Profil użytkownika


komentarze: 639, w dziale opowiadań: 483, opowiadania: 228

Ostatnie sto komentarzy

Też oglądam Castle Rock. I jaki tam Terry O’Quinn. John Locke i już :) 

 

Niedawno skończyłem Downton abbey.  Bohaterowie tylko piją herbatę i rozmawiają o pierdołach, a sześć sezonów zleciało szybciutko jak urywek filmu między reklamami na Polsacie. Wciąga, poza tym można się czegoś dowiedzieć o życiu w Anglii w latach 1912-1925.

Pjona! Też jestem w majowym numerze :)

 

A szorcik dobry, z klimatem ;)

Może dzieciaki zaatakuje mordercza lodówka? Na półkach było już pustko. Drzwi lodówki otworzyły się i zagarnęły do wnętrza uczące się pisać rodzeństwo. Kiedy matka wyjrzała przez okno, zobaczyła gnającego przez pole Zelmera, z którego dochodziły piski jej dzieci.

Wszystko, co dobre, zostało już powiedziane, a jako zadowolony czytelnik nie mam nic złego do dodania ;) Ziemię czytało się szybko i przyjemnie, jakby jechało się Pendolino.

Powtórzę kilka rzeczy, które pojawiły się wyżej w komentarzach (i z którymi oczywiście się zgadam): zgrabnie połączone wątki, ciekawa dyskusja lekarzy podczas porodu o medycynie, wyraziste postacie, dobrze napisane.

Bardzo mi się podobało Twoje opowiadanie, AQQ, więc oddaję ostatniego punkcika do nominacji ;)

 

Jednak godziny mijały, a wezwanego go Felici lekarza wciąż nie było. – do

 

Niezrażony tym młodszy doktor Grandwels szybko sięgnął w głąb i już po chwili obaj lekarze ujrzeli małą, pokrytą ciemnymi włoskami główkę, z zaraz potem sine ramiona, korpus i nóżki dziecka. – z

Dziękuję, patetronusie :) A mnie męczy mnie od jakiegoś czasu i nie przepadam za nim.

Naprawdę dobra puenta. Na początku nie załapałem, o co chodzi – to było takie dosłowne. Podobało mi się :)

wybranietz, na litość mnie wzięliście, więc napiszę biedakowi pięknego kamyczka. Dzięki za kliknięcie :) A borok to dla mnie nowe słówko, czegoś się dzisiaj nauczyłem.

 

funthsystem, jakbyś klikał, to ja bym dziękował ;)

 

Anet, melduję, że poprawione. Dzięki za odwiedziny i fajnie, że się podobało :)

Gratuluję, dogs :)

Trzeba jeszcze trochę popracować nad testem. Czasami źle zapisane dialogi, w niektórych miejscach użyłeś dywizu zamiast półpauzy, brakujące spacje i kropki, sporo literówek, dużo przecinków uciekło.

 

Przyszedłem zapytać się czy nie ma pan może pracy dla mnie?– spytał z nutką nadzieji w głosie – na końcu postaw kropkę. Nie nadzieji tylko nadziei. Spacja przed półpauzą.

 

Powodzenia :)

Dziękuję, Rosso :) Może się doczeka, ale nic nie obiecuję. Najpierw musi mi kupić ze dwa kilo weny na Marsie. Taki deal ;)

 

*zastanawia się, gdzie mogą być jej bałwany i jednak woli się nie zastanawiać*

Może się pochowały?

Mnie puenta też nie zaskoczyła. Kod, opis wejścia do szatni, rozmazane twarze kibiców – od razu skojarzyło mi się z jakąś kopanką na komputer. Poza tym nie przepadam za piłką.

Bardzo ładne opowiadanie, Żonglerko. Przyznam, że komentarz wisielca pomógł mi wiele zrozumieć, ale i bez tego już przy Robinie Hoodzie zacząłem się domyślać, że bohater cofa się, aby nie doprowadzić do zaistnienia antyutopii, która, jak to antyutopia, fajna nie jest. 

W ciekawy sposób wykorzystałaś historyczne postacie i trochę zmieniłaś ich losy. Australia, kobieta na krzyżu… Jakby pomącić, to w kosmosie nie byłoby psa Łajki, a jakiś poirytowany kotek albo szczur ;)

 

 “Wszystko już było i ponownie się zdarzy” – a to zdanie według mnie ładnie oddaje nieuchronność katastrofy. Cokolwiek zdarzy się w przeszłości, nie zmieni to tego, że przyszłość i tak będzie do du… do kitu. Scena, kiedy bohater spogląda przez okno i widzi te wszystkie nieprzyjemne rzeczy, pokazuje, jak bardzo wszystko poszło nie tak. I nie wystarczy się cofnąć do Kolumba, żeby coś zmienić. Nawet (nie)Chrystus tutaj nie pomógł. Mało optymistyczne to opowiadanie (oprócz zakończenia), ale, według mnie, tym lepsze :) 

 

Podobała mi się ta historia :) Cofanie się w czasie bohatera było przedstawione w obrazowych scenkach, ciekawe i nieco oniryczne. Właściwie to wszystko mi się podobało oprócz początku, nie mogłem się wczuć i cała ta sytuacja w korpo po prostu wydawała mi się nuda (trochę się już przestraszyłem, że będzie tak do końca xd). Na szczęście od wąsacza poszło już szybciutko i do końca czytało się dobrze.

 

 

– Anonim – oparł Anonim, starając się brzmieć optymistycznie.  – literówka

 

Osunął się bezwładnie w ramiona kobiety, która ucałowała go w czule w czoło i delikatnie zamknęła mu powieki. – o jedno “w” za dużo

Nie było zapowiadających zagładę lelków :(

 

A tak serio to fajny pomysł miałeś. Na pewno postarałeś się bardziej niż Lovecraft ;) On pewnie nie powstrzymałby się i dodał, że istota kiedyś była człowiekiem. Albo sługą Przedwiecznego – kto, co lubi.

Rzeczywiście pod prąd, tego chyba się nie spodziewali. Pokonałaś system ;)

 

Opowiadanie lekkie i przyjemne, a bohaterowie ładnie wykreowani. 

Fabuła raczej nie jest czymś nowym. Umowa z jakimś nadprzyrodzonym spryciuchem, przejechanie się na umowie, not happy end. Ale pokazałaś to w nowej oprawie (w końcu nie Szatan!) i dobrze ci to wyszło.

 

Jesteś politykiem, tak? No to politykuj.

:D

A mnie się przypomniała taka ciekawostka, że pewnego czasu ludzie masowo zakreślali liczby z Lost w Lotto. Nikt nie wygrał. I potwierdziło się, że pechowe ;)

Kurde, ja też nie pamiętam żadnego zmartwychwstania. No, wiem, że Locke był w trumnie, a potem… a potem już nie. Ale on raczej nie był lekarką :D

Zacznę od tego, o czym każdy już napisał – przewidywalne (ale męczymy xd). Ale nie miałem z tym problemu. Opowiadane bardzo lekkie i sympatyczne (niestety sympatycznością nie dorównuje opku o weselu :D). Bardzo mi się podobało. Bohaterowie fajniusi, wyrocznia rządzi. I co mogę jeszcze powiedzieć, żeby w bibliotece na krótki komentarz nie marudzili? Poprawiłeś mi humor, stąd mój punkcik :)

Czytałem dzień po tym, jak wstawiłaś tekst, a więc chyba pierwszą wersję, bez poprawki. Teraz już wszystko jasne.

Niestety, to nie dla mnie. Nie mam problemów z wulgaryzmami w opowiadaniach, ale tutaj, miałem wrażenie, występowały w każdym zdaniu. Poza tym monolog sprośnych przechwałek bohatera to nie jest coś, co zachwyci czytelnika.

Jeśli chodzi o fabułę mogę nie być wiarygodnym źródłem. Nadmiar kryminałów mi szkodzi – już nie wiem, co jest skomplikowane, a co nie. U Ciebie intryga po prostu nie sprawiła mi żadnego kłopotu (oprócz, jak wspomniałem, listu – ale to wyjaśniło się w komentarzach). Raczej potykałem się na zapamiętywaniu, kto jest kim i jak to jest z tym dziedziczeniem.

Od Flądry to ten Gulasz? Czy może Lugasz, łatwo się pomylić :P 

Ano szkoda, bara bara na polu i wszyscy zadowoleni ;) I władca i ludzie. Win-win :)

"Listy starego diabła do młodego", wersja współczesna, co?

Uwielbiam tą książkę!

Brr, ja usypiałem po każdym liście, a czasami nawet w połowie.

 

A szorcik fajny i sympatyczny :)

Możliwe również, że przekombinowałam z fabułą.

Według mnie fabuła była dosyć prosta (jedynie przy liście musiałem przystopować), ale tło trochę przytłoczyło. Tak jak inni pisali – dużo bohaterów. Od jakiegoś czasu dużo czytam kryminałów Christie i bardzo u niej lubię to, że przedstawi wszystko bardzo jasno, jak dla dziecka, ale intrygę wymyśli taką, że ho ho. Wtedy fajnie można pogłówkować. U ciebie było na odwrót, prosta intryga, zagmatwane tło. Nie sprzyja myśleniu.

I ze złego to właściwie tyle, bo reszta mi się podobała. Bardzo ładnie napisane, to po pierwsze. 

Świat też ciekawy. I to wszystko zapada w pamięć. Bulgoczący magowie (wiem, że to miało brzmieć jak mowa samymi samogłoskami… ale wyobraźnia mnie gdzieś poniosła), Najstarsza Dwunastka, zaklęcie anty-morderczo-rodzinne, nawet dziwna forma dziedziczenia. 

Pani G. na plus, szczególnie w scenie, kiedy udowadnia wyższość łysej łepetyny nad tą z włosami ;) Też uważam, że to najlepsza postać, jak ktoś wcześniej zauważył. 

Fajny mieli tam sposób, żeby plony były obfite. Spryciarze.

I to chyba tyle… Skoro 50K czyta się bez sprawdzania, czy dużo jeszcze, to oznacza, że punkcik się należy :)

 

W ostateczności okaleczę cię, żebyś nie nadawał się imperatora. – brakuje na.

Nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem twoje opowiadanie. Końcówka jest dla mnie zagadką. Dlaczego ludzie wystawili telewizory na okna? Czemu dziennikarz wymiotował robalami? Czy wszystko, co opisałeś, było snem czerwia?

 

Masz wiele powtórzeń słowa było. 5x w pierwszym akapicie, który składał się z 5 zdań. Niezbyt dobrze to brzmi.

 

Ten, którego poznała. był już chyba u Adama, kiedy przyszła koło dziesiątej, ale początkowo nie zwróciła na niego uwagi. – w środku zdania zaplątała ci się kropka.

 

Czyżby siedział tam czas? – cały? 

 

Czasami źle zapisujesz dialogi. Np. tutaj:

– To, co dziś wiemy – mówił naukowiec. – Zupełnie zmienia nasz dotychczasowy sposób myślenia o tej wyśmiewanej do niedawna idei.

Zbędna kropka za naukowiec, a zupełnie z małej.

 

Historia nawet mnie wciągnęła. Początek słaby, szczególnie pierwszy akapit, ale im dalej tym lepiej. Ostatnie akapity były, jak dla mnie, surrealne – i to plus, ładnie ci to wyszło. No chyba, że to wszystko sen – w takim wypadku cała magia znika. Zastanawiałem się, kim jest tajemniczy on (z początku myślałem, że to kolejna historia miłosnej relacji wampir-dziewczyna). Złapałeś mnie na haczyk, bo tożsamość dziwnego jegomościa kryłeś do samego końca. I właściwie nadal nie wiem, kim on jest.

Tajemnica wokół “tego, którego poznała” była największym plusem tekstu. Minusów niestety jest więcej: trochę błędów, dziwne konstrukcje, interpunkcja, niesatysfakcjonujące zakończenie. Jak na początek nieźle, ale trzeba jeszcze popracować ;)

I pamiętaj, żeby odczekać jakiś czas po napisaniu i dokładnie sprawdzić tekst. Dwa pierwsze błędy, które ci wskazałem (kropka w środku zdania i zagubione słowo “cały”), wskazują na niechlujstwo.

Powodzenia :)

A dziękuję, Finklo ;)

Na to wychodzi, że powinienem, ale nawet po tak emocjonalnym liście pomysłu brak.

Dowcip zacny i chyba pierwszy, jaki usłyszałem o bałwanach.

 

 

Bardzo miło czytać takie komentarze jak Twój, gnoomie. Aż chce się pisać :)

Regulatorzy, poza tym jedyny w swoim rodzaju. Drugiego takiego nawet na Ziemi nie ma. Fajnie, że się spodobało :)

 

Katio, się robi, gdzieś tam wklepię kilka słówek, że to bałwan – naprawiacz nienaprawialnych maszyn, i po sprawie ;)

Drakanino, to, co ci się podobało w książce, nadal jest w serialu. Bohaterowie są staroświeccy,  niezrozumiałych obyczajów nie brak, konwenanse tylko dziwaczne. Chociaż nie mam porównania do książki, gdzie tego wszystkiego mogło być na potęgę, i po prostu nie zauważam różnicy. Zostaje mi tylko posłuchać rady Starucha i czytać.

Poza tym nie powiedziałbym, że przygody Ani są uwspółcześnioną opowieścią, która opowiada o problemach współczesnych nastolatków. Trudno to porównać do Trzynastu powodów czy Stranger Things, które są serialami o współczesnych nastolatkach pełną gębą. Przecież Ania walczy, żeby zostać na Zielonym Wzgórzu i nie wrócić do sierocinca, chce być akceptowana, a jej główną zaletą jest wyobraźnia, a nie foch na twarzy, bo-rzucił-mnie-chłopak. Wydaje mi się, że to są problemy w sam raz jak na tamte czasy (poza tym, z tego co wiem, to wszystko było poruszane w książkach). No, ale ja tu za dużo gadam, po prostu lepiej przeczytam, a potem się wypowiem ;)

Fajnie byłoby umieścić jakąś akcję w tekście. Tło nakreśliłaś całkiem dobrze (chociaż musiałem trochę pogłówkować, jak to jest z tymi zabiegami) i pomysł na opko niczego sobie. Niestety to tylko scenka, dialog, który przybliża czytelnikowi wymyślony przez ciebie świat. Chętnie przeczytałbym coś, co zapadłoby mi w pamięć na dłużej. Tak jak napisał Realuc, zakończenie nie było zbyt satysfakcjonujące. Ale jako wstęp do czegoś dłuższego jest ok ;)

 

Czasami źle zapisujesz dialogi.

 

 – Nie rozumiem. Nie można być raz dobrym, a raz złym. Komplikujesz – Majka poprawiła kosmyk włosów, chowając go za ucho.

Po komplikujesz powinna być kropka. W tekście jest tego więcej.

Ktoś ci pewnie podeśle poradnik do dialogów, ja nie wiem, gdzie go szukać.

 

W niektórych miejscach przecinki zaszalały :P Poza tym rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy.

Tak o to dobro miało zalać ziemię, rozprzestrzeniać się niszcząc brud, złość i potęgę nienawiści. – oto razem.

– Tak, na prawdę w to wierzę – powtórzył. – naprawdę razem

Pietrku, widać czasy się zmieniają. Kiedyś przez żołądek do serca, teraz przez nawiązania do popkultury do serca ;)

 

Śniąca, super, że ci się spodobało :)

O proszę, jaki ładny gif z Friedsów :)

Bałwan jest bałwan, to duży bagaż zawodowy. A to, że istnieje sławniejszy, ale gorszy bałwan dla bohatera ma znaczenie. Takie CV, ino zatrudniać.

 

A cieszę się, rosebelle, że mogłem rozbawić. Nie porzucaj swoich bałwanów ;)

 

Homarze, wspaniała interpretacja! Zasługujesz na ziemniaka od Damona. Oby więcej takich przemyśleń grafomańskich ;)

Arktos to łobuz, nie będę szanował. A bałwan jak zasłuży, to dostanie miłą bałwankę do towarzystwa, bo autor innymi sprawami zajęty i fabuły nie będzie ;)

Bardzo mi miło :)

Rzeczywiście, trochę zdemonizowałem biedaka. Już poprawiam.

Netflixowa “Ania, nie Anna” na podstawie Ani z Zielonego Wzgórza. Już drugi sezon jest. Przyjemny i lekki serial. I przyznam, że nigdy nie czytałem książki. To jest moje pierwsze spotkanie z rudą Anią.

Drugi to Poirot na podstawie twórczości Agathy Christie. Widać, że serial trochę się zestarzał (słabe ujęcia, niezbyt dobry dźwięk, gra aktorska taka sobie), ale za to ma swój klimat. Intrygi, wiadomo, sprytnie obmyślone, jak to u Christie. Ale wisienką na torcie jest sam Hercules. Bohater po prostu świetny. Idealnie oddana postać małego, wąsatego Belga z umiłowaniem do symetrii, czystości i eleganckiego ubioru :)

Nie mogłem się powstrzymać z tym grafomanem xd

 

Zakurzony Folder 7 wymusił na mnie takie podejście. Za dużo było tam porzuconych bałwanów :)

Fajne. Tłusty klimacik, ładnie napisane. Dobrze wykorzystałeś motyw legendy. Jeszcze mi tu na niebie grzmi, więc tym bardziej się wczułem :) Lecę do biblioteki.

Miałem trochę czasu wolnego i w trzy dni przeczytałem trzy książki (no, jedna to raczej dłuższe opowiadanie).

Pudełko z guzikami Gwendy, Czarna kawa Agathy Christie i Życie pana Moliera Bułhakova. Wszystkie trzy pozycje całkiem przyjemne. “Pudełko…” króciutkie, ale za to magiczne i po prostu dobrze się czytało. W “Czarnej kawie” intryga dosyć słaba w porównaniu do innych kryminałów Christie, ale jedna rzecz pozostała niezmienna – Hercules Poirot. Uwielbiam tę postać i to, w jaki sposób rozwiązuje zagadki :) I na koniec chyba trochę bardziej ambitna od poprzednich pozycja, “Życie pana Moliera”. Chociaż niemal cały tekst to daty, francuskie nazwy i opisy spektaklów komedianta, to jestem bardzo zadowolony, że zabrałem się za tę powieść. Wciągnęła i już :)

Nie jestem pewien, ale chyba Prince of Persia. Ten z 2008 roku?

Zgadza się, teraz ty masz władzę :) Nie wiem, też rzuciło mi się to w oczy, kopiowane, nic nie zmieniane.

Nim dzień nastania klosza niepostrzeżenie przeszedł w dzień drugi, wszystkie blogi zgadzały się w jednym: nie chodziło o działania terrorystyczne, najeźdźców z kosmosu czy Wielki Przedwieczny Cthulhu, ale dobrze wszystkim znaną współpracę militarno-przemysłową. Teorie różniły się w szczegółach, lecz miały wspólne podstawy, które dały się uszeregować w trzy główne nurty. Pierwszy zakładał, że kopuła jest skutkiem bezwzględnego eksperymentu, w którym mieszkańcy Chester's Mill odgrywają rolę królików doświadczalnych.

Z reportaży ja ostatnio przeczytałem “Busz po polsku” Kapuścińskiego.

Poza tym kolejny kryminał Christie, “Tajemnicza Historia w Styles”. Naprawdę porządna intryga.

Do tego opisu pasuje większość książek Dickensa ;)

 

EDIT: Jeszcze “Na wschód od Edenu” Steinbecka świetne.

Zgadza się, dajesz.

Rzeczywiście, opis operacji był dosyć nieprzyjemny. A o Pszczółkę nawet nie będę pytać. Nie chcę sobie niszczyć dzieciństwa :)

Szarikow westchnął przeciągle i zaczął łowić kawałki jesiotra w gęstym sosie.

– Jeszcze wódeczki bym wypił – oznajmił pytająco.

– A może już wystarczy? – zainteresował się Bormental. – Jakoś ostatnio za bardzo cię

ciągnie do wódki.

– Żałuje mi pan? – zapytał Szarikow i popatrzył spode łba.

– Głupstwa gadasz… – wtrącił się surowo Filip Filipowicz, ale Bormental przerwał mu.

– Proszę się nie kłopotać, Filipie Filipowiczu, ja sam. Ty, Szarikow, gadasz bzdury, ale co najbardziej oburzające, wypowiadasz je bezapelacyjnie i z głębokim przekonaniem. Wódki mi oczywiście nie szkoda, tym bardziej że nie jest moja, tylko Filipa Filipowicza. Po prostu wódka szkodzi. To po pierwsze, a po drugie, i bez wódki zachowujesz się nieprzyzwoicie.

A ja dzisiaj, po trzech latach, wreszcie skończyłem ostatnią część Mrocznej Wieży. Dziwnie uczucie, kiedy po tylu milionach znaków (ktoś się orientuje, ile to dokładnie miało?) historia się kończy i w dodatku w taki sposób.

UWAGA, SPOJLERY! Zakończenie niby nic oryginalnego, przecież motyw zapętlenia historii jest dosyć popularny, ale tutaj, pewnie przez wieczne znęcanie się nad zmęczonym życiem Rolandem, poruszyło. Poza tym pozostał element zaskoczenia – do samego końca nie wiedziałem, co będzie w środku Mrocznej Wieży. Długo też zastanawiałem się, jakim zdaniem King zakończy tak długi cykl. Oj, fajnie to wymyślił ;)

Ale mamuty, w przeciwieństwie do naszej zapaśniczki, to chyba lubiły sobie pociupciać ;) Także chyba nie od abstynencji seksualnej wyginęły. Tak jak w tym przysłowiu, mamuty nie gęsi, swój extinction mają. Czy coś takiego :P

Czytałem kiedyś o tych myszach, a twój drabelek to całkiem fajna analogia historii zdegenerowanej mysiej rodzinki.

 

Finklo, no jak był wrestling, to i mięśnie musiały być. Także ostatni samiec, nawet jeśli nie miał krzty wyobraźni, powinien sobie poradzić ;) Także, ten… jest nadzieja na przetrwanie gatunku :)

Cóż, takie mieli zasady… A Christie i tak później została prezesem tego klubu. Tak czy siak, świetny kryminał.

A ja właśnie skończyłem “Zabójstwo Rogera Ackroyda” A. Christie. No, takiej intrygi to jeszcze nigdzie nie widziałem. Zdecydowanie jeden z lepszych kryminałów, jaki wpadł mi w ręce. Polecam.

Nawzajem ;) I jeszcze żeby jedzenie z koszyczka było smaczne.

Ja zrozumiałem to tak, że bohater po prostu miał jakiś pomysł i nagle zaczął mu ulatywać z głowy.

Przed publikacją warto odczekać jakiś czas, żeby tekst odleżał i żeby potem można na niego spojrzeć świeżym okiem. Polecam też opcję betowania :)

Bardzo sympatyczny szorcik. Rozwinięcie imadełkowatego żartu sprawiło, że cały czas miałem banana na twarzy :) Napisane fajnym językiem i z kopytem… tfu, imadełkiem.

Do pełnej satysfakcji brakło tylko porządnej puenty, jak w oryginale.

 

Przecinki trochę pouciekały. I ortograf: do puki.

 

Trochę nie zrozumiałem świata… W sześćset ósmym roku przed Chrystusem zbudowali park z dinozaurami?

 

Też nie znałem i się uśmiałem :) Bardzo przyjemny szorciko-dowcip.

Fajne. Czytało się dobrze, a na koniec było spore zakończenie. Ładnie prowadziłeś czytelnika i zbudowałeś małą tajemnicę wokół choroby. Zazgrzytało mi trochę nielogiczne zachowanie TS 45 wobec “służby zdrowia”. Ja co najmniej zadałbym ze sto pytań w takiej sytuacji. A on godził się na wszystko. A może było jak w tym serialu Westworld, że dało się obniżać albo podkręcać niektóre z cech robotów? Tutaj łatwowierność stałaby na 100% ;)

Sympatyczny tekst. Filozofia milicjantów zrobił mi humor :) Jak ktoś wcześniej napisał, Lebiodkin i Yenkov mają potencjał. Chętnie poczytałbym o nich jakieś dłuższe opowiadanie.

No robił, robił ;) Ale psa jeszcze nie bił.

Tak czy siak, nic dobrego z tego nie wyszło.

Dzięki za przeczytanie i obszerny komentarz :)

No tak, dłużyzny… Wywaliłem sporo tekstu ze sceny z bójką, ale czułem, że nie wystarczy. A tekst pisałem przez dosyć długi okres, stąd taka różnica między pierwszą połową a drugą. Okazało się, że przerwa w pisaniu była zbawienna ;)

Także chwała, że nie zraziłaś się po pierwszej połowie (za wytrwałość – oby Zgnilec omijał cię szerokim łukiem). 

 

Zazgrzytało mi też zachowanie Adama, najpierw to ktoś musi powiedzieć nie a potem zachowanie: o boże, co ja zrobiłem, jak to, pijak się awanturuje?

Właściwie to było bardzo ludzkie zachowanie. Dobry chłop instynktownie pobiegł pomóc, a potem zrozumiał, w co się wpakował.

 

Scena z matką i herbatą – która mama poda dzieciom herbatę w filiżankach? I zaraz w tej samej scenie, że od razu mają iść spać. Skoro dopiero co dostały kanapki, to dlaczego zagania je do łóżka?

Matki nie są logicznymi istotami :D

 

skąd jedna z dziewczynek wiedziała, że to akurat asfalt spowodował zgon a nie uderzenie butelką?

Krew leciała z tyłu głowy, a nie z czoła, czyli tam, gdzie trafiła butelka.

Dobra, zrobione.

 

Ja tam lubię niedopowiedzenia, ale twórcy o tylu rzeczach kazali myśleć, że szkoda, że nie dali więcej podpowiedzi.

 

A u mnie jeśli chodzi o Gwiezdne wojny to właściwie podobały mi się wszystkie części, ale im nowsze tym lepiej. Pierwszy raz obejrzałem starą trylogię może w wieku 16 lat i raczej nie mam tego sentymentu wychowania się na filmie. A stare GW są czymś takim, gdzie ten sentyment trzeba mieć ;)

Aż mi się przypomniało… Oglądałem kiedyś taki serial How I met your mother i był tam odcinek, w którym dwie bohaterki twierdziły, że stormtroopery to roboty :D

I muszę się zabrać za ostatnią część. Jeszcze nie oglądałem Ostatniego Jedi :/

Mnie też się Anihilacja podobała, szczególnie klimat.

(SPOJLER) Scena z bestią, która naśladuje głos jednej z uczestniczek wyprawy, była po prostu mega – wyszło im to lepiej (straszniej) niż w niektórych horrorach. Tak samo bardzo dobra scena z sobowtórem głównej bohaterki.

 

Film ładny wizualnie, poza tym zobaczyłem coś oryginalnego.

Jedna rzecz tylko zastanawia – o co chodziło w końcówce?

Oo, przeczytałem dawno temu, miałem zostawić komentarz i wyrazić kilka wątpliwości, a teraz zapomniałem, jakie to wątpliwości były.

Kilku rzeczy nie zrozumiałem, to na pewno. No ale nic. Pozostanę w niewiedzy.

Ogólnie tekst fajny, podobała mi się narracja, a tajemnica pchała do przodu. Trochę to poszatkowane było na małe kawałki, ale bardzo przez to nie cierpiałem.

Ogólnie dobre :)

 

Edit: PS. Tytuł świetny.

Dobre, klimatyczne opowiadanie. Ładnie przedstawiłaś historię opętania i wykreowałaś niezłego skurczybyka demona. Scena z zabiciem psa porządna, brutalna i najbardziej wyrazista w tekście.

No i nieźle dokopałaś temu Fazilowi. Chłop nie ma lekko w życiu.

Jestem zadowolony z lektury :)

 

A rysunek pierwsza klasa ;)

Hmm, niestety nie zrozumiałem wierszy :/ No, ale przecież chyba chodzi tylko o zabawę w łączeniu zdań. Jak ci się fajnie tworzyło, to można uznać, że efekt osiągnięty ;)

 

Co do wiersza w bibliotece, to był chyba jakiś o tytule Kap (czy coś takiego). Ogólnie to pamiętam, że każda strofa miała formę kropli wody.

Fajny pomysł i narracja. Gorzej z przecinkami, no i rzuciłaś czytelnika na głęboką wodę; ciężko zrozumieć, co i jak (i gdzie, w końcu mowa o światach równoległych :D) .

W sumie dobrze się czytało, ale brakło tej puenty. Drugiego dania, po którym człowiek w pełni zaspokoi apetyt. Wtedy mógłbym klepnąć się w czoło i powiedzieć “No tak! Wszystko jasne” ;)

 

Wstrzymując nieco konia, by zostać w tyle, rycerz Zawisza Czarny z Garbowa uniósł się w kulbace i przeciągle pierdnął. Potem westchnął mocno, wsparł oburącz na łęku i pierdnął raz jeszcze.

– To ta kapusta – wyjaśnił rzeczowo, zrównując się znowu z Reynevanem. – W moim wieku nie

można jeść tyle kapusty. Na kości świętego Stanisława! Gdy byłem młody, mogłem zjeść, że ho, ho!

Ano widzisz, NoWheremanie, w pierwszej scence najwięcej grzebałem i usunąłem z niej kupę fragmentów. Może za bardzo nakręciłem…

Cieszę się, że chociaż spodobała ci się końcówka :)

 

Dzięki za odwiedziny, Katio. Fajnie, że ci się spodobało. I dziękuję za kilka ;) 

Trzeba wymyślić nową zasadę: błąd, który nie razi po oczach, nie jest błędem ;)

Fajnie słyszeć takie słowa jak solidny i dobry horror. Chociaż z tymi jump scenes bym nie przesadzał, to nie film :D Raczej trudno sprawić samymi słowami, że człowiek podskoczy na krześle i może jeszcze krzyknie.

To prawda, fajnie byłoby zwalić całe “be” i “fe” na jakiegoś niewidzialnego demona. Stety i niestety, Zgnilec interesuje się tylko bohaterami fikcji literackiej.

Dzięki za motywujące słowa ;) 

Moją opinię już znasz. Podobało mi się, szczególnie dzięki zaskakującej puencie. Dobre :)

Przyznaję. Jako dziecko, kiedy jeszcze nie miałem słownika, siedziałem przed blokami, gapiąc się na ściany i chłonąc mądrości miejscowych. Prawdziwa historia.

Dzięki za komentarz, Finklo :)

Fajnie, że uważasz sceny za obrazowe. I bardzo miło słyszeć, że historia dobrze opowiedziana.

A bo ten… no… Finkiewicz to szmugler był i w ogóle! Nielegalnie tego poloneza… :P

 

 

Uff, rzeczywiście, ortograf. Już poprawione. Ale muszę powiedzieć, że gdybym nie sprawdził w słowniku, to bym nie uwierzył na słowo. Huligan bez półokrągłego kolegi z przodu wygląda tak, no… dobrze :D

Jak podeszło, to pozostaje mi się tylko cieszyć :)

Fajnie, że spodobało ci się prowadzenie akcji i że odczułeś ohydę scen – kadrów, jak wolisz. To chyba dobrze, ponieważ mogę uznać, że udało mi się całkiem nieźle zobrazować scenki.

Co do psów – jak można nie przepadać? Zlinczują Cię :P A tak na serio, jakoś nie miałem zamiaru wzbudzić wielkiego współczucia u czytelnika sceną z psem. To miało jedynie służyć do skonfrontowania ze sobą Czerwińskiego i Krogulaka. I oczywiście do pokazania, jakim skur… był ten drugi.

Cóż, dla staruszka od początku planowałem tylko jedną rolę – był człowiekiem, który miał co nieco wyjaśnić czytelnikowi co i jak. Niby mogłoby się bez niego obyć, ale wolałem nie zostawiać znaków zapytania. Według mnie lepsze to niż niedopowiedzenie (chociaż osobiście lubię niedopowiedzenia).

 

Fajnie słyszeć, że warsztatowo bardzo dobrze. Chyba czegoś się nauczyłem przez te pięć miesięcy na fantastyce ;)

Councie, oficjalnie i z powagą na twarzy przyjmuję twój stempel jakości :D

 

Jeśli chodzi o karetkę, to od razu przyznaję, że moja wiedza w podobnych tematach jest nikła. No, ale uznajmy, że w świecie Krogulaków, Finkiewiczów, itd. to karetki zabierają zwłoki ;)

 

Dzięki za odwiedziny!

Prosta historyjka, nic nowego, ale za to dobrze napisana. Spodziewałem się jakiegoś ogromnego twistu w stylu Ocean’s (11, 12 albo 13 :P), a tu okazało się, że bohater skacze z wysokości. Dobre, ale wiesz, czaiłem się na ten złodziejski twist, jak zombie na mózgi. Także końcówka spodobała mi się, ale nie tak, jak się na to naszykowałem.

Było ok :)

 

Dopiero po przeczytaniu komentarzy zauważyłem, że tytuł można odebrać na dwa sposoby. To jak… dodatkowa puenta ;)

A propos SOADu, świetne są też piosenki Serija Tankiana już po rozpadzie zespołu. Psychodeliczne Lie, lie, lie, fajne też Empty walls, ale moje ulubione i tak zawsze będzie Harakiri. 

Mnie się bardzo podobał. Świetnie zdjęcia, bardzo dobry klimat. Poza tym nakręcił jeden z moich ulubionych reżyserów.

Nowa Fantastyka