- Opowiadanie: Tarnina - Wyzwanie #27: Węże. Dlaczego węże?

Wyzwanie #27: Węże. Dlaczego węże?

Wątek organizacyjny.

 

Poprzednie wyzwania:

Wyzwanie #1: Fragment fantasy

Wyzwanie #2: Prawda jak oliwa

Wyzwanie #3: Poleje się krew

Wyzwanie #4: W zawieszeniu

Wyzwanie #5: Bo to się zwykle tak zaczyna

Wyzwanie #6: Opisy, fatalne zauroczenie

Wyzwanie #7: Przejęte dowodzenie

Wyzwanie #8: Pandora uchyla wieczko

Wyzwanie#9: Casting na bohatera

Wyzwanie#10: Więcej was matka nie miała?

Wyzwanie#11: Fantastyczny projektant

Wyzwanie #12: Między ustami a brzegiem pucharu

Wyzwanie #13: Gdy za długo patrzysz w ciemność...

Wyzwanie #14: Zagrajmy na emocjach nieznaną melodię

Wyzwanie #14a: Morskie opowieści

Wyzwanie #15: Perspektywa i czas

Wyzwanie #16: Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku

Wyzwanie #17: Oko w oko z wrogiem

Wyzwanie #18: Znów musimy się pogodzić

Wyzwanie #19: Gdy patrzę w twoje oczy, zaczyna się dzień

Wyzwanie #20: Jakaż to była wielka gra!

Wyzwanie #21: Mistrz i uczeń

Wyzwanie #22: Wejście smoka

Wyzwanie #23: Jaki to piękny dom!

Wyzwanie #24: Moje uniwersum jest mojsze niż twojsze, bo to właśnie moje uniwersum jest najmojsze !

Wyzwanie #25: Do trzech razy sztuka

Wyzwanie #26: W końcu go zabiłem, a wy chcecie mnie sądzić?

Oceny

Wyzwanie #27: Węże. Dlaczego węże?

Nie ma fabuły bez pokonywania przeszkód. A co jest większą przeszkodą od własnego strachu?

 

Zadanie może wyglądać na skomplikowane, ale głęboki wdech! dacie radę. Otóż – poproszę o scenę z sequelem (czyli reakcją, zob. tutaj: https://www.helpingwritersbecomeauthors.com/how-to-structure-scenes/ ), w której:

 

1 bohater ma jasno określony cel (np. zdobyć artefakt)

2 ALE staje mu na przeszkodzie coś, przed czym odczuwa irracjonalny lęk (fobia bohatera dowolna: mogą być węże, pająki, wysokość, ale fobia społeczna też będzie mile widziana)

3 I bohater ponosi porażkę – bo tak się boi

4 ALE zbiera się do kupy

5 I wymyśla, co dalej – powinien coś zdecydować.

 

Cel wyzwania: napisanie uporządkowanej, pokazującej charakter bohatera sceny, która ma być zamkniętą całością (w ramach jakiejś wirtualnej całości, oczywiście)

Termin: 25 listopada

Limit słów: 500

 

I pamiętajcie – żmije są bardzo niebezpieczne! Więc idziecie pierwsi ;)

Koniec

Komentarze

Wow, dobre!

Zapładniam czarnymi motylami;)

 

:)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

OK, pokonanie strachu nie powinno być dużo trudniejsze od zniszczenia planety ^_^ Trzeba powalczyć, głównie z terminem :P 

Fajne wyzwanie, postaram się coś skrobnąć, jak czas pozwoli ;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Kółka do roweru, gdyby ktoś potrzebował:

https://www.storyplanner.com/story/plan/disaster-and-reaction-scene-structure

^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pierwszy! :)

 

Czy weganin to dobry materiał na kata?

 

Cholerne społeczeństwo rotacyjne, pomyślał Paweł.

Jeżeli ktoś by mnie zapytał, to uważam taki osąd za niesprawiedliwy. Człowiek, o którym wam opowiem, tak naprawdę jest uprzywilejowany, ponieważ pomiary, dokonane w Rządowym Ośrodku Urodzin, pozwoliły sklasyfikować go jako pracownika Sektora Administracyjnego.

Co z tego wynikało, zapytacie? Otóż w dorosłej fazie życia przydzielany był do nie najgorszych prac. Pierwszy kwartał spędził jako inspektor w Urzędzie Celnym. Głównie siedział za biurkiem i udawał, że coś robi. Po rotacji przypadły mu fantastyczne trzy miesiące na świeżym powietrzu, przy pracach interwencyjnych. Jak dotychczas bajka, sami przyznacie.

Pechowo, kolejny kwartał miał spędzić w roli rządowego kata. Cóż, wykonywanie egzekucji i weganizm nie idą w parze. Właśnie, wspominałem już, że nasz bohater jest weganinem?

Pierwszego dnia mężczyzna miał wykonać karę śmierci na zbuntowanym niewolniku. Generalnie często się zdarza, że świeżo upieczony kat dostaje łatwe zadanie, jak właśnie eliminacja gadającego narzędzia. Zabija się człowieka, ale tylko w znaczeniu technicznym.

Tego dnia Paweł otrzymał topór i miał dekapitować skazanego. Niewolnik został przywiązany do stołu rzeźnickiego. Przeraźliwie wrzeszczał. Nogi naszego bohatera zaczęły dygotać, oddech niebezpiecznie przyspieszył. Gdy podszedł do skazanego, cały był już zlany potem. Muszę przyznać, przykry to był widok. Paweł w tym momencie niewiele już widział, do tego stopnia kręciło mu się w głowie.

Gdy stanął nad niewolnikiem, niepewnym ruchem uniósł topór. Przez chwilę myślałem, że jednak mu się uda, ale niestety nie. Pomieszczenie wypełnił odgłos upadającej stali i pękających płytek. Topór wyślizgnął się z dłoni Pawła i spadł na podłogę. Tego dnia, z oczywistych względów, egzekucja nie mogła się odbyć.

Nie sprawiło mi najmniejszej przyjemności, gdy przypadło mi w obowiązku zrugać chłopaka. Musicie zrozumieć jedno, robiłem to dla jego dobra. Wiecie, jaki los by go spotkał, gdyby ponownie nie wykonał zadania? Nie? Dobrze, spieszę z wyjaśnieniami. Otóż dwukrotne niewykonanie zadania w czasie jednej rotacji oznacza ni mniej, ni więcej, że pechowy pracownik zostaje zdegradowany społecznie. I to od razu do Sektora Kanalizacyjnego! A macie świadomość, że to nie tylko gówniana robota, ale także tylko jeden poziom ponad niewolnikami, prawda?

W każdym razie… Moja przemowa wyraźnie otrzeźwiła Pawła. Nie da się zamienić człowieka w mordercę w ciągu dwóch dni, a tyle właśnie czasu zostało do kolejnej egzekucji. Można natomiast zmienić diametralnie nawyki żywieniowe i w tym właśnie upatrywaliśmy wszelką nadzieję.

Przy okazji, przypominam, że zapisy na Błyskawiczne Terapie są otwarte całodobowo. Do końca tygodnia w promocyjnej cenie!

Wróćmy zatem do Pawła. Nasz zadeklarowany weganin został poddany naszej autorskiej Terapii, w której wróciliśmy do starożytnej sztuki leczenia wyładowaniami elektrycznymi. Proszę się tutaj nie krzywić! To brzmi gorzej, niż w rzeczywistości wygląda. Już po czterech półgodzinnych sesjach mężczyzna zaczął zajadać się podsmażanym boczkiem. Kolejnych kilka wstrząsów i viola! Zjadł pysznego burgera. I jeszcze poprosił o dokładkę!

Nie muszę chyba dodawać, że kolejną egzekucję Paweł wykonał bezproblemowo. Ba, nawet z uśmiechem na ustach poprawił uderzenie, gdy po pierwszym cięciu pozostało kilka luźnych ścięgien. Kolejny zadowolony klient. Znaczy się kat, nie niewolnik. Cóż mogę jeszcze dodać… Zapisujcie się na Terapię, skuteczność gwarantowana! W dodatku, w tym tygodniu mamy specjalną promocję! Szczegóły u konsultantów.

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Ha! Kto podejmie wyzwanie?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Temat wcale nie taki trudny do realizacji, ale chwilowo nie mam czasu ani pomysłu. :(

No, najwyżej wrzucę w sobotę, godzinę przed deadlinem, a co! :)

,,Nie jestem szalony. Mama mnie zbadała."

I to jest obywatelska postawa!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Przypominam, że dziś kończymy wyzwanie. Macie już tylko parę godzin.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ojej, ojej!

Zapładniam czarnymi motylami;)

Księżniczka Różanna była jak delikatny kwiat. Wszyscy troszczyli się o nią, spełniali jej zachcianki. Kiedy czegoś zapragnęła, natychmiast to dostawała. Nigdy nie musiała powtarzać próśb.

Gdy dorosła ojciec-król zaprosił najdzielniejszych rycerzy na turniej, którego zwycięzca miał otrzymać pół królestwa i rękę nadobnej damy.

Niestety poza szlachetnymi rycerzami zjawiła się banda rozbójników, którzy zajęli nadmorski stołp, a wraz z nim port. Uniemożliwili w ten sposób mieszkańcom handel, będący głównym źródłem dochodów Srebrnej Skały.

Ojciec-król ruszył w bój i w nim poległ. W ten sposób problem rabusiów, jak ciężki głaz spadł na ramiona nieszczęsnej Różanny.

Oczywiście szybko zjawiła się też mądra, choć nieco uszczypliwa czarodziejka, która przekazała, co następuje:

Gdy dama ze stołpu zbójów wyrzuci

Wnet do miasta szczęście wróci

Za szmaragdów mieszek nieduży

Zdobędzie płatki złocistej róży

 

Magiczka przekazała królewnie trzy, cienkie płatki róży, które miały spełnić trzy życzenia. Oglądała każdy szmaragd przez lupę i kazała wymieniać za małe lub te, które posiadały skazy.

Królewnę zachowanie czarodziejki zdziwiło i oburzyło, ale ponieważ była bardzo dobrze wychowana skryła te uczucia. Włożyła pod język płatek, przymknęła oczy i wyszeptała zaklęcie.

– Po cóż było się tak śpieszyć – sarknęła czarodziejka. – Zbóje nie uciekną, a ja bym mogła wiele poradzić. Widziałam mnóstwo księżniczek, masę napadów i mrowie zbójców…

Chciała mówić dalej, ale księżniczka, która zażyczyła sobie niezwyciężoności, wskoczyła na koń i rozkazała:

– Podajcie mi miecz! Nie trzeba mi osłon!

Dama ruszyła w bój na jabłkowitej klaczy. Niestety zbójcy gromadnie opuścili twierdzę i wyszli jej naprzeciw. Wtedy, całkiem niespodziewanie, odkryła, że przeraża ją tłum zarośniętych i cuchnących prostaków.

Mimo że nie mogli zadać jej ran, strach pozbawił ją tchu. Zbójcy zbliżali się, klacz cofała się, tracąc cały wdzięk, a księżniczka, czuła że zaraz zemdleje, lub co gorsza zwomituje publicznie.

Wreszcie spłoszona klacz ruszyła galopem w stronę zamku, a nieszczęsną Różannę ściągały prostackie śmiechy i lubieżne żarty.

Gdy dotarła do miasta, powitały ją przerażone twarze mieszkańców miasta i wymówki czarodziejki:

– Mówiłam, nie ma się co śpieszyć! A teraz co?! Pierwsza dawka zmarnowana!

Królewna poczuła gniew, ale wiedziała dobrze, że podobnie jak wstyd i strach są one uczuciami niegodnymi królewskiej córki. Stłumiła wiec te uczucia i zamknęła się w wieży.

Gdy kolejnego ranka zjawiła się na dziedzińcu zamkowym, wszyscy już czekali. Zmartwieni doradcy, wystraszeni mieszkańcy i czarodziejka wystrojona w nowe szaty.

– Szlachetna królewno – zaczęła czarodziejka. – Wczorajszy dzień, był chwilą klęski, ale nie trać ducha! Pomogę ci zwyciężyć, choćby trzeba było jeszcze mieszek, czy dwa dopłacić. Pozwól mi udać się do zbójców i dowiedzieć się, jak można ich zachęcić do wyjazdu – perorowała.

Królewna nie odpowiedziała. Przemyślała wszystko i wiedziała, co ma zrobić.

Pozdrowiła doradców, skinęła dłonią ludowi, a następnie włożyła do ust ostatnie dwa płatki złotej róży i wykrzyczała na cały głos zaklęcie.

Na jego efekt nie trzeba było długo czekać. Niechęć, którą czuła do czarodziejki eksplodowała nagle, jak burza. Różanna uśmiechnęła się i jednym kłapnięciem pożarła czarodziejkę. Potem pobiegła nad morze. Nie czuła strachu. Pojedynczymi kłapnięciami uśmiercała zbójców, konie i co jej się nawinęło na kieł.

Wreszcie wydała ryk i czekała na swego męża-smoka.

 

 

Zapładniam czarnymi motylami;)

Drogi Panie Cezary_cezary. Jak bym się chciała zapisać. Co prawda wycofuję się z mięsa, ale domowy hamburger, to coś czego trudno odmówić. Z tym, że nie o kulinariach chcę gadać. Chciałabym zyskać taką pewność jak Paweł;)

Ubawiłeś mnie.

Zapładniam czarnymi motylami;)

Droga Pani Ambush, miło, że moje specyficzne poczucie humoru wywołało uśmiech na Twojej twarzy :)

 

Wtedy, całkiem niespodziewanie, odkryła, że przeraża ją tłum zarośniętych i cuchnących prostaków.

Cóż, nawet księżniczka musi czasem przejechać się komunikacją miejską… :P 

 

Nie czuła strachu. Pojedynczymi kłapnięciami uśmiercała zbójców, konie i co jej się nawinęło na kieł.

Wreszcie wydała ryk i czekała na swego męża-smoka.

 

Sympatyczny tekst :)

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

 

Przypominam zadanie: napisanie uporządkowanej, pokazującej charakter bohatera sceny, w której bohater ma konkretny cel, ponosi porażkę, natrafiwszy na coś, przed czym odczuwa irracjonalny strach, po czym zbiera się do kupy i ustala plan dalszego działania.

 

cezary_cezary: szorcik jest zdecydowanie zamkniętą całością i jest zabawny (przesyca go humor absurdalny i zdecydowanie czarnej barwy, ale przesyca). Po kilku czysto językowych poprawkach mógłby samodzielnie trafić do Poczekalni. Ale mam wątpliwości, czy realizuje postawione zadanie. Pierwsze, co mi się narzuca: dlaczego lęk moralny ma być irracjonalny? Co ma weganizm do skrupułów? I drugie: kto tu jest bohaterem? To nie Paweł, który ma problem, rozwiązuje ten problem – zostaje poddany, hmm, terapii, niekoniecznie z własnej inicjatywy (nie precyzujesz tego). Jaki jest plan dalszego działania?

 

Ambush: …? strach przed zbójcami, choć może nieco przesadzony, jest całkowicie sensowny. Poza tym – napisałaś skrót opowiadania, które jednak skręca w dość nieoczekiwaną stronę. Nie jest to pojedyncza scena. Plan dalszego działania niby istnieje, ale z sufitu zleciał. Językowo (przecinki między podmiotem a orzeczeniem…) też niestarannie.

 

Zatem. Ponieważ żaden z szortów nie spełnia wymagań zadania, pałeczka organizatorska trafia do tego, który jest napisany lepiej. Czyli do cezarego.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

dlaczego lęk moralny ma być irracjonalny?

Szkopuł w tym, że planowałem pokazać strach przed mięsem, który uniemożliwił Pawłowi wykonanie pierwszej egzekucji… Jak widać, wyszło mi to mizernie :)

 

Odnośnie kolejnego wyzwania to chyba forum potrzebuje odpoczynku. Może po Nowym Roku? Chyba, że Ambush chciałaby coś zorganizować wcześniej… ;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Szkopuł w tym, że planowałem pokazać strach przed mięsem, który uniemożliwił Pawłowi wykonanie pierwszej egzekucji

… że wut. Wegetarianizm raczej nie kojarzy się ze strachem przed mięsem/krwią/innymi takimi.

Odnośnie kolejnego wyzwania to chyba forum potrzebuje odpoczynku. Może po Nowym Roku?

OK, Ty decydujesz.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Za dużo musiałem wyrzucić z tekstu żeby się zmieścić w limicie i trochę posypał się zamysł. Paweł został weganinem bo panicznie bał się mięsa, krwi i całej otoczki. Chyba rzeczywiście w wolnej chwili rozbuduje tekst i wrzucę jako szorta, bo na sucho ciężko tłumaczyć co mi w głowie siedzi :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Paweł został weganinem bo panicznie bał się mięsa, krwi i całej otoczki.

I miałam to wywnioskować z…?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Z wyciętej treści, której wspomnienie pozostało w mojej głowie. To chyba oczywiste? ;)

 

A na poważnie już, za dużo wyciąłem i zrobiła się luka, a że ja wiedziałem, jakie mam założenie to nawet nie zwróciłem uwagi, że dla czytelnika to może nie być zrozumiałe :( 

 

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Gratulacje Cezary!

A temat był trudny wielce.

Zapładniam czarnymi motylami;)

Aha w strach królewny był nieracjonalny, bo była niezwyciężona. Mogła wjechać w tłum i nic by jej nie zrobili, ale się bała.

Zapładniam czarnymi motylami;)

strach królewny był nieracjonalny, bo była niezwyciężona

Teoretycznie tak. Mimo to mam wrażenie, że przekombinowałaś.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pies mi zjadł zadanie????

Zapładniam czarnymi motylami;)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Właśnie;)

Zapładniam czarnymi motylami;)

To ten pies?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Gratulacje Cezary!

Dziękuję, chociaż tekst nie był szczególnie udany z uwagi na lukę fabularną ;)

 

Z tematem kolejnego wyzwania faktycznie wrócę po Nowym Roku. Chyba, że znajdzie się śmiałek do poprowadzenia tego wcześniej, w takim wypadku powodzenia :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Tarnino pies jak pies, nie drążmy. Kluczowe, że zjadł!;)

Zapładniam czarnymi motylami;)

Byle się nie pochorował :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Może być jak Marta z filmu dla dzieci i będzie mówił. W moim przypadku z błędną interpunkcją;P

 

Stara piła leży w piwnicy;)

Zapładniam czarnymi motylami;)

tekst nie był szczególnie udany z uwagi na lukę fabularną

Przeglądałam dzisiaj własne teksty sprzed pięciu lat – nie wiem, czy się śmiać, czy płakać laugh

 będzie mówił. W moim przypadku z błędną interpunkcją

Jak działa interpunkcja w mowie? Dobre pytanie na bezsenne noce XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka