Profil użytkownika


komentarze: 545, w dziale opowiadań: 512, opowiadania: 199

Ostatnie sto komentarzy

Dzięki za przeczytanie, za komplementy i za punkt :)

Tytuł chciałem zrobić nawiązujący do dziwnych pomysłów jakie mieli czasem angielscy tłumacze włoskich filmów jak Twitch Of The Death Nerve albo Your Vice Is A Locked Room And Only I Have The Key, ale być może rzeczywiście trzeba się było zdecydować na coś innego, albo go rozbudować jeszcze bardziej, jak “Aż w melodii wybrzmi śmierć”. Tytuły nigdy nie były moją mocną stroną.

 

Dzięki za przeczytanie! Szkoda, że nie przypasowało, no ale co zrobić.

Nie sądziłem, że ta świńska krew będzie taka trudna do przełknięcia. Jest do odróżnienia od ludzkiej tylko na poziomie DNA, więc nie wydaję mi się właściwe, żeby osoba w latach 60. uznała za stosowne tłumaczyć drugiej, że nie ma testu, który pomógłby im określić pochodzenie krwi ze słoika.

Pozostałe komentarze pomogły mi zauważyć, jak bardzo w sumie spodobał mi się wiersz, pomimo braku oryginalności, ani braku przesadnie interesującej formy. Autor i tak nie powinien tłumaczyć własnego dzieła, pomyślałem więc, że ja się podejmę obrony, czując że utwór jest przesadnie atakowany za zbyt dosłowne interpretacje.

Motywem przewodnim wiersza jest koncepcja wiecznego powrotu. “Koncepcja filozoficzna przyjmująca, że świat powtarzał się i będzie powtarzać się wciąż w tej samej postaci nieskończenie wiele razy.” Fraktal jest zarówno częścią większej całości jak i czymś nieskończonym i nieskończenie się powtarzającym. Ciemność zaś jest tym, co jest poza czasem, poza wieczną pętlą.

Gdy uświadomisz sobie jaką wolnością jest ciemność zrozumiesz czym jesteś.

Z pewnej perspektywy taka wieczna repetycja wydaje się więzieniem, czymś z czego trzeba uciec. Ostatecznie w życiu nic nie można zmienić, nie można stworzyć nic nowego, bo to wszystko już się wydarzyło i wydarzy się ponownie. Prawdziwą wolnością jest więc ciemność, czyli nicość.

Po True Detective nie wiem czy jeszcze mogę kiedyś spojrzeć na “czas jest płaskim kołem” i nie skojarzyć tego tylko w ten jeden sposób.

Przyjemne, prosta forma, szczególnie podobał mi się rytm. Ktoś mógłby ewentualnie zarzucić jedynie, że tematycznie nie bardzo pasuje do portalu, bo to właściwie nie jest fantastyka.

Dzięki jak zwykle za przeczytanie :)

Część wskazanych rzeczy już zacząłem sam poprawiać, to o akcencie i zmieniłem “sweter” na “golf”. Jeśli chodzi o nieścisłości pozy, to opisywałem ją z pamięci, stąd różnice. Resztą wkrótce się zajmę, jedyna rzecz:

„Nie masz na ziemi mocy, któraby się… ―> „Nie masz na ziemi mocy, która by się

To akurat bezpośredni cytat z Biblii Wujka, dlatego taki zapis.

Hej, dzięki za przeczytanie.

Będę musiał wyraźniej zaznaczyć, że opowiadanie jest osadzone w latach 60. Przypuszczam, że po prostu dam na początku datę. Nie ma więc testów DNA, nie ma sposobu, żeby zbadać ślinę, ani żeby określić, że krew jest ludzka – spędziłem trochę czasu badając, czy byłoby to możliwe czy nie.

wbił w szyję brzytwę

Celem tutaj było pokazanie brutalności i siły mordercy – do tego stopnia, że wbije w swoją ofiarę tępy obiekt.

gdy miasto spało niespokojnym snem winnego

Wydaję mi się, że pisanie, że miasto śpi nie jest specjalnie rzadko spotykane i często używa się go wobec miast większych i głośniejszych od Rzymu, jak Nowy Jork.

Swetr, kamizelka i marynarka. Wiem, że to możliwe, ale… może znowu lepiej byłoby oszczędniej.

 

Wzorowałem się na tym panu z “Głębokiej czerwieni”.

 

Dzięki za wszystkie uwagi. Nie wprowadzę zmian od razu, bo muszę sobie przemyśleć, jak to lepiej oddać. Bardzo mi miło, że widzisz tutaj potencjał na więcej materiału, nawet na powieść, chociaż moim planem było raczej napisanie krótkiego pastiszu Conan Doyla z magią i w stylu giallo.

Narracja drugoosobowa zawsze wiąże się z pewną specjalną sztucznością i ona jest tutaj dosyć widoczna w bardzo nienaturalnych zwrotach i opisach – nie sprawdza się to jako monolog osoby mówiącej do umierającego towarzysza. Szczególnie raziło mnie “Do wspomnianego zakrętu”, ale jest więcej takich momentów podcinających wiarygodność.

Wydaję mi się też, że dobrze byłoby wyraźniej zaznaczyć przejście między końcem narracji i tym dialogowym epilogiem. Brak jakiejkolwiek przerwy powoduje niepotrzebne zamieszanie.

Świat przedstawiony bardzo standardowy, ale nie wydaję mi się, żeby była to też rzecz, której warto się czepiać.

Rzuciły mi się też w oczy częste błędy w interpunkcji, np.:

Nie strasz mnie proszę.

i tutaj:

Ciężko jest nie płakać przyjacielu

Nie widziałeś mnie chyba jeszcze nigdy w takim stanie co?

Zamieniłem wstępnie na oryginał – niespecjalnie mi się ta opcja podoba, bo wolałbym, żeby chociaż niektórzy mogli zrozumieć motto, ale trudno. Być może, jeśli nic w tej sprawie nie wymyślę, to je po prostu usunę.

@regulatorzy

Bardzo spóźnione dzięki za przeczytanie i sprawdzenie :) Chyba jeszcze nigdy tak nie skomplementowałaś mojego utworu :D

@Finkla

Również ślę spóźnione mocno podziękowania za przeczytania i opinię. Dziecko trafiło tam dlatego, że się zgubiło, może dodam to dla wyjaśnienia, skoro mogę teraz wprowadzać większe zmiany.

@drakaina

Dzięki wielkie za pewne wyróżnienie :) Nawet jak ostatecznie nic z tego nie będzie, to i tak najdalej jak doszedłem w konkursie od czasu gdy byłem w podstawówce.

Jak pisałem wyżej polska wersja mocno rozmija się z tą angielską, a w tym języku czytałem oryginalnie, bo polskiej nie ma w internecie. W dodatku, kiedy już wypożyczyłem polską wersję z biblioteki, z myślą, żeby wyciągnąć z niej to motto, to okazało się, że oprócz tego, że używa zupełnie innych zwrotów, to jeszcze mi się zupełnie nie podoba:

Gdy zwątpienie włada sercem,

dusza jest strapiona wielce.

Szpetny człek i zdobny razem

jest, gdy się dołączy w parze

męża dzielność niewzruszona,

jak się w barwy stroi sroka.

Ten się może wszak ocalić:

w obu częściach ma udziały,

trochę nieba, trochę piekła.

Niestałości kto ulega,

ten ma ma tylko kolor czarny,

więc i ciemność go ogarnie:

ten zaś biel posiądzie czystą,

co jest stały w swoich myślach.

W każdym razie z niecierpliwością będę wyglądał ewentualnych dodatkowych uwag. Sam już od jakiegoś czasu myślę nad dodaniem jeszcze kilku rzeczy, chociaż zaliczenia i sesja trochę mi obecnie utrudniają pracę nad jakąkolwiek prozą.

Dzięki za przeczytanie :)

Cieszę się, że lektura była do przeżycia ;) Przyznam, że nie myślałem, że ktoś uzna opór Percevala za taki abstrakcyjny – w końcu nie wie, jak zdobyć Graala, więc nie może być pewien, że Steinerowi się to nie uda.

@MaSkrol

Dzięki za przeczytanie i opinię. Cieszę się, że się w miarę podobało.

@black_cape

Dzięki za miłe słowa :) Teraz już nie będę tego zmieniał, ale już się raczej powstrzymam od umieszczania obcojęzycznych mott na przyszłość.

Dzięki za przeczytanie :)

Chodziło o Francję, a to “teraz” odnosiło się wyłącznie do II WŚ. Jeśli chodzi o pisanie niemieckich rzeczowników z dużych liter, to sam nie wiem. Ja się nigdy wcześniej nie spotkałem z sytuacją, żeby ktoś pisał je z małej.

Dzięki za przeczytanie, zwłaszcza, że przyszło z pewnym trudem. Przykro mi też, że się nie podobało :/

Dzięki za przeczytanie i opinię :) Bardzo się cieszę, że się podobało.

Dzięki też za uwagi. Mógłbym przysiąc, że poprawiłem to “ale ale”… widocznie w nawale pracy tylko tak mi się wydawało.

Wielkie dzięki za przeczytanie, klik i taki obszerny komentarz!

Przyznam, że takie szerokie użycie bardziej powiedzmy poetyckiego języka jest dla mnie w miarę nowe, dlatego w tej sytuacji, kiedy już dwie osoby zwracają na pewne kwestię uwagę nie mogę tego zignorować. Wezmę sobie te uwagi do serca i postaram się znaleźć jakieś rozwiązanie dla tego problemu na przyszłość.

Nie tylko katolicy-hugenoci, ale też katolicy-katarzy. Między północą i południem Francji w ogóle już od średniowiecza występują znaczące różnice w gospodarce, systemie lennym, języku oraz tożsamości. Aczkolwiek w pewnym sensie, może był to błąd, żeby zacząć takim zdaniem, ponieważ to nie jest jednak powszechna wiedza chyba.

@Anet

Przykro mi :/ Mimo wszystko dzięki za odwiedziny.

@NoWhereMan

Dzięki za opinię i klik :)

Myślę, że ta struktura i twoje wrażenie bierze się z tego, że najpierw wymyśliłem spotkania w wąwozie, a resztę napisałem dookoła tego. Rzadko piszę opowiadania niechronologicznie, zlepiając wcześniej napisane fragmenty, więc być może to przez wyszło z takim podziałem na opisy-dialogi-akcja.

Problem puklerza jest taki, że stanowi znacznie słabszą obronę od tarczy migdałowej, która zakrywa całe ciało. Nie byłby chyba zbyt przydatny w stosowanych przez Polan taktykach. Chociaż zaznaczę tutaj, że nie jestem specjalistą od wczesnych Piastów, więc być może twoje źródło ma rację i stosowali jakieś mało zaawansowane wersję puklerza.

Chociaż puklerze są znane od antyku, to w średniowieczu przyjęły się szerzej dopiero jakieś sto do dwustu lat po śmierci Bolesława. Jego wojowie używali drewnianych tarcz okrągłych (z jakimi często przedstawia się wikingów), a także coraz częściej migdałowych. Tacy naprawdę biedni stosowaliby zapewne tarcze z wikliny. Tak mnie przynajmniej uczono na zajęciach.

Opowiadanie jest w porządku i sprawnie napisane chociaż muszę zaznaczyć, że przynajmniej w wersji mitu, którą ja znam, Hera wybaczyła Heraklesowi, a on sam został awansowany na pełnego boga. Nie do końca podoba mi się też pewne spłycenie Chrobrego do “skoro inni podbijają to ja też będę podbijał”. Podoba mi się za to nawiązanie z pawimi piórami.

@Staruch

Nie czytałem nigdy “Stawki większej niż życie”, ale w książkach historycznych o SS, które czytałem zapisywano stopnie z dużej, ale może to kwestia tendencji znających niemiecki historyków. Jeśli kiedyś jeszcze będę pisał coś w czym mogłyby się pojawić niemieckie słowa, to sprawdzę sobie, co można uznać za bardziej poprawne.

@Arnubis

Dzięki za przeczytanie i uwagi :)

Przypuszczałem, że ten cytat będzie sprawiał problemy, ale za bardzo pasował mi do tekstu, żeby go nie umieszczać. Moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że polska wersja nie jest specjalnie podobna i nie mogę jej użyć, było dosyć duże. Szczególnie, żeby zdobyć polską wersję, która nie jest dostępna w internecie, musiałem stoczyć walkę z bibliotecznymi sygnaturami, bo literatura średniowieczna i słowiańska mają takie samo oznaczenie, tylko na różnych piętrach. Po wszystkich tych perturbacjach nie mogłem więc już zrezygnować z motta, nawet jeśli sprawia ono kłopoty.

Twoje i wcześniejsze uwagi o zmęczeniu, przyznam, dosyć mnie martwią. Zobaczymy co będzie jak już napiszę jakiś dłuższy tekst.

Z niejasnością chodziło mi o to, że jeśli ktoś myśli, że Agathe jest dzieckiem, to rzeczywiście nie wiadomo po co do niej przychodzi esesman. Sama w sobie sytuacja miała być ambiwalentna.

Dzięki za przeczytanie i opinię :)

Jeśli chodzi o opisy, to z twoich uwag o wysepkach dziobów widzę, że mamy zupełnie różne podejścia do myślenia o tych kwestiach. Dla mnie liczyła się najprostsza kwestia wizualna – nieregularne dzioby wyglądają trochę jak wysepki na mapach, a wysepki często występują po kilka obok siebie. Tobie z kolei skojarzyła się raczej, nazwijmy to – tekstura. To bardzo interesujące i postaram się to uwzględnić przy pisaniu następnych tekstów.

Dodałem, że Agathe jest starszą siostrą, żeby zaznaczyć, że nie przychodzi do dziecka, tylko do osoby dorosłej. Mam nadzieję, że to załatwi kwestię tej niejasności.

Piszę Standartenführer z dużej, bo w niemieckim rzeczowniki pisze się dużymi literami. Dlatego “Herr” też napisałem z dużej, zresztą nigdy nie widziałem, żeby ktoś pisał to słowo z małej litery.

Jeśli zaś chodzi o hakownicę – w “Był sobie raz na zawsze król” rycerze piją sherry i noszą pod hełmami okulary. Niemal każda wersja legendy o Okrągłym Stole dzieje się w bliżej nieokreślonym czasie, częściowo dlatego, że ludzie w średniowieczu wyobrażali sobie przeszłość jako ich współczesność, tylko że kiedyś. Wprowadziłem hakownicę po to, żeby Perceval mógł zadawać pytania nie na miejscu, jak u Chrétiena de Troyes’a i żeby mógł zrozumieć zasadę działania karabinu.

Dzięki za przeczytanie i punkt :)

Wziąłem angielską wersję, ponieważ niemieckiego nie znam, a polska różni się trochę, brakuje w niej, przynajmniej moim zdaniem, podkreślenia tej dychotomii biały-czarny i przez to nie pasowała mi na motto.

Gdy zwątpienie włada sercem,

dusza jest strapiona wielce.

Szpetny człek i zdobny razem

jest, gdy się dołączy w parze

męża dzielność niewzruszona,

jak się w barwy stroi sroka.

Ten się może wszak ocalić:

w obu częściach ma udziały,

trochę nieba, trochę piekła.

Niestałości kto ulega,

ten ma ma tylko kolor czarny,

więc i ciemność go ogarnie:

ten zaś biel posiądzie czystą,

co jest stały w swoich myślach.

Jeśli zaś chodzi o konsekwencje dla wioski, to Steiner i jego ludzie zostali technicznie rzecz biorąc zabici przez lawinę, w dodatku w niewidzialnych górach, z których istnienia nikt nie zdawał sobie sprawy.

Dzięki za przeczytanie :)

Porównania to cena operowania w temacie poruszonym już wcześniej przez znany twór kultury. Myślę jednak, że nie są też znowu do siebie aż tak podobne.

Poprawiłem to wgniecenie, na coś mam nadzieję zostawiającego mniej wątpliwości. Musiałem też przy tym zmodyfikować nieco całą tą część akapitu. Mam nadzieję, że “cisnęło nim o kamień, który uczynił z lewej części jego głowy wielki krater wypełniony zlepionymi krwią włosami” będzie prezentowało się lepiej.

Dziękuję :)

Nigdy wcześniej nie zdarzyła mi się taka jednogłośna opinia. Śmieszna sprawa z tymi opisami – przed publikacją bardzo długo się zastanawiałem czy nie jest ich za mało i czy nie za ubogie. Chyba dobrze, że w końcu zostały jak są.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie, a także pochwały :)

@None

Sam mam trochę ambiwalentne uczucia, co do tej historii, ale już nie czułem, że mogę coś z tym zrobić. Jeśli chodzi o lawinę, to czuję, że Perceval jednak odgrywa tu trochę bardziej aktywną rolę, skoro jest ona konsekwencją jego śmierci.

@bronchospazm

Pomyślę nad tym wgnieceniem, skoro już dwie osoby kręcą nosem. Przypuszczam, że “wgniecenie” chyba nie oddaje skali obrażenia, jakie sobie wyobraziłem. To prawda, że Tygrysy słano raczej do cięższych walk, niż pacyfikacja wiosek, ale uznałem, że oddelegowanie jednego czołgu na potrzeby znalezienia Graala nie jest jakieś bardzo nierealistyczne.

@Monique.M

Rzeczywiście chyba za mało nakreśliłem geografię tego kawałka i to chowanie się przez to dziwnie wygląda. Może to jakoś poprawię.

Główną inspiracją były rzeczywiste poszukiwania Graala przez nazistów, a także fakt, że SS odwoływało się Percevala, jako do “niemieckiego” rycerza.

Achilles – Kolun

Adonis – Łosiot

Afrodyta – Thom Ash

Agamemnon – Tarnina

Agni – Tomasz R. Czarny

Amaterasu – wybranietz

Apollo

Artemida – Darrien

Artur – Fizyk111

Aryman – Owca_z_Makowca

Atena

Baal – Król Gniew

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain – Thargone 

Demeter – Zielonka

Eneasz – Żongler

Freya

Gilgamesz

Ginewra

Hades – Wilk-Zimowy (gdyby komuś zależało, niech pyta, najlepiej na priv by nie umknęło między komentarzami, bo nie do końca jestem pewien, czy tekst zostanie sfinalizowany)

Hanuman – Nevaz

Hekate

Helena

Hera

Herakles

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna – black_cape

Izanagi i Izanami

Izyda

Jazon

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna – kam_mod

Lancelot

Lawinia

Loki – Blacktom, Ajzan – kwestia do ostatecznego wyjaśnienia 

Medea – Finkla

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay

Odyn

Odyseusz – Arnubis

Orestes

Ozyrys – Rossa

Pan – Asylum

Pandawowie

Perceval [Parsifal] – Madej90

Persefona – Staruch

Posejdon – sylwiel

Quetzalcoatl – WilkBetonowy

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus

Set – Naz

Siwa

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor

Thot

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra

Zeus – Borowik

Zygfryd

Dzięki za opinię :)

Do ogrodu Buddy dostał się starzec i tam umarł na jego oczach. Przynajmniej z tego, co pamiętam. O to mi mniej więcej chodziło – że wprowadziłem za dużo zmian do oryginalnej historii i trudno się już domyślić, co miałem na myśli.

Śmierć nie nadaje znaczenia tylko nam, ale wszystkiemu. Czas nie byłby cenny, gdyby nigdy się nie kończył. Być może też za mało podkreśliłem i usprawiedliwiłem drugą kwestię, czyli “Nic nie może się zacząć, nic nie może się zdarzyć… beze mnie”. Śmierć i życie są ze sobą przecież nierozerwalnie związane i wynikają z siebie nawzajem. Ropa bierze się z martwych istot głęboko pod ziemią, kompost użyźnia glebę i tak dalej.

I tak już na koniec: uderzenie kogoś tak, że jego ząb zostaje między knykciami uderzającego jest możliwe i nawet nie takie rzadkie. Potrafią się z tego zrobić paskudne rany.

Czytałem Sandmana, ale znać, a umieć napisać coś podobnego – to już inna kwestia…

To są dla mnie bardzo cenne uwagi, więc jeszcze raz bardzo dziękuję. Przypuszczam, że symbolika poszczególnych wizji jest zbyt niejasna, lub w ogóle niemożliwa do odczytania, kiedy nie myśli się tak samo jak ja. Np. wizja z matką nawiązuje do opowieści o młodym Buddzie – nie sądzę jednak, żeby nawet ktoś znający tę historię był w stanie się tego domyślić. Masz teraz rację, co niestety muszę przyznać, z wplataniem pomysłów bez większych przemyśleń – zabrakło mi dyscypliny.

Dziękuję za pochwałę na temat języka, sam nigdy nie umiem ocenić.

Od jakiegoś czasu próbuję pisać takie nierealne utwory, fantasy przypominające koszmar, ale to wciąż nie chce jakoś działać, przynajmniej kiedy chcę coś rzeczywiście opowiedzieć, a nie tylko stworzyć nastrój.

Ogólnie to jest nie najgorzej. Co prawda, chciałem zrezygnować po pierwszym twardzielskim pocisku po Erniem, ale potem było już znośnie. Wiem, że krytycyzm raczej zniechęca, dlatego starałem się raczej pisać o tym, co można ulepszyć niż wymieniać, co jest słabe.

Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy związana z głównym bohaterem, to że jest pozerem – jeszcze zanim przeczytałem twój komentarz. Co prawda przez chwilę nie byłem pewien czy to zamierzony efekt, ale po jakimś czasie się wyklarowało. Taki niepraktyczny LARPer to niecodzienna, nawet ciekawa charakteryzacja. Chociaż myślę, że działała by lepiej, gdyby był mniej kompetentny. Szkoda, że inne postacie są już z kartonu.

Jeśli dobrze pamiętam to “bogactwo” będzie “divitia, divitiae”. Nie ma też w tym specjalnie ironii jeśli nie jest biedny (ale tu już wchodzimy w nitpicking, więc proszę wybacz mi to małe czepialstwo).

Dialogi pozostawiają trochę do życzenia. Nie chodzi o to, że są nienaturalne (choć są), bo nie ma żadnego wymogu, że muszą być, ale że są takie bardzo… informacyjne. Postaci cały czas wymieniają się informacjami, które są dla nich wszystkich wiadome, a już szczególnie nieładnie to wygląda w combo z “wszyscy wiecie”. Ogólnie bije od nich taki wyraźny brak wprawy – myślę, że dialogi są najtrudniejsze, bo ludzka mowa jest dla nas naturalna, a zatem potwornie trudna do odtworzenia. Tylko więcej pisania może temu zaradzić.

W opisach też co jakiś czas pojawiają się różnego rodzaju rzeczy, które może nie są błędami, ale przynajmniej mi się nie podobały – jak np. tą wtrącenie o imieniu głównego bohatera, którego w ogóle nie rozumiem. Zauważyłem też, że praktycznie w ogóle nie opisujesz otoczenia, przyrody, przedmiotów, etc. Czuję się przez to trochę, jakby czytał średniowieczną prozę.

Ten brak opisów oraz fakt, że wszystkie postaci posiadają dużą wiedzę o współczesności i przeszłości sprawia, że w ogóle nie czuje się tego świata.

Jeśli chodzi o samą historię, to jest prosta, co w tym przypadku jest trochę wadą. Zdrada jest prosta, komplikacji mało, a główny bohater właściwie nigdy nie jest w prawdziwym zagrożeniu. Jest opowiedziana poprawnie, z bohaterami którzy wykazują jakąś motywację (czyli lojalność i jej brak) i ma sens. Mogła po prostu być ciekawsza.

W tytule niestety była literówka – aż mnie od tego błędu zęby rozbolały. Za wskazanie tego i licznych innych oczywiście bardzo dziękuję :) Zwłaszcza, że tym razem chyba nabawiłem się jakiejś selektywnej ślepoty na takie które powinny być łatwe do zauważenia.

@Finkla

Dzięki za przeczytanie. Widzę, że opisy snów mają bardzo złą reputację, a mój tekst z pewnością jej nie polepszy… W odniesieniu do odlotowości wydarzenia – myślę, że mogłoby być czymś innym, po prostu wystąpił po mojej stronie problem w komunikacji i zasugerowany czytelnik widzi zdarzenia senne, tam gdzie miał widzieć zdarzenia paranormalne.

@Deirdriu

Dzięki za przeczytanie i za to tą pochwałę – w czasie poprawek trochę się bałem właśnie, że to napięcie jest może zbyt mało odczuwalne.

@drakaina

Dzięki za opinię :)

Nie wiem czy zmieni odbiór tekst, prawie na pewno nie zmieni niczyjej opinii, ale czuję, że zmiany są konieczne, ponieważ w tej chwili opowiadanie nie komunikuje tego, co chciałem, żeby komunikowało. W zamierzeniu chciałem, żeby to była opowieść o tym, jak facet jest świadkiem tego, jak duchy ofiar wykolejenia przybywają po duszę jedynego ocalałego. Chciałem, głównie dla ozdobienia i ładnego początku, żeby bohater przypomniał sobie to wydarzenie w trakcie snu, ale – przynajmniej w zamiarze – nic nie miało sugerować, że wszystkie opisane rzeczy się bohaterowi nie przydarzyły. No, ale wyszło jak wyszło, bo za mało to przemyślałem.

Myślę że minimalne wydłużenie i dodanie na początku kilku bardziej rzeczywistych momentów powinno załatwić sprawę. I przepisanie zakończenia. I pozbycie się snu z tytułu. I może z opowiadania, żeby było jasne, że to co się dzieje, rzeczywiście się bohaterowi przydarzyło.

 

@NoWhereMan

Ten ul to zasadniczo nawet nie jest porównanie, tylko chyba analogia zawierająca metonimię. Nigdy nie umiem ocenić, kiedy takie barokowe ozdobniki, które bardzo lubię, zaczynają być zbyt barokowe. Tutaj chyba rzeczywiście masz rację, że jest to zbędne.

Jestem wam obu bardzo wdzięczny za przeczytanie i opinie :)

Pomogły mi wreszcie w pełni zrozumieć pewne rzeczy o mojej prozie, przynajmniej gdy piszę historie bardziej nastrojowe. Pisząc je posługuję się raczej senną logiką i atmosferą koszmaru i w ten sposób, jak ostatni głupek, strzeliłem sobie tym razem w stopę. Ten szort nie miał być opisem snu, sen miał stanowić tylko klamrę dla wspomnienia, ale tylko ja mógłbym pomyśleć, że nie zostanie tak odebrany.

No nic… będę musiał jakoś to przerobić, żeby tekst był czytelny jako opowieść o duchach, a nie oniryczne wynurzenia.

O, lelum polelum, nie spodziewałem się, że ktoś to jeszcze przeczyta, a co dopiero wklepie biblio. Tylko żartowałem z tą klątwą dwóch punktów, ale widać wszyscy się nade mną zlitowali ;)

Żarty żartami, ale miło jest mieć jakiś tam rodzaj wymiernego potwierdzenia, że zrobiło się postępy. Dlatego bardzo cieszy mnie wszystko, co napisałaś, bo do tego właśnie dążyłem pisząc ten tekst – do ulepszenia stylu i umiejętności budowania klimatu. Tym bardziej więc dzięki za przeczytanie :)

Jest w porządku. Mi się nie podobało, ale to kwestia gustu, a nie jakości. Gdzieś w trakcie lektury rzuciły mi się w oczy jakieś nieładne zdania, ale nie chciałem przerywać lektury, żeby je wynotowywać, a nie były to znowu jakieś rzeczy aż tak warte zaznaczenia. Z błędów rzuciła mi się w oczy jedna rzecz, bo była w pierwszym zdaniu. To znaczy, jestem prawie pewien, że to błąd.

Siedziałem na tarasie w ulubionym bujanym fotelu z czarką w dłoni.

Czy mi się wydaję, czy ze zdania wynika, że fotel ma czarkę w dłoni?

Dzięki! :) Przesadna mglistość moich tworów to cecha, która strasznie mnie irytuje i której z wielkim trudem staram się pozbyć. Cieszę się jednak, że opowiadanie nie zawodzi w pozostałych kwestiach, a to jak wielu osobom te inne kwestie się podobają jest dla mnie zaskakujące.

Pierwsze trzy zdania brzmią nieszczęśliwie dopóki się nie zauważy, że to proza poetycka, wtedy widzi się, że to było celowe, co nie zmienia faktu, że nadal brzmią nieszczęśliwie. Przynajmniej zakładam, że miała być proza poetycka, bo do tego brakuje w tekście liryzmu, a i pomijając rymy nie jest zbyt poetycki. W treści za to jest banalny, oparty na różnych stereotypach i wyświechtanych obserwacjach – przez to przebijanie się przez długie, gęste w treść akapity nie daje satysfakcji.

Niestety nie przeczytałem całości, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat tego na czym ci pewnie najbardziej zależy, ale pierwsze akapity i dialogi nie zapowiadają niczego dobrego.

Pierwsze zdanie w pierwszym akapicie twojego tekstu zaczyna się od najbardziej wyświechtanej frazy na świecie. W ten sposób od razu rzucasz cień na pierwsze wrażenie czytelnika. Drugie zdanie jest bardzo źle napisane. W kolejnych zdaniach do tej niezręczności dochodzą niepotrzebne przecinki. W ten sposób tworzysz pierwszy akapit, który zamiast wprowadzać do świata, zniechęca do czytania.

Jeśli czytelnik będzie jednak chciał kontynuować, zostanie nagrodzony akapitem pełnym sprzeczności, niewłaściwie używanych zwrotów i błędów logicznych. Jeśli nie przerwie tutaj, to kolejny akapit zaczyna się od “dzisiejszego dnia”, które nie dość, że jest niepoprawne, to jeszcze nie mówi nam właściwie kiedy, bo czytelnik musi sam się domyślić co autor miał na myśli przez “dziś”. Wtedy dochodzimy do nienaturalnych dialogów, brzmiących miejscami jakby mówiącymi były roboty.

Tekst trzeba by właściwie rozbierać na kawałki zdanie po zdaniu, bo w każdym jest coś nie tak. Na chwilę obecną wymaga niesamowitego nakładu pracy i wielkiego poświęcenia.

Dzięki :)

Powtórzenie jest celowe, choć może jest to za mało widoczne. Będę się musiał na to zdanie trochę pogapić.

Resztę pozmieniałem.

Dzięki za przeczytanie. Sam już nie wiem, wszyscy tu widzą jakiś potencjał, może rzeczywiście jednak coś dalej z tym zrobię.

Jeśli to nie byłby problem, może mógłbyś rozwinąć, co dokładnie jest niezgrabne? Póki co nie mogę się poprawić, jeśli nie wiem gdzie leży błąd.

Jeden but był cynobrowy, a drugi ceglasty ;)

Zdaję sobie z tego sprawę, tylko niestety teraz ciągle brakuje mi czasu :/ Kiedyś komentowałem to i odzew był większy, choć uważam, z perspektywy czasu, że niektóre z tych opowiadań właściwe to i na te dwa punkty nie zasługują.

@ninedin

Dzięki za pochwały :) Dzięki klikom twoich i drakainy została przełamana straszliwa klątwa, przez którą żaden z moich tekstów nigdy nie dostaje więcej niż dwóch punktów do biblioteki. Może w kolejne trzy lata zostanie przełamana klątwa trzech puntów.

Dzięki za przeczytanie i za punkt :) Będę musiał w przyszłości bardziej rygorystycznie przyglądać się furtkom interpretacyjnym, które zostawiam w tekście, bo wychodzi na to, że rzucam na podłogę więcej puzzli niż potrzeba do ukończenia układanki – nie ma się co dziwić, że nikt nie ma ochoty bawić się w takie dopasowywanie.

W sumie lepsze niż moje pierwsze opowiadanie. Jest tutaj niezdarność i brak wprawy, którym może zaradzić tylko więcej pisania i konfrontowania tego, co się napisało z czytelnikiem.

Jest tutaj oczywiście masa błędów dużych i małych, tak to bywa na początku (później zresztą też). Wytknę tylko ze dwie rzeczy, bardziej w celach, powiedzmy, edukacyjnych.

No tak. W końcu jestem w tartaku, mogłem się domyślić.

Pomijając nienaturalność stwierdzenia, tartak to nie fabryka.

Czemu ich nie ścieli? Przecież jest to tartak, takie drzewa są znakomite.

W tartaku nie ścina się drzew, tylko przetwarza się te już ścięte.

@drakaina

Myślę, że to taka wyjątkowa sytuacja, kiedy czytelnik widzi w tym uniwersum więcej niż autor, ponieważ nie wie, że autor wszystko wymyślił na poczekaniu wykorzystując swoje ulubione chwyty, frazy i motywy. Być może dokonałem więc przypadkiem najtrudniejszej światotwórczej sztuki – stworzenia wrażenia, że to wszystko jest spójne i przemyślane oraz pełne innych przygód.

@belhaj i @rosebelle

Dzięki za przeczytanie :) To nie jest co prawda oniryzm, ale może pomogłoby myślenie o tym jak o śnie – pełny symboli, po prostu się zaczyna i po prostu się kończy, operuje swoją własną logiką, dzieje się nigdy i nigdzie.

@Arnubis

Dzięki za czas i za pochwałę. Kiedy nad tym teraz myślę, wydaję mi się, że nieświadomie zaczerpnąłem inspirację nawet nie od Beksińskiego, ale od jednego z jego współczesnych naśladowców – jeśli chodzi o nieorganiczne konie podróżujące przez pustynię.

@Finkla

Tak, wychodzi na to, że po prostu mamy niekompatybilne sposoby myślenia, a opowiadanie wymaga zbyt dużego dla niektórych zawieszenia niewiary.

@Deirdriu

Dzięki za zajrzenie :) Osobiście nie widzę tutaj potencjału na dłuższą historię. Chyba za to na wpół świadomie stworzyłem niezłą iluzję, że coś wartego opowiedzenia kryje się tam gdzieś w cieniu. Nie przywiązuję się też do pomysłów – zawsze będę miał następny, może jeszcze lepszy.

Przykro mi rozczarowywać, chociaż jestem oczywiście wdzięczny za przeczytanie. Dawno nie pisałem rzeczy w stylu “Narodzin”, chociaż planuję stworzyć więcej w przyszłości. W tym świecie jest logika tylko ją niecnie schowałem przed okiem czytelnika w wielonarracyjnym gąszczu. Będę to musiał jakoś poprawić.

@Finkla

Hmm… pomogłoby mi bardzo, jeśli nie byłby to problem oczywiście, szersze wyjaśnienie tego nie rozumienia. Ponieważ ja nie bardzo mam pomysł, gdzie leży problem :/

@Blackburn

Dzięki za przeczytanie. Klimat to było, to co mnie najbardziej interesowało w trakcie pisania, więc cieszę się, że przynajmniej w tym odniosłem jakiś sukces.

Dzięki wam obu za zajrzenie :) Mam nadzieję, że to nie rozumienie nie odnosi się do warstwy dosłownej… Nawet w sumie nie wiem jak mógłbym ją przez przypadek zagmatwać… Jeśli chodzi o możliwe interpretacje, to być może znowu użyłem zbyt mało znanych symboli i odniesień, za co sam tylko mogę być sobie winny.

Dzięki za przeczytanie :) Usunąłem te zaimki. Nie, to nie część większej całości, po prostu widziałem w necie obrazek dwójki dzieci grzebiących przy głowie robo-konia i zapisałem dwie strony w zeszycie tym, co mi z tego powodu przyszło do głowy. Może się pewnie wydawać fragmentem przez to, że nie podałem prawie żadnego kontekstu, ale to było celowe. Chciałem, żeby wydarzenia były oderwane od czasu i miejsca.

I dobrze, że się rozpisałeś, bo teraz lepiej rozumiem, co jest nie tak. Co prawda, to oznacza, że muszę całe opowiadanie przepisać, ale wydaję mi się, że byłoby szkoda tym pomysłom się zmarnować. Dziękuję za rozwinięcie :)

Dzięki za przeczytanie :)

Ja nie wiem skąd tobie i NWM wzięło się, że te podróże są takie drogie. Są takie teraz, w rzeczywistości, ale niekoniecznie tam. Być może będę to musiał jakoś podkreślić przy poprawianiu.

Jeżeli chodzi o niepraktycznie ciasne korytarze – dużym elementem opowiadania jest to, jak bardzo nikogo nie obchodzą podróże kosmiczne, bo kosmos to tylko wielka pusta przestrzeń i niezamieszkane planety. Bohaterami opowiadania są więźniowie, którzy są tam wbrew swojej woli, na statku, na którym nie da się funkcjonować i dowodzeni przez sztuczną inteligencję, która nie jest zbytnio zainteresowana dowodzeniem. Nikt nie jest zainteresowany powodzeniem misji, ba, rząd który ich na te misję wysłał nawet już nie istnieje. Najwyraźniej te rzeczy nie są w opowiadaniu oczywiste, ale nie bardzo wiem, gdzie leży problem.

Hmm, być może jest więc jakaś nadzieja dla tego opowiadania, choć pewnie czeka mnie znowu dużo pracy, żeby przepisać je w coś przystępniejszego.

Dzięki, Finklo, za przeczytanie i opinię :)

@NoWhereMan

Dzięki za opinię, za te kilka małych pochwał i za wszystkie ostrzejsze uwagi. Rozważałem przez chwilę czy nie bronić tych pomysłów, wskazywać w tekście fragmenty, które rozwiałyby przynajmniej niektóre twoje wątpliwości, ale uznałem, że nie warto. Skoro tekst nie zachęca do uważnego czytania, to jest to moja wina.

Z wyjątkiem może jednej rzeczy, czyli generatora falcowego:

(…) zaczął rozgrzewać generator falcowy, podczas gdy Naczelnik korygował kurs. Po pół godziny Louisiana zaczęła zwijać przed sobą przestrzeń, pokonując sto lat świetlnych na minutę i powoli przyspieszała.

Podkreślenie dodałem. Za Wikipedią podaję też: “falcowanie – jedno– lub wielokrotne składanie arkusza papieru, czystego lub zadrukowanego, na pół (…)”. Generator falcowy służy do falcowania przestrzeni.

@regulatorzy

Jak zwykle dzięki za wszystkie uwagi, wynotowane z pewnym poświęceniem. Przykro mi, że lektura stała się męcząca…

Dziękuję za takie piękne porównania!

U mnie nie ma czerwonych wężyków, bo piszę w Notatniku. Ale to nawet nie tak źle, bo to tematycznie związane. Następnym razem jak nie będę pisał nico wężach to sie poprawię! Ja uważam, że trzeba szybko pisać bo inaczej ucieknie i nie będzie się już wiedział o o czym się pisało.

Prawda, ale ta trudność nie wynika z eksperymentalnego stylu, barokowych gąszczy opisów, ani intelektualnej głębi, a jedynie z tempa w jakim podaję informacje. Dlatego wolałbym to określić w jakiś inny sposób.

Golema nie czytałem, chociaż słyszałem o nim wcześniej. Nie wydaję mi się, żeby “Dwóch królów” było trudne w odbiorze. To chyba kwestia zagęszczenia informacji, nieprzyjazna czytelnikowi kondensacja, przez którą gubi szczegóły i przez to coraz mniej wie o co chodzi, gdy akcja pędzi do przodu. Dzięki za dodatkowe uwagi i poświęcony czas :)

Teraz to jestem dopiero zaskoczony. Już zacząłem sądzić, że nie da się tego odczytać bez jakiegoś osobistego Kamienia z Rosetty. Chociaż fakt, że wszystko wyłapała jedna osoba na pięć świadczy, że i tak musiałem coś skrewić. Mimo wszystko cieszę się, że się podobało :D

Cieszę się, że ktoś dokopał się tutaj jakichś pozytywów :) 

Powyższe napisałem właśnie dla szlifowania stylu i dialogów ;) Dysleksja tylko mi plącze kolejność liter, za wszystkie inne niedoskonałości sam sobie jestem winien.

Jeśli chodzi o fabułę wydaję mi się, że chyba musiałby podwoić objętość, żeby wszystko stało się jaśniejsze, a tutaj w gruncie rzeczy nie dzieję się nic tak ciekawego, żeby było to warte wysiłku. Ale jeśli chodzi o ostatnie zdanie – to nie jest “i wtedy się obudził” i kończący się sen nie jest Crustera.

Czy symbole mogą nie być abstrakcyjne? W każdym razie, nie mylmy dużego natężenia symbolizmu z głębią przekazu. Przez pustość miałem na myśli, że w tekście przekazujesz nam właściwie tylko pewną swoją ogólną obawę przed nieznanym lub przed przyszłością.

Z punktu widzenia czytelnika wydaję mi się, że bardziej atrakcyjne byłoby wykorzystanie snu jako rusztowania, na którym można oprzeć coś więcej. Nie powinno się krytykować tekstu za coś, czym nie jest, a słowo “pusta” brzmi jak krytyka. Powinienem był użyć słowa “prosta”. Niepejoratywnie.

Przyjemna choć pusta lektura. Gdyby była dłuższa, zapewne okazałaby się męcząca przez fakt, że to jest tylko opis snu i nic więcej. To znaczy, chyba że ktoś chciałby się zagłębiać w psychoanalizę, wtedy pewnie znalazłby w tym głębsze znaczenia :p

Trochę tylko szkoda, że większość neologizmów polega tylko na prostym zbiciu dwóch słów w jedno i że jedyną funkcję jaką spełniają jest skondensowanie tekstu. Zamiast kniei na wzgórzach są kniejowzgórza i tak dalej. Tylko maposen się wybija, jako rzeczywiście dobre wykorzystanie słowotwórstwa, dla stworzenia znaczenia.

No i jeszcze jedno drobne czepialstwo, bo mnie ukuło jakoś w oczy:

pterorosomaki – dość agresywne kreatury, o których nie wspomnę

Tyle, że o nich wspomniałeś. Dlatego lepiej byłoby powiedzieć, że ich nie opiszesz, lub że są zbyt trudne do opisania.

Dobrze, biorąc wasze opinie wyszło mi, gdzie jest przynajmniej jeden problematyczny punkt, czyli sposób działania tego połączenia, dlatego edytowałem odrobinę tekst, żeby to bardziej wyjaśnić. Przekonamy się, jeśli ktoś jeszcze przeczyta.

Dziękuję obu paniom za przeczytanie :)

Ta nieszczęsna rata, to mój największy wróg – kiedy przez dysleksję robię błąd, ale ten błąd jest istniejącym słowem, więc nie zostaje podkreślony. Chodziło o kartę i już to poprawiłem. Wszystkie inne błędy poprawię, kiedy nie będę miał tak okropnej migreny jak w tej chwili.

Finklo, myślę że bardzo by mi pomogło, gdybyś powiedziała o czym ci się wydawało, że jest ta historia. Nie wydaję mi się, żebym bez konkretu był w stanie zrozumieć, co jest nie zrozumiałe i jak mocno.

Akurat dzisiaj przeglądałem swoje opowiadania z zamierzchłej przeszłości i zobaczyłem dokładnie takie same błędy, co teraz u ciebie. Przypuszczam, że tak jak ja wtedy, pisałeś w pośpiechu i nie przeczytałeś tekstu przed publikacją. To błąd, ponieważ rzadko kto potrafi wszystko zrobić dobrze przy pierwszym drafcie. Dopiero drugi i trzeci wyciągają na wierzch wszystkie najlepsze rzeczy.

W tych 4000 znaków skondensowałeś ostatni akt historii, wrzucając czytelnika w środek wydarzeń, a potem cisnąłeś w niego ze wszystkich dział na raz. Brakuje przez to rosnącego napięcia, a ponieważ nic nie wiemy o żadnej z postaci, nie mamy do nich żadnego przywiązania, ich los jest nam obojętny. Bo sam pomysł opętania w więzieniu jest całkiem nośny.

Jeszcze kwestia tonu, który jest trudny do zidentyfikowania. Czy miało być rzeczywiście strasznie i niepokojąco, czy groteskowo? Początek sugeruje, że chyba to pierwsze, ale później przechodzi w kamp i groteskę, by na końcu zaserwować tajemnicę “wydarzyło się czy nie?”.

A z uwag mało istotnych: wydaję mi się, że na język preferowany demona bardziej pasowałaby łacina.

Napisałem w przedmowie, że opowiadanie nie jest zupełnie nowe, choć pewnie trzeba było być bardziej konkretnym. Uznałem, że mogę wrzucić je ponownie jako nowy tekst, ponieważ przepisywałem je akapit po akapicie, zachowując często tylko sam sens i nic więcej. Jeśli czujecie się pokrzywdzone i podstępem zwabione do ponownego czytania to przepraszam. Nie miałem takiego zamiaru.

Luc Besson zrobił Piąty Element, więc obawiam się, że pojęcie o SF jednak ma. Po prostu jak wielu reżyserów gdzieś po drodze zgubił umiejętność tworzenia dobrych filmów, a tym bardziej ich pisania (biorąc pod uwagę, że z w ostatnich kilku latach popełnił aż dwa plagiaty).

Ja ostatnio obejrzałem “Trudno być Bogiem” na podstawie powieści Strugackich. Niesamowite przeżycie, siedziałem jak zaczarowany, ale zdecydowanie nie dla każdego. Brudny, wolny i absolutnie niezainteresowany ułatwianiem widzowi czegokolwiek. Bardzo ładnie się nadaje do obejrzenia w zestawie z “Valhalla Rising” z Madsem Mikkelsenem zanim zrobił karierę na zachodzie.

Dzięki za przeczytanie i fajnie, że się podobało :) Mam z przymiotnikami “syndrom Lovecrafta” – tutaj jest to bardzo stonowane, w innych tekstach zdarza mi się użyć dwóch przymiotników pod rząd. Pociąga mnie coś w takich barokowych opisach i nie umiem się zdecydować, czy powinienem to tonować czy nie…

Dzięki, ale przy moich utworach wolę trzymać się myślenia, że wszystko jest moją winą, dopóki nie pojawią się decydujące dowody na to, że jest inaczej.

Czyli jednak nie do końca powiodło mi się naprawienie błędów poprzedniej wersji :/ Tym razem wydaję mi się, że wiem, gdzie leży problem. Ciąg logiczny pchający bohatera z miejsca do miejsca wymaga poziomu wiedzy o świecie przedstawionym, na który nie do końca pozwoliłem. A jak się do tego doda skróty myślowe, to znowu wychodzi zbyt chaotycznie.

W każdym razie dzięki za poświęcenie czasu na przeczytanie :)

Dzięki za przeczytanie :D

Mam pewną awersję do przesadnych opisów przy dialogach, której chyba za bardzo tym razem pofolgowałem. Mógłbyś ewentualnie rozwinąć co masz na myśli przez niejasność przekazu?

A powieść wysłałem do kilku wydawców i już jakiś czas temu straciłem nadzieję, że ktokolwiek mi odpowie. Mówi się trudno, za jakiś czas spojrzę na nią świeżym okiem i będzie trzeba spróbować ponownie.

Skończyłem niedawno pisać moją pierwszą powieść. Zrobiłem już pierwszą rundę poprawek i w tej chwili sam już nie mam więcej pomysłów, co jeszcze można by zmienić, wyciąć, albo dodać.

Dlatego szukam kilka chętnych do przeczytania całości, albo chociaż części i podzielenia się wszelkimi opiniami, od tych ogólnych, aż po konkrety. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, niech wyśle mi wiadomość na priv i uzgodnimy wszystko.

Kilka miesięcy temu Wicked G czytał pierwszą jedną trzecią i wypowiadał się wtedy dosyć pozytywnie.

Nie ma sensu na razie badać przecinków i tego typu błędów, bo w ferworze kolejnych poprawek i tak nawalę całą masę nowych.

Powieść nosi tytuł “Melodia chaosu” ma według Worda 510 tys znaków. Nominalnie dark fantasy, ale z całą masą gatunkowych naleciałości: body horror, alternatywne rzeczywistości, science fantasy, trochę Lovecrafta, ale bez zdzierania z mitologii Cthulhu, raczej ogólne inspiracje. Całość jest oparta na mitach arturiańskich oraz celtyckich wierzeniach. Myślę też, że jeśli chodzi o uniwersum, stworzenia czy magię, to są może nie zupełnie oryginalne, ale przynajmniej niestandardowe.

Kolejny raz zawaliłem plan dnia, nie zrobiłem nic wartościowego. Jutro muszę lepiej pilnować czasu. Czas jest najcenniejszą walutą i należy go wydawać rozsądnie

Brzmi aż zbyt znajomo. Dużo takich ludzi poznałem. Zastanawia mnie czy to jest morał tej historii. Wydaję mi się, że pasowałby do pewnego rodzaju krytyki dzisiejszej młodzieży, Facebooka, Netflixa i takich rzeczy, tylko że przeniesiony  w następną dekadę i w futurystycznych dekoracjach.

Gryzie mi się koncept zafiksowanego na produktywność społeczeństwa z tą krytyką. Takie społeczeństwo chyba by po prostu usunęło media społecznościowe i internet.

No i szkoda, że ta przyszłość jest wyłącznie dekoracją i niczym więcej. To opowiadanie nie miałoby chyba innego wydźwięku, gdyby działo się obecnie, a rolę krzyczącego zegara przejęłaby podświadomość bohatera.

Napisane tak, że czyta się bardzo szybko, choć pamiętam jeden mały zgrzyt, na początku, gdzie składnia zdania była jakaś dziwna.

Choć nie jestem pewien szczegółów, to wychodzi mi że puzzle kamuflują się by kraść dusze i wtedy stają się czarne. Główny bohater ma z nimi jakiś związek, w pewnym sensie chyba pasożytuje na tych duszach, potrzebuje żeby ktoś ułożył puzzle, żeby znowu być w pełni żywy. Jednocześnie cząstka jego duszy tkwi już w tej czarnej układance.

Podziwiam w takim razie okrucieństwo matki Kamila, która ewidentnie wiedziała, co robi, kiedy dawała ten prezent.

Nawet jeśli nie w pełni rozumiem, to opowiadanie miało klimat i mimo tego, że jednak jest to być może trochę zbyt pogmatwane, być może brakowało czegoś, aby można było objąć cały obraz wzrokiem, to i tak bardzo mi się podobało.

Od ostatniej gwiazdki coś się chrzani z formatem. Kilka zdań urywa się w połowie i przechodzi do następnej linii.

Dobrze się czytało, ale jest jeden problem, wynikający chyba z tego konkursowego limitu znaków. Opowiadanie kończy się, kiedy właśnie zaczęło się rozkręcać. To właściwie sam wstęp i zakończenie bez rozwinięcia. Mamy potwora, mamy scenerię, mamy śmiałka, człowieka nauki trochę w typie bohaterów Lovecrafta. Tyle, że śmiałek ledwo co przybywa, a potem bah! Liczyrzepa i po potworze. Tak nieklimatycznie, a szkoda, bo do tego momentu bardzo mi się podobało.

No dobrze, rozumiem że panowie policjanci niezbyt lotni. Ale jest sytuacja – wszyscy stają przed nadkomisarzem w szeregu. Co jest pierwszą rzeczą jaką zauważa? Wydaję mi się, że taki wymięty gliniarz by się rzucał w oczy.

Choroba psychiczna ma sens, czyli to jednak ja byłem głupi. Kurdę. Wychodzi na to, że mój błąd polegał na wyjściu z założenia, że to taka czysta fantastyka i że jest w tym wszystkim coś nadnaturalnego.

Najchętniej bym już teraz usłyszał, jakie jest przesłanie, ale wtedy inni – jeśli czytają najpierw komentarze - mieliby zepsutą zabawę. Dlatego najlepiej będzie poczekać na kolejne opinie.

Bo są dwie opcje: albo ja jestem głupi, albo przesłanie jest tak zamaskowane, że prawie nikt go nie odnajdzie. Mnie samemu zdarzało się pisać takie opowiadania, których sensu nikt nie potrafił odkryć z mojej własnej winy.

Hmm, napisane nieźle, ale… Sam nie wiem.

No dobra, żeby jakoś zacząć – opowiadanie opisuje serię luźno ze sobą powiązanych wydarzeń, z których połowa nic nie wnosi. W kilku momentach pojawia się ten facet, obserwujący go z okna. Trochę to kliszowate, choć to wszystko można by przeboleć, gdyby nie zakończenie.

Zakończenie zwyczajnie psuje całość, bo nie ma sensu i nie działa. No w każdym razie ja go nie widzę. Obserwowaliśmy przez kilka dni głównego bohatera, widząc kilka dziwnych zdarzeń z jego życia. Aż do momentu kiedy staje oko w oko ze swoim prześladowcą, który okazuje się być nim samym z odbitego bloku naprzeciwko.

Nie mógł sam siebie zdradzić z własną dziewczyną. Czy raczej mógłby, ale ona wtedy nie mówiłaby niczego w stylu “to był tylko jeden raz”, bo z jej perspektywy nie było żadnej zdrady. Nie mógł spotkać samego siebie w barze, bo wszyscy by zauważyli, że dwóch identycznie wyglądających facetów pobiło się ze sobą. Innymi słowy wszystkie te wydarzenie nie mogą być powiązane z clou programu.

Z innych kwestii: w kilku miejscach masz błędnie zapisane dialogi. Mam też problem z tym, że głównego bohatera poznajemy jako faceta, który bije swoją dziewczynę i nawet nie czuje się z tego powodu winny, ani się tego nie wstydzi. Nie rozumiem czemu miałbym z kimś takim sympatyzować, czy przejmować się sytuacją w jakiej się znalazł. 

Ponieważ to nie moje poczucie humoru, to nie będę wypowiadał się czy fajne czy nie fajne. W sumie sam koncept nawet nie najgorszy.

Pierwszy akapit taki sobie. Przydałoby się go moim zdaniem trochę rozbić i dopieścić, bo trochę odbiega jakością od reszty tekstu i nie spełnia swojej roli – czyli nie zachęca do czytania.

Jeśli chodzi o resztę, to mam problem z tym jak grubymi nićmi to jest uszyte. W sensie – nikt aż do tej chwili nie zauważył, jak wygląda ten niecnie wykorzystany przez rusałkę policjant? Nikt aż do tej chwili nie sprawdził nagrań z sali przesłuchań?

No i jest tu kilka błędów, takich które wyłapie i podkreśli choćby wbudowany w tę stronę edytor. Kilka razy widziałem też błędy w zapisie dialogów.

Zacząłem jakieś półtora miesiąca temu pisać na nowo powieść, która chodziła za mną od lat. Książka jest podzielona na trzy części i ukończyłem pierwszą z nich (wstępnie ukończyłem). Uznałem, że to dobry moment, żeby sprawdzić czy idę we właściwym kierunku.

Powieść nazywa się “Melodia Chaosu”. Jest mocno zanurzona w mitach arturiańskich, ale do pewnego stopnia także w gnostycyzmie, są też elementy innych mitologii. Trochę w tym wszystkim Lovecrafta, przenikających się ze sobą wersji historii oraz sekretów.

Starałem się jak najciekawiej i na tyle oryginalnie na ile mogę podejść do kwestii stworzeń czy magii.

Zależałoby mi przede wszystkim na opinii, a nie sprawdzaniu błędów. Chciałbym wiedzieć, czy to się do czegoś nadaje, czy wszystko jest jasne, czy jest ciekawe. A na betowanie czas przyjdzie, gdy lub jeśli to skończę.

EDIT: Zapomniałem dodać, że fantasy i że 170 tys znaków.

Jakie głupie błędy, a nie zauważyłem :/ Wielkie dzięki za pomoc :)

Może i rzeczywiście to tylko fragmenty i się nie łączą. Wydawało mi się, że da się w tym połapać, a wyszło, że po prostu rzuciłem dużo puzzli na podłogę.

Jeśli chodzi o te wiszące kandelabry, to mi się wkradł skrót myślowy, chodzi o to, że lewitują w powietrzu.

Zakompresowany impet ożył wraz z nimi. – Co to znaczy?

Chodziło o kompresję artefaktową – czyli magię ze świata wiedźmina.

Cięciwa łuku napięła się wydając dźwięk niczym mało przyjaźnie nastawiony wąż obudzony zbyt wcześnie z zimowego snu.

Jak brzmią węże obudzenie z zimowego snu? Dałbym duże pieniądze na to, że syczą, więc robią coś, czego cięciwa nie robi. Porównania generalnie mają służyć za pomoc dla czytelnika. Mają podsunąć mu skojarzenie, żeby mógł sobie jakoś wyobrazić, to co opisujesz. Powinno więc to być coś, co czytelnik zna i umie sobie wyobrazić. Porównanie czegoś do dźwięku, którego większość czytelników nie zna mija się z celem.

Do dialogów już się inni przyczepili. I do warsztatu, błędów, etc. To są kluczowe rzeczy, bo łatwo kogoś tym odstraszyć, albo zniechęcić. Nie mam szczerze mówiąc pojęcia, jak bym odebrał historię, gdy nie to, że już pierwszy akapit jest najeżony kwiatkami.

Witam kolegę odpadłego :)

Dzień zapowiadał się pochmurnie. Całe niebo pokryły gęste, zdawałoby się, zwiastujące deszcz chmury.

Protip: pierwsze zdanie/akapit/strona/etc. są najważniejsze. Dlatego zawsze dobrze chociaż tam przypilnować, żeby było bez błędów, bo zawsze jest ta grupa osób, które albo przestaną czytać, albo się nastawią krytycznie do tekstu.

Czytając maiłem pewien dysonans. Dobrze znam te postaci, więc co chwila miałem problem z tym, co robiły i co mówiły. Trudno się przez to było skupić, więc postanowiłem wmówić sobie, że to tylko zbieżności imion i nazw własnych, żeby móc jakoś trochę bardziej obiektywnie ocenić tekst.

Właściwie wszystko już zostało powiedziane. Cała masa różnych błędów. Zła składnia, zła interpunkcja. Rzeczy które będą z czasem znikać, jeśli komuś na tym zależy.

Dzięki za przeczytanie :) Nie musi ci być przykro, ja też się zgadzam z opinią jury.

Błędy poprawię. To z “władczy, butny głos kogoś, kto jest bardzo pewny swojej władzy i potęgi. Być może przywódca” sam zauważyłem, a potem zapomniałem poprawić. Tak to jest, jak się nie robi czegoś od razu :/

Zastanawiam się właśnie nad tym gubieniem się w fabule. Czy to tylko kwestia tego, że retrospekcje powciskałem w prawie losowe miejsca, czy może także czegoś jeszcze?

Jeśli ludziom się przejadł po jakichś sześciu tekstach, to ciekawe, co musi czuć jury :/ Miałem zamiar komentować, problem polega na tym, że czas na to będę miał dopiero od wieczora, albo może i jutro dopiero.

Taak… chyba trafiłem w zły dzień z wrzucaniem prawie 50 tys znaków wypocin. Myślę, że jednak może trzeba to zwinąć ze strony i może po jeszcze dwóch korektach wrzucić ponownie, kiedy będzie tłoku.

Dzięki za opinię :)

Ja wyszedłem z założenia, że to konkurs na opowiadanie w świecie wiedźmina, a nie konkurs “kto lepiej skopiuje Sapka”, więc nawet nie próbowałem pisać podobnie do niego.

obkładano zakłucaczami

Prawie jak stróżka nad strużką :/

Błędów poszukam, kiedy będę mógł. Czasem jestem ślepy na takie rzeczy – mam nadzieję, że nie tym razem.

Nie ma problemu. Ja tam zakładam, że po takiej przedmowie liczba komentarzy będzie oscylowała wokół, no powiedzmy, pięciu :D

Mało kto wie, że my – kobiety – zwracamy też uwagę na dłonie.

Mało kto, czyli mniej więcej połowa populacji tej planety.

To opowiadanie podtrzymuje szlachetną inaczej tradycję popularnej globalnie erotyki, która zamiast być zmysłowa jest kuriozalna i śmieszna. Przez całą lekturę budujesz wrażenie, że to się dzieje w jej głowie z tymi wszystkimi “jakby czytał mi w myślach” i tym, że wyglądał, jak go sobie wyobrażała, bo opisie włosów i dłoni. Jak dla mnie to zmarnowana okazja, ale z drugiej strony bez tych kłów na końcu nie byłoby horroru ani właściwie żadnej fantastyki.

Ło boziu, a co tu tak pusto?

Przyznam się od razu, że przyszedłem tu by pełnić rolę niecnego, wytykającego błędy alkohochilka. Wyobraź sobie, więc mój smutek, kiedy odkryłem, że nie ma się za bardzo do czego specjalnie przyczepić ;)

W sensie, oczywiście są tutaj błędy, jak czkawka w rytmie i niespecjalnie oryginalna wizja. Piekło, kabała i mitologia judeochrześcijańska w ogóle dają szczególnie szerokie pole do popisu dla kreatywności. Tutaj jest to niewykorzystane i choć w prozie by to jeszcze przeszło, jeśli fabuła byłaby dobra, a bohaterowie krwiści, to jak dla mnie w poezji już jest to większą wadą. Nie zmienia to jednak faktu, że ta wyświechtana wizja jest opisana okej.

Widzę tendencję wzrostową względem poprzedniego utworu, mam nadzieję, że się utrzyma. Budowa jest bardziej zwarta, rym się prawie nie gubi. Tym razem mniej czuć jakbyś próbowała wcisnąć tygrysa do za małej klatki. Poprzednio klatka była cała odkształcona, a tym razem tylko się bardzo mocno na tygrysie opina. Jeśli wiesz, co mam na myśli.

Wygląda na to, że jesteś jedną z tych osób, które dużo lepiej znoszą krytykę swojej prozy niż poezji. Na mnie też teksty typu “nie znam się” albo “nie rozumiem” działają, jak płachta na byka. Dlatego nie odpisuję na takie komentarze na gorąco. Być może też tak powinnaś, bo nie ma sensu sobie robić złej prasy na start. Znaczy, teraz to być może za późno, ale wiesz.

Mój opowiada swoją własną historię, posiada określoną budowę, liczbę strof oraz przesłanie

Tak, opowiada historię z przesłaniem. Tylko, że takie historie i tak przekaz miały już wcześniej inne utwory. Powtarzając trochę innymi słowami, to, co inni już napisali, wystawiasz się na porównanie. I to będzie porównanie raczej krzywdzące.

Twój wiersz nie ma określonej budowy, bo rymy się nie zgadzają. Zresztą nie są to momentami zbyt ładne rymy, jak “wniebogłosy” – “obce głosy”. Także układ liczby sylab jest, no, nazwijmy to – pomieszany. Choć utrzymuje się to, że są tu tylko wersy z siedmioma i ośmioma sylabami, to to w jakiej są kolejności zmienia się ze strofy na strofę.

To wszystko sprawia, że utworowi brakuje rytmu.

Jest tutaj cała masa różnych błędów, nielogiczności a wersy i strofy są ze sobą bardzo, bardzo luźno powiązane. Odnoszę wrażenie, że to przez to, że nie zawsze udało ci się dopasować rymy do historii. Może się mylę, może to coś innego.

Zaczyna się od kosmogonii, która jest trochę biblijna, trochę metafizyczna i momentami bez sensu. Później skacze między banalnymi opowiastkami, które nawet nie są już mitami, tylko bajkami z prostymi morałami, pełnymi truizmów i coelhizmów, po czym nagle okazuje się, że tu jest narracja szkatułkowa, tylko, że jest praktycznie niczym nie oznaczona w tekście. A na zakończenie jeszcze jeden truizm.

Jeżeli chodzi o technikalia, to:

bo oczekiwało znacznie więcej

nad to, czym zostało obdarzone. I drzewo zrozumiało, jak niezwykłe i

Tu ci się chyba przez przypadek enter kliknął.

Gdzieś się jeszcze pogubiły litery, ale nie mogę tego ponownie znaleźć.

A, i coś, co z pewnej perspektywy nie jest błędem, bo mogło zostać popełnione umyślnie, ale tak na wszelki i tak przypomnę, że księżyc się nie świeci – on tylko odbija światła Słońca.

Po ponownym przeczytaniu i skupieniu się na mięsie, zamiast na ulotnej woni, zmieniam zdanie. Moje zastrzeżenia przestają obowiązywać. Więzień dosłownie otrzymuje klucz do “Wolności”, ale poddaje się po powierzchownej klęsce, porzucając nadzieję.

Już nie mam wątpliwości, co do oceny :)

Nie musisz mi tłumaczyć do czego się używa trzech kropek, naprawdę. Ja tylko zwróciłem uwagę, że to, co dzieje się wcześniej ma zupełnie inny feel niż to, co później.

Myślę, że nie doceniasz zdolności czytelnika do kojarzenia faktów. Fragment, w którym padają kolejne określenia na wampira wygląda przez to jak bicie po głowie.

Co do igieł – szczerze powiedziawszy nic w tekście nie wskazuje na umiejscowienie czasowe. Pojęcie igły medycznej nie jest znane bohaterowi, ale czytelnikowi już tak. I czytelnik będzie się dziwił, kiedy zaraz na początku, w pierwszym akapicie, pada określenie “igła o pustym rdzeniu”.

Kopiuj-wklej ze słownika w niczym nie zmieniło tego, że w moim odczuciu to za daleko posunięta metafora.

Jeśli zaś chodzi o grzebanie w mięsie:

  1. znowu nie doceniasz czytelnika,
  2. Może też coś wsadzić do nosa, żeby go zatkać – i obie ręce wolne.

Wydaję mi się, że lepiej byłoby wrzucić tekst w całości, a nie takich kawałkach. Większa szansa, że ktoś to przeczyta i większa szansa na jakąś merytoryczną krytykę, a nie w niczym nie pomagające “trudno ocenić po takim fragmenciku”

To tylko krótka scenka, wyglądająca bardziej jak ćwiczenie z opisów. Gotycki klimat, nawiązanie do Poego w tytule – to na plus. Trochę tu błędów interpunkcyjnych, choć nie takich, żeby utrudniały mi zrozumienie.

Styl jest, hmm, “przefajniony”.  Jest tutaj wiele takich rzeczy, na które muszę pokręcić nosem, zdania przekombinowane i problematyczne.

Masz problemy z oświetleniem.

Komnata tonęła w mroku głębokim i nienaturalnie wręcz lepkim, otulając ciasno skryte w cieniu łoże

Mrok otula coś, co już jest skryte w cieniu. Ale to nie koniec. Później na scenę wkracza blask księżyca, oświetlający sylwetkę, która jednocześnie znajduje się w półcieniu, po to aby na końcu znowu być w świetle księżyca.

Pogłaskała go czule po zimnym policzku, odgarniając z bladego czoła kosmyk ciemnych włosów.

Taka budowa zdania wskazuje, że czynności są równoczesne i jedno jest z drugim związane. Ale to nie jest możliwe.

Krótka historyjka o łagodnym wampirze-eremicie. Właściwie nawet nie historyjka, bo tu nie ma żadnej historii. Są to właściwie dwa różne teksty, rozdzielone “***”. Końcówka jest właściwie krotochwilą, a cała reszta opisem zwykłego dnia.

Napisane okej, jeśli chodzi o styl. Koncept nie najgorszy, ale tekst ma problemy. Przede wszystkim z utrzymaniem spójnej konwencji i klimatu, przeskakującego przez sielankę, humoreskę i kilka innych rzeczy po drodze. W pewnym momencie nagle narrator zaczyna łamać czwartą ścianę, więc narracja też traci na spójności.

Finałowy dialog trochę trąci drewnem, a ten fragment, kiedy główny bohater mówi “trafiłaś na dziecko nocy, księżycoskórego, lub, jak wolisz, wampira” to już w ogóle przesada. W dodatku, czemu “czy jak wolisz”? Ona ewidentnie woli “heii”.

Poniżej uwagi do konkretnych fragmentów:

Naszykował igłę o pustym rdzeniu.

Igła lekarska z definicji jest pusta w środku, więc nie rozumiem sensu tego zdania.

Wychylił zawartość srebra w zaledwie jedna uderzenie serca.

Po pierwsze – literówka. Po drugie – jakiego srebra? Po trzecie – żeby wypić coś w jedno uderzenie serca, trzeba to zrobić w czasie poniżej sekundy.

Trzymając się za nos przegrzebał zepsute mięso i nazbierał białych robaków.

Zrobił to jedną ręką? Samo grzebanie byłoby trudne, a do tego jeszcze musi wyciągać malutkie larwy. 

Wybrał na początek robaczka, któremu najgorzej patrzyło z oczu.

Larw chyba nie można nazwać robaczkami. A poza tym, larwy nie mają oczu.

 

Nowa Fantastyka