- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Russkije skazki

Russkije skazki

Któż z nas nigdy nie miał problemów z sąsiadami? Jak sąsiad gbur i cham, to wiadomo – nieprzyjemnie. A jeśli sąsiad to sąsiadka, a do tego ładna i miła? Oho, wtedy to dopiero jest problem.

 

Zmiany:

19.05.2019 – korekta zapisu słów rosyjskich

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

mr.maras, drakaina

Oceny

Russkije skazki

Jakiś czas później Iwan Warionucha uświadomił sobie, że decyzję podjął już wtedy, gdy tylko sąsiadeczka pojawiła się przed jego domem.

Siedział sobie wygodnie na tarasie w wiklinowym fotelu, paląc papierosa. Był pogodzony ze światem i ludźmi, zadowolony z ciepłego gniazdka, które uwił sobie w spokojnej polskiej wsi.

A wtedy przyszła ona.

– Dzień dobry, panie Iwanie! – zawołała sąsiadeczka.

Problem polegał na tym, że to nie była jakaś tam sąsiadka, ale właśnie ta smarkula od Moriewiczów, w tych swoich pieprzonych szortach, krótkich tak, że, patrząc od tyłu, można było dostrzec kawałek pośladków. A i nogi miała długie i szczupłe, jak u jakiegoś cholernego flaminga.

– Dzień dobry, Marysiu. Jak się miewasz? – Iwan usiłował patrzyć jej w oczy. Nie chciał, by zauważyła, jak obmacuje wzrokiem jej opalone uda, obłapia biodra, sięga w głąb niebieskiej bluzki na ramiączkach…

– Spoko – odparła.

– A co u rodziców? Twój tata miał do mnie wpaść, pomóc mi z altaną, ale coś go nie widać.

– No. Ostatnio jest ciągle zajęty. Wraca z pracy po dziewiętnastej.

Iwan pokiwał głową, wypuszczając dym przez nos. Po co ona w ogóle tu łazi? Prowokuje tylko.

– A ty, zdaje się – powiedział – pisałaś teraz maturę. Jak poszło?

– Okaże się, co nie? – Zachichotała. – Teraz są wakacje, więc staram się nie myśleć o wynikach.

Zaczesała za uszy swoje długie kasztanowe włosy.

– Wie pan co…

Przełknął ślinę

– Co takiego, Marysiu?

– Mama mówiła, że pan pochodzi z Rosji, to prawda?

Da.

– A ma pan jakieś książki po rosyjsku?

– Coś tam posiadam. Jakiej potrzebujesz?

– Szukam Mistrza i Małgorzaty w oryginale. Chciałam podszlifować ruski… rosyjski znaczy, przez wakacje.

– Ambitnie. – Skiepował papierosa w metalowej popielniczce. Wstał z fotela. – Wejdź, poszukamy.

 

***

 

– Ale książek! – Marysia rozglądała się po regałach wypełnionych woluminami. – Tysiące! Wszystko pan przeczytał?

– Większość, a niektóre więcej niż raz. Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? – zapytał, ruszając do kuchni.

– Nie, dziękuję. O, a co to jest?

Wrócił się i zajrzał do salonu. Dziewczyna zdjęła z regału grube tomiszcze, oprawione czarną, pomarszczoną skórą.

– Necronomicon – odczytała tytuł. – Abd al-Hazred.

Ledwie uniosła okładkę księgi, gdy Iwan doskoczył i gwałtownie zamknął grymuar, po czym wyrwał go z rąk dziewczyny i odłożył na półkę.

Marysia jęknęła zaskoczona. W jej oczach pojawiły się zalążki lęku.

– To głupoty – wytłumaczył Iwan. – Napisał to jakiś szalony Arab. Poszukajmy Bułhakowa. O, jest.

Sięgnął do górnej półki i zdjął z niej książkę w białej okładce, zatytułowaną Mastier i Margarita. Podał książkę dziewczynie, a ona od razu otworzyła ją w przypadkowym miejscu i zaczęła czytać.

– Ciekawe, czy nie będzie dla mnie za trudna – mruknęła.

Obserwował ją, gdy wczytywała się w rosyjski tekst. Lekko otwarte usta pociągnięte błyszczykiem, gładziutka skóra na smukłej szyi, śliczne wypukłości pod niebieską koszulką… Gdy przestąpiła z nogi na nogę, Iwan po prostu musiał spojrzeć na jędrne, opalone uda.

– Krasiwaja… – mruknął.

– Słucham? – Dziewczyna nie odrywała wzroku od książki.

– Wybierasz się gdzieś na wakacje, Marysiu?

– Właściwie to jeszcze nie wiem. A czemu pan pyta?

– Mam domek w lesie, nad Chańczą. Może chciałabyś tam ze mną pojechać, co? Sosnowe lasy, czysta woda… Pełny relaks. Przydałby ci się taki wypoczynek po klasie maturalnej.

Spojrzała na niego, zaciskając wargi.

– Oj, chyba nie będę mogła. – Potarła zmarszczone czoło. – Wie pan, nie żebym nie chciała, tylko… Raczej ze znajomymi się gdzieś wybierzemy. Chyba lepiej pójdę już do domu. Dziękuję za książkę.

– Zaczekaj, Marysiu. Chyba wystraszyłem cię tą propozycją. Trudno się dziwić, ty młoda i piękna, ja, mimo że wciąż nieziemsko przystojny – puścił do niej oko – to jednak jestem chyba starszy niż twój dziadek. Nie wychodź jeszcze. Zaraz wracam.

Poszedł do sieni i zamknął drzwi wejściowe do domu na klucz. Potem, w kuchni, wyjął z kredensu sporą butelkę bez etykiety i dwa kieliszki, największe, jakie znalazł. Wrócił do salonu.

– Skoro nie chcesz nic ciepłego, to może napijesz się…

Marysia siedziała zgarbiona na kanapie. W rękach miała teraz inną książkę. Na okładce widniał wypisany zawijasami tytuł: Narodnyje russkije skazki.

– No co ty… – Iwan przełknął ślinę. – Książkę dla dzieciaków czytasz?

– Kiedyś uwielbiałam rosyjskie bajki. – Uśmiechnęła się, przewracając stronę. – One się chyba nazywają się byliny, prawda?

– Tak. Chociaż właściwie to nie. Byliny to trochę co innego. Ale nieważne. Zostaw te bzdury, napijmy się. Trzeba oblać twoją maturę.

Postawił kieliszki na stoliku i nalał do nich trunku.

– To wódka? – zapytała Marysia.

– Na litość boską, księżniczko! Czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty bimber.

– Nie powinnam – powiedziała, patrząc na pełny kieliszek.

Iwan usiadł obok.

– Dlaczego? Chyba skończyłaś już osiemnastkę?

– No tak, ale… Nie znam się na alkoholu. Bimber to jest coś mocnego?

– Skąd. Na pewno się nie upijesz, bez obaw. Zresztą nawet bym ci nie pozwolił, za mądra z ciebie dziewczyna, żeby pić jak jakiś gopnik. Gdybyś wróciła do domu pijana, twój tata by mi nie pomógł z altaną, tylko rozwalił ją młotem na kawałki. A potem tym samym młotem rozwalił na kawałki mnie.

Uśmiechnął się szeroko. Niepewnie odwzajemniła uśmiech.

– Noo… okej, niech będzie. Ale tylko troszeczkę.

Przytknęła kieliszek do ust i mocno odchyliła głowę, połykając bimber.

– Uch, taki słaby to on nie jest – powiedziała, palcami ocierając łezki, które zakręciły się jej w oczach.

– Pali w gardło, fakt, ale to dlatego, że pędzony na pieprzu. Alkoholu w nim tyle, co kot napłakał.

– Pamiętam – Marysia znów zerknęła do książki z bajkami – że w dzieciństwie najbardziej lubiłam czytać o Kościeju Nieśmiertelnym. Kojarzy pan takiego?

– Nie bardzo.

– No więc on, ten Kościej, miał w skarbcu wodę, co leczyła rany i wszelkie choroby, i mogła nawet wskrzesić zmarłego.

– O, naprawdę?

– Mhm. Tylko nie pamiętam, jak ona się nazywała, ta woda. Super woda? E, chyba nie. Jakoś się nazywała, w każdym razie. A może to były dwa rodzaje wody, jedna do leczenia, a druga do wskrzeszania? Nieważne. Najciekawsze jest to, że Kościeja w ogóle nie można było zabić.

– Jak to? – Iwan napełnił kieliszki. – Na zdarowije.

– Na zdarowije.

Wypili.

– No bo – Marysia otarła usta wierzchem dłoni – on jakoś wkładał swoją duszę do igły. A tę igłę ukrywał w jajku, jajko z kolei w kaczce, a kaczkę w króliku.

Iwan roześmiał się.

– Jak to możliwe?

– Oj, no nie wiem jak! To był czarnoksiężnik, hello! – Zachichotała. – Ale dopóki ktoś nie znalazł tej igły i jej nie złamał, to Kościej mógł żyć wiecznie.

– Czego to ludzie nie wymyślą. To co, jeszcze po jednym?

Polał. Wypili.

– I cóż ten Kościej robił?

– Głównie – Marysia skrzywiła się po przełknięciu bimbru – porywał księżniczki i więził je w swoim zamku.

Iwan zaśmiał się nerwowo i trochę za głośno.

– O! A przecież pan tu ma królika! – Dziewczyna wskazała półkę z książkami.

– Co?

Zerwała się z kanapy, zachwiała lekko i podeszła do stojącego na regale porcelanowego królika. Był całkowicie śnieżnobiały.

– Ciężki – stwierdziła Marysia, ważąc figurkę w dłoniach. – A może coś w nim jest? – Zmrużyła oczy i spojrzała na Iwana, uśmiechając się filuternie. – Pewnie kaczka! A w kaczce jajko! A w jajku…

– Odłóż królika, Marysiu. To cenna pamiątka.

– Przepraszam. – Czknęła i postawiła figurkę na półce. – Mama mówi, że czasem zachowuję się jak dziecko i że jestem wścibska. I chyba te trzy kieliszki to dla mnie było dużo. Poczułam to dopiero, kiedy wstałam. Lepiej już pójdę. Gdzie ta książka?

– Nie jesteś wścibska – powiedział, myśląc dokładnie na odwrót. – Słuchaj. Skoro masz dość bimbru, to zrobię ci herbaty. Co ty na to?

– No nie wiem… Chyba powinnam już iść.

– Daj mi trzy minuty.

Udał się do kuchni i nastawił wodę w czajniku. Sięgnął po długi, żelazny klucz, wiszący mu na szyi, wyszedł do sieni i tam otworzył drzwi komórki. Wślizgnął się do środka, pamiętając, by zamknąć za sobą drzwi na klucz, dla pewności obracając go w zamku dwukrotnie. Nie chciał przecież, by zajrzała tu jakaś ciekawska nastolatka.

Komórka była ciasna. Naprzeciw wejścia, pod ścianą, stał sejf wielkości szafy. Boki pomieszczenia zajmowały regały z półkami, zagracone różnorakimi przedmiotami. Znalazły się na nich małe, średnie i całkiem duże słoje, bardziej lub mniej zakurzone, woreczki związane sznurkami, skrzynki, skrzyneczki, miedziane kasetki, torebki strunowe i plastikowe pojemniki. Wszystko to wypełnione kolorowymi proszkami, płynami lub listkami dziwacznych roślin.

Iwan wziął jedną z torebek strunowych, zawierającą jakiś niebieskawy sproszkowany specyfik.

Z salonu dobiegł huk tłuczonej porcelany.

– O Jezu, przepraszam!!! – krzyknęła Marysia.

Iwan aż podskoczył. Otworzył zamek, wybiegł z komórki, wpadł do salonu. Podłoga usiana była białymi i żółtymi fragmentami figurki. Marysia stała pośród nich, trzymając się za głowę.

– Boże, tak mi przykro! – Przykucnęła, próbując bez przekonania zbierać porcelanowe odłamki królika. – Chciałam go tylko jeszcze raz obejrzeć i… tak mi się jakoś – spojrzała na Iwana – wymsknął…

Iwan zacisnął zęby. Starał się uspokoić oddech. Czy aby na pewno Marysia była warta tego wszystkiego?

– Nic się nie stało – wycedził. – Zaraz tu posprzątam. Ale najpierw napijmy się herbaty.

 

***

 Czajnik gwizdał, wydmuchując strumień pary. Iwan wyjął z kredensu dwa kubki, jeden w czerwono-białą szachownicę, drugi w czarne grochy. Wrzucił do nich po torebce herbaty i zalał wrzątkiem. Do tego w czarne grochy wytrząsnął z torebki strunowej niebieskawy proszek. Kiedy zamieszał, specyfik rozpuścił się całkowicie.

– Słodzisz? – zawołał.

Odpowiedziała mu cisza.

 Wziął kubki i wyszedł do sieni. Kiedy zobaczył co się święci, sklął się w duchu. Wybiegając z komórki, zapomniał zamknąć drzwi na klucz. Były teraz otwarte na oścież. Wyszła stamtąd Marysia.

– Przepraszam, że tak panu łażę po domu, ale ja tylko chciałam posprzątać. Myślałam, że tam pan trzyma jakąś miotłę i szufelkę…

Zobaczył w jej oczach strach.

– Nie ma sprawy – mruknął. – Chodź do salonu, zaparzyłem herbatę.

Wyciągnął w jej stronę kubek w czarne grochy.

Powoli pokręciła głową, marszcząc czoło.

– Nie… Ja lepiej już pójdę.

– Nie wzięłaś książki.

Bez słowa pomaszerowała do drzwi wyjściowych, po to tylko, by przekonać się, że są zamknięte na klucz. Kilka razy bezskutecznie nacisnęła klamkę. Jęknęła cicho.

– Czy może pan – jej głos drżał – otworzyć drzwi?

– Wypijemy herbatę i wtedy pójdziesz do domu, dobrze? Bo się obrażę.

– Ja naprawdę nie mogę…

– Czego się boisz? Co takiego zobaczyłaś w komórce, że nagle musisz iść?

– Nic. – Spuściła głowę.

– Hej! – Nachylił się, by patrzeć jej w oczy. – Powiedz mi, co cię trapi.

Odwróciła wzrok i wymamrotała coś pod nosem.

– Co? – zapytał. – Nie zrozumiałem. Powiedz głośniej.

– To nic takiego, po prostu… – Zaczerwieniła się jak burak. – Ja wiem, że się wkręciłam – pokręciła palcem przy skroni – ale nic nie poradzę, że tak się czuję.

Patrzył na nią z lekkim uśmiechem. Spojrzała na niego, a potem znów opuściła głowę.

– No bo kiedy pan wyszedł do kuchni, to ja sprawdziłam w Wikipedii i przypomniałam sobie, że ten Kościej to był czarnoksiężnikiem i miał wielkie skarby, miał wodę żywą i wodę martwą, bo już wiem, że tak się nazywały. Woda żywa była do wskrzeszania ludzi, a martwa do leczenia ran i chorób. No, a pan ma w tej komórce taki wielki sejf i wygląda to tak, jakby trzymał pan tam właśnie jakieś mega cenne rzeczy, do tego te wszystkie słoiki z dziwnymi proszkami i płynami, no i skrzynki i kasetki, które tam są, to jak nic wyglądają jakby zawierały składniki do jakichś czarów czy magicznych wywarów, poza tym pochodzi pan z Rosji, dlatego wszystko by wskazywało, że pan jest Kościej i czarnoksiężnik! – wytrajkotała jednym tchem. Wzięła głęboki oddech. – Ja wiem, że to jest głupie i pewnie mi odbiło, ale po prostu zaczęłam czuć się nieswojo i wolałabym już wrócić do domu.

– Skoro wiesz, że to głupie, to musisz zwalczyć w sobie ten lęk. Dorosła kobieta, po maturze, idzie na studia – bo idzie, prawda? – a wierzy w jakiegoś Kościeja z bajki dla małych dzieci.

Patrzyła w podłogę i wyłamywała palce.

– Tak – przyznała w końcu. – Ma pan rację.

Iwan zaniósł kubki do salonu i postawił na stoliku. Potem wrócił do sieni, objął dziewczynę, stanowczo zaprowadził ją do salonu i posadził na kanapie. Usiadł blisko, tak, że ich ciała dotykały się. Przymknął oczy i odetchnął głęboko, czując przy sobie ciepło młodego ciała.

Wziął kubek, zwracając uwagę, żeby to był ten w czarne grochy, i podał dziewczynie. Ujęła go w obie dłonie, lecz nie piła. Wpatrywała się w rozrzucone po podłodze odłamki porcelany.

– Królik był całkowicie biały – powiedziała powoli. – To dlaczego tam są też żółte kawałki?

– Pewnie od wewnątrz był żółty. Napij się.

Zaklął pod nosem, gdy dziewczyna odstawiła kubek na stolik i przykucnęła wśród szczątków figurki.

– Nie. – Potrząsnęła głową. – Te żółte są żółte ze wszystkich stron. To wygląda tak, jakby wewnątrz królika była inna figurka. Figurka… kaczki.

Uniosła w palcach kawałek płaskiego dzioba z porcelany. Pochyliła się nisko nad podłogą, zajrzała pod regał z książkami. Sięgnęła tam i coś wyjęła. Było to szare porcelanowe jajko z wybitą dziurą.

– To też było wewnątrz królika, tylko nie widzieliśmy go wcześniej, bo poturlało się pod szafę – wyjaśniła.

Potrząsnęła jajkiem nad dłonią. Z dziury wypadło coś maleńkiego i błyszczącego. Igła.

– Daj mi to! – powiedział Iwan, kucając obok dziewczyny

Dziewczyna spojrzała na starca, wybałuszając oczy. Zapadła cisza.

– No, daj! – warknął.

Marysia wstała gwałtownie i zaczęła cofać się do wyjścia, zaciskając igłę w dłoni. Nagle wykrzywiła usta, jakby się nad czymś zastanawiała. Pacnęła się w czoło.

– Ale ja jestem głupia! – zawołała. – Przecież gdyby pan był Kościejem, na pewno nie trzymałby pan swojej duszy w takim miejscu! Na pewno ukrył by ją pan lepiej, prawda?

– Oddaj mi to, bo… Bo się pokaleczysz. No już! – Ruszył ku niej.

– Niech pan zaczeka. Już wiem, jak poradzić sobie z lękiem.

– Że co?

– Mam super sposób.

– Jaki sposób?

– To proste! Teraz ja tę igłę złamię i kiedy panu nic się nie stanie, będę pewna, że jest pan normalnym człowiekiem, nie żadnym Kościejem.

– Nie!!! – ryknął Iwan. Skoczył do niej, wyciągając ramiona.

W tej samej chwili Marysia, wykrzywiając buzię z wysiłku, złamała igłę w palcach.

 

***

 

Krople krwi zastygały na podłodze.

– Mówiłem, że się pokaleczysz – powiedział Iwan, przyklejając plaster na jej palcu wskazującym.

– Przynajmniej już wiem, że nie jest pan Kościejem.

Roześmiał się.

– Tak, tyle dobrego. No, skończone.

Pozbierał opakowania opatrunków i schował do kieszeni. Podał Marysi kubek w czerwono-białą szachownicę.

– Pij, poczujesz się lepiej.

 Dziewczyna posłusznie ujęła naczynie w palce pokryte plastrami.

Iwan zatarł ręce i uśmiechnął się szeroko, widząc jak Marysia pije łyk za łykiem. Następnie wziął drugi kubek, ten w czarne grochy, i ze smakiem sam pociągnął wielki łyk mocnej herbaty. Z zadowoleniem oblizał wargi i zamlaskał głośno. Nie dbał już o to, czy nastolatka uzna go za obleśnego starucha. Na tym etapie planu nie miało to już żadnego znaczenia. Teraz Marysia pojedzie z nim do domku nad Chańczą czy tego chce, czy nie.

 Kilkoma haustami opróżnił kubek do dna. Na koniec otarł usta rękawem, wydając przy tym pomruk zadowolenia. Uśmiechnął się lubieżnie i wpatrywał w Marysię, jak wygłodniały wilk w owieczkę. Obmacywał ją wzrokiem z góry na dół i z powrotem.

 Zrobiło mu się nagle bardzo przyjemnie, mięśnie rozluźniły się błogo, jak podczas masażu. Pomyślał, że to widok smukłego ciała młodej dziewczyny tak na niego działa.

– Teeaz jeeś ju oja, Maysiu – powiedział i natychmiast spróbował to powtórzyć, ale znowu z ust zdołał wydobyć jedynie: “Teeaz jeeś ju oja, Maysiu”.

Dreszcz przebiegł mu po plecach. Co się, do ciężkiego diabła, tutaj stało?!

Kubek wypadł z jego wiotczejących dłoni i potoczył się po podłodze. Kubek w czarne grochy. A Marysia trzymała ten w czerwono-białą szachownicę. Pomylił kubki! Bljat! Pomylił kubki!

– O, kuua – wystękał.

W jednej chwili mięśnie jego ramion i nóg rozluźniły się całkowicie. Bezwładnie opadł na oparcie kanapy.

– Jezu, co się panu stało?! – Marysia nachyliła nad nim.

– Id do kourki!

– Boże, pan ma chyba udar! – Drżącymi palcami wyjęła z kieszeni telefon. – Dzwonię po pogotowie.

– Eee! Eee! Nee! Id o ourki!

– Niech pan spróbuje się uspokoić, wszystko będzie dobrze.

– Kuua, id o ourki!

– Iść do komórki?

– Aak.

Spróbował pokiwać głową, ale ledwo mógł nią poruszyć. Dla pewności, że dziewczyna zrozumiała, zamrugał kilka razy.

– Eejf – wystękał jeszcze.

– Sejf?

Szybkie mrugnięcia.

– Ale tam jest szyfr.

– Aa, aa, yyy.

– Dwa, dwa, trzy? – Dziewczyna wpisywała cyfry do telefonu. – Jak dalej? Jak? Jeszcze raz. Osiem pięć? Osiem sześć? O Jezu, to ja już nie wiem! Osiem pięć jednak? Okej. Co mam przynieść?

– A-ana oda.

– Czarna woda?

Zamrugał jak szalony. To było jedyne antidotum na proszek, który przez durnotę zaaplikował sam sobie. Medycyna była tutaj bezradna.

Dziewczyna popędziła do komórki.

Po chwili Iwan już wcale nie mógł się poruszyć. Nawet szyja zwiotczała mu całkowicie i głowa opadła na bok. Czuł ślinę wypływającą z kącika ust. Niech to wszystko szlag! Źle było żyć sobie spokojnie na tej polskiej wsi? To mu się, kuźwa, znowu bab zachciało!

 Oby Marysia przyniosła odpowiednią butelkę. Poczuł dreszcz na myśl, że mógłby zostać w tym stanie na zawsze. Za parę minut nie będzie mógł nawet mrugać. Żeby tylko ta siksa nie dotykała niczego więcej!

 Z komórki dobiegł charakterystyczny odgłos. Ewidentnie coś rozbiło się o podłogę.

 Iwanowi żołądek zawiązał się w supeł. Naprawdę musiał wybrać akurat ją? Mało jest ładnych dziewczyn? A ta nie dość, że wścibska, to jeszcze niezdara, że trudno o większą!

 Marysia wróciła do salonu. Iwan odczuł ulgę, widząc w jej ręce butelkę z ciemnym płynem. Liczył, że dziewczyna domyśli się, że ma wlać mu wodę do gardła. Ale ta smarkula po prostu tam stała i gapiła się.

– To martwa woda? – zapytała, unosząc szklaną butelkę zamkniętą korkiem. – W sejfie jest jeszcze jedna taka flaszka, ale z wodą normalną, nie czarną. Tamta jest żywa, prawda?

Iwan usiłował zaprzeczyć ruchem powiek, ale nie bardzo mu się to udawało.

– I jeszcze coś tam było. – Marysia wyjęła z kieszeni garść skorupek jajka. Wśród nich połyskiwał maleńki przedmiot. – Igła w jajku. Więc tam pan ją trzymał. Albo raczej – tam ją trzymałeś, Kościeju pieprzony!!! Chciałeś mnie porwać i wykorzystać, tak jak dawniej porywałeś i wykorzystywałeś księżniczki! To, co cię tak urządziło, było przeznaczone dla mnie, przyznaj się! Co to było? Magiczna mikstura? Czy zwykłe narkotyki?

Och, jakże Iwan żałował, że nie użył współczesnej chemii zamiast swoich własnych specyfików. Nie byłby wtedy zdany na łaskę jakiejś nastolatki.

– Zaraz się przekonamy, czy zwariowałam. – Marysia znów pobiegła do komórki i wróciła z dwoma parami kombinerek. Złapała nimi igłę. – Tym razem się nie pokaleczę. Jeśli nie jest pan Kościejem, to przecież nic się nie stanie.

Łamana igła brzęknęła cichutko.

 

***

 

– A co się miało stać? – Doktor Bosy zatrzasnął drzwi karetki opatrzone czerwoną literą R. – Niewydolność mięśnia sercowego, to się stało. Nie panikuj, młoda, nie twoja wina. Chociaż, jak tak na ciebie popatrzeć, to nie ma się co dziwić, że staremu pikawa stanęła.

– To straszne.

Lekarz machnął ręką.

– Niebiescy mówili, że dziadek miał swoje za uszami. Podobno nawet nie nazywał się Warionucha, tylko Bezsmertnyj. Jego dowód – fałszywka. Chodzą słuchy, że przestępca seksualny, Ruscy poszukiwali go od dawna. Szemrany gość generalnie. Nie słyszałaś tego ode mnie, ale jak wykitował to od razu się milej zrobiło w tej waszej wiosce.

Koniec

Komentarze

Hm no nie wiem, czułem się jakbym czytał Lolitę, tylko że główną zaletą Lolity jest genialny język. Twój jest dobry. Ponadto zupełnie nie przekonuje mnie Marysia, jest jakaś płaska i nieudolnie nakreślona. Interakcja bohaterów też przedstawiona dość niepokojąco.

Jestem ciekawy co powie reszta.

Pomysłowy thriller – może nie trzyma w napięciu do końca, ale czyta się z ciekawością.

Chyba jednak Hańcza a nie Chańcza.

Pozdrawiam!

Siemanko. Historyjka mnie nie przekonała. Głównie dlatego, że dziewczę jest archetypicznie naiwną dziunią, a on archetypicznym starym zbereźnikiem. 

Podoba mi się, jak tu jest zbudowane napięcie, chalbarczyk wyżej dobrze to nazwała thirllerem. 

pozdrowionka. 

Dobrze się czytało. Fakt, dziad to zboczuch, Marysia… Hmm… Głupiutka. 

Lekka lektura na plus. :)

Sara

Też, kurcze, nie wiem. Czytałam i zastanawiałam się, kiem w końcu okaże się Marysia i trochę się zdziwiłam, kiedy okazało się, że jest po prostu Marysią.

Masz inteligentną dziewczynę, bo skoro czyta Bułhakowa w oryginale, to musi mieć w głowie coś więcej niż siano, która jednocześnie zachowuje się, jak ostatnia idiotka. Na wiosce ludzie plotkują, skoro lekarz wiedział, że z Iwanem coś jest nie tak, to inni też wiedzieli. Mimo tego dziewczyna idzie do niego ubrana w taki, a nie inny sposób, nie zauważa jego spojrzeń (wierz mi, tego się nie da nie zauważyć), wdaje się w głupią gadkę i jeszcze pije z nim bimber. Dziesięciolatka by się wcześniej zorientowała, że z gościem coś jest nie tak.

Dodatkowo następuje seria dziwnych zdarzeń, dziewczyna niby przypadkiem wpada na rosyjskie bajki i opowieść o Kościeju, niby przypadkiem zauważa porcelanowego zająca i niby przypadkiem go tłucze i wreszcie niby przypadkiem wpada do tajemnej komórki Kościeja.

Za dużo tych przypadków. To miałoby sens, gdyby na koniec Marysia okazała się również być jakąś mityczną, skrzywdzoną przez Kościeja postacią, która dyszy zemstą i przez całe wieki go tropi, by w końcu dopaść na polskiej wsi. Niestety, Marysia jest po prostu Marysią. I dlatego te dialogi brzmią dla mnie nieco sztucznie, a postępowania bohaterki nie da się nijak wyjaśnić.

Na koniec Kościej myli kubki. No jakże to tak, przez całe wieki był taki ostrożny, tak potrafił się pilnować i tu taka wpadka? I jeszcze pytanie, co robi nasza policja, czemu nie reaguje, skoro wie, że gość jest poszukiwany i ma lewe papiery? I jakim cudem te informacje trafiają do lekarza? Bez przesady, nasza policja aż tak do kitu nie jest.

Słowem, pomysł dobry, ale coś tu nie zadziałało. :(

Chyba trzeba tu Marysię obronić, bo im bardziej jest głupia, tym większe napięcie. Czytelnik j u ż wie i gryzie palce, kiedy wreszcie ta głupia bohaterka się zorientuje. Trochę szwankuje koniec i rozwiązanie, ale duży plus za budowanie napięcia.

Mnie niestety też nie podeszło. Postacie stereotypowe i w dodatku z tych niespecjalnie ciekawych. Bohaterka nie dość, że schematyczna, to niestety również niespójna. Gdyby w tekście nie było info, że ma 18 lat, nigdy bym jej tyle nie dała. I w sumie moja opinia w dużej mierze pokrywa się z tym, co już napisała Irka_Luz.

Aha, jeśli rosyjskie zwroty zapisujesz fonetycznie (a na to wskazuje chociażby słowo krasiwaja; choć tu naturalniej by wyszło, gdyby bohater użył krasawica, ale to drobiazg) to powinno być Russkije skazki i Mastier i Margarita.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Może Marysia nie miała doświadczenia z mężczyznami i dlatego poszła do dziada? Może wciąż siedziała z nosem w książkach i nie interesowały ją plotki? Młódki bywają naiwne, dopiero z wiekiem odkrywają, że mężczyźni nie zawsze są mili bez powodu i trzeba zachować czujność. ;)

Sara

Hm… no nie wiem. Mamy osiemnastoletnie dziewczę w szortach odkrywających pośladki, odzywające się raz jak normalna nastolatka (”okaże się, co nie”, “spoko”), raz jak dwunastolatka (”bo ja się pana teraz trochę boję”), które weszło do jaskini lwa, łazi mu po mieszkaniu, niczym się nie przejmując, raz zapala jej się czerwona lampka w głowie, potem zaraz gaśnie i tak na zmianę (zaproszenie na wyjazd – światełko; pożyczenie książki – gaśnie; zamknięte drzwi – światełko; facet ją uspokaja – gaśnie; rozbita figurka – światełko; herbata – gaśnie itd. ) Wierzy w bajki, nie zauważa że się facet na nią gapi i decyduje się wypić u niego alkohol… No nie, jak dla mnie jest niespójna.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

leniwy2 – się nie wypowiem, bo Lolity nie czytałem :)

 

Interakcja bohaterów też przedstawiona dość niepokojąco.

ale to chyba akurat dobrze :)

 

chalbarczyk – cieszę się :) a (C)Hańcze są dwie (co najmniej), moja jest na CH

 

Łosiot – no trudno, dobrze, że napięcie Ci podeszło

 

SaraWinter – dzięki :)

 

 

Irka_Luz

Na wiosce ludzie plotkują, skoro lekarz wiedział, że z Iwanem coś jest nie tak, to inni też wiedzieli.

Lekarz dowiedział się tego od policji nieoficjalnie już po śmierci Iwana, co wynika z końcowego dialogu. A policja dopiero wtedy odkryła jego lewą tożsamość. Być może nie pokazałem tego wystarczająco wyraźnie.

 

Mimo tego dziewczyna idzie do niego ubrana w taki, a nie inny sposób, nie zauważa jego spojrzeń (wierz mi, tego się nie da nie zauważyć), wdaje się w głupią gadkę i jeszcze pije z nim bimber.

To jednak był jej sąsiad, więc znała go od jakiegoś tam czasu.

 

Dodatkowo następuje seria dziwnych zdarzeń, dziewczyna niby przypadkiem wpada na rosyjskie bajki i opowieść o Kościeju, niby przypadkiem zauważa porcelanowego zająca i niby przypadkiem go tłucze i wreszcie niby przypadkiem wpada do tajemnej komórki Kościeja.

Porcelanowy zając stał sobie na półce, a ona go dostrzegła. Jaki tu przypadek? :) Zresztą gdyby się to wszystko nie wydarzyło, to by nie było z tego historii.

 

dogsdumpling – no trudno. Dzięki za info o zapisie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ech, nie chciałam zabrzmieć zbyt krytycznie :-/

To tak z pozytywów dla równowagi wymienię: czytało się dobrze, napięcie jest wyczuwalne, sam pomysł na Kościeja z rozległą biblioteką przypadł mi do gustu; również motyw z atrapą igły w króliku fajny.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No, niezłe.Ale ten Warionucha… Dwa grzyby w barszcz, po mojemu . Czyli nawiązanie do Bułhakowa niepotrzebne z tym nazwiskiem, bo Kościej to jednak zupełnie inna liga:). Ale to drobiazgi, czytało się dobrze. Hmmm. Chańcza, czy Hańcza?

 

Dogs – cieszę się, że znalazły się jakieś pozytywy. :)

 

Rybak – miło mi, że się podobało!

Nawiązania do Bułhakowa nie wypaliły, mówisz. Ale mimo wszystko fajnie, że wychwyciłeś. Wspomnę tylko, że było ich więcej niż samo nazwisko Warionucha. ;)

 

Jest Chańcza w świętokrzyskiem i Hańcza na Suwalszczyźnie.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Trochę (bardzo) naiwna bohaterka, ale czyta się dobrze :)

Znam tylko pięć liter ;)

Zgadzam się z zarzutami przedpiśców – że postacie stereotypowe, że Marysia niespójna, bo głupia-niegłupia. Dodam, że u Ciebie Kostiej jest po prostu sobą. Nie robi nic nowego. No, może to niekoniecznie zarzut, ale przydałby mi się jakiś Twój wkład własny w bohatera.

Plus za nawiązania do M&M. Parafraza cytatu bardzo ładna.

 

 

Babska logika rządzi!

Rozumiem, że Marysia była młoda i ponętna, i tak mocno zawróciła w głowie staremu, że sparła go chuć przeokrutna, ale żeby aż pomylił kubki i wypił nie tę miksturę. No, ale skoro tak to sobie wymyśliłeś… Czytało się całkiem nieźle. ;)

 

– Okaże się, co nie? – Za­chi­cho­ta­ła. –> – Okaże się, co nie? – za­chi­cho­ta­ła.

 

grube to­misz­cze, opra­wio­ne czar­ną, po­marsz­czo­ną skórą. –> …grube to­misz­cze, opra­wio­ne w czar­ną, po­marsz­czo­ną skórę.

 

Na pewno ukrył by ją pan le­piej, praw­da. –> Na pewno ukryłby ją pan le­piej, praw­da.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla – jest sobą, bo za cel postawiłem sobie jak najlepiej przedstawić tę postać właśnie taką, jaka była. Tak zrozumiałem temat konkursu. Może też dlatego wyszedł stereotypowy, w końcu – we współczesnym rozumieniu – to taki stary zbereźnik porywający młode dziewczyny.

No, cieszę się, że jako jedyna wychwyciłaś cytat (no chyba że inni się nie przyznali. ;))

 

Reg – ooo, jak mało usterek. ;) Cieszę się bardzo, że całkiem nieźle. No wiesz, Marysia była dla niego pierwszą ofiarą od długiego czasu, więc nie dziwne, że raz – chuć go sparła przeogromna, tak jak piszesz – i dwa – stracił wprawę w swoich machlojach. No i skończyło się jak się skończyło. :)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Eee, cytat jest tak znany, że musiało być więcej wychwytujących. :-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się, choć przewidywalne. Taka bajka. I chociaż wiem, że Kościej był zły, to jednak mi szkoda, że w tak głupi sposób, z ręki nastolatki zszedł. A może Marysia tylko udawała głupią? Może była kim innym niż po prostu Marysią? Zainteresowania by o tym świadczyły, ale wyjaśnienia nigdzie nie ma.

 

Powodzenia! :)

Też miałem skojarzenia z “Lolitą”. Też niestety dziewczyna uderzyła mnie swoją niekonsekwencją w charakteryzacji. Zakończenie jednak uśmiechnęło, zwłaszcza ostatni tekst doktora. Tekst więc niezły, ale bez wielkiego koncertu fajerwerków. Inna rzecz, że dla mnie czytało się go jak obyczajówkę, a ja ich fanem nie jestem. Więc traktuj tę opinię z rezerwą ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Yantri – kłaniam się, cieszę się, że się podobało się. 

 

Taka bajka.

W jakim sensie?

 

A może Marysia tylko udawała głupią? Może była kim innym niż po prostu Marysią?

Być może. :)

 

Dzięki. :)

 

NoWhereMan – w ogóle nie wiem o co kaman w Lolicie, poza tym, że domyślam się, że to opowieść o młodej dzieweczce i starym chłopie. No, ale skoro tak piszecie, to coś w tym musi być.

 

Też niestety dziewczyna uderzyła mnie swoją niekonsekwencją w charakteryzacji.

Zapytam przy okazji Twojego komentarza, gdyż wcześniej nie przyszło mi do głowy to pytanie: rozumiem, że masz na myśli, że była głupia-niegłupia. Co właściwie o tym świadczy? Czy jedyną przesłanką, przemawiającą za tym, że Marysia była mądra jest to, że próbowała czytać Bułhakowa w oryginale, czy chodzi o jakieś inne cechy?

 

Cieszę się, że uznałeś tekst za niezły, a fajerwerki cóż, zamokły, to i wielkiego koncertu być nie mogło. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

w ogóle nie wiem o co kaman w Lolicie, poza tym, że domyślam się, że to opowieść o młodej dzieweczce i starym chłopie.

A konkretnie o tym, jak czterdziestolatek de facto porywa dwunastolatkę i bzyka się z nią po całych Stanach Zjednoczonych.

Babska logika rządzi!

Mhm. Bo przyszło mi do głowy, żeby może to przeczytać, ale w takim razie niekoniecznie mi się chce.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ale język ciekawy. On jest wykształcony, ten pedofil.

Babska logika rządzi!

Taka bajka.

W jakim sensie?

 

Bajka w tym sensie, że młoda i naiwna, acz poczciwa, osoba spotyka złego czarownika, odkrywa jego sekret i dobro triumfuje. Nic złego ani umniejszającego nie miałam na myśli. Ja lubię bajki, a dobrą bajkę niełatwo napisać.

Rozumiem, to fajnie, bo w sumie o to mi chodziło. Dzięki za wyjaśnienie. Też lubię bajki. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Kurczę, przez większość tekstu byłem pewien, że Marysia okaże się jakąś łowczynią demonów, zwłaszcza jak wzięła z półki królika. Całe jej zachowanie, włącznie z piciem bimbru sprawiało wrażenie, że to ona podchodzi ofiarę.Kiedy Kościej myli kubki, to myślałem ”oho, pewnie to pod wpływem jakiegoś uroku z jej strony, wreszcie dziewczyna odkryje kim naprawdę jest”. Potem jeszcze myślałem, że może jej celem od początku był sejf i w taki podstępny sposób wyciąga szyfr. Niestety, po tej lawinie hipotez, zakończenie okazało się nieco rozczarowujące. Nie jestem pewien, czy Marysia jest znudzoną nastolatką z małej wsi, która chce poczuć dreszczyk emocji i droczy się z lubieżnym staruchem, czy po prostu jest tak… hmmm… niemądra, że nie widzi co się święci. W każdym razie tekst trzymał mnie w napięciu prawie do końca.

 

No cóż, szkoda, że poczułeś się rozczarowany. Mój zamysł był taki, że Marysia jak i jej rodzina gościa znali (to sąsiad, jak by nie było), więc i jej tolerancja na podejrzane zachowania była w tym przypadku większa, niż gdyby Iwan był człowiekiem obcym.

 

W każdym razie tekst trzymał mnie w napięciu prawie do końca.

Bardzo mi miło. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Będzie krótko, bo piszę już trochę ostatnim tchnieniem, a chciałbym zostawić jakiś ślad. :-)

Fajnie, że zdecydowałeś się na formę bajki. Czytało się naprawdę przyjemnie, właściwie przemknąłem sobie przez tekst ze wcale pozytywnymi wrażeniami. Przeszkadzały mi właściwie tylko dwie rzeczy. 

Pierwsza, to scharakteryzowanie grupy docelowej odbiorcy. Z jednej strony nie bardzo można przeczytać tę bajkę dzieciom. Z drugiej, dorośli nie przyjmą tak bezkrytycznie tej dosyć zauważalnej schematyczności postaci.

Druga z kolei, to pewien brak większej ingerencji autora w historię Kościeja. Takich dwóch, trzech elementów bądź zdarzeń, w których wykorzystałbyś jego charakterystykę jakimś świeżym, niestandardowym pomysłem…

Choć biorąc pod uwagę postać zbereźnego Kościeja, to mogłoby się skończyć jakimiś pigułkami gwałtu i innymi kontrowersyjnymi historiami, więc może i lepiej, że wybrałeś bardziej typowe podejście?

Tak czy inaczej, całkiem przyzwoita historia.

Czytało się naprawdę przyjemnie, właściwie przemknąłem sobie przez tekst ze wcale pozytywnymi wrażeniami.

Bardzo się cieszę. 

 

Myślę, że zarówno wspomniana przez Ciebie bajkowość, schematyczność postaci, jak i brak ingerencji (ale wcale nie całkowity, o czym piszę dalej) w historię Kościeja biorą się stąd, że postawiłem sobie za główny cel pokazanie funkcjonowania tej postaci we współczesnym świecie. Nie mniej i nie więcej. Dodatkiem, tym czymś “od autora”, miał być fakt, że tym razem, inaczej niż przez setki lat, role się odwracają i to “księżniczka” jest górą nad zbereźnikiem i niepokonanym (rzekomo) czarownikiem. A że dziewczyna wygrywa dlatego, że ma więcej szczęścia niż rozumu? No cóż. :)

Także tak. Nie żeby mnie to usprawiedliwiało, jak coś zgrzyta to zgrzyta, tak tylko przedstawiam mój sposób myślenia. :)

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Też miałem jakieś odległe skojarzenia z Lolitą, również zastanawiała mnie infantylność osiemnastoletniej Marysi, a moje rozkminki podczas lektury wędrowały bardzo podobnymi tropami co rozkminki Irki_Luz. Podobne rzeczy mi świtały w głowie i podobne wątpliwości.

Dziada, żeś wprowadził na scenę iście obleśnie i chyba nawet za obleśnie jak dla mnie. Zresztą osiemnastolatka to IMO nadal dziecko, zwłaszcza w porównaniu z takim starcem. Ale Twoja Marysia zachowuje się naprawdę jak ktoś znacznie młodszy.

Jednak mimo wszystko zastanawia mnie brak klików bibliotecznych i mój masz z kilku powodów. Po pierwsze jest to dobrze napisany tekst. Językowo, warsztatowo, kompozycyjnie. Nie perfekcyjnie, ale dobrze. Po drugie to zamknięta i spójna historia z małym, ale przemyślanym twistem w tle (fałszywy królik, kaczka i igła – tu mnie zaskoczyłeś). Postać Kościeja (mimo pewnych niekonsekwencji: sprytny, ale nie taki sprytny, ostrożny – ale nie taki znowu ostrożny) zbudowałeś porządnie i jest on odpowiednio paskudny.

Poza tym dobrze pogrywasz takim lekkim napięciem i stanem zagrożenia bohaterki, np. gdy Kościej knuje i uskutecznia swoje plany, a Marysia odrywa od nich i jego i czytelnika, dostrzegając coś, odwracając naszą uwagę, jakby nieświadomie "unikając pazurów bestii". Bardzo to filmowy chwyt i doceniam zastosowanie. Chociaż rzeczywiście przez sporą część tekstu czytelnik ma wrażenie, że ta jej nieświadomość i naiwność wynika z jakiegoś udawania, podwójnej tożsamości itd. Jeśli widziałeś film "Hard Candy" to wiesz, o czym mówię.

Oczywiście zastanawiać może jak taki niezdara przeżył te wszystkie lata i na koniec dał się zwieść (zupełnie przypadkowo) zwykłej nastolatce, ale ja tu widzę ukryte za kurtyną nieobyczajnej grozy poczucie humoru Autora i ironiczny wydźwięk całej historii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Mr. Marasie, za odwiedziny, klika i wyczerpujący komentarz.

 

Bardzo się cieszę, że tyle rzeczy odebrałeś pozytywnie.

 

Dziada, żeś wprowadził na scenę iście obleśnie

A dziękuję. ;)

 

Ale Twoja Marysia zachowuje się naprawdę jak ktoś znacznie młodszy.

Przyjąłem. 

 

Oczywiście zastanawiać może jak taki niezdara przeżył te wszystkie lata i na koniec dał się zwieść (zupełnie przypadkowo) zwykłej nastolatce, ale ja tu widzę ukryte za kurtyną nieobyczajnej grozy poczucie humoru Autora i ironiczny wydźwięk całej historii.

Jakże mi miło, że to wychwyciłeś. Zdradzę, że w założeniu historia miała nie być tak do końca na poważnie. Chodziło mi właśnie o taką ironię losu, że przebiegły Kościej, który potrafił przetrwać ileś tam setek lat, ginie z ręki nastolatki i to nie dlatego, że jest ona jakimś superbohaterem czy łowcą zbereźników, a jedynie dlatego, że jest nieco roztrzepana i niezdarna.

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Gdybyś jeszcze z Kościeja zrobił sklerotyka… ;-)

Babska logika rządzi!

Ano widzisz, nawet myślałem o czymś w tym stylu, tylko że tu mi w paradę wszedł atrybut Kościeja, a mianowicie woda martwa, która leczy rany i daje długowieczność, więc i z zaburzeniami pamięci by sobie pewnie dała radę…

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Chyba żeby zapomniał, gdzie ją schował… ;-)

Babska logika rządzi!

No, chyba że tak. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Opowiadanie jak dla mnie o krok od bycia naprawdę dobrym. Miałeś dobry, może nawet świetny pomysł na taką antybajkę. Znakomicie grają cytaty z Bułhakowa – jak dla mnie tytuł powieści mógłby nie padać w opowiadaniu, ale wtedy mogłoby być zbyt hermetyczne. Warionucha jako Kościej? Właściwie dlaczego nie?

A czego mi brakuje? Trudno powiedzieć. Może tego, że początek zaczynasz bardzo literacko, ale potem – pośpiech? – narracja robi się bardziej naiwna, mało jest tego oddechu epickiego, którym porwał mnie początek. Zaczęło się zacnie, a potem się troszkę rozlazło, choć sama historyjka bez zarzutu. Twist z dwiema skrytkami zacny. Zakończenie zacne. Ale środek trochę do remontu. I postać Marysi też trochę do remontu, bo ona nie wydała mi się zbyt wiarygodna. Wiem, zapewne zaszkodził limit, więc po części moja wina ;)

Ale jak dla mnie – wysoko wśród tych, które po sporych modyfikacjach mają naprawdę dobry pomysł na mitologiczną przeróbkę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino. Niezmiernie mi miło, że aż tyle rzeczy przypadło Ci do gustu, no i że zabrakło zaledwie kroku. :)

 

jak dla mnie tytuł powieści mógłby nie padać w opowiadaniu, ale wtedy mogłoby być zbyt hermetyczne.

No tak właśnie mi się wydaje.

 

Może tego, że początek zaczynasz bardzo literacko, ale potem – pośpiech? – narracja robi się bardziej naiwna, mało jest tego oddechu epickiego, którym porwał mnie początek.

Muszę się temu dobrze przyjrzeć, bo byłem kompletnie nieświadomy takiego stanu rzeczy.

 

Wiem, zapewne zaszkodził limit, więc po części moja wina ;)

Nawet jeśli zaszkodził, to wina autora, że się nie wpasował. ;)

 

Dziękuję za komentarz, no i oczywiście za konkurs. :) Teraz mam nadzieję, że uda mi się ulepszyć ten tekst i wykorzystać szansę. :)

 

 

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Lobo,

pierwsze, co mi nie zagrało już na wstępie to to, że dziewczyna nie wyszukała sobie po prostu w internecie ,,Mistrza i Małgorzaty” po rosyjsku albo nie zapytała swoich rówieśników, tylko zapytała tego dziada.

Dodatkowo była dla mnie zbyt ufna – ostatecznie przez te osiemnaście lat człowiek styka się z różnymi ludźmi, czasami się na kimś przejedzie, etc., więc takie myślenie dziecka, że nikt krzywdy nie zrobi i każdy jest dobry – znika po prostu. ¯\_(ツ)_/¯

W konsekwencji czego nie przekonuje mnie to, że dziad natarczywie wędrował wzrokiem po jej ciele, a dziewczyna zignorowała najwyraźniej te spojrzenia – choć zauważyć je musiała – i mimo to weszła do jego domu, bo to ,,jednak sąsiad”, a że ,,znany” – to krzywdy nie zrobi. Nie wydaje mi się, żeby którakolwiek z moich rówieśniczek postąpiłaby tak samo. 

Aha, i nie przekonuje mnie argument, że ,,a no bo ona z nosem w książkach" – i tak musiała chodzić do szkoły (a w tym wypadku musiała nawet mieszkać w internacie, skoro ze wsi była), a w konsekwencji czego patrz wyżej. 

Konkludując: zachowanie Marysi było dla mnie momentami kompletnie – przykro mi – głupie (m.in. kawki, herbatki – nie, ale bimber – dawaj XD), co mi się nie za bardzo łączyło z tym, że chciała czytać ,,Mistrza i Małgorzatę” w oryginale i chyba miała nawet jakiś plan na studia – czyli musiała myśleć o przyszłości. 

I, cóż, była dla mnie najsłabszym ogniwem opowiadania, bo cała otoczka, narracja, końcówka – wszystko zgrabnie napisane, czyta się to sprawnie. 

Cześć Draconis,

 

dzięki za komentarz.

 

pierwsze, co mi nie zagrało już na wstępie to to, że dziewczyna nie wyszukała sobie po prostu w internecie ,,Mistrza i Małgorzaty” po rosyjsku albo nie zapytała swoich rówieśników, tylko zapytała tego dziada.

Tu bym się nie zgodził. Mogła woleć wersję papierową niż elektroniczną i nie chcieć wydawać kasy na zakup. Z drugiej strony czy w Polsce łatwo dostać MiM w oryginale? Czy może musiałaby zamawiać gdzieś z Rosji? Rówieśników owszem, mogła zapytać, ale czy ktoś by miał? IMO szansa jest niewielka, rosyjskie książki nie są chyba tak u nas aż tak powszechne. Ale oczywiście mogę się mylić. :)

Druga sprawa jest taka, że na tym etapie Iwan nie był jeszcze dla niej jakimś dziadem, a tylko sąsiadem, może sympatycznym staruszkiem.

 

Co do reszty uwag – no cóż, tu już się nie wytłumaczę. xD Wyszło jak wyszło, teraz będę próbował jakoś to poprawić, jeśli nie będzie się dało zrobić tego w 100% (bo np. okaże się, że w tym celu musiałbym pisać nowe opowiadanie ;)), to chociaż złagodzić, albo przedstawić w innym świetle. Dzięki za uwagi, przydadzą mi się w tym procesie.

 

cała otoczka, narracja, końcówka – wszystko zgrabnie napisane, czyta się to sprawnie. 

Miło mi :)

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Mogła woleć wersję papierową niż elektroniczną

Do kupienia są wersje papierowe, normalnie – niektóre nawet ze słownikiem w środku, skoro chciała podszlifować rosyjski. 

(…) i nie chcieć wydawać kasy na zakup.

Rówieśników owszem, mogła zapytać, ale czy ktoś by miał?

To się trochę łączy.

Nie chodzi tylko o to, czy by mieli. Z reguły się ich lepiej po prostu zna niż sąsiada – więc dopiero w razie wyczerpania się innych opcji poszłaby się spytać Iwana.

Plus, często jest tak, że jeżeli dany znajomy nie ma, to istnieje prawdopodobieństwo, że zna osobę, która mogłaby mieć. 

Też na fb są grupy z wymianą książek, niektórzy nawet na innych grupach typu ,,oddam” etc., po prostu oddają książki, więc może coś by się Marysi trafiło.

Generalnie różnie bywa, poza tym, gdyby któryś z jej rówieśników również uczył się rosyjskiego (albo kurs, albo szkoła), to mogliby zapytać nauczycielki/a lub lektor/ki. Oni przeważnie mają różne powieści w języku, w którym nauczają.

A wakacje maturzyści mają pod koniec maja lub czasami nawet wcześniej – więc rok szkolny mógł wciąż trwać, czyli Marysia mogła poprosić kogoś znajomego o rok młodszego albo osobę w tym samym wieku, żeby zapytał/a o książkę nauczycielkę/lektorkę. Cóż, później musiałaby zwrócić tę książkę tej osobie, ale to po jakimś czasie – nauczyciel może pożyczyłby swój egzemplarz na całe wakacje, czyli do września miałaby czas.

Jeżeli Marysia z kolei uczyła się rosyjskiego jako jedyna ze swojego środowiska, to mogła równie dobrze powiedzieć przyjaciółce, że taką książkę chciałaby na urodziny – a musiała je mieć w drugiej połowie roku, skoro przystąpiła do matury w wieku osiemnastu lat.

I tak dalej, i tak dalej. 

Meritum jest jednak takie, że generalnie opcji mogła mieć sporo, żeby uniknąć pytania starca.

Jednakże pomijając oraz odsuwając jednak już je wszystkie – bo to zwykłe gdybanie co by było, gdyby, które za wiele nie wnosi, a z mojej strony może brzmieć jak czepialstwo – to zostawszy przy Twojej, rzuciło mi się w oczy jeszcze coś takiego:

Po co ona w ogóle tu łazi? Prowokuje tylko.

Hm, wiesz, mógłby to być nawet i bardzo dobrze znany jej sąsiad, jak piszesz, ale jeżeli od jakiegoś czasu zauważała jego spojrzenia (musiała, mówiłam), a ignorowała je i nie czuła się w dwójnasób nieswojo (no bo to jednak osoba, którą zna, więc tego typu wzrok pewnie budziłby mimo wszystko w niej pewien niepokój – wyobraź sobie, że jesteś, nie wiem, znowu nastolatkiem, a sąsiadka, którą znasz od malucha, gapi się na Ciebie w taki sposób, jak ten starzec na Marysię – nie poczułbyś się dziwnie, nieswojo?), to mnie trochę powyższe zastanawia, tzn., nawet Iwan zaczął rozmyślać, po co ona tu przychodzi.

A w takim układzie wygląda mi to trochę tak, jakby dziewczę było zafascynowane/zainteresowane tym dziadem. Nawet z tą książką zaczyna mi to podejrzanie wyglądać – jak pretekst, żeby go o coś po prostu zaczepić, skoro przychodziła już wcześniej i ,,prowokowała". Ale to z kolei stoi w sprzeczności z tym, co się dzieje później. 

Generalnie z tą książką, krążeniem… Et, zastanawia mnie cała jej postawa – no bo raczej tzw.,,łowczynią testamentów” nie była. XD

Druga sprawa jest taka, że na tym etapie Iwan nie był jeszcze dla niej jakimś dziadem, a tylko sąsiadem, może sympatycznym staruszkiem.

Nie napisałam, że dla Marysi był dziadem – po prostu napisałam ,,dziad” zamiast ,,Iwan”. 

Cóż, wytrwałości (i cierpliwości) przy poprawkach, Lobo. 

<I dużo wody, bo upały> 

Dzięki za wyjaśnienia.

 

Nie chodzi tylko o to, czy by mieli. Z reguły się ich lepiej po prostu zna niż sąsiada – więc dopiero w razie wyczerpania się innych opcji poszłaby się spytać Iwana.

Może się opcje właśnie wyczerpały. :)

 

Jeżeli Marysia z kolei uczyła się rosyjskiego jako jedyna ze swojego środowiska, to mogła równie dobrze powiedzieć przyjaciółce, że taką książkę chciałaby na urodziny – a musiała je mieć w drugiej połowie roku, skoro przystąpiła do matury w wieku osiemnastu lat.

Może nie chciało jej się czekać, albo nie chciała naciągać przyjaciółki na koszty, albo nie przyszło jej to do głowy, albo… :)

Z tymi osiemnastoma latami do nie do końca to miałem na myśli. Kościej pyta czy miała już osiemnastkę, a ona odpowiada, że tak, ale to nie oznacza, że obchodziła ją tego roku. Mogła mieć lat 19 (albo jeszcze więcej). To taki niuans, nie ma żadnego znaczenia dla fabuły, tak tylko wspominam.

 

Meritum jest jednak takie, że generalnie opcji mogła mieć sporo, żeby uniknąć pytania starca.

No tak, ale mogła też, zamiast korzystać z tych opcji, podczas spaceru czy wyjścia do sklepu, pomyśleć, że nie zaszkodzi zapytać sąsiada. Unikając tym samym całego zachodu.

 

No więc właśnie, opcji jest mnóstwo, właściwie używając wyobraźni moglibyśmy uzasadnić dowolny przebieg wydarzeń. :)

 

Hm, wiesz, mógłby to być nawet i bardzo dobrze znany jej sąsiad, jak piszesz, ale jeżeli od jakiegoś czasu zauważała jego spojrzenia (musiała, mówiłam), a ignorowała je i nie czuła się w dwójnasób nieswojo (no bo to jednak osoba, którą zna, więc tego typu wzrok pewnie budziłby mimo wszystko w niej pewien niepokój

Zgadzam się. 

 

A w takim układzie wygląda mi to trochę tak, jakby dziewczę było zafascynowane/zainteresowane tym dziadem.

Dobra uwaga. Rzeczywiście niestety tak to wygląda, mam nadzieję, że uda się to poprawić.

 

Nawet z tą książką zaczyna mi to podejrzanie wyglądać – jak pretekst, żeby go o coś po prostu zaczepić, skoro przychodziła już wcześniej i ,,prowokowała". Ale to z kolei stoi w sprzeczności z tym, co się dzieje później. 

“Prowokowanie” muszę też zmienić, bo miałem na myśli coś innego – chodziło mi o to, że Marysia nawet po prostu przechadzając się chodnikiem przez wieś i przechodząc przy tym obok domu Iwana, wzbudza jego zainteresowanie. Nie robi tego celowo. To tylko on tak ironicznie to interpretuje.

 

 

Dzięki. Także życzę dużo wody, a nawet trochę wódy, a co. Byle nie bimbru ;)

 

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nowa Fantastyka