Profil użytkownika


komentarze: 11465, w dziale opowiadań: 9093, opowiadania: 4981

Ostatnie sto komentarzy

Wybacz, zdania swego nie zmienię. To jest o reklamie, tyle że krypto – zmuszającego do rozbuchanej konsumpcji wirusa nie widać, nie słychać, nieprzeparta chęć do zakupów wydaje się “własną i naturalną”.

Przykro mi, ale nihil novi. Temat nadmiaru i agresywności reklam zagościł w twórczości fantastów bardzo dawno – chyba nawet około dziewięćdziesiąt – lat temu. Natomiast forma – na plus.

» Czas wykorzystać zastępy kobiet zgromadzonych w parlamentach i palestrach! « 

Naprawdę uważasz, że te nieliczne, które, zdobywszy pozycje w polityce i w kręgach prawniczych, a jednak nie zunifikowały się ze środowiskiem, stanowią realną siłę? I niby co konkretnego miałyby zdziałać? 

Niekiepsko namieszałaś w mitologii. Skoki od postaci do postaci, skrótowość jak diabli… Misię, i już.

Nie za dobrze ten wątek pasuje do mojego pytania, ale że z chwaleniem się ma coś owo pytanie wspólnego…

Kogo z Was, przy ekspozycji którego z wydawnictw, miałbym szansę spotkać na targach w Warszawie, w sobotę, po godzinie dwunastej? Najlepiej w roli podpisujących swe dzieła…

Dyskusyjne, czy Dziadowie nie powinni celować w Petersburg, ale licentia poetica… Poza tym za nic nie kojarzę, dzięki jakiemu łańcuchowi przyczynowo-skutkowemu zniszczenie Moskwy miałoby zapobiec wiadomemu zamachowi stanu, który miał miejsce w Petersburgu, i jego konsekwencjom.

Czy Pan to imię pana Michajłowa?

Zanim się takowy, pasjonat znaczy, odezwie, pozwolę sobie na drobną sugestię, opartą na stosowanym przed i podczas wojny nazewnictwie miejscowości., leżących poza granicami Polski sprzed 1939 roku. Taka ciekawostka, można powiedzieć. Przykład: Allenstein to dzisiejszy Olsztyn. Na polskich mapach operacyjnych umieszczano albo polską nazwę, albo pruską, albo obie, a wtedy, niejednolicie, którąś w nawiasie. Mapy RKKA, potem Armii Czerwonej, opisywały miejscowości w języku, obowiązującym na danym obszarze przed wojną, więc Olsztyn był dla nich wyłącznie Allensteinem. Tak więc, wracając do przykładu z polskich map, miałbyś wybór. Wrocław mógłby bywać Breslau’em, w zależności, kto z kim i o czym rozmawia / pisze.

» Mimo, że był XXI wiek, a właściwie jego druga połowa […]. « 

» Był 2073 rok. Coś takiego nie powinno robić na nim wrażenia. Istniały przecież soczewki i operacje… «

Ulokowanie przez Ciebie akcji w czasach jak w cytatach uważam, przykro mi, za poważny błąd. Wybiegasz o pół wieku do przodu, a opisujesz czasy obecne. Czy takie na przykład samochody autonomiczne o elektrycznym napędzie nic Tobie nie mówią? Czy stosunki społeczne nie zmienią się?

Ale to jest do naprawienia. Pomyśl nad tym.

Nic nowego. Znaczy, wizja żadną nowością nie jest. Godzina spędzona w Internecie, druga, poświęcona słuchaniu wypowiedzi naszych “elit i gwiazd”, do tego książki – nędza. Eee, Yyy, wtręty typu “tak”, “ciężko powiedzieć”, coś stało się “przez” coś… Na You Tube publikowane są krótkie wiadomości z kraju i ze świata, wiadomości czytane komputerowo. Liczebników nie odmienia, kropki po skrótach traktuje jak kropki zamykające zdania, H i Ch to jedno i to samo, “dź” czyta jak “ć” – i nie znalazłem ani jednego komentarza, zwracającego na to uwagę. Być może były takowe, kiedyś, ale skutku nie odniosły. Aha, “rz” potrafi przeczytać, przykładowo, jako “mor-ze”… Wzorzec doskonały. Za dziesięć lat nikt poza Tobą i jeszcze kilkoma osobami nie potrafi powiedzieć czegoś i napisać po polsku.

A Rada Języka Polskiego potulnie zaakceptuje, bo uzus, panie święty, uzus…

Zastanawiam się, czy aby nie jest to próbka polszczyzny z przyszłości. Polszczyzny literackiej, oczywiście…

Pozwolę sobie na taką drobną uwagę: brak oddziału zabezpieczenia ruchomej stacji radarowej. To, że do obsługi takiej stacji potrzeba było (i jest) nieco więcej osób, niż “mieści” się w opowiadaniu, pomijam.

:-)  Nie ma za co. 

Nie spiesz się przesadnie z “aktualizacją” – wiem z własnego doświadczenia, że pospiech nie sprzyja temu, lecz przeciwnie.

Powodzenia!

Będzie króciutko i osobiście.

Popatrz na sążnisty post Tarniny i zakumpluj się z polszczyzną, tą porządną.

Humoreska humoreską, ale tu nie ma się z czego śmiać. Praktyczny brak poważnych kontrargumentacji oraz sprzeciwów wobec zapędzania w pułapkę supercyfryzacji skończy się gorzej – nie będzie gdzie uciec…

Temat, który wzięłaś na warsztat, nie jest nowy. W najogólniejszym znaczeniu przewija się w fantastyce od bardzo dawna, ale to żaden zarzut, to jedynie stwierdzenie faktu.

Przykro mi to pisać, ale tekst wydaje mi się niedopracowanym, chwilami nawet niespójnym. Po pierwsze niczego nie dowiedziałem się o pochodzeniu tych obcych istot. Kosmici? Manipulacje genetyczne? Czy są obecni tylko w tym jednym miejscu, czy na całej Ziemi? Motyw miłości jednej z tych istot do “zwykłej” kobiety naciągany, myślę. Taki “deusik z maszynki”, żeby mogła pojawić się scena ratowania chłopca i żeby nieco złagodzić obraz całkowitej obcości tajemniczych istot. Ale mniejsza o ten motyw i tę scenę. Nic, ale to nic nie wiadomo o tych istotach poza tym, że są nieludzko silne fizycznie. Nie mają żadnej technologii? Wzmianki o alfie i becie sugerują, że panuje wśród nich ustrój co najwyżej plemienny, wodzowski. Plus niesamowita lekkomyślność istot – skoro wiedzą, że ludzie łapią ich dzieci, to dlaczego nie pilnują ich, nie strzegą przed wkraczaniem na tereny dla nich niebezpieczne?

Taki szczególik: laboratorium ulokowane jest na pustkowiach między otoczonym murami “miastem bogatych” a slumsami. Dziwne, bo z reguły przejście od centrum do slumsów jest stosunkowo płynne, trudno wyznaczyć ścisłe granice między strefami bogactwa i bezpieczeństwa a kolejnymi, coraz uboższymi.

Najkrócej podsumowując, napiszę, że z racji osi tematycznej warto by dokładnie przemyśleć konstrukcję opowiadania, i stworzyć je od nowa, bez luk informacyjnych.

 

Potrzeba korekty swoją drogą, a poziom tekstu swoją… Czyta się niemal sam, wciąga pomimo braku spektakularności.

Szkoda, że nie trafił do nas.

Czy pan istnieje, Mr Johns?

I to, przykro mi, jedyne, co z Lemem faktycznie się wiąże. Reszta jedynie echowo przypomina Cyberiadę, Bajki robotów etc. 

Pomimo tego opowiadanie “daje się czytać”, a po solidnym szlifie językowym i wyeliminowaniu kwestii wręcz nieprawdopodobnych --- albo znalezieniu uzasadnienia dla nich – stałoby się dobre, po prostu dobre.

Za plus poczytuję odwagę nawiązywania do klasyka.

 

Planem, ze względu na tak zwane okoliczności niezależne, nazwać tego nie mogę, ale gdyby, to dlaczego nie miałbym poznać Was i odwiedzić rodzinnej Łodzi… Niestety, tak szybko się nie da.

Oczywiście to mój kłopot, nie Wasz.

To było miłe i pożyteczne dla mnie spotkanie.  Dziękuję obu damom i obu dżentelmenom.

 

Rzadko tu od pewnego czasu bywam, ale to chyba nie będzie stanowiło istotnej przeszkody i nie każecie mi oddalić się w podskokach…

Szanowny Autorze, zamiast robić w tego wstęp. prolog czy pierwszy rozdział, zachowaj to dla Siebie jako konspekt. Lub jego część. Otwieranie obszerniejszego dzieła, typu powieści, tak długim i “przegęszczonym” wykładem geografii, historii i te de jest wielce ryzykowne, o czym już wcześniej pisali inni.

Nieźle. Sięgnięcie po supersymetrię i wielowymiarowość udanie zastąpiło portale, wyczarowywane przez magów – dzisiejsza fizyka to więcej niż magia, a na dodatek może znaleźć kiedyś realne zastosowania.

Tylko Księżyca szkoda. :-(

Nieprawdopodobieństwo pierwsze: syn Imperatora, jako postać ważna, nie może ot tak sobie łazić po antykwariatach czy gdziekolwiek bez ochrony. Następstwa porwania lub zabicia zbyt poważne byłyby, również w sytuacji, kiedy ojciec nie ma kontaktu ze synem, ma go za głupka, niedorajdę… Wymóg polityczny.

Nieprawdopodobieństwo drugie. Syna, oficjalnego dziedzica władzy, przygotowuje się do przejęcia funkcji ojca, a nie puszcza samopas.

 

Dla równowagi: spodobał mi się styl, język. Typografia też dobra, ale to standard.

Po pierwsze – przepraszamy za małe opóźnienie.

Po drugie – wyniki…

 

Komunikat pokonkursowy.

Komisja podliczyła głosy, odpoczęła, policzyła dla pewności jeszcze raz i teraz z przyjemnością komunikuje wszystkim zainteresowanym, że pierwsze miejsce zajął „Marchewkowy budyń autorstwa Moniki Kasprowiak.

Gratulujemy!

Podium liczy sobie trzy miejsca, więc dla podtrzymania tradycji podajemy, że drugie miejsce przypadło „Niebieskiej bajce”, na trzeciej pozycji uplasowała się opowieść „O kocie, który piekł chleb”.

Los, czyli losowanie, któremu Redakcja przyglądała się z uwagą, czy jest sprawiedliwe, wyróżnił Kamilę Ciołko-Borkowską.

Tak więc „Myszka Hania” powędruje do wyżej wymienionych osób.

Nieco później – przepraszamy, ale to nie nasza wina, lecz marudzących drukarzy – nagrody pocieszenia, czyli zbiór bajek w formie książeczki, trafi do Ewy Kajtoch oraz Magdaleny Lis.

Dziękujemy za uczestnictwo w bajkowym konkursie –

                            pozdrawiamy – pokonkursowe rachmistrzynie i maszyna losująca.

A z drugiej strony leniom zawdzięczamy mnóstwo wynalazków, ułatwiających życie. Tylko leniwy grubas mógł wymyślić pilota do telewizorów…  :-)

Uwaga, nie można mylić leniwców z nygusami.

<>  (…) skomentowanie bajek będzie dla mnie gigantycznym wyzwaniem. Może nawet trudniejszym niż napisanie jednej :) Ale nie mam zamiaru się poddawać.  <>

Śniąca wzorem!!!

 

Przyznam się, chociaż nikt nie pyta, że prace przy bajkach były silnie doprawione (jeśli można tak to nazwać) przyjemnością. Zasługa i po stronie Autorek oraz Autorów, bo teksty nie wymagały wielkich zmian redakcyjnych i korektorskich, a na niezbyt liczne uwagi i prośby odzew był szybki i pozytywny. Za co dziękujemy, Basia i ja. To raz, A dwa, to wybór, dokonany przez Koleżankę Redaktor Prowadzącą wydanie specjalne. Jakimś dziwnym trafem  :-) nawet ja nie marudziłem i nie nudziłem się, “obrabiając” opowiadania…  :-)

Jako beztlenowce daleko byśmy nie zaszli…

Nic nie robienie, rozumiane jako powstrzymanie się od wszelkich działań, dla gatunków obdarzonych intelektem nie jest polecane z wiadomych powodów, ale powstrzymanie się przed działaniami związanymi z nierozpoznawalnym na tym etapie ryzykiem uważam za wskazane, wręcz konieczne. Chyba, że komuś zależy na naszej autolikwidacji… Mamy kolejne wymieranie? Mamy. No to siup, dlaczego (niemal niezauważalnie) nie powiększyć grona aniołków i nie zmusić tego rogatego do budowy tysięcy wysokociśnieniowych i bardzo pojemnych kotłów…

I tak od wesela przechodzi się łańcuszkiem skojarzeń do pogrzebów…

Gdyby mu się, czyli mi się nie podobał, nie zużywałby / m klawiatury, bo ma / m drogi model tegoż ustrojstwa. :-)

Twój bóg biochemii diabłem pachnie, co mam za całkowicie nie tylko uprawnione, ale wręcz konieczne. Już dzisiaj stosowane techniki manipulacji wiodą wprost, jak myślę, do przechodzenia od pojedynczych, nazwijmy to, manipulacji, ku manipulacjom mnogim, w sensie, że aktywujemy / uciszamy nie jeden gen, lecz kilka. W synergiach takich operacji kryje się groźba niepoprawnych kalkulacji skutków, bo wzajemne powiązania i tak dalej, do tego epigenezy, wszak zawsze indywidualne – obrazowo, zamiast stymulować pożądaną cechę, można uczulić na tlen zawarty w powietrzu… Co może wyjść na jaw zbyt późno… Elementy takiej gry znaczonymi kartami zawarłaś, i bardzo dobrze, bo piewcy geninżynierii nazbyt często nie dostrzegają jej potencjalnie ciemnych stron. No to jak mogłoby mi się nie podobać?

Wie Koleżanka co? Niech Koleżanka sieka pełnowymiarową powieść z elementami i motywami szpiegowskimi, naukowymi, kryminalnymi i odrobiną astronautyki na osłodę dla lubiących SF.

I niech Koleżanka nie odpisuje, że nie potrafi, o.

<><>  Ale mam nadzieję, że sposób rozmnażania w miarę świeży.  <><>

Muszę Cię rozczarować. Stary jak Ijon Tichy. Nie przebiłaś siedmiopłciowości…

No i to by było na tyle, bo moje zdanie poznałaś już odrobinę wcześniej.

Dobry pomysł. Ma jedną wadę – praktycznie musi pozostać w krótkiej formie. Zasypywanie czytelnika szczegółami, co kiedy słychać, byłoby dla tegoż dość szybko nużące, a gdyby w ten koncept wmontować fabułę, postacie i wydarzenia, powstałaby powieść, gruba i niezbyt, moim zdaniem, ciekawa.

Trudno czy nie trudno, spróbować swoich sił w bajkach nie zaszkodzi.

Z młodą damą pogadać też na pewno nie zaszkodzi nikomu. Współpracowniczek i współpracowników nigdy dość…

Tak, “Delirium…”. Przejmujesz pałeczkę, że tak NIEaluzyjnie napiszę…  :-)

Słuszajuś!

» Wóz Bojowy minął linię menhirów.

Ponad krawędź krateru unosiła się rzadziutka, srebrzysta poświata. Na wprost Tarczy Wozu, w odległości może dwustu metrów, bardzo wyraźnie widać było kilkanaście ludzkich sylwetek. Obrysowywał ich mglisty świt wstający z wnętrza ziemi. Ludzie znieruchomieli na jego tle i tak stali – zdawałoby się – skamieniałe cienie. Tylko jeden z nich siedział przed maleńkim, ledwie dymiącym ogniskiem.  « 

Interpunkcja oryginału.

O kurka wodna czteroskrzydła! Agazgaga się objawiła!

…i pewnie bajkę napisze…

<><><>

Aha, takie PS: przybył nam jeszcze jeden tekst… Dziękujemy.

Hłe, hłe, hłe…

Poniedzielnik naczynajetsa w subbotu’

Dobra, to było poza końkórsem.  :-) 

Coboldzie, wybacz, naprawdę NMSP… A Ty na pewno masz coś na miejsce “spalonej” przeze mnie zagadki.

Pozwólcie, że się tak pozakonkursowo wtrącę… Czytałem “toto” swego czasu ze zgrzytaniem zębami, to raz, a dwa, niech ktoś zacznie mieć komuś za złe nadopisowość, rozwlekłość i te pe… 

Jeszcze nie imponująca liczba, lecz większa od jednego.  :-)   Do pracy, Rodaczki i Rodacy, w duchu przyjaznej konkurencji i rywalizacji, do pracy!  :-)

Ale niespodzianka, złota gwiazdka przy tak “archiwalnym” tekście…

Bardzo mi miło, że czytałaś z przyjemnością i zakończyłaś lekturę usatysfakcjonowana.

===> karolina. Pozwolę sobie wyrazić pogląd nieco odmienny od Twojego. Taki mianowicie, iż nie Internet jako taki zachwaszcza, lecz kilka grup użytkowników tegoż. 

Co do natomiast “przedpiśców”, to nie ma w nich, uważam, niczego złego. Analog do przedmówców – bo tutaj i na innych forach pisanie pełni taką samą funkcję, jak zabieranie głosu podczas spotkań i rozmów “na żywo”.

Po trosze szwankuje prawie wszystko. Interpunkcje pozostawię bez przykładu, ale kwestii stylu już nie. A chodzi o jedno słowo: klata. Wstawienie slangowego określenia do takiego tekstu to błąd. Podmioty – jak tu się zorientować, o kim mowa w taki fragmenciku: » Gdy ten podszedł wystarczająco blisko, przypuścił na niego szarżę. Z początku nadal udawał osłabionego. Zrywał się do ataku dosyć mozolnie, niby ledwo trzymając tarczę, niby z utraconą nadzieją. Wszystko po to, aby ten się nie zorientował. Przyspieszył dopiero po dwóch, może trzech sekundach, gdy nie było szans na połapanie się w jego chytrym planie. « Ten, niego, ten, jego… I jeszcze raz słownictwo  » Wybrał to drugie, co dla Nostradamusa nie okazało się większym zaskoczeniem, sądząc po szybkim wezbraniu się do kupy.  « Wezbrał się do kupy? Nie okazało się większym zaskoczeniem? 

Cóż, do dobrego poziomu sporo brakuje… Ale wszystkiego można się nauczyć, więc powodzenia w szlifowaniu umiejętności życzę.

---> funthesystem. Może i dziwna, ale daleka od granicy przejścia dziwności w dziwaczenie, a przede wszystkim interesująca dla tych, którzy lubią zadawać dziwne pytania.

---> Dzikowy. Najwidoczniej stopień zainteresowania danym dziełem nie pozostaje bez wpływu na obszerność jego omówienia.  :-)

» Świetna okładka”.   --->  Wiadomo, kto malował… 

Przyjemności z czytania życzę.

Blackburn:  Pamiętam naszą dyskusję już jakiś czas temu – pewnie jest gdzieś w hydeparku. Wtedy stałeś, Adamie, po stronie niemożliwości stworzenia bytu w maszynie, a ja, że możliwe. To ciekawe, bo wygląda na to, że odwróciły się nam role – ja teraz sądzę, że co najwyżej może powstać wysoko wyspecjalizowany system ekspercki, który może tylko przypominać, że ma świadomość.

Zdania praktycznie nie zmieniłem. Jedynym wzorcem urządzenia, mogącego zostać SI “pełną gębą”, jest, niestety, ludzki mózg. 86 miliardów neuronów, o rząd wielkości więcej połączeń między nimi – to jest nie do zrobienia na tym etapie technologii. To jedna bariera. Drugą stanowi zagadka, jak tę SI uruchomić. Włożenie umownej wtyczki do umownego gniazda raczej nie wystarczy. Trzecią barierą jest kwestia dość skwapliwie pomijana – jeśli okaże się, że nie da się uruchomić “sztucznego mózgu” bez odwzorowania w nim funkcji mózgu prawdziwego, ludzkiego, przezorność każe tego nie robić. Pomijam, że jest to technicznie niewykonalne – chodzi mi o końcowy efekt takiej operacji. Powstanie socjopatyczna superalfa – bo takie wzniosłości, jak etyka, empatia i te pe będą temu tworowi obce, gdyż w strukturach mózgu nie ma odpowiednich “ośrodków i obwodów”, etyka i inne pozainstynktowe a prospołeczne odruchy, zachowania, są rzeczą nabytą dopiero w trakcie rozwoju intelektualnego, w trakcie wychowywania, czerpania wzorów z cudzych zachowań. 

Blackburn napisał: A w kwestii przejmowania pracy przez maszyny, braku pracy dla ludzi i przez to środków na utrzymanie, to już nad tym myślą pewne grupy ludzi – nawet proponują rozwiązania. Zdaje się, że to społeczeństwo bez klasycznej ekonomii i pieniędzy.

No, to dopiero będzie cud, miód i orzeszki. Brak jakiegokolwiek miernika wartości rozpirzy wszystko w drobny mak. Nikt nie pracuje, bo robią to maszyny, ale wszyscy chcą wszystko mieć… Kto im to da, na jakich zasadach oprzeć rozdawnictwo dowolnych dóbr (bez pieniądza to będzie właśnie rozdawnictwo)? To nie będzie utopią, ale zbiorową katastrofą.

<><>

Blackburn: Bezpiecznik można potraktować jako niepełne oddanie władzy, więc okej, w tym sensie nigdy jej nie oddamy, chyba że coś nam ją odbierze.

Blacktom:  

…chyba że coś nam ją odbierze.  //  I tego jestem pewien. Nawet nie zauważymy zza laptopów, tabletów, krążąc po sieci w wirtualnej rzeczywistości, jak to co miało być naszym użytkiem, nabędzie wszystko co potrzebne, aby w pełzającym nieuniknięciu przejąć władzę nad naszym rozumem i sposobem postrzegania rzeczywistości :)

Oddamy władzę dobrowolnie czy też formalnie nie oddamy jej, zachowując “bezpiecznik” w naszych rękach, nie sprawi żadnej różnicy. Mając za “przeciwnika” inteligencję – rzeczywistą i samodzielną inteligencję zaklętą w maszynie – przekonamy się pewnego dnia, że “bezpiecznik” nie działa. Dzięki rozwojowi tego, co dziś zwie się Internetem rzeczy. Założymy sobie pętlę na szyję i potem będziemy bardzo zdziwieni faktem, że nie mamy nic do powiedzenia poza “tak jest, Wasza Elektroniczna Wysokość”.

To tak w maksymalnym. ale wyczerpującym temat “kto tu rządzi” skrócie.

No dobrze, przyznaję, szanowna Autorko, że nieco przedobrzyłem ze stwierdzeniem “nic nowego”. Przesada owa polegała na tym, że nie zaznaczyłem w sposób jednoznaczny, że piszę o poziomie wiedzy – umownie – ogólnej na temat manipulacji genetycznych. Mnie i takim jak ja wystarczy ta ogólna znajomość tematu, wszak naczytałem się dość  i tekstów, i komentarzy, by wiedzieć, że detaliczne tłumaczenie, na czym polega CRISP i co można z pomocą tej technologii osiągnąć, skwitowane będzie w najlepszym przypadku wzruszeniem ramion. Przytłaczającej większości odbiorców fantastyki nie interesuje, Esterichia czy inne maleńkie diabelstwo, wystarczy hasłowo, że bakteria. Z drugiej strony na co mi samemu aż tak detaliczna wiedza z wirusologii, bakteriologii et caetera? Wiedząc, co wiem o odbiorze, jako nadawca nie będę mordował czytelnika detalami, o jakich w większości pierwsze czyta…

A teraz uwaga: powyższe nie było, nie jest i nie będzie krytyką Twojego podejścia do sposobu prezentacji wiedzy z zakresu mutacji. Chciałaś pokazać, na czym polega mutacja i czym może skutkować i zrobiłaś to tak, a nie inaczej. Dlatego wszelkie sugestie co do “fabularyzacji” są sugestiami czytelnika, których brać pod uwagę nie musisz. 

Osobną sugestią jest: zrób z tego artykuł. Wtedy nikt nie popsuje Ci humoru kaprysami o fabułę.  :-)

>>> IMO – świat już jest, starannie opracowany, teraz pora wymyślić jakąś ciekawą fabułę do niego. Żeby w całości działo się tak, jak teraz w końcówce.

Wykonanie mogło być lepsze. Interpunkcja kuleje, sporo literówek.  <<<

IMO też.  :-)  We wszystkich trzech punktach. Świat jest, coś interesującego w końcówce jest, warto by było “ufabularnić” środek, tak aby wykład o genetyce nie stanowił przynudzającego bloku tekstu.

Mnie przynudził, bo tak się złożyło, iż nowości w nim nie znalazłem, innych przynudzi długością, monotonią i nadmiarem danych. Tak myślę.

A co do “mocy”… Najzwyczajniej ciekaw byłem, jak Autorka zrealizuje zapowiedź z leadu.  Bo mnie to zamiłowanie postapokaliptyków do mutantów często śmieszy nieprawdopodobieństwami.

Możliwe, że przypadek zechciał, bym jako pierwszy przeczytał i skomentował. No to proszę: vox clamantis in deserto. Czyli trafi to do przekonania kilku osobom, które i bez lektury tego opowiadaniowykładu wiedziały to wcześniej. Co pomyślą, co napiszą inni, “zakochani” w postatomowych mutantach? Pożyjemy, zobaczymy.

==> kati72. Przejrzałem Twoje rysunki do własnych tekstów. Znakomita ich większość misię. (To taki portalowy szyfr, skrót od podobało mi się.) Czy kolorem też się posługujesz?

Nie podajemy / wyznaczamy terminu. ponieważ  nie da się “wyprorokować”, ile tekstów i kiedy będzie napływało. W tak zwanym pierwszym podejściu ostrożnie zakładamy, że nazbiera się ich i przejdzie przez kwalifikacyjne sitko dość, żeby numer specjalny ukazał się pod koniec tego roku. Do poczytania w czasie świąt, powiedzmy.  Czyli im szybciej, tym dla nas i dla Was lepiej. Żeby ten inauguracyjny numer nie był chudzinką na, powiedzmy, trzydzieści stroniczek…

PS. Bajkolubni/e graficy i graficzki są wśród Was?

Nikt z nas nie wątpi w pływackie umiejętności bemik, ale, gdyby co, jak to się mówi, ratownicy przypłyną na pomoc.  :-)

<><><>

Bajki bardzo często, przez wielu teoretyków literatury, uważane są za pierwszą, niejako źródłową fantastykę. Żywą do dzisiaj. Wraca się do nich, wykorzystuje ich elementy, a nawet całe schematy, w filmach, tworzy się ich wersje uwspółcześnione i całkowicie nowe. Znajdują swoje miejsce na półkach księgarskich, co nietrudno zauważyć, lecz praktycznie nie ma ich w pismach, papierowych oraz internetowych, poświęconych fantastyce. Czy cokolwiek lub ktokolwiek broni nam, zespołowi “Silmarisa”, by dać bajkom swego rodzaju szansę? Bajkom oraz piszącym bajki. No i czy cokolwiek lub ktokolwiek nakazuje zawczasu zawężać grono twórców bajek do osób dorosłych, do zawodowców? 

Pamiętamy, że “Fantastyka” kiedyś próbowała tej sztuki, bez powodzenia, ale, jak to mówią, jest ryzyko, jest zabawa. Zapraszamy więc do wspólnego ryzyka (o ile to jakiekolwiek prawdziwe ryzyko…) i wspólnej zabawy przy pisaniu i potem czytaniu.

Przepraszam, wstydzę się – nie zwracam uwagi na to, kto tłumaczył, jeśli efekty przekładu nie kłują mnie w oczy…

Każdemu się zdarza, więc uśmiechy wzajemnego zrozumienia zamykają sprawę.

Będziesz  tłumaczył coś jeszcze dla NF? Debiut w tej roli (chyba nie mylę się, że debiut?) bardzo dobry. 

:-)  Wielki słownik ortograficzny PWN twierdzi, że odmiana wygląda tak: ten•der  -n•dra,  -n•drze;  -n•dry, -n•drów.

Pozdrowienia po starej znajomości.

… a potem spotkają takich, którzy broń zachowali, i będą się mieli z pyszna…

Ty niesiesz karabin, ale naboje do niego taszczę ja. I po problemie, tym największym…

Ależ po co ta samokrytyka! Wszyscy popełniamy, z automatu, takie i podobne pomyłki. Jest na to sposób – no, ja mam taki sposób: poczytać ponownie za trzy dni. Jeśli nie całość, to te fragmenty, które wzbudziły wątpliwości.

Pozdrawiam – Adam

Czy dreszczowiec to tylko przerażające wycia duchów czy innych diabłów, dzwonienie łańcuchami, urywanie głów i tak dalej  i dalej? Czy potrzeba niemal zabijającego strachu, żeby trauma wyłaziła z pamięci, nie chciała sczeznąć do końca życia? Tak, wiem, niby wszystko można zracjonalizować, wyprzeć – ale to teoria i zawsze istnieją tacy, którzy wymienionych sztuczek nie potrafią wprowadzić w czyn.

Zdaniem o “Pacjentach”. Kto uległ wypadkowi? Jakie w ich kraju są przepisy? Chciałabyś znaleźć się na miejscu lekarza?

Wyjątkowo dydaktyczne, za wiele wykładu… Hmm. Zawsze można wstępniaka pominąć… Wstrzemięźliwość w ocenianiu też jest sprawą względną. Kiedyś gdzieś coś czytałem o zróżnicowaniach tak zwanych gustów, czy jak to się inaczej nazywa…  :-)

<><><>

Zaskoczyłaś mnie, śniąca

:-)  Pewnych kwestii bez obecności, dosłownej lub umownej, nielubianych przez Ciebie rakiet nie da się tak wyraziście przedstawić. A skoro gadżet przesłania Ci resztę…  :-)

Myślę, że dokładnie na odwrót… Kilku tytułów już nie warto czytać, zgoda, ale poza tymi reszta cały czas zachowuje swoistą aktualność. Względną, przyznaję, ale to kwestia dość złożona, silnie zależna od samego czytelnika, czego dyskutować po prostu nie chcę.

Sięgnijcie po oryginalne wydania “Fantastyki i futurologii”, sporo się dowiecie o ocenie amerykańskich powieści przez Lema.

W przeciwieństwie do innych – i wiedziony swoistą przekorą też – niczego nie będę wytykał, że za mało, za dużo, za słodko i w ogóle. Tekst okazjonalny, takim go widziałaś, taki jest i OK.

No, jednak do drobnego szczegółu się lekko przyczepię.  :-)  Kto Ci pozwolił “podgrandzić” imię  bohaterki mojego niedokończonego tekstu, a?  :-)  :-)

Aurora Borealis. Swoją drogą ciekawe, że równoznaczna Eos Borealis jakoś nie pasuje… Opis bardzo misię! Co prawda zorze oglądałem tylko na filmach, ale niektóre rzeczywiście mogą skojarzyć się z tańcem…

[…]  bo czasem nie ma czasu czytać, a audiobook może zrelaksować i towarzyszyć w najprostszych sytuacjach, od sprzątania i gotowania, po zakupy.

==>  Zależy komu może towarzyszyć… Mnie na pewno nie. Próbowałem kilka razy – to nie dla mnie. Kolizja, że tak napiszę. Albo jedno, albo drugie…

Poza tym mam jak Bellatrix. Byłbym na piątej stronie, a wysłuchuję dopiero dialogu z drugiej, a na dobitkę ani trochę nie zgadza się intonacja, akcentacja lektora z moją.

Przeczytałem, co oznacza wywiązanie się ze zleconego zadania.

Trochę Cię zasmucę. Nie przejąłem się prawie niczym – zaciętość pojedynku na korcie, plany zamachu na następcę tronu, nawet przedwczesna decyzja arcykapłana były oczywistością, więc jako takie dreszczy ani łez nie wywołały.

Więcej niż trochę pocieszę Cię. Warstwa “science” w opowiadaniu bardzo misię, i tak samo dość dyskretne “zapodanie do wiadomości”, co stanowiło przyczynę podjęcia próby zamachu.

Na deser – piłeczka musi eksplodować. Jego Wysokość nie po to wsiada do śmigłowca, żeby wlec się godzinami.

<><><>

{…} najpierw figurki Hachimana (sandałową, glinianą i spiżową) {…}.  ---> znaczy, figurkę ze sandała wystrugali? Z nieużywanego chociaż? Bo wiesz, przepocony i zdarty jako surowiec dla takiej figurki…  ---> z drewna sandałowca, od biedy sandałowcową.

Sygnał powtórzył się, wstał niepewnie i ruszył powoli w kierunku wejścia.  ==> po prostu sam miód. Sygnał powtórzył się, po czym wstał i ruszył powoli. Dźwięk z nogami to jest to.

Podpisuję się pod zdaniem Fasolettiego. Z jedną różnicą – dość oklepane motywy, o ile nie będą nadmiernie eksponowane, nie muszą przeszkadzać.

Minęły dwa miesiące odkąd odbył się pogrzeb Andrew i odkąd odmówił Lucyferowi.  ==> powtórzenie.

Wcześniej jednak ciężko było mu wyobrazić sobie […].  ==> i nie tylko w tym zdaniu… Kolokwializm, że aż boli. 

==> Z przecinkami, zwłaszcza w pierwszej części opowiadania, nie najlepiej.

==> jeżeli miałaś na myśli “naszego” Boga, to dużą literą. Skądinąd wydaje mi się, że innego na myśli mieć nie mogłaś…

===> śniąca. Po pierwsze podziw za tempo, po drugie bardzo nam miło, że tym razem w komplecie, a po trzecie… Hmmm… Po trzecie to niemal wszystkim na hasło “niewolnictwo” otwiera się szufladka z etykietą “Ameryka”, a w niej skoroszyt “standard”. Innych porównań być nie może?

Do lektury i do pisania. Szczegóły dotyczące zaproszenia do pisania, jak to one, ukrywają się, ale nie aż tak głęboko, byście nie mogli odnaleźć…

Nie jesteś przekonany? Tylko tyle? Ja jestem przekonany, że nie będzie implikowało z, jak to mawiamy,  automatu… 

Granica między techniką cyfrową, taką, jak ją rozumiemy i stosujemy dzisiaj, a techniką analogową może – i moim zdaniem powinna – ulegać rozmyciu, zatarciu jeśli wolisz, a przede wszystkim powinno dojść do łączenia i miksowania obu technik w bardziej złożonych konstrukcjach. W tym widzę – chyba jedyną? – szansę na zbudowanie (jako tako) inteligentnych maszyn.

No właśnie, tu asymptota, tam eksponenta, a nam się marzy samoświadomy, inteligentny komputer – bo jak go inaczej nazwać, skoro opieramy konstrukcję na technice cyfrowej? Istnieje próg miniaturyzacji – chyba że zdajemy się na kaprysy mechaniki kwantowej, dzięki którym dwa razy dwa nigdy nie równa się czterem, czyli dostaniemy, pod względem stabilności psychicznej, baaardzo kapryśną osobowość. Piszę: osobowość, ponieważ spełnienie postulatu samoświadomości i inteligencji każe traktować taką konstrukcję już jako pełny analog człowieka. 

Popróbuj, Lordzie, z wirtualnymi planetariami. Stellarium na przykład. Dawno się tym nie “bawiłem”, ale były tam mapy nieba i tak dalej, więc w nowszych wersjach pewnie coś “dorzucili” i możliwe, że w  programach tego rodzaju znajdziesz zaktualizowane informacje, opisowe i wizualizowane.

Ulubiony, wręcz ukochany temat transhumanistycznych marzycieli…  Temat nie do ugryzienia dopóty, dopóki nie dowiemy się i nie zrozumiemy, jakim cudem jednakowe startowo komórki specjalizują się pojedynczo i w grupach, by powstały, najprościej ujmując, ośrodki mowy, słuchu, wzroku i dalsze, kiedy i dlaczego wzbudza się samoświadomość, a przede wszystkim jak na funkcjonowanie mózgu wpływa konfiguracja oraz ilość połączeń międzyneuronalnych.

Drugie kluczowe zagadnienie: jak dokładnie można odwzorować analogowe procesy w środowisku zdyskretyzowanym?

Moim zdaniem Nobel murowany za odpowiedzi na tylko te dwa pytania. A jest ich o wiele więcej, też cholernie istotnych.

>>> Jeżeli przejdzie pomyślnie kolejne symulacje, tak jak udało jej się z dziewięcioma poprzednimi, będą mieli broń, której nikt nie będzie w stanie zatrzymać. <<<

No to mamy prezentację złej, ciemnej strony. Kto obroni świat?  :-)

Hmm…  Tak całkiem o niczym? No cóż, jeśli wykreślić / pominąć to, co o ksenofobii traktuje, to faktycznie prawie że o niczym… :-)

Za dużo przecinków. Często stawiasz je tam, gdzie być ich nie powinno.

Pięciu strażników rozbijało pięć obozów. Po co jednej osobie obóz? Obozowisko tak, cały obóz to, hm, za wiele na jednego…

<><>  Warter, był jednym ze strażników, strzegących trzeciej południowej bramy. Tej nocy, byli wyjątkowo czujni. <><>

A więc jednak nie w pojedynkę wychodzili na służbę? Można to nazwać sprzecznością w zeznaniach…

 

Z przyjemnością dziękuję za komplement, jakim dla mnie jest Twoja przyjemność.

Też pozdrawiam.

Nowa Fantastyka