- Opowiadanie: tsole - Nupole

Nupole

Mrocz­ny pat­chwork po­li­ti­cal fic­tion na­pi­sa­ny w la­tach stanu wo­jen­ne­go. Pre­zen­tu­ję go w wer­sji ory­gi­nal­nej po prze­zwy­cię­że­niu po­ku­sy ad­ju­sta­cji do no­wych re­aliów.

I niech Was nie zniechęca początek, potem opowiadanie nabiera tempa i rumieńców :)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Nupole

Nu­po­lis, 26.01.19.. Prze­mó­wie­nie Wy­ra­zi­cie­la Edwar­da Okta­ra Ma­jo­ra Kręgu Ad­o­ra­to­rów Pań­stwa wy­gło­szo­ne pod­czas zi­mo­wej sesji Zgro­ma­dze­nia Wy­ra­zi­cie­li Woli Na­ro­du (prze­druk za He­rol­dem Pań­stwa nr 21/19..)

 

Czci­god­ny Po­rząd­ko­wy!

Sza­now­ni Wy­ra­zi­cie­le!

Na wstę­pie chciał­bym pro­sić o wy­ba­cze­nie mi wszel­kich po­tknięć i nie­do­cią­gnięć jakie mogą mieć miej­sce pod­czas tego wy­stą­pie­nia. Je­dy­ne, co może mnie uspra­wie­dli­wić, to wzru­sze­nie. Wzru­sze­nie, któ­re­mu ule­gam, wstę­pu­jąc na try­bu­nę, a które ro­dzi­ło się już w trak­cie przy­go­to­wy­wa­nia ni­niej­szej mowy ma­ją­cej – je­stem tego świa­dom – wy­miar hi­sto­rycz­ny.

O szcze­gól­ną wy­ro­zu­mia­łość pro­szę To­wa­rzy­szy z Kręgu Ad­o­ra­to­rów Pań­stwa, któ­rzy mnie, nie­god­ne­go wy­bra­li, bym przed­sta­wił pro­jekt usta­wy zro­dzo­nej z żaru na­szych pa­trio­tycz­nych serc. Tru­dom to­wa­rzy­szą­cym po­wsta­wa­niu owego pro­jek­tu prze­ciw­sta­wia­li­śmy na­dzie­ję, że hi­sto­rycz­na do­nio­słość za­my­słu zo­sta­nie do­strze­żo­na i wła­ści­wie oce­nio­na przez was wszyst­kich, czci­god­ni Wy­ra­zi­cie­le. Na­dzie­ję, a nawet pew­ność: bez­błęd­ność, z jaką Zgro­ma­dze­nie wy­czu­wa­ło za­wsze po­wszech­ną wolę oby­wa­te­li Pań­stwa jest fe­no­me­nem zna­nym da­le­ko poza jego gra­ni­ca­mi.

Spo­łe­czeń­stwo nasze dało nie­zli­czo­ną ilość do­wo­dów żar­li­we­go pa­trio­ty­zmu i umi­ło­wa­nia swego Pań­stwa. Ow­szem, wię­cej: po­zo­sta­je ono w cią­głej go­to­wo­ści da­wa­nia ta­kich do­wo­dów nadal. Wręcz wy­ma­ga od nas, Sza­now­ni Wy­ra­zi­cie­le stwa­rza­nia ta­kich moż­li­wo­ści, w któ­rych spon­ta­nicz­ny ła­du­nek ludz­kiej ak­tyw­no­ści mógł­by zna­leźć uj­ście godne owych pa­trio­tycz­nych aspi­ra­cji zro­dzo­nych w toku bo­le­snych nie­raz, lecz chlub­nych dzie­jów na­ro­du.

Hi­sto­ria oceni, czy sta­ra­nia­mi na­szy­mi czy­ni­li­śmy za­dość ocze­ki­wa­niom spo­łe­czeń­stwa. I choć ak­tyw­ność Zgro­ma­dze­nia na tym polu oce­nia­na jest wy­so­ko, nie wolno nam spo­cząć na lau­rach. By­ło­by to zdra­dą ide­ałów, jakim hoł­du­je naród wie­dzio­ny nie­omyl­ną ręką Naj­wyż­sze­go Urzęd­ni­ka Pań­stwa. Ten naród, ten bo­ha­ter­ski naród za­pa­trzo­ny w swego Przy­wód­cę po­zo­sta­je w cią­głej go­to­wo­ści oka­zy­wa­nia Mu swej wdzięcz­no­ści, swego przy­wią­za­nia i spon­ta­nicz­ne­go po­par­cia dla Idei w Nim uoso­bio­nych.

Tak, Czci­god­ni Wy­ra­zi­cie­le. Wie­cie rów­nie do­brze jak ja, że miarą umi­ło­wa­nia Pań­stwa i Jego Ide­ałów przez oby­wa­te­li jest umi­ło­wa­nie Na­stęp­cy Wiel­kie­go Za­ło­ży­cie­la, na­sze­go Wodza i Męża Opatrz­no­ścio­we­go: Naj­wyż­sze­go Urzęd­ni­ka Pań­stwa.

Pro­wa­dze­ni tym im­pe­ra­ty­wem, czu­ją­cy wolę ludu, wie­lo­krot­nie ini­cjo­wa­li­śmy prze­róż­ne akcje da­ją­ce na­ro­do­wi moż­li­wość udo­ku­men­to­wa­nia swej wier­no­ści, przy­wią­za­nia i sza­cun­ku wobec NUP-a. Dość wspo­mnieć choć­by pro­gram „pięć­dzie­siąt ty­się­cy po­mni­ków na pięć­dzie­się­cio­le­cie uro­dzin” uko­ro­no­wa­ny prze­świet­ną, re­ali­zo­wa­ną z za­pa­łem przez cały naród in­we­sty­cją stu­me­tro­we­go, ani­mo­wa­ne­go po­są­gu NUP-a z okre­su nie­mow­lęc­twa w Jego ro­dzin­nym mia­stecz­ku. Albo „Ob­li­cze”: pro­jekt sa­dze­nia no­wych lasów w taki spo­sób, by z wy­so­ko­ści or­bi­ty sa­te­li­tar­nej two­rzy­ły nie­znisz­czal­ne, do­bro­tli­we ob­li­cze NUP-a. Lub wresz­cie prze­pro­wa­dzo­ną z ini­cja­ty­wy i pod pa­tro­na­tem Or­ga­ni­za­cji Pa­trio­tycz­nej Mło­dzie­ży akcję bu­do­wa­nia no­wych osie­dli z wie­żow­ca­mi sta­no­wią­cy­mi jed­no­cze­śnie dzie­ła sztu­ki: po­pier­sie NUP-a – za­iste go­dzien na­śla­dow­nic­twa przy­kład sztu­ki użyt­ko­wej.

Nie da się zli­czyć ini­cja­tyw o po­dob­nym cha­rak­te­rze, acz drob­niej­szych, ta­kich, które nie otar­ły się nawet o Forum Zgro­ma­dze­nia: pro­duk­cja fo­to­ta­pet z wi­ze­run­kiem NUP-a i Jego Ro­dzi­ny, pły­tek ce­ra­micz­nych z Jego Pła­sko­rzeź­ba­mi, do­sko­na­łych elek­tro­nicz­nych syn­te­za­to­rów Jego mowy, a nawet kart do gry z wi­docz­ną na re­wer­sie Jego po­do­bi­zną, że nie wspo­mnę o dy­na­micz­nie się roz­wi­ja­ją­cym rynku gier kom­pu­te­ro­wych z NUP-em w roli głów­nej i wielu in­nych przed­się­wzię­ciach. Po­prze­sta­nę na tym, świa­dom, że po­dob­ne fakty są Wam, Czci­god­ni Wy­ra­zi­cie­le, do­brze znane. Lecz trze­ba za­uwa­żyć, że nie słab­nie spo­łecz­na ak­tyw­ność na tym polu. Nie ma­le­je na­cisk oby­wa­te­li na wła­dzę, na­cisk pcha­ją­cy do two­rze­nia ini­cja­tyw na­stęp­nych. Jedną z naj­istot­niej­szych był pro­gram PON – „Po­wie­la­nie Oso­bo­wo­ści NUP-a”. Wy­szli­śmy z za­ło­że­nia, że naj­bar­dziej opty­mal­ny roz­wój Pań­stwa za­pew­ni­ło­by spo­łe­czeń­stwo, któ­re­go jed­nost­ki re­al­nie iden­ty­fi­ko­wa­ły­by się z oso­bo­wo­ścią NUP-a. Pro­gram PON w jego uprosz­czo­nej, wstęp­nej wer­sji zo­stał – jak Wam do­sko­na­le wia­do­mo – za­twier­dzo­ny przez Zgro­ma­dze­nie kilka lat temu i jest spon­ta­nicz­nie wcie­la­ny przez two­rze­nie Pań­stwo­wych Ośrod­ków Edu­ka­cji i Wy­cho­wa­nia.

Jest to jed­nak me­to­da nie­do­sko­na­ła. Po­wszech­nie wia­do­mo, że nie da się w spo­sób iden­tycz­ny po­wie­lić oso­bo­wo­ści NUP-a, dys­po­nu­jąc nawet naj­bar­dziej efek­tyw­ny­mi sys­te­ma­mi wy­cho­waw­czy­mi. Na prze­szko­dzie stoją uwa­run­ko­wa­nia ge­ne­tycz­ne. Dla­te­go za­ini­cjo­wa­li­śmy pro­jekt pod nazwą „Żywy Po­mnik” który za­kła­dał po­wie­la­nie NUP-a me­to­da­mi klo­no­wa­nia. W ra­mach pro­jek­tu od kilku lat, mocą po­uf­nej Uchwa­ły Zgro­ma­dze­nia, w Pań­stwo­wym In­sty­tu­cie Bio­lo­gii i Ge­ne­ty­ki pro­wa­dzo­ne są in­ten­syw­ne ba­da­nia i eks­pe­ry­men­ty w dzie­dzi­nie klo­no­wa­nia. Więk­szość Szla­chet­nych Wy­ra­zi­cie­li pa­mię­ta za­pew­ne, że to nasz Krąg był ini­cja­to­rem owej Uchwa­ły. Głę­bo­ko wie­rzy­li­śmy, że za­spo­koi ona przy­naj­mniej na jakiś czas go­rą­ce serca oby­wa­te­li wy­bi­ja­ją­ce zgod­nym ryt­mem cześć i sza­cu­nek dla swego Męża Opatrz­no­ścio­we­go.

Nie­ste­ty, ba­da­nia nie przy­no­szą spo­dzie­wa­nych efek­tów. Opóź­nia­ją się. Wy­sła­na do PIBiG In­spek­cja Mi­ni­ster­stwa Po­sza­no­wa­nia Pań­stwa tra­fi­ła na ślad sa­bo­ta­żu. Ze wzglę­du na dobro śledz­twa mogę po­in­for­mo­wać je­dy­nie, że aresz­to­wa­no kilku na­ukow­ców, praw­do­po­dob­nie agen­tów wy­wia­du nie­przy­chyl­nych nam państw, oraz zwol­nio­no dys­cy­pli­nar­nie Dy­rek­to­ra In­sty­tu­tu, ka­rząc go jed­no­cze­śnie utra­tą prawa po­sia­da­nia oso­bi­ste­go Wi­ze­run­ku NUP-a na okres pię­ciu lat.

Zatem po­mysł klo­no­wa­nia NUP-a na­le­ży przej­ścio­wo uznać za nie­wy­ko­nal­ny. W tej sy­tu­acji zde­cy­do­wa­li­śmy się na mo­dy­fi­ka­cję pro­jek­tu „Żywy Po­mnik”. Mo­dy­fi­ka­cja, jak­kol­wiek za­sad­ni­cza, nie zmie­nia isto­ty rze­czy, isto­ty idei, która go zro­dzi­ła: bu­do­wa spo­łe­czeń­stwa, któ­re­go jed­nost­ki re­al­nie iden­ty­fi­ko­wa­ły­by się z oso­bo­wo­ścią NUP-a. Ist­nie­je prze­cież droga al­ter­na­tyw­na! Droga na­tu­ral­ne­go roz­mna­ża­nia się NUP-a. Wiemy, że ma On le­d­wie trój­kę dzie­ci. A mógł­by – li­cząc skrom­nie – setki ty­się­cy – gdyby wy­ko­rzy­stać choć­by nie­znacz­ny pro­cent plem­ni­ków pro­du­ko­wa­nych przez Jego or­ga­nizm.

Wy­cho­dząc na­prze­ciw spo­łecz­nym ocze­ki­wa­niom, pro­po­nu­je­my więc mo­dy­fi­ka­cję pro­jek­tu „Żywy Po­mnik” po­przez uchwa­le­nie Usta­wy, na mocy któ­rej wszyst­kie zdol­ne do po­czę­cia ko­bie­ty z mał­żeństw bez­dziet­nych otrzy­my­wa­ły­by za­szczyt­ną moż­li­wość uro­dze­nia, a w szcze­gól­nych, uza­sad­nio­nych przy­pad­kach nawet wy­cho­wa­nia po­tom­ków NUP-a po­wsta­łych drogą na­tu­ral­ne­go bądź sztucz­ne­go (de­cy­zję w tej kwe­stii po­dej­mo­wał­by, rzecz jasna NUP oso­bi­ście) za­płod­nie­nia Jego na­sie­niem. Na­le­ży spo­dzie­wać się, że Usta­wa przy­nie­sie ra­dość wielu mał­żeń­stwom prze­ży­wa­ją­cym dra­mat swo­jej bez­dziet­no­ści. A ileż sa­tys­fak­cji da ko­bie­tom, z pew­no­ścią nie­jed­no­krot­nie ma­rzą­cym w skry­to­ści, by nosić w swoim łonie po­tom­ka Wiel­kie­go NUP-a.

Aby nie stwa­rzać dys­kry­mi­na­cji, można za­pew­nić prawo do po­sia­da­nia po­tom­ka NUP-a rów­nież mał­żeń­stwom po­sia­da­ją­cym dzie­ci oraz wdo­wom i pan­nom, o ile speł­nia­ły­by od­po­wied­nie wa­run­ki eko­no­micz­no-mo­ral­ne.

W ten spo­sób, za­pew­nia­jąc przy­szłe­mu Pań­stwu sze­re­gi ide­al­nych oby­wa­te­li bę­dą­cych nie­mal do­sko­na­łym „po­wie­le­niem” NUP-a, otwie­ra­my jed­no­cze­śnie nową ścież­kę uwol­nie­nia spo­łecz­nej ak­tyw­no­ści ze szcze­gól­nym do­war­to­ścio­wa­niem ko­biet, któ­rym stwa­rza­my moż­li­wość prze­ży­cia sa­tys­fak­cji z naj­bar­dziej za­szczyt­ne­go spo­so­bu wy­peł­nie­nia pa­trio­tycz­ne­go obo­wiąz­ku wobec Pań­stwa.

Dzię­ku­ję za uwagę.

 

Nu­po­lis, 15.03.19.. Frag­ment sce­na­riu­sza od­cin­ka se­ria­lu TV „KU PRZY­SZŁO­ŚCI” pt. „Gość w dom” (reż. Raj­mund Arnad)

 

Tło czo­łów­ki: Ka­me­ra śle­dzi syl­wet­kę Ger­tru­dy po­ja­wia­ją­cą się i zni­ka­ją­cą w gąsz­czu ulicz­ne­go tłumu. Ger­tru­da idzie swo­bod­nie, ra­do­snym, ta­necz­nym kro­kiem. Zbli­że­nie ka­me­ry; ręka od­gar­nia nie­sfor­ny ko­smyk wło­sów, bez­tro­ska twarz. Wtem pod nogi wpada jej bie­gną­cy za piłką mały dzie­ciak. Prze­wra­ca się. Ger­tru­da pod­no­si go tro­skli­wie, otrze­pu­je z kurzu, przy­ku­ca. Dzie­ciak pa­trzy na nią za­sko­czo­ny. Na­jazd ka­me­ry na jego twarz, prze­bi­cie – twarz Ger­tru­dy. Znów twarz chłop­ca, roz­my­cie, po­wrót do ostro­ści: wi­docz­ny wi­ze­ru­nek NUP-a, który, po kilku se­kun­dach, fa­lu­jąc, znika. Znów twarz chłop­ca, już uśmiech­nię­ta. Od­jazd ka­me­ry. Chło­pak wy­ry­wa się Ger­tru­dzie, przy­po­mniaw­szy sobie o piłce. Ko­bie­ta pa­trzy za nim roz­ma­rzo­nym wzro­kiem. Nagle od­wra­ca się na pię­cie i, pod­ska­ku­jąc niby mała dziew­czyn­ka, bie­gnie w kie­run­ku domu. Ka­me­ra śle­dzi ją, zni­ka­ją­cą w tłu­mie.

Pra­cow­nia Ze­no­na. Pół­mrok. Zenon sie­dzi przy biur­ku tyłem do ka­me­ry. Pra­cu­je. Blat po­kry­ty pa­pie­ra­mi, wa­la­ją się wy­kre­sy, wy­dru­ki kom­pu­te­ro­we. Ka­me­ra zbli­ża się po­wo­li do głowy męż­czy­zny. Przez mo­ment w kadr wcho­dzą ko­bie­ce dło­nie. Cię­cie, obraz z przo­du: zbli­że­nie twa­rzy za­sko­czo­ne­go Ze­no­na. Pod jego pod­bród­kiem sple­cio­ne ko­bie­ce dło­nie, w gra­ni­cach kadru wi­docz­ne pukle wło­sów. Od­jazd, Zenon pod­no­si głowę, usi­łu­jąc zer­k­nąć na Ger­tru­dę, która wtula się po­licz­kiem w jego włosy. Męż­czy­zna de­li­kat­nie uwal­nia się z ob­ję­cia.

– No co? – pyta nie­uf­nie – Skąd ten humor? Już ci prze­szło?

– Och, ko­cha­nie! – dłoń pie­ści jego po­licz­ki; ka­me­ra dro­bia­zgo­wo re­je­stru­je ruchy pal­ców. – Na­resz­cie!

– Co się stało?

– Nie ro­zu­miesz? Do­sta­nę atest!

Zenon zrywa się.

– Żar­tu­jesz! Skąd wiesz?

Ger­tru­da dum­nie za­dzie­ra głowę.

– Elż­bie­ta. Wiesz, że ona…

– Wiem, wiem – Zenon za­wie­dzio­ny siada z po­wro­tem. – Znów się skoń­czy jak z przy­dzia­łem tych ta­lo­nów sub­skryp­cyj­nych na „Dzie­ła Wszyst­kie” NUP-a. Mia­łaś je już w gar­ści, przy­naj­mniej we­dług niej…

– Och, krzyw­dzisz ją! Każ­de­mu może się noga po­wi­nąć. Gdy­byś spoj­rzał obiek­tyw­nie… ona na­praw­dę wiele nam po­mo­gła. Nie ro­zu­miem, czemu ty jej nie cier­pisz.

Zenon wsta­je, idzie w kie­run­ku okna.

– Wiesz, że nie lubię ta­kie­go za­ła­twia­nia…

– Nie kłóć­my się teraz! – Ger­tru­da pod­cho­dzi doń, opla­ta mu ręce wokół szyi. – Nie psuj mi hu­mo­ru. Naj­waż­niej­sze, że do­sta­nę ten atest.

Zenon obej­mu­je ją. Ma szel­mow­ską minę.

– Jeśli to złu­dze­nie ma ci pod­trzy­mać dobre sa­mo­po­czu­cie – roz­kła­da ręce – nie mam nic prze­ciw­ko temu.

Ger­tru­da otwie­ra usta, za­my­ka je, znów otwie­ra. Nagle wy­bu­cha sza­lo­nym śmie­chem.

– Ty głup­ta­sie! – przy­tu­la się do Ze­no­na. – Nadal nie wie­rzysz! Dzwo­nił do niej Ber­ton!

Zenon, za­sko­czo­ny, po­waż­nie­je.

– Skąd wiesz?

– Sama od­bie­ra­łam. Chyba nie wąt­pisz, że po­znam Ber­to­na po gło­sie?

– Ber­ton, po­wia­dasz. – Zenon trwa chwi­lę w za­my­śle­niu. – A to do­pie­ro.

Zbli­że­nie jego roz­ja­śnia­ją­cej się po­wo­li twa­rzy. Cię­cie, widok ogól­ne­go planu. Zenon wy­ry­wa się z objęć Ger­tru­dy, Prze­mie­rza szyb­ki­mi kro­ka­mi pokój, przy­sta­je, dra­pie się w głowę, znów idzie, znika w kuch­ni. Sły­chać ha­ła­sy, brzęk szkła. Ka­me­ra śle­dzi twarz za­in­try­go­wa­nej ko­bie­ty. Po chwi­li Zenon wraca z kie­lisz­ka­mi i bu­tel­ką szam­pa­na. Ger­tru­da pa­trzy nań onie­mia­ła.

– Coś ty! Miał być na Świę­to Na­ro­dzin!

– Mu­si­my to uczcić! – woła Zenon. Jest roz­go­rącz­ko­wa­ny.

Zbli­że­nie ka­me­ry na kie­lisz­ki. Sły­chać huk strze­la­ją­ce­go korka, w ka­drze po­ja­wia się szyj­ka bu­tel­ki. Ka­me­ra wolno wę­dru­je ku górze, za­trzy­mu­jąc się na pro­fi­lach twa­rzy mał­żon­ków w uro­czy­stym sku­pie­niu speł­nia­ją­cych toast. Od­jazd ka­me­ry.

– Nie wie­rzy­łem, że to może się udać – mówi Zenon, sia­da­jąc. – I to tak szyb­ko! Prze­cież usta­wa obo­wią­zu­je do­pie­ro od dwóch mie­się­cy!

– I jakie się zro­bi­ły ko­lej­ki – za­uwa­ża Ger­tru­da. – Ale ja byłam pewna, że Elż­bie­ta za­ła­twi. Mu­si­my się jej jakoś zre­wan­żo­wać.

– Oczy­wi­ście, oczy­wi­ście – Zenon wy­raź­nie myśli o czymś innym. – Słu­chaj, po­win­ni­śmy za­sta­no­wić się, gdzie po­sta­wi­my łó­żecz­ko. Może zli­kwi­du­je­my moją pra­cow­nię, ten po­ko­ik byłby w sam raz dla…

Prze­ry­wa mu gwał­tow­ny śmiech żony.

– Ależ ty je­steś w go­rą­cej wo­dzie ką­pa­ny! Toż to jesz­cze kupa czasu! Naj­pierw będą dłu­gie ba­da­nia le­kar­skie, prób­ne zdję­cia…

– Zdję­cia?

– Tak. Po­dob­no NUP sam wy­bie­ra sobie kan­dy­dat­ki do oso­bi­ste­go…

– Chcia­ła­byś? – to py­ta­nie brzmi jak świst bata.

Ger­tru­da spusz­cza wsty­dli­wie oczy. Potem pod­no­si je. Pa­trzy na pełną na­pię­cia twarz męża. Długo mil­czy. Wresz­cie od­po­wia­da drżą­cym gło­sem.

– Tak.

Ka­me­ra prze­no­si się na twarz Ze­no­na. Widać ustę­pu­ją­ce na­pię­cie. Znów twarz Ger­tru­dy. Tu na­pię­cie ro­śnie: ko­bie­ta nie umie jed­no­znacz­nie zin­ter­pre­to­wać re­ak­cji męża.

– Gnie­wasz się? – szep­cze.

– Nie – odpo­wia­da cie­pło, przy­tu­la­jąc ją. Ka­me­ra ob­ser­wu­je jego twarz zza pukli wło­sów ko­bie­ty. Jest to twarz pełna au­ten­tycz­nej sa­tys­fak­cji. – Dumny je­stem z cie­bie.

Ger­tru­da roz­ja­śnia się po­wo­li, na­pię­cie prze­cho­dzi w me­lan­cho­lię. Od­jazd ka­me­ry. W ka­drze Zenon (od tyłu). Ger­tru­da pod­bród­kiem opie­ra się o jego ramię. Jej wzrok wę­dru­je ku górze, po chwi­li nie­ru­cho­mie­je w wy­ra­zie bło­gie­go ocze­ki­wa­nia. Ka­me­ra czeka chwi­lę, by wzbu­dzić za­in­try­go­wa­nie widza, po czym wę­dru­je śla­dem spoj­rze­nia ko­bie­ty. Za­trzy­mu­je się na po­wie­szo­nym nad drzwia­mi por­tre­cie NUP-a. Zbli­że­nie wi­ze­run­ku aż do mo­men­tu, gdy oko zaj­mie cały kadr. Roz­my­cie ob­ra­zu.

 

Nu­po­lis, 30.03.19.. Miesz­ka­nie Klary i To­ma­sza Penar.

 

– Pa­ni­ku­jesz Klaro. Po pro­stu pa­ni­ku­jesz.

Z kuch­ni do­bie­gał wście­kły łomot. Klara zmy­wa­ła.

– Pew­nie. Ja za­wsze pa­ni­ku­ję. Czy stać mnie na coś wię­cej niż bab­skie hi­ste­rie?

– Uspo­kój się! – To­masz wstał ocię­ża­le zza stołu, szu­ka­jąc po­piel­nicz­ki. – Są prze­cież ja­kieś gra­ni­ce. W końcu usta­wa do­ty­czy ochot­ni­ków. Nie od­wa­żą się…

– Ochot­ni­ków! Boże, jakiś ty na­iw­ny! Oczy­wi­ście nie wiesz jak to jest u nas z ochot­ni­ka­mi. Pew­nie za­po­mnia­łeś też o spra­wie noc­nych ak­ty­wi­stów…

– To było co in­ne­go.

– Nie prze­ry­waj mi. Ty nawet nie prze­czu­wasz, do czego oni są zdol­ni. Nie wiesz też oczy­wi­ście, że wczo­raj za­bra­li He­le­nę…

– Ależ wiem. Zwy­kłe ba­da­nia okre­so­we…

– Które po­trwa­ją dwa­na­ście dni.

– No i co z tego?

– Dla cie­bie nic. Bo niby skąd miał­byś wie­dzieć, że za dzie­więć dni He­le­na ma owu­la­cję.

To­masz za­sę­pił się.

– Coś w tym jest – mruk­nął. – Jacek nie miał tę­giej miny, gdy go wczo­raj spo­tka­łem. Jak długo oni są mał­żeń­stwem?

– Dwa lata.

– To pra­wie jak my. Ale trud­no bę­dzie zna­leźć jakąś pra­wi­dło­wość. Może biorą al­fa­be­tycz­nie?

– Nie sądzę. Za łatwe. Lu­dzie za­bez­pie­czy­li­by się jakoś.

Skoń­czy­ła zmy­wać, wy­tar­ła ręce i usia­dła, się­ga­jąc po pa­pie­ro­sa.

– A już mi się nie po­do­ba­ło, kiedy wpro­wa­dzi­li obo­wią­zek kom­pu­te­ro­wej re­je­stra­cji i ob­ser­wa­cji cyklu men­stru­acyj­ne­go, pa­mię­tasz?

To­masz wes­tchnął.

– Mie­li­śmy po­cze­kać z tym jesz­cze pół roku. Nie bar­dzo stać nas teraz na dziec­ko.

– Mo­gli­by­śmy po­cze­kać. Gdy­byś był tak za­rad­ny jak na przy­kład Hor­kar… Ja­kieś za­świad­cze­nie o cza­so­wej nie­zdol­no­ści, może in­fek­cji wi­ru­so­wej, czy ja wiem…

– Skąd ci u dia­bła znaj­dę zna­jo­me­go gi­ne­ko­lo­ga – roz­sier­dził się To­masz. – Hor­kar to facet bo­ga­ty, wszy­scy lgną do niego, zresz­tą ma dobre ukła­dy w dziel­ni­cy z… a co ci się będę tłu­ma­czył. Trze­ba było wyjść za niego. Ponoć sza­lał za tobą.

Po­de­szła z tyłu, spla­ta­jąc dło­nie pod jego pod­bród­kiem. Przez mo­ment po­czuł sprę­ży­stość jej pier­si i nagle ogar­nę­ło go po­żą­da­nie. Po­wiódł ręką na oślep, usi­łu­jąc po­gła­skać ją po po­licz­ku.

– Jakie mamy szan­se? – spy­tał.

– Spore – mruk­nę­ła, szczy­piąc war­ga­mi jego ucho. – Za trzy dni owu­la­cja.

– Może się uda. Nie zdążą cię za­brać w tym okre­sie. Nawet gdyby chcie­li. Za duża bez­wład­ność biu­ro­kra­cji. Ponoć wy­da­ją jakiś atest…

Jej dłoń wśli­znę­ła się zgrab­nie pod ko­szu­lę, piesz­cząc owło­sio­ny tors. Od­chy­lił się, prze­su­nął rękę po krą­głych po­ślad­kach. Mię­śnie rąk na­pię­ły się znie­nac­ka i już trzy­mał ją mocno. Ob­ję­ła go rę­ka­mi za szyję. Dłu­gie włosy ła­sko­ta­ły mu kark, ustę­pu­jąc miej­sca go­rą­cym war­gom. Pod­niósł się cięż­ko z krze­sła, uno­sząc ją w kie­run­ku łóżka. W tym mo­men­cie za­ter­ko­tał dzwo­nek. Otwo­rzy­ła oczy, nie­mi­le zdzi­wio­na.

– A to kto?

– Pew­nie Karol. Cał­kiem za­po­mnia­łem. Obie­ca­łem mu po­ży­czyć wier­tar­kę.

De­li­kat­nie po­sta­wił żonę na pod­ło­dze.

– To nie po­trwa długo – dodał, od­wra­ca­jąc głowę i pusz­cza­jąc fi­lu­ter­nie oko.

Usia­dła na brze­gu łóżka, od­ru­cho­wo po­pra­wia­jąc włosy. Z przed­po­ko­ju do­cho­dzi­ły stłu­mio­ne od­gło­sy roz­mo­wy. Trwa­ło to tro­chę za długo; gdy usły­sza­ła pod­nie­sio­ny głos męża, znie­cier­pli­wio­na otwo­rzy­ła drzwi, omal się z nim nie zde­rza­jąc. Z wy­ra­zu twa­rzy od­czy­ta­ła bły­ska­wicz­nie, że to wcale nie Karol przy­szedł. Spoj­rza­ła w głąb przed­po­ko­ju. Uj­rzaw­szy dwóch męż­czyzn w czar­nych uni­for­mach ze zło­ty­mi lam­pa­sa­mi za­nio­sła się hi­ste­rycz­nym szlo­chem.

 

Nu­po­lis, 04.02.19.. Frag­men­ty kon­fe­ren­cji pra­so­wej Rzecz­ni­ka Urzę­du Wy­ko­naw­cze­go Pań­stwa Nar­cy­za Al­fon­sa Bru.

 

R. Per­ra­no (RAI): Jak prze­bie­ga re­ali­za­cja akcji „Żywy Po­mnik” w trzy lata po wej­ściu od­no­śnej usta­wy?

N. A. Bru: Na dzień wczo­raj­szy w Cen­tral­nej Kar­to­te­ce Pań­stwa było za­re­je­stro­wa­nych czte­ry ty­sią­ce dzie­więć­set dwa­na­ście uro­dzeń po­tom­ków NUP-a. Naj­star­szy liczy pięt­na­ście mie­się­cy i trzy dni. Około sie­dem ty­się­cy czte­ry­sta in­se­mi­no­wa­nych ko­biet znaj­du­je się w ciąży, róż­nie za­awan­so­wa­nej. Wy­da­no ponad dwa­dzie­ścia ty­się­cy ate­stów. Urzęd­ni­cy i Pań­stwo­wa Służ­ba Zdro­wia nie mogą sobie po­ra­dzić z re­je­stra­cją kan­dy­da­tek. W punk­tach re­je­stra­cyj­nych nadal ob­ser­wu­je się dłu­gie ko­lej­ki. Za­no­to­wa­no w związ­ku z tym kilka in­cy­den­tów za­koń­czo­nych in­ter­wen­cją Pań­stwo­wej Służ­by Po­rząd­ko­wej. Były też próby prze­kup­stwa, lecz są to przy­pad­ki od­osob­nio­ne.

R. Per­ra­no: Cho­dzi o ła­pów­ki od ko­biet pra­gną­cych unik­nąć in­se­mi­na­cji?

N. A. Bru: Zwra­cam Panu uwagę, że miej­sce to nie jest sto­sow­ne do wy­po­wia­da­nia po­dob­nych żar­tów. O ile ja­kie­kol­wiek sto­sow­ne miej­sce może tu ist­nieć. Jeśli mó­wi­łem o prze­kup­stwach, mia­łem oczy­wi­ście na myśli próby przy­śpie­sze­nia aktów in­se­mi­na­cyj­nych, lub de­cy­zji o spo­so­bie in­se­mi­na­cji drogą… ehm… fi­nan­so­we­go na­ci­sku na osoby z krę­gów de­cy­denc­kich. Nie muszę chyba do­da­wać, że są one i za­wsze będą ska­za­ne na nie­po­wo­dze­nie, gdyż uczci­wość i lo­jal­ność kadry urzęd­ni­czej Pań­stwa jest po­wszech­nie znana i po­da­wa­na do na­śla­do­wa­nia – rów­nież w Pań­skim kraju, panie Per­ra­no.

J. Whyle (CNN): A pro­pos, nie podał Pan, ile ko­biet sko­rzy­sta­ło z przy­wi­le­ju… no… oso­bi­stej in­se­mi­na­cji?

N. A. Bru: Nie po­da­łem i nie podam. Jest Pan wy­star­cza­ją­co długo ko­re­spon­den­tem w Pań­stwie, by wie­dzieć, że kul­ty­wu­je ono pie­czo­ło­wi­cie tra­dy­cję ochro­ny sfer życia in­tym­ne­go swych oby­wa­te­li. Sza­le­ją­ca w Pań­skim kraju za­ra­za roz­pa­sa­nia sek­su­al­ne­go nigdy nie ogar­nie na­sze­go na­ro­du po­mi­mo wa­szych znoj­nych wy­sił­ków.

A. Tric­ke Jr (ABC News): Czy to praw­da, że zda­rza­ły się przy­pad­ki sa­bo­to­wa­nia usta­wy?

N. A. Bru: Istot­nie, w trzech przy­pad­kach do­szło do po­ro­nień spo­wo­do­wa­nych nie­wła­ści­wą opie­ką me­dycz­ną. Win­nych za­nie­dbań le­ka­rzy po­cią­gnię­to do od­po­wie­dzial­no­ści. Był też jeden przy­pa­dek mar­twe­go po­ro­du, nie mogę jed­nak podać szcze­gó­łów za wzglę­du na dobro to­czą­ce­go się śledz­twa.

A. Tric­ke: Cho­dzi­ło mi o sa­bo­taż ze stro­ny przy­szłych matek…

N. A. Bru: Panie Tric­ke, czy rów­nież Panu mam zwra­cać uwagę? O żad­nym sa­bo­ta­żu nie mogło być mowy. Te kilka wy­pad­ków ja­kichś sa­mo­oka­le­czeń, które roz­dmu­cha­ła żądna sen­sa­cji za­chod­nia prasa żadną miarą nie może być tak in­ter­pre­to­wa­ne. Spraw­czy­nie prze­by­wa­ją ak­tu­al­nie na szcze­gó­ło­wych ba­da­niach psy­chia­trycz­nych, na­to­miast le­ka­rze od­po­wie­dzial­ni za wy­da­nie ate­stów zo­sta­li aresz­to­wa­ni za nie­dbal­stwo. Kan­dy­dat­ka musi być oka­zem zdro­wia nie tylko fi­zycz­ne­go, ale i psy­chicz­ne­go. Zdro­wy ogół spo­łe­czeń­stwa wła­ści­wie za­re­ago­wał na Usta­wę.

Jean Po­qu­in (AFP): Jed­nak opo­zy­cja zde­cy­do­wa­nie ją po­tę­pia.

N. A. Bru: Przede wszyst­kim pra­gnę po raz ko­lej­ny ka­te­go­rycz­nie stwier­dzić, że w Pań­stwie nie ma żad­nej opo­zy­cji. W tym mo­ral­no-ide­owym mo­no­li­cie spo­łecz­nym eg­zy­stu­je, co praw­da, grup­ka nie­od­po­wie­dzial­nych wi­chrzy­cie­li pro­wa­dzą­ca nie­zgod­ną z pra­wem dzia­łal­ność pod­ziem­ną, jest ona jed­nak tak wy­izo­lo­wa­na spo­łecz­nie, że Służ­ba Ochro­ny Pań­stwa nie widzi po­wo­du do in­ter­wen­cji. Nie ma żad­ne­go za­gro­że­nia bez­pie­czeń­stwa Pań­stwa, jak to su­ge­ru­ją nie­któ­re za­chod­nie dzien­ni­ki. Grupa ta, z wła­ści­wym sobie cho­ro­bli­wym upo­rem wy­stę­pu­je prze­ciw każ­dej pa­trio­tycz­nej ini­cja­ty­wie, jaka rodzi się w umy­słach po­wszech­nie sza­no­wa­nych au­to­ry­te­tów. Toteż ich re­ak­cja na „Żywy Po­mnik” ni­ko­go nie za­sko­czy­ła.

Sam fakt do­pusz­cze­nia do ak­tyw­no­ści po­dob­nych grup świad­czy o głę­bo­ko de­mo­kra­tycz­nych, plu­ra­li­stycz­nych aspi­ra­cjach spra­wu­ją­cych wła­dzę w Pań­stwie. Za­da­je to kłam twier­dze­niom roz­licz­nych za­chod­nich ko­men­ta­to­rów ro­nią­cych kro­ko­dy­le łzy nad rze­ko­mym bra­kiem swo­bód oby­wa­tel­skich, de­mo­kra­cji i plu­ra­li­zmu w życiu po­li­tycz­nym na­sze­go kraju. Pra­gnę w tym miej­scu wska­zać na po­wią­za­nia owego dy­sy­denc­kie­go świat­ka z agen­tu­ra­mi wy­wia­dów nie­przy­chyl­nych nam mo­carstw. Pro­szę mi wska­zać pań­stwo, w któ­rym tacy lu­dzie unik­nę­li­by strycz­ka lub wie­lo­let­nie­go wię­zie­nia…

A. Tric­ke: Po­wróć­my jed­nak do akcji „Żywy Po­mnik”…

N. A. Bru: Tak więc wszel­kie do­nie­sie­nia prasy za­gra­nicz­nej do­ty­czą­ce rze­ko­mych trud­no­ści w re­ali­za­cji tej akcji mi­ja­ją się z praw­dą i są ob­li­czo­ne na wy­wo­ła­nie nie­po­ko­jów spo­łecz­nych w Pań­stwie. Próby te spalą na pa­new­ce, jak wiele po­przed­nich; nasze spo­łe­czeń­stwo dało już nie­zli­czo­ną ilość do­wo­dów doj­rza­ło­ści po­li­tycz­nej wy­ra­ża­ją­cej się przy­wią­za­niem oraz od­da­niem dla Idei Pań­stwa uoso­bio­nych w NUP-ie.

 

Nu­po­lis, 03.04.19.. Dom han­dlo­wy „DO­STA­TEK”

 

– Ci­szej! Bar­dzo pro­szę, ci­szej! – pi­skli­wy głos eks­pe­dient­ki le­d­wie prze­dzie­rał się przez gwar ko­lej­ki, która za­krę­ca­ła kil­ka­krot­nie w cia­snym po­miesz­cze­niu skle­pu tak, że na dobrą spra­wę trud­no było prze­śle­dzić jej bieg, co było po­wo­dem nie­ustan­nie wy­bu­cha­ją­cych awan­tur: nie bra­ko­wa­ło spry­cia­rzy usi­łu­ją­cych wy­ko­rzy­stać ist­nie­ją­cy ba­ła­gan.

Drzwi otwie­ra­ły się raz po raz. Lu­dzie zwa­bie­ni wi­docz­nym przez wy­sta­wo­wą szybę tłu­mem usi­ło­wa­li wejść do skle­pu.

– Co tu dają? – pytał czło­wiek w pod­nisz­czo­nej je­sion­ce.

– Ryż rzu­ci­li, panie – po­in­for­mo­wa­ła go skwa­pli­wie sto­ją­ca na końcu ko­lej­ki sta­ro­win­ka omo­ta­na sza­lem z dłu­gi­mi, czar­ny­mi frędz­la­mi.

– Czy to warto stać? Wy­star­czy dla nas? – po­wąt­pie­wał tam­ten.

– A co mam zro­bić, panie? Sta­nę­łam to i stoję. Coś jeść trze­ba. A ta szyn­ka z na­prze­ciw­ka – wska­za­ła głową w kie­run­ku drzwi – to nie na mój port­fel.

– A na czyj? Może na mój? Do resz­ty ludzi wy… – roz­po­czął czło­wiek w je­sion­ce, lecz urwał, po­dejrz­li­wie roz­glą­da­jąc się do­ko­ła.

– Prze­pra­szam. Prze­pra­szam bar­dzo! – Ko­bie­ta w śred­nim wieku prze­ci­ska­ła się przez tłum.

– A pani to gdzie! – na­pa­dła na nią sta­rusz­ka, lecz za­mil­kła. Mimo gru­be­go płasz­cza do­strze­gła za­awan­so­wa­ną ciążę. – Ta ma do­brze – zwró­ci­ła się do są­siad­ki sto­ją­cej przed nią. – Kie­dyś to i eme­ry­ci byli poza ko­lej­no­ścią…

Cię­żar­na z tru­dem do­bi­ła do lady, po­wo­du­jąc jesz­cze więk­sze za­mie­sza­nie.

– A ta gdzie?! Pani, gdzie się pani pcha! Co za na­chal­stwo!

Nad wszyst­ki­mi gó­ro­wał głos za­żyw­ne­go męż­czy­zny w kra­cia­stym be­re­cie. Lu­dzie sto­ją­cy naj­bli­żej lady po­czę­li uspo­ka­jać tłum.

– Cicho. Ona jest w ciąży. Ma prawo.

Zro­bi­ło się ci­szej. Tylko gru­bas w be­re­cie nie mógł po­go­dzić się z sy­tu­acją.

– W ja­kiej ciąży. Na pewno nosi Nu­po­la w brzu­chu – rzu­cił zja­dli­wie.

Przez chwi­lę pa­no­wa­ła cisza kom­plet­na, po czym lu­dzie wró­ci­li go­rącz­ko­wo do prze­rwa­nych roz­mów jak gdyby nic nie usły­sze­li. Ko­bie­ta w ciąży zre­zy­gno­wa­ła z za­ku­pu i, po­chli­pu­jąc, ru­szy­ła w kie­run­ku drzwi. Lu­dzie roz­stę­po­wa­li się obo­jęt­nie.

Wresz­cie za­pa­no­wał jako taki po­rzą­dek. Lecz tłum gęst­niał. Facet w be­re­cie, który wła­śnie od­cho­dził od lady ni rusz nie umiał sobie po­ra­dzić z wła­snym brzu­chem. Po dłuż­szej chwi­li, za­sa­pa­ny i spo­co­ny do­tarł do drzwi, wy­szedł na ulicę. Nie prze­szedł jed­nak pię­ciu kro­ków, gdy czy­jeś dło­nie ujęły go de­li­kat­nie, lecz sta­now­czo pod łok­cia­mi. Nim się zo­rien­to­wał, znik­nął we wnę­trzu sa­mo­cho­du, który ru­szył z im­pe­tem, nim do­mknę­ły się drzwi.

 

Nu­po­lis, 05.04.19.. Miesz­ka­nie Klary i To­ma­sza Penar.

 

– Jak się czu­jesz?

To­masz ujął de­li­kat­nie dłoń żony. Widok jej czer­wo­nych, spuch­nię­tych od pła­czu po­wiek wzbu­dzał ścisk w gar­dle. Za­ci­skał mocno zęby i wtedy przy­cho­dzi­ła nie­na­wiść. Za­ci­skał jesz­cze pię­ści i trwał tak bez ruchu, bez od­de­chu, do­pó­ki całe ciało nie za­czy­na­ło dy­go­tać. Wolał wów­czas wyjść do in­ne­go po­ko­ju. Żeby nie za­uwa­ży­ła.

– Do­brze – od­po­wie­dzia­ła sła­bym gło­sem, siląc się na cień uśmie­chu.

Wie­dział, że to nie­praw­da. Ow­szem, fi­zycz­nie pra­wie już wy­do­brza­ła. Ale psy­chicz­nie… Zda­rza­ło się, że wpa­da­ła w stan odrę­twie­nia i le­ża­ła tak go­dzi­nę, dwie… Cza­sem w ta­kich chwi­lach dziec­ko bu­dzi­ło się i zza ścia­ny do­cho­dził stłu­mio­ny od­głos jego pła­czu. Nie re­ago­wa­ła. Szedł więc, prze­wi­jał je lub kar­mił.

– Wy­cho­dzę na za­ku­py. Po­trze­bu­jesz cze­goś?

Po­krę­ci­ła z wy­sił­kiem głową, raz jesz­cze usi­łu­jąc zmu­sić twarz do uśmie­chu. Wy­szedł jakiś nie­okre­ślo­ny gry­mas. To­masz spu­ścił wzrok. Znów po­czuł ści­ska­nie w gar­dle.

“– Zaraz się za­cznie” – po­my­ślał. Od­wró­cił się szyb­ko i ru­szył w stro­nę drzwi.

– To­masz.

Przy­sta­nął z ręką na klam­ce.

– To­masz. Trze­ba coś zro­bić. Mu­si­my coś zro­bić.

Wró­cił, usiadł na brze­gu łóżka. Po­gła­dził jej włosy.

– Nic nie mo­że­my zro­bić Klaro. TO już jest. Nikt tego nie zmie­ni.

– Wiem. Ale tak nie można. – Zmarsz­czy­ła brwi, jakby to miało pomóc go prze­ko­nać. – Są inni… inne. Trze­ba im oszczę­dzić tego losu. Ktoś musi to zro­bić. Musi.

Za­ci­snę­ła pię­ści. Teraz ona dy­go­ta­ła. Objął ją.

– Musi – po­wie­dział w za­my­śle­niu. Mil­czał dłuż­szą chwi­lę, ko­ły­sząc ją w ra­mio­nach. Potem roz­po­czął z ocią­ga­niem.

– Miało to być nasze dziec­ko. Wi­dzia­łem je czę­sto, za­sy­pia­jąc. Na po­gra­ni­czu snu i jawy. Sły­sza­łem jego kwi­le­nie, śmiech. Czu­łem jego od­dech, równy, szep­czą­cy od­dech zdro­we­go nie­mow­la­ka. Czu­łem jak krąży w nim jego krew. Moja krew. Pa­trzy­łem jak siada, robi pierw­sze kroki… mówi pierw­sze wy­ra­zy… Mama… Tata… Czy ty wiesz – pra­wie wy­krzy­czał – że to już za nami? Że to już się stało, wcale się nie sta­jąc? Więc jaki jest sens…

– Wła­śnie taki jest sens – prze­rwa­ła mu twar­do. – Wła­śnie taki. Wła­śnie dla­te­go, że to już poza nami. Że tego nigdy nie za­zna­my. Wiesz, co to ozna­cza? Że za­bra­no nam wszel­ki sens. Nasz sens. Nie mamy go. Lecz prze­cież nie można żyć bez sensu – dziec­ko za ścia­ną za­czę­ło kwi­lić, lecz nie re­ago­wa­ła. – Nie ape­lu­ję do two­je­go hu­ma­ni­zmu. Któż go jesz­cze za­cho­wał w tych zwa­rio­wa­nych cza­sach? Ale sens jest naszą pry­wat­ną spra­wą. Mu­si­my go mieć. A ja – ja chcę mieć – wła­śnie taki.

– Dla­cze­go?

– Już ci mó­wi­łam. Nie z hu­ma­ni­zmu. Z nie­na­wi­ści.

Spoj­rzał na nią. To nie była ta Klara, którą znał. Jej oczy bły­ska­ły groź­nie.

– Prze­cież są ja­kieś grupy. Coraz wię­cej ulo­tek na uli­cach, klat­kach scho­do­wych, w skrzyn­kach… Na­wią­żesz kon­takt.

Nie pro­si­ła. Roz­ka­zy­wa­ła.

– Ale jak? Nie znam ni­ko­go!

– Dasz sobie radę. Spró­buj przez Gu­sta­wa. Coś, pew­nie bab­ska in­tu­icja mówi mi, że on… Wiem, pra­wie się nie zna­cie – do­da­ła, wi­dząc, że otwie­ra usta. – Po­wo­łaj się na mnie.

Po­ki­wał głową. Dziec­ko za­no­si­ło się pła­czem.

– Za­cze­kaj – po­wie­dział. – Dziec­ko wrzesz­czy.

– Dziec­ko? – zdzi­wi­ła się serio. – Jakie dziec­ko. Nu­po­lek. Niech wrzesz­czy.

 

Lon­dyn, 04.08 – 12.09.19.. Frag­men­ty dzien­ni­ków ra­dio­wych BBC

 

04.08, godz. 9.00 GMT. Agen­cja Reu­te­ra po­da­je, że przy­wód­ca Pań­stwa NUP ogło­sił dziś o godz. 5.30 czasu lo­kal­ne­go stan wy­jąt­ko­wy na te­re­nie ca­łe­go kraju. Ma to zwią­zek z za­gro­że­niem bez­pie­czeń­stwa Pań­stwa wy­ni­kłym wsku­tek ostat­nich nie­po­ko­jów spo­łecz­nych w Nu­po­lis i kilku du­żych mia­stach Pań­stwa. Na uli­cach i szo­sach po­ja­wi­ły się czoł­gi i pa­tro­le woj­sko­we. Wpro­wa­dzo­no go­dzi­nę po­li­cyj­ną, w cza­sie któ­rej woj­sko ma prawo strze­lać bez ostrze­że­nia do znaj­du­ją­cych się na ulicy prze­chod­niów. Za­wie­szo­no dzia­łal­ność wszyst­kich pla­có­wek kul­tu­ral­nych, oświa­to­wych, w tym także szkół i uni­wer­sy­te­tów. Stu­den­ci zo­sta­li in­ter­no­wa­ni w do­mach aka­de­mic­kich, zaś ro­bot­ni­kom klu­czo­wych za­kła­dów pro­duk­cyj­nych nie wolno opusz­czać miejsc pracy. Do­ko­na­no ma­so­wych aresz­to­wań wśród przed­sta­wi­cie­li nie­le­gal­nej opo­zy­cji wy­wo­dzą­cej się głów­nie ze śro­do­wisk in­te­li­genc­kich. Czo­ło­wym dzia­ła­czom grożą po­ka­zo­we pro­ce­sy. Oskar­ża się ich o zdra­dę in­te­re­sów Pań­stwa, brak pa­trio­ty­zmu i po­czu­cia Ide­ałów Na­ro­du, a także o po­wią­za­nia z agen­tu­ra­mi ob­cych mo­carstw.

Środ­ki ma­so­we­go prze­ka­zu w prze­rwach mię­dzy emi­sją mar­szów woj­sko­wych in­for­mu­ją o cał­ko­wi­tym opa­no­wa­niu sy­tu­acji przez – jak to okre­ślo­no – siły pa­trio­tycz­ne. Istot­nie nie udało się stwier­dzić wy­stą­pie­nia ja­kich­kol­wiek prób zbroj­ne­go oporu, lecz w wy­ni­ku wpro­wa­dze­nia znacz­nych ogra­ni­czeń swo­bo­dy za­gra­nicz­nych ko­re­spon­den­tów zo­sta­li oni ska­za­ni prak­tycz­nie na in­for­ma­cje po­cho­dzą­ce ze źró­deł ofi­cjal­nych.

W wy­stą­pie­niu te­le­wi­zyj­nym do na­ro­du, pod­czas któ­re­go zo­sta­ło ogło­szo­ne wpro­wa­dze­nie stanu wy­jąt­ko­we­go, NUP za­po­wie­dział prze­pro­wa­dze­nie sze­re­gu re­form za­rów­no w sfe­rze go­spo­dar­czej, jak też struk­tur i oby­cza­jo­wo­ści po­li­tycz­nej, jed­nak nie wspo­mniał nic o ewen­tu­al­nej re­zy­gna­cji z pro­wa­dzo­nej od prze­szło sze­ściu lat akcji „Żywy Po­mnik”, która w oce­nie więk­szo­ści ko­men­ta­to­rów była głów­nym po­wo­dem wy­bu­chu nie­za­do­wo­le­nia spo­łecz­ne­go.

 

04.08, godz.14.00 GMT. Wa­szyng­ton. W wy­da­nym dziś spe­cjal­nym oświad­cze­niu Se­kre­tarz Stanu Dean Niven okre­ślił sta­no­wi­sko Bia­łe­go Domu wobec sy­tu­acji w Pań­stwie. Oświad­cze­nie, zre­da­go­wa­ne z dużą ostroż­no­ścią, po­zwa­la przy­pusz­czać, że rząd USA nie za­mie­rza wpły­wać na roz­wój wy­da­rzeń w Pań­stwie drogą na­ci­sków po­li­tycz­nych bądź mi­li­tar­nych, do­pó­ki roz­wój ten nie bę­dzie miał wpły­wu na in­te­re­sy Sta­nów Zjed­no­czo­nych w tym re­jo­nie świa­ta.

 

04.08, godz.19.00 GMT. Mo­skwa. W dzien­ni­ku „Wrie­mia” nada­no oświad­cze­nie rzecz­ni­ka pra­so­we­go MSZ Bo­ry­sa Wo­łosz­czo­wa. Stwier­dził on m.in., że naród i rząd ra­dziec­ki z uwagą śle­dzą ewo­lu­cję wy­da­rzeń w Pań­stwie. Jed­nak, kie­ru­jąc się jak za­wsze za­sa­dą nie­in­ge­ren­cji w we­wnętrz­ne spra­wy su­we­ren­nych państw, ZSRR po­wstrzy­mu­je się od ko­men­to­wa­nia czy war­to­ścio­wa­nia tych wy­da­rzeń. Nie­mniej ZSRR za­re­agu­je ostro i zde­cy­do­wa­nie wobec każ­dej próby mie­sza­nia się in­ne­go kraju w kon­flikt we­wnętrz­ny w Pań­stwie. Rząd ra­dziec­ki prze­strze­ga rząd ame­ry­kań­ski przed ewen­tu­al­ną próbą in­ter­wen­cji zbroj­nej. Wia­do­mo, że Pań­stwo jest te­ry­to­rium nie­zwy­kle atrak­cyj­nym dla Wa­szyng­to­nu pod wzglę­dem stra­te­gicz­nym i nie kto inny, a wła­śnie Ame­ry­ka­nie po­dej­mo­wa­li kilka nie­uda­nych prób in­sta­la­cji tam swych baz woj­sko­wych. Lo­gi­ka na­ka­zu­je zatem mnie­mać, iż rzą­do­wi Sta­nów Zjed­no­czo­nych za­le­żeć bę­dzie na zmia­nie ukła­du sił w Pań­stwie i oba­le­niu NUP-a.

 

05.08, godz.20.00 GMT. Paryż. Mi­ni­ster­stwo Pracy in­for­mu­je, że prze­by­wa­ją­cym na te­re­nie Pań­stwa eki­pom fran­cu­skim mon­tu­ją­cym elek­trow­nie ją­dro­we nie za­gra­ża nie­bez­pie­czeń­stwo. Rząd fran­cu­ski wy­stą­pił do NUP-a o prze­rwa­nie prac i spro­wa­dze­nie ekip do kraju, jed­nak otrzy­mał za­pew­nie­nie, że zo­sta­ły pod­ję­te wszel­kie nie­zbęd­ne środ­ki gwa­ran­tu­ją­ce bez­pie­czeń­stwo i moż­li­wość kon­ty­nu­owa­nia prac. Roz­sie­wa­ne przez nie­któ­rych par­la­men­ta­rzy­stów opo­zy­cyj­nych po­gło­ski o moż­li­wo­ści uży­cia oby­wa­te­li fran­cu­skich pra­cu­ją­cych w Pań­stwie jako za­kład­ni­ków są ab­sur­dal­ne; Fran­cja, wier­na za­sa­dom neu­tral­no­ści nie za­mie­rza ani dziś ani w przy­szło­ści an­ga­żo­wać się w kon­flikt w Pań­stwie.

 

07.08, godz.22.00 GMT. Lon­dyn. Wy­stę­pu­ją­cy w Izbie Gmin czło­nek opo­zy­cyj­nej Par­tii Pracy poseł Jack Hart­man skry­ty­ko­wał rząd kon­ser­wa­ty­stów za apa­tię i nie­moc dy­plo­ma­tycz­ną wobec roz­wo­ju wy­da­rzeń w Pań­stwie. Zda­niem Hart­ma­na Lon­dyn wi­nien wy­raź­nie opo­wie­dzieć się prze­ciw re­żi­mo­wi NUP-a, udzie­lić mo­ral­ne­go wspar­cia opo­zy­cji Pań­stwa wal­czą­cej prze­ciw nie­ludz­kim prak­ty­kom ak­tu­al­ne­go rządu, miast wy­da­wać mgli­stej tre­ści oświad­cze­nia.

 

08.08, godz.21.00 GMT. Bonn. Kanc­lerz RFN Jo­achim Bosch przy­jął dziś am­ba­sa­do­ra Pań­stwa Hu­ber­ta Janc­ka­la na jego proś­bę. Am­ba­sa­dor prze­ka­zał Kanc­le­rzo­wi list od NUP-a. Nie wy­da­no żad­ne­go ko­mu­ni­ka­tu, co spo­wo­do­wa­ło la­wi­no­we spe­ku­la­cje ko­men­ta­to­rów po­li­tycz­nych.

 

27.08, godz.18.00 GMT. Z Nu­po­lis nad­cho­dzą nadal sprzecz­ne do­nie­sie­nia. Agen­cja rzą­do­wa in­for­mu­je o cał­ko­wi­tym opa­no­wa­niu sy­tu­acji w kraju. Jed­nak z pro­win­cji do­cho­dzą wie­ści o wzro­ście ak­tyw­no­ści pod­ziem­nej opo­zy­cji. Ro­sną­ce w licz­bę od­dzia­ły par­ty­zanc­kie coraz śmie­lej ata­ku­ją po­ste­run­ki po­li­cji i pla­ców­ki ad­mi­ni­stra­cji pań­stwo­wej. Sądzi się jed­nak, że brak jest ja­kiej­kol­wiek ko­or­dy­na­cji tych dzia­łań, co nie ro­ku­je im przy­szło­ści. Rada Woj­sko­wa Pań­stwa zde­men­to­wa­ła nie­daw­ne re­we­la­cje na temat wy­stę­pu­ją­cych rze­ko­mo róż­nic w po­glą­dach człon­ków tego gre­mium. W pło­mien­nym oświad­cze­niu za­de­kla­ro­wa­ła swoją lo­jal­ność wobec NUP-a i we­zwa­ła naród do kon­so­li­da­cji wokół pro­po­no­wa­ne­go prze­zeń pro­gra­mu re­form. Jed­nak pro­gram ten nie zo­stał jesz­cze opu­bli­ko­wa­ny.

 

02.09, godz.14.00 GMT. Ma­dryt. Wy­stę­pu­ją­cy pod­czas pierw­sze­go po­sie­dze­nia je­sien­nej sesji par­la­men­tu poseł Mi­gu­el Ja­cin­ta re­pre­zen­tu­ją­cy ul­tra­pra­wi­co­wy odłam par­tii fran­ki­stow­skiej pod­dał su­ro­wej kry­ty­ce po­li­ty­kę za­gra­nicz­ną rządu, któ­rej szcze­gól­ne nie­do­łę­stwo ujaw­ni­ło się przy oka­zji wy­da­rzeń w Pań­stwie. Poseł stwier­dził, że Hisz­pa­nia, utrzy­mu­ją­ca tra­dy­cyj­nie przy­ja­zne sto­sun­ki z Pań­stwem winna zde­cy­do­wa­nie po­przeć NUP-a sło­wem i czy­nem. Tym­cza­sem ogra­ni­czo­no się do zdaw­ko­we­go oświad­cze­nia.

 

10.09, godz.18.00. Tokio. Prze­by­wa­ją­cy w Ja­po­nii z wi­zy­tą ro­bo­czą mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych Pol­ski Jakub Leski po­wie­dział dzien­ni­ka­rzom na kon­fe­ren­cji pra­so­wej, że sta­no­wi­sko jego kraju w spra­wie kon­flik­tu w Pań­stwie na­ce­cho­wa­ne jest ostroż­no­ścią. Pol­ska zbyt wiele wy­cier­pia­ła w toku swych dra­ma­tycz­nych dzie­jów, by nie umieć do­ce­nić aspi­ra­cji in­nych na­ro­dów, lecz uważa, że świa­to­wy pokój jest war­to­ścią nad­rzęd­ną; żadne lo­kal­ne in­te­re­sy nie mogą jej prze­sło­nić.

 

12.09, godz.20.00 GMT. Try­po­lis. Przy­wód­ca Libii gen. Ku­brak oświad­czył, że prze­słał na ręce – jak się wy­ra­ził – pa­trio­tów Pań­stwa obiet­ni­cę, że w razie po­trze­by po­śpie­szy im z po­mo­cą. Wy­ra­ził pełne uzna­nie dla walki NUP-a z ogól­no­świa­to­wym spi­skiem im­pe­ria­li­stycz­ne­go ka­pi­ta­łu. Jego agen­ci wznie­ca­ją teraz nie­po­ko­je w spo­koj­nym kraju, któ­re­go oby­wa­te­le pra­gną żyć w po­sza­no­wa­niu prawa. Szcze­gól­nie zbrod­ni­czy udział w tej akcji – oświad­czył Ku­brak – ma ad­mi­ni­stra­cja Sta­nów Zjed­no­czo­nych, upra­wia­ją­ca zma­so­wa­ną agre­sję pro­pa­gan­do­wą wobec Pań­stwa po­przez fi­nan­so­wa­nie dzia­łal­no­ści pań­stwo­ję­zycz­nej dy­wer­syj­nej roz­gło­śni ra­dio­wej „Prawa Czło­wie­ka”. Zatem nie­daw­ne oświad­cze­nie Se­kre­ta­rza Stanu USA jest ni­czym innym, jak do­wo­dem na hi­po­kry­zję, bez­czel­ność i dy­le­tan­tyzm po­li­tycz­ny pre­zy­den­ta Croxa i jego ekipy.

 

Lon­dyn, 12.01.19.. Wy­wiad z prof. Jac­kiem Byrne, dy­rek­to­rem In­sty­tu­tu Po­li­to­lo­gii Cam­brid­ge Uni­ver­si­ty udzie­lo­ny dzien­ni­ka­rzo­wi Times'a.

 

TIMES: Chcie­li­by­śmy po­roz­ma­wiać na temat wy­da­rzeń w Pań­stwie, które od kilku mie­się­cy po­zo­sta­ją na czo­ło­wych stro­nach gazet świa­ta. Pan, Pro­fe­so­rze jest osobą o zda się wy­jąt­ko­wych kom­pe­ten­cjach: ha­bi­li­ta­cja w pro­ble­ma­ty­ce sys­te­mów au­to­kra­tycz­nych…

Prof. BYRNE: Tak, ale nigdy nie byłem w Pań­stwie…

T: To nie prze­szka­dza, może jest nawet oko­licz­no­ścią sprzy­ja­ją­cą – z dy­stan­su ła­twiej o obiek­ty­wizm.

B: Nie­wąt­pli­wie, choć o ten wła­śnie przy­miot w po­li­to­lo­gii naj­trud­niej: pry­zmat wła­snych prze­ko­nań – mó­wiąc ję­zy­kiem fi­zy­ka – roz­sz­cze­pia wiąz­kę fak­tów na widmo teo­rii sil­nie zde­ter­mi­no­wa­ne ce­cha­mi owego pry­zma­tu. Mó­wiąc ina­czej, tym razem ję­zy­kiem fi­lo­zo­fa, każdy po­li­to­log two­rzy wła­sną, nie­pod­wa­żal­ną pa­ra­dyg­ma­ty­kę. Lecz aku­rat w przy­pad­ku Pań­stwa spra­wa jest dość pro­sta: cała świa­to­wa opi­nia za­cho­wu­je wy­jąt­ko­wą jed­no­myśl­ność; myślę, rzecz jasna, o po­li­to­lo­gach, nie po­li­ty­kach.

T: Jak choć­by w przy­pad­ku Hi­tle­ra przed wojną?

B: To nie­zbyt szczę­śli­we po­rów­na­nie. Hi­tler sta­no­wił za­gro­że­nie dla co naj­mniej Eu­ro­py, pod­czas gdy NUP prak­tycz­nie się nie liczy, przy­naj­mniej mi­li­tar­nie. I nigdy nie miał ta­kich am­bi­cji. To tylko me­ga­lo­man, nar­cy­sta.

T: Lecz może ode­grać rolę ję­zycz­ka u wagi…

B: Każdy może.

T: Prze­wi­du­je Pan jego upa­dek, Pro­fe­so­rze?

B: Do tego nie trze­ba być pro­fe­so­rem. To tylko kwe­stia czasu. Jeśli dyk­ta­tor po­su­wa się do ab­sur­dów, za­wsze spo­tka mocną pięść nie­po­kor­ne­go ludu. Re­ak­cję mas może, praw­da, opóź­nić idący rów­no­le­gle silny ter­ror, lecz w Pań­stwie tego brak.

T: Jak Pan sądzi, czemu NUP unika ter­ro­ru? Czyż­by w tro­sce o twarz na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej?

B: Nie wie­rzę, by był aż na tyle na­iw­ny. Ra­czej skła­niam się ku po­glą­do­wi, że on nie umie tego do­brze zor­ga­ni­zo­wać. Jest mi­strzem so­cjo­tech­ni­ki, psy­chicz­ne­go za­stra­sza­nia, po­wiedz­my ra­czej: na­stra­sza­nia. Ale nie umie prze­ciw­dzia­łać ko­rup­cji, która jest bodaj naj­istot­niej­szym czyn­ni­kiem ero­zyj­nym w sys­te­mach to­ta­li­tar­nych.

T: Więc twier­dzi Pan, że NUP upad­nie. Co dalej?

B: To klu­czo­we, lecz jakże trud­ne py­ta­nie. Po tylu la­tach rzą­dów au­to­kra­tycz­nych naród, po­zo­sta­ją­cy zresz­tą za­wsze na pe­ry­fe­riach de­mo­kra­cji, nie­wie­le ma o niej po­ję­cia. Grozi więc ruch wa­ha­dło­wy…

T: Ma Pan na myśli silne rządy tej… „dru­giej stro­ny”?

B: Tak. Zwłasz­cza, że opo­zy­cja nie jest skon­so­li­do­wa­na i to, co się tam dzie­je, ma bar­dziej zna­mio­na re­wo­lu­cji niż po­wsta­nia. A po­wszech­nie wia­do­mo, jak koń­czą się re­wo­lu­cje oba­la­ją­ce dyk­ta­to­ra-krwio­pij­cę… Wobec nie­mo­cy opo­zy­cji, klu­czo­we zna­cze­nie ma po­sta­wa armii; woj­sko­wi nie będą kie­ro­wać się sen­ty­men­ta­mi, je­dy­nie trzeź­wą kal­ku­la­cją strat i zy­sków.

T: Czy rządy państw de­mo­kra­tycz­nych mogą coś zro­bić w tej sy­tu­acji?

B: Skąd­że! Spra­wa jest na forum mię­dzy­na­ro­do­wym bar­dzo de­li­kat­na. Nad­rzęd­nym im­pe­ra­ty­wem w po­hel­siń­skim życiu świa­ta (mam na myśli, oczy­wi­ście, życie po­li­tycz­ne) jest po­sza­no­wa­nie su­we­ren­no­ści każ­de­go pań­stwa. Po­nad­to w sy­tu­acji wy­stę­pu­ją­cych na­pięć mię­dzy dwoma ry­wa­li­zu­ją­cy­mi blo­ka­mi spra­wa Pań­stwa mo­gła­by oka­zać się – jak to przed chwi­lą był Pan uprzej­my za­uwa­żyć – ję­zycz­kiem u wagi. Pro­szę spoj­rzeć na oświad­cze­nia rzą­dów wszyst­kich li­czą­cych się państw. Jak oni się wza­jem­nie pil­nu­ją!

T: Co zatem do­ra­dził­by Pan pre­mie­ro­wi w sy­tu­acji gdy opo­zy­cja oskar­ża go o bier­ność?

B: Usiąść i cze­kać. Gdyby ak­tu­al­na opo­zy­cja była u wła­dzy, po­stą­pi­ła­by iden­tycz­nie, a dzi­siej­szy pre­mier na­wo­ły­wał­by do in­ter­wen­cji.

T: Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Nu­po­lis, 30.08.19.. Pro­kla­ma­cja Tym­cza­so­wej Rady Prze­mia­ny Pań­stwa.

 

Oby­wa­te­le!

Córy i Sy­no­wie Na­ro­du!

1. Dzień 29.VIII.19.. otwie­ra nowy etap w hi­sto­rii na­szej spo­łecz­no­ści. W tym dniu, po krót­kich, acz za­cię­tych wal­kach pod­ziem­ne siły pa­trio­tycz­ne prze­ję­ły wła­dzę w Pań­stwie. Upadł znie­na­wi­dzo­ny reżim NUP-a. Sam dyk­ta­tor zdo­łał, nie­ste­ty, w ostat­niej chwi­li zbiec pry­wat­nym sa­mo­lo­tem poza gra­ni­ce na­sze­go kraju, po­szu­ku­jąc azylu po­li­tycz­ne­go, praw­do­po­dob­nie w któ­rymś z państw afry­kań­skich. Nie ozna­cza to, że umknie ka­rzą­cej ręce spra­wie­dli­wo­ści. Z chwi­lą po­wo­ła­nia do życia od­po­wied­nich ciał praw­nych w Nowym Pań­stwie NUP bę­dzie są­dzo­ny za­ocz­nie. Wy­stą­pi­my też o eks­tra­dy­cję zbrod­nia­rza.

2. Tegoż dnia ukształ­to­wa­ła się Tym­cza­so­wa Rada Prze­mia­ny Pań­stwa, któ­rej za­da­niem bę­dzie:

a. Spra­wo­wa­nie wła­dzy usta­wo­daw­czej i wy­ko­naw­czej do czasu prze­pro­wa­dze­nia wol­nych wy­bo­rów i ukon­sty­tu­owa­nia się le­gal­nej wła­dzy.

b. Przy­go­to­wa­nie i prze­pro­wa­dze­nie wy­bo­rów po­wszech­nych.

c. Li­kwi­da­cja sche­dy ab­sur­dal­ne­go re­żi­mu, który wpę­dził nas w po­nu­rą ko­le­inę hi­sto­rii na okres ponad czter­dzie­ści lat, w szcze­gól­no­ści osta­tecz­ne roz­wią­za­nie pro­ble­mu tzw. Nu­po­li.

d. Roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów i bo­lą­czek Oby­wa­te­li. W tym celu Rada po­wo­ła od­no­śne or­ga­na te­ry­to­rial­ne.

e. Zor­ga­ni­zo­wa­nie tym­cza­so­wej ju­rys­dyk­cji na szcze­blu cen­tral­nym i lo­kal­nym.

W skład Rady we­szli ak­ty­wi­ści dzia­ła­ją­cej dotąd w pod­zie­miu opo­zy­cji po­li­tycz­nej, oraz te osoby ze zwierzch­nic­twa Sił Zbroj­nych Pań­stwa, które w klu­czo­wym mo­men­cie opo­wie­dzia­ły się za ru­chem Prze­mia­ny. Godzi się za­zna­czyć, że bez tego po­par­cia po­wsta­nie miało nikłe szan­se zwy­cię­stwa.

 

Oby­wa­te­le!

Zrzu­ci­li­śmy z sie­bie okowy wie­lo­let­niej, upo­ka­rza­ją­cej i ab­sur­dal­nej nie­wo­li. Nie­wo­li tym strasz­niej­szej, że na­rzu­co­nej nie przez obce mo­car­stwo, lecz ro­dzi­mą dy­na­stię ty­ra­nów. Po ciem­nej nocy znów za­wi­ta­ło w na­szym kraju słoń­ce. Uro­czy­ście przy­rze­ka­my, że zro­bi­my wszyst­ko, by jej widmo nie wró­ci­ło da nas wię­cej. Na­ucze­ni kosz­mar­ny­mi do­świad­cze­nia­mi, strzec bę­dzie­my wol­no­ści i de­mo­kra­cji jak naj­święt­szych re­li­kwii.

Pod­nie­ście wy­so­ko głowy! Pa­trz­cie ufnie w przy­szłość! Przy­go­tuj­my ją wspól­nie. Zrób­my to dla nas. Dla na­szych dzie­ci. Dla na­szej wspól­nej, wiel­kiej Ro­dzi­ny.

 

Nu­po­lis, 04.09.19.. Miesz­ka­nie Klary i To­ma­sza Penar.

 

To­masz odło­żył słu­chaw­kę.

– Będą za dzie­sięć minut.

– Sły­szysz? Po­śpiesz się nie­zgu­ło! – Klara besz­ta­ła blon­d­wło­se­go synka-Nu­po­la.

– Ma­mu­siu? A po co tam jadę? – pytał malec z wła­ści­wą czte­rem lat­kom cie­ka­wo­ścią.

– Sto razy ci tłu­ma­czy­łam. Wszyst­kie Nu­pa­lie tam się zgro­ma­dzą. Bę­dziesz miał ko­le­gów. Ty­sią­ce ko­le­gów – za­śmia­ła się zło­wiesz­czo, chłop­czyk nie mógł jed­nak wy­czuć tej iro­nii.

– I bę­dzie­my się razem bawić? – upew­niał się.

– Bę­dzie­cie. Wszyst­ko bę­dzie­cie robić razem – po­wie­dzia­ła, do­da­jąc w my­ślach: „nawet umie­rać”.

– A czemu ma­mu­sie nie mogą tam być z nami?

– Bo wy­szła taka usta­wa. Nie nudź. Gotów je­steś? To usiądź sobie i cze­kaj.

To­masz cho­dził z kąta w kąt.

– Nie po­do­ba mi się to – wes­tchnął.

– Co?

– Cała ta… akcja.

– Jak to? Sam je­steś jed­nym z głów­nych ani­ma­to­rów.

– Do­brze wiesz, że z two­jej ini­cja­ty­wy. To ty rzu­ci­łaś po­mysł. A że nie chcesz się oso­bi­ście an­ga­żo­wać w prace Ko­mi­te­tu, wy­mu­si­łaś na mnie… Nie pa­mię­tasz? Tego, że od po­cząt­ku mia­łem obiek­cje też nie?

– Pa­mię­tam, pa­mię­tam. Nie ro­zu­miem po pro­stu, o co ci cho­dzi. I skąd te skru­pu­ły. Ja je­stem za­do­wo­lo­na, że w końcu zrobi się po­rzą­dek z tymi…

– Cicho.

– Co cicho. I tak za chwi­lę skoń­czy się ta pa­ro­dia.

– Mamo, co to jest pa­ro­dia?

– Nie prze­szka­dza się, kiedy do­ro­śli roz­ma­wia­ją.

Ile­kroć mały mówił „mamo”, Klara czuła ja­kieś bo­le­sne kłu­cie w oko­li­cach serca.

– Może masz rację – ode­zwał się To­masz. – Takie życie jak ostat­nio jest nie do znie­sie­nia. Może na­resz­cie od­naj­dziesz się z po­wro­tem. – Do­tknął nie­śmia­ło jej ra­mie­nia. Klara ze­sztyw­nia­ła. Wes­tchnął znów i za­brał rękę. Na po­wrót roz­po­czął swój spa­cer po po­ko­ju.

– Ale to prze­cież… lu­dzie – wró­cił do te­ma­tu, pełen, widać, wąt­pli­wo­ści. Klara mil­cza­ła, lecz jej pełen de­ter­mi­na­cji wzrok mówił mu wszyst­ko.

Roz­legł się dźwięk dzwon­ka. To­masz po­szedł otwo­rzyć.

– Chodź mały. Przy­je­cha­li po cie­bie – Klara uni­ka­ła jak ognia słowa „synku”, choć kilka razy omal się jej to nie wy­mknę­ło. Besz­ta­ła się wtedy w my­ślach.

Wsta­ła i od­pro­wa­dzi­ła Nu­po­la do przed­po­ko­ju, gdzie cze­ka­ło już dwóch funk­cjo­na­riu­szy Po­rząd­ku Oby­wa­tel­skie­go i jakaś nie­wia­sta – może sio­stra PCK.

– Pa, ma­mu­siu! – Malec wy­cią­gnął ręce ku górze, chcąc za­pew­ne przy­tu­lić się do matki, lecz ta udała, że nie do­strze­gła tego gestu. Z przy­mu­sem po­gła­ska­ła go po głów­ce.

– Pa, dziec­ko.

– Ma­mu­siu, bę­dziesz przy­jeż­dżać? Obie­caj!

– Obie­cu­ję.

To­masz za­mknął drzwi za wy­cho­dzą­cą czwór­ką i spoj­rzał na żonę. Klara unik­nę­ła spoj­rze­nia. We­szła do po­ko­ju i zer­k­nę­ła zza za­sło­ny. Tamci zbli­ża­li się wła­śnie do fur­go­net­ki. Malec ocią­gał się z wej­ściem, zer­ka­jąc w stro­nę okna. W końcu bez­rad­nie po­ma­chał ręką i wsiadł, ener­gicz­nie po­py­cha­ny przez jed­ne­go z funk­cjo­na­riu­szy. Mi­kro­bus od­je­chał. Klara stała jed­nak dalej przy oknie, czu­jąc, jak całe jej ciało ogar­nia znie­nac­ka drże­nie. Za­ci­snę­ła mocno po­wie­ki, spod któ­rych ucie­kły, krę­cąc ser­pen­ty­ny po po­licz­kach, dwie spło­szo­ne łzy.

 

Nu­po­lis, 17.09.19.. Baza Ko­mi­sa­rzy Tym­cza­so­wej Rady Prze­mia­ny Pań­stwa, Sek­cja In­ter­wen­cyj­na.

 

To­masz pod­niósł głowę i zmę­czo­nym wzro­kiem spoj­rzał na pe­ten­ta, który stał przy drzwiach, ner­wo­wo mnąc ka­pe­lusz.

– Pro­szę – rzu­cił krót­ko. – Co pana spro­wa­dza?

Tam­ten pod­szedł szyb­ki­mi, ko­ci­mi kro­ka­mi, oparł ręce o blat biur­ka, po­chy­la­jąc się nad To­ma­szem, jakby chciał wy­wrzeć wra­że­nie, że przy­cho­dzi tu jako sprzy­mie­rze­niec, do tego z nie­zwy­kle ważną, po­uf­ną in­for­ma­cją.

– Chcia­łem… ee… wydukał jąk­ając się – chcia­łem zło­żyć mel­du­nek – wy­rzu­cił pręd­ko.

– Mel­du­nek? – To­masz zlu­stro­wał go po­dejrz­li­wie.

– Zna­czy… Je­stem w po­sia­da­niu in­for­ma­cji nie­zwy­kle dla was istot­nej…

– Skąd pan wie?

– Co? – spy­tał z dzie­cię­cym zdu­mie­niem, wy­raź­nie zbity z tropu.

– Że to dla nas takie ważne.

– No… Tak przy­pusz­czam – przy­bysz znów za­czął znę­cać się nad swym ka­pe­lu­szem. To­ma­szo­wi zro­bi­ło się go nagle żal. Iluż to sza­rych ludzi prze­wi­nę­ło się już przez ten ga­bi­net w po­szu­ki­wa­niu sławy lub ta­nie­go chle­ba… Ich, nie­udol­ne naj­czę­ściej, próby że­ro­wa­nia na Prze­mia­nie na­pa­wa­ły go zwy­kłym obrzy­dze­niem. Szcze­gól­nie nie cier­piał typów na­chal­nych, nie kry­ją­cych się ze swym cy­ni­zmem.

– Słu­cham – po­wie­dział oschle, chcąc dać pe­ten­to­wi do zro­zu­mie­nia, że jest ra­czej in­tru­zem. Tam­ten, jakby tego nie do­strze­ga­jąc, po­chy­lił się jesz­cze niżej.

– Mam ich. Wiem, gdzie są – pra­wie wy­szep­tał.

– Kto?

– Jak to kto! Nu­po­le – wy­pa­lił nagle roz­go­rącz­ko­wa­nym gło­sem. – Ponad czter­dzie­ści sztuk, do­rod­ne okazy he he – za­śmiał się ob­le­śnie i od tego mo­men­tu na dobre prze­stał się To­ma­szo­wi po­do­bać.

– By­ło­by le­piej, gdyby zo­sta­wił pan te pro­ble­my spe­cjal­nie po­wo­ła­nym do tego celu or­ga­nom – roz­po­czął szorst­ko. – Jaki jest pań­ski zawód?

– Re­ży­ser. Ale co to ma do…

– Nie mógł­by pan zająć się ro­bie­niem fil­mów? Albo spek­ta­kli te­atral­nych? Wie pan, ile obec­nie te­atrów stoi za­mknię­tych? Wie pan, że w tym kraju jesz­cze nikt nigdy nie wy­sta­wiał Ib­se­na? A Szek­spi­ra zna je­dy­nie elita in­te­lek­tu­ali­stów? Pra­gnę­li­by­śmy wró­cić moż­li­wie szyb­ko do jako ta­kiej nor­mal­no­ści. Ten naród za­słu­żył sobie na to, nie uważa pan?

– Ro­zu­miem, ro­zu­miem. Oczy­wi­ście, zgło­szę się, to jasne… ale my­śla­łem, że skoro już od­kry­łem tę kry­jów­kę… zresz­tą… jeśli pan nie chce, pójdę gdzie in­dziej. – Za­wie­sił głos.

– Co to miało być, szan­taż? – spy­tał To­masz kpią­cym gło­sem. – Do­brze, niech bę­dzie, że się prze­stra­szy­łem. Przyj­mę pań­ską in­for­ma­cję.

Wy­cią­gnął dłu­go­pis i for­mu­larz, po­chy­lił się, pi­sząc rów­nym, spo­koj­nym ryt­mem. Tam­ten wy­cią­gnął głowę, chci­wie rzu­ca­jąc się wzro­kiem na nowo kre­owa­ne li­te­ry.

– Gdzie – spy­tał To­masz, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od kart­ki.

– Plac Bo­ha­te­rów Po­stę­pu. Mówię po sta­re­mu, bo taki teraz ba­ła­gan w całym mie­ście… Lu­dzie sa­mo­rzut­nie zmie­nia­ją nazwy ulic, po­win­ni­ście się tym zająć, kom­plet­ny bur­del, mówię panu. Tam jest jakiś zakon, czy co… jedna taka na czar­no ukry­wa je w piw­ni­cy. Wy­śle­dzi­łem to, gdy scho­dzi­łem…

– Do­brze, wy­star­czy – prze­rwał mu To­masz ob­ce­so­wo, od­kła­da­jąc dłu­go­pis. – Może pan odejść.

Tam­ten stał, ocią­ga­jąc się.

– Coś jesz­cze?

– Na­zwi­sko.

– Na­zwi­sko?

– Tak. Niech pan na­pi­sze moje na­zwi­sko. Że to ja do­nio­słem.

 „Rzy­gać mi się chce” – po­my­ślał To­masz, po­now­nie bio­rąc do ręki dłu­go­pis. – Słu­cham.

– Raj­mund Arnad.

Pióro To­ma­sza znie­ru­cho­mia­ło. Na mo­ment pod­niósł wzrok.

– To pan? To pan re­ali­zo­wał „Ku przy­szło­ści”?

– Tak, ja – od­parł tam­ten nieco zmie­sza­ny. – Cóż, każdy z nas ma coś… Chcia­łem to jakoś… zre­kom­pen­so­wać.

– Zre­kom­pen­so­wać, po­wia­dasz pan – To­masz wstał. Z tru­dem opa­no­wy­wał na­ra­sta­ją­cą wście­kłość. Każdy z nas, no no. Le­piej mów za sie­bie. I zjeż­dżaj, póki masz wszyst­kie…

Drzwi otwo­rzy­ły się i wpadł Leon.

– Gdzieś za­wie­ru­szy­ły mi się pa­pie­ry spra­wy Turk­sa – wy­sa­pał, ob­rzu­ca­jąc Ar­na­da cie­kaw­skim spoj­rze­niem. – Nie ma cza­sem u cie­bie?

– Spraw­dzę – mruk­nął To­masz, wy­su­wa­jąc szu­fla­dę z biur­ka. Przy oka­zji wrzu­cił tam for­mu­larz z do­nie­sie­niem. Arnad bacz­nie ob­ser­wu­ją­cy scenę za­wo­łał od drzwi.

– Niech pan nie za­po­mni o moim do­nie­sie­niu!

– Pro­szę się nie mar­twić, nie za­po­mnę. A teraz już na­praw­dę do wi­dze­nia. – To­masz z tru­dem ukry­wał wście­kłość.

Arnad wy­szedł. To­masz wy­cią­gnął z szu­fla­dy na chy­bił tra­fił kilka te­czek.

– O! Ta! – wy­krzyk­nął Leon, wy­ry­wa­jąc jedną z nich. Chwi­lę wer­to­wał po­śpiesz­nie plik do­ku­men­tów. – Nie wy­da­je ci się, że tkwi­my już po uszy w biu­ro­kra­cji? – za­py­tał z hu­mo­rem.

To­masz uśmiech­nął się z przy­mu­sem. Leon wró­cił ku drzwiom, lecz za­trzy­mał się.

– Kto to był ten facet? Dał­bym głowę, że go już gdzieś…

– Cał­kiem moż­li­we. To Arnad.

– Arnad! – Leon gwizd­nął prze­cią­gle. – Ta ka­na­lia! Więc nie za­ła­pał się do sa­mo­lo­tu NUP-a! Czego on tu szuka u dia­bła?

– Nic ta­kie­go.

– Zaraz, brat­ku! – Leon za­wró­cił od drzwi. – Coś tu knu­jesz. On mówił o ja­kimś do­nie­sie­niu. Ro­zu­miem, cho­wasz to dla sie­bie, co, kum­plo­wi nie po­ka­żesz? – klep­nął To­ma­sza po ra­mie­niu. Ten za­klął w my­ślach i nie­chęt­nie wy­cią­gnął for­mu­larz. Leon czy­tał za­chłan­nie. Po chwi­li oddał kart­kę.

– I ty mó­wisz: nic ta­kie­go – powiedział ki­wając głową. – Ka­wa­larz z cie­bie.

 

Nu­po­lis, 21.09.19.. Miesz­ka­nie Klary i To­ma­sza Penar.

 

Ze­sztyw­nia­ła, le­d­wie ją do­tknął, lecz tylko na mo­ment. Prze­zwy­cię­ża­jąc od­ruch, przy­war­ła do niego całym nagim cia­łem, sztucz­nie i nie­zdar­nie. Czuł to, lecz na­ra­sta­ją­ce od mie­się­cy po­żą­da­nie za­głu­sza­ło wszyst­ko. Objął ją moc­niej, aż do bólu. Ręce błą­dzi­ły po ple­cach z ha­mo­wa­ną nie­cier­pli­wo­ścią, za­ta­cza­jąc coraz więk­sze kręgi, do­cie­ra­ły ku wy­pu­kło­ściom po­ślad­ków. Od­dy­cha­ła chra­pli­wie. Kiedy po­czu­ła mię­dzy udami szorst­kie opusz­ki pal­ców mę­skiej dłoni, za­czę­ła dy­go­tać. Z po­cząt­ku było to nie­znacz­ne mro­wie­nie, lecz szyb­ko prze­szło w fe­brycz­ną drgaw­kę. Od­bie­rał ją, przy­tu­lo­ny całym cia­łem. Czuł, jak wal­czy z sobą, nie­ru­cho­ma, cała zwró­co­na ku sobie i prę­dzej od niej wie­dział, że prze­gra. W na­głym po­ry­wie wście­kło­ści ode­rwał się od niej, od­wró­cił na drugi bok, za­kry­wa­jąc głowę po­dusz­ką. Przez chwi­lę w po­ko­ju sły­chać było tylko szyb­kie od­de­chy zmę­czo­nych ciał oraz prze­bi­ja­ją­ce się przez nie od czasu do czasu ty­ka­nie ścien­ne­go ze­ga­ra. Potem usły­szał słabe po­cią­ga­nie nosem i już wie­dział, że pła­cze. Od­krył głowę, usiadł, wo­dząc na oślep ręką po bla­cie sto­li­ka noc­ne­go w po­szu­ki­wa­niu pa­pie­ro­sów. Zna­lazł je, za­pa­lił. Przy chy­bo­tli­wym świe­tle za­pal­nicz­ki kątem oka do­strzegł, że Klara sie­dzi zgar­bio­na, z głową wtu­lo­ną w ko­la­na. Trą­cił ją, wy­cią­ga­jąc pacz­kę, lecz nie za­re­ago­wa­ła. Włą­czył lamp­kę nocną i palił, za­cią­ga­jąc się raz po raz z jakąś wście­kłą de­ter­mi­na­cją.

– Coś mu­si­my z tym zro­bić – mruk­nął wresz­cie. – To nie może dłu­żej tak trwać.

Po­chli­py­wa­ła cicho.

– Nie ro­zu­miem cię – kon­ty­nu­ował, czu­jąc na­ra­sta­ją­cą wście­kłość i bez­sil­ność, jak za­wsze gdy pła­ka­ła. – Naj­pierw był uraz po tym, jak się z nim… tego… wiesz – chciał po­wie­dzieć „gzi­łaś”, lecz w ostat­niej chwi­li ugryzł się w język. – Potem twier­dzi­łaś, że to przez Nu­po­la. Że jak on znik­nie, wszyst­ko wróci do normy. A teraz jest jesz­cze go­rzej. Więc co znów wy­my­ślisz?

Wsta­ła, żeby zna­leźć chu­s­tecz­kę. Wy­tar­ła ha­ła­śli­wie nos i usia­dła z po­wro­tem, upar­cie mil­cząc.

– Po­wiedz – za­czął znów, zdję­ty nagle li­to­ścią. – Jeśli czu­jesz – nie­waż­ne z ja­kich po­wo­dów – nie­chęć, wstręt do mnie… po­wiedz, chcę wie­dzieć. Chcę wresz­cie wie­dzieć do cho­le­ry na czym…

– Nie do cie­bie – prze­rwa­ła mu nie­spo­dzie­wa­nie. – Do wszyst­kich. Do wszyst­kie­go – po­pra­wi­ła się szyb­ko. – Naj­bar­dziej do sie­bie. Tomek, czy ty zda­jesz sobie spra­wę, co myśmy zro­bi­li?

Po­wie­dzia­ła „Tomek”. Pierw­szy raz od kilku lat. Dobre i to.

– Z nim?

– Tak. Czy to czu­jesz?

– Co mam czuć. To nie było moje…

– Milcz.

Jej głos był jak ostrze noża.

– Prze­cież chcia­łaś. Sama to wy­my­śli­łaś. Mam ci znów przy­po­mi­nać, że nie byłem tym za­chwy­co­ny? Jak mnie na­ma­wia­łaś?

– Tak, wiem! – Roz­sz­lo­cha­ła się. – I to boli naj­bar­dziej. To, że nie mam na kogo zwa­lić, ro­zu­miesz? Okrop­ność! to było moje… moje dziec­ko! Było! – odwróci­ła się na bok, wtu­la­jąc głowę w po­dusz­kę. To­masz pa­trzył bez­sil­ne na jej zgar­bio­ne plecy wstrzą­sa­ne raz po raz spa­zma­mi. Za­pa­lił ko­lej­ne­go pa­pie­ro­sa.

– Coś mu­si­my zro­bić. To nie może tak trwać – po­wtó­rzył, gdyż nic in­ne­go nie przy­cho­dzi­ło mu do głowy. Wy­cią­gnął rękę, chcąc po­gła­skać jej włosy, gdyż nadal czuł li­tość, lecz tra­fił na szyję. Znów ze­sztyw­nia­ła. Cof­nął dłoń i gwał­tow­nie ze­rwał się z łóżka. Sta­nął przy oknie, pa­trząc bez­myśl­nie w mgli­stą, je­sien­ną noc. Nagle po­czuł na ple­cach jej drob­ną dłoń. Znie­ru­cho­miał jakby to była lufa pi­sto­le­tu.

– To­masz – wy­szep­ta­ła.

Znów „To­masz”.

– Daj mi jesz­cze jedną szan­sę. Ostat­nią.

Mil­czał.

– Wy­ja­dę. Za­łatw mi miej­sce… gdzieś na wsi, na ja­kimś za­du­piu. Mo­żesz?

– Mogę.

Mil­cze­li długo. Wresz­cie To­masz spy­tał z wy­sił­kiem.

– Wró­cisz?

– Wrócę. Jeśli będę mogła… Jeśli będę żyła – po­pra­wi­ła się po chwi­li szep­tem tak ci­chym, że chyba tego nie do­sły­szał.

 

Los An­ge­les, 07.10.19.. „Dokąd zmie­rzasz, Prze­mia­no?” – re­por­taż z Pań­stwa za­miesz­czo­ny w ty­go­dni­ku „World Today” nr 41

 

Jeśli, Drogi Czy­tel­ni­ku, de­ner­wu­je Cię to, że za jeden numer na­sze­go pisma pła­cisz pięć do­lców, to wiedz, że gdy Ty czy­tasz go w swym cho­ler­nie wy­god­nym fo­te­lu mając na no­gach cho­ler­nie mięk­kie i cie­płe bam­bo­sze, ktoś dla Cie­bie nad­sta­wia tyłka w ja­kimś nie­ko­niecz­nie eg­zo­tycz­nym, ale czę­sto nie­bez­piecz­nym kraju – tak choć­by, jak ja to ro­bi­łem w Pań­stwie.

Dzi­wisz się? Są­dzi­łeś za­pew­ne, że o ile za NUP-a pa­no­wał tam krwa­wy ter­ror, to teraz jest wiel­ki ład i spra­wie­dli­wość? Też tak my­śla­łem przed wy­jaz­dem do Pań­stwa. I też mia­łem za złe na­sze­mu Pre­zy­den­to­wi, że jest tak dia­blo de­li­kat­ny, skoro nie chce otwar­cie pomóc re­be­lian­tom. Teraz jed­nak widzę, że wy­ka­zał sporo spry­tu, tego, co się na­zy­wa in­tu­icją po­li­tycz­ną. Ina­czej nie byłby zresz­tą pre­zy­den­tem, no nie?

Wy­lą­do­wa­łem w skwa­rze po­łu­dnia i od razu czar­ny Mer­ce­des uwiózł mnie w kie­run­ku cen­trum Nu­po­lis: mia­łem umó­wio­ne spo­tka­nie z całą ple­ja­dą ani­ma­to­rów Prze­mia­ny. Cze­ka­li na mnie – za­le­ży im na do­brym imie­niu, przy­naj­mniej w na­szym kraju. Roz­ma­wia­jąc z go­rą­co­gło­wy­mi po­wstań­ca­mi, któ­rzy nie zdą­ży­li jesz­cze zła­pać psy­chicz­nej rów­no­wa­gi po kar­ko­łom­nej jeź­dzie z pod­zie­mia do wy­kła­da­nych lu­stra­mi mar­mu­rów kom­nat Urzę­du Wy­ko­naw­cze­go, sły­sza­łem za­pew­nie­nia – z pew­no­ścią zresz­tą szcze­re – o tym, że nad­rzęd­nym celem Prze­mia­ny jest wpro­wa­dze­nie mo­de­lu de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej w stylu za­chod­nim. Opu­ściw­szy jed­nak ów im­po­nu­ją­cy pa­ła­cyk miesz­czą­cy dziś Sztab Prze­mia­ny, na­ła­do­wa­ny świe­tla­ny­mi per­spek­ty­wa­mi, jakie ma­lo­wa­li mi pełni wi­go­ru i en­tu­zja­zmu mło­dzi li­de­rzy No­we­go Po­rząd­ku, szyb­ko za­kosz­to­wa­łem zim­ne­go prysz­ni­ca na uli­cach, które oka­za­ły się być jesz­cze bar­dziej szare, jesz­cze bar­dziej smut­ne od tych, które pa­mię­tam sprzed lat pię­ciu, w cza­sie względ­nej nu­pow­skiej sta­bi­li­za­cji. Ko­lej­ki, pa­ni­ka, wy­ku­py­wa­nie to­wa­rów – to jesz­cze nie naj­gor­sze, choć po­twier­dza się stara praw­da, że sza­re­go oby­wa­te­la guzik ob­cho­dzą prze­mia­ny ustro­jów, sys­te­mów, czy jak je jesz­cze tam zwać. Pa­trzy on przede wszyst­kim na wła­sny tyłek (tu ra­czej brzuch). Kto wie, czy na tym wła­śnie nie prze­wio­zą się roz­en­tu­zja­zmo­wa­ni, lecz nie­opie­rze­ni jesz­cze, pełni ide­ałów po­li­tycz­ni przy­wód­cy Prze­mia­ny. Li­cząc na po­dob­ny do swego en­tu­zjazm tłu­mów, igno­ru­ją zu­peł­nie może nie cał­kiem mo­ral­nie jed­no­znacz­ną, lecz sku­tecz­ną so­cjo­tech­ni­kę.

Otę­pie­nie i ma­razm po­li­tycz­ny oby­wa­te­li Pań­stwa da­ły­by się jed­nak nie tylko wy­tłu­ma­czyć, ale i znieść. Naj­bar­dziej prze­ra­ża to, co uczy­nił z całym na­ro­dem (nie wy­łą­cza­jąc ak­tu­al­nej elity wła­dzy) wirus to­ta­li­ta­ry­zmu, sku­tecz­nie daw­ko­wa­ny przez obłą­kań­czy reżim NUP-a i jego po­przed­ni­ków. Wszy­scy widzą model de­mo­kra­cji przez krzy­we lu­stro kil­ku­dzie­się­cio­let­niej pa­to­lo­gii spo­łecz­nej, lub – w naj­lep­szym wy­pad­ku – przez cu­kier­ko­wy, lecz rów­nie nie­praw­dzi­wy pry­zmat mitów o kra­jach Za­cho­du, mitów roz­prze­strze­nia­ją­cych się pocz­tą pan­to­flo­wą, jako że za NUP-a mało komu uda­wa­ło się Za­chód zo­ba­czyć. Nie li­cząc, rzecz jasna słu­gu­sów re­żi­mu, ale ci – z oczy­wi­stych wzglę­dów – wo­le­li trzy­mać język za zę­ba­mi, jeśli już nie mu­sie­li – w ra­mach służ­bo­wych obo­wiąz­ków – pluć na za­chod­nią rze­czy­wi­stość.

Je­cha­łem do Pań­stwa pełen na­dziei i wiary. Wra­cam ze smut­kiem i za­trwo­że­niem. Wi­dzia­łem bo­wiem rze­czy prze­ra­ża­ją­ce. W samym daw­nym Nu­po­lis (trwa jesz­cze ple­bi­scyt na nową nazwę sto­li­cy) po­stron­ny ob­ser­wa­tor nie do­strze­że nic nie­po­ko­ją­ce­go, choć w rze­czy­wi­sto­ści dzie­ją się tam rze­czy dra­stycz­ne. Roz­pę­ta­na hi­ste­rycz­na na­gon­ka na Nu­pa­lie (zwane tu po­gar­dli­wie Nu­po­la­mi), dla któ­rych utwo­rzo­no spe­cjal­ne getta i obozy kon­cen­tra­cyj­ne, ma­ją­ca w miarę cy­wi­li­zo­wa­ny prze­bieg w sto­li­cy, na pro­win­cji (dokąd się uda­łem za nie­chęt­nym przy­zwo­le­niem wła­dzy) przy­bra­ła po­stać krwa­wej jatki, łań­cu­cha ma­ka­brycz­nych sa­mo­są­dów oraz po­ści­gów.

Wi­dzia­łem matki z uśmie­chem od­da­ją­ce swe dzie­ci na śmierć. Lecz sły­sza­łem też hi­ste­rycz­ny szloch tych, któ­rym od­bie­ra­no je siłą. Wi­dzia­łem gro­ma­dę dziar­skich sied­mio­lat­ków z za­wzię­to­ścią sfory psów ka­mie­nu­ją­cych swego ró­wie­śni­ka – Nu­po­la. Oraz star­szych, sto­ją­cych wokół w kręgu mil­czą­cej apro­ba­ty.

Oglą­da­łem osła­wio­ne „przy­ję­cie”: grupa odzia­nych w smo­kin­gi daw­nych funk­cjo­na­riu­szy znie­na­wi­dzo­ne­go re­żi­mu za sto­łem na­kry­tym śnież­no­bia­łym ob­ru­sem spo­ży­wa przy uży­ciu srebr­nych sztuć­ców i w akom­pa­nia­men­cie do­bo­ro­wej or­kie­stry wła­sne od­cho­dy, po­da­ne wy­kwint­nie na ta­ler­zach z mi­śnień­skiej por­ce­la­ny.

Wi­dzia­łem gwał­co­ne dziew­czyn­ki – Nu­pol­ki… okrop­no­ści ta­kich jest wię­cej, a wszyst­ko to od­by­wa się pod płasz­czy­kiem za­po­wie­dzia­ne­go w Pro­kla­ma­cji tzw. osta­tecz­ne­go roz­wią­za­nia pro­ble­mu Nu­po­li. Za­ga­dy­wa­ni o to przed­sta­wi­cie­le No­we­go Po­rząd­ku (wy­mu­si­łem na nich spo­tka­nie po po­wro­cie z pro­win­cji) za­pew­nia­ją, że wszyst­kie te wy­na­tu­rzo­ne wy­bry­ki, nie do unik­nię­cia w rwą­cym nur­cie prze­mian, są ści­ga­ne i z całą su­ro­wo­ścią prawa ka­ra­ne. Jak z tym jed­nak po­go­dzić fakt, że ilość tzw. grup in­ter­wen­cyj­nych ro­śnie jak grzy­by po desz­czu? Jeśli in­ten­cje wła­dzy w kwe­stii hu­ma­ni­tar­ne­go cha­rak­te­ru Prze­mia­ny są istot­nie szcze­re, to wy­pa­da stwier­dzić, że utra­ci­ła już ona kon­tro­lę nad sy­tu­acją.

Po­wsta­ją już grupy, któ­rych am­bi­cją jest przy­wró­ce­nie sta­re­go po­rząd­ku. I choć wła­dza na­zy­wa je kontr­re­wo­lu­cyj­ny­mi ban­da­mi zło­żo­ny­mi z pod­łych słu­gu­sów NUP-a, to jed­nak praw­da jest taka, że coraz wię­cej w nich ludzi dotąd nie­za­an­ga­żo­wa­nych, lecz uczci­wych, któ­rzy nie mogą bez­czyn­nie przy­glą­dać się spo­łecz­nej i mo­ral­nej de­gren­go­la­dzie na­ro­du. W po­czu­ciu bez­sil­no­ści wiążą się więc nawet z nie­do­bit­ka­mi sta­rej wła­dzy.

Krót­ki był okres, gdy nad Pań­stwem świe­ci­ło słoń­ce. Obec­nie znów zbie­ra­ją się ciem­ne chmu­ry. Czy wi­cher Prze­mia­ny zdoła je roz­pę­dzić? Czas po­ka­że.

 

Wio­ska Ma­sa­ra w okrę­gu Lost, 24.11.19..

 

Klarę obu­dzi­ło szcze­ka­nie psa. Drżąc z zimna zwlo­kła się z łóżka i po­czła­pa­ła w kie­run­ku west­fal­ki. Było już cał­kiem ciem­no, a o szyb­ki ma­łych okien gó­ral­skie­go domku roz­bi­ja­ły się ze smut­nym pac pac cięż­kie kro­ple je­sien­ne­go desz­czu.

Po­ru­szy­ła na oślep po­grze­ba­czem w pra­wie wy­ga­słym piecu. Do­pie­ro gdy do­rzu­ci­ła kilka su­chych szy­szek, ogień strze­lił ja­snym, żywym pło­mie­niem, oświe­tla­jąc jej zmę­czo­ną, przed­wcze­śnie po­sta­rza­łą twarz. Zmru­ży­ła od­ru­cho­wo oczy, od­szu­ka­ła lampę naf­to­wą i za­pa­li­ła ją, sta­ran­nie do­bie­ra­jąc wiel­kość pło­mie­nia. Nafty było mało i mimo moc­nych pa­pie­rów, jakie mogła przed­sta­wić w Tym­cza­so­wym Gmin­nym Ko­mi­te­cie Prze­mia­ny nie uda­wa­ło się za­ła­twić wię­cej. Po pro­stu nie mieli.

Na­peł­ni­ła czaj­nik wodą i po­sta­wi­ła go na fa­jer­kach. Pies uja­dał coraz za­pal­czy­wiej, wzię­ła więc la­tar­kę i, na­rzu­ciw­szy na ra­mio­na koc, wy­szła na po­dwó­rze. Uwią­za­ny na krót­kim łań­cu­chu kun­del mio­tał się w kie­run­ku sto­do­ły, bez­sku­tecz­nie usi­łu­jąc ze­rwać więzy. Uci­szy­ła go i pchnę­ła zbite z desek drzwi. Snop świa­tła omiótł małą prze­strzeń. Miała już wyjść, gdy kątem oka do­strze­gła jakiś ruch. Po­świe­ci­ła do­kład­niej: w ster­cie siecz­ki, którą przy­go­to­wał dla jej wy­chu­dzo­nej krowy zacny są­siad Józef, ktoś sie­dział. Po­de­szła bli­żej, roz­gar­nia­jąc nogą paszę. Uj­rza­ła naj­pierw znisz­czo­ny, ubło­co­ny bucik, potem całą nogę w po­szar­pa­nej no­gaw­ce spodni.

– Wstań.

Z siecz­ki wy­gra­mo­lił się, drżąc i po­chli­pu­jąc, chło­piec. Mógł mieć pięć, może sześć lat.

– Skąd się tu wzią­łeś?

Chło­piec pa­trzył wzro­kiem peł­nym stra­chu i po­cią­gał raz po raz nosem. Drob­ne ka­wał­ki słomy i ko­ni­czy­ny nie­chęt­nie od­ry­wa­ły się od mo­kre­go ubra­nia.

– Boże, jakiś ty mokry. Prze­zię­bisz się. Chodź.

Wy­cią­gnę­ła dłoń, lecz chło­piec tar­gnął się w kie­run­ku drzwi. Chwy­ci­ła go mocno za rękę i po­pro­wa­dzi­ła do domu.

Chło­piec pił her­ba­tę, sior­biąc gło­śno. Zgra­bia­łe ręce ła­ko­mie po­ły­ka­ły cie­pło kubka. Klara przy­glą­da­ła się małej, umę­czo­nej twa­rzycz­ce, w któ­rej do­mi­no­wa­ły sze­ro­ko otwar­te, cią­gle wy­stra­szo­ne oczy.

– Więc nie chcesz nic po­wie­dzieć? – powiedziała powoli, ­ki­wa­jąc głową. – Ro­zu­miem. Nu­po­lek.

Na dźwięk tego słowa chło­piec skur­czył się nagle i upu­ścił kubek. Her­ba­ta po­la­ła się cien­ką struż­ką po stole, po­cie­kła mu na spodnie, lecz on sie­dział bez ruchu, wpa­tru­jąc się w Klarę prze­ra­żo­ny­mi ocza­mi. Wsta­ła, wy­tar­ła stół, spodnie i usia­dła na po­wrót, opie­ra­jąc głowę na sple­cio­nych dło­niach.

– Co ja mam z tobą zro­bić – wes­tchnę­ła. – Skąd się tu wzią­łeś u dia­bła?

– Mama… – Chło­piec pró­bo­wał mówić, lecz strach i łzy nie po­zwa­la­ły.

– Mama? Gdzie jest twoja mama?

– Tam. – Wska­zał głową w kie­run­ku drzwi. – Zo­sta­ła… Nie mogła. .. ka­za­ła mi… ucie­kać… – Znów drżał. – Na pewno ją … zła­pa­li…

– Zła­pa­li?

– Tak… Go­ni­li nas. – Otarł rę­ka­wem łzy, two­rząc na po­licz­ku błot­ni­stą smugę. Kun­del ode­zwał się znów, lecz jakoś ina­czej niż przed­tem. Sły­sząc to, chło­piec sku­lił się jesz­cze bar­dziej. Drżał jak w fe­brze. Klara otwo­rzy­ła drzwi.

– Cicho – fuk­nę­ła na psa.

Słu­cha­ła chwi­lę. Z od­da­li, jakby na po­twier­dze­nie słów chłop­ca do­cho­dzi­ła wrza­wa i ja­zgot psów.

– “Idą jego śla­da­mi. Nie­do­brze” – po­my­śla­ła.

Za­mknę­ła drzwi.

– Szyb­ko. Scho­wasz się tutaj – otwo­rzy­ła skryt­kę na wa­rzy­wa pod pod­ło­gą. – Tylko siedź cicho, bo…

Wrza­wę sły­chać było coraz gło­śniej. Pogoń wy­raź­nie zmie­rza­ła w kie­run­ku jej chat­ki. Przez okno do­strze­gła ognie po­chod­ni. Mi­nę­ło kilka minut, dłu­gich i mroź­nych jak zi­mo­wa noc. Cze­ka­ła, ner­wo­wo wy­ła­mu­jąc palce. Wresz­cie roz­legł się łomot do drzwi.

– Otwie­rać! W imię No­we­go Po­rząd­ku otwie­rać!

Zwle­ka­ła chwi­lę, po czym otwo­rzy­ła drzwi. Wy­szła na we­ran­dę, zmu­sza­jąc tym tłusz­czę do cof­nię­cia się. Kilka tu­zi­nów oczu wpa­try­wa­ło się w nią z jakąś za­ja­dłą, dziką de­ter­mi­na­cją.

– Szu­ka­my zbie­ga, Nu­po­la. Idzie­my jego śla­dem. Chce­my prze­szu­kać obej­ście i dom.

– Ni­ko­go tu nie ma.

Głos Klary był spo­koj­ny i sta­now­czy.

– Wpu­ścisz nas albo wej­dzie­my siłą. Re­pre­zen­tu­ję okrę­go­we wła­dze No­we­go Po­rząd­ku. Mam pełne upraw­nie­nia…

– Tym­cza­so­we wła­dze – po­pra­wi­ła z na­ci­skiem Klara. – A tu nie masz pan żad­nych upraw­nień.

– Kpisz sobie ko­bie­ci­no – wark­nął przy­wód­ca.

– Nie pa­tycz­kuj się z babą – roz­le­gły się głosy. – Deszcz leje, wcho­dzi­my do środ­ka.

– Stać! – krzyk­nę­ła Klara. Lu­dzie cof­nę­li się za­sko­cze­ni. – Nie wie­cie sza­racz­ki z kim roz­ma­wia­cie – się­gnę­ła do kie­sze­ni swe­tra, wy­cią­ga­jąc do­ku­men­ty. Przy­wód­ca zła­pał je i oglą­dał chwi­lę w świe­tle po­chod­ni, po czym oddał Kla­rze peł­nym sza­cun­ku ge­stem.

– Prze­pra­sza­my panią. Skąd mo­gli­by­śmy wie­dzieć? Lecz ślady pro­wa­dzą tutaj, psy nie mogą się mylić, zo­ba­czy pani jak sza­le­ją. On musi gdzieś tu być…

– Psy sza­le­ją, bo moja suka ma ciecz­kę – od­pa­ro­wa­ła Klara. – Gdy ją po­czu­ły, gdzieś miały wasz trop. Patrz pan: ona też ujada jak wście­kła.

– Tak… pew­nie tak. Jesz­cze raz prze­pra­sza­my za naj­ście. Prze­szu­ka­my po­now­nie teren, gdzie zła­pa­li­śmy jego matkę.

– Matkę? Co­ście z nią zro­bi­li?

– Jak to co. Wia­do­mo! – Przy­wód­ca wy­ko­nał cha­rak­te­ry­stycz­ny ruch ukrę­ca­nia głowy.

Roz­le­gły się śmie­chy apro­ba­ty.

– Tak bez sądu?

– Sami je­ste­śmy sądem. Nasza je­dy­na szan­sa to sta­now­czość i szyb­kość. I w tym je­ste­śmy do­brzy.

– Nie wąt­pię. Wie pan, jak się na­zy­wa­ją takie dzia­ła­nia w kra­jach cy­wi­li­zo­wa­nych? Lincz. Do­nio­sę mę­żo­wi o wa­szej dzia­łal­no­ści.

– Prze­cież my w do­brej wie­rze… w słusz­nej spra­wie…

– Wiem, wiem. W imię No­we­go Po­rząd­ku. Że­gnam.

Za­mknę­ła drzwi i opar­ła się o nie, od­dy­cha­jąc głę­bo­ko. Dzię­ko­wa­ła Bogu, że przy­wód­cy nie przy­szło do głowy spraw­dzić płci jej psa. Od­szu­ka­ła pa­pie­ro­sy, za­pa­li­ła, za­cią­ga­jąc się mocno. Pogoń od­da­la­ła się. We­szła do iżby. Od­rzu­ci­ła chod­nik i pod­nio­sła klapę.

– Wyłaź. Już w po­rząd­ku.

Chło­piec wy­gra­mo­lił się ze skryt­ki. Było jej go­rą­co, więc na po­wrót otwo­rzy­ła drzwi. Malec, jakby opacz­nie zro­zu­miaw­szy ten gest, przy­warł nagle do jej nogi. Przy­tu­li­ła go do bio­dra, pa­trząc w kie­run­ku cich­ną­ce­go zgieł­ku i szcze­ka­nia psów.

Koniec

Komentarze

No cóż, Tsole, opowiadanie niewątpliwie robi wrażenie.

Przez przemówienie Wyraziciela brnęłam z trudem, pełna obaw, że całe opowiadanie jest napisane w podobny sposób. Na szczęście obawy okazały się nieuzasadnione, a dalsze wypadki na tyle zatrzymały moją uwagę, że czytałam z coraz większym zainteresowaniem i tylko opisywane zdarzenia powstrzymują mnie przed dodaniem, że także z przyjemnością.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia – raziło mnie nadużywanie wielkich liter, zwłaszcza w przemówieniach, fragmentach konferencji prasowej i w doniesieniach dzienników radiowych. Interpunkcja też mogłaby być lepsza.

 

jak koń­czą się re­wo­lu­cje oba­la­ją­ce dyk­ta­to­ra – krwio­pij­cę ―> …jak koń­czą się re­wo­lu­cje oba­la­ją­ce dyk­ta­to­ra-krwio­pij­cę

 

rzuciła się na wznak, wtulając głowę w poduszkę. Tomasz patrzył bezsilne na jej zgarbione plecy wstrząsane raz po raz spazmami. ―> Skoro leżała na wznak, nie mogła mieć zgarbionych pleców, a Tomasz nie mógł ich widzieć.

 

mo­ral­nej de­gron­go­la­dzie na­ro­du. ―> …mo­ral­nej de­gren­go­la­dzie na­ro­du.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję Reg za przeczytanie i opinię. Cieszy mnie, że opowiadanie Cię wciągnęło i dało jakąś czytelniczą satysfakcję mimo odpychającego początku i rażącego dziś stylu retro, obecnego tu także w regułach pisania. Co do wielkich liter to zawsze będzie dla mnie dylemat. Np. te w przemówieniu – dotyczą głównie nazw instytucji i organizacji i muszą być pisane z dużej litery, zwłaszcza że mamy do czynienia z przedrukiem. Nie wyobrażam sobie, żeby Trybuna Ludu z tamtych lat, drukując przemówienie Rakowskiego, użyła zapisu “towarzysze!” czy “polska zjednoczona partia robotnicza”. Podobnie jest w relacji z konferencji prasowej, gdzie mówi się o “Centralnej Kartotece Państwa”, sygnalizując dużymi literami że chodzi o instytucję. Nawet dziś, pisząc relację z wywiadu nie napisałbym “najwyższa izba kontroli”. W sumie to dziś polszczyzna jest dla mnie chińszczyzną :) Gdy uczyłem się polskiego można było pisać “w 1410 roku” nawet jeśli było to w dialogu.

A kulawa interpunkcja to mój trade mark :)))

Droga poprawka jak najbardziej słuszna, dałem plamy z tym “na wznak” :)

No i cuś mało tych uwag, chyba traktujesz mnie po macoszemu Reg? :)

Dziękuję też za klika i serdecznie pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo proszę, Tsole. :)

Poprawek jest niewiele, bo skoro opublikowałeś opowiadanie w pierwotnym kształcie, uznałam że nie będę działać wbrew Twojej woli i uszczęśliwiać Cię na siłę. Nie wiem, jaki zapis przemówień obowiązywał w ówczesnej Trybunie, bo jej nie czytywałam, ale zakładam, że możesz mieć rację. ;)

Pozdrawiam i mam nadzieję, że inni czytelnicy również docenią Nupoli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tsole, opowiadanie jest niewątpliwie dobre. Struktura, zróżnicowany sposób narracji, świat, i wreszcie jednostka. Napisane dla mnie „bez pudła”. Takie chciałabym czytać opowiadania i… chcę innego sztafażu oraz problemu. Hm, może to nie chodzi o problem, bardziej o zogniskowanie go na tym właśnie aspekcie.

Pisaniem sprawiłeś, że wciągnęło mnie, jednak pozostałam obojętna. Nie przed takimi wyborami staję i chyba będę stawała. Dla mnie biologia śpi, może to tylko drzemka, nie wiem, ale nie sądzę.

Biblioteka dla mnie naturalna:), tak jak zgłoszenie do piórka za styl i ponieważ jestem ciekawa komentarzy.

pzd srd:) a

 

Edit: Zastanawiam się, które sceny są dla mnie najmocniejsze. Chyba ta z dziennikarzem i ponownym zbliżeniem. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, bardzo Ci dziękuję za komentarz i kliki. A także – paradoksalnie – za wyznanie “jednak pozostałam obojętna”. Rzeczywiście, to nie nasza rzeczywistość i nie nasze wybory. I trzeba się tylko modlić (każdy do tego, w kogo wierzy) żeby już tak zostało.

Co do wyboru scen “najmocniejszych” to nie jestem zaskoczony.

Serdeczności odwzajemniam :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Podobnie jak Asylum, opowiadanie mnie wciągnęło, a nawet trochę zaangażowało w przeżycia bohaterów. Na plus forma, te przemówienia, materiały telewizyjne, wywiady, artykuły, przeplatane tradycyjną akcją dobrze się komponują. Wrażenie trochę psuje niewielka oryginalność przedstawionych wizji (i wydaje mi się, że nie można jej całkowicie wytłumaczyć wiekiem tekstu), bo motywy hodowli ludzi (choć przyznam, ta jest wyjątkowo bezsensowna i megalomańska), obojętności świata na cierpienia ludzkie gdzieśtamgdzieśtam i rosnących ponownie murów po obaleniu starych pojawiają się w literaturze nie raz i nie dwa. Niemniej, tekst bez wątpienia zasługuje na bibliotekę, gdzie też pędzę go zgłosić.

Mą wątpliwość wzbudziło tak łatwe obalenie NUPa przez opozycję, mającą wcześniej, jak rozumiem, naturę dość efemeryczną i marginalną. Oczywiście można to tłumaczyć poparciem wojska, ale w takim razie nie powinno być opisanej później anarchii, bo jednak pewnym firmowym znakiem dyktatur wojskowych jest utrzymywanie porządku (choć pewnie można by znaleźć wyjątki).

 

Likwidacja schedy absurdalnego reżimu, który wpędził nas w ponurą koleinę historii na okres ponad czterdzieści lat

Dobrze wiesz, że z twojej inicjatywy. To ty rzuciłaś pomysł. A że nie chcesz się osobiście angażować w prace Komitetu, wymusiłaś na mnie… Nie pamiętasz? Tego, że od początku miałem obiekcje też nie?

Troszkę pretensjonalny infodump.

Światowider: Bardzo dziękuję za wizytę, ciekawy komentarz i klika.

Co do oryginalności pomysłu, to przyznam, że się w tej kategorii ścigać nie zamierzałem; z pewnością w wymiarze globalnym podobne pomysły się pojawiały, choć warunki do monitorowania tematu były trudniejsze niż obecnie (była żelazna kurtyna, nie było netu). W przesłaniu chodziło mi nie tyle o hodowlę ludzi, ile o “efekt wahadła”: obalony drogą przewrotu totalitarny system przez “siły demokratyczne” przepoczwarza się w nowy totalitaryzm.

Z kolei zgadzam się, że owe “siły demokratyczne” (czyli opozycja) przedstawione są zbyt oszczędnie. Rozwinięcia domagałyby się także inne wątki – w tym celu musiałbym napisać powieść, lecz mój potencjał twórczy jest na to za mały (tym bardziej był taki w czasach gdy opowiadanie powstało)

Troszkę pretensjonalny infodump.

Mógłbyś bliżej wyjaśnić co masz na myśli?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Intrygujące. Może najbardziej moją uwagę przykuła psychologiczna historia Klary: najpierw ostry kontrast między nią a zmyśloną propagandową Gertrudą z filmu, potem jej reakcja na – nie oszukujmy się – gwałt, który ją spotkał, psychologiczny dystans do dziecka, nieumiejętnośc osobistego odnalezienia się po traumie i jednocześnie kariera polityczna oraz kolejne decyzje, dotyczące zarówno rodzonego, jak i potem cudzego dziecka. Bohaterka jest niejednoznaczna, nieoczywista i dlatego ciekawa. Za samą tę postac i jej historię klik do Biblioteki ode mnie.

Super, dziękuję za komentarz i klika! Trafiłaś mnie tym spostrzeżeniem w punkt. Klara jest jakby osią tego opowiadania. To właśnie w jej postaci ulokowałem w scenie końcowej moją nadzieję, że jednak jest w tej całej antropologii jakieś światełko w tunelu.

Kłaniam się z atencją :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

P.T. Czytelnikom proponuję zagadkę: kto pozował mi do wizerunku rzecznika prasowego Państwa?

:)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Kolejny bardzo dobry tekst Twojego autorstwa, który miałam okazję przeczytać :) Przede wszystkim świetnie nakreśliłeś postać Klary, po czym wrzuciłeś ją w szpony przepoczwarzającego się z jednego zła w drugie, politycznego monstrum, doskonale ukazując jej emocje i psychologiczne dylematy. Naprawdę robiące duże wrażenie opowiadanie. Ode mnie klik i zgłoszenie do piórka. Pozdrawiam serdecznie.

Katia, dzięki serdeczne! Tak przypuszczałem, że postać Klary i jej perypetii znajdzie uznanie w Twoich ocenach, bo wymagasz (także od siebie) by rysy psychologiczne bohaterów nie były płaskie i sztampowe. Cieszę się z tej oceny jak uczniak z piątki w dzienniczku :)

I pozdrawiam serdecznie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Znakomite opowiadanie, i nie za krótkie! Generalnie z powodu krótkości nie lubię tej formy czytać i nie potrafię pisać. Można by to w powieść rozwinąć. Postacie są autentycznie, chce się śledzić ich losy i ewolucje. Totalitaryzm dość ciekawy – widzę wątki munizmu (sekty Muna), dławiący, ale nie dość uzębiony. Rozpasanie rewolucyjne też przekonuje swoją aktualnością w świetle niedawnych majdanów. Fragmenty “dziennikarskie” są słabsze od narracji powieściowej, która mi się bardzo podoba. Jestem pod wrażeniem.

In maiorem Dei gloria!

Nikolzollern, dziękuję za wizytę, komentarz i uznanie. Też uważam, że temat ma potencjał na powieść, lecz dziś jest on już troszkę démodé (w latach kiedy to pisałem rządził Orwell a dziś?)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Mnie się zdaje, że nie jest démodé.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zgadzam się z Asylum. Totalitaryzm a’la 80 lata, może i jest nieco przestarzały, ale manipulacje rewolucyjne w drugiej części są wielce aktualne. Widać, co następuje po obaleniu “reżimów”.

In maiorem Dei gloria!

Wyraziłem się nieprecyzyjnie, bo bardziej miałem na myśli gatunek, nie temat. Gatunek political fiction dziś jest relatywnie mniej obecny w stosunku do lat PRL-u. Orwell wychodził u nas bezdebitowo, “Rok 1984” i “Folwark zwierzęcy” były hitami podziemnych wydawnictw. Na “legalnym” rynku natomiast królował Zajdel, który z powodzeniem robił aluzje do komunistycznych systemów totalitarnych, lecz robił to na fikcyjnych cywilizacjach i trudno było się cenzurze do tego przyczepić. Nie znam dzisiejszego twórcy, który w tym gatunku zdobyłby choć trochę podobnej popularności, no, ale ja słabo oczytany jestem :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

A  Atwood?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Masz na myśli “Opowieść podręcznej”? Jest z 1985 roku. Jak “Nupole” :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Przez początkową przemowę przebrnęłam z trudem, dalej czytałam z coraz większym zainteresowaniem. Podobały mi się zmiany tempa narracji, bardziej dynamicznej w historii Klary i zwalniającej we wstawkach politycznych. Udała Ci się stylizacja na depesze PAP-u i kroniki z PRL-u.

Moim zdaniem, największym atutem tego opowiadania jest warstwa emocjonalna. Czasem uczucia bohaterów są ledwie wyczuwalne, budowane przez niedopowiedzenia, w innych miejscach uderzają z ogromną siłą. Trudno przejść obojętnie wobec dramatu kobiety, która staje się jednocześnie ofiarą i katem.

Pomimo politycznego tła, tekst pozostaje aktualny również w innych realiach, chociaż przesłanie odczytałam jako dość pesymistyczne: transformacje nie przynoszą zmian, jeśli już, to na gorsze. W końcówce opowiadania miałam wrażenie, że nawiązujesz do II wojny. Podobnie, jak przy kwestii człowieczeństwa NUP-oli.

Jednym słowem: udany tekst, chociaż rozpoczęcie od długiej przemowy to ryzykowny krok, który może zniechęcić część czytelników.

 

Tak, mam na myśli “Opowieści podręcznej”, zostały odkopane przez serial i nie tylko;)

 

Edit: Dorzucę w gratisie trzy cykle YA, “Igrzyska śmierci”, “Więzień labiryntu” i “Zbuntowana”. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ANDO, dziękuję za odwiedziny i interesujący komentarz, który świadczy, że w wiekszości trafnie odczytałaś intencje autora.

Niezbyt fortunne rozpoczęcie jest efektem mojego braku doświadczenie (jest to jedno z pierwszych opowiadań).

Pozdrawiam i zapraszam do lektury innych tekstów (w większości odbiegających gatunkowo od tego, czyli hard SF).

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zajdlowate, chwilami interesujące (także jako spojrzenie wstecz na to, jak się kiedyś pisało i widziało świat), ale jak dla troszkę mnie za długie (może przez infodumpowy wstęp). Początek nużący – byłam o krok od rzucenia lektury, ale nie chciałam się narażać. Potem lekko przegadane, ale nie bardzo. Czysto literacko ciekawsze, moim skromnym zdaniem, od tych Twoich tekstów, które czytałam (a czytałam może połowę tego, co tu wrzuciłeś) – mniej toporne narracyjnie, bohaterowie lepiej zarysowani. Nie rzuciło mnie na kolana, nie przepadam za takimi kluczami, ale wolę od poprzednich ;) Aha, erotyka dla mnie niezbyt przekonująca, ale pod tym względem jestem koszmarnie wybredna (gorzej niż z poezją) i rzadko cokolwiek naprawdę do mnie trafia, zazwyczaj czuję zażenowanie. A już szczególnie mam problem z opisami doznań kobiecych przez facetów, bo wydają mi się one projekcją męskich wyobrażeń i pragnień i tu właśnie tak jest. Na dodatek w tej scenie mieszasz punkty widzenia i robi się chaos.

 

Jest sporo potknięć w zapisie dialogów, wypisuję tylko kilka, które kopiowałam sobie od razu:

– Chciałem… ee… zająknął się – chciałem złożyć meldunek – wyrzucił prędko.

→ – Chciałem… ee… – Zająknął się. – Chciałem złożyć meldunek – wyrzucił prędko.

 

– Rozumiem, rozumiem. Oczywiście, zgłoszę się, to jasne… ale myślałem, że skoro już odkryłem tę kryjówkę… zresztą… jeśli pan nie chce, pójdę gdzie indziej – zawiesił głos.

→ – Rozumiem, rozumiem. Oczywiście, zgłoszę się, to jasne… ale myślałem, że skoro już odkryłem tę kryjówkę… zresztą… jeśli pan nie chce, pójdę gdzie indziej. – Zawiesił głos.

 

– Proszę się nie martwić, nie zapomnę. A teraz już naprawdę do widzenia[+.] – Tomasz z trudem ukrywał wściekłość.

– Zaraz[+,] bratku[+./…/!] – Leon zawrócił od drzwi.

Tu masz kilka możliwości, ale na końcu pierwszej części wypowiedzi musi być jakiś znak interpunkcyjny

 

– I ty mówisz: nic takiego – pokiwał głową.

→ – I ty mówisz: nic takiego[+./…] – Pokiwał głową.

 

Jeśli czujesz – nieważne z jakich powodów – niechęć, wstręt do mnie…

Lepiej jest unikać półpauz w obrębie wypowiedzi i zachować je dla oddzielania didaskaliów – tak, jak jest, robi się zamieszanie.

 

– Tak, wiem – rozszlochała się.

→ – Tak, wiem. – Rozszlochała się.

 

– Więc nie chcesz nic powiedzieć? – pokiwała głową.

→ – Więc nie chcesz nic powiedzieć? – Pokiwała głową.

 

– Mama… – chłopiec próbował mówić, lecz strach i łzy nie pozwalały.

→ – Mama… – Chłopiec próbował mówić, lecz strach i łzy nie pozwalały.

 

– Tam – wskazał głową w kierunku drzwi. – Została… Nie mogła. .. kazała mi… uciekać… – znów drżał. – Na pewno ją … złapali…

→ – Tam. – Wskazał głową w kierunku drzwi. – Została… Nie mogła. .. kazała mi… uciekać… – Znów drżał. – Na pewno ją … złapali…

 

– Jak to co. Wiadomo – przywódca wykonał charakterystyczny ruch ukręcania głowy.

→ – Jak to co. Wiadomo. – Przywódca wykonał charakterystyczny ruch ukręcania głowy.

(nawiasem mówiąc, następne zdanie powinno być od nowego akapitu)

 

Takich błędów jest pewnie więcej, spróbuj je wyłapać sam.

 

– Idą jego śladami. Niedobrze – pomyślała.

Zapis myśli powinien być odmienny od zapisu dialogów. Tu na portalu preferowany jest cudzysłów z półpauzami, ale kursywa też się sprawdza i nikt za nią gonić nie będzie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mógłbyś bliżej wyjaśnić co masz na myśli?

Chodzi o to, iż odniosłem wrażenie, że ten fragment dialogu jest wyłącznie po to, by przekazać informację czytelnikowi i przez to wygląda nienaturalnie. Generalnie wszystkie zagrywki w stylu “Nie pamiętasz?” są dość ryzykowne, bo o ile drugi rozmówca nie ma sklerozy, to raczej nie trzeba mu przypominać co sam niedawno mówił/robił (chyba że celowo udaje niepamięć, ale w tym wypadku nie mamy raczej takiej sytuacji). Choć z drugiej strony teraz przeczytałem sobie to zdanie jeszcze raz i być może za bardzo się go czepiłem ;)

Drakaino, chyba jesteś zbyt restrykcyjna z zapisem. Głowę bym dała sobie uciąć, że niektóre z podanych przykładów są dopuszczalne, czasami superpoprawność gorzej wygląda oraz zdania są podzielone, zwłaszcza jeśli autor jest konsekwentny. Odnoszę też wrażenie, że część reguł dopiero się klaruje. Może nie mam racji, sprawdzę.

Wydrukuję kilka poradników, zwłaszcza dotyczących dialogów i myśli, bowiem porównywanie na telefonie niewiele daje. Na nim nie potrafię tego "ogarnąć", zwłaszcza przypadków subtelnych: atrybucje dialogowe wewnątrz wypowiedzi, narracja przy dialogu, didaskalia dialogowe.

W każdym razie zmobilizowałaś  mnie do uporządkowania tej sprawy, na tyle, na ile jest to dla mnie możliwe :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, czasem didaskalium niepaszczowe jest z małej litery, owszem, ale tylko jeśli jest bardzo wyraźnym wtrąceniem. A tu chyba nie przytoczyłam żadnego takiego przykładu. Gdyby autor bardzo chciał, to niektóre przypadki można przerobić inaczej, np.

 

– Tak, wiem – rozszlochała się.

– Tak, wiem – powiedziała z płaczem/ze szlochem/ powiedziała i rozszlochała się.

 

I mnóstwo innych możliwości. Ale szloch to nie jest mówienie czegokolwiek.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Na wstępie chciałbym prosić o wybaczenie mi wszelkich potknięć i niedociągnięć[+,] jakie mogą mieć miejsce podczas tego wystąpienia.

Dlatego zainicjowaliśmy projekt pod nazwą „Żywy Pomnik”[+,] który zakładał powielanie NUP-a metodami klonowania.

– Panikujesz[+,] Klaro.

– Jakie dziecko.

Jakie dziecko?

Polska zbyt wiele wycierpiała w toku swych dramatycznych dziejów,

Wydaje mi się, że wszędzie piszesz po prostu “Państwo”.

– Chodź[+,] mały.

– Zaraz[+,] bratku

– Złapali? – Tak… Gonili nas – otarł rękawem łzy, tworząc na policzku błotnistą smugę.

To wypowiedzi dwóch osób.

– Kpisz sobie[+,] kobiecino

– Nie wiecie[+,] szaraczki[+,] z kim rozmawiacie

Bardzo fajne opowiadanie, wciągające i niepokojące. Postać Klary świetna, choć przyznaję, że jej zachowanie w końcówce było do przewidzenia, a wcześniejsze “kłucie w okolicy serca”, gdy dziecko mówi “mamo” bardzo takie… no, nie podobało mi się. I w zasadzie to jest jedyna rzecz, która mi się nie podobała (poza, oczywiście, problemem z przecinkami – przy wołaczach są zawsze!).

W skrócie: dobrze mi się czytało, podobało mi się, fajne, polecam ;)))

Znam tylko pięć liter ;)

Drakaino, dziękuję za wizytę i komentarz, czuję się zaszczycony, gdybym wiedział, obejście bym wysprzątał! :)

Pozwól, że odniosę się do niektórych kwestii.

Początek nużący

Staram się zrozumieć tutejszą alergię na infodumpy (w czasach gdy opko powstało takowej nie pamiętam), lecz nie tyle o infodump tu chodzi ile o wykreowanie tego specyficznego klimatu (by nie rzec smrodku) typowego dla kultury politycznej w systemach totalitarnych. Jedną z jej cech były wiernopoddańcze, tasiemcowe oracje na wiecach, akademiach, czy podczas obrad atrapowych parlamentów, które cechował patetyczny i nierzadko kwiecisty styl. Politycy ścigali się w ich długości (ponoć rekordzistą był Fidel Castro, ale i nasz tow. Wiesław sroce spod ogona nie wypadł). Klimat ten miał w założeniu wpływać na odbiór całości.

byłam o krok od rzucenia lektury, ale nie chciałam się narażać.

narażać???? Na co, jeśli wolno spytać?

erotyka dla mnie niezbyt przekonująca, ale pod tym względem jestem koszmarnie wybredna (gorzej niż z poezją)

Odsłaniasz swoje kolejne oblicze! Po “grammar nazi”, “poetry nazi” okazuje się, ze jesteś też “erotic nazi” :) Strach pomyśleć o ekstrapolacji. Ponieważ “zazwyczaj czujesz zażenowanie”, nie będę drążył tematu, by nie narażać Cię na dyskomfort, powiem tylko, że zasięgałem też opinii znajomego seksuologa.

w tej scenie mieszasz punkty widzenia i robi się chaos

Będę wdzięczny za wskazanie konkretów, bo nie mogę znaleźć.

 

Uwagi dot. potknięć w zapisie dialogów wprowadzę, choć mam w tej kwestii zdanie podobne do wyrażonego przez Asylum. Ta dyktatura “grammar nazi” kojarzy mi się z liczeniem diabłów na główce szpilki czy pomiarami krzywizny banana.

 

Asylum, Twoja deklaracja “uporządkowania tej sprawy” wzbudziła we mnie pewne nadzieje; będę czekał z niecierpliwością :)

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Anet: Dziękuję za komentarz, łapankę i przychylną opinię popartą klikiem. Bardzo to miłe :)

Przyznam, że mnie też nie podobała się Klara czująca “kłucie w okolicy serca”, gdy dziecko mówi “mamo”, tak jak nie podobają mi się kobiety mówiące że płód to tylko zlepek komórek. Ale właśnie tamta Klara nie zapowiadała tej Klary w końcówce, więc chyba jednak powinnaś być zaskoczona :)

Serdeczności!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

O, nie. To jest właśnie ten moment, w którym wiadomo już na pewno, jak się historia potoczy, że jakimś dzieckiem się zaopiekuje/uratuje lub coś w tym stylu. Po prostu jest zbyt… patetycznie. Nie umiem w tej chwili inaczej tego określić. To jest moment, w którym widać, że sytuacja się zmieniła (nie: zmienia), że już jest inaczej i to “inaczej” da wyraz w czynach. Tak to widzę.

Znam tylko pięć liter ;)

Rzeczywiście jest taki moment, w którym zdecydowałem o “nawróceniu” Klary: ten, w którym prosi męża o ostatnią szansę.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dla mnie tym momentem jest “kłucie” ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Mogą być jeszcze “dwie spłoszone łzy” :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Chyba niewiele to by zmieniło ;)

Znam tylko pięć liter ;)

narażać???? Na co, jeśli wolno spytać?

Na zarzut, że nie czytam Twoich tekstów :P Jak pokazuje dalszy ciąg odpowiedzi, nie odpuścisz mi tego “nazi”, choć “grammar nazi” akurat nie jestem. I “erotic nazi” też nie pasuje, bo w tym przypadku jest to kwestia li i tylko mojej osobistej wrażliwości i preferencji w kwestii takich opisów, a nie reguł.

 

powiem tylko, że zasięgałem też opinii znajomego seksuologa.

Podziwiam, ale co to ma do opisu literackiego? Nie chodzi o prawdziwość odczuć, ale o sposób ich opisania, o coś nieuchwytnego, co mi akurat nie pasuje. Mam do tego święte prawo, ale zauważyłam, że jesteś bardzo czuły na to, że komuś się najzwyczajniej nie podoba Twój styl pisania i nie akceptujesz tego, usiłując przytaczać racjonalne argumenty na rzecz tego, że jest poprawnie, więc powinno się podobać. (Nawet jak już bardziej pochwaliłam, to jednak niefajnie, że coś się nie podobało, bo powinno wszystko.) To tak nie działa w przypadku literatury, sztuki, muzyki. Po prostu nadajesz na innych falach literackich, ale masz powód do radości, że mnóstwo osób nominuje kolejne teksty do piórek, możesz więc przyjąć na klatę, że są też czytelnicy, którym akurat Twój styl nie pasuje. I żadne racjonalne argumenty tego nie zmienią, a już zwłaszcza argumenty w rodzaju “konsultowałem ze specjalistą”.

 

Skądinąd odpowiedzią na kwestię infodumpu też pokazujesz, że mamy kompletnie odmienną wizję literatury. Chcesz oddać atmosferę totalitaryzmów (pamiętam PRL, wiem co nieco o totalitaryzmach z racji wykształcenia) poprzez długaśne przemowy… Ale to jest okropnie nieliterackie, a dawanie czegoś takiego na początek naraża właśnie na zarzut, że się dłuży. W środku byłoby bardziej znośne. Napisane inaczej byłoby znacznie lepsze – bez przytaczania dużego kawałka, ale z pokazaniem nudy poprzez reakcje bohaterów. To są środki literackie, charakterystyka pośrednia może dotyczyć także sytuacji, nie tylko postaci. I ja tego “wprost” nie kupuję, tej takiej publicystycznej formy literatury, jaką prezentujesz. Pozbawionej zabiegów formalnych, pozbawionej świadomości albo wyczucia, czym jest literatura jako sztuka. Niektórzy lubią Zajdla, inni niekoniecznie (doceniam jego wkład w rozwój polskiej fantastyki, ale uważam za słabego literacko pisarza). I nie ma się co o to rzucać, gusta są różne jak ludzie są różni, a różnorodność jest dobra.

 

czuję się zaszczycony, gdybym wiedział, obejście bym wysprzątał!

Celowo zaczęłam od merytorycznych uwag, bo prawdę mówiąc po przeczytaniu tego miałam ochotę nie odpowiadać. Jestem komentatorką jak każdy inny, tylko tak się składa, że nie zachwyconą Twoją twórczością, nie musisz z tego powodu okazywać bezinteresownej złośliwości.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Gdyby nie zachęta w przedmowie, że trzeba przebrnąć przez początek to różnie to mogło być z moją cierpliwością. Rozumiem, że to buduje pewne tło, ale może warto to zmienić?

 

W każdym razie całą resztę świetnie się czytało. Naprawdę bardzo udane opowiadanie.

 

Zdecydowanie spłoszone łzy jak dla mnie to ten moment “nawrócenia”.

Drakaino, z przykrością przyjąłem Twoją replikę. Nawet niewinny żarcik, mający w tle mój autentyczny szacunek do Ciebie jako wytrawnego znawcy i wymagającego czytelnika „kupujesz” jako złośliwość. Trudno w tym momencie nie rozłożyć bezradnie rąk. Podobnie po lekturze tego kuriozalnego fragmentu:

„za­uwa­ży­łam, że je­steś bar­dzo czuły na to, że komuś się naj­zwy­czaj­niej nie po­do­ba Twój styl pi­sa­nia i nie ak­cep­tu­jesz tego, usi­łu­jąc przy­ta­czać ra­cjo­nal­ne ar­gu­men­ty na rzecz tego, że jest po­praw­nie, więc po­win­no się po­do­bać.”

Doprawdy nie wiem, skąd wyciągnęłaś taki wniosek. Mam pełną świadomość, że nie wszystkim może mój styl odpowiadać, więcej – wielokrotnie dawałem do zrozumienia, że literat ze mnie kiepski i zwyczajnie nie jestem w stanie podołać wymaganiom co wytrawniejszych czytelników. Na podparcie tego oświadczenia zacytuję fragmenty odpowiedzi do Twojego komentarza w „Fideinie”.

„A literat ze mnie kiepski, mam tego świadomość i Twoją ocenę przyjmuję z pokorą.”

„Nie jestem zbyt dobry w konstrukcji akcji, ale akurat uważam, że w “Fideinie” jest jej w sam raz. Oczywiście, szanuję każdy pogląd. ”

 

Odpowiedź do Naz pod Jej komentarzem w „Fideinie”:

Przykro mi, że w swych opowiadaniach nie sięgam poziomu który dałby Ci satysfakcję. Ale cóż: jedyną odpowiedzią z mojej strony może tu być mądrość ludowa, która dawno zamknęła istotę rzeczy w powiedzonku: „wyżej pępka nie podskoczysz”.

 

Odpowiedź do Światowider w komentarzu pod „Nupolami”:

Z kolei zgadzam się, że owe “siły demokratyczne” (czyli opozycja) przedstawione są zbyt oszczędnie. Rozwinięcia domagałyby się także inne wątki – w tym celu musiałbym napisać powieść, lecz mój potencjał twórczy jest na to za mały (tym bardziej był taki w czasach gdy opowiadanie powstało).

 

Odpowiedź Rybakowi „Gwiazda Wieczorna”

Dziękuję, chyba masz rację, tekst nie jest zbytnio zbalansowany (…), lecz nie umiałem zdyscyplinować się pisząc, a gadulstwo to moja specjalność :)

 

Z drugiej strony staram się być do bólu uczciwy i sumienny. Tym, którzy mnie chwalą dziękuję (czasem wręcz próbuję zredukować zbyt pozytywny osąd) – np. Rybakowi w „Fideinie”:

Dziękuję rybaku, ale z geniuszem to już przesadzasz :) Lecz cieszę się, jeśli dobrze się bawisz!

 

Osobom, których komentarz sprowadza się do “nudne”, “nie zainteresowało mnie” odpowiadam z reguły “dziękuję za wizytę i komentarz”, nie podejmując polemiki, bo też nie ma z czym. Widać, takie osoby tej polemiki nie chcą, tylko pozostawiają subiektywne wrażenie nie podparte żadną argumentacją – umiem to uszanować (jak też zróżnicowane spektrum zainteresowań czytelników). Jeśli jednak komentarz zawiera elementy krytyczne, co do których mam inne zdanie, biorę go na klatę i reaguję racjonalną argumentacją. Tymczasem z Twojego wpisu wnioskuję, że „branie na klatę” polega na pochyleniu głowy, pokornym przyjęciu krytyki i jej akceptacji. Otóż oświadczam: owszem, przyjmuję krytykę do akceptacji, jeśli zostałem przekonany – znajdziesz w moich komentarzach wiele takich przypadków.  Oto jeden z nich: odpowiedź do kam_mod w „Fideinie”:

Z niektórymi uwagami się zgadzam, z innymi mniej– jak to w życiu. Np. ta jest znakomita:

bolesne uderzenie czytelnika w twarz kantem encyklopedii

Pięknie to ujęłaś :)

 

Odpowiedź do Chroscisko w Noosferze:

Nie wiem jak to skomentować, chyba tylko tak, że “z ust mi to wyjąłeś”, bo myślę o tym opowiadaniu bardzo podobnie. W szczególności tam, gdzie sugerujesz że “nie zaszkodziłoby rozwinąć nieco” – i to nie tylko kwestie obyczajowe, ale wiele innych wątków.

 

Odpowiedź do NWM w Noosferze

Zgadzam się z Tobą w kwestii tych infodumpów. Mam też świadomość tego, że dziś inne mody, inne atrakcje przyciągają czytelnika.

Czy dałoby się je lepiej wpleść w tekst?

Z pewnością, może nawet mnie by się udało, gdybym się lepiej przyłożył.

Ską­d­inąd od­po­wie­dzią na kwe­stię in­fo­dum­pu też po­ka­zu­jesz, że mamy kom­plet­nie od­mien­ną wizję li­te­ra­tu­ry.

Zapewne mamy, lecz w tym przypadku wchodził w grę jeszcze inny czynnik: moje mizerne doświadczenie („Nupole” to jedno z pierwszych moich opowiadań).

I nie ma się co o to rzucać, gusta są różne jak ludzie są różni, a różnorodność jest dobra.

Pełna zgoda w tym poglądzie.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

grzelulukas: Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz. Owszem, mam świadomość że ten początek jest dla czytelnika niefortunny, lecz jak napisałem w przedmowie, zdecydowałem się na prezentacji wersji oryginalnej.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nowa Fantastyka