- Opowiadanie: PiotrSkowronek - Karma wraca

Karma wraca

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan, Użytkownicy III

Oceny

Karma wraca

 

 

 

 

 

 

Ludzka twarz zawiera około siedemdziesięciu mięśni…

 

***

 

“NA­KAR­MI­MY TWOJĄ PA­RA­NO­JĘ!” – Brzmiał czer­wo­ny napis na ba­ne­rze.

Zza ce­gla­ne­go muru mo­głem go do­strzec je­dy­nie sta­jąc na pal­cach.

Ech, no i po­my­śleć, że lu­dzie wolni pła­ci­li za takie kosz­mar­ki, jak roz­bu­dza­nie naj­gor­szych lęków.

W świe­cie, gdzie nie ma na­tu­ral­nych wro­gów, in­stynkt sa­mo­za­cho­waw­czy za­ni­ka. Wszy­scy tylko myślą, jak tu na­błysz­czyć swoje piór­ka!

Po­słu­chaj synu, je­steś tu tylko dla­te­go, że w od­po­wied­nim mo­men­cie życia mia­łem tro­chę szczę­ścia.

To było w cza­sie, gdy nie mia­łem twa­rzy. Na­zy­wa­no to fa­cho­wo „twa­rzo­brze­za­niem”, dziś zwy­czaj ten jest za­bro­nio­ny przez prawo.

Na­zy­wa­łem się wtedy 57TX2, bo na pla­ne­cie Kre­ma­to­ria Sie­dem­na­ście więź­niom – a takim byłem – nie wolno było uży­wać imion, a je­dy­nie nu­me­ry.

Po­słu­chaj…

 

***

 

– Świę­to­je­bli­wa idiot­ka emo­cjo­nal­na! – Głos ko­bie­ty brzmiał z chaty.

Obóz tęt­nił wie­czor­ny­mi roz­mo­wa­mi.

Po po­zba­wie­niu twa­rzy nie mo­głem li­czyć na wzglę­dy płci prze­ciw­nej. Pod­słu­chi­wa­łem więc i pod­glą­da­łem z ukry­cia, a póź­niej ona­ni­zo­wa­łem się za­pa­mię­ta­le.

Tra­fi­łem tam przez wła­sną, mło­dzień­czą głu­po­tę. Pra­co­wa­łem na stat­ku ko­smicz­nym w roli spa­wa­cza.

Nad­cho­dzi­ły świę­ta. Tro­chę wy­pi­łem i nie do­pa­trzy­łem obo­wiąz­ku. Po­ziom ace­ty­le­nu w butli spadł na tyle, że po­wsta­ło pod­ci­śnie­nie. Kła­dłem wła­śnie ostat­nią spo­inę, spaw, po­tocz­nie rzecz uj­mu­jąc, i już mia­łem zga­sić pal­nik, gdy siły fi­zy­ki wcią­gnę­ły pło­mień do węża i w końcu do butli. Ogłu­szy­ła mnie eks­plo­zja.

Tak się stało, że nie­ste­ty, dzień wcze­śniej, wy­mon­to­wa­łem z pal­ni­ka bez­piecz­nik, bo sporo ważył i cier­pła mi ręka.

Mo­głem żyć bez trze­cie­go mig­dał­ka, mogę żyć i bez bez­piecz­ni­ka… – my­śla­łem sobie.

Gdy do­bie­głem na miej­sce, gdzie uprzed­nio stały butle, w po­miesz­cze­niu pa­no­wał ba­ła­gan. Pod­ło­gę i ścia­ny zdo­bi­ły ka­wał­ki me­ta­lu i ludz­kie­go ciała.

Do­zna­łem szoku. Sta­łem jak oso­wia­ły.

Maj­ster przy­biegł na miej­sce, za­ło­żył maskę ga­zo­wą i za­czął gasić pło­mie­nie, a potem za­cią­gnął mnie w bez­piecz­ne miej­sce. Ze­mdla­łem.

Kac mo­ral­ny przy­szedł po otwar­ciu oczu.

Nic nie po­mógł płacz i bła­ga­nia. Ska­za­li mnie za nie­umyśl­ne spo­wo­do­wa­nie śmier­ci, a tak na­praw­dę za skraj­ną głu­po­tę.

 

***

 

Po­dróż na Kre­ma­to­ria Sie­dem­na­ście od­by­łem w cał­ko­wi­tej ciem­no­ści. Mo­dli­łem się wtedy do Boga, a w za­sa­dzie me­dy­to­wa­łem. A może po pro­stu roz­my­śla­łem?

– Świa­tło za­wsze zwy­cię­ża – szep­ta­łem. – Świa­tło jest ab­so­lu­tem. Fo­to­ny to po­tę­ga. Świa­tłu wszyst­ko ustę­pu­je.

I w za­sa­dzie mia­łem rację, lecz i tak mu­sia­łem od­sie­dzieć wyrok. Jasna stro­na życia wy­gry­wa nie tylko w baj­kach, lecz i fi­zy­cy mogą to po­twier­dzić. Pręd­kość świa­tła jest stałą i nic nie może się do niej zbli­żyć. Każdy przed­miot, wraz ze wzro­stem pręd­ko­ści uzy­sku­je wzrost masy. Gdyby mógł się­gnąć tych trzy­stu ty­się­cy ki­lo­me­trów na se­kun­dę, zy­skał­by nie­skoń­czo­ną masę. Moim zda­niem ozna­cza­ło­by to ko­niec świa­ta. Więc z jed­nej stro­ny mamy ja­sność, z dru­giej opor­ną ma­te­rię, mój synu. Nie bój się śmier­ci, bo jest ona od­rzu­ce­niem po­wło­ki i zjed­no­cze­niem z świa­tłem. Ko­cham cię, mój synu.

 

***

 

Gdy wrota mej kap­su­ły sta­nę­ły otwo­rem, ośle­pił mnie blask. A potem ze­mdla­łem. Nie­ste­ty zbyt szyb­ko od­zy­ska­łem przy­tom­ność. Dwóch opan­ce­rzo­nych na czar­no straż­ni­ków przy­pię­ło mnie klam­ra­mi do fo­te­la. Za­uwa­ży­łem, że mieli na ple­cach po­ły­sku­ją­ce dez­in­te­gra­to­ry. Na końcu unie­ru­cho­mi­li moją głowę. Z su­fi­tu zje­cha­ło ramię z nożem i chwy­ta­kiem. Nie da­wa­li żad­ne­go znie­czu­le­nia, ni­cze­go. Jed­nym pre­cy­zyj­nym ru­chem ostrze okro­iło moją twarz do­oko­ła, a ramię zdar­ło ją z czasz­ki.

Wtedy nie zdą­ży­łem nawet krzyk­nąć, bo znów ze­mdla­łem.

Gdy od­zy­ska­łem przy­tom­ność spo­glą­da­łem na świat przez przy­łbi­cę za­sła­nia­ją­cą oczy i za­pew­nia­ją­cą im od­po­wied­nią wil­got­ność. Tak w skró­cie sta­łem się czło­wie­kiem bez twa­rzy. Po­wzią­łem w duchu postanowienie, że od­zy­skam ją za wszel­ką cenę. Straż prze­ka­zy­wa­ła ludz­kie ob­li­cza do schło­dze­nia i za­mro­że­nia, do spe­cjal­ne­go banku. Tkwi­ły tam tak długo, aż straż i sąd uzna­li, że wię­zień nie sta­no­wi już za­gro­że­nia dla spo­łe­czeń­stwa.

Cza­sem prze­wi­dzia­nym dla mnie na re­so­cja­li­za­cję było dzie­sięć lat. DE­KA­DA. Wtedy my­śla­łem, że to wyrok śmier­ci, do­słow­nie. Teraz wiem, że życie prze­cie­ka nam przez palce, ni­czym pia­sek.

 

***

 

Rana do­oko­ła głowy szczy­pa­ła jesz­cze przez kilka dni. Z racji mej pro­fe­sji mia­łem zo­stać kon­ser­wa­to­rem.

Do­pie­ro dzi­siaj ro­zu­miem, synu mój, że wdru­ko­wa­li w mój umysł ból. Dzi­siaj prze­cho­dzi. Ale bar­dzo długo cier­pia­łem nie tyle fi­zycz­nie, bo rany ciała szyb­ko się goją, a psy­chicz­nie. Ślad tam­tych dni będę nosił w sobie do śmier­ci.

Gdy byłem dziec­kiem, moi ro­dzi­ce, a twoi dziad­ko­wie, po­zba­wi­li mnie głosu, co było naj­gor­szą karą. Nie mo­głem roz­wi­jać się nor­mal­nie. Dla­te­go, gdy do­ro­słem i blo­ka­da mó­wie­nia zo­sta­ła ścią­gnię­ta, po­pa­dłem w ner­wi­cę i al­ko­ho­lizm. Dla­te­go wy­sa­dzi­łem czło­wie­ka w po­wie­trze i… me­ta­fo­rycz­nie rzecz uj­mu­jąc, na dzie­sięć lat, swoje wła­sne życie. Za­bra­li mi jego naj­waż­niej­szą część, my­śla­łem sobie cza­sa­mi, a dziś wiem, że to, co otrzy­ma­łem, było o wiele cen­niej­sze. Otrzy­ma­łem naj­wspa­nial­sze­go syna na świe­cie.

Teraz mówię do cie­bie z głębi serca. Wiem, że chcia­łeś się jed­nak do­wie­dzieć głów­nie o swo­jej mamie. Do­ro­słeś już na tyle, by po­znać praw­dę.

 

***

 

Na imię miała Vadus. Była na pla­ne­cie Kre­ma­to­ria jedną z osób, któ­rych nie po­zba­wio­no twa­rzy. Przy­by­ła tam za ja­kieś drob­ne prze­wi­nie­nie. Więk­szość więź­niów tra­fia­ła osta­tecz­nie do pie­ców i stam­tąd, przez komin, się­ga­ła „wol­no­ści”. Hi­sto­ria lubi się po­wta­rzać i piszą ją zwy­cięz­cy, jed­nak nie jest tak za­kła­ma­na, jak mo­gło­by się wy­da­wać.

Mama była ka­le­ką, nie miała bo­wiem nóg, a ki­ku­ty i po­ru­sza­ła się na wózku. Szyb­ko tra­fi­ła­by do spa­le­nia, gdyby nie pe­wien straż­nik. Facet imie­niem Jakob upa­trzył ją sobie. Mnie nie­ste­ty też wpa­dła w oko. Była bar­dzo pięk­ną ko­bie­tą, a jej dłu­gie, fa­lo­wa­ne i rude włosy spa­da­ły na ra­mio­na. Ubra­na była w jakiś pa­skud­ny worek na kar­to­fle, lecz wkrót­ce, dzię­ki swemu pro­tek­to­ro­wi, do­sta­ła ele­ganc­kie odzie­nie. Ko­le­żan­ki jej za­zdro­ści­ły, a męż­czyź­ni do niej wzdy­cha­li, lecz nie mogli nic uczy­nić, bo pro­tek­cja tam, na górze, była też do­dat­ko­wym wy­ro­kiem.

Wtedy wła­śnie uśmiech­nę­ło się do mnie szczę­ście.

Vadus prze­ży­ła z jesz­cze innej przy­czy­ny. Umia­ła grać na skrzyp­cach i mogła za­pew­niać innym więź­niom mu­zycz­ną roz­ryw­kę. A ja spa­wa­łem. I owład­nię­ty manią nie­śmier­tel­no­ści Jakob po­sta­no­wił, że tro­chę po­eks­pe­ry­men­tu­je. Nie od razu do­wie­dzia­łem się o jego za­mia­rach. Pew­nej nocy po pro­stu przy­szedł do mnie i po­wie­dział coś w stylu:

– Moja żona mnie nie kocha.

Mówił tak o twej dro­giej mamie. W jego od­de­chu wy­czu­wa­łem mocny odór al­ko­ho­lu.

– Ja ją ko­cham i dla­te­go cier­pię – kon­ty­nu­ował straż­nik. – Chcę dać jej wszyst­ko, co mogę. Sły­sza­łem, że po­tra­fisz po­spa­wać to i owo. Wy­spa­waj jej en­dosz­kie­let, a wtedy po­my­śli­my o twym szyb­szym od­zy­ska­niu twa­rzy.

Za­czą­łem od nóg. Jakob za­pew­nił mi pro­jek­ty i po kilku ty­go­dniach dolne koń­czy­ny były go­to­we, imi­tu­jąc wier­nie czę­ści praw­dzi­we­go szkie­le­tu.

Wpły­wo­wy Jakob pró­bo­wał zdo­być spe­cja­li­stów od ho­do­wa­nia tka­nek aby oblec me­ta­lo­we kości cia­łem, lecz nie było go na to stać. I jego wła­dza też nie się­ga­ła tak da­le­ko.

Twoja matka mogła jed­nak cho­dzić, a ja od­zy­ska­łem twarz.

I wtedy, gdy już wy­da­wa­ło się, że wszyst­ko idzie jak po maśle, Jakob za­stał mnie i Vadus na ty­łach ma­ga­zy­nu. Ata­ko­wa­łem ją za­pa­mię­ta­le swym ber­łem roz­ko­szy, łap­czy­wie chwy­ta­jąc sze­ro­kie bio­dra. Po­ło­ży­ła swe me­ta­lo­we nogi na mych ra­mio­nach. I wtedy usły­sza­łem coś za ple­ca­mi. Ob­ró­ci­łem się przez prawe ramię.

Znie­ru­cho­mie­li­śmy. Jakob po­cią­gnął łyk ja­bo­la, otarł usta, bek­nął i rzu­cił bu­tel­kę na po­sadz­kę. Roz­trza­ska­ła się. Męż­czy­zna zła­pał dez­in­te­gra­tor i przy­ło­żył sobie do głowy. Ja i Vadus ucie­kli­śmy z miej­sca dra­ma­tu. Wkrót­ce potem mo­gli­śmy wró­cić na Zie­mię.

Teraz, gdy twoja mama nie żyje, a ty masz trzy­dzie­ści lat, cie­szę się, że wiesz.

 

***

 

– Karma wraca – zwy­kła ma­wiać twoja mama w waż­nych mo­men­tach życia.

I karma wró­ci­ła, choć przez lata cier­pie­li­śmy, ja i ona. A ty je­steś chyba ostat­nią osobą w tym łań­cusz­ku sza­leń­stwa. Na tobie się to za­koń­czy. Tego ci życzę. Myślę, że tak bę­dzie. W tam­tych cza­sach ist­nia­ła już do­sko­na­ła tech­no­lo­gia hi­ber­na­cji i tylko dla­te­go moja twarz wy­glą­da do­kład­nie tak, jak przed in­cy­den­tem z butlą.

Nigdy nie po­wie­dzia­łem ci, jak zmar­ła twoja matka. Osta­tecz­nie udało mi się skon­stru­ować dla niej en­dosz­kie­let, lecz mu­sie­li­śmy za­pła­cić za to wy­so­ką cenę, zwłasz­cza ona. Mi­ster­na kon­struk­cja da­wa­ła jej nad­ludz­ką siłę i kilka lat po twoim przyj­ściu na świat, twoja bied­na mama po­sta­no­wi­ła ura­to­wać pew­ne­go czło­wie­ka. Za swój he­ro­izm za­pła­ci­ła ży­ciem. Wy­cią­gnę­ła bo­wiem dziec­ko za­kli­no­wa­ne w gą­sie­ni­cy dźwi­gu. Nie­ste­ty nie po­tra­fi­ła pomóc samej sobie. Urzą­dze­nie ru­szy­ło i we­ssa­ło ją do środ­ka.

Tak więc spa­wa­łem nogi dla naj­pięk­niej­szej ko­bie­ty świa­ta i zo­stał mi dziś tylko w po­ło­wie zmiaż­dżo­ny en­dosz­kie­let. Ten oto za­by­tek ro­dzin­ny prze­ka­zu­ję tobie, abyś miał o mnie lep­sze mnie­ma­nie niż do tej pory. Świat już mi prze­ba­czył. Teraz, pro­szę o prze­ba­cze­nie też cie­bie. Nie po­wie­dzia­łem ci wcze­śniej, bo byłeś zbyt młody, a ja wiem, że nie na­le­ży oświe­cać ludzi przed osią­gnię­ciem pew­ne­go wieku, bo grozi im sza­leń­stwo. Wiele razy sta­łem na jego kra­wę­dzi, wpa­trzo­ny w dół jak osza­la­ły, nie wie­dząc, czy to gwiaz­dy, czy ich od­bi­cie w je­zio­rze smo­li­stej pust­ki.

 

***

 

Tak więc, drogi synu, pro­szę, prze­bacz mi. Nie byłem ide­al­nym ojcem, lecz i nie naj­gor­szym. Moje mo­dli­twy zo­sta­ły wy­słu­cha­ne. Świa­tło wy­gra­ło, znowu. A teraz po­że­ra mnie rak i czuję, że mogę odejść. Nie miej mi tego za złe, że tak długo ukry­wa­łem praw­dę. Bałem się, że znowu stra­cę twarz, że stra­cę… Cie­bie.

Teraz jest mi już wszyst­ko jedno.

Cza­sa­mi śni mi się twoja matka. Nie wiem dla­cze­go, ale w tych snach nie ma twa­rzy. Czyż­by po­chło­nę­ła ją ciem­ność, a nie świa­tło? A może nie ma życia po śmier­ci?

Prze­pra­szam, że mu­sia­łem cię zabić, drogi synu. Teraz upo­zo­ru­ję wy­pa­dek. Masz zbyt długi język, za­czą­łeś do­my­ślać się zbyt wielu rze­czy. Je­stem prze­cież szy­chą, nie mogło wyjść na jaw, że po­cho­dzi­łeś z nie­ślub­ne­go związ­ku, chyba ro­zu­miesz. Prze­pra­szam cię za to. Sły­sza­łem, że pod­czas snu lu­dzie sły­szą, a śmierć jest prze­cież snem. Na szczę­ście nikt nigdy nie dowie się o tej zbrod­ni. Od­zy­ska­łem twarz i nie za­mie­rzam tra­cić jej po­now­nie.

Ech, prze­cież to był tylko wy­pa­dek przy pracy, a… Takie rze­czy się zda­rza­ją.

Twoja matka po­wie­dzia­ła­by, że karma wraca. Ja mogę dodać od sie­bie, że nie za­wsze. Gdyby tak było, prze­cież nikt nie mógł­by od­zy­skać twa­rzy już na za­wsze. Ludz­kość po­trze­bu­je opo­wie­ści, bo­ha­te­rów i le­gend.

Do­brej nocy, ko­cham cię, śpij spo­koj­nie.

 

***

 

Teraz. Tro­chę sobie wszyst­ko prze­my­śla­łem i za­sta­na­wia mnie tylko jedno. Dla­cze­go Vadus ma we śnie czar­ny okrąg w miej­scu twa­rzy?

Cza­sa­mi w nocy budzę się zlany potem. Nie wie­rzę w sny, a ten jest mocno ir­ra­cjo­nal­ny i choć to wiem, to jed­nak oszu­ku­je mój rozum. Po­ko­nał ba­rie­rę roz­sąd­ku. Dla­cze­go tak jest?

Zbrod­nie do­sko­na­łe mają też wady. Naj­wy­raź­niej nie za­spo­ko­ję cie­ka­wo­ści, pierw­sze­go stop­nia do… Pięk­na.

Teraz, drogi synu, twój en­dosz­kie­let do­łą­czy do mojej ko­lek­cji, aby­śmy za­wsze mogli być razem. Je­stem prze­cież przy­kład­nym oby­wa­te­lem i czę­sto od­wie­dzam szcząt­ki bli­skich. Za­wsze mam je na po­do­rę­dziu.

No, więc już nie­dłu­go znowu sobie po­ga­da­my.

Ro­śnij zdro­wo!

 

***

 

Być albo nie być, oto jest pa­ra­no­icz­ne py­ta­nie…

I znowu widzę na czer­wo­no…

Jasna cho­le­ra!

Czy jest na sali lekarz?

Koniec

Komentarze

Hmmm. Fabuła dość dziwna, niewiele wyjaśniasz. Twój bohater ma nieźle zrytą psyche.

Ale początek mi się spodobał, chociaż mam zastrzeżenia do świata. Po co pozbawiać więźnia twarzy? Czy to coś daje społeczeństwu? Po co pozbawiać dzieci zdolności mówienia? Znaczy, rozumiem, że czasami rodzice bardzo chcą, żeby ich skarb wreszcie zamknął buzię, ale… To wyrządza więcej szkód niż pożytku. Co ze szkołą?

Te rzeczy wyglądają na wstawione, bo tak, żeby pokazać, jaki ten świat jest okropny. Ale bez przemyślenia. A wydaje mi się, że świat nie bywa głupio okropny.

Aha, to ta niebieska ilustracja dla mnie? Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Cieszy mnie Twoja recepcja, Finklo.

Rozumiem, że początek podobał Ci się najbardziej i przypuszczam iż dlatego, że zapowiadał opowiadanie klasyczne, a ja po prostu lubię niekonwencjonalne zwroty akcji.

Napisałaś, że wydaje Ci się, że świat nie bywa głupio okrutny. Myślę, że masz tu dużo racji, lecz nie sto procent.

Z faktów historycznych:

Odcinanie złodziejowi ręki piętnowało go na całe życie i jednocześnie uniemożliwiało mu na stałe “odzyskanie twarzy” tudzież ręki.

Kościół już przeprosił za “świętą” inkwizycję, patrz → palenie na stosie, topienie czarownic, tortury, a wszystko w imię wybaczenia bliźniemu.

Oczywiście, zapewne realia do pewnego stopnia usprawiedliwiają te głupie głupoty, ale nie mogłem, sama widzisz, zgodzić się z Tobą w stu procentach.

Co ze szkołą? Kwestia pozostaje otwarta, gdyż szersze opisanie tego aspektu nie należało do głównej osi fabularnej. Wyjaśnić to można na wiele sposobów, a oto jeden z nich – człowiek z najniższej kasty może niewiele. Narrator nie musi o tym wspominać, jeśli sprawa jest oczywista dla niego i jego syna.

 

A teraz czas na głupotę zapewne uzasadnioną, lecz jednak okrutną z historii współczesnej.

Mnie się wydaje, że kara śmierci pasuje tu doskonale, nie można bowiem odkręcić wyroku, gdy okaże się niesłuszny, bo na przykład po latach pojawiły się dowody jednak przeczące winie straconego. Tak, wiem, z punktu widzenia skrajnego kapitalisty lepiej kogoś zabić, niż go utrzymywać. I faktycznie, karma jednak nie zawsze wraca. Gdyby tak było, świat byłby idealnym miejscem, a nie jest. Ale ostatecznie, kto wie, co może się zdarzyć?

 

Aż przydałby się głos Einsteina z offtopu, jako takiego laickiego świętego, że wszechświat nie jest nieskończony, lecz ludzka głupota – owszem.

 

“Aha, to ta niebieska ilustracja dla mnie? Dzięki. :-)”

Nie ma za co :)

 

Ucięcie ręki złodziejowi może mu poważnie utrudnić recydywę.

Kara śmierci dla mordercy daje pewność, że już nikogo nie zabije.

Co daje usunięcie twarzy?

Oczywiście, nie każdy wyrok jest słuszny, nie każde prawo mądre.

To Twój świat i Twój tekst.

Babska logika rządzi!

heart

No, spawacz lejący na bhp konstruuje egzoszkielet… Wizja ciekawa, co mało mało przemyślana, jakby zawroty akcji były ważniejsze niż treść opak ;)

Blacktomie, ludzie w więzieniu się zmieniają :) Upadają albo zyskują na sile i wprawie. Albo stoją w miejscu czyli opcji mamy wiele.

A tak w ogóle nie stosowanie się do zasad bhp i jednorazowy incydent alkoholowy o niczym jeszcze nie świadczą. Niestety znam i “znam” wiele osób, które w rażący sposób naruszają sztukę zawodu, czy to inżynierowie czy lekarze, słowem, najróżniejsi fachowcy i często uchodzi im to na sucho, a jest to tylko zwykła, codzienna obserwacja, więc kompletnie nie rozumiem Twej sugestii :)

 

 

Mimo wszystko dziękuję, że zostawiłeś tu swój ślad! :3

Prawdopodobieństwo zaistnienia ;) Ale tak, masz rację. Człowiek człowiekowi nierówny i może ten akurat miał zmysł dobrego mechatronika i konstruktora :)

Podobno po to, żeby potem jako żony były wierne. Zdaje się, że to pozbawia przyjemności z seksu, więc jeden z bodźców do zdrady znika.

A w szkole nauczycielom zdarza się zadawać uczniom pytania. Dobrze, jeśli dzieciaki potrafią odpowiedzieć. Natomiast nie powinno się zdarzać, że nauczyciel grzebie im w genitaliach.

Edytka: O, komentarz, na który odpisywałam, zniknął? Co za numery?!

Babska logika rządzi!

No dobra, to było dziwne ;) ale ciekawe, 

Po pozbawieniu twarzy nie mogłem liczyć na względy płci przeciwnej. Podsłuchiwałem więc i podglądałem z ukrycia, a później onanizowałem się zapamiętale.

Stracił twarz a nie …, ee możliwość rozmowy, “Każda potwora znajdzie swego amatora”

Dwóch opancerzonych na czarno strażników przypięło mnie klamrami do fotela. Zauważyłem, że mieli na plecach połyskujące dezintegratory.

Najczęściej jak cię ktoś przypina do fotela to raczej stoi do ciebie frontem, a nie plecami, więc zdanie uważam za trochę niedopracowane ;)

Jednym precyzyjnym ruchem ostrze okroiło moją twarz dookoła, a ramię zdarło ją z czaszki.

Stracić twarz – nabiera tutaj nowego dosłownego znaczenia, aż mnie swędzi teraz skóra na twarzy jak o tym myślę, wydaję mi się iż funkcja czysto psychologiczna, rano wstaje patrzy w lustro i wie za co siedzi ;), 

Finkla

Po co pozbawiać dzieci zdolności mówienia?

Po co się obrzeza dziewczynki i zaszywa, gdy są niepotrzebne?? Historia z dnia dzisiejszego i też podobno mają tam szkoły. Ok, może funkcja wychowawcza, ale to i tak podchodzi pod zachowanie ogółu, mi tak robili to i ja powinienem swoim dzieciom, bo to dopuszczalne i w normie.

 

 

Ciekawy pomysł na zabranie i odzyskanie twarzy. Fabuła pokręcona i dziwna, ale przypuszczam, że starałeś się pokazać sposób myślenia człowieka chorego psychicznie. Mogłabym się przyczepić, że do jednego tekstu wrzucasz za dużo pomysłów : krematorium, endoszkielety, wywoływanie paranoi, zdrada, super bohaterka, zabity syn.

Finklo i Skuulu – jeśli nie czytaliście w tej tematyce, polecam książkę Waris Dirie, “Kwiat pustyni”.

 

Skuulu – “Stracić twarz – nabiera tutaj nowego dosłownego znaczenia, aż mnie swędzi teraz skóra na twarzy jak o tym myślę, wydaję mi się iż funkcja czysto psychologiczna, rano wstaje patrzy w lustro i wie za co siedzi ;), “ – podoba mi się Twoje interpretacja :D 

Też lubię w sztuce momenty, gdy odczuwam mocniej.

Brak twarzy = brak normalnych interakcji społecznych = tortura.

 

Wiesz, strażnik zazwyczaj trochę się kręci i nietrudno wtedy zobaczyć przypięty na plecach dezintegrator.

 

ANDO - miło, że wpadłaś i cieszę się, że jednak nie przyczepiłaś się do obfitości inwentarza :D

 

Dziękuję Wam za aktywność i mam cichą nadzieję, że osoba, która skasowała swój komentarz jeszcze się do nas tu odezwie :)

 

 

Skuul skasował, a zaraz potem wstawił jeszcze raz. Nic nie straciłeś.

Babska logika rządzi!

Dzięki za info <tajemniczy półuśmiech>

Piotrze, jak mam być szczera, to nie za bardzo przepadam za twoim stylem, chociaż w tym przypadku – tadam! – podobało się :). Cieszę się, że ograniczyłeś długość do szorta, tekst dzięki temu nie jest niestrawny, a w dłuższej wersji mógłby już męczyć.

Ciekawie wykreowałeś świat z głównym bohaterem świrusem na czele. Nie wiem dlaczego, ale podczas lektury miałam przed oczami coś na kształt miasta z Blade Runnera :). Ciężki klimat był całkiem wyczuwalny. Nie zrozumiałam tylko dlaczego główny bohater zabił syna, to mi chyba umknęło.

 

Twoja matka powiedziałaby, że karma wraca. Ja mogę dodać od siebie, że nie zawsze. Gdyby tak było, przecież nikt nie mógłby odzyskać twarzy już na zawsze.

A tu masz trochę drażniące powtórzonko.

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy – cieszę się, że wreszcie coś ode mnie Ci przypasowało.

W tekście jest wzmianka dlaczego ojciec zabił syna – padają słowa o gadulstwie potomka i o tym, że “poznał się” na pewnych sekretach. Więcej szczegółów tam nie ma, resztę możesz odnaleźć w komentarzach, jeśli oczywiście będzie Ci się chcieć, lecz nie jest to w najmniejszym stopniu wymagane do zrozumienia całości.

Ze zmianą powtórzonka jeszcze sobie poczekam, bo jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę.

Pozdrawiam!

 

 

A to nie jest tak, że unikam twoich tekstów :). Jak coś wpada to czytam, aczkolwiek z dotychczasowych ten podobał mi się najbardziej.

Faktycznie, nie połączyłam wątków – komentarze też rozjaśniły. Piękne dzięki :).

 

Ze zmianą powtórzonka jeszcze sobie poczekam, bo jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę.

Jasne, to jest twój tekst, ty decydujesz ostatecznie jak będzie wyglądał :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Cieszę się, że poukładałaś te puzzle :)

 

Piękne dzięki :).

Nie ma za co dziękować, bo fajnie sobie pofantazjować, a jak jest jeszcze do tego towarzystwo, to już w ogóle – zacnie :P

Nie da się ukryć, że oryginalność to największa zaleta tego tekstu. Bo z logiką czasem jest nie po drodze. Endoszkielet? Ok, kobieta nie miała nóg. Ale żebra i resztę też jej dorobił?

Klimat też jest dość sugestywny, choć czasem nie nadążam za Twoimi pomysłami :).

Trochę standardowego czepialstwa:

– “NAKARMIMY TWOJĄ PARANOJĘ!” – Brzmiał” – tu po myślniku dałbym małą literę;

– “Stałem jak osowiały” – a nie “osłupiały”?;

– “spoglądałem na świat przez przyłbicę zasłaniającą oczy” – jak przyłbica zasłaniała, to nie mógł przez nią patrzeć ;).

 

Trochę mnie przytłoczył ten tekst. Muszę go przemyśleć!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Staruchu – dzięki Ci :) Przemyśl, oj przemyśl, mam nadzieję, że jeszcze tu wrócisz :)

 

spoglądałem na świat przez przyłbicę zasłaniającą oczy

No wiesz, przyłbica może być przeszklona, taka, jak na przykład u spawaczy elektrycznych :)!

 

Staruchu, co do endoszkieletu – pomysł jest jak najbardziej przemyślany. Uwierz mi, że przy zaawansowanej technice można “stary” szkielet wyekstrahować – nie mówię, że cały na raz – i go podmieniać na nowy, choćby po jednej kostce.

Ciekawy tekst. Podoba mi się ogólny zarys historii – wyrok, planeta-więzienie, romans nawiązujący do opowieści z obozów koncentracyjnych i późniejsze tragiczne losy. Trochę to za bardzo skrócone, chciałoby się więcej treści i opisów scen, ale w tej formie ma też swój urok.

Początek z lekka się dłużył, choć opis wypadku i żal bohatera pozwolił przejść przez niego. Od momentu trafienia na planetę robi się znacznie ciekawiej.

Podsumowując: trochę to skrócone w stosunku do historii, jaką opowiada, ale nawet teraz ma swój interesujący posmak. Daję klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mmmmm… Twój klik, NoWhereManie, smakuje wspaniale :)

Potraktowałeś utratę twarzy i jej odzyskanie dosłownie, opisując przy tym – w sposób charakterystyczny dla siebie – osobliwe koleje życia bohatera. Choć opowiadanie czytało się lepiej niż inne Twoje teksty, z którymi zetknęłam się ostatnio, to jednak nie mogę powiedzieć, że była to lektura lekka, łatwa i przyjemna.

 

Po­wzią­łem w duchu, że od­zy­skam ją za wszel­ką cenę. –> Pewnie miało być: Po­wzią­łem w duchu postanowienie, że od­zy­skam ją za wszel­ką cenę. Lub: Postanowiłem w duchu, że od­zy­skam ją za wszel­ką cenę.

 

życie prze­cie­ka nam przez palce, ni­czym pia­sek. –> Przecieka ciecz, piasek może się przesypywać.

 

moi ro­dzi­ce, a Twoi dziad­ko­wie… –> …moi ro­dzi­ce, a twoi dziad­ko­wie

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Teraz, gdy Twoja mama nie żyje… –> Teraz, gdy twoja mama nie żyje

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy – nie miałem najmniejszego zamiaru tworzenia lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej :) 

Trochę mnie zainspirowałaś i kto wie, może teraz stworzę coś takiego.

Z tym “Twoim” z dużej oczywiście się zgadzam, lecz pozostałe, cóż…

 

“Powziąłem” nie może egzystować bez “postanowienia”, które byłoby domyślne?

 

przecieka > przesypuje – tu muszę się zgodzić jeśli chodzi o poprawność logiczną, językową, lecz jednak narrator nie musi tego wiedzieć. Jest przecież, co widać jak na dłoni, człowiekiem grubo ciosanym, w przenośni, a i na pewnych etapach życia – dosłownie.

 

Piotrze, to Twoje opowiadanie i wyłącznie od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane.

 

“Po­wzią­łem” nie może eg­zy­sto­wać bez “po­sta­no­wie­nia”, które by­ło­by do­myśl­ne?

Powziąć można nie tylko postanowienie, ale też, m.in.: zamiar, myśl, projekt, decyzję, zdanie. Więcej tutaj: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/powziac;5479861.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – bohater jednak “powziął postanowienie” :)

 

Dziękuję za pomoc!

Bardzo proszę.

No i cieszę się, że bohater jednak uściślił. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

heart

PS: postanowiłem troszkę zmienić tekst pod namową regulatorzy i odkryłem, hmmm, jakby to nazwać, cień zepsucia w edytorze. Podkreśla prawie wszystkie wyrazy na czerwono. To bardzo ciekawe, zważywszy, że w zakończeniu opowieści bohater widzi na czerwono.

Mam wrażenie, że nie było tego od początku, ale mogę się mylić.

To tylko taka uwaga na marginesie, nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało.

Wolałem o tym napisać, bo ludzie gadatliwi jednak żyją dłużej, bo o problemach powinno się rozmawiać, aby nie powodowały wewnętrznych, emocjonalnych aberracji.

 

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę wspaniałego dnia, nocy i tego, co dalej na wypadek, gdybyśmy się jednak nie zobaczyli, bo wiadomo, nic nie jest pewne, a już nigdy tak mdła i dziwna rzecz, jak przyszłość!

 

Pokój!

Udało mi się nadążyć jakoś z akcją opowiadania, a działo się dużo. Świat przedstawiony jest tak samo pokręcony jak główny bohater. Myślę, że w tym tekście też dość mocno ocierasz się o surrealizm, bo jednak związki przyczynowo-skutkowe nie są tak oczywiste, a wizja planety Krematorium… no cóż. Miałam wrażenie, że czytam czyjś koszmar, którego nigdy wolałabym nie przyśnić. Ale muszę przyznać, że w Twoich tekstów, ten mi najmniej przypasował. Nie wiem, może przeczytam po raz kolejny za jakiś czas, bo może coś mi umknęło. A jedno wiem na pewno, odpowiada mi Twój sposób wyrazu – brakuje takich pokręconych historii fantastycznych. 

Bardzo rzadko zapominam języka w gębie.

Deirdriu, oto jeden z tych momentów.

Dziękuję.

heart

 

ANDO – dziękuję pięknie za nominację do biblioteki heart

– Świętojebliwa idiotka emocjonalna! – Głos kobiety brzmiał z chaty.

“brzmiał głos kobiety…” – określenia wypowiadanej kwestii mają pierwszeństwo w didaskaliach; wówczas od małej litery.

 

A może po prosto rozmyślałem?

dziś wiem, że to, co otrzymałem[+,] było o wiele cenniejsze.

 

Przeczytałem, choć nijak mnie nie porwało. Historia dość standardowa. Plus za odrobinę szaleństwa, która dobywa się ze słów narratora. Odniosłem jednak wrażenie, że dużo tutaj jest elementów-symboli, które zostały wprowadzone i porzucone, nie spełniły żadnej roli. Na przykład napis z samego początku. Odniesienia do światła i mroku. Idea usuwania więźniom twarzy – pokazana, ale nie wyjaśniona.

MrBrightside – ja chyba nie lubię wyjaśnień, po prostu :)

 

Literówkę odnajdę i zniszczę. Przecinek dodam.

Tylko ten zapis dialogu mnie zastanawia – dziękuję za cenną wskazówkę, aczkolwiek tutaj zmian wprowadzał – póki co – nie będę. Nikt inny nie zwrócił na to uwagi, a Finkla, NoWhereMan i ANDO kliknęli nawet bibliotekę, więc radę zapamiętuję na przyszłość, do tekstów i bet.

Dialogi. IMO, nie ma obowiązku stosowania struktury “orzeczenie + podmiot” w didaskaliach. Tak, jest bardzo popularna i wtedy nie stanowi odrębnego zdania, ale zawsze można napisać: “Zarąbię go. – Ziutek wygłosił groźbę, po czym pociągnął z gwinta”.

Babska logika rządzi!

Nie czuję się przekonana. Ściągi fantazmatowej nie uważam za Biblię redaktorską. Tak samo jak naszych portalowych poradników.

Wolański owszem, jest autorytetem w tej kwestii. Ale nie napisał, że didaskalia paszczowe trzeba zapisywać tak a tak. Wyjaśnił, kiedy duża litera, a kiedy nie. I tu nie ma co dyskutować.

A nawet gdyby – ciągle jeszcze można się zastanawiać nad tym konkretnym przykładem. “Głos kobiety brzmiał z chaty” – łatwo znaleźć argumenty, że to wcale nie jest mówienie (bardzo podobny do ostatniego przykładu z punktu a w linku PWN). Po prawdzie – i dla przeciwnej tezy nietrudno. Zostawiłabym to uznaniu Autora. Nie narzucajmy wszystkim jednolitego stylu.

Babska logika rządzi!

Zgadzam się z Finklą, co do uznania Autora. Choć wyjaśnienia na Fantazmatach robią wrażenie, to trochę dzielenie włosa na czworo. Zdarzyło mi się poprawiać litery w niektórych dialogach, a w niektórych nie poprawiałem, zależnie od tego, jak sam widziałem dialog. Czy mówiony, czy nie itd.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

“Brzmiał głos kobiety” to nie mówienie? To kto inny wypowiedział tę kwestię, jeśli nie kobieta? A gdyby w przykładzie stało “Kobieta rzekła w chacie”, też nie miałabyś z takim zapisem problemu?

Prawda jest taka, że do konstrukcji orzeczenie+podmiot nikt się nie doczepi, a konstrukcja odwrotna już trąca niechlujnością. A i mnie nie przekonuje argument o stylu, bo IMO to nie kwestia stylu, skoro inne didaskalia zapisane są tradycyjnie.

Ale to nie kobieta jest podmiotem, tylko głos. A głos nie mówi, tylko brzmi. Można się o to wykłócać do nieciekawej śmierci, ale po co? “Kobieta rzekła w chacie” – mam problem, ale nie z zapisem, tylko z sensem.

Styl. A IMO urozmaicenie lepiej robi stylowi niż glajchszaltowanie.

Babska logika rządzi!

Wyrwałem chwasty, a dyskusja o pisaniu dialogów mi się. Podoba.

Będziecie mogli przemaglować mój kolejny tekst, który potraktowałem purystycznie, jeśli chodzi o zapis dialogów, a mianowicie przyjąłem jeden imperatyw – w zasadzie dwa, ale poczekacie, zobaczycie – brak odgłosów paszczą.

Są więc kwestie i zachowania bohaterów, więc chyba wiadomo będzie, kto co mówi, ale… Sami osądzicie.

Dokonałem zmiany, niewielkiej, lecz jednak wrzucenie tej informacji już od pewnego czasu chodziło mi po głowie – dziś się zdecydowałem.

Zmiana nie jest ogromna, lecz sądzę, iż może być znacząca. Dodałem nowe pierwsze zdanie będące jednocześnie nowym fragmentem otwierającym tekst.

Co myślicie?

Nie wiem, co myśleć, Piotrze, bo nie pamiętam poprzedniego zdania. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Około siedemdziesiąt mięśni – tyle zawiera ludzka twarz…

 

To jest nowe, pierwsze zdanie. Reszta bez zmian.

Ach, zrozumiałam, że zmiana polega na zamianie zdań.

A skoro uważasz, Piotrze, że pierwsze zdanie jest wiele znaczące, to jestem przekonana, że wiesz, co piszesz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Teraz jeszcze trochę przekonwertowałem to zdanie, aby było w wersji językowo purystycznej. ;)

A nie powinno być “około siedemdziesięciu”?

Babska logika rządzi!

Odmieniłem to cudo i zobaczymy, czy łopot skrzydeł tego motyla wywoła burzę piaskową w Meksyku.

Zresztą sam nie wiem w końcu czy to około siedemdziesiąt czy pięćdziesiąt mięśni :P

Najwyraźniej nikogo to nie obchodzi :P

Zapytałam wujka Gugla ile człowiek ma mięśni twarzy, ale nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi. Więc się tym nie przejmuj, no chyba że czai się tu jakiś medyk lub też inny anatom.

 

Podoba mi się. Rozumiem twarzoobrzezanie, po pierwsze więźniowi bez twarzy trudniej uciec, a jak już zwieje, to łatwiej go złapać. Po drugie, zaraz na wstępie pokazuje człowiekowi, gdzie jest jego miejsce. A po trzecie, zapewne robią to, bo mogą. Więzienia jako miejsca resocjalizacji to tylko część prawdy, wystarczy przypomnieć sobie słynny eksperyment więzienny Zimbardo.

Jestem pewna, że znalazłoby się wielu rodziców, którzy chętnie pozbawiliby swoje dzieci głosu w dosłownym tego słowa znaczeniu, póki co wystarczy im fraza: “Jesteś głupi/ia”, która dość skutecznie zamyka dzieciakowi usta.

 

Twój bohater jest nieźle rąbnięty, ale w tym porąbaniu jest pewna logika (co nie oznacza, że go polubiłam). Dla mnie to logika strachu. Być może miałeś na myśli coś innego, ale opowieści w którymś momencie zaczynają żyć własnym życiem i oznaczyć dla czytelnika nie do końca to, co autor miał na myśli.

 

Poza porąbaniem głównego bohatera nie zauważam w twoim tekście większych oznak szaleństwa. Już bardziej szalony jest pomysł z “Imperatywu mroku”. Nie potrafię ocenić, który z tych tekstów jest lepszy, oba mi się podobają.

 

Zaintrygowałeś mnie, pogrzebię jeszcze w innych twoich tekstach.

Być może miałeś na myśli coś innego, ale opowieści w którymś momencie zaczynają żyć własnym życiem i oznaczyć dla czytelnika nie do końca to, co autor miał na myśli.

Tu mnie grubo zaciekawiłaś. Nie wiem, o który moment dokładnie chodzi, lecz i tak niezmiernie mnie cieszy, że przeczytałaś i skomentowałaś, a co więcej – że Ci się podobało :)

Posłuchaj[+,] synu, jesteś tu tylko dlatego, że w odpowiednim momencie życia miałem trochę szczęścia.

Fajne :)

yes

Opowiadanie trochę jak koszmarny sen, albo wizja szaleńca. Mroczne i pokręcone, ale czytało się przyjemnie :)

yes

Nowa Fantastyka