmm, przydałby się nowy akapit i wprowadzenie tematu o babci. Akcja za szybko przechodzi w retrospekcję.

 

I takie dwa mini-żarciki na finisz.

 

Piotr i Paweł

Przyszli i przynieśli zakupy :D. Uśmiechnęło mi się w tym miejscu. 

 

Dziwne, Jaromir nie znosił telewizji.

Mamo, przecież jest Netflix! ;)

---

 

Idę kliknąć bibliotekę w nadziei, że jeszcze nad tekstem posiedzisz. Uważam, że warto.

 

Pozdrowienia!

Cześć, Cytryno! Dziękuję za komentarz, łapankę i polecenie tekstu do biblioteki! Na pewno dopracuję opowiadanie w oparciu o Twoje sugestie, ale dopiero po zakończeniu konkursu – z czego się orientuję, to na zmiany, nawet te, które nie ingerują w fabułę, miałem 2 tygodnie od chwili publikacji.

Końcówka to takie połączenie “Oczu szeroko zamkniętych” i “Dziecka Rosemery” ;). Początek zaś, skojarzył mi się z książką Marcina Wicha, “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”.

Możliwe, że nieświadomie zainspirowałem się filmami :) Książki nie miałem jeszcze okazji przeczytać.

Ale ja dobrze wiedziałam, że nie pisał bajek.

 

– Przepraszam! – powiedziała, wstając.

Chciałem, żeby Magda postawiła w tej chwili wszystko na jedną kartę. Tak, żeby jawić się kultystom jako ktoś, kto nie ma cienia wątpliwości, że chce do nich przystąpić i w najmniejszym stopniu nie kwestionuje istnienia tego, w co wierzyli.

– Przygotujcie jej pokój – rozkazał.

Dialogowi nie zaszkodziłoby pewnie rozbudowanie, ale myślę, że poszło tak gładziutko, ponieważ kultyści rozglądali się za kimś z zewnątrz, kto mógłby wydać na świat potomka Yog-Sothotha. Możliwe nawet, że Felicja od początku dążyła do tej właśnie chwili. Czy zaprosiła Magdę na pogrzeb dlatego, że chciała, by w uroczystości brała udział osoba, która zdołała najlepiej poznać jej syna? A może dlatego, że nieoczekiwanie znalazła kandydatkę, za którą członkowie sekty i tak się rozglądali? Po odkryciu korespondencji Magdy i Jaromira mogła zdradzić współwyznawcom, że oto, nieoczekiwanie, pojawił się ktoś, kogo być może uda się zwerbować. Niewykluczone, że kiedy Felicja przeanalizowała dalszą korespondencję młodych ludzi, zyskała pewność co do prawdziwych intencji Magdy.

Piotr i Paweł

 

Przyszli i przynieśli zakupy :D. Uśmiechnęło mi się w tym miejscu. 

Aaa, faktycznie, są takie markety. W Krakowie chyba nawet ostał się jeden ;)

Ale nadając braciom te imiona chciałem, przewrotnie, odwołać się do rodzimej, wynikłej z przywiązania do katolicyzmu, tradycji – nie wiem jak teraz, ale kiedyś istniał zwyczaj, by braciom bliźniakom nadawać imiona tych dwóch apostołów.

 

Dziwne, Jaromir nie znosił telewizji.

 

Mamo, przecież jest Netflix! ;)

Trochę nie pasuje mi to do tej postaci, ale może istnienie platform streamingowych jej umknęło :)

 

Pozdrawiam!

nie wiem jak teraz, ale kiedyś istniał zwyczaj, by braciom bliźniakom nadawać imiona tych dwóch apostołów.

No, patrz pan, znałam kiedyś bliźniaków Piotra i Pawła, ale nie wiedziałam, że to taka tradycja…

Babska logika rządzi!

Finklo, z moich obserwacji wynika, że to był dość częsty zwyczaj :)

Bez przesady, same bliźniaki nie trafiały się zbyt często. ;-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie czytało mi się naprawdę dobrze. Czyli jest sprawnie napisane, ma dobry rytm, jest też dosyć wciągające. Myślę, że miałeś całkiem sporo niezłych pomysłów, która zaciekawiają i sprawiają, że czytelnik zastanawia się o co może chodzić i chce czytać dalej.

 

Niestety jednak mam trochę uwag co do tekstu, oczywiście do Twojej rozwagi lub odrzucenia :)

Początek jest według mnie trochę za długi. W sensie jak wspomniałem czytało się to dobrze, ale przedstawiłeś tu zbyt wiele szczegółów, które nie bardzo mają znaczenie dla reszty tekstu.

Pojawia się motyw z pornografią i dobrze byłoby potem się do niego odnieść. Doczytałem w komentarzu, że chciałeś w ten sposób wyrazić samotność bohatera. I to niezły pomysł, tylko chyba się gdzieś gubi bo od połowy tekstu nie widzimy już Jaromira tylko innych bohaterów.

Kolejna rzecz to właśnie postać Jaromira. Nakreślasz nam całkiem nieźle jego postać, używasz kilku różnych sposobów aby zbudować jego charakter, ale potem nie wynika z tego tyle ile powinno. W sensie, że fajnie byłoby znać te wszystkie szczegóły, aby potem w głowie uzasadniać sobie wybory bohatera, jego działania etc. A wyborów od połowy tekstu już nie ma bo Jaromir nie żyje :). I nawet jeśli się gdzieś tam pojawia to nie ma aż takiego wpływu na tekst jak moim zdaniem powinien, biorąc pod uwagę miejsce które mu poświęciłeś.

Niezły jest pomysł na rozmowę przez portal, fajnie jest zagłębiać się w kolejne poziomy historii w ten sposób, poprzez listy, jakieś wiadomości itd. Natomiast zmniejszyłbym jej rozmiar, skupił się na wybranych fragmentach raczej, niż przytaczał całą ich treść.

Momentami gubiłem się w narracji, nie wiedziałem o kim mowa, kto kim jest, kto coś robi.

No i faktycznie też mam wrażenie urwania tekstu, w momencie kiedy naprawdę się rozkręca i fajnie byłoby wiedzieć jak się kończy.

 

Jeszcze kilka uwag szczegółowych:

Jaromir nigdy nie narzekał na dzielnicę, w której zamieszkał.

W tym fragmencie się trochę zgubiłem, bo dwa akapity wcześniej piszesz o kobiecie, a potem nagle jest coś o Jaromirze :)

Hej! Cholerka, muszę przyznać, że przeczytała Twoje opowiadanie o księdze jednym tchem! Skąd Ty wziąłeś ten pomysł ;)?

Tu jest literówka (przeczytałam) ale na upartego można uznać to za stylizację dialogu.

Na tym temat się urywał. Choć najwidoczniej spotkanie nie doszło do skutku, nie wpłynęło to na intensywność korespondencji.

Chyba jednak wpłynęło skoro się już potem nie odzywali? :)

Kiedy podniósł głowę, mężczyźni w jednakowych uniformach przeciągnęli…

Tu się zgubiłem bo nie wiedziałem kto podniósł głowę :)

żywość ruchów

Trochę dziwne sformułowanie, może jest to stylizacja, ale dziwnie trochę wyszła według mnie.

Wuj Edmund wziął kilka głęboki wdechów.

Głębokich.

 

Pozdrawiam!

Cześć, Edwardzie! Dziękuję za wyłapanie usterek technicznych (poprawki naniosę po zakończeniu konkursu) i dużo uwag dotyczących konstrukcji fabuły i nie tylko. Pozdrawiam!

Początek trochę się dłuży, myślę, że z częścci opisów można byłoby zrezygnować. Trochę mi ni pasuje postać matki, z jednej strony rozumiem szok po znalezieniu pornosów, ale czego ona się właściwie spodziewała po potomku takiej rodziny. Czyżby nie wiedziała, że syn jest wtajemniczony?

