Profil użytkownika

Rocznik 1980. Z wykształcenia i zawodu lekarz weterynarii, ale od czasu drukowanego debiutu wpisuję w CV “pisarz, dorywczo parający się weterynarią” ;). Piszę (jak dotąd) wyłącznie opowiadania na konkursy. Konto na portalu założyłem dawno, ale uaktywniłem się dopiero z okazji konkursu “Jestem legendą”.

W druku albo gdzieś w necie, czyli moje Hall of Fame:

 

2014 Poznań Fantastyczny: Miejska Paralaksa, opowiadanie “Noc nad Wartą”  (wyróżnienie)

2016 Fantazje Zielonogórskie, opowiadanie “Rok 1388” (II miejsce)

2017 Fantazje Zielonogórskie, opowiadanie “Rok 1422” (wyróżnienie)

2017 Kryształowe Smoki, opowiadanie “Sługa Żmija” (II miejsce)

2017 Płock – Miasto Pełne Tajemnic, opowiadanie “Czerwone wzgórze” (II miejsce)

2017 Racibórz prozą zaczarowany – opowiadanie “Głód” (III miejsce)

2018 Pigmalion Fantastyki – opowiadanie “Labirynt” ( II miejsce )

2018 Fantazje Zielonogórskie – opowiadanie “Ben Hur 2384” ( wyróżnienie)

2018 Elgacon, Płock alternatywny – opowiadanie “Płocki gambit” ( I miejsce – nareszcie pierwszy!)

 

Na portalu – 2018, Polski język obcy – opowiadanie “Et in Arcadia ego” (II miejsce)


komentarze: 98, w dziale opowiadań: 87, opowiadania: 19

Ostatnie sto komentarzy

Dzięki wielkie za łapankę, poprawię po wynikach. Co do tych murów to dodałem "miejskie" dla odróżnienia od zamkowych, pod którymi stoją złodzieje. Zamek jest pośrodku miasta a ono jest otoczone własnymi murami. Ewentualny ciąg dalszy zależy od tematów konkursowych ale pewnie coś się kiedyś pod coś da podciągnąć.

Dziękuję za komentarze, widzę, że deszczowy weekend sprzyja czytaniu :) Bardzo mi miło, że opowiadanie jest tak ciepło przyjęte.

Staruchu, z Planchetem byłeś blisko, ale Wiórek to bardziej Gavroche albo Wiggins.

Dzięki wielkie za łapankę, czekałem na nią. Akurat mój osobista redaktorka /pierwszy czytelnik/ żona nie zdążyła tym razem przeczytać, tak to byśmy chociaż te dialogi wyłapali.

Bardzo dobre. Zazdroszczę pomysłu z posągiem w ciąży, w połączeniu z tropem o rozdzielonych kochankach to zdecydowanie gwóźdź programu.

Dzięki za komentarz.

Skok istotnie poszedł moim złodziejom zbyt łatwo. Myślałem nad jakąś niegroźną komplikacją w trakcie, w czasie której Wiórek musiałby jednak się wysilić i otworzyć jakiś zamek, ale jakoś w końcu nic nie złożyłem do kupy na czas. Zamysł miałem taki, że zamek księcia w prowincjonalnym Gnieździe (nie pokazuję tej prowincjonalności, wiem) sprawia tylko wrażenie trudno dostępnego, a tak naprawdę panuje tam bałagan – spękane mury, ospali strażnicy i niedomknięte drzwi.

Masz oczywiście rację co do wspomnianej przeszłości Cyny. Jak i co do sztampy, chyba wyszło jej więcej niż zamierzałem. Ale to opowiadanie to tylko przerywnik, mający na celu zbliżyć trochę obrażoną Cynę z Wiórkiem. Niech tylko jakiś konkurs podejdzie tematycznie to ho, ho… ;)

 

Starałem się, Finklo, naprawdę. Próbowałem gdzieś upchnąć maga, magiczne zamki albo pułapki, ale nic mi się jakoś nie składało. Ale, jak to Staruch zauważył, to tylko migawka, więc gdzieś tam ta fantastyka się czai na zapleczu i czeka na okazję.

O wow, trzy punkty już? To jakieś rekordowe tempo. Dziękuję za odwiedziny.

MaSkrol, irytację poprawię po wynikach.

Staruchu, dzięki za klika. Co do imion to wzorowałem się na “Chrobrym” Antoniego Gołubiewa, z którego zresztą czerpię dość często. Celowo już nie opisywałem ładowania łupów i spuszczania ich po linie z muru, bo uznałem że to niepotrzebna dłużyzna, ale dwa worki na plecach plus skrzynka wina w ręce i całkiem sporo się zmieści (tak myślę).

mr. maras dwa kliki? To nie błąd systemu? Dziękuję podwójnie.

 

Dzięki za komentarze. Co do dalszych losów bohaterów, to nie wykluczam, że Cyna będzie teraz musiała jakoś odzyskać twarz ;)

Dzięki za komentarz, choć nie bardzo rozumiem co masz na mysli. Skowronek myśli sobie "żeby tylko nie oddał mnie do Bażantów" i to koniec jego myśli. Kolejne zdanie to rzeczywiście wyjaśnienie dla czytelnika ale już narracyjne.

Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podobało.

Mnie też się podobało. Rozumiem, że to inne uniwersum niż w “Czerwonych butach”?

Pięknie napisane, miejscami kojarzyło mi się z Gołubiewem. Nie wszystkie archaizmy znałem, ale z kontekstu można było domyślić się ich znaczenia. Ciekaw jestem ile czasu zajęło Ci stworzenie tego opowiadania?

Bardzo ciekawy pomysł. Jak zauważył ktoś w komentarzach powyżej, temat podróży w czasie zawsze jest ryzykowny. Przyznam szczerze, że sf nie jest moim ulubionym gatunkiem (na ogół gubię się w różnych technikaliach z zakresu fizyki), ale Twoje opowiadanie mnie wciągnęło. Zrozumiałem (chyba) ogólną zasadę przeciwstawnych wektorów, ale ciężko mi to sobie jednak wyobrazić w praktyce. Skoro czas Kacperków płynie odwrotnie, to jeżeli pierwszy spotkany przez ludzi Kacperek (który jest naprawdę ostatnim) atakuje ich i zabija, to w wektorze czasu Kacperków powinien ich zabić, a potem ożywionych zaatakować? 

Chętnie przeczytałbym pełną wersję.

Dziękuję bardzo temu, kto dał mi piąty punkt. Niestety nie umiem odszukać kto to.

Enderek – a to ciekawe, że wspominasz o magu. Pierwotnie właśnie kupcy z Piaszczystego Jęzora mieli być magami, cała kradzież miała się nie udać, a Wiórek i Cyna mieli potem uciekać przed Krogulcem, magami, strażą miejską i konkurencyjnymi złodziejami ( coś jak “Przekręt” Guya Ritchie, gdzie złote jajo przechodziłoby rąk do rąk). Ale limit nie pozwolił, może kiedyś…

Mr Marasie, agenci biorą chyba dwadzieścia procent, więc jeden klik jest Twój ;) Wielkie dzięki za reklamę.

O, dziękuję bardzo. Shoutboks? Co to? Jestem gdzieś promowany? Mr Maras, dzięki za zachwalanie, nie miałem o tym pojęcia.

Fiu, fiu, a to się posypało z komentarzami :)

Dziękuję wszystkim za odwiedziny, a Reg Tarninie za wnikliwą korektę. Ileż to jednak daje spojrzenie innej osoby. Poprawki oczywiście naniosę po wynikach. “Ząb” i “wpół”… ech…

RogerRedeye – skrócić, powiadasz? A mnie się wydawało, że opisów było właśnie za mało. Ktoś jeszcze ma podobne wrażenia do Rogera?

 

 

 

Dziękuję za komentarze, miło mi, że się podobało. Niestety ostatnie kilkanaście godzin spędziłem w samolocie odcięty od netu i termin poprawek minął, ale po rozstrzygnięciu konkursu na pewno poprawię.

Brak elementów fantastycznych… hmmm… przyznam, że możliwość takiego zarzutu nie przyszła mi do głowy. Podczas pisania widziałem Gniazdo ( która to nazwa wraz z rzeźbą założyciela miała sugerować alternatywną wersję legendarnego Gniezna) w swojej głowie i było ono dla mnie miastem umieszczonym w świecie fantasy. Chyba podświadomie założyłem, że czytelnicy też je tak zobaczą, sugerując się właśnie nazwami i imionami. A że pomysł mało oryginalny i sztampą trąci – no cóż, ja właśnie takie lubię najbardziej ;)

No, a teraz pora zacząć czytać konkurencję.

 

 

O proszę, a ja tu w błogiej nieświadomości całego zamieszania. Też byłem pewien, że czas jest do 6 rano.

Dziękuję bardzo wyrozumiałemu jury. 

Czy to jakaś tradycją żeby umieszczać zdjęcia wygranej? Bo ja akurat wyjechany jestem na trochę a książki w domu zostały. Ale jakby co to Orbitowski "Tracę ciepło" i Mark Lawrence "Czerwona siostra". Dziękuję bardzo.

