- Opowiadanie: Finkla - Hipoteza wyrodnego rodzica

Hipoteza wyrodnego rodzica

Zazwyczaj unikam retrospekcji, tym razem tekst na nich bazuje. Zapraszam do lektury. :-)

 

Dzienniczek zmian: na bieżąco poprawiałam różne drobiazgi typu usunięcie powtórzenia czy dodatkowe kilka słów, żeby coś tam uwypuklić. Nic, co wymagałoby ponownej lektury.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Hipoteza wyrodnego rodzica

Prolog

Tomek wszedł do klubu, szybko obrzucił wzrokiem wnętrze. Wprawne oko łowcy lachonów zatrzymało się na dwóch dupencjach. Ta wyższa, szatynka, miała minę niezłej xeny, ale blondynka sprawiała sympatyczne wrażenie i uśmiechała się zachęcająco. Obie sączyły kolorowe drinki i wyglądały na dostatecznie wstawione, żeby zachwycać się najbardziej prymitywnymi sztaplami.

Łowca upewnił się, że breloczek przy kluczykach do cipkowozu jest doskonale widoczny, i ruszył bajerować.

 

***

 

W pierwszej chwili tytuł mile połechtał jej próżność. Proszę, proszę – doczekała się własnej hipotezy! Madeleine chwyciła książkę i zaczęła ją niecierpliwie wertować w kolejce do kasy.

Wkrótce poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, potem na policzki wypełzają palące rumieńce, a w sercu otwierają się liczące sobie tysiące lat blizny. Przez odnowione rany trysnęły wspomnienia z tamtego strasznego dnia.

 

Kłujący oczy blask złotego rydwanu wybłaganego u dziadka Heliosa. Palce zaciśnięte na lejcach, twardych i gładkich od codziennego używania. Wydobywający się z jej gardła dziki i obcy wrzask, którym poganiała rumaki. Cztery białe zady podrygujące we wspólnym rytmie. Mdlący odór strachu. Wiatr szarpiący włosy. Turkot kół na wyboistej drodze z Koryntu i krzyki pogoni. Ciepłe i miękkie rączki obejmujące jej nogi – Mermeros przytulony do prawej, a Feres do lewej. Obezwładniająca fala ulgi, kiedy konie wreszcie rozpędziły się na tyle, aby wznieść rydwan w powietrze.

A potem dwa bzyknięcia strzał, jedno po drugim. I dwa urwane jęki. Dlaczego, dlaczego ówczesne rydwany nie miały osłony z tyłu?!

Nawet nie wiedziała, czyje dłonie trzymały łuki. Dwa, bo strzały różniły się długością i kolorem lotek. Podejrzewała tego… Nawet w myślach nie chciała wymawiać znienawidzonego imienia. Tego kozojebcę, swojego męża i kogoś z jego otoczenia. Może pomagała mu kręcąca tłustym tyłkiem suka Kreuza, może jej ojciec… Medea miała powody, by podejrzewać byłego kochanka. Oczywiście, że później próbowała wskrzesić dzieci, ale żadne zioła nie pomogły – groty strzał posmarowano jakąś skuteczną trucizną; krwią centaura, Hydry lernejskiej albo innego monstrum… Nie każdy miał dostęp do tak silnych jadów, ale flakoniki zostały w pałacu Kreona.

Wiele bezsennych nocy Medea spędziła, zastanawiając się, czy atakujący celowali w nią i spudłowali, czy też trafili, gdzie planowali… Ta druga możliwość stanowiła kolejną poszlakę obciążającą tego szaleńca, jej byłego. Człowieka tak krwiożerczego, że własna rodzina go wygnała. Słusznie, jak pokazał Chronos. Późniejsze plotki głosiły, że jej synków zabili Koryntianie, mszcząc się za przekazanie Kreuzie jakoby zatrutej sukni. Kolejne ohydne łgarstwo! Idiotka dostała wysypki, bo nie otrzepała szaty z proszku przeciw molom.

 

Madeleine otarła łzy z oczu, przycupnęła gdzieś z boku i ponownie, tym razem uważniej, przeczytała fragment z jej pierwszym, prawdziwym, imieniem: „«hipotezę Medei», nazwaną tak od imienia jednej z najgorszych matek wszech czasów”. Doprawdy?! Skąd współcześni mogą o tym wiedzieć? Ludzie tak chętnie ferowali wyroki. Tym chętniej, im bardziej wykoślawione plotki leżały u ich podstaw. Pominęła pół akapitu, które przejrzała wcześniej, i czytała dalej: „Tam Medea urodziła Jazonowi dzieci. Szybko jednak stwierdziła, że Jazon nie jest tym, do którego pod wpływem czarów zapałała uczuciem, i w odruchu zemsty (no bo przecież Jazon był złym ojcem, a jej przyszło być matką) zabiła wszystkie swoje dzieci”. Stek okrutnych, podłych kłamstw! I ani słowa o wiarołomstwie Ajsonidy, że też Zeus Lacedemoński, prześladowca krzywoprzysięzców go nie pokarał!

 

Ze złością zatrzasnęła książkę, nawet nie dostrzegając, że zagina kartki, zerknęła na okładkę. Oczywiście! Peter Jakiś-tam. Kolejny samiec, tak przepełniony nienawiścią do kobiet, że bezkrytycznie łyknie każdą bzdurę, która stawia je w złym świetle. Zabić własne dzieci! Też coś! Żadna matka by tego nie zrobiła. Nie po długiej ciąży, nie po przeżyciu porodu. To ojcowie zawsze gotowi byli sprzedać własne dziecko dla doraźnych korzyści – czy to oddając je w niewolę za garść monet, czy to składając w ofierze w nadziei na przebłaganie bogów. Tak próbował zrobić Agamemnon z Ifigenią, podobnie chciał uczynić ten szalony starzec z wyjątkowo mizoginistycznej wschodniej religii – bodajże Abraham z Izaakiem. Albo jakiś tam jego krewniak z Sodomy, który wolał oddać własne córki w ręce bandy gwałcicieli, niż zaryzykować, że obcy mężczyźni będą przez nich molestowani.

Ale to mężczyźni spisywali traktaty, to oni wystawiali sztuki, to oni dyktowali Klio, w co ma wierzyć… Brednie, jakoby Medea zamordowała dzieci, pewien obleśny staruch wyssał z brudnego palca, którym dopiero co gmerał między pośladkami smukłego efeba. Nie było nikogo, kto mógłby się ująć za skrzywdzoną – dla kochanka niegodnego jej uczuć rzuciła własną rodzinę. Przynajmniej zadbała, aby imię oszczercy utonęło w bezdennych odmętach zapomnienia. Najpierw przekupiła Mnemozynę, a później zniszczyła każdą kopię jego, wątpliwej jakości, dramatów. Niestety, w międzyczasie Eurypides zdążył podchwycić temat, a tego już Medea nie zdołała wymazać z palimpsestu zbiorowej świadomości Hellenów. Zbytnio cenili sztuki syna Mnesarchosa.

 

Madeleine potrząsnęła głową, próbując przepędzić z niej wspomnienia. Pomogło w umiarkowanym stopniu – kurtyna opadła na najczarniejsze sceny, ich miejsce zajęła odwieczna walka przeciwko samczemu punktowi widzenia. To Medea stała za sukcesami Joanny d'Arc, chichocząc w kułak, ilekroć wspominano o boskiej inspiracji jej misji. Ale wkrótce dziewusze triumfy uderzyły do głowy i przestała słuchać rad starszej czarownicy.

A szkoda, potem już Medea nie trafiła na tak wybitną uczennicę. Starała się poprawić los wielu pokojówek zbrzuchaconych przez pana lub panicza, któremu nie mogły odmówić, a potem wyrzucanych na bruk za złe prowadzenie się. Jednak to były pojedyncze przypadki, nic nie zmieniające w zakłamanym społeczeństwie.

Wtedy zaczęła pracować nad twórczyniami, aby kształtować opinie. Bez liczących się sukcesów – emancypujące pisarki zlewały się w masę jednorodną jak piach na pustyni pozbawionej zielonych oaz i strzelistych skał. Niektóre gąski wolały opiewać uroki małżeńskiej idylli u boku doskonałego amanta. Wreszcie Medea porzuciła je i przyłączyła się do sufrażystek. Te przynajmniej miały wolę walki!

Ciągle pamiętała odór palonych staników. Kojarzył jej się ze spopielonymi (zawsze przez krwiożerczych samców!) wioskami. Przy każdej demonstracji nalegała, żeby biustonosze pociąć na drobne kawałki i obrzucić nimi wrogów, ale sojuszniczki upierały się, że ogień będzie bardziej widowiskowy.

Ale widocznie jeszcze nie dokonała wystarczająco dużo. Odłożyła książkę na najbliższą półkę i wymaszerowała z księgarni.

Czas wykorzystać zastępy kobiet zgromadzonych w parlamentach i palestrach!

 

Epilog

Tomek wyszedł z sali zdruzgotany.

W tym związku od samego początku nic nie szło zgodnie z planem. To miało być szybkie pukanko bez zobowiązań, ale skończyło się ciążą. A przecież się zabezpieczył! Potem Violetta oznajmiła, że religia zabrania jej aborcji. Dziwne, że cudzołożenia nie zabraniała – dupencja pieprzyła się z entuzjazmem i wyraźną wprawą. Matka tak długo wierciła Tomkowi dziurę w brzuchu, że w końcu się oświadczył, chociaż przerażała go perspektywa zostania mężem i ojcem. Ale ku ogólnemu zaskoczeniu Violka odmówiła, poprzestając na wspólnym mieszkaniu. Bo śluby są passé! Jej kawalerkę, którą Tomek – jak ciężki frajer – wyremontował, mieli wynajmować. Ostatecznie zamieszkała w niej ta sprzedajna suka. Wyprowadziła się dwa miesiące przed porodem. Bez żadnej przyczyny, awantury – ot, spakowała ciuchy, kosmetyki i zniknęła. Przez pół roku Tomek, chociaż zmęczony po robocie jak pies, codziennie zapychał (godzinę w jedną stronę), żeby wykąpać Robercika. Zapłacił za cholerne chrzciny, mimo że sam uważał się za ateistę. A tydzień później wyjął ze skrzynki wezwanie do sądu.

Na sali rozpraw znalazł się sam przeciwko pięciu babom – synka nie zaproszono. Zresztą, i tak jeszcze nie potrafił powiedzieć „tata”. Żadna z nich nie miała wątpliwości, że matka, ta pazerna kretynka niezdolna do założenia rodziny, zbrojna jedynie w bazarowe cwaniactwo, lepiej wychowa chłopca. Ojciec został zredukowany do portfela.

 

 

 

 

 

Posłowie

Cytaty pochodzą z książki Petera Warda „Hipoteza Medei. Czy życie na Ziemi zmierza do samounicestwienia?”, w tłumaczeniu Moniki Betley.

Koniec

Komentarze

No i pięknie!

 

Boże, jak zobaczyłam autor “Finkla”, to serce zaczęło mi walić o żebra! Tak czułam, że to nie będzie byle co, i się nie zawiodłam. :)

Kobieto! Potrafisz grać na emocjach!

 

Majstersztyk! 

 

 

Sara

Dziękuję, Saro. :-)

Nick przyprawiający o palpitacje? Straszna sprawa. ;-)

To dla mnie coś nowego. Raczej czytelnicy narzekają, że emocji dostali za mało. Dobrze, że tym razem się udało. Albo przynajmniej z Tobą. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemny tekst. Mnie nie porwał tak bardzo jak Sary (ale to, zapewne, przez ten aspekt, na który specjalnego wpływu nie mam ;-)). 

