- Opowiadanie: Morgiana89 - Najlepszy przyjaciel człowieka

Najlepszy przyjaciel człowieka

Dziękuję za wszystkie rady betującym.

 

Miłej lektury. Mam nadzieje, że nie ma totalnej tragedii. ;)

Pozdrawiam!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Najlepszy przyjaciel człowieka

Weronika siedziała na niewielkiej kanapie, odwrócona tyłem do pokoju. Na twarzy dziewczynki zagościł uśmiech, gdy patrząc przez okno na gałęzie najbliższego drzewa ujrzała wróbelki. Podskakiwały równo, jakby ktoś wygrywał im rytm. Raz, dwa… Raz, dwa… I tak na okrągło.

Pokój, w którym dziecko grzecznie czekało, podziwiając widok ptaszków, był przedzielony. Dziewczynka nie wiedziała o tym. Gdyby się odwróciła zauważyłaby jedynie potężne, dębowe biurko z dekoracyjnym sekretarzykiem oraz fotelem ustawionym tuż obok, ogromnym jak dla dziewięciolatki.

Przy ścianach piętrzyły się do samego sufitu regały. W gabinecie panował przepych i jedynie ogromne, zagłębione w ścianie lustro ze złotą ramą, nieco powiększało przestrzeń. To właśnie za nim dwaj mężczyźni, jeden ze zdjęć wiszących na ścianach, a drugi w wieku około trzydziestu pięciu lat, stali i rozmawiali. Drugi z mężczyzn miał włosy równie proste i w podobnym kolorze jak dziewczynka siedząca za ścianą. Dziecko ich nie słyszało. Doktor Ziemnicki, nawet nie będąc w gabinecie, lubił wiedzieć jak zachowuje się jego pacjent, gdy jest sam.

–  Kompletnie nie wiem, co robić – rzekł drugi mężczyzna.

– Panie Sebastianie, proszę się nie denerwować. Niech pan zobaczy, córka jest spokojna. Niech pan wyjaśni o co chodzi. W czym jest ten palący problem? – Zaprosił gestem swojego gościa, by usiadł przy najbliższym stoliku.

Nim Sebastian Kowalski spoczął i zaczął mówić, lekarz rzucił jeszcze jedno spojrzenie na pacjentkę, upewniając się tym samym, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

– Jest pan drugim lekarzem, do którego udajemy się z tym problemem. Córka boi się zwierząt – powiedział.

– Chyba nie do końca się z panem zgodzę. Przecież widzę, jak się uśmiecha, gdy patrzy przez okno na zwykłe wróble. – Wskazał ręką lustro fenickie i dziecko siedzące na kozetce.

– Ale tu chodzi o coś innego. To nie dotyczy wszystkich. Ona boi się psów – oznajmił. Po czym zaczął historię od początku.

Dziewczynka, jakby przeczuwając, że o niej rozmawiają, przestała spoglądać za okno. Twarz znów miała pustą i bez wyrazu. Przed oczami przesuwały jej się obrazy z ostatnich trzech miesięcy.

 

Po blisko dwóch godzinach wyczekiwania usłyszała, jak żwir zachrzęścił na podwórzu. To na pewno mama. Nie minęło pół minuty, a stała w przedpokoju przestępując z nogi na nogę i niecierpliwiąc się. Pamiętała, jak tata nie chciał powiedzieć, dokąd wyszła. Miała to być niespodzianka.

– Cześć, kochanie! – zawołał ojciec, stojący za Weroniką, gdy zobaczył żonę w drzwiach. – Jak poszło?

W tym momencie dziewczynka dostrzegła małe zawiniątko, które matka trzymała na rękach. Coś zapiszczało. Weronika mogła tylko przypuszczać, co tam się znajdowało.

– Mamo, co przywiozłaś? – zapytała.

– Prezent dla ciebie, kotku. Będziesz zachwycona – odpowiedziała uradowana i przykucnęła, wypuszczając na podłogę maleńkiego pieska.

Był rzeczywiście nieduży, ale tak paskudny, że Weronice aż dech zaparło. Pies miał mordkę wykrzywioną pod tak dziwnym kątem, że z pyska wystawały kły, a między nimi widać było różowy, mimowolnie wysuwający się, język. Wyłupiaste oczy przenikliwe spoglądały na nią. W dodatku jego głowa była nienaturalnie wielka, względem reszty tułowia. Sierść wydawała się brudna i obślizgła.

– Och… – wydusiła z siebie w końcu.

– Wiedziałem, że jej się spodoba. Czyż nie jest uroczy, Weronisiu? – zapytał tata, podchodząc do mamy i biorąc od niej kurtkę.

Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała tego wstrętnego psa, a gdy zrobił parę kroków w jej stronę, ona mimowolnie się cofnęła. Wydobył z siebie dziwny dźwięk. Po chwili zrozumiała, że się śmieje. Słyszała wyraźnie chrobotliwy rechot. Zaczęła krzyczeć i nie zwracając uwagi na rodziców, czym prędzej pobiegła do siebie.

Raz tylko się odwróciła, gdy usłyszała tupot łap za sobą. Biegł za nią z uradowaną miną na pysku. Powstrzymały go dopiero drzwi.

 

 – To było dziwne jak uciekała przed tym szczeniakiem. Razem z żoną stałem, jak zamurowany nie wiedząc, co robić. Jakby tego było mało… – mówił pan Sebastian.

 

– Mamo zamknij drzwi, proszę! Nie chcę, by wszedł do pokoju – powiedziała Weronika, nakrywając na głowę kołdrę.

– On śpi dzisiaj u nas. Nie bój się, po prostu bardzo cię lubi. Jest naprawdę uroczy – powiedziała, a gdy nie doczekała się żadnej odpowiedzi, wstała. Nachyliła się nad dzieckiem i odgarnęła, wystające spod kołdry włosy.

Słyszała, jak rodzice rozmawiają, ale słowa nie dolatywały do pokoju. Była to dla niej nadzieja, że tym razem drzwi zostały zamknięte. Po kilkukrotnym upewnieniu się, że nikt do niej nie wejdzie, w końcu zasnęła. Nie dane było jej przespać całej nocy. Zrobiło się gorąco i duszno. Nawet przez sen bała się zrzucić pościel, jakby trzymając się jej, niczym tarczy obronnej.

Otworzyć oczy, czy nie otworzyć? – zastanawiała się przez chwilę.

Wolała jednak się upewnić i delikatnie uchyliła powieki. Prawie wzdrygnęła się na widok psa, który położył pysk na krawędzi łóżka. Oczy miał otwarte i patrzył na nią. Wydawało się jej, że nie oddychał i nie mrugał, tylko spoglądał. Gęsia skórka pokryła całe jej ciało. Weronika nie mogła już dłużej tego wytrzymać. Była przerażona. Poruszyła się mimowolnie, a pies od razu zareagował, zachichotał tym dziwnym gardłowym śmiechem i wskoczył na łóżko.

Nim zdołała się powstrzymać, usłyszała swój krzyk. Pamiętała, jak chwilę później mama wpadła do pokoju, zganiając psa z łóżka.

– Pimpek, przestań skakać!

 

– W nocy dawała niezły popis. Pies chciał spędzać czas tylko z nią. To naprawdę słodki malec, choć ona twierdziła, że jest paskudny. O proszę, niech pan zobaczy jaki jest śliczny – powiedział Sebastian, wyciągając zdjęcia z portfela.

 

– Jesteśmy sami, Werka. Zobaczysz, twoi rodzice cię zostawią! Oni cię nienawidzą! Jesteś tylko głupią gówniarą! – Usłyszała powarkiwanie zza drzwi.

Musiała znowu siedzieć cały dzień w pokoju. Żałowała, że ojciec nie powiedział, że po pracy jedzie na trening. Zawsze mogła coś wykombinować, by tak szybko nie wracać. Jak była sama, bała się wyjść z pokoju, gdy ten stwór siedział za ścianą.

– Już kochają mnie bardziej niż ciebie – wycharczał i zaśmiał się.

– Wynoś się! – krzyknęła w końcu, nie mogąc wytrzymać.

– O, jednak potrafisz coś powiedzieć! A wiesz co twoi starzy robią, gdy są sami bez ciebie? Ale szaleją! Opowiem ci wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. To się dzieje w nocy, gdy śpisz… – głos dochodził spod drzwi, a Weronice łzy stanęły w oczach. Z całej siły zatkała palcami uszy.

 

– …Twierdziła, że opowiadał okropne rzeczy o nas. To znaczy o mnie i o żonie. Podjudzał ją i straszył. Faktycznie, może czuła się odsunięta, ale sama przecież unikała psa. Nikt nie chciał jej zmuszać do zabawy z nim, dlatego my na zmianę to robiliśmy. Doktorze, niech pan spróbuje do niej dotrzeć! Nie mogę wyrzucić z domu biednego stworzenia, od tak, dla kaprysu! Nie jest niczemu winien, to tylko pies. – Na ostatnim zdaniu wyraźnie się załamał. Ciężko mu było twierdzić, że jego własne dziecko jest szalone.

– Mogę z nią porozmawiać. Jeśli pan się zgodzi, to proponowałbym zostawić córkę u nas na parę dni pod obserwacją. Będziemy mogli zobaczyć, jak się zachowuje i zalecić odpowiednią terapię – powiedział lekarz.

– Myśli pan, że to coś pomoże? – zapytał ojciec dziewczynki.

– Zobaczymy. W tej chwili nie mogę panu nic obiecać.

Panowie się pożegnali. Lekarz poszedł do pacjentki trzymając w ręce niewielką walizkę, która zawierała rzeczy dziewczynki. W tym samym czasie ojciec dziecka już wracał do domu. Przynajmniej żona i Pimpek czekali na niego.

Gdy wszedł do domu, pies przywitał go od progu, machając ogonem. Był szczęśliwy, że jego pan wrócił. Na przemęczonej twarzy Sebastiana zagościł uśmiech. Pogłaskał psa po grzbiecie i poszedł w głąb mieszkania porozmawiać z żoną. Nim się oddalił usłyszał coś dziwnego, jakby chichot. Odwrócił się, ale pies tylko obwąchiwał jego buty.

Niemożliwe. Wydawało mi się – pomyślał.

Gdyby się zatrzymał może dosłyszałby cichy szept:

– Będziesz następny.

Koniec

Komentarze

Nazgul ma psa (ogar bojowy – 1,5 metra wzrostu;)) i mogę stwierdzić, że to opko to fantastyka;)

 

Muszę przyznać, że to jeden z ciekawszych tekstów w konkursie. W dodatku napisany całkiem nieźle.

Zastanawia mnie ostatnie zdanie. Do czego dąży ten pinpek? Chyba najrozsądniej byłoby nie gryźć ręki, która karmi;)

 

Pozdrawiam!

 

Edit:

Zauważyłem, że licznik komentarzy po betowaniu się nie zeruje, choć samych komentarzy nie widać. Ale chyba ktoś powinien się temu problemowi przyjrzeć.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Gęsia skórka pokryła całe jej ciało. Nie mogła już dłużej tego wytrzymać. Bała się.

Lubisz gubić podmiot jak w przykładzie powyżej. Chyba ze dwa razy coś takiego jeszcze zrobiłaś.

 

Hmm, tekst napisany sprawnie, ale ja miałam psa i jakoś mnie po prostu nie przekonuje ta wizja. Jakby kot był zły to co innego :P

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki za komentarze.

 

Chodzi o to, że ten pies jest tak nierealny, że to fantastyka. ;)

 

Lubię psy, żeby nie było. Sama aktualnie nie mam i nie dlatego, że mam dwa koty. One sobie same dadzą radę, jak znikam na całe dnie, a pies potrzebuje więcej opieki i czasu mu poświęconego. Za każdym razem jak mam już się zdecydować myślę o tym, że całe dnie siedziałby sam. :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Z opisu pies skojarzył mi się z hieną. Jeszcze ten chichot :) Ale nie rozumiem po co miałby coś takiego robić. Pewnie się kocha w mamie dziewczynki ;)

 

– Cześć kochanie!

brak przecinka.

 

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Krajemar zapewne masz rację. To dlatego, że się zakochał w matce. ;)

 

A tak na poważnie raczej chodziło mi o to, że gdy ludzie kupują psa lub przygarniają, zazwyczaj spodziewają się oddania i miłości ze strony pupila. Natomiast ten pies taki nie jest. Sieje zamęt, po kolei niszcząc rodzinę. Opowiadanie miało być krótkie i z przymrużeniem oka. Czy wyszło? Nie mnie oceniać. Jedynie na swoją obronę mogę powiedzieć, że się starałam.

 

Dużo cennych rad dostałam od betujących.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Z opisu to wygląda mi na buldoga francuskiego albo mopsa. :) Udało Ci się uchwycić klimat dusznej atmosfery nękania przez prześladowcę (co z tego, że mały i futrzaty) – sama bym się przestraszyła takiego paskuda, brawo. Początkowy opis pokoju wydał mi się ciut przydługi.  

A motyw? Cóż, może psina po prostu lubi się znęcać ;)

Dzięki Rooms za miły komentarz.

 

Co do opisu czworonoga, inspiracją była siostra, która dwa tygodnie temu kupiła sobie psa (bardzo podobna rasa do buldoga francuskiego) i temat fobii. Można powiedzieć, że z rasą idealnie trafiłaś. :)

 

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

przepraszam, przeczytałam jedynie: “Co do opisu czworonoga, inspiracją była siostra” i oplułam monitor :)

Trafiłam, bo ja też się ich boję, tych buldogów francuskich. Zdecydowanie dyszą i chichoczą.

Dobre, dobre! ;D

 

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Spodobał mi się pomysł. Sam się boję psów tych dużych i groźnych (tych mniejszych czasem też :)). Biedne dziecko :)

 

Po blisko dwóch godzinach wyczekiwania, usłyszała – bez przecinka

mogła tylko przypuszczać, co tam się znajdowało – przecinek

Słyszała, jak rodzice rozmawiają – przecinek

 

Tekst oceniam na 6.

Uroda pieska ujęła mnie. Charakterek też. Podejrzewam, że mimo otwartego zakończenia, dalszego ciągu nie będzie. A szkoda, bo mogłoby być bardzo ciekawie. ;-D

 

Po bli­sko dwóch go­dzi­nach wy­cze­ki­wa­nia, usły­sza­ła, jak żwir chrzę­ścił na po­dwó­rzu. To na pewno była mama. Nie mi­nę­ło pół mi­nu­ty, jak stała w przed­po­ko­ju, tu­piąc z nogi na nogę i nie­cier­pli­wiąc się.Wolałabym: Po bli­sko dwóch go­dzi­nach wy­cze­ki­wa­nia usły­sza­ła, jak/ że żwir zachrzę­ścił na po­dwó­rzu. To na pewno mama. Nie mi­nę­ło pół mi­nu­ty, a stała w przed­po­ko­ju przestępując z nogi na nogę i nie­cier­pli­wiąc się.

 

Pies miał wy­krzy­wio­ną mord­kę pod dziw­nym kątem, tak że ostre kły wy­sta­wa­ły mu z pyska, a mię­dzy nimi widać było ró­żo­wy język, który mi­mo­wol­nie się wy­su­wał.Wolałabym: Pies miał mordkę wy­krzy­wio­ną pod tak dziw­nym kątem, że z pyska wystawały kły, a mię­dzy nimi widać było ró­żo­wy, mimowolnie wysuwający się, język.

 

Bała się. Po­ru­szy­ła się mi­mo­wol­nie, a pies otrzą­snął się z le­tar­gu, za­śmiał się tym dziw­nym gar­dło­wym śmie­chem i wsko­czył na łóżko koło niej. Nim zdo­ła­ła się po­wstrzy­mać, usły­sza­ła swój krzyk.Nadmiar zaimków zwrotnych. Czy łóżko było obok dziewczynki? ;-)

 

Le­karz po­szedł do pa­cjent­ki wraz z małą wa­li­zecz­ką, za­wie­ra­ją­cą rze­czy dziew­czyn­ki. – Walizeczka poszła z lekarzem? ;-)

 

Tekst oceniam na 6.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Zygfrydzie za przecinki. To chyba jeden z gorszych błędów jakie popełniam – niedobór przecinków. Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał.

 

Regulatorko wszystko poprawiłam. Cieszę się, że przeczytałaś tekst i w miarę się spodobał, przy okazji dając mi cenne wskazówki i pokazując błędy. Niestety na tę chwilę dalsze losy psa są nieznane. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Pies drapał psa, ale co z ojcem Weroniki… ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reszta rodziny zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach…

 

Jak coś sensownego na myśl by mi przyszło, niebędącego jakimś kiepskim bełkotem, to na pewno dam znać. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Życzę, by nawiedzały Cię wyłącznie dobre pomysły. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Regulatorko! :)

Ja też bym sobie tego życzyła. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przeczytałem. Komentarz po zakończeniu konkursu.

 

Szczegół: lustro fenickie, nie weneckie :)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Nie miałam pojęcia, że taka jest ich poprawna nazwa. Dzięki Bogusławie. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ho, ho, mocne opowiadanie. Zdecydowanie lepsze niż się spodziewałem. Wyczuwam tu małą dysproporcję, bo nie do końca rozumiem, dlaczego poświęcasz tyle miejsca na opis gabinetu, skoro potem akcja jest już dużo szybsza. Ale tekst i tak uważam za udany.

Opowiadanie oceniam na 7

Vyzarcie, cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. Dziękuję także za bibliotekę. :). Ten wstęp celowo taki dłuższy, aby nieco spowolnić, a później przyspieszyć. Zresztą mam tendencję do rozwlekania niepotrzebnie, a ta krótka forma aż się prosiła by coś jeszcze dopisać. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bardzo udany horror. Brawo! :) Trochę błędów warsztatowych, jednak nie aż tyle, by raziły. Tylko gdzie tu fobia? Jeśli dobrze zrozumiałem, dziewczynka nie bała się psów, tylko tego konkretnego demonicznego psa. Zresztą, kto nie podzielałby jej strachu, znalazłszy się w podobnej sytuacji? Cholera, gdyby w moim mieszkaniu pojawił się nagle rogaty diabeł, to też narobiłbym w portki, mimo że na co dzień nie odczuwam lęku przed rogatymi diabłami ;)

Tekst oceniam na 7.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Bogusławie, bardzo dziękuje za przychylną opinię o tekście. Po takiej opinii, aż by się chciało coś jeszcze napisać. Tak wysoka ocena mnie zaskoczyła, zwłaszcza, że dopiero się uczę, jak pisać lepiej. Dzięki za bibliotekę. ;)

 

Co do fobii może faktycznie jest jej trochę mało. Dziewczynka nie bała się wcześniej psów, ale czy te przykre wydarzenia w jej domu nie mogły spowodować niechęci? Jako dzieci często odbieramy otoczenie i przekładamy to na kolejne już dorosłe lata naszego życia. Czy fobia nie mogła się narodzić w momencie tak przykrych wydarzeń? Wydaje mi się, że jest to prawdopodobny scenariusz. Gdybym sama miała takiego stwora w domu, to za nic w świecie nie chciałabym mieć w przyszłości kolejnego psa. :)

 

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jasne, jako geneza fobii, ukazanie momentu, który zapoczątkował chorobę – jak najbardziej. Jednak opowiadaniu, jakkolwiek przypadło mi do gustu, imo, zabrakło trochę od czołówki. Niemniej czytało się przyjemnie i w wolnej chwili chętnie usiądę do innych Twoich tekstów – a już zwłaszcza, gdy będą to horrory ;)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Jeszcze raz dzięki, Bogusławie. Po staram się nie zawieść i w przyszłości napisać jakiś w miarę dobry horror. W sumie to je lubię i dobrze się czuję, pisząc je. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Fobii niet, bo strach przed tym konkretnym egzemplarzem słodkiego szczeniaczka jest bardziej niż uzasadniony. Za to szczeniaczek – przyjemniaczek. Patrzę na moją Hecium Bestię Dziką Stworę i zastanawiam się, czy gdyby była podobna do Twojego Pimpka, to kochałbym ją choć trochę mniej… Hmmm… Hmmm… Na pewno nie (ale cieszę się, że nie muszę weryfikować tej wiedzy w praktyce). Swoją drogą, wcale nie dziwię się, że Pimpek jest wredne bydlę. Ja, gdybym miał tak na imię, też bym się mścił.^^

Opowiadanie bardzo fajne – klasyka grozy, rzekłbym. Wykonanie też nie zostawia wiele do życzenia. Ogólnie rzecz ujmując, przyjemna lektura. Zastanawia mnie jednak jedno:

– …opowiadał okropne rzeczy o nas. To znaczy o mnie i o żonie. Podjudzał ją i straszył. Faktycznie, może czuła się odsunięta, ale sama przecież unikała psa.

Z tego fragmentu wyraźnie wynika mi, że ojciec jest świadom, iż pies naprawdę rozmawiał z Werką, co mocno gryzie mi się z koncepcją, że to zakamuflowany mały skurwysyn. No, chyba, że cała akcja dzieje się w świecie, gdzie zwierzęta mają ustawowe prawo głosu? Myślę, że jednak nie, bo nie pasuje to do koncepcji całego opowiadania. Zresztą, nawet gdyby tak było, to ojciec – świadom tego, co szczeniak wygaduje – nie próbowałby leczyć córki, tylko pozbyłby się psa. Tak więc drogą dedukcji dochodzę do wniosku, że to jednak jakiś błąd w samym tekście.

 

Tekst oceniam na 7.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki Cieniu za obszerny komentarz. Moje ego zostało mile połechtane. ;)

 

Cieszę się, że tekst się spodobał. Szkoda, że nikt nie dostrzegł mych intencji, co do powstania fobii. Te fobie, to jednak ciężki orzech do zgryzienia. ;)

 

Co do zdania, faktycznie można to opacznie zrozumieć. Ucięłam tu początkową wypowiedź ojca, aby zdanie szło od środka, ale widać efekt ten nie wyszedł zbyt dobrze. Także czym prędzej to zmieniam, aby nie było się do czego doczepić. ;) Dziękuje za bibliotekę i cieszę się niezmiernie, że się spodobało! :D

 

 

Edit: Pimpek, to przecież bardzo polskie imię dla psiaka, tak jak Reksio. Ja nie wiem, czy jest się czego czepiać.;)

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Fobia – tutaj sprawa jest dyskusyjna – dziewczynka bała się psa z konkretnego powodu, w dodatku bała się tego psa, a nie wszystkich. Moim zdaniem ciężko to nazwać fobią.

Fantastyka – jest

 

Uwagi ogólne: opowiadanie ciekawe, całkiem fajny pomysł, a przy końcowce się uśmiechnęłam :) Może nie powinnam, bo to miało być takie trochę straszne, ale jednak się uśmiechnęłam. Wyobraziłam sobie tego psa z filmu „Maska” w momencie, kiedy sam miał maskę na pysku i wyglądał na mocno ześwirowanego :) Albo tego psa z kreskówek – Wredniaka, który złowieszczo chichotał ;P Trochę przydługi opis gabinetu na początku i nie wiem czy pozostawienie Weroniki na obserwacji jest zasadne i wiarygodne z psychologicznego oraz rodzicielskiego punktu widzenia. Warsztatowo całkiem nieźle, gdzieniegdzie pojawiają się powtórzenia.

 

Tekst oceniam na 6.

Dziękuję, Iluzjo za komentarz. Cieszę się, że mimo niedociągnięć w miarę Ci się spodobał. Żałuję, że nieudało mi się wywiązać należycie z założeń konkursowych. Co do końcówki miała być nieco zabawna. Wszystko zależy od osoby, która czyta i jak ją odbiera. Dzięki raz jeszcze za przeczytanie tekstu i ocenę.:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Hm… Tekst dobrze się czytało, choć zakończenie – wydaje mi się – dość oklepane. Jakbym je już gdzieś kiedyś, tylko w innym klimacie. Schludnie napisane opowiadanko, ale niezwalające z nóg. Nie do końca. :) 6,5/10

Mee!

Nie muszę ścinać z nóg. Zadwolę się powaleniem na kolana. Dzięki za przeczytanie i skomentowanie. Oczywiście za ocenę również. Może następnym razem będzie się bardziej podobało. Pozdrawiam serdecznie.:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jak to nie ma czego się czepiać? Jestem potworem, demonem, ohydą z piekła rodem, krzywdzę małe dziewczynki, rozbijam rodziny, przerażam i odrażam, jestem podły, zły, niebezpieczny, okrutny i straszny. Jestem pomiotem Cerbera, kuzynem Belzebuba (z trzeciej linii, ale zawsze), Młodszym Sekretarzem Rady Piekielnych Ogarów, złem wcielonym i zapchlonym… A tak w ogóle, to mam na imię Pimpek.

No Heloł!^^

 

Poprawki akceptuję i pochwalam.

 

Ego łechtałem – jeśli łechtałem – bez premedytacji. Można by rzec, że w afekcie. Zasłużyłaś sobie zarówno na pochwały (a że rozlazłe…? ten typ tak ma) jak i na Bibliotekę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu to szczegół. To miał być taki mały dowcip z tym Pimpkiem. Następnym razem imię dobiorę lepiej, skoro budzi takie oburzenie. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Tjaaa… Genialni rodzice. Taką pokrakę dzieciakowi wciskać… Ale są gusta i guściki.

Jako zobrazowanie mechanizmu powstawania lęków – dobre. Poza tym opowiadaniem przez psa, co rodzice robią w nocy. Gadający pies sprawia, jak dla mnie, wrażenie wciśniętego na siłę elementu fantastycznego.

Jak dla mnie to nie, bo to pies z piekła rodem. ;)

 

Dzięki, Adamie za przeczytanie. Może następnym razem będzie się bardziej podobało.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ten tekst można odebrać dwojako:

albo jako zwykłą fantastykę z gadającym, złym psim potworkiem.

Albo jako dość powierzchowne studium psychologiczne opowiadające o pogłębiającej się psychozie małoletniej bohaterki. Obie możliwości wymagałyby dopracowania tekstu, który ma zarodek obu pomysłów. Pozdrawiam.

Dzięki, Ryszardzie za opinię i punkt do biblioteki. Cieszę się, że pozytywnie odebrałeś tekst.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję Gallu Anonimie, za bibliotekę. Nie spodziewałam się, że ktoś jeszcze tu zajrzy. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dobry tekst. Spodobało mi się zaprzeczenie powszechnej miłości dzieciaczków do psiaczków. Sam miałem psa kawał czasu i trudno mi sobie wyobrazić by pies był takim nikczemnikiem, ale uchwycenie Weroniki jako wyjątku od reguły, wyszło bardzo zgrabnie, podkreślone niezrozumieniem postawy dziewczynki przez jej rodziców. “Będziesz zachwycona” “Czyż nie jest uroczy?” wiadomo, mama i tata zawsze wiedzą lepiej ;]. Chciałbym to podkreślić, bo pies nie podobał się dziewczynce jeszcze zanim ujawnił swoją demoniczną naturę. Finał również ciekawy, zasadniczo czworonóg dopiął swego.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to podpisałbym się pod uwagą Vyzarta. Niepotrzebnie tak szczegółowo zapoznajesz czytelnika z gabinetem doktora.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Chociaż jeden tekst mi wyszedł. ;) Dziękuję, Nevazie za dobre słowo. Pisałam go naprawdę z wielką przyjemnością. Cieszę się, że dostrzegasz fobię, bo mimo że tekst był na konkurs o fobiach, wiele osób nie dostrzegło. Nie każdemu też podobało się przedstawienie psów, bo to w końcu najlepsi i najwierniejsi przyjaciele ludzi.:) Nie spspodziewałam się, że ktoś jeszcze przeczyta to opowiadanie. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Więcej wiary w fantastów.pl. ;-)

Fajny tekścik. Spodobał mi się pomysł na diabolicznego pieska. Ale w pełni popieram Cienia – Pimpek? Bez przesady… Kto wymyślił to imię? Jeśli zwierzaczek był dla Weroniki, to powinna ona, ale nie wygląda.

Babska logika rządzi!

Mam nadzieje, że nie ma totalnej tragedii. ;)

Oj, Mordżi, Mordżi… Za to zdanie, choć z przeszłości, należy Ci się cały dzień w skórze Weroniki ;P

 

Ciekawe to opowiadanko. Przypomniało mi pewien film o kocie, który terroryzował posiadłość pełną starych ludzi, którzy w końcu nasłali na niego łowcę głów :D Jak sobie przypomnę tytuł, to dam Ci znać, ten film był całkiem niezły i nawet straszny ;)

W języku jest sporo niezgrabności, ale to starszy tekst, więc nie będę się pastwił… Wciąż jednak bardzo przyjemny w odbiorze, a i długość odpowiednia z racji tego, że wkrótce chyba pójdę spać ;D

Martwi mnie trochę kwestia logiki – dziewczynka panicznie boi się psa, nie wychodzi z pokoju i unika go za wszelką cenę, a rodzice… wysyłają ją do lekarza?! Wydaje mi się, że zdecydowana większość mimo wszystko oddałaby takie zwierzę do schroniska – przecież to ich córka… To, że pies jest niewinny schodzi na drugi plan w tym przypadku.

Zaznaczam, że słowa te nie odzwierciedlają mojej awersji do psów. Powiem Ci w zaufaniu, droga Mor, że tak naprawdę niektóre psy to lubię… Na przykład berneńskie pasterskie i dogi niemieckie. Taki pies,  to wiesz – kawał psa, a nie jakaś oswojony zając :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jak zobaczyłam Wasze komentarze, oczy mało nie wyskoczyły mi z orbit! :P

Dzięki serdeczne, za odwiedziny, i za to, że “nie ma totalnej tragedii”. Na swoją obronę powiem tylko, że takie były założenia konkursu, fobia o czymś niedorzecznym. No bo jak można bać się słodziutkich piesków? ;)

Kajam się za Pimpka, ale już Pimpkiem zostanie. ;)

Finklo, to pseudohorror, tym bardziej jestem zaskoczona, że Cię widzę. ;)

CountPrimagenie, lepsze duże psy niż żadne, ja mam akurat takiego 40-50 kg klocka. Dawno jej nie ważyłam, ale chyba już dobija pod 50. ;) 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

A bo po “Mackach” się przełamałam i zaczęłam nieśmiało zaglądać do horrorów. No, bez przesady, nie do wszystkich. ;-)

Babska logika rządzi!

Czyli okazało się, że nie jest tak źle, jak myślałaś? ;D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Tak. Nie są takie nudne w udawaniu, że są straszne. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe i nawet przeszedł mnie lekki dreszczyk na końcu. Podoba mi się też konstrukcja opowiadania. Było sporo technicznych błędów i zgrzytów (przecinki w niewłaściwych miejscach lub ich brak; niezgrabny szyk zdania), ale nie będę ich wyłapywał, bo wiem, że tekst jest sprzed dwóch lat, i widziałem, że teraz piszesz już znacznie lepiej :)

Fun, do takich staroci zaglądasz? Bój się Boga! :P

 

Dzięki, serdeczne za odwiedziny. Wybacz za moje kulawe zdania i brak umiejętności posługiwania się interpunkcją na odpowiednim poziomie. Teoretycznie należałoby przebudować opowiadanie i poprawić, ale przypuszczam, że to syzyfowa praca i osobiście wolę się skupić na nowych projektach. ;)

 

Cieszę się, że mimo tych usterek nawet Ci się spodobało. O, i że lęk wywołało, choćby ten najmniejszy w postaci dreszczyku. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

 osobiście wolę się skupić na nowych projektach.

Całkowicie rozumiem i popieram. No i czekam na efekty tych nowych projektów :)

 

A, i dzięki temu opowiadaniu dowiedziałem się, że “lustro fenickie” jest pierwotną wersję utartego, przekręconego “lustra weneckiego” :D

A, i dzięki temu opowiadaniu dowiedziałem się, że “lustro fenickie” jest pierwotną wersję utartego, przekręconego “lustra weneckiego” :D

 

Ja też. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

O, faktycznie. Ale sprawdziłem i używanie “weneckiego” jest też poprawne i częstsze. 

Nowa Fantastyka