- Opowiadanie: tsole - Ce plus czyli między Alfą i Omegą

Ce plus czyli między Alfą i Omegą

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ce plus czyli między Alfą i Omegą

Reg nie pierwszy raz leciał na tak duże odległości, nie pierwszy raz obserwował, jak tarcza Słońca malejąc, zamienia się w jaśniejący punkt coraz trudniej odróżnialny od innych gwiazd. Mimo to, jak za każdym razem, ogarnęła go niepohamowana tęsknota, której towarzyszył irracjonalny lęk wzbudzający pewność, że tak już zostanie, że powrót na Ziemię jest mrzonką, a ginące w mrowiu innych gwiazd Słońce pozostanie na zawsze małe, zimne i dalekie. Wiedział, dlaczego tak się dzieje; zjawisko to wyjaśnili już dawno psychologowie (figuruje w literaturze pod nazwą heliopatia), nie było więc czymś nieznanym, tajemniczym, a jednak to przykre wrażenie nie opuszczało go.

„Rozum swoje, demony swoje” – pomyślał i spojrzał na pulpit sterujący. Trwało odliczanie do „Punktu Alfa”. Została już tylko minuta. Świadomość tego wzbudziła w nim podniecenie, lecz trzeźwy umysł astronauty okiełznał je błyskawicznie. Heliopatia minęła, za to rosło napięcie. Potężniał głuchy grzmot silników, jego ton przechodził w jęk, a rakietę objęło leciutkie drże­nie. Reg nie czuł tego, skupiony obserwował sekwencję opalizujących liczb czasomierza zmierzających nieu­ch­ron­nie do zera. Ekrany pulpitu zmieniały swój kolor, przechodząc z czarnej i zimnej barwy kosmosu w intensywny fiolet, potem coraz jaskrawszą czerwień, porażającą żółć, wreszcie w zupełną, oślepiającą biel. W ślad za tym zmieniało swój wygląd wnętrze ra­kiety; przedmioty w purpurowej poś­wia­cie nikły wypierane przez jaśniejącą bia­łość. Lecz on nie widział na­wet jej, ogarniała go ziejąca ciemnością pustka. Chwilami miał nieodparte wraże­nie, że zniknął, roz­puścił się w tej ciemności, to znów czuł, że istnieje – wtedy otwierał oczy, lecz wciąż ogarniała go ciemność. Rozpuszczał się w niej ponownie i miał wrażenie, że cała jego świadomość rozlewa się po wszechświecie. Był wszędzie, na każdej planecie swego świata. Ogarniał nieskończoność świadomości, cierpiał z umierającymi, zażywał rozkoszy kochających, odkrywał nowe prawa, tworzył poematy, budował i burzył. Był Einsteinem, Archimedesem, Kopernikiem, był biednym pastuchem i jaśnie panem, był jaskiniowcem i cybernetykiem. Był każdym człowiekiem, lecz zarazem był sobą i nikim innym.

Nie wiedzieć kiedy i skąd przypełzło doń dołujące przeświadczenie bezsensu istnienia. Miał wrażenie, że cały świat osiadł w neuronach jego mózgu jak szarańcza. A raczej to nie świat osiadł w nim, tylko on był wszechświatem, rozpuścił w sobie galaktyki, układy gwiezdne, planety z zamieszkującymi je stworzeniami. Jego świadomość była jednym oceanem wszechrzeczy, czuł się wszechwiedzącym, bogiem. Próbował się wyodrębnić, lecz nie mógł. Czuł wstrętną, nieznośną lepkość bytu. Nie mógł tego znieść. Postanowił unicestwić się i szukał gorączkowo sposobu: przyszedł mu do głowy nóż, potem rewolwer i uświadomiwszy sobie nonsens tego pomysłu, zachłysnął się histerycznym śmiechem, który wstrząsnął wszystkimi atomami, planetami i galaktykami. „Coś musi istnieć, ale dlaczego akurat ja?” – pomyślał gorzko. Miotał się, przetrząsał wszystkie neurony swego mózgu, odkrywał wciąż nowe galaktyki, planety, nowe istoty szukające Prawdy. Wiedział, że jest jedną z nich, lecz czuł jednocześnie, że jest innym, tym, który tę Prawdę poznał, bo zrozumiał, że on, czyli cały realny wszechświat jest jednym wielkim kłamstwem. Słyszał niemal sadystyczny śmiech Stwórcy obserwującego jego rozpaczliwą szamotaninę, próby zrzucenia z siebie ciężaru przez Niego nałożonego, by móc potem opaść w nicość.

Wtedy wywęszył którymś zmysłem gdzieś poza sobą (chociaż przecież był wszystkim) świadomość drugą. Już nabrał przekonania, że jest ona taka sama jak on, czyli że jest również stworzonym światem, gdy wyczuł świadomość trzecią, czwartą, piątą… Szybko rosła ich ilość i gdy już stracił rachubę, zrozumiał, że to Oni, jego Stworzyciele! Więc nie jeden Bóg Ojciec, lecz wielu? „Sukces ma wielu ojców” – przypomniał sobie. Tylko co to za sukces: istnienie bez sensu? A co z sensem Ich istnienia? Może także są jednym wielkim kłamstwem? Może wszystko co istnieje jest kłamstwem, a sens ma wyłącznie bunt? Postanowił więc walczyć, całą siłą woli chciał zniweczyć ich wszystkich, aby w rezultacie zniszczyć także siebie, lecz zaintrygowały go Ich myśli. Odbierał je rozedrgane i rozmyte, ale jednak czytelne. Ojcowie byli wyraźnie czymś zaskoczeni! Zastanawiał się, co by to miało znaczyć, gdy przechwycił jakiś ostrzejszy strzęp myśli jednego z Nich i wtedy zrozumiał: Oni chcą usunąć z jego pamięci wszelkie wrażenia, jakich doznał po przekroczeniu „Punktu Alfa”, a następnie zablokować ją, by nie rejestrowała już niczego do „Punktu Omega”. Więc nie zachowa się w świadomości jego zespolenie z wszechświatem, który jest kłamstwem, sczeźnie cała  tajemnica, którą właśnie Im wykradł! Ogarnęła go panika. Usiłował krzyknąć, lecz wszelkie odgłosy nikły jakby był w wytłumionej kabinie. Tymczasem Ojcowie przystąpili do akcji. Moment i zapadło się wszystko. Poczuł jak coś zeń ucieka, jak ulatują galaktyki, ciemna materia i ciemna energia, jak rozmywają się świadomości wszystkich istot z jego świata, którym przestawał być, jak powoli zapada się w bezmiar nicości jego świadomość. Nie miał siły ni chęci, by jej iskrę rozdmuchać, czuł jak cały maleje i gaśnie, aż zniknął zupełnie.

 

***

 

Otworzył oczy. Wzrok napotkał zegar pokładowy. Wedle jego wskazań statek przed momentem osiągnął „Punkt Omega”. Rzucił okiem na instrumenty pomiarowe. Pracowały już silniki sterujące, a trajektometr kreślił krzywą skierowaną ku Ziemi.

Mała, lecz wciąż rosnąca tarcza Słońca lśniła swym przyzywającym blaskiem.

 

***

 

Wszystkie agencje informacyjne świata doniosły, że ludzkość wkroczyła w nową erę eksploracji kosmosu. Pilot astronauta Joachim Reg jako pierwszy człowiek, odbył lot w Ce plus. Dane nawigacyjne zarejestrowane podczas lotu potwierdzają przekroczenie przez pojazd prędkości światła. Na pierwszej konferencji prasowej Joachim Reg zasypany przez dziennikarzy gradem wielojęzycznych pytań rozłożył bezradnie ręce i poinformował, że jest mu niezmiernie przykro, ale… nie ma im niczego do przekazania!

– Chciałbym móc powiedzieć jakieś zdanie na miarę mojego wielkiego poprzednika Neila Armstronga o małym i wielkim kroku, ale mogę mówić tylko o pustce i ciemności, ponieważ w chwili osiągnięcia prędkości c straciłem przytomność.

Naciskany przez dziennikarzy astronauta oświadczył, że owszem, miał jakieś dziwne majaki senne, ale żadnych konkretów nie pamięta.

Dobra informacja jest taka, że utrata przytomności nie spowodowała żadnych ujemnych skutków zdrowotnych, przynajmniej tak o tym świadczą dokonane podczas lotu zapisy monitoringu stanu pilota oraz wykonane po zakończeniu misji badania biologiczne i psychologiczne. Mając to na uwadze, Dyrektor World Space Agency Albert Voss zapewnił, że program Ce plus będzie kontynuowany, a kolejne loty pokażą, czy utrata przytomności była zdarzeniem przypadkowym, czy też taka jest natura lotów nadświetlnych.

Koniec

Komentarze

No, wdzięczne. Bardzo nawet. Trochę mi się przypomniała jedna z podroży Pirxa, ta, w której poddano go deprywacji sensorycznej w basenie ze słoną wodą. 

Ale sam pomysł, że w nadświetlnej ma się kontakt z Ponadwymiarowcami bardzo mi się spodobał. Oraz – że tym razem jednak Ikar co prawda ocalał, ale jednak sobie nie polatał ;)

Bo nie wolno.

Plus.

 

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Dzięki rrybaku, celnie trafiasz, choć z tym basenem mnie zaskoczyłeś, ale rzeczywiście skojarzenie jest na miejscu (zwłaszcza że opko czasowo lokuje się w okresie gdym Lemem się zaczytywał bez umiaru, więc z pewnością wywierał podświadomy wpływ, zarówno w pomysłach jak też stylu i narracji).

Sam pomysł przyszedł mi do głowy w związku z trygonometryczną interpretacją równań transformacyjnych Lorentza (tak się składa, że to też ma związek z Lemem, ale to osobna historia.

Dzięki za klika! Silne pozdro!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Interesujący pomysł. Z początku miałam wrażenie, że za bardzo idziesz w opisywanie odczuć bohatera, a za mało w wyjaśnianie, co się z nim dzieje. Potem okazało się, że to miało swój sens, ale jednak pozostało podejrzenie, że odchudzenie odczuć bohatera na rzecz informacji zwiększyłoby przyjemność z lektury.

Ciekawe, co byty wykombinują przy kolejnych próbach. I co na to ludzie…

Babska logika rządzi!

Finkla, dziękuję za komentarz i klika. Też mnie zaskoczyłaś, choć czym innym niż rrybak :) Z przekroju komentarzy pod moimi tekstami wnioskuję, że moją najsłabszą stroną jest opisywanie odczuć bohatera, ogólniej wędrowanie w głąb jego duszy, zaś z drugiej strony nużące infodumpy. Świadom tego nawet okroiłem (musiałem ze względu na konkursowe limity) tę infodumpową część.

Wygląda na to, że tutaj jest odwrotnie, przynajmniej w Twoim odczuciu :)

Ciekawe, co byty wykombinują przy kolejnych próbach. I co na to ludzie…

Byty zapewne uszczelnią granice przed nielegalnymi imigrantami, a ci będą starali się znaleźć jakieś dziury w siatce :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Czuł wstrętną, nieznośną lepkość bytu

→ piękny smaczek. 

Bardzo dobrze się czytało, gratuluję i powodzenia! :)

Dziękuję! Też byłem zadowolony z tej gry słów :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ależ jestem ciekawa tego, co zamieściłeś! 

Z Lorenza to mi się tylko piękne motyle kołatają po głowie i że w pewnych zakresach (dla pewnych parametrów) układ zachowuje się cudownie chaotycznie. 

A a’propos czasu i prędkości światła przyszła mi do głowy bajka, urocza w swej prostocie, opowiedziana przez profesora Dragana, była o krasnoludkach.

Królewna Śnieżka zaprosiła na swoje przyjęcie urodzinowe Krasnoludki. Z całego lasu się zeszły i była ich cała setka, a każdy z zegarkiem, otrzymanym kiedyś w prezencie od Królewny. Postanowiły na jej cześć wykonać meksykańską falę, widzianą w telewizji podczas oglądania transmisji meczu.  

Jak umyśliły tak zrobiły. Najpierw zsynchronizowały zegarki, potem ustawiły się w równych odstępach. Następnie każdy podskoczył o określonej godzinie: pierwszy o dwunastej, drugi sekundę po niej i tak dalej. Krasnoludki nie zwracały uwagi na towarzyszy tylko uważnie obserwowały swoje zegarki.

Czy coś ogranicza prędkość takiej poprzecznej fali. Jasne, że nie. Krasnoludki mogą stać w dowolnych odległościach od siebie, a odstęp czasu pomiędzy podskokami również może być dłuższy bądź krótszy. A co by się stało, gdyby wszystkie podskoczyły rownocześnie? Powiedzielibyśmy, że fala porusza się nieskończenie szybko, szybciej od światła? :-) Nie byłoby to możliwe, gdyby krasnoludki podskakiwały dopiero w momencie, gdy zobaczą, że kolega obok właśnie podskoczył.

 

 

 

Kiedy się już wygadałam skojarzeniowo to napiszę Ci, że bardzo, bardzo fajne. :-) Pierwszy kontakt w miejscu bez czasu, przestrzeni, albo w innym/innej „większej” w niezrozumiały dla nas sposób. Oni tam są – mówię Ci. Hi, hi. :-)

Lepkość bytu lubię. Szalenie plastycznie opisałeś doświadczenie astronauty. Nic bym nie usunęła :-), tylko czytała dalej o kolejnych próbach.

Nas jednym się zastanawiałam, pod koniec zmieniasz perspektywę – czas teraźniejszy, niejako wchodząc w rolę relacjonującego (spikera).

,Dobra informacja jest taka

 

Skarżę o klika. Koniecznie.

Powodzenia w konkursie! Muszę zacząć już powoli czytać konkursowe opki.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki Asylum za wizytę, komentarz, klika, w szczególności za pouczającą bajeczkę o krasnoludkach, nie znałem :)

pod koniec zmieniasz perspektywę

Tak, po prostu wracamy do siebie: Reg, który nic nie pamięta i czytelnik, który ukradkiem oglądał perypetie Rega “po drugiej stronie” czyli w ce plus :). Ciekawe kto ukradł Ojcom dream tape Rega? :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Powroty są fajne. A i jeszcze zapomniałam dodać, że spodobała mi się heliopatia :-)

Kiedy wspomniałeś o taśmie, to przyszło mi do jeszcze głowy, że może to “ustawka”, wiesz jak z Księżycem wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wiesz, ja sama nie umiem w uczucia. I niekoniecznie tego szukam w tekstach. Wolę interesujący pomysł na świat/artefakt/czar/cokolwiek niż doskonale opisane tajniki duszy protagonisty.

Babska logika rządzi!

Finkla, jest mi to bliskie, bo ja wychowałem się na SF lat 60., kiedy to liczył się (zwłaszcza w krótkich formach) pomysł, czyli ciało a nie sukienka :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie będę się silił na jakieś, wątpliwej jakości, mądrości bo ekspertem żadnym nie jestem. Ale jestem czytelnikiem. I jako czytelnik stwierdzam fakt: podobało mi się.

Co do skojarzeń, to był moment kiedy pomyślałem o “Hyperion cantos”. “Lwy, tygrysy i niedźwiedzie” zamieszkujące u Simmonsa metasferę przez którą przechodzi się podczas teleportacji, mocno skojarzyli mi się z “Ojcami”, przebywającymi w Twoim opowiadaniu w Ce plus. Nadistoty, zaskoczone wtargnięciem do ich domeny.

Known some call is air am

Tak, to jest prawdziwa nieskończoność, mam na myśli nie tylko prędkość ponadświetlną, ale również odczucia pilota. Ciekawie opisałeś moment lotu i uczucia pilota, poczucie łączności z kosmosem, a jednocześnie dostrzeganie własnej marności wobec tego ogromu. Przez chwilę miałam wrażenie, jakbym leciała razem z Regiem w kabinie. Końcówka zaskakująca, świetnie spina klamrą całe opowiadanie. Oczywiście, zgłaszam po klik. :)

Outta Sewer, dzięki za komentarz. Skojarzenie z Simmonsem przynosi mi zaszczyt, zwłaszcza że mój pomysł nadistot zaskoczonych wtargnięciem do ich domeny pochodzi z lat młodzieńczych.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

ANDO, bardzo dziękuję za ciepłe słowa i klika. Cieszę się, że się podobało, zwłaszcza że udało Ci się osobiście “wziąć udział” w tej opowieści, co chyba jest marzeniem każdego autora :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tsole, czy ty nie byłeś przypadkiem, kiedyś w seminarium?

Nie obraź się, ale Twój tekst przywodzi mi na myśl kazanie, w którym sprawny kaznodzieja ma temat przewodni i zestaw technik kaznodziejskich, nie ma natomiast za grosz pomysłu co chce wiernym przekazać.

Końcowa puenta nie wynagrodziła, niestety, męki majaków w podróży od punktu Alfa do Omega.

Nie Fizyku, nie byłem w seminarium, z wykształcenia jestem astronomem. Wydaje mi się, że wiem co chciałem czytelnikom przekazać, natomiast wygląda na to, że nie ze wszystkimi mi się udało.

Dziękuję za wizytę i komentarz.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tsole, powinienem dodać wink po pierwszym zdaniu. To nie było na poważnie.

Ale reszta już tak.indecision

Cieszę się, że sprawiłem Ci przyjemność moim komentarzem :)

Simmons narzucił mi się od razu, jeszcze podczas czytania, ale szukając jakichś innych analogii książkowo-filmowo-komiksowych, stale powraca do mnie scena z ekranizacji “Kontaktu” na podstawie powieści Carla Sagana. Chodzi mi o tę puentę, że kamery niczego nie zarejestrowały, ale tego niczego jest wiele godzin, chociaż Eleanor tylko przeleciała przez urządzenie, co trwało może sekundę. Skłamałbym, gdybym napisał, że nie oczekiwałem czegoś podobnego. Może o coś takiego chodzi fizykowi?

Niemniej jednak, pomimo braku mocnej puenty, całość czytało mi się dobrze i nie odebrałem majaków pilota jako czytelniczej męki.

z wykształcenia jestem astronomem

 

Astronomem? O! Czy zaszczyciłbyś mnie wizytą i opinią pod moim ostatnim opowiadaniem? Może Ci się spodoba, a może wręcz przeciwnie, ponieważ jest poniekąd związane z Twoją profesją. Uprzejmie zapytuję, lecz jeśli odmówisz, nie obrażę się. Fizyku, Ciebie również zapraszam.

Known some call is air am

tego niczego jest wiele godzin, chociaż Eleanor tylko przeleciała przez urządzenie, co trwało może sekundę.

Z punktu widzenia pamięci Rega tak właśnie było. Czytelnik jednak ma udostępnioną historię sprzed resetu jego pamięci. Skąd się ona wzięła? Ojcowie wiedzą :)

Czy zaszczyciłbyś mnie wizytą i opinią pod moim ostatnim opowiadaniem?

Byłem, przeczytałem, skomentowałem “Nagą osobliwość” jako bliską mojej wyuczonej profesji :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Z punktu widzenia pamięci Rega tak właśnie było. Czytelnik jednak ma udostępnioną historię sprzed resetu jego pamięci. Skąd się ona wzięła? Ojcowie wiedzą :)

Rzeczywiście, nie rozpatrywałem tego pod tym kątem. Pewnie dlatego, że nie zarejestrowałem z jakiegoś powodu tego fragmentu:

 

Naciskany przez dziennikarzy astronauta oświadczył, że owszem, miał jakieś dziwne majaki senne, ale żadnych konkretów nie pamięta.

Czyli coś w nim pozostało z tego doświadczenia. A skoro coś pozostało, to można się tego uchwycić i zacząć drążyć :)

Byłem, przeczytałem, skomentowałem “Nagą osobliwość” jako bliską mojej wyuczonej profesji

Dziękuję :)

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Nieskończoność w tym chyba najbardziej klasycznym wydaniu, z kosmosem i astronautami. Taka, której po tym konkursie oczekiwałem, a której jednak jak na razie jest mało.

Początek budził obawy, bo mogłeś pójść w wiele stron. Przede wszystkim bałem się jakiegoś przegadania, a pisząc wprost, przesadnego filozofowania w tekście, które mnie wymęczy. Trochę też brałem pod uwagę, że może to być jakaś próba zmierzenia się z tematem nieskończoności przy pomocy tematów i terminów nazbyt dla mnie fachowych. A pisząc znów wprost, że to będzie taka próba walki z nieskończonością, gdzie prosty umysł CM-a polegnie.

Tak nie było. Gdzieś tam całkiem fajnie to wyważyłeś i wyszedł wcale dobry szort. Taki, który opowiada kawałeczek historii, ale też mierzy się z tematem nieskończoności w sposób, jaki pisałem, klasyczny, a przy tym jednak przystępny dla prostego czytelnika typu CM.

Dodatkowo mamy tu bardzo fajnie zakończenie, którego nie da się podsumować innym słowem jak “ludzkie”. Lubię to słowo, bo ono jest znaczeniowo głębokie. Ani jednoznacznie pozytywne, ani negatywne, takie, które każdy może rozumieć nieco inaczej.

I trochę tak samo jest z tym zakończeniem. Niby wyłożone jasno i czytelnie, ale jednocześnie z dozą… ludzkości. ;)

Czyli szansą, by poszukać sobie wniosków nieco głębszych.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Komentarz przeczytał, i Lotnemu Dyżurnemu-Partyzantowi podziękował. Także za klika. Nie poszedł, bo nie miał gdzie :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzień dobry-wieczór! :)

 

Zaczęło się bardzo ładnie, później, a chyba nie tylko ja, obawiałam się, że za bardzo skupisz się na emocjach Rega kosztem świata. Ale obawy te okazały się zupełnie niepotrzebne. Nawet w opis uczuć zdołałeś wpleść sporo świata. Bardzo ładny zabieg. Tekst jest nieco filozoficzny, ale niczego czytelnikowi nie narzuca, a jedynie zachęca do zastanowienia. Czyli, kolejny fajny zabieg. 

Końcówka sprowadziła mnie nieco na Ziemię, ale w tym przypadku to dobrze. Opowiadanie ładnie się zamyka.

Tekst, co mnie absolutnie nie dziwi, napisany bardzo sprawnie. Czytałam bez potknięć i z przyjemnością.

Powodzenia w konkursie!

 

Spróbuję to zgłosić do B, ale może mnie ktoś wyprzedzi. ;)

EDIT: już mnie CM wyprzedził. xD

 

Dziękuję Saro, miło Cię tu spotkać! Odebrałaś tego szorta dokładnie tak jak sobie wymarzyłem. Za chęć zaklikania dziękuję także i serdecznie pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Trochę jestem zaskoczona. Wszechświat kłamstwem, istnienie bez sensu, nieznośna lepkość bytu?! Straszliwie dołująca wizja, nic dziwnego, że Stwórcy postanowili ją ukryć głębiej ;) Ale jakoś tak nie wierzę, że to Twoje przesłanie. Myślę, że próbujesz powiedzieć, że lepiej nie wkładać ręki do ognia, bo można się sparzyć ;)

Mi się, wysyłam do Biblioteki :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dobrze myślisz :) Dzięki za wizytę i klika!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tak mało słów, a tak nieskończenie dużo treści :) Bardzo mi się podoba. Jak dla mnie pięknie opowiadasz o Nieskończoności wielowymiarowej. Kosmos. Ten tam bardzo daleko i ten bardzo głęboko w nas.

 

Lepkość bytu – tak, jakoś wyjątkowo do mnie trafia to sfomułowanie. 

 

Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za przyjemną lekturę i życzę powodzenia w konkursie :)

To ja dziękuję Katiu za wizytę i komentarz trafiający (jak zwykle) w samo sedno: “Kosmos. Ten tam bardzo daleko i ten bardzo głęboko w nas.” Pozdrawiam wzajemnie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Klimatyczny tekst, bardzo mi się podobał opis podróży i przejście z czerni do bieli, a także subtelne przejście ze zwykłej świadomości bohatera do tej kosmicznej, a potem do nicości. Ale ten pomysł z kontaktem z wszechwiedzącymi podczas podróży bardzo mi się skojarzył z czytanym niedawno opowiadaniem “Muzyka sfer” Thargona, więc wydał mi się ciut wtórny, zwłaszcza, że tu był ważnym elementem w tekście, jeśli nie najważniejszym. 

Pięknie dziękuję Sonato za wizytę i ciekawy komentarz. “Muzyki Sfer” Thargona dotąd nie odkryłem, więc lecę przeczytać, zwłaszcza, że sam napisałem przed laty (1983) opko “Muzyka Sfer Niebieskich”, które i Tobie polecam (jest na moim profilu).

Pozdrawiam serdecznie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Na pewno zajrzę :)

A ja już połknąłem opko Thargona. Rzeczywiście mamy podobne motywy :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Mnie z kolei bardzo zaciekawił motyw helopatii. :) Niesamowite, jak zmienia się punkt odniesienia, w zależności od tego, jak daleko jesteśmy. Najpierw jest “nasz” kącik, później dom, kraj, wreszcie “nasze” Słońce. 

Ostatnia scena pięknie wszystko domknęła. Podejrzewam, że we współczesnym świecie byłoby podobnie. Oczekiwanie na wzniosłe przemówienia, albo chociaż zachwyt nad nieskończonymi możliwościami technologii… naprawdę, jestem w stanie to sobie wyobrazić. 

Bardzo przyjemna lektura.

Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz. Cieszę, się że opko przyniosło przyjemność.

A mnie bardzo spodobał się Twój nick :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Treści sporo jak na tak krótką formę, ale przyjemnie się czytało o takim klasycznym, kosmicznym wydaniu nieskończoności. Obrazowość pierwszej części sprawia, że w zakończeniu nie trzeba wcale pompatycznej przemowy, której bohater zresztą odmawia. Powoli przekonuję się do sf dzięki takim tekstom. Pozdrawiamsmiley

Oidrin, bardzo dziękuję za wizytę a zwłaszcza za komentarz, który mnie mocno pokrzepił, bo jestem wielkim miłośnikiem takiej klasycznej SF, więc tekst

Powoli przekonuję się do sf dzięki takim tekstom.

to miód na moje serce :)

Pozdrawiam wzajemnie!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tekst pełen treści, ale nią nieprzeładowany :) Przez krótką chwilę obawiałam się, że pogubię sens i nic nie zrozumiem, ale nic takiego nie miało miejsca i ze zdziwieniem zauważyłam, że po prostu pochłonęłam cały tekst.

Ze względu na utratę świadomości i pamięci oraz s-f, mi także opowiadanie skojarzyło się Kontaktem i trochę z Kulą (ale to już raczej z odczuciami, które miałam podczas oglądania). Oba filmy niosły wiele treści i dotyczyły skomplikowanych zagadnień (przynajmniej z mojego punktu widzenia), ale podobnie jak tutaj podawały to w bardzo przystępny i ciekawy sposób :)

kasjopejatales, bardzo dziękuję za wizytę i ciekawy komentarz. Skojarzenie z “Kontaktem” Sagana jak najbardziej uzasadnione, ta książka należy do moich ulubionych (jej recenzja mojego autorstwa ukazała się na łamach NF nr 3/1992), choć nie jest inspiracją do tego opowiadania, bo sam pomysł powstał jeszcze w latach 60. XX w. (pierwsza jego realizacja to czyste grafomaństwo :) )

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Czytałam z przyjemnością:-) przemyślenia na temat życia, nieskończoności i prawdy o świecie i nas samych, które kończą się tak jak powinny. Reg osiąga swój cel, ale traci przytomność i nie pamięta w jaki sposób to się stało. Ciekawie ujmujesz nieskończoność stwierdzając, że program lotów mimo wszystko będzie kontynuowany. Pozdrawiam

Olciatko, dziękuje za wizytę i komentarz. Cieszę się, że lektura tego opowiadania przyniosła Ci przyjemność i niebanalne refleksje. Pozdrawiam Ciebie i kota-avatara :)

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

A dziękujemy:-) biała, leniwa Kluska, śpiąca 19h na dobę również pozdrawia:-)

Kotek to ma klawe życie… ;-)

Babska logika rządzi!

O take oldskulowe fantastykę nic nie robiłem!

Tsole, dobrze, że znowu piszesz :)

E tam, zaraz “piszesz”. Taki mały wybryk tylko :)

Ale za wizytę dziękuję, a jakże!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dobrze mi się czytało :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dobrze wiedzieć :) Dziękuję i pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo podoba mi się styl, ale zabrakło “światła” w tekście. Chodzi o to, że gdyby było więcej akapitów, wzrok nie męczyłby się tak bardzo, a poza tym, niektórych czytelników odstrasza taka ściana tekstu. Poza tym super. Pozdrawiam! :) 

CharliseEileen, dziękuję za wizytę i komentarz. Masz rację, ciężko się czyta taki spójny tekst, mnie też to często odstrasza :) Zdecydowanie chętniej widzę dialogi, ale od czasu do czasu wychodzi mi cóś takiego (np. “Arka Noego” to jeden wielki monolog).

Pozdrawiam kobietę z miasta mojej młodości!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bogowie zazdrośnie strzegący tajemnicy swego istnienia za zasłoną światła – intrygujący pomysł. Z jakiegoś powodu skojarzyło mi się z opowiadaniem “The Egg” Andy’ego Weira, być może dlatego, że zapoznałam się z nim również niedawno i ono także prezentuje interesującą koncepcję poznania Stworzyciela.

Jak to zwykle u Ciebie, historia prowadzona jest ładnym językiem, bardzo umiejętnie i subtelnie łączącym poetyckość z nauką, widać po prostu, że jest to tematyka nie tylko Ci znana, ale i zrozumiana; a wynikające z tego literacka swoboda i niewymuszenie nie są takie znowu częste :)

Z jakiegoś powodu bardzo zapadła mi w pamięć – wracam do Twojego tekstu po dłuższej chwili – heliopatia. Szybki risercz pokazuje mi tylko jakieś portugalskie słowniki, w takim razie zgaduję, że termin ukułeś sam. Bardzo mi się ten pomysł podoba. Lubię takie smaczki, gdzieś pobocznie przemykające, a jednak budujące swoją świeżością wiarygodny klimat przyszłości.

Podsumowując – przyjemny szort, chyba póki co najbardziej dla mnie klimatyczny pod względem motywu podróży kosmicznej z opowiadań konkursowych.

Nir, serdecznie dziękuję, bardzo miło czytać takie komentarze. Ciszy mnie, że spodobał Ci się sam pomysł, tym bardziej, że jest on bardzo stary, bo pochodzi z 1968 roku (pisałem w odpowiedzi rrybakowi, że przyszedł mi on do głowy w związku z trygonometryczną interpretacją równań transformacyjnych Lorentza). Oczywiście, przekułem go na opowiadanie, ale wyszedł taki żałosny, pełen egzaltacji gniot, że wstydziłbym się go teraz komukolwiek pokazać. Obecnie temat niniejszego konkursu (czy naboru) przypomniał mi tamten pomysł i postanowiłem go skonsumować jeszcze raz. Oczywiście, jakieś pojedyncze elementy wykorzystałem (w tym także ową heliopatię), ale to śladowe procenty. Nieskromnie wyznam, że ten neologizm “heliopatia” też mi się podobał. A w nowej wersji najbardziej jestem zadowolony z gry słów “nieznośna lepkość bytu” :)

Pozdrówka!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tekst mi się podobał i nie podobał jednocześnie. Środek jest przegadany, przepoetyzowany i koszmarnie przeprzymiotnikowany. Z jednej strony rozumiem, co chciałeś osiągnąć (a przynajmniej tak mi się wydaje), z drugiej było tego za dużo, do tego stopnia, że gdyby tekst był dłuższy, najprawdopodniej dałabym sobie spokój.

Ulżyło mi, że końcówka okazała się, jaka się okazała ;-).

Ogólnie – pomysł na tekst bardzo fajny, majaczenie i wizje pilota w środku tekstu dają fajny kontrast z początkiem i końcem. Wątek z “Nimi” nieszczególnie oryginalny, ale też nie przesadzony, więc dla mnie w odbiorze raczej neutralny.

Imię bohatera skojarzyło mi się z Regulatorzy, więc momentami czytało mi się dziwnie ;-)

Fajny, oldschoolowy tekst.

 

Dream big.

dogsdumpling, dziękuję za opinię, z zasadzie zgadzam się z nią, rzeczywiście jest tu domieszka czegoś co liczy ponad 50 lat (w tym także imię bohatera, dopiero teraz mi uświadomiłeś, że mogłoby to być odebrane przez naszą zacną koleżankę jako aluzja; klnę się na wszystkie świętości, że ta zbieżność jest całkiem przypadkowa, gdybym uświadomił to sobie wcześniej, zmieniłbym imię na inne, choćby wspak, czyli Ger… tfu, wtedy mogliby się obrazić Niemcy), DD, szerzej o okolicznościach powstania opka piszę w komentarzu do Nir.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Fantastyka: jest.

Motyw konkursowy: jest. I to bardzo sprytnie, już myślałem, że tu nie będzie „granicy”, a tymczasem w zaskakujący sposób ją wprowadzasz!

 

Tekst wydaje mi się zbyt statyczny, ale jednocześnie ma bardzo ciekawy pomysł. Ciekawy – i niestety nie w pełni wykorzystany. Czy może raczej nie w pełni zaakcentowany. Bo koncepcja naprawdę ciekawa, ale niestety zabrakło tu atmosfery tajemnicy. A szkoda, naprawdę szkoda.

 

Swoją drogą wzmianka o „kłamstwie” nasunęła skojarzenie, czy „stwórcy” nie okażą się czymś w rodzaju aniołów. Ten wątek daje dużo możliwości dalszej interpretacji. W sumie nie zdziwiłbym się, gdyby to sformułowanie było nieprzypadkowe i faktycznie gdzieś interpretacja miała iść w tym kierunku, ale znów – zabrakło jakiegoś nakręcenia atmosfery z tym związanej.

I powiem szczerze – jeśli wizja tekstu była w tym kierunku, to jeśli ten tekst będzie miał kiedyś „szerszą wersję”, to chętnie ją przeczytam. A znając Twoje zainteresowania teologiczne jestem pewien, że może z tego wyjść sporo wątków filozoficznych, więc… Planujesz może coś takiego? :) (ale jeśli tak, to błagam, nie przed ukazaniem się antologii :D )

 

Dziękuję wilku za odwiedziny i komentarz. Jak już pisałem w komentarzach, pomysł zrodził się przed ponad pięćdziesięcioma laty; tu dodam, że inspiracją była lektura książki S. Lema “Summa technologiae”, w szczególności rozdział “Stwarzanie światów”.

W wymiarze ontologicznym “stwórcy” nie są aniołami tylko istotami podobnymi nam, ale na znacząco wyższym poziomie rozwoju – przekroczyli już granice astroinżynierii i wkroczyli w etap stwarzania własnych światów. My jesteśmy póki co w takim stwarzaniu na poziomie gry planszowej (frapująca gra komputerowa ŻYCIE Johna Conwaya o której piszę w szkicu “Od kombinatora do Kreatora” (tamże sporo o symulacjach wszechświata, szkoda, że cieniutko tam z frekwencją, bo dla “producentów” SF symulacje to kopalnia pomysłów), ale są do pomyślenia ścieżki rozwoju cywilizacyjnego, które w rejon stwarzania nas poprowadzą.

Co do motywu nieskończoności, ściślej granic nieskończoności, to jest ich tam więcej, choć są zaszyte w tle (znawcy transformacji Lorentza z pewnością je wyłuskają).

Na koniec gratuluję pomysłu na ten konkurs/nabór, muszę powiedzieć, że ze wszystkich konkursowych haseł, jakie na NF widziałem ten jest najbliższy mojemu sercu :)

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dość zwarty bloczek tekstu, co nie ułatwia przyswojenia treści, ale ponieważ krótki i bardzo porządnie napisany, lektura mnie nie zmęczyła. ;)

A eksperyment – no cóż, Joachim Reg doznał przedziwnych wrażeń w jego trakcie, ale obawiam się, że sposób w jaki wszystko zostało opisane, nie należy do moich ulubionych.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, bardzo dziękuję za wizytę i komentarz. Rzeczywiście, w tej optyce dużą zaletą tego tekstu jest jego długość :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo proszę, Tsole. I już nie zazdrość Sewerowi. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bez zazdrości nie jestem sobą :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Jedyne czego zazdroszczę innym to ich talenty, ale już dawno pogodziłam się, że nie można mieć wszystkiego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zazdrość może być konstruktywna i szlachetna – w odróżnieniu od zawiści :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nowa Fantastyka