Dziękuję za komentarz. Zakończenie nabrało kształtu w ostatniej chwili, cieszę się, że się podoba. A co do pieniędzy, to wydaje mi się, że to jeden z głównych powodów motywacyjnych większości ludzkich działań, kto wie czy czasem nie silniejszy niż honor albo głód wiedzy.

Wooow, dziękuję bardzo. Warto było czekać ;) Gratulacje dla Wybranietz i Starucha.

No no, widzę, że końcówkę opowiadań przeszedłeś jak burza. Albo przynajmniej jej Cień.

Wow, dziękuję bardzo. Czuję się zaszczycony, cieszę się, że się podobało, takie komentarze zawsze dodają sił do kolejnych zmagań :)

Pamiętam, pamiętam. Zwłaszcza ten końcowy pająk zapadł mi w pamięć.

Na długo. 

;)

Wow, wielkie dzięki za budujący komentarz. Bardzo się cieszę, że się podobało. Akurat poszczęściło mi się z hasłem, przypasowało mi, że tak powiem, zawodowo, a Arkadię mijam codziennie po drodze do pracy, więc tym razem najtrudniejszą część, czyli pomysł, miałem dość szybko z głowy.  Końcową scenę pewnie można było doszlifować, poprawiałem ją do samego końca terminu. 

A że pamiętasz “Opowieść o smoku” to już absolutna wisienka na torcie :)

Dzięki za komentarz.

Śledztwa by nie było, bo żandarmi uczestniczą w całym procederze, a że centaury zamiast szpitala – cóż, po prostu pazernym Zygmuntowi i Chlebowiczowi nie przyszło to do głowy. Ponadto pomysłodawca Chlebowicz jest wielkim miłośnikiem Arkadii (oryginalnie miał większą rolę, ale żeby zmieścić się w limicie musiałem go mocno obciąć) i marzy mu się takie odwzorowanie jej w realu. 

Jakoś producenci nie podzielali jego zdania” zamieniłbym te dwa słowa miejscami.

Przedstawiony świat kupił mnie całkowicie od momentu “Co dokładnie zawierały artykuły opatrzone nagłówkiem i czy w ogóle istniały, to już nikogo nie obchodziło. Opinia została wyrobiona.” Wydaje mi się, że jak na tak krótki tekst świetnie go zarysowałaś. Przydałaby się tylko scena wystąpienia przed komisją. 

Wielkie dzięki za przeczytanie, uwagi i za punkt. 

”Poznałem go raz” tu w znaczeniu “spotkałem go raz”. Jakoś mi się ta forma wydawała właściwa dla XIX wieku, ale to tak na czuja raczej. Ruchy oddechowe też mi lekko nie pasowały, ale w końcu w ferworze terminu zapomniałem coś z tym zrobić.

“kiedy przycinał jej trzcinowe palce do odpowiedniej długości i łączył, tworząc nowy instrument. Jego krótkie, niezgrabne palce wydobywały”

Miałam nadzieję, że to pół królestwa go skusi” a nie powinno być ”te”?

Ogólnie super, fletnia z palców wywołała dreszczyk, a mit na tyle mi nieznany, że nie miałem żadnego poczucia wtórności. Łyknąłem jak pelikan rybę.

A mnie właśnie ten brak kulminacji się podoba, zostawia otwarte zakończenie. Może Lavediere jednak wróci do golema, a może znajdzie go ktoś inny. Rola Madame już skończona, więc opuszcza scenę, zwalniając miejsce dla następnego bohatera.

“z dworem brata Ludwika XVI, który niedawno przebywał w Warszawie” trochę niejasne czy przebywał brat czy Ludwik, dopiero potem w tekście się połapałem.

Bardzo fajne i klimatyczne.

 

Przy zmysłach pozostali już tylko we dwoje.  Chyba “we dwóch”? 

Mnie trochę przeszkadzało, że dowódca raz jest opisywany jako “kapitan” a raz jako “komandor”. Zwłaszcza na początku mi nie pasowało, kiedy pierwszy oficer zwraca się do dowódcy “co powiecie na to, kapitanie?”. W wojsku major to wyższy stopień niż kapitan i miałem wrażenie, że zwraca się do podwładnego. Ja bym ujednolicił wszędzie na komandora, a zdanie zmienił na “Panie komandorze co pan na to?”.

Też do końca wszystkiego nie załapałem, ale klimat jak z Lema.

Fajne, podobało mi się, ale zasad gry w rumla nie pojąłem. Jest licytacja, wymienianie kart, przebicie sekwensu, wszystko elementy znane z innych gier, ale jakoś tak mi zabrakło dokładniejszego wyjaśnienia mechaniki gry. Choć przy tych kartach to znajomość zasad pewnie nawet nie jest konieczna. Generalnie świetny pomysł na wykorzystanie hasła.

To teraz widzę, że Twój nick jest nieprzypadkowy :) Miałem wrażenie jakbym oglądał cudzy sen. Najbardziej podobał mi się odmalowany folklor Finlandii, zupełnie tego dotąd nie znałem.

Wielkie dzięki :) Szczerze rzekłszy, XIX wiek to i nie do końca moja bajka, więc tym bardziej się cieszę, że się podobało.

Dzięki wielkie za punkt :) Zdaje się, że czytaliśmy swoje opowiadania w tym samym czasie :)

 

Fajne, lekkie, przyjemne, hasło elegancko schowane (o ile dobrze zgadłem). Muszę się tylko zgodzić ze Staruchem w sprawie bójki, podczas czytania też mi w tym momencie lekko zgrzytnęło. Z tekstu wynikałoby, że Mały śmieje się ze Środkowego, a ten przechodzi do rękoczynów. A przecież sprząta w gabinecie dyrektora, a bójka grozi większym bałaganem. Bardziej pasowałaby mi w tym miejscu jakaś słowna przepychanka, okraszona najwyżej palnięciem w ucho.

“Kciuk, zawsze przeciwstawny”. Za to zdanie nie zapłacisz kartą Visa MasterCard.

Już chyba nie można, pytałem w wątku głównym czy drobne korekty są dopuszczalne i Cień Burzy napisał, że już nie można. Chociaż teraz, jak mi to wytknęłaś, to mnie to gryzie.

“Przy pierwszym czytaniu”, wow, to znaczy, że było drugie? Puchnę z dumy ;)

Wszelkie wzmianki o chatkach i domkach miały z jednej strony na celu odmalowanie ogrodu w Arkadii jako miejsca lekko odrealnionego i tchnącego baśniowa atmosferą, z drugiej miały zaprezentować Karola jako “tego dobrego”, wzdychającego do czasów świetności ogrodu i splendoru rodziny. 

 

Świetny styl, bardzo mi się podobało, choć czytając powyższe komentarze widzę, że nie załapałem mnóstwa podtekstów.

Super, bardzo mi się podobało, czytelne nawet dla kogoś, kto tak jak ja nie bardzo ogarnia technikalia informatyczne. A zwłaszcza “ani pan drogi, ani kolega, a i literka “p” niepotrzebnie się w jednym słowie zabłąkała” – to po prostu genialne.

Dzięki:)

Michał Gedeon Radziwiłł, ojciec Karola i Zygmunta, Naczelny Wódz w powstaniu listopadowym. Potrzebny mi był jako punkt wyjścia do rozmowy, w której profesor mówi, że dokonywał amputacji.

Ha, masz mnie z tą koleją, faktycznie nie przyszło mi do głowy sprawdzić czy taka podróż była możliwa. 

Adamowicz urodził się w 1802 roku, więc tu ma 57 lat. Faktycznie czułem, że za mało go opisałem ale limit znaków… 

 

Dzięki za przeczytanie i uwagi.

 

Napis widnieje na nagrobku Heleny na Wyspie Topolowej w Arkadii. Ja wybrałem interpretację cytatu: "śmierć jest nawet w Arkadii", w kontekście zabijanych tam przestępców.

 

No dobrze, w takim razie jestem skłonny przyznać, że oba skojarzenia były równie prawdopodobne ;)

 

Staruch: Z tym whisky to mnie zagiąłeś, może faktycznie wino pasowałoby bardziej. Po prostu whisky pasowało mi najbardziej do karafki.

Wisielec:  Jeśli chodzi o kolejność skojarzeń, to np. mnie Arkadia kojarzy się przede wszystkim z mitologią. Wydaje mi się też, że dla bohatera XIX wiecznego, a zwłaszcza lekarza obeznanego z łaciną i greką takie skojarzenie jest logiczne.

Co do nieprzydatnych informacji pewnie masz rację, na ogół przeładowuję swoje teksty takimi detalami, ale ja się akurat w takich rzeczach lubuję :)

Rozpatrując proces zszywania profesor traktuje całą rzecz jako eksperyment myślowy, dlatego wchodzi w szczegóły.

 

W każdym razie wielkie dzięki za przeczytanie i uwagi. Nie jestem pewien czy można dokonywać korekt, ktoś wie?

Witam, małe pytanie. Czy drobne korekty są dopuszczalne? Wrzuciłem opowiadanie wczoraj wieczorem a dziś wypatrzyłem jedno powtórzenie, ale jako że już po terminie to nie wiem czy to dozwolone.

A, no właśnie, za pierwszym razem dodałem a tu się nie pojawiło. Już tamto usunąłem, dzięki za czujność.

Dzięki za przeczytanie i za komentarze.  Za pośpiech żałuję i obiecuję poprawę ;) Również życzę powodzenia.

Tak w ogóle, to od początku chciałem, żeby tytuł nawiązywał do “Legendy o Smoku Wawelskim” więc się ten smok w tytule pewnie by znalazł tak czy owak. No ale na pewno można to było sprytniej wymyślić.

Juhuuu!! Dziękuję bardzo za głosy i oddane i nie oddane. Zaraz poprawiam.

 

Anet: Tak, wiem. Już mi się ten tytuł zaczyna śnić po nocach.

Bardzo dziękuję, cieszę się, że się podobało. Dopiero teraz się zorientowałem, że klik to punkt biblioteczny, więc dziękuję tym bardziej. I jeszcze Finkli, Mr. MarasowiNowhermanowi za pozostałe, bardzo mi miło, że spotkałem się z tak ciepłym i merytorycznym przyjęciem. Co do opowiadania nieskrępowanego limitem i czasem konkursowym to nic nie mogę obiecać – tak się składa, że jak dotąd pisałem tylko i wyłącznie na konkursy, a presja czasu jest w moim przypadku niezbędna, żeby zmusić się do pisania. Ale nigdy nie mów nigdy, więc kto wie… ;)

Wow, wielkie dzięki. Nie miałem pojęcia, że tu takie rzeczy można znaleźć. Mimo, że konto mam od lat, to do czasu konkursu Naz byłem martwą duszą. A powiedzcie tak na szybko o co chodzi z tymi punktami do biblioteki? Trzeba uzbierać jakąś ilość, żeby opowiadanie się tam znalazło?

Dobra, raz kozie śmierć, poprawiam. Znalazłem zapis: “Możesz poprawiać drobne usterki techniczne. Większych zmian wprowadzać nie powinieneś, ponieważ na tym etapie użytkownicy powinni móc ocenić takie same teksty”. Mam nadzieję, że powtórzenie kwalifikuje się jako drobna usterka. 

Tego chyba mi nie wolno. Naz napisała: “Poprawki wprowadź, zaliczam je do tych, które można (przecinki, kropki, duże/małe litery). Zmiany fabularne/dopiski itp. są niedopuszczalne”. Zmiana słowa to już chyba dopisek?

Bardzo dziękuję, aż czuję jak mi wyrastają skrzydła ;) Presja czasu była istotnie spora, ale jeśli o mnie chodzi, to czasu zawsze jest za mało, choćby termin był za rok.

Dzięki za komentarze i poświęcony czas. Co do rydwanów, to nigdzie nie napisałem, że jeżdżą po lesie ;) W zasadzie słowo “las” nie pada w moim opowiadaniu ani razu.

 

Ajajaj. Dziękuję za krytykę, szkoda, że już za późno na poprawki. Z bijącym sercem czekam zatem na werdykt, któremu posłusznie się poddam. Na obronę dodam, że to mój debiut na łamach portalu.

Bardzo dziękuję za merytoryczne uwagi i poprawki!

Co do tytułu, rzeczywiście, muszę uderzyć się w piersi – męczyłem się z wymyśleniem do ostatniej chwili. I nie wymyśliłem, a termin był nieubłagany, więc musiałem się ratować takim.

Stylistyka, brak kropek – mea culpa, będę się starał poprawić na przyszłość.

Co do rydwanów natomiast, to po pierwsze Rzymianie zawojowali na nich pół znanego wówczas świata, toteż mogły zostać zapożyczone przez wielu ( a w świecie fantasy to już przez kogokolwiek ;). Po drugie, używali ich również Persowie, Hetyci, Egipcjanie, a także Celtowie. Postać Vanty natomiast wzorowałem trochę na postaci królowej Brytów, Boudiki, która często przedstawiana jest w rydwanie właśnie. Jako że plemię Vanty ucieka z zachodu przed Teutonami, to mogło również rydwany znać. A nasz kraj ma morze, góry, jeziora, lasy, to i płaskiego terenu na bitwę by się znalazło.

Sama bitwa miała być ciut dłuższa, ale znowu – czas, terminy, w ogóle do ostatniej chwili myślałem, że trzeba będzie się poddać z konkursem. Po bitwie Rydgar zajmuje gród bez oporu, bo już nie bardzo jest komu go bronić.

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka