Profil użytkownika

Bujam się po świecie i czasem piszę książki.

 

www.instagram.com/mykotka

 

 


komentarze: 1372, w dziale opowiadań: 816, opowiadania: 328

Ostatnie sto komentarzy

Na pewno się da, ale jak o nich napisać, i to fabularnie?

Halo, jesteśmy na forum pisarzy, ludzi o nieskończonej kreatywności, artystów, którzy nie mają ograniczeń ;)

Tarnino, znajdź pomysł i pracuj nad nim bez presji. Przecież to nie tak, że będziemy linijka po linijce sprawdzać, czy każdy detal jest uzasadniony i niezbywalny i dyskwalifikować opowiadania, bo znajdują się w Karolinie Północnej, a mogłyby w Południowej. Nie panikujcie.

Można też nie babrać się historią i problem cudownie znika. :p

POLAĆ TEMU PANU!!! c[_] c[_]

Mam nadzieję, że mimo drakainowych dywagacji w tym wątku, portalowicze nie zasugerują się i przynajmniej parę opowiadań będzie rozgrywać się we współczesności.

 

Wyjątek dotyczący Stanów jest moją sugestią – gdyby nie padł, wątpię, czy ktokolwiek zaryzykowałby pisanie o tak popularnym państwie – zbyt wysokie ryzyko zdublowania. A ja chciałabym *kaszl-kaszl-pięćpunktówodKamzapisanieostanach-kaszl* o Ameryce poczytać.

 

No i Karolina Północna nie różni się aż tak bardzo od Południowej pod żadnym względem…

Urocze, że padł przykład stanów, w których mieszkałam. Różnice da się znaleźć, a im trudniej, tym ciekawiej. Stawiam piwo na nastęnym fantastycznym zlocie temu, kto odważy się napisać o Karolinie ;)

stn,

 

Zupełnie jakbyś próbowała w szorcie pożenić ze sobą wątki skansenu, wiejskich opowiastek, młodzieżówki i całkiem brutalnego horroru.

:D :D :D

 

Celem tego opowiadania było złapanie klimatu i wyczucie historii, którą mogłabym przelać w książkę, więc przyjmuję na klatę zarzut, że jest nieskonkretyzowane. Ale jeśli powiesz mi to samo po przeczytaniu książki, to będę płakać ;P

 

Anet,

Dziękuję za przeczytanie i wytknięcie błędów :))

Aż sobie odświeżyłam to opowiadanie i znów, tak jak lata temu, przeczytałam z przejemnością. Zabawne, że moja opinia sprzed dwóch lat nadal pokrywa się z obecną. Opowiadanie zassało i porwało barwną narracją.

 

Gratulacje, Bemiku :)

 

A ilustracje fantastyczne!

Wiktor, bemik, belhaj – dziękuję heart

 

Autorka na uchodźctwie :D

:P

 

Gratuluję; jest to jakieś wyjście, bo po angielskiej stronie literackiego globu jest  w czym wybierać, jeśli chodzi o czasopisma.

Jest, ale nie nazwałabym tego plusem.

1) więcej magazynów oznacza większą konkurencję

2) w Polsce opowiadania pisze się zupełnie inaczej niż w Stanach (nie wiem, jak z innymi krajami, ale podejrzewam, że tak samo) i trudno “wpaść w to” bez dobrego rozczytania się w temacie (ile lat potrzebował Nabokov żeby zacząć publikować po angielsku?)

I na koniec i tak nam, uchodźcom, pozostają tylko te słabiutkie ziny o zerowym zasięgu. Życie.

 

Ale miło się tak zobaczyć w amerykańskim magazynie ;)

Dziękuję, kolego z Apheliona ;) 

Dziękuję!

 

Tak, sama – ale już do korekty potrzebowałam pomocy :)

Fenixa też sobie odpuściłam – wyznaję zasadę, że nie ma co się wkurzać na rzeczy, na które nie ma się wpływu.

A idioci istnieją wszędzie ;)

 

To tak wracając z offtopu na prawilne tory, przybywam się pochwalić, że moje motylki dostały drugie życie i po wielu przebojach wylądowały w Aphelion Magazine. I to w dodatku na okładce, mimo bardzo zacnego i licznego towarzystwa w środku :)) <3

 

(Szkoda, że amerykańskie okładki są jeszcze bardziej kiczowate, niż polskie)

 

(I czy jakaś dobra dusza – berylku – mogłaby zmniejszyć obrazek?)

ten jest jakiś taki dziwny i deczko niewiarygodny jako postać, imho.

Idealne podsumowanie tego jak pisałam dwa lata temu XD

Ale bardzo się cieszę w takim razie, że ten z książki się broni :>

 

Ach, no i zapomniałabym. Tarnino, nie będę się odnosić do twoich uwag pojedynczo, ale dziękuję :) ALLONS-Y!!! Choć od Mistrza wolę panią Mistrz <3

A ja znalazłam to:

https://przedwojenny-konkurs.blogspot.com/?fbclid=IwAR0BoE-EoyE6fVQMo_noBbasTSLIL4u1pogsj9VjuEmo-TDrgiWlJAbekVc

Może ktoś się zainteresuje. Mnie zmęczyła sama próba przebrnięcia przez regulamin.

 

Jakie kuriozum!

 

Uczestnik musi pogrubić w swojej pracy:

» pięć słów kluczowych

» słowo róża – może być odmienione przez przypadki

» zdania, w których zinterpretowałaś/eś bohaterów filmowych

XD

Eeej, ja też jestem w styczniowej Histerii, żółwik! c[_]

I gratuluję kolegom, z którymi współdzielę strony <3

Cześć, kochani!

 

Wrzucanie opowiadania na kilka dni przed przeprowadzką okazało się równie dobrym pomysłem, jak mogłam się spodziewać :P W każdym razie, cztery przeprowadzki i nieskończone ilości rozmów przez google translate później (mój szef wciąż jeszcze myśli, że mówię po hiszpańsku) wracam i kajam się.

 

Czytałam wasze komentarze na bieżąco i wszystkie sprawiły mi dużo radości. Podpowiedziały mi też, nad czym jeszcze muszę popracować (emocje, fuj). Dziękuję wam bardzo za poświęcenie chwili na zapoznanie się z Witkiem <3 I mam nadzieję, że będziecie mieli ochotę na więcej, bo niestety ten facet rozgościł się już na dobre w moim (literackim) życiu :)

 

Jose,

Powiem Ci, że ten Witek w ogóle mi nie pasuje do tego Witka, którego znam z przygód Ted. Może się zmienił przez ten czas, kiedy był opiekunem? Tak czy owak odbieram ich jako dwóch zupełnie różnych ludzi.

Bo to był prototyp, powstał jeszcze przed książkami. Natomiast ciekawa jestem, którego Witka lubisz bardziej? :)

 

Blacktom,

Gratuluję tez odwagi. Publikowanie tutaj opowiadania już publikowanego, to coś na co się nie odważę.

:P

Tak, dokładnie rozumiem, co masz na myśli. Ale tego też muszę się uczyć, by krytyka nie zachwiała moją wiarą w siebie. 

 

Marasie,

Witek, to taki swojski Constantine

Ojej, jak mi się to porównanie podoba <3

 

Firiel,

Nie wiem czemu, ale jak czytałam to przed oczami miałam Kołysankę Machulskiego. Jakaś inspiracja? :) 

Nie znam tego filmu, ale z opisu brzmi trochę jak nowozelandzki What We Do in the Shadows, a to jeden z moich najulubieńszych, najukochańszych filmów ever :)

 

Dziękuję wam raz jeszcze! Jak tylko odmarzną mi palce zacznę wprowadzać poprawki :)

Cześć, chroscisko!

 

Niedawno miałem okazję być na wykładzie o wierzeniach dawnych Słowian i to co napisałaś było bardzo spójne z tym, co wygłaszał prelegent o dawnych zwyczajach pogrzebowych. 

Lepiej, żeby było, bo mnie moi właśni wykładowcy znajdą i zatłuką ;)

 

Jestem ciekaw, czy to Twoja wizja Welesa, czy też opierałaś się na jakimś źródle?

Moja. Zaczytuję się słowiańszczyzną od dobrych paru lat i niestety nie tylko ja, bo na fali popularności w Polsce namnożyło się tego okropnie ostatnimi czasy i większość tych historii to oklepane kopiuj-wklej. Potraktowałam mity jako trampolinę do stworzenia czegoś nowego (choć w założeniach zgodnego z mitologią).

 

Raz, dlaczego on, bóg, miałby się sam po dusze fatygować aż na Ziemię?

Ta nielogiczność jest zamierzona i wyjaśniona w książkach. W skrócie, bo nie będę ciebie, dorosłego faceta zmuszać do zaglądania do książek dla dzieci – Witek był na tyle wyjątkowy, że Weles potrzebował podpisać z nim cyrograf, by wykorzystać chłopaka później (a wyjątkowości można, mam nadzieję, domyślić się z opowiadania – ojciec Witka też był opiekunem).

Ale to bardzo zabawne, bo dokładnie to samo pytanie co ty zadaje bohaterka mojej książki :D

 

Motywacja Welesa również mnie nie przekonała. Po co ta cała szopka z ożywianiem Jerzego, by chwile potem znów go uśmiercić? Rozumiem, że chodziło mu o “cyrograf”. Odniosłem jednak wrażenie, że troszkę wymysliłaś to na siłę, by mieć na czym oprzeć fabułę. 

Zgadza się! Choć nie było to na siłę, przynajmniej nie w mojej głowie. Weles potrzebował zawszeć umowę z Witkiem, więc wykorzystał okazję.

 

Jak już jestem przy narzekaniu, to troszkę poskarżę się na scenę z zabiciem wąpierza.

Sceny akcji są straszne, przerażają mnie bardziej niż moich bohaterów i chyba nigdy się ich nie nauczę :<

 

Podsumowując, odczucia mam mieszane. Są tu mocne strony, ale też i pewnien niedosyt. 

Słuchaj, jak narzekasz na niedosyt, to ja mogę ci zaoferować historyjkę objętości 400 tys. na temat Witka, a jak ci będzie mało, to jeszcze drugie tyle ;) ;) ;)

 

 

Dziękuję za przeczytanie! Poprawki naniosłam, komplementy schowałam do serduszka na czarną godzinę. Trzymaj się cieplutko <3

Dziękuję wam obojgu ślicznie, Leniwcu i Finklo! To czysta przyjemność czytać takie komentarze (:

Dziwnie ten Weles sepleni. Przeczytaj (a właściwie prrzeczytaj) to sobie, Kam, tak jak to zapisałaś i powiedz, czy wszystko się zgadza. ;)

Tak, jeszcze nad tym pracuję, bo wiem jaki efekt dźwiękowy próbuję osiągnąć, ale nie wiem, jak go zapisać. Jak kiedyś wyjdzie ekranizacja, to pokażę :P

 

Dziękuję ślicznie! Tak, chciałam, żeby było miło i prosto. Uśmiechnięty czytelnik to cel całej mojej pisaniny ;) Dzięki za klika i za to, że tu dotarłaś! <3

Drakaino,

Nor­mal­nie kli­kasz w ob­ra­zek i go roz­cią­gasz, ale za­uwa­ży­łam, że na nie­któ­rych kom­pu­te­rach nie chce to dzia­łać, np. u moich ro­dzi­ców.

Nic mi się nie daje rozciągnąć :<

Tekst wrzu­cam do ko­lej­ki, bo łał, opu­bli­ko­wa­łaś coś :)

XD

Przysięgam, że planowałam coś wrzucić od jakichś osiemnastu miesięcy!

 

 

Roger,

Poprawiłam gwiazdki, dzięki.

 

Ale za to jak to NIE było elegancko uzasadnione :).

Podsumowując, jak dajesz kosza, to z klasą ;P

Thargone – Słowik to, a nie skowronek się zrywa – 1-8

TAK: MrBrightside,

Chyba już rozumiem, o czym ostatnio mówiłeś, Jasna Strono :P

 

 

 

Smutno żegnać starą załogę – byliście fantastyczni, każde na swój sposób. Mam nadzieję, że spożytkujecie czas wolny na hurtowe pisanie bestsellerów :)

Na szczęście, że skład nowej loży też jest fantastyczny. To będzie dobry rok dla portalu :)

 

A jeśli chodzi o piórka, o matko, jaki urodzaj!

Katio, Staruchu, rybaku, coboldzie, wybranietz, Mytrixie – życzę wam, żebyście przez cały 2019 rok pisali tak dobrze jak w grudniu <3

Nawet nie wiesz, Bello, jak bardzo chciałabym więcej pamiętać i wiedzieć, by móc z tobą swobodnie o tym porozmawiać – w paru źródłach znalazłam informacje, którymi mogłabym zacząć zbijać twoje argumenty, które ty zapewne zbiłabyś z bellową gracją ;) Natomiast nie brałabym dokumentacji z tamtych czasów za pewnik (to a propos obrażeń, które musiały spowodować szybki zgon).

A ciekawostka o zwłokach Siemiona – fantastyczna. Gdzieś znalazłam hipotezę, że studenci byli agentami KGB i trzeba było się ich pozbyć. Ach, Rosja <3

Ależ to wspaniałe wieści! Gratki, Cieniu!

A jak jeszcze dostaniesz do ręki mikrofon, to może wreszcie ktoś usłyszy, co mówisz ^^

Gratulacje, Cieniu.

To skoro już poszło, może wyjaśnisz, o co chodzi? :)

Zaintrygowałaś mnie tym “odkąd sprawę wyjaśniono”, możesz przybliżyć coś na ten temat? :) Bo im głębiej kopałam, tym więcej zagadek zamiast odpowiedzi.

O przepraszam, czytałam lata temu artykuł, który bardzo konkretnie i szczegółowo wyjaśniał (z dobrze rozrysowanymi schematami), jak obrażenia i ucieczka z namiotu były skutkiem zejścia jakiejś mini lawiny. Przyjęłam, że to oficjalne rozwiązanie sprawy, choć teraz widzę, że to tylko jedna z hipotez.

 

Może powinnam wyraźniej zaznaczyć kwestię radia i mandoliny. Więc tak: rok 1959, Diatłow posiadał radionadajnik własnej konstrukcji. Ważył ponad 20kg :)

Ano, nie powiem, to brzmi całkiem logicznie ;P

 

Z Amerykanami akurat w tych latach mieli układ o zawieszeniu testów broni, amerykańska rakieta nad Rosją to by chyba wojna była :) Chiny wtedy chyba się nie liczyły w kwestiach technologicznych, choć może się mylę – tego nie sprawdzałam.

Jeszcze mogły być rosyjskie, wszak Rosja kreowała się na wszechpotęgę w oczach Rosjan ;)

 

 

 

Tylko… Bella, czy mi się wydaje, biorąc pod uwagę, że wszystkie fragmenty o błyskających światłach są tekstami źródłowymi, czy w tym opowiadaniu nie ma fantastyki? 

 

 

Edycja.

ZNALAZŁAM! Śledztwo Jewgenija Bujanowowa – śmierć w wyniku zsunięcia się deski śnieżnej.

Przeokropecznie się cieszę, że zabrałaś się za Przełęcz Diatłowa. To jedna z moich ulubionych "strasznych" historii, choć odkąd sprawę wyjaśniono, straciła trochę uroku. No, ale fajnie było się znów trochę wystraszyć :>

 

Opowiadanie jest napisane w sposób wciągający, przykuwa uwagę od początku i trzyma do samego końca. Płynność jest niesamowita, miałam wrażenie, że frunę lekko nad literkami. Ogólnie, lektura sprawiła mi dużo przyjemności. Zresztą, wiedziałam, że tak będzie, bo lubię twoje pisanie i lubię historię, za którą się zabrałaś. Aha, czapki z głów za solidny research. Co prawda sprawą interesowałam się lata temu, ale nie dostrzegłam żadnych nieścisłości czy odlatywania od faktów.

 

Jeśli chodzi o uwagi, zasadniczo mam dwie. Po pierwsze, bohaterów jest za dużo, by zżyć się z kimkolwiek i przeżywać jego tragedię jak swoją. Szczególnie szkoda tu Kostii, bo jego samobójstwo mogło rezonować w czytelniku na długo. Druga sprawa to zakończenie. Nie nazwałabym tego złym zakończeniem, ale przy takiej tematyce liczyłam na – nomen omen – fajerwerki na niebie. Zakończenie było spokojne, wygaszające historię i ładne.

(Choć lubię jak zakończenia zostawiają mnie ze szczęką na dywanie.)

Bałam się trochę tego, jak to zakończysz, i cieszę się, że nie próbowałaś dorabiać do tego większej historii i bardziej skomplikowanych wyjaśnień. Aż ma się ochotę powiedzieć, no ufo jak ufo, na ch… drążyć temat ;)

 

Piękna Zina i Luda, jedyne dziewczyny

Czy nie piękne? Zwłaszcza że akapit wyżej Jurij zachwyca się Ludą

członkinie młodzieży Komsomolskiej

Ogólnie po studiach ligwistycznych, po zapoznaniu się z regułami zapisu wielkich/małych liter w trzech językach zgłupiałam na amen i nie będę sugerować żadnych zmian, ale to jest rosyjski zapis. W polskim powinny być, zdaje się, oba słowa wielką lub oba małą – choć po głowie kołacze mi się reguła z przymiotnikami utworzonymi od nazw własnych – niech to ktoś wyjaśni, bo umrę z ciekawości.

Halas wewnątrz helikoptera

hałas

Czerń lasu wgryzała się w nieskażoną biel dolnych partii uralskich stoków.

A to zdanie jest prześliczne <3

Gieorgij grał na mandolinie

Chwila, parę linijek wyżej piszesz, że nie wzięli radia, bo za ciężkie, a tu mandolina?

– Za publikację tego, redaktor został zwolniony – wyjaśnił Kostia, obserwując chłopaka zza dymnej zasłony. – A na drugi dzień zniknął. Bo głosił prawdę. Kto by pomyślał, że wspomnienie o zjawisku na niebie może być dla kogoś tak niewygodne.

Bo to były manewry wojskowe :P Ale aż dziw, że nikt nawet nie zasugerował, że to Amerykanie czy inni Chińczycy testują nową broń – bo z tego co wiem to było przez lata jedną z silniejszych hipotez.

Bez wątpliwości, znaleźli namiot zaginionych turystów.

Nie podoba mi się to, jak wielokrotnie nazywasz ich turystami. To tak jakby ktoś nazwał Bieleckiego i Urubko turystami w Himalajach.

Niby tak, ale jakby nie do końca.

Nie potrafił pogodzić się z tragedią, która spotkała jego przyjaciół. Pomyślał, że do końca życia się z tym nie pogodzi.

powtórzenie

 

 

To tak na koniec, dzięki za lekturę. Naprawdę dobrze się bawiłam. Uściski! <3

Swoją drogą ciekawe jest to, że przemawiający bezpośrednio przed Tobą Syf zwrócił uwagę na to, że w “tekście brak opisów, bo jest zdominowany przez dialogi”, z czym zresztą jestem skłonny się zgodzić.

A, to ja może uściślę. U ciebie dialogi i opisy się nie przeplatają, nie ma balansu między jednym (scena z Brazydią i Kleonem), a drugim (początek od słów: “Dwudziestorzędowiec otrzymał imię Argo”). 

Większość swoich tekstów piszę odwrotnie, czyli: staram się zachować skondensowany i treściwy styl.

Uf. Zajrzę z przyjemnością :)

 

Szeroki rozstrzał opinii :D

A weź. Wiesz jak się czuję, jak przychodzę i narzekam na opowiadanie, które pława się w zachwytach osób mądrzejszych ode mnie? ;P

Hej, kolego w muszce!

 

Nadrabiam piórka, a o twoim gada się dość głośno, więc ścięłam sobie kolejkę i jestem :>

Komentarz będzie krótki, bo nie chcę wnikać w to, czemu nie zachwyca, jak ma zachwycać. Nie wiem. Owszem, worldbuilding jest imponujący, ale ja za dramatami nie przepadam i nawet Antygonę zmęczyłam tylko dlatego, bo była krótka. Podejrzewam, że z moim dziurawym wykształceniem ominęła mnie większość smaczków. No, więc jest imponująco, no.

Ale to jeszcze za mało, by się zachwycić ;)

Dziwi mnie, że puściłeś to opowiadanie na Słuchowisko, bo jest dokładnym przeciwieństwem tego, co – moim zdaniem – dobrze by brzmiało w formie słuchanej. A może dlatego, bo nigdy nie natknęłam się na słuchowisko, w których długie akapity opisów ciągnęły się jeden za drugim, a wypowiedzi były sztuczne i nienaturalnie długie. To fajnie wygląda i dobrze pasuje do czasów, o których piszesz, ale niekoniecznie służy tej formie.

Sam tekst wywołał we mnie skojarzenia z Sienkiewiczem, choć nie jestem pewna, czemu, może przez przesadnie pokomplikowane akapity opisowe. Jestem za to przekonana, że jakbyście się urodzili w tym samym czasie co Sienkiewicz, to zrobiłbyś karierę ;) Bardzo jestem ciekawa twoich współczesnych tekstów, bo nie czytałam, zdaje się, nic innego spod twojego pióra.

 

I wiem, że tekst jest stary, ale parę rzeczy rzuciło mi się w oczy, a skoro są w planach antologie, to się dzielę:

 

Nazajutrz przyszedł czas pogrzebu.

Nie wiem, jak naukowo uzasadnić problem tego zdania, ale jest tak… niewygodnie niezręczne.

Zdążył jednak obrócić ciało Peleusa w krwawy strzęp

Zwłoki chyba nie krwawią jakoś usilnie, a wręcz wcale?

 

– Ustępuję, zaznaczywszy obywatelski sprzeciw.

Nie jestem pewna, czy bohaterowie tego okresu mieli koncept “obywatelskości” zarysowany na tyle, by powiedzieć coś takiego. A może tylko mi sie wydaje, że obywatelski sprzeciw to współczesne (nowożytne) pojęcie?

 

Zapłacisz cenę nieubłaganemu fatum.

Nie wydaje mi się, by można było płacić cenę fatum w tej formie. “Zapłacisz cenę losowi?” “Zapłacisz cenę Zeusowi?” – czegoś tu brak – może dopełnienia w zdaniu?

 

PS. A, ta sztuczka z andronami była fajna ;)

Dlaczego fandom nam wymiera? Dlaczego tak trudno wciągnąć ludzi do czytania fantastyki?

 

No, pomyślmy.

Może dlatego, że nawet jak się organizuje zabawę, to dostęp do niej ma jakieś elitarne 3% czytelników.

 

Fajnie, że inicjatywa i tak dalej, ale po co organizować zabawę, w której nikt nie będzie mógł brać udziału? Ilu z nas posiada w domach NF z lat osiemdziesiątych?

 

I żeby nie było, podoba mi się pomysł na grę. Może za trzydzieści sześć lat do niej dołączę (:

Nawet niosłem pomoc niewiastom, dla których szkło zdawało się w onej chwili zbyt ciężkie.

*gwiżdże i unika wzroku*

To pewnie o wybranietz chodzi, ona tak chachmęciła!

Choć najbardziej przypadło mi do gustu wspomnienie już po tej mrocznej godzinie ;)

:O

Składam zażalenie. Skoro tyle pamiętasz, to chyba musiałeś oszukiwać z tą piersiówką, co? :/

 

Widzę teraz, że trochę mi się rozjechał odbiór z twoim zamysłem. 

(albo ktoś tu upchnął pomysł na 30k w opowiadanie 6k, ale nie będę już wytykać palcem ;))

Dziękuję za wyjaśnienia – czuję się znacznie bardziej zadowolona. Choć byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdybym odpowiedzi na moje pytania znalazła w tekście ;) Ale ogólnie fajnie to wymyśliłeś z psychologiem dla ludzi w hibernacji. Podoba mi się. Szkoda, że nie dałeś mu rozwinąć skrzydeł :)

 

Aż ujrzałem przed oczami Twe pogodne, niewinne oblicze ;)

Mam nadzieję, że ostało ci się jakieś wspomnienie jeszcze sprzed tej mrocznej godziny, gdy KTOŚ postanowił przynieść na tacy Annuszki, Rozdwojenia Iwana i inne Behemothy ;)

Teraz rozumiem lepiej, chroscisko. Kameralność historii sprawiła, że odniosłam wrażenie, że załoga statku nie jest zbyt liczna. Nie jestem pewna, czy mam drążyć dalej, bo zastanawia mnie, jaki cel w ogóle miała postać dziadka, na którego marnowane były zasoby przez tyle lat. Jeśli jego zadaniem było uświadamianie innym użytkownikom, że śnią, dlaczego od początku ich sny nie były zaprogramowane w taki sposób, by o tym wiedzieli? Dlaczego ustawiano to tak, by nie pamiętali ziemskiego życia i planów kolonizacji? Poza tym, jeśli sen dzieliło razem pięć osób, dlaczego inni zahibernowani nie mieli do niego dostępu? Czy w każdym śnie pojawiała się postać mędrca uświadamiającego innym ich sytuację? Bardzo to ciekawe i czytałabym chętnie, jeśli kiedyś rozwinąłbyś to w większą formę.

 

Cóż za niewinno-przebiegłe zdanie ;)

Ależ, chroscisko, ja – przebiegła? A skąd! Z pewnością twoje piórko dostarczy mi wyjątkowych doznań literackich i zwali z nóg ;)

 

Tymczasem powodzenia w słonecznej Hiszpanii :)

Dziękuję, dziękuję, przyda się, bo jestem pogrążona w chaosie ;D

 

Jak dla bohatera ma coś być szczególnie istotne, to czasem tworze właśnie takie powtórzeniowe kwestie. Tak, by uzyskać efekt, że postać roztkliwia się nad sobą, wałkuje te same kwestie raz po raz.

Bo to nie jest zła maniera w dłuższych tekstach, ale zgrzyta przy tak małym formacie. Nie odchodź od tego całkiem.

Opowiadanie jest od początku do końca eskpozycją – tłumaczeniem czytelnikowi (córkom i Monice) co widzą i co się wokół nich dzieje. Tylko że słuchanie o tym, co się dzieje, jest mało atrakcyjną formą lektury. Łamiesz jedną z najbardziej podstawowych zasad literatury – show, don’t tell.

Wyjaśniasz czytelnikowi w zasadzie dwa razy to samo (dziewczynki-statek-ósme urodziny; Monika-statek-trzydzieste drugie urodziny), a konkluzja obu wyjaśnień jest taka sama. Skoro Monika przysłuchiwała się rozmowie dziadka z dziewczynkami, dlaczego przez myśl jej nie przemknęło, że coś jest na rzeczy z tymi urodzinami? Przy tak malutkich limitach znaków trzeba dobrze przemyśleć, na co warto trwonić słowa.

Do tego ciekawski czytelnik zaraz zacznie poszukiwać kompletnego obrazka (po co marnować finanse na hibernowanie dziewczynek – chyba logiczniej byłoby hibernować dorosłych, którzy pomogą w rozwijaniu kolonii, a jeśli już hibernować dzieci to niespokrewnione ze sobą – dla przedłużenia rasy?) i koniec końców pozostaję po lekturze z niedosytem. Może to dobrze, będę miała mniejsze oczekiwania, jak zabiorę się wreszcie za twoje piórko ;)

Aha, żeby nie było, że tylko grymaszę, dramat Moniki ładnie oddany. Nie wyobrażam sobie jak to jest, żegnać ukochaną osobę dwa razy, a przede wszystkim żyć czterdzieści lat w niewiedzy, w zawieszeniu, czy jeszcze tego kogoś zobaczysz, czy nie, i co mu powiesz. Szkoda, że ten dramat wybrzmiewa dopiero w kilku ostatnich linijkach tekstu. Jakbyś miał większy limit, to chętnie posłuchałabym rozwinięcia tego wątku. Kij w oko wnuczkom ;)

 

lecz wszystko widziała, jak za mgłą

Przecinek do wywalenia

A jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse na bibliotekę, skomentuj parę opowiadań innych. Ludzie z ciekawości zajrzą i do ciebie :)

No i jeszcze na mnie będzie, że ujawniam sekrety, zaraz mnie nikt na następne piwo nie zaprosi :o

 

Uroczyście prostuję: beryl przyszedł, nakrzyczał na wszystkich, wylał nam piwo i poszedł, ciągnąc jose za włosy. Był bardzo groźny, buu. Do tej pory się boję.

Pomysłowe, zabawne, postać dzierlatki mnie zauroczyła. No i lekki humor, no naprawdę, aż mi kolczyki z uszu spadały z wrażenia. Czytałam z przyjemnością. Gratuluję pierwszego miejsca :)

A ja właśnie dojechałam na Mazury i chciałam jeszcze raz podziękować. Bawiłam się wybornie, jesteście wszyscy cudowne, miłe stworzonka (nawet beryl! :O) i bardzo się cieszę, że mogłam was poznać :)

No i dawajcie znać, jak tam jednorożec, bo będę musiała kiedyś wpaść do Łodzi znowu zobaczyć go na własne oczy ;D

to niech jeszcze dyżurni sobie wrzucą info o dyżurowaniu w stopki, albo niech się podpisują, żeby było wiadomo, kogo chwalić

Dobry pomysł!

 

I w ogóle bardzo cieszy mnie ta inicjatywa z książkami, super, super <3

 

A i ja obiecuję – mam taki plan od trzech lat :P – że jak tylko znajdę jeden dom na całe dwanaście miesięcy, to też rok podyżuruję. Chyba kiedyś taka możliwość nastanie ;)

To dobrze, że my zalapałyśmy się jeszcze na tę przezabawną Iluzję ;) O dzieciach się szło tego i owego dowiedzieć ;p A my z wybranietz skończyłyśmy gadać o czwartej. Co za noc!

Team wrocławski jest już w Łodzi, ale wczoraj nas tak sponiewierało, że jeszcze zalegamy w pałacu na poduszkach :) A ja będę Różowym Kapturkiem, jeśli wybaczycie mi odstępstwo od avatara ;)

*Kam staje w progu, cmoka na nosorożca i rzuca mu owocka w głąb pomieszczenia*

 

(co jedzą nosorożce?!)

Przeklejam pi razy oko z bety:

 

Fajnie zaczynasz, z hukiem – grasz na wyobraźni czytelnika, korzystasz ze znajomych wspomnień, straszysz też obrazowo (bardzo mi się spodobała przemiana drażetek w zęby – ładne). Niestety, całe napięcie siada z momentem pojawienia się mamy i potem już nic nie jest w stanie go odbudować. Tekst ma potencjał, ale nie do końca dobrze ukierunkowany.

 

A skojarzenia z amerykanizacją pomysłu jak najbardziej mogą się pojawiać, w końcu Amerykanie są mistrzami przekuwania dziecięcych lęków w wystrzałowe historie. Motyw strachów, co prawda z szafy, nie z łóżka, kojarzyć się może z “Potwóry i spółka”, a to dobra animacja i trudno, by 5k miniatura ją przebiła.

 

W polskiej popkulturze, memach i innych internetach też się ten wątek pojawia. Odwołanie się do znajomego doświadczenia jest zwykle dobrym punktem wyjściowym każdej historii, tak tutaj nie wyszliśmy poza właśnie punkt wyjściowy.

 

 

 

 

 

Ech, kiedy moja siostra była malutka i bała się złych czarownic, powiedziałam jej, że wystarczy ułożyć palce w kształt pistoletu i wystrzelić w czarownicę, mówiąc “Pi-ciu”. Zadziałało, przestała zawracać głowę. :-)

:D

 

A u mnie nie było potworów pod łóżkiem, bo miałam tapczanik i miałyby za ciasno, były za to krokodyle na dywanie.

Może w sumie nadal są, zaraz sprawdzę.

oraz szarych (czy dowolnych innych) dla tych opowiadań, które uzyskały 4 punkty w głosowaniu – niby mniejszość, ale wysoką.

W obecnej wersji strony nie ma możliwości dodawania nowych odznaczeń, próbowaliśmy kiedyś.

Jeśli do 3 miesięcy nie skontaktuje się z Tobą nikt z redakcji, możesz założyć, że tekst nie został zaakceptowany.

MC powiedział, że możemy mu się przypominać po trzech miesiącach. Tak samo w tym pierwszym regulaminie jest napisane, że odpowiedzi zwrotnych nie wysyła, a w zeszłym roku chyba każdemu pisał.

 

– A co się stało z Srebrnymi Piórkami?

– o Srebrnych tu nie rozmawiamy, kolego.

Jak w tym dowcipie o kurach i mafii ;) Nie ma żadnych srebrnych piórek. Nie ma. NIE MA.

 

 

Swoją drogą, chyba nic mnie nie denerwuje w hobby pisarza jak właśnie bycie w permanentnej pozycji żebraka. Połowa czasopism ci nie odpisuje, tylko jak obrażona baba mówi “domyśl się”; zwykle nie masz pojęcia, czy twoje opowiadanie w ogóle gdzieś dotarło; jak się przypominasz to jakbyś pisał maila do Szanownej Ekselencji, aby tylko uczuć nie urazić, a teraz jeszcze w ramach relaksu wchodzę na forum i pada pomysł żebrania o atencję redakcji.

I najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że w zasadzie nie mamy wyboru, jeśli chcemy się przebić.

A czy jest ktoś kto dałby radę tego piątego stycznia? Niestety, to ostatni weekend w całym 2019, kiedy w ogóle mogę was spotkać :(

A jestem w pakiecie z Wiktorem i wybranietz, trzy w cenie jednego, wyjątkowa okazja!

kam, czy wy planujecie jakąś bilokację? O.o

A chcesz się pobilokalizować z nami? ;) Gwarantujemy dobrą rozrywkę i rozmowy filozoficzne do piątej rano na dworcu!

Nie dałoby się zamienić książek-widmo na jakieś lepsze miejsce w kolejce do oceny tekstów-propozycji wysyłanych do NF? 

wybranietz, taka opcja już istnieje!

MC pisał w którymś wątku – jednym z miliona okołopiórkowych wątków - żeby piórkowicze (czy może wszyscy forumowicze?) dopisywali w temacie maila Z PORTALU.

Nie wiem, jak jest w tym roku, ale wysłałam mu tekst zeszłej jesieni i dodałam, że jestem ta od piórka lipcowego (wtedy nie było komentarzy od redakcji w ogóle), i odpowiedź miałam w ciągu 48h.

 

A co powiecie o brązowych i złotych? ;)

Ano są, i bardzo fajnie, że są. Złote nie są zbyt istotne (z punktu widzenia 99% użytkowników), ale brązowe funkcjonują świetnie, są potrzebne, i oby tak dalej.

Odnośnie srebrnych piórek – ich odświeżenie i aktywizacja ma być związana z nową wersją strony.

Nie chcę brzmieć złośliwie, bo wiem, że góra (Jerzy, jeśli dobrze pamiętam) stara się jak może, ale ta nowa wersja to już była obiecywana od dawien dawna.

I wygląda to tak, jakby dalej pozostawała w sferze marzeń, nie konkretów.

 

Napiszcie o tym, jak i dlaczego wam na sprawie zależy i co dla was znaczy ;) Zmotywujmy trochę Najwspanialszą Redakcję.

 

Lubię takie inicjatywy, ale tutaj mam wrażenie, że to zwyczajnie nie ma sensu. Co pół roku ktoś podnosi temat nieistniejących srebrnych piórek, pozrzędzimy, pożebrzemy, przez chwilę czasem jest okej, ale ogólnie przypomina to wskrzeszanie rozkładającego się od lat nieboszczyka.

 

Pozostaje zagryźć zęby i przebijać się na rynek fantastyki innymi drogami – jak nie drzwiami to oknem, kominem, piwnicą i wyburzarką do ścian. Redakcja jest tak malutka, że nawet sobie nie wyobrażam, ile czasu zabiera im praca nad kolejnymi numerami Nowej Fantastyki. To ich wybór, jeśli uznają, że nie mają czasu dla forum, i trzeba to zaakceptować.

 

Nadal jesteśmy najlepszym miejscem dla początkujących pisarzy w polskim internecie i nadal mamy do zaoferowania sobie nawzajem dużo więcej niż jakiekolwiek inne miejsce tego typu, więc jest się z czego cieszyć i mamy powód, by zostać tu na dłużej.

To ja się nieśmiało wychylę, że jeśli ten piąty stycznia by wam pasował, to my z Wiktorem Orłowskim bylibyśmy zainteresowani. Znaczy, jeszcze kminimy, jak to rozegrać, ale wstępnie jesteśmy na tak.

Droga @kam_mod, 

Po pierwsze, czarownicą to Ty już jesteś

Kurwa, a myślałam, że dobrze się maskuję… :/

Drogi Wiktorze, pozwolę sobie zabawić się w czarownicę i zajrzeć ci do głowy – miałeś pomysł na 50k i upchałeś go w konkursowy limit, czyż nie? Bo czego tu nie ma – zaawansowany world-building, konflikty rodzinne, zapomniane demony, survival w klimacie Robinsona Cruzoe i jeszcze baśń na dokładkę. I każdy z tych wątków jest ledwie muśnięty. Brak mi trochę znaków, żebym była w pełni zadowolona.

 

Mam wrażenie, że część znaków marnowana jest na nieistotne sceny (polowanie na ptaka… ta, jasne; przędzenie włóczki, które jest doklejone po to, by pasowało do konceptu Śpiącej Królewny).

 

Czytało się miło i płynnie. Zaciekawiłeś mnie swoim światem i oryginalnym pomysłem. Bohaterowie są interesujący, szczególnie wybija się tutaj sowi bóg i jego dramat. Baśnie wplatywane do historii zwykle są spoko i u ciebie to też nadało głębi końcowej, bardzo ładnej scenie. Ogólnie miła lektura, klikam bibliotekę.

 

Zorza wrzasnęła i upuściła swoje utensylia, robiąc przy tym taki raban, że Sowi Demon skrzywił się paskudnie.

Czasem trafiały się takie pokraczne słowa, które wyglądały jakbyś na siłę szukał synonimu, nie przykładając uwagi do kontekstu – moją uwagę zwróciły jeszcze wiktuały i bibeloty. Niby to poprawne, ale w baśni wygląda dziwnie.

 

Przerastał ją o głowę, ale ubranie – strzępy buro-szarych szmat

nie lepiej szaroburych?

 

Przez to całe podrzucanie jedzenia wpędziłeś mnie w głęboką rozkminę, co jedzą sowy :o

Łódź to chyba nigdy nie miała dobrego pijaru ;)

Łodź jest chyba jedynym miastem w Polsce, które ma opinię brzydszego od Bydgoszczy :D

Opowiadanie mnie zauroczyło i rozbawiło, i jest w tym momencie moim faworytem w tym konkursie. Jak uzasadniałam na becie, absurd twardo zakorzeniony w znajomej rzeczywistości jest ciekawszy – w bajkowych światach może się dziać wszystko. Ale jak “wszystko” dzieje się pod osiedlową Biedronką, to bardziej zaskakuje.

 

Posiadam dziecko w rodzinie, więc boje o sowę Zosię są mi znane i… no, ludzie potrafią się tak zafiksować na tych naklejkach, że ja już nie wiem, zbiorowa hipnoza czy ki diabeł.

 

Przeczytałam zarzuty Finkli, ale mnie nie gryzło nic z tego, co wymieniła. Też założyłam, że odebranie bobra i atak z bronią stały się jednego dnia. A Biedronka… w mojej wsi na dwa tysiące osób stoi biedronka w starej hali meblowej na obrzeżach zabudowań. No nie wiem, logicznie mi wszystko pasowało i brzmiało znajomo.

 

Plus za śliczną klamrę.

 

Nowy gatunek? Copypaste fantasy? :D

 

Nie znam pasty o świeżakach, ktoś coś?

Ale to opowiadanie mogłoby służyć za podstawę do filmu Fanatyk 2, z maskotkami zamiast szczupaków :) “Mój stary to fanatyk świeżaków. Całe mieszkanie zajebane naklejkami najgorsze…”

Też skończyłam Sabrinę. Dziwne to to i sporo rzeczy mi się nie podobało (przede wszystkim Sabrina zachowująca się jak nastolatka, co nie jest największym zarzutem, ale ojejku, ale ona była głupia czasami), ale też sporo mi się podobało (Michelle Gomez/Mother of Demons – to było świeże! Zły charakter, który zamiast stanąć do boju z głównym bohaterem owija go sobie dookoła palca i powoli wkupuje się w jego zaufanie. Odważę się nawet stwierdzić, że to kobiecy sposób załatwiania problemu i dlatego tak rzadko widywany w tv). No, ale ogólnie było miło i dzięki temu Sabrina stała się pierwszym serialem od jakichś dwóch lat, który skończyłam (yay me!).

A dziś wyszedł jeszcze odcinek świąteczny :>

Drakaino, gratulacje! Ile czekałaś na odpowiedź? Esensja nadal ma taki wolny obrót?

 

Mytrix, NoWhereMan – gratki!!! c[_]

Melduję się w dyskusji! Zostałam zwabiona do Wro obietnicą wina, wódki i obiadu spod ręki Wiktora, więc gadajcie z nim, ma przekonujące argumenty!

 

Chętnie dołączę :)

Fun, super! A cyklo??? Namów cyklo koniecznie!

 

bo dopiero na początku lutego będę jechała do Francji,

Drakaino, a gdzie będziesz? Czy może gdzieś na południu? Bo może będzie okazja do zagranicznego piwa fantastycznego :)

Tylko… dlaczego? Zadałam sobie to pytanie po przeczytaniu i nadal nie wiem. Czemu skowronki i ptasie skrzydła w warkoczach, co za magia przywróciła ją do życia? Ten Zły też mało straszny, powarczał, pomlaskał i tyle go widzieli.

Za to chłopi ze wsi udani, księdza wepchnęli do jaskini, a sami na niego czekali ;)

Poza tym ładne opowiadanko, w sam raz do biblioteki, choć nie zostanie ze mną na dłużej.

Co do pierwszego: jeśli lubisz też romanse to “Zatopić Niezatapialną” Hrycyszyn. Ten steampunk nie jest tam na pierwszym tle, ale wykreowany świat jest spójny i… steampunkowy, no.

 

Co do drugiego: Seria Niefortunnych Zdarzeń. Co prawda umarłam na smutek gdzieś w okolicach tomu dwunastego i przez to nigdy serii nie dokończyłam, ale kojarzy mi się (możliwe, że przez trailer do netflixowego serialu) że autor książek pojawia się pod koniec historii (i na pewno w najnowszym i ostatnim sezonie).

Jak ty ślicznie piszesz! Twoje opowiadania przypominają mi teksty funa, ale raczej nie posądzam go o taką ingerencję w twoje teksty – raczej wasze style mają swoje punkty schodne (jak właśnie te przefajnowane zdania). I tak jak u funa czuję pewien dystans do postaci, które są przecież świetnie przemyślane i charakterystyczne – służą ci raczej jako część pięknego show niż jako realne postacie.

Zakończenie wyjaśnia niewiele, też bym chętnie dowiedziała się więcej o tym, jak działają obcy. Mimo wszystko czytałam z przyjemnością :)

Mam wrażenie, że tu powinna być ostra dyscyplina: dobre/niedobre, a nie czy w moim guście, czy nie…

Ale jak można obiektywnie stwierdzić, czy coś jest dobre czy nie, skoro przysypiamy nad danym opowiadaniem?

 

łatwiej nauczyć się gustów loży, niż napisać coś, co jest krokiem do przodu. W końcu takie "pisanie" zaczyna przypominać ciągłą iterację (przez recykling) tych samych idei, pomysłów, nawet zdań.

Przy czym chcę zaznaczyć, że nie mówię, że ktokolwiek uczy się tych gustów świadomie. Wręcz przeciwnie, jestem pewna, że nikt tego nie robi! Natomiast jeśli grupa osób mówi ci “to jest fajne, rób tak dalej”, to jasne, że masz ich głos z tyłu głowy, nieważne co będziesz potem pisać.

Zauważam, że pod wpływem sugestii i narzekań, niejako z automatu, zaczynam pisać “pod upodobania” konkretnych czytelników.

To minus zamykania się w małej społeczności. Są użytkownicy, którzy mają +10 opowiadań i ich droga od poczekalni do serii piórek jest imponująca (mam nadzieję, że nie muszę pokazywać palcami, choć mogę jeśli tak będzie łatwiej) a jednak ciekawi mnie, w jakim stopniu jest to polepszenie warsztatu, a w jakim – dopasowywanie się do wymagań komentujących. Zwłaszcza, że bardzo często te piórkowe opowiadania stają się kopiuj-wklej, ładniejszą i bardziej udaną wersją poprzednich (choć i tu można się zastanawiać, na ile jest to wykształcenie stylu autora… bardzo trudne zagadnienie). Szkoda, że z naukami humanistycznymi nie jest jak z matmą i nie można wszystkiego pomierzyć i wyliczyć, można tylko rozważać.

 

Dodam jeszcze anegdotkę z czasów, gdy rozważałam pójście do liceum plastycznego i potem na Akademię Sztuk Pięknych. Parę osób powiedziało mi, że przy egzaminach wstępnych na ASP absolwenci liceum plastycznego mają pod górkę, bo mimo lepszej techniki są bardziej ograniczeni i “zmianierowani” – ukształtowani pod dyktando nauczycieli. I że członkowie komisji preferują ludzi nienauczonych rysować, tylko dzikie talenty. Ciekawa jestem, czy któreś z was też dostrzegło negatywny aspekt krytyki – pomijając ten najbardziej oczywisty, czyli zranione uczucia.

Jak zobaczyłam tytuł to myślałam, że to reklama jakiegoś napoju energetycznego :D

A na grach się nie znam wcale :(

Ha, to ja sobie pozwolę na komentarz personalny. Cały o mnie ;)

 

NaNoWriMo czy innych forach wzajemnej adoracji

 

A jednak nanowrimo i słodzenie sobie do pyszczków pozwoliło mi napisać książkę w mniej niż miesiąc (nim ktoś zapyta o jakość – to będziecie mogli ocenić, miejmy nadzieję, w 2019), podczas gdy na naszym forum nie opublikowałam nowego opowiadania od półtora roku, mimo że zbierałam się do tego niezliczoną ilość razy.

 

Wiem, że połączenie kija i marchewki jest najlepsze, ale są ludzie, na których bardziej działa jedno albo drugie. A krytyka forumowa nie jest jedynym sposobem zdobywania wiedzy na temat tego, jak pisać (choć z pewnością jednym z najskuteczniejszych).

Mam psychofankę XD XD!

Jeszcze się cieszy :>

 

Piwo gdzieś, kiedyś, na pewno. Z Tobą i z połową portalu. Z nikim się tak dobrze nie dyskutuje i przekomarza.

A wiesz, że z miejsca, gdzie teraz tymczasowo mieszkam, mam równo sto kilometrów do ciebie? Sąsiedzie :>

Wohoo, Cet! Wspaniała nowina, gratulacje heart

 

O czym książka?

PS. Oprócz community (cały czas mam wrażenie, że chciałeś tym zdaniem powiedzieć coś innego, niż ci wyszło) to overpowered też chyba nie używasz zgodnie ze znaczeniem. Po polsku to jest obezwładniony, przezwyciężony, tobie natomiast chodzi o – nie wiem, niezwyciężony? wszechwładny? Więc – jakby przeciwieństwo. W każdym razie, fajnie byłoby na polskim forum wśród polskich użytkowników ograniczyć się do języka, który wszyscy znamy. Uniknie się paru wpadek :)

Mnie też się od razu z superbohaterami skojarzyło. Pasuje w zasadzie do każdego dowolnego filmu/komiksu.

A druga sytuacja, w której występuje przewaga siły, to posiadanie władzy i tu można pogrzebać w fantasy – tam się zawsze jacyś króle plątają. Np.: Saga pieśni lodu i ognia czy Pieśń węży Dunkel z naszego podwórka.

 

czy może ogólnie jako community uważacie tego typu twory za nieprzyjemne, albo po prostu złe?

 

Co masz na myśli mówiąc community? Bo zapewniam cię, że przy setce różnych mózgów nikt ci nie powie “wszyscy myślimy tak samo”.

Nie uważam, żeby te twory były złe albo nieprzyjemne. Póki nie są Mary Sue, której wszystko wychodzi, póki jest za co trzymać kciuki i pojawia się prawdopodobieństwo porażki, póty można czytać/oglądać i kibicować :>

na cholerę wrzucać opowiadania na portal, który funkcjonuje w oparciu o wzajemne komentarze i krytykę, jeśli krytyki się nie znosi dobrze.

No właśnie dlatego moc ludzi pisze do szuflady, nie? Beryl mówił niedawno, że na portal codziennie loguje się około setki osób, tymczasem aktywnych literacko jest mniej niż połowa.

 

A w ogóle to masz u mnie piwo, Bailout! Ślicznie gadasz i mogłabym się podpisać pod każdym twoim postem. Jakby dawało się tu lajkować posty, to zalajkowałabym każdy jeden.

Efekt mieliśmy wczoraj w postaci młodocianego trolla, który zwymyślał “pokolenie lat 90”, a zanim dostał bana za zachowanie i tak zabrał swoje zabawki – opowiadania –  z portalu

Nie zakładałabym, że był on młodociany. Odnoszenie się z pogardą do ludzi z lat 90. wskazuje raczej na to, że był on z pokolenia wyżej.

 

Ale poza tym to bardzo ciekawe, co piszesz, Drakaino. Fajnie jest zobaczyć perspektywę “z drugiej strony” (i przygotować się na to, że pewnego dnia mi się te stypendia skończą :P)

*rzuca w wybranietz pomidorem*

 

Boże, jak ja nie lubię porównań. Połowa z nich nie ma sensu w odniesieniu do sytuacji.

 

 

 

Można wiedzieć, że potrzebuje się krytyki, a mimo to sobie z nią nie radzić. Chyba nietrudno wymienić paru użytkowników, którzy pięknie dziękują za komentarze, poprawiają aż furczy, a kończy się i tak usunięciem tekstu albo zastojem pisarskim.

Marasie, fajnie, że ty radzisz sobie z krytyką tak dobrze, ale dziwi mnie że nie zauważasz, że nie wszyscy odbierają jak tak samo. Bailout świetnie to wyraził. Krytyka może skutkować brakiem wiary we własne możliwości, przygnębieniem czy śmiercią weny. I weź powiedz człowiekowi, który utknął przed pustym plikiem w wordzie, “powściągnij emocje” ;)

 

Czy ktoś, kto plecie brzydkie makatki, wpada w depresję, gdy obdarowana sąsiadka nie powiesi ich nad telewizorem?

 

Co wy wszyscy macie ostatnio z porównaniami, bo zaraz zacznę rzucać w was pomidorami.

Trudno porównać brzydką makatkę do tekstu, który nierzadko bazuje na naszych doświadczeniach i uczuciach i dobór każdego słowa zależy od nas, nie od pani w sklepie i tego, jaką wełnę miała na podorędziu.

Warto też pomyśleć nad warunkami brzegowymi dla opowiadań. Dobrym warunkiem, chyba, będzie taki, że opowiadanie nie było nigdzie indziej publikowane.   

Popieram.

 

I ja też chętnie poświęcę trochę czasu przy pracy z antologią. Count me in.

Sir Garman w ciemności wypełniającej sypialnię próbował wypatrzeć ciężkie belki przecinające sufit.

 

Tylko te ciężkie? A skąd wiedział, ile ważą, i czemu unikał patrzenia na lekkie?

 

Za zamkniętymi okiennicami panowała jeszcze mroźna noc, przez którą co chwila przetaczały się podmuchy wiatru. Poza głuchymi odgłosami zimowego wiatru dookoła panowała przeszywająca cisza.

 

Upychanie przymiotników przed każdym rzeczownikiem to cecha charakterystyczna początkujących pisarzy. Zastanów się, które z tych słów faktycznie pomagają stworzyć w umyśle czytelnika obraz, a które nic nie wnoszą. Masz tu też powtórzenia.

 

Charakterystyczna dla godziny (+,) gdzie noc graniczy z porankiem. Leżąca na jego ramieniu Jentta oddychała miarowo. On – członek Zakonu Apologetów na swojej niekończącej się misji. Ona – adeptka Wolnej Szkoły (+,) która przy nim odnalazła właściwy sposób na wykorzystanie swojego potencjału.

Obydwoje mieli uważać na relacje taki jak ta. Obydwojgu się to nie udało. I żadne z nich tego nie żałowało, wypełniając sumiennie powierzone im obowiązki. W głębi duszy liczył(+,) że uczucie(+,) jakie ich łączy(+,) nie będzie przeszkodą w trakcie najbliższych godzin. Nie zależnie (Niezależnie!) od stawki, nie łatwo było ryzykować najcenniejszą rzeczą(+,) jaką się posiada.

– O czym myślisz? – zapytała(+,) zaspanym głosem nie otwierając oczu.

Przez wąską szparę pod drzwiami sączyło się słabe światło świec na korytarzu.

– O nas – odpowiedział ja (jak) zawsze szczerze(+.) – I o tym czy warto…

Ciężko westchnęła(+,) wtulając się w niego swoim ciepłem.

 

Nie wiem, czy ciepłem można się w cokolwiek wtulać.

 

– Beznadziejny jesteś, wiesz? – mruknęła(+,) przesuwając paznokciami po jego twardym i szorstkim ramieniu.

 

Dalej nie czytam, bo nie udało mi się zainteresować historią. Jeśli chcesz uczynić z pisania swoje hobby, spróbuj poświęcić najpierw trochę czasu na doszkalanie warsztatu – najlepiej na krótszych tekstach, na które znajdziesz tu więcej czytelników. Powodzenia.

Kam, ja już też miałam przyjęte!

Przesyłam gorącą czekoladę na wsparcie w tych ciężkich dla grafomanów czasach c[_]

To będzie sto jeden!

 

Kapitalny miałeś pomysł, Dziadku, i wspaniale go rozegrałeś. Lubię taki logiczny absurd – zresztą, bardzo podobny do tego, co zachwyciło mnie w Dzwoneczku. Dołączam do zwolenników snu – scena była trochę creepy, aż ciarki mi przeszły. 

Życzę piórka!

Cześć!

Nie będę się już rozpisywać, gdy powiedziano wszystko, co powiedzieć należało. Opowiadanie było przeurocze i spędziłam z nim bardzo miłe chwile. Szczerze podziwiam umiejętność wykreowania świata w zaledwie 15k znaków. Pierwszy akapit chwycił mnie w łapki i zainteresował na tyle, że przeleciałam przez resztę jak lekko jak motylek. Sama przyjemność :)

Nowa Fantastyka