- Opowiadanie: maggotsinside - Sen tysiąca kotów

Sen tysiąca kotów

W trakcie pisania opowiadania okazało się, że aby rzetelnie zaprezentować wszystkie postacie, zamknąć wątki poboczne, wytłumaczyć przynajmniej część namnożonych tajemnic, a przy okazji zaprezentować niektóre z arcyciekawych elementów kultury japońskiej, musiałbym podwoić albo potroić obecną objętość tekstu. Niestety jest to ponad moje siły. Dlatego też opowiadanie zostało dość drastycznie skrócone i przekształcone tak, by wątek główny obejmował jedynie podróż głównego bohatera. Pozostałe wątki zostały potraktowane jako drugoplanowe i mało istotne. Rozumiem frustrację tych, których lektura pozostawi z ogromem pytań i jedynie kilkoma odpowiedziami. Może kiedyś uda mi się wrócić do tego tekstu. 
Dziękuję wszystkim betującym za ich wkład i cierpliwość. Mam nadzieję, że z kolejnymi tekstami będzie łatwiej ;)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Sen tysiąca kotów

1.

Tej nocy koty zebrały się na naradę. Rozsiadły się na nagrobkach, ławkach i betonowych murach cmentarza Yanaka, w północnym Tokio. Było ich tysiąc, może więcej. Przyszły młode i stare. Wojownicy z postrzępionymi uszami i cieszący się powszechną sławą myśliwi. Żyjące z ludźmi koty o obfitych ciałach oraz lśniącym futrze, a także te, których życie upływało na nieustannej wędrówce. W tłumie można też było dostrzec czarnoksiężników, na co dzień zajmujących się magią i zagadkami wszechświata. W mroku nocy to ich oczy błyszczały najjaśniej. Przybyli tu z całej Japonii. Z gorącej i parnej Fukuoki, jak również wciąż chłodnego o tej porze roku Sapporo. Ze skalistej wyspy Aoshima oraz ciągnących się po horyzont przedmieść gigantycznego Tokio. Tej nocy spotkali się tu, by omówić ważną sprawę. 

Gdy srebrne oblicze księżyca pokonało pierwszą połowę swej conocnej wędrówki, naprzód wystąpił Ślepy Chihiro, najstarszy z nich wszystkich. Na ten krótki moment koty zastygły nieruchomo. Pokryte bielmem oczy starca przesuwały się po zebranych, jak gdyby wciąż mógł dostrzec otaczające go zewsząd sylwetki. Ciepły, wiosenny wiatr rozwiewał przekwitłe kwiaty wiśni, jednak słowa kota nie ginęły w ich szumie. Chihiro mówił o chorobie królowej i związanym z nią niebezpieczeństwu, które zagrażało światu. Opowiadał historię Kiyoshiego – ludzkiego dziecka, zdolnego zapobiec zbliżającej się katastrofie i ohydnych czynach jego ojca. Mówił o roli, jaką muszą odegrać koty i przyszłości, która może stać się ich udziałem.

Gdy skończył, tysiąc kotów rozeszło się, by rozgłaszać usłyszane nowiny. Mimo że starały się nie dać tego po sobie poznać, były bardzo poruszone. Nawet na nich perspektywa końca świata robiła wrażenie.

 

2. 

Ławica różnobarwnych samochodów płynęła ulicami miasta. Wypełniały sobą wąskie przestrzenie pomiędzy drapaczami chmur, jak i oparte na betonowych filarach drogi szybkiego ruchu. Promienie słońca odbijały się od szkła i metalu, rozrzucając wokół bezkształtne plamy świeżego światła. Hałas ciężarówek, mieszał się z szumem najnowszych modeli samochodów osobowych. By móc w pełni cieszyć się wiosną, która niedawno zawitała do Tokio, część kierowców otworzyła okna, wzbogacając miejską kakofonię o wybrane dzieła muzyki klasycznej, doniesienia ze świata gospodarki oraz relacje z wydarzeń sportowych.

Na tylnym siedzeniu, jednej z przemierzającej miast taksówek, siedział szczupły chłopiec. Gdyby tego dnia, ktoś zwrócił na niego uwagę, mógłby dostrzec to charakterystyczne spojrzenie, jakim czasem los obdarza ludzi dojrzałych ponad swój wiek. Miał nie więcej niż czternaście lat, ale jego oczy zdawały się być o wiele starsze. Z twarzą tuż przy szybie, uważnie przyglądał się mijanym budynkom, ze skupieniem czytając treść niezliczonych banerów reklamowych. Nigdy wcześniej nie odwiedził tej części miasta, dlatego teraz czuł się jakby trafił do świata, którego istnienie podejrzewał, ale nigdy nie sądził, że kiedyś uda mu się go zobaczyć na własne oczy. Stalowe cielska drapaczy chmur przytłaczały swym ogromem, ubrania przechodniów wydawały mu się ciekawe, ale zarazem dziwne i niepraktyczne. Sanya, najbiedniejsza dzielnica Tokio, w której się urodził, zdawała się być oddalona od tego miejsca o całe lata świetlne. 

Wzrok chłopca zatrzymał się na odwróconej do niego tyłem postaci. Ciocia Mitsuki siedziała obok kierowcy, prowadząc z nim hałaśliwą i jednostronną dyskusję. Trudno było skupić się na znaczeniu wypowiadanych przez nią słów. Mijały chłopca, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Wczorajszej nocy nie przespał choćby minuty, przez co dzisiaj czuł się dodatkowo zmęczony i odrętwiały. Nagle, kobieta obróciła się w jego kierunku, wyciągając przed siebie opakowanie importowanych karmelków.

 – Kiyoshi, może jednak coś zjesz? – spytała. – Od wczoraj nie miałeś niczego w ustach.

 – Dziękuję ciociu, nie jestem głodny. 

To była prawda. Perspektywa zjedzenia czegokolwiek wydawała mu się zupełnie nierealna, jakby odżywianie było czynnością znaną mu jedynie z książek i zasłyszanych opowieści. Kobieta uśmiechnęła się smutno, po czym odwróciła się, ponawiając rozmowę z kierowcą. Chłopcu było przykro, że nie potrafił odwzajemnić dobroci, jaką mu okazywała. Gdyby nie ona, nie zdołałby udźwignąć ciężaru ostatnich dni.

Jego mama zmarła dwa dni temu. Pewnego ranka po prostu się nie obudziła. Kiyoshi zadzwonił do cioci i pozwolił, by to ona zorganizowała ceremonię pogrzebową i dzisiejszą kremację. Dla niego, to wszystko zdawało się być tylko snem. Ludzie, którzy pojawili się w ich mieszkaniu, by wziąć udział w ceremonii nokanshi, zdawali się go doskonale znać, chociaż on widział ich po raz pierwszy w życiu. Koperty kondolencyjne, które otrzymał, były szczelnie wypełnione nowymi banknotami o nominale dziesięć tysięcy jenów, co w ciągu jednego dnia uczyniło z niego osobę zamożną. 

Mama nie miała stałej pracy, on nigdy nie chodził do szkoły. Pieniądze zdobywali żebrząc na jednej z ulic Sanyi. Nie zarabiali dużo, ale wystarczająco, by opłacić rachunki i jedzenie. Każdego wieczoru wspólnie czytali, przerabiali zadania matematyczne i odgrywali zabawne scenki po angielsku i niemiecku. Mama zdawała się wiedzieć wszystko na każdy możliwy temat i Kiyoshi bardzo lubił wspólnie spędzany czas. W ich dzielnicy było więcej ludzi takich jak oni. Z jakiegoś powodu, to miejsce stało się domem, dla wszystkich tych, dla których nie starczyło miejsca w dostatnim społeczeństwie Japonii. Nigdzie indziej bycie niewidzialnym, nie było tak łatwe jak tutaj. 

Nagle taksówka zatrzymała się i Kiyoshi uświadomił sobie, że dotarli już na miejsce. Zbudowany z czerwonej cegły, budynek krematorium położony był na obrzeżach miasta. Wokół były tylko pojedyncze skupiska drzew i pola uprawne, Tokio zostało daleko za nimi. 

Drzwi samochodu otworzyły się automatycznie i chłopiec znalazł się na zewnątrz. Ciocia poprosiła kierowcę, by na nich zaczekał i obydwoje ruszyli w kierunku wejścia.

3.

Kremacja została przeprowadzona bardzo szybko. Ciocia płakała przez cały czas, od kiedy tylko do pomieszczenia wniesiono trumnę. Kiyoshi przyglądał się pracy obsługi, podziwiając ich pełen rezerwy profesjonalizm. Wiedział, że w tym momencie powinien czuć smutek albo rozpacz, jednak nie potrafił znaleźć w sobie nawet śladu któregoś z tych uczuć. Zupełnie jakby w miejscu, gdzie powinna znajdować się jego dusza, była jedynie zimna pustka.

 W drodze powrotnej w taksówce panowała zupełna cisza. Kiyoshi obserwował pasażerów mijających ich aut, zastanawiając się czy ich życie, choćby w jakiejś części, podobne było do jego. Myślał o tym jak spędzają wakacje, co robią w pracy i jak czują się kładąc się codziennie do łóżka. Wyobrażanie sobie ich szczęścia sprawiało mu przyjemność. W pewnym momencie chłopiec zorientował się, że jego nos krwawi. Zdarzało się to codziennie od ponad dwóch tygodni. Kiyoshi wyciągnął z kieszeni chusteczkę i zatamował krwawienie.

 Gdy dotarli na miejsce, Mitsuki postanowiła odprowadzić chłopca aż do drzwi mieszkania.

 – Prosiła, żebym to dla ciebie przechowała. Na wypadek, gdyby sama nie mogła ci tego dać – powiedziała, wyciągając ze swej torebki brązową kopertę, na której eleganckim pismem mamy wykaligrafowano imię chłopca. 

Chłopiec wziął pakunek do ręki. Sądząc po ciężarze, w środku nie było zbyt wiele. 

– Na pewno nie chcesz przenieść się do mnie? Załatwiłam wszystkie formalności i oficjalnie jesteś pod moją opieką. Wiem, że potrzebujesz czasu, ale byłabym spokojniejsza gdybyś był bliżej. – Mitsuki spytała po raz kolejny tego dnia. 

– Nie dziękuję – odpowiedział, wciąż uważnie przyglądając się trzymanej w ręku kopercie. Ciocia chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zrezygnowała. Westchnęła tylko i ruszyła w kierunku wyjścia. 

– Gdybyś mnie potrzebował, wiesz gdzie mnie szukać, prawda? – Kiyoshi skinął głową, a ona ze smutnym uśmiechem pomachała mu na pożegnanie i ruszyła w kierunku klatki schodowej. Jeszcze przez chwilę słyszał jej rytmiczne kroki na betonowych stopniach. Gdy ucichły, wokół zapadła absolutna cisza. 

Kiyoshi usiadł przy pokrytym białą okleiną stole i po chwili wahania otworzył kopertę. Ostrożnie wyjmował znajdujące się w niej przedmioty i układał przed sobą. Wyblakłe zdjęcie przedstawiające mamę, trzymającą na ramionach malutkie dziecko oraz stojącego obok, wysokiego mężczyznę. Fotografia, na której widać grupę elegancko ubranych ludzi stojących na tle budynku z czerwonej cegły. Oprócz mamy rozpoznał niektórych z gości, którzy wczoraj pojawili się w jego mieszkaniu. Podpis widniejący na drugiej stronie mówił: „Wiedeń – 98 rok”. Nie miało to żadnego sensu, gdyż z tego co wiedział mama nigdy nie opuściła Japonii. Ostatnie zdjęcie przedstawiało ją na plaży razem z ciocią Mitsuki. Ubrane w barwne stroje kąpielowe, wyglądały młodo i beztrosko. Chłopiec przez dłuższy czas przyglądał się tej fotografii. Uświadomił sobie, że mama prawie nigdy się nie uśmiechała. Czy była to jego wina? 

Kolejną rzeczą, którą znalazł w kopercie był klucz z dołączonym do niego, plastikowym brelokiem, na którym widniał numer 307 i dziwnie brzmiące słowo „Aloha”. Na samym końcu wyciągnął niewielką kartkę złożoną na pół. Otwierając ją, czuł jak serce dudni mu w piersi. To była ostatnia szansa, żeby dowiedzieć się o mamie czegoś więcej. Jednak, gdy jego wzrok padł na przeznaczone dla niego słowa, nie zdołał powstrzymać cisnących się do oczu łez.  

Czy można kochać kogoś, kogo się nie zna? Spędzili ze sobą tyle czasu, ale tak naprawdę ona nigdy nie mówiła niczego o sobie. Te skrawki przeszłości, które dla niego zostawiła, zamiast przynieść pocieszenie, sprawiały mu tylko ból. Na kartce, która stopniowo nasiąkała łzami, widniało jednie: „Podążaj za kotami, kocham cię, mama”. Chłopiec oddałby wszystko, by wiedzieć co to znaczy. 

Gdyby jednak tej nocy Kiyoshi wyjrzał przez okno swego mieszkania, ujrzałby coś, co zdradziłoby mu przynajmniej część ogromnej tajemnicy. Tysiące kotów zebrało się na dachach okolicznych budynków, by czuwać nad ludzkim dzieckiem. Chłopiec wbrew swojej woli stał się ważną postacią w grze, której wynik zaważy o losach świata.

4. 

Przez następne kilka tygodni Kiyoshi spędzał większość swojego czasu na całodziennych wędrówkach po Tokio. Poruszał się pieszo, albo wchodził do metra i wysiadał na stacji, której nazwa wydawała mu się ciekawa. Chętnie odwiedzał rozrzucone po mieście świątynie i muzea, nie mogąc się nadziwić, ogromowi zgromadzonego w nich piękna. Za otrzymane pieniądze kupił kilka książek, które pochłonął jedna po drugiej. Odwiedził też restaurację serwującą niezdrowe, zagraniczne jedzenie, które bardzo mu posmakowało. Czasami siadał na ławce w pobliżu którejś ze szkół i godzinami obserwował bawiące się dzieci. Nie miał w tym określonego celu, po prostu przyjemnie było robić te rzeczy.

Pewnego dnia, idąc podziemnym przejściem, jedno z setek zawieszonych tam ogłoszeń zwróciło jego uwagę. Pomiędzy plakatami informującymi o zbliżających się koncertach jazzowych, błyskawicznych pożyczkach i promocjach biur podróży, wisiała kiczowata reklama love hotelu „Aloha”. Nie mogło być mowy o pomyłce. Czcionka którą napisano nazwę hotelu była identyczna z tą, jaka widniała na breloku pozostawionego przez mamę klucza. Podekscytowany chłopiec zerwał ogłoszenie ze ściany i zbadał niewielką mapę umieszczoną w jego prawym dolnym rogu. Hotel znajdował się zaledwie kilka przecznic stąd. Pieszo mógłby tam dotrzeć w mniej niż pół godziny. 

Kiyoshi odruchowo ruszył w tamtym kierunku. Dopiero po chwili zorientował się, co robi. Klucz został w mieszkaniu, a nawet gdyby miał go przy sobie, to przecież nie zostanie wpuszczony do środka. Love hotele nie były miejscem gdzie czternastolatkowie mogą liczyć się z miłym przyjęciem. Chłopiec starannie złożył plakat i włożył go do kieszeni kurtki. Wracając do domu próbował wyobrazić sobie związek między mamą, a love hotelem, ale sam fakt, że mógłby on istnieć, wydał mu się niedorzeczny. 

Tej nocy koty ponownie zgromadziły się na okolicznych dachach. Z każdym mijającym dniem stawały się coraz bardziej niecierpliwe, ale za wszelką cenę nie chciały dać po sobie tego poznać. Wiedziały, że w końcu sprawy potoczą się po ich myśli.

 

5. 

W ciągu kolejnych dni, Kiyoshi nieprzerwanie wędrował po mieście, odkrywając kolejne niezwykłe miejsca. Szczególnie spodobała mu się stajnia Hakkaku, gdzie mógł podziwiać treningi zwalistych zapaśników sumo. Zupełnie przypadkiem odkrył plac zabaw do budowy którego, użyto setek opon, różnych rozmiarów. W jego centrum ustawiono trzy potężne dinozaury, na które chłopiec uwielbiał się wspinać, by z ich grzbietów móc podziwiać pobliską rzekę i pływające po niej statki. Szczególnie polubił targ rybny Tsukiji i pracujących tam ludzi. Podobał mu się ten nieprawdopodobny tłok, zapach morza i codzienny trud pracujących tam handlarzy. Spędzał całe dnie przyglądając się aukcjom olbrzymich tuńczyków i przysłuchując się dyskusjom i plotkom.  

Pewnego dnia jedna z handlarek poprosiła go o pomoc. Tego dnia, jej mąż musiał pojechać na pogrzeb swego kuzyna aż do Nagoi, przez co na kobietę spadły dodatkowe obowiązki. Chłopiec zgodził się bez zastanowienia i szybko wykonał powierzoną mu pracę. Gdy kobieta chciała wręczyć mu zapłatę, Kiyoshi próbował zaprotestować, lecz ona bezceremonialnie wcisnęła mu pieniądze do ręki. Od tego dnia, coraz częściej zdarzało się, że ktoś prosił go o przysługę. W końcu miał tak dużo zajęć, że zaczynał i kończył pracę na równi z innymi. Zapłata była skromna, jednak Kiyoshiemu to nie przeszkadzało. W czasie wspólnych posiłków sprzedawcy prześcigali się w opowiadaniu zabawnych historyjek i chłopiec szybko ich polubił. Początkowo martwił się, że nowa praca może wpędzić go w kłopoty. Był niepełnoletni i ktoś przecież mógłby zacząć zadawać niewygodne pytania o szkołę lub rodzinę, ale tak się nie stało. Na targu pracowało jeszcze kilku podobnych mu podrostków, których obecność nikogo tu nie dziwiła. Najwyraźniej tego typu miejsca w stanowiły naturalne schronienie dla chudych, milczących chłopców. 

Zdawało się, że Kiyoshi znalazł bezpieczną przystań. Codzienna, ciężka praca i obecność innych ludzi, pozwalały mu oderwać się od trapiących go myśli i zagłuszyć samotność. Ku jego zaskoczeniu, z łatwością zaprzyjaźnił się z Takashim, jednym z pracujących na targu chłopców i jeśli tylko mieli wolny czas, spędzali go razem. Powtarzające się przez ostatnie tygodnie krwawienie z nosa, zupełnie ustało i teraz każdego ranka budził się wypoczęty i chętny do pracy. Kiyoshi nie mógł wiedzieć, że te kilka przyjemnych tygodni, to jedynie moment ciszy przed nadciągającą burzą. 

 

6. 

Tego dnia, na targu pojawiło się czterech należących do Yakuzy mężczyzn. Ubrani w czarne garnitury i okulary przeciwsłoneczne, samą swą obecnością wywołali ogromne poruszenie. Reprezentowali siłę, z którą liczył się rząd Japonii i której bała się policja. Obecni na targu ludzie byli tego świadomi i na ich widok pospiesznie schodzili im z drogi. 

Yakuza szukali chłopca imieniem Kiyoshi. Sprzedawcy jeden po drugim bezradnie rozkładali ręce. Niektórzy nie wiedzieli o kim mowa, inni twierdzili, że nie widzieli go od kilku dni. Mimo to, gangsterzy metodycznie przetrząsali cały targ. Pytali wszystkich i zaglądali w każdy kąt. Nie użyli przemocy, nikomu nie grozili, a jednak obecni na targu ludzie reagowali, jakby już samo spojrzenie tych mężczyzn mogło być początkiem czegoś strasznego. 

W tym czasie Kiyoshi i Takashi przyglądali się temu wszystkiemu z góry. Już dawno odkryli schody prowadzące do leżących pod dachem pomieszczeń, w których niegdyś mieściły się biura. W jednym z nich, gdzie wciąż piętrzyły się olbrzymie stosy pustych, kartonowych pudeł, znajdowało się zakurzone okno, skąd jak na dłoni widać było cały targ. W końcu ubrani w garnitury mężczyźni zaniechali dalszych poszukiwań i zniknęli z pola widzenia. 

Co teraz zrobisz? – Takashi wydawał się być równie przerażony, co Kiyoshi. 

Nie wiem – chłopiec odpowiedział siadając na podłodze i opierając się plecami o ścianę. – Nie mam pojęcia czego oni ode mnie chcą. Nie zrobiłem niczego złego. 

Nie sądzę, żeby czegokolwiek się tutaj dowiedzieli – powiedział Takashi wciąż spoglądając na stojące w równych rzędach stragany i kłębiący się między nimi tłum. – Ludzie się ich boją, ale im nie pomogą. Jesteś jednym z nas, nie pozwolą żeby coś ci się stało. 

A co jeśli wrócą, a ty nie zdążysz ostrzec mnie na czas? 

Zapadła długa cisza. Kiyoshi czuł wzbierający w nim płacz. To było pierwsze miejsce, w którym czuł się tak dobrze. Lubił tę pracę i tych ludzi, czuł się tu potrzebny i nie chciał odchodzić. Mimo to, wiedział, że nie ma innego wyjścia. Z ociąganiem wstał z zakurzonej podłogi i skierował się w kierunku schodów. 

Kiyoshi? – Takashi zwrócił się w jego kierunku. – Wrócisz?

Ten w odpowiedzi uśmiechnął się tylko i skinął potakująco głową.

Chłopiec zszedł wąską klatką schodową. Unikając pytającego wzroku handlarzy, przeszedł przez targ i przeciskając się przez zalewający ulice miasta tłum, pieszo ruszył w kierunku domu. W jego głowie kłębiły się tysiące myśli. Yakuza nie interesowałaby się nim z byle powodu. Może miało to jakiś związek z pieniędzmi, które otrzymał po śmierci mamy? Ludzie, których zaprosiła ciocia, mogli być z nimi jakoś powiązani. Ale nawet Yakuzę obowiązywał specyficzny kodeks honorowy, zakazujący im krzywdzenia kobiet i dzieci. Dlaczego go zatem szukali? 

Niespodziewanie w umyśle chłopca pojawiła się nowa myśl. Skoro wiedzieli, że pracuje na targu, to mogli też wiedzieć gdzie mieszka. Co jeśli, był to podstęp mający zwabić go w pułapkę? Nagle powrót do domu wydał mu się zbyt niebezpieczny. Rozejrzał się wokoło, jakby poszukując odpowiedzi na trapiące go pytania, jednak otaczające go zewsząd morze ludzi, pozostało obojętne.

Kitoshi ruszył przed siebie. Chciał znaleźć miejsce, gdzie choćby przez chwilę, będzie mógł być sam. Nogi prowadziły go same, a on rozmyślał o tym, co wydarzyło się tego dnia na targu. Po pewnym czasie dotarł do stacji metra, skąd ruszył w kierunku wschodniej części miasta. Od stacji do swojego ulubionego placu zbaw dzieliło go jeszcze około pół godziny marszu. 

Gdy dotarł na miejsce, słońce zaczęło zbliżać się do linii widnokręgu. Chłopiec otworzył metalową bramkę i zbudowane z opon dinozaury przywitały go znajomym zapachem gumy. Z jakiegoś powodu, okoliczni mieszkańcy rzadko tu przychodzili i jak zwykle całe to miejsce należało tylko do niego. 

Kiyoshi szedł przez plac w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na odpoczynek. Huśtawka zrobiona z zwieszonej na stalowym stelażu, potężnej opony, pochodzącej z jakiejś z maszyny rolniczej, wydała mu się najbardziej odpowiednia. Bez trudu wszedł do środka i ułożywszy się wygodnie między grubymi warstwami gumy, zamknął oczy. 

Czuł się zmęczony i rozgoryczony. Trawiąca go niepewność odbierała mu resztki energii i jedyne co mógł teraz zrobić, to trwać w przyjemnym bezruchu. Nagle, Kiyoshi uświadomił sobie, że od czasu pogrzebu, wciąż nie odwiedził cioci Mitsuki. Praca na targu pochłonęła go na tyle, że całkiem o niej zapomniał. Mógłby znaleźć budkę telefoniczną i poprosić, by pozwoliła mu zostać u siebie przez jakiś czas. W tym momencie wydało mu się to najlepszym pomysłem. 

Rozmyślania Kiyoshiego przerwało pojawienie się rudego kota. Zwierzę wskoczyło na krawędź huśtawki i spojrzało na chłopca z zaciekawieniem. Mierzyli się wzrokiem przez kilka sekund, po czym zwierze nie okazując cienia strachu, wskoczyło na klatkę piersiową Kiyoshiego, by wygodnie się na niej ułożyć. Przez chwilę chłopiec nie wiedział co powinien zrobić. Do tej pory jego kontakty ze zwierzętami były niezwykle rzadkie i ich obecność sprawiała, że czuł się nieco niezręcznie, nie do końca wiedział jak się z nimi obchodzić, ani czego się po nich spodziewać. 

Zwierze ziewnęło szeroko odsłaniając wąskie, białe zęby i różowy język. Z jego wnętrza poczęło wydobywać się niskie, nieśpieszne mruczenie. Kiyoshi poczuł jak zmęczenie, które do tej pory potrafił utrzymać z daleka od siebie, teraz coraz silniej naciska na jego powieki. Ciepło kota sprawiało, że dręczące go do tej pory pytania zdawały się tracić swą wagę. Słońce oparło się o linię widnokręgu, zalewając miasto swym pomarańczowym blaskiem. Chłopiec chciał wstać i zadzwonić do cioci, ale nie znalazł w sobie dość sił, by to zrobić. Jego powieki opadły, a on sam stoczył się w miękki, głęboki sen. 

Tej nocy ogony setek zgromadzonych na placu zabaw kotów prężyły się nerwowo. Ich zniecierpliwienie sięgało zenitu. Naczynie, zdolne pomieścić w sobie ich nową królową zaczynało się wreszcie budzić. Czuły to bardzo wyraźnie. Chłopiec, którym od tygodni się opiekowały, musiał je jedynie odnaleźć i przyprowadzić do nich. On jednak robił wszystko, by trzymać się z daleka od spraw, od których zależał los ich wszystkich. Cały wszechświat trwał w bezruchu, czekając, aż Kiyoshi podąży za swym przeznaczeniem. Koty nie mogły tego dłużej tolerować. Nadszedł czas, by działać.

 

6. 

Tej nocy Kiyoshiemu przyśnił się niezwykły sen. Szedł znajomą ulicą prowadzącą na targ rybny. Była noc i zewsząd otaczała go gęsta, wilgotna mgła. Wątłe światła latarni pozwalały dostrzec kontury otaczających go budynków. Sklepy i restauracje były puste, samochodów nigdzie nie było widać.

Nagle chłopiec spostrzegł rudego kota, tym razem siedzącego nieruchomo na samym środku jezdni. Ich oczy spotkały się i Kiyoshi ruszył niepewnie w jego kierunku. W otaczającej go pustce, każdy kolejny krok odbijał się głębokim echem. Dopiero gdy stanął na wprost zwierzęcia spostrzegł, że nad jego łbem unosi się emanujący światłem trójkąt z zawartym wewnątrz okiem. Zapadła zupełna cisza, jak gdyby gęstniejąca mgła otoczyła swymi mackami całe Tokio, dławiąc je potężnym uściskiem.

Nagle, gdzieś niedaleko rozległ się okrzyk przerażenia. Kiyoshi rozejrzał się wokół, ale nie był w stanie niczego dostrzec. Gdy po raz kolejny spojrzał na kota odkrył, że ten jest o wiele większy niż przed chwilą. Ich oczy znajdowały się teraz dokładnie na wprost siebie.

– Pomóż nam – powiedział kot wymawiając te słowa w umyśle chłopca. Wiszący nad jego głową trójkąt, błyszczał jasno w gęstniejącej mgle. 

– Pomóż nam – głos był teraz dużo silniejszy. Wokół zapalały się kolejne trójkąty, i Kiyoshi zrozumiał, że koty otaczają go ze wszystkich stron. 

– Pomóż nam – tym razem głos zdawał się należeć do kobiety.

 Kiyoshi obudził się. Zimno poranka oraz niewygodna pozycja, z każdą kolejną chwilą stawały się coraz dotkliwsze. Chłopiec wstał, przeciągnął się, a następnie rozejrzał wokół. Słońce wzniosło się ponad ułożone na betonowych filarach wstęgi autostrad. Do jego uszu docierał jednostajny szum budzącego się miasta. Jego nos znowu krwawił. Kiyoshi zmył zaschniętą krew w położonej nieopodal publicznej toalecie, po czym ruszył na spotkanie swego przeznaczenia. 

 

7.

Kiczowaty neon nie pozostawiał żadnych złudzeń. Aloha był jednym z setek love hoteli rozsianych po całym Tokyo. Stojąc po przeciwnej stronie ulicy, Kiyoshi nieruchomo wpatrywał się w pulsujące różowym światłem litery, próbując zebrać myśli. Nie potrafił wyobrazić sobie, dlaczego mama chciała, żeby tu przyszedł, ale miał już dosyć uciekania przed tym miejscem. Chłopiec czuł na sobie przelotne spojrzenia przechodniów, jak gdyby potrafili odczytać jego myśli i z każdą chwilą czuł się coraz bardziej nieswojo. Nie miał żadnego planu. Postanowił, że po prostu wejdzie do środka i sprawdzi co się stanie. Może wyrzucą go natychmiast? A może powie, że znalazł klucz do pokoju 307 i uda mu się zdobyć jakieś informacje? Jednak w momencie, gdy Kiyoshi zebrał całą swoją odwagę i miał już ruszyć w kierunku drzwi, w odległości kilkunastu metrów zobaczył rudego kota. 

Zwierze siedziało na chodniku, patrząc wprost na niego. To był ten sam kot, którego wczoraj spotkał na placu zabaw. Wydawało się to niemożliwe, jednak chłopiec nie miał w tej kwestii najmniejszych wątpliwości. Po krótkim namyśle ruszył w jego kierunku. 

Zwierzę jeszcze przez chwilę trwało nieruchomo, po czym wstało i po sekundzie zniknęło za rogiem budynku. Chłopiec czuł się idiotycznie, ale coś mówiło mu, że powinien spróbować. Kot szedł nieśpiesznie, zręcznie wymijając przechodniów, którzy zdawali się być nieświadomi jego obecności. Nagle zwierzę zatrzymało się i obejrzało za siebie, jakby sprawdzając czy chłopiec wciąż jest za nim, po czym skręciło w boczną uliczkę. Kiyoshi przyśpieszył kroku, by po chwili znaleźć się w ślepym zaułku. 

Kota nigdzie nie było widać, mimo że wysokie, betonowe ściany nie dawały szansy na ucieczkę. Kiyoshi wszedł głębiej. Dopiero po chwili zauważył, że jedne ze stalowych drzwi po lewej stronie były nieco uchylone. Nie namyślając się, pociągnął je ku sobie i wszedł w wąski, wypełniony wilgocią korytarz. Zakurzone żarówki dawały niewiele światła i Kiyoshi szedł niemal po omacku. Zdawał sobie sprawę, że to co robi może wpędzić go w olbrzymie kłopoty. Równocześnie był niemal pewny, że znalazł tylne wejście do love hotelu. 

Wąskie schody poprowadziły go na pierwsze piętro, skąd przeszedł korytarzem do głównej klatki schodowej. Gruba wykładzina, tłumiła odgłosy jego kroków, a cały budynek wydawał się nienaturalnie cichy, jak gdyby poza chłopcem, nie było w nim nikogo. Idąc korytarzem na drugim piętrze, minął automat z prezerwatywami i zabawkami erotycznymi, po czym stanął na wprost drzwi pokoju 307. 

Kiyoshi stał przez chwilę nieruchomo, nasłuchując. Wydawało mu się, że z wnętrza pokoju dobiegają przytłumione odgłosy rozmowy. Może powinienem wrócić, gdy nikogo nie będzie? – pomyślał. Zanim zdążył się odwrócić, zza drzwi dobiegł go nagły krzyk i odgłosy szamotaniny. Czy mógł być to ten sam głos, który słyszał w swoim śnie? Krzyk rozległ się po raz kolejny, wydawał się bardziej rozpaczliwy niż poprzedni.

Chłopiec szarpnął za klamkę i szeroko otworzył drzwi. Jego oczom ukazał się niewielki pokój o czerwonych ścianach. Ubrany w czarny garnitur zwalisty mężczyzna pochylał się nad leżącą na łóżku nagą dziewczyną, zaciskając dłonie na jej gardle. Cieknąca z nosa krew świadczyła o tym, że musiał nie docenić swojej ofiary. Kiyoshi rozpoznał go natychmiast. To jeden z ludzi Yakuzy, którzy wczoraj szukali go na targu. 

Nie namyślając się ani chwili, chłopiec rzucił się na mężczyznę. Zaskoczony niespodziewanym atakiem, rozluźnił uścisk, co wystarczyło, by dziewczyna zdołała się wyswobodzić. Napastnik i chłopiec z impetem upadli na podłogę. Yakuza otrząsnął się szybko i ignorując swego przeciwnika, ponownie rzucił się na swą ofiarę, nie dając jej szansy dotrzeć do drzwi. 

Kiyoshi rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, czego mógłby użyć jako broni, niczego takiego nie znalazł. Dziewczyna krzyczała rozpaczliwie, raz za razem uderzając pięściami w twarz i klatkę piersiową napastnika. Była jednak zbyt słaba i jego potężne dłonie z jeszcze większą mocą zacisnęły się na jej szyi. Chłopiec po raz kolejny rzucił się na gangstera. Miał nadzieję, że uda mu się ogłuszyć go choćby na chwilę, dzięki czemu dziewczyna zyska wystarczająco dużo czasu, by wydostać się z pokoju. Tym razem yakuza był jednak przygotowany. Zanim chłopiec zdążył zadać cios, ręka draba chwyciła go za koszulkę i rzuciła nim o ścianę. Ogłuszony bólem Kiyoshi powoli wstał z podłogi i zaatakował jeszcze raz. Tym razem rzucił się na mężczyznę całym swoim ciężarem, strącając go i jego ofiarę na podłogę. 

Przez dłuższą chwilę cała trójka kotłowała się rozpaczliwie, za wszelką cenę starając się zyskać choćby cień przewagi. Yakuza był silniejszy, ale Kiyoshi i dziewczyna kurczowo uczepili się jego ramion unieruchamiając go. Impas trwał zaledwie przez krótką chwilę. Napastnikowi udało się oswobodzić jedno ramię i uderzyć Kiyoshiego w twarz. Tępy ból oszołomił chłopca, ale nie zmusił go do rozluźnienia chwytu. Nadeszło kolejne uderzenie i jeszcze jedno. Kiyoshi poczuł, że zaraz straci przytomność. W tym momencie dziewczyna, zdołała dosięgnąć jednego ze swoich eleganckich butów i z całej siły uderzyć nim mężczyznę w skroń. Cienki obcas wbił się gładko aż po samą podeszwę. Oczy mężczyzny wypełniły się krwią, a ciało znieruchomiało.

Kiyoshi dysząc ciężko, podniósł się z podłogi. Wszystko zdawało się go boleć, a w szczególności rozcięta warga i potylica.  

– Nic ci nie jest? – zapytał dziewczynę, która oszołomiona, wciąż przyglądała się leżącemu na podłodze trupowi. Chłopiec musiał przyznać, że była bardzo ładna. Duże oczy i mocno zarysowane kości policzkowe nadawały jej twarzy intrygujący charakter. Krągłe piersi, zwieńczone drobnymi, ciemnymi sutkami w przyjemny sposób współgrały z jej szczupłą sylwetką. Kiyoshi nigdy nie spotkał nikogo, choćby w części tak atrakcyjnego jak ona. 

– Chyba nie. A, tobie? – powiedziała, jakby dopiero teraz go zauważyła. 

– Wszystko w porządku. To twój chłopak? – zapytał, wskazując na leżącego na podłodze trupa. Krew powoli wyciekała z rany, tworząc na taniej wykładzinie powiększającą się kałużę. Rozdarta w czasie szamotaniny koszula odsłoniła pokrywające obydwa ramiona tatuaże. 

– Nie, klient. 

– Aha. – Kiyoshi potrzebował chwili, by uzmysłowić sobie, co chciała przez to powiedzieć. – Musimy się stąd wynosić, ubierz się. 

Dopiero wtedy dziewczyna zdała sobie sprawę, że poza czarnymi stringami i pończochami jest zupełnie naga. W przeciwieństwie do chłopca, nie wydawała się tym przesadnie zakłopotana. Chwilę później, Kiyoshi prowadził ją tą samą drogą, którą dostał się do hotelu. Budynek podobnie jak wcześniej, wydawał się zupełnie pusty. Na zewnątrz, na pokrywie jednego z pojemników na śmieci siedział rudy kot. Kiyoshi podszedł do niego i ostrożnie wziął go na ręce. Zwierze nie zdradzało żadnych oznak strachu. 

– Co ty robisz? Oszalałeś?! – Szok powoli mijał. Dziewczyna w każdej chwili mogła wpaść w histerię.

Kiyoshi stał przez krótką chwilę nieruchomo, po czym obrócił się do niej z dziwnym wyrazem twarzy. 

– On mówi, że jeśli z nim nie pójdziemy to umrzemy, a wraz z nami cały świat. – Dziewczyna patrzyła raz na chłopca, raz na kota, nie potrafiąc wydobyć z siebie głosu. 

– Mówi też, że będziemy potrzebować przedmiot, który ukradłaś szefowi Yakuzy. To właśnie dlatego próbują cię zabić. – Przez twarz dziewczyny przetaczały się kolejno zaskoczenie, gniew i strach. 

Trzymając kota na ramionach Kiyoshi ruszył przed siebie. Jego towarzyszka po krótkiej chwili wahania podążyła za nimi. 

 

8.

Chłopiec siedział na wąskiej sofie, przyciskając do poobijanej twarzy worek wypełniony kostkami lodu. Ciocia Mitsuki krzątała się w kuchni przygotowując coś do jedzenia, podczas gdy Yuki, dziewczyna którą uratował w love hotelu, brała prysznic. 

Kiyoshi uświadomił sobie, że jeszcze nigdy nie był w mieszkaniu cioci. To zawsze ona odwiedzała mamę i jego, a nie odwrotnie. Rozglądając się wokół, zaczynał rozumieć co mogło być tego powodem. Znajdujące się na czwartym piętrze mieszkanie nie wyróżniało się niczym szczególnym, za wyjątkiem tego, że każdą wolną przestrzeń zajmowały koty. Siedziały na meblach, podłodze, leżały na zestawie stereo i pomiędzy stertami książek. Większość z nich, z uwagą śledziła każdy ruch Kiyoshiego, jak gdyby na coś czekając. Rudy kot, który przyprowadził tu chłopca, siedział tuż obok. Od dłuższej chwili intensywnie czyścił futerko i zupełnie go ignorował. Kiyoshi byłby mniej onieśmielony obecnością tych wszystkich zwierząt, gdyby nie to, że od kiedy zorientował się, że potrafi się z nimi porozumiewać, żaden z nich nie miało ochoty z nim rozmawiać. 

Nagle, przez otwarte okno, do pokoju weszły kolejne dwa koty. Jeden z nich, chudy, szary kocur o pokrytych bielmem oczach, zwinnie wskoczył na stojący na wprost sofy szklany stół i zwrócił się do Kiyoshiego. 

– To co teraz ci powiem, może być dla ciebie trudne, ale musisz wiedzieć, że każde z moich słów jest prawdziwe – zaczął bez zbędnych ogródek. – Kiedyś, dawno temu, my koty byliśmy jednym. Podobnie jak pszczoły dzielą swój umysł ze swoją królową, my również mieliśmy własną. W każdej sekundzie była z nami, a my byliśmy przedłużeniem jej kłów i pazurów. – Chłopiec patrzył na starego kota, a kolejne słowa formowały się we wnętrzu jego głowy.

– Jednak nasze życie stawało się coraz trudniejsze. Pojawiliście się wy, ludzie i wszystko zaczęło się zmieniać. Wiedzieliśmy, że wkrótce zabraknie dla nas miejsca, dlatego postanowiliśmy odejść. Nie mogę ci zdradzić, w jaki sposób, ale uwierz mi, jest to możliwe. Niestety nasza królowa była zbyt stara, by przetrwać trudy kolejnej podróży. Czekaliśmy, ale stulecia upływały i wśród rodzących się kociąt wciąż nie znajdywaliśmy żadnego, które mogło by nas poprowadzić. 

– Dlatego nasza królowa wraz z ze swoją świtą, ukryła się w pobliżu gorącego jądra planety. Początkowo obawialiśmy się samotności, gdyż do tej pory zawsze mogliśmy z nią rozmawiać. Czuliśmy się zagubieni, jednak wkrótce okazało się, że potrafimy odnaleźć to niezwykłe miejsce, które wy ludzie nazywacie snem. Nasza królowa stworzyła je dla nas, byśmy mogli być razem. Wkrótce jednak odkryliśmy, że nie jesteśmy sami. Wieloryby, delfiny, szympansy, goryle, psy, świnie, niedźwiedzie, konie i nawet wy, zaczęliście dzielić z nami wspólną przestrzeń śnienia. – Słuchając opowieści kota, Kiyoshi poczuł, że zaczyna mu się kręcić w głowie. To była najbardziej niedorzeczna historia, jaką kiedykolwiek usłyszał, jednak równocześnie było w niej coś znajomego. Miał wrażenie jakby jej fragmenty od dawna tkwiły w jego snach, w spojrzeniach mijających go przechodniów, niepokojących obrazach, które dostrzeżone kątem oka, natychmiast znikały. Czy oszalał? Czy wszystko co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni, było jedynie wytworem jego okaleczonego umysłu?

– Masz prawo tak myśleć – stwierdził kot. – Twoja matka zrobiła wiele, by cię chronić, jednak równocześnie zataiła przed tobą twoje dziedzictwo. Czasu jest mniej niż pierwotnie się spodziewaliśmy, dlatego nie jesteśmy w stanie w pełni przygotować cię do stojącego przed tobą zadania.

– Zadania? – Kiyoshi krzyknął, by natychmiast zreflektować się i ponownie zapytać w myślach. – Co chcecie żebym zrobił?

– Wraz z Yuki musicie zejść do samego środka ziemi. Tam odnajdziecie miejsce gdzie nasza królowa śni swoje sny i znajdziecie sposób, by jej pomóc. Jeśli tego nie zrobicie skończy się świat. Wszystko co śni, umrze.

– Dlaczego ja? Dlaczego nie może zrobić tego ktoś inny? 

– Mimo, że ludzkie sny są potężne, to jedynie nieliczni ze śniących potrafią je zrozumieć i nad nimi zapanować. Kiedyś w Austrii istniało stowarzyszenie roztaczające opiekę nad takimi jak ty. Twoja matka należała do niego i chciała by podobne powstało, tu w Japonii. Ale wtedy poznała twojego ojca i wszystko się zmieniło.

– Zmieniło? W jaki sposób? – spytał chłopiec. 

– Zbyt późno zrozumieliśmy kim jest i czego pragnie – odpowiedział stary kot. – Twój ojciec wytropił i zamordował większość z tych, którzy potrafili się z nami porozumieć, a pozostałym odebrał ich dar z pomocą swej magi. Teraz pragnie znaleźć ciebie i skończyć to co zaczął. Jak myślisz, dlaczego ludzie Yakuzy szukali cię na targu? 

– Kłamiesz, mój ojciec nie żyje!

– Ja nie kłamię ludzkie dziecię. 

– Umarł gdy byłem bardzo mały…

– Bo tak w pewnym sensie było – przerwał mu kot. – Bardzo się zmienił po twoim urodzeniu. Dając ci życie, oddał też część swojej mocy, teraz siły którym poprzysiągł służbę, pragną jej z powrotem. Jego możliwości jako szefa Yakuzy, są niemal nieograniczone. To dlatego twoja matka ukrywała cię z taką starannością.

– A Yuki? Czy ona jest taka jak ja? – chłopiec zapytał po chwili milczenia.

– Nie, ona jest czymś zupełnie innym. To właśnie dlatego potrzebujecie się nawzajem. 

Kiyoshi spojrzał na leżącą na stole stalową kulę wielkości pomarańczy, która według słów Yuki należała do szefa Yakuzy. Dziewczyna nie potrafiła powiedzieć dlaczego zabrała ją po spędzonej z nim nocy i od tamtego czasu, bez przerwy trzymała przy sobie. Po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni czuł, że świat, w którym wcześniej żył był niczym więcej, jak tylko sprawnie zaprojektowaną scenografią. Otaczające go rzeczy były prawdziwe dopóki zanadto się do nich nie zbliżył.

– Jeśli zrobię to o co mnie prosisz, to czy po powrocie odpowiesz na wszystkie moje pytania? 

– Odpowiem, jeśli tylko będę znał odpowiedz – odparł ślepy kot i ich rozmowa dobiegła końca. 

Chwilę później ciocia Mitsuki wróciła z kuchni niosąc na tacy trzy parujące miski ramen, które zręcznie postawiła na niskim stoliku na którym siedział kot. 

– Wiem, że możesz być zły na mnie i twoją mamę, że o niczym ci nie powiedziałyśmy, ale nie sądziłyśmy, że wszystko potoczy się tak szybko – powiedziała siadając koło niego z zatroskaną miną. Kiyoshi chciał odpowiedzieć, ale w tym samym momencie Yuki weszła do pokoju. Przyniosła pałeczki i dzbanek z mrożoną herbatą, po czym usiadła naprzeciw niego. Na głowie miała zawinięty różowy ręcznik, a na stopach plastikowe klapki cioci. Bez makijażu wyglądała na jeszcze młodszą. Nie mogła być od niego dużo starsza. Ślepy kocur, wskoczył na ostatnie wolne krzesło i ułożył się do snu. 

– Mamy uratować świat? – Kiyoshi próbował upewnić. 

– Obawiam się, że tak – odparła z zakłopotaniem ciocia. – Rozmawiałam z Yuki i zgodziła się nam pomóc, więc z pewnością będzie to łatwiejsze, niż ci się to teraz wydaje! – powiedziała głosem pełnym fałszywego optymizmu. 

Chłopiec spojrzał badawczo na siedzącą na przeciw niego dziewczynę, ale ta odwróciła wzrok. Nie miał pojęcia o czym rozmawiały w kuchni, ani w jaki sposób Mitsuki przekonała ją do wzięcia udziału w tym szaleństwie. Prawdę powiedziawszy, w tym momencie nie interesowało go, co przed nim ukrywają. Bolała go głowa, był głodny i miał dość tych wszystkich tajemnic.

Przez najbliższe kilka minut w pokoju słychać było jedynie dźwięk pochłanianych klusek. Otaczające ich koty wciąż siedziały na swoich miejscach. Jak zawsze sprawiały wrażenie zadowolonych z siebie.

 

9.

Taksówka czekała zaparkowana po przeciwnej stronie ulicy. Ciocia usadowiła się na przednim siedzeniu i natychmiast otworzyła pokaźne opakowanie pianek. Kiyoshi i Yuki zajęli miejsca z tyłu. Wnętrze pojazdu pachniało skórzanymi obiciami foteli i papierosowym dymem. Podłogę pojazdu wyścielała gruba warstwa śmieci. Wiele z nich sprawiało wrażenie, jakby znajdowały się tu od dłuższego czasu. Kierowca bez słowa przekręcił klucz w stacyjce, silnik zawarczał ociężale i samochód włączył się do ruchu. 

Zachodzące słońce wypełniało różowym blaskiem przestrzenie pomiędzy smukłymi konstrukcjami wieżowców. Kiyoshi zauważył, że w tym świetle Tokio nie wydawało mu się już wrogie i ponure, ale raczej utkane z czystej materii snu. Może to z powodu zanieczyszczenia powietrza? To zabawne, że złe rzeczy, też mogą mieć udział w tworzeniu piękna – pomyślał.

Nagły hałas wytrącił chłopca z zamyślenia. Wyglądało na to, że ciocia Mitsuki i kierowca dobrze się znają.

 – Jak jedziesz stary capie?! Nie widzisz, że się spieszymy?! Jeśli będziesz się tak wlekł, to przez ciebie wszyscy umrzemy w tym nędznym gracie! – krzyczała nie przestając pochłaniać pianek, gdy typowe dla tej pory dnia korki uliczne, raz za razem zmuszały ich do zatrzymania się. Mężczyzna wydawał się zupełnie nie przejmować potokiem przekleństw, wylewających się z ust cioci. Palił tylko ręcznie skręconego papierosa i co chwilę drapał się po wielkim, kartoflanym nosie. Przez całą drogę nie odezwał się ani słowem, nie zdjął też okularów słonecznych, mimo że był już wieczór.

 Taksówka wjechała na otaczającą Tokio autostradę i stopniowo nabierała prędkości. Yuki siedziała w milczeniu, zatopiona w myślach. Swoje eleganckie ubranie zamieniła na pożyczony od Mitsuki sweter i wytarte dżinsy. Z pozoru niczym nie różniła się od milionów zamieszkujących miasto nastolatek, jednak Kiyoshi wiedział, że było w niej coś wyjątkowego. Chciałby z nią porozmawiać i dowiedzieć się o niej więcej, ale nie potrafił znaleźć w sobie potrzebnej do tego odwagi.

 – Kiyoshi – głos Yuki wyrwał go z zamyślenia. 

 – Tak? 

 – Chciałam ci podziękować. Za to co zrobiłeś wtedy w hotelu – w jej wzroku było coś, czego chłopiec nie potrafił rozpoznać. 

 – Nie ma sprawy – wymamrotał, nie znajdując lepszych słów. 

 – Często odwiedzasz takie miejsca? – coś w jej swobodnym tonie mówiło mu, że Yuki zawsze robiła i mówiła dokładnie to na co miała ochotę. 

 – Raczej nie. Ale czułem, że jeśli tego nie zrobię, stanie się coś strasznego.

 Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie. Jej oczy zdawały się zaglądać głęboko poza warstwę skóry i kości.  

 – W ciągu ostatnich tygodni wielokrotnie śnił mi się dziwny sen. Były w nim tysiące kotów i każdy z nich mówił do mnie równocześnie. Nie słyszałam słów, tylko ogłuszający hałas. Nie potrafiłam zrozumieć co chcą mi powiedzieć. Ale ty byś potrafił, prawda? 

 – Wygląda na to, że jest to moja jedyna super moc – rzucił, uśmiechając się z zakłopotaniem.

Dziewczyna przez dłuższą chwilę badała twarz Kiyoshiego, jakby próbując znaleźć tam odpowiedź na trapiące ją pytanie. 

– Spotkałam twojego ojca tylko raz, ale wiem, że jest bardzo potężną osobą. Jesteś pewien, że mamy jakąkolwiek szansę, się mu przeciwstawić?

 Kiyoshi chciał odpowiedzieć, ale w tym momencie, nieskończona tyrada cioci Mitsuki, urwała się niespodziewanie.

 – Jesteś pewny? – zwróciła się do milczącego kierowcy. – Myślisz, że uda ci się ich zgubić? 

Mężczyzna nie odpowiedział, ale chłopiec poczuł jak samochód przyśpiesza.

 – Coś się stało? – zapytał Kiyoshi. 

 – Wygląda na to, że mamy towarzystwo – odpowiedziała ciocia obracając się w jego kierunku. – Obawiam się, że to twój ojciec. 

Yuki rzuciła mu kolejne pytające spojrzenie, ale tym razem chłopiec odwrócił wzrok. Kiyoshi obejrzał się za siebie, ale nie dostrzegł niczego niezwykłego. Kierowca wciąż przyśpieszając, zręcznie wymijał pojawiające się na ich drodze pojazdy. Chłopiec poczuł, że robi mu się niedobrze. 

Nagle rozległ się huk i tylna szyba eksplodowała zasypując wnętrze taksówki tysiącami drobnych odłamków hartowanego szkła. Wszyscy poza kierowcą wrzeszczeli przerażeni. Dwa czarne samochody pędziły ich śladem. Rozległy się kolejne strzały i seria z karabinu maszynowego zagłębiła się w karoserii taksówki. Kiyoshi i Yuki zsunęli się ze skórzanych siedzeń na podłogę. 

– Zrób coś! – Ciocia krzyczała wplatając między słowa mniej lub bardziej wulgarne określenia. – Zabiją nas! 

Kierowca nie zwracał na nią uwagi. Torował sobie drogę za pomocą klaksonu i pędził coraz szybciej. Udało mu się zwiększyć dystans pomiędzy nimi a czarnymi samochodami, jednak pościg dopiero się rozpoczął. Napastnicy po raz kolejny otworzyli ogień, jednak tym razem celowali też w inne samochody. Jeden z kierowców stracił panowanie nad pojazdem i jego furgonetka z impetem uderzyła w betonową barierkę. Niektórzy zatrzymywali się, inni gwałtownie przyśpieszali. Gdzieś w oddali pojawił się dźwięk syren policyjnych. 

– Ty synu małpy i śliniącej się dziwki! Zrób coś!- ciocia Mitsuki po raz kolejny wrzasnęła wprost do ucha mężczyzny.

Kierowca zręcznie wyminął kolejne auto, po czym do oporu wcisnął pedał gazu. Za niecały kilometr był zjazd i przy odrobinie szczęścia uda im się do niego dotrzeć. Taksówka przy pełnej prędkości wykonała kolejnych kilka manewrów, po czym ustawiła się na lewym pasie.

Ten moment Kiyoshi zapamiętał bardzo dokładnie. W chwili gdy próbowali opuścić autostradę, uderzył w nich jeden z jadących za nimi samochodów. Najpierw poczuli potężny wstrząs, a potem, na ułamek sekundy wszystko się zatrzymało. Wyścielające podłogę samochodu odłamki szkła uniosły się do góry. Wszyscy krzyczeli. Yuki przylgnęła do chłopca wbijając pomalowane czerwonym lakierem paznokcie w jego skórę. Ich samochód na ułamek sekundy znalazł się w stanie nieważkości, by w następnym, bez ostrzeżenia runąć w dół. Taksówka z hukiem miażdżonej blachy uderzyła w pokryty trawą skwer. Wszystko znieruchomiało. Odgłos policyjnych syren zdawał się narastać z każdą chwilą. 

Kiyoshi z największym trudem odpiął pas bezpieczeństwa i wyczołgał się z wnętrza leżącego na dachu samochodu. Z rozciętego czoła ciekła krew, bolała go głowa i klatka piersiowa. Yuki pojawiła się po krótkiej chwili. Na jej prawym przedramieniu malował się rozległy siniak, chociaż pod ubraniem musiało być ich znacznie więcej. Mieli dużo szczęścia. Ciocia i kierowca taksówki wciąż siedzieli przypięci pasami na przednich siedzeniach. Mężczyzna był nieprzytomny lub martwy, Mitsuki miała otwarte oczy, jednak widać było, że bardzo cierpi. 

– Zaraz cię wyciągniemy, nie ruszaj się! – krzyknął Kiyoshi. 

Nie ma na to czasu. Musicie uciekać – głos Mitsuki był słaby, ale wyraźny. 

Nie zostawię cię tutaj! – chłopiec krzyknął zrozpaczony i zaczął szukać sposobu, by ją uwolnić. Mitsuki chwyciła go za ramię.

– Słuchaj mnie uważnie Kiyoshi – powiedziała patrząc mu prosto w oczy. Jej twarz poszarzała z bólu. – Ty i Yuki musicie natychmiast uciekać. Oni zaraz tu będą, a wtedy wszystko stracone. Od teraz jedyne co się liczy, to wasza misja. Ja i tak nie mogłabym iść z wami – dodała z trudem przełykając ślinę. Kiyoshi podążył za jej wzrokiem. Nogi Mitsuki więziła zmiażdżona podczas upadku karoseria. 

– Teraz idź – ciocia Mitsuki puściła ramię chłopca. Kiyoshi powstrzymał cisnące mu się do oczu łzy i kiwnął głową. 

Chłopiec i Yuki biegli tak długo jak tylko byli w stanie. Zatrzymali się dopiero gdy zabrakło im tchu. Wrak samochodu i ich prześladowcy zostali daleko za nimi. Łapiąc oddech Kiyoshi rozejrzał się wokoło próbując zdecydować, co teraz powinni zrobić. Znajdowali się na przedmieściach Tokio, wypełnionych należącymi do klasy średniej domami jednorodzinnymi. Wzrok chłopca prześlizgiwał się po schludnych budynkach, rozłożystych drzewach i równo zaparkowanych samochodach, by natrafić na dwa czarne koty, które siedziały nieopodal przyglądając się im uważnie. Zwierzęta wstały równocześnie, Yuki i Kiyoshi ruszyli za nimi. 

 

10.

Koty prowadziły ich wąską uliczką między nieczynnymi magazynami materiałów budowlanych. Wokół nie było nikogo. Przez dłuższy czas szli w milczeniu. W końcu przeszli przez otwór w rozpadającym się ogrodzeniu i stanęli na rozległym parkingu, otaczającym potężny budynek centrum handlowego. To miejsce wyglądało na nieczynne od dobrych kilku lat. Drzwi i okna zabito deskami, spomiędzy popękanego asfaltu wystawały chwasty. Roztrzaskane szkło chrzęściło pod ich stopami, gdy szli na tyły budynku. Po chwili znaleźli wąskie drzwi, prawdopodobnie niegdyś używane przez pracowników sklepu. Kiyoshi zauważył, że ostrym narzędziem wyryto na nich symbol zamkniętego w trójkącie oka. Coś mu mówiło, że to miejsce musiało być czymś więcej, niż się wydawało. Chłopiec pociągnął za klamkę i cała czwórka weszła do środka. 

Centrum handlowe wyglądało jakby zamknięto je w pośpiechu. Sklepy wciąż pełne były towarów, które niszczały targane przeciągami i wszechobecną wilgocią japońskiego lata. Nawet stoiska z elektroniką i biżuterią nie zostały opróżnione. Miejsce takie jak to już dawno powinno stać się łupem włóczęgów i żądnych przygód nastolatków, jednak z jakiegoś powodu tak się nie stało. Koty poprowadził ich schodami na najniższy poziom budynku. Na podłodze jednego z pomieszczeń umieszczony był stalowy właz.

Uchylone wieko odsłoniło metalową drabinę, prowadzącą w głąb pogrążonej w mroku studni. Dzieci uklękły przy krawędzi włazu, jednak latarki, które przynieśli ze sobą, nie pozwoliły im dostrzec czegokolwiek. Yuki i Kiyoshi wymienili porozumiewawcze spojrzenie, po czym ruszyli w dół, do samego serca Ziemi. 

Drabina zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Próbowali liczyć kolejne szczeble, jednak zrezygnowali, gdy ich liczba przekroczyła tysiąc. Kiyoshi schodził pierwszy, Yuki podążała za nim. Chłopiec z zaskoczeniem zauważył, że dziewczyna radzi sobie lepiej, niż się tego spodziewał. Przyśpieszył nieco, a ona mimo obrażeń odniesionych w wypadku, bez trudu dostosowała się do jego tempa. Narzucony rytm stopniowo opróżniał ich umysły. Droga w dół, chociaż męcząca, nie była przykra. Powtarzające się ruchy uspokajały ich. 

W pewnym momencie poczuli, że zbliżają się do dna studni. Dźwięk podeszew uderzających o stalowe stopnie stał się głośniejszy, jak gdyby pod nimi znajdowała się powierzchnia, zdolna go odbić. W końcu ich stopy oparły się o posadzkę, a oni mogli rozluźnić zesztywniałe kończyny. 

Zapalili latarki jednak nie byli w stanie niczego dostrzec. Pomieszczenie, w którym się znajdowali, musiało być naprawdę olbrzymie. Trzymając się za ręce ruszyli przed siebie, by po krótkiej chwili dotrzeć do gładkiej, skalnej ściany. Czuli bijącą od niej wilgoć i chłód, które wypełniały ich płuca i łaskotały spocone ciała. 

Yuki sięgnęła do wnętrza niesionej przez siebie torby. Znajdująca się w środku metalowa kula wibrowała delikatnie, emanując przy tym wyraźnym pomarańczowym blaskiem. Panujący we wnętrzu studni mrok rozproszył się nieco. Ku ich zaskoczeniu kawałek metalu uniósł się samodzielnie do góry i zaczął wolno sunąć przez wilgotne powietrze podziemi. Kiyoshi i Yuki nie puszczając swych dłoni ruszyli za nowym przewodnikiem. 

Wkrótce znaleźli wejście do wąskiego korytarza, który po kilkunastu minutach marszu skończył się w obszernej sali o wysokim sklepieniu. Kula zatrzymała się niespodziewanie, jakby nie wiedząc co powinna zrobić dalej. W głowie chłopca pojawiła się nagle niespodziewana myśl, że mógł to być jedyny przedmiot, jaki koty zabrały ze sobą ze swojego poprzedniego świata. Zanim jednak zdążył się nad tym zastanowić, kula gwałtownie przyśpieszając wbiła się w przeciwległą ścianę. 

Pomieszczenie zalał oślepiający, czerwony blask. Powstała w skale szczelina zaczęła się powiększać. Towarzyszył temu niski, wibrujący dźwięk, którego źródła nie dało się zlokalizować. Kiyoshi i Yuki niepewnie ruszyli przed siebie. W ścianie natrafili na półprzeźroczystą barierę, za którą znajdowała się większa, emanująca czerwonym światłem przestrzeń. Chłopiec ostrożnie dotknął czegoś, co wydawało się być elastyczną błoną. Nacisnął mocniej i jego dłoń wsunęła się gładko, podczas gdy sama membrana ściśle otoczyła jego ramię. Kiyoshi poczuł gorące, suche powietrze po drugiej stronie.

– Jeśli chcesz możesz tu na mnie zaczekać – powiedział chłopiec widząc, że Yuki przygląda się temu z przerażeniem. Dziewczyna wahała się jedynie przez ułamek sekundy.

– Sam sobie czekaj – odparła i jako pierwsza przecisnęła się na drugą stronę. 

 

11.

Pierwsze wrażenie było nieprzyjemne i dezorientujące. Przyciąganie ziemskie niemal zupełnie ustało. Unosili się, w tak obcym im, stanie nieważkości. Ich oczy potrzebowały dłuższej chwili, by przyzwyczaić się do wszechobecnego, czerwony blasku. Gdy w końcu zdołali je otworzyć, oszołomiła ich bezkresna przestrzeń wypełniona olbrzymimi kotami. Niektóre mogły być wielkości jednopiętrowego domu, jakie widzieli na przedmieściach Tokio, jednak pozostałe były o wiele, o wiele większe. Przez dłuższą chwilę obydwoje wpatrywali się w roztaczający się przed nimi krajobraz. 

– Ruszamy? – w końcu Kiyoshi zdołał się opanować i wyciągnął rękę w stronę Yuki. Dziewczyna sięgnęła ku niemu, ale w ostatnim momencie zawahała się. 

– Ale jak znajdziemy drogę z powrotem? To miejsce jest olbrzymie – powiedziała rozglądając się wokoło. Chłopcu w ogóle nie przyszło to do głowy. Rozejrzał się, bezskutecznie próbując znaleźć jakiś punkt odniesienia. Nagle Yuki przypomniała sobie o czymś i z jednej z kieszeni spodni wyciągnęła opakowanie kolorowych żelek. Pod wpływem silnego, czerwonego światła, słodycze wydawały się emanować fluorescencyjną poświatą. 

– Mitsuki dała mi je, na wypadek gdybyśmy zgłodnieli – powiedziała widząc zdumione spojrzenie Kiyoshiego.

Dzieci odbiły się od pobliskiej ściany i nie rozluźniając splecionych ze sobą dłoni pofrunęły przez rozgrzane powietrze. Futra mijanych przez nich kotów miały kolor najczystszej bieli. Ich klatki piersiowe unosiły się i opadały delikatnie. Yuki wyciągnęła dłoń w kierunki mijanego zwierzęcia, a Kiyoshi z wahaniem zrobił to samo. Pod ich dotykiem, koty kolejno otwierały swe pokryte bielmem ślepia, by po sekundzie na powrót zanurzyć się w swym śnie. Swobodny lot pomiędzy tymi futrzastym gigantami, mógł być najszczęśliwszą chwilą, jakiej kiedykolwiek zaznali.

Gdy na ich drodze wyrastał kolejny olbrzym, używali go by zmienić kierunek lotu i ponownie się obić. Lecąc, zostawiali za sobą żelki, licząc na to, że posłużą jako drogowskazy w drodze powrotnej. Odruchowo kierowali się do samego centrum, miejsca gdzie skupisko kotów wydawało się być największe. Z zafascynowaniem zauważyli, że pomijając rozmiary, niektóre koty różniły się znacząco, od tych żyjących obecnie na powierzchni Ziemi. Czy to możliwe, że to działalność ludzi doprowadziła do ich wyginięcia? A może one nigdy nie opuściły tego miejsca?  

W pewnym momencie zauważyli, że im bliżej wnętrza roju, tym bardziej koty stawały się niespokojne. Nie przerywając snu olbrzymy obnażały kły, a pazury co raz wyłaniały się spomiędzy szerokich poduszek ich łap. Niektóre strzygły uszami, lub syczały przeciągle, jakby coś niepokojącego wdarło się do ich snów.

Królową znaleźli w samym sercu roju. Rozmiarem dorównywała najpotężniejszym budynkom Tokio. Patrząc na nią, trudno im było uwierzyć, że zwierze tak olbrzymie może w ogóle istnieć. Gdy w końcu udało im się dostać się na jej grzbiet, musieli jeszcze pokonać długą drogę do łba. W tym niesamowitym miejscu, gdzie nie istniała grawitacja ani punkty odniesienia, kierunki nie miały żadnego znaczenia. Nie można było określić, czy poruszają się horyzontalnie, czy raczej wspinają się do góry, albo schodzą w dół. Biegnąc przed siebie, dzieci zdały sobie sprawę, że królowa stanowi centrum, wokół którego orbitują pozostałe zwierzęta. Zupełnie jakby emanowała własną energią, utrzymującą w ładzie otaczający ją chaos. 

Gdy dzieci dotarły do łba odkryły, że pysk Królowej oblepia gęsta, czarna maź. Substancja utrudniała oddychanie, przez co zwierzę co i raz rzęziło przejmująco. 

Kiyoshi i Yuki popatrzyli po sobie, po czym opierając się stopami o dolną wargę, rozchylili szczęki kota. Wbrew ich oczekiwaniom nie wymagało to niemal żadnego wysiłku. Wylewająca się z gardła maź cuchnęła potwornie. 

– Co chcesz zrobić? – spytała Yuki, spoglądając na wnętrze paszczy z nieskrywanym obrzydzeniem. 

– Jeszcze nie wiem – odparł Kiyoshi. – Zaczekaj tu na mnie – polecił, po czym ostrożnie wszedł do środka. Jednym skokiem pokonał przeszkodę w postaci monumentalnych zębów, po czym korzystając z latarki stopniowo zagłębił się w we wnętrzu kota. Czarne pasma śmierdzącej wydzieliny zdawały się mieć początek gdzieś w głębi. Kiyoshi szedł jeszcze przez chwilę, by w końcu natrafić na ujście przełyku. Wyglądało na to, że wydostająca się z wnętrza ciała wydzielina utworzyła w tym miejscu potężny skrzep. Chłopiec chwycił za suchy i sztywny fragment skorupy i pociągnął go ku sobie. Niekształtna bryła drgnęła nieznacznie. 

– Yuki! Pomóż mi! – krzyknął, by po chwili zobaczyć zbliżające się w jego kierunku światło latarki. 

Dzieci ustawiły się po obu stronach skrzepu i zapierając się o ściany gardła zaczęły ciągnąć. W końcu cuchnąca masa poddała się ich sile. Krok po kroku, skrzep wraz z przyległą do niego wydzieliną przesuwał się w kierunku wyjścia. Nawet w miejscu pozbawionym ciążenia, czarna maź wydawała się niezwykle ciężka, dlatego dzieci co chwilę zmuszone były do krótkiego odpoczynku. W pewnym momencie obydwoje poczuli, jak ich dłonie ogarnia nieprzyjemne swędzenie, a w końcu silny, piekący ból. Czarna substancja musiała być trująca. Paliła ich skórę i wnikała w mięśnie, ale mimo to nie przerwali swojej pracy. 

Gdy w końcu udało się im wyjść poza obręb paszczy, czarna masa wciąż nie przestawała wychodzić z gardła kota. Na polecenie Kiyoshiego, Yuki zaparła się stopami o szerokie wargi królowej i obydwoje szarpnęli, wkładając w ten wysiłek wszystkie swoje siły. Olbrzymia chmura czarnej substancji gwałtownie wylała się z paszczy zwierzęcia. Przez jakiś czas wisiała nieruchomo w gorącym powietrzu, by po chwili rozpaść się na mniejsze części, a w końcu rozpłynąć w nicość. 

Nagle, królowa otworzyła swe wielkie, niewidzące oczy. Przez krótki moment chłopiec czuł, jak jej umysł sięga ku niemu. Seria niewyraźnych obrazów i wrażeń przewinęła się przed jego oczami. W tej krótkiej chwili poznał odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie pragnął zadać swojej mamie. Wszystkie niewypowiedziane słowa, tajemnice, skrywane emocje, poczucie winy, samotność i miłość. Królowa kotów przekazywała mu je w jednym, potężnym uderzeniu obezwładniającego ciepła. Kiyoshiemy kręciło się w głowie, ale nie próbował zerwać połączenia. Sekundę później kocica ponownie zapadła w sen. Mimo oszołomienia, chłopiec wiedział, że coś się w nim zmieniło. Gdzieś w jego wnętrzu znajdował się sfera pulsująca przyjemnym gorącem. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale wiedział, że Yuki czuła to samo. Na jej twarzy malował się delikatny uśmiech, to po policzkach ciekły łzy. Otaczające ich olbrzymie koty, były teraz doskonale spokojne.

Dzieci jeszcze przez chwilę przyglądały się królowej, po czym ruszyły w drogę powrotną. Ich dłonie były dotkliwie poparzone, mimo to nie były w stanie oprzeć się pokusie, by jeszcze raz doświadczyć dotyku futra mijanych kotów. Zwierzęta były ciepłe i pełne życia. 

 

12.

Powrót na powierzchnię okazał się trudniejszy niż się spodziewali. Odnalezienie wyjścia z legowiska zajęło im sporo czasu, a później czekała ich jeszcze ponowna wspinaczka po stalowej drabinie. Z czasem, palący ból dłoni stawał się coraz dotkliwszy. Czuli jak ich ciała walczą z trucizną. Na przemian ogarniało ich przeszywające uczucie zimna i gorąca, a odrętwiający ból wymuszał częstszy odpoczynek. Mimo to, ich powrót nie obywał się w ciszy. Byli radośni, wręcz gadatliwi. Wciąż niemal nic o sobie nie wiedzieli, jednak dzieląca ich do tej pory niewidzialna bariera, zupełnie zniknęła. Gdy wycieńczeni dotarli na szczyt drabinki, ostatkiem sił wczołgali się na chłodną, betonową posadzkę. Ich ciała były obolałe, a ubrania przesiąknięte potem. Wciąż nie mogli uwierzyć, że ta niesamowita wyprawa zakończyła się sukcesem. 

Wstając z posadzki, dzieci zauważyły, że znajdują się w zupełnie innym pomieszczeniu, niż to w którym zaczynały swoją drogę w głąb Ziemi. Pokój był zupełnie pusty, nie było tu kartonowych pudeł i ani stalowych półek uginających się pod ciężarem środków czystości. Niepewnie otworzyli drzwi, a ich oczom ukazał się wąski, pogrążony w mroku korytarz. Korzystając z latarek znaleźli schody, które doprowadziły ich na pierwsze piętro obszernego budynku, który w przeciwieństwie do centrum handlowego, wydawał się być wciąż w użyciu. W pewnym momencie Yuki zatrzymała się, rozglądając się wokół z mieszaniną lęku i niedowierzania. 

– Znam to miejsce – powiedziała podchodząc do najbliższych drzwi i otwierając je na oścież. – Spośród wszystkich szkół, do których chodziłam, w tej spędziłam chyba najwięcej czasu.

Pomieszczenie wypełniały równo ustawione ławki. Na jednej ze ścian wisiała szeroka tablica, a na pozostałych rysunki dzieci i plakaty popularnych filmów animowanych. Kiyoshi nigdy nie chodził do szkoły, ale dokładnie w ten sposób ją sobie wyobrażał. 

– Często zmieniałaś szkoły? – Kiyoshi spytał zaciekawiony.

– Średnio dwa, trzy razy do roku – odpowiedziała. Wyszli z powrotem na korytarz i idąc przed siebie, na przemian otwierali drzwi kolejnych klas. – W końcu zawsze robiłam coś, przez co musieli mnie wyrzucić. No wiesz, pobiłam kogoś tak, że trafił do szpitala, albo przespałam się, z którymś z nauczycieli. Inne szkoły zgadzały się mnie przyjąć tylko dlatego, że miałam dobre stopnie.

 Kiyoshi nie był pewien, czy większe wrażenie wywarła na nim sama informacja, czy raczej niedbały sposób w jaki została przekazana.

 – Twoi rodzice nie byli na ciebie źli?

 – Początkowo tak, ale potem bardziej zajmował ich rozwód. Następnie zaczęły się problemy finansowe mojego ojca, kolejne nieudane romanse mamy. Wiesz jak to jest – Kiyoshi nie miał pojęcia, ale postanowił nie pytać. 

– Ty nigdy nie miałeś problemów w szkole? – spytała po chwili. 

– Nigdy nie chodziłem do szkoły. 

Nigdy? 

Nie. 

Fajnie – powiedziała, spoglądając na niego z nieskrywanym uznaniem. 

– Czy to z powodu szkoły zaczęłaś pracować jako prostytutka? – Kiyoshi potrzebował zebrać całą swoją odwagę, by zadać to pytanie. 

– Chyba nie – odpowiedziała po dłuższym zastanowieniu. – Początkowo zrobiłam to z powodu rodziców. Byłam na nich wściekła i chciałam ich ukarać, ale kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę wcale ich to nie obchodzi, nie było już powodu żeby przestać – powiedziała wzruszając ramionami.

Kiyoshi zauważył nagłą zmianę jaka zaszła na jej twarzy. Dopiero teraz udało mu się odnaleźć słaby punkt, w szczelnie otaczającym ją pancerzu obojętności. Chciał zadać więcej pytań, ale powstrzymał się. Wiedział, że przyjdzie na to właściwy czas. 

Odwrócili się od zamkniętych drzwi i ruszyli w przeciwnym kierunku. W którymś momencie poczuli jak powietrze wypełnia intensywny, nieprzyjemny zapach. W miejscu gdzie korytarz otwierał się na szeroki hol znaleźli ciało ubranego w garnitur mężczyzny w średnim wieku. Podłogę wokół bezwładnego ciała pokrywała gęsta, czarna maź. Gdy podeszli bliżej zauważyli, że śmierdząca substancja musiała opuścić jego ciało w bardzo gwałtowny sposób. Wyłamana żuchwa sprawiała, że usta były nienaturalnie szeroko otwarte, gałki oczne poczerniały od zgromadzonej w nich krwi. Yuki i Kiyoshi przyglądali się mężczyźnie przez dłuższą chwilę. Żadne z nich nie chciało jako pierwsze podzielić się swoimi myślami. 

– To szef Yakuzy, któremu ukradłam klucz – oświadczyła w końcu Yuki. 

Kiyoshi nie skomentował, a jedynie skinął głową na znak, że rozumie. Spodziewał się, że poczuje ulgę, jednak patrząc na zmasakrowaną twarz mężczyzny, nie potrafił znaleźć w sobie nic poza rozgoryczeniem i złością. Ku jego zdziwieniu, Yuki nie bacząc na rozlaną wokół truciznę podeszła do ciała i sprawnie przeszukała kieszenie. Z jednej z nich wyciągnęła skórzany portfel, który rzuciła Kiyoshiemu. 

– Może się przydać – powiedziała. Chłopiec zwalczył pragnienie, by natychmiast zbadać jego zawartość i bez słowa schował go do kieszeni.

 – Myślisz, że to co mu się stało ma coś wspólnego z tym, co zrobiliśmy pod ziemią? – zapytał, ale tym razem to Yuki nie odpowiedziała.

Po dłuższych poszukiwaniach znaleźli drzwi prowadzące na tyły budynku. Gwałtowne światło dnia oślepiło ich. Chłopiec musiał przyznać, że nigdy nie podejrzewał, by ciepły kwietniowy wiatr i widok niebieskiego nieba mogły ucieszyć go tak bardzo. Czuł się jak gdyby spędzili z Yuki pod ziemią nie godziny, a całe tygodnie. 

Przed nimi roztaczał się widok na niewielki, wylany asfaltem plac oraz kolejne, należące do szkoły budynki. Liście drzew mieniły się soczystą zielenią, zmieszaną z świetlistą poświatą zachodzącego słońca. Gdzieś w oddali dało się słyszeć szum pędzących po autostradzie samochodów. Przez chwilę stali nieruchomo, mrużąc oczy i ciesząc się świeżością powietrza. Nie czekając na pozwolenie, Kiyoshi chwycił Yuki za dłoń, a dziewczyna odwzajemniła uścisk. Potworne zmęczenie oddaliło się na chwilę i po raz pierwszy w życiu czuli, że są naprawdę szczęśliwi. Było coś wspaniałego w samym fakcie istnienia. W pulsie krwi tłoczonej przez serce, w miliardach mikroskopijnych procesów, wydarzających się poza ich świadomością. Żadne z nich nie próbowało przerwać panującej ciszy.

Nagle na pokryty asfaltem plac wjechała złota limuzyna. Silnik maszyny pracował jeszcze przez kilka sekund, po czym ucichł z miękkim pomrukiem. Poza szumem głaskanych wiatrem koron drzew i dobiegających z daleka odgłosów miasta, zapanowała zupełna cisza.

 Drzwi samochodu otworzyły się i z wnętrza wysiadł wysoki mężczyzna ubrany w dopasowany, czarny garnitur, krawat i białą koszulę. Jego twarz zakrywała krwistoczerwona maska wyobrażająca głowę rozwścieczonego smoka. Nieśpiesznie podszedł do tylnych drzwi limuzyny i otworzył je na oścież. Następnie wyprostował się i utkwił wzrok w stojącej nieopodal parze.

 Kiyoshi i Yuki przez dłuższą chwilę trwali nieruchomo. Przez ich głowy przelatywały tysiące myśli. Mogli walczyć albo rozdzielić się i uciekać. Byli jednak zbyt zmęczeni, by którakolwiek z tych opcji miała realne szanse powodzenia. Zdawali sobie sprawę, że wszystko, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich tygodni, było częścią ogromnego planu, którego nie potrafili zrozumieć, a tym bardziej wyrwać się z jego objęć. Cokolwiek czekało na nich we wnętrzu tej limuzyny, nie zdołają przed tym uciec. Yuki chwyciła dłoń Kiyoshiego i pełni obawy ruszyli w kierunku czekającego na nich pojazdu. 

Wnętrze limuzyny wyłożono drewnem i zieloną skórą. Unoszący się w niej zapach nieco przypominał ten, jaki czasami można spotkać w szpitalach. Mdła woń chemikaliów, mająca ukryć te wszystkie okropne rzeczy, o których wiedział jedynie personel. Kiyoshi i Yuki zajęli miejsca obok siebie i drzwi samochodu zamknęły się. Naprzeciw nich, na identycznej kanapie, siedziała ubrana w czerń kobieta o długich, białych włosach. Jej niewidzące oczy pozbawione były tęczówek, przez co skierowane w pustkę spojrzenie budziło nieprzyjemne uczucie. Nawet na chwilę nie przestawała się uśmiechać.

 – Dokąd jedziemy? – spytał Kiyoshi, wkładając w to pytanie całą, pozostałą mu odwagę. 

Do domu – odparła kobieta i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. 

Rozległ się niski dźwięk uruchamianego silnika i limuzyna ruszyła przed siebie. 

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Tekst do mnie nie przemówił. Pomysł na koty i ich królową wydaje się fajny, ale cała reszta mnie nie ujęła. W niektórych miejscach moja niewiara odmawiała zawieszenia. Przez to tekst sprawił wrażenie nieco dziecinnego.

Wydaje mi się, że spokojnie można wyciąć trochę znaków. Na przykład motyw pracy na targu niewiele wnosi.

Jak na tak długo i zawzięcie betowany tekst, pozostało sporo usterek. Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, Maggocie, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. Sporadycznie literówki, czasem gramatyka się sypie…

Gdyby tego dnia, ktoś zwrócił na niego uwagę, mógłby dostrzec to charakterystyczne spojrzenie, jakim czasem los obdarza ludzi dojrzałych ponad swój wiek. Miał nie więcej niż czternaście lat, ale jego oczy zdawały się być o wiele starsze.

Jaką informację wnosi ostatnie dziewięć słów? Czemu służą?

Jako szef Yakuzy, jego możliwości są niemal nieograniczone.

A tu przykład posypanej gramatyki. Co tu jest podmiotem, szef czy możliwości?

Przyciąganie ziemskie niemal zupełnie ustało.

Czyli zeszli po drabince kilka tysięcy kilometrów do środka Ziemi? Mniejsza o mocno zaniedbaną geologię, ale nie zmęczyli się ani nawet nie zgłodnieli?

Na przemian ogarniało ich przeszywające uczucie zimna i gorąca, a odrętwiający ból wymuszał częstsze postoje.

Jak robi się postoje, wspinając po drabince?

Babska logika rządzi!

Masz na myśli Finklo, że niektóre elementy wydają ci się zbyt nieprawdopodobne? Czy może całość jest zbyt chaotyczna? 

 

“Czyli zeszli po drabince kilka tysięcy kilometrów do środka Ziemi? Mniejsza o mocno zaniedbaną geologię, ale nie zmęczyli się ani nawet nie zgłodnieli?” 

– od momentu gdy bohaterowie wsiadają do taksówki do chwili gdy wychodzą na powierzchnię, dotychczasowy realizm stopniowo zwraca się w kierunku realizmu magicznego. Dziwny kierowca, wypadku na autostradzie nikt nie powinien przeżyć, centrum handlowe powinno zostać splądrowane, do wnętrza ziemi nie prowadzą drabinki, a jej jądro wypełnione jest roztopionymi skałami, a nie ogromnymi kotami itd. Złota limuzyna i człowiek w czerwonej masce smoka, to obraz raczej ze snu, niż coś, co na codzień można zobaczyć na ulicy współczesnego miasta. 

 

Dziękuję za wskazanie pomyłek i nieścisłości, postaram się jutro to poprawić  :) 

Nie, chaotycznie nie jest. Tylko strasznie nierealny mi się wydaje ten realizm. :-/

Babska logika rządzi!

Hahaha! Boję się, że wszystkie moje teksty będą ci się takie wydawać. Muszę zrobić coś żeby być bardziej przekonywujący i może wtedy nikt nie zauważy, że to wszystko nie ma sensu ;) 

Przykro mi to pisać, ale Sen tysiąca kotów zupełnie do mnie nie trafił. Miałam wrażenie, że czytam dziwną historię będącą połączeniem opowieści o sierocie-wybrańcu, osadzonej we współczesnym Tokio ze wszystkimi jego osobliwościami i szczególnej bajki z życia kotów, i zupełnie mi się to pomieszanie nie podobało.

Nie rozumiem dlaczego, już pod koniec opowiadania, czternastoletniego chłopca i młodą prostytutkę nazywasz dziećmi.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

Przy­szli mło­dzista­rzy. –> Piszesz o kotach, więc: Przy­szły mło­desta­re.

 

na co­dzień zaj­mu­ją­cych się magią… –> …na co ­dzień zaj­mu­ją­cych się magią

 

cią­gną­cych się po ho­ry­zont przed­mie­ści gi­gan­tycz­ne­go Tokio. –> …cią­gną­cych się po ho­ry­zont przed­mie­ść gi­gan­tycz­ne­go Tokio.

 

na przód wy­stą­pił Ślepy Chi­hi­ro… –> …naprzód wy­stą­pił Ślepy Chi­hi­ro

 

zdol­ne­go za­po­biec zbli­ża­ją­cej ka­ta­stro­fie… –> …zdol­ne­go za­po­biec zbli­ża­ją­cej się ka­ta­stro­fie… Lub: …zdol­ne­go za­po­biec nadchodzącej ka­ta­stro­fie

 

Mówił o roli, jaką muszą ode­grać koty i przy­szło­ści, jaka może stać się ich udzia­łem. –> Mówił o roli, jaką muszą ode­grać koty i przy­szło­ści, która może stać się ich udzia­łem.

 

roz­rzu­ca­jąc wokół bez­kształt­ne plamy świe­że­go świa­tła. –> Na czym polega świeżość światła?

 

Na tyl­nim sie­dze­niu, jed­nej z prze­mie­rza­ją­cej miast tak­só­wek… –> Na tyl­nym sie­dze­niu jed­nej z prze­mie­rza­ją­cej miasto tak­só­wek

 

Kre­ma­cja zo­sta­ła prze­pro­wa­dzo­na szyb­ko i pro­fe­sjo­nal­nie. Cio­cia pła­ka­ła przez cały czas, od kiedy tylko do po­miesz­cze­nia wnie­sio­no trum­nę. Kiy­oshi przy­glą­dał się pracy ob­słu­gi, po­dzi­wia­jąc ich pełen re­zer­wy pro­fe­sjo­na­lizm. –> Powtórzenie.

 

Gdyby jed­nak tej nocy Ki­to­shi wyj­rzał przez okno… –> Literówka.

 

po prost przy­jem­nie było robić te rze­czy. –> Literówka.

 

spo­glą­da­jąc na le­żą­ce w rów­nych rzę­dach stra­ga­ny… –> …spo­glą­da­jąc na stojące w rów­nych rzę­dach stra­ga­ny

Chyba że stragany były równo poprzewracane.

 

To było pierw­sze miej­sce, w jakim kie­dy­kol­wiek było mu tak do­brze. –> Raczej: To było pierw­sze miej­sce, w którym czuł się tak do­brze.

 

szu­ka­li jego? Nie­spo­dzie­wa­nie w jego umy­śle po­ja­wi­ła się myśl, która zmu­si­ła go… –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

po­szu­ku­jąc od­po­wie­dzi na tra­pią­cy go py­ta­nia… –> Literówka.

 

słoń­ce za­czę­ło zbli­żać się do lini wid­no­krę­gu. –> Literówka.

 

po­tęż­nej opony, po­cho­dzą­cej z ja­kiejś z ma­szyn rol­ni­czej… –> …po­tęż­nej opony, po­cho­dzą­cej z ja­kiejś ma­szyny rol­ni­czej

 

Zwie­rze wsko­czy­ło na kra­wędź huś­taw­ki… –> Zwie­rzę wsko­czy­ło na kra­wędź huś­taw­ki

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

To był ten sam kot, któ­re­go wczo­raj spo­tkał na placu zabaw. –> Literówka.

 

Nagle zwie­rzę za­trzy­ma­ło się i obej­rza­ło za sie­bie, jakby spraw­dza­jąc czy chło­piec wciąż jest za nim, po czym skrę­cił w bocz­ną ulicz­kę. –> Piszesz o zwierzęciu, więc: …po czym skrę­ciło w bocz­ną ulicz­kę.

 

po­now­nie rzu­cił się swą ofia­rę… –> …po­now­nie rzu­cił się na swą ofia­rę

 

w po­szu­ki­wa­niu cze­goś co mógł­by użyć jako broni… –> …w po­szu­ki­wa­niu cze­goś, czego mógł­by użyć jako broni

 

– Co ty ro­bisz? Osza­la­łeś?! – szok po­wo­li mijał. –> – Co ty ro­bisz? Osza­la­łeś?! – Szok po­wo­li mijał.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

od kiedy do­wie­dział się, że po­tra­fi się z nimi po­ro­zu­mie­wać… –> Raczej: …od kiedy zorientował się, że po­tra­fi się z nimi po­ro­zu­mie­wać

 

Ota­cza­ją­ce go rze­czy były praw­dzi­we do­pó­ki za nadto się do nich nie zbli­żył. –> Ota­cza­ją­ce go rze­czy były praw­dzi­we, do­pó­ki zanadto się do nich nie zbli­żył.

 

Chło­piec spoj­rzał ba­daw­czo na sie­dzą­cą na prze­ciw­ko niego dziew­czy­nę… –> Chło­piec spoj­rzał ba­daw­czo na sie­dzą­cą naprze­ciw­ko niego dziew­czy­nę

 

w tym mo­men­cie nie go in­te­re­so­wa­ło, co przed nim ukry­wa­ją. –> …w tym mo­men­cie nie in­te­re­so­wa­ło go, co przed nim ukry­wa­ją.

 

w po­ko­ju sły­chać było je­dy­nie sior­ba­nie klu­sek. –> Od kiedy kluski potrafią siorbać?

 

pró­bu­jąc zna­leźć tam od­po­wiedz na tra­pią­ce ją py­ta­nie. –> Literówka.

 

Nagle roz­legł się huk i tylna szyba eks­plo­do­wa­ła… –> Wydaje mi się, że szyby w samochodach nie eksplodują, a tłuką się.

 

Zrób coś!– cio­cia Mit­su­ki po raz ko­lej­ny… –> Zrób coś! – Cio­cia Mit­su­ki po raz ko­lej­ny

 

Kiy­oshi i Yuki nie pusz­cza­jąc swych dłoni ru­szy­li za swym nowym prze­wod­ni­kiem. –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Wkrót­ce zna­leź­li wej­ście do wą­skie­go ko­ry­ta­rza, któ­rych po kil­ku­na­stu mi­nu­tach… –> Literówka.

 

nie­któ­re z tych kotów nie przy­po­mi­na­ły tych, które żyją obec­nie… –> …nie­któ­re z kotów nie przy­po­mi­na­ły tych, które żyją obec­nie…

 

by jesz­cze raz do­świad­czyć dotyk futra mi­ja­nych kotów. –> Literówka.

 

nie było tu kar­to­no­wych pudeł i ani sa­lo­wych półek… –> Literówka.

 

roz­glą­da­jąc się wokół z mie­sza­ni­ną leku i nie­do­wie­rza­nia. –> Literówka.

 

Nie­śpiesz­nie pod­szedł do tyl­nich drzwi… –> Literówka.

 

Na prze­ciw nich, na iden­tycz­nej ka­na­pie… –> Naprze­ciw nich, na iden­tycz­nej ka­na­pie

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że w pierwotnym założeniu to opowiadanie miało być “dziwną historią będącą połączeniem opowieści o sierocie-wybrańcu, osadzonej we współczesnym Tokio ze wszystkimi jego osobliwościami i szczególnej bajki z życia kotów” ;) Dla mnie z jakiegoś powodu układa się w jedną całość, ale rozumiem, że ty możesz mieć w tej kwestii inne zdanie. Może gdybym potrafił napisać to lepiej, to pomysł nie wydawałby się wtedy aż tak dziwaczny/niespójny? 

 

Dziękuję za wyszczególnienie błędów, postaram się poprawić to możliwie szybko! 

Nie docenia się fanfików, a ja jestem fanem – sam czasem piszę. Tylko, że ten tekst to jednak za mało, żeby złożyć hołd oryginałowi i za mało, żeby z oryginałem wejść w polemikę. Z trzeciej strony nie broni się też jako samodzielny tekst, bo nie jest od oryginału wystarczająco oderwany (podejrzewam, że Finkla jest tego ofiarą). Utknął ten tekst w takim fanfikowym limbo, gdy nie jest ani dla fanów, ani dla nowych czytelników. Trochę tak, jakby był napisany przez autora dla autora, żeby mógł się pobawić swoimi japońsko-morfeuszowymi fascynacjami.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Carleg a mógłbyś zdradzić co miało być tym oryginałem, do którego nawiązuje tekst? Chodzi ci o zbieżność tytułów? 

Hmmm. Mnie się skojarzyło z jakąś animowaną bajeczką, którą kiedyś pasjami oglądała moja chrześnica. O chłopcu zamienionym w kota.

Babska logika rządzi!

Dlatego nasza królowa wraz z ze swoją świtą, ukryła się w pobliżu gorącego jądra planety. Początkowo obawialiśmy się samotności, gdyż do tej pory zawsze mogliśmy z nią rozmawiać. Czuliśmy się zagubieni, jednak wkrótce okazało się, że potrafimy odnaleźć to niezwykłe miejsce, które wy ludzie nazywacie snem. Nasza królowa stworzyła je dla nas, byśmy mogli być razem. Wkrótce jednak odkryliśmy, że nie jesteśmy sami. Wieloryby, delfiny, szympansy, goryle, psy, świnie, niedźwiedzie, konie i nawet wy, zaczęliście dzielić z nami wspólną przestrzeń śnienia.

 

Przez ten fragment między innymi uznaję, że to jednak coś więej, niż zbieżność tytułów. Tekst nie tylko tytułem moim zdaniem przekracza granice “inspirowałem się…”, a wchodzi w świat fanfików wiadomego uniwersum (nie zdradzam, jak ktoś chce jeszcze pogłówkować). Ja nie mówię, że to coś złego – mówię tylko, że taka kotwica trzyma ten tekst za dno.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Muszę przyznać, że czuję się nieco zagubiony. Przed chwilą przejrzałem ten komiks i dla mnie to są to dwie zupełnie różne rzeczy. Sny, zgoda. Koty gromadzące się w jednym miejscu, by omówić ważną sprawę, zgoda. Ale reszta? 

W komiksie świat snów jest miejscem walki o dominację nad światem, tutaj jest on wytworem królowej kotów i umożliwia ewolucję oraz komunikację międzygatunkową. Poza tym motyw snów/marzeń nie jest praktycznie w ogóle eksplorowany.

W tekście nie pojawia się choćby jedna postać z komiksowego multiversum. Pojawia się za to słowo “śnienie” oraz tytuł, ale żadne z nich nie jest specjalnie istotne w kwestii całości. 

Komiks opowiadał o potędze marzeń, ten tekst mówi o chłopcu wciągniętym w walkę między potężnymi siłami. W komiksie motywacją bohaterki jest chęć zadośćuczynienia jej krzywdzie, tutaj Kiyoshi chce dowiedzieć się czegoś więcej o swojej mamie. 

Nie mam problemu z opinią, że tekst jest kiepski, ale trudno mi się zgodzić, że opowiadanie funkcjonuje w tym samym multiversum, co komiks. 

Piękno tej sytuacji jest takie, że nie musimy się zgadzać. Oczywiście pozostaje pytanie, czy w tej kwestii najważniejsze są intencje autora, pewnie tak. Ale moim zdaniem nie da się napisać książki pod tytułem “Władca Pierścieni” o dziewięciu ziomkach, którzy mają gdzieś iść, a potem tłumaczyć “ej, to nie ma nic wspólnego”. Twoje opowiadanie jest między innymi o przeżywaniu rzeczy w śnie i o roli snów wzyciu, ma tytuł taki, jak jeden z rozdziałów komiksu, który jest właśnie o tym.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tu  nie chodzi o zgadzanie się ze sobą, próbuję tylko zrozumieć na jakiej podstawie formułujesz swoje wnioski, ponieważ niektóre z nich są dla mnie dość zagadkowe, podczas gdy z resztą nie mam problemów.

Ja nie twierdzę, że tu nie ma nawiązań do komiksu. Gdyby tak nie było, albo chciałbym je ukryć, nie użyłbym przecież takiego tytułu. Moje zdziwienie budzi tylko twoja sugestia, że wykorzystałem cudze uniwersum i że daleko wykroczyłem poza “inspirowałem się…”. Gaiaman nie ma monopolu na sny. W tym opowiadaniu pojawiły się sny i koty, stąd zdecydowałem się na konkretny tytuł, który zawiera obydwie te rzeczy, a równocześnie wskazywał na komiks, z którego zaczerpnąłem dokładnie te same elementy.

Ten tekst nie jest ani o “przeżywaniu rzeczy w śnie”, ani o “roli snów w życiu” i moim zdaniem komiks też nie jest. Te elementy po prostu pojawiają się w obu.

Piękne jest też to, że nie musimy się rozumieć (i dobrze, bo najwyraźniej się nie rozumiemy). W wykroczeniu poza “inspirowałem się” nie ma nic złego. 

Oczywiście nie będę się kłócił z autorem, który mówi “mój tekst nie jest o tym, o czym czytelnik myśli, że jest”.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Jest tu pomysł, cały motyw fabularny, zarys i pomysły na postacie są naprawdę fajne.

Trochę jednak zawiodło wykonanie. O ile Kiyoshi przypadł mi do gustu, jego ciotka to sympatyczny element tła, to Yuki kompletnie nie kupiłem. Coś w jej zachowaniu i słowach nie pozwoliło mi w stu procentach potraktować jej na poważnie. Bywa.

Tekst jest także definitywnie za długi jak dla mnie. Mam wrażenie, że skondensowanie go wyszłoby opowiadaniu na dobre – choć wspomniany targ rybny można by wyciąć bez strat.

Na plus japońska scenografia, która przemawia do wyobraźni.

Wykonanie od strony technicznej nie przeszkadzało, choć co pewien czas wypływały jakieś grudy.

Podsumowując: na plus główny bohater oraz fabuła. Szwankuje jednak wykonanie tego koncertu fajerwerków. Dodatkowe doszlifowanie definitywnie by mu nie zaszkodziło ;) Starczy jednak na klika ode mnie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarz. 

Jeśli znajdę czas żeby wrócić do tego tekstu, to postać Yuki będzie jedną z pierwszych rzeczy, którymi będę chciał się zająć. W chwili obecnej nie jestem pewien gdzie dokładnie leży problem. Może po prostu lepiej zbudować ją od nowa?

W tym tygodniu postaram się nanieść wyszczególnione poprawki i przy okazji wyciąć trochę rzeczy. 

Nowa Fantastyka