Rozumiem, że opowiadania były historiami prawdziwymi i Magda jakoś się tego domyśliła. Pytanie tylko jak? Czy próbowała się zbliżyć do Jaromira właśnie po to, żeby stać się częścią tej sekty? Jej zachowanie na cmentarzu i w trakcie jazdy samochodem na to nie wskazuje. Z kolei jej zachowanie podczas spotkania z Felicją pół roku później wygląda jakby ktoś dziewczynie wymienił osobowość.

Generalnie pomysł jest, ale trochę się w tym opku gubiłam i miałam wrażenie, że bohaterowie są nieco niedopracowani.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

cześć :)

 

Jestem po lekturze naprawdę udanego opowiadania, które mnie jednak nieco zawiodło, o czym za moment. Żeby nie było wątpliwości, mam na myśli opowiadanie powyższe :P

 

Świetnie się to czyta, bo piszesz przystępnie, prosto (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) i sprawnie. Naprawdę nieźle Ci wyszły te wplecione w opowiadanie szybkie retrospekcje – wchodzą bez zgrzytów i wnoszą ważne informacje. 

Owszem, trochę zaczęło mi się zbierać na ziewanie na początku, gdzie dość sporo miejsca poświęcasz na opis pokoju Jaromira (to imię zawsze będzie mi się kojarzyło ze słynnym czeskim hokeistą, więc mi tu strasznie nie pasuje :). Podobnie reagowałem, jak dość szczegółowo opisywałeś rezydencję kultystów (schody, kolumny, daszki i tak dalej). 

 

Fajnie poukładałeś całość, podoba mi się koncept portalu i nawiązanej tam znajomości Jaromira z Magdą. 

 

Dlaczego się trochę zawiodłem? No, bo liczyłem na coś więcej. Jasne, to konkurs oparty o konkretną inspirację, jednak jak weszła mitologia Cthulhu i wątek kultystów, to ja straciłem trochę zainteresowanie tą historią. Księga, ekipa Przedwiecznych i kultyści – spoko, ale liczyłem na coś innego :)

 

Podsumowując – dobry tekst, bardzo sprawnie napisany, z powolnym, acz bardzo interesującym startem, jednak zmierzający ku czemuś bardzo standardowemu. Dzięki, pozdrawiam!

Cześć, Irko! Dziękuję za wizytę!

…ale czego ona się właściwie spodziewała po potomku takiej rodziny. Czyżby nie wiedziała, że syn jest wtajemniczony?

Matka z pewnością była świadoma toksyczności środowiska, w którym dorastał Jaromir. Ale chciała się łudzić, że skoro podjął on próby odcięcia się od korzeni, to zdołał pozostać wolnym od ich wpływów. Najwidoczniej nie – pornograficzna obsesja młodzieńca połączona z chorobliwą nieśmiałością świadczy o czymś przeciwnym.  

Rozumiem, że opowiadania były historiami prawdziwymi i Magda jakoś się tego domyśliła. Pytanie tylko jak? 

Magda wspomina swoją babcię, która opowiadała historie bardzo podobne do tych, które przedstawiał w swoich opowiadaniach Jaromir. Uznała, że to nie może być zbieg okoliczności, zwłaszcza, że Jaromir od początku sugerował jej, że sam miał w życiu styczność z rzeczami niepojętymi.

Czy próbowała się zbliżyć do Jaromira właśnie po to, żeby stać się częścią tej sekty? Jej zachowanie na cmentarzu i w trakcie jazdy samochodem na to nie wskazuje. Z kolei jej zachowanie podczas spotkania z Felicją pół roku później wygląda jakby ktoś dziewczynie wymienił osobowość.

 

Tak, Magda potraktowała chłopaka instrumentalnie. Babcia wspomniała jej, że czciciele śpiących bogów mogą zapewnić jej szczęście i wieczne życie. Na łożu śmierci wspomina też o księdze (Necronomiconie), która jest łącznikiem między światem ludzkim a boskim. Kiedy Magda natknęła się na opowiadanie Jaromira, w którym pisał właśnie o rzeczonej księdze, postanowiła nawiązać z nim relację, aby zbliżyć się do środowiska, od którego on sam się odwrócił.

Magda z pewnością przeszła przemianę w ciągu tego półrocza, ale powiedziałbym, że nie była to zamiana, a raczej ewolucja jej osobowości. W pierwszych scenach jest nastawiona na cel, ale wciąż niepewna tego, czy uda jej się przystąpić do sekty, a jeśli tak, to jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić. Kiedy kobiety rozmawiają w jej sypialni, jest już pełnoprawnym członkiem rodziny. Mało tego – wyznaczono ją do roli tej, która będzie nosić dziecko samego najwyższego kapłana. To musi być dla niej szalenie nobilitujące. Dlatego w trakcie ostatniej rozmowy z Felicją jest bezczelna, zaczepna, kpi nawet z Jaromira i jego tragicznej śmierci.

Pozdrawiam!

 

Hej, Łosiocie! Miło mi, że zajrzałeś. Bardzo dziękuję za komentarz i za klika!

(to imię zawsze będzie mi się kojarzyło ze słynnym czeskim hokeistą, więc mi tu strasznie nie pasuje :)

Uch, to mało komfortowe, kiedy imię bohatera uparcie kojarzy się z jakąś charakterystyczną, pochodzącą z innej bajki, postacią :p

 

Cieszę się, że styl przypadł Ci do gustu. Mam nadzieję, że fabuła innych moich tekstów, które zechcesz przeczytać, będzie bardziej satysfakcjonująca :)

Pozdrawiam!

Cześć!

Tekst ma momenty lepsze i gorsze. Na pewno jest trochę zachwiany, jeśli chodzi o rozłożenie akcentów. Od przeciągniętym początku już chyba było w innych komentarzach. Natomiast ja bym zwrócił uwagę na to, co trochę dalej. A zatem: mamy dość długie wprowadzenie, później dość rozwinięty opis ceremonii oraz stypy i nagle PSTRYK! W kilka zdań dziewczyna skutecznie wprasza się do rodziny. To ten element w moim odczuciu korzystniej było mocniej rozwijać i trochę przeciągnąć, by to należycie uwiarygodnić.

Wydaje mi się też, że (pozostając w temacie tego rozchwiania) trochę rozjechały się proporcje wprowadzenia do historii właściwej. Najpierw mamy dość długą podbudowę pewnej tajemnicy (opis mieszkania, ceremonia, stypa). A później od momentu “rzucenia hasła” (bo tak to trochę wygląda), że rodzina należy do kultystów, akcja zaczyna gonić. Jest to ciut zbyt pospieszne, żeby należycie się w to wkręcić i w tym połapać.

Natomiast tak, jak proporcje są zachwiane, tak i można znaleźć elementy pozytywne. Fajna jest tu taka pewna prostota. Zwykłe mieszkanie, zwykła stypa, pozornie zwykła rodzina. Moja uwaga może brzmieć trochę głupio, bo i co fajnego jest w “zwykłości”? No przecież w literaturze szukamy niejako oderwania od niej. Zetknięcia się z czymś, czego za co dzień, w rzeczywistym świecie nie spotkamy.

Ale tak, jak szukamy niezwykłości, tak bardzo fajnie można ją ukazywać właśnie poprzez elementy pozornie typowe. Taka osobliwość poprzez brak osobliwości. ;-)

Słowem, podoba mi się ten motyw wyprowadzenia weirdu w tekście od takiej naprawdę mocnej zwyczajności.

Sam pomysł na kultystów też mógł wcale fajnie wypaść. On nie jest szczególnie nowy czy świeży, ale też daje całą masę możliwości, jak go rozwinąć, więc i tutaj był pewien potencjał.

Czytało się całkiem przyjemnie. Jeśli coś zwracało uwagę, to drobiazgi. Jeden przykład:

Pierwszy akapit brzmiał:

 

,,Nie zapomnę dnia sprzed wielu laty, w którym wujek po raz pierwszy opowiedział mi o rzeczach, o których nigdy nie powinienem był usłyszeć. Dnia, w którym zdradził mi istnienie pewnej księgi spisanej przez świętego szaleńca z dalekiego kraju…”

Te powtórzenia o tyle zwracają uwagę, że nieco wyżej masz podkreślone: pierwszy akapit.

Pierwszy akapit niejako reklamuje cały tekst, ma zachęcić czytelnika do dalszej lektury, więc akurat tutaj te powtórzenia gryzą dość mocno. Chyba że to celowe.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć, CM! Dziękuję za wizytę i podzielenie się opinią. Miło, że zwróciłeś uwagę na zderzenie ,,zwykłości” z weirdem, bo była to z jednych rzeczy, które chciałem w tym tekście zawrzeć. Co do wad – uch, widzę je aż za dobrze :)

A co do fragmentu, który przytoczyłeś, to przyznam, że zależało mi na tym, aby styl Jaromira był daleki od doskonałego i napuszony.

Pozdrawiam!

Hej,

 

dotarłem tutaj i ja.

Podoba mi się. Tekst płynie, właściwie bez większych zgrzytów, fabuła wciągająca, może tylko nieco ta końcówka pozostawia niedosyt, ale poza tym wszystko mi gra.

Polecam do biblio ;)

 

Jeszcze kilka drobnych uwag:

 

Znalazła się między klocami z wielkiej płyty pełnymi ciasnych mieszkań, w których tłoczyli się ludzie tak biedni, że nie stać ich było nawet na marzenia o lepszym życiu.

Ładne to :)

 

Na klatce śmierdziało.

A czym? Czuję niedosyt ;)

 

Kobieta stanęła przed drzwiami sypialni.

Panie kochany, toż to kawalerka niby, jakiej sypialni? Czyżby jednak synek mieszkał w dwupokojowym apartamencie? Piszę “apartamencie”, bo jak na studenta, to luksusy są przecież :)

 

Gdyby przed trzema dniami ktoś jej powiedział, że będzie musiała zaplanować i zrealizować to zadanie, odparłaby, że gdyby coś takiego faktycznie na nią spadło, zwyczajnie by zwariowała i nie musiała się tym kłopotać.

Podoba mi się takie podejście :) Ładnie to ująłeś.

 

Tylko jedna z nich nie miała nic wspólnego z seksem – link do portalu ,,Fantasia”.

Ooo, jakie miłe nawiązanie ;)

 

Hej! Cholerka, muszę przyznać, że przeczytała Twoje opowiadanie o księdze jednym tchem! Skąd Ty wziąłeś ten pomysł ;)?

“Przeczytałam”.

 

BLKwidow?

Moja wyobraźnie podsuwa mi całkiem hardkorowe rozwinięcie tego loginu ;)

 

– Idź się z nią pożegnaj, Madziu – szepnął ojciec, kierując córkę w stronę drzwi.

Może “szepnął wtedy”? Żeby lepiej wskazać, że jest to podróż do konkretnego miejsca w czasie.

 

Leżała na środkowym łóżku, drobna i krucha.

Propozycja: “Staruszka leżała”.

 

Exit light

Cześć, BasementKey! Miło mi, że tekst Ci się spodobał i że poleciłeś go do biblioteki. Dzięki :)

dotarłem tutaj i ja.

A ja wczoraj dotarłem do Twojego providenta i przeczytałem, ale nie zdążyłem nic napisać. Dzisiaj postaram się nadrobić :)

Ładne to :)

O, fajnie, że to zdanie przykuło Twoją uwagę. W odróżnieniu od wielu innych rzeczy w tym opku, z niego jestem zadowolony :p

Moja wyobraźnie podsuwa mi całkiem hardkorowe rozwinięcie tego loginu ;)

Hmm, mi tylko przychodzi do głowy Black Widow :)

Panie kochany, toż to kawalerka niby, jakiej sypialni? Czyżby jednak synek mieszkał w dwupokojowym apartamencie? Piszę “apartamencie”, bo jak na studenta, to luksusy są przecież

:)

Tu chciałem przybliżyć optykę matki. Sam Jaromir pewnie nie myślał tak o swoim ciasnym pokoiku.

 

Pozdrawiam!

Tu chciałem przybliżyć optykę matki. Sam Jaromir pewnie nie myślał tak o swoim ciasnym pokoiku.

Jakoś tego nie załapałem. Duży pokój + sypialnia (choćby nie wiem jak mikroskopijna) tworzą dwupokojowe mieszkanie, kawalerka to mieszkanie jednopokojowe. Czy matka jakoś wypaczyła to znaczenie słowa kawalerka, bo dla niej była to taka dziura?

Exit light

Przeczytane, komentarz później.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Hmmm. Niestety mimo całkiem niezłego pomysłu nie porwało. Ktoś wcześniej już napisał, że bardzo wolno się rozkręca, sceny które następują po sobie wytrącają z równowagi, kompletnie niewiadomo o co chodzi. Dlaczego robimy taki przeskok, a osoba, o ktorej czytamy np. matka, czy Magda, pokazują zupełnie inne oblicze. Dziewczyna pojechała z zamiarem wstąpienia do sekty i tak ją zdziwiło, że wywożą ją za miasto? Matka, tak bardzo nie chciała, aby dziewczyna dołączyła do sekty, ale ją zabiera do starego dworu? Serio? Wybacz, ale mimo że zamysł jest i doceniam, to logika postępowania bohaterów opowiadania leży.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cześć, Morgiano! Dziękuję za lekturę, szkoda że tekst nie przypadł do gustu. Jestem świadom jego wad. 

Matka, tak bardzo nie chciała, aby dziewczyna dołączyła do sekty, ale ją zabiera do starego dworu? Serio?

No właśnie – pytanie brzmi, co tak naprawdę motywowało matkę i jaki był jej stosunek do Magdy. Można zakładać, że jeszcze przed pogrzebem domyślała się, że dziewczyna instrumentalnie potraktowała jej syna, aby zbliżyć się do sekty. Co w związku z tym? Chciała się na niej zemścić i zaprosiła ją na pogrzeb, przewidując, że dołączy do kultystów i dostanie to, czego nie przewidziała, a na co zasłużyła (zostanie surogatką, mającą urodzić potomka Yog-Sothotha)? A może Felicja nie podejrzewała, że dziewczyna faktycznie ma jakieś niecne zamiary i zwyczajnie zaprosiła ją na pogrzeb i stypę tylko dlatego, że była ważną osobą dla jej syna?

Kiedy kobiety rozmawiały przed rytuałem, pozostaje otwartą kwestia, czy Felicja naprawdę chciała ostrzec Magdę przed niebezpieczeństwem i w razie czego pomogłaby jej w ucieczce? A może stara kapłanka dobrze wiedziała, że dziewczyna co najwyżej ją wykpi i odwiedziła ją tylko po to, by zagłuszyć wyrzuty sumienia?

Pozdrawiam!

Chodziło mi o to, że Ty wiesz jakie są Twoje postacie, ale żebyśmy my jako czytelnicy to poznali, to musimy mieć więcej danych, logiczne wyjaśnienie ich działań, to że mi to napiszesz w komentarzu nie oznacza, że poznam rozumowanie tych osób. Bardzo ważne jest zawarcie w tekście wystarczająco wielu informacji, żeby czytelnik je zrozumiał. Pewnie gdyby opowiadanie było nieco dłuższe i wyjaśniało brakujące sceny, czy podejście konkretnych postaci byłoby łatwiej i na pewno jeszcze lepiej. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zgadzam się, Morgiano. Myślę, że w paru miejscach poszedłem na skróty. Chyba powinienem był inaczej zrealizować ten pomysł.

 

BasementKey, kurde, uciekł mi Twój drugi komentarz. Dobrze prawisz – kawalerka to innego rodzaju mieszkanie. Dziwne, bo gdyby ktoś z marszu mnie zapytał, czy lokum ok. 50m2 to kawalerka, odpowiedziałbym, że nie. Tymczasem w opowiadaniu właśnie tak je określiłem. Ech :)

 

Pozdrawiam! 

Fabuła się nie klei, motywacje są zbyt szczątkowo zarysowane, a sceny nazbyt od siebie oddalone klimatem. Plus, że nie siliłeś się na stylizację, której nie czujesz, a był to przypadek licznych opowiadań z tego konkursu. Opowiedziałeś historię o nieobecnej uświęconej ikonie i zagubionych mrocznych żyjących. Jest to wdzięczny motyw, ale IMO nie został tutaj wykorzystany, schemat leci za schematem. Tzn. pierwsza scena jeszcze nosiła znamiona tego, że może rozwinie się to w oryginalną historię. Potem nastąpił nieskładny miszmasz. Takie opowieści żyją klimatem, popatrz na dwa horrory: Dziedzictwo. HereditaryMidsommar. W biały dzień. Wewnętrzne porąbanie, zagubienie, egzotyczność bohaterów sprawia, że siedzisz coraz bardziej wciśnięty w fotel, choć sama fabuła pozostawia wiele do życzenia.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Cześć, Naz! Dziękuję za opinię, postaram się wyciągnąć z niej wnioski. Przyznaję, że rozjechało mi się to opowiadanie.

A co do Midsommar, to strasznie się przy tym horrorze wymęczyłem. Uważam, że gdyby film odchudzić o 30-45 minut, wyszłoby mu to na lepsze. Nie rozumiem tych okrutnych dłużyzn, zwłaszcza pod koniec. Nie budowały klimatu i napięcia, a tylko irytowały. 

Pozdrawiam! 

Zgadzam się, że się dłużył. A wyobraź sobie jeszcze, jak oglądasz to tak jak ja: na wieczorze horrorów z 100 dzieciaków, które mają stanowczo za mało lat na ten film; może nie o samo wiekowe ograniczenie chodzi, ale dojrzałość emocjonalną do uniesienia tematu ;) Myślałam, że to się nigdy nie skończy. Ale bohaterowie bardzo mi się podobali jako friki. A u ciebie nie widzę zafiksowania bohaterów w ich kulcie/dążeniach, stąd przywołanie filmów.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

A wyobraź sobie jeszcze, jak oglądasz to tak jak ja: na wieczorze horrorów z 100 dzieciaków, które mają stanowczo za mało lat na ten film;

Uch ;)

A swoją drogą wydaje mi się, że początek, w którym z rodziną bohaterki stało się wiadomo co, był zbyt mocny. Przecież po takiej makabrycznej akcji najpewniej trafiłaby do psychiatryka. Ja widziałbym coś bardziej subtelnego, ale wciąż mocnego – choćby samobójstwo siostry (od które główna bohaterka, przynajmniej we własnym odczuciu, mogła ją odwieść). Wydarzenia na początku była w swym tragizmie po prostu groteskowe.

A u ciebie nie widzę zafiksowania bohaterów w ich kulcie/dążeniach, stąd przywołanie filmów.

Tak, zdecydowanie. Stworzyłem sektę wyrachowanych kultystów, którzy jednak, skoro mieli do czynienia z namacalnym absolutem, powinni być pewnie mniej zimnokrwiści. Albo tę ich beznamiętność powinienem jakoś lepiej uzasadnić.

Nowa Fantastyka