- Hydepark: Ostatnio obejrzane filmy

Hydepark:

filmy i seriale

Ostatnio obejrzane filmy

Że też nie ma takiego wątku w dziale filmowym, wstyd.

Zapisujemy ostatnio obejrzane filmy, niekoniecznie fantastyczne. Może odkryjemy nawzajem podobne gusta ;)

 

Coś kiepsko mi idzie filmowy czerwiec. Ostatnio obejrzałam horror “Under the Shadow” (reż. Babak Anvari) i kontrowersyjny dokument “The Bridge”.

Komentarze

obserwuj

Ja żem młody i niewiele widział, toteż nadrabiam zaległości :) Ostatnio oglądałem “Sin City”, “Od zmierzchu do świtu”, “Labirynt fauna”, “Trainspotting” i “Pokłosie”. Jeśli chodzi o fantastykę w filmach, to jakoś mi zbytnio nie podchodzi. Wolę thrillery, zwłaszcza psychologiczne ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Filmowych zaległości nigdy dość – zawsze się coś znajdzie do obejrzenia :)

 

Ostatnio odkurzam sobie “Battlestar Galactica” – filmy i seriale. Z innych to obejrzałam rumuński “Za wzgórzami”, nasz “Wołyń” oraz sympatyczny horrorek z duchami, “Szepty”.

Deirdriu – Ja właśnie przedwczoraj skończyłem ostatni odcinek czwartego sezonu Battlestara! smiley

A z innej bajki – film na którym dopiero co byłem w kinie –  Król Artur: Legenda miecza

Całkiem przyjemny i moim zdaniem wart obejrzenia smiley

Ja w czerwcu cyknąłem “Legion samobójców”. Oto mój komentarz z Filmwebu: “Na początku trochę chaotyczny patchwork. Plus za muzę, humor i Harley Queen. Smith daje radę. Lepsze takie DC niż odgrzewane kotlety z nietoperkiem i eSem.”

Oglądałem też niedawno “Nowy początek” (”Arrival”), lubię filmy o pierwszym kontakcie, więc ten miał z marszu plusa. Ogólnie dałem 7/10. Pomysł fajny, ale z połowę filmu bym wyciął, trochę się dłuży.

BSG zaczęłam dopiero sezon pierwszy i dozuję sobie. Uwielbiam takie historie.

 

Bailout – bardzo mi się podobał Arrival. Osobiście nic bym nie wycięła, bo przyznam, że uwielbiam stronę wizualną, a filmy Villeneuve pod tym względem są znakomite. Niedługo będę musiała jeszcze raz obejrzeć :)

A ja byłam na “Auta 3”. Jestem zachwycona! :)

ocha, ja też! Ociupinkę sentymentalny film, na tyle by mnie (jako osobę, która na „Auta” szła do kina jako podlotek) coś zapiekło pod powiekami na seansie. Gorąco polecam!

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Ja się emocjonowałam na równi z moim synem, który najpierw miał łzy w oczach, potem na głos dopingował te samochody podczas wyścigu, a na końcu bił brawo. Serio, dawno tak nie przeżywałam filmu. ;)

Ocho – a te Auta, to od jakiego wieku polecasz? :) Bo ja poprzednich części też nie widziałem.

@Deirdriu

Zapewne kwestia gustu. Mnie te sceny z córką wybijały z rytmu. Ja ogólnie często ostatnio po obejrzeniu filmu odnoszę wrażenie, że, no misie kolorowe, fajnie, ale scenariusza to napisaliście na pół godziny.

Od małego, Berylu. :)

Nie pamiętam, ile lat miał mój syn, kiedy obejrzał pierwszą część. 3? 4? Coś takiego.

To jest dla dzieci emocjonujący film, ale w dobry sposób, a przy tym nie tandetny i głupkowaty. No i ja też się przy nim dobrze bawiłam.

Zapamiętam Twoją rekomendację w takim razie i pewnie sobie Autka kiedyś obejrzymy :)

Obejrzałem wczoraj Lekarstwo na życie/A cure for wellness, którego trailer zrobił na mnie w kinie swego czasu spore wrażenie. I cóż mogę rzec, wielkie rozczarowanie. Film trwa nieprzyzwoite dwie i pół godziny i jest zwyczajnie nudnawy, a gdy w finale coś się zaczyna dziać, zakończenie okazuje się być mało satysfakcjonujące. Wielka szkoda, bo aktorzy świetni, pomysł na intrygę ciekawy, wiele bardzo fajnych scen-obrazków, a do tego cudny krajobraz Szwajcarii. Tylko jakoś to wszystko się nie składa w spójną całość...

@Bailout, dokładnie. A nie dziwię, że na pół godziny, skoro materiał źródłowy to było opowiadanie. Ciekawe, gdyby ten pomysł został zrobiony jako film krótkometrażowy.

Jakiś czas temu byłam na Strażnikach galaktyki 2. Bawiłam się świetnie i chciałabym mieć baby groota

https://www.youtube.com/watch?v=FAciZRkOKQs 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

We are groot :D Dobrze bawiłem sie też na filmie Ghost in the shell.

Ja wczoraj obejrzałem taki wynalazek “Hardcore Henry”. Oryginalny pomysł, cały film nakręcony w widoku z pierwszej osoby, miejscami genialne zdjęcia i montaż, niezła muza, nietypowe, rosyjskie klimaty, ale całość mocno średnia. Zaprzepaszczona szansa na film kultowy, ale jednak proponuję obejrzeć. To coś jak niektóre nasze opowiadania, jest pomysł, są świetne momenty, ale tekst jest nierówny i niedopracowany :P. No i raczej panom polecam tę produkcję, bo to w 80 % krwista strzelanina jest.

Bailout – Kill Switch sobie ogarnij, w podobnym stylu co Hardcore Henry, ale dla odmiany tu jest całkiem fajna fabuła :)

 

U mnie ostatnio z tych istotniejszych “Okja” i w sumie nie wiem co o tym myśleć. Obsada super, kilka scen, jak slow-mo w supermarkecie z aktywistami vs ochroną to mały geniusz, ale poza tym jakoś nie pojmuję tych ochów i achów zalewających internety.

No i “Lost city of Z” na które czekałem dłuugo, a w sumie to jednak zawód.

 

Ach, no i nowy “Obcy.” Najgorsze sci-fi roku? Tyle napiszę, żeby nie rzucać mięchem. Tylko Kate Waterston na plus, ale ona to zawsze jest plus :)

And one day, the dream shall lead the way

Ja wczoraj obejrzałam “Łotra 1”. Choć kocham stare “Wojny gwiezdne”, choć całkiem fajnie oglądało mi się kolejne trzy części, tak ta ostatnia produkcja mnie rozczarowała. Ani bohaterów, których mogłabym polubić, ani “złego”, którego bym nienawidziła, a i akcja jakaś taka rozmyta. Może jedynie ostatnie pół godziny (scena walki) trzymało się jako tako kupy, ale ustawiona na środku pola konsola z zasilaniem, pozbawiona ochrony nawet czterech ścianek z dykty,  rozwaliła nawet mnie. Jestem rozczarowana.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja wczoraj obejrzałem taki wynalazek “Hardcore Henry”.

Oglądałem w kinie. Co z tego, że bezmyślna rąbanka, bardzo fajnie się oglądało :D

Mam identyczne odczucia co do Łotra 1. Spodziewałem się, że będzie lepszy niż średnia część pierwsza, a tutaj taka nędza.

 

Ja ostatnio obejrzałem “Wojnę polsko-ruską”. Film podobno jest genialny, psychodeliczny, chory, komiksowy, ohydny, przygnębiający i wulgarny. Zatem chyba czegoś nie załapałem, bo jak dla mnie to na początku powinno pojawiać się ostrzeżenie, że film powoduje raka. W dużej mierze to zasługa Szyca występującego w roli głównej, którego gra  irytuje niemiłosiernie przez cały seans. W ogóle dawno czegoś tak słabego nie widziałem.

 

Z czystym sercem mogę za to polecić “Księgę ocalenia”, jeżeli ktoś jeszcze nie oglądał. ;)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Ostatnio widziałam “Charlie Wilson’s War” (nawet nawet, ale nie przepadam i tak za takim kinem), “The Boy” (taka piękna scenografia zmarnowana przewidywalnym pomysłem), “Egzorcysta” (prześwietny, arcydzieło kina i do tego pokazuje jak świetne były produkcje z lat 70-tych), “Minority Report” (sympatyczny, miło było jeszcze raz zobaczyć Max von Sydowa), “Mama” (sympatyczny horrorek, przesadzony CGI stwór, ale i tak mi się podobało).

Hardcore Henry – rewelka. Bardzo dobre kino dla kogoś, kto nie będzie wymagał od filmu stricte rozrywkowego niczego więcej ponad rozrywkę.

Legion Samobójców i Strażnicy Galaktyki vol II: w wielkim, niepodnoszącym mi ciśnienia skrócie: koszmarne gnioty, epatujące głupotą, bezsensem i tandetą. Czyli DC nieudolnie próbujące zostać Marvelem i Marvel udolnie zostający DC.

Przy czym należy oddać, że Guardians przynajmniej wizualnie (nie tylko Groot) i – przede wszystkim – akustycznie, zrobili poziom.

Tutaj, do Serii Niefortunnych Zdarzeń, można by jeszcze dopiąć nowych Piratów z Karaibów, nakręconych chyba tylko po to, by potwierdzić regułę w myśl której miejsce wraków jest na dnie. Normalnie, jako szczery fan serii, mam ochotę wystrzelać kogoś po pysku i kopniakami zagonić do pracy nad kolejną częścią, tym razem porządną. Bo zostawienie mnie na resztę życia z obrazem Kapitana Jacka Sparrowa jako  pozbawionego sensu, jakiegokolwiek znaczenia i polotu żenującego głupka nie mającego w sobie nawet krzty tej zajebistości, która w pierwszych częściach rozdupiała mózg lepiej niż ruski granat, jest zwyczajnym takiesyństwem. Parka młodych aktorów również dobrana tak, że gdyby ktoś mi dał wybór: brzydki film z nimi, jeszcze brzydszy film z dwoma starszymi panami albo młot Thora widziany z baaaardzo bliska, to musiałbym się przez chwilę zastanowić. Króciutką, ale zawsze. No i ta głębia opowieści – normalnie kotwicą nie zaryjesz.

Obcy: Przymierze. Nie jestem fanem serii, ale oglądało mi się zupełnie przyjemnie. No i film sporo zyskuje już tylko przez porównanie z Prometeuszem, którego fabularna głupota – słusznie zresztą – przeszła już do legendy.

