Profil użytkownika

Moje zainteresowania koncentrują się wokół nauk ścisłych, filozofii, religii, muzyki, literatury, fotografii, grafiki komputerowej, polityki i życia społecznego - niekoniecznie w tej kolejności.


komentarze: 399, w dziale opowiadań: 359, opowiadania: 43

Ostatnie sto komentarzy

Miałem dobre chęci, chciałem zrobić egzegezę tekstu ale obaliłem się już na

H²O

;)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

NWM, dzięki za klika; chciałbym jeszcze podziękować za komentarz :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Napisałem, że pragmatyczny argument drakainy mnie przekonuje, więc  to powinno kończyć ten wątek. Inna sprawa (napiszę OT), ze opcja oceny utworu jest wykorzystywana przez bywalców w wymiarze (szacuję) poniżej 5%. Ktoś wie dlaczego?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

można kliknąć 5 albo 6 co drugiemu tekstowi w konkursie, jeśli się spodoba

Myślałem, że o to chodzi by wyróżniać te teksty, które się podobają.

Pragmatyczny argument drakainy natomiast mnie przekonuje.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

  1. N0 nie wiem dlaczego mniej praktyczne od tworzenia jakichś piramid regulaminowych.
  2. Przecież można się umówić, że w opkach z tagiem “fun-tastyka” dajemy głos konkursowy.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

A czemu by nie wykorzystać systemu ocen punktowych dostępnego przy każdym opowiadaniu?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

To i ja się podpinam z gratulacjami!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Przyroda nic nie musi.

Tu już nie ma przyrody :) Ale ogólnie masz rację. Software nie potrzebuje energii :)

Aha, oczywiście dołączam do grupy lobbującej za udziałem w konkursie. :-)

A skąd wiesz, że nie wziąłem? laugh

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zauważ, że ta energia z anihilacji jest aktem jednorazowym, musi zatem zapewnić podtrzymywanie idealnego wszechświata przez wieczność. Być może, jest gromadzona w jakimś idealnym giga-akumulatorze o nieskończonej pojemności? Nie wiem. W międzyczasie spytałem Szarskiego, ale ten cwaniak do niczego się nie przyznaje… :)

Aha, zapomniałam wspomnieć, że interpunkcja nie rzuca na kolana

Całe szczęście! Jestem daleki od rzucania moich Czytelników na kolana. Moim zdaniem najzdrowsza jest lektura w pozycji siedzącej :)

 

PS. Ty sobie odkurzasz kolejkę, a u mnie “Muzyka Sfer Niebieskich” piszczy żałośnie z powodu braku Czytelników :(

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Finkla, masz mój podziw i szacunek. Masz taki wysyp prac konkursowych, każdą musisz przeczytać a znajdujesz czas na jakieś pierdoły o anihilacji :) No i za to, że znajdujesz także dziękuję!

Masz rację, gdy się tak wnikliwie zastanowić nad skutkami, to jest nad czym myśleć. No i myśląc tak, zadałem sobie takie pytanie: czy utrzymanie mieszkania w idealnym porządku, błyszczącego czystością wymaga więcej energii, niż pozostawienie go na pastwę entropii, czy mniej? Myślę, że więcej. Podobnie można spytać: czy idealny wszechświat, wypełniony platońskimi bytami bez skazy nie wymaga energii która go podtrzymuje? Pewnie wymaga – i to więcej niż ten popaprany, zrobiony z materii :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Rybaku za odwiedziny, wpis i link. Wpis co prawda bardzo lakoniczny jak na Ciebie ale rozumiem, że są wakacje :) Natomiast co do hermetyczności… ja tu niedługo, ale zdążyłem zauważyć, że to poezja jest dla miejscowego mainstreamu hermetyczna! A tu proza aż do znudzenia :)

 

edit: klik, nie link :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

jeśli jednak nie wierzy się w istnienie bytów człowiekowi nieprzyjaznych, one mogą niepostrzeżenie wkraść się nie tam, gdzie powinny

A propos taka ciekawostka: w 1996 roku synod Kościoła anglikańskiego zdecydowaną większością głosów przegłosował, że po śmierci nie ma piekła, zaś duszę zatwardziałego grzesznika czeka nie potępienie, lecz anihiliacja – czyli unicestwienie. W ten sposób po raz pierwszy w historii jeden z Kościołów chrześcijańskich zerwał z podstawową prawdą wiary – o nieśmiertelności duszy. Głośne było też oświadczenie jednego z uczestników owego synodu, ks. Iana Stubbsa z Manchesteru, który oświadczył wprost, że nie wierzy w ogóle w życie po śmierci. Zaś generał jezuitów, o. Arturo Abascal  stwierdził, że szatan nie istnieje, że to tylko „konstrukt myślowy mający symbolizować zło”.

Czyli co? hulaj dusza, piekła nie ma? :)

Inna sprawa, że złu w ontologii nie przypisuje się statusu bytu tylko zjawy. Ładnie i przekonująco o tym pisał ks. prof. Tischner np. w artykule “Zło w dialogu kuszenia”.

To do niczego nie było podobne

Chodziło mi o to, czy to wywodziło sie z muzyki “poważnej” , czy raczej popularnej.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

kurcze dla mnie muzyka to słowa, przekaz

No właśnie tu mamy rozbieżność. Jeśli semantyka to dział językoznawstwa zajmujący się znaczeniem słów, to muzyka słów nie używa (mam na myśli muzykę stricte instrumentalną) – chyba że w sensie metaforycznym. Natomiast dla mnie także muzyka jest przekazem, informacją. Ma – jak piszesz – swoje reguły i strukturę, która w dużej mierze jest matematyzowalna. To nie podlega dyskusji. Można tę informację transponować na inne języki, np. graficzny – czytałem w młodości takie opowiadanie SF, gdzie ekspedycja Ziemian napotyka na odległej planecie rasę rozumną z rozwiniętą cywilizacją, lecz jakoś trudno im znaleźć nić porozumienia. Wreszcie jeden z naukowców wpada na pomysł, by zaprezentować im fugę Bacha w sposób graficzny (każda nutka ma przyporządkowaną figurę geometryczną o konkretnym kolorze i intensywności odpowiadającej głośności). Pokaz wzbudza entuzjazm tubylców i owa nić porozumienia zostaje nawiązana.

Dzięki za kolejną propozycję książkową. Za poprzednią jestem Ci bardzo wdzięczny, wiele się dowiedziałem a czytało się znakomicie.

Serdeczności!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Asylum, bardzo Ci dziękuję, rozradowany, że Ci się podobało. To opowiadanie jest dla mnie bardzo ważne z kilku powodów.

Przede wszystkim z tego, że, jak to ładnie ujęłaś – “Udało Ci się opisać przeżycie.” Rzeczywiście, “tak bardzo się starałem” i nieskromnie powiem, że się udało. Żeby było skromniej: udało mi się go napisać tak, jak sobie zaplanowałem.

Po drugie – opko zawiera spory ładunek intelektualny (i był to zamysł celowy), co oznacza, że nie jest adresowane do szerokiego kręgu odbiorcy tylko do grona, które ceni sobie takie nużące dysputy bardziej iż brawurowe akcje i (tu aluzja do NWM) “koncerty fajerwerków :).

Po trzecie, mam związane z nim dobre wspomnienia:

– pierwsze – mój przyjaciel po lekturze powiedział, że gdy już zostanę sławnym pisarzem, w moim dossier pojawi się zdanie “jego kariera rozpoczęła się od opowiadania ‘Muzyka Sfer Niebieskich’ ” – oczywiście to był taki ekscentryczny, żartobliwy (ale miły) komplement :)

– drugie wspomnienie wiąże się z ks. prof. Michałem Hellerem, wybitnym polskim kosmologiem, który zechciał opowiadanie przeczytać (nawet dwukrotnie) i wydać bardzo pochlebną opinię.

 

Teraz o zgrzytach.

Pierwszy podzielam w zupełności, aczkolwiek dziś to może być uznane za seksizm, ale w latach 80. XX w. takich trendów nie było. Lecz masz rację, ten chwyt odstaje od charakteru całego opisu tego “spektaklu”.

Z drugim zgrzytem zgadzam się mniej. Zależy co się rozumie przez semantykę. W ujęciu ogólnym jest to koncepcja filozoficzno-socjologiczna dotycząca języka, a język jest tu rozumiany jako mowa. Mamy zatem składnię, gramatykę etc, – coś, czego nie ma w muzyce. Poza tym mówi to gość, który pozostał całkowicie głuchy na przekaz, dla niego był to bełkot.

Dziwię się, że jeszcze nie jest w bibliotece.

Rzeczywiście, zainteresowanie tym opowiadaniem jest mizerniutkie. Powodów jest chyba kilka. Po pierwsze kanikuła, po drugie konkurs, wreszcie po trzecie część bywalców mogła się zniechęcić zasygnalizowanym w przedmowie ostrzeżeniem :)

Dziękuję także za klika i zgłoszenie. Serdecznie pozdrawiam!

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję Saro za wizytę i komentarz. Masz rację co do oddziaływania muzyki na psychikę człowieka. Może być to oddziaływanie destruktywne (jak podajesz w przykładach), może być konstruktywne (jak w moim opowiadaniu). Przypominam sobie zdarzenie (znam je z opowiadań) na koncercie grupy SBB jeszcze w latach 70. w trakcie gry siadł prąd i lider Józef Skrzek zemdlał (jeśli kto zna Józka to wie, że grając, stapia się on z muzyką całkowicie).

tak mi się wydaje, że te dwa elementy współgrają ze sobą, a człowiek, zamykając się, nie będzie w stanie wszystkiego dostrzec.

Czy współgrają? U jednych tak, u innych nie. Z pewnością jednak powinny współgrać.

Może i dobrze, lepiej nie bawić się w Boga.

Trochę przesadzasz. Zharmonizowanie metod poznania z pewnością daje szansę na lepsze zrozumienie rzeczywistości, miejsca i roli człowieka we wszechświecie, ale nie jest to zabawa w Boga. W końcu powiedziano “czyńcie sobie ziemię poddaną” :)

Dziękuję za klika i pozdrawiam!

P.S. A ten bardzo niepokojący utwór, to z jakiego gatunku muzyki był?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Irka, wiem, że nie lubisz mieszaniny science/religion, dlatego tym bardziej jestem wdzięczny za trud przeczytania i skomentowania tego nużącego opowiadania. Najbardziej ucieszyło mnie ostatnie zdanie, bo po lekturze Sagana też miałem takie skojarzenie (opko jest z 1983 roku, a “Kontakt” czytałem w latach dziewięćdziesiątych). Rzeczywiście jest pewne podobieństwo w przesłaniu Muzyki Sfer Niebieskich i Kontaktu, zwłaszcza jego końcówki:

Oto, co wyłoniło się z głębin transcendentalnej liczby, z gąszczu rozpierzchłych cyferek, z tajemnicy, którą usiłowała rozwikłać. Okrąg – doskonały, spokojny, wiekuisty okrąg wypisany jedynkami wśród zer.

Wszechświat jest celowy – mówił on – i gdziekolwiek się znajdziesz, w obcej galaktyce, gwieździe czy na Ziemi, zawsze z obwodu koła podzielonego przez średnicę powstanie cud – koło następne, wyłonione z głębin odległych o kilometry ułamka dziesiętnego. Więc jeśli chcesz pójść w tę głębię – znajdziesz coraz wyraźniejszą Wiadomość. Jest ona wszędzie, zawarta w każdej rzeczy i dla każdego, komu dano życie, dostępna. Nie trzeba po nią wędrować w inne światy – wystarczy rozejrzeć się wokół siebie. Lub zajrzeć w głąb własnej duszy. To mały, prawie niewidoczny Podpis Autora, którym wszystko, co istnieje, jest opatrzone. To Mądrość, która poprzedziła wszechświat i z której wszystko powstało – ludzie, demony, gospodarze i Budowniczowie Tunelu – to okrąg, który się zamyka.

Różnica w tym, że u Sagana Wiadomośc zawarta jest w liczbie pi, u mnie – w muzyce.

 

I jeszcze jedno. Piszesz

Zamiast matematycznych formułek dostajemy język uczuć, którego nie da się interpretować przy pomocy nauki, trzeba po prostu poczuć.

Właściwie nie tyle poczuć, co nie zamykać się. Tak to ujął braciszek:

A przecież świat w każdym mgnieniu, w każdym calu wysyła do nas sygnały. By je dostrzec, trzeba się na nie otworzyć…

Nauka oderwana od zachwytu i miłości nie jest poznaniem. Uczony pozbawiony takiego podejścia nie jest badaczem, lecz hieną cmentarną wydzierającą sprofanowanym bytom erzac ich istoty

Jak zapewne zauważyłaś, inspiracją był artykuł Stanisława Grygiela – „Przeciwko stechnologizowanej nauce”. Autora niepokoiło zjawisko redukowania nauki do aspektów technologicznych, kosztem poznawczych.

Raz jeszcze dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Uff! Mamy tu chyba jakiś festiwal nieporozumień. Po mojej refleksji “Ja osobiście uważam, że nie wolno nikomu zakazywać uprawiania jakiejkolwiek poezji, czy w ogóle jakiejkolwiek twórczości, o ile nie jest wymierzona w dobra innych ludzi (pogarda, nienawiść, rasizm etc.)” mającej – chyba trudno tego nie zauważyć – wymiar uniwersalny (czyli skierowany do “ludzkości jako takiej” ergo nieskierowany w niczyją stronę jako zarzut) najpierw odbiera ją jako zarzut Tarnina, teraz Ty… A ja chciałem tylko dołączyć do Twojej opinii, “że limeryk to jedyna forma poezji, w której sił mogą próbować wszyscy”, rozciągając ją na inne drobne formy :(

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Trzeba tu zaznaczyć, że niektóre z tych krótkich form uzyskały status przebojów bynajmniej nie w poetyckiej ekstraklasie, lecz “pod strzechą”. Szczególnie ostatnio (w dobie internetu) są ku temu sprzyjające warunki. Jak gdyby po deszczu tworzą się tematyczne grupy na FB, vortale, strony indywidualne bądź różnych stowarzyszeń, bardziej lub mniej formalnych organizacji, Kiedyś natknąłem się na taką stronę jakiegoś towarzystwa cyklistów; jedna z jej podstron poświęcona była rowerykom – mutacji moskalików o tematyce rowerowej. Muszę powiedzieć, że ubawiłem się setnie tą lekturą. Moskaliki są chyba najbardziej podatne na ten twórczy rozwój o charakterze rozrywkowym. Oczywiście, ortodoksyjni zwolennicy czystości moskalika zgrzytają zębami na takie eksperymenty, bo dystans między tą twórczością a prawdziwą poezją jest taki, jak dystans między disco polo a muzyką klasyczną. Jednak osobiście nie widzę niczego złego w tej formie zabawy, nawet jeśli naruszane zostają elementy formy gatunku. Jako “twórca spod strzechy” sam brałem udział w takich zabawach – najciekawsza z nich to pojedynek z wirtualną koleżanką na limeryki w temacie będącym esencją absurdu: “muzycy i szpinak”.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zupełnie nie rozumiem czemu odnosisz to co napisałem do siebie i drakainy. Czy ja gdziekolwiek zakazywałem Tobie, drakainie czy w ogóle komukolwiek krytyki czyjejkolwiek twórczości?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Irko, nie jedyna, są jeszcze moskaliki, lepieje, fraszki… Ja osobiście uważam, że nie wolno nikomu zakazywać uprawiania jakiejkolwiek poezji, czy w ogóle jakiejkolwiek twórczości, o ile nie jest wymierzona w dobra innych ludzi (pogarda, nienawiść, rasizm etc.)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

No to chyba androidy som ci Regulatorzy :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Reg! Czy tak drastycznie mała liczba uwag łapankowych to efekt Twojego wakacyjnego znużenia? :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Irka, jednak drakaina Ci odpuściła. Masz chody czy co?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Reg: Wierzący to także przymiotnik stosowany w odniesieniu do kogoś będącego czegoś pewnym. Synonimy: pewny, przekonany, przeświadczony, ufny, utwierdzony. I w tym sensie użyłem tego słowa w komentarzu do Idylli – zresztą z przymrużeniem oka, o czym świadczy emotikon.

 

Finkla:

Uch, trudno być ateistą w takim układzie. Ja nawet dnia własnych urodzin nie pamiętam, musiałam uwierzyć na słowo dorosłym. ;-)

Widzisz, nie tylko co do dnia urodzin musisz wierzyć innym ludziom. Także w to, że oni rzeczywiście istnieją. Każdy solipsysta wykaże Ci, że Ciebie nie ma. Ba, nie tylko Ciebie, w ogóle nikogo! Mało tego – świat także nie istnieje. Prawdziwy solipsysta w nic nie wierzy. Uważa, że istnieje tylko on, reszta jest wymysłem jego umysłu! https://pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm

 

Iluzja: Cieszę się, że mnie dobrze zrozumiałaś, chyba znalazłem bratnią duszę, bo jakoś nikt mnie nie rozumie :)

Cieszę sie także że skusiłaś sie na lekturę Gwiazdy Zarannej, tym bardziej że jest to opko literacko lepsze, no i światopoglądowo bardziej neutralne :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

A kto tu szufladkuje???? Chyba nie do końca zrozumiałaś moją wypowiedź. Jeszcze raz:

I mam dziwną pewność, że wybierasz tę pierwszą stronę – czyli wierzysz w miłość, w jej moc. Zatem chcesz czy nie chcesz – jesteś wierzącą :)

Skoro wierzy w miłość to chyba jest wierzącą?

Chyba się zgodzisz, że każdy, kto wierzy w cokolwiek jest wierzący?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

To ja dziękuję Iluzjo! Twój komentarz, tak piękny i wzruszający, jest tym cenniejszy, że deklarujesz się jako osoba niewierząca. Choć dla mnie i tak jesteś, mimo tej deklaracji. Bo tak naprawdę w świecie po jednej stronie jest miłość (Dobro) po drugiej nienawiść (Zło). I mam dziwną pewność, że wybierasz tę pierwszą stronę – czyli wierzysz w miłość, w jej moc. Zatem chcesz czy nie chcesz – jesteś wierzącą :)

I to wcale nie jest iluzja! laugh

Serdeczności!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo dziękuję za wizytę i miłą dla mnie opinię. Myślę, że opko nadawałoby się na konkurs Fun-tastyka, gdyby nie to, że było wcześniej publikowane.

Pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ktoś już wyżej miał podobne obiekcje co do bezmyślnego zachowania naukowców. Trochę jest w tym satyry na tych zawsze roztargnionych naukowców siedzących z głowami w chmurach i zapominających o ziemskich realiach :)

Dzięki za wizytę i komentarz. Cieszę się, jeśli przyczyniłem się do miło spędzonej chwili. Zapraszam do innych tekstów; choć nie wszystkie są “z przymrużeniem oka” to jednak może znajdziesz coś dla siebie. Np. jeśli lubisz bajki to polecam “Powrót Papy Smerfa” lub “Bajki nasenne”. A jesli coś cięższego to może “Noosfera”?

Pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Zyg, miło ze wpadłeś!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Wiadomo: Babska logika rządzi! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Finkla:

Każdą aluzję można interpretować różnorodnie

Owszem, można. Jednak w przypadku tego wiersza byli tacy, którzy odczytali intencje autora. W niczym to nie przynosi ujmy tym, którzy nie odczytali. W każdym razie ja się z takich nie mam zamiaru natrząsać.

Tarnina: A kto stawia?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Motyw nie jest zapodany wprost, tylko zawarty w aluzjach.

Wiersz przeciwstawia sobie dwa obrazy: targowiska, na którym różni mędrcy sprzedawali swoje epistemologie(…) i Zajdla stojącego samotnie na szczycie góry, czyli ponad mędrcami z bazaru. Ponad nie tyle fizycznie ile duchowo: jego epistemologia to nie rekwizyty nauk ścisłych, przyrodniczych, lecz obserwacja, badanie  śladu stopy na piasku – motyw zapożyczony z P.H. Dicka: "„Bóg zostawia czasem ślad stopy na piasku, ale nigdy jeszcze nie zgubił buta”. Dick także to zapożyczył. Od Einsteina: "Boga nie można zobaczyć ale czasami pozostawia ślad stopy na piasku".

Mam świadomość, że Zajdel znany jest bardziej jako autor dzieł z zakresy social fiction, ale i wycieczki w obszary duchowości mu się zdarzały.

Ciekawy artykuł odsłaniający mniej znane oblicze Zajdla pokazuje Rafał A. Ziemkiewicz:

https://www.rp.pl/artykul/509772-Tworczosc-Janusza-Zajdla.html

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Owszem, różni się mocno, przynajmniej mój. Jak chcesz, mogę Ci przesłać na priv, bo nie mam zamiaru go tu publikować.

edit: a ten wiersz żadną miarą nie pasowałby do Lema, bo był on ateistą podczas gdy Zajdel był głęboko wierzącym i stąd w tym wierszy akcenty religijne.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Wilku, konkurs jest na opka o charakterze humorystycznym, więc dowcipy pełnią tu funkcję inspiracji :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Może to królik był, nie zając? :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Król każe, kat karze…

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Finkla: wespół w zespół zrobiliśmy z Ciebie prawiczka. Jak Ci się to podoba?

Stosunkowo dobrze :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Organizator konkursu, Finkla była uprzejma zaanonsować moją inicjatywę w następujący sposób:

Stosunkowo nowy, ale aktywny, użytkownik Tsole zaoferował swój zbiór opowiadań SF “Muzyka Sfer Niebieskich”.

Potwierdzam niniejszym tę deklarację. Przy okazji skojarzył mi się taki dość stary dowcip:

Po wakacjach spotykają się dwie koleżanki, Jedna pyta drugą:

– Jak było na wczasach?

Druga odpowiada:

– Stosunkowo dobrze…

:)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

co schował się pod jej skrzydła

Żeby o tym wyrokować, musiałabyś przeczytać całe opowiadanie :)

Już niebawem na moim profilu. Już dziś zapraszam, choć wiem, że mi się oberwie :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Niepotrzebnie komplikujesz, rozszerzając obszar naszych rozważań (o ten drugi wariant – ten jest oczywisty nie podlega pod moja maksymę od której wyszliśmy). Nie ma tam też nic o odpowiedzialności moralnej, o wolę (to też rozszerzenie tematu). Sentencja opisuje oczywistą (wg mnie) oczywistość, którą ujęłaś w zdaniu “inteligentny ma większe możliwości usprawiedliwiania swoich czynów”. Sprawca postąpił niefajnie, przynajmniej tak sygnalizowało jego sumienie. Włączyła się inteligencja i go uspokoiła (”Polacy nic się nie stało”). On uznał to (jakżeby miał nie uznać, skoro logika wywodu inteligencji była nie do podważenia?). Uznając zachował się jak Kobiela w “Pamiętniku znalezionym w Saragossie: “Taak? No to koniec pokuty!).

Jako przykład podam ten fragment opka, który jest zwieńczony omawianą sentencją. Zdanie wprowadzające: Bohater, naukowiec opuszcza debatę, na której towarzystwo chce dokonać zawodowego linczu zupełnie zdaniem bohatera niczym nie usprawiedliwionego.

“Trochę gryzło mnie sumienie; w końcu zostawiłem Harveya na pastwę tych tam… Nie znałem go prawie, to fakt. Ale choćby przez wzgląd na to, co zrobił… Przecież oni gotowi go tam zlinczować! Banda cholernych głupców. Fizycy, psiakrew!

Moja rozterka osiągnęła maksimum. Stanąłem niezdecydowany: wrócić, czy nie? Po chwili ruszyłem dalej.

– Czy jakoś mogę mu pomóc? – rozumowałem. – Dwóch czy jeden przeciw takiej hałastrze? Żadna różnica.

Czułem jednak w głębi, że nie wszystko jest jak należy. Idąc, gorączkowo tworzyłem bardziej lub mniej sensowne usprawiedliwienia, aż w końcu do reszty skołatałem sumienie. Sam już nie wiedziałem: postąpiłem słusznie, czy też tylko przekonałem siebie, że tak?

„Rozum jest pierwszą instancją grzechu” – pomyślałem z goryczą. – „Każde wyrzuty sumienia umie omotać misterną siecią swych logicznych argumentacji”.

O to i tylko o to tutaj chodzi. Prosta fenomenologia faktu. A wina, odpowiedzialność? Oczywiście, ważna rzecz, lecz to leży poza obszarem tematu poruszanego w tej maksymie.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Chyba nie rozumiesz o co mi chodzi. Gdy kogoś swędzi jakieś miejsce, odruchowo chce się podrapać. Gdy kogoś grzeje sumienie, odruchowo chce go uspokoić. A jedną z możliwości jest tu znalezienie argumentów, na to, że postępek nie był taki zły, a nawet był dobry. Inteligentny człowiek ma tu szersze możliwości od mniej inteligentnego, to chyba oczywiste.

Jak wyrwane z kontekstu bywają te wszystkie bon-moty, motta i inne złote myśli…

Nie tak znowu wszystkie. Złota myśl, sentencja, czyli krótka wypowiedź wyrażająca w sposób   błyskotliwy jakąś ogólną prawdę filozoficzną lub moralną, powstaje jako twór niezależny, lecz nierzadko zaczyna jako twór niezależny funkcjonować po wyrwaniu jej z szerszego kontekstu.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję za wizytę i ciekawe refleksje, którym w większości bym przyklasnął.

Rozum jest pierwszą instancją grzechu

Twój komentarz dotyczący tej myśli uświadomił mi, że wyraziłem się co najmniej nieprecyzyjnie. Co prawda, broni się on raczej w kontekście opowiadania, zaś wyrwany z niego może sprowadzić czytelnika w niepożądanym kierunku. Rozum to pojęcie zbyt ogólne; może powinienem raczej użyć jednego z synonimów: inteligencja. Czyli zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia. Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach.  Inteligencja jest pierwszą instancją grzechu oznacza, że im kto ma jej więcej, tym łatwiej mu omotać misterną siecią swych logicznych argumentacji potencjalne skrupuły moralne wobec takiego, a nie innego zachowania się w jakiejś trudnej sytuacji. Np. przekonanie samego siebie, że inaczej postąpić nie mógł, mało tego – inny człowiek, który de facto w wyniku tego zachowania został poszkodowany, tak naprawdę na tym skorzystał. Sieć logicznej argumentacji jest bardzo niebezpieczna, bo usypia sumienie.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tarnino

forma bez treści jest pusta – ale treść bez formy jest niedostępna.

Brnąc w skrajności, sprowadzasz rzecz do absurdu. Zawsze jest jakaś forma, tak jak zawsze jest jakaś hermetyczność :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Owszem, masz tu rację, lecz prawdą jest również to, że forma jest efemeryczna, podlega modom i kaprysom, nierzadko prowadzącym na manowce. Treść, przesłanie pozostaje niezmienna. Dlatego stawiam ją wyżej w hierarchii wartości. Jest to mój wybór, którego nikomu nie narzucam. Lecz nie jestem w tym odosobniony. U nas w latach 80. zachwycano się wierszami Miłosza i Herberta, Brodskiego i Venclovy, Polkowskiego i Bierezina, choć w ich odbiorze przesłanie ideowe było często bardziej istotne niż literacka jakość. Ten wiersz, jak to już wyjaśniałem, pochodzi z lat 80. XX wieku, zatem pod względem formy jest dziś retro. Mam świadomość, że także w tamtych czasach nie był jakimś wystrzałowym dziełem, szczególnie w dziedzinie owej “literackiej jakości”. Roman Brandstaetter, mistrz w którego byłem zapatrzony, i którego nieudolnie próbowałem naśladować, był raczej konserwatystą – także jeśli idzie o formę.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Masz rację, poszedłem na skróty. W obu tych kategoriach chodzi o środki ekspresji, a nie narzędzia. Czyli o formę.

