- Opowiadanie: GOCHAW - Teresa

Teresa

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Teresa

Rok 2121, jedna ujednolicona pora roku, niby to jesień, niby chłodne lato. Susza i wszędobylski pył. Ziemia skatowana do granic wytrzymałości kataklizmami i głupotą ludzi. Kiedy było jeszcze gdzieniegdzie zielono, a lasy pełniły funkcję płuc miast, ludzie w powolnym procesie przestali szanować przyrodę, stawiając swoje potrzeby ponad nią. Lasy wycinano w pień, by pozyskać miejsce do następnych zabudowań fabrycznych. Beton zalewał każdy wolny kawałek gruntu, ścieżki i drogi mnożyły się w hiper -tempie. Asfalt skwierczał czasami w pełnym słońcu trując oparami wszystkich wokół. Zwierzęta i ptaki zabijano z różnych przyczyn, albo na polowaniach (hobby), albo zanieczyszczając śmiertelnie ich środowisko (egoizm i głupota). Ryby łykały plastikowe drobiny, które topiły świat.

 Nie było to zbyt dziwne, bo i między sobą ludzie od dawna zapomnieli co to wzajemny szacunek. Wygoda, chciwość, zarozumiałość, drażliwość, zbyt przerośnięte ambicje, drążyły ludzkie dusze jak gangrena. Wzorowanie się tylko na pustych wartościach wymyślonych przez pomocników polityków – celebrytów doskonale wpisały się w codzienną nie-kulturę. Najważniejszym dobrem bowiem stał się wygląd. I to nie naturalny, gwiazdy miały napompowane silikonem usta, policzki, krojone powieki, brak zmarszczek. Tworzyły iluzję wiecznej młodości, co bardzo dobrze sprzedawało złudzenia. Każdy chciał zatrzymać czas. Ludzie jednak stawali się przez to coraz bardziej otępiali, skłonni do wszelkiej manipulacji. Czym niższe priorytety, tym łatwiej tłamsić prawdopodobny bunt. Plan był prosty, ludzie mieli dbać o wygląd i ciało. Fitness osiągnął szczytową formę. Wszelkie białkowe odżywki, napoje energetyczne, czyli chemiczne mieszanki wypierały zdrowe jedzenie.

 Książki umierały także. Elektronika zdetronizowała je doszczętnie, bo młodzież bardzo niechętnie sięgała po wersje papierowe, poza tym wmówiono wszystkim bardzo skutecznie brak czasu. Brak czasu był cholernie wygodnym usprawiedliwieniem wszystkiego… Łatwiej było nie mieć wyrzutów do siebie o intelektualne lenistwo. Wysoka kultura też spadała przekupna na psy, a bezcenni twórcy nie doczekali żadnej ekranizacji swojego dzieła, czy premiery w teatrze. Książki idiotów celebrytów zalały cały rynek. Ostatnie autorytety wiedzy odchodziły jeden po drugim w zaświaty, i nie było już komu pilnować należytego poziomu rozwoju. Nastała era konformizmu i konsumpcyjnego trybu życia. Każdy czuł się dla siebie bogiem.

 Wirusy mnożyły się niczym króliki. Ledwie jeden opanowano przypadkowym lekiem, na zamówienie sprzedawano inne. Były też całkowicie otępiające. Ludzie zarażeni tym wirusem przestawiali mieć swoje zdanie. Stawali się bezwolni do śmierci, co dziwne wierzyli tylko rządzącym. Leku niestety nie wynaleziono.

 *

Teresa nie wiedziała jakim cudem przetrwała, ani ile ma lat. Odzyskała przytomność po kilku godzinach. Rozejrzała się przestraszona. Była w ogromnej jaskini. Próbowała sobie przypomnieć jakieś okoliczności, cokolwiek. Niestety, wyglądało na to, że ma całkowitą amnezję. Było to bardzo niebezpieczne w nowym miejscu. Pragnienie nie dawało jej spokoju. Obolała po cichu ruszyła wzdłuż krętego korytarza jaskini, przy okazji poznając teren. Po kilkunastu metrach usłyszała najpiękniejszy dźwięk kapania. Przyśpieszyła kroku. Między skałami sączyła się niewielka strużka wody. Teresa zamoczyła dłoń. Powąchała wodę, posmakowała, była nieco kwaśna, wiedziała, że nie może wypić jej zbyt wiele, bo może się zatruć. Teraz trzeba przeczekać.

 Czuła się bezbronna do szpiku kości, nie dosyć że bez pamięci, to jeszcze w miejscu, o którym nie ma pojęcia, nie wie co ją czeka być może za chwilę, nie wie czy jest sama, czy są jeszcze jakieś istnienia. 

Skuliła się w kłębek i znowu zasnęła. Kiedy po kilku godzinach obudziła się otaczał ją okrutny wszędobylski mrok i dziwne odgłosy. Bała się nawet drgnąć. Wiedziała, że teraz musi przeczekać do rana, kiedy znowu kilka wiązek światła wpadnie przez szczeliny. Poczuła na prawej ręce jakąś opaskę, może to zegarek? Jak będzie światło przyjrzy się dokładnie. Dreszcze chłodu co rusz przenikały jej ciało. Była bezbronna i bezgranicznie samotna. W tej chwili czuła, że nic gorszego nie mogło się jej przytrafić.

 Godziny, a może po prostu czas przelewał się odległym kapaniem wody. Na początku jeszcze liczyła dźwięki, chwilami przysypiała. Chłód powodował kostnienie rąk i katar. Starała się być najciszej jak potrafiła. Noc ciągnęła się w nieskończoność.

*

Miała na sobie jakąś podkoszulkę i wełniany kardigan. Idąc przed siebie o świcie, wypruła dwa dolne rzędy przedłużanego swetra i dwu-centymetrowe paseczki włóczki, które odgryzała zębami wieszała na  skałach na wysokości własnych żeber, by łatwo wyczuć je dłonią w razie konieczności powrotu. Jednego była pewna, że jest zapobiegawcza. Poza tym czarna dziura w pamięci. Większego okrucieństwa wobec siebie samej nie ma. Trudno było jej umiejscowić się w czasie, bała się także, że straci jedyne lokum, które teraz sobie kojarzy – jaskinię. Czuła jednak, że musi rozejrzeć się dookoła. Kiedy prześwity słońca były mocniejsze stanęła i przyjrzała się opasce na ręce. Było to coś w rodzaju zegarka. Wyświetlała się data 28 marca 2033 roku. To znaczy, że tego dnia czas się zatrzymał dla niej, chyba…

 Szła przed siebie uważnie. Zanim wyszła z jaskini trwało to prawie trzy kwadranse (na oko). Rozglądała się i jednocześnie starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Za nią wił się pas niewysokich gór, przed nią kilka niewielkich pagórków, ziemia wyschnięta, popękana, wiatr unosił do góry kurz. Było jej ciężko oddychać. Nie miała ze sobą żadnych zapasów, musiała odnaleźć jakieś pożywienie i wodę. Temperatura znośna, około dwudziestu stopni Celsjusza. Czym bardziej oddalała się od miejsca, w którym odzyskała świadomość, tym większy strach narastał w jej sercu, które łomotało nieznanym. Mimo pokonywanego dystansu, krajobraz szaro-bury nie zmieniał się. Czasami tylko wystawały jakieś suche kikuty korzeni drzew.

 Niebo miało sino-szarawy odcień, nie było widać ani słychać żadnych stworzeń. Generalnie poza nią nie było jakby innego życia. Ani robaków, mrówek, muszek, czy chociażby zwierzęcych norek. Był to widok absolutnie destrukcyjny. Teresa odczuwała strach coraz silniej. Mimo to jakaś niewidzialna siła pchała ją w nieznane, szła na przód.

Co kilka metrów wbijała jakiś znaleziony korzeń w ziemię, albo układała go tak, by zostawić ślady, po których może będzie musiała wrócić. Nagle zerwał się bardzo silny wiatr. Targał jej włosy i sweter. Potem nasilił się jeszcze bardziej. W pewnym momencie coś przypominającego trąbę powietrzną połknęło ją. Była bezsilna.

 *

 Harry jak co dzień wyruszył na obchód swoich terenów. Był dzisiaj w złym nastroju, znowu miał dziwne widzenia w nocy. Nie lubił tego, bo zawsze zwiastowało to jakieś zmiany w jego życiu, czego szczerze nienawidził. Uwielbiał rytuały, celebrował swoją samotność. Codzienny spacer pozwalał mu delektować się spokojem i ciszą, to był jego prywatny raj. Był mężczyzną o silnej kości, lekko po pięćdziesiątce, chociaż tutaj wiek nie miał żadnego znaczenia, raczej tylko odzwierciedlał fizyczność wybraną jako awatar, ciało musiało jakoś się utożsamiać z umysłem. Siwe włosy spadały na czoło, a bystre oczy były jak wyrocznia. Śniada skóra, szerokie dłonie, ot taki rodzaj własnej wizji o sobie wybrał. Szedł znudzony, kiedy to nagle dziwny kształt przykuł jego wzrok. Przyśpieszył kroku, tuż przy niewielkim zagłębieniu podobnym do rowu leżało kobiece ciało. Podszedł, obrócił ciało na plecy. Ujrzał bardzo wiele otarć i ran na twarzy intruza. Westchnął głośno i powiedział do siebie :

 – Masz swoje sny…Cholera!

 Przez chwilę nasłuchiwał oddechu znajdy. Był miarowy, zatem nie jest źle. Chciał iść dalej, ale wiedział, że jeśli ją zostawi sumienie nie da mu spokoju. Zdjął z pleców dziwną narzutę i rozłożył na ziemi, potem ułożył na niej znalezione ciało, złapał przy głowie poszkodowanej i wściekły do granic możliwości zaczął ciągnąć ją w kierunku swojego schronienia. Taka sytuacja nie zdarzyła mu się od co najmniej pół wieku. Rozumiał, że będą zapewne kłopoty. Nie miał pojęcia skąd ktoś się wziął w jego obiecanej samotni i jakim cudem ją odnalazł, skoro jest od wieku ukryta na wszystkich mapach i satelitach. Przeczuwał intuicyjnie, że to zapewne niezwykła istota. Do tego wyglądała na lekko wybrakowaną, bo od dawna ludzki naskórek regeneruje się samoistnie w przeciągu kwadransa. A u niej zmian żadnych.

 Po dwóch godzinach z uczuciem ogromnej ulgi dotarł z nieprzytomną kobietą do swojej bazy. Wciągnął ją do wewnątrz i długo się przyglądał. Była inna, niż te które pamięć podsuwała mu z wcześniejszych lat. Miała miękkie, niewielkie usta, lekkie zmarszczki w kącikach oczu, prosty nos i przedziwne płatki małżowin uszu. Od dawna tutejsi ludzie nie mają takich niepotrzebnych części dekoracyjnych. Słuch jest po prostu genialny na życzenie. Nie potrzeba też takich stref erogennych. No ale…

 Ułożył ją na dziwacznym żelowym fotelu. Odchylił lekko głowę do tyłu i włączył jakieś fale magnetyczne. Jej ciało prześwietlały promienie światła. Jakby skaner ludzkich cząstek. Ona ani drgnęła. Wiedział, że stan zapewne jest poważny. Nigdzie się nie spieszył, więc poczeka na wszystkie odpowiedzi na pytania, które pragnie jej zadać.

 *

 Harry był wybuchową mieszanką dusz. Sam sobie zgotował los godny outsidera. Składał się z dwóch części szamana, piętnastu lekarza, czterech magika, dwunastu Indianina, trzydziestu trzech samotnika i w równych proporcjach filozofa, muzyka, rewolucjonisty. Nigdy nikomu nie dał się niczym przekupić, był zawsze prawy i przenikliwy. Balansował na pograniczu być a nie być, nigdy zaś mieć. Kilka razy ukartował zasadzkę na swoje życie, ale zdemaskowany przez Meduzę otrzymał karę życia pełnego odstępstw, dopóki nie poczuje dotkliwej utraty jakiegoś uczucia, które stanie mu się cenne przez siebie same, bez żadnych zewnętrznych przyczynków i sugestii. Tak więc Harry niezmiennie czeka i żyje w dzikiej głuszy świata, opętanego postępem technologicznym do granic wydolności ludzko – androidalnych zdolności.

Z dosyć okazałej szkatuły wyciągnął malutką zieloną pigułkę. Roztarł ją w szklanym pojemniku, dolał kilka kropel wody i wlał rannej do ust.

Nie zareagowała. Niepokoił się, powinna już się ocknąć.

 *

Regeneracja Teresy trwała około pół godziny. Znakomita część jej komórek została odbudowana. Organizm na odpowiednim poziomie nawodniony, elektrolity i witaminy uzupełnione. Pozostały drobne blizny po rozległych otarciach. Harry zauważył, że  ma dziwną opaskę na lewej ręce. Przyjrzał się jej uważnie. Nacisnął tarczę, ukazała się data, która wstrząsnęła nim dreszczem. A więc to dlatego się tu znalazła.

 Harry nienawidził wracać pamięcią do przeszłości, przechodząc rzeczywistość zbyt dotkliwie tę otaczającą dookoła i wewnętrzną; wystarczająco się wycierpiał tracąc wszystkich na których mu zależało.

Data 28-go marca 2033 była szczególna. Tego dnia natura na całym świecie zbuntowała się, a raczej jej resztki, i poczęstowała ziemian serią następujących po sobie kataklizmów. Pozostały nieliczne kawałki ziemi na globie, a i te były jałowe, częstowane drobniejszymi tragediami. Lasy prawie doszczętnie spłonęły. Morza, oceany, rzeki pluły wszechobecnym plastikiem. Ziemia była kompletnie zasypana śmieciami, a niektóre państwa szczególnie mocno (przez od dekad prowadzoną utopijną politykę), która w żaden sposób nie chroniła naturalnego środowiska były poszkodowane okrutnie. Wśród tych krajów była i Popiska. Wysypiska śmieci pękały w szwach, a mimo to pozwalano na sprowadzanie odpadów z innych krajów. Utylizacja była na poziomie raczkującym, a właściciele często aby pozbyć się problemu po prostu je podpalali, emitując do powietrza miliony rakotwórczych i toksycznych cząsteczek. Ta historia od 2000 roku prowadziła po równi pochyłej do katastrofy ekologicznej na życzenie. Zachłanność ludzka i głupota nie znała granic. Ludzie myśląc, że uda im się samych siebie oszukiwać zostali w końcu rozliczeni z przewinień i konsekwencje dopiero zaledwie garstce, która przeżyła uzmysłowiły sens harmonijnego współistnienia. Niestety, było już za późno.

Harry patrzył na nią z litością w oczach. Rozumiał jej położenie. Pewnie udało jej się nieświadomie przedostać do tunelu czasu. Dzisiaj jest 18 stycznia 2121 roku, sobota. Dzień jak każdy inny od dawna. Tu gdzie jest Harry czas biegnie inaczej. Wiek do przodu, czasami się lekko cofa, czasami przeskakuje o dekady. Trudno nadążyć, ale przyzwyczaił się do swojego życia na pograniczu światów. Miał wszystko o czym marzył, czyli święty spokój, a najważniejsze, że do dzisiaj był z daleka od ludzkich istnień. A teraz ta niewiasta, z którą zapewne będzie niejeden kłopot.

 *

 Ocknęła się, spojrzała na twarz Harrego. Oczywiście, że w ogóle go nie znała, do tego ponownie nie miała pojęcia co przez większą ilość czasu z nią się działo. Przeszywał ją niewyobrażalny strach.

 

– Gdzie jestem? – zapytała cicho.

– W bezpiecznym miejscu, dopóki ja jestem. – Oschle odpowiedział.

– Byłam w jakiejś jaskini, to ostatnie co zapamiętałam, potem szłam przed siebie, by znaleźć jakieś pożywienie, i potem nie wiem…Wiał dziwny wiatr…Teraz jestem tutaj…– Zaczęła płakać.

– Spokojnie, będzie dobrze. Trafiłaś do miejsca, z którego można wrócić tam, skąd przybyłaś. -Pocieszył ją.

-Ale ja nic nie pamiętam. Nic. Nie wiem kim jestem, skąd jestem… – Łkała coraz głośniej.

 Harry przez chwilę zastanawiał się, czy powiedzieć jej prawdę, czy dać jej jeszcze trochę czasu, by doszła do siebie.

 *

 Teresa z niedowierzaniem błądziła wzrokiem po pomieszczeniu w jakim się znajdowała z nieznajomym. Wyglądało jak wnętrze jakiegoś statku kosmicznego, a może podobnie do jakiegoś bardzo zaawansowanego technicznie bunkra? Dotykała ją sterylna czystość wokół. Na pewno były też jakieś filtry powietrza. Oddychała o wiele łatwiej niż w jaskini.

 

Jej wybawca był ubrany w czarny, w miarę dopasowany kombinezon. Coś sprawdzał na okazałym trójwymiarowym monitorze, jakieś dziwne sploty cząsteczek, coś co do złudzenia przypominało jej ludzkie DNA. Nagle fotel na którym siedziała wydał komunikat, że sekcja 12-5-348 została pomyślnie zakończona i pacjent ma go opuścić. Wstała, o dziwo nic jej nie bolało. Harry podał jej lustro.

 – Poznajesz się? – zapytał intruza.

– Nie, nie mam pojęcia kim jestem. Boję się siebie…Może miałam powód, by stracić tożsamość…– Powiedziała szczerze. Docenił to, wiedział, że niełatwo jest w jej sytuacji.

– Prawdopodobnie w panice, przed utratą najbliższych połknęłaś tabletkę zapomnienia. Produkowali takie od 2030 roku. Miały duży popyt, bo co drugi osobnik ludzki cierpiał na depresję, albo powiązane zaburzenia. Ludzie od dekady byli izolowani przez rządy. Całe funkcjonowanie polegało na dobrowolnym przebywaniu w swoich mieszkaniach, domach, lokalach… Zaczęli coraz bardziej się uwsteczniać i cierpieć z powodu samotności. Nawet oznaczono nowy syndrom nazwą: „samotność stagnacyjna”. Jeśli już mieli policyjne pozwolenie na opuszczenie mieszkania, to robili to w maskach. Ludzie odzwyczaili się od siebie, od odruchów społecznych, nie potrafili patrzeć sobie zwyczajnie w oczy… – Harry starał się przybliżyć jej realia.

– Myślisz, że pochodzę z tamtych czasów? – Teresa poczuła iskierkę nadziei.

– Twój zegarek i biologiczny wiek, który zbadałem o tym świadczą. Za kilka godzin będę miał znacznie więcej analiz. Może dowiemy się nawet więcej, niż sobie życzysz, jesteś na to gotowa? – Mruknął.

– Tak, chcę znać chociażby najgorszą prawdę o sobie… Teraz czuję się jak nieużyteczny kawałek mięsa, pusty, bezwartościowy. Boję się, to jasne… Ale od totalnej amnezji nie ma nic gorszego… – Zapewniła Harrego. Po czym zapytała:

– Jak masz na imię? Znasz moje?

– Harry, a twoje niebawem poznamy…

 

*  

 

Teresa ponownie przyjrzała się sobie w lustrze. Zobaczyła dojrzałą kobietę ze smutkiem w oczach. Starała się bardzo przywołać jakieś wspomnienia, ale w dalszym ciągu trwał bunt jej szarych komórek. Pamięć schowała się w najbardziej podstępnym miejscu. Z jednej strony miała szansę odbudować się wyłącznie z własnych wyobrażeń o sobie, albo też nadać wszystkie cechy o których zawsze podświadomie marzyła, wskrzesić się wedle własnego pomysłu. Nie chciała tego, to byłoby fałszowaniem prawdy. I nie miałaby z resztą żadnej gwarancji, że nadal jest sobą. Co innego zmienić się przez pracę nad sobą, a co innego przywłaszczyć sobie pożądane cechy i prawidła życia. Starała się myśleć jak najwięcej, kilka godzin słuchając muzyki poważnej przeglądała na monitorze, który udostępnił jej Harry wszelkie wiadomości, by tworzyły się nowe powiazania neuronowe i pamięć. Strach nie opuszczał jej. Odczuwała ogromne przygnębienie.

 

W tym czasie Harry wpisywał jakieś dane do sobie tylko znanego systemu, chwilami przeklinał pod nosem, niecierpliwił się. Wyglądało to na tworzenie jakiejś mikstury chemiczno-genetycznej. Był bardzo skupiony. Siwe kosmyki spadały mu na czoło, usta zacinały się w linię prostą. Do nozdrzy Teresy dotarł jego zapach, był inny niż wszystkie. Pachniał jak coś nowego, po prostu nowością, takie było jej pierwsze skojarzenie. Dziwne, ale spontaniczne. Zauważyła, że powoli potrafi rozpoznawać procesy życiowe, a to już milowy krok z maligny.

 Dotarło też do niej, że Harry w ogóle nie potrzebuje snu. A skądś kojarzyło się jej, że sen bywa zbawienny dla organizmu, zatem Harry zapewne jest inną formą bytu. W tym momencie z końca pomieszczenia odwrócił się w jej stronę, zupełnie jakby poczuł, że jest w niego wpatrzona. Oblała ją fala zawstydzenia. Uśmiechnął się lekko z pobłażaniem i rzekł:

 – Mam pierwsze wyniki. Chcesz je poznać? Jesteś gotowa?– zapytał.

– Owszem.

– Urodziłaś się czternastego lutego 1964 roku w Krakowie. Jesteś jedynaczką. Twoi rodzice to Olimpia Roztocka – grafolog, i Gustaw Brzeziński, lekarz psychiatra. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miałaś pięć lat. Wychowywała cię babcia Rozalia…Mówić dalej?

– A mam inne wyjście, by poznać swoją przeszłość? – Teresa rozczulona zapytała.

– Tak, mogę ci już sporo wiadomości wgrać do pamięci.– Odpowiedział bez namysłu.– Jednak lepiej jest chyba przyswajać własną historię częściowo, jest czas przede wszystkim na przemyślenia i dawkowanie wiedzy, no i ludzkie przyzwyczajanie się do siebie. – Oznajmił.

– Jak to wgrać do pamięci? Można robić z człowiekiem takie rzeczy? – Zdziwiona zapytała z obawą.

– Oczywiście. Pamiętaj, że ja żyję na granicy czasu, czasami mogę bardzo wiele, czasami mniej. Czas tutaj jest kapryśny, jednak to za trudne byś na tym etapie to zrozumiała, kiedyś może ci to wyjaśnię. Mam wiele narzędzi, by pomagać ludziom, to moja pasja. Ale nie bierz mnie za altruistę, jeśli mam być szczery, a chcę, ja właśnie zaszyłem się tutaj, by nie mieć nic wspólnego z ludźmi…

– W takim razie jedno drugie wyklucza… – Zauważyła Teresa.

– Nie. Sytuacja z tobą to potwierdza. Jeśli już kogoś znajdę, albo muszę to pomagam, natomiast nie szukam towarzystwa sam. Ludzie to skomplikowane istoty, tak samo dobre jak i złe. Najbardziej jednak mnie w nich mierzi ciągłe pragnienie więcej, jakby w ogóle nie istniało słowo STOP, albo stwierdzenie, „naprawdę nic więcej nie potrzebuję”. Ta ich cholerna zachłanność i roszczeniowość, to wieczne przekonanie, że wszystko im się należy, chociaż z siebie tylko nieliczne jednostki dają więcej, niż biorą. Ogólnie to leniwe i wiecznie niezadowolone istoty… – Hary wpadł jakby w trans, widać było jego zaangażowanie w opowiadane, i nerw. Miał zmarszczone brwi. – Napatrzyłem się swego czasu wystarczająco na wiele rządów ludzkich, te wasze śmieszne polityczne rozgrywki, żądza pieniądza i dobrowolne ograniczanie swoich wolności…A tam, cholera jasna! – Zakończył, zrozumiał, że popłynął słowem za daleko.

– Rozumiem, ale wróćmy do mojej historii, ok? – Teresa z nutką rozgoryczenia poprosiła. – Albo opowiedz mi proszę co działo się w moim świecie, chętnie posłucham dalszej części… – Uśmiechnęła się. Wiedziała, że natychmiast musi przenieść ciężar rozmowy na inne tory.

 – Dobrze, więc po wynalezieniu tabletki zapomnienia, świat moim zdaniem stał się jeszcze gorszy. Ludzie masowo tchórzyli przed sobą, bo ciężar strat i w końcu widok opustoszałych terenów budził grozę. Po licznych trzęsieniach ziemi niewiele zabudowań pozostało, nawet i tych strategicznych. Co innego z bogaczami. Ci jak to w życiu bywa mieli znakomicie wyposażone bunkry, budowane od lat dziewięćdziesiątych w wielkiej tajemnicy, były odpowiednie zapasy wody i żywności, systematycznie uzupełniane wynalazki co do utrzymywania odpowiedniej zawartości tlenu w pomieszczeniach. Tworzyły się kliki sprzedawczyków, by mieć choćby skrawek miejsca dla siebie, by przetrwać. I na nieszczęście ludzkości, nie były to jednostki wybitne, a jedynie idioci. Świat obrócił się do góry korzeniami swojej istoty. Krocie zarabiali marni piosenkarze, aktorzy, celebryci, piłkarze…Bowiem ówczesny świat kochał rozrywkę i minimum wysiłku intelektualnego. Rządy przyzwyczajały do przejmowania całkowitej autonomiczności jednostki poprzez wieczne regulacje prawne także i sfery moralności, etyki. Zawłaszczali wszystko. Ludzie godzili się, a garstka naukowców, solidnych dziennikarzy, pisarzy, filozofów, psychiatrów, wynalazców, spychana była na pogranicze społeczeństwa. Tworzono też przez obowiązującą religię, którą o dziwo ludzie przyjmowali dobrowolnie, swoiste więzienia rozwoju. To było wygodne, by utrzymywać ciemnotę. Dziwaczne, wykluczające się zasady…Ach…– Harry podekscytowany i nabuzowany zamyślił się…

 Teresa patrzyła mu w przejrzyste jak niebo oczy. Skojarzyły się jej z przenikliwą szczerością. „Kim on naprawdę jest?” – pomyślała.

 – Jesteś nieszczęśliwy? – Spontanicznie zapytała.

– Wręcz przeciwnie, sam jestem bardzo szczęśliwy i powiem ci coś jeszcze, nigdy się ze sobą nie nudzę. – Sucho stwierdził.

 *

Harry był niespokojny. Wiedział, że musi ją odesłać do miejsca, z którego zabłądziła w ten tunel czasowy. Miał już wszystkie procedury przygotowane na tak zwane „odcięcie od siebie”. Niemniej polubił ją, była w jakiś sposób niezwykle interesująca. Od większości różniła się tym, że potrafiła słuchać i to ze szczerym zainteresowaniem.

 Harry tylko na zewnątrz miał szorstką skórę, by zrażać niedostępnością. Prawdą jest, że samotność to jego pasja, poza tym od kilkunastu lat zgłębiał wiele nauk, ale stoicyzm pokochał od razu. I nie życzył sobie żadnych zmian.

 Kiedy Teresa zasnęła po zielonej herbacie z domieszką leków dodanych przez Harrego, miał sporo czasu, by na swój sposób się z nią pożegnać. Podał jej szczególną kroplówkę, która pozwala szybko regenerować uszkodzone organy przez około dekadę, poza tym zrównoważył (co prawda bez zasięgnięcia opinii zainteresowanej) jej sferę emocjonalną. Zostawiając lekki balans, z wykresów i jej biogramów wynikało, że jest zbyt uczuciową i emocjonalną istotą, a to przysparzało wielu kłopotów.

Zastanawiał się w czym jeszcze mógłby jej pomóc na przyszłość… Ach tak, usunął wszelkie koszmary, od teraz Teresa będzie śniła wyłącznie relaksacyjnie. Najtrudniejsze zostawił na koniec, musiał całkowicie usunąć wszelką pamięć o sobie i kryjówce. Przez chwilę zamyślił się, po czym z impetem wcisnął klawisz „delete”, pojawił się komunikat „null”, i po wszystkim.

 *

Teresa otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła, to biały sufit. Nie miała pojęcia gdzie jest.

Nagle jakaś aparatura zaczęła wydawać piszczące dźwięki, podbiegła pielęgniarka, potem następna i lekarz…Teresa bała się ruszyć.

 – Co jest? – Przerażona pomyślała.

 Zapalili wszystkie światła. „Jezus, co się dzieje?”.

 – Witamy z powrotem, brawo pani Tereso! Brawo! – Podniecony lekarz wykrzykiwał na całe gardło. Pielęgniarki słały do niej szerokie uśmiechy.

– O co chodzi? – Teresa zapytała zdumiona.

– Obudziła się pani z trzymiesięcznej śpiączki…To takie szczęście. Zaraz zadzwonimy po pani męża. Dzielnie czuwał przy pani łóżku. – Wyjaśniła młodsza pielęgniarka.

-Chce mi się pić… Mogę prosić o szklankę wody?– Teresa jak nigdy pragnęła spokoju. Była szczerze zdumiona zamieszaniem, które spowodowało otworzenie przez nią oczu. To taka normalna czynność, ale odzyskanie świadomości, to bardziej skomplikowany proces.

– Jak się pani czuje? – Zapytał lekarz.

-Doskonale, doskonale. Wolałabym być teraz w domu. – Szczerze wyznała.

– A tak, zaraz przyjedzie do pani mąż, a my porozmawiamy sobie rano, teraz proszę odpoczywać… – Zalecił zakręcony lekarz.

 *

A więc to tak, leżałam tutaj trzy miesiące jak w hibernacji, ciekawe dlaczego, co się takiego wydarzyło. Pamiętam straszne bóle kręgosłupa, i cukrzycę polekową, to może jakaś śpiączka cukrzycowa? Poza tym czuję się wspaniale, nic mnie nie boli. Mam rozpierającą od wewnątrz siłę, mogłabym wstać i wyjść…Spojrzałam na swoje dłonie, są delikatne, gładkie. Mam ochotę każdy przespany dzień nadrobić podwójnie. Jezus, za oknem wiosna! Moja ukochana wiosna! Otwórzcie okna na oścież, chcę oddychać, głęboko oddychać!

 

Opanowała mnie euforia, jakie to cudowne uczucie być szczęśliwym, ot tak, zwyczajnie. Kątem oka zobaczyłam błękit nieba i automatycznie pojawił się ogromy uśmiech na mojej twarzy. Odniosłam niesamowite wrażenie, że mam wszystko.

 

*

W tej chwili do pokoju wszedł Rafał, mąż Teresy. Łzy ciekły mu po policzkach, był roztrzęsiony. Kroki stawiał niepewne, jakby obawiał się, że to nie dzieje się naprawdę.

 

– Rafał, kochanie! – Teresa krzyknęła na całe gardło, wyciągając do niego szeroko ramiona.

– Wiedziałem… wiedziałem, że masz za wiele do powiedzenia, by zostawić mnie z milczeniem… – Przytulił ją bardzo mocno. W tym momencie wiedziała, co oznacza kogoś kochać. Roznosiła ją fala powiązanych ze sobą uczuć, zapachów, wspomnień, marzeń, muzyki, obrazów, to było niesamowite. Taki kawał siebie mieć w drugim człowieku.

 *

 Harry przeglądał zapisy Teresy, nie był teraz do końca pewny, czy dobrze zrobił przypisując jej tak potężną moc,  na razie jest bezpieczna, bo nie ma o niej pojęcia, ale… Niebawem będzie musiał skorzystać z jej pomocy, by plan się ziścił. Teresa została wybrana z wielu milionów, dlatego, że jej dusza była nieskażona ludzkimi przywarami. Co prawda nie była idealna, ale pobudki jej działania w znakomitej większości były szlachetne.

Harry narzucił swój dziwaczny płaszcz, przeszedł prze śluzę, i zaczął przemierzać swoje spustoszone ziemie, w poszukiwaniu następnych zaplątanych w siatce czasu. Doprawdy miał wielkie szczęście spotykając nietuzinkowe osobowości, a te zazwyczaj  miały się za odszczepieńców i samotników. Nadwrażliwość jest dobra, kiedy na świecie panują ludzkie zasady, ale kiedy świat żre jak szkorbut korupcja i niesprawiedliwość, tacy ludzie stają się własnymi ofiarami.

Obraz przed Harrym był daleki od przyjemnego, pod butami chrzęściły suche gałęzie, wszędzie pył i spękana trudem ziemia. Niebo zasunięte szarością jak poszarpaną płachtą. Gdzieniegdzie pagórki i nieliczne kikuty drzew. Brak ptaków i zwierząt, czasami tylko jakieś dziwaczne hybrydy wężo-skorpionów, lub jaszczurko-szczurów przebiegały bezdźwięcznie. Cisza tutaj była namaszczeniem śmierci…

Myśli o Teresie wracały do niego jak bumerang, denerwował się tym.

 *

Po wnikliwych badaniach i obserwacji szpitalnej Teresy, zwołane konsylium nie mogło wyjść z podziwu nad jej idealnym stanem fizycznym po śpiączce, w której ciało i mięśnie zamiast się osłabiać nabrały pełnej mocy. Wszelkie wyniki były książkowe. Zgodziła się na cotygodniową obserwację na rzecz nauki, by dać szansę medykom na odnalezienie „tego czegoś” co zamiast destrukcyjnie zadziałało zbawczo na jej organizm. Po trzech dniach mogła wrócić z Rafałem do domu.

 

Mimo, że czuła się z gruntu pewnie, to coś w jej duszy zgrzytało niepokojem. Tak jakby nie znała się do końca. Powstała pewna złowieszcza luka, z którą nijak nie mogła sobie poradzić. Rafał starał się bardzo osłodzić każdą chwilę razem, dużo jej opowiadał, bywała nim po prostu zmęczona. Kochała go, ale teraz bardziej niż kiedykolwiek ceniła sobie ciszę i spokój. Lubiła zaszyć się w gabinecie i godzinami oglądać albumy z malarstwem, albo czytała namiętnie Agathę Christie. Rafał stawał się coraz bardziej zaniepokojony jej chęcią izolacji od świata.

Było w niej coś dziwnego, coś co każe zatrzymać się i napawa pragnieniem poznania. Z natury była przychylna ludziom, i przy każdej sposobności (w życiu codziennym) szczerze życzyła na przykład ekspedientce w sklepie wiele zdrowia, sąsiadom napotkanym w przelocie, lekarzom i pielęgniarkom ze szpitala, w który bywała. Po jakimś czasie kilka osób ozdrowiało. Zaczęli łączyć ten fakt z osobą Teresy. Spirala popularności powoli zaczęła się nakręcać, a Teresa była coraz mniej bezpieczna. Rzecz oczywista, była głęboko przekonana, że nie ma z tym nic wspólnego i kiedy to zajadle tłumaczyła, nikt jej nie słuchał. Ludzie zawsze są skorzy wierzyć w to co chcą.

 *

 Harry wybrał się do podświadomości Teresy, bo czuł, że zbliżają się ogromne kłopoty. Kiedy Teresa słodko spała, on wertował jej mózg jak układankę. Przejrzał wspomnienia z ostatniego miesiąca i sprawa stała się jasna, dar uzdrawiania pierwotną energią przyjął się i sprawnie działa. Zatem trzeba ją wysłać jeszcze w kilka miejsc, żeby masowo niszczyła choroby. Wpisał w jej pamięć kilka Klinik Dziecięcych, DPS-ów, szpitali. Wystarczy, że wejdzie i będzie współczuć, a taka jest jej natura. Poza tym zrobi to, czego Harry nie może. Meduza już upomina się o jego duszę. Wygrała.

 Harry wiedział, że kiedy naprawdę człowiekowi zaczyna zależeć na drugim, stara się być najlepszą wersją siebie i to jest motywujące. To czas kiedy rozwijasz się najszybciej a wrażliwość na zewnętrzne bodźce jest najczystsza. Harry starał się nigdy nie przekraczać granicy zażyłości z drugim człowiekiem, bo wówczas zniknęłaby jego wolność. Nie chciał być za nikogo odpowiedzialny. Właśnie zdał sobie sprawę, że obdarzył Teresę wieloma ojcowskimi uczuciami, przede wszystkim troską. O to właśnie chodziło Meduzie – by zrozumiał jak złożone są relacje międzyludzkie. Uczucia potrafią kruszyć mury ale i stawiać najwymyślniejsze więzienia i pułapki.

Harry miał niewiele czasu, by podjąć decyzję, kto go zastąpi na pograniczu czasu, gdzie trafiają wszystkie zagubione dusze. Czasami na dłużej, czasami na kilka sekund. Harry dba o to, by odnaleźli we wspomnieniach najpiękniejsze momenty, by wrócić z powrotem do rzeczywistości. Uratował całe masy  niedoszłych samobójców, z przeróżnymi pomysłami. Sporo osób po wypadkach samochodowych, kiedy  ostry flesz ciął życie i śmierć na równe części. Pomagał topielcom złapać brzytwę.

Miał stalowe nerwy, zawsze opanowany, potrafił siłą perswazji mocnym kopniakiem wracać zatraceńców do żywych. Ludzie wówczas mówili, że cudem uniknęli śmierci. Ten cud – to Harry. Prawdą jest też to, że Harry jest już zmęczony, jego energia wyczerpuje się, a rutyna po setkach lat wżarła się w niego i umościła niezłe gniazdko. Działa prawie mechanicznie i czasami przeoczy drobny wątek, który okazuje się bezcenny do podniesienia szali.

 Na ekranie przed którym spędzał znakomitą część swojego życia pojawiła się Meduza. Harrego przeszył zimny dreszcz.

 – No i mam cię robaczku…Wiedziałam, że prędzej, czy później twoja ludzka natura zwycięży, ale przyznam, niezły jesteś…Tyle czasu musiałam czekać… – Meduza sączyła słowa jak jadowita żmija. 

– Daj spokój, umowa to umowa. Jestem gotowy, tylko co ze stacją mądralo? – Harry wściekły burknął.

– Masz dwa dni, pomyśl i obsadź stanowisko na tyle sprawnie i odpowiedzialnie, by dusze wracały do ciał, a nie błąkały się latami po zgliszczach. – Meduza patrzyła na niego władczo.

– Pomóż mi w tym, w końcu jesteś wszechwiedząca i samostanowiąca. – Harry zadrwił z niej.

– Skoro ciągle w tobie tyle niepotrzebnej buty, niech to będzie ostatnia dusza, którą gościłeś na uzdrowieniu podejścia do życia… – Meduza uśmiechnęła się wrednie.

– Nie!

– Tak. Masz dwa dni. Żegnam!

 Harry wściekł się na siebie. Popełnił błąd pychy. Zamiast chociaż raz ustąpić, znowu zaognił sytuację. Wiedział, że Meduza ma do niego ogromną słabość, gdy byłby to ktoś inny, już zostałby z niego tylko pył. Sam napytał sobie biedy. Ma dwa dni i jak tu teraz ogarnąć kilka miejsc, by Teresa zdążyła uzdrowić jak największą ilość ludzi?

 Tak to chwilowa głupota potrafi czasami unicestwić najszlachetniejsze zamiary…

 *

Harry rozwarstwił czas, aby ukryć się z zamiarami przed Meduzą, a przede wszystkim by móc z aptekarską precyzją dopracować plan między innymi dla Teresy. Czas ziemski naglił, za to potrafił nieźle żonglować wymiarami, więc jego przełożona, poczeka w jakimś wymyślnym zakrzywieniu lustra rzeczywistości.

Wiedział, że jeśli się wyda jego krecia robota, wprowadzą zabezpieczenia śluz, i skończy się szkolenie Czarnych Aniołów Opatrzności. Tego bardzo nie chce. Przeszukał pospiesznie wszystkie tajne pliki, odnalazł kilka tysięcy nawróconych osób w ostatnim ziemskim roku, po czym narzucając jedne dane na drugie selekcjonował największe przewodnictwo ponad podziałami. Ostatecznie miał już grupę trzynastu „Czarnych”. Nadał im taką roboczą nazwę z powodu nie całkiem jasnej sytuacji, gdyż w rzeczy samej postępował z nimi nieetycznie i niemoralnie, bez pytania o ich zgodę na pełnienie funkcji ochronnej i przekaźnikowej. Dla zaspokojenia własnych pobudek i ambicji najlepiej predysponowane jednostki sumiennie przygotowywał  na powrót dobrego.

 W tej trzynastce była Teresa. Kiedy przebywała w bazie Harrego, ten nieustannie manipulował w jej świadomości, podświadomości, podprogowo, jak i szperał w odczuciach intuicyjnych i doznaniach duchowych. Tworzył wiele miliardów bodźców, alby powstawały nowe połączenia neuronowe, a mózg potrafił pracować na najwyższych obrotach. Nie na darmo stanowi zaledwie 3% ciała, a zużywa 20% energii. Dzięki temu Teresa nie mając pojęcia jak wiele wie i ile potrafi przetransferować energii, pomoże (jak pozostała dwunastka) ziścić marzenie Harrego przed odejściem w Wieczną Mgłę.

 **

Obudziła się w dziwnym nastroju. Nie wiedziała dokładnie co nią powoduje. Rafał był w pracy. Pośpiesznie napisał krótki liścik:

 

„Rafał, muszę załatwić kilka pilnych spraw.

Za długo by tłumaczyć. Muszę coś przemyśleć.

Wrócę do Ciebie na pewno.

 

Kocham Cię T.

 

P.S. Jestem bezpieczna, nie dzwoń.”

 

Ubrała czarny golf i czarne dżinsy, związała włosy. Narzuciła czarny kardigan, ciemne okulary, torebka przez ramię i wybiegła z mieszkania.

W międzyczasie podjechała taksówka. Wsiadła. Poprosiła o podwiezienie do Szpitala Uniwersyteckiego (w Krakowie), bo jest największym obiektem w Europie Środkowej. Mieści 1000 łóżek i złożony jest z ośmiu budynków. Nie zastanawiała się skąd ma takie dokładne dane w pamięci. Wiedziała, że musi wejść na Oddział Pediatryczny. Nie było to proste, bo pandemia zaostrzyła przepisy i zablokowała spacery po Oddziałach.

Pełna determinacji wysiadła, zdecydowanym krokiem ruszyła do odpowiedniego budynku, jakby była stałym bywalcem. Miała przy sobie kartę magnetyczną otwierająca drzwi. Szła rytmicznie. Nie zwracała na siebie uwagi. Prześlizgnęła się obok dyżurki, zaspana pielęgniarka nie zauważyła na monitorach intruza.

Stanęła prawie w centrum, plecami dotykała nośnej ściany na korytarzu. Dla pacjentów, lekarzy, personelu medycznego, rodziców – to co się za chwile wydarzy nie będzie ani widzialne, jedynie lekko odczuwalne. W tym momencie Harry podzielił czas na nanosekundy, przy pomocy potężnych akceleratorów rozsypuje po wszystkich powierzchniach niezwykle skoncentrowaną energię elektryczną, w pasmach reaktywujących uszkodzone organy. Wszelkie ogniska chorobowe są rozbijane na miliardowe części atomów. Uleczani czują zaledwie mrowienie, smak lekko mdły w ustach.

Harry natomiast widzi przeogromną kopułę utworzoną z nieskończenie niewyobrażalnej ilości punkcików energii ludzkiej, kosmicznej, energii przyrody, jedna na drugą nakłada się tworząc życiodajny „dach”. Teresa jest najprościej mówiąc uziemieniem i przekaźnikiem. Masowy proces uzdrawiania trwa około dwóch ziemskich sekund.

 

Teresa mokra jakby dosłownie przed chwilą wzięła prysznic, starała się wyjść incognito. Czuła przemożną słabość. Usta zaczęły jej pękać. Udało się. Taksówkarz podwiózł ją pod następny szpital.

 

 **

 Harry w ten sam sposób sterował świadomością i wolą pozostałych Czarnych Aniołów. Niebawem wyjdą na jaw pierwsze ozdrowienia, ludzie zaczną wymyślać teorie, snuć domysły i w końcu tropić szczegóły.

Wówczas Anioły muszą być już w Oazie.

 Mimo wszystko Harry nie był dumny z siebie, bo jakby nie patrzeć przywłaszczał ogromne ilości energii, którą Meduza chętnie zużyłaby na podtrzymanie swojej wieczności… Była niezwykłym zjawiskiem we wszechświecie i przyczynkiem wszystkiego, a jednocześnie przeogromnym bankiem ludzkiej wolnej woli. Każdy człowiek miał swój indywidualny profil z DNA. Łatwo się domyślić ile potrzebowała dziennie energii, by zasilać tyle neuronów w mózgach ludzi, a te budowały poczucie własnego wyboru.

 **

 Harrego rozpierała duma. Jego grupa spisała się na medal, pomocnicy „Czarnych” także. Taksówkarze oczywiście nic nie będą pamiętali, kto i dlaczego prosił o kursy pod szpitale. Przekaźnicy również mają pustkę w głowie, zatem nie ma żadnej możliwości, by cokolwiek od nich wyciągnąć nawet torturami. Niemniej największe piekło właśnie się zaczyna.

 Minęły trzy dni, w szpitalach w całej Popisce ordynatorzy ogłaszają cuda ozdrowienia, lub wspaniałe działanie leków, które nagle działają w stu procentach. Pacjentom do transplantacji ich własne organy zaczęły funkcjonować ze wspaniałą wydajnością. Każdy pacjent ma rewelacyjne wyniki i samopoczucie. Zbiorowa histeria matek tym razem ze szczęścia, których dzieci chcą natychmiast wracać do domów, by wreszcie zacząć korzystać z życia.

Szaleństwo dziennikarzy, reporterów, śledczych. Nieustające wywiady i ustalanie jakichkolwiek podejrzanych faktów. Nijak nie da się logiczne wytłumaczyć co zdarzyło się w kilkudziesięciu szpitalach w tym samym czasie. Katolicy wierzą, że to Bóg dał znak litości i miłosierdzia dla najbardziej cierpiących. Ateiści wierzą w zmasowaną energię kosmiczną dobra. Sceptycy, że to pewnie jakieś oszustwo, by zareklamować największe szpitale i nakręcić łapówkarstwo. Marzyciele chcą koniecznie tam trafić. Telefony do rejestracji dzwonią non stop. Zwiększono liczbę obsługi, gdyż było niemożliwością opanować dziki szał.

Tego najbardziej obawiał się Harry. Jakby nie patrzeć ludzie muszą choćby największe szczęście nakrapiać podejrzeniami, wątpliwościami i niepisanym prawem do poznania prawdy. A prawda? Prawdy nie ma. Po prostu. To tylko pomost zrozumienia siebie. Jak zło i dobro. Nic nie jest jednoznaczne. Na przykład kradzież; ktoś z głodu kradnie bułkę, bo nie ma pieniędzy i ktoś drugi kradnie wózek inwalidzki, na sprzedaż dla zysku. W jednym i drugim przypadku kradzież jest kradzieżą, ale pobudki są całkiem inne. Zatem, czy jest dobra kradzież i zła kradzież?

Prawda może być kłamstwem a kłamstwo prawdą. Wszystko jest kwestią czasu i kreatywności osobnika. Harry za to właśnie najmniej cenił gatunek ludzki, chociaż mimo wszystko kochał ludzi takimi jakimi są naprawdę z całym pakietem doskonałości i ułomności, ale to nie oznacza, że się nie złościł, albo nie bywał rozczarowany.

Z zasady przeprowadził miliony badań nad wyborami ludzkimi, krzyżowymi czynnikami, uwarunkowaniem społecznym i jakby nie wyliczył, wniosek zawsze był jeden. Człowiek chce więcej i więcej. Politycy zaś mierzili go niewymownie. Byli bezpośrednim zagrożeniem dla demokracji, samostanowienia, dbania o wspólne dobro. Ludzie ci odznaczali się bardzo niskim morale, zatem łatwo sobie wybaczali wszelkie bezeceństwa. To ich chroniło od masowych samobójstw. Potrafili wprowadzać idiotyczne przepisy, widząc ich tragiczne następstwa dorabiali coraz to nowe teorie broniąc w ten sposób siebie. Każdy bowiem woli być mocodawcą niźli adresatem.

 

**

 Teresa leżała od tygodnia całkowicie wykończona fizycznie. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje, do tego sporo straciła na wadze. Rafał był bardzo zaniepokojony, nawet podejrzewał ją o jakiś mroczny sekret. W nocy nękały ją znowu koszmary (skutek uboczny). Pogrążała ją apatia. Wiedziała, że nie jest sobą, nie potrafiła wytłumaczyć się sama przed sobą, ale czuła się po prostu jak jakiś „przedpokój” po którym chodzi ktoś obcy. Sporo faktów jej się mieszało. Najgorsze było jednak to, że Rafał z dnia na dzień stawał się jej bardziej obcy. Odcinała się od niego z premedytacją, jakby chciała go chronić przed sobą.

Tym samym atmosfera między nimi stawała się coraz bardziej napięta.

– Martwię się o ciebie, jesteś taka niedostępna… Dziwnie się zachowujesz. Boję się, że zrobiłaś coś złego. Wiesz, wtedy wróciłaś tak cholernie blada i fizycznie wykończona…Musiałem cię wnieść po schodach.. – Rafał postanowił uzyskać jakieś informacje.

– Przykro mi, ale nic nie pamiętam…Nic…Nie wiem gdzie byłam i dlaczego. Chyba zaczynam cierpieć na amnezję. Ta śpiączka zmieniła mnie. Przykro mi Rafał, ale wydaje mi się, że nie jestem już tą Teresą, w której się zakochałeś. – Teresa postawiała wszystko na jedną kartę. Cholernie bała się samotności, ale czuła, że Rafał zasługuje na coś więcej, niż tylko na ciągłą opiekę nad nią.

– Zauważyłem, że jesteś wycofana, wyciszona, jak nie ty. Martwi mnie to, że chyba mi nie ufasz…– Smutno wyznał.

– Nie wiem co mam powiedzieć. Ufam ci, ale są rzeczy, których sama w sobie nie rozumiem…Nie potrafię się odnaleźć…Wybacz. – Po tym ostatnim słowie znowu zasnęła.

 Rafał okrył ją grubym pledem i wpatrywał się w jej jaśniejącą twarz. Jej cera była delikatna jak pergamin. Długie wywinięte rzęsy i pięknie wycięte usta. Mimo upływu lat ciągle ma w sobie dziewczęcy urok. Postanowił, że umówi się ze swoim kolegą neurologiem i psychiatrą, może ten pomoże mu lepiej to zrozumieć, bo internet zostawia zbyt wiele znaków zapytania.  

 

**

 Harry spojrzał na swój cyberczasomierz, pozostało mu jeszcze trzydzieści dziewięć godzin i dwa kwadranse, by bezpiecznie przeprowadzić do siebie Czarnych Aniołów. Obecnie musi ich skutecznie (niestety na odległość) zregenerować. Doznali potężnych wstrząsów organów wewnętrznych i ich samopoczucie daleko odbiega od stanu gotowości do następnego wyzwania. Najgorszy stan odnotował u Teresy, chociaż to przeczuwał, ona bowiem zawsze brała na siebie więcej niż mogła udźwignąć.

 

Meduza jest cholernie słowna, i mu nie odpuści zastępstwa. On stara się utworzyć surogata Teresy, tak by sprytnie wyprowadzić Meduzę w pole. Ryzykuje własnym istnieniem, ale to już nie ma większego znaczenia. Za pięć cybergodzin będzie jednoznaczny wynik…

 

EPILOG

Harry dokończył ostatni obchód swojej wyimaginowanej posiadłości, bo w istocie była to tylko pusta przestrzeń. Przeszedł dwa klawisze w górę i znalazł się w roku 2121. To co ujrzał po raz wtóry przeraziło go, jednak powstała iskierka nadziei, po uzdrowieniach pół wieku temu, ludzie nieco się zmienili. Zwłaszcza ci, którzy doświadczyli ozdrowienia. Ich logiczne myślenie i empatia wobec wszelkich form życia, skutkowały zakładaniem fundacji zajmujących się szeroko rozumianą ochroną środowiska. Wdrażali proste plany uczące świadomości ludzi w prozaicznych czynnościach, takich na przykład jak mycie zębów bez odkręconej wody, która leje się wprost do rur kanalizacyjnych. W tym samym czasie umierają niezliczone ilości ludzi bez dostępu do wody.

 Ludziom wbrew pozorom oczywiste rzeczy sprawiają najwięcej kłopotów. Potrafią wysyłać swoich w kosmos, konstruować genialne łaziki, które badają pod ich kierunkiem powierzchnię Marsa, potrafią konstruować mega szybkie pociągi, a mają problem z wyrażeniem głośno własnego zdania. Harry był szaleńczo zmęczony idealizmem, brakowało mu dawnej zaciętości (jak u Wokulskiego), czegoś co zmuszało go do ciągłej mobilizacji na rzecz przetrwania populacji ludzkiej. Z drugiej strony jego etyka nie pozwalała mu bez zgody drugiego istnienia – zastąpić się. Chciał już schować się w Wielkiej Mgle i rozmyślać do woli o najpiękniejszych widokach świata, których licznie doznawał. Uwielbiał słuchać Beethovena, zwłaszcza V Symfonii c-moll op. 67; tym się nie różnił zbytnio, ale kiedy powstanie genialne dzieło łączy ono ponad czasem pokolenia i ludzi o rożnych profesjach. Te momenty kiedy sala wypełniona po brzegi, wypełniona jest ciszą zachwytu i dźwiękami w cudowny sposób wydobywanymi przez muzyków z instrumentów, nie ma sobie równych.

 Harry ubolewał nad zapaścią sztuki, we wszystkich dziedzinach. Chciałby mieć jednak tylko tego typu kłopoty.

Minęły cztery godziny od uruchomienia akcji „SUROGAT T.”. Sprawdził raz jeszcze postępy drukarko – inkubatora, który prawie kończył rekonstrukcję składu chemicznego ciała Teresy. Pozostały jeszcze do wykończenia stopy, w między czasie cały czas kopiował się monochromatycznie mózg, by zaoszczędzić na pojemności pamięci. Czuł się trochę ojcem, nigdy przedtem nie udało mu się  w tak ogromnej skali wytworzyć ludzkiego klona. Ale też i stracił wiele wieków, by naprawiać błędy w nieskończoność. Przeszukiwał najwybitniejsze mózgi fizyków jądrowych, biologów, mechatroników, chirurgów, psychologów, socjologów, i tak w nieskończoność, ciągle poszukując odpowiedzi na proste pytania, ot, pierwsze z brzegu – dlaczego człowiek wiedząc, że czyni zło, mając świadomość krzywdzenia innych robi to, i nie uruchamia się mu w odpowiednim czasie funkcja – SUMIENIE.

Los Harrego nie był łatwy. Cechy jakie w sobie wypracował, kosztowały go utratę wielu najbliższych, rodziny, przyjaciół, wybranki życia. Czuł, że biorąc na siebie jakiekolwiek zobowiązania, będzie uwiązany wiecznym strachem o bliskich. Stąd już po pierwszym swoim ludzkim życiu, nigdy z nikim się nie związał. Miał pecha trafił na Meduzę. Jej intuicja od razu utwierdziła ją w tym, że Harry zajdzie daleko. Jego wola była chwilami silniejsza od jej wymagań. Zatem urażona brakiem zainteresowania z jego strony odesłała go na peryferia czasu, gdzie może zdarzyć się wszystko w ogromnej nicości, a i nicość może zawładnąć wszystkim. Była potężna, potrafiła niewyobrażalnie podjudzać wolną wolę ludzi, która nie raz kończyła się okropnymi błędami, między innymi próbami odebrania sobie życia. Wówczas Harry był głosem rozsądku. Zachowywał harmonię pomiędzy głodem egzystencji a jej przesytem.

Sam zaś za karę nie miał tych uczuć.

Balansował na dawnych wspomnieniach, kiedy jeszcze czuł smak wody, cieszył się zielenią drzew, trzymał ciepłą dłoń kobiety. Z czasem jednak przychodziło mu to coraz trudniej. Wszystko kiedyś się kończy a zaczyna się nowe, nieznane.

Piąta cybergodzina zaowocowała klonem (pod igłę) Teresy. Harry był zadowolony. Nawiązał z nią kontakt wzrokowy i przeprowadził krótką rozmowę. Genialna kopia. Tak więc jeszcze kilka programów dopracowujących unerwienie skóry, odczuwanie wewnętrznej harmonii i doświadczenie Harrego w samotnym prowadzenia przytułku dla wszystkich zagubionych. O tak! Surogat T. poradzi sobie doskonale.

 **

 Mimo wszelkich starań Teresie nie udało się odbudować związku z Rafałem. Ciągle była między nimi jakaś niewidzialna zadra, która nie pozwalała jej na odczuwanie szczęścia. Rafał wyprowadził się po pół roku całkiem zrezygnowany. Teresa tymczasem jakby odżyła. Poczuła w końcu przestrzeń i spokój. Zrozumiała też, że jej szczęściem nie jest drugi człowiek a wolność. W tym doskonale rozumiał ją Harry. Czuwał nad nią jak ojciec. Postawił ją na nogi, pomógł zacząć robić to co kochała, a nie to czym zajmowała się, bo czerpała z tego środki na codzienną egzystencję. W wieku pięćdziesięciu pięciu lat porzuciła lokalną gazetę, w której prowadziła dział o polityce, a zajęła się tworzeniem poezji. Poezji, która delikatnością i przesłaniem trafiała do świadomości ludzi. Być może nie mogła wiele zmienić w porządku świata, ale najważniejsze, że była strażnikiem nadziei i wiary w dobrych ludzi. Potrafiła jak nikt docenić zwyczajne życie, z jego zaletami i wadami. Stała się opoką równowagi.

Budziła się szczęśliwa i zasypiała szczęśliwa. Świat stał się czarodziejski, a każda chwila i stworzenie godne opisania.

Przeprowadziła się w góry, które szczególnie sobie umiłowała. Tam też po jakim czasie zaprzyjaźniła się z Antonim. Wspólnie zdobywali w zachwycie nowe szczyty górskie.

Czasami tylko śniła o Harrym nie mając w ogóle pojęcia skąd i dlaczego ta twarz jest jej taka bliska…

 **

 – Witam Harry, jak z umową? – na ogromnym trójwymiarowym pulpicie pojawiła się Meduza.

– W porządku. Jest jak chciałaś. – Ochryple rzucił. – Oto ona. – Wskazał ręką na klona Teresy.

– Jestem pod wrażeniem twojego posłuszeństwa…Hmmm…Ale coś mi podpowiada, żeby ci nie ufać… – Meduza wiła się w mglistej poświacie, świdrując wzrokiem Teresę.

 Klon Teresy tymczasem odważnie zbliżył się do pulpitu. „Teresa dwa” spojrzała prosto w oczy Meduzy i rzekła:

– Jestem gotowa do współpracy, ale na moich zasadach. Po pierwsze koniec z zażyłością, Harry to Harry. Ja to ja. Jesteś tylko jednym z elementów procesów podprogowych, tak więc jeśli chcesz współpracować, uważaj. – „Teresa dwa powoli” z odpowiednim opanowaniem i akcentem rzekła.

– Uuuu…Harry, ale ostra… – Meduza zaśmiała się jak szalona.

– Wiesz, zawsze mogę cię po prostu ubezwłasnowolnić, wolna wolo! – „Teresa dwa” zaszantażowała.

 Harry aż zaniemówił. Nie spodziewał się, że dokonał tak doskonałego klona. Był dumny.

– Na mnie  czas moje drogie, liczę na waszą współpracę. – Uśmiechnął się smutno.

 Przeniósł Meduzę i Teresę do roku dwa tysiące trzydziestego pierwszego. Obie muszą zapobiec kataklizmom, zatem mają ogrom pracy.

 Swoją dotychczasową kryjówkę Harry zniszczył. Istniała zbyt duża obawa, że jakaś niepowołana siła wykorzysta jego potencjał. W końcu będzie mógł się nacieszyć spokojem i kontemplacją w świecie, gdzie nie ma ciągłych problemów i rozterek.

 **

 Armia Czarnych Aniołów Opatrzności sprawnie działa pod okiem „Teresy dwa”. Jest profesjonalna i pedantyczna do granic możliwości, gania ich z krańca świata na kraniec, by ochronić i zachować jak największą liczbę człowieczych żyć.

 

W końcu nigdy nie wiadomo kiedy i do nas taki Anioł zawita…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Mam nadzieję, że zainteresowałam:)

Gocho, a sądzisz, że czym zainteresowałaś? Bo o tym czy opowiadanie jest interesujące, będzie można powiedzieć dopiero po jego przeczytaniu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jestem z Wami od dzisiaj , proszę o wyrozumiałość, zanim nauczę się korzystać z portalu:)

Serdecznie dziękuję za przydatne linki:))) Pozdrawiam:)

Bardzo proszę i polecam się na przyszłość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzień dobry,

 

przeczytałem i nie jestem usatysfakcjonowany z lektury. Wydaje mi się, że wzięłaś na swoje barki zbyt obszerny temat – dostajemy historię ludzkości, w której stacza się ona powoli ku samozagładzie, siły nadprzyrodzone, które chcą ją ratować a dodatkowo mamy Teresę, zwykłą kobietę, która w jakiś sposób zostaje uwikłana w to wszystko. Żaden z tych wątków, w moim przekonaniu nie został wyczerpany, każdy pozostawia niedosyt. Historia człowieka jest jak dla mnie opisana zbyt ogólnikowo, bez wskazania na przyczyny społeczne, czy ekonomiczne, które doprowadzić mogą do upadku. Meduza i Harry są dla mnie wielkimi niewiadomymi, z jednej strony mamy jakieś wskazówki prowadzące ku siłom nadprzyrodzonym (anioły), z drugiej jakieś cyberzegary czy drukarkę klonów, które bardziej wskazują na technologie – nie rozumiem co tam się dzieje. Teresa – niczego się o niej nie dowiedziałem, poza tym, że była wrażliwa, ładna i lubiła poezję; jak na główną bohaterkę to cholernie mało. Klon Teresy z drugiej strony zdaje się apodyktyczną dyrektorką, więc stanowi przeciwieństwo bohaterki, co mnie osobiście nieco zdziwiło.

 

Sugeruję napisać krótszą historię, “mniejszy” temat, być może coś bliższego Tobie. Tutaj pewnie materiału starczyłoby na powieść, a fabuła się dusi w tych 50k znaków. Przed publikacją, zalecam też konsultacje w becie opowiadania. Służę pomocą w konsultacjach, choć muszę zaznaczyć, że w betach się baaaardzo potrafię czepiać.

 

Dodatkowo w tekście jest sporo błędów, trochę wypisałem poniżej.

 

Zapis dialogów do poprawy – łap poradnik, np.:

 

– Obudziła się pani z trzymiesięcznej śpiączki…To takie szczęście. Zaraz zadzwonimy po pani męża. Dzielnie czuwał przy pani łóżku. – Wyjaśniła młodsza pielęgniarka.

 

Kilka razy czas przeszły pomieszał się z teraźniejszym, np:

 

W tym momencie Harry podzielił czas na nanosekundy, przy pomocy potężnych akceleratorów rozsypuje po wszystkich powierzchniach niezwykle skoncentrowaną energię elektryczną, w pasmach reaktywujących uszkodzone organy. Wszelkie ogniska chorobowe są rozbijane na miliardowe części atomów. Uleczani czują zaledwie mrowienie, smak lekko mdły w ustach.

 

Parę błędów ortograficznych też się zdarzyło:

Mimo to jakaś niewidzialna siła pchała ją w nieznane, szła na przód

 

Niekiedy słowa pojawiały się w dziwnych, przynajmniej dla mnie, znaczeniach, np.:

Każdy bowiem woli być mocodawcą niźli adresatem.

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym pisaniu!

Martwe liście i brudna ziemia

Nowa Fantastyka