Łotr 1 – kolejny film z serii, którą jakoś nie umiem się jarać. Niemniej – choć przyznaję Bemik rację co do bohaterów i mielizn fabularnych – miało swoje uroki. Bitwa fajna, a ten robocik, będący mieszanką Jar-Jara i C3PO – świetny. Ale najlepszy i tak był nieżyjący od dwudziestu kilku lat Peter Cushing w roli Tarkina. Jakkolwiek temat takiego “wskrzeszania” jest wielopoziomowo kontrowersyjny, to jednak, gdy – już podczas seansu – dowiedziałem się od lubej, że to cyfrówka, nie mogłem uwierzyć. Kopara opadła, ciarki przeszły po plecach, zachwyt pozostaje do dzisiaj.

Pierwszy Kontakt – taki se. Zdecydowanie zbyt rozlazły. Widziałem niedawno, a zakończenia prawie nie pamiętam.

 

Ech, a miałem tylko napisać, że obejrzeliśmy sobie wczoraj Hooka (nie premierowo) i, generalnie, polecam, bo piękny film jest.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Obejrzałam “Król Artur. Legenda Miecza”. Oczekiwałam nowoczesnego, fajnego filmu fantaso-historycznego, i taki dostałam. Film w moich oczach na tyle bezczelnie i z wdziękiem poczyna sobie z realiami, że zarówno Artur w kurtce wyglądającej jak motocyklowa, jak i stylówka Vortigerna na przystojnego diabła, pasują :D

Do tego muzyka, kojarząca się ze starym dobrym Żywiołakiem – wyszłam z kina bardzo zadowolona.

“The Evil Dead” – niskobudżetowy klasyk i ubawiłam się przednio (o ile można się ubawić, kiedy demony opanowują ciała twoich znajomych i trzeba ich wszystkich pozabijać). Wkrótce muszę sięgnąć po “dwójkę”.

“The Conjuring” – o wiele lepszy niż się spodziewałam. Było nawet trochę straszno, bardzo dobre tempo narracji.

“Martwe zło” jest spoko :) Polecam również serial, na razie są dwa sezony. Jest rzeźnia, są demony i sztampowe teksty. Ekstra ;)

“Obecność” uważam za jeden z lepszych współczesnych horrorów, ale to głównie ze względu na niską jakość filmów grozy. Za to scena z klaśnięciem w ciemności genialna :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

O starszych produkcjach filmowych można pisać wiele, choćby “Opowieści z Krypty” albo “Trzynastego w piątek”, tylko że nie zawsze są dostępne z (PL) lektorem – mnie trochę to przeszkadza. Natomiast ostatnio dostałem w łapy film z Jimem Carrey`em o nazwie “Numer 23” (2007 rok) i właśnie szczerze polecam.

Jest to thriller sensacyjny z domieszką dobrej fantastyki ala “Truman Show”, jednakże ubrany w bardziej realny https://www.youtube.com/watch?v=W1PeQJzoxVM kalejdoskop wydarzeń.

Koniec życia, ale nie miłość

Oglądałem “Numer 23” i całkiem przyjemny. Chociaż widok Jima Carreya w poważnej roli może kogoś nieźle przerazić/ zdziwić ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dawno temu, miał sobie Jim Carrey, także podobny do tego filmu powyżej thriller psychologiczny z Kate Winslet – “Kochać ją do zapomnienia” czy cosik podobnie ale za tytuł nie ręczę, bo z angielskiego to nasi specjaliści potrafią... itd. 

Choćby z Arnoldem “Jak to się robi w Chicago” zmienili na “Miejski rekin” ;)

Koniec życia, ale nie miłość

Czy seriale też się liczą?

Sporo ludzi, w tym kilku bliskich znajomych zachwycało się serialem Westworld, więc w końcu sobie obejrzałam. I nie wiem, o co chodzi, bo dla mnie nie było efektu WOW, po którym nie chciałabym się po każdym odcinku odrywać od ekranu. Jak się film kończył, wyłączałam laptopa, albo zabierałam się do swojej pracy, kolejną część zostawiając na następny dzień. Z naprawdę wciągającymi historiami tak nie mam – muszę poznać całość od razu. A tu jednego dnia góra jeden odcinek... 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sporo ludzi, w tym kilku bliskich znajomych zachwycało się serialem Westworld, więc w końcu sobie obejrzałam. I nie wiem, o co chodzi, bo dla mnie nie było efektu WOW, po którym nie chciałabym się po każdym odcinku odrywać od ekranu.

Mogę się pod tym podpisać :)

To chyba efekt wygórowanych wymagań, napompowanych reklamą, w stosunku do rzeczywistości. Mnie “Westworld” bardzo, jak i “Strange Things”, aczkolwiek przyznaję, że nowatorskie nie są.

Natomiast podejście ochy i beryla do “Westworld” cechuje moje podejście do “Sense8”. Wiele hałasu o nic. Ładna laurka multikulturowości i reklamówka środowiska LGBTQ. A treści na półtora odcinka.

I, offtopując, brak efektu “wow” wywołał u mnie ostatnio Kazimierz Dolny. Ta dziura ma być tą perłą polskiej prowincji? Zdecydowanie wiele ładniejszych miejsc widziałem. Rozczarowanie niestety!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

U mnie ostatnio:

 

“Transformers: Ostatni rycerz” – tragedia i odgrzewany kotlet, ale dzieciakom się podobało.

“Kraina jutra” – dobry towar do obejrzenia z rodziną, momentami infantylne, ale i do pośmiania i przesłanie niegłupie. Disney dał radę.

“Shingeki no Kyojin”, sezon drugi – niestety sezon dwa razy krótszy od pierwszego. Tym niemniej anime trzyma bardzo wysoki poziom, choć minimalnie niższy od sezonu pierwszego.

“Ludzkie dzieci” – już kiedyś widziałem, dokładnie 10 lat temu. Może faktycznie scenariusz ma braki (głównie brak próby wyjaśnienia przyczyn globalnej bezpłodności, czy też mało wiarygodny Human Projekt), ale wizualnie niesamowite kino, bardzo inspirujące i na czasie (problem imigrantów). Na podstawie książki P.D. James :)

 

“Ghost in the shell”  – powiem tak, po seansie odpaliłem sobie anime, żeby zapomnieć... Mieli dość kasy, dobrych aktorów... Nie, to za mało, żeby nie pamiętać ;)

“Rick i Morty” – zakochałem się <3 . Obejrzałem najlepszą kreskówkę w życiu, mogę umierać. A nie, zostało mi jeszcze sporo odcinków <tu następuje obłąkany śmiech>.

No, "Rick i Morty" to świetny serial :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

“Ghost in the shell” (film)

Ikonicznie cyberpunkowa feeria kolorów. Leniwie nudna, ale mająca w sobie to coś, zupełnie jak pierwowzór. 8/10

W ostatnią niedzielę leżałem sobie w domu na lekkim kacu i postanowiłem obejrzeć jakiś horror. Wybrałem It comes at night i zostałem przyjemnie zaskoczony. Film jest klimatyczny, nie straszy nachalnie do tego dochodzi dobre aktorstwo i kameralna, lecz trzymająca w napięciu akcja.

Poczułem się zachęcony, ale potem zerknąłem na oceny :) Z drugiej strony, zazwyczaj te horrory, które są najlepiej oceniane na podobnych portalach okazują się moim zdaniem fatalne, bo zupełnie niestraszne i schematyczne. A zatem – jednak obejrzę ;)

To w sumie bardziej dramat lub thriller psychologiczny niż horror, choć jako horror jest reklamowany. Ogólnie typowe filmy grozy mnie nie zaskakują, ten oglądałem z uwagą mimo że zbyt wiele się nie dzieje. Straszy bardziej psychologia postaci niż wyskakujacymi zza rogu monstrami. Takie filmy uważam za o wiele straszniejsze :)

A ja niedawno obejrzałem Łotra 1. Dobry film. I była tam prawdopodobnie najbardziej “badass” scena z Darthem Vaderem w historii sagi :)

EDIT:

I najciekawszy droid.

Ja Łotra już rok próbuję obejrzeć i przysypiam. Kiedyś GW to było takie kino familijne, można było obejrzeć z dzieciakami. Teraz mam wrażenie, że z targetem celują w przedszkolaków. Oczywiście to moje osobiste odczucia, wiem, że wielu znajomym nadal się podoba.

Ale co rozumiesz poprzez “teraz”? Nie wydaje mi się, by ostatnie dwa, disneyowskie filmy, były bardziej dziecinne niż druga trylogia. Myślę, zresztą, że jak obejrzysz Łotra, to się zdziwisz :) W każdym razie ja byłem zaskoczony obrotem spraw.

A też obejrzałem raptem 2 dni temu. W kinie nie mogłem, to sobie namiastkę kina w domu zrobiłem wreszcie i nadrabiamy zaległości :P

Wiesz co? Masz rację. Dwa ostatnie nie były bardziej dziecinne niż druga trylogia. Nie wiem co ratowało tamte filmy, że mnie aż tak nie nudziły, może dorastanie i transformacja Vadera? Pierwsza trylogia było nieco mniej dziecinna i jej plusem było to, że wtedy była dużo większa posucha w s-f, więc i tak była objawieniem. Teraz to już jest kalka na kalce i naprawdę ciężko mi się to ogląda, nic nie poradzę. Wolę takich choćby Strażników Galaktyki, też jest miejscami infantylnie, ale jednak są też smaczki dla dorosłych i przynajmniej jest śmiesznie, a wszystko jest wzięte w wielki nawias. Star Wars są co najwyżej śmieszne w swojej ciągłej pompatyczności.

Mówię Ci, obejrzyj tego Łotra :) Myślę, że nie pożałujesz.

A o ile pierwsza część Strażników była dla mnie absolutnie rewelacyjna w kategoriach kina rozrywkowego, o tyle druga część (a może raczej: druga połowa drugiej części) to rozczarowanie. Niby nadal bawiłem się dobrze, ale film był raczej średni.

“Shot Caller” – czyli Jamie Lannister pokazuje jak dobrym jest aktorem. Film rewelacja.

“The Vault” – założenia filmu durne jak nie wiem co, ale pierwsza połowa trzyma poziom. Później jest dużo słabiej, ogólnie jakieś 5/10.

 

 

And one day, the dream shall lead the way

Siedem sióstr z Naomi Rapace, podobał się.

Faktycznie o Łotrze 1 też ktoś mi mówił, że trochę inny, mniej cukierkowy, więc i ja może zimą się skuszę.

O, jaki fajny wątek.

 

My z Berylem nadrabiamy stracony rok filmowy. Był Łotr 1 (mnie tam się podobał – pomijając parę typowych dla SW nielogiczności, kawał dobrego widowiska, z postaciami drugoplanowymi ciekawszymi niż pierwszoplanowe ;), był Doktor Strange (przyjemnie się oglądało, bo efekty dobre i trochę sympatycznego humoru, choć fabuły tu jak na lekarstwo), a dziś padł też Król Artur: Legenda miecza. No, niezły mindfuck, bo widz otrzymuje coś innego, niż się spodziewał, choć powinien się spodziewać, zważywszy, że to Guy Ritchie ;) Jak już się przetrwa początkowy szok, to się ogląda, choć szału nie ma.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja ostatnio trochę niefantastycznie bo oglądałem trzeci sezon serialu Narcos. Choć już bez Pablo Escobara ciągle trzyma w napięciu.

