Profil użytkownika


komentarze: 4188, w dziale opowiadań: 3198, opowiadania: 2319

Ostatnie sto komentarzy

Podoba mi się pomysł z kolonią.

Rzeczywiście jest problem z interpunkcją, na przykład tutaj:

Jeśli teraz zdoła się dostać na arkę[+,] będzie uratowany, jego prześladowcy byli zbyt religijni[+,] żeby zaatakować go w jej wnętrzu.

Patrz na czasowniki, czymś je trzeba rozdzielić. Zwróć też uwagę na przecinki przed żeby, który.

Zgodzę się z przedmówcami: fajny pomysł z zegarkami i trochę usterek.

– Zjedz je, mamusiu – poprosiła Gabi, wskazując ziarenka. – Wtedy będę mogła fruwać tak jak oni. Chcę tego…

Nie jestem przekonana do jedzenia czegoś podanego przez widmo, ale cóż, ja nie mam supermocy ;)

Ładne, klimatyczne i zaskakujące w tym sensie, jak pięknie i inaczej można opisać życie po apokalipsie.

W zasadzie nie czułam tutaj tego typowego dla postapo brudu, głodu i wszechobecnej beznadziei. I jestem bardzo zaskoczona tym, że chociaż to powinien być poważny zarzut o brak realiów, kompletnie mi to nie przeszkadza. Czyli, Werweno, musiałaś mnie tym tekstem zaczarować ;)

Wciągające, nastrojowe, świetnie napisane opowiadanie.

Podobało mi się :)

Co prawda byli osoby którzy jadły trupie mięso, a zamiast popaść w chorobę, zmieniały się w bestie, które czasem atakowały żyjących tutaj ludzi. Te potwory nie były jednaka, dużym zagrożeniem i można było je porównać do bezpańskich psów o zmierzchwionej sierści i z dzikością w oczach, będących utrapieniem dla ludzi samotnie spacerujących po zmroku.

Jak ma mi się spodobać coś napisanego w taki sposób???

Czuję się zażenowana.

Sporo literówek jak na tak krótki tekst.

Nie porywa.

Firmy, w której pracowała[+,] nie stać było na zapłacenie dziesięć razy więcej, a jeżeli chciała tam pracować, to musiała latać do klientów.

No, niestety, bez emocji. Rozumiem pomysł, ale nie zachwyciło mnie.

Część z rozmowami pilotów po angielsku – przewinęłam.

Pomysł z dziewiątkami dobry, ale powtórzę za przedmówcami: przegadane.

Mnie się podobało :)

Lekki, przyjemny szorcik. Owszem, niedługi, ale przecież ładnie poprowadzony i zamknięty sceną handlową, że tak to ujmę. Fajny pomysł, w końcu wszyscy wiemy, że świat bez magii nie istnieje. Ciekawe odwrócenie sytuacji, a przy tym zgrabnie napisane.

Fajne :)

Pomysł mi się podoba, wykonanie zgrzyta – interpunkcja, dziwne, pokręcone zdania, no, nie czyta się dobrze.

Z moich wcześniejszych ustaleń wynikało, że każdego dnia około trzynastej opuszczał mieszkanie, aby w ciągu dwudziestu minut dotrzeć do pewnej dość drogiej, mugolskiej restauracji, w której zjadał obiad. Zajmowało mu to z półtorej godziny. Moje obserwacje nie ujawniły żadnych innych stałych punktów planu dnia „ofiary”

Trudno, żeby obserwacje w ogóle ujawniły jakiekolwiek stałe punkty planu, skoro trwały półtora dnia. Zwracaj uwagę na takie rzeczy.

lecz Sędzimir był osoba samotną

Literówka.

Jest problem z przecinkami.

Bardzo dużo miejsca poświęciłeś na opisywanie relacji i osób (aurorzy, ministerstwo, podkreślanie niezrzeszenia, poeta). W sumie nie wiem, po co, bo dla fabuły nie ma to większego znaczenia. Z kolei sama historia jest dość prosta, a przez kreowanie jej na początku opowiadania na trudną nieco się rozczarowałam.

Ale nie czytało się źle (tylko popracuj nad interpunkcją).

Ja bym nie poprawiała. W tekście jest zaznaczone, że to cytat, nie jest to jakiś rażący błąd, a tak naprawdę każdy mógłby poprawić inaczej ;)

Ogólnie przyjemne, ale popracuj nad przecinkami:

– przy wołaczach,

– w zdaniach wtrąconych,

– oddzielających podmiot od orzeczenia (źle).

Myślę, że jest problem z proporcjami: jest dużo o lataniu, a potem króciutka scenka i koniec do niej nawiązujący.

Mnie nie porwało :(

O demonach, które przedostają się do świata ludzi. Rozwinięcie Śladów we krwi

 

Ja czytam codziennie – jedną książkę na podróż (więc po kawałku, ale bardziej się skupiam), a w międzyczasie opowiadania tutaj ;)

Dziedziczenie stanowisk rozumiem, więc tu bym się nie czepiała ;)

A co do interpretacji – każdy czytelnik znajdzie swoją i mnie się to podoba ;)

Ja zwracam uwagę tylko na te nagrody, które sama dostałam (niezależnie od dziedziny) ;)

“Jidź” rzuciło mi się w oczy, myślałam, że niechcący dobiłeś literkę. Natomiast rzeczywiście dialogi rządzą się swoimi prawami, ludzie mogą wysławiać się w różny sposób, to jest w porządku.

A co do niekompetencji…

Zobacz.

Eso Pholl był tylko rozpieszczonym i rozwydrzonym bachorem, myślącym jedynie o przyjemnościach i dobrej, niestrudzonej dużym wysiłkiem zabawie

I nagle ten chłopak zostaje kasztelanem. To poważna funkcja, która wymaga wiedzy i umiejętności, przy czym część z nich (jeśli nie większość) zdobywa się w trakcie pracy, również od tych, którzy już to wcześniej robili, mają doświadczenie. Nie da się wszystkiego nauczyć samemu.

Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę do tej pory nikt nie wiedział dobrze, co robi. To niewiarygodne, bo przecież ludzie jakoś funkcjonowali, ktoś musiał to ogarniać, zarządzać. W każdej społeczności znajdzie się ktoś, kto ma zdolności przywódcze, organizacyjne, handlarze i tak dalej. Źle zarządzane grupy rozpadają się albo są wchłaniane przez silniejsze.

Nie bardzo rozumiem podejście Eso. Nie ma przecież swoich doradców, którzy by go wspierali. Nie za bardzo wie, co powinien robić (nie zna specyfiki nowego zajęcia, miejsca, dopiero uczy się wszystkiego). A to cała reszta jest niekompetentna?

Nagle okazuje się, że Eso jest wyjątkowy (choć nie wiem, w jaki sposób, w czym), ma jakiś ukryty plan i ogólnie robi się z niego cwaniak. Cóż. Dla mnie pozostaje niezrozumiały.

Potem sprawa z zarostem się wyjaśnia, ale rzeczywiście w tym momencie zatrzymuje.

Ja tam bym przeczytała dalszy ciąg.

Uważaj na przecinki, na przykład:

– Mileno, ja wiem, że lekcje historii to dla was nuda[-,] – kontynuował nauczyciel

W rozwianej brodzie wojownika[-,] błąkały się cienkie warkoczyki z nanizanymi na nie koralikami.

– Przepraszam – powiedziała uśmiechając się z poczuciem winy[+.] – Bardzo chrapałam?

 

Nie domykasz zdań wtrąconych (przecinki).

Gdzieś masz “Jidź”.

Rzeczywiście dałeś nam długaśny fragment, w którym niewiele się dzieje.

Bohater w trakcie podróży uczy się wielu rzeczy/czyta o wielu rzeczach, “liznął kilku języków”, potem w bardzo krótkim czasie ze zwykłego lenia przeistacza się praktycznie w specjalistę od wszystkiego, otaczają go sami niekompetentni idioci – zadbaj o wiarygodność.

Nie bardzo rozumiem, co chodzi ze ścianą. W porządku, ma jakąś moc, ale jaką – no właśnie, to jest podstawowy minus fragmentów. Co z tego, że wszystko się wyjaśni osiemdziesiąt tysięcy znaków później, skoro ich nie przeczytam?

Ogólne wrażenie: długie i w zasadzie nie wiem o czym.

Noc też potrafi być piękna, jednak gdybym miał żyć w wiecznej ciemności, to bym oszalał. – myślał chłopiec.

Niepotrzebna kropka.

Oli o tym pamiętał, dlatego wybrał się nad morze, aby dodało mu odwagi.

To, że morze dodaje mu odwagi, przeczytałam kilka zdań wyżej.

Zawsze będziesz przy mnie. – pomyślał, patrząc na kij, którym podpierał się podczas wspinaczki.

Ten sam problem, co wyżej. Po co ta kropka w środku? 

Zza pobliskiego wzgórza wyłoniły się pierwsze, szpiczaste dachy chat. Okrągłe, niewielkie drewniane budynki, przypominające z daleka namioty.

Nie rozumiem. Dach jest spiczasty, dom okrągły, ale przypomina namiot? Chyba brakuje mi wyobraźni :(

 

Zwróć uwagę na:

– przecinki (przed że, w zdaniach wtrąconych, przy wołaczach);

– wiarygodność (książę przychodzi sam do człowieka, który może wiele zmienić w jego życiu, opowiada mu o kochanku, sam sposób rozmowy);

– budowanie postaci (samo imię i opis to trochę za mało, żeby stworzyć bohatera);

– przedstawiony świat (niewiele o nim wiemy, więc nie bardzo nas wzrusza podmiana księcia).

 

O, proszę, awansowałam do roli ludu :D

Nie mam pojęcia, co napiszecie ;))))

Mam temat: tamburyn :DDDDD

Nie szło mu to zbyt dobrze, ale szybko znalazł sobie łatwiejszy cel, a mianowicie jeden z grubych warkoczy, który usiekł z Arhowego koka.

Usiekł?

Ogólnie czytało mi się dobrze, ale pod koniec mnie znużyło. Tak naprawdę niewiele się dowiedziałam o Wiosce Wiedźm ani o tym, co takiego szczególnego było w dziecku.

Jak się chce nominować, to trzeba się odnieść do treści, samo “fajne” nie przejdzie, sprawdzałam ;)

A że różnie bywało… oj tam, przecież dobrze piszesz, czytelnikom się podoba, jedną marudą nie musisz się przejmować ;)

Fajne opowiadanie. Nawet niekoniecznie przedstawiające wizję przyszłości, co teraźniejszość: różnica jest taka, że póki co nie gadamy jeszcze z telefonami jak z ludźmi, ale i tak ciągle w nich siedzimy, wybieramy wirtualne kontakty zamiast realnych i znamy pary, które są ze sobą w zasadzie nie wiadomo po co, bo nic ich łączy (albo niewiele). Czyli jak z Izą i Adrianem ;)

Podobało mi się :)

Tymczasem budynki, które widział wcześniej w ruinie, teraz znów stały w większości, bez poważniejszych śladów kataklizmu.

Ten drugi przecinek na pewno powinien być w tym miejscu?

– Ucisz się[+,] człowieku.

W co chce mnie wrobić tym razem? – zastanawiał się gorączkowo.

Zastanawiasz się zapewne, po co to wszystko.

Kiedy dotarł na sam dół, przystanął i zamknął oczy, chociaż w absolutnej czerni, jaka go otaczała[+,] zdawało się to bezsensowne.

Jedną ręką wyjął spod lady smukłą szklaneczkę z cienkiego szkła, przypominająca kształtem tulipana, drugą sięgnął po krągłą butelkę.

Literówka.

Daj spokój[+,] skarbie…

Bardzo fajne opowiadanie, klimatyczne, ładnie poprowadzone.

Mamy apokalipsę w kilku wydaniach i rzeczywiście ostateczny wybór Roberta wydaje się czystą formalnością. Nawiasem mówiąc, wydaje i się, że większość osób raczej nie chciałaby żyć w pustym świecie, jednak potrzebujemy innych ludzi wokół siebie, żeby normalnie funkcjonować.

Podoba mi się zakończenie – to przejście do spojrzenia ze strony Barbary, nie mówisz niczego wprost, a i tak wiadomo, o co chodzi.

Fajne, podobało mi się :)

Zaczęło się bardzo fajnie, momentami było zabawnie, ale scena, w której chłopiec mówi do króla “nie bój żaby”, zupełnie nie pasuje. Zamiast śmiesznie robi się groteskowo.

Ale czytało się dobrze :)

Bo ja lubię czytać :)

Minus jest taki, że szybko zapominam :(

Kosmos – kiedy człowiek szuka odpowiedzi, kiedy szuka siebie, patrzy w nieznane. Znacznie łatwiej szukać ich na zewnątrz, niż w sobie.

Dużo szukania w tym fragmencie ;)

W ogóle zwróć uwagę na przecinki.

I znalazłam takie coś:

– Która to była wojna domowa? – Zapytaliły.

I potem taka forma się powtarza. Widzę konsekwencję, ale kompletnie nie rozumiem powodu/celu.

Zdarzają Ci się dziwne konstrukcje:

Wiem lepiej, niż żeby ufać naukowcom.

Nie rozumiem też koncepcji wysyłania więźniów w kosmos, bez nadzoru, ale z bronią, wymazywania im pamięci, a nawet jeśli – po co im o tym mówić? To chyba nie motywuje do niczego.

Masz fajne pomysły, tylko jakoś to nie wyszło :(

Ale czytałam z zainteresowaniem :)

– Dobrze wykonałeś swoją pracę, jestem ci za to wdzięczna.

Mężczyzna skinął głową z szacunkiem i dodał.

– Dziwne, że nie pytasz o zdarzenie mnie, starszy z Riganów.

Dodać mógłby do tego, co powiedział wcześniej, ale w tej scenie to jest jego pierwsza wypowiedź.

Trochę zdziwiło nie, że bohater nasyła ledwo poznanego gladiatora na swoją dziewczynę, bo mu się coś wydawało. W ogóle trochę szkoda Nisy, ciągle jej się krzywda dzieje.

Ale ogólnie przyjemne opowiadanie, podobało mi się :)

Kiedy spadli na ziemię na tych swoich przerażających rumakach, wywijając tymi swoimi mieczami i niszcząc wszystko, co tylko spotkali, po prostu się popłakałem.

Naprawdę trzeba zaznaczyć, że nie wywijali cudzymi mieczami?

– Niezły pomysł, ale myślę[+,] że to bardziej ci się spodoba

Mnie się podobało :)

Jest lekko, ładnie, klimatycznie. I zakończenie też fajne. Ostatecznie trwa apokalipsa, więc jednak spodziewałabym się wielkiej bitwy, walki dobra ze złem, a tu proszę, Lucyfer potrafi zepsuć nawet koniec świata, i to w przyjemnej atmosferze ;)

Fajne :)

Kiedy spadli na ziemię na tych swoich przerażających rumakach, wywijając tymi swoimi mieczami i niszcząc wszystko, co tylko spotkali, po prostu się popłakałem.

Naprawdę trzeba zaznaczyć, że nie wywijali cudzymi mieczami?

– Niezły pomysł, ale myślę[+,] że to bardziej ci się spodoba

Mnie się podobało :)

Jest lekko, ładnie, klimatycznie. I zakończenie też fajne. Ostatecznie trwa apokalipsa, więc jednak spodziewałabym się wielkiej bitwy, walki dobra ze złem, a tu proszę, Lucyfer potrafi zepsuć nawet koniec świata, i to w przyjemnej atmosferze ;)

Fajne :)

 

Przeczytałam i jestem nieco zaskoczona tak pozytywnymi ocenami.

Owszem, wierzę, że autor włożył dużo pracy w to opowiadanie, zaangażował się, doceniam to. Natomiast to nie zmienia faktu, że całość wydała mi się nijaka. Wybacz, autorze, ale miałam wrażenie, że czytam jakąś relację, zabrakło mi emocji, jakiegoś bardziej ludzkiego (jakiegokolwiek) bohatera. Nie wiem, czy potrafię to właściwie nazwać, po prostu nie wystarczy mi, że powiesz, że jest ładna pogoda. Namaluj mi słowami słońce i chmurki na niebie.

Gdzieś jest pytanie z kropką na końcu, dwie kropki kończą zdanie, takie usterki.

No i pomysł z gryfem wydaje mi się niewykorzystany.

Tak, komentarze wyjaśniają, miałam na myśli to, że z tekstu niewiele wyciągnęłam informacji, o co tak naprawdę chodzi.

Ale czytało mi się nieźle :)

Kolejną butelkę[-,] przelał do szklanki i pociągnął spory łyk.

– E dlaczego?

To na pewno tak miało być? Widziałabym tu raczej: A dlaczego? albo E, dlaczego?

– Wiesz, możliwość pozyskiwania funduszy europejskich, które idą na wsparcie rynku owoców miękkich w rywalizacji z Chinami, ułatwiłyby mi zajęcie całej Europy i podjazd pod Afrykę.

Możliwość […] ułatwiłaby.

Rozbudowuję teraz sieć fabryk za zachodzie.

Literówka.

 Co ty na to!

To chyba jest pytanie ;)

Na koniec puszczaliśmu stare piosenki na wspaniałym stereo gospodarza.

Literówka.

 

Mnie się podobało :)

Początek rzeczywiście wyszedł nieco przydługi, w zasadzie niewiele się dzieje, ot, kolega odwiedził kolegę, a tak naprawdę można to opowiedzieć w kilku zdaniach. Dobra, kilkunastu. Ale fajny pomysł na gruszkę zamiast jabłka. 

I podoba mi się tytuł, raz, że ładny, a dwa, że pasuje do treści ;) Skoro owoce są ze spalonego lasu, wiadomo, że (już) nie istnieją.

Fajne :)

– Dzień dobry, panu.

Po co tu ten przecinek? To nie jest: dzień dobry, panie Władku ;)

Przyjemny szorcik, z tym, że przez jego klimat od razu wiadomo, że niewiele się wydarzy. W sumie facet wchodzi do antykwariatu po skrzypce, wpada mu w oko gobelin (hmm… właśnie to sobie zwizualizowałam), który okazuje się magiczny. Końcówka nie zaskakuje, ale czyta się nieźle :)

Chcę, żeby świat[+,] w którym was pokonałem[+,] istniał.

Różne wycieczki, newralgiczne momenty jego pierwszego życia, wakacje w luksusowych hotelach; słowem, punkty[+,]do których raz za razem wracał.

– Wiesz[+,] kim byłem tam na zewnątrz?

Podobało mi się :)

Dla mnie na pewno czytelniejsze byłoby Tari przeczytało książkę niż Tari przeczytało się książkę

Nowa Fantastyka