- Opowiadanie: CharliseEileen - Jaźń Koziorożca - Rozdział 3: Spojrzenie w Szmaragd

Jaźń Koziorożca - Rozdział 3: Spojrzenie w Szmaragd

Będę wdzięczna za każdy komentarz. Nie boję się żadnej krytyki, o ile dzięki niej będę mogła się rozwinąć. :) 

Oceny

Jaźń Koziorożca - Rozdział 3: Spojrzenie w Szmaragd

ROZDZIAŁ 3: SPOJRZENIE W SZMARAGD

Obserwuję go. Nie spuszczam z niego oka nawet na moment. Nie mrugam. Patrzę w wielką otchłań, na której powierzchni rozpościera się świat mojego Podopiecznego. Wcześniej rzadko korzystałam z możliwości zobaczenia go. Do tej pory w pełnieniu swojego zadania wystarczał mi sam instynkt Koziorożca Opiekuna, który w razie zagrożenia odpowiednio wcześniej mnie alarmował. To dzięki niemu zawsze wiedziałam, kiedy szykuje się coś niedobrego. Nie można nazwać tego przewidywaniem jego przyszłości, ponieważ nie wiedziałam, co dokładnie się stanie. Byłam tylko świadoma, że teraz przez jakiś czas trzeba bardziej mieć się na baczności aż niebezpieczeństwo minie.

Oczywiście Koziorożce Opiekuni nie chronili ludzi przed każdym zagrożeniem. My byliśmy po to, by odsuwać od nich drobne przeszkody, których oni nawet nie zauważali dostatecznie wcześnie, by zauważyć naszą ingerencję.

Patrzę na zbolałe oblicze mojego Podopiecznego. Ten widok jest dla mnie nie do zniesienia. W zwykłej sytuacji obwiniałabym siebie za to, że pozwoliłam komuś go skrzywdzić, ale teraz wszystko ma się zupełnie inaczej. Wiem, że nie mogłam nic na to poradzić, nie mogłam tego przewidzieć.

Bandaże mocno owinięte wokół moich żeber, przeszkadzają na każdym kroku. Trudno jest mi się do tego przyzwyczaić, tak samo jak do tego, że teraz nawet fizycznie wiem, co czuje człowiek. Czuję to samo.

Opieram się ciężko o ścianę, gdy w miejscu gdzie jestem ranna, zaczynam odczuwać mrowienie i kucie. Jest to znak, że lekarstwo pomału przestaje działać. Gros mówił żebym ograniczyła ruch, a najlepiej żebym w ogóle nie wstawała z łóżka, bo gdy się wysilam, medykament szybciej się zużywa i krócej może tłumić ból. Mimo jego zaleceń, nie jestem w stanie leżeć bezczynnie, gdy wokół tyle się dzieje.

Wszystkie moje myśli są teraz skupione tylko na moim Podopiecznym. Nie obchodzi mnie mój stan, to jak dotkliwa jest rana. Dla mnie liczy się tylko powrót do zdrowia człowieka, nad którym sprawuję pieczę. Nie mogę znieść tego, że nikt nie wie, co go zraniło ani tu, w świecie Koziorożców, ani w świecie ludzi. Lekarze w szpitalu podłączyli nieprzytomnego chłopaka do urządzeń, które za niego oddychają i dostarczają do jego żył płynny pokarm. Przez długie godziny obserwowałam, jak dwoją się i troją, starając się polepszyć jego stan. Operowali go już kilka godzin temu, ale on nadal nie wybudził się ze śpiączki. Cały personel szpitala rozkłada bezradnie ręce.

Nie obwiniam ludzi o to, że nie potrafią mu pomóc. Mają dużo bardziej ograniczoną wiedzę niż Koziorożce, ale nawet my zostaliśmy postawieni pod ścianą. Ostatnią deską ratunku okazuje się audiencja u samej Edrath. Jeśli ona nie znajdzie sposobu na rozwiązanie tego problemu, nic już nie będzie można zrobić.

O Pierwszej Przemienionej krążyło wiele legend, ale większość Koziorożców nigdy nie widziało jej nawet na oczy. Była dla nas jedną wielką tajemnicą. Czasami nawet powątpiewaliśmy w jej istnienie. Sądziliśmy, że jest wymyśloną postacią, byśmy jako szary tłum mieli przekonanie, że ktoś naprawdę sprawuje nad nami pieczę. Często miałam takie wrażenie, tak samo jak Vigg, która co jakiś czas sarkastycznie poddawała wątpliwościom system społeczności Koziorożców, gdy nie było już o czym rozmawiać. A teraz poznam ją osobiście, żeby dyskutować o czymś, czego nawet do końca nie rozumiem. Mam nadzieję, że Pierwsza Przemieniona znajdzie sposób, by pomóc mojemu Podopiecznemu.  

– Miałaś oszczędzać siły – rozlega się nagle za moimi plecami głos pełen pretensji.

Odwracam się powoli, gdyż ból z każdą minutą nasila się. W moją stronę idzie Gros. Czarne ubranie niemal całkowicie zlewa się z jego ciemną karnacją. Za to jego zielone oczy świecą intensywnie niczym dwie odległe gwiazdy.

– Nie mogę zostawić go samego – odpowiadam, wpatrzona w otchłań.

– I nie zostawisz. Ale pamiętaj też, że nie możesz narażać swojego zdrowia. – Gros staje tuż przy mnie. Jest wyższy prawie o głowę, nawet gdy ubieram obcasy. – Ty jesteś teraz równie ważna, co twój Podopieczny i nie wolno ci się nadwyrężać bez potrzeby, zrozumiano? – mówi zupełnie na poważnie.

– Jasne – odpowiadam, a mój przyjaciel odsuwa się i przez chwilę mierzy mnie uważnym spojrzeniem.

– Przyniosłem ci ubrania na zmianę. Przyjdę po ciebie później, muszę jeszcze coś załatwić. Nie martw się, razem jakoś sobie z tym poradzimy.

Po tych słowach kiwa do mnie głową i odwraca się, by wyjść. Biorę bolesny wdech i odsuwam się od otchłani. Zamiast wpatrywać się w cierpiącego Podopiecznego, muszę szybko zacząć działać. Nie pozwolę, by jeszcze raz stała mu się krzywda.

– Dzięki, Gros.

Przyjaciel odwraca się tuż przy drzwiach.

– Niedługo będzie już po wszystkim, Lessa.

Po tych słowach znów zostaję w pokoju sama. Przygryzam wargę i opatulam się ramionami. Kucie rany coraz częściej i intensywniej daje o sobie znać. Macham nieznacznie dłonią, a szmaragdowy blask otchłani rozpływa się migotliwą mgłą w powietrzu. Wolnym krokiem podchodzę do sofy, na której leżą pozostawione przez Grosgera ubrania.

Dotykam twardego materiału czarnych, skórzanych spodni, które na kolanach mają wycięcia w kształcie rombu. Sięgam po ciemny, krótki top zabudowany pod samą szyję. Materiał, z którego został wykonany, połyskuje subtelnie w panującym w pomieszczeniu półmroku. Zaraz obok dostrzegam ustawione na posadzce botki na grubej podeszwie – o wiele niższe, niż przyzwyczaiłam się nosić i z pewnością o wiele wygodniejsze. Uśmiecham się pod nosem. Trzeba przyznać, że Gros ma dobry gust.

– Jak się teraz czujesz? – odzywa się cicho kobiecy, ale przy tym zaskakująco niski głos.

Vigg stoi z ramionami luźno opuszczonymi przy ciele i ostrym, przeszywającym wzrokiem utkwionym w mojej twarzy. Przyjaciółka podchodzi bliżej, cały czas uważnie mnie obserwując. Nie mruga, ale to dla niej typowe. Niektórych jej postawa odstrasza, napawa lękiem. Niektórzy wolą trzymać się od niej z daleka. Pod ostrzałem jej spojrzenia czują się oskarżani o czyny, których nie popełnili. Sama nieraz mam takie wrażenie, ale nie przeszkadza mi to aż tak bardzo jak innym. Jej ciche, ukryte towarzystwo ma w sobie coś intrygującego, co mnie do niej przyciąga.

– Dobrze, oprócz tego, że niedługo staniemy twarzą w twarz z żywą legendą – odpowiadam i próbuję się uśmiechnąć, jednak bez powodzenia.

Dziewczyna bierze z sofy ubrania.

– O ile rzeczywiście będzie nam dane ją zobaczyć – stwierdza gorzko. – Pomyślałam, że przyda ci się pomoc. W ubraniu się.

Przebieram się w milczeniu. Vigg nigdy nie należała do osób szczególnie rozmownych. Preferowała ciszę i spokój. Tłumaczyła, że wtedy lepiej jej się skupić, dzięki czemu dostrzega więcej szczegółów. To dlatego nie przepadała za głośnymi imprezami i trzymała się z boku. Nigdy też nie piła ani nie paliła. Zawsze była przykładnym Opiekunem. I choć świetnie sprawdzała się w roli Koziorożca, miałam wrażenie, że dla niej to wciąż za mało. Że chce więcej. Nie byłam tylko pewna, czego tak bardzo jej brakuje i czego pragnie. 

Chwilę później jestem już gotowa. Podchodzę do niewielkiego lustra zawieszonego w kącie gabinetu Grosa. Patrzę sobie w oczy, których tęczówki są identyczne jak każdego innego Koziorożca. Powieki wciąż mam pomalowane na opalizującą czerń, którą nałożyłam, szykując się na Przesilenie. Część kosmetyku osypała się już na moje opalone policzki. Ze swoją karmelową karnacją wyróżniałam się z tłumu, ponieważ większość z nas miało raczej jasną skórę. Nieliczne wyjątki stanowiły Koziorożce o egzotycznej urodzie, takiej jak Grosger. Zbyt szerokie, moim zdaniem, usta pozostawiłam naturalnego koloru. Nie lubię ich jeszcze dodatkowo podkreślać. Potrząsam głową, by tchnąć nieco życia w ciemnobrązowe włosy. Lekkie fale opadają posłyszenie na ramiona.

– Ile można przeglądać się w lustrze? To niedorzeczne – komentuje Vigg ze znudzeniem.

– Vigg, naucz się w końcu prawić komplementy. – W zasięgu wzroku pojawia się Corll. Chłopak mija dziewczynę i całuje mnie przelotnie w czoło.

– Według mnie, wyglądasz świetnie, Lessa – stwierdza z błyskiem w oku.

Ponad jego ramieniem dostrzegam Grosa i Sevię. Grosger nie zmienił ubrania, za to ruda dziewczyna ma na sobie zupełnie inną garderobę.

Zdecydowała założyć obcisłe biodrówki i elastyczną, cieniutką bluzeczkę z odsłoniętymi ramionami. Przez prześwitujący materiał widać zarys czarnego, koronkowego stanika. Wysokie buty na srebrnej platformie dopełniają całości. Prezentuje prostotę, ale przy tym także jej stój jest bardzo efektowny. Lubi przyciągać uwagę w delikatny i zmysłowy sposób, co odróżnia ją od innych dziewczyn. One nie wstydzą się ubierać wyzywających kreacji, o których najodważniejszym ludzkim projektantom mody nawet się nie śniło.

– Gotowi? – pyta Gros i spogląda znacząco w moją stronę.

Nikt się nie odzywa, więc nasz przełożony komenderuje: 

– Idziemy.

Przechodzimy przez ciemne korytarze o zielonej poświacie. Przemykamy cicho metalowymi schodami. Mijamy kolejne zakręty. Nie chcemy zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Już bez tego czuję na sobie ciekawskie spojrzenia. Mam wrażenie, że otaczające mnie Koziorożce wiedzą coś ważnego, ale nie chcą się z tym zdradzić. Sevia ostrzega mnie zawczasu, że po kwaterach chodzą pewne plotki, ale żadna z nich nie jest choć w połowie bliska prawdy. Nie wypytywałam jej o szczegóły.

 – Wszystko szybko się wyjaśni i wyzdrowiejesz, zanim się obejrzysz. – Corll spogląda na mnie, marszcząc nieznacznie brwi. Znałam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że ta mina świadczy o tym, iż nie do końca sam w to wierzy.

W odpowiedzi biorę go za rękę, a on wzmacnia uścisk, jakby nie chciał już nigdy puścić mojej dłoni. Przypominam sobie nasz niedawny taniec i coś ściska mnie w żołądku. Przez chwilę walczę z myślami, rozpamiętując tamten moment. Zastanawiam się do czego doszłaby ta rozmowa, gdyby nie pojawienie się rany. Co stałoby się, gdyby przyjaciel powiedział to, co chciał powiedzieć? Co jego słowa zmieniłyby w naszej relacji? Zanim zdążyłam zatracić się we własnych rozterkach i wątpliwościach, stajemy przed wejściem do siedziby Edrath.

Gros wychodzi na przód. Nim puka, odwraca się i patrzy mi głęboko w oczy.

– Teraz wszystko się wyjaśni. Jeśli ona nie będzie wiedziała, co robić, to nikt nie będzie w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. Zapraszam w skromne progi Edrath Sabith Capricornus, tej która widziała jak młody świat stawia pierwsze kroki.

Po tych słowach wstępu Grosger puka trzykrotnie, a metalowe, lśniące szmaragdowymi zdobieniami drzwi same się otwierają.

Wchodzimy do środka.

C. Eileen

Koniec

Komentarze

Będę wdzięczna za każdy komentarz.

W takim razie może przeczytaj i weź sobie do serca i rozumu (przepraszam, że uraziłam) punkt 4 tego oto tekstu, który poniekąd jest portalowym savoir-vivrem i poradnikiem w kwestii komentarzy:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No proszę, znowu na Ciebie trafiłem. ;]

Jeśli chodzi o poniższe uwagi – większość z nich to tylko sugestie dotyczące stylu, jakichś rażących błędów nie znalazłem. Tekst ogólnie napisany zgrabnie, poprawnie – a nawet dobrze. Świat przedstawiony też potrafi wciągnąć.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do czasem zbyt dużych zbitek tekstu. Pomyśl nad częstszym dzieleniem ich na akapity – nadają tempa i lepiej się czyta, ale to tylko moja opinia.

Poniżej to, co wypatrzyłem:

 

Byłam tylko świadoma, że teraz przez jakiś czas trzeba bardziej mieć się na baczności aż niebezpieczeństwo minie. → brak przecinka przed “aż”

 

My byliśmy po to, by odsuwać od nich drobne przeszkody, których oni nawet nie zauważali dostatecznie wcześnie, by zauważyć naszą ingerencję.  → chyba coś ci się tu pokręciło ;]

 

Bandaże mocno owinięte wokół moich żeber, przeszkadzają na każdym kroku. → Po bandażach dałbym przecinek, ale już kwestia smaku.

 

Opieram się ciężko o ścianę, gdy w miejscu gdzie jestem ranna, zaczynam odczuwać mrowienie i kucie. → i kłucie.

 

Jest to znak, że lekarstwo pomału przestaje działać. → Nie wiem, czy nie brzmiałoby lepiej bez wstępu: Jest to znak, że lekarstwo pomału przestaje działać.

 

Gros mówił żebym ograniczyła ruch… → brak przecinka po “mówił”

 

Wszystkie moje myśli są teraz skupione tylko na moim Podopiecznym. Nie obchodzi mnie mój stan, to jak dotkliwa jest rana. Dla mnie liczy się tylko powrót do zdrowia człowieka, nad którym sprawuję pieczę. → Te powtórzenia chyba nie są celowe.

 

Nie mogę znieść tego, że nikt nie wie, co go zraniło ani tu, w świecie Koziorożców, ani w świecie ludzi. → “tego” raczej zbędne, “zraniło”“ani” rozdzieliłbym myślnikiem.

 

Lekarze w szpitalu podłączyli nieprzytomnego chłopaka do urządzeń, które za niego oddychają i dostarczają do jego żył płynny pokarm. Przez długie godziny obserwowałam, jak dwoją się i troją, starając się polepszyć jego stan. Operowali go już kilka godzin temu, ale on nadal nie wybudził się ze śpiączki. → niego, jego, on, go – za dużo tego.

Może w ten sposób:

Lekarze w szpitalu podłączyli nieprzytomnego chłopaka do urządzeń, które za niego oddychają i dostarczają do żył płynny pokarm. Przez długie godziny obserwowałam, jak dwoją się i troją, starając się polepszyć jego stan. Był operowany już kilka godzin temu, ale nadal nie wybudził się ze śpiączki.

 

O Pierwszej Przemienionej krążyło wiele legend, ale większość Koziorożców nigdy nie widziało jej nawet na oczy. → Zadanie domowe – ta końcówka może brzmieć lepiej. ;]

 

Często miałam takie wrażenie, tak samo jak Vigg, która co jakiś czas sarkastycznie poddawała wątpliwościom system społeczności Koziorożców, gdy nie było już o czym rozmawiać. → Zmieniłbym nieco szyk: Często miałam takie wrażenie, tak samo jak Vigg, która co jakiś czas, gdy nie było już o czym rozmawiać, sarkastycznie poddawała wątpliwościom system społeczności Koziorożców.

 

– Miałaś oszczędzać siły – rozlega się nagle za moimi plecami głos pełen pretensji. → Może lepiej tak:

Nagle, za moimi plecami, rozlega się głos pełen pretensji:

– Miałaś oszczędzać siły.

 

Zamiast wpatrywać się w cierpiącego Podopiecznego, muszę szybko zacząć działać. → zbędne “szybko

 

Kucie rany coraz częściej i intensywniej daje o sobie znać. → Ma być “Kłucie”. To, że word podkreśla, nie zawsze znaczy, że jest źle. ;]

 

 

Vigg stoi z ramionami luźno opuszczonymi przy ciele i ostrym, przeszywającym wzrokiem utkwionym w mojej twarzy. → Nie, żebym się czepiał, ale raczej: w moich oczach. (no, chyba że patrzyła na inną, niedookreśloną, część twarzy, ale to dość nienaturalne)

 

Vigg nigdy nie należała do osób szczególnie rozmownych. Preferowała ciszę i spokój. → Rozważyłbym połączenie tych zdań, np. myślnikiem.

 

Nigdy też nie piła ani nie paliła. Zawsze była przykładnym Opiekunem. → To samo, ale tutaj użyłbym przecinka.

 

Patrzę sobie w oczy, których tęczówki są identyczne jak każdego innego Koziorożca. → Coś mi zgrzyta z końcówką, czegoś brakuje. Może:

Patrzę sobie w oczy, których tęczówki są identyczne jak u każdego innego Koziorożca.

 

Lekkie fale opadają posłyszenie na ramiona. → Chyba miało być posłusznie.

 

Prezentuje prostotę, ale przy tym także jej stój jest bardzo efektowny. → Prezentuje prostotę, ale przy tym jej strój jest także bardzo efektowny.

 

Nie chcemy zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Już bez tego czuję na sobie ciekawskie spojrzenia. – Połączyłbym myślnikiem, tym bardziej, że w tym akapicie masz masę krótkich zdań.

 

Znałam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że ta mina świadczy o tym, iż nie do końca sam w to wierzy. → Jakiś nienaturalny ten szyk w końcówce, może: …iż sam nie do końca w to wierzy.

 

Jeśli ona nie będzie wiedziała, co robić, to nikt nie będzie w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. → Zbędne żadnej”, może zamiast tego wrzucić po prostu “ci”.

 

Zapraszam w skromne progi Edrath Sabith Capricornus, tej która widziała jak młody świat stawia pierwsze kroki. → Brak przecinka po “tej”.

 

Edit: w jednym ze zdań jest wypunktowałem jeszcze jeden błąd – jest stój powinno być strój.

drakaina, “do serca i ROZUMU”? Po co aż tak ostro? Nie bywam tu niestety zbyt często, czasem tylko wrzucę jakiś tekst i niestety, chociaż bym chciała, nie mam czasu czytać i komentować tekstów innych. Gdybyś zwróciła mi uwagę chociaż trochę grzeczniej, odpisałabym: Pewnie, jak tylko znajdę czas poczytam i skomentuję. Bo w sumie faktycznie fajnie, jak to działa w obie strony – bierzesz, ale też i dajesz. Ale w taki sposób, jak to napisałaś, jeszcze powołując się na savoir-vivr, poczułam się, jakbyś mnie w tym momencie obraziła, a tak być raczej nie powinno. Pozdrawiam.

Maszkytny, dziękuję za uwagi, są naprawdę pomocne! Pozdrawiam cieplutko ;) 

Charlise – nie wiem, dlaczego odwołanie się do rozumu Cię uraża? Jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam, dla mnie było to odwołanie się po prostu zarówno do wiary i czucia, jak i szkiełka i oka – do przejęcia się emocjonalnego, ale także do przemyślenia na racjonalnie, dlaczego aż dwa Twoje teksty nie doczekały się ani jednego komentarza, co tu jest ewenementem.

Daj nam coś z siebie, to zapewne otrzymasz to, o co w przedmowie prosisz. A jeśli nie masz czasu dla innych, jak szczerze piszesz – to nie wymagaj, żeby ci inni poświęcali Twoim tekstom swój czas… My też nie mamy go w nadmiarach, każdy z nas pracuje lub studiuje, pisze i publikuje swoje opowiadania i książki, ma swoje sprawy. Dlatego naprawdę przemyśl kwestię altruizmu wzajemnego, zamiast obrażać się o to, że ktoś odwołuje się do Twojego rozumu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@CharliseEileen

Nie ma sprawy, sam na tym korzystam. ;]

 

@drakaina

Jeśli mam być szczery, mi twój pierwszy komentarz również zabrzmiał wyraźnie uszczypliwie, kiedy go przeczytałem. Tym bardziej, że nie było żadnych podstaw do takiej reakcji.

No to sorry za uszczypliwość, mogę wykreślić ten rozum, choć nadal nie rozumiem, dlaczego posądzanie kogoś o jego posiadanie jest obraźliwe ;) A dopraszanie się o komentarze przy założeniu zerowej aktywności portalowej – cóż, po czterech tekstach jak dla mnie jest trochę powodem do mocniejszego zwrócenia uwagi… Ale jeszcze raz – jeśli ktoś poczuł się rozumem urażony, przykro mi, nie będę się więcej do niego odwoływać ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odebrałam to trochę tak, jakbym właśnie tego rozumu nie miała. W każdym razie, jak tylko znajdę czas, będę się więcej udzielać ;) 

Nowa Fantastyka