- Opowiadanie: HollyHell91 - Jedynym świadkiem zorza polarna

Jedynym świadkiem zorza polarna

Moje pierwsze opowiadanie kryminalne. W tekście jest kilka przekleństw.

Serdecznie dziękuję za betę Ambush i BosmanMat.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Jedynym świadkiem zorza polarna

Björn usłyszał pukanie do drzwi. Westchnął ciężko i wywrócił oczami. Pies, border collie, zakręcił się i szczeknął, po czym wbił wzrok w kominek. Björn podążył za spojrzeniem Fenrira i na chwilę dał się zahipnotyzować tańczącym płomykom. Ponowne pukanie wybudziło go z transu. Wstał powoli i bardzo niechętnie. 

Otworzył drzwi i ujrzał Friedę. Wrodzoną wesołość w jej oczach teraz zastąpiła pustka lub… sam nie wiedział co. Bezradność? Podbródek kobiety drżał gwałtownie i zapowiadał wodospad łez. 

– Jezusie, co się stało? – zapytał przerażony i nie czekając na odpowiedź, wpuścił sąsiadkę do środka. 

Zamknął drzwi, a gdy się odwrócił, Frieda siedziała już przy stole. Wpatrywała się w kominek, tak jak przed chwilą robił to Björn, z jedną różnicą – przyjaciółka raczej nie widziała ani kominka, ani ognia. 

Mężczyźnie zrobiło się nieprzyjemnie gorąco. Nigdy nie widział jej w takim stanie, a znał Friedę całe życie. To ona zawsze była tą opanowaną, tą, która go broniła przed łobuzami w szkole i przed krzykami rodziców, gdy przyniósł do domu złą ocenę.  

Fenrir również odwrócił się w jej stronę, machając szybko ogonem. 

– Zrobię ci herbaty – powiedział delikatnie Björn i skierował się do kuchni. Sięgnął do kartonowego pudełka, wybrał jedną torebkę i włożył do kubka. Gdy wrócił do stołu, Frieda sączyła napoczętą już wcześniej przez niego herbatę. Po jej policzku popłynęła łza. Potem druga i trzecia… 

Björn znowu westchnął. 

– Frieda, kochana – powiedział wolno, jak do dziecka. – Powiesz mi, co się stało, czy… 

Przerwał, bo jego uwagę przykuły ręce sąsiadki. Drżały gwałtownie, ale to nie ten fakt sprawił, że mężczyzna zamarł. Delikatne dłonie Friedy o długich palcach były poplamione brunatnym kolorem. Björn znał ten kolor bardzo dobrze. Pół życia próbował się go wyzbyć w domach całej północnej Skandynawii. 

– To nie ja… – wykrztusiła wreszcie Frieda. – Uwierz mi. Chciałam tylko sprawdzić, czy Olaf… 

Drżący podbródek zapowiadał potok łez. Björn był cierpliwy, wiedział, że musi dać jej się wypłakać. Jednak napięcie wzbierało w nim coraz bardziej, poczuł gulę w gardle. Nawet trzask drewna w kominku zaczął być irytujący. Nie mógł tego dłużej znieść. 

– Frieda – powiedział ostrzej niż zamierzał. – Powiesz mi w końcu, co się stało? 

Nie powiedziała, lecz pokazała. Jeszcze nie była w stanie mówić, więc zaprosiła sąsiada po prostu do siebie. 

Nie weszła do środka. Otworzyła mu drzwi. 

Ledwie przekroczył próg, zrozumiał wszystko – szok Friedy i fakt, że wolała marznąć na zewnątrz niż wejść do mieszkania. Björn w całej swojej karierze sprzątacza nie widział czegoś tak okropnego. Może dlatego, że był wzywany dopiero po zakończonym śledztwie na miejscu zbrodni. 

“Nie powinno mnie tu być” – zdążył jeszcze pomyśleć, zanim zmroziło mu doszczętnie mózg. 

Na podłodze przed wyspą kuchenną leżał jego sąsiad Olaf. Björn próbował wmówić sobie, że to tylko jakaś kukła, manekin. Struga krwi spływała po szafce i kończyła się za roztrzaskaną głową Olafa. Dopiero wtedy mężczyzna zauważył za zwłokami powiększającą się kałużę krwi. Do zbrodni musiało dojść dosłownie przed chwilą. Björnowi sytuacja wydawała się nierealna. 

– Trzeba wezwać policję. – Usłyszał swój głos, jakby powiedział to ktoś inny. 

– O Boże. – Frieda jęknęła zza drzwi. – O Boże, Boże. 

– Natychmiast – powiedział z naciskiem. Chciał się odwrócić i przestać patrzeć na ten okropny widok, ale nie potrafił. 

– O Boże… – mamrotała sąsiadka. – Oni pomyślą, że to ja… Że to ja zrobiłam… 

– Widziałaś, by ktoś tu wchodził? 

– Boże… Nie wiem… Jest ciemno od kilku miesięcy, tych pieprzonych lamp nie chcą naprawić… 

– Drzwi były zamknięte? 

– Tak. Pewnie to był ktoś, kogo Olaf znał… Przecież wszyscy się tu znamy…

Björn odruchowo zmarszczył brew. Czemu zamknęła drzwi, skoro wszyscy się tu znają? I zawsze jest tu bezpiecznie? No dobra – było bezpiecznie? To nie jest Europa Wschodnia. Jednak pozostawił wątpliwości dla siebie. Nie chciał dokładać stresów sąsiadce, która właśnie straciła męża. 

– Zabójca musi być gdzieś niedaleko – rzucił Björn i zanim dotarło do niego, że pościg mordercy w pojedynkę i bez broni nie jest dobrym pomysłem, pobiegł na tyły domu. 

Usłyszał chrzęst śniegu i szelest między świerkami. Odniósł wrażenie, że pomiędzy drzewami majaczy zarys jakiejś postaci. 

“Cholerna noc polarna”, pomyślał Björn i zrobił kilka szybkich kroków naprzód, po czym nagle przystanął. 

Szelest ucichł, a mężczyzna odniósł wrażenie, że zarys postaci i chrzęst śniegu mu się tylko zdawał. Dopiero wtedy ujrzał na niebie zorzę polarną. Tańczyła i uwodziła pięknymi kolorami, kompletnie nie przejmując się zatrważającą zbrodnią. 

 

 

 

“Nie pakuj się w to. Dobrze wiesz, że to zły pomysł. Zostaw wszystko policji”. 

Fenrir wpatrywał się w Björna mądrymi oczkami. Leżał przed kominkiem i niby się wygrzewał, ale to były tylko pozory. Bardzo się martwił o swojego pana. 

“Björn”. 

Mężczyzna spojrzał na psa. 

“Zamknij drzwi”. 

Björn posłusznie wstał, podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku. Przestał czuć się bezpiecznie. Nigdy wcześniej nie musiał zamykać domu na noc. Podszedł do okna i zasunął rolety. Odniósł nieprzyjemne wrażenie, że z własnego mieszkania robi więzienie. 

“Jesteś zmęczony. Połóż się spać”. 

Odwrócił się do psa, który energicznie machał ogonem. 

– Masz rację, przyjacielu. Przytłoczyło mnie to wszystko. 

 

 

 

Mężczyzna nie mógł zasnąć, a gdy w końcu mu się to udawało, dręczyły go koszmary. I wyrzuty sumienia. 

W snach policjanci przeszukiwali mieszkania jego i Friedy. Olaf leżał martwy, ale nie na podłodze pod blatem, tylko w ciemnozielonym fotelu przed kominkiem, miejscu, w którym najczęściej Björn widywał sąsiada. Z jego brzucha wypadały wnętrzności, które pełzły w kierunku rozpalonego kominka. 

Na jawie wyrzuty sumienia zmuszały Björna do przewracana się z boku na bok. Sapał przy tym, coraz bardziej wściekły na Friedę i całą sytuację. Nagle poczuł coś wilgotnego i chropowatego na ręce. To Fenrir próbował go pocieszyć. 

“Jeśli cię to tak męczy, opowiedz wszystko policji” – sapał pies. 

– Nie mogę – mruknął mężczyzna. – Oskarżą mnie o współudział. 

Przesiąknięty lękiem umysł wypluwał coraz straszniejsze obrazy. Olaf wygrzebywał się z dołu, w którym Björn zakopał go z Friedą, brudząc nieskazitelnie biały śnieg czarną ziemią. Wśród ciemnych plam pojawiło się też mnóstwo czerwonych. Sąsiad wszedł do mieszkania i zaczął mazać własną krwią cały salon. “Nie zmyjesz jej już nigdy – mówił nieboszczyk. – Najlepsze środki zawiodą”. 

Björn zamknął oczy i przyłożył ręce do twarzy. Po chwili łzy ciekły po jego policzku i palcach. Fenrir się nie poddawał. 

“Wykończysz się. Opowiedz wszystko policji i zrzuć ten ciężar”. 

Mężczyzna zignorował psa – pewna myśl otworzyła mu szeroko oczy. Dłonie zsunął nieco niżej, przysłaniając nos i w tej pozycji zastygł. 

– A jeśli rzeczywiście to Frieda zrobiła? Swojego męża… 

Zaprzeczył głową, wypierając te wstrętne myśli. Friedę znał od dziecka, nie mogła tego zrobić. Nie miała powodów. Ona i Olaf stanowili idealne małżeństwo. Björn często u nich gościł i nigdy nie widział, żeby się kłócili.

Obraz doskonałego małżeństwa sąsiadki zastąpił mu inny – zarys postaci wśród drzew, który widział za jej domem. Wciąż nie miał pewności, czy mu się to przywidziało, czy faktycznie ktoś tam był. Mógł przysiąc, że usłyszał wtedy szelest gałązek oraz chrupanie śniegu, jakby ktoś po nim szedł, ostrożnie stawiając ciężkie kroki. 

 

 

 

W pewnym momencie przestał walczyć z bezsennością i wściekły zerwał się z łóżka. Spojrzał na zegar wiszący nad komodą – była za dwadzieścia minut piąta. Postanowił przyrządzić śniadanie, zaparzyć kawę i zaczekać na poranne wiadomości. Fenrir pałętał się między nogami pana, nie wiedząc, jak go uspokoić. Björn rozpalił w kominku, by rozproszyć ciemność, która uparcie towarzyszyła mieszkańcom Dalvik już od przeszło dwóch miesięcy. Teraz bardziej niż kiedykolwiek pragnął ujrzeć mocne, naturalne światło. Tym razem oczekiwanie na lato będzie trwało dłużej niż zwykle. Björn usiadł przy stole i włączył telewizor, żeby zabić ciszę. Bezmyślnie wodził palcem po ekranie telefonu.

Natrętne myśli o Olafie i Friedzie nie dawały mu spokoju. Przeżywał psychiczne tortury. Nie zauważył nawet, kiedy wybiła szósta i rozpoczęły się wiadomości. 

Lokalna telewizja nie miała dobrych wieści. 

– Dzisiejszej nocy w miasteczku Dalvik zginęła jedna osoba – mówił poważnym głosem prezenter. – Mieszkańcom zalecamy ostrożność i nieopuszczanie domów, jeśli nie jest to konieczne… 

Telefon wypadł Björnowi z ręki. 

“Wiedzą. Oni wiedzą”. – Przebiegło mu przez głowę. 

Poczuł, jak chyba sam szatan siada mu na piersi. W środku wszystko wrzało, nie mógł złapać oddechu. 

– …władze obiecały mieszkańcom natychmiastową naprawę sieci latarń oraz ujęcie przestępcy. Na temat samej zbrodni nie wiadomo jeszcze zbyt wiele. Miejscowa policja wie tylko tyle, że ofiarą jest młody mężczyzna… 

Björn zerwał się na równe nogi. 

– …który mieszkał samotnie tuż przy centrum miejscowości. Narzędzie i motyw zbrodni nie są jeszcze znane… 

Dalej już nie słuchał. Wsparł się dłońmi o stół, a wzrok wbił w telewizor.

Minęło trochę czasu, zanim przerażenie i szok ustąpiły. Jednak nadal nie mógł ruszyć się z miejsca. Fenrir milczał, najwyraźniej również poruszony informacjami. 

– To oni nie wiedzą o Olafie? Młody mężczyzna? O kogo może chodzić? – mruczał Björn. – Już druga osoba… kto to mógł zrobić? Pewnie jakiś turysta… Na pewno. Przecież wszyscy się tu znamy i lubimy… 

Usłyszał pukanie do drzwi i odruchowo się wzdrygnął.  

Gdy wstał, poczuł, że nogi ma jak z waty. Szedł bardzo powoli, jakby zbliżał się do bomby. Rozległo się gwałtowniejsze, naglące, pukanie.

Podszedł do drzwi i drżąc, otworzył je powoli. Frieda. 

– Przepraszam cię. – Wtargnęła do środka, nie czekając na zaproszenie. Usiadła znów przy stole, jak jeszcze kilka godzin wcześniej. – Nie mogę siedzieć sama w domu. 

Gniew Björna się ulotnił, a na jego miejscu pojawiła się troska i współczucie. 

– Oglądałaś wiadomości? – zapytał cicho zamykając drzwi. – Nie bałaś się tu iść ciemną ulicą? 

– Co? – zapytała i nieprzytomnie spojrzała w telewizor. – Ach, tak… No, tak, ale nie mogłam zostać sama… Strasznie się boję… 

Björn usiadł naprzeciwko niej. Ujął jej dłonie w swoje. Zakrzepła krew wciąż tkwiła za paznokciami. 

– Nie powinienem był cię zostawiać samej wczoraj – powiedział smutnym głosem. – Przepraszam cię. To musiała być dla ciebie straszna noc… 

– Oj, tak… – mruknęła, dygocząc. – Nie mogłam spać… Śnił mi się Olaf… 

Mężczyzna nic na to nie odpowiedział. Wolał jej nie opowiadać o swoich makabrycznych snach. Nagle przyszło mu do głowy kolejne utrapienie: kiedy sąsiedzi zorientują się, że Olafa nie ma w domu? W okolicy grasuje jakiś psychopatyczny morderca, trzeba koniecznie… 

– O czwartej przyszedł Sigurd, pytał o Olafa. – Frieda odczytała jego myśli. – Chciał się z nim wybrać na połów, jak zwykle… Powiedziałam, że Olaf wyruszył już godzinę temu. Nie wiedziałam, co zrobić… 

– Możesz zostać tutaj… 

– Björn… 

– …przebywanie na miejscu zbrodni nikomu nie służy. No, chyba że jakimś psychopatom. Zostań tutaj. W ogóle nie mam pojęcia, czemu pozwoliłem ci wczoraj tam zostać. Przecież mogło ci się coś stać… – Björn odchylił się na krześle. – Rany boskie, a gdyby morderca wrócił do ciebie! Przecież zdążył zabić już dwie osoby… 

Frieda uciszyła go dotknięciem delikatnej dłoni. Uśmiechnęła się smutno. 

– Dobrze, zostanę. Pójdę tylko po swoje rzeczy. 

– Pójdę z tobą. 

– Nie, poradzę sobie… dzieli nas tylko ulica i dom. 

Jak powiedziała, tak zrobiła. Björn patrzył na nią przez szparę między roletą a framugą okna. Smukła sylwetka zniknęła po chwili w ciemnościach. Mężczyzna zadrżał z niepokoju o przyjaciółkę. 

Machinalnie zaczął sprzątać mieszkanie, mając z tyłu głowy myśl, że zamieszka z Friedą. Uśmiechał się, choć nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. 

Nareszcie Frieda będzie z nim. Będą mieszkać razem. Jak małżeństwo. 

 

 

 

Nie mógł się doczekać. Mieszkanie już zostało ogarnięte, wysprzątane tak, jak tylko czterdziestodwuletni kawaler jest w stanie wysprzątać dom. 

W telefonie zabrzmiał alarm przypominający o codziennej dawce zoloftu. Zamiast jednej tabletki połknął aż trzy. 

“Przecież wiesz, że to niebezpieczne” – upomniał go pies. “Już trzeci dzień bierzesz potężną dawkę”. 

– Niech w końcu ta noc polarna minie, to wtedy rzucę to cholerstwo – warknął Björn. – I niech ludzie przestaną się mordować w tej mieścinie. Nawet z chałupy nie można spokojnie wyjść. Chyba w takiej sytuacji mogę się wspomóc lekami, prawda? 

Pies nie odpowiedział. Położył łeb na łapach i machnął raz ogonem. 

Björn podszedł do okna, już chyba po raz setny tego dnia. Friedy nadal nie było widać. Jego ręce zadrżały gwałtownie. 

Przemógł strach i otworzył drzwi. Dręczyło go sumienie i męska duma – jego przyjaciółka błąka się samotnie w ciemnościach, a on siedzi w domu. Niestety nie zdążył wyjść nawet na środek ulicy – po kilku krokach stracił przytomność. 

 

 

 

Gdy otworzył oczy, ujrzał zaniepokojoną sąsiadkę. Fenrir szczeknął ucieszony i merdał szybko ogonem. Björn leżał na kanapie niedaleko kominka, przylegającej do regału z opasłymi książkami. 

– Boże ty mój! W końcu się obudziłeś! – krzyknęła Frieda, po czym gwałtownie ściszyła głos: 

– Jak się czujesz? 

– Jak długo byłem nieprzytomny? – odpowiedział pytaniem na pytanie Björn. 

– Nie wiem, kilka godzin? – Wzruszyła ramionami. – Gdy weszłam, mało na zawał nie padłam. Leżałeś na kanapie, jak martwy. Myślałam, że ciebie też morderca zaciukał! Musiałeś stracić przytomność! Bierzesz leki? 

– Tak – odparł i skarcił siebie w duchu za zignorowanie ostrzeżeń psa. – Zaraz… leżałem na kanapie? 

– No, tak. Dobrze, że na niej straciłeś przytomność, bo inaczej głowę byś sobie rozwalił! Przyniosę ci wodę. 

Frieda zniknęła w kuchni, a Björn wbił wzrok w podłogę. Ostatnie, co pamiętał, to jak szedł ulicą. Jakim cudem znalazł się na kanapie? 

Fenrir oparł się łapami o parapet i wpatrywał się w przysłonięte roletami okno. Björn sięgnął z kanapy do łańcuszka do rolet i je podwinął. Za oknem wciąż panowała przerażająca ciemność. 

– Nadal nie naprawili latarń? – zawołał do krzątającej się w kuchni Friedy. 

– Niestety – odkrzyknęła. Usłyszał chlupot wody nalewanej do szklanki. Po chwili Frieda pojawiła się w salonie. – Chyba im nie zależy na naszym bezpieczeństwie… 

– Widziałaś coś podejrzanego? – zapytał, biorąc od niej szklankę. 

– Na szczęście nie. Ale atmosfera jest taka… 

– Ciężka? 

Przytaknęła. Wyłamywała sobie palce. Rozglądnęła się nieśmiało. 

– Usiądź – powiedział z lekkim uśmiechem Björn. – Teraz tu jest twój dom. 

Odwzajemniła uśmiech i pytającym wzrokiem spojrzała na wielki, zielony, wygodny fotel przed kominkiem. Mężczyzna przytaknął i roześmiał się, rozbawiony dziecinnym zachowaniem przyjaciółki. 

Zanim usadowiła się wygodnie, ustawiła fotel tak, by widzieć Björna i kominek jednocześnie. Fenrir wskoczył na kanapę i ułożył się obok pana, kładąc pyszczek na jego udach. Wlepiał mądre oczka we Friedę, która odniosła wrażenie, że pies czasem groźnie obnażał zęby. Pewnie jest zazdrosny o swojego pana, pomyślała. 

Björn zwykle nienawidził ciszy, ale kłębiące się w jego głowie myśli sprawiły, że teraz mu nie przeszkadzała. Ujrzawszy naprzeciwko siebie Friedę, nieco już uspokojoną, przypomniał sobie niemal wszystko, co czuł do niej całe życie. 

Podobała mu się, odkąd pamiętał. W szkole przebywali ze sobą tak często, że inne dzieciaki krzyczały na ich widok “zakochana para”. Björn pamiętał, że w takich sytuacjach próbował maskować dumę, a Frieda krzywiła się z niesmakiem na te zaczepki, co go zawsze bolało. Wbrew plotkom zawsze łączyła ich przyjaźń i to mu wystarczało, dopóki na horyzoncie nie pojawił się Olaf. 

Olaf nie był zwykłym Islandczykiem – był wikingiem i pochodził z Reykjaviku. Wysoki, szeroki w plecach, z mocno zarysowaną szczęką, blond włosami i chłodnymi jak lód oczami. Jego groźna aparycja nie współgrała z charakterem: cechowała go dobroć i wrażliwość. Człowiek o wielu talentach: potrafił łowić ryby, samodzielnie naprawiać łodzie, miał wyuczony zawód elektryka, a w wolnych chwilach pisał wiersze i tworzył muzykę. Gdy dziewczyny w szkole dowiedziały się, że raz miał nawet okazję nagrywać z Björk, kompletnie oszalały na jego punkcie. Mimo kipiącej w Björnie zazdrości, w gruncie rzeczy nie dziwił się Friedzie, że pokochała Olafa. 

Gdy oświadczyła Björnowi, że sprawdzali z Olafem w aplikacji Islendinga, czy nie są ze sobą spokrewnieni, w końcu zrozumiał, że jest w niej zakochany i zawsze tak było. Czuł złość na samego siebie – zmarnował tyle lat i okazji, by stworzyć z nią związek. Żadna inna dziewczyna mu się nie podobała, więc z nikim się nie spotykał. Niesamowicie opryszczony nastolatek unikający kobiet naturalnie stał się obiektem drwin. W pewnym momencie Björn miał serdecznie dosyć swojego otoczenia, więc wyjechał na jakiś czas do skandynawskich sąsiadów. W Norwegii założył jednoosobową firmę sprzątającą miejsca zbrodni. Wiele osób zadawało mu pytanie, czemu właściwie tym zaczął się zajmować. “Bo nikt inny nie chciał” – zawsze odpowiadał, niewiele się namyślając nad odpowiedzią. 

Na obczyźnie walczył ze swoim sentymentalizmem i tęsknotą do rodzinnego miasteczka, lecz przegrał tę bitwę i ostatecznie wrócił do Dalviku. Na szczęście kiedy wrócił, jego rówieśnicy także dorośli i dali mu spokój. Albo rozmawiali z nim niewiele, albo w ogóle. Uważano go za dziwaka i było mu z tym dobrze. Jednak wykańczająca psychicznie praca i trwające przez długi okres nieprzerwane ciemności przyczyniły się do depresji, z którą zmagał się do dziś. 

– Björn. – Głos Friedy wyrwał go z zamyślenia. – Co my teraz zrobimy? 

Mężczyzna powrócił myślami do salonu. Drewno trzeszczało uspokajająco w kominku, Fenrir wpatrywał się w ogień, a Frieda patrzyła wyczekująco w przyjaciela. 

– Co masz na myśli? Z czym co zrobimy? – zapytał lekko skołowany. 

– No… z tą sytuacją. Jak mamy chodzić do pracy, jak iść na zakupy, gdy w nieoświetlonym miasteczku podczas nocy polarnej grasuje morderca? Czy nie przypomina ci to jakiegoś koszmaru? 

Wciąż zawirowany umysł Björna wytworzył złowieszczy uśmiech na twarzy sąsiadki. Mężczyzna przetarł oczy i uśmiech Friedy znikł. Dziwne przywidzenie. “Naprawdę muszę uważać z lekami” – pomyślał. 

– Jakoś sobie poradzimy. – Bardziej stęknął, niż powiedział. Wciąż czuł się okropnie. – Od czasów pandemii można zamawiać zakupy na dowóz. A co do pracy… weź sobie na razie wolne. Ja mam dużo oszczędności, wystarczy nam na wszystko. 

Frieda rozglądnęła się po mieszkaniu Björna, a na jej twarzy zauważył wątpliwość. Poczuł się tą miną urażony. 

– Mam oszczędności właśnie dlatego, że oszczędzam – burknął, ale widząc jej przestraszony wyraz twarzy, natychmiast zmienił ton na łagodniejszy: – Na pewno szybko złapią mordercę. Przecież to małe miasteczko. 

Kobieta poprawiła się na fotelu i westchnęła ciężko. 

– Mam nadzieję – powiedziała smutnym głosem. – Jestem wyczerpana. Gdzie mogę spać? 

Björn chciał wskazać jej własną sypialnię, ale w porę się zorientował, że ta propozycja mogłaby ją przestraszyć. Zestresował się na chwilę, nie mogąc sobie przypomnieć, czy ma gdzieś jeszcze wolne łóżko poza sypialnią. Już miał zaproponować niewygodną kanapę obok kominka, gdy przyszedł mu na myśl pokoik, którego bardzo rzadko używał. Pomieszczenie pełniło funkcję gabinetu i składziku – miał tam komputer, szafę ze szpargałami, narzędzia ogrodnicze i łóżko, które już dawno miał wyrzucić, ale z pewnością było większe i wygodniejsze niż salonowa sofa. 

– Pokażę ci. – Wstał powoli z kanapy. Poczuł ból i zmęczenie w rękach. Musiał nimi uderzyć podczas upadku albo to skutek uboczny przedawkowania leku. – Przyniosę ci kołdrę. – Podreptał w kierunku swojej sypialni po potrzebne rzeczy. 

Frieda powiodła wzrokiem po salonie i zatrzymała wzrok na psie. Fenrir przestał merdać ogonem i wpatrywał się w nią czujnie, jakby była kotem. 

 

 

 

Björn znów nie mógł zasnąć i wiercił się w łóżku. Pomyślał o tabletkach, ale nie chciał ich teraz brać. Do tej pory czuł się okropnie i ćmiło mu w głowie, a myśl, że nie wiadomo w jaki sposób po utracie przytomności wylądował na kanapie, przerażała go. Jeśli w stanie nieświadomości mógł się poruszać i ułożyć na kanapie, to… co jeszcze mógł? 

Rozpaczliwie próbował uciec od plątaniny myśli, bo wiedział, do czego to prowadzi. Ze wszystkich sił skupiał się na Friedzie. Czy jest jej tam wygodnie? Czy nie marznie? Czy on zamroczony lekami mógłby zabić Olafa? 

“Nie!” – krzyknął bezgłośnie. Wsparł się na łokciach i oddychał ciężko. 

“Wariujesz, chłopie. Wariujesz”. 

Natrętne myśli wyczuły słabość i teraz gromadziły się stadnie pod czaszką umęczonego mężczyzny. 

Przypomniała mu się kłótnia z Olafem. Kiedy mogła mieć ona miejsce? Z miesiąc temu? 

Friedy nie było w domu, a Björn wiedział o tym. Nagle zechciał lepiej poznać Olafa. Ale naprawdę poznać. Chciał zobaczyć, co kryje się pod maską życzliwego sąsiada, wrażliwego artysty, zaradnego elektryka. 

Przyszedł do niego z brennivínem pod pachą. Olaf otworzywszy mu drzwi, od razu zauważył trunek. Sąsiad był kompletnie zdezorientowany. 

– Co jest dzisiaj? Wtorek? – zapytał, spoglądając odruchowo na zegarek, jakby szukając w nim kalendarza.

– Zgadza się – odparł Björn, po czym wyciągnął spod pachy alkohol i niemal pomachał nim przed oczami Olafowi. – Masz może ochotę? 

Olaf nieumiejętnie próbował zamaskować przerażenie. Wyraźnie przełknął ślinę. Björn już wiedział – sąsiad kiedyś albo nadal miał problem z alkoholem. 

– We wtorek? O czternastej? – Uśmiechnął się Olaf niepewnie. – Co to za pomysł? 

– Poznałem dziewczynę – skłamał Björn. – No to jak, nie napijesz się z sąsiadem z takiej okazji? 

Olaf rozglądnął się trwożnie po pobliskich domach. Nikogo nie zauważył w oknach. 

– Wejdź proszę. – Wpuścił Björna do środka. Zasunął rolety, bo trzeba było zapalić światło, a krótki dzień już dobiegał końca. 

– Prawdziwy z ciebie wiking – przyznał Björn. – Nie boisz się plotek. 

Olaf wzruszył ramionami. 

– Nie lubię, jak ktoś mi zagląda w życie prywatne, zwłaszcza gdy tworzę. Poza tym i tak całe życie o mnie plotkowano, przyzwyczaiłem się. – Kiwnął głową w stronę wódki. – Przyniosę kieliszki. 

Björn usiadł przy małym, loftowym stoliczku i rozglądnął się po ścianach. Wisiało na nich mnóstwo plakatów i wycinków z gazet: nazwisko Olafa Sigurdssona widniało w line-upie festiwali Iceland Airwaves, Sónar i wielu innych, o których Björn nawet nie miał pojęcia. Obok plakatów wisiały jakieś artykuły i chyba fragmenty wywiadów: na jednym zdjęciu Olaf skupiony schylał się nad keyboardem, oświetlony lampami reflektorów. Björn uśmiechnął się do siebie. 

“Czyli mam do czynienia z byłym alkoholikiem i narcyzem” – pomyślał. – “Może być naprawdę ciekawie”. 

Pojawił się Olaf z kieliszkami. Jeden już miał wypełniony. Drugi, pusty, postawił przed gościem, który spojrzał na niego z wyraźną dezaprobatą. 

– Nie mogę pić brennivína, jest dla mnie za mocne – powiedział sąsiad z nieśmiałym uśmiechem. Ale ty się nie krępuj. 

Björn również się uśmiechnął, choć jego mina raczej przypominała grymas. 

– A co ty pijesz, przyjacielu? 

– Białe wino – odparł Olaf szybko, a po chwili zmarszczył brwi. Chyba zdał sobie sprawę z tego, co palnął. 

– W kieliszku do wódki? 

– Nie mogę pić dużo alkoholu ze względów zdrowotnych. 

– Może przez marskość wątroby? 

“Szlag. Nie mogłeś wytrzymać, Björn, co?” – zbeształ siebie w myślach. 

Olaf spojrzał na niego uważnie. W oczach przewinęła się cała paleta emocji: zdziwienie, smutek, również złość. I jeszcze… strach? 

– Nie mów o tym Friedzie, proszę – powiedział płaczliwym głosem. 

“Aha, mam cię, niby wikingu. Jesteś na skraju załamania nerwowego. Chlejesz po kryjomu, a Frieda o niczym nie wie. Jesteś żałosny”. 

– O czym mam nie mówić? – zapytał niewinnie Björn. 

Tym razem w oczach Olafa kłębiła się tylko złość. 

– Co to jest? Co to za gra? O co ci chodzi? – warknął. Maska życzliwego sąsiada opadła. 

– O nic. Po prostu się martwię. 

Olaf prychnął. 

– Chodzi ci o Friedę. 

Björn zamarł. Krzywy uśmieszek zszedł mu z twarzy. 

– Może i jestem alkoholikiem, ale nie jestem ślepy – burknął Olaf, spoglądając na Björna spod byka. – Widzę, jak za każdym razem wodzisz za moją żoną maślanymi oczami. A ona też o tobie ciągle gada. Wiesz, kiedyś z Björnem też tu przyszliśmy… Wiesz, a Björn i ja kiedyś pojechaliśmy gdzieś tam… Pierdolić to! – ryknął, wylał “białe wino” i nalał sobie brennivína. Wypił całą zawartość kieliszka na raz. 

Björn nadal nie mógł wydusić z siebie słowa. Patrzył, jak sąsiad wlewa w siebie trzy kieliszki jeden po drugim, po czym wali pięścią w stół. 

– Mogę nagrywać najpiękniejsze piosenki na świecie, a ona i tak będzie o tobie pierdolić! Pisałem o niej wiersze! A ty? Co ty byś dla niej zrobił? Posprzątał? – prychnął pogardliwie i już miał nalać sobie kolejny kieliszek, gdy poczuł rękę Björna na swojej. Spojrzał na niego i już miał krzyknąć, ale zauważył w jego oczach coś, co sprawiło, że musiał ustąpić. Odstawił butelkę. 

Björn nieco się zakłopotał. Chwycił za nadgarstek Olafa odruchowo. Poczuł w sercu nagle ogromny żal. Niesamowite. Jeszcze dosłownie kilka minut temu go nienawidził, a teraz z całego serca mu współczuł. Olaf był wrakiem człowieka. Zazdrość i nadwrażliwość artysty go zabijała. Björn puścił wolno jego rękę i spojrzał na butelkę. Teraz żałował, że ją przyniósł. 

– Chyba powinienem już iść… – bąknął, przerażony sytuacją, jaką nieumyślnie stworzył. Wypuścił bestię na wolność. 

– Tak, jak najbardziej. Zostaw butelkę i wypierdalaj, niedoruchany sprzątaczu zwłok. 

W Björnie coś pękło. Jego ręka jakby samoistnie złożyła się w pięść i wylądowała na twarzy sąsiada. Musiał uderzyć bardzo mocno, bo z nosa natychmiast pociekła krew. Björn przerażony spojrzał na swoją pięść i rozkwaszoną twarz Olafa. 

Natychmiast wypadł z mieszkania i dopiero będąc już u siebie, przypomniał sobie o butelce brennivína, którą zostawił na stole. Bał się po nią wrócić. Wziął wtedy potężną dawkę zoloftu i w pewnym momencie go odcięło. 

 

 

 

Przypomniało mu się to wszystko, czy może przyśniło dokładnie w taki sam sposób, jak się wydarzyło? Chyba jednak zasnął, bo obudził się nieco spocony. Natychmiast poszedł do salonu i rozpalił ogień w kominku, ale nawet jego wesołe płomienie nie były w stanie rozproszyć tych przykrych wspomnień. 

Po tej sytuacji nigdy więcej już nie rozmawiał z sąsiadem, a relacje z Friedą też uległy zmianie. Już się nie spotykali. Czasem widział tylko przez okno zarys jej sylwetki krzątającej się po kuchni, bo od tamtej pory Olaf regularnie zasuwał wszystkie rolety w mieszkaniu.

Dźwięk rozpoczęcia wiadomości wyrwał Björna z zamyślenia. Nawet nie pamiętał, kiedy włączył telewizor. 

– Kolejna ofiara w Dalvik – zaczęła rzeczowym głosem prezenterka. – Wczorajszego wieczoru zginęła sześćdziesięcioczteroletnia kobieta w swoim mieszkaniu. Z pewnością została zamordowana. Na ciele odnaleziono dziewięć ran kłutych. Policja prowadzi śledztwo. Dodatkowi funkcjonariusze z Reykjaviku zostali przydzieleni do sprawy. Mieszkańców prosi się o nieopuszczanie domów – jedzenie zostanie dostarczone do każdego mieszkania, prace biurowe będą wykonywane zdalnie. Kierownicy pracowników fizycznych udzielają im urlopu. Policja obiecuje ująć sprawcę jak najszybciej, choć na razie nie ma żadnych poszlak. Na miejscu wczorajszej, jak i wcześniejszej zbrodni nie znaleziono żadnych narzędzi… 

Björn już nie słuchał. Złapał się za głowę. “Co tu się dzieje, do cholery? W Dalvik ? Takie rzeczy? Przecież tu wszyscy się znają…” 

Nagle zastygł. Przypomniał sobie chrzęst kroków na ubitym śniegu, szelest jodeł, strzepnięty z gałązek biały puch i czarną plamę między drzewami, która mignęła jak cień w dniu, gdy został zamordowany Olaf. 

“To musi robić ktoś przyjezdny”. – Björn drapał się po głowie. “Ktoś, kto nie zna tu nikogo. Tylko ktoś obcy mógłby robić coś takiego…” 

– Co się dzieje? 

Głos Friedy sprawił, że Björn znieruchomiał. Spojrzał na zegarek: była za dwadzieścia siódma. Też nie mogła spać? 

– Zginęła kolejna osoba – wykrztusił. 

– Co ci się stało? 

– Co? 

– W głowę… leci ci krew. 

W tym samym momencie poczuł ciepło na czubku głowy i zauważył krew na swoich palcach.

– O cholera… zadrapałem się aż tak…? 

– Nie ruszaj się. 

Frieda po chwili wróciła z wodą utlenioną i bandażem. Gdy go opatrywała, Björn powtórzył: 

– Zginęła kolejna osoba… 

– Gdzie? 

– Tutaj, w Dalvik… 

Jej brak reakcji przeraził Björna. Kątem oka spojrzał na twarz sąsiadki. Była całkowicie obojętna. Przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. W końcu nie wytrzymał i zapytał zirytowany: 

– Czemu nic nie mówisz? Nie boisz się? 

Wpatrywała się w niego szklanym wzrokiem. Przeraził się jeszcze bardziej. 

Nagle Frieda zrobiła dziwny grymas. Wyglądało to dość upiornie: jakby jakieś widmo czmychnęło przez nią i zmieniło jej twarz ze spokojnej na wyprutą z życia. 

– Ja już nie mam siły, Björn – powiedziała wolno. – Nie dociera to do mnie. I nie chcę, żeby dotarło. Ciągle myślę o Olafie. Nie mam siły martwić się innymi. 

Jej przyjaciel nieco się zawstydził. Ciągle zapominał, że przecież straciła męża. Od jego śmierci minęły zaledwie dwa dni. Jak on zniósłby śmierć swojej ukochanej? Był pewien, że przeżywałby to gorzej niż Frieda. 

– Przepraszam cię – powiedział cicho. – Oglądałem wiadomości. Moje przeczucia się sprawdziły: jedzenie będzie dowożone, a pracownicy fizyczni mają na razie wolne. 

– Nie można wychodzić z domu? 

– Nie można wychodzić z domu. 

Wzrok Friedy spoczął na zasłoniętym roletą oknie. Björn dostrzegł na jej twarzy niepokój. 

– Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji. Mnie też jest ciężko. – Próbował ją pocieszyć argumentem, że w kupie cierpi się raźniej, ale ten nie pomógł. Frieda zaczęła nerwowo chodzić po mieszkaniu. 

– Przecież ja zwariuję – mówiła szybko. – Muszę iść do pracy. Muszę do przyjaciół. Muszę coś robić. Muszę przygotować Olafowi obiad… 

Przystanęła i zrobiła wielkie oczy. Nieoczekiwanie wybuchnęła płaczem. To był najbardziej bezradny płacz, jaki Björn słyszał w życiu. Nawet nie zasłaniała twarzy dłońmi – po prostu stała z opuszczonymi rękami, nieco przygarbiona i płakała głośno, aż chwilami brakowało jej tchu. 

Björn poczuł ulgę. W końcu dotarła do niej śmierć męża, wszystko pękło. I nie będzie już miała tego pustego, szklistego wzroku. 

Podszedł do niej i niezdarnie próbował przytulić. Nie odtrąciła go. Nagle poczuł nieodpartą ochotę pocałowania jej mokrych od łez policzków. Gdy to robił, nadal nie czuł oporu. 

Niespodziewanie przylgnęła do niego swoimi ustami. Zastygli tak przez chwilę w grzecznym pocałunku, który po chwili zmienił się w jakiś szaleńczy, obłąkany taniec języków. Björn poczuł gorąco na całym ciele, które najintensywniej odczuwał w kroczu. Jego mózg krzyczał jedno: “Będę kochał się z Friedą! Będę kochał się z Friedą!” 

Mózg nie kłamał. Kochali się jak wariaci, jakby miał nadejść zaraz koniec świata. 

Po wszystkim przyjaciółka, a teraz już kochanka, zasnęła. Björn w tym momencie był najszczęśliwszym facetem na planecie. 

Spała obrócona do niego tyłem. Kołdra zasłaniała tylko pośladki. Miał ochotę ją delikatnie muskać, ale bał się, że wybudzi ze snu ukochaną. Tak więc cieszył się swoim szczęściem, jedynie obserwując plecy Friedy. 

Rzuciła mu się w oczy czerwona pręga, długa od karku po łopatkę. Zauważył jeszcze kilka innych, na obu przedramionach. Zadrapania były dosyć głębokie, aż lekko zaniepokoiły mężczyznę. 

Położył się na wznak i rozmyślał. Czy to on w przypływie uniesienia mógł tak podrapać Friedę? Raczej nie. Gdzie miał ręce? Na twarzy, piersiach, biodrach… nie drapał jej. 

Obrócił się na bok i znów wbił wzrok w jej plecy. Frieda spała głębokim snem, uspokojona upojnym seksem. Björn jednak nie myślał już o przeżytym stosunku. Czerwone pręgi nie dawały mu spokoju. 

