Profil użytkownika


komentarze: 1535, w dziale opowiadań: 735, opowiadania: 293

Ostatnie sto komentarzy

Komiksy mają tę zaletę, że nawet jeśli średniawka, to dobre rysunki mogą podciągnąć całość do bardzo przyjemnej lektury :D No, ale zobaczymy, w najbliższym czasie pewnie będę się brał za to. A tak poza tym, to przymierzam się do nabycia “Cody”. No i bardzo chciałbym “The last god”, ale najchętniej po polsku i w jakimś zbiorczym wydaniu, bo póki co są chyba tylko angielskie zeszyty.

Egmont będzie wznawiał Sandmana? O, to może jednak się nim zainteresuję, dzięki za cynk :D 

Jeśli chodzi o komiksy u mnie, to muszę jeszcze ponadrabiać to co dostałem na święta – “Brygada” Fernandeza, (póki co jestem w połowie, wizualnie cudne, fabularnie pokręcone, zobaczymy jak dojdzie do końca), “Negalyod”Perriota (Postapo-SF-dinozaury, to w sumie nie na święta, czeka już dłużej) i “Kenia” De Oliveira (znowu dinozaury w sumie, ale teraz w połowie XXw chyba).

Jeśli chodzi o Mrocznego Rycerza – mam i czytałem “Powrót…” i był bardzo spoko, ale słyszałem że kontynuacje bardzo przeciętne, więc nawet nie próbowałem nigdy. 

Klasycznie pewnie koło 20? 21? Chyba szczegółów nie ustalano

No to skoro zamówienia składamy tutaj, to poproszę męską XL basic.

Ba, możesz nawet poczytać trochę opowiadań arturiańskich na portalu. Na pewno jest tekst mój, jest opowiadanie Marasa, ale wydaje mi się, że coś jeszcze chyba widziałem.

Bez przesady Silvo, jasne, miałem pod koniec nieco maraton nadrabiania (bo mi wcześniej covidowe sprawy nieco pokrzyżowały plany czytania), ale to tylko część tej fali, po prostu trochę zapomniałem zostawiać znak że tekst przeczytałem, więc wrzuciłem hurtem :D 

Oho, zupełnie szczerze, już niemal zapomniałem o tym, że ma powstać antologia z tego. Dzięki za informacje. 

A ja prosiłbym, żeby nie zabierać głosu w sprawach, o których nie ma się pojęcia. Albo chociaż o minimum rzetelności i sprawdzenie informacji przed napisaniem komentarza. Naprawdę, niektórych przerasta kliknięcie w link podany w treści, aby zapoznać się z podstawowymi wiadomościami, o braku których się krzyczy?

To są monety. Przygotowane przez Mennicę Gdańską, o nominale 5 albo 50 dolarów, próba Ag 999, oficjalnie są to monety wyspy Niue. Informacje te znajdują się też na samej monecie, wystarczy spojrzeć na rewers. Na zdobycie tych informacji potrzeba kilkukrotnie mniej czasu niż poświęciłeś na napisanie swojego komentarza.

Więc, powtarzając po tobie, prosiłbym o nie wprowadzanie bywalców portalu w błąd.

Pozdrówka.

Jakoś tak dziwnie człowiekowi, gdy tyle piórek wpada. Zwłaszcza że sam marasiłem solidnie w tym miesiącu, lepiej od Marasa. No, ale gratulacje dla tych, co na święta piorko od loży dostali :)

Różnie. Pisałem zdecydowanie mniej niż bym chciał – pierwsza połowa roku była akceptowalna, ale potem przyszło lato, nałożyło mi się kilka spraw prywatno-zawodowych i chociaż w teorii czasu miałem dużo, to nie pisałem nic aż do września/października. Generalnie jednak tragedii nie ma – konkursowo udało się coś ugrać i załapać do antologii w Fantazjach Zielonogórskich. No i ukazała się w końcu antologia “Gladiatorzy” Fabryki Słów, którą zamykam – no zdecydowanie mogę nazwać to sukcesem. W ogóle obie antologie (moje pierwsze teksty wydane na papierze) dostałem w przeciągu chyba 2 dni, więc był to radosny okres. Generalnie zamykam ten rok z trzema publikacjami na koncie (chociaż w najbliższym czasie innych na horyzoncie za bardzo nie widać).

No i z końcem roku zacząłem pisać powieść. Powieść, której los może nie jest jeszcze w 100% przesądzony, bo po świecie krążą różne niespodziewane wypadki, ale zapowiada się bardzo obiecująco :) 

Łoch, aż takiego wyniku to się nie spodziewałem. Dziękuję bardzo za zaufanie, doceniam. Gratulacje dla przyszłych współlożan.

Użytkownicy z listy rezerwowej – drżyjcie! W tym roku w trakcie kadencji do Loży weszły dwie osoby z listy rezerwowej (w tym ja). Tak więc wcale nie możecie spać spokojnie, jeszcze Loża się może o was upomnieć :) 

Zaraz zaraz, to tam były w ogóle jakieś rymowanki?

W każdym razie, do mnie ten wasz cały Śmieciuchołaj zupełnie nie trafił. Nie bawi mnie w ogóle, nie rozumiem większości nawiązań (W tym mojego, co ja mam niby wspólnego z karaczanami?), wypowiedzi użytkowników niezbyt mi do użytkowników pasują (poza Tarniną rzucającą gifem. I Marasem). Generalnie odnoszę wrażenie, że przy tym tekście to przede wszystkim wy się dobrze bawiliście, czytelnik zdecydowanie mniej, co znalazło finał w ostatniej części. I teraz mam wrażenie jakbym oglądał jakiegoś let’s playa, gdzie ktoś inny sobie gra i się dobrze bawi. A ja nie lubię oglądać let’s playów, wolę sam pograć. 

No, ale z drugiej strony nie zamierzam nikomu odmawiać prawa do zabawy. A z komentarzy wynika, że sporo innych osób znalazło wasz utwór zabawnym. Spore więc szanse, że po prostu grumpy dziad Arni przyszedł pomarudzić i powinien wracać tam, gdzie inne Staruchy siedzą xD

Napisałem, że nie mam nic do zarzucenia pod względem językowym, cała reszta mojej wiadomości była o tym co mam do zarzucenia pod innymi względami. W dużym skrócie: opowiadanie napisane bardzo solidnie, ale mnie zmęczyło i znudziło. Nie wątpię, że są ludzie którym się podoba, ale ja nie jestem w stanie dać TAKa zgodnie ze swoim sumieniem (chociaż do biblioteki klikałbym jak dziki).

Jeśli chodzi o treść – super. Naprawdę bardzo mi się podoba ten tekst, podejście do Bożego Narodzenia zapewne najpełniejsze z dotychczasowych szortów (w sensie, większość skupia się na okołoświątecznym folklorze i tradycjach, u ciebie religijna istota Bożego Narodzenia). Tylko językowo jakoś momentami wydawało mi się dziwnie niezgrabnie, jak na tak krótki tekst. 

Chyba rzeczywiście tak było… ale powody, o których piszesz, nie są jedynymi. Stwierdziłem, że gdyby zawodnicy nie byli anonimowi, to całe rozgrywki Mental Wars stałyby się poważnym zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa.

 

Im więcej osób zmaltretowałeś psychicznie, i im dotkliwiej to zrobiłeś, tym większą nienawiścią do ciebie będą te osoby pałać. To nie jest „zwyczajna” gra czy sport, w której się „tylko” przegrywa. A jeśli nie jesteś anonimowy, szybko może znaleźć się ktoś, kto:

– przebije ci opony w samochodzie,

– nabazgrze czerwoną farbą na ścianie twojego domu „POTWÓR”,

– albo nawet kupi nóż/pistolet i pójdzie się z tobą spotkać.

Ponadto, tak jak pisałem, uważam, że MW bardzo polaryzuje społeczeństwo: jest ogromna rzesza ludzi, która uwielbia to oglądać, ale jest też niemała, która się tym brzydzi. I wyobraźmy sobie, że wygrałeś turniej, a dowiedział się o tym twój szef, który pogardza MW. Nie zazdroszczę.

 

Masz stuprocentową rację. I to właśnie tworzyłoby cholernie ciekawy setting do opowiedzenia dobrej historii. Środowisko pokrzywionych psychicznie zawodowców-celebrytów, których społeczeństwo z jednej strony nienawidzi i pogardza, a z drugiej uwielbia i jest uzależnione od ich patologii. Jednocześnie oni mogliby próbować radzić sobie z tym w różne sposoby – niektórzy popadając w uzależnienia, ciągłe imprezy i te celebryckie życie, żeby dać upust emocjom, inni nie wiem, odcinając się od świata i robiąc jakieś medytacje zen XD Nie chcę ci mówić o czym masz pisać, bo to twoja twórczość i ty najlepiej wiesz o czym chcesz opowiadać. Ale pomyśl o tym, jeśli chcesz, bo serio czuję w tym masę potencjału który może rozwinąć skrzydła.

Rok temu pisałem na świąteczny konkurs opowiadanie z kotem w roli głównej (i to kotem bardzo wyjątkowym), więc dla symetrii w tym roku wypadało napisać coś z pieskiem :D 

Jeśli chodzi o choinkę, to chcieliśmy złapać na mikołajki, ale nie było nigdzie w okolicy czegoś większego niż 10cm jeszcze. W każdym razie będziemy polować na małe drzewko do mieszkania – takie z pół metra może. Raczej symboliczne, żeby sobie miło posiedzieć przy nim przez grudzień i styczeń, ile wytrzyma, bo i tak same święta nas nie będzie w Gdańsku. Ale choineczka być musi. A dzisiaj planuję brać się za pierniczki :D

Żar tlił się jeszcze w kominku obwieszonym wełnianymi skarpetami. Choinka, przyozdobiona bajecznymi bombkami, łańcuchami i lampkami, pachniała lasem i szczęściem. Mikołaj, nucąc pod nosem radosną kolędę, skończył układać pod drzewkiem prezenty i rozejrzał się po salonie, szukając mleka i ciasteczek. Kończył właśnie pałaszować drugiego pierniczka, gdy poczuł, że coś szarpie go za nogawkę czerwonego stroju. Opuścił wzrok i zobaczył kudłatego szczeniaka targającego mu spodnie. Otarł wąsiska i spojrzał groźnie na zwierzę.

– Ktoś tu jest niegrzeczny. A wiemy dobrze, co dostają niegrzeczni…

Sięgnął do przepastnego wora i wyciągnął z niego sękatą rózgę. Wziął solidny zamach i rzucił ją na drugą stronę salonu. Psiak, piszcząc ze szczęścia, pomknął za patykiem.

– Wesołych Świąt – wyszeptał Mikołaj i zachichotał, włażąc do kominka. 

Straszne mam obsuwy ostatnio, przepraszam. Ale jestem z piórkowym komentarzem.

No i byłem na NIE.

Początkowo, podczas czytania, byłem w zasadzie zachwycony. Świetny pomysł, bardzo dobrze napisany, ładnie budujesz napięcie i emocje w scenach pojedynków. No miodzio, czytałem będąc pewny, że dam ci solidnego TAKa. Potem przyszedł finał, który kompletnie mnie rozczarował. W żaden sposób nie przekonałeś mnie do tego, że bohater załamałby się w taki sposób po usłyszeniu kilku banałów. No nijak tego nie kupuję. Koleś będący wymiataczem w tego typu mentalnych pojedynkach na słabości powinien być trochę twardszy. To znaczy – czytając opowiadanie spodziewałem się wielkiej klęski na koniec, ale liczyłem na odpalenie prawdziwej bomby, a nie jakieś pyrknięcie. 

Zemsta niepełnosprawnej dziewczyny też była jakaś taka… podejrzanie łatwa? Niepodbudowana. Ot tak z miejsca wbija sobie w tajne kanały organizacji i nie wzbudza żadnych podejrzeń.

Ale te zarzuty, chociaż poważne (zwłaszcza finał) jeszcze mogłyby nie przesądzić o moim głosie na NIE. Niestety, ale to co mnie najbardziej przekonało, żeby tak zagłosować, to świat przedstawiony twojego tekstu. Chociaż początkowo byłem niemal wszystkim zachwycony, to im dłużej myślałem o twoim opowiadaniu, tym bardziej mi się nie podobała wizja tych rozgrywek i wszystko się rozjeżdżało. Wygląda mi na to, że w trakcie pisania uświadomiłeś sobie, że żeby te pojedynki miały sens sportowy, musi być utrzymana anonimowość zawodników, inaczej zbyt łatwo byłoby wyciągnąć informacje o nich po prostu googlując czy oglądając wcześniejsze mecze (zresztą, czytając początkowo o tej anonimowości chyba nie wiedziałem i dopiero gdzieś w połowie to załapałem, co zmieniło mi wizję opowiadania). No i potem, ciągnąć tę anonimowość, ponarzucałeś na te swoje rozgrywki masę ograniczeń i zasad, które niby z tej anonimowości wynikały, ale w rezultacie niszczyły sens tych rozgrywek. To znaczy tak – to się super czyta z perspektywy uczestnika. Ale nie wierzę, że to działa jako sport. Po prostu te twoje zawody, polegające na niezwykle emocjonalnym niszczeniu psychicznym przeciwnika, paradoksalnie byłyby przeraźliwie nudne dla widzów. Przez te wszystkie twoje ograniczenia jedyne co dostają widzowie to suche komunikaty “X odgadł imię Y”, “X odgadł wiek Y” “X odgadł słabość Y: arachnofobia”, “Y się poruszył”. No proszę cię, nie wierzę że ktokolwiek byłby tym zainteresowany dłużej niż chwilę. A bez widzów nie ma zawodów, nie ma wielkich wygranych, nie ma sportu, nie ma opowiadania. Wszystko ci się sypie. A wystarczyło nie brnąć w tę anonimowość, zamiast tego śmiało wyskoczyć przeciw niej – niech widzowie mają pełne wejrzenie w wizje, które widzą uczestnicy, niech mają podgląd na ich kabiny i widzą wijących się i płaczących zawodników kompletnie się łamiących, niech profesjonalni zawodnicy będą jakimiś dziwnymi, pokręconymi celebrytami przyciągającymi do siebie masy ludzi.

W tym pomyśle tkwi masa potencjału, z którego w zasadzie spokojnie mógłbyś wyciągnąć dobrą powieść. Ale ty ten potencjał zatrzasnąłeś za drzwiami asekuranctwa. I to, niestety, w moich oczach pogrążyło twój tekst. Znaczy oczywiście nie pogrążyło zupełnie – to bardzo dobre opowiadanie w 100% zasługujące na bibliotekę. Ale mogło być świetne, powinno być świetne, ale podjąłeś złą decyzję. I bardzo tego żałuję. 

Przepraszam, że tak późno docieram, bardzo niemrawo mi komentowanie ostatnio idzie. Ale jestem!

No i jak pewnie pamiętasz, byłem na NIE. Doceniam warstwę językową – opowiadanie napisane jest naprawdę dobrze, pod tym względem czytało się bardzo przyjemnie i naprawdę nie mam ci chyba nic do zarzucenia. 

Niestety jednak treścią opowiadanie zupełnie mnie nie przekonało. Żeby nie było, zdaję sobie sprawę, że są czytelnicy lubiący tego rodzaju literaturę, ale ja niestety (albo i stety) zupełnie do nich nie należę. Twoje opowiadanie jednocześnie mnie znudziło, bo nie trafił się żaden haczyk który na który bym się złapał, jak i zmęczyło nagromadzeniem tragedii. Naprawdę, walisz po nerach kop za kopem, bez chwili oddechu, bez jakichś weselszych momentów ani nic w tym stylu. Zdecydowanie nie jest to literatura z której jestem w stanie czerpać przyjemność.

Wątek fantastyczny delikatny i nienachalny, ale przy tym niezbyt oryginalny czy interesujący. Znaczy – wykonany poprawnie, ale mnie nie zainteresował. Ponadto, chociaż te zasady funkcjonowania zaświatów wprowadzasz dość delikatnie, to coś mi w nich zgrzyta w postaci Mai. W sensie – rozumiem, że duchy które mają niedokończone sprawy czy inne problemy nie przechodzą dalej i zostają w oceanie. Rozumiem, że Maja nie mogła się uwolnić, bo ukradli jej czaszkę… Ale nie bardzo mi się to lepi. W sensie, Maja zginęła kilka lat wcześniej. Czaszkę ukradziono dopiero w trakcie opowiadania i wtedy zaczęła odwiedzać Marka. Jednocześnie twierdzi, że nie trzymają jej niedokończone sprawy i romans z Markiem, jedynie kwestia zbezczeszczenia zwłok. Więc skoro nie miała problemów z Markiem ani niczym, to nie powinna od razu po śmierci opuścić oceanu? Czy opuściła, ale bezczeszczenie zwłok ściągnęło ją z powrotem? Bo jeśli tak, archeolodzy mieliby na sumieniach całe rzesze niespokojnych duchów… Sam wątek hien cmentarnych wydawał mi się też urwany bez jakiegokolwiek zakończenia. Trochę niepotrzebne wydawało mi się też wprowadzenie drugiego (pierwszego?) dziecka pod koniec tekstu tylko po to, żeby praktycznie od razu umarło i dowaliło do sumy nieszczęść. Spokojnie można było wątki połączyć z Piotrusiem albo sobie darować, ale o tym kilka osób chyba już ci pisało. 

No, ale żeby nie było że tylko narzekam, to na koniec jeszcze raz zaznaczę, że napisane jest naprawdę fajnie. I inny skład Loży pewnie mógłby ci dać piórko bez wahania i z zachwytem. Ale ja niestety nie jestem w stanie tego zrobić.

Śląski Mikołaj na propsie (sam co prawda byłem straszony rózgą, ale o węglu słyszałem. Ba, kiedyś dostałem na studiach na pseudowigilii organizowanej przez ekipę znajomych).

Ale Irka i Ninedin póki co najwięcej świątecznej magii mają :D 

Jeśli chodzi o poprawki stylistyczne, to poprawiaj do woli, ale pamiętaj że jury nie czeka na ostateczną wersję, skoro tekst opublikowany to opublikowany i jury czyta kiedy czyta, więc te poprawki mogą nic nie dać konkursowo, skoro jury przeczytało już z błędami (ale może dać dużo jakości tekstowi, więc śmiało). Ale z większymi zmianami fabularnymi lepiej poczekać do ogłoszenia wyników.

Cenzura moderatorska. Po krótkiej i jednogłośnej naradzie zdecydowaliśmy, że nie ma miejsca na wielkiego, rzucającego mięsem Mikołaja na powitaniu w portalowym wątku świątecznym. Właśnie pisałem do was pw w tej sprawie, ale skoro już napisałaś publicznie :D Jeśli życzycie sobie zastąpienie tej cenzury w jakiś inny sposób, wygwiazdkowanie czy coś, to nie ma problemu, ale wersja oryginalna nie będzie wisiała w pierwszym poście. 

Z tego co słyszałem, to wykonanie (przede wszystkim jakość redakcji i korekty, ale też po prostu część tekstów) delikatnie mówiąc pozostawiało sporo do życzenia. 

Nie czytałem wcześniejszych tekstów i trochę tego żałuję, zapewne spróbuję nadrobić w wolnej chwili. Bo po tym tekście widzę, że warto.

 

Byłem na TAK, ale to raczej wiesz. Przede wszystkim uważam, że brakuje nam na portalu podobnych tekstów, takiego solidnego, mięsistego fantasy. Dla wielu, zbyt wielu na tym portalu, taki rodzaj fantastyki jest passe i cóż, boleję nad tym. Ja bym chętnie poczytał więcej takich tekstów.

Tekst przede wszystkim stoi klimatem. Jak na kawał solidnego dark fantasy przystało mamy brud i mrok, mamy upadłego i wątpliwego moralnie bohatera, mamy innych, nieokrzesanych i raczej odpychających, mamy zapuszczoną wieś pośród niczego i zło korupujące niewinnych ludzi. W zasadzie odhaczone klasyczne punktu tego typu literatury, odhaczone w sposób bardzo solidny i satysfakcjonujący. 

 

Oczywiście jest do czego się przyczepić. Tekst to niezła kobyłka, a początek jest dość ciężki do wejścia, może nieco niezgrabny. Na tyle, że przy pierwszym podejściu, patrząc na to ile to tekstu, odpuściłem sobie po kilku akapitach (no, nie odpuściłem-odpuściłem, ale odłożyłem tekst z pewnością że wrócę do niego na spokojnie w lepszych, bardziej sprzyjających warunkach niż w tramwaju). Na szczęście gdy usiadłem drugi raz do opowiadania udało się wejść w świat i zassało. Wydaje mi się, że udało ci się w sam raz zbalansować kwestie tekstu osadzonego w uniwersum – tak, widać było że to kontynuacja i pewnie wyciągnąłbym z tekstu więcej znając poprzednie, ale odpowiednio dozowałeś informacje, tak żebym jako czytelnik nie był pogubiony i dostał niezbędne podstawy, a z drugiej strony nie przytłoczyłeś nadmiarem ekspozycji, retrospekcji i streszczania poprzednich tekstów. Brawo, bo to nie tak ałatwa sztuka. 

 

W takiej dużej grupie wprowadzonych jednocześnie, podobnych do siebie bohaterów nie udało ci się oczywiście uniknąć ich zlewania się ze sobą. Traktowałem ich raczej jako jednego, zbiorowego bohatera. Ale i tak udało ci się przynajmniej powierzchownie zarysować role w ekipie: upadły kapłan, wciąż nieco naiwny młodzik, stary wiarus, arogancki dowódca. W dłuższym tekście drużyna mogłaby mieć całkiem niezłą dynamikę (chociaż pewnie po okrojeniu z kilku pozostałych postaci). W sumie i tak udało się nieco tego pokazać chociażby w scenie gdy przychodzą do kapłana po amulety. Chętnie zobaczyłbym więcej właśnie takiej dynamiki, bo długa wspólna droga jest do tego bardzo dobrym momentem, ale opowiadanie i tak jest kobyłą i rozumiem, że nijak miejsca na to nie było.

 

Fabularnie mamy historię niezbyt skomplikowaną, ale satysfakcjonującą. Początkowo mocno kręciłem nosem na kwestię dwóch demonów z dwóch stron tej samej kartki, ale jakoś z tego wybrnąłeś. Może nie w sposób który jakoś bardzo mnie zadowolił, ale w wystarczający żebym uznał "No dobra, niech będzie". Za to zupełnie nie kupiłem momentu, w którym Kerv z młodym siedzą w stodole, w której jest ukryty właz. Wchodzą do stodoły wieśniacy, potem spod ziemi wyłazi horda demona, wszyscy widzą Kerva i go ignorują. Jasne, piszesz coś w stylu że traktują go jakby był jednym z nich. Ale tego nie kupuję. Zwłaszcza, że chwilę wcześniej dziewczyna rzucała Kervowi drwiące uśmieszki. Gryzie się to. Tak samo jak nie bardzo wiem dlaczego w zasadzie horda nocą nie wymordowała wszystkich najemników, zamiast bawić się w wybijanie ich po kolei. Znaczy – jasne, z punktu widzenia opowiadania takie kolejne śmierci mogą mieć sens. Ale w ramach logiki wewnątrz tekstu nieco się to rozjeżdża.

 

Co jeszcze mogę dodać? Podoba mi się zakończenie, zarówno ostatnie zdania jak i moment, w którym zakończyłeś opowiadanie.

Świetny tekst i mój jedyny pewny TAK w tym miesiącu. Nie będę zostawiał ci komentarza-kobyły dogłębnie analizującego tekst, z jednej strony parę ich tu już masz, z drugiej nie bardzo chcę rozkładać na kawałki opowiadanie i zrozumieć dlaczego mi się podobało, bo chcę zostać z samym uczuciem ogólnego zachwytu. Podobał mi się sam pomysł, podobało spokojne tempo opowieści, język momentami oczarowywał. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić (a akurat nie bardzo jestem a nastroju), to chyba ponarzekałbym nieco na dialogi, które wymagają trochę szlifu w porównaniu do reszty tekstu.

Strasznie cieszy mnie twoja obecność na portalu i czekam na więcej twoich tekstów. Nie tylko tutaj, bo tym opowiadaniem spokojnie pokazujesz poziom, który bez wstydu może ukazywać się w papierowym NF. 

Niestety byłem na NIE i to była chyba najłatwiejsza decyzja w tym miesiącu. A szkoda, bo uwielbiam twoje Ki-Gal i uważam za najlepszy tekst ostatniego roku, a i ten był napisany momentami pięknie. Tylko niestety moim zdaniem zupełnie nie zagrało to co czyniło Ki-Gal tekstem tak wyjątkowym. Znowu próbowałaś ożenić mitologię i SF, ale tym razem chyba zupełnie zagubiłaś propocje, albo przynajmniej podałaś je w takim miksie, który był dla mnie niezbyt sprzyjający. Z jednej strony warstwa mitologiczna, mistyczna, zdominowała całą resztę tekstu, z drugiej jednak zabrakło kilku kroczków żeby to był tekst czysto mitologiczny czy alegoryczny. I w ten sposób dostajemy tekst stojący w rozkroku, i to rozkroku bardzo niezbalanasowanym, przeciężony na jedną stronę tak że zazraz się wywróci, ale jeszcze-jeszcze próbuje ustać.

Zupełnie nie byłem w stanie kupić twojego świata przedstawionego. Przez to, jak bardzo chciałaś wszystko powiązać z mitologią (chociaż doceniam bardzo research) wszystko wypada nienaturalnie. Nie jestem w stanie uwierzyć w twoją kolonię, w której dzieci nie wiedzą o świecie dookoła (zwłaszcza, że rodzice nie zdają się ukrywać prawdy), mitologizują sobie świat i szczerze wierzą w kosmiczne jajo, a jednocześnie co jakiś czas przylatują statki z nowymi kolonizatorami z Ziemi. Ja rozumiem, że chciałaś przedstawić perspektywę dziecka i jego pojmowanie świata, ale w tych warunkach zupełnie mnie to nie przekonało. Tak jak wątpliwości kim są bohaterowie – czy to zwykłe dzieci? bogowie? SI? W ogóle nie czułem tych rozterek i dowiedziałem się o nich dopiero czytając inne komentarze. Ja, czytając tekst, nie widziałem tych innych opcji, dla mnie to były po prostu dzieci kolonistów, tylko niezbyt wiarygodne jako dzieci. Zwłaszcza, że w swoim researchu (który kolejny raz pochwalę bo mi imponuje) sięgnęłaś po mity niezbyt popularne, a przynajmniej nieznane dla mnie, więc nie widziałem nawet warstwy w której dzieciaki odtwarzają role mitycznych odpowiedników (jasne, trochę wyczuwałem budowanie panteonu, ale jednak zabrakło mi kontekstu). 

Sama opowieść też niestety trochę mi się wlokła, jako że odgrywała rolę mocno podrzędną dla twojej wizji mitologizacji-sf. W pewnym momencie byłem już znużony kolejnymi sennymi wizjami i spotykaniem kolejnych dzieciaków, które też śnią i czekałem aż w końcu odhaczysz całą listę i przejdziesz do finału. Finał, który z jednej strony świetnie wykorzystał analogię z omfalosem, z drugiej pozostawił niedosyt, bo spodziewałem się, że historia zmierza do czegoś mocniejszego.

W domu rodzinnym, gdzie święta właściwe – choinka obowiązkowo żywa, duża, cięta. Szczerze mówiąc ostatnie dwa lata mieliśmy nawet po dwie choinki (drugą mniejszą), bo raz mama dostała w pracy jak już mieliśmy kupioną, a drugi raz akurat sąsiad u siebie na działce choinki wycinał :D No, ale że moi rodzice tradycyjnie co roku muszą kupić przynajmniej jedno pudło nowych bombek, to wszystkiego na dwie choinki na luzie wystarczyło i było super :D

W tamtym roku też pierwszy raz zorganizowałem sobie własną choinkę w wynajmowanym mieszkaniu – nie za dużą, w doniczce. Plan był, żeby ją gdzieś potem wkopać, ale padła niestety, widocznie nie była hodowana w doniczce tylko wykopana ze szkółki i za bardzo korzenie przy tym uszkodzili. W każdym razie w tym roku zapewne zrobimy do tego drugie podejście.

Tak, ale Ajzan pyta o jakąś bardziej skomplikowaną kwestię – jeśli zrozumiałem dobrze, to jej bohater ma nie widzieć światła, ale wyczuwać jego intensywność. A tu się pojawia istotny problem, bo widzenie jest sposobem w jaki mózg interpretuje bodźce z receptorów. Więc jeśli bohater ma chociaż trochę sprawne receptory będące w stanie odebrać bodźce o intensywności światła i przekazać je do mózgu, no to ten, bohater będzie te światło widział. Więc ja bym spróbował rozegrać to częściową ślepotą, która ograniczyłaby się do rozróżniania jasno-ciemno i ewentualnie proste kształty, to by było chyba najbardziej zbliżone do efektu jaki chce uzyskać Ajzan. Ale bez jakiegokolwiek widzenia nie da się obejść.

Kiepsko. Jeśli bohater jest nieco prymitywnym gadem takim jak np. hatteria, to może mieć oko ciemieniowe, którym takie rzeczy mógłby wykrywać. Ale poza tym nie bardzo – skoro ma mieć oczy uszkodzone tak bardzo, że tego światła nie widzi, to nie widzę za bardzo opcji jak inaczej mógłby rejestrować jego natężenie. Co prawda mógłby wciąż wyczuwać ciepło związane czasem z intensywnym światłem, ale to niezbyt  wiarygodny punkt odniesienia. Więc, jeśli nie masz jakichś mocy magicznych, które by się tym zajmowały, to chyba słabo.

 

Edit:

Anet – kiedy mamy zamknięte oczy, to nie czujemy światła, tylko widzimy światło przeświecające przez powieki. Jeśli uszkodzone jest samo oko albo nerw wzrokowy, to nie bardzo widzę opcję takiego odczuwania. Kwestia tego, jak bardzo uszkodzone jest oko, może Ajzan powinna ograniczyć się do częściowej utraty wzroku i pozostawić tylko właśnie rozróżnianie jasno-ciemno.

Nowa Fantastyka