- Opowiadanie: Hatmański - Przejście

Przejście

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Przejście

Miasto to życie. Tętni. Oddycha, Arteriami ulic tłoczona jest płynna tkanka w rytm zmieniających się świateł.

Zielone…

Idź…

Czerwone…

Stój!

Na żółte i tak nikt nie zwraca uwagi. Ostrzeżenie nie jest w stanie zatrzymać kolejnych strumieni nośnych jednostek. Aczkolwiek czerwona zastawka wstrzymuje życiodajny pochód w jakiś niezrozumiały, umowny sposób. Niektórych bardziej, niż innych.

Antoni wyjrzał przez okno obskurnej kamienicy na zatłoczoną ulicę, z trudem odwracając głowę na przesiąkniętym potem oparciu fotela. Za poznaczoną białawym osadem szybą ludzie toczyli się ospale przez wytarte podeszwami przejście dla pieszych.

Zielone…

Idź…

Czerwone…

Stój!

Prądy postaci przewalały się przez jezdnię, posłuszne swym pasterzom, prowadzącym je przez niebezpieczeństwa ciemnych dolin pomiędzy pastwiskami chodników.

Zielone…

Idź…

Czerwone…

Stój!

Mężczyzna patrzył na ławice pstrokatych samochodów, drapieżnie sunących przez czarno-biały azyl, gotowe pożreć każdego, kto miałby czelność sprzeniewierzyć się kolorowym nakazom smukłych stróżów.

Wyobrażał sobie siebie z torbą pełną rakiet tenisowych, kupionych za pieniądze rodziców i rozlazłych trampek.

Wyobrażał sobie pędzący, czarny kabriolet, opalizujący w światłach niczym oślizgłe ciało mureny.

Zielone…

Idź…

Czerwone…

Stój!

Bekhend! Forhend! Obejście i drop! Serw! Zgaś piłkę! Szybko do siatki! Z góry!

Źle! Źle! Źle! Źle!

Jak widzisz piłkę za siatką, to biegnij!

Zielone…

Idź…

Kiedy przed piłką widzisz dość kortu – zaczekaj, oszczędzaj siły. Niech zmarnuje challenge,

Czerwone…

Stój!

Awansujesz, dobrze! Tylko nie zwalniaj! To jest twój czas! Czekają cię zielone kort Wimbledonu!

Zielone…

Idź…

Pierwszy Wimbledon! Gratulacje, Tolek! Szykuj się na następny sezon! Ciesz się! Świętuj! Tylko nie przesadź…

Czerwone…

Stój!…

O mój boże, Atomowy Tolek! Wygrałeś Wimbledon, prawda? Chodź, zapoznam cię z kilkoma z kilkoma znajomymi…

Zielone…

Idź…

To jest mistrz tenisa! Wielki gracz! Poznajcie proszę Antoniego… Atomowego Tolka!

Zielone…

Idź…

Kolejny sezon – kolejny puchar! Pokaż na co cię stać!

Zielone…

Idź…

Źle! Źle! Źle! Źle! Czy ty zapomniałeś jak się gra?! Skup się!

Zielone…

Idź…

Spokojnie kochanie… Następnym razem pójdzie ci lepiej… Powinieneś się odprężyć… A potem skupić na treningach… Ale… Ja przecież tylko…

Zielone…

Idź…

Może powinieneś zwolnić… Treningi wypadają, a sezon coraz bliżej… Tolek! Nie wychodź jak do ciebie mówię! Tolek! Antoni! Antoś…

Czerwone…

Stój!

Trzeba biec póki czas. Trzeba wykorzystać każdą sekundę i nie oglądać się na ostrzeżenia. Trzeba każdą sekundę łapać za gardło i trzymać, trzymać z całych sił, bo każda z nich może w każdej chwili z uścisku wyrwać i powiedzieć…

Czerwone…

Stój!

Trzeba zadławić tę szansę, chwycić ją za miękkie gardło i korzystać, korzystać, aż zbieleją palce na rakiecie, na kierownicy, aż…

Czerwone…

Stój!

Czerwono – niebieskie światła wyrywają Antoniego z zadumy. Lśniący puchar na półce odbija migające refleksy prosto na jego śliniące się oblicze.

Pieniędzy nie wystarczyło na fotel w stylu Stephena Hawkinga, więc Atomowy Tolek tylko odwraca głowę od okna, za którym ratownicy kładą na nosze bezwładne ciało nieostrożnego przechodnia.

Zielone…

Czerwone…

Koniec

Komentarze

Zwięzłe. Zastanawiające. Jedynie "zielone kort[+y] Wimbledonu" i "czerwono[-_]-[-_]niebieskie światła". No i zarzut braku fantastyki. Ale opowiadanie naprawdę dobrze napisane.

Trochę dydaktyczne, ale niezłe. Tylko fantastyki brak.

Obawiam się, że nie do końca zrozumiałam mariaż świateł na przejściu dla pieszych z tenisem.

 

Wy­obra­żał sobie sie­bie z torbą pełną ra­kiet te­ni­so­wych, ku­pio­nych za pie­nią­dze ro­dzi­ców i roz­la­złych tram­pek. ―> Skąd rozlazłe trampki miały pieniądze, by razem z rodzicami kupić rakiety???

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Alegorie mają to do siebie, że wymagają chwili zastanowienia ^^

Life's a circus. I'm the clown.

Mocno dydaktyczne. 

Nieźle napisane, ale mnie niestety nie ruszyło. Może dlatego, że skojarzyło mi się z pewną ostatnio popularną kampanią społeczną. Co prawda nie o tenisistach, tylko seniorach, ale o ile dydaktyczność w kampaniach społecznych mi nie przeszkadza, to w opowiadaniach, zwłaszcza w takich, w których chodzi właściwie tylko o nią, już trochę tak.

Dziękuję za komentarz ^^

Life's a circus. I'm the clown.

Nowa Fantastyka