 

 

 

Czekał, aż przyjaciółka się zbudzi, ale ta ciągle spała. Zdążył już się ubrać, przygotować śniadanie, które sam w rezultacie zjadł, napalił w kominku, dał jedzenie Fenrirowi. 

W końcu zniecierpliwiony wrócił do sypialni, zdecydowany, by obudzić Friedę. 

Jednak w łóżku jej nie było. 

 

 

 

Siedział przed kominkiem, który już dogasał i zastanawiał się, co ma zrobić. Latarnie na zewnątrz nadal nie działały i panowała taka ciemność, że nie można było zobaczyć własnej ręki. Policja prosiła mieszkańców, a raczej im kazała, by pozostali w domach. Jak miał szukać Friedy? Jej telefon również nie odpowiadał, nawet nie było sygnału – od razu włączała się poczta. 

Zabójstwa w okolicy, głęboka noc polarna, pręgi na ciele Friedy, jej zniknięcie… tego było za wiele. Nie wiedział kompletnie co zrobić, nie widział sensu we wstawaniu z fotela, w przedsięwzięciu czegokolwiek. 

Nagle rozległo się głośne i stanowcze pukanie do drzwi, Björn się wzdrygnął. Przerażony wpatrywał się przez chwilę w stronę korytarza i nie mógł zrobić żadnego ruchu. Kolejne pukanie go nieco otrzeźwiło – szybko wstał, ale w drodze do drzwi uchylił przy oknie roletę.

Światło przenikające z pokoju na dwór ukazało przed domem Björna dwóch policjantów.

 

 

 

Rozpętał się jakiś koszmar. Funkcjonariusze szukali Friedy. Była podejrzana o trzy zabójstwa. Na ubraniu starszej kobiety i Sigurda znaleziono jej włosy, a ciało Olafa zostało potraktowane nożem kuchennym identycznym z takim, jaki Frieda miała w swoim wyposażeniu. Spod jego paznokci wydobyto naskórek kobiety. 

Björn siedział nieruchomo w fotelu i znów patrzył tępo na ogień w kominku. Policjanci zadawali mu pytania, ale on ich nie słyszał. 

Frieda. Zabiła. Olafa. Sąsiadkę. Sigurda. 

Dlaczego? Jak? Jak to możliwe, że kobieta, którą kochał… 

Z którą się kochał… 

Odruch wymiotny zaskoczył policjantów, jego samego również. Boże. Obrzydliwe. 

Policjanci poczęstowali go jakimś środkiem uspokajającym. Mężczyzna wyznał wszystko, jak na spowiedzi. Również to, że z Friedą zakopali ciało Olafa. Czy będzie sądzony za współudział? Z pewnością. 

Björn chciał z siebie wszystko wyrzucić. Nie chciał mieć z tą sprawą nic wspólnego, ale niestety miał dużo. Pomógł zabójczyni pozbyć się zwłok, mieszkała u niego, spał z nią. 

Częste skurcze żołądka i odruchy wymiotne przedłużały wywiad. Po dwóch godzinach nadszedł moment, gdy policjanci w końcu wyszli z domu. Na razie stanęło na tym, że Björn miał zakaz opuszczania Dalvik. Wzruszył ramionami. I tak się nigdzie nie wybierał. 

 

 

 

Siedział na stołku przed szybą i chwycił już odruchowo słuchawkę. Oczekiwanie na Friedę dłużyło się nieznośnie. 

Pojawiła się po chwili, która zdawała mu się wiecznością. Nawet w niebieskim pasiaku wyglądała ładnie. Do jego mózgu nadal nie docierało, że była zabójczynią. 

Podniosła słuchawkę, przyłożyła ją do ucha. Uśmiechnęła się dziwnie. 

– Dziękuję, że przyszedłeś. 

Björn milczał. Nie wiedział, co powiedzieć. 

– Nie wiem, co powiedzieć – wypowiedział myśl na głos. 

Frieda spuściła oczy i westchnęła ciężko. 

– Cóż. Z pewnością masz jakieś pytania… 

– Tak. Dlaczego? 

– Co: dlaczego? 

– Dlaczego zabiłaś trzy osoby, w tym swojego męża i dlaczego się ze mną przespałaś? 

– Bo cię kocham. 

Björn zmarszczył brwi. 

– Jesteś pierdolnięta – powiedziały bardziej jego usta niż on sam. 

– Być może. – W ogóle się nie przejęła obelgą. 

– Co ma miłość do zabójstwa? 

– Nie mogliśmy być razem przez tę nędzę artystyczną. Więc go zabiłam. 

– Nie mogłaś się rozwieść? 

Zaśmiała się. Björn nie dowierzał własnym uszom. Zabiła trzy osoby i reaguje na to śmiechem. Przypomniał mu się seks z nią i znów poczuł mdłości. 

– Rozwiodłabym się i co, myślisz, że by nas nie ścigał? On cię nienawidził. 

Björn zaprzeczył gwałtownie głową. “Logika” Friedy kompletnie do niego nie przemawiała. 

– A ta kobieta? I Sigurd? Co oni zrobili? 

– Za dużo pytali. Mówili wprost o swoich przemyśleniach na temat zniknięcia Olafa. Musiałam się ich pozbyć. Ale jak widać, zrobiłam to nieumiejętnie. 

Mężczyzna miał ochotę odłożyć słuchawkę. Zanim to zrobił, usłyszał jeszcze: 

– Kiedy cię znów zobaczę? 

Nie miał zamiaru odpowiadać na to pytanie. 

Wstał powoli i skierował kroki w stronę wyjścia. Miał ochotę odwrócić się i spojrzeć na Friedę, zobaczyć, czy ją cokolwiek ruszyło. Powstrzymał się jednak – nigdy więcej nie obdarzy tej psychopatki nawet spojrzeniem. 

 

 

 

Latarnie naprawiono, a noc polarna nareszcie się skracała. W ciągu dnia zaczęło się pokazywać upragnione przez mieszkańców Dalvik słońce.

Björn spragniony ruchu wyszedł na spacer z Fenrirem. Spacerowali długo – w pewnym momencie mężczyzna spostrzegł, że spowiła go kompletna ciemność, a zorza polarna tańczy wesoło na niebie. 

Nagle usłyszał chrzęst śniegu i szelest gałęzi świerków. Między nimi ujrzał sylwetkę jakiejś postaci, odcinającą się od tła głębszą czernią. Mężczyzna zamarł i wpatrywał się intensywnie w przestrzeń między drzewami. 

Sylwetka po chwili zniknęła. Björn, zaskakując samego siebie, ruszył z miejsca i szybkim krokiem podążył za dziwnym cieniem. Pies pobiegł za nim. 

Minął drzewa i nagle wszystko pojaśniało. Biel była tak rażąca, że Björn zasłonił oczy, pewny, że właśnie oślepł. 

Gdy jego źrenice już się nieco przyzwyczaiły, ujrzał polanę, na środku której stała piękna chatka myśliwska oświetlana wesołym, intensywnym słońcem. Wokół otaczał go las świerkowy, ale nie był pokryty śniegiem. Wszędzie panowała soczysta i przyjemna dla oka zieleń. 

Na progu chatki stał Olaf. Machał do Björna przyjaźnie ręką. 

Mężczyzna zastygł. 

“Jesteśmy po drugiej stronie”. – Usłyszał swojego psa. – “No już, przywitaj się z sąsiadem”. 

Po tych słowach Fenrir go zostawił i pobiegł do swojej przyjaciółki, która pojawiła się znikąd. Czy tej suczki czasem rok temu nie potrącił samochód? 

– Sąsiedzie! – zawołał Olaf. – Zapraszam tu do mnie! 

Björn podszedł do progu chaty, ale zrobił to automatycznie. Oczy się przyzwyczaiły, ale mózg nadal nie pojmował sytuacji. 

– Co się dzieje? Gdzie ja jestem? 

Olaf zaśmiał się serdecznym i autentycznie radosnym śmiechem. Björn spostrzegł, że sąsiad wyglądał kwitnąco. W ogóle nie przypominał wraka człowieka, którym był wtedy, gdy… 

– Masz ochotę na kieliszek brennivina? – zapytał Olaf. – Albo dwa? Chodź do środka, wszystko ci wyjaśnię. 

Björn rozejrzał się. Myślał, że może zaraz się obudzi, ale las nadal był zielony, a Fenrir biegał po trawie ze swoją przyjaciółką. 

W końcu poszedł posłusznie za sąsiadem i wszedł do środka chatki. 

Niebo nagle spowiła granatowa ciemność, a na jego tle zatańczyła zjawiskowa zorza polarna. 

Koniec

Komentarze

Powiem Ci Holly, że nie ujęła mnie nawet historia kryminalna, choć jest fajna. Spodobał mi się klimat północy, który poczułam całą sobą. Taki skandynawski smutek, dręczący do głębi, mimo że pozornie słaby. I skomplikowane relacje. No i opiekun głównego bohatera;)

Zapładniam czarnymi motylami;)

Hej Ambush,

 

po raz setny dziękuję Ci za rzeczową betę i za ten komentarz :) Bardzo chciałam uzyskać właśnie taki efekt, jak opisałaś. Jesteś miodem na moje serce. Pozdrawiam Cię najserdeczniej! heart

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Hej,

 

Trzęsący się podbródek wywołał potok łez.

Nie bardzo wiem, jak trzęsący się podbródek miał to zrobić :P owszem, łapię o co chodzi, ale przyczynowość jest zachwiana

 

Czasami jest Selfoss, czasami Sefloss – zakładam, że chodzi o pierwszą mieścinę (btw bardzo urocza, miałam okazję odwiedzić w zeszłym roku). I tutaj jest drobny problem, bo miejscowość leży na południu Islandii, nie ma tam nocy polarnych w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo w ciągu dnia jest jasno, lub chociaż szarawo, przez kilka godzin. Te najbardziej wysunięte na północ miejscowości, zwłaszcza górskie, mogą ewentualnie czegoś takiego doświadczać. Wiem, że niżej pojawia się wstawka o 3 godzinach szarówki w ciągu dnia, które przechodzą w 6 (trochę szybko, raczej wydłuża się to stopniowo), ale z opisów, ktore przewijają się przez całe opowiadanie można wysnuć wniosek o całodobowych ciemnościach.

 

Przepraszam cię, drogi sąsiedzie. – Wtargnęła do środka, nie czekając na zaproszenie

Czy zwróciłaby się tak do kogoś, kogo zna od dziecka?

 

Wlepiał swoje mądre oczka we Friedę, która odniosła wrażenie, że pies czasem groźnie obnażał zęby. Pewnie jest zazdrosny o swojego pana, pomyślała. 

Nagła zmiana narracji na Friedocentryczną.

 

Póżniej następuje spory kawałek streczenia, co wybija z rytmu.

 

długi okres czasu

albo długi okres albo długi czas

 

Nie kupuję tych wstawek dziennikarskich. Dość mocno siedziałam w tematyce true crime i wydaje mi się, że to tak nie działa. Tego typu narracja dziennikarska wzbudziłaby tylko panikę wśród mieszkańców, a do tego rorzuchwaliłaby przestępcę (wstawka o braku jakichkolwiek poszlak). Do tego przymusowe zamknięcie ludzi w domach, nakazanie przydzielenia urlopów – gorzej niż przy pandemii, a skala jednak znacznie mniejsza. 

 

 

Nagle zastygł. Przypomniał sobie chrzęst kroków na ubitym śniegu, szelest jodeł, strzepnięty z gałązek biały puch i czarną plamę między drzewami, która mignęła jak cień w dniu, gdy został zamordowany Olaf. 

miałam uwagę w momencie jak wybiegł z domu – dlaczego np nie widzi śladów w śniegu, ale doszłam do wniosku, że to ciemność. Jeżeli jednak widział spadający puch z drzew czy cień, rozpoznałby też ślady butów.

 

Nagle Frieda zrobiła dziwny grymas. Wyglądało to dość upiornie: jakby jakieś widmo czmychnęło przez nią i zmieniło jej twarz ze spokojnej na wyprutą z życia. 

Chyba pisałam pod Twoim opowiadaniem z Obłędni, że takie wstawki narzucają czytającemu jedyną słuszną interpretację, ale zripostowałaś, że chcesz, aby wiedział dokładnie co masz na myśli. Mimo wszystko lepiej pokazać niż opisać (show, dont tell). 

 

 

– Za dużo widzieli i wiedzieli. Mówili wprost o swoich przemyśleniach na temat zniknięcia Olafa. Musiałam się ich pozbyć. Ale jak widać, zrobiłam to nieumiejętnie. 

Sigurd zginął tej samej nocy, co Olaf, sąsiadka noc później (albo dwie). Kiedy więc zdołali rozpowiadać o swoich przypuszczeniach związanych z zaginięciem Olafa? Zresztą ciało zostało zakopane, kiedy zdołano je odkopać i przeprowadzić badania? Kiedy zdołano porównać rany na jego ciele z nożami z domu? Co widzieli, skoro wszystko rozegrało się w zaciszu domowym, przy zasłoniętych roletach (co sugerowałaby to: Czasem widział tylko przez okno zarys jej sylwetki krzątającej się po kuchni, bo od tamtej pory Olaf regularnie zasuwał wszystkie rolety w mieszkaniu. Do tego osadzenie w areszcie Friedy jako winnej też jest błyskawiczne – takie procesy ciągną się miesiącami, jeśli nie latami. 

 

I tak ogólnie to chyba brak fantastyki ;)

 

Niestety, tym razem do mnie trafiło. Skandynawskie kryminały bronią się zawsze klimatem i tutaj też jest on fajnie budowany, ale całość rozchodzi się w wielu miejscach, więc nie jestem przekonana. 

Hej HH!

 

Tak jak pisałem w becie – mi bardzo podoba się wątek kryminalny i do samego końca źle obstawiałem zabójcę. Moim zdaniem jest to zgrabnie napisana, przesiąknięta mroźnym, nordyckim klimatem historia, która szybko złapała moją uwagę i utrzymała ją do końca.

 

Mogę tylko udać się do klikalni :)

Żegnaj! Życzę Ci powodzenia, dokądkolwiek zaniesie Cię los!

Witaj OldGuard,

 

bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś po raz kolejny i mam nadzieję, że będę Cię często widywać pod moimi tekstami. Twoje komentarze są bardzo logiczne, a argumenty rzeczowe. Ładnie i prosto wyjaśniasz błędy i zgrzyty.

 

Co do nocy polarnej i miejscowości Selfoss to niestety nie znam Islandii dobrze, bo jeszcze tam nie byłam, a bardzo bym chciała, to moje marzenie. Oczywiście to mnie nie usprawiedliwia, mogłam swój research przeprowadzić lepiej, tak jak w przypadku wstawek dziennikarskich. Jednak nie znając nikogo osobiście, kto by mieszkał na Islandii i nie znając żadnego dziennikarza trudniej było mi przedstawić te wątki w taki sposób, by nie zakłócić zawieszenia niewiary. Na przyszłość postaram się lepiej dokopać do faktów.

 

Sigurd zginął tej samej nocy, co Olaf

Nie, zginął następnego dnia po nocy, w której zginął Olaf. Frieda wspomniała, że Sigurd przyszedł na drugi dzień i pytał o Olafa. Więc go zabiła, ale o tym oczywiście już nie wspomniała Björnowi.

 

Mimo wszystko lepiej pokazać niż opisać (show, dont tell). 

Hm, tylko problem polega na tym, że ja właśnie myślałam, że pokazałam, a nie opowiedziałam.

 

I tak ogólnie to chyba brak fantastyki ;)

Mówiący pies i przejście na końcu do “innego świata” miały być elementami fantastycznymi, ale najwyraźniej za słabo wybrzmiały.

 

Do reszty uwag się nie odnoszę, bo się z nimi zgadzam i wszystko jest dla mnie jasne.

 

Niestety, tym razem do mnie trafiło.

Czemu niestety trafiło? To chyba dobrze? ;p

Nie no, śmieję się, wiem, że zjadłaś “nie” :)

Skandynawskie kryminały bronią się zawsze klimatem i tutaj też jest on fajnie budowany

Czyli jest jakiś plus :)

ale całość rozchodzi się w wielu miejscach, więc nie jestem przekonana. 

Lecą łezki.

 

Dziękuję bardzo za wszystko, pozdrawiam serdecznie! 

 

 

 

Cześć BosmanMat,

 

Dziękuję Ci za te ciepłe słowa, betę i klika, pozdrawiam Cię i ściskam wirtualnie heart

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

HH,

 

cieszę się, że tak odbierasz komentarz, bo w żadnym wypadku nie chciałabym, żeby był traktowany jak podcinanie skrzydeł. Zresztą nie mam monopolu na rację, to tylko luźne uwagi i jeśli uznałaś część z nich za pomocne, bardzo się cieszę :) Chętnie zajrzę i pod kolejne teksty :)

 

A widzisz, nawet w komentarzach zdarzają się babole (zjedzone “nie”), a co dopiero mówić o rozbudowanych opowiadaniach :P 

Hej! Bardzo klimatyczne opowiadanie. Momentami miałem wrażenie jakbym sam znajdował się w domu Björna. Poza tym udało Ci się doskonale zbudować napięcie, trzymało praktycznie do samego końca.

 

Przez chwilę zastanawiałem się nad motywacją zabójczyni. W pierwszej chwili wydawała mi się lekko naciągana, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma co wnikać w umysł psychopaty :) Także po prostu, to zła kobieta była;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Dzień dobry cezary_cezary,

 

Momentami miałem wrażenie jakbym sam znajdował się w domu Björna.

To fantastycznie! Wspaniały komplement.

 

Poza tym udało Ci się doskonale zbudować napięcie, trzymało praktycznie do samego końca.

No to uff :)

 

Przez chwilę zastanawiałem się nad motywacją zabójczyni. W pierwszej chwili wydawała mi się lekko naciągana, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma co wnikać w umysł psychopaty :) Także po prostu, to zła kobieta była;)

Dokładnie. Zdrowy człowiek nie rozumie przecież takiego zachowania.

 

Dziękuję Ci bardzo za miły komentarz i do zobaczenia pod naszymi następnymi tekstami!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Uuuu, ale ciężki, skandynawski klimat <3 To chyba najmocniejsza strona tego opowiadania, noc polarna, depresja, ciemność, wszystkiemu dodają smaku wstawki takie jak te o islandzkich festiwalach muzycznych – bardzo mi się podobało.

Kolejnym atutem jest to, że bardzo przekonująco udało Ci się przedstawić reakcje bohaterów. Żona ofiary, która chce wracać do domu szykować mu obiad, chociaż ten już nie żyje, sprzeczne emocje w Bjornie, wszystko to wyszło bardzo fajnie. 

Jako opowieść kryminalna ma niemal wszystko to, co potrzebne, czyli zagadkę, niepokój, próbę ogarnięcia tego, co się stało (przez chwilę byłem przekonany, że to naćpany lekami Bjorn chodził i mordował tych ludzi), aż wreszcie wyjaśnienie – chociaż akurat to ostatnie wydało mi się pospieszne i nie do końca przekonujące. Motywy morderczyni dość infantylne i nie do końca je rozumiem, no ale czy mi oceniać, jak działa mózg psychopatki i wariatki?

Jakoś po ludzku szkoda mi Bjorna. Całe życie kocha się w kobiecie tylko po to, aby krótko po chwili spełnienia jego marzeń wszystko się posypało i wyszła z niej prawdziwa natura. 

Czy dobrze zrozumiałem, że końcowa scena opowiada o zaćpanym lekami Bjornie, który w tej depresji w końcu umiera?

Polecę do biblio.

 

Sugerowane poprawki.

 

Jej zazwyczaj wesołe oczy zastąpiła pustka lub… sam nie wiedział co.

No jeśli pustka zastąpiłaby jej oczy, to byłaby nieumarłym zombie, więc może lepiej przeredagować na Zwykła wesołość w jej oczach teraz zastąpiła pustka lub… sam nie wiedział co.

 

Jednak napięcie wzbierało się w nim coraz bardziej, poczuł gulę w gardle.

Się do wypieprzenia.

 

Usłyszał chrzęst śniegu i delikatny szelest między świerkami.

Delikatny do wypieprzenia, według sjp szelest to cichy dźwięk, więc po co jeszcze podkreślać, że cichy dźwięk był delikatny.

 

Odniósł wrażenie, że zza drzew majaczy zarys jakiejś postaci. 

Może lepiej pomiędzy drzewami? Gdyby zarys jakiejś postaci był za drzewami, to bohater mógłby mieć problemy z jego dostrzeżeniem.

 

Sam sobie zaprzeczył gwałtownie głową.

Nie podoba mi się. Może coś w stylu Zaprzeczył sam sobie, kręcąc głową.

 

Friedę znał od dziecka, nie byłaby w stanie tego zrobić. Nie miała powodów. Ona i Olaf byli idealnym małżeństwem, idealnymi sąsiadami. Björn był u nich częstym gościem i nigdy nie był świadkiem ich kłótni czy najmniejszej sprzeczki. 

nie mogła tego zrobić… stanowili idealne małżeństwo… gościł u nich często… nigdy nie widział, żeby się kłócili.

 

Mógł przysiąc, że usłyszał wtedy delikatny szelest gałązek oraz chrupanie śniegu, jakby ktoś po nim szedł, stawiając ostrożne i ciężkie kroki. 

Jak wyżej

 

Fenrir wskoczył na kanapę i ułożył się obok swojego pana, kładąc pyszczek na jego udach. Wlepiał swoje mądre oczka we Friedę, która odniosła wrażenie, że pies czasem groźnie obnażał zęby. Pewnie jest zazdrosny o swojego pana, pomyślała. 

Wywaliłbym to przekreślone, ostatnie może zostać

 

Björn nienawidził ciszy, ale myśli kłębiące się w jego głowie sprawiły, że o niej zapomniał.

Ani trochę mi się nie podoba. Może Bjorn zwykle nienawidził ciszy, ale tym razem kłębiące się w jego głowie myśli sprawiły, że mu nie przeszkadzała.

 

Friedy nie było w domu, a Björn wiedział o tym. Nagle chciał lepiej poznać Olafa. Ale naprawdę poznać.

Może nagle zechciał, nagle zapragnął?

 

Przypomniało mu się to wszystko, czy może przyśniło dokładnie w taki sam sposób, jak się to wydarzyło?

 

Złapał się rękami za głowę.

Raczej nie złapał się stopami. Ręce zbędne.

 

Björn poczuł gorąco na całym ciele, które najintensywniej odczuwał w kroczu.

Może Bjorn poczuł gorąco w całym ciele, najintensywniej zaś w okolicach krocza? 

 

Pzdr!

Witaj AmonRa,

 

Jejku, jaki wspaniały komentarz, aż chce się pisać coś nowego, chce się pracować, dziękuję Ci :)

 

Jakoś po ludzku szkoda mi Bjorna. Całe życie kocha się w kobiecie tylko po to, aby krótko po chwili spełnienia jego marzeń wszystko się posypało i wyszła z niej prawdziwa natura. 

Prawda?

 

Czy dobrze zrozumiałem, że końcowa scena opowiada o zaćpanym lekami Bjornie, który w tej depresji w końcu umiera?

Z końcową sceną jest jak z obrazem – zinterpretuj ją jak chcesz, tak jak Ci intuicja podpowiada. Mi się Twoja interpretacja bardzo podoba i myślę, że jest najbliższa tego, co mi się tam kłębiło w głowie.

 

Bardzo dziękuję za motywację, miłe słowo, klika i wymienione błędy, do których już się dostosowałam.

Pozdrawiam również!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Tak jak nie przepadam za skandynawskimi kryminałami, tak tutaj się wciągnąłem i czytało mi się bardzo przyjemnie. Dobrze poprowadzona fabuła, fajnie opisana emocjonalna walka Bjorna i zimny, depresyjny klimat.

Pozdrawiam i klikam do biblioteki ;)

Hej Storm,

 

ale wyczułeś mnie idealnie! Właśnie zamierzałam czytać Twoje opowiadanie :)

 

Twoje słowa sprawiają, że rośnie mi serduszko. Dziękuję pięknie! heart

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Nie znam Skandynawii, ale tak ją sobie wyobrażam i ludzi z niedużej miejscowości, gdzie wszyscy się znają. Wątki kryminalny i psychologiczny ładnie splecione. Całość wciągająca i nieoczywista. Dobrze misię czytało, z zainteresowaniem.

Jest miasteczko pogrążone w nocy polarnej, są morderstwa, długo tłumione uczucia i zazdrość. Można było skonstruować z tego fajną intrygę i takąż opowieść, ale chyba nie do końca się udało.

Mam wrażenie, że przy tak małej liczbie bohaterów i szczegółowym opisaniu ich przeszłości, dość łatwo można się zorientować, kto jest zabójcą, a to odbiera część przyjemności samodzielnego dochodzenia prawdy.

Jak na Twoje pierwsze opowiadanie kryminalne nie jest źle, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie znacznie lepiej.

Wykonanie, co stwierdzam ze smutkiem, pozostawia sporo do życzenia.

 

Trzę­są­cy się pod­bró­dek wy­wo­łał potok łez. Björn sta­rał się być cier­pli­wy, wie­dział, że musi dać jej się wy­pła­kać. → Lekka siękoza. Nie wydaje mi się, aby drżenie podbródka wywoływało płacz.

Proponuję: Drżący pod­bró­dek był zapowiedział potoku łez. Björn był cier­pli­wy, wie­dział, że musi dać jej się wy­pła­kać.

 

Nie była w sta­nie jesz­cze mówić… → A może: Jeszcze nie była w sta­nie mówić

 

 Stru­ga krwi spły­wa­ła po szaf­ce ku­chen­nej i koń­czy­ła się za roz­trza­ska­ną głową Olafa. → Wiadomo, że Olaf leży w kuchni, więc może wystarczy: Stru­ga krwi spły­wa­ła po szaf­ce i koń­czy­ła się za roz­trza­ska­ną głową Olafa.

 

Fen­rir wpa­try­wał się w Björna tymi swo­imi mą­dry­mi oczka­mi. → Czy mógł wpatrywać się tamtymi, cudzymi oczkami?

Proponuję: Fen­rir wpa­try­wał się w Björna mą­dry­mi oczka­mi.

 

Po chwi­li łzy cie­kły po jego po­licz­ku i pal­cach. → Po jednym policzku?

 

Wie­dzą. Oni wie­dzą.”Wie­dzą. Oni wie­dzą”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Wbił dło­nie w stół, a wzrok w te­le­wi­zor. → Obawiam się, że nie mógł wbić dłoni w stół.

Proponuję: Wsparł się dło­ńmi o stół, wzrok wbił w te­le­wi­zor.

 

Gdy wstał, po­czuł, że nogi ma z waty. → Pewnie miało być: Gdy wstał, po­czuł że nogi ma jak z waty.

 

Roz­le­gło się gwał­tow­niej­sze, nie­zno­szą­ce zwło­ki, pu­ka­nie. → Nie wydaje mi się możliwe, aby pukanie nie mogło znieść zwłoki.

Proponuję: Roz­le­gło się gwał­tow­niej­sze, naglące, pu­ka­nie.

 

i nie­przy­tom­nym wzro­kiem po­włó­czy­ła po te­le­wi­zo­rze. → Można rzucić komuś powłóczyste spojrzenie, ale nie bardzo wiem, jak można powłóczyć wzrokiem.

Proponuję: …i nie­przy­tom­nym wzro­kiem powiodła po te­le­wi­zo­rze.

 

Frie­da uci­szy­ła go do­tknię­ciem swo­jej de­li­kat­nej dłoni. → Czy zaimek jest konieczny – czy dotykałaby go cudzą dłonią?

 

Na twa­rzy wy­stą­pił mu uśmiech, choć nawet nie zda­wał sobie z tego spra­wy. → Czy istniała możliwość, aby uśmiech wystąpił w innym miejscu, nie na twarzy?

Proponuję: Uśmiechnął się, choć nawet nie zda­wał sobie z tego spra­wy.

 

Po­ło­żył łeb na swo­ich ła­pach… → Zbędny zaimek.

 

Na szczę­ście po po­wro­cie jego ró­wie­śni­cy do­ro­śli i dali mu spo­kój. → Czy dobrze rozumiem, że rówieśnicy też dokądś wyjechali, powrócili i dorośli?

 

Przy­szedł do niego z Bren­nivínem pod pachą. Przy­szedł do niego z bren­nivínem pod pachą.

Nazwy trunków piszemy małą literą.

https://rjp.pan.pl/porady-jezykowe-main/304-nazwy-towarow

 

Wi­sia­ło na nich mnó­stwo pla­ka­tów i wy­ci­nek z gazet… → Wi­sia­ło na nich mnó­stwo pla­ka­tów i wy­ci­nków z gazet

Sprawdź znaczenie słów wycinkawycinek.

 

wylał z kie­lisz­ka “białe wino” i nalał sobie Bren­nivína. Wypił całą za­war­tość kie­lisz­ka na raz. → Czy to celowe powtórzenie?

Proponuję: …wylał “białe wino” i nalał sobie bren­nivína. Wypił całą za­war­tość kie­lisz­ka na raz

 

Björn nadal nie mógł wy­krze­sać z sie­bie słowa. → Raczej: Björn nadal nie mógł wydobyć z sie­bie słowa.

 

Pa­trzył, jak są­siad wlewa w sie­bie trzy kie­lisz­ki na raz… → Pił z trzech kieliszków jednocześnie?

Proponuję: Pa­trzył jak są­siad wlewa w sie­bie trzy kie­lisz­ki jeden po drugim

 

Odło­żył bu­tel­kę.Odstawił bu­tel­kę.

 

przy­po­mniał sobie o bu­tel­ce Bren­nivína… → …przy­po­mniał sobie o bu­tel­ce bren­nivína

 

Bał się wró­cić po nią z po­wro­tem. → Masło maślane.

Wystarczy: Bał się wró­cić po nią.

 

Kie­row­ni­cy pra­cow­ni­ków fi­zycz­nych udzie­la­ją pra­cu­ją­cym urlo­pu. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Kie­row­ni­cy pra­cow­ni­ków fi­zycz­nych udzie­la­ją im urlo­pu.

 

To musi robić ktoś przy­jezd­ny.” ->To musi robić ktoś przy­jezd­ny”.

 

Frie­da po chwi­li wró­ci­ła z wodą utle­nio­ną i ban­da­żem. → Skąd wiedziała, gdzie Björn trzyma środki opatrunkowe?

 

Wzrok Frie­dy spo­czął na za­su­nię­tym ro­le­tą oknie.Wzrok Frie­dy spo­czął na zasłoniętym ro­le­tą oknie.

 

Mi też jest cięż­ko.Mnie też jest cięż­ko.

 

Nie­ocze­ki­wa­nie wy­bu­chła pła­czem.Nie­ocze­ki­wa­nie wy­bu­chnęła pła­czem.

 

To był naj­bar­dziej bez­rad­ny płacz, jaki Björn sły­szał w swoim życiu. → Można być bezradnym i płakać z tego powodu, ale na czym polega bezradność płaczu?

Zaimek jest zbędny – czy mógł słyszeć coś w cudzym życiu?

 

 

po pro­stu stała z luź­ny­mi rę­ka­mi… → Na czym polega luźność rąk?

A może miało być: …po pro­stu stała z opuszczonymi rę­ka­mi

 

Björn po­czuł go­rą­co na całym ciele, które naj­in­ten­syw­niej od­czu­wał w kro­czu. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Björn po­czuł go­rą­co na całym ciele, a najintensywniejsze w kro­czu.

 

nie wi­dział sensu we wsta­wa­niu z fo­te­la, z przed­się­wzię­cia cze­go­kol­wiek. → …nie wi­dział sensu we wsta­wa­niu z fo­te­la, w przedsięwzięciu cze­go­kol­wiek.

 

nożem ku­chen­nym iden­tycz­nym do tego… → …nożem ku­chen­nym, iden­tycz­nym z tym

Coś  może być identyczne z czymś, nie do czegoś.

 

Na ubra­niu star­szej ko­bie­ty i Si­gur­da zna­le­zio­no jej włosy… […] Spod jego pa­znok­ci wy­do­by­to na­skó­rek ko­bie­ty. → Skoro była poszukiwana, to kiedy pobrano próbki? Skąd policja wiedziała, że to włosy i naskórek Friedy? 

 

i znów pa­trzył się tępo na ogień w ko­min­ku. → …i znów pa­trzył tępo na ogień w ko­min­ku.

 

Nie wie­dział, co po­wie­dzieć

– Nie wiem, co po­wie­dziećwy­po­wie­dział myśl na głos. → Jeśli to celowe powtórzenia, to nie brzmią najlepiej?

 

Je­ste­śmy po dru­giej stro­nie.”Je­ste­śmy po dru­giej stro­nie”.

 

– Masz ocho­tę na kie­li­szek Bren­ni­vi­na?– Masz ocho­tę na kie­li­szek bren­ni­vi­na?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Misiu,

 

dziękuję za miły komentarz i wymianę plusów, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :)

 

 

Dzień dobry Regulatorzy,

 

Mam wrażenie, że przy tak małej liczbie bohaterów i szczegółowym opisaniu ich przeszłości, dość łatwo można się zorientować, kto jest zabójcą, a to odbiera część przyjemności samodzielnego dochodzenia prawdy.

Większości nie udało się zgadnąć, ale Ciebie nie jest łatwo oszukać :)

 

Jak na Twoje pierwsze opowiadanie kryminalne nie jest źle, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie znacznie lepiej.

Dziękuję. Ja też mam taką nadzieję :)

 

Wykonanie, co stwierdzam ze smutkiem, pozostawia sporo do życzenia.

Postanowiłam sobie, że nie przestanę próbować, póki w końcu nie napiszesz: “Wykonanie nie pozostawia nic do życzenia” :) Ale nie wiem, czy mi życia starczy… :p

 

Dziękuję bardzo za odwiedziny i poprawki, uwzględnię je w najbliższym czasie.

Pozdrawiam bardzo serdecznie!

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Bardzo proszę, Holly. Miło mi, że uznałaś uwagi za przydatne. :)

 

Postanowiłam sobie, że nie przestanę próbować, póki w końcu nie napiszesz: “Wykonanie nie pozostawia nic do życzenia” :) Ale nie wiem, czy mi życia starczy… :p

Holly, chwalebne jest Twoje postanowienie, jednak miej na uwadze, że Tobie z pewnością życia wystarczy, ale moje, zważywszy dzielącą nas różnicę wieku (42 lata), może się skończyć… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Daj tam w tagach realizm magiczny, pasuje do gadającego psa i nie będę Ci się czepiać braku fantastyki :)

Kameralne, w sumie niewiele osób poznajemy, więc siłą rzeczy żonka staje się główną podejrzaną. Choć przyznam, że ja jednak obstawiałam jakąś magiczną stworę :) Fajnie oddany depresyjny klimat nocy polarnej i lęku przed mordercą. Dla mnie bardziej opko obyczajowe niż kryminalne, ale osobiście mi to nie przeszkadza :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

regulatorzy,

 

Tobie z pewnością życia wystarczy, ale moje, zważywszy dzielącą nas różnicę wieku (42 lata), może się skończyć… ;D

Nieprawda, nie zgadzam się! Zawsze tu będziesz.

 

Wbił dłonie w stół, a wzrok w telewizor. → Obawiam się, że nie mógł wbić dłoni w stół.

Poprawiłam, ale nie rozumiem. Dlaczego wzrok można wbić, a dłoni już nie? Sprawdzałam w słowniku, ale nadal nie rozumiem.

 

Na twarzy wystąpił mu uśmiech, choć nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. → Czy istniała możliwość, aby uśmiech wystąpił w innym miejscu, nie na twarzy?

Jejku, racja! A mogę przysiąc, że tyle razy widziałam to sformułowanie w różnych książkach…

 

Na szczęście po powrocie jego rówieśnicy dorośli i dali mu spokój. → Czy dobrze rozumiem, że rówieśnicy też dokądś wyjechali, powrócili i dorośli?

Nie rozumiem. Czy chodzi o to, że nie sprecyzowałam, iż to o powrót Björna chodzi?

 

Przyszedł do niego z Brennivínem pod pachą. → Przyszedł do niego z brennivínem pod pachą.

Nazwy trunków piszemy małą literą.

Dobrze wiedzieć i dziękuję za linka, ale Brennivin nie jest nazwą utworzoną od imienia czy nazwiska. To nazwa własna, więc powinno być z dużej litery. Dobrze myślę?

 

Odłożył butelkę. → Odstawił butelkę.

Poprawiłam, ale:

odłożyć – odkładać

1. «położyć gdzieś coś, co przestało być potrzebne lub zaczęło przeszkadzać»

wg słownika PWN odkładać też tu ma przecież sens.

 

Wzrok Friedy spoczął na zasuniętym roletą oknie. → Wzrok Friedy spoczął na zasłoniętym roletą oknie.

zasunąć – zasuwać

1. «rozpostrzeć coś lub przesunąć tak, żeby zamknąć lub zakryć coś»

Roleta zakrywa okno, więc chyba można użyć “zasunąć”?

 

Mi też jest ciężko. → Mnie też jest ciężko.

Hm, całe życie myślałam, że to synonimy.

 

Na ubraniu starszej kobiety i Sigurda znaleziono jej włosy… […] Spod jego paznokci wydobyto naskórek kobiety. → Skoro była poszukiwana, to kiedy pobrano próbki? Skąd policja wiedziała, że to włosy i naskórek Friedy? 

Ech. Dobre pytanie. Odwaliła już coś w przeszłości ;p Żartuję, przyznaję się do luki logicznej.

 

Jeśli to celowe powtórzenia, to nie brzmią najlepiej?

Celowe. No nie wiem, mi się na ten moment podoba, ale prawdopodobnie za kilka tygodni przyznam Ci rację :)

 

Jeszcze raz chciałam podziękować za czas, jaki poświęciłaś na wskazanie błędów, nie tylko w tym opowiadaniu, ale również we wszystkich moich poprzednich. Jesteś wielka :)

 

 

 

Cześć Irka_Luz,

 

Dałam taga :)

Dziękuję Ci za motywujący i pozytywny komentarz, za czas, jaki poświęciłaś na opowiadanie. Pozdrawiam serdecznie :)

 

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

Nie­praw­da, nie zga­dzam się! Za­wsze tu bę­dziesz.

Skoro tak twierdzisz, to postaram się nie zawieść. :)

 

Dla­cze­go wzrok można wbić, a dłoni już nie?

Wbić wzrok w kogoś to inaczej intensywnie się w niego wpatrywać, a dłoni w stół wbić się nie da – chyba że stół będzie z plasteliny.

 

Czy cho­dzi o to, że nie spre­cy­zo­wa­łam, iż to o po­wrót Björna cho­dzi?

Tak. Zrozumiałam, że koledzy też dokądś wyjechali i powrócili po pewnym czasie, już doroślejsi.

Proponuję: Kiedy wrócił, jego ró­wie­śni­cy także do­ro­śli i dali mu spo­kój.

 

Do­brze wie­dzieć i dzię­ku­ję za linka, ale Bren­ni­vin nie jest nazwą utwo­rzo­ną od imie­nia czy na­zwi­ska. To nazwa wła­sna, więc po­win­no być z dużej li­te­ry. Do­brze myślę?

Nie. Niezależnie od czego pochodzi nazwa trunku, piszemy ją, jak każdą nazwę wyrobu przemysłowego, małą literą. Kupiłam butelkę napoleona, wypiłam kieliszek żubrówki, a potem jarzębiak. Kiedy brakło trunków, postanowiłam napić się coca coli.

 

1. «po­ło­żyć gdzieś coś, co prze­sta­ło być po­trzeb­ne lub za­czę­ło prze­szka­dzać»

wg słow­ni­ka PWN od­kła­dać też tu ma prze­cież sens.

Nie do końca. Przyjęło się bowiem stawiać/ odstawiać przedmioty w pionie. Natomiast kłaść/ położyć odnosi się do umieszczenia przedmiotów w poziomie – np. Przy każdym nakryciu położyła sztućce i postawiła kieliszki.

 

Ro­le­ta za­kry­wa okno, więc chyba można użyć “za­su­nąć”?

Zupełnie mi nie brzmi zasuwanie okien roletami czy firankami, bo to nie okna są zasuwane, a rolety tudzież firanki czy inne kotary.

 

Hm, całe życie my­śla­łam, że to sy­no­ni­my.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/mnie-czy-mi-tobie-czy-ci;5375.html

 

Ce­lo­we. No nie wiem, mi się na ten mo­ment po­do­ba, ale praw­do­po­dob­nie za kilka ty­go­dni przy­znam Ci rację :)

To Twoje opowiadanie, tylko od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane.

 

Jesz­cze raz chcia­łam po­dzię­ko­wać za czas, jaki po­świę­ci­łaś na wska­za­nie błę­dów, nie tylko w tym opo­wia­da­niu, ale rów­nież we wszyst­kich moich po­przed­nich. Je­steś wiel­ka :)

Dziękuję, Holly, ale nie przesadzaj, bo takie słowa mnie deprymują, a przecież robię tylko to, co sprawia mi przyjemność. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wpadnę tu porządnie później (jakby co, to przypominaj), ale zauważyłam pytania, na które chętnie udzielę odpowiedzi ^^

Dlaczego wzrok można wbić, a dłoni już nie?

Wzrok wbijamy metaforycznie, a dłonie zwykle dosłownie. Dlatego, o ile da się dłonie wbić, powiedzmy, w piach (wygrzebując dziurę), to wbijanie ich w stół wyglądałoby tak:

 A mogę przysiąc, że tyle razy widziałam to sformułowanie w różnych książkach…

W zasadzie tak się mówi… choć innymi częściami ciała jakoś trudno się uśmiechnąć.

 Czy chodzi o to, że nie sprecyzowałam, iż to o powrót Björna chodzi?

Zdanie gramatycznie wskazuje na inny podmiot, niż chciałaś (rówieśników, a chyba miał być Björn).

 odłożyć – odkładać

1. «położyć gdzieś coś, co przestało być potrzebne lub zaczęło przeszkadzać»

wg słownika PWN odkładać też tu ma przecież sens.

Tak, ale odkłada się rzeczy na płask, a takie wysokie i pionowe raczej odstawia (kiedy kładziesz butelkę, to ona może się potoczyć, kiedy ją stawiasz, to na denku).

 zasunąć – zasuwać

1. «rozpostrzeć coś lub przesunąć tak, żeby zamknąć lub zakryć coś»

Roleta zakrywa okno, więc chyba można użyć “zasunąć”?

Nie, ponieważ zasuwasz roletę. Nie okno roletą, tylko roletę zasłaniającą okno.

 Hm, całe życie myślałam, że to synonimy

Nie do końca, ale tutaj chodzi raczej o to, że na pozycji akcentowanej dajemy zaimek dłuższy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

reg,

 

Nie. Niezależnie od czego pochodzi nazwa trunku, piszemy ją, jak każdą nazwę wyrobu przemysłowego, małą literą. Kupiłam butelkę napoleona, wypiłam kieliszek żubrówki, a potem jarzębiak. Kiedy brakło trunków, postanowiłam napić się coca coli.

:O Ta informacja to dla mnie szok i powoduje u mnie lekki dysonans, bo zawsze mi wpajano, że nazwy własne pisze się wielką literą.

 

Nie do końca. Przyjęło się bowiem stawiać/ odstawiać przedmioty w pionie. Natomiast kłaść/ położyć odnosi się do umieszczenia przedmiotów w poziomie – np. Przy każdym nakryciu położyła sztućce i postawiła kieliszki.

To już teraz jasne, dziękuję za wytłumaczenie. 

 

 

 

Tarnino,

 

dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia, błędy zostały poprawione.

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

:O Ta in­for­ma­cja to dla mnie szok i po­wo­du­je u mnie lekki dy­so­nans, bo za­wsze mi wpa­ja­no, że nazwy wła­sne pisze się wiel­ką li­te­rą.

Dobrze Ci wpajano, Holly, tyle że nazwy wyrobów przemysłowych nie są nazwami własnymi, to wyrazy pochodzące od nazw własnych i oznaczają konkretne przedmioty. Dlatego jedziesz fordem, kiedy trzeba zażywasz aspirynę, zjadasz toffi, wypijasz tyskie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

błędy zostały poprawione

Część mogła się jeszcze uchować, kiedy pisałam ^^

 Björn usłyszał pukanie do drzwi. Westchnął ciężko i wywrócił oczami. Pies, border collie, zakręcił się i szczeknął, po czym wbił wzrok w kominek.

Nie są to takie straszne zdania (choć ja dałabym "spojrzenie"), ale szału też nie ma. Nie są szczególnie obrazowe. Jaka będzie narracja, wszechwiedząca, ograniczona? Przewracanie oczami wskazuje na wszechwiedzącą (tj. obiektywną i z zewnątrz).

 Björn podążył za spojrzeniem Fenrira

Nie podążamy za spojrzeniem. To anglicyzm.

 na chwilę dał się zahipnotyzować tańczącym płomykom. Ponowne pukanie wybudziło go z transu

Hmm. Aliteracja, ale poza tym…

 Wrodzoną wesołość w jej oczach teraz zastąpiła pustka lub… sam nie wiedział co.

Czymkolwiek jest ta wrodzona wesołość… Björn zna Friedę, wie, że to wesoła babeczka – ale my jej nie znamy. Widzimy ją pierwszy raz. Są tu co najmniej dwa rozwiązania: zacząć wcześniej, albo nie opisywać, jaka Frieda jest zwykle, tylko jak wygląda teraz. I z reakcji Björna dowiemy się, czy to u niej normalne (jeśli ktoś zawsze narzeka, jak reagujesz? A jeśli ktoś, kto nigdy nie narzekał, nagle zacznie? Właśnie).

 Podbródek kobiety drżał gwałtownie i zapowiadał wodospad łez.

Poplątane metafory. Z czym Frieda ma mi się tu kojarzyć?

 zapytał przerażony i nie czekając na odpowiedź, wpuścił

Wtrącenie: zapytał przerażony i, nie czekając na odpowiedź, wpuścił.

 Wpatrywała się w kominek, tak jak przed chwilą robił to Björn, z jedną różnicą – przyjaciółka raczej nie widziała ani kominka, ani ognia.

Skracalne: Wpatrywała się w kominek, tak jak przed chwilą Björn, ale chyba nie widziała ani kominka, ani ognia.

 Nigdy nie widział jej w takim stanie, a znał Friedę całe życie.

Zapewniasz.

 Fenrir również odwrócił się w jej stronę, machając szybko ogonem.

Rym. A kto jeszcze się odwrócił?

 powiedział delikatnie Björn

Łagodnie, cicho, kojąco…

 sączyła napoczętą już wcześniej przez niego herbatę

O której dotąd nie było mowy, więc trochę się potknęłam.

 Po jej policzku popłynęła łza.

Aliteracja. Mogłoby być np.: Po jej policzku spłynęła łza.

 Drżały gwałtownie, ale to nie ten fakt sprawił, że mężczyzna zamarł.

Skracalne: Drżały, ale nie to było najgorsze.

 Delikatne dłonie Friedy o długich palcach były poplamione brunatnym kolorem.

Poplamione mogłyby być substancją. Delikatne dłonie Friedy o długich palcach były poplamione brunatno.

 Pół życia próbował się go wyzbyć w domach całej północnej Skandynawii.

? "Wyzbyć" się można majątku. Masz na myśli, że Björn sprząta miejsca zbrodni? Bo trochę ukrywasz.

 Drżący podbródek zapowiadał potok łez.

To już było i nadal jest wątpliwe. Zwłaszcza, że ona już pochlipuje.

 Nawet trzask drewna w kominku zaczął być irytujący.

A może: Nawet trzask drewna w kominku zaczął go drażnić.

 Nie mógł tego dłużej znieść.

Zbędne.

 Jeszcze nie była w stanie mówić, więc zaprosiła sąsiada po prostu do siebie.

Po pierwsze – przed chwilą mówiła. Po drugie – nie jest w stanie mówić, więc jak go zaprasza? I – zaprasza się na herbatkę, a nie na oględziny zwłok.

 Ledwie przekroczył próg, zrozumiał wszystko…

Cały akapit – utajniasz i przedłużasz. Ja weszłabym tu Björnowi do głowy, ale widzę, że narracja ma być z zewnątrz. W takim razie przejdź od razu do tego, co nim tak wstrząsa.

 zanim zmroziło mu doszczętnie mózg.

Szyk: zanim doszczętnie zmroziło mu mózg. Hmm. I dlaczego nie powinno go tam być?

 Björn próbował wmówić sobie, że to tylko jakaś kukła, manekin

Szyk (przeczytaj jedno i drugie na głos!): Björn próbował sobie wmówić, że to tylko jakaś kukła, manekin.

 Struga krwi spływała po szafce i kończyła się za roztrzaskaną głową Olafa. Dopiero wtedy mężczyzna zauważył

Wtedy, kiedy struga się skończyła?

 Björnowi sytuacja wydawała się nierealna.

Zapewniasz. Mógłby np. pomyśleć, że to przecież nie film, że to się nie dzieje naprawdę – ja weszłabym w głowę bohatera, ale to ja.

 Usłyszał swój głos, jakby powiedział to ktoś inny.

Hmm. Może wystarczy: Usłyszał swój głos.

 Frieda jęknęła zza drzwi

Lepiej: jęknęła Frieda zza drzwi. A tak w ogóle, myślałam, że to osobne domki, a tu nagle wygląda na to, że jednak blok? Bo nie ma sieni ani nic takiego.

 Chciał się odwrócić i przestać patrzeć na ten okropny widok, ale nie potrafił.

Zapewniasz: Chciał się odwrócić, przestać patrzeć, ale nie potrafił.

 Widziałaś, by ktoś tu wchodził?

"By" zbyt wysokie. "Żeby" lepsze.

 Björn odruchowo zmarszczył brew.

Dlaczego "odruchowo"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/23756/odruchowy

 Czemu zamknęła drzwi, skoro wszyscy się tu znają?

A czemu miałoby to być dla Björna niespodzianką? Że się znają?

 To nie jest Europa Wschodnia

Jestem w zgryźliwym nastroju. Ekhm. Prosimy nie regulować odbiorników.

 Jednak pozostawił wątpliwości dla siebie.

Idiom: zachował wątpliwości dla siebie.

 Nie chciał dokładać stresów sąsiadce, która właśnie straciła męża.

Łopatologiczne.

 Zabójca musi być gdzieś niedaleko

Co na pewno nie zdenerwowało sąsiadki…

 że pościg mordercy

Pościg za mordercą. Pościg mordercy jest wtedy, kiedy morderca ściga Ciebie.

 nie jest dobrym pomysłem

Angielskawe.

 pobiegł na tyły domu.

To jednak dom? I – wkładanie herbaty do kubka opisujesz ze szczegółami, a wybieganie z domu nie? To może mieć uzasadnienie, tylko nie widzę, jakie.

 Odniósł wrażenie, że pomiędzy drzewami majaczy zarys jakiejś postaci.

Uprość: Między drzewami zamajaczyła mu jakaś postać. "Majaczenie" już sugeruje, że może mu się zdawało, nie trzeba tego wzmacniać.

 , a mężczyzna odniósł wrażenie, że zarys postaci i chrzęst śniegu mu się tylko zdawał.

Może tak: a mężczyźnie przyszło do głowy, że zarys postaci i chrzęst śniegu były złudzeniem.

 Dopiero wtedy ujrzał na niebie zorzę polarną. Tańczyła i uwodziła pięknymi kolorami

Jest ważna? Więc opisz ją. "Dopiero wtedy ujrzał" nic nie wnosi, możesz od razu opisać zorzę.

 , kompletnie nie przejmując się zatrważającą zbrodnią.

To spokojnie możesz wyciąć – wystarczy odpowiedni opis zorzy, żeby wytworzyć takie wrażenie.

 “Zamknij drzwi”.

… dlaczego pies jest telepatą? Nie mówię, że nie może być, ale tego jeszcze nie widziałam.

 Przestał czuć się bezpiecznie. Nigdy wcześniej nie musiał zamykać domu na noc.

Wystarczy drugie zdanie. Pierwsze z niego wynika.

Odniósł nieprzyjemne wrażenie, że z własnego mieszkania robi więzienie.

Dlaczego? Przecież na dworze grasuje Coś Groźnego, więc mieszkanie powinno być raczej azylem, nie?

 I wyrzuty sumienia.

Dobra, przecież to nie on zabił. Nie? To co takiego zrobił?

 Na jawie wyrzuty sumienia zmuszały Björna do przewracana się z boku na bok.

Na jawie, to się wyłazi z łóżka… albo i nie. Ale nie rozumiem, dlaczego Björn ma wyrzuty sumienia, i to taką łopatą kładzione, więc przypuszczam, że coś utajniasz. A, i – literówka.

 Sapał przy tym, coraz bardziej wściekły na Friedę i całą sytuację.

Ale dlaczego?

 Oskarżą mnie o współudział.

Na jakiej podstawie? Przecież w końcu śmierć sąsiada wyjdzie na jaw, a wtedy będzie wyglądał podejrzanie, skoro ją ukrywał.

 Przesiąknięty lękiem umysł wypluwał

Mieszana metafora.

 zaczął mazać własną posoką

Posoka to krew zwierzęca, użycie tego słowa wobec człowieka wskazuje na pogardę. A ja nadal nie wiem, o co chodzi.

 “Nie zmyjesz tej krwi już nigdy – mówił nieboszczyk. – Najlepsze środki zawiodą”.

To przywodzi na myśl reklamę. Owszem, czarny humor mógłby tu zadziałać, ale – hmm.

 Björn zamknął oczy i przyłożył ręce do twarzy. Po chwili łzy ciekły po jego policzku i palcach.

Mało naturalny opis.

 Mężczyzna zignorował psa – pewna myśl otworzyła mu szeroko oczy.

Przestał słuchać psa. Zawładnęła nim nowa myśl.

 Dłonie zsunął nieco niżej, przysłaniając nos i w tej pozycji zastygł.

To ma być symboliczne? Że otwiera oczy na naturę Friedy?

 Sam sobie zaprzeczył gwałtownie głową.

Źle to brzmi.

 Ona i Olaf stanowili idealne małżeństwo.

Może: Byli z Olafem idealnym małżeństwem? Poza tym – bohater jak najbardziej może nie dopuszczać do siebie myśli o winie przyjaciółki, ale w tej chwili wszystko na nią wskazuje. Może nie miała motywu, ale najwidoczniej ukrywa gwałtowną śmierć męża przed władzami, nie wiemy, dlaczego – to podejrzane.

usłyszał wtedy szelest gałązek oraz chrupanie śniegu

Hmm.

 stawiając ostrożne i ciężkie kroki

Czy kroki mogą być ostrożne? Ostrożnie stawiając ciężkie kroki.

 W pewnym momencie przestał walczyć z bezsennością i wściekły zerwał się z łóżka.

Hmm. Niezdecydowane. Jedna możliwość: Wreszcie poddał się bezsenności i wygramolił z łóżka. Inna: Wreszcie przegrał z bezsennością i zerwał się z łóżka.

 zegarek wiszący nad komodą

Nad komodą zwykle wieszamy zegar. Zegarek nosimy na ręku.

 Postanowił przyrządzić śniadanie, zaparzyć kawę i poczekać na poranne wiadomości

Za dwadzieścia piąta można już spokojnie wstać. Jeśli ma się coś do roboty w tym pustym, beznadziejnym życiu. Tak czy owak, uważaj na aliterację i spróbuj urozmaicić opisy.

 Fenrir pałętał się między nogami pana, rozpaczliwie próbując go uspokoić.

Mało to uspokajające, ale nie znam się na psach.

 Jednak teraz bardziej niż kiedykolwiek pragnął ujrzeć mocne, naturalne światło.

"Jednak"?

 Tym razem oczekiwanie na lato będzie trwało dłużej niż zwykle.

Dlaczego?

włączył telewizor, by zabić ciszę

Żeby. Ciszę zwykle lepiej zagłuszyć, ale może masz tu jakiś cel.

 Przeglądał telefon, ale był tak zamyślony, że nic w nim nie widział.

Hmm. Może: Wodził palcem po ekranie telefonu?

 Natrętne myśli o Olafie i Friedzie nie dawały mu spokoju. Przeżywał psychiczne tortury.

Na tym polegają natrętne myśli, zresztą zapewniasz tak usilnie, jakbyś była organem prasowym KC. Pokaż to.

 Lokalna telewizja nie miała dobrych wieści.

Zbędne.

 Dzisiejszej nocy w miasteczku Dalvik zginęła jedna osoba

To brzmi tak, jakby codziennie ktoś ginął… gdyby to było coś niezwykłego, powiedziałby to np.: Dzisiejszej nocy w miasteczku Dalvik doszło do gwałtownej śmierci. Poza tym – jeśli to Olaf, to skąd oni wiedzą? Wbrew temu, co się niektórym wydaje, dziennikarze nie są jasnowidzami.

 mówił poważnym głosem prezenter.

Lepiej: mówił z powagą prezenter.

 Björnowi wypadł telefon z ręki.

Szyk: Telefon wypadł Björnowi z ręki.

 “Wiedzą. Oni wiedzą”. – Przebiegło mu przez głowę.

Kurczę, kogo on w końcu zamordował? Bo wyraźnie kogoś zamordował. Tutaj: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/czarny-kot.html i tu: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/serce-oskarzycielem.html znajdziesz opisy nieczystego sumienia.

jak chyba sam szatan siada na jego piersi

Siada mu na piersi.

 natychmiastową naprawę sieci latarń

Latarnie nie tworzą sieci. Poza tym aliteracja.

 mieszkał samotnie tuż przy centrum miejscowości

Mało naturalnie to brzmi.

 Wsparł się dłońmi o stół, a wzrok wbił w telewizor.

Oparł dłonie na stole. Spojrzenie wbił w ekran.

 Minęło trochę czasu, zanim przerażenie i szok ustąpiły. Jednak nadal nie mógł ruszyć się z miejsca.

Pokaż to.

 , najwyraźniej również poruszony informacjami.

A skąd to wnosimy?

 To oni nie wiedzą o Olafie?

Dziennikarze nie są jasnowidzami. Owszem, to jest psychologicznie realistyczne, jeśli bohater ma wyrzuty sumienia, ale nie mam pojęcia, dlaczego je ma.

 Szedł bardzo powoli, jakby zbliżał się do bomby.

Dlaczego?

 Rozległo się gwałtowniejsze, naglące, pukanie.

To nie wtrącenie.

 Posłusznie podszedł do drzwi

Aliteracja.

 – Przepraszam cię. – Wtargnęła do środka

https://wsjp.pl/haslo/podglad/34590/wtargnac To się nie łączy. Wepchnęła się, może?

 Usiadła znów przy stole, jak jeszcze kilka godzin wcześniej

Znów usiadła przy stole, jak wcześniej.

 Gniew Björna się ulotnił, a na jego miejscu pojawiła się troska i współczucie.

Byłaś kiedyś w takiej sytuacji? Bo psychologicznie mało to wiarygodne.

 przymknął delikatnie drzwi

"Delikatnie" jest tu zbędne. I czemu nie zamknął drzwi, skoro jest zimno?

 Nie bałaś się tu iść ciemną ulicą?

Dobra, teraz już nie wiem, jak oni mieszkają.

 nieprzytomnym wzrokiem powiodła po telewizorze

Nieprzytomnie spojrzała w telewizor. "Powieść" to przesunąć. https://sjp.pwn.pl/szukaj/powie%C5%9B%C4%87.html

 Zakrzepła krew wciąż tkwiła

Nie wiem, czy użyłabym tego czasownika, zresztą to można by zrobić obrazowo. Opisz te ciemne obwódki.

 – Nie powinienem był cię zostawiać samej wczoraj – powiedział smutnym głosem. – Przepraszam cię.

– Nie powinienem był cię zostawiać samej – powiedział cicho. – Przepraszam.

 Wolał nie opowiadać jej

Wolał jej nie opowiadać.

 Nagle przyszło mu do głowy kolejne utrapienie:

Hmm.

 kiedy sąsiedzi zorientują się, że Olafa nie ma w domu?

Właśnie…

O czwartej przyszedł Sigurd pytać o Olafa

 O czwartej przyszedł Sigurd, pytał o Olafa.

 przebywanie na miejscu zbrodni nikomu nie służy

?

 Björn mimowolnie odchylił się na krześle.

Dlaczego "mimowolnie"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/19094/mimowolnie

 Frieda uciszyła go dotknięciem delikatnej dłoni.

Już trzecie zbędne "delikatnie".

 Nie, poradzę sobie… dzieli nas tylko ulica i dom.

Oj, podejrzanie to wygląda.

 Mężczyzna zadrżał z niepokoju o przyjaciółkę.

Łopata, zbędne.

 mając z tyłu głowy

Anglicyzm.

 alarm przypominający o codziennej dawce zoloftu

Niezbyt zgrabne, ale przede wszystkim – to nie są cukierki, to jest SSRI. Ulotka: https://www.mp.pl/pacjent/leki/lek/48493,Zoloft-tabletki-powlekane Bezsenność i dziwne sny (i halucynacje!) są w tej ulotce – a to oznacza, że da się je wyjaśnić. Jeśli robisz coś takiego, to lepiej na początku, a potem wprowadzaj wątpliwości, bo tak wychodzi mętnie. Pamiętaj też o zespole serotoninowym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_serotoninowy

 I niech ludzie przestaną się mordować w tej mieścinie.

Dopiero zaczęli. SSRI to nie cukierki! Nie wiem, jak to wygląda w Skandynawii, ale u nas są na receptę, której raczej się nie dostanie na piękne oczy.

 Nawet z chałupy nie można spokojnie wyjść.

A wcześniej było można?

 Jego ręce zadrżały gwałtownie.

To podkreśla autonomię rąk, która może i ma tu sens, ale może nie.

 Niestety nie zdążył

Niestety, nie zdążył. Omdlenia są w ulotce. Ale i tak – mdlejący ludzie mają wcześniej jakieś objawy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Omdlenie Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

 Fenrir szczeknął ucieszony i merdał szybko ogonem.

Hmm. I ta informacja (o merdaniu) jest tu potrzebna, bo? I – sąsiadka dała radę sama zawlec faceta do środka i położyć na kanapie?

 kanapie niedaleko kominka, przylegającej do regału z opasłymi książkami.

Hmm. Przydałby się na początku jakiś opis wnętrza, bo teraz trochę mi mąci.

 krzyknęła Frieda, po czym gwałtownie ściszyła głos:

Dlaczego "gwałtownie"?

 – Nie wiem, kilka godzin?

No, to nie omdlenie. Omdlenie trwa krótko.

 Gdy weszłam, mało na zawał nie padłam. Leżałeś na kanapie, jak martwy.

A, czyli to nie ona go tam zawlekła. Hipoteza – Björn chodzi i morduje w jakimś przedwiecznym widzie.

 Myślałam, że ciebie też morderca zaciukał!

Hmm. Nie wiem, czy to pasuje do jej charakteru.

 Musiałeś stracić przytomność!

Anglicyzm, ale zdanie jest w ogóle w typie "jak wiesz, Bob".

 odparł i skarcił siebie w duchu za zignorowanie ostrzeżeń psa.

Źle się to czyta.

 Ostatnie, co pamiętał, to jak szedł ulicą

Mało naturalne. Może: Pamiętał, że wyszedł na ulicę.

 Fenrir oparł się łapami o parapet i wpatrywał się w przysłonięte roletami okno.

Się: Fenrir, z łapami na parapecie, wpatrywał się w zasłonięte roletami okno.

do łańcuszka do rolet i je podwinął

Do łańcuszka rolet i pociągnął. Podwija się raczej rękawy.

 Nadal nie naprawili latarń?

W ciągu paru godzin? To nie gra komputerowa.

 – Niestety – odkrzyknęła.

Przydałby się wykrzyknik.

 Chyba im nie zależy na naszym bezpieczeństwie…

Chyba nie, skoro latarnie są od dawna popsute. Ale wygląda to jakoś… naciąganie.

Rozglądnęła się nieśmiało.

Rozejrzała się.

 Teraz tu jest twój dom.

Tu bym się przestraszyła.

 Mężczyzna przytaknął i roześmiał się, rozbawiony dziecinnym zachowaniem przyjaciółki.

?

 kładąc pyszczek

Border collie jest spory, raczej pysk.

 Wlepiał mądre oczka we Friedę, która odniosła wrażenie, że pies czasem groźnie obnażał zęby.

Zaraz, ale ten pies ma wyglądać słodziusio – czy groźnie?

 Pewnie jest zazdrosny o swojego pana, pomyślała.

Wystarczy: Pewnie jest zazdrosny, pomyślała.

W szkole przebywali ze sobą tak często, że inne dzieciaki krzyczały na ich widok “zakochana para”.

W szkole trzymali się razem, aż inne dzieciaki krzyczały na ich widok “zakochana para”. I dlaczego dowiaduję się o tym teraz? To jest tak, jakby w środku Władcy Pierścieni po raz pierwszy pojawiła się informacja, że Gollum chce odzyskać Jedyny.

 próbował maskować dumę

Co to znaczy?

 Wbrew plotkom zawsze łączyła ich przyjaźń

https://sjp.pwn.pl/szukaj/wbrew.html

 Olaf nie był zwykłym Islandczykiem – był wikingiem i pochodził z Reykjaviku.

? https://px.hagstofa.is/pxen/pxweb/en/Ibuar/Ibuar__manntal__2021__2_bakgrunnur/CEN1201.px/table/tableViewLayout2/ może chodzi o to, że imponował Friedzie, ale – hmm?

 szeroki w plecach

Lepiej: w barkach.

 chłodnymi jak lód oczami

36,7 C, zasadniczo :)

 Jego groźna aparycja nie współgrała z charakterem

Wiesz, tylko gdybyś go opisała wcześniej, nie wyobraziłabym sobie zwłok starszego pana.

 miał wyuczony zawód elektryka

Mało po polsku. Był dyplomowanym elektrykiem?

 Mimo kipiącej w Björnie zazdrości, w gruncie rzeczy nie dziwił się Friedzie, że pokochała Olafa.

Czy to się wyklucza?

 Czuł złość na samego siebie – zmarnował tyle lat i okazji, by stworzyć z nią związek.

Nienaturalne. Skróć.

 Niesamowicie opryszczony nastolatek unikający kobiet naturalnie stał się obiektem drwin.

Naturalnie, pryszczaty nastolatek unikający dziewczyn został obiektem drwin.

 W pewnym momencie Björn miał serdecznie dosyć swojego otoczenia, więc wyjechał na jakiś czas do skandynawskich sąsiadów.

Skróć.

 zawsze odpowiadał, niewiele się namyślając nad odpowiedzią.

Odpowiadał zawsze bez namysłu.

 walczył ze swoim sentymentalizmem

?

 Na szczęście po powrocie jego rówieśnicy dorośli i dali mu spokój.

Źle się to parsuje. Na szczęście, kiedy wrócił, jego rówieśnicy byli już dorośli i dali mu spokój.

 Jednak wykańczająca psychicznie praca i trwające przez długi okres nieprzerwane ciemności przyczyniły się do depresji, z którą zmagał się do dziś.

Jednak praca i długie okresy nieprzerwanych ciemności przyczyniły się do depresji, z którą zmagał się do dziś.

 patrzyła wyczekująco w przyjaciela

Na przyjaciela.

 – No… z tą sytuacją. Jak mamy chodzić do pracy, jak iść na zakupy, gdy w nieoświetlonym miasteczku podczas nocy polarnej grasuje morderca? Czy nie przypomina ci to jakiegoś koszmaru?

Jest to bardzo mało naturalna wypowiedź.

 Wciąż zawirowany umysł Björna wytworzył złowieszczy uśmiech na twarzy sąsiadki.

…? Co to, u licha, znaczy? Poza tym – jeśli z góry mówisz, że coś jest przywidzeniem, to ja w to nie uwierzę i się nie przestraszę.

 – Jakoś sobie poradzimy. – Bardziej stęknął, niż powiedział. Wciąż czuł się okropnie. – Od czasów pandemii można zamawiać zakupy na dowóz.

Przed chwilą czuł się całkiem nieźle? – Jakoś sobie poradzimy – bardziej stęknął, niż powiedział. Wciąż czuł się okropnie. – Od czasów pandemii można zamawiać zakupy do domu.

 Frieda rozglądnęła się po mieszkaniu Björna, a na jej twarzy zauważył wątpliwość.

Kto tu jest podmiotem? Frieda rozejrzała się po mieszkaniu Björna. Miała niezbyt pewną minę.

 Poczuł się tą miną urażony.

Zbędne.

 widząc jej przestraszony wyraz twarzy

Widząc przestrach na jej twarzy.

 Gdzie mogę spać?

Może: Gdzie mogę się zdrzemnąć?

 chciał wskazać jej własną sypialnię

Chciał jej wskazać.

 Zestresował się na chwilę, nie mogąc sobie przypomnieć, czy ma gdzieś jeszcze wolne łóżko poza sypialnią.

Bardzo nienaturalne. To jeden z powodów, dla których lubię wejść bohaterowi do głowy, w ten sposób łatwo unika się takich streszczeń.

 Pomieszczenie pełniło funkcję gabinetu i składziku – miał tam komputer, szafę ze szpargałami, narzędzia ogrodnicze i łóżko, które już dawno miał wyrzucić, ale z pewnością było większe i wygodniejsze niż salonowa sofa.

…? Wyobraź sobie to pomieszczenie.

 zmęczenie w rękach

?

 Musiał nimi uderzyć podczas upadku albo to skutek uboczny przedawkowania leku.

Jeśli uderzył nimi, to w coś. Skutek uboczny leku, tak, ale przedawkowania – niekoniecznie.

 Frieda powiodła wzrokiem po salonie i zatrzymała wzrok na psie.

Powtórzenie.

 Do tej pory czuł się okropnie i ćmiło mu w głowie, a myśl, że nie wiadomo w jaki sposób po utracie przytomności wylądował na kanapie, przerażała go.

Mało naturalne.

 Jeśli w stanie nieświadomości mógł się poruszać i ułożyć na kanapie, to… co jeszcze mógł?

Tak mocno pchasz w tę stronę, że zaczynam wątpić, czy o nią chodzi.

 Rozpaczliwie próbował uciec od plątaniny myśli, bo wiedział, do czego to prowadzi.

Ucieczka?

 Natrętne myśli wyczuły słabość i teraz gromadziły się stadnie pod czaszką umęczonego mężczyzny.

Metafora niezła, ale "umęczony" prowadzi trochę nie w tym kierunku.

 Nagle zechciał lepiej poznać Olafa.

Tak znienacka?

 Olaf otworzywszy mu drzwi, od razu zauważył trunek.

Olaf, otworzywszy drzwi, od razu zauważył trunek.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Część druga: Zabójcze Rolety z Kosmosu.

 Sąsiad był kompletnie zdezorientowany.

Ja też. Co go dezorientuje?

 wyciągnął spod pachy alkohol

Cute.

 niemal pomachał nim przed oczami Olafowi

Jak mógł "niemal" pomachać? A tak w ogóle, SSRI źle się łączą z alkoholem.

 Olaf nieumiejętnie próbował zamaskować przerażenie.

Pokaż to.

 Olaf rozglądnął się trwożnie po pobliskich domach. Nikogo nie zauważył w oknach.

Olaf rozejrzał się trwożnie dookoła. W oknach nie było nikogo. Tak w sumie, to w Skandynawii nie używa się rolet… teraz pomyślałam. Protestanckie uwarunkowania kulturowe plus brak światła. W Hiszpanii rolety są wszędzie.

 Wejdź proszę.

Wejdź, proszę.

 trzeba było zapalić światło, a krótki dzień już dobiegał końca.

Jak tu przebiega zależność przyczynowa?

 Kiwnął głową w stronę wódki.

Hmm.

 małym, loftowym stoliczku

Jakim?

 mam do czynienia z byłym alkoholikiem i narcyzem

Björn może go nie lubić (to ma sens), ale czy to pasuje do charakteru Björna, który pokazałaś?

 Pojawił się Olaf z kieliszkami. Jeden już miał wypełniony. Drugi, pusty, postawił przed gościem, który spojrzał na niego z wyraźną dezaprobatą.

Pojawił się Olaf z kieliszkami, pustym i pełnym. Pusty postawił przed gościem, który spojrzał na niego z dezaprobatą.

 powiedział sąsiad z nieśmiałym uśmiechem. Ale ty się nie krępuj.

Skleiła się wypowiedź z narracją.

 Björn również się uśmiechnął, choć jego mina raczej przypominała grymas.

Grymas to mina. Opisz tę minę.

 Nie mogę pić dużo alkoholu ze względów zdrowotnych.

Dobra, ale nie mógł powiedzieć od razu, że nie pije? Nic nie rozumiem.

 “Szlag. Nie mogłeś wytrzymać, Björn, co?” – zbeształ siebie w myślach.

Wyżej nie było myślników w zapisie myśli?

 W oczach przewinęła się cała paleta emocji

Metafora bez sensu. Pokaż jego minę.

 powiedział płaczliwym głosem.

To nie głos jest płaczliwy.

 Tym razem w oczach Olafa kłębiła się tylko złość.

… ale dlaczego? Mógłby to zinterpretować na tysiąc różnych sposobów.

 spoglądając na Björna spod byka.

Spod oka.

 Widzę, jak za każdym razem wodzisz za moją żoną maślanymi oczami.

"Za każdym razem"?

 ryknął, wylał “białe wino”

To jest zupełnie nagłe. Nie wykluczam, że Olaf już wcześniej sobie popił, ale i tak.

 Wypił całą zawartość kieliszka na raz.

Wypił duszkiem.

 Björn nieco się zakłopotał.

Nie tłumacz mi tego. Co prawda, sytuacja ogólnie jest niezrozumiała, ale nie nazywaj uczuć bohaterów.

 Poczuł w sercu nagle ogromny żal.

Szyk: Nagle poczuł w sercu ogromny żal.

 Olaf był wrakiem człowieka. Zazdrość i nadwrażliwość artysty go zabijała.

Zapewniasz.

 Björn puścił wolno jego rękę

Björn puścił jego rękę.

 , przerażony sytuacją, jaką nieumyślnie stworzył. Wypuścił bestię na wolność.

To możesz wyciąć. Less is more.

 dopiero będąc już u siebie, przypomniał sobie o butelce

Dopiero w domu przypomniał sobie o butelce.

 Wziął wtedy potężną dawkę zoloftu i w pewnym momencie go odcięło.

To tak nie działa. Wywołuj None'a.

 Chyba jednak zasnął, bo obudził się nieco spocony.

Spocenie świadczy o zaśnięciu?

 rozpalił ogień w kominku, ale nawet jego wesołe płomienie nie były w stanie rozproszyć tych przykrych wspomnień

Hmm?

 zarys jej sylwetki krzątającej się po kuchni

Skoro rolety zasłaniają okno: jej cień, kiedy krzątała się po kuchni. I Frieda nie miała nic do powiedzenia?

 Dźwięk rozpoczęcia wiadomości

Sygnał wiadomości, albo melodyjka z czołówki wiadomości.

 zaczęła rzeczowym głosem prezenterka

Zaczęła rzeczowo prezenterka. "Głos" jest jednym z tych słów, które prawie zawsze możesz skreślić.

 Wczorajszego wieczoru zginęła sześćdziesięcioczteroletnia kobieta w swoim mieszkaniu.

Szyk: Wczorajszego wieczoru we własnym mieszkaniu została zamordowana sześćdziesięcioczteroletnia kobieta.

Dodatkowi funkcjonariusze z Reykjaviku

Zaraz, przecież oni są w Norwegii?

jedzenie zostanie dostarczone do każdego mieszkania

Mhm.

 Kierownicy pracowników fizycznych udzielają im urlopu

Mhm…

 Policja obiecuje ująć sprawcę

To ładnie.

 W Dalvik ?

Skasuj spację.

 Przypomniał sobie chrzęst kroków…

Dajesz mi dwa, a może trzy tropy: sam Björn w narkotykowym widzie (choć te środki tak nie działają), Frieda (licho wie) i Tajemniczy Cień. W porządku. Ale – ponieważ Tajemniczy Cień jest tajemniczy, a Björn bierze, to naturalnie byłoby uznać Cień za jego halucynację.

 “To musi robić ktoś przyjezdny”.

To na pewno ktoś przyjezdny.

 Głos Friedy sprawił, że Björn znieruchomiał. Spojrzał na zegarek

Nie za dobrze się to parsuje. I – coś mi się tu czas nie zgadza.

 – Zginęła kolejna osoba – wykrztusił.

– Znów ktoś zginął – wykrztusił.

 zadrapałem się aż tak…?

O drapaniu nie było mowy?

 Jej brak reakcji przeraził Björna.

Pokaż to.

jakby jakieś widmo czmychnęło przez nią i zmieniło jej twarz ze spokojnej na wyprutą z życia.

…?

 Jej przyjaciel nieco się zawstydził. Ciągle zapominał, że przecież straciła męża.

Niezły przyjaciel…

 Moje przeczucia się sprawdziły

Jakie przeczucia?

 Wzrok Friedy spoczął na zasuniętym roletą oknie

Spojrzenie Friedy spoczęło na zasłoniętym roletą oknie. Coś dużo tych rolet. Czyżby inwazja rolet z kosmosu?

 Próbował ją pocieszyć argumentem, że w kupie cierpi się raźniej, ale ten nie pomógł.

Malo naturalne.

 To był najbardziej bezradny płacz

Czy płacz może być zaradny?

I nie będzie już miała tego pustego, szklistego wzroku.

I nie będzie już patrzyła tak pusto, jakby szklanymi kulkami.

 ochotę pocałowania

Ochotę, żeby pocałować.

 Niespodziewanie przylgnęła do niego swoimi ustami.

A czyimi miała przylgnąć?

 Zastygli tak przez chwilę w grzecznym pocałunku,

Nie wiem, co w tym grzecznego.

 Björn poczuł gorąco na całym ciele, które

Björn poczuł na całym ciele gorąco, które.

 Mózg nie kłamał.

Kłamać to świadomie mówić nieprawdę. A tutaj mózg się nie myli, bo nie wie, co będzie. Przewiduje przyszłość.

 Björn w tym momencie był najszczęśliwszym facetem na planecie.

"W tym momencie" można wyciąć.

 Miał ochotę ją delikatnie muskać, ale bał się, że wybudzi ze snu ukochaną

… nawet nie chcę wiedzieć, co on ma ochotę robić z kołdrą.

 Zadrapania były dosyć głębokie, aż lekko zaniepokoiły mężczyznę.

Nie mów mi, co mam czuć. Zadrapania były dosyć głębokie, mocno się odcinały na tle jasnej skóry. A, czyli Frieda jest huldrą. Też ładnie.

 Czy to on w przypływie uniesienia mógł tak podrapać Friedę?

Hmm.

 Czekał, aż przyjaciółka się zbudzi, ale ta ciągle spała.

Nadużywasz zaimków. Czekał, aż przyjaciółka się zbudzi, ale ciągle spała.

 śniadanie, które sam w rezultacie zjadł

A nie po prostu: w końcu?

 dał jedzenie Fenrirowi

Nakarmił Fenrira.

 zdecydowany, by obudzić Friedę

Zdecydowany obudzić Friedę.

 taka ciemność, że nie można było zobaczyć własnej ręki

Angielskawe. Że nie było widać czubka własnego nosa.

 Policja prosiła mieszkańców, a raczej im kazała, by pozostali w domach.

Mało zgrabne. Poza tym to chyba przypadek szczególny?

 tego było za wiele

Tak, czytałam. Nie tłumacz mi tego.

 Nie wiedział kompletnie co zrobić, nie widział sensu we wstawaniu z fotela, w przedsięwzięciu czegokolwiek.

Nie po polsku, zresztą skróciłabym: Nie widział sensu we wstawaniu z fotela.

 Przerażony wpatrywał się przez chwilę w stronę korytarza

Nie można się wpatrywać w stronę. Przez chwilę wpatrywał się w drzwi.

 Kolejne pukanie go nieco otrzeźwiło

Pukanie powtórzyło się i nieco go otrzeźwiło.

 w drodze do drzwi uchylił przy oknie roletę

Idąc do drzwi uchylił roletę przy oknie.

 Światło przenikające z pokoju na dwór ukazało przed domem

Przenikające?

 Rozpętał się jakiś koszmar.

?

 ciało Olafa zostało potraktowane nożem kuchennym identycznym z takim, jaki Frieda miała w swoim wyposażeniu.

A rany na ciele Olafa zostały zadane nożem z kuchni Friedy. Inna rzecz, że ten nóż był pod ręką, więc nie brałabym tego jako dowodu. A tak w ogóle – nożem roztrzaskała mu głowę?

 Policjanci poczęstowali go jakimś środkiem uspokajającym.

Interakcje leków!

 Mężczyzna wyznał wszystko, jak na spowiedzi.

Protestanci nie praktykują spowiedzi.

 Björn chciał z siebie wszystko wyrzucić. Nie chciał mieć z tą sprawą nic wspólnego, ale niestety miał dużo. Pomógł zabójczyni pozbyć się zwłok, mieszkała u niego, spał z nią.

Nie wiem, co wnosi ten akapit.

 Po dwóch godzinach nadszedł moment, gdy policjanci w końcu wyszli z domu.

Sztucznie przedłużone: Po dwóch godzinach policjanci wreszcie wyszli.

 Na razie stanęło na tym, że Björn miał zakaz opuszczania Dalvik.

C.t.: Na razie stanęło na tym, że Björn ma zakaz opuszczania Dalvik.

 chwycił już odruchowo słuchawkę

?

 nie docierało, że była zabójczynią

C.t.: jest zabójczynią. I… już? Nic się tymczasem nie wydarzyło?

 Nie wiedział, co powiedzieć.

– Nie wiem, co powiedzieć – wypowiedział myśl na głos.

Nie wygląda to poważnie.

 Co: dlaczego?

Lepiej: Co, dlaczego?

– W ogóle się nie przejęła obelgą.

Zbędne.

 Nie mogliśmy być razem przez tę nędzę artystyczną. Więc go zabiłam.

… to po co za niego wyszła?

 Rozwiodłabym się i co, myślisz, że by nas nie ścigał?

Przypominam, że mamy XXI wiek i w XXI wieku akcja chyba się rozgrywa. Istnieją takie rzeczy, jak np. sądowy zakaz zbliżania się.

 Björn zaprzeczył gwałtownie głową.

Björn potrząsnął głową.

 Za dużo pytali. Mówili wprost o swoich przemyśleniach na temat zniknięcia Olafa.

A czy myśmy o tym wiedzieli? Nie. Przedstawiłaś to jako zupełnie przypadkowe i niepowiązane. Już pomijając to wszystko, co wypisała OldGuard, a co jest najzupełniej słuszne i w kryminale byłoby samą treścią opowiadania. Tak nawiasem – dopiero przy wklejaniu połapałam się, że ten młody zamordowany – to Sigurd. Niedobrze.

 Björn spragniony ruchu wyszedł na spacer

Björn, spragniony ruchu, wyszedł na spacer.

 w pewnym momencie mężczyzna spostrzegł, że spowiła go kompletna ciemność, a zorza polarna tańczy wesoło na niebie.

"Spowić" to tyle, co owinąć.

 sylwetkę jakiejś postaci,

Postać i sylwetka to w tym kontekście to samo.

 Mężczyzna zamarł i wpatrywał się intensywnie w przestrzeń między drzewami.

Hmm.

 Gdy jego źrenice już się nieco przyzwyczaiły

Kiedy oczy przywykły.

 Mężczyzna zastygł.

?

 ale mózg nadal nie pojmował sytuacji.

No, ja też. Bohater umarł? I Olaf nagle go lubi, bo są razem w niebie? Czy tam Walhalli? O co chodzi?

 Olaf zaśmiał się serdecznym i autentycznie radosnym śmiechem.

Olaf zaśmiał się serdecznie i szczerze.

 Björn spostrzegł, że sąsiad wyglądał kwitnąco.

C.t.: wygląda.

 poszedł posłusznie

Aliteracja.

 Niebo nagle spowiła granatowa ciemność, a na jego tle

Jego – czy jej?

 

Nie mam pojęcia, o co chodzi. Rozwiązanie z sufitu (a problem nawet nie istniał), fantastyka symboliczna w postaci gadającego psa (który może być halucynacją i do niczego nie prowadzi) oraz życia pozagrobowego (chyba), i naprawdę nie rozumiem, o czym jest ten tekst. Ani to kryminał (kryminał powinien stawiać jakąś zagadkę, może nawet pozwalać na jej rozwiązanie), ani horror psychologiczny (niewiarygodne), ani kosmiczny (na co wskazywała zorza, ale, jak widać, myląco). Co tu się stało? Może to wszystko przedśmiertne majaki bohatera?

 

Bo tak: miałaś potencjał na kilka różnych opowiadań, ale na żadne się nie zdecydowałaś. To mógł być po prostu kryminał, bez fantastyki. Mógł być horror, w którym huldra wysysa soki z ludzi. Mógł być horror, w którym Nienazwane Zło robi straszne rzeczy. Mogła nawet być przygodówka o dzielnym bohaterze i jego psie. Albo i o samym magicznym psie. Trudno mi cokolwiek doradzić, bo – dalipies! – nie rozumiem tego tekstu.

 mogłam swój research przeprowadzić lepiej

Więc czemu tego nie zrobiłaś?

 Jednak nie znając nikogo osobiście, kto by mieszkał na Islandii i nie znając żadnego dziennikarza

I po to mamy Internet. Ten tekścik: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22237 (tak, jest idiotyczny) napisałam wyłącznie na podstawie wiadomości z drugiej ręki. Jedno, co w nim nie jest bzdurne, to Portugalia właśnie. Przy okazji możesz się przekonać, że ja też popełniam głupoty, i to wręcz piramidalne (sweet Lord, jak teraz patrzę na ten tekst, to uh).

 Hm, tylko problem polega na tym, że ja właśnie myślałam, że pokazałam, a nie opowiedziałam.

Nope, nie o to chodzi. https://mythcreants.com/blog/what-show-dont-tell-actually-means/

 Mówiący pies i przejście na końcu do “innego świata” miały być elementami fantastycznymi, ale najwyraźniej za słabo wybrzmiały.

Problem w tym, że mówiący pies nijak nie wpływa na poczynania bohatera. Przejście do innego świata też nie bardzo.

 W pierwszej chwili wydawała mi się lekko naciągana, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma co wnikać w umysł psychopaty :) Także po prostu, to zła kobieta była;)

A to błąd. Powinna mieć jakąś motywację – w końcu jest tu najważniejszą postacią (bez niej nie byłoby nic). Pomyślałam o huldrze, bo huldra w sumie nie potrzebuje innej motywacji poza byciem huldrą. Ale przynajmniej tyle byłoby dobrze.

 Mam wrażenie, że przy tak małej liczbie bohaterów i szczegółowym opisaniu ich przeszłości, dość łatwo można się zorientować, kto jest zabójcą, a to odbiera część przyjemności samodzielnego dochodzenia prawdy.

Właśnie sęk w tym, że nie ma jak dojść do prawdy, bo wskazówki aż do końca pozostają ukryte… Bohaterów jest w sumie dwoje. Reszta to tylko imiona.

 Choć przyznam, że ja jednak obstawiałam jakąś magiczną stworę :)

Ja też, ale hipotezy: 1) naćpany Björn, 2) Tajemnicze Coś z Lasu (dla skrótu nazwijmy to Buką) miały w zasadzie równą wagę, a kiedy akurat nie miały, to przeważała 1. Hipoteza 3) Frieda jest huldrą; pojawiła się po seksie (zadrapania), więc późno. O pisaniu kryminałów więcej: https://mythcreants.com/blog/seven-lessons-from-sherlock-holmes/

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino,

 

uf, będzie tego. Po raz kolejny wykonałaś dla mnie tytaniczną robotę, podziwiam :)

Raczej nie uda mi się przerobić wszystkiego naraz, będę sobie dawkować :p

Jedziemy!

 

Jaka będzie narracja, wszechwiedząca, ograniczona? Przewracanie oczami wskazuje na wszechwiedzącą (tj. obiektywną i z zewnątrz).

Tak, wszechwiedząca. A co, to zdanie naprawdę wprowadza takie zamieszanie?

 

Nie podążamy za spojrzeniem. To anglicyzm.

Że łaaaat?

No dobra, nawet jeśli to anglicyzm, to takich przypadków mamy w języku polskim mnóstwo i tylko dlatego, że są zapożyczeniem, mamy ich nie używać? A co z germanizmami typu kartofel, szlafmyca, szlafrok, kicz, kibel, komunikat, koncert? Też mamy ich nie używać? Przecież to części języka.

 

Czymkolwiek jest ta wrodzona wesołość… Björn zna Friedę, wie, że to wesoła babeczka – ale my jej nie znamy. Widzimy ją pierwszy raz. Są tu co najmniej dwa rozwiązania: zacząć wcześniej, albo nie opisywać, jaka Frieda jest zwykle, tylko jak wygląda teraz. I z reakcji Björna dowiemy się, czy to u niej normalne (jeśli ktoś zawsze narzeka, jak reagujesz? A jeśli ktoś, kto nigdy nie narzekał, nagle zacznie? Właśnie).

Czyli mam opisywać wszystko z perspektywy bohatera, mimo tego, że narrator jest wszechwiedzący?

 

 Podbródek kobiety drżał gwałtownie i zapowiadał wodospad łez.

Poplątane metafory. Z czym Frieda ma mi się tu kojarzyć?

Nie rozumiem.

 

 Nigdy nie widział jej w takim stanie, a znał Friedę całe życie.

Zapewniasz.

O zapewnianiu wspominałaś też chyba w moim poprzednim opowiadaniu… Muszę tam wrócić, przypomnieć sobie o co chodziło.

 

 Fenrir również odwrócił się w jej stronę, machając szybko ogonem.

Rym. 

Hę? Gdzie tu rym?

A kto jeszcze się odwrócił?

Zamknął drzwi, a gdy się odwrócił, Frieda siedziała już przy stole. Wpatrywała się w kominek, tak jak przed chwilą Björn, ale chyba nie widziała ani kominka, ani ognia.

Mężczyźnie zrobiło się nieprzyjemnie gorąco. Nigdy nie widział jej w takim stanie, a znał Friedę całe życie. To ona zawsze była tą opanowaną, tą, która go broniła przed łobuzami w szkole i przed krzykami rodziców, gdy przyniósł do domu złą ocenę.  

Fenrir również odwrócił się w jej stronę, machając szybko ogonem.

 

 powiedział delikatnie Björn

Łagodnie, cicho, kojąco…

Nie można mówić delikatnie? Tylko dotknąć można delikatnie?

 

 

 sączyła napoczętą już wcześniej przez niego herbatę

O której dotąd nie było mowy, więc trochę się potknęłam.

Faktycznie, skrót myślowy (wyobrażałam go sobie wcześniej pijącego herbatę, tylko zapomniałam to przenieść na tekst). Chociaż przykładowo w “Podróży do wnętrza ziemi” też się często potykałam i się zastanawiałam, czemu nikt nie zwrócił na owe potknięcia uwagi (np. jak nagle we wnętrzu krateru pojawili się trzej Islandczycy, o których autor wcześniej nie wspominał), ale cóż… Co wolno wojewodzie…

 

 Pół życia próbował się go wyzbyć w domach całej północnej Skandynawii.

? "Wyzbyć" się można majątku. Masz na myśli, że Björn sprząta miejsca zbrodni? Bo trochę ukrywasz.

Tak. A wyzbyć jest tutaj nieodpowiednie?

 

 Drżący podbródek zapowiadał potok łez.

To już było i nadal jest wątpliwe. Zwłaszcza, że ona już pochlipuje.

Ech, chciałam coś wymyślić swojego, nowego, nieoklepanego…

 

 Nie mógł tego dłużej znieść.

Zbędne.

Dlaczego? Bo wystarczy wspomnienie o drażniącym go trzasku w kominku?

 

Po pierwsze – przed chwilą mówiła. Po drugie – nie jest w stanie mówić, więc jak go zaprasza? I – zaprasza się na herbatkę, a nie na oględziny zwłok.

XD

 

I dlaczego nie powinno go tam być?

Bo jeśli policja by znalazła jakąś nitkę materiału jego ubrania, albo jego włosy, to mógłby zostać oskarżony u współudział.

 

Struga krwi spływała po szafce i kończyła się za roztrzaskaną głową Olafa. Dopiero wtedy mężczyzna zauważył

Wtedy, kiedy struga się skończyła?

Odynie, miałam taki problem z tym zdaniem :/ Zmieniłam na:

Struga krwi spływała po szafce, kończyła się za roztrzaskaną głową Olafa i tworzyła za nim ogromną, czerwoną kałużę.

Lepiej?

 

Zapewniasz. Mógłby np. pomyśleć, że to przecież nie film, że to się nie dzieje naprawdę – ja weszłabym w głowę bohatera, ale to ja.

A to tak można skakać z narracji wszechwiedzącej do pierwszoosobowej?

 

 Usłyszał swój głos, jakby powiedział to ktoś inny.

Hmm. Może wystarczy: Usłyszał swój głos.

A mi to brzmi jakoś głupio. Przecież o ile nie jest się głuchoniemym, każdy słyszy swój głos.

 

A tak w ogóle, myślałam, że to osobne domki, a tu nagle wygląda na to, że jednak blok? Bo nie ma sieni ani nic takiego.

Yyy. No tak, to domki. Nie chciała wejść do środka domu, więc stała za otwartymi drzwiami.

 

A czemu miałoby to być dla Björna niespodzianką? Że się znają?

Nie rozumiem.

 

 To nie jest Europa Wschodnia

Jestem w zgryźliwym nastroju. Ekhm. Prosimy nie regulować odbiorników.

Mój konkubent też zwrócił na to uwagę, zareagował niesmakiem, że czemu robię z Europy Wschodniej taką… ekhm, chciałam użyć słowa patologię, ale pamiętam wykład o tym słowie z Twoich felietonów, więc użyję określenia niebezpieczny obszar.

Już wyjaśniam, o ile Cię to interesuje, a jak nie, to przejdź do kolejnego cytatu.

Otóż w jednym z podcastów literackich była omawiana sprawa pana Mroza, który pod innym pseudonimem opublikował książkę jako niby Farerczyk – akcja działa się też na Wyspach Owczych. I komentujący wyśmiewali jego niskich lotów erudycję czy też niechlujny research, bowiem pisał o Farerczykach, że zamykali drzwi na noc, co nie jest prawdą. W prawie wszystkich skandynawskich krajach nie zamyka się drzwi przed spoczynkiem, tak jak w Ameryce, (co jest dla mnie niezrozumiałe z uwagi na fakt, że każdy szaleniec tam może sobie kupić broń, ale mniejsza z tym), a tym bardziej w małym miasteczku na Islandii, gdzie wszyscy się znają.

Tym zdaniem, który został przez Ciebie (słusznie) wyśmiany, chciałam podkreślić swoją erudycję i spotkała mnie za to zasłużona kara. Na razie nie mam pomysłu, co z tym zrobić, nie wiem, czy całe to-to usunąć, czy jakoś zamienić. Ale na pewno się zastanowię nad tym.

 

 Nie chciał dokładać stresów sąsiadce, która właśnie straciła męża.

Łopatologiczne.

W sensie?

 

 Zabójca musi być gdzieś niedaleko

Co na pewno nie zdenerwowało sąsiadki…

XD

 

 nie jest dobrym pomysłem

Angielskawe.

Boże, znowu ;p Nie, nie ugnę się. Angielskawe by było: nie jest dobrą ideą.

 

Jest ważna? Więc opisz ją. "Dopiero wtedy ujrzał" nic nie wnosi, możesz od razu opisać zorzę.

Tylko na tyle, żeby uzasadnić tytuł. 

 

… dlaczego pies jest telepatą? Nie mówię, że nie może być, ale tego jeszcze nie widziałam.

Żeby był element fantastyczny w opowiadaniu. Miało to też podkreślić szczególną relację bohatera z psem.

 

Odniósł nieprzyjemne wrażenie, że z własnego mieszkania robi więzienie.

Dlaczego? Przecież na dworze grasuje Coś Groźnego, więc mieszkanie powinno być raczej azylem, nie?

Ech, tu znowu odsyłka do Mroza.

 

 I wyrzuty sumienia.

Dobra, przecież to nie on zabił. Nie? To co takiego zrobił?

Że pomógł ukryć zwłoki zamiast zgłosić zdarzenie na policję.

 

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

A co, to zdanie naprawdę wprowadza takie zamieszanie?

Takie straszne, to nie, ale byłoby miło wiedzieć :)

to takich przypadków mamy w języku polskim mnóstwo i tylko dlatego, że są zapożyczeniem, mamy ich nie używać?

A do czego ich potrzebujemy, tak w zasadzie? I czy nie możemy tego samego osiągnąć inaczej? Zresztą, "podążać" ma trochę inne pole semantyczne od "follow" – podążać wzrokiem można za czymś, co sobie biegnie/leci/inaczej się przemieszcza, ale nie za spojrzeniem, które się nie przemieszcza (tylko kieruje): https://wsjp.pl/haslo/podglad/34983/podazac

 Czyli mam opisywać wszystko z perspektywy bohatera, mimo tego, że narrator jest wszechwiedzący?

Nie (a swoją drogą – chyba jednak warto wcześnie pokazać, że narrator jest wszechwiedzący). Ale musi się to trzymać jakiejś kupy. Powtarzam – Björn zna Friedę, ale my nie. Musimy się o niej dowiedzieć tego, co będzie istotne dla fabuły (czy jej zwykłe usposobienie jest istotne?). Masz na to, jako autor, różne sposoby – w narracji wszechwiedzącej możesz po prostu dać infodump, ale o ile zgrabniej jest pokazywać rzeczy poprzez reakcje bohaterów. P. tutaj: https://mythcreants.com/blog/five-essentials-of-omniscient-narration/

Poplątane metafory. Z czym Frieda ma mi się tu kojarzyć?

Nie rozumiem.

Sęk w tym, że ja nie rozumiem. Jeśli sięgasz po obraz, tutaj wodospadu, to z jakiejś przyczyny. A ja nie wiem, z jakiej.

 O zapewnianiu wspominałaś też chyba w moim poprzednim opowiadaniu… Muszę tam wrócić, przypomnieć sobie o co chodziło.

Tu masz parę ćwiczeń: https://self-publishingschool.com/show-dont-tell-writing/ ; http://web.cn.edu/kwheeler/documents/Diction1.pdf

 Hę? Gdzie tu rym?

W stronę – ogonem. Niedokładny, ale jest.

 A kto jeszcze się odwrócił?

Aha, czyli tu się pogubiłam.

 Nie można mówić delikatnie?

Można, ale nie w tym sensie. On nie próbuje być grzeczny, tylko ją pociesza.

 Chociaż przykładowo w “Podróży do wnętrza ziemi” też się często potykałam i się zastanawiałam, czemu nikt nie zwrócił na owe potknięcia uwagi (np. jak nagle we wnętrzu krateru pojawili się trzej Islandczycy, o których autor wcześniej nie wspominał),

Skąd wiesz, że nie zwrócił? Nie pamiętam tych Islandczyków, muszę potem zerknąć.

 A wyzbyć jest tutaj nieodpowiednie?

Tak. https://sjp.pwn.pl/szukaj/wyzby%C4%87%20si%C4%99.html

Bo wystarczy wspomnienie o drażniącym go trzasku w kominku?

Też, ale głównie dlatego, że opisujesz przez cały akapit, jak źle bohater się z tym czuje, a potem dodajesz, że powiedział "ostrzej niż zamierzał". To spokojnie wystarczy, a "Nie mógł tego dłużej znieść." nie wnosi niczego, czego już by w tym akapicie nie było – podsumowuje go tylko.

 Bo jeśli policja by znalazła jakąś nitkę materiału jego ubrania, albo jego włosy, to mógłby zostać oskarżony u współudział.

Bez przesady. Wystarczy powiedzieć, że przyszedł pomóc, bo sąsiadka dostała histerii. Zresztą – to sąsiad i przyjaciel, spokojnie mógł u nich bywać.

 Lepiej?

Lepiej, choć wygląda to tak, jakby głowa Olafa miała bliskie spotkanie z szafką, nie z nożem. I – kałuża raczej za głową, niż za Olafem. I – czy Olaf nie leży z głową tuż przy szafce?

 A to tak można skakać z narracji wszechwiedzącej do pierwszoosobowej?

Skakać lepiej nie, ale jest też narracja trzecioosobowa ograniczona, bardzo wygodna i obecnie popularna.

Przecież o ile nie jest się głuchoniemym, każdy słyszy swój głos.

Hmm. Prawda.

 Nie rozumiem.

Przedstawiłaś to trochę tak, jakby Björn dopiero co się dowiedział, że ludzie się znają i włączał ten nowy fakt w swoje rozumowanie.

 Tym zdaniem, który został przez Ciebie (słusznie) wyśmiany, chciałam podkreślić swoją erudycję i spotkała mnie za to zasłużona kara.

Ha, spokojnie :) Tak w ogóle, to my leżymy w Europie Środkowej, nie Wschodniej ;) Ale – co do researchu – fantastyka daje tę cudowną możliwość zmyślenia sobie dowolnej krainy z panującymi w niej obyczajami. Czemu z niej nie skorzystać?

Łopatologiczne.

W sensie?

W sensie, że a) musiałby być szczególnego rodzaju człowiekiem, żeby chcieć "dokładać stresów sąsiadce, która właśnie straciła męża" – a nic na to nie wskazuje; i b) wiemy, że sąsiadka właśnie straciła męża, ponieważ nam to powiedziałaś. Z dużym naciskiem. Przypominając nam o tym tutaj, dajesz świadectwo niewiary w czytelnika.

 Boże, znowu ;p Nie, nie ugnę się. Angielskawe by było: nie jest dobrą ideą.

Nie, to by już było po prostu błędne. Sorry, Winnetou :)

 Tylko na tyle, żeby uzasadnić tytuł.

A napisałaś 39 tysięcy znaków dla tytułu? Nie mówię, że motyw zorzy mi się nie podoba, ale jest go strasznie mało.

 Żeby był element fantastyczny w opowiadaniu.

Tyle miałaś możliwych motywów fantastycznych…

 Miało to też podkreślić szczególną relację bohatera z psem.

Dobrze, ale z tej relacji nic zupełnie nie wynika. Pies nie ginie bohatersko w jego obronie. On nie ginie bohatersko w obronie psa. Pies nie wywąchuje potworów. A na Friedę tylko trochę warczy. Nie widzę tej relacji.

 Ech, tu znowu odsyłka do Mroza.

Hmm? Mróz Mrozem, a za spójność Twojego tekstu odpowiadasz Ty. Zresztą, nie możesz od czytelnika wymagać, żeby znał Mroza i jego komentatorów. Klasyk, to to nie jest (uff).

 Że pomógł ukryć zwłoki zamiast zgłosić zdarzenie na policję.

Dobra, to prawda. Ale – dlaczego on to zrobił? Bo w sumie nie miał powodu… jeśli nie wierzył w winę Friedy, to czemu pomógł jej ukryć zwłoki? Przecież powinien wiedzieć, że byłoby z tego tylko więcej kłopotów na dłuższą metę.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino,

 

pozwolisz, że zrobię tak jak ostatnio: odniosę się najpierw do Twoich pierwszych komentarzy, a potem wrócę do Twoich odpowiedzi na moje pytania, by się nie pogubić.

 

Na jakiej podstawie? Przecież w końcu śmierć sąsiada wyjdzie na jaw, a wtedy będzie wyglądał podejrzanie, skoro ją ukrywał.

No właśnie. Mógłby mieć kłopoty za ukrywanie prawdy i pomoc w pozbyciu się zwłok.

 

 Przesiąknięty lękiem umysł wypluwał

Mieszana metafora.

Byłam dumna z tego zdania. A co w tym złego, że to mieszana metafora?

 

 zaczął mazać własną posoką

Posoka to krew zwierzęca, użycie tego słowa wobec człowieka wskazuje na pogardę. A ja nadal nie wiem, o co chodzi.

Według słownika PWN dawniej też się określało w ten sposób krew ludzką, ale ponieważ opowiadanie jest współczesne, muszę przyznać Ci rację.

 

To przywodzi na myśl reklamę. Owszem, czarny humor mógłby tu zadziałać, ale – hmm.

XD Moim zdaniem przesadzasz. To miało być odwołanie do zawodu Björna.

 

 Björn zamknął oczy i przyłożył ręce do twarzy. Po chwili łzy ciekły po jego policzku i palcach.

Mało naturalny opis.

Co w tym jest nienaturalnego?

 

 Dłonie zsunął nieco niżej, przysłaniając nos i w tej pozycji zastygł.

To ma być symboliczne? Że otwiera oczy na naturę Friedy?

Nie, to nie miało być symboliczne. Po prostu wyobraziłam sobie tę scenę wyraźnie, jak kadr w filmie i chciałam, by czytelnik też ten obraz zobaczył.

 

 Sam sobie zaprzeczył gwałtownie głową.

Źle to brzmi.

Zaprzeczył głową, wypierając te wstrętne myśli.

Lepiej?

 

 W pewnym momencie przestał walczyć z bezsennością i wściekły zerwał się z łóżka.

Hmm. Niezdecydowane.

Nie rozumiem.

 

 Jednak teraz bardziej niż kiedykolwiek pragnął ujrzeć mocne, naturalne światło.

"Jednak"?

Racja, kompletnie niepotrzebne.

 

 Tym razem oczekiwanie na lato będzie trwało dłużej niż zwykle.

Dlaczego?

Bo po tej zbrodni bohater bardziej pragnie lata niż zwykle, a jak czegoś nie możemy się doczekać, to czas się dłuży.

 

 Przeglądał telefon, ale był tak zamyślony, że nic w nim nie widział.

Hmm. Może: Wodził palcem po ekranie telefonu?

O, dobre. A może: Bezmyślnie wodził palcem po ekranie telefonu?

 

Na tym polegają natrętne myśli, zresztą zapewniasz tak usilnie, jakbyś była organem prasowym KC.

Co to jest KC?

 

Dzisiejszej nocy w miasteczku Dalvik doszło do gwałtownej śmierci.

Nigdy nie słyszałam takiego sformułowania w wiadomościach i moim zdaniem brzmi nienaturalnie. Zostawię tak, jak jest.

Poza tym – jeśli to Olaf, to skąd oni wiedzą? Wbrew temu, co się niektórym wydaje, dziennikarze nie są jasnowidzami.

Nie, to nie jest Olaf.

 

Kurczę, kogo on w końcu zamordował? Bo wyraźnie kogoś zamordował. Tutaj: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/czarny-kot.html i tu:

Dosłownie kilka dni temu czytałam “Czarnego kota” :)

Moim zdaniem taka reakcja ma sens i wcale nie musi oznaczać, że to on zabił. Pod “oni wiedzą” kryło się: “Oni wiedzą, że zakopałem z Friedą zwłoki Olafa”. Nie opisywałam tego tak dokładnie, bo już wielokrotnie wspominałam o tym, jaki jest zestresowany, że nie może spać, że czuje złość na Friedę za tą całą sytuację, itd.

Poza tym, jeśli to stwierdzenie Cię zmyliło i pomyślałaś wtedy “Kurde, to on zabił”, to dobrze. W kryminale chodzi o to, żeby mylić tropy.

 

Latarnie nie tworzą sieci. Poza tym aliteracja.

McDonaldy też nie tworzą sieci, a mówi się “sieć restauracji McDonald’s”.

 

 mieszkał samotnie tuż przy centrum miejscowości

Mało naturalnie to brzmi.

Dlaczego? Chodzi o to, że jak można być samotnym w centrum?

 

 Minęło trochę czasu, zanim przerażenie i szok ustąpiły. Jednak nadal nie mógł ruszyć się z miejsca.

Pokaż to.

No, myślałam, że to zrobiłam. Przykład?

 

Dziennikarze nie są jasnowidzami. Owszem, to jest psychologicznie realistyczne, jeśli bohater ma wyrzuty sumienia, ale nie mam pojęcia, dlaczego je ma.

A Ty byś nie miała wyrzutów sumienia, jak byś nie zgłosiła na policję zabójstwa i pomogła jeszcze pozbyć się zwłok?

 

 Szedł bardzo powoli, jakby zbliżał się do bomby.

Dlaczego?

Jejku, nie rozumiem, dlaczego nie rozumiesz :P Albo mam aż takie braki w warsztacie, że nie możesz wczuć się w sytuację bohatera, albo już nie wiem, co. Boi się, że go oskarżą o współudział za to, że ukrył zwłoki i fakt samej zbrodni – ostatni raz o tym wspominam.

 

 Rozległo się gwałtowniejsze, naglące, pukanie.

To nie wtrącenie.

W ten sposób zdanie poprawiła mi reg. Kto ma rację?

 

Byłaś kiedyś w takiej sytuacji? Bo psychologicznie mało to wiarygodne.

Nie, i mam nadzieję, że nigdy nie będę.

Ale moim zdaniem ma to sens, gdy bohater zapomni o swoich troskach i skoncentruje się na troskach kogoś innego, zwłaszcza mu bliskiego. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia za to, że zostawił ją samą w tak straszną i traumatyczną noc (wtedy jeszcze nie wiedział, że to ona zabiła).

 

 Nie bałaś się tu iść ciemną ulicą?

Dobra, teraz już nie wiem, jak oni mieszkają.

O tym już wspominałam wcześniej. Poza tym po Twoich sugestiach dodałam już na początku opowiadania wzmiankę, że oba domy dzieli tylko ulica.

 

 przebywanie na miejscu zbrodni nikomu nie służy

?

Co?

 

Niezbyt zgrabne, ale przede wszystkim – to nie są cukierki, to jest SSRI.

Dlatego pies go upomina, by tego nie robił. Tak, telepatycznie.

 

SSRI to nie cukierki! Nie wiem, jak to wygląda w Skandynawii, ale u nas są na receptę, której raczej się nie dostanie na piękne oczy.

Björn ma depresję, o czym już wspominałam wcześniej, skoro ma leki, to pewnie dostał je od lekarza, u którego się leczy.

Zapytasz: to czemu tego nie opisałaś?

Bo zakładam, że czytelnik się tego domyśli. Prawy człowiek, którego w stres wpędza świadomość, że pomógł ukryć zwłoki, raczej nie napadł na aptekę lub farmaceutę, by dostać te leki.

 

 

 

 

He's telling me more and more | About some useless information | Supposed to fire my imagination | I can't get no! No satisfaction...

pozwolisz, że zrobię tak jak ostatnio: odniosę się najpierw do Twoich pierwszych komentarzy, a potem wrócę do Twoich odpowiedzi na moje pytania, by się nie pogubić.

Jak najbardziej.

 Mógłby mieć kłopoty za ukrywanie prawdy i pomoc w pozbyciu się zwłok.

Dobrze, ale mógłby tego w ogóle nie robić – mógłby zadzwonić na policję od razu. Dlaczego tego nie zrobił? Żeby Frieda nie miała kłopotów? Ależ w ten sposób będzie miała tylko o wiele gorsze, choć troszkę później.

 Byłam dumna z tego zdania. A co w tym złego, że to mieszana metafora?

Kill your darlings :D Metafory nie powinny być mieszane, ponieważ to wywołuje u czytelnika oczopląs (a potem może wywołać prychnięcie śmiechu – w tekście komediowym mieszana metafora może grać, właśnie dlatego, że jest komediowy, ale poważny na pewno zabije – dlatego tak często plaskam się w czoło, czytając "poważne" artykuły…).

 XD Moim zdaniem przesadzasz. To miało być odwołanie do zawodu Björna.

Jest odwołanie do zawodu, tylko ono brzmi jak reklama środka do czyszczenia :)

 Co w tym jest nienaturalnego?

Całokształt. Ale jak to wytłumaczyć… hmm. I "przyłożył ręce do twarzy" jest mało konkretne, i te łzy jakoś nie do końca się łączą (językowo, sens mają)…

 Po prostu wyobraziłam sobie tę scenę wyraźnie, jak kadr w filmie i chciałam, by czytelnik też ten obraz zobaczył.

Aaa, no, tak. Mogłam się domyślić, że to ma być filmowe. Film posługuje się innymi środkami – nie wszystko, co dobrze wypada w filmie, wypada też dobrze w tekście.

 Zaprzeczył głową, wypierając te wstrętne myśli.

Lepiej?

Nie zaprzecza się głową, tylko ruchem głowy. Mógłby tą głową potrząsnąć, pokręcić. I – imiesłów nie oznacza przyczynowości! Mogłoby być np.: Potrząsnął głową, żeby się pozbyć tych wstrętnych myśli.

Hmm. Niezdecydowane.

Nie rozumiem.

Idzie o to, że nie wiem, w jakim właściwie stanie emocjonalnym jest bohater. Zniechęcony, zły, jedno i drugie?

 Bo po tej zbrodni bohater bardziej pragnie lata niż zwykle, a jak czegoś nie możemy się doczekać, to czas się dłuży.

No, dobra, na to nie wpadłam.

 Bezmyślnie wodził palcem po ekranie telefonu?

Świetnie!

 Co to jest KC?

https://pl.wikipedia.org/wiki/Komitet_Centralny_Polskiej_Zjednoczonej_Partii_Robotniczej

 Nigdy nie słyszałam takiego sformułowania w wiadomościach i moim zdaniem brzmi nienaturalnie.

Wiadomości nie są specjalnie staranne językowo… starałam się tu utrafić w styl, a nie psuć gramatyki.

 Nie, to nie jest Olaf.

OK, i nie powinien być, bo to by było bez sensu. Mimo wszystko – wygląda to na dziwny zbieg okoliczności (ponieważ ostatecznie nim nie jest, to w porządku – ale wygląda).

 Poza tym, jeśli to stwierdzenie Cię zmyliło i pomyślałaś wtedy “Kurde, to on zabił”, to dobrze. W kryminale chodzi o to, żeby mylić tropy.

Nie do końca. W kryminale chodzi o to, żeby była zagadka. Mylenie tropów służy temu, żeby czytelnik jej za wcześnie nie rozwiązał. Ponadto – nie pisz gatunku, pisz konkretną historię. Gatunek przyjdzie sam.

 McDonaldy też nie tworzą sieci, a mówi się “sieć restauracji McDonald’s”.

Metaforycznie tworzą… https://sjp.pwn.pl/szukaj/sie%C4%87.html

 Chodzi o to, że jak można być samotnym w centrum?

O to, że "przy centrum" raczej się nie spotyka. Mógłby mieszkać blisko centrum.

 No, myślałam, że to zrobiłam. Przykład?

No, właśnie nie. Przykład. Historyjka Douglasa Adamsa o herbatnikach ( https://pl.wikiquote.org/wiki/Douglas_Adams ):

Chciałem złapać pociąg. Było to w kwietniu 1976 roku, w Cambridge w Wielkiej Brytanii. Zostało jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu. Poszedłem po gazetę, by porozwiązywać krzyżówkę, po kawę i paczkę herbatników. Usiadłem przy stoliku. Opiszę wam scenerię – jest niezwykle ważne, abyście bardzo wyraźnie ją ujrzeli. A więc tu mamy stolik, tu gazetę, filiżankę z kawą, herbatniki. Naprzeciwko mnie siedzi mężczyzna, całkiem przeciętny gość w biznesowym garniturze, z teczką. Nic nie wskazywało na to, aby miał zrobić cokolwiek dziwnego. A jednak zrobił: nagle pochylił się do przodu, wziął do ręki herbatniki, rozerwał opakowanie, wyjął jednego i zjadł.

Muszę powiedzieć, że z takiego typu rzeczami my Brytyjczycy bardzo źle sobie radzimy. W naszej historii, naszym wychowaniu, naszej edukacji nie ma nic, co uczyłoby nas, jak zachować się w stosunku do kogoś, kto w biały dzień kradnie nam herbatniki. Wiadomo, co by się stało, gdyby rzecz miała miejsce na dworcu South Central w Los Angeles. Natychmiast rozpoczęłaby się strzelanina, zjawiłyby się helikoptery, CNN, rozumiecie… w końcu zrobiłem to, co zrobiłby każdy czerwonokrwisty Brytyjczyk: zignorowałem wydarzenie. Gapiłem się w gazetę, wziąłem łyk kawy, próbowałem zrozumieć artykuł, w tekst którego się wpatrywałem, nie byłem jednak w stanie nic pojąć, z wyjątkiem powtarzania w myśli: „Co mam robić?”.

W końcu uznałem: „Trudno, muszę coś zrobić”. Próbując z całych sił nie zauważać, że w tajemniczy sposób paczka została otwarta, wyjąłem herbatnik. Pomyślałem sobie: „To go uspokoi”. Nie uspokoiło, bowiem po chwili powtórzył to, co przedtem. Wziął następny herbatnik. Ponieważ za pierwszym razem nic nie powiedziałem, za drugim jakby trudniej było podnieść temat: „Przepraszam bardzo, trudno tego nie zauważyć, ale…”. Nic by to nie dało.

Zjedliśmy całą paczkę. Było w niej co prawda tylko osiem herbatników, ale sprawa zdawała się trwać wieczność. On brał herbatnik, ja brałem herbatnik, on brał herbatnik. Kiedy skończył, wstał i odszedł. Wymieniliśmy pełne znaczenia spojrzenia, po czym poszedł sobie, ja zaś głęboko odetchnąłem i opadłem ciężko na oparcie krzesła.

Wkrótce podstawiono pociąg, dopiłem kawę, wstałem i podniosłem gazetę, pod którą leżały moje herbatniki. Tym, co szczególnie lubię w tej opowieści, jest wrażenie, że gdzieś po Anglii przez ostatnie ćwierć wieku krąży całkowicie przeciętny facet, który ma do opowiedzenia identyczną historię – tyle tylko, że brakuje jej puenty.

Tę historyjkę można spokojnie streścić jednym zdaniem. Ale czy to jedno zdanie utkwi Ci w pamięci?

ETA: jeszcze o pokazywaniu: https://www.eadeverell.com/show-dont-tell/

 A Ty byś nie miała wyrzutów sumienia, jak byś nie zgłosiła na policję zabójstwa i pomogła jeszcze pozbyć się zwłok?

To zależy. Jaką miałam motywację? Bo jaką motywację miał Twój bohater – nie mam pojęcia.

 Jejku, nie rozumiem, dlaczego nie rozumiesz :P Albo mam aż takie braki w warsztacie, że nie możesz wczuć się w sytuację bohatera, albo już nie wiem, co.

W jego sytuację nie mogę się wczuć wcale – bo wszystko tu wisi w próżni. Niby mogłabym się domyślić, że się boi, że przyjdą go aresztować – ale jakoś mi to nie przyszło do głowy, bo nie zdołałam złapać wątku.

 W ten sposób zdanie poprawiła mi reg. Kto ma rację?

No, chyba, że ja XD Reg zamieniła "nieznoszące zwłoki" na "naglące" i miała rację, ale przegapiła zbędny przecinek. Bywa. Ja też przegapiam różne rzeczy.

 Ale moim zdaniem ma to sens, gdy bohater zapomni o swoich troskach i skoncentruje się na troskach kogoś innego, zwłaszcza mu bliskiego.

Teoretycznie powinno mieć, ale tutaj coś kuleje. Może to ogólna niemożność zawieszenia niewiary, która doskwierała mi od początku do końca tego tekstu.

 Poza tym po Twoich sugestiach dodałam już na początku opowiadania wzmiankę, że oba domy dzieli tylko ulica.

To już coś, ale jeszcze niewiele.

przebywanie na miejscu zbrodni nikomu nie służy

To bardzo dziwna uwaga.

 Dlatego pies go upomina, by tego nie robił. Tak, telepatycznie.

Chodziło mi bardziej o to, że leki mają skutki uboczne… niby należy do nich ogólne zblednięcie afektu (a Björn nie jest specjalnie ekspresyjny), ale mimo wszystko.

 Bo zakładam, że czytelnik się tego domyśli. Prawy człowiek, którego w stres wpędza świadomość, że pomógł ukryć zwłoki, raczej nie napadł na aptekę lub farmaceutę, by dostać te leki.

Nie mówię, że napadł, ale przed chwilą powiedział "Niech w końcu ta noc polarna minie, to wtedy rzucę to cholerstwo" – jakby miał na myśli po prostu nałóg. To samo sugeruje przekraczanie zalecanej dawki. Narkomani jak najbardziej wykorzystują lekarzy, żeby dostać działkę (inna rzecz, że akurat te leki nie dają specjalnie przyjemnych odjazdów), ale tu wypływa niezdecydowanie tekstu. Jakbyś nie miała jasnej koncepcji, kim właściwie jest bohater i co chcesz o nim opowiedzieć.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka