- Opowiadanie: Bardjaskier - Naukowy bełkot

Naukowy bełkot

Hej 

Kolejny tekst bez bety, z ostatnimi nie było tak źle, więc może z tym będzie jeszcze lepiej ;)

Miłej lektury :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Naukowy bełkot

„Czarna Galera” zawisła w kosmicznej próżni, oczekując na przyjęcie małego wahadłowca. W luku hangaru zebrała się niemal cała załoga, wyłączając jedynie mechaników oglądających w trzewiach korsarskiego niszczyciela wskaźniki termoatomowych silników grawitacyjnych. Slanowie oczekiwali w napięciu na zleceniodawcę. Każdy z nich dobrze pamiętał trudy walki, gdy abordażem wzięli imperialny liniowiec oraz to, co znaleźli w skrzyni. Po wyrżnięciu załogi zebrali się nad łupem. Zhakowali zabezpieczenia i uchylili wieko skrzyni. Fioletowy blask czarnej materii oświetlił ich pokryte łuskami twarze, odbijał się od kolczyków, lśnił w gadzich oczach. Już wtedy Goba podjął decyzję, że łup jest zbyt cenny, by mogli go oddać zleceniodawcy.

– Shag, zajmij pozycję przy dźwigu, Sligh będziesz pilnował, by homo sapiens nie uciekł do wahadłowca. – Goba wydawał polecenia, charcząc i rechocząc w slanim dialekcie.

Każda z jego czterech rąk kierowała innego z korsarzy na odpowiednie stanowisko, tak że gdy luk hangaru się otworzył, ujawniając bezkresną kosmiczną czerń, piętnastu piratów było gotowych na przyjęcie mocodawcy.

Goba w szczególności liczył na Shaga i Sligha – najbardziej zaufanych, walecznych i bezwzględnych członków załogi „Czarnej galery”.

Dziób wahadłowca przebił pole magnetyczne, oddzielające hangar od próżni. Cząsteczki osłony osiadły na statku, skrząc się oktarynem. Czerwony wahadłowiec z wymalowanym napisem A.C.A.B przeniknął w całości przez pole. Wypuścił płozy i osiadł ciężko w hangarze.

Właz statku zazgrzytał i otwarł się z głuchym cmoknięciem. Z rufy wyjechał podest. Goba wraz z siedmioma ludźmi podeszli bliżej, nawet nie kryjąc blasterów, katan, łańcuchów i całej reszty korsarskiego uzbrojenia. Stanęli przy trapie i spojrzeli w czerń włazu. Z podwozia buchnęła para. Wahadłowiec nabierał temperatury po wyjściu z zimnej, kosmicznej pustki, szron topił się i ściekał z wierzchniej powłoki statku. Goba uniósł jedno z ramion, słysząc dźwięk dochodzący z włazu. Korsarze stanęli w gotowości. Na trap wjechała niewielka, płaska maszyna, przypominająca automatyczny odkurzacz. Slanowie obserwowali ją uważnie, mierząc do robota z całego arsenału. Urządzenie stanęło w połowie trapu. Na grzbiecie zapaliła się dioda, następnie promień hologramu. Po wyostrzeniu obrazu, Goba dostrzegł homo sapiensa. Człowiek ubrany był w rozpięty szlafrok, pod którym miał obcisłe majtki. W jednej ręce trzymał drinka, a w drugiej papierosa w długiej lufce.

Goba, jak miło cię widzieć – powiedział homo sapiens. – Normalnie uścisnąłbym każdą z twoich czterech łap, ale jak widzisz, nie mogłem pojawić się osobiście.

Korsarze spojrzeli na kapitana, który coraz mocniej zaciskał szczęki.

Mam nadzieję, że to nie problem? – zapytał człowiek, za nic mając wściekłość wymalowaną na twarzy Goby. Nie czekał też na odpowiedź kapitana. – Na pewno będzie jeszcze okazja. A tymczasem poproszę o załadowanie towaru na wahadłowiec.

– Umowa uległa zmianie – powiedział Goba, szczerząc kły. – Czarna materia jest bezcenna.

Ale ty już dostałeś za robotę tysiąc kapsli, tym samym nawet kapsla więcej nie jestem ci winien.

– A jeśli nie oddamy towaru, to co?

Goba, Goba, Goba. – Człowiek pokręcił z politowaniem głową, zaciągnął się i powiedział. – Widzisz, wiem, że takim oślizgłym, zimnokrwistym gadom jak ty nie można ufać, więc postanowiłem w moim imieniu przysłać kuriera.

W tym samym momencie wielki kształt pojawił się w zaparowanym włazie.

To smutne, że muszę fatygować osoby trzecie – ciągnął homo sapiens, gdy tymczasem na trap wyszła trzymetrowa sylwetka zakuta w pancerz. – To jest Pitt, który odbierze od was mój towar.

Kilku korsarzy, korzystając z dodatkowych ramion, wyciągnęło BumSzoki. Nie uszło to uwadze człowieka.

Schowajcie to, chłopaki. Granaty magnetyczne na nic wam się nie przydadzą. Pitt nie jest robotem, to Ogr zakuty, we wspomaganym hydraulicznie pancerzu, zero elektroniki, jedynie mięśnie i stal.

Korsarze cofnęli się o krok. Goba stracił nagle zapał do walki, a niebieski, pokryty łuskami pysk lekko pobladł.

Tak moi drodzy – mówił człowiek, popijając drinka. – Pitt to Ogr, który dostał wyraźne polecenie. Jego mózg w tej chwili jest nastawiony tylko na to jedno zadanie. I wykona je bezwzględnie, tak jak raz uruchomiona maszyna nie może się zatrzymać. No chyba, że zrobi to operator.

 Homo sapiens patrzył z ironicznym uśmieszkiem wprost w pionowe źrenice Goby.

Czyli ja – dodał człowiek i wybuchnął lekko zniewieściałym śmiechem.

Goba spostrzegł skradającego się z tyłu trapu Sligha i podjął decyzję w ułamku sekundy.

– No co?! Wy gwiezdne szczury! – zwrócił się do załogi. – Raz matka nas wysiedziała i tylko raz przyjdzie umrzeć, zróbcie mi z tego Ogra konserwę! – wrzasnął Goba.

Korsarze otworzyli ogień, prując w Pitta z wszystkiego, co mieli. Sligh wraz z drugim piratem wrzucili do włazu BumSzoki. Statek rozbłysnął niebieskim światłem. Cała elektronika wahadłowca w jednej chwili przestała działać. Płozy złożyły się, a dziób statku uderzył o podłogę hangaru. Wahadłowiec przechylił się i upadł na lewe skrzydło, odrywając je od kadłuba. Pitt stoczył się po trapie, a masywnym cielskiem zgniótł robota, tym samym kończąc holograficzny przekaz. Korsarze jeszcze długo strzelali w nieruchomego Ogra, który leżał przed nimi. Gdy w magazynach zabrakło amunicji, jeden z piratów podbiegł do Pitta z miotaczem ognia. Olbrzymia, czerwona fala pochłonęła nieruchomy pancerz, topiąc część podłogi wokół niego.

– Dość! – wrzasnął Goba.

Pirat z miotaczem wstrzymał ogień, a dodatkową parą dłoni ściągnął z osmalonego pyska gogle.

– Cokolwiek siedziało w tej konserwie, kapitanie – powiedział korsarz – jest już ugotowane na miękko.

Ledwo wypowiedział te słowa, zamarł. Wielka stalowa łapa chwyciła go za stopę. Korsarz zaskrzeczał jak papuga i nacisnął spust miotacza. Pitt w jednej chwili wstał, ciągnąc pirata za sobą, ten ział ogniem z miotacza na lewo i prawo, podpalając kilku ze swoich kompanów. Ogr zakręcił nad głową młyńca, trzymanym za nogę Slanem, i cisnął nim niczym kulą ognia w oszołomioną załogę "Czarnej galery". W następnej chwili zaczęła się masakra.

 

*

 

Pitt nie czuł agresji, jedynie poczucie obowiązku i dumę z dobrze wykonywanej pracy, gdy wyrywał ramię po ramieniu jednemu ze Slanów. Ogr wiedział doskonale, że jego rasa nie może się pochwalić artystami, mówcami, a już na pewno nie intelektualistami (jakkolwiek, to słowo, nigdy nie miało możliwości powstać w umyśle Pitta). Ale Ogry miały kodeks, który cenił nad życie. Zawarto w nim dwa punkty: "Zawsze dokończ zadanie lub zgiń" – dzięki temu byli jednymi z najlepszych najemników w galaktyce, oraz "Naukowy bełkot" – zbiór wierzeń danego klanu, opierający się na przypadkowo i błędnie interpretowanych zagadnieniach z dziedzin próbujących opisać to, co otacza wszystkie żywe istoty, zwane też przez inne rasy nauką.

Pitt zorientował się, że zabrakło kończyn do usuwania, więc wstał razem z trzema Slanami uczepionymi pancerza. Złapał za ogon pirata bez kończyn i zakręcił okaleczonym korpusem, próbując strącić z siebie natrętów.

Pitt, słyszysz mnie? – zatrzeszczał komunikator.

– TAK, SZEFIE – odpowiedział Pitt, odrywając głowę któremuś z piratów.

Goba to ten z kolczykami w nosie i ptasim pióropuszem. Jest kapitanem i na pewno wie, gdzie znajduje się paczka – mówił człowiek. – Nie zabijaj go i postaraj się wydobyć od niego informacje, gdzie ukrył czarną materię. Rozumiesz?

Ogr złapał oburącz szczękę korsarza z chustą na głowie i zabrał się do rozrywania jej.

Pitt? Rozumiesz? – powtórzył człowiek.

– TAK, SZEFIE, ROZUMIEM – potwierdził Ogr, rozglądając się za pasującą do opisu jaszczurką.

Spostrzegł Gobę w chwili, gdy opuszczał hangar. Upuścił truchło pirata i ruszył za kapitanem.

 

*

 

Goba odrzucił trzymaną broń, skoczył w stronę schodów. Wylądował miękko na sześciu odnóżach i, nie przerywając ucieczki, pognał, przebierając łapkami w stronę mostka. Wyprostował się dopiero przy sterze. Uruchomił kamerę i zabulgotał rozpaczliwie, widząc, że Ogr jest już niemal przy wyjściu. Wcisnął przycisk, uruchamiający grodzie. Wielkie skrzydła wysunęły się i pomału zaczęły zbliżać do siebie.

– Szybciej, szybciej – zaskrzeczał Goba, widząc, że Pitt jest tuż przy wyjściu z hangaru.

Slan zamknął pionowe powieki i zagryzł wargi. Okrętem poruszył nagły wstrząs. Goba wiedział, że to zamknęły się grodzie. Rozsunął jedną powiekę i spojrzał na monitor. Pitt stał wciąż w hangarze. Kapitan odetchnął z ulgą. W tym samym momencie na mostek wbiegł Sligh.

– Ktoś jeszcze przeżył? – zapytał Goba.

Sligh wzruszył wszystkimi ramionami. Goba spojrzał na monitor. Dojrzał Shaga i dwóch innych korsarzy ukrytych przy dźwigu. Zrobił zbliżenie na Ogra. Ten stał przed grodzią, nieruchomy. Wyglądał jakby zasnął albo głęboko się zamyślił. Nagle okręt znów zadrżał. "Czarną Galerę" przeszył zgrzyt.

– To niemożliwe – zaskrzeczał Goba, widząc, że Pitt wetknął ręce w szparę między skrzydłami i centymetr po centymetrze przesuwał pięciometrowe, ważące ponad trzy tony, grube na dwadzieścia cali grodzie.

Goba nacisnął przycisk komunikatora i wrzasnął w Slanim języku.

– Shag! Przy pomieszczeniu z szalupą jest ręczna wyrzutnia pocisków termojonowych! Wiesz, co masz robić…! – Urwał, gdy statek znów zadrżał.

 

*

 

Shag zerknął na dwóch kamratów, którzy razem z nim kryli się w cieniu dźwigu. Następnie cała trójka skierowała wzrok na Ogra stojącego przy grodzi. Slanowie popełzli na sześciu odnóżach, jeden za drugim prześlizgnęli się do szalupy. Shag sprawnie otworzył zamek szyfrowy i wyciągnął wyrzutnię.

Slanowie ustawili się obok wahadłowca, długa lufa spoczęła na ramieniu jednego z korsarzy, a drugi naszykował pocisk. Shag ustawił celownik jedną ręką, drugą złapał spust, trzecią wyciągnął papierosa, a czwartą zapalił zapalniczkę.

– Ładować! – warknął Shag, zaciągając się.

Pocisk znalazł się w wyrzutni. Shag ustawił celownik na głowie Ogra i nacisnął spust. Ładunek wyleciał z dźwiękiem odkorkowanej butelki szampana. Najpierw odpadła skorupa pocisku, uwalniając niebieską wiązkę, która zostawiła za sobą zieloną smugę i z sykiem uderzyła w głowę Pitta. Pancerz rozleciał się w jednej chwili, odsłaniając wielki łysy łeb. Ogr puścił skrzydła grodzi i spojrzał w stronę korsarzy, wtedy druga wiązka trafiła go w pierś. Ogr padł na podłogę hangaru, gdy szczątki pancerza wyfrunęły w powietrze.

 

*

 

– Tak jest! – krzyknął Goba, obserwując, jak bosman rozprawia się z najemnikiem. Goba i Sligh padli sobie w ramiona, nadymając podgardla z radości. Sligh kątem oka wciąż obserwował, jak na ekranie Shag podchodzi do Ogra, jak jeden z korsarzy szturcha go końcówką katany. Wtedy podgardle skurczyło się nagle, niczym moszna w lodowatej wodzie.

 

*

 

Pitt czekał spokojnie, a gdy poczuł ukłucie katany, nieskrępowany pancerzem błyskawicznie złapał Slana za przegub ręki. Wykręcił niebieską łapę i wstając wyrżnął napastnika w pysk. Pirat z złamaną szczęką odleciał na dwa metry. Drugi z korsarzy wskoczył na plecy Ogra i wbił mu nóż w obojczyk. Pitt złapał go sprawnie, ściągając z pleców i rozgniótł głowę Slana o grodź. Shag zaczął się cofać przerażony.

 

*

 

– Pozostało już tylko jedno – odezwał się Goba, szykując się do ściągnięcia osłony magnetycznej.

– Wyssie Shaga – zauważył Sligh.

Goba zorientował się, że nie ma sensu dzielić łupu na dwóch. Błyskawicznie rzucił się na Slighta i złapał go szczękami za gardło. Oficer "Czarnej galery" próbował jeszcze walczyć, ale Goba zatopił zęby głęboko. Kapitan szarpnął z całych sił, wyrywając Slightowi tchawicę. Ciało Sligha upadło opierając się na kole steru. Goba podszedł do panelu kontrolnego i wcisnął wielki czerwony guzik, sycząc wściekle:

– Giń wreszcie!

 

*

 

Gdy pole magnetyczne zniknęło, kosmiczna otchłań momentalnie wessała Shaga, a wraz z nim wszystko, co znajdowało się w hangarze, prócz ciężkiego wahadłowca i Ogra, który trzymał się skrzydła. Pitt w takich chwilach zawsze myślał o naukowym bełkocie. Przypomniał sobie słowa ogrzego mędrca – "…strzeżcie się pustki, gdyż jest ona jak morska otchłań". Pitt już wiedział, co robić. Nabrał powietrza w płuca i dał się wypchnąć w kosmos. Sposób rozumowania Pitta był brutalnie prosty. Jeśli próżnia jest jak woda, a w wodzie można żyć na wstrzymanym oddechu, to możliwe jest to również w kosmosie. Taka logika zabiłaby każdą inną istotę, ale nie Ogra. Sposób rozumowania Pitta był jak uruchomiona prasa hydrauliczna, naginająca do swojej woli wszystko, co stanęło jej na drodze, w tym i wszechświat, który mógł się jedynie bezradnie przyglądać, jak niezachwiana wola Pitta, wyprawia z nim co chce. Gdyby Ogry były inteligentne, dzięki swej sile woli mogłyby sterować prawami rządzącymi wszechświatem, stając się najpotężniejszymi magami we wszystkich galaktykach. Ale na szczęście dla wszechświata i wszystkich żyjących w nim istot, Ogry były głupie. Pitt zauważył, jak pole magnetyczne na powrót pojawiło się u wlotu do hangaru. Ogr, kierowany brutalną logiką, zaczął wykonywać zgrabne ruchy, zagarniając pustkę rękoma i nogami, na co pustka nie mogła nic poradzić. Pitt płynął żabką przez kosmiczną próżnię, wracając ku "Czarnej galerze".

 

*

 

Goba ślinił się nad skrzynią z czarną materią, wpatrzony w jej blask, gdy poczuł na jednym z ramion ciężką dłoń.

 

*

 

Człowiek stał przy lądowisku w slipkach, czepku i solidnie nasmarowany filtrem do opalania. Wahadłowiec przebił się przez chmury i miękko osiadł na lądowisku. Człowiek włożył japonki i wyszedł z cienia palmy, ruszył po piasku, gdy z rufy statku wysunął się podest.

Człowiek zastanawiał się, jakim cudem Ogr naprawił wahadłowiec. Właz otworzył się z cmoknięciem, a po trapie zszedł Pitt w zakrwawionym podkoszulku, wojskowych butach i spodniach moro. Człowiek zauważył, że z czaszki Ogra wystaje duży kawałek blachy pancerza, z brzucha katana, a z obojczyka rękojeść noża bojowego, mimo to Ogr beztrosko niósł skrzynię człowieka.

– MISJA WYKONANA – powiedział Pitt i zamarł z otwartymi ustami.

Człowiek przyglądał mu się chwilę. Ogr wyglądał, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

– Czy coś się stało?

– CHYBA, O CZYMŚ ZAPOMNIAŁEM, TAK MI SIĘ WYDAJE.

– Patrząc na twoje obrażenia, wnioskuję, że zapomniałeś umrzeć.

– AHA, CZY TO WSZYSTKO, SZEFIE? MOGĘ SIĘ ODMELDOWAĆ?

– Tak, świetnie się spisałeś. To wszystko, Pitt – powiedział człowiek, odbierając skrzynię od Ogra.

 

Pitt uśmiechnął się i umarł z poczuciem dobrze wykonanej roboty.

 

Koniec

Komentarze

Schowajcie to, chłopaki. Granaty magnetyczne na nic wam się nie przydadzą. Pitt nie jest robotem, to Ogr zakuty, wspomagany hydraulicznie pancerz, zero elektroniki, jedynie mięśnie i stal.

We wspomagany.

 

Jego mózg w tej chwili jest nastawiony tylko na to jedno zadanie i wykona je bezwzględnie, tak jak raz uruchomiona maszyna nie może się zatrzymać.

Podzieliłabym na dwa zdania.

 

Śliczny opis łomotaniny!

No i raz maty rodziła w wersji gadziej znakomite;)

 

Ale Ogry miały kodeks, którego trzymały się nad życie.

Trzymać się nad życie mi się nie podoba.

Albo trzymać się całe życie, albo cenić nad życie, trzymać się kurczowo.

 

Zawsze wykonaj zadanie lub zgiń

 

To może wykonuj?

 

A po co te kapitaliki wszystkie?!

 

Goba zorientował się, że nie ma sensu dzielić łup na dwoje.

 

Łupu raczej.

 

No piękna historia, choć nieco smutne zakończenie…

Pisz opowiadania wojenne, bo bardzo ładnie wychodzą Ci sceny walki.

Lożanka bezprenumeratowa

Hej 

Ambush 

 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz i klika oraz za wskazanie błędów – na razie jest ich mało, co mnie niezwykle cieszy :) 

 

Wskazane fragmenty poprawione :)

 

“Zawsze wykonaj zadanie lub zgiń

 

To może wykonuj?”

 

Zmieniłem na – dokończ :)

 

Akapity mi tak wskakują prze dokument googla ( tak mi się wydaje) w którym piszę opowiadania na moim wiernym telefonie :D. Mam nadzieje, że nie przeszkadzają w lekturze :)

 

 

“Śliczny opis łomotaniny!

No i raz maty rodziła w wersji gadziej znakomite;)”

 

A dziękuję :) 

 

“No piękna historia, choć nieco smutne zakończenie…

Pisz opowiadania wojenne, bo bardzo ładnie wychodzą Ci sceny walki.”

 

Czemu smutne Ogr był z siebie zadowolony, żył najlepiej jak umiał i umarł tak jak chciał – wykonując zadanie ;) 

Pisał bym opowiadania wojenne ale kto to będzie czytał – w końcu ile można czytać o zabijaniu. Ale faktycznie lubię opisy walk i postaram się ich więcej przemycać w Żołnierzach fortuny. Dziękuję za szybkiego klika i pozdrawiam :) 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

>>> Człowiek przyglądał mu się chwilę. Ogr wyglądał, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

– Czy coś się stało?

– CHYBA, O CZYMŚ ZAPOMNIAŁEM, TAK MI SIĘ WYDAJE.

– Patrząc na twoje obrażenia, wnioskuję, że zapomniałeś umrzeć. <<<

:-) Też mi się tak wydawało podczas czytania o ciosach, spadających na ogra. :-)

Proste, bynajmniej nie odkrywcze, nie porażające nowością, a czytało się z nabierającym wyrazistości uśmiechem. Opis masakry, a relaksujący. Dziwne, ale prawdziwe.

Pozdrawiam.

Hej AdamKB Dziękuję za przeczytanie i komentarz i cieszę się, że opowiadanie się podobało :) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Naukowy/ antynaukowy absurd goni takowy i świetnie się czyta z bananem na pysku taką gonitwę. :)

Powodzenia w konkursie. :)

Hej Koala. Dziękuję za przeczytanie i komentarz. No i fajnie ze się podobało :). Dziękuję i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dobre, o taką space operę nic nie robiłem! :D Scenę jatki chyba przeczytam jeszcze raz, ale tym razem z heavy metalem w tle.

Z tymi ogrami to inspiracja Warhammerem 40 000?

,,Nie jestem szalony. Mama mnie zbadała."

Hej SNDWLKR, dzięki :D cieszę się bo SF to nie moja bajka. Ale pomyślałem o całości jak o fantasy tylko, że w kosmosie ;). Oczywiście Ogry są w Warhamerze i Warhamerze 40 k, ale tu akurat inspiracji nie było, a to dlatego że nie gram w Warhammera 40k a też słabo znam świat :) Ale możliwe, że gdzieś podświadomie miałem obraz imperialnego Ogra, tylko że one walczą po stronie "dobra", a czy występują jako najemnicy, tego już nie wiem :). A cały kodeks (czyli dwa punkty, są moje autorskie ;), ale jak znasz kogoś z GW kto odkupi ode mnie pomysł na Ogry w Warhammerze 40k to chętnie sprzedam :). Polecam przeczytać jeszcze raz z metalem w tle lub ostrym dubstepem ;). Dzięki i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Jasne. Zapytałem, bo w 40k to orki funkcjonują na takiej zasadzie (tam zasady rządzące światem są trochę inne), że jeśli wystarczająco dużo liczba chopaków w coś wierzy, to to się spełnia (na przykład to, że ,,czerwone jadom szybciej” – orki malują pojazdy na czerwono, bo wierzą, że dzięki temu pojadą szybciej… i jadą szybciej, ponieważ orki w to wierzą :); przenieśli to też do Total Wara WH).

Dubstep trochę za wolny, ale metalstep już prędzej. ;D

,,Nie jestem szalony. Mama mnie zbadała."

Ja znam wersję z fantasy że orkowie malują twarze i wierzą, że to jest ich magiczna ochrona i staje się magiczną ochrona ;) No tu bardziej chodzi o brak wiedzy, coś jak struś pędziwiatr nie zna zasad grawitacji więc może stać w powietrzu :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć Bardzie! Środowy dyżurny melduje się na pokładzie (tak, wiem, że piątek i w ogóle…)

 

Początek mnie nie porwał. Ot zapowiedź kolejnej, dość sztampowej zdrady najemników w konwencji space opery. A potem na scenę wchodzi Pitt, cały na biało. Czy tam cały opancerzony…

 

Koncepcja naukowego bełkotu, stanowiącego podstawę do jawnego łamania praw fizyki – rewelacja xD Do tego jeszcze koncowa scena, w której Pitt zostaje uświadomiony, że zapomniał umrzeć… Absurdalne i to w punkt ;)

 

Językowo trochę baboli wyłapałem, ale komentuję z telefonu, więc sam rozumiesz…

 

W ogólnym rozrachunku opowiadanie mi się podobało. Powodzenia w konkursie! ;) 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Hej CC ;) Dziękuję za lekturę i komentarz. Ten początek, to tylko początek, jakoś trzeba było ruszyć.Dobrze że cała reszta się spodobała i ogólny zamysł się podobał. Dziękuję i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Fajny pomysł na Orki, które mocą swej ignorancji zaginają reguły wszechświata. :) Przyjemnie się czytało, a Goby mi nie żal, bo to zdradliwy gad był.

Hej Ośmiornico to nie orki tylko Ogr i nie zagina mocą swoja ignorancja, tylko brakiem wiedzy z którego wynika, że on wie jak co działa ale na swój sposób… No dobra ignorancja się zgadza ;) A Goby szkoda, bo mogli z niego zrobić buty, a tak się zmarnował;). Dzięki za przeczytanie i komentarz oraz pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cholercia, o butach nie pomyślałam. No faktycznie szkoda.

Dobra opowieść o kosmicznych piratach, walki, ,,niezniszczalny terminator’’. Postawa ogra super, najpierw wykonam zadanie, potem zginę. Chociaż może jak by mu nie przypominać, to żył by dalej?:)

audaces fortuna iuvat

Hej Feniks dziękuję za przeczytanie i komentarz:) Fajnie że się podobało, a co do Ogra to obawiam się, że by się w końcu zorientował;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Powiem tak – dynamiczne! smiley Dobrze się czyta. Może trochę za mało antynauki, ale w sumie to kwestia względna. Moze czegoś nie skumałem – ale jak właściwie ogr “dopłynął” do statku?

 

Drobiazgi:

 

mierząc w robota z całego arsenału.

 

Nie wiem dlaczego, ale jakoś kulawo to brzmi.

 

Pitt nie jest robotem, to Ogr zakuty, we wspomagany hydraulicznie pancerz,

 

drugi przecinek chyba zbędny

 

W drugiej części, tam gdzie zaczyna się na serio naparzanka z ogrem trochę za dużo różnych powtórzeń.

 

 

W komentarzach robię literówki.

Hej NaN. Dziękuję za przeczytanie i komentarz :). Przyjrzę się drugiej połowie tekstu i postaram się wyłapać :). To na jakiej zasadzie Ogr dopłynął do statku tłumaczy fragment, gdy został z niego wyssany. Ja to widzę na zasadzie niewiedzy, która jest tak silna, że potrafi łamać prawa fizyki. W którymś z komentarzy podałem przykład strusia Pędziwiatra, który nie zna prawa grawitacji więc może stać zawieszony w powietrzu;) Analogicznie Ogr jest przekonany, że próżnia działa jak woda więc myśli, że może w niej żyć wstrzymując oddech i pływać jak w wodzie. No i to jest mój główny motyw anty naukowy ;) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No taaak. “Perfectly makes sense”!smiley

W komentarzach robię literówki.

Epickie walki. Podobało mi się pływanie w próżni. No, faktycznie, skoro nie wiedział, że nie da się płynąć… Sprytne. Ale że śmierć też nie wiedziała, że powinna się zgłosić? Te duże litery jakoś skojarzyły mi się z Pratchettowskim Śmiercią.

Babska logika rządzi!

Hej 

Finkla 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz i klika. Super, że się podobało :) Duże litery mają podkreślić wielkość Ogra, wiesz duże litery dudniący głos, słowem – wielki gość :). A śmierć była z nim od początku, przecież wiedziała, że Ogr zginie, ale musiała poczekać :). 

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ogr płynący żabką przez przestrzeń kosmiczną zdecydowanie jest wizytówką tego opowiadania.

Niezbyt przepadam za opowieściami, których główną treść stanowi dynamiczna walka, a jednak tutaj czytało się to dobrze, chyba głównie z powodu tej absurdalnej postaci Ogra (wykonującego polecenia mężczyzny w slipach, też fajne xd). Miałem się czepiać, że w próżni przecież nie rozchodzi się dźwięk i takich tam, ale w trakcie lektury ogarnąłem zasady konkursu, w którym opowiadanie uczestniczy, więc zaniecham tego zamiaru.

Opowiadanie może nie należy do najbardziej zapadających w pamięć, ale mimo to czytało się przyjemnie. Polecę do zasobów bibliotecznych.

 

I na koniec takie moje luźne językowe przemyślenia, może się z nimi zgodzisz, a może nie ;)

 

Shag, zajmij pozycję przy dźwigu, Sligh będziesz pilnował, by homo sapiens nie uciekł do wahadłowca – Goba wydawał polecenia, charcząc i rechocząc w slanim dialekcie.

Czy do poprawy nie jest zapis dialogu? Kropka po wahadłowca.

 

Wahadłowiec nabierał temperatury po wyjściu z zimnej, kosmicznej pustki,

Można nabierać tempa, ale czy temperatury? Może Temperatura wahadłowca zaczęła systematycznie wzrastać po wyjściu z zimnej, kosmicznej pustki.

 

Slanowie obserwowali go uważnie, mierząc w robota z całego arsenału.

Mierzyć w coś, czy mierzyć do czegoś? Wybrałbym drugą opcję. 

 

– Mam nadzieję, że to nie problem? – zapytał człowiek, za nic mając sobie wściekłość wymalowaną na twarzy Goby.

Skreśliłbym sobie.

 

– Gin wreszcie!

Literówka, winno być giń.

 

Sposób rozumowania Pitta był jak uruchomiona prasa hydrauliczna, naginająca do swojej woli wszystko, co stanęło jej na drodze, w tym i wszechświat, który mógł się jedynie bezradnie przyglądać, jak niezachwiana wola Pitta, wyprawia zanim co chce.

A to bym rozwalił na dwa zdania. Drugie od wszechświat. Poza tym trochę nie zrozumiałem końcówki, wyprawia zanim co chce, nie wiem, co miałeś na myśli.

 

Pozdrawiam ;)

 

Hej

AmonRa

 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz i polecenie do biblioteki :). 

 

Fajnie, że opowiadanie się podobało, tym bardziej, że taka fabuła nie należy do Twoich ulubionych. Błędy poprawiłem, dziękuję za wyłapanie. 

 

 

Wahadłowiec nabierał temperatury po wyjściu z zimnej, kosmicznej pustki,

Można nabierać tempa, ale czy temperatury? Może Temperatura wahadłowca zaczęła systematycznie wzrastać po wyjściu z zimnej, kosmicznej pustki.’

 

Tu sprawdziłem, że “wzrastać” jest bardziej precyzyjne ale podobno obie formy są poprawne :) 

 

 

 

“Sposób rozumowania Pitta był jak uruchomiona prasa hydrauliczna, naginająca do swojej woli wszystko, co stanęło jej na drodze, w tym i wszechświat, który mógł się jedynie bezradnie przyglądać, jak niezachwiana wola Pitta, wyprawia zanim co chce.”

 

Tu drugie zdanie zaczynało by się od “który” , więc musze pomyśleć nad przebudową. Zastanowię się i zmienię. Bo faktycznie chyba lepiej podzielić na dwa :) 

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :) 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Na trap wjechał niewielki, płaski robot, przypominający automatyczny odkurzacz. Slanowie obserwowali go uważnie, mierząc do robota z całego arsenału. 

 

Poszukałbym zastępczego słowa w drugim zdaniu. 

 

BumSzoki

 

<3

 

we wspomagany hydraulicznie pancerz

 

uśmiechnęło :)

 

 

Shag zerknął na dwóch kamratów, którzy razem z nim kryli się w cieniu dźwigu…

Pitt czekał spokojnie, a gdy poczuł ukłucie katany…

 

Czemu te dwa fragmenty są całe pisane kursywą? Bo jakoś nie odróżniam je od pozostałej części.

 

Cześć, Bardzie ;)

Fajna kosmiczna jatka, czyta się szybko i bez potknięć, prosty ale skuteczny i spełniający swoją rolę język.

W kilku miejscach przeinaczenia naukowe spowodowały uśmiech.

 

Klik i pozdrawiam. 

 

 

Hej 

Realuc

 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz i klika :D 

 

Błędy poprawione – no może za wyjątkiem tego robota x2 muszę pomyśleć na co to zamienić ;/ A odkurzacz już jest w poprzednim zdaniu ;D

 

“… prosty ale skuteczny i spełniający swoją rolę”… “język.”

 

Jak Ogr :D 

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Maszyna, urządzenie? Bo jeśli przypominał odkurzacz, to android raczej odpada.

Babska logika rządzi!

Do maszyny – to nie wiadomo czy do robota czy do statku czy do Ogra, hmmm android odpada, bo to jednak nie to samo :). Celowali do urządzenia? A może – Na trap wyjechało płaskie urządzenie przypominające odkurzacz… I dalej Slanowie obserwowali go mierząc do robota… :)

 

 

Edit 

 

Wykorzystałem i maszynę i urządzenie :D Dziękuję za podpowiedzi :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Choć opowiadanie praktycznie sprowadza się do opisania sceny walki Ogra ze Slanami, to ze zdumieniem wyznaję, że czytało się to naprawdę fajnie, bez szczególnej troski o los walczących. Niewątpliwym atutem tej historii jest zacnie podana warstwa antynaukowa.

Mam nadzieję, Bardziejaskrze, że poprawisz usterki, bo chciałabym zobaczyć Naukowy bełkot w Bibliotece. :)

 

„Czar­na ga­le­ra” za­wi­sła w ko­smicz­nej próż­ni… → „Czar­na Ga­le­ra” za­wi­sła w ko­smicz­nej próż­ni

Uwaga dotyczy tej nazwy także w dalszej części opowiadania.

 

oświe­tlił ich po­kry­te łu­ska­mi twa­rze, od­bi­jał się od kol­czy­ków, lśnił w ich ga­dzich oczach. → Drugi zaimek jest zbędny.

 

pła­ska ma­szy­na, przy­po­mi­na­ją­cy au­to­ma­tycz­ny od­ku­rzacz. → Piszesz o maszynie, która jest rodzaju żeńskiego, więc: …pła­ska ma­szy­na, przy­po­mi­na­ją­ca au­to­ma­tycz­ny od­ku­rzacz.

 

Urzą­dze­nie sta­nął w po­ło­wie trapu.Urządzenie jest rodzaju nijakiego, więc: Urzą­dze­nie sta­nęło w po­ło­wie trapu.

 

Ogr za­krę­cił nad głową mły­niec, trzy­ma­nym za nogę Sla­nem… → Ogr za­krę­cił nad głową mły­ńca, trzy­ma­nym za nogę Sla­nem

 

i za­brał się za roz­ry­wa­nie jej. → …i za­brał się do rozrywania jej.

 

Shag usta­wił ce­low­nik jedną ręką, drugą zła­pał za spust… → Shag usta­wił ce­low­nik jedną ręką, drugą zła­pał spust

 

Goba zo­rien­to­wał się, że nie ma sensu dzie­lić łupu na dwoje. → Piszesz, jak mniemam, o osobnikach płci męskiej, więc: Goba zo­rien­to­wał się, że nie ma sensu dzie­lić łupu na dwóch.

 

Przy­po­mniał sobie słowa Ogrze­go mę­dr­ca… → Przy­po­mniał sobie słowa ogrze­go mę­dr­ca

 

jak nie­za­chwia­na wola Pitta, wy­pra­wia zanim co chce. → Pewnie miało być: …jak nie­za­chwia­na wola Pitta, wy­pra­wia z nim co chce.

 

dzię­ki ich sile woli mo­gły­by ste­ro­wać… → …dzię­ki swej sile woli mo­gły­by ste­ro­wać

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej

regulatorzy

 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz, wyłapanie błędów (poprawione:)) i klika :) 

 

Jestem nie mniej zdumiony, że uznałaś tekst za godny polecenia do biblioteki, bo wydawało mi się, że strzelaniny raczej Cię nie zainteresują. A tu proszę antynaukowy wątek okazał się na tyle ciekawy, że, jak mi się wydaje, akcja zeszła na drugi tor, co mnie niezwykle cieszy :). Raz, że tekst trafi do biblioteki i co chyba ważniejsze, dwa, że okazuje się, iż można napisać tekst, który jest fabularnie zupełnie nie w klimacie czytelnika ale “podać” go w taki sposób by był dla odbiorcy satysfakcjonujący :). Dobra już kończę z samozachwytem ;D. Jeszcze raz dziękuję za klika bibliotecznego i pozdrawiam :)  

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, opowiadanie zrobiło na mnie wrażenie głównie ze względu na zawartą w nim antynaukowość i wręcz namacalne pokazanie, że niemożliwe może stać się możliwe, a potyczka nadzwyczaj osobliwego Pitta z grupą Slanów tej antynaukowości dodała jeszcze dodatkowego smaku.

Innymi słowy – uważam, Bardzie, że świetnie wpisałeś się w konkurs! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję :D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Zasłużyłeś. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Muszę przyznać, że mi się Twoje opko wyjątkowo dobrze czytało i to z bananem na gębie. Co chyba niedobrze o mnie świadczy, zważywszy na fakt, że właściwie to historia jednego wielkiego mordobicia, a co do bohaterów, to można się jedynie zastanawiać, który jest mniejszym skur…, bo dobrych to tu nie ma ;) Pomysł miałeś przedni, ogr zdecydowanie robi opko, a jego wierzenia powalają na kolana :) Aż żałuję, że nie potrzebujesz już kliczka :)

Cząsteczki osłony osiadły na statku, skrząc się oktarynem.

Przypadek to – bo jednak rodzaj nie pasuje – czy mamy kolejnego miłośnika Świata dysku?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej 

Irka_Luz

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz :) Bardzo się cieszę, że się opowiadanie podobało – bałem się, że przez nadmiar mordobicia, może być z tym różnie :).

 

 

Przypadek to – bo jednak rodzaj nie pasuje – czy mamy kolejnego miłośnika Świata dysku?

Przypadek to – bo jednak rodzaj nie pasuje

To musisz mi wytłumaczyć kilofem – bo nie wiem o co chodzi :)

 

A Świat Dysku oczywiście pasował mi do antynaukowego konkursu i cieszę się, że ktoś dostrzegł mrugnięcie okiem do Pratchettowskiego świata :)

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

To musisz mi wytłumaczyć kilofem – bo nie wiem o co chodzi :)

U Pratchetta to jest oktaryna, rodzaj żeński, więc zdanie powinno brzmieć: Cząsteczki osłony osiadły na statku, skrząc się oktaryną.

I witam w klubie miłośników Świata Dysku :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Aaaa, ok nie zwróciłem na to uwagi, ale dawno też nic nie czytałem z Świata Dysku :), Cieszę się, że jestem przyjęty do klubu i – gardło sobie podrzynam, że – będę już pisał oktaryną ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć,

 

Rzeczywiście mocno absurdalna, zabawna, piracka “Space opera” ci się udała. Niby ograne schematy, ale w takim “antynaukowym” ujęciu, dość świeże. Ciekawe są te wykreowane postacie, przedmioty itp. Ten fragment o łamaniu praw fizyki w próżni, w wyniku wierzeń w “Naukowy bełkot” jest świetny. Nieco smutne zakończenie jakoś też mi nie przeszkadzało i ma sens, chociaż Ogra dało się polubić;) 

Bardzo płynnie i z zaciekawieniem się czytało.

 

Pozdrawiam

Hej JPol­sky Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podobało :). Zastanawiałem się, czy mój antynaukowy motyw, będzie wystarczająco anty, ale po komentarzach widzę, że wystarczył :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć!

 

Końcówka robi robotę, żabka także (tylko szkoda, że czepka zapomniał). Tylko piratów szkoda, ale co poradzić, jak ich Shrek zaatakował, niezłomny Shrek, dla którego zadanie stoi ponad wszystkim, nawet ponad zasadami rządzącymi światem. Niezłe opko akcji, pełne absurdu i humoru, świetny pomysł z Naukowym Bełkotem, pełniącym rolę wierzeń krewkich, choć niezbyt bystrych Shreków.

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Powodzenia w konkursie!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Hej kra­r85 dziękuję za odwiedziny i dwa P :). Fajnie, że się podobało. Postaram się też zajrzeć do Twojego tekstu :) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Przyjemnie się czytało :)

Przynoszę radość :)

Hej Anet – A dziękuję i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej,

 

Super opowiadanie, dobrze się bawiłem :) jest dynamiczne i hmmm… kolorowo – jeśli tak to mogę określić.

 

Wtedy podgardle skurczyło się nagle, niczym moszna w lodowatej wodzie.

Ciekawe porównanie laugh

 

Korsarz zaskrzeczał jak papuga i nacisnął spust miotacza. Pitt w jednej chwili wstał, ciągnąc pirata za sobą, ten ział ogniem z miotacza na lewo i prawo,

Choć może się czepiam…

 

Powodzenia w konkursie!

Hej Grzelu dziękuję za odwiedziny i komentarz :) Super, że się podobało i też mi się podoba te porównanie ;).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka