Profil użytkownika


komentarze: 4366, w dziale opowiadań: 3315, opowiadania: 2412

Ostatnie sto komentarzy

Stres przepychał się z dumą, ambicja spychała na margines niepewność.

To źle brzmi.

Czuje[+,] jakby coś czytało w głowie.

Z poprzedniego zdania wynika, że podmiotem jest sowa. Na pewno o to chodziło?

Płomykówka obserwowała przekaz mentalny jak oczarowana.

Nie rozumiem tego zdania. Jaki tam był “przekaz mentalny”? I jak się go obserwuje?

Wojny energetyczne wyniszczyły ludzką cywilizację. Rozbiły struktury państwowe, doprowadziły do zniszczenia większość miast. Te, które przetrwały, miały dość zasobów, by się rozwijać, ale za mało, by utrzymać regularne linie transportowe z pozostałymi.

O tym chyba już było wcześniej.

– Powiedziałam wam[+,] po co przybyłam.

Nie porwało mnie :(

To, czego wszystkie ludy tak bardzo się lękają.

Czyli co?

Były człekokształtne i uzbrojone w łuki, a ich głowy posiadały wielkie żółte oczy.

Głowy posiadały oczy?

Książę Arvensis zdał sobie sprawę, że obgryza paznokcie. Jego aparycja zdecydowanie ucierpiałaby przy tej czynności, gdyby władca nie miał na dłoniach pancernych rękawic.

Obgryza paznokcie przez pancerne rękawice?

Tymczasem rycerze wypadali z siodeł, spanikowany pieszy lud potykał się o drzewca własnych spis, gizarm i berdyszów, a sowie strzały nieprzerwanym deszczem sypały się z góry.

Te same trzy rodzaje broni wymieniłeś w tej samej kolejności chwilę przedtem. To się rzuca w oczy.

Hmmm…

Podejrzewam, że miało być zabawnie, ale jeśli chodzi o mnie, nie wyszło :/

Wybacz.

Nie potrafił dociec, po co regimentarz pragnie widzieć takiego prostego szlachcica jak on. Im bardziej zbliżał się do kwatery dowódcy, tym czarniejsze możliwości rodziła jego wyobraźnia. W końcu dotarł do zameczku księcia Zbaraskiego, w którym na czas popasu stanął regimentarz. Poprowadzono go do głównej izby gródku. Pod przeciwległą do wejścia ścianą stał zasłany mapami stół. Nad nim pochylał się ubrany w prosty żupan, dojrzałych już lat człowiek – regimentarz Stefan Chmielecki, chorąży bracławski.

Trzech regimentarzy na sześć zdań ;)

A nietrzebaż wiele[+,] by Kozaków rozsierdzić.

– Wasza Miłość chyba nie wie[+,] z kim mówi.

 Po co ta duża litera? To dialog, nie list. Zwróć na to uwagę, bo się powtarza.

– Powiedziałem[+,] byś się jej waść pozbył, nie zabił.

– Jest tu niejaki Tychij z czechryńskiego kurzenia?

Ups. 

Lecz już za późno[+,] byś mógł się wycofać.

Cóż, to chyba nie moje klimaty. W sumie nie bardzo rozumiem zaskoczenie bohatera – myślę, że puchacz powinien mu przyjść na myśl od razu, gdy zobaczył go nad wojskami.

Ale czytało się nieźle ;)

Interesujące opowiadanie.

Podobał mi się moment, gdy Hvasca opowiada Zorzy, czym są Oczy Boga, zaskoczyłeś mnie. Nie jestem pewna, dlaczego Zorza tak od razu mu uwierzyła (w końcu profanuje sacrum), ale nie przeszkadzało mi to zupełnie. Na plus zasługuje też zdecydowanie nieszczęśliwe zakończenie, tu miałam drugą niespodziankę. No i wykreowany świat bardzo przyjemny.

Czytało mi się bardzo dobrze.

Podobało mi się :)

– Prawdziwe jest to, co o czym marzy nasz umysł.

W pewnym momencie Narica zmienia się w Narikę, tutaj:

Z drugiej strony Narika określiła to jako metaforę, przenośnię.

Czytało mi się całkiem nieźle, tylko bez emocji i to jest mój główny problem z tym opowiadaniem. Nie przekonuje mnie też pomysł, co nieco mnie zaskoczyło, bo lubię światy równoległe. I jeszcze jedna rzecz, która zawsze mnie irytuje w tego typu tekstach: wolałabym, żeby bohater jakoś tak bardziej naturalnie dowiedział się o różnicach pomiędzy światami.

Fajne, lekkie, dobrze się czyta :)

Nie rozumiem tych zarzutów dotyczących lokalizacji Biedronki i tego, że nie wiadomo, czy wszystko się działo jednego dnia, dla mnie wszystko było jasne.

Myślę, że dziwnie by było, gdyby sowa nie chciała sowy tylko inne zwierzę. Po co jej? Może się czuła samotna?

W sumie znalazłam jeszcze dodatkowy element fantastyczny. Kasjerka mówi, że ma zabawkę, ale schowała ją dla znajomej i nikt z kolejki nie urządza awantury, że tak nie można, a on potrzebuje natychmiast właśnie tego pluszaka?

Trochę absurdalne, ale nie za bardzo, dobrze mi się czytało :)

Podobało mi się :)

E, chyba da się to zgadnąć po realiach? Jeśli nie, to punkty ujemne ;)

Lepiej nie, ja na pewno  nic nie będę wiedziała i wszyscy dostaną po minusie :(

Szczerze mówiąc myślę, że powinnam raczej czytać mniej. Co z tego, że skończę dziesiąte opowiadanie, skoro potem plączą mi się poprzednie?

 

Nie mam pojęcia, który komentarz Ci się tak spodobał.

Rozumiem, że nikt poza mną nie wpadnie w euforię, ale ten, w którym, uwaga, cytują mnie ;))))))) 

Nie może być czarownica. W moim świecie tylko kobiety mogą zostać kapłankami i tylko mężczyźni czarownikami.

Czyli jak trzecia córka urodzi dziewczynkę, to jest to zwykła czwarta córka? Nie ma żadnych supermocy? Albo mogłaby być pierwszą czarownicą, oczywiście najpotężniejszą w tym świecie ;)

 

Ja tylko clockpunk rozumiem, bo był w innym wątku.

Domyślam się, że sandalpunk nie ma nic wspólnego z sandałem, chociaż kto wie…

Ludzie, piszcie tak, żebym rozumiała :/

No, źle się stało, ale przecież to nie wina bartnika, tylko Puchacza, po co mu się śnił?

Przeczytałam (dobra, niedokładnie) komentarze (zgadnijcie, który fragment jest moim ulubionym na dzisiaj) i nie rozumiem zarzutu, że to bardziej wstęp niż samodzielne opowiadanie. Owszem, jest urwane tam, gdzie mogłoby się dalej fajnie rozwinąć, gdyby było dłuższe, ale przecież jest ładnie zamknięte i ja to akceptuję. To, oczywiście, nie znaczy, że nie przeczytam chętnie o losach syna trzeciej córki. A propos: czemu jest mowa tylko o czarnoksiężniku? Przecież może być jeszcze czarownica. Chyba że coś przeoczyłam.

Czyli w skrócie: fajne, podobało mi się :)

Gratuluję Wam wszystkim :)

Oooo, widzę, że fajne rzeczy się szykują ;)

Nie wiem, do czego mogłabym się przydać, ale jeśli ktoś ma jakiś pomysł, jak mnie wykorzystać, to byłoby fajnie.

Dziwną sprawą jest krytyka, która pokazuje, że tekst nie wpasował się w gust krytykującego. Bo co z nią zrobić?

Nic. Przyjąć do wiadomości i tyle.

Powiedzmy sobie wprost: większość tutaj obecnych jest świadoma swojego warsztatu i skoro zamieszcza jakiś tekst, to znaczy, że jest z niego zadowolona. Miło, jeśli innym też się podoba, ale gdyby wszyscy byli na “tak”, byłoby to podejrzane ;)

 

A dla tych wrażliwych wyjaśnienie moich komentarzy: jeśli tekst jest dobrze napisany, a moja krytyka nie dotyczy interpunkcji, gramatyki albo ortografii, najprawdopodobniej oznacza to, że chcę go nominować i muszę się odnieść do treści, więc wyciągam cokolwiek. Naprawdę cokolwiek.

 

Moim zdaniem kluczowa jest samoświadomość, bo to z niej wynika pewność siebie. Jeśli autor wie, że tekst jest dobry, to nawet jeśli nie podoba się połowie osób, które go przeczytały, nie załamie się, tylko zastanowi, skąd ta rozbieżność. To chyba kwestia akceptacji (siebie) i nie szukania jej u innych.

Stajenny w jednej z gospód[+,] w której nocowałem[+,] nazywał się Lirtus.

Całkiem przyjemne opowiadanie. Niespieszne, dobrze napisane. Podobało mi się :)

Króciutkie, a mnie zainteresował wątek rzucania się w imę. Rozumiem, że to jakaś forma kultu, składania ofiar po coś. 

Tuż za nim, w szmaragdowym warkoczu silnika rakietowego, podążała flota międzygwiezdna. Jednak żadna z istot na statkach nie wiedziała, że był to warkocz ludzkich istnień. 

To jest celowe powtórzenie?

I nie jestem pewna, czy podoba mi się ostatnie zdanie. Jasne, jest ładne, ale jakieś takie… łopatologiczne. 

Fajna scenka, podobała mi się :)

Widziała przed sobą również zwinną plamkę.

Nie chodziło o to, że plamka była równie zwinna jak bohaterka?

Na początku miałam problem z określeniem gatunku (te sowy i nietoperze), ale potem jakoś udało mi się to połączyć i było świetnie.

Bardzo fajne opowiadanie, które rzeczywiście można przełożyć na “ludzkie” – i emocje, i zachowania. Wszystko płynie, jest pięknie.

Podobało mi się :)

Brała go wtedy na kolana, a że rubsza była, ginął bezpiecznie w jej ramionach.

Jaka była?

Będzie nysiać w ciągu dnia, przyda mu się rasztak, bo dały mu się te dni we znaki.

No, dobra, zrozumiałam, że to taka stylizacja, ale jak mam czytać płynnie, skoro muszę się zatrzymywać i zastanawiać, o co chodzi?

Powiem tak: bajka przyjemna i w sumie ładna, z tym, że się zmęczyłam czytaniem.

Czyli nie wiem.

Fajne?

No, proszę!

Przeczytałam kilka Twoich innych tekstów i przyznam szczerze, że nie spodziewałam się… opowiadania. Bardzo miła niespodzianka.

Nareszcie mamy konkretną historię.

Zwróć uwagę na przecinki (przy wołaczach obowiązkowe), bo trochę kuleją.

Fajnie, że zrezygnowałeś z tego dziwnego, sztywnego języka – tutaj naprawdę można zrozumieć, co się dzieje, nie ma długaśnych infodumpów.

Trochę zabrakło emocji – bez tego trudno wczuć się w sytuację bohatera/bohaterów, przez co nie przeżywa się historii, mniej się nią interesuje. Bo jakoś trudno mi przyjąć, że lecący samolot znika i nikt nie panikuje, na przykład ;)

Całkiem nieźle mi się czytało :)

Hmmm…

Przeczytałam bardzo długi opis tego, że facet wypija coś, czego wypić nie chce. Ja rozumiem, że to prolog i nie wypada ogarnąć tego jednym zdaniem, ale sześć tysięcy znaków?

Żeby nie było, nie czytało mi się źle, ale w pewnym momencie zaczęło być… śmiesznie. Dolna szczęka, lodowate palce, spływająca krew, wbijające się w policzki palce – nie wiem, ile ich było, ale mam wrażenie, że całe mnóstwo.

Ale, jak mówiłam, nie czytało się źle ;)

Teoretycznie zawsze istnieje ryzyko sugerowania się opinią osoby, z której zdaniem się liczymy. Po to są autorytety/osoby znaczące ;)

Ja akurat nie mam problemu z komentarzami loży, bo zwyczajnie mnie nie dotyczą. Ale nie sądzę, żeby komentarz osoby z plakietką “loża” miał być dla mnie “ważniejszy” niż inny.

i nie mówcie mi, że się ludzie nie sugerują lożańskimi wyborami i opiniami

Z całym szacunkiem, ale podejrzewam, że nie wszyscy wiedzieliby, kto jest aktualnie w loży, gdyby nie było odpowiednich oznaczeń.

Naz – rozumiem, że to porównanie, dlatego cudzysłów. Rozumiem, o co Ci chodzi. 

Mnie się wydaje (ale tak na oko), że rotacja w loży jest proporcjonalna do aktywności “nowych” użytkowników. Raz, że się pokazują (i można ich zauważyć), dwa, że nie głosują z przyzwyczajenia.

Naz – ja nie czuję tutaj dążenia do “dyktatury”. Owszem, widzę, że niektóre osoby są do loży wybierane stale, ale szczerze mówiąc nie widzę w tym niczego, co mogłoby (mi) w jakikolwiek sposób i w czymkolwiek zagrażać, nie przeszkadza mi to. Dla mnie jest to po prostu wyraz tego, że ileś osób akurat do tych ludzi ma zaufanie. 

Na pewno nie chciałabym zmian, jakie proponuje Darcon (wybacz) – stałe osoby (filary), reszta do wymiany – uważam, że każdy powinien mieć równe szanse w każdym roku. Co oznacza, że odpowiada mi aktualny system.

 

Wtrącę się w kwestii jawności głosowania.

To, że zobaczyłam swój nick, zmobilizowało mnie to niezostawiania tego na ostatnią chwilę (przepraszam za zeszły rok). Owszem, trochę czasu mi zajęło ustalenie tej ostatecznej wersji, ale udało się :)

Nie przyszło mi do głowy, że ktoś może się poczuć dotknięty. Ostatecznie to jest głosowanie pod tytułem “kto ma być w loży” a nie “kogo ma w loży nie być”, do tego liczba miejsc jest ograniczona, wszyscy się nie zmieszczą.

 

Wersja ostateczna (chyba): 

CountPrimagen

Deirdriu

Dogsdumpling

Drakaina

Finkla

MrBrightside

Mr.Maras

NoWhereMan

Tarnina Kam_mod

Teyami

Thargone

Werwena

Źródło bólu wykwitło tym razem w skórnyokolicach nerek.

Gdzie?

Widok był tak przerażający, że Adrian miał wrażenie, że przez moment oglądał oblicze diabła.

Tu mam drobny problem, bo nawet najbardziej wychudzony facet w papierowej torbie na głowie wydaje mi się raczej śmieszny niż straszny :/

Podobało mi się :)

 

Fajne opowiadanie, nie wiem, czemu ma tak mało komentarzy.

Wpadło mi w oko:

– Ale jak, gdzie[+,] babciu?

Ale czytało mi się bardzo dobrze.

Jest historia, jest klimat zabobonu i ładnie to wszystko współgra. Trochę smutno, że Pola nie boi się, że ojciec ją zabierze, że ma poczucie, że wcale jej nie kochał (czy kochał za mało), ale cóż, bywa i tak.

I plus za to, że dość długo się nie domyśliłam, że Bona nie żyje.

Podobało mi się :)

Może to nie jest (dla mnie) nowy motyw: szaleństwo dorosłych, dzieci muszą sobie radzić same, ale czytało mi się bardzo dobrze.

Podobało mi się postawienie Siedemnastki przed tak trudną decyzją. Swoją drogą ciekawe, jak by wyglądała sytuacja, gdyby na brzdęk reagowały tylko dzieci (poza wymarciem populacji, rzecz jasna).

Podobało mi się :)

 

Peterze – przyzwoitość zawsze jest pozytywna ;)

Swoją drogą nieprzyzwoitość jest ciekawsza, no, ale, ten…

W tak krótkiej formie trudno oczekiwać możliwości utożsamienia się z bohaterem, więc szału nie ma, ale jest przyzwoicie ;)

Fajne, podobało mi się :)

Nie wiem, dlaczego Diana zwróciła się akurat do mnie, ale zrobiła to i tylko dlatego wiesz teraz[+,] w którym miejscu zapalić jej świecę.

Dobrze się czytało :)

– Witaj[+,] Teddy!

Pieprz się[+,] Kachino!

On też odkrył[+,] pod jakim pseudonimem Rodriguez działała w mafii…

Momentami miałam wrażenie, że bohaterowie nie rozmawiają ze sobą tylko informują się nawzajem (o rzeczach, o których powinni wiedzieć). Rozumiem, że trzeba jakoś zawiadomić czytelnika, o co chodzi, ale wyszło nienaturalnie.

No i, niestety, od wypicia przez bohatera dziwnej herbatki u znachora wiadomo, że coś pójdzie nie tak i stanie mu się krzywda w tym czarodziejskim lesie.

Ale czytało mi się bardzo dobrze, podobało mi się :)

Przyznam szczerze, że niewiele mi powiedziały te wszystkie dziwne nazwy, ale skoro to fizyka kwantowa, to nic szczególnego. Plusem jest to, że w ogóle mi nie przeszkadzały w czytaniu ;)

Podoba mi się pomysł na miłość łączącą… no, nie zrozumiałam co, ale ogólnie jakieś niebiologiczne byty z kosmosu.

(Proszę, nie tłumaczcie mi tego)

Nie jestem zachwycona zakończeniem – Mirek zostawia otwarty komputer i wybiega, no, kurczę, musi umrzeć, więc zaskoczenia nie ma. To, że tajemnica pozostanie tajemnicą (o ile ktoś nie przeczyta ostatniej wysłanej wiadomości, ha, ha) też jakoś tak nie bardzo mnie wzruszyło.

W sumie najbardziej jestem zaskoczona tym, że podoba mi się tekst, którego części nie rozumiem. Coś w nim musi być, nie? ;)

Dobrze się czytało.

Mam pytanie: czy zakazane jest zamieszczanie (na tym portalu) tekstów takich jak moje (czyli jeszcze nie do końca przygotowanych i mogących wywołać w czytelnikach różnorodne reakcje).

Nie jest zakazane, ale Ci się nie opłaca.

Zobacz, ile tu jest opowiadań:

1) skończonych

2) dobrze napisanych.

Czytelnik nie wróci do Ciebie, jeżeli będziesz mu się kojarzyć z bylejakością. 

W sumie flet od razu przywodzi na myśl szczurołapa, a sam Miaudr wydaje się podejrzany, więc jego wizyta u szewca (i jej skutki) nie jest zaskoczeniem. Natomiast jest napisane ładnie, czyta się dobrze, przyjemne opowiadanie.

Yyyy… A jest człowiekiem?

Zasugerowałam się tym:

Podniosła głowę z piersi Absolutu i spojrzała na jego twarz. Płaska, okrągła, zupełnie odmienna od jej szpiczastego pyska, który zdobił granatowo-purpurowy gradient.

Aczkolwiek przyznaję, że ludzkość mogła ewoluować w różne formy. I w sumie wcześniej pada słowo “kobieta”.

Nie wiem.

Szczerze mówiąc nie bardzo podoba mi się pomysł, że SI zyskuje świadomość (żeby było jasne: nie podoba mi się w ogóle, nie tylko w tym opowiadaniu). Wolałabym widzieć tę międzygwiezdną podróż jako rozwinięcie jej zadań, nie wiem, ochrony świadomych istot albo jakoś tak, które po prostu realizuje w ten sposób, bo jest najlepszy w tym momencie.

Fajny jest moment zaskoczenia, gdy okazuje się, że bohaterka nie jest człowiekiem.

Czytało mi się bardzo dobrze, znalazłam tylko takie zdanie:

Jak przekonał się trochę później, Nikt na nie odpowiadał, lecz Ktoś na pewno ich słuchał.

Nikt na nie odpowiadał?

Podobało mi się :)

Podobało mi się :)

Owszem, od razu wiadomo, co się wydarzy, gdy nagle będą się spełniać życzenia wszystkich ludzi, zwłaszcza, że o tym nie wiedzą, ale nie przeszkadzało mi to. W sumie jedyny “problem” polega na tym, że przy tylu scenkach jakoś nie bardzo mogłam się przejąć zagładą (bo przecież do niczego innego nie mogło to doprowadzić).

Czytało się bardzo dobrze.

Fajne :)

– Nadal nie bardzo rozumiem. – Pierwszy urzędnik przeciągnął się dyskretnie, prostując zmęczone długotrwałym siedzeniem w twardej ławie plecy. – dlaczego Jego Królewska Mość zlecił tę robotę jakiemuś nowicjuszowi zamiast, jak czynił to jego ojciec, od razu wezwać najlepszego tłumacza w królestwie.

Przyjrzyj się zapisowi dialogów. Skoro masz kropkę, nowe zdanie powinno się zaczynać dużą literą. Na końcu masz pytanie bez znaku zapytania. Chyba że to jedno (długie) zdanie: Nadal nie bardzo rozumiem – urzędnik przeciągnął się (…) – dlaczego (…).

Korneliusz skłonił się lekko .

Niepotrzebna spacja. Pojawia się jeszcze później.

Nieco przewidywalne zakończenie, ale przyjemne opowiadanie :)

 

 

Piękne opowiadanie stawiające trudne pytania i pozostawiające czytelnika z brakiem odpowiedzi – czy raczej tematem do rozmyślań. Duży plus. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co stanowi o człowieczeństwie i gdzie przebiega granica, chyba nie ma czegoś takiego “odtąd dotąd”. W sumie to samo dotyczy etyki, ale tutaj mam swoją prywatną definicję na własny użytek: dopóki czuję, że jestem w porządku, jest dobrze. 

Bardzo dobrze napisane, samo się czyta.

Dla mnie jest idealne.

Podobało mi się :)

Nie czytam opowiadań z danego dnia, chyba że wrzucił ktoś, o kim wiem, że dobrze pisze ;)

Nowa Fantastyka