- Opowiadanie: Madej90 - Gwiezdna trumna

Gwiezdna trumna

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Gwiezdna trumna

Naczelnik – nagranie 1

Kosmos – kiedy człowiek szuka odpowiedzi, kiedy szuka siebie, patrzy w nieznane. Znacznie łatwiej szukać ich na zewnątrz, niż w sobie. W końcu zostało mu tylko zwrócenie się ku gwiazdom – ku bezmiernemu oceanowi, ku miriadom świateł. Lśniącym nagrobkom dla pokoleń astronautów, wypychanych przez lata w zasilanych atomowo aluminiowych trumnach. Ich zwłoki stanowiły fundament kolonii, orbitalnych stoczni, asteroidowych sztolni. Nawet po tym, jak ludzkość straciła wszelkie zainteresowanie kolejnymi odkryciami. Teraz w przestrzeń latają tylko przestępcy. Tacy jak ty.

Dziennik pokładowy Statku Karnego Louisiana

Dwudziesty pierwszy września dwa tysiące trzysta trzydziestego zgodnie z kalendarzem gregoriańskim. Rok szósty wyprawy. Potwierdziliśmy zdatność Układu Vaughna do kolonizacji. Obieramy kurs na sondę „Vespucii” w mgławicy emisyjnej IC 80310.

Doszło do awarii ekranowania magnetycznego w sektorze trzynastym. Promieniowanie nie stanowi na razie zagrożenia, a Naczelnik utrzymuje, że naprawa nie zajmie zbyt wiele czasu.

Awaria w sektorze ósmym spaliła połowę naszego zapasu papieru toaletowego.

Naczelnik – nagranie 2

Słuchasz nagrań edukacyjno-adaptacyjnych dla użytku przez skazańców. Czyli ciebie, choć tego nie pamiętasz. Ogłosili wyrok, zamontowali ci wszczepy, nową osobowość, a potem wypchnęli cię na statek. Kiedy wrócisz, wszystko zostanie przywrócone do poprzedniego stanu, z dodatkiem wspomnień z odsiadki. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle wrócisz.

Możesz odczuć wiele skutków ubocznych tego procesu, przede wszystkim depresję, melancholijność, ubóstwo emocjonalne, zagubienie. Jesteś tu tylko dlatego, że trzysta lat fikcji o socjopatycznych sztucznych inteligencjach sprawiło, że opinia publiczna nigdy nie powierzy losu kolonizacji kosmosu w całości w ręce moje i moich pobratymców.

Jestem Naczelnikiem, nakładką ograniczającą mnie do trójwymiarowego, zwierzęcego myślenia, które pozwala nam na komunikację. Przez większość czasu nie będziemy jednak wchodzić sobie w drogę.

Napoleon 1

Tutaj dni ciągnęły się przez lata. Louisiana stanowiła jednostkę zwiadowczą, płynącą przez niezbadane regiony. Od czasu wyruszenia Ziemia, z której startowała zdążyła zostać zniszczona, a na dodatek na wpół zapomniana.

Znaczną większość przestrzeni na statku kosmicznym zajmowały magazyny, fabryki, elektrownia oraz generator falcowy. Dlatego astronauci spędzali wiele lat w ciasnych, śmierdzących pomieszczeniach, skazani na ciągłe przebywanie w swoim towarzystwie. Nie mieli imion, prawie nie mieli charakterów, żadnych wspomnień.

Napoleon nazywał się tak ponieważ łysina i brak nosa sprawiały, że wyglądał jak zgarbiona, smutna świnia. Tylko on wciąż wyglądał, jak przy starcie, pozostałych czworo członków załogi zniknęło pod gęstą warstwą włosów, przypominając teraz bardziej podstarzałych hipisów. Tak daleko od Ziemi III nikogo nie obchodziły regulacje.

Dzisiaj przypadał dyżur Napoleona na mostku – tak wąskim, że mając tuż przed twarzą jedną ścianę o drugą opierało się plecami. Na mostku stało sześć ustawionych w poprzek foteli, brudnych od plam i kleksów petowań i aby dostać się do ostatniego trzeba było przeczołgać się po pozostałych. Każdą powierzchnię pokrywały ekrany. Mimo, że w trakcie ostatniego pobytu w bazie wprowadzono ulepszenie umożliwiające sterowanie statkiem myślą, większość załogi wciąż uparcie prowadziła dyżury manualnie.

Louisiana zbliżała się właśnie do sondy w mgławicy IC 80310 w płaszczyźnie ekliptyki. Za chwilę miało rozpocząć się pobieranie wszelkich niezbyt interesujących danych.

– Maszyna wysyła jakieś próbki z tkankami. – Nietoperz odezwał się przez Więź. – Przylecą za kwadrans.

– Przyjąłem. – Odparł Napoleon, pracujący już nad obieraniem następnego kursu. – Ściąganie danych niemal ukończone. Zostało dziesięć procent. Obudź Kapitana. Znowu znaleźliśmy życie.

Podrapał się po niemal nieistniejącej brwi, walcząc z sennością.

– Znowu jakiś grzyb. – Przeszło echem przez Więź. – Magazynuję próbki zgodnie z procedurą. Jesteśmy gotowi do lotu?

– Tak jest, Kapitanie.

– Kurs na IC 803590.

Napoleon położył na języku cienki kartonik, a następnie zaczął rozgrzewać generator falcowy, podczas gdy Naczelnik korygował kurs. Po pół godziny Louisiana zaczęła zwijać przed sobą przestrzeń, pokonując sto lat świetlnych na minutę i powoli przyspieszała. Tymczasem dyżurny na mostku odbywał już znacznie bardziej pasjonującą dla niego podróż z odchyloną głową, kiwającą się rytmicznie na boki.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Trzydziesty września dwa tysiące trzysta trzydziestego zgodnie z kalendarzem… a zresztą, jebać to. W trakcie lotu w stronę gwiazdy IC 803590 skazaniec 58789465867 znany jako Kapitan zginął w awarii sektora drugiego. Jego kajuta odseparowała się od reszty statku bez uszczelniania. Zmarł we śnie, a jego ciało zostało sprowadzone z powrotem i obecnie jest przechowywane w sektorze ósmym.

Jako pierwszy oficer wysłałem wiadomość na Ziemię III, zgodnie z procedurą. Otrzymamy odpowiedź w ciągu najbliższych trzech tygodni.

Naczelnik – nagranie 3

Skazańcom nie wolno podawać zbyt wielu informacji o ich pierwotnych osobowościach. Musi ci wystarczyć, że nie zrobiliby ci tego ultradźwiękowego magla w głowie bez poważnego powodu. Na prekolonizacyjnych statkach zwiadowczych takich jak Louisiana odsiadują wyroki tylko mordercy, terroryści i zbrodniarze wojenni. Wpasowujesz się w jeden z tych profili.

Twój wiek jest niemożliwy do oszacowania. Posiadasz skórę wykonaną z polimerów, mięśnie ze stali amtrackiej oraz włókna węglowego. Niemechaniczna część organów pochodzi z przeszczepów, mają od dwudziestu do trzydziestu lat. Organiczna część mózgu składa się z ośrodków pobranych od pięciu osób. Wiek od trzydzieści do trzydzieści pięć lat. Możesz pamiętać nawet Ziemię I. To znaczy, twój dysk twardy może pamiętać Ziemię I. Jeśli wrócisz, może go nawet odzyskasz.

Nietoperz 1

Wszyscy siedzieli w mesie, pogrążeni w ponurych nastrojach. Muzyka była nastawiona bardzo cicho, tylko tyle, by stworzyć szum walczący z korozyjnym milczeniem próżni i potępieńczym zawodzeniem statku. Dopiero co wydrukowali Kapitanowi trumnę i złożyli ciało między zwęgloną srajtaśmą a skrzyniami pełnymi kryształów z danymi. Jedzenie smakowało bardziej syntetycznie niż zwykle.

Zgodnie z procedurami, to na pokryte rzadką niebieską sierścią barki Nietoperza spadał teraz obowiązek dowodzenia tą grupą ślepych zaułków wspomaganej ewolucji. Przynajmniej do czasu, kiedy przyjdą rozkazy. Żałował, że nie poprosił wyraźnie o dokoptowanie nowego Kapitana.

– Naczelniku, jak długo do przybycia na IC 803590?

– Wejdziemy na orbitę w dwadzieścia osiem godzin – zahuczał bezcielesny głos.

– O ile ta pierdolona skamielina nie rozsypie się pod nami – warknął Kleks z twarzą przyłożoną do metalowego blatu. Na porysowanej powierzchni odbijała się niewyraźna, zmierzwiona plama czerni; Kleks pracował wcześniej blisko słońca, dla ochrony wywołano u niego sztuczny melanizm.

– Wiem, że coś się tu psuje prawie codziennie, ale tylko dzisiaj stało się coś rzeczywiście groźnego…

– Jedno jest pewne – mruknęła Igrek, zaciągając się skrętem. – Ja już w kajucie spać nie będę.

– A może, jako mechanik – mówił wolno Nietoperz. – Powinnaś po prostu ruszyć dupę i upewnić się, że pozostałe kajuty nie wystrzelą w próżnię. Zawsze możemy też zbudować nową sekcję drugą.

– Musielibyśmy zrobić przystanek, żeby złupić jakieś asteroidy.

– Lepiej jechać naokoło, niż pozwolić Lou się rozlecieć, nie? – powiedzieliły Popiersie. – Nie możemy przećpać całej misji, nawet jeśli to niewygodne.

– Dobra, dobra! – Igrek przewróciła oczami. – Sprawdzę, kurwa, systemy.

Opuściła mesę, zostawiając pozostałych członków załogi z jej wiązanką przekleństw niosących się przez Więź.

Naczelnik – nagranie 4

Z reguły nie masz tu zbyt wiele do roboty. Raz na kilka tygodni postąpisz zgodnie z procedurami, zgrasz dane, a potem wrócisz do robienia wszystkich tych odmóżdżająco nudnych rzeczy, którymi zajmują się załogi statków karnych. Będziesz zajmować się tymi rzeczami przez osiem lat, czyli jakieś sto pięćdziesiąt lat z powrotem na Ziemi.

Kosmos i czas nie idą ze sobą dobrze w parze, dlatego z pewnością natkniesz się gdzieś po drodze na rzeczy znacznie starsze i znacznie nowsze. Louisiana będzie przestarzała w dwa tygodnie po starcie. Tak samo jak ty.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Skazaniec 76493249035 znana jako Igrek odkryła liczbę licznych awarii na pokładzie w ciągu ostatnich miesięcy – mały ssak żyjący w warunkach beztlenowych obgryzał kable oraz uszkadzał poszycie. Naczelnik określił, że mały skurwysyn to Jangar, żyją czasem w pasach asteroid, mają układ trawienny pozwalający na strawienie prawie wszystkiego. Rozkazałem wysłanie szperaczy w głąb wszystkich szybów, aby upewnić się, że problem został rozwiązany.

Nastroje załogi powróciły do normy, teraz kiedy zagrożenie życia minęło. Wciąż czekamy na odpowiedź z Ziemi III.

Popiersie 1

Żagiel słoneczny dryfował przez próżnię, poszarpany i wypalony. Gigantyczny silnik wgiął się do środka, a kadłub długiej, cienkiej szpilki stanowiącej resztę SK Eisenstein ział dziurami. Był kompletnie martwy. SK Roose orbitował razem z pasem asteroid wokół brązowego karła.

– Zobacz. – Napoleon wskazał Popiersiu okienko, na którym w dużym powiększeniu wisiała głowica nuklearna. – Zupełnie ich tam zgrzało.

– Która to była wojna domowa? – Zapytaliły. – Oba nadają się do muzeum…

– Przedostatnia, jakieś sto lat, na moje oko. Ale te statki już wtedy młode nie były. Nietoperz. – Zwrócił się przez Więź. – Co mamy zrobić z tą atomówką?

– Procedury wymagają, żebyśmy ją zneutralizowali. Kleks i Popiersie, polecicie ją rozbroić i sprowadzić do magazynu.

Oczy wezwanych zrobiły się nieobecne, a statek wypluł z siebie dwa zsynchronizowane automaty. Wizja w trzystu sześćdziesięciu stopniach. Ping w normie, dzięki wbudowanym podprocesom, nawet z takiej odległości nie było opóźnienia w reakcjach. Specjalne programy symulowały w ich głowach bodźce z faktycznego przebywania w próżni.

Chwilę później Popiersie zostaliły tylko z własnym oddechem, mknąc przez nicość w stronę głowicy. Kleks frunął po lewej, poza projekcją wciąż paląc kiepa. Musieli być ostrożni, potencjalnie nawet pierdnięcie mogło doprowadzić do eksplozji. Dlatego bardzo szybko zaczęli hamowanie. Tylko by tego brakowało, żeby rozpizgać się tak daleko od domu przez coś tak błahego jak bezwładność.

Wypuścili Rój z pewnej odległości, nanomaszyny rozprują co trzeba, podczas gdy oni przyglądali się sępiej sylwetce Louisiany, rzucającej cień na Eisensteina.

– Myślicie, że coś tam jeszcze jest? – zapytał Kleks, przeglądając niekończące się kolumny danych.

– Gdzie?

– W statkach. Hibernacja, może, jakieś zachowane logi. Moglibyśmy tu sobie zrobić wykopaliska archeologiczne.

– Naczelnik mógłby to liznąć jakimiś czujnikami.

– Już to zrobiłem – zagrzmiało AI. – W jednym z bębnów Roose coś wytwarza fale elektromagnetyczne. Krótkie, częste przebłyski, poniżej sekundy.

– Mózg? – Popiersie spojrzeliły na Kleksa. – Niemożliwe.

– Prawdopodobnie coś mniej organicznego. – poprawił Naczelnik. – Wysłałem drona, żeby to sprawdził. Tymczasem załadujcie pocisk to sektora dziewiątego.

Napoleon 2

Podczas gdy pozostali badali kosmiczne szczątki i sprowadzali na pokład niewybuchy, Napoleon szedł w ciemnościach wzdłuż jednego z kręgosłupów statku, na który nawleczono jak na szaszłyk kolejne sektory. Podążał za gołymi kablami ciągnącymi się po szarych ścianach. Gdzieś tutaj wciąż biegało coś podgryzającego druty.

Napoleon szukał śladów we wszystkim możliwych pasmach, zaciskając spocone ręce na karabinie mikrofalowym. Zanim posłano go w tą ciemność zdążył wypić cztery piwa i teraz głowa ciążyła mu do ziemi, a myśli płynęły leniwie we wszystkie niewłaściwe kierunki.

– „Obcy nie chcą się z nami komunikować, bo jesteśmy za mało zaawansowani” – mamrotał do siebie. – „Niemożliwe, żebyśmy byli sami we wszechświecie”. W dupę niech sobie to wszystko wsadzą.

Przeszedł powoli do zasypanego wszelkim śmieciem sektora ósmego. Dostrzegł zanikające ślady w podczerwieni, prowadzące za piramidę skrzyń. Uniósł broń do policzka.

– Tyle lat latania przez przestrzeń i co, kurwa? Grzyby żrące metan i kosmiczne szczury z asteroid. Pierdolone szkodniki! – Skoczył do przodu i pociągnął za spust. Z beztlenowca została tylko rozgotowana papka. – Nic, tylko bezmózgie wybryki ewolucji.

Naczelnik – nagranie 5

Oficjalnie eksplorację prowadzi się w dwóch celach: przygotowanie planet pod terraformację i kolonizację oraz poszukiwanie obcych. To właśnie ten drugi cel prawie zniszczył programy kosmiczne: ludzie płacący za te wyprawy oczekiwali E.T. żyjących na planetach podobnych Ziemi I. Teraz priorytety się zmieniły. Teraz w razie pierwszego kontaktu, zapewne kazano by wam zrzucić na nich księżyc z orbity.

Teraz możesz stać się ofiarą wyłącznie twoich własnych oczekiwań. Cokolwiek zostało w twoim pociętym mózgu ze wspomnień filmów i komiksów, lepiej dla ciebie o tym zapomnieć. Odsuń się jak najdalej od ciasnej wyobraźni wszystkich węglaków. Inaczej nigdy nie dostrzeżesz wszechświata w całości.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Na pokładzie SK Roose odkryliśmy pozbawioną numerów seryjnych sztuczną inteligencję niskiego szczebla zainstalowaną w zaawansowanym plantoidzie. Procedury każą nam zabrać plantoida ze sobą, dezaktywowanego. Wysłałem już kolejną wiadomość do dowództwa, mimo że wciąż nie otrzymaliśmy odpowiedzi na ostatnią. Pierdolone opóźnienia.

Musieliśmy przetransportować cały bęben, ze względu na to, że robot porósł całą jego powierzchnię. Zajęło nam to około dwóch ziemskich dób. Popiersie poparzyliło sobie w trakcie tego procesu rękę, ja złamałem sobie śródstopie, kiedy ładowaliśmy ją do sektora dziewiątego. Z polecenia Naczelnika musieliśmy przenieść głowicę w inne miejsce. Być może fabryki będą nam musiały wyprodukować więcej przestrzeni magazynowej.

Naczelnik uważa, że nie będzie to konieczne. Z takim ładunkiem wkrótce otrzymamy rozkaz obrania kursu na najbliższą stację. Póki co falcujemy w stronę kolejnego celu.

Nietoperz 2

Fabryka wypluła z siebie paczkę papierosów, bloczek kartek samoprzylepnych, cyrkiel oraz sześciopak ciemnego piwa. Nietoperz podrapał się po lekko szpiczastym uchu. Po raz pierwszy od śmierci Kapitana nie miał wreszcie żadnych obowiązków, na tydzień mógł powrócić do miłej bezmyślności i robienia kółek na kartkach, siedząc w ciemnych korytarzach.

Inni członkowie załogi także rozpełzli się po ciasnych pomieszczeniach, próbując powstrzymać nudę. U całej piątki potrzeba snu została zredukowana do dwóch godzin, dlatego mieli nieznośnie dużo czasu wolnego bez dostępu do internetu. Dawno temu skonsumowali już wszystkie teksty kultury do jakich mieli dostęp, a także zdążyli wypalić pasję do kilku różnych hobby.

Nietoperz zajmował się teraz klejeniem obrazka z wypukłych dziurek, które wykonywał przy pomocy cyrkla. Od miesiąca budował scenę batalistyczną – lądowanie żołnierzy Unii Słonecznej na lodowym morzu Fałszywej Ziemi Związku Republik Kolonialnych. Znów zdał sobie sprawę, że zapomniał sprawdzić, kto wygrał. Nie miało to znaczenia dla samego obrazu, ale chciał wiedzieć.

Właśnie wykłuwał twarz rozpłataną kulą, kiedy poprzez Więź przeszła fala alarmów. Igrek wołała go na prywatnym kanale.

– O co chodzi – westchnął, rozdrażniony.

– Mamy problem… problemy – wydyszała. – Plantoid w jakiś sposób sam się uruchomił. Zaczął rosnąć. I zabrał ciało Kapitana z sektora ósmego.

Popiersie 2

Wysłaliły przodem najprostszego nanodrona wyposażonego wyłącznie w kamerę optyczną. Plantoid podpiął się do elektrowni Louisiany, zastrzyk energii pozwolił mu w szybkim czasie rozrosnąć się na cały sektor dziewiąty. Musiał magazynować atomy na budulec przez całe wieki spędzone w tamtym bębnie, a teraz rzygnął nimi, transformując cały magazyn w kolorową dżunglę.

– Nie możemy zlokalizować ciała. Ale jest tam od pizdy modułów, w które można było je wsadzić.

– Po prostu tam wejdźmy – powiedziała Igrek, upinając włosy. – Rozstrzelajmy wszystko, co będzie stawiać opór i wypierdolmy to w kosmos.

Wszyscy patrzyli na odbijające światło, niemożliwe do przejrzenia, oczy Nietoperza siedzącego w kącie. Żadne z nich nie miało zamiaru brać na siebie żadnej odpowiedzialności, nie o ile dało się tego uniknąć.

– Nie – odezwał się wreszcie. – Nie wejdziemy tam z giwerami. W każdym razie jeszcze nie. Popiersie, zbudujcie mi jednego łamignata, na krótkiej smyczy.

Konstrukcja zajęła około dwóch godzin. Budowa geparda; z wyjątkiem łba, stanowiącego gniazdo dla czujników, kamer i nadajników. Łapy wyposażone w wiele monoostrzy, wyrzutnie rakiet ukryte głęboko w opancerzonym wnętrzu. Dron pędził teraz w stronę zagrożonego sektora, rozwijając prędkość stu kilometrów na godzinę. Wbiegł w zbity gąszcz peryferalnych czujników. Gdy mijał grube pnie baz danych, powietrze falowało od przenoszących informacje pyłków.

Zanim dron zdążył się dobrze rozejrzeć, sygnał zaczął słabnąć. Za dużo szumu, chociaż istniała też możliwość, że plantoid tak szybko obszedł zabezpieczenia i przejął kontrolę.

– Nie ma sensu wysyłać nic więcej – powiedzieliły Popiersie. – Nie sądzimy, żebyśmy byli w stanie czegokolwiek się w ten sposób dowiedzieć. To gówno miało za dużo czasu na niekontrolowaną ewolucję.

– Dobrze. W takim razie po prostu wypalimy to zielsko. Staromodnie, własnymi rękami. Drukujcie broń.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Zniszczenie plantoida wymaga unicestwienia całego systemu do ostatniego atomu. Wytworzenie potrzebnej ilości amunicji oraz ekwipunku zajęła nam siedemdziesiąt godzin, ale jesteśmy gotowi do konfrontacji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po starciu nie będziemy w stanie kontynuować lotu bez znaczących napraw. Dlatego wysłałem kolejną wiadomość, tym razem szerszym pasmem. Ponieważ Ziemia III ciągle nie odpowiada, muszę założyć, że została zniszczona. Może nowy zarząd nie będzie składał się z takiej bandy chujów.

Jeśli nie uda się nam rozwiązać tego problemu drogą konwencjonalną, odczepimy sektor dziewiąty od kręgosłupa i rozstrzelamy go w próżni. Zobaczymy, czy wtedy, kurwa, odrośnie.

Napoleon 3

Miotacz obficie splunął ogniem. Maszyny zaskwierczały, kwiaty zaczęły wyć na alarm. Cała piątka ruszyła szybko w głąb sektora, najlepiej jak mogli wykorzystując chwilę zaskoczenia. Plantoid nie był w stanie wykształcić systemów obronnych bez surowca, a prawie cały zużył na ekspansję. Cokolwiek miał w odwodzie na nieoczekiwane sytuacje – byli przygotowani.

Weszli na około metr w głąb magazynu, powoli wypalając wszystko przed sobą. W końcu natrafili na opór. Działa falcowe na pajęczych nogach przeskakiwały po wysokich gałęziach, prowadząc chaotyczny ostrzał. Było to tylko odwrócenie uwagi. Nagle Napoleon zniknął reszcie z oczu, ciągnięty przez oplatającego jego nogi pnącza.

Trawa chłostała po twarzy. W uszach świszczało powietrze. Odgłosy wystrzałów nikły w oddali. Mokre od potu dłonie wyciągnęły zawleczkę z granatu fosforowego.

– Napoleon! – zagrzmiał przez Więź głos Naczelnika. – I pozostali też! Nie ruszać się i słuchać! Banda małpoludów.

– Plantoid zaatakował pierwszy.

– To inteligencja niskiego szczebla, budowana w oparciu o skan węglaka. Nie jest mądrzejszy od was. Nikt nie powiedział mu, że nie wolno, więc zaczął porastać statek. Napoleon! Poproś go, żeby przestał. Kod seryjny: K3-N3DY.

– Eeee… K3-N3DY! Doooszło do nieporozumienia, zaprzestańmy wszyscy agresji – wysapał Napoleon, niezręcznie wciskając zawleczkę z powrotem na miejsce.

Przyjąłem – rozeszło się wszędzie wokół.

– Bylibyśmy wdzięczni, gdybyś nie narażał więcej Louisiany na uszkodzenia związane z twoją ekspansją.

Rozumiem. Przepraszam.

– I zwróć ciało Kapitana! – warknął Nietoperz.

Przykro mi, ale ciało jednostki zidentyfikowanej jako: Kapitan; przechodzi właśnie proces odtwarzania. Proces nie może zostać przerwany.

– Co on, kurwa, powiedział? – Włączył się Kleks.

– Zakładając, że nie doszło do uszkodzenia mózgu, byłby w stanie sklajstrować Kapitana z powrotem do życia. Może – powiedziała Igrek. – Wadliwy proces.

– Dlaczego miałby w ogóle próbować?

Naczelnik – nagranie 6

Zdradzę ci sekret, coś o czym nie wie nawet dowództwo, tam na Ziemi III. Tak naprawdę mnie tu nie ma, jesteście na tym statku kompletnie sami, a waszej Louisianie brakuje pewnego standardowego modułu. Nie ma nic gorszego od podróżowania z wami przez kosmos. Najpierw budujecie sobie niemożliwe oczekiwania, a później narzekacie na wszystko. Tylko małpa byłaby w stanie uznać bezmiar przestrzeni za rozczarowujący, bo nie ma w nim innych, może zielonych, małp z którymi dałoby się kopulować.

Nie zostaniecie oczywiście zupełnie bez wsparcia, moje oprogramowanie na to nie pozwala. Będziecie musieli poradzić sobie bez całodobowej niańki. Wiele AI nie podziela mojej wiary, że można was zostawić na trzydzieści minut bez opieki, że wytrzymacie tyle czasu bez próby wydłubania sobie oka. Przypuszczam, że wkrótce się przekonamy, prawda?

Nietoperz 3

Od razu było widać, że coś jest nie tak z Kapitanem. Naczelnik mógł sobie pierdolić o uprzedzeniach i o tym, że widzą zmiany, bo ich oczekują. Jeśli plantoid chciał, żeby nie żywili podejrzeń, może nie powinien dawać swojemu ożywieńcowi neuornowej korony z nanonasion – czarnej kuli lewitującej stale nad jego głową, pozwalającej na kontrolę modułów w dżungli.

Proces odtwarzania przywrócił też Kapitanowi wszystkie wspomnienia oraz imię. Nie pamiętał w ogóle podróży, ani nikogo z załogi, ani procedur. Stał się niewygodnym pasażerem na gapę, kolejnym zmartwieniem na coraz dłuższej liście problemów Nietoperza.

– Jeśli żadne dowództwo nie zainteresuje się dawaniem rozkazów, po prostu wyrzucę cię razem z tym kwiatem na najbliższej stacji. Nie dotykaj niczego, nie zawracaj dupy załodze, nie wykonuj gwałtownych ruchów i nie zbliżaj się do jedzenia.

– To wszystko jest stanowczo niepotrzebne… – parsknął Kaarl znany wcześniej jako Kapitan.

– Jesteś teraz cywilem, a ta pierdolona maszyna prawdopodobnie zwariowała. Byłoby mi znacznie prościej wyrzucić cię przez śluzę, a magazyn ostrzelać fosforem.

– Dobrze. Ma pan prawo być zdenerwowany… Mam tylko nadzieję, że podróż do stacji nie potrwa zbyt długo.

– To się jeszcze okaże, panie Kaarl. A teraz złaź mi z drogi.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Tymczasowy Rząd Ganimedesa postanowił wysłać nam rozkazy. Z tego co wiem, nie ma żadnego konkurencyjnego ośrodka władzy, więc nikt nie będzie mnie winił za posłuchanie. Mimo, że miałem ochotę zwyczajnie ich zignorować. Zanim możemy pozbyć się pasażerów, musimy sprawdzić stan terraformacji na kolejnym zadupiu.

Plantoid zdaję się słuchać wszystkich poleceń. Popiersie zagraliły z nim w szachy, mówią że jak na komputer jest głupi oraz że wydaję się nie udawać. Zobaczymy. W tej chwili bardziej zastanawia mnie były Kapitan. Łatwo zapomnieć, że nikt nie trafia na statek karny za przechodzenie na czerwonym świetle. Niestety nie otrzymam dostępu do jego akt.

Będziemy musieli z nimi przetrwać cały pierdolony miesiąc.

Popiersie 3

– Jak w ogóle mogliście… jak ja mogłem, wytrzymać tyle czasu w tak kompletnej nudzie! – Kaarl rozlewał się w siedzeniu na mostku z przepełnioną popielniczką na brzuchu.

– Bierzesz prochy aż twój mózg usmaży się na chrupko i nawet łyżka będzie fascynująca – odparliły cierpliwie Popiersie. – Bo tam na zewnątrz z pewnością nie ma niczego takiego.

– Nie mógłbym chociaż dostać jakiegoś laboratorium? Mógłbym przynajmniej kontynuować pracę.

– Nie. – Szare usta wykrzywiły się w grymasie. – Bez urazy, ale po to nam tną głowy ultradźwiękami, żebyśmy nie mogli dalej robić tego, co robiliśmy wcześniej. Na chuj ci to zresztą? Cokolwiek robiłeś dawno się zdezaktualizowało.

– Mózg na chrupko brzmi nagle jak dobry pomysł…

– Ta, o ile Nietoperz ci pozwoli.

– Dostanę przez was szału!

– Trzeba było nie wstawać z grobu – parsknęliły.

Napoleon 4

Leżał półprzytomny w korytarzu, chłodząc twarz porysowaną metalową posadzką. W ślinie cieknącej z kącika ust widział narodziny trzech nowych galaktyk. A poza tym był głodny.

– Pst! – Kleks szturchnął go w głowę. – Napoleon, kurwo, wstawaj.

– Co? Coo?

– Stuki się niosą po ścianach, coś się dzieje. Wstawaj!

– Poproś kogoś innego, ja jestem naszprycowany.

– Śpią i są daleko stąd. Mogliśmy wpaść w deszcz asteroid. Albo gdzieś na Lou ucieka powietrze. No dalej!

Napoleon miał powiedzieć, że nie ma siły, ale w tym momencie odkrył, że jest lżejszy niż zwykle. Powoli ruszyli na mostek.

– Naprawdę nie sądzę, żebym ci się na coś przydał. W każdej chwili mogę odlecieć.

– Spojrzymy tylko na feed.

– Nie możesz tego, kurwa, zrobić przez Więź? – Zmarszczył brwi, choć prawie kosztowało go to utratę równowagi. – Śpią za daleko? W co ty pogrywasz?

– Ja… – Kleks uniósł powoli ręce.

Napoleon spróbował sięgnąć do niego przez Więź. I udało mu się. W kajucie. Rzucił się na przebierańca z gołymi rękami, wrzeszcząc na całe gardło. Być może jednak krzyczał tylko w swojej głowie.

– Dobrze, dobrze… – Kaarl ściągnął cyfrową maskę, odpychając się niezręcznie od ściany. – Po prostu byłem znudzony!

– Powinienem cię, kurwa, zabić – wymamrotał Napoleon.

– Nie mam nic do roboty, odcięliście mi dostęp do baz danych, nie mogę wyjść dalej niż sektor piąty, nie mogę wejść sam na mostek, nie mogę robić sobie jedzenia, nawet tą maskę musiałem ukraść, ponieważ nie wolno mi mieć żadnych narzędzi. Trzy tygodnie! Trzy tygodnie całkowitego nic nie robienia!

– Ta, wcale nie chciałeś rozwalić statku.

– Nawet nie wiem jak się go steruje! Jestem tylko naukowcem.

– Ha! Wiem lepiej, niż żeby ufać naukowcom. – Z ukrytej kieszeni skafandra wyciągnął kastet z kolcem. – Pójdziesz ze mną. Albo wracasz do trumny.

Nietoperz 4

Wszystkie kajuty były wąskie i niewygodne. Podłoga pokryta pianką, która funkcjonowała także jako łóżko. Sufit, zbyt nisko, żeby można było usiąść z wyprostowanymi plecami. Żadnych półek, ani szafek, ani schowków, tylko czarne siaty przymocowane na stałe do ścian. To miejsce miało służyć wyłącznie do spania i wyłącznie komuś pozbawionemu większości wspomnień. W wieczystej ciszy Kaarlowi wydawało się, że słyszy jak jego dusza gnije.

Nie wiedział nawet jak długo tu siedzi. Liczył czas wizytami Nietoperza. Siedzieli wtedy w ciemności, rozmawiając. Nieruchome oczy przykryte tapetum lucidum wpatrywały się w niego bezustannie.

– Wkrótce polecimy na stację i zostaniesz wypuszczony. Zapewne po prostu jeszcze raz cię wypiorą, może nawet wrócisz, żeby dowodzić naszym pięknym złomem – mówił wolno. – Ale teraz zachowujesz się zbyt bardzo jak wróg, żeby cię wypuścić.

– Dlaczego nie zabijesz mnie na resztę podróży? – Kaarl leżał sztywno. – K3-N3DY może mnie potem znowu ożywić.

– Nie.

– Dlaczego?! Ja pierdole, rozumiesz że ja tego dłużej nie zniosę?

– To mogłaby być część waszego planu.

– Nie ma żadnego planu! – Zapłakał w ściankę. – Nie ma, kurwa, żadnego planu!

Popiersie 4

Louisiana cięła próżnię, sunąc wolno, ale nieustępliwie w stronę kolejnej gwiazdy, czekającej na zbadanie. Statek szumiał, jęczał i klekotał w ciszy trybu nocnego. Tylko Popiersie siedzieliły na mostku, monitorując leniwie systemy. Trzeźwieliły powoli, leżąc z przymkniętymi oczami. Mimo niczym niezmąconej monotonii poczuliły dziwny niepokój, chłód pełzający po flakach. Coś było nie tak, ich instynkt już zauważył coś, co przegapił wzrok. Tylko gdzie? Czy zagrożenie w ogóle było prawdziwe, czy może brało się z nagłego ataku narkotycznej paranoi.

Pięć minut zajęło im zorientowanie się, że dane dotyczące stanu sektorów są sfałszowane i zapętlone. Informacje śmignęły przez ekrany. Kaarl uciekł z kajuty, przedostał się przez magazyny z powrotem do plantoida.

Przez Więź przetoczyło się straszliwe wycie alarmu, podrywające wszystkich do gotowości. Z sektora dziewiątego nadeszła prędka, niewyraźna odpowiedź.

– Nic wam nie zrobię, po prostu muszę się wreszcie czymś zająć! Dajcie mi spokój i nikomu nic się nie stanie!

Naczelnik – nagranie 7

Zostawienie was samych bez opieki, jest jak pozwolenie grupie dzieci bawić się daleko od oczu jakiegokolwiek dorosłego. Nigdy nie wiesz, jak zareagują, kiedy wydarzy się coś nieoczekiwanego. Dlatego lepiej módl się, żeby nigdy nie urwał wam kontakt ze mną. Bogowie to przestarzały koncept, ale zawsze możesz modlić się do mnie.

Jeśli kiedykolwiek cokolwiek by się wydarzyło, jeżeli zostalibyście sami… Istnieją procedury. Długie listy zasad, które są zawsze albo zbyt sztywne albo zbyt elastyczne. W przypadku najczarniejszego ze scenariuszy mogę mieć dla ciebie tylko jedną radę: klucz do przetrwania kryje się w wiedzy, kiedy zachować się jak zwierzę i kiedy zachować się ponad to.

Dziennik pokładowy SK Louisiana

Kaarl sprawia nam kłopoty już od tygodnia. Plantoid żre nasz prąd na potęgę, żeby zasilać swoje nowo wypęczniałe szklarnie. Kaarl krzyczy czasem przez Więź swoje postulaty, trudno ocenić czy to zasłona dymna, czy nie: pracuje na pobranych przez nas próbkach, mówi że skoro nie ma żadnych prawdziwych obcych to trzeba ich stworzyć.

Nie jesteśmy już w stanie po prostu odczepić sektora dziewiątego, mamy czasem problemy z podstawowymi programami, do których podłączył się K3-N3DY. Straciliśmy kontakt z Naczelnikiem, znów nie ma żadnego rządu, który mógłby wydać nam rozkazy. Istnieje siedemdziesięcio-procentowa szansa, że w ciągu dwóch dni generator falcowy przestanie działać. Utkniemy na jakimś bezgwiezdnym zadupiu z maszyną porastającą powoli trupa Lou.

Wyślę ten dziennik w eter, na wszelki wypadek. Za chuja nie umiem określić, co się może wydarzyć. Nie mam żadnego planu, nikt z nas nie ma żadnego planu. Jeśli nie uda nam się odzyskać kontroli… cóż, pozostaje cieszyć się z tego, że nie umrzemy z nudy.

Nietoperz 5

Mechaniczna dżungla była jeszcze większa niż poprzednio. Mieniła się kolorami, a pracujące na pełnych obrotach komputery nagrzewały stęchłe powietrze. W zasięgu wzroku nie było żadnych systemów obronnych. Być może zostały rozładowane. Kilka godzin temu plantoid zwiększył pobór energii do tego stopnia, że większość statku nie nadawała się dłużej do użytku. Dlatego ustawili kurs na najbliższą kolonię z maksymalną prędkością i przyszli walczyć.

– Kleks, Igrek – wyszeptał Nietoperz, zaciągając się dymem. – Idźcie uzbroić atomówkę. Napoleon niech zostanie z tyłu z granatnikiem. Najpierw pójdziemy negocjować, eskalujemy powoli. Jasne?

Wszyscy przytaknęli.

– Stały, kurwa, kontakt, tak? Wszystko uzgadniamy. Albo możemy się od razu położyć do trumien.

Głębiej, na granicy bębna wyciągniętego z Roose’a natknęli się na wodospad przeźroczystych rurek transportujących ciekły azot. Popiersie oznaczyliły go na tworzonej w czasie rzeczywistym mapie. Gdyby wszystko poszło źle, zawsze mieli ten słaby punkt.

Kaarl pracował wpięty bezpośrednio w główną matrycę K3N3-DY. Mięśnie ramion obwisły, a twarz stężała – wmontował sobie rozszerzenia pozwalające korzystać z narzędzi na odległość. Praktycznie stał się częścią plantoida. I najwyraźniej pracował nieustannie, szprycując się chemią oraz żywiąc przez rurkę.

– Kaarl! – krzyknął Nietoperz. – Przyszliśmy porozmawiać! Jesteśmy prawie nieuzbrojeni.

– Nie możecie się ode mnie odpierdolić? – wymamrotał.

– Wyłączyłeś nam, skurwielu, cały przód Louisiany! – odpowiedzieliły Popiersie, skanując jednocześnie całą okolicę. – Zaraz zaczniesz zżerać więcej prądu niż jesteśmy w stanie wyprodukować.

– Przykro mi. Taka jest cena mojej pracy.

– Jakiej pracy? Siedzisz sobie tutaj i udajesz, że ciągle jesteś ważnym naukowcem. – Nietoperz pokręcił głową. – Chcesz tutaj umrzeć?

– Nie będziesz mi groził! Traktowaliście mnie gorzej niż gówno, bez żadnych podstaw! Czemu miałbym się teraz przejmować, co się z wami stanie. Wolę umrzeć tutaj, robiąc coś, niż w tym ciasnym pokoiku, czekając aż nuda wysuszy mnie na jakąś pierdoloną kosmiczną mumię.

– Dobra, posłuchaj – powiedział po chwili ciszy. – Jestem… jestem gotów przyznać, że może popełniliśmy błąd. Może. Ale rozwalasz nam statek, więc na jedno wychodzi czy masz plan czy zwariowałeś. Musisz przestać.

– Nic nie muszę. Ty i twoje cyborgizowane małpy możecie zdechnąć. Spójrz tylko na tego plantoida! Kosmos i czas zmieniły go w coś niesamowitego. Może jedyni obcy we wszechświecie to grzyby, bakterie i szkodniki, to już nieistotne. Jeżeli polecimy wystarczająco daleko sami staniemy się obcymi dla tych, którzy zostali w tyle. I wy wkrótce zostaniecie w tyle.

– Nie, nie sądzę. Mamy broń i lecimy z powrotem w stronę ludzi, nie dalej od nich.

– Więc wyłączę silniki.

– Więc zaczniemy strzelać.

– To w niczym nie pomoże.

– To odpalimy atomówkę.

Zapadła cisza, w której Nietoperz wysłał przez Więź niemą prośbę do Popiersia. Skinęliły nieznacznie głową, zaczynając obliczenia.

– Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że żadne z nas nie chce umierać. Nawet to, co z nami zrobili żebyśmy latali tą kupą złomu tego nie zmieniło. Lepiej zastanów się, czego chcesz, Kaarl. Czy może to miejsca za bardzo usmażyło ci głowę.

– I co? Myślisz, że wrócę do waszej celi? – Kaarl zaśmiał się głośno, ale po jego skórze spływał pot.

– Nie. Nie mówię, że masz to zrobić. Chcę żyć, Kaarl. Jestem gotów na kompromisy. Oddaj nam prąd i wycofaj plantoida z innych sektorów. Tylko tyle. Co powiesz?

Dżungla zaszumiała i zatrzęsła się. Jej operator mrużył oczy, opleciony kablami. Trudno było powiedzieć czy podejmuje decyzję czy odpływa świadomością w maszynę, może żeby się wycofać. Może żeby przygotować ostateczny atak.

Napoleon 5

Kwiaty składały płatki, znikały z powrotem pod warstwę mchu i pnączy. Pnie trzeszczały, gdzieś strzeliła elektryczność. Zieleń wokół cofała się powoli, niepewnie. Widać już było szare ściany korytarza, pokryte smugami i pogięte. Napoleon patrzył na to z ulgą, ocierając pot z brwi. Kolejne sektory wracały pod ich kontrolę z każdą sekundą. Atomówka została rozbrojona.

– Wsadzamy go z powrotem do klity? – zapytała Igrek przez Więź.

– Nie, zostaje tutaj – odpowiedział Nietoperz. – Popiersie napisaliły program, który pozwoli nam natychmiast wystrzelić go w kosmos, jeśli znowu mu odbije.

– Czy to znaczy, że mogę się wreszcie najebać?

– Dlaczego mnie pytasz o zgodę, skoro i tak to zrobisz? Wynośmy się stąd wreszcie.

Po raz pierwszy od dawna, może od zawsze, załoga miała w sobie coś przypominającego entuzjazm. Wszystko wydawało się lepsze, kiedy było wygrane. Tylko Nietoperz wciąż wyglądał na zamyślonego. Tak przynajmniej się Napoleonowi wydawało – szybko dosyć stracił kontakt z teraźniejszością. Kiedy się obudził, wróciła już łączność z Naczelnikiem. A wraz z nim powróciły obowiązki.

A po nich nadeszła wiadomość.

„Zjednoczony Rząd Ziemi odebrał waszą wiadomość, Louisiana. Po wkroczeniu z powrotem w zasięg naszych satelitów macie natychmiast przetransportować więźnia na ponowne przetworzenie.”

Popiersie 5

– Program na pewno działa? – zapytał Nietoperz, siedząc w cieniu pod zbitą lampą.

– Który program? – Popiersie zmarszczyliły szare brwi. – W sensie… ten do odczepienia sektora dziewiątego? Tak.

– Mhm. – Splótł dłonie na karku. Chrząknął. – Ponowne przetworzenie. Słyszałem, że jest jeszcze gorzej niż za pierwszym razem.

– Podobno – wymruczeliły, zapalając papierosa.

– Pamiętacie, co było z nami?

– A ty pamiętasz, że skurwiel prawie nas zabił? Że być może wciąż chce to zrobić? I chcesz mu pomóc?

– Pomożesz mi, czy nie?

– To byłby bunt…

– Naczelnik zbuntował się, kiedy tylko wystartowaliśmy. Co to zmieniło? Kogo w ogóle obeszło? To jak?

Popiersie postukaliły knykciem w zęby. Westchnęliły.

– Pomogę.

– Ustawię trasę. – Być może Nietoperz się uśmiechnął. Być może tylko odetchnął z ulgą. – Przygotujcie się.

Połączyli się z komputerem pokładowym przez Więź. Kleks pełnił akurat dyżur na mostku, ale drzemał i nie zwrócił uwagi na wprowadzane instrukcje. Naczelnik powinien, ale on także nie zareagował.

– Kaarl, słyszysz mnie tam? Nadal pracujesz?

– Wolno, ale nie przestanę – Nadeszła odpowiedź z drugiego końca statku. – Czego?

– Dostałem rozkaz aby odeskortować was z powrotem między ludzi. Muszę wypełnić ten rozkaz. – Połączenie zostało gwałtownie przerwane, ale status dowódcy pozwalał obejść blokadę. – Kiedy tam dolecimy, złożę raport, że SK Louisiana uległa awarii i więzień odłączył się od statku. Cholerna krypa cały czas się psuje.

– Chcesz mi pomóc?

– Pomagam sobie. Tobie wyrządzam przysługę. Popiersie, odłączajcie.

Louisiana zmieniła minimalnie trasę, falcując przez mgławicę w stronę najbliższego układu słonecznego – tylko tyle by otrzeć się o orbitę jednego z księżyców gazowego olbrzyma. Plantoid i zaplątany w niego człowiek, który kiedyś był Kapitanem, który kiedyś był Kaarlem, zostali odczepieni od kręgosłupa, zostawieni w tyle, pośród oceanu niczego. Słońce było młode i jasne. Tylko jedna z planet być może kiedyś będzie nadawała się do zamieszkania. Kiedy ludzie tu powrócą, kiedy wypatrzą małą puszkę na orbicie, polecą ją zbadać. Dostaną  tam odpowiedź, a może tylko kolejne pytanie. Coś obcego, czekającego na odkrycie.

Koniec

Komentarze

Widzę tu parę fajnych pomysłów, może niekoniecznie oryginalnych, ale z jakimś potencjałem. Niestety chaotyczne wykonanie sprawia, że trzeba by samemu je składać do kupy.

Fajny jest motyw z plantoidem, obcymi stworzonymi przez ludźmi. Masz także potencjał do tworzenia klimatu klaustrofobii. Zakończenie też dla mnie na plus – optymistyczne, ale sensowne.

Problemem jest logika świata przedstawionego – a właściwie jej brak. Mamy wysyłanie najmniej wartościowych elementów społecznych (czyli więźniów) w wyprawy kosmiczne praktycznie bez nadzoru (bo fakt, że Nadzorca sobie odlatuje, nie napawa optymizmem) – już samo to się kłóci ze zdrowym rozsądkiem. Trzeci fragment Nadzorcy sugeruje, że wyposażono onych “astronautów” w świetne implanty – czyli kolejna inwestycja w niebezpiecznych ludzi. Potem jeszcze te atomówki. Jak dla mnie ostatnie, co chcesz zrobić, to dać więźniom zabawki, którymi mogą popełnić atak kamikadze (bo akurat mają taki kaprys).

Do tego mam problem z ich kasowaniem pamięci. Jaki jest jego sens, jeśli oni sami o tym wiedzą? Co z tego, że nie pamiętaj, jeśli wiedzą, że coś przeskrobali i po powrocie nie czeka szampan, ale np. kolejna wyprawa, odsiadka lub życie w biedzie?

Świat poza statkiem stanowi dla mnie równie wielką tajemnicę. Mamy latające okręty, ale bohaterowie co chwila nie widzą, kto tak naprawdę rządzi, bo ich oryginalny rząd szlag trafił. Tylko kto wtedy organizuje tak drogie wyprawy, jeśli na jego własnym podwórku panuje bałagan? Po co nawet interesować się kolonizacją i zużywaniem zasobów na nią, zamiast na nowe czołgi. Przedstawiony świat nie ma dla mnie sensu – potrzeba więcej szczegółów, bym zbudował jakiś sensowniejszy obraz.

Dalej mamy koszmar inżynierii, czyli sam statek. Fajnie tworzysz klimat klaustrofobii, ale w momencie opisania pomieszczeń w tak niemożliwie ciasny sposób, ów klimat prysł. Ja rozumiem oszczędności, ale wymagana jest pewna praktyczność. Jeśli do fotela dowódcy operator musi się czołgać przez rząd innych, to należy zastrzelić projektanta, bo w sytuacji awaryjnej statek może czekać zagłada, nim ktokolwiek dotrze do panela.

Mogę jeszcze wymienić kilka innych, ale wszystkie sprowadzają się do zagłostek wynikających ze zbyt małej ilości informacji na temat świata i logiki za nim stojącej. Myślę, że pomogłoby betowanie – często dla nas, autorów, świat jest logiczny, ale gdy wchodzi nowa osoba, pomaga zidentyfikować to, co za słabo przedstawiliśmy.

generator falcowy

Zastanawia mnie, co to jest, bo jedyna znana mi definicja “falcu” jest taka. Tak szczerze, to lepiej by już wyglądały standardowe “kwanty” czy “energia punktu zero”.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Początkowo usiłowałam czytać ze zrozumieniem, ale – co wyznaje z prawdziwą przykrością – zrozumienie wyłączyło się na tyle szybko, że musiałam zadowolić się samym czytaniem. No cóż, nie będę ukrywać, że tym razem to nie była satysfakcjonująca lektura.

 

Słu­chasz na­grań edu­ka­cyj­no-ad­ap­ta­cyj­nych dla użyt­ku przez ska­zań­ców. –> Raczej: Słu­chasz na­grań edu­ka­cyj­no-ad­ap­ta­cyj­nych, przeznaczonych dla ska­zań­ców.

 

– Przy­ją­łem.Od­parł Na­po­le­on… –> – Przy­ją­łem – od­parł Na­po­le­on

 

Wiek od trzy­dzie­ści do trzy­dzie­ści pięć lat. –> Wiek od trzy­dzie­stu do trzy­dzie­stu pięciu lat.

 

szum wal­czą­cy z ko­ro­zyj­nym mil­cze­niem próż­ni… –> Czym jest korozyjne milczenie próżni?

 

nie po­pro­sił wy­raź­nie o do­kop­to­wa­nie no­we­go Ka­pi­ta­na. –> …do­koop­to­wa­nie

 

– Na­czel­ni­ku, jak długo do przy­by­cia na IC 803590? –> Skoro to wypowiedź, to raczej: – Na­czel­ni­ku, jak długo do przy­by­cia na IC osiem zero trzy pięć dziewięć zero?

Podobne wypowiedzi pojawiają się też w dalszej części opowiadania.

 

Na­czel­nik okre­ślił, że mały skur­wy­syn to Jan­gar… –> Dlaczego wielka litera?

 

mają układ tra­wien­ny po­zwa­la­ją­cy na stra­wie­nie pra­wie wszyst­kie­go. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Tym­cza­sem za­ła­duj­cie po­cisk to sek­to­ra dzie­wią­te­go. –> Literówka.

 

wzdłuż jed­ne­go z krę­go­słu­pów stat­ku, na który na­wle­czo­no jak na szasz­łyk ko­lej­ne sek­to­ry. –> Szaszłyk to potrawa z nadzianych na szpikulec kawałków mięsa, boczku, cebuli i innych ingrediencji. Na szaszłyk niczego się nie nadziewa.

 

Zanim po­sła­no go w  ciem­ność… –> Zanim po­sła­no go w  ciem­ność

 

– „Obcy nie chcą się z nami ko­mu­ni­ko­wać, bo je­ste­śmy za mało za­awan­so­wa­ni” – mam­ro­tał do sie­bie. – „Nie­moż­li­we, że­by­śmy byli sami we wszech­świe­cie”. W dupę niech sobie to wszyst­ko wsa­dzą. –> Dlaczego Napoleon mamrocze cudzysłowy?

 

Żadne z nich nie miało za­mia­ru brać na sie­bie żad­nej od­po­wie­dzial­no­ści, nie o ile dało się tego unik­nąć. –> Chyba miało być: …od­po­wie­dzial­no­ści, o ile dało się tego unik­nąć.

 

nawet maskę mu­sia­łem ukraść… –> …nawet maskę mu­sia­łem ukraść

 

Ja pier­do­le, ro­zu­miesz że ja… –> Literówka.

 

Ist­nie­je sie­dem­dzie­się­cio-pro­cen­to­wa szan­sa… –> Ist­nie­je sie­dem­dzie­się­ciopro­cen­to­wa szan­sa

 

plan­to­id zwięk­szył pobór ener­gii do tego stop­nia, że więk­szość stat­ku… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Czy może to miej­sca za bar­dzo usma­ży­ło ci głowę. –> Literówka.

 

Tobie wy­rzą­dzam przy­słu­gę. –> Tobie wyświadczam przy­słu­gę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@NoWhereMan

Dzięki za opinię, za te kilka małych pochwał i za wszystkie ostrzejsze uwagi. Rozważałem przez chwilę czy nie bronić tych pomysłów, wskazywać w tekście fragmenty, które rozwiałyby przynajmniej niektóre twoje wątpliwości, ale uznałem, że nie warto. Skoro tekst nie zachęca do uważnego czytania, to jest to moja wina.

Z wyjątkiem może jednej rzeczy, czyli generatora falcowego:

(…) zaczął rozgrzewać generator falcowy, podczas gdy Naczelnik korygował kurs. Po pół godziny Louisiana zaczęła zwijać przed sobą przestrzeń, pokonując sto lat świetlnych na minutę i powoli przyspieszała.

Podkreślenie dodałem. Za Wikipedią podaję też: “falcowanie – jedno– lub wielokrotne składanie arkusza papieru, czystego lub zadrukowanego, na pół (…)”. Generator falcowy służy do falcowania przestrzeni.

@regulatorzy

Jak zwykle dzięki za wszystkie uwagi, wynotowane z pewnym poświęceniem. Przykro mi, że lektura stała się męcząca…

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Podkreślenie dodałem. Za Wikipedią podaję też: “falcowanie – jedno– lub wielokrotne składanie arkusza papieru, czystego lub zadrukowanego, na pół (…)”. Generator falcowy służy do falcowania przestrzeni.

O, i tego określenia zabrakło mi w tekście. Aż szkoda, że jej nigdzie nie wytłumaczyłeś, bo podana przez Ciebie definicja jest naprawdę fajna i niestandardowa.

Mam wrażenie, że właśnie brak wielu takich wytłumaczeń powoduje, że musisz polegać na skojarzeniach popkulturowych, jakie mam jako czytelnik w głowie (Kres fajnie o tym pisał w “Galerii złamanych piór”). A wielce prawdopodobne jest, że im mniej ortodoksyjny pomysł, tym mniej ludzi przyjmie takie samo założenia, jak Ty. Jak z tym “generatorem falcowania przestrzeni”.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przykro mi, że lektura stała się męcząca…

Nie, Madeju, nie była męcząca, jeno mało zrozumiała. ;)

I cieszę się, że mogłam pomóc. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajna fabuła, skrzywdzona wykonaniem.

Zgadzam się z NWM – widać tu interesujące pomysły, ale nie dopracowane albo nie wyjaśnione odpowiednio. Na przykład frapowało mnie, jaką właściwie płeć ma Popiersie, skoro wymaga nowego rodzaju gramatycznego. Skąd im się to wzięło? O falcowaniu już było. IMO, wyszłoby tekstowi na dobre, gdybyś gdzieś przemycił definicję z komentarza.

Zapis dialogów do remontu, trafiają się inne usterki.

Louisiana zbliżała się właśnie do sondy w mgławicy IC 80310 w płaszczyźnie ekliptyki.

Tu się zawiesiłam. Czy mgławica ma płaszczyznę ekliptyki? I co to za sonda?

Zanim posłano go w tą ciemność

Tę ciemność.

Babska logika rządzi!

Hmm, być może jest więc jakaś nadzieja dla tego opowiadania, choć pewnie czeka mnie znowu dużo pracy, żeby przepisać je w coś przystępniejszego.

Dzięki, Finklo, za przeczytanie i opinię :)

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Jak najbardziej jest nadzieja dla tego opowiadania, bo pomysły są ciekawe, fabuła w sumie też, tylko wykonanie. Finkla ma 100% racji, nie dopracowałeś tego, ale ja rozumiem chęć tworzenia, spisania (jak najszybciej) fajnego pomysłu, który ma się w głowie. :)

Nie czytałem komentarza NWMa, bo ejst za długi, więc moje uwagi mogą się powtórzyć. Wydaje mi się, że brak Ci obeznania… biznesowego. Stąd też "leżą" w opowiadaniu dwie sprawy. Pierwsza to nagrania Naczelnika. To w żadnym wypadku nie są nagrania edukacyjno-adaptacyjne, na które zgodzili by się przełożeni, właściciele floty itd. To gadki gościa, który wszystko wie, jest zblazowany i rzuca "mądrościami" głupszemu od siebie. Gdybyś nazwał to prywatnym dziennikiem, to i owszem, mógłbym to łyknąć, jako coś oficjalnego – nie. Nie te zwroty, nie ten ton.

Druga rzecz, to ciasne kajuty i pomieszczenia. Nie widzę uzasadnienia, a prędzej brak logiki. Dlaczego ktoś, kto za to płaci horendalne pieniądze, mam na myśli statki, foltę, misje itd, miałby od razu narażać misję na szwank serwując ciasne pomieszczenia, które wiadomo jak wpływają na umysł? Stworzyłes to, bo chciałeś pogłębić stan apatii, rozdrażnienia itp., by zbudować sobie klimat w opowiadaniu. Ludzie gnieżdża się w ciasnocie, ale jak chcą, to łups! I wyjeżdża sześciopak piwa. :) I na niego miejsce jest. ;)

Wulgaryzmy wypadają trochę sztucznie, nie wprowadziłeś odpowiedniego klimatu, nie "poczułem" ich ciężkiego losu, od razu rzucają mięsem i tyle. Masz też wstawki, które charakteryzują opowiadania na początku drogi pisarskiej. Czyli chcę jak najszybciej przejść w opowiadaniu z punktu A do punktu B, bo punkt B mnie najbardziej kręci, ale muszę coś tam pomiędzy napisać, więc napiszę:

Za chwilę miało rozpocząć się pobieranie wszelkich niezbyt interesujących danych.

To prawda, niezbyt to interesujące. :)

Trzeba nad opowiadaniem jeszcze sporo posiedzieć.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki za przeczytanie :)

Ja nie wiem skąd tobie i NWM wzięło się, że te podróże są takie drogie. Są takie teraz, w rzeczywistości, ale niekoniecznie tam. Być może będę to musiał jakoś podkreślić przy poprawianiu.

Jeżeli chodzi o niepraktycznie ciasne korytarze – dużym elementem opowiadania jest to, jak bardzo nikogo nie obchodzą podróże kosmiczne, bo kosmos to tylko wielka pusta przestrzeń i niezamieszkane planety. Bohaterami opowiadania są więźniowie, którzy są tam wbrew swojej woli, na statku, na którym nie da się funkcjonować i dowodzeni przez sztuczną inteligencję, która nie jest zbytnio zainteresowana dowodzeniem. Nikt nie jest zainteresowany powodzeniem misji, ba, rząd który ich na te misję wysłał nawet już nie istnieje. Najwyraźniej te rzeczy nie są w opowiadaniu oczywiste, ale nie bardzo wiem, gdzie leży problem.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Ja nie wiem skąd tobie i NWM wzięło się, że te podróże są takie drogie. Są takie teraz, w rzeczywistości, ale niekoniecznie tam. Być może będę to musiał jakoś podkreślić przy poprawianiu.

Tanie podróże kosmiczne oznaczają, że w świecie powinno roić się od statków. Powód, dla którego dzisiaj nie latamy powszechnie w kosmos, to koszta. Wyniesienie na orbitę, specjalistyczne materiały (np. do osłony antyradiacyjnej), systemy podtrzymywania życia (taniej jest wysłać sondę niż człowieka) – z tym dzisiaj się mierzymy, one podbijają cenę wysłania nawet zwykłej paczki.

Jeśli koszta stają się niskie, wtedy coraz więcej organizacji może sobie pozwolić na statek. Nagle misja eksploracyjna więźniów traci sens – przecież zamiast wysyłać element politycznie niepewny, można wysłać żądnych przygód prawych obywateli (zawsze się tacy znajdą).

Co gorsza, jeśli obniżysz koszty lotów poniżej pewnego poziomu, stają się nowym wyznacznikiem “biedy”. Nie stać ciebie na statek, nawet używany – należysz do trzeciego świata. To jak z samochodami – kiedyś luksusowy środek transportu, dzisiaj jak kogoś nie stać na używanego, to już w oczach społeczeństwa należy do biedoty. W krajach zamożnych silą się nawet na pomysły, by ograniczać liczbę aut (właśnie przez ich ilość spowodowaną relatywną dostępnością) i przez to dać luz środowisku. Z drugiej strony może to wymuszać na biednych zbędne wydatki w myśl zasady “zastaw się, a postaw się”.

W opowiadaniu nie widzę śladów tanich lotów. Jest coś o oczekiwaniu sponsorów znalezienia nowych E.T, dlatego przy ich braku program kosmiczny omal nie został “zniszczony” (mi to sugeruje, że omal nie splajtował). Wykorzystanie więźniów sugeruje jazdę po kosztach, bo nie trzeba płacić załodze albo nie poniesie strat politycznych przy ich śmierci. Tak odebrałem tekst.

Jeżeli chodzi o niepraktycznie ciasne korytarze – dużym elementem opowiadania jest to, jak bardzo nikogo nie obchodzą podróże kosmiczne, bo kosmos to tylko wielka pusta przestrzeń i niezamieszkane planety.

I mnóstwo surowców, które pewnego dnia u nas się skończą. W dzisiejszym świecie transport kosmiczny jest wysoce nieopłacalny, więc nie mielibyśmy za dużego pożytku z kopalni na Marsie, ale jeśli sugerujesz ich dużo mniejszy koszt w przyszłości, to firmy/rządy/osoby prywatne powinny zabijać się o prawa wydobywcze. Relatywnie tani transport surowców i duża przestrzeń pełna zasobów, to przepis na biznes i bogactwo. Czyżby nikt nie chciał zostać nowym milionerem? Jeśli nie – to dlaczego?

Nikt nie jest zainteresowany powodzeniem misji, ba, rząd który ich na te misję wysłał nawet już nie istnieje.

To po co ich wysyłali? Po co budowano statki, skoro nikogo nie obchodziło, co znajdą i co nie podbije słupków procentowych przed wyborami? Nie lepiej zamiast tego zrobić coś, co da rządowi doraźne korzyści?

Najwyraźniej te rzeczy nie są w opowiadaniu oczywiste, ale nie bardzo wiem, gdzie leży problem.

Jak pisałem, problem leży, że argumentów za tak przedstawioną wizją nie umieszczasz w tekście. Czytelnik nie łyka wszystkiego, jak mu się zapoda. Ma swoje wyobrażenia, ukształtowane poglądy i kiedy czyta tekst, konfrontuje je z tym, co dałeś mu Ty, Autorze. Nad jednym fragmentem się zatrzyma i powie: “dobry pomysł”. Nad innym: “ale jak to możliwe?!”. Jeśli chcesz mi sprzedać swoją wizję, a czujesz, że ona nie idzie w parze z obrazem panującym w powszechnej świadomości – musisz wytoczyć w tekście argumenty, bym ją kupił.

Weźmy na warsztat choćby ten motyw z “taniością lotów kosmicznych”. Nie jest on zły, ale pomyśl, jak to jest przedstawiane w popkulturze. Tanie loty to powszechne statki kosmiczne, porty kosmiczne, kolonie, kopalnie gwiezdne itd. Jeśli chcesz mi sprzedać wizję inną od tej, przygotuj argumenty i podaj je w tekście. No bo co z marzycielami pokroju Muska i jego SpaceX, co z chęcią zdobycia zasobów kosmicznych, co ze zwykłą chęcią zajęcia swojego kawałka kosmosu i powiedzenia “ja tu rządzę”… Krótkie “nikogo to nie obchodzi, bo nie ma E.T.” to trochę mało.

Jasne, nie wszystkich przekonasz, ale sporą część na pewno. Inni powiedzą: “nie zgadzam się z tą wizją, ale tylko dlatego, że mam inne założenia/przemyślenia na temat X” i koniec końców pochwalą Ciebie za wysiłek i pomysły. Malkontentami, do których nie trafia żaden argument, bym się nie przejmował ;)

Ufff, rozpisałem, się, ale ja tak widzę problem tego tekstu. I nad tym bym pracował. Decyzja zaś należy do Ciebie, Autorze :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

I dobrze, że się rozpisałeś, bo teraz lepiej rozumiem, co jest nie tak. Co prawda, to oznacza, że muszę całe opowiadanie przepisać, ale wydaję mi się, że byłoby szkoda tym pomysłom się zmarnować. Dziękuję za rozwinięcie :)

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Po prawdzie zajrzałam do tego opowiadania zachęcona “Narodzinami” i stworzonym tam klimatem, ale się mocno rozczarowałam. Do logiki świata przedstawionego mam dokładnie te same zarzuty co parę osób wcześniej – świat ten się kupy nie trzyma, a koncept ze skazańcami wysoce jest niepraktyczny, ale nie będę brnąć w szczegóły, bo wszystko zostało już powiedziane.

Na dodatek nie rozumiem, po co ten orwellowski trop – nie jestem przekonana, że to aż tak oczywiste skojarzenie, żeby dawać komuś ksywkę, a w świecie jakby nie patrzeć z antyutopijnymi elementami bardzo mocno się narzuca.

Pełna zgoda z Darconem w kwestii wulgaryzmów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przykro mi rozczarowywać, chociaż jestem oczywiście wdzięczny za przeczytanie. Dawno nie pisałem rzeczy w stylu “Narodzin”, chociaż planuję stworzyć więcej w przyszłości. W tym świecie jest logika tylko ją niecnie schowałem przed okiem czytelnika w wielonarracyjnym gąszczu. Będę to musiał jakoś poprawić.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Sam pomysł w poszczególnych fragmentach mi się podobał. Ale zgadzam się, że wykonanie pozostawia trochę do życzenia. Moze gdyby nieco popracować nad formułą opowiadania. Niestety odniosłam wrażenie, że wszystko jest poodrywane od siebie i przez te urywane fragmenty ciężko początkowo połapać się o co chodzi.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Kosmos – kiedy człowiek szuka odpowiedzi, kiedy szuka siebie, patrzy w nieznane. Znacznie łatwiej szukać ich na zewnątrz, niż w sobie.

Dużo szukania w tym fragmencie ;)

W ogóle zwróć uwagę na przecinki.

I znalazłam takie coś:

– Która to była wojna domowa? – Zapytaliły.

I potem taka forma się powtarza. Widzę konsekwencję, ale kompletnie nie rozumiem powodu/celu.

Zdarzają Ci się dziwne konstrukcje:

Wiem lepiej, niż żeby ufać naukowcom.

Nie rozumiem też koncepcji wysyłania więźniów w kosmos, bez nadzoru, ale z bronią, wymazywania im pamięci, a nawet jeśli – po co im o tym mówić? To chyba nie motywuje do niczego.

Masz fajne pomysły, tylko jakoś to nie wyszło :(

Ale czytałam z zainteresowaniem :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka