- Opowiadanie: Światowider - Szept wiewiórki

Szept wiewiórki

Uff, udało się przed godziną 0 :D

Informuję, że opowiadanie fabularnie jest w pełni kompletne, jednak, jako że końcówka była pisana właściwie rzutem na taśmę, pewnie zawiera sporo błędów technicznych. Ponieważ łaskawe jury udzieliło takiego przywileju, poprawkami zajmę się jeszcze w niedzielę. Jeżeli znajdą się jacyś dzielni śmiałkowie, którzy zechcą w tym dopomóc łapanką, będę oczywiście dozgonnie wdzięczny, ale generalnie zalecam lekturę po mających nadejść poprawkach.

 

EDIT: Poprawki wprowadzone, opowiadanie można czytać. Ostrzegam jedynie, że bez jakiej takiej znajomości nordyckich mitów (przy czym ja sam znam je tak sobie, mam nadzieję, że nie popełniłem żadnej poważnej gafy) nie wszystko może być zrozumiałe.

Do informacji jury: Poprawki objęły głównie kwestie techniczne (literówki, powtórzenia, zdaniowe niezręczności, interpunkcja). Dodatkowo pewnemu przeobrażeniu uległo zakończenie (zmiana opisu postaci w nim wkraczającej oraz przeformułowanie ostatniej padającej w tekście kwestii). Zmian fabularnych brak.

 

Życzę miłego czytania!

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Szept wiewiórki

Elf niechętnie zanurzył się w długi korytarz, wypełniony morzem świateł i jazgotem słów dochodzących z rozwieszonych wzdłuż ścian ekranów. Zewsząd napierały na niego opięte w drogie garnitury, rozmyte sylwetki osób, z których ust płynął potok niezrozumiałych słów: “Kolejna prowokacja Chin”, “Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiada blokadę cieśniny Malakka. Chiny zagrożone całkowitym odcięciem od światowego handlu”, “Rozmowa z byłym dyplomatą: Czy jesteśmy na granicy wojny?”. Przybyszowi z dalekiego Alfheimu nic nie mówiły te obce nazwy. Niewiele go zresztą obchodziły sprawy mieszkańców Midgardu.

Gdy zbliżył się do drzwi na końcu korytarza, zza nich dobiegły jego uszu głośne krzyki.

– Jak to, człowiek z Vixen News był tam przed wami?! Ile razy mam powtarzać, że jesteśmy wiarygodni, tylko jeżeli znajdujemy się pierwsi na miejscu zdarzenia? – wołał gniewnie piskliwy głos.

Ręka elfa zawisła nad klamką. Szefowi najwyraźniej nie dopisywał dziś humor. Jednak po chwili zastanowienia przybysz pchnął drzwi i przekroczył próg.

Znalazł się w niewielkim gabinecie. Pokój tonął w półmroku, oświetlony jedynie przez mdły blask osaczających zewsząd jego wnętrze ekranów telewizyjnych. Czułe nozdrza elfa uderzył duszny zapach zwierzęcego futra. Nie zaskoczyło go to. Przed nim bowiem, za ogromnym, obstawionym różnorakimi urządzeniami elektrycznymi obleganymi przez sterty dokumentów stołem siedziała… wiewiórka. Czarna, znacznie większa od swych zwykłych, midgardzkich pobratymców, krzyczała ludzkim, cienkim głosem do stojącego przed nią komputera. Widząc to elf przystanął. Tymczasem z ciemności zalegających jeden z kątów gabinetu wyłonił się barczysty, przygarbiony karzeł. Podszedł do elfa i skłonił się przed nim pokracznie.

– Witamy, witamy – wyszeptał. – Proszę wybaczyć chwilę zwłoki, pan Ratatosk już kończy.

Istotnie, wściekłość wiewiórki zdawała się przygasać. Już spokojnym głosem Ratatosk udzielił ostatnich poleceń strofowanemu przed chwilą podwładnemu, po czym zamknął komputer i zwrócił się ku elfowi.

– Czym mogę służyć?

– Przybywam, by zdać relację z danego mi zlecenia.

– Ach, to ty. – W oczach Ratatoska pojawił się błysk ekscytacji. – Dotarłeś do źródła Mimira?

– Tak jest – odparł elf. – Oto co w nim znalazłem.

Położył na stole niewielkie pudełko. Ratatosk niecierpliwie sięgnął po nie i uchylił wieczko. Wciągnął głośno powietrze. Wewnątrz pojemnika leżał biały, okrągły przedmiot, naznaczony pośrodku błękitnym znamieniem, które przecinała czarna kreska.

– Oko Odyna – wyszeptał Ratatosk.

– Co obiecałem dostarczyć, dostarczyłem – oświadczył elf.

Przez chwilę wszyscy milczeli, kontemplując w ciszy widok niezwykłego skarbu.

– Ale, ale – odezwał się nagle Ratatosk. – Oko to przecież nie wszystko. Gdzie Mimir czy raczej jego głowa?

– Nie było jej przy sadzawce.

– Jak to?

– Ktoś musiał nas ubiec – wtrącił karzeł.

Elf pokiwał głową.

– A więc jeszcze nie wszyscy konkurenci wypadli z gry – mruknął zasępiony Ratatosk. – Jeśli jednak ten tajemniczy przeciwnik dotarł do sadzawki przed nami, dlaczego wziął tylko Mimira? Któż nie chciałby, oprócz nieśmiertelnego mędrca, zyskać także mądrość dla samego siebie?

– Ten, któremu ona niepotrzebna, gdyż już ją zdobył – odpowiedział poważnie karzeł.

Zapadło milczenie. Choć wszyscy wiedzieli, kto był właścicielem drugiego oka, nikt nie odważył się wymówić na głos jego imienia.

– Cóż, i tak w tej chwili tego nie rozstrzygniemy – odezwał się w końcu Ratatosk. Zwrócił się do elfa. – Dobrze wypełniłeś zadanie. Jeśli chcesz, możesz podjąć dalszą pracę tu, na miejscu. Poznałeś już Nordriego. – Wskazał karła. – Odkąd upowszechniła się wiara w kulistość świata, biedak stracił zajęcie, więc pracuje teraz u mnie. On wskaże ci nowe obowiązki.

Elf i karzeł skłonili się dyskretnie, po czym opuścili gabinet.

 

***

 

Gdy po dłuższym czasie Nordri powrócił do gabinetu, zastał Ratatoska wciąż wpatrzonego w zawartość pudełka.

– Myślisz, że naprawdę może dać moc przeniknięcia wzrokiem wszechrzeczy? – zapytało zwierzę, nie odrywając wzroku od Oka.

– Nie dowiemy się, póki go nie wypróbujemy.

– Odyn zapłacił za zyskanie mądrości w drugim oku. Czy więc to zyskało tę samą siłę? Przecież stanowiło tylko zapłatę. Owszem, mocząc się tyle tysiącleci w sadzawce powinno przesiąknąć mądrością, ale… czy warto tracić własne oko dla czegoś tak niepewnego?

Pytanie zawisło w powietrzu, oczekując na odpowiedź. Gdy ta nie nadeszła, Ratatosk machnął łapą, jakby odpędzając niewidzialną muchę, po czym zamknął pudełko i schował je do małego, umieszczonego pod stołem sejfu.

– Czy są jakieś wieści? – zapytał, moszcząc się ponownie na swym siedzeniu.

– Owszem i to, co więcej, pomyślne – odpowiedział żywo karzeł. – Blokada cieśnin malajskich jest już pewna. Prezydent Stanów święcie wierzy, że zaginięcie tych okrętów wiąże się z chińskimi manipulacjami GPS-em, dokładnie tak, jak podawał nasz reportaż.

– Doskonale, wchodzimy na ostatnią prostą naszego planu. Czas zatem przystąpić do następnego etapu. Musimy spreparować jakąś amerykańską akcję, coś co mocno ugodzi Pekin i do reszty przekona go, że Jankesi pchają się na cudze podwórko. Tym razem zadanie będzie nieco bardziej wymagające, Chińczycy nie tak łatwo uwierzą naszym mediom. Ale w końcu “The Squirrel’s Whisper” to sprawdzona firma, która nigdy się nie myli. – Zachichotał piskliwie.

– Przecież nie pierwszy raz przekonujemy Chińczyków. Udawało się w przeszłości, uda się i teraz.

– Masz rację. – Ratatosk znów zaniósł się szyderczym śmiechem. – Ach, jakież to paradne! Ci ludzie, którzy przestali wierzyć w bogów, nadal ufają kłamstwom swych władców. Rządzący zaś rozpuszczają sieć fałszu, nie widząc, że sami się w nią motają. Wreszcie wpadają na mądrzejszych od siebie i topią bezpowrotnie prawdę w morzu naszych iluzji. Śmieszne pionki!

– I mnie czasem dziwi, że tak łatwo łykają wszystko, co tylko im podamy.

– Prawda? Mnie to jednak nie zaskakuje. Ci wszyscy wielcy przywódcy są pewni siebie, mają przecież swoich doradców, swoje służby, posłuszne sobie media. Każdy z nich czuje jednak podświadomie, że w istocie błądzi we mgle. Bo jak wierzyć w pełni niekompetentnym wywiadowcom, którzy swą posadę zdobyli tylko dzięki znajomościom, albo ambitnym bezpieczniakom, czyhającym nieustannie na jeden fałszywy krok, by odebrać władzę swemu mocodawcy? Czy nie lepiej, chociaż raz na jakiś czas, zaufać “The Squirrel’s Whisper”które jest przecież niezawodne, zawsze pierwsze na miejscu zdarzenia, zawsze obiektywne, dokonujące trafnych ocen i przewidywań, przekazujące informacje z wręcz nadprzyrodzoną szybkością?

Karzeł chciał coś odpowiedzieć, ale niespodziewanie jego szef nakazał mu gestem milczenie. Ratatosk wbił uważne spojrzenie w ekran stojącego naprzeciw stołu telewizora. Sięgnął po pilot i włączył głos.

– Oryginalna maskotka rosyjskiej armii. Dziś do portu w Murmańsku zawinął okręt Nogot Putieszestwiennik. Pokład jednostki opuścił gigantyczny pies, który towarzyszył w rejsie załodze – relacjonował niewidzialny reporter.

Ekran ukazywał wojskową szalupę, z której, witany owacjami, wyszedł na ląd olbrzymi, czarny pies, przypominający wyglądem przerośniętego wilka. Za nim, trzymając go na smyczy, postępował wychudły żołnierz. Pod oczami, skrytymi przez duże szkła ciemnych okularów, rozciągał się szeroki, słowiański uśmiech. Spomiędzy wyszczerzonych zębów Rosjanina wystawała wykałaczka.

– Cholera – zaklął Ratatosk. – On wrócił!

 

***

 

Następnego dnia zwołano posiedzenie kryzysowe. Oprócz Ratatoska i Nordriego w gabinecie zasiadł Frej, dawny bóg Asgardu, zarządzający w “The Squirrel’s Whisper” programami pogodowymi i rolniczymi, a także Sven, jedyny w tym gronie przedstawiciel zwykłych, midgardzkich śmiertelników.

– Panowie, sytuacja jest zła – rozpoczął Ratatosk. – Wszystko wskazuje na to, że w chwili, gdy nasz plan zaczął docierać do finału, przeznaczenie ubiegło nasze zamiary.

– To znaczy? – przerwał Sven.

– Pasażerowie okrętu Naglfar opuścili jego pokład i zeszli na ląd. To zaś oznacza, że rozpoczął się Ragnarök.

– I w czym to nam przeszkadza? – zapytał znów człowiek. – Przecież cały czas dążymy do sprowokowania końca tego świata. Ragnarök może nam w tym tylko pomóc.

Ratatosk zastrzygł zirytowany uszami.

– Tak, chcemy końca świata, ale nie według scenariusza, jaki gotuje nam przeznaczenie! Ile razy mam to powtarzać?! Jeśli przepowiednie spełnią się bez przeszkód, wszyscy zginiemy w ogniu Surta. Nie ma jednak sensu próba ocalenia dziewięciu światów wbrew wyrokom przeznaczenia. Jedyną szansą jest ich wyprzedzenie. Jeśli koniec nastąpi przed Ragnarökiem, zmierzch bogów nie będzie miał potrzeby nadchodzić. Musi to być jednak koniec zaplanowany przez nas tak, aby nie był ostateczny, aby po nim mogło odrodzić się nowe życie. Jeżeli skłóceni Orzeł i Smok rzucą się sobie do gardeł, wybuchnie bez wątpienia wojna, jakiej nie widziały dotąd oczy ludzi ani bogów. Midgard ulegnie bezpowrotnym zniszczeniom. Nie będzie to jednak całkowita zagłada. Surt nie zostanie wywołany ze swego odwiecznego posterunku, a Drzewo Życia, nawet jeśli runie w starciu dwóch potworów, nie spłonie i stanie się źródłem dla nowych istnień. – Odetchnął. – Dlatego też musimy nieustannie podburzać Orła i Smoka do walki. Wszystkie nasze wysiłki okażą się wszakże daremne, jeżeli Ragnarök dojdzie wcześniej do skutku.

– Jednak czy jest rzeczywiście sens obawiać się Ragnaröku? – przemówił Frej. – Przecież zmierzch bogów nadszedł już dawno. Odyn zaginął, Thor zadowala się rolą filmowej postaci… Dlaczego więc akurat Loki miałby przetrwać? Może to nagranie przedstawia tylko zwykłego, przerośniętego psa i jego właściciela, a my jesteśmy przewrażliwieni.

Przerwał mu głośny, nieprzyjemny dźwięk. Drzwi gabinetu uchyliły się, jakby samodzielnie. Przez szparę do pomieszczenia wleciała przypominająca rozmiarem ludzką pięść mucha. Ogromny owad zatoczył koło nad głowami zgromadzonych, po czym przysiadł na biurku. Ratatosk westchnął.

– Loki, wszyscy wiemy, że to ty.

Mucha w odpowiedzi zerwała się do ponownego lotu i sfrunęła na podłogę. Tu zaczęła jakby puchnąć, a jednocześnie się przeobrażać. Część odnóży znikła, reszta zaś urosła, przybierając kształt rąk i nóg. Od skóry oddzielił się opinający ją czarny ubiór. Głowa nabrała ludzkich rysów. Wreszcie przed zebranymi stanął wysoki, chudy mężczyzna, na którego twarzy malował się szyderczy uśmiech okaleczonych, pozbawionych warg ust.

– Pozdrowienie szanownemu zgromadzeniu – przemówił Loki. – Choć przyznam, że dziwi mnie, kto jest jego przewodniczącym. O, wielki Freju, czy rzeczywiście już tak nisko upadli bogowie Asgardu, że oddają się w służbę zwierzęciu?

– Daj spokój, Loki – odparł Frej. – Jeśli przyszedłeś tu wyłącznie, aby nas skłócić, to niepotrzebnie się fatygowałeś.

– Niepotrzebnie? Och, wręcz przeciwnie. – Zwrócił się do wiewiórki. – Ujrzałem wreszcie na własne oczy, jak urosłeś w siłę, Ratatosku. W czasach, gdy starzy bogowie, pozbawieni wiary ludzi, zostali strąceni z firmamentu, ty odwrotnie, zyskałeś boską potęgę.

– Ty jednak, Loki, również trzymasz się całkiem nieźle – przerwał Ratatosk. – Brak wiary nie odebrał ci, jak widzę, mocy zmieniania postaci.

– Brak wiary? Nie, mnie, podobnie jak ciebie, ten problem nie dotyczy. Drogi Ratatosku, wiesz przecież dobrze, że ludzie, nawet jeśli odwrócili się od bogów, nie przestali ślepo wierzyć w kłamstwa.

Ratatosk nie odpowiedział. Zamiast tego wbił ponury wzrok w blat stołu.

– Tak, tak, mój drogi – ciągnął Loki. – Chciałeś mnie przechytrzyć, a zamiast tego zamotałeś się we własną sieć. Czy zapomniałeś, kto jest bogiem kłamców? Każdy człowiek, który uwierzył w rozsiewane przez ciebie łgarstwa, przybliżał mnie do uwolnienia z lochów Asgardu. Aż wreszcie jestem.

– Loki, zatrzymaj to! – krzyknął nagle Frej, podrywając się ze swego krzesła. – Wiemy, że przystąpiłeś do wypełniania przepowiedni. Pamiętaj jednak, że przeznaczenie nie pozwoli ci stanąć w dogodnym dla ciebie punkcie. Wszystkich nas doprowadzi ono do gorzkiego końca. Czy naprawdę tego chcesz?

Loki zaśmiał się.

– Tak! Wolę stoczyć ostateczną walkę, niż gnić dalej w więzieniu upadłych bogów. Wątpię jednak, by do niej doszło. Gdzie Heimdall, który miałby mnie zabić? Gdzie Surt i jego ogniste zastępy? Daremnie ich wypatrujecie. Wraz z bogami także stare przepowiednie tracą swą moc. Jedynym zagrożeniem dla świata jest twój, Ratatosku, szalony plan. Jeśli skłócisz ludzkie potęgi, świat strawią płomienie równie niszczycielskie, jak te Surta.

– A więc przybyłeś odwieść nas od naszych zamiarów? – zapytał Ratatosk.

– Nie, one i tak nie mają już szans dojść do skutku. Przyszedłem po coś znacznie ważniejszego, coś, co wam nie będzie już do niczego potrzebne. Po Oko Odyna!

Wszyscy poderwali się ze swych miejsc. Sven wyciągnął noszony w kaburze przy pasie pistolet.

– Odłóż tę pukawkę – zawołał wesoło Loki, kładąc rękę na rękojeści przypasanego do boku miecza. – Wystarczy, że zagwiżdżę, a wnet do tej sali wtargnie mój syn, Fenrir. Czy naprawdę chcecie się mierzyć z wielkim wilkiem? Oddajcie mi Oko.

– Nie dostaniesz go – zawołał Nordri, spoglądając ponad ramieniem Lokiego. – Jego pan powrócił.

Zdumiony Loki obrócił się. Przed sobą ujrzał odzianą w ciemny płaszcz, opartą ciężko na dzierżonej w dłoni włóczni, jakby przybitą do ziemi niewidzialnym ciężarem postać. Spod czarnego kaptura błyskało żywym blaskiem tylko jedno oko.

– O… Odyn? – wyjąkał zaskoczony Loki.

– Nic z tego – oświadczył władca bogów. – Nie nadszedł jeszcze czas Ragnaröku, Loki. Twój syn wciąż związany jest kajdanami, a ten pies, którego przyprowadziłeś, to zwykłe zwierzę. Powrócisz do lochu, aby czekać tam na wypełnienie przeznaczenia. – To mówiąc, pchnął Lokiego w kierunku Nordriego. Potężne dłonie karła zamknęły boga kłamstwa w żelaznym uścisku. Odyn zwrócił się z kolei do Ratatoska. – Ty też godny jesteś kary za próbę udaremnienia przepowiedni, a przede wszystkim za naruszenie spokoju sadzawki Mimira. Oddaj Nordriemu Oko.

Ratatosk niechętnie wyciągnął z sejfu pudełko i położył na stole. Odyn uchylił podejrzliwie wieczko, jednak bezcenny skarb nadal leżał nienaruszony wewnątrz.

– Dobrze – przemówił znów jednooki bóg. – Teraz ja z Nordrim udamy się do Asgardu. Muszę dopilnować, aby Loki tym razem nie mógł już wyjść na wolność przed wypełnieniem się czasu. Z tobą zaś, wiewiórko jeszcze się policzę. – Obrócił się do Freja. – Czy i ty udasz się ze mną, czy też wolisz służyć dalej temu zwierzęciu?

Frej uczynił krok, jakby chciał posłuchać wezwania, potem jednak zatrzymał się i odwrócił wzrok. Odyn westchnął.

– A więc bogowie naprawdę upadli.

Po chwili w pomieszczeniu pozostał tylko Ratatosk, Frej i Sven.

– A więc to koniec? – zapytał człowiek.

Ratatosk pokręcił głową.

– Nawet Jednooki nie zawsze dostrzega wszystkiego.

Sięgnął ponownie do sejfu.

– Oto prawdziwe Oko. Starzy zawodnicy wrócili do gry, ale to nie znaczy, że my z niej już odpadliśmy. Kontynuujemy plan.

Koniec

Komentarze

Zewsząd napierały na niego rozmyte sylwetki osób opiętych w drogie garnitury, z których ust płynął potok niezrozumiałych słów:

Z ust garniturów? Może lepiej: “Zewsząd napierały na niego opięte w drogie garnitury, rozmyte sylwetki osób, z których ust płynął potok niezrozumiałych słów”?

 

– Jak to[+,] człowiek z Vixen News był tam przed wami?

 

Nie ma jednak sensu próbować ratować dziewięć światów [może: próba ratowania dziewięciu światów,] postępując wbrew wyrokom przebaczenia [chyba przeznaczenia]. 

 

Musi to być jednak koniec zaplanowany przez nas tak, a by [aby] nie był ostateczny

 

Przez szparę do pomieszczenia wleciała bzycząc nienaturalnie wielka, przypominająca rozmiarem ludzką pięść mucha. Jeśli wielkości ludzkiej pięści, to wiadomo, że nienaturalnie wielka. Zostawiłabym tylko jeden opis wielkości.

 

 

Bardzo dziękuję za poprawki!

 

Rozumiem, iż fabuła tak denna, że szkoda ją nawet komentować ;)

 

Nie ma jednak sensu próbować ratować dziewięć światów postępując wbrew wyrokom przebaczenia. Jedyną szansą jest ich wyprzedzenie.

Raczej dziecięciu światów, wyroków przeznaczenia. I kogo należy wyprzedzić?

 

Ty też godny jesteś kary za próbę udaremnienia przepowiedni, a przede wszystkim za naruszeni spokoju sadzawki Mimira. Oddaj Nordriemu Oko.

“E” ci się zgubiło.

 

Kurcze, to już naprawdę koniec bogów, kiedy rządzi wiewiórka. ;)

Pomysł ciekawy. Można twojego opka odczytywać mitologicznie, Ratatosk rzeczywiście zyskał boską potęgę i rządzi, albo uderzasz w cały dziennikarski światek. Tak czy siak mnie się podobało. Lekko napisane, dobrze się czyta. Nic mi nie zgrzytało. Fajny opek.

Nie wiem tylko czy cię Kuba nie skróci o głowę za tę wykałaczkę. ;)

– Ty jednak[+,] Loki[+,] również trzymasz się całkiem nieźle – przerwał Ratatosk.

Nigdy nie pomyślałabym, że zainteresuje mnie wielka wiewiórka snująca plan zagłady świata, a tu, proszę, wyszło całkiem fajne opowiadanie. Jestem zaskoczona i zadowolona z lektury.

Oczywiście, szkoda mi Lokiego, zawsze źle kończy, ale cóż, tak to jest z czarnymi charakterami. I Odyn swojego oka nie rozpoznał. To nie zarzut, podejrzewam, że mało kto by rozpoznał ;)

Czytało się bardzo dobrze.

Fajne, podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Rozumiem, iż fabuła tak denna, że szkoda ją nawet komentować ;)

Ehh… komentarz zostawiłam sobie na później, kiedy to uzupełnię wiedzę o postaciach, których nie znam (zgłębianie mitologii nordyckiej wciąż w sferze planów), a w Twoim opku Światowidrze, pojawia się kilka, całkiem nowych dla mnie figur. 

Ot, choćby Ratatosk, jako ucieleśnienie szerzących fakenewsy mediów; pozostająca w rękach wiewiórki czwarta władza, odsuwająca w czasie nieunikniony Ragnarok. I porównanie mitologicznych: orła i smoka do USA i Chin – świetnie to zgrałeś :) 

Dobrze napisane, zabawne, przyjemnie się czyta. I chociaż całość sprowadza się, w większości, do rozmowy toczącej się w jednym miejscu – opowiadanie nie nudzi, a to nieczęsto się zdarza. 

Bardzo mi się podobało.

Pozdrawiam! 

 

Nie znałam wcześniej Ratatoska, więc plus za walory edukacyjne. Faktycznie, sprytnie przypisałeś nowe role starym symbolom.

IMO, fajnie, że wyszedłeś z typowego dla siebie rodzaju opowiadań.

Fabuła szału nie robi – więcej gadają niż się dzieje.

Nie skumałam za bardzo roli Lokiego.

Babska logika rządzi!

Ojej, ile komentarzy! Bardzo dziękuję wszystkim za lekturę :)

 

Nie wiem tylko czy cię Kuba nie skróci o głowę za tę wykałaczkę. ;)

Ja bym się raczej cieszył, że moja twórczość jest na tyle znana, iż się czyni do niej nawiązania.

 

I Odyn swojego oka nie rozpoznał. To nie zarzut, podejrzewam, że mało kto by rozpoznał ;)

Od dawna go nie widział. Zresztą, skoro już Ratatosk stworzył podróbę, to pewnie nie była byle jaka ;)

 

Nie skumałam za bardzo roli Lokiego.

Po prostu zwiał z Asgardu i bruździ jak zwykle ;) Przy czym u mnie ma, jak widać, dość nieskomplikowane cele w postaci tradycyjnego przejęcia władzy nad światem :D

Czyta się dość łatwo, choć miejscami tekst sprawia wrażenie przegadanego. Pomysł na rolę wiewiórki przedni. :)

 

Drobiazg:

Ile raz mam powtarzać

Ile razy mam powtarzać

 

 

Powodzenia! :)

O mitologii nordyckiej wiem bardzo niewiele, więc o opowiadaniu mogę powiedzieć tylko, że czytało się całkiem nieźle. Bardzo lubię wiewiórki. ;)

 

ko­ry­tarz, wy­peł­nio­ny mo­rzem świa­teł i ja­zgo­tu słów… –> …ko­ry­tarz, wy­peł­nio­ny mo­rzem świa­teł i ja­zgo­tem słów

 

Po­ło­żył na stole nie­wiel­kie pu­deł­ko. Ra­ta­tosk nie­cier­pli­wie się­gnął po nie i uchy­lił wieko. –> Skoro pudełko było niewielkie, to raczej: …nie­cier­pli­wie się­gnął po nie i uchy­lił wieczko.

 

od­wa­żył się wy­mó­wić na głos jego imie­nia.

– Cóż, i tak w tej chwi­li tego nie roz­strzy­gnie­my – prze­mó­wił w końcu Ra­ta­tosk. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Po­zna­łeś już Nor­drie­go. – Wska­zał na karła. – Odkąd upo­wszech­ni­ła się wiara w ku­li­stość świa­ta, bie­dak stra­cił za­ję­cie, więc pra­cu­je teraz u mnie. On wska­że ci nowe obo­wiąz­ki. –> Prezentując kogoś wskazujemy go, nie na niego. Powtórzenie.

Proponuję: Po­zna­łeś już Nor­drie­go. – Wska­zał karła. – Odkąd upo­wszech­ni­ła się wiara w ku­li­stość świa­ta, bie­dak stra­cił za­ję­cie, więc pra­cu­je teraz u mnie. On zaznajomi cię nowymi obo­wiąz­kami.

 

po czym na­krył wie­kiem pu­deł­ko… –> Może: …po czym zamknął pu­deł­ko

 

firma, która nigdy się nie myli. – Za­chi­cho­tał pi­skli­wie. –> …firma, która nigdy się nie myli. – za­chi­cho­tał pi­skli­wie.

 

Pod ocza­mi, skry­ty­mi przez duże szkła ciem­nych oku­la­rów, roz­cią­gał się sze­ro­ki, sło­wiań­ski uśmiech. –> W jaki sposób uśmiech może rozciągać się pod oczami? A co z nosem?

 

Odyn uchy­lił po­dejrz­li­wie wieko… –> Odyn uchy­lił po­dejrz­li­wie wieczko

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam opowiadanie o zebraniu politbiura, przepychankach politycznych i małej, żeby nie powiedzieć śmiesznej, próbie przejęcia władzy. Wszystko to mogłoby się zdarzyć w zupełnie innej scenografii, a i sztafaż nordyckich stworzeń nie wydał mi się istotny. Początek tekstu obiecuje chyba coś innego, bo koniec niestety mnie rozczarował.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Yantri, regulatorzy, bardzo dziękuję, jak tylko będzie można, zajmę się poprawkami ;)

 

Chalbarczyk,

Przeczytałam opowiadanie o zebraniu politbiura, przepychankach politycznych i małej, żeby nie powiedzieć śmiesznej, próbie przejęcia władzy. Wszystko to mogłoby się zdarzyć w zupełnie innej scenografii, a i sztafaż nordyckich stworzeń nie wydał mi się istotny. Początek tekstu obiecuje chyba coś innego, bo koniec niestety mnie rozczarował.

Masz rację, ale poniekąd na tym się właśnie koncept tego opowiadania opiera, żeby umieścić postaci mitologiczne w znanych nam skądinąd rolach. Dziękuję za czas poświęcony na lekturę :)

 

Drakaino, jak to możliwe, że klik okazał się szybszy od smoka? :D

Bardzo prosto – klik był made in France z komórki ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ładnie, sprawnie, płynnie w czytaniu. Trafne przeniesienie roli roznosiciela plotek do świata informacji.

Fajnie się czytało, choć zakończenie trochę zbyt proste – jeśli Nordri mógł ot tak chwycić Lokiego, to czemu chwilę wcześniej nie stanowił poważnego przeciwnika? Można było jednak trochę bardziej zamieszać przy końcówce. Swoja drogą zastanawiałem się, czy będzie mowa o Fenrirze czy o Garmie.

 

Elf – zastanawiam się czy bardziej by nie pasował alf. Niby tłumaczy się  częściej tę drugą wersję, ale już sama nazwa krainy mówi za siebie.

Edit: choć w sumie współcześnie słowo “alf” kojarzy się z serialem o Alfie :P 

 

Odcięcie od światowego handlu – blokadą cieśniny Malakka i ewentualnymi embargami? Przecież mają jeszcze handel z Rosją i masę wpływów w Afryce, skąd pośrednio cały świat. Ale to akurat opowiadaniu nie szkodzi, konwencja jest jaka jest :)

“uwolnienia z lochów Asgardu” – w mitologii nordyckiej mowa była nie o lochach, a jaskini.

Swoją drogą smutny jest fragment, w którym Odyn zarzuca “upadek”. Vanowie są jednak bogami starszymi od Asów.

 

“Nawet Jednooki nie zawsze dostrzega wszystko.”

– nie dostrzega wszystkiego lub nie wszystko widzi.

 

Całość na plus, z pewnością do biblioteki.

 

Dobrze napisane, ale zgodzę się z Finklą, że przegadane. Spodziewalam się więcej akcji po początku opowiadania, może kontynuacji wątku z elfem…? Jednak poszedłeś w zupełnie innym kierunku, mało rozwijając treść tak naprawdę. Nie znałam z mitologii nordyckiej gadającej wiewiórki, zawsze fajnie jest nauczyć się z tekstu czegoś nowego, ale z drugiej strony nie przepadam za gadającymi zwierzętami:) Także poza tym, że nieźle się czytało, względem treści pozostanę raczej neutralna. Ale nie przejmuj się, wszystkim nie dogodzisz :) Pozdrawiam!

Wiewiórka… Hm, też nie znam się na mitologii nordyckiej, więc z tym większym zainteresowaniem przeczytałam Twoje opowiadanie i muszę przyznać, że całkiem mi spodobało. Sprawnie napisany, trochę zabawny, trochę edukacyjny, w moim odczuciu z pewnością wart biblioteki tekst:)

A – i sam motyw orła i smoka ciekawie przeniesiony. Hm, światowa gospodarka jako współczesny odpowiednik Ygdrasilla (orzeł i smok przy jego końcach) czy jako jego odwrotność?

Dziękuję za kolejne komentarze i kliki!

 

Wilku,

Fajnie się czytało, choć zakończenie trochę zbyt proste – jeśli Nordri mógł ot tak chwycić Lokiego, to czemu chwilę wcześniej nie stanowił poważnego przeciwnika? Można było jednak trochę bardziej zamieszać przy końcówce. Swoja drogą zastanawiałem się, czy będzie mowa o Fenrirze czy o Garmie.

Wcześniej, to znaczy kiedy? Bo Odyn przerwał bitkę zanim się właściwie zaczęła, więc może i bez jego wejścia Nordri byłby górą. Mam świadomość, że zakończenie może nie być najlepszej jakości, ale wpłynęły na to mocno deficyty czasowe ;(

Elf – zastanawiam się czy bardziej by nie pasował alf. Niby tłumaczy się  częściej tę drugą wersję, ale już sama nazwa krainy mówi za siebie.

Podejrzewam, że alfa mało kto by skojarzył, więc elf był zdecydowanie bezpieczniejszy ;)

Odcięcie od światowego handlu – blokadą cieśniny Malakka i ewentualnymi embargami? Przecież mają jeszcze handel z Rosją i masę wpływów w Afryce, skąd pośrednio cały świat.

Wpływy w Afryce niewiele pomogą, jeśli nic z niej nie będzie mogło z niej dopłynąć. A Rosja owszem, gwarantuje przepustowość szlaku polarnego, ale po pierwsze, może stanąć po stronie Stanów (ewentualnie zachować życzliwą im neutralność), po drugie takie pełne uzależnienie od Rosji to dla Chin kiepska perspektywa. No i pamiętaj, że to jest informacja z wiadomości, którym zależy na sianiu powszechnej histerii i paranoi, więc rola cieśniny na pewno będzie przez nie wyolbrzymiana.

A – i sam motyw orła i smoka ciekawie przeniesiony. Hm, światowa gospodarka jako współczesny odpowiednik Ygdrasilla (orzeł i smok przy jego końcach) czy jako jego odwrotność?

To już pozostawię interpretacji Czytelników :)

 

Arya, Katia, walor edukacyjny to akurat nie w pełni moja zasługa, bo sam o istnieniu takiej wiewiórki dowiedziałem się z listy konkursowych bohaterów ;D

Tak jak wielu poprzedników też nie znałem wcześniej postaci Ratatoska. Ustawienie go w roli redaktora wieści i nawiązanie do Smoka i Orła – super. Ale zastanawia mnie postać Svena. Czym zasłużył sobie ten akurat “zwykły, midgardzki śmiertelnik”, żeby zasiadać do narady z nordyckimi bóstwami? Wygląda na to, że to jakaś szycha, nosi broń i jest zorientowany w planie globalnego konfliktu, ale mimo to mam wrażenie, że znalazł się tam przez przypadek. 

Ktoś musi przekazywać decyzje szefostwa tym niewtajemniczonym ;)

Dzięki za odwiedziny!

Wcześniej, to znaczy kiedy?

W trakcie przemowy ;-)

 

Wpływy w Afryce niewiele pomogą, jeśli nic z niej nie będzie mogło z niej dopłynąć

Oj, dopłynie i wypłynie. Duży kontynent i dużo szlaków. A na Oceanie Indyjskim flota chińska raczej sobie poradzi. Co do Rosji – jest drugi szlak transsyberyjski, jest całkiem nowe połączenie do Europy – możliwości jest kilka. Zresztą Rosja bez względu na wersję oficjalną i tak swoje by p[pewnie grała. ale argument z wersją oficjalną trafny – w końcu to jak przekazywanie wieści miedzy smokiem a orłem.

Ale to już offtop :) 

O, tom się podbudował, że jednak coś z tej mitologii nordyckiej kojarzę.

Tekst bardzo fajnie napisany, dobrze się czytało, gadająca wiewiórka, która chce sprowokować zagładę świata to również duży plus. Trochę gorzej z fabułą – w zasadzie mamy tutaj przedstawienie sytuacji (i tu bądź błogosławion, Światowiderze, za to, że uczyniłeś to w formie fajnego dialogu, a nie infodumpu), a później tak naprawdę tylko jedno zdarzenie, mające znaczenie fabularne – Ratatosk wykiwał Odyna i oddał mu fałszywe oko.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Witaj El Lobo!

 

Trochę gorzej z fabułą…

Niestety, jakoś tak mam, że lepiej mi idzie z formą niż treścią ;) Na swoje usprawiedliwienie mogę stwierdzić, że w tym wypadku rozwinięcie w jakiejś większej fabuły skutecznie utrudniały limit i deficyty czasowe.

Nie znam dobrze mitologii nordyckiej, również nie znałam postaci Ratatoska. Gadająca wiewiórka mi nie przeszkadzała. 

Twoje opowiadanie zaczęło się całkiem, całkiem, ale szkoda, że tak mało się działo, a dużo się mówiło. :( Loki zawsze wywołuje u mnie na twarzy uśmiech. ;)

Podobało mi się porównanie USA i Chin do Orła i Smoka. 

 

“Ci ludzie, którzy przestali wierzyć w bogów, nadal ufają kłamstwom swych władców. Rządzący zaś rozpuszczają sieć fałszu, nie widząc, że sami się w nią motają. Wreszcie wpadają na mądrzejszych od siebie i topią bezpowrotnie prawdę w morzu naszych iluzji. Śmieszne pionki!” – To jest dobre.

 

Podsumowując, podobało się, ale pojawiło się rozczarowanie, że nie rozwinęło się tak, jak oczekiwałam po wstępie. No, ale… wszystkim nie dogodzisz. 

Niemniej należą się brawa za wykonanie, skoro twierdzisz, że czas i limit ograniczał, to i tak zrobiłeś kawał dobrej roboty. Poza tym ciekawa jestem innych Twoich tekstów i na pewno się z nimi zapoznam.

 

Pozdrawiam.

Widzę, że wracasz do swoich tematów, Światowiderze. Cóż mogę powiedzieć. W większości zgadzam się z przedmówcami, dobrze napisane, sprawne pióro, warsztat porządny, ciekawy pomysł. Nie zgadzam się tylko z tą lekkością.

Otóż za dużo tu moim zdaniem wykładów. Nie są to stuprocentowe infodumpy, ale raczej właśnie wykłady na temat poglądów i spostrzeżeń Autora dotyczące współczesnego świata, a zwłaszcza mediów, wsadzone w usta Ratatoska. I moim zdaniem nie brzmi to lekko, zwłaszcza w części, w której Ratatosk rozmawia z Nordrim. Niby wiewiór zwraca się do swojego przybocznego, ale w rzeczywistości Autor robi czytelnikowi nienaturalny wykład.

Dosyć ciężko i niezgrabnie rozegrałeś również wejście Odyna, który nie z gruszki ni z pietruszki pojawia się za plecami Lokiego. Sam Loki ma świetne wejście na scenę, ale potem jego obecność rozczarowuje. Niczego nie ugrał, w niczym nie zamieszał i zmył się z pola widzenia. Także Oko Odyna jest "znaczącym artefaktem" tylko w opinii narratora, ponieważ nie odgrywa właściwie żadnej roli w opowiadanej historii.

Całość opowiadania to właściwie incydent. Nie epizod, ale właśnie zaledwie incydent. Po całym "zamieszaniu" Ratatosk wraca do swoich planów, Odyn odchodzi (naiwnie oszukany), Loki odchodzi, nic się nie wydarzyło.

Natomiast tło tego incydentu, pomieszanie świata mitycznego z naszą rzeczywistością, Smok i Orzeł (Chiny i USA) w tle, naprawdę smakowite i przydałaby się do tego tła jakaś bardziej zajmująca i emocjonująca fabuła. A mamy tylko gadkę i dwie niezapowiedziane wizyty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Od strony technicznej jest dobrze. Czyta się gładko, warsztat jest porządny, jest tu masa fajnych pomysłów. Motyw z wiewiórką, wymieszanie współczesności i mitologii nordyckiej w medialnym sosie – to kapitalne tematy.

Tylko, podobnie jak Mr.Maras, mam wrażenie, że to raptem incydent. Trailer, prezentujący bohaterów. Bo choć myśli recytowane przez postacie stoją same na własnych nogach, to jednak końcówka nie daje mi poczucia zamknięcia. Wiewiórka górą, epizodyczne postacie bogów dają się oszukać lub pokonać.

Tak więc, jak na ciekawy miks tematów, wyszło krótko – za krótko. Szkoda, bo koncert fajerwerków zapowiadał się apetycznie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ucieszyłam się, kiedy wziąłeś Ratatoska, bo pomyślałam, że wstrętna wiewióra trafiła do właściwego autora. A na dodatek kompletnie mnie zaskoczyłeś – ale w sumie pozytywnie (jak już się otrząsnęłam z szoku). Pomysł jest arcyzacny i opowiadanie było na granicy podium.

Przychylam się do opinii, że limit zaszkodził pomysłowi (przepraszam!), ale że Jaśnie Panujący Wilk pozwolił na lekkie rozwijanie tekstów, proponuję, żebyś parę rzeczy dopracował, dopowiedział, dowyjaśniał.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję z opóźnieniem za kolejne komentarze!

 

Marasie, zgadzam się z zarzutami, pozostaje mi uderzyć się w pierś. Przypomnę jednak jeszcze raz o deficytach czasowych i limicie, to pierwsze szczególnie wpłynęło na wspomnianą przez Ciebie scenę wejścia Odyna, która była pisana dosłownie na godzinę przed publikacją, więc nie miałem dużo czasu na wymyślanie finezyjnych rozwiązań ;)

 

NWM, pozostaje mi tylko powtórzyć stwierdzenia powyżej :)

 

Drakaino, jeśli zaskoczyłem “w sumie pozytywnie”, to czy w tym zaskoczeniu były elementy negatywne? :D Dziękuję za organizacje tak zacnego konkursu, liczę na jego kontynuację!

Nowa Fantastyka