Profil użytkownika

Rocznik 1980. Z wykształcenia i zawodu lekarz weterynarii, ale od czasu drukowanego debiutu wpisuję w CV “pisarz, dorywczo parający się weterynarią” ;). Piszę (jak dotąd) wyłącznie opowiadania na konkursy. Konto na portalu założyłem dawno, ale uaktywniłem się dopiero z okazji konkursu “Jestem legendą”.

W druku albo gdzieś w necie, czyli moje Hall of Fame:

 

2014 Poznań Fantastyczny: Miejska Paralaksa, opowiadanie “Noc nad Wartą”  (wyróżnienie)

2016 Fantazje Zielonogórskie, opowiadanie “Rok 1388” (II miejsce)

2017 Fantazje Zielonogórskie, opowiadanie “Rok 1422” (wyróżnienie)

2017 Kryształowe Smoki, opowiadanie “Sługa Żmija” (II miejsce)

2017 Płock – Miasto Pełne Tajemnic, opowiadanie “Czerwone wzgórze” (II miejsce)

2017 Racibórz prozą zaczarowany – opowiadanie “Głód” (III miejsce)

2018 Pigmalion Fantastyki – opowiadanie “Labirynt” ( II miejsce )

2018 Fantazje Zielonogórskie – opowiadanie “Ben Hur 2384” ( wyróżnienie)

2018 Elgacon, Płock alternatywny – opowiadanie “Płocki gambit” ( I miejsce – nareszcie pierwszy!)

 

Na portalu – 2018, Polski język obcy – opowiadanie “Et in Arcadia ego” (II miejsce)


komentarze: 135, w dziale opowiadań: 121, opowiadania: 32

Ostatnie sto komentarzy

Czytając miałem dziwne wrażenie, że czegoś mi brakuje. Dopiero gdy przejrzałem komentarze dowiedziałem się, że wycięłaś fragmenty tekstu ( spore, sądząc z opisów). I chyba to podświadomie czuć, jakby w pewnych miejscach były blizny po czymś co tu było. Cały tekst jakoś tak mi przeleciał, sprawił na mnie wrażenie za krótkiego (ale nie czytałem poprzedniej wersji, a zdaje się, że wszyscy, którzy czytali, chwalą zmiany). Mnie opowiadanie nie porwało, ale to nie mój klimat zupełnie, ja z muzyką to tak przelotnie i z rzadka.

A, witam, witam, mr. marasie, już myślałem, że o mnie zapomniałeś. Btw, dzięki za klika.

To, że Ilja jest, jak to mówisz, “rekwizytem” to zamierzone, choć może zamiar nie do końca wyszedł jak powinien. Miałem taki koncept, żeby przedstawić go jako ukierunkowaną przez Rosjan siłę natury, jak huragan, który można tylko próbować przetrwać, bo walczyć z nim nie ma jak. W prawie wszystkich opowiadaniach konkursowych, które jak dotąd przeczytałem, postacie mitologiczne są ustawione w roli głównego bohatera. U mnie Ilja miał być obecny nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim jako wiszące nad wszystkimi fatum.

No, a potem się zorientowałem, że do końca terminu został tydzień i napisałem w pośpiechu tak jak jest.

Dzięki za komentarz.

Podoba mi się Twój Hermes, bardzo fajnie skonstruowany, od latających butów, przez “podróżowała więc była pod jego opieką” po zsyłanie snów. Sama fabuła specjalnie mnie nie wzięła, ale zakończenie świetne, zwłaszcza, że dopiero wtedy tytuł opowiadania nabiera sensu. 

Muszę się podpisać pod komentarzem Aryi, do mnie też jakoś nie trafiło. Czytając miałem ciągle lekkie wrażenie chaosu. Jakoś mi ta akcja cały czas skakała, głównie przez cięcie i abc. Za to podobały mi się bardzo nawiązania do polskich powiedzonek.

Dzięki za komentarz. Zwrot “pięść jak bochen” może nie jest klasycznym przysłowiem, ale odnosi się do wielkości. Komuś jeszcze to zgrzyta?

“Ogromny potencjał do opisywania scen batalistycznych” mrrrrrrr….

Świetne. Super wplecione te wszystkie firewalle i bitcoiny. A najważniejsze, że napisane przystępnie nawet dla takiego technofoba jak ja ( choć to i owo trzeba było wyguglać). 

Ha, a więc prawdę powiada stare facebookowe przysłowie: “Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie”. 

 

 

Ilja nie jest zombie (zombim?, nie wiem nigdy jak to odmieniać). Jeśli już, to bardziej pasowałoby porównanie do golema, przywołanego do konkretnego celu obrony świętej Rusi ( w XIX wieku już utożsamianej z Rosją carską) przed wrogami, tak jak bronił jej dawno temu przed Tatarami Złotej Ordy. Wybudzają go mnisi, bo po pierwsze jego szczątki (rzekome) spoczywają właśnie w Ławrze Peczerskiej, a po drugie jest kanonizowany przez cerkiew prawosławną. Natomiast rycerze spod Giewontu budzą się, bo “już czas” i nie ma znaczenia, kto ich o tym powiadamia ( w najpopularniejszej wersji legendy był to pasterz.)

Końcówkę czytaj jak chcesz, to akurat właśnie był mój świadomy zamysł.

Dzięki za przeczytanie.

Pomijać opisy bitewne? Tak jakby to były opisy przyrody? Niesłychane…

Myślę, że w rzeczywistości, w której obie strony wezwały siły nadprzyrodzone, wszystko jest możliwe. Traktuję ten wariant wydarzeń jako czystą kartę.

Wielkie dzięki za przeczytanie.

Kurczę, przez większość tekstu byłem pewien, że Marysia okaże się jakąś łowczynią demonów, zwłaszcza jak wzięła z półki królika. Całe jej zachowanie, włącznie z piciem bimbru sprawiało wrażenie, że to ona podchodzi ofiarę.Kiedy Kościej myli kubki, to myślałem ”oho, pewnie to pod wpływem jakiegoś uroku z jej strony, wreszcie dziewczyna odkryje kim naprawdę jest”. Potem jeszcze myślałem, że może jej celem od początku był sejf i w taki podstępny sposób wyciąga szyfr. Niestety, po tej lawinie hipotez, zakończenie okazało się nieco rozczarowujące. Nie jestem pewien, czy Marysia jest znudzoną nastolatką z małej wsi, która chce poczuć dreszczyk emocji i droczy się z lubieżnym staruchem, czy po prostu jest tak… hmmm… niemądra, że nie widzi co się święci. W każdym razie tekst trzymał mnie w napięciu prawie do końca.

 

Podoba mi się zmienny nastrój akapitów. Scena przywoływania barona jest lekko humorystyczna, potem się robi smutno, surrealistycznie, a na końcu happy end, i to wszystko współgra ze sobą. Znaczenie takich słów jak “Lanmó” czy “Ginen” można wywnioskować z kontekstu, a dodają fajnego klimatu, widać, że odrobiłaś lekcje przed pisaniem. 

Że tak zacytuję klasyka: “Fajne, podobało mi się”.

Tak jak wielu poprzedników też nie znałem wcześniej postaci Ratatoska. Ustawienie go w roli redaktora wieści i nawiązanie do Smoka i Orła – super. Ale zastanawia mnie postać Svena. Czym zasłużył sobie ten akurat “zwykły, midgardzki śmiertelnik”, żeby zasiadać do narady z nordyckimi bóstwami? Wygląda na to, że to jakaś szycha, nosi broń i jest zorientowany w planie globalnego konfliktu, ale mimo to mam wrażenie, że znalazł się tam przez przypadek. 

Niestety, muszę zapisać się do klubu czytelników zdezorientowanych. Po wstępie z biurem prawnym ( At Hena – bardzo fajna nazwa) i interakcjami z sąsiadami, spodziewałem się opowiadania w stylu Jessiki Jones, w którym Atena będzie rozwiązywać jakąś lokalną sprawę kryminalną, ewentualnie będzie pomagać mieszkańcom kamienicy jak w serialu z Figurą i Marią Seweryn ( zapomniałem tytułu). I do sceny z nadzorowanym było nieźle. Tymczasem od momentu wkroczenia Ambrożego (czy Atena korzystająca non stop z facebooka nie kojarzy pana Kleksa?) fabuła skręciła w stronę dość surrealistyczną i dalsza część opowiadania robi na mnie wrażenie pisanej w pośpiechu. Przydałby się chociaż pobieżny opis mieszkańców podziemi. I nie do końca zrozumiałem, czy chcą oni osiedlić się w Polsce, czy zostać w ojczyźnie pod ziemią i dostawać od nas dotacje. 

A cóż służby wskórają, gdy mniejszość etniczna i religijna postawi żądania!  – to zdanie genialne.

Przeczytałem wczoraj i tak się zastanawiałem czego mi tu brak, i chyba w końcu wiem – dialogów, a przynajmniej dialogu między Tomkiem a Violą (Medea raczej nie ma z kim rozmawiać w Twoim opowiadaniu), który choć trochę by ich “uczłowieczył”. Nic nie czuję do tych bohaterów, dla mnie są po prostu kolejnym cyferkami w statystyce przypadkowych ciąż ( a tak w ogóle to dziecko na pewno Tomka? Bo się zabezpieczył, a Viola z wprawą i entuzjazmem? Jakby go wrabiała to może by mi go było żal, ale tylko trochę).

Hmm, a teraz tak patrzę na to co napisałem i stwierdzam, że piszę o Violi i Tomku, a opowiadanie przecież o Medei. Ale w ogóle jakoś mi zniknęła z pamięci.

Nie wiem, czemu zazwyczaj unikasz retrospekcji, jak dla mnie konstrukcyjnie wypadły bardzo dobrze.

Bardzo lubię opowiadania oparte na faktach historycznych, im bardziej szczegółowe, tym lepiej, toteż wstrzeliłeś się, Staruchu, w moje gusta idealnie, zwłaszcza, że i napisane sprawnie i epizod zimnej wojny mi osobiście nieznany. Tylko postać Kory trochę mi nie pasuje, a właściwiej byłoby powiedzieć: pasuje za mało. Zapobiec zagładzie ludzkości poprzez ostrzeżenie Pietrowa mogłaby właściwie każda inna postać mityczna. 

Bitwa o Anglię, matko, ale ze mnie tępak. Przecież skoro Francja padła w prologu, to Polska już dawno pobita.

To że akcja dzieje się w dwóch wymiarach jest jasne, a w każdym razie staje się jasne dosyć prędko. Natomiast w momencie gdy Merlin mówi “w poprzedniej wojnie poradziłem sobie sam, wróg nie postawił stopy na naszej ziemi” to zrozumiałem, że II WŚ już się odbyła a teraz trwa jakaś kolejna, alternatywna, wywołana przez przebudzonych Obrońców. Ale na koniec już wszystko jasne. 

“2012 – Zdarcie tytanów” to opowiadanie Jacka Dehnela, w którym przebudzają się właśnie ci wszyscy legendarni bohaterowie. 

Reg, Finklo, pięknie dziękuję za punkty. Coś mało poprawek tym razem, chyba manewr “publikujcie do soboty, poprawiajcie do niedzieli” zdał egzamin. Swoją drogą to był świetny pomysł.

Szaszka to rodzaj szabli. Tu miałem na myśli, że Kozacy mają i szaszki i szable klasyczne. 

Ten dowcip słyszałem w wersji z Finami i Rosjanami podczas wojny studniowej .

Ha, zacząłem czytanie konkurencji od Ciebie, mr. marasie i teraz boję się, że jury uzna, że ściągałem. Czy pomylę się mocno wskazując jako inspirację “Zdarcie tytanów?”

Tytuł zapowiadał celtycki, magiczny klimat i faktycznie tak jest. Osobiście należę do czytelników, którzy lubią te wszystkie małe szczególiki, więc natłok legendarnych postaci i odniesień do magicznych przedmiotów mi się podobał. Pod tym względem to opowiadanie bardzo w moim stylu. Do samego końca też nie wiedziałem na pewno ( sądzę, że taki był właśnie Twój zamysł) w jakim konkretnie czasie dzieje się akcja. Po prologu myślałem, że to alternatywna rzeczywistość, w której Karol Wielki wybudował swoją linię Maginota. Dwaj rycerze spod Grunwaldu ratujący Artura zupełnie mnie zmylili, dopiero po przeczytaniu całości powziąłem podejrzenie, że to Polska odwracająca atak Niemców od Wielkiej Brytanii. Czy tak?

Całość jest fajna, ale jednak jak dla mnie za bardzo statyczna, kiedy czytałem prolog, miałem wrażenie jakby był to fragment kroniki, a nie pojedynek dziejący się tu i teraz przed oczami czytelnika.

 Co to jest półka pomocnika?

Ha, zacząłem czytanie konkurencji od Ciebie, mr. marasie i teraz boję się, że jury uzna, że ściągałem. Czy pomylę się mocno wskazując jako inspirację “Zdarcie tytanów?”

Tytuł zapowiadał celtycki, magiczny klimat i faktycznie tak jest. Osobiście należę do czytelników, którzy lubią te wszystkie małe szczególiki, więc natłok legendarnych postaci i odniesień do magicznych przedmiotów mi się podobał. Pod tym względem to opowiadanie bardzo w moim stylu. Do samego końca też nie wiedziałem na pewno ( sądzę, że taki był właśnie Twój zamysł) w jakim konkretnie czasie dzieje się akcja. Po prologu myślałem, że to alternatywna rzeczywistość, w której Karol Wielki wybudował swoją linię Maginota. Dwaj rycerze spod Grunwaldu ratujący Artura zupełnie mnie zmylili, dopiero po przeczytaniu całości powziąłem podejrzenie, że to Polska odwracająca atak Niemców od Wielkiej Brytanii. Czy tak?

Całość jest fajna, ale jednak jak dla mnie za bardzo statyczna, kiedy czytałem prolog, miałem wrażenie jakby był to fragment kroniki, a nie pojedynek dziejący się tu i teraz przed oczami czytelnika.

Ha, zacząłem czytanie konkurencji od Ciebie, mr. marasie i teraz boję się, że jury uzna, że ściągałem. Czy pomylę się mocno wskazując jako inspirację “Zdarcie tytanów?”

Tytuł zapowiadał celtycki, magiczny klimat i faktycznie tak jest. Osobiście należę do czytelników, którzy lubią te wszystkie małe szczególiki, więc natłok legendarnych postaci i odniesień do magicznych przedmiotów mi się podobał. Pod tym względem to opowiadanie bardzo w moim stylu. Do samego końca też nie wiedziałem na pewno ( sądzę, że taki był właśnie Twój zamysł) w jakim konkretnie czasie dzieje się akcja. Po prologu myślałem, że to alternatywna rzeczywistość, w której Karol Wielki wybudował swoją linię Maginota. Dwaj rycerze spod Grunwaldu ratujący Artura zupełnie mnie zmylili, dopiero po przeczytaniu całości powziąłem podejrzenie, że to Polska odwracająca atak Niemców od Wielkiej Brytanii. Czy tak?

Całość jest fajna, ale jednak jak dla mnie za bardzo statyczna, kiedy czytałem prolog, miałem wrażenie jakby był to fragment kroniki, a nie pojedynek dziejący się tu i teraz przed oczami czytelnika.

Dziękuję bardzo za tak szybkie komentarze, poprawki naniosłem. Przyznam szczerze, że mój research nie objął wewnętrznej budowy soboru Uspieńskiego, ale z tym już chyba nie zdążę nic zrobić. Zakończenie jest otwarte, albo nasi śpiący rycerze mimo wszystko przegrali z bohatyrami, albo wprowadzenie do gry z jednej i drugiej strony sił nadprzyrodzonych zmieniło historię.

Bardzo dziękuję za dwa kliki, niestety stało się to tak szybko, że nie wiem komu.

Ooo, jaka miła niespodzianka z rana. Gratulacje dla wszystkich wyróżnionych.

Dziękuję bardzo za łapankę i klika. Zgadza się, zwycięstwo odniesione zostało dzięki technice, choć rzeczywiście powinienem bardziej podkreślić wysiłek jakim było pokonanie Turków. Te sceny w których zaczynają zagrażać Rusinom Bohusławskiego albo otaczają Krzyżaków pewnie powinny być mocniej podkreślone. Co do scen na statku, to chciałem, żeby postacie miały taką szlachecką fantazję, a to nadało ten lekki ton.

Staruchu, dziękuję pięknie za komentarz i klika,

 

Wypowiedź von Plauena wziąłem z “Polski Jagiellonów” Jasienicy, pochodzi z kroniki Długosza. Niewykluczone, że ktoś po drodze zmienił pisownię.

Małżeństwo z Klarą – Moja Rzeczpospolita ma więcej problemów wewnętrznych niż zewnętrznych (choć sąsiedzi już wkrótce zaczną knuć założenie antyjagiellońskiej ligi) i doradcy królewscy chcą wesprzeć fundamenty federacji mariażem z rodziną pretendującą do tronu Węgier.

Gwintowane lufy – W Wikipedii pod hasłem “arkebuz” znalazłem takie zdanie: “Z początkiem XVI wieku pojawiają się arkebuzy o gwintowanej lufie”. Czyli z jednej strony Da Vinci do spółki z Kopernikiem i innymi wielkimi geniuszami mogliby rozpowszechnić ten pomysł wcześniej, a z drugiej strony to jednak Wikipedia. Potrzebowałem jakiegoś usprawnienia broni strzeleckiej w stosunku do Turków, a następnym etapem byłyby naboje i broń odtylcowa, stanowiące już za duży krok naprzód.

Pchające rydwany – wziąłem je dokładnie stąd (są pod koniec filmu): https://www.youtube.com/watch?v=n5YfadqT2mM. “Kolejna maszyna miała z przodu cztery kosy przymocowane do mechanizmu obracającego. Siłę napędową stanowiły konie” – to znowu Wikipedia o Leonardzie.

Literówki, kreseczki, wyspa, przestrzeń, meteoryt, sekstant – uznaję i dziękuję. Zwłaszcza sekstant, tak mi pasował do statku, że jakoś nie zagłębiłem się w ogóle w temat, tylko uznałem, że się nada.

Dziękuję stokrotnie waszmości za tak zacny komentarz,

 

Wypowiedź Henryka von Plauen sygnalizuje punkt zwrotny. W mojej wersji historii Jagiełło jednak zdobył Malbork, wcielił do Korony Prusy, a potem Inflanty, i mając zabezpieczone tyły przyjął koronę czeską ( a nie wysłał Dymitra Korybutowicza, jak to choćby opisuje Sapkowski w “Bożych bojownikach”). Syn Jagiełły, czyli Władysław Warneńczyk (który u mnie, dzięki pruskim posiłkom, wcale pod Warną nie zginął w wieku dwudziestu lat, tylko założył alternatywną dynastię Jagiellonów – stąd obecny król Władysław V) podobnie jak w rzeczywistości zawarł unię z Węgrami, a szlachta węgierska i czeska, chcąc złamać dominację Litwy w całej federacji wpłynęła na przyspieszenie unii hadziackiej, wyodrębniającą Ukrainę jako osobne terytorium. Stąd Rzeczpospolita Pięciorga Narodów. A tak powstała potęga stworzyła warunki na Akademii Krakowskiej do spotkania się najtęższych umysłów epoki i w związku z tym popchnięcia postępu mocno naprzód (czego kolejną zapowiedzią mają być końcowe rozważania Kopernika nad systemem komunikacji).

Także chyba masz rację co do tego, że to fragment większej całości. 

 

PS. Turcy chyba rzeczywiście coś za łatwo przegrali.

Dzięki za odwiedziny. Szkoda, że bitwa nie przypadła Ci do gustu. Nasze zwycięstwo nie miało być zaskoczeniem, można się go spodziewać od początku. Miała posłużyć jako pretekst do opisu postępu technicznego.

Achilles – Kolun

Adonis

Afrodyta

Agamemnon

Agni

Amaterasu

Apollo

Artemida

Artur – Fizyk111

Aryman

Atena

Baal

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain – Thargone 

Demeter

Eneasz – Żongler

Freya

Gilgamesz

Ginewra

Hades

Hanuman

Hekate

Helena

Hera

Herakles

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna

Izanagi i Izanami

Izyda

Jazon

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna

Lancelot

Lawinia

Loki – Blacktom, Ajzan – kwestia do ostatecznego wyjaśnienia 

Medea

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay

Odyn

Odyseusz

Orestes

Ozyrys

Pan – Asylum

Pandawowie

Perceval [Parsifal]

Persefona – Staruch

Posejdon

Quetzalcoatl – WilkBetonowy

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus

Set – Naz

Siwa

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor

Thot

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra

Zeus

Zygfryd

Dzięki wielkie za łapankę, poprawię po wynikach. Co do tych murów to dodałem "miejskie" dla odróżnienia od zamkowych, pod którymi stoją złodzieje. Zamek jest pośrodku miasta a ono jest otoczone własnymi murami. Ewentualny ciąg dalszy zależy od tematów konkursowych ale pewnie coś się kiedyś pod coś da podciągnąć.

Dziękuję za komentarze, widzę, że deszczowy weekend sprzyja czytaniu :) Bardzo mi miło, że opowiadanie jest tak ciepło przyjęte.

Staruchu, z Planchetem byłeś blisko, ale Wiórek to bardziej Gavroche albo Wiggins.

Dzięki wielkie za łapankę, czekałem na nią. Akurat mój osobista redaktorka /pierwszy czytelnik/ żona nie zdążyła tym razem przeczytać, tak to byśmy chociaż te dialogi wyłapali.

Bardzo dobre. Zazdroszczę pomysłu z posągiem w ciąży, w połączeniu z tropem o rozdzielonych kochankach to zdecydowanie gwóźdź programu.

Dzięki za komentarz.

Skok istotnie poszedł moim złodziejom zbyt łatwo. Myślałem nad jakąś niegroźną komplikacją w trakcie, w czasie której Wiórek musiałby jednak się wysilić i otworzyć jakiś zamek, ale jakoś w końcu nic nie złożyłem do kupy na czas. Zamysł miałem taki, że zamek księcia w prowincjonalnym Gnieździe (nie pokazuję tej prowincjonalności, wiem) sprawia tylko wrażenie trudno dostępnego, a tak naprawdę panuje tam bałagan – spękane mury, ospali strażnicy i niedomknięte drzwi.

Masz oczywiście rację co do wspomnianej przeszłości Cyny. Jak i co do sztampy, chyba wyszło jej więcej niż zamierzałem. Ale to opowiadanie to tylko przerywnik, mający na celu zbliżyć trochę obrażoną Cynę z Wiórkiem. Niech tylko jakiś konkurs podejdzie tematycznie to ho, ho… ;)

 

Starałem się, Finklo, naprawdę. Próbowałem gdzieś upchnąć maga, magiczne zamki albo pułapki, ale nic mi się jakoś nie składało. Ale, jak to Staruch zauważył, to tylko migawka, więc gdzieś tam ta fantastyka się czai na zapleczu i czeka na okazję.

O wow, trzy punkty już? To jakieś rekordowe tempo. Dziękuję za odwiedziny.

MaSkrol, irytację poprawię po wynikach.

Staruchu, dzięki za klika. Co do imion to wzorowałem się na “Chrobrym” Antoniego Gołubiewa, z którego zresztą czerpię dość często. Celowo już nie opisywałem ładowania łupów i spuszczania ich po linie z muru, bo uznałem że to niepotrzebna dłużyzna, ale dwa worki na plecach plus skrzynka wina w ręce i całkiem sporo się zmieści (tak myślę).

mr. maras dwa kliki? To nie błąd systemu? Dziękuję podwójnie.

 

Dzięki za komentarze. Co do dalszych losów bohaterów, to nie wykluczam, że Cyna będzie teraz musiała jakoś odzyskać twarz ;)

Dzięki za komentarz, choć nie bardzo rozumiem co masz na mysli. Skowronek myśli sobie "żeby tylko nie oddał mnie do Bażantów" i to koniec jego myśli. Kolejne zdanie to rzeczywiście wyjaśnienie dla czytelnika ale już narracyjne.

Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podobało.

Mnie też się podobało. Rozumiem, że to inne uniwersum niż w “Czerwonych butach”?

Pięknie napisane, miejscami kojarzyło mi się z Gołubiewem. Nie wszystkie archaizmy znałem, ale z kontekstu można było domyślić się ich znaczenia. Ciekaw jestem ile czasu zajęło Ci stworzenie tego opowiadania?

Bardzo ciekawy pomysł. Jak zauważył ktoś w komentarzach powyżej, temat podróży w czasie zawsze jest ryzykowny. Przyznam szczerze, że sf nie jest moim ulubionym gatunkiem (na ogół gubię się w różnych technikaliach z zakresu fizyki), ale Twoje opowiadanie mnie wciągnęło. Zrozumiałem (chyba) ogólną zasadę przeciwstawnych wektorów, ale ciężko mi to sobie jednak wyobrazić w praktyce. Skoro czas Kacperków płynie odwrotnie, to jeżeli pierwszy spotkany przez ludzi Kacperek (który jest naprawdę ostatnim) atakuje ich i zabija, to w wektorze czasu Kacperków powinien ich zabić, a potem ożywionych zaatakować? 

Chętnie przeczytałbym pełną wersję.

Dziękuję bardzo temu, kto dał mi piąty punkt. Niestety nie umiem odszukać kto to.

Enderek – a to ciekawe, że wspominasz o magu. Pierwotnie właśnie kupcy z Piaszczystego Jęzora mieli być magami, cała kradzież miała się nie udać, a Wiórek i Cyna mieli potem uciekać przed Krogulcem, magami, strażą miejską i konkurencyjnymi złodziejami ( coś jak “Przekręt” Guya Ritchie, gdzie złote jajo przechodziłoby rąk do rąk). Ale limit nie pozwolił, może kiedyś…

Mr Marasie, agenci biorą chyba dwadzieścia procent, więc jeden klik jest Twój ;) Wielkie dzięki za reklamę.

O, dziękuję bardzo. Shoutboks? Co to? Jestem gdzieś promowany? Mr Maras, dzięki za zachwalanie, nie miałem o tym pojęcia.

Fiu, fiu, a to się posypało z komentarzami :)

Dziękuję wszystkim za odwiedziny, a Reg Tarninie za wnikliwą korektę. Ileż to jednak daje spojrzenie innej osoby. Poprawki oczywiście naniosę po wynikach. “Ząb” i “wpół”… ech…

RogerRedeye – skrócić, powiadasz? A mnie się wydawało, że opisów było właśnie za mało. Ktoś jeszcze ma podobne wrażenia do Rogera?

 

 

 

Dziękuję za komentarze, miło mi, że się podobało. Niestety ostatnie kilkanaście godzin spędziłem w samolocie odcięty od netu i termin poprawek minął, ale po rozstrzygnięciu konkursu na pewno poprawię.

Brak elementów fantastycznych… hmmm… przyznam, że możliwość takiego zarzutu nie przyszła mi do głowy. Podczas pisania widziałem Gniazdo ( która to nazwa wraz z rzeźbą założyciela miała sugerować alternatywną wersję legendarnego Gniezna) w swojej głowie i było ono dla mnie miastem umieszczonym w świecie fantasy. Chyba podświadomie założyłem, że czytelnicy też je tak zobaczą, sugerując się właśnie nazwami i imionami. A że pomysł mało oryginalny i sztampą trąci – no cóż, ja właśnie takie lubię najbardziej ;)

No, a teraz pora zacząć czytać konkurencję.

 

 

O proszę, a ja tu w błogiej nieświadomości całego zamieszania. Też byłem pewien, że czas jest do 6 rano.

Dziękuję bardzo wyrozumiałemu jury. 

Czy to jakaś tradycją żeby umieszczać zdjęcia wygranej? Bo ja akurat wyjechany jestem na trochę a książki w domu zostały. Ale jakby co to Orbitowski "Tracę ciepło" i Mark Lawrence "Czerwona siostra". Dziękuję bardzo.

Dziękuję za komentarz. Zakończenie nabrało kształtu w ostatniej chwili, cieszę się, że się podoba. A co do pieniędzy, to wydaje mi się, że to jeden z głównych powodów motywacyjnych większości ludzkich działań, kto wie czy czasem nie silniejszy niż honor albo głód wiedzy.

Wooow, dziękuję bardzo. Warto było czekać ;) Gratulacje dla Wybranietz i Starucha.

No no, widzę, że końcówkę opowiadań przeszedłeś jak burza. Albo przynajmniej jej Cień.

Wow, dziękuję bardzo. Czuję się zaszczycony, cieszę się, że się podobało, takie komentarze zawsze dodają sił do kolejnych zmagań :)

Pamiętam, pamiętam. Zwłaszcza ten końcowy pająk zapadł mi w pamięć.

Na długo. 

;)

Wow, wielkie dzięki za budujący komentarz. Bardzo się cieszę, że się podobało. Akurat poszczęściło mi się z hasłem, przypasowało mi, że tak powiem, zawodowo, a Arkadię mijam codziennie po drodze do pracy, więc tym razem najtrudniejszą część, czyli pomysł, miałem dość szybko z głowy.  Końcową scenę pewnie można było doszlifować, poprawiałem ją do samego końca terminu. 

A że pamiętasz “Opowieść o smoku” to już absolutna wisienka na torcie :)

Dzięki za komentarz.

Śledztwa by nie było, bo żandarmi uczestniczą w całym procederze, a że centaury zamiast szpitala – cóż, po prostu pazernym Zygmuntowi i Chlebowiczowi nie przyszło to do głowy. Ponadto pomysłodawca Chlebowicz jest wielkim miłośnikiem Arkadii (oryginalnie miał większą rolę, ale żeby zmieścić się w limicie musiałem go mocno obciąć) i marzy mu się takie odwzorowanie jej w realu. 

Jakoś producenci nie podzielali jego zdania” zamieniłbym te dwa słowa miejscami.

Przedstawiony świat kupił mnie całkowicie od momentu “Co dokładnie zawierały artykuły opatrzone nagłówkiem i czy w ogóle istniały, to już nikogo nie obchodziło. Opinia została wyrobiona.” Wydaje mi się, że jak na tak krótki tekst świetnie go zarysowałaś. Przydałaby się tylko scena wystąpienia przed komisją. 

Wielkie dzięki za przeczytanie, uwagi i za punkt. 

”Poznałem go raz” tu w znaczeniu “spotkałem go raz”. Jakoś mi się ta forma wydawała właściwa dla XIX wieku, ale to tak na czuja raczej. Ruchy oddechowe też mi lekko nie pasowały, ale w końcu w ferworze terminu zapomniałem coś z tym zrobić.

“kiedy przycinał jej trzcinowe palce do odpowiedniej długości i łączył, tworząc nowy instrument. Jego krótkie, niezgrabne palce wydobywały”

Miałam nadzieję, że to pół królestwa go skusi” a nie powinno być ”te”?

Ogólnie super, fletnia z palców wywołała dreszczyk, a mit na tyle mi nieznany, że nie miałem żadnego poczucia wtórności. Łyknąłem jak pelikan rybę.

A mnie właśnie ten brak kulminacji się podoba, zostawia otwarte zakończenie. Może Lavediere jednak wróci do golema, a może znajdzie go ktoś inny. Rola Madame już skończona, więc opuszcza scenę, zwalniając miejsce dla następnego bohatera.

“z dworem brata Ludwika XVI, który niedawno przebywał w Warszawie” trochę niejasne czy przebywał brat czy Ludwik, dopiero potem w tekście się połapałem.

Bardzo fajne i klimatyczne.

 

Przy zmysłach pozostali już tylko we dwoje.  Chyba “we dwóch”? 

Mnie trochę przeszkadzało, że dowódca raz jest opisywany jako “kapitan” a raz jako “komandor”. Zwłaszcza na początku mi nie pasowało, kiedy pierwszy oficer zwraca się do dowódcy “co powiecie na to, kapitanie?”. W wojsku major to wyższy stopień niż kapitan i miałem wrażenie, że zwraca się do podwładnego. Ja bym ujednolicił wszędzie na komandora, a zdanie zmienił na “Panie komandorze co pan na to?”.

Też do końca wszystkiego nie załapałem, ale klimat jak z Lema.

Fajne, podobało mi się, ale zasad gry w rumla nie pojąłem. Jest licytacja, wymienianie kart, przebicie sekwensu, wszystko elementy znane z innych gier, ale jakoś tak mi zabrakło dokładniejszego wyjaśnienia mechaniki gry. Choć przy tych kartach to znajomość zasad pewnie nawet nie jest konieczna. Generalnie świetny pomysł na wykorzystanie hasła.

To teraz widzę, że Twój nick jest nieprzypadkowy :) Miałem wrażenie jakbym oglądał cudzy sen. Najbardziej podobał mi się odmalowany folklor Finlandii, zupełnie tego dotąd nie znałem.

Wielkie dzięki :) Szczerze rzekłszy, XIX wiek to i nie do końca moja bajka, więc tym bardziej się cieszę, że się podobało.

Dzięki wielkie za punkt :) Zdaje się, że czytaliśmy swoje opowiadania w tym samym czasie :)

 

Nowa Fantastyka