- Opowiadanie: solarpox - Tego mi nie powiedzieli

Tego mi nie powiedzieli

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Tego mi nie powiedzieli

W mo­men­cie gdy za­lo­go­wa­łem się do swo­jej wir­tu­al­nej prze­strze­ni, do­strze­głem, że jest w niej bar­dzo dużo hie­rar­chicz­nie upo­rząd­ko­wa­nych kar­to­nów. Wiesz, ta­kich do prze­pro­wadz­ki. Scrol­lo­wa­łem ko­lej­ne pod­fol­de­ry pod­fol­de­rów. W ciul pli­ków z da­ny­mi, ra­por­ty i wy­kre­sy. Ko­li­stym ru­chem rąk od środ­ka ma­try­cy za­zna­czy­łem wszyst­ko. Uko­śny ruch pra­wej ręki w stro­nę pra­we­go gór­ne­go rogu usu­nął wszyst­kie fol­de­ry. Za­czy­nam od nowa, za­czy­nam od zera. Ru­chem pra­wej dłoni w ze­wnętrz­ną stro­nę pola ma­try­cy od­pa­li­łem wy­szu­ki­wa­nie. Sam nie wie­dzia­łem czego szu­kać. Jest tego tak dużo.

*

– Mar­tin! Otwie­raj! – Mocne uderzenia spowodowały drżenie me­ta­lo­wych drzwi. – Mar­tin! Na­tych­miast przy­wróć bac­ku­py. Mar­tin, ty sku…

Drzwi otwo­rzy­ły się po­wo­li.

Na środ­ku nie­wiel­kiego pomieszczenia stał duży skó­rza­ny fotel. Moja głowa oświe­tlo­na była ko­lo­ro­wy­mi po­la­mi, emi­to­wa­ny­mi przez diody in­ter­fej­su. Fotel zaj­mo­wał w po­ko­iku więk­szość miej­sca, ale był bar­dzo wy­god­ny i przy­dat­ny w trak­cie od­wie­dza­nia ulu­bio­nych miejsc w cy­ber­prze­strze­ni. Ko­rzy­sta­łem z niego także do pracy i snu, a spa­łem czę­sto i długo.

Mia­łem do­pie­ro dwa­dzie­ścia jeden lat, a już zmar­no­wa­łem sobie życie. Naj­praw­do­po­dob­niej przez nad­mier­ne­ po­chła­nia­niu tre­ści podsuwanych przez in­ter­ne­to­wą AI. Sztucz­ną in­te­li­gen­cję, która była wszę­dzie i we wszyst­kim. W tych cza­sach wszyst­ko było osza­co­wa­ne i usta­lo­ne przez al­go­ryt­my AI. Gdy odwiedzałeś kino, przed wej­ściem wy­świe­tla­ła się re­kla­ma filmu naj­le­piej do­pa­so­wa­ne­go do wieku, wy­glą­du, stylu ubie­ra­nia, a nawet ko­lo­ru wło­sów osoby sto­ją­cej przed ekra­nem re­kla­mo­wym. Gdy chciałeś za­mówić pizzę, AI na pod­sta­wie od­wie­dzo­nych przez ciebie stron i zro­bio­nych za­ku­pów do­pa­so­wy­wa­ła skład pizzy, jej wiel­kość, a nawet po­ziom top­nie­nia sera. Tak się skła­da­ło, że wła­śnie zgłod­nia­łem, ale to i tak nie miało już żad­ne­go zna­cze­nia.

*

– Hej, Dan! Wchodź! – od­po­wie­dzia­łem powoli i ospale, ścią­ga­jąc przy tym z głowy in­ter­fejs. – Chło­pie. Nie mu­sisz się tak tłuc.

– Ty dur­niu, idio­to i nie wiem jak jesz­cze można cię na­zwać, bo skre­ty­nia­ły kre­tyn do entej po­tę­gi to za ła­god­ne okre­śle­nie po tym co zro­bi­łeś! – chło­pak wy­darł się na mnie wcho­dząc do po­miesz­cze­nia.

– Wiesz? Mia­łem dosyć. Oni cią­gle do­wa­la­ją mi jakiś ma­te­riał do ana­li­zy. Ja­kieś do­ku­men­ty do przej­rze­nia, a potem każą robić z tego ra­por­ty. Ja już nie mogę! – od­par­łem po­wol­nie, od­kła­da­jąc przy tym in­ter­fejs na za­wa­lo­ną ubra­nia­mi pod­ło­gę.

– Jak to nie mo­żesz? Prze­cież wiesz, że mu­sisz. Mu­sisz wy­peł­nić pod­sta­wo­we ru­bry­ki i to przy­naj­mniej dwa razy dzien­nie. Ni­ko­go nie ob­cho­dzi, co ro­bisz potem. By­le­byś wy­peł­nił sta­ty­sty­ki na wstę­pie i na wyj­ście. Resz­tę i tak każdy olewa.

– No wła­śnie! O to mi cho­dzi. – Wziąłem do ręki stary wi­sio­rek z dwu­dzie­sto­ma sied­mio­ma ko­ra­li­ka­mi, za­pa­trzy­łem się w ścia­nę i po chwi­li do­koń­czy­łem myśl. – Prze­cież ni­ko­mu na tym nie za­le­ży. Nie wiem, dla kogo to robię i tak wła­ści­wie po co. 

 

 Dan był star­szy ode mnie o ja­kieś czte­ry lata. Razem pra­co­wa­li­śmy dla firmy wy­li­cza­ją­cej dane zgro­ma­dzo­ne w hur­tow­ni na miesz­czą­cej się kilka ki­lo­me­trów za mia­stem far­mie ser­we­rów. Tym żyli miesz­kań­cy – gro­ma­dze­niem i prze­twa­rza­niem da­nych. Wła­ści­wie to osiem­dzie­siąt pro­cent miesz­kań­ców ob­skur­nych i sy­pią­cych się ze sta­ro­ści bu­dyn­ków tego mia­sta, to lu­dzie wy­li­cza­ją­cy dane i sta­ty­sty­ki do ja­kie­goś wiel­kie­go pro­jek­tu. Nie py­taj­cie ja­kie­go. Tego nikt nie wie­dział. No, może kilku klu­czo­wych, ale ci go­ście to od­dziel­na hi­sto­ria.

To o czym w tej chwi­li my­śla­łem, to fakt, że nikt już nie kon­tro­lu­je życia. Teraz to życie kon­tro­lu­je nas. Jak już się pew­nie do­my­śla­cie życie to AI. Jeśli za­czniesz wy­szu­ki­wać in­for­ma­cje o życiu, AI po­zwo­li ci zo­ba­czyć tylko to co wolno ci zo­ba­czyć i nic wię­cej.

– Czemu to zro­bi­łeś? By­li­śmy tak bli­sko. Koń­czy­li­śmy pro­jekt, ze­bra­li­by­śmy tro­chę kre­dy­tów i ru­szy­li do wir­tu­al­nej walki z nowym ar­mo­rem i kupą za­je­bi­stych giwer w ple­ca­ku. Ale nie! Ty mu­sia­łeś wy­pie­przyć całą zdo­by­tą wie­dzę i więk­szość koń­co­we­go ra­por­tu. Czemu? Czemu do cho­le­ry to zro­bi­łeś?

– I co? – Chło­pak za­ła­mał ręce i od­po­wie­dział z re­zy­gna­cją. – I co dalej? Znowu spę­dzi­li­by­śmy kilka ty­go­dniu zli­cza­jąc cy­fer­ki i wska­zu­jąc naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ne za­cho­wa­nia dla wy­bra­nych mo­de­li te­sto­wych? I po co? Co my ta­kie­go pro­du­ku­je­my? Co my ta­kie­go wy­twa­rza­my? Nigdy się nad tym nie za­sta­na­wia­łeś? Danny! Po­patrz na to mia­sto. Ono po­ra­sta chwa­sta­mi. Zie­leń po­kry­wa coraz to wyż­sze pię­tra, a beton z roku na rok coraz bar­dziej się kru­szy.

– Prze­cież wiesz, że mu­si­my się utrzy­my­wać z pracy w hur­tow­ni. AI do­pa­so­wa­ła nas do tej pracy i tak ma być. To co, że dom ci się sypie. Znaj­dziesz sobie inny. Prze­cież do­sta­jesz co roku nowy in­ter­fejs. Ba! Nawet cza­sa­mi przy­ślą taki z ak­tu­ali­za­cja­mi i wgra­ny­mi do­dat­ka­mi do wir­tu­al­ne­go awa­ta­ra. – Dan mó­wiąc o awa­ta­rze, wy­świe­tlił na swo­jej ręce ho­lo­gram przy­pa­ko­wa­ne­go, opa­lo­ne­go przy­stoj­nia­ka z blond wło­sa­mi. – Wi­dzisz? Ja zdo­by­wam ko­lej­ne punk­ty i mogę za­pra­szać dziew­czy­ny do coraz lep­szych cy­fro­wych re­stau­ra­cji, z na­praw­dę wy­pa­sio­ny­mi wir­tu­al­ny­mi po­ko­ja­mi na noc. A ty?

– Ja? – Sam nie wie­dzia­łem co po­wie­dzieć. – Ja nie chcę już ni­cze­go. W dupie mam ten ich pro­jekt. W dupie mam, że jutro AI naśle na mnie sprzą­ta­czy. A po­ju­trze zo­sta­nę zu­ty­li­zo­wa­ny i prze­ro­bio­ny na bio­ma­te­riał. Mam to w…

 

Obu­dzi­łem się leżąc nagi na przy­jem­nie zim­nym, me­ta­lo­wym stole. Sprę­ży­ste ra­mio­na nade mną przy­go­to­wy­wa­ły się do wy­cię­cia ko­lej­nych czę­ści mo­je­go ciała. Wie­dzia­łem, że to się sta­nie. To był ko­niec. AI prze­wi­dzia­ła wszyst­ko. Mój chwi­lo­wy bunt i to, że ska­su­ję pliki. To, że będę chciał cze­goś wię­cej, ale przede wszyst­kim to, że będę chciał wy­brać. Za­sta­na­wia­łem się, jak to było kie­dyś. Przed cza­sem, w któ­rym jakaś ma­gicz­na tech­no­lo­gia pod­su­wa­ła lu­dziom pod nos roz­wią­za­nia. Przed cza­sem, w któ­rym każdy od uro­dze­nia szko­lo­ny był do jed­nej, przy­go­to­wa­nej spe­cjal­nie dla sie­bie czyn­no­ści. Przed cza­sem, w któ­rym lu­dzie klu­czo­wi dla dal­sze­go roz­wo­ju pla­ne­ty, prze­ka­zy­wa­li wszyst­kie in­for­ma­cje, a nie tylko te, które z ja­kie­goś po­wo­du stwier­dzi­li, że można prze­ka­zać.

Czy kie­dyś można było wy­brać co zjeść? Czy można było wy­brać co obej­rzeć? Czy można było wy­brać kogo się lubi, a kogo kocha? Czy kie­dyś można było wy­brać gdzie się za­lo­go­wać i na co wydać kre­dy­ty? Czy kie­dyś można było zde­cy­do­wać jak żyć? Czy kie­dyś można było czy­tać ar­ty­ku­ły, które na­praw­dę cię in­te­re­su­ją, a nie tylko te które mu­sisz prze­czy­tać, bo al­go­rytm tak stwier­dził?

Tak było kie­dyś. Wiesz skąd to wiem? Kilka dni wcze­śniej, zu­peł­nie przez przy­pa­dek, zna­la­złem kilka kar­tek ze sta­re­go pa­mięt­ni­ka. Kart­ki za­pi­sa­ne były ręcz­nie. Na kilku stro­nach autor pa­mięt­ni­ka na­pi­sał o mi­ło­ści, pasji, przy­go­dzie, ra­do­ści. Nie­zna­na osoba, pisała o po­dró­żo­wa­niu i o prze­ży­wa­niu życia. Coś zwią­za­ne­go z kar­piem i dijem. Tego nie zro­zu­mia­łem. Ale za to zro­zu­mia­łem jak pisał “tu i teraz”. Chcia­łem się do­wie­dzieć wię­cej i to był mój błąd.

Wła­śnie dla­te­go tak szyb­ko mnie do­rwa­li. Do­pa­dli mnie, bo za­czą­łem szu­kać wska­zó­wek jak po­znać to o czym pisał autor tego pa­mięt­ni­ka. Do­pa­dli mnie, gdy za­czą­łem za­da­wać py­ta­nia. Teraz już wiem. Al­go­rytm usta­wio­ny był na wy­szu­ki­wa­nie ludzi, któ­rzy chcie­li do­wie­dzieć się cze­goś wię­cej. Ludzi cie­ka­wych świa­ta, za­da­ją­cych nie­wy­god­ne py­ta­nia i szu­ka­ją­cych od­po­wie­dzi. Nie­ste­ty ta­kich osób al­go­rytm AI nie po­trze­bo­wał, ale tego mi nie po­wie­dzie­li. 

 

Koniec

Komentarze

Właściwie nie opowiadanie, a bardziej fabularyzowany wykład na temat tego dlaczego technologia jest zła, narrator wygłaszający opinie autora prosto do czytelnika (tłumacząc mu jak wszystko działa jakby rzeczywiście mówił to wszystko do osoby ze swojej przeszłości), z urozmaiceniami w postaci dialogu z chochołem i prefabrykowanym twistem na zakończenie. Bardziej zwykła technofobia niż sensowna krytyka możliwości VR-u, albo tego jak internet prowadzi do utowarowienia danych.

Trochę jak odcinek „Czarnego Lustra”, ale niestety nie wczułam się w tragizm sytuacji… Zabrakło tu oryginalności, która pozwoliłaby zatrzymać się przy tekście na dłużej. 

Pozdrawiam! 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Cześć. Zalecam poprawę zapisu dialogów. Poza tym strasznie nie lubię określenia "kredyty" na walutę [subiektywne]. Masz jakąś wizję, ale nie przekazujesz jej w zbyt ciekawy sposob. Wszystko jest oczywiste i mało zaskakujące. Ostatnie zdania brzmią nieco, jakbym słyszał płaskoziemców ;)

Dziękuję bardzo za trafne spostrzeżenia osobom, które poświęciły chwilę na przeczytanie. To było pierwsze opowiadanie opublikowane w moim życiu.

Napisanie i opublikowanie opowiadania było od kilku lat na mojej liście Bucketa. Dlatego zostawię je tutaj jeszcze przez chwilę, a potem wrócę do czytania. 

Wróć :)

Ale pisania nie porzucaj :)

Publikuj, betuj, komentuj innych, czytaj opowiadania innych autorów, patrz, jakie błędy im się wskazuje. Bardzo dużo można się w ten sposób nauczyć.

Podzielam pogląd bohatera i rozumiem jego decyzję, a jednocześnie przykro mi, że rzecz skończyła się tak, jak się skończyła. Radosny wydaje mi się fakt, że nie będzie mi dane znaleźć się w rzeczywistości Martina.

Całkiem niezły debiut, Solarpoksie, choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Mam jednak nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawe i lepiej napisane. :)

 

Tego mi nie powiedzieli. ―> Kropka w tytule jest błędem. Usuń ją

 

– Mar­tin! Otwie­raj! – ktoś mocno do­bi­jał się do me­ta­lo­wych drzwi. – Mar­tin! Na­tych­miast przy­wróć bac­ku­py. Mar­tin ty sk… – drzwi otwo­rzy­ły się po­wo­li. ―> Narracji nie zapisujemy jak didaskaliów. Winno być:

– Mar­tin! Otwie­raj! – Ktoś mocno do­bi­jał się do me­ta­lo­wych drzwi. – Mar­tin! Na­tych­miast przy­wróć bac­ku­py. Mar­tin ty sk…  

Drzwi otwo­rzy­ły się po­wo­li.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Mia­łem do­pie­ro 21 lat… ―> Mia­łem do­pie­ro dwadzieścia jeden lat

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Idąc do kina, przed wej­ściem wy­świe­tla­ła się re­kla­ma filmu… ―> Czy dobrze rozumiem, że reklama filmu, nim weszła do kina, wyświetlała się?

 

stary wi­sio­rek z 27 ko­ra­li­ka­mi… ―> …stary wi­sio­rek z dwudziestoma siedmioma ko­ra­li­ka­mi

 

Dan był star­szy ode mnie o ja­kieś lata. ―> Dan był star­szy ode mnie o ja­kieś cztery lata.

 

Wła­ści­wie to 80% miesz­kań­ców… ―> Wła­ści­wie to osiemdziesiąt procent miesz­kań­ców

Nie używamy symboli.

 

Ono ob­ra­sta w chwa­sty. ―> Raczej: Ono porasta chwa­stami.

 

Mam to w … ―> Zbędna spacja przed wielokropkiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej. Szorciak nie jest najgorszy. Nie jest też jakoś specjalnie źle napisany, choć kilka razy się potknąłem. W zasadzie rzeczywiście nie ma tutaj nic specjalnie odkrywczego, a wizja przyszłości o której piszesz wydaje się być bliżej prawdy niż SF. Ale czy zawsze musi być? Masz smykałkę i podpisuję się pod słowami Reg, że to całkiem przyzwoity debiut tutaj. Pozdrawiam

Dziękuję Realuc. 

Dziękuję też dyżurnym. Uwagi bardzo pomogły.

Mam nadzieję wykorzystać je w ewentualnych przyszłych opowiadaniach (niekoniecznie publikowanych), jak i w pracy zawodowej. 

 

P.S.

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, jak dobrze wypadliście z punktu widzenia marketingu Nowej Fantastyki. 

Pomyślałem sobie, że warto wspierać tak przyjemnie kreatywną krytykę i po pracy udałem się prosto do “kiosku” po ostatnie wydanie. Życzę wam, żeby jak najwięcej waszych opowiadań ukazało się w NF. 

Ooo widzisz, teraz czuję się w pełni spełnionym dyżurnym :D No to gratis dorzucę jeszcze warte uwagi poradniki, które z pewnością Ci się przydadzą zarówno tutaj, w pracy zawodowej, jak i w pisaniu w ogóle:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842 – info dla nowych. Tutaj znajdziesz wszystkie niezbędne informacje.

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112 – Jak zapisywać dialogi. Widziałem, że robisz w tym względzie błędy. 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 – Tutaj dowiesz się, jak zdobywać więcej komentarzy i być czytanym.

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842843 – A tutaj jeszcze inne porady i odnośniki 

Pozdrawiam ;)

Miło mi, Solarpoksie, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo przydatne. 

Nawet nie myślałem, że można to sobie aż tak skomplikować. Didaskalia, dywizy, pauzy, kropka tu, kropka tam, pisane kursywą, pisane normalnie, czasownik najpierw, czasownik potem. Serio? Muszę się z tym przespać. 

Ale ok, podejmuję wyzwanie i napiszę jeszcze jedno opowiadanie z licznymi, dynamicznymi dialogami. Postaram się, żeby było przynajmniej w części zgodne z ogólnie przyjętymi normami pisania. 

@Solarpox…

Ja śpię z tym ponad 3 miesiące i dalej nie wszystko ogarniam ;)

Daj sobie więcej czasu ;) I się nie zniechęcaj :)

Kształcących snów, Solarpoksie. I wytrwałości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj.

Opowiadanie o przyszłości ludzi jest mocno przytłaczające, choć zawiera w sumie cząstkę pozytywnych i optymistycznych treści – okazuje się, że to my żyjemy w tym wspaniałym czasie, kiedy wszystko nam wolno. :)

Bohater główny zapłacił najwyższą cenę za to, że próbował dowiedzieć się czegoś więcej o owych “szczęśliwych czasach”. :)

Gratuluję Ci pomysłu. :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Pomysł nienowy, choć próbujesz z niego wycisnąć coś w miarę oryginalnego. Tylko że niestety nie mogę się zgodzić z Realucem co do wykonania. Wykonanie utrudniało mi dość mocno lekturę.

Opowiadanie jest króciutkie, a mimo to przegadane, zwłaszcza w części pierwszej, gdzie dialogi są okrutnie wręcz nienaturalne, co głównie powoduje znużenie. W drugiej z kolei właściwie tylko opisujesz świat. To nie bardzo w ogóle jest opowiadanie, nawet nie bardzo scenka, tylko taki wykład o złej stechnicyzowanej futurystycznej rzeczywistości.

Myślę, że z tego pomysłu można było wycisnąć przyzwoity tekst fabularny, ale to jest zaledwie pomysł, nawet nie streszczenie, bo nie ma tu fabuły. Zachęcałabym Cię do próby wpisania w ten świat, z taką AI, akcji, fabuły, czegoś, co ma szanse zainteresować czytelnika.

 

No i masz sporo do nadrobienia technicznie. Sypie się właściwie wszystko: interpunkcja, zapis dialogów, składnia. Masz tu poradnik (prze)życia na portalu, jest w nim też link do innego poradnika, zbierającego przydatne linki w kwestiach poprawnościowych: Portal dla żółtodziobów

 

Łapankę zrobiłam tak mniej więcej do połowy, bo do poprawek lub całkowitego remontu jest większość zdań. W drugiej części też, ale może dasz radę przynajmniej część wyłapać sam wg schematu, bo nie bardzo mam czas na przepisywanie całego tekstu. (Uprzedzając to, co jest w poradniku: poprawianie wytkniętych przez łapankowców błędów jest pożądane, także przez autora – bo następni czytelnicy dostaną lepszy produkt).

 

Scrollowałem kolejne podfoldery[-,] podfolderów.

Ukośny ruch prawej ręki w stronę prawego górnego rogu[-,] usunął wszystkie foldery.

Ruchem prawej dłoni w zewnętrzną stronę pola matrycy[-,] odpaliłem wyszukiwanie.

Martin[+,] ty sk…

Tu dodatkowa uwaga: jak piszesz urwane słowo, warto sobie to powiedzieć na głos. Szansa, że ktoś urwie na “sk” jest bliska zeru, raczej urywa się na samogłosce, czasem ewentualnie na pierwszej głosce.

 

Na środku pomieszczenia o niewielkich rozmiarach stał duży[-,] skórzanym fotel.

Znacznie prościej, klarowniej i poprawniej → “Na środku niewielkiego pomieszczenia…” Przecinek niepotrzebny bo “duży” określa “skórzany fotel”, a nie jest wymienianiem cech.

 

Najprawdopodobniej dzięki nadmiernemu pochłanianiu treści[+,] jakie podsuwała mi internetowa AI. Sztuczna inteligencja, która była wszędzie i we wszystkim. W czasach[+,] w jakich przyszło mi żyć, wszystko było oszacowane i ustalone przez algorytmy AI.

Tu sporo rzeczy nie gra. Przemeblowałabym na coś w tym rodzaju → “Najprawdopodobniej dzięki nadmiernemu pochłanianiu treści podsuwanych przez internetową AI. Sztuczną inteligencję, która była wszędzie i we wszystkim. W tych czasach wszystko było oszacowane i ustalone przez algorytmy AI.”

“Czasy, w których przyszło mi żyć” sugerują duży dystans narratora do czasu akcji.

 

Idąc do kina, przed wejściem wyświetlała się reklama filmu najlepiej dopasowanego[-,] do wieku,

Reklama szła do kina? Uważaj na podmioty.

 

Zamawiając pizzę, AI na podstawie odwiedzonych stron i zrobionych zakupów dopasowywała skład pizzy,

J.w. – to użytkownik zamawia, a AI dopasowuje. Znów źle dopasowane podmioty.

 

– Hej[+,] Dan! Wchodź[-.] – odpowiedziałem powoli i ospale odpowiedziałem, ściągając przy tym ze swojej z głowy interfejs. – Chłopie. Nie musisz się tak tłuc.

Jest oczywiste, z czyjej głowy ściąga interfejs, a zaimek “swój” to straszny zaśmiecacz języka. W 99 przypadkach na sto nie jest potrzebny. Drugą część wypowiedzi przedzieliłabym przecinkiem, nie kropką.

 

– Ty durniu, idioto i nie wiem jak jeszcze można cię nazwać, bo skretyniały kretyn do n-tej potęgi to za łagodne określenie po tym co zrobiłeś! – cChłopak wydarł się na mnie[+,] wchodząc do ciasnego pomieszczenia.

Bardziej naturalny, zwłaszcza w wypowiedzi, jest zapis “do entej potęgi”, ale “n-tej” może od biedy być. O tym, że pomieszczenie jest ciasne, już wiemy, nie musisz tego powtarzać.

 

Dobrze wiesz, że nikogo nie obchodzi[+,] co robisz potem.

 

– No właśnie! O to mi chodzi. – biorąc Wziąłem do ręki stary wisiorek z dwudziestoma siedmioma koralikami, zapatrzyłem się w ścianę i po chwili dokończyłem myśl. – Przecież nikomu na tym nie zależy. Nie wiem[+,] dla kogo to robię i tak właściwie po co.

Konstrukcje z imiesłowem przysłówkowym współczesnym są zdradliwe i lepiej ich unikać niż nadużywać błędnie – jak tu.

Tak skądinąd – opisując dokładnie wisiorek, zwracasz na niego mocno uwagę, a o ile czegoś nie przegapiłam, nie gra on dalej żadnej roli. Skądinąd wisiorek to raczej łańcuszek czy rzemyk z zawieszką, a coś, co ma dużo koralików to naszyjnik.

 

I tu przerwałam łapankę, bo za dużo tego.

 

Powodzenia!

 

PS, bo dopiero teraz zauważyłam:

Nawet nie myślałem, że można to sobie aż tak skomplikować. Didaskalia, dywizy, pauzy, kropka tu, kropka tam, pisane kursywą, pisane normalnie, czasownik najpierw, czasownik potem. Serio? Muszę się z tym przespać. 

Sorry, taki mamy język. Serio: poszanowanie dla języka jest wyrazem szacunku dla czytelnika. I w sumie też dla własnego tekstu. Literatura to nie zapis myśli, jak leci. Tak, jest coś takiego jak strumień świadomości – ale to technika dla mistrzów słowa, inaczej wychodzi bełkot.

 

http://altronapoleone.home.blog

Drakaina. Dziękuję bardzo za uwagi. Część z tych uwag przypomina mi fragmenty książki “Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy”. Jak się okazało, czym innym jest czytać książkę o pisaniu, a czym innymi samodzielne pisanie. Dziękuję za tą praktyczną lekcję.

Jednocześnie gratuluję wytrwałości. Dobrnęłaś naprawdę daleko. Oczywiście zapoznam się z Twoim artykułem dla żółtodziobów. 

Kilka uwag z mojej strony.

Opowiadanie jest króciutkie,

To jest szort. Wydawało mi się, że powinien być krótki. Muszę też dodać, iż jestem świadom swoich umiejętności literackich i raczej nie wyobrażałem sobie, żeby ktokolwiek porwał się na przeczytanie dłuższego opowiadania w moim wykonaniu. Przynajmniej nie na tym etapie nauki pisania. 

Dodam też, że i tak jestem bardzo wdzięczny tym, którzy zdecydowali się poświęcić chwilę. 

“Czasy, w których przyszło mi żyć” sugerują duży dystans narratora do czasu akcji.

Dystans powinien być duży, bo facet przecież już nie żyje i w domyśle opowiada to po swojej śmierci. 

Tak skądinąd – opisując dokładnie wisiorek, zwracasz na niego mocno uwagę, a o ile czegoś nie przegapiłam, nie gra on dalej żadnej roli.

Bardzo słusznie zwróciłaś uwagę na wisiorek. Tak się składa, że ma on dla całości (kilku opowiadań jakie ewentualnie miały powstać jako cykl) bardzo duże znaczenie. Natomiast dla tego jednego opowiadania, faktycznie nie ma większego znaczenia. Przekonałem się jednak o Twojej wnikliwości w czytany tekst. Zawsze zazdrościłem tego innym, którzy potrafili spamiętać każdy szczegół z przeczytanej książki. “Szacun” albo[-/+,] jak kto woli – Jestem pełen szacunku.

 

 

 

Część z tych uwag przypomina mi fragmenty książki “Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy”.

Obiecuję nigdy nie napisać takiej książki. Nie czytam takich książek. Mam głęboką niechęć do takich książek. Uważam, że pisania należy się uczyć czytając klasykę literatury, a nie takie książki. Oraz nie zależy mi na tym, żeby moje teksty porywały tłumy. Wystarczają mi zadowoleni wierni czytelnicy.

Natomiast lubię, kiedy autor stara się pisać jak najlepiej – z szacunku do czytelnika.

Jednocześnie gratuluję wytrwałości. Dobrnęłaś naprawdę daleko.

Przeczytałąm całość, łapankę zrobiłam dla połowy.

 

To jest szort. Wydawało mi się, że powinien być krótki.

Wyciąganie kawałków zdań z kontekstu to zła praktyka. Nie mam pretensji o to, że opowiadanie jest krótkie – krótki debiut to dobry pomysł. Ale tam jest dalej “ale” – takie mianowicie, że problemem jest przegadanie mimo krótkości.

 

Zawsze zazdrościłem tego innym, którzy potrafili spamiętać każdy szczegół z przeczytanej książki.

To jest kwestia lektury na bieżąco, z dwiema kartami: jedną na lekturę, drugą na uwagi. Zapewniam Cię, że pamięć do tekstów mam taką, że nie pamiętam wszystkich szczegółów ukochanych książek, które czytałam wiele razy, a co dopiero tekstów z portalu… I też zazdroszczę osobom, które pamiętają dobrze to, co czytały.

http://altronapoleone.home.blog

Przyjemnie się czytało :)

Przynoszę radość :)

Kolistym ruchem rąk od środka matrycy zaznaczyłem wszystko. Ukośny ruch prawej ręki w stronę prawego górnego rogu usunął wszystkie foldery. Zaczynam od nowa, zaczynam od czystej matrycy. Ruchem prawej dłoni w zewnętrzną stronę pola matrycy odpaliłem wyszukiwanie.

Za dużo tej matrycy.

– Martin! Otwieraj! – Ktoś mocno dobijał się do metalowych drzwi.

Początek wskazuje, że narrator patrzy na świat oczami bohatera. Wydaje się zatem, że bohater powinien wiedzieć, kto dobija się do drzwi, rozpoznając po głosie.

Na środku niewielkiego pomieszczenia stał duży skórzany fotel. Moja głowa oświetlona była kolorowymi polami, emitowanymi przez diody interfejsu. Fotel zajmował w pokoiku większość miejsca, ale był bardzo wygodny i przydatny w trakcie odwiedzania ulubionych miejsc w cyberprzestrzeni. Korzystałem z niego także do pracy i snu, a spałem często i długo.

Brawo. Zobaczyłem ten pokój wyraźnie.

Miałem dopiero dwadzieścia jeden lat, a już zmarnowałem sobie życie. Najprawdopodobniej dzięki nadmiernemu pochłanianiu treści podsuwanych przez internetową AI.

„Poślizgnął się, dzięki czemu spadł w przepaść i się zabił”. :-) Najprawdopodobniej przez nadmierne pochłanianie…

Gdy odwiedzałeś kino, przed wejściem wyświetlała się reklama filmu najlepiej dopasowanego do wieku, wyglądu, stylu ubierania się, a nawet koloru włosów osoby stojącej przed ekranem reklamowym.

– Hej, Dan! Wchodź.

Czyli wiedział kto dobija się do drzwi.

 

Prezentujesz przyjemny w odbiorze styl. Odnoszę też wrażenie, że ta historia jeszcze siedzi w Twojej głowie i jeśli nie już, to niebawem będzie domagać się uwolnienia. Zdecydowanie powinieneś rozwinąć tą scenę w coś większego. I nie przejmuj się, że może pojawić się zarzut, iż pomysł niezbyt świeży. Ale nie jest zbyt wielu ludzi, którzy czytają po trzysta książek rocznie i znają większość spisanych historii.

Do dzieła.

ManeTekelFares. Dziękuję za komentarz, podpowiedzi i wsparcie zachęcające do dalszego pisania.

Miło, że namawiasz do rozwinięcia tego opowiadania, ale pozwolisz, że pozostawię je jako punkt odniesienia. Może w przyszłości przyjdzie mi do głowy taki szalony pomysł, żeby dopisać kolejne części.

Jednak teraz chciałbym skupić się na nowym opowiadaniu, w którym będę mógł przećwiczyć zdobytą tu wiedzę i spróbować wykorzystać Wasze rady. 

 

Chciałem też przeprosić wszystkich, którzy poświęcili chwilę na przeczytanie opowiadania. Czuję, że potraktowałem Was lekceważąco, publikując tak niechlujnie napisany tekst. W przyszłości postaram się nie wrzucać nic, co nie zostało przynajmniej kilkukrotnie zweryfikowane. 

Jakoś nie zauważyłem, żeby ktoś zarzucił Ci niechlujstwo. A błędy mniejsze, większe robi każdy. Pytanie, czy je powtarza. 

Polecam Ci funkcję bety na portalu. Zapisujesz opowiadanie, jako kopię roboczą i dodajesz do betalisty. Tam za zamkniętymi drzwiami można spokojnie pochylić się nad tekstem.

Tekst niechlujny to raczej taki, gdzie leży formatowanie, jest mnóstwo literówek, podwójnych spacji albo brak spacji tam, gdzie powinny być. Twój po prostu ma pewne błędy, których łatwo się ustrzec np. właśnie za pomocą bety. Owszem, zapis dialogów (nadal gdzieniegdzie błędny, ale tego się da nauczyć) to kwestia techniczna, ale widzę, że wprowadzasz poprawki, więc idzie ku lepszemu :)

Taki zauważony jeszcze przy scrollowaniu w dół zły dialog:

 

– Hej, Dan! Wchodź[-.] – odpowiedziałem powoli

Może na szybko: podstawowa zasada jest taka, że jeśli didaskalium odnosi się do czynności paszczowych, to czasownik idzie na początku i zaczynamy od małej litery (te dwie rzeczy masz ok), oraz nie dajemy kropki na końcu wypowiedzi. Dajemy natomiast wykrzyknik lub pytajnik, jeśli to on ma ją kończyć, żeby nie było zbyt łatwo ;) (ergo “– Hej, Dan! Wchodź! – odpowiedziałem powoli” jest poprawne).

Dla innych disaskaliów czasownik idzie zazwyczaj na dalszym miejscu, a wypowiedź kończy się kropką.

– Dawno cię nie widziałem – powiedział Dan, przeciągając się.

– Dawno cię nie widziałem – powiedziałem, przeciągając się.

– Dawno cię nie widziałem. – Dan przeciągnął się.

– Dawno cię nie widziałem. – Przeciągnąłem się.

[W przypadku narracji pierwszoosobowej to z czasownikiem pozornie bierze w łeb, bo opuszczamy podmiot, tzn. zaimek “ja”].

Oczywiście można sobie wyobrazić wyjątek w sensie paszczowości:

– Dawno cię nie widziałem. – Dan powiedział to powoli, cedząc słowa.

– Dawno cię nie widziałem – powiedział powoli Dan, cedząc słowa.

[Pierwsza wersja jest bardziej klimatyczna, zwraca uwagę na jakąś np. złowróżbność w zachowaniu Dana, coś w relacji z rozmówcą itd. Takie drobiazgi są ważne.]

 

http://altronapoleone.home.blog

Nowa Fantastyka