- Opowiadanie: Finkla - Źle się stało

Źle się stało

Opowiadanie z mojego świata, który pokazywałam już w kilku odsłonach, jednak starałam się uczynić je samodzielnym i możliwym do zrozumienia bez znajomości reszty.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, oświadczam, że puchacz (Bubo bubo) jest sową. ;-)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Źle się stało

Prowincja Aleficja, osada Jeżynowa Polana

Saad siedział na ławie przed chałupą, grzał się w wiosennym słonku i plótł łapcie z łyka. Nigdzie mu się nie spieszyło, pszczoły przygotowywały się do założenia nowych rojów, żaden bartnik nie przeszkadzał im w tym okresie, więc i on nie miał pilnej roboty…

Nagle od strony sadu za chatą dobiegł rumor i przeraźliwy chóralny wrzask. Od rana bawiły się tam dzieci; gromadka Saada i basałyki sąsiadów. Serce bartnika zamarło na moment. Mężczyzna rzucił się w kierunku hałasu. Nawet nie pomyślał, żeby chwycić leżący tuż obok kozik – pognał, ściskając w ręce rozpoczęty łapeć.

Tym razem skończyło się na strachu i krzyku – pod dziesięcioletnim chłopakiem drwala Hafaza pękła spróchniała gałąź. Na szczęście dzieciak nie spadł, tylko zsunął się na ziemię po pniu, drąc skórzane portki oraz obcierając sobie dłonie i wewnętrzną stronę ud.

– Czyście pogłupieli?! – wrzasnął Saad. – Ile razy wam powtarzałem, że nie wolno wdrapywać się na wierzby?!

Dzieciarnia zamilkła, przestraszona. Nikt nie chciał dostać kolejnego lania giętkimi witkami. Saad spojrzał na głównego winowajcę i zastygł z otwartą gębą; rozdarte spodnie pokazywały, że chłopak sąsiada wcale nie jest chłopakiem…

W tej chwili nadbiegła Hara, żona Saada. Ręce miała białe od mąki. Od jednego rzutu oka zrozumiała sytuację, zerwała z siebie fartuch i podała dzieciakowi:

– Nabi, owiń się i idź do chaty. Zaraz ci posmaruję skaleczenia maścią i załatam portki.

Dziewczyna, na sztywnych nogach, niezgrabnie pokuśtykała w stronę domu. Reszta czeredy skorzystała z okazji i czmychnęła jak najdalej od rozgniewanego Saada.

– Ale dlaczego? – zdołał wyjąkać bartnik.

– Oj, mężu, głupiś ty. O pszczołach wiesz wszystko, a na ludziach się nie znasz. Przecież to trzecia córka Abany i Hafaza!

Saad zrozumiał – każdą trzecią córkę w wieku sześciu lat oddawano do akademii kapłanek. Trzy to święta, boska liczba. Ale nie wszystko stało się jasne:

– Toć kapłanki cieszą się ogromnym szacunkiem, nigdy nie doznają głodu ani biedy. Dobry los je czeka. Taka może nawet zostać imperatorową… Sama mówiłaś kiedyś, że wszystkie baby zazdroszczą im kolorowych szat…

– Smarkata byłam, głupia. Barwne szmatki to nic w porównaniu z oczkami twojego dziecka. – Popatrzyła na własną trzecią córeczkę, już pięcioletnią. Między gołymi jeszcze gałązkami krzewów migał rudy jak wiewiórcza kita warkocz. Został tylko rok… Hara ciężko westchnęła. – Jednego syna już pochowałam, nie chcę tracić i jej.

– Przecież jej nie stracisz. Będzie sobie żyła w dostatku. Dziewczynki można nawet odwiedzać w dni świąteczne…

– Mężczyźni! – prychnęła Hara. – Wydaje wam się, że tak łatwo pojechać do akademii w Tyrsji! Spróbowalibyście wybrać się w taką drogę z brzuchem albo z oseskiem przy piersi, kiedy gromadkę starszych trzeba zostawić samą w domu… Pamiętaj, nikomu ani słowa o całej sprawie!

Saad w odpowiedzi wzruszył ramionami. A potem został sam na tyłach domu, z niedowierzaniem kręcąc głową.

Źle się stało, że drwal Hafaz za młodu nie posłuchał rodziców, uciekł z domu ze śliczną, lecz ubogą branką, a potem ją poślubił. Abana cieszyła oczy egzotyczną urodą i smoliście czarnymi włosami, ale nie szanowała Najstarszej Dwunastki. Decyzja sąsiadów mogła obrazić bogów i zagrozić całej Jeżynowej Polanie.

 

***

 

Myśl o oszukiwaniu bogów nie dawała Saadowi spokoju. Nie zamierzał uczestniczyć w tym bezeceństwie.

 

Udająca chłopca dziewczynka podrosła na tyle, aby pójść na polowanie. Myśliwy obok niej rzucił oszczep, ale tylko ranił i rozjuszył odyńca. Zwierzę zaatakowało. Jedyna nadzieja na przeżycie obojga leżała w umiejętnościach łowieckich Nabi. Ale niewiasta okazała się zbyt słaba, by zwyciężyć rozwścieczoną bestię. Kły najpierw rozorały udo nieszczęśnika. Krew trysnęła na mech, który pił ją równie łapczywie jak deszczówkę. Po chwili na zaczerwienione poszycie wypłynęły trzewia z rozprutego brzucha.

Wszyscy myśliwi drwili z – jak uważali – chłopca, który dopuścił do tragedii. Wkrótce Nabi powiesiła się na starej topoli, na północ od Jeżynowej Polany.

Saad obudził się z gardłem ściśniętym, jakby to jego dławił rzemień. Nie wątpił, że to Czuwający Puchacz zesłał ten proroczy sen. Bluźniercza maskarada nie mogła trwać dłużej! Bartnik musiał poinformować o tym kapłanki.

Niestety, Hara zdawała się doskonale wiedzieć, co chodzi mężowi po głowie. Jeżynowa Polana była zbyt małą osadą – liczyła ledwie kilkanaście rodzin – by mieć nadzieje na własną kapłankę i coś więcej niż święte drzewo. Ilekroć Saad próbował choćby postawić stopę na którejś ze ścieżek wiodących na północny zachód, w stronę Albutina – tam znajdowała się najbliższa świątynia, wzniesiona z drewna na chwałę Mocarnego Niedźwiedzia – napotykał małżonkę marszczącą brwi i pytającą, dokąd to się wybiera… Za każdym razem kładł uszy po sobie i zawracał, z irytacją skubiąc wąsy. Pierwsza Dwunastka była potężna, ale i Hara potrafiła uprzykrzyć życie. Aż do wieczora nic nie wskórał.

 

Następnej nocy Saada nawiedził jeszcze gorszy koszmar. Chłopak – nie, dziewczyna! – sąsiadów ożenił się z córką bartnika, obecnie ośmioletnią Surą. Po uczcie weselnej nowożeńcy, trzymając się za ręce, poszli w stronę nowiutkiej chaty wzniesionej wysiłkiem całej osady. Zaryglowali za sobą drzwi, do których natychmiast przywarli podpici młodzieńcy. Saada jakoś wcale nie zaskoczyło, że znalazł się wśród wścibskich wyrostków. Podsłuchali, jak Nabi, mamrocząc komplementy, niecierpliwie ściąga suknię z oblubienicy. Potem zaszeleścił siennik – ktoś się na nim położył. Wreszcie Saad usłyszał krzyk ukochanej córeczki, która odkryła, że jej mąż jest niewiastą.

Usiadł na łożu, nie mniej przerażony niż jego wyśniona Sura. Serce tłukło o żebra, koszula lepiła się do piersi, jakby zmoczyła ją wiosenna ulewa. W uszach wciąż dźwięczał mu krzyk córki. To w izbie obok Sura naprawdę pojękiwała przez sen.

Saad struchlał. Tylko nie jego dzieci! Namyślał się przez moment, po czym wstał jak najciszej, jakby podchodził łanie. Udało się! Hara spała dalej. Mężczyzna ubrał się, wziął ze spiżarki połówkę wędzonej dzikiej kaczki i ruszył do wyjścia. Przy drzwiach zawrócił, zabrał jeszcze garnczek mieszczący dwie czarki miodu – dla kapłanki.

Tym razem nie skierował się do Albutina, poszedł na południe, w stronę Mugadu, największego miasta w regionie. Miał przed sobą co najmniej cztery świece wędrówki, ale i czasu mu nie brakowało – niebo dopiero zaczynało jaśnieć na wschodzie.

 

Aleficja, miasteczko Mugad

Kiedy dotarł na miejsce, słońce stało już dość wysoko. W Mugadzie wzniesiono dziesięć świątyń najważniejszych bogiń i bogów. Skoro Puchacz zsyłał Saadowi prorocze sny, bartnik wybrał przybytek boga nocy. Nigdy jeszcze tam nie był – to las go karmił i odziewał, więc czcił głównie Mocarnego Niedźwiedzia i tylko czasami składał ofiary Kotce, Kozie, Królicy lub Krukowi. Jak mu powiedziano, świątynia Puchacza znajdowała się na obrzeżach miasta, na zboczu góry. Nie prezentowała się okazale, w ogóle nie miała okien. Gdyby nie granatowe zdobienia, łatwo można by ją pomylić z magazynem zamożnego kupca. Saad zakołatał do bukowych drzwi. Po chwili uchyliły się i stanął w nich służący w lnianych szarych szatach. Spojrzał pytająco.

– Pragnę rozmawiać z kapłanką Czuwającego Puchacza – oznajmił Saad.

– Pójdź za mną.

Służący złapał przybysza za rękę, wciągnął do środka i zamknął drzwi. Zapadła absolutna ciemność – bóg nocy nie lubił światła. Wnętrze świątyni pachniało dymem z ziół i ziało wilgotnym chłodem. Ciszę mąciły tylko oddechy, rzucane z rzadka słowa i szuranie stóp. Przewodnik pytał o różne rzeczy, niekiedy ostrzegał o zakręcie czy stopniu. Bartnik odpowiadał, niepewnie drepcząc za nieznajomym, wdzięczny za ciepłą dłoń i szeptane wskazówki. Szli długo. Niemożliwe, żeby wciąż znajdowali się w niewielkim budynku. Podejrzewał, że służący prowadzi go w kółko. Jednak tajemnicze echo temu przeczyło. Pewnie to Puchacz czynił cuda. Ta myśl sprawiła, że Saada przeszyły dreszcze.

Wreszcie przewodnik się zatrzymał.

– Dostojna siostro – powiedział w ciemność – bartnik Saad chce z tobą rozmawiać.

– Witaj, bartniku Saadzie. – Głos kapłanki był przyjemny, dość wysoki, jakby należał do kobiety, która dopiero co przestała być dziewczynką. – Co cię sprowadza do świątyni Czuwającego Puchacza?

Saad opowiedział o córce sąsiada udającej chłopca. Kapłanka słuchała w milczeniu. Chwilami bartnik miał wrażenie, że nikogo prócz niego tu nie ma. Gdy już zaczął się zastanawiać, w jaki sposób znajdzie drogę do wyjścia – a rękoma nie mógł sięgnąć nawet do żadnej ściany – kobieta przemówiła:

– Ta sprawa wymaga wróżby. Pójdziesz ze mną.

I znowu zaczęła się wędrówka przez chłodną jak mgła ciemność.

Zinterpretowanie niemal każdej wróżby wymagało światła, a naosu nie wolno było skalać promieniami słońca, więc kapłanka zaprowadziła Saada do pomocniczego ołtarza w przedsionku.

Droga nie dłużyła się bartnikowi aż tak jak wcześniej. Może sprawił to płynący od kobiety aromat żywicy i mięty, a może ulga przerzucenia problemu na inne barki.

Kiedy się zatrzymali, Saad usłyszał bulgot wody wlewanej do naczynia, potem serię szelestów, cichy plusk, a wreszcie rumor gdzieś wysoko. To w sklepieniu odsłonił się otwór, przez który wpadała wąska strużka światła. Wydobyła z ciemności kobiece dłonie mieszające w dużej misie. Po chwili ręce zniknęły, a kapłanka westchnęła. Po powierzchni wody pływały nasiona czarnuszki i kilka ziaren czerwonej fasoli.

– Zostań tutaj – usłyszał.

Szybkie kroki po lewej, szelest jakby ocierających się o siebie tkanin. Za chwilę gdakanie kurczaków urwane głuchym stuknięciem. Powracające kroki. W kręgu światła pojawiły się dłonie z bezgłowym kogucikiem. Kapłanka sprawnie rozcięła tuszkę. Spomiędzy wnętrzności wyłuskała bezoar. Z kamienia kapała czarna krew.

– Nic nie mów – rozkazała. – Wyjdźmy na zewnątrz.

Jej głos brzmiał, jakby się czegoś bała. Bartnik zaczął rozmyślać nad tym, co zobaczył.

Zaprowadziła Saada do drzwi, ale szła dalej. Mężczyzna dopiero teraz mógł się przyjrzeć kapłance. Młoda, lecz nie aż tak, jak sugerował jej głos. Niższa od niego o głowę, ciemnowłosa, bardzo blada. Nic dziwnego, jeśli całe dnie spędzała w ciemnościach. Mrużyła oczy, aż nie dało się dostrzec ich koloru. Miała na sobie szatę w kolorze niezapominajek i bardzo ładnie w niej wyglądała. Jednak to młoda Hara miała rację – kobiety musiały zazdrościć kapłankom prawa do barwnych sukien. Służkę Puchacza zdobił naszyjnik z różnokształtnych granatowych kamieni nawleczonych na rzemyk. Kapłanki Kozy nosiły podobne, lecz jasnozielone.

Kobieta zatrzymała się dopiero za ogrodzeniem świątyni. Oparła się o słup pomalowany w ciemnoniebieskie pasy, jakby marsz ją wyczerpał. Zamknęła oczy i oddychała ciężko.

– To nie była pomyślna wróżba, prawda? – spytał Saad. – Czerwony i czarny to kolory Wilka i Kruka. Wojna i śmierć. A ten kamień?

Zacisnęła wargi i potrząsnęła głową.

– Źle się stało, że opowiedziałeś mi o wszystkim w świątyni. A jeszcze gorzej, że przyszedłeś do Puchacza, zamiast do Niedźwiedzia.

 

Boska Wyspa

Czuwający Puchacz, bóg nocy, snu i wróżb, drzemał w swojej dziupli tuż pod koroną olbrzymiej sosny, najwyższego drzewa na wyspie, kiedy uświadomił sobie, że w jednej z jego świątyń ktoś opowiada o ważnych sprawach.

Bogowie zawsze mogli wykorzystać śmiertelników żyjących w poczuciu winy. Tacy ludzie bez szemrania wykonywali najtrudniejsze polecenia. A jeśli głos sumienia krzyczał dostatecznie głośno, stawali się jeszcze cenniejsi niż posłuszne narzędzia – płodzili lub rodzili czarowników. Potem wystarczyło tylko zadbać o odpowiednie wychowanie młodzieńca, przy pomocy dobrych mentorów wpoić mu szlachetne zasady, wykuć prawy charakter, aby w przyszłości wybraniec oddał ludziom i bogom ogromne zasługi.

A tu proszę – trzecia córka jednej matki, więc przeznaczona na kapłankę, ale udająca chłopca. Całe życie wykradzione bogom! Puchacz nie musiał używać swych wieszczych mocy, aby mieć pewność, że dziewczynka zostanie matką potężnego czarownika.

Niestety, dziecko urodziło się w prowincji aleficyjskiej, której patronował Mocarny Niedźwiedź, a i ojciec, jako drwal, czcił głównie boga lasów. Zatem z racji miejsca przyjścia na świat i wiary rodziców dziewczynka przynależała komu innemu, ale pokusa była zbyt silna.

Dochodziło południe, o tej porze Czuwający był zbyt słaby, by odprawić niezbędne rytuały we własnej dziupli. Mrużąc oczy, pofrunął najpierw do siedziby Domolubnej Kotki, a potem do jaskini na zboczu góry, na której szczycie gnieździł się Słoneczny Orzeł.

Niezdarne przeloty na wpół oślepionego Puchacza zaintrygowały Niedźwiedzia. Mocarny zakradł się do jaskini w ślad za bogiem nocy. Jeszcze zdążył zobaczyć, jak Czuwający spala wyrwane sobie pióro w płomieniu żagwi z ogniska Domolubnej, a smużkę dymu posyła do Aleficji, skrzecząc przy tym:

– Nabi, córko drwala Hafaza, niech twoje nozdrza wypiją ten dym z mojego pióra. Niech wraz z dymem spłynie na ciebie sen. A gdy się z niego obudzisz, będę już dla ciebie najwa…

Ten sen na zawsze związałby dziewczynkę z Puchaczem. To ptaszysko bezczelnie kradło mu przyszłą ofiarodawczynię!

Niedźwiedź zaryczał i natychmiast zrzucił szyszkę z odległej sosny, budząc dziecko, ledwie zdążyło zamknąć oczy. Niestety, więź z bogiem snów już się zadzierzgnęła. Jednak rytuał nie został dopełniony, Mocarny wciąż miał szansę.

Czym prędzej zażądał sądu Słonecznego Orła. Władca wszystkich bogów orzekł, że ani Niedźwiedź, ani Puchacz nie ma większych praw do dziewczynki niż rywal. Dziecko samo będzie musiało sobie wybrać boga, gdy dorośnie.

Mocarnego wyrok rozwścieczył. Ta mała śmiertelniczka powinna zostać jego wyznawczynią! A jeszcze dowiedział się, jak wielkie będzie kiedyś jej poczucie winy… Złość na Puchacza przepełniała go od czubka nosa po koniuszek ogona. Jeżyła kudły i budziła warkot w gardle…

Nie można zabić nieśmiertelnego, ale można go osłabić, krzywdząc mu wiernych. Mocarny namówił Petrela, boga porywistego wiatru, aby zesłał wichurę do Paniameku – prowincji pod opieką Czuwającego. Wiele olbrzymich drzew zwaliło się, miażdżąc wyznawców Puchacza.

Źle się stało, że Niedźwiedź pozwolił, by gniew podejmował decyzje za niego. W jednej wiosce stara lipa przygniotła dwie ciężarne kobiety, które miały na sobie amulety Domolubnej Kotki. W pewnym miasteczku konar przebił kapłankę Krwiożerczego Wilka… Domolubna jeszcze potrafiłaby – w imię dobra całej społeczności, tak boskiej, jak ludzkiej – powstrzymać się od zemsty i zadowolić grzywną. Ale Wilk nie zwykł puszczać płazem zniewag. Wkrótce bogów pochłonęła wojna.

 

Cztery lata później, Aleficja, okolice Jeżynowej Polany

W Aleficji, jak w całej Hamabilandii, widać było skutki walki bogów. Najstarsza Dwunastka, zamiast opiekować się wyznawcami, zabijała sobie nawzajem wiernych. Imperium trapiły zarazy, klęski żywiołowe i wrogie wojska.

Osadę, która kiedyś nazywała się Jeżynową Polaną, spustoszył oddział barbarzyńców zza gór. Czternastoletnia Nabi, podobnie jak jej matka i siostry, została wielokrotnie zgwałcona. Może nieco mniej cierpiała – napastnicy nie od razu dostrzegli, że męski ubiór skrywa dziewczęce piersi. Pewnie dlatego ona jedna spośród szesnastu rodzin przeżyła. Albo Żelaznodzioby Kruk nie śmiał tykać dziewczyny, o którą już walczyło dwóch bogów.

W łonie dziewczyny, za młodej jeszcze na macierzyństwo, rozkwitało nowe życie, poczęte w bólu i łzach.

Źle się stało, że przyszły czarownik nie miał być wychowywany przez kochającą rodzinę. Być może to jego ojciec był tym, który rzucił oszczepem w plecy uciekającego dziadka.

Koniec

Komentarze

Dziewczyna niezgrabnie, na sztywnych nogach pokuśtykała w stronę domu.

Pomyśl nad szykiem w tym zdaniu. Mogłoby brzmieć lepiej.

 

Popatrzyła na migający między gołymi jeszcze gałązkami krzewów rudy jak wiewiórcza kita warkocz pięcioletniej córeczki i ciężko westchnęła.

Nad tym zdaniem też pomyśl. Długaśne. A ilość kwiatków góruje nad treścią.

 

W pierwszej części jest troszkę mętlik, kto jest kim. Najpierw jest córka drwala ukrywająca płeć, a potem nagle przeskakujesz do pięcioletniej córki z rudym warkoczem, której żona Saada nie chce stracić. Czyżby też ona była trzecią córką? Musiałem w tym momencie wracać do początku i czytać raz jeszcze, pod kątem tego, kto jest kim.

 

Jeszcze zdążył zobaczyć, jak Czuwający spala wyrwane sobie pióro w płomieniu żagwi z ogniska Domolubnej, a smużkę dymu posyła do córki drwala z Aleficji, aby zesłać na nią sen.

Narracja jest z punktu widzenia Niedźwiedzia, który jeszcze nie wie, że to córka. Więc powinien widzieć jak Puchacz posyła sen do syna drwala.

 

Ale Wilk nie zwykł darowywać uraz.

Nie brzmi dobrze to zdanie.

 

Czternastoletnia Nabi, podobnie jak jej matka i siostry, została wielokrotnie zgwałcona.

A od kiedy przestała się ukrywać ze swoją płcią?

 

W łonie dziewczyny za młodej jeszcze na macierzyństwo rozkwitało nowe życie, poczęte w bólu i łzach.

Przecinki?

 

Podsumowanie

Bardzo mi się podobało. Mój sowo-skowronkowy faworyt.

Opowiadanie różne od tych, które do tej pory czytałem. Nie ma w nim Finklowego humoru ani ostrych jak brzytwa zdań, ale jest za to piękny klimat, ciekawy świat, nastrojowa opowieść posuwająca się do przodu niespiesznie, ale za to po kawałku odkrywająca kolejne elementy całości.

Ten brak pośpiechu jest tutaj zaletą, bo dzięki temu historia utrzymuje swój klimat klasycznego fantasy. Pośpiech byłby zbrodnią na ludzkości.

Z Finklowych elementów jest niemal bezbłędny język i swobodne posługiwanie się elementami, które zwykle drażnią. Te półpauzy w 90% opowiadań by mnie mierziły, a tutaj są zastosowane tak umiejętnie, że nawet powieka nie drgnie.

Nominuję do piórka, bo jak na 15k, to pokazałaś bardzo dużo.

Dziękuję, Chroscisko. :-)

Cieszę się, że tekst tak zachwycił, aż do nominacji i faworyctwa włącznie. ;-) Tym bardziej, że chyba nie czytałeś innych opowiadań z uniwersum, a to by oznaczało, że to wypada samodzielnie.

Nad wskazanymi zdaniami pomyślę.

Tak, pięciolatka też jest trzecią córką i za rok pojedzie do akademii. Ale to zdanie i bez trzeciocórkowatośći jest długie. ;-)

Posyłanie snu do dziecka. Ale Puchacz wie, że to córka, może wygłasza jakieś inkantacje, do kogo kieruje dym. A i Niedźwiedź jest bogiem, może takie rzeczy wiedzieć.

No, jeśli nie wstawię ani jednego żartu, to czasem się udaje i tekst odbierany jest jako poważny. A może tytuł nastawia…

Starałam się nie spieszyć.

Babska logika rządzi!

Posyłanie snu do dziecka. Ale Puchacz wie, że to córka, może wygłasza jakieś inkantacje, do kogo kieruje dym. A i Niedźwiedź jest bogiem, może takie rzeczy wiedzieć.

To tutaj właśnie ta logika kuleje. Bo dopóki Saad nie poszedł do świątyni to żaden z bogów nie wiedział. W świątyni zaś dowiedział się jedynie Puchacz.

Więc albo Niedźwiedź dowiedział się później, ale skąd? Tego nie wyjaśniasz w tekście. Albo jest tu niekonsekwencja. Za dobry jest ten tekst, by takie szarości w nim zostawiać.

może wygłasza jakieś inkantacje

No to niech je wygłasza w opowiadaniu. Niech to Niedźwiedzia zaintryguje czemu zsyłając sen na chłopaka, Puchacz używa inkantacji żeńskich ;)

Nie lubimy “może”, lubimy konkret. Masz jeszcze 5k zapasu i pół dnia. Powodzenia.

Trudno być transwestytą ;). 

Finklowe, nie da się ukryć!

Mówisz, że to część twojego świata? Daj linki! Niestety to widać, bo fabuły mało, a opisów (różnorakich – bożo-politycznych) dużo. Jedynie scena w świątyni wybrzmiała jak powinna, bo cała reszta tekstu to streszczenie większej opowieści. Może by tak przerobić w jakieś 40-50 tys. znaków i mocniej rozwinąć kwestię wojny i niechcianego macierzyństwa? Takie sobie moje niezobowiązujące nikogo do niczego zachciewajki :).

Mam parę uwag:

– “plótł kapcie” – z łyka to raczej “łapcie”?;

– “gromadkę starszych trzeba zostawić samych w domu” – jeśli gromadkę, to samą;

– “Wszyscy myśliwi drwili” – taa, towarzysz zginął, a ci zamiast się martwić i żałować, heheszkują? coś nie ten teges;

– “dwie czarki miodu” – czarka jak dla mnie to naczynie otwarte, to jak je niósł, żeby nie wylać po drodze?;

– “cztery świece wędrówki” – domniemywam, że “świeca” to miara czasu? długo się głowiłem nad tym zdaniem;

– “Saada przeszyły dreszcze” – bardzo obrazowe, ale czy dreszcze mogą przeszywać?;

– “dostojna siostro – powiedział w ciemność – bartnik Saad chce z tobą rozmawiać” – a ci to jacyś telepaci? kiedy gość się przedstawił? skąd wiedzą, że odwiedził ich bartnik Saad?;

– “pojawiły dłonie” – zabrakło “się”;

– “bezczelnie kradło mu wyznawczynię” – ale że co, że ją konwertował z wiary w jednego boga na innego? wydawało mi się, że wszyscy w dwunastu wierzą?

 

Fajne (copyright by Anet), ale jak dla mnie zbyt skrótowe.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

– “dwie czarki miodu” – czarka jak dla mnie to naczynie otwarte, to jak je niósł, żeby nie wylać po drodze?;

Staruchu, przecież miód krystalizuje z czasem :)

Choć rację masz, że czarka bardziej pasuje do picia miodu, niż do jego przechowywania. Garniec? Dzban? 

 

 

Chroscisko, OK, dopiszę, że coś mówił i zwracał się do dziewczyny. Mój zamysł był taki, że bogowie się tak strasznie ludźmi nie interesowali. Łażą sobie śmiertelnicy po lesie, to niech łażą. Ale jak już się Niedźwiedź zainteresował i popatrzył, to widział, że to dziewczynka.

 

Dziękuję, Staruchu. :-)

Wysłać sześcioletnie dziecko do innego miasta też niełatwo.

Chciałeś linki? Mówisz, masz:

Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi – mit o stworzeniu człowieka.

Cena magii – o zostaniu czarownikiem.

Spisek przeciwko następcy – trochę o życiu dworu imperatorskiego.

Ty się zdecyduj, czy za mało opisów, czy za dużo. ;-) Chciałam się zmieścić w limicie, więc raczej liczyłam się ze znakami.

Nie widzę potrzeby, żeby rozpisywać się na temat klęsk zsyłanych przez bogów. Postanowili przetrzebić czcicieli konkurentów, to szaleją. Flądra zsyła powodzie, Koza – marne zbiory, Wilk – wojny i pożary, Kruk – choroby, Królica obniża ludziom płodność… Każdy potrafi zaszkodzić.

A i dziecko będące wynikiem zbiorowego gwałtu na dziecku, któremu gwałciciele wyrżnęli rodzinę i sąsiadów… Muszę podkreślać, że to nie będzie typowa relacja matka-syn? Kto wie, może dziewczyna w ogóle nie przeżyje porodu?

Drwiny myśliwych – to tylko sen, nie musi być super logiczny. I fakt, tutaj mocno się streszczałam. Powinno minąć trochę czasu między daniem ciała i powieszeniem się z powodu zaszczucia. Ale to tylko sen, nie mógł trwać zbyt długo i co będę na niego marnować znaki.

Czarka. Traktuję jak jak jednostkę objętości. Dwie czarki to będzie około szklanki. Bardziej rozpowszechniony garniec byłby za duży. Ale nic z tego nie oznacza, że trzeba te naczynka nosić.

Tak, świeca to jednostka czasu. Nie widzę powodu, żeby moi ludzie używali naszych godzin i minut.

Dreszcze mogą przeszywać: “Ciała ich przeszył krótki jak błyskawica, wyraźny, choć ledwie wyczuwalny dreszcz i znikł” – Lem, “Niezwyciężony”.

Telepatia w świątyni. Wspominam, że z rzadka rzucali jakieś słowa. OK, rozwinę.

Wyznawczyni. No, niby racja – każdy wierzy we wszystkich, ale ofiary najczęściej składa temu szczególnemu, który daje mu chleb. Wieśniacy – Kozie, kupcy – Lisowi, rzemieślnicy – Pajęczycy… Jak w chrześcijaństwie – możesz wierzyć we wszystkich świętych, ale modlić się o wstawiennictwo tylko do ulubionego/ patrona/ speca od danego problemu.

Błędy zaraz poprawię.

Babska logika rządzi!

Niekiedy bartnik miał wrażenie, że nikogo prócz niego tu nie ma. Kiedy już zaczął zastanawiać się,

Saad siedział na ławie przed chałupą, grzał się w wiosennym słonku i plótł kapcie z łyka. (…) pognał, ściskając w ręce rozpoczęty łapeć.

Literówka? Czy uprawiasz tu słowotwórstwo?

 

Następnej nocy Saada nawiedził jeszcze gorszy koszmar. Chłopak – nie, dziewczyna! – sąsiadów ożenił się z córką bartnika, obecnie ośmioletnią Surą.

Czemu “z córką bartnika” a nie “z jego córką”? Długo myślałem, że chodzi o jakiegoś innego bartnika i szybko fakty przestały mi się zgadzać.

 

Opowiastka przyjemna, choć jak dla mnie to ledwie prolog dłuższej historii o czarowniku. W bóstwach zacząłem się orientować, choć może to dlatego, że już coś z tego uniwersum czytałem. Czy ten tekst nadaje się na wprowadzenie do tego świata? Cóż, ma tylko 14k, a bóstw cała kupa, do tego jeszcze szereg ludzkich postaci. Dla mnie nieco zbyt tłoczno.

Nie wiem też, czy taki miałaś cel, ale postaci zachowują się, jakby je wyrwać żywcem z greckiej mitologii. Są impulsywni, bogobojni, niezbyt bystrzy. Pod kątem przewidywania skutków swoich działań, to niedźwiedź w ogóle wygląda, jakby miał Aspergera. :p

Przyjemnie napisane, choć zostawia z niedosytem. Chciałbym się dowiedzieć, co dalej, wszak urwałaś w najciekawszym momencie.

Dziękuję, Jaśniepanie. :-)

Coś zrobię z kiedami-niekiedami.

Kapcie/ łapcie. Ja bym chętnie używała tego jako synonimów, ale Staruch narzekał, że z łyka, to tylko łapcie. I takie słowo od dawna istnieje.

Córka bartnika/ jego. Hmmm. “Jego” sugerowałoby, że chłopak ożenił się z własną córką.

Prologowatość. Trochę tak. Powolutku rysuje mi się polityczne tło do fabuły o imperium w kryzysie. I tak, kłótnia bogów miała wpływ na ten kryzys. No bo jeśli istnieje magia (a istnieje, czarownicy naprawdę robią cuda), to muszą i istnieć bogowie, którzy zsyłają moc. A jeśli istnieją bogowie, to dlaczego dopuścili do wygaśnięcia dynastii, skoro imperator grzecznie składał ofiary i dopełniał rytuałów? Ten problem chyba pojawia się w każdej wierze: “Jeśli mój B/bóg jest dobry, to jak mógł dopuścić do takiego syfu?”. Ja też musiałam to jakoś rozstrzygnąć. No i kłótnia bogów stanowi jakieś rozwiązanie.

Na wprowadzenie do świata chyba się nie nadaje i nie zamierzałam go w tej roli wykorzystywać. To tylko epizodzik, przypis w kronikach. A może moralitet opowiadany sto lat później, że nie wolno oszukiwać bogów i ukrywać trzecich córek? ;-)

Wpływy greckiej mitologii. Na pewno są. Ze wszystkich mitologii, tę znam najlepiej i lubię najbardziej. Ale nie tylko oni walczyli między sobą – Set zatłukł i poćwiartował Ozyrysa. Egipscy bogowie byli bardziej zwierzęcy niż greccy. Babilońscy też chyba się nie kochali jakoś przesadnie.

Gdyby bogowie przewidywali skutki swoich działań, to historia byłaby nudna, a Troja by nie padła. ;-)

A, co dalej, to sama jeszcze dokładnie nie wiem. Ale z tego syna dziewczyny to kawał łobuza wyrośnie…

Babska logika rządzi!

Znam ten świat już z kilku opowiadań, a ciągle nie bardzo mogę się w nim połapać.

Źle się stało, zaprezentowane jako samodzielne opowiadanie, niespecjalnie przypadło mi do gustu. Poruszone tu zostały zupełnie nowe i, jak dla mnie, niezbyt czytelnie opisane sprawy dotyczące ludzi, a jednocześnie tekst został nasycony gęstą treścią poczynań rożnych bóstw-zwierząt, wśród których sowa wydała mi się postacią jedną z wielu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg. :-)

A co zostało niezbyt czytelnie opisane?

To prawda, Puchacz jest jednym z dwanaściorga najważniejszych bogów i bogiń. Ale to jednak sowa, żal było nie wykorzystać, skoro już go miałam w swojej boskiej menażerii. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo,

Sugeruję byś następne opowiadanie opublikowała jako anonim.

Mam wrażenie, że Twoje teksty, podobnie jak Mytrixowe, tutejsza fantastyczna brać ocenia nie tyle obiektywnie, ile pod kontem bardzo wygórowanych oczekiwań względem Twej osoby.

A co zostało niezbyt czytelnie opisane?

Podobnie jak Chroscisko, dwukrotnie musiałam przeczytać początek, aby wiedzieć kto jest kim.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chroscisko, to nie pomoże – zbyt łatwo rozpoznać mnie po stylu komentowania. Nawet po emotikonach… ;-)

Dzięki, Reg. Hmmm. Wydawało mi się, że sporny kawałek już rozjaśniałam. OK, zawalczę jeszcze.

Babska logika rządzi!

Hm. Dobry, ciekawy tekst, ale czyta się go bardziej jak wstęp do czegoś innego, dłuższego, niż samodzielne opowiadanie. Mam wrażenie, że trochę ograniczył cię niski limit znaków. Tym niemniej zainteresowało mnie to uniwersum i ode mnie masz bibliotekę. Parę drobnostek:

 

Dzicze kły najpierw rozorały udo nieszczęśnika.

Nieładnie mi brzmi to słowo, choć oczywiście jest poprawne. Chodzi o to, że w ogóle się go tak nie używa, a jednocześnie ma już inne, wciąż używane znaczenie.

 

Wszyscy myśliwi drwili z – jak uważali – chłopca, który dopuścił do tragedii.

Hm. Wcześniej sama napisałaś

Udająca chłopca dziewczynka podrosła na tyle, aby pójść na polowanie. Myśliwy obok niej rzucił oszczep, ale tylko ranił i rozjuszył odyńca

Czyli doświadczony myśliwy skiepścił sprawę, co jest wiadome, a reszta obwinia “chłopca”, który ledwo co podrósł do polowania, że nie dał rady wściekłemu dzikowi?

Nie zrozum mnie źle, potrafię sobie wyobrazić taką sytuację (”bo mój kolega nie mógł się pomylić a zginął, to na pewno wina młodego”), ale jest to strasznie niesprawiedliwe, a w ogóle tego nie podkreśliłaś. Spójrz na to zdanie jeszcze raz:

Wszyscy myśliwi drwili z – jak uważali – chłopca, który dopuścił do tragedii.

Podkreślasz za pomocą wtrącenia, że myśliwi tylko uważali, że jest to chłopiec – natomiast to, że dopuścił do tragedii podajesz jako fakt. Według mnie ta wstawka byłaby dużo bardziej na miejscu właśnie przed “dopuścił do tragedii”.

 

Nabi powiesiła się na starej topoli, na północ od Jeżynowej Polany.

Saad obudził się z gardłem ściśniętym, jakby to jego dławił rzemień.

Napisałaś to tak, jakby Nabi powiesiła się z topoli na rzemieniu… Czy rzemienie nie są skórzaną sznurówką? Chyba taki rzemień nie byłby dość długi i wytrzymały.

 

Jeżynowa Polana była zbyt malutką osadą

Hm… Intuicja mi mówi, że słowa “zbyt” nie powinno się łączyć z przymiotnikami o wzmocnionym znaczeniu (duży => ogromny), tak jak słowa “bardzo” (bardzo duży vs bardzo ogromny), ale nie jestem tego tak do końca pewien :)

 

Jeżynowa Polana była zbyt malutką osadą – liczyła ledwie kilkanaście chałup – by mieć nadzieje na własną kapłankę i coś więcej niż święte drzewo.

Z tego zdania wynika, że osada miała nadzieję. Oczywiście możesz użyć słowa “osada” na określenie społeczności, ale nie w tym samym zdaniu, w którym wypisujesz, ile miała chałup (możesz też zmienić chałupy na rodziny).

 

Droga nie dłużyła się bartnikowi aż tak(+,) jak wcześniej.

 

powstrzymać się od zemsty i zadowolić się grzywną.

Nie jest to błąd, ale skoro można pominąć, to czemu nie? Zawsze lepiej jest mieć mniej “się” w tekście.

ironiczny podpis

Dziękuję, Issandrze. :-)

Fajnie, że tekst zaciekawił. Masz rację, nosi pewne cechy prologu, ale jednak będę się upierać, że historię dziewczynki udającej chłopca zamknęłam. Reszta to już całkiem inna opowieść.

Wina na polowaniu. No, sądzę, że na przykład piętnastoletni chłopiec jest silniejszy od piętnastoletniej dziewczynki. Więc gdyby faktycznie była chłopcem, poradziłaby sobie lepiej. A w ogóle, przypominam, że to tylko sen – podświadomość Saada uważała, że kobieta nie powinna udawać mężczyzny, bo nie sprosta wymaganiom, a tym samym sprowadzi zagrożenie na społeczność. Stanie się najsłabszym ogniwem.

Rzemień. Nie mylmy z używanym współcześnie podkładem pod naszyjnik. Rzemień to stosunkowo wąski pasek skóry. Lejce i resztę uprzęży też często robi się z rzemieni. A to już spokojnie wytrzyma ciężar człowieka. Ci ludzie mieszkają w lesie i mają lepszy dostęp do skóry niż do konopi na liny.

Przecinek w tej konstrukcji można pominąć.

Resztę zaraz poprawię.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam z przyjemnością. Pierwsza scena zaciekawia czytelnika. Motywacja Saada jest wiarygodna, a zakończenie dość mocne. Chętnie przeczytam o dalszych losach Nabi i jej syna.

Dziękuję, ANDO. :-)

I taka rola pierwszej sceny. Fajnie, że zagrało.

No, starałam się dać Saadowi ciekawy dylemat moralny. A w takich sytuacjach każdy wybór da się uzasadnić.

Tak szybko to sobie nie poczytasz… Musisz uzbroić się w mnóstwo cierpliwości. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem bez bólu, bo opowieść napisana jest więcej niż sprawnie. Tyle, że tekst nie wzbudził u mnie emocji. Za dużo chyba opisywactwa, za mało dramatyzmu. Brak jest jakiejś zajawki tajemnicy, i tak w ogóle tajemnicy nie ma. Coś niby się dzieje, ale … Ale, po prostu, to, co się dzieje, nie jest to specjalnie ciekawe.

Być może, asymetria chronologiczna fabuły i odejście od linearnej osi narracji dałaby ciekawy efekt. Nadto chyba przydałyby się niewielkie skróty.

Chyba mogło być znacznie lepiej i szkoda, że tak się nie stało.

Pozdrówka. 

Jakieś to… krótkie. Wiem, konkurs ma swoje prawa, ale wydaje mi się, że chciałaś napisać coś dłuższego.

 Nawet nie pomyślał, żeby chwycić leżący tuż obok kozik

Dlaczego miałby? Niby las, są niedźwiedzie, ale czy to od razu musi być najgorsza opcja?

 skórzane portki

Ludzie lasu :)

Od jednego rzutu oka

Czy nie powinno być "na pierwszy rzut oka"? I “sytuacja” jakaś niefantastyczna. Może: zrozumiała, co się stało?

 własną pięcioletnią, trzecią córeczkę.

Ja napisałabym: własną trzecią córeczkę, już pięcioletnią.

 uciekł z domu ze śliczną, lecz ubogą branką

I to jest jedno z tych miejsc, które wygląda na obcięte. Brankę bierze się na wojnie, więc musi być uboga, jako niewolnica.

 Oszukiwanie bogów nie dawało Saadowi spokoju.

Jakieś to dziwne. Myśl o oszukiwaniu?

 świątynia, przynależna

Świątynia może być poświęcona – ale, że to powtórzenie, może chram? Te sny bartnika są cokolwiek wysilone (przecież na ślub musiałby się zgodzić ojciec, nie?), przypomniały mi "Skrzypka na dachu" (A kiedy miną trzy tygodnie, Fruma Sara narobi rabanu!).

przywarli podpici młodzieńcy

Znaczy, bliscy stanu "na biedronkę"? Tacy, co to już w pionie nie bardzo?

 się dowiedział, świątynia Puchacza znajdowała się

Trochę sięka…

 można by pomylić ją

Składnia: można by ją pomylić. Albo: łatwo byłoby ją pomylić.

 służący w lnianych szarych szatach

Opisałabyś je trochę…

 lekkie echo

Znaczy jakie?

 wysoki, jakby należał do kobiety, która dopiero dorosła.

Skracalne. Do młodej kobiety.

zaczął zastanawiać się

Zaczął się zastanawiać – byłoby naturalniej.

 Wyłoniła z ciemności

Może jednak wydobyła?

 Brzmiała, jakby się czegoś bała.

Nie ona, a jej głos.

 Potem wystarczyło tylko zadbać o odpowiednie wychowanie młodzieńca

Ojoj, zapowiedź…

 wykradzione służbie bogom

Tak chyba nie można. Wykradzione bogom, tak, ale służby nie można okraść, bo nie jest osobą.

 z racji miejsca przyjścia na świat

Coś tu telewizyjnie wyszło.

 To ptaszysko bezczelnie kradło mu wyznawczynię!

Ale tu panuje politeizm, nie? Więc Nabi nie przestanie wierzyć w Niedźwiedzia.

 Nieszczęśliwie

Oj, jednak: niestety.

 Jednak jeszcze nie była pełna

Pełna więź? Kulawa metafora.

 ani prawa Niedźwiedzia, ani Puchacza nie są wystarczające

Hmm.

 Dziecko samo musiało sobie wybrać boga, gdy dorośnie.

Chyba jednak: musi.

 jak wielkie będzie kiedyś jej poczucie winy

Hę? Z jakiego powodu? Przecież ona nie wie, że to o nią cała ta sprawa?

 Paniameku – prowincji pod patronatem

Powtarza się "p".

 bogów ogarnęła wojna

Coś mi to nie brzmi.

 zabijała wiernych rywalom

Trochę źle się parsuje.

 Źle się stało, że przyszły czarownik nie miał być wychowywany przez kochającą rodzinę.

No i będzie Voldemort.

 

Hmm. Sama nie wiem. Jak już powiedziałam, mam wrażenie, że było Ci ciasno w narzuconej przez konkurs objętości i nie rozwinęłaś skrzydeł.

 Trudno być transwestytą ;).

XD

 Czarka. Traktuję jak jak jednostkę objętości. Tak, świeca to jednostka czasu. Nie widzę powodu, żeby moi ludzie używali naszych godzin i minut.

Bo go nie ma. Nasze miary czasu pochodzą z Babilonii. Inna historia (może inna astronomia?), inne miary.

 możesz wierzyć we wszystkich świętych

To nie do końca tak działa…

 A jeśli istnieją bogowie, to dlaczego dopuścili do wygaśnięcia dynastii, skoro imperator grzecznie składał ofiary i dopełniał rytuałów?

Stracił mandat niebios. Prosta sprawa.

 “Jeśli mój B/bóg jest dobry, to jak mógł dopuścić do takiego syfu?”

Ojeju, problem zła. W politeizmie? Oj, Finklo. Problem zła istnieje tylko pod warunkiem, że Bóg jest dobry (tj. popiera wszystko, co dobre, potępia to, co złe), wszechwiedzący i wszechmogący (może wszystko, ale nie robi nic ze złem, wiedząc, że to zło i że ono ma miejsce). Bogowie politeistyczni, i w ogóle ci przedstawieni w mitologiach, tacy nie są (nie mogą być choćby dlatego, że jak jest ich cała banda, to ograniczają się nawzajem), a wtedy problem rozwiązuje się sam.

 Ale to jednak sowa, żal było nie wykorzystać, skoro już go miałam w swojej boskiej menażerii. :-)

Ale jednak troszkę pretekstowe to. Ot, miałaś sowę na podorędziu.

 Twoje teksty, podobnie jak Mytrixowe, tutejsza fantastyczna brać ocenia nie tyle obiektywnie, ile pod kontem bardzo wygórowanych oczekiwań względem Twej osoby.

Staram się pozostać obiektywna, ale w przypadku Finkli łapię się akurat na łagodzeniu kryteriów. Więc tekst anonimowy mógłby sprawić niespodziankę ;).

 No, starałam się dać Saadowi ciekawy dylemat moralny.

Hmm. Czy ja wiem, czy on ma dylemat… jest od początku właściwie zdecydowany, co chce zrobić, tylko żona mu nie pozwala.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

jest od początku właściwie zdecydowany, co chce zrobić, tylko żona mu nie pozwala

Tarnino, dla żonatego to dylemat większy niż “być albo nie być”. Możesz mi wierzyć :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dziękuję wszystkim. :-)

 

Roger, dobrze, że przynajmniej obyło się bez bólu. ;-)

Nie mam pojęcia, jak mogłabym podkręcić dramatyzm.

A do mieszania w chronologii jeszcze się nie przekonałam. Mój czas zawsze płynie w tę samą stronę, więc zaburzenia jako zabieg literacki wydają mi się dziwne. Jeśli ktoś próbuje ustalić, co wydarzyło się wcześniej, przesłuchuje świadków, układa z puzzli schemat wydarzeń… – to co innego. Ale nie miałam znaków na takie zabawy. I chciałam pokazać ciąg wydarzeń. Każde wynika z poprzednich.

 

Tarnino, nie, jeszcze nie chciałam napisać niczego dłuższego. Tylko moralitecik, że nie należy oszukiwać bogów. A jak już ktoś to robi, to nie lecieć z jęzorem do kapłanki…

Kozik. No, a co sobie wyobrażają rodzice, kiedy słyszą przerażony wrzask dzieci? Że pacholęta zrobiły sobie konkurs, kto głośniej krzyknie? ;-)

Od jednego rzutu oka – wydaje mi się, że jest taki zwrot. Hara zrozumiała całą sytuację, nie tylko, co się stało, ale jeszcze dlaczego, jak zareagował mąż i jakie środki powinna podjąć, żeby jak najmniej dzieciaków się zorientowało.

Branka. No, a dlaczego nie mogła być łupem wojennym? W dużym imperium często trwają jakieś utarczki na granicach. I różnie to z majątkiem niewolników bywało. Niekiedy mieli prawo do własności prywatnej czy chociaż biżuterii. A ta prawie nic nie miała i teściom to nie pasowało.

Sny bartnika. Gnębi go problem i ma związane z nim koszmary. Nie muszą być całkowicie logiczne. Teoretycznie, musiałby się zgodzić, ale gdyby młodzi uciekli? Albo gdyby córka zakochała się w przebierańcu, a potem niepotrzebnie cierpiała? Który rodzic by sobie czegoś takiego życzył?

Podpici młodzieńcy. No, niekoniecznie zalani w trupa (mocnych trunków to oni nie mają), ale jednak wstawieni, na rauszu. Jak to pod koniec wesela.

Marudzisz z opisami. No dobrze, dorzucę info, że szaty wełniane. Szkoda mi znaków na wymienianie wszystkiego, co służący miał na sobie i jakimi haftami to sobie ozdobił.

Echo. Krótkie, niepodobne do leśnego, z którym bartnik był obeznany.

Głos młodej kobiety. No, “młoda” ma szersze znaczenie niż ledwo pełnoletnia. W tym świecie za pełnoletność uznaje się szesnaście lat. Ale i o dwudziestce piątce pewnie nie powie się, że już staruszka. A tym bardziej dla dzisiejszych czytelników.

Zapowiedź. Takie warunki wyhodowania dobrego czarodzieja. Żebym nie musiała na końcu tłumaczyć, że to największe “źle się stało” z dotychczasowych.

Z racji miejsca przyjścia na świat. Może i niezbyt zgrabnie, ale jak użyję “urodzenia”, to będę miała powtórzenie.

Kradzież wyznawczyni. No, owszem panuje politeizm. Ale ludzie zazwyczaj mają boga, któremu najczęściej składają ofiary. Sama wiara to mało.

Co jest nie tak z prawami Niedźwiedzia i Puchacza?

Poczucie winy. Ale będzie miała świadomość, że powinna była zostać kapłanką, takie było jej przeznaczenie, a wbrew nakazom została w domu rodzinnym.

Tak, będzie ktoś w rodzaju Voldemorta. Tylko muszę jeszcze wymyślić mu jakąś ciekawą rolę do odegrania.

Ciasnota konkursowa. Trochę tak, ale nie przesadzajmy. W końcu jeszcze parę kilo mi zostało. Uważam, że wyczerpałam temat. Reszta to już początek innej historii.

Problem zła w politeizmie. No, nie wiem. MY wiemy, że mitologiczni bogowie są wymyśleni. Gdzie był Quetzalcoatl, kiedy imperium Azteków upadało? Ale jeśli w fantasy bogowie istnieją naprawdę, to dlaczego dopuszczają, żeby niewyznający ich barbarzyńcy zrobili krajowi duże kuku? Dlaczego pozwalają heretykom na gnębienie wiernych? Imperator stracił mandat niebios – niby mógł, ale przecież nic naprawdę złego nie zrobił. Pilnuje go Rada Matriarchiń. A i cały dwór patrzy na ręce. A jeśli kilku władców pod rząd ma niefarta? Wszyscy nagrzeszyli, łącznie z tym sześciolatkiem, którego trzeba było podsadzać, żeby mógł się wdrapać na tron?

Sama nie wiem, czy to prawdziwa historia, czy racjonalizowanie ludności po fakcie. Dlaczego bogowie pozwolili Troi upaść, skoro wcześniej pomagali budować? Ano, tłukli się między sobą, a Parys dwie boginie wkurzył. To i u mnie się tłuką, niszcząc sobie nawzajem bazy.

Dylemat Saada. OK, on jest zdecydowany. Ale Czytelnik może się pozastanawiać, jak on by postąpił w takiej sytuacji.

Dzięki za uwagi. :-) Resztę poprawię albo przynajmniej przemyślę.

 

O, Staruch widzi dylemat. ;-)

Babska logika rządzi!

No, źle się stało, ale przecież to nie wina bartnika, tylko Puchacza, po co mu się śnił?

Przeczytałam (dobra, niedokładnie) komentarze (zgadnijcie, który fragment jest moim ulubionym na dzisiaj) i nie rozumiem zarzutu, że to bardziej wstęp niż samodzielne opowiadanie. Owszem, jest urwane tam, gdzie mogłoby się dalej fajnie rozwinąć, gdyby było dłuższe, ale przecież jest ładnie zamknięte i ja to akceptuję. To, oczywiście, nie znaczy, że nie przeczytam chętnie o losach syna trzeciej córki. A propos: czemu jest mowa tylko o czarnoksiężniku? Przecież może być jeszcze czarownica. Chyba że coś przeoczyłam.

Czyli w skrócie: fajne, podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję, Anet. :-)

Miło mi, że aż Cię skłoniłam do napisania merytorycznego komentarza. Anet komentuje długo, inni piszą “fajnie”, co to się porobiło… ;-)

Diabli wiedzą, czy to Puchacz, czy podświadomość. Z ciągu dalszego wynika, że raczej ta druga. Ale i tak nie twierdziłabym, że to wina bartnika. Po co drwal brał sobie gojkę za żonę, a potem pozwolił jej oszukiwać bogów? Po co żona pilnowała, żeby Saad nie poszedł do świątyni Niedźwiedzia? Tu się cały łańcuszek uzbierał.

Nie mam pojęcia, który komentarz Ci się tak spodobał. Puścisz farbę?

Nie może być czarownica. W moim świecie tylko kobiety mogą zostać kapłankami i tylko mężczyźni czarownikami. Taki podział obowiązków…

Babska logika rządzi!

Nie mam pojęcia, który komentarz Ci się tak spodobał.

Rozumiem, że nikt poza mną nie wpadnie w euforię, ale ten, w którym, uwaga, cytują mnie ;))))))) 

Nie może być czarownica. W moim świecie tylko kobiety mogą zostać kapłankami i tylko mężczyźni czarownikami.

Czyli jak trzecia córka urodzi dziewczynkę, to jest to zwykła czwarta córka? Nie ma żadnych supermocy? Albo mogłaby być pierwszą czarownicą, oczywiście najpotężniejszą w tym świecie ;)

 

Znam tylko pięć liter ;)

A, no tak, nie pomyślałam o tym!

Nie, to nie Pratchett. Nie musi być trzecia córka trzeciej córki. Dziewczynka, która ma po szóstych urodzinach dwie starsze siostry (z jednej matki, przyrodnie ze strony ojca się nie liczą), zostaje wysłana do akademii kapłanek, zwanej też akademią trzecich córek. Nie ma żadnych supermocy, ale zostaje fachowcem w swojej dziedzinie. Nauka trwa do osiągnięcia pełnoletności – dziesięć lat.

Babska logika rządzi!

ten, w którym, uwaga, cytują mnie ;))))))) 

Nieuważnie czytasz ;). To nie pierwszy raz.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Też mi się zdawało, że to cała seria była i już nie pamiętałam, pod jakimi tekstami… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak to cała seria?

Znowu mnie same fajne rzeczy ominęły :(

Znam tylko pięć liter ;)

Więcej czytaj. ;-)

Babska logika rządzi!

Komentarzy? ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Wszystkiego.

Babska logika rządzi!

Szczerze mówiąc myślę, że powinnam raczej czytać mniej. Co z tego, że skończę dziesiąte opowiadanie, skoro potem plączą mi się poprzednie?

 

Znam tylko pięć liter ;)

OK, coś w tym jest. :-)

Babska logika rządzi!

No, a co sobie wyobrażają rodzice, kiedy słyszą przerażony wrzask dzieci? Że pacholęta zrobiły sobie konkurs, kto głośniej krzyknie? ;-)

Wiesz, mój braciszek, dziecięciem będąc, wrzeszczał wniebogłosy na widok pasikoników i ciem :)

 No, a dlaczego nie mogła być łupem wojennym?

Pewnie, że mogła, tylko sposób powiedzenia tego wygląda, jakbyś nie miała miejsca, a musiała powiedzieć. Dlatego pomyślałam, że chciałaś dłuższy tekst.

 niekoniecznie zalani w trupa (mocnych trunków to oni nie mają)

Grecy i Persowie też nie mieli, a narąbani na biedronkę bywali :)

 Marudzisz z opisami.

Ja zawsze marudzę.

 Echo. Krótkie, niepodobne do leśnego

Ale czemu nazywasz je "lekkim"? Czemu nie ciche, ledwo słyszalne i ogólnie tajemnicze?

 Zapowiedź. Takie warunki wyhodowania dobrego czarodzieja.

Ale zapowiedzi są dobre!

 Co jest nie tak z prawami Niedźwiedzia i Puchacza?

Jakoś mi to "nie są wystarczające" nie zabrzmiało. Poza tym – żaden nie ma do panny większych praw, niż drugi, ale do kogoś ona już należała, nie? Do Niedźwiedzia (w końcu to on czuje się okradziony). Mało salomonowy ten orli wyrok.

 Problem zła w politeizmie. No, nie wiem. MY wiemy, że mitologiczni bogowie są wymyśleni. Gdzie był Quetzalcoatl, kiedy imperium Azteków upadało? Ale jeśli w fantasy bogowie istnieją naprawdę, to dlaczego dopuszczają, żeby niewyznający ich barbarzyńcy zrobili krajowi duże kuku?

Częściowo sama to rozwiązałaś – bogowie są kapryśni, kłócą się między sobą, wyznawców traktują przedmiotowo i mają gdzieś ich dobro, byle dostawać ofiary. Ale oprócz tego – bogowie politeistyczni nie są wszechmogący ani wszechwiedzący (Odyn potrzebuje wieszczki, żeby się dowiedzieć o Ragnaroku, chociażby), więc nie zawsze mogą coś poradzić na zło. Ograniczają siebie nawzajem, ale są też prawa, którym podlegają (Ananke etc. – tu już wchodzimy powoli w filozofię jońską, która wyrasta w części z kryzysu politeizmu).

 przecież nic naprawdę złego nie zrobił.

Ale nie chodzi o to, czy zrobił, czy nie – utrata mandatu niebios to pretekst, żeby go obalić. A bogowie są kapryśni (zakładam, że operujesz modelem homeryckim). Mógł zrobić coś zupełnie głupiego, drobiazg – spóźnić się z ofiarą o pół godziny i starczy. Albo ktoś inny mógł nagrzeszyć i bogowie stosują odpowiedzialność zbiorową.

 A jeśli kilku władców pod rząd ma niefarta? Wszyscy nagrzeszyli,

A bogowie greccy to nie karali synów za grzechy ojców? Patrz np. Pelops?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wrzask dzieci. OK, popatrzę, może dopiszę, że chóralny. To powinno wykluczyć niewinne awersje.

Branka. Nie wydaje mi się, że musiałam. Saad się zna na pszczołach, nie na ludziach, a to jego punkt widzenia. I sąsiedzi mogli wcale nie być chętni do opowiadania ze szczegółami, jak to ona trafiła w niewolę.

Ubzdryngolenie. Nie wiem, czy to wystarczająco bogata osada, żeby aż tyle trunku na weselu stawiać.

Tajemnicze echo będzie dobre.

Zapowiedzi. Aha, jak są dobre, to spoko.

Prawa. Dobra, jakoś przebuduję to zdanie. Gdyby wyrok zapadł konkretny, sytuacja nie byłaby aż tak zła, bo któryś by się o cenną dziewczynę zatroszczył.

Bogowie. No, moi też nie są wszechmogący. Puchacz jest bogiem wróżb, więc mógłby sprawdzić, co wyniknie z tej kradzieży, ale tego nie robi. Wystarcza mu świadomość, że panna nagrzeszyła i będzie cenna. Niedźwiedź jest taki rozżalony, że w ogóle nie myśli.

Mimo wszystko zakładam, że trochę muszą się troszczyć o ludzi. Gdyby ich całkiem opuścili, to nie będzie ofiar. Ale jeśli ludzie wiedzą, że był powód tego zaniedbania, i że sami zaczęli, to się tak szybko od nich nie odwrócą.

Mitu o Pelopsie nie kojarzę.

Babska logika rządzi!

Pelops to ten, co podał swoje dzieci na uczcie, bo bogów chciał przetestować?

I jakąś okrutną karę mu dali w Hadesie, ale nie pamiętam, jaką :(.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

I sąsiedzi mogli wcale nie być chętni do opowiadania ze szczegółami, jak to ona trafiła w niewolę.

No, fakt.

Nie wiem, czy to wystarczająco bogata osada, żeby aż tyle trunku na weselu stawiać.

Ale to sen :)

Tajemnicze echo będzie dobre.

O, będzie.

Gdyby ich całkiem opuścili, to nie będzie ofiar. Ale jeśli ludzie wiedzą, że był powód tego zaniedbania, i że sami zaczęli, to się tak szybko od nich nie odwrócą.

Prawda w obu punktach.

Pelops to ten, co podał swoje dzieci na uczcie, bo bogów chciał przetestować?

To Pelops został podany, ale coś mi się w mitach pokićkało, bo miałam na myśli co innego i nie pamiętam teraz, co. Wrr, skleroza.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Staruchu, a jego ojciec to nie był ten, który aż do śmierci kombinował, jak tu się wymigać, i namówił żonę, żeby mu nie urządzała pogrzebu czy tam nie dała obola dla Charona?

 

A czy stan upojenia wścibskich młodzieńców jest taki ważny? No, są wstawieni i lubą podsłuchiwać nowożeńców. Tyle w temacie, mniejsza o szczegóły.

No to już zmieniłam na tajemnicze echo.

Aha, to jednak Pelopsa kojarzę, ale bez imienia. I chłopca bogowie reanimowali, więc to jednak całkiem inna bajka.

Kurczę, faktycznie kapryśni. Podać syna na stół to grzech straszny, ale ofiary z Ifigenii kto się dopominał?

Babska logika rządzi!

Kurcze, jednak skleroza :(. Czyli wiedziałem, że dzwonią, ale to jednak w innym kościele.

 

@Finkla – Jahwe też się dopominał ofiary z Izaaka. W końcu do obu mordów i ofiar nie doszło. Takie teściki na wierność ;)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Zgadza się, to jedna klika i podobne ma zagrania…

Babska logika rządzi!

Jahwe też się dopominał ofiary z Izaaka. W końcu do obu mordów i ofiar nie doszło. Takie teściki na wierność ;)

To trochę bardziej skomplikowane…

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nieźle rozkręcona spirala. Najpierw powoli, ospale, a potem nabiera tempa, na końcu miotając gromami. Do tej pory opowiadania Twojego autorstwa, jakie widziałem, były w nieco innym stylu, raczej lekkie i z humorem. Tutaj to kawał dark fantasy (a przynajmniej zwiastujący dark fantasy). To na plus.

Na “nie wiem jak ocenić” przemawia fakt, że choć tekst broni się jako niezależna całość, to jednak na końcu prawie widać  takie wielkie “ciąg dalszy nastąpi” :-) O ile byłoby to dobre, gdyby pełniło funkcję “ten świat idzie dalej” (sam lubię stosować takie elementy tekstu), to tutaj wygląda jak “to opowiadanie jest prologiem”. Czyli dobry pomysł z furtką na przyszłość, ale można by pokombinować z trochę innym ułożeniem zdań. Niemniej wrażenie to jest na tyle słabe, że na pewno nie przeważa do minusa, raczej właśnie “ziarno niepewności”.

Całość na duży plus, idę dobijać  się do bibliotekarza. // edit: zgłosiłem w złym wątku, a w międzyczasie i tak inni doklikali :-)

 

A, skórzane portki u dzieciaków na wsi? Nie lniane, skoro i tak zaraz wyrośnie?

Tarnino, odpowiem cytatem z “Diuny” – “Nothing about religion is simple” :-)

 

Dziękuję, Wilku. :-)

Cieszę się, że spirala przypadła do gustu. I to skutecznie, tekst już w Bibliotece. :-) Dzięki wszystkim klikaczom!

A bo ja niekiedy próbuję napisać coś poważniejszego. Rzadko, ale czasem się udaje. Ale że aż dark? Tego się nie spodziewałam.

Nie tylko Ty masz wątpliwości co do prologowatości opowiadania. Ja będę się upierać, że to zamknięta opowieść o udawaniu chłopaka. :-)

Ale za tę furtkę jeszcze kiedyś wyjdę. Mam nadzieję.

Portki. Jedno wyrośnie, drugie dostanie. Wyszłam z założenia, że skóra w lesie jest łatwo dostępna, a len by trzeba zasiać (wykarczować ziemię), potem utkać… A portki następne dziecko będzie nosić. Ale nie upieram się przy tej skórze. Jeśli ktoś jest pewien, że len byłby rozsądniejszy, to zmienię.

Babska logika rządzi!

Len – pewności nikt nie będzie mieć, bo to po części kwestia specyfiki świata. Choć bierz jeszcze poprawkę na to, jak różne materiały nadają się do noszenia ich w okreslonych porach roku i w określonych miejscach (inne sa potrzeby w górach lub jesienią, a inne na polach lub latem).

Swoją drogą ciekawe jak się rozkłada postrzeganie tego, o czym są teksty. Ja ten wątek udawania potraktowałem jako taki element świata, który może spowodować pewne zdarzenia, a nie jako główny punkt.

Len to już takie szczegóły, których nie znam, bo nigdy tego nie uprawiałam, ledwo teorię znam.

Region lesisty, dość wysoko, ale to jednak nie góry właściwe. Wczesna wiosna.

Mogą to jeszcze być portki skrojone ze starych tatowych…

No, to takie udawanie, które wprawiło wszystko w ruch. :-)

Babska logika rządzi!

(-:

Babska logika rządzi!

Hm, chyba pierwszy raz, a przynajmniej niezbyt często, zdarza mi się poprawiać Twój tekst, ale tym razem wyłapałem kilka rzeczy.

 

Saad rzu­cił się w kie­run­ku krzy­ku. Nawet nie po­my­ślał, żeby chwy­cić le­żą­cy tuż obok kozik – po­gnał, ści­ska­jąc w ręce roz­po­czę­ty łapeć.

Tym razem skoń­czy­ło się na stra­chu i krzy­ku – pod dzie­się­cio­let­nim chło­pa­kiem drwa­la Ha­fa­za pękła spróch­nia­ła gałąź. Na szczę­ście dzie­ciak są­sia­dów nie spadł,

 

Mam mieszane uczucia gdy coś dzieje się w kierunku czegoś, do czegoś, od czegoś, a tego czegoś nie ma. Jest nienamacalne, niematerialne.

Czy krzyk to powtórzenie? Pewnie nie.

W tak małej osadzie wiadomo, że dzieciak sąsiada. Pominąłbym tą informację.

 

– Nabi, owiń się i idź do chaty. Zaraz ci po­sma­ru­ję ska­le­cze­nia ma­ścią i za­ła­tam por­t­ki.

 

Czy ceruje się majtki obcym dzieciom na wsi? Wiem, wszyscy się znają, ale aż tak?

 

Prze­cież to trze­cia córka Abany i Ha­fa­za!

 

Dziesięć lat trzymała Hara tajemnicę i teraz wszystko z detalami wyjaśnia. Wiem, tajemnica nie jest już tajemnicą, ale jak trzymało się ją dziesięć lat, to czy opowiada się o niej tak od razu, dokładnie i bez hamulców? Raczej nie.

 

Myśl o oszu­ki­wa­niu bogów nie da­wa­ła Sa­ado­wi spo­ko­ju. Nie za­mie­rzał uczest­ni­czyć w tym be­ze­ceń­stwie.

 

Uda­ją­ca chłop­ca dziew­czyn­ka pod­ro­sła na tyle, aby pójść na po­lo­wa­nie.

 

Spory przeskok myślowy.

 

Wkrót­ce Nabi po­wie­si­ła się na sta­rej to­po­li, na pół­noc od Je­ży­no­wej Po­la­ny.

Saad obu­dził się z gar­dłem ści­śnię­tym, jakby to jego dła­wił rze­mień.

 

Już wiem dlaczego, ale z tekstu to dobrze nie wynika. Czy nie śnimy w czasie rzeczywistym?

 

Nie­ste­ty, Hara zda­wa­ła się do­sko­na­le wie­dzieć, co cho­dzi mę­żo­wi po gło­wie. Je­ży­no­wa Po­la­na była zbyt małą osadą – li­czy­ła le­d­wie kil­ka­na­ście ro­dzin – by mieć na­dzie­je na wła­sną ka­płan­kę i coś wię­cej niż świę­te drze­wo. Ile­kroć Saad pró­bo­wał choć­by po­sta­wić stopę na któ­rejś ze ście­żek wio­dą­cych na pół­noc­ny za­chód, w stro­nę Al­bu­ti­na – tam znaj­do­wa­ła się naj­bliż­sza świą­ty­nia, wznie­sio­na z drew­na na chwa­łę Mo­car­ne­go Niedź­wie­dzia – na­po­ty­kał mał­żon­kę marsz­czą­cą brwi i py­ta­ją­cą, dokąd to się wy­bie­ra… Za każ­dym razem kładł uszy po sobie i za­wra­cał, z iry­ta­cją sku­biąc wąsy. Pierw­sza Dwu­nast­ka była po­tęż­na, ale i Hara po­tra­fi­ła uprzy­krzyć życie.

 

Na­stęp­nej nocy Saada na­wie­dził jesz­cze gor­szy kosz­mar.

 

To znaczy łaził w ciągu jednego dnia kilka razy? Czy miałaś na myśli kilka dni, ale następna noc jest tu małą wpadką?

 

– Ta spra­wa wy­ma­ga wróż­by. Pój­dziesz ze mną.

 

A dlaczego wymaga?

 

– Zo­stań tutaj – usły­szał.

 

To po co miał iść, jak zaraz po tym musiał zostać?

 

– Nic nie mów – roz­ka­za­ła. – Wyjdź­my na ze­wnątrz.

 

Nie, żebym się czepiał, ale czy sensownie kapłanka go tam ciągnęła? W końcu po ciemku i tak nic nie widział, a pójść dalej nie mógł i mówić też nic nie mógł.

 

Od Boskiej Wyspy to jest już info dump z jedną linijką dialogu.

 

Będę szczery. Widać, że tym razem pisałaś na szybko. Tekst normalnie nie Finklowy. To aż do Ciebie nie podobne. Dziury ma, jakieś nieścisłości. Znaczy po łepkach i znaczy średnio mi się podobało. Właśnie przez powyższe. Poza tym, za dużo informacji, jak na krótki tekst. To, że z Twojego świata jest okey, ale na samodzielne opowiadanie zbyt wiele nazw własnych i światotwórczych zdarzeń.

 

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Darconie. :-)

OK, pozbędę się jednego krzyku i sąsiada. Z nienamacalnością kierunku działania marudzisz, IMO. Bo to raz zdarza się, że straż pożarna jedzie w kierunku wybuchu, a policjant – wystrzałów?

Cerowanie gaci obcym dzieciom. Zasadniczo pewnie się tego nie praktykuje. Ale jeśli wiadomo, że sprawa jest poważna (im mniej osób zobaczy, tym lepiej), a matki dziecka chwilowo nie ma w domu, bo poszła zanieść drwalowi obiad? Jeśli chce się przesłać komunikat “Nie bój się, jestem po twojej stronie, nie zdradzę cię”? Wydaje mi się, że im mniejsza miejscowość, tym lepiej ludzie się znają i bardziej są skłonni do pomagania sobie nawzajem. Dzisiaj ja tobie, jutro ty mnie. Albo poczęstujesz mnie marchewką ze swojego ogródka, kiedy moją zeżrą robaki. A tu raptem kilkanaście chałup.

A skąd pomysł, że Hara znała wcześniej tajemnicę? Zobaczyła dziewuchę z gołym tyłkiem i zrozumiała przyczyny przebrania. Saad nie skumał, bo nie interesował się dzieciakami sąsiadów.

Już wiem dlaczego, ale z tekstu to dobrze nie wynika. Czy nie śnimy w czasie rzeczywistym?

To był malutki twiścik z serii “a potem okazało się, że to tylko sen”. Nie chciałam tego zdradzać od razu. Tak, śnimy w czasie rzeczywistym. Saadowi przyśniła się podrośnięta dziewczyna.

Tak, próbował pójść do Albutina kilka razy (ono jest niedaleko – godzina czy dwie drogi) w ciągu jednego dnia, ale żona go pilnowała i za każdym razem zawracała. Gdybym to rozciągnęła na kilka dni, to uważam, że bartnik by nie poszedł do kapłanki. Jeśli nie leci się z donosem od razu, to później emocje opadają, człowiek się przyzwyczaja. IMO.

Dlaczego sprawa wymaga wróżby. Kapłanki Puchacza chętnie wróżą, ale to nie ma znaczenia dla tej opowieści.

Zachowanie kapłanki. Wiedziała z doświadczenia, że zwykły człowiek zostawiony sam w ciemnościach może się dziwnie zachowywać. Niektórzy próbują sami trafić do wyjścia i lezą, gdzie nie trzeba. Potem trzeba ich szukać. O zgrozo! – ze światłem. Lepiej prowadzić petenta za rączkę i nie zostawiać samego na zbyt długo. Wróżbiarstwo to mało konkretna sztuka. Niektórym kapłankom pomaga, gdy klient jest obecny. Wróżba lepiej się krystalizuje w jego pobliżu.

Pozwolę sobie nie zgodzić się, że od środka już tylko infodump. :-) Wydarzenia, jak zachodziły. Wykrycie przebrania => donos do niewłaściwego boga => kłótnia bogów => jej skutki dla ludzi.

Chyba nie pisałam aż tak szybko – na samą końcówkę miałam kilka dni, więc to nie pośpiech.

Informacji niby za dużo, ale dopytujesz się o kolejne (o kapłankę, o Harę). Zdecyduj się. :-)

Babska logika rządzi!

Tarnino, odpowiem cytatem z “Diuny” – “Nothing about religion is simple” :-)

Nope.

Cerowanie gaci obcym dzieciom. (…) Jeśli chce się przesłać komunikat “Nie bój się, jestem po twojej stronie, nie zdradzę cię”?

Dlaczego nie?

Dlaczego sprawa wymaga wróżby. Kapłanki Puchacza chętnie wróżą, ale to nie ma znaczenia dla tej opowieści.

Chyba jednak ma – w końcu gdyby nie wróżba, bogowie niczego by się nie dowiedzieli, nie?

na samą końcówkę miałam kilka dni, więc to nie pośpiech.

Hmm, zależy, dla kogo :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wystrzały i krzyk ok, przechodzą. Z cerowaniem gaci przesadzasz, nawet Reymont w Chłopach nie cerował. ;)

A skąd pomysł, że Hara znała wcześniej tajemnicę?

Bo kompletnie nie była zdziwiona, dałbym dwa słowa.

Tak, próbował pójść do Albutina kilka razy (ono jest niedaleko – godzina czy dwie drogi) w ciągu jednego dnia,

Tu też dodałbym dwa słowa.

Wróżbiarstwo to mało konkretna sztuka. Niektórym kapłankom pomaga, gdy klient jest obecny. Wróżba lepiej się krystalizuje w jego pobliżu.

Dobra, już dobra. Widzę, że rozmawiam z ekspertką. :)

Pozwolę sobie nie zgodzić się, że od środka już tylko infodump. :-)

Ja też. :) Od Boskiej Wyspy. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tarnino, ale z czym się nie zgadzasz? “Ależ nie, są proste elementy” czy “Ależ nie, nic nie jest proste”?

Pytania “dlaczego nie” też nie kumam. Ono do mnie czy do Darcona?

Wróżba być może buduje suspens (uuu, źle będzie, wyszły kolory bogów wojny i śmierci), nie wiem, słabo w to umiem. Puchacz jej nie potrzebuje – słyszy, co dzieje się w jego świątyni.

Czas jest względny, od czasów Alberta E. wiadomo. ;-)

 

Darconie, Reymont nie miał u siebie takiej sytuacji, że poprute gacie grożą dzieciakowi wygnaniem z wioski albo nawet śmiercią (dla co bardziej bogobojnych to naprawdę jest poważna obraza boska). Może dziewczynka po drodze do własnej chałupy musiałaby minąć trzy inne? Hara zadecydowała, że ryzyko jest za duże i wolała sama załatać. Przy gromadce dzieciaków jest przyzwyczajona, to dla niej żaden wielki wysiłek.

Napisałam, że zrozumiała sytuację od jednego rzutu oka. Może i była zdziwiona, ale mój POV nie zwrócił na to uwagi, był zajęty zbieraniem własnej szczęki.

No dobra, dopiszę coś, że podchody Saada trwały jeden dzień.

A pewnie, jestem ekspertką od własnego świata. Póki co, nikt nie zna go lepiej. ;-)

Babska logika rządzi!

ale z czym się nie zgadzasz?

No, wiesz. Jeden rabin powie tak, a inny powie nie ;)

Pytania “dlaczego nie” też nie kumam. Ono do mnie czy do Darcona?

Do Darcona, i retoryczne tak w ogóle.

Puchacz jej nie potrzebuje – słyszy, co dzieje się w jego świątyni.

No, tak, prawda. Napisałaś o tym, coś mi się pomyliło.

Czas jest względny, od czasów Alberta E. wiadomo. ;-)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

No to chyba wszystko sobie wyjaśniłyśmy. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja jestem prosty wieśniak, na dwie baby nie mam rady. :]

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Podoba mi się Twoje podejście. ;-)

Babska logika rządzi!

 Przeczytałem, podobało się :) To było moje pierwsze zetknięcie z tym światem, ale nie odczułem z tego powodu jakiegoś specjalnego dyskomfortu. Wydaje mi się, że wszystko co potrzebne do odbioru tekstu (o ile dobrze odebrałem ;) ) zostało w nim zawarte. 

Trochę nie zrozumiałem tylko czemu Saad następnego dnia udał się do świątyni Puchacza. Żona przecież spała, mógł spokojnie pójść do Niedźwiedzia, którego jak rozumiem był wyznawcą. Sama świątynia Mocarnego była też bliżej, więc przy odrobinie szczęścia mógł wrócić szybciej i uniknąć fakapu od żony. Bo po powrocie od Puchacza opieprz z pewnością zgarnął ;) Domyślam się, że miało to związek z drugim snem, ale jaki to związek? Tego już nie wyłapałem. 

Nie przeszkodziło mi to jednak specjalnie w lekturze. Poszedł gdzie poszedł, jego religia, jego sprawa ;) A zakończenie mi osobiście bardzo się podoba. Jasne, widać że będzie jakiś CDN, ale ta zapowiedź złego czarnoksiężnika ma w sobie to coś. Jak koniec odcinka w dobrym serialu. Z jednej strony fajnie kończy odcinek, z drugiej zostawia widza z myślą “co będzie dalej”. 

Świetny tekst :)

Dziękuję, Leniwcze. :-)

Cieszę się, że przypadło do gustu. :-)

Czuwający Puchacz jest bogiem snów (oraz nocy i wróżb), więc Saad uważał, że to od niego dostaje prorocze sny. A może i jakoś podświadomie unikał dróg “spalonych” wczoraj przez żonę. Kto go tam wie… ;-)

Ciekawe, że opko bardziej przemawia do tych, dla których to pierwszy kontakt ze światem.

Babska logika rządzi!

Tekst, jak to u Ciebie, dobry. Poniżej pewnego poziomu nie schodzisz, więc można w ciemno czytać :)

Samo opowiadanie, głównie przez epilog, pachnie bardziej jak wstęp. Reszta akcji jest w miarę dobrze rozłożona, bogowie na tyle dla mnie jaśni, że idzie się w nich połapać.

Sama historia ciekawa, podobnie jak i przedstawiony problem. Dla mnie czytało się to jak spójną historię, idącą ku zamkniętemu zakończeniu. Jedynie epilog to psuje – napisałaś dalsze losy dziewczyny suchymi informacjami, ale po podaniu ostatnich urywasz w sposób, który ewidentnie pachnie “ciąg dalszy nastąpi”. Być może tak nawet jest ;)

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków, z otwartym zakończeniem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereManie. :-)

No, na poziomie zdania sobie radzę z literkami.

Czyli powiadasz, że warto byłoby rozpisać końcówkę? Hmmm, nie potrafię dobrze pisać o syfiastych rzeczach. Jak ostatnio opisałam scenę gwałtu, to portalowa społeczność orzekła, że to był lekki tekst. Może nawet humorystyczny. :-/ Skróty są bezpieczniejsze.

Jeśli ciąg dalszy nastąpi, to już raczej w formie powieści, więc trzeba się uzbroić w mnóstwo cierpliwości. ;-)

Babska logika rządzi!

Szata w kolorze niezapominajek. Ładnie w niej wyglądała.

Czy to się łapie pod paragraf: co jest podmiotem w drugim zdaniu i czemu szata? W czym ta szata ładnie wyglądała?

Znając życie, coś mi zaraz oczy zamydlisz, że wszystko się zgadza. ;)

 

Przejrzałem komentarze i widziałem marudzenie, że postaci dużo a tekst krótki, że bardziej prolog itp.

Mi to zagrało. A raczej: dobrze się stało. Dobrze się stało, że napisałaś taką przyjemną historyjkę. Bogowie bardzo mi się podobają. Saad dobrze kombinował, choć trochę konfident, no ale dlatego, że bogobojny.

Jasne, że historia czarnoksiężnika, który ma się narodzić w wyniku tych wydarzeń też byłaby na pewno ciekawa, ale ja traktuje to jako dwie osobne historie. Spodobała mi się ta seria nieszczęśliwych zdarzeń. Ładnie zawiązałaś intrygę. Wszystko było na swoim miejscu i obietnica zupełnie innej historii na końcu. Super.

Warsztatu nie komentuję już. Trzymasz poziom i czyta się z przyjemnością. Dobrze się stało. ;)

Dziękuję, Ac. :-)

Nie zamierzam mydlić, ten podmiot jest do poprawy. :-)

Cieszę się, że historyjka przyjemna.

No właśnie chciałam, żeby Saad miał dylemat bez prostego rozwiązania. Donosić z bogobojności (albo strachu przed nieszczęściem, jakie to może ściągnąć na osadę) czy nie z przyjaźni do sąsiada (albo niechęci do kłótni z żoną)?

Babska logika rządzi!

No właśnie chciałam, żeby Saad miał dylemat bez prostego rozwiązania. Donosić z bogobojności (albo strachu przed nieszczęściem, jakie to może ściągnąć na osadę) czy nie z przyjaźni do sąsiada (albo niechęci do kłótni z żoną)?

No to jak najbardziej wyszło. :)

I cieszy mię to. :-)

Babska logika rządzi!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dzięki, Tarnino. [sprawdza kalendarz, bo może zapomniała o własnych imieninach albo coś…] :-)

A co to właściwie za ziółko? Macierzanka?

Babska logika rządzi!

Mięta! (Mentha spicata :D)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ktoś tu czuje miętę? ;-) Po zapachu pewnie bym rozpoznała…

Babska logika rządzi!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

:-)

Babska logika rządzi!

Podobała mi się ta eskalacja, że zaczyna się od przedstawienia problemu pojedynczej rodziny a kończy na wojnie bogów. Ciekawie wyszła ta nowa mitologia. Trochę mnie wybiła z pantałyku ta wzmianka o Petrelu, bogu porywistego wiatru. Jak rozumiem, ten koleś to jest jakiś inny rodzaj bytu od tej dwunastki zwierzaków? Chodzi mi o to, że w całym tekście pojawiają odwołania do tej dwunastki, a tylko w jednym miejscu (chyba, że coś mi umknęło) wspominasz o jakimś bóstwie niższym (chyba) w hierarchii. I wyszło to jak dla mnie zbyt nagle, zabrakło jakiegoś wcześniejszego zasygnalizowania, że w panteonie jest coś więcej poza tymi potężnymi zwierzakami.

Ale, jak dla mnie, tekst jako samodzielna całość broni się nieźle.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję, Szyszkowy. :-)

Miło mi, że się spodobało. Od dawna chciałam napisać jakiś tekst z efektem domina.

Petrel. To prawda, wcześniej o tym nie wspominałam (chociaż chyba coś było w jednym tekście), ale są również bogowie niżsi. Skoro jest Pierwsza/ Najstarsza Dwunastka, to znaczy, że nie są jedyni, prawda? Na dobrą sprawę każde zwierzątko jest jakimś bogiem. Pszczoła – pracowitości, motyl – malarstwa, słowik – śpiewu… Ale genealogia i przygody tego drobiazgu są w powijakach. A i świątyń prawie nie mają. Słabi bogowie, nie wpływają na najważniejsze rzeczy, to i nie było okazji, żeby o nich wspominać.

To podział analogiczny do tego w mitologii greckiej: jest dwunastu olimpijczyków i całe mnóstwo Panów, Okeanosów, muz, lokalnych bóstw rzeczek i pagórków, tytanów czy wręcz herosów…

Babska logika rządzi!

No tak, ta “Pierwsza/Najstarsza” może sygnalizować, że jest coś więcej. :)

To Petrel też jest jakimś zwierzątkiem?

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Tak, petrel to ptak z rodziny – nomen omen – burzykowatych. Morski. W dzieciństwie czytałam, że kiedyś uważano, iż te ptaki uwielbiają latać podczas wichury. :-)

Babska logika rządzi!

Sprytne. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

W końcu jestem Finkla. Ta od tekstów przemyślanych, ale nie porywających.

Babska logika rządzi!

 

Nie miałem żadnych problemów ze zrozumieniem kto jest kto, połapaniu się w bogach itp. Być może dlatego, że już coś z tego uniwersum czytałem, a być może dlatego, że bogowie skonstruowani są w bardzo logiczny sposób – Niedźwiedź jest od lasów, Puchacz od nocy, Wilk od wojny, Orzeł od słońca i przy okazji to szef wszystkich itd.

Sama opowieść jednak jakoś mnie nie porwała. Zgadzam się z niektórymi przedpiścami, że wygląda ona bardziej na prolog do czegoś większego. Czytało się dobrze, tutaj nie można nic zarzucić, tylko jakoś mało się działo. Po przeczytaniu ostatniego zdania chciałoby się zapytać “i co dalej?”

Opowiadanie jest też chyba podzielone na dwie linie fabularne. Jedna to historia Saada, druga to historia wojen bogów. Miałem wrażenie, jak gdyby jedna i druga urywały się w pewnym momencie. W obu rozbudzasz apetyt, ale go nie zaspokajasz. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję, El Lobo. :-)

Dobrze, że przynajmniej dało się połapać, kto jest kim.

Nie da się ukryć, że coś z prologu w tej opowieści jest. Jednak będę się upierać, że historię przebrania i Jeżynowej Polany zamknęłam.

Linie ludzi i bogów są mocno powiązane – jedna wpływa na drugą. :-)

Babska logika rządzi!

Droga Finklo, 

Lektura “Źle się stało” przypominała mi przejażdżkę na rollercoasterze – w gruncie rzeczy bardzo fajna zabawa, ale dość chaotyczna, by nie połapać się, co się z czym je. Dla pewności zafundowałam sobie drugą przejażdżkę, żeby sobie rozjaśnić w głowie. Być może jest to winą faktu, że nie znam innych tekstów z Twojego uniwersum. Jak już podkreślano wyżej, trochę tam za dużo było bogów, Obdarzonych Epitetem Zwierząt i nazw własnych na metr kwadratowy, niemniej nie czepiam się absolutnie – widocznie taka była konwencja. Nie jestem zwolennikiem oszczędzania czytelnika i pokazywania mu faktem, co jest czym, a w Twoim opowiadaniu połapać się jak najbardziej da – trzeba je tylko przeczytać uważnie.

Podoba mi się rozmach i szczegółowość wykreowanego świata, choć bardziej “czuję”, że takim właśnie dysponujesz – w tak krótkim tekście nie miałaś za bardzo miejsca, by rozwinąć światotwórcze skrzydła. Podoba mi się także Twój język. 

Jak już zauważono wyżej, bogowie temperamentem bardzo przypominają greckich oszołomów (bogów i bohaterów mitycznych), którzy są zdolni z powodu jednej tylko kobiety postawić świat na głowie i rozpętać wojnę (por. Troja). Przyznam, że niespecjalnie ten rodzaj “boskości” lubię – w końcu to bogowie odpowiedzialni za losy wszystkiego, co żyje, a nie banda trochę-lepszych-ludzi z atomowym guzikiem i nadpobudliwością. Niemniej absolutnie nie jest to zarzut, dzielę się jedynie preferencjami. :) Swego czasu ogrom ludzi lubił takich właśnie bogów.

Bardzo ładnie, gorzko spuentowane. Zapada w pamięć.

Gratuluję i życzę powodzenia w konkursie. :) 

 

Dziękuję, Wiktorze. :-)

Hmmm. Trasa rollercoastera jest prosta – żadnych zakrętów, na których dałoby się zgubić. ;-)

Tych Nazw Własnych jednak potrzebowałam – taka jest moja wersja, proszę wysokiego sądu. Potrzebowałam malutkiej wioski i większego miasta z różnymi świątyniami. I lesistej prowincji pod opieką Niedźwiedzia.

Dobrze, że koniec końców dało się połapać.

Zgadza się – tutaj nie ma wielu szczegółów mojego świata. Wszystkich i tak jeszcze nie pokazałam. To tylko uwertura do kryzysu w imperium.

I gdyby bogowie odpowiedzialnie wypełniali swoje obowiązki, do tego by nie doszło. A chyba rzadko kto chce czytać o sprawiedliwym władcy, rządzącym spokojnie przez długie lata, nie wojującym zbytnio z sąsiadami, inwestującym w spichlerze, biblioteki i rozwój sztuki… Acz nie powiem, mieszka się w takim kraju całkiem przyjemnie.

Nie wiem, czy ludzie lubili bogów agresywnych jak banda nastolatków po imprezie, ale pewnie jakoś musieli sobie wytłumaczyć ten upadek Troi. W końcu nie po to ją Apollo budował, żeby pozwolić bandzie herosów wszystko popsuć.

Babska logika rządzi!

Hej… a gdzie jest Nagroda Wojownika? :-|

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

W “Fantazmatach”. :-)

Ale za jakiś czas przywrócę.

Babska logika rządzi!

Finkla, przeczytałam zaraz po opublikowaniu, tylko jakoś miałam problem z komentowaniem. Jak zwykle u Ciebie, bardzo dobrze mi się czytało. Fajnie bawisz się mitologią i umiejętnie łączysz Bogów ze zwierzętami. Tekst oparty na ciekawym pomyśle, zakończenie też na plus. Powodzenia w konkursie :)

Dzięki, Katiu. :-)

Cieszę się, że problem z komentowaniem minął.

Bo mitologia jest ciekawa. A łączenie bóstw ze zwierzątkami nie ja zaczęłam – totemizm, Apis i inne takie. ;-)

Babska logika rządzi!

Mnie też się podobało. Rozumiem, że to inne uniwersum niż w “Czerwonych butach”?

Dziękuję, Wojtasie. :-)

Miło mi. :-)

Tak, inne – tu jest starożytność z politeizmem, tam było standardowe quasiśredniowieczne fantasy z delikatnymi sugestiami Anglii.

Babska logika rządzi!

I would prefer not to.

Zobaczyłam! ;-)

Babska logika rządzi!

Myślałam, że to jeden z tych tekstów, którym zaszkodził limit – ale potem spojrzałam na licznik i wyszło na to, że nie.

Nie jestem pewna, czy skórzane portki rozdarłyby się tak łatwo ;>

 

Jest to fajny kawałek wprowadzający do mitologii uniwersum, ale z drugiej strony – widać, że chcesz nim objaśnić jakiś aspekt tego świata, przez co mniej się to czyta jako samodzielne opowiadanie.

Nie wiem, może to wina wstępu/mojej świadomości? Bo nie czytałam wszystkich tych opowiadań, a ogarnęłam co się dzieje.

 

I, o ile pierwsze ¾ fajnie, to potem ta nagła eskalacja konfliktu wyglądała, jakby zabrakło znaków i trzeba było się spieszyć z dopowiedzeniem historii przez streszczenie dalszego ciągu konfliktu.

 

No i trochę kicha, że można czcić jednego boga a dostać wciry od innego za nic ;P

I would prefer not to.

Dziękuję, Jurorko Wybranietz. :-)

Nie, limit mi bardzo nie dokuczał. Raczej nieumiejętność/ niechęć do opisywania walki i ludzkich flaków walających się po podłożu.

Skórzane portki. Pewnie zależy, jak cienka skóra, czy mocno znoszone, jakiej jakości szwy, jak mocno dziewczyna ściskała pień nogami, o ile sęczków zahaczyła…

Wydaje mi się, że wyjaśniałam tylko te aspekty świata, które były potrzebne w tekście. Prędzej zgodziłabym się z zarzutem, że wszystko próbuję wytłumaczyć i umotywować. Tajemnice są po to, żeby je wyjaśniać, a nie zostawiać Czytelnikom do odgadnięcia. ;-)

Trochę kicha. Parys nieźle się na tym czczeniu jednej bogini przejechał. I jeszcze tłum ludzi za sobą pociągnął. Może na tym polega przewaga monoteizmu. ;-)

Babska logika rządzi!

Tajemnice są po to, żeby je wyjaśniać, a nie zostawiać Czytelnikom do odgadnięcia

[W tle fani Lyncha, Gaimana i Von Triera załamują ręce]

;)

 

Hmmm. “Amerykańscy bogowie” nawet mi się podobali. Tam zostaje tyle niewiadomych do odgadnięcia?

Babska logika rządzi!

→ Sandman.

To jakiś komiks jest, nie znam.

Babska logika rządzi!

Komiks, ale poważny, dobry, solidny, dla dojrzałego odbiorcy. W zasadzie klasyka.

Z klasyki komiksów to ja kojarzę “Tytusa, Romka i A’Tomka”. Potem jeszcze mignęli mi “Asterix i Obelix” oraz “Kajko i Kokosz”. Zasadniczo wolę większą koncentrację literek.

Babska logika rządzi!

O Pani, ja znów okażę się odbiegać od reszty, ale zawsze twierdziłem, że Kajkosze górują nad Tytusami :P Ale Sandmana serio warto polecić. Śmiem twierdzić, ze to główne dzieło Gaimana.

Hmmm. Chyba jednak więcej pamiętam z Tytusów…

Ale teraz już czuję się wyrośnięta z komiksów. Za leniwa jestem, żeby tak ciągle kartki przewracać. Komiksy są dobre, żeby uczyć dziecko czytać – takie same literki, jakie ono stawia, podpisując rysunek albo laurkę. :-)

Babska logika rządzi!

Wyrośnięcie z komiksów jest jak wyrośnięcie z książek. Przecież to nośnik. Scenariusze bywają różne. Tytusy są raczej dla młodszych. Kajko i Kokosz mają humor bardziej uniwersalny wiekowo, w dodatku oprócz głównej warstwy (tej dla wszystkich grup wiekowych) jest tam trochę zabawy z cenzorami, tak zaszytej, że nie przeszkadza to w odbiorze osobom, które tego nie zauważą. Sandmany są dla dojrzałego od biorcy, zdecydowanie jest tam sporo rzeczy niekoniecznie dla młodszych. Zamykanie całego medium w szufladzie wiekowej jest trochę na wyrost.

 

Wilku, obawiam się, że mnie nie nawrócisz na obrazki. Ani ruchome mnie nie kręcą, ani stabilne. Jeśli już, to te większe i liczące sobie setki lat.

Babska logika rządzi!

Nie, limit mi bardzo nie dokuczał. Raczej nieumiejętność/ niechęć do opisywania walki i ludzkich flaków walających się po podłożu.

 

No i to widać w kompozycji – dużo o konflikcie z żoną, dokładny opis świątyni a potem gwałty i posoka załatwione w dwóch zdaniach. Dlatego mi zgrzytało.

 

Tajemnice są po to, żeby je wyjaśniać, a nie zostawiać Czytelnikom do odgadnięcia. ;-)

E, nie ;P

 

I would prefer not to.

Alez nie zamierzam “nawracać”. Raczej wskazać, że “to medium mnie to nie kręci” nie oznacza “to na pewno tylko dla dzieci”. Ja przykładowo do Beethovena nie dam się przekonać, ale uznaję to, że jego utwory są wartościowe :-)

Wybranietz, czyli jednak czasami trzeba babrać się w płynach ustrojowych? Ech, wszędzie bandy krwiożerczych zombiaków. W moim świecie gwałt i flaki wyglądają całkiem tak samo, jak w realu. Ale świątynie – inaczej. Co ja się będę rozpisywać, włącz sobie telewizor…

A nie możemy się umówić, że układ martwych ciał i luźno leżących kończyn na Jeżynowej Polanie to jest ta tajemnica do odgadnięcia? ;-)

Wilku, dobrze, uznajmy, że według mnie “Sandman” też jest wyjątkowym i wartościowym komiksem. Chociaż ja potraktuję go, jak wszystkie pozostałe…

Babska logika rządzi!

wiesz, w czymś dłuższym to nie byłby problem.

tutaj miałam wrażenie, że końcówka jest urwana, więc postanowiłam to zasygnalizować ^^

I would prefer not to.

Nie no, trochę racji masz. Pewnie mogłam opisać, że kiedy barbarzyńcy gwałcili dziewczynkę, czuła smród bijący z rozciętego brzucha młodszego brata, ledwie pięcioletniego… Tylko ja cholernie nie lubię takich paskudnych opisów! Ani tworzyć, ani czytać.

Babska logika rządzi!

Finklo, ja nie chcę zmuszać do przyznania czegokolwiek, tylko mówię, że wkładanie całego medium do jednej szuflady jest nieco na wyrost ;-) a że się na coś  nie ma ochoty, to już każdego indywidualne prawo :-)

Kiedyś z tej szuflady korzystałam. A potem doszłam do wniosku, że nie chce mi się do niej schylać. Kręgosłup już nie ten… ;-) Bardziej atrakcyjne rzeczy leżą w wyższych.

Babska logika rządzi!

Koniec z czczym pohukiwaniem ;) Troszkę konkretów.

 

Dobrze mi się czytało, bo to dobrze napisane opowiadanie – to na pewno. Miałaś trochę fuksa, że masz wśród bóstw tego Puchacza – ale to taki miecz obosieczny się okazał. Bo z jednej strony bardzo sowio, a z drugiej – takie podciągnięcie uniwersum pod konkurs. Nie zrozum mnie źle – nie ma w tym nic złego, ba, fajnie się złożyło. Ale efekt jest przede wszystkim taki, jaki już wytykano – historia, która zasługuje na znacznie bardziej rozbudowaną fabułę została wepchnięta w dość ciasny limit konkursu. Historia sama w sobie jest niezła, świat ogólnie wykreowałaś ciekawy i kiedyś wreszcie muszę sięgnąć po te starsze rzeczy, ale jak czytałam, to mimo wszechobecności Bubo bubo mało czułam sowiość

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Jurorko Drakaino. :-)

No, składać literki w poprawne słowa i jako tako zgrabne zdania to ja umiem. Fajnie, że niekiedy sprawia to przyjemność innym.

Fuks jak fuks. Już nie pamiętam, czym się kierowałam, kompletując Najstarszą Dwunastkę, ale widać uznałam, że bóstwo nocy jest potrzebne i ważne. A jak noc, to przy okazji sny. A jak sny, to i wieszczenie… A jakie zwierzę najsilniej kojarzy się z nocą? No, albo sowa, albo nietoperz…

Nie wydaje mi się, że podciągałam uniwersum pod konkurs. Ono już jest za duże na taką gimnastykę. Tylko wzięłam najlepiej pasujący kawałek Imperium (tam jest dwanaście prowincji, mam z czego wybierać ;-) ).

I zamierzam iść w zaparte, że historię udawania chłopca w celu wymigania się od branki opowiedziałam do końca. :-)

Do starszych kawałków oczywiście zapraszam. :-)

Mało sowiości w puchaczu? Pewnie masz rację. To bóg, więc nie może skarżyć się na takie pierdoły, jak wczesne wstawanie, kiedy zajdzie potrzeba. Na myszy też nie musi polować.

Czyżby Tobie też bardzo podobała się ta łacińska nazwa?

Babska logika rządzi!

Puchacz jest oczywiście kwintesencją sowiości, ale tu jakby ta archetypowość tak się narzuca, że nawet nie trzeba jej ogrywać – o coś takiego mi chodziło :)

 

A nazwa łacińska, oczywiście, że jest cudowna :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Znaczy, Puchacz stanowił przeszarżowanie? Bywa i tak…

Prawda? :-)

Babska logika rządzi!

Kojarzę świat bogów z innego Twojego opowiadania, ale jego znajomość absolutnie nie jest konieczna do zrozumienia tego. Zaczynając od początku, zupełnie nie zrozumiałam "dramatu" Saada, gdy miał wizję, że jego córka ożeniła się z kobietą. To szło w fajną stronę! :P Od tego momentu kibicowałam żonie Saada w tym, by trzymała chłopa krótko i nie dała mu się wygadać ;) no ale zarówno tytuł jak i wstęp sugerowały, że będzie inaczej.

Ciekawie podeszłaś do tematu, szkoda, że nie przemyciłaś gdzieś jeszcze boga-skowronka. Bardziej by mi pasował zarówno do bartnika jak i tematu konkursu. Podoba mi się też ukryte przesłanie tekstu ("słuchaj swojej żony, bo marnie skończysz";)). To, co podobało mi się mniej, to dużo postaci zawartych w krótkim tekście i lekki chaos (chwilę trwało, zanim się połapałam kto jest czyją żoną/córką/synem). Do tego odnosiłam wrażenie, że Puchacz jest tylko jedną z postaci tej mitologii a nie tematem przewodnim opowiadania. Wątek bogów wyrzynających nawzajem wyznawców, niczym jakieś dwunastoosobowe szachy w pewnym momencie wydał mi się nieco groteskowy.

PS. Czy bezoar występuje u drobiu?

Dziękuję, Jurorko Bello. :-)

Cieszę się, że coś pamiętasz z innych tekstów. Starałam się, żeby ich znajomość nie była wymagana. Samodzielne opowiadanie, to samodzielne.

Czy niezrozumienie dramatu Saada to żarcik? Wiem, jakie lubisz pisać teksty, ale widać bartnik wolał doczekać się wnuków. No i jeśli płeć małżonka poznaje się dopiero po ślubie i okazuje się ona niezgodna z oczekiwaniami, to chyba jednak skucha…

Bóg Skowronek. Zastanawiałam się nad tym, ale nie mam dla niego dobrej działki. Na boga od śpiewu lepiej nadaje się słowik. Patron pieśni biesiadnych to chyba jednak kiepska fucha. ;-) I byłaby niezrozumiała w epoce. Uchwyciłam się więc tego, że w regulaminie stało “i/lub”. Hmmm, może nadałby się na boga oraczy? Ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy.

Morał. Z jednej strony tak, warto słuchać żony. Ale nie tylko – nie chciałam obarczać całą winą jednej osoby, starałam się rozciągnąć łańcuch grzechów. Gdyby żona nie przeszkadzała Saadowi w pójściu z donosem do Niedźwiedzia, to wszystko skończyłoby się dobrze. Więc równie uprawnione byłoby przesłanie “nie narzucaj swojej woli mężowi”. ;-)

Chaos postaci. No, to musiało być przebrane dziecko i musiało mieszkać u sąsiadów. O własnym przecież by wiedział takie rzeczy. Starałam się to wyjaśnić, ale widać poległam.

Tak, Puchacz jest jednym z dwunastu głównych bogów. Ale przynajmniej podejmuje istotne dla fabuły decyzje.

Boska bijatyka. Jakoś musiałam eskalować zło w tekście. Dopiero byłoby marudzenie, gdyby skończyło się na jednej ciężkiej chorobie głównych winnych. A wywołanie uzasadnionego czymś ogólnego kryzysu w imperium jest mi na rękę.

Bezoar. O ile mi wiadomo, to u drobiu raczej nie występuje. Ale jeśli wróżba miała wyglądać złowrogo i stanowić rzadkie wydarzenie, to odrobina magii nie zaszkodzi.

 

PS Uch, padający Internet chyba jest zaraźliwy. Wysyła mi się ten komentarz i wysyła…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka