- Opowiadanie: Staruch - Wiedza to sucz

Wiedza to sucz

Ja jak zwykle – pomysł nienowy, scenografia nienowa...

Cóż poradzę, że lubię drążyć pewne tematy?

 

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Na krawędzi pojmowania” projektu Zapomniane Sny: https://www.zapomnianesny.pl

 

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na stowarzyszenie Mudita: https://stowarzyszeniemudita.pl, które pomaga rodzinom osób z niepełnosprawnościami.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Wiedza to sucz

Nie jest łatwo zlikwidować człowieka.

Rewolwer nie może być za daleko od jego potylicy, bo to przy każdym mimowolnym ruchu ręki grozi rykoszetem i zmarnowaniem kuli, a strzał trzeba będzie powtórzyć. Wstyd! Kula do nagana to pewnie kilkanaście kopiejek. A nasza ojczyzna, mimo że zasobna w bogactwa naturalne, ciągle jest pod naciskiem wrażych sił, próbujących zdławić komunizm. I każdego zmarnowanego pocisku szkoda. Nie może być też za blisko, bo pocisk może przejść przez kości i wylecieć przodem którymś z oczodołów czy przez gardło. Nieprofesjonalnie! Zabrudzić posadzkę piwnicy można. Nie tak nas uczyli na kursach NKWD, nie tak służyłem ojczyźnie w Ostaszkowie.

Nie jest łatwo porządnie zlikwidować człowieka.

 

***

 

Wydaje mi się, że początek całej tej paskudnej sprawy miał miejsce w środę 12 kwietnia 1961 roku. Herman Titow jako pierwszy człowiek poleciał w kosmos naszą, radziecką rakietą Wostok. Pierwszy w świecie! Duma!

I jako pierwszy z ludzi zginął w kosmosie. Cały kraj płakał, kiedy zobaczył w „Prawdzie” zdjęcie Gagarina, który wyniósł Titowa na rękach z kapsuły Wostoka.

Gagarin miał polecieć jako drugi, ale jakoś nie poleciał.

Podobno promieniowanie kosmiczne ponad atmosferą było zbyt silne. Nie można było wcześniej tego ustalić, bo Łajka była w kosmosie za krótko, zresztą psy są podobno specjalnie odporne na to promieniowanie.

Narodowa tragedia, ale nie z takich niepowodzeń Związek Radziecki się otrząsał i budował na nich swe wielkie, świetlane osiągnięcia. Najważniejsze, że Amerykanom też się nie udało, bo i Alan Shepard zginął w kosmosie.

 

I pewnie powoli zapomniałbym o tym wydarzeniu, tym bardziej że w 1961 roku nie sprowadziliśmy zza granicy ani tony zboża, prawie wyparliśmy imperialistów z Berlina, a XXII Zjazd KPZR jasno wskazał, gdzie idziemy i że za dwadzieścia lat zbudujemy pierwsze społeczeństwo komunistyczne, ale…

Do naszego Sanatorium w listopadzie 1961 roku trafiła jakaś wielka szycha. Co to Sanatorium, spytacie? To taki pomniejszy łagier dla wybitnych naukowców. Kogóż w nim nie gościliśmy? Tupolewa, Pietlakowa, Korolowa i wielu innych, bez których nasza ojczyzna nie opędziłaby się przed zakusami faszystów i burżujów.

Jaka to szycha świadczył fakt, że naszego gościa przetransportowano do celi w taki sposób, aby nikt z postronnych (strażników i łagierników) go nie zobaczył. Dostaliśmy zakaz wychodzenia z pomieszczeń od tej do tej godziny i szlus! My, wszyscy strażnicy, zamknęliśmy się w naszej izbie.

I może tak to by się dla mnie szczęśliwie skończyło, gdyby nie rutynowa zmiana obsady strażniczej. W KGB normalna sprawa – ci, którzy pilnują czegoś o znaczeniu państwowym, są często wymieniani. I trafiają potem nad Bajkał czy Ussuri, żeby niczego nie wygadali. Rozumiecie przecież? Ktoś czasem tylko bąknie, że może trafiają w szeregi tych, którzy już jeść ani pić nie muszą, bo przeszkadza im dziura w potylicy. Złośliwe plotki. Ideowych komunistów zabijać? Po co?

Ale wracając… Zostałem więc strażnikiem naszego tajemniczego gościa. I pewnej środy (pamiętam, że to była środa, bo nie lubię tego dnia), dostałem rozkaz odeskortowania więźnia na przesłuchanie. Na korytarzach pusto, wszyscy pozamykani, a ja wchodzę do celi i widzę… Titowa. Trochę poturbowany, jak to po naszych przesłuchaniach, ale przecież, choć zginął, stoi przede mną jak żywy. Rozkaz był nie gadać, więc tylko trąciłem go kolbą i zaprowadziłem do pokoju przesłuchań. I gdybym miał jeszcze jakieś wątpliwości, to rozwiały je słowa, które usłyszałem, zamykając za sobą drzwi.

Oficer prowadzący przesłuchanie zadawał pierwsze pytanie więźniowi:

– I co, towarzyszu Titow, zmieniliście w końcu zdanie?

Już wtedy zacząłem się bać. Wiedza to sucz!

 

Wiedziałem o tym już od czasów szkolnych, od przypadku Jewgienija Andriejewicza. Uczył nas, elewów szkoły saratowskiej NKWD, musztry. Cóż tu można nabroić, podpaść przy takiej funkcji?

Na nieszczęście sąsiad Jewgienija Andriejewicza pędził samogon, a że syn sąsiada uczęszczał do naszej szkoły, to często gęsto zdarzało się spotykać naszego nauczyciela w stanie „pięćsetgramowego matrosa”, czyli po spożyciu co najmniej pół litra wódeczki. Na jego nieszczęście robił się wówczas bardzo gadatliwy i raz wypaplał w knajpie, że nasz as Pokryszkin większość ze swoich zestrzeleń osiągnął na amerykańskim samolocie, Airacobrze. Durak! I po co gadać, co wszyscy wiedzą? Ja podczas wojny konwojowałem Bursztynową Komnatę na kwaterę towarzysza Żukowa, i co? Chwalę się tym?

A na efekty gadulstwa nie trzeba było długo czekać.

Ćwiczyliśmy właśnie kolejnej środy krok defiladowy, kiedy pod naszą szkołę podjechała służbowa Wołga. Znaczy, kłopoty. I takie zaraz się objawiły pod postacią dwóch podoficerów, którzy dziarskim krokiem zmierzali po Jewgienija Andriejewicza.

Ten tylko zwiesił głowę i wymamrotał do nas:

– Pamiętajcie, rebiata – wiedza to sucz!

Nie muszę chyba dodawać, że o naszym nauczycielu nikt już nigdy nie słyszał?

I kiedy tak eskortowałem codziennie naszego więźnia na przesłuchania, obijało mi się cały czas w głowie nazwisko Titow i krzywda, jaką mi może wyrządzić. Bo ilu ludzi w naszej ojczyźnie wiedziało, że Titow jeszcze żyje?

Wiedza to sucz!

 

Titowowi na pewno żadna wiedza nie pomagała, bo coraz mizerniej wyglądał. A to paznokcie zgubił, a to zębów się pozbył, a to pięty odbił i chodził na palcach. Nasi potrafią być bardzo przekonujący. Ale Titow, zwykle milczący i zamknięty w sobie, pewnej środy (tfu, znowu!) zdecydował się na desperacki krok i gorączkowo zaszeptał mi do ucha:

– Towarzyszu strażniku, w was cała nadzieja! Musicie przekazać wyżej, najlepiej do Komitetu Centralnego, prawdę o tym, co widziałem…

– Cicho, wrogu klasy robotniczej! – warknąłem.

Nie pomogło, bo bełkotał dalej:

– Kiedy się wzbiłem ponad Ziemię… To było cudowne, ale i straszne! Bo Ziemia nie jest kulą, jak nam wmawiają. Tam są… Słonie! Chyba cztery! I wielki, wielgachny żółw…

Walnąłem kolbą w tę parchatą gębę:

– Morda w kubeł, imperialistyczne zgniłe nasienie!

Za późno. Oficer wystawił głowę z izby przesłuchań i bacznie się nam przyglądał.

– Co on tam mamrocze, towarzyszu kapralu?

– Melduję że nic, towarzyszu pułkowniku! Bzdury! Wszak już towarzysz Lenin powiedział, że Ziemia jest kulą…

Pułkownik nagle się wzdrygnął, a mnie zimny dreszcz przebiegł po kręgosłupie. „Ty durniu faszystowski, kułaku obesrany…” wymyślałem sobie w duchu.

Następnego dnia Titowa przeniesiono, a cała nasza zmiana trafiła do cel.

Wiedza to sucz!

 

A teraz klęczę nad świeżo wykopanym dołem. Nie jest łatwo zlikwidować człowieka, dlatego w duchu życzę czystego strzału temu, który stoi teraz za moimi plecami z rewolwerem w ręku.

Koniec

Komentarze

Cudo :) Aleś namieszał. Tak się poważnie zaczęło, fantastyka była, a przynajmniej historia alternatywna i się zastanawiałam, dokąd zmierzasz. Ale czegoś takiego nie wymyśliłabym. Skręciłeś w takie regiony, że po prostu parsknęłam śmiechem. Naprawdę udane połączenie tragedii z komedią. Mi się :) A Pratchetta uwielbiam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A to dzięki :)

Tak mi się to wymyśliło.

A poważnie – tak działają wszelkie totalitaryzmy: jeśli czegoś nie rozumiesz, na wszelki wypadek to zniszcz. Bo może być groźne!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

O, rany! Dobre! Bardzo dobre. Niczym kontynuacja Zapisków oficera Armii Czerwonej – Miszki Zubowa, Piaseckiego. Czerwonoarmiejec swoje notatki podsumował zdaniem: W ten sposób, energicznie i chlubnie, rozpocząłem ja swą nową działalność na chwałę Rosji i WIELKIEGO wodza ludzkości, Stalina, oraz dla zwycięstwa partii komunistycznej na całym świecie. A więc to tak gość skończył! Patrzcie ludzie! Finis coronat opus. Jakie Miszki dzieło, taki Miszki finisz. I tak powinno być. Sergiusz by cię pochwalił za ten tekst i wypunktował zalety, więc ja dam sobie spokój – próg dla mnie za wysoki.

Literówki i drobiazgi do korekty się plączą, ale sam znajdziesz przecież. Pozdrawiam, Staruchu. Szacun.

Dzięki za komentarz, szacowna angielska lady (bo nie psie przecież :P)!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Hej. No miałem znów nawiązać do piwa, ale zbyt dobre opowiadanie napisałeś. Więc będzie o tekście :). Bardzo dobra narracja, która w interesujący sposób wprowadza nas w fabułę i przedstawia samego bohatera. Czyta się naprawdę dobrze. Klimat radziecki czuć tak, że aż mi się wódki zachciało :D. Trochę niepotrzebne nawiązanie do Świata Dysku, bo przecież na poczekaniu można by wymyślić jakieś inne cuda. No może, gdyby te nawiązanie nie było tak mocno związane z fabułą… Dobra ale to detal – sam lubię Świat Dysku i też niedawno nawiązałem do niego, w tekście ;). Ale wracając, w krótkim tekście mamy klimat z "Akwarium", fantastykę, humor i do tego napięcie trzymające przy tekście… Co tu dużo mówić, klikam i zgłaszam do piórka :) Reszta pochwał przy piwie ;) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

@Staruch Lubię psysmiley Bezpieczniej jednak będzie, gdy pozostanę niebinarnym Wilhelmem z Baskerville, bo zbitka tytułu Twojego opowiadania, mojej pci i psa od Sherlocka stwarza niebezpieczne duże pole dla ryzykownych skojarzeń wink

:D

Świynto racjo!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

choć zginął, stoi przede mną jak żywy

Zadziwiająca sytuacja i jakże brzemienna w konsekwencje;)

 

W konkursie złodziejskim padło takie stwierdzenie, że dużo dobrych opowiadań, bo wysoki limit, a tu taka malizna, a rzuca na kolana.

Po pierwsze lubię opowiadania o Rosji, ale jeszcze bardziej lubię rozumieć więcej niż bohater i jeszcze zaskoczenie na końcu. No, bo myślałam w swej naiwności, że to strażnik będzie rozstrzeliwał.

Choć przecież nie dziwi nic.

Byłam kiedyś w muzeum Stalina w Gori i najsmakowitsze były zdjęcia Josipa z przyjaciółmi, z których niemal żaden nie umarł we własnym łóżku;)

Lożanka bezprenumeratowa

bo to przy niewielkim mimowolnym ruchu ręki grozi to rykoszetem i zmarnowaniem kuli

Drugie TO chyba zbędne, wręcz niewskazane?

 

i zmarnowaniem kuli, a strzał trzeba będzie powtórzyć. Wstyd! Kula do nagana to pewnie kilkanaście kopiejek. A nasza ojczyzna, mimo że zasobna w bogactwa naturalne, ciągle jest pod naciskiem wrażych sił, próbujących zdławić komunizm. I każdej zmarnowanej kuli szkoda.

Choć w jednym przypadku może znalazłoby się inne określenie na amunicję? 

 

a to pięty odbił

od czego odbił te pięty?

 

Napisane klimatycznie, swojsko, dobrze.

Czuć zapach czasów, w których obracasz historię.

Pratchett pewnikiem umyślnie użyty tak wprost, choć w pewnym sensie podzielam odczucia Barda, że można było poszaleć w tym temacie bardziej indywidualnie.

Zachwytu powyżej komentujących nie podzielam aż tak mocno, bo poza pewnym klimatem, który stworzyłeś, nie znalazłem w tym opowiadaniu szczególnych perełek, ale mimo wszystko winszuję zgrabnego połączenia fantastyczno-historycznego.

 

Pozdrawiam.

Fajna narracja i genialny klimat, no i to zakończenie. Dobra robota ;)

A ja jestem niezadowolony! Z powodu komentarzy wyżej. Powiedzieli to, co ja chciałbym powiedzieć. I prawdopodobnie zrobili to lepiej, niż ja bym zrobił wink

 

Zostaje mi tylko krótko zapewnić, że bardzo mi się smiley

The KOT

@Ambush

I to mnie właśnie fascynuje – jak pospolite zbiry i rzezimieszki upodliły ćwierć świata? I z oślim uporem do tego świata wracam.

 

@Realuc

Co nieco poprawione, dzięki.

“Odbite pięty”. Potocznie o pewnej kontuzji stóp. A w tym konkretnym przypadku – NKWD miało swoje sposoby na zadawanie bólu. Jednym z nich było bicie kijami w pięty.

Natomiast co do “indywidualnego podejścia” – a po co? Pewnie mógłbym wymyślić Ziemię w kształcie jajka ze skorupką, ale jaki byłby tego sens? A nawiązanie do Pratchetta znane, a w kontekście mojego opka absurdalne. I o to mi chodziło.

Co do “perełek” – już dawno posiadłem wiedzę, że drugim Lemem nie będę. I na “perełki” się nie silę, bo mnie na nie nie stać.

 

@grzelulukas

Miło czytać takie słowa :D.

Dzięki!

 

@Eldil

Trza się było pospieszyć :P

Dziękuję za wizytę i miły komentarz!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Doberek. Krótko, bo noc idzie, noc z twarzą Murzyna, jak pisał któryś z naszych poetów w latach stalinizmu. Świetne! I pomysł, i wykonanie. A że historia alternatywna przy okazji, to klikam czym prędzej, żeby mnie inni nie ubiegli. Jedna mała uwaga: łatwo jest zlikwidować człowieka. Suworow to opisał w Kontroli dokładnie. Nie w potylicę, a w to przewężenie u styku czaszki i szyi. Pod kątem, prawie z przyłożenia. Otwór wylotowy jest wtedy sporo nad linią brwi. A kula idzie skośnie ku górze. Tak mieli nasi oficerowie wykopani np. w Katyniu. Ale to na marginesie. Natomiast historyjka bdb. I wcale nie taka rozrywkowa, jak się wydaje Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Zmień na szort (zanim zajrzy Reg). Mnie niestety ten rodzaj historii nie bawi, zbyt blisko przerażającej prawdy. Powodzenia w konkursie. :)

Cześć Staruch!

 

Bardzo udany szorcik w rosyjskich klimatach z zakończeniem w stylu Świata Dysku. Czyli Glukhovsky (Witajcie w Rosji) spotyka Pratchetta ;] Słusznie ostrzegłeś w przedmowie, że korzystasz z utartych schematów, ale jakie to ma znaczenie, skoro lektura była czystą przyjemnością?

 

Chyba nie trzeba już, ale profilaktycznie polecę do biblio ;) W zasadzie dorzucę też nominację, ponieważ jest to jeden z lepszych tekstów, jakie czytałem w ostatnim czasie na portalu. Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie!

 

Na koniec, deser:

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Mocne.

Jaką prawdę chciano ukryć? Że Titowowi odbiło? Bo jeśli nie, to zastanawiam się, jakie metody stosowali Amerykanie. Oni w końcu też kogoś by wysłali. Ukrywanie prawdy miałoby chyba sens, gdyby ZSRR dogadał się w tej sprawie z USA. 

 

Bardzo dobre opowiadanie, świetnie poprowadzone. Nawet przyczepić się do czego, nie ma.

Więc się zmuszę…

W latach sześćdziesiątych w radzieckiej bezpiece nagany nie były wykorzystywane przy egzekucjach, bo nie dawały rady wytrzymać takiego przerobu. W końcu to były już zabytki o dość złożonej pracy bębenka. Używano niemieckich PPK, TT i właśnie wchodziły PM.

Oczywiście nagany się zdarzały nawet i później, ale raczej w służbie wartowniczej niż w masowych mordach.

 

Czarny humor opowiadania – zasługuje na najwyższą pochwałę i zachwycam się!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

devil

Staruchu, może pomysł nienowy i scenografia również, ale co tu dużo mówić, rzecz została podana w sposób taki, że palce lizać!

 

bąk­nie, ze może tra­fia­ją w sze­re­gi… → Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Rybak

Dzięki wielkie za pochwały, zarumieniłem się.

Co do metody egzekucji, to masz rację. Nagan i potylica wyszły z użycia właśnie “dzięki” Katyniowi, bo były nieefektywne.

Brak riserczu, ale że ten nagan(t) zawsze mi się z bolszewikami kojarzył, to zrzucę to na karb historii alternatywnej ;)

 

@Miś

Dzięki za podpowiedź, poprawiłem :). Oraz za dobre słowa!

 

@Cezary_Cezary

Lubię rosyjskie klimaty (zerknij do moich innych tekstów: Czasu mówieniaDziewczyny u płota) i lubię pewną “staroszkolność” opowieści. Na takich opkach się wychowałem i takie piszę.

 

@AP

Titowowi nie odbiło, co potwierdzili Amerykanie. Ale żadna władza (ani polityczna, ani naukowa), do błędów przyznawać się nie lubi. A Ruscy już w ogóle (Łysenkę znasz?).

Pomyśl, co by się dziś działo, gdyby zaczęło się zlodowacenie. Ile głów by poleciało (metaforycznie, mam nadzieję)? Nikt by tego nie chciał.

Więc Ruscy z Amerykanami się dogadali, by stworzyć nową wizję naszego świata. Tak mi się przynajmniej wydaje.

 

@Radek

Dzięki za pochwały :)

I oczywiście masz rację z tym naganem – zafiksowałem się na latach czterdziestych, stąd błąd.

Albo, odpowiem jak prawdziwy polityk: to wszystko historia alternatywna i tak miało być :P

 

@Yantri

blush

 

@Regulatorzy

Tylko tyle? Yuuuupiiii!!!

Ale najbardziej cieszę się z tego, że w końcu zakopałem na odpowiedniej głębokości :D

Wielkie dzięki!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Bardzo prosze, Staruchu. I ja się cieszę z Twojej radości. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Bard

Dzięki za pochwały.

A nawiązanie do Pratchetta znalazło się w tekście z kilku powodów: bo absurdalne, bo Pratchetta znają wszyscy i nie trzeba wyjaśniać, bo lubię itp itd 

Pasi :) ?

 

@Regulatorzy 

Ja bardziej :D

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Staruchu, licytacja jest chyba zbędna. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No teraz to jestem zadowolony ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Titowowi nie odbiło, co potwierdzili Amerykanie

W którym momencie? Uśmiercając Sheparda?

 

W tym przykładzie ze zlodowaceniem, to rolę Łysenki grają zwolennicy wpływu człowieka na zmianę klimatu, czy niewierzący w ten wpływ?

 

Tak, “zabijając” Sheparda. Aczkolwiek myślę, że Amerykanie to nie Ruscy i umieścili go w wygodnym, acz bardzo ustronnym miejscu. 

Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby po takim “wstrząsie naukowym”, nawet wrogie mocarstwa jakoś się nie porozumiały.

Jeśli nastąpiłoby zlodowacenie, to Łysenkami byliby piewcy wpływy człowieka na ocieplenie klimatu.

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

OK, dzięki za wyjaśnienia. Wszystko jasne. Gratuluję świetnego opowiadania i życzę powodzenia w konkursie.

Pozdrawiam! 

Hi hi, ta "noc idzie czarna z twarzą Murzyna" to przecież Norwid, sobie właśnie przypomniałem. Hmmm…. :D

Już tylko spokój może nas uratować

E tam, nie potrzebują nikomu urywać głowy – wytłumaczą sobie. Nie takie fikołki intelektualne się odstawiają. 

Przecież ostatnie zimowe katastrofy na świecie też tłumaczą… ociepleniem. Ocieplenie topi lodowce, woda z lodowców zakłóca prądy oceaniczne, zmiana prądów doprowadza do surowych zim. Może nawet to prawda? smiley 

W każdym razie, gotowe wyjaśnienie zlodowacenia jako efektu ocieplenia laugh

The KOT

Fajne. Dobre zakończenie. Ma klimacik. Idę kliknąć. 

Dziękuję Pani, niezwykle mi miło :)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Hej, hej

Udany mariaż tragedii i komedii. Twist nieco absurdalny, ale wpasowuje się w konwencję homo sovieticus. Napisane z humorem i przez tekst się po prostu płynie. Czyli się podobało :)

Pozdrawiam

Cześć, Staruchu!

 

Bardzo udane! Może nie będę bawił się w pisanie własnymi słowami, tylko skorzystam z komentarza Zanaisa:

Udany mariaż tragedii i komedii

Uroki życia sprzed półwiecza (a nawet trochę wcześniej) napisane bardzo sprawnie, ładnie językowo, a do tego spójnie od początku do końca.

I tu warto się zatrzymać, bo od początku wrzucałeś z pozoru niepowiązane ze sobą kamyczki, by na koniec pociągnąć za dwa końce kartki i voila! – mamy łabędzia origami! No może nie łabędzia, tylko słonia, czy żółwia, ale za to kunsztownie poskładanego.

No i Pratchetta się nie spodziewałem ;)

 

Pozdrówka i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

@Zanais

Wiesz, absurd mi tu pasował jak nic. Patrząc na ostatnie wyczyny naszych pożal się Boże polityków wnioskować można, że każdy absurd jest: a) możliwy, b) śmiertelnie groźny. Bo to coś, czego opanować się nie da!

Więc jedynym wyjściem jest… 

Pozbycie się problemu (dobrze że piewcy Zielonego Ładu jeszcze nie wiedzą, jak używać naganów).

 

@Krokus

Żółw origami :D.

Muszę zapamiętać!

Aczkolwiek z reguły wychodzą mi katakumby origami, których nikt nie rozumie!

 

Bardzo Panom dziękuję za lekturę :)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Śmierć jako kara za ujawnienie, że Ziemia spoczywa na czterech słoniach. Do tego instrukcja wykonywania kary śmierci. I wszystko ładnie napisane. 

Na pewno może się spodobać. 

Powodzenia :)

I proszę:

 

za daleko jego potylicy

Za daleko od jego potylicy.

 przy niewielkim mimowolnym ruchu ręki

A może po prostu: przy każdym drgnięciu ręki?

 grozi rykoszetem

… nie pytam. Nie chcę wiedzieć.

 Nie może być też za blisko

Nie może też być za blisko. Chociaż chyba stylizujesz na ruszczyznę, więc weź to ze szczyptą chlorku sodu.

 Podobno promieniowanie kosmiczne ponad atmosferą było zbyt wielkie.

Dziwne zdanie.

 Spytacie co to Sanatorium?

Spytacie, co to Sanatorium?

 nie opędziłaby się przed zakusami

https://wsjp.pl/haslo/podglad/64538/opedzic-sie ?

 My, wszyscy strażnicy, zamknęliśmy się w naszej izbie.

Hmmm.

 I może tak to by się dla mnie szczęśliwie skończyło

Hmm.

 usłyszałem zamykając

Usłyszałem, zamykając.

prowadzący przesłuchanie zadawał pierwsze pytanie

Rym.

 Uczył on nas

Potrzebne Ci to "on"?

 Na jego nieszczęście

Bez tego "jego" byłoby ładne echo, a tak?

 że nasz as Pokryszkin większość ze swoich zestrzeleń osiągnął

Że nasz as Pokryszkin większość swoich zestrzeleń osiągnął.

 Znaczy, kłopoty. I takie zaraz się objawiły

Jakie? Stylizacja to?

 dziarskim krokiem

A może po prostu: dziarsko?

 począł mi szeptać

Zaczął. Dajcie sobie spokój z tym poczynaniem.

 Tam są… Słonie! Chyba cztery! I wielki, wielgachny żółw…

… wut.

I śmieszno, i straszno… dobre. Mocne. Czapki z głów.

 tak działają wszelkie totalitaryzmy: jeśli czegoś nie rozumiesz, na wszelki wypadek to zniszcz. Bo może być groźne!

Jeśli rozumiesz, to też zniszcz. Bo co się pałęta.

 Trochę niepotrzebne nawiązanie do Świata Dysku, bo przecież na poczekaniu można by wymyślić jakieś inne cuda.

Pratchett też tego nie wymyślił :) motywy leżą wszędzie, tylko brać.

 W konkursie złodziejskim padło takie stwierdzenie, że dużo dobrych opowiadań, bo wysoki limit, a tu taka malizna, a rzuca na kolana.

Bo to nie rozmiar się liczy.

 Powiedzieli to, co ja chciałbym powiedzieć. I prawdopodobnie zrobili to lepiej, niż ja bym zrobił wink

Dranie, prawda? :)

 I to mnie właśnie fascynuje – jak pospolite zbiry i rzezimieszki upodliły ćwierć świata?

Jak tatarska orda, proste.

 Bo jeśli nie, to zastanawiam się, jakie metody stosowali Amerykanie.

Podobno Kubrick sfilmował lądowanie na Księżycu ;)

 Pomyśl, co by się dziś działo, gdyby zaczęło się zlodowacenie. Ile głów by poleciało (metaforycznie, mam nadzieję)? Nikt by tego nie chciał.

Ani jedna, przeczcigodny. Zawsze byliśmy w stanie wojny ze Wschódazją!

 Więc Ruscy z Amerykanami się dogadali, by stworzyć nową wizję naszego świata. Tak mi się przynajmniej wydaje.

A miała być historia alternatywna ;)

 Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby po takim “wstrząsie naukowym”, nawet wrogie mocarstwa jakoś się nie porozumiały.

Dlaczego?

 napisane bardzo sprawnie, ładnie językowo, a do tego spójnie od początku do końca.

Oj, tak.

 dobrze że piewcy Zielonego Ładu jeszcze nie wiedzą, jak używać naganów

Nie podpowiadaj im… chociaż ostatni biuletyn był taki, że wojsko powinno przede wszystkim mieć jak najmniejszy ślad węglowy.

 Żółw origami :D.

Wersja dla speców: https://i.pinimg.com/originals/81/4d/1c/814d1cb520a6daa6f90f3a7812f2966b.jpg

Wersja dla mniejszych speców: https://i.pinimg.com/564x/e8/a4/8b/e8a48b6840d0593a12ccfed0766540a5.jpg

Wersja dla zupełnych dziamdziaczków: https://i.pinimg.com/originals/ca/c8/e3/cac8e3a5f1be59de4641a48945136a0d.png

Wersja z napisami: https://origami.me/turtle/

:)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Xawery 

Dziękuję Panu za odwiedziny i dobre słowo :)

 

@Tarnina

Bardzo miłe odwiedziny :D

Wrócę, jak będę miał więcej czasu :/ Czyli pewnie w Święta.

Ale najbardziej to mi się spodobało :P

Bo to nie rozmiar się liczy.

(wszelkich świntuchów odsyłam do “Tygodniowego wypadu w plener”)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Ignorancja jest błogosławieństwem, a wiedza to sucz ;) Bardzo klimatyczne opowiadanie, ale co to by było, gdyby Titow tam Boga zobaczył? Nie zamknęliby biedaka, nie zginąłby narrator, jedynie Lenin by się trochę w grobie pokręcił ;) 

Kilkukrotnie próbowałem się zarejestrować, żona raz spróbowała – oto jestem Sanderką.

Czego by nie zobaczył, i tak by go zamknęli. Ulubiona_emotka_Baila

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Mogę powtórzyć za innymi, że opowiadanie jest bardzo dobre. Zasłużona nominacja.

Powodzenia :)

 

@Sanderka, @Milis

Dziękuję za lekturę i mile łechczące me ego słowa :)

 

@Tarnina

Jak zwykle trochę poprawiłem, trochę nie.

Co do totalitaryzmów – raczej to, co rozumieją, starają się wykorzystać na swoją korzyść. Niemal wszystko się da.

Dogadanie się Amerykanów z Ruskimi – naiwnie wierzę, że w sprawach fundamentalnych ludzkość potrafi się dogadać. Jeśli zaatakują nas San Ti, to będą nas bronić ramię w ramię Chińczyk z Murz… Amerykaninem o niestandardowej barwie.

A Zielony Ład…

Fanatycy są najgroźniejsi. Dzisiejsi “ekologiści” (co to bez komórki i sojowego latte dnia nie przeżyją) przebijają nawet szahidów!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Mocne, Staruchu.

Najbardziej mnie zawsze bawiło, a jednocześnie przerażało, jak komunizm zjada własne dzieci. Jesteś lojalnym dronem, tępakiem, który wierzy partii bezgranicznie i bez szemrania wykonuje każdy rozkaz, a i tak jest duża szansa, że dostaniesz kulę w potylicę, bo dopuszczą cię do jakichś tajemnic, a potem w obawie, że nawet taki ultralojalny dureń może coś wypaplać, wiadomo…

Stąd zawsze mam też spory dystans, kiedy się mnie prosi o sprawowanie jakiejś funkcji, i zazwyczaj odmawiam, bo profity zwykle nie rekompensują braku spokoju ducha, który się z daną funkcją wiąże.

Czy wrzucenie do tekstu Atuina i słoni sprawiło, że szort zamienił się w bardziej lekkostrawny, bo nawiązujący do autora powieści humorystycznych? Nie. Jest ciężko, a humor w żaden sposób w moim odczuciu nie zagrał, bo motyw humorystyczny staje się przyczyną śmierci bohatera.

Podobało mi się i kliknąłbym biblio, gdyby było trzeba, ale nie trzeba :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

raczej to, co rozumieją, starają się wykorzystać na swoją korzyść. Niemal wszystko się da.

Po odpowiednim przekształceniu, owszem. Ale – na szczęście – tylko niemal.

Dzisiejsi “ekologiści” (co to bez komórki i sojowego latte dnia nie przeżyją) przebijają nawet szahidów!

Z tym, że nie rozumieją, co robią. A może właśnie dlatego?

Czy wrzucenie do tekstu Atuina i słoni sprawiło, że szort zamienił się w bardziej lekkostrawny, bo nawiązujący do autora powieści humorystycznych? Nie.

To nie jest takie mechaniczne. Tekst nie tylko nie stał się śmieszny, “poważniejszy” motyw w tym miejscu chyba by mu zaszkodził. Bo tu idzie o absurd właśnie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bo tu idzie o absurd właśnie.

Dla mnie to idzie w groteskę, z poziomu sowieckiej paranoi jak najbardziej wiarygodną.

Known some call is air am

Cóż, rzeczywiście można rzec “pomysł nienowy, scenografia nienowa” ale można też to ująć inaczej – eksploracja wiecznie żywych, klasycznych motywów. Przecież nawet wzmiankowany w poprzednich komentarz Pratchett płaskiej Ziemii na grzbiecie czterech słoni stojących na żółwiu nie wymyślił (była jeszcze nawet bogatsza wersja – z krokodylami).

Wykonanie nie najgorsze, choć zdarzało mi się czytać wariacje na ten temat dużo lepsze. Może nie zostanie w pamięci i potrzeba ciut więcej by mnie uśmiechnęło, ale jest całkiem przyzwoicie.

To co mi mocno zgrzytnęło i wytrąciło z odbioru to pewne bardzo delikatne niespójności narracyjne, jak na przykład ta:

 

Nie może być też za blisko, bo pocisk może przejść przez kości i wylecieć przodem którymś z oczodołów czy przez gardło. Nieprofesjonalnie! Zabrudzić posadzkę piwnicy można.

Co tu mi nie gra?

Mamy serię przeczeń a potem zdanie twierdzące – które mnie zatrzymało, bo jak to można posadzkę zabrudzić? Przecież nie można, nie powinno się, prawda? A tu nagle można? To można czy nie? Czy dlatego że to w piwnicy to można, a gdzie indziej by nie było można?

Wybiło mnie to zupełnie z imersji. Lepiej brzmiałoby na przykład: “Przecież nie można zabrudzić posadzki piwnicy”.

 

Ale możliwe, że to tylko moje starcze czepialstwo.

 

Całość jest poprowadzona sprawnie (poza wyżej wspomnianymi drobnymi niespójnościami).

 

Plus za temat co prawda zgrany, ale ważny. To, że było tysiące razy, nie oznacza, że nie trzeba o tym pisać ponownie – wręcz przeciwnie – jeszcze kolejne tysiące razy będzie za mało.

 

Widzę, że utwór trafił do biblioteki, w mojej własnej, dość surowej skali, troszkę tu dopracowania brakuje by ten biblioteczny poziom uzyskać, ale jest całkiem blisko, więc brawo, ogólnie całkiem niezła robota.

entropia nigdy nie maleje

Dla mnie to idzie w groteskę, z poziomu sowieckiej paranoi jak najbardziej wiarygodną.

O, lepsze sformułowanie.

Wybiło mnie to zupełnie z imersji. Lepiej brzmiałoby na przykład: “Przecież nie można zabrudzić posadzki piwnicy”.

Hmm. Możliwe. Chociaż zdaje mi się, że Najprzeczcigodniejszy stylizuje tu na ruszczyznę i to jest celowe.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Outta

Nie tylko komunizm. Zdaje się, że najnowszy przykład to Greta Thunberg.

A’Tuin pojawił się, bo miał mi tu się pojawić absurd. A że Pratchetta wszyscy znają…

 

@Tarnina

Nie, to wcale nie miało być śmieszne. I nie jest.

Śmieszne i zarazem straszne rzeczy prokurował komunizm. Niestety, śmieszne do czasu!

 

@Jim

choć zdarzało mi się czytać wariacje na ten temat dużo lepsze

A zapewne. Do miana wieszcza narodowego nie aspiruję.

Co do posadzki – no właśnie jej zabrudzenie jest nieprofesjonalne, więc mnie akurat takie zdania pasują.

Natomiast – powtórzę – to opowiadanie wcale nie miało “uśmiechnąć”. Ewentualnie jak oglądanie majora Konga dosiadającego bomby w “Dr Strabgelove”.

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Nie tylko komunizm. Zdaje się, że najnowszy przykład to Greta Thunberg.

Zieleni odklejeńcy, powiadasz? Coś w tym jest, ale takie popierterefere wykazują wszyscy przygłupi fanatycy, pod których równie dobrze można podpiąć Bąkiewicza, Godek i ich popleczników, większośc BLMowców, każdego woke szura i… No, napleniło się tego ostatnimi czasy :) Wystarczy spojrzeć jaką nagonkę na Rowling robią środowiska związane z ruchami LGBTQWTF, a przecież ona ich wcześniej wspierała,a oni ją hołubili, dopóki nie wyrzekła publicznie przestrasznej herezji, że płcie biologiczne są tylko dwie ;)

 

Known some call is air am

Fanatycy z reguły mają zawężone pojęcie o rzeczywistości, bo ONI WIEDZĄ i już!

Ale zdaje mi się, że o ile fanatyków ze strony prawej potępia się powszechnie, tak tych z lewej – jakoś omija. O Rowling wspomniałeś, a ja podam inny przykład: donosu prześwietnej panny Fedyk na NF do zachodnich mediów. I co? I nic!

Możesz znaleźć bardzo blisko tekst tych, co to prąd mają z gniazdka, a towary i żywność ze sklepu, wobec czego żadne kopalnie, fabryki czy rolnicy nie są potrzebni.

Za to warto oblać farbą Monę Lisę czy przykleić się do asfaltu, bo to świat uratuje!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Nie, to wcale nie miało być śmieszne. I nie jest.

Tak też myślałam.

 Fanatycy z reguły mają zawężone pojęcie o rzeczywistości, bo ONI WIEDZĄ i już!

Ano, właśnie. Na tym polegają fanatycy.

 donosu prześwietnej panny Fedyk na NF do zachodnich mediów. I co? I nic!

Czy to po tym donosie NF tak się kajało? (Po co właściwie?)

 Możesz znaleźć bardzo blisko tekst tych, co to prąd mają z gniazdka, a towary i żywność ze sklepu, wobec czego żadne kopalnie, fabryki czy rolnicy nie są potrzebni.

Za to warto oblać farbą Monę Lisę czy przykleić się do asfaltu, bo to świat uratuje!

I teraz pytanie, czy oni naprawdę są tacy głupi, czy… głupsi. Ech.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Co do posadzki – no właśnie jej zabrudzenie jest nieprofesjonalne, więc mnie akurat takie zdania pasują.

 

Nadal uważam, że wprowadza to niepotrzebny zamęt, czyni intencję mętną i przydaje się jak strzał w kolano maratończykowi. Ale Tyś autor :)

 

entropia nigdy nie maleje

Przekonująca narracja, ciekawy zwrot akcji :) 

Powodzenia!

E.

A ja tak sobie tylko cichutko (a propos wszystkich jak to tu ich powyżej nazwano, fanatyków ) myślę, jak najbardziej praktycznie: Jak już będziemy tak całkiem całkowicie zeroemisyjni, schładzający zatem planetę, czyli w pełni zelektryfikowani centralnie (przypomnę, że ani autko na baterie, ani pompa ciepła ani już nawet piecyk gazowy, już nie mówiąc o wentylacji i klimatyzacji) bez prundu z gniazdka nie zadziałają… To co się z nami stanie, jak pięć pierwszych nie dbających o ślad węglowy wrażych rakiet walnie w pięć największych polskich elektrowni? Tak tylko pytam. :(

Już tylko spokój może nas uratować

@Tarnina

Czy to po tym donosie NF tak się kajało? (Po co właściwie?)

Owszem. Po tym. Po co? Żeby jej “tolerancyjni” na stosie nie spalili.

I w nagrodę donosicielka w następnym numerze wydrukowała twór opowiadaniopodobny :/.

I teraz pytanie, czy oni naprawdę są tacy głupi, czy… głupsi. Ech.

To, myślę, jest pytanie retoryczne.

 

@Jim

Tyś autor :)

I w tym to się akurat zgadzamy ;)

 

@Rybak

Eeee, nie trzeba będzie żadnych rakiet. Za dwa pokolenia niedobitki “ekogieniuszy” sami poproszą Chiny albo Indie o prąd i żarcie.

Bo przecież któż będzie coś tu umiał zrobić, po pomysłach “edukacyjnych” Barbarii Nowackiej na przykład? A gdzie indziej jest ponoć nawet gorzej!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Bo przecież któż będzie coś tu umiał zrobić, po pomysłach “edukacyjnych” Barbarii Nowackiej na przykład? A gdzie indziej jest ponoć nawet gorzej!

Nie tylko Barbarii, ale ogólnie całego resortu pod przywództwem Przemysława Cz.

 

Zaś co do ekoświrów, przyklejających się do asfaltu, to ja bym ich nie odkuwał, tylko zostawił, żeby radzili sobie sami, co najwyżej ogrodził barierkami. Kilka amputacji później odechciałoby im się przyklejania. Wiesz, czasem oglądam na jutubie filmiki z tymi wszystkimi szurami (od ekoterrorystów, przez płaskoziemców, feminazistki, rasistowskich BLMowców, po genderfluidy, czy jak im tam – wiesz, ci od zaimków i rzekomego nieszanowania ich praw, co objawia się brakiem nadawania im z tytułu ich miernej kondycji intelektualnej przywilejów) – taki mój guilty pleasure – żeby posłuchać ich bełkotu, ale najbardziej lubię te, w których z rozpędu nadziewają się na własne braki w rozumowaniu, wytykane im przez normalsów. Kiedyś nie chciałem wierzyć, że można być tak odklejonym, ale teraz już nie mam złudzeń.

PS. Po prawicowy fanatyzm nie muszę sięgać w internety, mam go trochę wokół. On jest dla mnie bardziej swojski, równie odklejony, ale w innych obszarach, przez co jakoś łatwiej mi go znosić – co oczywiście nie oznacza, że jest przeze mnie akceptowany.

Known some call is air am

Nie tylko Barbarii, ale ogólnie całego resortu pod przywództwem Przemysława Cz.

Bo my tak od ściany do ściany.

 

lubię te, w których z rozpędu nadziewają się na własne braki w rozumowaniu

Z takich filmików lubię ten o dzieleniu pizzy na 8 lub 16 kawałków :D. Złoto prawdziwe, ale też przestroga – ludzie są głupsi, niż sądzimy!

 

prawicowy fanatyzm

Wydaje mi się, że ten akurat został w dużej mierze rozbrojony przez obśmianie. I uważam go (osobiście) za za znacznie mniej groźny niż ten, powiedzmy umownie, lewicowy.

Bo lewicowy ma poparcie mediów, polityków, artystów (generalnie). I dlatego jest znacznie bardziej niebezpieczny!

Bo przecież za największą ilość trupów odpowiadają właśnie tacy, którzy mieli sposób na uszczęśliwienie ludzkości. Czyli Stalin, Mao, Hitler (który, o czym się zapomina, był socjalistą).

 

Oraz – każdy fanatyzm może być zalążkiem czegoś bardzo groźnego. Przekonanie o własnej nieomylności jest trucizną gorszą od heroiny, bo uszczęśliwia i uzależnia.

Każdy ma zadatki na fanatyka, ale każdy powinien z tym walczyć. Też próbuję, ale czasem mi nie wychodzi ;)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

To co się z nami stanie, jak pięć pierwszych nie dbających o ślad węglowy wrażych rakiet walnie w pięć największych polskich elektrowni? Tak tylko pytam. :(

Nic się nie stanie, bo nie zdąży. Zdechniemy dużo wcześniej. A ja przypomnę, że urządzenia elektryczne też wytwarzają ciepło (nie ma maszyn o stuprocentowej sprawności – trochę energii zawsze się rozprasza).

 Po co? Żeby jej “tolerancyjni” na stosie nie spalili.

A czy to taka wielka tragedia, jak palą?

 ja bym ich nie odkuwał, tylko zostawił, żeby radzili sobie sami, co najwyżej ogrodził barierkami

Ano.

 ludzie są głupsi, niż sądzimy!

Ludzie zawsze są głupsi, niż sądzimy…

 Wydaje mi się, że ten akurat został w dużej mierze rozbrojony przez obśmianie.

Mnie się wydaje, że etykietka "prawicowy" straciła właściwy sobie sens i teraz nazywa wszystko to, co się lewicy akurat nie podoba. Ale to dygresja.

 Każdy ma zadatki na fanatyka, ale każdy powinien z tym walczyć. Też próbuję, ale czasem mi nie wychodzi ;)

Otóż to.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O, podobało mi się. Fajny klimat gawędy, niestety na temat realiów niezbyt fajnych. Mentalność homo sovieticus oddana przerażająco prawdopodobnie. Liczyłem w sumie na bardziej poważny twist na końcu, ale płaskoziemstwo dodało tej historii orientalnego, absurdalnego sznytu. ;D

Podobało mi się!

@Tarnina

A czy to taka wielka tragedia, jak palą?

W przypadku czasopisma owszem, szczególnie że mówimy o tych, co najpierw palą, a potem pytają: dlaczego?

Znaczy – sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż!

etykietka "prawicowy" straciła właściwy sobie sens

Oraz “faszystowski”.

 

@MrBrightside

Witam Pana :)

I dziękuję za miłe słowa!

Może czas odwiedzić Alma Mater i przy okazji wpaść do Jaskra na piwo, co?

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Znaczy – sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż!

Bardziej – reklamy! Reklamy! Reklamy! Pisma żyją z reklam.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Do Alma Mater zajrzę jedynie na jej rytualne spalenie, na które się aktualnie niestety nie zanosi. :>

“Poza tym uważam, że ŚAM powinna zostać zniszczona”

– MrBrightside Starszy Cenzor

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Bardzo mi się spodobało. Humor poplątany z tragedią, jedno z drugim ani trochę się nie gryzie, tylko o dziwo tworzy spójną całość. Zalet jest więcej, bo i bardzo zgrabna narracja, i ciekawie podana alternatywna wersja historii, i zakrętka na końcu… Krótko mówiąc, wszystko to, czego potrzeba w bardzo udanej miniaturce :) Będę mocno zaskoczony, jeśli szort nie zajmie wysokiego miejsca w konkursie!

Pozdrawiam !

@AmonRa

Miód Pan leje na uszy niezwykle zawstydzonego Autora ;)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Początek zaciekawił, środek pobudził ową ciekawość. Zakończenie niestety brzmiało dla mnie jak dość prosty dowcip. Wiem, że ostrzegałeś w przedmowie, ale nadal oczekiwałem czegoś wow w wyjaśnieniu tajemnicy ;) Fajna ta klamra i twist, że początek jest z punktu widzenia strzelanego a nie strzelającego.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

@Szyszkowy

Wiesz, w Twoim tekście było “wow”, którego nie zrozumiałem.

Więc wolę się trzymać utartych kolein ;)

 

I zwracam po raz kolejny uwagę – to absolutnie nie miał być dowcip. I nie jest!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Słusznie, Staruchu, o to chodzi, żeby każdy pisał jak lubi. Każdy ma swoje koleiny ;) No to precyzując, nie tyle dowcip, co długi build-up do prostej puenty. Oczywiście z przesłaniem, że kult ignorancji jest ble się zgadzam ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dobre:P Świetny pomysł z płaską Ziemią; fajnie wplecione w sztafaż radziecki, również świetnie napisane.

Слава Україні!

Dziękuję Panu, wielmożny Panie Golodhu (Golodzie? jak to się odmienia?)

Miło słyszeć takie słowa :)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Golodhu to dobra odmiana:P

Слава Україні!

Głowieńko :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Z Glowienki pod Krosnem pochodził mój dziadek :P

Known some call is air am

:)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ech, wiedza to sucz tylko w pieskim świecie. W normalnym wiedza ma wartość pozytywną.

Pratchett nie wymyślił świata na słoniach, ale najwyraźniej go zmonopolizował…

Ciekawy tekst. Ładnie oddajesz sposób myślenia homo sovieticusa. Może przydałaby się jeszcze kapka przekonania, że władza wie lepiej. Ale bohater wypadł dobrze, wiarygodnie.

Twist na końcu robi wrażenie. W zasadzie oba – ten z tajemną wiedzą i punktem widzenia w odniesieniu do nagana.

Dla mnie dodatkowego smaczku dodaje fakt, że ktoś, kto sprzedał Amerykanom Alaskę, powinien się nieźle orientować w kształcie Ziemi. No, ale przecież nie mówimy “nie” dobremu absurdowi.

Jestem na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Niezwykle miło czytać takie słowa od Wielmożnej Finkli!

przydałaby się jeszcze kapka przekonania, że władza wie lepiej

W tym aspekcie można przyjąć, że to zawarłem w hasłach XXII zjazdu KPZR (zresztą prawdziwych). Władza wie lepiej, władza prowadzi nas ku świetlanej przyszłości.

fakt, że ktoś, kto sprzedał Amerykanom Alaskę, powinien się nieźle orientować w kształcie Ziemi

A to zależy, gdzie przyjmiemy kraniec świata. Pewnie dałoby się zrobić taki rzut powierzchni kuli na płaszczyznę, że większość mieszkańców byłaby zmylona.

ale przecież nie mówimy “nie” dobremu absurdowi

Najgorsze w tym jest to, że ten absurd wcale nie był w CCCP tak daleki od prawdy :(

 

Dzięki za odwiedziny i miłe słowa :D

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

ktoś, kto sprzedał Amerykanom Alaskę, powinien się nieźle orientować w kształcie Ziemi

Mmm, to chyba było wcześniej… https://guides.loc.gov/alaska-treaty

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wcześniej, wcześniej, jakoś tak przed wybuchem gorączki złota… ;-)

Ale po latach tym bardziej powinni wiedzieć.

Babska logika rządzi!

Po latach plucia sobie w brodę :P Ale serio, tak się kończy przyjmowanie tzw. pragmatycznej definicji prawdy (czyli: prawda to to, co nam odpowiada).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Rosjanie kolonizowali Amerykę aż do Kalifornii. W 1812 r prawie pod San Francisco założyli Ford Ross, w którym siedzieli aż do lat 40. XIX wieku, a tuż przed wielką kalifornijską gorączką złota onże fort sprzedali. Nawiasem mówiąc, to tam dzieje się akcja najsłynniejszej sowieckiej rock opery z lat 80. XX wieku, czyli "Junona i Awos'". O miłości dowódcy tych statków, przybyłych do rosyjskiej części Kalifornii z Petersburga do córki rosyjskiego gubernatora Kalifornii. Niezła muzyka, nawiasem mówiąc.

Już tylko spokój może nas uratować

… serio?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Serio serio. Nie wiedziałaś? Ty?!! Niemożliwe!

Już tylko spokój może nas uratować

Sorki, gubernator był Hiszpan, ale kapitan i tak wymienił z nim Kalifornię na cuś innego. W imieniu swej kompanii handlowej. Tyle że król Hiszpanii nie klepnął wymiany i interes nie wypalił. A działo się to dosłownie w pierwszych latach XIX wieku, w czasie gdy w Europie szalał Napoleon

Już tylko spokój może nas uratować

Fort Ross powstał kilka lat później po tej historii miłosnej…

Już tylko spokój może nas uratować

Nie wiedziałam. Skąd pomysł, że ja wszystko wiem? A wygląda to ciekawie :3

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bo Ty inteligentna i mądra kobieta jesteś. Tyle wiem, a na tym akurat to ja się znam :).

W ogóle historia kolonizacji Ameryki przez Rosjan w XVIII/XIX wieku jest niesamowita. Czy wiesz, na przykład, że ten Fort Ross jest raptem 130 – 140 km od San Francisco? Albo że wiodącą religią wyznających chrześcijaństwo Indian z Alaski jest (chyba nawet do dziś) … prawosławie?

Była dawno dawno temu taka książka polskiego podróżnika, Janusza Wolniewicza, “Archipelag pięciu cumulusów”. I tam to wyczytałem, jeszcze jako dzieciak, w pierwszych latach 70. XX wieku.

Natomiast o historii miłości owego ruskiego kapitana do córki gubernatora, niejakiej Conchity, to naprawdę taaaakie romansidła historyczne można pisać. Związek skonsumowany nie został, pomimo zaręczyn, bo onże kapitan jak wrócił do się, w założeniu tylko na chwilę, przed powrotem do narzeczonej, zmarł był w 1807 roku z wyczerpania. Nawiasem mówiąc, po drodze jako pierwszy, jeszcze przed admirałem Pearym (któren zagroził ostrzałem z armat Tokio bodajże w 1854?) ówże żeglujący Rosjanin intensywnie udzielał się w Japonii, usiłując otworzyć ją na handel z rosyjską handlową Kompanią Amerykańską. Historia w ogóle ciekawa jest.

Już tylko spokój może nas uratować

Całkiem ciekawa scenka literacka. O ile umiem się na tym poznać, chyba dość trafnie ukazujesz i sposób myślenia człowieka zsowietyzowanego, i działanie totalitarnych struktur państwowych. Dość wcześnie poczułem, co się święci i kto będzie na końcu likwidowany, gdzieś przy “już wtedy zacząłem się bać” – ale też wiem, jakie tropy literackie zwykle eksplorujesz, to ułatwia.

Nie jestem pewien, czy motyw czterech słoni i żółwia jest tutaj trafnie dobrany, bo nastrój wcale nie humorystyczny – można też się zastanawiać, jakim cudem rakieta w ogóle bezpiecznie wystartowała i wylądowała w modelu kosmologicznym tak różnym od założonego w obliczeniach. Możliwe, że zabrakło mi tutaj jakiejś dodatkowej myśli oprócz “system usuwa wiernego człowieczka”, aby historia naprawdę zapadła w pamięć.

Złośliwe plotki. Ideowych komunistów zabijać? Po co?

Niezrozumiałe słowa, biorąc pod uwagę położenie, w którym znajduje się narrator.

nasz as Pokryszkin większość ze swoich zestrzeleń osiągnął na amerykańskim samolocie, Airacobrze.

Tarnina ma rację, “ze” jest zbędne. “Swoich” w sumie też, chyba że chciałeś tutaj dodatkowo zawrzeć sugestię, iż przypisywano mu także cudze zestrzelenia.

który stoi teraz za moi plecami

Moimi.

 

Pozdrawiam ślimaczo i dziękuję za podzielenie się tekstem! Pora na mały przegląd komentarzy, już widzę, że znajdzie się parę fascynujących smaczków…

Bezpieczniej jednak będzie, gdy pozostanę niebinarnym Wilhelmem z Baskerville, bo zbitka tytułu Twojego opowiadania, mojej pci i psa od Sherlocka stwarza niebezpieczne duże pole dla ryzykownych skojarzeń

– Cóż to za okropne wycie, Holmesie? Czy to słynny pies Baskerville’ów?

Bynajmniej, mój drogi Watsonie. To panicz Wilhelm. O ile się nie mylę, znów wmuszają w niego owsiankę.

Jeśli nastąpiłoby zlodowacenie, to Łysenkami byliby piewcy wpływu człowieka na ocieplenie klimatu.

Nie wiemy o świecie wszystkiego. Istnieje możliwość, że wejdziemy w nową fazę nieznanego nam cyklu, uruchomimy niezbadany mechanizm regulacyjny albo po prostu zaczniemy dla odmiany emitować do atmosfery jakiś związek silnie ochładzający. Faktem pozostaje, że na razie klimat ociepla się w bezprecedensowym historycznie tempie i wyraźnej korelacji z epoką przemysłową.

Łysenko natomiast dopasowywał tezy do wyznawanej ideologii, ignorując metodę naukową, wyniki doświadczeń. Jest taka anegdota ze zjazdu, na którym wyłożył swoje poglądy, oponentem miał być bodajże prof. Szafer:

– Czyli twierdzi towarzysz, że podstawowym mechanizmem dostosowania jest przekazywanie potomstwu cech fenotypowych?

– Dokładnie tak.

– I jeżeli będziemy na przykład przez kilkanaście pokoleń obcinać myszom ogony, otrzymamy rasę myszy z krótkimi ogonami?

– Doskonale mnie towarzysz rozumie.

– Zajmujące, będziemy to badać. Doprawdy jednak nie mogę zrozumieć, jakim wobec tego sposobem wciąż jeszcze rodzą się dziewice…

Przecież ostatnie zimowe katastrofy na świecie też tłumaczą… ociepleniem. Ocieplenie topi lodowce, woda z lodowców zakłóca prądy oceaniczne, zmiana prądów doprowadza do surowych zim. Może nawet to prawda?

Pytanie jeszcze, kiedy ostatnio widzieliście w miarę surową zimę, bo w Polsce to chyba w sezonie 2012/13. Zresztą chyba jasne, że wzrost średniej temperatury oznacza wzrost dostępnej energii w atmosferze, więc łatwiej o wszelkie lokalne zjawiska ekstremalne. W kontekście zimy na półkuli północnej głównie mowa o rozpadzie wiru polarnego (https://en.wikipedia.org/wiki/Polar_vortex) – wtedy wielka komórka zimnego powietrza spod bieguna może się urwać i dokądś wywędrować, stąd wynikła klęska mrozu w tym roku w Chinach i Mongolii, a parę lat temu w Stanach. Niemniej przeciętnie zimy stają się wszędzie coraz cieplejsze, w zasadzie zima jako pora roku u nas zanika, co naprawdę widać…

Dzisiejsi “ekologiści” (co to bez komórki i sojowego latte dnia nie przeżyją) przebijają nawet szahidów!

I w czym problem? Przebijanie szahidów bronią drzewcową jest bardzo dobrym sposobem, aby ich powstrzymać i nie zdetonować.

Jak już będziemy tak całkiem całkowicie zeroemisyjni, schładzający zatem planetę, czyli w pełni zelektryfikowani centralnie (…) To co się z nami stanie, jak pięć pierwszych nie dbających o ślad węglowy wrażych rakiet walnie w pięć największych polskich elektrowni?

Na razie to sam Bełchatów produkuje 20% energii elektrycznej w Polsce. A chyba łatwiej zamontować sobie na dachu panele słoneczne niż elektrownię na węgiel brunatny? Inna rzecz, że znaczenie inwestycji w obronę przeciwlotniczą jest takim raczej podstawowym wnioskiem z wojny na Ukrainie.

Wydaje mi się, że ten [prawicowy fanatyzm] akurat został w dużej mierze rozbrojony przez obśmianie. I uważam go (osobiście) za za znacznie mniej groźny niż ten, powiedzmy umownie, lewicowy.

Zależy, co dokładnie przez to rozumieć. Fanatyczna prawica to nie tylko neonazizm, a różne formy skrajnej reakcji przebijają się przecież do debaty publicznej. Zresztą niebezpieczni populiści łączą elementy ze wszystkich stron tradycyjnego podziału.

Pewnie dałoby się zrobić taki rzut powierzchni kuli na płaszczyznę, że większość mieszkańców byłaby zmylona.

Oczywiście. Można zrobić taki rzut, że na płaszczyznę nie trafia tylko jeden punkt (zwykle biegun południowy), a poza jego bezpośrednią bliskością wszystko wydaje się lokalnie zgadzać. W takim modelu Ziemia wciąż “tyje” na południe od równika, aż NASA nie musiałoby nawet budować muru na Antarktydzie, po prostu ciągnie się ona w nieskończoność, a gdy odejdziemy dostatecznie daleko, to panuje wieczna noc polarna… Oczywiście życzę powodzenia w tłumaczeniu zaćmień Księżyca. Albo kwestia merkantylna – dlaczego kapitanowie kliprów obierali kurs na jak najdalsze szerokości południowe?

Zabawnym (poniekąd) wariantem byłoby scentrowanie rzutu tak, aby antypody wypadły gdzieś na Syberii i Rosja stała się nieskończona.

Przy okazji, ta dyskusja o modelach przypomniała mi Galileusza. Obserwacje gołym okiem właściwie nie pozwalają rozstrzygnąć pomiędzy modelem geocentrycznym a heliocentrycznym – Kopernik argumentował głównie, że ten drugi jest prostszy matematycznie. Galileusz skierował na niebo teleskop i od razu zobaczył fazy Wenus (co do zasady niewytłumaczalne w modelu geocentrycznym) oraz księżyce Jowisza (głębsze implikacje światopoglądowe – wszystko może być ośrodkiem ruchu obrotowego; tak, drogi Czytelniku, Ty też, gdy tylko dostatecznie utyjesz). Kościołowi pozostało jedynie odrzucić wyniki naukowe i ogłosić jego tezy heretyckimi. Czy nie widać analogii do Łysenki?

Co ciekawe, obydwa zjawiska są w szczególnie korzystnych warunkach dostrzegalne dla osób o dobrym wzroku, ale tylko dzięki obserwacjom w powiększeniu wiemy, że nie są to złudzenia optyczne.

Nie użyczaj konta memu Tatce, bo zrobię Wam obu godzinny wykład na temat “inteligencja i mądrość to nie to samo, co wiedza” :P

A historia jest ciekawa, szkoda, że mnie do niej latami intensywnie zniechęcano (marudzę?).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A Archanioł nadal jest ozdobą mego gabinetu, o!

Już tylko spokój może nas uratować

Cieszę się :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@ślimak Zagłady

Dziękuję za obszerny komentarz.

 

Nie jestem pewien, czy motyw czterech słoni i żółwia jest tutaj trafnie dobrany

A co proponujesz w zamian?

“Limes inferior” czytał. Alicję pamięta?

 

że zabrakło mi tutaj jakiejś dodatkowej myśli

No cóż, po raz któryś powtórzę – drugim Lemem nie będę. Solaris nie stworzę. Piszę o tym, co mnie frapuje i daje satysfakcję. 

 

Faktem pozostaje, że na razie klimat ociepla się w bezprecedensowym historycznie tempie i wyraźnej korelacji z epoką przemysłową.

Obie części zdania nieprawdziwe.

Nie mamy ścisłych danych udowadniających tezę zawartą w pierwszej części zdania. Może w prekambrze czy wtedy rosły szybciej?

Druga – wygląda na to, że też nieprawdziwa: https://www.green-projects.pl/globalne-ocieplenie-poczatek-200-lat-temu/

Faktem jest, że klimat się ociepla. Reszta to teorie oraz propaganda.

 

A chyba łatwiej zamontować sobie na dachu panele słoneczne niż elektrownię na węgiel brunatny?

Zapewne. A w nocy prąd otrzymywać z dynam, wprawianych w ruch rowerkami stacjonarnymi.

 

różne formy skrajnej reakcji przebijają się przecież do debaty publicznej

A przebijają. Ale tylko skrajna prawica to diabły. Bo skrajna lewica to tylko takie niegrzeczne dzieci.

 

Oczywiście. Można zrobić taki rzut, że na płaszczyznę nie trafia tylko jeden punkt

Mówisz o rzucie centralnym? Odwzorowań powierzchni kuli na płaszczyznę jest od groma, więc można sobie wybrać jaki nam pasuje.

 

Kościołowi pozostało jedynie odrzucić wyniki naukowe i ogłosić jego tezy heretyckimi

Tego nie zrozumiałem. Model Kopernika (w momencie powstania) był po prostu gorszy niż ptolemejski. Błędnie przewidywał ruch planet. Dopiero poprawki Keplera pomogły.

 

Pozdrawiam i dziękuję za poświęcony czas!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Nawzajem dziękuję za odpowiedź.

A co proponujesz w zamian?

“Limes inferior” czytał. Alicję pamięta?

Ja tutaj rozumiem pewien aspekt metafizycznej groteski, jasne przecież, że te żółwie i słoń mają być symbolem wszelkiej wiedzy sprzecznej z wyznawaną ideologią, choćby potencjalnie groźnej dla opresyjnego systemu. Pokazuję tylko, że w moim odczuciu to tworzy dysonans, gdy zestawię sobie tortury i egzekucje w Związku Radzieckim ze scenkami typu “Ale na czym wspiera się żółw? – Młody człowieku, tam są żółwie aż do samego dołu”. To Twoja decyzja autorska, na pewno nie wszyscy to tak odbierają.

Solaris nie stworzę. Piszę o tym, co mnie frapuje i daje satysfakcję.

To jak większość z nas – nie krytykuję Cię za to, raczej tłumaczę, dlaczego nie zwróciłem wcześniej większej uwagi na ten tekst mimo bardzo dobrze opracowanego głównego wątku.

Nie mamy ścisłych danych udowadniających tezę zawartą w pierwszej części zdania. Może w prekambrze czy wtedy rosły szybciej?

Napisałem “historycznie”, nie “geologicznie”. Raczej nie mamy metod badawczych pozwalających sprawdzać stuletnie przedziały w prekambrze i raczej na pewno bywały gwałtowniejsze przypadki po zderzeniach kosmicznych. Tutaj na przykład artykuł w Nature podaje, że zmiany klimatu są znacznie szybsze niż cokolwiek, co zachodziło przez ostatnie 24 000 lat.

Druga – wygląda na to, że też nieprawdziwa: https://www.green-projects.pl/globalne-ocieplenie-poczatek-200-lat-temu/

Przecież masz w tym źródle literalnie napisane: Nawet niewielki wzrost emisji gazów cieplarnianych związany z rozpędzającą się rewolucją przemysłową spowodował podnoszenie się temperatur. Powoli, ale konsekwentnie rosły już od blisko 200 lat.

Faktem jest, że klimat się ociepla. Reszta to teorie oraz propaganda.

Dobrze ugruntowane teorie naukowe. Budowę komórkową organizmów żywych też można nazywać “teoriami i propagandą”, tylko właściwie po co?

Zapewne. A w nocy prąd otrzymywać z dynam, wprawianych w ruch rowerkami stacjonarnymi.

We wpisie, który tutaj komentowałem, Rybak twierdził, że dążenie do zeroemisyjności wymusi większą centralizację produkcji energii i przez to zagrozi bezpieczeństwu narodowemu, więc do tego się odnosiłem. Nikt nie proponuje, aby panele fotowoltaiczne były jedynym sposobem wytwarzania energii (nie mam pojęcia, czemu tyle osób czerpie przyjemność z atakowania tego dziwacznego chochoła), ale pod tym kątem akurat zapewniają dużo większe bezpieczeństwo niż paliwa kopalne.

A przebijają. Ale tylko skrajna prawica to diabły. Bo skrajna lewica to tylko takie niegrzeczne dzieci.

Niespójne. Przed chwilą twierdziłeś, że prawicowy fanatyzm “został w dużej mierze rozbrojony przez obśmianie”, a teraz piszesz całkiem odwrotnie – że jest demonizowany, a skrajna lewica obśmiewana jako niegrzeczne dzieci. Ja zresztą nie mam faworyta w tej sprawie, jak już pisałem: niebezpieczni populiści i tak czerpią z obydwu biegunów.

Mówisz o rzucie centralnym?

Nie, o stereograficznym.

Odwzorowań powierzchni kuli na płaszczyznę jest od groma, więc można sobie wybrać jaki nam pasuje.

To oczywiste. Padło pytanie o “taki rzut, że większość mieszkańców byłaby zmylona”, więc wskazałem rzut wiernokątny (lokalnie zachowujący kształty) oprócz jednego punktu. Oczywiście nie da się odwzorować na płaszczyźnie całej sfery bez rozrywania, ten jeden punkt jest (w tym sensie) najmniejszym możliwym ustępstwem.

Tego nie zrozumiałem.

Spróbuję powtórzyć trochę inaczej: wynalazek teleskopu (wyniki obserwacji Galileusza) pozwolił ostatecznie obalić naukowo model geocentryczny. Kościół, gdy wyniki badań naukowych okazały się sprzeczne z jego ideologią, postanowił je odrzucić i ogłosić jako herezję, w czym dostrzegam podobieństwo do nurtów w rodzaju łysenkizmu.

 

Pozdrawiam ponownie!

Jakim sposobem nie zauważyłam postu Ślimaka?

 – Bynajmniej, mój drogi Watsonie. To panicz Wilhelm. O ile się nie mylę, znów wmuszają w niego owsiankę.

XD

 Przebijanie szahidów bronią drzewcową jest bardzo dobrym sposobem, aby ich powstrzymać i nie zdetonować.

Tylko najpierw trzeba do nich podejść.

 A chyba łatwiej zamontować sobie na dachu panele słoneczne niż elektrownię na węgiel brunatny?

Jasne, o ile instalacja wytrzyma… oj. Tylko okazuje się, że z tym wytrzymywaniem nie bardzo. Wszystko ma swoje zady i walety, świat zasadniczo nie działa jak gra komputerowa, w której każda przyczyna ma jeden, z góry określony i niezmienny, skutek. Dlatego do każdej mody (bo "ekologizm" jest modą! jest owczym pędem bez oglądania się na konsekwencje) należy podchodzić powoli, ostrożnie i sceptycznie.

 Kościołowi pozostało jedynie odrzucić wyniki naukowe i ogłosić jego tezy heretyckimi.

Nope. Jest to tzw. faktoid, czyli propagandowe kłamstwo powtórzone tyle razy, że ludzie w nie uwierzyli. Kościołowi nie przeszkadzały wcale tezy Galileusza – przeszkadzało mu to, jak Galileusz te tezy głosił. A zachowywał się mniej więcej tak, jak dzisiejsi aktywiści – nie podawał przekonujących naukowych dowodów (inna rzecz, że wtedy – całkiem niezależnie od religii! katolicyzm NIE BIERZE BIBLII DOSŁOWNIE! – uznawano fizykę arystotelesowską, na której gruncie mogłoby być z tymi dowodami trudno), za to wszystkich dookoła, włącznie ze swoimi mocodawcami, traktował jak idiotów. Skończonych idiotów. Których można “dyskretnie” obrażać, a oni się nie połapią. Sęk w tym, że on to robił w renesansowej Italii, gdzie książę (a papież był wtedy renesansowym włoskim księciem) operował trochę na zasadach mafioza i nie mógł sobie pozwolić na brak szacunku jednego podwładnego, bo zaraz miałby jedną wielką anarchię. Galileusza zresztą skazano tylko na areszt domowy, i to z dużymi oporami (ze strony papieża).

 “Limes inferior” czytał. Alicję pamięta?

Hmm?

 Faktem jest, że klimat się ociepla. Reszta to teorie oraz propaganda.

Faktem jest to, co możemy bezpośrednio zaobserwować. Teorie to konstrukcje myślowe, które budujemy, żeby powiązać fakty ze sobą (tj. wyjaśnić). Na przykład: jest faktem, że w tej chwili pada w Gdańsku deszcz. Teoria wyjaśniająca ten fakt pozostaje poznawczo poza moim zasięgiem, ale jeśli spytamy, dlaczego deszcz pada w dół, to możemy się do wyjaśnienia posłużyć teorią grawitacji.

A w nocy prąd otrzymywać z dynam, wprawianych w ruch rowerkami stacjonarnymi.

Od dawna głoszę postulat – politycy do kieratów. To rozwiąże co najmniej dwa problemy.

 Budowę komórkową organizmów żywych też można nazywać “teoriami i propagandą”

Nie można. Bo to akurat da się zaobserwować (prawda, że pod mikroskopem, co rodzi dodatkowe trudności epistemologiczne, ale się da).

 Nikt nie proponuje, aby panele fotowoltaiczne były jedynym sposobem wytwarzania energii

Nie zauważyłam, żeby ktoś to proponował albo stawiał takiego chochoła – teraz mówi się chyba głównie o wiatrakach, które też mają swoje za uszami.

 ale pod tym kątem akurat zapewniają dużo większe bezpieczeństwo niż paliwa kopalne.

Sęk w tym, że trzeba je najpierw zbudować (masa surowców, których wydobycie nie jest dla środowiska obojętne, a to dopiero początek – co z transportem? co z samą produkcją? do której też potrzeba energii, z paliw również), a potem zamontować. A po zużyciu (kiedy już przestaną działać) – co się z nimi stanie? Przywołałabym to Zajdla, ale nie "Limes Inferior" tylko "Cylinder van Troffa" i zagładę cywilizacji w tymże.

 jak już pisałem: niebezpieczni populiści i tak czerpią z obydwu biegunów.

Bo ta biegunowość jest w pewnym stopniu sztuczna – zasadniczo lewica dąży do reform, a prawica do zachowania status quo. Ale reformy już zostały przeprowadzone – więc jak zaklasyfikować tych, którzy podnoszą ich złe skutki i proponują powrót do starego? I czy w ogóle jest sens ich klasyfikować w ten sposób? Jeżeli potrzebujemy klasyfikacji, to może całkiem nowej? A jeżeli jej nie potrzebujemy?

 Kościół, gdy wyniki badań naukowych okazały się sprzeczne z jego ideologią

Już powiedziałam, więc tylko uzupełnię – "ideologia" Kościoła nie precyzuje, jak wygląda fizyczny kosmos. To nie jest sprawa religii, tylko nauki – wtedy wziętej od Greków, którzy się mylili. Owszem, czytając Biblię dosłownie można dojść do wniosków popierających geocentryzm, ale katolicy (bo protestanci, zwłaszcza ci amerykańscy, owszem – nie wiem, jak jest w prawosławiu) tego nie robią. Dwa tysiące lat hermeneutyki biblijnej wypracowały m.in. rozróżnienia ksiąg na różne gatunki (literackie). (A w ogóle, to czytam teraz książkę, w której tego typu tekstów jest pełno – podzielę się później, bo zaraz wychodzę. Wydana była w latach siedemdziesiątych.)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie zauważyłaś, bo Ślimak dobrze się schował w skorupkę. Może nie masz zakończeń czuciowych na samych czubkach kolców i potrzebujesz się odrobinkę wkłuć?

Tylko najpierw trzeba do nich podejść.

Teraz mi przypomniałaś, że podobno chińskie oddziały specjalne policji są na takie okazje szkolone w strzelaniu z kuszy.

Wszystko ma swoje zady i walety

O, też używasz tego wyrażenia! Powtórzę tylko, że odnosiłem się do konkretnego stwierdzenia, jakoby dążenie do zerowych emisji wymagało centralizacji wytwarzania energii i przez to zagrażało bezpieczeństwu narodowemu. Nie planowałem koniecznie rozpatrywać zad i walet wszelkich rodzajów elektrowni. Może w końcu kiedyś osiągniemy tę zimną fuzję?

Jest to tzw. faktoid, czyli propagandowe kłamstwo powtórzone tyle razy, że ludzie w nie uwierzyli. Kościołowi nie przeszkadzały wcale tezy Galileusza – przeszkadzało mu to, jak Galileusz te tezy głosił. A zachowywał się mniej więcej tak, jak dzisiejsi aktywiści – nie podawał przekonujących naukowych dowodów (…) "ideologia" Kościoła nie precyzuje, jak wygląda fizyczny kosmos.

Przeczuwam, że czytałaś o tej sprawie więcej ode mnie, ale mam dość mocne przeświadczenie, że takie stanowisko to wykręcanie kota manx ogonem. Kościół nie zażądał przecież przedstawienia dowodów, tylko ogłosił heliocentryzm herezją i zakazał rozpowszechniania takich poglądów. Rozumiem to jako programowe odrzucenie debaty naukowej w imię ideologii, wpisujące się w szerszy nurt kontrreformacji.

A inna rzecz, że – jak już wyżej pisałem – według mojej wiedzy nikt nie umiał zaproponować modelu geocentrycznego pozwalającego wytłumaczyć fazy Wenus. Myślałem więc zawsze (ale tu nie mam pewności), że Galileusza uznano za zagrożenie właśnie dlatego, iż umiał przedstawić twarde dowody, gdy wcześniejsze prace Kopernika i Keplera były tylko modelami teoretycznymi.

Faktem jest to, co możemy bezpośrednio zaobserwować. Teorie to konstrukcje myślowe, które budujemy, żeby powiązać fakty ze sobą (tj. wyjaśnić).

Napisałem pierwotnie: Faktem pozostaje, że na razie klimat ociepla się w bezprecedensowym historycznie tempie i wyraźnej korelacji z epoką przemysłową. Podtrzymuję, że są to fakty – możemy zaobserwować klimat w czasach historycznych (dendrochronologia, rdzenie lodowe) – a korelację wyliczyć ze wzoru. To, że w tej korelacji jest przyczynowość (wpływ ludzkości na klimat) – to już teoria naukowa (nie hipoteza).

 

Pozdrawiam i dziękuję za kolejny już w ostatnich dniach fascynujący dialog!

Dane przytoczone w jednym opracowaniu przez NASA (sprzed kilku lat): "Niedawne badania wykazały też, że ostatnio tak wysoka temperatura panowała na Ziemi około 125 tys. lat temu, gdy poziom morza był od 6 do 9 metrów wyższy niż obecnie". Pytania: 1) to jak to jest z tym "najwyższe w historii"? 2) 125 tys lat temu nie było przemysłu. A Homo Sapiens dopiero rozpoczynał wypieranie Neandertalczyków. Co zatem wywołało wtedy ocieplenie porównywalne z obecnym? Dziękuję za uwagę.

Już tylko spokój może nas uratować

bo "ekologizm" jest modą! jest owczym pędem bez oglądania się na konsekwencje

I jak ta szkodliwa moda przeminie, to będziemy mogli dalej truć się i wszystko wokół. Bo zatrute powietrze, woda i ziemia to postęp i błogosławieństwo.

 

A zachowywał się mniej więcej tak, jak dzisiejsi aktywiści – nie podawał przekonujących naukowych dowodów (inna rzecz, że wtedy – całkiem niezależnie od religii! katolicyzm NIE BIERZE BIBLII DOSŁOWNIE! – uznawano fizykę arystotelesowską, na której gruncie mogłoby być z tymi dowodami trudno), za to wszystkich dookoła, włącznie ze swoimi mocodawcami, traktował jak idiotów. Skończonych idiotów. Których można “dyskretnie” obrażać, a oni się nie połapią.

Nie to, co dzisiejsi zdroworozsądkowi, którzy obrażają wprost:

Możesz znaleźć bardzo blisko tekst tych, co to prąd mają z gniazdka, a towary i żywność ze sklepu, wobec czego żadne kopalnie, fabryki czy rolnicy nie są potrzebni. 

I teraz pytanie, czy oni naprawdę są tacy głupi, czy… głupsi. Ech.

 

I na koniec dane z dalszej przeszłości i kilka ostatnich pytań na gruncie nauki (a nie religii)

 

  1. 54-48 mln lat temu (eocen – główni dominujący ciepłokrwiści – ptaki, w tym wielkie drapieżne, te wielkości żyraf): Na Ziemi w ogóle brak lądolodów, poziom oceanów wyższy od obecnego o 75 metrów, zawartość CO2 w atmosferze – ok. 1000 (TYSIĄCA!) ppm, czyli 2,4 raza więcej niż dziś. Życie roślinne i zwierzęce kwitnie, jak nigdy wcześniej. dlaczego wtedy Ziemia nie spłonęła? A wręcz przeciwnie – rozkwitła?
  2. Pliocen (ok 3,5 mln lat temu – główni dominujący ciepłokrwiści – wielkie ssaki, pierwsze człowiekowate (niebawem pojawią się bodajże australopiteki), w oceanach megalodony…) Temperatura na ziemi – wyższa o ok. 3 st. C niż w epoce PRZEDprzemysłowej, czyli mniej więcej taka jak obecnie. Zawartość CO2 w atmosferze – ok 400 ppm (tyle co obecnie!). BUJNY rozkwit życia na Ziemi, szybka ewolucja człowiekowatych. Nieco później zawartość CO2 zaczęła lekko spadać. I natychmiast zaczęło pojawiać się zjawisko zlodowacenia na Ziemi…. Też jak widać lekko nie było. Dlaczego więc i wtedy nie spłonęła, a życie nie wymarło, a wręcz przeciwnie?
  3. Obecnie jak wiadomo Ziemia płonie i wszyscy umrzemy. Co zatem nasza planeta robiła 3,5 mln lat temu, a tym bardziej 50 mln lat temu? Czyli za panowania dinozaurów, wielkich ptaszorów i gigantycznych ssaków? Tudzież ogromniastych puszcz? KTO ją wtedy tak rozgrzał i przesycił złowieszczym i morderczym dwutlenkiem węgla i dlaczego jednak wówczas nie spłonęła? A wręcz przeciwnie – w geologicznie megakrótkim czasie dała życie Homo Sapiens?
  4. I ostatnie pytania, które na szczęście zadawać na razie wolno: Dlaczego nagacjoniści klimatyczni, czyli botanicy niemal wszyscy z uporem twierdzą, że obniżenie zawartości CO2 w atmosferze o połowę spowoduje WYMARCIE drastycznej większości gatunków roślin lądowych,. No i dlaczego inni naukowcy ci od geologii alarmują, że przy zawartości CO2 w atmosferze mniejszej od 150-200 ppm zacznie się nowa epoka lodowcowa? Która prawdopodobnie utłucze nasz gatunek?

Echchch… Tyle pytań, tak mało odpowiedzi… Oczywiście na gruncie nauki a nie religii (bo jak wiadomo dżentelmeni o religii nie dyskutują;).

 

Więcej pytań w tym temacie nie mam, tradycyjnie dziękuję za uwagę.

 

 

Już tylko spokój może nas uratować

Ale Ślimak nie napisał nic o najwyższej temperaturze w historii (bo zdaje się, że w momencie formowania planety to dopiero była gorąca*), tylko o tempie:

Faktem pozostaje, że na razie klimat ociepla się w bezprecedensowym historycznie tempie i wyraźnej korelacji z epoką przemysłową.

Ziemia przechodziła różne cykle planety-śnieżki i ocieplenia. Po prostu wcześniejsze nie były spowodowane emisją gazów cieplarnianych przez Homo sapiens. Słońce też się zmienia. Powoli (z ludzkiego punktu widzenia), ale jednak.

Nikt rozsądny nie neguje, że rośliny potrzebują CO2 do fotosyntezy.

 

* Atmosfera natenczas zawierała mnóstwo CO2. Nie pytajcie ile, bo nie wiem. Z czasem rośliny (czy tam inne fotosyntetyzujące organizmy) wyciągnęły go z “powietrza” i wbudowały węgiel w siebie, uwalniając tlen. Węgiel później trafił do żyjątek, które zżerały życie z niższych ogniw łańcucha pokarmowego. Oczywiście nie byłam świadkiem tych wydarzeń, to “tylko teorie naukowe”.

Babska logika rządzi!

Na razie consensus naukowy jest taki, że ludzkość odpowiada za ok 3 do 4 % całkowitej emisji CO2, Za resztę odpowiadają oceany, zmiany chemiczne skał na lądach, wybuchy wulkanów, cała biosfera itd.

No i jeszcze jeden consensus naukowy:

“Za niebezpieczny dla zdrowia poziom dwutlenku węgla uznaje się 40000 ppm (czyli 100 razy wyższy niż obecnie – przy czym norma wynosi do 1000 ppm), jednak już przy 2500 ppm obserwuje się bóle głowy, znużenie i dekoncentrację, będące objawami niedotlenienia”.

Słowem – poziom CO2 musiałby być 2,5 razy wyższy, by w ogóle dojść do górnej granicy normy.

Jednak… To mało prawdopodobne, gdyż wraz z już w sumie niewielkim wzrostem w ostatnim półwieczu poziomu CO2 w atmosferze, pokrywa roślinna na Ziemi (obserwacje satelitarne!) POWIĘKSZYŁA SIĘ o ponad 10 procent.

Tak że ten…

Staruch bardzo trafnie zatytułował swoje opowiadanie….

Już tylko spokój może nas uratować

Przy czym doprecyzowałem już, że istotnie miałem na myśli czasy historyczne i bliższą prehistorię. Nie dysponujemy tak precyzyjnymi danymi z odległych epok geologicznych, aby oceniać zmiany klimatu w przedziałach na przykład stuletnich – jest bardzo prawdopodobne, że niekiedy przebiegały dość gwałtownie, zwłaszcza przy kolizjach z co większymi obiektami pozaziemskimi.

Rybaku, zamieściłeś w swoich wpisach – zakładam, że nieświadomie – szereg poglądów, które osoby zaprzeczające zmianom klimatu zazwyczaj fałszywie przypisują naukowcom, aby móc je efektownie obalić. Nikt poważny nie twierdzi, że temperatury są na najwyższym kiedykolwiek poziomie. Wręcz przeciwnie, były wyższe przez 80–90% czasu istnienia Ziemi (chociażby https://en.wikipedia.org/wiki/Greenhouse_and_icehouse_Earth, oczywiście można sprawdzać dalej w źródłach naukowych). Podobnie wiadomo, że przewidywane wzrosty temperatury nie grożą fizycznym spłonięciem Ziemi w sensie gwałtownego utlenienia skał skorupy, aczkolwiek mogą oczywiście występować ogromne pożary flory. Nikt wreszcie nie postuluje obniżenia zawartości atmosferycznej CO2 do zera czy nawet do 150–200 ppm, lecz raczej do preindustrialnego 280–300 ppm.

Co zatem wywołało wtedy ocieplenie porównywalne z obecnym?

Jak już wspominałem, nie było takie znów porównywalne – znacznie wolniejsze tempo, dające organizmom żywym czas na przystosowanie. Jako główne przyczyny przemienności glacjałów i interglacjałów wymienia się cykle astronomiczne (Milankovicia), aktywność wulkaniczną, zmiany przebiegu prądów oceanicznych.

Pozostawiam jako ćwiczenie dla czytelnika, dlaczego jest dla nas jako gatunku bardzo niepożądane, aby poziom mórz wzrósł na przestrzeni dekad czy stuleci o wiele metrów, a warunki życia w takim Pakistanie czy Nigerii stały się całkiem niezdrowe dla ludzi, za to zupełnie odpowiednie dla ptaków drapieżnych wielkości żyraf.

300 ppm to wtedy, gdy do Szwecji jeździło się saniami przez Bałtyk. To ja wolę tak jak teraz:)

Już tylko spokój może nas uratować

I na koniec, Ślimaku: stosujesz nieładny chwyt erystyczny sugerując mi, że zaprzeczam zmianom klimatu. Otóż – nie zaprzeczam. Poddaję jednak stanowczo pod rozwagę, czy to akurat ludzie są jego sprawcami. A nie cały szereg innych istotnych czynników poza ludzkich. Na razie powyżej podając nagie FAKTY a nie tezy (jak Ty) wykazałem jedynie, że obecny a nawet estymowany poziom CO2 w atmosferze biosferze, a więc Ziemi, jedynie sprzyja. A to wszak, czyli Ziemia, jest dla ekologów pokolenia Grety, dobro najwyższe, czyż nie?:) Pozdr

Już tylko spokój może nas uratować

Rybaku, nie zamierzałem sugerować, jakobyś zaprzeczał zmianom klimatu. Sądzę jedynie, że nieumyślnie przyjąłeś niektóre rozpowszechniane przez denialistów fałszywe mniemania o aktualnym stanie wiedzy naukowej – i dokładnie to napisałem. Przepraszam, jeżeli mogłeś mnie opacznie zrozumieć. Staram się chwilowo rozmawiać o nauce, nie mam powodu bawić się erystyką.

Notabene mamy chyba na forum jakichś botaników. Ciekaw jestem, czy też będziesz gotów przeprosić, jeśli poczują się urażeni, że zaszufladkowałeś ich jako “negacjonistów klimatycznych”.

Na razie powyżej podając nagie FAKTY a nie tezy (jak Ty)

Twoje “nagie FAKTY” są odziane w liczne pytania retoryczne i oryginalne wyrażenia ocenne, ot taka nagość jak w amerykańskim filmie z czasów Hays Code. Przyznam, że zdają mi się też dobrane pod tezę.

Co do podawanych przeze mnie tez, zasadniczo miały stanowić odpowiedzi na Twoje pytania (tak jak prosiłeś: Tyle pytań, tak mało odpowiedzi… Oczywiście na gruncie nauki). Naturalnie jestem otwarty na dalszą merytoryczną rozmowę.

wykazałem jedynie, że obecny a nawet estymowany poziom CO2 w atmosferze biosferze, a więc Ziemi, jedynie sprzyja.

Nie czarujmy się, nic takiego nie wykazałeś, co chyba dostatecznie wyłożyłem we wcześniejszych wpisach.

Pozdrawiam ślimaczo!

Czy można wrócić do tematów i spraw zasadniczych? Och, dziękuję…

Diabli wiedzą, dlaczego ten tekst tak długo wymykał mi się z pola zainteresowania. Cóż, zdarza się… Co mam do napisania o dziele Starucha? Niewiele, bo wszystkie refleksje zamykają się w krótkim stwierdzeniu, że to bardzo dobrze skomponowany i napisany szort. Coś z historii? Jest. Coś z fantazji? Jest. Coś z prawdy o skutecznie indoktrynowanym człowieku? Jest. Czego chcieć więcej…

@Adam KB

Dziękuję niezmiernie za miłe słowa :)

 

@Ślimak i @Rybak

Zgadzacie się, że coś takiego jak ocieplenie klimatu rzeczywiście następuje. Różnicie się w ocenie przyczyn tego zjawiska.

Ja, jak Rybak, pozostaję sceptyczny co do roli człowieka. Tego nie można udowodnić, bazując na danych z tak krótkiego okresu czasu. Być może w jakiejś części przyspieszamy ten proces – ale czy dodajemy 1 czy 41 procent impetu, ocenią inni.

Natomiast jeśli ktoś mnie usilnie przekonuje, że mając niespecjalnie miarodajne dane posiadł wiedzę absolutną i przeklął CO2 po wszelkie czasy, nadymam się jak ropucha i wyczuwam matactwo.

Co nie znaczy, że nie mogę się mylić.

Mam nadzieję, że dyskusja już się wyczerpała. Tu nikt nikogo nie przekona.

 

@AP

I jak ta szkodliwa moda przeminie, to będziemy mogli dalej truć się i wszystko wokół. Bo zatrute powietrze, woda i ziemia to postęp i błogosławieństwo.

Słusznie domniemywam, że mieszkasz w jaskini, jako źródło światła służy ci łuczywo, a prąd elektryczny jest u Ciebie zakazany?

Jeśli nie, nawróć się i nie truj dalej planety!

Nie to, co dzisiejsi zdroworozsądkowi, którzy obrażają wprost

No tak, dzisiaj to trzeba głaskać po głowie, inaczej to histeryczny atak i ślepa furia.

To przetestuję Cię z rozsądku:

– czy popierasz oblewanie dzieł sztuki farbą?

– czy popierasz przykuwanie/przyklejanie się do różnych obiektów w ramach protestu?

– czy jesteś za likwidacją elektrowni, bo one są be, a prąd będziesz miał z wiatraków i fotoogniw?

– czy jesteś za likwidacją hodowli, bo przecież zwierzęta wydzielają ten groźny metan?

– czy jesteś za natychmiastowym wypuszczeniem zwierząt hodowlanych z klatek?

Oraz pytanie dodatkowe – kiedy Ty bądź ktoś z Twoich bliskich wybrał się na wczasy do Hiszpanii, Grecji, Turcji podróżując tam samolotem?

 

Zastanów się i nie grzesz więcej!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Słusznie domniemywam, że mieszkasz w jaskini, jako źródło światła służy ci łuczywo, a prąd elektryczny jest u Ciebie zakazany?

Innej alternatywy nie widzisz?

Jeśli nie, nawróć się i nie truj dalej planety!

Staram się.

No tak, dzisiaj to trzeba głaskać po głowie, inaczej to histeryczny atak i ślepa furia.

Tak odczytałeś mój skromny głos w dyskusji? W takim razie przepraszam (tu następuje wirtualne głaskanie po głowie).

To przetestuję Cię z rozsądku:

Poważnie?

 

 

 

Tego nie można udowodnić, bazując na danych z tak krótkiego okresu czasu.

Zależy, co dokładnie masz na myśli. Ścisłego dowodu matematycznego nie można przeprowadzić, to nie ta dziedzina. Można natomiast wykazać na bardzo wysokim poziomie istotności statystycznej (przyjąwszy odpowiedni model obliczeniowy), że w stosunku do ostatnich tysięcy lat pojawił się w tym krótkim okresie nowy czynnik kształtujący klimat. A głównym podejrzanym jest nasz przemysł.

Naturalnie nie znaczy to, aby zaraz odżegnać się od przemysłu i zamieszkać w jaskiniach (myślałbym, że nie muszę tłumaczyć oczywistości). Warto po prostu ważyć między różnymi korzyściami, zgodnie z wiedzą naukową starając się zapewnić sobie i potomnym jak najlepszą przyszłość. Pilnowanie, aby ochrona przyrody nie stała się dla rządzących pretekstem do ograniczania swobód obywatelskich, na pewno może być godnym uwagi wyzwaniem dla pisarzy i publicystów. Inna rzecz, że trudnym do rzetelnego udźwignięcia.

Mam nadzieję, że dyskusja już się wyczerpała. Tu nikt nikogo nie przekona. (…) Słusznie domniemywam, że mieszkasz w jaskini, jako źródło światła służy ci łuczywo, a prąd elektryczny jest u Ciebie zakazany? Jeśli nie, nawróć się i nie truj dalej planety!

Argumentami ad hominem to rzeczywiście trudno kogokolwiek przekonać. Dyskusja merytoryczna pomiędzy zainteresowanymi daną dziedziną wiedzy czasami prowadzi do uzgodnienia poglądów. Oczywiście jako autor tekstu miałbyś też prawo wymagać, aby przenieść niezwiązaną z nim dyskusję gdzieś indziej (w razie potrzeby można otworzyć wątek w HP).

Sweet Lord. Myślałam, że przynajmniej Wy, panowie, nie będziecie się żarli, nazywając to dyskusją. Zrobiło mi się smutno i odchodzę, wkleiwszy ino dwa linki:

anglojęzyczny: https://open.umn.edu/opentextbooks/textbooks/knowledge-for-humans sympatyczny wstęp do epistemologii, napisany z myślą o amerykańskich studentach, miejscami (nie doczytałam jeszcze do końca, ale mam na myśli kawałek o Popperze) zbyt optymistyczny, ale przystępnie tłumaczy np. tropy pirrońskie (czy tylko ja nie potrafię ich spamiętać?) czy uwikłanie obserwacji w teorię

polski (choć z błędami): https://www.youtube.com/channel/UCsuePZqGsfSYUU7IF4IqfKg starsze filmiki są teoretyczne, nowe poruszają różne co bardziej kontrowersyjne kwestie, więc dozować z umiarem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardzo dobry szort. Bardzo zgrabnie igra z absurdami, którymi napakowany był nasz wschodni sąsiad (i dalej jest, ten bardziej wschodni). Połącznie ponurego klimatu z kosmogonią Pratechetta całkiem pasuje. Klamra kompozycjna bardzo dobra. Czyta się wyśmienicie.

@Tarnina

Myślałam, że przynajmniej Wy, panowie, nie będziecie się żarli

Ależ Tarnino, sama się do tego przyczyniłaś, nazywając głupców głupcami. Co mocno ubodło jednego Pana :)

Już skończyłem te jałowe dyskusje, ok?

 

@Zygfryd

Miło, że Pan wpadł.

A jeszcze milej, że się spodobało :)

Dziękuję!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Starcze najdroższy, osobiście uważam, że jeżeli nazywamy kogoś głupim (do czego mamy prawo – podobno jest wolność słowa, społeczeństwo otwarte i te pe), to uczciwie jest to zrobić wprost. Natomiast nieuczciwym i godnym potępienia jest rzucanie aluzji oraz chichotki za plecami. Ale ja tam staromodna jestem. A skoro najwyraźniej uraziłam czyjeś uczucia religijne, cóż. Z urażonymi uczuciami religijnymi nie da się polemizować, więc nie będę tego robić. Można najwyżej kornie przeprosić, ale tego też robić nie zamierzam, albowiem uderzyłam jedynie w stół, a nożyce same, nijak nieproszone się do tego poczuły.

Tak tylko wyjaśniam, i tylko dlatego, że Tyś autorem i to jest Twój wątek, zatem Tobie wyjaśnienie się należy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Howgh!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Ależ Tarnino, sama się do tego przyczyniłaś, nazywając głupców głupcami. Co mocno ubodło jednego Pana :)

Może i nie o mnie. Oczywiście mogę dać sobie spokój z kontynuowaniem tej polemiki (no, bo argument o nożycach itd.), ale mimo wszystko wyjaśnię, że nic mnie nie ubodło. Co najwyżej rozbawiło mnie, że Ty i Tarnina zarzucacie innym to, co sami w dyskusji stosujecie.

Natomiast nieuczciwym i godnym potępienia jest rzucanie aluzji oraz chichotki za plecami.  

Do kogo to? Bo chyba nie do mnie. Ja wprost wskazałem cytaty i się podpisałem.

Tarnino, kiedyś poleciłaś mi link:

https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/argumentacja;3871004.html

Ze swojej strony proszę, byś krytycznie podeszła do fragmentu o argumentacji niewłaściwej.

Już skończyłem te jałowe dyskusje, ok?

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

 

Ewentualny temat w Hydeparku o kulturze dyskusji (i co to jest chochoł) możemy założyć, jeżeli ktoś chce. Mnie tam rybka.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć!

 

Przyjemne (w sensie paskudne, ale dobrze obrazujące zjawisko), rosyjskie, spiskowe. I – o zgrozo – całkiem śmieszne (jak ktoś lubi czarny humor). Dobrze napisany bohater, z misją i pasją, przeklina własną głupotę, stojąc nad własnoręcznie wykopanym dołem w niełatwej sytuacji. Za jedno zdanie do ziemi, pogodzony ze swoim losem (bo przecież wiedział, że kiedyś tak się stanie), cóż. Realia nieźle oddane, taka trochę tragikomedia, ukazująca dramat czasów słusznie minionych i ludzi zastraszonych tak bardzo, że przestali być ludźmi.

Jeżeli do czegoś bym się tu przyczepił, to do niewielkiej roli fantastyki w całości. Owszem, mamy althist i płaskom ziemiem, ale są one nieco jakby tylko dekoracją do sedna sprawy.

Pomyślę i odezwę się jeszcze (jak życie nie przytłoczy).

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Dzięki, Krarze :)

Jeżeli do czegoś bym się tu przyczepił, to do niewielkiej roli fantastyki w całości

Z tym to bym trochę polemizował.

Fantastyka zawsze przecież mówi o sprawach aktualnych, biorąc za scenografię rzeczy wymyślone. Tak już z tą fantastyką jest. Bo czy w taki razie “folwark zwierzęcy” jest fantastyką, skoro zwierzęta służą tylko za przykrywkę?

I sądzę, że w moim opku jest więcej fantastyki niż w dowolnym pięcioksięgu fantasy :P

 

Pozdrawiam!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Podobało mi się, Staruchu! :-) Co: klimat, koncept, konstrukcja, prowadzenie narracji (choć tutaj momentami docyzelowałabym, omijając zbędne słówka).

Tytuł – the best, wiedza to sucz. W przypadku Twojego tekstu to igranie słowem. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum :)

Aczkolwiek zbędnych słów samemu się dostrzec nie da, redaktor potrzebny!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Redaktorzy – jasne, i przyjaciele też. :-)) Im jestem starsza tym coraz dalej mi od oceniania i moralizatorstwa. Niektóre rzeczy są czarno-białe, lecz na ludzkie i procesy biorę poprawkę. Płynę i cieszę się, że mogę przeczytać, potowarzyszyć, coś przeczytać, może odczytać. :-))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Miło mi :)

Aczkolwiek – chyba jestem starszy, prawda?

(i nie, nie oczekuję odpowiedzi :P)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Fantastyka zawsze przecież mówi o sprawach aktualnych, biorąc za scenografię rzeczy wymyślone.

Z tym to ja bym polemizował, ale to już czepianie (podobnie jak mój wcześniejszy “zarzut”).

 

To dobry tekst, krótki i treściwy (takie wymogi konkursu, jak rozumiem). Przespawszy się z tematem stwierdzam, że piórkowo będę na TAK, bo opko rozgościło się w głowie.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Bardzo mi miło, Wielmożny Panie Lożaninie :)

 

To dobry tekst, krótki i treściwy

A to dla mnie największa pochwała – bo ja właśnie dlatego lubię Wilkowe konkursy, że mają ludzki limit znaków :P

I najbardziej lubię takie opka – krótkie, ale treściwe. A jeśli jeszcze zapadają w pamięć czytelnika, to jestem wniebowzięty :D

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Miałam mieszane uczucia, co do tego akcentu humorystycznego na końcu, ale szybko doszłam do wniosku, że on się tu bardzo dobrze wpasowuje. Do obrazu Rosji jako kraju, który nawet absurd mógłby traktować jako powód do zbrodni, do grubych murów i strzałów. Bez tego humoru, byłby to tekst w dzisiejszych czasach bardzo trudny i trzeba dobrych umiejętności, żeby tak zgrabnie przepleść nastroje w opowieści. Przypadła mi również do gustu klamra, gdzie na początku i końcu używasz tych samych słów, a jednak niosą one już ze sobą inne znaczenie. Nie jest to całkowicie niespodziewane, bo foreshadowing też się znajdzie w pierwszej części opowiadania, ale bardzo dobrze działa.

No i szacun za Pratchetta. :)

Ponoć robię tu za moderację, więc w razie potrzeby - pisz śmiało. Nie gryzę, najwyżej napuszczę na Ciebie Lucyfera, choć Księżniczki należy bać się bardziej.

Dziękuję Pani za ciepłe słowa :)

akcentu humorystycznego na końcu

Z uporem maniaka będę przekonywał, że absurd, choć śladowe ilości humoru zawiera, to jednak śmieszny nie jest.

Polecam opko Mrożka o półpancerzach praktycznych.

A akurat w Rosji absurd można było (i chyba można dalej) znaleźć na każdym rogu w każdej chwili.

Niestety!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Staruchu, właśnie przeczytałem antologię rosyjskiej sci fi "Zombi Lenina", a w niej nagrodzone opowiadanie Siergieja Siniakina "Mnich na skraju Ziemi", o radzieckich aeronautach i kosmonautach oglądających dysk Ziemi leżący na grzbietach Lewiatanów, a potem zabijanych z rozkazu Stalina. Dość długie, ale pasjonujące. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Całkiem możliwe.

W NF też był kiedyś tekst o poszukiwaniach przez wiadome służby gwiazdy przypadkowo odklejonej ze stałego firmamentu przez balon.

Niewykluczone, że to ten sam tekst.

Nihil novi sub sole.

Na swoją obronę powiem, że był znacznie dłuższy niż mój. I znacznie więcej w nim było elementów quasipratchettowych ;).

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Gratuluję piórka! Tekst jest krótki, ale mocny jak kieliszek bimbru. Podobało mi się przedstawienie wszystkiego z zupełnie innego punktu widzenia, niż zwykle się przedstawia takie historie. To musiało być bardzo trudne, ale tutaj się udało doskonale. Klamra z rewolwerem i opisywaniem strzału bardzo ładnie spięła całość. Według mnie zasłużone piórko! 

Dzień dobry Pani Sonato :)

Wspaniale czytać takie słowa :D

 

Dziękuję za nie, aczkolwiek…

To musiało być bardzo trudne

Wręcz przeciwnie, to było bardzo łatwe. Z kilku powodów:

– tekst jest krótki i nie trzeba się było dużo nastukać w klawiaturę ;)

– jest pisany w pierwszej osobie, co lubię najbardziej, bo odpadają te wszystkie wyszukane opisy, wysilone bonmoty, wielopiętrowe aluzje itd.

– no i najważniejsze: był łatwy, bo głęboko w środku mam w sobie dużo z enkawudzisty :P

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Oho! :D

– jest pisany w pierwszej osobie, co lubię najbardziej, bo odpadają te wszystkie wyszukane opisy, wysilone bonmoty, wielopiętrowe aluzje itd.

A to właśnie w pierwszej osobie najbardziej XD

był łatwy, bo głęboko w środku mam w sobie dużo z enkawudzisty :P

Wszyscy jesteśmy orkami…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Najmocniejszym punktem opowiadania, a zarazem jego głównym elementem, była próba oddania mentalu fanatycznego funkcjonariusza sowieckiego totalitaryzmu. Zdecydowałeś się na ciekawą konwencję – jest na swój sposób zabawna (humor czarny jak noc), przerażająca i groteskowa. (Przypomniał mi się utrzymany w podobnym tonie film „Śmierć Stalina”.) Mnie się to zdecydowanie podobało, bardzo dobry szort. 

Dziękuję bardzo Panu za odwiedziny i miły komentarz :)

A filmu nie znam, muszę poszukać!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Nowa Fantastyka