Jeśli chodzi o nick… również dostałem palpitacji, więc coś musi być na rzeczy. 

Odwrócenie historii i polemika z książką, świetne. Motyw bogini prowadzącej wojnę z samcami, rewelacyjny. No strach się bać. 

Tomka szkoda, ale sobie zasłużył. 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! :-) 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ujmę to tak. W trakcie pierwszego czytania z moich ust padało: 

“Co za dziwka..” “Co ona pierniczy?” “Co za… “ i inne epitety, których tu nie przytoczę. ;)

Tekst, moim zdaniem, wzbudza emocje, ponieważ idealnie komponuje się z rzeczywistością. I nie chodzi mi o kluby, czy drogi wóz. Nie skupiasz się na świecie materialnym, a na poglądach i zachowaniach społecznych. Przywołujesz nienawidzące mężczyzn feministki, a później pokazujesz, jak ojciec dziecka jest odpychany na bok, tyra na synka i na tą puszczalską cwaniarę. Emocje się pojawiają, kiedy czytelnik ma swoje zdanie na ten temat, jest po czyjejś stronie. Ja osobiście chłopu współczułam.

Poza tym świetna narracja.

Podoba mi się to, jak opisałaś realia. Jest jakiś tam klub, jest jakieś tam auto i jakieś tam cizie. W zasadzie opis świata ubogi w szczegóły, a jednocześnie wyśmienity! Pojawiają się słowa, które pasują do przedstawianej rzeczywistości: lachony, dupencje, cipkowóz itp. Nie potrzebowałam długich opisów, by wyobrazić sobie otoczenie. I na koniec dodam, że pomysł z retrospekcją znakomity!

 

Pozdrawiam :)

 

Sara

Dziękuję, MaSkrolu. :-)

Naprawdę mój nick stanowi zmorę dla kardiologów? Może dlatego żaden z portalowych lekarzy dawno nie nominował mojego tekstu. ;-)

Fajnie, że było przyjemnie.

Lubię odwracać historie. Te popularne wersje wcale nie muszą być prawdziwe. Tym bardziej, że motyw zabijania własnych dzieci faktycznie pojawia się dopiero u Eurypidesa. Wcześniej chyba przyjmowano, że zamordowali je Koryntianie, bo to one wręczały księżniczce zatrutą suknię.

Trochę sobie zasłużył, ale nie aż na tyle, IMO. No, tu zostawiam miejsce na opinie czytelników. Sami sobie decydujcie, po której stronie się opowiedzieć. :-)

 

Saro, tak, zgadza się – dzisiejsze sądy rodzinne (przynajmniej w Polsce) dyskryminują facetów, często bez wnikania w szczegóły. Bo matka to matka. Ale to pewnie przynajmniej częściowo efekt odchylenia wahadła w drugą stronę. Przez całe wieki konsekwencje niechcianej ciąży ponosiły głównie kobiety.

Wiesz, Medea też miała trochę racji (szczególnie, jeśli założymy, że to nie ona zabiła dzieci) – Jazon przysięgał jej miłość, ona zerwała z rodziną i uciekła z nim, a on po kilku latach chciał się chajtać z inną księżniczką, ślub z Medeą uznawał za nieważny (i Ward wcale o tym nie wspomina). Zostawił pierwszą żonę na lodzie – mogła się na byłego wkurzyć.

Miło mi, że opis świata się podoba.

Słowa czerpałam z jakiegoś internetowego słownika. Sama o cipkowozie wcześniej nie słyszałam. ;-)

 

Babska logika rządzi!

Sama o cipkowozie wcześniej nie słyszałam. ;-)

Kill BIlla nie oglądałaś?

 

Opowiadanie, które nie tylko o czymś opowiada, ale jeszcze ma coś do powiedzenia. Już samo to zasługuje na uwagę. A to, że zostawiasz miejsce na interpretację czytelnika, na to, by wyrobił sobie własne zdanie sprawia, że tekst tym bardziej jest godny pochwały. Nominowałbym, gdybym mógł.

 

Uwag do samej fabuły w zasadzie nie mam. Struktura poprawna (no, może epilog pół ciuta za długi).

Chciałem narzekać na ten fragment:

„Tam Medea urodziła Jazonowi dzieci. Szybko jednak stwierdziła, że Jazon nie jest tym, do którego pod wpływem czarów zapałała uczuciem, i w odruchu zemsty (no bo przecież Jazon był złym ojcem, a jej przyszło być matką) zabiła wszystkie swoje dzieci”.

Ale rozumiem, że to cytat i pretensje nie do ciebie. Więc tylko poburczę pod nosem. 

Idiotka dostała wysypki, bo nie otrzepała szaty z proszku przeciw molom.

Hm… Nie wiem, czym w czasach mitologicznych odstraszano mole, ale aby nie lawendą? Bo przecież nie naftaliną. 

Dziękuję, None. :-)

“Kill Bill”? Chyba nie oglądałam. Ale tytuł coś mi mówi, więc może jednak, dawno temu, w odległej galaktyce…

Cieszę się, że tekst Ci przypadł do gustu i aż tyle zalet w nim widzisz.

Jeśli chcesz dać bibliotecznego klika, to pewnie zdążysz uzupełnić ten brakujący tekst. ;-)

Prawda, epilog wyszedł przydługi, ale chciałam wspomnieć o wielu rzeczach.

Tak, to cytat, dokładnie tak stoi w książce Warda.

Też nie wiem, jak starożytni zwalczali mole. Ale pamiętajmy, że Medea była czarodziejką, na pewno dysponowała skuteczniejszymi środkami niż ziółka. Może drobno zmielona sierść Cerbera?

Babska logika rządzi!

w sercu otwierają się liczące tysiące lat blizny

Frazeologizm, który jest w użyciu, to: liczyć sobie X lat.

Zeus Lecedemoński

Lacedemoński.

Ajsonidy

Po polsku raczej: Ajzonidy. (Transliterując) Iasōn → Jazon, więc Aisōn → Ajzon.

 

Jak dla mnie – bez rewelacji.

 

Prawdziwe dzieje Medei, motyw: historia przekłamana – tak, tu był potencjał. Nie wykorzystałaś go. Zamiast snuć dramatyczną opowieść, szybko podsumowujesz, co się wydarzyło. Od razu odsłaniasz wszystkie karty, po czym przechodzisz do opisu wściekłości bohaterki, by przytoczyć przykłady niesprawiedliwości systemu patriarchalnego. Przy czym Abraham i Lot to taki standardzik.

Część opowiedziana z punktu widzenia Tomka jest wybitnie mało oryginalna. Trudno, zapewne nie miała być, nie musiała. Ważne, że się wkomponowuje. Cóż, tutaj też większych emocji nie doświadczyłem. Słownictwo Tomka ciekawe. Irytowało mnie (czyli jednak jakieś wzruszenia-poruszenia były ;]) – uznaję to za zamierzony efekt, więc w porządku.

 

Plusik za fajne nawiązanie do tytułu książki Warda.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Jerohu. :-)

Babole zaraz poprawię. Oprócz Ajzonidy/ Ajsonidy. Sama tego nie wymyśliłam, wzięłam z jakiegoś cytatu w “Mitologii Greków i Rzymian” Kubiaka, więc raczej będę się tego trzymać.

Nie wiem, czy potrafiłabym wycisnąć z tej historii dramatyzm, skoro wszyscy wiedzą, że te dzieci jednak zginęły. Próbowałam go streścić we wspomnieniach.

Tak, część o Tomku nie miała być oryginalna, wprost przeciwnie, chciałam, żeby była generyczna. Pewnie każdy zna jakiegoś Tomka.

Słownictwo Tomka. No, świętym to on nie mógł być. Zaiste, powiadam Ci, gdyby poznał swoją żonę, jak mąż poznaje niewiastę, dopiero podczas nocy poślubnej, nie miałby takich problemów. Gdyby wybrał ją staranniej, bez zakładania, że zarywa, zalicza i zapomina – też nie.

Babska logika rządzi!

Oprócz Ajzonidy/ Ajsonidy. Sama tego nie wymyśliłam, wzięłam z jakiegoś cytatu w “Mitologii Greków i Rzymian” Kubiaka, więc raczej będę się tego trzymać.

Pewnie Kubiak cytował jakieś stare tłumaczenie “Odysei”. Nie upieram się jednak, różne transkrypcje i transformacje są możliwe. Również i takie nie do końca konsekwentne. Na przykład pojawiająca się w Twoim opowiadaniu Mnemozyna tu i ówdzie występuje jako Mnemosyne lub Mnemosyna.

A Lacedemon może być Lakedajmonem (ta wersja jest w sumie bliższa oryginałowi, ale – według mojego rozeznania – znacznie rzadsza).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aż sprawdziłam – to był cytat z Apoloniusza Rodyjskiego.

Prawda, Mnemozyna występuje w tylu wersjach, że można sobie wybierać.

No popatrz, a ja w ogóle myślałam, że to jest ta Lacedemonia, a nie ten…

Babska logika rządzi!

A tu proszę, płeć też nie musi być stabilna… W języku zupełnie jak w przyrodzie ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Faktycznie, przyroda ma różne sposoby na decydowanie o płci. Ale żeby po śmierci organizmu? To już perwersja! ;-)

Babska logika rządzi!

Nie spodobało mi się, co więcej, nie spodobało mi się w dwojaki sposób.

 

Literacko ten tekst jest kawą na ławę. Medea streszcza, jak wyglądało jej życie, nie ma tu żadnego suspensu, ciekawości u czytelnika, niepewności i oczekiwań co do tego, co może się zdarzyć. Ot, Medea mówi, że było tak i tak, i nara. Część Tomka jest króciutka i potraktowana po łebkach, także trudno mu kibicować – wprost mówisz, że mamy mu współczuć, tyle że ja ledwie faceta znam i nie wiem, dlaczego miałby być lepszym opiekunem niż Viola. No i nie wiem, jak on się ma do Medei – mam wrażenie, że historia jest doczepiona do historii boginii.

 

Ideologicznie, widzę że chciałaś poruszyć fajny temat, w dodatku bliski mojemu sercu, bo równouprawnienie i feminazizm, który wyewoluował z feminizmu. Ale chyba zabrakło tu kilku-kilkunastu tysięcy znaków, by tekst był czymkolwiek więcej niż prostacką wręcz ekspozycją (paczcie, niedobre kobiety nie pozwalają mu zaopiekować się dzieckiem). Owszem, statystyki pokazują, że w przeważającej części spraw to matka otrzymuje opiekę nad dzieckiem. Nikt jednak nie prowadzi statystyk pokazujących, ile z tych mężczyzn faktycznie próbowało otrzymać wyłączną opiekę. A psychologia jest nieubłagana – dziecko do pewnego roku życia potrzebuje głównego opiekuna, którym zwykle jest matka, bo to ona karmi i spędza z dzieckiem najwięcej czasu. W twoim tekście nie widzę powodu, by sympatyzować z Tomkiem – czy Viola była złą matką? Co w sytuacji, gdy oboje rodzice są dobrymi rodzicami? Powinni dzielić czas dziecka po równo? I to jest złe rozwiązanie, bo dziecko nie posiada potrzebnej mu stabilizacji. I Tomek, który został zmuszony do zaręczyn przez matkę (ergo sprawia wrażenie niezbyt dojrzałego) i płacze, że jechał samochodem godzinę, żeby wykąpać dziecko też nie wydaje się typem, który jest najlepszym ojcem świata i zasługuje na opiekę nad dzieckiem bardziej niż Viola, która śmiała wyprowadzić się od niego, mimo że tak się starał (”niezdolna do założenia rodziny”, ach, urażona duma!). I bardzo dobrze – czasy się zmieniają, nie trzeba męczyć się w nieszczęśliwym małżeństwie, bo co ludzie powiedzą. 

 

Językowo zdarzają się perełki – dużo humoru, jak zwykle u ciebie – ale pierwszy fragment brzmi jakby został napisany przez komputer udający nastolatka. Bardzo dziwnie i w kompletnie odrealniony sposób.

 

Zabić własne dzieci! Też coś! Żadna matka by tego nie zrobiła. Nie po długiej ciąży, nie po przeżyciu porodu.

 

Ile lat ma Medea? Bo troszkę naiwno-głupiutka jest, wygłaszając takie tezy z takim przekonaniem. Parę tych matek zabijających własne dzieci się znalazło i w swoim kilkutysięcznym żywocie powinna się z takimi spotkać.

 

 

codziennie zapychał (godzinę w jedną stronę), żeby wykąpać Robercika.

A Viola zapierdalała pozostałe 23 godziny na dobę z Robercikiem ;)

No i – chyba zapylał? Dziwne to zapychanie, pierwsze słyszę o użyciu tego słowa w takim kontekście.

 

 

Fajnie, że wzięłaś sobie na warsztat kontrowersyjny temat, ale nie podobał mi się format, w jaki go wykorzystałaś. Za krótko, zbyt po łebkach, zbyt czarno-biało.

 

Uściski!

Dzięki, Kam. :-)

Szkoda, że się nie spodobało.

Tak, po opublikowaniu trochę się zaczęłam bać zarzutu, że mówię, a nie pokazuję.

Hmm. Chyba nie zmuszam do opowiadania się po stronie Tomka – on też nie jest święty. Możesz mu kibicować albo nie, czuj się swobodna w tym wyborze. ;-)

Do Medei ma się tak, że jej działania wpłynęły na jego życie.

Chciałam pokazać, że Viola była matką, która nigdy nawet nie spróbowała założyć rodziny. Ja jestem konserwatywna i uważam, że dla brzdąca najfajniej jest, jeśli ma w domu i mamę, i tatę. A do tego wierzę, że nie powinno iść się z kimś do łóżka, jeśli nie chciałoby się z nim potem spędzić dłuższego czasu. OK, spróbuję to odrobinę rozwinąć.

Dla mnie sytuacja, kiedy o wszystkim decyduje jedna strona (od modelu rodziny do chrzcin) nie jest zdrowa. Tomek od momentu poczęcia nie ma już nic do gadania. Tak, Viola zajmuje się dzieckiem przez większość jego dnia. Ale ona sama tego chciała.

Styl prologu – no, tak sobie wyobrażam żargon bywalców klubów. Przesadziłam?

Wiek i poglądy Medei. A czy jesteś pewna, że fanatycy (czy to chrześcijańscy, czy to muzułmańscy, czy to jeszcze inni) nigdy nie spotkali przyzwoitego człowieka z tej drugiej strony barykady? Czy żaden nazista na początku kariery nie szył sobie ubrań u doskonałego żydowskiego krawca? Czy to w istotny sposób wpłynęło na złagodzenie przekonań?

Zapychać a zapylać. Skorzystałam z ostatniego słownikowego znaczenia zapychania: “iść gdzieś szybko lub z wysiłkiem“. Mam wrażenie, że w slangu to poszło bardziej w stronę jazdy.

Babska logika rządzi!

Chciałam pokazać, że Viola była matką, która nigdy nawet nie spróbowała założyć rodziny.

Opowiadanie sugeruje jednak coś innego. Zaręczyny się odbyły, Tomek i Viola mieszkali razem – próba założenia rodziny była. W dodatku Tomek garnął się do sprawy równie gorąco, co Viola – zaręczyny wymusiła matka, cały akapit jest zresztą w tonie “no, ja się wysiliłem, a ta baba nie doceniła łaski pana”. Ale tu problemem jest zbytnie streszczenie wydarzeń, brak tego, co pewnie miałaś w głowie, a bez tego trudno wypełnić sobie luki w historii.

 

Chyba nie zmuszam do opowiadania się po stronie Tomka

Narracja Tomka jednak sugeruje winę Violi: pazerna kretynka niezdolna do założenia rodziny, zbrojna jedynie w bazarowe cwaniactwo. To jedyne informacje, jakie mamy na temat dziewczyny. Nie widzimy jej zachowania, nie widzimy żadnych scen z nią – bo wszystko jest streszczeniem. Nie posiadamy więc żadnej opozycji do narracji Tomka, która mogłaby sprawić, by czytelnik mógł wyrobić sobie własne zdanie. Bardzo zaszkodziła temu tekstowi forma opowiadania.

 

Dla mnie sytuacja, kiedy o wszystkim decyduje jedna strona (od modelu rodziny do chrzcin) nie jest zdrowa. Tomek od momentu poczęcia nie ma już nic do gadania.

 

I to jest dla mnie ciekawsze niż całe twoje opowiadanie, w dodatku mniej skrajne i pozostawiające miejsce na interpretację. Ty nie dość, że poleciałaś po stereotypach, to jeszce zrobiłaś to po łebkach. Bardzo szkoda, bo pisarką jesteś zdolną i wiem, że potrafiłabyś napisać to w nie czarno-biały sposób.

 

Styl prologu – no, tak sobie wyobrażam żargon bywalców klubów. Przesadziłam?

Mnie trochę mierziło, choć to rzecz jasna subiektywne wrażenie. Właśnie dlatego, bo wyglądało jakbyś wzieła te słowa z jakiegoś losowego generatora slangu.

 

nigdy nie spotkali przyzwoitego człowieka z tej drugiej strony barykady?

Medea jednakże stwierdza tutaj fakt – żadna matka nigdy nie zabiłaby swojego dziecka. Ten fakt kompletnie nie ma poparcia w rzeczywistości i osoba, która żyje na tym świecie kilka tysięcy lat nie może powiedzieć czegoś takiego.

 

No, na koniec, mam nadzieję, że się nie gniewasz. Jakby opowiadanie było słabe, to bym porzuciła bez komentarza, a jednak z przyjemnością nad nim dyskutuję :) 

OK, napiszę wyraźniej, że Viola nie przyjęła oświadczyn, chociaż przez parę miesięcy mieszkała razem z Tomkiem.

Hmm. Masz rację, że Violę pokazuję jedynie oczami Tomka. Ale z Jazonem jest to samo. Może Medea nie była dobrą żoną… No trudno, to już za duża zmiana, żeby przy tym majstrować.

Ej, generator slangu nie był losowy! Starannie wybierałam słowa, wgłębiałam się w niuanse różnic między blacharą, barbie a dupencją. ;-)

Kategoryczne twierdzenia Medei. Eeee, pamięć ludzka jest zawodna. Wyparła niewygodne fakty. Zresztą, raczej obracała się w babskich środowiskach, rozmawiała z kobietami, bo za facetami nie przepadała… Przez większość życia miała niereprezentatywną próbę.

No co Ty?! Pewnie, że się nie gniewam. Lubię rozmawiać o swoich tekstach, a z laurek niewiele się można nauczyć. Offtopy też lubię, prawie jak Staruch. ;-)

Babska logika rządzi!

Będzie trochę krótko, bo i krucho u mnie z czasem.

Może być też niespójnie, bo piszę głównie o odczuciach.

Bardzo spodobał mi się sam pomysł na opowiadanie. Medea, choć może nie jest to najlepsze określenie, stanowi w tym tekście coś w rodzaju mitologicznego pomostu/pretekstu do poruszenia poważniejszego problemu. Świetnie opisał to None, że jest to tekst, który ma coś do powiedzenia. W pełni podpisuję się pod tymi słowami i z tego też powodu nie rozwijam mocniej tego wątku.

Z uwag czysto czytelniczych:

Może to wyglądać trochę dziwnie, bo Medei było przecież w tym tekście sporo, ale w końcowym odbiorze zeszła mi kompletnie na drugi plan. Mocno zaakcentowane początek i koniec sprawiły, że cała ta jej historia gdzieś “przemyka”. Nie ma większych szans, by coś z tej retrospekcji zostało w pamięci, bo cały ten fragment tonie w zderzeniu z tym problemem, za poruszenie którego Cię chwaliłem. To on przykuwa uwagę i robi to na tyle mocno, że o całej reszcie zwyczajnie się zapomina. Pewnie nie od razu, ale opowiadanie czytałem dwa dni temu i z tej perspektywy jestem w stanie to ocenić. Inna rzecz, że piszę tu wyłącznie o swoich odczuciach. I słowo “odczucia” jest tutaj kluczowe, bo oznacza coś, na co mam niewielki wpływ i co nie zawsze oparte jest na logice.

Żargon, którym się posłużyłaś był dla mnie zabójczy. Głównie dlatego, że nie pasują mi takie słowa do literatury i niezależnie od tego, czy są w niej potrzebne, czy nie, zawsze mnie będą odrzucać. Piszę o tym z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że ten prolog wydał mi się jednak trochę sztuczny (epilog mniej, ale również) i nie bardzo przez te uprzedzenia potrafię ocenić, czy rzeczywiście jest to uczciwy wniosek czy właśnie efekt tych uprzedzeń. Drugi z kolei jest taki, że chcę w ten sposób jednak docenić to opowiadanie, bo w większości przypadków, widząc takie słowa zwyczajnie dany tekst omijam. I to niezależnie od tego jak jest on przez innych czytających oceniany. Tutaj przeczytałem do końca, bo poprzednie Twoje opowiadania trzymały określony poziom i wiedziałem, że i tym razem nie będzie inaczej.

Na koniec pochwalę Cię jeszcze za przedstawienie osoby Tomka. Dając mu sporo przywar pozwalasz na swobodną ocenę tak tej postaci jak i całego problemu. Gdybyś go przesadnie wybieliła, całą dowolność interpretacji prawdopodobnie wzięli by diabli.

Ale to pewnie sama wiedziałaś najlepiej. :)

No. Nie taki krótki ten komentarz.

Chociaż i tak pisany trochę po łebkach.

Dziękuję, CM. :-)

No, jeśli to był ten krótki… ;-)

Czyli pomysł w porządku, ale wykonanie ma swoje wady, powiadasz?

OK, dopiszę zdanie czy dwa, żeby zmienić proporcje na korzyść Medei. Pewnie to wiele nie pomoże, ale przynajmniej zawalczę.

Żargon. Hmmm, wolałabym go nie ruszać. Wydawało mi się, że będzie pasował do miejsca.

Dzięki za wiarę w poziom moich tekstów. :-)

Gdybym przesadnie wybieliła Tomka, to nic nadzwyczajnego by mu się nie wydarzyło – poznałby przyszłą żonę w bibliotece, zobaczył nagą dopiero po ślubie… ;-)

Babska logika rządzi!

Medea mieszająca w ludzkich związkach, to wiele wyjaśnia.  :D Tomek z opowiadania jest dresem niemal doskonałym. Czy w tym klubie selekcjonerzy wpuszczali w butach sportowych? Niemniej jako facet uważam, że Medea przesadza.

Osobiście też czytając opowiadanie doszedłem do wniosku, że ona wypiera wiele tego, co zrobiła. Może nie jestem ostatnio na bieżąco z mitologią grecką, ale Medea miała za uszami dużo więcej brutalnych numerów niż wykończenie własnych dzieci.

 

Niemniej za całokształt i łzawą historię dresa skrzywdzonego przez starożytną czarodziejkę jestem na plus :D

 

Dziękuję, MPJ. :-)

No, następny zwala wszystko na Medeę. Nic dziwnego, że Was nie lubi. ;-)

Nie wiem, czy dres. Ja widziałam w nim po prostu gówniarza, chociaż na tyle dorosłego, że gdzieś tam pracuje. Ale Twoja interpretacja i wizja też jest w pełni uprawniona.

Uważasz, że przesadza? Pewnie trochę tak. Ale mnóstwo zależy od tego, jak było naprawdę (filozoficzna kwestia, jeśli mówimy o mitycznej czarodziejce). Zabiła dzieci czy nie? To morderstwo pojawia się dopiero u Eurypidesa, inne twierdzą, że dzieci zamordowali Koryntianie. No, gdyby ktoś mnie obrzucał takimi kalumniami, to pewnie bym się wściekła. Tak, ma brutalne rzeczy na koncie. Popełniała je często dla faceta, który potem ją zdradził.

Fajnie, że na plus. :-)

Babska logika rządzi!

Kici, kici… Dobry kotek. ;-)

Babska logika rządzi!

Czyta się szybciutko.

Spodobała mi się stylizacja fragmentów opowiadanych z perspektywy Tomka. Znam kilka osób o podobnym podejściu do życia i kobiet, i on wydał mi się taki prawdziwy. I antypatyczny.

Część Medei to interesująca historia z wieloma nawiązaniami, ale odebrałam ją bez emocji, jakby była reportażem. Sama bohaterka natomiast ma swój charakter.

Podobało mi się, ale odczuwam niedosyt, jakby było szkicem czegoś większego. Chcę więcej! laugh

Dziękuję, Yantri. :-)

Fajnie, że ta grypsera do Ciebie przemówiła. Bo niektórym się nie podobała i zaczynałam wątpić.

Mnie tam wydaje się, że napisałam wszystko, co chciałam napisać. Dalszego ciągu nie przewiduję.

Babska logika rządzi!

Finklo ja jestem ofiarą tej tam Medei. Jestem miły niczym stado lemurów, sympatyczny jak rozrabiający foksterier,  kontaktowy jak prąd elektryczny, a kobietom ciągle nie pasuję. To musi być ingerencja starożytnej okrutnej czarodziejki. Kobiety ciągle mi mówią ze cenią szczerość, a gdy na ulicy wykażę się spostrzegawczością, zauważę jakąś dziewczynę i szczerze stwierdzę np. “widziałaś jakie ona ma ekstra nogi” to nagle aktywuje się czar Medei i mam awanturę, że gapię się, nie kocham itp. Kiedy dokonam identycznego spostrzeżenia w towarzystwie kolegi, gdzie Medea nie może rzucić czaru, słyszę jedynie potwierdzenia mojej opinii.  :D

Offtopy też lubię, prawie jak Staruch. ;-)

Kto mnie wołał, czego chciał ;P?

 

Ale do jajka! Femini… znaczy, feminazizm. Brrr, nie lubię. Kluby, disco, blachary? Brrr, nie lubię. Czyli już na początku mocno mnie zniechęciłaś. Poza tym ktoś (może Ty?) powiedział mi kiedyś – “w tym tekście nie ma komu kibicować”. I tak też jest u Ciebie. Ani jednej pozytywnej bohaterki/bohatera? No przepraszam…

Moim zdaniem niepotrzebnie mieszasz religie. Po co Ci Abraham i Lot? W mitologii greckiej pewnie też sporo przykładów dzieciobójstwa mają. Mnie się przypominają np. Tantal i Pelops. A tak, Jahwe burzy mi to immersję (nie podoba mi się to słowo :/).

Z technikaliów przyczepiłbym się tylko do lejc, “twardych i gładkich od codziennego używania”. Się mi wydaje, że od codziennego używania to skóra raczej mięknie, niż twardnieje?

Chciałem się też czepnąć Koryntian, ale ta uwaga PWN otworzyła przede mną całkiem nowy świat greckich nazw ;P.

Reasumując: tu jest mało literatury w literaturze, bo skupiłaś się na jakiejś publicystyce. I gdyby tego nie pisała Finkla, to byłby zakalec. A tak – jest tekst średni, bo jednak stylem sporo nadrabiasz.

 

PS. A co to są “sztaple”?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

MPJ, w tym, co piszesz, widzę działanie tylko Eris, Medea chyba jeszcze się nie wmieszała i lepiej, żeby tak zostało.

Hmmm, a ciekawi mnie, jak zareagowałby na takie hasło kolega o nietypowych skłonnościach seksualnych. Zgodziłby się, jako esteta, że nogi piękne, awanturował, że na nie patrzysz, neutralnie zaprotestował, że nie w jego typie?

A próbowałeś szczerze powiedzieć, że “nogi prawie takie ładne jak twoje”?

 

Dzięki, Staruchu. :-)

Chciał, żebyś przyszedł, przeczytał, wypowiedział się, a potem ewentualnie wdał w offtop. Coś długa lista zadań. Ale większość już masz odhaczonych. ;-)

Szkoda, że nie przypadło do gustu. Ale skoro aż tylu elementów nie lubisz, to nie ma co się zmuszać…

Oj, prawda, nie ma tu za kogo trzymać kciuków. Cóż, moja kołdra emocjonalna ewidentnie jest za krótka. Jak przykryję brodę, to nogi marzną…

O kurczę, zapomniałam o Tantalu. No, ale nie da się ukryć, że starotestamentowy Abraham był gotów złożyć syna w ofierze. Dla mnie zachowanie zbyt podobne do Agamemnonowego, bym mogła pominąć ten przykład. To, co zrobił Lot, też uważam za chore i antyfeministyczne. No, do licha, jeśli on był tym najlepszym człowiekiem w mieście…

Lejce. Hmmm. Sama nigdy nie powoziłam, ale odnoszę wrażenie, że takie stare są gładkie i sztywne od potu. Acz może to tylko w muzeum – nie używane intensywnie i codziennie. Czy mamy na stali stangreta albo innego dżokeja?

Sztapel – chamski tekst na podryw.

Babska logika rządzi!

To, co zrobił Lot, też uważam za chore i antyfeministyczne

Ano. Ale według naszych “standardów moralnych”. Cały czas zapominasz, że to jednak byli ludzie o kompletnie innej umysłowości, dla ktorych dzieci (ze względu na wysoką śmiertelność i koszty utrzymania) byly kolejną “rzeczą”, którą można dowolnie rozporządzać. Zginą, umrą, to żona urodzi nowe. No niestety, ale takie czasy.

Twoje lamenty przywodzą mi na myśl ucztę u Papuasów, na którą zaproszona jest Finkla. I strasznie obraża gospodarzy, bo nie chce zjeść steka z ukochanego wujka. Cóż za obraza i upadek obyczajów ;)! Normy etyczne zmieniały się na przestrzeni dziejów diametralnie, żyjesz akurat w takiej chwili, a nie innej, i nikt nie zapewni Cię, że za setki lat ktoś nie będzie wydziwiał: “co ta Finkla wypisywała? cóż to była za barbarzyńska pisarka! a widzieliście, co miała do powiedzenia na temat…” itd itp

Nie usprawiedliwiam postępowania Abrahama i Lota, za to – próbuję zrozumieć!

 

PS. To teraz już masz chyba komplet ;)? Komentarz i offtop :P?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Siemka Finklo. Niełatwy tekst, trudno mi się do niego ustosunkować. Czytało mi się ciężko. Nie ze względu na treść, a formę. Ten tekst jest ciężki i zatłoczony, jakby skompresowany. Brakuje mu oddechu, a ponieważ trudno tu mówić o typowej akcji jako takiej, brnąłem przez niego jak przez swego rodzaju pękające w szwach od nadmiaru informacji streszczenie. Zaczałem od minusów, bo przysłoniły mi plusy, o kórych dalej.

Co mi się spodobało? Kontrast prologu i epilogu z całą resztą. Inne style, inna waga, inne wszystko. A mimo to, spasowane. Treściowo – jest OK, bo jest przekaz. Jest dobrze, bo przekaz nie jest wyłożony łopatą, przez co każdy czytelnik miał szansę poukładać to po swojemu. Poruszona tematyka i splot z tematyką konkursu – duży plus. Jeszcze jedno – knajacka stylistyka na początku. Świetna. 

 

Pozdrawiam, dzięki!

 

Tak, po opublikowaniu trochę się zaczęłam bać zarzutu, że mówię, a nie pokazuję.

A ja się boję, że to były zupełnie słuszne obawy. W tym opowiadaniu praktycznie nie ma w ogóle opowiadania, jest za to jakieś quasi-publicystyczne streszczenie życia Medei, otoczone fabularyzowanym prologiem i epilogiem, zresztą bardzo luźno powiązanym ze środkiem. Znaczy rozumiem, że niby zachowanie Violi to wynik trwającej tysiące lat walki Medei z mężczyznami, ale to trochę za mało. No i niezbyt przemawia też do mnie sama wizja walki bohaterki. Szczerze wolę wierzyć, że kobiety same potrafiły wywalczyć emancypację i równouprawnienie, świadome swojej godności, a nie, że w sumie były tylko marionetkami w akcie zemsty starożytnej wiedźmy nienawidzącej mężczyzn. 

Bardzo nie podoba mi się też stylizacja i slang w prologu. Nawet nie chodzi o to, że faktycznie trochę to wygląda jak słowa czerpane ze słownika, bez faktycznej znajomości tego na ile naprawdę są stosowane (i dobrze, bo cię o taki język nie podejrzewam :D). Głównie chodzi o to, że mi się taki język i słownictwo nie podobają i nie chcę czytać pisanej tak literatury. Na tyle mnie to odrzuca, że gdyby nie dyżur, to nie doczytałbym nawet prologu i rzucił cały tekst. 

No ale przede wszystkim to, o czym pisałem na początku – brakuje mi tu opowiadania jako takiego. Sam pomysł wiedźmy mącącej na przestrzeni wieków przeciw mężczyznom mógłby być ciekawy, ale nie w takiej formie i nie w takim skrócie. 

None napisał:

Opowiadanie, które nie tylko o czymś opowiada, ale jeszcze ma coś do powiedzenia.

No i właśnie, może i ma coś do powiedzenia, ale jak dla mnie zapomniało o tym ciekawie opowiedzieć, a to jest w opowiadaniu najważniejsze.

Ogólnie, podobało mi się :) A tak głębiej, to:

Świetne zdania, czytało się bardzo przyjemnie. 

Jak już ktoś pisał, fajny kontrast między stylem prologu i epilogu a resztą tekstu. Mi tam nie przeszkadza taki język, jeśli jest użyty w jakimś celu. Choć pewne zwroty były modne dawno temu :P

Co mi przeszkadzało?

Forma całokształtu. Czyli, jak wspomniał Arnubis, streszczenie życia, bez dialogów, bez jakiejkolwiek akcji. Ja nie bardzo potrafię się zaangażować w taki tekst.

Jedna uwaga:

Zabić własne dzieci! Też coś! Żadna matka by tego nie zrobiła. Nie po długiej ciąży, nie po przeżyciu porodu.

Nie prawda. A to, że mówi to osoba tak długo stąpająca po ziemi, jest dodatkowo niewiarygodne. Wiele matek zabijało i nadal zdarzają się takie, które zabijają swoje dzieci. Szczególnie noworodki. 

Ale pomijając fakt, że forma nie przypadła mi do gustu, to cieszę się, że przeczytałem Twoje opowiadanie :)

Mężczyźni, strzeżmy się :o

O, ile komentarzy! Dziękuję wszystkim. :-)

Staruchu, no nie wiem, jakich standardów trzeba, żeby własne dzieci (już odchowane, koszty poniesiono, gotowe do zamęścia) były mniej ważne niż obcy faceci (heloł, też przyjdą nowi do miasta i nawet nie trzeba dziewięciu miesięcy czekać). I jeszcze żeby inni wychwalali takie zachowanie pod niebiosa. No, gdyby zachorowały i umarły, to trudno. Tak bywa. Ale z własnej woli proponować córki bandzie gwałcicieli? W kulturze dbającej o dziewictwo panny? Tego nie mogę zrozumieć. I nie chcę.

To, że niektórzy uważają/ twierdzą, że nadal powinniśmy ślepo stosować wszystko, co w tej księdze zapisała kultura sprzed tysięcy lat, to insza inszość.

Gdyby mój wujek był na uczcie kanibali, to pewnie ja też wystąpiłabym raczej w charakterze przystawki niż gościa.

Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby za setki lat ktoś wydziwiał na barbarzyńską pisaninę Finkli. To by znaczyło, że ludzkość przetrwa jeszcze dość długo i o mnie będą pamiętać. Rewelacja! :-)

Tak, mamy cały zestaw. ;-)

 

Łosiocie,

Nie będę polemizować z zarzutem braku akcji i dużej koncentracji danych.

Fajnie chociaż, że język prologu Ci się spodobał. Cieszę się, że odbiór jest zróżnicowany (bo już się zaczęłam bać, że nikomu się nie spodoba). Uznałam, że taki styl powinien pasować do miejsca akcji i tyle.

 

Arnubisie,

Witam pierwszego nosorożca. ;-)

Twoje obawy na temat moich obaw mogą być słuszne. Trudno, już tego nie będę zmieniać.

W mojej wizji to postanowienie sądu wynikało z akcji Medei, zachowanie Violi w mniejszym stopniu. Ale nie zamierzam Ci tego narzucać.

Szczerze wolę wierzyć, że kobiety same potrafiły wywalczyć emancypację i równouprawnienie, świadome swojej godności, a nie, że w sumie były tylko marionetkami w akcie zemsty starożytnej wiedźmy nienawidzącej mężczyzn. 

Interesująca kwestia. Dla mnie Medea też jest kobietą. Nie tyle manipuluje babami, co im pomaga. Jak doradca wojskowy – może sprawić, że żołnierze będą postępować zgodnie z jego wskazówkami, ale robi to dla wspólnej sprawy, nie dla poczucia władzy. Fakt, to jednocześnie zemsta Medei. Ale kto niby miał walczyć o prawa kobiet? Przecież nie te, które były bardzo zadowolone z małżeństwa i macierzyństwa (takich też musiało być wiele). Trzeba wkurwu, żeby zacząć się użerać o takie poważne i ugruntowane w zbiorowej świadomości rzeczy jak prawa wyborcze itp.

Nie, na co dzień nie używam takiego języka. :-)

Przyjmuję do wiadomości zarzuty. Ale już nie będę wprowadzać na tyle poważnych zmian w tekście, żeby coś z nimi zrobić.

 

Reaulucu,

No, co Czytelnik, to opinia. Slang się podobał, nie podobał, podobał się kontrast. Czekam jeszcze na kogoś, komu kontrast nie przypadnie do gustu. ;-)

A co się zestarzało? Pewnie lachony…

OK, oswajam się ze świadomością, że świata tym tekstem nie zawojuję.

Przekonania Medei. Już wyjaśniałam, że jej pamięć (jak każdego z nas) może być bardzo wybiórcza, a próba niereprezentatywna. Jeśli była świadkiem takich rzeczy… Hmm, to się chyba raczej załatwia bez świadków. Jeśli słyszała o matkach zabijających własne dzieci, to nie uwierzyła albo wyparła.

Tak, czujcie się ostrzeżeni. I pamiętajcie, że patrzenie wyłącznie na nogi i cycki może się źle skończyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajnie, że ta grypsera do Ciebie przemówiła. Bo niektórym się nie podobała i zaczynałam wątpić.

Finklo, widzę właśnie, że slang się wielu osobom nie podoba. Mnie też na początku trochę zniechęciło, ale czytałam dalej i wtedy właśnie poczułam, jak realistycznie oddałaś Tomka. On już taki jest, i byłby papierowy, gdyby posługiwał się poprawną polszczyzną. Myślę, że w kreacji tej postaci język pełen pogardliwych określeń i samouwielbienia spełnia ważną rolę. I ładnie uniknęłaś wulgaryzmów. smiley

Chyba tylko tak trochę razi na początku opowiadania.

 

Mnie tam wydaje się, że napisałam wszystko, co chciałam napisać. Dalszego ciągu nie przewiduję.

Szkoda.

Tak, czujcie się ostrzeżeni. I pamiętajcie, że patrzenie wyłącznie na nogi i cycki może się źle skończyć.

Świetna riposta! Finko, już nie mogę się doczekać czytania:D  Co Ty napisalaś?

Jeszcze cztery godziny muszę spędzić nad czymś innym. Znikam, bo nie wytrzymam i odpłynę w czytanie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Yantri, prawda, ten styl bywa różnie odbierany. Ale – jak piszesz – do tego miejsca i człowieka wydawał mi się pasować.

Oj, nie przejmuj się. Będą inne opowiadania. :-)

 

Asylum, no to czekam z niecierpliwością. Napisałam opko. ;-)

Babska logika rządzi!

Ależ ja przecież nie chcę, żebyś na podstawie moich zarzutów dokonywała tutaj poważnych zmian w tekście. To by zasadniczo sensu nie miało, bo samo podstawowe założenie dotyczące budowy opowiadania mi się nie podoba :) 

Wracając do Medei – jasne, że też jest kobietą. Tylko ja odebrałem z tego tekstu, że jej główną motywacją nie była chęć pomocy kobietom, lecz przede wszystkim nienawiść do mężczyzn. Emancypacja kobiet – jasne, ale po to, żeby tym paskudnym facetom mogły dowalić. Np. tutaj:

Niektóre gąski wolały opiewać uroki małżeńskiej idylli u boku doskonałego amanta. Wreszcie Medea porzuciła je i przyłączyła się do sufrażystek. Te przynajmniej miały wolę walki!

Nie wystarczy jej tu, że wyemancypowane kobiety mogły bez problemu pisać i publikować. Musiały pisać to, co ona chciała. Pogardliwie odnosi się do kobiet, które inaczej niż one podchodziły do tego szczęścia i wolności. Ba, porzuca je, bo nie chcą walczyć z mężczyznami. No nie za fajna ta Medea :D 

No, racja, ale nie chciałabym, abyś sądził, że całkiem olałam Twoje uwagi.

Tak, Medeą kieruje nienawiść do facetów. Ale to IMO nie oznacza, że walczy nieszczerze. Chciałam zrobić z niej fanatyczkę, typ “kto nie z nami, ten przeciw nam”. I nie twierdzę, że jest fajna. :-)

Co najwyżej tyle, że łatwiej mi zrozumieć ją niż Lota. ;-)

Babska logika rządzi!

Niestety, na moich emocjach również nie zagrałaś, Finklo. I nie chodzi tu nawet o wymowę tekstu, bo ja tu widzę pole do różnych interpretacji, a słowo "rodzica" (nie matki lub ojca) w tytule sporo wyjaśnia.

Zwyczajnie zgadzam się z Łosiotem, Arnubisem i po części ze Staruchem (we fragmencie o publicystyce). Jako literatura Twoje opowiadanie sprawdza się słabo. Rzeczywiście jest to skompresowany, streszczony i przyspieszony kurs z życia Medei i jej wpływu na historię, według pomysłu pędzącej gdzieś Finkli. Począwszy od myśli bohaterki, przez czas, informacje, wydarzenia, wszystko gna, a jest tego trochę, bo tekst wygląda, jakbyś starała się w 8,5 tysiącach znaków pomieścić pomysł na wykorzystanie postaci z mitologii, streścić mit, sparafrazować mit, wkręcić Medeę w ruch feministyczny, zahaczyć o pewne kwestie moralne (nie tylko wyrodnych rodziców, ale też szowinistycznych i podłych kobieciarzy, dla równowagi sprytnych blachar naciągaczek) i do tego odnieść wszystko do Biblii i innych mitologii. Przy tym próbujesz poniekąd wybielić swoją bohaterkę, oczernioną przez "złych mężczyzn" piszących historię i tworzących mity, i jeszcze wmieszać w to wszystko odniesienie do książki, która ciebie zainspirowała (swoją drogą, jeśli cytaty pochodzą z tej książki, to zdanie w nawiasie, zaczynające się od "no bo przecież Jazon był złym ojcem …” brzmi bardzo nieprofesjonalnie. Chyba że to Twój wtręt).

Zrobił się istny kogiel-mogiel i w tym wszystkim, z powodu nadmiaru wszystkiego, nie odczułem żadnych emocji. Być może również dlatego, jak wspomniał Staruch, że nie mam za bardzo komu kibicować i kim się przejmować.

W swoich tekstach lubisz przedstawiać sprawy ostro, dynamicznie, z pazurem. Często z drapieżną ironią i stąd zapewne czytelnicy uważają, że Finka pisze zazwyczaj wesołe opowiadania z przymrużeniem oka. Ale ta dynamika i ostrość często przenika nie tylko fabułę, opisy, wykreowane postacie. Czasami przelewa się na dialogi, język narratora i gdy przekracza pewien punkt krytyczny mamy agresywną publicystykę zamiast literatury. To wrażenie publicystycznego wydźwięku opowiadania pogłębia także tematyka oraz poglądy prezentowane (a może raczej konfrontowane brutalnie) w treści, postaciach i punktach widzenia narratora.

Co gorsza, przytrafiły się tutaj niefinklowe słabizny. Twój styl bazuje na zdaniach napakowanych informacją, merytorycznie naładowanych detalami i bogatym języku. Bogatym w obcojęzyczne zwroty, fachowe terminy, wulgaryzmy, słowa zaczerpnięte ze slangu. Ale czasem chcesz powiedzieć i dopowiedzieć za dużo. I kiedy tłumaczysz niby mimochodem jak to się stało, że strzały trafiły dzieci trzymające matkę za nogi, wciskając w myśli bohaterki sztuczne zdanie "Dlaczego, dlaczego ówczesne rydwany nie miały osłony z tyłu?!" to ja tu czuję sporą mieliznę.

Ale w sumie nie, nawet nie wiem, czy to zdanie wcisnęłaś w myśli Medei, bo tak po prawdzie nie mam pojęcia czy to narrator wszechwiedzący opowiada jej losy, czy to ona sama tak rozmyśla i spiera się ze sobą o swoją przeklętą i zakłamaną przeszłość, czy to, co czytamy to jakaś polemika z jej myślami. A narrację komplikują dodatkowo prolog i epilog, pisane zupełnie z innego punktu widzenia.

Pozostaję z poczuciem niedosytu. Napchałaś tutaj tak wiele, a ja czuję, że ledwie prześlizgnęłaś się po czymś głębszym. I wszystko to jest takie powierzchowne, skrótowe, pospieszne i co najgorsze, mało literackie.

Klika dam, bo to nadal poziom biblioteki na płaszczyźnie pomysłu, warsztatu itd.. Ale zachwycony nie jestem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Marasie. Jest i drugi nosorożec. ;-)

Rodzic – chciałam, żeby to słowo obejmowało i matkę, i ojca. No i jeszcze mam analogię do tytułu książki Warda.

Czyli powinnam wszystko bardziej rozwinąć. Hmmm. Nie będzie wtedy nudne? Ci wszyscy ludzie mówiący o usuwaniu zbędnych słów mylili się? To źle, że zmieściłam dużo rzeczy w kilku tysiącach znaków?

OK, nie daję czytelnikom czasu na oddech. Ale i nudzić nie mają się kiedy. Ja chyba jestem z tych, którzy wolą krótkie a precyzyjne zwroty. No dobrze, widocznie złoty środek leży bardziej w stronę lania wody niż myślałam.

Owszem, cytaty pochodzą z książki. No, przecież nie kłamałabym w takiej sprawie. Książkę można wyguglać, istnieje.

Rydwany. Tak, to wspomnienia i myśli Medei. Lubię narratora siedzącego bohaterowi na ramieniu. Owszem, starałam się przy okazji przemycić informację o budowie starożytnych rydwanów. Może nie każdy czymś takim jeździł…

Zarzut uprawiania publicystyki jest dla mnie zaskakujący. Ale co zrobić, przyjmuję na klatę.

Szkoda, że odchodzisz z niedosytem i niewzruszony. Acz klika zostawiasz – dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Późniejsze plotki głosiły, że jej synków zabili Koryntianie, mszcząc się za przekazanie Kreuzie jakoby zatrutej szaty. Kolejne ohydne łgarstwo! Idiotka dostała wysypki, bo nie otrzepała szaty z proszku przeciw molom.

No, nie porwało mnie. Ale czytało się dobrze :)

Dzięki, Anet. :-)

Szkoda, że nie porwało. Dobrze, że dobrze. ;-) Dzięki za powtórzenie, zaraz zwalczę.

Babska logika rządzi!

A mnie się podobało. Jeśli chodzi o język, jestem wszystkożerna i jeśli ktoś nie przesadzi z przyprawami, nie widzę problemu. A we fragmentach o Tomku i Violi moim zdaniem nie przesoliłaś. Ludzie rozmawiają z sobą w taki, a nie inny sposób i nie widzę powodu, żeby udawać, że tego nie ma.

 

Co do części z Madeą, w którymś komentarzu piszesz, że obawiasz się, iż mówisz, a nie pokazujesz. Finkla, ty nie gadasz, ty opowiadasz, a to cholerna różnica. Brzezińska napisała w ten sposób całą książkę, jakieś 350 stron bez jednego dialogu, a ja nie mogłam się od niej oderwać. W ogóle nie rozumiem tej konieczności pokazywania. Opowiadanie, jeśli ktoś to potrafi robić, ma równie dużą wartość. A ty piszesz soczystym językiem, z pazurem i poczuciem humoru. :)

 

 

Dziękuję, Irko. :-)

Bardzo pocieszający komentarz.

Miło mi, że tekst się spodobał, a i język nie odstraszał.

No widzisz, jakiś mądry człowiek powiedział “show, don’t tell” i ludzie teraz to powtarzają. Jednak zapewne miał rację, chociaż istnieją wyjątki, które “tell”, a odbiorcom i tak się podoba. Sądzę, że każdą zasadę można złamać lub nagiąć, byle robić to świadomie i z wdziękiem.

Babska logika rządzi!

Ech, ludzie się wygodni zrobili, obrazków im trzeba. ;)

Coś w tym jest. To na pewno wina telewizji. ;-)

Babska logika rządzi!

Cudny prolog. Jak ja uwielbiam takie prostactwo, a w Twoim wykonaniu szczególnie :)

Marsz do biblioteki!

Dzięks, Gościu Chroscisko. ;-)

Kolo, wporzo, że zajarzyłeś i nie miałeś żadnych wątów.

 

I dziękuję wszystkim za głosy biblioteczne. :-)

Babska logika rządzi!

Sie wie :)

 

Jakby jednak nieco bardziej merytoryczny komentarz Cię zainteresował, to służę.

Z jednej strony wybitnie humorystyczny początek. Zarówno prolog, jak i pierwsza część właściwego tekstu. Nawiązanie do mitologii jest? Jest. Jest nieco inaczej? Jest. 

Co więc jest z tekstem nie halo? Ano to, że w drugiej połowie próbujesz zrobić z tego dramat. Ostatecznie dramaturgia jednak nie ma szans zostać potraktowana poważnie wśród komediowego nastroju, więc pozostaje bez echa. Komediową część natomiast skutecznie zabija. Ostatecznie więc niewiele zostaje z jednego i drugiego.

Wyobraź sobie, że ktoś opowiada Ci lekką, zabawną historię. Śmiejesz się z niej, świetnie się bawisz, lecz gdy słyszysz koniec opowieści, to okazuje się, że to wcale nie miało być śmieszne.

 

…i zostawiasz tak swego czytelnika z ręką w nocniku.

 

ps.

… i dobrze. Kto w dzisiejszych czasach używa jeszcze nocników? ;)

No, nie! To wcale nie jest i nie miało być śmieszne. Cholera, gdybym opisała pogrzeb, też znalazłby się ktoś, kto by twierdził, że zabawniejszej relacji od dawna nie czytał… Na początku facet podrywa głupie laski. Na końcu okazuje się, że wcale nie były takie głupie, na jakie wyglądały. Znaczy, owszem, głupie, ale cwane.

Nawet zastanawiałam się nad jakimś błyskotliwym porównaniem, ale zrezygnowałam z niego, żeby nie było podejrzeń o humor. A teraz przychodzi Chroscisko…

Babska logika rządzi!

Hmmm, podobało mi się tylko w połowie :) 

Tytuł i fragment zachęcający do czytania – spoko. Niestety ten prolog napisany w sposób żenujący, resztę przeskanowałem, no i zakończenie ciekawe. Takie obyczajowe to to.

 

Dziękuję, Piotrze. :-)

Tekst w połowie dobry czy w połowie zły – oto jest pytanie. ;-)

Widzę, że styl prologu ostro dzieli Czytelników. Ale gdzie mi tam do poziomu kontrowersji Wiktorii.

Tak, wątek Tomka jest mocno obyczajowy.

Babska logika rządzi!

W połowie dobry, w połowie zły – jednocześnie.

Czyli średni, ani grzeje, ani ziębi. W przypadku tekstu to już niezbyt fajnie, ale u mnie na bakier z fantastyką, chociaż przyznam, że lubię obyczajowe teksty, ale to, eeeee, coś, co zrobiłaś na początku, może i jest obyczajowe i fajnie sprawdziłoby się włożone w usta postaci, ale jako narracja, no cóż, obrzuca sam nie wiem czym :D Słomą?

OK, po prostu skojarzyło mi się z postrzeganiem butelki. ;-)

No, ale przecież Medea jest fantastyczna? Zgoda, jej działania już raczej normalnie, chociaż rozciągnięte na kilkadziesiąt wieków.

Babska logika rządzi!

Na plus na pewno idzie fakt, że masz bardzo różnorodny repertuar tekstów.

A dziękuję, fajnie, że jakieś plusy konkretne jednak są. Nudziłabym się, gdybym w kółko pisała o tym samym.

Babska logika rządzi!

Hmmmm… Przyznaję rację z tą nudą przy pisaniu wciąż tego samego.

A przy czytaniu byłoby jeszcze gorzej…

Babska logika rządzi!

Zaiste! No i nasza mała pogawędka skłoniła mnie do napisania pierwszej strony na mitologie ;)

No i pięknie. Teraz pisz drugą, bo chyba co najmniej 6 kilo potrzeba…

Babska logika rządzi!

Zaiste.

Strona z haczykiem to dopiero niecałe 2 kg :P

No, coś koło tego. Zależy, ile dialogów.

Babska logika rządzi!

egzakli

:-)

Babska logika rządzi!

No, nie! To wcale nie jest i nie miało być śmieszne. Cholera, gdybym opisała pogrzeb, też znalazłby się ktoś, kto by twierdził, że zabawniejszej relacji od dawna nie czytał… Na początku facet podrywa głupie laski. Na końcu okazuje się, że wcale nie były takie głupie, na jakie wyglądały. Znaczy, owszem, głupie, ale cwane.

Ale przecież sama się na tę minę wpakowałaś.

Po takim prologu to trudno oczekiwać ciężkiej filozofii.

 

Co do dramatyzmu, to również ciężko traktować go poważnie.

Główną bohaterką kieruje mściwość do rodzaju męskiego, lecz wsparcie, jakim obdarza wojujące niewiasty, wywołuje litościwy uśmiech.

Bo kogo my tu mamy:

– Joannę D’arc, która się zbiesiła,

– pokojówki zbrzuchacone przez pana lub panicza,

– emancypujące pisarki zlewające się w masę jednorodną jak piach na pustyni

– gąski, które wolały opiewać uroki małżeńskiej idylli u boku doskonałego amanta.

– sufrażystki palące staniki

 

Na końcu zaś, jako ukoronowanie swojej walki, knuje spisek polegający na złapaniu na dziecko jakiegoś biednego studenta, by wykorzystać go i porzucić, fundując swojej podopiecznej los samotnej matki. 

 

Serio, uważasz, że należy tę opowieść traktować poważnie?

Ja tam przynajmniej się dobrze bawiłem :)

 

Ale przecież sama się na tę minę wpakowałaś.

Ja? Toż tłumaczę, że się autocenzurowałam, żeby czasem znowu nie wyszło śmiesznie.

Ciekawe, czy gdybym użyła więziennej grypsery (cwel, bardach, dziara itp.), też by to kogoś rozbawiło?

Joanna d’Arc zmarła młodo, trudno w tym wieku zachować rozsądek.

Los tych pokojówek naprawdę nie był godny zazdrości – jak odmówi panu, to wyleci z roboty natychmiast, z bardzo kiepskimi referencjami. Jak nie odmówi, to prawdopodobnie wyleci trochę później, w stanie umiemożliwiającym znalezienie pracy.

Nie wiem, czy Tomek jest biednym studentem – pracuje (wspominam, że z roboty wraca zmęczony) i ma samochód na tyle dobrze się prezentujący, żeby wyrywać na niego głupie laski.

I to niezupełnie tak, że Medea otoczyła opieką Violę osobiście. Zajrzyj do ostatniego zdania w jej kawałku.

Traktuj, jak chcesz, ale ja pisałam na poważnie.

Babska logika rządzi!

Jeżeli miało być na poważnie to ewidentnie nie wyszło.

Finklowy sarkazm wygląda spomiędzy wierszy co chwila.

 

Proważne problemy z historii emancypacji kobiet przedstawiasz drwiąco:

Joanna d’Arc zmarła młodo, trudno w tym wieku zachować rozsądek.

Chichot w kułak sprawia, że odbiera się ją jako zabawkę w rękach Medei.

Los tych pokojówek naprawdę nie był godny zazdrości

Słowo zbrzuchacone jest przesycone kpiną. Bardzo spłyca ich problem.

Nie wiem, czy Tomek jest biednym studentem – pracuje

To akurat najmniej istotne. Sądząc po języku i stanie kawalerskim, stary nie jest.

Sama z resztą napisałaś, że:

Matka tak długo wierciła Tomkowi dziurę w brzuchu, że w końcu się oświadczył, chociaż przerażała go perspektywa zostania mężem i ojcem.

Ewidentnie gość nie chciał się hajtać ani nie chciał dziecka, więc cały jego dramat naciągany.

 

Uważaj na słowa. Masz naturalną tendencję do sarkazmu, więc jak chcesz, by było poważnie, to świadomie go unikaj. Stylizacja uliczna, młodzieżowa, czy więzienna też tutaj nie pomoże. Może być ozdobą, ale u Ciebie wchodzi na pierwszy plan.

Zaczynam podejrzewać, że niektórzy reagują śmiechem na mój nick. Słowa już nie są potrzebne…

Chichot w kułak. Sądzę, że wszelkie wzmianki o boskiej inspiracji misji Joanny musiały bardzo śmieszyć Medeę, skoro inspiracja była raczej czarownicowa. Ale nie wypadało śmiać się otwarcie.

Zbrzuchacone. Hmmm, wydawało mi się, że to powinno oddawać istotę problemu – za sprawą pracodawców dorobiły się brzucha. Patetycznie opisy o owocu cudzołożnej miłości czy dziecięciu noszonym pod sercem dopiero źle by brzmiały, zwłaszcza w myślał Medei.

Tomek nie chciał dziecka ani ślubu. Ale skoro już przydarzyło się pierwsze, to dał się przekonać, że drugie będzie właściwym rozwiązaniem. IMO, dramatem miało być to, że wszystko układa się przeciw niemu.

Babska logika rządzi!

Fajne.. Lubię krótkie opowiadania..

Hmm, nie do końca chwyciło. Ale to z mojej winy – humor dotykający poważnych spraw nie trafia do mnie zawsze. Z jednej strony uwielbiam czarny i wisielczy, z drugiej takie uproszczenia nie zawsze mi podchodzą. Tak więc do końca obiektywnie tekstu nie jestem w stanie ocenić. Po prostu nie pykło.

Od strony technicznej jednak bez zarzutu. Prolog pierwsza klasa, późniejsze lekko mi się wlokły – ale jak pisałem, tematyka bokiem przeszła.

Podsumowując: niezłe to, ale tym razem nie dla mnie :(

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję, Panowie. :-)

 

Kapuściany, miło mi, że uznałeś opko za fajne.

 

NoWhereManie, nie pykło, to trudno.

Następny znalazł humor… Ech, powtarzam, że ja go tu nie wkładałam. Chyba powinnam była zostać komikiem. ;-)

Babska logika rządzi!

Odnośnie do zbrzuchaconych panien, to masz rację, że przytoczone przykłady źle by brzmiały, ale to dlatego, że znów niepotrzebnie uderzasz w wysokie tony. Albo drwina, albo sarkazm, albo patos. Czasem trzeba użyć przeciętnego, szarego słowa, które ma wydźwięk naturalny. W tym przypadku wystarczyłoby napisać "ciężarnych kobiet".

Ja mam wrażenie, że to ta cyniczna narracja, odbierana przez niektórych jako sarkazm, który kojarzy się z kpiną, ta z kolei z ironią, której blisko do drwiny, skąd już tylko krok do satyry, co zaraz budzi skojarzenia z komizmem i dlatego wszyscy widzą humor w Twoich tekstach… ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marasie, nie wiem, czy to narracja jest cyniczna. Raczej Madea. Mamy kobietę, która została nisłusznie odsądzona od czci i wiary. Dywagacje na jej temat ciągną się przez dwa tysiące lat. I święty miałby w końcu dość. Próbuje pomóc kobietom, ale często daremnie. Jasne, że stała się cyniczna. Ten język do niej pasuje. Wyszło z poczuciem humoru, ale nie śmiesznie.

Również język Tomka jest jak najbardziej na miejscu. Dla mnie jest jasne, że Madea zwróci uwagę na faceta, który widzi dupencję, a nie kobietę i liczy na to, że cipkowóz załatwi sprawę; dżentelmenami nie będzie sobie zawracała głowy.

Jak dla mnie wszystko w tym opku gra.

O, jaka dyskusja tu zakwitła. :-)

Wydaje mi się, że “ciężarne kobiety” za bardzo smakują nowoczesnością. Jeśli już, do epoki pokojówek lepiej by pasowały “brzemienne”. Ale tu już powolutku wkraczamy w napuszony patos, względnie archaiczną stylizację, która pewnie też by co poniektórych rozbawiła…

No, cynizm do Medei pasuje. Jak ulał.

Nie wiem, czy nie zawracałaby sobie głowy dżentelmenami. Takiego to dopiero można wydoić! Chociaż może mieć adwokata i znać pięćset sposobów na zaniżenie dochodu.

Dodatkowo – były Medei nie pochodził z ludu, rywalka też nie.

Czy Medea zwróciła uwagę na Tomka? Nie chcę zbyt nachalnie narzucać własnej interpretacji, ale polecam uwadze ostatnie zdanie z jej części.

Babska logika rządzi!

Finklo, no wreszcie dotarłam. 

Kilka nocy temu wstawiłam już jakiś komentarz, lecz go skasowałam, ponieważ rano zorientowałam się, że we śnie chyba i czytałam, i pisałam.

Dramatowi Medei należy przyglądać się za dnia;)

 

Po pierwsze temat ważny, przedstawienie go poprzez postać Medei było świetnym pomysłem, a Twoje pióro – ostre, logiczne i szybkie – wyśmienicie nadaje się do jego opisania. 

Po drugie nie zgodzę się z niektórymi przedpiścami – humoru nie zauważyłam, do śmiechu mi nie było. Dla mnie opko przepełnione jest gorzkim sarkazmem skierowanym do obu płci i to może błąd, ponieważ rozpuszcza klarowny pomysł, podobnie zresztą jak hipoteza Gaja = Medea. Chyba, że Twoim zamysłem była Medea mszcząca się na rodzie ludzkim – wtedy… ciut za za dużo treści chciałaś wrzucić w niewielki limit.  Zdaje mi się, że i to, i to, i tamto.

Dla mnie to alegoria o krucjacie Medei przez wieki. Najmocniejsza, czyniąca dobro, mitologiczna czarownica po tym jak straciła dzieci, upokorzono ją i uczyniono symboliczną dzieciobójczynią, postanowiła zadbać o równowagę i stanęła po stronie uciśnionych.

Źródła donoszą, że Medea miała czelność zachowywać się jak heros, kreować wydarzenia, dysponować siła sprawczą siłą sprawczą, no a poza tym, jako obca, w stopniu niewystarczającym przyswoiła sobie zwyczaje polis, jaka powinna być kobieta.

 

Po trzecie napiszę już bardziej na temat.

* Zacznę od tytułu – nie podoba mi się z dwóch powodów. 

Kieruje uwagę w stronę relacji dziecko-rodzic, wychowania i kiedy czytałam początek wpasował się idealnie; potem również (koniec) przedstawiasz młodzież i Medea niknie. 

Inna rzecz to słowo hipoteza. Jest dwuznaczne w kontekście wymowy opka. Przecież hipotezą powinno być, że jednak nie była wyrodną matką, chociaż została skazana i osądzona już na wieki wieków po Eurypidesie (choć, co dziwne, gdzieś przeczytałam, że był prokobiecy, ponieważ bohaterkami dramatów czynił kobiety, ale może nie powinno mnie to zdumiewać – takie męskie rozumowe meandry:p)

No, chyba że stawiamy tezę badawczą, po to by ją sfalsyfikować przy dużym poziomie istotności. Jeśli tak, to cholernie konsekwentnie trzeba byłoby podawać argumenty przeciw, a z tym jest w tekście różnie, np. połechtał jej próżność, cwane dziewczyny, ojciec pozbawiony (w domyśle) praw rodzicielskich. 

Poza tym, dojaśniłabym jaką książkę kupuje Madelaine tj. tytuł, tym samym wprowadzając na scenę postać Medei.

 

* scena wspomnień Medei

,bzyknięcia strzał, jedno po drugim. I dwa urwane jęki.

zrezygnowałabym ze słów "bzyknięcie i jęki" z uwagi na dosadny język we wstępie i możliwe skojarzenia.

,Z jakiego powodu Medea tak… flakoniki zostały w pałacu Kreona.

Poprawiłabym ten fragment – szczególnie zdanie wprowadzające miesza narracyjnie, wybija ze wspomnień.

*w Epilogu musiałam przytrzymać się oparć fotela, ponieważ przyspieszyłaś, potem już nie potrzebowałam, gdyż wbiło mnie w niego, ot fizyka. A na poważnie to chyba za duży kondensat, który lekko dąży ku streszczeniu.

 

A ja lubię Twój humor, lubię też sarkazm i "czytam" go, lecz proszę o rozwijanie go, czyli trochę więcej słów;)

 

Zakochana, może kochliwa czarodziejka. Cóż wniosek jest jeden – miłość unicestwia. Na szczęście  Medea ponoć znalazła szczęście z Achillesem na Polach Elizejskich. Znaczy bogowie ją docenili:D

Potrafisz zamieszać :DDD

Podobało mi się, ale… duży skrót;)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo wyraziste ujęcie tematyki społecznej, nie tylko ze względu na warstwę językową, ale też skontrastowanie dwóch bardzo różnych postaci. À propos języka, slang w prologu i epilogu mi nie zgrzytał, był adekwatny do sytuacji. Z kolei kontrast wprowadza pewien obiektywizm i pozwala na własną interpretację. Postać Tomka raczej nie wzbudza sympatii, chociaż w gruncie rzeczy cała sytuacja mocno patologiczna. Ciekawa rola Medei na przestrzeni dziejów, w kontekście feminizmu i kształtowania historii.

Mimo wszystko opowiadanie pozostawia pewien niedosyt, wątek Medei mógłby mieć bardziej rozwinięte retrospekcje na wzór tej pierwszej ze starożytności.

Warsztatowo bezbłędnie, samo się czyta. :)

Edit: Też nie miałam w tym przypadku odczucia, że opowiadanie jest humorystyczne, tutaj mam wrażenia podobne jak u Asylum.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Dziękuję, Dziewczyny. :-)

 

Asylum, ach, coś mi się nie zgadzało z komentarzami w którymś momencie. Czyli to byłaś Ty.

Fajnie, że nie dostrzegłaś humoru. Można? ;-)

Ale w przyrodzie hipoteza Gai stanowi przeciwieństwo hipotezy Medei. W jednym przypadku życie działa jak termostat, tak reguluje warunki, żeby wszyscy żyli długo i szczęśliwie. W drugim życie beztrosko dąży ku zagładzie. Sinicom tlen przeszkadzał, więc go wydalały na zewnątrz siebie. A że dla reszty organizmów to natenczas była trucizna… Kto by się przejmował innymi gatunkami?

No, jak piszesz – świetnie nadawała się na feministkę, sufrażystkę i takie tam… ;-)

Tytułu będę bronić – nawiązuje i do tytułu książki Warda, i do spopularyzowanej wersji mitu o Medei, i do tego, co się dzieje w salach sądowych.

Przyznam się, że tego Eurypidesa nie czytałam, więc trudno mi się wypowiadać. Ale natknęłam się gdzieś na informację, że to on przypisał Medei dzieciobójstwo. Wrobił ją.

Bzyknięcia i jęki. Hmm, niby mogę zmienić, ale jaki w takim razie dźwięk wydaje strzała trafiająca w cel i umierające dziecko?

OK, zastanowię się nad zdaniem wprowadzającym poszlaki.

Rozwinięcie. Hmm. Wydaje mi się, że to, co najważniejsze, napisałam. Pewnie, można rozbudować sceny z paleniem staników czy podpowiadaniem na przykład Orzeszkowej. Ale dla mnie to by było lanie wody. A jeśli rozbuduję Tomka, to już całkiem zaburzę strukturę i prolog z epilogiem zrobią się dłuższe od reszty… Zresztą, Ninedin już czytała i chyba za późno na znaczące zmiany.

Edytka: A tytuł książki podaję w “Posłowiu”. To nie wystarcza?

 

Black_cape, do wyboru, do koloru, możesz się zastanawiać, która strona ma więcej racji, która jest / była bardziej pokrzywdzona…

Fajnie, że język Ci nie zgrzytał, a i humor nie bruździł.

Tomek miał być niejednoznaczny. Świętoszkom się takie wpadki nie zdarzają.

Babska logika rządzi!

To zna­czy – dla mnie on aku­rat jest dość jed­no­znacz­nie an­ty­pa­tycz­ny, w pew­nym sen­sie budzi współ­czu­cie jako przy­pad­ko­wa ofia­ra an­tycz­nej ze­msty, ale w całej sy­tu­acji głów­nym po­krzyw­dzo­nym wydaje się ra­czej dziec­ko. Wątek Medei to nieco inna spra­wa, bo re­pre­zen­tu­je bar­dziej glo­bal­nie walkę o prawa ko­biet, tutaj już krzyw­da nie jest wy­łącz­nie jed­nost­ko­wa (no, chyba że cho­dzi o samą Medeę i jej nieco mniej szla­chet­ną mo­ty­wa­cję). Ogól­nie cho­dzi­ło mi o to, że przez mocne skon­tra­sto­wa­nie po­sta­ci opo­wia­da­nie jako ca­łość ma bar­dziej obiek­tyw­ny wy­dźwięk.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Tak, tylko dzieci są tu niewinne. I najbardziej pokrzywdzone. Ciekawa obserwacja. :-)

Cieszę się, że udało mi się osiągnąć obiektywizm. A przynajmniej jego pozór.

Babska logika rządzi!

Tak, to od Eurypidesa rozpoczęła się dramatyczna Medea, przedtem była pomocna czarodziejką, chociaż i on posiłkował się jakimiś tekstami (nie pomnę  jakimi, ale cała historia bardzo zajmująca, to przemiana dobrej postaci w złą).

Nic tam nie zmieniaj, kieruj się swoim uważaniem:). Napisałam dla Ciebie, a nie po to abyś dokonywała jakichś niemożliwych w tej chwili korekt. 

 

A widzisz, książki nie czytałam, tylko jakiś jej opis, z którego zrozumiałam, że samozniszczenie Ziemi przyrównują do Medei – dzieciobójczyni, więc pomyślałam sobie – co za nieszczęsne porównanie, że znowu zabija i czemu nie skorzystają z męskiej metafory, mało to wojen było. 

Pewnie, tytuł może zostać, ponieważ nawiązuje do książki.

Z bzyknięciem pomyślę, może świst?

Z tym zdaniem wprowadzającym możesz całość po prostu zacząć od nowego akapitu i wtedy nie będzie wtrącenia.

Masz rację, że tutaj rozwinięcie zaburzyłoby tylko kompozycję. Chodziło mi o to że poruszasz, sprawę za sprawą w każdym kolejnym zdaniu. Może mniej, lecz bardziej przez sceny. Nie wiem.

Z kolei z Tomkiem sprawa trudna, dla mnie on nie jest jednoznaczna postacią i kiedy widziałam go w sądzie, to żal mi się go zrobiło.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Feedback jest feedback. ;-)

Książka. Główna teza jest zawarta w tytule. Potem głównie przykłady wielkich wymierań spowodowanych przez życie na jej poparcie. Hipoteza wygląda logicznie, ale nie jestem pewna, czy książka ciekawa.

Nie znam się zbytnio na tych instrumentach, ale wydaje mi się, że świszczą raczej kule. ;-)

Zdanie już przebudowałam.

A myślcie sobie o Tomku, co chcecie. :-)

Babska logika rządzi!

Do mnie również treść jakoś specjalnie nie trafiła :( Ale czytało się bardzo dobrze :)

Gusta i guściki, tego się nie da uniknąć…

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanie, ala Woody Allen w scenariuszu do swojego filmu ;)

 

Koniec życia, ale nie miłość

Dzięki, Marinerze. :-)

Woody Allen? Hmmm. Może i tak. Zajmował się mitologią?

Babska logika rządzi!

@Finkla,

W szerszym spojrzeniu na mity, to przypuszczam że raczej nie, jednakże niektóre światy w dziełach wyreżyserowanych były lekko zakręcone. Podobnie do “Marsjanina” i ziemniaczków… ;-)

Koniec życia, ale nie miłość

W greckich mitach było tyle obyczajowych historii, że pewnie każdą opowieść da się do któregoś przypasować. To wyjątkowo ludzcy bogowie byli… ;-)

Babska logika rządzi!

Bardziej mnie porwał prolog i epilog niż ten środek. Odnoszę wrażenie, że środek jest tylko dodatkiem do historii Tomka( plus za imię minus za jego charakterek). Ogólnie nie żal mi gościa, życie wystawiło mu rachunek za wcześniejsze postępowanie. Zemsta bogów.

Dziękuję, Tomaszu. :-)

Fajnie, że znalazłeś sobie w tekście coś porywającego. Mniejsza o szczegóły, całość czy kawałki. ;-)

Hmmm, chronologicznie dla mnie punktem wyjścia była hipoteza Medei, ale masz niezbywalne prawo do własnej interpretacji.

Ale że imiennika nie pożałowałeś… ;-)

Babska logika rządzi!

Ani trochę. A co? Taki będę. Wkurzył mnie gość bo zszargał tak piękne imię.

Od razu zszargał… Umówmy się, że zszargał nazwisko, a Tomków zostało wielu całkiem przyzwoitych. ;-)

Babska logika rządzi!

Muszę się zgodzić.wink

Uff! Kompromis znaleziony. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe spojrzenie na jeden z aspektów współczesnego społeczeństwa. Z jednej strony zasłużył sobie chłopak, z drugiej trochę go jednak żal. Duży plusik za zręczne wplecenie wątku fantastycznego. Mitologia grecka, jeśli odrzucić jej ugrzecznione wersje, to dość mroczne historie. Tym bardziej pomysł autorki na czarodziejkę Medeę jest interesujący. Z czego pamiętam, starożytne teksty przedstawiały ją raczej w jednym, negatywnym świetle, co samo w sobie, sugerowało by manipulacje. Oczywiście mówimy o mitologii, opowieściach raczej zmyślonych, ale czyż niektóre z nich nie mogą zawierać przysłowiowego ziarnka prawdy? Pamiętamy przecież jak to było z Troją Homera i pewnym dziewiętnastowiecznym, niemieckim przedsiębiorcą, który postanowił zabawić się w archeologa.

Dziękuję, Straferze. :-)

Miło mi, że uznałeś spojrzenie za ciekawe. I fajnie, że masz problem z oceną Tomka. Tak miało być.

Hmmm, chyba żadni bogowie nie udawali pastelowych kucyków, Jahwe nie wyłączając. Azteccy lubili od czasu do czasu przegryźć świeże podroby, greccy nie znosili przegrywać ze śmiertelnikami (Arachne, Marsjasz) ani dać się zrobić w konia (Syzyf), germańscy tylko się tłukli, coby na pewno nie przegapić szansy na Walhallę… Związki kazirodcze, morderstwa bliskich krewnych… Chyba słabo się nadawali na przyjaciół.

Interesująca analogia z Troją, ale chyba jednak daleko posunięta. Miasta starożytnych istniały naprawdę, ale czarodziejki pewnie były zielarkami, w najlepszym wypadku szamankami. A herosi fartownymi i wyrośniętymi wojownikami. Tak sądzę.

Babska logika rządzi!

Jak najbardziej się zgadzam odnośnie zielarek/czarodziejek i herosów/fartownych wojowników. Zwykli ludzie robią coś niezwykłego, w oczach współczesnych, a potem historia zaczyna żyć własnym życiem. W końcu my też tworzymy legendy… Hej! Właśnie widziałem Elvisa!

A jakie sztuki wyczynia ludzki mózg, kiedy chodzi o rozpoznawanie twarzy w abstrakcyjnych plamach na szybie czy na Marsie… ;-)

Cegiełka do cegiełki, słowo do słowa i legenda gotowa.

 

O ja nie mogę! I co robił Elvis? ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam, ale miałam nieco podobnie jak Staruch; nie było komu kibicować. Czytało się dobrze. (; 

Dziękuję, Draconis. :-)

No, to prawda – nie zadbałam o dobrych i szlachetnych bohaterów. Może następnym razem znajdzie się miejsce dla rycerza na siwku.

Babska logika rządzi!

Chciałbym trochę sprostować – teksty bez żadnego pozytywnego bohatera też mogą być fajne. Ale można byc “niedobrym” w fajny sposób, a tu wszyscy byli odpychający. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

O, a to wygląda na interesującą hipotezę. Możesz podać przykład niedobrego, ale fajnego, bohatera?

Babska logika rządzi!

A pewnie. Kane Wagnera choćby.

 

EDIT: Setaur i Calder u Lema, nawet Woland Bułhakowa.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hmmm. Z mojego punktu widzenia to nie jest dobry przykład, bo czytałam którąś część i mi się bardzo nie podobała. Książka jako całość.

Babska logika rządzi!

Dawno czytałem. Musiałbym pogrzebać w pamięci jeszcze dalej, ale na razie dodałem EDITA :). 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

OK, Woland mnie przekonuje.

Chociaż, diabeł bywa niekiedy przedstawiany jako całkiem ciekawy bohater. W odróżnieniu od cholernie świętych aniołów, piejących pieśni w chórze…

Babska logika rządzi!

No tak. Pozytywne postacie to spory problem. Jak okrutnie wk..wiający Old Shatterhand Maya, do którego niedawno wróciłem. Koszmar!

 

Och, jaki piękny offtop nam się urodził :D!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Oldów pewnie jeszcze jakoś bym przebolała. Ale ten idiota, Hobble Frank, irytował mnie, już kiedy byłam dzieciakiem. Że też żaden towarzysz go nigdy nie ustrzelił, a nawet wydawali się go lubić…

No, jak się dwóch koneserów offtopów zejdzie pod jednym tekstem… ;-)

Babska logika rządzi!

Offtop is it, jak to mówiło stare hasło reklamowe ;).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Always offtop! ;-)

Babska logika rządzi!

Ech, Finklo; nie chodziło mi o to, że nie stworzyłaś jakiegoś bohatera na białym kuniu, co wyratował wszystkie księżniczki w okolicy i zatłukł najpewniej różne gady po drodze (taka podziałka ,,dobry-zły" nie przemawia do mnie); chodziło mi o to, że po prostu nie wiem, co się zadziało ,,za kulisami" między Tomkiem a Violą, a oceniać ich po krótkich fragmentach nie chcę. 

Co do Medei, cóż, mam dosyć mieszane uczucia. ¯\_(ツ)_/¯ 

Generalnie tematy naprawdę ciekawe (feminazizm, feminizm, równouprawnienie, plus można się zastanawiać, jak bardzo cała tego typu sytuacja między rodzicami wpłynie później na dziecko), szkoda tylko, że tak krótko w sumie, ale limit, rozumiem. 

 

W porządku, Draconis, rozumiem, o co Ci chodziło. Już wcześniej rozumiałam. Nie ma kogoś, na kim by Ci zależało i odbiór na tym cierpi. Nie czytałaś z wypiekami na policzkach, mimo interesujących problemów poruszanych czy sugerowanych w tekście. Zdarza się, może następnym razem znajdę lepsze połączenie. :-)

Babska logika rządzi!

Hmm. A mnie się wydaje, że zestawienie nawet antypatycznych postaci nie musi świadczyć o słabości samego opowiadania. Kontrast pokazuje, że takie skrajne postawy (w tym przypadku) są jałowe i ostatecznie doprowadzają do czegoś złego. Jednocześnie obie postacie są tutaj przedstawione jako pokrzywdzone, co pozwala w jakimś stopniu im współczuć albo przynajmniej wskazuje tę krzywdę jako to, co napędza późniejsze uprzedzenia.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Pewnie i z antypatycznymi postaciami można coś ugrać, ale to jest trudniejsze niż jasne pokazanie, którego konia czytelnik ma obstawiać. Zapewne więcej zależy od odbiorcy, może będzie węższy krąg “trafionych”. Nie wiem, tak sobie gdybam.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka