- Opowiadanie: rooms - Dusza

Dusza

To mój debiut, więc proszę o wyrozumiałość. I komentarz. 

Jestem w rozterce, czy to przydługi szort, czy już opowiadanie, proszę o wyprowadzenie mnie z ewentualnego błędu. 

PS na końcu pozwoliłam sobie sparafrazować cytat z “Cienia Wiatru” Zafóna - książki, której jeszcze nie przeczytałam, więc mam nadzieję, że mój pomysł w żaden sposób jej nie naśladuje.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

BogusławEryk, ambroziak

Oceny

Dusza

Diana czuła się w bibliotece zdecydowanie lepiej niż w domu. Szczególnie w tej przy ulicy św. Gertrudy. Czytelnia może nie była wielka, lecz przytulna, a księgozbiór – wystarczająco ciekawy. Również personel nie robił specjalnego problemu, jeśli zapomniała się w labiryncie regałów i tam, bezpiecznie ukryta jak sarna w leśnym gąszczu, czytała zakazane powieści. Były to chwile drogie, choć rzadkie. Obowiązki i żelazne zasady mocno ograniczały świat Diany. Wydzielała więc sobie tę przyjemność niczym łasuch na diecie – czekoladki.

Już sam spacer w upragnioną stronę parkowymi alejkami i ta świadomość, że nikt jej nie kontroluje, różowiły zwykle blade policzki dziewczyny. W cieniu wiekowych drzew czuła się taka wolna, wtedy nawet brzydka pogoda nie psuła jej humoru. Uciekła. Widzicie, jaka jest dzielna?

 

*

 

W domu zawsze pilnowała, by na jej biurku był porządek. Porządek był bezpieczny. Z drugiej strony, przesadny ład sugerował, że się obija. To znowuż wzbudzało komentarze. Dlatego od czasu do czasu rozkładała kserówki i słowniki tak, by twórczy bałagan świadczył o pracowitości, mimo że jej myśli krążyły gdzieś indziej. Wychodząc z pokoju, sprawdzała, czy przypadkiem nie zostawiła na wierzchu czegoś, co może być użyte przeciwko niej. Choć wiedziała, że gdy nadejdzie Zły Dzień, to na wiele się to nie zda. Mamusia miała szósty zmysł.

Diana nawet w myślach tak ją nazywała. Gdy była dzieckiem, żyła w przekonaniu, że Mamusia czyta ją jak książkę i niczym wszechmocny demiurg, decyduje o kształcie rzeczywistości. Za dobro wynagradza, a za zło karze. Brak szacunku dla rodziców, jak zwykła określać każdy objaw sprzeciwu, był jednym z grzechów kardynalnych. Brak szacunku i próżniactwo.

 

*

 

W bibliotece Diana mogła decydować: wybrać albo odrzucić. Jej zdanie się liczyło. Oparta wygodnie o ścianę, pożerała w ekspresowym tempie każdy gniot, który kusił kolorową okładką. Tutaj nie miało racji bytu to koszmarne przeczucie, że zapomniała zamknąć drzwi i zaraz znienacka pojawi się za jej plecami Mamusia z kąśliwą uwagą co do jakości lektury. Mogła płakać, rumienić się po uszy i śmiać – nie żeby akurat to robiła publicznie, ale gdyby chciała – mogła. Najwyżej obsługa zwróciłaby jej uprzejmie uwagę, nie wspominając jednak przy tym nic o przyzwoitości czy Bogu.

Wyjątkowo upodobała sobie dział z literaturą kobiecą, przeżywając, jak własny, los każdej Bridget, która po wielu przeciwnościach w końcu wpadała w ramiona swego Darcy’ego. Nie tyle marzyła o wyuzdanym i pełnym przygód życiu miłosnym, ile fascynowało ją zaufanie, jakie bohaterka niemal każdego romansu pokładała w mocy sprawczej swojego uczucia. Czy naprawdę istnieje siła, która potrafi zmieniać rzeczywistość? Wrodzony pesymizm szeptał, by walczyła z marzeniami o Księciu, o bratniej duszy, choć od czasu do czasu dziewczęca wyobraźnia ulegała pokusie. W głębi swej zahukanej duszy pragnęła zaproszenia na bal.

 

*

 

Skrzypnięcie klamki podrywało Dianę do pionu. Biurko było ustawione pod oknem, więc wejście do pokoju miała za plecami. Szybko nauczyła się, że siedzenie ze słuchawkami na uszach przy otwartych drzwiach może przypłacić zawałem.

– Tak długo ślęczysz nad książkami, oczy sobie zepsujesz. – Mamusia bezszelestnie pojawiała się przy jej boku. Lustrowała uważnie stos notatek i podręczników, szukając dowodów występku.

– Mam kolokwium, muszę się uczyć – szeptała dziewczyna, wiedząc już, co ją czeka.

– Więcej systematycznej pracy i nie musiałabyś siedzieć po nocach. Masz tyle wolnego czasu! Nie musisz ani zarabiać, ani martwić się o dom – tylko zdobywać wiedzę. Gdybym ja miała takie warunki, kto wie? Pewnie dawno obroniłabym doktorat. – Mamusia jednym tchem wyrzucała z siebie potoki słów. Cichym, dobitnym głosem rozwodziła się nad tym, jaki to dar na tym łez padole, jak Diana powinna być wdzięczna. Bo przecież jej, Mamusi, jest i było w życiu ciężko: nie miała takich możliwości, nikt o nią nie dbał, nikt tak nie hołubił…

Werbalny rzyg brzmiał zawsze tak samo, nawet nie było sensu dyskutować, a potakiwanie nie skracało wywodu. Trzeba po prostu cierpliwie czekać na koniec.

 

*

 

Od niedawna po Złym Dniu Diana odprawiała rytuał. Zapuszczała się między rzadko odwiedzane regały: rejon brutalnych walk na miecze, wampirzych kłów oraz statków kosmicznych. Tam ukryła tę jedną, wyjątkową lekturę. Bibliotekarki nie byłyby pewnie zadowolone, wiedząc, że dziewczyna zamieszała im w księgozbiorze, ale wewnętrzny przymus zachowania tej książki tylko dla siebie był silniejszy. Nigdy by nie pomyślała, że zbiór esejów o lasach deszczowych kiedykolwiek mógłby ją zainteresować, a jednak cienka, niepozorna broszura wstrząsnęła jej światem. Za każdym razem czytała ją z wypiekami na twarzy, po czym wracała do domu uspokojona.

 

*

 

Kot szybciej nudzi się ofiarą, która nie stawia oporu. Mamusia podobnie – traciła impet, gdy nie napotykała sprzeciwu. Ale w Zły Dzień nie zniechęcała się szybko, drążyła i szukała zaczepki. Agresywne wynurzenia stawały się dłuższe, coraz mniej logiczne, coraz bardziej sprzeczne. Matczyna mantra odbijała się głośnym echem w głowie Diany. Zestaw haseł znanych do obrzydzenia, inwektyw wykutych na blachę. Ona zaś zaciskała zęby i cierpliwie czekała.

 

*

 

Swój skarb dostała nieoczekiwanie od kobiety z kocimi oczyma, właśnie gdy przeglądała łapczywie kolejne tomy „Sagi o ludziach wody”.

– To cię uwolni – powiedziała, nachylając się nad Dianą, a niepokojąco pionowe źrenice zmieniły się w wąskie kreseczki. – To sprawi, że się uwolnisz.

– Ee… Nie, dziękuję… – szepnęła w odpowiedzi. Cisza zadzwoniła jej w uszach, światło lampy zdawało się oślepiać.

– Nie pozwól, by strach nad tobą panował. – Kobieta odgarnęła z twarzy lśniące, czarne włosy, odsłaniając ostro zakończone ucho. Wcisnęła Dianie książkę w ręce, po czym szczupłe palce o krwistoczerwonych paznokciach wbiły się brutalnie w ramię dziewczyny. Jeszcze raz spojrzała osłupiałej głęboko w oczy i odeszła.

Diana dobrą chwilę rozdygotana siedziała na podłodze między regałami. Książka nie wyglądała groźnie ani tajemniczo, soczysta zieleń okładki zapraszała do przeczytania. Powoli nagłe uczucie zagrożenia się rozmyło, znowu słyszała przyciszone rozmowy obsługi, a sztuczne światło nie wydawało się już takie ostre.

 

*

 

Będąc nastolatką, nigdy nie odważyła się ozdobić ścian pokoju, w którym spała i uczyła się. Ba, na każde przestawienie mebli musiała uzyskać zgodę. Pokój przecież nie należał do niej, jak często słyszała. Jednak potrzeba zaznaczenia swojej odrębności tliła się w Dianie niegasnącym płomieniem. Z pisania pamiętnika wyleczyła się szybko, gdy zeszyt z jej histerycznymi zachwytami – jakże charakterystycznymi dla wieku cielęcego – stał się argumentem do konsultacji z księdzem. Miała problem z wytłumaczeniem Mamusi swojego uwielbiania dla monstrum, co z tego, że o wegetariańskich gustach. Romantyzm historii jakoś do niej nie trafiał.

Z czasem Diana nauczyła się, że nie ma sensu walczyć. Życie jest dużo łatwiejsze, gdy się milczy i ustępuje pola. Nie zauważała, że milczy i zaciska zęby coraz częściej.

 

*

 

Początkowo nie rozumiała, w jaki sposób opis dzikiej przyrody miałby ją uwolnić. Ciekawość i ból ramienia nie dawały zapomnieć o właścicielce dziwnych oczu. Już w trakcie pierwszego czytania łapała się na tym, że czuje w powietrzu nieznane wonie, słyszy zaskakujące odgłosy. Istotnie, książka napisana była tak sugestywnym językiem, że wystarczyła chwila, by Diana stała się częścią tropikalnej dżungli. Była liściem szukającym w gęstwinie promieni słonecznych, wężem czekającym w półmroku na ofiarę, mrówką skrzętnie gromadzącą zapasy dla dobra całego mrowiska. Oglądała cały świat oczami dzikiej kocicy, czuła się niezwyciężona i wolna. Po przeczytaniu ostatniej strony dziewczyna z trudem łapała oddech, wyczerpana, ale również szczęśliwa, jak po długim, ciężkim biegu, gdy endorfiny wynagradzają z nadwyżką ostry ból płuc i mięśni. Wszystko nabierało sensu, odnalazła spełnienie.

 

*

 

W swym mniemaniu Diana wiodła ciche życie, być może dalekie od ekstremalnych wrażeń, ale z drugiej strony – bezpieczne. Spokój miał swoją cenę, naturalnie. Pomagały zwykłe środki bezpieczeństwa: z nikim się nie umawiała, pożyczonym książkom zasłaniała grzbiety, płytom drukowała jednakowe białe okładki, a gazet nie zbierała z zasady. Nigdy nie przyniosła też do domu swego skarbu. Przeczucie podpowiadało jej, że zbytnia ekscytacja mogłaby zwrócić na nią niepotrzebną uwagę. I choć rana na ręce nie chciała się goić, niepokojąco przypominając ślad po ataku drapieżnika, dziewczyna z wdzięcznością myślała o darczyńcy – kobiecie, która uwolniła jej duszę.

Powoli Mamusia w jej oczach zmalała do postaci marudzącej matki, klasycznego emocjonalnego wampira. Świat wokół stał się niepotrzebnym balastem. I tylko coraz szybciej się męczyła, mniej jadła, bardziej obojętniała.

 

*

 

 Gdzieś przeczytała, że istnieją takie książki, których duch odradza się i staje silniejszy za każdym razem, gdy trafiają w nowe ręce. Im częściej są czytane, tym łatwiej im czerpać energię ze swego czytelnika. Ręce Diany, do tej pory puste, z radością przyjęły dar. I choć cena okazała się wyjątkowo wysoka, dziewczyna poznała ją, gdy było już za późno. Diana na własnej skórze przekonała się, gdzie bije źródło życia książki o tropikalnej puszczy. W momencie, gdy wydała ostatnie tchnienie.

 

Koniec

Komentarze

Rooms, jak dla mnie opowiadanie tak do 10-12 tys znaków to szort.

inwektyw wbitych na pamięć – wbitych w pamięć, wyrytych na pamięć

Jak na mój babski gust dość ciekawy tekst, bez specjalnych potknięć. Przeczytałam bez przykrości. Nie przekonuje mnie tylko treść książki – jakoś bardziej uwierzyłabym, że taka młoda dziewczyna znika i daje się pochłaniać przez jakieś romansidło niż przez książkę o Amazonii.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

[…] ukryta niczym sarna w leśnym gąszczu, czytała zakazane powieści. Były to chwile drogie, choć rzadkie. Obowiązki i żelazne zasady mocno ograniczały świat Diany. Wydzielała więc sobie tę przyjemność niczym łasuch na diecie – czekoladki. – tutaj jedno “niczym” bym zastąpiła.

 

Wyjątkowo upodobała sobie dział z literaturą kobiecą, przeżywając, jak własny, los każdej Bridget – ja szybko czytam i trochę mi to zamieszało… Według mnie jeśli rozdzielisz przecinkami, będzie lepiej.

 

Ba!, na każde przestawienie mebli musiała uzyskać zgodę. – usiłowałam jakoś sprawdzić, czy to poprawny zapis, bo coś mi nie gra… Wydaje mi się, że powinno być albo tak: Ba! Na każde… albo tak: Ba, na każde… Ale niech się wypowie ktoś bardziej doświadczony, bo może się nie znam :)

 

Pokój przecież nie należał do niej, jak często słyszała. Jednak potrzeba zaznaczenia swojej odrębności tliła się w niej niegasnącym płomieniem. – może tłiła się w Dianie?

 

[…] jakże charakterystycznymi dla wieku cielęcego – jakoś mnie to słowo tak poraziło… wolałabym “młodzieńczego”

 

Gdzieś przeczytała, że za każdym razem, gdy książka trafia w nowe ręce, z każdym nowym czytelnikiem jej duch odnawia się i staje silniejszy. – może Gdzieś przeczytała, że zawsze, gdy

 

 

Ogólnie bardzo fajne czytadełko, gratuluję debiutu, we dwójkę raźniej :) Relacje Diany z matką trochę przypominały mi “Carrie” – lubię takie rzeczy. Jeszcze jakby Mamusia była bardziej sadystyczna, to łohoho :) Moim zdaniem końcówka troszkę zbyt krótka – poczułam się, jakby mi ktoś uciął tekst… Ale może to i dobrze?

 

Fajne.

 

Dziękuję za uwagi, pokrzepiające są bardzo.  Poprawki wprowadziłam.

Iluzja, masz rację – razem raźniej :)

Ile jeszcze debiutów konkurs biblioteczny nam przyniesie?

 

Bemik, mam nieodpartą potrzebę się wytłumaczyć. Bohaterka zaczytywała się w romansidłach, więc miała w nich obycie. Założyłam, że żaden nie dałby rady ją złapać w pułapkę. Natomiast inna tematyka – tu w sumie mogłoby być cokolwiek – zaskoczyła Dianę. Właściwie wbrew jej woli książka wciągnęła ją do swego świata, uzależniła i wyssała jak rosiczka muszkę. Szukając ucieczki przed jednym drapieżnikiem (matką), wpadła w sidła drugiego.  Taki był zamysł, ale jak widać popracować muszę na dramaturgią, stylem itp., itd… :) Ale zabawa była fajna, ot co.

 

Iluzja, powtórzenia to moje przekleństwo, dziękuję za ich wyłapanie. Zostaję natomiast przy “wieku cielęcym” i stoję za nim murem :). Nie chciałam relacji Diany z matką przerysowywać za bardzo, celowo krew się nie leje. Co nie znaczy, że przemoc emocjonalna jest miłym urozmaiceniem życia rodzinnego. :)

Przeczytałam. Bez przykrości, bo czytało się gładko, ale też bez emocji, bo spodziewałam się na końcu… czegoś. Tylko że to coś albo się nie wydarzyło, albo nie zrozumiałam zakończenia.

Sądziłam, że napięcie narastające pomiędzy matką córką będzie miało jakiś efekt. Tymczasem mamy kobietę-kota, która jest nie wiadomo kim i wzięła się nie wiadomo skąd, oraz dziewczynę zafascynowaną lasami deszczowymi. Też tego trochę nie kupuję, bo w ogóle nie dajesz odczuć, co w tej książce było tak bardzo magicznego, że dziewczyna dała się pochłonąć.

Do poczytania i zapomnienia.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Warunki konkursu spełnione.

Duch – brak.

Język – niezły, ale czasami coś zgrzyta. Na przykład zaufanie pokładane w moc sprawczą. Ja bym użyła innego przypadku.

Odczucia bohaterki ładnie przedstawione. Wydaje mi się, że zakończenie zbyt otwarte – nie dowiedziałam się, w jakim stopniu dziewczyna się uwolniła. Skąd właściwie wzięła się rana na ręce? Dziwna kobieta tylko złapała bohaterkę.

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za uwagi.

Duch był: kobieta-kot była duchem książki. A dziewczyna uwolniła się jedynie pozornie.

A skoro muszę to tłumaczyć… to sporo brakuje w moim tekście :)

Zestaw haseł znanych do obrzydzenia, inwektyw wrytych na pamięć. ---> Nie sądzisz, Autorko, że wprowadzając poprawki można strzelić byczka? :-)

Nic, moim zdaniem, nie tłumaczy pojawienia się kobiety o oczach z pionowymi źrenicami. Nawet domysł, że kobieta-duch wybrała Dianę jako “najpodatniejszy materiał”. Gdyby tak jedno konkretne zdanko o marzeniu, by spotkać kogoś, kogokolwiek, kto by Dianę zrozumiał, stał się kimś przeciwważącym niedole domowe… Wtedy kobieta-duch nabrałaby głębokiego wymiaru i znaczenia. Tak myślę…

Adamie, można, można jak widać… :( Z przykrością stwierdzam, że wyszedł mi kundelek z tego związku i co gorsza mam nieodparte wrażenie, że od dawna go hoduję. Obiecuję zapamiętać: “znać / kuć na pamięć” / “wyryć w pamięci” / “wbić w pamięć”.

Dziękuję za sugestię, dodałam co nieco (we fragmencie o literaturze kobiecej i później). Czy pomogło?

:-) Wykażę się dobrą wolą i potwierdzę, chociaż nie powinienem tego czynić – czy Ty myślisz, że każde słowo zapamiętałem?

A jak się Tobie podoba “zagnieżdżone / wgnieżdżone, wrośnięte, utrwalone, zapisane (złotymi literami nawet)? Aha, zakonotować i zakarbować tez można, ale to już głębsza stylistyka.

Ha, pozostaje mi cieszyć się z wykazanej dobrej woli :) 

Jak na debiut, to całkiem nieźle. 

W tekście najciekawsza jest, choć nieco poboczna, relacja bohaterki z matką. Ja również myślałem, że – skoro ten wątek został dopracowany i uwiarygodniony – będzie istotny z punktu widzenia fabuły. Niestety tak się nie stało. 

Jeżeli chodzi o puentę – mnie nie kupiła, jest z czapy w tym sensie, że mniej ciekawy i niezbyt skonkretyzowany temat nagle zdominował opowiadanie ; )

I po co to było?

hmmm… Mądre rzeczy już powiedziano o dobrych i złych stronach opowiadanka. Pogratuluję tylko udanego debiutu, podziękuję za miło spędzony czas i życzę coraz lepszych tekstów ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarze. Poleży sobie opowiadanie i myślę, że może kiedyś dojrzeję i – być może – je przebuduję, dopracuję, zmienię… :) 

Wykonanie poprawne, czytało się bez zgrzytów.

Sam temat dziewczyny, która nie potrafi się odnaleźć w otaczającej ją rzeczywistości, nie przypadł mi do gustu. Pomysł też zbytnio oryginalny nie jest.

Do poczytania, ale bez entuzjazmu. 

Cóż, pozostaje mi się zgodzić z wieloma osobami przed ;) Napisane bez zgrzytów, fajnie przedstawione relacje córka-matka, debiut w sumie udany, ale finał mnie zawiódł.

Ta kobieta kot cóż… To mogło być cokolwiek, plus na zakończenie bohaterka po prostu uległa matce co na mnie odniosło słabe wrażenie.

Podobnie jak jose – myślałam, że dojdzie do jakiejś konfrontacji. A finał był trochę rozmyty.

Tylko nie "Tęcza"!

Właściwie zgadzam się z przedpiścami, zwłaszcza z syfem i jose.

Niemniej – czytało się przyjemnie, więc gratuluję udanego debiutu i czekam na kolejne teksty.

Pozdrawiam:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję bardzo za zachętę! Popracuję nad słabymi stronami, a opowiadanie zostawię w tej formie jako memento :)

Domek, Tenszo, Alex – dziękuję za przeczytanie i komentarz!

No nie! Ja protestuję! Rooms – chcę więcej!

Znowu odpłynąłem, poczułem emocjonalną więź z bohaterką i, mimo że puenta przypadła mi do gustu, chciałbym spędzić trochę więcej czasu z Dianą :)

Masz zakaz pisania szortów pod – jakże groźną – groźbą uczynienia mnie smutnym ;)

Kiedy mogę spodziewać się nowej historii, która wyjdzie spod Twojego pióra?

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Bogusławie, nieprędko obawiam się, strasznie jestem leniwa. :) Ale po takim poście motywacyjnym, kto wie? Cieszę się, że spokojna i cicha Diana do Ciebie trafia, mimo że nie ma tu fajerwerków.

EDIT: Dziękuję za głos na bibliotekę!

Spodobał mi się pomysł o książce wysysającej życie z czytelnika (rozumiem, że jest twój a nie Zafona? Ostatnimi miesiącami czytałem całkiem sporo dzieł hiszpańskich i hiszpańskojęzycznych pisarzy, ale tego akurat nie :> ).

Nie domyśliłbym się, że kobieta-kot była duchem książki. Jak dla mnie zbyt mało wskazówek. A ten wątek mi się podobał. Nie uważam, że moment kulminacyjny musiał wyjść z konfliktu z matką, ale historia zakazanej książki wymagała chyba trochę rozwinięcia.

Ogólne wrażenie pozytywne.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki za odwiedziny!:)

Pomysł mój, choć nadal nie przeczytałam tego Zafona (tylko pierwszy rozdział), więc nie mam pewności, czy nie jest podobny. Sparafrazowałam jedno zdanie z jego książki, dlatego zamieściłam tę informację. Wiem, że opowiadanie wymaga dopracowania, ale jakoś nigdy nie znalazłam na to czasu.:) 

!!!! Już poprawiam:)

“Cień Wiatru” nie skopiowany, spokojnie Rooms. Ale warto przeczytać tę książkę. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wiem, zawsze warto czytać książki! ;)

Nie zawsze. “Alchemika” przerwałem, bo… No, zbuntowała mi się świadomość ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Coehlo to straszny grafoman, fakt… Ale przynajmniej sobie zdanie wyrobiłeś:) Jednak uważam, że czytać warto, nic nie pisałam o przeczytaniu do końca ;)

 

O, mi bardziej przypominało to Lovecrafta i Derletha: mamy tu niesamowite miejsce (biblioteka), czyhającego w progu stwora z sąsiedniej czasoprzestrzeni, magiczny przedmiot – książkę – wrota do alternatywnej rzeczywistości, innego wymiaru. Mniejsza jednak o to… zawsze będą istniały jakieś inspiracje. Ważne: jak inspirują i co niosą ze sobą na świat. W tym przypadku przyniosły przepiękną pociechę. Co z tego, że wszystko dało się tutaj przewidzieć? Przyjemność aktu czytania jest sama w sobie satysfakcją. Piękne! Tak samo, jak proza wymienionych wyżej panów, którą mogę czytać do znużenia, dla samej przyjemności czytania. 

Ambroziaku, bardzo dziękuję za tak miłą opinię i punkt do biblioteki. Co poleciłbyś Derletha? Bo nic nie czytałam tego pana, a chętnie się zapoznam. :)

Nie wiem, czy u nas wydano coś więcej, poza Obserwatorami spoza czasu… Wydano, znaczy się, jeszcze oddzielnie Czyhającego w progu, ale ta mini powieść zawarta jest też w zbiorze Obserwatorzy spoza czasu.

 

Dołączam do grona usatysfakcjonowanych lekturą i tylko pozwolę sobie wyrazić żal, że Diana zeszła zbyt cicho, wręcz chyłkiem. Wolałabym, żeby to się stało w sposób, który jakoś wstrząsnąłby matką.

 

Ba!, na każde prze­sta­wie­nie mebli mu­sia­ła uzy­skać zgodę. – Po wykrzykniku nie stawia się przecinka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Regulatorzy, za odwiedziny.

Czasem trudno wstrząsnąć kimś mocno skupionym na sobie.

Wykrzyknik usunięty.:)

Nowa Fantastyka