- Opowiadanie: chalbarczyk - Prace i dnie. Moc bogów i moc ludzi

Prace i dnie. Moc bogów i moc ludzi

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, NoWhereMan

Oceny

Prace i dnie. Moc bogów i moc ludzi

 

Na drzwiach po­pra­wi­ła prze­krzy­wio­ną ta­blicz­kę „At Hena. Po­ra­dy praw­ne, po­dat­ko­we. Win­dy­ka­cja. Co­aching. Dzwo­nić dzwon­kiem”. Rę­ka­wem spró­bo­wa­ła wy­trzeć ba­zgro­ły. Nie scho­dzi­ły. A jakże, mo­gła­by i wy­trzeć w tym dziu­rę. Oto­cze­nie przy­pra­wia­ło o mdło­ści. Pety, smród, ale naj­gor­sze były na­pi­sy. Spray­em. Z błę­da­mi. Ale co mogła po­ra­dzić? Wzru­szy­ła ra­mio­na­mi, uda­jąc, że już się przy­zwy­cza­iła i że nawet jej wszyst­ko jedno.

Atena we­szła do ciem­ne­go wnę­trza i usi­ło­wa­ła wpu­ścić tro­chę świa­tła, od­su­wa­jąc za­sło­ny. Na­ło­ży­ła bam­bo­sze i sia­dła za biur­kiem za­wa­lo­nym książ­ka­mi i pa­pie­ra­mi. Była w pracy. Wy­ję­ła z fu­te­ra­łu oku­la­ry, za­ło­ży­ła na nos i z na­masz­cze­niem otwo­rzy­ła lap­top.

Co my tu dzi­siaj mamy? Z przy­jem­no­ścią za­głę­bi­ła się w fa­ce­bo­oka. Dwa po­wia­do­mie­nia i trzy za­pro­sze­nia, no, no. W two­jej oko­li­cy od­bę­dzie się wy­da­rze­nie – prze­czy­ta­ła. In­te­re­su­ją­ce.

Dzwo­nek do drzwi.

Klient? Tak wcze­śnie? A cze­góż on chce? Bez en­tu­zja­zmu po­szła otwo­rzyć, szu­ra­jąc cia­pa­mi. Przed drzwia­mi stała ko­bie­ta w nie­okre­ślo­nym wieku, taki wiecz­ny wiek śred­ni i nie naj­mą­drzej spy­ta­ła:

– A gdzie ja tra­fi­łam? – w ręku miała grubą, urzęd­ni­czą tecz­kę, którą nie­cier­pli­wie po­trzą­sa­ła – Nad­zo­ro­wa­ne­go po­szu­ku­ję.

Atena po­ka­za­ła pal­cem są­sied­nie miesz­ka­nie. Ko­bie­ta chyba się za­sta­na­wia­ła, czy ta tutaj też nie po­trze­bu­je nad­zo­ru, bo zro­bi­ła po­dejrz­li­wą minę. Atena za­mknę­ła drzwi i spoj­rza­ła w przed­po­ko­ju w lu­stro. Lewy pro­fil, prawy pro­fil. Nie-ska-zi-tel-na. Pięk­na i do­sko­na­ła. No i mądra. Za­wsze miała wyż­sze in­te­lek­tu­al­ne am­bi­cje, więc ak­tu­al­ne śro­do­wi­sko nizin i igno­ran­cji spo­łecz­nej sta­no­wi­ło dla niej nie lada wy­zwa­nie. Tym bar­dziej, że nie raz pro­po­no­wa­no jej prze­nie­sie­nie do lep­szej dziel­ni­cy. Zo­sta­ła jed­nak tutaj, uwa­ża­jąc że hart ducha i oso­bi­sty przy­kład też się liczy.

Za­do­wo­lo­na wró­ci­ła do prze­glą­da­nia wia­do­mo­ści.

Znów dzwo­nek. A teraz co?

– Pani Atena, pani nie wie, kiedy ci od gazu przy­ja­dą? – to są­siad­ka z góry. A, to ta, któ­rej syn wy­sta­je w bra­mie z me­ne­la­mi, mąż uciekł, a te­ścio­wa sypia na pod­ło­dze w kuch­ni, przy­po­mnia­ła sobie Atena.

– Pani Ant­ko­wa, ja nawet nie do­sta­łam żad­ne­go pa­pie­ru, przy­jeż­dża­ją kiedy chcą, a ty czło­wie­ku cze­kaj na nich cały dzień.

– Wła­śnie o to się roz­cho­dzi. Czy ja je­stem stróż, żeby wa­ro­wać do wie­czo­ra? – Są­siad­ka po­sta­ła jesz­cze tro­chę, ale w końcu po­szła.

Atena nawet nie zdą­ży­ła prze­czy­tać naj­now­szych ko­men­ta­rzy pod swoim pro­fi­lem. Znowu kogoś nie­sie. Dzwo­nek brzę­czał długo i na­tar­czy­wie. Tym razem był to nad­zo­ro­wa­ny.

– Pani mnie scho­wa przed ku­ra­tor­ką. Matka po­wie­dzia­ła jej, że je­stem w szko­le, no nie mogę jej teraz pod oczy wcho­dzić.

Wpu­ści­ła go do środ­ka, bo po­sta­no­wi­ła za­cho­wy­wać sto­ic­ki spo­kój i byle czym się nie eks­cy­to­wać. A przede wszyst­kim się nie wy­kłó­cać. Nad­zo­ro­wa­ny siadł w fo­te­lu dla klien­tów, za­pa­lił pa­pie­ro­sa i za­żą­dał po­piel­nicz­ki.

– Pani Atena, nie mia­ła­by dla mnie ja­kiej ro­bo­ty? – za­cią­gnął się.

– Do pracy chcesz iść?

– E tam, do pracy. Tro­chę gro­sza mi trza.

Błędy gra­ma­tycz­ne i jakaś lu­bar­tow­ska gwara. Tylko spo­kój, tylko spo­kój – sta­ra­ła się od­dy­chać.

– A co ty umiesz robić?

– Co trze­ba.

– Może będę mieć, jeśli trafi się dziś klient.

– Pani Atena, a to praw­da, że przy­je­cha­ła z tej wyspy, co to Niem­cy ku­pi­li i te banki zban­kru­to­wa­ły? A ja sły­sza­łem – tu za­chi­cho­tał – że jest takie mia­sto jak pani. Atena się na­zy­wa.

Nie zmie­ni­ła wy­ra­zu twa­rzy. Apa­the­ia, apa­the­ia – po­wta­rza­ła w my­ślach.

Nad­zo­ro­wa­ny wypił pół piwa, wy­pa­lił dwa pa­pie­ro­sy i stwier­dził, że ucie­ka, bo ma spo­tka­nie na mie­ście. Wyj­rzał ostroż­nie na klat­kę, a że było pusto, zbiegł dud­niąc na dół, za­trza­snąw­szy za sobą drzwi.

Błoga cisza.

* * *

 

Atena wró­ci­ła do pracy. „Masz dwie kon­wer­sa­cje” – brzmia­ło to za­chę­ca­ją­co. O! „wa­ka­cje ma­rzeń – sło­necz­na Gre­cja. Re­laks i kul­tu­ra” – no pro­szę, a mówi się, że ten naród nie garnie się do kultury i wiedzy.

Dzwo­nek. Po­je­dyn­czy i nie­pew­ny.

Dla­cze­go wszy­scy się upar­li, żeby od rana się do mnie do­bi­jać?! Otwo­rzy­ła drzwi na oścież, mając za­miar po­wie­dzieć do słu­chu nad­zo­ro­wa­ne­mu. Ale to był kto inny.

– Firma At He­na – po­ra­dy?

Klient nie miał wię­cej jak osiem­na­ście lat. Kiedy po­ka­za­ła mu fotel i pod­su­nę­ła po­piel­nicz­kę, chło­pak się przed­sta­wił:

– Je­stem Am­bro­ży. Ale nie Kleks, cha, cha – za­śmiał się wy­mu­sze­nie.

Atena no­to­wa­ła: „nie-kleks”, co dalej?

Chło­pak wpa­try­wał się w Atenę za­chwy­co­ny.

– Pani jest taka pięk­na – wy­szep­tał. – Na pewno wszy­scy to pani mówią, że wy­glą­da pani jak bo­gi­ni.

Atena skrom­nie spu­ści­ła oczy.

– Bo­gi­ni, ależ skąd!

– Tak, tak!

Od­chrząk­nę­ła za­do­wo­lo­na.

– Mo­żesz do mnie mówić Ateno. Co cię do mnie spro­wa­dza?

– Pani Ateno! Tylko w pani na­dzie­ja! Tylko pani może nas ura­to­wać! Mnie i dziel­ni­cę!

Atena skru­pu­lat­nie za­no­to­wa­ła: „Am­bro­ży i dziel­ni­ca”.

– A kon­kret­nie?

– Na dziel­ni­cy za­pa­dła się zie­mia i jest to po­czą­tek na­szej, to zna­czy mojej i spo­łecz­no­ści, zguby!

Spra­wa wy­glą­da­ła na po­waż­ną.

– Otóż oka­za­ło się, że tę ot­chłań za­miesz­ku­ją ja­kieś isto­ty, rdzen­ni miesz­kań­cy, któ­rzy wy­de­le­go­wa­li do roz­mów swo­ich przed­sta­wi­cie­li i chcą au­to­no­mii oraz da­le­ko idą­cych przy­wi­le­jów – wy­ja­śniał dalej Am­bro­ży – mię­dzy in­ny­mi od­da­nia im prawa do han­dlu na Ru­skiej, prze­ję­cie edu­ka­cji gim­na­zjal­nej i li­ce­al­nej na Czwart­ku, bez­płat­ny do­stęp do sieci i kon­try­bu­cje w ko­smicz­nie wy­so­kiej kwo­cie.

Atena w te­le­fo­nie wy­szu­ka­ła „wia­do­mo­ści z re­gio­nu” i ze zdzi­wie­niem prze­czy­ta­ła, że fak­tycz­nie, na Lu­bar­tow­skiej za­pa­dła się jezd­nia i zieje teraz bez­den­ną cze­lu­ścią. A do owej cze­lu­ści oraz in­nych przy­le­głych ulic rosz­czą sobie prawo au­to­chto­ni.

– Nie wiem, jak mia­ła­bym pomóc – ode­zwa­ła się – czy ta­ki­mi przy­pad­ka­mi nie zaj­mu­ją się od­po­wied­nie służ­by?

Am­bro­ży po­pa­trzył z po­li­to­wa­niem.

– Pani, Ateno, to chyba z za­gra­ni­cy przy­je­cha­ła. A cóż służ­by wskó­ra­ją, gdy mniej­szość et­nicz­na i re­li­gij­na po­sta­wi żą­da­nia!

Rze­czy­wi­ście, po­stu­la­ty po­praw­no­ści po­li­tycz­nej nie­rzad­ko wiążą teraz ręce or­ga­nom wła­dzy, a też i opi­nii pu­blicz­nej – my­śla­ła Atena.

– A dla­cze­go aku­rat ty z tym do mnie przy­cho­dzisz, czy nie je­steś, wy­bacz, na to za młody?

Am­bro­ży lekko spe­szo­ny spu­ścił oczy.

– Je­stem… je­stem prze­wod­ni­czą­cym sa­mo­rzą­du szkol­ne­go i w wy­ni­ku gło­so­wa­nia pod­ję­li­śmy de­cy­zję, że wła­śnie ja zajmę się zor­ga­ni­zo­wa­niem po­mo­cy praw­nej.

Atena z apro­ba­tą po­ki­wa­ła głową. Tak, tra­dy­cje de­mo­kra­tycz­ne za­słu­gu­ją na naj­wyż­szą po­chwa­łę!

– Za­sta­na­wiam się, czy nie da­ło­by się roz­wią­zać tego pro­ble­mu na płasz­czyź­nie teo­re­tycz­nej, prze­cież nie za­wsze trze­ba roz­strzy­gać kon­flikt siłą – za­pro­po­no­wa­ła.

– A to w ogóle jest moż­li­we? Ale jak?

– Hm, So­kra­tes za­kła­dał, że każ­de­mu da się prze­mó­wić do ro­zu­mu. Nawet naj­więk­szy osioł zro­zu­mie, jeśli się to umie­jęt­nie wy­ło­ży.

– Pani Ateno, po­roz­ma­wia pani z nimi, praw­da? – Am­bro­ży za­py­tał z na­dzie­ją.

– Oczy­wi­ście, wy­kształ­ce­nie prze­cież do cze­goś zo­bo­wią­zu­je. Zresz­tą, po to tu je­stem. Nie obawiaj się – po­kle­pa­ła go po­cie­sza­ją­co po ło­pat­ce – obro­nię dziel­ni­cę i przy­wró­cę do­tych­cza­so­wy ład.

Za­czę­ła prze­glą­dać książ­ki na półce.

– Gdzie ja to mam? W Po­li­tei Pla­ton zro­bił cały wy­kład na temat spra­wie­dli­wo­ści i ustro­ju.

Zna­la­zła kla­sy­ka mię­dzy Tu­ki­dy­de­sem a Lu­kia­nem (prze­cież cza­sa­mi można też prze­czy­tać coś lek­kie­go dla roz­ryw­ki, praw­da?). Prze­wer­to­wa­ła i zro­bi­ła no­tat­ki. Tak, po­ję­cie spra­wie­dli­wo­ści nie jest taką pro­stą spra­wą.

– No i po­zo­sta­je kwe­stia ho­no­ra­rium.

Am­bro­ży wy­su­płał plik pie­nię­dzy. Atena z za­do­wo­le­niem wrzu­ci­ła je do szu­fla­dy, szu­fla­dę za­mknę­ła na klu­czyk, a potem za­ję­ła się rynsz­tun­kiem. Wy­ję­ła z szafy „ze­staw nr 1”, który znaj­do­wał się w worku, z lek­kim sap­nię­ciem za­rzu­ci­ła go sobie na ramię i stwier­dzi­ła, że mogą ru­szać. W worku coś po­brzę­ki­wa­ło.

– Pani Ateno – ode­zwał się Am­bro­ży – czy nie na­le­ża­ło­by na taką eks­pe­dy­cję le­piej się wy­ekwi­po­wać?

Atena z przy­jem­no­ścią słu­cha­ła bo­ga­te­go słow­nic­twa Am­bro­że­go.

– Nie martw się, mój drogi, mam tu wszyst­ko, co po­trze­ba – po­ka­za­ła worek.

 

* * *

 

Ulica Lu­bar­tow­ska za­pa­dła się w całej swo­jej sze­ro­ko­ści, od­sła­nia­jąc ogrom­ną, czar­ną jamę. Nad cze­lu­ścią ze­bra­li się pra­wie wszy­scy miesz­kań­cy z ulicy. Cy­wi­le z za­in­te­re­so­wa­niem za­glą­da­li w głąb dziu­ry, gło­śno ko­men­tu­jąc całe zda­rze­nie, a nie­któ­rzy nawet rzu­ca­li tam nie­do­pał­ki i opa­ko­wa­nia po chip­sach. Była też straż, po­li­cja i inne służ­by mun­du­ro­we, lecz oni trzy­ma­li się z da­le­ka, roz­ło­żyw­szy na­mio­ty i przy­cią­gnąw­szy prą­do­twór­czy agre­ga­tor. Wy­raź­nie szy­ko­wa­li się na kło­po­ty.

Atena za­czę­ła wyj­mo­wać z worka błysz­czą­ce, me­ta­lo­we czę­ści i po kolei na­kła­dać je na sie­bie, przy­pi­na­jąc rze­mie­nia­mi.

– Co to jest? – Am­bro­ży spy­tał zdzi­wio­ny.

Tho­raks.

Tho­raks wy­glą­dał jak zbro­ja.

– Pani Atena! I pani tutaj? A cóż to za far­tuch pani na­ło­ży­ła? – Ant­ko­wa, która przy­szła zo­rien­to­wać się w sy­tu­acji, przy­glą­da­ła się kry­tycz­nie Ate­nie w lśnią­cej zbroi.

– Obo­wiąz­ki wzy­wa­ją – od­par­ła ta fi­lo­zo­ficz­nie i za­czę­ła mon­to­wać włócz­nię, która skła­da­ła się z kilku ele­men­tów, do­krę­ca­nych na gwint.

Atena sta­nę­ła nad dziu­rą i za­wo­ła­ła:

– Hop, hop!

Jeden z uzur­pa­to­rów wy­lazł na górę i otrze­pał się z miału. Miał la­mel­ko­wą zbro­ję, okrą­głą tar­czę i ob­na­żo­ny miecz, za­pew­ne dla po­stra­chu. Roz­po­czął prze­mo­wę, która, jak Atena oce­ni­ła, była cał­kiem do­brze skom­po­no­wa­na pod wzglę­dem ora­tor­skim. Za­czął od stan­dar­do­we­go zda­nia:

– Każdy ma swoją oj­czy­znę!

Na­stęp­nie mówił o wra­sta­niu mło­de­go po­ko­le­nia we wła­sną toż­sa­mość na­ro­do­wą za po­śred­nic­twem tra­dy­cji, ję­zy­ka, kul­tu­ry, re­li­gii… Dalej by z przy­jem­no­ścią ana­li­zo­wa­ła ten kra­so­mów­czy popis, ale przy­po­mnia­ła sobie, że po co in­ne­go tu jest.

– Tak, tak. Jed­nak jak chce­cie roz­wią­zać za­ist­nia­łą sy­tu­ację? Czy wasza po­sta­wa nie pro­wa­dzi z ko­niecz­no­ści do eska­la­cji an­ta­go­ni­zmów?

– Żą­da­my!

Tu na­stę­po­wa­ła długa lista żądań, mię­dzy in­ny­mi do­ta­cji na uno­wo­cze­śnie­nie ich armii, po­zwo­le­nia na bez­cło­wy han­del i upra­wia­nie hi­sto­rii ta­kiej, jaką chcą.

– No tak, bo hi­sto­rię piszą zwy­cięz­cy – mruk­nę­ła – Ab­sur­dal­nie wy­gó­ro­wa­ne te żą­da­nia.

– Mo­że­my się zgo­dzić na bez­płat­ne kursy ję­zy­ka i kul­tu­ry pol­skiej, opie­kę dusz­pa­ster­ską i prawo do swo­bo­dy wy­po­wie­dzi – po­wie­dzia­ła sta­now­czo.

– Jak to?! – miesz­ka­niec wnę­trza pie­cza­ry za­pie­nił się – jakiś pro­ze­li­tyzm nam tu pro­po­nu­je­cie?! Nigdy! – za­wi­nął połę płasz­cza i wsko­czył do dziu­ry.

Kon­flik­tu zbroj­ne­go nie da się unik­nąć, po­my­śla­ła Atena po­nu­ro.

Stan uzbro­je­nia au­to­chto­nów Atena oce­ni­ła na dobry. Zresz­tą tak samo jak zasób ich słow­nic­twa.

– Am­bro­ży, mój drogi – zwró­ci­ła się do prze­wod­ni­czą­ce­go sa­mo­rzą­du – odsuń ga­wiedź, nie daj bóg, niech nikt do dziu­ry nie wpad­nie albo nie plą­cze się gdzieś pod no­ga­mi.

Am­bro­ży bar­dzo prze­ję­ty za­czął za­ga­niać ludzi na chod­nik.

Atena ski­nę­ła pal­cem na nad­zo­ro­wa­ne­go.

– Bę­dziesz przy­nę­tą.

– Ja?

– Sta­jesz tu na kra­wę­dzi i rzu­casz in­wek­ty­wy.

– A gdzie one? – nad­zo­ro­wa­ny za­czął się roz­glą­dać w po­szu­ki­wa­niu in­wek­tyw.

Apa­the­ia – mru­cza­ła Atena ma­su­jąc sobie skro­nie. – Nie, nie rzu­caj ni­czym, po pro­stu mów, co o nich my­ślisz, a potem ucie­kaj, jakby cię ku­ra­tor­ka go­ni­ła.

– Nie ma spra­wy – ucie­szył się i po­le­ciał po­ży­czyć me­ga­fon od stra­ża­ków.

* * *

Atena w spi­żo­wym heł­mie i na­pier­śni­kach, dzier­żąc w jed­naj ręce włócz­nię, a w dru­giej tar­czę sta­nę­ła po prze­ciw­nej stro­nie cze­lu­ści. W miarę jak dźwięk wę­dro­wał na dół i od­bi­jał się echem aż o dno pie­cza­ry, pod­no­sił się stam­tąd rwe­tes i tu­mult. Wo­jow­ni­cy wy­cho­dzi­li czwór­ka­mi, na­tę­ża­jąc mię­śnie sil­nych ra­mion, pod­cią­ga­li się w górę i usta­wia­li w sze­re­gu.

Atena go­to­wa­ła się do walki. Sta­nę­ła pew­nie w lek­kim roz­kro­ku. Pod­nio­sła wy­so­ko włócz­nię, która za­czę­ła brzę­czeć jed­no­staj­nie prze­pły­wa­ją­cym prą­dem i rzu­cać błę­kit­ne bły­ski. Skie­ro­wa­ła ją w stro­nę wro­gów i osło­ni­ła oczy tar­czą. Włócz­nia wy­strze­li­ła bia­łym pio­ru­nem. Naj­pierw ośle­pia­ją­ce świa­tło, potem grom. Zie­mia się za­trzę­sła i drga­ła jesz­cze długą chwi­lę. Pierw­szy sze­reg roz­bi­ty, ranni i za­bi­ci le­że­li na czar­nym as­fal­cie, nie­na­tu­ral­nie po­wy­krę­ca­ni. Do­wód­ca dał roz­kaz do prze­gru­po­wa­nia i po­wie­trze wy­peł­nił biały dym, który za­krył ruchy woj­ska. Od wro­gów Atenę dzie­li­ła cze­luść, więc teraz za­czę­ła biec na­oko­ło, aby jak naj­szyb­ciej zna­leźć się na polu bitwy. Jesz­cze raz pod­nio­sła włócz­nię. Taki sam błysk i huk.

Po­wo­li opa­dał kurz i roz­wie­wa­ła się biała mgła.

Gdzie do­tych­czas stało woj­sko au­to­chto­nów, teraz nie było ni­ko­go. Znik­nę­ły nawet trupy.

Nagle, co to? Atena wpa­try­wa­ła się osłu­pia­ła w prze­ciw­le­głą stro­nę ulicy. Nie wie­dzia­ła, jak ma ro­zu­mieć to, co teraz widzi: wszy­scy wo­jow­ni­cy, cia­sno po­upy­cha­ni jeden przy dru­gim, z roz­płasz­czo­ny­mi no­sa­mi na szy­bach, sie­dzie­li w sa­mo­cho­dach za­par­ko­wa­nych nie­opo­dal.

– A cóż to jest, do licha?!

Atena pró­bo­wa­ła jesz­cze kilka razy do­się­gnąć ich swoją śmier­cio­no­śną bro­nią, ale bez­sku­tecz­nie.

– Klat­ka Fa­ra­daya – po­wie­dział zdu­mio­ny Am­bro­ży, pod­cho­dząc bli­żej.

Atena wy­stu­ka­ła w te­le­fo­nie „klat­ka Fa­ra­daya”. Prze­czy­ta­ła: „we wnę­trzu klat­ki, nie­za­leż­nie od tego jak sil­nie jest ona na­ła­do­wa­na, nie ma pola elek­trycz­ne­go…” Ach, tak. No, no. Ta­kie­go for­te­lu się nie spo­dzie­wa­ła! Zastanawiała się długo. Jeśli tradycyjne metody zawiodły, musi sięgnąć po bardziej skuteczne narzędzie. Wy­szu­ka­ła więc w sieci: „po­trze­by so­cjo­lo­gicz­ne męż­czyzn w śred­nim wieku” i przez chwi­lę stu­dio­wa­ła tekst, po­ki­wa­ła głową, a na­stęp­nie po­de­szła do czar­ne­go suva. Za­stu­ka­ła w szybę. Szyba zje­cha­ła do po­ło­wy i wszy­scy zo­ba­czy­li ge­ne­ra­ła, który wo­dził na­oko­ło har­dym wzro­kiem, nie tra­cąc jed­nak czuj­no­ści.

Atena dała ge­ne­ra­ło­wi znak, że chce per­trak­to­wać.

– Pro­po­nu­je­my dla każ­de­go we­te­ra­na wo­jen­ne­go dar­mo­wą „perłę” w piąt­ki i spo­tka­nia kom­ba­tan­tów w kla­sach je­den – osiem. Dla żoł­nie­rzy operę, a potem ban­kiet. W maju grają „We­se­le Fi­ga­ra”. Poza tym sza­nu­je­my i po­pie­ra­my waszą kul­tu­ro­wą od­mien­ność i wspie­ra­my was w dą­że­niu do wła­snej hi­sto­rycz­nej toż­sa­mo­ści.

Cho­ciaż bitwę Atena nie­chlub­nie prze­gra­ła, to jed­nak wojna za­koń­czy­ła się vic­to­rią. Ge­ne­rał na wa­run­ki się zgo­dził, a jego żoł­nie­rze też wy­da­wa­li się za­do­wo­le­ni. Atena spoj­rza­ła na oby­wa­te­li z za­słu­żo­ną dumą zwy­cię­stwa. W błysz­czą­cej zbroi wy­glą­da­ła nie­ziem­sko. Wszy­scy z apro­ba­tą ki­wa­li gło­wa­mi, a po­nie­któ­rzy kla­ska­li. Nad Lu­bar­tow­ską uno­sił się ra­do­sny na­strój, lu­dzie za­czę­li roz­sta­wiać gril­le i otwie­rać bu­tel­ki z piwem. Za­czę­li też wy­cią­gać wo­jow­ni­ków z sa­mo­cho­dów i czę­sto­wać trun­ka­mi. Ci naj­pierw się opie­ra­li, ale w końcu od­kła­da­li broń i do­łą­cza­li do za­ba­wy.

 

EPI­LOG

 

Oczy­wi­ście Am­bro­ży był w Ate­nie za­ko­cha­ny, co jej nie dzi­wi­ło, była prze­cież i pięk­na, i mądra, no i do­sko­na­ła.

– Pani, Ateno, jest moim bó­stwem!

– Ach, od razu bó­stwem – za­ró­żo­wi­ła się z za­do­wo­le­nia.

– Pani moc jest nie do po­ko­na­nia!

– Nie, nie – za­ma­cha­ła rę­ka­mi w pro­te­ście – moja moc w po­rów­na­niu z więk­szą mocą to nic.

– Jest jakaś więk­sza siła?

– Sieć – od­po­wie­dzia­ła z na­masz­cze­niem.

– Sieć?

– Po­łą­czo­ne mózgi elek­tro­no­we, moc ob­li­cze­nio­wa, szyb­kość – za­czę­ła wy­li­czać z wy­raź­nym za­chwy­tem.

– Aaa, in­ter­net! – Am­bro­ży zro­zu­miał do­pie­ro po chwi­li.

– Wy­star­czy przejść od stro­ny do stro­ny, aby zna­leźć się w innym świe­cie.

– Eee… może – chło­pak nie był prze­ko­na­ny.

– Am­bro­ży, mój drogi, nie do­ce­niasz siły swo­je­go świa­ta. Lu­dzie po­szu­ku­ją i marzą o nad­ludz­kim świe­cie bogów, chcą pa­no­wać nad ży­wio­ła­mi, ba, do­ma­ga­ją się nie­śmier­tel­no­ści! A prze­cież wszyst­ko, czego po­trze­bu­ją już mają. Nawet po­wiem wię­cej, mają z nad­dat­kiem. Mo­gli­by nawet wie­dzieć wszyst­ko!

Chło­pak uśmiech­nął się tro­chę głup­ko­wa­to, bo nie za bar­dzo wie­dział, o czym Atena, jego bo­gi­ni, mówi.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Opowiadanie humorystyczne. Lubię takie, więc chciałem polubić i to. Nie udało się.

 

Tytuł niezbyt zachęcający, ale to rzecz małej wagi. Gorzej, że czytałem, czytałem… i nic. Liczyłem, że się uśmiechnę, ale niestety humor nie do mnie nie trafił. Może z innymi się uda.

 

Z innych aspektów tekstu.

Fabuła jest dziwna. Jasne, to komedia, ale mimo wszystko chciałoby się, żeby historia dawała radę i bez gagów, a tu nie ma na to szans. Jest absurdalnie, ale nie dość, by ten absurd mnie bawił, za to dostatecznie, bym nie mógł cieszyć się opowieścią.

Atena jako postać zupełnie mnie nie ujęła. Nie wiem, czy miała być inteligentna i nie całkiem się udało, czy trzpiotowatość była zamierzona, tak czy siak, mnie drażniła. Nie wiem, czemu pod koniec zachowuje się, jakby internet był dla niej czymś nowym, skoro na początku siedzi na fejsbuczku.

Język poprawny, momentami nawet piękny. Tu nie mam żadnych zastrzeżeń.

 

Tekst przyjemny estetycznie, ale czyta się bez emocji.

Jeśli Atena jako postać drażni – to mimo wszystko jakieś emocje tekst wywołuje :)

Na poważnie – spróbuję coś dopisać do niej, żeby była sympatyczniejsza.

Przykro mi, ale nie zrozumiałam opowiadania. Nie pojęłam roli Ateny we współczesnym świecie. Nie wiem też, czemu służyło przedstawienie kilkorga jej sąsiadów. Nie pojęłam historii z dziurą w jezdni. Innymi słowy, Chalbarczyk, nie domyślam się co miałaś nadzieję opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Z przy­jem­no­ścią za­głę­bi­ła się w fa­ce­bo­oka. –> Z przy­jem­no­ścią za­głę­bi­ła się w Fa­ce­bo­oka.

 

– A gdzie ja tra­fi­łam? – w ręku miała grubą, urzęd­ni­czą tecz­kę, którą nie­cier­pli­wie po­trzą­sa­ła – Nad­zo­ro­wa­ne­go po­szu­ku­ję. –> – A gdzie ja tra­fi­łam? – W ręku miała grubą, urzęd­ni­czą tecz­kę, którą nie­cier­pli­wie po­trzą­sa­ła. – Nad­zo­ro­wa­ne­go po­szu­ku­ję.

Tu znajdziesz wskazówki, jak poprawnie zapisywać dialogi: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Tym bar­dziej, że nie raz pro­po­no­wa­no jej… –> Tym bar­dziej, że nieraz pro­po­no­wa­no jej

 

– Firma At He­na-po­ra­dy? –> – Firma At He­na – po­ra­dy?

 

Ulica Lu­bar­tow­ska za­pa­dła się w całej swo­jej sze­ro­ko­ści… –> Ulica Lu­bar­tow­ska za­pa­dła się na całej swo­jej sze­ro­ko­ści

 

Cy­wi­le z za­in­te­re­so­wa­niem za­glą­da­li wgłąb dziu­ry… –> Cy­wi­le z za­in­te­re­so­wa­niem za­glą­da­li w głąb dziu­ry

 

ten kra­so­mów­czy popis , ale przy­po­mnia­ła sobie… –> Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

i upra­wia­nie hi­sto­rii ta­kiej, jaką chcą. –> Na czym polega uprawianie historii?

 

Atena w spi­żo­wym heł­mie i na­pier­śni­kach… –> Ile napierśników miała na sobie Atena?

 

W miarę jak dźwięk wę­dro­wał na dół i od­bi­jał się echem aż o dno pie­cza­ry… –> Dziura w jezdni nie jest pieczarą.

 

Pod­nio­sła w górę włócz­nię… –> Masło maślane. Czy mogła podnieść włócznię w dół?

 

Szyba zje­cha­ła w dół… –> Masło maślane. Czy szyba mogła zjechać w górę?

 

dla każ­de­ we­te­ra­na wo­jen­ne­go dar­mo­wą „Perłę”… –> …dla każ­de­ we­te­ra­na wo­jen­ne­go dar­mo­wą perłę

Nazwę piwa piszemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

spo­tka­nia kom­ba­tan­tów w kla­sach je­den-osiem. –> …spo­tka­nia kom­ba­tan­tów w kla­sach je­den – osiem.

 

Atena spoj­rza­ła na oby­wa­te­li z za­słu­żo­ną dumą zwy­cię­stwa. –> Można być dumnym z czegoś, ale chyba nie czymś.

Proponuję: Atena spoj­rza­ła na oby­wa­te­li, dumna z za­słu­żo­nego zwy­cię­stwa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za sprawdzenie i linki. Co do “dumy” – oczywiście można być dumnym czymś. Wprawdzie Słownik frazeologiczny języka polskiego St. Skorupki podaje tę formę jako przestarzałą, lecz wydaje się ona w tym akurat opowiadaniu na miejscu, skoro rzecz idzie o klasyczną Atenę i jej klasyczne wykształcenie.

Będę bronić pieczary! Jeśli zapadlisko odsłania j a k i e ś mieszkanie setki wojowników, to chyba może być tam pieczara, prawda?

Napierśniki Ateny np. http://obiezyswiat.org/show.php?photo=230894

Chalbarczyk, to Twoje opowiadanie i wyłącznie od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane.

 

Moim zdaniem Atena ma na sobie jeden napierśnik, osłaniający biust/ obie piersi. Tak jak każda kobieta, choć ma dwie piersi, nosi jeden biustonosz. Ale to zapewne wiesz z własnego doświadczenia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mi się postać Ateny podobała. Bez trudu wyobraziłam ją sobie w tych bamboszkach, a później jak zmienia strój. Niestety opowiadanie całościowo mnie nie urzekło, ale na twarzy pojawiał się uśmiech. :)

 

Pozdrawiam.

Sara

Mnie się podobało.

Jest lekko, zabawnie, trochę absurdalnie. Atena rzeczywiście nie sprawia wrażenia bardzo inteligentnej (chociaż powinna), zresztą nie wiem, widocznie tak ma być ;) Wszystko jest ładnie opowiedziane, czyta się bardzo dobrze.

Nie jest to może tekst do zapamiętania na długo, ale stanowi przyjemną rozrywkę :)

Dziwne to!

Absurdalne, ze szczyptą humoru, napisane nad wyraz poprawnie, a jednak…

Czegós mi tu brakuje. Może sprecyzowania, kim byli mieszkańcy czeluści? Bo jakoś takie letnie jest to opowiadanie.

Ni ziębi, ni grzeje!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Opowiadanie jest na temat, Atena radzi sobie we współczesnym świecie. I tutaj oczekiwałam więcej współczesnego świata, takiego przyziemnego, w którym „At Hena. Porady prawne, podatkowe. Windykacja. Coaching. Dzwonić dzwonkiem” rozwiązywałaby codzienne problemy, korzystając ze swej urody, inteligencji i doświadczenia nagromadzonego przez wieki.

Wyrwa w ulicy, jej mieszkańcy i ich postawa, jak rozumiem, miały być satyrą na aktualną sytuację międzynarodową, tyle że jakoś nie śmieszą. Nie wiem, czemu. Opowiadanie jest lekkie, łatwe do czytania, ale jakby zbytnio skoncentrowane na przekazaniu pewnych poglądów. Szkoda, bo ma potencjał, zarazem w umiejscowieniu akcji, jak i w sposobie wyrazu. Myślę, że o wiele lepiej by się prezentowało, gdyby rozszerzyć temat dzielnicy i jej mieszkańców, zamiast dziury w ziemi.

Bardzo przednie opowiadanie. Temat Mitologie inaczej jak najbardziej się komponuje z tekstem. Jest sympatycznie i komediowo. Humoreska bardzo fajna. Podobał mi się pomysł przedstawienia Ateny jako zwykłego szarego człowieka zmęczonego życiem codziennym i jego szarością. Według mnie w odróżnieniu od Regulatorzy uważam że przedstawienie sąsiadów miało ugruntować pozycję Ateny jako zwykłego człowieka nie bogini i jej zmęczenie szarością. Zadanie wykonane w punkt. No i kolejny aspekt który poruszyłaś to kwestia mniejszości etnicznej. Szkoda, że go nie rozwinęłaś, ale podejrzewam, że limity wymogły takie przedstawienie sprawy. Problemy mniejszości na tym świecie zaczynają być śmieszne i absurdalne. Powoli staje się tak, że to mniejszości zaczynają dyskryminować większość. W kraju o wyznaniu X większe prawa mają mniejszości o wyznaniu Y, a gdy jednostka wyznaniowa X jedzie do kraju Y musi się stosować do zasada Y bo wszyscy mają w du… jego X. To tylko przyklad ale tak samo jest z innymi mniejszościami.smiley

Początek naprawdę ciekawy. Atena siedzi i szuka roboty jako współczesna awanturniczka do wynajęcia. Wprowadzasz trochę absurdu, próbujesz z humorem. Jednak z tym ostatnim jest różnie – humor raz trafia, raz mija mnie. Więcej razy to drugie.

Tempo utworu równe, pomysł z klatką Faradaya ciekawy. Generalnie są tu niezłe pomysły.

Wykonanie z lekka chrobocze, ale nie przeszkadza.

Podsumowując: niezły tekst, pierwszy akapit mi się bardzo podobał. Humor nie zawsze trafia. Koniec końców jestem jednak usatysfakcjonowany, toteż daję klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jakoś mi nie spasiło. Przede wszystkim w twojej Atenie niewiele zostało z Ateny. Nie mogłam się nadziwić, że ludzie stale jej przeszkadzają i mimo tego wychodzą z jej gabinetu żywi i w jednym kawałku.

Poza tym, myślę, że masz tu dwa świetne pomysły. Po pierwsze Atena, która ma bzika na punkcie Facebooka i po drugie ludek, który wyłania się z tej dziury i domaga praw. Każdy z nich jest pomysłem na świetnego opka. Atena, która walczy nie dla zasad, nie dla ludzi, ale dla lajków byłaby świetna. A ludek z czeluści i jego żądania to doskonały materiał satyryczny. Jednak razem, po prostu mi nie pasują.

Atena walcząca dla lajków? Jakaż to byłaby degradacja szlachetnej wojowniczki i jej sprawiedliwości! To byłaby Atena Zdegradowana, Atena bez Kręgosłupa! A nawet – Atena Zwulgaryzowana!

Nie.

To nie jest dobry pomysł.

Tomasz R.Czarny – zastanawiałam się nawet, czy można to opowiadanie nazwać fantastycznym, przecież to samo życie, samo życie. Cieszę się, że ten krótki tekścik Ci się podobał i dziękuję za komentarz!

Fantastyki jako takiej gdyby nie stworzenia z dziury w ziemi mogłoby zabraknąć ale czyż nasze życie to nie fantastyka?

smiley

 

Nowa Fantastyka