Profil użytkownika


komentarze: 1084, w dziale opowiadań: 563, opowiadania: 226

Ostatnie sto komentarzy

ANDO – uderz do kogoś, kto tu ostatnio powieść wydawał. Naz, Minuskuła (jeszcze chyba negocjuje, ale konspekt ma XD), Drakaina, Ninedin, ocha… na bank zapomniałem o masie osób xD 

 

Ajzan – “Między pieśniami” chyba brzmi mi lepiej, ale pewnie dlatego, że się przyzwyczaiłem trochę. 

Wesołych! Może i nieco spóźnione, ale mam dziś na sobie świąteczną koszulkę, więc pasuje :D Cieszę się, że sam koniec zrobił robotę, nawet jeśli reszta nie przekonała. Zawsze coś :D Dzięki za poprawki, spróbuję je przejrzeć w wolnej chwili, ale nie wiem, kiedy teraz taką znajdę :P

Skończyłem dzisiaj w pociągu “Jedyne. Ścieżki krwi” Pawła Majki. Taki średniak, do poczytania w podróży się nada, ale generalnie bez żadnych zachwytów. Światotwórstwo praktycznie zerżnięte z Amberu. Wiadomo, trochę się różni, ale wygląda to na wzięcie Amberu i przysypanie go odrobiną zmian, żeby nie było przypału (i tak np. zamiast “cieni Amberu” mamy “widma”). Ale w zasadzie jest masa fantastyki ściągającej z Tolkiena, więc i tak ściąganie z Zelaznego jest nieco bardziej oryginalne, to nie jest największy problem. Największym problemem jest chyba dla mnie sam styl – nieco infantylny, a przy tym popadający w masę zbędnych, niewnoszących nic do fabuły, za to przeładowanych infodumpem dygresji, które rozwalają jakiekolwiek tempo. W scenie spotkania dwóch bohaterów autor potrafi walnąć długa na kilka stron dygresję o tym, w jakiej sytuacji ostatni raz się spotkali, przerywaną dygresją na temat światów (widm) które wtedy odwiedzali, a wszystko sprowadza się do tego, że rzucają może po jednej linijce dialogu nawiązującej do tamtego spotkania i tyle, nic więcej z tego nie wynika. A i z samego spotkania chyba też nie za wiele wynika, bo więcej się w powieści nie spotykają, a i ich wątki bezpośrednio się nie zazębiają. Ogólnie więc mamy trochę chaos, ale chaos zanudzony tym zawałem dygresji. Do tego jakość redakcji pozostawia naprawdę wiele do życzenia. No, ale kupiłem tego ebooka na promocji za 5 zł i nie uważam tych pieniędzy za zmarnowane :P

Sabrina ma poziom mocno zniżkowy, 3 sezon jest już kompletnie pełen paskudnych głupot i mam nadzieję, że nie będzie następnych :D Poza tym przymierzam się do “Co zrobił Jack?”, ale ciągle zapominam o tym. 

Sam za to ostatnio obejrzałem w końcu “Porco Rosso” (polskie “Szkarłatny pilot”; anime od Ghibli) i matko, ależ to się świetnie ogląda! 

O proszę, widać lud ruszył czytać i głosować przed samym końcem :D

 

LilyArfi – cieszę się, że mogłem pomóc w szlifowaniu :D I bardzo mnie cieszy, że opowiadanie było zrozumiałe nawet, jeśli to nie jest twój ojczysty język. A nauka przez przyjemność jaką jest czytanie fantastyki to świetny pomysł. 

 

Deidriu – no cóż, wszystko już gdzieś kiedy było. Soylent green nie widziałem, ale widzę, że sporo osób do tego nawiązuje. Taki los, nic nie poradzę. Nie spodziewałem się, że coś zupełnie nowego napiszę :D

cobold – tak, wiem, sam magazyn jest dość oklepany. Ale magazyn był po to, żeby zaszokować bohatera, a nie czytelnika. Dla czytelnika był bardziej początek i koniec, więc fajnie, że one zagrały. 

 

ninedin – miód na moje oczy :D Cieszę się, że tak się spodobało.

 

grzelulukas – no ściana tekstu, zasadniczo monolog. Początkowo chciałem to rozegrać inaczej, ale wiadomo, limity. Ale skoro i tak przeleciało szybko i realizacja wyszła, to nic, tylko się cieszyć.

 

fun – cóż, nie jestem pewien, czy wizja jest taka niezbyt wiarygodna. To, że będziemy dysponować taką technologią jet niemal pewne. Jestem też niemal pewny, że w związku z tym powstaną jakieś neokanibalistyczne inicjatywy. Najmniej wiarygodny w całej koncepcji będzie sukces i popularność, jaką odniosła firma. Faktycznie, strzelam, że ten motyw mocno podkolorowałem. Ale przy odpowiednim marketingu – kto wie? I dzięki, cieszę się, że wszystko zagrało. Sporo w tym zasługi Witkorii – pierwotna wersja była znacznie bardziej sucha, po jej uwagach przepisałem kilka momentów i podkręciłem język.

Okładka fenomenalna, chyba najlepsza z dotychczasowych (chociaż “Ja, legenda” twardo się trzyma). 

I przepraszam najmocniej Ciebie, Marasie, że przeze mnie będzie musiał czytać jeszcze jeden tekst, nie spodziewałem się, że Arnubis namówi mnie na pisanie kolejnego.

Też się nie spodziewałem, ale cieszę się, że się udało :D 

Sy, że podpowiedź czaiła się w ostatnim akapicie to wiedziałem bez podpowiadania. Trochę mnie ten “uśmiech” zmylił, bo wiąże się z opowiadaniem które właśnie mam na becie, a ciebie tam nie ma :P Ale też jak cię nieco podejrzewałem (no, byłaś w gronie kilku podejrzanych) to musiałem sprawdzić co tam napisałaś na konkurs świąteczny, bo nie czytałem twojego : O Muszę to nadrobić, jak trochę luzu z czwartkiem się zrobi :D 

W Polsce normalnie nie kupisz przez Amazona wersji z reklamami, bo one nie obsługują naszego kraju. Da się chyba kupić taką wersję przez pośredników. Ponoć też można takiego kindla z reklamami zweryfikować, że mieszkasz i korzystasz w Polsce, a Amazon wyłącza wtedy reklamy na twoim urządzeniu. 

Jak ja tego wcześniej nie zauważyłem? Piękne, piękne. I wzruszyłem się, że ciągle się o moim dramacie pamięta. I nawet w dwóch miejscach się pojawiłem! Czy to już sława? 

Ostatni fragment, który “zawierał za dużo poprawek i błędów” wrzuciłeś i usunąłeś kilka dni temu. Domyślam się, że skoro był fragmentem książki, która wkrótce się ukaże, to sama książka także jest pełna błędów? Bo nieco wątpię, że w czasie tych kilku dni dokonano pełnej redakcji i korekty. 

W Kindlu 10 póki co nie znalazłem opcji skalowania czcionki w pdf, jedynie można zmienić orientację strony na poziomą, co ułatwi czytanie (wtedy całą stronę pdfa dzieli na trzy podstrony). Ale póki co odpalałem tylko jednego pdfa na chwilę. 

Ja się niestety nie wyrobię. Pomysł nie do końca doszlifowany, jurkowanie w Kapsule i ogólnie czasu mało. A do tego inne pomysły, bardziej dopracowane, się cisną. Szkoda :/ 

Klapaucjuszu, Drakaina pisała raczej do Dawida, nie do ciebie :)

Trochę tu nie zaglądałem i nagromadziło się komentarzy :D A że czasu ciągle za mało na wszystko, to niestety nie rozbiję się na poszczególnych czytelników. Podziękuję tylko wam wszystkim za wizytę i uraduję się raczej pozytywnym odbiorem tekstu :D 

Jak się boisz marudzenia Marasa, to rób jak uważasz. Ja sam nie mam nic przeciwko realizmowi magicznemu (jak np. w świetnym “Der Fischerkönig“ cobolda). Pisz to, co czujesz :D 

Spoko, czaję, z tego powodu też kupiłem etui. Do tego z folią na szybę, więc w ogóle zabezpieczenie 100% xD

A jeśli chodzi o Inkbooka Explore – nie mam opinii, poza tym, że dla mnie chyba byłby za duży, rozmiar Kindla 10 jest idealny pod moje potrzebny. Ale co kto lubi :D 

Mam Kindla 10 – kupiłem na tej promocji w black friday, wyszło niecałe 300 zł. Na chwilę obecną jestem zachwycony, używam praktycznie codziennie i nie wiem jak wcześniej mogłem bez niego żyć xD Rozdzielczość ekranu słabsza niż w Paperwhite, ale mi to nie przeszkadza, jest zdecydowanie wystarczająca, żeby czytać w pełni komfortowo. Do tego wiadomo, podświetlenie ekranu. Nie wiem jak z trwałością obudowy o której pisała Wiktoria – ja od razu kupiłem też etui. Jeśli będę kiedyś szukał nowego, to może zwrócę uwagę na Paperwhite, ale jak na pierwszy czytnik – Kindle 10 jest dla mnie fantastyczny. Nie mogę za to ocenić sprawy z Legimi, bo póki co nie korzystam, obczytuję rzeczy darmowe, to co już miałem albo co podesłali znajomi. Zobaczymy pewnie za jakiś czas. 

Nieźle napisane, sam nie bardzo przepadam za takim rodzajem narracji, ale tutaj bardzo fajnie działa i sprawia, że cały szort wypada naturalniej. Za to sama tematyka trochę mniej do mnie trafia – głównie dlatego, że to praktycznie czysta obyczajówka, a ja za obyczajówkami nie przepadam. Obyczajówkę to ja mam w życiu codziennym. Element fantastyczny jest, jakiś, delikatny, ale jest :D

Za to mam trochę problem z tym, że z jakiegoś powodu bohaterka nie rozpoznaje samej siebie, a zamiast tego nazywa gościa imieniem koleżanki z podstawówki. Jasne, kwestia choroby, ale bez przesady. Ten element wywołuje u mnie chyba większą niewiarę niż odwiedziny duplikatu z innej linii czasowej :P 

Zdanie z somą i psyche też zupełnie nie pasuje mi do reszty tekstu. I bardzo nie podoba mi się określanie miasta jako “N.”. Nie chcesz zdradzać, gdzie mieszkałaś – ok, spoko. Ale skoro i tak to nie jest tekst autobiograficzny, to jaką różnicą byłoby wpisanie tu jakiejkolwiek nazwy? 

Faktycznie, to nie jest fantastyka. Możesz mieć tu jakiś oniryzm czy lekki surrealizm, ale fantastyki jako takiej nie ma. No ale to już chyba wiesz. Jeśli chodzi o sam tekst – nie jestem fanem aż tak krótkich szortów. Podczas czytania przede wszystkim lubię poznawać historię (wiadomo, historię ciekawych bohaterów, ciekawie opowiedzianą barwnym językiem, ale głównie historię), a w tak krótkich tekstach nie ma o niej mowy, jest co najwyżej pojedyncza scenka. Do tego w tym wypadku praktycznie nieruchoma (co było zresztą twoim celem). No trudno, nie mój typ literatury. Za to mogę się zgodzić, że był całkiem przyjemny, ciężki klimat. 

Jeśli chodzi o sam język – nie tylko straszna zaimkoza, o której pisał, maras, ale także w ramach tej zaimkozy powtórka na powtórce. 

Różowa – jej ulubiony kolor. Niemal widzę, jak jej usta rozciągają się w uśmiechu. A potem przypominam sobie jej słowa.

Poznaczone siniakami, otarciami i zakrzepłą, ale jeszcze nie do końca, krwią.

Może lepiej coś w stylu “na wpół zastygłą krwią”? Bo trochę mi nie gra zakrzepła, ale nie do końca.

A potem przypominam sobie jej słowa. Choć wolałbym tego nie robić.

Te zdania spokojnie możesz połączyć w jedno, połączone przecinkiem.

Nie chcę tego wiedzieć, widzieć… pamiętać.

Tutaj zamieniłbym miejscami “widzieć” i “wiedzieć”, wydaje mi się, że mocniej by wybrzmiało.

 

“Delicatessen” nie widziałem, ale mnie to nie dziwi, nie ukrywałem, że to nie jest jakieś niezwykle nowatorskie czy odkrywcze spojrzenie. Ale cieszę się, że podobało wam się opowiadanie. Tak naprawdę ciężko coś nowego wam odpisać – PsychoFish skondensował w swoim komentarzu chyba wszystko, co tu najważniejsze. Tak więc dzięki za lekturę i zostawienie śladu :D 

O, dlatego nie powinno się czytać konkursowych opowiadań przed skończeniem swojego. Powinnaś pisać sama, a nie pod cudze teksty :P A sinice prawdopodobnie odegrają kluczową rolę w podboju kosmosu, nie tylko jako źródło tlenu, ale też ważny element diety (łatwa hodowla i bardzo dużo białka i witamin). Generalnie jednak, jeśli nie chcesz sinic, to wtedy wykorzystałbym jakieś jednokomórkowe glony, może zielenice albo okrzemki?  

Myślę, że zamiast roślin wykorzystałbym do tego zadania sinice – dużo łatwiej zoptymalizować i zautomatyzować hodowlę, do tego można uzyskać wysoką gęstość hodowli przez co znacznie rośnie wydajność. Poza tym jestem w stanie wyobrazić sobie zaprojektowane modyfikacje, które zwiększą wydajność fotosyntezy. Ale nie nazwałbym tego “przyspieszeniem” fotosyntezy, raczej właśnie zwiększeniem wydajności. Jasne, tlen powstawałby szybciej, ale to nie dlatego, że fotosynteza zachodziłaby “szybciej”. 

O, Irka chyba trafiła w sedno. To opowiadanie jest może niespecjalnie odkrywcze, ale za to panowie są uroczy :D 

Nah, prezes jest biznesmanem, a nie psychopatą. Może trochę po ludzku mściwym, ale bez przesady. Jak się czymś takim zajmuje, to sam raczej tego mięsa nie tyka :D Cieszę się, że się spodobało. 

Z tego co pamiętam, to Bellatrix szastała mistrzostwa w brydżu, więc pewnie może ci pomóc (sam w brydża nieco grywałem, ale w zasadzie bardziej udawałem, bo kumpel potrzebował pary na zawody xD). 

Mam chyba podobny problem jak SaraWinter – doceniam wykonanie i konwencję, ale jakoś łopatologiczna treść do mnie nie trafia. Jasne, masz tutaj klasyczne ubranie w żartobliwy sposób bardzo poważnych tematów, masz kilka fajnych zagrywek (jak z łuskami), ale wszystko jednak rozbija się o punkt wyjścia, który mnie raczej nie kupuje. No i jest jeszcze kwestia tego, że bardzo umownie podchodzisz od tematyki konkursu z pokazaniem świata za 100 lat (bo równie dobrze “akcja” mogłaby dziać się i za 1000 lat) jak i w zasadzie samej fantastyki (bo to raczej nie do końca jest fantastyka jako taka, a prędzej jakaś alegoria czy co). Generalnie – wykonanie najwyższej klasy, jak to u ciebie, ale całość nie urzekła. Trochę widać, że nie miałaś czasu posiedzieć z jakimś poważniejszym tekstem na ten konkurs i napisałaś to na szybko. 

A w całym opowiadaniu najbardziej doceniam doktorów Ryszarda i Łukasza :) 

PS: ale biblioteka się należy

Ogólnie podobało się. Zgrabnie napisane, fajny i dobrze wykonany pomysł z dwoma narracjami. Realia klasyczne, ale mi to nie przeszkadza. Podoba mi się też sama idea Matuzalema i podróży do niego. Finał trochę co prawda zaskoczył, więc to na plus, ale jednocześnie też nieco rozczarował. W sensie – to zgrabny i bardzo dobrze wykonany zabieg, nie zrozum mnie źle. Po prostu chyba liczyłem na ciekawą, niezależną postać Matuzalema, jako jakiegoś legendarnego proroka pustkowi. 

Mam za to nieco problemów z realiami jako takimi, jeszcze sprzed katastrofy. Nie do końca chyba widzę świat przedstawiony jako nasz świat za 100 lat, jednak zmiany wydają mi się zbyt drastyczne i postęp technologiczny zbyt gwałtowny. Zwłaszcza, że te wszystkie opisywane technologie nie są nowinkami, więc musiałyby zacząć szaleć gdzieś tak, powiedzmy, w połowie tego czasu, za jakieś 50 czy 60 lat. Pewnie nawet wcześniej, jeśli chcesz złapać osoby urodzone w latach 80. Nie kupuję tego, niestety. Tak samo nie przekonuje mnie aż taka arogancja mieszkańców miast, że jakikolwiek problem zaobserwowali dopiero, gdy burza piaskowa walnęła ich w twarz. 

Mersayake

Nie, to nie jest horror w klimacie Lovecrafta. Gdzie pan tu Lovecrafta widzi? :D Nad tamtym muszę jeszcze nieco posiedzieć, chociaż za dużo poprawek chyba już mi nie zostało. Ale chyba będę próbował słać to gdzieś na zewnątrz. 

Ale cieszę się, że to opowiadanie ci się podobało :D Trochę martwi mnie twoja ocena końcówki, którą sporo czytelników stawiało wręcz przeciwnie, podkreślając jako najmocniejszy punkt całości. Ale rozumiem, że mogła nie podobać się nagła zmiana konwencji.

Dzięki, że wpadłeś!

 

Wiktor

Jeszcze raz dzięki i smacznego!

No to jak? Głosujemy?

Znaczy, my uczestnicy konkursu.

Tak by było chyba uczciwie (oczywiście nie na siebie).

 

 

Nie w porządku będzie, jeśli jako uczestnik nie zagłosuję w konkursie – bo w ten sposób tak naprawdę realnie zwiększam swoje szanse w konkursie kosztem innych (na siebie głosować nie mogę, więc jako że inni uczestnicy dostaną mniej głosów, to moje opowiadanie będzie miało mniejszą stratę/większe prowadzenie (ok, na prowadzenie nie liczę xD)). Więc tak, głosujmy! 

Nowa Fantastyka