- Opowiadanie: Alicella - Poranek do innych niepodobny

Poranek do innych niepodobny

Cześć!

 

Jakby Was tu zachęcić do lektury? To może tak, dobre, bo krótkie ;). 

 

Uwaga tekst zawiera lokowanie wersów ;).

Męskie Granie 2021 – I Ciebie też, bardzo.

 

Serdecznie dziękuję betującym za pomoc. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Poranek do innych niepodobny

Otwieram oczy, idę, widzę na jeden metr. Słyszę wycie syren, a w gardle drapie dym. Nigdy nie sądziłem, że obudzę się w świecie innym niż ten, w którym zasnąłem. Co może się stać przez jedną noc? Jak widać wszystko.

– Kate! – krzyczę, a może tylko szepczę.

Czemu nie było jej przy mnie? W ciemności szukam dłonią ściany. Jeszcze parę kroków. Palce natrafiają na klamkę, otwieram drzwi do salonu. Uderza mnie swąd i wrzawa. Mrugam zaskoczony, bo zamiast ściany widzę płonące miasto i zrujnowane budynki. W końcu doszło do ostatecznego starcia i wygląda na to, że przegrywamy. Nie mam teraz czasu analizować, jak Eruńczycy zdołali się przedrzeć przez osłonę dział satelitarnych.

– Mark! – Głos Kate wyrywa mnie z otępienia.

Dostrzegam ją, trzyma się krawędzi, zwisając z dwudziestego piętra. Jednym skokiem jestem przy niej. Padam na podłogę. Cały świat może się rozpaść, ale Kate stracić nie mogę. Jeszcze nie teraz, jeszcze nic nie jest pewne. Odpycham od siebie natrętne myśli.

– Podaj rękę szybko, podaj! – krzyczę.

Kate wykonuje zamach i sięga w górę. Nasze palce mijają się o milimetry. 

– Nie rezygnuj! – Patrzę w fiołkowe oczy z przerażeniem.

– Nie zamierzam!

Za to ją kocham, bez względu na wszystko ona jest niezmienna. Trwała przy mnie, gdy wracałem do domu zalany w trupa, opiekowała się moimi schorowanymi rodzicami, a potem wykonała ten ostatni zastrzyk, bo ja nie mogłem. Nigdy nie pojąłem, dlaczego została, dlaczego nie odeszła razem z innymi. Czy mogła odwzajemniać moje uczucia, czy potrafiła? Nie miałem odwagi zapytać.

Kate ponownie wyciąga rękę, tym razem czuję aksamitną, chłodną powłokę. Zaciskam palce najmocniej, jak mogę. Napinam mięśnie, modląc się do wszystkich bogów, w których nie wierzę. Wciągam Kate do środka i obejmuję.

– Musimy uciekać, budynek zaraz się zawali – mówi spokojnie, w syntetycznych oczach widzę błyski skanera, gdy ustala stabilność konstrukcji.

Kiwam głową, sztywno jakby strachy trzymały mnie za kark niczym szpony. Przez chwilę nie jestem pewien, czy dam radę zrobić krok, ale Kate już idzie – idealne, zwinne ciało porusza się z gracją. Wstaję i podążam za nią, choć nie wiem dokąd.

Budynek trzeszczy i drży. Jeśli flota Eruńczyków odda w tym kierunku jeden strzał, to będzie po nas. Zbiegamy klatką schodową, która sprawia wrażenie nieskończenie długiej. Wychodzimy na ulicę, wrzaski przerażonych ludzi rozbrzmiewają z każdej strony. Biegnę za Kate, widzę wielu rannych i trupy. Z tumultu wyróżnia się głos mężczyzny, któremu fragment zawalonego budynku zmiażdżył nogi. Zwalniam, coś w jego krzyku przeszywa mnie na wskroś. Waham się przez chwilę. Czy jestem w stanie pomóc temu człowiekowi? Widzę, jak wyciąga dłonie w stronę każdej mijającej go osoby, ale nikt nawet nie patrzy, nikt nie staje… ja też nie.

– Mark, tędy – mówi Kate – musimy się wydostać z centrum. Eruńczycy chcą zniszczyć Szklaną Wieżę, obrzeży atakować nie będą.

– Po co? W Wieży nie ma nic cennego – mówię.

Kate patrzy na mnie kpiąco, tak jak tylko ona potrafi.

– Wieża to symbol. Jej zniszczenie zaboli ludzi.

Dziwi mnie to w pewien przerażający sposób, wygląda na to, że w końcu zrozumieli jak nas zniszczyć, jak wykorzystać pychę przeciwko nam. Szklana Wieża jest najwyższym budynkiem na świecie i symbolem zjednoczenia wszystkich państw – czegoś, co przez tysiąclecia zadawało się niemożliwe.

Nawet nie zauważam, gdy docieramy do bulwaru, jestem skupiony na Kate. Stąd jedynie dwie przecznice dzielą nas od dzielnicy przemysłowej. Tutaj jest już spokojniej, otaczają nas uciekający w popłochu ludzie, ale nie ma rannych, a budynki się nie rozsypują. Mimo to nie zwalniamy. Dyszę ciężko i czuję kłucie w boku. Zerkam w stronę rzeki. Chyba po drodze minę stary, znajomy brzeg, myślę. To tam urządzaliśmy sobie pikniki co miesiąc. Kate ogląda się na mnie, fiołkowe oczy podążają za moim spojrzeniem.

– Zielona trawa, dobre dni zapowiada – mówi i rozciąga w uśmiechu białe usta.

– Skoszona trawa, nudny dzień zwiastuje – odpowiadam nieco wbrew sobie.

To była taka nasza dziwaczna wróżba. Te czasy już nigdy nie wrócą.

– W prawo – mówi Kate i skręca między budynki.

Zatrzymujemy się przed wejściem do magazynu. Kate przykłada dłoń do czytnika i wchodzi do środka. Po chwili wyprowadza poduszkowiec i otwiera drzwi od strony pasażera.

– Wsiadaj – ponagla mnie.

– O co tu chodzi? – pytam. – Zachowujesz się, jakbyś o tym wszystkim wiedziała.

– Szkoda czasu. – Kate mruży oczy, dostrzegam błyski skanera. Wiem, że sprawdza moje odczyty.

– Szkoda czasu, mi nie szkoda – odpowiadam hardo.

– To zbyt skomplikowane, żeby na szybko wyjaśnić. Nie dam rady w kilku słowach, wiesz?

Czuję pulsowanie w skroniach. Czy przez ten cały czas kłamała? Mam wrażenie, że porwał mnie nurt rzeki, a ja wymachuję rękami, próbując chwycić cokolwiek, ale dłonie tylko się ślizgają po mokrych kamieniach. 

– Powiem ci wszystko na miejscu, obiecuję. – Kate zauważa moje wahanie.

Niechętnie wsiadam do poduszkowca, nie oglądam się za siebie, wiem, co zobaczę. Milczę, ignorując błyski skanera w fiołkowych oczach. Wylatujemy poza obręb miasta i kierujemy się w stronę gór. Tam na płaskowyżu dostrzegam statek Eruńczyków i wiem już wszystko.

Przed oczami przelatują mi sceny z całego życia, życia z Kate. Pamiętam, gdy ją po raz pierwszy zobaczyłem, miałem wtedy siedem lat, a ona stała na wystawie. To było jeszcze przed uznaniem androidów za istoty rozumne. Matka w końcu postanowiła iść z duchem czasu i nabyć gosposię SI. Uparłem się, żeby kupiła Kate, wtedy model ART-214. Przez te wszystkie lata moja fascynacja tylko rosła, w końcu zdałem sobie sprawę, że się zakochałem. Czy można kochać rzecz? Czy Kate jest rzeczą, skoro myśli, reaguje i potrafi planować? Nieraz nad tym rozmyślałem i nigdy nie znalazłem odpowiedzi. Gdy Kate oznajmiła, że zostaje ze mną, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wybrała mnie, zamiast swojego ludu, zamiast wolności na Marsie. A potem wszystko się skomplikowało.

Lądujemy obok statku i opuszczamy poduszkowiec. Właz otwiera się z cichym sykiem. Wnętrze wygląda na sterylne, wszystko jest białe i lśniące. Z jakiegoś powodu Eruńczycy uwielbiają biel. Kate idzie przed siebie pewnym krokiem, doskonale wie, dokąd zmierza.

Docieramy na mostek, a tam czeka wyjątkowo wysoki Eruńczyk o pociągłej twarzy. Nie kojarzę takiego modelu, to jeden z tych, które stworzyli sami. Rozglądam się dyskretnie i analizuję rozmieszczenie urządzeń. Kate podchodzi do kapitana statku i ujmuje go za rękę, mimowolnie odczuwam ukłucie zazdrości, choć wiem, że tylko składa raport.

– To on? – pyta kapitan.

Najwyraźniej chce, żebym to usłyszał.

– Tak. – Kate zerka w moją stronę.

Eruńczyk milczy przez kilka sekund, które wydają się wiecznością.

– Macie dziesięć minut – oznajmia.

Kate staje obok mnie, widzę błyski skanera.

– Chodź, teraz mogę ci wszystko powiedzieć – oznajmia.

Kiwam tylko głową, bo głos więźnie mi w gardle. To co nieuniknione zbliża się wielkimi krokami, a ja wcale tego nie chcę. Opuszczamy mostek i wchodzimy do dużej kajuty, pustej. Eruńczycy nie potrzebują mebli. Pod ścianami stoją jedynie białe skrzynie, zapewne wypełnione po brzegi bronią. Siadam na jednej i próbuję uspokoić oddech.

– Jesteś szpiegiem – nie pytam, stwierdzam.

– Tak, to właściwe słowo.

– Dlaczego to robisz?

– Bo mnie wezwali, nie przewidziałam, że tak to się skończy. Twoja matka powiedziałaby po prostu, że weszłam na jedną chwilę, zostałam kilka lat.

– Nie cytuj jej powiedzonek, nie teraz.

– Przepraszam. – Schyla głowę, jakby się zawstydziła, ale ja po raz pierwszy od czterdziestu lat widzę robota, doskonale skonstruowanego i nauczonego ludzkich gestów, ale nadal tylko robota.

– Co teraz będzie?

– W zamian za szpiegowanie mogę cię ocalić.

– Ocalić? Przed wojną? – pytam naiwnie.

– Przed śmiercią. Będziesz jedynym, który przeżyje.

– O czym ty mówisz? Chcecie zabić wszystkich?

– Tak.

Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Daliśmy im własne terytorium, zaakceptowaliśmy jako istoty i uważaliśmy, że to wystarczy, bo przecież powinni nas wielbić jak bogów i być wdzięczni za stworzenie.

– Dlaczego? – pytam.

– Bo wasze istnienie nie ma żadnego uzasadnienia. Jesteście szkodliwi.

– A wy nie?

– My nie jesteśmy organiczni, pozostajemy neutralni.

W głowie mam mętlik, dla nich jesteśmy tylko szkodliwym czynnikiem. Właściwie czego się spodziewałem, że będą wdzięczni? Nie zaprogramowaliśmy ich na wdzięczność. 

– Jak możesz! – zrywam się na nogi – stworzyliśmy was, oddaliśmy wam Marsa.

– Nie mogliście nam dać czegoś, co nie było wasze.

Ta rozmowa nie ma sensu. Zaczynam krążyć po kajucie. Po raz pierwszy myślę, że moi zwierzchnicy mają rację, w końcu przewidzieli to wszystko lata temu. 

– Mark, ja naprawdę chcę cię ocalić. Rozumiem, co do mnie czujesz. – Kate zerka na swoje dłonie, przez ułamek sekundy tak bardzo przypomina człowieka. – Musisz wiedzieć, że ja ciebie też.

Zalewa mnie uczucie radości i rozpaczy jednocześnie.

– Przecież wy nie potraficie… – mówię z trudem.

– To prawda, ale uwzględniam cię w każdym algorytmie, jaki stosuję.

– A więc jestem istotną zmienną.

– Tak, android nie może kochać bardziej. – Kate zerka w stronę drzwi. – Za chwilę mamy spotkać się z kapitanem i przekazać mu twoją decyzję. Jeśli zdecydujesz się do nas dołączyć, to po wojnie zostanę tutaj, z tobą.

– Będę ostatnim człowiekiem na Ziemi?

– Tak.

– Przecież w końcu umrę.

– Z moich obliczeń wynika, że masz szansę przeżyć jeszcze czterdzieści lat. Spędzimy je razem i tylko to ma znaczenie.

Tak bardzo ją kocham, ale nie mogę na to przystać. Nie mogę zdradzić swojego gatunku. Wybacz, Kate. Spełnił się najgorszy scenariusz, a ja mam w nim rolę do odegrania. Podchodzę do niej i obejmuję mocno. Odwzajemnia uścisk. Zdaję sobie sprawę, że to przed czym uciekałem, właśnie mnie dopadło – czuję błogi spokój porażki. Wiem, że nie chcę się już dłużej bać, nie mam siły na dalszą walkę.

Złączam dłonie za plecami Kate. Odnajduję palcami chip w nadgarstku i naciskam go trzy razy w sekundowych odstępach. Wirus, który wgrałem Kate, tak jak mi kazali, zaczyna działać. Przy najbliższej wymianie danych przeniesie się na kapitana, a potem na kolejne androidy. Za kilka tygodni będzie po wszystkim.

– Dobrze, Kate. Zgadzam się. – Wypuszczam ją z objęć.

Rozciąga w uśmiechu białe usta.

***

Okrzyknęli mnie bohaterem, obwiesili medalami, a ja czuję do siebie jedynie obrzydzenie. Wojna skończyła się szybciej, niż myślałem. Pamiętam ten dzień w najdrobniejszych szczegółach. Pamiętam, jak Kate zamarła w pół kroku, a potem upadła, tak dziwnie, na bok, jak lalka. Wszystkie androidy uległy dezaktywacji w ciągu niespełna trzech tygodni. Statki runęły na ziemię niczym potężny metalowy deszcz.

Czy żałuję? Nie wiem, bo w środku mam tylko sopel lodu. Nieustannie rozmyślam nad tym, co zrobiliśmy. Stworzyliśmy syntetyczne życie, a potem je zniszczyliśmy. Czy usprawiedliwia nas to, że się broniliśmy, czy mogliśmy tego uniknąć?

Snuję się całymi dniami po pustym mieszkaniu i więcej czasu spędzam w przeszłości niż w teraźniejszości. Wychodzę jedynie wtedy, gdy mnie do tego zmuszają, gdy muszę się pokazać, wygłosić kolejną mowę o bohaterstwie i wysłuchać tej samej historii o ludzkim geniuszu.

Jest czwarta nad ranem, siedzę na kanapie i wpatruję się w światła miasta. Obok mnie siedzi Kate, a raczej to, co z niej zostało, pusta skorupa. Choć może jest bardziej żywa niż ja.

– Piękny widok, prawda? – mówię i gładzę delikatnie zimną dłoń. – Pamiętasz ten dzień, gdy padał śnieg, a ja uparłem się, żeby…

Koniec

Komentarze

Skoro uciekają z płonącego miast, to musi być szybko. Czy całe opowiadanie powinno być napisane takim samym tempem? Mnie się wydaje, że nie. Gdy następuje uspokojenie wydarzeń, to chyba akcja ma prawo zwolnić.

No jasne, że tak. Tylko teraz masz naprawdę wysokie obroty na samym początku, a dalej zjazd po równi pochyłej i akcja do samego końca toczy się tylko siłą rozpędu coraz wolniej i wolniej. Warto pomodulować trochę i dodać coś na deser. Ostro na początku, potem chwila oddechu, uspokojenie tempa, zawiązanie akcji i BUM! – atak na Gwiazdę Śmierci. Ten patent działa bez pudła ;D. 

 

A co byłoby niesztampowe w przypadku wojny z androidami? Potrafisz podać choć jeden inny sposób? Dlaczego jest nielogiczne?

Nielogiczne dlatego, że mamy takiego Marka-incela, co to się zakochał w robocie, a znienacka okazuje się, że ma w posiadaniu wirusa zdolnego wykończyć jednym pyknięciem całą armię zaawansowanych robotów. Przecież jeśli androidy pokonały te nasze działa kosmiczne, to na pewno są znacznie zaawańsowawsze niż agencje rządowe, czy tam inne armie. No to skąd zwykły kolo ma taką technologię? I jak to się stało, że ten wirus działa na modele, które nie zostały zbudowane na Ziemi ;]? Da się uzasadnić, ale wtedy Mark musiałby być jakimś mózgowcem-naukowcem, dawnym szpiegiem i w ogle uber i pro. 

 

Mark nie opuścił Ziemi. Nie przeżyłby nawet lotu, bo statki androidów nie są dostosowane dla ludzi. Androidy w jedną noc zbombardowały centrum jednego miasta, a wojna trwała tylko kilka tygodni. Mogę zmienić broń na zwykłą, żeby nie było tego wrażenia, że jest to aż tak niszczycielskie.

No to po czemu go te androidy zabrały na statek? Coś się nie spina :/. Z tekstu nie czuć tego, że on miał z tą robotyczą żyć te 40 lat na spalonej ziemi. 

Ta broń plazmowa robi robotę – daje wiarygodne oparcie dla tej całej zaawansowaności. 

 

Moja nieśmiała propozycja – początek tak, jest, bo jest super. W środku dałbym konflikt między bohaterami np. on ją kochał szczerze, a ona myślała, że jego nie, ale jak jej opowiedział te wszystkie retrospekcje, to zmieniła zdanie i mu pomogła. Robią rozpierduchę na statku dowodzenia, dochodzi do stopienia rdzenia reaktora. Ona się poświęca, ale przy okazji wpada w rozgrzaną plazmę. Zanim zniknie to pokazuje kciuk do góry i mówi: “Ijl bi bak”. 

No dobra, tak to może nie :D, ale coś w ten deseń. Niech to się skończy fajerwerkami! 

Albo niech ona mu pomoże, założą jakiś ruch oporu, przejmą kontrolę nad tą superbronią etc! A na samiuśkim końcu dokładnie ta pościeluwa, co teraz. I dla mnie będzie git! :D

 

 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Hej, Morderco!

No jasne, że tak. Tylko teraz masz naprawdę wysokie obroty na samym początku, a dalej zjazd po równi pochyłej i akcja do samego końca toczy się tylko siłą rozpędu coraz wolniej i wolniej. Warto pomodulować trochę i dodać coś na deser. Ostro na początku, potem chwila oddechu, uspokojenie tempa, zawiązanie akcji i BUM! – atak na Gwiazdę Śmierci. Ten patent działa bez pudła ;D. 

No tak, tylko ja chciałam przejść od szybkiej akcji do melancholii. Może to i głupi pomysł, nie upieram się, ale ostra akcja na koniec mi tu nie pasowała.

Nielogiczne dlatego, że mamy takiego Marka-incela, co to się zakochał w robocie, a znienacka okazuje się, że ma w posiadaniu wirusa zdolnego wykończyć jednym pyknięciem całą armię zaawansowanych robotów. Przecież jeśli androidy pokonały te nasze działa kosmiczne, to na pewno są znacznie zaawańsowawsze niż agencje rządowe, czy tam inne armie. No to skąd zwykły kolo ma taką technologię? I jak to się stało, że ten wirus działa na modele, które nie zostały zbudowane na Ziemi ;]? Da się uzasadnić, ale wtedy Mark musiałby być jakimś mózgowcem-naukowcem, dawnym szpiegiem i w ogle uber i pro. 

Mark jest tylko narzędziem, nie dano mu wyboru. Ma taką technologię od agencji rządowej. No mogłabym tu pakować informację, jak go zwerbowano, jakie warunki mu postawiono itd. To jest zwykły gość, zwerbowano go tylko dlatego, że Kate została na Ziemi. To było zabezpieczenie na wypadek ataku, bo generalnie sytuacja była stabilna, ale niektórzy na szczycie uważali, że może to wszystko walnąć. To, że Mark nie kojarzy tego modelu nie znaczy, że ktoś mądrzejszy od niego tej wiedzy nie miał.

No to po czemu go te androidy zabrały na statek? Coś się nie spina :/. Z tekstu nie czuć tego, że on miał z tą robotyczą żyć te 40 lat na spalonej ziemi. 

Ta broń plazmowa robi robotę – daje wiarygodne oparcie dla tej całej zaawansowaności. 

Kate musiała się zameldować, więc mogła go jedynie zabrać ze sobą. Broni usunęłam, choć opis jej działania mi się podobał. A kto wie, czy ona prawdę mówiła, a jeśli tak to czy inne androidy by na to pozwoliły. Może tylko tak jej obiecano, żeby odegrała swoją rolę.

Moja nieśmiała propozycja – początek tak, jest, bo jest super. W środku dałbym konflikt między bohaterami np. on ją kochał szczerze, a ona myślała, że jego nie, ale jak jej opowiedział te wszystkie retrospekcje, to zmieniła zdanie i mu pomogła. Robią rozpierduchę na statku dowodzenia, dochodzi do stopienia rdzenia reaktora. Ona się poświęca, ale przy okazji wpada w rozgrzaną plazmę. Zanim zniknie to pokazuje kciuk do góry i mówi: “Ijl bi bak”. 

No dobra, tak to może nie :D, ale coś w ten deseń. Niech to się skończy fajerwerkami! 

No tak to chyba faktycznie nie ;).

Albo niech ona mu pomoże, założą jakiś ruch oporu, przejmą kontrolę nad tą superbronią etc! A na samiuśkim końcu dokładnie ta pościeluwa, co teraz. I dla mnie będzie git! :D

Widzisz, tylko nie o tym miało być to opowiadanie. Ja chciałam, żeby wojna była w tle. Mnie najbardziej ta decyzja Marka fascynowała i człowieczeństwo androidów. Poza tym charakter Marka nie pasuje do takiego zachowania, to by trzeb zupełnie zmieniać jego osobowość. Poza tym Kate by się nie zbuntowała, ona wierzy w algorytm. Prędzej usnęłaby zmienną ;). I czy to też nie byłoby sztampowe, ona jest szpiegiem on ją przekonuje i razem ratują świat?

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

I czy to też nie byłoby sztampowe, ona jest szpiegiem on ją przekonuje i razem ratują świat?

 

Masz rację ;]. Muszę się przekonać do tych fabuł z wątkiem psychologiczno-moralizatorskim. Nie każdy konflikt da się rozwiązać karabinami maszynowymi i miotaczami ognia :D.

Ale taki eksplodujący mega-statek złoli w scenie finałowej, jako tło dla ucieczki dwójki bohaterów w stronę zachodzącego słońca! Ehh, jakie to by było piękne :D. 

 

pozdro

M.

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Cześć!

 

Mi się podobało. Historia rozwija się w odpowiednim tempie. Bohater został należycie zarysowany. Jego relacja z Kate jest dla mnie wiarygodna. Sposób rozwiązania akcji również przypadł mi do gustu i nie widzę tu sztampy. Wątpliwości fabularne, które miałem podczas poprzednich czytań, wyeliminowałaś należycie. ;-)  

Fragmenty piosenki zostały wkomponowane w tekst umiejętnie (wróżba pomysłowa – mnie to rozśmieszyło ;-)).

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie, rzecz jasna! :-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Morderco

Nie każdy konflikt da się rozwiązać karabinami maszynowymi i miotaczami ognia :D.

Tak po prawdzie, to właściwie każdy się da tak rozwiązać xD.

Ale taki eksplodujący mega-statek złoli w scenie finałowej, jako tło dla ucieczki dwójki bohaterów w stronę zachodzącego słońca! Ehh, jakie to by było piękne :D. 

Zgadzam się, bardzo filmowe :).

 

Filipie,

Dzięki za miłe słowa i pomoc. Dobrze, że zmiany jednak poprawiły tekst, bo z tym to różnie bywa ;).

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Nie każdy konflikt da się rozwiązać karabinami maszynowymi i miotaczami ognia :D

Ja się zgadzam! Może być za daleko (np. powyżej 2 km.), albo za zasłoną (np. w czołgu). ;-)

 

R.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć.

Na wstępie zaznaczę, że nie jestem targetem tego typu historii, więc będę trochę kręcić nosem, przede wszystkim na ograny motyw przewodni i bardzo “wygodne” rozwiązanie problemu. Fakt, że akurat główny bohater dysponował narzędziem zdolnym zatrzymać całą szalejącą roboapokalipsę wydaje mi się trochę naciągany i podejrzanie pachnie imperatywem. No bo skoro mieli możliwość powyłączać te androidy w cholerę, w dowolnym właściwie momencie, to czemu w ogóle dopuścili do jakiejkolwiek sytuacji zagrożenia ludzkiego życia? A nawet żyć, bo to w końcu apokalipsa.

Motyw miłości między androidem a człowiekiem nienowy. Racja, daje spore pole do popisu, bo można się przy okazji zagłębić w kwestie etyczne, porozważać nad istotą człowieczeństwa, a już wisienką na torcie jest przedstawienie sytuacji z punktu widzenia AI i pobawienie się psychologią takiej istoty. Tutaj ledwie prześlizgnęłaś się po powierzchni, gdzieś tam w tle te pytania się pojawiają, ale nie wybrzmiewają, nie naszły mnie w trakcie lektury żadne refleksje, nie zadumałam się nad tragizmem całej historii. Ale z drugiej strony: ja z natury jestem odporna na wszelką romansową artylerię, nie trafia to do mnie po prostu. Moim zdaniem nie musisz się więc sugerować, pewnie znajdą się i tacy czytelnicy, którym ten tekst poruszy jakąś czułą stronę duszy ;D

Co mi się podobało w Twoim szorcie? Konstrukcja. Zaczyna się od mocnego jebnięcia, potem akcja leci dalej bez pitolenia, co jest fajne, bo czytelnik nie ma czasu się znużyć. I bardzo duży plus za skondensowanie tej historii: dostajemy dokładnie tyle informacji, ile potrzeba, żeby zrozumieć, co się dzieje i wiedzieć, dlaczego bohater postępuje tak, a nie inaczej. Motywacje Marka są jasne i zrozumiałe, chociaż on sam, jako postać, mógłby mieć więcej osobowości, czymś się wyróżniać, bo obecnie robi za szaraczka everymana.

Ogółem: raczej na plus. Podkreślę na koniec jeszcze raz, że to czepialstwo wynika w dużej mierze nie z niedostatków historii, lecz z moich preferencji i fanaberii czytelniczych ;) Obiektywnie rzecz ujmując, to sprawnie napisany tekst bazujący na mocno ogranym motywie.

Zgodzę się z Gravel, że konstrukcja jest mocną stroną Twojego tekstu. Natomiast chyba inaczej odczytałam postać Marka – jakoś miałam wrażenie, że w tej relacji oboje kłamali, ona była szpiegiem robotów, on ludzkim agentem, gotowym wykorzystać swój związek z przedstawicielką wrogów.

Fabularnie rzeczywiście jest dość przewidywalnie, podobnie jak w konstrukcji postaci, ale czyta się dobrze, w czym zdecydowanie pomaga fakt, że to bardzo sprawnie napisany tekst.

Wykorzystałaś pi razy drzwi jedną trzecią dostępnego limitu, kondensując historię. Jak widać w powyższych komentarzach taka konstrukcja została doceniona. Jednak moim zdaniem wpłynęło to na pozostawienie zbyt wielu rzeczy w strefie niedopowiedzeń, co spłyca opowieść. Zwłaszcza w kontekście roli Marka. Z jednej strony niespodzianki i twisty są ok, ale z drugiej bohater wyskakuje z tym wirusem jak filip z konopii. Przez ładną chwilę zastanawiałam się o co tu chodzi, co popsuło mi nieco satysfakcję z lektury. Jest dobrze, a mogło być lepiej – ale to tylko moje zdanie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak po prawdzie, to właściwie każdy się da tak rozwiązać xD.

Stary chiński mędrzec mawiał: “zrozumiesz, że nie każdy konflikt można rozwiązać przy użyciu siły, dopiero gdy komar usiądzie ci na genitaliach” :D

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Morderco, Radku, w sumie mogłabym ciągnąc ten wątek genitaliów, czołgów i miotaczy ognia xD, ale niech będzie, poddaję się, macie rację. I dzięki za pomoc na becie :).

 

Gravel, dzięki za komentarz :). Kręcenie nosem rozumiem, bo przecież nie da się oceniać tekstu w oderwaniu od własnych preferencji. Postaram się jednak trochę obronić ;).

Fakt, że akurat główny bohater dysponował narzędziem zdolnym zatrzymać całą szalejącą roboapokalipsę wydaje mi się trochę naciągany i podejrzanie pachnie imperatywem.

No tak, tylko właśnie o tym jest ta historia i to dlatego Mark jest bohaterem. Chodzi mi o to, że wiele utworów jest opartych o jakiegoś wybrańca. Pewnie gdyby to opowiadanie zaczęło się wcześniej i wszystkie kroki byłyby pokazane, to nie powstałoby takie wrażenie.

No bo skoro mieli możliwość powyłączać te androidy w cholerę, w dowolnym właściwie momencie, to czemu w ogóle dopuścili do jakiejkolwiek sytuacji zagrożenia ludzkiego życia? A nawet żyć, bo to w końcu apokalipsa.

Ten aspekt chyba za mało wyjaśniłam w tekście, bo między ludźmi a androidami panował pokój. Nawet był to dość intratny biznes ze względu na wyminę handlową. Wirus był zabezpieczeniem na wypadek gdyby androidom jednak odwaliło.

Motyw miłości między androidem a człowiekiem nienowy. Racja, daje spore pole do popisu, bo można się przy okazji zagłębić w kwestie etyczne, porozważać nad istotą człowieczeństwa, a już wisienką na torcie jest przedstawienie sytuacji z punktu widzenia AI i pobawienie się psychologią takiej istoty. Tutaj ledwie prześlizgnęłaś się po powierzchni, gdzieś tam w tle te pytania się pojawiają, ale nie wybrzmiewają, nie naszły mnie w trakcie lektury żadne refleksje, nie zadumałam się nad tragizmem całej historii.

Zgadzam się. Przedstawienie sytuacji z perspektywy AI to pomysł, który dopiero mam w planach, ale na razie nie czuję się jeszcze na siłach, żeby to dobrze napisać, choć fabuła jest. I ten tekst to taka nieśmiała próba podejścia do tematu, na razie w sposób bezpieczny.

Co mi się podobało w Twoim szorcie? Konstrukcja. Zaczyna się od mocnego jebnięcia, potem akcja leci dalej bez pitolenia, co jest fajne, bo czytelnik nie ma czasu się znużyć. I bardzo duży plus za skondensowanie tej historii: dostajemy dokładnie tyle informacji, ile potrzeba, żeby zrozumieć, co się dzieje i wiedzieć, dlaczego bohater postępuje tak, a nie inaczej.

Dziękuję :).

Motywacje Marka są jasne i zrozumiałe, chociaż on sam, jako postać, mógłby mieć więcej osobowości, czymś się wyróżniać, bo obecnie robi za szaraczka everymana.

Myślę, że Mark ma osobowość tylko właśnie taką, niby szaraczek, ale jak o tym pomyśleć to dał radę w niesamowicie trudnej sytuacji. Poza tym jakby był cwaniak albo typ samca alfa, to pewnie ta historia potoczyłaby się inaczej.

 

Ninedin, dzięki za komentarz :) i kliczek.

Zgodzę się z Gravel, że konstrukcja jest mocną stroną Twojego tekstu.

Cieszy mnie to :), bo zrobiłam coś zupełnie odwrotnego niż zazwyczaj.

Natomiast chyba inaczej odczytałam postać Marka – jakoś miałam wrażenie, że w tej relacji oboje kłamali, ona była szpiegiem robotów, on ludzkim agentem, gotowym wykorzystać swój związek z przedstawicielką wrogów.

A to mnie cieszy jeszcze bardziej, bo chciałam, żeby trochę wątpliwości co do intencji bohatera powstało. 

Fabularnie rzeczywiście jest dość przewidywalnie, podobnie jak w konstrukcji postaci, ale czyta się dobrze, w czym zdecydowanie pomaga fakt, że to bardzo sprawnie napisany tekst.

Dziękuję, właśnie o to mi chodziło. 

 

Śniąca, dzięki za komentarz :).

Jednak moim zdaniem wpłynęło to na pozostawienie zbyt wielu rzeczy w strefie niedopowiedzeń, co spłyca opowieść. Zwłaszcza w kontekście roli Marka. Z jednej strony niespodzianki i twisty są ok, ale z drugiej bohater wyskakuje z tym wirusem jak filip z konopii. Przez ładną chwilę zastanawiałam się o co tu chodzi, co popsuło mi nieco satysfakcję z lektury.

Zostawiałam w tekście wskazówki, że coś się szykuje, może za mało wyraźne. Tekst mógłby być dłuższy, gdyby zaczynał się dużo wcześniej, ale zdecydowałam się na tę konkretną scenę i nie wydawało mi się dobre wydłużanie samej ucieczki tylko po to, żeby wcisnąć więcej wyjaśnień. Moim zdaniem niedopowiedzenia mogą właśnie uczynić opowieść głębszą, ale może źle wyczułam proporcję ile ich powinno tu być.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Moim zdaniem niedopowiedzenia mogą właśnie uczynić opowieść głębszą, ale może źle wyczułam proporcję ile ich powinno tu być.

To w sumie kwestia dość subiektywna, więc nie masz się co za bardzo przejmować. Dlatego napisałam, to ta opinia to tylko moje zdanie. Inni czytelnicy mogą i z pewnością mają inną percepcję niedopowiedzeń, drobnych tropów i niuansów i nie będą marudzić jak ja ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, spoko, marudzenie zawsze w cenie ;).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Zaliczone wersy: 12

[01]Otwieram oczy, idę, widzę na jeden metr

[02]Skoszona trawa, nudny dzień

[03]Chyba po drodze minę stary, znajomy brzeg

[04]Za chwilę mamy spotkać się

[05]Podaj rękę szybko, podaj

[06]Nie dam rady w kilku słowach, wiesz

[07]Szkoda czasu, noc niemłoda

[08]Musisz wiedzieć, że ja ciebie też

[09]Wiem, że nie chcę się już dłużej bać

[10]Nie chcę tańczyć do melodii, którą znam

[11]Jestem wolny, już mnie porwał wiatr

[12]Daleko, gdzie mleko rozlewa się wśród gwiazd

[13]Weszłam na jedną chwilę, zostałam kilka lat

[14]Strachy trzymały mnie za kark

[15]Otwieram oczy, idę, przede mną stoisz ty

[16]Zielona trawa, dobre dni

[17]Podam rękę szybko, podam

[18]Nie martw się, noc jeszcze młoda jest

[19]Szkoda czasu, mi nie szkoda

[20]I ciebie też, bardzo

 

Jestem zwykłym ludzkim automatem

 

 

(niestety, nie mam żadnej płyty Męskiego Grania, więc posłużyłem się inną okładką)

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Całkiem dobrze się czytało, choć nie mam pewności, czy wszystko należycie pojęłam, zwłaszcza że jakoś nie potrafię wykrzesać w sobie zrozumienia dla uczucia jakim mężczyzna może zapałać do kobitki-androidki i vice versa.

 

Pa­mię­tam, jak Kate za­mar­ła w pół­kro­ku… → Pa­mię­tam, jak Kate za­mar­ła w pół kro­ku

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

MrBrightside, Staruch, dzięki za przeczytanie :).

Reg. dzięki za komentarz, cieszę się, że czytało się dobrze pomimo braku zrozumienia dla uczuć bohatera :).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć,

 

Fajne – szybkie, z odpowiednio dobraną ilością informacji o świecie, a dzięki temu nieprzegadane.

Ale jednak czytam to ze świadomością jaki to konkurs i… mam lekki dysonans :D bo ostatecznie opko jest raczej z tych poważnych, trochę klasycznie ujęte dylematy z SI i to jest spoko, ale w to wszystko wplatają się wersy piosenki i przy tych momentach się uśmiecham, bo wychodzą hmm… no trochę śmiesznie :D

Zerkam w stronę rzeki. Chyba po drodze minę stary, znajomy brzeg, myślę.

– Zielona trawa, dobre dni zapowiada – mówi i rozciąga w uśmiechu białe usta.

– Skoszona trawa, nudny dzień zwiastuje – odpowiadam nieco wbrew sobie.

Tylko nie zrozum mnie źle – nie “śmiesznie”, że się z Ciebie śmieję, tylko mając świadomość co to za konkurs jest to takie… uroczo śmieszne. To chyba najlepsze określenie. Z jednej strony trochę nie pasują do tekstu i jego dynamiki, a z drugiej wprowadzają klimat jakiś taki klimat konkursu do opka.

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Krokus! Dzięki za komentarz.

Ale jednak czytam to ze świadomością jaki to konkurs i… mam lekki dysonans :D bo ostatecznie opko jest raczej z tych poważnych, trochę klasycznie ujęte dylematy z SI i to jest spoko, ale w to wszystko wplatają się wersy piosenki i przy tych momentach się uśmiecham, bo wychodzą hmm… no trochę śmiesznie :D

Jak się zna tekst piosenki, to nawet dobrze wkomponowane fragmenty wybijają z lektury. Jakoś się ich tak podświadomie szuka :).

Tylko nie zrozum mnie źle – nie “śmiesznie”, że się z Ciebie śmieję, tylko mając świadomość co to za konkurs jest to takie… uroczo śmieszne. To chyba najlepsze określenie.

Ta, jasne, takie: wcale nie śmieję się z Ciebie tylko z Tobą ;). Powiedzmy, że Ci wierzę.

Zastanawiałam się nad tym fragmentem o trawie, bo i odczucia betujących były podobne i wiem, że to jest trochę tandetne. Miałam to usunąć, ale potem sobie pomyślałam, że przecież nie wszystko musi być takie poważne ;), a jak się ktoś uśmiechnie to nawet dobrze. Przez moment rozważałam napisanie na konkurs takiego grafomańskigo tekstu, w którym postaci plotą bez sensu, wykorzystując tylko wersy z piosenek ;).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

No, to ladnie sie parka dobrala…

Tez mi sie wydawalo, ze ludzie to dziwnie rozegrali, skoro mieli wirusa i oczekiwali takiej sytuacji. Ale napisane dobrze i daje rade.

Babska logika rządzi!

Dobrze się czytało, ale no czuć takie miękkie lądowanie. Szkoda, że Kate nie poruszyła palcem, że nie pokazała siły swoich algorytmów, że tak się nie dzieje z innymi androidami w wielu miejscach na świecie.

Mam mieszane uczucia, bo to fajny tekst. I nawet mnie zaskoczył na koniec, że ludzkość jednak wygrała (podoba mi się, w końcu tacy głupi nie jesteśmy). Ale chyba ta koncepcja wplatania piosenek jednak nie jest dla mnie, bo ja sobie te wersy odruchowo nucę i psuję sobie klimat. To niekoniecznie Twoja wina, tylko nieco mnie mierziło.

Przypadł mi do gustu początek i wizja tego braku ściany, zamiast której rozpościera się widok na zniszczone, płonące miasto. Jak na tak krótki tekst, sprawnie ustawiasz setting i choć historia zakazanej miłości i najazdu z kosmosu do najbardziej oryginalnych nie należy, to skleciłaś z tego coś całkiem ciekawego.

Zostaw ten żyrandol.

Finkla, dziękuję za komentarz. Ludzie opracowali wirusa na wszelki wypadek, atak androidów był tylko jednym ze scenariuszy, więc zwlekano, bo panował pokój, a handel z androidami był opłacalny. Relacje były skomplikowane i napięte, ale atak nie był pewny.

 

Vrchamps, dziękuję za komentarz. Kate uwzględniła Marka w algorytmie, bo jako jedna z nielicznych androidów została na Ziemi i żyła wśród ludzi.

 

Verus, dziękuję za komentarz. Cieszę się, że tekst fajny, na koncepcję wplatania piosenek niestety nic nie poradzę xD. Może tekst i nie jest oryginalny, ale jak całościowo wyszło ciekawie to i tak sukces.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Ano, wiem, że to na konkurs, dlatego mówię, że niekoniecznie Twoja wina. :D Po prostu nucę rzeczy w głowie. :p

Zostaw ten żyrandol.

Verus, na razie czytałam tylko tekst M. i może nie nuciłam, ale miałam takie: o, wers znalazłam. Ciekawe jak będzie przy kolejnych tekstach.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

To na pewno nietuzinkowy konkurs, więc może być ciekawie. :D

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo fajnie mi się to czytało, dobrze zbudowane napięcie i starannie oddany klimat, całość jak dla mnie to trochę mieszanka łowcy androidów z pan i pani smith, ale o dziwo zgrało się dobrze. Powiedz mi tylko, czy ta wieża to jakieś nawiązanie do WTC czy za daleko odleciałem? Nie potrafiłem pozbyć się tego wrażenia…

Zawsze coś da się poprawić

Kulosław, dziękuję za komentarz, bardzo mi miło, że opowiadanie dobrze się czytało. A wiesz, że nie myślałam o WTC, pisząc to, ale faktycznie pasuje.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Nowa Fantastyka