Doktor Strange – jeśli ktoś lubi efekty specjalnie i szybkie, widowiskowe walki kręcone na tle zielonego ekranu. Wiele więcej tam nie ma.

A jeśli chodzi o Legendę Miecza, to właściwie nie wiem, co myśleć. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć czy mi się podobał, czy nie podobał.

Doktora Strange oglądałam na dwie raty i właściwie w głównej mierze dla Benedicta Cumberbatcha. Polubiłam tego aktora w roli Sherlocka, choć do dziś nie mogę się zdecydować, co w nim mnie pociąga. Bo tak właściwie to on nawet nie jest przystojny.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jesteś “opiekunką” Bemiku, a on jest taki nieporadny, to oczywiste, że cię przyciąga :)

Bemik, mam co do niego bardzo podobne odczucia ;) Ale też generalnie po prostu lubię go jako aktora, Sherlocka zagrał prześwietnie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Darcon, Cumberbatch nieporadny? To ostatnie, o co bym go posądziła. Raczej skłaniałabym się do wypowiedzi Szwejka w sprawie pewnego bardzo rasowego pieska: jest tak brzydki, że aż piękny.

Tak czy inaczej – potrafi zauroczyć grą i sposobem kreowania postaci. Joseheim – nie tylko w Sherlocku był świetny, w Star Tecku również, chociaż grał tego złego. A może właśnie dlatego? 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ze Star Treka niewiele pamiętam, poza tym, że Benedykt tam był ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To tak jak ja – samego filmu kompletnie nie potrafię sobie przypomnieć, ale pamiętam, że Benedykt mi się podobał.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja jak Belhaj – Narcos.

 

Cumberbatch dla mnie trochę zanadto teatralny. W Star Treku ok, chociaż jak by co najmniej Makbeta grał, ale ja tam team Kirk. ;)

Nowa wersja Winnetou – jak na film telewizyjny wygląda całkiem przyzwoicie, ale znów nie jest to wierna adaptacja i potrafi mocno przynudzać, klimat też jakby już nie ten.

Kong – Wyspa czaszki – mocno nijakie w porównaniu z wersją Jacksona, choć duży plus za zdjęcia w plenerach.

 

A Dr Strange to najgorszy jak do tej pory film MCU, wymęczyłem się srodze.

 

Co do Star Warsów – Łotr 1 dużo lepszy niż Przebudzenie Mocy po którym nawet nie mam ochoty na kolejne epizody.

 

Obcy: Przymierze. Nie jestem fanem serii, ale oglądało mi się zupełnie przyjemnie. No i film sporo zyskuje już tylko przez porównanie z Prometeuszem, którego fabularna głupota – słusznie zresztą – przeszła już do legendy.

Fabularna głupota w nowym obcym jest na tym samym poziomie co w Prometeuszu. Głupota załogi nawet większa.

 

Legion Samobójców i Strażnicy Galaktyki vol II: w wielkim, niepodnoszącym mi ciśnienia skrócie: koszmarne gnioty, epatujące głupotą, bezsensem i tandetą. Czyli DC nieudolnie próbujące zostać Marvelem i Marvel udolnie zostający DC.

E tam. Strażnicy bardzo przyjemni (7-8/10), za to Legion Samobójców – dno (2/10). Całkowite przeciwieństwo.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Obejrzeliśmy pierwszy sezon The Expanse. Zacne ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Polecam się. Rozwiązanie wątku z protomolekułą na początku drugiego sezonu jest więcej niż zacne. :D

Nie spoiluj! ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W I półroczu przyszłego roku MAG ma wydać wznowienie “Przebudzenia Lewiatana” Jamesa S. A. Coreya oraz tom drugi sagi, “Caliban’s War”. Już zacieram łapki!

Wcześniejsze wydanie Fabryki Słów już wyczerpane, a na Allegro chodzi w horrendalnych cenach.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Staruchu, to chyba nie ten wątek ;D

 

Ze skruchą przy tym przyznam, że nawet nie znam tego autora...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ależ ten, ten jose :). “Expanse” to ekranizacja powieści Coreya.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Trzeba było tak od razu ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A Corey to dwóch pisarzy. W ogóle Fabryka dała ciała z publikacją “Przebudzenia Lewiatana”. offtopic mode off.

 

Ostatnio oglądałam wszystkie shorty do nowego Blade Runnera. A dla czystej rozrywki “Teksańską masakrę piłą mechaniczną” – bardzo zacny horror. Jeden z moich ulubionych.

Zgadzam się, że “Expanse” to całkiem porządny serial. No.

Na początku “Expanse” był jak nieoczekiwany podmuch wiosny. Chyba już się nie spodziewałem sensu w amerykańskim serialu. Potem się kaszani. Mam wrażenie, że próbowano ratować efekciarstwem spadającą oglądalność, ale nie czytałem oryginału, to nie wiem. Ale i tak uważam, że nadal wyraźnie wystaje ponad standardowy poziom telewizyjnego chłamu.

Z drugiej strony, od momentu, gdy moim zdaniem zepsuła się Gra o Tron, wielu osobom właśnie przypadła do gustu, więc... Wiadomo. Guściątka.

Zgadzam się, że pierwszy sezon lepszy. No.

Bo jest jeszcze Thomas Jane.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

I kawałek drugiego... (taka sugestia, ale nie będę spoilować).

Czy ja właśnie przeczytałam cholerny spoiler? ; / Wstydźcie się... I nie róbcie tego więcej.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Co prawda nie skończyłem jeszcze drugiego sezonu, ale GoT mnie nauczyło, że póki nie zobaczę ciała, to nikogo nie uznam za martwego. :D

Hm, chodziło mi o to, że TJa tak bardzo nie ma w drugim sezonie (mimo, że jest ;)), iż wydawało mi się nawet, że zginął pod koniec pierwszego sezonu. Czy to też podpada pod spoiler?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Uff. No wiesz, z Twojego pierwszego komentarza można wywnioskować, że postać faktycznie ginie, a to taka sobie przyjemność przeczytać, że jedną z głównych postaci trafia szlag, zanim sam to zobaczysz ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dobra, to dalej ciągnę na granicy spoilera. Nie wiem, czy aktorowi mało zapłacili, czy scenariusz kiepski, czy pokłócił się z producentem... Ale o ile w pierwszym sezonie TJ “ciągnie” produkcję, to w drugim – przechodzi obok grania, przemyka przez ekran nie dając się zauważyć. Przynajmniej moim zdaniem. I tu koniec offtopu o “Expanse” z mojej strony.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Nie czytam Twojego komentarza, Staruchu, na wszelki wypadek ; p

 

Bo w sumie tak czy owak zaspoilowałeś mi coś – jesteśmy w trakcie ataku na asteroidę. No i teraz wiem, czy dany bohater przeżyje, czy nie. No fun. Tym bardziej, że dziecko nam się obudziło w kulminacyjnym punkcie i musieliśmy zatrzytmać, to się nazywa stopniowanie napięcia... ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To daj znać jak obejrzysz i odnieś się do mojego komentarza. Może już dobrze tych odcinków nie pamiętam :)?

A dziecko – to poważna sprawa :). Pamiętaj, żeby czytać mu później do poduszki o Muminkach i Tapatikach, żeby od małego fantastyką nasiąkało.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Teraz nie ma bata, żeby dziecko nie nasiąknęło fantastyką, bo tego jest wszędzie pełno. A dawniej? “Pan Kleks w kosmosie” i długo, długo nic (zresztą Kleksy bardzo przyzwoite były).

Żadnych Muminków nie będzie.

Co do spoilerów – jeszcze nie wiem, czy mam się złościć, bo na wszelki wypadek pominąłem komentarze dotyczące The Expanse. Ale do nich wrócę po obejrzeniu :)

Nie będzie Muminków?? Już zwichnąłeś maluchowi dzieciństwo ;).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Oj tam, moi wychowują się na mieczach łańcuchowych i też jest git.

Obejrzałem wczoraj z lubą “The Circle”. Spodziewaliśmy się po trailerze, że nie będzie to za mądre, ale film i tak przerósł nasze oczekiwania... Od naprawdę długiego czasu nie widziałem filmu napisanego w gorszy sposób – pod kątem “subtelności” narracji i dialogów. Przemyślenia wygłaszane przez Emmę Watson są tak bardzo przerysowane, tak grubo ciosane, jakby ktoś chciał kroić szczypiorek siekierą. Zresztą cała kreacja jej postaci leży i kwiczy. Myśleliśmy, że to idzie w kierunku jakiejś nieudanej ironii, ale zakończenie sugeruje, że jednak wszystko było na poważnie. Wygłaszane w “The Circle” mądrości są bardziej natchnione i nachalne niż w drugim sezonie “Sense8”, a naprawdę nie sądziłem, że to możliwe...

Nie wiem, ile oni musieli mieć pieniędzy, żeby ściągnąć do tego filmu Toma Hanksa i Emmę Watson.

 

Z lepszych filmów – sympatyczna, brytyjska produkcja “Zwyczajna dziewczyna” (“Their Finest”) o dziewczynie zatrudnionej do pisania “gadki szmatki”, czyli kobiecych rozmów w angielskich filmach propagandowych w trakcie Drugiej Wojny Światowej. Gdzieś w ¾ filmu jest dziwny, niepotrzebny zwrot akcji, który próbuje postawić trochę na głowie charakter filmu, ale choć akrobacja niespecjalnie wyszła, to karku nie skręcili ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Skończyliśmy drugi sezon The Expanse. Pozostawia niedosyt.

 

Nadal mam Ci za złe, Staruchu, komentarz na temat TJ, bo najpierw człowiek spodziewa się czegoś, po sprostowaniu czegoś innego, otrzymuje coś jeszcze innego i w ogóle nie wiadomo, co sądzić ; p Nie spoileruj jak wiesz, że ktoś akurat jest w trakcie czegoś!

 

Co do Twojej obserwacji – to fakt, że w drugim sezonie akcenty są zupełnie inaczej rozłożone, ciężar akcji się przenosi, a raczej rozszerza, bo pojawia się zupełnie inny obraz. W pierwszym Miller szuka Julie a załoga Roci stara się przeżyć, w drugim mamy więcej polityki, intryg, dołącza Mars itp. Nie wydaje mi się, by to było złe, przeciwnie, to naturalna kolej rzeczy. Oczywiście nie wiem, jak było w książkach, ale w serialu mi to nie zgrzytało, przeciwnie.

No ale fakt, szkoda, że Millera było mniej, bo postać fajna. W ogóle jest tam szereg fajnie zbudowanych postaci (ze szczególnym uwzględnieniem Amosa i Chrisjen), choć np. Holden i Naomi spływają po mnie jak woda po gęsi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sorry, jose że tak to odebrałaś. Ale skoro spodziewałaś się czegoś innego, a stało się co innego, to chyba nie jest spoiler?

A co do serialu – książek też jeszcze nie znam, ale pewnie jakieś odstępstwa są. Nieufność budzi (mimo pewnych werbalnych uników) tak dobra forma Bobbie w grawitacji ziemskiej. Castingowy wybór drewnianego ciacha do roli Holdena to akurat największa pomyłka tego serialu.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

To fakt, że dziewczyna coś szybko przywykła, też o tym pomyślałam.

 

Holden jest okropny, prawie patrzeć na niego nie mogę. I nie nazwałabym go w żadnym razie ciachem ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

I to ich romansidło, blee. Najbardziej niepotrzebny motyw w całym serialu.

 

A jak już jesteśmy przy TJ-u to obejrzałem ostatnio film klasy B z nim w roli głównej – “Kroniki Mutantów”. Nie spodziewałem się zbyt wiele, ale jednak mam sentyment do uniwersum (czy ktoś pamięta Doom Troopera?). Poza tym w obsadzie Ron Perlman, a nawet kawałek Malkovicha, więc stwierdziłem, a co tam, może przynajmniej się pośmieję. No powiem wam, że niestety było to na tyle średnie, że ani fajne, ani badziewnie zabawne. Trochę szkoda, bo jakiś tam potencjał był. Na plus – parę steampunkowych smaczków i kolorystyka ciążąca prawie w stronę filmu czarno-białego, to akurat wyszło dość dobrze. Da się to obejrzeć, ale nie polecam.

Moje pierwsze spotkanie z TJ to był “Czwartek”. Przypadkiem natknęliśmy się z bratem w TV kupę lat temu i śmialiśmy się jak głupi ;) Od tej pory mam sentyment.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

(SPOILERY?)

Też uważam, że Holden jest po prostu od początku słabo zagrany. Z tej postaci generalnie chyba dało się coś wycisnąć, mógł to być rzadki typ bohatera – w końcu opada sobie na dno, ciężar odpowiedzialności, te sprawy – a przeważnie czeka się, aż wreszcie zniknie z ekranu.

Mnie jednak najbardziej przeszkadza, że zapowiadało się całkiem poważnie, a w drugim sezonie zaczęło się robić kosmiczne Archiwum X. Nie że to bardzo źle, kiedyś lubiłem takie klimaty, ale... Już to widziałem :) No i ci komandosi z Marsa... 

Kroniki Mutantów były okropne, z sentymentu dotrwałem do połowy. I potem jeszcze kawałek drugiej. Mgła zdecydowanie lepsza...

W ogóle to a propos spoilerów, skoro mamy już dwa niemal identyczne wątki i Beryl jeszcze nie dostał zawału (widać zajęty), to może jeden oznaczyć jako dopuszczający spoilery, a drugi nie? Tzn. jeden do dyskusji, a drugi polecankowy. Bo właściwie jak dyskutować bez spoilerowania?

Ale nie wiem. Ja się na forum nie wypowiadam ;)

Wiesz Varg, ten wątek jest tylko dla filmów ;)

Myślę, że jeśli będzie wola na to, by grupa użytkowników podyskutowała sobie o danej rzeczy, zawsze można założyć osobny wątek tylko dla np. Expanse, z wyraźnym zaznaczeniem w “przedmowie”, że to dla tych, co już widzieli, bo spoilery ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Deirdriu: dlatego niemal identyczne ;)

A tak a propos mnie, to dyskutowaliśmy już o nowym “To”? Bo trudno “To” znaleźć na forum ;) A tak się właśnie zastanawiam, czy mam odwagę obejrzeć.

Hm. Znaczy się, ja już jestem za stary, żeby się bać na filmach, więc ten aspekt średnio mnie interesuje ;)

A oglądał ktoś “Botoks”? Ponoć przegenialny i PRAWDZIWY film ;P

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Właśnie dzisiaj obejrzałam. Genialny nie jest, ale jako osoba pracująca w służbie zdrowia, niektóre rzeczy były trochę za bardzo niepokojąco prawdziwe. Nie jestem zadowolona z sposobu przedstawienia historii – przedramatyzowanie do granic kiczu, ale ogólnie, dobrze się oglądało i co ciekawe, kilka kwestii społecznych zostało poruszonych. Nie tylko lekarzom się dostało.

Soku, ale serio piszesz? Bo ja czytałam recenzję, w której autorka prosiła, żeby jej wysłać pozytywne recenzje, bo nie wierzy, że będą i jest ich ciekawa. Może jakieś nagrody przewidziała, nie doczytałam. ;)

Ocho, nie, nie pisałem na serio :)

Ja tam Vegi już nie tykam. Zresztą o czymś musi świadczyć fakt, że nie zaakceptowano jego scenariusza do trzeciej części Pitbulla i zatrudniono zamiast niego Pasikowskiego. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

O “To” można wszystko powiedzieć (bo i film interesujący), ale nie to, że jest straszny czy przerażający...

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Co do tematów, to widzę, że nie zadbałem i nam się bałagan zrobił. Deidriu założyła ten wątek, pomimo tego, że był już identyczny, a ja tego nie zauważyłem i widzę, że dyskusja żyje trochę tu, trochę tam. Dlatego ten wątek przeznaczmy tylko na filmy, a ten podlinkowany będzie służył serialom (zaraz odpowiednio go edytuję).

A co do The Expanse, to również uważam, że warto poświęcić mu osobne miejsce, z racji tego, że – jak widać – mamy tutaj spore grono widzów tego serialu :)

“To” rzeczywiście wielce straszne nie jest, ale i też chyba nie do końca o to w “Tym” chodzi :) Świetna historia o dzieciakach odnajdujących w sobie siłę by pokonać strach, którą baaaardzo inspirowało się “Stranger things” chociażby. Trochę dreszczyku, fenomenalny Pennywise (taki prawie Joker w wersji hardcore) niebywale zabawne teksty bohaterów i sporo nostalgii. King się w końcu doczekał adaptacji książki godnej samej książki :) A sądząc po wynikach finansowych – po prostu fenomen jakiś :)

Obok “LIFE” i “Lekarstwa na życie” mój “najulubieńszy” film tego roku, tyle że odstawiający oba w przedbiegach.

Zobaczymy jak pójdzie – z moim zdaniem jednak mającą mniejszy potencjał – drugą częścią.

And one day, the dream shall lead the way

Berylu, mam nadzieję, że mi wybaczysz taki mały bałaganik :)

Deirdiu – skoro sam nie zauważyłem tego od razu (tamten pierwszy temat był nawet przez mnie założony), to chyba nie muszę Ci niczego wybaczać :P

 

A co do “To” – niechętnie, ale chyba jednak obejrzę, jak wyjdzie na bluerayu.

Blade Runner 2049  – byłem pełen obaw, ale niepotrzebnie. O ile tegoroczny powrót Aliena na ekrany kin wyszedł fatalnie, tak łowca androidów poradził sobie znakomicie. Sequel dorównujący oryginałowi (choć wizualia i muzyka jednak słabsze). Świetne, emocjonujące kino. 

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

“Przymierze” łącznie z “Prometeuszem” to w ogóle temat na całą rozprawkę o tym, dlaczego prequele nie powinny powstawać i jak pokazowo spier***ić temat-samograj. O ile dla zwykłego widza ujdzie toto w tłumie innych sci-fi, tak dla 90% fanów to zwykłe kpiny. Ja parskałem śmiechem, pukałem się w głowę i prychałem z irytacji widząc tę fabularną nędzę na poziomie kina klasy D.

A “Blade Runner” cieszy, choć sam przekonam się najwcześniej za tydzień.

 

edit.

Aaaa i “Barry Seal” zaliczony – fajny, lekko podany, świetny Tom Cruise i fani “Narcos” się odnajdą w nim od razu :) Ja tylko ubolewam, że ktoś nie pomyślał, żeby w roli Escobara wystąpił serialowy Wagner Moura. Opad szczęki byłby gwarantowany :) Ale może to względy licencyjne, itp. 

And one day, the dream shall lead the way

No i jestem po obejrzeniu Blade Runnera. Jako bonusik, obejrzałam dzień wcześniej oryginał. Było warto czekać i tak zagrać na nosie. Świetne :)

Skuszony świetnymi recenzjami nowego Blade runnera, obejrzałem dziś... starego. Chociaż niczego mi nie urwał, bawiłem się nieźle. Tylko ta twarz Forda nieskalana myślą... ;_;

“Zombieland” – jak ktoś nie oczekuje zbyt wiele, to jest to znośna rozrywka bez większych fajerwerków. Największy plus – Harrelson w typowej dla siebie roli.

“Dzień Niepodległości: Odrodzenie” film za same efekty specjalne powinien być wyróżniony. Duży plus za wykorzystanie i pociągnięcie fabuły, która kończyła prequel – jeśli ktoś oglądał to powinien wiedzieć o co chodzi, od samego początku. Jednak najlepszy jest dobór plejady aktorów, wielu z nich to już gwiazdy na emeryturze, a dla fanów to chyba kolejny fakt, warty odnotowania.

Według mnie powinna być kolejna część tego b. dobrego filmu i to niebawem.

Polecam!

Koniec życia, ale nie miłość

Nie liczyłbym na kolejną część, film za mało zarobił, żeby wytwórni się ją opłacało kręcić.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Blade ‘49. Bardzo porządne sf. Fabularnie więcej łopatologii niż w oryginale, reżyser chyba nie wierzy w intelekt współczesnego widza. Ale wizualnie bajka. Każdy kadr można by wyciąć, powiesić na ścianie i wpatrywać się w niego godzinami. I to nawet pomimo tego, że dwójka jest dużo mniej noir niż pierwowzór.

Wczoraj obejrzałem To według Kinga. I jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie straszy jakoś bardzo nachalnie, choć straszenia jest sporo, młodzi aktorzy dają radę, jest sytuacyjny humor i przerażający Pennywise. Jak najbardziej na plus, jeden z lepszych horrorów tego roku.

A właśnie, dzięki za wypowiedzi na temat nowego To, przekonały mnie, że warto pójść do kina. I cóż...

… trudna sprawa, zwłaszcza że porównuję do dwóch poprzednich wydań. Ogólnie rzecz biorąc, bawiłem się świetnie. Ale oczywiście efekt dużego ekranu robi swoje i tak bardziej na chłodno: jest w porządku, ale nie bez wad. Główna wada to oczywiście wycięcie niemal całej fabuły – z jednej strony zrozumiałe, w końcu to film, z drugiej – wielka szkoda. Druga wielka wada – rezygnacja z genialnego zabiegu fabularnego, jakim jest “przypominanie sobie” historii razem z dorosłymi bohaterami. W poprzednich wersjach opowieść pogłębia się z każdą stroną/minutą. Reakcje protagonistów, gdy zdają sobie sprawę, że z niewyjaśnionych przyczyn zapomnieli i wspomnienia nagle w nich uderzają – cudownie budowały klimat. Nad tym, czego nie ma, można by długo wylewać żale, więc może od drugiej strony – co jest?

Ano jest dobry horror, ale jednak właśnie za bardzo horror, choć mało straszny;). Podoba mi się kierunek, w którym poszedł Pennywise (ale to raczej nie Skarsgard, który moim zdaniem gra jeszcze mniej, niż ten od Golluma – jak mu tam było – tylko CGI). Chwilami tęskniłem za Timem Currym, co to macha Wam z mojego awatara, jego szalona mieszanka głupkowatości i potworności była nie do podrobienia. Niemniej nowe, dużo mniej ludzkie, To, stanowi zaskakująco miłą odmianę.

Oczywiście, tym razem budżet był, więc wszystko wygląda lepiej, udało się uniknąć psujących nastrój głupich kwestii (vide: jestem pożeraczem światów... I dzieci!), gra aktorska stoi na wysokim poziomie, Bev gra uśmiechem, ale jest doskonale. Doszło parę autorskich ekhm... wątków (to tylko adaptacja). Scena w łazience, podobnie jak w poprzednich wersjach, najlepsza w filmie – choć w poprzednim To było moim zdaniem dobitniej, choć niskobudżetowo niezręcznie. To tutaj też najlepiej pokazany jest strach bohaterki.

I tego moim zdaniem również mocno brakuje. Film jest horrorem. Próbuje straszyć bezpośrednio, choć robi to – z tego co słyszałem na korytarzu, bo mnie się przestraszyć nie da – słabo. A tu chodziło o utożsamienie się z lękami bohaterów. To zupełnie inna kategoria doznań. Niestety, to też wyszło tak sobie.

Niemniej jest satysfakcjonująco. Jeśli rozumiesz znaczenie niektórych ledwie zarysowanych scen i dodasz sobie w głowie fabułę – nawet bardzo satysfakcjonująco. Całe szczęście, że podobnie jak poprzednio, wycięto wątek walki miłością. Czekam na żółwia “przepraszam, że stworzyłem wszechświat, ale bardzo bolał mnie brzuch”.

Polecam, 4-

;D

Nie przesadzaj Jasny, w końcu film musi zarobić. Sam chciałbyś oglądać? ;) Jest idealnie.

Z powodu przeziębienia obejrzałem w weekend dwa ciekawe filmy. Pierwszy to Wojna o planetę małp, wieńczący trylogię film i muszę przyznać, że bardzo mi się podobał. Ciekawie przedstawiony międzyrasowy konflikt, mocne skłaniające do myślenia sceny i wydarzenia oraz świetny Woody Harlson.

Drugi natomiast to Spider-man: Homecoming. Nowe rozpoczęcie serii o Pająku od Marvela. I to jest chyba główny zarzut. Typowo marvelowska produkcja, czyli sceny akcji (fajne nie zaprzeczę) pomieszane z mało zaskakującą fabułą. Do tego to film zdecydowanie skierowany do młodzieży, nie ma w sobie mroku serialowego Daredevila czy nadchodzącego Punishera. Mimo to całkiem nieźle się bawiłem, może dlatego, że Spidey to jeden z moich ulubionych komiksowych bohaterów. 

Do tego to film zdecydowanie skierowany do młodzieży, nie ma w sobie mroku serialowego Daredevila czy nadchodzącego Punishera.

Spider-Man nie ma w sobie mroku Daredevila czy Punishera? O_O 

No co za niespodzianka...

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

“Wojnę” mam cały czas “w kolejce”, muszę w końcu trachnąć. Nowego pająka też jeszcze nie oglądałem, ale też go cholernie lubię i trochę mnie wkurzają te ciągłe rebooty i infantylizacja postaci. Widać, że wychodzą z założenia, że taki “lajcik” lepiej sprzeda się wśród nastolatków. A na mrok potencjał by się znalazł, całkiem niezłe zadatki miała trójka pierwszej trylogii. Nie wiem, czy ktoś tu czytał komiksy, ale taki “Torment” byłby świetnym podkładem pod naprawdę mocny film ze Spidey’em, wystarczy porównać wykorzystanie tam Lizarda z tym co, w hollywoodzkim stylu, zrobiono z nim w filmie. Kolejny dobry patent – wykorzystanie Kravena Myśliwego, w komiksach zdarzały się z nim naprawdę naprawdę klimatyczne epizody. Elementy z crossoveru “Inferno” też dałyby do pieca, choć tu już bardziej w stylu kowbojskiego “huzia!”. Ogólnie nie liczę na wiele, bo widać, że celują bardziej w estetykę “friendly neighborhood Spider-Man”.

Tutaj przeciwnikiem jest Vulture. Śmieszna rzecz, że gra go Michael Keaton (który powrócił na pierwszej ligi za sprawą Birdmana), choć ta rola nie zostanie mu raczej zapamiętana. Dość słaby czarny charakter. Też chętnie ujrzałbym Kravena jako przeciwnika Spidera, było w komiksach parę mrocznych historii. A może postawią w następnej części na jazdę bez trzymanki w stylu komiksowego Maximum Carnage. Coś mi się obiło, że szykują oddzielny film o Venomie. Oby był skierowany do zdecydowanie dojrzalszej widowni.

Vulture to jeden z lepszych czarnych charakterów całego MCU. Głównie za sprawą Keatona właśnie, no ale konkurencja jest w sumie marna.

 

ie wiem, czy ktoś tu czytał komiksy, ale taki “Torment” byłby świetnym podkładem pod naprawdę mocny film ze Spidey’em

 

Byłby. Ale nigdy ci czegoś takiego nie nakręcą. Zapomnij.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Mnie się tam Vulture w Spidermanie podobał. Miał całkiem wiarygodną motywację w przeciwieństwie do typowych komiksowych złoczyńców.

Kilka dni temu obejrzałem “Lucy” Bessona. Jeny, jakie to było niemożebnie durne.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Co do “Lucy” to fakt. Film nie dość, że głupawy, to jeszcze kiepsko zrobiony, zwłaszcza jak na Bessona. Mimo wszystko ma parę niezłych momentów, więc da się obejrzeć, ale najlepszy w tym wszystkim to był pomysł.

Zarepetowałem ostatnio “Primer”. Dwie rzeczy się nie zmieniły. Raz, nie nadążam za fabułą, dwa, dobry pomysł + odpowiednie wykonanie potrafią rozłożyć na łopatki całą stajnię wysokobudżetowych produkcji. No i smutna konkluzja, że wysokoprocentowe sf to niestety cholernie głęboka nisza. Niemniej warto do niej sięgnąć. Zresztą, co ja pier..., trzeba.

Wczoraj obejrzałem Lost city of Z. Bardzo klimatyczna opowieść o życiu znanego brytyjskiego odkrywcy Percy Fawcetta. Spodziewałem się czegoś innego (więcej scen z Amazonii i samych wypraw), a znając biografię bohatera łatwo domyśleć się w jaki sposób potoczy się fabuła. Jestem jednak zadowolony z seansu.

“Wind River” panowie i panie. Tego samego gościa, co to “Sicario” i “Aż do piekła” pisał. Oj robi wrażenie.

A “Blade Runner” – arcydzieło.

And one day, the dream shall lead the way

“Thor: Ragnarok”. Fajna muza, fajne foty, trochę śmiechu, ale scenariusz i dialogi pisane – jak to często bywa w tego typu produkcjach – na kolanie.

Obejrzałam w końcu Łotra 1 – wynudziłam się.

Powtórzyłam sobie też Narzeczoną dla księcia – Rocznik 1987, a ciągle bawi. Cudowny absurd.

Fajny film dla osób piszących: Czarny motyl. Może poza zakończeniem, ale ogólnie trzyma poziom :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Thor: Ragnarok – świetny humor i dawka funu przekraczająca dopuszczalne normy, dawno się tak dobrze nie bawiłem na filmie Marvela.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

“Oculus” – uwielbiam psychologiczne horrory. Dosyć mocno antagonizują miłośników, a ten film swego czasu miał różne opinie. Dla mnie bomba – świetnie poprowadzona narracja, mimo że momentami trochę poplątana.

Odświeżyłam sobie też “Pamięć absolutną” – zapomniałam, że to naprawdę dobry film i chociaż luźna adaptacja Dicka, to kurczę, czuć, że to jego idea. 

1922 produkcja Netflixa na podstawie Stephena Kinga. Bardzo udana adaptacja, świetna rola Thomasa Jane’a, klimat Ameryki lat 20. Naprawdę film godny polecenia, nie straszy w nachalny sposób, a parę scen zostaje w pamięci.

“Immortal – kobieta pułapka”, film sci-fi wykonany w połowie techniką 3D, a w drugiej połowie wypełniony grą  aktorską (jak w animowanym “Władcy Pierścienia”). Bardzo dobry obraz posiadający wiele cech apokaliptycznych dzieł, choćby odliczanie do momentu odejścia boga Horusa, liczne nawiązania do różnych religii świata oraz ciekawy i mroczny klimat. Film powstał na motywach komiksu “Trylogia Nikipola” Enkiego Bilala.

Polecam!

Koniec życia, ale nie miłość

Thomas Jane <3

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

29 października zmarł aktor Władysław Kowalski, który grał m.in. w filmie sci-fi “Avalon”. Możemy przeczytać recenzję w Nowej Fantastyce 03/2002. Reżyserem tego obrazu był  Japończyk Mamoru Oshii, odpowiedzialny za “Ghost in the Shell”. Według mnie to świetne widowisko i całkowicie zapomniane przez fanów. Chyba warto sobie odświeżyć ;)

Koniec życia, ale nie miłość

Ten, gdzie grała Foremniak?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tak, z Małgorzatą Foremniak w roli najemnika. Przyznam, że klimat w filmie był dość mroczny, sporo również scen walki.

Koniec życia, ale nie miłość

Pamiętam, że było dziwne i zgrzytała mi tam Gosia :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Znasz inną polską aktorkę, która zagrałaby tak jak ona? Pamiętam, jak w dzień po premierze kinowej Wiedźmina, w radiu RMF-FM wiele osób chwaliło pewną czarodziejkę za wspaniałą figurę. Tutaj oprócz dość przystojnej aktorki dostaliśmy także moc...

Koniec życia, ale nie miłość

Valerian i Miasto tysiąca planet (czy jakoś tak)

Jeśli wyobrażaliście sobie, jak może wyglądać film SF, nakręcony przez kogoś, kto nie ma pojęcia o SF (wolę myśleć, że reżyser nie miał pojęcia), ale z dużym budżetem, to jest to film dla was. Absurd goni absurd, do tego nieprzekonujące role aktorskie, niektóre wciśnięte tylko po to, żeby było dużo znanych nazwisk. Np. Rihanna, która oprócz kilku linijek tekstu... tańczy. Tańczy, nie śpiewa! Ponad 2-godzinne dno. Ani śmieszne, ani poważne, ani tu sensu... Dobra, dość pastwienia się, przekaz chyba jest zrozumiały.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Luc Besson zrobił Piąty Element, więc obawiam się, że pojęcie o SF jednak ma. Po prostu jak wielu reżyserów gdzieś po drodze zgubił umiejętność tworzenia dobrych filmów, a tym bardziej ich pisania (biorąc pod uwagę, że z w ostatnich kilku latach popełnił aż dwa plagiaty).

Ja ostatnio obejrzałem “Trudno być Bogiem” na podstawie powieści Strugackich. Niesamowite przeżycie, siedziałem jak zaczarowany, ale zdecydowanie nie dla każdego. Brudny, wolny i absolutnie niezainteresowany ułatwianiem widzowi czegokolwiek. Bardzo ładnie się nadaje do obejrzenia w zestawie z “Valhalla Rising” z Madsem Mikkelsenem zanim zrobił karierę na zachodzie.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Napisałem na shoutboxie, ale przypomniałem sobie o tym wątku.

Obejrzałem w końcu “Valeriana i miasto tysiąca planet” i jestem rozczarowany zmarnowanym potencjałem fabularnym tego filmu. Jakby ktoś wynajął filharmonię, orkiestrę i dyrygenta aby zagrać melodyjkę z telefonu. Słabo. :/

Napisałem na shoutboxie, ale przypomniałem sobie o tym wątku.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

“Batman v Superman”.

Poradnik jak zrobić półtora godziny nudnej i naciąganej telenoweli, próbującej uzasadnić godzinę naciąganego filmu akcji, parę minut napieprzania się 2 miszczów po ryjach i sporo głupotek. Zgadnijcie, czy atomówka jest w stanie zrobić choć małą dziurkę w stroju eSa i potargać mu fryzurę. Zgadliście.

The Hitman's Bodyguard

Hmm, zastanawiam się, jak w jednym zdaniu odradzić wszystkim tego filmu. Ale chyba się nie da. Denna fabuła z licznymi dziurami i z bezsensownym odwróceniem wzorców – dobry zabójca, zły ochroniarz (chociaż obaj są dobrzy). Sensacja jakiej mnóstwo w innych filmach, przy czym nawet nie tak samo spektakularna. Płytkie związki uczuciowe między bohaterami, a ich partnerkami. Nawet role złego białoruskiego byłego dyktatora kompletnie przerysowana i głupia. No po prostu dno.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ja tam się dobrze bawiłem. Może i zalatuje sztampą, ale jako odmóżdżacz sprawdza się świetnie. :)

Plus duet Reynolds & Jackson! To oni ratują ten film.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Właśnie dla nich obejrzałem film, ale może mój problem z odbiorem wynika z podejścia do niego. Nie potraktowałem go jako odmóżdżacz :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Thor: Ragnarok

Przejadły mi się filmy z Marvela, bo wszystkie mają ten sam schemat historii: atak tego ZUŁEGO, poszukiwanie sposobu/mocy do walki z nim i wreszcie eektowne zwycięstwo. Boring! A tu proszę, zaskoczenie – dodali element humorystyczny! No i lekko zaskakujący koniec, więc generalnie film na plus. Nie podoba mi się tylko, że coraz więcej filmów jest z dubbingiem, tym bardziej, że jakaś klątwa wisi nad filmami w Polsce, że dźwięk jest zawsze do d...pupy.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Thor: Ragnarok też mam wrażenie że warto się wybrać do kina i obejrzeć....

Mother!

¾ filmu było męczące. Nie w sensie, że nudne, albo źle zrealizowane, ale wywołało we mnie stan napięcia, oczekiwania i próbowania dojrzenia drugiego dna w do bólu prostej i bezpłciowej historii. A potem dostałem końcówkę i zgłupiałem. I mam wrażenie, że jednak przegapiłem to drugie dno. Albo trzecie, cholera wie...

Nie mogę jednoznacznie potępić ani pochwalić filmu, ale za jedną scenę, gdybym spotkał reżysera, to bym mu przyj*bał. Dlatego ostrzegam osoby wrażliwe i rodziców, że w filmie pojawia się scena z niemowlęciem i mnie osobiście, ojca ponad rocznego dziecka, zszokowała i przeraziła. Bardzo mi się to nie spodobało.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Też oglądałem Mother! Jak dla mnie genialny. Może dlatego że od samego początku wiedziałem, jaki to rodzaj filmu będzie – taki Arfonskowaty – i nastawiłem się na myślenie i drugie dno. Rzeczywiście, trzeba było trochę pogłówkować, ale zrozumienie analogii (bo ta historia była analogią) przyniosła niemałą satysfakcję. Poza tym klimat i tajemnica – o co chodzi? – skutecznie trzymały w napięciu. Dla mnie Mother! to mocna 9.

A ze sceną z dzieckiem masz rację. Mocna.

Thor: Ragnarok widziałam z napisami. Wyrąbista komedia. Plus dużo Lokiego, a dużo Lokiego to plus. I Doctor Strange jako wisienka na czubku :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Obejrzałem właśnie Paradox Cloverfield. Całkiem dobrze nakręcony, choć cała otoczka naukowa potraktowana bardzo po łebkach i z przymrużeniem oka. Ogólnie jednak jako kino rozrywkowe sprawdza się całkiem nieźle. A do tego poszerza powstające uniwersum Cloverfield, nawiązuje do poprzednich części i współgra z nimi. 

Też mam za sobą Paradox Cloverfield. I niestety mam inne zdanie ;) Film ma niezłe efekty specjalne, jakoś wpisuje się w uniwersum, ale fabularnie leży, kwiczy i prosi o dobicie. Dobra więc rada – jak zechcecie oglądać, wyłączcie mózg. Tak kompletnie. I nie zadawajcie pytań. Zwłaszcza “dlaczego X” ;)

Postacie totalnie na odczepkę – zwłaszcza dialogi między główną bohaterką a jej mężem to czysta ekspozycja uniwersum, bolą po nich zęby.

Film więc scenariuszowo na odczepkę, ale wizualnie daje radę. Łaskawym – daję 3/10.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhere widzę, że dziś atakujemy podobne wątki :)

Też jestem zdania, że nie jest to jakieś ambitne kino, jednak jako wieczorny odmóżdżacz daje radę. Oczywiście fabularnie nie ma większych zaskoczeń, końcowy twist przeczuwałem praktycznie od momentu katastrofy. Mam też wrażenie, że po tylu lekturach powieści czy opowiadań SF traktujących o podróżach między wymiarami, mamy dużo większe oczekiwania od takich filmów niż przeciętny amerykański widz. 

A jak ci się podobał motyw z reką? Mnie nawet rozbawił ;)

A jak ci się podobał motyw z reką? Mnie nawet rozbawił ;)

Dla mnie to symbol zmarnowanego potencjału i tego, co złego w tym filmie. W momencie, w którym jej poprzedni właściciel wręcz z jajem mówi o niej, nie potrafiłem traktować tego motywu na poważnie. Do tego prowadzi ona do kolejnej deus ex machiny i kolejnych bzdur.

Motyw świetny, wykonanie  – złe :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tak jakby twórcy nie mogli się zdecydować czy film ma być na serio czy z przymrużeniem oka. I wyszedł taki miszmasz. 

Obejrzałem właśnie ten nowy Cloverfield, no i tak na średniości. Całe mieszanie się wymiarów działało zbyt randomowo i nie skumałem kilku rzeczy. A motyw z ręką był... hmmm... dziwny.

Edit: IT Crowd! No jasne, wiedziałem, że skądś znam tego jednego aktora.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dołączam do tych po seansie Cloverfield Paradox. Belhaju – to nie do końca tak, że my mamy większe oczekiwania niż amerykański widz, bo z jakiegoś powodu jednak zrezygnowano z dystrybucji kinowej i sprzedano prawa Netflixowi... :P

 

Jak dla mnie – dałoby się w nim doszukać paru fajnych pomysłów, ale ogólnie film fatalny. I próbuję sobie wyobrazić tego producenta, który przeczytał ten scenariusz i powiedział: “Tak, to jest dobre, robimy to. Macie tu 45 milionów dolarów”.

O ile Life było dziurawe jak sito, ale dało się obejrzeć z umiarkowaną przyjemnością (przy wyłączeniu myślenia), o tyle tutaj... no nie, to po prostu nie miało sensu.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Od pewnego czasu śledzę różne filmy fantastyczne powstałe w okolicach dekady po tzw. dobie Matrixa i zauważyłem, że niekoniecznie “kino reprezentatywne” dla dzisiejszego kanonu typowo science fiction utraciło klimat. Powstaje coraz więcej filmów dobrych, posiadających własny sposób przedstawiania poziomu skomplikowania treści, choćby “Gra Endera” czy “Więzień Labiryntu”. Coraz częściej powracam do takich staroci jak “Cube”, “Dwanaście Małp” albo kompletny artefakt jeśli chodzi o filmotekę science fiction “Saturn 3” z Kirkiem Douglasem. Wiele filmowych serii odnawiają w TV – ...

Z niesłabnącym zaciekawieniem oglądałem również parę seriali fantastycznych, jednakże do najlepszych z nich zaliczyłbym jedynie “Houdini” 2014. I tutaj pojawia się dylemat, jeśli ktoś oglądał dobry serial science fiction, który warto sobie odświeżyć to będę bardzo wdzięczny za kilka propozycji.

Koniec życia, ale nie miłość

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri.

Tak, to naprawdę było takie dobre. Rany, jakie to było dobre.

A wiesz, ocho, co było jeszcze lepsze od tego filmu? Rola Sama Rockwella w tym filmie :D

 

Polecam też Mężczyzna imieniem Owe. Dziwna mieszanka: depresyjno-pozytywny.

Wczoraj zapodałem sobie netflixowy The Ritual. Sam pomysł nie jest szczególnie oryginalny. Grupa kumpli w ramach terapii po śmierci przyjaciela wybiera się w szwedzkie ostępy. Postanawiają skrócić sobie szlak wchodząc w las i zaczynają dziać się dziwne rzeczy. 

Jednak kilka fragmentów jest naprawdę niepokojących, czuć czające się zagrożenie. Wyjaśnienie może nie powala, ale oglądało mi się całkiem przyjemnie. Mocna 6/10.

Cloverfield Paradox – O jeżu kolczasty...

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Myślałem, że “Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” będzie filmem przereklamowanym, ale jednak nie. Naprawdę dobre kino. No i rola Sama Rockwella zdecydowanie zasługuje na Oscara. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

@belhaj. Czyli fabuła typowe "hej, znam tu niezły skrót".

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cet, dokładnie. Chyba nawet pada taka kwestia :) ale nie jest tak krwawo jak w typowo amerykańskich slasherach. Straszą bardziej klimatem.

Karolu – masz rację. Wszyscy aktorzy się spisali, ale Rockwell to były wyżyny.

Soku – szłam na ten film z dokładnie taką samą obawą.

Przybywam także pochwalić Bilboardy. Rewelacyjny film.

Obejrzałam aktorską wersję FMA. Przeżyłam! ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari, czy to jest tak złe, jak wynikałoby ze zwiastuna?

My nadrobiliśmy Spiderman: Homecoming (przeciętniak) oraz Thor: Ragnarok (fajne, jeśli ktoś nie oczekuje ambitnej fabuły – podobało mi się, że ewidentnie się nastawili na głupi humor ;), a wczoraj utknęliśmy w połowie Trzech billboardów, bo niestety dziecko nie pozwoliło nam oglądać.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie widziałam zwiastuna :D. Lepsze niż Hobbit 3, gorsze niż przeciętny film na filmwebie.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Kontynuując rajd przez oscarowe filmy, właśnie obejrzałem “Call me by your name” i, cholera, to cząstka prawdziwie sielankowych wakacji w ten zimowy wieczór. Do tego uniwersalna, wymykająca się szablonom historia o miłości. Nie sądzę, żeby to był laureat statuetki, bo to z pewnością estetyka nie dla wszystkich, niemniej nie żałuję, że obejrzałem. Jeśli ktoś się skusi – dooglądaj scenę z napisami do końca!

 

Parę dni temu natomiast oglądałem także “Kształt wody”. Klimat mocno bioshockowy, jesli ktoś grał, zaś sam gatunek jest trudny do określenia, bo to i kryminał, i komedia, i romans, momentami wreszcie dramat. Fakt, że Elisa odnajduje podobnego sobie w kimś tak niespodziewanym budzi mój szacunek za kreatywność. Trudno mi jednak było się do końca wczuć w tę historię. Jest piękna, ale zdaję mi się, że nie do końca pozwala widzowi przejąć się losami postaci. Mimo to chyba wiem, skąd te trzynaście nominacji. :)

“Trzy billboardy” – kurde, ten film się skończył niczym. Nie wiem jak Wam, ale mnie to otwarte zakończenie w ogóle się nie spodobało. Ogólnie oglądało się naprawdę dobrze – fabuła, aktorzy, dialogi, pewien absurd i tak dalej. Ale zakończenie? No nie. Po prostu nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dla mnie to zakończenie było idealne. Pasowało mi do pulsu tego filmu, tej dziwnej sinusoidy. 

Wczorajsze niedzielne leniuchowanie też spędziłem wśród oscarowych filmów. Trzy billboardy naprawdę świetne, mocne kino, dobrze nakreślone postaci (szeryf, Dickson), aktorstwo, dialogi i idealnie wpleciony humor. Tylko też te zakończenie do mnie nie przemówiło. 

Drugi obejrzany film to Kształt wody. I jakoś po recenzjach spodziewałem się czegoś więcej. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale uważam, że to po prostu kolejna wariacja na temat Pięknej i bestii. Choć pod względem wizualnym nie można filmowi niczego zarzucić. 

Oba filmy dostały zasłużone nominacje i to naprawdę świetne kino, jednak mają również swoje wady.

Co do “Trzech billboardów” – spodziewałem się nie wiadomo czego i jestem rozczarowany. Nie, żeby to był zły film, ale opinie o tym, że rewelacyjny, uważam za przesadzone.

A mnie Kształt wody wynudził niemiłosiernie. Bardziej niż Piękna i bestia to było Scooby Doo i Potwór z bagien, choć w przypadku Scooby’ego i tak ich przygody były bardziej realne i logiczne...

 

Za to bardzo mi się podobał (z oscarowych) Czas Mroku. Gary Oldman pozamiatał, scenariusz świetny.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Dalej Oscarowe: Trzy billboardy za Ebbing – wyśmienite. Tak powinno się kreować bohaterów.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A propos oscarowych, dzisiaj będzie rozdanie. I właśnie obstawiam, że Trzy billboardy dostaną za najlepszy film. Aktor pewnie Oldman, a muzyka Dunkierka. Reżyser – Nolan. Jak się sprawdzi (wszystkie cztery), to oczekuję, że ulepicie mi metaforyczne ciastko ;D

Ja stawiam na Billboardy, Oldmana, aktorkę z Billboardów. Animacja pewnie coco, efekty specjalne nie wiem, bo oglądałam tylko Strażników.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Właściwie byłam pewna, że Billboardy Oscara nie dostają. Tak dobre filmy nie dostają tej nagrody.

No to Karol nie będzie ciasteczka :D Co najwyżej pół ;)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Zadowolę się i połówką :) Większość moich typów nie podeszła, ale jestem zadowolony z dwóch rzeczy: Oldman i Rockwell dostali Oscary.

Nikomu nie spodobał się BR 2049? W sumie nieco spóźniony jestem z projekcją tego filmu, bo kilka miesięcy minęło od premiery... Słuszna cena w sieci “Biedronka” 14,99 złotych od płyty, poszukałem i odnalazłem taniej. W sieci bądź na giełdach chyba trochę drożej, z pięć złotych. Polecam jeśli ktoś nie widział tego wspaniałego dzieła.

Koniec życia, ale nie miłość

Mnie się bardzo podobał. Świetnie zdjęcia, bardzo dobry klimat. Poza tym nakręcił jeden z moich ulubionych reżyserów.

Doceniliśmy już wcześniej – KLIK.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Ten piękny i posiadający treść sci-fi film doczekał się wręczenia dwóch oscarów http://www.filmweb.pl/awards/Oscary/2018

Nowy film tego reżysera to podobno odświeżona wersja DUNE? Słyszałeś coś/gdzieś?

Koniec życia, ale nie miłość

Anihilacja

 

Spodziewałem się filmu, w którym ludzie mierzą się z nieznanym i oblewają najważniejszy test. I dostałem taki film, ale przekazany inaczej niż myślałem. Momentami nawet mnie przerażał, co już dawno mi się nie zdarzyło. Może da się przewidzieć zakończenie, ale i tak jest kilka zaskoczeń, a klimat jest lekko (jak dla mnie) psychodeliczny. Generalnie polecam, chętnie dowiem się, co inni o nim myślą.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Mnie też “Anihilacja” przypadła do gustu. Chyba przede wszystkim dlatego, że przedmiotem “science” nie są podróże kosmiczne, roboty, oprogramowanie itd., tylko biologia. W filmowej fantastyce naukowej wydaje mi się to rzadkością. Cokolwiek by nie mówić, wizualnie i pomysłowo “Anihilacja” się broni. Fabularnie też jest inaczej niż w większości hollywoodzkich produkcji. 

Oczywiście jak w każdym SF można się doszukiwać błędów. 

 

Ostatnio widziałem też (powtórnie, bo z pierwszego seansu niewiele pamiętałem) oryginalnego “Łowcę androidów”. I w sumie rozumiem już ludzi, którzy nie lubią “Gwiezdnych Wojen”. Z klasykami już tak bywa, że albo się kocha, albo nienawidzi. Mnie “Bladerunner” zupełnie nie kupił. Nudny fabularnie, pozbawiony emocji, monotonny wizualnie, przestarzały. Nie wiem, może nie zrozumiałem, może się nie wczułem. 

Ale jestem ciekaw nowej części. 

Zachwycił mnie zarówno stary jak i nowy Bladerunner (pierwszego oglądałem po raz pierwszy tuż przed premierą drugiego), natomiast SW konsekwentnie nie tykam od lat. Może to, o czym mówisz,  to nie wina tego, czy film jest stary czy nie, tylko że Gwiezdne Wojny posysają. :p

Właśnie Ciebie już rozumiem :D

A ile miałeś lat, kiedy pierwszy raz próbowałeś obejrzeć “Gwiezdne Wojny”? Bo w przypadku takich staroci musi działać siła sentymentu – zdaję sobie sprawę z absurdów tej sagi (miecze świetlne, ślepi szturmowcy, supermegahiperbroń ze słabym punktem), ale wychowałem się na tych filmach i wciąż je uwielbiam. 

Mnie też się Anihilacja podobała, szczególnie klimat.

(SPOJLER) Scena z bestią, która naśladuje głos jednej z uczestniczek wyprawy, była po prostu mega – wyszło im to lepiej (straszniej) niż w niektórych horrorach. Tak samo bardzo dobra scena z sobowtórem głównej bohaterki.

 

Film ładny wizualnie, poza tym zobaczyłem coś oryginalnego.

Jedna rzecz tylko zastanawia – o co chodziło w końcówce?

Naście, ale ani w rodzinie, ani wśród znajomych nikt namiętnie nigdy nie oglądał Gwiezdnych Wojen. Z ciekawości obejrzałem którąś część, bez ekscytacji zarówno przed jak i po seansie. No ale nie przepadam za filmami w częściach i z kontynuacjami; wolę raz a konkretnie. ;D

Karolu, oznacz spoilery dla osób, które jeszcze nie widziały ;)

 

Spoilery

No o to chodziło, że film nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Zresztą za to się ponoć reżyserowi nie spodobało – nie chciał zmienić zakończenia pod dyktando studia. 

Dobra, zrobione.

 

Ja tam lubię niedopowiedzenia, ale twórcy o tylu rzeczach kazali myśleć, że szkoda, że nie dali więcej podpowiedzi.

 

A u mnie jeśli chodzi o Gwiezdne wojny to właściwie podobały mi się wszystkie części, ale im nowsze tym lepiej. Pierwszy raz obejrzałem starą trylogię może w wieku 16 lat i raczej nie mam tego sentymentu wychowania się na filmie. A stare GW są czymś takim, gdzie ten sentyment trzeba mieć ;)

Aż mi się przypomniało... Oglądałem kiedyś taki serial How I met your mother i był tam odcinek, w którym dwie bohaterki twierdziły, że stormtroopery to roboty :D

I muszę się zabrać za ostatnią część. Jeszcze nie oglądałem Ostatniego Jedi :/

Nigdy nie byłem fanem SW i podchodziłem do ich oglądania, jako kina rozrywkowego. Dlatego jedne części podobały mi się bardziej, a inne mniej. 7 część oglądałem w kinie i byłem bardziej niż zawiedziony, 8 obejrzałem sobie całkiem niedawno na kompie i nawet mi się spodobała. To chyba zależy od nastroju :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Bez Słowa (Netflix) moja ocena: 6-/10

++ Scenografia (miodne sf, Berlin przyszłości)

+ wygląd bohaterów

+ bohater (neo)amisz, niemowa (to najlepszy elememt filmu i też najbardziej niewykorzystany)

– przynudza

– fabuła

– bohater deus ex machina

– bohater debil

 

Outsider (Netflix) moja ocena: 4/10

Ten film wszystko ma najwyżej przeciętne.

Główny bohater kreowany na świra a wychodzi co najwyżej upośled.

Całość wysoce niewiarygodna.

Strata czasu.

 

Spojlery!

 

Bez Słowa:

Amerykańska armia siedzi w Berlinie (?) ale nie za bardzo wiadomo o co chodzi. Mamy bohatera, który, jak na debila przystało, gdy ukochana chce mu wyznać jakąś arcyważną tajemnicę, to on nie chce słuchać bo najważniejsze jest to, że ona chce z nim być. Och, jak słitaśnie, szkoda, że panna znika a on później chodzi i wszystkich napierdala. A exżołnierza Armi amerykańskiej, ponoć wyszkolonego i zawsze mającego nóż taktyczny za paskiem, zjada na drugie śniadanie. No wiadomo, przecież jest dwumetrowym-koksem-amiszem-niemową-barmanem-miszczem-strugania-w-drewnie – to wszystko tłumaczy.

 

Outsider:

Dostajemy Amerykanina w japońskim więzieniu – razi brak wytłumaczenia, podczas gdy w mieście pełno zwycięskiej Amerykańskiek armii.

Bohater nie umie mówić po Japońsku, ale z biegiem filmu uczy się samoistnie (?).

Generalnie zdaje się upośledem, ale że pomógł jednemu gostkowi z klanu to pomimo nienawiści do obcych i xenofofbii japońce idą mu na rękę, wybaczają dymanie siostry i takie tam.

Gdzieśtam w połowie bohater dostaje katanę, której nie używa, a w końcowej scenie gasi nic nie spodziewjącego się przeciwnika jednym płynnym cięciem – wyjmując miecz z pochwy i odrazu idealnie tnąc po gardle – miszcz samurajski by się nie powstydził.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To jakieś komedie/parodie są? Bo brakuje mi ostatnio śmiechu, więc bym coś obejrzał :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Niestety nie :O

 

Nago jest dobre do obejrzenia z lepszą połówką :D

 

A samemu to wal w Jaya i Cichego Boba cokolwiek i się uśmiejesz, nawet jak już widziałeś :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Otóż obejrzałem właśnie dzieło John Stratton.

Thriller, akcja, produkcja brytyjska. Dość aktualna.

I nikomu rzecz jasna nie polecam. Ten knot z niewiadomych mi powodów na filmwebie nie ma 1.1 ale 4.5.

Cóż..., co ja tam wiem o życiu.

Tyle, że większej fantastyki w życiu nie widziałem, bo tam po prostu nic kupy się nie trzyma. Najdziwniejsze, że aktorzy solidni, brytyjscy po większości (zapamiętani z całkiem dorzecznych produkcji), choć i z Chinką (doczytałem, że nie do końca oryginalną), by target powiększyć, ktoś te idiotyzmy choćby na DVD obejrzy, scenografia też niczego. Bardzo urocze barki.

Też chcę barkę, tylko Tamizy brak na podorędziu.

No, ale ja nie o tym, ale o piwie Tyskie (żadna kryptoreklama, uchowaj Boże), bo w ostatniej scenie (przecież najważniejszej) ono się pojawia. Bohaterowie płyną (ja z nimi też po tym dziele odpływam) do lądów i na ryby (Stary i morze się kłania).

A to piwo w puszce.

I coś nam to mówi o świecie.

 

 

Choć dalibóg nie wiem co.

 

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Tak wracając do tego, co było powiedziane wcześniej – fantastyka mocno niestety cierpi z powodu inflacji oczekiwań, stąd dzieła niegdyś “kultowe” teraz są (za Funem) “nudne fabularnie, pozbawione emocji, monotonne wizualnie, przestarzałe”. Nostalgia opiera się na pamięci emocji, które dane utwory niegdyś w nas wywoływały, a których odbicie gdzieś tam w nas jeszcze się kołacze. Ale oczywiście dzisiejszy odbiór jest już zupełnie inny.

Ja Star Warsy od małego miałem w poważaniu – i tutaj nic się nie zmieniło, a Blade Runner zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i jakoś cholera nadal robi (ten stary, bo sequel tylko drażnił). Ale to zrozumiałe, że teraz byle androidy nikogo już nie ruszają. Niemal wszystko, co niegdyś było powiewem świeżości, kultura masowa zdążyła już przemielić, przetrawić, a na końcu obrzydzić. Wówczas mało kto jeszcze znał Dicka i jego paranoiczno-apokaliptyczne podejście do świata – ja przeczytałem chyba już po obejrzeniu filmu, ale w czasach bez internetu nawet to, że Blade Runner (tudzież Łowca Androidów) jest na podstawie Dicka nie było powszechnie znanym faktem. Teraz to, co pokazano w Łowcy... jest zwyczajnie modne, w tamtych czasach zaskakiwało. Pewnie, że nawet wtedy nie było oryginalne, ale pomińmy tę część dyskusji. Onegdaj zachwycaliśmy się zresztą niemal wszystkim, co do nas docierało, bo wszystko było nowe i nie było konkurencji (np. całą inteligencką rodziną oglądaliśmy, obiektywnie raczej żenujące, “Bliżej świata”). W klęsce urodzaju, jakiej dziś doświadczamy nie ma miejsca na takie zachwyty, ale i jakość (chyba) jest obiektywnie wyższa, choć może trudniej w tej masie ją odnaleźć.

Czyli po prostu – nie zapominajmy o kontekście. Obywatel Kane dziś też jest nudny. Już to gdzieś tu zresztą pisałem.

Dobrze, chciałbym jeszcze coś powiedzieć na temat, ale ostatnio nie oglądam, nie czytam, nie piszę. Trudno się skupić, gdy dziecko wrzeszczy.

Wysyłam wirtualną piąteczkę do ciebie Vargu za ostatnie zdanie :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Anihilacja jakoś mnie nie porwała. Fajny punkt wyjścia, Strefa, tajemnica i zagadki. Jednak jakoś po obejrzeniu nie miałem opadu szczęki. Aczkolwiek trzeba przyznać, że to solidna Netflixowa produkcja.

@Skull – jakoś mnie ta wirtualna piąteczka chybiła, więc odbijam poniewczasie ;)

“Blade of the Immortal” na Netfliksie. Samurajska jatka z nieśmiertelnym wojownikiem. Raczej mi się nie powinno było spodobać, a jednak się spodobało. A główny bohater cudowny i cudownie zagrany przez Takuyę Kimurę.

To i ja po “Anihilacji”. Rzeczywiście, finału można się było domyślić, ale film bardzo, bardzo. Nawet autentycznie przerażający miejscami.

What happened to Monday?

Jest pomysł, jest akcja, są zwroty fabularne, podobała mi się gra aktorska, ale... Sporo nieścisłości, głupot i upraszczania. Myślę, że film powinien być potraktowany z przymrużeniem oka, inaczej może wkurzyć.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Więzień Labiryntu 3 – “Death Cure”.

Ktoś wrzucał na sb linki do “Terrible writng advice” – ten film nakręcono właśnie wg. tych wskazówek. Mamy wybrańca, nastolatków ratujących świat, trójkąt miłosny, dystopię, postapo, zamaskowanych szturmowców z zezem oraz mnóstwo nielogicznych akcji i wybuchów. Klisza na kliszy.

 

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Blame! (Netflixowy film na podstawie mangi) – zwiastun (klik!).

Na skutek zarazy i utraty genetycznego klucza do kontroli nad systemami cyfrowymi, ludzkość utraciła kontrolę nad ogromnym miastem, które budowane przez autonomiczne boty, rozwija się w nieskończoność. Pozostałości osadników próbuje wytępić system bezpieczeństwa.

Miejscami infantylne (jak to u Japończyków – ale bez tego paskudnego “sugoiiii~” i kocich mordek), miejscami raziło skrótami i nieścisłościami fabularnymi, ale dostałem to, czego oczekiwałem, kiedy czytałem mangę jakieś dziesięć lat temu. Surowy klimat, porządny cyberpunk osadzony daleko w przyszłości, wizualnie świetne, OST bardzo dobry.

Też obejrzałam Blame! jakiś czas temu. Rzeczywiście, całkiem możebne.

Blame jest świetne jako Manga, mam całość w kolekcjonerskim wydaniu, w twardych oprawach.

Anime trochę uprościło bardzo niejednoznaczną pod każdym względem przygodę .

"Przyszedł Heos zrobić chaos." - T. K.

Bo papier oddawał klimat opowiadania – mnóstwo czerni i ciszę. W filmie postawić musieli już na pełną oprawę audiowizualną, która spodobać ma się przecież szerokiej publiczności. I jak to ocha określiła – dla mnie bardzo możebne. (Biorąc pod uwagę, że miałem grubo ponad 5 lat przerwy od japońszczyzny, bo przejadłem się ich kwikami, piskami, głupimi minami i całym tym infantylnym dziadostwem).

Zobaczymy, co zrobią przy kolejnych filmach, bo takowe mają powstać.

Masz na myśli kolejne Blame’owe filmy?

"Przyszedł Heos zrobić chaos." - T. K.

Tak, ponoć sequel.

Nie umiem jednak ocenić wiarygodności tego konkretnego źródła, ale Nihei potwierdzał to wielokrotnie.

To w sumie dobrze. Jestem za.

"Przyszedł Heos zrobić chaos." - T. K.

Późno, ale obejrzeliśmy z Berylem starego Blade Runnera (wynudziliśmy się jak mopsy), by zaraz potem obejrzeć nowego Blade Runnera. Podobał nam się o wiele bardziej. Był długi jak cholera, ale tempo miał lepsze niż oryginał i zdołał zaciekawić tak samym sobą, jak i nawiązaniami do filmu z ‘82. Część scen wydała mi się niepotrzebna (choćby gadanie Jareda Leto), ale fajnie wykorzystali różne motywy, grali konwencją, połączyli różne wątki. Seans ogólnie na plus.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Obydwa Blade Runnery są świetne. Pierwszy to zupełnie inne kino niż teraz się tworzy dla innego odbiorcy. Dla mnie oryginalna ekranizacja książki Dicka jest świetna. Absolutna klasyka kina.

Druga część, Blade Runner 2049 jest także świetną kontynuacja, która została zrobiona z głową, jest kompletna i logiczna. 

"Przyszedł Heos zrobić chaos." - T. K.

Solo.

Odświeżający, szczególnie po wygibasach zaserwowanych przez Johnsona. Trochę mi się kojarzy z Willowem i to nie tylko za sprawą reżysera i karzełka (co prawda odgrywającego rolę mikrą), a kreacji bohatera krojoną na podobieństwo Madmartigana.

Tylko jakby dramatu za mało, stawka mało porywająca, epizody się rozjeżdżają, ale bohaterowie rekompensują niedostatki fabularne.

Męczarni w czasie oglądania nie stwierdzono.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Też uważam, że nowy jest lepszy i mniej kiczowaty (w pierwszym scenografia bywała momentami obrzydliwa), i fajnie, że nie wszystko zrobiono w CGI. Imponujące są te makiety.

Blade Runer 2049 to jeden z najlepszych filmów ostatnich miesięcy – dla mnie 10/10

http://kinohd24.pl

Nowa Fantastyka