- Opowiadanie: fishandchips - Piąte

Piąte

Właściwie nie jest to horror, ale coś z kategorii thriller/kryminał, może. Nie widzę innej opcji zgatunkowania tekstu.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Piąte

Teresa wrzuciła niewielką torbę na tył samochodu, a sama usiadła obok kierowcy. Mężczyzna włączył licznik.

– Do najbliższej biblioteki.

Taksówkarz czekał.

– Pasy, no tak, zapomniałam. Przepraszam, ale dawno nie… Sam pan wie.

– Płatne z góry – odpowiedział.

– Zmieniły się przepisy?

– Przepisy zawsze takie były, pod tym adresem oczywiście. Dużo wychodzących z odsiadki, nawet na oddziale zamkniętym, jest bez grosza przy dupie. Rozumie pani.

– Ile się należy?

– Jedenaście złotych.

Teresa wyciągnęła pieniądze z portmonetki i wręczyła je taksówkarzowi. Mężczyzna wrzucił jedynkę i powoli ruszył.

– Święty Krzysztof. Jest pan wierzący? – powiedziała, sięgając po medalik wiszący przy lusterku. Spotkała się jednak z milczeniem, zupełnie, jakby rozmowa z osobą po odsiadce miała go zdeprawować. – Mogę mieć prośbę? Czy mogę odwrócić medalion na drugą stronę?

Teresa znów nie usłyszała odpowiedzi, ale wzięła to za dobrą monetę i przekręciła dewocjonalia. Taksówkarz, nie patrząc na nią, odwrócił je z powrotem.

– Nie jest pani wierząca. Wcale mnie to nie dziwi ze względu na okoliczności. Albo raczej nie dziwię się, że pani, jako niewierząca, znalazła się w takich okolicznościach.

– W takich, czyli w jakich?

– Jesteśmy na miejscu. Na liczniku wyszło dwanaście pięćdziesiąt, więc proszę dopłacić złoty pięćdziesiąt.

Teresa sięgnęła do portmonetki i wyłuskała kolejne drobne. Zabrała podniszczoną, wysłużoną torbę i trzasnęła drzwiami. Stanęła przed gmachem biblioteki i obserwowała, jak wychodzą z niej studenci. Na oddziale zamkniętym były wyłącznie harlequiny, ponieważ uważano, że pacjenci powinni czytać tylko lekkie książki ze szczęśliwym zakończeniem. Przez ten długi czas w zamknięciu zatęskniła do ulubionej filozoficznej lektury i reportaży. O tak, Teresa zawsze lubiła je czytać. Sama pochodziła z ubogiej rodziny i nigdy nie podróżowała. Pierwszy raz nad Bałtyk pojechała zaraz po maturze. Wtedy wiedziała, że już nie będzie jej dane zwiedzać i pochłonęły ją właśnie reportaże. To był jej sposób na poznawanie świata, różnych kultur, zwyczajów i religii, ale także ludzkich tragedii.

***

Przechodziła wzdłuż regału z reportażem i gładziła grzbiety książek. Miała ochotę pochłonąć je wszystkie, ale życie nauczyło ją pokory. Musi dać sobie czas na nadrobienie zaległości, nowości wydawniczych i klasyki, której w całości jeszcze nie przerobiła. Miała świadomość, że dużo ją ominęło, ale lata spędzone trochę w samotności, a trochę w towarzystwie ludzi obłąkanych i udających obłąkanych pozwoliły jej nabrać dystans i nawiązać dialog ze sobą. Do tej pory, czyli dnia, w której skazali ją na odsiadkę i uznali na obłąkaną, siebie stawiała na ostatnim miejscu. Wszystko, co dotąd robiła, robiła dla kogoś. Dla matki, nauczyciela, sąsiadki, Boga. Po katolicku nadstawiała drugi policzek, a gdy znalazła się w potrzebie, wszyscy się od niej odwrócili. Miała wystarczająco dużo czasu na przemyślenia, które zaprowadziły ją do biblioteki. Nie zapomniała, po co tu przyszła. W pierwszej kolejności chciała dowiedzieć się, co prasa sądziła na jej temat. Wypisała rewers na archiwalne numery codzienników i czekała na zrealizowanie go.

Przeglądała różne tytuły z 1999 roku, Rzeczpospolitą, Wyborczą, Fakt, Superexpres, a nawet Tygodnik Powszechny, Neewsweek i Politykę. Nie doczytywała artykułów, przerabiała je wyrywkowo. Utkwiły jej w pamięci nagłówki: zakonnica, która zabiła, szalona zakonnica zmasakrowała człowieka, zakonnica dopuściła się bestialskiego mordu. Co kryje habit? Historia obłąkanej zakonnicy. Sądziła, że jest gotowa zmierzyć się z opinią publiczną. Skoro rodzina i zakon wykluczyli ją, czego miała spodziewać się po społeczeństwie? Mimo wszystko wierzyła w to, że ktoś zbada tę sprawę. Nic nie zwróciłoby jej dwudziestu lat za kratami, ale potrzebowała choćby wiary w tak trudnym dla niej czasie.

Siedziała w bibliotece do zamknięcia. Pochłonęła ją lektura czasopism. Wypisywała rewersy na kolejne numery i śledziła, co działo się w polityce w przeciągu ostatnich dwóch lat. Świat zapomniał o zbrodni, ale nie zapomniał o niej ani zakon, ani rodzina, ani dawni sąsiedzi, z którymi dorastała. Została na lodzie. Tylko biblioteka oferowała schronienie przed zimnem. W końcu jednak wybiła dwudziesta i musiała opuścić budynek. Zabrała torbę z szatni i przeszła się po Poznaniu, którego nie znała. Musiała znaleźć schronienie.

 

***

Obudziła się zmarznięta. Kurtka, którą się przykryła, zniknęła. Był dopiero wrzesień, ale dosyć chłodny jak na tę porę roku. Torba leżąca obok głowy była otwarta. Nie było części ubrań, paczki kabanosów, którą kupiło jej pewne małżeństwo na rynku. Opuszczony budynek wydawał się tak samo mroczny jak późnym wieczorem. Na ziemi mnożyły się butelki po piwach, wódce i Amarenie. Została sama.

Teresa wychowywała się w pobożnej rodzinie we wsi na Suwalszczyźnie. Od małego poznawała Biblię. Mama czytała jej na dobranoc wydanie dla dzieci i wspólnie oglądały obrazki. W szkole nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nie była orłem ani z polskiego, ani z matematyki, jedynie z religii i geografii przynosiła dobre oceny. Gdy przyszło jej zdecydować o przyszłości, nie miała szerokiego pola wyboru. Spędziła noc na rozmowie z matką, która namówiła ją do wstąpienia do zakonu. Jako posłuszna córka nie potrafiła odmówić. W pewnym momencie sama uznała, że to najrozsądniejsze wyjście dla wszystkich. Za to babcia była w siódmym niebie, bo zawsze sądziła, że dobrze mieć w rodzinie, jeśli nie księdza, to chociaż zakonnicę.

Pierwsze lata w klasztorze nie były pomyślne. Sądziła, że spędzi je w większej części na modlitwie, ale poza nią musiała przyswajać dużo wiedzy. Brakowało jej czasu dla siebie. W klasztornej bibliotece znajdowały się ściśle wyselekcjonowane książki, a Teresa pragnęła swobody czytelniczej. Wszystkie pozycje musiały być zgodne z ideami katolickimi. To za mało dla kobiety zadającej pytana i szukającej odpowiedzi. Jeśli nie w książkach, to gdzie je znaleźć?

Przed snem czasami myślała o tym, że popełniła błąd. Trzymała w dłoniach różaniec i gładziła jego koraliki. Wierzyła w Boga, lubiła się modlić, ale nie miała w sobie wystarczająco dużo pasji, która czyniłaby z niej prawdziwą służebnicę Bożą. Czuła się zagubiona, w ciążeńskim zakonie, niedaleko biblioteki masońskiej.

Wciąż marzyła o podróżach. Chciała wyjechać na misję do Afryki, ale siostra przełożona nie wyraziła zgody. Surowe zasady panujące w klasztorze zaczęły ją szybko przytłaczać. Wieczorami klękała w kaplicy i prosiła Boga o pomoc. O poradę. O jakiś znak.

 

***

Teresa zabrała na wpół opróżnioną torbę i wyszła z opuszczonego budynku pełnego potłuczonego szkła. Co rusz coś pękało pod trampkami. Kilkadziesiąt minut później znowu stanęła przed gmachem biblioteki. Tak bardzo różniła się pod względem wyposażenia od klasztornych zbiorów. Mogła tu swobodnie poczytać o czymkolwiek, poznać odmienne religie. Sięgała po książki o buddyzmie, prawosławiu, ale gdy to robiła, czuła się, jakby znów łamała zasady. Odwracała się, sądząc, że ktoś nakryje ją na zbrodni. Nikt nie patrzył. O tej godzinie kręciły się wyłącznie bibliotekarki odkładające książki czytelników na miejsce.

Po wyrywkowej lekturze kilku pozycji Teresa weszła do czytelni czasopism. Tym razem nie wiedziała, czego dokładanie szukać. Znowu sięgnęła po gazety z 1999 roku i wpatrywała się w brutalne tytuły. Jej sprawa była swego czasu głośna, szczególnie wśród lewicowych dziennikarzy, którzy starali się udowodnić, że pod habitem kryje się wiele zła. Zmieniło się to zwłaszcza na przestrzeni kilku ostatnich lat. Wtedy zaczęto pisać o aferach pedofilskich wśród księży.

Do sali wszedł chłopak. Młody wiek sugerował, że musiał właśnie przebywać na wagarach. Usiadł przed komputerem i odpalił strzelankę. Teresa poprosiła go o pomoc. Sama nie potrafiła korzystać z internetu, ale dziewczyny poznane na oddziale zawsze mówiły, że to niezgłębiona kopalnia wiedzy. Zdiagnozowano ją jako osobowość psychotyczną, głównie na podstawie urojeń. Czy to znaczy, że cierpi na schizofrenię? W szpitalu nikt nie chciał powiedzieć, jakie leki przyjmuje. Pielęgniarki odsyłały z pytaniami do lekarzy, a psychiatrzy utrzymywali, że, w trosce o przebieg leczenia, muszą zachować to w tajemnicy. Przy wyjściu dowiedziała się, że przyjmuje haloperdiol, olanzapinę i kwetiapinę, a właściwie przyjmowała. Pigułki otępiały, powodowały senność i zwiększały apetyt, który nie był jej potrzebny w czasie tymczasowej bezdomności.

 

***

Kiedyś Teresa była osobą, która ratowała bezdomnych od głodu. Tym razem to ona prosiła o coś do jedzenia i drobne na bilet. W końcu uzbierała na podróż do Ciążenia, gdzie mieścił się jej zakon. Wierzyła jeszcze w ludzi, z którymi spędziła kilka lat w klasztorze. Minęło dużo czasu od dramatycznych wydarzeń, zwiększył się dostęp do źródeł, tak samo jak wzrosła świadomość społeczna. Czuła ucisk w żołądku na myśl o rozmowie.

Drzwi do klasztoru były jak zawsze otwarte. Doskonale pamiętała drogę do kaplicy, swojej sali i biura siostry przełożonej. Tam udała się w pierwszej kolejności.

– Szczęść Boże. Irena?

– Szczęść Boże. W czym pomóc? – odpowiedziała, przekładając dokumenty na drugi stos. Niegdyś przyjaźniły się, razem przyjmowały święcenia. Zwierzały się z własnych wątpliwości, rozmawiały o słabościach. Obie wstąpiły do klasztoru w bardzo młodym wieku i pewnie dlatego zadawały wiele pytań. Jeśli ktokolwiek mógłby ją zrozumieć to właśnie siostra Irena.

– Teresa. Teresa Wilczyńska.

W tym momencie zdezaktualizowały się wszystkie formułki, które układała w pociągu. Liczyła choćby na drgnięcie w kąciku ust, iskierkę w oku, ale zakonnica pozostała niewzruszona.

– Chcesz się wyspowiadać?

– Właściwie to nie. Nie od razu. Przyszłam porozmawiać. Nie wiem, czy chcę wrócić do klasztoru.

– Żal za grzechy jest? – spytała tak szorstko, jakby przeprowadzała urzędową rozmowę, którą zaraz musi przenieść do rubryk i tabeli.

– Chodzi o to, że nie ja zabiłam.

– Dwadzieścia lat leczenia nie przemówiło do twojego sumienia? Siostra Albina miała pociętą twarz, wyszarpany pentagram na plecach. Miałaś krew na rękach, na nożu wyłącznie twoje odciski palców. Policja dokładnie zbadała sprawę. Zbezcześciłaś nasz spokój. Długo usuwałyśmy krew, robiłyśmy nocne czuwania, żeby pozbyć się satanistycznej aury. Musiałyśmy remontować kaplicę. Dużo nas to kosztowało.

Teresa składała już szczegółowe zeznania poprzedniej siostrze przełożonej i policji. Przesłuchiwano ją kilka dni w pomieszczeniu bez okien, bez jedzenia i wody. Nie wiedziała, który jest dzień, nie znała godziny. Pozwalano jej tylko czasem oprzeć głowę o blat i zdrzemnąć się. Nie chcieli jej wypuścić, dopóki nie przyzna się do zbrodni. W tym czasie jednak złapano innego kryminalistę i zabrakło sali do przesłuchań. Teresę skierowali na konsultację psychiatryczną i postawiono przed sąd.

Odkąd przekroczyła próg klasztoru, wspomnienia zaczęły powracać. Widziała siostrę Albinę, wycofaną, stojącą na uboczu, nie angażującą się bardziej, niż to konieczne. Teresa czasem widziała w nocy, jak maluje węglem i chowa rysunki pod poduszką. Z ciekawości zajrzała tam i zobaczyła mroczne ilustracje z wieloma symbolami wplecionymi w metaforyczne motywy. Trudno powiedzieć, co dokładnie przedstawiały. Były na wskroś tajemnicze, wpędzające odbiorcę w obłęd. Teresa obsesyjnie o nich myślała. Codziennie spóźniała się na śniadanie tylko po to, żeby zostać sama w pokoju i móc wgapiać się w bohomazy. Nie miała odwagi porozmawiać z siostrą Albiną o jej nocnej twórczości. Nawet w takim miejscu jak klasztor istnieje jakaś prywatna sfera, którą naruszyła.

Od tamtej pory Teresa uważnie obserwowała Albinę. Wchodziła za nią do biblioteki i do kaplicy, ale w jej obecności siostra przestawała się modlić. Po prostu klęczała i patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. Przy wspólnym śpiewaniu nie udzielała się. Ruszała tylko ustami i udawała, że chwali Pana w pieśniach religijnych. Po latach posługi u każdego pojawia się moment zwątpienia. Zarówno księża, jak i zakonnice rozmawiają o nim, wspierają się podczas trudnego czasu, a czasami kapłani więcej czasu spędzają na samotnych rozmowach z Bogiem. Teresa również przeżywała chwile wahania, widziała, jak znoszą je inne siostry, ale zachowanie Albiny zupełnie odbiegało od normy. Nie zadawała pytań, nie szukała odpowiedzi, po prostu kroczek po kroczku wycofywała się z życia służebnego.

To stało się we wtorek, w czasie postu. Teresa weszła do kaplicy, nie wiedząc, że Albina jest w środku. Klęczała przed ołtarzem, jest szept był tak szybki, że nie sposób było rozpoznać modlitwy. Z oczu płynęły jej łzy. Nie jedna czy dwie, ale cały strumień, który wpadał do ust. Teresa przyklękła na równiej linii, złożyła ręce do modlitwy, ale zanim zdążyła zacząć formułkę, poczuła mocny ucisk za przegub. Oczy Albiny z zielonych zmieniły się w żółte, a źrenice były tak duże jak po narkotykach.

– Zabij mnie, proszę – powiedziała błagalnym głosem.

– Dlaczego? Nie mogę, ja…

– Zabij, póki nie jest za późno.

Albina zaczęła odpinać habit i pokazała plecy. Spływała z nich krew. Teresa otarła ją i spojrzała na rany, które układają się w pentagram.

– Kto ci to zrobił?

– On.

Teresa chciała wybiec po siostrę przełożoną, ale drzwi kaplicy były zamknięte. Krzyż wiszący na ołtarzu odwrócił się do góry nogami, zawiał mroźny wiatr, który rzucił Albinę na ziemię.

– Zabij, póki nie jest za późno – powtarzała. Wyciągnęła nóż, który zabrała z kuchni i oddała go w ręce drugiej siostry.

Teresa modliła się o znak i oto go otrzymała, ale nie sądziła, że stanie się to w tak tragicznych okolicznościach. Trzymała w ręce nóż, choć wiedziała, że nie zabije. Piąte przykazanie. Gdyby tak siostra przełożona pozwalała szukać odpowiedzi na nurtujące pytania, gdyby biblioteka była bardziej wyposażona, może wiedziałaby, jak należy postąpić.

To stało się tak szybko. Ciało Albiny zaczęło się wywijać we wszystkie strony, słychać było dźwięk łamanych kości. Wszystkie witraże popękały, a potłuczone szkło pokryło ciało siostry.

– Zabij – krzyczała dalej.

Teresa widziała swoje odbicie w ostrzu noża. Jej oczy także zrobiły się żółte. Widziała uśmiech, którego w rzeczywistości nie miała na twarzy. Nie wie, jak to się stało. Zupełnie, jakby ktoś przejął nad nią władzę. Potem poczuła ciepłą ciecz opływającą jej ręce, krew przedostała się do nosa, ust. Drzwi kaplicy otworzyły się, weszła siostra przełożona na cowieczorną modlitwę i ujrzała Teresę z nożem w ręce, nad ciałem siostry Albiny.

– Czy znalazłyście rysunki Albiny? Były pod poduszką, musiała je gdzieś schować – ciągnęła dalej rozmowę z siostrą przełożoną.

– Policja przeszukała cały klasztor. Żadnych rysunków. Jesteś chora, to wszystko wydarzyło się w twojej wyobraźni. Wyspowiadaj się, przyjmij pokutę za najcięższy grzech.

– Nie mogę – odpowiedziała Teresa i wyszła. W drzwiach kaplicy ujrzała swoje odbicie. Przeraźliwie żółte, świdrujące spojrzenie.

ka oferowała schronienie przed zimnem. W końcu jednak wybiła dwudziesta i musiała opuścić budynek. Zabrała torbę z szatni i przeszła się po Poznaniu, którego nie znała. Musiała znaleźć schronienie.

 

***

Obudziła się zmarznięta. Kurtka, którą się przykryła, zniknęła. Był dopiero wrzesień, ale dosyć chłodny jak na tę porę roku. Torba leżąca obok głowy była otwarta. Nie było części ubrań, paczki kabanosów, którą kupiło jej pewne małżeństwo na rynku. Opuszczony budynek wydawał się tak samo mroczny jak późnym wieczorem. Na ziemi mnożyły się butelki po piwach, wódce i Amarenie. Została sama.

Teresa wychowywała się w pobożnej rodzinie we wsi na Suwalszczyźnie. Od małego poznawała Biblię. Mama czytała jej na dobranoc wydanie dla dzieci i wspólnie oglądały obrazki. W szkole nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nie była orłem ani z polskiego, ani z matematyki, jedynie z religii i geografii przynosiła dobre oceny. Gdy przyszło jej zdecydować o przyszłości, nie miała szerokiego pola wyboru. Spędziła noc na rozmowie z matką, która namówiła ją do wstąpienia do zakonu. Jako posłuszna córka nie potrafiła odmówić. W pewnym momencie sama uznała, że to najrozsądniejsze wyjście dla wszystkich. Za to babcia była w siódmym niebie, bo zawsze sądziła, że dobrze mieć w rodzinie, jeśli nie księdza, to chociaż zakonnicę.

Pierwsze lata w klasztorze nie były pomyślne. Sądziła, że spędzi je w większej części na modlitwie, ale poza nią musiała przyswajać dużo wiedzy. Brakowało jej czasu dla siebie. W klasztornej bibliotece znajdowały się ściśle wyselekcjonowane książki, a Teresa pragnęła swobody czytelniczej. Wszystkie pozycje musiały być zgodne z ideami katolickimi. To za mało dla kobiety zadającej pytana i szukającej odpowiedzi. Jeśli nie w książkach, to gdzie je znaleźć?

