- Opowiadanie: Olciatka - Nie waż się mrugnąć

Nie waż się mrugnąć

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Nie waż się mrugnąć

– Nie waż się mrugnąć. – Zmył z rąk resztki mojej godności, po czym skierował się do wyjścia. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. W dalszym ciągu obserwowałam swoje odbicie w lustrze. Nie potrafiłam się odwrócić. Kazał mi tak stać i wpatrywać się w pustą, pozbawioną znaczenia powierzchnię, aż w końcu dojrzę na niej kształty, o których zawsze marzył. Opowiadał mi o nich każdego dnia. Bardzo chciałam je zobaczyć.

Mrugnęłam.

Wzdrygnęłam się przestraszona swoim nieposłuszeństwem. Przez kilka sekund nasłuchiwałam odgłosów zbliżających się kroków. Nie wrócił. Wypuściłam powietrze i głośno przełknęłam ślinę. Nadszedł czas na regenerującą kąpiel.

Dotarcie do wanny, znajdującej się w rogu łazienki wymagało ogromnej determinacji. Poruszanie opasłymi członkami stanowiło prawdziwe wyzwanie, a wały sadła obrastające talię wcale nie ułatwiały zadania. Z każdym kolejnym ruchem dyszałam coraz bardziej, a krople potu zalewały mi twarz. Nie zniechęciło mnie to, zawzięcie brnęłam dalej przez swoje ograniczenia, gotowa na przemianę.

Odkręciłam kurek i z trudem wtoczyłam się do wanny. Strumień gorącej wody przyjemnie drażnił nieprzyzwoicie mięsiste uda. Oparłam plecy o śliskie podłoże, starając się zrelaksować. Poczułam głód. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio coś jadłam, a on i tak robił mi wyrzuty. Twierdził, że jeśli chciałam ujrzeć wymarzone kształty, powinnam zrezygnować z luksusów.

Doprowadź się do porządku, bo w obecnej formie jesteś nie do zaakceptowania.

Niewielkie wnętrze wypełniała coraz gęstsza para. Czułam, jak moja energia słabła, traciłam siły. Pod wpływem wysokiej temperatury, różowa skóra przybierała coraz bardziej czerwoną barwę. Zaciskałam zęby, ból zdawał się być nie do wytrzymania. Dopiero, gdy cierpienie znalazło ujście w dzikim wrzasku, ciało ogarnęło błogie odrętwienie. Zaczęłam intensywnie drapać pazurami po ciele w nadziei, że ta czynność przyniesie zamierzony efekt. Otworzyłam szeroko oczy, a w kącikach ust pojawił się grymas satysfakcji. Skóra odchodziła wielkimi płatami, odkrywając nagą prawdę o mnie samej. Za wszelką cenę musiałam się jej pozbyć.

Zaufaj mi. Będziesz piękna. Będziesz idealna. Tylko rób, co ci radzę. Wypatruj kształtów. Bez przerwy wypatruj kształtów. One są najważniejsze. Cel jest w zasięgu ręki, wystarczy, że po niego sięgniesz.

Gdy na mojej powierzchni nie został już ani centymetr zbędnej powłoki, nadszedł czas, by sięgnąć głębiej. Wbijałam palce poniżej żeber coraz bardziej zachłannie, aż żółta, galaretowata maź wreszcie wypłynęła z mojego wnętrza. Poczułam niewyobrażalną ulgę. W końcu zdecydowałam się zrzucić krępujący balast. Dyszałam z wysiłku. Wykonałam swoje zadanie, stałam się lepszą wersją samej siebie. Oparłam dłonie na brzegu wanny i dźwignęłam się, gotowa do wyjścia. Uśmiechałam się podekscytowana. Będzie ze mnie dumny.

Na pewno?

Zawahałam się. Czy mój obecny wygląd spełni jego wymagania, czy zarzuci mi, że mogłam postarać się bardziej?

Opadłam ciężko do wody. Początkowy entuzjazm zniknął, a jego miejsce zastąpiło rozczarowanie. Czułam, że powinnam na tym poprzestać. Jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dałabym radę posunąć się o krok dalej. Spróbować spojrzeć na siebie jego oczami. Nieoczekiwanie wstąpiła we mnie zupełnie nowa siła, której wcześniej nie znałam. Wzięłam głęboki wdech.

Nie zawiedź mnie. Wierzę w ciebie.

 

Chwyciłam za najgrubszy mięsień udowy i zaczęłam szarpać z całej siły. Mocowałam się z nim przez dobrych kilka minut, aż w końcu zerwałam wszystkie ścięgna. Pojedyncze włókna zwisały bezwładnie niczym białe nitki. Zachęcona powodzeniem pierwszej próby, zapragnęłam sięgnąć po więcej. Z nieokiełznaną zapalczywością wyrywałam krwistoczerwone mięso i z szaleńczą radością obserwowałam jak odchodziło od kości, jedno po drugim. Bez końca.

Potrzebowałam chwili odpoczynku. Pochyliłam się do przodu i podparłam obiema rękami. Długie, wilgotne włosy lepiły się do czoła i policzków, wchodziły do oczu, drażniły szyję. Uniosłam dłoń, starając się je odgarnąć. Gdy delikatnie przeczesałam je palcami, nieoczekiwanie zaczęły zsuwać się z głowy, pozostawiając gołą czaszkę. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że wypadało ze mnie coś jeszcze. Spomiędzy żeber i miednicy wysuwały się kolejno wszystkie organy i razem z krwistym płynem wpływały do wody.

 

Rozejrzałam się dookoła. Cała prawda o mnie znajdowała się w tej niewielkiej, podłużnej wannie. Uśmiechnęłam się pełna pogardy dla samej siebie, a następnie pociągnęłam łańcuch. Brudna, bordowoczerwona maź zaczęła znikać w odpływie, a wraz z nią wszystkie słabości i ograniczenia. Bezlitosny nurt porywał ambicje i pragnienia wprost do kanału. Dokładanie tam, gdzie trafiały najgorsze ścieki wyprodukowane przez człowieka.

 

Odetchnęłam z ulgą. Wyszłam z wanny z poczuciem zadziwiającej lekkości. Pozbyłam się krępującego ciężaru. Stanęłam przed lustrem, w którym w końcu dostrzegłam upragnione kształty. Zlepek niczym już nieskrępowanych kości, tworzył perfekcyjny szkielet. I chociaż z trudem rozpoznałam w nim siebie, wiedziałam, że on będzie usatysfakcjonowany. Nic więcej się nie liczyło. Próbowałam wyrazić swoją radość uśmiechem, ale szczęka się nie poruszyła. Mogłabym przysiąc, że poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele, ale kości pozostały zimne.

 

Wrócił, pachnąc winem i zdradą. Zatrzymał się w progu, ale dopiero po dłuższej chwili raczył na mnie spojrzeć. Jakbym musiała zasłużyć na jego uwagę. Niespiesznie zmierzył wzrokiem swoje dzieło, po czym z uznaniem kiwnął głową.

– Dobra robota – wyszeptał, pieszcząc opuszkami palców wystającą kość policzkową. Zachwyt nie schodził z jego twarzy, a ja zastanawiałam się, czy potrafiłam jeszcze mrugnąć. Czy zachowałam tę cenną umiejętność, czy utraciłam ją na zawsze. Wytężałam wszystkie siły, żeby wykonać tę jedną, prostą czynność. Naprawdę wierzyłam, że to możliwe.

Nie mrugnęłam.

 

Koniec

Komentarze

Hejka! 

Hmmm… zdecydowanie nie mój gatunek. Wolałem Horrory w Twoim wykonaniu, ale rozumiem, że próbujesz też czegoś innego. 

No tym razem nie przypadło mi do gustu. Co prawda do stylistyki nie mam zarzutów, ale do fabuły to już trochę inaczej. Było bardzo dziwnie ;p

Pozdrowionka, Olciatka, wierzę, że następny bardziej mnie wkręci, jak poprzednie! 

 

 

NearDeath, dziękuję za lekturę:-) ale było choć trochę obrzydliwie? Pozdrawiam serdecznie

Jeśli mogę się wtrącić i odpowiedzieć na Twoje pytanie (nie do mnie kierowane)… Według bohaterki i (prawdopodobnie obrzydliwego, bo miękko-tkankowego) “dozorcy”, obrzydliwie było tylko na początku. W miarę usuwania zbędnych elementów było już lepiej. No i wszystko profesjonalnie, prawie septycznie, w wannie, spłukane wodą wprost do kanału, gdzie obrzydliwości miejsce. Sam motyw (rozbierania się ;) ) jest mi znany i nic nowego mną nie wstrząsnęło, nie zaciekawiło. Brakuje jakiegoś twista albo wyjaśnienia kim był tajemniczy jegomość i jakie relacje są między tymi dwojga.

Technicznie bardzo ładnie (ale mogę się mylić i tylko subiektywnie i nieprofesjonalnie ocenić).

Ogólnie przeczytałem z satysfakcją ale bez większych emocji (a to już chyba źle). Zdecydowanie brakuje “kopnięcia”. Tak sobie pomyślałem – może w tym trochę mrocznym klimacie zaskakujący byłby na końcu jakiś motyw komiczny (taka tam luźna myśl).

Pozdrawiam

Czy było obrzydliwe? No, w każdym razie nie zalecam jedzenia przy czytaniu, bo coś może w gardle stanąć, a nawet wrócić z powrotem ;)

Podjęłaś niełatwy temat i świetnie go rozegrałaś. Jest zaskoczenie, trzyma w napięciu. Spłukanie przez bohaterkę praktycznie całej siebie do kanału to naprawdę mocne uderzenie. A reakcja faceta sprawiła, że mi się nóż w kieszeni otwiera.

Myślę, że mocniej kopnąć się już nie da. Jakoś tak nie mam wątpilości kim jest “dozorca” i dlaczego kobieta robi to, co robi. To powinna być lektura obowiązkowa w liceum.

Do pełnej satysfakcji brakuje mi tylko następnej części, w której poślesz tego… eee… faceta, w jakieś eee… bardzo miłe miejsce.

Ale kliczka i tak dam :)

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Olciatka 

Jasne, że było. Tak więc pod tym względem na pewno na plus, bo tym to się charakteryzuje.

Po prostu to nie mój klimat i chyba nie ważne kto i co by napisał coś w tym gatunku, to mnie to jakoś nie rusza. No, ale moja nieprzychylność, jak wspomniałem jest spowodowana ogólnie gatunkiem, nie indywidualnym tekstem ;p 

Irko, błagam, nie katuj dzieci w liceum!

I będę bronił swojego. Za dużo pieprzu, za mało soli… dodałbym oregano.

Hm, dużo tu mięcha dosłownie i w przenośni. Zgodzę się z Irką, że motyw dozorcy aż prosi się o lekkie rozwinięcie, ale taki weirdowy gore trzepiący mną nawet po sutym obiadku… Toż to jest warte klika!

Poza tym podoba mi się oszczędny, ale dosadny język, który zdradza dokładnie tyle, żeby poczuć klimat, ale nie przekracza granicy krwawej łaźni czy innych takich niesmaczności klasy B.

Udany eksperyment, ale chyba można by trochę tego oreganowink.

Peter Barton, dziękuję za lekturę i komentarz. Rozumiem o co chodzi z tą wanną, że niby obrzydliwości a tu spłukane i już czyściutko:-) ale rzeczywiście nie pomyślałam o tym w tym kontekście. Szkoda, że nie wywołało emocji, ale właśnie nie chciałam wprowadzać elementów komicznych.

pozdrawiam:-)

 

NearDeath, jak było obrzydliwe, to ja się mogę tylko cieszyć:-) dzięki i pozdrawiam

 

oidrin, dziękuję za lekturę i klika:-) właśnie rzecz w tym, że nie chciałam przesadzić z tymi obrzydliwościami, żeby nie wyszło po prostu śmiesznie. Następnym razem spróbuję dodać trochę oregano:-) pozdrawiam

 

Irka_Luz, nie no nie wierzę!:-) fajnie, że tekst wywołał takie emocje:-) dziękuję za lekturę i klika, pozdrawiam

To nie jest tak, że tekst nie wzbudził emocji ale komentarze, chyba większe. Bo jeśli odbierać lekturę bezpośrednio, a ja tak pierwotnie uczyniłem, to nie wycofuję się z przypraw i braku “czegoś”. Jeśli natomiast jest to parabola, której dopatruje się Irka, to Twój utwór podoba mi się znacznie mniej, bo jest mocno kobieco-szowinistyczny. A to jest tak samo złe jak męski szowinizm.

Peter Barton, absolutnie nie krytykuję w tym tekście mężczyzn! Pozdrawiam:-)

Dzięki za określenie się w tej kwestii ;)

To opowiesc o toksycznym zwiazku. Ona jest ofiara przemocy nie tylko psychicznej, ale zapewne tez fizycznej. Nie ma to nic wspolnego z szowinizmem. W odwrotna strone tez sie zdarza. Sorry mam teraz tylko komorke z niemiecka klawiatura.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ireczko, o toksycznych związkach możemy podebatować… długo. O ofiarach również. I zawsze można szukać drugiego i trzeciego dna ale i tak brakuje mi opisu kim jest “on”.

Uśmiecham i pozdrawiam

Przeczytałem Twoje opowiadanie, – bardzo starannie napisane, z dbałością o szczegóły. Nie czytałem nigdy nic z bizarro, ale w moim odczuciu ten tekst jest bardzo dobry.

Pozdrawiam.

Geeogrraaf, dziękuję za lekturę. Dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam

A ja to odebrałem jako alegorię przeobrażenia obrzydliwej larwy w pięknego i zwiewnego motyla. Tyle, że wrażenie to zepsuł mi finalny kościotrup :) Tak, że ostatecznie przychylam się do opcji Irki.

Opowiadanie napisane z pełną wyrazistością co świadczy o umiejętnościach warsztatowych. O obrzydliwościach też trzeba umieć pisać, choć nie wszyscy gustują w czytaniu :) Zatem klik się należy!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dobry tekst, czytało się płynnie i przyjemnie. Opowiadanie napisane dobrym, wyćwiczonym warsztatem.

Fajnie jak ktoś pracuje na swoim ciałem. Ale siłownia chyba jest mniej drastyczna :)

Cześć. Intrygująca scena, rozumiana dosłownie trochę jest niesmaczna, trochę straszna. Rozumiana metaforycznie traktuje (chyba?) o przemocy psychicznej i toksycznej relacji, a może o otyłości i braku akceptacji własnego / cudzego ciała, a może o asertywności…? Nie wiem, a może po trochu o wszystkim? Bardzo ładnie napisane od “strony technicznej” – chciałbym umieć tak pisać…

Czy to materiał na lekturę…? Nie wiem, chyba nie, nie ma w nim choćby jednego zdania traktującego o mesjanizmie narodu polskiego.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Tak po prawdzie, Olciatko, to chyba nie zrozumiałam, co miałaś nadzieję opowiedzieć.

Szort nie zniesmaczył mnie, albowiem po lekturze wielu opowiadań Fasolettiego, mało co może mnie zniesmaczyć. ;)

 

w na­dziei, że ta czyn­ność prze­nie­sie za­mie­rzo­ny efekt. ―> Literówka.

 

Po­je­dyn­cze włók­na zwi­sa­ły bez­wied­nie ni­czym białe nitki. ―> Pewnie miało być: Po­je­dyn­cze włók­na zwi­sa­ły bezwładnie ni­czym białe nitki.

Poznaj znaczenie słów: bezwiednie  i bezwładnie.

 

Po­chy­li­łam się do przo­du i pod­par­łam na obu rę­kach. ―> Po­chy­li­łam się do przo­du i opar­łam na obu rę­kach. Lub: Po­chy­li­łam się do przo­du i pod­par­łam obiema rękami.

Podpieramy się czymś, nie na czymś.

 

a na­stęp­nie po­cią­gnę­łam za łań­cuch. ―> …a na­stęp­nie po­cią­gnę­łam łań­cuch.

 

Brud­na, bor­do­wo-czer­wo­na maź… ―> Brud­na, bor­do­woczer­wo­na maź

 

Po­zby­łam się krę­pu­ją­ce­go cię­ża­ru. Sta­nę­łam przed lu­strem, w któ­rym w końcu do­strze­głam upra­gnio­ne kształ­ty. Zle­pek ni­czym już nie­skrę­po­wa­nych kości… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

tsole, dziękuję za komentarz i klika:-) 

A ja to odebrałem jako alegorię przeobrażenia obrzydliwej larwy w pięknego i zwiewnego motyla

a to ciekawe… czemu nie? pozdrawiam serdecznie

 

Texic, dziękuję za odwiedziny:-) pozdrawiam serdecznie

 

homar, ale na siłowni nie będzie takich szybkich efektów:-) dzięki, że wpadłeś:-)

 

krar85, tak, tekst jest chyba o wszystkim tym, co wymieniłeś (o otyłości jednak najmniej:-), a nawet jeszcze o czymś więcej…

chciałbym umieć tak pisać…

zarumieniłam się:-) to bardzo miłe, pozdrawiam

 

regulatorzy, błędy już poprawiam:-) też czytałam Fasolettiego, jemu to nie dorównam, wiem:-)

dzięki za lekturę, pozdrawiam

Bardzo dobre.

Świetna metafora toksycznego związku. To nie jest obrzydliwe, powiedziałbym raczej, że druzgocące. Tak się czasem zdarza, że jedna osoba jest w stanie stłamsić, sterroryzować i psychicznie zamęczyć tę drugą. Pod pozorem miłości ukryte się kompleksy i psychiczne dysfunkcje, ale najczęściej, moim zdaniem, u obu osób. Tak jak i w Twoim szorcie.

Śmiała wizja, ale dzięki temu znacznie bardziej wymowna. Można to było napisać zupełnie zwyczajnie, obyczajowo, ale opowiadanie byłoby wtedy jednym z wielu. A tak jest oryginalne i silne w przekazie. Pasowałoby do zbioru opowiadań na granicy oniryzmu i horroru.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darcon, to wszystko prawda. Właśnie o taki silny przekaz mi chodziło. Dziękuję za lekturę. 

pozdrawiam Cię serdecznie;-) 

Dobre, Olciatko, bo autentyczne, ale dla mnie przegadane przez przymiotniki i przysłówki. Pot, ślina, dyszenie też nie ułatwiły mi sprawy. Kąpiel nie może być kluczem, lecz lustro i reakcje innych, a tu jest ich niewiele. Mogłaby zaważyć historia, ale jej też nie ma. 

Żar gorącej wody i oparzenia nie są kluczem, bo jest nim umysł, żadnej krwi – nawet w płomieniach – być nie może, niestety. „Nieskrępowane kości” – nie.

Idea misię:-), natomiast przybliżenie – jak było, niekoniecznie. 

Czy było obrzydliwie? Dla mnie nie, może trochę w warstwie meta – tak, lecz tej konkretnej – zapisanej już „nie”.

 

A, Arnubisa, proszę o komentarz! :-)

 

PS. Przepraszam, że jestem na nie. Doceniam sprawność literacką – słowa, ale dla mnie musi stać za nimi prawda relacji, odniesień. Tu – dla mnie – jej nie ma. Czy bizzaro – raczej też nie. Poruszasz się w znanych kategoriach.

PS2. Duży mam kłopot , bo pisarsko niby ok, ale nie przekonywuje mnie. Fantasmagorie, choć w nich prawda tkwi, lecz ukryta, głęboko.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ogólnie mi się podobało i nie wyobrażam sobie, żeby można było traktować ten tekst dosłownie, bo bardzo szybko oderwał się od realnego świata, ale uważam, że dobrym chwytem byłoby, by jak najdłużej utzymywać czytelnika w zawieszeniu i niepewności, czy to się dzieje naprawdę, czy nie. 

Czy było obrzydliwe? Dla mnie nie. Brakowało w opisie realizmu, żeby było wstrząsające. 

"Chwyciłam za najgrubszy mięsień udowy i zaczęłam szarpać z całej siły.

Możnaby podać nazwę tego mięśnia, chodzi o czworogłowy uda jak sądzę.Chociaż oczywiście bohaterka mogła nie znać jego nazwy.

"nieokiełznaną zapalczywością wyrywałam krwistoczerwone mięso

Takie mięśnie są u argentyńskiego byka, a u tak otyłej osoby między włóknami mięśniowymi jest tak dużo tłuszczu, że conajwyżej jest różowe

"krwistoczerwone mięso

Uważam, że to błąd, że używasz naprzemiennie słowa mięsień i mięso. To nie są synonimy. Mięso to mięśnie przeznaczone do zjedzenia. Przez chwilę miałem przez to wrażenie, że ta kobieta chce siebie zjeść, bo zaraz po wejściu do wanny wspominała, że jest głodna.

"drapać pazurami po ciele

nie wydaje mi się, żeby pazury były synonimem paznokci, gdy czytałem to zdanie wyobraziłem sobie że trzyma w ręku pazury jakiegoś zwierzęcia, akurat przed oczami miałem szpony orła

 

Tak jak wszystkim brakowało mi jakiegoś celu. Może będzie to brutalne, ale opwiadanie opowiada o osobie, która weszła do wanny i zerwała z siebie tkanki miękkie, zostawiając szkielet dlatego, że jakiś facet zamęczał ją, żeby była szczupła.

 

Ja odebrałem ten tekst chyba odwrotnie niż inni. Ja tu dojrzałem przede wszystkim słabość, zaślepienie i głupotę kobiety, która dla faceta, którego nie kochała (wspomina tylko, że się go boi), który ją zdradza, siebie krzywdzi. W mojej interpretacji może tu nawet nie być związku. Facet to wymagania, którym ktoś nie potrafi sprostać. Po prostu ktoś nie widzi wyjścia (albo widzi wyjście głupie) w sytuacji gdy jest wiele innych opcji, a dzieje się tak, bo zanidbał siebie (i niekoniecznie fizycznie, ale w każdy inny sposób). 

Hej :)

 

Przeczytałem Twoje opowiadanie z zaciekawieniem. Ogólnie nie mój klimat, ale czytało się naprawdę dobrze.

Obrzydliwie nie było. Ale opisy są w mojej opinii na tyle plastyczne, że wzbudziły we mnie pewien rodzaj niepokoju. Więc teraz już wiesz, że jakieś emocje u mnie były :)

Odczytałem to w podobny sposób co Darcon. Wpaść w pułapkę cudzych oczekiwań jest łatwo, jeśli przyjmie się je za słuszne. Kobieta stara się im sprostać kosztem siebie, nie bacząc na jego obojętność. Ale czy ta końcowa scena, kiedy on stoi zadowolony z osiągnięcia finalnego efektu nie jest próbą buntu? Stała się taka jak chciał posłuszna jego pragnieniom i próbuje mrugnąć, choć on jej nie pozwolił. Wcześniej bała się mrugnąć bo mogła, a teraz boi się że nie jest już w stanie tego zrobić. Czyli nie bunt, ale bolesne uświadomienie sobie, że nie jest się już w stanie być tylko sobą. Hmm. Nie wiem czy się nie zapędziłem :)

 

Reasumując – podobało mi się :)

 

Uwaga techniczna:

 

Cała prawda o mnie znajdowała się tej niewielkiej, podłużnej wannie.

Zjadło ci “w” przed “tej”

 

Brudna, bordowoczerwona maź zaczęła znikać w odpływie, a wraz z nią wszystkie słabości i ograniczenia. Bezlitosny nurt porywał ambicje i pragnienia wprost do kanału. Dokładanie tam, gdzie trafiały najgorsze ścieki wyprodukowane przez człowieka.

Ostatnie zdanie, w moim odczuciu, osłabiło wymowę całego akapitu. Jest jakieś inne, nie wiem, może… zbyt trywialne/mało plastyczne/pozbawione alegorii? Pick one.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Asylum, nie przepraszaj:-) szanuję Twoje zdanie, nawet jeśli mój teks nie przypadł Ci do gustu. Dziękuję, że poświęciłaś czas na lekturę. Pozdrawiam serdecznie

 

BrunoSiak, dziękuję za lekturę i komentarz. Pozdrawiam

 

OuttaSewer, 

Ale czy ta końcowa scena, kiedy on stoi zadowolony z osiągnięcia finalnego efektu nie jest próbą buntu? Stała się taka jak chciał posłuszna jego pragnieniom i próbuje mrugnąć, choć on jej nie pozwolił. Wcześniej bała się mrugnąć bo mogła, a teraz boi się że nie jest już w stanie tego zrobić. Czyli nie bunt, ale bolesne uświadomienie sobie, że nie jest się już w stanie być tylko sobą. Hmm. Nie wiem czy się nie zapędziłem :)

Nie zapędziłeś się! :-) Mrugnięcie to bunt, czyli właśnie bycie sobą. Ostatecznie decyduje się dostosować do jego oczekiwań i zatraca siebie. Nie może się zbuntować, bo już jej nie ma. Jest odbiciem jego pragnień. Fajnie, że to tak odczytałeś:-)

pozdrawiam serdecznie

Mnie się podobało. Interpretuję Twój tekst nie tylko jako metaforę toksycznej relacji, lecz także mocny komentarz do oczekiwań, które (niezależnie od płci) stawia nam społeczeństwo.

Obdarcie się aż do kości… zastanawiałam się, czy nie poruszasz tematu zaburzeń odżywiania.

Brakowało mi trochę rozbudowania pewnych kwestii, by móc przybliżyć się do Twojej wizji zbudowanego świata. Jest dobrze, ale jednak odczuwam niedosyt. 

Pozdrawiam :)

Rossa,

oczekiwań, które (niezależnie od płci) stawia nam społeczeństwo.

jak najbardziej tak! Jednak nie miałam na myśli tematu zaburzeń odżywiania. 

 dziękuję za lekturę:-) pozdrawiam

Fajnie, że to tak odczytałeś:-)

Cieszę się że nie nadinterpretowałem :)

 

Known some call is air am

Dobrze, że czytałem przed obiadem.:-) Bardzo starannie napisane i pole do interpretacji szerokie. W tym przypadku to dobrze. Pewnie każdy ma mniej lub bardziej ukrytą niedoskonałość i znajdzie ją w tym tekście.

ManeTekelFares, dziękuję za lekturę i komentarz. Pozdrawiam

Obrzydliwe, nieobrzydliwe,. nieważne, bo dobrze napisane :) Podobnie jak Tsole i Darcon odbieram tekst mocno metaforycznie. Plus za plastyczne i wyraziste opisy.

Nie mogą napisać, ze czytałam z “przyjemnością” , ale jestem zadowolona z lektury. Fajnie, że eksperymentujesz :)

Ode mnie ostatni kliczek :)

Katia72, bardzo.się cieszę, że jesteś zadowolona z lektury. Dziękuję za komentarz i klika:-) pozdrawiam

Dobrze napisane i wstrząsnęło mną nieco. Nie na takie rozwiązanie pozbycia się “tłuszczu” liczyłam. Gdyby nie końcowe problemy techniczne bohaterki – niemożność ruchu – znalazłaby by pewnie naśladowczynie. Oczywiście, nie popieram. Najgorsze co może być, to niezdrowa relacja – z kimś – i relacja z sobą. 

Pozdrawiam

Nigdy się nie poddawać

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Zielonka, Anet,

dziękuję za lekturę:-) pozdrawiam serdecznie:-)

Veni, legi. Jak dla mnie jest to bardzo sprawnie napisane, z lekkim odchyłem w stronę bizarro, opowiadanie z serii “opis choroby ubrany w fantastyczny kostium”, ale jednak przede wszystkim tekst o anoreksji. Zasadniczo wątpiłabym w istnienie “mężczyzny” – dla mnie ta druga postać to raczej personifikacja choroby.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaina, dziękuję za lekturę. Tekst o anoreksji? Czemu nie! Pozdrawiam serdecznie

Hej! Opowiadanie zebrało bardzo dobre recenzje i bez wątpienia zasłużone, ponieważ temat (anoreksja?) poruszony niebanalnie i bardzo obrazowo, chociaż… mężczyzna w opowiadaniu jest mi zbędny. Według mnie lepszy miałoby wydźwięk, jakby to dziewczyna sama sobie mówiła, że jest zbyt niedoskonała “bo coś”. A może, żeby to odbicie do niej mówiło? Na koniec też przyłożyłbym akcent na to, że nie ważne jak byłaby chuda, to i tak choroba kazałaby jej chudnąć: czyli jakieś ostatnie zdanie, gdzie dostrzega jeszcze kilka włókien do zerwania czy coś, by uczynić te satysfakcję jedynie chwilową. Dobra, narzekam.

Temat zrealizowany nietuzinkowo, a przy tym w sposób, który porusza, choć w moim przypadku to nie było chyba najbardziej fortunne poruszenie, bo mnie dosłownie obrzydził. Nie byłem w stanie czytać opowiadania z przyjemnością i z ulgą przyjąłem jego długość, ale kurczę, to jest dopiero koncept, napisać cos o poważnym problemie, napisać to dobrze i jednocześnie tak, by czytanie wywoływało nieprzyjemne uczucie. Pasowało to do tekstu i sprawdziło się w krótkiej formie… dłuższej bym chyba nie wytrzymał. ;)

Swoją droga tekst nadawałby się na Granice Nieskończoności, szkoda, że opublikowałaś go już po konkursie.

Gekikaro mój drogi, rzecz jest w tym, że pisząc to opowiadanie, nie mialam na myśli anoreksji. Jesteś kolejną osobą, która odbiera je w ten sposób, i rzeczywiście jest napisane w sposób, który mógłby sugerować takie wnioski, absolutnie tego nie neguję. Cieszę się, że mój tekst budzi tyle refleksji. Jednak Darcon, Irka_luz i Outta Sewer odczytali bezbłędnie to, co miałam na myśli. Związek, w którym to jedna osoba za wszelką cenę chce zmienić tę drugą. Zmienić jej wnętrze, nie ciało. Mrugnięcie to umiejętność bycia sobą. Ona ją w końcu zatraca. Zmienia się dla niego i nie potrafi już odnaleźć swojej tożsamości, tego co ją określało. Ponadto chciałam spróbować swoich sił w bizarro, napisać coś obrzydliwego, ale żeby to miało większy sens:-) jeśli mi się udało, to jestem ukontentowana:-) dziękuję i pozdrawiam serdecznie

Nie wiem czy nadawałby się na konkurs, to wilk-zimowy musiałby ocenić:-)

Twój styl napisania tego opowiadania bardzo mi się podoba, ale pisząc “chciałbym umieć tak pisać” miałem na myśli głównie mój własny brak kunszty. Czytam kolejne opowiadania i widzę coraz większą przepaść ;-) Ale pracuję, powoli, poprawiam, pewnie niedługo coś wrzucę…

Pozwolę się jeszcze raz wtrącić. Przeczytałem pobieżnie jeszcze raz, i przebrnąłem przez komentarze, i mam trochę inne zdanie, niż: “Związek, w którym to jedna osoba za wszelką cenę chce zmienić tę drugą.” (Pewnie dlatego, że patrzę z perspektywy faceta, złego w tym przypadku)

Widzę tu mężczyznę, który mówi kobiecie, że jej wygląd jest nie do zaakceptowania, i tyle, oraz kobietę, która bezrefleksyjnie, posłusznie i rozpaczliwie stara się spełnić jego… no właśnie, jego co? Potrzebę, zachciankę, poczucie kontroli. Zero komunikacji, brak wzajemnego zainteresowania, przekaz informacji za pomocą niedomówień… To mi wygląda trochę na rozpaczliwe szukanie akceptacji i relacji, bez względu na cenę, bez bilansowania zysków i strat, co w połączeniu ze złym wyborem partnera kończy się istnym bizarro (w życiu niestety czasem też)

Ale opowiadanie super!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Krar85, dziękuję za tak wnikliwą analizę:-) wrzucaj, wrzucaj, przeczytam. Pozdrawiam

Ja też się podepnę pod Olciatkę. Jak coś wrzucisz to bij jak w dym, jeśli będziesz chciał betę, postaram się pomóc :) Pozdrawiam Q

Known some call is air am

Przybyłam, przyciągnięta lipcowym wskazaniem w wątku z nominacjami.

Jak na bizarro za mało obrzydliwe, na mój gust. I ja odczytuję to jako metaforę, a nie zamierzoną obrzydliwość, a tym właśnie byłoby bizarro. Nie wiem, czego to metafora, bo interpretacje mogą być różne, ja tu odczytuję raczej jakieś zaburzenie psychiczne niż toksyczny związek. Na dobrą sprawę jednak nie zostałam poruszona. Widzę tu potencjał, widzę iskrę, która mogłaby mocno się rozpalić… ale się nie rozpaliła, przynajmniej dla mnie. Szort jest dobry, ale nic więcej, nie zostanie mi w pamięci.

Miejscami przeszkadzał mi nadmiar przymiotników, dwa czy trzy razy potknęłam się o interpunkcję.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ok. Jest pomysł. Jest i przesłanie – bo tekst brutalnie mówi o konsekwencjach próby dostosowania się i tym, czym kończy się poddanie dominacji i wyzbycie własnego ja. Z tym takim dziwnym, bizzarowym odpowiednikiem happy endu, który w ogóle nie jest happy, bo i bohaterka w ogóle już nie ma własnej woli i inicjatywy.

Niestety realizacja nie przykuwa uwagi i nie buduje emocji, ani napięcia – przynajmniej nie w moim odbiorze. Zrobiłaś podbudowanie pod uderzenie w czytelnika, zrobiłaś otoczkę tego uderzenia, wszystko jest na miejscu, a jednak samego uderzenia w czytelnika brakło.

Ale też i temat trudny do realizacji, w dodatku zbyt często społecznie przemilczany, więc brawa za samą próbę jego podjęcia.

 

" Dotarcie do wanny"

Nadmiarowa spacja przed akapitem.

 

 

joseheim, dzięki za lekturę i komentarz:-) pozdrawiam

wilk-zimowy, szkoda, że tekst nie wywołał u Ciebie emocji:-( byłam przekonana, że mój eksperyment z bizarro albo wyjdzie świetnie, albo okaże się klapą, a tu jednak wyszło tak sobie:-) 

dzięki za komentarz, pozdrawiam

Nowa Fantastyka