Profil użytkownika


komentarze: 4560, w dziale opowiadań: 3470, opowiadania: 2528

Ostatnie sto komentarzy

Teraz jednak, kiedy deszcz nie stanowił już zagrożenia, a kilka ostatnich, prawie słonecznych dni przesuszyło ziemię i zborze na polu, Jeremy przestał się wreszcie martwić.

Nie pisz więcej takich świństw.

Zamierzenie to było bardzo realne, szczególnie gdy wziąć po uwagę jego ogromne doświadczenie oraz zgrany zespół ludzi.

O tym, że zespół jest zgrany, wiem z początku tego akapitu. 

A to z kolei, mogło znacząco przełożyć się na dodatkowe opóźnienia.

Po co tu ten przecinek?

Był to wykonany z tego samego stopu dysk o idealnej geometrii oraz średnicy ponad trzech stóp. Górna powierzchnia dysku pokryta była fosforyzującą farbą, dolna podparta przykręcanymi do trójnogu płaskownikami, które stabilizowały dysk i zabezpieczały go przed wyłamaniem. Aby cała konstrukcja była możliwie lekka i mobilna, wagę dysku zmniejszały jeszcze wykonane w nim nacięcia i rowki, będące w istocie precyzyjną podziałką kątową.

Uważaj na powtórzenia.

Kiedy serduszko zostało wreszcie ustawione i wypoziomowane[+,] ekipa Jeremiego mogła nareszcie wziąć się do właściwej roboty.

I przecinki.

Pierwszy z nich miał cztery symetrycznie ustawione kolucha, w które każda z uczestniczących osób wpięła swoją linkę. Linki były stalowe, co zapobiegało powstawaniu różnic długości związanych z rozciąganiem. Na całej swojej długości zaciśnięte miały też specjalne punkty przelotowe, w które należało po się kolei wpinać[+.]Cała czwórka wpięła więc pierwszą przelotkę do swoich biodrowych uprzęży, a pozostałą część zwiniętej linki zawiesili sobie u boku.

Dalej już czytam “normalnie”.

 

No, doczytałam.

Zwracaj uwagę na przecinki (przy wołaczach, zamykanie zdań wtrąconych), powtórzenia i literówki. W pewnym momencie zabrakło Ci tylu ogonków przy “ą” i “ę”, że wyglądało, jakbyś bardzo szybko pisał i w ogóle nie sczytał tego fragmentu. To niedobrze.

Początek jest bardzo rozciągnięty szczegółowymi opisami sprzętu – po co? Przez to się dłuży. Chyba wolałabym zamiast tego zobaczyć obrazek “serduszka”.

Mimo tego nie czytało się źle ;)

Berenika po raz ostatni widziała swojego ojca w dniu jej siódmych urodzin. Obudził ją o brzasku i oświadczył, ze oto czas na przygodę życia. I tak właśnie się stało. Tata zabrał ją w tyle niesamowitych miejsc, że późnym wieczorem, kiedy wrócili do domu, świeżo upieczona siedmiolatka smacznie już spała.

Wiadomo, że swojego ojca.

Literówka.

Po co dwa razy powtarzać, że Berenika ma siedem lat? Zrozumiałam to za pierwszym razem.

– Dzięki[+,] mamuś.

Kiedy odkryłam to wszystko[+,] zrozumiałam, że tata zostawił to po coś.

Zaraz po przebudzeniu Beata dostrzegła wiadomość pozostawioną przez córkę na samoprzylepnej karteczce – PRZEPRASZAM. Cichocka zdała sobie sprawę, że właśnie straciła ukochaną córkę.

Berenika cieszyła się, że ma u boku mężczyznę, przy którym może czuć się bezpiecznie, bowiem niektóre spotkania były naprawdę niebezpieczne.

– Co Wy tu konkretnie robicie?

To nie jest list.

– Nie jestem szalony! Jestem wybawicielem! – Jerzy siłą podniósł córkę z ziemi i powlókł do sąsiedniego pomieszczenia. – Zobacz, to jest nasza broń! –

O, Boże! – Berenika zakryła dłonią usta.

Zapis.

 

Wolałabym przeczytać opowiadanie o przygodach kosmitów niż o hipnozie, w której ktoś sobie coś przypomina.

Przeszkadzała mi interpunkcja, literówki, brak logiki i jakaś taka naiwność tego opowiadania. Stąd wnioskuję, że jesteś młodym człowiekiem. Natomiast same zdania nie były złe. Dużo czytaj, ucz się i będzie dobrze :)

Autorze, człowieku o stylu tak kwiecistym, że nie znam słów, żeby go określić – przeczytałam dwa akapity i już się zmęczyłam. Nie zawsze więcej znaczy lepiej. Czasami znaczy gorzej. Podajesz tak wiele informacji, że nie wiem, co jest istotne. To, że lutownica skwierczy charakterystycznie, że komputer został znaleziony na śmietniku, obudowa jest zdjęta, kable leżą na stole, że bohater jest elektrykiem albo informatykiem, że ma wąsa, pali papierosa (popiół spada na stół, peta gasi w popielniczce), jakiej muzyki słucha, gdzie stoi lampa, gdzie leci dym, matko bosko, to są tylko dwa akapity?!

Nie wszystko trzeba dookreślić. Nie wszystko jest tak samo ważne, a powoduje zamieszanie i pojawiają się błędy:

Potęgował on panoszące się tu mroki, walkę z którymi podejmowała tylko dość potężna lampa, stojącą przy szybko kiwającym głową w rytm zbyt głośno włączonego punk rocka elektryku.

lampa, stojąca

Pokrytą wyraźnym zarostem twarz ścinał zdenerwowanym wyrazem, sypiącym iskry również z oczu, łypiących zza owalnych szkieł okularów. Obrzucając nim znajomego, oddającego coś znacznie spokojniejszego, ruszył wkoło blatu, przeciskając się wpierw obok szafy, potem biurek z komputerami, a wreszcie regału z elektronicznymi ustrojstwami.

Ścinał twarz? Wyrazem? Jak wyraz może się zdenerwować? Jak wyraz może sypać iskry z oczu? Gdzie wyraz ma oczy?

Nim znaczy czym?

Co znaczy, że znajomy oddawał coś znacznie spokojniejszego? Co oddawał i komu?

Naprawdę nie dam rady skoncentrować się na tym tekście.

Wyciągnął telefon i sprawdził na mapie[+,] jak daleko znajduje się od domniemanego miejsca nocnego zdarzenia.

Jakoś rozczarowało mnie, że wystarczy magiczna broń, żeby zabić potwora.

Wróg, zasiadając na latającym jaszczurze, siała strach pośród bożych zastępów.

Fajne, podobało mi się :)

To Ty planuj i popełniaj, ja przyjdę na gotowe i wszyscy będziemy zadowoleni ;)))

Ja będę utrzymywać, że nie wiem, o co chodzi ;)

 

E tam, wszystko będzie na Ciebie ;)))))

Na pewno się uda :)

A jakby przy tym “jak, gdzie” dać i pytajnik, i wykrzyknik? Takie wykrzyczane pytanie? Nie upieram się, bo rozumiem zamysł, tylko po prostu słyszę to jak pytanie.

Zgrabna miniaturka.

Dobrze napisana, więc czytało mi się świetnie. 

Zerknęłam na komentarze (nie czytałam wszystkich) i powiem, że nie przeszkadza mi ani Moskwa, ani brak szerszego tła. To jest tylko obrazek i widzę go bardziej uniwersalnie, można go przenieść w inne miejsca i nie będzie to miało żadnego znaczenia.

Podoba mi się zakończenie: zażycie różowej tabletki jako świadomy wybór.

Fajne, podobało mi się :)

– Witaj[+,] Ana.

– Ana[+,] rozluźnij się, aby nie sprowokować reakcji autoimmunologicznej.

Na skraju uwagi czuła narastające swędzenie, którego nie potrafiła  zignorować[+,] więc w końcu przyjęła.

– Jak, gdzie! Kim jesteś?

Jak, gdzie?

– Nie, nie w płatach czołowych! Niżej, tylko pień mózgu jest bezpieczny. Uderzenia kopyt ucichły.

“Uderzenia kopyt ucichły” to już chyba nie jest myśl/głos w głowie.

Musiała się szczypać, aby uwierzyć, iż to przydarzyło się naprawdę. 

Mam problem z tym zdaniem, bo wydaje mi się, że coś się wydarza, a przydarza komuś. Ale głowy nie dam ;)

Spodobał mi się początek (pobudka w zbiorniku), a potem zaczęły się dziać rzeczy tak dziwne, że ich nie zrozumiałam. Ale czytało mi się dobrze :)

Ależ eksperymentuj! :)

– To tłumaczenie… ono musi tam dzisiaj być, bo[+,] rozumiesz[+,] będę "kaput".

https://www.ekorekta24.pl/przecinek-przed-choc-ktory-bo-kiedy-go-nie-stawiac

Zostawiłam bez przecinka po „bo”

Dzięki za link, potraktowałam “rozumiesz” jako wtrącenie i nie przyszło mi do głowy, że są inne zasady, gdy dwa przecinki są zbyt blisko siebie. Dobrze, że chociaż można użyć –. Przepraszam, nie chciałam Cię wprowadzić w błąd.

– A, czołem, czołem[+,] Malutki!

Tu nie jestem pewna konieczności postawienia drugiego przecinka, przecież mówimy, piszemy w listach Cześć Kasiu!

A powinniśmy pisać: cześć, Kasiu! Albo: Kasiu, dziękuję za list. 

Przystaneli my na chwile. Krzych wyjoł gitany. Duma mnie zdjęła, że wzioł paczke z przemytu.

Rozumiem, że bohater może mówić w taki sposób. Ale dlaczego tak pisze?

To zamierzone, każda scena miała być napisana na tyle, na ile udałoby się odmiennym językiem, też w wersji narracyjnej. Może to błąd Anet? Nie wiem. Próbuję różnych rzeczy, a właściwie, jeśli widzę niemożność słowną , to próbuję się z nią zmierzyć.

Nie wiem, czy to błąd, mnie się rzuciło w oczy i zatrzymało. To jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że tekst sam płynie albo nie i ostatecznie ma bardzo duże znaczenie (dla mnie) w ocenie, czy mi się podobało. Może dlatego się “przyczepiłam”. W sumie on to opisuje/opowiada, czyli = może to robić swoimi słowami.

Mnie jakoś dezorientowały zapis dialogów i to zwracanie się do narratora. Ale poza tym czytało mi się dobrze :)

A ta strona przypadkiem nie jest od tego, żeby poprawiać inne osoby?

Nie. Ta strona jest od tego, żebym miała najlepsze opowiadania w jednym miejscu ;)

Jasne, mamy tu wiele osób skorych do pomocy i chętnie dzielących się wiedzą, ale na pewno szybciej zajrzałyby do Ciebie, gdyby mogły Cię zobaczyć nie tylko pod Twoim tekstem. Ważne, żeby tekst pokazać w najlepszej formie, jak to tylko możliwe.

Szkoła miała kształt pudełka, a komfort przebywania w niej[-,] przypominał także bycie zamkniętym w pudełku.

Nie podoba mi się to zdanie. Rozumiem, że powtórzenie jest zamierzone, ale także sugeruje, że komfort przypominał coś jeszcze.

Fajne, podobało mi się :)

Świt dopiero nadchodził, gdy Arezio Tramonte już przemykał ulicami miasta.

Wyrzuciłabym już. Albo napisała: świt dopiero nadchodził, a Arezio już przemykał…

– Co tam, Furio.

Znak zapytania.

Ładne, bardzo dobrze się czyta, podobało mi się :)

Jeśli go nie dostaną, to znaczy, że nawaliłem, jeśli nawaliłem[+,] to nie będzie nowych zleceń, a jak nie będzie nowych zleceń[+,] to czeka mnie katastrofa finansowa.

Ale nie przejmuj się, za jakieś pół godziny[-,] sprawdzę, czy się nie odbiło i w razie czego wyślę jeszcze raz. 

– To tłumaczenie… ono musi tam dzisiaj być, bo[+,] rozumiesz[+,] będę "kaput".

Pogadacie parę minut, zadam studentom i za kwadrans sprawdzimy, czy się nie cofnęło.

Tutaj mi czegoś zabrakło. Zadam coś studentom?

Podniesione głosy sprawiły, że się zawahałem się.

Coś za dużo się.

Czułem się niezręcznie, gdy ktoś kogoś rugał w mojej obecności, a zresztą Michał był tu w pracy, a ja grzecznościowo korzystałem z dostępu do internetu.

Wyrzuciłabym pierwsze a.

Co ja, młokosik jestem, żeby stać na korytarzu z rękami na podołku!

Widzę to bardziej jako pytanie.

– A, czołem, czołem[+,] Malutki!

– Panie doktorze, ja panu powiem tylko tyle, bo nie wiadomo[+,] co się stanie, jak w sieci zacznie chodzić tyle serwerów i terminali, ot co!

Powiem tylko tyle, że…

Co się, cholera jasna[+,] ma stać?

To jest dość długi tekst, więc dalej już tylko będę czytać, ale ogólnie zwróć uwagę na przecinki.

Ja sobie internetem ślę do klienta przetłumaczone, wielostronicowe broszury o proszku do prania, a ten nie może wejść w zasoby, chociaż on to kwiat nauki i zawsze powinien móc wejść.

A to jest dziwne zdanie. 

Michał patrzył na mnie i kręcił głową, co miało oznaczać: " No widzisz, z kim ja tu kurde… " albo "Coś podobnego", albo "Nie uwierzyłbyś, gdybyś sam nie usłyszał".

Niepotrzebne spacje i duże litery.

– Kochanie, czy byłabyś uprzejma zaciągnąć mi gorset z tylu? – krzyknąłem w kierunku drugiej łazienki, w której Lala doprowadzała do ładu włosy.

– Za chwileczkę[+,] kochanie.

– Sam sobie zaciągnę. – Przygładziłem włosy na skroniach.

Wystarczyłoby, żeby Lala poprawiała makijaż albo cokolwiek innego, żeby wyeliminować powtórzenie. I raczej spodziewałabym się: czy mogłabyś zaciągnąć… Trochę trudno zaciągnąć sobie gorset na plecach.

I zwróć uwagę na podtytuł: akcja nie dzieje się około dwudziestej, w pierwszym zdaniu piszesz, że jest już po (między dwudziestą a kwadrans po).

Smoking, brylantowe spinki i rezydencja u faceta, który korzysta z internetu na uczelni i coś tłumaczy. Hmmm… To już jest ten świat równoległy?

Za drzwiami stał Michał, choć potrzebowałem chwili, aby go rozpoznać. Z brodą i tłustymi włosami związanymi w kucyk wyglądał niechlujnie. 

Aż tak się zmienił przez siedem godzin?

Przystaneli my na chwile. Krzych wyjoł gitany. Duma mnie zdjęła, że wzioł paczke z przemytu.

Rozumiem, że bohater może mówić w taki sposób. Ale dlaczego tak pisze?

 

Co mam powiedzieć?

Podoba mi się pomysł, tylko czytanie nie sprawiło mi przyjemności, bo mnie cały czas coś zatrzymywało. No nic.

– No, no, od dawna nie było to takiej zimy – cmokała babcia, udając zmartwienie, ale wiem, że tak naprawdę miała nadzieję, że dzięki temu zostaniemy trochę dłużej.

To?

Z początku wraz z Jerzym odśnieżaliśmy obejście każdego ranka,

Z tym Jerzym, który nie żyje?

A, dopiero teraz umarł.

No, łatwo się pogubić.

 O, to od tego to wszystko się zaczęło.

Wyrzuciłabym drugie to.

Fajne :)

To nie jest zły fragment, czyta się dobrze. Problem w tym, że nie ma w nim tego haczyka, który by mnie zaintrygował i pozwolił zapamiętać. Przy okazji: to samo dotyczy tytułu.

 Sanie suną przez zaśnieżony las, trzeszcząc cicho.

Ten dźwięk towarzyszy mi już od kilku godzin, podczas których zwinęłam się pod grubą derką, chroniąc się przed mroźnymi podmuchami wiatru. Odkąd zapadł zmrok, temperatura spadła o dodatkowe kilka stopni. Szal, którym owinęłam dolną połowę twarzy i który zwilgotniał od mojego oddechu, zdążył zesztywnieć i pokryć się kryształkami lodu. Kolana tak mi zesztywniały, że nie jestem pewna, czy uda mi się je rozprostować.

Uważaj na mieszanie czasów i powtórzenia.

W pewnej chwili wydaje mi się, że widzę puszczyka[-,] o błyszczących, czarnych oczach, który przygląda mi się z gałęzi.

– To tutaj – oznajmiam, z trudem podnosząc się z sani.

Z sań.

Z komina piętrowego domku unosi się cienka smużka dymu, widać te światełko palące się w oknie.

Ostatnio nabrałam przekonania, że Bogowie nie specjalnie się mną przejmują, ale to miłe słowa. Kiedy oddalam się od sani, przychodzi mi na myśl, że nie zapytałam gojego imię. 

Go czyli kogo? Uważaj na podmiot i nadmiar zaimków.

W końcu staję przed domem i pukam do drzwi, ale grube rękawice tłumią odgłos. Stukam więc w drewno czubkiem buta.

Słyszę kroki w głębi domu i po chwili drzwi otwierają się, a na śnieg pada wiązka światła. Dziadek staje w progu i wydaje coś na kształt westchnienia ulgi. 

– Wejdź – mówi, odsuwając się. 

Wchodzę na ganek i od razu ogarnia mnie rozkoszne ciepło.

Ganek jest na zewnątrz. Uważaj na logikę.

Fragment jak fragment, napisany przyzwoicie, ale to wszystko. Wolałabym przeczytać Twoje skończone opowiadanie.

Ej, umiem krócej ;)

No, w pewnym momencie nie byłam pewna, czy w obu scenach występuje ten sam ksiądz, ale w końcu domyśliłam się, że tak. No i jakoś nie spodziewałam się krwawej ofiary, myślałam, że chodzi o wodę święconą czy coś w tym rodzaju. No, ogólnie przyjemne :)

Piętnaście, długich na trzydzieści stóp otwartych łodzi zniknęło za wysokimi płaskowyżami wyspy.

Wyrzuciłabym ten przecinek.

– Alys – dziewczyna znów położyła dłoń na sercu, podobnie jak niegdyś w lecie. – Fremm. – Wskazała na niego.

Nigdy nie uzyskiwała odpowiedzi.

Pierwsza część sugeruje, że Alys robi to drugi raz (pierwszy w lecie), ostatnie zdanie, że często. Że się przyczepię czegokolwiek ;)

Dobrze mi się czytało :)

Żołnierze skryli się za krzakami i, wstrzymując oddechy[+,] obserwowali most.

Żyliśmy tylko z tego[+,] co udało mi się upolować.

Sympatyczne :)

Od samego początku rzuca się w oczy problem z przecinkami, jak tutaj:

– Ale szefie, nie wiem[+,] czy znajdziemy tam kogokolwiek, komu będziemy potrzebni.

– Niech boss[-,] się nie denerwuje, zaraz zabiorę go na stare śmiecie.

– Dobrze[+,] szefie, to ruszamy.

– Stanie się tak[+,] jak pragniesz.

Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, iż wojna przetoczyła się przez tę bezimienną miejscowość i poszła dalej.

A tu literówka.

– Widzisz nie skrzywdziliśmy go.

Proponowałabym: Widzisz? Nie skrzywdziliśmy go.

– Czego oczekujesz.

To jest pytanie.

– Nie proszę[+,] byście ją odbili, zajmę się tym sam.

Blondyn i jego starszy towarzysz[-,] błyskawicznie zniknęli z linii frontu i pojawili się w chacie na terenach kontrolowanych przez rebeliantów.

Spojrzała na nich i rzekła[-.][+:]

– Mam nadzieję, że nie jesteście tacy[+,] jak mój ojciec.

– Ciekawe[+,] jak was wpakował w nasze sprawy.

– Dżiny bywają złośliwe[+,] ale dotrzymują słowa.

Starzec był wstrząśnięty tym[+,] co usłyszał.

Powiedz[+,] dziecko[+,] jakiego prezentu chcesz najbardziej, co podpowiada ci twoje serce?

Mężczyźni w mundurach pracowali przy kilku stołach, szykując miny pułapki[+,] umieszczając materiały wybuchowe z zabawkach, radiach, smartfonach i innych przedmiotach.

– Coś ty najlepszego zrobił!

Rozumiem, że wykrzyczane, ale nadal to jest pytanie.

– Wiesz[+,] czasem boję się ciebie[+,] aniołku.

No, nie porwało mnie.

– Powiedziałam mu[+,] że Lord Pomruk kazał mi zadzwonić po dodatkowe przybory.

Fajne :)

I w dalszym ciągu nie wiemy, czemu określają nas tak, a nie inaczej..

Dwie kropki na końcu. 

Może ten spokój cichego zakątka, lekki poszum wiatru, szelest liści. promienie słońca, łagodnie pieszczące twarze spowodowały, że Czwarty po raz wtóry wyrzucił z siebie tak dużo zdań.

A tutaj jedna w środku.

Tym razem nie zachwyciłam się. Może zbyt szybko pomyślałam o Czterech Jeźdźcach Apokalipsy, przez co zabrakło tego elementu zaskoczenia. 

Myślę, że to jest taki tekst Rogerowy – bardzo podkreślasz spokój, sielskość, żeby na sam koniec wyskoczyć z czymś złym/groźnym/niebezpiecznym. A ponieważ już kilka Twoich opowiadań przeczytałam, tego właśnie się spodziewam. No i mam wrażenie zachwiania proporcji: tak długo świeci słoneczko i ptaszki ćwierkają, że czekam, aż łupnie. 

Nie jest źle, ale bez euforii.

 

Po co te entery na początku? 

Było to dziwne, bo zawsze przesypiała twardo całe noce, szczyciła się, że jedynym[+,] co mogło ją skłonić do uchylenia powiek[+,] był płacz niemowlęcia.

A już nigdy, ale to przenigdy, nie przyszło by jej do głowy, żeby zrywać się w środku nocy, nieważne jak pachnącej maciejką, nieważne jak soczyście szumiącej drzewami w sadzie, jak zręcznie srebrzącej źdźbła trawy niczym obite blachą iglice kościołów, jak drapującej koronki świerków na tle nocnego nieba, otóż należy to podkreślić raz jeszcze, bo w końcu mówimy o statecznej gospodyni, ta kobieta nigdy nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć płacz anioła.

To jest przykład zdania tak przepoetyzowanego, że je omijam. Rozumiem, że miało być ładnie, ale wyszło po prostu długo.

– Ej – szepnęła, nie wiedzieć czemu, bo już od ładnych paru lat była w chałupie sama, tak dniem jak i nocą[-,] – ej no, tylko mi tu jakich spazmów nie dostań.

Widzę, że ten przecinek dalej się powtarza.

– A, o to możecie się nie martwić[+,] moja dobra Maciejowa, za nic nie chciałbym przyczynić wam kłopotu

Moja dobra Maciejowa to wołacz. Potem też się powtarza brak przecinków przy wołaczu.

A rudej Zośce miksturę na spędzenie płodu to kto dal?

Literówka.

Gdyby przez chwilę się nad tym zastanowiła[+,] być może zdziwiłby ją fakt, że nagle, zamiast w swojej izbie, stała na środku podwórza, twarzą w twarz z naburmuszonym i spuchniętym od płaczu wysłannikiem niebios.

 – I tak z tej litości dla Zośki[-,] to Jędrzejowi szaleju[-,] żeście zadali?

Nie wiem też[+,] skąd go miała. 

Kobieta zmarszczyła brwi i zmierzyła go takim spojrzeniem, że aż się biedny cofnął, otulając ramiona skrzydłami.

– Ano…– anioł podrapał się po głowie

Brak spacji.

– A, taka to sprawa… – Kobieta popatrzyła się na niego bystro. A tobie nie w smak było grzesznicę przed majestat tronu eskortować? 

A tu nie widać, że to dalsza część wypowiedzi.

Ano, kiedy tak[+,] to[-,] chodźmy.

Ogólnie przyszłam tu zachęcona tym, że tekst trafił do biblioteki. Jasne, gusta mamy różne i nie wszystkim się podoba to samo, ale oczekiwałam, że będzie przynajmniej przyzwoicie napisany.

Drugą różnicę między standardowymi automatami, a moimi załogantami, stanowił zakres posiadanej przez nich wiedzy.

Po co te przecinki?

A nade wszystko – dokonywanie wyborów[+,] które będą w interesie wszystkich, nie zaś wyłącznie wąskiej grupy armatorów.

Bardzo fajne, podobało mi się :)

Niektórzy pewnie jeszcze, żeby wzruszyć, skłonić do myślenia albo cośtam ;)

 

Swoją drogą zwizualizowałam sobie taki obrazek: pisarz bierze do ręki pióro, zastyga z nim nad czystą kartą i pogrąża się w zadumie, co napisać, żeby mi się spodobało ;)))))))

Pisałam książkę, kiedy to mój synek podszedł do mnie i zapytał:

Wyrzuciłabym to.

No, rzeczywiście fantastyki nie widzę, bardziej scenkę rodzinną ;)

Ale czytało się całkiem dobrze :)

Po prostu czasami do niektórych tekstów trudno się odnieść. W zasadzie mogę powiedzieć, że ten jest porządnie napisany. A przez to, że odnosi się do aktualnych wydarzeń, nie odbieram go bardziej uniwersalnie, bo od razu kojarzy się z konkretem.

Ja bym doceniła pomysł na ucieczkę.

Natomiast od razu pojawiają się problemy: gaz rozpylany na arenie raczej się rozejdzie w powietrzu, nie wiem, jak miałby uśpić całą widownię. Myślę, że tego nie przemyślałeś, bo wystarczyłoby przenieść akcję do pomieszczenia (z tym, że wtedy, oczywiście, pojawiłaby się kwestia dalszej ucieczki).

Nie rozumiem, czemu uciekinier nie jest bardziej pilnowany: mieszkał w chatce? Skąd pomysł na zrobienie błazna z więźnia?

No i napisane jest tak, jak jest.

Dużo czytaj, to na pewno pomoże ;)

No, napisane przyzwoicie. 

Zakończenie trochę… no, niepowiązane z treścią, ale rozumiem, że chodziło o element zaskoczenia.

Zdecydowanie idziesz w dobrym kierunku :)

Nie wiedziałem[+,] w jakim wieku została zainfekowana, ale to przecież bez znaczenia.

No, chodźmy już, widzę, że pozostali są już na miejscu – dodała, rzucając okiem na ekran mycetozy.

Oba już są potrzebne?

– Och[+,] przestańcie się rozczulać – Sven/Stephan wyglądał na lekko poirytowanego.

Pracowała przecież zdecydowanie więcej[-,] niż inni zrzeszeni.

Upatrzyłem już nawet odpowiednie miejsce.

Już nie mogłem się doczekać.

Wyrzuciłabym drugie już.

Chcemy wysłać dziesiątki, może nawet setki pocisków wypełnionych zarodnikami w kierunku znanych planet pozasłonecznch, szczególnie tych rokujących nadzieję, że mogło na nich powstać życie.

Literówka.

Mi wystarczyła rola obserwatora.

Napisałabym: mnie.

Mi wystarczyła rola obserwatora.

Powtarzałem to sobie tak długo, aż prawie w to uwierzyłem.

 

To nie wystarczy.

Trochę za blisko siebie te powtórzenia.

 

Czytało mi się bardzo dobrze.

Mam wrażenie, że to jest bardziej uniwersalna opowieść o braku możliwości porozumienia ludzi z różnych światów, wyznających różne wartości. 

Zakończenie w zasadzie przewidywalne, stąd te przemyślenia bohatera, jak to Ewa się przejmie jego śmiercią, wydały mi się… brakuje mi słowa, a nie chcę napisać: śmieszne. W sumie mogę to tylko wytłumaczyć zaślepieniem miłością.

Ogólnie przyjemne :)

Od jakiegoś czasu odwiedzam teksty nowych osób po kilku dniach od publikacji – wtedy wiem, czy autor w ogóle jest zainteresowany moim zdaniem ;)

Każdy, kogo o to zapytała[+,] nazywał ją „przeklętą", kazał milczeć albo ją przeganiał.

Zastanawia mnie, czy naprawdę można ufać duchom, skoro tak łatwo nimi manipulować.

Czytało mi się nieźle ;)

Pomysł jest fajny, wykonanie jak widać, ale biorąc pod uwagę Twój wiek nie jest źle. Dużo czytaj, ćwicz, będzie dobrze ;)

No i popraw wskazane błędy.

A mnie nie zachwyciło.

Bohater towarzyszy koleżance, która dostała jakieś wezwanie – nie wiadomo, jakie, ale wiadomo, że jak się nie zgłosi, to umrze. Ok. Idą do miejsca, do którego praktycznie nie można się dostać – wchodzą bez większego problemu. Na tej samej zasadzie pokonują kolejne piętra – nie wiem, w czym tkwi owa trudność. Dostają się tam, gdzie chcieli, pani dokonuje jakiegoś wyboru. Nie przeszkadza mi, że nie jest jasno powiedziane, jakiego. I zostaję z pytaniem: o co chodziło?

Widocznie mi coś umknęło, bo widzę, że sporo osób poczuło się zainteresowanych.

W paru miejscach wpadły mi w oko przecinki, ale nie zaznaczyłam tego od razu, więc tak mniej więcej:

Wyglądał jak jeden z wielu nowoczesnych wieżowców, jak stalowo-szklana[-,] bryła, której górne piętra ginęły w chmurach.

Za to o tych, którzy nie wrócili[+,] słyszało się nieraz.

stwierdziłem ze smutkiem, choć podejrzewałem[+,] do czego zmierza ta rozmowa.

Ale czytało się całkiem nieźle :)

A co do braku fantastyki – moja rada taka: zamień petardę na małego smoka w kieszeni i nikt się nie będzie czepiał :D

Będzie, będzie, zaraz pójdzie w ruch brzytwa ;)

Usunęłam ten tekst z kolejki po przeczytaniu przedmowy. To są trzy zdania i ani jedno nie jest napisane poprawnie.

Przykro mi.

Niepotrzebnie, ja bym wolała przeczytać opowiadanie napisane lepiej niż gorzej ;)

Ej, mnie by się pewnie podobało :(

Nowa Fantastyka