Przed snem czasami myślała o tym, że popełniła błąd. Trzymała w dłoniach różaniec i gładziła jego koraliki. Wierzyła w Boga, lubiła się modlić, ale nie miała w sobie wystarczająco dużo pasji, która czyniłaby z niej prawdziwą kapłankę. Czuła się zagubiona, w ciążeńskim zakonie, niedaleko biblioteki masońskiej.

Wciąż marzyła o podróżach. Chciała wyjechać na misję do Afryki, ale siostra przełożona nie wyraziła zgody. Surowe zasady panujące w klasztorze zaczęły ją szybko przytłaczać. Wieczorami klękała w kaplicy i prosiła Boga o pomoc. O poradę. O jakiś znak.

 

***

Teresa zabrała na wpół opróżnioną torbę i wyszła z opuszczonego budynku pełnego potłuczonego szkła. Co rusz coś pękało pod trampkami. Kilkadziesiąt minut później znowu stanęła przed gmachem biblioteki. Tak bardzo różniła się pod względem wyposażenia od klasztornych zbiorów. Mogła tu swobodnie poczytać o czymkolwiek, poznać odmienne religie. Sięgała po książki o buddyzmie, prawosławiu, ale gdy to robiła, czuła się, jakby znów łamała zasady. Odwracała się, sądząc, że ktoś nakryje ją na zbrodni. Nikt nie patrzył. O tej godzinie kręciły się wyłącznie bibliotekarki odkładające książki czytelników na miejsce.

Po wyrywkowej lekturze kilku pozycji Teresa weszła do czytelni czasopism. Tym razem nie wiedziała, czego dokładanie szukać. Znowu sięgnęła po gazety z 1999 roku i wpatrywała się w brutalne tytuły. Jej sprawa była swego czasu głośna, szczególnie wśród lewicowych dziennikarzy, którzy starali się udowodnić, że pod habitem kryje się wiele zła. Zmieniło się to zwłaszcza na przestrzeni kilku ostatnich lat. Wtedy zaczęto pisać o aferach pedofilskich wśród księży.

Do sali wszedł chłopak. Młody wiek sugerował, że musiał właśnie przebywać na wagarach. Usiadł przed komputerem i odpalił strzelankę. Teresa poprosiła go o pomoc. Sama nie potrafiła korzystać z internetu, ale dziewczyny poznane na oddziale zawsze mówiły, że to niezgłębiona kopalnia wiedzy. Zdiagnozowano ją jako osobowość psychotyczną, głównie na podstawie urojeń. Czy leczono ją na schizofrenię? W szpitalu nikt nie chciał powiedzieć, jakie leki przyjmuje. Pielęgniarki odsyłały z pytaniami do lekarzy, a psychiatrzy utrzymywali, że, w trosce o przebieg leczenia, muszą zachować to w tajemnicy. Przy wyjściu dowiedziała się, że przyjmuje haloperdiol, olanzapinę i kwetiapinę, a właściwie przyjmowała. Pigułki otępiały, powodowały senność i zwiększały apetyt, który nie był jej potrzebny w czasie tymczasowej bezdomności.

 

***

Kiedyś Teresa była osobą, która ratowała bezdomnych od głodu. Tym razem to ona prosiła o coś do jedzenia i drobne na bilet. W końcu uzbierała na podróż do Ciążenia, gdzie mieścił się jej zakon. Wierzyła jeszcze w ludzi, z którymi spędziła kilka lat w klasztorze. Minęło dużo czasu od dramatycznych wydarzeń, zwiększył się dostęp do źródeł, tak samo jak wzrosła świadomość społeczna. Czuła ucisk w żołądku na myśl o rozmowie.

Drzwi do klasztoru były jak zawsze otwarte. Doskonale pamiętała drogę do kaplicy, swojej sali i biura siostry przełożonej. Tam udała się w pierwszej kolejności.

– Szczęść Boże. Irena?

– Szczęść Boże. W czym pomóc? – odpowiedziała, przekładając dokumenty na drugi stos. Niegdyś przyjaźniły się, razem przyjmowały święcenia. Zwierzały się z własnych wątpliwości, rozmawiały o słabościach. Obie wstąpiły do klasztoru w bardzo młodym wieku i pewnie dlatego zadawały wiele pytań. Jeśli ktokolwiek mógłby ją zrozumieć to właśnie siostra Irena.

– Teresa. Teresa Wilczyńska.

W tym momencie zdezaktualizowały się wszystkie formułki, które układała w pociągu. Liczyła choćby na drgnięcie w kąciku ust, iskierkę w oku, ale zakonnica pozostała niewzruszona.

– Chcesz się wyspowiadać?

– Właściwie to nie. Nie od razu. Przyszłam porozmawiać. Nie wiem, czy chcę wrócić do klasztoru.

– Żal za grzechy jest? – spytała tak szorstko, jakby przeprowadzała urzędową rozmowę, którą zaraz musi przenieść do rubryk i tabeli.

– Chodzi o to, że nie ja zabiłam.

– Dwadzieścia lat leczenia nie przemówiło do twojego sumienia? Siostra Albina miała pociętą twarz, wyszarpany pentagram na plecach. Miałaś krew na rękach, na nożu wyłącznie twoje odciski palców. Policja dokładnie zbadała sprawę. Zbezcześciłaś nasz spokój. Długo usuwałyśmy krew, robiłyśmy nocne czuwania, żeby pozbyć się satanistycznej aury. Musiałyśmy remontować kaplicę. Dużo nas to kosztowało.

Teresa składała już szczegółowe zeznania poprzedniej siostrze przełożonej i policji. Przesłuchiwano ją kilka dni w pomieszczeniu bez okien, bez jedzenia i wody. Nie wiedziała, który jest dzień, nie znała godziny. Pozwalano jej tylko czasem oprzeć głowę o blat i zdrzemnąć się. Nie chcieli jej wypuścić, dopóki nie przyzna się do zbrodni. W tym czasie jednak złapano innego kryminalistę i zabrakło sali do przesłuchań. Teresę skierowali na konsultację psychiatryczną i postawiono przed sąd.

Odkąd przekroczyła próg klasztoru, wspomnienia zaczęły powracać. Widziała siostrę Albinę, wycofaną, stojącą na uboczu, nie angażującą się bardziej, niż to konieczne. Teresa czasem widziała w nocy, jak maluje węglem i chowa rysunki pod poduszką. Z ciekawości zajrzała tam i zobaczyła mroczne ilustracje z wieloma symbolami wplecionymi w metaforyczne motywy. Trudno powiedzieć, co dokładnie przedstawiały. Były na wskroś tajemnicze, wpędzające odbiorcę w obłęd. Teresa obsesyjnie o nich myślała. Codziennie spóźniała się na śniadanie tylko po to, żeby zostać sama w pokoju i móc wgapiać się w bohomazy. Nie miała odwagi porozmawiać z siostrą Albiną o jej nocnej twórczości. Nawet w takim miejscu jak klasztor istnieje jakaś prywatna sfera, którą naruszyła.

Od tamtej pory Teresa uważnie obserwowała Albinę. Wchodziła za nią do biblioteki i do kaplicy, ale w jej obecności siostra przestawała się modlić. Po prostu klęczała i patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. Przy wspólnym śpiewaniu nie udzielała się. Ruszała tylko ustami i udawała, że chwali Pana w pieśniach religijnych. Po latach posługi u każdego pojawia się moment zwątpienia. Zarówno księża, jak i zakonnice rozmawiają o nim, wspierają się podczas trudnego czasu, a czasami kapłani więcej czasu spędzają na samotnych rozmowach z Bogiem. Teresa również przeżywała chwile wahania, widziała, jak znoszą je inne siostry, ale zachowanie Albiny zupełnie odbiegało od normy. Nie zadawała pytań, nie szukała odpowiedzi, po prostu kroczek po kroczku wycofywała się z życia służebnego.

To stało się we wtorek, w czasie postu. Teresa weszła do kaplicy, nie wiedząc, że Albina jest w środku. Klęczała przed ołtarzem, jest szept był tak szybki, że nie sposób było rozpoznać modlitwy. Z oczu płynęły jej łzy. Nie jedna czy dwie, ale cały strumień, który wpadał do ust. Teresa przyklękła na równiej linii, złożyła ręce do modlitwy, ale zanim zdążyła zacząć formułkę, poczuła mocny ucisk za przegub. Oczy Albiny z zielonych zmieniły się w żółte, a źrenice były tak duże jak po narkotykach.

– Zabij mnie, proszę – powiedziała błagalnym głosem.

– Dlaczego? Nie mogę, ja…

– Zabij, póki nie jest za późno.

Albina zaczęła odpinać habit i pokazała plecy. Spływała z nich krew. Teresa otarła ją i spojrzała na rany, które układają się w pentagram.

– Kto ci to zrobił?

– On.

Teresa chciała wybiec po siostrę przełożoną, ale drzwi kaplicy były zamknięte. Krzyż wiszący na ołtarzu odwrócił się do góry nogami, zawiał mroźny wiatr, który rzucił Albinę na ziemię.

– Zabij, póki nie jest za późno – powtarzała. Wyciągnęła nóż, który zabrała z kuchni i oddała go w ręce drugiej siostry.

Teresa modliła się o znak i oto go otrzymała, ale nie sądziła, że stanie się to w tak tragicznych okolicznościach. Trzymała w ręce nóż, choć wiedziała, że nie zabije. Piąte przykazanie. Gdyby tak siostra przełożona pozwalała szukać odpowiedzi na nurtujące pytania, gdyby biblioteka była bardziej wyposażona, może wiedziałaby, jak należy postąpić.

To stało się tak szybko. Ciało Albiny zaczęło się wywijać we wszystkie strony, słychać było dźwięk łamanych kości. Wszystkie witraże popękały, a potłuczone szkło pokryło ciało siostry.

– Zabij – krzyczała dalej.

Teresa widziała swoje odbicie w ostrzu noża. Jej oczy także zrobiły się żółte. Widziała uśmiech, którego w rzeczywistości nie miała na twarzy. Nie wie, jak to się stało. Zupełnie, jakby ktoś przejął nad nią władzę. Potem poczuła ciepłą ciecz opływającą jej ręce, krew przedostała się do nosa, ust. Drzwi kaplicy otworzyły się, weszła siostra przełożona na cowieczorną modlitwę i ujrzała Teresę z nożem w ręce, nad ciałem siostry Albiny.

– Czy znalazłyście rysunki Albiny? Były pod poduszką, musiała je gdzieś schować – ciągnęła dalej rozmowę z siostrą przełożoną.

– Policja przeszukała cały klasztor. Żadnych rysunków. Jesteś chora, to wszystko wydarzyło się w twojej wyobraźni. Wyspowiadaj się, przyjmij pokutę za najcięższy grzech.

– Nie mogę – odpowiedziała Teresa i wyszła. W drzwiach kaplicy ujrzała swoje odbicie. Przeraźliwie żółte, świdrujące spojrzenie.

Koniec

Komentarze

– Święty Krzysztof. Jest pan wierzący? – powiedziała, sięgając po medalik wiszący przy lusterku. Spotkała się jednak z milczeniem, zupełnie, jakby rozmowa z osobą po odsiadce miała go zdeprawować. – Mogę mieć prośbę? Czy mogę odwrócić medalion na drugą stronę?

Teresa znów nie usłyszała odpowiedzi, ale wzięła to za dobrą monetę i przekręciła krucyfiks

Według mnie medalik i krucyfiks nie są tożsame.

Wierzyła w Boga, lubiła się modlić, ale nie miała w sobie wystarczająco dużo pasji, która czyniłaby z niej prawdziwą kapłankę. Czuła się zagubiona, w ciążeńskim zakonie, niedaleko biblioteki masońskiej.

Ciążeńskim? Dodatkowo: zakonnica nie pełni funkcji kapłańskich więc nie jest kapłanką.

 

Zdiagnozowano ją jako osobowość psychotyczną, głównie na podstawie urojeń. Czy leczono ją na schizofrenię? W szpitalu nikt nie chciał powiedzieć, jakie leki przyjmuje.

 

Tu mam pytanie, które mnie zastanawia. Czy osobowość psychotyczna bardziej nie pasuje (wedle stanu mojej wiedzy) do zaburzeń osobowości? Natomiast wspomniane później urojenia i próba zastanowienia się/wskazania czy to nie schizofrenia wskazują na chorobę psychiczną, co kłóciłoby się z pierwszym terminem.

Chętnie bym posłuchał zdania kogoś z większą wiedzą merytoryczną w tym zakresie.

 

Ogólne wrażenia: smutne. W sensie opowiadanie jest do bólu prawdziwe, jeśli chodzi o typowy, tragiczny pogląd społeczeństwa względem osób z wyrokami – należy im się, niech zgniją w więzieniu. Pokazuje fatalne podejście do skazanych w czasie odbywania kary i jego skutki – zupełny brak resocjalizacji, licząc na to, że 20 lat izolacji spowoduje wejście na właściwe tory. Sam wątek zabójstwa trzymał mnie w napięciu. Opowiadanie na duży plus według mnie, sprawnie się czytało.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Sagitt, dziękuję za uwagi i komentarz. Zmienię ten krucyfiks i informację o posługach kapłańskich.

Nie mam wykształcenia psychologicznego, ale sama mam chorobę psychiczną i zaburzenia osobowości, choć inne niż wspomniane w opowiadaniu. Owszem, osobowość psychotyczna to jedynie jedno z zaburzeń osobowości, ale samo zaburzenie dzieli się również na kilka grup, w tym na psychozę schizoidalną, którą (chyba) leczy się podobnie jak schizofrenię. W każdym razie niektóre z zaburzeń osobowości (w tym właśnie psychozę) leczy się farmakologicznie oraz w szpitalu. Może faktycznie inaczej sformułuję ten wątek, aby nie było niedomówień.

 

Teresa znów nie usłyszała odpowiedzi, ale wzięła to za dobrą monetę i przekręciła dewocjonalia.

Ale pojechałeś z tymi dewocjonaliami. Zbyt przesadzone słowo, sama (jako czytelnik), nie wiedziałam, co oznacza – z kontekstu można wywnioskować, ale samo słowo niewiele mi mówi.

Poza tym to bardziej opowiadanie psychologiczne, albo lekko podchodzące pod thriller, ale dopiero pod sam koniec. Przez większość czasu przedstawiasz nam bohaterkę po odsiadce, która po latach nie może otrzymać zrozumienia i “rozgrzeszenia” nawet przez najbliższych. Koniec też nam niczego nie wyjaśnia, a nawet stawia więcej pytań. 

CharliseEileen, dewocjonalia to zupełnie normalne słowo. Niemal na każdym sklepie z artykułami religijnymi (różańcami, pismami świętymi itd.) jest napisane “dewocjonalia”. Wystarczy przejść się koło takiego sklepu. Nie jest to wyszukane słownictwo.

Sama mówiłam, że mam trochę problem z zaszufladkowaniem tego opowiadania, ale chyba nie o to chodzi, aby wpisywać się w sztywne ramy gatunkowe. Co do zakończenia, miało stawiać pytania. Zobaczę, może zaprzestanę na tym, ale może pociągnę dalej wątek. Jeśli to zrobię, na pewno nie rozwieje wątpliwości. To już czytelnik ma odpowiedzieć sobie sam. Czy wierzy, że po prostu zwariowała, czy faktycznie coś ją opętało.

CharliseEileen – dewocjonalia to normalne słowo, ponadto występujące w przestrzeni publicznej. Jak nie rozumiem jakiegoś słowa to je sprawdzam w słowniku i nie wymagam od twórcy opowiadania używania słów jedynie tych, których znaczenie znam. Dlatego trochę nie rozumiem Twojej reakcji.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dobra, pytanie za sto punktów mój komputer jest upośledzony i wczytał opowiadanie (a właściwie jego cześć) dwa razy czy jest to zabieg artystyczny którego nie wyłapałem bo jak zobaczyłem że się powtarza to przeleciałem nie czytając?

Kolejna sprawa opowiadanie mi się podoba, według mnie autor nie musi stawiać odpowiedzi (lubię niedopowiedzenia).

Zgadzam się z Sagitt.

 

skazali ją na odsiadkę i uznali na obłąkaną

Powinno byc chyba “za obłąkaną”

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Zagadkowa jest siostra Albina, jej zachowanie i doświadczenia, osobliwe to, czego świadkiem była Teresa. Nie jestem pewna, czy to horror, czy raczej historia tragicznej i niewyjaśnionej pomyłki, której ofiarą padła bohaterka.

Przeczytałam bez przykrości, ale nie ukrywam, że zamiast szatana, wolałabym trochę prawdziwej fantastyki.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

– Świę­ty Krzysz­tof. Jest pan wie­rzą­cy? – po­wie­dzia­ła… ―> Skoro jest pytajnik, to chyba: – Świę­ty Krzysz­tof. Jest pan wie­rzą­cy? – zapytała

 

wzię­ła to za dobrą mo­ne­tę i prze­krę­ci­ła de­wo­cjo­na­lia. ―> Dewocjonalia nie mają liczby pojedynczej, więc trudno tak mówić o jednym medaliku.

 

Prze­cho­dzi­ła wzdłuż re­ga­łu z re­por­ta­żem i gła­dzi­ła grzbie­ty ksią­żek. ―> Jednym reportażem?

 

po­zwo­li­ły jej na­brać dy­stans i na­wią­zać… ―> …po­zwo­li­ły jej na­brać dy­stansu i na­wią­zać

 

Wy­pi­sa­ła re­wers na ar­chi­wal­ne nu­me­ry co­dzien­ni­ków… ―> Wy­pi­sa­ła re­wers na ar­chi­wal­ne nu­me­ry ­dzien­ni­ków

 

Prze­glą­da­ła różne ty­tu­ły z 1999 roku, Rzecz­po­spo­li­tą, Wy­bor­czą, Fakt, Su­per­expres, a nawet Ty­go­dnik Po­wszech­ny, Ne­ew­swe­ek i Po­li­ty­kę. ―> Prze­glą­da­ła różne ty­tu­ły z 1999 roku, Rzecz­po­spo­li­tą, Wy­bor­czą, Su­per­expres, a nawet Ty­go­dnik Po­wszech­ny i Po­li­ty­kę.

Teresa nie mogła przeglądać Faktu, bo gazeta ukazuje się od 2003 roku, nie mogła też przeglądać Newsweeka, bowiem polskie wydanie tygodnika ukazuje się od września 2001 roku.

 

Na ziemi mno­ży­ły się bu­tel­ki po pi­wach, wódce i Ama­re­nie. ―> Czy to znaczy, że butelek ciągle przybywało, rozmnażały się?

Nazwy napojów piszemy małą literą.

Proponuję: Na ziemi walały się bu­tel­ki po pi­wie, wódce i ama­re­nie.

 

Li­czy­ła choć­by na drgnię­cie w ką­ci­ku ust… ―> Raczej: Li­czy­ła choć­by na drgnię­cie ką­ci­ka ust

 

Te­re­sa cza­sem wi­dzia­ła w nocy, jak ma­lu­je wę­glem i chowa ry­sun­ki pod po­dusz­ką. ―> Węglem się nie maluje; węglem można rysować.

 

wspie­ra­ją się pod­czas trud­ne­go czasu… ―> Brzmi to nie najlepiej i wygląda na masło maślane.

Proponuję: …wspierają się w trudnym dla nich czasie

 

jest szept był tak szyb­ki… ―> Chyba miało być: …jej szept był tak szyb­ki

 

po­czu­ła mocny ucisk za prze­gub. ―> Raczej: …po­czu­ła mocny ucisk na nadgarstku.

 

który rzu­cił Al­bi­nę na zie­mię. ―> Rzecz dzieje się w kaplicy, więc: …który rzu­cił Al­bi­nę na podłogę.

 

gdyby bi­blio­te­ka była bar­dziej wy­po­sa­żo­na… ―> …gdyby bi­blio­te­ka lepiej wy­po­sa­żo­na

 

Prze­raź­li­wie żółte, świ­dru­ją­ce spoj­rze­nie.

ka ofe­ro­wa­ła schro­nie­nie przed zim­nem. ―> ???

Czy tu aby opowiadanie nie zostało dodane raz jeszcze?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szczerze mówiąc nie wiem, co tu się zdarzyło. Wygląda to tak, jakby opowiadanie urwało się w połowie. Nie jestem nawet pewna, czy Teresa w końcu zabiła siostrę Albinę (nawet jeśli ktoś kierował jej ręką), czy nie. To mogły być zwyczajne halucynacje. Jakiś pomysł tu jest, ale moim zdaniem mocno niedopracowany :(

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Przyjemnie mi się czytało :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka