- Opowiadanie: Tomasz R.Czarny - pierwsze i ostatnie starcie

pierwsze i ostatnie starcie

Poniższe opowiadanie napisałem pod wpływem chwili. Poprostu siedziałem i czułem że musze napisać i wstawić je tutaj. Sam nie wiem dlaczego. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

pierwsze i ostatnie starcie

Jacek spojrzał na kolorową tabletkę leżącą na jego ręku. Zaczął się zastanawiać czy ją wziąć, czy też zrezygnować i oddać tabletkę.

– Śmiało bierz. – Usłyszał kuszący głos.

– Jest naprawdę dobra jak mówią?

– Nie spróbujesz, nie pojedziesz, mawiają.

– Raz kozie śmierć. – Po tych słowach z pewną dozą nieśmiałości wrzucił sobie tabletkę do ust.

Nic się działo. Nie było żadnej reakcji. Spojrzał niepewnie na swojego dostawce. Ten szelmowsko się uśmiechał.

– Długo trzeba czekać?

– Różnie bywa. – odparł mężczyzna, nadal szelmowsko się uśmiechając.

 

Nie miał pojęcia ile czasu minęło, jak poczuł wzbierająca w sobie energię.

W jego wnętrzu zaczęła się rodzić kula energii. Najpierw pojawił się zalążek, który powoli zaczął rosnąć.

Czuł jak wzbiera w nim moc, czuł jak powoli rośnie. Nieświadomie zaczął głębiej i szybciej oddychać.

Kula energii nabierała rozmiarów. Zaczynała dojrzewać. Jeszcze nie była gotowa, żeby wytrysnąć swoim owocem dojrzałości, ale powoli zbliżała się do tego stanu.

Dostawca był doświadczony w tej materii i już nie raz widział takie reakcje u nowicjuszy. Wiedział, że nie każdy może sam sobie poradzić z nadmiarem energii i mocy, która wypełniała całe ciało człowieka po zażyciu tej magicznej pigułki.

– Stary, wyluzuj trochę.

– Czuje, że mnie rozpiera energia. – można było wyczuć podniecenie w głosie Jacka.

– Uważaj, żeby ona cię nie spaliła, musisz stopniować ją.

Kula energii napęczniała do granic możliwości. Jacek zrozumiał, że posiada nieograniczoną moc.

– Czuje, że jestem gotowy.

– Musisz trochę zwolnić. Zacznij oddychać głęboko, wycisz się. – Dostawca zaczynał się obawiać, widząc rekcje Jacka.

– Jesteś ze mną, czy przeciwko mnie?

– Stary, wyluzuj.

Jacek zrozumiał, że dostawca wcale nie chciał mu pomoc. Szybki ruch głową i suchy trzask pękającego nosa rozległ się w pomieszczeniu. Dostawca leżał nieprzytomny na podłodze, zalany krwią. Jacek wybiegł na zewnątrz.

Kula pękła i fala energii zalała całe wnętrze Jacka. Był gotowy stanąć do walki o wolność ludzkości i całego świata. Będzie ich zbawicielem.

Ruszył przed siebie.

Był otoczony twarzami. Na ich obliczu malował się smutek, przygnębienie i rezygnacja. Nie mieli nadziei. To on był ich nadzieją.

– Nie smuć się, już niedługo was wyzwolę. Idę pokonać tego potwora. – próbował pocieszyć napotkanych ludzi.

Dotarł w końcu na miejsce. Stanął i spojrzał na potwora. To był wielki, kamienny Golem. Wziął głęboki oddech.

– Nadszedł twój koniec, Golemie! – krzyknął w jego stronę.

Golem nic nie powiedział, tylko łypnął oczami w jego stronę.

Jacek zapanował nad wypełniającą go energią, skumulował ją i ruszył. W połowie drogi do Golema, wzbił się w powietrze i poszybował wprost ku głowie olbrzyma. Zamierzał zadać mu cios, który go zamroczy. Skupił w tym ataku całą swoją siłę. Uderzenie musiało był precyzyjne.

Monstrum przewidziało ruch Jacka i zanim cios doszedł celu, machnął swoją ogromną ręką i odparł atak Jacka.

Trafiony Jacek wylądował bezwładnie na ziemi. Uderzenie na chwile go zamroczyło. Potwór był bardzo silny. Jacek miał rozbitą głowę. Krew strużkami płynęła mu po twarzy wdzierając się do ust.

Pozbierał się i przygotował do kolejnego ataku. Musiał to zrobić skutecznie, nie będzie miał kolejnej szansy. Dobrze o tym wiedział. Golem był silny. Miał jedną wadę, był zbyt wolny.

Ponownie się rozpędził, w połowie drogi wzbił się w powietrze. Sięgnął umysłem do magii i pchnięciem powietrza, uderzył Golema w pierś.

Uderzenie spowodowało, że monstrum się zachwiało i zrobiło krok w tył, rozrzucając przy tym ręce na boki.

Jacek zobaczył swoją szansę na skuteczny atak. Przypuścił szturm na pierś Golema. Zamierzał wbić się w nią i wyrwać mu jego kamienne, zimne serce. Tylko tak można było pokonać Golema.  

Przeliczył się z siłami. Zderzył się z ogromną skałą. Jego moc i siła nie przebiła piersi potwora. Uderzanie, jednak było tak mocne, że ciało Jacka nie wytrzymało. Usłyszał trzask łamanych kości. Osunął się na ziemie, jak szmaciana lalka.

 

 

 

Pan Zenon wracał właśnie z zakupów, jak w parku zauważył tłum ludzi. Była tam też policja i pogotowie. Zaciekawiony skierował tam swoje kroki.

– Co tu się stało? – zapytał pierwszego napotkanego obserwatora.

– A młody Dobrowolski nałykał się tych dopalaczy i latał po mieście, zaczepiając ludzi, i gadał jakieś bzdury o potworach, potem wbiegł do parku, i rzucił się na drzewo. Za pierwszym razem rozbił sobie głowę, ale to mu nie wystarczyło. Rozpędził się jeszcze raz i walnął z całej siły w tego dęba. – wyjaśnił obserwator.

– Jacuś? – zdziwił się pan Zenon. – Przecież to taki spokojny chłopiec.

– Był spokojny, panie Zenonie, był. Nie żyje.

 

Koniec

Komentarze

Jacek spojrzał na kolorową tabletkę leżącą na jego ręku. Zaczął się zastanawiać czy ją wziąć, czy też zrezygnować i oddać tabletkę.

Powtórzenie

Spojrzał niepewnie na swojego dostawce

dostawcę 

Ten szelmowsko się uśmiechał.

– Długo trzeba czekać?

– Różnie bywa. – odparł mężczyzna, nadal szelmowsko się uśmiechając.

Powtórzenie + zły zapis dialogu.

Na stronie mamy bardzo fajny poradnik:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Poniżej znalazłoby się więcej błędów. Niestety, jest ich sporo.

Wydaje mi się, Autorze, że pisanie pod wpływem chwili i szybka publikacja to zły pomysł. Popełniasz sporo błędów, a wielu z nich dałoby się łatwo uniknąć. Koniecznie czytaj teksty, zanim wrzucisz je na portal, bo, niestety, “Pierwsze i ostatnie starcie” jest napisane słabiutko.

Gdybym miała dać Ci radę, to sugerowałabym dużo czytać i to bardzo różnorodnej literatury. Powodzenia. :)

Tekst wydaje się lepszy od tego poprzedniego o policjancie, mimo wszystko jest jednak słaby, mniejsza już o pomysły i zapis dialogów, przede wszystkim trzeba poćwiczyć styl. Teoretycznie ten krótki fragment dałoby się doprowadzić do używalności, gdyby wyeliminować wszystkie niepotrzebne Jacki lub przecinki, ale nie o to chodzi – powinieneś dążyć do jak najlepszej postaci tzw. pierwszych wersji. W tym celu należy dużo czytać, również, jeśli masz na to ochotę, można pisać jakieś wprawki, założyć sobie dziennik, cokolwiek. Nie istnieje zbyt wiele osób, którym pisanie (dobre) od dziecka przychodzi zupełnie naturalnie, większość musiała ciężko na to pracować.

Jeśli już twoje pierwsze wersje będą cokolwiek warte, to wtedy tekst należy czytać wiele razy, poprawiać, nierzadko przepisywać od nowa. W poprzednim komentarzu podesłałem ci ten poradnik o dialogach, a tutaj nadal są błędy

dęba. – wyjaśnił

potwora. – próbował

bywa. – odparł mężczyzna

Czytanie i poprawianie, przepisywanie, to jedyny sposób, żeby udoskonalać swój tekst i jednocześnie się przy tym rozwijać. Polecam zrobić to w taki sposób: po napisaniu pierwszej wersji opowiadania nanieść pierwsze, oczywiste poprawki, później odłożyć tekst na około dwa tygodnie, zmienić czcionkę i interlinię, wydrukować, i usiąść do niego z długopisem – znów nanieść poprawki, znów odłożyć, i tak do momentu, w którym nie znajdziesz żadnego miejsca, gdzie byś coś zmienił. Wtedy można pomyśleć o publikacji, bo co z tego, że ktoś napisze, że mu się nie podoba? Nic to nie zmieni w twoich umiejętnościach.

Poniższe opowiadanie napisałem pod wpływem chwili. Poprostu siedziałem i czułem że musze napisać i wstawić je tutaj.

Ekstremalnie rzadko jest to dobry pomysł. A w Twoim przypadku jest to zdecydowanie zły pomysł. Dlaczego? Dlatego, że w tekście aż roi się od usterek. Powtarzasz te same błędy, co wcześniej – literówki, powtórzenia, zły zapis dialogów, interpunkcja. Pod poprzednimi tekstami dostałeś porady, co z tym, zrobić, linki do poradników zapisu dialogów. I widzę, że nie wziąłeś ich sobie do serca ani pod rozwagę.

Tekst powinien odleżeć, żebyś po jakimś czasie spojrzał na niego świeżym okiem i wyłapał lwią część usterek. Zawsze też jest beta, gdzie ktoś może wskazać z czym masz problem i pomóc Ci go rozwiązać, żebyś się uczył i nie powielał na nowo tych samych błędów. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Skoro przedmówcy (przedpostowcy?) wytkneli już oczywiste błędy, skupię się na pozytywach:

1 Ładny motyw zbawiciela, bohater heroiczny (nie drwię), czy nie wszyscy tacy są? Czy nie można doszukać się tutaj postaci Chrystusa? Bohater ginie za ludzi w ostatecznym starciu. Jego śmieć, klęska, niezrozumienie, czy nie tym jest jest właśnie starcie z naszymi wyobrażeniami?

2 Ciekawa krytyka społeczeństwa, zgrabnie ujęta w jednym zdaniu.

No dobra, a gdzie tu fantastyka?

Wykonanie nadal kuleje. Słuchaj przedpiśców, słusznie prawią. Zapis dialogów, literówki (szczególnie ę/e na końcach wyrazów)…

Nie miał pojęcia ile czasu minęło, jak poczuł wzbierająca w sobie energię.

“Jak” w tym przypadku wygląda bardzo kolokwialnie. Narrator nie powinien tak się wyrażać. BTW, przecinek po “pojęcia”. Literówka.

Najpierw pojawił się zalążek, który powoli zaczął rosnąć.

Czuł jak wzbiera w nim moc, czuł jak powoli rośnie.

Co jest podmiotem w drugim zdaniu i dlaczego zalążek? Przecinki po “czuł”.

Był otoczony twarzami. Na ich obliczu malował się smutek

Czyli twarze miały swoje oblicza. A właściwie jedno wspólne? Czytaj uważnie, coś napisał.

Monstrum przewidziało ruch Jacka i zanim cios doszedł celu, machnął swoją ogromną ręką i odparł atak Jacka.

A tu pomieszałeś rodzaje. Monstrum jest nijakie, więc “machnął” wydaje się odsyłać do ciosu, a to bez sensu.

Babska logika rządzi!

Poniższe opowiadanie napisałem pod wpływem chwili. Poprostu siedziałem i czułem że musze napisać i wstawić je tutaj. Sam nie wiem dlaczego. 

Tomaszu, jeśli w przyszłości znajdziesz się w podobnej sytuacji, postaraj się nie ulegać wpływowi chwili. Po prostu posiedź i zduś tę chęć, poczekaj, aż objawi Ci się naprawdę porządny pomysł i wtedy spróbuj napisać coś bardziej sensownego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poniższe opowiadanie napisałem pod wpływem chwili. Poprostu siedziałem i czułem że musze napisać i wstawić je tutaj.

Ekstremalnie rzadko jest to dobry pomysł. A w Twoim przypadku jest to zdecydowanie zły pomysł.

W ten sam sposób napisałem wszystkie szorty zamieszczone na NF :D Siedząc w pracy po godzinach.

Tomaszu, jeśli w przyszłości znajdziesz się w podobnej sytuacji, postaraj się nie ulegać wpływowi chwili. Po prostu posiedź i zduś tę chęć, poczekaj, aż objawi Ci się naprawdę porządny pomysł i wtedy spróbuj napisać coś bardziej sensownego.

Coup de grace. :(

Był tu jakiś pomysł, chociaż rzeczywiście słabo przemyślany.

Nienowy temat, a wykonanie nie zachwyca. Ciężko więc dodać coś więcej, co wspomnieli poprzedni komentujący. Chwytaj więc pomocne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka