- Opowiadanie: PiotrSkowronek - Niefantastyczne serce Gilgamesza

Niefantastyczne serce Gilgamesza

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Niefantastyczne serce Gilgamesza

– Wulgarne – żachnął się Enkidu.

Gilgamesz poprawił miecz przytroczony do pasa.

– Taki urok. Miarkuj słowa, bo Isztar patrzy. I słucha – rzekł półbóg i splunął.

Wąskie schody wykute w skale prowadziły poprzez labirynt gór aż do świątyni na najwyższym szczycie, którą widzieli na horyzoncie.

– Zastanawiam się, skąd wzięły się tam pancerniki. – Gilgamesz potarł czoło. – Ale nic. Chodźmy.

– Zresztą – podjął znów półbóg i ściszył głos – Isztar czasami opuszcza wzrok albo mruga.

Pierwszego potwora spotkali mniej więcej w połowie drogi. Ogromna, opancerzona kula ledwo mieściła się na ścieżce i wystarczył mocny kopniak stopy obutej w sandały, aby potwór z kwikiem runął w przepaść.

Potem już mężczyźni cięli zawzięcie, aż wyrąbali sobie przejście do świątyni.

Dekster, finta, obrót.

– Ostre rżnięcie – rzucił Enkidu i parsknął śmiechem.

– Miarkuj się. Jeszcze kilka zostało. Uważaj!

Z prawej nadchodził kolejny napastnik.

Brodaty król ciął z prawej. Wielki kleszcz padł w piach, a zielona krew poczęła wsiąkać. Uderzenie z lewej. Ostrze zagłębiło się pomiędzy płyty na grzbiecie, i wydając pomruk – zwierzę skonało.

Po wszystkim Gilgamesz otarł krew z twarzy i podszedł do drzwi celi. Rzeczywiście, wszystkie harpie były tam upchnięte.

– Uratuj nas, błagamy! – jęczały jednorodnym chórem.

I uwolnili je. Klucz wisiał niedaleko na gwoździu.

– Isztar nie patrzy – syknęła jedna z kapłanek-ladacznic.

Wszystkie wyglądały niczym sklonowane – krótko obcięte blondynki o „wulgarnym” spojrzeniu, wyzywającym – jak ujął to Enkidu, skrzydlaste i o szponiastych dłoniach oraz stopach. Zrzuciły przepaski i oddali się miłosnemu zapamiętaniu w alkowie, które trwało od nocy do rana.

– Jak ja ci go zazdroszczę – jęknął przyjaciel króla, gdy nie mógł dłużej rżnąć mięsnym mieczem.

– Ta część mnie leży akurat w naturze boskiej.

O poranku zasnęli.

Gdy Gilgamesz otworzył oczy ujrzał szczupłą niewiastę.

– Isz… tar – jąkał się.

– Isztar-srisztar! Słyszałam, jak nazwałeś mnie w myślach! Ty mendo! Gnido!

Kopnęła kamyk, który trafił Gilgamesza prosto w czoło.

– Za karę pofruniesz do innej czasoprzestrzeni! – kontynuowała. – Ale nie, nie za to, że przekląłeś, lecz za fakt sam, żeś plugawił moje kapłanki! Co ja zrobię z trzydziestoma ciężarnymi harpiami?!

– Co zrobiłaś z Enkidu?

– Spotkała go zasłużona kara! Podmiana osobowości! Od teraz będzie twoim wrogiem, jeśli oczywiście zdołasz powrócić do twej właściwej rzeczywistości!

– Twoje harpie to DZIWKI!!!

– WYYYYNOOOOOCHAAAAAAA!

Wrzask bogini wybrzmiewał długo w głowie podróżnika, łącząc się przeciągle z gwizdem i rykiem tunelu czasoprzestrzennego.

Tak się składa, że różne rzeczywistości równoległe leżą blisko od siebie i są splecione tak mocno, że czasami pękają i następuje ich zespolenie – tam właśnie tkwią portale, a bogowie od zawsze potrafili je wykorzystywać. Dla Gilgamesza, odkąd sięgał pamięcią, częściowa boskość była przekleństwem, był bowiem silny na tyle, że mógł służyć Isztar, nigdy jednak nie mógł jej się sprzeciwić.

Postanowił zemstę.

 

 

 

 

 

Na zielonej ławce w parku usiadło dwóch staruszków. Jeden z nich zaczął monolog:

Nienawidzę tej harpii…. Bo Isztar to harpia!

Zemsta najlepiej smakuje na zimno, jak powiadają ludzie dwudziestego wieku, tak więc, zamiast z nią walczyć – przyłączyłem się!

Uznałem me wygnanie za dar i przyśpieszoną naukę języków obcych. Zwiedzam światy! Przyswoiłem ostatnio język polski, a z racji tego, że dopadła mnie starość, mieszkam w domu starców. Miałem trochę szczęścia, a raczej mój boski organ pozwolił mi uwieść pewną bogatą, starszą panią i oto godnie koszę trawnik przed przybytkiem dla seniorów.

Kilkukrotnie znalazłem się w szpitalu psychiatrycznym, ale wreszcie nauczyłem się unikać tego miejsca.

Uwodziłem kobiety, wszczynałem pijatyki i bijatyki, a niejednokrotnie przezywałem imię mojej pani. Czasami widzę ją w snach. Dla niej moja banicja to tyle, co pstryknięcie palców, dla mnie – cały, śmiertelny żywot.

Oddałem życie tej suce, poprzez mój nieumiarkowany żywot.

Spotkałem też Enkidu, ale nie rozpoznał mnie. A może ten facet był tylko podobny?

Siedział wewnątrz nowojorskiej taksówki, a ja żebrałem o drobne i nawet na mnie nie spojrzał, tak zajęty był swoimi papierami!

Miał na kolanach akta, a ubrany był niczym prawnik!

Moje serce zawsze było niefantastyczne – kochałem zbyt mocno… a może słabo i zbyt wiele kobiet. Niesłaby byłem w uczuciach. Czasami, o poranku, dopada mnie wściekłość, testosteron buzuje, a ja nie mam wroga, którego mógłbym rozkroić mieczem na kawałki!

Pamiętam, jak rozśpiewywałem stal!

Ale czasy się zmieniają. Te są bezpłciowe, a mężczyźni głupi. Dzisiaj za szczyt heroizmu uchodzi umiejętność obsługiwania wiertarki, a faceci są pozbawionymi jaj pedałami – o tak, nauczyłem się wielu słów. UNISEX. Wszystkiemu jest winny. Wszyscy są winni, tylko nie ja… Cholera…

Isztar, jeśli jednak mnie słyszysz, zabierz mnie z tej cholernej dziury! Z tego grajdołu! Z padołu łez i cierpienia!

Wiem, że mi nie wierzysz, przyjacielu. Przepraszam też za moje słownictwo, czasami ból psychiczny jest nie do zniesienia. Nie jestem złym człowiekiem, a kimś, kogo obdarowano zbyt hojnie i bardzo interesownie, po to tylko, aby go kontrolować.

Ech… Widziałem drugą wojnę światową na własne oczy, widziałem powstawanie muru chińskiego – kolejność nieprzypadkowa. Widziałem więcej, niż niejeden człowiek, a i tak umrę głupcem, nie wiedząc nic. Może właśnie o to chodzi, że mam umrzeć ze starości, jak zwykły człowiek, żebym mógł docenić boskość.

W takim razie dziękuję ci Isztar, jeśli mnie słyszysz. I przepraszam.

Teraz już wszystko jest mi obojętne. Wiem, że nic nie wiem. Pokochałem swój los, bo nawet boskie cząstki nie uratowały jeszcze nikogo przed nieuniknionym.

Wiem, co chciałaś mi powiedzieć. Liczę na to, że chociaż po śmierci przywrócisz mnie do mojego królestwa, gdzie mężczyźni są twardzi, a kobiety prawdziwe.

Jeszcze trochę ponarzekam, ale jest to rzecz, której nauczyłem się tu, w Polsce…

A nie… Jednak mi przeszło…

Grałem też kiedyś w kapeli rockowej, w NRD, nazywała się Rammstein, ale wyrzucili mnie, bo za dużo piłem. Byłem swego czasu drugim gitarzystą, aż zastąpił mnie ten kurdupel, ten drugi, wiesz, kolego… Taki mały i irytujący…

Jak ja nie znoszę niskich facetów!

Na ławeczce siada trzeci staruszek i dzieli się chlebem z pozostałymi. Zaczynają karmić gołębie.

– Kiedyś to były czasy. Dzisiaj nie ma czasów – mówi nowy towarzysz niedoli.

Koniec

Komentarze

Pomysł może i był, niestety jego realizacja nie przypadła mi do gustu. Miks rubaszności, wulgarności i absurdu to jednak dla mnie za dużo.

 

Z pierwszej sceny co im te pancerniki przeszkadzały, że musieli je zaciukać?

 

jęknął przyjaciel króla, gdy nie mógł dłużej rżnąć mięsnym mieczem.

 

Tu dosłownie zrobiłam facepalm. Takiego określenia jeszcze nie słyszałam i wolałabym, żeby tak pozostało…

 

Za to podobał mi się pomysł na scenkę w parku (niestety nie treść monologu) i końcówka z dosiadającym się trzecim dziadkiem ;-)

 

Jest trochę usterek. Kilka przykładów:

 

– Zastanawiam się, skąd wzięły się tam pancerniki. – Gilgamesz potarł czoło. – Ale nic. Chodźmy.

– Zresztą – podjął znów półbóg i ściszył głos – Isztar czasami opuszcza wzrok albo mruga.

Jeśli to są wypowiedzi jednej osoby, to nie dziel na akapity.

 

Z prawej nadchodził kolejny napastnik.

Brodaty król ciął z prawej.

– powt.

 

Wielki kleszcz padł w piach, a zielona krew poczęła wsiąkać.

Od pancernika do kleszcza to jednak jest daleko.

 

Gdy Gilgamesz otworzył oczy[+,] ujrzał szczupłą niewiastę.

 

Dlaczego monolog dziadka jest kursywą?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Monolog dziadka kursywą, żeby nie gmatwać, co jest kwestią mówioną, a co narracją.

Fajnie, że komentujesz :)

Piotruś, co tu u ciebie tak pusto?

Jak zwykle dobrze się przy twoim opku bawiłam, choć momentami przesadzałeś. Ten “mięsny miecz” to już naprawdę jest przesada i to spora.

 

Zrzuciły przepaski i oddali się miłosnemu zapamiętaniu w alkowie

To cela miała alkowę?

 

Grałem też kiedyś w kapeli rockowej, w NRD, nazywała się Rammstein,

Rammstein powstał w 1994 roku, NRD było już historią. ;)

 

Podobała mi się scena spotkania Gilgamesza z Isztar – fajnie z humorem napisane.

Monolog starzejącego się Gilgamesza trochę rwany, jakby sam nie wiedział kim jest i co właściwie czuje. Kompletna emocjonalna huśtawka, od dyszenia zemstą, przez wyznania homofoba, po sokratejski stoicyzm. Chociaż, w gruncie rzeczy się mu nie dziwię.

Rammstein powstał w 1994 roku, NRD było już historią. ;)

Ekhem… Bo to już lekka fantastyka :P

 

To cela miała alkowę?

Nie :) Gdzieś tam w świątyni była sypialnia :D

 

Ech, ten miecz…

Wiem, wiem, można też użyć łagodniejszego synonimu słowa “ciąć”, ale na razie poczekam na uwagi innych członków gildii fantastycznej :)

Hmm… Sama nie wiem, co myśleć. Dziwne to. 

To mi już się bardziej ten monolog podobał – ciekawe przemyślenia. 

 

Sara

OK, jest jakiś pomysł na trafienie Gilgamesza do naszych czasów. To mi się podobało.

Monolog mniej.

Ale o co właściwie ta cała awantura? Czy kapłanki Isztar nie uprawiały świętej prostytucji?

Babska logika rządzi!

SaraWinter – :)

 

Ninedin – już nie mogę doczekać się Twoich gromów :P

 

Finklo…

Cieszę się, że pomysł na motywację teleportacji przypadł Ci do gustu.

Wiem, że nie lubisz narracji pierwszoosobowej :) 

Te pytania na końcu są ciekawe – czy furtka do interpretacji to coś złego? A może chodzi Ci o to, że to nie furtka, tylko wielkie wrota?

 

Jedno jest pewne – przecież w konkursie chodzi głównie o umieszczenie postaci w realiach dla niej cokolwiek nienaturalnych, przy czym, rzeczywiście, wszystkie postacie mitologii posiadają dziwne albo nawet boskie atrybuty i im akurat pasuje delikatna albo nawet mocna zmiana czasoprzestrzeni.

Może po prostu zbyt mocno skupiłem się na opisie przyczyn :)

Ja tam widziałem Gilgamesza pośród dinozaurów, ale cóż, wyszedłbym poza ramy czasowe Drakainy i ninedin.

 

Daję tu taką małą podpowiedź, skoro lubisz patrzeć na tekst z szerszej perspektywy:

Czasy się zmieniają, zmienia się prawo, a życie bogów i półbogów pełne jest intryg ;)

Żeby to zilustrować nie tylko w komentarzu, ale i w tekście postanowiłem dodać jedno, może dwa małe zdania na zakończenie tekstu.

 

Pozdrawiam :)

Nie mam nic przeciwko narracji pierwszoosobowej. To strumienie świadomości są nużące.

A z pytaniami chodziło mi o to, że nie rozumiem, dlaczego właściwie Isztar ukarała Gilgamesza za rzetelne (i wyczerpujące, jak podejrzewam) odprawienie rytuałów ku jej czci.

Babska logika rządzi!

Isztar – bogini miłości… I wojny :)

Pierwsza część niczego sobie. Język dialogów może z lekka zbyt współczesny, co niektórych może radzić, ale czytało się przyjemnie tę młóckę. Druga natomiast, z wynurzeniami starca, choć ma solidne podwaliny, niestety przynudza. Kara Ishtar ciekawa, ale opowiadanie o niej już mniej.

Podsumowując: pomysł tu jest, pierwsza część nawet-nawet. Jednak w drugiej koncert fajerwerków więcej “opowiada” niż “pokazuje”. Trochę szkoda.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Danke!

Ogromna, opancerzona kula ledwo mieściła się na ścieżce i wystarczył mocny kopniak stopy obutej w sandały[+,] aby potwór z kwikiem runął w przepaść.

i oto[-,] godnie koszę trawnik przed przybytkiem dla seniorów.

Dla niej moja banicja to tyle, co pstryknięcie palców, dla mnie – cały, śmiertelny żywot.

Oddałem życie tej suce, poprzez mój nieumiarkowany żywot.

Niesłaby byłem w uczuciach.

Niesłaby?

Nie jestem złym człowiekiem, a kimś, kogo obdarowany zbyt hojnie i bardzo interesownie, po to tylko, aby go kontrolować.

obdarowano

W takim razie dziękuję ci[+,] Isztar, jeśli mnie słyszysz.

Przyjemne :)

Hm…

Jak to u Piotra – mydło i powidło. Ale gdyby nie ten “mięsny miecz” i zbytnia skrótowość – to mogłoby być całkiem dobre opowiadanie. A tak jest scenka rodzajowa i monolog staruszka, które nieco do siebie nie przystają. Ale czytało się płynnie i, o dziwo, strasznie mało chaosu jak na tegoż autora ;).

Czasem coś zazgrzytało:

– “stopy obutej w sandały” – na jednej stopie miał dwa sandały ;)?;

– “Ostrze zagłębiło się pomiędzy płyty na grzbiecie i wydając pomruk” – ostrze wydało pomruk?;

– “trafił Gilgamesz prosto w czoło” – Gilgamesza;

– “przezywałem imię mojej pani” – hę? “przezywałem imię”? a co to za konstrukcja? pewnie “przyzywałem” miało być?

 

Według mnie – coraz lepiej, Piotrze! A gdyby tak trochę ten tekst rozwinąć…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Anet – Twoja przyjemność jest też moją :)

 

Zabieram się do korekty tekstu według wskazówek! ;P

 

Staruchu – czuję mój tekst trochę inaczej niż Ty i chociaż cieszy mnie, że jest blisko Twego gustu, to jednak według mnie krótka scena obrazuje coś, co nazywam, trochą za Dostojewskiem – orgią i karą. Czyli hulaszcza młodość, a potem gorzka starość.

 

Postaram się wprowadzić szybko wszystkie poprawki, które kłują mnie teraz w oczy :)

 

 

Niejaka EDYTKA (zna ktoś?)

 

wprowadziwszy zmiany heart

Nowa Fantastyka