Profil użytkownika


komentarze: 67, w dziale opowiadań: 43, opowiadania: 29

Ostatnie sto komentarzy

Ciekawe, na stronie tego stowarzyszenia jest jeszcze odnośnik do czegoś podobnego: http://landsbergon.pl/czasopismo/

Jest nowy konkurs od FS :) Opowiadanie o wiedźmach. BTW – Phantom Books zapowiadało w lutym ogłoszenie naboru do nowej antologii, ale nie widzę nic na ich FB, wiecie może na ten temat? Bo się zastanawiam, czy mi nie umknęło :) https://fabrykaslow.com.pl/wiedzmy-oglaszamy-konkurs-na-teksty-do-kolejnej-antologii/

Cześć Wszystkim, wujek google mnie zawiódł, więc zwracam się z prośbą o pomoc tutaj :) Pytanie brzmi: czy ilość materii jest skończona? Tzn. czy ilość materii tworzącej świat może ulegać zmianie?

Cześć Finklo, dziękuję za komentarz i klika :) zabijał chrześcijan, ponieważ oni akurat byli na miejscu – Płock to nie jest większe miasto – zabija co ma pod ręką ;) ale ma to też wymiar zemsty odnoszący się do chrześcijańskiej praktyki zastępowania pogańskich miejsc kultu chrześcijańskimi (tak było też w przypadku opisanej katedry). Odnośnie śmieci – muszę sobie przypomnieć. Thor jest, pamiętając o poprzednim wyjaśnieniu, dość bliskim trafieniem :) W skali tysięcy kilometrów tak, ale w skali mniejszego miasta już nie jest to tak absurdalne, szczególnie że mapy Płocka nie uwzględniają zwykle Orlenu (tzn. pentagram miał być rysowany na mapie Płocka)

Cześć Nevaz, przepraszam za późną odpowiedź. Wydarzenia opisane w tekście są skutkiem oddziaływania bóstwa, a nie koincydencją.

Cześć Finklo, przepraszam za późną odpowiedź :) odnośni baneru – sam Londyn nie jest już potrzebny, trwa jednak zachowany w fizycznym świecie jako muzeum. Baner jest więc przeżytkiem, który promował Rój, gdy ten dopiero był wdrażany. Nieścisłość poprawię :)

BTW: chcesz być wiarygodna – dbaj o język. Każda czynność ma swoją, określoną nazwę, każdy pasek, kawałek skóry itd. ma swoją nazwę. Jeżeli Twój bohater znałby je, ty też powinnaś.

Nie zamieniaj opowiadania w podręcznik hodowcy koni ;) żywienie konia to potwornie skomplikowana i zależna od konia, miejsca i czasu sprawa. Generalnie – rasy prymitywne (Koń huculski, Przewalskiego, konik polski) są bardziej odporne na złą paszę, a przez mniejszy rozmiar (niewiele ponad 400kg) potrzebują jej mniej. Rasy szlachetne (folblut, arab) są ekstremalnie podatne na złą paszę (np. żyto zabija folbluty). Generalia – pasze dzielisz na objętościowe i energetyczne. Pierwsze są niezbędne zawsze, drugie w niedostatkach kaloryczności pasz obj. (np. kiedy koń pracuje pod siodłem, lub w zaprzęgu, pasza obj. jest złej jakości). Nie baw się w wagomiary. Koń powinien mieć paszę energetyczną zadaną 2x dziennie – paszę obj. praktycznie do syta. Nie pozwalamy koniom jeść w marszu – nigdy. Jedzenie, a nawet schylanie się, przy dociągniętym popręgu grozi kolką ("zaparciem") i padnięciem. Koń może jeść w stępie idąc luzem. Koń nie może być poddany zwiększonemu wysiłkowi przed upływem godziny od zadania paszy energetycznej. W podróży jeździec powinien mieć Owsiak (przewiązana w połowie materiałową kiszka, którą prowadzi się pod szyją zwierzęcia i wiąże przed przednim łękiem), siatkę na siano i wiadro. Głównym problemem przy pisaniu o podróży konnej jest przestawienie się z myślenia samochodowe. Myśl o tym, jak o podróży z dzieckiem. Musi zadbać, żeby zjadło, upewnić się, czy da radę, nie dać podjadać i pytać, czy jest głodne, po posiłku odbić,do drogi je naszykować, po drodze dać odpocząć ;)

Oczywiście, ale ile dni z rzędu taki człowiek to wytrzyma? Pytasz o zwykłego człowieka, któremu się nie spieszy i który nie chce forsować delikatnego, ważnego i drogiego zwierzęcia. Musi też uwzględnić dla niego czas na paszenie paszami objętościowy i i energetycznym, odpoczynek po marszu i po jedzeniu, uwzględnić załatwienie spraw, dla których podróżuje itd. To wszystko przy po wolności podróży – stępokłusem równoważnym będzie jechał 20 km 2-3h. Sama podróż w obie strony to 5-6 h, o świcie musi dać zwierzęciu paszę, ok. 30 – 60 min, dać mu odpocząć ok. 1h i nagle dzień robi się krótki.

Dzień marszu dla cywila licz na 30 – 40 km, bliżej pierwszej liczby. Miasta musiałyby być więc w odległości 15 – 20 km, ale założenie 6h drogi w jedną stronę mija się z celem – jeździec musi zawrócić na ogonie, żeby wrócić tego samego dnia, a i nie każdą porą roku to się uda. Jeżeli chodzi o 12h podróży stępokłusem – jest to wykonalne dla odpowiednich konia i jeźdźca, ale dla przeciętnego konia i jeźdźca 6h pracy w siodle to już naprawdę dużo.

To nie takie proste. Koń musi być najpierw rozstępowany i przygotowany. Galop nie jest tempem marszowym, jest zbyt męczący i intensywny. Tempem marszowym jest kłus, liczy się ok 40 km / dzień tempa zwykłego, do 50/60 km /dzień marszu forsownego. Ale zależy to też od konia, sprzętu i jeźdźca. Konie kawaleryjskie były przystosowywane do napisanych przeze mnie wartości i na długich trasach mogły maszerować tempem marszowym nawet do kilku/kilkunastu dni, po czym potrzebowały odpoczynku. Sprzęt – koń więcej zniesie pod kulbaką kawaleryjską/rajdową. Jeździec ma raz swoją wytrzymałość, dwa jego umiejętności wpływają na możliwości konia. Osobna sprawa – pasza. Bez paszy energetycznej koń nie zniesie dużego obciążenia. Ale dodam rekord kłusem 24h 1koń/człowiek to ok. 280km. Napisz okoliczności, doradzę lepiej. EDIT: Co do prędkości – podawano mi 60km/h dla galopu koni ras do niego dostosowanych i niewiele niższych wartości k) USA dla kłusaków, ale te konie wytrzymają forsownego marszu (to konie sportowe, długi wysiłek i zła pasza je zabiją). Znaczenie ma też stan psychiczny i zwierzęcia, i jeźdźca. Np. Koń w stadzie więcej zniesie, niż idący sam.

Cześć Krzyssztof, dziękuję za komentarz, postaram się szybko wprowadzić poprawki :) Irka_Luz, dziękuję za komentarz, zacznę od tego, że masz absolutną, stuprocentową rację. Dziękuję za wnikliwą lekturę, merytoryczny komentarz i zwrócenie uwagi na szczegóły. Nie polemizując z merytoryką, chciałbym tylko wyjaśnić, czemu wygląda to tak, jak wygląda. Otóż pisałem ten tekst zafascynowany powiązaniami pomiędzy mitologiami ludów indoeuropejskich. Przedstawiona więc interpretacja jest moim, absolutnie literackim i niemerytorycznym wyobrażeniem słowiańskiego/panindoeuropejskiego bóstwa piorunicznego. Młot i włócznią są tu typowymi atrybutami, a ich imiona (inspirowane osią wsch. – zach.) mają na celu tylko wskazanie, że to nie są jakieś młot i włócznią, a konkretne artefakty. Asowie pojawiają się w tytule tylko z chęci wskazania na pewną grupę bogów ("nowi") i braku innego, lepszego, a zrozumiałego słowa, zdaję sobie sprawę, że może to być mylące. Tak więc oddaję Ci rację i przyznaję, że na swoją obronę mogę podać tylko licencia poetica. Dodam tylko, że mitologia słowiańska interesuje mnie i fascynuje właśnie jako nibylandia i terra incognita :) przepraszam za formatowanie – poprawię je, jak będę miał dostęp do komputera.

Regulatorzy, przepraszam, jeżeli mój komentarz zabrzmiał oschle – wyjaśniam, wytłumaczyłem swoją decyzję, ponieważ sądzę, że osobie, która zadała sobie trud przeczytania i skomentowania, takie wyjaśnienie się należy :)

Faktycznie fajny szorcik z wieloma miajscami do uśmiechu :) biedny Wotan…

Przydały, na pewno będę uważniej redagował teksty przed publikacją na portalu :) no i sam jestem zaskoczony ilością wielokropków… Co do pochówku – sam już nie wiem, czy to użycie jest poprawne, ale mnie to słowo tutaj pasuje, więc pozwolę sobie je zostawić. Choćby jako pomnik błędów popełnionych, lecz poprawionych ;) dodam tylko, że używając żargonu liczę się z tym, że dane sformułowanie może być mylące/niezrozumiałe, ale lubię ten sposób budowania klimatu opowiadania.

Cześć Regulatorzy! Dziękuję za komentarz, poprawiłem już wszystkie wskazane błędy poza “pochówkiem”, znam definicję słownikową, ale w żargonie archeologicznym to słowo funkcjonuje także jako określenie “grobu”, a myślę że taki żargon pasuje do opowiadania. W każdym razie cieszę się że fabuła, narracja i budowanie akcji się podobały :)

 

Cześć oidrin! Także dziękuję za komentarz i cieszę się, że się podobało i szczególnie dziękuję za “kliknięcie” biblioteki :)

Cześć Wszystkim, na FB przewinął mi się ezin "Galaktyka", ktoś próbował i przesyłał tam teksty? Nowy numer opublikowany na profilu Mateusz "Jaro" Jaromin. https://www.facebook.com/127063305761313/posts/222417679559208/

Cześć silvan! Dziękuję za komentarz i cieszę się, że się podobało. Poprawiłem większość wskazanych rzeczy, postaram się dziś jeszcze przyjrzeć dialogom :) Nie przejmuj się formatowaniem i nie przepraszaj za nie – też głównie korzystam z portalu na telefonie i wkurza mnie, że nie da się sformatować jakkolwiek komentarza na smartfonie.

 

Wyjęła z teczki różdżkę w formie hebanowej kuli zawieszonej na srebrnym łańcuszku i ujęła ją wprawnie, lekko nienaturalnie wyginając przy tym dłoń. Kula zawisła nieruchomo. – Dziwne, odpraw tu to swoje kuglarstwo – powiedziała. – Dla spokoju sumienia i poczucia dobrze wypełnionego obowiązku. – Skoro tu przyjechałem, to i tak zamierzałem to zrobić – uśmiechnął się do niej. – Poczekaj na korytarzu. – Tu czegos nie rozumiem. Piszesz, ze ONA wyjela rozdzke, ale ONA po chwili mowi do niego, zeby ON odprawil kuglarstwo. To kto te rozdzke wyjal?

 

Różdżkę wyjęła główna bohaterka, ale słowem “kuglarstwo” chciałem określić dalszy seans “spirytystyczny”.

 

Pędził w czarnym niczym sam Noc rydwanie – nie powinno byc "sama NOC"? /// – Co mam robić? -spytała rzeczowo. -– Tu masz dywiz zamiast polpauzy i brakuje spacji.

 

Ten zapis jest celowy i miał sugerować istnienie innych bóstw (dlatego osoba jest zmieniona, a “Noc” jest z dużej litery).

 

Ten wikary dla przykładu, uderzył w czoło pociągu głową, a ciało zawisło na linii trakcyjnej, wykapał praktycznie do zera, zanim go ściągnęli. – Hm, minimalnie polemizowalbym, czy uderzenie pociagu w jednak miekkie, a nie spreżyste cialo byloby w stanie wyrzucic kogos tak, zeby zawisl wysoko (ponad 5m) na trakcji – chyba, ze tu moce nadprzyrodzone wchodza w gre.

 

Szczerze mówiąc – nie pomyślałem, ale działanie sił nadprzyrodzonych, które i tak domniemanie miały maczać w sprawie palce, jest tu dobrym wyjaśnieniem :)

 

Nie planowałem dalszego ciągu, ani przekształcenia tego w jakieś mniej, lub bardziej spójne uniwersum, ale kto wie :)

 

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

Hej Anet, dziękuję za komentarz :)

Dziękuję wszystkim za komentarze :) LanaVallen, cieszę się, że się podobało.

Czesź Abbadon! "Rzesze" chyba musi odnosić się do ludzi ( https://sjp.pl/rzesze). "Dziewczyna podeszła do biurku" – literówka. "Jerry się nie tak nie pierdolił." "– P-pana goście przybyli. Proszą, by ich wpuścić. – Dziękuję. Wpuść ich." – usunąłbym "Proszą, by ich wpuścić." to zbędne powtórzenie. Opowiadanie czytało mi się dobrze, bez większych zgrzytów, twist mnie nie zaskoczył, ale mimo to tekst całkiem fajny, chociaż nie kupuję głównego bohatera. Jest zbyt "zły" i przez to sztampowy.

Cześć dogsdumpling – niestety ja nie odczułem elementu humorystycznego, ale po prawdzie, to może być spowodowane tym, że tekstu nie zrozumiałem. Czytało się dobrze, ale tak jak napisałem – nie ogarniam zakończenia. Kosmici zmienili go w pszczołę (osy chyba nie zbierają nektaru) ?

Dziękuję wszystkim za komentarze :) szczerze mówiąc, ten tekst nie do końca jest w moim stylu, ale gdy ma się wenę, na smutne opowiadanie… Silvan, masz rację, ale zostanę przy oryginale – bardziej chciałem tu podkreślić bliskość bajkowej formy z rzeczywistością. Oirdin, może trochę jednak przerysowane, chociaż z tego co słyszałem, to wbrew kryminałom, morderca najczęściej czeka na miejscu zbrodni.

Szczerze mówiąc nie wciągnąłem się, choć historia i intryga mają potencjał. Jak dla mnie akcja była nieco zbyt chaotyczna i ciężko było mi ją śledzić. Dla mnie to były "animki", dużo nie do końca spinającej się akcji (zbyt szybkie przejścia między scenami). Napakowanie akcją, w mojej opinii nie pomogło też budowie napięcia,szczególnie, że żaden bohater nie wzbudził mojej szczególnej sympatii. Miejscami zdania wydały mi się niezgrabne, ale ogółem czytało się dobrze, w pewnym momencie nawet się wciągnąłem.

Dziękuję za komentarze.

 

Regulatorzy, tak, smutny, ale uważam że nie wszystkie opowiadania powinny być radosne, a niektórym wręcz wypada być smutnymi. Szczególnie jeżeli traktują o czymś, o czym trzeba pisać.

 

Realuc, niestety element fantastyczny zniknął przy edycji (mało miejsca), zresztą bez żalu – nie zdawał brzytwy Lema. Częściowo jako "uśmiech" w tą stronę zostało słowo "różdżka".

Cześć wszystkim,

 

czy możecie polecić jakiś wiarygodny licznik słów? Niestety na Libre Office i Open Office mam dwa różne wyniki, a jak liczę ręcznie to wychodzi mi jeszcze zupełnie co innego :(

 

Niby zgadza mi się z licznikiem internetowym (https://ile.liter.pl/slow.html), ale już sam nie jestem pewien czemu ufać…

W pierwszej części opowiadania nie odpowiadało mi nadużycie słowa "izba", które nie przeszkadzałoby mi, gdyby miało jakichś sekundantów. Przyznam szczerze – nie doczytałem, głównie przez poczucie chaosu. Jednak podobał mi się horrorowy styl początku i napięcie w pierwszych scenach. Może zraziło mnie, że opowiadanie poszło w inną stronę niż oczekiwałem?

Dobrze się czytało, doceniam poczucie humoru :) i miło wiedzieć, że nie tylko w Polsce są problemy z dzikimi lokatorami ;)

Gratulacje Wszystkim :)

regulatorzy – z tak merytorycznymi poprawkami ciężko dyskutować. Przepraszam za dialogi, chociaż mnie to nie usprawiedliwia wyjaśnię – półpauzy usunęły mi się przy kopiowaniu tekstu… Niestety tego nie sprawdziłem.

W każdym razie – wprowadziłem prawie wszystkie poprawki, w tym dialogi.

 

Lanied dziękuję za wyjaśnienie :)

Moje opowiadanie to "Siódmy" :)

Gratuluje oidrin! W takim razie ja się pochwalę, że moje opowiadanie można przeczytać w ostatnim Białym Kruku :)

Cześć wszystkim, Postaram się dziś wprowadzić poprawki. Mogę spytać czemu brak ludzi nie pasował? :)

 

Lanied, dziękuję za komentarz, cieszę się, że miło się czytało.

 

Asylum, dziękuję za komentarz, postaram się dziś poprawić błędy. Co do dialogów – byłem pewien, że je poprawiłem przed wrzuceniem opowiadania. Musiałem coś pokręcić kopiując. Szczerze mówiąc – Ja nie jestem zadowolony z początku – można to było napisać lepiej. Co do treści dialogów – miały być nieco sztuczne i niezgrabne, ale jak widać nie udało mi się napisać ich tak, by były tak kiepskie, że aż dobre ;) Piszę i postaram się komentować, na ile czas i siły pozwolą, ale na razie powstrzymam się od wrzucenia kolejnego tekstu na portal – nie chcę zasypywać poczekalni :)

 

Regulatorzy, dziękuję za komentarz i cieszę się, że się podobało. Postaram się poprawić wskazane błędy.

Muszę zacząć od tego, że niestety, ale w mojej opinii dużo zdań po prostu źle brzmi. Kolejna sprawa – pierwszy dzień w pracy to wprowadzenie. Skąd wie, co ma robić? Jakie raporty przygotować? Z jakich źródeł? Komu wysłać? Co mają zawierać? I tak dalej. Całość ma pewien, niezły, pomysł, ale w mojej opinii nie udało się z tego wycisnąć tyle, ile się dało. Przeszkadza też nieco urwane zakończenie.

Może się mylę, ale chyba nie do końca precyzyjnie się wyrażasz – Łotysze to nazwa współczesnego narodu, nie istnieli w czasie, w którym mogli stworzyć własną mitologię (tak samo jak nie bardzo jest mitologia polska, a raczej słowiańska). Nie powinny Cię bardziej interesować więc wierzenia ludu zamieszkującego ziemię Łotwy w średniowieczu – Prusów? EDIT: tzn. jeżeli dobrze zrozumiałem pytanie, bo jeżeli poszukujesz informacji o ludowych wierzeniach Łotyszów, to mea culpea. W każdym razie temat będzie trudny – bo literatura jest w większości w mało przystępnym języku.

Nie do końca konkurs, ale może kogoś zainteresuje :) https://www.abyssos.eu/2020/09/09/krawedzie-otchlani-nabor-do-antologii/?fbclid=IwAR0aaLvTbh9KKC4OkRyi7-zBWX3-w4dzkS0C7UwL2-m3StbbVmtnI-pgspo

No, nie spodobało mi się, ale to nie wina autorki – po prostu nie wszystko jest dla każdego. Tekst napisany poprawnie, bardzo doceniam pomysł na fabułę i kreację głównej bohaterki. Jeszcze bardziej – odniesienie się do znanej piosenki (chyba), które mnie tu przyciągnęło :)

Lovecraft był socjopatą,ciężko żeby warstwa obyczajowa jego książek dobrze stała ;) nie da się pisać o wszystkim, on najwidoczniej skupił się na przedstawieniu czegoś, co w pewnym momencie stało się "mitologią", bohaterowie schodzą na dalszy plan. Lovecraft chyba też traci na przekładzie, bo King rozckliwiał się nad jego wyszulanym stylem i ogromnym zasobem słownictwa. Ale, dla przeciwwagi, czytam teraz zbiór "Koła zębate" Akutagawy Ryunsuke (podobny okres, zbliżony klimat, polecenie z grupy weird fiction). On z kolei skupia się głównie na bohaterze. Tak bardzo, że niewiele poza nim jest (w tych kilku tekstach, które przeczytałem).

Może się mylę, a na pewno się czepiam, ale skwar jednoznacznie kojarzy mi się nie tyle z gorącem, co z warunkami atmosferycznymi, upałem, działaniem słońca itd. ;) Jako że komentuję opowiadanie z motywami mitologii słowiańskiej – słowo brzmi też podejrzanie podobnie do Swaroga, więc popieram swoje skojarzenia autorytetem bóstwa solarnego :)

Opowiadanie jest bardzo dobrze napisane, szybko wciągnęło i bawiło do końca. Szczególnie cenię poczucie humoru :) to naprawdę fajny, lekki tekst z sympatyczną nutką absurdu, chociaż motyw interakcji bóstw jest już nieco wyeksploatowany ;) miło też zobaczyć powrót do korzeni i bezpośrednie odniesienie do mitologii germańskiej. Tylko sytuacja z aniołem była zbyt oczywista.

Może nie do końca w temacie, ale w Krucjacie Davida Webbera jest wątek Polskich neo-nacjonalistów zasiedlających planetę o nazwie Danzig. W niektórych tomach Fantazji Zielonogórskich znajdziesz opowiadanie o Płocku (w tym, nieskromnie – jedno moje :)) , któraś z antologii Elgaconowych była też poświęcona Płocku.

Opowiadanie czytało mi się bardzo dobrze, szybko się wciągnąłem. Jedynie twist był nieco zbyt przewidywalny, chyba też tekst jest nieco zbyt krótki, w stosunku do fabuły, nie daje rozwinąć się sympatiom i antypatiom. Niemniej – opowiadanie dla mnie bardzo na plus :)

Drogi foxtrocie, opowiadanie jest napisane z pomysłem i w miarę spójne, jednak nie domaga warsztat, co boli prawie na każdym kroku. Doczytałem do końca, a od połowy nawet się ściągnąłem, ale historia jest przedstawiona zbyt wprost, dużo można i należałoby czytelnikowi pokazać/dać odczuć, a nie przedstawiać w formie suchej informacji. Opowiadanie składa się przy tym prawie wyłącznie z akcji, jest mało opisu i jeszcze mniej dialogu. Dlatego ciężko poczuć i klimat, i sympatię do bohatera. Temat opowiadania zakrawa i aż się prosi o otoczkę weird fiction, ale z powyższych powodów nie ma tu podstawowego elementu gatunku – przejmujące i narastająco poczucia niepokoju. Uważam też, że tempo akcji jest zbyt szybkie, nie daje czasu na rozwinięcie się opowieści. Reasumując – podoba mi się pomysł i setting (chociaż faktycznie nieco oklepany), ale przez niedomagania warsztatowe nie mogłem się tym należycie cieszyć.

Bardzo podobał mi się styl i lekkość lektury. Pomysł jest ciekawy, podobnie jak odniesienie do pewnego demona. Dla mnie jednak zakończenie jest nieco zbyt nagłe i zalatuje diablikiem z pudełka ;) przez to opowiadanie wydaje mi się nieco urwanie. Co nie zmienia faktu, że czytało mi się z przyjemnością. W jednym ze zdań zamieniłbym "skwar" na "gorąco".

Zgadzam się z przedmówcą, opowiadanie jest niedopracowane, mam wrażenie, że nie przeczytałaś go przed publikacją na portalu, a zawsze warto to zrobić. Ogółem jest tu jakiś pomysł, ale błędy zniechęcają i niestety nie dotrwałem do końca, ale skoro był pomysł, to trzymam kciuki za kolejne teksty :) tak jak pisał fizyk – czytaj i pisz, a od siebie dodam – nie podchodź zbyt osobiście do krytyki, niczego jeszcze bez niej nie poprawiono.

Muszę przyznać rację :) ale zupełnie subiektywnie podtrzymuję, że jeżeli nie opisy, to chociaż parę rzucony h tu i tam przymiotników wyszłoby opowiadaniu na dobre. Szczególne w końcówce ;)

Moim zdaniem, temu opowiadaniu poskąpiono słów ;) w sensie, że wiele rzeczy, które mogły być pokazane, zostało powiedziane wprost, odczułem mały udział opisów (np. nie opisane jest jak wygląda Kraków, wskazany kościół, czy nawet jego drzwi, ale mamy kolory zbroi i imiona kolejnych śmiałków, czemu akurat to?) Odnosząc do przykładu – wolałbym z gb i smokiem odbyć podróż po "antycznym" Krakowie, niż mieć to rzucone w formie krótkiej, jednozdaniowej informacji. Przez to nie za bardzo poczułem klimat zrujnowanego Krakowa i emocje gb. Kończąc narzekanie – bardzo podoba mi się pomysł i konwencja (wspomniany wyżej mix baśń-post Apo), nośna fabuła i styl jakim opowiadanie jest napisane.

Niestety, ale temat szczególnie uzdolnionych dzieciątek jest tak przemaglowany przez popkulturę, że ciężko mi było cieszyć się lekturą. To, co mi się podobało, to użycie polskich imion. Gdyby to była Caroline ścigania przez FBI – nie doczytałbym. Z zastrzeżeniem powyższego, czytało mi się, pomimo potkięć, dość płynnie. Przedstawiony świat mógłby być ciekawy, gdyby tylko był obszrniej przedstawiony. Za to, wbrew zapowiedzi, podoba mi się tytuł. Fajnie mi się uzupełnia z tekstem. Osobiście nie lubię też narracji pierwszosobowej, a miejscami akcja mogłaby być bardziej wartka. Wartoby też przyłożyć się bardziej do budowy napięcia przed twistem. W każdym razie, w przyszłości będę zaglądał do Twoich opowiadań.

Opowiadanie czytało się dobrze, naprawdę podoba mi się pomysł, chociaż chyba jednak straciło trochę na cięciach. Niekiedy miałem wrażenie pójścia na skróty, a samej koncepcji dobrze by zrobiły nieco większe ramy. Twist mnie zaskoczył, ale jednak jakoś szczególnie nie obszedł, podejrzewam, że dlatego, że w tak krótkim tekście ciężko mi było sobie wyrobić przed nim sympatię czy to do Mercedes, czy do Jana.

Historia napisana poprawnie, nie rzuciły mi się w oczy większe błędy, jednak nie zachwyciła mnie, także dlatego, że zwyczajnie nie lubię narracji pierwszosobpwej. Jednak nie kupiłem też postaci głównej bohaterki – ot, historia brzydkiego kaczątka z odrobiną innowacji poprzez przemianę w grze komputerowej. Nie przypadł mi do gustu także świat przedstawiony. Elementy gry były uchwycone w sposób ukazujący mechanikę gier tego typu, ale zwyczajnie, całkowicie subiektywnie nie spodobały mi się, a miejscami nawet irytowały. Na koniec muszę przyznać, że pomimo powyższego w pewnym momencie historia mnie wciągnęła, a w powiązaniu z niezłym warsztatem czytało mi się dobrze.

Szort napisany poprawnie, chociaż zabrakło mi w nim głębi. Niestety nie udało mi się uchwycić nastroju, może wartoby rozbudować opisy świata przedstawionego? Popraw wskazane przez przedmówców błędy, a następnym czytalnikom łatwiej to opowiadanie podejdzie.

Ok, podoba mi się zamysł, a potknięcia zanadto nie przeszkadzają. Tylko ten "staż" mi także nie pasuje. Czytało mi się poprawnie i liczę, że wrzucisz jakiś tekst napisany z większym rozmachem :)

Drogi Allu! Przeczytałem i radzę Ci zmienić opowiadanie na kopię roboczą i poprawić je przed kolejną publikacją na portalu, gdyż roi się w nim od błędów chyba wszystkich możliwych rodzajów. Polecam Ci przeczytać je na spokojnie jeszcze raz.

 

Oprócz masy błędów, to opowiadanie to jeden trudny do przebrnięcia, pozbawiony akcji, monolog i szczerze mówiąc nawet nie wiem o czym czytałem.

Przeczytałem bez bólu, były pojedyncze niezbyt udane zdania (jak wskazany wcześniej fragment z samowarem oraz przykucie kotła łańcuchem – nie lepsze byłyby śruby?) Niestety historia mnie nie porwała, a humor nie był dla mnie zbyt zabawny. Uważam też że problem jest nieco przerywany – przy tych cenach benzyny wcale nie stawiałbym na alkohol.

Opowiadanie wciągnęło mnie od początku do końca, czytało mi się płynnie i dobrze :) Bardzo przypadł mi do gustu i wątek historyczny, i osobisty g.b. Przyznam też szczerze, że zakończenie mnie zaskoczyło. Odrobina czarnego humoru robi robotę. Wyłapałem po drodze kilka niezgrabnych zdań, ale nikną one w całości.

 

Przedmówcy podnieśli pewne zarzuty, z którymi się nie zgodzę. Myślę, że chociaż przytłaczająca większość mieszkańców błyskawicznie przywykłaby do nieustającego dudnienia, to znaleźliby się domorośli historycy, którzy usiłowaliby zgłębić zagadkę (także poprzez teorie spiskowe – tego mi trochę brakuje, jakichś wyjaśnień władz miasta i mieszkańców odnośnie tego fenomenu). Nie zgodzę się też z zarzutem względem przeżycia giganta. Nie znamy fizjologii giganta ani wiedzy (medycznej, chemicznej , kulinarnej itd.), więc jak dla mnie to wyjaśnienie w zupełności mieści się w licentia poetica. Dopisałbym też jedno zdanie wyjaśnienia – jak władze miasta zareagowały na śmierć dziecka w studni? Jakie było wyjaśnienie braku działań? 

 

Zazgrzytały mi dwie rzeczy. Po pierwsze decyzja samobójcza g.b., nic nie sugerowało mi wcześniej jego fatalnej kondycji psychicznej. Była dla mnie nagła, niespodziewana i nieco nieuzasadniona. Po drugie – opowieść krasnoluda. Wyjaśnienie jest podane od razu na tacy. Tak się nie robi, nie tak od razu kawa na ławę. Szczególnie, że krasnoludy żyją pod ziemią 500 lat i jak pojawia się człowiek to od razu spowiadamy mu się z sekretnej historii? Nie powinien dostać kilofem w łeb, zostać zaciągnięty do sali tortur i wypytany o szczegóły tego, co dzieje się na powierzchni? Dla mnie to było po prostu zbyt szybkie.

Sonato, wybacz, ale nie doczytałem. Historia po prostu mnie nie porwała i nie jest to kwestią długości. Pomijając to, co podnieśli przedmówcy, mnie przeszkadzało stwierdzanie oczywistość (starzec z chorą nogą podskakuje, a chwilę później jest zdanie twierdzące – wyzdrowiał po kąpieli, po czym znowu – źródło było magiczne). Takich stwierdzeń jest sporo, a chyba lepiej ich unikać.

 

Militarny aspekt opowiadania bardzo mi nie podszedł – od "po co oni siedzą na drzewach?",przez "czemu 3 magów czekało zamiast interweniować?", po "dlaczego mając środek ewakuacji nie wyciągnęli VIPa od razu?". Po prostu ta scena akcji jest dla mnie nielogiczne, radziłbym Ci poczytanie o takich rzeczach i dobre przemyślenie, a następnie zaplanowanie akcji w opowiadaniu, lub powieści.

 

Jak dla mnie też fragment oznaczony dwójką powinien być przed zasadzką, wtedy znalibyśmy bohaterów i łatwiej byłoby zorientować się w akcji. Zniechęciła mnie historia Magii – po prostu nie lubię takich opowieści.

 

Podobała mi się tutaj historia starca, chętnie poznałbym jej zakończenie, dowiedział się skąd i dokąd idzie :) Czytam to opowiadanie po Twoim najnowszym tekście i muszę powiedzieć, że zrobiłaś ogromny postęp :)

Czytało mi się dobrze, chociaż już od początku nie mogłem przestać myśleć o Settlersowych świniach, więc zakończenie mnie nie zakoczyło :)

Jedno moje opowiadanie ukazało się w Abyssosie, na podstawie doświadczeń i obserwacji profilu na FB mogę uzupełnić szymelek jak poniżej :)

 

Abyssos

http://abyssos.eu/

Rodzaj: e-magazyn magazyn i portal (publikacja na portalu nie oznacza publikacji w kwartalniku – ale publikacja w kwartalniku oznacza publikację na portalu);

Status: aktywny;

Zakres tematyczny: brak ograniczeń;

Potwierdzenie przyjęcia tekstu do oceny: Po zapytaniu – tak  

Potwierdzenie odrzucenia tekstu: TAK;

Czas oczekiwania na odpowiedź: dwa miesiące (przy tekście przesłanym w ramach naboru do kwartalnika – szybciej, ok. 2 tygodni);

Uwagi redakcyjne: Stowarzyszenie prowadzące kwartalnik wypowiedziało się w komentarzu na FB, że teksty są poddawane korekcie. Nie zauważyłem jej skuteczności czytając opowiadania. Zapytałem mailowo, czy mój tekst będzie poddany redakcji lub korekcie, ale nie uzyskałem odpowiedzi.

Czas oczekiwania na publikację: Przy wysłaniu tekstu na nabór do kwartalnika – ok. miesiąc.

Kontakt mailowy z redakcją/sekretarzem redakcji: TAK – odpowiedź, co do losów opowiadania,  przesyłana jest drogą mailową;

Częstotliwość wydań: raz na kwartał;

Wydania tematyczne: 21 V 2019 r. ukazało się, w ramach współpracy z Conworldawką, wydanie specjalne skupiające się na przedstawieniu pomysłów na świat.

Limit znaków: tyle ile 10 stron czcionki  Times New Roman o rozmiarze 12;

ISSN: TAK.

Witam wszystkich serdecznie! Śledzę to forum już dłuższy czas i uznałem, że czas założyć konto. Nie mam wielkich osiągnięć literackich, choć zanotowałem parę drobnych sukcesów. Postaram się być wartościowym użytkownikiem, a może nawet zamieszczę tu jakieś swoje opowiadanie :) 

Nowa Fantastyka