Niemniej podtrzymuję zdanie, które było zaczątkiem tej minipolemiki” “dobrze jest wyzwolić się z niewoli mód i chwilowych konwenansów. Podumać nad treścią, a nie powłoką słowną.”

Owe mody i konwenanse w malarstwie są bodaj wyraźniej widoczne niż w poezji.

Oczywiście, nie mam nic przeciwko kontemplacji formy, lecz osobiście jako konsument sztuki stawiam wyżej w hierarchii wartości treść.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

niezrozumienie może równie dobrze wynikać z postawy czytelnika, jak z hermetyczności autora.

Nie da się jednak ukryć, że – skoro byli tacy co dostrzegli – hermetyczność nie była absolutna :)

przekazuje treści za pomocą tejże powłoki słownej

Malarz maluje obrazy za pomocą pędzli. Kontemplujemy jednak jego obrazy, a nie pędzle. Ściślej – normalni kontemplują obrazy, eksperci – pędzle. :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

No pewnie, przecież przeszłość już była! Nadzieja jest związana z przyszłością :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Reg, jakoś to przeżyję! Jestem wybitnym poetą, ale zrozumieją mnie dopiero przeszłe pokolenia laugh

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo mi się spodobał ten model zarządzania duszami. Zwłaszcza że opisany interesująco i plastycznie. Akcja poprowadzona zgrabnie, chwilami wręcz brawurowo, więc czyta się gładko, rzekłbym, że miejscami bez tchu. Ode mnie klik zasłużony.

Jeśli dobrze zrozumiałem, “opowieść oparta jest na faktach” – to znaczy na rzeczywiście występujących wierzeniach. Można w nich odnaleźć wspólne cechy choćby z tymi głównymi religiami w naszej strefie kulturowej. Czytałem kiedyś dzieło Fenomenologia religii Gerardusa van der Leeuw'a, książkę niezwykle frapującą przede wszystkim dlatego, że pokazuje korelację zjawisk i pojęć w najróżniejszych religiach świata. Van der Leeuw zadał sobie trud zestawienia religii właśnie w optyce zjawiskowej, kategoryzując podobieństwa i pokazując niezbicie, jak wiele jest cech wspólnych łączących religie funkcjonujące w nawet całkiem niezależnych od siebie kulturach. Są to motywy Ojca, Matki, Syna Bożego, Wcielenia, Odkupienia, Sacrum, etc. Szczególnie zapamiętałem motyw Ojca, widoczny w wielu religiach, które rozwijały się niezależnie od siebie, często do tego stopnia, że można wykluczyć tezę o dyfundowaniu kultur. Czasem przybiera on inne formy, np. w starożytnym Babilonie wuja (sic!), w prastarym Egipcie byka, a na Wyspach Triobriandzkich zaciera się różnica między ojcem i synem. Oczywiście, motyw Ojca najwyraźniej widoczny jest w wierze Izraela, choć tu właśnie pojęcie to zupełnie nie ma związku z płcią. Zatem mnogość religii wcale nie musi być argumentem za ateizmem, jakby to chcieli widzieć choćby marksiści, którzy twierdzili, że religie to bajeczka. Niby oczywiste: bo jeśli ich tak wiele, to który Bóg jest prawdziwy? Jak widać, nie do końca oczywiste, skoro pewne religijne motywy, choć w sposób zjawiskowo odmienny, powtarzają się w antropogenezie jak muzyczne frazy w fugach Bacha. Można to uważać, za rezultat Objawienia, które jest immamentne w noosferze. Objawienie to, w zderzeniu z ludzką, a więc ułomną świadomością owocuje zróżnicowanymi formami kultur religijnych w antropogenezie. Zróżnicowanymi, lecz wykazującymi powtarzalność w wielu cechach.

 

I jeszcze kilka drobnych uwag formalnych:

wpierw pióro i papier zastąpiły kolejne modele

Myląca składnia, lepiej „zostały zastąpione przez”

niewiadomo, kiedy i skąd

nie wiadomo

– Sześć – oznajmił

skoro był niewyraźny to może „odczytał z trudem”

Michał tymczasem już bez dalszej dyskusji, wyraźnie wystraszony i zagubiony, posłusznie usiadł na wskazanym miejscu.

Zaproponowałbym tak:

Michał, wyraźnie wystraszony i zagubiony, zrezygnował z dalszej dyskusji i posłusznie usiadł na wskazanym miejscu.

nawet wrzaski nauczycieli

No już się nad nimi tak nie znęcaj :) może wystarczą „krzyki”?

Schylił się i szarpnął, odrywając duszę zmarłego od ciała

Super! To właśnie miałem na myśli, pisząc o plastycznym obrazowaniu :)

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Katia za komentarz i kliczka! Jak to nie jesteś bajkowa? Piszesz bajeczne (i bajkowe) teksty, choć może bardziej w stylu braci Grimm niż Andersena, ale zawsze :)

Co do obrazków to było to tylko skryte (i odkryte w chwil słabości) marzenie, gdzieżbym śmiał Ci głowę zawracać :)

Pozdrawiam wzajemnie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Owszem, bardziej podobne, ale takie malutkie jakoś… sad

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ja też. Są podobne do mózgu, więc się czuję mądrzejszy po spożyciu laugh

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Reg: Owszem, jak kalafior tylko w wymiarze mentalnym :)

Dzięki za klika!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję rosebelle, bardzo mi miło, że się podobało. Skoro tak, to pozwolę sobie zwrócić Twoją uwagę na link w przedmowie do “bliźniaczego” opowiadania “Gwiazda Zaranna” poświęconego mojemu Ojcu. Wg powszechnej opinii jest ono lepsze literacko od “Gwiazdy Wieczornej”.

Gościsz u mnie pierwszy raz, więc zapraszam do moich innych tekstów! Zauważyłem, że specjalizujesz się w fantasy, więc może Ci nie służyć moje hard SF, ale takie np. “Bajki nasenne” powinny :)

Serdeczności!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Snori, dziękuję za wizytę i komentarz . Miło, że bajki się podobały :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Irko! Oczywiście, że w dobie równouprawnienia dziewczynki mają prawo interesować się techniką i samochodami – u mnie jednak zainteresowania dzieci rozłożyły się klasycznie: syn zdecydowanie za techniką, córy za lalkami i pluszakami :) Ciekawe, że teraz obie mają dzieci, których zainteresowania też rozkładają się klasycznie.

I to był kotek – głupotek, bo przecież mógł na drzewo uciec. Prawda?

Prawda. Ale czemu zaraz głupotek? Może miał lęk wysokości? W końcu odmówił wiewiórce stanowczo… :)

jakoś mi się to usychanie z samobójstwem skojarzyło. I tak mi wyszło, że dopiero po śmierci marzenia się spełniają. ;) Domyślam się jednak, że dzieciaki takiego problemu nie mają. ;)

Tu masz rację, dla mnie to najbardziej “śliski” element tej bajki. I największe kontrowersje budził wśród dorosłych odbiorców. Bo dzieci w rzeczy samej takiego problemu nie mają.

Serdeczności!

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Finkla, fajnie że wpadłaś! Już tłumaczę. Chodzi o ten fragment tekstu:

Spojrzałem w górę – na mocno już granatowym niebie wykwitły gwiazdozbiory. Pomyślałem o tym, że właśnie powinienem wprowadzać współrzędne do komputera sterującego teleskopem i w myśli uśmiechnąłem się – tak zdawało mi się to odległe i nieistotne.

Nieco niżej, zanurzona w wieczornej zorzy jaśniała Wenus.

W górze (czyli w zenicie) niebo było już “mocno granatowe”. Na zachodzie, gdzie jaśniała Wenus, były zorze wieczorne – zwykle są one pomarańczowe u dołu, im wyżej – różowo-czerwone, przechodzące w fiolet (czyli amarantowe) i przechodzące w granat.

http://obrazki.4ever.eu/przyroda/niebo/zorza-wieczorna-130611

http://obrazki.4ever.eu/przyroda/krajobrazy/zorza-wieczorna-148612

I w tych właśnie zorzach rozpuściła się Mamusia :)

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Reg, jesteś wielka! Poprawki wprowadzone! Co do Ptaka nie mam przekonania, gdyby występował w otoczeniu innych bezimiennych ptaków widziałbym taką potrzebę. Zresztą jak czytać dziecku te duże litery? Z drzewem problem rozwiązałem tak, że tam gdzie trzeba jest mowa o “naszym Drzewie”, ale tu?

 

Wcześniej napisałeś, że kotek był bardzo uprzejmy, ale ta jego wypowiedź wcale o uprzejmości nie świadczy. :(

Ależ Reg! Przecież tę kwestię wypowiada zajączek!

 

Pragnąc urealnić czas budowy garażu (w warunkach polskich, choć to nie jest nigdzie określone) zwiększyłem go do 8 miesięcy. :) Nie jest to bynajmniej wyssane z palca http://www.przetargi.egospodarka.pl/18345_Budowa-garazu-wielopoziomowego-naziemnego-z-infrastruktura-towarzyszaca-w-Legionowie_2016_2.html

I tylko będzie mnie męczyć pytanie – ile w końcu było drzewnych bytów…?

Nie będę budował infodumpa specjalnie po to, by Cię wyzwolić z męczarni, więc tylko zaproponuję szkic hipotezy: drzewa są mentalnymi fraktalami. Fraktal to obiekt samopodobny (tzn. taki, którego części są podobne do całości). Zatem jeśli drzewo jest dzielone na kawałki, to każdy z nich ma taką mentalność jak całe drzewo :)

Buziaczki! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Reg. Tylko tyle? Moja interpunkcja jest lepsza, czy Ty mniej skoncentrowana? :)

 

Przyjrzałabym się dialogom w bajce O kotku Samotku.

Skoro piszesz “przyjrzałabym” tzn. że się nie przyjrzałaś? W czym problem?

 

W bajce o garażu miałem rozterkę w kwestii nazw samochodów. Dużą czy mała literą? Przepisy w tej materii są tak zagmatwane, wręcz absurdalne. Zostawiłem z dużymi licząc że mnie napomnisz. Nie napomniałaś czyli jest OK?

 

I jeszcze to:

To nie tak, Drzewo z pewnością miało co pić, bo drzewa czerpią wodę przez korzenie, nie liśćmi. Podczas deszczu liście mogą co najwyżej zażyć kąpieli.

Zostawiłem tak:

A kiedy nadchodził deszcz, zakrywały je całkiem, chciwie dzieląc między siebie życiodajne krople. Nasze drzewo musiało zadowolić się resztkami, jakie ściekały po liściach jego pogromców.

Czytam teraz książkę “Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena, którą zarekomendowała mi Asylum i pisze on tam o tym, że drzewa potrzebują deszczu i cieszą się nim, ale nie mogę teraz znaleźć szczegółów. Myślę, że jak na bajkę, tak może zostać.

Wiem, że to tylko bajka, ale tak mi przyszło do głowy, czy aby to biedne Drzewo nie mogło w końcu nabawić się jakiejś schizofrenii czy innego rozwarstwienia jaźni…

Wydaje mi się, ze czytałaś tę bajkę “po dorosłemu”. Żadne dziecko na których była ona testowana (a było ich trochę) takich wątpliwości nie zdradzało. Dorośli zresztą też nie, więc jesteś pierwsza :) A muszę powiedzieć, że wokół tej bajki toczyły się ożywione, czasem wręcz zajadłe dyskusje. Dotykały one jednak problemu związanego ze śmiercią drzewa (podobne obiekcje zresztą zgłaszał tu Gromick). Zdania były podzielone i to wcale nie podług linii światopoglądowej :)

Zaś co do Twojej obiekcji: nie wiem, czy drzewa mogą cierpieć na schizofrenię. Wohlleben przedstawia je jako wręcz świadome i myślące, więc może i taka hipoteza nie jest pozbawiona podstaw :) Ja jednak wolę tu pozostać przy tłumaczeniu metafizycznym: drzewo po uschnięciu jest raczej ideą platońską :) W chrześcijaństwie jest podobny problem z Trójcą Świętą: jedna w trzech osobach.

 

PS Poprawki wprowadzone! Kupiłem też pomysł z Drzewem :)

 

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Więcej już było :)

Przy okazji melduję, że zdyscyplinowałem Samotka, by nie chodził na skróty z imionami przyjaciół :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Czepiam się jednak treści, bo metaforyki

Dla mnie treścią jest przesłanie wiersza, czyli to „co poeta miał na myśli”. Ono jest stałe, odporne na działanie czasu. Metafora zaś to środek stylistyczny, który jest narzędziem do obrazowania przesłania i tej odporności już nie ma. W poezji, w całej sztuce przychodzą i odchodzą różne mody. Sama piszesz o „wyświechtanych, już wręcz kiczowatych metaforach”. Jeśli chce się na poziomie eksperckim jakiś wiersz oceniać, to trzeba wziąć pod uwagę kontekst czasowy. Ten wiersz pochodzi sprzed 30 lat. W tym okresie fascynowałem się poezją Romana Brandstaettera i sądzę, że jego wpływ w tym wierszu jest widoczny. Dziś jest to poezja retro. Zresztą Brandstaetter nie zasiadał w loży mainstreamowych poetów tamtego czasu; możesz Go zdeprecjonować, podobnie jak to robisz z Hollankiem, bo także już nie ma Go wśród żywych.

 

Adam Hollanek, przy całym szacunku dla jego dokonań dla polskiej fantastyki, nie jest dla mnie autorytetem w dziedzinie poezji (nawet literatury, tak naprawdę).

Ale dostrzegł, co chciałem w tym wierszu powiedzieć, a Ty – nie.

Adama Mazurkiewicza kojarzę jako polonistę, z czasów, kiedy jeszcze miałam z tą dziedziną coś wspólnego, ale on się zajmuje fantastyką, a nie poezją, więc nic dziwnego, że jego ocena jest, jaka jest

Nie zauważyłem, by Mazurkiewicz dokonywał jakiejś oceny mojego wiersza.

Nie odpowiedziałaś na moje pytanie:

 A skąd wiesz, kiedy jest naprawdę świetna? Bo ją czujesz?

Na koniec kilka wyjaśnień odnośnie użycia pewnych „wyświechtanych” metafor i okolicznościach powstania wiersza.

„Kurtyny powiek” – zapożyczenie z "Mrowiska" Klanu.

„Ślad stopy na piasku” – akurat jest to rekwizyt Zajdla w przestrzeni jego epistemologii, zwłaszcza poglądów na temat wiary. Zapożyczony z P.H. Dicka: "„Bóg zostawia czasem ślad stopy na piasku, ale nigdy jeszcze nie zgubił buta”. Dick także to zapożyczył. Od Einsteina: "Boga nie można zobaczyć ale czasami pozostawia ślad stopy na piasku".

Może to i podstarzałe rekwizyty, ale dobrze jest wyzwolić się z niewoli mód i chwilowych konwenansów. Podumać nad treścią, a nie powłoką słowną.

A sam wiersz zawiera motyw osobisty, oparty na wspomnieniach moich z Zajdlem (nielicznych ale zawsze) kontaktów. Jawił się w nich, nieco inaczej niż w twórczości – jako człowiek głębokiej wiary, w której pielęgnacji udział rozumu miał swoje kluczowe miejsce.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Drakaino, spodziewałem się Twojej wizyty pod tym wierszem (sorry, zwersyfikowaną prozą) tudzież krytycznych uwag, jako że sama określasz się dziwolągiem językowym “poetry nazi”. Może rzeczywiście jesteś, w sensie wrażliwości na formę, bo nie zauważyłem, by zainteresowała Cie treść – swoją uwagę skoncentrowałaś na kiczu, patosie i wielkiej literze, która jest tutaj symbolem hołdu, jaki autor składa pośmiertnie człowiekowi, którego cenił i szanował – nie tylko za twórczość, lecz także za osobistą postawę. Symbolika, obecna tu szerzej, Cię nie zainteresowała, bo nie uwierzę, żebyś jej nie odnalazła, skoro znalazł ją Adam Hollanek, decydując o publikacji tego wiersza, czy wspomniany wyżej Adam Mazurkiewicz. Z drugiej strony gdybyś ją jednak znalazła i uznała za mierną i kiczowatą, niechybnie poinformowałabyś mnie o tym w swoim komentarzu. Jeśli tego nie zrobiłaś, to znaczyłoby, że nie przywiązujesz do niej większej wagi, przynajmniej większej od tej, którą przywiązujesz do formy. Jeśli tak, to należymy do innych światów, bo ja uznaję prymat treści nad formą.

I jeszcze dwa pytania

czuję ją bardzo rzadko, jak jest naprawdę świetna

A skąd wiesz, kiedy jest naprawdę świetna? Bo ją czujesz?

poezję zostawiłabym poetom. Z prawdziwego zdarzenia

Jakie są kryteria poety z prawdziwego zdarzenia? Rozumiem, by leczenie zostawić lekarzom, projekty budynków architektom, budowę mostów inżynierom etc., bo w tych “konkurencjach” są studia, dyplomy, certyfikaty, stopnie naukowe. Poezja – moim zdaniem – wymyka się wszelkim kryteriom. Jest subiektywna – zarówno od strony twórcy jak i odbiorcy.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo dziękuję za wizytę i przychylną opinię. Cieszę się, że się podobało. Też uważam, że z ilustracjami bajki byłyby bardziej atrakcyjne. szczególnie dla dzieci. Może tu zajrzy Katia i się da skusić? :)

W stosunku do zajączka Samotek używa skrótu. Ludzie też tak robią (Stanisław – Stach, Antoni – Antek etc.) :)

Druga bajka mogłaby mieć jednak więcej ulic w mieście

Nie rozumiem. Nie ma w tekście wzmianki ile miasto liczy ulic…

 Co do trzeciej bajki – rzeczywiście największe kontrowersje budzi wycięcie drzewa. Muszę wyznać że w końcówce bajki miałem wątek gałęzi palonych w ognisku, lecz pod wpływem tych kontrowersji dokonałem autocenzury – choć nie do końca zgadzam sie w tezą iz po tym, jak spłonęło i nie mogło już tego docenić. Ale to temat na dłuższą dyskusję :)

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki za wizytę i komentarz. W rzeczy samej masz rację, choć autor był jeden, to są tu dwa przeciwstawne obrazy. Znakomicie załapał to Adam Mazurkiewicz, Informator Gdańskiego Klubu Fantastyki w artykule “Fantastyka i poezja”. Polecam!

https://mindly.pl/fantastyka,ac160/fantastyka-i-poezja,1491

I pozdrawiam :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

I w tym Ci przyznaję rację, końcówka– niedoróbka, trzeba było dla dobra sprawy Kudelę załatwić, a nie załatwiać mu fuksa stulecia w Monte Carlo :) Zaś co do głównego bohatera… cóż moim zdaniem powiodło mu się, bo się zakochał :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Asylum za te refleksje. W rzeczy samej bardzo istotny jest sposób odbioru tekstów przez różnych czytelników. Do tego jeszcze dochodzi, co słusznie zauważasz, szereg okoliczności w jakiej konsumuje lekturę, mających charakter zarówno deterministyczny (ktoś nie cierpi SF, inny akcji w Polsce) jak też przypadkowy (nastrój chwili, opeer od szefa w pracy, migrena etc.). Tego twórca nie jest w stanie określić ani temu przeciwdziałać. Natomiast powinien mieć świadomość, do kogo trafi, a do kogo nie trafi z przesłaniem (o ile tekst w ogóle jakieś przesłanie zawiera; ja się staram, by zawierało). Powinien mieć świadomość, że z pewnością nie trafi do wszystkich, więc musi na coś się zdecydować – ergo wybrać do kogo chce trafić.

A ta historia jest po to wymyślona, by czytelnika pozbawić złudzeń, że można osiągnąć szczęście kosztem cudzego nieszczęścia. I że tak naprawdę szczęście osiąga się w miłości i jedności z innymi ludźmi (puenta “sami dla siebie jesteśmy wystarczającymi amutalami”).

OT: Zacząłem czytać “Sekretne życie drzew” i po dwóch rozdziałach jestem zachwycony! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Zyg. Miło, że wpadłeś! Zapraszam do innych tekstów. Żaden raczej nie powala na kolana, ale nie po to pisałem, by powalał :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Znakomite! Uwielbiam takie historyjki! Gratuluję wybujałej wyobraźni, poczucia humoru, celnych skojarzeń, magnesu, którym przykuwasz czytelnika do tekstu! KLIK!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Osadzanie akcji w krajach mniej znanych, zwłaszcza egzotycznych, mocno odległych kulturowo wymaga pewnej geograficznej i antropologicznej erudycji – bez niej łatwo dać plamy :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Asylum za wizytę i wpis. Wpis, który prowokuje do dyskusji co najmniej na kilka tematów, dyskusji może wykraczających poza spektrum tematyczne opowiadania, ale to chyba dobrze, bo stanowi w jakimś sensie wartość dodaną.

Przede wszystkim zgadzam się z Tobą co do magii. Podobnie jak Ty nie cierpię magicznego sposobu myślenia, całej tej mody na horoskopy, taroty i niektóre składniki new age. I z tego samego powodu co Ty: trendu do magicznego myślenia obecnie. Rzecz w tym, że to opowiadanie temu właśnie się przeciwstawia. Jak? Ano racjonalizowaniem zjawisk uznawanych za magiczne. Encyklopedia podaje, że

Magia, czary – ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, które można opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i określonych czynności.

Osoba zajmująca się magią (mag, czarownik, szaman) stosuje różnorakie gesty, wypowiada zaklęcia (inkantacje) i wykonuje czynności o cechach rytuału mające dać mu władzę nad siłami nadprzyrodzonymi, i które w jego przekonaniu umożliwiają mu kształtowanie rzeczywistości.

Tymczasem bohaterowie opowiadania niczego takiego nie robią. Stosują metodologię naukową w ścisłym tego słowa znaczeniu. Odbierają ten obszar zjawisk magii właśnie i oddają go nauce (inna sprawa z jakim konsekwencjami – i ten motyw jest dla mnie w opku istotny, wręcz kluczowy, choć nie przedłożony łopatologicznie).

Też miałem podobne do Twoich obawy, więc odwołałem się do fachowców – piszę o tym w odpowiedzi na komentarz Irki, lecz żebyś nie musiała szukać, kopiuję odnośny fragment tutaj:

Wyznam tu, że miałem pewną rozterkę, pisząc je, że mogę zostać posądzony przez ludzi intelektu o afirmację zabobonów, więc zwróciłem się do przyjaciela, profesora filozofii, ale fizyka z wykształcenia (doktorat i habilitacja z mechaniki kwantowej). Ten rozwiał moje wątpliwości, pisząc w mailu: “W konwencji Twojego opowiadania, gdy działanie amuletu ma dobre wyjaśnienie kwantowe – naukowe, to w siłę jego działania się nie wierzy, ale się wie, że tak jest.”

Druga sprawa to miejsce akcji opowiadania. Muszę wyznać, że swoją postawą wprowadziłaś mnie w zdumienie. Zaraz też przypomniałem sobie perypetie związane z “Noosferą” – pierwotnie akcja toczyła się w Anglii i sporo komentatorów miało mi za złe – dlaczego nie Polsce? Uznałem ich argumenty (były różne, ale nie czas i miejsce pisać o tym szczegółowo) i zmieniłem to.

Nie zgadzam się z tym, że akcję należy musowo umieszczać w Polsce; to przegięcie w drugą stronę, lecz z tego powodu nie organizowałbym krucjaty. Po prostu uważam, że sprawa ta leży w zakresie decyzji autora i w miażdżącej ilości przypadków jest drugorzędna (oczywiście mam na myśli hard SF, bo np. w historiach alternatywnych, political fiction, czy fantasy sprawa ta może mieć znaczenie). I jak Ty nie potrafisz znaleźć dobrego powodu, aby umieszczać akcję w Polsce, używać polskich imion i scenerii, tak ja nie potrafię znaleźć dobrego powodu, aby NIE umieszczać akcji w Polsce, NIE używać polskich imion i scenerii. :)

Serdeczności, tsole

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

W sprawie żyda/Żyda uznaję rację kołodzieja (tak zresztą było w drukowanym oryginale, który, tuszę, przeszedł przez sito korekty papierowej NF. Istotnie, z kontekstu wynika, że chodzi tu o wyznanie co sugeruje słowo “ortodoksyjny”.

Natomiast co do sugestii dotyczącej Reg, w pełnie zgadzam się z mr.marasem, Jestem pełen uznania za Jej aktywność, solidność i życzliwość. Też odniosłem wrażenie, że cytowane zdanie dotyczy Reg i zasad tego portalu. Gdyby dotyczyło sytuacji hipotetycznej jak Kołodziej zdaje się sugerować, powinno ono brzmieć “Właśnie tak by się działo, gdyby korektorom płaciło się proporcjonalnie do liczby wychwyconych “błędów”.

Edit: fajnie, że w międzyczasie padły przeprosiny. Myślę, że EOT :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bellatrix, nie posądzałem Cię o uprzedzenie do mnie, skoro Twoja recenzja powstała kilka lat temu, po opublikowaniu tego opowiadania w NF. Oświadczasz “Nie mam z góry założonej ‘tezy’” więc wycofuję moje twierdzenie jako zbyt apodyktyczne i powiem tak: Twoja recenzja sprawia wrażenie jakby była podporządkowana pewnej tezie, przynajmniej ja ją tak odebrałem. Choć teza może być ukryta, podświadoma. Być może masz pogląd, że recenzja jest po to, by utwór “zjechać” (sama zaznaczasz, że inne opowiadania w tym numerze zjechałaś jeszcze bardziej). Być może masz zbyt wysokie oczekiwania, jak na poziom, który reprezentuję.

Natomiast co do łopatologiczności – napisałem Ci wyczerpująco w jednym komentarzu jak to z łopatologicznością jest. 

dlatego zajrzałam, gdy wrzuciłeś coś nowego

Jak to nowego??? Przecież kilka lat temu “zjechałaś” ten tekst w recenzji! :)))

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję za wizytę i komentarz. W rzeczy samej jestem pasjonatem nauk ścisłych (fizyki w szczególności) i pisanie, czy w ogóle przebywanie w tych klimatach sprawia mi ogromną frajdę. I raczej do tych, którzy mają podobnie, adresuję moje opowiadania. Bo nie jestem na tyle dobry, by umieć pisać dla wszystkich (jeśli to w ogóle możliwe).

Przykro mi, że trafiłeś w procesie edukacji na osoby, które nie potrafiły wzbudzić w swoich uczniach zainteresowania naukami ścisłymi. Wyznam, że ja też na takie osoby nie trafiłem; zainteresowania rozwijałem samodzielnie, a gdy zdecydowałem sie po szkole średniej (technikum – zostałem wykształcony w specjalności obróbka skrawaniem) studiować astronomię, musiałem sam tego przedmiotu się nauczyć do egzaminu (w odróżnieniu od LO w technikach nie było przedmiotu astronomia).

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Światowidrze (czy Światowiderze?) za wizytę i konkretny komentarz! Trudno nie przyznać racji Rybakowi, bo byłoby to zaprzeczanie faktom. Jednakowóż nie jest to cała faktografia w tej materii, co zauważyła Asylum. Ja natomiast nie zmieniam zdania, że pragnąłem w tych szczególnych chwilach wspomnieć raczej tych z jasnej niż z ciemnej strony Mocy :)

Co do biegunów – to cytat z Lema, ale też czysta prawda – pierwsi zdobywcy raczej nie wiedzieli i raczej pchała ich tam inna energia niż pazerność na potencjalne bogactwa. Może też nie zawsze czysta jak śnieg, np. próżność dążenie do sławy… Lem przedstawia w tym wątku litanię tych, co zdobywali bo byli otwarci na wyzwania, a nie na uroki portfela.

A do lektury moich opowiadań gorąco zapraszam!

I pozdrawiam :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję kam_mod! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Wciąga, a jak wciągnie to trzyma. Ogólnie szacun za pomysł i wykonanie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo fajna, realistyczna SF. Dla mnie, w młodości pasjonata astronautyką, szczególnie podziałało na wyobraźnię. Sylwetka Neila zarysowana dokładnie według moich wyobrażeń. Akcja toczy się niespiesznie, jakby z godnością, co generuje dodatkowy nostalgiczny klimat. W sumie jestem kontent. Brawa i klik.

 

Dwie literówki:

przejście miedzy połączonymi pojazdami.

 

półprzeźroczystą

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Asylum, bardzo mi się podoba Twój rezolutny wpis. W ocenie zachowań ludzi jest tak wiele czynników, które są poza zasięgiem naszej świadomości, że praktycznie ją uniemożliwiają. Jako człowiek religijny moge tylko westchnąć i powiedzieć: “Bóg ich osądzi”. Ateiści nie mają tego komfortu, stąd ich ambicje do wymierzania sprawiedliwości (tej w wymiarze moralnym, nie prawnym) tu, na Ziemi są zrozumiałe.

Pozdrawiam, i zaparaszam do niektórych moich tekstów, bo odnoszę wrażenie, że mnie ciut zaniedbałaś :(

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie, Bellatrix, to tak nie działa. Tekst nie jest w stanie bronić się sam, jeśli ktoś w tej czy innej intencji nim manipuluje, wyrywając poszczególne frazy czy wręcz słowa. W takich sytuacjach autor ma prawo i obowiązek się temu przeciwstawić. Zgadzam się, w dyskusjach staję po stronie moich tekstów, lecz jeśli zostanę przekonany, mówię o tym explicite i komentatorowi dziękuję Na tym polega uczciwość w dyskusji. Możesz to sprawdzić, przeglądając komentarze pod moimi tekstami. Osobom, których komentarz sprowadza się do “nudne”, “nie zainteresowało mnie” odpowiadam z reguły “dziękuję za wizytę i komentarz”, nie podejmując polemiki, bo też nie ma z czym. Widać, takie osoby tej polemiki nie chcą, tylko pozostawiają subiektywne wrażenie nie podparte żadną argumentacją – umiem to uszanować (jak też zróżnicowane spektrum zainteresowań czytelników). Ty argumentację stosujesz, lecz jest ona totalnie podporządkowana tezie, co objawia się wielokrotnie absurdalnymi twierdzeniami czy wnioskami – wykazałem Ci to w moim komentarzu pod recenzją. Pokazuje opowiadanie w krzywym zwierciadle, a to nie jest uczciwe.

Mam świadomość, ze nie jestem genialnym literatem, a ten tekst nie jest i nie będzie przebojem światowego SF. Ale określanie go inwektywą “miszmasz” w sytuacji gdy jest on prowadzony z konsekwentną dyscypliną logiczną, jest klarowny i czytelny, wybacz – to jest nadużycie.

skupiłeś się na przedstawianiu rzeczy, które można znaleźć w podręcznikach a Twój własny “wynalazek” jest stricte magiczny i wyliczaniem teorii nie przekonałeś mnie, że nie

I co z tego, że można znaleźć w podręcznikach? Uważasz, że lepiej byłoby gdybym podał do nich linki w przypisach? To nie jest dysertacja tylko literatura. Zaś co do tłumaczenia zasady działania “własnego wynalazku” – odsyłam do klasyków gatunku: Terry Pratchetta i Stephena Baxtera jak w książce “Długa Ziemia” opisują podstawy fizykalnego mechanizmu ichniejszego wieloświata. Możesz skorzystać z cytatu który umieściłem w jednym z komentarzy pod tym tekstem.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bellatrix, zlituj się! Jaki przeskok od termodynamiki do nauki? Jeśli tak uważnie czytałaś ten tekst, to nic dziwnego że podsumowujesz go słowem miszmasz. Termodynamika i demon Maxwella jest w piwiarni. Magii nie ma w ogóle, zaś w ruinach fortu na Nadwiślańskiej pojawia się antropologia i fizyka kwantowa. Nie ma mowy o entropii, jest o asymetrii dystrybucji zdarzeń, które mamy za losowe, jest finezyjna moim zdaniem koncepcja wytłumaczenia tego mechaniką kwantową, konkretnie teorią EWG, konkretnie multiświatem Everetta-DeWitta z modyfikacją Wojciecha Żurka i hipotezą fizyka Jacka Scarlattiego, która jest miejscem granicznym między nauką a fikcją w tym opku czyli tym, o co Cię prosiłem żebyś znalazła. I tu na scenę wchodzi antropologia, nadal nie ma mowy o magii, jest za to logiczny wywód prowadzący do amutala (na marginesie: amulet i talizman to różne pojęcia. Amulet to przedmiot chroniący przed kłopotami, przed zjawami, wampirami itd. Talizman ma zaś przynosić ludziom szczęście. Amulet ma od nas odpychać konkretne rzeczy, zaś talizman przyciągać https://akademiaducha.pl/czy-talizman-amulet/ )

Oczywiście, nie ma mowy o technologii produkcji amutala, bo jesteśmy już w obszarze fiction i wszelkie dywagacje na ten temat byłyby bełkotem, Jest natomiast wzmianka dotycząca wykreowanej metodologii postępowania bohaterów, która ma wiele wspólnego z naukami przyrodniczymi i niewiele wspólnego z magią:

Wraz z Tomkiem wykonaliśmy testy w celu zbadania wpływu tych artefaktów na odkształcanie przebiegu procesów kwantowych. Był to niezwykle żmudny proces. Jednak po przebadaniu tysięcy przedmiotów z rożnych zakątków świata udało się nam w końcu wyselekcjonować najefektywniejsze z nich i stworzyć amutal.

A Ty sobie to niefrasobliwie streszczasz jednym zdaniem, całkowicie oderwanym od rzeczywistości opowiadania:

Po dogłębnych tłumaczeniach nt. entropii przechodzisz do bliżej niesprecyzowanej magii amutali

Nie, no na tym poziomie i przy takiej metodologii polemiki to ja dyskutować nie będę… :((

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję za wizytę, komentarz i pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

ilość łopatologicznych wyjaśnień w dialogach (i to widać, że wkładasz w usta bohaterów wyjaśnienia dla czytelnika

Uff! No to jeszcze raz: Dialog jest jednym z naturalnych środków, którymi przekazuje się wiadomości dla czytelnika. Jest lepszy odo monologu, bo żywszy i bardziej wyrazisty (możliwość wprowadzenia polemiki).

Natomiast co do łopatologiczności. Widzisz, Bellatrix, termin ten jest względny. Gdy operujesz dziedziną nauki, by do czegoś tam ją wykorzystać, spotkasz spektrum reakcji czytelników, którego pole rozciąga się między następujące postawy:

“ale bełkot”

“dla mnie chińszczyzna”

“czysta łopatologia”

W obrębie tego pola pojawiają się różne komentarze (w tym skrajne i wyważone) i żaden autor nie jest w stanie pogodzić interesów wszystkich czytelników.

Z tym dylematem nieco wiąże się zarzut który postawiłaś w recenzji: Przeskok od nauki do paranauki

SF, w którym się specjalizuję, to właśnie sztuka konstruowania takich przeskoków. Przy czym moją ambicją jest rozmywanie tej granicy między nauką a fikcją (choć po prawdzie ona jest już a priori rozmyta, bo zależy od poziomu wiedzy czytelnika w zakresie dyscyplin naukowych stanowiących materię narracji). A ponieważ sama się określasz jako “siedząca w sci”, zachęcam do wskazania, gdzie ta granica przebiega w tym opowiadaniu.

W dążeniu do tego, by czytelnik zwątpił w to, czy to rzeczywiście SF, albo przynajmniej miał kłopoty z lokalizacją tej granicy z jednej strony usprawiedliwia mnie to „S” w SF, z drugiej – intencje czy może raczej przesłanie jakie chcę przemycić. A w tych opowiadaniach, które traktuję poważnie (w odróżnieniu od lżejszych takich jak np. „Anihilacja Wszechświata”) chcę zawrzeć ostrzeżenie przed beztroskim majstrowaniem w przestrzeniach nauki i technologii. Bo mają one granice, których nie wolno przekraczać. Jeśli takie ostrzeżenie ma być skuteczne, to dobrze jest dać czytelnikowi wrażenie autentyczności, a nie że właśnie przeczytał sobie bajeczkę.

O jakie ostrzeżenia chodzi? Ano przed pychą ludzką która mami, żeśmy doszli do granic poznania (”Muzyka Sfer Niebieskich”), przed huraoptymizmem mamiącym, że jesteśmy bliscy Bogu („Fideina”), przed sięganiem po rajski owoc („Noosfera”), przed możliwymi zgubnymi skutkami technologicznej aktywności, np. digitalizacji („Chmura”), czy wreszcie przed pokładaniem nadziei w możliwość zapanowania nad probabilistyczną naturą rzeczywistości (”Demon Maxwella”). Tu masz rację, pisząc, że jeśli przesłanie tekstu zawarte jest w “jesteśmy dla siebie najlepszymi amuletami”, to cała wcześniejsza historia traci sens. Dokładnie – po to jest opowiedziana, by czytelnika pozbawić złudzeń, że można osiągnąć szczęście kosztem cudzego nieszczęścia. I że tak naprawdę szczęście osiąga się w miłości i jedności z innymi ludźmi (puenta “sami dla siebie jesteśmy wystarczającymi amutalami. Nie “amuletami” jak tu przytaczasz).

Uważny czytelnik przesłanie zrozumie, mniej uważny, dodatkowo zaabsorbowany szukaniem detali do których można by się przyczepić, może to przesłanie przegapić.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bellatrix, do Twojej recenzji (w części poświęconej mojemu opowiadaniu) odniosłem się pod nią.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ponieważ opowiadanie “Demon Maxwella” pojawiło się obecnie na moim profilu, pozwolę sobie odnieść się do tej części recenzji, która go dotyczy.

do opowiadania „Demon Maxwella” uprzedziłam się od pierwszego akapitu.

To bardzo źle świadczy o recenzencie, który powinien starać się zachować bezstronność, a nie ulegać pierwszemu pojawiającemu się wrażeniu już na początku.

jak będziecie się przedstawiać nobliście, nigdy nie mówcie czym się zajmujecie, nie wymieniajcie tytułu naukowego ani nazwy uczelni: samo 'Kraków' jest wystarczające

A właściwie dlaczego? Jeśli zależy nam na wzbudzeniu zainteresowania np. obecnemu na raucie producentowi futer, roztropniej, przedstawiając się, od razu zaznaczyć: Mirosław Biedziak, hodowca nutrii z Pniew.

ów Kraków (ani achy noblisty nad nim) nie ma dla fabuły najmniejszego znaczenia (podobnie jak wspomniany dalej w tekście badacz z krakowskiej AGH)

Przeszkadzają te achy? Moim zdaniem naturalna kurtuazyjna reakcja zaskoczonego, lecz obytego w świecie człowieka.

A wspomniany dalej w tekście badacz z krakowskiej AGH ma kluczowe znaczenie w fabule, bo to na jego modelu budowana jest cały koncept opka.

Lecz w ogóle nie jest tak, że takie detale nie mają znaczenia. W ten sposób budowany jest klimat, a czytelnikowi sugeruje się obrazy, jakie konstruuje w swej wyobraźni podczas lektury (np. zażywny pan w brązowej marynarce pojawiający się w jakimś epizodzie – nie ma znaczenia dla akcji ani to, że jest zażywny ani że ma brązową marynarkę, ale tego typu opisy są normalką w całej literaturze na przestrzeni lat i krajów). Czepianie się takich detali w recenzji jest dla mnie całkiem niezroumiałe.

dialog jest jedynie pretekstem do wyjaśnień przeznaczonych dla czytelnika,

No i co z tego? Dialog jest jednym z naturalnych środków którymi przekazuje się wiadomości dla czytelnika. Jest lepszy odo monologu, bo żywszy i bardziej wyrazisty (możliwość wprowadzenia polemiki).

brzmi bardzo sztucznie i jest zbyt długi.

Ocena subiektywna. Nie ma tu żadnych norm na długość, zaś ze sztucznością bym dyskutował. Również głosami innych czytelników.

Przeskok od nauki do paranauki

To właśnie esencja SF! Przypominam brzytwę Lema.

student fizyki (pojawiający się kilka razy)

Gdzie Ty tam zobaczyłaś jakiegoś studenta? Oj, wydaje mi się, że czytałaś po łebkach!

wierzący żulowi i szukający go po mieście, załatwiający audiencję u noblisty na hasło imię-i-nazwisko eks-współpracownika owegoż, potem ganiający i szukający żula dwa razy (raz to żeby dać kolejną porcję dialogowych wyjaśnień, a drugi coby było chyba bardziej dramatycznie?), do tego bardzo złe wyważenie: za długie 'naukowe' dialogi, przestawianie studenta od jednego wynalazcy do drugiego a za mało fabuły (w zasadzie, to w ogóle jej nie ma), ogólny miszmasz w tekście…

Typowa narracja przy pisaniu recenzji pod tezę. W ten sposób można skompromitować wszystko. Bardzo źle świadczy o recenzencie, podobnie jak źle świadczy o dziennikarzu używanie stylu propagandy.

co tak naprawdę ten demon Maxwella miał do tego tekstu i do farta – dostajemy jedynie marne 'demon jest pojęciem symbolicznym, abstrakcyjnym' i mam wrażenie, że autor po prostu chciał mieć fajny tytuł.

Dobrze że zaznaczasz przynajmniej raz w całym tekście, że “masz wrażenie”, bo jest on głównie przekazaniem własnego subiektywnego odbioru. Lecz dlaczego uważasz, że wyjaśnienie „demon jest pojęciem symbolicznym, abstrakcyjnym” jest be? Muszę Ci wyznać, że gdy wpadłem na ten pomysł z dystrybucją fartu, moim pierwszym skojarzeniem był właśnie demon Maxwella. Od razu wskoczył pomysł na narrację. Ale to dla Ciebie zapewne także przestępstwo w sztuce pisania SF :)

Bartosz poznał Annę i żyli długo i szczęśliwie i nawet dzieci mieli.

No i co? Niedobrze? No to Ci wyjaśnię, skąd ta końcówka (której zresztą nie cytujesz, tylko celowo „zironizowujesz”). Clou końcówki stanowi zdanie „Nie po amulet – sami dla siebie jesteśmy wystarczającymi amutalami.”

O ile całe opowiadanie jest pomyślane jako rozrywkowe, o tyle końcówka zawiera pewne głębsze przesłanie. Jeśli go nie dostrzegłaś, to znaczy że czytałaś po łebkach, albo że taktyka „pod tezę” stępiła Twoją spostrzegawczość. Są jeszcze inne opcje, lecz nie chcę posądzać Cię o niecne intencje :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bellatrix, dziękuję za linka. Przeczytałem i muszę powiedzieć, że Finkla nie ma racji. Od śmiechu się nie umiera. Śmiech to zdrowie. Polecam więc tę recenzję innym czytelnikom tego opowiadania :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie wiem, nie umierałem ani tak ani tak :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

No proszę Cię, nie pogłębiaj mojej frustracji! :(((

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie zdążył, zmarł biedak gdzieś 3 tygodnie po powstaniu tej recenzji. Do dziś gnębią mnie wyrzuty sumienia… ale pocieszam się, że recenzja była po polsku, którym to językiem On chyba nie władał, więc raczej do Jego odejścia się nie przyczyniłem :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bellatrix, zjechać takiego robaczka jak tsole żaden sukces, ja kiedyś zjechałem samego Pratchetta! :)

Swoja drogą mogłabyś zamieścić tę recenzję tutaj, z chęcią bym się zapoznał (a może nawet zjechał laugh)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

NWM, cieszę się z Twojej wizyty i opinii. Muszę tu odkryć należne zasługi Michała Cetnarowskiego, któremu w przedmowie dziękowałem za “sugestie, które znacząco uatrakcyjniły ten tekst”. Te sugestie dotyczyły wprowadzenia właśnie owego nieprawdopodobnego ciągu zdarzeń.

Pozdrowionka i więcej wypoczynku niż pracy w sierpniu! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Asylum, robienie przyjemności to moja specjalność… :)

Żeby nie było: zwłaszcza intelektualnych!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Serio pytałem! Zresztą nieważne, po konkursie i tak zostaniesz zapamiętana jako Fun-kla (wo!) :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Finklo (dobrze odmieniam?). Cieszy moje serce ta opinia. Też uważam, że taktyka interdyscyplinarna zwiększa potencjał. Nie tylko w fantastyce :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Finkla: wołacz dopuszcza też formę włoską: O, tsole (mio) :)

Irka: Użyłaś podwójnego zaprzeczenia, lecz to nie znaczy, że muszę :)

Gdybym jednak napisał, musiałbym jakoś kluczyć żeby nie wygrać swojej książki :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dziękuję za wizytę i komentarz.

ale liczyłam na więcej

Dobra rada: gdy wchodzisz na profil tsole, nigdy nie licz na więcej :)

ale trudno się pozbyć wrażenia, że naukowcy to straszni idioci, skoro dziecko mogło włączyć taki przycisk

Wystarczy tylko potraktować tekst jako humoreskę z elementami satyry.

zastanawiam się, czemu anihilacja przebiegała właśnie takim, a nie innym torem (jaka jest logika procesu likwidującego tylko wybrane rzeczy).

Anihilacja dotyczyła tylko świata materii. Nicestwiła wszystko jak leci

 w sferze rozszerzającej się z prędkością światła

Mam też nieodparte wrażenie, że czytałam to opowiadanie albo niemal identyczne

To wysoce prawdopodobne. Stoi w przedmowie, że

Opowiadanie było publikowane w numerze 4/1988 Małej Fantastyki.

Zapewne będąc małą dziewczynką, grzebałaś tatusiowi w gazetach :)

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Kto? tsole

Kogo? tsolego

komu? tsolemu

z kim? z tsolem

o kim? o tsolu

wołacz: o, tsolu! (módl się za nami) :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nowa Fantastyka